Goniec

Register Login

Marzec ‘68 a kontrolowany demontaż ZSRS...

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

        Nie wiem, jak uciec od tematu żydowskiego, i wiosna chyba upłynie nam na roztrząsaniu naszych relacji. Oto milowymi krokami zbliża się 50. rocznica Marca ‘68 roku.

        Zanim więc zostaniemy postawieni pod ścianą dzisiejszej żydowskiej polityki historycznej, warto przypomnieć fakty:

        W aparacie komunistycznej władzy zainstalowanej w Polsce przez Sowietów, od samego początku ścierały się dwie koterie: natolińska (od wykorzystywanego przez rząd zajętego pałacu Potockich w Natolinie) oraz puławska (od adresu dwóch kamienic zamieszkiwanych przez czerwoną nomenklaturę w Warszawie). W pierwszej nie było Żydów, lecz raczej ludzie od brudnej partyzanckiej roboty, bliscy środowiska oskarżanego o „odchylenie narodowe”, w drugiej Żydzi dominowali – i było to środowisko bardziej „intelektualne”.

 Obydwie te frakcje działały w tle sowieckiej sceny politycznej, gdzie raz komuniści żydowskiego pochodzenia byli na szczytach, to znów w rezultacie „spisku lekarzy” w odwrocie.  

        Polski Marzec był bezpośrednim następstwem przenicowania geopolitycznego na Bliskim Wschodzie. Rosja sowiecka na początku liczyła, że Izrael będzie socjalistycznym lotniskowcem w jednym z najbardziej strategicznych regionów kuli ziemskiej; rzut kamieniem od Kanału Sueskiego i arabskich pól ropy naftowej. Wkrótce jednak okazało się, że Żydzi grają własną grę, dlatego Moskwa przerzuciła sympatie na największy kraj arabski – Egipt. Nasser otrzymał pomoc wojskową i inżynieryjną do realizacji gigaprojektów.

        W 1967 roku Żydzi wygrali wojnę sześciodniową z Egiptem i Syrią, co wywołało w Sowietach zgrzyty i całkowite odwrócenie sojuszy. Od tej pory Związek Sowiecki popierał Arabów, łącznie z terrorystami OWP, przeciwko Izraelowi.

        Odwrócenie sojuszy geopolitycznych spowodowało odwrócenie sojuszy wewnątrzpartyjnych i polscy towarzysze żydowscy stracili nagle posłuch na Kremlu, co dało większą swobodę działania natolińczykom. Dowodzona przez nich partia komunistyczna rzuciła hasło „Syjoniści do Syjonu”, zganiając „aktyw” na pokazowe  masówki. Nie było to aż tak trudne, wziąwszy pod uwagę obecne w społeczeństwie poczucie nierozliczenia żydokomuny za zbrodnie stalinizmu w Polsce (tu patrz drukowany przez nas we fragmentach, a opublikowany w paryskiej „Kulturze” artykuł Żyda Witolda Jedlińskiego „Chamy i Żydy”, w którym pokazuje, jak puławianie zręcznie zagrali straszakiem oskarżenia o antysemityzm, aby postawić parawan uniemożliwiający rozliczenie ich ze zbrodni stalinizmu po wolcie Chruszczowa w ZSRS).

        Z drugiej strony, Polacy w naturalny sposób sympatyzowali ze wszystkimi, którzy „biją Ruskich” – w tym wypadku z Izraelem. Dzisiaj może się to wydać dziwne, ale w latach 70., a nawet 80. polska inteligencja kibicowała Izraelowi i ochami komentowała brutalną skuteczność żydowskiego Mosadu w walce z OWP.

        Sowieci, a więc również kontrolowane przez nich „kraje demokracji ludowej”, hołubili wówczas różnych Szakali, ale ludzie – właśnie ze względu na sowieckie pochodzenie tej polityki – kibicowali stronie przeciwnej. To tak a propos wrodzonego polskiego antysemityzmu, który „wysysamy z mlekiem matki”...

        Jeśli chodzi o samą „czystkę antysemicką”, to po pierwsze, wyjeżdżali ludzie w PRL-u ustosunkowani, a po drugie, jechali na Zachód, gdzie otrzymywali wszelaką pomoc. Wielu Polaków zamkniętych za żelazną kurtyną, pozbawionych czasem nawet możliwości wyjazdu do Bułgarii, z miłą chęcią w podobnym kierunku zagłosowałoby nogami. Patrzono na nich z zazdrością. Nie pamiętam już, czy to Szpotański opisywał, że dochodziło do przypadków (jak później przy kolejnych alijach w ZSRS) podszywania się pod Żydów na lewe papiery, aby móc opuścić komunistyczny raj.

        Słowem, o ile cała akcja była nieprzyjemna, to Żydom żadna wielka krzywda się nie działa – w porównaniu do losu polskich patriotów w PRL, którzy również za sprawą udziału Żydów w ich prześladowaniach, lądowali na 6 stopach pod ziemią albo uprawiali „turystykę pieszą” w polarnych rejonach ZSRS, to betka.

        Tym bardziej że natolińczycy nie mścili się na puławianach, nie było pokazowych procesów etc. Pozbawiano ich polskiego obywatelstwa i na  świstku bezpaństwowym przekraczali granicę PRL. Niektórzy z nich, zwłaszcza młodzi, bardzo szybko byli w Warszawie z powrotem z wizytą – już na nowych zagranicznych papierach. PRL ich wpuszczał bez problemu. 

        Tu dochodzimy do kluczowego problemu dla zrozumienia polskiej transformacji, otóż puławianie nie wyparowali z PZPR, wielu z nich zostało, wiele ich dzieci zostało. Ci zaś, którzy wyjechali, często byli „na kontakcie” wywiadów „wolnego świata”. W naturalny sposób zasilili, jeśli nie osobiście, to informacjami, Aman i Mosad, no a przede wszystkim CIA. Jakże można było przepuścić taką gratkę jak tabuny rozczarowanych partią byłych członków komunistycznego aparatu państwowego i wojska.

        To było wywiadowcze żerowisko. Ci ludzie znali ludzi PRL-u, znali ich charakterystyki osobowe, słabości, mieli z nimi kontakty towarzyskie. Nie ma nic cenniejszego dla tradycyjnej pracy wywiadowczej. 

        To między innymi dzięki nim wywiad Zachodu miał dostęp do aparatu władzy w PRL – coś, czego tradycyjne kontakty zimnowojenne z „narodowymi” Polakami i emigrantami nie gwarantowały. To dzięki nim mógł wybierać komunistyczną „młodzież” do pozyskania na zasadzie agentów wpływu.

        Stany Zjednoczone wygrały ze Związkiem Sowieckim zimną wojnę nie tylko przez zwycięstwo w wyścigu technologicznym i zaduszenie komunistycznych etatystycznych gospodarek obciążeniami przemysłu zbrojeniowego; wygrały ją poprzez umiejętne skorumpowanie młodego aparatu partyjnego i wojskowego – roztoczenie przed nim wizji dołączenia do finansowej i politycznej elity świata. W przekazywaniu tej oferty olbrzymią rolę odegrali towarzysze katapultowani z PRL-u w następstwie „wydarzeń marcowych”.

        Zresztą, gdyby tak alegorycznie podchodzić do opisu polskiej „transformacji ustrojowej”, to śmiało można powiedzieć, że została ona przygotowana przez posiadających rozległe kontakty puławian, którzy złożyli pogrobowcom natolińczyków ofertę nie do odrzucenia. Oferta ta pozwoliła na zagarnięcie całych kęsów polskiego majątku publicznego w nimbie prywatyzacji. Udana (dla aparatu wojskowo-administracyjnego) transformacja w PRL była „oknem wystawowym” i przykładem dla ludzi władzy ZSRS. „Plan Balcerowicza” – pokazywał im, popatrzcie, wy też możecie to mieć na własność... No bo przecież jakże to przystoi, by wysocy rangą przedstawiciele elity komunistycznej władzy mieli majętność na poziomie byle jakiego amerykańskiego dentysty? No nie godzi się tak. I taki był początek „spółdzielczych” fortun Gudzowatych, Walterów czy Kulczyków.

        Marcowa emigracja miała poważny wpływ w podjętej przez służby próbie rozsadzenia komunizmu od środka. Próba się udała, złożona oferta korupcyjna okazała się skuteczniejsza od pershingów i tomahawków. Pozwoliła również na kontrolowany demontaż sowieckiego molocha, przez co jego upadek nie wywołał perturbacji w rodzaju masowej proliferacji broni atomowej, technologii kosmicznych etc. 

        Bo przecież, jak to wielokrotnie nam powtarza Stanisław Michalkiewicz, nie ma takiej bramy na świecie, przez którą nie przejdzie osioł obładowany złotem. I Marzec ‘68 był  jedną z tych bram.

        Na koniec zaś warto sobie uświadomić, że „puławianie” i „natolińczycy” nadal są w świecie wielkiej polityki – w Polsce może jest to mniej widoczne, ale w Rosji, po krótkiej „smucie” rządów „puławian”, narodowa frakcja KGB, czyli tamtejsi „natolińczycy”, utorowała drogę do władzy sprawnej ekipie Putina, Szojgu i Ławrowa. Świat się kręci...

Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany sobota, 03 marzec 2018 07:40
Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować