Goniec

Switch to desktop Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Redaktor naczelny Gońca, dziennikarz i publicysta. Poczytaj Kumora...

czwartek, 11 styczeń 2018 23:16

Nie przystawał do nowej narracji

Napisał

        Rewolucje to nie są zabawy dla ludzi o słabych nerwach. Odsunięcie od władzy zakorzenionych tam koterii, niezależnie od tego, w jakich warunkach dokonywane, przypomina czyszczenie rany. W dawnych czasach po prostu masowo mordowano rodzinę uzurpatora i wszystkich jego faworytów. Inaczej się nie da, tego rodzaju zmiany wypala się żelazem. Byli mocarze jeśli nie uciekną, będą knuć. 

        Antoni Macierewicz był rewolucjonistą. Zdawał sobie sprawę z sytuacji. W 2015 roku w wywiadzie ze mną mówił: Trzeba zmienić zdemoralizowany, przeniknięty korupcją i antypolskością aparat władzy. Bo cały problem z tym aparatem, który się ukształtował i narósł na dawnym esbeckim aparacie jeszcze od okrągłego stołu, cały problem polega nie tylko na ich niekompetencji, nie tylko nawet na korupcji, ale na antypolskości. Większość nie lubi Polski, po prostu nie lubi i jakby jest ukształtowana tak, jak to mówił pan Tusk, że polskość to nienormalność. (...) Niech ci ludzie robią różne inne rzeczy, ale niech odejdą z aparatu państwowego decydującego o naszej przyszłości, bo oni po prostu niszczą i marnotrawią Polskę.

Wydawało mu się, że jest w stanie pozbawić znaczenia, odsunąć od koryta ludzi, którzy de facto byli głównymi animatorami polskiej transformacji; ciotki pociotki służb wojskowych, które przewerbowując się na zachodni kierunek, otrzymały zapewnienie bezkarności szabru. 

        To są właśnie ci ludzie, którzy za to, że oddali część władzy politycznej, mieli mieć dozgonne przywileje; mieli odcinać kupony od wszystkich państwa. 

        Antoni Macierewicz przyszedł do Ministerstwa Obrony Narodowej w chwili, kiedy przez ten resort zaczęły przechodzić olbrzymie pieniądze. Kontrakty takie jak na caracale były już obstalowane i podpisane. Nie liczył się żaden interes Polaków, którzy na to mieli pracować, liczyło się to, ile będzie można przy okazji odprowadzić do własnych kieszeni. We wspomnianym wywiadzie przyszły szef resortu obrony mówił a propos caracali: No przecież sprawa kontraktu na caracale, takiego najbardziej skandalicznie znanego – jest wiele innych, ale ten jest najważniejszy – bo chodzi o 13 miliardów złotych dla Francuzów, zamiast dla Polaków, zamiast dla polskiego przemysłu, to dla francuskiego.

        Tutaj jest pełna świadomość Służby Kontrwywiadu, dlaczego to się dzieje, i jest duża wiedza, jak się dzieje. (...) I to nie jest związane z tym, że mamy jakieś kłopoty intelektualne czy organizacyjne, żeby dowiedzieć się, kto z kim, za ile itd. To wszystko jest wiadome.

        Czekamy na porządną prokuraturę, czekamy na uczciwy sąd i czekamy na to, aż będzie można te papiery z szuflad Kontrwywiadu Wojskowego wyjąć i ludzi odpowiednio z ich zawartością osądzić. Tu kłopotów nie ma.

        Papiery w szufladach były, ale i tak nikt  z tych, o których było wiadomo, kto, z kim i za ile, nie wylądował za kratkami. Rozbicie koterii polskiego deep state nie było możliwe. 

        Jeżeli chce się pokonać takich ludzi, to walka musi być zdecydowana, krótka i na noże. Przeciwnik jest potężny i ma olbrzymie atuty w ręku. 

        Zresztą popatrzmy, jak robią to inni; choćby prezydent Turcji Erdogan, który po nieudanym puczu sprowokowanym przez własne służby aresztował dziesiątki tysięcy ludzi. 

         W Polsce, gdzie zdrada jest tolerowana  od wieków, było „po polsku”, nikogo nie aresztowano, nikomu nie postawiono zarzutów kryminalnych. Co najwyżej popsuto interesy ludzi „jądra władzy”, co to w pudełkach po butach biorą miliony w gotówce, co to podbijają cenę misia, aby był bardziej drogi, bo wtedy więcej zarobią na procencie. 

        Antoni Macierewicz był znienawidzony przez tych, którzy przecież sądzili, że Polskę dostali na własność. Dlatego uruchomiono najbardziej skuteczne mechanizmy nacisku z zewnątrz i wewnątrz; dlatego przedstawiono go jako psychicznego antysemitę. 

        Jedno z całą pewnością o Macierewiczu można powiedzieć – nie był przekupny, dlatego tak bardzo uwierał. 

        Druga rzecz, to że Polska wchodzi dzisiaj w nowy etap, zmienia charakter i ma być państwem „bardziej otwartym na inne kultury i narody”, zwłaszcza zaś jedną kulturę i jeden naród; ma być – jak to określił prezydent Duda, „Rzeczpospolitą przyjaciół”. W tym roku będziemy mieli wspólne obchody z towarzyszami izraelskimi, chcemy, by w Polsce czuli się jak u siebie; chcemy razem z nimi budować w Polsce dobrobyt i dlatego narodowa retoryka Macierewicza kłuła w oczy, jego bezustanne podkreślenia i odmiana przez przypadki słów „naród”, „Polska”, nie przystawały do nowej narracji.

        Antoni Macierewicz po prostu uwierzył w propagandę swego ugrupowania. Tymczasem podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie widzimy nowy charakter prezydentury Donalda Trumpa, podobnie w Polsce nadchodzi nowy dzień. Jego akuszerami są ulubieńcy pijarowców zapraszani na szabasowe kolacje. Komentując na szybko to, co się stało za sprawą tzw. rekonstrukcji rządu, napisałem, że polityka to pieniądze, pieniądze, jeszcze raz pieniądze. Polacy ich nie mają i dlatego pozostają jedynie statystami cudzego teatru.

        A PiS? PiS zdobył władzę, bo zwykłym Polakom powiedział – będziemy reprezentować wasze interesy. Jeden z anty-Polaków stwierdził sentencjonalnie – Mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy.

        Dzisiaj widzimy, że to było tylko poczucie, dzisiaj „nasz” prezydent składa hołdy lenne przedstawicielom polskiego deep state, dzisiaj widzimy, „jak wiele się musi zmienić, żeby nic się nie zmieniło”.

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany niedziela, 14 styczeń 2018 23:07
wtorek, 09 styczeń 2018 15:55

Na szybko: Komentarz do zmian w rządzie

Napisał

Jednym zdaniem: Do robienia polityki konieczne są pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Polacy ich nie mają.

Ostatnio zmieniany wtorek, 09 styczeń 2018 15:58
poniedziałek, 08 styczeń 2018 21:50

Na szybko: Koniec z wchodzeniem do łóżka!

Napisał

Proszę, proszę, jak to się nawyrabiało. Kierownicy Hollywoodu muszą się spowiadać kogo niestosownie dotknęli - i nie chroni ich nawet etniczna czy zawodowa krysza! Coraz więcej pań zgłasza się do ruchu "ja też" i opowiada, jak to bez szacunku traktowano ich wdzięki. Przy okazji rozdania złotych globów Oprah Winfrey niczym "La Pasionaria" zajawiła nową erę rewolucyjnego matriarchatu.

Prawda jednak leży pośrodku, bo nie tylko panowie skorzy do wykorzystywania pozycji są tu winni. Nie na darmo ktoś ukuł powiedzenie, że największym afrodyzjakiem są sława i pieniądze.

Z opowiadań znam kilka przykładów pań, które pięły się po szczeblach kariery za pomocą pozaprofesjonalnych środków; w większości wypadków walorów osobistych. Przecież piękno nie trwa wiecznie, a estetyczne ciało wkrótce może stracić - jak to mawiali starzy czekiści - zdolność operacyjną.

Tymczasem za sprawą ruchu "Me too" nasze piękne panie aktorki pozbawiają się jednej z dróg kariery. Kto je teraz dotknie, bez spisania notarialnej umowy?

Summa summarum z pewnością wzrośnie poziom gry aktorskiej

Ostatnio zmieniany wtorek, 09 styczeń 2018 16:01
czwartek, 04 styczeń 2018 22:55

Prysły zmysły jak pajęczyny wątła nić…

Napisał

        – „Stracił zmysły” – tak prezydent Trump określił to, co jego były główny strateg i bliski doradca Steve Bannon zrobił w wypowiedzi dla znanego dziennikarza. 

        Sam Bannon jest postacią nietuzinkową; zna wiele „kuchni” w Stanach Zjednoczonych, w których pichci się polityczny PR i ugaduje, kto, komu, ile i za ile. Bannon ostatnimi czasy przedstawia siebie, a dzięki temu również kampanię wyborczą prezydenta, jako antyestablishmentową siłę, która w interesie zwykłych Amerykanów jest stanie odbić ster kraju z rąk banksterów manhattańskich i obcych lobby. 

        Wkrótce okazało się jednak, że banksterzy nie tacy w ciemię bici i zagrywki Bannona mają w małym palcu. Nasz rewolucjonista nagle zorientował się, że jest w tym wszystkim wykorzystywanym w grze pionkiem, a nie wielkim rozgrywającym. Kiedy było już po wszystkim i ci co zawsze wygodnie ulokowali się w Białym Domu, Bannonowi po prostu dano to odczuć. Odchodząc, powiedział wtedy, że „ta prezydentura jest skończona”, mając na myśli to, że zapowiadana przez Trumpa rewolucja okazała się tym co zwykle; zagraniem pijarowym, a Donald Trump, człowiek pewnego środowiska władzy, przez to środowisko wystawiony i  wsparty, nie zamierza wywracać układu amerykańskiej elity w imię jakichś proletów z Pensylwanii. Bannon obiecywał wówczas, że będzie nadal wspierał prezydenta na różnych płaszczyznach, bo „choć bitwa jest przegrana, to jeszcze walki będą się toczyć”. 

To się zmieniło, dzisiaj gorycz przepełnia go do tego stopnia, że zdecydował się zagrać va banque, czyli kopnąć prezydenta w czułe miejsce. Gorycz jest tu zrozumiała, bo nie ma gorszego uczucia niż to, że ktoś bezwzględnie wykorzystał nasze poświęcenie do swoich celów. Wielu takich ludzi murem stało za Trumpem w trudnych chwilach, gołymi rękami zanosząc do Białego Domu. 

        Okazuje się, że obietnice dotyczące America’s First nie są traktowane poważnie. Ameryka nadal prowadzi politykę zagraniczną pod dyktando kieszonkowego mocarstwa, banksterzy przerabiają powietrze na złoto, a system gospodarczy jest pisany patykiem na chińskim papierze i zależy od tego, czy Chińczycy będą chętni kupować amerykański dług. 

        Mamy więc do czynienia z przykładem porozwodowej goryczy. I pomimo świetnych notowań prezydenta w sondażach, notabene podobnych do tych jakie po roku prezydentury miał Obama, wiadomo dzisiaj, że cały segment amerykańskiego społeczeństwa, ten właśnie, który do urn został poprowadzony przez ludzi alt-rightu, jak Bannon, dzisiaj w obronie prezydenta nie kiwnąłby palcem. Gasną natomiast uprzedzenia establishmentu i w mainstreamie coraz częściej piszą o Trumpie dobrze, jak choćby William McGurn (The „Stupidity of Donald Trump” w „Wall Street Journal”),

        Coraz bardziej widać, że rozgoryczenie  może udzielić się Amerykanom polskiego pochodzenia, których Trump przedwyborczo klepnął po plecach i naobiecywał (choćby zniesienie wiz, co samo w sobie jest czymś uwłaczającym), ale też nikt z Polaków nie podejrzewał wówczas, że to kierowana przez prezydenta Trumpa Ameryka będzie oficjalnie popierać bezprawne roszczenia organizacji żydowskich wobec państwa polskiego do tzw. mienia bezspadkowego, swego rodzaju reketu, który został już przetestowany na kilku krajach, jak choćby Szwajcaria. 

        Jeśli prezydent podpisze ustawę, która zobowiąże rząd USA do czynnego poparcia tych roszczeń, będzie to oznaczało, że nie tylko Bannon okazał się murzynem, który może odejść, bo zrobił swoje... 

***

        Tymczasem nad Wisłą coraz więcej dziennikarzy internetowych zaczyna się łapać w potrzask politycznie poprawnej kampanii cudzoziemskich sieciowych gigantów. Bo przecież sieć internetowa, nie wspominając już o takich prywatnych firmach, jak Facebook, Twitter, YouTube czy Instagram, to nie są polskie wynalazki i na ich platformach obowiązują ich zasady. 

        Robienie akcji politycznych, społecznościowych w oparciu li tylko o Facebook czy YouTube to korzystanie z obcego publikatora. Śmieszy mnie, gdy niezależni antysystemowi dziennikarze wypominają zagraniczne pochodzenie większości polskich tradycyjnych mediów, a jednocześnie  sami nadają  na Facebooku czy w YouTubie. 

        Internet sam w sobie jest systemowy, a firmy takie jak wymienione, mają de facto status monopoli.

        No i nagle okazało się, że takie telewizje, jak wRealu24, a i wiele innych, nawet maleńkich kanalików, w których dziarsko pokrzykiwali antysystemowi Polacy, dostało ostrzeżenia i zostało pozamykanych. 

        Najbardziej zaś gorzko-śmieszne jest to, że YouTube w ostrzeżeniu rozsyłanym do właścicieli przedstawia się jako orędownik wolnego słowa i pisze tak: Uwaga, ograniczenia treści filmów. Jesteśmy orędownikami wolności słowa i bronimy prawa każdego użytkownika do wyrażania opinii, nawet tych niepopularnych. Jednakże wypowiedzi szerzące nienawiść są w YouTube niedozwolone. Granica oddzielająca wypowiedzi szerzące nienawiść od zwykłych treści jest czasami niewyraźna. Jeśli nie masz pewności, czy twoje materiały przekraczają tę granicę, nie publikuj ich. 

        No jakże to jasno powiedziane; jeżeli masz drogi kolego jakieś wąty, to ugryź się w język,  oczywiście w ramach wolności słowa. Do tej pory nasza cywilizacja była budowana na założeniu prawnym, że co nie jest zakazane, jest dozwolone, a to co jest zakazane, musi być dokładnie zdefiniowane. Taka była nasza cywilizacja, ta nowa już nasza nie będzie, co widać na powyższym przykładzie.

        Nawiasem mówiąc, ostatnio obejrzałem sobie w TED piękny wykład pani noblistki o telomerach. Są to końcówki chromosomów, które zabezpieczają chromosom przed uszkodzeniem w kopiowaniu. Podczas każdego podziału komórki telomer się skraca, jest więc jak gdyby licznikiem i ogranicznikiem liczby tych podziałów. Gdyby proces ten nie następował, komórka kopiowałaby się jak szalona. Oznaczałoby to teoretycznie możliwość przedłużenie w nieskończoność życia danego osobnika. W telomerach tkwi tajemnica procesu starzenia się i proszę sobie wyobrazić, że zbadano ludzi, którzy żyją w ciągłym stresie, i wyszło, że oni mają te telomery krótsze od tych, którzy mają w życiu same radosne i piękne chwile.

        Jak to się ma do wolności słowa? Otóż są tacy debile na uniwersytetach, którzy uważają, że krytyka skraca życie, bo jeżeli ktoś mnie krytykuje, to ja się denerwuję, jeżeli mam stres, to skracają się telomery. A zatem „mowa nienawiści” staje się atakiem fizycznym. Jeśli zaś ktoś fizycznie atakuje, to trzeba fizycznie atak odeprzeć, najlepiej przy pomocy policji i innych środków przymusu bezpośredniego.

        Proszę sobie więc wyobrazić, że mieszkając w krajach zamordyzmu, nie zdawaliśmy sobie sprawy z ich nowoczesnego podejścia do tematu wolnego słowa.

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 15 styczeń 2018 09:24
sobota, 23 grudzień 2017 20:50

Na szybko: Zawsze patrz kto płaci

Napisał

Dawno temu bodajże Napoleon powiedział że do polityki potrzebne są 3 rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.
Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Dlatego że polityka to jest realne działanie, a realne działanie wymaga pieniędzy. Bez pieniędzy ludzie nie pracują, albo pracują przez krótki czas, a działanie to praca.
Oczywiście w polityce liczą się również emocje, one czasami są w stanie zapełnić ludźmi ulice, ale przywódcy ulicy, zazwyczaj nie mają pieniędzy i są do kupienia, a więc jeśli ktoś kto ma pieniądze to kupi też i ulice.
Jak widać, przeświadczenie, że jakąś realną zmianę można zrobić "poza układem", przez to że wymyślimy sobie z Kazikiem jak naprawić świat, następnie napiszemy jakiś program, założymy organizację i ludzie to podchwycą to mrzonka. Taka organizacja to owszem fajny sposób na spędzanie wolnego czasu, miłe hobby, dające poza tym poczucie ważności i znaczenia.
Tymczasem prawdziwe życie toczy się obok, wokół obiegu pieniądza; tego kto, komu, z czyjej kieszeni do czyjej kieszeni; na czym zarabia, co dostaje i tak dalej... Ideą można porwać ludzi młodych, zwłaszcza jeśli nie mają rodzin, dzieci i zobowiązań wówczas chętnie idą na barykady i do okopów. Ale znów ktoś im musi kupić broń, amunicję, ktoś musi zorganizować kuchnię i transport. To wszystko trzeba ukraść (zdobyć) albo kupić, czyli wziąć na kredyt za jakieś zobowiązania.

To nie są żadne mądrości, można to zaobserwować o każdej porze dnia i nocy, w każdych warunkach na wszystkich kontynentach. Dlatego jeśli ktoś rzeczywiście chce coś zmienić, najpierw powinien pomyśleć skąd weźmie pieniądze i na jakich warunkach. Programy, debaty - to rzecz wtórna. 

Mówię o tym dlatego że w Polsce odwykliśmy od rzeczy normalnych i łatwo nam wciskać kit i wyprowadzać w pole.

Uczmy więc dzieci jak się rzeczy w świecie mają, niech nie będą głupie, nie zasłużyły żeby byle jaki zagraniczny "załatwiacz" ustawiał ich jak pionki, by byle jaki korporacyjny kapral kupował je na kopy. Niech znają cenę i wiedzą co ile kosztuje: ile kosztuje demonstracja uliczna, ile partia polityczna, ile rewolucja, ile zamach stanu.

Trzeba się nauczyć dostrzegać rzeczy prawdziwe i wyzwalać z matrixu, trzeba widząc "rewolucję" umieć zapytać kto, u kogo i za co wydrukował i wyprodukował wszystkie potrzebne materiały. Słowem, jeśli chcesz wiedzieć, patrz kto płaci.
Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany niedziela, 24 grudzień 2017 10:35
czwartek, 21 grudzień 2017 23:18

Zapalił dla nas gwiazdy i leży na sianie...

Napisał

        Jakże my jesteśmy dzisiaj biedni, jak ograniczeni w naszym myśleniu o sobie! Porównując nas z ludźmi nawet nie wieków średnich, ale jeszcze XIX wieku czy początku XX wieku nasza świadomość egzystencjalna – mimo tej całej cudownej technologii (a może właśnie za jej sprawą) – jest po prostu zerowa. Z poważnymi minami, pełni nadęcia, uganiamy się za jakimiś bzdurami, zastanawiamy się nad karierą, możliwość utraty jakichś wygód  napełnia nas samobójczymi myślami, korporacyjny wyścig szczurów popycha do studiów porównawczych nad sąsiadami.

        Owszem, dawniej też grały w nas żądze, ale było to wszystko posadzone w kontekście tymczasowej doczesności. Dzisiaj wiele energii zdajemy się poświęcać po to, by zapomnieć o nieuchronności przemijania, o naszym losie.

Dawniej mieliśmy wdrukowaną świadomość Dziecka Bożego, które tutaj jest tylko po to, by się zbawić, które ma drogę do przejścia – przedsionek życia wiecznego. To przeświadczenie całym pokoleniom ludzi Zachodu pozwoliło stworzyć instytucje, pozwoliło odkrywcom ruszać w nieznane, bo tak naprawdę i tak wiedzieli, dokąd pójdą, a to nieznane dotyczyło jedynie naszej ziemskiej geografii, niebieską mieli zaś dokładnie rozpoznaną. 

        Dzisiaj o tym wszystkim zapominamy, wtłoczeni w gorset konsumpcyjnej cywilizacji przyjemnego odmóżdżenia. 

        Dopiero w chwilach wstrząsów, choroby czy śmierci kogoś bliskiego prawda o nas samych zaczyna przesiąkać nam do mózgu. A przecież ona stanowi o istocie tego, kim jesteśmy, przecież z nią powinniśmy się budzić i z nią codziennie zasypiać.

        Jednym z naszych budzików są święta Bożego Narodzenia. Oczywiście, o ile wcześniej ich nie zasypiemy morzem prezentów, sztucznego ciepełka chwilowej życzliwości, nie zakopiemy głęboko pod sklepowymi muzakami. Stajenki i żłóbek pomagają zrozumieć, kim jesteśmy i co tutaj robimy, pomagają, patrząc w słońce, zauważyć, że ktoś to słońce dla nas zapalił. 

        Mimo że w obliczu ogromu dzieła stworzenia jesteśmy jak ta nanomrówka, to jednak fakt, iż jesteśmy ważni dla Stworzyciela, że On o nas pamięta i że jest na co dzień z nami i to dla nas wcielił się – jest czymś porażająco ogromnym, jest fundamentem ludzkiego myślenia. 

        I właśnie będziemy świadkami kolejnych Świąt, wydarzenia z naszej ludzkiej perspektywy niepojętego, bo jakże to Bóg, Absolut, ktoś kto jest dla nas intelektualnie nie do pojęcia, przychodzi na świat jako najmniejszy z nas; przychodzi na świat w biedzie i w chłodzie, w zwykłej ubogiej rodzinie. Jakże to ważne przesłanie dla nas, jakże boimy się z tym przesłaniem żyć! A przecież właśnie taka jest prawda o nas samych, nasz Bóg pokazuje nam drogę wejścia; pokazuje nam drogę nie poprzez okazanie mocy, nie pognębienie, lecz poprzez miłość, akceptację Boskiego porządku i odnajdywania Bożego obrazu w każdym najuboższym i najbardziej nędznym człowieku. 

        Kiedyś ojciec Andrzej Madej OMI pięknie powiedział, że aby człowiek mógł zabić drugiego człowieka, trzeba go najpierw okłamać, okłamać w tym, kim jest on sam i kim jest ten drugi. Aby zabić duszę, aby zagrodzić jej drogę do Królestwa, również trzeba  okłamać. 

        Nasz dzień codzienny stara się nam przesłonić naturę świata, fakt, że jest nam dany jedynie na moment i że jego sprawy są ważne jedynie w dalszej egzystencjalnej perspektywie. 

        Święta Bożego Narodzenia to okazja do odsłonięcia przed samym sobą prawdy; to jest okazja do przewartościowania tego, czym na co dzień żyjemy; do postawienia sobie pytań. Jeśli zdołamy to uczynić, napełnimy je prawdziwą radością. Bo to nie radość spotkania przy wigilijnym stole, nie przyjemność biesiadowania jest najważniejsza, lecz ten Bóg, który leży w żłobie, rzecz według naszego codziennego rozeznania niepojęta. No bo jak to? On Alfa i Omega, On Wszystko Co Jest, On Jedyny, Największy stał się najmniejszym z nas?! Po co?! 

        Postarajmy znaleźć odpowiedź, postarajmy się znów łaknąć prawdy; prawdziwego życia.

Z serca życzę tego nam wszystkim. 

Wesołych Świąt!

 Andrzej Kumor 

Ostatnio zmieniany piątek, 22 grudzień 2017 22:51

kumorszary       To jest temat, którego nikt poważnie nie chce ruszyć, a jak rusza, to od razu milknie: stosunki polsko-żydowskie dzisiaj. 

 

        Można odnieść wrażenie, że atmosfera, jaka oficjalnie wokół nich panuje sprowadza się do stwierdzenia, że mamy (musimy) być mili dla nich, aby sprawić, żeby oni byli mili dla nas. Słowem asymetria. Ta asymetria jest czasami boleśnie urągająca poczuciu przyzwoitości. Umizgi polskich notabli do dziwnych żydowskich facilitators, uwłaczają Polakom.

Pomijając wszystkie „polskie” problemy żydowskiej polityki historycznej, która z „religii” holokaustu uczyniła lepiszcze Izraela, a która stanowi fundament tożsamości nowoczesnych Żydów, nie da się zaprzeczyć twierdzeniu, że mamy dzisiaj do czynienia z potęgą państwa izraelskiego i Żydów. Jest to fakt, który każda polityka narodowa musi uwzględniać. Z Żydami musimy rozmawiać, układać się, musimy się z nimi liczyć.

        Izrael jest supermocarstwem, a „izraelscy” Żydzi w USA stanowią znaczący – choć nie jedyny – ośrodek kształtowania polityki (jak ktoś ciekaw, jak to się robi, polecam w czasie wolnym „Big Israel” Granta F. Smitha, można kupić na Amazonie. Warto też posłuchać, co i jak mówi ortodoksyjny zięć prezydenta Trumpa, imponujący dobrym ułożeniem Jared Kushner, np. Rare Conversation with Jared Kushner, Saban Forum – 2017, proszę sprawdzić na YT).

        Druga rzecz oczywista, to fakt, że Żydów interesuje obszar Europy Wschodniej. Mają go na radarze nie tylko z powodów historycznych, ale biznesowych i politycznych. Jest to rejon (Polska i Ukraina) strategicznie atrakcyjny, a do tego 100-milionowy rynek i olbrzymi rezerwuar taniej i dobrze wykwalifikowanej siły roboczej. Jeśli porównamy to do możliwości gospodarczych w kilkumilionowym Izraelu zanurzonym we wrogim arabskim morzu, to nie ma porównania – i znów nie odkrywam tu żadnych tajemnic – Żydzi mówią o tym otwarcie. 

        Nasze tereny to również kolebka aszkenazyjskiego żydostwa – z Ukrainy wyemigrowało do Izraela w ostatnim okresie 600 tys. osób – z Polski na przestrzeni powojnia jeszcze więcej. 

        Nasz problem polski polega na tym, że

        – podnosimy się po straszliwych klęskach, które wykosiły polską elitę, wyrugowały ziemiaństwo i przenicowały polskie społeczeństwo. Mimo wielu pozytywnych stron PRL-u, jak choćby likwidacja analfabetyzmu, było to państw quasi-polskie, podległe, z elitami przywiezionymi na czołgach (między innymi komunistami żydowskimi), zlepionymi do kupy i zainstalowanymi pod moskiewską kuratelą; 

        – podnosimy się w sytuacji, kiedy polską transformację (proszę wybaczyć skrót) przeprowadzili polscy „puławianie” z aparatu wojskowych służb informacyjnych. Oni mieli kontakty zagraniczne, oni wyniańczyli w obozach internowania „konstruktywną” opozycję, która uwiarygodniła cały przewrót na potrzeby wewnętrzne i zagraniczne. „Puławianie” odpalili „natolińczykom” trochę możliwości szabrowania, ale generalnie to oni wzięli ster, stając się postpeerelowskim deep-state. Oczywiście są   bardzo dobrze ustosunkowani poza Polską;

        – rządząca obecnie Polską partia odwołuje się do polskiej spuścizny patriotycznej i państwowej, jednocześnie szuka parasola ochronnego u twardych syjonistów, usiłując uzyskać przez nich dojścia wewnętrzne w USA i poparcie dla własnej polityki, zwłaszcza w relacji do Niemiec – na przykład niewpuszczania uchodźców;

  – Izrael (podobnie zresztą jak od dawna USA) rości sobie pretensje do recenzowania polskiej polityki, a nawet polskiego prawodawstwa, co pokazuje że patrzy na obszar polski jak na terytorium zależne; co pewnie nie jest dalekie od prawdy.

        To, co uderza, to brak normalnej debaty na te tematy i całość relacji polsko-żydowskich w Polsce. 

        A skala i bliski charakter wzajemnych kontaktów mogą niepokoić. 

        Dlaczego? (do przeczytania pozostało 40% tekstu - kup dostęp)

Ostatnio zmieniany niedziela, 17 grudzień 2017 20:00
niedziela, 10 grudzień 2017 23:23

Na szybko: Wolimy nie pamiętać

Napisał

Mary Wagner postanowiła kontynuować swoją misję ratowania dzieci nienarodzonych. Nie da się  zaprzeczyć że to właśnie fakt więzienia 43-letniej Kanadyjki koncentruje uwagę środowisk obrońców życia na tym co dzieje się w kraju klonowego liścia. Jej aresztowanie i przetrzymywanie w areszcie śledczym jest rzeczą która może się przyczynić, jeśli nie do zmiany prawa, to przynajmniej do rozpropagowania myślenia o sprawach życia i śmierci.

Co jeszcze ten system karny może uczynić Mary Wagner? W mijającym roku została skazana na 9 miesięcy więzienia, wyznaczono jej szereg okresów próbnych i warunków; oczywiście, wchodząc po raz kolejny do przychodni aborcyjnej wszystkie te warunki złamała. Działała więc w sytuacji wielokrotnej recydywy. Gdyby to był Związek Sowiecki Mary Wagner pewnie zamkniętoby w zakładzie psychiatrycznym albo skierowano do jakiejś pracy w obozach  na północy; na razie jednak system patyczkuje się z takimi osobami usiłując udawać praworządność.

Przypomnijmy że Kanada jest jednym z niewielu krajów świata, w których można zabić nienarodzonego człowieka do momentu kiedy się urodzi bez konsekwencji karnych. Stało się tak na mocy decyzji Sądu Najwyższego który uznał za niekonstytucyjną  ustawę aborcyjną która zezwalała na pozbawianie życia dziecka nienarodzonego "dopiero" po uzyskaniu podpisu trzech lekarzy poświadczających iż kontynuowanie   ciąży byłoby zagrożeniem dla życia matki. Obecnie nasz cukierkowy premier federalny usiłuje wcisnąć prawo do zabijania dzieci nienarodzonych w pakiet praw rozrodczych, ergo praw kobiet, ergo praw człowieka. Oczywiście, wszystko to na zlecenie oberkierowników, którzy w aborcji uptarują (jak kiedyś chińscy towarzysze) metodę odludniania  naszej planety, zapobiegania  zmianom klimatycznym oraz innych perturbacjom.

Awięc Mary Wagner znów będzie miała sprawa sądową, tym razem, jak podejrzewam w sądzie przy Finch i Dufferin, bo tym razem "naruszyła mir"  kliniki aborcyjnej przy Lawrence. Mówię o tym dlatego że warto sprawą Mary Wagner i sprawą ustawodawstwa aborcyjnego się zainteresować, warto potowarzyszyć w rozprawach choćby po to żeby zobaczyć jak Temida podgląda spod opaski. Mamy tutaj pod bokiem, pod własnymi oknami konflikt, który wydawałoby się jest rodem z hitlerowskich Niemiec; konflikt między prawem naturalnym, a prawem stanowionym; konflikt, który nasza cywilizacja rozstrzygnęła w Norymberdze i dzisiaj woli o tym nie pamiętać.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 11 grudzień 2017 09:31
piątek, 08 grudzień 2017 12:20

Na szybko: Co zostaje stronnictwu polskiemu?

Napisał

 Jakże tak na szybko skomentować tę zmianę w polskim rządzie? Dobrą zmianę???

Czas pokaże co z roszady wyniknie. Z pewnością ruch jest dziwny, bo pani Beata Szydło cieszyła się dużą popularnością; z ludu, normalna kobieta, Polka. Wiele Polek mogło się z nią utożsamiać. Na dodatek, jej rząd właśnie otrzymał wotum zaufania.

Trudno więc oprzeć się wrażeniu że jej dymisja jest efektem tarć i walki wewnętrznej w środowisku PiS-u - tym bardziej że mówiła o tym ona sama kilka dni temu w wywiadzie dla "Radia Maryja": Mam wrażenie, że pojawiają się różnego rodzaju siły, lobby, które próbują mieszać też w naszym wewnętrznym środowisku, po to żeby nie pozwolić na doprowadzenie do końca reform, a także, że „w różnych miejscach” ujawniają się „różnego rodzaju wewnętrzne napięcia”.


Ponieważ nie mamy żadnych wewnętrznych informacji musimy się posługiwać podejrzeniami i logiką. Kiedyś uczono mnie na kursach, że najprostszą metodą rozstrzygania co z czego wynika jest następstwo w czasie, w tym sensie Dziennik telewizyjny mógłby wynikać z dobranocki. W tym naszym przypadku następstwo może być inne: mianowicie zmiana na stanowisku polskiego premiera może wynikać  z "dobranocki" w postaci szabasowej kolacji u Jonnyego Danielsa, osobistości, która jak meteor wleciała do polskiego życia politycznego nie wiadomo dokładnie skąd. Jonny  z wielkim ukontentowaniem i radością powitał "nowego polskiego premiera", z którym nie tak dawno rozmawiał na backyardzie - patrz nagranie tutaj.

To, że tarcia w PiSie były od dawna świadczy  lektura Gońca. Mam przed sobą nr 39. z ubiegłego roku z końca września, w nim jedna z informacji o jakże znamiennym tytule "Czy Morawiecki zastąpi Szydło?" Z treści notatki  wynika że ponoć pani Szydło sobie nie radzi, ale trzeba poczekać aż wszystkie te zmiany które mogłyby się nie udać nastąpią bo wtedy pani premier odchodząc wzięłaby na siebie odium  ewentualnych porażek.

A więc jej odejście jest dosyć zastanawiające w sytuacji kiedy właśnie te zmiany się udały, a rząd cieszy się wielką popularnością...

No cóż pozostaje nam trzymać kciuki że tak zwani banksterzy których Wunderkind namaszczony niegdyś przez "króla" polskiej sceny politycznej Lejba Fogelmana został premierem nie schrupią nas w całości. Bo niestety stronnictwo polskie w Polsce nie ma za sobą ani pieniędzy ani znaczących instytucji ani wsparcia zagranicznego. Ono ma jedynie różaniec...

Ostatnio zmieniany piątek, 08 grudzień 2017 12:48
piątek, 08 grudzień 2017 00:10

Polityczno-biurokratyczna kasta

Napisał

kumorszaryWłaściwie przyzwyczailiśmy się już, że rząd jest marnotrawny, że miliardy dolarów są po prostu wyrzucane w błoto albo wykorzystywane „niezgodnie ze swoim przeznaczeniem”, co oczywiście jest eufemizmem oznaczającym rozkradanie. 

Rozkradanie przez ludzi, którzy mają „dojście”; rozkradanie przez  grupy „interesów specjalnej troski”, ludzi, którzy podpłacają polityków po to, żeby dostać od nich ten najlepszy miodzik, czyli pieniądze wyciśnięte z nas przez urząd skarbowy. Znajomy pracujący dla tegoż urzędu z pewnym zażenowaniem tłumaczy nawet, że od jakiegoś czasu trwa „rozkułaczanie”, to znaczy biorą różnych takich cienkich Bolków pomniejszego garnituru; ludzi, którzy kombinują jak koń pod górkę, mając nadzieję, że jednak im się poprawi i jakoś się dorobią. 

Ta nadzieja jest jednak coraz bardziej płonna, bo socjalistyczny rząd prowincji Ontario i socjalistyczne władze federacji uważają, iż dobrobyt można zadekretować, że wystarczy podkręcić płacę minimalną, aby dostatek rozlał się na nas wszystkich.

Strona 1 z 33