Goniec

Register Login

Życie polonijne

Polonia gruzińska należy do najstarszych na świecie. Wzajemne zainteresowanie obu naszych krajów trwa od ponad 500 lat. W roku 1495 na dwór wielkiego księcia litewskiego Aleksandra przybyło poselstwo od cara Konstantyna szukającego sojuszników w walce przeciw Osmańskiej Turcji. Do wspólnych działań jednak nie doszło.


Polacy, którzy znaleźli się na Kaukazie, byli głównie zesłańcami politycznymi. Pierwsza ich fala na tzw. ciepłą Syberię dotarła tam już w roku 1794. Byli to przeważnie uczestnicy powstania kościuszkowskiego. Następną falę zasilili polscy jeńcy z wojsk napoleońskich, których liczbę określa się dziś na kilka do kilkunastu tysięcy. Większość z nich powróciła jednak do Polski po manifeście cara Aleksandra I.
Szczególnie duży napływ Polaków nastąpił dopiero po upadku powstania listopadowego i po stłumieniu powstania styczniowego. Zesłańcy przybywali w tamte rejony również w okresach między powstaniami, po spisku Szymona Konarskiego i Piotra Ściegiennego.
Oprócz polskich żołnierzy-zesłańców, od lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku do Gruzji przybywali dobrowolni emigranci, przedstawiciele różnych zawodów. Najwięcej było wówczas lekarzy, nauczycieli, urzędników, kupców i ludzi interesu. W połowie XIX wieku w samym tylko Tbilisi mieszkało 900 Polaków. Większymi skupiskami naszych rodaków były również Kutaisi, Gori, Telawi, Batumi i Signahi.
Ostatnia wreszcie fala Polaków przybyła na Kaukaz na przełomie XIX i XX wieku – w celach zarobkowych, w okresie rozkwitu gospodarki rosyjskiej. Byli to w przeważającej mierze fachowcy: inżynierowie, nauczyciele, muzycy, malarze, a nawet akuszerki. Polacy pozostawili wiele śladów swojej działalności w tamtym regionie, również w samej Gruzji.
I tak np.: naczelnym inżynierem budowy najdłuższego tunelu na Kaukazie – Suramskiego, był Ferdynand Rydziewski, założycielem znanego rezerwatu w Kacheti (wschodnia Gruzja) biolog Ludwik Młokosiewicz, jednym z pierwszych profesorów tbiliskiego Konserwatorium Lucjan Truszkowski. W Gruzji przez długie lata tworzył słynny polski malarz Zygmunt Waliszewski. Nie sposób dziś wymienić wszystkich zasłużonych dla rozwoju tego regionu.


Polacy, którzy tam zamieszkali, kupowali nieruchomości, często przejmowali gruzińskie tradycje i wiązali swoje dalsze losy z tym krajem. Przed wybuchem I wojny światowej, na terenie obecnej Gruzji mieszkało ok. 8 – 9 tyś. Polaków, w większości (ok. 5 tys.) w Tbilisi, ponadto w Kutaisi, Achalcyche i Suchumi. Przekrój tej grupy społecznej był niezwykle zróżnicowany. Obok znakomicie wykształconych, byli i tacy, którzy nie potrafili czytać i pisać. W Tbilisi Polacy skupieni byli wokół kościoła katolickiego, wybudowanego w latach siedemdziesiątych XIX wieku, istniejącego po dziś dzień, którego proboszczem jest polski ksiądz.
Pierwsza organizacja polonijna "Dom Polski" powstała w roku 1907, a po rewolucji lutowej w 1917, kilka następnych. Zaczęto wydawać w języku polskim czasopismo "Tygodnik Polski".


W wyniku repatriacji, w latach 1918-1924, większość ludności polskiej opuściła południowy Kaukaz. Według oficjalnych danych, w roku 1926 w Gruzji pozostało zaledwie 3159 Polaków. Z pewnością jednak nie jest to liczba precyzyjna. Ówczesne władze przypisały wielu Polakom narodowość ukraińską lub rosyjską. Również sami Polacy w latach trzydziestych ukrywali swą narodowość w obawie przed represjami.
Polska jako jedna z pierwszych uznała niepodległość Gruzji. W marcu 1920 roku do Tbilisi przybyła Misja Specjalna RP z wiceministrem spraw zagranicznych Tytusem Filipowiczem na czele. Polski rząd nie uznał aneksji Gruzji dokonanej w 1921 roku przez Rosję sowiecką i utrzymywał kontakty z osiadłym w Paryżu gruzińskim rządem emigracyjnym. Kilkudziesięciu gruzińskich oficerów służyło także w polskim wojsku. Brali udział w wielu operacjach wojskowych, m.in. kampanii wrześniowej i powstaniu warszawskim. Współcześnie, według danych oficjalnych pochodzących z powszechnego spisu ludności, polską narodowość zadeklarowało 870 osób. Po dołączeniu zaś danych z Abchazji, liczbę wszystkich osób polskiego pochodzenia można w przybliżeniu określić na ok.1100. Zdaniem Manany Gelashvilli – dawnego dyrektora polskiej szkoły w Tbilisi, w chwili obecnej Polonię w Gruzji szacuje się na ok. 8. tys. osób, zamieszkujących głównie stołeczne Tbilisi. W Gruzji nie ma dziś zbyt wielu osób, które deklarują, że są Polakami. Większość z nich uważa się już za Gruzinów posiadających polskie korzenie i mających polskiego przodka. Mimo że czują się Gruzinami, to jednak mają głęboką świadomość polskiego pochodzenia. Od samego też początku Polacy byli w Gruzji bardzo dobrze przyjmowani. Gruzja była zawsze krajem bardzo gościnnym, a Polaków darzyła bardzo dużą solidarnością. Oba bowiem nasze narody mają podobne spojrzenie na patriotyzm i podobną historię. To nasze wzajemne współczucie sobie, w dobrym tego słowa znaczeniu, sprawia, że Polacy i Gruzini czują się sobie bardzo bliscy.
Polonia gruzińska stanowi integralną część wielonarodowościowego społeczeństwa gruzińskiego. Widoczny jest wpływ kultury gruzińskiej i rosyjskiej, toteż znajomość języka polskiego wśród Polonii należy do rzadkości. Głównymi ośrodkami polonijnymi pozostają dziś nadal: Tbilisi, Achalcyche, Gombori, Batumi, Kutaisi i Suchumi. Do mniejszych należą: zaś: Cchinwali, Lagodechi i Poti.


Polonia gruzińska zalicza się do wykształconej grupy społecznej, reprezentuje głównie inteligencję humanistyczną i techniczną. Do najważniejszych organizacji polonijnych należą: Związek Kulturalno-Oświatowy Polaków w Gruzji "Polonia", Związek Polonii Medycznej w Gruzji oraz Polska Szkoła Sobotnia im. św. Królowej Jadwigi – wszystkie w Tbilisi. Są także organizacje polonijne poza stolicą w tzw. terenie: Związek Polaków Południowej Gruzji w Achalcyche, Związek Polaków w Kachetii, im. L. Młokosiewicza w Lagodechi czy Stowarzyszenie Dom Polski im. Ludwiga Młokosiewicza też w Lagodechi oraz dwa w autonomicznej republice Abchazji należącej dawniej do Gruzji, w Suchumi: Centrum Kultury Polskiej "Biały Orzeł" i Związek Polaków w Abchazji "Wspólnota Polska".


Najdynamiczniej działa dziś w Tbilisi Polska Szkoła Sobotnia im. św. Królowej Jadwigi. Szkoła mieści się w budynku wynajmowanym dzięki dotacji ze Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Są tam cztery sale lekcyjne oraz jedną z dużą sceną. Tam odbywają się próby i występny polonijnego teatrzyku dziecięcego "Melpomena". Dzieci grają głównie bajki, zarówno polskie jak i gruzińskie, tłumaczone na język polski. Wystawiają też poważniejsze sztuki, np. Aleksandra Fredry.
Na dużej sali odbywają się także wszystkie akademie, związane z uroczystościami państwowymi i religijnymi w kalendarzu polskim. W polskiej szkole nauczany jest: język polski, historia i geografia Polski. Prowadzone są też zajęcia teatralne i nauka tańca. Jest ponadto chór i zespół pieśni i tańca "Orlęta".


Kilka lat temu w polskiej szkole sobotniej było ponad stu uczniów w wieku od 7 do 8 lat aż do 18. roku życia. Zajęcia prowadzone były w sześciu grupach, według zaawansowania i wieku, przez cztery nauczycielki.
Przy polskiej szkole wydawany jest kwartalnik "Kaukaska Polonia", który zamieszcza dużo informacji nt. współczesnej Polski, o znanych Polakach i Gruzinach, którzy mieli styczność z Polską.


Leszek Wątróbski – Szczecin

niedziela, 19 sierpień 2012 13:10

Rocznica wymarszu Pierwszej Kadrowej Józefa Piłsudskiego

Napisane przez

W sobotę, 11 sierpnia, w siedzibie Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego "Orzeł Strzelecki" w Kanadzie odbyły się uroczystości obchodów dziewięćdziesiątej ósmej rocznicy wymarszu Pierwszej Kadrowej. Na rozległej posiadłości prezesa Stowarzyszenia Grzegorza Waśniewskiego zebrało się ponad 25 osób, którym bliskie są sprawy Polski i którzy interesują się historią swojej Matki – Ojczyzny.


Uroczystości rozpoczęły się przemówieniem prezesa Waśniewskiego, który powiedział, m.in.:
"(...) Dziś historia zatoczyła koło. Żyjemy w identycznym, a w zasadzie bardziej skorumpowanym czasie. Po pierwsze: brak zaangażowania obywatelskiego, co przekłada się na brak dekomunizacji; brak jakiejkolwiek odpowiedzialności rządzących partii politycznych względem Narodu, jak na przykład Tragedia Smoleńska; totalny monopol medialny, czyli brak pluralizmu; rozkład moralny, duchowy, narodowy elit rządzących, czyli zasada »róbta co chceta«. Komendant Józef Piłsudski mówił: »Strzeżcie się agentur, idźcie swoją drogą, służąc Polsce, miłując Polskę i nienawidząc tych, którzy służą obcym«".


Po odczytaniu przemówienia komendanta Grzegorza Waśniewskiego podniesiona została flaga polska oraz odśpiewany hymn narodowy. Prezes Waśniewski odczytał Apel Poległych. Na komendę "Stańcie do apelu", zgromadzeni odpowiadali: "Chwała Bohaterom!". Komendant Waśniewski wezwał do apelu: Strzelców i Drużyniaków z 1914 roku, Żołnierzy I, II i III Brygady Legionowej, Obrońców spod Osowa, Wołomina, Radzymina, Płocka i wszystkich pól bitewnych 1919–1920 roku, najwyższych Dowódców i Generałów, Ochotników z 221. i 236. pułku piechoty, którzy polegli na polach Osowa wraz z kapelanem księdzem majorem Ignacym Skorupką oraz wszystkich Potomnych, Wyznawców Niepodległej. Wszyscy zgromadzeni na koniec zmówili modlitwę za zmarłych.


Po oficjalnej ceremonii członkowie Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego oraz pozostali goście posilili się wspaniale przygotowaną kolacją, a następnie przygotowali ognisko. Uczestnicy obchodów przy ognisku toczyli długie, ciekawe dyskusje do późnych godzin wieczornych. W obchodach uczestniczył też komendant Związku Strzeleckiego "Strzelec", który przybliżył Polakom tajniki dyscypliny sportu strzeleckiego. Był też Stanisław Tymiński z żoną.
Wiemy, że droga do patriotyzmu prowadzi przez poznawanie historii własnego kraju, przez wskazywanie wzorców i budowanie autorytetów. Tylko dbając o edukację historyczną, a tym samym wzbudzanie miłości do Polski wśród kolejnych pokoleń Polaków mieszkających na obczyźnie, istnieje szansa na utrzymanie tutaj polskości. Jeżeli o to nie będziemy dbać tu i teraz, to możemy mieć pewność, że Polonii kanadyjskiej już niedługo w ogóle nie będzie. Nie ma już imigracji do Kanady, a kolejne pokolenia rodzą się tu Kanadyjczykami. Od nas zależy, czy będą również Polakami. Utrata Polonii byłaby wielką stratą, gdyż tylko poprzez Polonię możemy realnie propagować polską kulturę wśród innych narodów. Z kolei tylko wtedy gdy inne narody będą znały i rozumiały Polaków, Polska będzie krajem, który inni będą szanować, którym się będą interesować, z którym będą chcieli prowadzić interesy i który będą traktować jak partnera, a nie jak wroga czy służbę. Ponadto Polonia za granicą zawsze daje poczucie bezpieczeństwa Polakom na wypadek, gdyby w Polsce zaistniała sytuacja kryzysowa. Jest również siedzibą wolnych mediów. Dlatego utrzymywanie polskości tu, w Kanadzie, i w ten sposób posiadanie Polonii powinno być dla nas jednym z ważniejszych elementów strategii prawidłowego działania państwa polskiego.


Polskie uroczystości, w których możemy i powinniśmy uczestniczyć, oprócz utrzymywania polskości i wzbudzania patriotyzmu dają więcej. Pokazują autorytety, na których chcemy edukować i wychowywać nasze dzieci. W dzisiejszych czasach totalnego liberalizmu i propagowania braku jakichkolwiek zasad moralnych to bardzo ważne, aby zaszczepiać w naszych dzieciach określone wartości. Wartości, na których później będą budowały swoje życie, życie rodzinne, a także kreowały losy Polski i Kanady.


Popierajmy takie inicjatywy jak opisana powyżej, zachęcajmy do uczestnictwa nasze rodziny, nasze dzieci, uczmy się i propagujmy historię Polski, czcijmy Bohaterów Narodowych, wzbudzajmy i podtrzymujmy patriotyzm, tu na obczyźnie, wspierajmy się w tych działaniach i jednoczmy, nie bądźmy bierni, angażujmy się w sprawy polskie w Kanadzie, bo to nasze sprawy i to my tu i teraz budujemy przyszłość i to co będzie później, zależy właśnie od nas. Jeżeli chcemy, aby Polonia i polskość nadal istniały i aby nasze dzieci wychowane były na mądrych, uczciwych i dobrych ludzi, Polaków, to zadbajmy o to już dziś. Dla Polski to zróbmy i dla naszych dzieci. Mogą nas kiedyś z tego rozliczyć.


Osoby zainteresowane wstąpieniem do Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego "Orzeł Strzelecki" powinny kontaktować się bezpośrednio z prezesem Grzegorzem Waśniewskim, tel. (519) 827-53-96 oraz (519) 821-28-46. Wszyscy chętni do wstąpienia do ZS "Strzelec" mogą skontaktować się z komendantem Witoldem Jaskiem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Barbara Rode – Toronto

piątek, 10 sierpień 2012 15:48

Babcia prosi o pomoc dla wnuczka dotknietego autyzmem

Napisane przez

Nazywam się Wiktor Kaczmarek. Urodziłem się 29 października 2008 r. Byłem bardzo pogodnym chłopczykiem do czasu, aż wszystko zaczęło tracić intensywność – inaczej odbierałem rzeczywistość, zupełnie nie rozumiałem, co się ze mną dzieje. W wieku 2 lat i 6 miesięcy moi rodzice usłyszeli diagnozę: "AUTYZM". Brzmiało to dla nich jak wyrok, ale nim być nie musi...
Mam szansę na "NORMALNE" życie, pod warunkiem udziału w intensywnej terapii: psychologiczno-pedagogicznej, dogoterapii, integracji sensorycznej, terapii logopedycznej i grupowej oraz bycia na diecie bezglutenowej/bezbiałkowej. Niestety, miesięcznie NFZ refunduje zaledwie kilka godzin profesjonalnych zajęć. Żeby terapia miała sens, powinienem ćwiczyć przynajmniej 3-4 razy w tygodniu. Niestety, to wszystko bardzo dużo kosztuje (rehabilitacja, leki, badania, zdrowa żywność, pomoce edukacyjne do zajęć w domu) i rodzice nie są w stanie sprostać tym
wydatkom. By osiągnąć efekty, terapia nie może być przerywana. Stąd mój apel o pomoc i wsparcie.

POLISH CREDIT UNION
Konto nr 118 819
Tytułem: POMOC DLA WIKTORA KACZMARKA (autyzm)
Chciałbym być taki jak Wy, móc pasować do Waszego świata. Świat w mojej głowie jest cichy i spokojny, nie ma w nim ludzi i niczego trudnego do zrozumienia. Jest dla mnie miejscem bezpiecznym w momentach, gdy świat rzeczywisty staje się niezrozumiały...

piątek, 10 sierpień 2012 10:54

Wileński kościół p.w. św. Ducha

Napisane przez

 

1.kościółTa polska późnobarokowa świątynia i klasztor dominikanów położone są na Starym Mieście przy ul. Dominikańskiej 8. Wcześniej był to zbór kalwiński, zburzony w roku 1640, z gmachem kalwińskiego kolegium – bogato zdobionym sufitem z roślinnymi ornamentami i tablicami upamiętniającymi kalwińskich reformatorów Litwy.


Imponująca bryła dzisiejszej świątyni, wynosząca się ku górze, jest owocem przebudowy kościoła w stylu barokowym, przeprowadzonej z końcem XVII wieku. Obok kościoła św. Ducha znajduje się klasztor dominikanów założony w XVI wieku, zamieniony przez władze carskie na więzienie, w którym osadzano polskich i litewskich patriotów oraz powstańców. W roku 1993 w kościele św. Ducha spotkał się z polskimi katolikami Papież Jan Paweł II i odprawił tam Mszę św.


Pierwsza informacja o pobycie dominikanów w Wilnie pochodzi z roku 1321, z czasów Giedymina. Nie wiadomo jednak, w którym konkretnie miejscu się osiedlili ani jak długo przebywali w pogańskim wówczas mieście. Wedle tradycji, pierwszy kościół znajdujący się na miejscu dzisiejszej świątyni p.w. św. Ducha został ufundowany w czasach Jagiełły i Witolda. W roku 1501 kościół został przez króla Aleksandra Jagiellończyka przekazany dominikanom. Gotyckie zabudowania spaliły się na początku XVII w.
Kolejny barokowy, ale jeszcze nieukończony klasztor, spalony został w roku 1655 przez wojska moskiewskie podczas wojny polsko-rosyjskiej. Trzecią świątynię dominikanie wznieśli w latach 1679–1688, jednak w latach 1726, 1748, 1758 i ta została zniszczona przez kolejne pożary.
W drugiej połowie XVIII wieku, na zrębie dawnych murów, wzniesiona została nowa, późnobarokowa świątynia. W odróżnieniu od większości świątyń wileńskich nie była ona nigdy zamknięta i przetrwała jako katolicki obiekt sakralny zarówno czasy zaborów Polski (część kościołów zamieniono wtedy na cerkwie prawosławne), jak i czasy sowieckie.


W latach dziewięćdziesiątych XX wieku została przejęta przez dominikanów z polskiej prowincji tego zakonu. Obecnie jest to tzw. kościół polski – dziś jedyny, w którym sprawuje się liturgię tylko w języku polskim.
W roku 1948 z zamykanego wtedy kościoła św. Michała przeniesiono do kościoła św. Ducha obraz Jezusa Miłosiernego namalowany w roku 1934 przez polskiego artystę Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek s. Faustyny Kowalskiej. W tym samym jeszcze roku obraz został wywieziony do wsi Nowa Ruda. Obraz wrócił do Wilna, do kościoła św. Ducha, staraniem ks. Tadeusza Kondrusiewicza, obecnego arcybiskupa Mińska na Białorusi, i stał się celem licznych pielgrzymek. W roku 2005, decyzją metropolity wileńskiego kard. Bačkisa, został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy.

2wnętrze

Architektem projektującym świątynię był Jan Krzysztof Glaubitz. Świątynia jest dziś wciśnięta pomiędzy zwartą zabudowę ulicy oraz budynek klasztoru. Imponujący efekt uzyskał architekt przez zakończenie nawy rokokowymi szczytami z wysoką, 51-metrową kopułą. Dzięki temu zabiegowi kościół widziany z pewnej odległości – np. w panoramie miasta z jednego ze wzgórz, jest jedną z najbardziej okazałych i charakterystycznych budowli. Od strony ulicy widoczny jest jedynie rokokowy portal z herbem Rzeczypospolitej i Wazów.
Autorem dekoracji wnętrza tej świątyni był Franciszek Ignacy Hoffer. Jest ono jednolite i bogate w sztukaterie. Na wyposażenie wnętrza składa się 16 rokokowych ołtarzy o znacznych rozmiarach. Główny ołtarz przedstawia Trójcę św.: błogosławiący Bóg Ojciec jest umieszczony w górnej części ołtarza, Jezus na krzyżu w centralnej, a Duch Święty w postaci gołębicy na dole, nad tabernakulum. Przy ołtarzu Jezusa Miłosiernego znajduje się ołtarz św. Rafała Kalinowskiego, polskiego karmelity, który był przez długi okres związany z kościołem św. Ducha, przy którym mieszkał wraz z rodzicami. Godna uwagi jest też ambona połączona w jedną całość z konfesjonałem. W tylnej części kościoła zachowały się dwa ocalałe z pożarów XVIII-wieczne portrety przedstawiające króla Aleksandra Jagiellończyka oraz jego spowiednika ks. Korczaka na tle pierwszej, gotyckiej jeszcze świątyni.


Na chórze kościoła znajdują się organy z roku 1776 sprowadzone z Królewca. Jest to najstarszy zachowany instrument na Litwie. Organy mają ponad dwieście lat i pochodzą z epoki baroku. Obecnie świątynia p.w. św. Ducha jest kościołem Polonii wileńskiej.


Tekst i zdjęcia Leszek Wątróbski
Szczecin

poniedziałek, 13 sierpień 2012 22:27

Nasza minisonda z nr. 32

Napisał

 

sonda32-1 2Ula Gulbinowicz - Co jest do szczęścia najbardziej potrzebne, gdyby tak miała Pani wymienić jedną rzecz? - Miłość i zdrowie. - Pieniądze się nie liczą? - Absolutnie nie. - Kariera? - No, nie tak bardzo. - Miłość, plus zdrowie, równa się szczęście? - Oczywiście.


Natalia - Co, Pani zdaniem, jest najbardziej potrzebne do szczęścia, co się najbardziej liczy? - Chyba sukces. - Kariera? - Nauka, wyniki w szkole. - A pieniądze? - Nie tak bardzo. - Rodzina? - Też! - Czyli sukces i rodzina? - Tak. -To daje szczęście? - Tak!


sonda32-2Bożena - Dzisiaj bardzo proste pytanie, co do szczęścia jest najbardziej potrzebne? - Pieniądze! - Myśli Pani, że pieniądze dają szczęście, wbrew temu, co ludzie mówią? - Tak, bo to jest nieprawda, że biedny człowiek będzie szczęśliwy. Nie będzie! Będzie miał za dużo trosk. - Nie sądzi, Pani, że jak ktoś ma pieniądze, to i tak ma te wszystkie troski, że boi się o zdrowie, o to, o tamto, że ci bogaci też jednak mogą być nieszczęśliwi? - Bo są głupi. To niech nie korzystają ze wszystkich pieniędzy tylko tyle, ile im potrzeba, niech pomagają wtedy innym, żeby też mieli pieniądze. - Rozumiem, czyli gdy człowiek ma pieniądze, wszystko inne jest zapewnione? - Ale musi być mądry. Jak będzie głupi, to zaraz nie będzie miał pieniędzy i znowu będzie nieszczęśliwy.



sonda32-3Helena - Co przynosi szczęście? - Myślę, że zdrowie. - Tylko zdrowie? - Zdrowie i zgoda w rodzinie. - Pieniądze niepotrzebne? - Są pomocne. - Ale jak zdrowie jest i rodzina silna, to jest szczęście, człowiek chodzi uśmiechnięty? - Oczywiście!

 

 

 

sonda32-4Piotr Michna - Co potrzebne najbardziej do szczęścia? - Pieniądze. - Na pewno? - Tak. - A mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają... - A tam, oczywiście, że zdrowie. Też. - Zdrowie i pieniądze? - Tak.

wtorek, 14 sierpień 2012 00:07

Kursy muzyczne dla młodzieży kanadyjskiej w Krakowie

Napisane przez

Dużym sukcesem młodzieży i organizatorów zakończyła się wyprawa do Polski i krajów Europy Centralnej w ramach "Credit Course – Music & History", który przez ponad dwa tygodnie odbywał się w Krakowie, a następnie uczestnicy zwiedzili Pragę, Wiedeń, Budapeszt oraz Poprad i Stary Smokowiec na Słowacji.


Uczestnikami tego programu była młodzież szkół katolickich, prywatnych i publicznych, z terenu Ontario, klas 11 i 12. Młodzież uczestniczyła w codziennych prezentacjach i zajęciach muzycznych (gra na instrumentach, lekcje śpiewu, próby chóru) w Akademii Muzycznej w Krakowie prowadzonych przez dr. Andrzeja Rozbickiego, który wspólnie z trustee TCDSB Barbarą Popławską był pomysłodawcą tego programu. 25 uczestników kursu podczas pobytu w Polsce miało okazję dokładnie zwiedzić Kraków, Kopalnię Soli w Wieliczce, Obozy Zagłady w Oświęcimiu i Brzezince, Zakopane z wyjazdem kolejką linową na Kasprowy Wierch i Niepołomice. Studenci wzięli również udział w wyprawie Wisłą do klasztoru w Tyńcu, spływie Dunajcem ze Szczawnicy w Pieninach, zwiedzali zamki w Pieskowej Skale i Ogrodzieńcu. Młodzież brała udział w wielu wydarzeniach muzycznych odbywających się w Krakowie i okolicy. Uczestniczyliśmy w koncercie w Filharmonii Krakowskiej, otwierającym Festiwal Muzyki Polskiej, w przedstawieniu operowym w wykonaniu studentów z Wrocławia, słuchaliśmy muzyki organowej w wielu kościołach, a kilku studentów uczestniczyło w Mistrzowskich Warsztatach Wokalnych prowadzonych przez słynną prof. Helenę Łazarską z Wiednia. Mieszkając w Krakowie na Kazimierzu, mieliśmy blisko na Festiwal Muzyki Żydowskiej na ulicy Szerokiej, w którym wzięło udział ponad 10.000 widzów. W niedzielnych Mszach Świętych uczestniczyliśmy w Kościele Mariackim i kościele Na Skałce oraz w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach.

zdjęcia przedstawiają: 

 Studenci z Kanady na tarasie Akademii Muzycznej w Krakowie.

Studenci przy popiersiu Karola Szymanowskiego w przerwie koncertu w Filharmoni Krakowskiej

Wielkie wrazenie zrobila na nas Opera w Wiedniu. 

Andrzej Rozbicki ze swoim argentynskim studentem z Kanady na Kasprowym Wierchu.


Do Katowic wybraliśmy się na koncert z okazji 80. rocznicy urodzin polskiego kompozytora Wojciecha Kilara w wykonaniu ponad 150 artystów: Narodowej Orkiestry Symfonicznej w Katowicach wraz z zawodowymi chórami z Poznania, Katowic i Krakowa.
Prof. Wojciech Kilar w rozmowie ze studentami po koncercie obiecał przyjechać do Kanady na koncert 27 października 2012 r. do Living Arts Centre w Mississaudze. Celebrity Symphony Orchestra przygotowuje również koncert z okazji 80. urodzin kompozytora. W koncercie tym, mam nadzieję, wezmą udział uczestnicy programu "Music & History". Nad dwoma utworami, które znajdą się w programie koncertu, pracowaliśmy w Krakowie.
Chciałbym w tym miejscu podziękować konsulowi generalnemu RP w Toronto p. Markowi Ciesielczukowi za pomoc w organizacji tej wyprawy. Dziękuję osobom opiekującym się młodzieżą podczas wyjazdu, a byli to: Barbara Popławska, Alfred Zawadzki, Krystyna Bieńko, Pat Flude, Leigha Cooney i Isaias Garcia, który codziennie filmował naszą wyprawę i krótkie filmiki zamieszczał na YouTube, aby rodzice i nasi kibice mogli być informowani na bieżąco. Filmiki te można obejrzeć poprzez stronę www.rozbicki.com i kliknąć na Music & History link znajdujący się po prawej stronie.


Dziękuję serdecznie firmie "Piast" z jej właścicielem Zdzisławem Wójcikiem na czele za znakomite przygotowanie naszego wyjazdu.
Szczególnie dziękujemy naszemu pilotowi podczas całej wyprawy Pawłowi Jędruchowi. Serdecznie dziękuję Redakcji "Gońca" za promocję tego kursu i wyprawy do Polski i Europy Centralnej.


Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w podobnej wyprawie o zmienionej trasie w lipcu 2013 prosimy o zgłoszenia: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
"Credit Course – Music & History", zakończył się pisemnym egzaminem w Krakowie a studenci otrzymają zaliczenie przedmiotu zatwierdzone przez Ontario Ministry of Education. Jestem przekonany, że była to znakomita promocja Polski w Kanadzie.


dr Andrzej Rozbicki
Toronto

sobota, 06 październik 2012 10:48

Pietrzak dzisiaj w Toronto

Napisane przez
niedziela, 05 sierpień 2012 11:23

Nowy ordynariusz diecezji odesko-symferopolskiej

Napisane przez

 

Pierwszym ordynariuszem nowej diecezji, utworzonej w roku 2002, został ks. bp Bronisław Bernacki, urodzony w roku 1944 w Murafie w regionie winnickim. Polak ukończył wcześniej seminarium duchowne w Rydze, gdzie otrzymał też świecenia kapłańskie w roku 1972 z rąk kardynała Julijansa Vaivodsa. Później duszpasterzował w Barze i sąsiednich parafiach. W roku 1995 został proboszczem w Murafie. Od tego czasu był także wikariuszem generalnym diecezji kamieniecko-podolskiej.
    Jego konsekracja biskupia odbyła się w lipcu 2002 roku w Kamieńcu Podolskim, a ingres do katedry w Odessie miał miejsce kilka dni później. Sakrę biskupią przyjął ks. Bernacki z rąk kard. Mariana Jaworskiego, metropolity lwowskiego obrządku łacińskiego, a za swoje motto biskupiej posługi ks. bp. Bernacki wybrał słowa przez Maryję do Jezusa.
    Warto tu przypomnieć, że na Ukrainę przybyło w tym czasie wielu księży diecezjalnych, zakonników oraz sióstr zakonnych z Polski i innych krajów zachodnich. Skorzystali oni z możliwości podjęcia posługi duszpasterskiej na terenie nowo powstałego państwa i nowej diecezji. W morzu olbrzymich potrzeb lokalnego Kościoła, wydatnie wpłynęli oni na proces odtwarzania istniejących niegdyś ośrodków duszpasterskich i powstawania nowych placówek.
    Szybkie postępy w pracy duszpasterskiej na terenie południowej Ukrainy są w dużej mierze zasługą ks. prałata T. Hoppego SDB. Dziś z perspektywy czasu bez wahania można powiedzieć, że był to prawdziwy mąż opatrznościowy, dzięki któremu Kościół przetrwał i mógł w niedługim czasie odrodzić się oraz stworzyć podwaliny pod przyszłą jednostkę administracyjną Kościoła rzymskokatolickiego – diecezję odesko-symferopolską. Uważa się, że gdyby nie prowadzone w Odessie w czasach ZSRS duszpasterstwo, nie byłoby szans na odbudowę tamtejszego Kościoła do rangi odrębnej diecezji.


    odessaJednym z wielu przykładów jest parafia p.w. Wniebowzięcia NMP w Odessie, gdzie po odzyskaniu świątyni i jej wyremontowaniu znacznie zwiększyła się liczba wiernych, biorących czynny udział w życiu religijnym. Po kilku latach świątynia gromadziła już tłumy katolików.
    Obserwując wszystkie pozytywne zmiany, hierarchowie odradzającego się na Ukrainie Kościoła katolickiego doszli, na początku XXI wieku, do przekonania, że istniejące struktury administracyjne są niewystarczające. Rozległość i wielkość diecezji kamieniecko-podolskiej czyniły administrowanie mało skutecznym. Niedomagania te miały duży wpływ na obniżający się prestiż wspólnot katolickich w oczach innych grup religijnych, zwłaszcza niechętnie nastawionej Cerkwi prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego.
    Widząc i rozumiejąc te trudności, Stolica Apostolska zdecydowała się na zmiany w dotychczasowej strukturze Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie. I tak, 4 maja 2002 roku powstały dwie nowe diecezje: odesko-symferopolska i charkowsko-zaporoska, które wydzielono z terenów dotychczasowej diecezji kamieniecko-podolskiej.
    Pierwsza z wymienionych jednostek administracyjnych Kościoła, znajdująca się w centrum naszych zainteresowań, podzielona została na pięć dekanatów, pokrywających się terytorialnie z okręgami administracji państwowej. Są to zatem: dekanat odeski, kirowogradzki, mikołajowski, chersoński i krymski.
    W roku 2010 powstały kolejne dekanaty ze stolicą w Bałcie, wykrojony z części dekanatów odesskiego i mikołajowskiego i ze stolicą w Biłgorod Dniestrowskim wykrojony w całości z dekanatu odeskiego, obejmujący swym zasięgiem ukraińską część Besarabii (zwany też dekanatem besarabskim). Wówczas to również zmieniono nazwę dekanatu krymskiego na wikariat krymski.


    Nowa diecezja obejmuje obszar 138 tys. km kw., zamieszkany przez około 8 mln ludzi. Katolicy stanowią na tym terenie niewielki ułamek procentu mieszańców, co daje łącznie kilkanaście tysięcy dusz. Za patronów nowo powstałej diecezji obrano papieży męczenników – świętych Klemensa I i Marcina I.
    Erygując diecezję odesko-symferopolską, bł. Jan Paweł II nawiązał do dawnej diecezji tyraspolskiej. I choć stolica dawnego biskupstwa Saratów nie znalazła się w granicach nowej jednostki, to jednak objęła swym zasięgiem sporą część obszarów pozostających dawniej pod jurysdykcją biskupów tyraspolskich. Nowa diecezja przejęła po poprzedniczce swą specyfikę, związaną z kulturową i religijną odmiennością ziem u północnych wybrzeży Morza Czarnego i Półwyspu Krymskiego od pozostałych obszarów państwa ukraińskiego.


    1. Ks. bp Bronisław BernackiKatedrą biskupią nowej diecezji ustanowiono dawną prokatedrę diecezji tyraspolskiej p.w. Wniebowzięcia NMP w Odessie. Wraz z biskupem-nominatem ordynariuszem diecezji charkowsko-zaporoskiej Stanisławem Padewskim (ur. 1932) wszedł on w skład Konferencji Episkopatu Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie.
    Zadanie, jakie spoczęło na barkach ordynariusza odesko-symferopolskiego, nie było łatwe. Mimo pozytywnych symptomów pozostawało nadal wiele nierozwiązanych problemów, w tym był brak odpowiedniego mieszkania dla ordynariusza diecezji. Wszystkie budynki należące niegdyś do parafii p.w. Wniebowzięcia NMP, jak również gmach seminarium duchownego diecezji tyraspolskiej zajęte były przez różnego rodzaju instytucje państwowe. Dopiero z czasem udało się wykupić lokal w przyległej kamienicy, w którym urządzono kurię biskupią oraz mieszkania dla księży i posługujących przy parafii sióstr. Podczas prac remontowych przy katedrze, w pomieszczeniach usytuowanych po lewej stronie od prezbiterium, nad zakrystią, urządzono mieszkanie dla pasterza diecezji, w którym mieszka on do dzisiaj.                                                                                                                                           

W Odessie są też liczne pamiątki polskie. W ciągu tygodnia odprawiana jest tam codziennie Msza św. w języku polskim, a w każdą niedzielę jedna z trzech, w której uczestniczy ponad 100 osób. W czasach carskich mieszkało w Odessie ok. 40 tys. Polaków, którzy mieli tam swój kościół. W parku miejskim stoi dziś pomnik Adama Mickiewicza, a w centrum miasta jego popiersie. Sama zaś katedra była budowana przez polskiego architekta, a projektowaniem wnętrza, przy odbudowie świątyni, zajmował się architekt krakowski Marek Cholewka.
    Na frontonie katedry stoi pomnik Papieża Polaka Jana Pawła II, wykonany przez artystów z Chorągwicy koło Wieliczki. Jego uroczystego poświęcenia dokonał kard. Stanisław Dziwisz. Nie można też zapomnieć o bogatej i owocnej pracy charytatywno-wychowawczej polskich sióstr franciszkanek Rodziny Maryi, działających w konspiracji.
Tekst i zdjęcia
Leszek Wątróbski
Szczecin

piątek, 03 sierpień 2012 18:50

Obchody 68. rocznicy Powstania Warszawskiego w Mississaudze

Napisane przez

 

W środę, 1 sierpnia, obchodziliśmy 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Kanadyjska Polonia oddała hołd Bohaterom tamtych dni i cześć Poległym w walce o niepodległą Polskę.
Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 19.00 Mszą Świętą w polskim kościele im. św. Maksymiliana Kolbe w Mississaudze. Na Eucharystii, pomimo okresu wakacyjnego oraz dnia powszedniego, zgromadziło się wielu Polaków, którym bliskie są sprawy Polski, w tym członkowie Koła Sympatyków PiS w Kanadzie. Trzeba podkreślić, że większość świąt i rocznic ważnych historycznych wydarzeń obchodzona jest w Kanadzie w pierwsze niedziele po aktualnej dacie odpowiadającej danemu wydarzeniu. Inicjatywa obchodzenia rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego dokładnie 1 sierpnia, w środę, należy do rzadkości i trzeba wyrazić uznanie dla organizatorów, że zdecydowali się na taki krok. To ważne, aby czcić istotne święta właśnie w dniach, w których obchodzimy ich rocznice, gdyż są to daty symboliczne i przesuwanie obchodów na inne terminy dla wygody osób chcących w nich uczestniczyć jest błędem. Pozbawia bowiem Polaków tej istotnej dla historii Polski symboliki.


Kazanie wygłosił ojciec Wojciech Stangel, który opowiedział zgromadzonym wiernym historię swojego kolegi, któremu pewne życiowe wydarzenie zmieniło spojrzenie na rzeczywistość. W drugiej klasie szkoły średniej był pasjonatem sportu. Codziennie biegał po okolicznym lesie. Obok lasu znajdowała się mogiła Powstańców, którzy zostali rozstrzelani podczas II wojny światowej przez hitlerowców. Łukasz znał historię poległych tam pochowanych. Wiedział, co się wydarzyło, jednak wydawało mu się, że to go nie dotyczy, że jest to odległe i mało istotne. Żył teraźniejszością, skupiał się na tym, co będzie jutro. Któregoś dnia, kiedy mijał to miejsce, zauważył starszego, okołoosiemdziesięcioletniego mężczyznę stojącego z rękami podniesionymi do góry i modlącego się. Zdecydował się podejść do starszego pana. Ów mężczyzna zapytał Łukasza: "Młody człowieku, czy wiesz, co wydarzyło się w tym miejscu?". Chłopak odpowiedział, że wie, że uczył się na historii. Mężczyzna kontynuował: "Na pewno nikt ci nie powiedział, że też miałem tutaj zginąć. Niemal w ostatniej chwili udało mi się uciec, bowiem czuwa nade mną Opatrzność Boża. Dlatego każdego roku przychodzę tu i mówię Im, czego tu doświadczyłem. Staram się też żyć jak najlepiej, jestem Im to winien". Po tych słowach mężczyzna pochylił się, wziął do ręki trochę ziemi i podsunął mu pod nos i zapytał: "Czujesz? W tej ziemi jest pot, łzy i krew tych, którzy ponieśli śmierć dla ciebie po to, abyś mógł śnić, abyś mógł marzyć i abyś w wolnym kraju mógł te swoje marzenia realizować. Pamiętaj, że jesteś Ich dłużnikiem". Starszy pan spojrzał w niebo i powiedział: "Kiedy ginęli, też było takie piękne, słoneczne niebo, a oni tak bardzo chcieli żyć". Ojciec Wojciech zapytał wszystkich, czy wiedzą, jakie było niebo w czasie, kiedy za nas ginęli ci, którzy walczyli o Polskę. Podkreślał, że Niebo jest tym, do czego jako chrześcijanie dążymy. "Spójrzmy w Niebo z tęsknotą, tak jak patrzył król Władysław pod Grunwaldem, jak patrzył król Jan III Sobieski pod Wiedniem, jak patrzyli Powstańcy Warszawscy i wielu innych wybitnych naszych rodaków. Spójrzmy z wiarą i prośmy Boga o błogosławieństwo, aby każdy z naszych rodaków mógł cieszyć się pokojem, mógł cieszyć się radością z tego, kim jest, aby był dumny ze swojej historii. (...) nie wolno zapomnieć nam o tych, którzy nauczyli nas, co to znaczy kochać ojczyznę" – głosił ojciec Stangel.


Po Eucharystii odbyło się nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy między innymi w intencji Ojczyzny. Następnie wszyscy odśpiewali "Boże coś Polskę" i udali się pod pomnik Patrioty mieszczący się obok Centrum Kultury im. Jana Pawła II. Pomnik ten "jest wyrazem hołdu i wdzięczności znanym i nieznanym rodakom, dla których służba Ojczyźnie, obrona wiary i wolności były najwyższym celem". Tak napisano na tablicy pamiątkowej. Został postawiony w 1987 roku w Place Polonaise w Grimsby przez Związek Polaków w Kanadzie, dedykowany bohaterom I i II wojny światowej, przekazany w 2008 r. Kongresowi Polonii Kanadyjskiej, Okręg Mississauga, z inicjatywy którego został ozdobiony godłem Polski i Kanady oraz słowami bł. Jana Pawła II. Następnie został przeniesiony na plac Jana Pawła II przy Centrum Kultury w Mississaudze. Na pomniku widnieją napisy w języku polskim i angielskim: "Za wolność Waszą i naszą. Dla uczczenia polskich uchodźców, imigrantów i ochotników z Kanady i Stanów Zjednoczonych, których wysiłki przyczyniły się do odrodzenia wolnej i niepodległej Polski w dniu 11 listopada 1918 roku; a także w hołdzie polskim żołnierzom, którzy podczas II wojny światowej walczyli o wolność w Polsce i w obcych krajach i których marzenie o wolnej ojczyźnie nigdy nie zgasło".


Pod pomnikiem zebrało się około stu osób, w tym wielu członków Koła Sympatyków PiS. Uroczystości zorganizowane zostały przez Kongres Polonii Kanadyjskiej, Okręg w Mississaudze, i rozpoczęły się zapaleniem zniczy oraz złożeniem kwiatów pod pomnikiem przez wiceprezesa KPK Okręg w Mississaudze Stanisława Kulinę oraz członka Zarządu Głównego KPK Henryka Gadomskiego. Po złożeniu kwiatów Prezesi Kongresu zabrali głos.
Kolejno przemawiali zaproszeni Powstańcy, którzy opowiedzieli o walkach w Śródmieściu Warszawy. Weteran, pan Andrzej Łysakowski ps. "Kozak" ze Zgrupowania AK "Chrobry", opowiedział o tym, jak cudem uszedł z życiem, kiedy to zamienił się z kolegą na łóżka, w miejscu gdzie nocowali, i pocisk, który wpadł do ich pokoju, zabił jego przyjaciela. Wspominał, jak został ranny, jak był w niewoli i jak był potraktowany przez miejscową ludność, która krzyczała "bandyci" na widok Powstańców. Mówił o tym, jak traktowali ich Niemcy, kiedy byli w niewoli, i jak wkroczyli Rosjanie. Opowiadał o amerykańskich samolotach i obozach jenieckich. Był wówczas młodym, kilkunastoletnim chłopcem. Kiedy jechał wraz z kompanami pociągiem do obozu, amerykański nalot spowodował, że wagon, który miał zostać odczepiony, pozostał z pociągiem i tym sposobem pan Andrzej pojechał wraz z innymi w głąb Niemiec i nie trafił do obozu. W dalszej drodze wojska angielskie bombardowały pociąg i nastąpił odwrót. Jeńców zabrano do obozu. Tam kazano im podpisać dokumenty w nieznanym dla nich języku, które później okazały się zrzeczeniem się praw kombatanckich. W obozie dla jeńców wszyscy witali Weteranów Powstania z wielką radością i nadzieją, gdyż fakt, iż bili się oni przez 63 dni z Niemcami, świadczył o słabości Niemców i przewidywał nadchodzący koniec wojny.


Po zakończeniu przemówienia Powstańca Łysakowskiego głos zabrał drugi zaproszony na tę uroczystość Weteran, pan Kazimierz Mikos ps. "Bażant" również ze Zgrupowania AK "Chrobry II", który rozpoczął swoje przemówienie od wyjaśnienia zebranym, dlaczego pisze się historię. "Historię pisało się dla władców, dla żołnierzy, kiedyś nazywali się rycerzami, i trzecia grupa, dla których pisali, to byli powstańcy. (...) władcą się jest zawsze, chociaż się nie pełni funkcji, to samo rycerzem (...), no a powstaniec dlatego, że w historii narodów w ogóle, duża część tych, którzy później władali tymi krajami, to właśnie byli powstańcy. Czym się różnią od tych rycerzy? Różnili się tym, że to byli ochotnicy i tak zostało do dzisiaj. I Powstańcy Warszawscy również byli ochotnikami." Pan Kazimierz udział młodzieży w Powstaniu przypisał jako zasługę II Rzeczpospolitej. Sam był 14-latkiem, kiedy brał udział w walkach w Śródmieściu Warszawy. "Powstaniec pozostaje Powstańcem do końca życia" – twierdzi Weteran. Podczas wojny wszyscy młodzi chcieli walczyć dla Polski. Przypominał o tym, że na około 30 powstań, które miały miejsce, tylko cztery były ogólnonarodowe, w których udział brali "Polacy wszystkich ziem", tj. Kościuszkowskie, Listopadowe, Styczniowe i Warszawskie. Powstaniec Mikos dostał się do oddziału po tym, jak znalazł paczkę 30 nabojów, którą przekazał żołnierzowi. Ten podał mu adres, gdzie się ma zgłosić, i tak został Powstańcem. Znał dobrze Warszawę, był początkowo przewodnikiem. W Powstaniu zginęło bardzo wielu ludzi, w tym 18 tysięcy Polaków i tyle samo Niemców. Jednak Niemcy mieli we władaniu czołgi, samoloty i artylerię, a Polacy tylko karabiny. Stał się cud – nieuzbrojeni ludzie walczyli 63 dni. Powstanie było moralnym zwycięstwem – zreasumował Weteran.


Pomiędzy przemówieniami zaproszonych gości harcerze ze Związku Harcerstwa Polskiego odśpiewali kilka znanych pieśni, między innymi "Hymn Szarych Szeregów", "Bagnet na broń" i "Pałacyk Michla". Uroczystości zakończyły się odśpiewaniem hymnu narodowego Rzeczypospolitej Polskiej.
Pomimo iż jeszcze w tym roku uroczystości odbyły się w kameralnym gronie i były skromne pod względem organizacyjnym, to jednak trzeba zauważyć, że sam fakt zorganizowania obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zasługuje na uznanie dla organizatorów. Było to na pewno jedno z nielicznych, jeżeli nie jedyne, miejsce w okręgu torontońskim, w którym pamiętano o Bohaterach Warszawy. Jeżeli więcej osób się zmobilizuje do pomocy w organizacji takich przedsięwzięć, do nagłośnienia sprawy, do zapewnienia jeszcze lepszej oprawy, to będziemy mogli mieć pewność, że pamięć o Tych, którzy oddawali swoje życie za Niepodległą Polskę, nigdy nie zaginie, a następne pokolenia Polaków mieszkających w Kanadzie będą lepiej znały historię ojczyzny swoich przodków, a tym samym będą lepiej rozumiały polskość. Jeżeli chcemy, aby Polska nigdy nie zginęła, musimy nieustannie o to zabiegać, a jak trzeba to i walczyć. To od nas zależy. To my decydujemy tu i teraz o tym, co będzie później. To od nas zależy ,czy nasze dzieci będą dalej Polakami. Zachęcam wszystkich do wspólnej pracy dla naszej ukochanej Polski i przyszłych Jej pokoleń, również tych pokoleń, które żyją już na stałe gdzie indziej, ale w duszy i sercu wciąż mają polskość. Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy zorganizowali te uroczystości, właśnie 1 sierpnia, i wszystkim, którzy w nich uczestniczyli.


Barbara Rode – Toronto

DSCN1629
Na początku czerwca br. w sali Domu Polskiego przy ulicy Solidarność Place w Hamilton odbyły się ostatnie przesłuchania finalistów oraz koncert laureatów już XLII Konkursu Recytatorskiego im. Marii i Czesława Sadowskich organizowanego pod auspicjami Fundacji im. Władysława Reymonta. W niedzielne południe, po Mszy św. w kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki, odprawionej w intencji recytatorów, rozpoczęły się przygotowania do finałowej gali. Po rejestracji uczestników konkursu, którzy zakwalifikowali się do finału na podstawie wcześniejszych przesłuchań, ich rodziców, rodziny oraz zaproszonych gości powitała Monika Karpińska, członkini Komitetu Organizacyjnego Konkursu. Pani Monika zapoznała obecnych z regulaminem, który obowiązywał będzie uczestników finału.


Do udziału w konkursie zgłoszono aż 246 uczniów z polonijnych szkół podstawowych i średnich. Do finału zakwalifikowano 39 recytatorów. Finalistów przesłuchiwało jury podzielone na dwie grupy. Jedna grupa sędziów oceniała dzieci w wieku od 4 do 11 lat, a druga młodzież w wieku 12-19 lat. W siedmioosobowej grupie sędziów znaleźli się: Lidia Buźny (Cambridge), Iga Górska (London), Natalia Kusendova (Mississauga), Aleksander Siwiak (Hamilton), Danuta Stopa (Polska), Stanisław Szaflarski (St. Catharines) i Maria Walicka (Oakville).


Po przesłuchaniach wszystkich przybyłych recytatorów i po krótkiej przerwie oraz smacznym obiedzie Kazimierz Chrapka, prezes Fundacji im. Władysława Reymonta, dokonał oficjalnego otwarcia Koncertu Galowego Laureatów. Powitał zaproszonych gości i przekazał pozdrowienia od Danuty Łaski z Polski – prezesa Fundacji im. Władysława Stanisława Reymonta w Lipcach Reymontowskich i od jej honorowego prezesa i byłego wójta gminy Lipce Reymontowskie, Jerzego Kabata. K. Chrapka bardzo serdecznie powitał recytatorów, ich rodziców i nauczycieli, liczną grupę z Montrealu i Vancouveru, oraz delegację z Polski, której przewodniczyła Danuta Stopa, nauczycielka języka polskiego z LII Liceum im. Władysława Stanisława Reymonta w Warszawie. Towarzyszyli jej laureaci VII Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego pt. "Mówimy Reymontem" Izabela Tatara z Kleszczowa, Natalia Nadaj z Zabrodzia i Radosław Wołkowycki z Warszawy. Swoją obecnością zaszczycili galę laureatów: konsul RP Marzena Baranowska, Maria Walicka, prezeska Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie, Danuta Warszawska – jedna z założycieli Fundacji im. Władysława Reymonta w Kanadzie, była prezeska ZG Związku Polaków w Kanadzie, piastująca obecnie funkcję prezeski Koła Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II w Toronto, członkini Rady Fundacji Jana Pawła II z siedzibą w Watykanie, Monika Karpińska, prezeska ZNP – Oddział w Hamilton, Marek Miąsik, prezes Grupy 1 ZPwK w Toronto, Stanisław Szaflarski – "Gazda", architekt, który jest między innymi projektantem kościoła polskiego w Brampton, Janina Mazuń, prezeska Chóru "Symfonia", oraz prezes Placówki 315 Royal Canadian Legion Adam Biesiadecki, a także liczne grono nauczycielskie z wielu miast Kanady (Montreal, Vancouver, Oshawa, Toronto, Burlington, Mississauga, Kitchener, London, St. Catharines i oczywiście Hamilton).


Nad sceną w Domu Polskim widniał napis, motto konkursu, ze słowami Jana Pawła II "Nie bój się, nie lękaj się! Wypłyń na głębię!". Zdobywcy złotych, srebrnych i brązowych medali w poszczególnych grupach wiekowych, ponownie wystąpili przed jury konkursu, walcząc o najbardziej prestiżową nagrodę, jaką jest wyjazd do Polski na VIII Ogólnopolski Konkurs Recytatorski pt. "Mówimy Reymontem", który odbędzie się w Kleszczowie w październiku 2012. Oficjalnym zwycięzcą konkursu został Dominik Ludera z Montrealu. Jednak ze względu na fakt, że reprezentował on już Polonię w Kanadzie i Fundację im. W. Reymonta w Polsce w 2008 roku (regulamin wyklucza bowiem z wyjazdu uczestnika, który już raz wygrał i był w Polsce), do Polski pojedzie Annette Szeliga (grupa wiekowa 16-19 lat) i Martynka Szewczyk (grupa wiekowa 6-7 lat), obydwie z Hamilton, które zwyciężyły w swoich kategoriach wiekowych. Zasługi kanadyjskich nauczycieli, dzieci, młodzieży, rodziców, wychowawców, ich zapał i ciężką pracę podkreślili w swoich krótkich wystąpieniach między innymi: Marzena Baranowska, Danuta Stopa, Maria Walicka, Stanisław Szaflarski, Monika Karpińska, Aleksandra Florek i inni nauczyciele. Wszystkim należy się uznanie i ogromny szacunek za to, że polska mowa rozbrzmiewa pięknie w Kanadzie i nigdy, mam nadzieję, nie zaginie!


Zmiany regulaminowe wprowadzone w 2007 roku przez Fundację im. Władysława Reymonta umożliwiające udział w konkursie dzieci i młodzieży z całej Kanady zdały egzamin i wpłynęły na dalszy wzrost prestiżu konkursu. Kazimierz Chrapka w imieniu członków i kuratorów Fundacji im. W. Reymonta podziękował nauczycielom i rodzicom za przygotowanie dzieci i młodzieży do konkursu. W imieniu organizatorów konkursu recytatorskiego powiedział: "mamy świadomość, że stwarzamy dzieciom i młodzieży polonijnej warunki do głębszego poznania literatury polskiej i atmosfery do rozwoju intelektualnego w oparciu o nasze dziedzictwo kulturowe. Jesteśmy dumni z bardzo wysokiego poziomu recytacji konkursowych. Dziękując, gratulujemy wszystkim, którzy brali udział w każdej fazie konkursu. W naszych odczuciach każdemu z recytujących należy się medal za chęci, odwagę i wielki wysiłek. W konkursie nie było zwycięzców i zwyciężonych, po prostu wygrała cała Polonia, nasze uzdolnione dzieci i młodzież".
Ucztą dla duszy były recytacje gości z Polski. Nie było chyba na sali nikogo, kto by nie zauważył, że pani Danuta Stopa przywiozła najlepszych z najlepszych. Z prawdziwą przyjemnością można było oklaskiwać recytatorów z Polski. A dla uczestników z Kanady była to piękna lekcja i zachęta do dalszej pracy nad wzbogacaniem ojczystego języka. W pięknie wydanym informatorze, którego szatę graficzną zaprojektowała hamiltońska malarka Danuta Nitoń, możemy się dowiedzieć, dlaczego konkurs jest nazwany imieniem Marii i Czesława Sadowskich. "Maria i Czesław Sadowscy to pionierzy emigracji z lat dwudziestych, działacze Związku Polaków w Kanadzie, fundatorzy stypendiów akademickich, współtwórcy Katedry Historii Polski na Uniwersytecie w Toronto. Trud swej pracy przekazali na konto Fundacji im. Władysława Reymonta w celu utrzymania polskiego dziedzictwa kulturowego w Kanadzie. POLSKOŚĆ BYŁA ICH DUMĄ – NASZĄ NIECH BĘDZIE POWINNOŚĆ."


A oto czas, by przedstawić Polonii laureatów w poszczególnych kategoriach wiekowych: Dziewierz Michał i Serra Amelia (4-5 lat), Szewczyk Martynka, Gardziński Maja, Nowak Jakub (6-7), Królicki Sonia, Wołowiec Julia, Jaroma Justyna (8-9), Ludera Patryk, Nikloaev Antonina, Serra Adriana, Woźniak Jakub (10-11), Łuksza Patryk, Przystupa Józefina, Sagan Izabela (12-13), Kapron Magdalena, Ludera Agata, Jaroma Grzegorz (14-15), Szeliga Annette, Ludera Dominik, Sagan Aleksandra (16-19).

Na sukces konkursu zapracowali też inni i tu należy wymienić sponsorów, którymi byli: Wiesława Chrapka, Bożena Kukiełka, Grażyna Charczuk, którzy nieodpłatnie udzielili noclegu i gościny dla delegacji z Vancouver i z Polski. Dużo pracy organizacyjnej poświęcili wolontariusze: Karolina Chrapka, Piotr Chrapka, Kristina Grzegorczyk i Katarzyna Rapacz. W sekretariacie konkursu pracowali: Barbara Karpińska, Filip Chrapka i Małgorzata Berłowska. Nad całością pieczę sprawował Komitet Koordynacyjny: Kazimierz Chrapka, Danuta Azman-Zielińska, Lidia Buźny, Aleksandra Florek i Monika Karpińska.


O historii konkursów recytatorskich napisała kiedyś obszernie Danuta Warszawska, dlatego fragmentem jej wspomnień chciałbym zakończyć artykuł o tym przepięknym dla nas, na kanadyjskiej ziemi, święcie polskiej mowy. "W tym roku mottem finału konkursu jest maksyma Ojca Świętego Jana Pawła II – Wy jesteście przyszłością świata! Wy jesteście nadzieją Kościoła! Wy jesteście moją nadzieją!. On tak bardzo kochał dzieci i młodzież. Wiemy, jak wspaniale czuł się wśród nich. Wiemy, jak piękną pisał poezję, jak wspaniale grał w sztukach teatralnych jako młody student w Krakowie. Piękne albumy obrazujące pontyfikat Jana Pawła II będą w tym roku nagrodą dla wszystkich uczestników finału. Dołóżmy wszelkich starań, aby Konkurs Recytatorski Fundacji im. Władysława Reymonta trwał. Niech żyją w zdrowiu, radości i pomyślności wszyscy uczestnicy konkursu. Niech żyją w zdrowiu ich nauczyciele i ich rodzice. Niech święto polskiej mowy trwa." Oby dzięki tym, którzy dbają o nią w każdym zakątku ziemi, Polska była zawsze Polską.


Dla redakcji "Gońca" z Hamilton
Aleksander Siwiak