Goniec

Register Login

Życie polonijne

goniec2


Zapraszamy do kupowania ze skrzynek na gazety ustawionych przy Centrum Jana Pawła II w Mississaudze. "Goniec" doskonałą lekturą po niedzielnej Mszy św....

piątek, 15 czerwiec 2012 12:06

XXXI KONGRES SWAP-u w Filadelfii

Napisane przez

    

W czwartek, 24 maja, delegacja SWAP-u placówki 114 w Toronto pod dowództwem komendanta Krzysztofa Tomczaka wyruszyła do Filadelfii w Pensynwanii na 31 Walny zjazd SWAP-u,zabierając ze sobą sztandary, optymizm i nadzieję na powodzenie wypełnianej misji.

      9-godzinna podróż samochodem przez serpentyny Appalachów z pięknymi widokami i ujmującą przyrodą oddaliła monotonnię podróży. Oto pełen humoru Janek Spytka drugi kierowca i adiutant finansowy placówki, Krzysztof Tomczak komendant placówki114, Adam Dudzik zastępca komendanta, Grzegorz Siudaj,sekretarz placówki, Andrzej Załęski rzecznik prasowy, dziennikarz "Gońca", Halinka Stankiewicz KPP, Aleksandra Więsierska KPP.

      Nastroje wśród członków naszej wyprawy okraszone były ogromną dozą humoru, swobody i pozytywizmu.

      Przywitanie naszej grupy przez amerykańskich delegatów poszczególnych placówek było nad wyraz spontaniczne z tą dozą szerokiej polskiej gościnności.Szybko zaadoptowaliśmy się w gościnnym hotelu "Radison", w którym splendoru dodawał nad wyraz uprzejmy personel.

      Następnego dnia, w piątek 25 maja, nastąpiło otwarcie obrad przez prezydium zjazdu. Wprowadzono uroczyście sztandary SWAP-u i odegrano trzy hymny: polski, amerykański i kanadyjski.

      Głównym celem zjazdu były wybory nowego Zarządu Głównego, oraz poprawki do konstytucji organizacji. Piątek był dniem wyborów do Zarządu Głównego.

      Po wyborach, rozpoczęto sprawozdawczość z działalności poszczególnych placówek, raporty urzędników i komendatury naczelnej SWAP-u, wydziału finansowego oraz sprawozdania okręgów.

      W sobotę, 26 maja, wznowiono sesje, na których wprowadzono poprawki do konstytucji, wysłuchano komisji d/s rozwoju organizacji, komisji budżetu, rewizyjnej oraz komisji próśb i zażaleń.

      Kol. Krzysztof Tomczak, komendant placówki z Toronto nr 114 został wybrany II wice-komendantem Zarządu Głównego SWAP-u. Naczelnym komendantem został ponownie wybrany kol. Wincenty Knapczyk, a prezeską Korpusu Pomocniczego Pań wybrano ponownie panią Helenę Knapczyk. I wice-komendantem wybrano Antoniego Domino, oddanego organizacji działacza.

      Należy przyznać, że obrady odbywały się sprawnie, treściwie, często spontanicznie, co dodawało wigoru eliminując jak to na zebraniach bywało - totalna nudę. Chrakterystyczną atmosferą była powszechna wzajemna serdeczność zebranych i wojskowa dyscyplina, której brakuje na wielu spotkaniach Polonii.

      Nasza delegacja non-stop była wypytywana o szczegóły działalności naszej placówki w Toronto, której sukcesy docierają aż do placówek w USA. Akcja sadzenia Dębów Katyńskich jest jedym z wielu przedsięwzięć placówki. Sukcesywnie w Parku im. Ignacego Paderewskiego rośnie i wydłuża się Aleję Dębów, gdzie każde drzewo jest opatrzone granitową tabliczką z nadanym imieniem i krótką informacją o oficerze, który został bestialsko zamordowany w Katyniu.

      Placówka nasza wspiera liczne zespoły artystyczne i przeprowadza doraźne akcje pomocy potrzebującym. Rocznie na terenie Parku odbywa się około 20 pikników, bądź koncertów, a Park już stał się ośrodkiem tradycji i kultury polskiej na ziemii kanadyjskiej.

      Sukcesem naszej placówki są ludzie wyselekcjonowani do prac w Zarządzie organizacji, o specjalnych predyspozycjach, zdolni organizacyjnie, zdyscyplinowani pracujący z oddaniem, osobistym zaangażowaniem i nie pobierającym wynagrodzenia za pełnione funkcje. Racjonalność w prowadzeniu i rozbudowie placówki 114 zawdzięczamy kol. komandantowi Krzysztofowi Tomczakowi, który doświadczenia z prowadzenia własnego buissnesu, wprowadził do działalności Zarządu,a ten ramię w ramię realizuje zadania oparte na racjonalnej rozbudowie organizacji i Parku.

      Dobrze się stało, że swój sukces i doświadczenie Placówka 114 będzie mógła rozszerzyć na inne placówki w USA, udzielając niezbędnych rad i służąc pomocą.

      II wice-komendant Zarządu Głównego, kol. Krzysztof jest inicjatorem wprowadzania nowych członków do organizacji ze środowisk młodzieżowych, preferując organizacje harcerskie i sportowe, żeby utrzymać status i działalność placówek w przypadku odchodzenia weteranów na ostatnią wartę; a wszystko dlatego, żeby piękna pamięć o Błękitnej Armii, jej tradycje, historyczne znaczenie, miniona potęga oręża polskiego, nie została zapomniana i zagubiona w perturbacjach bieżących wydarzeń.

      Zresztą ostatni bilans osobowy poszczególnych placówek i całej organizacji wskazuje na zmniejszającą się liczbę weteranów. W 1946 było zarejestrowanych 137 placówek SWAP ze stanem osobowym 3904 weteranów i 4614 pań z Korpusu Pomocniczego. Rekordem był rok 1958 przy stanie osobowym 5092 mężczyzn i 5079 kobiet. Łącznie ponad 10 tys.weteranów i weteranek. W roku 2009 bilans wynosił 852 weteranów i 393 pań z Korpusu. Dlatego zasadne jest otwieranie się placówek na młode pokolenia, może być to młodzież rodzin żołnierskich, lub harcerzy. Zapoznawać te pokolenie z historią ochotników Armii gen. Hallera , ich dalszymi losami, udziałem w bitwach 1918-1920, żeby pamięć o naszych bohaterach nigdy nie wygasła. I tworzyć nowe silne struktury organizacji...

      O godzinie 18.00 wszyscy uczestnicy przystąpili do uroczystego bankietu z udzialem przybyłej pani konsul z Konsulatu Polskiego w Nowym Jorku oraz reprezentanta ministra ds. kombatantów pana Polańczyka. Pani konsul Ewa swoim wdziękiem i wspaniałą osobowością podbiła serca wielu wiarusom, a pan Polańczyk stwierdził, że czuje się jak u siebie w domu, tak dużo odebrał na tym Kongresie polskości i autentycznego prawdziwego patriotyzmu.

      Na bankiecie "Kanada" przedstawila swoją faworytkę, członkinię KPP Alę Więsierską, która zaśpiewała pięknym głosem pieśni polskie.

      W niedzielę zostaliśmy zaproszeni na obiad żołnierski do Placówki Nr 12 w Filadelfii do Parku zwanego "Polanką".Tam po uroczystej mszy i przesmacznym obiedzie znowu odbył się występ naszej Ali Więsierskiej, która poruszyła dusze i serca zebranych, profesjonalnym,wspaniałym wykonaniem piosenek z polskiej listy przebojów naszej młodości . Zabawa,dyskusje,serdeczność i radość ze spotkania się wielu delegatów ugruntowały atmosferę braterstwa, spójności w jednej organizacji, wreszcie tego co jest najważniejsze w naszych sercach. Bo jest i istnieje w nich zawsze - POLSKA .Ta sama Polska ,która wydała na świat tylu wspaniałych mężów stanu i sławnych mądrych kobiet.Ta sama Polska, która wielokrotnie w historii własną piersią i krwią bohaterów uratowała Europę od zaglady. A na cmentarzach świata napotykamy mogiły tych, którzy zgineli broniąc najważniejszej dla człowieka wartości: wolności i niezależności.

      Organizacja Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej stoi na straży pamięci historii kombatantów Błękitnej Armii generała Hallera, historii kombatantów spod Tobruku i Monte Cassino oraz innych wielu pól bitewnych.Wskrzesza pamięć o deportowanych Polakach na Syberię o eksterminacji naszego narodu przez system komunistyczny. Wreszcie kontynuuje tradycje i kulturę naszego narodu współpracując z innymi organizacjami polonijnymi w Ameryce i Kanadzie. By Polska nie umarła, a trwała przez krew, męstwo i bohaterstwo tych, co o nią walczyli i życie swoje na Ołtarzu Ojczyzny złożyli.

Andrzej Załęski - Filadelfia

piątek, 15 czerwiec 2012 12:04

Kowal zawinił – Cygana powiesili...

Napisane przez

Oczywiście, politpoprawnie powinno być napisane, że... Roma powiesili. Ale nie chodzi o ludowe przysłowia, a niefortunny podpis pod zdjęciem w tekście mojego autorstwa, który ukazał się w "Gońcu" z 25-31 maja br. (Pierwsza Komunia Swięta w parafii pw Trójcy Swiętej w Windsor).

      Pisząc o naszej, polskiej tradycji komunijnej podkreśliłem m.in. wielką staranność rodziców o to, aby dzieci wyglądały jak najlepiej - stąd garnitury chłopców i białe sukienki dziewczynek. Napomknąłem przy okazji, że parafiach anglojęzycznych bywa różnie, to znaczy dzieci przyjmują Pierwszą Komunię w strojach powszednich. Nie ma też tak typowej dla "polskich" komunii odświętnej oprawy.

      Do wspomnianego tekstu dołączyłem dwie fotografie i, niestety, pod jedną z nich ukazał się bardzo niefortunny podpis: "Część dzieci ubrana jest odświętnie, inne nie wyróżniają się strojem..." To że tekst został "okrojony" mogę zrozumieć, ale podpisu pod zdjęciem w żaden sposób i mają rację ci, którzy zwrócili mi uwagę (np. pozdrawiam Panią Barbarę). Mogę tylko powiedzieć przepraszam.

      I może jeszcze jedna sprawa wymagająca wyjaśnienia. W "listach do redakcji" ("Goniec" nr 15) p. Józef Grzegorczyk z Hamilton nawiązał do mojego tekstu o żołnierzach wyklętych. Wspomniałem w tekście śp. Wacława Borowca, który m.in. brał udział w sławnej akcji rozbicia kieleckiego więzienia.

      Pan Grzegorczyk chyba nie jest stałym czytelnikiem naszego tygodnika wiedziałby bowiem, że W. Borowiec nie żyje. Wymieniałem nazwisko W. Borowca przy okazji innych tekstów, pisząc np. że od niego pożyczałem wspomnienia Antoniego Hedy i że on sam nosił się z zamiarem napisania własnych. Pamiętam jak ponaglał mnie, abym książkę zwrócił jak najszybciej. Czy pozostawił po sobie wspomnienia? Nie wiem, kilka razy zapewniał mnie tylko, że pisanie wspomnień, "to nie jest łatwe i trzeba się dobrze napracować".

      Tak więc nie mogę p. Grzegorczykowi pomóc w nawiązaniu kontaktu z W. Borowcem, ale może w wolnej chwili pogrzebię na strychu i dotrę do wywiadu jaki ze śp. W. Borowcem przeprowadziłem w latach 90 ubiegłego wieku. Co prawda istnieje niewielka szansa, że wspomniany wywiad jest do odnalezienia, ale byłby to naprawdę ciekawy dodatek do dyskusji o żołnierzach wyklętych. I ich późniejszych losach.

   Pana Grzegorczyka serdecznie pozdrawiam zapewniając, że jego list przeczytałem – stąd powyższe wyjaśnienie.

      Powracając natomiast do pierwszych komunii wspomnę tylko, że byłem w Hamtramck, czyli polskim mieście w obrębie metropolii Detroit. Pretekstem była, a jakże, Pierwsza Komunia Swięta w parafii św. Floriana, gdzie proboszczem jest ks. Mirosław Frankowski, doskonale znany części naszch czytelników, swego czasu pracujący w Toronto, w parafii Matki Bożej Królowej Polski. Zapewniam, że była to piękna, wzruszająca, typowo polska uroczystość.

   Ale o tym w najbliższej przyszłości.

   Leszek Wyrzykowski - Windsor

piątek, 15 czerwiec 2012 11:57

Polacy z Aotearoa

Napisane przez

Rozmowa z Jackiem Śliwińskim - wieloletnim prezesem Stowarzyszenia Polaków w Nowej Zelandii.

- Polonia nowozelandzka należy nadal do najmniej znanych na świecie...

    - Jej dzieje doczekały się kilku publikacji. Wspomnę tu m.in. prace napisane w NZ przez: dr Teresę Sawicką z Uniwersytetu Victoria w Wellingtonie oraz Jerzego Pobóg-Jaworoskiego. Są też monografie napisane poza NZ – m.in. w Polsce.

    - Emigracja polska do Nowej Zelandii rozpoczęła się jeszcze w XIX wieku...

    - Byli to głównie mieszkańcy Polski północnej znajdującej się wówczas pod zaborem pruskim. Na takich też paszportach przybywali do Nowej Zelandii. Przyjmuje się, że do końca XIX wieku osiedliło się tu 700-800 rodaków.

      - Byli też Żydzi z Polski...

      - W latach dwudziestych i trzydziestych oraz kilka lat po zakończeniu II wojny światowej przybyło do Nowej Zelandii ponad ośmiuset Żydów urodzonych na ziemiach polskich.

      - Potem były ofiary II wojny światowej...

      - W roku 1944 dotarły tutaj tzw. "dzieci perskie". Były to sieroty, których rodzice i krewni zginęli w łagrach i więzieniach sowieckich, a które dzięki działaniom rządu emigracyjnego w Londynie i rządu Nowej Zelandii zostały tu zaproszone. Potem przybyli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz ich rodziny.

    - Kolejną grupę przybyłą do Nowej Zelandii stanowili ludzie okresu Solidarności i stanu wojennego...

      - W latach 1981-1983 przybyło tu 297 Polaków. Na stałe zostali jednak tylko nieliczni. Większość, już na paszportach nowozelandzkich, wyjechała do Australii w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Byli i tacy, którzy wrócili do ojczyzny.

      Emigracja z Polski do Nowej Zelandii trwa nadal, choć już na zdecydowanie mniejszą skalę. Polska stała się krajem demokratycznym, w którym nie prześladuje się ludzi ze względów na poglądy polityczne.

      - Był Pan wielokrotnie wybierany na stanowisko prezesa Stowarzyszenia Polaków w Nowej Zelandii. Takie zaufanie daje satysfakcję ale też zobowiązuje...

      - Wybierano mnie, nie dlatego że jestem taki dobry, lecz dlatego iż brakuje ludzi chcących pełnić społecznie funkcje organizacyjne. Nasza Polonia to dziś przeważnie ludzie starsi, którzy mają za sobą wiele lat działalności organizacyjnej i ze względu na swoje lata - wolą siedzieć w domu, choć nadal chętnie uczestniczą w spotkaniach klubowych z okazji świąt i rocznic narodowych.

      - Stowarzyszenie, któremu Pan przewodniczył przez wiele lat obejmuje swym zasięgiem znaczny, ale nie cały obszar Nowej Zelandii...

      - Obejmowało dawniej swym zasięgiem całą Wyspę Południową - oraz południową i środkową część Wyspy Północnej - a więc ponad 3/4 powierzchni naszego kraju. Pozostała część wyspy należała dawniej do drugiego Stowarzyszenia Polaków w Nowej Zelandii mającego siedzibę w Auckland. Dziś jest zupełnie inaczej. Na terenie NZ działa wiele stowarzyszeń polonijnych.

      - Jakie zadania stoją dziś przed Waszym Stowarzyszeniem?

      - Moim zadaniem była koordynacja działalności polonijnej i reprezentowanie naszych interesów na zewnątrz. Szczególnie ważne było i jest nadal utrzymanie Domu Polskiego, który zakupiony został ze składek Polonii. Dziś natomiast działają przy nim liczne ogniwa Stowarzyszenia.

      - A co z troską o dalszy rozwój Stowarzyszenia?

      - Z wielką przykrością muszę stwierdzić, że naszym zadaniem jest utrzymywanie tego co posiadamy. Działamy bowiem ciągle w tej prawie samej społeczności. Nowych emigrantów jest coraz mniej.

      - Ilu Polaków mieszka w stolicy i okolicznych miastach?

      - Liczbę tę oceniam na około 1,5 - 2,5 tys. W naszym zaś Stowarzyszeniu jest dziś 350 członków. Pamiętać przy tym jednak warto, że każdy prawie nasz członek ma rodzinę i dzięki temu nasz krąg oddziaływania jest odpowiednio większy.

      - W jakich więc agendach i kołach pracują członkowie Stowarzyszenia?

   

 - Przy Stowarzyszeniu działa aktywnie Stowarzyszenie Polskich Kombatantów skupiające żołnierzy należących dawniej do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Aktywne jest też Koło Polek liczące około 70 pań. Dobrze prowadzony jest również chór “Polonez" i zespół taneczny "Lublin", który osobiście założyłem i prowadzę - propagujący folklor polski. Godne uwagi jest także Koło Polskiego Video. Koło prezentuje wszystkie najnowsze filmy polskie, które docierają do Nowej Zelandii.

      Jest wreszcie Klub Brydżowy i biblioteka polska oraz trzy szkoły sobotnie i radiowa audycja polska. Nie zapominamy też o chorych i starszych członkach Stowarzyszenia. Nasza Sekcja Charytatywna opiekuje się wszystkimi będącymi w potrzebie. Odwiedzamy ich w szpitalach i domach starców.

     - Jest też duszpasterstwo polskie...

      -Jest polski ksiądz i dwa kościoły polskie - jeden w Wellington, drugi w Lower Hutt. Ksiądz po odprawieniu mszy w Wellington jedzie szybko do Lower Hutt. Mamy też Komitet Pomocy Duszpasterskiej. Polski ksiądz jest dla nas wszystkich osobą bardzo ważną. Kościół skupia bowiem nadal wszystkich rodaków - bez względu na ich polityczne poglądy.

      - Czy wszyscy Polacy chodzą dziś do kościoła?

      - Praktykowanie jest tu w Nowej Zelandii, od dawna, sprawą indywidualną. My w to ingerować nie możemy i nie chcemy.

      - Czy między Polakami zamieszkującymi Wellington i sąsiednie miasta wyczuwa się rywalizację?

      - Współzawodnictwo między Wellington a Lower czy Uper Hutt istniało zawsze. Nie zawsze jednak miało zdrowy charakter. Zapominaliśmy czasami, że wszyscy jesteśmy Polakami i powinniśmy ze sobą współpracować - a nie współzawodniczyć.

    Spór dotyczył m.in. siedziby naszego Stowarzyszenia. Byli ludzie, którzy chcieli ją przenieść poza stolicę. Dom Polski w Wellington ma jednak dużą salę koncertową, bibliotekę, inne pomieszczenia, kuchnię, w której można przygotować okolicznościowy posiłek.

      - Przyjechał Pan do Nowej Zelandii w okresie Solidarności...

      - Moja historia jest trochę nietypowa. W Polsce bowiem poznałem swoja obecną żonę urodzoną w Nowej Zelandii w polskiej rodzinie. Ania przyjechała do kraju na kurs tańca, na którym byłem choreografem. Uczyłem ją tańców polskich - tak dobrze, że została moją żoną. Potem wyjechaliśmy w roku 1981 z kraju.

      - Czy rząd Nowej Zelandii pomaga w utrzymaniu Domu Polskiego lub w działalności organizacyjnej?

      - Żadnych dotacji na działalność Stowarzyszenia nie otrzymujemy. Inaczej jest w sąsiedniej Australii, gdzie nauczyciele w szkołach polskich opłacani są przez państwo. Nowa Zelandia jest jednak biedniejszym krajem i na coś podobnego pozwolić sobie nie może.

      - Czy oznacza to, że macie złe kontakty z rządem Nowej Zelandii?

      - Nie. Tego tak rozumieć nie można. Prawo tego kraju nie przewiduje takiej pomocy. Tylko organizacje maoryskie są finansowane przez państwo. Gościmy natomiast często przedstawicieli rządu czy parlamentu na naszych imprezach w Domu Polskim. Niedawno też, kiedy obchodziliśmy w Pahiatua jubileusz przyjazdu polskich dzieci do Nowej Zelandii, wśród zaproszonych gości znalazł się premier kraju, kilku ministrów, przedstawiciele opozycji oraz ks. kard. Thomas Williams - katolicki arcybiskup Wellington.

      - A jak widzi Pan przyszłość Polonii w Nowej Zelandii?

      - Niezbyt optymistycznie. Polonia starzeje się. Mamy coraz mniej ludzi do pracy społecznej. W Auckland jest trochę inaczej. Tam w ostatnich latach zamieszkało sporo Polaków.

      - Czy Pana dzieci rozmawiają po polsku?

      - Oczywiście wszyscy rozmawiamy w domu po polsku. Teraz, gdy dzieci chodzą do szkoły, ich pierwszym językiem staje się angielski. Do mnie jednak zawsze odzywają się po polsku. Tak ich nauczyliśmy z żoną.

      - Dziękuję za rozmowę.

      Leszek Wątróbski


Szczecin

„Historia to nasz skarb,

Jeżeli zakopiemy go w niepamięci,

Nie tylko ubożeć będziemy,

Lecz także zapomnimy, kim jesteśmy”

MJJ

     

zdjecia Roman Baraniecki  i Andrzej Kawka

 

W niedzielę, 10 czerwca, odbyła się coroczna Wielka Pielgrzymka Polonii do Niagara-on-the-Lake. Piękna, słoneczna pogoda. Podniosłe słowa, budujące serca wydarzenie. Po 95- latach wciąż tutaj jesteśmy. Pamiętamy.

      Już z daleka wzrok przykuwa zmiana na cmentarzu. Nad Ołtarzem-Pomnikiem wyremontowano zadaszenie. Zachowano dawny góralski styl – dodano mu jednak znamię nowości. Dzięki temu widać, że Polonia o ten cmentarz dba. Przechodzący i zatrzymujący się tutaj wyrabiają sobie dobre zdanie o Polakach.

      Dobrze, że zdążono przed Pielgrzymką i wielkimi, odbywającymi się w tym roku uroczystościam na tym terenie – obchody 200 lat pokoju. Dobrze, że zrobiono to nim zjadą się tutaj turyści, znamienici goście.

      Dla nas to także osobista radość. Prowadzona przez nas Akcja Sokół przynosi powoli rezultaty. Na założone przez KPK, Okręg Niagara konto wpływają pieniądze ze sprzedaży książki "Legenda Trzech Ołtarzy" z Dodatkiem Historycznym. Znaleźli się też dobrzy ludzie, którzy po usłyszeniu o Akcji Sokół i potrzebie remontu zadaszenia nad Pomnikiem-Ołtarzem podjęli się tego dzieła. Są nimi rodzice dzieci z chóru Stokrotki z Hamilton: Sławomir Bledowski, Mateusz Bledowski, Maksymilian Grzegorczyk oraz nie związany z chórem Tadeusz Kulesza.

      Rozmawiam z jednym z nich tuż po uroczystościach. - Jestem, taki dumny że mogłem to zrobić, że pracowałem przy tym Ołtarzu - mówi. No cóż, będzie mógł przywozić tutaj swoje dzieci, kiedyś wnuki i będzie mógł powiedzieć o sobie: To jest mój ślad na tej ziemi.

      Bóg zapłać wszystkim, którzy mieli wiarę i przyczynili się do odnowienia zadaszenia nad Ołtarzem-Pomnikiem.

      Z naszej strony, jako organizatorzy Akcji Sokół dziękujemy Kongresowi Polonii Kanadyjskiej, Okręg Niagara z prezesem panem Jackiem Kamińskim i całym Zarządem za otwartość i współpracę.

      Dziękujemy organizacjom, które do Akcji Sokół już się przyłączyły i tym, które się przyłączają. Akcja Sokół trwa bowiem nadal – i wierzymy, że nie będzie ani jednej organizacji i ani jednego członka Polonii w Kanadzie, który nie weźmie w niej udziału. Wierzymy, że z miejsca naszej corocznej pielgrzymki i Eucharystycznej modlitwy popłynie siła, która pozwoli nam budować – nie zaniedbywać, niszczyć, sprzedawać.

      Jeżeli książka Cegiełka (Legenda Trzech Ołtarzy z Dodatkiem Historycznym) jest już w Twoim domu – czytaj ją dzieciom, opowiadaj wnukom. Jeżeli jeszcze jej nie masz, zakup. Dzięki zdobytym funduszom w pełni odnowimy Cmentarz w Niagara-on- the- Lake bo wciąż wymaga on pracy – i nikt za nas tego nie zrobi.

      Chcę tutaj jeszcze wspomnieć o nowym elemencie naszej pięknej, tegorocznej pielgrzymkowej uroczystości. W tym roku oficjalnie złożono wieniec dla pani Elizabett Ascher, kanadyjskiej i polskiej bohaterki narodowej. Myślę, że wielu Kanadyjczykom biorącym udział w uroczystości zakręciła się w oku łza. Wdzięczność jest bowiem piękną lecz trudną rzeczą, świadczy dobrze o Polakach i Polonii.

Historię pani Elizabeth Ascher i jej związek z obozem Kościuszki w Niagara-on-the- Lake, przypomniał nam pan Roman Baraniecki z London pięknym esejem, wydrukowanym w Pielgrzymkowym Informatorze. Pan Roman dzięki swojej pasji historycznej przywrócił do życia postać tej niezwykłej kobiety – za co naprawdę jesteśmy mu wdzięczni – bo jest ona osobą, która łączy nasze dwa kraje, Polskę i Kanadę.

Myślę, że wiele osób w czasie wakacji odwiedzi cmentarz w Niagara-on-the-Lake, przywiezie tutaj rodzinę z Polski, opowie o Czynie Zbrojnym Polonii Amerykańskiej. Przy tej okazji odwiedźmy znajdujący się po przeciwnej stronie, na anglikańskim cmentarzu grób pani
Elizabeth Ascher. Zmówmy modlitwę. Wszystkie organizacje i grupy, które przystąpiły do Akcji Sokół zostały wymienione w Informatorze Pielgrzymkowym, gdzie zostało również zamieszczone podziękowanie dla polonijnej prasy, która od początku promuje Akcję Sokół. Pomoc zaoferowała nam także telewizja OMNI.

      Niektóre organizacje sprzedaż książki już zakończyły. Obecnie sprzedaż nadal prowadzą: Brampton: Polska Szkoła im. I. J. Paderewskiego, Grimsby: Polska Szkoła im. Bohaterów Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej, Hamilton: Średnia Szkoła Języka Polskiego przy Katolickim Wydziale Oświaty (książkę można kupić w Bibliotece), Średnia Szkoła Języka Polskiego im. Orląt Lwowskich oraz Chór Symfonia London: Piotr Cwynar – miesięcznik "Kalejdoskop",Toronto: Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej oraz działający na terenie całego Ontario Związek Harcerstwa Polskiego - Hufiec Watra.     

Zdjęcia, których autorem jest pan Roman Baraniecki z London przedstawiają prace przy odnowie zadaszenia nad Pomnikiem-Ołtarzem. Sprawią one szczególną radość tym, którzy już do Akcji Sokół przystąpili, książki sprzedali lub zakupili oraz akcję promowali. Pozostałych z pewnoscią zachęcą do przystąpienia do Akcji Sokół. Prace renowacyjne na cmentarzu będą trwać nadal i potrzebne są fundusze.

Informacja o Akcji Sokół:
Akcja Sokół czyli gromadzenie funduszy na remont Cmentarza Hallerczyków polega na sprzedaży książki Legenda Trzech Ołtarzy w Dodatkiem Historycznym. Osoby, organizacje i grupy zainteresowane przystąpieniem do Akcji Sokół prosimy o kontakt:
„Ziarnko do ziarnka i zbierze się na odnowę Cmentarza Hallerczyków cała miarka”

Alicja Dębowska

i Marta Juza-Jakubowska

piątek, 15 czerwiec 2012 08:47

Nasza minisonda z nr. 24

Napisane przez

sonda24-1Stanisław - Rosjanie pobili się w Warszawie z Rosjanami, kto winien Rosjanie prowokowali, czy Polacy byli agresywni? - Nie, Polacy nie byli agresywni. - Prowokacja? - Nie było żadnej prowokacji, mnie się wydaje, że było OK, Polacy mogli wygrać... - Ale Pan mówi o meczu, a ja o tym, że się pobili po meczu na ulicy - A tego, to nie wiem, nie patrzyłem bo nie mam telewizora. Podejrzewam, że to wina Ruskich, bo ośmieszają i naszego byłego prezydenta, papieża. - To wszystko prowokacja? - 100 procent.


Leszek - Pana zdaniem w Warszawie doszło do prowokacji rosyjskiej, czy po prostu to tak bywa przy meczach? - Proszę pana Polacy z Rosjanami biją się od setek lat, więc to jest nic nowego. Czasem się pije wódkę, czasem się bije.


Jurek - Polacy i Rosjanie pobili się w Warszawie, czy to tak musiało być po meczu? - Nie. - Myśli Pan, że to prowokacja; że Rosjanie to sprowokowali? - Nie. - Myśli Pan, że to przez Polaków? - Moja żona wyczytała w gazecie, że to jak wojna czołgów, my jedziemy, my wam pokażemy.


sonda24-2Jan - Po meczu Polacy z Rosjanami się pobili, Pana zdaniem Rosjanie prowokowali?Czyja wina? - Tak szczerze panu powiedzieć? Więc panu powiem, że wstydzę się za nas. Przecież jesteśmy narodem współczesnym, który ma mieć swoją kulturę, jeśli ktoś do nas przyjeżdża na jakieś mistrzostwa powinniśmy umieć się zachować. - A nie uważa Pan, że Rosjanie prowokowali? - To jest prowokacja, ale nie można się dać sprowokować. Już zrobiliśmy kilka błędów w swojej historii, dlatego trzeba uważać, a jesteśmy cywilizowanym krajem i młodym. Jesteśmy teraz w Europie.


sonda24-3Andrzej Dymarski - Był mecz w Warszawie Polska Rosja i doszło po meczu do burd, to Rosjanie prowokowali, czy wina była po polskiej stronie. - Nie mam zielonego pojęcia. - A dlaczego dochodzi do takich wypadków - Powiem panu taką rzecz, rozmawiałem z żoną o latach 50.; występy zespołów big-bitowych; w Gdańsku była taka sytuacja, że słuchacze wyrywali siedzenia i rzucali w policję. Osobiście uważałem, że jeżeli do czegoś takiego dochodzi już z tamtych lat, powinno się zastanowić i zabezpieczyć wszystko, nie dopuścić do zetknięcia. Jest to przede wszystkim wina braku organizacji to się powtarza od dziesiątków lat, a osoby, które organizują takie imprezy winny uczyć się z przeszłości, winny nie dopuścić do spotkania grupy polskiej i rosyjskiej. To nie jest kwestia Polska-Rosja; wszędzie na świecie takie rzeczy się zdarzają najbliższy przykład: Montreal, Vancouver, żadne animozje międzynarodowe, a ta sama sytuacja.


sonda24-4Tadeusz Po meczu Polska-Rosja doszło do burd. Pana zdaniem, to była prowokacja rosyjska, czy po prostu po meczach ludzie zawsze lubią się pobić? - Nie, tego w ogóle nie powinno być - Dlaczego dochodzi do takich rzeczy? - Nie wiem. - Zła organizacja, złe zabezpieczenie przez policję? - Najprawdopodobniej zła organizacja. - Nie sądzi Pan, że Rosjanie prowokowali pokazywaniem symboli komunistycznych? - To w ogóle nie powinno mieć miejsca, bo Polacy podobno są na to bardzo uczuleni. - Gdyby była lepsza organizacja nie doszłoby do tego? - Byłby jako taki spokój, choć zawsze po meczu różnie bywa.

wtorek, 05 czerwiec 2012 06:33

Dęby Pamięci w Parku im. I. Paderewskiego

Napisane przez

"Żadne trudy nam nie straszne" napisali moi przyjaciele, kiedy z góry próbowałam usprawiedliwić ich nieobecność w parku z powodu zapowiadanej zimnej deszczowej pogody. Trudy okazały się niestraszne również przyjaciołom rodzin pozostałych z dwunastu bohaterów, dla których zasadzono Dęby Pamięci w Parku im. I. Paderewskiego w niedzielę 3 czerwca 2012.

      Druga już uroczystość sadzenia dębów, w ramach ogolnoświatowego programu patriotyczno-edukacyjnego "Katyń - ocalić od zapomnienia", zorganizowana została przez Placówkę 114 Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i Radę Programową Uroczystości Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto. Program ten, założony w 2008 r. objęty patronatem ś.p. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, koordynowany przez Stowarzyszenie "Parafiada" w Polsce, ma na celu uczczenie pamięci i przybliżenie sylwetek ofiar mordu katyńskiego. Zasadzonych będzie 21,857 dębów w różnych miejscach na świecie. Każdy dąb ma upamiętniać jednego bohatera. Na uroczystość przybył z Polski prezes Stowarzyszenia “Parafiada", Pijar, o. Marek Kudach, SchP.

      Dwa dni wcześniej, w Polskim Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississaudze, miał miejsce uroczysty bankiet z recitalem patriotycznych pieśni, w wykonaniu znakomitych artystów Lecha i Bożeny Makowieckich z Polski. Koncert ten, zakończony pieśnią "Modlitwa", był częściowo powtórzony w parku, gdzie wykonawcy uczestniczyli w uroczystości sadzenia dębów. W pięknym programie słowno-muzycznym wystąpili na bankiecie uczniowie polskiej szkoły z Hamiltonu. W tym dniu gośćmi honorowymi byli przede wszystkim członkowie rodzin 12 bohaterów i organizacje sponsorujące poszczególne dęby. Zostały wręczone certyfikaty uroczyście zaświadczające, że Dąb Pamięci posadzony został dla uhonorowania (nazwisko), zamordowanego strzałem w tył głowy w Katyniu (Charkowie, Twerze,...) w roku 1940 przez NKWD.

      Podczas bankietu o. Marek Kudach wręczył komendantowi Placówki 114 SWAP, a zarazem wicekomendantowi Zarządu Głównego SWAP w Ameryce, panu Krzysztofowi Tomczakowi, ikonę katyńską w metalowej płąskorzeźbie. Ikona została poświęcona podczas uroczystości sadzenia dębów i znajdzie miejsce wśród najcenniejszych eksponatów zgromadzonych w parku.

      Z przemówieniami wystąpili: prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręgu Toronto Juliusz Kirejczyk, poseł Władysław Lizoń MP i pułkownik Jerzy Jankowski odbywający studia w Canadian Forces College. Podkreślano znaczenie dębu, jako symbolu nieugiętości. Odwoływano się do historii i teraźniejszości. Zbrodnia, o której świat miał się nie dowiedzieć, stała się znana i nie może być zapomniana.

      W niedzielę oprócz rodzin bohaterów, ich przyjaciol i sponsorów dębów, do parku przybyli przedstawiciele kongresu, konsulatu i organizacji polonijnych oraz, mimo zapowiadanego deszczu, wiele osób prywatnych.

      Przy dźwiękach werbli harcerskich, zza drzew wyłonił się pochód sztandarowy, prowadzony przez Komendanta Krzysztofa Tomczaka. Po odegraniu trzech hymnów państwowych, CAN, USA, PL, minutą ciszy uczczono pamięć polskich żołnierzy, poległych na wszystkich frontach świata. Apel poległych, w którym wymienione zostały nazwiska siedmiu bohaterów ubiegłorocznej akcji i dwunastu tegorocznej, odczytał druh Andrzej Kawka, jeden z głównych organizatorów tej uroczystości, członek Rady Programowej, obok m.in. Krzysztofa Tomczaka, Stanisława Wodali, Grzegorza Siudaja i Romana Baranieckiego. Odegrano Last Post.

      Najpierw zostali przedstawieni członkowe rodzin bohaterów, To dla nich był ten dzień. Kolejno powitani byli: konsul generalny Marek Ciesielczuk, prezes KPK OT Juliusz Kirejczyk, wiceprezes KPK OT Jan Cytowski, płk Jerzy Jankowski, prezes II Korpusu 8 Armi Stefan Podsiadlo, prezes Stowarzyszenia Lotników Polskich Skrzydło "Warszawa" Marceli Ostrowski i były prezes Jan Gasztold, z Funduszu Dziedzictwa Polek Stella Szustaczek, prezes Kola Pań “Nadzieja" Halina Drożdżal z zastępem pań w zielonych chustach, niebieskie peleryny to Korpus Pomocniczy Pań działający przy Placówce 114 SWAP z komendantką Barbarą Chmielewską, z ZHR druhna Elzbieta Łyszkiewicz, Koło Sympatyków PIS i inni.

      Joanna Tomczak odczytała list podpisany przez Macieja Klimczaka, podsekretarza stanu Kancelarii Prezydenta RP w imieniu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wygłoszone zostały przemówienia.

      Ich treść: Odchodzą już bezpośredni świadkowie zbrodni. Od przyszlych pokoleń będzie zależało, czy przetrwa pamięć o ofierze najlepszych synów Polski międzywojennej, poniesionej dla dobra ojczyzny. Przypomniano mord na Wołyniu, dokonany na ludności cywilnej dlatego, że byli Polakami. Polska to nie tylko cierpienie. Nasza historia jest i bolesna i dumna. Naród, który zapomina historię, jest narodem bez przyszłości. Żywa jest pamięć i pielęgnowanie tradycji polskiego oręża w Polonii i wielki jest szacunek dla munduru wojskowego.

      Płk. Jerzy Jankowski dokonał dekoracji zasłużonych osób Medalami Wojska Polskiego. Złoty - o. Jan Szkodziński. Srebrne - Adam Dudzik, Jan Skruch, Janusz Stypka. Brązowy - Andrzej Kawka, Grzegorz Siudaj. Medale I. Paderewskiego, z rąk komendanta Krzysztofa Tomczaka, otrzymali Roman Baraniecki i Stanisław Wodala.

      Mszę św., z muzyczną oprawą liturgii, odprawił o. Jan Szkodziński OMI, kapelan Placówki 114 SWAP, w asyście dwóch księży z Polski, o. Marka Kudacha SchP i Cystersa o. Floriana Rosińskiego O.Cist z Wąchocka.

      O. Marek wygłosił przepiękną homilię. Nawiązując do Tajemnicy Trójcy Przenajświętszej, której święto w tę niedzielę przypadało, przeszedł do aspektu podwójnej niesprawiedliwości zbrodni katyńskiej: 1) pozbawienie życia, bez sądu i możliwości obrony, 2) pozbawienie pamięci, grobu i zakaz wspominania. Ten aspekt wyróżnia tę zbrodnię spośród wszystkich niesprawiedliwości. Pierwszą Bóg naprawił życiem wiecznym, drugą my musimy naprawić.

      Nadszedł kulminacyjny moment uroczystości, ceremonia sadzenia Dębów Pamięci, którymi zostali uhonorowani:

      Pułkownik Bronisław Piniecki - opiekunami są Fundusz Dziedzictwa Polek w Kanadzie oraz Państwo Elżbieta i Andrzej Pinieccy.

      Aspirant Policji Państwowej Józef Pikulski - opiekunami są Koło Polek przy Związku Polaków w Kanadzie, Brantford Grupa 10 oraz Pan Leo Pikulski.

      Kapitan Marynarki Wojennej Bolesław Mikołaj Porydzaj - opiekunem jest Szkoła Polonii imienia Jana Pawła II w Hamilton.

      Kapitan Marynarki Wojennej Janusz Marciniewski - opiekunem jest Szkoła Polonii imienia Jana Pawła II w Hamilton.

      Kapitan Franciszek Wójcik - opiekunem jest Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Placówka Nr 114 w Toronto.

      Kapitan Kazimierz Sroczyński - opiekunami są Kongres Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto oraz Krystyna Sroczyńska i Zbigniew Sroczyński.

      Major Antoni Burski - opiekunami są Rada Programowa Uroczystości Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto oraz Państwo Krystyna i Jerzy Burscy.

      Major Jan Byra - opiekunami są Rada Programowa Uroczystości Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto oraz Państwo Krystyna i Jerzy Burscy.

      Podporucznik Ernest Karol Till - opiekunami są Szczep "Quo Vadis" ZHR w Kanadzie oraz Pani Adolfina Schmidt z domu Till.

      Major Lotnictwa Józef Mańczak - opiekunem jest Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego "Orzeł Strzelecki" Kanada.

      Kapitan Henryk Alojzy Sosnowski - opiekunami są Rada Programowa Uroczystości Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto i Państwo Krystyna i Andrzej Rankowicz.

      Każdy dąb, przewiązany biało-czerwoną wstęgą, z tablicą stojącą obok, był miejscem krótkiego postoju. Prowadzący tę ceremonię pan Andrzej Kawka i pan Roman Baraniecki przedstawiali biografie bohaterów. Każdy dąb został poświęcony i przy każdym odmówiona była modlitwa. Członkowie rodzin i opiekunowie dosypywali ziemię. Słowami "Cześć Jego Pamieci" żegnano bohatera.

      Na zakończenie odczytane zostało nazwisko Leszka Solskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej, w drodze do Katynia, gdzie miał oddać hołd swojemu ojcu Kazimierzowi i stryjowi Adamowi Solskim, zamordowanym w Katyniu. Jego córka Hania i Bartosz Deczkowscy, mój brat i bratowa oraz koleżanka szkolna Alicja z siostrą Beatą, byli ze mną w parku, gdzie obok innych dębów, rośnie dąb dla mojego ojca.

      Nocą w opustoszalym parku zapłonęły pod dębami znicze, zapalone przez organizatorów tej pięknej uroczystości nie do zapomnienia.

Krystyna Sroczyńska

piątek, 08 czerwiec 2012 11:28

"Politycznie i nie na temat"

Napisane przez

3 czerwca 2012 r.w Parku im. Ignacego Paderewskiego miała miejsce uroczystość sadzenia Dębów Pamięci pod patronatem Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce Placówka 114 w Toronto i Rady Programowej Uroczystości Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto. Jest to inicjatywa prowadzona przez Stowarzyszenie Parafiada w Warszawie. Celem Stowarzyszenia jest, aby każda Ofiara Zbrodni Katyńskiej 1940 r. miała posadzony Dąb Pamięci i przypisanego sponsora.

      Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego “Orzeł Strzelecki”afiliowane przy Związku Narodowym Polskim w Kanadzie włączyło się w tę zacną akcję, ponieważ było to nie tylko zaszczytem lecz głównie obowiązkiem wziąć udzial w tej akcji. Sadziliśmy 12 Dębów Pamięci. Każdy Dąb Pamięci był poświęcony, odczytane było przemówienie przygotowane przez organizatorów i symboliczne wkopanie Dębu Pamięci.        Ja przygotowałem własny odczyt, które do połowy pozwolono mi odczytać, przerywając mi pod pretekstem, że jest polityczne, nie na temat i za długie. Określając to krótko - wywiązała się awantura.

      Spora grupa uczestników uroczystości głównie z Klubu Sympatyków PiS z Panią Barbarą Rode podała inicjatywę, żebyśmy wrócili pod Dąb Pamięci majora Józefa Mańczaka i już nieoficjalnie, żebym dokończył odczyt.

      Podaję treść odczytu. Osądzcie sami.

Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego

“Orzeł Strzelecki”

Komendant Grzegorz Waśniewski

***

      Serdecznie witam wszystkich tutaj zebranych, szczególnie czcigodnych księży, weteranów i harcerzy.

      Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” jest zaszczycone, że może wziąć udział w tej tak wzniosłej inicjatywie. Jako Piłsudczycy mamy obowiązek włączyć się w tę akcję, ponieważ upamiętniamy budowniczych i wychowanków II Rzeczypospolitej Polskiej. Jesteśmy sponsorem dębu dla Majora rezerwy Pilota Józefa Mańczaka urodzonego 19 III w 1896 roku w Poznaniu.

      W czasie I wojny światowej był pilotem w wojsku niemieckim, a z chwilą abdykacji cesarza Wilhelma II zbiegł z Armii Niemieckiej i wrócił do Poznania. Należał do Polskiej Organizacji Wojskowej, którą założył Komendant Józef Piłsudski, a którą, po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917r., dowodził Rydz Śmigły. Był działaczem niepodległościowym i uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego. Przewodził akcją zdobycia lotniska niemieckiego w Ławicy, gdzie powstała Polska Kompania Lotnicza pod jego dowództwem. Za udział w wojnie z bolszewikami w 1920 r zostal odznaczony Krzyżem Orderu Virtutti Militari.

      W 1936 r został przeniesiony do rezerwy jako kapitan – pilot. W sierpniu 1939 r zmobilozowany, wziął czynny udział w wojnie obronnej. W 1939 r jako dowódca Kompanii Lotniczej, 17 września pod Tarnopolem dostał się do niewoli bolszewickiej.

      Został zamordowany w kwietniu 1940 r w Katyniu wraz z tysiącami innych oficerów, przez oddziały NKWD dowodzone przez Berię.

      Szanowni Państwo to było ludobójstwo, a nie zbrodnia wojenna. Oni byli elitą, którą bolszewicy z taką premedytacją i dokładnością likwidowali w swoim planie na przyszłe zniewolenie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

      Patrząc na ich ofiarę, nie wolno nam patrzeć po ludzku lecz po Bożemu. W refleksji ludzkiej zaszufladkujemy ich po ludzku. W przekazie Bożym jest sens życia, bo dzięki takim jak Oni i całemu pokoleniu II Rzeczypospolitej my jeszcze istniejemy i istnieć będzięmy. To było pokolenie Maryjne. Oni byli nośnikami przekazu poprzednich pokoleń Rycerstwa Rzeczypospolitej Królewskiej. Zawierzenie Maryji Matce Chrystusa wyrażane jest w słowach pierwszego hymnu państwowego śpiewanego w czasie Bitwy pod Grunwaldem "Bogurodzica Dziewica".

      Komendant Józef Piłsudski wyjątkowo czcił Matkę Boską Ostrobramską nazywając Ją Wielką Księżną Litewską. Błogosławiony Jan Paweł II całe swe życie i pontyfikat zawierzył Panu Bogu przez Najświętsza Pannę Maryję, znamy te znamienne słowa „Totus Tuus” – cały Twój.

      Nie wolno dziś nam mówić o ich ofierze i poświęceniu w oderwaniu od aktualnej sytuacji w III Rzeczypospolitej Polskiej. Dziś siły bolszewickie, w formie lewackiej, próbują zamknąć usta Matce Boskiej Królowej Polski przez frontalny atak na Radio Maryja i wszystkie dzieła powstałe w Toruniu.

      Zadajmy sobie pytanie czy my jesteśmy spadkobiercami tych Rycerzy Maryjnych, czy może nam wygodniej żyć w półprawdzie, w przemilczeniu pewnych faktów, w obawie, że możemy się komuś narazić?

      Podczas tej pięknej, podniosłej uroczystości nie możemy nie wspomnieć, iż, aby godnie uczcić pamięć tych wielkich Katyńskich Bohaterów Polska delegacja z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej śp. Lechem Kaczyńskim, Jego Małżonką Marią, ostatnim Prezydentem na uchodźctwie Ryszardem Kaczorowskim oraz 93 osobami, w tym parlamentarzystami, dowódcami wszystkich sił zbrojnych RP, przedstawicielami Kościoła oraz rodzinami Ofiar Katyńskich i reprezentatami stowarzyszeń i organizacji upamiętniających poległych w Katyniu leciała 10 kwietnia 2010 roku do miejsca sowieckiego ludobójstwa. Kolejny raz Elita Narodu Polskiego straciła swe życie na nieludzkiej ziemi.

      Dzisiaj, w tym szczególnym dniu kiedy pamiętamy o Polskich Oficerach- bohaterach narodowych, których Sowieci zamordowali w Katyniu, musimy też wspomnieć o tych, którzy pamiętając o Poległych, z miłości do swojej Ojczyzny, ceniąc jej historię i jej wielkich bohaterów lecieli oddać im hołd, ale nie dane im było dotrzeć na miejsce zbrodni. Sami oddali życie. Im należy się nasz największy szacunek i nasza pamięć. My, Polacy, mamy moralny obowiązek o nich na zawsze pamiętać. Mamy też obowiązek dążyć do prawdy o katastrofie w Smoleńsku. Nie zaprzestać zabiegania o wyjaśnienie jej wszelkich przyczyn i ukaranie tych, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do jej zaistnienia.

      Dziś, w tym wielkim dniu przysięgamy, że nigdy o Nich nie zapomnimy- o tych, którzy polegli w Katyniu przed siedemdziesięciu dwu laty i tych, którzy tam zginęli dwa lata temu, a prawdę o tym co się tam wydarzyło będziemy przekazywać następnym pokoleniom.

      Panie Konsulu to nie są prośby, lecz nasze żądania: natychmiastowego przydzielenia TV Trwam miejsca na mulipleksie cyfrowym oraz umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. Prosimy o przekazanie tego protestu swoim mocodawcom.

      Major Pilot Józef Mańczak to żołnierz wierny do końca Bogu – bo wiary się nie zaparł, wierny do końca honorowi, bo go nie splamił, wierny do końca Ojczyznie, bo za nią oddał życie.

      Niech Matka Boska Hetmańska nad Żołnierzami Polskimi, Ofiarami Katynia i Smoleńska rozpostrze swój Hetmański Płaszcz i przytuli ich. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niech im świeci na wieki wieków. Niech spoczywają w pokoju wiecznym, Amen.

      O zachodzie słońca i blasku poranka będziemy o Was pamiętać. Cześć Ich Pamięci.

3 VI 2012

Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego

Komendant Grzegorz Waśniewski

poniedziałek, 11 czerwiec 2012 11:18

CENZURA PODCZAS SADZENIA DĘBÓW KATYŃSKICH W KANADZIE

Napisane przez

 Nic nie zapowiadało, owego pochmurnego poranka, wydarzeń mających nastąpić popołudniu. Od dziewiątej rano powoli zjeżdżali się do Parku Paderewskiego w Vaughan zaproszeni prominentni goście na uroczystości sadzenia Dębów Katyńskich. Przyjechali harcerze ze sztandarami, dzieci ze szkoły Polskiej im. Jana Pawła II, Rodziny Katyńskie, delegacje różnych organizacji polonijnych oraz księża.

      Uroczystości zorganizowane były przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Placówka nr. 114 w Toronto oraz Radę Programową Sadzenia Dębów Pamięci w Toronto i rozpoczęły się już w piątek, 1 czerwca, wieczorem. Piątkowy bankiet był niejako wstępem do głównych uroczystości w niedzielę, na które wszyscy z niecierpliwością czekali. Wysłuchując niezwykle patriotycznych i głębokich w swoim przekazie pieśni Makowieckich, w tym pieśni dotyczących powolnego upadku naszej Ojczyzny w czasach teraźniejszych nie można było przypuszczać, iż uroczystości, w których udział wezmą tacy artyści mogą zostać zakłócone poprzez skandal wywołany przez organizatorów.

      To wspaniałe, że po tylu latach mamy wreszcie możliwość głośno mówić o ludobójstwie w Katyniu. Mamy możliwość oddawać hołd tam pomordowanym. Mamy możliwość organizować akcje upamiętniające naszych Bohaterów i możemy swobodnie przekazywać wiedzę o tamtych tragicznych dla Narodu Polskiego wydarzeniach następnym pokoleniom.

      Tak właśnie myśleli wszyscy Ci, którzy lecieli 10 kwietnia 2010 roku do Katynia, aby uczcić Ich pamięć. Czy będzie powtórka z historii? Czy będziemy znowu czekać kilkadziesiąt lat, aby móc bez przeszkód mówić o tych naszych wspaniałych Rodakach, którzy zginęli w Smoleńsku tamtego dnia?

      Wydawało by się, że Tragedia Smoleńska jest nierozerwalnie związana z Tragedią Katyńską. Mimo, iż nie należy tych dwóch wydarzeń do siebie porównywać, gdyż miały one inny wymiar, inny charakter i zaistniały w innych realiach to jednak łączą się i wydaje się, że jedno bez drugiego istnieć już nie może. Kiedy dziesiątego kwietnia zginęła Elita Narodu Polskiego w drodze na groby Tych, którzy stracili swe życie siedemdziesiąt lat wcześniej Ich śmierć połączyła się na zawsze ze śmiercią Tych drugich. Oni na pewno się już spotkali i wpadli sobie w objęcia w tym wytęsknionym przez nas świecie Boga, który Ich do siebie wezwał.

      Dlatego nie ma tu miejsca na żadne dyskusje. Jest oczywiste, że każda uroczystość Katyńska jest uroczystością Smoleńską i każda Smoleńska jest też Katyńską. Niestety nie sposób nie zauważyć, że w wielu środowiskach i w kraju i za granicą działa to tylko w jedną stronę. Przy każdej uroczystości poświęconej Ofiarom Smoleńskim wspomina się o Katyniu, ale nie przy każdej uroczystości poświęconej Ofiarom Katynia można wspomnieć o Ofiarach Smoleńskich. Kiedy się o tym myśli to wydaje się to być tak nieprawdopodobne, że aż nierealne, a jednak ma miejsce.

      Tego doświadczyliśmy w niedzielę, 3 czerwca w miejscowości Vaughan w Kanadzie podczas podniosłych uroczystości sadzenia Dębów Katyńskich. Przynajmniej, tak sądziliśmy udając się na te uroczystości, że właśnie będą one podniosłe, godne Tych dla których są poświęcone. I choć początek ceremonii, z licznymi przemowami o tym, że "zgoda buduje", odznaczeniami dla "zasłużonych", listami z Polski od Prezydenta i tymi podobnymi akcentami kojarzyły się trochę z dawniejszymi czasami i wydawały się być trochę jakby "rączka, buźka, goździk" to nic jeszcze nie wskazywało na to co się wydarzy później. I choć jedna z moich znajomych nazwała całe wydarzenie "parodią uroczystości katyńskich" to jednak nie spodziewaliśmy się takiego zwrotu wypadków.To fakt, że nagrodzeni medalami dla "zasłużonych" zostali wszyscy organizatorzy z Rady Programowej i to fakt, że te nagrody, otrzymane od samego Prezydenta RP zobowiązują do posiadania określonych poglądów i również fakt, że nie wszyscy w pełni we Mszy Świętej mogli lub chcieli uczestniczyć, ale to jakby ma mniejsze znaczenie, bo do tego już kiedyś musieliśmy przywyknąć. Ale czy tu i treaz, w Polonii Kanadyjskiej, w 2012 roku istnieją tematy "tabu"?

      Otóż stało się właśnie to co niewyobrażalne. Ani podczas oficjalnych przemówień, w tym przemówienia Konsula Generalnego RP Marka Ciesielczuka, ani podczas kazania księdza w trakcie Mszy Świętej ani podczas licznych przemówień wielu osób podczas sadzenia dębów nie padło ani jedno zdanie o Tych, którzy lecieli na groby pomordowanych w Katyniu, a nie dane Im było tam dolecieć. Nie padło ani jedno słowo. Czy "Smoleńsk" obecnie to dawny "Katyń"? Czy wspominanie o Ofiarach Smoleńskich to zamach na własne zaistnienie? Czy ksiądz, który w modlitwie wiernych myląc się i mówiąc "módlmy się za Ofiary Smole.." przepraszam "za poległych w Katyniu" to zjawisko, którego powinniśmy nie zauważyć? Czy fakt, że taki artysta jak Lech Makowiecki, który decyduje się na niezaśpiewanie swojej pieśni czołowej "Patriotyzm" to jest wynik wywierania presji i ograniczania wolności słowa?


    
 Jednak najbardziej bulwersująca sytuacja miała miejsce przy Dębie Kapitana Józefa Mańczaka podczas przemówienia Prezesa Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego "Orzeł Strzelecki" Grzegorza Waśniewskiego. Pan Grzegorz, tak jak każdy przedstawiciel organizacji opiekującej się i sponsorującej dane drzewo poświęcone jednej Katyńskiej Ofierze, chciał zabrać głos. Jednak nie dane mu było w całości wypowiedzieć się. Kiedy podczas swojej przemowy doszedł do punku nawiązania do sytuacji obecnej w Polsce mikrofon został mu odebrany. Mimo prostestów różnych tam zgromadzonych osób, mimo apeli o pozwolenie na dokończenie tego co miał do powiedzenia, mimo argumentów, iż on ma prawo powiedzieć co uzna za stosowne, a my mamy prawo usłyszeć co ma nam do powiedzenia, organizatorzy zarządzili przejście do następnego Dębu i kontynuowali uroczystości wykluczając z nich Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego.

      Koło Sympatyków PiS głośno wyraziło swój pogląd na temat tego skandalicznego zachowania organizatorów. Przewodnicząca Barbara Rode została wezwana przez organizatorów na "dywanik" i poinformowana, że: "to oni są organizatorami i decydują co się dzieje i co kto ma mówić i że oni nie będą pozwalać na politykę oraz że to nie Radio Maryja". Zostało również zasugerowane, że obecność pani Barbary oraz Koła Sympatyków PiS nie będzie już mile widziana w parku w przyszłości, gdyż "to jest park weteranów".

      Nasuwa się tutaj pytanie: "czy to, że ktoś zaprotestuje przeciwko ograniczaniu wolności słowa i zwyczajnemu chamstwu (bo jak nazwać inaczej przerwanie komuś przemówienia i wyrwanie mikrofonu) jest równoznaczne z zakazem wstępu do parku, który de facto należy do całej Polonii gdyż jest przez nią finansowany i wspierany? Gdyby park był tylko własnością weteranów, a Polonia nie miałaby do niego wstępu to parku by poprostu już nie było.

      Jak połączyć ze sobą te wszystkie fakty? Jak to możliwe, że tak patriotyczna uroczystość podczas której wspominamy Ofiary sowieckiej okupacji i zamordyzmu może powodować jednocześnie celowe pomijanie Ofiar Smoleńskich, cenzurowanie wypowiedzi na temat obecnej sytuacji w Polsce, odbieranie głosu szanowanemu człowiekowi stojącemu na czele wartościowej organizacji, a nawet wpływanie na kazanie księdza czy ograniczanie repertuaru podczas koncertu? Jak można to wszystko wytłumaczyć? I czy właśnie takie sytuacje nie mają znamion politycznych: jeżeli wiemy, że coś nam nie odpowiada i nie będzie odpowiadać niektórym naszym gościom to musimy tego zakazać. Skąd my to znamy i czy pamiętamy? Czy to ta zgoda na tzw. współpracę właśnie buduje i co ma zbudować?

      Nie wiem, które z polonijnych gazet zdecydują się na opublikowanie tego tekstu i jakie czekają mnie reperkusje. Nie wiem, ale również nie interesuje mnie to. Nie można biernie patrzeć na zło i niesprawiedliwość. Nie wolno pozwalać na chamstwo i organiczanie wolności słowa. Nie wolno w imię spokoju ignorować zauważalnych zjawisk mających miejsce również tu w Polonii. I nie wolno też wmawiać sobie i innym, a zwłaszcza gościom z Polski, że cała Polonia to patrioci. Powiedzmy to głośno Polonia to taka mała Polska, ze wszystkimi jej problemami i wartościami. Są wśród nas agenci, zdrajcy i oportuniści. Jest też wielu, wielu wspaniałych Polaków. Bądźmy jednak uważni, nie dajmy się oszukać, nie dajmy sobie wmawiać, że zło nie całkiem takie złe, że dobro sobie poradzi, że lepiej w zgodzie... i tym podobne propagandowe brednie. Zło jest złem, a dobro dobrem. Nie reagowanie na zło czyni nas współwinnymi. Milczenie dla własnych korzyści, w imię rzekomej "zgody" czyni nas oportunistami. Pamiętajmy, że my też kiedyś będziemy osądzeni i nasze obowiązki względem naszej Ojczyny – Polski są takie same jak tych, którzy w tej ojczyźnie żyją na co dzień, jeżeli oczywiście czujemy się Polakami.

Tekst, zdjęcia i filmy BARBARA RODE

piątek, 08 czerwiec 2012 10:57

Międzynarodowy Dzień Dziecka w Mississaudze

Napisane przez

  "…Kokokoko Euro Spoko, piłka leci hen wysoko, wszyscy razem zaśpiewajmy, naszym doping dajmy …" rozbrzmiała muzyka oficjalnego hymnu Euro 2012 w niedzielę, 3 czerwca w Centrum Kultury im. Jana Pawla II i nie było to z okazji zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej, a w związku z obchodzonym 1 czerwca Międzynarodowym Dniem Dziecka. Rytmy "Koko Euro Spoko" podnosiły ducha walki wśród naszych najmłodszych piłkarzy w czasie gier i zabaw podczas zorganizowanego z okazji ich święta balu.

      W pierwszą niedziele czerwca 2012 roku, Federacja Polek w Kanadzie Ogniwo 13 przy współpracy Polskiego Centrum Kultury im. Jana Pawła II, zorganizowała po raz kolejny imprezę charytatywną z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka. Szeroki wachlarz oferowanych atrakcji, gier i zabaw dla najmłodszych takich jak pokaz zwierząt egzotycznych Safari Science, malowanie twarzy, arts and crafts, konkursy sportowe czy zabawy taneczne, dostarczył wiele radości wszystkim przybyłym dzieciom wraz z rodzicami.

      Celem imprezy było zebranie środków na pomoc dzieciom w Polsce a także wsparcie finansowe Fundacji im. Jadwigi Dobruckiej. Według statystyk Polskiego Czerwonego Krzyża pod względem liczby niedożywionch dzieci, Polska zajmuje trzecie miejsce w Unii Europejskiej, za Bułgarią i Rumunią. Niedożywieniu można zapobiegać organizując dzieciom dożywianie w szkołach. Ogniwo 13 Federacji Polek w Kanadzie, niosąc pomoc najmłodszym promuje akcję kupowania dla dzieci szkolnych obiadów: “OBIAD ZA JEDNEGO DOLARA”.

      Pragniemy również zwrócić uwagę opinii publicznej na działalność Fundacji im. Jadwigi Dobruckiej, zalożycielki Federacji Polek w Kanadzie. Jest to fundusz młodzieżowy (Jadwiga Dobrucka Youth Fund), a jego głównym celem jest pomoc finansowa dla polskiej młodzieży od lat 13 do 24, na stałe zamieszkałej w Kanadzie.

      Pomoc oferowana jest w formie pożyczek z Funduszu (o oprocentowaniu według bieżącej stopy bankowej) młodzieży kanadyjskiej polskiego pochodzenia na cele edukacyjno –kulturalne, a także dotacje w wysokości $500.00 jako jednorazowe nagrody lub bezzwrotne stypendia.

      Nasza działalność społeczna nie byłaby możliwa gdyby nie pomoc i wsparcie wielu życzliwych nam ludzi.

      "Jedynie prawdziwy człowiek zauważy potrzeby innego człowieka. Jedynie człowiek wielkiego serca wyciągnie do niego pomocną dłoń” z podziękowaniem naszym sponsorom: firmie Graphprint, Bellmount Sign, Karoline’s Maids; pani Ewie Czepielewskiej , pracownikom Centrum Kultury im. Jana Pawła II, oraz wszystkim wolontariuszom i uczestnikom naszej zabawy.

      Informacje o Federacji Polek w Kanadzie o13, oraz więcej zdjęć z Dnia Dziecka 2012 znajdą Państwo na naszej stronie internetowej www.federacjapolek13.ca

Beata Ciesielczuk

Mississauga