Goniec

Switch to desktop Register Login

Aleksander graf Pruszyński

OST FRONT

czwartek, 28 marzec 2013 18:52

Zima nadal trzyma

Napisane przez

pruszynskiW Polsce nadal mroźno i śnieżnie, a na Białorusi podobnie. Nawet gorzej, bo śniegu spadło moc, ładnie to wygląda, a te zwały śniegu to woda, która dla rolnictwa jest wiosną tak ważna. Gorzej jednak jest na Ukrainie, gdzie zawieje zmusiły koleje do odwołania kilkudziesięciu pociągów.
Takiej Niedzieli Palmowej, tu zwanej Niedzielą Wierzbową, nie pamiętam, były tłumy ludzi i nie mieścili się w naszych kościołach oraz tłumy sprzedających palmy i choć są one coraz ładniejsze, to nadal daleko im do tych w Wilnie.

Wielki Piątek
Lata temu Pan Jezus powiedział św. Faustynie, że najskuteczniejsze są modlitwy w każdy piątek między 3 a 4, czyli wtedy gdy cierpiał za Nas na krzyżu.
Ale najskuteczniejsze są modlitwy o tej porze w sam Wielki Piątek, więc jeśli Goniec dotrze do mych Czytelników w porę, naprawdę, naprawdę proszę Was o modlitwy za Polskę i za swe rodziny właśnie między 3 a 4.

piątek, 22 marzec 2013 19:47

Z OSt frontu: Hej do Budapesztu

Napisane przez

pruszynskiPo raz drugi "Gazeta Polska" zorganizowała wielką wyprawę do stolicy Węgier na rocznicę ich niepodległości, która przypada na 15 marca, kiedy to w 1948 r. poeta Petofi wygłosił swe wielkie przemówienie.

Specjalnym pociągiem z wagonami sypialnymi z Warszawy wyruszyło około 500 osób. Dalsza część wsiadła w Kielcach, w Krakowie i Tarnowie, Osobne grupy pojechały autobusami z różnych miast południowej Polski i zapewne dotarło mimo zamieci do Budapesztu 800 osób, niektórzy jednak w wyniku zawiei dotarli dopiero w sobotę pod pomnik Bema.
Już na peronie w Warszawie była wspaniała atmosfera, zaczęliśmy wspólnie śpiewać, zwłaszcza dobrze wypadała "Pierwsza Brygada", a potem były występy samoistnie tworzących się chórów w pociągu.

piątek, 15 marzec 2013 14:41

Z Ost Frontu: Z Nowego Jorku

Napisane przez

pruszynskiZwykle wracając do Warszawy, wpadam do Nowego Jorku, gdzie mam możność zatrzymać się w samym centrum Manhattanu u kresowiaczki Pani Ewy i przy okazji upycham moją książkę o stosunkach polsko-żydowskich.
Dotarłem tu po 11 godzinach jazdy pociągiem z Montrealu, gdzie odwiedziłem swe dzieci i wnuki. Pogoda w pierwsze dni była podła, śnieg i zimno. Ale już w sobotę się wypogodziło, a na 5. Alei czołowe sklepy zaczęły pokazywać wiosenne stroje i miło było pospacerować.

piątek, 08 marzec 2013 12:49

Z Ost Frontu: Dreamlinery

Napisane przez

pruszynskiDreamlinery
Wiemy, mają kłopoty, nie tylko wytwórca Boeing, ale linie, jak LOT, które się pospieszyły z ich kupnem. Zasadniczo amerykańskie władze przesadziły, bo powinny były zakazać ich lotu tylko na długich trasach, np. plus 4 godziny, bo wtedy nagrzewają się zanadto ich baterie.
Jednak wedle stewardes, które nimi latały i obsługiwały pasażerów, komfort jest nieporównywalnie lepszy niż B767. Polecałbym firmie modlitwę do patrona spraw bardzo ciężkich św. Tadeusza Judy.

piątek, 01 marzec 2013 15:40

Z OST FRONT-u; Próba i....

Napisane przez

pruszynskiPróba i....
W Mińsku odbywają się mistrzostwa w halowych wyścigach kolarskich na niedawno wybudowanym welodromie. Nasz miłościwy prezydent traktuje to jako przygotowanie do mistrzostw świata w hokeju, jakie mają się odbyć w Mińsku za rok.
Na to przygotowano sporą liczbę nowych hoteli, które z oczywistych względów teraz stoją puste. Dalej, wyrzucono studentów z kilku internatów, gdzie robią teraz remont, by w nich też nocowali sportowcy i turyści.

piątek, 22 luty 2013 20:30

Z OST FRONT-u: Zima trzyma

Napisane przez

pruszynskiDawno tak nie było, śniegu pełno i co dzień jeszcze trochę prószy, więc jest biało, a nie szaro. Temperatura kilka stopni poniżej zera i tylko nie ma szans na jazdę sankami ciągnionymi przez konia.

Zły znak
Meteory i komety od dawna były zwiastunami tragedii. Ten, co spadł w Rosji, może nie być wyjątkiem, a wśród komentarzy nie brakuje takich, co mówią o ewentualnych katastrofach. Ocenia się, że w mieście Czelabińsku od różnych wypadków zrobionych przez meteor ucierpiało do tysiąca osób, a do 200 opatrywano w szpitalach. Na jeziorze kilkadziesiąt kilometrów od miasta, gdzie ostatecznie spadł meteoryt, jest dziura średnicy 8 metrów, ale nie zauważono tam elementów radioaktywnych.

pruszynskiWiadomość zaskoczyła wielu. Ponoć papież konsultował się przed podjęciem tej decyzji tylko ze swym bratem, księdzem, nim wygłosił po łacinie dość krótkie przesłanie do kardynałów informujące, że 28 lutego ustępuje.
Czy jednak tylko zdrowie jest tego powodem, bo nie od wczoraj mówi wielu, że był w Watykanie konflikt między Nim a zbyt licznymi masonami. Teraz jeszcze pytanie, co przed odejściem zrobi Benedykt, czy jakoś ureguluje stosunek Kościoła z Bractwem Piusa IX? Dalej, kto po Nim?

piątek, 08 luty 2013 15:22

Z Ost Frontu: W Norwegii

Napisane przez

pruszynskiKilka lat temu w Krakowie na spędzie narodowców poznałem pana Bogdana Kulasa, wiceprezesa norweskich Polaków z Oslo. Potem zaoferowałem mu przyjechanie z prelekcją o Białorusi i tamtejszych Polakach. Oczywiście chętnie mnie gotów był przyjąć, ale musiałem sam pokryć koszt przylotu. 
Ponieważ bilety na linię lotniczą Ryanair są dziwnie tanie, zapłaciłem 101 zł, więc postanowiłem zainwestować w wyprawę do tego kraju i pokryć wydatki ze sprzedaży mej książki o Białorusi i tamtejszych rodakach oraz kilku książek mego Wuja Jana Meysztowicza, który podobnie jak mój Ojciec i Stryj walczył w Narwiku i opisał swe przygody w dawno wyczerpanej książce pt. "Saga Brygady Podhalańskiej".


Pan Bogdan przywitał mnie na lotnisku i wraz z uroczą żoną gościł cztery dni, co dało mi okazję nie tylko poznania tamtejszych rodaków i przejechania się po tym mieście i jego okolicach. Miałem szczęście, pogoda była idealna, lekki mróz i sporo śniegu. Pagórkowate, skaliste okolice Oslo wyglądały przednio, zwłaszcza wieczorem, gdy w rozsianych po tych pagórkach domach świeciły światła w oknach.
Polaków trochę przybyło tu po 1945 r., ale wielka fala ma miejsce dopiero od kilku lat, a samolot Ryanair są zapełnione praktycznie tylko Polakami. A połączenia są nie tylko z Warszawy i od grudnia nieczynnego lotniska w Modlinie, ale jeszcze Krakowa i Poznania.
Lecieli z mną różni ludzie, sporo budowlańców, kilku inżynierów pracujących dla norweskich firm w Białymstoku. Kilka pań jadących odwiedzić mężów oraz wiele osób, które tak czy inaczej się tu zadomowiły.


Gros mieszkających tu rodaków pracuje na różnych budowach, ale mało jest polskich firm budowlanych. Jest sporo polskich inżynierów w różnych tutejszych firmach, a panie jak w USA czy Kanadzie sprzątają domy i sobie to chwalą. Łatwo jest zarejestrować jednoosobową firmę i pracować legalnie, odprowadzając należyte podatki.


osloPierwszy mój występ był sobotniej szkole w Oslo, gdzie dokształca się około stu polskich dzieci, i poproszono mnie, bym zrobił im wykład o walkach Polaków w czasie II wojny światowej. Ponieważ już właśnie na ten temat miałem wykłady na Białorusi, poszło mi sprawnie, ale najważniejsze, że zauważyłem, że jest świetna okazja dla organizowania równocześnie odczytów dla rodziców, którzy przyjechali tu z swymi pociechami. Spędzają czas na pogaduszkach, bo przy tutejszych odległościach nie opłaca im się wracać do domu czy jechać na zakupy. Mógłby tu przyjeżdżać ktoś ciekawy mający na sumieniu jakąś książkę, a sprzedając ją, mógłby z nawiązką pokryć koszty przyjazdu. Zresztą zapewne taka sama jest sytuacja w większych skupiskach polskich w Szwecji czy Danii, gdzie są też polskie szkoły. Czy to wykorzysta Wspólnota Polska, której prezes nie potrafi odpisać na najprostsze listy i nigdy w swej kadencji nie mógł znaleźć czasu na mnie?
Ciekawy jest fakt, że w Norwegii bardzo wiele domów jednorodzinnych jest pomalowanych na czerwono. Ponoć kiedyś, gdy w Skandynawii była bieda, najtańszą farbę robiono z rudy żelaza i... oleju.


Inną ciekawą rzeczą jest stworzenie przez córkę króla Anne Luis szkoły nawiązywania kontaktów z aniołami. Oczywiście udałem się tam dzięki panu Bogdanowi, ale szkoła była zamknięta. Podczas pobytu okazało się, że mój gospodarz jest zawziętym endekiem i Marszałka Piłsudskiego traktuje jak zbója, bo ponoć wielki profesor Koneczny zaszeregował Go do tego grona na równi ze Stalinem i Hitlerem. To oczywiście nie przypadło mi do gustu i mieliśmy utarczki. Boleję, że nadal wielu endeków nie ma nic mądrzejszego do roboty, jak zwalczać kult Marszałka, a trzeba powiedzieć szczerze, że piłsudczycy na pewno teraz nie prowadzą nagonki na Romana Dmowskiego jak oni na Marszałka.
Pan Bogdan też jest zwolennikiem pana Romana Giertycha, którego uważam za głupka i błazna, bo odżegnuje się od endecji i nawet dość silnej, odtworzonej przez się organizacji Młodzież Wszechpolska. Może się mylę, ale paradowanie z imć Komorowskim 11 listopada nikomu nie zaimponowało. Ba, nie przybyło mu zwolenników ani na prawicy, ani na lewicy i wielu określiło go po tym jako polityczną dziwkę.
Norwegia dzięki pokładom ropy i gazu u swych brzegów jest bardzo bogata i tylko częściowo należy do Unii Europejskiej, korzystając z tego, gdy jest to jej wygodne. Równocześnie są wielkie podatki, choć jest też stale nadwyżka budżetowa, czyli co najmniej część podatków można by zlikwidować.
Równocześnie obowiązuje tu "poprawność polityczna", jest więc grzechem, gdy w książce dla dzieci powiedziane jest, że tata wraca z pracy, a mama gotuje obiad.


Na jednej rzeczy wyraźnie się zawiodłem. Tutejsze sklepy z używaną odzieżą są strasznie drogie i poza dwoma krawatami i jednym beretem niczego taniego i ładnego nie mogłem znaleźć.
Wśród ciekawych ludzi znalazłem profesora politechniki, który jest wybitnym specem od metali. Kilkanaście lat temu, gdy u wybrzeży Norwegii była katastrofa wieży wiertniczej, w końcu poproszono jego, a on stwierdził, że noga wieży pękła w wyniku eksplozji. Była potem dyskusja, kto mógł w tym maczać ręce, ale władze Norwegii, by skończyć poszukiwania, postanowiły przerwać dyskusje i pozostała część wieży zatopić.
Ten pan, który nie kwapi się, by podawać jego nazwisko w prasie, twierdzi: Jeżeli dwa miecze uderzają w siebie, to nie może być tak, że oba nagle pękają. Pęka tylko jeden, więc jeśli "pękła brzoza", to nie mogło jednocześnie pęknąć skrzydło, i odwrotnie, bo inaczej zachowuje się metal, gdy normalne siły powodują jego pęknięcie, a inaczej, jak pęknięcie nastąpiło w wyniku eksplozji. Dlatego trzeba zbadać miejsce na skrzydle, gdzie nastąpiło pęknięcie, i miejsce na kadłubie samolotu, od którego odleciało skrzydło.
W sobotę miałem występ w biurze pana Bogdana, na które przybyło 16 osób, a w niedzielę po Mszy św. w kościele w Oslo. Teraz w tym kraju pracuje w różnych parafiach aż 30 polskich księży, a najciekawsze, że na samej północy kraju jest polski klasztor sióstr karmelitanek, które w dość luterańskiej Norwegii zupełnie dobrze się zaaklimatyzowały.


Aleksander graf Pruszyński

pruszynskiNa kilka lat przed swą zagadkową śmiercią były premier PRL z czasów Gierka dał wywiad dziennikarzowi Bohdanowi Rolińskiemu, który wcześniej opublikował podobny wywiad z Edwardem Gierkiem. Tego nauczyciela z zawodu, późniejszego możnowładcę Polski Ludowej okupacja sowiecka zastała na Kresach. Uciekając przed Niemcami z żoną i trzymiesięczną córeczką, schronił się u matki, która mieszkała pod Łuckiem.
Tam najpierw został kierownikiem szkoły już białoruskiej i miał szczęście, że nie pojechał oglądać białych niedźwiedzi podczas pierwszej wywózki Polaków z Kresów, a dopiero podczas trzeciej wywózki, latem 1940 r. Był w łagrze do lipca 1941 r., ale nie został przyjęty do wojska polskiego, które potem zwano armią Andersa, bo w pierwszej kolejności przyjmowano ludzi z wojskowym wyszkoleniem. Opisuje beznamiętnie tragedię Polaków na nieludzkiej ziemi, śmierć swej córeczki i wreszcie przyjęcie do armii gen. Berlinga, z którą odbył znany szlak "od Lenino do Berlino", na którym "wyrośli" późniejsi inni możnowładcy PRL, zaczynając od gen. Zawadzkiego, Siwickiego, Ochaba czy Jaruzelskiego, choć właściwie żaden z nich pod Lenino nie walczył.
Pan Jaroszewicz został oficerem politycznym, walczył o Wał Pomorski, Kołobrzeg i szybko awansował, by zostać w 1945 r. zastępcą gen. Spychalskiego, głównego politruka powojennej polskiej armii. Dalej przeniesiono go do szefostwa kwatermistrzostwa WP, gdzie objął je po oficerze Armii Czerwonej i był w randze generała III wiceministrem obrony narodowej.
Wreszcie przeniesiono go do Komisji Planowania Gospodarczego, gdzie był odpowiedzialny za uzbrojenie armii polskiej. Odbywało się to kosztem obywateli i rozbudowano niemiłosiernie przemysł ciężki, a zaniedbano produkcję dóbr konsumpcyjnych.
Były premier wspomniał o denominacji złotego w 1950 r. Bo właśnie podległe mu wojsko rozwoziło nowe banknoty i bilon po kraju. Nie wspomina jednak, ile ludność na tym straciła, bo sto ówczesnych złotych przeliczano na trzy nowe złote, ale obywatelom za sto złotych, jakie mieli w kieszeni, dawano tylko JEDNEGO nowego złotego.
Wspomina o wojnie w Korei jako początku już nie tak zimnej wojny, ale nie dodaje, że ona została wywołana za namową komunistów koreańskich przez ZSRS. Dopiero Stalin po dwóch latach bezskutecznych walk, widząc, że nie ma szans na zwycięstwo, kilka miesięcy przed śmiercią zaprosił korespondenta amerykańskiego do siebie i dał do zrozumienia, że gotów jest ją zakończyć. Po pertraktacjach 5 lipca podpisano w Panmundżonie rozejm trwający praktycznie do dziś. Ale praktycznie zaraz zaczęto dozbrajać komunistycznych Wietnamczyków i znów Polska wysyłała tam nie tylko uzbrojenie.
Niestety, pan Roliński nie zapytał byłego premiera, ile Polska do obu tych wojen dołożyła, a przecież kto jak kto, ale on to musiał wiedzieć.
Ba, tu warto przytoczyć kawał z dawnych lat:
– Z kogo składa się polska rodzina?
– Z taty, mamy, dwojga dzieci, jednego Wietnamczyka i jednego Murzynka, bo później ładowano sporo w ruch narodowowyzwoleńczy w Afryce.
Kolejną "dziurą" jest rok 1956, nie pisze nic o walce między "puławianami", czyli głównie Żydami, a natolińczykami, czyli Polakami zajmującymi niższe stanowiska w aparacie partyjnym.
Jego interpretacja Marca jest, najgrzeczniej mówiąc, antymoczarowska i prożydowska. Twierdzi, że to Moczar chciał obalić Gomułkę, a nie, jak twierdzili doradca Prymasa Wyszyńskiego profesor Kukułowicz i Albin Siwak, że wywołali go rewizjoniści, czyli Żydzi z wysokiego szczebla partyjnego, których na początku poparł Moczar, a potem zostawił ich na lodzie. Mimo wielkich demonstracji, nie tylko studenckich, po trzech dniach z poparciem Moczara Gomułka opanował sytuację, a swym żydowskim przeciwnikom dał możność opuszczenia Polski z dobrami, w czasie gdy normalny Polak nie mógł dostać paszportu.
Bardziej rzeczowy jest pan Jaroszewicz, mówiąc o Grudniu, który był z kolei próbą obalenia Gomułki przez Moczara i jego ekipę.
Oni to zorganizowali demonstracje po podwyżce cen żywności w Gdańsku i Gdyni, a potem w Szczecinie. Okazuje się, że Rosjanie ustami premiera Kosygina wyrazili sprzeciw przeciwko kandydaturze Moczara na I sekretarza oraz powiedzieli Jaroszewiczowi, że nie chcą powtarzać w Polsce "Czechosłowacji", która bardzo wiele ich "kosztowała". Tak bez oporów Edward Gierek, członek politbiura i I sekretarz KW z Katowic, objął fotel I sekretarza KC PZPR, a wicepremier Piotr Jaroszewicz został premierem.
Wspólnie musieli uspokajać społeczeństwo, najpierw dając podwyżki najmniej zarabiającym, a ostatecznie po strajkach włókniarek w lutym 1971 roku powrócić do cen z przed 13 grudnia.
W tej książce kolejną "dziurą" jest "niezauważenie", że problemy energetyczne Polski, jakie za Jaroszewicza zaczęły się pokazywać, to między innymi energetyczny koszt zagłuszania Radia Wolna Europa, co pochłaniało tyle energii elektrycznej co drugie po Warszawie miasto Łódź i nie było bardzo skuteczne.
Nic nie ma w tej książce o próbie obalenia Gierka przez Moczara w lutym 1971 r., kiedy zorganizował on spotkanie aktywu w Olsztynie, o którym poinformowali Sowieci Gierka, który tam się niespodziewanie zjawił i spacyfikował zamach.
Bez wątpienia Polska Gierka była już innym krajem. Otwarta na Zachód, było coraz więcej dóbr konsumpcyjnych i dużo łatwiej było dostać paszport.
Podczas zjazdu PZPR w 1980 r. wpłynięto na Gierka, by Jaroszewicz nie wszedł do Biura Politycznego i przestał być premierem. Ze strony ekipy Kani i Jaruzelskiego był to cios w samego Gierka, którego potem nie poinformowano o napięciach na Wybrzeżu i spokojnie siedział w Jałcie, gdy najpierw w Gdańsku, a potem na całym Wybrzeżu wrzało.
Po powrocie Gierka do Warszawy nastąpiło podpisanie porozumienia i nagle I sekretarz zaniemógł, co umożliwiło jego przeciwnikom odsunięcie go od władzy i wywindowało Kanię na I sekretarza.
Pan Jaroszewicz twierdzi, że nie trzeba było iść na udry z klasą robotniczą i narodem, który protestował przeciw wielu przejawom nadużycia władzy, i była szansa wprowadzenia jakiejś demokracji, której potem nie wykorzystano, wprowadzając stan wojenny.
Niewątpliwie chamsko zachował się Jaruzelski i jego generałowie, osadzając w więzieniach nie tylko opozycję, ale będących poza układem władzy ludzi, jak Gierek, Jaroszewicz i inni notable z poprzednich lat.
Bardzo ciekawe jest porównanie dziesięciolecia Gierka i Jaroszewicza z tym, czego "dokonał" gen. Jaruzelski i jego ekipa.
Okazuje się, że po 1981 r. nie tylko obniżyła się konsumpcja towarów spożywczych, ale siadła produkcja. Polska w wielu dziedzinach cofnęła się nawet o 15 lat. Blisko milion rodaków wyjechało za granicę, w tym z 90 tysięcy ludzi z wyższym wykształceniem. Zamiast pracować w kraju i go wzbogacać, poszli wzbogacać inne narody.
Jeśli jednak okres Jaruzelskiego był degrengoladą Polski, to jeszcze gorzej przedstawia się kolejne dwudziestolecie, bo ile wielkich fabryk poszło na dno, a Polska z 11. miejsca wśród państw świata spadła pod względem produkcji na 40. miejsce.
Kończąc, muszę przyznać, że nie jestem wielkim specem od historii PRL-u, ale zauważyłem tylko kilka ważnych luk w tej książce, a ile ciekawych spraw pan Piotr "zapomniał" dodać?

Co z tego?
Byłem w biurze u sympatycznego Aleksandra Milinkiewicza w Mińsku, który próbował zostać prezydentem Białorusi kilka lat temu. Biuro w dobrym miejscu, cztery pokoje, z 12 osób się kręci, i co z tego? Podobne biuro ma jeszcze pan Nieklajew i też niewiele widać rezultatu jego działalności. Oczywiście ktoś funduje "działanie", ale co z tego?

Seminarium
W lokalu Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie odbyła się sesja poświęcona Lidze Narodowo-Demokratycznej, która była spadkobierczynią przedwojennej endecji i dawni jej członkowie prowadzili dla młodych szkolenia.
Stworzyło ją dwóch młodych ludzi w 1957 r. – Stefan Kosecki, ówczesny asystent na politechnice w Katowicach, i Przemek Górny, student prawa z Warszawy, a przedtem mój kolega z gimnazjum w Płocku. Była to pierwsza po Związku Młodych Demokratów organizacja niepodległościowa, która działała do 1960 r., kiedy w maju na jej zebranie naszła ubecja.
W trakcie seminarium wynikło coś bardzo ciekawego – jednemu z twórców Ligi Prymas Wyszyński powiedział, że do niego przybyli wysłannicy krajowi jak i sowieccy. Obiecywali, co mogli, jeśli na forum Soboru poprze "teologię wyzwolenia", bardzo modną w pogrążonej biedą Ameryce Łacińskiej. Oczywiście Prymas tego nie zrobił, ale dowiedział się, kto stoi za tą "teologią".

Kto walczy w USA z bronią
Po kolejnym ekscesie z bronią nastąpiła eskalacja walki z jej legalnym posiadaniem. Co najciekawsze, powstała panika, że będzie jeszcze trudniej ją posiadać, więc kto chciał ją mieć, szybko sobie jakąś broń kupił.
Okazuje się, że walkę z bronią, a raczej kampanię rozbrojenia obywateli prowadzą głównie liberalne wielkomiejskie koła... żydowskie. Bo właśnie oni jej mają najmniej, a ich przeciwnicy, Anglosasi z reszty USA, mają jej najwięcej.

Koniec wieńczy dzieło
Dowiedziałem się, że w organie Urbana jest ciekawy tekst o Powstaniu Styczniowym, gdzie autor sporo cytuje mego Ojca Ksawerego, który napisał książkę pt. "Margrabia Wielopolski" pokazującą, ile udało się temu arystokracie zrobić dla Polski, co potem zniweczyło powstanie. Kupiłem więc "NIE" i przeczytałem bardzo rzeczowy tekst. W przeciwieństwie do wielu pisze, że margrabia zrealizował to, co potem po klęsce w wojnie z Prusami dali Austriacy Polakom w Galicji. Różnica była tylko w tym, że nie zginęło 10 tysięcy ludzi z elity i kilka razy więcej nie poszło na Sybir, na emigrację oraz Polacy nie stracili majątków, które przejęli Moskale i Żydzi.
Oczywiście przeglądnąłem "NIE", które jest teraz znacznie mniej wulgarne niż 19 lat temu, gdy korespondent z Moskwy napisał o mnie bardzo rzeczowy tekst.

Istotne pytanie
Dowiadujemy się, że LOT ma deficyt rzędu miliarda złotych, w czasie gdy paliwo nagle NIE zdrożało i tragedii na rynku przewozów nie ma. Czemu to się stało i czemu np. PiS nie robi na ten temat rabanu w Sejmie?
Ktoś z LOT-u powiedział mi, że jest on tak zarządzany, by BYŁ wielki deficyt i trzeba było go za psi pieniądz sprzedać. Podobnie zresztą jest ponoć z pocztą i kolejami.

Pogrzeb Prymasa
Tydzień po śmierci kardynała Glempa odbył się Jego pogrzeb w Warszawie, na który przybyło 80 kardynałów i cała świta polityczna Polski z prezydentem i Jarosławem Kaczyńskim. Przez ponad dzień trumna ze zwłokami Prymasa była wystawiona w kościele Sióstr Wizytek, do którego stała kilkusetmetrowa kolejka nie tylko warszawiaków, ale też wielu rodaków z innych miast.
Do samej katedry nie dostało się na mszę pogrzebową co najmniej drugie tyle, ile było w katedrze, a potem zwłoki zostały złożone w podziemiach katedry, gdzie też pochowany jest Prymas Wyszyński.
Rzetelny inaczej "New York Times" też pisał o pogrzebie, ale nie omieszkał kopnąć Polaków, przypominając o tym, że ponoć w Jedwabnem zginęło 1600 Żydów. W odpowiedzi warto im przypomnieć, że w maju 1988 r. Żydzi pobili Prymasa w Nowym Jorku i korzystając z zamieszania, bohater tego znikł.


Aleksander graf Pruszyński

piątek, 25 styczeń 2013 17:43

Z OSt FRONTU: Smutna rocznica

Napisane przez

pruszynskiMija 140. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Nie jest ona szczególnie obchodzona przez władze III RP, choć nawet za Gomułki obchodzono ją całkiem uroczyście.
Przede wszystkim chciałbym zacytować pisarza Tomasza Jeża, który pod koniec XIX w. stwierdził, że wszystkie powstania polskie skierowane przeciw Moskalom, bo oni zaharapczyli ponad 80 proc. przedrozbiorowej Polski, wybuchały, kiedy nasz najeźdźca nie miał innych kłopotów, a właśnie trzeba było robić je, kiedy miał – jak np. podczas wojny krymskiej w 1856 r.
Dalej trzeba stwierdzić, co się zapomina, że różnym państwom w różnych okresach były one na rękę. Powstanie listopadowe wybuchło na skutek plotki, że gdy polskie wojska będą poza krajem uśmierzać powstanie w Belgii, to car wtedy zniesie autonomię Królestwa Polskiego. To uratowało Belgię, ale ile kosztowało Polskę. Na powstanie styczniowe żydowski bankier Kronenberg przywiózł z Londynu 5 milionów rubli, bo Anglicy chcieli, by Moskale nie pchali się przez Afganistan do Indii. Ba, jeszcze raz Anglicy chcieli je wywołać w 1876 r. Dali jednemu z polskich arystokratów spore pieniądze,ale już Polacy nie dali się na to nabrać.


Powstanie listopadowe nie było sensu stricto powstaniem, a wojną Królestwa Polskiego z Cesarstwem Rosyjskim, bo walczyły regularne wojska polskie wyposażone w artylerię, jakiej walczący 30 lat potem nie mieli. Jeśli ten zryw przeciw Moskwie się nie powiódł, to jak mógł się powieść kolejny zryw, gdzie Polacy nie mieli regularnej armii, byli słabo uzbrojeni i nie bardzo mieli sprawnych dowódców?
Kolejne powstania były też kolejną klęską społeczną i gospodarczą Polski. Niesamowitą stratą było przerzedzenie polskiej elity. W powstaniu listopadowym moc Polaków zginęło i kilkadziesiąt tysięcy poszło na Sybir. Moc zdolnych Polaków emigrowało. Po skończeniu studiów we Francji zrobili bardzo dużo dla Ameryki Łacińskiej zamiast dla Polski. Ba, kilku oficerów z tego powstania znalazło się w Szwajcarii i założyło manufaktury produkujące zegarki. Między innymi tak powstała słynna dziś firma Patek Philippe. Po powstaniu styczniowym było podobnie.
Dalej, szlachta zaciągała długi, które trzeba było latami spłacać. Podczas powstania styczniowego szlachta opodatkowała się dokładnie tyle, ile płacono podatków Moskalom. Ci dowiedzieli się o tym i potem podatki w Królestwie Polskim katolicy płacili przez 20 lat dwa razy takie, jak płacili prawosławni.


Opowiadała mi nieżyjąca Matka, że kilka lat przed wojną pewien profesor Politechniki Warszawskiej obliczył, ile Żydzi zarobili na kolejnych powstaniach. Np. kupowali przez podstawionych Rosjan skonfiskowane majątki. Niestety, nie potrafiłem odnaleźć jego książki.
Ostatnio czytałem kilka artykułów na temat powstania, ale nigdzie nie natrafiłem na nazwisko margrabiego Wielopolskiego, a właśnie on przez kilka lat przed powstaniem sprawował funkcję premiera kraju i sytuacja Polaków radykalnie się poprawiła. Przywrócił rozwiązany po 1832 r. Uniwersytet w Warszawie pod nazwą Szkoły Głównej, a jego studenci nie poszli do powstania. W momencie powstania był tylko jeden urzędnik carski – generał gubernator, Królestwo Polskie zaczęło się bardzo rozwijać, co oczywiście przerwał wybuch powstania.
Po powstaniu było moc represji, zlikwidowano szkolnictwo polskie, nie wolno było mówić na ulicach po polsku, a społeczeństwo popadło w marazm, który trwał 30 lat.

Sprawa "Starucha"
Od lipca w areszcie na Rakowieckiej w Warszawie siedzi wódz kibiców, młody Piotr Staruchowicz, przezywany "Staruchem", który zasłynął okrzykiem przeciwko premierowi, nazywając go "matołem".
Ten przywódca kibiców został aresztowany przed Euro i władze dawały do zrozumienia, że robią to "profilaktycznie", by nie było na stadionach rozruchów. Euro minęło, a "Staruch" nadal siedzi, a co kilka miesięcy przedłużają mu areszt tymczasowy i, co gorsza, siedzi w izolatce, bo ponoć jest "niebezpiecznym" więźniem, a za takich są uważani ci, co w więzieniach organizują demonstracje czy burdy.
Podstawowym zarzutem wobec "Starucha" jest oskarżenie o handel narkotykami, ale prokurator ma dziwnego świadka. Jest to skruszony bandzior, tzw. świadek koronny, który jest wykorzystany w wielu procesach i jest pod ochroną.
Areszt tymczasowy stosuje się między innymi wtedy, gdy jest obawa, że oskarżony na wolności będzie nakłaniał świadków do zmiany swych zeznań, a przecież do "świadka koronnego" nikt bez zgody prokuratora dostępu nie ma.
Niewątpliwie "Staruch" stał się nieformalnym wodzem młodych i prokuratura, a właściwie "czynniki" stojące za nią, nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić, i teraz próbują oskarżyć go o nielegalne posiadanie czyichś dokumentów. No cóż, jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie.
Jedno jest pozytywne, że nagłośnienie sprawy "Starucha" ponownie zwróci uwagę opinii na "profilaktyczne" przetrzymywanie ludzi w więzieniach.
Pora wprowadzić odpowiedzialność sędziów i prokuratorów za nagminne wieloletnie przetrzymywanie podejrzanych w aresztach śledczych. Bez tego ci "słudzy obywateli" będą nagminnie, jak to było już w PRL-u i jest nadal, przetrzymywać ludzi BEZ WYROKU latami w więzieniach.

Zapomniał wół
W Polsce rozgorzała może nie walka, ale dyskusja o na temat fotoradarów. Najgrzeczniej mówiąc, nie są one popularne, ale władza je chce przepchnąć, bo mają dać spory wpływ do budżetu. PO na swe nieszczęście zapomina, że w poprzednich wyborach wygrała dzięki temu, że je wprowadzał PiS. Podobnie zresztą było w Kanadzie, a PiS albo nie wiedział albo zlekceważył doświadczenie kanadyjskich wyborów.
Czy fotoradary będą gwoździem do trumny Matoła i jego spółki?

Zasłyszane
Ostatnio dowiedziałem się czegoś z życia premiera Cyrankiewicza. Ponoć bawił w Hotelu Grand w Krakowie z panią X, przyjaciółka jego żony, Niny Andrycz, widziała ich tam znajoma i doniosła jej. Ta wezwała służbowy samochód i w cztery godziny była na miejscu. Wtargnęła do apartamentu, gdzie para biwakowała. Konkurentkę wyrzuciła z łóżka i nagą ganiała po hotelu ku przerażeniu, a zarazem uciesze personelu.
Tego nie ma w ostatniej książce pani Niny i pytanie, ilu innych, podobnych, pikantnych spraw tam brakuje.


Aleksander graf Pruszyński
Mińsk/Warszawa