Goniec

Register Login

Życie polonijne

Nie zapominać o prawdzie, ale wybaczać – powiedział ksiądz Dworek. Musimy też pamiętać o tym, że w Polsce mieszka na stałe już ponad półtora miliona Ukraińców.

W niedzielę, 15 lipca, w siedemdziesiątą piątą rocznicę Rzezi Wołyńskiej, w kościele św. Kazimierza w Toronto została odprawiona Msza Święta za ofiary. Msza była zamówiona przez Konsulat RP w Toronto. W kościele znakomitą większość obecnych stanowiły kobiety. Niektóre osoby przyszły ubrane na czarno. Te przyszły modlić się za ludzi im bezpośrednio bliskich, za członków rodzin, i była to dla nich msza żałobna.

        Może dobrze się stało, że większość obecnych na mszy to były kobiety, jako że kobiety są na ogół bardziej uczuciowe niż mężczyźni i ich modlitwy są bardziej szczere. Nikt tak nie rozumie swojego dziecka i nikt tak mu przecież nie wybacza jak matka. Mszę rozpoczął ksiądz proboszcz Wojciech Kurzydło, który zapowiedział, że msza jest w intencji ofiar, ale również prosi o modlitwę za sprawców rzezi.

        Kazanie wygłosił ksiądz Sławomir Dworek. Ksiądz Dworek przyjechał do nas, do Toronto, na parę miesięcy z Poznania. Nawiązał on w swoim kazaniu do księży, którzy ginęli tam, na tych ziemiach, często w męczarniach. Nie pozostawiali oni swoich wiernych, mimo że mieli taka możliwość. Często spodziewali się nadchodzących napadów. Umierali razem ze swoimi wiernymi. A jednak musimy wybaczać. Nie zapominać o prawdzie, ale wybaczać – powiedział ksiądz Dworek. Musimy też pamiętać o tym, że w Polsce mieszka na stałe już ponad półtora miliona Ukraińców. Często żyją oni w małżeństwach mieszanych polsko-ukraińskich. Refleksja z tego pięknego kazania? Jakże wymowne są słowa księdza Sławomira Dworka dzisiaj, kiedy wiele osób przestaje uczęszczać do kościoła, argumentując to tym, że księża ich zawiedli.

        Powstały w Instytucie Pamięci Narodowej zespół badaczy aktualnie stara się sporządzić listę osób duchownych różnych wyznań, które zginęły w latach 1939–1947 z rąk tak zwanych pobratymców. Na obecnym etapie badań szacuje się, że z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło przynajmniej 180 osób duchownych i zakonnych obrządku łacińskiego i bizantyjsko-słowiańskiego.

        Biorąc pod uwagę postawę księży i osób duchownych w czasie Rzezi Wołyńskiej i w Galicji Wschodniej, to nie księża zawiedli, to my nie spłacamy wobec nich pewnego rodzaju długu wdzięczności za to, że nas nie zostawili w potrzebie. To było jedno z lepszych kazań, jakie ostatnio słyszałem.

        I znowu, inna refleksja, wiele razy słyszałem wykłady profesorów, ludzi utytułowanych, wykłady w dziedzinie nauk humanistycznych, a więc dotyczące moralności, prawdy, prawa. Jeszcze do ubiegłego roku studia w Ontario były płatne. Tutaj mamy co niedziela możliwość usłyszenia dobrego wykładu, rozważań o życiu, w kościele, który często położony jest bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. I jakże często nie chce nam się w nim uczestniczyć. To tak już nawet dla tych niewierzących, a jednocześnie szukających uzasadnienia na prowadzenie moralnego życia, wykład księdza Sławomira Dworka to darmowy intelektualny prezent.

***

        Na zakończenie mszy ksiądz proboszcz Wojciech Kurzydło poinformował przybyłych, że w przyległej sali parafialnej jest wystawa. Została przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w Szczecinie i przez nasz lokalny Klub Gazety Polskiej. Większość osób, które były na mszy, przyszła obejrzeć wystawę, na której było wiele drastycznych zdjęć. Ale wstrząsające wrażenie robiły plansze z nazwami wsi, które w większości przypadków zniknęły z powierzchni ziemi. Nazwy tych wsi są wypisane białymi literami na czarnym tle. To kilkaset nazw wsi, osad i miasteczek. Wydaje mi się, że nie ma tam wszystkich miejsc, w których ginęli Polacy. Nie widziałem tam nazw wsi z dzisiejszego powiatu jarosławskiego i leżajskiego. Ale i tak te plansze z nazwami miejscowości, gdzie ginęli Polacy, robią przygnębiające wrażenie. Plansze zajęły jedną czwartą powierzchni wystawy.

        Czytając nazwy tych miejscowości, można sobie wyobrazić te 250.000 osób, które w większości zmarły w cierpieniach. Można się przestraszyć na samą myśl. Nie o śmierci, ale o cierpieniach, które ci ludzie przeżyli. Nie na darmo w modlitwie różańcowej w części tajemnicy chwalebnej jest prośba o łaskę szczęśliwej śmierci. Człowiek nie boi się śmierci. Boi się cierpienia. Kiedy przestaniemy się bać, będziemy wybaczać. Ale strach jest częścią naszego życia.

        Dodatkowe wyjaśnienie dotyczące liczby pomordowanych. Media i politycy, chcący z jakichś powodów (nie wiem jakich?) zaniżyć rozmiar polskiej tragedii, podają liczbę 100.000 osób, które zostały zabite. Te 100.000 to osoby zabite na terenie samego dawnego województwa wołyńskiego. Na terenie dawnych województw, które dziś w większości należą do Ukrainy, zginęło ponad 250.000. Zaprawdę, komuniści bliżej byli prawdy. Do czasu upadku komuny byli stali w tym, co podawali do wiadomości. Podawali liczbę 250.000 osób zabitych na terenach dawnej Rzeczpospolitej, terenach przyznanych po wojnie Ukrainie. Jak ponuro wyglądają liczby osób, które zostały niepotrzebnie zabite, możemy sobie przedstawić, jeśli popatrzymy na dzisiejszą mapę Polski. Średnio licząc, po drugiej wojnie światowej dawne granice Polski zostały przesunięte o 150 km na zachód. Litwa i Białoruś otrzymały swoje granice w wyniku porozumienia między Churchillem, Rooseveltem i Stalinem. Na terenach, które otrzymała Litwa i Białoruś, zginął z rąk Białorusinów i Litwinów tylko procent Polaków w porównaniu do tych, którzy zostali zabici przez Ukraińców. Ukraina i tak otrzymałaby te ziemie. Otrzymałaby bez tych strasznych mordów, bez tego strachu, który wzbudzili u Polaków. Polacy musieliby opuścić te ziemie.

        Jakże głośno brzmią słowa umierającego na krzyżu Chrystusa, które dziś brzmiałyby: Boże, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią! Kiedy modlimy się za dusze zmarłych i za sprawców ich śmierci, powinniśmy jednocześnie pomodlić się za Białorusinów i Litwinów, podziękować im za bierność w chwili, kiedy mogli pokazać swoją nadarzającą się ku temu przewagę. Tego wymaga sprawiedliwość.

Janusz Niemczyk

W dniach 30 czerwca – 2 lipca  Rodzina Radia  Maryja  uczestniczyła w  20. polonijnej  pielgrzymce do amerykańskiej Częstochowy w Doylestown w Pensylwanii.

        Pielgrzymka  przebiegała pod  hasłem „Polska miłością wskrzeszona“ – dziękując  Panu Bogu za 100. rocznicę odzyskania  niepodległości przez Polskę.

        Na tę specjalną uroczystość z Polski przybyli  abp Wacław Depo z Częstochowy, o. dyrektor Tadeusz Rydzyk, o. Jan Król, byli obecni o. Zbigniew Pieńkos  z Chicago i o. Jacek Cydzik z Toronto.  Przeor sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w amerykańskiej Częstochowie przywitał bardzo serdecznie przybyłych gości. Eucharystia była celebrowana przez 14 kapłanów – pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, który wygłosił piękne patriotyczne kazanie. Pielgrzymi z Ameryki i Kanady słuchali w wielkiej zadumie. Przed Mszą św. odbył się uroczysty koncert patriotyczno-religijny w wykonaniu chóru i zespołu muzycznego pod dyrekcją Zbigniewa Blicharza z sanktuarium św. Jana Pawła II w Lombard.

        W tym specjalnym dniu została poświęcona pamiątkowa tablica w przedsionku kościoła, dedykowana o. Lucjanowi Królikowskiemu OFM. –  obecnemu wśród nas. Ojciec Lucjan, liczący już 99 lat, uratował życie polskim dzieciom, które ucierpiały w czasie II wojny światowej – przeprowadzając 150 dzieci do Kanady.

        Wielką radością była obecność Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka, który serdecznie pozdrowił całą Polonię, dziękując za wszelkie wsparcie, i zapowiedział  już nowe dzieło, Muzeum Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II.

        Była to wspaniała, podniosła uczta duchowa. Po uroczystości udaliśmy się na obiad do pobliskiej „kafeterii”, gdzie pielgrzymi mogli się spotkać z rodziną i  przyjaciółmi.

        Następnego dnia w drodze powrotnej nawiedziliśmy piękną gotycką katedrę św. Szczepana w Perth Amboy – gdzie uczestniczyliśmy we Mszy św., którą sprawował nasz opiekun o. Jacek Cydzik.

        W czasie „niekrótkiej“ podróży odbyliśmy swoiste rekolekcje. Dziękuję o. Jackowi  za prowadzenie modlitw, za przypomnienie nam historii Polski, przepiękne katechezy, za śpiewanie pieśni patriotycznych, filmy, za to że z nami był.

        Był również czas na podziwianie ślicznego – górzystego krajobrazu w Pensylwanii. Myślę, że wszyscy pielgrzymi wrócili  wzmocnieni duchowo  i zadowoleni. Pozdrawiam wszystkich serdecznie  i zapraszam już na pielgrzymkę w 2019 r.

Joanna Strzeżek

niedziela, 15 lipiec 2018 07:46

FESTIVAL VILLAGES W BRANTFORD A.D. 2018

Napisane przez

To już 45 lat, jak w tej Polskiej Hali prezentujemy Polskę, polską organizację i polską kulturę. Z tej okazji dziękujemy przybranej ojczyźnie, Kanadzie, za przyjęcie nas do mozaikowej wspólnoty narodowościowej.

        Polska, która obchodziła 1050. rocznicę chrztu, nadal istnieje i w tym roku obchodzi 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Village Polonaise to nie tylko nazwa, to organizacja, która w mieście Brantford od 85 lat jest zauważalna i czynna, przyczyniając się do rozwoju kanadyjskiego życia w zakresie kulturowym, gospodarczym i edukacyjnym. Polskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy utrzymuje dziedzictwo naszej kultury narodowej, prowadzi Zespół „Hejnał”, Klub Seniora, Koło Pań, Klub Sportowy oraz Szkółkę Polską.

        Polskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy liczy ponad 300 członków, a prezesem w 2018 roku jest Ed Chrzanowski.

        W tym roku zaprezentowano wszystko, co jest zaszczytne dla organizacji, Polonii i Kanady. Szczególnym akcentem były występy artystyczne zespołów polonijnych, wystawa oraz kuchnia polska prowadzona przez mistrzynie kulinarne. Dzieliliśmy się z gośćmi naszymi osiągnięciami w tych dniach, ale zapraszamy wszystkich do naszej Hali przez cały rok na imprezy oraz kuchnię polską. I zachęcamy wszystkich – zostań członkiem naszej organizacji! A jak przebiegało to wielokulturowe święto w tym roku, można przeczytać i zobaczyć poniżej.

        4 lipca nastąpiło uroczyste otwarcie Polskich Dni na festiwalu Villages w Brantford z udziałem mera miasta Chrisa Friela, posła do parlamentu Phila McColemana oraz nowego MPP Willa Boumy. W krótkich przemówieniach wychwalali naszą Halę i podkreślali stały rozwój organizacji.

        Był to pracowity okres przygotowawczy dla czterech dni festiwalu. Village chairman Teresa Percival wykazała kunszt organizacyjny, tak jak co-chairman John Styś i John Król. Village mayor Frank Wdowczyk idealnie wywiązał się ze swojej roli. Od 45 lat wita w progach PTWP gości i nie myśli przejść na emeryturę. Ambasador Jessica Paczkowski to urocza studentka, która angażuje się w życie polonijne. Funkcję MC tradycyjnie pełnił John Wdowczyk i Jordan Percival, również dobrze zapowiadający się działacz i członek organizacji. Jej historię przedstawił wszystkim John Król. Program artystyczny przedstawiła Dianne Wdowczyk-Meade – będąc członkiem zespołu tanecznego od urodzenia, nadal z sukcesem prowadzi zespoły artystyczne, które są dumą organizacji, szczególnie najmłodsi, w wieku od 3 lat, którzy z pasją prezentowali swe walory artystyczne. Przy pełnej Hali codziennie podziwiano występy Zespołu „Hejnał” i „Polonez” z Hamilton. Specjalne zasługi położyła Jadwiga Kędzior z Polish Ladies Club, mistrzyni kulinarna, wraz z zespołem wolontariuszek, bez których nie byłoby sukcesu.

        Wszystkim gościom i sympatykom dziękujemy za przybycie, poparcie i sponsorstwo.

        Opr. i foto John Król

 

 

Zdjęcie: znaczek milenijny wydany staraniem Polonii amerykańskiej przez pocztę Stanów Zjednoczonych w 1966 według projektu Edmunda Lewandowskiego z Milwaukee. Źródło google.

Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej, była i jest treścią mego istnienia.”       I. J. Paderewski

 

W tym roku (2018) obchodzimy stuletnią rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Rocznica ta napawa optymizmem i jednocześnie zmusza do refleksji nad tym, co się udało, a czego nie zdołaliśmy dokonać w drodze do pełnej suwerenności naszej Ojczyzny- Polski. Refleksja ta jest niezmiernie ważna, ponieważ przedstawia w bardzo skróconej formie wkład i rolę Polonii w odzyskiwaniu i budowaniu niepodległego państwa polskiego. Wiedza o tym powinna dotrzeć do jak największej liczby rodaków, aby przybliżyć Polakom tę mało znaną w Polsce kartę historii. Refleksja zza oceanu jest o tyle istotna, gdyż walka Polonii o wolną i suwerenną Polskę nie jest jeszcze w pełni zakończona. Jesteśmy optymistami i mamy nadzieję, że ten artykuł pomoże wprowadzić do polskiej historiografii i zrozumieć znaczenie i rolę Polonii w dziele odzyskania przez Polskę niepodległości.

 

Czyn zbrojny - Błękitna Armia

 

Niezaprzeczalnym, najważniejszym, wielowymiarowym sukcesem Polonii jest utworzenie, wyposażenie i wysłanie do Polski Błękitnej Armii, która była największym i najwartościowszym związkiem taktycznym bijącym się o wolność i niepodległość odradzającej się Rzeczpospolitej. Siła bojowa Błękitnej Armii, kiedy wyjeżdżała z Francji do Polski, liczyła około 70.000 żołnierzy, w tym byłych jeńców wojennych z armii austro-węgierskiej około 35 000, ochotników z Ameryki około 22 000 (w tym 1000 z Milwaukee i 3000 z Chicago). Składała się z dwóch korpusów, a każdy z nich z dwóch dywizji. W jej skład wchodziły ponadto: dywizja instrukcyjna, pułk czołgów (liczący 120 czołgów Renault M-117), siedem eskadr lotniczych (98 samolotów), wojska inżynieryjne, kawaleria, artyleria, wojska łączności, 7 szpitali polowych. Siłą tej armii było też bardzo wysokie morale żołnierzy. Na terenach walk rozkazom gen. Hallera podlegały także dwie dywizje z Rosji: 4. Dywizja gen. Lucjana Żeligowskiego i 5. Dywizja Syberyjska mjr. Waleriana Czumy. Nigdy jednak nie użyto Błękitnej Armii jako związku taktycznego w całości. Obawiano się jej siły politycznej, popularności gen. Józefa Hallera i związanej z nim opcji narodowej oraz czołowych jej przywódców Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego.  Mimo strategicznych sukcesów, a może właśnie z ich powodu, generał Józef Haller nie znalazł uznania u Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Do końca pozostawał w opozycji do obozu rządzącego. W czerwcu 1919 roku został odwołany jako dowódca Błękitnej Armii i skierowany na pogranicze polsko-niemieckie w celu objęcia dowództwa nad Frontem Południowo-Zachodnim. Pod inną, ciągle zmieniająca się komendą, Hallerczycy czuli się porzuceni i zawiedzeni. Wiele żalu i goryczy można wyczytać w sprawozdaniach frontowych kapitana Tadeusza Kurcjusza, późniejszego dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych, szefa sztabu 13 dywizji. 1 września 1920 roku Błękitna Armia została całkowicie rozformowana. Poszczególne formacje weszły w skład innych krajowych jednostek wojskowych. Ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych zostali zdemobilizowani, co wywołało irytację Polonii Amerykańskiej. Liczbę zdemobilizowanych Hallerczyków oceniano na 10.000 do 12.000. Sytuacja zdemobilizowanych żołnierzy Błękitnej Armii była bardzo zła. Wrócili do Stanów wyczerpani, bez środków do życia. Sprawę dyskutowano na najwyższych szczeblach amerykańskich władz. Zajął się nią Julius Kahn kongresmen z Kalifornii i kongresmen Kleczka z Milwaukee Wisconsin. Błękitna Armia i gra polityczna wokół niej jest w polskiej historiografii zupełnie przemilczana. Jeżeli mówimy o odzyskaniu przez Polskę niepodległości, to istotne jest, aby w polskiej narracji wybrzmiał głos o ogromnym wysiłku wychodźstwa polskiego w Ameryce w czasie I wojny światowej. Żadna inna diaspora na świecie nie zdobyła się na tak niesamowicie wielki wysiłek. Do polskiej narracji historycznej nigdy nie przedarła się obiektywna prawda: „Tak jak z Oleandrów wyruszała Pierwsza Kadrowa, tak samo z Niagara on the Lake wyruszała Błękitna Armia- jej też należy oddać szacunek i właściwe miejsce w historii Polski.”

 

Pomoc finansowa Polonii dla II RP

 

Polonia amerykańską wniosła również olbrzymi wkład finansowy w odbudowującą się II RP. Spektakularne działania polskich patriotów w USA na czele z Ignacym Janem Paderewskim, doprowadziły do powstania Herbert Hoover and the Organization of the American Relief Effort in Poland (1919-1923). Ta amerykańska rządowa organizacja wraz z innymi organizacjami takimi jak Polsko-Amerykański Komitet Pomocy Dzieciom, przekazała do Polski 250 milionów dolarów. Trzeba pamiętać, że wartość dolara w okresie przed depresją była astronomicznie wysoka. Pomoc finansowa dla Polski nie skończyła się z chwilą odzyskania niepodległości. Według wyliczeń dr. Aleksandra Rytla (słynnego założyciela Związku Lekarzy Polskich w Chicago) na temat innych zbiórek finansowych w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości, były to następujące kwoty w milionach ówczesnych dolarów:

 

Fundusz Narodowy – 3 000

zbiórki lokalne – 10 500

paczki żywnościowe – 624

przekazy pieniężne – 1 600

wpłaty przez konsulaty – 11 500

pieniądze przesłane przez banki – 200 000

papiery wartościowe – 49 000

polska 6% pożyczka – 19 574

dolary przywiezione przez powracających emigrantów – 150 000

 

 

 

Dyplomacja obywatelska

 

Wynikiem trzyletniej pracy, polskiego emigranta ze Szwajcarii- Ignacego Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych było stworzenie Armii Polskiej we Francji, tzw. Błękitnej Armii. Istotny jest także fakt, że Paderewski dysponował imponującą infrastrukturą społeczną, setkami działaczy polonijnych, dziennikarzami polonijnymi, polskim patriotycznym duchowieństwem i organizacjami, które uznały autorytet „Mistrza” i podporządkowały się jego przewodnictwu. Warto wymienić w tym miejscu chociaż kilku wybitnych działaczy m in: Dr. Teofila Starzyńskiego, Franciszka Smulskiego, Franciszka Dzioba, Jana Stykę czy Władysława Bendę. Paderewski stworzył wokół „polskiej sprawy” olbrzymie zaplecze intelektualne i finansowe. Wygłosił ponad 340 przemówień, napisał tysiące listów do ważnych osobistości życia amerykańskiego. Ważnym faktem były zabiegi dyplomatyczne polskich organizacji i przede wszystkim osobisty wpływ i przyjaźń Ignacego Jana Paderewskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Wilsonem. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Ignacego Jana Paderewskiego, prezydent Woodrow Wilson podpisał 5 października 1917 dekret zezwalający Polakom z USA formować swoją armię. A co najważniejsze, amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson wygłosił wtedy orędzie do Kongresu USA, w którym stwierdził w 13 punkcie swego programu: "Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować traktatem międzynarodowym".

To był również największy i spektakularny sukces Paderewskiego i Polonii. W wyniku akcji dyplomatycznej udało się uzyskać poparcie jednego z największych mocarstw- Stanów Zjednoczonych w dziele wskrzeszenia Polski.

 

Historia lubi się powtarzać

 

Niezaprzeczalny jest wkład Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w zwycięstwo nad faszyzmem. Polska nigdy nie złożyła broni, stworzyła 250 tysięczną armię walczącą u boku Aliantów. Po zdradzie w Teheranie, gdzie Stalin, Roosevelt i Churchill oddając Polskę w strefę wpływów sowieckich, pozbawili naród polski możliwości rozwoju na ponad 70 lat, Polonia amerykańska, podobnie jak brytyjska przejęła na siebie obowiązek walki o reprezentowanie prawdy historycznej i przechowania polskiej tożsamości narodowej. Celnie wyraził to Kazimierz Łukomski – wiceprezes KPA w słowach:” Naszym wspólnym obowiązkiem jest: reprezentować wobec świata rzeczywiste interesy i aspiracje narodu polskiego oraz informować o rozwoju sytuacji w Polsce i jej dążeniach, potrzebach i prawach.” Nic dziwnego, że za to właśnie Polonia, tak na kontynencie, jak i za Oceanem była inwigilowana i rozbijana przez wrogów Polski i proces ten bynajmniej nie zatrzymał się w 1989 roku.

 

Era Kongresu Polonii Amerykańskiej

 

Dzięki staraniom polskich organizacji w USA już z chwilą częściowego oswobodzenia kraju rozpoczęła w Polsce swoją działalność UNRRA (United Nations Relief and Rehabilitation). Pierwsze jej transporty nadchodziły przez rumuński port w Konstancy. Dopiero z chwilą uruchomienia portów w Gdańsku i Gdyni nabrała ona odpowiedniego rozmachu. Pierwszy statek z darami UNRRA przybył do gdańskiego portu 18 września 1945 r. Był to amerykański transportowiec „Oremar” typu Liberty. Dostarczono nim 1450 ton żywności, 1075 ton mydła, 900 ton odzieży używanej i 100 ton odzieży nowej, 100 ton zelówek, 800 ton narzędzi i maszyn rolniczych, 310 ton taboru kolejowego, 150 ton karbidu i 450 ton innych towarów. Potężna gospodarka amerykańska pompowała w UNRRĘ wielkie ilości towarów i pieniędzy. UNRRA na całą swoją działalność wydała 1,7 miliarda dolarów. Na Polskę przypadło z tego 453 000 (ówczesny kurs dolara był kilkakrotnie wyższy niż obecny).

Na uwagę zasługują też inne, wybrane sztandarowe działania Polonii amerykańskiej, takie jak:

Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w finansowaniu Radia Wolna Europa.

Praca nad stworzeniem programu emigracyjnego dla obywateli, którzy nie mogli wrócić na tereny okupowane przez Sowietów po II wojnie światowej (Displaced Persons Program), aby zapewnić im bezpieczną emigrację do USA. W ramach tego programu do USA przyjechało 150 tys. polskich obywateli.

Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w uznaniu polskich granic na Odrze i Nysie przez państwo niemieckie.

Doprowadzenie do przeprowadzenia śledztwa w Kongresie USA w sprawie zbrodni w Katyniu i uznanie Sowietów winnych tej zbrodni.

Uznanie benefitów dla polskich weteranów I i II wojny światowej i zrównanie ich z benefitami weteranów amerykańskich.

Zaangażowanie rządu Stanów Zjednoczonych do udziału w National Endowment for Democracy (NED) –pomocy dla podziemnej Solidarności podczas stanu wojennego.

Prowadzenie akcji lobbingowej w celu zaangażowania Polski w Support East European Democracies Act (SEED Act) – wielomilionowy program pomocowy.

Ustanowienie Polish American Enterprise Fund (PAEF) – programu pomocowego dla Polski.

Pomoc w ustanowieniu prawa dla uciekinierów politycznych z Polski z czasów stanu wojennego.

Poparcie amnestii imigracyjnej dla osób, które przybyły nielegalnie do USA przed 1979 rokiem.

Akcja lobbingowa w celu poparcia starań wstąpienia Polski do NATO. (zebrano 9 milionów podpisów).

Udział w negocjacjach w celu przyznania obywatelom polskim rekompensaty za pracę przymusową w nazistowskich Niemczech.

Pomoc materialna w wysokości 200 milionów dolarów na sprzęt medyczny i pomoc dla ofiar powodzi w latach 1997 i 2001.

Obrona Polski jest dzisiaj naszym najświętszym i najważniejszym obowiązkiem” powiedział w 1944 roku Karol Rozmarek, legendarny prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. Słowa te nigdy nie straciły swojej aktualności. Jesteśmy dumni z takich działaczy jak: Karol Rozmarek, Alojzy Mazewski i setek innych oddanych sprawie polskiej patriotów pracujących dla Polski w rozmaitych zakątkach Stanów Zjednoczonych i świata. Wśród nich warto wspomnieć bardzo zasłużonego dla sprawy polskiej, legendarnego kongresmana z Milwaukee, Klemensa Zabłockiego. Długo można wymieniać listę zasług, świetnie zrealizowanych pomysłów oraz setki milionów dolarów przesłanych do Polski. Liczne artykuły polonijnych naukowców i audycje radiowe o Katyniu, o Siłach Zbrojnych na Zachodzie, o Armii Krajowej, Narodowych Siłach Zbrojnych, o zbrodniach w gułagach, holokauście, ale i o polskich zdrajcach na usługach Moskwy i na wiele innych tematów podtrzymujących polską świadomość i tożsamość narodową.

 

Inwigilacja Polonii i rok 1989.

 

Patriotyczne działania Polonii nie były akceptowane przez władze PRL, wręcz przeciwnie. Już w trakcie trwania II wojny światowej wywiad sowiecki oddelegował do zdezintegrowania Polonii setki agentów. Później to główne zadanie przejęła na siebie polska bezpieka. Celem działania polskiej i sowieckiej bezpieki było całkowite zdezintegrowanie patriotycznej Polonii i stan ten trwa do dziś, jednakże rolę bezpieki komunistycznej, przejęły inne służby.

Po 1989 roku nie powstała, żadna kompleksowa monografia na ten temat, a obserwując działania IPN można odnieść wrażenie, że dzieło zlustrowania Polonii prawdopodobnie nie zostanie zrealizowane. Pojawiają się co prawda indywidualne opracowania, ale one nigdy nie oddadzą skali i procesu inwigilacji Polonii.

Mimo, że PRL u nie ma już od blisko 30 lat, jednak wiele z osób, "zadaniowanych" do niszczenia emigracji nadal bryluje na rautach w polskich placówkach dyplomatycznych, paradach i uroczystościach religijnych. Do dziś kuleje proces odkłamywania historii emigracji w oparciu o archiwalne zbiory IPN, w tym tzw. zbiór zastrzeżony. Odnosi się wrażenie, że historycy koncentrują się chętnie na pierwszych latach powojennych, ale jak ognia unikają np. okresu lat 80 tych, przecież kluczowych także dla naszej współczesności i budowania wielu karier, także na emigracji. Powstaje tutaj nowe pytanie: Ilu z tych esbeckich agentów przewerbowało się do amerykańskich służb i dlaczego nikomu w Polsce nie zależy aż tak bardzo na lustracji Polonii?

Doskonałą ilustracją procesu odsunięcia Polonii (emigracji) od wpływu na rozwój suwerennej Polski była pewna dyplomatyczna podróż. Na początku 1990 roku, ówczesny - pierwszy, jak to podkreślano po 1945 roku -  niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, podczas wizyty Londynie nie spotkał się z prezydentem RP na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim, bo uznał, że spotkanie byłoby „poniżające wobec prezydenta Jaruzelskiego, swojego rządu i państwa”. Dokument, będący zapisem tej dyplomatycznej hańby, dopiero po latach ujawnił dyrektor Wojskowego Biura Historycznego MON, dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Podczas spotkania z Polonią, premierowi Mazowieckiemu zadano pytanie: „Dlaczego w jego rządzie są nadal komuniści, a prezydentem jest W. Jaruzelski”. Premier odpowiedział: „dzięki tym ludziom doszło do przemian w Polsce, a ja jestem premierem”.

"Dogadanie się”, przedstawicieli tzw. konstruktywnej lub demokratycznej opozycji z komunistami przy okrągłym stole w 1989 roku, skutkowało między innymi niedopuszczeniem do władzy reprezentacji środowisk patriotycznych, niepodległościowych i polskiej emigracji. Długo i naiwnie Polonia na całym świecie oczekiwała otwarcia i działań kolejnych rządów III RP, w celu włączenia Polonii w proces zmian struktury politycznej i społecznej III Rzeczpospolitej, tak jak to miało miejsce u zarania II Rzeczpospolitej. Po 1989 roku to Polacy żyjący na emigracji jako pierwsi zostali odepchnięci od udziału w polskim życiu społecznym i politycznym z jednym zastrzeżeniem: pieniądze od rodaków spoza kraju powinny nadal płynąć do Polski wartkim strumieniem i one płyną i są znaczącą pozycją w polskich budżetach rodzinnych. Według danych Banku Światowego z 2015 roku, Polonia amerykańska co roku wysyła do Polski przeszło 900 milionów dolarów; z relacji Polskiego Radia, wynika, że Polacy z Wielkiej Brytanii każdego roku transferują do kraju ok. 3 mld funtów.

 

POMOC FINANSOWA OSÓB INDYWIDUALNYCH W LATACH 1994-2010:

 

1994 – 581

1995 – 724

1996 – 774

1997 – 848

1998 – 1 070

1999 – 825

2000 – 1 496

2001 – 1 563

2002 – 1 685

2003 – 2 284

2004 – 4 728

2005 – 6 482

2006 – 8 496

2007 – 10 496

2008 – 10 447

2009 – 8 126

 

2010 – 7 614

Sumy – w milionach dolarów – przesyłane do Polski (dane World Bank, opracowane przez Migration Policy Institute).

Można przyjąć, że corocznie Polonia z USA wysyła do Polski około 900 milionów dolarów. Są to środki porównywalne z tymi, które inwestują u nas zagraniczne firmy.

Jak widać z zaprezentowanych danych, opracowanie nie dokumentuje aspektu inwestycji biznesowych Polonii. Już od samego początku inwestowania amerykańskiego kapitału w Polsce było jasne, że istotną rolę w tym procesie odgrywają i odgrywali biznesmeni z USA i Kanady o polskim rodowodzie. Brakuje jednak na ten temat opracowań.

 

Konkluzje:

 

  1. Polonia na całym świecie dysponuje potencjałem, który może nie tylko pomóc wspierać strategicznie polskie interesy, ale również zmienić dotychczasowy obraz Polski. Żaden jednak rząd po 1989 nie podjął wysiłku, aby ten potencjał wykorzystać dla Polski i polskiej racji stanu.1/3 wszystkich Polaków zamieszkuje poza granicami Polski i stanowi potencjał ekonomiczny, naukowy, kulturalny i biznesowy budujący dobrobyt krajów zamieszkania. Jest to potężna siła wpływu na politykę tych krajów. Trzeba ten wpływ wykorzystać dla polskiej racji stanu.

  2. Po 1989 roku w wyniku ustaleń okrągłego stołu, grupy patriotyczno- narodowe i Polonia (emigracja) zostały odsunięte i zablokowane od udziału w systemie władzy

      w III RP. Czas ten stan rzeczy zmienić na korzyść Polonii.

  1. Polonia pomimo rozmaitych deklaracji poszczególnych polityków nie jest wspierana przez władze polskie. Nie ma żadnych poważnych badań o Polonii, stypendiów, tematy polonijne nie przebijają się do mediów narodowych. Nie konsultuje się niczego co jest istotne dla Polonii. Analiza ostatniego Forum Polonijnego w Krynicy wyraźnie pokazuje te same historyczne błędy wobec Polonii, które popełniała II RP. O Polonii mówią i dyskutują politycy z Warszawy bez przedstawicieli Polonii. Wiedza na temat Polonii sprowadza się do indywidualnych obserwacji poszczególnych polityków, które są potem rozpowszechniane jako obowiązująca wiedza na temat Polonii w Polsce. Ostatnie badania na temat Polonii amerykańskiej przeprowadzono w 2013 roku. Trzeba je uaktualniać, gdyż na kontynencie amerykańskim miały miejsce bardzo dynamiczne wydarzenia, a Polonia odegrała w nich wiodąca rolę (wybory amerykańskie, polskie, akcja Stop ACT HR 1226 czy obrona pomnika katyńskiego).

  2. Polonia już od dawna informuje, że priorytetami dla niej są: jej profesjonalna lustracja (przeprowadzona przez IPN a nie samozwańczych ekspertów), zaprzestanie dofinansowywania projektów dla organizacji, które są przeciwne patriotycznej wizji Polonii. Polonia na całym świecie musi posiadać długofalowy program na przetrwanie.

  3. Czym jest 100 milionów złotych przeznaczonych w tym roku na działalność Polonii i Polaków na wschodzie w porównaniu np. z kwotą 100 milionów złotych przeznaczonych na renowację cmentarza żydowskiego w Warszawie? Nie jest to pytanie retoryczne.

  4. III RP ma ogromny dług wdzięczności wobec patriotycznych działaczy polonijnych. Czas pośmiertnie odznaczyć i docenić rodziny Rozmarków, Mazewskich, Zabłockich, Banasikowskich i setek wielu innych, którzy wnieśli znaczący wkład w rozwój państwa polskiego. Zauważyć żyjących jeszcze bohaterów – żołnierzy PSZ na Zachodzie i podziękować im za patriotyczne postawy i późniejszą pracę na rzecz Polonii. 100 lecie odzyskania niepodległości to doskonała okazja, aby Ojczyzna w końcu doceniła ich wysiłek- wysiłek Polonii.

  5. Należy wprowadzić do polskiej historiografii całą ogromną kartę historii Polonii i jej rolę i znaczenie w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości.

Autorzy:

Waldemar Biniecki, USA Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Katarzyna Murawska, USA Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

w artykule wykorzystano następujące źródła:

U.S. Census Bureau. "Ancestry: 2000" (PDF). Archived from the original (PDF) on 20 September 2004. Retrieved 25 April 2014.

"Yearbook of Immigration Statistics: 2013 Supplemental Table 2". U.S. Department of Homeland Security. Retrieved September 11, 2016.

Dr. Donald Pienkos "For Your Freedom Through Ours': Polish American Efforts on Poland's Behalf, 1863-1991" (New York: Columbia University Press, 1991)

Pula, James S. (1995). Polish Americans: An Ethnic Community. Twayne's immigrant heritage of America series. New York: Twayne Publishers

Thaddeus C. Radzilowski, Dominik Stecula: Polish Americans Today: A Survey of Modern Polonia Leadership. Detroit: Piast Institute, 2012.

Władysław Zachariasiewicz: Etos niepodległościowy Polonii amerykańskiej. Warszawa: Oficyna Wydawnicza RYTM, 2005.

Walter, Jerzy 1957. Czyn zbrojny Wychodźstwa Polskiego w Ameryce- zbiór dokumentów i materiałów historycznych.”. Wydawnictwo Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce Nowy York, Chicago, 1957

RZĄDOWY PROGRAM WSPÓŁPRACY Z POLONIĄ i POLAKAMI ZA GRANICĄ W LATACH 2015-2020 MSZ, Warszawa, 2015

 

W niedzielę, 17 czerwca, w Dzień Ojca, uczestniczyłam w recitalu fortepianowym znakomitej pianistki, Magdaleny Prejsnar z Polski. Koncert odbył się w Brampton, w Villa Polonia, Domu Seniora.

Magdalena Prejsnar z wykształcenia jest doktorem habilitowanym sztuki muzycznej w dyscyplinie instrumentalistyka, specjalność – gra na fortepianie, i zatrudniona jest jako profesor nadzwyczajny na Wydziale Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jest ona absolwentką Akademii Muzycznej imienia F. Chopina (obecnie: Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina) w Warszawie, a w klasie fortepianu prof. Bronisławy Kawalla oraz w klasie kameralistyki prof. Mai Nosowskiej. Sztukę pianistyczną doskonaliła na Międzynarodowych Kursach Mistrzowskich w Dusznikach Zdroju, Fryburgu, Zurychu i Nowym Jorku. W 2001 roku uzyskała specjalizację 1. stopnia (artystyczny doktorat) w Akademii Muzycznej w Warszawie im. F. Chopina.

Dorobek artystyczny Magdaleny Prejsnar obejmuje nagranie płyty solowej pt. „Piano preludes (DUX 2009)”, na której znajdują się preludia fortepianowe polskich kompozytorów XX wieku. Płytę tę nagrała w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w Warszawie. Utwory fortepianowe w jej wykonaniu można również usłyszeć na płytach: „To co najpiękniejsze. The very best of Kilar (DUX 2012)” oraz „To co najpiękniejsze. The very best of Górecki ( DUX 2015)”. Oprócz tych osiągnięć pani wirtuoz jest również autorką książki pt. „Forma i technika dźwiękowa oraz problemy interpretacyjne w wybranych preludiach fortepianowych kompozytorów polskich XX wieku”. Jest również współredaktorką kilku innych publikacji dotyczących problematyki twórczego wychowania i edukacji, na przykład: „Mistrz-Mentor-Wychowawca”.

Nasza bohaterka jest animatorką kultury muzycznej. Od wielu lat prowadzi różnorodne działania związane z promowaniem muzyki w regionie Podkarpacia. Współpracuje też z różnymi instytucjami i stowarzyszeniami, w tym m.in. z Filharmonią Podkarpacką A. Malawskiego. Pani wirtuoz została wielokrotnie uhonorowana Nagrodą Rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego za osiągnięcia naukowo-artystyczne w dziedzinie upowszechniania kultury muzycznej w kraju i za granicą ze szczególnym uwzględnieniem Euroregionu Karpaty. Występowała z recitalami fortepianowymi oraz nagrywała do radia i telewizji w kraju i za granicą (Anglia, Niemcy, Słowacja, USA, Szwajcaria, Węgry)... aż wreszcie dotarła do nas, do Kanady. Swoim recitalem zrobiła na nas ogromne wrażenie i podbiła nasze serca!!! Recital poprowadził pan Bogusław Tęcza, który z wrodzoną sobie klasą i kurtuazją anonsował artystów i przedstawiał kolejność utworów muzycznych.

W pierwszej części koncertu, poświęconej Dniu Ojca, pianistka zagrała niezwykle subtelnie kilka kompozycji Wojciecha Kilara, głównie muzykę filmową.

Zachwyciła nas, grając główne tematy z takich filmów, jak: „Drakula”, „Bilans kwartalny“, czy też „Rodzina Połanieckich”. Świetnie zinterpretowała również muzykę rejsu z filmu „Smuga cienia”. Słuchając jej muzyki, granej bardzo delikatnie, z niezwykłym wyczuciem artystycznym, obrazy z filmów ukazywały się naszym oczom wyobraźni jak żywe i przywiodły wiele pięknych wspomnień. Jako nawiązanie do tematu ojca Maria Jarzębińska wygłosiła piękną refleksję o roli ojca w rodzinie, o jego wkładzie w kształtowanie charakteru młodych ludzi, która była bardzo ciepło przyjęta przez widzów. Trzy preludia fortepianowe zagrane bardzo finezyjnie przez panią Prejsnar zakończyły pierwszą część koncertu. Artystka, jako dowód podziwu i uznania publiczności, otrzymała rzęsiste oklaski.

W drugiej części, poświęconej setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, nasza wspaniała pianistka zagrała z prawdziwą wirtuozerią wybrane kompozycje Fryderyka Chopina. Nawet jeśli był ktoś na sali, kto niekoniecznie przepadał za muzyką Chopina, to po usłyszeniu jej w wykonaniu Magdaleny Prejsnar na pewno zmienił zdanie. To była prawdziwa uczta dla ucha. Widzowie rozkoszowali się, słuchając dobrze nam znanych mazurków i walców Chopina w mistrzowskim wykonaniu Magdaleny Prejsnar. Mnie szczególnie urzekły dwa mazurki: cis-moll op.63 nr. 3 i B-dur op. 7 nr.1 zagrane z dużą werwą oraz dwa walce zapraszające do tańca: Des-dur op. 64 nr.1 i cis-moll op.64 nr.2. Niezwykle finezyjne wykonawstwo!!! W nawiązaniu do patriotycznego charakteru drugiej części koncertu Krzysztof Jaworski, aktor z Krakowa, zarecytował pięknie i z wielkim wzruszeniem mało znany szerszej publiczności wiersz: „Fortepian Chopina”. Jego recytacja wywołała wielki aplauz widowni. Na zakończenie recitalu usłyszeliśmy polonez fis moll op.44, który poruszył serca publiczności do głębi i rozrzewnił wszystkich jeszcze bardziej.

Po koncercie oczywiście owacja na stojąco, no i... oczywiście bisy. Publiczność zdecydowanie miała niedosyt, bo taki kunszt instrumentalny, jaki zaprezentowała wirtuoz Magdalena Prejsnar, budzi niekłamany podziw!!! Gratulacjom nie było końca... Koncert tej klasy zostanie w pamięci widzów na długo. Mamy nadzieję, że ta fantastyczna, utalentowana pianistka jeszcze kiedyś do nas zawita, aby nas urzec po raz kolejny swoją wirtuozerią. Już za nią tęsknię...

I tu należy się serdeczne podziękowanie pani Monice Skalskiej, menedżer Domu Seniora w Brampton, za jej trud i ofiarność w zorganizowaniu tego niezwykłego artystycznego wydarzenia. Wielkie dzięki, pani Moniko!!!

Chcielibyśmy również wyrazić swoją wdzięczność panom: Bogusławowi Tęczy oraz Krzysztofowi Jaworskiemu za ich wręcz nieocenioną pomoc w organizacji tego koncertu. Dziękujemy serdecznie za Wasze kreatywne pomysły i zaangażowanie.

Joanna Bochenek

„Ja jestem dobrym pasterzem – dobry pasterz daje życie swoje... za owce.”

25 lat minęło, odkąd z łaski Boga ustala się przed Tobą, Ojcze Mirosławie OMI – ta święta, ale piękna droga, a na niej Twe mozolne i trudne kroki i ten cel wspaniały – tak podniosły i wysoki, dar i tajemnica – z Bogiem wszystko jest możliwe. Każdy jubileusz jest źródłem wdzięczności za otrzymane łaski, hojność darów Bożych, a kapłaństwo – to dar szczególny, gdzie błogosławieństwa, którymi jest obdarowywany kapłan, są niezliczone. Nie ma większego sposobu, by podziękować Bogu – jak sprawowanie św. Eucharystii.

W niedzielę, 17 czerwca 2018 r., w parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Welland w Ontario, w czasie uroczystej, dziękczynnej św. Eucharystii swój srebrny jubileusz 25 lat święceń kapłańskich celebrował o. Mirosław Olszewski OMI wraz z ogromną rzeszą wiernych parafian, znajomych, przyjaciół – tłumnie przybyłych z Welland, Toronto, Mississaugi, St. Catharines i polskich Kaszub (Wilno) na tę niecodzienną uroczystość. Nie zapomnieli o swoim byłym proboszczu w dniu srebrnego jubileuszu 25 lat święceń kapłańskich i parafianie z Toronto i licznie dopisali. Po raz już trzeci z kolei do Welland przybył w niedzielę autobus wypełniony wiernymi z parafii św. Stanisława Kostki na Denison w Toronto, gdzie w latach 2012–2014 o. Mirosław posługiwał jako proboszcz tej parafii. W latach 2005–2011 o. Mirek był proboszczem w parafii Matki Bożej w Wilnie na Kaszubach, później przez rok (2011–2012) w parafii św. Kazimierza w Toronto, skąd został przeniesiony do parafii św. Stanisława Kostki na Denison.

Niedzielna św. Eucharystia została zainicjowana pieśnią „Barka” śpiewaną w jęz. angielskim i uroczystym wejściem do ołtarza 12 kapłanów w asyście Rycerzy Kolumba, którzy włączyli się wraz z o. Mirosławem w hymn wdzięczności Bogu za 25 lat jego kapłaństwa. Byli to ci współbracia, którym niedzielne obowiązki w parafiach nie przeszkodziły w przybyciu i pozwoliły na uczestnictwo i celebrację św. Eucharystii: biskup diecezji Saint Catharines – Gerard Paul Bergie; o. prowincjał Alfred Grzempa OMI, o. Jacek Nosowicz OMI (współkursanci o. Mirosława z czasów spędzonych w Obrze); o. Antoni Degutis OMI, o. Janusz Błażejak OMI, o. Wojciech Kurzydło OMI, o. Christopher Pulchny OMI, o. Adam Filas OMI, o. Paweł Ratajczak, o. Rudy Nowakowski OMI, ks. Mervin Coulasa oraz brat Tadeusz Orzechowski.

Liturgii dziękczynnej przewodniczył sam jubilat – o. Mirosław Olszewski OMI, wraz z biskupem G. Bergie i o. prowincjałem Alfredem Grzempą i o. Jackiem Nosowiczem oraz dziewięcioma pozostałymi kapłanami. Dwujęzyczną homilię – w języku polskim i angielskim – pochwałę sakramentu kapłaństwa Chrystusa i prawdziwej... przyjaźni, za którą otrzymał owację na stojąco, wygłosił o. Jacek Nosowicz OMI. Kazanie o. Jacka skierowane było w dużej mierze do ojca jubilata i współbraci kapłanów obecnych na tej Eucharystii. O. Jacek podkreślił, czym jest służba kapłańska – dar i tajemnica – dla tych wybranych i posłanych do winnicy Pańskiej, w najpiękniejszym i najważniejszym dziele – zbawienia dusz, i czym jest sam fakt, że kapłan zakonnik nie żyje tylko dla siebie, tylko nieustannie służy Bogu i ludziom, prowadząc wiernych za Chrystusem.

– Powołałeś nas, Panie, bo sprawy boskie splatają się z ludzkimi, trudna będzie moja droga, oby się na niej nie przestraszyć, nie zwątpić i nie uciec, na tej drodze jako kapłan nie jestem sam – prowadzi mnie kochający Bóg Ojciec, a obok są przyjaciele – współbracia, zakonnicy oblaci i dobrzy ludzie, których nie brakuje, gdziekolwiek jestem!

Dziś dziękujemy dobremu miłosiernemu Bogu, za to że Najwyższy Kapłan – Jezus Chrystus, i najlepsza z matek – Maryja Niepokalana, prowadzą nas tu obecnych wspólnymi ścieżkami kapłańskiej wędrówki misjonarza, przez Afrykę, Polskę, Kanadę, i nam błogosławią w tej apostolskiej działalności, i jest dla każdego z nas źródłem radości i spełnienia – słowa o. Jacka. – W kapłaństwie tkwi ciągłe odniesienie do Chrystusa. A w Nim jest wszystko. Co zrobić, by wytrwać w kapłaństwie? Żyć w stanie łaski uświęcającej, żarliwie modlić się, mieć żywą relację z Chrystusem i miłość do każdego człowieka, utrzymywać wspólnotę i przyjaźń z innymi kapłanami współbraćmi. Naszym szczęściem jest naśladowanie Chrystusa i radość zjednoczenia z Nim. I nasza prawdziwa przyjaźń – to nam daje radość życia. Tylko Bóg jest źródłem radości i nadziei człowieka.

Ojciec Jacek, zwracając się bezpośrednio do o. Mirka, przywołał słowa św. Jana Pawła II z książki „Dar i tajemnica” o powołaniu kapłańskim, które jest wielkim darem i nieskończenie przerasta człowieka – „Kapłaństwo jest darem wielkości, który czujemy, jak bardzo do niego dorastamy”.

Mocno zabrzmiały też w czasie tej Eucharystii słowa św. Jana Vianneya – niezrównanego wzoru kapłańskiej gorliwości i pracowitości, oraz ks. Jana Twardowskiego i jego wiersz podany przez o. Jacka Nosowicza OMI w języku angielskim. „Własnego kapłaństwa się boję / Własnego kapłaństwa się lękam / I przed kapłaństwem w proch padam / I przed kapłaństwem klękam.” Tę św. dziękczynną liturgię uświetnił też swą obecności chór parafialny z parafii św. Apostołów Piotra i Pawła, gdzie obecnie od prawie czterech już lat o. Mirosław posługuje, oraz obecność Rycerzy Kolumba.

Po Eucharystii odbył się bankiet w wyremontowanej kompletnie przez o. Mirka sali parafialnej. Parafianie z Welland i wszyscy tu obecni włożyli wiele serca, by ten dzień był szczególnie uroczysty. Pięknie przybrane stoły, wspólna modlitwa zainicjowana przez ks. biskupa Bergie na początku bankietu, liczne słowa życzliwości, wspólne oglądanie na ekranie zdjęć z życia o. Mirka, gdzie zachwycały szczególnie te z czterech ostatnich lat, chwile spędzone w odnowionej i wyremontowanej sali parafialnej, plebanii i obejściu kościoła w Welland (różany ogród o. Mirka, założone ogrzewanie w kościele oraz klimatyzacja, naprawiony dach), i zdjęć z przeszłości – tej z misji w Kamerunie, pośród Pigmejów w diecezji Yokadouma, i fotografii ze stażu pastoralnego odbytego w RPA, w diecezji Durban. Zdjęcia oraz towarzysząca im narracja pokazały raz jeszcze ogromny dorobek i dziedzictwo tego niestrudzonego, pokornego, cierpliwego, obdarzonego wieloma charyzmatami kapłana-misjonarza oblata, pełnego wciąż nowych pomysłów na misjonarzowanie.

Niech Jego ofiarna praca całym swym życiem, dbałość i troska o parafie będzie inspiracją dla innych.

Ojcze Mirosławie, dziś cieszymy się razem z Tobą i życzymy dalszych sukcesów na niwie głoszenia Dobrej Nowiny. Wszyscy kochamy Cię – szczęść Boże, z pamięcią w modlitwie.

Bożena S.-Z., parafia św. Kazimierza w Toronto

W minioną sobotę odbyły się w Centrum Kultury Polskiej im. Jana Pawła II w Mississaudze finały Olimpiady Wiedzy o Polsce organizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie. Byliśmy tam z kamerą i relację filmową można obejrzeć na stronach YT GoniecTv Toronto, przeprowadziliśmy również rozmowy z uczniami i nauczycielami biorącymi udział w tym wydarzeniu.

Maria Baran, dyrektor Polskiej Szkoły im. Trójcy Świętej w Chicago: W aglomeracji chicagowskiej mamy około 50 polskich szkół.

Andrzej Kumor: Ile dzieci łącznie?

– Myślę, że około 16 tysięcy. Jako nauczyciele działamy w Zrzeszeniu Nauczycieli Polskich w Ameryce. Braliśmy też udział w poprzedniej edycji konkursu, zajęliśmy 3. miejsce, więc teraz też mamy nadzieję, że nam dobrze pójdzie. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Przedstawię naszą drużynę Chicago: Wiktoria Trojanowska, Julia Kobulski, Michał Kolanko, i pani Aneta Wesołowska, która jest wychowawczynią i główną opiekunką, przygotowywała dzieci.

– A dzieci gdzie się urodziły?

– Wszystkie w Chicago, ale pięknie mówią po polsku. Nasza szkoła jest przy dużej polskiej parafii, na Trójcowie, taki duży polonijny ośrodek. I dla rodziców, i dla nauczycieli, i dla dzieci polskość jest bardzo ważna. I mimo że urodziły się tutaj, to taki duch polskości jest w nas wszystkich.

– Chicago to chyba taka druga Warszawa.

– Tak, to prawda.

Aneta Wesołowska, wychowawczyni: Myślę, że jako patrioci to jesteśmy na pierwszym miejscu.

– ...przed Warszawą...

– ...tak, i wszystkie ośrodki polonijne tutejsze są bardziej patriotycznie nastawione niż cała Polska razem wzięta, bo my tęsknimy.

Maria Baran: Chciałam jeszcze pogratulować organizatorom, podziękować za przyjęcie, za inicjatywę. Bo naprawdę młodzież tutaj ma okazję jeszcze bardziej pogłębić wiedzę o polskiej kulturze, historii, tradycjach...

– A przede wszystkim mamy okazję spotkać się ponad granicami, my, Polacy i z Kanady, i ze Stanów Zjednoczonych.

– Tak, młodzież się integruje. Tak że jest tutaj pewnie duch rywalizacji, ale też takiego zjednoczenia, że to my jesteśmy Polonią. Nieważne, gdzie mieszkamy, ale jak poza granicami Polski, to jesteśmy Polonią. I wczoraj to było widać, bo młodzież nawet na basenie wieczorem miała okazję spotkać się.

– Powodzenia.

Aneta Wesołowska: Nie dziękujemy, żeby nie zapeszyć, polskim zwyczajem.

***

Andrzej Kumor: Może Pani powiedzieć, jakie są szkoły i ile dzieci bierze udział w konkursie?

Organizatorka Dorota Wilk: Mamy pięć drużyn ze szkoły średniej i cztery drużyny ze szkoły podstawowej. Dzieci przyjechały z Chicago, z Nowego Jorku, Edmonton i Montrealu. I oczywiście są dzieci z Toronto i Mississaugi. To są drużyny, które wygrały półfinały, i dzisiaj będą reprezentować swoje szkoły na finałach.

– Jaką strukturę ma cały konkurs, czy to są testy, czy odpowiedzi ustne?

– Szkoła podstawowa będzie od razu przygotowywała się do głównej gry, czyli do gry na światełka, jak Jeopardy, a ze względu na to, że mamy pięć ośrodków ze szkoły średniej, więc na początku będziemy musiały przeprowadzić testy i wybrać trzy ośrodki, które będą rywalizować w finale.

***

Andrzej Kumor: To finały, czy już wiadomo, jaka jest tematyka?

Ewa Woźniak: Literatura, geografia, historia, tradycje, wszystko razem. I to będzie naprawdę bardzo ciekawe.

– Testy czy...?

– Testy na zasadzie quiz. To dzieci będą wybierały sobie, z jakiej dziedziny chcą mówić, za ile punktów. Będzie się działo, będzie super. Dzieci są bardzo fajnie przygotowane. Wczoraj mieliśmy spotkanie w hotelu, pokazały, że są bardzo dobrze przygotowane, aż miło patrzeć. To są dzieci nasze, urodzone tutaj.

– To najbardziej cieszy.

– To naprawdę trzeba cenić. Oj tak, nas, jako nauczycieli

– To jest już drugie czy trzecie pokolenie.

– Tak. Ja już jestem w tej szkole tyle lat, że czasami patrzę, że rodzeństwo się uczy coraz młodsze, a nawet moje uczennice już mają swoje dzieci w tej szkole.

– Czyli jest nadzieja, polskość jest atrakcyjna?

– Tak, i dzieci są naprawdę chętne i są odważne. To się liczy, są bardzo odważne i nie boją się. Mamy się z czego cieszyć.

– Dziękuję bardzo.

***

Andrzej Kumor: Ile jest szkół polskich w Montrealu?

Nauczycielka z Montrealu: Mamy trzy szkoły społeczne i jedną szkołę przy konsulacie tak zwaną, SPK.

– Płaci się za te szkoły?

– Tak, w prowincji Quebec szkoły są płatne. To są szkoły prywatne, utrzymywane przez rodziców i przez dotacje z organizacji polskich.

– Tak z ciekawości, ile kosztuje, żeby wysłać dziecko do takiej szkoły?

– Przeciętnie za dziecko do 300 dolarów na rok szkolny.

– To nie tak dużo w porównaniu z tym, co się płaci w Ameryce.

– Tak, ale to jest tylko opłata – ponad połowę czynszu płaci Polska Rada Szkolna i dużo dotacji jeszcze jest z organizacji polskich, polonijnych. Dzięki temu te opłaty są bardzo zaniżone. Staramy się trzymać je na najniższym poziomie, jaki można.

– Ile dzieci się uczy?

– Ja odpowiadam tylko za szkoły społeczne, te trzy szkoły, które mamy. Uczy się w nich około 300.

– W podstawowych i średnich?

– Tak.

***

Andrzej Kumor: Proszę powiedzieć, skąd pomysł na ten konkurs, bo to już jest drugi?

Teresa Szramek, wiceprezes ZNPwK: Tak naprawdę, pomysł zrodził się w Hamilton w Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie. Oddział Hamilton przygotował dla swoich uczniów – prezesem była wtedy pani Monika Karpińska – konkurs wiedzy o Polsce. Myśmy pomyślały, że skoro jest taki piękny konkurs wiedzy o Polsce, to może rozszerzyć ten pomysł na inne szkoły i zrobić olimpiadę. Rozmawiałyśmy ze Zrzeszeniem Nauczycieli Polskich w Ameryce, rozmawiałyśmy z Zespołem Szkół Dokształcających w Nowym Jorku, i oni ten pomysł też podchwycili. Mówią, to może my do was przyjedziemy. Złożyłyśmy wniosek, prośbę do Senatu Rzeczpospolitej Polskiej o dofinansowanie. Na początku było tak, że trzeba było sobie znaleźć partnera w Polsce, znalazłyśmy partnera, który się nazywał Fundacja „Zatrzymać Czas”. I zaczęłyśmy z nimi współpracować. Wysłałyśmy kosztorys, obliczyłyśmy, ile to może kosztować, półfinały, finały. Wymyśliłyśmy, że stworzymy pięć ośrodków półfinałowych, dwa ośrodki w Stanach, w Chicago i w Nowym Jorku, i trzy ośrodki w Kanadzie, Montreal, Edmonton i Toronto. Tam się odbędą półfinały, a wszyscy spotkamy się w Polskim Centrum Kultury im. Jana Pawła II.

– Wszyscy się na to zgodzili?

– Tak, z wielką przyjemnością i z wielkim entuzjazmem przywitali ten pomysł, żeby mogą przyjechać. Przyjechali tutaj już finaliści. Tak to się zaczęło. Podobało nam się to wszystko, podobał nam się sposób przeprowadzenia tej olimpiady.

– A kto od strony technicznej to wszystko przygotował?

– Na pierwszej olimpiadzie przygotowywała to Monika Karpińska z mężem Januszem. On obsługiwał stronę techniczną. W drugiej edycji oni się wycofali z tego pomysłu, może za dużo obowiązków, za dużo pracy. Wypożyczyli nam część sprzętu, część musiałyśmy dokupić. Ta młoda dziewczynka, Wiktoria Wilk, wyszukała w Internecie zasady, jak to pracuje. Potem pytania, to już była moja działka, poprawianie pytań, uściślanie. Sama szukałam pytań, podpowiadali mi niektórzy, co ewentualnie, jak; punktację. Bazowałyśmy też na pierwszej olimpiadzie, bo to wszystko nam się podobało, tak że zmieniałyśmy tylko charakter pytań, skalę trudności, tak żeby było wszystko dobrze, mam nadzieję.

– Gratuluję i czekamy na następny konkurs. Będzie w przyszłym roku?

– Za dwa lata, bo co dwa lata sobie wymyśliłyśmy, dlatego że jest tak dużo pracy. To jest takie przedsięwzięcie ogromne... Ale jest to fajne i porównując na przykład wiedzę przeciętnego ucznia... Czasami oglądam program „Matura to Bzdura” – porównując, co wiedzą dzieci w Polsce i co wiedzą nasze dzieci tutaj, to naprawdę czuję się dumna, że jestem nauczycielką tutaj i że tyle dzieci o tylu rzeczach wie. Dla mnie to jest największa nagroda, że te dzieci są i tak jak powiedziały dziewczyny z Montrealu, że w momencie, kiedy dowiedziały się, że w tym roku będzie olimpiada, od razu zgłosiły się, że będą się przygotowywać. Dwie nawet wyrażały żal, że nie mogły przyjechać, bo ich czas się skończył, bo skończyły szkołę średnią. To jest największa nagroda i największa satysfakcja z tego, co robimy.

– Że dzieci lgną do Polski?

– Tak, to jest najważniejsze, że chcą się uczyć, że chodzą do tej szkoły. Mogłabym książkę napisać z historii mojego uczenia w szkole tutaj, 22 lata. Akurat w szkole średniej pracowałam, z 10. i 11. klasą, tak że wiem, że oni naprawdę tego bakcyla polskości mają w sobie i na pewno będą mieć.

– Dziękuję bardzo.

***

A oto oficjalne wyniki konkursu:

Szkoły podstawowe:

I miejsce: Polska Szkoła im M. Kopernika
w Mississaudze

II miejsce: Polska Szkoła
im. M. Chrzanowskiej w Edmonton

dwa III miejsca: Polska Szkoła im. Jana Pawła II w Montrealu i Polska Sobotnia Szkoła im. A. Mickiewicza w Stamford, CT (USA)

Szkoły średnie:

I miejsce: Polska Szkoła
im. Jana Pawła II w Montrealu

II miejsce: Polska Szkoła im. H. Sienkiewicza w Edmonton

dwa III miejsca: Polska Szkoła im. św. Trójcy w Chicago
i Szkolny Punkt Konsultacyjny w Toronto

Wyróżnienie: Polska Sobotnia Szkoła im. A. Mickiewicza w Stamford, CT.

***

Cóż można dodać? A to, że może była to trochę niewykorzystana okazja – formuła olimpiady jest bardzo nośna i przypomina grę telewizyjną. Jest to więc konkurs bardzo atrakcyjny, który z pewnością – gdyby został nagłośniony – wcześniej zgromadziłby szeroką publiczność – nie tylko dzieci i ich rodziców, bo też każdy z nas sprawdzał swoją wiedzę o Polsce, odpowiadając sobie po cichu na pytania konkursowe. A więc może w przyszłości udałoby się z tej olimpiady uczynić publiczne wydarzenie kulturalne. Wiedzę o Polsce dobrze jest sprawdzać jak najczęściej...

Gratulujemy organizatorom.

Andrzej Kumor

piątek, 29 czerwiec 2018 13:40

Canada Day 2018 w Wawel Villa

Napisał

We wtorkowe popołudnie w Wavel Villa urządzono obchody Canada Day połączone z uroczystym otwarciem nowej przestrzeni rekreacyjnej, czyli ogrodu z miejscami do siedzenia, gdzie będzie można urządzać pikniki. Do tej pory wykorzystywano w tym celu część parkingu. Spotkania tego rodzaju odbywały się, można powiedzieć, „przy śmietniku”.

Piękny zielony teren służyć będzie do spotkań, gier zespołowych i zajęć grupowych – powiedział nam dyrektor Wawel Villa Jon Grayson. Wtorkowa uroczystość połączona była z prezentacją piosenek z lat młodości pensjonariuszy oraz grillowaniem kiełbas, hamburgerów i kurczaków.

Korzystając z okazji, rozmawialiśmy z panią Alfredą Gorłow, która od 2000 roku jest wolontariuszem, przychodzi tam, aby rozmawiać z pensjonariuszami i pomagać w prostych czynnościach. Zapytana, dlaczego to robi, pani Alfreda stwierdziła, że nie lubi siedzieć w domu i patrzeć w okno i po prostu kocha ludzi. Ona sama ma prawdziwie polską historię rodzinną, bo jej brat walczył pod Monte Cassino, a ją z rodzicami wywieziono na Syberię, gdzie spędziła 6 lat. Brat pozostał na Zachodzie, a rodzina z Syberii przedostała się do Polski.

Swój przyjazd do Kanady wspominał pan Ladislav Michniczek, pensjonariusz, który imigrował w 49 roku, po trzyletnim pobycie w Niemczech, w obozach. Twierdzi, że dzisiaj nowi imigranci mają w Kanadzie prawdziwy raj, on po przyjeździe do Halifaxu od razu został zagnany do ciężkiej pracy, w lasach, w śniegu po pachy, za 2 centy na godzinę. Dopiero po jakimś czasie mógł się swobodnie osiedlić i większość lat życia czynnego zawodowo pracował dla Chryslera. Dziś w Wawel Villa przeżywa jesień życia. Do obejrzenia reportażu filmowego zapraszamy na kanał Gońca w YouTube, Goniec TV Toronto. Happy Canada Day i podziękowania dla tych wszystkich naszych Czytelników, którzy budowali i budują ten kraj. (ak)

piątek, 22 czerwiec 2018 15:09

Wieczorek kombatancki

Napisane przez

W skrócie przedstawiam program, którego ważnymi punktami było wystąpienie Władysława Lizonia, prezeska KPK, oraz dekoracja Srebrną Odznaką KPK kol. Adama Sikory oraz Brązowymi: Zdzisława Brzóski i Antoniego Mroza. Prezes KPK wyraził nadzieję, że wkrótce zostanie odtworzony okręg Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Brantford.

Przedstawiciel Zarządu Głównego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów Henryk Sokołowski po przemówieniu wręczył sześć Krzyży Kombatanckich, trzy brązowe, dwa srebrne i jeden złoty (Frank Wdowczyk).

Część oficjalną prowadził prezes Koła A. Sikora, który po przywitaniu gości poprosił Johna Króla o okolicznościowy referat na temat tragicznych losów Polaków podczas II wojny światowej, inwazji 17 września oraz aresztowania ludności oraz oficerów Wojska Polskiego i wywózki na Sybir. Następnym tematem byli Żołnierze Wyklęci i armia podziemna oraz znany temat Katynia. Mówiono również o Smoleńsku i zagładzie rządu polskiego, do dziś niewyjaśnionej. Ostatnim tematem były przygotowania do obchodów 100. rocznicy niepodległości Polski, które już się rozpoczęły.

Następne spotkanie odbędzie się 19 września podczas Święta Żołnierza w Park Oakland w Ontario.

Prezes A. Sikora przedstawił weteranów Koła, którzy wzięli udział w uroczystościach rocznicy na Monte Cassino na zaproszenie Urzędu ds. Weteranów Ministerstwa Obrony Narodowej. Weterani Paweł Lojko w asyście wiceprezesa Koła Zdzisława Brzóski i Edwarda Moczulskiego z małżonką wzięli udział w uroczystościach w Rzymie i Monte Cassino w dniach 15-20 maja. Po przybyciu do Rzymu, byli w specjalnym sektorze na pl. św. Piotra, gdzie po zakończonych celebracjach Ojciec św. Franciszek podszedł do grupy weteranów, witając się z każdym. Ed Moczulski otrzymał z rąk Ojca św. różaniec.

IMG 0117

Dalsze uroczystości odbyły się na cmentarzu polskim w Monte Cassino i na cmentarzu alianckim. Delegacji polskiej przewodniczył minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który wręczył odznaczenia naszym weteranom. Delegacja naszego Koła została zauważona przez redaktora „Globe and Mail” i krótka notatka została umieszczona w gazecie.

Wieczorek przyczynił się do zacieśnienia kontaktów wszystkich biorących w nim udział organizacji i osób:
ZG SPK – repr. Henryk Sokołowski i Edward Chrzanowski; Kongres Polonii Kanadyjskiej – Władysław Lizoń z małżonką; ZG Związku Polaków w Kanadzie – Grzegorz Dorożyński; ZG Kół Polek ZPwK – Elżbieta Gazda; Klub Seniora – Czesław i Zofia Lewandowscy; Koło nr 2 London – Stanisław Straszewski; Grupa 11 ZPwK Guelph – Krystyna Szczęsny; Zespół „Hejnał” – Frank Wdowczyk, Zespół „Biesiadnicy” – Jan Sitko z małżonką, oraz Zarząd Koła nr 4 – prezes Adam Sikora, wiceprezes Zdzisław Brzóska, sekretarz John Król i sekretarz finansowy Jarek Dąbrowski.

Wieczorek został zakończony przez MC, który podziękował za uczestnictwo i zaprosił wszystkich na Dzień Żołnierza 19 sierpnia w Oakland w Ontario.

Opr. J. Król

Zdjęcie: Marcin Murawski Na zdjęciu : Lt Col Ernest Litynski, Captain Brent Tadych, i Sgt Glenn Ramski, odznaczeni przez Konsula Rusieckiego Gwiazdami Iraku i Afganistanu oraz medalem pamiątkowym Jana Ignacego Paderewskiego.


Wszyscy Polacy w Polsce i za granicą cieszyli się z niezwykle efektownego przemówienia, które wygłosił Prezydent Trump w ubiegłym roku pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Było to najlepsze przemówienie amerykańskiego Prezydenta na temat Polski i jej historii jakie wygłosił zagraniczny polityk. W świat poszła wspaniała narracja o polskich bohaterach, polskiej roli w światowej historii. Wystąpienie to miało historyczne znaczenie, gdyż Trump dał jasno do zrozumienia, że Europa Środkowa jest bardzo ważna z punktu widzenia amerykańskiej polityki zagranicznej, a jej strategicznym celem jako globalnego mocarstwa jest obecność USA w Europie jako gwarancja przeciwwagi dla partnerstwa niemiecko-rosyjskiego. Obecność USA na kontynencie europejskim jest również gwarancją zachowania statusu globalnej mocarstwowości i uniemożliwienie Niemcom i Rosji do wypchnięcia tego mocarstwa z Europy i zdeklasowania Ameryki do statusu mocarstwa regionalnego. Trump również powiedział: “Ameryka kocha Polskę i Ameryka kocha Polaków, dziękujemy Wam”.
Dysonans poznawczy powstał jednak po podpisaniu przez Prezydenta Trumpa ustawy S.447 wspomagającej żydowskie organizacje w uzyskaniu od Polski ok. 300 miliardów dolarów. Ustawa ta, jak wiemy w świetle amerykańskiego i międzynarodowego prawa jest niezgodna z podstawową zasadą prawa rzymskiego, zakładającą przepadek mienia na rzecz skarbu państwa dla osób, które umierając nie zostawiły dokumentów wyznaczających spadkobierców. Jest ona niekonstytucyjna wobec samego amerykańskiego prawa, ponieważ wspomaga tylko jedną grupę etniczną, ignorując inne. Wreszcie domaga się wypłat rekompensat za mienie, za które inne państwo wypłaciło już takie rekompensaty. Ubieganie się o wielokrotne rekompensaty za te samą szkodę jest również niezgodne z międzynarodowym prawem. Czy amerykańscy kongresmeni całkowicie poszaleli lub chcą wykorzystać sytuację, w której świat partii republikańskiej przeżywa kryzys tradycyjnych wartości wobec nowego nurtu w polityce amerykańskiej jakim jest trumpizm, który nie jest całkowicie zrozumiały dla pewnej grupy elit republikanów. Niektórzy z nich stosują się do znanej w Polsce zasady: „teraz ja, a potem niech się wszystko wali”. Nasze polskie rozumienie, że każdy republikanin powinien kochać Polskę jest oparte na fałszywym założeniu. Bowiem część elit z południa USA wyznaje ewangelizm- religię chrześcijańską, która czasami jest w jawnej opozycji do katolicyzmu i z założenia popiera judaizm. Zatem nie będą oni popierać jakiś tam Polaków, mając do spełnienia religijną misję pomagania Izraelowi. Ten moment został skrzętnie wykorzystany przez lobby żydowskie do ostatniego, po szwajcarskim, wielkiego „skoku na kasę”, która znajduje się w Polsce. Przypomnijmy, że Przewodniczący Izby Reprezentantów Kongresu USA (Speaker of the House), wobec zablokowanej przez Polonię ustawy HR 1226, wykonał sprytny manewr, dzięki któremu Kongres nie głosował już „kontrowersyjnej ustawy HR 1226” a procedował ustawę senacką S 447. Dwa tygodnie przed tym wydarzeniem Paul Ryan ogłosił, że nie zamierza się ubiegać o reelekcję, więc nikt z Wisconsin, z którego on pochodzi, (gdzie co 9 mieszkaniec posiada polskie pochodzenie) nie musi już na niego głosować. Warto też dodać, że jeszcze wcześniej odebrał on dla partii republikańskiej czek od znanego żydowskiego biznesmena z Las Vegas na niebagatelną sumę 30 mil. dolarów. Zachowanie kongresmena Eda Royce’a, szefa komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów Kongresu USA, też budzi wiele kontrowersji. To on bezpośrednio prowadził tę mało transparentną procedurę przepchnięcia ustawy przez to dziwne głosowanie. Nigdy nie zapomnę słynnego „ shame „ w stosunku do mojej Ojczyzny i przyszłych pokoleń Polaków, których to słynne głosowanie może pozbawić możliwości rozwojowych, tak jak decyzja w Teheranie pozbawiła nas Polaków wolności i możliwości rozwijania się przez przeszło 70 lat. Nie dziwi więc fakt, że Ed Royce też nie będzie się ubiegał o reelekcje w kolejnych wyborach. Warto, aby któryś z polskich dziennikarzy śledczych prześwietlił te transakcje i zbadał co będą robić ci panowie po wygaśnięciu ich kadencji i dla kogo będą pracować. Warto również dotrzeć do szwajcarskiego eksperta od wypłat rekompensat za martwe konta ofiar II wojny światowej w szwajcarskich bankach i prześledzić procedurę i etapy działania lobby żydowskiego w tej sprawie.
Kilka tygodni później Prezydent Trump wpisał program Trójmorza na listę priorytetów polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych a Kongres znów zaapelował o wstrzemięźliwość we współpracy wojskowej z Polską, jeśli ona nie wykona odpowiednich zobowiązać związanych z ustawą 447.
USA to chimeryczne supermocarstwo, ale historię o tym, że już wkrótce Chiny przejmą ekonomiczną hegemonię można włożyć między bajki. Tak jak między bajkami znajdują się państwa BRIC czyli Brazylia, Rosja, Indie i wspomniane Chiny. Nie tylko przemysł, infrastruktura czy potężna armia, ale zorganizowanie całego państwa i jego elit w społeczeństwo obywatelskie jest tym elementem, które charakteryzuje Amerykę jako supermocarstwo, gdzie wszyscy wiedzą, jak się zachować i co zrobić w czasie sytuacji kryzysowej. W USA bowiem pomimo wojny kulturowej na każdym kroku widać jak dobrze jest to państwo zorganizowane. Proces ten przebiega bez większych zakłóceń od momentu uzyskania przez USA niepodległości, od dużego miasta na wschodnim czy zachodnim wybrzeżu, do małej, mikroskopijnej mieściny w Kansas. Społeczeństwo amerykańskie to społeczeństwo obywatelskie i tam, gdzie pojawia się jakikolwiek problem, natychmiast pojawia się grupa obywateli i w sposób ponadpartyjny ten problem rozwiązuje. W takim kierunku musi iść polska racja stanu. Nakreślenie naczelnych interesów i priorytetów Polski i Polaków to główne zadanie w aspekcie ogłoszonych niedawno pytań referendalnych. Wszyscy chcemy nowej konstytucji, ale musimy jasno i uczciwie określić czego chcemy. Przed uchwaleniem konstytucji musimy jasno określić polską rację stanu i sprawić, żeby każdy Polak wiedział co ona rzeczywiście oznacza. Chowanie w szafach pancernych aneksów i list konfidentów nie zbuduje nam transparentnego państwa prawa. A wykluczanie z udziału w życiu politycznym i społecznym całych grup: młodych narodowców, Kresowian i Polonii też nie zbuduje nam sprawiedliwego państwa, w którym dalej rządzi okrągło-stołowy układ.
Polityka nie zawsze musi być logiczna, czego dowodzą ostatnie posunięcia administracji amerykańskiej. Nie jest ona logiczna i pewnie zadajemy sobie pytanie czy w ogóle amerykańska polityka jest spójna? Chyba nie, bo inaczej zachowuje się Departament Stanu a inaczej Departament Obrony a jeszcze inaczej Biały Dom, a Iwanka z mężem to prawdziwy ból głowy dla amerykańskiej transparentności.
A co my możemy zrobić wobec tej sytuacji??? Cała ta chimeryczna polityka, gdzie lobbing wyraźnie wpływa na decyzję Kongresmenów i Senatorów wymaga aktywnej i asertywnej polskiej polityki zagranicznej: tej profesjonalnej i obywatelskiej, która czasami może więcej niż ta profesjonalna. Tak więc przed raportem Kongresu monitorującym proces zwracania mienia bezdziedzicznego organizacjom żydowskim, państwo polskie, polskie społeczeństwo i Polonia musi mieć jakąś wizję. Najlepiej, gdyby to była wizja spójna i wspomagająca się wzajemnie. Zakładam, że państwo polskie powinno przedstawić w międzynarodowych mediach treść traktatu z 1960 oraz całkowity raport z realizacji zwrotu dóbr komunalnych z lat 90. Jak również wynająć obiektywną międzynarodową kancelarię prawną w zakresie prawa międzynarodowego, która z pomocą polskiego MSZ, mogłaby podjąć dialog z administracją amerykańską w tej kwestii. Przydałby się również współczesny Włodkowic, aby na globalnym forum politycznym przedstawiać polską narrację w tym aspekcie. Oddzielną kwestią są seminaria międzynarodowe, konferencje historyczne, filmy dokumentalne i niezliczona ilość pozytywnych dla Polski międzynarodowych artykułów. Czas nas goni mamy na przygotowanie się do nowego ataku na Polskę i Polaków niecały rok. Wykorzystajmy ten czas efektywnie. Poszukujmy sprzymierzeńców, nie zamykajmy się w warszawskich gabinetach, nie udawajmy, że tylko my mamy racje a inni to banda głupców.
Nie możemy dopuścić jednak do zablokowania współpracy wojskowej pomiędzy Polską a USA.I tutaj chciałbym pokazać dla polskiego MSZ ostrzegającą czerwoną flagę. Takie myślenie jest bardzo niebezpieczne dla Polski i osoby w Departamencie Stanu, które są pod wpływem lobby żydowskiego wypowiadają takie frazy, powinny zostać oświecone przez prowadzenie dynamicznej akcji dyplomatycznej w kierunku ocieplania wizerunku Polski, zwłaszcza z Departamentem Obrony USA. Nie bójmy się amerykańskiej polityki i jej polityków. Tylko proaktywna i asertywna polityka zagraniczna może takie nieodpowiedzialne wypowiedzi zmienić. Okazywanie dalej „profesjonalnej niemocy i głuchego milczenia” jest tylko zachęcaniem do dalszej eskalacji problemu. Ponadto nie ma już się, dokąd cofać, za nami jest już tylko wysoka ściana.
Czas w końcu doceniać i nagradzać amerykańskich żołnierzy i oficerów za wspólną służbę w Iraku, Afganistanie i innych miejscach w tym w Polsce. W 2011 w Milwaukee, Wisconsin sam zorganizowałem jako prezes wydziału stanowego Kongresu Polonii Amerykańskiej uroczystość wręczenia Gwiazd Iraku i Afganistanu dla amerykańskich oficerów polskiego pochodzenia. Byłem pierwszą osobą, która taką akcję przeprowadziła od początku do końca. Pamiętam dokładnie jak oficerowie z ataszatu polskiej ambasady w Waszyngtonie śmiali się ze mnie i mówili: panie Biniecki- „to jest niemożliwe do zrealizowania”. Zaś 13 listopada 2011 konsul Rusiecki z Chicago powiedział publicznie w Polskim Centrum w Wisconsin: „Panie Biniecki- zrobił Pan coś, co wszystkim wydawało się niemożliwe” Trzech oficerów armii amerykańskiej polskiego pochodzenia po raz pierwszy w historii zostało odznaczonych Gwiazdami Iraku i Afganistanu. Był to również wyraźny sygnał dla lokalnych amerykańskich polityków, którzy licznie przybyli na tę uroczystość, że doceniamy i umacniamy współpracę wojskową pomiędzy naszymi narodami. Warto takie sygnały wysyłać częściej. Szkoda, że nikt z profesjonalnej polskiej dyplomacji tego pomysłu nie podjął. Czas już przestać wmawiać Polonii, aby się nie angażowała w działalność polityczną. Polityka amerykańska potrzebuje Polaków. Wszyscy w Chicago, Nowym Yorku, Toronto, Londynie, New Jersey i setkach innych światowych miast powoli zdajemy sobie z tego sprawę. Jeśli nas nie będzie w administracji tego największego supermocarstwa i innych krajów nie będziemy mieli żadnego wpływu na politykę amerykańską i globalną. Dlatego organizujmy się, zakładajmy organizacje, fundacje, które będą pomagały nam Polakom sięgać nie tylko po sukcesy naukowe, biznesowe czy kulturalne. Przestańmy ekscytować się hedonistycznymi bzdetami w postaci nowych gadżetów. Musimy odtworzyć polskie elity i je promować. Aby ten proces wspomagać niezbędne jest zaangażowanie polityczne od małej mieściny w Podlaskiem po Chicago. W proces ten musi zaangażować się całe polskie społeczeństwo i polski kler.

Waldemar Biniecki, USA, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.