Goniec

Register Login

Życie polonijne

W niedzielę 14.10.2018r. Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów im Ks. Bronisława Mireckiego oraz Klub Inteligencji Katolickiej w Przemyślu byli organizatorami pielgrzymki ze zniczami do Lwowa i innych miejscowości na Kresach. Dzięki przemyskim darczyńcom zniczy, wpłatom na znicze od osób i organizacji z Polski i zagranicy, mogliśmy przekazać znicze Polskiemu Towarzystwu Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie. Członkowie ww. Towarzystwa i młodzież polska zapalą znicze 1 listopada na grobach Obrońców Lwowa, poległych na Kresach i pochowanych na Cmentarzu Obrońców Lwowa.

Tą wyjątkową pielgrzymką uczciliśmy 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości Polski, a także pamięci śp. Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka w roku 100. rocznicy Jego urodzin. Pielgrzymkę we Lwowie rozpoczęliśmy uczestnictwem w Mszy św. w kościele pw. Św. Marii Magdaleny z udziałem Pocztów Sztandarowych Technikum nr.8 im. Ks. Abpa Ignacego Tokarczuka i Technikum nr.6 im. Ks. Franciszka Winnickiego. To w tym polskim kościele, dzisiaj użytkowanym głównie przez Ukraińców jako Sala Muzyki Organowej, w 1944 roku pracował ks. Ignacy Tokarczuk. Mszę św. w intencji śp. Abpa I. Tokarczuka i naszej pielgrzymki odprawił ks. prałat Stanisław Czenczek – kapelan naszego Stowarzyszenia Pamięci Polskich Termopil i Kresów i Klubu Inteligencji Katolickiej w Przemyślu.

Po Mszy św. pojechaliśmy na Cmentarz Obrońców Lwowa gdzie przekazaliśmy znicze opiekunom cmentarza i po modlitwie złożyliśmy zapalone znicze na grobie głównym – pięciu nieznanych Orląt, Kwaterze Zadwórzańskiej, grobie ks. Abpa Józefa Teodorowicza – Metropolity Ormiańskiego, Posła na Sejm zm. w 1938r, ks. Gerarda Szmyda - proboszcza kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie, zm.w1938r., oraz na grobie Architekta Rudolfa Indrucha – projektanta cmentarza.- Po zakończeniu pobytu na cmentarzu, idąc w kierunku Rynku Głównego i Lwowskiej Katedry napotkaliśmy maszerujące grupy rekonstruktorów UPA, którzy wznosili hasła „Chwała Ukrainie, Cherojom Chwała”. W tym dniu, rocznicy powstania UPA, Ukraińcy uroczyście świętowali „Dzień Obrońcy Ojczyzny” obchodzony od kilku lat. Postanowiliśmy nie przeszkadzać świętującym w zatłoczonym centrum i pojechaliśmy do Komarna gdzie na miejscowym cmentarzu modliliśmy się i złożyliśmy znicze na Pomniku Legionistów z 1914 i 1915 roku. Tu w Komarnie nie odwiedzanym przez Polaków, pielgrzymi nasi mieli możliwość zobaczyć piękny zabytkowy polski kościół z połowy XVII wieku, fundacji rodziny Lanckorońskich, który został zwrócony Polakom pod koniec władzy radzieckiej na Ukrainie. Po niedługim okresie użytkowania Grekokatolicy Niezależnej Ukrainy odebrali Polakom kościół i dlatego Polacy modlą się w Kaplicy grobowej na miejscowym cmentarzu. . Tu w Komarnie na schodach zamkniętego i nieużytkowanego kościoła /grekokatolicy mają 2 cerkwie/ modliliśmy się o zwrot Polakom kościoła /polskiej własności/, pozostawiając biały i czerwony znicz.

Naszą pielgrzymkę na groby zakończyliśmy w Rumnie na polskim cmentarzu, gdzie o zmroku modliliśmy się przy pomniku na grobie zamordowanych Polaków i złożyliśmy zapalone znicze pamięci.


Tu w Rumnie w nocy z 2 na 3 czerwca 1944 roku ukraińscy nacjonaliści z UON-UPA, zamordowali 41 Polaków w tym 6 osób z najbliższej rodziny przemyskiego Salezjanina Księdza Tadeusza Patera.


W drodze powrotnej do Przemyśla przekazaliśmy znicze Siostrze Danucie w Gródku Jagiellońskim na polskie groby, także do Starego Sambora oraz Hałuszczyniec na grób Ks. Bronisława Mireckiego, Patrona naszego Stowarzyszenia Pamięci Polskich Termopil i Kresów w Przemyślu.
Serdecznie dziękuję młodzieży, nauczycielom- Pani Bernadecie Suchorzepce i Pani Agnieszce Dyrdzie oraz członkom i sympatykom Stowarzyszenia Pamięci Polskich Termopil i Kresów i Klubu Inteligencji Katolickiej w Przemyślu za udział w tej wyjątkowej
„Pielgrzymce Pamięci” Dziękuję również Pani Iwonie Piętak z Polskiego Radia Rzeszów za uczestnictwo i obsługę medialną pielgrzymki.


Stanisław Szarzyński
Prezes SPPTiK oraz KiK w Przemyślu
organizator pielgrzymki

niedziela, 21 październik 2018 17:05

Bal Niepodległości

Napisał

Na zakończenie wyborczego 56. zjazdu Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Mississaudze odbył się w sobotę 20 października 2018 roku Bal Niepodległości. Obradowano w Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississaudze. Nowym prezesem KPK został p. Janusz Tomczak z Alberty. 

W Balu udział wzięli m.in. ambasador RP w Kanadzie Andrzej Kurnicki, burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie oraz właściciel produkującej części lotnicze firmy Cyclone Andrzej Sochaj. Było również spore grono lokalnych polityków, w tym polskiego pochodzenia.

 

Jeśli drogie Ci jest polskie słowo, wesprzyj naszą publikację

 

W skład zarządu KPK weszli:
Juliusz Kirejczyk, I-wiceprezes ds. kanadyjskich.
Marek Domaradzki, II-wiceprezes ds. polskich.
Marcin Lewandowski, Skarbnik.
Dominik Roszak, Sekretarz Generalny.
Andrzej Dobrowolski, Regionalny Dyrektor – Kanada Zachodnia.
Krystyna Kwiatkowska, Regionalny Dyrektor – Kanada Centralna.
Mark Kiejna, Regionalny Dyrektor – Kanada Wschodnia
Dyrektorzy: Jerzy Barycki, Jan Cytowski, Andrzej Dąbrowski, Grzegorz Drożyński, Grażyna Gałęzowska, Robert Kielek, Elżbieta Komsta, Barbara Stadnik, Monika Wyrzykowska, Halina Madej.

 

„Muzyka i śpiew to moja pasja życiowa”, „Śpiew jest moją przyjemnością i rozrywką”, „Staram się służyć Bogu i Polonii i naszej Ojczyźnie- Polsce- sławiąc Jej imię” – oto niektóre cytaty z wypowiedzi młodych artystów – kandydatów do nagród w IV Konkursie Młodych Talentów,  którzy wystąpią w Domu SPK, 21 października 2018 o 3.00 po południu.

Już po raz czwarty  Zarząd Główny Federacji Polek w Kanadzie organizuje Koncert Młodych Talentów, aby zaprezentować talenty naszej polonijnej młodzieży, tym razem w dwóch kategoriach: muzyka instrumentalna i śpiew.  Koncert dla publiczności jest okazją dla młodych artystów zaprezentowania swoich możliwości wokalnych lub instrumentalnych. Tym razem jest to specjalny koncert poświęcony muzyce polskiej, klasycznej i rozrywkowej z okazji 100 lat od odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej.  Poprzyjmy młodzież, która przygotowała specjalny program jakiego jeszcze nie było. Obiecujemy dużo wzruszeń, przeżyć estetycznych, a także emocji związanych z trudnym wyborem nagród w kategoriach: Junior i Senior, śpiew i gra na instrumencie. Polegamy tu na ocenie profesjonalnego Jury pod przewodnictwem znanego w Polonii dyrygenta i dyrektora muzycznego Toronto Sinfonietta Macieja Jaśkiewicza. Członkowie Jury to  Maria Leśniak, dyrygent Agnus Dei i Chóru Symfonia w Hamilton, Bartosz Hadala, pianista, studiował jazz na Western Michigan University i nagrał swój pierwszy jazz album “The Runner up”, oraz znana z wielu występów, sopran, Katarzyna  Konstanty.                         

        Nie będzie to łatwe zadanie ponieważ prawie wszyscy  kandydaci studiują w szkołach muzycznych i niektórzy dostali nagrody i wyróżnienia na różnych konkursach w Kanadzie, Polsce i w USA. Dla osób zainteresowanych programem uchylę rąbka tajemnicy i zapowiem skalę utworów od muzyki klasycznej: Chopin, Wieniawski, Lutosławski do współczesnej muzyki rozrywkowej Cohena, Korcza, Anny German „ Eurydyki” i Młynarskiego. Wszystkie utwory reprezentują muzykę polską, ale będą też i inne niespodzianki.

        Nagrody są ustanowione przez zacnych sponsorów, którzy rozumieją potrzebę uznania pracy tych młodych artystów. Dziękujemy  Fundacji Charytatywnej KPK i Fundacji Jadwigi Dobruckiej Federacji Polek za najwyższe nagrody.  Federacja Polek w Kanadzie ustanowiła też specjalna nagrodę, na którą złożyło się kilka Ogniw: Ogniwo Nr 8 – Ottawa, Nr 18 – Hamilton, Nr 21 i Nr 24 z Mississauga. 

        Całość zorganizowana jest przez Zarząd Główny Federacji Polek w Kanadzie  reprezentowany przez Komitet Organizacyjny: Katarzyna Grandwilewska, Anna Wolochacz i Iwona Bogorya Buczkowska. Dziękujemy sponsorom za poparcie naszego Konkursu i za ufundowanie nagród:  Fundacji im. W. Reymonta,  Fundacji Polskiego Dziedzictwa, Związkowi Polaków w Kanadzie, KPK Hamilton, Polish Parishes Credit Union,  Koło Pań „Nadzieja” przy SPK oraz firmie Supreme Pierogies – pomogliście tej młodzieży, która włożyła tyle pracy i wysiłku w swoją karierę muzyczną. pomogliscie im rozwinąć skrzydła i prezentować swój wspaniały potencjał i talent. To oni w przyszłości będą występować na scenach polonijnych (i nie tylko) dzięki Waszej pomocy.

         Federacja Polek w Kanadzie jest znana z promowania młodzieży i jej rozwoju artystycznego poprzez  Koncerty Młodych Talentów organizowane w roku 2008, 2011 i 2014.  W I-szym Koncercie  (2008 r.) zwycięzcami byli: Jacqueline Mokrzewski (17), Amadeusz Kozubowski (12 lat), Marta Herman (21), Aleksandra Gorska(16).  Jacqueline, wyróżniona na International Piano Competition w Paryżu mając 8 lat zdobyła  nagrodę Socan i Canadian Music Competition w Quebec. Amadeusz Kozubowski uzyskał wiele nagród na festiwalach muzycznych i występował na wielu uroczystościach polonijnych. Marta Herman miala role solowe w Canadian Youth Opera Choir, Opera „Hansel und Gretel” i śpiewała Tessa w Kanadyjskiej Operze „Lottery”, obecnie odnosi duże sukcesy sceniczne na scenach Operowych w Europie. Aleksandra Górska  studiuje w Royal Conservatory of Music pianino i flet, grała jako pierwszy flet w National Music Camp Orchestra w Orillii.

         W drugim Koncercie Młodych Talentów (2011) główne nagrody wygrali: Joanna Górska- skrzypce, Tymoteusz i Oskar Shura- pianino, Jessica Siemionkiewicz –śpiew, Julia Dębowska-śpiew, Adam Filaber-gitara i Katarzyna Kacala-śpiew. Joanna Górska zaczęła grać na skrzypcach w wieku lat 8, zdobyła dwa srebrne medale na Provincial Music Festival i nagrody na różnych festiwalach. Oscar Shura i jego brat Tymek  brali udział w Peel Music Festival and Kiwanis Music Festivals. Julia Debowska, która śpiewa od lat 12, zdobyła nagrody w Kanadzie i w Polsce, wystąpiła jako solistka w koncercie Noworocznym Macieja Jaśkiewicza.

         W trzecim konkursie Młodych Talentów w roku 2014  główne nagrody zdobyli Anna Wójcik (śpiew) i Victoria Melik (skrzypce). Ania Wojcik od tej pory występuje  często z Kinga Mitrowską i jest znana w Polonii z  wielu scenicznych sukcesów.  Jako Laureatka naszego poprzedniego koncertu będzie występowała gościnnie na koncercie 21 października 2018. Cieszymy się, że będziemy  też gościć znaną nam z estrad polonijnych Karolinę Podolak (sopran), zdobyła Grand Prix, Festiwal Kolęd oraz I-sze miejsce w International Great Composers Competition.

         W tym roku mamy następujących kandydatów do nagród –

- W kategorii Junior  od 12 do 18 lat:  Maria Zalewska (Windsor, zespół  „Polskie Nadzieje”), Adam Jan Przyjemski (Hamilton, Level 5-śpiew; level 6 – piano), Andrzej Ośko (level 5- klarnet- RCM Honours), Camilla Lubaszka (9 klasa, Cawthra Art Program-śpiew, nauczyciel: Kinga Mitrowska), Jessica Malek (Hamilton, RCM level 6-śpiew, Level 6-piano), Maya Budzinski (Edmonton, 2018 Grand Prix CMC), Mark Wojtowicz (Burlington, RCM klasa 8-śpiew, klasa 6 - piano),  Adam Górski (London, RCM, klasa 10),  Adrian Kroczak (Mississauga, 5 lat szkoły muzycznej w Polsce-gitara, studiuje grę na fortepianie i śpiewa),  Michael Zalewski (Windsor, zespół rodzinny, studiuje muzykę na University of Windsor-Bachelor of Music).

        -  w kategorii Senior od 19 – 24 lat:  Joanna Dratwa (Burlington, 3- ci rok vocal na McMaster University, ukończyła klasę 8  RCM), Anna Leszonska (Toronto, Grand Prix,  X Festiwal  Pieśni Religijnej, nauczyciel-Kinga Mitrowska), Adam Wojdecki (Mississauga, RCM, klasa 9, studiuje na Ryerson University), Julia Zalewska  (Windsor, Canadian Conservatory of Music, zespół „ Polskie Nadzieje”) i Matylda Blakala (Toronto, szkola im. G. Bacewicz w Koszalinie - skrzypce, 1 miejsce na Festiwalu Pieśni Religijnej w Koszalinie).

         Specjalną niespodzianką  będzie zaproszenie jednego z Laureatów Konkursu na występ w koncercie „ Droga do Niepodległej” dnia 11 listopada 2018 roku pod batutą Maestro Macieja Jaśkiewicza (Centrum Jana Pawła II w Mississauga).

         Jest to świetnie przygotowana i utalentowana młodzież. Niektórzy dali się poznać z występów na estradach polonijnych. Wszyscy studiują w szkołach muzycznych. Mamy trzy osoby z Windsor – rodzina Zalewskich i jedną z Edmonton (Maya Budziński). Rozpiętość wieku jest duża stąd dwie grupy wiekowe ponieważ różnią się doświadczeniem i długością formalnej nauki. Jesteśmy dumne, że laureaci naszych konkursów odnoszą tyle sukcesów. Dobrze to dla Polonii, że młodzież ta ma ambicje, rozwija swoje umiejętności i przyczynia się do wzbogacenia naszego wkładu kulturowego w Kanadzie. Po występach będą ogłoszone wyniki, rozdane zostaną nagrody, a laureaci głównych nagród zaprezentują jeszcze jeden utwór na pożegnanie

        Dziękujemy tej młodzieży za branie udziału w naszym Koncercie. Zapraszamy rodziców, kolegów i koleżanki występujących młodych artystów, aby przybyli licznie, bili brawa i dodawali otuchy - będzie to naprawdę atrakcyjna i ciekawa impreza.  

        Pragniemy podziękować za bezpłatne poparcie promocji naszego Koncertu mediom polonijnym, a szczególnie Polish Studio TV, redakcjom pisma Goniec, Wiadomości, Gazeta,  Życie, Fakty, Przegląd Tygodniowy, Polish Canadians.ca

         Życzymy wszystkim kandydatom konkursu dużo energii i dalszych sukcesów. Ważne jest że rozwijacie swój potencjał i że dajecie widowni swój talent, swoją pasję do muzyki i śpiewu. Podziwiamy Waszą pracę i Wasz wysiłek!  

        Poprzyjmy młode talenty!!!!

Iwona Bogorya Buczkowska

piątek, 12 październik 2018 08:58

Ratownicy

Napisał

W ramach akcji „40 Dnia dla Życia”, w minioną sobotę przed przychodnią aborcyjną na Queensway w Mississaudze stała grupa Polaków z grupy pro-life przy parafii św. Maksymiliana Kolbego w Mississaudze. Rozmawiamy o ich motywach i przekonaniach.

Goniec - Chciałem zapytać dlaczego Pani zaczęła to robić, dlaczego Pani się zaangażowała? 

Jolanta Gałązka - Wie Pan co, to jest dobre pytanie, bo jakby się Pan spytał tu wszystkich, a zwłaszcza organizatorów, to każdy ma prywatne powołanie od Pana Boga. Myślę, że najważniejsze to być głosem dla tych, którzy nie mają głosu. Dziecko w łonie nie ma żadnego głosu. Nawet w naszych prawach kanadyjskich nie ma żadnych praw; jeśli chodzi o nasze przepisy federalne, to dziecko w łonie matki nie istnieje. A to co matka czuja, jak się dziecko rusza w łonie? To się nie liczy?! To nie jest dzieckiem?! 

        Druga rzecz, co mnie tak bardziej zmobilizowało to te kobiety, które idą na tę aborcję. Jako kobieta poczułam do nich taką sympatię. 

        Kiedyś tutaj stałam, na początku naszej kampanii, znalazłam się sama i czułam się bardzo nieswojo, bardzo taka samotna. Tak stałam i tak mi przyszło do głowy, że te kobiety są w takim samym stanie, w jeszcze gorszym, bo idą do tej kliniki po aborcję. Przecież one nie idą radośnie i zadowolone, nie idą na jakieś tam badania dziecka, tylko idą zabić to, co jest w łonie, i  też niewątpliwie czują się niewygodnie, czują się samotnie. W większości wypadków, te kobiety idą same. Rzadko kiedy ktoś z nimi tutaj idzie. Każdy je wysyła, a w sumie prawie każda sama tu idzie. 

        To druga rzecz, a trzecia sprawa, trzeci powód to, że wreszcie się obudziłam, zrozumiałam, że w tym kraju musi się coś zmienić; że wreszcie musimy uznać to dziecko w łonie matki. No bo przecież to jest początek, to jest nasza przyszłość, to są nasze dzieci. Nie możemy być obojętni i udawać, że to nie jest mój problem. Bo to jest nasz problem, to jest problem każdego obywatela Kanady. 

        To są takie trzy główne powody, dlaczego zaczęłam. 

        - Jak dawno to było? 

        To jest nasza ósma kampania tutaj, w Mississaudze. Zaczęło się bardzo skromnie, nie wiedzieliśmy jak to ma być, co to ma być, dołączyliśmy się do „Forty Days for Life”, to jest kampania międzynarodowa, oni zaczęli w Ameryce w 2007 r. i dalej kontynuują. W tym roku, na przykład, w Kanadzie jest 14 miejscowości, gdzie jest prowadzona kampania przez 40 dni. W samym Ontario jest 7 takich miast. 

        Od rozpoczęcia tej kampanii w Ameryce policzono 14 000 dzieci uratowanych przed aborcja. To są tzw. udokumentowane uratowane dzieci. Przy naszej klinice mamy tak oficjalnie udowodnione troje dzieci. Za każdym razem matka zostawiła nam świadectwo. Matka zostawiła nam list. Ostatnio, rok temu matka zostawiła list do księdza proboszcza u świętej Katarzyny. Ksiądz był ogromnie wzruszony i zrozumiał, jak ważne to jest, żeby chociaż jedno życie było uratowane. 

        A tak w sumie, to przecież my nie wiemy, kto był uratowany, to tylko Pan Bóg może wiedzieć. Tylko on.  

        - To są ludzie, którzy będą mieli rodziny, będą mieli dzieci, którzy zaistnieli na naszym świecie tak, jak powinno się zaistnieć - urodzili się!

        - I chwała Panu, że tak jest! Naprawdę, chwała Panu, bo w sumie  to jest Boża walka. To nie jest nasza walka, w sumie to my nie walczymy, stoimy spokojnie, dajemy świadectwo, może jak ktoś do nas podejdzie to porozmawiamy, ale w sumie to nie jest nasza walka, to jest Boża walka, a wiemy, że On już wygrał. 

        - Dlaczego Pan się zdecydował to robić? Dlaczego Pan tutaj stoi?

Sławomir Koziak Od paru lat należę do grupy pro-life, przede wszystkim modlimy się do Pana Boga, żeby pomógł w Kanadzie, ale też całemu światu zmienić, szczególnie w Kanadzie, prawo, żeby chronić dzieci poczęte, a po drugie, chyba też jesteśmy świadkami dla ludzi, którzy przejeżdżają samochodami, obserwują nas. Może nasza modlitwa pomoże komuś zmienić decyzję, może uratujemy jedno dziecko, może więcej dzieci. 

        - Dlaczego Pan to zaczął robić? Większość z nas chodzi do kościoła, ale jednak, żeby uczynić jakiś wysiłek czy zademonstrować własne przekonania to z tym nie jest tak łatwo. 

        - Przede wszystkim wydaje mi się że to było takie wewnętrzne nawrócenie. Człowiek się nawraca, uzmysławia sobie może tę wielkość tego grzechu aborcji, to jest pierwsza sprawa, czyli wewnętrzne nawrócenie, a druga sprawa to że w naszej parafii powstała grupa pro-life i ja się włączyłem w działalność tej grupy. 

        - Coś Pana tknęło? 

        - Duch Święty natchnie człowieka i w końcu popchnie go, żeby nie tylko się modlił, ale żeby coś zrobił, żeby swoją obecnością dał ludzkie świadectwo. Nie wiemy co w ludzkim sercu drzemie, może ktoś potrzebuje jakiegoś takiego świadectwa, no nie wiem. 

        - Kiedy to się stało, że postanowiliście się zająć dziećmi nienarodzonymi? Kiedy otworzyło się Wasze serce na ten problem, dzieci nienarodzonych?

Monika Skawińska: - Modlimy się od 2010 r. Na początku modliliśmy się w pierwszą sobotę miesiąca, ale potem tak bardzo szybko uznaliśmy, że trzeba dużo więcej tej modlitwy, że raz w miesiącu to jest zdecydowanie za mało i tak postanowiliśmy przychodzić w każdą sobotę i od tego czasu praktycznie przez te 8 lat jesteśmy prawie w każdą sobotę tutaj; widzimy że to jest morze potrzeb, naprawdę morze potrzeb... 

        - Ale chciałem zapytać o ten moment, kiedy to było, że większość z nas normalnie żyje, zarabia na chleb co tydzień chodzimy do kościoła, ale mało ludzi decyduje się właśnie dać świadectwo, gdzieś działać. 

Tomek Skawiński -Zachęcił nas kolega z parafii Andrzej Kowalewski, który po jednej Mszy świętej podszedł do nas zaczepił, że on tutaj się modli pod kliniką. Nic nam to specjalnie nie mówiło, ale tutaj przyszliśmy. Na początku, wiadomo, jest jakaś nieśmiałość, jak się tutaj idzie, bo jest się wystawionym i trzeba dać świadectwo, ale powiem szczerze, że po tej modlitwie był jakiś taki pokój serca, radość, że ta modlitwa jest potrzebna, że ta modlitwa ma sens. 

        Tak z soboty na sobotę zaczęliśmy przychodzić. W każdą sobotę tutaj jesteśmy z grupką osób. Tak że zaczęło się spontanicznie, ktoś nas zaprosił, zachęcił. Mnie się wydaje też, że było zaproszenie Ducha Świętego, bo to jest dobra inicjatywa. I tak trwamy. 

        - A jaka jest reakcja ludzi? Od czasu do czasu ktoś zatrąbi, a czy są też negatywne reakcje? 

        - Powiem szczerze, że większość reakcji jest pozytywna, ludzie zatrąbią, pomachają nam. Raz na jakiś czas zdarza się jakaś negatywna reakcja, ale przeważają pozytywne reakcje, jeszcze gdy staliśmy tam bliżej kliniki to widzieliśmy jednak, że ludzie widzą to i zawracają . Mieliśmy kilka przypadków, że na naszych oczach samochód zawrócił i widzieliśmy, że ta modlitwa była jakimś światłem dla tych ludzi. A był jeden przypadek, że kobieta nawet zatrzymała samochód i podziękowała nam. Powiedziała, że już ma dwójkę dzieci, jest w ciąży z kolejnym dzieckiem, była jakaś niepewna, jak nas zobaczyła to dodało jej światła i radości, podziękowała nam, za to że jesteśmy i dzięki temu, że jesteśmy to podjęła dobrą decyzję, żeby to życie zachować. 

        - Chyba niesamowitą radość daje takie świadectwo? 

        - Jest to potwierdzenie, że ta modlitwa działa. Bo często ludzie do nas dołączają i  pytają czy są jakieś owoce? Co ta modlitwa daje? Więc takie świadectwo jest takim zbudowaniem od Pana Boga, takim potwierdzeniem, że On chce, żebyśmy tutaj byli, że ta modlitwa jest Mu miła i ona przynosi owoce. 

        - Czyli dla tych wszystkich, którzy się wahają, aby tutaj stanąć to zapraszamy, bo to jest wspaniała rzecz. Państwo prowadzicie też grupę pro-life przy parafii św. Maksymiliana Kolbego, można zapytać ile grupa liczy osób i jakie prowadzi działania? 

        - Mijają 4 lata od chwili kiedy grupa powstała. Był taki moment kiedy ojciec proboszcz zaprosił nowe inicjatywy, nowe wspólnoty, żeby się tworzyły więc wystąpiliśmy z taką prośbą, że ponieważ grupa pro-life de facto jest parafii świętego Maksymiliana Kolbe my modlimy się tutaj uczestniczymy w akcjach pro-life więc dlaczego by takiej grupy nie stworzyć przy parafii. Odpowiedź proboszcza i rady parafialnej, była pozytywna no i ta grupa powstała.

        Staramy się spotykać raz w miesiącu na spotkania dyskusyjne, mamy też spotkania z Right to Life Mississauga. Staramy się, żeby się dzielić świadectwem pro-life, modlić się, żeby ta świadomość skali aborcji była większa. Skala aborcji w Kanadzie jest ogromna, a dostęp do aborcji jest powszechny. Dużo ludzi o tym nie wie. Myślę że w naszej parafii – jest to duża parafia polonijna - że taka grupa jest potrzebna. 

        - Dużo ludzi nie zdaje sobie sprawy jak sytuacja wygląda w Kanadzie, nie wiedzą, jaki jest stan prawny, nie wiedzą że to jest dokonywane w prywatnych przychodniach, które funkcjonują na zasadzie zakładów usługowych, czyli potrzebne byłyby tutaj przynajmniej jakieś minimalne zmiany prawne, chociażby wymóg doradztwa przedaborcyjnego. 

        - Właśnie bardzo źle się stało, że mamy te bubble zones, dlatego że te osoby, które były tzw. street councelor to one podchodziły do kobiet, oczywiście do tych które były otwarte na rozmowę, pokazywały że jest jakaś alternatywa, że aborcja to nie jest żadne rozwiązanie, i są świadectwa, że te osoby skorzystały z tej porady. Dlatego że gdy kobieta wie, że jest w stanie błogosławionym, że jest w ciąży i szuka jakiejś porady to proponuje się jej aborcję i nie jest proponowana żadna alternatywa.

        Wiemy też ze świadectwa Mary Wagner, że są podziękowania właśnie od tych kobiet, które były już zdecydowane były na aborcję; w sercu pewnie czuły, że to nie jest dobra decyzja, ale nie widziały alternatywy, więc dzięki temu, że Mary weszła i dostały różę to teraz te ich dzieci żyją. Więc jest potrzeba jakiegoś doradztwa, rozmowy na ten temat, że jest dostępna pomoc, że te bubble zones praktycznie  zlikwidowały tę możliwość. 

        - Jak to się stało, że Pan tutaj jest, że Pan postanowił w taki sposób zaangażować się w obronę życia?

Wojtek Bochenek: Uważam, że żyjemy w kraju, który jest jednym z najbardziej cywilizowanych na świecie, a mamy prawa, które są najbardziej barbarzyńskie; Kanada jest chyba jednym z trzech krajów na świecie, gdzie nie ma żadnych regulacji odnośnie aborcji 

        - Można zabić dziecko nienarodzony teoretycznie rzecz biorąc, dopóki się w żywe nie urodzi... 

        - Tak jest, i nawet są przypadki, że dzieci się urodziły (w rezultacie aborcji) i zostały zostawione same sobie na śmierć. Więc myślę, że obowiązkiem każdego człowieka dobrej wiary jest po prostu dać świadectwo prawdzie, która się tutaj odbywa w tym kraju i zrobić wszystko żeby to zmienić to. 

        - Kiedy to do Pana dotarło?

        - Właściwie byłem częścią pro-life movement już wiele lat temu, 20 lat temu. Mieliśmy przyjaciół, którzy nas wciągnęli, to byli Kanadyjczycy, para bardzo wierzących ludzi, katolików. Oni dalej to robią. Organizowali marsze pod klinikę aborcyjną zanim jeszcze istniała taka akcja jak „40 Dni dla życia”. Te właśnie marsze, które myśmy robili dwa razy w roku, one się odbywały w downtown. Była tam podobna taka demonstracja właśnie jak dzisiaj, modlitwa, przemarsz ulicami Toronto. I tak to się zaczęło. Potem jakoś naturalnie się to zatrzymało, a teraz, ponieważ żona się zaangażowała w grupę pro-life u Kolbe, to dzisiaj przyjechałem tutaj z nią. 

        - Jakie są reakcje ludzi, jakich reakcji był Pan świadkiem? 

        - Z reguły jest poparcie; samochody przejeżdżają, trąbią, bardzo rzadko są jakieś negatywne reakcje a jeżeli jakieś to właściwie nieszkodliwe, może tam jakieś boo, ktoś się krzywo popatrzy. Ogólnie, wydaje mi się, że społeczeństwo jest bardziej pozytywnie nastawione niż nam się wydaje. 

        - Niż to wynika z czytania gazet? 

        - No, to na pewno! Dlatego że media są  już tak politycznie poprawne w stosunku do rządów w Kanadzie, że to jest prawie niedopuszczalne z moralnego punktu widzenia. Tak że nie ma się czego obawiać, dlatego że większość ludzi popiera nas. I to jest wspaniałe, moim zdaniem. Tylko trzeba więcej odwagi, więcej akcji, trzeba wyjść na ulicę, pokazać to świadectwo.

        - Dlaczego Pani się zdecydowała wziąć udział w działaniach obrońców życia, dlaczego Pani tutaj stoi? Pogoda niezbyt dobra, trzeba wstać rano... 

Magdalena Żebrowska Ja po prostu głoszę coś takiego, że wiara bez uczynków jest martwa, że jako Polka powinnam coś robić, chodzenie do kościoła jest piękną rzeczą, ale coś jeszcze trzeba więcej. To daje takie spełnienie, taką głębię wiary. Jeżeli coś jeszcze innego robimy niż to że głosi się słowo Boże .

        - Kiedy to się zaczęło, w Pani życiu? 

        - Tak z 6 - 7 lat temu, zostałam jakby nawrócona, zaczęłam głębiej wierzyć. 

        - Można zapytać o Pani historię nawrócenia, jak to się stało w Pani przypadku, bo większość z nas jest takimi letnimi katolikami; niektórzy chodzą do kościoła od święta, inni w ogóle nie chodzę, ale uważają się za ludzi wierzących bo na przykład posyłają dziecko do szkoły katolickiej jeszcze inni chodzą do kościoła i na tym praktycznie to u Nich się kończy, jak to było w Pani przypadku? 

        - Zostałam dotknięta przez ojca Witko na jednej z mszy charyzmatycznych o uzdrowienie. I tak też się to u mnie zaczęło. 

        - Bardzo dramatycznie i gwałtownie? 

        - Tak, ale to było potrzebne, zaczęłam przez to głębiej wierzyć w Pana Boga, przez to czego doświadczyłam w swoim życiu. 

         - A Pan od kiedy zaczął? 

        Stanisław Wojnarowicz: Tak się złożyło, że w kościele, w mojej parafii u św. Maksymiliana Kolbe zauważyłem w holu odręcznie wykonany szkic tego skrzyżowania, tu naprzeciwko szpitala z którego wynikało, że w tym budynku mieści się klinika aborcyjna. No i to mnie zaciekawiło. 

        O prócz tego, między innymi u pana Andrzeja Kumora w Gońcu dowiedziałem się, czy też w Głosie Polskim, że tutaj aborcja jest na każde życzenie i w dodatku  nie ma limitów czasowych, czyli na dobrą sprawę nawet przed samym porodem można dokonać tej aborcji. Zszokowały mnie też fakty, że ten cały proceder aborcyjny jest finansowane z naszej kieszeni, czyli podatników. 

        Byłem, po prostu, tym porażony, gdzie ja tutaj się znalazłem? Gdzie mamy tutaj żyć i wychowywać dzieci? I tak dalej. 

        Przez to że akurat wówczas trafiłem na rekolekcje ignacjańskie, a potem do grupy Magnificat i z grupy Magnificat tutaj żeśmy trafili, gdzie w każdą sobotę kolega zapoczątkował parę lat wcześniej modlitwę. Był bardzo odważny, bo samodzielnie się tutaj modlił z krzyżem w każdą sobotę. Dzisiaj tutaj go nie ma, bo jest chory, ale był takim inspiratorem, pionierem tego miejsca modlitwy i myśmy dołączyli, przyprowadzając wiele osób, i z parafii, i z tej grupy Magnificat. Od dobrych 8 - 9 lat modlimy się w każdą sobotę; no i oczywiście, też powstała grupa pro-life przy parafii no i różne akcje czy  to 40 dni za życiem, czy też marsz za życiem w stolicy Kanady Ottawie - my bierzemy udział. Tak że jest sporo działań i czynów które po prostu w jakiś sposób też zachęcają innych do tego działania 

        Bardzo dobry, pozytywny jest udział młodzieży, coraz więcej młodzieży przychodzi do ruchu pro-life A bardzo negatywnie widzę działanie mediów. Po prostu tak, jakby nabrały wody w usta, szczególnie prasa, wszyscy dziennikarze; ci, którzy mogliby jakoś tutaj pomóc.

        No i oczywiście Mary Wagner. To jest bohaterka dzisiejszych czasów, można powiedzieć że święta. Jak się pewnie z czasem okaże, która jest bardzo dzielna i bohaterska, broni życia, spędziła w więzieniu tyle lat i w dalszym ciągu jest za życiem. Ma wielki szacunek w Polsce, to jest bardzo ciekawe, że większy ma w Polsce niż tutaj, w Kanadzie. 

        - Tutaj nikt o niej nie wie. 

        - Tak że to są takie różne historie, które zachęciły mnie no i przede wszystkim też nasz papież który od dawna w czasie swego pontyfikatu mówił o cywilizacji śmierci i życia, że musimy po prostu bronić tej cywilizacji życia za wszelka cenę, bo nie wiemy co będzie z naszymi dziećmi, z naszymi następnymi pokoleniami.

piątek, 12 październik 2018 08:11

Rządzi adwokat i urzędnik

Napisał

        Polskę rozkradano na wiele różnych sposobów organizowano piramidki finansowe, syfonowano dolara, za bezcen „prywatyzowano”, surowce, przemysł, a także rozkradano nieruchomości place i kamienice, zwłaszcza w centrach dużych miast.

        To ostatnie ułatwiała nieuporządkowaną sytuacja ksiąg wieczystych,  zwłaszcza w Warszawie, gdzie upaństwowiono większość terenów dekretem Bieruta. Grunty (choć nie budynki, właściciel zgłosił do 6 miesięcy zainteresowanie).

        Nie lepiej sytuacja wyglądała w innych miastach, gdzie właściciele kamienic oddawali je masowo majątki państwu, by pozbawić się bólu głowy wynikającego z konieczności przeprowadzania kosztownych remontów. I tak, na przykład, w Krakowie większość kamienic przechodziła pod zarząd PGM (Państwowa Gospodarka Mieszkaniowa) dlatego że czynsze niskie regulowane przez państwo nie pozwalały  na utrzymywanie takich obiektów. 

        Po „transformacji ustrojowej”, gdy nastały nowe porządki, rozpoczęła się grabież majątku i również grabież nieruchomości, zwłaszcza w Warszawie. Za PRL mało warte, kamienice z czasem nabierały olbrzymiej wartości, czyniąc z właścicieli milionerów. 

        Dochodziło w związku z tym do wielu oszustw i nadużyć. Co ciekawe, jedna z takich spraw datuje się jeszcze z lat 80 i ma torontoński wątek, kiedy to oficerowie wywiadu PRL podstawili rzekomego spadkobiercę krakowskich Żydów i „odzyskali” kamienicę w tym mieście. Ludzie służb, mieli na takie możliwości oko, dużo, dużo wcześniej zdawali sobie sprawę z całej sytuacji i szans jakie się przed nimi otwierały.

        Oszustwa, których dopuszczali się członkowie nowej elity władzy, wysocy rangą urzędnicy, adwokaci i ludzie służb miały swoje ofiary i to nie tylko w postaci lokatorów domów, z których nowi „właściciele”, bezwzględni kombinatorzy, usuwali ich przy pomocy szykan, aby wyburzać, czy też przerabiać kamienice na  mieszkania własnościowe, czy biurowce - ofiarami tej grabieży są również prawowici. 

        Jednych zmuszono do odsprzedania spekulantom praw własności za ułamek wartości - prawowity właściciel dostawał - powiedzmy 200 000 zł, a nieruchomość następnie sprzedawano za 5 mln zł. Przebicia były niebotyczne i szabrownikom świeciły się oczy, tym bardziej że byli bezkarni; byli kryci przez układ polityczny, który opanował wielkie miasta.

        Warszawa jest tego najlepszym przykładem, rządy obecnego prezydenta Hanny Gronkiewicz Waltz zaowocowały usankcjonowaniem się mafii nieruchomościowej, która z centrum stolicy uczyniła żerowisko, na którym ich rodziny w ciągu krótkiego czasu stały się milionerami. 

        Te sprawy mają również nasze tutejsze torontońskie wątki, sprawy ludzi, którzy mieszkali tutaj, a którzy mają prawa własności do działek i kamienic warszawskich. Jednym z poszkodowanych jest  Zygmunt Zychla, właściciel popularnej restauracji Polonez przy Roncesvalles, który od kilkunastu lat walczy o dwie nieruchomości w centrum Warszawy. Walczy przy pomocy już kilku kolejnych prawników, z których każdy obiecywał szybkie załatwienie sprawy, po to tylko, by ostatecznie rozłożyć ramiona albo... zaproponować odkupienie własności. Mówiono że sytuacja jest „bardzo skomplikowana i wymaga wiele zachodu”, że najlepiej będzie jak swoją majętność odsprzeda adwokatowi, a on „będzie się tym bawił”. 

        Rząd „dobrej zmiany” obiecał wyrugowanie korupcji - zabrano się za mafię VATowską, i również za tę nieruchomościową. Jednak to, co się dzieje, to jest wierzchołek góry lodowej, a interesy i powiązania oszustów sięgają w głąb układu jaki zagarnął Polskę, w głąb środowiska byłych służb bezpieczeństwa i wywiadu. 

        Dlatego, aby zrobić z tym porządek konieczna jest „opcja zero”, czyli wymiana kadr wysokich rangą urzędników miasta i odsunięcie od tych spraw skorumpowanych adwokatów. Czy jest marzenie ściętej głowy? Trudno jeszcze dzisiaj wyrokować.  Dobrym początkiem byłoby zwycięstwo Patryka Jakiego w wyborach na prezydenta Warszawy. Na pewno jest to człowiek który ma najlepszy wgląd w cały ten korupcyjny interes. 

        Do rzeczywistej zmiany trzeba realnej siły, a zmiana taka jest potrzebna również polskiej polityce. Polityka karmi się bowiem pieniądzem, niejednokrotnie tym ukradzionym - tak przecież na politykę działają mafie. Nieuczciwie pozyskane fortuny korumpują kolejne pokolenia polskich polityków, dlatego oczyszczenie stosunków własności jest warunkiem niezbędnym do wyczyszczenia polskiej polityki. 

        Z Zygmuntem Zychlą rozmawiamy w restauracji Polonez. Stara się mówić spokojnie...

        - Panie redaktorze, 18 lat minęło, jak zacząłem walczyć o swoje działki przy Gostyńskiej i Obozowej w Warszawie. 

        Pierwszy adwokat zapewnił, że nie będzie problemów. Oczywiście, natychmiast zażądał wysokiej zaliczki. Po jakimś czasie poinformował mnie, że „są trudności”, ale on może kupić te działki i  „będzie się z tym dalej bawił”. Nie zgodziłem się i na tym sprawa się zakończyła. 

        Zwróciłem się następnie do różnych ludzi prosząc, by mi pomogli, z ich rekomendacji poszedłem do innych prawników. W sumie, po kolei zmieniłem 5 prawników; wszyscy mi obiecywali załatwić sprawę i nic z tego nie wyniknęło.

        Ostatni pan radca prawny, oświadczył mi że on potrafi wszystko szybko załatwić w urzędzie miasta. Okazało się, że jednak cały czas kręcił i tak zeszły 4 lata, w czasie których wymyślał coraz to nowe problemy, oczywiście ciągle brał nowe zaliczki. Oświadczył mi też że ponieważ niepotrzebnie ciągle piszę skargi na prezydenta Warszawy, to sprawa się skomplikowała i powiedział, żebym się nie denerwował, bo ludzie czekają często po 8 lat i są bardzo szczęśliwi że cokolwiek dostają. 

        Oczywiście zrezygnowałem z niego. Nerwowo już nie wytrzymywałem i ja go już mocno przycisnąłem to wziął mnie do urzędu miasta... Powinienem był zapisać pokój, ale jakby zaszła potrzeba, to trafiłbym tam jeszcze raz. Urzędnik miasta stołecznego Warszawy przyjął nas i powiedział że to wszystko jest bardzo skomplikowane,  jego przełożony powiedział mu, niech pan wszystkie te działki mniej więcej wyceni na zasadzie, „mało”, „więcej” i „bardzo dużo”. Ile by ewentualnie kosztowały na dzień dzisiejszy, a pan kierownik będzie wiedział co z tym dalej zrobić... 

        Zygmunt Zychla liczy dzisiaj na nowy rząd i być może, nowe władze w Warszawie;

        - Dzięki Bogu, że jest zmiana warty, jest rząd, który rzeczywiście chce ludziom pomagać gdy chodzi o zwrot działek.

        Będąc w Warszawie miałem spotkanie z posłem, który jest w komisji rewizyjnej. Było nas tam co najmniej 50 osób, starszych ludzi. Wielu z nich mówiło, myśmy o to miasto walczyli, a nas teraz się traktuje jak ostatnią szmatę. To byli właściciele działek, niektórzy nawet płakali...

        To co urząd miasta w Warszawie, robi, to przecież  bolszewicy tak robili! Prezydent Gronkiewicz-Waltz ma pretensje do tej komisji sejmowej że to oni „podchodzą po bolszewicku”, ale to przede wszystkim ona tak się zachowywała; ona nie miała czasu spotkać się z tymi biednymi starymi ludźmi. A powinna była rozmawiać. zapytać może w czymś wam pomogę. A tymczasem ciągle krętactwa,  miasto, oni nic tutaj nie podważają tylko nie chcą tych działek oddać. Wymyślają cuda, żeby przeciągać w nieskończoność, a może ten Zychla umrze, to sprawa się załatwi. Ale ja tego nie daruję,  jak tutaj nie dam rady, to pójdę do sądu międzynarodowego. W Warszawie jest taka sytuacja, że pan urzędnik decyduje o mnie, o wszystkim, a pan adwokat z nim współpracuje i mówi, słuchaj, przeciągaj w nieskończoność, bo jeszcze z faceta można wyciągać, na to są dowody! Skierowałem sprawę do prokuratury, prokuratura w Warszawie robi cały czas dochodzenia przeciwko miastu, bo widzi że cały czas są matactwa. Jest 5000 spraw takich, jak moja, to dotyczy całej mafii, która robi milionowe interesy. Rządzi urzędnik i adwokat. To, co teraz co się dzieje, że „oni ubolewają” to  się przecina stare układy. 

        Wie pan, ja żyłem w PRL miałem duży biznes i miałem przeróżne problemy, nawet się niektórzy prywaciarze wieszali, to nie jest nic nowego.

        Moja sugestia dzisiaj jest taka, oby tylko przyszła nowa władza, a nie ta stara, bandycka. Ci starzy skrupułów żadnych nie mają! Powinno się zwolnić wszystkich kierowników i ich zastępców, wyczyścić! Inaczej nic się nie zmieni! Proszę pana to dotyczy nie tylko Warszawy; jaki problem mieli ludzie w Zakopanem, jaki problem mieli w Lublinie, w Krakowie, ja to nazywam bolszewickie prawo, ale przez miasto Warszawy a za to jest odpowiedzialna pani prezydent, która w dodatku jest prawnikiem. Ona  proszę pana  jako profesor prawa nie potrafi zrozumieć, nie potrafi   tego kierownika nadzorować; zapytać jak to wygląda; nie potrafi się spotkać z ludźmi?!

        Oni założyli sobie po prostu biznes, wielki biznes! 

        Mam nadzieję - żeby Bóg dał - żeby minister Jaki został burmistrzem, to może będzie jakaś uczciwość. Jego przeciwnik co tam startuje, to przecież jest stara banda która trzyma się razem i dalej robi  świństwa, oni zupełnie zapomnieli, że nam powinni pomagać.

        Ja mam czystą sytuację, na wszystko dokumenty, a oni cały czas sprawę przeciągają; nie tylko mnie! Oni wiedzą że to jest po prostu legalne złodziejstwo, no ale wszyscy są świętoszki... 

        I za to wszystko odpowiedzialna jest pani burmistrz jak człowiek może kierować jakąś sprawą i nie wnikać w te rzeczy? A ci kierownicy tak bezczelnie, tak daleko się posunęli. Teraz kilku już siedzi w więzieniu, a tłumaczą się że nikt nic nie wiedział, co podpisywał, nikt nic nie wie jak to się stało. 

        Wie Pan, ta sprawa powinna być ruszona ludzie powinni wreszcie się obudzić, dlatego chcę o tym pisać, żeby ludzie wreszcie się opamiętali i wymienili tych skorumpowanych urzędników, którzy ich okradają. 

        Mnie mówią, żeby iść do Brukseli. Co mi tam Bruksela? Dawniej była Moskwa, teraz Bruksela chce nami rządzić. Dlatego dzięki Bogu  że jestem PiS i że cokolwiek zaczęli robić bo do tej pory było trak, że jak syn sędziego kończy prawo  to zostaje sędzią i tak bez końca. Jedyna nasza szansą jest to, żeby wszystko wyczyścić. Już są ten rząd jest bardzo daleko, ale wiele ludzi nie ma pojęcia o polityce i ktoś mądrzejszy powinien wytłumaczyć, na czym to polega. Nasze nieszczęście jest też w tym że my mamy te wszystkie media zagraniczne. Po to by mogli mieć Polskę znowu pod butem, bo niestety mają nas pod butem. Ale wierzę że wszystko się dobrze skończy PiS przynajmniej coś robi, a gdzie tamci coś robili, na d... siedzieli. Nareszcie ludzie to zaczynają dostrzegać, że jest jakiś gospodarz. Trzeba robić coś, a nie gadać głupoty bo od złodziei aż roi w Warszawie... 

        Jak można to podsumować? Okazja czyni złodzieja. Nie pozwólmy by warszawscy złodzieje mieli kolejne okazje. Pora, aby Polacy przestali się dawać okradać; pora pogonić złodziei!

Andrzej Kumor

piątek, 05 październik 2018 15:40

PÓKI POLSKA ŻYJE W NAS

Napisane przez

U.M. Cieszę się że znalazł Pan chwilę czasu na rozmowę biorąc pod uwagę Pana zaangażowanie zawodowe rozciągające się od Atlantyku do Pacyfiku, a więc łączące dwa olbrzymie kontynenty wraz z ich Setną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, to bardzo znaczące wydarzenie dla Polaków starej i nowej generacji, szczególnie dla licznej Polonii w Kanadzie. Nadchodzący Pana koncert, POLISH PRIDE Przeboje Niepodległej, zaprasza do głębokiego przeżycia tej uroczystości w bardzo szerokim i urozmaiconym repertuarze. Kiedy zdecydował się Pan do przygotowania tego koncertu?

A. Rozbicki: Od ponad 20 lat organizuję koncerty w Toronto i Mississaudze, na które zapraszam najlepszych solistów z Polski i nie tylko z Polski. Ostatnio miałem koncert w styczniu w Living Arts Centre, kiedy przyjechali soliści z ośmiu krajów. Każdy z innego. Trudno byłoby nie zrobić koncertu na 100-lecie Odzyskania Niepodległości, jeśli robiłem koncerty na wiele innych okazji, może nawet tych mniejszych. Nie mniej jednak wiedziałem że zawsze muszę to zrobić.


Jeśli czytasz nasz teksty, pomóż nam!

 


U.M. Pana pasja muzyczna pomaga nam oddać honor wielu wybitnym Polakom, którzy do powrotu Polski na mapę Europy się przyczynili. Jednoczy Pan w ten sposób miliony rodaków na świecie. Jaki ma to dla Pana wymiar zawodowy i osobisty?

Rozbicki: Rzeczywiście tak jest. Od początku, od kiedy jestem w Kanadzie, a mieszkam już trzydzieści lat prowadzę muzyczne zajęcia z młodzieżą kanadyjską i jestem założycielem orkiestry Celebrity Symphony Orchestra. W 1993 roku był w Toronto, jeden z najsłynniejszych kompozytorów polskich, Witold Lutosławski. Poproszono mnie, abym nagrał rozmowę i porozmawiał z profesorem Lutosławskim dla polskiej telewizji. Wtedy właśnie w rozmowie, prof. Lutosławski powiedział: ”Panie Andrzeju, kto będzie promował polską muzykę za granicami kraju, jeśli nie my, absolwenci Polskich Akademii Muzycznych”. Bardzo mnie się to wtedy podobało, bo profesor powiedział: “my”. To tak, jak by mnie bardzo wysoko postawił koło siebie. Od tamtej pory w każdym koncercie CSO mamy polską muzykę, a do grona solistów zawsze zapraszamy tych wszystkich największych. Występowali z nami w Toronto Wiesław Ochman, Piotr Paleczny, Konstanty Andrzej Kulka, Zofia Kilanowicz, Zbigniew Macias, Rafal Bartmiński, Jacek Wójcicki czy Krystian Krzeszowiak.

Oczywiście wiele koncertów zagraliśmy z najwybitniejszymi solistami operowymi, a koncerty 5-krotnie zapowiadał legendarny już Bogusław Kaczyński. Dyrygowałem wielokrotnie koncertami w Chicago i w Nowym Yorku.

Wykonywaliśmy po raz pierwszy na tym kontynencie wiele utworów Wojciecha Kilara, Henryka Góreckiego i wielu innych. Przygotowaliśmy koncerty z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Światowa premiera NIESZPORóW LUDŹMIERSKICH odbyła się w Toronto w 1996 roku, premiera oratorium „Woła nas Pan” Włodzimierza Korcza w roku 2004.

To wszystko jest po to, aby Polakom przybliżyć to, co jest najpiękniejsze, a z muzyką jest może łatwiej, bo nie ma bariery językowej. Na nasze koncerty przychodzi znakomita polonijna publiczność, ale również coraz więcej mamy słuchaczy anglojęzycznych. Bardzo mnie cieszy entuzjastyczna reakcja widowni, widoczna radość również na twarzach naszych kanadyjskich orkiestrowych muzyków. Wiele osób po koncercie dzwoni, pisze komentarze na facebooku i przeżywa te wydarzenia muzyczne razem ze mną. Nasze koncerty są jednorazowymi wydarzeniami artystycznymi. Teraz będzie inaczej bo z koncertem Polish Pride wystąpię wraz z solistami z Polski oraz West Coast Symphony Orchestra tydzień później 3 listopada w North Vancouver Centennial Theatre.

U.M. Przedstawił Pan całą plejadę artystów o różnorodnym dorobku. Czy w tym koncercie, na który czekamy, ma Pan jakieś szczególne kryteria doboru wykonawców?

Rozbicki: W tym koncercie – POLISH PRIDE Przeboje Niepodległej, będą dwie części, a koncert rozpoczniemy słynnym poematem symfonicznym POLONIA Edwarda Elgara. Ten angielski kompozytor napisał Polonię w 1915 roku na prośbę Ignacego Jana Paderewskiego, oraz ówczesnego dyrektora Filharmonii Warszawskiej Emila Młynarskiego, którzy zwrócili się do niego z prośbą, aby skomponował utwór, który by pobudzał Polaków do walki o niepodległość. Mógłbym długo mówić o programie koncertu, ale w skrócie to oczywiście będą utwory takie, jak Ułański Mazur, My Pierwsza Brygada, Zielone Lata, Tango na głos itd. W programie usłyszymy największe przeboje z ostatnich 100 lat, między innymi piosenki Ewy Demarczyk, Mieczysława Fogga, Anny German, Piotra Szczepanika, Czesława Niemena, Zbigniewa Wodeckiego i innych.

Dwa lata temu byłem w maju, w Filharmonii Narodowej w Warszawie na koncercie i uroczystości wręczenia nagród Jana Kiepury dla najwybitniejszych polskich solistów. Podczas spotkanie po koncercie, zapytałem słynnego tenora i wykładowcę profesora Ryszarda Karczykowskiego, który z tenorów, naszych polskich, ma największa szansę, za kilka lat zabłysnąć nie tylko w Polsce, ale i w świecie? Podał nazwisko Wojciecha Sokolnickiego. W ten sposób dotarłem do Wojciecha Sokolnickiego i zaprosiłem go do Toronto dwa lata temu. Wtedy to również powstało trio tenorowe Tre Voci – które stanowią Wojciech Sokolnicki, Mikołaj Adamczyk i Miłosz Galaj. Znakomici trzej tenorzy młodej generacji, optymistycznie nastawieni do życia, którzy się bawią i to cieszy widownię. Każdy ich koncert jest wielkim wydarzeniem i myślę, że tak będzie w Toronto.

Dyrygowałem w tym roku koncert w Lidzbarku Warmińskim moim mieście i do tego koncertu zaprosiłem Pana Aleksandra Ładysza. Ten śpiewający basem solista jest synem, pana Bernarda Ładysza, który żyje i ma się zupełnie nieźle, jak mi jego syn powiedział. Pan Ładysz ma 96 lat. Piękny wiek, jak na śpiewaka. Chciałbym też zapowiedzieć pierwszy występ Moniki Węgiel w Kanadzie. Jest to utalentowana piosenkarka młodego pokolenia która jest absolwentką Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Występuje w Teatrze Współczesnym w Warszawie.  W 2012 roku wydała swoją debiutancką płytę CARTE BLANCHE, na której znalazły się głównie przeboje Edith Piaf.

Jest obdarzona silnym ekspresyjnym głosem. Śpiewa od 13 roku życia.   Oto jeden z wielu komentarzy po wysłuchaniu występu Moniki Węgiel na you tube: «   ...coś cudownego, ileż w tym piękna, melancholii i miłości...aż dreszcze w każdym zakamarku mej duszy czuję - jak dobrze, że są takie Artystki.....płyń melodio i dawaj radość ludziom... «

Następną artystką, którą zaprosiłem do naszego składu solistów, to Natalia Kovalenko, znakomita wykonawczyni utworów Anny German. Jest to wokalistka, która skończyła studia muzyczne w Kijowie, a specjalizuje się w utworach Anny German. Kiedy prowadziłem tutaj koncert w Toronto dedykowany Annie German wtedy był bardzo popularny słynny serial o życiu tej piosenkarki. Bardzo chciałem Natalię zaprosić, ale nie mogliśmy zgrać naszych terminów. Przyjechała wtedy Vladyslawa Vdovychenko, solistka z Oddesy, która w filmie podkładała głos Anny German. Postanowiłem że kiedyś zaproszę Natalię, no i Natalia przylatuje. W koncercie również wystąpi Lechowia oraz młodzież Toronto Singning Strings prowadzony przez Artura Lewinowicza i 100-osobowy chór młodzieży polonijnej przygotowywany przez Małgorzatę Lewinowicz.

U.M. Jestem przekonana, że sala koncertowa dorówna wielkością przedstawieniu tej rangi.

Rozbicki: Sala, w której odbędzie się koncert, Christian Performing Arts Centre znajduje się w południowym Etobicoke w Toronto i mieści 2800 osób. To duża sala koncertowa, w której są rozmieszczone trzy wielkie ekrany filmowe. Na tych ekranach przygotowujemy krótkie montaże filmowo-zdjęciowe. Będzie to widowisko nie tylko muzyczne, ale wizualno-muzyczne. Myślę, że dla tych Państwa którzy przyjdziecie na ten koncert, zapadnie on na długo w pamięci, bo cóż, 100-lecie zdarza się raz na 100 lat. Przynieście państwo na nasz koncert biało czerwone flagi, te małe i większe, szaliki i wszystkie inne akcesoria. Celebrujmy 100-lecie wszyscy razem radośnie złączeni.

U.M. Przy okazji, gdyby chciał Pan opisać swoją wymarzoną widownię, jaka by ona była?

Rozbicki: Nasza widownia jest zawsze wymarzona, bo jest to nasza widownia, jest bardzo elegancka, wrażliwa i gorąca. Cieszę się że nam ta widownia dopisuje i że będziemy wspólnie celebrować to wielkie wydarzenie już 27 października w Toronto i 3 Listopada w North Vancouver BC w Centennial Theatre w koncercie “Przeboje Niepodległej od Toronto do Vancouver”.

U.M. Życzę Panu aby cała sala koncertowa mieniła się tymi kolorami.

Rozmowę prowadziła Urszula Marczak

        Wystąpienie o. Janusza Błażejaka OMI, proboszcza parafii św. Maksymiliana Kolbe w Mississaudze, przewodniczącego panelu duszpasterzy na Zjeździe Polonii i Polaków mieszkających poza granicami Polski w polskim Sejmie.

Szanowny Panie Marszałku, Pani wicemarszałek, Ekscelencjo, Panie Prezesie!

        Forum Duszpasterstwa Polonijnego zgromadziło przedstawicieli duchowieństwa, sióstr zakonnych oraz świeckich z 14 krajów świata. Rozpoczęliśmy częścią historyczną, przypominając sobie wielki wkład polskich duszpasterzy w kształtowanie patriotyzmu oraz udział księży kapelanów w walce o niepodległość naszej Ojczyzny. Należy podkreślić szczególne zaangażowanie polskiego duchowieństwa w armii gen. Hallera. Dzieliliśmy się również wymianą doświadczeń służących usprawnianiu działań służących pogłębianiu patriotycznej tożsamości Polonii oraz Polaków na obczyźnie. 

        Być może na początku powinniśmy się zapytać, czym jest patriotyzm? 

        Patriotyzm to umiłowanie i poszanowanie własnej Ojczyzny; postawa przejawiająca się w emocjonalnej więzi z historią, tradycją, ojczystym językiem; silnymi związkami z kulturą czy nawet krajobrazem danego narodu. 

        To również gotowość do służby, gotowość do poświęceń spraw osobistych, czasem nawet życia, bowiem Ojczyzna traktowana jest jako wartość najwyższa. Patriotyzm najpełniej realizowany jest poprzez dbanie o kulturę, tradycję, język ojczysty, a także kultywowanie pamięci o bohaterach narodowych i szacunek do całego dziedzictwa narodowego. 

        Szczególnie dziś wyraża się on także poprzez stawanie na straży dobrego imienia Ojczyzny – Polski. 

        Dwa dni temu pewna osoba stwierdziła w tym miejscu, że jesteśmy w “świątyni polskiej demokracji”. Być może należy dzisiaj zapytać,  jak zatem możemy ożywić i wzmocnić działania służące pogłębianiu patriotycznej tożsamości Polonii oraz Polaków z zagranicy? 

        Myślę, że przede wszystkim w byciu dobrym człowiekiem, kultywowaniu pamięci o bohaterach narodowych, trosce o dorobek gospodarczy, intelektualny, duchowy i kulturalny Ojczyzny oraz przez znajomość historii Polski.

        Niech także pewną inspirację staną się słowa Jana Pawła II wygłoszone 3 czerwca 1991 roku na lotnisku w Masłowie koło Kielc: 

        “Oto matka moja i moi bracia”. Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć! - Mówił święty Jan Paweł II.

        Także i nas, żyjących na co dzień poza granicami Kraju, nie mogą nie obchodzić sprawy Polski. 

        Bardzo emocjonalnie debatowaliśmy i rozważali  temat obrony dobrego imienia Polski. Ten przepis wywołał olbrzymią burzę w wielu państwach świata. Po latach nierównej i przegranej walki z mediami amerykańskimi, włoskimi, a także niemieckimi o nie używanie fałszujących historię i obraźliwych dla nas sformułowań Sejm przyjął ustawę o obronie dobrego imienia Polski. 

        Ale okazało się, że nam nie wolno bronić swego imienia; nie wolno nam bronić niewinności Polski; że powinniśmy to przemilczeć i przyjąć pokornie, jak baranek idący na rzeź. Oczywiście, innym wolno się bronić z potężnym krzykiem i wrogim atakiem. 

        W związku z nasilającym się w ostatnim czasie zjawiskiem zniesławiania Polaków na arenie międzynarodowej powołana pod koniec z 2012 r. Reduta Dobrego Imienia - Polish Anty-Defamation League walczy o przywrócenia Polsce godnego imienia. I ma już pierwsze sukcesy. Skupiona wokół Jana Pietrzaka oraz Macieja Świrskiego inicjatywa powstała w celu przeciwdziałania zniesławianiu Polski i Polaków na arenie międzynarodowej i w zagranicznych mediach. 

        Pomysłodawcy Reduty podkreślają, że od wielu lat jesteśmy świadkami horrendalnego zniesławiania Polski i przekonują, że skoro Niemcom udało się otrząsnąć z poczucia winy i dokonać gigantycznej pracy propagandowej, żeby słowo “nazi”, nie kojarzyło się ze słowem “Germany”, to jeśli nam nie uda się zmienić toku myślenia wielu polityków świata odnośnie tej kwestii – to konsekwencje tego dla naszej przyszłości, dla przyszłości kraju są jednoznaczne, a mianowicie – katastrofa. 

        Jako duszpasterze zawsze i wszędzie bronimy dobrego imienia Polski; bronimy dobrego imienia naszego narodu, obojętnie jak krzykliwy i potężny jest ten – co nas atakuje. To jest nasz święty obowiązek. Pamiętajmy, co nas łączy: 

        łączy nas niepodległa; 

        łączy nas język i kultura; 

        łączy nas wiara i miłość do Ojczyzny; 

        łączy nas wspaniała historia i krew przelana polskich bohaterów;

        łączy nas przede wszystkim wspólna odpowiedzialność za przyszłość naszej Ojczyzny! 

        W tym miejscu chciałbym również wskazać, że uczestnicy panelu z radością podkreślili dobrą współpracę z polskimi konsulatami i ambasadami. Za to jesteśmy wdzięczni. Biorąc pod uwagę olbrzymi wkład polskich księży i sióstr zakonnych na emigracji, zwracamy się z prośbą, aby Forum Duszpasterzy było stałym punktem wszystkich Zjazdów Polonii Świata. 

        Forum Duszpasterzy zwraca się również z prośbą do Rady Polonii Świata, aby w statutach Rady było odniesienie do wartości chrześcijańskich, które łączą zdecydowaną większość uczestników. 

        Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować Księdzu Biskupowi Wiesławowi Lachowiczowi za opiekę nad polonijnym duszpasterstwem oraz jego niesamowitą dyspozycyjność pod tym względem. 

Burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie, poseł do legislatury Rudy Cuzzetto, poseł do legislatury Kaleed Rasheed (Mississauga East-Cooksville), Konsul Generalny RP Krzysztof Grzelczyk, szef KPK oddział Mississauga Les Blaszczak, wiceszef Kongresu KPK oddział Mississauga Eric Szustak i oczywiście wielu działaczy Stowarzyszenia Gdańszczan oraz klubu seniora ze Związku Narodowego Polskiego, a także wielu innych znamienitych gości wzięło udział w sobotę 22 września w uroczystym sadzeniu dębów na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości w parku Brickyard w Mississaudze, co zorganizowano w ramach inicjatywy miasta Mississauga One Million Trees.  

       Drzewka dęby czerwone i białe (przemawiając konsul generalny Krzysztof Grzelczyk wskazał na symbolikę tych kolorów) dostarczyło nieodpłatnie miasto. Podczas części oficjalnej założycielka i prezes honorowy Stowarzyszenie Gdańszczan p. Zuzanna Stupak otrzymała tytuł ambasadora miasta, który wręczył jej w imieniu prezydenta tego grodu Wojciech Wojnarowicz.

        Kawę i pączki, jak zwykle w takich okazjach organizatorzy zawdzięczali firmie Sweet Temptation.

        Pani Stupak zapewniła, że stowarzyszenie będzie troszczyć się o dęby pomagając miastu w ich utrzymaniu tak, aby nie okazało się że za kilka lat wszystkie uschły. Wskazywała też że w sadzeniu bierze udział wielu ludzi młodych i podkreślała że stowarzyszenie Gdańszczan jednoczy Polaków ponad podziałami. 

        Wszyscy politycy mówili o zasługach społeczności polskiej w Mississaudze, a poseł Cuzetto wspominał, że właśnie w tym miejscu istniała cegielnia, od której park wziął nazwę, a on sam z ojcem jeździł tutaj po cegły. To właśnie pochodzenie terenu dało się nieco we znaki kopiącym dziury pod drzewa, bo łatwo było trafić na kamienie, gruz i glinę. 

        Tak czy owak, drzewko zostały posadzone i teraz pozostaje je tylko doglądać. Aby rzeczywiście stały się symbolem naszego narodowego odrodzenia i rosły mężnie w górę. 

        Burmistrz Bonnie Crombie przypomniała też o zbliżających się październikowych wyborach municypalnych i dodała że jest jedyną w Ameryce Północnej szefową wielkiego miasta o polskich korzeniach; poprosiła zebranych, by tak też zostało na kolejną kadencję. 

        Pogoda sadzącym dopisała, bo było bardzo chłodno, a praca fizyczna rozgrzewała. 

        Przy okazji, podczas rozmowy z konsulem Grzelczykiem zostałem skorygowany,  bo w naszym poprzednim reportażu, z otwarcia Dni Polskich na ulicy Roncesvalles napisałam że nie było przedstawicieli konserwatystów, pomijając w ten sposób lidera federalnej partii konserwatywnej Andrew Scheera, który wystąpił jakiś czas przed premierem Trudeau. Mea culpa. 

(ak)

Fotoreportaż z uroczystej Mszy św. na zakończenie V Światowego Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, która odbyła się 23 września o godz. 12:00 w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

Burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie, poseł do legislatury Rudy Cuzzetto, poseł do legislatury Kaleed Rasheed (Mississauga East-Cooksville), Konsul Generalny RP Krzysztof Grzelczyk, szef KPK oddział Mississauga Les Blaszczak, wiceszef Kongresu KPK oddział Mississauga  Eric Szustak i oczywiście wielu działaczy Stowarzyszenia Gdańszczan oraz klubu seniora ze Związku Narodowego Polskiego, a także wielu innych znamienitych gości wzięło udział w sobotę 22 września w uroczystym sadzeniu dębów na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości w parku Brickyard w Mississaudze, co zorganizowano w ramach inicjatywy miasta Mississauga One Million Trees. Drzewka dęby czerwone i białe dostarczyło nieodpłatnie miasto. Podczas części oficjalnej założycielka i prezes honorowy Stowarzyszenie Gdańszczan p. Zuzanna Stupak otrzymała tytuł ambasadora miasta, który wręczył jej w imieniu prezydenta tego grodu Wojciech Wojnarowicz.

Kawę i pączki jak zwykle w takich okazjach organizatorzy zawdzięczali firmie Sweet Temptation.

Wkrótce relacja filmowa

 

Strona 1 z 81