Goniec

Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Redaktor naczelny Gońca, dziennikarz i publicysta. Poczytaj Kumora...

piątek, 07 grudzień 2018 23:21

Obraźliwe dla Polaków

Napisał

Komentarz na szybko, czyli komentarz jedynie dla naszej strony internetowej. Chciałem Państwa zachęcić do wykupienia prenumeraty Gońca w formacie PDF dostarczanej drogą e-mailową, jak również subskrypcji naszego portalu www.goniec.net, gdzie osoby zarejestrowane mają dostęp do wszystkich tekstów.

Smutno mi Boże - tak po raz kolejny mógłbym powiedzieć komentując wizyty polskich notabli w Stanach Zjednoczonych.
Najpierw w sieci pastwiono się nad Wałęsą, który najwyraźniej błąkał się na pogrzebie starszego George'a Busha w zgrzebnej koszulce z napisem Konstytucja i ani be, ani me, ani kukuryku z nikim nie mógł zamienić

O Wałęsie od dawna wiemy co myśleć, ale był tam zaproszony nie jako wioskowy idiota, chłopek roztropek, lecz jako były prezydent Polski. Niezależnie od tego, jak tam dzisiaj – że przytoczę określenie śp. Bogdana Prażmowskiego - "króliki w głowie mu się pierdolują" - to jednak, jak psu buda należy się Wałęsie obstawa ambasady, bo to Polak reprezentujący Polskę. Więc mimo tego, że on Bolek i zdrajca, to w tym wypadku można było mu przydzielić jakąś miłą tłumaczkę z klasą, po to tylko. żeby Państwo Polskie źle nie wyglądało. Jak to wiele razy powtarzam ludzie przychodzą i odchodzą, trwają instytucje i dlatego ważny jest szacunek właśnie dla instytucji.

Zaraz później Wałęsa dał popis podobnej podrzędnej mentalności mówiąc jak to on tam, w tej Ameryce jest rozpoznawalny i że mógłby prezydentowi polskiemu wiele ułatwić ale prezydent nie chce i sam tam rączkę podaje i uśmiechniętą twarz nadstawia.

Wszystko to stwarzało wrażenie umizgiwania się o względy, co samo w sobie jest po prostu żenujące i obraźliwe dla wszystkich Polaków, zwłaszcza tych, którzy pomarli broniąc polskiej dumy i honoru.

Andrzej Kumor

 

Ostatnio zmieniany sobota, 08 grudzień 2018 09:20
piątek, 07 grudzień 2018 22:57

Na szybko: Jeśli nie wiadomo o co chodzi...

Napisał

Komentarz na szybko, czyli komentarz jedynie dla naszej strony internetowej. Chciałem Państwa zachęcić do wykupienia prenumeraty Gońca w formacie PDF dostarczanej drogą e-mailową, jak również subskrypcji naszego portalu www.goniec.net, gdzie osoby zarejestrowane mają dostęp do wszystkich tekstów.

W Kanadzie aresztowano córkę jednego z większych chińskich oligarchów (o ile w ogóle tego rodzaju określenia można użyć w przypadku Chin, gdzie za korupcję nadal karze się śmiercią) Ren Zhengfei, byłego wysokiego rangą oficera chińskiej armii.
Zhengfei założył koncern komputerowy Huawei jedno z narzędzi chińskiego państwa służące do umacniania pozycji ChRL tak poprzez inwestycje, jak elektroniczną infiltrację. Córka Zhengfei, dyrektor finansowy Huawei Menge Wanzhou została aresztowana w Vancouver przez służby kanadyjskie, które praktycznie rzecz biorąc nie miały dużego wyboru biorąc pod uwagę porozumienia podpisane z Amerykanami . Waszyngton zarzuca Wanzhou między innymi łamanie embarga jakie na Iran nałożyły Stany Zjednoczone odnośnie wykorzystania części produkowanych w USA. Ponoć takie właśnie części znalazły się w sprzęcie Huawei sprzedanym do Iranu, co łamie sankcje amerykańskie.

Po raz kolejny więc okazuje się że wszystkie drogi geopolityki prowadzą na Bliski Wschód. No bo tam właśnie Iran jest teraz rozgrywany, ale nie ze względu na interesy amerykańskie, lecz interesy Izraela. W amerykańskim interesie byłoby wyrwanie Iranu spod wpływów Chin przy pomocy ładnie skonstruowanej marchewki. Taka myśl przeszła przez głowę administracji Obamy, ale została szybko storpedowana przez lobby żydowskie, które w tym wypadku idzie na zwarcie.

Podobnie zresztą jak ma to miejsce w przypadku Rosji, której zafundowano kryzys ukraiński ze względu na wmieszanie się Kremla w politykę bliskowschodnią poprzez ratowanie Syrii i futrowanie Iranu - również nowoczesnymi systemami obrony przeciwlotniczej. 

A przy okazji zapytam, jak tam się mają S-300 w Syrii, sprzedane po tym jak Syryjczycy zestrzelili starym niezbyt kumatym sprzętem rakietowym, rosyjski samolot zwiadowczy, za którym chowały się izraelskie myśliwce bombardujące?

Moskwa wówczas, wbrew osobistym prośbom Netanjahu, sprzedała Syryjczykom S-300; bo te nowoczesne rakiety potrafią bardziej odróżnić kto jest kto…
Czy Żydzi nad Syrię już nie latają? Ponać dla oceny ryzyka przetestowali własne samoloty na poligonie w Ukrainie, gdzie Ukraińcy mają wspomniany S 300 . Tak więc jeżeli w polityce nie wiadomo o co chodzi, to najczęściej chodzi o Bliski Wschód. Walka o panowanie nad światem toczy się między "żydowskim" Zachodem, a "chińską" Azją 
Andrzej Kumor

 

Ostatnio zmieniany piątek, 07 grudzień 2018 23:07
czwartek, 06 grudzień 2018 13:49

Patriotyzm to jest solidarność

Napisał

I znów grudzień; i znów nasze smutne rocznice - starć na Wybrzeżu w 70. roku i ogłoszenia stanu wojennego. Wypadki te, w miarę, jak dojrzewają kolejne pokolenia odchodzą zastygłe na kartach historii, gasną w pamięci ludzi,  jak wszystkie wydarzenia ważne i żywe dla danego pokolenia. 

        Patrząc z dzisiejszej perspektywy na tamte emocje, nadzieje trudno nie oprzeć się wrażeniu wykorzystania aspiracji ludzi w celu walki politycznej, frakcyjnej. Choć jednak w następstwie Grudnia przyszła epoka Gierka, podczas której Polakom nieco ulżyło, można było wyjeżdżać na saksy, zarobić, sprowadzono nowe technologie, budowano fabryki po ulicach zaczęły jeździć małe fiaty... 

czwartek, 29 listopad 2018 16:27

Socjalizm po kanadyjsku

Napisał

        General Motors zamyka fabrykę w Oshawie (pogłoski o tym krążyły od jakiegoś czasu) no i chyba jest nam - podatnikom - trochę głupio w trąbie, bo jeszcze kilka lat temu dokładaliśmy się do ratowania koncernu przed upadkiem. A trzeba było pozwolić mu rąbnąć o deski. 

        Corporate welfare, czyli te wszystkie „zapomogi” wypłacane dużym korporacjom to w Kanadzie, jak na kraj socjalistyczny przystało, jedna z poważniejszych pozycji budżetowych. Ciekawe czy ktoś kiedyś, policzył ile przynosi to netto korzyści.

czwartek, 29 listopad 2018 16:10

Kanadyjczyku, ustąp miejsca migrantom

Napisał

        Wszyscy jesteśmy tutaj imigrantami. Znamy migrację z własnego doświadczenia. Dlaczego powinniśmy się obawiać nowej imigracji?  

        Stoimy dzisiaj w przededniu światowej rewolucji dokonywanej rękami, a może raczej nogami migrantów. Tak zwane organizacje pozarządowe, kierowane przez elity globalistyczne zachęcają i organizują przerzut ludzi z krajów biednych i zacofanych do krajów bogatych; z krajów muzułmańskich do krajów starej, chrześcijańskiej Europy; z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej. Wszystko to, niczym pisane jedną ręką, w ramach jednego planu, podobnie zorganizowanego; z przedpłaconymi kartami kredytowymi, mapkami, informacjami, a czasem z podwożeniem autobusami czy na pontonach. 

Masowa migracja naruszy porządek społeczny prowadzi do napięć i niepokojów.         Kanada jest obecnie w awangardzie tego ruchu, władze federalne kierowane przez premiera, który sam stwierdził że jesteśmy krajem „postnarodowym” są głównym architektem kontrowersyjnego układu ONZ na temat migracji; porozumienia, z którego wycofały się już Stany Zjednoczone, szczęśliwie wycofała się także Polska i szereg innych krajów. 

        Kanada będzie to porozumienie realizować. Naszym kosztem - kosztem jej obecnych mieszkańców i obywateli. 

        Gdy przyjrzymy się zapisom  dokumentu ONZ, okaże się że jest to plan ogólnoświatowej rewolucji zakładającej wymieszanie społeczeństw obalenie granic i wynarodowienie państw. Do przyspieszenia tych procesów używa się mafii i nielegalnych gangów, które podobnie jak w dziewiętnastym wieku namawiają chętnych obiecując złote góry, inkasując oszczędności całego życia, jako zapłatę za drogę. Jak się ocenia kartele meksykańskie zarabiają około 500 mln dol. rocznie na przemycie nielegalnych emigrantów do USA

        Społeczeństwa, do których migranci zmierzają są zaś poddane propagandowej obróbce przez szeroko zakrojoną akcję PR posługującą się kłamstwem. Specjalnie komponuje się zdjęcia i obrazy telewizyjne, aby wzbudzać współczucie i pozytywne emocje wobec migrantów. Tak było gdy na Lampedusie na Morzu Śródziemnym  specjalnie ułożono zwłoki chłopczyka sugerując, że fale wyrzuciły  je na brzeg; tak jest i dzisiaj, kiedy manipuluje się zdjęciami gazowanych uczestników karawany w Meksyku. 

         Ta sterowana migracja zagraża nam bezpośrednio, godzi w nasz dobrobyt i bezpieczeństwo i wolności. 

        Oczywiście Kanada nie jest tu jedyna, premierowi Trudeau wtórują inne marionetki pokroju francuskiego prezydenta Emanuela Macrona - nowi bolszewicy, „migracyjni neotrockiści”, którzy chcą wykuć nowy porządek świata doprowadzając go najpierw do chaosu. 

        To nie jest nowa idea, to nie jest nowa metoda. 

        Po jednej stronie mamy patriotów, ludzi, którzy wierzą, że państwo powinno organizować narody tak by żyły między w pokoju kierując się własnymi prawami, dbając o interesy swych mieszkańców,  dając im prawo głosu w ważnych sprawach. 

         Po drugiej są elity globalizmu - możemy ich różnie nazywać, wielu należy do masonerii, wielu do elit finansowych dzisiejszego świata. Ich zdaniem planetarny rząd jest nieunikniony, a procesy globalizacyjne należy zorganizować tak, aby tym elitom dać pełnię władzy. Dla nich, zwykli ludzie nie ogarniają świata, w którym żyją, nie wiedzą co jest historycznie konieczne; zachodnia cywilizacja wygasła i teraz należy po niej posprzątać i napełnić świeżą krwią dzikich. Oni, podobnie, jak ci, którzy złupili Rzym, ostatecznie coś z tego  naszego „Rzymu” przejmą, ale przede wszystkim umożliwią stworzenie porządku nowego wspaniałego świata, w którym technologia da elitom możliwość panowania nad pozbawionymi pełnej świadomości ludźmi.  

        Emigracja nadaje się do tego celu  doskonale również dlatego że emigranci stanowią naturalny pas transmisyjny przez nich do krajów pochodzenia powędrują nie tylko pieniądze, ale też idee, jakie będą im zaszczepiane w krajach osiedlenia.

        Gwałty, niepokoje społeczne, zamieszki - wszystko to wpisane jest w nowy plan, którego ostatecznym celem jest wszechplanetarna stabilizacja kontrolowanego tłumu. 

        Dzisiaj faworyzuje się islam, po to by rozbić resztki chrześcijaństwa, jutro islamowi podetnie się nogi i odbierze dzieci wychowując na nowych konsumentów demoralizując pornografią, narkotykami i permisywizmem kultury masowej. To są środki zmierzające do przebudowy społecznej. 

        Dlatego Global Compact for safe, orderly and regular migration można go porównać do Manifestu Komunistycznego Karola Marksa.

        Oznacza on likwidację państw narodowych w postaci jakiej znamy je obecnie. 

        - Mówi, że migracja to prawo człowieka; w dokumencie nigdzie nie określa się migracji, jako nielegalnej,  stwierdza się natomiast, że uchodźcy oraz migranci są uprawnieni do takich samych fundamentalnych wolności i mają te same uniwersalne prawa ludzkie, które „muszą być szanowane, chronione i realizowane, zaś migracja - z jakiegokolwiek powodu - powinna być czymś co jest umożliwiane i chronione. Postuluje się tworzenie stron internetowych, gdzie przedstawiane będą dostępne opcje migracyjne, a także udzielane informacje o pomocy dla migrantów, gdzie mogę otrzymać darmowe wykształcenie, gdzie oferuje się pomoc medyczną, „tak by mogli oni podejmować właściwe decyzje...”. 

        W innym punkcie umowa nakłada na sygnatariuszy obowiązek „redukowania ryzyka i zagrożeń”, z jakimi zmierzyć muszą się migranci na różnych etapach swej wędrówki poprzez ... „zapewnienie im opieki oraz pomocy”. Wygląda więc na to powinniśmy migrantów w bezpieczny sposób przenosić przez niebezpieczne akweny czy obszary pustynne, gdzie ich życie byłoby narażone na niebezpieczeństwa. Na każdym etapie wędrówki migranci powinni być zaopatrywani w wiadomości na temat przysługujących im praw i dostępnych usług z jakich mogą skorzystać i to „w języku który rozumieją”. 

        Gdy zaś migranci ostatecznie dotrą  do państw docelowych sygnatariusze zobowiązują się udzielić pomocy prawnej tłumacząc i z jakich praw mogą korzystać, jakie mają obligacje, jak powinni przestrzegać praw lokalnych, jak uzyskać zezwolenie na pracę, jakie usługi są im oferowane. 

        Dlatego poszczególne kraje powinny promować szacunek dla kultur, tradycji i zwyczajów tak społeczności docelowych, jak imigrantów poprzez implementację polityki integracyjnej i programów zmierzającej do promowania „akceptacji różnorodności i ułatwiania społecznej kohezji. 

        Celem państw sygnatariuszy ma być również zapewnienie migrantom dostępu do rynku pracy, łączenia rodzin, oświaty i opieki medycznej, powinno im dać również dostęp do uczciwego zatrudnienia, gdzie mogliby pracować na stanowiskach zgodnych ze kwalifikacjami 

        Państwa sygnatariusze mają też cenzurować publiczne wypowiedzi, przeciwne masowej migracji i tłumić opinie, które podkreślają konieczność obrony granic i wartości naszej kultury. Jak stwierdza to jeden z artykułów porozumienia, sygnatariusze będą  hamować „błędne narracje”, które powodują „negatywną percepcję migrantów”, a promować „obiektywne reportaże”  w tym informacje w internecie. Będą wyczulać i edukować pracowników mediów  o sprawach związanych z migracja ucząc terminologii jakiej powinno się używać, wstrzymując publiczne finansowanie lub wsparcie materialne tym środkom przekazu, które „systematycznie promują nietolerancję, ksenofobię, rasizm i inne formy dyskryminacji imigrantów...” .

        Czyli, jeśli ktoś będzie szczekał, wybije mu się zęby. Tu w Kanadzie wiąże się to z nowym programem „pomocy dla mediów”, który ma promować te właściwe. Słowem, jak za Lenina, wracamy do „organizacyjnej funkcji prasy”. Rząd federalny chce przyznać mediom wyróżniającym się w „profesjonalnym dziennikarstwem” ulgi podatkowe o wartości 595 milionów dolarów. O tym, co uznać za „profesjonalne dziennikarstwo” i komu należą się ulgi na tworzenie oryginalnych programów, ma zdecydować niezależny panel ekspertów powołany przez rząd. Liberałowie twierdzą, że chcą w ten sposób pomagać „godnym zaufania” organizacjom medialnym.

        To nie jest przypadek, podobnie  jak nie jest przypadkiem otwarcie granicy kanadyjsko - amerykańskiej w  Quebecu. - Maszyniści przestawili zwrotnicę dziejów, ruszono z posad bryłę świata.

A. Kumor

Ostatnio zmieniany sobota, 01 grudzień 2018 17:47
piątek, 23 listopad 2018 13:01

Dżender w szkołach nie do ruszenia?

Napisał

        Podczas niedawnego zjazdu rządzącej ontaryjskiej Partii Postępowo-Konserwatywnej podjęto rezolucję domagającą się wycofania ze szkół w prowincji ideologii dżender. Rezolucja zaproponowana została przez Tanyę Granic Allen, byłą kandydatkę na lidera tej partii, dzięki której poparciu Doug Ford uzyskał stanowisko. 

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 26 listopad 2018 14:41
piątek, 16 listopad 2018 09:03

Kto z nami, a kto przeciw

Napisał

Szanowni Państwo, na początku DZIĘKUJĘ - dziękuję za wszystkie ofiary, które otrzymujemy, zwłaszcza panu Andrzejowi który wypisał nam czek na 1000 dolarów, a nie chciał żeby publikować jego nazwisko, dziękujemy też za drobne datki od wszystkich ludzi dobrej woli, którzy wspierają naszą inicjatywę i prosimy o kolejne, dlatego że w obecnej sytuacji przy zwiększonym nakładzie nie mamy wystarczającej liczby reklam, aby móc spać spokojnie. 

        Jednocześnie nigdy do tej pory „Goniec” nie rozchodził się tak szeroko i nie trafiał do tak różnych środowisk, jak dzisiaj. Dlatego prosimy Państwa, naszych Czytelników, ludzi, którzy myślą podobnie, o poparcie, by nadal większość naszych treści mogła być udostępniana za darmo tak wydaniu papierowym, jak i w Internecie. 

        Namawiamy też właścicieli przedsiębiorstw do ogłaszania się w naszym tygodniku ponieważ reklamy takie z jednej strony dają nam konieczne wsparcie, a z drugiej pozwalają na odpis podatkowy.

 

Prosimy o wsparcie

 

        Żyjemy w czasach wojny, która nie jest jasno zadeklarowana, wojny prowadzonej bardzo często skrycie. Jej obiektem ataku jest rodzina, są tradycyjne struktury społeczne i narodowe, jej celem jest globalizacja świata w imię idei które można nazwać kulturowym marksizmem. Liberalna lewica przeobraziła się w globalistów marzących  światowym rządzie i Nowym Porządku Wieków. Zresztą, to ona wypisywała dawniej na sztandarach internacjonalistyczne hasło „proletariusze wszystkich krajów łączcie się”, dzisiaj , jak wtedy, łączą się nie „proletariusze”, lecz elity tworząc ponadnarodowy konglomerat i demonizując elity narodowe. 

        Widzimy to doskonale w Polsce na przykładzie jazgotu, jaki wzbudził w znanych ośrodkach propagitki  kolejny Marsz Niepodległości; propagandy, w której nie liczy się prawda, nie liczą się fakty, liczy się jedynie wzbudzanie emocji tak, jakby była ona kierowana do ludzi niespełna rozumu. Co ciekawe, wielu z nich jest zupełnie wykształconych a mimo to głupich. 

        A propos Marszu Niepodległości przypomniał mi się też stary dowcip, jak to mrówka idzie koło słonia i mówi do niego „popatrz, ale tupiemy”. Tak właśnie zachowywała się rządowa propaganda pokazując, jaki to liczny był tegoroczny marsz „biało-czerwony” Tymczasem ten biało czerwone szedł sobie z przodu oddzielony, a za nim przelewały się wielkie tłumy Polaków; Polaków zjednoczonych myślą o Polsce, troską o Polskę, Polaków złączonych chęcią silnego polskiego państwa. To prawda, że bardzo wielu z nich nie miało nic wspólnego z tak zwanymi narodowcami, którzy przecież pierwsi zorganizowali ten marsz. To ukłon w stronę kolegi Przemysława Holochera, dzisiaj z Magna Polonia, bo zdaje się, że to był jego pomysł. Środowiskom narodowym nie udało się zdyskontować politycznie marszu i dużo by mówić dlaczego tak się stało, ale projekt zaczął żyć własnym życiem i dzisiaj nawet okrzyki kibiców rodzinom z dziećmi nie wadzą. Pod biało-czerwoną flagą rzeczywiście idzie cały patriotyczny „zwierzyniec”, wszystkich nas ludzi zjednoczonych chęcią posiadania silnej Polski, której nikt nie będzie w kaszę dmuchał, i której politycy nie będą musieli biegać truchtem, by pod dyktando obcego państwa zmieniać ustawy. Polski silnej militarnie i gospodarczo, a nie wiszącej u klamki najpotężniejszych i najmożniejszych dworów. Na razie taka Polska jest tylko w naszych sercach. Może nie będzie jej dane zaistnieć za naszego życia, ale ważne jest, żeby myśl o niej i marzenie o niej pozostało i przeniosło się na kolejne pokolenia. Takiej Ojczyzny nikt nam nie przyniesie na tacy, ale jeśli będziemy zbiorowo mądrzy i nie damy sobie grać na emocjach i nie będziemy tolerować zdrady, to może w końcu nauczymy się budować silne państwo. 

        Nie jest też wykluczone że taki czas przyjdzie  niedługo. 

        I nie chodzi tu o Polskę szowinistyczną lecz o państwo polskie które będzie asymilowało do naszych polskich wartości; o państwo które będzie silnym partnerem europejskiej i światowej polityki, a nie popychadłem, któremu mówią gdzie stanąć. 

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany piątek, 16 listopad 2018 22:42
piątek, 16 listopad 2018 07:54

POLSKA 11.11.2018

Napisał

        Rok temu sądziłem że tegoroczny Marsz Niepodległości nie odbędzie się; mówiły o tym już wtedy wszelkie znaki na niebie i ziemi, zwłaszcza zaś bezprecedensowa nagonka na marsz przypuszczona przy użyciu brudnych metod ot tak, „nie wiedzieć czemu” akurat wtedy; w końcu  marsz w 2017 roku był dość spokojny... 

        Marsz „przesłania” jednak w dniu narodowego i państwowego święta ładny kawałek Warszawy, trudno się więc dziwić, że niezagospodarowany tkwił władzy jak ość w gardle. 

        Jechałem więc do Polski z mieszanymi uczuciami. Prócz kilku „potknięć”, jak odwołanie lotu, wszystko przebiegało po staremu. Dotarłem do Krakowa jedynie z 3-godzinnym opóźnieniem, za 64 dol. pożyczyłem na 4 dni samochód (dobra cena) i wprost z lotniska pojechałem do rodzinnego mieszkania w bloku. Mój Ojciec, który właśnie skończył 91 lat, mieszka tam nieprzerwanie od 1972 roku. To już taki nasz zwyczaj, że gdy przyjeżdżam wybieramy się wspólnie na groby i odwiedzić rodzinę na wsi. Tak więc i tym razem pojechaliśmy do Woli Chroberskiej, na przepięknym Ponidziu, wśród sosnowych lasów i pól przesyconych historią Polski. 

        Chroberz to miejscowość założona przez Bolesława Chrobrego, który ponoć wybudował tam zamek myśliwski; miejscowość stara jak świat, z parafią założoną w 1050 roku i kościołem z 1550 wieloma zabytkami między innymi Pałacem Wielopolskich, bo to tutaj urzędował margrabia - ten sam, który swoją branką wywołać miał powstanie styczniowe. Tutaj też znajdują się mogiły powstańców. Pogoda była wspaniała - złota polska jesień. Krótkie odwiedziny u rodziny, jak zwykle wypełnione wieloma opowieściami o wielu sprawach. Tak to jest. jak człowiek spotyka się raz do roku. 

        Kraków z turystami jest trochę plastykowy. Po raz 1. wydałem Gońca z laptopa po drugiej stronie Atlantyku; outsourcing we własnym wykonaniu... 

        Po kilku dniach wyjazd do Warszawy - jak zwykle ekspresem, tym razem opóźnionym o 40 min. z powodu awarii wagonu.  Warszawa mglista, Kraków mglisty, droga między Krakowem a Warszawą mglista -   jakby cała Polska zanurzyła się we mgle. 

        W Warszawie furorę robią elektryczne hulajnogi, które można sobie pożyczyć gdziekolwiek w obrębie miasta - znajduje się je przy pomocy aplikacji na smartfonie i zostawia, gdzie się chce. Jest to duża wygoda ciągną do 25 kilometrów na godzinę; wiele osób jeździ na nich bez kasku i  po chodniku. 

        Na obiad idę do baru Bambino - jednego z kultowych i polecanych bedekerach. W sobotę przed drzwiami całkiem spora kolejka. Bar, jak bar, płaci się przy kasie, dostaje bloczek, panie wydają w okienku, wszystko idzie bardzo sprawnie, prawie jak w „Misiu”. 

        Bardzo dużo ludzi z różnych bajek, od młodzieży po emerytów i dziwnych turystów; zamawiam mielonego z ziemniakami i kapustą oraz barszcz z uszkami. 16 zł nie jest wygórowaną ceną za zestaw. 

        Warszawa już odświętna, Krakowskie Przedmieście pełne ludzi z flagami, trwa ustawianie barierek do uroczystości odsłonięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego. Przed zamkiem Królewskim rekonstruktorzy i pojazdy wojskowe najróżniejsze, wojsko serwuje grochówkę za darmo. Słychać też nowe multikulti; nieopodal Pałacu Prezydenckiego zawodzi w jakimś dziwnym języku ktoś wyglądający na Azjatę - żebrze. Ludzie różnie reagują. 

        Idę na kawę, żeby się ogrzać - tłum - z trudem znajduję miejsce, by zdjąć mój majdan z pleców, obok jakaś zwulgaryzowana nastolatka w otoczeniu starszych panów woła, „no to zdróweczko!”

        - Wczesnym wieczorem rozdanie nagrody Mackiewicza... Zawsze staram się tam być. Nie tylko dlatego że sekretarzem kapituły jest Stanisław Michalkiewicz. Józef Mackiewicz to bohater lat szczenięcych. W moim pokoleniu obowiązkowo czytało się Mackiewicza. Na ścianie szkoły przy Grodzkiej 52 wydrapane były słowa „strzelaj albo emigruj” - główne hasło Mackiewiczowej postawy. Wiele sentymentów, bo też świętej pamięci Włodek Kuliński właściciel Wirtualnej Polonii był jednym z fundatorów. To właśnie podczas rozdawania nagrody Mackiewicza lata temu poznałem Stanisława Michalkiewicza. Co dzisiaj śmieszne, zabrał mnie tam kolega z lat studiów, Cezary Michalski, wówczas jeszcze był po naszej, „ciemnej” stronie mocy, dzisiaj w... „Krytyce Politycznej”. 

        W tym roku nagrodę zdobył pisarz, którego książka zawołała do siebie, a do napisania powieści o świecie zaginionym skłoniła wierność rodzinie i tradycji własnych korzeni. „Nad Zbruczem” to książka o przestrzeni, która zrodziła szmat Polski, a którą już niewielu chce opowiadać. Skojarzyła mi się z „Wojną i sezonem” Pawlikowskiego. Na stoisku przy sali niestety „Nad Zbruczem” zaraz „wyszło”, chyba źle typowali zwycięzcę. Spotykam kolegów z Wielkiej Brytanii, jest też nieoceniony Marian Miszalski; czyli możemy rozmawiać szczerze dyskutować, bo tutaj ludzie nie boją się własnych myśli.

        Nazajutrz przedzieram się do Ronda Dmowskiego i ku mojemu zdziwieniu zamknięte są Aleje Jerozolimskie. Po prostu, wojsko wszystko zablokowało. Do Ronda przechodzę jakimiś bocznymi uliczkami wśród grup trochę zdezorientowanych ludzi. Brakuje trybuny, na której zawsze były występy i przemówienia. Jakoś jest tak mniej kolorowo. Pamiętam, że Marsze Niepodległości zbierały najróżniejszych ludzi, wielu było z transparentami religijnymi; byli zwolennicy intronizacji Chrystusa Króla, byli obrońcy dzieci nienarodzonych; może zresztą gdzieś są, ale giną w tłumie, bo tłum jest olbrzymi; o wiele większy niż zazwyczaj. Wielu zagadywanych ludzi mówi, że są po raz pierwszy. W końcu wchodzę na jakiś klomb. Stoimy w grupie stowarzyszenia Narodowych Sił Zbrojnych. Piękne, cudowne polskie rozmowy o wszystkim co boli; my jesteśmy z kieleckiego tam są ludzie hardzi - mówi mój rozmówca - nas nie można tak po prostu zatrzymać; ktoś odpala racę, ktoś inny z boku woła „Hanka rozwiąż marsz”. Spotykam młodego Polaka, zgadujemy się, że jest z Kanady, urodził się w North Bay przyjechał do Polski miesiąc temu na studia, twierdzi że zostanie bo w Kanadzie nie mógł się odnaleźć. Studiuje fizjoterapię. Bardzo mu się podoba. Na marszu jest drugi raz. 

        Z powodu tłoku nie docieram pod hotel Metropol, skąd na marsz rusza Wojtek Świętochowski, który od wielu lat jest już w Polsce, były właściciel fabryki paneli podłogowych Allmax,  był pierwszym, który dał nam reklamę do Gońca. Prywatnie dostałem od niego łóżeczko dla dziecka. Miło byłoby porozmawiać, świetnie zrobić wywiad, no ale co robić, jak sto tysięcy ludzi zagradza mi drogę.

        Przemawia prezydent trochę tak „kosmicznie”, nie wiadomo skąd, nie widać go, grzmi z megafonów, ale nie wiadomo, w którą stronę się obrócić, gdzie jest. Przemówienie nie robi na mnie porywającego wrażenia, a zaraz potem łzy w oczach - tym bardziej, że mało widać spod zasłony dymnej tysięcy płonących rac. Czekamy przebierając nogami ponad godzinę. Stoimy, dobrze że w tłumie nie jest zimno. Ktoś żartuje, że  idzie tak wolno, bo Kaczyński ma chore kolano. Potem dowiaduję się, że są dwa marsze i ten pierwszy, rządowy jest chroniony, a ludzie w Marszu Niepodległości idą dopiero kilkaset metrów dalej. Gdy  ten pierwszy dociera na miejsce, my jeszcze nie ruszyliśmy z Ronda Dmowskiego. 

        W końcu idziemy. Z balkonów jakieś babcie ślą całusy, machają flagami, krzyczą „brawo Polacy”, ludzie odkrzykują. Idzie dużo osób starszych, dużo też matek z dziećmi, ojców z dziećmi, po prostu Polacy, my Polacy. Nagle przede mną niewielkie poruszenie, okazuje się że na asfalcie klęczy ubrana na czarno dziewczyna zanim uświadamiam sobie że to „protest” kilka osób podchodzi do niej i pyta czy nie trzeba pomóc... Wchodzę na cokół, przy moich 54 latach wdrapywanie się na dach wiaty przystanku autobusowego jest dosyć ryzykowne. Filmuję morze idących ludzi. 

        Jak to dobrze poczuć się razem, jak to dobrze wiedzieć, że Polska w sercach jeszcze nie zginęła mimo tego że w realu rozdzierają ją interesy możnych tego świata... 

Andrzej Kumor

 

Ostatnio zmieniany piątek, 16 listopad 2018 08:34
czwartek, 08 listopad 2018 18:37

Ile Polski w Polsce?

Napisał

Rok temu napisałem tekst „Marsz Niepodległości doszedł do końca”. Masowy przemarsz Polaków przez serce stolicy jest solą w oku nie tylko polskich elit. Dlatego podejmowano i podejmuje się tyle zabiegów, by zmienić jego charakter z narodowego na „pierwszomajowy”, czyli bardziej „inkluzywny” i „wielokulturowy”. Już wtedy, rok temu, bezprecedensowy atak na marsz podjęty przez liberalne media wróżył próbę rekonstruowania formuły tego patriotycznego przedsięwzięcia; formuły, która przecież w swym obecnym wydaniu jest otwarta dla wszystkich. To nie organizatorzy wyrzucają z marszu inne opcje, lecz ludzie innych opcji nie trawią legalnych organizacji, jakie w Marszu idą i haseł, jakie wznoszą. Mamy więc do czynienia z coraz bardziej powszechnym paradoksem, że ci, którzy wołają o tolerancję, nie chcą tolerować innych Polaków. Młodzież Wszechpolska - be; ONR - be; mają być tylko ci, akceptowani na polit-poprawnych salonach. 

Jeśli tylko możesz, WESPRZYJ NAS!!!

 

        Liberalna międzynarodówka nie przebiera w środkach i dla uzyskania swoich celów (wśród których jest właśnie demontaż patriotyzmu i państw narodowych) jest w stanie posunąć się do wszelkich bezeceństw i prowokacji. Niedawno wyszło na jaw, że słynne obchodzenie „urodzin Hitlera”, co w przeddzień Marszu wywołało powszechne oburzenie, było opłaconą za 20 tys. złotych ustawką dziennikarską - taką kieszonkową „prowokacją gliwicką”.

        Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie polskie i urzędujące w Polsce elity „nowego porządku” gotowe są podpalić kraj i wywołać rozlew krwi, byle tylko torować drogę dla „postępu” - czyli sfolkloryzowania uczuć narodowych, wymieszania kultur, rozwodnienia tradycyjnych źródeł autorytetu. W 2017 roku pisałem: Zresztą samej partii rządzącej nagonka też jest na rękę. Marsz Niepodległości od jakiegoś czasu zajmował w to najważniejsze polskie święto cenne warszawskie ulice, wypychając prezesa do Krakowa, a prezydenta (który kilka lat temu zaraz po wyborze przysłał nawet list do uczestników Marszu) ograniczając do godzin porannych. „Czysto” polski marsz jest po prostu za mało inkluzywny w sytuacji, kiedy oto nadchodzi „Rzeczpospolita Przyjaciół”. Dlatego to jest koniec Marszu w jego obecnej formule, zresztą politycy rządzący (Gowin) przebąkują już o jakimś nowym „marszu gwiaździstym czy czymś w tym stylu. Kartkę na udział będą w nim mieli również „nasi” narodowcy, czyli wszyscy ci, co dostaną zaproszenie.

        Krzysztof Bosak, ujawnił niedawno, że organizatorzy Marszu Niepodległości podczas rozmów godzili się na prawie wszystkie warunki strony rządowej/prezydenckiej (że prezydent będzie jedynym przemawiającym, że zaapelują jedynie o polskie flagi etc.) prócz tego, by organizatorem Marszu... był kto inny - jakaś rządowa agencja. 

        Następuje więc próba przejęcia tej oddolnej patriotycznej imprezy.

Ostatnio zmieniany środa, 14 listopad 2018 06:49
czwartek, 01 listopad 2018 17:55

Sto lat po…

Napisał

        Podobno nigdy nie było w Polsce tak dobrze, jak dzisiaj… Tak mówią w TVP. Nowe drogi przelotowe, coraz lepsze samochody na ulicach, wystawniejsze domy,  lśniące warszawskie drapacze…

        Z drugiej strony, patrząc na polską politykę zagraniczną, stan polskiej gospodarki i polskiej własności, wydaje się, że państwo polskie dalekie jest od prawdziwego odrodzenia. O istocie podmiotowości państwowej, o tym ile Polski w Polsce, stanowią bowiem ogniska siły narodowej. 

 

Pomóż nam!

 

        I tak o sile Niemiec decyduje niemiecka gospodarka, decydują instytucje siłowe pozwalające na kształtowanie europejskiej polityki. O podmiotowości niemieckiej przesądzają niemieckie korporacje oraz silne narodowe elity, będące kontynuacją tych pruskich, międzywojennych, hitlerowskich... 

        W Polsce katastrofa II wojny światowej spowodowała wymordowanie, wypędzenie, a następnie demoralizację polskich elit narodowych; do zburzonej Warszawy pod koniec lat czterdziestych przywieziono nowych zarządców, którzy mieli dać rękojmię polskiego poddaństwa wobec zwycięskiego państwa sowieckiego; w większości był to aparat złożony z żydowskich komunistów starej i nowej daty czasem związany poprzednio z polskim terenem, a czasem nie. Ci ludzie ukorzenili się w PRL-u i ustawili swoje dzieci, a z kolei te dzieci ustawiły ich wnuki, stając się nową “głową z gałganków przyszytą do polskiego zombie” - jak to niedawno określił Grzegorz Braun w naszym wywiadzie.  Choć polskojęzyczne, elity te z  tradycyjną polskością mają mało wspólnego. Stąd wynika cały ambaras. Na domiar złego zniszczone zostały dawne polskie elity ekonomiczne i wyjałowiona gleba, z której wyrastały, i która pozwalałaby na ich odbudowanie; czyli drobna przedsiębiorczość, drobny handel; coś co mogłoby dać materialne podłoże odradzającej się narodowej elicie politycznej. Zniszczone zostało także doszczętnie ziemiaństwo, które przez długie lata zaborów wspierało pieniądzem polskość. 

        Innym ośrodkiem narodowej siły mogą być siłowe instytucje państwa - służby  (Tak jest we Włoszech, tak jest we Francji i w wielu innych krajach); Polacy pracujący dla państwa w resortach siłowych, w  armii, wywiadzie, kontrwywiadzie, siłach bezpieczeństwa. 

W Polsce po tak zwanej transformacji nie doszło jednak do przesilenia, które dałoby decydujący wpływ narodowym służbom. W Polsce po prostu frakcja, ogólnie mówiąc, “puławian”,  wygrała z frakcją “Natolina”, czyli; wywodzące się z PRL, ustosunkowane międzynarodowo służby żydowskiej proweniencji, opanowały proces zmiany ustrojowej wygrywając z “narodowymi komunistami”. 

Tymczasem w  Rosji po doraźnym zwycięstwie “puławian” i rozmontowywaniu państwa sowieckiego za Jelcyna, nastąpiła konsolidacja tamtejszych “natolińczyków”  i powrót do władzy rosyjskich państwowców z KGB. Oni zdołali odbudować rosyjską podmiotowość i wrócić do polityki imperialnej. 

        W Polsce taki proces nie nastąpił. 

        Gospodarka polska nie odrodziła się jako niezależna i podmiotowa, została ukształtowana, jako uzupełniająca wobec niemieckiej; nie ma znaczących polskich marek międzynarodowych i dużych  polskich korporacji; nie ma więc prawdziwych ognisk narodowej polskiej siły, które mogłyby prowadzić do wybicia się Polski na prawdziwą regionalną podmiotowość mocarstwową, zdolną do kształtowania samodzielnej polityki regionalnej. 

        Życie polityczne w Polsce sprowadza się więc dzisiaj do reprezentacji cudzych interesów oraz - podobnie jak w PRL -  zarządzania na poziomie “prowincjonalnym”;  Polacy nadal mogą decydować, którędy puścić obwodnicę, a nawet  - do pewnego stopnia - jak rozpisać budżet. 

        Prawo i Sprawiedliwości, które głosi hasła “dobrej zmiany” również nie jest w stanie realizować podmiotowej polityki polskiej, ponieważ za tą formacją nie stoją ani  polskie służby, ani polska finansjera, ani polskie korporacje; nie stoją za nią ogniska prawdziwej polskiej siły. Stąd pomimo pokazowego patriotyzmu, formacja ta nie realizuje odbudowy gospodarczej „gleby narodu”, co pozwoliłoby Polakom stanąć do konkurencji z dużymi graczami Europy. PiS wciąż oddaje pola zagranicznym korporacjom, choć już nie pozwala na tak bezczelną grabież jak poprzednia ekipa. 

        W przeciwieństwie do poprzedników PiS przerwał też pasmo pedagogiki wstydu i odwołał się do narodowej dumy. To dobrze. Musimy być dumnymi Polakami. Ale to nie wystarcza, aby zbudować narodową siłę - do tego potrzebna jest organizacja i odpowiednia polityka - o co w obecnej sytuacji bardzo trudno. 

        Nawet uświadomienie Polakom obecnego położenia napotyka na trudności, nie mówiąc już o tym, że nawet gdyby to nastąpiło to i tak sama świadomość nie wystarcza, by wejść do gry. Wskazując na Palestynę można stwierdzić, że większość Palestyńczyków zdaje sobie sprawę z własnego położenia, a mimo to nic nie może z tym zrobić. Coraz częściej podobne uczucie bezsilności dotyka resztek polskich elit narodowych; tych odradzających się powoli, budujących swoją wiedzę geopolityczną; potrafiących analizować sytuację, w jakiej znalazł się naród . 

        Od lat, kiedy ktoś przekazuje smutną  analizę obecnego położenia Polaków, słychać głosy domagające się odpowiedzi na pytanie, co robić? Czy  droga do odrodzenia jest możliwa? 

        Oczywiście, pierwszym pytaniem jest to, czy są jeszcze polskie elity, które mają ochotę na niepodległe państwo? Obserwując wypowiedzi, gesty i zachowania głównych aktorów polskiej sceny politycznej, można odnieść wrażenie, że takich chęci już nie ma; że wystarcza stanie przy biurku hegemona i  pochlebstwa na salonach.  Zaś godzące w zdrowy rozsądek pomysły sprowadzania obcych wojsk dla zabezpieczenia  “niepodległości” nikogo już nawet nie śmieszą; lansuje się je w Polsce z pełną powagą urzędów i ludzi. 

        Jedną z możliwych dróg odzyskania niepodległości byłaby praca nad budową polskich służb bezpieczeństwa, wojska, wywiadu, a także odbudową polskiej strategicznej infrastruktury. Oczywiście zdają sobie z tego sprawę także wszystkie siły obce zainteresowane korzystaniem z polskiego terytorium. Sieci podwójnych lojalności jest w tych instytucjach bardzo wiele i wynikają one po części z wspomnianego charakteru tak zwanej transformacji.

        Inną ścieżką byłoby pozwolenie Polakom na bogacenie się czyli rozbudowa drobnej przedsiębiorczości; po prostu puszczenie na żywioł energii gospodarczej narodu. Niestety nie uczyniły tego nawet ekipy szermujące hasłami patriotyzmu gospodarczego. Zamiast gospodarczego uwolnienia mamy podatkowe “domykanie”, a także wprowadzanie obcej taniej siły roboczej, która w oczywisty sposób betonuje naszą “pułapkę średniego wzrostu”, hamując rozwój. 

        Podsumowując, można  stwierdzić że władza Prawa i Sprawiedliwości, która choć w wielu aspektach i zwłaszcza na początku kadencji odbudowywała polską dumę i godność, nie próbuje nawet odbudować polskiej podmiotowości, służąc jako forpoczta interesów amerykańskich i żydowskich nad Wisłą.  

        Jest to smutne, ale prawdziwe, a  stulecie odzyskania polskiej państwowości powinno być okazją nie tylko do świętowania polskiej dumy, ale też do refleksji nad stanem narodu i państwa.

Niech żyje Wielka Polska!

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany sobota, 03 listopad 2018 16:50
Strona 1 z 39