Goniec

Switch to desktop Register Login

Rodzi się drugi Dzień Polski w Mississaudze! - Andrzej Kumor rozmawia z Anną Mazurkiewicz

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

    Już 25 czerwca w sercu Mississaugi, na Celebration Square, odbędzie się drugi już Dzień Polski – po raz pierwszy w samym centrum miasta zamieszkiwanego przez blisko stutysięczną diasporę polską, miasta, gdzie ma swą siedzibę wiele polskich firm, gdzie mamy swoje kościoły i ośrodki kultury,  którego burmistrzem jest Bonnie Crombie, osoba o polskich korzeniach.

    O tym, jak ma wyglądać ta być może wkrótce największa polska impreza w Kanadzie, rozmawiamy z jej organizatorem, p. Anną Mazurkiewicz.

    Goniec: Jak do tego doszło i skąd pomysł Dnia Polskiego, mamy przecież festiwal na ulicy Roncesvalles?  Skąd pomysł, żeby akurat pokazać się w Mississaudze?

    Anna Mazurkiewicz: Myśmy o tym od dawna myśleli; gdy byłam prezesem Kongresu, to było w 2010, to już wtedy marzyliśmy o czymś takim. Ściągnęliśmy informacje z Internetu, zobaczyliśmy, ile to będzie kosztowało, i trochę się przestraszyliśmy, bo koszt był ogromny.

    – Wynajęcia placu?

    – Nie tylko wynajęcia. Wynajęcie będzie kosztowało około 16 tysięcy. A do tego trzeba wynająć krzesła, ubikacje, różne inne rzeczy. Tak że nasz budżet w zeszłym roku wynosił 26 tysięcy, w tym roku będzie nawet trochę więcej, dlatego że chcemy sprowadzić kogoś z Polski na scenę.
    Nie wiemy jeszcze, czy nam się to uda, bo wszystko zależy od sponsorów. Mamy troszeczkę zysków z zeszłego roku, żeby zacząć w tym roku, ale nie aż tyle, żeby kogoś takiego naprawdę sławnego ściągnąć. Ale wtedy żeśmy się przestraszyli i później długo nie było nic. Gdy zaczęliśmy tutaj organizować obchody 3 Maja i 11 Listopada, to były też podobne obawy, że będziemy konkurować z Okręgiem Toronto.

    – ...że się dzieli polskie obchody?

    – Tak, że się je rozdziela. Ale skoro tutaj, w Mississaudze, jest okręg, i tutaj jest duża Polonia, a bardzo mało Polonii stąd jeździło na Roncesvalles na festiwal, to postanowiliśmy, że jest nam  tutaj coś potrzebne, bo tu chodzimy do kościoła, tutaj dzieci chodzą do polskiej szkoły i tutaj jest nasza społeczność.

    Właściwie w ten sam sposób myślimy o Dniu Polskim – naszej lokalnej Polonii jest potrzebna taka impreza, żeby mogły przyjść rodziny, żeby dla każdego było coś fajnego, żeby Polacy mogli tego dnia czuć się dumni ze swojego pochodzenia, żeby byli razem, bawili się, i żeby inne grupy, mieszkańcy Peel (i spoza, bo mamy też organizacje, szczepy harcerskie, z Milton), nas zobaczyli.

    – Wykorzystuje Pani głównie kontakty harcerskie do organizacji?

    – Nie, organizatorem jest Okręg Mississauga Kongresu Polonii Kanadyjskiej, ale skupiamy 13 organizacji, a 4 z nich to są szczepy harcerskie i jedna to Koło Przyjaciół Harcerstwa i pewnie jeszcze następne dojdzie. Tak że prawie połowa to jest harcerstwo.

   W ten sam sposób myślimy właśnie o Dniu Polskim, że potrzebujemy czegoś, żeby podkreślić naszą polskość, nasze pochodzenie. Prawdę mówiąc, wszędzie, gdzie się idzie, na plazę, wszędzie się słyszy polski język, ale jesteśmy jako grupa prawie niewidoczni w Mississaudze. A to jest okazja, żeby nas zauważono.  Takie są na nasze cele.

    – Czy jest jakaś współpraca z konsulatem RP? Tak się składa, że obchodzić będziemy 1050. rocznicę Chrztu Polski, w Polsce odbywa się też Światowy Dzień Młodzieży...

    – W zeszłym roku konsulat sfinansował wyposażenie studia artystycznego, w tym roku też nam to daje i  rozmawiamy z konsulatem, żeby przynajmniej częściowo sfinansował sprowadzenie kogoś z Polski. Poza tym da nam parę filmów do pokazywania w audytorium. Tam są z każdej strony olbrzymie ekrany i podczas przerwy między występami będziemy pokazywali filmy turystyczne o Polsce...

    – Czy będzie jakiś rys historyczny, historia Polski, skąd jesteśmy?

    – Jest taki krótki klip na YouTube, ale mi się zdaje, że tak czy inaczej trzeba przynajmniej coś wiedzieć o Polsce, aby rozumieć, co tam jest pokazywane.

    Muzeum Orlińskiego będzie miało wystawę, Zarząd Główny Kongresu organizuje wystawę o Monte Cassino.

    – Będzie tam, na miejscu?

    – Jeszcze nie wiemy na pewno, bo będzie już wcześniej wystawiana gdzieś w okolicy. Tak że trzeba będzie zdecydować, czy warto jeszcze ją pokazać. Bo zdaje się, że oni chcą też, żeby w ratuszu Mississaugi się pojawiła. Wtedy, gdy wszyscy będą ją widzieli przed naszym Dniem Polskim, nie będzie warto.

    – Cały Dzień Polski będzie się odbywał przed ratuszem, tam gdzie jest lodowisko i na scenie? Czy w bibliotece centralnej też coś się będzie działo?

    – W bibliotece możemy wynająć cztery sale, ale mówią nam, że mało kto tam chodzi, tak że chyba te sale będą przebieralnią dla grup tanecznych itp. Ale jest tam "glass house", gdzie prawdopodobnie wystawimy jakąś sztukę, ale jeszcze na sto procent nie wiemy.

    – No właśnie, projekt się rodzi, ale klamka już zapadła?  

    – Klamka już zapadła. 10 procent jest już zapłacone, kontrakt podpisany, na stronie internetowej, na Facebooku, wszędzie nadaliśmy informacje, kiedy będzie Dzień Polski i gdzie. W jakim stadium są przygotowania? Mamy grupy od różnych sekcji. Grupa od programu artystycznego już działa od półtora miesiąca, już mamy kontakt z kimś, kto zobaczy, kogo uda się sprowadzić z Polski za tyle pieniędzy, ile mamy, a nie jest ich za wiele w tym roku.

    – Co by przyciągnęło publiczność?

    – Tak. Prawdopodobnie dużo artystów i zespołów z zeszłego roku będzie chciało wrócić, bo to już jest prawdziwa scena i nagłośnienie, wszystko jest  już bardziej profesjonalne. Tak że większość artystów z zeszłego roku wróci na tę imprezę.

    – Czy będzie też pokazany nasz wkład w budowę Kanady, bo w końcu Polak był szefem rozbudowy terminalu pierwszego, nawet tu, w Mississaudze, jest bardzo dużo do pokazania? Pani powiedziała, że język polski słychać, ale przecież również pracujemy w bardzo wielu przedsiębiorstwach w Mississaudze. Są takie firmy, jak Cyclone, które należą do Polaków, do polskiej rodziny. Czy tego rodzaju prezentacja miałaby sens przy okazji Dnia Polskiego?

    – Tak, tylko że ktoś by musiał ją przygotować i zorganizować. My planujemy nie tylko na ten rok,  to ma być stała impreza.

    Nie jesteśmy w stanie wszystkiego sami zrobić. Na pewno jesteśmy gotowi na to, żeby udostępnić albo ten "glass house", albo wynająć jakiś namiot, z tym że trzeba mieć wtedy odpowiednie oświetlenie. Jeżeliby zorganizowali elektroniczną wizualizację, wtedy byłoby najlepiej, bo wtedy by się zorganizowało jakiś duży ekran.

    – Są grupy, które robią prezentacje historyczne; widzimy to przy okazji uroczystości w Niagara-on-the-Lake, są rekonstruktorzy... Czyli Pani wszystkich zaprasza?

    – Oczywiście, bo to jest impreza organizowana przez Polonię dla Polonii i dla wszystkich z innych grup, którzy przybędą do naszego domu i będą naszymi gośćmi tego dnia. Tak że jeżeli jakaś organizacja się do nas zgłosi i powie, że ma jakąś wystawę, jakiś pomysł, na pewno spróbujemy to pokazać. Jeżeli nie będziemy mogli w tym roku, to zapiszemy ich na przyszły.

    – To będą namioty, stoiska, stanowiska, jak to będzie wyglądało?

    – Tak, tam są miejsca dla 12 wystawców z jedzeniem, którzy potrzebują wody, prądu itd. I jest jeszcze miejsce dla wszystkich wystawców, którzy chcą albo pokazać coś, albo sprzedają biżuterię, albo coś, gdzie nie trzeba gotować. Jest sporo miejsca.

    – I wszyscy są zaproszeni. Na pewno będą zespoły polonijne...

    – Tak, będą nasze zespoły. Myślimy, że w tym roku zgłosi się o wiele więcej grup i artystów, niż będziemy mogli pokazać. Będziemy się starać tak, żeby na przykład nie było pięciu grup góralskich i pięciu artystów jazzowych. Chcemy, żeby było urozmaicenie, żeby było dla każdego coś miłego. Wynajmujemy też audytorium i tam będzie muzyka poważna, Janet Łopińska organizuje w tym roku młodych artystów.

    –  Z wysokiej półki?

    – Właśnie, żeby było coś dla każdego. W audytorium mieści się około 400 osób. Później będziemy tam wyświetlać filmy, które  udostępni konsulat . A może będziemy mieli tam biesiadę, bo na dworze się to tak nie uda jak w mniejszym pomieszczeniu. Będzie też ogródek piwny.

    – No właśnie, chciałem zapytać, jak to z alkoholem?

    – Będzie.  W zeszłym roku byłam na festiwalu ukraińskim, żeby zobaczyć, jak oni to zorganizowali. I mieli ogródek piwny, bardzo ładny. My chyba postawimy w tym samym miejscu. Są stoliki ogródkowe, krzesła, drzewka, więc jest trochę cienia, dużo miejsca. W zeszłym roku z  ogródka nie bardzo było widać scenę i słychać występy, w tym roku będzie widać scenę i wszystko słychać. Na tych dużych ekranach będzie można też oglądać z bliska, co się dzieje. Myślę, że będzie dużo ludzi, którzy będą sobie popijali piwko.

    – Pani Anno, gratulujemy. Pomysł się rozwija i może będzie z tego rzeczywiście coś wielkiego. Pamiętam, w dawnych czasach był Dzień Polski na Ontario Place...

    – Nasz nie będzie aż na taką skalę.

    – ...i właśnie brakowało tego rodzaju inicjatywy, która z różnych powodów się zakończyła wtedy, ale jako społeczność, myślę, że dawno temu dojrzeliśmy do tego rodzaju imprezy, żeby pokazać się sobie i ludziom, wśród których mieszkamy, no i Polskę w Kanadzie. W końcu sroce spod ogona nie wypadliśmy, jest się czym chwalić.

    – Chciałabym jeszcze dodać, że harcerstwo organizuje też program dla dzieci, a nie wszystkie festiwale mają takie programy specjalne dla dzieci. Jest też druga scena i prawdopodobnie zrobimy tak, że amatorzy, czy to komicy, czy magicy, czy śpiewacy, będą mogli przyjść, zapisać się powiedzmy na dwadzieścia minut, i cały dzień będą występy amatorów. Nie będą musieli się na tygodnie przed zapisywać i nie będą nic płacili, tylko przyjdą ze swoimi instrumentami, staną na scenie i będą występowali.

    – Byle się nie spychali.

    – Będzie fajnie.

    – Dziękuję bardzo i życzę powodzenia. Oczywiście "Goniec" tam będzie.

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować