Goniec

Switch to desktop Register Login

Polacy w światowej czołówce Mistrzostw Świata Jachtów J-24 - Rozmowa ze zdobywcami 6. miejsca w mistrzostwach świata

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Polonijna załoga jachtu Drivers Wanted pod wodzą skippera Tadeusza Bartlewskiego zdobyła 6 miejsce na 63 startujących w Mistrzostwach Świata J-24 - 24 stopowych znormalizowanych jachtów kilowych, które w tym roku, w ubiegłym tygodniu, były rozgrywane u brzegów Mississaugi.

fot. Andrzej Pokora facebook

Ze zdobywcami 6. miejsca w mistrzostwach świata J-24 rozmawia Andrzej Kumor

Kanadyjska Polonia żeglarstwem stoi

        Polonijna załoga jachtu „Drivers Wanted” pod wodzą skipera Tadeusza Bartlewskiego zdobyła 6 miejsce na 63 startujących w mistrzostwach świata J24 – 24-stopowych znormalizowanych jachtów kilowych, które w tym roku, w ubiegłym tygodniu, były rozgrywane u brzegów Mississaugi.

        Andrzej Kumor: Panie i Panowie, po pierwsze gratuluję i proszę się przedstawić. Czy to jest pełna załoga?

        Tadeusz Bartlewski: Jedna osoba jest nieobecna, to jest Irek Zubko, który był taktykiem na łodzi. Pozostali to Brygida i Maciek Sadowscy oraz Robert Burek.

        – Zacznijmy od mistrzostw. Które to są Państwa mistrzostwa? W tym samym składzie? Pamiętam, że Pan wyjeżdżał lata temu na Atlantyk na mistrzostwa J24.

        Tadeusz Bartlewski: To może było w Annapolis. Skład przeważnie jest ten sam, jedna osoba może się zmienia. Tu jest praktycznie nasz stały skład od 7 – 9 lat.

        A ponieważ to zależy od wagi załogi, tak że czasami pływamy we czterech, czasami pływamy w pięciu.

 – Bo waga jest ograniczona?

        – Tak, waga jest ograniczona do 400 kg, tak że my pływamy w piątkę, teraz się zmieściliśmy. Niektóre załogi pływają w szóstkę, niektóre w czwórkę. Wtedy pływaliśmy w czwórkę, bo był jeszcze Czarek, a Czarek i ja stanowimy tę najcięższą część załogi.

        – Pamiętam, że Pan pływa od dziecka regatowo?

        – Ja pływam regatowo od 7. roku życia, nawet jeszcze wcześniej.

        – W Polsce?

        – Tak, w Polsce. Jestem z Gdyni, to tam woda była, było gdzie pływać. Gdynia, Gdańsk, Górki Zachodnie, tam było mnóstwo dobrych akwenów i mnóstwo dobrych żeglarzy. I akurat taki system był, że pozwalał nam żeglować, nie wydając strasznie dużo pieniążków, więc to było dobre. Pływam Optimist, Cadet, OK Dinghy i 470, Solin, trochę FD i później, jak tu przyjechałem, to miałem przerwę. 

        I tak się złożyło, że poznałem paru żeglarzy ze środowiska polskiego klubu w Hamilton „Zawisza Czarny”. Od tego się zaczęło. Zaczęliśmy pływać. Najpierw pływaliśmy na łódce, która tutaj nie ma klasy. Jak zobaczyliśmy, że są takie same, identyczne łódki, wtedy zdecydowaliśmy, że kupimy tego typu łódź. Kupiliśmy i zaczęliśmy pływać. 

        – Który to był rok?

        – To był 2005. Kupiliśmy łódkę w 2005, w 2007 już żeśmy wygrali mistrzostwa Kanady, to było w Shediac  w Nowym Brunszwiku. W 2009 wygraliśmy następne mistrzostwa Kanady.

        Maciek Sadowski: W Hudson w Quebecu.

        Tadeusz Bartlewski: Generalnie, co roku startujemy w – tak można to nazwać – lidze ontaryjskiej. Z reguły jak startujemy we wszystkich regatach, to przeważnie przez ostatnie parę lat żeśmy wygrywali te wszystkie regaty. Składa się ona z pięciu regat. Początek sezonu w Ashbridges, później tu u nas w klubie.

        – Wszystko na jeziorze Ontario?

        – Tak, różne kluby organizują różnego rodzaju regaty i w ramach całej serii...

        – Jak  Kanada stoi w J24? To jest popularna klasa?

        – To jest bardzo popularna klasa. Na tych mistrzostwach bardzo dobrze Kanadyjczykom poszło, bo wygrał Kanadyjczyk Rossi Milev, pochodzenia bułgarskiego, z tego klubu.

        Brygida Sadowski: To pierwszy raz w ogóle, kiedy kanadyjska łódka wygrała mistrzostwa.

        Tadeusz Bartlewski: Tak, jeszcze nigdy nie wygrali. On jest doskonałym żeglarzem i już parę razy się pokazywał na międzynarodowej arenie. W 2006 roku wygrał mistrzostwa Ameryki Północnej i zawsze jest gdzieś tam w czubie.

        – A Państwo? Państwo też byliście zawsze gdzieś w czubie?

        – Przeważnie jesteśmy w czubie tutaj, w Kanadzie, a jak jeździliśmy do Stanów, to już był środek stawki, pierwsza dziesiątka, pierwsza piętnastka...

        Maciek Sadowski: Ale w Halifaksie byliśmy najlepszą kanadyjską łódką w mistrzostwach Ameryki Północnej.

        – Mówi się, że rozgrywa się jakieś wyścigi, są przeliczniki dla jachtów, ale tutaj jest jedna i ta sama łódka, są ograniczenia wagowe, wiadomo, kto czym pływa, jakie żagle ma itd., więc wszystko zależy od załogi.

        – Wszystko jest wymierzone.

        Tadeusz Bartlewski: W większości wszystko zależy od załogi. Kile są wymierzone, łódki są zważone, żagle są zmierzone, my jesteśmy wszyscy zważeni, tak że jest promowanie tego, że wszystkie łódki są porównywalne i wszystkie będą takie same. 

        – Czym się różnią?

        – Różnice nie są duże.

        Brygida Sadowski: Polerowaniem (śmiech).

        Tadeusz Bartlewski: Troszeczkę może kształtem kila, ale ponieważ kile powinny się mieścić w tych tolerancjach, to są bardzo podobne. Producenci żagli są różni. Jest North Sails, który jest największym potentatem. My jeździmy na żaglach braci Zaleskich, to jest polska firma w Connecticut w Stanach Zjednoczonych. Na tych żaglach, to było takie polskie „connection”. Oni pływali na tej klasie, my pływaliśmy na tej klasie i w związku z tym kupowaliśmy u nich te żagle. Największe sukcesy mieliśmy na tych żaglach.

        – Ilu jest Polaków z innych krajów w tej klasie?

        – W Polsce ta klasa nie istnieje.

        – Ilu Polaków Państwo spotkali, ze Stanów Zjednoczonych, z zagranicy?

        – Na tej klasie?

        – Tak.

        Maciek Sadowski: Oprócz Zaleskich, którzy już nie pływają, to raczej nie ma, może jeden.

        Tadeusz Bartlewski: Były dwie polskie łódki tutaj parę lat temu. Byliśmy my i „Syrena”, no i Zalescy byli, ale sprzedali łódkę. To są bracia bliźniacy, Krzysztof Zaleski bardziej się poświęcił trenowaniu swojego syna na Laserze, który jest klasą olimpijską, i chce go przygotować do olimpiady, bardzo fajnie, a Waldek raczej... Mówili, że będą kupowali łódkę, ale na razie na to nie wygląda. Pływają na dużych łodziach. Szyją żagle, budują żagle dla dużych łodzi i pływają na dużych łodziach z sukcesem.

        – Więc zostali Państwo tylko jako polonijna reprezentacja?

        – Tak.

        – A od czego zależy, które miejsce się zajmie, i jak się trenuje do tej klasy regat?

        – Mieliśmy dobry trening, ale przede wszystkim najbardziej liczy się szybkość łodzi i szybkość łodzi się trenuje w parach, dwie łódki przeważnie, może trzy. Najlepiej zawsze z kimś, kto jest bardzo szybki, więc staraliśmy się trenować właśnie z Rossim, jeśli mógł. Jeśli nie, to mieliśmy partnera z pochodzenia Węgra i przygotowywaliśmy się w warunkach, takie jakie nam pozwalały – były różne wiatry. Próbowaliśmy różnego rodzaju ustawienia, gdzie powinien być szot, genuy, jakie powinno być napięcie sztagu, jakie powinno być napięcie want, tego typu rzeczy.

        Maciek Sadowski: Niuanse, które wychodzą później.

        Brygida Sadowski: Nawet to, gdzie siedzimy.

        Tadeusz Bartlewski: Jaki przechył, czy taki, czy taki, czy troszeczkę większy. I wydaje nam się, że te właśnie doświadczenia pomogły nam, że wypadliśmy lepiej. W Ontario nie ma dużo wiatru, w związku z tym były warunki, jakie nam odpowiadały.

        – O to chciałem zapytać, teraz anomalia pogodowa, ciepło itd., chyba nie było dużo wiatrów?

        Maciek Sadowski: Nie, nie było. Było do pięciu, sześciu, ośmiu węzłów.

        Brygida Sadowski: Czasami trudniej jest pływać przy słabych wiatrach.

        – Chciałem więc zapytać, jak były trudne te mistrzostwa, czy były trudniejsze niż zazwyczaj?

        Tadeusz Bartlewski: Mnie się wydaje, że dla nas były łatwiejsze z dwóch względów. Po pierwsze, dlatego że pływamy już tu przez ostatnie dwanaście lat, po drugie, dlatego że pogoda jest przeważnie tego typu, tak że jak pływamy, to 70 – 80 proc. warunków było takich, jak na mistrzostwach świata. Troszeczkę może trochę lepiej znamy ten akwen niż inni i dużo nam pomogło, że to jednak to swoje wody.

        Maciek Sadowski: Local knowledge.

        – Czyli to nie była jakaś wyjątkowa sytuacja? Nie były za słabe te wiatry?

        – Nie, nie były.

        Maciek Sadowski: Jest limit – żeby ten wyścig w ogóle się odbył, to muszą być minimum cztery węzły.

        Tadeusz Bartlewski: I było tak, było pięć, w dolnych granicach, troszeczkę powyżej limitu.

        – Czy jest minimum maksymalne?

        – Nie, nie ma.

        Robert Burek: Ze względów bezpieczeństwa na pewno jest. Odwołują regaty.

        Tadeusz Bartlewski: Odwołują, ale były regaty, kiedy było 25 – 30 węzłów i się odbyły. W momencie kiedy wyścig trwa, już leci, i jest ostatnia prosta na wiatr czy z wiatrem, to zawsze zostawiają. W jednym wypadku odwołali, kiedy przywiało chyba czterdzieści parę węzłów w Annapolis. Mamy takie zdjęcia, że naprawdę...

        – Łatwiej się pływa przy szybkich czy przy wolnych?

        – Dla nas łatwiej się pływa przy słabszych wiatrach, z tego względu, że mamy więcej doświadczenia, lepsze wyczucie, jak się steruje, to już jest to przyzwyczajenie, nawyki, które nabyliśmy tutaj. Fala, niezależnie jaka jest...

        – No właśnie, fala też dużo znaczy.

        – Też dużo znaczy i łatwiej nam po prostu przechodzić przez te fale poprzez trymowanie żagli, i może troszeczkę lepiej, a może bardzo dobrze momentami to nam się udaje. Po prostu na słabszych warunkach udaje nam się lepiej pływać. Jesteśmy opływani na tych słabszych warunkach.

        Jeżeli chodzi o silniejsze warunki, to ostatnio przed mistrzostwami świata było parę dni, kiedy były naprawdę silne warunki pogodowe. Akurat pływaliśmy sami, ale tak już powoli, powoli...

        Maciek Sadowski: W Halifaksie też nie było mało wiatru, a mieliśmy dobry wynik.

        Tadeusz Bartlewski: Nie, nie było mało.

        – Są Państwo zadowoleni z tych mistrzostw?

        Maciek Sadowski: Bardzo zadowoleni.

        Tadeusz Bartlewski: Jesteśmy bardzo zadowoleni. Wiadomo, mogło być lepiej, było w zasięgu ręki trzecie miejsce, ale zrobiliśmy parę błędów. Żeglarstwo polega na tym, że im mniej błędów się zrobi, tym lepiej się wypadnie. Bo każdy robi błędy.

        – Wróćmy do Pani i Panów, tzn. droga do żeglarstwa. Znamy już drogę pana Tadka, a jaka była Pani?

        Brygida Sadowski: Mąż mnie zaraził żeglarstwem. 

        – Jak to jest z tym bakcylem? Widzę po Pana opaleniźnie, że często na świeżym powietrzu.

        Maciek Sadowski: Tu byliśmy po osiem godzin przez pięć dni, dlatego tak wyglądamy. Myśmy kupili naszą pierwszą łódkę – nie była duża, turystyczna, ale zaczęliśmy się w klubie u siebie ścigać, po prostu żeby się lepiej nauczyć. 

        Dzięki właśnie splotowi wydarzeń żeśmy się spotkali z Tadkiem i w zasadzie jesteśmy jego wychowankami i on jest naszym mentorem.

        Brygida Sadowski: Wdzięczni, że chce z nami pływać.

        Maciek Sadowski: Tak naprawdę, tego żeglarstwa regatowego to on nas nauczył, bo w Polsce ja, mimo że jestem ze Szczecina, nie miałem kontaktu, byłem bardziej nurkiem niż żeglarzem. To zajęło nam w sumie osiem lat, żeby dojść do tego wyniku.

        – Do klasy światowej, bo to jest czołówka światowa.

        Tadeusz Bartlewski: Tak. Praktycznie za nami było dwóch mistrzów świata.

        – A Pan?

        Robert Burek: Ja byłem daleko od wody, dlatego że się urodziłem i wychowałem w Bieszczadach. A pierwszy raz z żeglarstwem zetknąłem się właściwie dzięki mojemu bratu, świętej pamięci już teraz, na Jeziorze Solińskim. Zabrał mnie w którąś niedzielę na Cadetach, posadził mnie na niskiej burcie i kazał mi tam siedzieć, dopóki tyłek mi się nie będzie moczył. I już mi się spodobało. I od wtedy, kiedy tylko była okazja, wyjeżdżaliśmy razem na łódkę, czy to na Solinę, czy na Mazury, na wielkiej wodzie. Jak wyemigrowałem z Polski i zjawiłem się tutaj...

        – Jak dawno to było?

        – Prawie 30 lat temu, minie w przyszłym roku. Kupiliśmy sobie łódkę, oczywiście nie łódkę regatową, ale jakieś tam pływadło, że tak powiem. No i spędzaliśmy weekendy na niej. Kiedyś miałem okazję, zostałem zaproszony do wzięcia udziału w regatach, tam miałem okazję poznać nieżyjącego już teraz Marka Gośnickiego, doskonałego żeglarza. No i wtedy właściwie pierwszy raz byłem na regatach, czyli niespełna 30 lat temu. I już tego bakcyla wtedy złapałem tak mocno, i już szukałem okazji, żeby uczestniczyć w regatach, klubowych przeważnie, na różnego rodzaju łódkach, ze znajomymi, z ludźmi poznanymi, Polakami, Kanadyjczykami. 

        Następnie pojawiła się łódka J24, tak jak Tadek wspomniał, „Syrena”, którą kiedyś miał Irek Zubko, no i z nim zacząłem pływać jakieś 15 lat temu. I po dwóch latach, gdy Tadek z partnerami kupowali łódkę, zaproponowali mi wstąpienie do załogi. Od tej pory pływamy razem, i od tej pory dopiero zaczęło się prawdziwe żeglarstwo regatowe i pod okiem Tadka...

        Brygida Sadowski: Dzięki Tadkowi, tak... Tak jest.

        – Tak jest. Tak że prawdziwa przygoda zaczęła się właściwie dopiero wtedy.

        – Jak to jest z tymi regatami? Ja znam dwie klasy żeglarzy, znam takich żeglarzy – kiedyś robiłem wywiad z Ludomirem Mączką, powiedział mi, że nienawidzi regat, nienawidzi ścigania się. On lubi spokojnie, woda, słonko, ludzie, tu płyniemy, tam płyniemy. Natomiast są ludzie, którym ściganie daje czucie tej przyrody, tu wiatr, tu woda, że człowiek czuje się częścią tego. Co to jest u Państwa, dlaczego regaty właśnie, a nie pływanie jak Pan zaczynał od jakiejś łódki na weekend?

        Robert Burek: Myślę, że to był kolejny etap. A po drugie, to na pewno woda to jest oderwaniem się od takiej szarości, zwykłego dnia, od stresów dnia codziennego, a poza tym adrenalina...

        Brygida Sadowski: Emocje i nerwy...

        Robert Burek: Emocje. W rejsie nigdy nie jest tak samo. Część elementów można trenować, przygotowywać się, ale to nigdy nie jest tak samo. Czasami to jest jak gra w szachy. Mnie to bardzo pociąga i satysfakcjonuje. Lepsze rezultaty lub gorsze, oczywiście te najlepsze najbardziej. Dla mnie to jest hobby na całe życie, mam nadzieję.

        Tadeusz Bartlewski: To jest sport, i to jest chyba ta różnica pomiędzy pływaniem rekreacyjnym, kiedy fajnie, płyniemy sobie – i każdy z nas też to lubi – a zwykłą, sportową rywalizacją, w której każdy chce się sprawdzić czy zobaczyć, gdzie jesteśmy...

        Brygida Sadowski: Nie ma limitów wieku (śmiech).

        Tadeusz Bartlewski: Tak, nie ma limitów wieku i dlatego to jest ciekawe, bo tutaj pływa...

        – Tutaj nie tylko mięśnie mają znaczenie.

        – ...jest duże spektrum. Trzeba być przygotowanym fizycznie, szczególnie osoby, które trymują czy genują, czy przy spinakerach, bo jeżeli wieje więcej, to albo trzeba wyciągnąć to szybciej, albo mieć więcej siły, więc trzeba być przygotowanym. Drugi aspekt to jest ten mentalny aspekt. Jak długo można być skupionym, bo wyścig trwa godzinę – półtorej, w zależności od tego, jakie są warunki, jak długa trasa i jaka ranga regat, ale przeważnie około półtorej godziny. I trzeba wpaść w to skupienie, żeby prowadzić tę łódkę jak najszybciej, wyjść ze startu jak najszybciej i wyjechać jak najszybciej do przodu. Co jest ważne wtedy – przygotowanie łódki, czyli aspekt techniczny, i umiejętności trymowania żagli, bo naszą siłą napędową są żagle. Żagle, przechyły, wykonywanie manewrów, jak zgrana jest nasza załoga, jak szybko możemy zrobić zwrot przez sztag czy zwrot przez rufę, czy nam żagle się wypełnią od razu, czy nie wypełnią, czy tam coś się załamie. Na każdym manewrze można stracić pół długości łodzi i to są właśnie te drobne elementy, które wyprowadzają każdego żeglarza regatowego do przodu.

        – Jakie są nieuczciwe chwyty w regatach, podbieranie wiatru?

        – To są uczciwe i dozwolone rzeczy. Obowiązują przepisy regatowe, w których jest siedem czy pięć podstawowych przepisów regatowych. Pierwszy to jest prawy – lewy, czyli łódka, która jest na prawym, mówi się, że ma pierwszeństwo, ale w rzeczywistości to łódka na lewym musi ustąpić łódce na prawym. Ale jeśli łódka na lewym nie ma takiej możliwości, to łódka na prawym musi uniknąć kolizji. 

        Maciek Sadowski: Ale złożenie się przed dziobem, według przepisów, oprócz tego, że jest możliwe, to jest dopuszczalne, ale to jest niemile widziane. To jest takie niepisane prawo, że ludzie raczej tego nie robią.

        Tadeusz Bartlewski: To zależy.

        – To nie jest fair play?

        Tadeusz Bartlewski: Nie, to jest fair play.

        Brygida Sadowski: Jak kogoś nie lubisz, to mu się składasz przed dziobem.

        Tadeusz Bartlewski: Niekoniecznie. To są sytuacje taktyczne. Jeżeli my wiemy, że jesteśmy w pierwszej piątce i największy rywal jest koło nas, troszeczkę za nami, to po prostu chcemy mu zabrać wiatr, chcemy go wyprzedzić, chcemy, żeby był niżej, i robimy wszystko to, co jest dozwolone, żeby był dalej za nami. Poprzez zabranie mu wiatru czy wymuszenie na nim, ale legalne, żeby popłyną w stronę, w którą nie powinien płynąć – to jest wszystko dozwolone. 

        Oprócz przygotowania łódki, oprócz przygotowania załogi, oprócz zgrania załogi i wszystkich manewrów, to jest jeszcze coś takiego jak wiatr, który się zmienia, prąd, który jest silniejszy. I dużo rzeczy polega na tym, że jeżeli się popłynie w dobrą stronę, tam gdzie jest więcej wiatru albo tam gdzie wiatr troszeczkę odkręci, tam się wygrywa.

        – Jakie są szanse na to, żeby to była klasa olimpijska?

        Tadeusz Bartlewski: Raczej nie ma. To nie jest klasa widowiskowa. To jest po prostu klasa, która jest bardzo popularna, została wyprodukowana chyba w 76 roku pierwsza łódka u człowieka w garażu, Rod Johnstone się nazywał. Wybudował sobie łódkę dla rodziny.

        – Chyba wielu ludzi zaczyna od tej wielkości łódki, rekreacyjnie, 24 stopy, łatwiej się pływa, nie jest to za duże, nie jest to za ciężkie.

        Tadeusz Bartlewski: I on sobie taką łódkę wybudował i kto mógł przewidzieć, że w tej chwili jest ponad 5 tysięcy tych łodzi na świecie. Na tych regatach były łódki z Japonii, z Irlandii, z Meksyku, z Peru, z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Argentyny, Korei. Dziesięć narodowości było.

        Brygida Sadowski: Nie, chyba dwanaście czy czternaście.

        Tadeusz Bartlewski: Tak że jest to najbardziej popularna łódka kilowa na świecie.

        – Czemu jej w Polsce nie ma?

        Tadeusz Bartlewski: Nie wiem. W Polsce się nigdy nie przyjęła. W Polsce były – to się chyba nazywał quoter toner, ćwiartka. 

        Maciek Sadowski: Może dlatego, że to nie jest klasa olimpijska, to nie jest łódka, która daje...

        – ...odskocznię do kariery sportowej?

        Tadeusz Bartlewski: Ale właśnie daje, ta łódka daje odskocznię do kariery sportowej, dlatego że dużo ludzi, którzy się przewinęli przez tę łódkę, później zrobiło karierę czy w Americas Cup czy w innych. Mnie się wydaje, że to raczej chodziło bardziej o koszt, ponieważ nowa łódka kosztuje chyba 70 tys. dolarów, w tej chwili starą, jak nasza, można kupić za 15 tys. 

        – Dlaczego to jest takie drogie, 70 tys. dolarów za łódkę, która ma 24 stopy?

        Robert Burek: Myślę, na popularność tej klasy wpływa też fakt, jak Tadek wspomniał, że można kupić łódkę w miarę tanio. To jest tanio jak na łódkę regatową. Do 20 tys. dol. to nie jest tak drogo jak na łódkę regatową.        

        – Na koniec porozmawiamy o pieniądzach, bo takie pływanie to też jest koszt, i nie tylko koszt czasu, który człowiek poświęca tej pasji, ale i łódka, i doprowadzenie jej do stanu regatowego, i transport...

        Maciek Sadowski: Żagle.

        – ...jeżdżenie na zawody itd. „Drivers Wanted” to jest hasło Volkswagena, czy w związku z tym są jakieś pieniądze?

        Brygida Sadowski: Dobrze by było.

        Tadeusz Bartlewski: Nie. To jest nasza druga łódka. Pierwsza łódka, którą kupiliśmy w 2005 roku, była sponsorowana przez Volkswagena, miała nazwę „Drivers Wanted” i myśmy tej nazwy nigdy nie zmienili. Nas Volkswagen nigdy nie sponsorował, ale nazwa po prostu się przyjęła, została, już znają nas wszyscy, „Drivers Wanted”.

        – Może warto byłoby po tych sukcesach na mistrzostwach świata wystąpić o sponsorowanie?

        Robert Burek: Myślę, że Volkswagen ma teraz wystarczająco kłopotów.

        – No właśnie, nie ma sponsorów?

        Robert Burek: Wszystko robimy z prywatnych pieniędzy. Jak wyjeżdżaliśmy do Australii, to wspomogło nas kilka osób, między innymi firma truckerska, i to sporo nam pomogli. Tadeusz Bartlewski: Od tej pory finansujemy się sami.  Na początku, jak zaczynaliśmy pływać, wyjeżdżaliśmy dużo częściej do Stanów, a w tej chwili już nie. OK, to pojedziemy tu na regaty, to pojedziemy tam na regaty. Ale to są też wakacje dla nas. Czy pojedziemy do Annapolis, czy pojedziemy do Newport, czy pojedziemy do Marblehead, to praktycznie, gdybyśmy mieli sami tam pojechać, to może nigdy byśmy nie pojechali. A tak...

        – Chyba jeszcze środowisko, poznaje się ludzi.

        Robert Burek: – Znamy ludzi w tej flocie, znamy nas dobrze, spotykamy się nie tylko na łódce, ale i prywatnie.

        – Czasem załogi mają chorobę ekspedycyjną, że się nie lubią, mają pretensje do siebie. Jak to jest u Państwa?

        Tadeusz Bartlewski: U nas jest tak, że jeżeli mamy jakieś pretensje, jeżeli coś się dzieje, zostaje na łodzi. Normalnie wychodzimy.

        – Nie ma czegoś takiego, że „to przez ciebie” przegraliśmy?

        Wszyscy: Nie. Zostaje na wodzie i czysta karta. Wszyscy chcemy jak najlepiej.

        Tadeusz Bartlewski: Fajne jest to, że możemy jeszcze ze 20 lat popływać. Bo chcę wrócić do tego, najstarszy zawodnik miał 72 lata i był drugi na tych zawodach.

        Maciek Sadowski: Tony Parker, który jest skarbnikiem republikanów w Stanach Zjednoczonych.

        Robert Burek: Są tu ludzie różnego pokroju, różnej wielkości kieszeni itd.

        – To jest piękne w takiej rywalizacji, że nie decydują jakieś olbrzymie pieniądze, sponsorzy, którzy nie wiadomo co robią przy łodziach, jak w dużych regatach.

        Tadeusz Bartlewski: Z przykrością musimy stwierdzić, że ostatnie lata akurat to są takie lata posuchy, jeśli chodzi o popularność J24, przynajmniej tu, lokalnie, bo nie przybyło, było trochę ludzi, którzy kupili te łodzie, zaczęli pływać, później je zostawili. Jak widać, tych łodzi tutaj trochę stoi. Kiedyś, kiedy myśmy zaczynali, stało ich mnóstwo i pływały, co czwartek mieliśmy regaty. A teraz w tamtym roku nie było żadnych regat, w tym roku nie było żadnych regat czwartkowych. To troch smutne jest.

        Brygida Sadowski: Mało młodych jest.

        Maciek Sadowski: Ale to jest chyba jest generalny problem w Kanadzie.

        – Jak to jest, czy młode pokolenie chce pływać?

        Tadeusz Bartlewski: Mój syn akurat wyjechał do Edmonton.

        Brygida Sadowski: Ale Roberta Adaś.

        Robert Burek: Moje dzieciaki co prawda przeszły tutaj ten okres, córka była dwa razy na kampie i jakoś nie chciały pływać.

        – Nie załapały bakcyla?

        – Nie. Syn pewnie by pływał, ale teraz zajęty jest bardziej szkołą i swoją karierą, ale chętnie przychodzi. Jak jest miejsce, to przychodzi z nami popływać. Jego ekscytuje bardziej szybkość i mała łódka, więcej jest akcji na niej. Jak przywieje i są duże fale to my też to lubimy wtedy. Ale jak są słabe wiatry, to się troszeczkę nudzi jakby.

        Tadeusz Bartlewski: Ale J to jest jeden nasz rozdział, a drugi rozdział to pływamy na łódce Maćka tutaj, to jest Beneteau 10R. I też jest jeden z największych słodkowodnych rejsów, co roku się odbywa, to jest Lake Ontario 300.

        – Jaka to jest wielkość łodzi?

        – 10 metrów, 34 stopy.

        Brygida Sadowski: Ale na Jeku jest więcej emocji.

        Tadeusz Bartlewski: Ale pływamy co roku, startujemy w tych regatach, i też Maciek może się pochwalić sukcesami tutaj.

        Maciek Sadowski: Susan Hood  iOntario 300, to w zasadzie myśmy wygrali dwa razy. Mówię myśmy, bo pierwszy raz byłem, jak to mówią, „double handed” z Tadziem, dwie osoby tylko. 300 mil pokonaliśmy i wygraliśmy te regaty, a w dwa lata później płynęliśmy w czwórkę, był Robert i jego syn Adam. I też nam się udało wygrać te regaty. Tutaj twierdzą, że to są największe słodkowodne regaty na świecie, z czego Amerykanie chyba nie są zadowoleni, bo jeszcze jest ten słynny Mackinac z Chicago do Mackinac. To jest bardzo ważny, prestiżowy wyścig. Nie wiem, może są dłuższe, może są krótsze, to nie o to chodzi, ale są to bardziej popularne regaty, bo jednak Amerykanie lepiej są w stanie to zorganizować, jest większy prestiż. Niemniej jednak te regaty ontaryjskie też są trudne.

        Brygida Sadowski: Ale co roku jest coraz mniej łodzi.

        Tadeusz Bartlewski: Ale koło stu łodzi przyjeżdża.

         Tadeusz Bartlewski: Wystarczy spojrzeć, ile pięknych łodzi stoi w porcie, większość nigdy nie wypływa. 

        Maciek Sadowski: To jest właśnie ta różnica między pływaniem dla przyjemności i regatowym.

        – No tak, ale stać dla przyjemności w porcie to nie jest pływanie.

        Tadeusz Bartlewski: To ludzie mają zamiast cottage’u, zamiast jeździć dwie godziny, stać w trafficu, wykupują takie coś i sobie albo wypłyną, albo nie. Dzisiaj wypłyną, zaproszą znajomych. Klub jest bardzo przyjemny, sprzęt się nie niszczy, nie trzeba inwestować.

        – Dziękuję bardzo.


Ostatnio zmieniany piątek, 29 wrzesień 2017 08:51
Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować