Goniec

Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Redaktor naczelny Gońca, dziennikarz i publicysta. Poczytaj Kumora...

piątek, 21 wrzesień 2018 06:38

Wasalstwo mową ciała zapisane

Napisał

Oczywiście, zdjęcie z oficjalnego Twittera prezydenta USA Donalda Trumpa dało pożywkę polskiej “totalnej opozycji”, więc dla porządku zacznę od tego że jej propozycje polityczne, polityki zagranicznej nie wyłączając, są jeszcze bardziej żenujące od realizowanego obecnie przez Warszawę kursu strategicznego chłopca na posyłki.

Stało się, co się stało; nie wiadomo czy zostało to zrobione umyślnie, ale w polityce nie ma przypadków, zwłaszcza w “oku Saurona”. Język dyplomacji to także gesty, dlatego mamy protokół dyplomatyczny. W takich gestach lubują się Żydzi, którzy jeżeli ktoś im tam zajdzie za skórę, często zachowują się wobec niego jak dzieci w przedszkolu, poniżając w groteskowy sposób. Doświadczyli tego Turcy, których ambasador wezwany na dywanik musiał siedzieć na kanapie 0,5 m niżej od Żydów siedzących po drugiej stronie stołu na krzesłach; w innym przypadku stojący obok Netanjahu bodajże premier Turcji człowiek i tak mikry został postawiony poniżej podestu co powodowało, że sięgał Bibiemu pod pachę, w jeszcze innym ambasadorowi zrobiono na lotnisku rewizję osobistą…

Fakt podpisania strategicznego partnerstwa między Polską a USA na rogu blatu biurka prezydenta USA to po prostu historyczna symbolika, a skomentowanie tego przez szefa MSZ Czaputowicza słowami, że “zaszczytem jest dopuszczenie do biurka, przy którym pracuje przywódca innego państwa” wydaje się być wyjęte ze sztambucha grzecznej pensjonarki.

Patrząc na to wszystko można naprawdę zacząć się bać; bać o Polskę i zadawać sobie pytanie czy ona w ogóle istnieje? Oczywiście, istnieje administracyjny twór o tej nazwie, ale czy istnieje państwo polskie, które realizuje interes narodowy Polaków? Państwo zdolne przeciwstawić się interesom żydowskim, rosyjskim, niemieckim, amerykańskim - a raczej zdolne rozgrywać te interesy dla własnej korzyści?

USA stają się tymczasem głównym egzekutorem żydowskiego interesu na terenie Polski co doskonale obrazuje to, jak po amerykańskim ofuknięciu Polacy w podskokach znowelizowali ustawę o IPN, a następnie mówili, że deszcz pada, gdy Waszyngton stanął murem za roszczeniami żydowskimi wobec mienia bezspadkowego. No i dzisiaj również uważają, że to deszcz. Fakt, że miłość do USA ślepa jest - to wiadomo było od dawna - ale to, że mamy syndrom sztokholmski, to okazuje się dopiero ostatnimi czasy. Zastanawiam się tylko, gdzie podpadł prezydent Duda? No bo przecież na odcinku żydowskim chyba nie można mu niczego zarzucić. Pamiętam, jak w Warszawie ukląkł nawet przed tablicą upamiętniającą na Dworcu Gdańskim pożegnalne  łzy Żydów wyrzuconych przez partię komunistyczną z PRL-u… Czyżby dostał prztyczka za nie swoje grzechy?

Andrzej Kumor

Jeśli możesz, wesprzyj nasze wydawnictwo! Tel. 416-732-2951

Ostatnio zmieniany piątek, 21 wrzesień 2018 11:49
niedziela, 16 wrzesień 2018 01:18

Miłość pod przymusem

Napisał

Podczas polskiego festiwalu na ulicy Ronsesvalles w Toronto premier Kanady Justin Trudeau po raz kolejny powtórzył lansowaną przez siebie od kilku miesięcy mantrę, że tolerancja to za mało i "musimy kochać" (to w przypadku LBGT) czy też wzajemnie się "celebrować". To właśnie przez to Maxim Bernier zarzucił mu niedawno ekstremalne multikulti.


Oczywiście, że wywodząc się z różnych tradycji i kultur jesteśmy w stanie wspólnie funkcjonować w jednym systemie prawnym i gospodarczym, musimy się jednak zgadzać co do jego podstawowych zasad i wartości. Jeżeli duża grupa sprowadzanych tu do zamieszkania osób tych wartości nie uznaje traktując nas, albo jak dojne krowy, albo zdegenerowanych idiotów, to mamy duży problem. Premier udaje, że takiego problemu nie ma i żeni nam kit wielokulturowej sielanki; sielanki, którą ponoć tylko tutaj w Kanadzie jesteśmy w stanie uskutecznić, podczas gdy na świecie rośnie liczba podziałów, a człowiek człowiekowi wilkiem. Aby rzeczywistość dopasować do tej pogodnej kanadyjskiej bajki mamy nie zauważać takich incydentów jak zamachy terrorystyczne, tłumaczy się je wynikiem frustracji czy społecznego nieprzystosowania.

Dlatego półgębkiem jedynie informuje się nas o procesie młodego syryjskiego uchodźcy sprowadzonego tutaj przez Trudeau, który zamordował trzynastolatkę w Kolumbii Brytyjskiej. Oczywiście że w każdej społeczności są mordercy czy pedofile, załóżmy, że to jednostkowy przypadek skoro tak, to dlaczego główne media zamiatają go pod dywan?! Podobnie jak zaatakowanie jakąś substancją przez zakwefioną kobietę ludzi protestujących przed rozprawą mordercy  w Burnaby? Nota bene, wołających, "gdzie jest Trudeau?".

Mamy więc do czynienia z ewidentną propagandą,  a na jakąkolwiek krytykę natychmiast padają oskarżenia o rasizm,  nienawiść; straszy się nas że jesteśmy w przededniu nowego totalitaryzmu i populizmu.
Tymczasem to totalitaryzm politycznej poprawności, krępuje nas i ubezwłasnowolnia. To kneblowanie debaty publicznej rodzi napięcia i sprawia, że coraz częściej premier Trudeau jest wygwizdywany. Nowa ideologia lewicowego populizmu i totalitaryzmu gasi krytykę oskarżeniami o... populizm i totalitaryzm!

A że żyjemy w permanentnym globalnym kłamstwie najlepiej przekonać się rozmawiając z uchodźcami z RPA, gdzie bez odszkodowania białym ludziom (czyli według kryterium rasy) odbiera się dorobek całego życia; majątki, domy i zmusza do ucieczki. Ci autentyczni uchodźcy, których powinniśmy przyjmować do Kanady bezskutecznie kołaczą do wielu drzwi. A proszę wyobrazić sobie, co by się działo gdyby w taki  sposób wyrzucano z jakiegoś kraju Żydów, pozbawiając majątku i oskarżając o wielopokoleniowy wyzysk, jak to obecnie czyni rząd RPA wobec białych autochtonów. Kali ukraść krowę - wolność i demokracja, Kalemu ukraść krowę - faszyzm i ksenofobia...

Andrzej Kumor

goniec.net

Ostatnio zmieniany niedziela, 16 wrzesień 2018 08:52
piątek, 14 wrzesień 2018 08:41

Doug Ford stanął w naszej obronie

Napisał

Użycie notwithstanding clause przez premiera prowincji Ontario Douga Forda jest posunięciem bardzo znaczącym – stawia go w pierwszym szeregu obrońców kanadyjskiej demokracji; tych, którzy uważają, że to my – mieszkańcy tego kraju – powinniśmy decydować o tym, co dzieje się w społeczeństwie, w polityce. Nasze prawo decyzji zostało ograniczone przez bardzo inteligentny wytrych.

        Mówił o tym zresztą sam premier podczas konferencji prasowej, gdy uzasadniał odwołanie się do tej bardzo rzadko używanej klauzuli zezwalającej na przeforsowanie ustawy uznanej przez sąd za sprzeczną z konstytucją. Ford podkreślał, że to on został wybrany przez ludzi, a nie sędzia, który zablokował ustawę ograniczającą liczbę radnych w Toronto; zablokował ją na gruncie konstytucyjnym, uznając, że po jej wprowadzeniu zbyt mało radnych reprezentowałoby zbyt dużo osób, a zatem prawo obywateli do ekspresji i bycia reprezentowanym zostałoby naruszone.

        Jest to oczywista bzdura. Bzdurą też naruszającą trójpodział władzy demokratycznego państwa jest to, by sędziowie recenzowali wszystkie ustawy, decydowali o ich kształcie, stając się de facto niewybieranymi ustawodawcami tego kraju.

        I tu właśnie jest pies pogrzebany – od 1982 r. jesteśmy w Kanadzie świadkami upolitycznienia sądów; używania interpretacji zapisanych w konstytucji praw i swobód do uznawania stanowionego przez posłów prawa za dyskryminację tej czy innej grupy i odrzucania lub zmieniania. Sądy stały się narzędziem przekształcającym instytucje tego kraju i zmieniającym społeczeństwo; narzędziem rewolucji, bo przecież to nie kto inny, jak sądy (w tym wypadku Sąd Najwyższy) uraczyły nas aborcją na żądanie, małżeństwami homoseksualnymi, eutanazją, legalnymi domami publicznymi i tym podobnymi wspaniałościami.

        Dochodzi do tego, że sędziowie recenzują nawet, wydawałoby się, zupełnie mało znaczące z powodów konstytucyjnych ustawy, jak ta, którą konserwatyści za premiera Harpera usiłowali ograniczyć zakres darmowych świadczeń medycznych dla osób ubiegających się o azyl w Kanadzie. 

        Tu też na drodze stanął Sąd Najwyższy, uznając, że tego rodzaju ustawa powodowałaby „trudne do zniesienia okrucieństwo”, a tym samym – wywodzono – byłaby niekonstytucyjna.

        Widzimy więc, że jesteśmy świadkami sądokracji – władzy niewybieranych przez nikogo, a mianowanych przez aktualny układ rządzący (premiera kraju w przypadku Sądu Najwyższego, a premierów prowincji w przypadku sędziów prowincyjnych) sędziów, którzy nad naszymi głowami zmienili świat, w którym żyjemy, nie pytając nas o zdanie. Czy to jest demokracja?! Czy to jest władza większości?! Dlaczego nie zapytano nas o to w referendach? Dlaczego te wszystkie sprawy nie były przedmiotem kampanii wyborczych?

        W 1982 r. Kanada, nowelizując swoją konstytucję, wyposażyła nasze lokalne cioty rewolucji, inżynierów „nowego Jeruzalem” w pałkę, którą niczym uliczny chuligan głowy, mogą rozbijać tradycyjne instytucje tego kraju. To pałką rozbito tradycyjne małżeństwo, tą pałką wprowadzono możliwość dobijania osób starych i chorych w szpitalach i wreszcie tą pałką usiłuje się obecnie na tak niskim poziomie jak przepisy prawa prowincyjnego forsować lewicowy program polityczny.

        Premier Doug Ford, odwołując się do notwithstanding clause, stanął na drodze podstępnego lewackiego „marszu przez instytucje”, jak to określał Rudi Dutschke – niemiecki lewak i komuch.

        Pomóżmy Fordowi utrzymać tę linię okopów.

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany piątek, 14 wrzesień 2018 10:34
piątek, 07 wrzesień 2018 09:23

Możemy ruszyć ręką?

Napisał

Po II wojnie światowej przyzwyczailiśmy się do Polski jednonarodowej. Czy komuś to przeszkadzało? Można wiele zarzucać takiemu państwu, ale jedno jest pewne – łatwiej w nim osiągnąć jedność i konsensus, trudniej jest wrogom zewnętrznym doprowadzać je do chaosu.

Od kilku lat jesteśmy świadkami zmiany składu demograficznego Polski; z jednej strony łatwej emigracji kilku milionów młodych Polaków za chlebem, z drugiej zaś napływu milionów Ukraińców, a obecnie ściąganiu znaczącej liczby imigrantów zarobkowych z Azji. To wszystko bez jakiejkolwiek debaty społecznej, przy jednoczesnym braku znaczącej pomocy dla repatriacji Polaków z terenów byłego Związku Sowieckiego.

Czy jest to zbieg okoliczności? Przypadkowe ukształtowanie sytuacji gospodarczej?!

Niestety nie!

Państwa narodowe to, według zwolenników tak zwanego zrównoważonego rozwoju, anachronizm. Ta niepisana sztandarowa ideologia globalizmu nakazuje likwidację tego „dziewiętnastowiecznego tworu”, który obecnie zawadza na drodze ku świetlanej przyszłości. Nam, Polakom, tłumaczy się, że Polska „zawsze była wielonarodowa”, pomijając fakt, że etniczne mniejszości wchodziły z czasem w skład polskiego narodu, polonizowały się i dołączały do głównego nurtu polskiej kultury (nie dotyczyło to tylko w dużej liczbie Żydów). W I Rzeczpospolitej i w II Rzeczpospolitej żywioł polski był dominujący i nikt nie twierdził, że było to jakieś państwo multikulti. W dzisiejszych czasach żywioł polski w Polsce jest niestety rachityczny i asymilacja nie jest wcale taka oczywista.

Tak więc, na naszych oczach przebudowuje się Polskę; przebudowuje się w sposób najistotniejszy z istotnych, bo nie chodzi tu o gospodarkę, nie chodzi o system finansowy, lecz o to kto mieszka na polskich terenach. Jeżeli Polacy będą tam w mniejszości (co wcale nie jest takie wykluczone), a na dodatek nie będą – jak niegdyś – warstwami wyższymi, to stracą Polskę; stracimy Polskę. Po części już się to dzieje, mamy do czynienia z napływem silnego ustosunkowanego żywiołu żydowskiego, który wraz z Niemcami kontroluje życie gospodarcze, a coraz częściej i to polityczne, zwłaszcza w dużych miastach; mamy do czynienia z pedagogiką wstydu, sekowaniem patriotycznej kultury, a dofinansowywaniem kultury obcej, alternatywnej. Dzieje się to na naszych oczach, ale bez naszego udziału bez dyskusji, bez głosowań; niezależnie od tego czy Polacy głosują na lewo, czy na prawo, program wymieszania narodowego wdrażany jest w życie.

Czyja ręka tym rządzi? Kto to robi? W Polsce brak ośrodków polskiej siły, partie polityczne to jedynie przykrywka i reprezentacja takich ośrodków. Brak polskich korporacji, polskich marek, polskiego dużego pieniądze. Realne siły polityczne nie biorą się z głosowania, lecz z organizacji i pieniędzy. Dzisiaj, nawet gdyby wszyscy Polacy wiedzieli, jak jest – a nie wiedzą – to i tak mogliby co najwyżej „pogadać o tym w kuchni”. Proszę popatrzeć na Palestyńczyków – trudno odmówić im świadomości własnego położenia. I co z tego, że są świadomi, skoro z tej świadomości nic nie wynika. Jeżeli komuś założymy kaftan bezpieczeństwa, to nawet jeśli jest tego świadomy, i tak nie może ruszyć ręką.

A czy Polacy jeszcze mogą?

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany środa, 12 wrzesień 2018 22:37
piątek, 31 sierpień 2018 10:53

Otwieranie głowy

Napisał

W czasach siermiężnego komunizmu i autorytarnej władzy legitymizowanej liczbą czołgów mieliśmy do czynienia z czytelną, otwartą cenzurą. Średnio inteligentny człowiek mógł się domyślić, czego władza mu zabrania myśleć, i szybko tę wiedzę uzupełnić. Niektóre gazety w końcowym okresie PRL-u zaznaczały nawet ingerencje urzędu cenzorskiego, wskazując na stosowną ustawę. 

        Dzisiaj nie mamy tak łatwo. Główne platformy przekazu – a wbrew tradycyjnym przekonaniom, nie jest to radio czy telewizja, lecz Facebook, Twitter, YouTube czy Google – najpierw zmonopolizowały kanały przesyłowe, stając się głównym dostawcą  wiadomości tak prywatnych, jak i tych pochodzących od oficjalnych źródeł, a następnie wzięły się za cenzurowanie. Oczywiście nie same z siebie, lecz za „dyskretną namową” starszych i mądrzejszych. Dzisiaj słowa-klucze nowej cenzury to „fake news” oraz „hate propaganda”. Nikt tak dokładnie nie wie, co pojęcia te oznaczają, ale właśnie o to chodzi, aby były nieprecyzyjne, bo wówczas łatwiej można nimi walić po głowie przeciwnika politycznego, lub też oponentów rewolucyjnych zmian społecznych. 

        Na dodatek, większość z nas postrzega współczesną technologię informacyjną na zasadzie magicznej;  wiemy, co jest na wyjściu, widzimy, co jest na wyjściu, wiemy, gdzie nacisnąć czarne pudełeczko, ale jak to działa i dlaczego to już „czarna magia”. Proszę zresztą samemu zapytać dowolną rozgarniętą latorośl o oprogramowanie smartfonu, który trzyma w ręku, i strukturę sieci, z jakiej korzysta. 

        Tak więc, oprócz tego, że sami na siebie donosimy, przeglądając strony internetowe, komentując na Facebooku, używając aplikacji Androida czy Apple’a, to jeszcze jesteśmy odbiorcami spreparowanego, starannie przefiltrowanego przekazu informacyjnego, o którym sądzimy, że jest autentyczny i prawdziwy. Tymczasem nie mamy bladego pojęcia, w którym miejscu i jak zadziałał cenzor. Przekonały się o tym niedawno konserwatywne portale w Stanach Zjednoczonych, które nie tylko wprost wykluczono, jak stronę fejsbukową Infowars Alexa Jonesa, ale przede wszystkim poddano „obróbce” przez algorytmy hamujące rozprzestrzenianie się niepożądanych treści. Media społecznościowe przy pomocy oprogramowania usiłują ograniczyć rozprzestrzenianie się „fake news” poprzez limitowanie propagacji wiadomości nadawanych z portali zidentyfikowanych jako „główne źródła”. Podobnie jest w przypadku treści uznawanych przez niewidzialnych cenzorów za „siejące nienawiść”  (czyli tak dokładnie nie wiadomo co) – krytycznych wobec zmian społecznych narzucanych przez nowe cioty rewolucji. Ogranicza się im albo eliminuje możliwość uzyskiwania dochodów poprzez blokowanie wyświetlania reklam. 

        Prosta zmiana algorytmów rządzących wyświetlaniem wiadomości na tablicach Facebooka doprowadziła do nieraz 90-procentowego spadku poczytności prawicowych portali. W większości wypadków, zastosowania cenzury można się jedynie domyślać, ponieważ używa się tzw. „shadow banning”, czyli blokowania niewidocznego dla użytkownika. Nadawane treści ograniczone zostają do wąskiej grupy odbiorców zidentyfikowanych przez oprogramowanie jako podobnie myślący. 

        Sposobów i możliwości manipulowania treściami i rozprowadzaniem wiadomości jest multum. Można o tym przeczytać w Drudge Report, gdzie opublikowano poufne memorandum, o tym „jak eliminować prawicową propagandę”. Autorzy stwierdzają, że można tego dokonać „z matematyczną precyzją”. Żyjemy więc w świecie, w którym metodycznie i powoli odbiera się nam wolność wypowiedzi, a tworząc wrażenie budowania społecznościowej wspólnoty, szatkuje się nas na grupy mające na celu izolowanie niepoprawnych politycznie, niepożądanych poglądów. Jedną z twarzy współczesnej Łubianki jest George Soros. Co i kto za nim się kryje? Możemy się jedynie domyślać. Zresztą dzisiaj coraz bardziej musimy się domyślać, aby wiedzieć. „Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie” – że pozwolę sobie zacytować klasyka.

        Osobom, które twierdzą, że dzięki dostępowi do Internetu, możliwości załadowania filmów do YouTuba, czy też stworzenia strony fejsbukowej zwiększyła się wolność słowa, a propaganda mainstreamu nie ma już tak dużego znaczenia, radziłbym po prostu popatrzyć, jak to wszystko działa. Wydawca, który nie kontroluje dystrybucji, nigdy nie wie, czy połowy nakładu nie wyrzucają mu do kosza. Najlepsza cenzura to taka, która uchodzi za wolność słowa, a najskuteczniejsze zniewolenie to takie, które narzuca się w imię pełnej wolności. Manipulacja weszła na nowy poziom, a czekiści nowego porządku od dawna wiedzą, że głębokie zmiany trzeba rozłożyć przynajmniej na dwa pokolenia, zaś mordowanie ograniczyć do podanych na tacy praw człowieka dobrowolnej eutanazji i aborcji. Dzięki temu w materiale ludzkim znów możemy rzeźbić  wizję nowej świetlanej przyszłości i lepszego jutra. Avanti popolo, alla riscossa, Bandiera rossa, Bandiera rossa.

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany środa, 12 wrzesień 2018 22:54
piątek, 24 sierpień 2018 10:41

Liżemy bramy przyszłego świata

Napisał

Rzeczywistość nam przyspiesza. Okazuje się, że dzisiaj samo kwestionowanie nielegalnej imigracji do Kanady poprzez otwartą zieloną granicę jest „niekanadyjskie” i ludzie, którzy to czynią, „nie należą do Kanady”. Oznacza to, że podobnie jak w czasach komunistycznych w Europie, kwestionowanie „linii partii” może się dla kwestionującego źle skończyć.

        Jednocześnie jesteśmy świadkami konstruowania nowej kanadyjskiej tożsamości. Jednym z jej elementów jest rewizjonizm historyczny; wyburza się pomniki kolonizatorów, podkreśla znaczenie marginalnych faktów, po to by stworzyć nową historię kraju. Jak to nam uświadomił George Orwell, kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość, a kto kontroluje przeszłość, ten panuje nad przyszłością. Według promowanej obecnie  „historii multikulti”, Kanadę budowali ludzie „ze wszystkich zakątków globu”. Rozumiem, że w wieku XIX  budowali ten kraj Hindusi, Pakistańczycy, Arabowie i Rosjanie… Nowa przeinaczona historia tego kraju całkowicie pomija rolę i znaczenie misji chrześcijańskich i zapoznaje brytyjski czy francuski charakter instytucji tworzonych na tych ziemiach. Oczywiste, że Kanadę wybudowali imigranci z Niemiec, Irlandii, Polski i wielu innych krajów europejskich. Kanada została skolonizowana przez Europejczyków; podobnie zresztą jak Stany Zjednoczone. Europejczycy stworzyli tutaj instytucje polityczne, system sądownictwa, wprowadzili demokrację, zbudowali drogi, kolej i porty. Owszem, również przy pomocy innych nacji – na przykład sprowadzanych z Chin pracowników fizycznych, jak to miało miejsce na początku XX wieku – nie zmienia to jednak faktu, że Kanada jest krajem ukształtowanym przez wartości zachodnioeuropejskiej cywilizacji.

        Dzisiejsi bolszewicy kulturowi, którzy mają przemożny wpływ na władze tego kraju, usiłują ten fakt przeinaczyć i piszą nową historię, by ukształtować nową kanadyjską tożsamość. Jak zawsze, pierwszą ofiarą rewolucji jest wolność słowa; zamyka się ludziom usta polityczną poprawnością i przestaje się debatować o ważnych dla kraju sprawach.

        Jest to działalność prowadząca do pogłębiania podziałów i radykalizacji części społeczeństwa. Ci, którym odbiera się głos, których stawia się poza debatą publiczną, mogą jedynie działać radykalnie i pozasystemowo.

        Imigracja jest tematem kluczowym, bo właśnie jesteśmy świadkami otwarcia granic kraju dla niekontrolowanej nielegalnej imigracji dokonywanej pod pozorem uchodźstwa. Owi „uchodźcy” przedostają się do Kanady przez granicę ze... Stanami Zjednoczonymi. Jeśli więc – teoretycznie – uznajemy Stany Zjednoczone za kraj „niebezpieczny”, w którym gwałci się prawa człowieka i obywatela, to czemu z nim handlujemy? Czemu nie napominamy Waszyngtonu, jak to miało miejsce, na przykład, wobec Arabii Saudyjskiej?

        Jakie jest więc wytłumaczenie tego szaleństwa? Otóż globaliści, wyznawcy ideologii „zrównoważonego rozwoju” i wszelkiej maści budowniczowie „nowego Jeruzalem”, postrzegają przemieszanie narodów, ras i kultur jako taran, który rozbija stare struktury społeczne, dekonstruuje stary porządek; który pomaga w tworzeniu nowego społeczeństwa postnarodowego (jak to kiedyś powiedział wprost premier Kanady Justin Trudeau), wyrównując napięcia demograficzne.

        Kanada od lat 70. jest poletkiem doświadczalnym starszych i mądrzejszych. Dzisiaj, coraz bardziej wytresowani, liżemy bramy przyszłego świata…

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany środa, 12 wrzesień 2018 22:57
piątek, 17 sierpień 2018 08:46

Wtedy Polska powstała

Napisał

P8155019

15 sierpnia – kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej, Święto Wojska Polskiego, a właściwie to powinno być święto Niepodległości Polski. Dlaczego? 

        Bo to właśnie wtedy Polska niepodległość została obroniona i to właśnie wtedy Polska prawdziwie zaistniała nie jako twór traktatowy, nie na papierze, ale prawdziwie, jako państwo zdolne do czynu i jako naród zdolny do działania. To właśnie wtedy powstał nowoczesny naród Polski; wtedy, kiedy do obrony własnego kraju ruszyło polskie chłopstwo (w tym mój dziadek Michał Kumor z Woli Chroberskiej), wtedy się narodził, kiedy do obrony kraju ruszyła złożona z plebejuszy armia Hallera. Bo któż to ją tworzył, jak nie emigranci polscy, ci zarobkowi, za chlebem, którzy wyjeżdżali z Galicji, z Kongresówki do Francji, Ameryki czy Kanady. 15 sierpnia to wielki dzień, wielkie święto polskie, a jednocześnie trochę smutne.

        Patrząc na dzisiejszą defiladę, z jednej strony, widzimy polskie kolory, idzie polskie wojsko, ma jakiś sprzęt... Ale jednocześnie wiemy, że następuje dosyć poważna przebudowa państwa polskiego, jego etatyzacja, zmienia się skład narodowościowy polskiego społeczeństwa. Z jednej strony, za sprawą imigracji Ukraińców, z drugiej, z powodu bardzo prominentnych wpływów żydowskich, a z trzeciej strony, imigracji zarobkowej, którą polscy przedsiębiorcy sprowadzają z krajów azjatyckich. 

        Premier obecnego rządu Mateusz Morawiecki mówił na początku swej kadencji o pułapce średniego wzrostu; o tym że trzeba stawiać na innowacje, zwiększenie wydajności pracy... Tymczasem dzieje się coś dokładnie przeciwnego; Polacy za lepszą pracą, tą wydajną, lepiej zorganizowaną, wyjeżdżają do krajów Europy Zachodniej, bo tam więcej zarobią, a do Polski sprowadza się tanią siłę roboczą. 

        Podczas tego „drugiego” święta niepodległości prezydent państwa polskiego mówił o tym, jak to byśmy chcieli, żeby stacjonowały w Polsce na stałe obce wojska. Obce wojska zawsze są obce, niezależnie od tego, jak przyjazne; obce wojska reprezentują obce interesy, czasem zbieżne, ale nigdy nie jednoznaczne z interesami Polaków. 

        Dlatego w Polsce powinny być polskie wojska – bardzo dobrze uzbrojone, być może przez obcych. Dzisiaj wojsko amerykańskie to również sojusznik bardzo potężnego i wpływowego państwa, które ma konkretne interesy na terenie Europy Środkowo-wschodniej, a mianowicie Izraela i Żydów. A to właśnie amerykańscy Żydzi roszczą sobie wobec Polski pretensje finansowe i szantażują Warszawę. Polska niepodległa powinna się z takimi rzeczami liczyć i być na nie przygotowana. Tylko czy rzeczywiście Polska jest dzisiaj niepodległa na taką miarę, jak była wówczas, w czasach Bitwy Warszawskiej?  Kiedy mimo kłopotów i trudności istniały polskie elity, które miały własne zaplecze materialne,  elity, które rozumiały sytuację światową i miały doświadczenie parlamentaryzmu i dyplomacji. 

        Paradoksalnie ta Polska, która się odradzała w 1918 r., pod względem narodowego Ducha i narodowej mentalności miała się o wiele lepiej niż dzisiejsza, która boryka się wciąż z następstwami katynizacji polskiej inteligencji, raz w Katyniu i drugi raz podczas Powstania Warszawskiego. 

        Czy zdołamy się odrodzić? To wciąż jest otwarta kwestia. Niemniej jednak dzisiejsze władze robią wiele złych rzeczy, które bardzo trudno będzie naprawić.

Andrzej Kumor

piątek, 10 sierpień 2018 15:17

Tak wesoło, że aż chce się żyć

Napisał

Nie oddamy szejkom ani guzika!

Kanadyjskim komsomolcom najwyraźniej własne podwórko nie wystarcza, chcą rewolucję (społeczną i obyczajową) roznieść po całym świecie. Problem w tym, że nie bardzo mają na czym, ale próbować nie zaszkodzi - zwłaszcza w krajach III Świata. Zaowocowało to różnymi napięciami bo trzeci świat w stosunku do pierwszego w postępie obyczajowym nie nadąża, o czym świadczy choćby przykład Nigerii, która posługując się starym brytyjskim prawem z XX wieku nadal zakazuje homoseksualizmu i gdzie według sondaży 97 proc. społeczeństwa jest z tym dobrze. 

        Tymczasem niedawno, pochodzący z Somalii kanadyjski minister imigracji Ahmed Hussen wrócił z Afryki i ogłosił że Kanada za kwotę 175 tys. dol. wyśle do Ugandy, Etiopii, Kostaryki trzech ekspertów, zajmujących się przypadkami przemocy o podłożu seksualnym lub związanej z tożsamością płciową. Pamiętam, jak kiedyś burmistrz Toronto Mel Lastman, postać bardzo kolorowa, stwierdził że nie pojechał na konferencję do Afryki ponieważ bał się, że go ugotują w kotle jacyś ludożercy. Na miejscu naszych kanadyjskich ekspertów od tożsamości płciowej wziąłbym sobie tę radę do serca. 

        Poważniej zaś mówiąc, to Ottawa tym razem podskoczyła za wysoko i wzięła na cel Arabię Saudyjską, dumne królestwo religijne, gdzie alkohol pije się tylko w prywatnych samolotach, a kobietom dopiero całkiem niedawno pozwolono  prowadzić samochody (jak zgodzi się brat lub mąż). 

        Arabia Saudyjska to nie jest państwo w kij dmuchał, bo oprócz tego, że płynie z niego ropa, to jeszcze stanowi kluczowy element bliskowschodniej układanki. Słowem jest to bliski kolega naszego hegemona, a ten krzywdy nie da mu zrobić. Ottawa tymczasem zaczęła coś tam przebąkiwać o równouprawnieniu saudyjskich kobiet, co dla tamtejszego ucha zabrzmiało jak zgrzyt po szkle na dodatek w kobiecym wykonaniu p. Freeland. Szejkowie spięli się więc, bo to sprawa honoru.

        Efekt jest taki, że Kanada dostała po nosie nie uzyskując nic w zamian. Arabię Saudyjską poparły zaś wszystkie szejkanaty oraz ci, co biorą od niej pieniądze, albo robią interesy. Co ciekawe, znalazła się w tej grupie nawet Autonomia Palestyńska, o której Żydzi mówią, że wspierana jest  przez Iran.         

        Tu docieramy do kolejnej kwestii znaczenia „zaatakowanego” przez nas kraju, bo Saudowie to główny rozprowadzający w ewentualnym starciu z Iranem. Arabia Saudyjska od dawna jest zaniepokojona rosnącymi wpływami perskimi i stara się je blokować. Co jest na rękę Izraelowi, któremu do tej pory nawet nie przyszło do głowy pytać szejków o kobiety.  

        Mamy więc walki w Jemenie, walki w Syrii, gdzie Arabia Saudyjska finansuje tak zwanych rebeliantów, mamy też wpływy Arabii Saudyjskiej w Iraku. Rijad dysponuje gotówką i ma moc.

        Podsumowując, można stwierdzić, że to kanadyjsko saudyjskie napięcie obnaża jedynie zideologizowanie i indolencję polityki zagranicznej Ottawy, która w jednych sprawach jest bardzo zasadnicza, a w winnych, jak dziecko we mgle. Tym razem za tę indolencję zapłacimy konkretnym pieniądzem.

***

        Lunęło i sparaliżowało nam Toronto. Tak się to dzieje, kiedy miastem rządzą deweloperzy i wielkie „familie”, którym tak zwani „politycy municypalni” jedzą z ręki. 

        Infrastrukturę kanalizacyjną mamy od czasów wojny albo i sprzed, przez to w tym niby „światowym” mieście, gdy tylko mocniej popada spuszcza się ludzką sraczkę wprost do jeziora. Nie wybudowano bowiem odpowiednio pojemnych zbiorników retencyjnych, aby ją przetrzymać do czasu, gdy oczyszczalnie dadzą radę. 

        Efekt jest taki, że piękne plaże publiczne muszą być zamykane, jako że pływanie razem z kupą może być niebezpieczne. Temat infrastruktury wrócił w związku z podtopieniami pod obrady i dzielni radni zareagowali we właściwy sobie sposób - zaczęli się zastanawiać nad wprowadzeniem dodatkowego podatku na modernizację kanalizacji. Myśl o ewentualnych cięciach wydatków do głowy im nie przyjdzie, bo przecież mogłoby to naruszyć  łańcuch pokarmowy.

        Pierwszy z brzegu pomysł jest natomiast taki, że skoro rada będzie „chudsza” i zaoszczędzi się w ten sposób kilkadziesiąt mln dol. rocznie, to można stworzyć fundusz celowy i co roku  modernizować za to infrastrukturę. Nie jest to może bardzo dużo, ale od czegoś czas zacząć. 

        Tymczasem rozsierdzeni na premiera Douga Forda „obywatele miasta” zamierzają go wziąć do Trybunału Praw Człowieka za wspomniane „odchudzanie”, czyli  zrównanie granic okręgów municypalnych z prowincyjnymi oraz federalnymi, co prawie o połowę zmniejszy liczbę radnych. 

        Nie wiem, jak to łączyć z prawami człowieka, (ponoć pozbawia ich to reprezentacji) ale skądinąd wiadomo, że żyjemy w świecie naczyń połączonych i dobry adwokat to zepnie. 

        I znów będzie wesoło. Tak wesoło, że aż chce się żyć.

Andrzej Kumor

sobota, 04 sierpień 2018 22:08

Sąd Najwyższy ważniejszy niż parlament

Napisał

Relacjonowaliśmy niedawno na naszych łamach przypadek skazania Mary Wagner, obrończyni praw dzieci nienarodzonych, która wchodzi na teren przychodni aborcyjnych i usiłuje odwieźć klientki tych zakładów od zabiegu. Jest za to skazywana za przeszkadzanie w legalnym świadczeniu usług. Sędzia po raz kolejny, uznając głębokie przekonania religijne Mary Wagner, wskazał, że nie powinny one uzasadniać łamania prawa, lecz inspirować ją do działań na rzecz jego zmiany.
I tu właśnie, jak to mówią Niemcy, pies jest pogrzebany, ponieważ casus Mary Wagner uświadamia nam, że nie wszystkie prawa możemy w Kanadzie zmienić.
Dzieje się tak dlatego że od czasu dokonanej na początku lat osiemdziesiątych nowelizacji konstytucji kanadyjskiej i wprowadzenia do niej tak zwanej Karty Praw i Swobód na straży praw obywatelskich i praw człowieka stoi Sąd Najwyższy. To on określa czy dany przepis prawa, dana ustawa, czy dana sytuacja ma charakter dyskryminacyjny czy też nie, i to właśnie ten sąd obalił i doprowadził do zmian wielu ustawy przegłosowanych przez kanadyjski parlament; to Sąd Najwyższy zmienił nie tylko przepisy aborcyjne, które ograniczały zabijanie dzieci nienarodzonych do 3 miesięcy (obecnie nie ma żadnych ograniczeń), wprowadził eutanazję, małżeństwa homoseksualne oraz zalegalizował domy publiczne. Wszystko to przy pomocy wytrychu jakim jest „usuwanie dyskryminacji”. Mamy więc do czynienia z dyktaturą Sądu Najwyższego, ciała przez nikogo nie wybieranego; sędziowie pochodzą bowiem z nominacji aktualnego premiera.
A zatem rada sędziego by Mary Wagner „lobbowała” w celu zapewnienia ochrony nienarodzonym dzieciom mija się tutaj z prawdą; takie działania praktycznie są bez znaczenia, bo Sąd Najwyższy na końcu i tak uzna czy jakakolwiek ochrona dziecka nienarodzonego narusza prawo kobiet czy też nie.
I gdzie tutaj jest demokracja?
Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany niedziela, 05 sierpień 2018 04:02
piątek, 27 lipiec 2018 11:28

Są idiotami, czy udają?

Napisał

Czytając doniesienia o krokach, jakie torontońska rada miejska zamierza podjąć do walki z „przestępczością”, czyli z zamachami terrorystycznymi (niezależnie od tego czy sprawca zamachu był powiązany z jakimiś organizacjami terrorystycznymi, czy też terroryzował na własną rękę, to przecież był to zamach terrorystyczny), trudno nie zadać sobie pytania, czy ci ludzie naprawdę są takimi idiotami, czy tylko udają?

Pomysł, aby zakazać legalnego zakupu broni na terenie miasta, jest takim debilizmem, że człowiek zaczyna zastanawiać się, gdzie żyje. No bo jak kupię pistolet w Mississaudze, to go do Toronto nie wezmę? Czy oni tak myślą?

A gdzie logika w tym, żeby zakazać posiadania broni szanującym prawo, płacącym podatki obywatelom i sądzić, że w ten sposób gangsterzy przestaną do nich strzelać?!!!

Kilka dni po zamachu i policja nie podaje oficjalnie, skąd, rzekomo chory psychicznie, zamachowiec miał broń – podobno była przemycona z USA. Rozumiem, że... logicznym wnioskiem jest w takim wypadku zakaz posiadania i handlu pistoletami w Toronto... Dzięki temu nikt do Toronto nielegalnego pistoletu z USA nie przywiezie. Po prostu przestraszy się burmistrza Tory’ego.

Ja już się go boję, po tym jak stwierdził, że nie widzi żadnego powodu, dla którego ktokolwiek mógłby chcieć posiadać w Toronto pistolet...

Co on głupi?! No właśnie ostatnie wypadki dowodzą, że trzeba mieć broń! Wszystko wskazuje na to, że działająca z zawiązanymi rękami policja nie daje rady, pozostaje więc liczyć wyłącznie na siebie. I w momencie, kiedy rośnie zagrożenie, ci idioci chcą nam całkowicie odebrać zdolność samoobrony! Nie przestępcom, tylko nam!!! Zamiast uderzać w gangsterów, karać, wywalać z kraju podejrzanych, władza, która rzekomo ma reprezentować nasze interesy, chce nam odebrać ostatnią szansę obrony.

Dzisiejszy „kryzys przestępczości” to następstwo liberalnego otumanienia, głupoty podniesionej do standardu normy społecznej; to następstwo bierności nas samych w obliczu totalitaryzmu politycznej poprawności, następstwo akceptowania kretynizmu w życiu publicznym.

Jak zmniejszyć przestępczość? Po pierwsze, karać przestępców – zorganizować na północy obozy pracy dla gangsterów, niech budują drogi i robią inne pożyteczne rzeczy, po drugie, przestać udawać! Przestać udawać, że przestępczością są równo zagrożone wszystkie społeczności. Po trzecie, to infiltracja i inwigilacja tychże środowisk. To tylko garść pomysłów pierwszych z brzegu. Tymczasem rada miasta chce zwiększyć liczbę kamer na ulicach i okablować miasto mikrofonami, które pozwolą natychmiast identyfikować strzały z broni palnej...

I proszę mi powiedzieć, czy to są normalni ludzie?

Andrzej Kumor

data-matched-content-ui-type="image_card_sidebyside" data-matched-content-rows-num="4" data-matched-content-columns-num="1" data-ad-format="autorelaxed">

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 30 lipiec 2018 01:28
Strona 1 z 38