Goniec

Register Login

Aleksander graf Pruszyński

OST FRONT

piątek, 10 sierpień 2012 10:51

Z Wołkowyska

Napisane przez


pruszynskiPo pierwszym sierpnia podniesiono emerytury o 15 proc., ale kilka dni potem opłaty komunalne i telekomunikacyjne poszły w górę o 25 proc. Czyli nie jest dobrze, a jeśli w bankomatach w Mińsku brakuje dewiz, to odczytać to można tylko jako zapowiedź kolejnej dewaluacji naszego rubla.


Sobota to dzień ślubów, po ceremonii w zaksie, czyli USC, młodzi jeżdżą szykownymi autami, a potem robią zdjęcia pod fontanną i pomnikiem wilka na głównym placu. Niektóre pary najpierw brały ślub w zaksie, a po serii zdjęć jechały do kościoła. Panny mają wcale niezłe kiecki i jedna z panien przyznała mi się, że dała 400 dol. tylko za wypożyczenie jej. Teraz są zresztą nawet dwa kościoły i w sumie liczę, że chodzi do nich co najmniej z 4 tysiące ludzi w każdą niedzielę, czyli że katolików jest z 8 tysięcy w samym mieście i moc po wsiach, gdzie też są kościoły, czasem nawet bardzo zabytkowe. Wedle statystyk, jest nas w powiecie 25 proc., ale władze prowadzą prostą politykę fałszowania danych, nie pytając o narodowość, wpisują narodowość białoruską. Naprawdę byłem zdziwiony, ilu spotykam Polaków, i sądzę, że w samym mieście jest minimum 45 proc. i – co najważniejsze – mówią po polsku, choć nie ma biblioteki polskiej, ale można łapać Radio Maryja i inne stacje z Białegostoku oraz TV1, co ja też robię i poza wiadomościami oglądam olimpiadę. Polacy, jak wiadomo, nieźle wypadli, a Białorusini nawet bardzo dobrze, biorąc pod uwagę, że jest obywateli poniżej 9 milionów.


Zbieranie podpisów idzie źle, bo mam zasadniczo jednego pomocnika, ale wczoraj w niedzielę pod supermarketem zebraliśmy 70 podpisów w dwie godziny. We wtorek mamy z 560 i każdego dnia trzeba zebrać po 80 i wtedy zdążymy. Ale potem pytanie, ile zechce odrzucić komisja, a raczej ile jej każą odrzucić władze z Mińska.
Niestety, nie udało mi się uzyskać poparcia zakładu pracy, który robi bokami, ma 9000 metrów kwadratowych wolnych hal i zamiast 4000 pracowników ma 320.


Memu konkurentowi kuratorowi oświaty z Grodna zbierają urzędnicy starostwa. Chodzą po szkołach i przedszkolach, a nawet niektórych zakładach i każą się podpisywać. Naprawdę kuriozalne jest, że przyszli do polskiej szkoły, by podpisać za drania, który łamiąc konstytucję, chce zniszczyć polską szkołę w Grodnie. Konstytucja mówi, że dziecko ma prawo dostać wykształcenie w swym języku rodzinnym. To tak jak w konstytucji stalinowskiej: wszystko jest na papierze, a mało co, jeśli w ogóle w rzeczywistości.


Sporo ludzi radzi, bym siedział na piecu, a nie brał udziału w życiu politycznym. Wielu chce więcej się o mnie dowiedzieć niż me wykształcenie i zawód czy rok urodzenia, a tyle wolno mi podawać do momentu zarejestrowania na kandydata, a to nastąpi dopiero 23 sierpnia.
13 sierpnia mam złożyć zebrane podpisy i będą deliberować, a zasadniczo tylko pytać w Mińsku, czy mnie dopuścić do wyborów. Sporo ludzi twierdzi: ja pana nie znam, więc jak mogę podpisać. Tym odpowiadam, że mnie znają w mieście trzy osoby na 300, a muszę zebrać co najmniej tysiąc podpisów. W zeszłym tygodniu byłem w komisji wyborczej, prosząc o pismo, że dyrekcja zakładu produkującego maszyny odlewnicze ma prawo zwołać spotkanie załogi, przed którą wystąpię, i jeśli me wystąpienie się będzie podobało, to mogą wysunąć mnie na kandydata.

piątek, 03 sierpień 2012 11:46

Rzadka hucpa

Napisane przez

pruszynskiRzadka hucpa
    Czyli niespotykana bezczelność. Władze Litwy od 21 lat kopią tamtejszych Polaków, a teraz chcą od Polski pomocy przy budowie elektrowni atomowej. Tak mają władze Polski za kompletnych durni.

    Z placu boju
    W Wołkowysku  i na Grodzieńszczyźnie gorąco, może nie jak na Saharze, ale zawsze. Wynik taki, że coraz więcej pań chodzi w powiewnych sukniach do kostek, oczywiście z zasady Made in China. Prezydent był zachwycony, że dostała Białoruś rok temu 10 mld dolarów kredytu towarowego. To pogrąża nasz przemysł tekstylny i mało kto to rozumie, ba, i to że trzeba będzie ten dług spłacić.
    Władze tutejsze posłały urzędników, by ludzie, którzy zobowiązali się mi pomagać, wycofali się z tego. Mój główny konkurent to idealny człowiek do odstrzelenia w naszym terenie. Jemu można zarzucić, że jest wrogiem polskich szkół, bo w Grodnie chce wprowadzić do polskiej szkoły rosyjskie klasy, czyli będzie konflikt między dziećmi.
    Konkurentowi zbierały podpisy urzędniczki starostwa, a lokalny kurator oświaty wezwał wszystkich dyrektorów i "poprosił" ich o podpis. Oczywiście wszyscy ulegli.
    W sobotę zacząłem z dwoma ludźmi zbierać podpisy, w końcu po dwóch godzinach zebraliśmy 50. Potem zbieraliśmy pod kościołem, ale był problem, bo wielu nie miało z sobą paszportów, a ich numery trzeba wpisywać koło nazwiska podpisującego wniosek o wpisanie danego człowieka na listę kandydatów do parlamentu.
    Było wielu, co odmawiało, bo twierdzili, że jestem za stary, inni po prostu nie chcieli podpisywać. Wielu powiedziało, że nie mogą podpisywać człowiekowi, którego nie znają lub nie jest od lat mieszkańcem Wołkowyska.


    Przy okazji stwierdziłem, jak bardzo polski jest Wołkowysk i okolica. W firmach dyrektorami są obcy, ale sekretarki są Polkami, nawet sekretarka starosty, który zresztą dobrze mówi po polsku i mam nadzieję, że me stosunki z nimi się nie popsują. Wiele w tym, że lokalna radna twierdziła, że władze nie słuchają wybranych ludzi i niewiele najlepszy człowiek w tym "bagnie" zrobi. Inni twierdzili, że boją się, bo pracują w starostwie lub ktoś z ich rodziny pracuje w milicji. Okazało się jednak, że żona komendanta lokalnej milicji podpisała wniosek w obecności... męża.


    Największy problem, że podczas zbierania podpisów nie wolno robić kampanii wyborczej i można tylko podać suche dane, wiek, zawód itd. kandydata.
    Podobne kłopoty mają inni kandydaci, ci których nie wystawiała partia, a tych mogą z kolei nie chcieć wyborcy, bo ich stale prasa i TV oblewała "gnojówką".
    Sympatyczny Ales Karcew, który wydaje pismo "Litwa", staje w powiecie grodzieńskim, ale powiedział, że się wycofa jak wielu innych. Sugerowałem mu, by stanął w okręgu Szczuczyn. Jest to okręg dość polski, a tam miałby kolosalny atut. Sugerowałem, by powiedział, że przeniesie tam stolicę województwa z Grodna, co naprawdę trzeba robić, by odciążyć ją od biurokracji. Teoretycznie mogę ja też twierdzić, że można przenieść stolicę województwa do Wołkowyska, ale to ma mniej sensu, bo Wołkowysk jest bliżej granicy, a Szczuczyn bardziej w środku województwa.
    W środę wieczór jadę do Mińska do Głównej Komisji Wyborczej ze skargą na tutejsze stosunki. Jeżeli dostanę się do parlamentu, będę wiele mógł zrobić, ale najpierw trzeba będzie przeskoczyć tę barierę. Być może prezydentowi będzie wygodnie dopuścić mnie do okrągłej sali, czyli parlamentu, by demonstrować, jaka jest u nas "demokracja".

Polska stygmatyczka

Będąc na Jasnej Górze, wśród kilku książek, jakie kupiłem, jest zadziwiająca. Okazuje się, że w Polsce była stygmatyczka, czyli osoba, która tak blisko związała się z Panem Jezusem, że miała wszystkie rany, jakie Mu zadano. Kobieta ta nazywała się Katarzyna Szymon i zmarła w 1986 roku na Śląsku.

Miała wiele darów, potrafiła zjawiać się w różnych miejscach i potem dokładnie opowiadać, co gdzie było, a tam, gdzie była, rozchodziły się szalenie miłe wonie. Była w kontakcie duchowym ze słynnym stygmatykiem ojcem Pio, który przepowiedział jeszcze księdzu Wojtyle, że będzie papieżem.
W pewnych chwilach pojawili się jej Pan Jezus, Matka Boska i wielu świętych. Wtedy jej ustami mówili oni do zgromadzonych wokół niej pielgrzymów.
Książka opowiadająca o niej nosi tytuł: "Katarzyna Szymon – polska stygmatyczka". Książkę można pobrać bezpłatnie na stronie: www.KatarzynaSzymon.pl.
Wśród wielu informacji, jakie przez Nią Pan Jezus, Jego Matka i święci przekazują, są następujące:
• nie wolno brać hostii w rękę i na stojąco,
• powinno się wstrzymać od jedzenia na trzy godziny przed komunią,
• Matka Boska NIE życzy sobie, by nazywać Ją "Czarną Madonną". Można w znanej pieśni użyć słów "Jasna Madonna" czy np. "Piękna Madonna",
• kobiety mają ubierać się skromnie, nie pokazywać gołych pleców, ramion i brzucha oraz nie nosić spodni.
Wiele z tych wskazań Matka Boska przekazywała już wiele razy.
Aleksander graf Pruszyński
Mińsk


Aleksander graf Pruszyński
Mińsk

piątek, 27 lipiec 2012 11:31

Z Ost Frontu

Napisane przez

Z Warszawy
 pruszynski   Upał jak trzeba, Nowy Świat i Krakowskie pełne apetycznych niewiast, które coraz bardziej się rozbierają. Niektóre paradują same lub z towarzyszami spijają jakieś trunki w kawiarniach – ogródkach, których dotąd nie zliczyłem. Wśród nowości ubraniowych dam to prócz długich powiewnych kiecek, jak było rok temu, teraz są nowe, dość powiewne, krótkie z przodu wydłużone z tyłu oraz zrobione z lekkiej materii spodnie spinane w kostce, przypominające trochę to, co nosiły w haremach Turczynki i Hinduski.
    Panowie zaś się nie wysilają, nosi każdy co chce, ale szortów na ulicach mało.
    Zasadniczo moc ludzi wyjechało, ale przybyło sporo turystów, a teraz bardzo modne jest jeżdżenie na rowerach, często po chodnikach, na starych rowerach, gdzie się siedzi prosto.
    Pierwszy sukces
    Jak podała jakaś agencja internetowa, zarejestrowano mą grupę roboczą, która ma prawo zbierać podpisy. Jestem już w Wołkowysku i w czwartek rano idę po dokumenty do komisji wyborczej i w miasto zbierać podpisy. Mam mieć co najmniej 1000, ale postaram się zebrać więcej, bo złe nie śpi.
     Wstyd
    Dwa tygodnie temu otwarto hucznie Nieśwież z udziałem Jaśnie Oświeconego Aleksandra Grigorowicza Łukaszenki. Mimo prośby trzech czołowych działaczy opozycji rodzina Radziwiłłów zjawiła się tam. Nie wiem, co im obiecano, ale przed otwarciem tego zamku-muzeum NIE zwolniono więźniów politycznych. Czyli prezydent załatwił sobie rozgłos, a jak poprzednio nic albo niewiele dał w zamian. Boleję, spodziewałem się po Radziwiłłach dużo, dużo więcej i tak kończy się z nimi moja trwająca ponad 50 lat przyjaźń.
•••
    Dziś, w czwartek, wręczono mi pełnomocnictwa do zbierania podpisów, ale najśmieszniejsze, że ja nie mogę ich zbierać, bo nie wpisałem się na listę. Mam do 13 przedstawić tysiąc podpisów. Ujawniło się dwóch konkurentów. Kurator oświaty z Grodna, odpowiedzialny za próbę wprowadzenia ruskich klas w polskiej szkole, oraz jakiś człowiek z BNF ze Słonimia. Obaj mniej tutejsi niż ja.
    Zresztą już jestem przygotowany do ewentualnej dysputy z nimi.

piątek, 20 lipiec 2012 13:26

OST FRONT z nr 29

Napisane przez

pruszynskiProsto z Białorusi
Kości zostały rzucone. Tak miał powiedzieć Juliusz Cezar, ruszając na podbój Galii, czyli obecnej Francji. W czwartek, 12 lipca, ruszyłem z Warszawy na Białoruś. Pojechałem najpierw pociągiem do Białegostoku, potem taksówką na skraj miasta, gdzie powiewając dwoma dwudolarówkami, zatrzymałem po trzech minutach samochód z Baranowicz wracający po sprzedaży w Białymstoku ropy i małych zakupach dla domu. Prowadził zawodowy kierowca jeżdżący na furgonetce rosyjskiej Gazella, co osiem dni jeździ do Polski, zarabiając na przewozie ropy gdzieś z 50 dolarów, i jak wszyscy podobnie jest zły, że Prezydent zezwala jedynie tutejszym samochodom jeździć nie częściej niż co osiem dni.


Nikt jeszcze nie obliczył, jaki jest bilans przyjazdu do Polski jednego białoruskiego auta. Wiadomo – przewozi ropę, dwie paczki papierosów, dwie półlitrówki wódki. Natomiast zawsze coś wywozi. Ci, co wywożą więcej, zwłaszcza telewizory, które są w Polsce tańsze, odbierają na granicy podatek VAT, ale śmiem twierdzić, że co najmniej połowa towarów jedzie na Białoruś bez zwrotu tego podatku.


Na granicy mieliśmy szczęście, bo wytłumaczyłem kolejno trzem wopistom, że wiozę dla Polaków tamtejszą prasę, w tym wypadku głównie tygodnik "Niedziela". Dostałem tego z 16 kg po pielgrzymce Radia Maryja w Częstochowie, oraz sporo "Przyjaciółki" i innych kolorowych pism. Dzięki uprzejmości wopistów przejechaliśmy koło 400-metrowej kolejki aut czekających na odprawę i wjechaliśmy już na sam teren kontroli. Ostatecznie pokonanie granicy zajęło z 70 minut. Było też szczęście po białoruskiej stronie, bo nie przeglądali nam maneli, gdzie jeszcze były dwa komputery, jeden dar pana Chestera Sawki z Chicago dla tutejszej szkoły polskiej, a drugi mój do roboty na miejscu.
Po 45 minutach jazdy mój kierowca podrzucił mnie do Wołkowyska, do pani Marii, u której już kilka lat temu biwakowałem, gdy próbowałem wtedy stanąć w wyborach do parlamentu Białorusi. Rozgościłem się, a pani Maria dała mi kolację i przekazała lokalne plotki: jedna zła wiadomość, że chłopak, który po polskiej miejscowej szkole dostał się na uniwersytet w Lublinie, miał wpadkę, przewożąc narkotyki do domu, i teraz będzie siedział ze cztery lata.


Następnego dnia przyjechała po mnie dyrektorka polskiej szkoły, zabrała jeden komputer, drugi przywiozę następnym razem, zawiozła mnie do pani Anny, prezeski zdelegalizowanego tutejszego oddziału Związku Polaków, gdzie zdeponowałem część prasy, oraz do zakładu Welmet, którego załoga może wystawić mnie jako kandydata w wyborach.


Mówiący po polsku i sympatyczny starosta był zajęty, więc złożyłem tylko kurtuazyjną wizytę szefowi powiatowej komisji wyborczej, który na wieść, że będę ubiegał się o mandat w jego okręgu wyborczym, powiedział dyplomatycznie, że każdy obywatel ma prawo stawać do wyborów.
Wołkowysk wygląda odświętnie, bo postawione siedem lat temu z okazji ogólnokrajowych dożynek ogrodzenia zostały odmalowane, a ulice czyste, ba, i na słupach są flagi zielone i czerwone, bo 14 lipca jest święto miasta, bowiem tego dnia po trzech dniach walki Niemcy opuścili miasteczko, które przez 60 lat się znacznie rozrosło i teraz ma dwa duże kościoły katolickie, gdzie msze są po polsku odprawiane. Ba, z Wołkowyska pochodzi kilkunastu księży.


Odwiedziłem też tutejszego aktywistę opozycji, który powitał mnie serdecznie, ale jak wielu stwierdził, że szanse na wygrane są nikłe, ale w każdym razie obiecał pomoc, bo w myśl tutejszej ordynacji muszę ewentualnie zgłosić 10 nazwisk ludzi, którzy dostaną zezwolenia na zbieranie dla mnie podpisów. Zebranie 1000 podpisów jest drugim warunkiem dostania się na listę kandydatów, a trzeci warunek to wystawienie człowieka przez jakąś zarejestrowaną partię.


Ostatnim krokiem było udanie się do proboszcza drugiego, dwa lata temu otworzonego kościoła. Przyjął mnie niechętnie, w ogóle nie chciał mówić ze mną, gdy dowiedział się, że będę kandydował, ale dość ostro powiedziałem mu, że składam wizyty wszystkim liczącym się ludziom miasta, czyli też lokalnemu kapłanowi prawosławnemu. Trochę się rozchmurzył, pokazał kościół, gdzie jeszcze jest sporo do zrobienia, bo ołtarze są prowizoryczne, i wylądowałem w jego jadalni przy kawie.


Okazało się, że proboszcz, absolwent seminarium z Grodna, sporą część kosztów kościoła pokrył, zbierając złom po okolicznych wioskach, ale miał też niekoniecznie miłe doświadczenia z Polski. Kilka miesięcy temu był na Jasnej Górze i poprosił, by przekazali mu jakieś intencje mszalne, czyli wsparli finansowo. Niestety, został niekoniecznie elegancko potraktowany, a przecież Jasna Góra ma moc pątników, którzy w kolejce stali np. niedawno podczas pielgrzymki Radia Maryja, by zamówić Msze Święte.


Następnego dnia o 11.00 rozpoczęła się pod miejscem pamięci, gdzie pali się stale ogień i są popiersia czterech z 125 krasnoarmiejców Orłowskiej Dywizji i tablica z mniej więcej 110 nazwiskami tych, co polegli przy wyzwoleniu miasta. Uroczystość zgromadziła z 500, w tym odświętnie ubranych lokalnych notabli, oficerów policji w białych koszulach, oficerów armii i straży pożarnej oraz zapędzonych na nią dzieci z miejskiej półkolonii. Orkiestra wojskowa z Baranowicz odegrała hymn Białorusi. Odczytał przemówienie prezes rady powiatu, podkreślając, jak w czasie niemieckiej okupacji walczyło sowieckie podziemie, oczywiście nie wspominając, że było tu też podziemie akowskie, znacznie od niego silniejsze. Dodał, że w tutejszym obozie zagłodzili Niemcy 22 tysiące czerwonoarmiejców oraz zginęło z 6 tysięcy mieszkańców, w tym – nie dodał – większość to byli Żydzi. Przemówił prezes weteranów i na koniec odczytała laurkę dziewczyna – prezes nowego komsomołu – o wyraźnie polskim nazwisku Baranowska. Po tym złożono liczne wieńce i kwiaty, a dalej zebrani udali się na główny plac miasta. Po drodze złożyli wianki na grobach "internacjonalistów", czyli rodaków, którzy ubrani w sowieckie mundury poszli walczyć w Afganistanie i tam polegli. Na głównym placu postawiono wielką zasłoniętą dachem scenę i rozpoczęły się występy miejscowych i przyjezdnych zespołów, w tym zespołu z Toligatti, czyli miasta pobudowanego, by produkować tu sowieckiego Fiata noszącego nazwisko byłego szefa włoskiej kompartii zmarłego ze 30 lat temu podczas urlopu w ZSRS.
Rozmawiałem z matką jednej z dziewcząt z tego zespołu i powiedziałem, że to skandal, by jakość ich samochodów przez 20 lat się nie poprawiła. U nas rządzi mafia i patrzą tylko na swe kieszenie, powiedziała ta pani, która z zespołem jechała tu aż dwie doby i, co gorsza, rodzice musieli sami pokryć koszty przyjazdu, bo Wołkowysk to miasto braterskie Toligatti.


Co ciekawe, większość ludzi na placu nie oglądała zespołów, a tylko różne kioski z jedzeniem, gdzie też były pod namiotami stoły, a najpopularniejsze były szaszłyki ze świniny sprzedawane na wagę. Kilogram 120 tys. rubli, czyli z 14 dolarów.
Było moc stoisk z towarami przemysłowymi. Niestety, oprócz jednego stoiska rzemieślnika ze Słonimia produkującego wyroby z drewna reszta to chiński chłam. Były też liczne atrakcje dla dzieci, jak zjeżdżanki z wypchanych powietrzem górek czy strzelnice, gdzie można było oddać ognia z wiatrówek. Była też jakaś delegacja z Polski z jakiejś miejscowości nieopodal granicy białoruskiej i zespół z tej miejscowości potem występował.
Oczywiście, gdzie tylko mogłem, przedstawiałem się i dodawałem, że będę kandydował na posła, ale na razie formalnej propagandy nie mogę prowadzić, a zasadniczo kampania zaczyna się dopiero15 lipca.


Po południu była druga seria występów, ale teren przed sceną był ogrodzony, by nań wejść, trzeba było przejść przez dość pobieżną kontrolę milicji, gdzie zawsze była jedna dama, która kontrolowała głównie damskie torebki.
Poza występami zespołu z Polski nie było żadnego miejscowego występu po polsku, choć był jeden występ, gdzie młodzian śpiewał jakąś popularną piosenkę po angielsku.


Po południu było zatrzęsienie dzieci z młodymi mamami ubranymi dość elegancko, tylko ja i jakichś dwóch młodzianów było w szortach.
W poniedziałek odbyłem urzędowe wizyty, u sympatycznego starosty, u przewodniczącego Komisji Wyborczej i dowiedziałem się, że okręg się nieco zmniejszył i obejmuje tylko rejon, czyli powiat Wołkowysk.


Aleksander graf Pruszyński
Mińsk/Warszawa

piątek, 13 lipiec 2012 16:26

Z OST FRONTU: Goniec nr 28

Napisane przez

 Wybory
   pruszynski 23 września będą wybory na Białorusi, prawdopodobnie będę stawał w rodzinnym Wołkowysku. Spora część opozycji nie chce w nich brać udziału, a inni chcą stawać, ale przed samymi wyborami wycofać swe kandydatury.
    Amerykanie mają finansować opozycję, ale chcą, by ich podopieczni nie wycofywali się z walki.

    Na Jasnej Górze
    W  niedzielę, 8 lipca, na Jasną Górę przybyło ponoć 300.000 wiernych z XX Pielgrzymką Słuchaczy Radia Maryja, która staje się trzecią wielką pielgrzymką na Jasną Górę.
    Przybył tak pan Kaczyński, jak i kilkunastu posłów PiS i Solidarnej Polski z panem Ziobrą na czele. Prawie pół godziny trwało przedstawienie delegacji, w tym z Berlina, Sztokholmu i Edmonton.
    Wedle jednak lokalnego taksówkarza, teraz pielgrzymki są nie takie liczne jak dawniej, a winna jest bieda obywateli.

    Szczodrość Kulczyka
    Prasa podała, że najbogatszy Polak dał 80.000.000 dolarów na Muzeum Żydów Polskich: zastanawiałem się nad jego gestem i myślę, że znalazłem powód. Jest śledztwo w sprawie prywatyzacji TP SA, czyli polskich telefonów, i są oskarżeni jego bliscy współpracownicy.
    Spotkanie z Weissem
    Pojechałem do Krakowa na spotkanie z eksmarszałkiem parlamentu Izraela i eksambasadorem tego kraju w Polsce. Była prezentacja jego książki-wywiadu rzeka pt. "Takie buty z cholewami", na które przybyło do Centrum Żydowskiego na krakowskim Kazimierzu z 300 rodaków.
    Przybył na nie też był imć Rotfeld były minister spraw zagranicznych RP, który niedawno odbierał medal dla pana Karskiego z rąk Obamy i jak trusia wysłuchał obelgi względem Polaków. Miał szczęście, że po zakończeniu imprezy czmychnął i nie dostał w pysk od niżej podpisanego.
    Zadałem Weissowi pytanie, co to jest antysemityzm i czy w Muzeum Żydów Polskich będzie pokazany projekt pomnika wdzięczności Polakom, jaki Żydzi planowali w 1942 roku postawić, a nie postawili. Dostałem odpowiedzi zagmatwane, a moja towarzyszka poinformowała go, bez reakcji z jego strony, o tym, że przedstawicielka Muzeum Martyrologii Żydowskiej odrzuciła po raz drugi wniosek o nadanie mej Ciotce Medalu za ratowanie jej Ojca. Na tym przykładzie widać, jak sprawiedliwa jest ocena wniosków składanych w sprawie przyznawania odznaczeń Polakom. Imć Weiss jeszcze pozwolił sobie powiedzieć, że akowcy podczas powstania w getcie w Warszawie mordowali Żydów.

    Kopanie kardynała
    "Tygodnik Powszechny", przepraszam Żydownik Powszechny, jak i "Polityka" rzuciły się na metropolitę Krakowa po jego poparciu w Boże Ciało TV Trwam. Bardzo się z tego cieszę, bo Eminencja pozna, gdzie ma prawdziwych przyjaciół. Dodam, że twierdzenie, że trudno się do kardynała dostać, jest bzdurą – sam dwa razy z biegu w 30 minut się do Niego dostałem, choć mógłby, jak jego poprzednik, czasami po Krakowie chadzać.
    Tutaj dodam, że bodaj w 1970 roku będąc u prymasa Wyszyńskiego, dokładnie to samo Mu zasugerowałem i powiedziałem, że jeśliby On co pewien czas poszedł na spacer do Łazienek, to Gomułka chcąc nie chcąc musiałby iść jego śladem. Tak to Prymas mógł wodzić za nos Wiesława.

    Optymista
    Będąc u swego wielkiego i chyba ostatniego przyjaciela prezydeta Wenezueli, Aleksander Mniejszy, czyli prezydent Białorusi, poinformował, że jego następcą będzie dziś 7-letni nieślubny syn. Nie wiem, do ilu świętych od spraw beznadziejnych modli się Aleksander Mniejszy, ale jeśli nie zmieni systemu władzy, to nie utrzyma się tak długo, by Koli przekazać władzę. Być może nawet jego przyrodni bracia zrobią zamach i któryś wskoczy na miejsce Kołchoźnika.

    Obraza dworu
    Doniesiono mi, że po mym spotkaniu z Jaśnie Oświeconym Prezydentem w Juracie była w urzędzie chryja, że ja mogłem się do Niego dorwać i poruszyć sprawę więzionych bez wyroku ludzi. Dobrze, że już nie ma tam mongolskich zwyczajów posłańca przynoszącego złe wieści ścinać.
    No cóż, mój pociotek, niestety jestem z Prezydentem spowinowacony, miał już dwa twa tygodnie na ruszenie sprawy i nic nie zrobił. A ja nie zapominam i ruszam kogo się da, by doprowadzić do zwolnienia niesłusznie więzionych.
    Ba, obliczyłem, że jeśli połowa więzionych bez wyroku jest niewinna, to utrzymywanie ich w więzieniach kosztuje skarb państwa, czyli obywateli RP, co najmniej 66 milionów złotych.

    Komorowski a Wałęsa
    W tygodniku "Gazeta Polska" było porównanie obu tych prezydentów. Pan Piotr Gociek doszedł do wniosku, że kuzyn Bronek ma wszystkie wady Lecha, a brakuje mu jego zalet.

    Gagatki
    Ostatnio "Gazeta Warszawska" podała listę głównych postaci polskich mediów. Okazuje się, że to praktycznie same dzieci i wnuki czołowych komuchów.
Aleksander graf Pruszyński
Mińsk/Warszawa

piątek, 29 czerwiec 2012 17:45

Z Ost Frontu: GONIEC nr 26

Napisane przez

Zapomniani obrońcy
pruszynskiBędąc nad morzem, w bibliotece znalazłem książkę o Westerplatte. Przejrzałem ją dość dokładnie i nie zauważyłem nawet wzmianki, że wśród obrońców było ponad 50 prawosławnych Białorusinów spod Nowogródka, bo właśnie żołnierzy z Kresów brano do załogi Westerplatte, by uniknąć przedostania się tam agentów niemieckich.

Z kalendarza
Rozwalił się mi kalendarz i poszukując nowego, znalazłem wydany przez Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu, gdzie było moc cytatów Ojca Świętego. Oto jeden: Trzeba, byście się modlili w różnych miejscach i na różne sposoby. Sprawą kluczową jest, aby każdy człowiek się modlił, aby nie oddalał się od modlitwy, aby nie pozwolił nigdy zwyciężać się przez pokusę niemodlenia się, przez lenistwo duchowe, aby powrócił do modlitwy, także za cenę najwyższych wysiłków.

Z Juraty
Pogoda w kratkę, ale w niedzielę mieliśmy urozmaicenie na wieczornej mszy. Pokazał się na niej pan prezydent ze swą nie tak chudą żoną. Cicho wprowadzony przez proboszcza, zasiadł z nią w ławce, nawet nieotoczony borowcami. Rozpoczynając mszę, ksiądz przywitał przybyłą parę i podobnie podziękował na zakończenie mszy i zaprosił gości na doroczne święto parafii pierwszego lipca. Prezydent dał jakiś datek na tacę i z żoną przyjęli komunię.
Nim prezydent i żona ruszyli z miejsca, moc ludzi wyszło do kruchty kościoła. Para prezydencka miała zaszczyt przywitać się z korespondentem "Gońca", który przypomniał Prezydentowi, że w Polsce bez wyroku siedzi tymczasowo tysiące ludzi i on właśnie powinien coś w tej sprawie zrobić. Potem przed kościołem z 50 osób otoczyło prezydenta i trochę z nim rozmawiało. Świadczy to, że prezydent wcale nie jest taki popularny w kraju.
Następnego dnia zadzwoniłem do ciotki prezydenta i ponowiłem prośbę, by mu przypomniała, że bez wyroków w Polsce siedzi kilkanaście tysięcy ludzi. Dowiedziałem się jednak, że prezydent nie lubi informacji przekazywanych mu przez rodzinę. Czyli nie jest zbyt mądry, bo właśnie niezależne informacje są dla rządzących bardzo cenne. Trudno.

Tamte czasy (dokończenie)
Nadszedł styczeń i złe wieści z Polski. Na szczęście, nie wywożono rodaków na Sybir, ale moc ich siedzi w więzieniach.
Przed 13 stycznia Marek Gołdyn, ówczesny fotograf mego pisma "Słowo-Solidarność", wyszedł z cenną inicjatywą, by 13. każdego miesiąca robić pod konsulatem demonstrację. Pierwsza nie była zbyt udana, ale z biegiem czasu po kilkuset rodaków tam przybywało. Może to nie było wiele, ale w każdym razie komuchów w konsulacie nie bawiło.
Jeżeli wiem, to z tych, co aktywnie popierali "Solidarność", tylko Leszek Prusiński dostał jakiś order. Inni nie; ba, w Polonii też nie wszyscy byli cacy. Pana Jacka Adolfa, redaktora "Związkowca", organu Związku Polaków w Kanadzie, ówcześnie największego pisma będącego półtygodnikiem, wyrzucono z pracy. Zaoferowano jego stanowisko Grażynie Farmus, która tam przeszła z mego pisma kilka miesięcy przedtem, ale ona odmówiła i otworzyli nowe pismo "Echo", które podobnie jak ja popierało opozycję w Polsce.
***
Donosiliśmy, że Andrzej Poczobut, przewodniczący Rady Związku Polaków Białorusi, siedzi. Ma mieć w przyszłym tygodniu proces. Warto mu pomóc. Sugeruję, by czytelnicy posyłali mu pozdrowienia na adres jego e-mailu – administracja prezydenta doskonale będzie wiedziała, ile dostał pozdrowień. Adres Andrzeja Poczobuta: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Aleksander graf Pruszyński
Mińsk/Polska

piątek, 22 czerwiec 2012 11:47

Z Ost Frontu: GONIEC nr 25

Napisane przez

   Mądrość Lenina

  pruszynski   Jak zapewne czytelnicy wiecie, nie jest to mój bohater, ale choć podły był i krwiożerczy, to miał sporo swego sensu w głowie. Powiedział czy może też napisał, że źle jest, gdy chwalą was wasi przeciwnicy. Okazuje się, że Niemcy chwalą nie jednego "Polaka", order czy medal Stresemanna, polakożerczego niemieckiego ministra spraw zagranicznych, dostał lata temu imć Bartoszewski, a teraz podobne odznaczenie odebrał imć Tusk i nie wstydzi się tego. No cóż, czy można wiele więcej oczekiwać od człowieka, który dążył do oderwania Pomorza od Polski.

      Wakacje

      Znów wybraliśmy się do Juraty. Na dworcu w Warszawie sporo Irlandczyków wybierających się na mecz ich drużyny z Hiszpanią. Mocno piją polskie piwo i są dobrej myśli, bo nasi, mówią, grają często na mokrej trawie, a Hiszpanie pewnie rzadko. Niestety, ich optymizm się nie zrealizował.

      Do ośrodka MSW, teraz i dostępnego dla wszystkich, i tańszego niż inne, np. LOT-u, zaczęli zjeżdżać ludzie, głównie emeryci, i czasami z wnukami i trochę młodych małżeństw z przedszkolnymi dziećmi. Powoli ludzie czerwienieją, bo pogoda jak trzeba, nie tak gorąco jak w Krakowie, gdzie dochodziło do 27 stopni. Ale woda zimna. No i był wielki mecz z Czechami, na wielkim ekranie, przy piwie, beze mnie, zebrała się moc wczasowiczów i pierwsza połowa zapowiadała się dobrze, druga już fatalnie. Czesi przejęli inicjatywę i daliśmy d... Całe jednak szczęście, że Ruscy też przegrali, i nie wiem, czy Polacy i Rosjanie potem wspólnie opijali zgodnie swą i naszą porażkę. W każdym razie turniej nie spowodował pogorszenia stosunków między "zaprzyjaźnionymi" narodami.

      Jurata jeszcze pusta i wiele domów ma kartki, że czekają na gości. Sporo mieszkań i domów na sprzedaż, ceny niezłe po 20.000 zł za metr kw. Sama przyjemność to gościć w hotelu Bryza, apartament i pokoje dla może ciut mniej zasobnych jak pan Kulczyk i jemu podobni. Na plaży przed hotelem dla rozkoszy wiele, fotele, leżanki i namioty z zasłonami. Inna klasa gości niż w domu MSWiA.

      Prawdę powiedziawszy, trafiłem tam, choć chciałem się dostać bliżej tych u żłobu, co jadą trochę dalej do Domu Urzędu Rady Ministrów, tam ponoć jeszcze lepiej i, co dziwne... taniej.

      Jurata naprawdę zaczyna żyć po 1 lipca, a już od połowy miesiąca do połowy sierpnia istny festiwal nie tyle zamożnych, co możnych. Przyjeżdżają wszyscy i pokazują, co mają, zwłaszcza ich panie. Bywa tu i imć Tusk, i imć Sikorski, który chodzi z pochyloną głową, zadumany, i co pewien czas spojrzy tu lub tam, a ręce ma zwykle za sobą, tak jakby chodził wedle regulaminu na więziennym spacerniku. Nie wiem, czy się do tego tak przygotowuje.

      Pokazują się tu wtedy kioski z bursztynami, który ostatnio zaczął robić furorę w... Chinach. Na targach wiosną u jednego producenta Chinka zakupiła 35 kg wyrobów po 18 euro gram. Inni sprzedawcy tego i innego też żyją, ba, często z tego mogą odłożyć na spokojne bezrobocie w reszcie roku.

      Apartamenty, tu ich sporo, zaczynają się od 400 zł za dzień, a w hotelu Neptun nad samym morzem dwuosobowy pokój kosztuje tyleż. Naturalnie w superdrogim hotelu Bryza z czym kto tylko pragnie, w tym dwoma basenami i barem na plaży, jeszcze drożej i zapewniają mnie, że wszystkie miejsca wtedy są zajęte. Myślę, że za rok, jeśli przyjadę, to nie z końcem czerwca, ale już w lipcu, i będzie porównanie, co i jak było kiedy.

      Tamte czasy

      Jesień 1981 r. była ładna, pojechaliśmy z Grażyną Farmus i jej mężem Zbyszkiem na Paradę Pułaskiego, sprzedaliśmy 600 numerów "Słowa-Solidarność". W listopadzie był o mnie tekst w "New York Timesie" i numer po numerze wychodziła moja gazeta, choć stale były problemy ze zdobyciem "Tygodnika Solidarność", jaki był wewnątrz mego pisma.

      Feralnego 12 próbowałem dodzwonić się do redakcji TS, ale jakoś się nie udało i wieczorem mieliśmy w domu Janki Bartuli, gdzie mieszkałem, kilka osób i nagle Maciek Syrokomla przyniósł wieść, że w Polsce jest stan wojenny.

      Nie bardzośmy się tego spodziewali i wtedy rozdzwoniły się telefony. Proponowałem, by następnego dnia, w niedzielę, zrobić wielką demonstrację pod konsulatem PRL na Lakeshore, wielu twierdziło, że nie przyjdzie dużo osób, że lepiej pod pomnikiem Katyńskim, ale jakoś zwolennicy demonstracji pod konsulatem zwyciężyli i tam była piękna parada Polaków. Było nas z dwa tysiące, co może na 100.000 rodaków nie było dość, ale było, i na pewno komuchy nie były z tego zadowolone.

      Były potem inne demonstracje i wielką rolę w ich organizacji miała Polish Canadian Action Group, której przewodził między innymi Leszek Prusiński i chyba Andrzej Piekarski oraz moja redaktorka Grażyna Farmus, której Mama prowadziła "kancelarię" pisma, a Zbyszek stale pisywał.

      Trzeba przyznać, że ładnie zachował się premier Trudeau, który wszystkim Polakom dał przedłużenie wiz, często już sporo czasu przeterminowanych, oraz prawo ubiegania się o pobyt stały. Nie byłem jego wielkim zwolennikiem, bo "Czerwony Piotruś" był za bardzo prosowiecki, ale wtedy okazał klasę. Zresztą spartolił jedną okazję, by dostać Pokojową Nagrodę Nobla.

Aleksander graf Pruszyński

Mińsk

piątek, 15 czerwiec 2012 11:44

Z Ost Frontu: GONIEC nr 24

Napisane przez

Numer Obamy

      Kto zastanawiał się, czemu akurat teraz prezydent USA przyznał pośmiertnie order śp. Karskiemu? Mogło to mieć przecież miejsce 2 lata temu, albo za 3, a miało teraz.

      Kto zastanawiał się, dlaczego akurat z woli prezydenta USA odbierał order nie kto inny, a Żyd były ambasador Rotweld? Początkowo miał go odbierać Lech Wałęsa, ale wiadomo jest krewski i mógłby ostro zareagować na chamski PLANOWANY numer prezydenta Obamy. Więc z polecenia z Waszyngtonu odbierał go polityczny trup pan Rotweld, ten wiadomo - ostro by nie zareagował i nie miałby z tego żadnych konsekwencji. Wszystko było zaplanowane i chodziło, by Polaków kopnąć, a Obama wie, że na głosy Polonii z USA nie ma co liczyć.

      Kolejny numer

      Pięć hektarow ziemi zostalo przejęte przez miasto Warszawa, by pobudować na nim nowe skrzyżowanie. Właściciel nie oponował, a czekał na godziwą rekompensatę. To, co miasto zaproponowało uznał za kpiny i dał sprawę do sądu administracyjnego. Skrzyżowanie pobudowano, jeszcze sprawa w sądzie się nie odbyła, a nagle zjawił się komornik, bo obywatel nie zapłacił podatku od ziemi, którą już od roku włada miasto. Może do więzienia nie pójdzie, ale wizyta komornika przyjemna nie jest.

      Zapomniany wróg

      Jak często rodacy słyszycie w kościele o tym, że jest diabeł. Zapewne niezbyt często, ale on jest i prowadzi nas na manowce, ba słyszałem, że to jego robota, iż coraz więcej kobiet musi pracować, bo to rozbija rodziny.

      Szał Euro

      Już jesteśmy po pierwszym meczu, który nie wypadł korzystnie. Tego dnia nie tylko stadion ale cała Warszawa była biało-czerwona, moc samochodów z polskimi chorągiewkami i zatrzęsienie ludzi z szalikami, czapkami biało-czerwonymi różnych kształtów, malunki polskiej flagi na twarzach oraz sporo ludzi z trąbkami. Olbrzymia scena dla występów różnych zespołów i ekran pokazujący mecz na Placu Defilad. W drodze do niego spotkałem Belgów z polską flagą, potem rodzinę wietnamską z dwojgiem dzieci, które miały polskie proporczyki namalowane na twarzach. Znów spotkałem, tym razem cztery ładne Arabki z Arabii Saudyjskiej, trzy w chustkach koło głowy, a jedna w czapce baseballowej z napisem "Polska". Okazało się, że to studentki medycyny ponoć jest ich w Warszawie z 100, bo do USA ich nie wpuszczają na studia medyczne.

      Co wam się podoba w Polsce- zapytałem. - Zieleń odpowiedziała jedna a druga - wolność. Dalej zapytałem czy będziecie bez zasłoniętych twarzy chodziły po ulicach w domu. Twierdziły, że teraz jest to kwestia wyboru, ale ich matki chodzą z zasłoniętymi twarzami. Jedna z nich nawet dość dużo mówiła po polsku i znała nawet bardzo nieciekawe słowa, jak k... i wydawało się, że chętnie by tu się osiedliła, a zima nie jest dla niej groźna. Co ciekawe, na wielu domach na balkonach są polskie flagi i teraz pytanie czy ten narodowy entuzjazm przerodzi się w coś poważniejszego.

***

      Dwunastego czerwca pojechałem do Krakowa gdzie w Klub Imbir miałem odczyt o Białorusi. Jest to prywatny klub, piwiarnia, gdzie często mają odczyty prawicowcy, byłem tu na spotkaniu z panem Rozpłochowskim, działaczem "Solidarności" ze Sląska, który po stanie wojennym był wiele lat w USA. Na odczycie nie było moc osób, ale potem sala zapełniła się całkowicie, a na wielkim ekranie oglądaliśmy mecz Polska-Rosja. Jak mało, ten mecz był problematyczny, bo wielu obawiało się, że jak Rosjanie dostaną manto to zrobią chryję. Zasadniczo Polacy byli lepsi, ale pierwszego gola zdobyli Rosjanie i mogło źle się skończyć więc, nie śmiejcie się, pomodliłem się do św. Rity, patronki spraw bardzo ciężkich i o dziwo w pięć minut był gol i zarówno Polacy jak i Rosjanie są zadowoleni, bo był remis.

      Ten wieczór to był raj dla wszystkich większych piwiarni czy kawiarni. Postawiono tam ekrany i piwo lało się, jak ulewa, więc wiadomo teraz kto wygrał na Euro, bo podobnie było podczas wszystkich prawie meczy, gdzie grali Polacy. Oczywiście, był wielki entuzjazm, nawet prezydent Komorowski podskakiwał.               Gdy opuściłem gościnny lokal przeszedłem przez Rynek Główny, po którym pętała się moc młodzieży powiewającej polskimi flagami, szalikami i krzyczący "Polska, Polska" i "biało-czerwoni". Teraz chyba Polacy przejdą do kolejnej rundy i zobaczymy, czy jeszcze raz zagrają z Rosjanami.

      Zjazd Gazety Polskiej

      W Swietokrzyskiem obradował bodaj pierwszy zjazd przedstawicieli ze 160 klubów tego pisma, Teraz okazuje się, że jest to chyba największa organizacja polityczna, bo nie słyszałem, by jakaś inna miała tyle kół, a "Najwyższy Czas" zaczyna organizować podobne kluby.

      Kolejna miesięcznica

      Tym razem Pan Bóg nie był demonstrantom zbyt przychylny, bo wieczorem zaczęło kropić, ale jak zwykle była Msza św. w katedrze i ze współpracownikiem czekaliśmy, by się rozpogodziło, by rozdawać me ulotki - "Uzdrowić Polskę"- już ma 14 punktów. By przeczekać deszcz, piliśmy, jak rzadko, piwo z małego browaru pod Łodzią sprzedawane pod arkadami Biblioteki Rolniczej przy kościele św Anny. Siedliśmy pod namiotem dla piwoszy i była "rodaków rozmowa".

      Usłyszeliśmy dość kontrowersyjną wypowiedź. - Pan Kaczyński - powiedział nasz rozmówca - miał szczęście, że zginął, bo inaczej mógłby mieć poważne kłopoty za różne swe działania, jak np. podpisanie Traktatu Lizbońskiego i wejście Polski do Unii na wcale nie najlepszych warunkach.

      Gdy kończyła się msza padał spory deszcz i przypomniałem sobie, że od pogody w niebie jest św. Rita, do której zresztą moja Matka miała szczególne nabożeństwo i powiedziano mi, by była pogoda trzeba na niebie napisać "Rita", a może nawet "św. Rita". Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale po 7 minutach przestało padać, właśnie wtedy, gdy pochód, śpiewający pieśni i odmawiający różaniec pod przewodnictwem ks. Stanisława Małkowskiego ruszył z katedry do pałacu prezydenckiego.

      Tam tłum, zajmujacy Krakowskie Przedmieście od Trębackiej do Hotelu Europejskiego, wiwatował na cześć Jarosława Kaczyńskiego, który podziękował za pracę posłowi Antoniemu Macierewiczowi i pani Fotydze, dziękował zebranym i mówił, "prawda zwycięży" i to szybciej niż by się kto spodziewał. - Jesteśmy dziś bliżej prawdy niż byliśmy miesiąc temu i stale zwiększamy naszą wiedzę, o tym, co się stało. Nie jesteśmy przeciw narodowi rosyjskiemu, ale przeciw tym, co fałszują prawdę o Smoleńsku.

      To przed pałacem prezydenckim stanie krzyż, mimo tego, co kto mówi i dziś robi...

      Żadnych, ekscesów nie było, a policja stojąca w dziesięciu wozach za pomnikiem Mickiewicza nawet nie musiała wychodzić na ulicę. Na zakończenie garstka spotykająca się przed pałacem i przynosząca krzyż zebrała wszystkie znicze, z których ułożony był na chodniku krzyż i teraz "bufetowa" nie musi narzekać, że ci po sobie nie sprzątają.

      Miła informacja

      Obejrzałem na mym komputerze, którego używam też na Białorusi okienko "Gońca" i nagle widzę moje teksty po rosyjsku. Będę więc musiał powiadomić znajomych, by je czytali i czytali w ogóle "Gońca".

Aleksander graf Pruszyński

Mińsk, Warszawa

piątek, 08 czerwiec 2012 11:04

Z Ost Frontu: GONIEC nr 23

Napisane przez

      "Sprawiedliwość"

      W Warszawie 31 maja odbyło się wielkie spotkanie rodaków pokrzywdzonych przez różne organa władzy, które zorganizował Ruch Społeczny Niepokonani.

      W ich deklaracji jest napisane: zmierzamy dbać o to, aby był przestrzegany i umacniany szacunek do konstytucyjnych praw obywatela, zwalczając wszelkiego rodzaju wynaturzenia zakorzenione w strukturach władzy, które przypominają niekiedy postać zdemoralizowanego "państwa w państwie". "Niepokonani", czytamy dalej, to ludzie pokrzywdzeni przez organy państwa, które w sposób bezpodstawny doprowadziły do upadku ich firm. Niektórych z nich bez zebrania materiału dowodowego oskarżono o przestępstwa, a innych w sposób bezkrytyczny osądzały. Najgorsze, że "praworządna" prokuratura przy zgodzie sądów przetrzymuje tymczasowo moc ludzi. Rekordzista siedzi "tymczasowo" 9 lat.

      Posypały się skargi do sądu UE i zanosi się na grube odszkodowania. Co zadziwiające, połowę skarg do Strasburga to skargi z Polski, a Polska to tylko 8% ludności UE.

      Nikt z występujących nie proponował jednak, by prezydent Komorowski nakazał zwolnić wszystkich przetrzymywanych ponad dwa lata. Okazuje się, że w Polsce jest moc, ba cała fala skandalicznych działań władz, prokuratorów, sędziów itd. Aresztuje się w świetle jupiterów ludzi i potem osadza w więzieniu, by w bardzo wielu przypadkach nie móc im dowieść niczego złego.

      Tak było z twórcą firmy Optimus i co gorsza okazało się, że ktoś usłużny chciał pomóc mu wydostać się z kłopotów za drobną sumkę. Pan Kluska wydostał się sam, a co najgorsze nikt kto brał udział w jego aresztowaniu i przetrzymywaniu nie został ukarany. Sędziowie i prokuratorzy są bezkarni. Nie ma na nich bata. Prokuratorzy fałszują dokumenty i a sędziowie fałszują protokoły rozpraw. Ktoś na sali mówił, że jest złe prawo, tak ale ktoś inny powiedział, że złe prawo to może 5% zła, a 95% zła to sami sędziowie i prokuratorzy. Jest wiele w tym złego, bo Polska odziedziczyła "służbę sprawiedliwości" z komuny, ale przecież 20 lat to dość czasu, by pozbyć się złych nawyków.

      Niestety, nie przeprowadzono lustracji sędziów, a jak powiedziano na spotkaniu, ręka rękę myje. Ktoś mówił, że naprawić Rzeczpospolitą mogą wolne media, ale ile tych mediów było na sali kongresowej... W piątek sprawdziłem, ani w "Gazecie Polskiej" ani w "Naszym Dzienniku" nie było o spotkaniu słowa - było tylko w "Rzeczpospolitej".

      Tu wiele dobrego trzeba powiedzieć o TV POLSAT pana Solarza i najciekawsze ma być wydana książka opisujące różne perypetie obywateli, zbiór artykułów z tygodnika NIE. Mówiąc szczerze, najlepszy artykuł o mnie też ukazał się na łamach tego pisma, ale szukając go miałem wrażenie, że maczam ręce w gównie. Przepraszam, ale takie miałem wrażenie.

      Ilu Polaków zostało pozbawionych firm, uczciwie zarobionych pieniędzy, ilu popełniło samobójstwo, ile rozpadło się rodzin tego nikt nie zliczy. Gorzej, że wielu widzi konkretne przypadki, ale nikt nie powiedział, ile w sumie ucierpiał na tych draństwach cały Naród. Ponadto przetrzymywanie kilkanaście tysięcy ludzi do "sprawy" kosztuje, trzeba ich mimo wszystko karmić, czy ktoś oszacował te koszty?

      Ponadto jak zbankrutowała w wyniku "działań" organów RP jakaś firma to stracili pracę ludzie itd. Chyba sędziowie i prokuratorzy by nie szafowali tak "hojnie" aresztem tymczasowym, gdyby sami posiedzieli z tydzień, dwa i może warto im takie wczasy "zafundować". Rozmawiałem po tym spotkaniu ze znajomym i twierdził, że trzeba przywrócić funkcję "sędziego śledczego" czym by się odebrało prokuratorom część ich władzy i nie mieliby okazji wsadzania kogoś "tymczasowo".

      Na imprezie pani z Zakopanego dała mi plik materiałów o tamtejszej sprawiedliwości. Okazało się że w 1973 roku "przejęto" na potrzeby służby zdrowia willę Diane i co gorzej nawet nie dano przewidywanych w tym czasie rekompensat. Po 1990 roku właścicielka poszła do Sądu Administracyjnego i mimo, że sprawa była w toku starosta tatrzański willę sprzedał.

      Był tam też panel, doskonale wystąpił były wicepremier, mecenas Giertych, który wskazywał, że nie ma bata nad sędziami i prokuratorami, a jako adwokat to wie, co mówi.

      Ba choć go nie lubię osobiście to śmiem twierdzić, że zna temat i byłby dobrym ministrem sprawiedliwości Wśród zebranych rozdawano tekst - ulotkę referendum Obywatelskiej 3-maja- 4 czerwca gdzie były żądania zadania 10 pytań. Było tam pytanie, czy jesteś za tym, by połowa sejmu była wybierana w jednomandatowych okręgach.

      Nie. Najpierw trzeba sejm odchudzić do 300 posłów i 40 z nich, a nie połowa powinna być wybierana w jednomandatowych okręgach. Inaczej jest tak, jak we Francji, gdzie Front Narodowy zdobywa 20% głosów, a nie ma jednego posła. Podobnie było raz w Kanadzie, bodaj w 1992 r. gdzie Partia Konserwatywna zdobyła tyleż głosów i miała 2 posłów.

      Przy okazji wyszły kuriozalne rzeczy. Okazuje się, że Orderem Polonia Restituta został odznaczony człowiek skazany wyrokiem prawomocnym, pozbawiony praw obywatelskich i honorowych, a w Katowicach nadal sprawuje swą funkcję prokurator skazany prawomocnym wyrokiem na 4 lata więzienia. Ile podobnych kwiatków jest jeszcze, nikt nie wie.

      Na czele organizacji Pokrzywdzonych stoi 12 osób, ale najgorsze, że na sali było raptem 6 posłów opozycji z panem Palikotem oraz dwóch byłych posłów Pan Roman Giertych i czołowy lewak pan Piotr Ikonowicz, były szef PPS. Było zarezerwowane miejsce dla marszałków sejmu i senatu, ministra sprawiedliwości i finansów, Rzecznika Praw Obywatelskich itd. Oni olali imprezę i na nich też nie ma bata.

      Jeszcze jeden dowód "sprawiedliwości" w PRL-bis. Sąd rozpatrzył w przyspieszonym tempie bez udziału adwokata sprawę oskarżonego kibica Legii Piotra Staruchowicza i wsadził go na miesiąc.

      Potem prokurator nie był łaskaw wskazać, gdzie on jest i adwokat szukał go po różnych aresztach koło Warszawy.  

      Parada "nierówności"

      Pod osłoną kilkuset policjantów przeszła w sobotę w Warszawie od placu Konstytucji do Starego Miasta manifestacja lesbijek i pederastów. Co ciekawe, mało kto przyglądał się tym krzykliwym przebierańcom, których pochód miał z 250 metrów długości wliczając w to kilka ciężarówek z trybunami, w tym jedną SLD i jedną Palikota. W sumie nie było tam 2000 ludzi,czyli w porównaniu do manifestacji narodowych czy w obronie TV TRWAM to peanuts.

      Niestety wielkie koszty zabezpieczenia tych ludzi poniosła policja, kto je pokryje, oczywiście obywatele nie organizatorzy tego happeningu.

      Było lepiej

      Ostatnio piszą, że będą ułatwienia w ruchu granicznym między enklawą kaliningradzką a sąsiedzkimi miastami w Polsce. Niektórym to się nie podoba, ale im więcej ruchu tym bardziej rozwijają się sąsiednie rejony. Niestety od 1990 r. jest nie lepiej a coraz gorzej. Kiedyś na Stadionie Dziesięciolecia można było spotkać ludzi aż z Syberii. Oczywiście każdy zostawiał tu sporo zielonych. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba do roku 2000 jeździło się na Białoruś i do Rosji na niewiele znaczące vouchery sprzedawane po 10 zl. Poza tym były pieczątki AB, które potrafił sobie każdy załatwić przedstawiając pismo jakiejkolwiek firmy z pieczątką, że dana osoba jedzie służbowo do Rosji czy Białorusi.

      Teraz wizy drogie, a ile czasu trzeba spędzić w kolejkach.  

      Marsz w Warszawie

      Kardynał Nycz zorganizował wielki happening w stolicy. Moc ludzi przeszło Marszem dla Życia i Rodziny od Placu Teatralnego do budowanego Sanktuarium Opatrzności Bożej w Wilanowie, gdzie po mszy był festiwal dla starszych i młodzieży. Moje dzieci zupełnie dobrze się tam bawiły.  

      Przed Euro

      Gdzie można są malunki, reklamujące Euro. W przejściu pod radem Marszałkowskiej i Jerozolimskich są malunki, które z różnych miejsc wyglądają inaczej, sponsor Coca Cola. Jest wielki malunek na budynku na rogu Jana Pawła II i Jerozolimskich, są malunki w metro i w wielu miejscach Warszawy.

      Poza tym są naklejki na autobusach itd. Ponoć podobnie jest w innych miastach gdzie zawita Euro.

      Ile te naklejki kosztowały i ile ich zdjęcie będzie kosztowało.

      Dalej jest pewne zdenerwowanie bo kibice z Rosji mogą się pojawić w koszulkach z sierpem i młotem i ten i ów zapowiada walki między nimi a rodakami. Czy jednak spełni się przepowiednia Matki Bożej, że będzie w Polsce rewolucja?  

      Votum separatum.

      W poniedziałkowym "Naszym Dzienniku" jest długi wywiad Andrzeja Gwiazdy poświęcony rocznicy obalenia rządu Jana Olszewskiego. Zapewne był to dobry rząd, może najlepszy, ale Andrzej, do którego zwolenników należę też nie jest bez winy.

      W czasie trwania Zjazdu "Solidarności" w Olimpii w 1990 r. pojechaliśmy z Jankiem Rulewskim namówić go by nań przyszedł, a Janek Rulewski gotowy był mu oddać swój głos i wiele na tym zjeździe by poszło inaczej bo wielu ludzi było jego zwolennikami. Niestety Andrzej na zjazd nie poszedł.

      Dalej po wyborach prezydenckich Lech Wałęsa zadzwonił do niego i jak mi sam Andrzej opowiadał proponował mu drugie miejsce w kraju czyli premierostwo. Znów okazje przepuścił a mówienie, że by Lech go wykorzystał i że Lechowi nie wolno było wierzyć to wymówki. Gdyby wpadł w konkretny konflikt z Lechem to mógł sprawę wygrać w mediach.

      Niestety Andrzej się wycofał z gry i teraz boleję że jest na manowcach, a jak Lech mówił to najinteligentniejszy człowiek jakiego znał.

Aleksander graf Pruszyński

Mińsk

piątek, 01 czerwiec 2012 11:08

Z Ost Frontu: GONIEC nr 22

Napisane przez

      Patałachy

      Wielki strateg, gen. pruski Clausewitz pisał, że przegrywający prosi o zawieszenie broni. Tak postąpił Tusk, a Kaczyński jak dureń na to przystał. Dowodem, że nie miał racji, jest odrzucenie petycji TV "Trwam" przez Sąd Administracyjny w Warszawie w piątek.

      Teraz pytanie, co dalej, co zrobi ojciec Rydzyk, chyba się nie podda, a właśnie teraz, przed 6 czerwca, można było "coś" od rządzącej watahy wydębić. Po Euro będzie znacznie trudniej, zwłaszcza że dwa miesiące wakacji to najgorszy czas na jakiekolwiek demonstracje. Tusk i s-ka liczą, że im się upiecze. Tak, jeśli nie pojawi się nowy przywódca, bo starzy się splamili nieudolnością.

      Gra Episkopatu

      Episkopat popiera ojca Rydzyka, ale poparcie uzależnia od tego, by On nie popierał ks. Natanka. Niestety, dotąd nie ma dokładnych wieści, co konkretnie zarzuca się ks. Natankowi, bo nie ma co. Co boli wielu biskupów, to że on domaga się intronizacji Chrystusa Króla, czego nie lubi... masoneria.

      Puszysta

      W Agorze były zdjęcia Pierwszej Damy RP i smutno było na tę tłustą babę patrzeć, wylewał się jej dobrobyt. Właśnie zastanawiam się, czy jej posłać ogłoszenie o zupach z kapusty w kapsułkach – które robią cuda, bo człowiek chudnie, i chyba sam muszę spróbować, bo też mam z 20 kg za dużo, ale jeszcze nie jestem na świeczniku.

      Wolność słowa

      Wysłałem do "Naszego Dziennika", "Gazety Polskiej" i "Najwyższego Czasu" tekst – 12 punktów, co trzeba zrobić dla ratowania Polski. Nie wydrukowali.

      Byłem w firmie Clear Chanel, która sprzedaje miejsca na billboardach, miałem zapłacić za pokazanie tam tych samych tekstów i też za pieniądze odmówili. Obiecałem im sprawę sądową.

      Tamte czasy – część I

      Kiedy byłem w Toronto, Marek Gołdyn zwrócił mi uwagę, że odznaczano jakichś polityków za pomoc "Solidarności", a nic o tych innych, co robili wiele dla niej w Toronto i jakoś bliżej żłobu nie są w Polsce. Niestety, nie jest to ani pierwszy, ani ostatni raz, jak się tak dzieje. Gdy odznaczano ludzi z "Tygodnika Solidarność", nie było mnie wśród nich, a przecież nie kto inny jak ja i tylko ja reprodukowałem ten tygodnik w Toronto, a nigdzie indziej tego nie robiono. Gdy wybuchły strajki sierpniowe, znaczna część Polonii zmobilizowała się, pod niedawno otworzonym konsulatem w Toronto były kilkudniowe manifestacje. Rodacy wynajęli samolot, który ciągnął wstęgę z napisem bodaj "Freedom for Poland". Ówcześnie byłem w Edmonton i myśmy też się zmobilizowali i zrobili co najmniej dwie manifestacje przed ratuszem. Co ciekawe, wtedy wszyscy bali się, że Ruscy wejdą. Ja byłem innego zdania, że nie wejdą. Uzasadniałem to tym, że Polska jest trzy razy większa niż Czechosłowacja czy Węgry, że w Polsce jest praktycznie jedna religia i mało mniejszości narodowych, a na koniec, że w przeciwieństwie do wspomnianych dwóch krajów rodacy nie będą mieli gdzie uciekać, więc będą walczyli. Myśmy w Edmontonie mieli małą a silną nieformalną organizację byli tam Ryszard Fryga, Edek Wróbel i kilku innych, których nazwisk po 30 latach nie pomnę, ale ich twarze widzę jak dziś. Myśmy wtedy dużo robili dla poparcia Leszka Moczulskiego i KPN-u, co nie było bez znaczenia, bo wielu działaczy popierało KOR. Ba, wielu działaczy starej Polonii patrzyło na to, co się dzieje w Polsce, z odrobiną niedowierzania, że to coś da, a jak wiemy, dało, ale nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Dalszy ciąg za tydzień.

      Przedmecze

      Warszawa jest już pełna młodych futbolistów. Okazuje się, że są zawody młodych organizowane przez Volkswagena. Zjechały 22 drużyny, w tym z RPA. Australii i kilku państw afrykańskich.

      Próżne wysiłki. Jak pisałem, 3 maja podszedłem do prezydenta Komorowskiego, chwilę rozmawiałem i prosiłem o piłkę dla młodzieży w polskiej szkole w Wołkowysku, nawet ta rozmowa była rejestrowana przez TVN. Potem odwiedziłem Pałac Prezydencki dwa razy, nawet zostawiłem dwa egzemplarze mej książki o Białorusi i niestety ani be, ani me.

      Aleksander graf Pruszyński

Mińsk