Goniec

Switch to desktop Register Login

Rozmowa z Grzegorzem Braunem nie tylko o jego najnowszym filmie „Luter”: Odróbmy tę lekcję…

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

        Andrzej Kumor: Grzegorzu, witam po latach, dużo się zmieniło...

        Grzegorz Braun: Dobry dzień, szczęść Boże.

        – Akurat na świeżo premiera Twojego nowego filmu...

        – „Luter i rewolucja protestancka” – tak się film nazywa. Taka kolubryna, bo to właśnie nie tylko życiorys antybohatera tytułowego, ale także geneza i konsekwencje, opłakane skutki, do dzisiaj dające nam się we znaki.

        – No właśnie. Większość ludzi uważa, że reformacja to taki trochę inny katolicyzm, ale tak w zasadzie to niewiele nas różni, jesteśmy bardzo blisko, możemy się może jakoś zjednoczyć niedługo, ekumenizm...

        – „Subtelne” różnice, takie różnice jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym. Jedno i drugie krzesło.

  – Ale większość z nas patrzy, i widzi, że papież Franciszek jedzie na 500-lecie, są jakieś wspólne nabożeństwa nawet.

        – W Lund w Szwecji rok temu robiliśmy uciekające zdjęcia do filmu. Tak, sceny wstrząsające. Pani przebrana za arcybiskupa, ekumeniczne uściski. Kompletne pomieszanie z poplątaniem i niewątpliwy zamęt. Ja się podpisuję obiema dłońmi pod tym listem, który opublikowali parę już tygodni temu wybitni katoliccy uczeni, myśliciele. Dziesiątki już na całym świecie, może setki ludzi z tytułami – ja nie mam tytułu profesorskiego, dlatego nie śmiem sygnować tego listu, żeby nie zaburzać jego wymowy – ludzie z tytułami stwierdzają – niezależnie od intencji, jakie przyświecają tym niezrozumiałym ruchom, które wykonują przedstawiciele, bo to na różnym poziomie się rozgrywa, Stolicy Apostolskiej, niezależnie od ich intencji, niezależnie od tego, co oni sami sobie myślą o tym, co robią, skutkiem tego niewątpliwym jest zamieszanie. Zamieszanie; rysowanie się daleko posuniętych niejasności co do tego, gdzie jest prawda i czym, jaka jest prawda katolicka.

        – Gdzie jest prawda w sferze obyczajowej, a nawet w liturgii?

        – Tak. To jest dziedzictwo Lutra. To Luter jest właśnie tym, który zasadził to ziarno. Logika dwuwartościowa przestała obowiązywać, zaczęły się liczyć emocje, popularność, wrażenia, uczucia, przestały się liczyć fakty, prawda obiektywna.

        – Czyli to, co się stało wtedy, 500 lat temu, to jest gleba, z której wyrasta dzisiaj marksizm kulturowy, polityczna poprawność, wszystko to, co praktycznie rzecz biorąc rozkłada naszą cywilizację łacińską.

        – Tak jest. W moim filmie wywodzą te rzeczy, myślę, najwybitniejsi specjaliści przedmiotu, historycy, badacze, autorzy prac poświęconych Lutrowi i protestantyzmowi, biografowie Lutra, ale także filozofowie, teologowie. To jest doborowa stawka. I cóż, to nie jest moje odkrycie, to jest właśnie prawda, która jawi się całkiem wyraźnie, kiedy zbliżymy się do faktów, kiedy się przebijemy przez barierę propagandowych, jubileuszowych narracji i zainteresujemy się tym, co rzeczywiście się wydarzyło, to mamy w rewolucji protestanckiej tę klasyczną triadę – zamach na własność, prawo własności, zamach na prawo małżeńskie, na instytucje i sakrament małżeństwa, i wreszcie, a może po pierwsze, zamach na wszystkie sakramenty, na czele z sakramentem Eucharystii, i na tych, którzy są sakramentów szafarzami, zamach na kapłaństwo w rewolucji protestanckiej.

        Ten zamach był realizowany całkiem dosłownie, po prostu eksterminacją. Ludzie żyjący w krajach postprotestanckich, właściwie powiedzmy szczerze, protestantyzm zrobił swoje, protestantyzm może odejść, to jest ten buldożer, który przeorał. 

        Ludowa republika Kanady, czy to jest państwo protestanckie, postprotestanckie czy postkatolickie? 

        Nie, to jest dżungla, to jest po prostu współczesne pogaństwo.

        – Modernizm.

        – Tak. Natomiast to ziarno zasadził Marcin Luter. Też nie był tego ziarna znalazcą, wynalazcą, był jednym z całego łańcucha heretyków, ale akurat taki straszliwy, tragiczny splot okoliczności, także wynalazki techniczne przesądziły o miażdżącym sukcesie rewolucji protestanckiej. Druk, broń palna na polach bitew.

        – Ale niektórzy, jak Max Weber, wywodzą współczesny kapitalizm z teorii predestynacji.

        – To wszystko prawda. Teoria predestynacji, fałszywa nauka o tym, że okrutny Pan Bóg jednych ludzi stwarza dla piekła, a innych stwarza dla nieba, z góry ich przeznacza, ta fałszywa doktryna jest podglebiem, na którym mamy przede wszystkim usprawiedliwienie lichwy, usprawiedliwienie podboju bez skrupułów...

        – Traktowania innych ludzi z buta generalnie.

        – ...i z zysku, wyzysku bez wyrzutów sumienia. Tak, bo ludzie dzielą się generalnie na pechowców i farciarzy. No a ci, których Pan Bóg stworzył pechowcami, czy my mamy się nad nimi litować?

        – Wola Boża.

        – Tak, wola Boża. I to w tym świecie postprotestanckim owocuje różnymi doktrynami, których Marcin Luter jeszcze nawet nie zdążył ponazywać, ale jest ich faktycznym ojcem – doktryny segregacji. Z jednej strony apartheid jest dzieckiem protestantyzmu, a z drugiej strony eugenika jest dzieckiem protestantyzmu.

        – Elita i cała reszta.

        – Tak, elita i pospólstwo.

        – Czyli nowa piramida, nie porządek boży, który zna katolicyzm, tylko porządek budowany z uwielbieniem wybranych ludzi.

        – Równi i równiejsi, o! To jest świat Marcina Lutra, który postawił na władzę książąt i królów, a pospólstwo przeznaczał...

        – Czy ktoś podobną narrację usiłował w naszym obszarze kulturowym w ten sposób przedstawiać?

        – No cóż, dobrych, pożytecznych książek nie brakuje. Ja, pracując nad filmem, jak zresztą nad każdym innym, staram się odrabiać lekcje i takie sobie funduję autokorepetycje z przedmiotu, i korzystałem z różnych źródeł. Zwróciłem się do wybitnych i, w moim mniemaniu, najwybitniejszych specjalistów różnych dziedzin, więc to nie są moje wynalazki, ale jedną rzecz z niejakim zdumieniem skonstatowałem. Ciągle brakuje takiej jednej książki, brakuje takiej jednej biografii Lutra, która integrowałaby te różne podejścia.

        – Powiedziała, czym się różnimy, na zasadzie, my – oni.

        – Mamy wycinkowe badania, mamy zacne, przezacne prace teologiczne, które, można powiedzieć, załatwiają problem Lutra i właśnie, o faktach dżentelmeni nie powinni dyskutować, ale powiem na konkretnym przykładzie – nie ma książek, w których mielibyśmy rozważania kwestii teologicznych i jednocześnie padłyby pytania i odpowiedzi na pytania o pieniądze, o źródła, o zaplecze polityczne i finansowe operacji Lutra. 

        Nie ma takiej książki. Kto na przykład zafundował te armaty, które znajdowano na polach bitew tak zwanej wojny chłopskiej w 1525 roku? Bo uświadommy sobie, jeżeli tak zwani chłopi pod wodzą Thomasa Muentzera, takiego większego Lutra ekstremisty, zbuntowanego księdza komunisty, jeśli ci chłopi pod jego wodzą dysponowali jakimiś armatami, to jest co najmniej tak, jakby dzisiaj ktoś w telewizji powiedział, że odkryto, że w jakiejś siedzibie ISIS stoi dywizjon F-16 do dyspozycji ekstremistów islamskich, prawda? To jest początek XVI wieku.

        Więc to są wielkie operacje polityczne, finansowe. Ja w filmie mogę to tylko zasygnalizować. Ale mamy kontekst inwazji islamu, i o tym w ogóle nie ma mowy w jubileuszowych narracjach, mamy preludium operacji Lutra, to jest spór między humanistami talmudystami a katolikami, których wyrazicielami są wówczas ojcowie dominikanie, tak zwana bitwa Reuchlina, spór o księgi żydowskie. I to wprost jest pisane, ale na łamach na przykład książek od stu lat niewznawianych, w związku z tym to nie wchodzi do współczesnej historiografii. Z tym islamem o co chodzi? Chodzi po prostu o to, że sułtan turecki finansuje, dotuje gotówką żywą tych książąt niemieckich, którzy się zbuntowali i przeszli na protestantyzm.

        – Rozumiem, że przeprowadziłeś niesamowitą robotę detektywistyczną de facto.

        – Ja jej nie doprowadziłem do konkluzji ostatecznych, bo właśnie film dokumentalny nie może odrobić tych lekcji, to jest poza zasięgiem filmu dokumentalnego.

        – Myślę, że wystarczająco dużo powiedzieliśmy, żeby zachęcić wszystkich do obejrzenia tego filmu. Czy jest już do nabycia?

        – Serdecznie zapraszam. Ważna wiadomość, to nie jest film, który wchodzi do obiegu oficjalnego z nadania państwowego. To jest film wyprodukowany w ramach pospolitego ruszenia, dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem imienia Księdza Piotra Skargi. Fundacja Osuchowa ten film wyprodukowała. Nie stoi za tym filmem żadna machina instytucjonalna. Fundatorzy naszego filmu są prywatni, przejawili wolną wolę, zresztą tych fundatorów są setki. Razem uzbierało się na film dokumentalny. I on jest dostępny na płycie, można już tę płytę kupić, a w najbliższych tygodniach i miesiącach będą pokazy filmu. Mam nadzieję, w kraju i za granicą jest jakieś tego kalendarium.

        Ja się tutaj rozgaduję, dlatego że ta sprawa mnie pasjonuje, bo ciągle żyję tymi sprawami.

        – Jesteś katolikiem – i mówimy, że jest zamieszanie – jak, według Ciebie, się rozeznać w tym zamieszaniu, które dzisiaj do nas dochodzi, bo czasem można stracić wiarę czy może przejść na inną?

        – Paradoksalnie, jubileusz 500-lecia buntu Lutra może być bardzo pomocny w tym rozeznaniu. Po prostu zorientujmy się, odróbmy lekcję.

        – Wróćmy na katechezę, przeprowadźmy sobie własną katechezę w rodzinach.

        – Tak, ale to bardzo prosta, krótka, zwięzła katecheza. Raczej właśnie korepetycje z historii, fakty, fakty historyczne, w co uderzył Luter i co postarał się zniszczyć gruntownie, tam gdzie tylko miał na to wpływ. To było zniszczenie Mszy Świętej i kapłaństwa, postawienie go w stan likwidacji.  

        Skoro tak, szanujmy naszych kapłanów, otoczmy ich opieką. Skoro na Wyspach Brytyjskich, w Holandii, w krajach niemieckich i Skandynawii 500 lat temu ludzie umierali za Mszę Świętą, umierali, ginęli w mękach, dlatego że opiekowali się kapłanem, po to żeby on mógł być szafarzem sakramentów świętych, to skoro oni za to ginęli, to to powinno nam dawać do myślenia. 

        Przecież Skandynawia, Anglia, Szkocja, Niderlandy tak zwane i wiele krain niemieckich, one się przemieniają już w pierwszej połowie XVI w. w mroczny Mordor. 

        Tam się dzieją straszne rzeczy. Henryk VIII, którego my kojarzymy, że może i straszne rzeczy zrobił, żony pościnał, ale generalnie to jest postać jowialna, nawet jakimś sentymentem otoczona w kinematografii. „Prywatne życie Henryka VIII” Kordy, to jeszcze taki przedwojenny film, seriale, „Tudorowie”. Postać dla wielu fascynująca i – jak mówię – właśnie nawet z jakimś znakiem dodatnim. 

        Otóż Henryk VIII i jego córka Elżbieta, która była, jak mówi jeden z profesorów włoskich zaangażowanych do mojego filmu, profesor Viglione, to było coś na kształt Hitlera i Stalina w jednym, tylko że w XVI wieku. Otóż oni pozbawili życia nie tam te żony Henryka VIII, oni pozbawili życia razem, historycy rzetelni szacują, nie mniej niż 10 procent populacji angielskiej. Nie mniej niż 10 procent własnych poddanych wymordowali.

        – Bajkowy Sinobrody po prostu.

        – No tak, ale to jest bolszewia i Hitler ze Stalinem, rzeczywiście, tylko pięć wieków temu. Warto tym się zainteresować. Kapłaństwo, Msza Święta, małżeństwo postawione w stan likwidacji.

        – Po prostu zamach na sakramenty.

        – Sakramenty i własność, prawo własności. 

        Przecież rewolucja protestancka to jest wielki skok na kasę. I teraz nie dziwmy się, że dziedzice tego skoku na kasę, że ci przedstawiciele tych starych rodów anglosaskich, że oni tym się nie chwalą, że stąd ich korzenie, że po prostu te najstarsze rodziny angielskie, które zostały w obiegu, że to są potomkowie tych, którzy przystąpili do bolszewickiego rabunku, bo im król na to pozwolił, a nawet ich do tego zachęcił. To są ludzie, którzy zrabowali te dobra klasztorne, te dobra biskupie. 

        To jest dziedzictwo rewolucji protestanckiej – totalny, wielki skok na kasę. I ponieważ rewolucja protestancka zwyciężyła, w dużym stopniu się powiodła, w związku z tym ona sama nam o sobie opowiada. I teraz macie Państwo w kinie „Prywatne życie Henryka VIII” albo w naszych czasach „Zakochany Szekspir”. 

        Na pewno wielu z Państwa ten film pamięta, ponieważ był pod wieloma względami udany. Więc proszę sobie uświadomić, że tu, z jednej strony, teatr szekspirowski, Anglia elżbietańska, ale z drugiej strony, za kulisami tego teatru szekspirowskiego księża katoliccy schwytani na Wyspach Brytyjskich są odzierani ze skóry, ich pomocnicy są ćwiartowani, a wyjątek jest dla kobiet, bo już pewne wzbierające purytańskie tendencje nie przyzwalają na publiczne obnażenie kobiety, no a jakby tak kobietę chcieć poćwiartować, to właśnie wiązałoby się z takim widowiskiem. 

        W związku z tym kobiety – na przykład świętą Małgorzatę angielską taki los spotkał; ona po prostu opiekowała się księdzem katolickim i starała się o to, żeby Msza Święta mogła być odprawiana, żeby sakramenty były dostępne – otóż kobiety urzędowo, nie w trybie jakiegoś ekscesu, tylko takie było prawo w tej elżbietańskiej, szekspirowskiej Anglii, miażdżono drzwiami, miażdżono wrotami. Proszę sobie wygooglać świętą Małgorzatę angielską. To jest Mordor, to właśnie nazywam Mordorem, to jest horror.

        – No właśnie, to jest horror przygniatający. 

        Byłeś, jesteś politykiem również?

        – Ja jestem gawędziarzem. Byłem, jestem i będę gawędziarzem, a o różnych sprawach się gawędzi, o polityce również.

        – Dzisiaj jest 11 listopada, w kraju rozbrzmiewają głosy o sukcesie „dobrej zmiany”, niskie bezrobocie itd., itd. Jak oceniasz obecną pozycję Polski, jej podrzędność, niepodległość, kto rządzi w Polsce i jaka ona jest?

        – W Polsce w tej chwili dane jest piastować zewnętrzne znamiona władzy lojalnej agenturze amerykańskiej. To jest ten obóz władzy, żoliborscy socjaliści, żoliborska grupa rekonstrukcji historycznej sanacji, której dano rządzić. 

        Za jaką cenę? No, za cenę pełnej wasalizacji, pełnej lojalizacji Polski na przykład w dziedzinie polityki zagranicznej, której Polska nie prowadzi, Polska scedowała te prerogatywy na kogo innego. I to jest wprost artykułowane, że niezłomny nasz sojusz z imperium amerykańskim jest główną busolą naszej polityki zagranicznej, co wystawia Polskę potencjalnie na spalony. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Myślę, że w życiu po prostu, w każdej dziedzinie życia bardzo jest niebezpiecznie stać się zakładnikiem cudzych kombinacji.

        – Mówiłeś kiedyś o kondominium niemiecko-rosyjskim pod żydowskim zarządem komisarycznym. Czy nie sądzisz, że w tym nowym rozdaniu amerykańskim jak gdyby również opcja Polin jest w pełni realizowana...

        – Ależ ona jest w pełnym rozkwicie.

        – ...i właśnie z niej wynika tzw. polska polityka wschodnia, cokolwiek by to dzisiaj znaczyło, że to są wszystko rzeczy jak gdyby niewynikające z polskich dążeń do bezpieczeństwa, polskiego interesu?

        – Polska jest w sytuacji niezwykle ryzykownej i ja niczego bym z góry nie wykluczał w polityce, tylko chciałbym, żeby to się działo w trybie świadomej decyzji, a nie w trybie dziecinnego uwikłania.

        – Prezydent państwa polskiego mówi już o dwóch narodach zamieszkujących wspólnie ziemię Polin.

        – Prezydent Duda jest idiotą. W średniowiecznym znaczeniu to słowo opisywało ignoranta, człowieka niewładającego językiem łacińskim, a zatem niemającego dostępu do podstawowych kodów naszej cywilizacji. Otóż, ja dzisiaj wysłuchałem w radio w drodze tutaj – siedzimy w samochodzie, na Powiślu – wysłuchałem przemówienia.

        – Przed Marszem Niepodległości.

        – Tak. Wysłuchałem przemówienia pana prezydenta i pan prezydent egzaltuje się własnym głosem i wygląda na to, że szczerze wierzy w to, co sam mówi, ale to właśnie są słowa, nie po raz pierwszy już, człowieka, który najwyraźniej tkwi – bo nie chcę zarzucać mu złej woli – a więc jeśli nie zła wola, jeśli nie łajdactwo, no to bezbrzeżna ignorancja. 

        Otóż człowiek, który wygłasza w czasie swojej wizyty w państwie położonym w Palestynie różne frazesy o braterstwie broni, o Rzeczypospolitej przyjaciół – bo takie sformułowanie się pojawiło, Rzeczpospolita przyjaciół – ten człowiek musi być gruntownie nieświadom przeszłości Polski. I teraz dysonans poznawczy, pewne qui pro quo z tego wynika takie, że ten człowiek dużo mówi o historii. Właśnie wygłosił przemówienie do historii nawiązujące, kolejne, ale najwyraźniej pozostaje tej historii ignorantem. Nie ma najwyraźniej pojęcia o realiach tego, co nazywamy oględnie stosunkami polsko-żydowskimi, najwyraźniej nie ma pojęcia o tym, że w diasporze żydowskiej Polska w ciągu wielu wieków swojego istnienia miała raczej zdeklarowanego wroga lub też obojętnego, biernego świadka rozrywania Polski na kawałki. No ale pan prezydent się egzaltuje Berkiem Joselewiczem pod Kockiem i Tadeuszem Kościuszką.

        – No ale może to ma właśnie ten cel, nowej polityki historycznej, czyli podpięcia interesu polskiego pod interes amerykański i że tak powiem grupy syjonistów pieniądza, czyli tych, których reprezentantem w Ameryce jest pan Kushner na przykład, obecny wszędzie, we wszystkich rozmowach prezydenta Trumpa...

        – Widzimy to nie tylko w sferze werbalnej, nie tylko w sferze retoryki.

        – Wejdę Ci jeszcze w słowo. Co jest ciekawe, przeciwko temu przeciwstawia się  liberalne żydostwo, które w dużej części ma wpływ na media, na to co się o Polsce pisze.

        – No tak, ale to jest tradycja, to jest wieczne. Bądź co bądź Jakub Frank, wcześniej i później chasydzi byli też okładani klątwą herem przez kahały ortodoksyjne.

        – Nie jest to monolit w każdym razie.

        – Nie jest to monolit i to nie jest nic nowego, to jest naturą przecież. Przecież Talmud jest źródłem dialektyzmu w myśleniu, co zresztą piszą żydowscy badacze. To nie są żadne tutaj jakieś klisze antysemickie, tylko to są konstatacje badaczy żydowskich. Kupiłem taką książkę parę lat temu wydaną, notabene w Polsce, pod tytułem niebanalnym „Logika Talmudu”, i tam młody żydowski badacz czarno na białym to wykłada, że tu nie mamy do czynienia z logiką. Mamy do czynienia z mądrością etapu, nie ma prawdy obiektywnej.

        – Z logiką klasyczną.

        – Tak, nie ma logiki klasycznej. A zatem właśnie, to obserwujemy nie tylko w sferze propagandowej. 

        Miejmy świadomość, że wojska polskie zostały posłane na wojnę perską.

        – Mówisz o tych sześciu F-16?

        – Sześć czy sto sześć to wszystko jedno, jaka liczba. Wiadomo, że to nie czynnik polski, nie siła polskiej armii będzie decydująca.

        – Mówisz o wojnie perskiej, jeśli  wybuchnie?

        – No dobrze, ale wojska już zostały wysłane. Niezależnie od tego, czy ta wojna wejdzie w fazę gorącą, czy też pozostanie na tym poziomie podgrzewania tematu, to Polska bez żadnej debaty sejmowej, nie mówię już o jakiejś debacie publicznej, weszła do grona państw wojujących.

        – Opowiedziała się, należy do jednego obozu.

        – Wojna nie zaczyna się od pierwszego strzału na pierwszej linii frontu. Wojna zaczyna się wtedy, kiedy wedle rysunków na mapie sztabowej zaczynają się właśnie dyslokacje wojsk i zamówienia na tę wojnę. Więc Polska jest stroną wojującą, a zatem to właśnie nazywam czynieniem z Polski zakładnika cudzej polityki, ponieważ to nie my będziemy decydowali o tym, kiedy pierwsze strzały padną. I to jest śmiertelnie niebezpieczne, dlatego że po każdej wojnie, niezależnie od tego, jakim sukcesem ona by się nie zakończyła, zostają tylko długi do płacenia. I w związku z tym aktualny pozostaje scenariusz zajęcia Polski za rozliczne długi. Tutaj publiczność polska była epatowana w ostatnich miesiącach wizją reparacji wojennych.

        – To znaczy według mojej wiedzy robi się to tak – to jest wszędzie na świecie – że jeżeli budżet ma zbyt wysoki deficyt, to wierzyciele domagają się prywatyzacji, sprzedaży poszczególnych części majątku, monopoli.

        – Te słynne wyspy greckie, co to Niemcy zażyczyli sobie jako ekwiwalentu swoich inwestycji.

        – Zapytam tak – zawsze o to pytam – Marsz Niepodległości to jest coś, co wyzwoliło pewną nadzieję. Idą nowi ludzie, młodzi ludzie, którzy są przejęci Polską. Czy widzisz nadzieję na upodmiotowienie, tak się to ładnie nazywa, czyli na to, że kolejna generacja Polaków, już wykształcona, znająca języki, obyta w świecie, widząca, co się dzieje, bez kompleksów poprzednich pokoleń, będzie w stanie coś wywojować tutaj?

        – Nadzieje moje są ogromne i mój optymizm jest zupełnie niczym nieograniczony. Ja po prostu wierzę w to, że wszystko jest możliwe, wierzę w to, że Polska jest dobrym i najlepszym cywilizacyjnym projektem, byle nie wkładać Polski w ten sztuczny futerał czy te dyby różnych -izmów, różnych demokratyzmów, republikanizmów, różnych rewolucyjnych, post- i neorewolucyjnych koncepcji, które wykrzywiają albo i łamią ten kręgosłup ideowy. Co ten kręgosłup ideowy do pionu podniosło? Oczywiście chrześcijaństwo, i właśnie nie jakieś ogólnobojowe chrześcijaństwo, tylko chrześcijaństwo katolickie, to znaczy związane z Rzymem.

        – Dzisiaj na Marszu Niepodległości mówi się „My chcemy Boga”.

        – Otóż to budzi moje ogromne nadzieje. Ja się z tego bardzo cieszę, że Marsz Niepodległości pod tym hasłem rusza, bo to jest dobry kierunek. Bardzo się ucieszyłem, przeczytawszy, że zgromadzeni przed Marszem Niepodległości wysłuchają Mszy Świętej w tradycyjnym rycie rzymskim, mszy zwanej popularnie trydencką, bo to sobór trydencki właśnie ten kanon Mszy Świętej ostatecznie skodyfikował. Tym większe moje zmartwienie, że ta Msza Święta została odwołana, i to tak za pięć dwunasta. Okazało się, że jednak  nie ma przyzwolenia.

        – Jakaś interwencja.

        – Tak. I to jest prawdziwy dramat tutaj. To chyba jest dzisiejszego dnia – daj Boże, żeby to się wszystko pięknie potoczyło, bo rozmawiamy ciągle jeszcze przed marszem – ale ten największy dramat to jest właśnie fakt, że ze strony jakiejś władzy, nie wiem, czy duchownej, czy świeckiej, najwyraźniej nastąpiły naciski, które przesądziły o tym, że polscy patrioci nie wysłuchali dzisiaj tradycyjnej mszy. Tej mszy, którą obalił właśnie Marcin Luter, tej mszy, za którą umierali uczestnicy wielkiej rebelii zachodniej w Anglii w latach 40., tej mszy, za którą umierali uczestnicy antyprotestanckiego powstania w szwedzkiej Smalandii. Nils Dacke, dzielny drwal, ostatni żołnierzy wyklęty kontrrewolucji antyprotestanckiej w Szwecji. Warto o tych ludziach pamiętać. Wracam do wątku protestanckiego. Takie kluczowe bałamutne mniemanie na temat rewolucji protestanckiej, że to jest jakiś bunt mas, że to jest rewolucja ludowa.

        – Że ludzie dość mieli sprzedaży odpustów, rozpusty...

        – Tak, mieli dosyć korupcji kleru, tego handlu odpustami i urzędami kościelnymi, a jednocześnie każdy chciał przynajmniej jedną księgę Ewangelii przeczytać, jedną księgę Starego Testamentu i przynajmniej jedną ewangelię przed snem we własnym narodowym języku, więc się pobuntowali. To jest ta wizja z protestanckiej propagandy. 

        W istocie, rewolucja protestancka jest rewolucją odgórną, jest rewolucją pobuntowanych książąt, także książąt biskupów – to jest ciekawe, że także biskupi zbuntowani są liderami reformacji. Oni dokonują tego skoku na kasę, uwłaszczają się, jak wielki mistrz zakonu krzyżackiego Albrecht Hohenzollern, uwłaszczają się na swoich dobrach. A co robi lud? Lud się buntuje. Lud, drwale, kowale, prości ludzie, upominają się o to, żeby przynajmniej jednego księdza im zostawić, żeby mogli chodzić do kościoła tak jak dawniej i słuchać mszy. 

        – Najwyraźniej „nie rozumieli postępu”.

        – Ano właśnie, nie szli za postępem. No i cóż, dzisiaj, posługując się, tworząc taką analogię do tamtych spraw, w Polsce, ja się specjalnie nie martwię o lud, dlatego że jeżeli właśnie młodzi patrioci zamówili mszę tradycyjną, której im nie dane wysłuchać, to to jest bardzo dobry i najlepszy prognostyk. 

        Bo jeżeli się będą orientować polscy patrioci na to, co jest centrum, ośrodkiem, co jest tym mikroprocesorem naszej cywilizacji, to jest właśnie Najświętszy Sakrament. 

        Z tego mikroprocesora cały program operacyjny wyrasta. Ten program operacyjny, czyli zasady cywilizacji, czyli rozdział władzy świeckiej i duchownej, czyli kategoria naszego bliźniego, której nie ma tam, gdzie doktryna fałszywa predestynacji protestancka zwyciężyła, tam nie ma już naszego bliźniego, są równi i równiejsi. 

        Więc mikroprocesor Eucharystia, program operacyjny, czyli katolickie zasady w życiu publicznym, prawa małżeńskie, prawa kapłańskie i cóż, właśnie świat bez lichwy, katolicki świat był kiedyś światem bez lichwy. 

        – Dzisiaj nie można sobie nawet wyobrazić, że pieniądz nie powstawał jako lichwa - kredyt.

        – Tak, ale trzeba to wyraźnie mówić, że to jest postprotestancki świat, w którym nie tylko rozgrzeszono, ale nawet i pobłogosławiono lichwę. Luter pobłogosławił lichwę. To jest świat bezbożny, to jest świat nieludzki, antyludzki. I nie można mówić sobie, że z tym światem można i nawet trzeba pójść na jakiś kompromis. 

        A wracając do realiów politycznych, władza aktualna w Polsce żywi się ideą takiego wszechogarniającego kompromisu. Kompromisu z rzeczywistością, uleganie temu dyktatowi status quo, ogłaszanie jako wielkiego sukcesu tego, że właśnie wielki lichwiarz otworzy swój kantor w Warszawie, i to ma być wielkie dokonanie.

        – I da trochę zarobić.

        – Tak, i zatrudni w tym kantorze jakichś lokalsów na posyłki. To jest bardzo żałosne. Czy to jest horyzont aspiracji tysiącletniego projektu narodowego, państwowego? Dla mnie nie.

        Ja się jeszcze muszę wytłumaczyć, czego ja właściwie chcę od tego nieszczęsnego prezydenta, od tego premiera, superpremiera, naczelnika, prezesa z Żoliborza. Podstawowe kryteria – stosunek władzy państwowej do największych wartości i podstawowych zasad. I to jest papier lakmusowy i pełna weryfikacja jest tutaj możliwa. Otóż przedstawione w ostatnich miesiącach, tygodniach projekt tzw. ustawy reprywatyzacyjnej, trzeba sobie z tego zdawać sprawę, jest projektem ostatecznego podżyrowania rabunków komunistycznych. To jest, o paradoksie, nie dokonana przez żaden wcześniejszy reżim postpeerelowski, ani Wałek Bolek, ani Kwaśniewski, ani Komorowski, nikt ostatecznie nie próbował przystawić pieczęci z orłem w koronie na dekretach Bieruta, a ten rząd „dobrej zmiany” usiłuje właśnie tego dokonać, spychając notabene obrabowanych, ofiary rabunku, do kategorii kolaborantów hitlerowskich, bo tam są takie kategorie wyłączeń spod działania ustawy reprywatyzacyjnej. Otóż to jest zupełnie haniebne. I z czego to może wynikać? No właśnie, z głębokiego zakorzenienia tego układu politycznego w tradycji socjalistycznej, która własnością prywatną się brzydzi, boi się własności prywatnej, bo – jak powiedział Bronisław Geremek – to nie jest nasz elektorat, bo właściciele to nie jest nasz elektorat.

        – Przede wszystkim jest to mały elektorat.

        – Drugie prawo i druga sfera wartości, tych kardynalnych, najważniejszych, to jest sprawa życia ludzkiego. Czy najmniejsi, najbardziej bezbronni Polacy są otoczeni opieką przez prawo, czy władza staje po ich stronie, czy staje po stronie morderców. Krótka sprawa. I otóż widzimy, że elity w tej sprawie lawirują i aktualna ekipa władzy robi wszystko, żeby zachować twarz w tej sprawie, tzn. żeby właśnie szydło nie wychodziło z worka zbyt rażąco, ale żeby projekty ustawowe obrony życia w jego naturalnych granicach wyznaczonych mu przez Stwórcę, żeby ten projekt nie wszedł ostatecznie na wokandę parlamentarną. I to druga kwestia. Zatem prawo własności, bezpieczeństwo życia ludzkiego i cóż, bezpieczeństwo państwa. Jeżeli doktryna bezpieczeństwa państwa tak pomyślana, że jej głównym zwornikiem jest sprowadzania na teren tego państwa wojsk innych państw, to to jest coś, co, moim zdaniem, ociera się albo o szpital wariatów, albo o Trybunał Stanu dla tych polityków, którzy taką doktrynę wyznają, a jednocześnie, i to jest to prawo kardynalne, ta władza czyni wszystko, by uniemożliwić Polakom podniesienie poziomu bezpieczeństwa rodzinnego, domowego i tym samym narodowego przez samodozbrojenie się. Mówiąc krótko, stosunek żoliborskiej grupy rekonstrukcji historycznej sanacji do wolności dostępu do broni palnej jest taki sam jak Józefa Piłsudskiego i Józefa Stalina. Polacy mają pozostać, wedle już nie zamysłów, tylko praktyki tej władzy, najbardziej rozbrojonym narodem w tej części świata. I to jest jeśli nie zdrada, to szaleństwo.

        – Powiedz na koniec, 11 listopada, jak Grzegorz Braun świętuje to święto?

        – Idziemy razem na marsz, prawda? Idziemy razem na marsz, spotkam tam przyjaciół z Pobudki – kościół, szkoła, strzelnica, mennica. A jutro, po wczorajszym pokazie przedpremierowym dla naszych fundatorów, jutro premiera oficjalna filmu „Luter i rewolucja protestancka”, który – mam takie przekonanie, graniczące z pewnością – że z każdym dniem staje się tylko bardziej i bardziej aktualny, że jest to film, chociaż opowiada o historii sprzed pół tysiąca lat, to jest o sprawach ciągle żywych i współczesnych.

        – Dziękuję bardzo, z Bogiem.

        – Z Bogiem, do zobaczenia.

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować