Goniec

Register Login

Polacy z „Windy Wellington”(cz.2)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Działalność Stowarzyszenia prowadzona była w sposób przemyślany, nie licząc niewielkich sporów, które z perspektywy czasu wydają się naturalne i które mają miejsce w każdej organizacji. Pierwszym z nich była sprawa zachowania poczucia świadomości narodowej i przynależności do narodu polskiego młodzieży oraz zainteresowania jej przeszłością i teraźniejszością starej ojczyzny. Rolę taką spełniać mogła częściowo szkoła polska przy Stowarzyszeniu Polaków, prowadzona przez Komitet Rodzicielski, w której nauczano języka i historii Polski na poziomie podstawowym. Brakowało natomiast zawsze pogłębiania tej wiedzy na poziomie akademickim.


Drugim problemem do rozwiązania była zawsze potrzeba zachowania niezależności Stowarzyszenia Polaków od wpływów przedstawicieli PRL i od ich starań przejęcia pod swoją "opiekę" Stowarzyszenia i Domu Polskiego.


Od 25 lat nasze stowarzyszenie, ze zmiennym powodzeniem robi to, na co je stać i możemy śmiało powiedzieć, że osiągnięcia są duże. Skupiamy się w organizacji i pod własnym dachem. Byliśmy i jesteśmy od ćwierć wieku od nikogo niezależni. W działalności swojej nasze stowarzyszenie kieruje się zasadami jak najbardziej demokratycznymi, oczywiście w naszym zachodnim sposobie rozumienia tego słowa, a nie wschodnioeuropejskim, demo-ludowym. Stąd ta niezależność i swoboda, stąd ta wolność wypowiadania myśli, bez obawy narażenia się na represje wszechwładnej partii lub jej policji. Tę swobodę i wolność naszej zasłużonej cennej organizacji musimy zachować i zabezpieczyć na przyszłość.
Mamy wśród nas nieliczną na razie grupę sympatyków systemu panującego w dzisiejszej Polsce. Z ich strony nie grozi niezależności Stowarzyszenia Polaków żadne niebezpieczeństwo, jak długo stanowią mniejszość i jak długo należą do typu kolaborantów kłaniających się w pas każdej władzy. Mieliśmy ich w Polsce w przeszłości zawsze i wielu, ilekroć kraj nasz był rządzony bezpośrednio przez obcych. Stąd wniosek, żebyśmy dbali o to, żeby na Dorocznych Walnych Zebraniach większość stanowili zawsze członkowie, którzy odrzucają stanowczo wszelki kontakt z tymi, którzy panują dzisiaj w Polsce, i ich tutejszymi przedstawicielami. To jest jedyny skuteczny i demokratyczny sposób zabezpieczenia niezależności i wolności organizacji od "opieki" tych, którzy nie reprezentują narodu, a jedynie władzę sprawującą rządy, i to z łaski "wielkiego brata", a nie mandatu narodu. Stowarzyszenie Polaków stworzone zostało przez emigrantów politycznych i dlatego winno pozostać wolne i niezależne.


Inaczej sprawę powstania drugiego Stowarzyszenia Polaków w Nowej Zelandii prezentował dr Kazimierz Wodzicki, wieloletni konsul generalny RP w Wellingtonie:
Myśl założenia drugiego Stowarzyszenia narodziła się pewnej letniej niedzieli w początkach 1948 roku na zebraniu małego grona Polaków, w jednym z domów polskich w Wellingtonie. Nieco później, bo 1 marca 1948 roku, trzydziestu Polaków zgromadzonych w sali przy kościele św. Anny, Newtown postanowiło założyć Stowarzyszenie Polaków w Nowej Zelandii, a śp. kpt. Tadeusz Szczerbo-Niefiedowicz został wybrany na jego pierwszego prezesa.
Warunki, w jakich powstawało i rozpoczynało swoją pracę narodową i społeczną Stowarzyszenie Polaków w Nowej Zelandii, w końcu lat czterdziestych, różniły się od tych, jakie Polacy zastawali w innych krajach polskiej, powojennej diaspory. Jak we wszystkich krajach osiedlenia się polskiej emigracji politycznej w tym czasie, najpierw zjawili się weterani Drugiego Korpusu i innych polskich jednostek wojskowych – ojcowie, matki, bracia i siostry młodzieży i dzieci polskich w Pahiatua. Później przybyli dalsi uchodźcy z Niemiec, Anglii oraz paru innych krajów i dopełnili to, co czasem określamy mianem Polonii nowozelandzkiej. Jak w innych krajach, zdawaliśmy sobie sprawę z nieodwołalności naszej decyzji pozostania poza Krajem oraz z trudności budowania nowej egzystencji i przystosowania się do obcych warunków. Odmienność nowozelandzkiej części polskiej diaspory polegała na dwóch czynnikach: geograficznej izolacji tego kraju, leżącego w stosunku do Europy na Antypodach globu, oraz na istnieniu w Nowej Zelandii dużej, dynamicznej swoją młodością i uświadomieniem narodowym grupy polskiej, wciąż jeszcze w większości przebywającej w obozie w Pahiatua oraz w bursach dla młodzieży.


Zdaniem dr. Wodzickiego, izolacja geograficzna sprawiła, że polska grupa w Nowej Zelandii była i pozostała stosunkowo nieliczna. Dlatego potrzebna jest jej silna organizacja, która pozwoli przez długie lata zachować świadomość narodową.
Z kolei, zapoznawszy się pokrótce z warunkami, w jakich powstało i zaczęło działać nasze Stowarzyszenie, spróbujemy jak tylko można najtreściwiej, opisać jego rozwój i dokonania w ciągu tego ćwierćwiecza. Dla przyszłego historyka, z pewnością najbardziej znamiennym będzie fakt, że Stowarzyszenie, jak tylko okrzepło i rozpoczęło swoją działalność, postąpiło podobnie jak każdy z jego członków, nieustannie dążąc do zdobycia własnej siedziby.


Nabycie pierwszego Domu Polskiego na Kenwyn Terrace w roku 1950, a więc zaledwie w dwa lata po założeniu Stowarzyszenia, było wspaniałym wyczynem ówczesnego Komitetu Budowy Domu Polskiego, zważywszy, że większość członków Stowarzyszenia w tym czasie była na dorobku i niewielu posiadało jeszcze wtedy własne domy.
Nabycie pierwszego Domu Polskiego nie tylko umożliwiło rozpoczęcie innych działów pracy przez sekcje powstałe przy Stowarzyszeniu, ale też miało duże znaczenie moralne: jeśli Stowarzyszeniu udało się nabyć pierwszy dom, to dlaczego nie postarać się o inny, większy, który zaspokoiłby wszystkie nasze potrzeby? Temu poczuciu znakomitemu, wytrawnemu i fachowemu kierownictwu Komitetu Budowy Drugiego Domu Polskiego oraz solidarnemu podejściu i osobistej pracy większości udziałowców – fundatorów, zawdzięczamy nabycie domu przy ul. Riddiford w roku 1964, a oddanego do użytku członków w roku 1965.


Stowarzyszenie nasze, zwłaszcza od czasu gdy uzyskało własną siedzibę, można porównać do rosnącego drzewa. Jak na drzewie pojawiają się liczne, coraz to nowe gałęzie, tak przy naszym Stowarzyszeniu pojawiły się i pojawiają po dzień dzisiejszy różne sekcje, czy też osobne oddziały. Na drzewie widzimy, jak wszystkie gałęzie powstają w ten sam sposób, ale jedne żyją krócej i zamierają, a inne dłużej i rozrastają się, albo nawet zmieniają kierunek lub kształt. Podobny był i jest los różnych sekcji przy Stowarzyszeniu. Wreszcie często widzimy, jak w pobliżu zdrowo rosnącego drzewa pojawiają się inne. Tak było i u nas, że wspomnę założenie czy to Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Nowej Zelandii, czy też Stowarzyszenia Polaków w Auckland.


Dr K. Wodzicki uważał, że dla generacji, która powołała Stowarzyszenie do życia i tworzyła ramy jego istnienia i działalności znamienne jest, że sprawa pomocy – najpierw rodakom w kraju lub w Niemczech, a później tym, którzy pomocy potrzebują, wysuwa się na plan pierwszy.
Ważną rolę w niesieniu pomocy potrzebującym odegrało też, powstałe w roku 1959, Koło Polek, na którego barkach opierało się w dużym stopniu życie towarzyskie Stowarzyszenia i Polaków w Wellingtonie i okolicy.


W ciągu lat pięćdziesiątych i później powstały też inne sekcje – takie jak: Chór "Polonia" i zespół teatralny, których występy starsi członkowie wspominają z dozą nostalgii. Niestety, byt tych sekcji okazał się raczej efemeryczny.
Ostatnią najmłodszą gałązką, jaka zazieleniała się na wciąż wzrastającym drzewie Stowarzyszenia Polaków, było powstałe w roku 1968 Koło Żywego Słowa Polskiego. Ta nowa sekcja wypełniła, od dawna przez wielu odczuwaną, lukę w życiu duchowym i intelektualnym emigracji politycznej w Nowej Zelandii.


Znaczące dla Stowarzyszenia były też obchody tysiąclecia historii Polski, przygotowywane na szeroką skalę w latach 1961–1964, oraz rola, jaką ono odegrało w staraniach o uzyskanie polskiego duszpasterza dla Nowej Zelandii.


Obchody tysiąclecia Polski, zainicjowane w roku 1961, były w czasie kolejnych lat bogatym, barwnym, jak na warunki nowozelandzkie, przeglądem historii i dorobku kulturalnego Polski. Doskonale zorganizowana wówczas wystawa książki polskiej, pozwoliła społeczeństwu nowozelandzkiemu ocenić polski dorobek i wkład w dziedzinę kultury na przestrzeni dziesięciu wieków.


Stowarzyszenie, od początku też swego istnienia, troszczyło się i zabiegało o stałego polskiego duszpasterza, a w pewnym nawet okresie nabyło dom dla Polskiej Misji Katolickiej w Nowej Zelandii. Kiedy zabrakło tam polskiego księdza, to z inicjatywy Stowarzyszenia zawiązał się specjalny komitet dla sprowadzenia polskiego kapłana, złożony z przedstawicieli wszystkich organizacji. Rezultaty specjalnej ankiety przeprowadzonej przez ten komitet, przy współpracy Stowarzyszenia, przekonały nowozelandzkie władze kościelne o istotnych potrzebach natury religijnej społeczności polskiej. Dzięki tym staraniom episkopat nowozelandzki zatwierdził istnienie stałej polskiej kapelanii w Nowej Zelandii.


Tekst i zdjęcia
Leszek Wątróbski

Ostatnio zmieniany piątek, 15 luty 2013 16:54
Zaloguj się by skomentować