Goniec

Register Login

Szukam pyłu twoich sandałów...Betlejem na stepie dalekim…

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        A u nas, w Nigerii, był polski ksiądz – mówi mój rozmówca i patrzy na mnie, jakbym był kimś więcej niż zwykłym, przeciętnym człowiekiem. Spodziewa się ode mnie czegoś więcej. Widzę to po jego sposobie rozmowy.

        Idę czasem w sobotę rano do kościoła niedaleko mojego domu i tam proboszczem jest ksiądz pochodzący z jednego z krajów Afryki Środkowej. Ten z kolei lubi od czasu do czasu wplatać w swoje kazania słowa o Janie Pawle II.

        Przez tych wszystkich polskich księży, pracujących w różnych, chciałoby się powiedzieć „zapomnianych przez Boga miejscach”, ludzie dowiadują się o Polsce. No i później konfuzja. Oczekują od nas, osób polskiego pochodzenia czegoś więcej niż tego, czego można oczekiwać od przeciętnego człowieka. Te oczekiwanie na moje, przepraszam nasze, bycie jakąś lepszą odmianą gatunku ludzkiego trochę męczy.

        Ile razy przychodzę do konsulatu w Toronto, to mam takie myśli, pytania raczej, kto tu jest lepszym ambasadorem Polski? Ci cywilni urzędnicy, czy tamci księża i zakonnice? Po kim zostanie więcej ciepłych wspomnień w pamięci tubylców? Kto jest lepszym przedstawicielem Polski?

        Wygrywają zakonnice i księża. Chociażby z tego powodu, że liczba polskich placówek dyplomatycznych na świecie jest o wiele mniejsza niż liczba miejsc, gdzie pracują polscy księża i zakonnice. Myślę zresztą, że większość księży i zakonnic robi Polsce taką trochę niedźwiedzią przysługę, bo w oczach wielu mieszkańców krajów, w których służą, stwarza taki baśniowy obraz Polski, kraju zamieszkanego przez lud sprawiedliwy, uczciwy i bogobojny...

        Dziś w konsulacie wydarzenie, odczyt o wielkim ambasadorze Polski i księdzu w jednej osobie. Właściwie to nie odczyt, bo takie połączenie odczytu z recytacja, śpiewem i grą na fortepianie. Ksiądz ten najpierw został męczony w różnych sowieckich obozach koncentracyjnych, a później, po wypuszczeniu, jakby mu było mało tej 13-letniej udręki, zdecydował się nie opuszczać wiernych i spędzić dalsze życie w sowieckim raju, miejscu, gdzie tak lekko „dyszot czełowiek”. Mieszkał i sprawował posługę głównie w Kazachstanie.

     Losy Polaków, obywateli ZSRS – to problem ciągle mało znany. Dobrze więc, że trochę światła w przysłowiowym tunelu rzucił na tę rozległą dziedzinę naszej niewiedzy program poetycko -muzyczny pt. „Szukam pyłu twoich sandałów... Betlejem na stepie dalekim”, przygotowany pod patronatem Konsulatu Generalnego RP w Toronto przez Krystynę Starczak-Kozłowską, Małgorzatę Maye i Jana Kornela, a poświęcony niezwykłemu Polakowi, księdzu Władysławowi Bukowińskiemu, który podczas 13-letniej katorgi w sowieckich obozach koncentracyjnych napisał historię Polski i ją tajnie więźniom wykładał, a potem krążyła ona w odpisach wśród zesłańców do Kazachstanu. Sam Bukowiński, jako były zesłaniec, nie skorzystał z prawa do repatriacji z ZSRS do Polski, by być w dalekim Kazachstanie przez lata tajnym duszpasterzem deportowanych Polaków, Niemców, Rosjan... Fenomen osobowości tego wielkiego, a wciąż nieznanego Polaka, nazwanego Apostołem Kazachstanu i beatyfikowanego w Karagandzie w ubiegłym roku, pokazany na tle zadziwiającej ścieżki jego życia – stał się w wykonaniu wymienionego wyżej zespołu tematem tak gorącym, że porwał publiczność, licznie zgromadzoną w siedzibie Konsulatu RP...

       Autorka scenariusza, prowadząca spotkanie Krystyna Starczak-Kozłowska, z pasją, kryjącą w sobie siłę przekazu – przedstawiła niezwykłe koleje losu Bukowińskiego, przeplatane małymi cytatami polskich wierszy. Pięknym przerywnikiem stawały się pieśni sybiraków, fragmenty znanych pieśni patriotycznych i kościelnych, a także kolęd w subtelnym wykonaniu Małgorzaty Maye, przy doskonałym akompaniamencie Jana Kornela. W jego wykonaniu wkraczała też chwilami muzyka Chopina, Mozarta, Bacha. W pewnym momencie zasugerowano też wspólnie owo „Betlejem na stepie dalekim...”, na wzór niepowtarzalnych w swej zgrzebnej atmosferze Wigilii, jakie urządzał więźniom w ciężkich obozach karnej pracy ks. Bukowiński, niosąc im w ów najważniejszy dzień w roku radość mimo wszystko – uświadamiając, że Boże Narodzenie to Tajemnica Miłości...

     I tak, relację przenikała głęboka nuta muzyki i poezji, a na tym tle postać ks. Władysława,   polskiego intelektualisty z ukończonymi dwoma fakultetami Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, zadziwiającego swym dobrowolnym i jakże pogodnym heroizmem w azjatyckim, sowieckim wówczas Kazachstanie – zdawała się rosnąć, wywołując emocjonalny stosunek słuchaczy. Wielu z nich pytało potem, gdzie można nabyć jego książki, a zwłaszcza ową „Historię nauczycielkę życia” pisaną w łagrze czy słynne „Wspomnienia z Kazachstanu”, których lektura budzi zdumienie, widać bowiem, jak bardzo ten człowiek mimo wszystko czuł się szczęśliwy i spełniony nawet w warunkach ciężkich obozów pracy i zesłań – niosąc ludziom przez sowiecki totalitaryzm zepchniętym na dno człowieczeństwa nadzieję – tę najważniejszą z cnót... I właśnie owo przesłanie – że można być szczęśliwym w najtrudniejszych nawet warunkach, jeśli angażujemy się we wspólnotę ludzkiego losu, kierowani miłością, bo „tylko miłość jest twórcza” – zdawało się być szczególnie akcentowane przez wykonawców omawianego spotkania.

     Niewątpliwie występ miał w sobie dynamikę, czuć było dobre przygotowanie tego małego zespołu, stylową jedność tekstu i podkładu muzycznego – ale najważniejsza okazała się być niezwykła szczerość przekazu, cechująca występy całej wymienionej wyżej trójki, co w szczególny sposób przemówiło do zebranych. I może właśnie dlatego zdarzyła się rzecz wyjątkowa: program o Władysławie Bukowińskim poruszył do żywego serca zebranej w Konsulacie Generalnym RP publiczności – ludzie nie kryli głębokiego wzruszenia, zasłuchani w niezwykłe koleje losu ks. Bukowińskiego, ukradkiem ocierali łzy... Często zachęceni przez Małgorzatę Maye, śpiewali z nią fragmenty znanych pieśni, akcentując na obczyźnie wspólnotę polskiego losu.

        Jak widać, bardzo potrzebna jest dziś – a sztuka daje po temu szczególną okazję – pogłębiona refleksja na temat wartości uniwersalnych, ponadczasowych, ludzkich, niestety lekceważonych i pomijanych w dobie relatywizmu moralnego, co mści się wielką samotnością człowieka XXI wieku i poczuciem bezsensu jego życia w „obcym tłumie” cywilizacji konsumpcyjnej.

        Dobrze więc, że Konsulat Generalny RP w Toronto patronował temu wydarzeniu o osobie, która była jakby przedłużeniem ministerstwa spraw zagranicznych Polski. Sponsorem odczytu był Związek Narodowy Polski Gmina 1A.  

Janusz Niemczyk

Zaloguj się by skomentować