Goniec

Register Login

Życie polonijne

piątek, 14 wrzesień 2012 12:35

Nasza minisonda z nr. 37

Napisał

sonda37-1Grzegorz - Dzieci - również w szkołach katolickich - obowiązkowo uczą się dziś o homoseksualizmie. Pana zdaniem, rodzice powinni mieć prawo nie puszczać swych dzieci na takie zajęcia, czy też "mamy jedną szkołę dla wszystkich" i dzieci powinny się uczyć wszystkiego?

- O homoseksualizmie? Jak to rozumieć głębiej?

- Są to zajęcia, która mówią o wyborze orientacji seksualnej, chodzi o to, że niektóre z tych przekonań są sprzeczne z nauczaniem religijnym, a są narzucone przez Ministerstwo Oświaty, nawet szkołom katolickim.

- Ja myślę, że to jest rzecz indywidualna dla każdego.

- Myśli Pan, że rodzice powinni móc powiedzieć dziecku, żeby nie szło na takie zajęcia?

- Tak, to jest indywidualna sprawa każdego. Tak mi się wydaje.

 


sonda37-2Krystyna - W szkołach uczy się teraz bardzo wcześnie dzieci o homoseksualizmie, orientacji seksualnej etc. Czy, Pani zdaniem, rodzice powinni mieć prawo nie posyłać dzieci na takie zajęcia i sami o tym decydować?

- Oczywiście. Nie mieszkam już teraz w Mississaudze, mieszkam w Barrie, ale też to propaguję, żeby rodzice nie pozwalali

- Nie posyłali dzieci?

- Absolutnie tak, żeby nie posyłali dzieci. Jestem zupełnie przeciwna temu.

- Nie uważa Pani, że to jest naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci?

- Absolutnie tak! My uważamy, że rodzina to jest mama, tata i dzieci; wszystko inne to są zboczenia.

- A wolność polega na tym, że musimy mieć prawo uczyć nasze dzieci?

- Bezwzględnie, oczywiście nasze dzieci wybiorą kiedyś, jak nie będziemy mieli władzy rodzicielskiej nad nimi, co będą chcieć, ale póki są małe, to się wychowują w tradycyjnej rodzinie i szkoła nie powinna podważać autorytetu domu i ingerować w sprawy rodziny.

 

 


sonda37-3Robert - W szkołach również katolickich naucza się tutaj o homoseksualizmie jako o normalnej postawie seksualnej, czy, Pana zdaniem, rodzice powinni mieć prawo nie posyłać dzieci na tego rodzaju zajęcia, czy też mamy jeden program narzucony przez ministerstwo, w związku z czym wszyscy uczymy się tego samego.

- Lepiej żeby trochę rząd pomagał.

- W jakim sensie?

- W tym żeby jakoś tam pokierował młodzieżą.

- W przeciwieństwie do tego co słyszą w domu?

- Ewolucja trwa, trzeba młodych nauczyć że takie osoby istnieją, i żeby dać im żyć

- szacunku?

- W ogóle są inne religie, inne kultury; jeśli jacyś ludzie inaczej myślą seksualnie, to nie żeby, ich kamienować na ulicy.

- Rozumiem. Tego powinna uczyć szkoła?

- I szkoła i rodzice.

- A jak rodzice mówią w domu co innego?

- To zależy od ich pochodzenia.

- To kto ma prawo, żeby uczył ich dzieci?

- Trochę i ci, i ci.

- Rozumiem.

 

 

sonda37-4Witold - W szkołach wchodzi nowy program nauczania, w którym mowa jest o równouprawnieniu homoseksualizmu, również w szkołach katolickich, co jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

- Mnie się to nie podoba.

- Czy rodzice powinni mieć prawo zabronić dziecku chodzenia na takie zajęcia?

- No trzeba by zacząć działać, ale jak to zrobić, to już nie mam pojęcia.

- Panu się to nie podoba?

- Nie.

- Rodzice powinni uczyć dziecko o sprawach seksualnych?

- Oczywiście! A w szkole oględnie jakoś.

- Ale w szkołach katolickich w zgodzie z nauczaniem katolickim?

- Oczywiście.

piątek, 07 wrzesień 2012 20:05

Nasza minisonda z nr. 36

Napisał

 

sonda36-1Nina - Separatyści wygrali wybory w Quebecu, czy Pani zdaniem, powinniśmy im pozwolić się oddzielić, zrobić sobie nowe państwo?

- Nie.

- Dlaczego nie?

- Wydaje mi się, że Kanada to była zawsze Kanada z Quebekiem. To jest część historii. Należą do Kanady, nigdy nie byli osobnym państwem.

- No, ale jest prawo do samostanowienia narodów... Czy oni nie mogą powiedzieć, to nasz frankofoński naród i chcemy się oddzielić?

- Dla mnie nie, patrząc na historię Kanady i to, jak tworzyła się.

- Tworzyła się, gwarantując im równe prawa. - Nie jestem przeciwko ich prawom, ale patrząc z historycznego punktu widzenia, Kanada zawsze była z Quebekiem.

- Gdyby byli oddzielnie, poprawiłoby się im?

- Nie wiem, czy oni na tym wygrają? Byłam tam w sumie dwa razy, nie jeżdżę często, nie jestem pewna, czy im się tak bardzo poprawi. Może jeżeli tak bardzo tego chcą powinniśmy im pozwolić, żeby spróbowali.

- Jadąc tam i tak człowiek czuje się jak w innym państwie. - Dokładnie!

- Czyli może im pozwolić?

- Jeśli tak bardzo chcą, wydaje mi się, że... Nie można im tego zabronić. Mają swoje prawa, ale dla mnie Quebec był zawsze częścią Kanady. Byłoby mi bardzo przykro, jeśli to zrobią.

- Ubędzie nas?

- Tak, ubędzie.

 


sonda36-2Irena - Separatyści wygrali wybory, Pani zdaniem, powinniśmy im pozwolić się odłączyć, czy nie?

- Proszę pana, po pierwsze, ja nie wchodzę w politykę, a po drugie, wszyscy mają wolną wolę.

- Czyli mogą?

- Tak.

- Jeździ Pani do Quebecu od czasu do czasu, bywa tam Pani?

- Raz byłam, nie jeżdżę często.

- Nie sądzi Pani, że oni i tak mają bardzo dużo praw w ramach naszej konfederacji?

- Widzi pan, czasami chodzi o coś innego, może oni chcą sobie stworzyć jakieś własne prawa, i im będzie z nimi dobrze. Bo zawsze to jest tak, jakby sąsiad wszedł do pana domu, narzucił panu swoje prawa i powiedział, chłopie, popatrz, jak masz dobrze, ale pan zawsze by myślał, chcę mieć swoje prawa, ja sobie też zrobię dobrze - może oni w taki sposób właśnie myślą. Tak z reguły wszyscy na świecie myślą, którzy chcą się uwolnić i stworzyć własne państwa.

- To jednak Pani się interesuje polityką?

- Nie interesuję się polityką, ale interesuję się wolnością człowieka.

 


sonda36-3Józef - Pana zdaniem, Quebec ma prawo oderwać się od Kanady?

- Według mnie, raczej nie.

- Dlaczego?

- Dlatego, że to osłabi Kanadę.

- Czyli co, nie powinniśmy dopuścić?

- Raczej powinna być jedna Kanada, a nie tak jak w Polsce, że Śląsk chce się oderwać czy tam Kaszuby.

- Ale w Quebecu mówi się po francusku, jest to inny naród, mamy pozwolić?

- Według mnie raczej nie.

- Wojsko powinno wejść, jak to zrobić?

- Powinna być jedna Kanada, tych co chcą się odseparować, trzeba odrzucić, nie dyskutować z nimi. Powinien być jeden kraj, silna, wielka Kanada, nie tam, kurczę, odłamy jakieś.

 

Robert - Co by było, gdyby Quebec się oderwał od Kanady, bo teraz właśnie separatyści zdobyli władzę?

- Kopnąć w d...

- Na pożegnanie?

- Tak. Oni wrócą z powrotem, bo nie mają prawa egzystencji bez tej części.

- Nie sądzę, żeby to nastąpiło.

- Czyli to takie przekomarzanie? - Od iks lat tu jestem, 20 lat, i jest cały czas to samo.

- Chcą coś ugrać?

- Myślę, że tak, bo chyba to jest podstawa tej całej gry.


- Czy Pani była w Montrealu, jeździ pani do Quebecu?

- Nie.

- W ogóle?

- Nie, nie byłam w tamtych stronach w ogóle.

- Separatyści chcą oderwać Quebec, czy Pani zdaniem...

- Wie pan co, ja w ogóle się tym nie interesuję, żyję w innym świecie.

poniedziałek, 10 wrzesień 2012 17:03

pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Cap-de-la- Madeleine

Napisane przez

Koło Pań "Nadzieja" przy SPK nr 20 w Toronto zorganizowało kolejną trzydniową pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Cap-de-la- Madeleine, miejsca uświęconego łaską Boga, w pięknej okolicy nad Rzeką Św. Wawrzyńca. Pielgrzymka, pod przewodnictwem Haliny Drożdżal, pilotowana przez Alę Dragunowską, odbyła się w dniach 24-26 sierpnia 2012 r.
    Pierwszego dnia pielgrzymi mieli okazję zwiedzić sanktuarium Serca Jezusowego w Sherbrooke. Wszyscy byli zauroczeni widokiem, gdzie na wzgórzu, wśród soczystej zieleni pomnik Chrystusa z otwartymi ramionami witał przybyłych, zapraszając do kościółka zbudowanego z kamieni w 1920 r. przez tutejszych farmerów. Miejsce to zasłynęło z licznych uzdrowień, dlatego stało się przystanią pielgrzymów.

chusty3
    Po dotarciu do Cap-de-la-Madeleine uczestnicy pielgrzymki zostali zakwaterowani w hotelu De-la-Madone. Po kolacji, w najstarszym w Kanadzie kościółku z cudowną figurą Matki Bożej odprawiona była Msza Święta, a po mszy odbyła się procesja ze świecami. Szczególne wrażenie wywierała umieszczona na wodnej wysepce jaśniejąca w blasku świateł biała statua Matki Bożej przystrojona czerwonymi kwiatami. Dużym przeżyciem była celebracja procesji i modlitwy przed ołtarzem, tym bardziej że oprócz języka angielskiego i francuskiego słychać było modlitwy i śpiewy w języku polskim. Sprawili to swoją obecnością: Teresa Klimuszko, Stanisław Ryt i Piotr Skrzypek, członkowie chóru z kościoła św. Stanisława w Toronto, którzy na przemian z księdzem celebrowali procesję.
    Drugiego dnia droga powiodła do małej miejscowości Saint Joachim, gdzie znajduje się piękny kościółek św. Joachima, ojca Najświętszej Marii Panny. Tutaj wiejska zabudowa z kolorowymi dachami, mnóstwem kwiatów zdobiących przydomowe ogródki, zwłaszcza słoneczników, oraz stare zniszczone stodółki stworzyły niesamowity nastrój przywołujący na myśl krajobraz jakby przeniesiony z dawnej Polski.

chusty2

    Kolejnym miejscem zwiedzania była "Cyklorama Jerozolimy" i Bazylika św. Anny, matki Maryi, w Saint-Anna-de-Beaupre. Święta Anna jest tutaj otoczona największą czcią.
    Następnym punktem programu było miasto Quebec City, stolica prowincji Quebec, i spacer przepięknymi uliczkami starego miasta, zbudowanego na wzór europejski. Niebywałym zjawiskiem jest tu deptak wzdłuż wysokiej skarpy w otoczce malowniczych kawiarenek, sklepików, ulicznych grajków i osób prezentujących swoje talenty artystyczne od malarstwa poprzez sztukę rękodzieła. Poza tym wąskie uliczki starego miasta toną w girlandach barwnych kwiatów.
    Po powrocie do Domu Pielgrzyma pielgrzymi udali się na Mszę Świętą do Bazyliki, której monumentalna budowla robi ogromne wrażenie. Po mszy również procesja ze świecami zakończona modlitwami w małym kościółku, gdzie przed cudowną figurą Matki Bożej każdy zawierzał swoje intencje dziękczynne i prośby, oddając się Jej w całkowitą opiekę. Ze łzami wzruszenia i obietnicą powrotu za rok śpiewano pieśń "Panience na dobranoc".
    W trzecim dniu pod opieką  przewodnika zwiedzane było Oratorium św. Józefa w Montrealu. Przewodnik przybliżył  postać brata Andre, inicjatora budowy Oratorium, przekazując wiele ciekawostek z jego życia. Prawdziwą ucztą dla ducha okazał się tu koncert na mało znanym instrumencie carillon. Carillon to muzyka dzwonów wieżowych. Kiedy pod koniec koncertu zabrzmiała melodia "Ave Maryja", dołączyła swój głos Teresa Klimuszko, co pięknym echem roznosiło się po całym wzgórzu. Ostatnim obiektem zwiedzających była Bazylika Notre Dame w Montrealu, która zawsze bezwzględnie wzbudza podziw swoim wystrojem.
    Sama podróż prócz tego, że uczestnicy zdobywali wiele ciekawych wiadomości przekazywanych przez Alę Dragunowską, była bardzo urozmaicona. Starczyło czasu na modlitwę, którą z wielką pobożnością prowadzili Maryla Zdyb i Józef Kula, na przemawiającą do serc poezję autorstwa Wandy Bogusz, prezentowaną przez Bognę Hipsz, oraz na śpiew i odpowiednią dozę humoru dostarczoną przez Teresę Klimuszko. Dodać należy, że na podróż dla pielgrzymujących pyszne kanapki przygotowała Laura Wieczorek. Trudno opisać wszystkie wrażenia i odczucia, jakich doznali pielgrzymi. Najważniejsze, że  przeżyciom, co wynikało z podsumowania, towarzyszyły radość i wzruszenie ze wspólnie spędzonych chwil, często wpływających na przemianę serc.
Uczestniczka pielgrzymki T.K.

W południowych zabudowaniach klasztornych bazylianów, w latach 1823–1824 więziono filomatów i filaretów – a w ich liczbie Adama Mickiewicza. Poeta opisał te wydarzenia w "Dziadach". Dziś jedna z sal byłego więzienia jest nazywana "Celą Konrada", o czym przypominają tablice pamiątkowe. W klasztorze w latach 1830–1831 więziono też uczestników litewsko-polskiego powstania.


Klasztor położony jest w samym sercu Wileńskiej Starówki. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości budynek klasztorny odzyskała Kuria Wileńska, a w roku 1992 w Celi Konrada odrodzono tradycję "Śród Literackich". W pierwszej reaktywowanej "Środzie" brał udział Czesław Miłosz, który wówczas z rąk przewodniczącego Litewskiego Sejmu Vytautasa Landsbergisa odebrał honorowe obywatelstwo Republiki Litewskiej.
Klasztor Bazylianów oraz świątynia p.w. św. Trójcy zostały ufundowane w roku 1514 jako obiekty prawosławne przez hetmana wielkiego litewskiego ks. Konstantego Ostrogskiego dla uczczenia zwycięstwa nad wojskami moskiewskimi w bitwie pod Orszą. Cerkiew p.w. św. Trójcy jest świątynią trójnawową typu halowego. Do południowej ściany świątyni przylegają kaplice p.w. Podwyższenia św. Krzyża i kaplica Tyszkiewiczów z kryptą grobową, do północnej zaś – kaplica p.w. św. Łukasza. Dwie wyższe smukłe wieże w stylu baroku wileńskiego wznoszą się przy elewacji tylnej. We wnętrzu zachował się nagrobek burmistrza Wilna Atanazego Bragi z 1576, z widoczną inskrypcją w języku ruskim, płyta nagrobna sióstr Jeleńskich z 1758 z napisem polskim, zaś w kaplicy Tyszkiewiczów także fragmenty grobu Barbary Tyszkiewiczowej, którego prawdopodobnym projektantem był Matteo Castelli.

2. Tablica pamiątkowa poświęcona A. Mickiewiczowi i filomatom

Cerkiew stoi pośrodku rozległego dziedzińca, otoczonego z dwu stron przez trójkondygnacyjne skrzydła klasztoru bazyliańskiego z przeł. XVIII i XIX wieku. Przed wejściem, na gmachu klasztoru, w roku 1992 (na miejscu starej, litewsko-rosyjskiej) wmurowano tablicę z napisem w językach polskim i litewskim, informującą, że był tam więziony Adam Mickiewicz.
Obecnie zespół budynków sakralnych w Wilnie, przy Aušros Vartųgatvė 9 (Ostrobramskiej) administrowany jest przez greckokatolicki Zakon Bazylianów Świętego Jozafata. Po zawarciu unii brzeskiej monaster Trójcy św. stał się przedmiotem ostrego sporu pomiędzy prawosławnymi a unitami, rozstrzygniętego ostatecznie w roku 1609 przez sąd królewski na korzyść tych drugich. Mnisi, którzy nie pogodzili się z postanowieniami unii, założyli w bliskiej okolicy klasztoru nowy monaster św. Ducha w Wilnie. Obydwie wspólnoty przez kilkanaście lat prowadziły polemikę prawosławno-unicką.


Organizacja klasztoru Trójcy św. stopniowo upodabniała się do modelu życia w klasztorach rzymskokatolickich. W XVIII wieku monaster był głównym ośrodkiem reformy zakonu bazylianów, a jego przełożony jako protoarchimandryta miał honorowe pierwszeństwo przed innymi zwierzchnikami klasztorów tego zakonu.


Po roku 1761 klasztor został przebudowany według projektu Glaubitza. Wnętrze jego cerkwi poddano wówczas gruntownej latynizacji, wzniesiono nową bramę wjazdową, zwaną Wrotami Bazyliańskimi.
Po rozbiorach Polski, gdy Wilno znalazło się w granicach Imperium Rosyjskiego, klasztor Bazylianów działał początkowo bez przeszkód. Dopiero w roku 1823 władze carskie zarekwirowały zakonnikom część kompleksu z przeznaczeniem na więzienie. Od roku 1839 monaster Trójcy św. znajdował się w rękach mnichów prawosławnych, zaś od 1845 na jego terenie działało prawosławne seminarium duchowne. W latach sześćdziesiątych XIX wieku całość zabudowań przebudowano, by zatrzeć wprowadzony przez bazylianów zlatynizowany wygląd klasztoru, zastępując go architekturą bizantyńsko-rosyjską. Po roku 1937 prawosławni mnisi opuścili kompleks, zaś cerkiew została zamknięta.
Po II wojnie światowej klasztor został przekazany Instytutowi Inżynierów Budownictwa, zaś cerkiew pozostawała nieczynna i ulegała stopniowej dewastacji. Po rozpadzie ZSRS obiekty odzyskała rzymskokatolicka diecezja wileńska, sprowadzając do nich ponownie bazylianów z Ukrainy. Podjęto wówczas remont cerkwi i monasteru, stopniowo przywracając świątynię do użytku liturgicznego, wstawiając zupełnie nowe wyposażenie. Od roku 2009 w dobudowanym do cerkwi budynku eksponowana jest wystawa poświęcona pobytowi Adama Mickiewicza w Wilnie i rekonstrukcja Celi Konrada.


Tekst i zdjęcia Leszek Wątróbski
Szczecin

piątek, 31 sierpień 2012 18:02

Nasza minisonda z nr. 35

Napisał

sonda35-1Ryszard - Wkrótce 1 września, czy, Pana zdaniem, patrząc teraz na dzisiejszą Europę, ma Pan nadal pretensje do Niemców za te wszystkie złe rzeczy, których dopuścili się wobec nas?

- Wybaczanie to jest rzecz ludzka i powinno się wybaczać wszystkie błędy i wszystkie krzywdy, które inni nam wyrządzili. Z drugiej strony, gdyby nie ta wojna, to Polska na pewno wyglądałaby dzisiaj inaczej.

- My bylibyśmy gdzie indziej.

- Na pewno bylibyśmy w kraju, a po drugie, Polska byłaby - takie jest moje zdanie - ponieważ Polacy są ludźmi obrotnymi, zdolnymi, to byłaby chyba na poziomie Anglii i Francji w tej chwili. Bo plany rozwoju przed wojną były bardzo ambitnie. Kilka lat przed wybuchem wojny Polska rozwijała się bardzo intensywnie, szybko - możemy mieć pretensje do nich o to, że ucięli nam ten cały rozwój.

- A czy też i o to, że teraz próbują od tej odpowiedzialności trochę uciekać?

- To mi się właśnie nie podoba i bardzo ich za to ganię, bo próbują też często winę za tę wojnę zwalić na nas. To jest bardzo nie w porządku.

- Czyli jest jednak jakiś uraz?

- No jest, bo jak się mówi "Niemcy"... - mimo to, że oni są teraz dla nas tacy bardzo przyjacielscy, wiem, że wielu ludzi u nich wstydzi się tego, co zrobili, ale wielu jest też takich, którzy tego nie żałują. Moje zdanie ogólnie jest takie, że czuję jakiś żal i krzywdę, którą oni naszemu narodowi wyrządzili.


sonda35-2Jan - Czy dzisiaj ma Pan jeszcze uraz w sercu do Niemców?

- Tak fifty fifty, za to co zrobili mojej rodzinie, dużo mojej rodziny zginęło, ale ja osobiście tego nie doświadczyłem, urodziłem się już po wojnie. Ale to tylko ze względów rodzinnych.

- A nie sądzi pan, że Niemcy próbują teraz jakby uciekać od odpowiedzialności za tę wojnę?

- Oczywiście, dlatego mówi się - jak Obama ostatnio - o polskich obozach śmierci. No i oba narody - wiadomo który drugi - przerzucają powoli na nas to wszystko. Taka jest prawda.

 


sonda35-3Honorata - Ma Pani w sercu uraz do Niemców?

- Jestem jeszcze na tyle młoda, że raczej myślę, że to powinno się puścić w niepamięć.

- Co było, to było?

- Tak, i niech ten naród sobie żyje.

- A nie sądzi Pani, że Niemcy dzisiaj jakoś tak uciekają od tej odpowiedzialności, słyszy się często, że oni też byli ofiarami Hitlera, że byli ofiarami Polaków.

- No na pewno źle się z tym czują, jak wszystkim, trudno jest im się przyznać do takiego błędu, ale ja wiem...

- Pani w sercu nie ma urazy?

- Nie, raczej nie, powinno się to raczej puścić w niepamięć i żyć do przodu.


Andrzej - 1 września to data, którą zna każdy Polak, czy Pan w sercu nadal ma uraz do Niemców jako narodu?

- Ja nie jestem Polakiem.

- Można zapytać jakiej jest Pan narodowości?

- Ukrainiec.

- Ukraina też wycierpiała.

- Też prawda.

- Ma Pan do Niemców jakiś żal?

- Nie, Nie. Wojna była wojną, w jedną i w drugą stronę to było.

- Z jednej Niemcy, z drugiej Sowieci, czy jak??

- No, jedni i drudzy je....ali Ukraińców. Tak że w każdą stroną, jak się popatrzył, to jedni zrobili źle i drudzy zrobili źle.

- Puścić to trzeba w niepamięć?

- No wie pan, przychodzi czas, 500 lat będziemy ciągnąć?!

- Przyszedł czas, że powinno się odpuścić?

- Wiadomo, że zawsze coś zostanie.

- No, rodziny ucierpiały, straciły...

- Każdy stracił, tak z jednej strony, jak i z drugiej.

- Nie sądzi pan, że Niemcy uciekają teraz od odpowiedzialności, mówią, że też byli ofiarą Hitlera?

- No, byli ofiarą częściowo, procentowo byli.

- Ale sobie go wybrali.

- Nie ma takiego kraju, żeby każdy się zgodził z polityką dyktatury. Powiedzmy w tamtych czasach dyktatury, w dzisiejszych czasach to już się nazywa demokracja, ale to dalej jest dyktatura...

 

Irena - Zbliża się rocznica 1 września, czy Pani ma jeszcze pretensję do Niemców?

- Nie wiem, proszę pana, nie zastanawiałam się nad tym, ale chyba nie. Teraz nie.

- Za to co kiedyś Polakom uczynili?

- Raczej chyba nie. Zwłaszcza tutaj, gdzie jest dużo nacji, inaczej się pewnie to odczuwa w Polsce, a nie wiem, jak bym patrzyła z polskiej perspektywy.

piątek, 31 sierpień 2012 17:51

X-lecie sakry biskupiej ks. Ronaldo Fabro

Napisane przez

 

czyli znaki czasu, które nie mogą cieszyć katolika


DSCF3782

W miejscowości Merlin (najbliższe miasteczko to Tilbury przy autostradzie 401), a dokładniej nieco na uboczu, w sąsiedztwie kościoła św. Patryka, znajduje się sanktuarium Matki Bożej Różańcowej należące do diecezji London.
Przypomnę tylko, że wcześniej istniało w St. Marys (w pobliżu London) w latach 1954–1998. Na terenie należącym do parafii św. Patryka pierwsze roboty wykonano w 1995 r., dzisiaj pielgrzymi mogą się modlić na czterech trasach: różańcowej, świętych, Drodze Krzyżowej i, ostatnio dodanej, trasie Matki Bożej, przy której znajdują się figury Maryi m.in. z Fatimy, Lourds, Gwadelupy czy Knock. Ta ostatnia pochodzi z Irlandii i związana jest z objawieniami, które miały miejsce w okresie wielkiego głodu w Irlandii.
I może jeszcze jeden fakt, niezwykle ważny i dający do myślenia, otóż sanktuarium opiekują się księża pochodzący... ze Sri Lanki (dawniej Cejlon), ze zgromadzenia rosarian, a ontaryjska placówka jest ich pierwszą poza rodzinną wyspą i Indiami. Takie znaki czasu mamy, niestety, nie tylko w diecezji London.
Do Merlin wybrałem się z rodziną 15 sierpnia: najpierw msza w kościele św. Trójcy, później wyjazd do sanktuarium. Nie muszę dodawać, dlaczego pojechaliśmy – w Polsce 15 sierpnia to wielkie święto: religijne i państwowe.
To święto Matki Bożej Wniebowziętej i Żołnierza Polskiego w rocznicę cudu nad Wisłą.
Nie wiem dlaczego, ale nie przyszło mi do głowy, że w sanktuarium tego dnia może być tłoczno... ale, prawdę mówiąc, na stronie internetowej nie znalazłem żadnej wzmianki, że 15 sierpnia do sanktuarium przybędzie kilkaset osób, a uroczystą Mszę Świętą odprawi ordynariusz diecezji London, ks. Ronald Fabro. Nie ukrywam, że była to dla nas wspaniała niespodzianka, program uroczystości przewidywał mszę na świeżym powietrzu, procesję różańcową, wspólny lunch.

DSCF3775

Bp Fabro i ksieza opiekujacy sie sanktuarium. procesja na rozpoczecie Mszy sw.


Dla mnie zaskoczeniem było, że w dniu powszednim zebrało się w sanktuarium tak dużo wierzących, ale było to też optymistyczne, że duch religijny jeszcze w narodzie (kanadyjskim) nie obumarł!
Dodatkowym elementem uroczystości było podziękowanie Bogu za 10 lat posługi biskupiej przez celebransa, ks. Fabro.
15 sierpnia 2002 r. ks. Fabro został biskupem London i dokładnie w dziesiątą rocznicę sakry biskupiej modlił się w maryjnym sanktuarium w Merlin.
Myślę, że taka rocznica to okazja do pewnego podsumowania, może nie tyle posługi księdza biskupa, a nie ukrywajmy, że przypadła na bardzo trudne lata stanu Kościoła w diecezji London, a poprzez to i stanu Kościoła w ogóle, bowiem to, co obserwujemy na swoim podwórku, ma miejsce i w innych diecezjach.
Brak księży, odchodzenie wiernych od Kościoła, skandale pedofilskie, sytuacja finansowa, likwidowanie – czyli konsolidacja, parafii. To tylko kilka problemów, z którymi ordynariusz musi się borykać. Na pewno najboleśniejszy problem to seksualne zboczenia niektórych księży, czego niechlubnym symbolem pozostanie ks. Sylvester, który przez kilkadziesiąt lat przenoszony był z parafii do parafii i krzywdził kolejne dzieciaki. Trzeba byłoby potrząsnąć poprzednikiem ks. biskupa Fabro, ks. biskupem Johnem Sherlockiem, który stał na czele diecezji w latach 1978–2002. Rozumiem, że to dzisiaj staruszek, ale w latach swoich rządów – tak uważam – przynajmniej się domyślał, jakim draniem jest jeden z jego kapłanów. Ale... pod dywan wszystko, a kiedy wrzód nabrzmiał i pękł, nie tylko diecezją London zatrzęsło. I właściwie nie dziwię się, że tak wiele osób odeszło od Kościoła, chociaż z drugiej strony, co ma piernik do wiatraka, prawda? Niemniej jednak i diecezja London płaci ogromne sumy w ramach odszkodowań za czyny księży; są to milionowe sumy i poważnie obciążają budżet diecezji. Mówił na ten temat księdza biskup w kościele św. Urszuli w Chatham, 16 sierpnia 2007 r.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany tym tematem – może wejść na stronę internetową diecezji i znajdzie tam garść informacji.
Wspomniałem o braku księży, a przede wszystkim o braku powołań: czyż nie jest znakiem czasu fakt, że musimy sprowadzać kapłanów spoza Ameryki Północnej? Bodaj w ubiegłym roku ukazał się liczący 65 stron dokument opisujący stan dzisiejszy diecezji i sugerujący, czego się można spodziewać w najbliższych latach.
Może podam niektóre liczby. Diecezja London liczy około 450 tys. wiernych, ale w niedzielnej mszy bierze udział zaledwie 14 proc. katolików; jest to spadek o blisko 4 proc. w okresie ostatnich trzech lat. Ogromnie spadła liczba chrztów, bierzmowań, zawartych małżeństw, przyjętych I Komunii Świętych.
W roku 1991 pracowało w diecezji 178 księży, obecnie jest ich około 100 i średnia wieku jest coraz wyższa. Dodam, że np. młody, bardzo dobrze się zapowiadający kapłan, ks. Karol Maciejewski, ze względów rodzinnych powrócił w tym roku do Polski. Prognozy mówią, że w roku 2025 posługiwać będzie 73 kapłanów i połowa z nich będzie spoza Ameryki Północnej. Przykładem są nasi księża czy prowadzący sanktuarium w Merlin Hindusi. We wspomnianym roku 2025 na jednego kapłana przypadać będą dwie – trzy parafie i będzie to reguła. Oczywiście i obecnie księża prowadzą po dwie parafie, ale nie jest to jeszcze zasadą.
Jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę parafii, to w roku 1975 istniało 175 parafii, a obecnie około 120.
Na przykładzie Windsor mogę podać nazwy parafii, które przestały istnieć: kościół św. Tomasza, to dzisiaj fragment domu pogrzebowego, św. Józefa przejęli Chińczycy, ale nie chrześcijanie. I tak dalej.
Jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację finansową poszczególnych parafii, ogólnie nie jest źle, dobrze sobie radzą parafie polonijne, np. windsorska św. Trójcy miała w 2010 r. blisko 23 tys. dol., Matki Boskiej Zwycięskiej w Chatham zaledwie 900 dol., a Matki Boskiej Częstochowskiej w London przeszło 23 tys. na koncie.
Są też takie (około 20), które toną w długach, jak np. Assumption w Windsor, mająca w 2010 r. 352 tys. długu. Zastanawiam się, czy to chodzi o parafię Our Lady of the Assumption? Jeśli tak, to dodajmy, że jest to matka kościołów w Ontario: najstarsza parafia, założona w 1767 r. na terenie obecnego Windsor. Domyślam się, że długi biorą się stąd, że wiernych nie ma, a kościół wymaga pilnego i bardzo kosztownego remontu.
O tym, że pieniędzy brakuje, można się przekonać np. w Merlin, gdzie przed laty zdjęto kościelną wieżę, a piękny dzwon ustawiono na trawie. Ma piękny głos, pozwoliłem sobie kiedyś na próbę... Inny przykład, to kościół św. Anny w Tecumseh, co prawda dzwony już wróciły na swoje miejsce, ale kopuła wciąż stoi obok kościoła. Musimy jednak pamiętać, że remonty są cholernie kosztowne. Kiedy przystępowano do generalnego remontu kościoła św. Trójcy w Windsor, zakładano, że 2 miliony wystarczą na wszystko, na rozbudowę świątyni i plebanii. Dzisiaj chyba możemy mówić, że koszty wzrosły co najmniej dwukrotnie i gdyby nie pomoc kilku bogatych sponsorów, to nie wiem, jak by się to skończyło. Zresztą zbiórka na pokrycie długu wciąż trwa.
Nie są to łatwe lata dla pasterza diecezji London, ale kłopoty mają także inni, cały Kościół zmaga się ze sprawami, które nigdy nie powinny mieć miejsca.


Kiedy przed laty zapytałem ks. abpa Michalika o kwestie homoseksualne, pedofilię – a było to jeszcze przed ogromnym nagłośnieniem tych spraw – spojrzał na mnie z takim oburzeniem, że natychmiast powiedziałem, że tego pytania nie było... Nie zadałem ja, zadali inni, i to w taki sposób, że Kościół ustami samego papieża musiał zabrać głos.
Papież Jan XXXIII, w konstytucji apostolskiej zapowiadającej Sobór Watykański II, pisał m.in.: "Podoba nam się położyć największe zaufanie w Bożym Zbawicielu... który wzywa nas do rozpoznania znaków czasu tak, że wśród ciemności widzimy liczne objawy wydające się oznaczać lepsze czasy dla Kościoła i rodzaju ludzkiego".


Znaki, o których mówił papież, miały być zapowiedzią lepszych czasów... Miało być lepiej, a jest, jak jest, i chyba ostatni sobór przez postawienie człowieka w centrum uwagi w jakiś sposób przyłożył do tego rękę. Ale jak mi powiedział ks. bp Dydycz, kiedy trąciłem strunę soborową, to pan myśli, że jak się zebrało dwa i pół tysiąca ojców soborowych, to Duch Święty ich nie oświecał?
Leszek Wyrzykowski
Windsor

piątek, 31 sierpień 2012 07:54

Parafia św. Mikołaja w Hvidovre

Napisane przez

Niedawno ukazała się, nakładem Małej Poligrafii Ojców Redemptorystów w Tuchowie, ciekawa książka autorstwa ks. Władysława Zdunka pt. "Myśli z parafii św. Mikołaja w Hvidovre" – duszpasterza Polonii duńskiej. Jest to wybór tekstów z lat 1996–2012 pisanych specjalnie dla wychodzącego w Kopenhadze kwartalnika "Informator Polski" – czytamy we wstępie napisanym przez Romana Śmigielskiego – wieloletniego przewodniczącego Federacji Organizacji Polskich i Polsko-Duńskich w Danii. Ojciec Władysław jako duszpasterz Polonii jest stałym współpracownikiem kwartalnika i jego teksty znaleźć można prawie w każdym numerze.

Książka ta jest kontynuacją zbioru esejów pt. "Myśli z terenu misyjnego", które ukazały się w wydawnictwie "Informacje Polskiej Misji Katolickiej w Danii" w latach 1976–1992.


Ks. Władysław Zdunek jest dumny z obu swoich ojczyzn: Polski i Danii, a także ze swojego kościoła św. Mikołaja w Hvidovre, w którym od roku 1992 jest proboszczem. Ks. Władysław urodził się 26 marca 1936 roku w Uszwi w województwie krakowskim, 3 lata przed II wojną światową. – Niewiele pamiętam z tego okresu – opowiadał mi podczas naszego ostatniego spotkania. – Moje pierwsze wspomnienia pochodzą z roku 1939. Pamiętam, do naszej miejscowości wkroczyły oddziały niemieckie; strach, płacz, łapanki, wywózki na roboty – głównie młodych ludzi. Wywieźli na roboty przymusowe mojego najstarszego brata. A potem jesień 1941; dużo wojska, samochody, psy, a potem strzały w pobliskich lasach. Niemcy urządzili obławę na rodziny żydowskie ukrywające się w lasach. Dwa dni później obława na tych, którzy pomagali rodzinom żydowskim, dostarczając im jedzenie. Z wieloma innymi hitlerowcy zabrali ojca i osadzili go w więzieniu w Tarnowie. Kiedy wrócił, została ruina z człowieka.
Edukacja młodego Władysława rozpoczęła się w jego rodzinnej Uszwi. Początkowo uczył się zupełnie dobrze. Trochę trudniej było mu w gimnazjum w Brzesku-Okocimiu, do którego chodził codziennie pieszo wiele kilometrów. Nie należał do ZMP i był tam uważany za czarną owcę.
Po maturze zdecydował, że będzie zdawał na prawo na Uniwersytet Jagielloński. Zgłosił się też do szkoły morskiej w Tczewie i Wyższej Szkoły Technologii Żywienia w Częstochowie. Ojciec poprosił go, aby nie szedł zaraz po maturze na studia, lecz pomógł mu w gospodarce. Tak też się stało, a decyzję, co z sobą w przyszłości zrobić, odsunął o rok. Propozycji miał wiele. Starszy brat namawiał go do wstąpienia do tarnowskiego seminarium duchownego. Koledzy radzili mu rozpocząć studia wyższe. Poczuł jednak silne powołanie zakonne. – Matka nic mi na to nie powiedziała – kontynuował o. Władysław – ojciec natomiast zgodził się i szybko dodał, że ten pobożny pomysł pewnie niebawem mi przejdzie.
Potem trafiłem do redemptorystów na Podgórzu. Tam, w oczekiwaniu na rozmowę z przełożonym, poczęstowano mnie posiłkiem. Dostałem cały półmisek wędlin. Trafili w dziesiątkę, bo od śniadania nic nie jadłem. Dostałem też chleb i herbatę i olbrzymie pomidory. To mnie bardzo ujęło.
Od razu pomyślałem, że jeżeli oni tak normalnie podchodzą do ludzi, to są na pewno godni zaufania. Po rozmowie z przełożonym zostałem przyjęty. Kazano mi zgłosić się do klasztoru w Braniewie, do nowicjatu. To był rok 1955.


Przed przyjazdem do Danii, w roku 1976, ukończył studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uzyskując stopień doktora psychologii wychowawczej. Po przyjeździe do Danii pracował najpierw w Odense jako duszpasterz Polaków i proboszcz w Assens i Nyborgu (1976–1982). Wydatnie wpłynął tam na ożywienie życia religijnego i narodowego. Jednocześnie głosił nauki rekolekcyjne dla polskich kapłanów we Francji, Niemczech, krajach Beneluksu oraz dla wiernych w Danii, Niemczech, Francji i Anglii.


Został następnie, w lipcu 1987 roku, duszpasterzem polskim przy kościele św. Anny na Amager, będąc jednocześnie koordynatorem Polskiej Misji Katolickiej w Danii. Pracując w Amager, włączył się w życie Polonii kopenhaskiej, zostając kapelanem Koła Armii Krajowej oraz kapelanem Samodzielnego Koła Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Był też współzałożycielem Związku Harcerstwa Polskiego w Danii. Obecnie pracuje w kościele św. Mikołaja w Hvidovre (południowe przedmieście Kopenhagi), gdzie jego parafianami są Polacy, Duńczycy, Wietnamczycy oraz 22 inne narodowości. Przy jego parafii powstał Ośrodek Pracy Polonijnej, skupiający głównie młode pokolenie Polaków. Jest przykładem dobrego duszpasterza i wielkiego patrioty.


Tekst i zdjęcia Leszek Wątróbski
Szczecin

piątek, 07 wrzesień 2012 19:21

Wielki Piknik "Gońca" - bez gwiazd

Napisał

Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej, Placówka 114 oraz redakcja Tygodnia "Goniec"

ZAPRASZAJĄ NA DOROCZNY PIKNIK

w sobotę, 8 września od godziny 11 do 21

Wiele atrakcji. Wstęp wolny 

Do tańca gra zespół Non Stop

https://www.facebook.com/events/341363522622804/

Będą być może loterie, będzie licytacja i – jak zapewnia Grzegorz Fabrykowski – ściągną też polscy motocykliści. Jak co roku zapraszamy wszystkich sympatyków, ale też takich, którym zaleźliśmy za skórę. Nieskromnie powiem, że na tym rynku "Goniec" najszerzej udostępnia łamy ludziom, którzy normalnie – jeśli nie skaczą sobie do gardła, to z pewnością patrzą na siebie wilkiem. Dla nas ważne jest jedno – by wierzyli w to, co mówią, i by wierzyli w sens Polski. Dlatego zapraszamy wszystkich na wspaniałą zabawę do godziny 21.00.

Po tej godzinie czar pryska i wszystkie księżniczki jadą do domów. 

Jak co roku zapraszamy też właścicieli motorów i aut ukochanych, czyli takich, które dawno temu powinny już być przerobione na nowe blachy, a jednak dzięki naszym heroicznym wysiłkom nadal lśnią i grzmią.
Tu chciałbym prosić o kontakt telefoniczny pana, który ma w Mississaudze odrestaurowanego willysa z ciężkim karabinem maszynowym i radiostacją. – Kiedyś poznaliśmy się na pikniku Wojska Polskiego. Jak zawsze zapraszamy też posiadaczy polskich marek samochodów i motocykli.

(Andrzej Kumor)


piątek, 24 sierpień 2012 18:27

Stypendia FUNDACJI IM. ADAMA MICKIEWICZA

Napisane przez

FUNDACJA IM. ADAMA MICKIEWICZA  W KANADZIE informuje studentów uczelni kanadyjskich  o warunkach ubiegania się o stypendium

Studenci powinni mieć ukończony co najmniej pierwszy rok studiów i
posiadać obywatelstwo kanadyjskie lub stały pobyt w Kanadzie.


Studenci studiów przeddyplomowych (undergraduates) powinni przedstawić następujące dokumenty:
•Podanie dla studentów studiów przeddyplomowych
•Informację o wynikach w nauce (transcript)
•Informację o pracy społecznej na rzecz organizacji polonijnych – poparcie odpowiedniego okręgu KPK
•Informację o sytuacji materialnej rodziców lub opiekunów – kopia
zestawienia podatkowego.
Studenci studiów dyplomowych (graduates) powinni przedstawić:
•Podanie dla studentów studiów dyplomowych
•Zaświadczenie o wynikach w nauce (transcript).
•List popierający od profesora, pod którego kierunkiem robią pracę
magisterską lub doktorską.
W tym roku Fundacja im. Adama Mickiewicza uchwaliła specjalne stypendium dla studentów nauk technicznych im. Sabiny Boradyn. Zachęcamy studentów inżynierii o składanie podań.
Formy podań znajdują się na stronie internetowej Okręgu Toronto KPK
www.kpk-toronto.org. Można je również otrzymać drogą elektroniczną – Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub osobiście w biurze Zarządu Głównego KPK, 288 Roncesvalles Ave., Toronto ON.
Informacje telefoniczne: Danuta Roszak 416-253-0031, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Podania należy przysyłać na adres fundacji: Fundacja im. Adama Mickiewicza w Kanadzie, 2102-61 Richview Rd., Toronto ON, M98 4M8. Będziemy wdzięczni za wysyłanie ich regularną pocztą, a nie listami poleconymi lub poprzez przewoźników, ponieważ w tych sytuacjach przesyłki są trudne do odebrania i mogą być zwracane nadawcy.
Termin nadsyłania podań mija z dniem 15 września 2012.

Anna Paudyn – Sekretarz Generalny

sobota, 25 sierpień 2012 17:47

Piknik wakacyjny w Barrie

Napisane przez

Polonia w Barrie 19 sierpnia zebrała się licznie na rozległej polanie należącej do Związku Polaków w Kanadzie nr 43 w Barrie.

O godzinie 12 ks. Mariusz Runowicz z parafii Our Lady of Grace z Angus odprawił Mszę Świętą. Po mszy uczestnicy pikniku posilili się pysznymi daniami przygotowanymi przez Koło Polek, po czym zaczęła się część sportowo-rekreacyjna, na którą zaprosił prezes Grupy 43 ZPwK, pan Józef Kazimierczak.


Do strzelnicy sportowej ustawiła się natychmiast kolejka chętnych. Tu można było strzelać z łuków i z wiatrówek – już tradycyjne piknikowe dyscypliny w Barrie.

DSCN1380

Nadzór nad bezpieczeństwem sprawowali strz. Wojciech Lassak oraz strz. Ryszard Zieliński. Rozegrano też mecze piłki nożnej, gdzie młodzieżą zajmował się jeden z rodziców, pan Józef Pyz. Na chwilę niebo się zachmurzyło i począł padać deszcz, ale po kilku minutach pokazało się ponownie słońce i piękna tęcza od wschodniej strony.


Można było zaobserwować grupy młodzieży grającej w badmintona i siatkówkę oraz drużynę pań kręcących zgrabnie hula-hop.
W ten sposób nasze nowe polonijne pokolenie buduje swoje zdrowie, na łonie przyrody, z daleka od TV, w promieniach słońca. Buduje zamiłowanie do Boga i tradycji, buduje tężyznę fizyczną i więzi międzyludzkie.

DSCN1389


Beata Jasek
Barrie