Goniec

Register Login

Świadectwo wnuka więźnia NIEMIECKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO

Oceń ten artykuł
(44 głosów)

        Będąc małym chłopcem zawsze zastanawiałem się dlaczego mój dziadek latem chodzi w grubych podkoszulkach i kalesonach, dlaczego nigdy go nie widziałem w koszulce z krótkim rękawem. Któregoś razu postanowiłem zapytać, ale usłyszałem tylko zdawkową odpowiedź – bo mi jest zimno. 

        Jakoś dziwne mi się to wydawało, że tylko mój dziadek latem tak się ubiera, postanowiłem dalej pytać, aby moją ciekawość zaspokoić. Mój tata opowiadał, że dziadek dużo przeżył, że był w czasie wojny w obozach, ale jak chcę dowiedzieć coś więcej, to będzie najlepiej jak sam go zapytam, tak właśnie zrobiłem. Wtedy dziadek się otworzył i zaczął opowiadać mi swoją historię…

        Przed wojną był organistą, uczył religii i pracował na poczcie. W czerwcu 1939 roku urodził mu się syn – mój tata. Później wybuchła wojna, dziadek dalej kontynuował swoją pracę, ale już tylko jako organista. Z tej właśnie racji dziadek wypisywał metryki urodzenia, akty zgonu i tym podobne. Wielu młodych ludzi wstąpiło do partyzantki, byli poszukiwani przez Niemców. dziadek starał się pomagać w miarę możliwości wypisywał i wprowadzał do ksiąg kościelnych lewe akty zgonu, tak aby Niemcy przestali gnębić rodziny i zaprzestali poszukiwań. Któregoś razu Niemcy złapali grupę partyzantów w której, jak się okazało, było już kilku już wcześniej „uśmierconych”. Podejrzenie padło na organistę, został aresztowany i wywieziony do aresztu do Działdowa. 

        Miał w tym dużo szczęścia, że nie został rozstrzelanych na miejscu. W 1943. roku mój dziadek Władysław Woznowski trafił do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie został oznaczony numerem 124309. Tam był poddawany eksperymentom medycznym, każdego dnia myślał tylko jak przeżyć. Jego grupa współwięźniów chodziła codziennie na kilkanaście godzin po kilka kilometrów do nadludzkiej wycieńczającej pracy. Wielu więźniów tego nie wytrzymywało ani psychicznie, ani fizycznie i sami odbierali sobie życie rzucając się na druty pod napięciem lub z wycieńczenia umierali podczas pracy będąc dobijani strzałem esesmana. 

        Mój dziadek też o mało tak nie skończył swojego życia. Wracając z pracy w trakcie marszu przewrócił się, nie miał siły iść dalej. Podnieśli go współwięźniowie i pomogli iść w przeciwnym razie skończyłby życie. Został jednak poszczuty owczarkiem niemieckim, który pogryzł mu nogę. Następne dwa dni padał deszcz i dzięki temu mógł do siebie trochę dojść, gdyż praca wtedy była niemożliwa. 

W Oświęcimiu przebywał do 12 czerwca 1944, kiedy to został przewieziony do KL Ravensbrueck. 

        Łącznie w niemieckich obozach koncentracyjnych przebywał od 17 lutego 1943 do 9 maja 1945. 

        Gdy byliśmy nieco starsi, Dziadek zabrał mnie i mojego brata Pawła do Oświęcimia. Chciał pokazać to straszne miejsce, w którym przebywał, chciał abyśmy  znali jego historię i prawdę o tamtych czasach. To był bardzo trudny wyjazd, bardzo emocjonalny, ale pożyteczny. 

        Do każdego z baraków, w których dziadek przebywał bał się wejść, czuł lęk, ciekły mu łzy po policzkach ale my poszliśmy z bratem chcieliśmy zobaczyć te miejsca kaźni. Wspólnie z dziadkiem poszliśmy pod Ścianę Śmierci oddać hołd wszystkim, którzy tam zostali zamordowani. 

        Zamiast kwiatów dziadek złożył pęk kłosów różnych zbóż. Opowiadał później, że jak wracali latem z pracy to każdy z więźniów rozglądał się tylko za dziko rosnącymi kłosami, aby je zerwać i zjeść kilka ziaren, gdyż żywieni byli głodowymi porcjami zupa pokrzywowa tylko zmieniała smak wody. Po wyjściu z obozu ważył 36 kg. Zawsze powtarzał że zdjęcie swojej żony z synem dodawało mu siły, motywacji i pomogło przeżyć. 

        Chodząc z dziadkiem po obozie jako młody chłopak nie mogłem sobie tego wszystkiego wyobrazić, odpoczęliśmy chwilę, obok nas przechodziła wycieczka Polonii amerykańskiej. Przewodniczka opowiadała o historii, o tym co się tu działo. Dziadek się tylko temu przysłuchiwał jednak w którymś momencie powiedział, że to nie tak. Pani przewodniczka podniesionym głosem zapytała: a kim pan jest, aby mi uwagę zwracać? Dziadek nic nie powiedział podwinął tylko rękaw od koszuli pokazał obozowy numer i w tym momencie wycieczka do nas podeszła i dalej słuchała opowieści naocznego świadka tamtych wydarzeń. 

        Mój dziadek dożył 83 lat. Do końca życia bez względu na porę roku chodził w podkoszulkach i kalesonach. W Oświęcimiu stracił prawie głos, jako organista nie mógł już śpiewać i zawsze mówił ciszej niż inni. Przez wiele lat był zapraszany do wielu szkół na różne spotkania, na których opowiadał o swoich przeżyciach. 

        Cieszę się i dziękuję Bogu, że miałem to szczęście go poznać, wysłuchać to, co miał ważnego do powiedzenia, o tym co przeżył, czego doświadczył. 

        Została po tym okresie pamięć i listy z Oświęcimia a na nich znaczki z podobizną Hitlera. Jest to koronny dowód na to, że to były niemieckie obozy koncentracyjne. 

        W 2005 roku wybraliśmy się z dziećmi do Polski, aby w ramach lekcji historii pokazać dzieje naszej rodziny. Przed jednym z bloków obozowych spotkały się trzy pokolenia mojej rodziny, dzieci zobaczyły gdzie więziony był ich pradziadek, a o wszystkim opowiadał im ich dziadek. 

        Dalej żyją ludzie, którzy tam byli i mogą o tym świadczyć. Dlatego to bardzo boli, jak ktoś stara się odbierać prawo Państwu Polskiemu do walczenia o swoje dobre imię i prawdę historyczną. Nie możemy sobie pozwolić,  abyśmy zostali z największej ofiary faszyzmu katem. To były niemieckie obozy koncentracyjne, należy o tym głośno mówić i tego bronić. Byliśmy jedynym narodem w Europie, w którym za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci, a mimo to dalej to robiliśmy. W Yad Vashem to Polacy mają najwięcej zasadzonych drzewek oliwnych. Takie są fakty, taka jest prawda. Cieszę się że Polski Premier Mateusz Morawiecki, jak również Polski Prezydent Andrzej Duda jasno i dobitnie się w tej sprawie wypowiedzieli. Dość kłamstwom, dość szkalowania, na to nie ma zgody. 

        Niedouczeni powinni pomyśleć o dodatkowych lekcjach historii lub wykazać się dobrą wolą i wyzbyć uprzedzeń. Historii nie da się zmienić, ale szkoda że ktoś nią manipuluje dla osiągnięcia własnych celów, posługując się kłamstwami. 

        Dopiero teraz okazało się komu tak naprawdę zależy na fałszowaniu prawdy o niemieckich obozach koncentracyjnych. 

        z pozdrowieniami Piotr Woznowski wnuk więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych nr 124309 

(od redakcji: P. Woznowski jest naszym Czytelnikiem, bardzo dziękujemy za to ważne świadectwo)

Ostatnio zmieniany sobota, 03 luty 2018 18:51
Zaloguj się by skomentować