Goniec

Switch to desktop Register Login

Życie polonijne

piątek, 04 maj 2012 10:24

Od fryzjera do klubu "White eagles"

Napisane przez

9 maja 1945 roku, jak wszyscy wiemy, zakończyła się II wojna światowa. Stęsknieni za pokojem żołnierze kanadyjscy, amerykańscy, australijscy, nowozelandzcy, angielscy, francuscy i inni, tworzący alianckie armie na zachodzie Europy, wracali do domów owacyjnie witani przez swych ziomków. Dwustu tysiącom polskich żołnierzy, walczących o wolną Europę u ich boku, taki przywilej zachodni alianci zabrali, oddając w prezencie Polskę we wrogie ręce wschodniego "sojusznika". Zamiast kwiatów i wiwatów na ich cześć czekały ich w ich Ojczyźnie kraty więzień polskich Służb Bezpieczeństwa I sowieckich komunistów z NKWD, a nierzadko i śmierć. Za to, że nie chcieli być sowieckimi pachołkami, i za to, że znali prawdę o tym, jak wygląda ten "wspaniały" komunizm zapoznany przez nich na syberyjskich wygnaniach. Również i za to, że poznali prawdę o tym, jak ten sowiecki "sojusznik" potraktował ich Ojczyznę w 1939 roku I jak się obszedł z dwudziestoma dwoma tysiącami ich kolegów w roku 1941, aresztowanych przez wrednego wschodniego "alianta" za to, że nie pasowali do sowieckich planów stworzenia komunistycznej Europy i na koniec zamordowanych za patriotyczną postawę wobec Polski. Ci zdradzeni przez aliantów żołnierze zostali pozbawieni Ojczyzny i skazani na przymusową emigrację po świecie. Pozbywali się ze swych krajów ich dotychczasowi europejscy "przyjaciele", wysyłając ich "w nagrodę" za ich wojenny trud jako najemników do pracy w takich krajach, jak Kanada, Australia, kraje Ameryki Południowej czy Południowa Afryka, wszędzie tam, gdzie wystąpił brak rąk do pracy po zwolnieniu do domów jeńców niemieckich zatrudnionych na farmach czy w kopalniach. Tak odwdzięczano się nam, Polakom, za wspieranie aliantów w wojnie z Niemcami i płacono nam przez wieki za nasz udział w walce na obcych ziemiach "o wolność naszą i waszą".

      W sobotę, 21 kwietnia 2012 roku, spotkałem się z kilkoma przedstawicielami powojennych przymusowych emigrantów, którzy wraz z innymi przyczynili się do powstania organizacji polonijnych w Calgary. Najstarszy z moich rozmówców to 88-letni Józef Pawlak, Ślązak, wcielony siłą do armii niemieckiej, z której pod Anzio, przy najbliższej dogodnej okazji, uciekł do pierwszej napotkanej polskiej jednostki gen. Andersa, pociągając za sobą do niewoli swój niemiecki oddział. Dwaj inni, to dziś już 78-letni dżentelmeni, Tadeusz Czenczek i Zdzisław (Jimmy) Kucharski zwany w klubie "Blondie", którym z racji wieku nie dane było zostać żołnierzami w korpusie generała, lecz którzy dzięki niemu uniknęli niechybnej śmierci na syberyjskim wygnaniu, uciekając wraz z rodzicami do obozów organizującego się w Persji (dziś Iran) polskiego wojska. Tak jak ich starszych kolegów połączyła w calgaryjskiej kombatanckiej organizacji wspólna wojenna przeszłość, tak ich samych złączyła w przyjaźni trwająca do dziś miłość do piłki nożnej. A początki były trudne.

      "Przyjechałem do Kanady w listopadzie 1946 roku" – mówi p. Józef – "w transporcie polskich żołnierzy zesłańców, trafiając szczęśliwie do irlandzkiej rodziny, która przyjęła mnie jak swego członka. Dostałem też 3/4 dolara za godzinę, gdy średnio płacono 1/2, bo praca na polach buraków cukrowych była tu ciężka. Tak jak do wszystkich innych zakontraktowanych najemników, tak i do mnie prawdziwa wolność przyszła zgodnie z umową dopiero za dwa lata, choć czasem udawało się przekupić tę wolność pieniędzmi. Ja, by być z żoną po zakończeniu mojego kontraktu, musiałem ją wykupić. Kosztowała mnie 75 dolarów, których do dziś nie oddała – dodaje ze śmiechem. – W 1948 roku i ja mogłem zacząć decydować samodzielnie o swoim losie i realizować swoją młodzieńczą pasję – miłość do piłki nożnej. Mogę śmiało powiedzieć, że moja piłkarska pasja dała początek istnieniu polskiej piłki nożnej w naszym mieście."

      To dzięki tym pasjom p. Józefa i energii innych nieżyjących już entuzjastów piłki kopanej, jak pp. Machulik czy Smółka, już w roku 1948 rodził się w Calgary polski klub sportowy "Białe Orły", by w roku 1951 formalnie zaistnieć w tym mieście na zawsze. Materiały archiwalne, zebrane przez obecnego prezesa klubu p. Franciszka Wójcika, wspominają, że pierwszymi prezesami klubu w tamtym roku byli pp. Antoni Sumiński i Marian Baranowski. Klub otrzymał wtedy swoje pierwsze oficjalne donacje od już istniejących organizacji polonijnych, w wysokości 100 dol. od Stowarzyszenia Polsko-Kanadyjskiego i 60 dol. od Związku Polskich Kombatantów. Były to spore sumy jak na tamte czasy, jeśli wspomnieć, że kilogram ziemniaków kosztował wtedy 5 centów. "Wtedy pojawiły się na naszych koszulkach" – jak wspominają uczestnicy spotkania – "piękne i duże emblematy białego orła z koroną, wykonane przez naszego kolegę w jego zakładzie poligraficznym".

      Z początku było ich mało, bo każdy walczył o przeżycie po odbyciu kontraktu, ale dzięki zaproszeniom na przyjazd do Kanady – jak wspominają uczestnicy spotkania – wysyłanych dla pozostających wciąż w Anglii kolegów i ich rodzin powiększał się klub o nowych zawodników, by w końcu stać się etnicznie polskim. Tak też i spotkali się ze sobą moi rozmówcy oraz inne podpory polskiej drużyny, które udało się ustalić na zdjęciach z tamtych czasów. O tych początkach i o ludziach, którzy mieli w nich swój udział, nie wolno nam zapomnieć, a tych, którzy kontynuują ich pracę, należy dziś docenić i szanować.

      "A wszystko się udało dzięki fryzjerowi Rokicie" – mówi p. Józef – "i Duńczykom. Bo fryzjer Rokita, u którego czasem było trzeba się ostrzyc, dał nam możliwość zapoznać się z innymi entuzjastami, a i bywało ostrzygł za darmo szczęściarza, który strzelił bramkę czy zafundował ekstra piłkę z radości z naszej wygranej, a Duńczycy, bo dali nam sprzęt i razem z nami stworzyli pierwszą piłkarską drużynę. Nie należy tu też zapominać o sponsorstwie ukraińskiego właściciela hotelu St. Louis, p. Starczuka, dzięki któremu łatwiej było pokryć opłaty rejestracyjne klubu i koszty boisk i meczów. Z jego hotelu otrzymaliśmy też polskie piłkarskie wsparcie dla drużyny w postaci znakomitego zawodnika, p. Gałeckiego, pracującego w hotelu jako kelner, któremu nawet duży brzuch nie przeszkadzał w strzelaniu bramek. Dzięki właścicielowi hotelu bezpłatny kufel piwa zawsze uśmiechał się do nas na stole, przynoszony przez naszego zawodnika. Ja – dodaje p. Józef – poza swoim entuzjazmem, wniosłem do drużyny swoją własną prywatną piłkę, którą nieraz trzeba było z narażeniem życia wyciągać z rzeki, gdy wpadła tam źle kopnięta. Była to pierwsza i jedyna piłka , dlatego cenna, bo nasza, a bez piłki, jak wiemy, w piłkę pograć się nie da".

      "Klub piłkarski »Białe Orły«" – jak ocenia p. Józef Pawlak – "wyłonił się jako organizacja sportowa ze Związku Kombatantów, do którego należeli wszyscy sportowcy, ale od początku istnienia był organizacją niezależną". Panowie Zdzisław Kucharski i Tadeusz Czenczek dodają: "Fundusze na działalność starał się klub zbierać z organizowanych zabaw i pikników, no i składek wpłacanych przez samych piłkarzy. A grało się z Irlandczykami, Niemcami, Węgrami, Duńczykami, Szkotami, Anglikami i innymi drużynami, czasem lepiej, czasem gorzej, najczęściej na boiskach, gdzie samo bieganie sprawiało kłopot. Nikt nie dbał w tamtych czasach o tę dziedzinę sportu i stworzenie jej dogodnych warunków do rozwoju. Drużyny powstawały spontanicznie i często grały w międzynarodowych składach z braku dobrych piłkarzy. Dopiero gdzieś w latach 1952-1953 liczba drużyn spowodowała opracowanie harmonogramu rozgrywek pucharowych".

      "Byliśmy znani i bardzo popularni w mieście i mieliśmy dobrą drużynę, dzięki której i nam przypadały puchary za jakiś wygrany finał" – mówią moi rozmówcy. "Pisały o nas lokalne gazety". Już w 1953 roku – pisze "Calgary Herald", udostępniony z archiwum p. Franciszka – Klub "Białe Orły", pod dowództwem znakomitego napastnika kapitana drużyny Stanisława Gajeckiego, odniósł pierwszy sukces, zdobywając na inaugurację sezonu swój pierwszy puchar za zwycięstwo w finale Calgary's Scotland Cup. Ale bywały też i porażki. "Calgary Herald" np. informował, że 25 sierpnia 1959 roku "Białe Orły" (White Eagles) przegrały z drużyną "Be Fair" 1:0 w półfinale Pucharu Synów Szkocji (Son of Scotland Cup). Bywało i tak. Lecz najtrudniejszym dla nas przeciwnikiem byli Węgrzy, z którymi wygrana była dużym sukcesem. Moi rozmówcy wspominają również przy okazji, że "…na mecze przychodzili dość licznie Kanadyjczycy, dla których ten sport był nowością, a wśród nich gościem też bywał były premier Alberty Ralf Klein, wtedy jeszcze reporter. Pił nasze piwo po meczach, ale nigdy nikomu kolejki nie postawił. Gdy został merem, dalej pił to nasze piwo za friko, bo pewno uważał, że mu się ono należy choćby z tytułu powagi urzędu i splendoru, jaki nam przynosi. Niech mu tam będzie na zdrowie. Dla odmiany z niezwykle wspaniałej postawy kibica należy wspomnieć p. Mianowskiego, nieżyjącego już kombatanta, który choć nigdy w piłkę nie grał, był obecny na każdym naszym meczu, często pomagał nam finansowo, przekazując nam po meczach po 100 i 200 dolarów, by na koniec zapisać naszej organizacji w testamencie 4000 dol. na potrzeby klubowe. Dziś nawet, poza wspomnieniem, nie ma go jak uczcić, bo dokumenty parafialne gdzieś zaginęły i nawet nie wiadomo, gdzie został pochowany. Tej zasłużonej dla klubu osoby nie wolno nam zapomnieć".

      "Klub był bardzo aktywny przez dekadę" – jak wspomina p. Franciszek. – "Piłka nożna stała się ośrodkiem łączącym ze sobą zainteresowanych sportem Polaków. Każdy mecz był okazją do spotkań, rozmów z przyjaciółmi i organizacji pikników połączonych z zabawami dla dzieci i rozrywkami". Klub działał, był widoczny, lecz wszystko co dobre zawsze się kiedyś kończy. Można jedynie na zdjęciach z lat 1955-1958 powspominać naszych piłkarzy i stwierdzić przy okazji, że to już nie pełna energii powojenna młodzież, lecz dojrzali mężczyźni "over 35" czekający na zastrzyk świeżej młodej krwi.

      Dzięki archiwom p. Franciszka dowiadujemy się, że 5 czerwca 1958 roku klub rozpoczął wydawanie swojego własnego klubowego informatora sportowego o nazwie "WHITE EAGLE SOCCER CLUB BULLETIN", w którym podawane były wyniki spotkań piłkarskich, aktualny skład polskiego zespołu oraz charakterystyka wybijających się zawodników. Aby na siebie zarobić, biuletyn już w pierwszym numerze zaczął zamieszczać reklamy biznesów prowadzonych przez piłkarzy i kibiców. W numerze podano informację o sukcesie zespołu "White Eagles", który w towarzyskim meczu z Pawłem Machulikiem w bramce pokonał 7:2 swojego ligowego rywala, zespół "Wanderers". Bramki strzelali Hans Zaal – cztery, Walter Franiel – dwie oraz Stan Gajecki – jedną.

      Biuletyn donosił również, że Zdzisław "Jimmy" Kucharski, znakomity gracz "White Eagles" (obecny na spotkaniu i widoczny na zdjęciach) nazywany w klubie "Blondie", został wybrany przez Calgary and District Soccer Association do udziału w meczu drużyny Calgary z Edmonton w ramach tzw. Inter-City League. Przy okazji redaktor biuletynu przedstawił zawodnika, informując, że urodził się on 20 grudnia 1935 roku, przyjechał z Anglii do Calgary 4 sierpnia 1953 roku, by w 1956 roku zostać członkiem klubu, a w 1958 roku jego sekretarzem. Niestety, "Blondie" zrezygnował z tej zaszczytnej dla klubu nominacji, wybierając uczestnictwo w lekkoatletycznej "Próbie Olimpijskiej" w dyscyplinie pchnięcia kulą, z zamiarem uczestnictwa w olimpiadzie, jeśli tylko zdobędzie mistrzostwo Calgary i Alberty. Nie wiadomo, jak skończyła się ta przymiarka do sławy, niemniej rekord Kanady w tej dyscyplinie został przez niego pobity.

      Z biuletynu dowiadujemy się również, z jakich zawodników składał się w 1958 roku zespół "Białe Orły". Podstawowy skład zasilali:

HARRY RAAYMAKERS – bramkarz

PAWEŁ MACHULIK – bramkarz rezerwowy

STANISŁAW GAJECKI – obrońca                                                                                            

FREDDIE BOC – obrońca

FRANK (papa) SZOKA – lewa pomoc

ZBIGNIEW "Blondie" Kucharski – środek pomocy

HARRY BRYK – prawa pomoc                                                

PETE GUBITZ – lewoskrzydłowy napastnik

BILL GONCI – lewoskrzydłowy napastnik

HANS ZAAL – środkowy napastnik

SANTOR KAZACS – prawoskrzydłowy napastnik

WALTER FRANIEL – prawoskrzydłowy napastnik

Rezerwowi to: JULIUS PARSHAK, RYSZARD TROKSIŃSKI, GRZEGORZ RYSKOWSKI, FRANK SYKES, MARIAN SMOLKA, RICK KUSSAT, HORST SCHRODER, trener – GEORGE SCHUELTZKE i kierownik drużyny – LEON CZERNIAK.

      Z ustawienia zawodników na boisku widać, że "ORŁY" grały zapomnianym już dziś systemem 1 – 2 – 3 – 5. Może dobrze by było do niego w Polsce wrócić, bo "Orły", tak grając, fruwały kiedyś wysoko.

      Jeszcze w roku 1959 – jak pisze "Calgary Herald" w artykule pt. "BIAŁE ORŁY RZECZYWIŚCIE FRUWAŁY" – "BIAŁE ORŁY" odniosły jeden ze swoich kolejnych sukcesów, pokonując "Kikers Juniors" 6:2 w lokalnym finale President's Cup w Calgary, by walczyć o prymat w Albercie z drużyną EDMONTON PPCLI, której niestety już nie pokonały. Twarze zawodników widoczne na zdjęciu mówią o ich nie pierwszej młodości, a znikoma liczba polskich nazwisk w składzie piłkarzy (Franek Sółka, Tadeusz Czenczek, Stanisław Gajecki i grający trener zespołu Zdzisław "Jimmy" Kucharski) podkreślają międzynarodowy skład zespołu, który trudno już nazwać polskim.  

      Niestety – jak wspominają jego współzałożyciele – zespół zaczął się starzeć, a nowa, tzw. zimna wojna między "Wschodem" a "Zachodem" się nie odbyła i nowych kombatantów, którzy mogliby zasilić klub, nie było. Zamknięte polskie granice na "Zachód" uniemożliwiły Polakom chętnym do emigracji przyjazd do Kanady czy Stanów. Do tego powstanie w Calgary lig piłkarskich zasilanych zawodnikami z Włoch, Niemiec i Węgier (po powstaniu w 1956) czy obywatelami krajów Commonwealthu oraz braku zamożnego i energicznego lidera spowodowały, że polski klub piłkarski "White Eagles" stopniowo, przestał powoli cieszyć się entuzjazmem polskiej społeczności, prawdopodobnie z racji utraty polskiego charakteru, by około 1968 roku przestać istnieć na lat parę. Zawodnicy z konieczności porozchodzili się do innych drużyn, bo gra w piłkę nie ma narodowych barier. Dopiero przyjazd do Kanady około 1973 roku p. Jacka Kuczaja – polskiego prawnika, i później jego dużej rodziny – entuzjastów piłki nożnej, spowodował odrodzenie klubu. Powstało kilka polskich drużyn piłkarskich grających w kilku ligach i znów "White Eagles" byli widoczni w swych narodowych strojach na boiskach Calgary, odnosząc sukcesy w pucharach i zajmując znakomite lokaty w ligach. Autor spotkania, w wieku 49-50 lat, miał również przyjemność grać przez rok na bramce w drużynie "over 35" i tylko złamane dwukrotnie żebra i brak pracy nie pozwoliły mu na kontynuowanie tej przygody. A szkoda, bo mówiono, że byłem niezły w tej grupie wiekowej. Gra na bramce w Libii przed przyjazdem do Kanady w 1983 roku, w drużynie firmy, w której pracowałem, na pewno się tu przydała.

      Chciałoby się, podsumowując to spotkanie z przeszłością, aby dziś te nasze "Białe Orły" były tak popularne, tak przyjazne dla siebie i tak pozytywnie widoczne, jak za czasów naszych rozmówców. Zgoda buduje, jak mówią mądre przysłowia, i tej zgody nam dziś bardzo potrzeba w polonijnych organizacjach. Dziś klub "Białe Orły" prowadzony jest przez p. Franciszka Wójcika, grającego jeszcze w dwóch drużynach, ponad 50-letniego zawodnika i trenera, który próbuje przywrócić blask bieli Orłom polskich drużyn. To on jest również tym, który zebrał całą wieloletnią dokumentację o polskiej piłce nożnej w Calgary i dzięki któremu historia klubu "Białe Orły" nigdy nie zaginie, a sukcesy polskich drużyn, wydaje się, są tuż za rogiem.

Wiktor Księżopolski

Calgary

piątek, 04 maj 2012 10:23

Samorząd Polski na Węgrzech (2)

Napisane przez

wegry- Jakie są cele Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech? - Na dziś mamy jeden cel: przetrwanie. Chodzi tu mianowicie o obecną sytuację ekonomiczną w Europie i na Węgrzech, która stwarza nam nowe perspektywy: być albo nie być. Jeszcze kilka lat temu dostawaliśmy od państwa węgierskiego spore pieniądze, aby udowodnić światu i sąsiadom, jak Węgry są hojne wobec swoich mniejszości narodowych. Z tą pomocą finansową można było robić różne ciekawe rzeczy. Po pewnym czasie Węgrzy zauważyli, że ich działania nie przyniosły zamierzonych efektów. Mało tego, zauważyli również, że samorządy zakładali ludzie nie należący do żadnej mniejszości, chcący zdobyć łatwo dotacje na swoją działalność. Wystarczyło założyć jakąś mniejszość i wystąpić o dotację. - Co Ogólnokrajowemu Samorządowi Mniejszości Polskiej na Węgrzech udało się zrobić? - Zrobiliśmy naprawdę dużo. Wyliczę tylko kilka najważniejszych udanych przedsięwzięć. Pierwsze z nich to Ogólnokrajowy Samorząd Mniejszości Polskiej na Węgrzech, drugi to Muzeum i Archiwum Węgierskiej Polonii, posiadające filie w Andrástanya oraz Derenku, i wreszcie Ogólnokrajowa Szkoła Polska na Węgrzech działająca w ramach węgierskiego systemu oświatowego. W końcu ubiegłego roku w Muzeum Węgierskiej Polonii w Budapeszcie miało miejsce otwarcie wystawy pt. "15 lat spełniania marzeń", ukazującej dorobek 15-lecia Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej (OSMP), który został wybrany, po raz pierwszy w 1995 roku, w myśl ustawy LXXVII z 1993 roku "O prawach mniejszości narodowych i etnicznych" Republiki Węgierskiej. Obecnie zbliża się ku końcowi czwarta kadencja jego działalności. Okolicznościową wystawę przygotował były prezes OSMP, a obecnie dyrektor Muzeum – dr Konrad Sutarski. Podkreślił on, że jednym z najważniejszych naszych osiągnięć było stworzenie podstaw autonomii kulturalnej Polonii na Węgrzech. Ważnym elementem w życiu społeczności polonijnej jest też Dom Polski (własność Stowarzyszenia św. Wojciecha; odzyskany w 1998 roku) czy polska parafia personalna. Polonia węgierska ma też własne czasopisma: miesięcznik "Polonia Węgierska" oraz kwartalnik "Głos Polonii"; własną stronę internetową www.polonia.hu i cotygodniowy program radiowy. W imprezie uczestniczyli przedstawiciele samorządów mniejszości polskiej z Budapesztu i całych Węgier. O historii, teraźniejszości oraz o perspektywach samorządności mniejszościowej rozmawiali ambasador Roman Kowalski oraz przedstawiciel władz węgierskich w osobie Antala Paulika, wicedyrektora Departamentu Mniejszości Narodowych i Etnicznych w Ministerstwie Administracji Publicznej i Sprawiedliwości Republiki Węgierskiej. Na podkreślenie zasługuje fakt, że liczba samorządów mniejszości polskiej wzrosła w odniesieniu do 1998 roku prawie dwukrotnie. Po ostatnich wyborach, które miały miejsce w październiku 2011 roku, powstało dalszych 49 samorządów stopnia podstawowego. Podobnie jak w poprzednim cyklu mniejszość polska reprezentowana będzie także przez samorząd stołeczny, wojewódzki (województwo Borsod-Abaúj-Zemplén) oraz samorząd ogólnokrajowy. W październiku mieliśmy też dużą imprezę Poznań-Budapeszt 1956 – w pięćdziesiątą piątą rocznicę poznańskiego października. Zorganizowaliśmy dużą wystawę poświęconą tej rocznicy. - A co się nie udało? - Przyciągnąć młodego pokolenia do pracy w samorządzie i innych organizacjach polonijnych. Oni wprawdzie są, ale do wykorzystania wyłącznie na jakąś konkretną imprezę, która odbywa się jednorazowo. Robiliśmy np. akcję pielgrzymki do Częstochowy. Robili to tylko i wyłącznie młodzi ludzie: młodzi Węgrzy i trochę naszej Polonii. Zrobiliśmy też konkurs rysunkowy z okazji polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Rozdaliśmy tematy i otrzymaliśmy niesamowitą liczbę rysunków – blisko 10 tys. To było dla nas wielkie zaskoczenie. Niestety, młodzi nie potrafią zająć się innymi sprawami – tymi, których chce Polonia mojego pokolenia. Starsi ludzie uważają, że metody działania młodzieży w organizacjach polonijnych rozbijają je od wewnątrz. Stawiają sobie też często pytanie: po co ci obcy, młodzi ludzie tu właściwie przychodzą? Osobiście uważam, że te dwa pokolenia: ludzie starsi i młodzież, są nam dziś tak samo bardzo potrzebne i że musimy je z sobą pogodzić. Także opieka nad starszymi członkami naszych organizacji jest dziś bardzo ważna, a bez młodych nie da się tego przeprowadzić. Samo zdobycie środków na tę pomoc jest dziś na Węgrzech bardzo trudne. Biednych widać dziś na wszystkich ulicach. Biedna jest także Polonia węgierska. Jej także problemy ekonomiczne nie ominęły. Dawniej nie było dla nas żadnym problemem wysłać dziecko na kolonie do Polski. Dziś jest inaczej. Ludzi na ten luksus już nie stać. Warto więc, aby te dwa pokolenia się porozumiały. - Kto jest Waszym sojusznikiem? Kto Wam pomaga? - Nasze sukcesy zawdzięczamy bardzo dobrym stosunkom z polską ambasadą. Jest wiadome, że jak się zwracam do władz węgierskich, to im zawsze mówię o pomocy, jaką na dany projekt obiecała nam polska ambasada. Węgrzy wówczas pękają i zaczynają się zastanawiać, jak nam pomóc. Dzięki ambasadzie RP mamy też bardzo dobry kontakt z Senatem. Dobre stosunki mamy również ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska". Podpatruję też inne mniejszości narodowe w Budapeszcie i proszę nasze węgierskie władze o taką samą pomoc. - Czy są jeszcze jakieś ważne sprawy, o które Pani nie zapytałem? - Czasem odnoszę wrażenie, że brakuje koordynacji pomiędzy organizacjami zarządzającymi funduszami dla Polonii. Czasem wydaje mi się, że łatwiej można zdobyć pieniądze na jakiś zbędny cel niż na coś ważnego. Rozmawiał Leszek Wątróbski

poniedziałek, 30 kwiecień 2012 19:31

XII Ball Pologne: Szlachetna pasja

Napisał

W sobotni wieczór, 21 kwietnia, w reprezentacyjnej sali balowej Fairmont Royal York Hotel w Toronto odbył się XII Ball Pologne wydany przez fundację Polish Orphans Charity. Królową balu bezsprzecznie była założycielka Fundacji, dr Ryszarda Russ, a liczni goście przybyli na to wydarzenie byli również świadkami uhonorowania Jej oddania sprawie pomocy sierotom nie tylko w Polsce, chociaż tam kierowana jest lwia część pieniędzy wygospodarowanych przez Polish Orphans Charity. Dr Ryszarda Russ została w trakcie balu odznaczona przez przybyłego z Ottawy ambasadora Polski – Zenona Kosiniaka-Kamysza, Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej.

niedziela, 29 kwiecień 2012 21:06

Samorząd Polski na Węgrzech

Napisane przez

Rozmowa z przewodniczącą ogólnokrajowego samorządu mniejszości polskiej na Węgrzech dr Haliną Csúcs Lászlóné.

wegry

- Jak i kiedy trafiła Pani na Węgry?


- Pochodzę z Kalisza. Na Węgry przyjechałam ponad 40 lat temu. W owym czasie modna była w Polsce wymiana korespondencji z innymi krajami Europy. Zaczęłam więc pisać, po rosyjsku, z Węgrami. Tak się zaczęła moja znajomość z późniejszym mężem.
W roku 1969 wzięliśmy ślub i dwa lata później, w 1971, zamieszkałam na Węgrzech na stałe. Mamy trzy córki i trzech zięciów i czterech wnuków, z których każdy zaczyna rozmawiać, jako pierwszym językiem, po polsku.
Wszystkie moje dzieci rozmawiają doskonale po polsku. Dwie córki: najmłodsza i średnia, mieszkają obecnie na Węgrzech, najstarsza w Polsce.
Jeszcze w Polsce, w Poznaniu, skończyłam pedagogikę specjalną. Doszłam potem do wniosku, po dwu latach nauki języka węgierskiego, że trzeba tu także coś skończyć. Wybór padł na pedagogikę specjalną i przez wiele następnych lat pracowałam w tym zawodzie. Później pracowałam jako tłumacz i prowadziłam tu różne polskie firmy. Robiłam różne rzeczy przez wiele lat.

piątek, 27 kwiecień 2012 11:37

Silna Polonia

Napisane przez

    6 maja 2012 Kongres Polonii Kanadyjskiej, jak co roku, organizuje obchody pamięci uchwalenia Konstytucji 3 maja.
    Jak przyjęto w tradycji i w zwyczaju, uroczystości rozpoczynają się Mszą Świętą w kościele Stanisława Kostki w Toronto przy Denison Ave. u zbiegu Queen o godz. 11.00. Po mszy następuje przemarsz pocztów sztandarowych, członków organizacji polonijnych, harcerzy, weteranów, organizacji kobiecych, przedstawicieli polskich biznesów oraz polskiej społeczności, manifestującej swoją przynależność do tak licznej grupy etnicznej w Kanadzie. Pochód kończy się uroczystym apelem przed frontem ontaryjskiego parlamentu, gdzie na centralnym maszcie w tym dniu reprezentowany jest nasz polski sztandar narodowy.

piątek, 27 kwiecień 2012 11:10

Nasza minisonda z nr. 17

Napisane przez

s17-1Edward - Rząd Ontario zwiększył podatki milionerom, takim którzy zarabiają powyżej 0,5 mln rocznie, czy ci ludzie powinni rzeczywiście mieć większą stopę podatku, czy też oni zawsze będą gdzieś tam z tymi pieniędzmi uciekać - lawirować i to nic nie da? - Zawsze będą uciekali, rząd tego nie znajdzie,  zawsze znajdą sobie gdzieś tam ujście.  Ta podwyżka to dla uspokojenia naszego społeczeństwa, dla pokazania, że jednak rząd coś robi. - Lepiej byłoby, jakby zmniejszyli podatki biedniejszym? - No, na pewno! Dla zwykłego człowieka to nic nie będzie z tego. Ten, co zarabia milion rocznie, zawsze sobie znajdzie adwokata czy innego urzędasa, który mu to załatwi, tak to wszędzie jest.

środa, 25 kwiecień 2012 14:36

Nasza minisonda z nr. 16

Napisane przez

1Marcin - Część środowisk imigracyjnych, zwłaszcza z Azji, stosuje tutaj w Kanadzie selektywną aborcję, pana zdaniem szpitale powinny informować, jaka jest płeć dziecka, podczas badań USG kobiet w ciąży, czy też zatajać? - Niekoniecznie - Powinny ukrywać? - To zależy od rodziców - Rodzice chcą się dowiedzieć, bo chcą chłopca, w związku z tym zabijają dziewczynki. - To uważam, że w takiej sytuacji nie powinno się mówić. - Sądzi Pan, że powinno się z tym jakoś walczyć? - No tak, przecież nie można dziecka zabijać! - Generalnie jest Pan przeciwko aborcji? - Tak.

wtorek, 24 kwiecień 2012 23:20

Nas wszystkich boli rana katyńska...

Napisał

15 kwietnia odbyły się w Toronto uroczystości poświęcone obchodom 72. rocznicy Zbrodni Katyńskiej i 2. rocznicy Tragedii Smoleńskiej, gdzie w katastrofie lotniczej zginęła para prezydencka oraz polscy politycy i najwyżsi dowódcy wojskowi. W intencji zamordowanych przez Sowietów polskich oficerów oraz ofiar katastrofy lotniczej odbyła się w kościele pod wezwaniem św. Kazimierza Msza Święta.

Organizatorem uroczystości, których kulminację stanowiła manifestacja pod pomnikiem Katyńskim stojącym u krańca "polskiej" ulicy Roncesvalles, był Okręg Toronto Kongres Polonii Kanadyjskiej. Z inicjatywy tej organizacji oraz Gminy 1 ZNP wydrukowano ulotkę w dwóch językach "Kwiecień 1940 – Zbrodnia Katyńska".

piątek, 20 kwiecień 2012 23:05

Odsłonięcie tablicy w Brampton

Napisane przez

bramptonW niedzielę, 15 kwietnia, w kościele p.w. Eugeniusza de Mazenod w Brampton odprawiona została uroczysta Msza św. w intencji pomordowanych w Katyniu oficerów polskich, a także ofiar katastrofy smoleńskiej. Następnie zebrani udali się przed kościół, gdzie odsłonięto specjalną płytę pamiątkową upamiętniającą tragedię smoleńską. Płyta wykonana została z tego samego kawałka kamienia i przez tego samego artystę, który wykonał sarkofag prezydenckiej pary na Wawelu. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele władz, w tym poseł do parlamentu federalnego Władysław Lizoń, burmistrz Brampton p. Susan Fennell, z Okręgu Mississauga KPK Stanisław Kulina, przedstawiciele organizacji kombatanckich, harcerze, Koło Pań Nadzieja, Klub "Gazety Polskiej" w London i liczna rzesza Polaków.

piątek, 20 kwiecień 2012 11:33

Bankiet wielkanocny Rodziny Radia Maryja

Napisał

bakietsalaW minioną niedzielę, w święto Bożego Miłosierdzia, odbył się w sali Centrum Kultury im Jana Pawła II uroczysty Bankiet Wielkanocny rodziny Radia "Maryja". Spotkanie prowadził opiekun Rodziny Radia "Maryja" w Kanadzie, o. Jacek Cydzik.
Przybyli goście z Polski, m.in. o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor radia, oraz o. Jan Król, odpowiedzialny za działalność. Gościem szczególnym był biskup Aleksander Kaszkiewicz, pierwszy biskup nowo utworzonej diecezji grodzieńskiej, duchem i sercem jest to Wilnianin. Biskup serdecznie pozdrowił wszystkich od rodaków mieszkających nad Niemnem i Wilią, "Grodzieńszczyzna i Wileńszczyzna pozdrawia". Ksiądz Rydzyk podkreślił, że biskup Kaszkiewicz urodził się w Ejszyszkach.

Strona 73 z 73