Goniec

Register Login

Film Henryka Bartula „Kanadyjskie Kaszuby” - część II

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Linkier        Pisząc o pierwszej części filmu Henryka Bartula „Kanadyjskie Kaszuby”, zamierzałem po jakimś czasie opowiedzieć drugą jego część, i to jak tylko pojawi się część trzecia. Ponieważ w 29 numerze „Gońca” ukazała się interesująca relacja o „Harcerskiej akcji letniej 2018” na Kanadyjskich Kaszubach, a potem w numerze 30-tym dano mój tekst o pierwszej części filmu Kanadyjskie Kaszuby”, wszechmocny Czas podpowiedział, by kuć żelazo póki gorące i zająć się częścią następną, by kiedy ukaże się trzecia część, jej omówieniem ten filmowy tryptyk zakończyć. 

Zanim jednak zajmiemy się częścią drugą, warto chociażby przypomnieć z tegoż artykułu-wywiadu, zdającego sprawę z „Harcerskiej akcji letnie 2018”, że bierze w niej udział około 650 osób, w tym 250 zuchów i harcerzy, nadto na jednym ze zdjęć widzimy spotkanie zuchów w Stanicy „Karpaty”, a na drugim jezioro, gdzie rozbił obóz Szczep „Bałtyk” . Tak więc latem na Kanadyjskich Kaszubach jest gwarno i dzieje się wiele, a okoliczni Kaszubi znowuż mają okazję spotykać się z Polonią, chociaż w ostatnim czasie nie jest jak dawniej, o czym też w tym wywiadzie wspomniano. Ale to już temat na inny czas.     

        Wracając do filmu o Kanadyjskich Kaszubach, najpierw powstała jego pierwsza część, natomiast w roku 2011 Henryk Bartul zrealizował część drugą, mówiąca już nie tyle o kaszubskich emigrantach, co przede wszystkim o Polonii na ontaryjskich Kaszubach i stąd podtytuł „1950-2010 Polonia Powojenna na Kanadyjskich Kaszubach”. Jako że pierwsi byli tam Kaszubi, i to pochodzący głownie z Ziemi Kościerskiej, a potem poczęli odwiedzać Kanadyjskie Kaszuby Polacy, mieszkający w Toronto i innych miejscach Kanady, więc zaistnienie poszczególnych części tego filmowego dzieła okazuje się odpowiednie wobec czasu i sytuacji.

        Pierwszą sekwencję części drugiej inicjuje w zimowym, wiosennym i zarazem letnim pejzażu obraz widocznego z jadącego szosą samochodu gospodarstwa, na którego jednej ze ścian dostrzegamy wzory kaszubskiego haftu, co pozwala wiedzieć, że to Kanadyjskie Kaszuby. Zresztą zaraz potem ukaże się na tym właśnie tle, co ma swoje znaczenie, tytuł filmu. Natomiast gdy pojawią się powiewające na przypominającym krzyż maszcie dwie flagi – kanadyjska i polska, usłyszymy jak to po II wojnie światowej wielu Polaków nie mogących wrócić do Ojczyzny, trafiło do Kanady, gdzie potem ta powojenna emigracja znalazła w prowincji Ontario, w okolicach Barrys Bay i Wilna zasiedlonych w II połowie XIX w. przez Kaszubów, „skrawek rodzinnej ziemi”. Tym słowom towarzyszy oczywiście jeziorny i leśny krajobraz Kanadyjskich Kaszub oraz trzy krzyże, mówiące zarówno o tragedii polskiej emigracji, jak ciężkim losie kaszubskich osadników. 

        Ponieważ podtytuł drugiej części tego filmu zapowiada o powojennej Polonii w tym regionie, określając czas na lata 1950-2010, więc dowiadujemy się, jak to w 1951 roku na Kanadyjskie Kaszuby uczynił najpierw „wypad” Krąg Starszoharcerski „Tatry” z Toronto, a potem w roku 1953 ks. Rafał Grzondziel założył ośrodek franciszkański na zakupionej farmie. I tak zaistniały na Kanadyjskich Kaszubach korzystne warunki dla harcerzy, rozbijających tam każdego lata swoje obozy, a także zwróciła na nie uwagę kanadyjska Polonia. To kolejny rozdział w dziejach tego regionu, kiedy to w okolicy kaszubskich farm pojawili się harcerze i poczęły powstawać letniskowe domy Polaków skazanych na emigrację, co tej przestrzeni okazało się nieobojętne.

        A kiedy po słowach narratora, że film ten jest tego świadectwem, kamera obejmie przepiękny krajobraz tego miejsca, gdzie niczym na naszych Kaszubach tyle jezior i lasów, i skieruje uwagę widza na drogę, bo przecież nasz polski żywot to niemal ciągłe wędrowanie, by potem wejrzeć ku niebu, jakby to jego kres. I wtenczas przyjdzie czas na wspomnienia tych, którzy jako harcerze po raz pierwszy tutaj na Kanadyjskie Kaszuby przybyli. A więc Janina Czuło opowie, jak to dzieckiem przeżyła pierwszy nalot; Zbigniew Podkowiński o tym, jak został wywieziony do Kazachstanu i potem walczył pod Monte Cassino; piloci: Janusz Żurakowski i Kazimierz Szrejer przypomną, jak walczyli z Niemcami w powietrzu. Zaś po przerywniku tych kłębiących się na niebie chmur, poprzedzonych obrazem Matki Boskiej Swarzewskiej, uczestnik bitwy pod Monte Cassino, ks. Rafał Grzondziel, zaśpiewa piosenkę z której na pewno ostaną się w pamięci słowa, jak to „biednemu zawsze wiatr w oczy miecie”. 

        Następnie z racji odzyskania niepodległości 11 listopada 1918 roku, ujrzymy kościół p. w. Św. Jadwigi w Barrys Bay i usłyszymy chóralny śpiew „Gaude Mater Polonia” na którego tle pojawią się informacje o Polsce zniewolonej, wolnej i podczas niemieckiej okupacji męczonej najbardziej. A to wszystko, przeplatane migawkami z jeziorno-leśnego pejzażu Kanadyjskich Kaszub i sfinalizowane zachodem słońca, można określić jako trafne wprowadzenie do Prologu, po którym następuje kilka obszernych sekwencji, czy może lepiej rozdziałów zakończonych Epilogiem. To nieczęsta w filmie kompozycja, gdzie obraz znaczy więcej niż słowo. Ale ponieważ tutaj tak jest, więc trzeba się spodziewać interdyscyplinarnej relacji obrazu ze słowem, co zarazem wskazuje na znaczący poziom tego filmu i jego przemyślany charakter.

        Sprawdza się to już w Prologu, uzupełnionym podtytułem – ”czyli zdrada Aliantów”. Tak bowiem Stanley, autor książki „Sprawa honoru” ocenił Roosevelta i Churchilla, którzy nie docenili naszego wkładu w zwycięskie pokonanie hitlerowskich Niemiec, a przecież stanowiliśmy w tej wojnie czwartą siłę. Efektem tego okazał się niemożliwy powrót do ojczyzny wielu naszych żołnierzy i oficerów, z których tylu trafiło po wojnie do Kanady, a wielu z nich na Kanadyjskie Kaszuby, gdzie ich dzieci i wnuki biorą corocznie udział w „akcji letniej ZHP”, o czym w pierwszym rozdziale tej filmowej opowieści.

        Jeżeli więc harcerze, to ognisko, a przy nim harcerskie piosenki, wędrowanie lasami i nad jeziorami, a potem słuchanie opowieści, jak to było na Kanadyjskich Kaszubach niegdyś. Będzie więc wpierw mówiła o kaszubskich pionierach Anna Żurakowska, a potem ks. Zdzisław Peszkowski opowie, jak ks. Rafał Grzondziel znalazł tu miejsce dla siebie i dla harcerzy. Stąd nie przypadkiem ta harcerska msza św. i przy tymże leśnym ołtarzu ks. Grzondziel ją odprawiający. 

        Natomiast o tym, jak po II wojnie Światowej zaistniało ZHP w Kanadzie, a konkretnie jak powstał Krąg Starszoharcerski „Tatry”, dowiemy się od  hm. Zbigniewa Podkowińskiego, który przypomni inicjatora tego przedsięwzięcia, phm. Kazimierza Szmeltera, a hm. Jerzy Grodecki opowie, ile to wszystko znaczyło i ile trzeba było na to poświęcenia. Wszak działo się to w roku 1950, a już po dwóch latach, 1 września 1952 roku, odbył się w kaszubskim Wilnie Pierwszy Złaz Starszoharcerski w Kanadzie”, i to po odpowiednich przygotowaniach rok wcześniej – właśnie na kaszubskiej farmie. Co prawda nie poznamy jej zdjęcia, ale ikonografia z tamtego czasu okaże się w drugiej części tego filmu podobnie bogata jak w części pierwszej. 

        Z następnej sekwencji dowiemy się o Polskim Instytucie „Kaszuby”, który podobnie jak harcerskie obozy zaistniał też na Kanadyjskich Kaszubach, i to niemal w tym samym czasie. Opowie o tym Anna Żurakowska, kolejny prezes wspomnianego Instytutu. Kiedy zaś będzie mowa o doskonale wydanym przez ten Instytut albumie „Ontaryjskie Kaszuby”, migawka z zebrania pozwoli mi rozpoznać m. in. żywo dyskutującego Tadka Key’a, a zaraz potem od Anny Jakóbiec z kanadyjskiego Muzeum Cywilizacji z Ottawy dowiemy się, że to Jej sprawą była szata graficzna tej książki, opracowanej tak doskonale edytorsko i merytorycznie. Kończy niejako tę kwestię poświęcone Instytutowi Polskiemu „Kaszuby” słowo dr. Deodora Błachuta, który, jak już wspomniała wcześniej Anna Żurakowska, był jego pierwszym prezesem.

        Ponieważ tyle mamy tu o harcerzach, więc kolejna scena filmu zdaje sprawę z odsłonięcia tablicy poświęconej ks. Rafałowi Grzondzielowi, przez którego byliśmy przed bodaj dwudziestu tak serdecznie goszczeni, a  któremu na Kanadyjskich Kaszubach tyle zawdzięczać mogą nie tylko harcerze, ale także tamtejsi Kaszubi. Dlatego to właśnie Kaszubi postarali się o ten ogromny menhir, na którym zaistniała pamiątkowa tablica poświęcona ich księdzu. Oczywiście przy jej odsłonięciu nie mogło zabraknąć harcerzy, którzy latem 2002 roku obchodzili 50-lecie zaistnienia poza granicami swego ojczystego kraju – na Kanadyjskich Kaszubach. 

        Wobec tego z okazji „pierwszego ogniska harcerskiego na Kanadyjskich Kaszubach” nie może obyć się ani bez wejrzenia we współczesne obozowe życie harcerzy, ani bez wspomnień. Tak więc hm. Jerzy Grodecki opowie, jak to odwiedził harcerzy na pierwszym obozie ks. biskup Józef Gawlina, a hm. Bogdan Włodarczyk zaśpiewa zapamiętaną z tamtego czasu piosenkę, z której warto przywołać te wymowne jak na tamten czas komunizmu w Polsce słowa: „Śpiewajmy więc, niech piosnka ta/ Nadzieję braciom w Polsce da”. Natomiast gdy powie, że „Kaszuby, to taka nasza mała Polska”, obudzi się skojarzenie ze słowami Hieronima Derdowskiego: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”. A potem usłyszymy jeszcze słowo harcerskiej młodzieży – komendanta obozu „Orlęta”, Grzegorza Wołejko z Montrealu, i trzynastoletniego Karola Prusaka, który przybył z Polski do Kanady przed trzema laty.

        I jak to na obozie bywa, harcerze nieraz słuchają przy ognisku opowieści z dawnych lat. Tutaj hm. Zofia Stohandel, pierwsza komendantka chorągwi Harcerskiej w Kanadzie, powie o wojnie i sowieckiej zsyłce w okolice Archangielska; Tadek Kay-Kwieciński przypomni, jak z Gdańska trafił do Lwowa, a potem odbył z sowietami (celowo małą literą, bo na dużą nie zasłużyli) wycieczkę na Syberię; Kazimierz Szrejer opowie o pamiętnym locie do Warszawy, kiedy to na całe szczęście nie zbombardowano siedziby gestapo, bo jak dowiedział się po wojnie, zginęłoby wtedy wielu przetrzymywanych tam rodaków; zaś Jan Kaszuba, więzień Stutthofu, opowie, jak był przesłuchiwany przez Niemców i torturowany.

        To udane wprowadzenie do obrazu „Pomnika Szarych Szeregów na Kanadyjskich Kaszubach”, kiedy to przy piosence o Szarych Szeregach i wielu dokumentalnych zdjęciach z Powstania Warszawskiego wchodzimy stopniami przypominającymi nazwy kolejnych dzielnic Warszawy na tenże pomnik, gdzie ta imitacja włazu do kanału. I wtenczas, podobnie jak poprzednio o wędrówce kanałami podczas powstańczych batalii opowie hm. Jerzy Burski, a hm. Marek Jagła i Krystyna Burska zwrócą uwagę na rolę tego pomnika w harcerskiej edukacji. Natomiast wszystkiemu towarzyszą tu harcerskie wędrówki, śpiewy i ogniska.

Ostatnią scenę tego filmu Henryk Bartul poświęci Ośrodkowi „Kartuzy Lodge”, który za sprawą Państwa Żurakowskich powstał na Kanadyjskich Kaszubach i spełniał, i chyba nadał spełnia dla Polaków rolę wypoczynkowego ośrodka. Jako że było to „pionierskie przedsięwzięcie”, więc nie można w tym miejscu nie wysłuchać Janusza Żurakowskiego. Tym bardziej, że w roku 2010 „Kartuzy Lodge” obchodziły swoje pięćdziesięciolecie. Tak więc nie mogło w tym miejscu zabraknąć kaszubskiego Zespołu Pieśni i tańca z Kartuz, który odwiedził to miejsce w roku 2000 i który tańcem i śpiewem doskonale się tam zaprezentował. Że natomiast nie mogło wtenczas zabraknąć wręcz kultowej piosenki „Kaszubskie jeziora, kaszubski las”, to oczywiście wiadomo. 

        I właśnie nią kończy się II część filmu o Kanadyjskich Kaszubach. A kiedy przyjdzie czas na Epilog, uda się wreszcie poznać w tej rozmyślającej nad jeziorem postaci autora, realizatora i reżysera tego filmu, Henryka Bartula. A zaraz potem słowo dr. Andrzeja M. Garlickiego i śpiewany przez Chór Uniwersytetu A. Mickiewicza z Poznania pod dyrekcją Jack Sykulskiego zakończą narrację. Jaka zaś ona, powinniśmy sami się dowiedzieć, bo dosyć już i może nawet za wiele o tym filmie, który jest rzeczywiście godny uwagi, tutaj powiedziano.

Jak bowiem pierwsza jego część sięgała w miniony czas, budząc niejednokrotnie zastanowienie nad uniwersum, tak część druga, niepozbawiona wojennych wspomnień, pozwala wejrzeć w teraźniejszość Kanadyjskich Kaszub. Oczywiście nie braknie przy tym symbolicznego i metaforycznego obrazowania, jak chociażby wejrzenia w to prześwitujące przez chmury niebo, a potem widok tych trzech  krzyży i polskiej flagi, a także figury Matki Boskiej Swarzewskiej, która jak ta flaga polskości przydaje temu miejscu kaszubskości. A przy tym wszystkim ten kanadyjski krajobraz okazuje się naszym Kaszubom tak bardzo bliski, że jak najbardziej odpowiedni dla przydanego mu miana – Kanadyjskie Kaszuby.    

Tadeusz Linkner


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Więcej w tej kategorii: « Koncert w ogrodzie Sahara »
Zaloguj się by skomentować