Goniec

Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Redaktor naczelny Gońca, dziennikarz i publicysta. Poczytaj Kumora...

piątek, 15 czerwiec 2018 13:40

„Oczko misiu się odkleiło”

Napisał

„Oczko misiu się odkleiło” – tak w filmie Barei komentowano pewien incydent. Tymczasem różne gazety tabloidowe krajowe i zagraniczne używały sobie ostatnio na premierze Kanady Justinie Trudeau w związku z rzekomym odklejeniem brwi podczas konferencji prasowej. Wychodziłoby na to, że premier nasz na pewne okazje wizerunkowe zakłada sobie bardziej krzaczaste brwi „męskie”, a pod nimi ma takie przerzedzone, mało stanowcze, które trudno mu marszczyć. Justin Trudeau nie tyle więc jest premierem Kanady, lecz gra rolę premiera – z lepszym lub gorszym skutkiem, w Indiach na pewno z gorszym...

Podczas konferencji prasowej po szczycie G-7 zdecydował się na stanowczość, co nie przypadło do gustu prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Trump stwierdził, że Trudeau jest jak dziecko i przy starszych mówi co innego, a pyskuje, dopiero jak odejdzie na bezpieczną odległość. Wtedy wyżali się i obszczeka.

Nie ma w tym nic dziwnego, po prostu nasz premier raz gra jedną rolę, a raz występuje w innej.

Niestety, nie zawsze dobre aktorstwo szefa kanadyjskiego rządu może nas bezpośrednio dotyczyć. Bo „nielubienie” Kanady w Waszyngtonie przekłada się wprost na gorsze pozycje negocjacyjne. Kanada nie ma wiele możliwości manewru w stosunkach z USA; jesteśmy podpięci do tego misia niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Nasz potencjał wojskowy i ekonomiczny w porównaniu z amerykańskim jest nieduży. Trudno nam też pozwolić sobie na lewarowanie amerykańskich wpływów zwracaniem się ku Pacyfikowi, Rosji czy Unii, ponieważ amerykańscy koledzy kontrolują w tym kraju praktycznie wszystko. Możemy ugrać tyle, na ile nam pozwolą z własnej wygody. No, niestety.

A więc, jeśli chce się dla Kanady coś ugrać, to sensownymi negocjacjami, a nie pozami. Bo niestety za groźnymi minami nie stoją konkretne atuty. Wychodzi więc śmiesznie, a nie groźnie. Tymczasem na rynku wewnętrznym owe pozy premiera podpompowały kanadyjskie ego. Z drugiej strony, warto zauważyć, że Trudeau podpadł ostatnio krytyką Izraela, więc możliwe, że ktoś postanowił skrócić mu smyczkę. W maju apelował przecież o przeprowadzenie niezależnego dochodzenia w sprawie użycia przez Izrael „nadmiernej siły” wobec protestujących Palestyńczyków, ostrzeliwanych przez żydowskich snajperów… I to również wbrew amerykańskiemu – zawsze proizraelskiemu – stanowisku.

***

Niebieska fala przeszła przez Ontario i premier Doug Ford będzie mógł pokazać, co potrafi. Szczęśliwie zastosował znany w polityce manewr, który daje mu więcej przestrzeni decyzyjnej; mianowicie zlecił kontrolę finansów prowincji. Podobno są one w o wiele gorszym stanie, niż ujawniali rządzący liberałowie. A więc, w momencie, kiedy okaże się (a z pewnością się okaże), że finanse są tragiczne, wtedy część obietnic nie będzie mogła być spełniona, a przynajmniej nie od razu. Jakoś trzeba sobie z deficytem poradzić, zwłaszcza że nie wygląda na to, byśmy mieli przed sobą jakiś rekordowy wzrost gospodarczy. Będzie więc trzeba „podejmować trudne decyzje”. Na początek Doug Ford mógłby jednak coś dla nas zrobić – na przykład reformę nauczania seksualnego w szkołach. Zobaczymy, czy Ford okaże się politykiem z ikrą, czy też będzie nową fasadą tych samych sił co zawsze. W każdym razie, można się cieszyć, że nie zostaliśmy mięsem armatnim politycznych eksperymentów NDP. A to już plus.

W nowej legislaturze Ontario zasiądą dwie młode Polki z drugiego pokolenia, Kinga Surma i Natalia Kusendova. Gratulujemy i trzymamy kciuki, by nie były tylko figurantami z tylnych ławek.

Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany piątek, 15 czerwiec 2018 22:57
środa, 13 czerwiec 2018 01:02

Na szybko: Ciach, prach i jest od nowa

Napisał

No to podobno Stany Zjednoczone mają deal z Koreą Północną... Proszę, jak to się załatwia! Najpierw trzeba wykombinować bomby atomowe, potem pociski balistyczne zdolne przesłać je do amerykańskich miast, no a później - jeśli tylko się ma trochę oleju w głowie i smykałkę - zostaje się "dużym misiem", z którym negocjuje sam Hegemon. Już jakiś czas temu zauważył to Putin, uznając w Kimie dużego gracza.
Wielka z tego płynie lekcja dla wszystkich mniejszych krajów, ważny jest zwłaszcza los Korei Południowej, której bezpieczeństwo bez jej wiedzy i udziału położono na stole rokowań. Trump obiecał Kimowi wycofanie 30 tys. wojsk amerykańskich z półwyspu, a od zaraz zaprzestania wspólnych manewrów z Seulem.
Dobra to lekcja dla Warszawy, która dzisiaj wisi u amerykańskiej klamki, sądząc że złapała Pana Boga za nogi. Tymczasem, jeśli ta, lub kolejna administracja amerykańska zresetują stosunki z Moskwą uzyskując to, co miała geopolitycznie do uzyskania, to Warszawie pozostanie jedynie świecić oczami. Ale zdaje się, że jest to taka nasza historyczna rola...
Żeby było jeszcze weselej, prezydent Duda sugeruje, by po raz drugi w historii, wpisać sojusze do konstytucji. Dobre, więc jedziemy już otwartym tekstem bez żadnych woalek.

Ostatnio zmieniany środa, 13 czerwiec 2018 15:26
piątek, 08 czerwiec 2018 18:46

Obym się mylił...

Napisał

Nie znam jeszcze wyników głosowania w Ontario, ale każdy będzie zły; nawet, jeśli wygra Doug Ford i do wydatków rządowych powróci jakiś rozsądek to i tak sytuacja prowincji od tego się radykalnie nie zmieni, bo na horyzoncie zbierają się czarne chmury. I to nie tylko z powodu amerykańskiego protekcjonizmu, ale przede wszystkim obciążeń wynikających z zadłużenia, wysokich cen energii elektrycznej, i innych rzeczy, które trudno „odkręcić”.
Przed samymi wyborami widać było taktyczne pozycjonowanie wszyscy udziałowcy napominali, że przy ordynacji większościowej musimy zważać na to kto ma szansę wygrać, a nie na to kto jest naszym kandydatem. Tak to już jest, że podział głosów danego środowiska politycznego skutkuje zwycięstwem przeciwników. Byliśmy tego świadkami na szczeblu federalnym, kiedy działały dwie partie, postępowo-konserwatywna i Partia Reform, które za każdym razem w wyborach dzieliły głos prawicy, umożliwiając liberałom trzy kadencje pod rząd.
Niestety rozgardiasz w partii konserwatywnej w Ontario, jaki wywołała polityka Patryka Browna, a następnie jego dymisja I brak jasnej i zdecydowanej i programu następcy, jak również odstrzelenie konserwatystów społecznych; wszystko to dodatkowo pokomplikowało sytuację, uskrzydlając NDP, partię która zazwyczaj nie ma szans na uzyskanie władzy, sterowaną przez związki zawodowe, etatystyczną, jeszcze bardziej politycznie poprawną i skłonną do wydawania pieniędzy niż partia Liberalna. Jeśli ta partia zacznie rządzić prowincją znajdziemy się na równi pochyłej. A jest to możliwe, bo zmienia się demografia elektoratu - proszą rozejrzeć się po Mississaudze.
Po raz kolejny więc przytoczę przykład Argentyny, państwa, w którym syndykalizm i etatyzm wykończyły dobrobyt w ciągu jednego pokolenia. Tak również może być w Ontario, tak również może być w Kanadzie, pomimo tego że jest to wciąż bogaty kraj surowcowy. Rację mogą też mieć niektórzy prognozujący przeniesienie gospodarczego pępka do Alberty, na zachód. Ontario spotkałby wówczas taki los, jak niegdyś Quebec i Montreal; w latach sześćdziesiątych najbardziej rzutką prowincję kraju. Obym się mylił.

Ostatnio zmieniany środa, 13 czerwiec 2018 01:02
wtorek, 05 czerwiec 2018 00:16

Na szybko: Olszewski nic by nie zmienił...

Napisał

Właśnie minęła kolejna rocznica obalenia rządu Jana Olszewskiego, kiedy to dokonano korekty obsady stanowisk w obliczu braku zaufania kliki władzy  do ówczesnego ułożenia politycznego. Cóż, niektórzy sądzą, że gdyby nie to, to "Polska wyglądałaby inaczej" i dzisiaj "byłaby prawdziwie polska". Jest to sąd całkowicie błędny.
Patrząc z perspektywy, naprawdę jedynie polityczni ignoranci mogą uważać, że wtedy, w tamtych czasach była szansa na przejęcie władzy przez polską elitę narodową.
Po pierwsze, takiej elity narodowej nie było; w PRL-u nie wykrystalizowała się i nie wykluła - nie miała jak. Było za to całe morze gangsterów krajowych i zagranicznych oraz cały ocean pożytecznych idiotów ogłupionych operacyjnym przygotowaniem terenu pod tak zwaną transformację. Proszę sobie przypomnieć co wtedy, w 1992 roku myśleliśmy, jakie było nasze rozeznanie w świecie i wiedza o mechanizmach, które zastosowano w Polsce. Polityka - ta prawdziwa, a nie ta, o której piszą w gazetach, to wypadkowa działań silnych grup interesów krajowych, agentur, międzynarodowych korporacji, wszelkiego rodzaju zakonów pieniądza i innych lóż. W tym wszystkim tzw. proces demokratyczny to dosyć tanie kupowanie legitymacji potrzebnej do zabezpieczenia poparcia społecznego; demokracja zapewnia złudzenie współdecydowania, a co za tym idzie pomaga w akceptacji dyspozycji przekazywanych przez wyłonione "demokratycznie" ośrodki.

Zaplanowanego na zimno procesu przeflancowania strefy Wisły, a potem KDL pod skrzydła USA oraz korupcyjnego zdeflautowania Związku Sowieckiego przy pomocy wypromowanego szabru własnego kraju, nie były w stanie zmienić jakikolwiek oddolne ruchu. Ulica, być może jeszcze wtedy miała  jakieś znaczenie, ale była banalnie łatwa do spacyfikowania; paradoksalnie w niektórych krajach  "socjalistycznych" była tak bierna, że trzeba było ją wręcz szturchać pobudzając do działania - gwizdkami, jak w Pradze czy kulami snajperów, jak w Bukareszcie. Zaś osoby mogące realnie przeszkadzać "transformacji" po prostu znikały ze sceny - pojedynczego człowieka wyeliminować jest bardzo łatwo.
Upodmiotowienie się polskiego narodu, czyli wybicie na niepodległość było niemożliwe. Nie tylko dlatego, że nie było po temu środków materialnych, ale również dlatego, że nie było komu tego zrobić. Dzisiaj nadal jest to niemożliwe, choć może jest już komu, ale nadal nie ma za co i jak…
Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany wtorek, 05 czerwiec 2018 11:10

No to będziemy się bić handlowo ze Stanami Zjednoczonymi; od pierwszego lipca mają wejść w życie cła odwetowe, jakie Kanada nałoży na import niektórych towarów z USA. Jest to "odwzajemnienie" amerykańskich ceł nałożonych na kanadyjską stal i aluminium. Nałożymy więc cła na papier toaletowy, sok pomarańczowy, truskawki i inne amerykańskie towary.
Będzie to po prostu oznaczało tyle, że towary te odpowiednio zdrożeją w sklepach, a taksę od tego zgarnie Ottawa. W sumie całkiem zmyślne pociągnięcie! No możemy handlowo wojować ze Stanami Zjednoczonymi, podobnie, jak zając z niedźwiedziem.
Przypomina mi to parodiowane często przemówienia Gomułki, w których były gensek zachwalał, że mimo wzrostu cen mięsa właśnie spadły ceny parowozów i snopowiązałek więc naród powinien być zadowolny....

Tymczasem zżymam się bo przeczytałem w Mississauga News że tegoroczny Dzień Polski w Mississaudze, będzie w tym roku wyjątkowo uroczyście obchodzony ponieważ Polska obchodzi, tu cytuję "stulecie niepodległości".
No niestety, przy powszechnej ignorancji historycznej, z jaką mamy tutaj do czynienia, z okazji naszego jubileuszu odzyskania niepodległości wdrukowuje się wszystkim dookoła, że Polska to państwo o stuletniej historii. No niestety tak sobie oto strzelamy do własnej bramki...

piątek, 01 czerwiec 2018 08:13

Wolny świat? Wolne żarty!

Napisał

W czasach stalinowskich ludzie siedzieli za opowiadanie dowcipów. Tak było. Przez jakiś czas wydawało się, że takie absurdy to odległa przeszłość. Tymczasem właśnie w Stanach Zjednoczonych pewna pani aktorka popularna palnęła sobie na Twiterze w stopę nazywając pewną prominentną panią Murzynkę (byłą doradczynię prezydenta Obamy) skrzyżowaniem Planety Małp z Bractwem muzułmańskim. No i natychmiast otworzyła się pod nią czeluść politycznie poprawnego potępienia, zaczęły dąć trąby medialnego oburzenia i pani aktorka popularna straciła angaż.

Oczywiście za rasizm. Pokrzywdzona pani Murzynka wskazała, że jest to dobra okazja by się dowiedzieć, jak strasznie cierpią ludzie jej koloru skóry. W naszej coraz bardziej orwellowskiej rzeczywistości od dawna już wiemy, że dzielimy się na równych i równiejszych. Gdyby podobny „rasistowski dowcip” dotyczył osoby białej czy choćby żółtej, no to rozszedłby się jako „dość zabawny”. Do tego gdyby jeszcze przez podobne konotacje obśmiewał katolików czy był (pardon za wyrażenie) robieniem sobie jaj z obrońców tradycyjnych wartości czy innych „troglodytów pchających patyki w szprychy kół nieubłaganego postępu ludzkości”, no to wtedy obleciałby kilka razy programy dużych stacji telewizyjnych.

Jeszcze śmieszniejsze jest w tym to, że owa pani aktorka popularna przygnieciona łajnem powszechnej krytyki jęła się tłumaczyć, że swoją myślo-zbrodnię popełniła w stanie pomroczności jasnej będąc pod wpływem prochów nasennych. I tu znów odwołam się do naszych zbiorowych doświadczeń, napominając, że „wódka nikogo z antysocjalistycznej agitacji nie tłumaczy”. Zresztą na słowa winowajczyni natychmiast zareagował producent owych tabletek nasennych zarzekając się, że żadne testy nie wykazały by rasizm był efektem ubocznym zażywania.

Wolny świat? Wolne żarty...

wtorek, 29 maj 2018 12:17

Na szybko: Wasalizm musi kosztować

Napisał

Jak mówią doniesienia prasowe, Polska gotowa jest wyłożyć 2 mld dol. na to, by Amerykanie realizując swoje interesy geostrategiczne stacjonowali w Polsce dywizję swego wojska.
Jest to pewna nowość w stosunkach między wolnymi narodami. Oczywiście jeśli się jakiś kraj okupuje to wymusza się utrzymywanie własnych wojsk na miejscowej ludności...
W Warszawie pomysł sprzedawany jest jako bardzo tanie zapewnienie sobie bezpieczeństwa - jak wyjaśnił poseł Jakubiak - utrzymywanie własnej armii byłoby droższe. Rzeczywiście, po co w ogóle się zbroić, skoro nasz sojusznik ma takie silne wojsko?
Problem tylko w tym, że wojska amerykańskie nie są dowodzone przez Polaków i to Waszyngton będzie decydował o tym, kiedy będą wchodzić do konfliktu i kiedy na jakich warunkach z niego wychodzić; słowem, jak to się ładnie nazywa, to Waszyngton będzie decydował o eskalacji i deeskalacji ewentualnego konfliktu, a nadwiślański rząd będzie mógł tylko wymyślać do tego ładne uzasadnienia w języku polskim.
Warszawa pozbywa się suwerennego narzędzia, rzekomo ze względu na ochronę wolności Polaków i niepodległości Polski.
Mieliśmy już takie przykłady w historii; przecież to wojska carycy Katarzyny gwarantowały szlachcie wolności w przedrozbiorowej Polsce. Tylko że wtedy caryca nie miała aż takiego tupetu i te wojska były  na utrzymaniu Petersburga.
Wypowiedzi posła Jakubiaka, że 2 mld dol. za stałą obecność wojsk USA w Polsce to "dużo taniej za nasze bezpieczeństwo niż gdybyśmy sami mieli budować własną armię" i że "idziemy w dobrym kierunku, a bezpieczeństwo mamy już zapewnione", nie warto komentować, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie przemożny wpływ lobby żydowskiego na amerykańską politykę zagraniczną...

Ostatnio zmieniany wtorek, 29 maj 2018 13:13
wtorek, 29 maj 2018 09:26

Na szybko: Gorzko mi

Napisał

Niemiła to i gorzka satysfakcja być prorokiem złej sprawy; biegać i krzyczeć, a nie mówiłem!
A nie mówiłem? Niestety stało się to, co było raczej do przewidzenia, a jednak kiedy się dzieje, jakoś człowiekowi smutno. W Mississauga Center podzielony zostanie głos konserwatystów. Właśnie dostałem do skrzynki pocztę od organizacji Tanyi Granic, PAFE, czyli Parents as First Educators, w której była kandydatka partii konserwatywnej w okręgu Mississauga Center namawia do głosowania na pastora Alexa Pacisa, kandydata partii politycznej Stop Sex-Ed Agenda, na której czele stoi jej przyjaciółka Queenie Yu. Tak jak pisałem, od samego początku można było przewidywać że usunięcie Tanyi spowoduje odpływ głosów konserwatystów społecznych, którzy poczuli się po raz kolejny zdradzeni przez lidera partii konserwatywnej. A w ordynacji większościowej liczą się wszystkie głosy; czasem wybory wygrywa 6 - 7 - 10 głosów, więc fakt, że Doug Ford zdecydował się na takie posunięcie świadczy o tym, że albo jest pewny iż "niebieska fala" weźmie wszystko, albo uznał Tanye Granic za zbyt duże zagrożenie wizerunkowe dla partii i postanowił się pozbyć tego zagrożenia zawczasu, zanim jeszcze Granic została posłanką, co dałoby jej polityczną niezależność w legislaturze (nawet po usunięciu z partii)..

Obecnie w okręgu Mississauga Center kandydatką PC jest Natalia Kusendova, Polka, i wszystko staje się możliwe. Oczywiście,  liczymy na "niebieską falę", ale życie lubi płatać figle. Pamiętam minę zaskoczonego rezultatem wyborów premiera Boba Rae… Nikt się wtedy takiego wyniku nie spodziewał, łącznie z nim samym.
Nie chcę krytykować Douga Forda ale najwyraźniej brakuje mu tych jaj, jakie miał  brat. Jeśli ktoś wchodzi do politycznej kuchni musi umieć znosić wysokie temperatury. Ford najwyraźniej dużych ciśnień nie wytrzymuje, a zatem do zobaczenia przy przy urnach... Andrzej Kumor

Ostatnio zmieniany wtorek, 29 maj 2018 09:37
piątek, 25 maj 2018 08:13

Edukacja wnuków to nasze zadanie

Napisał

Obchodziliśmy właśnie 74. rocznicę zwycięskiej bitwy pod Monte Cassino. Przypomniała mi się w związku z tym ciekawa sprawa dotycząca II Korpusu i „wyjścia” generała Andersa  z nieludzkiej ziemi gułagów. Otóż Anders zabrał ze sobą tysiące Żydów polskich, którzy nie zawsze cieszyli się później przyjaźnią polskich towarzyszy broni. Animozja ta wynikała z bardzo prostej sprawy, o której dzisiaj mało się mówi, mianowicie ze zdrady Żydów na Kresach. Mówię, generalizując, ale jeżeli prawo do generalizacji mają Żydzi, oskarżając nas o zbrodnie i wydawanie ich Niemcom pod okupacją, to dlaczegóż nie generalizować powszechnych postaw młodych lewicujących Żydów we Lwowie i innych miastach? Oni właśnie wydali tych Polaków, którzy później znaleźli się w gułagach, z których ratował ich „ten Anders”. I „ten Anders”  uratował też bardzo wielu Żydów i nie podjął przeciwko nim żadnych działań, kiedy w Palestynie Brytyjskiej zdezerterowali, by tworzyć tam Izrael.

        W dzisiejszych czasach ta prawda, jak i wiele innych, zamiatana jest pod dywan, bo liczy  się politycznie użyteczna „narracja”. Miejmy więc w pamięci uporządkowany przekaz: 

        Pod okupacją sowiecką Żydzi wydawali nas NKWD i to na o wiele większą skalę niż Polacy Żydów pod okupacją niemiecką. Wiem, że tutaj historii w szkołach niewiele uczą, ale to nie zwalnia nas – rodziców, dziadków – z obowiązku przekazywania wiedzy wnukom i dzieciom.

        Zbliża się Dzień Dziecka, a nie ma lepszej książki niż opowieści dziadka o tym, jak było; niż rozmowa babci z wnuczkiem. Dajmy więc dzieciom prezent: rozmawiając z nimi o starych czasach,  o tym jaka jest prawda i dlaczego prawda jest tak często niewygodna.

        Nic nie zastąpi „szkoły” dziadka czy babci, nic nie zastąpi rozmowy ojca z synem, opowiadajmy o tej nieprawdopodobnie ciekawej historii postaw ludzkich; opowiadajmy o starych czasach. Natura ludzka się nie zmienia i nasze dzieci i wnuki będą musiały wartościować i odnosić się do podobnych rzeczy w swoim życiu.

        Inna ciekawa sprawa związana z Monte Cassino, to że linii Gustawa bronili również ludzie mówiący po polsku, Ślązacy i inni wcieleni do Wehrmachtu z terenów II Rzeczpospolitej. I znów pojawia się tutaj postać generała Andersa, bo to generał Anders załatwił z generałem Pattonem, by Amerykanie pozwolili takich jeńców z Wehrmachtu wcielić do II Korpusu. Ciekawe jest to, że po II wojnie światowej w II Korpusie mogli się znaleźć obok siebie żołnierze, którzy walczyli pod Monte Cassino po dwóch przeciwnych stronach. I taki jest polski los. Uczmy się historii, ona jest wielką nauczycielką życia.

niedziela, 20 maj 2018 22:56

Na szybko: Disneyland dla dorosłych

Napisał

Mamy dzisiaj w Kanadzie święto Królowej Wiktorii obchodzone na pamiątkę jej urodzin. Czy  brytyjska/kanadyjska monarchia ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie?
Na pewno medialne; na pewno wychowuje wielu mniej lub bardziej udanych celebrytów, którzy pod dyktando kierowników systemu uczestniczą w procesie globalizacyjnym jako wieszaki pożądanych idei.

Praktycznie rzecz biorąc, od kiedy wyrugowaliśmy chrześcijaństwo i Boga z życia społecznego, monarchia stała się Disneylandem dla dorosłych, formą rekonstrukcji historycznej - odgrywaniem starych czasów

Utrzymujemy więc monarchię po to, żeby miliony mogły utożsamiać się z cudzą bajką. Monarchia podobnie jak widowiska sportowe pozostaje elementem igrzysk dla coraz bardziej bezmyślnego tłumu. Wiesza się więc na naszych książątkach różne politycznie poprawne wzorce. Jakże dobrze się stało, że wybranką Księcia Harrego jest kobieta nie biała i do tego aktorka. Jakże to na czasie.

Piękną choreografię podziwiało miliony współczesnych "kucharek". A przecież nawet siedzenie przed pralką może być bardziej inspirujące. Wirujące ubrania bardziej skłaniają do myślenia niż wymioty ludzkiej próżności. Kiedyś, gdy siedziałem przed dużą przemysłową pralką zapatrzony i zamyślony, obsługująca lokal pani zagadnęła - widzisz, to lepsze od TV, a do tego bez seksu i przemocy…

Nie dajmy sobie narzucać sposobów spędzania czasu, nie po to dostaliśmy dary Ducha Świętego żeby się okadzać podnietami zaprojektowanymi przez inżynierów społecznych.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 21 maj 2018 08:17
Strona 1 z 37