 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 5/2010.
Polka w areszcie imigracyjnym
Kanada pachnąca żywicą zaczyna pachnieć faszyzmem. Szanowni Państwo,
od 21 stycznia przetrzymywana jest w więzieniu imigracyjnym pani Irena
Skowronek. Pani Skowronek przyleciała z wizytą do Kanady z Polski. Na lotnisku
Pearsona była przetrzymywana bez jedzenia i picia przez przeszło 12 godzin.
Była przesłuchiwana w iście enerdowskim stylu przez oficerów imigracyjnych.
Zarzucili jej, że przyleciała do pracy, twierdząc, że kontaktowali się
z osobami, których telefony miała przy sobie pani Skowronek, i te osoby
potwierdziły, że podczas ostatniej wizyty pracowała u nich, co okazało
się wierutnym kłamstwem. Jestem w posiadaniu tzw. affidavit tych osób złożonych
pod przysięgą, że nigdy czegoś takiego nie mówiły oficerom imigracyjnych,
był to ich wymysł wyssany z palca.
Jak Państwo zauważyli, teraz w Kanadzie wymuszają zeznania głodem.
Pani Skowronek miała i tak szczęście, że nie użyli tasera, jak to miało
miejsce na lotnisku w Vancouverze, gdzie zamordowano pana Dziekańskiego
z zimną krwią. Zrobili to ci, którzy mają pilnować porządku i prawa; później
sprawę tuszowano w białym domku pod Ottawą, siedzibie wywiadu RCMP i kanadyjskiego
cenzora. Ale był film z tego morderstwa i ciężko było sprawę zatuszować.
Codziennie w tym białym domku przechwytują co najmniej 60 tys. rozmów telefonicznych,
bo władza chce wiedzieć, co o niej myślicie, zasłaniając się zagrożeniem
terrorystycznym.
Wracając do sprawy pani Skowronek. Odbyły się już dwie sprawy
w celu jej wypuszczenia, na jednej z nich była pani Alina Opyd, wicekonsul,
jako obserwator z ramienia rządu polskiego. Tutaj zachęcam wszystkie osoby,
żeby informowały Polski Konsulat o wszelkich zatrzymaniach Polaków przez
władze kanadyjskie. W niedzielę przed sprawą udałem się do więzienia, żeby
odebrać od pani Skowronek akt oskarżenia, który miał być do mnie dostarczony
w piątek, ale władze imigracyjne nie dotrzymały słowa, ponadto złamana
została Konwencja wiedeńska, gdyż odmówiono mi widzenia się z panią Skowronek,
a do tego w myśl Konwencji wiedeńskiej miałem prawo, dlatego przełożyłem
sprawę na piątek; 5 lutego odbędą się dwie sprawy, jedna o wpuszczenie
pani Skowronek na teren Kanady, druga o zwolnienie za kaucją.
To co pani Skowronek przeżyła na lotnisku Pearsona, można porównać
do horroru. Przeplądrowali wszystko, kartki z telefonami, również z moim,
wyrzucili do kosza, później pani Skowronek wyjęła je ze śmieci i zadzwoniła
do mnie około północy 21 stycznia z prośbą o pomoc z więzienia imigracyjnego.
Codziennie jestem w ścisłym kontakcie z panią Skowronek. Warunki w więzieniu
nie są zadowalające, aby wyjść na spacer, trzeba się prosić, kiedyś to
nawet zamykali wodę i były określone godziny picia. Tak wygląda kanadyjska
demokracja. Widzą Państwo codziennie w prasie piękne slogany o pomoc dla
Haiti, a na lotnisku Pearsona nie mają pieniędzy, żeby kupić coś do jedzenia
i picia, a może to jest nowy sposób w iście faszystowskim stylu, żeby wymusić
na przylatujących do Kanady pomyślne zeznania zadowalające władze kanadyjskie.
Zapewne wielu z Państwa przekraczało granicę z NRD do Berlina Zachodniego,
osobiście ją przekraczałem dwa razy, to naprawdę był horror, który o dziwo
mamy w Kanadzie. Na lotnisku Pearsona uzbrojeni po zęby z karabinami maszynowymi
na wierzchu, chcą nas, a nie terrorystów, postraszyć. Nie będę wcale zdziwiony,
jak w wyborach do parlamentu Partia Konserwatywna pójdzie ze sloganem emeryci
i renciści popierajcie Partię Konserwatywną i jej wodza Harpera czynem,
umierajcie przed terminem. Wszystkich chcących odwiedzić Kanadę zachęcam
najpierw, zanim kupią bilet, do odwiedzenia psychiatry i zasięgnięcia dobrej
opinii, czy warto przylecieć do Kanady, mając tyle możliwości w zjednoczonej
Europie.
Z poważaniem
Benedykt Gondek
PS Ciąg dalszy nastąpi.
Od redakcji: Sytuacja na lotnisku coraz bardziej niepokoi.
Jeszcze o "Bitwie pod Grunwaldem"
Zostałem niejako "wywołany do tablicy" przez panią Ewę Zawistowską
jej listem drukowanym w trzecim tegorocznym numerze "Gońca", a dotyczącym
mojego artykułu z numeru pierwszego, zatytułowanego "?Bitwa pod Grunwaldem=
w Toronto - czy tylko nieporozumienie?". Niestety, autorka nie wykazała
w swoim liście większego zrozumienia dla istotnej merytorycznej treści
mego artykułu, który zbyła jako "ponad 10-kolumnowy elaborat", a zamiast
tego wystosowała do mnie serię pytań, które jeśli już, to do kogo innego
należałoby kierować. Mój tekst nie miał bowiem charakteru okolicznościowej
recenzji samego przedstawienia, lecz był próbą analizy niepokojącego trendu
kulturowego i ideowego, którego "Bitwa pod Grunwaldem" wydała mi się klinicznym
okazem. Poświęciłem sporo czasu i włożyłem niemało trudu w zgromadzenie
dokumentacji potrzebnej do naświetlenia tego zjawiska, Redakcja zaś uznała
najwidoczniej problem za istotny, skoro zdecydowała się artykuł opublikować
mimo znacznych jego rozmiarów, za co serdecznie dziękuję.
Pani Zawistowska uznała wspomniany w moim artykule fakt, że napisałem
do torontońskiego programu spektaklu "minibiografię Borowskiego", za podstawę
do mylącego twierdzenia: "Pan K. Zarzecki pisze, że był współautorem programu
tego widowiska (sic!), a więc nie może nie posiadać informacji, o które
pytam". Informacje te zaś to pytania o to, kto był inicjatorem zaproszenia
tego spektaklu do Toronto i wpisania go "do kalendarza obchodów 70. rocznicy
napadu Niemiec na Polskę" oraz kto był "sponsorem tej antypolskiej imprezy".
Powyższe, tak sformułowane pod adresem mojej osoby pytania mogły niezorientowanych
czytelników prowadzić do krzywdzącego dla mnie przypuszczenia, że zaliczam
się do wyżej wspomnianych inicjatorów. Stwierdzam więc, że nie miałem nic
wspólnego z zaproszeniem spektaklu warszawskiego Teatru Studio do Toronto,
a samą "Bitwę pod Grunwaldem" w "twórczej" adaptacji i inscenizacji opowiadania
Tadeusza Borowskiego z 1948 roku, dokonanej w 2008 przez Marka Fiedora,
obejrzałem po raz pierwszy dopiero na ostatnim torontońskim przedstawieniu.
Minibiografię Borowskiego napisałem grzecznościowo do programu przed obejrzeniem
sztuki, przełożyłem ponadto na angielski, ze wszech miar na to zasługujące
teksty do programu, mające na celu tak istotne w ramach obchodów wrześniowej
rocznicy, przybliżenie kanadyjskim widzom ogromnego wkładu Polaków w walkę
przeciwko hitlerowskim Niemcom, a także znaczenia dla historii Polski i
Europy bitwy pod Grunwaldem przywołanej w tytule sztuki.
Szkoda, że pani Zawistowska wystosowała do mnie za pośrednictwem
"Gońca" list z pytaniami, które nie do mnie należało kierować, odciągając
tym samym uwagę czytelników od zasadniczego analizowanego przeze mnie problemu:
bulwersującego trendu programowej negacji tradycyjnych polskich wartości
narodowych i religijnych, trendu, który chyba dostatecznie jasno w swoim
artykule przedstawiłem.
Krzysztof Zarzecki
Od redakcji: xxx
Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję pięknie za umieszczenie mojego artykułu ROMANCING CHOPIN
w GOŃCU. Szkoda, że nie starczyło miejsca dla portretu Fryderyka Chopina
ani dla zdjęcia Żelazowej Woli. Chciałam nimi zaanonsować wizualnie czytelnikom
Rok Chopinowski. Dostałam w zamian dłuższe imię, choć nie moje, ale
za to przy moim nazwisku i nad moim tekstem. (?)
W samym już tekście wmieszał się Redaktorski Chochlik, który
zmienił w nazwie: Plac Zamkowy duże P na małe p (2. część, 3. akapit).
Pozdrawiam.
Ewa Zawistowska
Toronto, 4.02.2010
Od redakcji: Szanowna Pani, serdecznie przepraszamy za pomyłkę
w imieniu, co zaś do Chochlika, który zmienił "Plac Zamkowy" na "plac Zamkowy",
tym razem zadziałał on celowo. Jeśli stojący na początku nazwy wielowyrazowej
wyraz: ulica, aleja, plac, park, kopiec, kościół, most, pomnik, cmentarz
itp. jest tylko nazwą gatunkową, piszemy go małą literą, a pozostałe wyrazy
wchodzące w skład nazwy wielką literą, np.: plac Trzech Krzyży, ulica Sławkowska,
most Grunwaldzki, pomnik Mickiewicza itd. (Nowy słownik ortograficzny PWN,
Warszawa 1998, str. XLII).
Czarni Polacy z Haiti
Szanowny Panie Kielar; zaczynając czytać pański tekst o Czarnych
Polakach na Haiti, zastanawiałem się, czy to nie przypadkiem jakiś żart?
Doczytując ten tekst do końca, zorientowałem się jednak, że Pan to całkiem
na poważnie. Widzi Pan, problem polega na tym, że to o czym Pan pisze -
jeżeli w ogóle miało miejsce, działo się ponad 200 lat temu. Jak z pewnością
się Pan orientuje, na Haiti mają problemy z ewidencją ludności do dzisiaj,
a 200 lat temu nikt nie prowadził w tym dzikim kraju żadnej dokumentacji.
Proszę zatem mi odpowiedzieć, jak Pan sobie wyobraża wysegregowanie spośród
9 milionów tych, którzy też są czarni, nie znają języka polskiego, lecz
zasługują na to, aby otrzymać kartę Polaka? Jakie kryteria by Pan zastosował?
Nazwisko Poto=Potocki, jak Pan sugeruje? Znając przebiegłość Murzynów z
Afryki, którzy bez przerwy naciągają cały świat na internetowe deale, oraz
fakt, że 6000 więźniów uciekło tam z więzień, jestem pewien, że wszyscy
oni natychmiast byliby Poto. Dlaczego więc polski podatnik miałby płacić
haracz za socjalną pomoc czarnym mieszkańcom Haiti przywożonym do Polski
tylko dlatego, że są niby Polakami? Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie,
aby zamiast dawania dobrych rad, zrobić coś samemu. Proponuję tam pojechać
i przywieźć ze sobą chociaż jednego Murzynka, po czym go cywilizować na
własny rachunek.
Pozdrawiam
SC
Od redakcji: Karta Polaka jest dla Polaków "ze Wschodu", dla
tych "z Zachodu" jest obywatelstwo polskie.
Szanowny Panie Kumor,
Dlaczego ma Pan taki uraz na punkcie "Faktów i Mitów"? Na mój
ostatni list zareagował Pan tak, jakby zakładał, że pismo to szerzy same
kłamstwa i oszczerstwa. Otóż nie. To nie są afery i skandale wyssane z
palca, o czym świadczy fakt, że najczęściej nie ma oficjalnej reakcji Kościoła
na te treści. Zapewniam Pana, że nawet hierarchowie mają więcej respektu
dla tej redakcji niż Pan, bo regularnie czytają to pismo, głównie z ciekawości,
co im ostatnio antyklerykałowie dowalili. Gdyby to były bezpodstawne oszczerstwa,
to szef tej redakcji już dawno patrzałby na kraty w oknie, a nie na widoki
za oknem swojego biura.
Współczesna Polska jest państwem na poły wyznaniowym, co do tego
nie ma żadnych wątpliwości. W związku z tym, "Fakty i Mity" pełnią obecnie
rolę podobną do radia "Wolna Europa" z czasów komuny. Świadczy o tym nakład,
w jakim to pismo się rozchodzi. Wielu ludzi kupuje je z czystej ciekawości,
co znów oberwało się ostatnio świętej krowie.
Sam nie mam najlepszego zdania o "Faktach i Mitach", uważam że
ich antyklerykalizm jest zbyt silny, wręcz zoologiczny, ale często czytam
to pismo w Internecie, bo chcę wiedzieć, z jakich jeszcze oskarżeń Kościół
będzie bał się oczyścić sądownie.
Fakt, że redakcja ta nie została dotąd zniszczona, choć wiele
razy próbowano to zrobić, świadczy przede wszystkim o tym, że polscy księża
boją się teczek esbeckich jak diabeł wody święconej. Inne kraje byłego
bloku komunistycznego odsunęły przecież komuchów od żłobu na podstawie
teczek.
To właśnie z tego pisma dowiedzieliśmy się, między innymi, że
konserwatywny Jan Paweł II sam nie był święty w sprawach męsko-damskich,
prałat Jankowski bardzo lubi luksusy oraz chłopców, a księża łamiący prawo
w Polsce nie są karani na równi ze świeckimi obywatelami.
Można tego pisma nie lubić, ale nie można go całkiem zlekceważyć, chyba
że ktoś woli słuchać tylko polityczno-kościelnej stacji w Toruniu i żyć
na księżycu. W kraju demokratycznym jest jak w sądzie, Panie Kumor, warto
wysłuchać, co ma do powiedzenia jedna i druga strona sporu. Każdy porządny
dziennikarz powinien kierować się tą zasadą.
Pozdrawiam,
Marek
Od redakcji: Szanowny Panie, to ostatni Pana list na ten temat,
który publikujemy, "porządny dziennikarz" nie ma obowiązku słuchać ludzi
chorych. Od tego jest lekarz - w tym wypadku - psychiatra.
Terror i zdrowy rozsądek
Niedawny tekst Andrzeja Załęskiego o groźnych imigrantach zmusił
mnie do reakcji z pozycji zdrowego rozsądku. Terroryzm jest zbyt poważną
sprawą, żeby zajmować się nim emocjonalnie. Niestety, aresztowanie w 2006
grupy niedoszłych terrorystów z Mississaugi pokazuje tylko, jak takie grupy
powstają. Tym razem stworzył coś takiego rząd Kanady, aby udowodnić, że
w meczetach rodzą się potwory. Przy innych okazjach ludzką głupotę wykorzystują
obce rządy i to niekoniecznie muzułmańskie. Problemem zaś pozostaje głupota...
Słowo "terror" jest nadużywane. Trzeba odróżnić uderzanie w przypadkowych
ludzi dla zastraszenia ogółu (terror w ścisłym sensie, wynalazek XIX wieku)
od zwykłej walki partyzanckiej, którą zwykle chwalimy, gdy lubimy bojowników,
a potępiamy, kiedy walczą przeciw nam. Przypomnijmy, że w polskich szkołach
czci się Józefa Piłsudskiego, który obrabował pociąg z pieniędzmi. A pod
okupacją hitlerowską Polacy stworzyli najlepsze być może w historii komanda
dywersantów, których Niemcy nazywali terrorystami. Notabene przedwojenna
Polska wspierała żydowskich bojowników w Palestynie przeciw Anglikom i
Arabom.
Terror jest terrorem niezależnie od barwy. W latach 70. był na
świecie znacznie potężniejszy niż obecnie. I był z zasady lewicowy. Teraz
jest z zasady islamski. Czyż to nie ciekawe?
Panie Andrzeju, muzułmanie nie zabijają "gojów", bo sami są nimi
w rozumieniu żydowskim! "Goje" to "gojim", czyli po hebrajsku "narody",
co znaczy "poganie, nieżydzi". Muzułmanie z wyznawcami judaizmu są w konflikcie
od czasów Mahometa, zabijają ich w swej świętej wojnie o Palestynę, a w
Koranie jest pełno ataków na żydów.
"Biała rasa chrześcijańska" (cytat z Pana Andrzeja) jest pojęciem
wyjątkowo nieprecyzyjnym. Chrześcijanie od początku byli rasowo niejednolici.
Biali Europejczycy są dziś w większości ateistami. Ponadto czarna skóra
Afrykanów czy Hindusów świetnie leży zarówno na naszych indoeuropejskich
pobratymcach, jak i na dzikich Pigmejach czy Andamańczykach. Proszę się
przyjrzeć ciemnym torontończykom. Czy są do siebie wszyscy podobni? Stereotypy
prowadzą nas donikąd.
Niezwykłym doświadczeniem była dla mnie praca nad przekładem
książki byłego muzułmanina z Egiptu Magdi Allama, który obecnie jako katolik
robi karierę polityczną we Włoszech. Przekładając na polski jego tasiemcowe
włoskie zdania pełne oskarżeń wobec islamu, czułem, jakbym nadal obcował
z żarliwym bliskowschodnim muzułmaninem rzucającym klątwy na wroga. Tylko
kierunek się zmienił. Teraz obiektem przekleństw nie jest już moja religia,
tylko ta, którą on - heroicznie zresztą - porzuciłÉ Ciekawe, że w wielu
krajach, np. w wieloreligijnej Rosji, tych klątw po prostu nie ma.
Idąc na krucjatę, warto najpierw dowiedzieć się, przeciwko komu
walczymy, po co ta wojna i kto jest naszym sojusznikiem.
Marcin Masny
Od redakcji: Zgadza się!
Szwejk by się zadumał
Przeglądając "Gońca" z 22 stycznia, zauważyłem, że im mądrzejszy
respondent, to ciemniejsze okulary nosi, spawacz, ale zawsze muszą się
znaleźć egzemplarze, dla których ocieplenie klimatu, kryzys finansowy,
świńska grypa, aborcje, nawet trzęsienia ziemi, to spowodowane przez o.
Rydzyka i Radio Maryja klęski, które rozrzucane są z samolotów jak stonka,
nawet Owsiak jest święty w porównaniu z zarazą z Torunia... (???), no cóż,
głupich nie sieją, się rodzą i myślą, że myślą.
Panie redaktorze, wiem, że i dla tej opinii nie znajdzie się
miejsce na łamach, nie lubi pan, gdy wytyka się rodakom głupotę, dlatego
szereg moich listów się nie doczekało, a były podpisane, z datą i nr telefonu,
szkoda, bo pacyfizm i brak woli walki o SWOJE i NASZE jest zgodą na to,
co się teraz dzieje, taką symulacją patriotyzmu, ruchy bez sensu.
Nikt nie zwraca uwagi, że "Goniec" chwali lub gani kogokolwiek
obcego, ale nie rozumiem, dlaczego mamy sobie nie wytykać błędów, pośmiać
się z własnej głupoty, tak jak czynią to pańscy ulubieńcy.
Ponowna publikacja "konserwatywnego autorytetu", wielu naukowych
tytułów Adama Wielomskiego, jest dla mnie śmieszna... zajadły przeciwnik
IPN-u, lustracji, odkomuszania, PiS-u, coraz częściej gości na łamach "Gońca"
i zaśmieca atmosferę. Ten konserwatysta często powtarza, że tylko monarcha
jest dla niego właściwym wyborem, przed którym gotów uklęknąć, i nic zdrożnego,
ale myślę, że gdyby to był car, to dla (...) byłaby pełnia szczęścia, bić
czołem i słuchać, reagować na każde zmarszczenie brwi i ruch warg. Nie
bez powodu postawiłem Wielomskiego w jednym szeregu z Bublem i Jaruzelskim,
podobnych jest więcej, marzy im się knut i gułagi, wszystko jedno, z prawa
czy z lewa, byle słowiański władca, on by zaprowadził w Afganistanie porządek.
Godzenie się z bezprawiem uprawianym przez państwo i urzędasów, jest świadectwem
ludzkiej głupoty i o tym trzeba dyskutować, kłócić się i walczyć.
Wiem i rozumiem, że to nie moja gazeta, że ma pan prawo eliminować
opinie niewygodne, niepoprawne politycznie, a więc przepraszam za cierpienia.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Cytat z prof. Feliksa Konecznego - Jeden poczciwy głupiec
więcej wyrządzi szkody państwu i społeczeństwu niż setka łajdaków - ...zgadza
się to z moimi spostrzeżeniami, pisałem o tym, określając PO bandą łajdaków,
a ich wyborców głupcami (może i poczciwymi). Najgorsi są ci, co wierzą
propagandzie, przecież było też kilku poczciwych komunistów i tylko dzięki
nim komunizm tak długo trwał, tacy poczciwi głupcy wierzący w ideę i walczący
ze wszystkich sił, byli największą zakałą wszystkich narodów. Pozbyć się
ich nie da rady, byli, są i będą, zresztą widać to na całym świecie.
Od redakcji: Szanowny Panie, wszystkie Pana listy, jeśli tylko
da się zrozumieć, o co w nich chodzi - publikujemy. Pozdrawiam serdecznie
- AK.
Helllo Olllo!
Pozwoliłem sobie piórem rzemieślnika literackiego sparafrazować
twoje bielaruskije korespondencje. W mojej skromnej opinii, za mało bywało
w nich analiz politycznych, a za to dużo tego, gdzie byłem, jak się ubrawszy,
kto się odkłonił i kto rękę podał. A przecież mało wiemy, co się dzieje
w reżimie Łukaszenki, a ty tam w środku siedzisz, dużo wiesz, a mało pary
puszczasz. Znam cię od 99 lat z okładem i wiem, że wiele rzeczy można Ci
zarzucić (nobody is perfect - cyt. z "Pół żartem, pół serio"), ale na pewno
nie to, że jesteś strachliwy i że boisz się narazić władzy. Więc dlaczego?
W imieniu czytelników "Gońca", których jestem jednym z wielu, proszę o
więcej krótkich nawet, analiz politycznych z tego mało znanego kraju. Ja
osobiście nigdy w życiu (tak jakoś wyszło) nie dotarłem na tereny dawnych
polskich rubieży, tj. dalej niż do Przemyśla i Białegostoku (mimo że z
drugiej strony obleciałem świat 2 razy /słownie dwa razy!/ dookoła). Ale
jest tu sporo ludzi z tych terenów, gdzie się aktualnie obracasz, i na
pewno chętnie by o swoich stronach poczytali. Ich dzieci pewno też.
A więc do dzieła. I okaż się zuchem, bo kto raz nim był, zawsze
będzie! Ja też, ja też!
"Gdyby Olo nie był zuchem rym, cym, cym,
Gdyby Olo nie był zuchem oj dana, dana,
Toby dostał w łeb cybuchem rym, cym cym!"
Wszak ziemianie Meysztowicze z polskich Tatarów się wywodziwszy,
a to dzielne zuchy.
W ostatnim numerze "Gońca" (nr 2) poprawiłeś się, wg mnie, jednak
trzeba zaprosić przedstawicieli i Litwy, i Ukrainy, i Białorusi na Grunwald.
Cóż, polityka z natury trochę brudna jest. Słusznie też zwracasz uwagę
na przesadę Kanady w "troszczeniu się" o swoich obywateli. Byle zbir byle
z kanadyjskim paszportem musi być tutaj (kosztownie oczywiście) sprowadzany.
Po co? A niech mu tam, gdzie popełnił przestępstwo, moralność wyprostują.
Szczególnie tym tu nieurodzonym. Hm! Poza tym, numer
ciekawy jak zwykle, chociaż red. Kumor trochę przesadza z ewentualnym rozpadem
Polski i zawłaszczaniem jej. Kiedyś Kissinger w dyskusji o stanie wojennym
powiedział bardzo mądrze - że nigdy nie wierzył w wejście Rosjan
do Polski. 40-milionowy naród o historii licznych zwycięstw o niepodległość
nie byłby wdzięcznym terenem do okupacji. Spokojnie. Pokojowo ani Kacapy,
ani butni Prusacy nam nie podskoczą. Nie te czasy. Ale czuj, czuj, czuwaj!
U nas ciepło, global warming.
Jan
Od redakcji: xxx
Dwie strony odznaki KPK
Styczeń w polonijnej tradycji to okres kolędowania i składania
sobie życzeń noworocznych. Na jednym z takich noworocznych spotkań zorganizowanych
przez KPK w budynku SPK 23 stycznia (patrz "Goniec" nr 4 z 29 stycznia,
strona 54) jest zamieszczone sprawozdanie z tego spotkania. Z notatki wynika,
że kluczowym momentem tego spotkania była informacja o nominacji na posła
federalnego Kanady p. Lizonia.
Mówiono o różnych bardzo ważnych dla Polaków rocznicach historycznych,
które będą w tym roku obchodzone. Kompletnie zapomniano o 65. rocznicy
oswobodzenia obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka, która właśnie przypadała
tego dnia. Przedstawiciele Kongresu, którzy powinni szybko reagować na
informacje w prasie anglojęzycznej "polski obóz koncentracyjny Oświęcim",
nic na ten temat nie powiedzieli. Na sali byli przedstawiciele Konsulatu
RP i nowo mianowany ambasador RP w Kanadzie. I oni też nic nie powiedzieli
w tej sprawie. Na uroczystości te do Oświęcimia przybyli przedstawiciele
Unii Europejskiej, premier Izraela, a Kanadę reprezentował Jason Kenney
- minister obywatelstwa, imigracji i wielokulturowości.
Oświęcim był to największy obóz koncentracyjny hitlerowskich
Niemiec na okupowanych terenach Polski podczas drugiej wojny światowej.
W tym obozie zginęło przeszło milion Żydów, tysiące Polaków, Romów i Rosjan.
Jest to największy cmentarz na świecie, gdzie nie ma grobów. Nie można
lekceważyć tych obchodów obecnie, bo potem są różnego rodzaju ataki w prasie
anglojęzycznej na Polaków, że to oni są winni tego, że miliony Żydów zginęło
podczas drugiej wojny światowej. Nie pisze się, że Kanada i USA nie przyjęły
statku z ludnością żydowską, która została cofnięta do Europy, a potem
zginęła w Oświęcimiu. W Polsce była największa kara za przechowywanie Żydów.
Kara śmierci. Mimo to wielu Polaków, ryzykujące swoje życie, pomagało Żydom.
Kilku "Sprawiedliwych wśród narodów świata", którzy pomagali Żydom podczas
drugiej wojny światowej, przebywało w zeszłym roku w Kanadzie, właśnie
z nimi spotkał się prezes KPK Lizoń. Podczas kongresowego spotkania 23
stycznia nie było miejsca na poruszenie właśnie tego wątku oświęcimskiego,
o którym nie zapomniał w nawale swych prac prezydent USA Obama; przesłał
do władz Polski specjalne posłanie upamiętniające te tragiczne wydarzenia.
To było bardzo duże niedociągnięcie prowadzących to spotkanie,
że nie nagłośnili tak ważnej rocznicy dla młodego pokolenia, które było
obecne na sali. Obecni byli też posłowie do parlamentu w Ottawie. Jednym
z nich był poseł Borys Wrzesnewskyj, Ukrainiec sympatyzujący z Polakami,
z wielkiego Toronto, który został odznaczony Złotą Odznaką KPK. Nie byłoby
prowokacji, gdyby powyższe informacje usłyszał poseł Wrzesnewskyj i nie
mówił, że minister Kenney miał "wypad" do Polski, a p. Lizoń nie miałby
powodu, żeby go skrytykować.
Przeglądając prasę polonijną, nie znalazłem konkretnej daty wyzwolenia
obozu. Niemcy opuścili obóz z częścią więźniów 17 stycznia, a armia sowiecka
wkroczyła do niego 23 stycznia 1945.
Nie rozumiem, jak tacy posłowie mogą nas reprezentować, którzy
nie znają historii Polski, nie mówiąc o kanadyjskiej. Poseł Wrzesnewskyj
nie może za dużo powiedzieć o wydarzeniach z drugiej wojny światowej, bo
Ukraińcy byli sprzymierzeńcami Niemiec hitlerowskich i byli uczestnikami
przerażających zbrodni na narodach polskim i żydowskim. Wnuczek Bandery
po odznaczeniu jego dziadka wypowiedział się w polskim radiu, że Polacy
nie powinni mieć za to żalu do nich, ponieważ oni nie mają zbyt wielu bohaterów,
aby czcić ich pamięć.
Władysław Dziemiańczuk
Toronto
Od redakcji: Nie wszyscy Ukraińcy byli sprzymierzeńcami Niemiec
hitlerowskich - pisał o tym śp. Wiktor Poliszczuk.
GONIEC NR 4/2010.
Służby specjalne - Colas Bregnon
Mam wrażenie, że CAŁY ten artykuł napisany został wyjątkowo
niechlujnie - jakby "na kolanie" w czasie podróży. Rażącym przykładem
tego jest fragment: "Na czele akcji stanęła pani Janet Reno...
która otrzymała błogosławieństwo od samego prez. Clintona. Może dlatego,
że była lesbijką, a prezydent po historii z Moniką Lewinsky bardzo...".
Otóż - jest to "pomieszanie z poplątaniem": Wydarzenia w Waco, za czasów
Janet Reno, miały miejsce w 1993 (kwiecień) r. Afera z Moniką - w 1998
(styczeń) r. - prawie pięć lat później.
Powyższego artykułu nie ma na stronie "prawica.net", a więc nie
mogę zamieścić tam mojego komentarza, i tą drogą proszę o przekazanie go
autorowi.
Pozdrawiam,
Edward Gil
Mississauga
Od redakcji: Owszem, tekst jest na stronie prawica.net.
Szanowny Panie Redaktorze,
Dzięki za odpowiedź na swoich łamach, ale nie zgadzam się z Pańskim
stanowiskiem. Jestem chrześcijaninem, ale nie należę do Kościoła, który
jest jedną z najbogatszych instytucji świata. Cały ten jego blichtr i teatralność
liturgii przyprawia mnie o mdłości.
Rydzyk demonstruje mentalność biznesmena. I nie trzeba lekcji
katechezy, aby dojść do wniosku, że coś tutaj nie gra. Wystarczy znajomość
Biblii, którą przeciętny katolik słabo zna. Warto jednak zastanowić się,
co ma wspólnego facet, który ponoć jeździ samochodem za pół miliona złotych,
z człowiekiem, który mówił o sobie: "Lisy mają nory, ptaki niebieskie gniazda,
a ja nie mam gdzie głowy skłonić".
Polecam też panu wywiad z facetem, który przez kilka lat był
księdzem i publicznie demaskuje Kościół. W wywiadzie telewizyjnym mówi
między innymi, że księża dają biskupom łapówki, aby dostać pracę na odpowiedniej
dla nich parafii, biskupi z kolei przykazują księżom surowo, aby nie prali
brudów na zewnątrz, czyli kryli wszelkim sposobem wszelkie grzechy i skandale,
finansowe i obyczajowe, innych zakonników, bo twarz Kościoła musi być święta
na zewnątrz. Dalej mówi on, że wielu księży jest pazernych na szmal i robi
różne szemrane interesy. Dowie się pan także, jeśli nie wie dotąd, dlaczego
współczesna Polska nie jest państwem świeckim, lecz na poły wyznaniowym.
Źródło to nie jest przyjazne Kościołowi, ale publicznie kłamstw nie propaguje,
bo wie co za to grozi. Oto link:
http://www.faktyimity.pl/News/ObjectId/2447/Default.aspx
Pozdrawiam,
Marek
Od redakcji: Pozwoli Pan, że na poziomie "Faktów i Mitów" nie
będę polemizował.
Wielce Szanowny
Panie Redaktorze Kumor!
W nawiązaniu do naszej dopiero co odbytej rozmowy o Haitańczykach
polskiego pochodzenia, pragnąłbym serdecznie polecić obejrzenie 4-częściowego
filmu TVP1 na YuoTube (link: Les Polonais http://www.youtube.com/watch?v=gjGrm8CTM4U&feature=related).
Może ktoś z Państwa zająłby się in extenso zagadnieniem czarnych
potomków polskich legionistów z 1804 roku, mieszkających na Haiti w miejscowości
Cosel (Kozel) i zachowujących od ponad 200 lat świadomość narodową. Sądzę,
że wzbudziłoby to zainteresowanie czytelników, bo jak Pan sam raczył nadmienić,
w Polsce tylko "koszerno-wybiórcza" o tym pisała. Poza tym, jeśli jakieś
organizacje społeczne tu na "Kanadolszczyżnie", czy też w Starym Kraju
organizują pomoc dla nieszczęsnego Haiti, to jako Polacy winniśmy tę pomoc
naszym czarnym pobratymcom w pierwszym rzędzie.
Primo - należy ustalić, jaka jest sytuacja we wsi Casale (bodaj
70 km od stolicy, fatalne drogi jeszcze przed kataklizmem) - przez prywatno-organizacyjne
kontakty lub przez ambasadę Najjaśniejszej w Kolumbii, która to placówka
ma w swej jurysdykcji Haiti.
Secundo - jeśli się da, skierować polskie wysiłki w tym kierunku.
Tertio - można wysłać tym czarnym Polakom podania o Kartę Polaka
(podobno według Pańskiej gazety trwają w Polsce prace nad zniesieniem wymogu
znajomości języka polskiego dla osób starających się o kartę). Wywołałoby
to trochę twórczego zamętu w polskim MSZ i jego "przyczółkach" na tym łez
padole, a Polakom w kraju dałoby większe poczucie, że ich pieniądze z haraczu
podatkowego zostały pełniej i lepiej wykorzystane. Nie sądzę, by przyniosło
to jakieś wymierne "benefity" tej czarnej Polonii, ale duma narodowa
tych Poto = Potockich et.al. z Casale urosłaby jak na drożdżach.
Wyrazy szacunku łączę.
Wojciech Kielar
PS Jeśli jakieś Pańskie "pióro" weźmie się za to przedsięwzięcie,
oferuję gratis swoją w nim skromną "asystencję" w postaci pomocy
w zbieraniu materiałów w Internecie itp.
Od redakcji: Każdy silny naród powinien asymilować, choć może
kwestia polskości czarnych Polaków z Haiti jest dość egzotyczna.
Szanowny Panie Redaktorze!
W rozmaitych dyskusjach (także w Gońcu) dotyczących trwającego
kryzysu finansowego często ucieka nam jego aspekt moralny. Firmy są zamykane,
upadają, a potężne sumy idą na pomoc złodziejskim bankom i ich szefom,
którzy wypłacają sobie solidne bonusy, choć to oni są odpowiedzialni za
kryzys. Jednocześnie powstaje armia bezrobotnych i wykluczonych. Prawdziwe
ofiary bowiem tego sprowokowanego kryzysu to nie milionerzy, którzy nietrafnie
zainwestowali w fundusze prowadzone przez Madoffa i jego "kolegów". Prawdziwymi
ofiarami są zwykli ludzie, którzy zostali wyrzuceni z pracy, potracili
domy i środki do życia oraz utrzymania rodzin. W Kanadzie, USA czy Europie
takich ludzi jest wiele, na świecie są miliony. Czy tworzenie takiej liczby
ofiar, za co dla niepoznaki wini się "światowy kryzys", jest moralnie do
zaakceptowania?
Otóż nie. Opierając się na nauce Kościoła, należy przytoczyć
tutaj określenie "grzechów wołających o pomstę do nieba", które istnieje
od niepamiętnych czasów. Kościół za takie grzechy uznaje: 1. rozmyślne
zabójstwo, 2. grzech sodomski, 3. uciemiężenie ubogich, wdów i sierot (czyli
krzywdzenie słabszych albo w ogóle czynienie krzywdy), oraz 4. zabieranie
lub zatrzymywanie umówionej zapłaty najemników. Ten ostatni punkt oznacza
oczywiście także pozbawianie pracy pod jakimkolwiek pozorem, bo właśnie
usuwanie z pracy i jej pozbawianie jest najwyższą formą "zabierania zapłaty",
czyli zabierania możliwości do życia.
Ja myślę, że jest to warte przypomnienia, bo mówi się o tym mało
w obecnym zmaterializowanym świecie, a nawet i na kazaniach nie nazywa
się niemoralnych decyzji dotyczących pozbawiania pracy - "grzechem wołającym
o pomstę do nieba", co jest przecież definicją Kościoła. Grzech ten wynika
z gonitwy za pieniądzem, który stał się bożkiem w społeczeństwie pozbawionym
prawdziwych wartości. Króluje zysk, który jest celem samym w sobie, a którego
osiągnięcie wymaga oszczędności. Te z kolei najłatwiej robić, oszczędzając
na kosztach pracy najętych pracowników, co jest przyczyną masowych zwolnień.
I to jest właśnie grzechem wołającym o pomstę do nieba, bo jedni robią
miliony kosztem krzywdy zwykłego człowieka.
Przesyłam Panu Redaktorowi kopie dwóch stronic wydanego w r.
1914 Modlitewnika A. Kowalskiej do ewentualnego skopiowania w Gońcu celem
przypomnienia tych czterech ciężkich przewinień społecznych, które nigdy
przez Kościół nie zostały anulowane, odwołane bądź uznane za nieważne,
a więc obowiązują. Mam nadzieję, że Pan Redaktor zgodzi się z wymową mojego
listu.
Z poważaniem,
inż. Józef Szaciło
Floryda - Toronto
Od redakcji: Mamy sobie czynić ziemię poddaną, do tego są potrzebne
pieniądze. Jak ze wszystkim, można ich użyć ku dobremu lub złemu.
Coś dla panów...
Każdy z panów - ojców swoich dzieci, których obowiązkiem jest
płacić alimenty, a co niektórzy poprzez Family Responsibility Office. Nie
zawsze są przychylni i mili wobec ojców. Niekiedy ma miejsce zastraszanie
nas wstrzymaniem prawa jazdy poprzez Ministry of Transportation, a bardzo
szybko to czynią, co pogarsza nasz rekord i spycha na gorszą kategorię
ludzi, gdy staramy się o pożyczkę, kartę kredytową itd. Niekiedy używają
wyrafinowanych trików, zwłaszcza wobec osób, których język angielski jest
nie za dobry. W dzisiejszej dobie kryzysu ciężko o pracę, a płacić musimy,
czy mamy pracę, czy nie. Takie prawo jest w Kanadzie. Jest to bardzo uciążliwe.
A nie stać nas na adwokata, gdzie koszty wahają się w granicach około 3
tys. dolarów i więcej. W Kanadzie na dzieci płaci się do 23. roku życia
i możemy sami to zrobić bez udziału adwokata, i to bardzo szybko, bez dużego
wysiłku, nie tracąc ani centa.
Chętnie doradzę, pomogę bezinteresownie, ponieważ sam przeszedłem
to na własnej skórze. Jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować, proszę dzwonić
pod nr 416-614-1116.
Janek M.
Od redakcji: xxx
Apel do emerytów
Drodzy Państwo, apel ten kieruję do wszystkich rodaków, którzy
są już emerytami tu w Kanadzie i w Polsce, a także do tych, którzy będą
nimi w przyszłości.
Bardzo dużo się pisze w prasie polonijnej na temat umowy emerytalnej
kanadyjsko-polskiej. Wyjaśnia się, jakie potrzeba wypełnić dokumenty, ile
się należy i za jakie okresy. Wszystko to jest na pewno potrzebne. Na pewno
jest tu wielu rodaków, którzy mają to wszystko poza sobą, gdyż pobierają
emerytury w Polsce i w Kanadzie i szczególnie o tych chcę mówić.
Polacy, którzy są osiedleni legalnie w Kanadzie ponad 10 lat
i mają wiek emerytalny 65 lat, mają gwarantowane przez Kanadę "dobrodziejstwa",
tak zwane minimum socjalne około 1200 dol. miesięcznie. Wchodzi w to emerytura
starcza 65 lat ukończone. Wielkość jej wypłacana jest procentowo, ile lat
się jest w Kanadzie. Nierówno wszystkim obywatelom bez względu ile się
lat buduje tę Kanadę. Druga emerytura to CPP, ile się płaciło na składkę.
Większości rodaków obie te emerytury łącznie nie przekraczają 600-700 dol.
Brakującą rentę do tego minimum dopłaca rząd Kanady, jest to tak zwany
welfare. Niestety, trzeba powiedzieć, że jest wielu naszych rodaków, którzy
się cwanie urządzali w czasie długiego pobytu w Kanadzie, pobierając dużo
"łelfra" i innych zasiłków, unikając płacenia podatków. Te osoby mają też
gwarantowane to minimum socjalne 1200 dol., a niekiedy i tanie mieszkania
rządowe.
Z tego, co się orientuję, np. mego kolegi z pracy mama przyjechała
z Pakistanu. Była 10 lat na sponsorstwie syna, nie przepracowała ani jednej
godziny w Kanadzie, by zapłacić podatek, teraz po ukończeniu 65 lat sponsorstwo
wygasło i ona nabyła takie samo prawo emerytalne jak ja. Otrzymuje ona
1200 dol. od Kanady za darmo, a przy tym otrzymała mieszkanie rządowe.
Myśl moja zmierza do tego, że Polacy, którzy muszą składać wniosek
o dopłaty do tych minimum 1200 dol., bo ich wielkość nabytych i wypracowanych
pieniędzy jest za mała, muszą podawać, ile mają emerytury w Polsce, ile
biorą za wynajem mieszkania w Polsce itp. Uważam, że Kanada tu dyskryminuje
w sposób ewidentny, powinno być to co pracowaliśmy w Polsce i tam płaciliśmy
podatki, to powinno być dla nas na plus, nie powinno się tym interesować
w Kanadzie, bo nie jest to prowadzony jakiś ekstra biznes w Polsce. To
myśmy wypracowali sobie w Polsce, by w obecnej sytuacji polepszyć
sytuację emerytalną w Kanadzie. Dlaczego jedni przez lata "ślizgali się"
w Kanadzie i mają na koncie to samo co ci, co tu uczciwie pracowali?
Jeszcze jedno, dlaczego wspaniałomyślna Kanada w swych paszportach
zaznacza, że nie ponosi odpowiedzialności za obywatela polskiego z kanadyjskim
paszportem w razie jakichś problemów w Polsce, a obywatel Kanady będąc
w Polsce będzie odpowiadał w Polsce według prawa polskiego? Tutaj kochana
Kanada umywa ręce, ale w wypadku seniorów wyciąga łapę po jego polskie
pieniądze.
Reasumując, proszę wszystkich, by wzięli to sobie do serca, bo
dotyczy to naszego bytu, i pisali listy do posłów parlamentu federalnego
bez względu na przynależność partyjną, którzy utożsamiają się z polskimi
korzeniami, by oni protestowali w rządzie o zaniechanie egzekwowania nabytych
w Polsce emerytur.
Prośbę tę kieruję też do Kongresu Polonii, by napisał odezwę
do posłów wydrukowaną w polskich gazetach, a Polacy mogliby się pod nią
podpisać, wyciąć z gazety i wysłać do poszczególnych posłów. Jeszcze jedno,
trzeba by dokładnie sprawdzić przez jakiegoś prawnika lub zaskarżyć tę
decyzję, czy jest zgodna z kanadyjską konstytucją.
Proszę wszystkich zainteresowanych, by dzielili się informacjami
w listach do gazety, by ten problem nie był prywatną tajemnicą.
Z poważaniem,
Jan
Oakville
Od redakcji: Zapraszamy na łamy.
Bliscy na świecie
Szukam chrzestnego mojej mamy Jadwigi Białas, który nazywa się
Wolf Wiktor. Jego mama była Polką, a tata Cyganem lub Rumunem. Wyjechał
do Toronto w Kanadzie, do mamy lub siostry, w 1951 roku, miał wtedy 23
lata. Chrzest odbył się w pierwszą niedziele października, w wyremontowanym
po wojnie kościele w Łobzie w 1948 roku. Chrzestną była Szulc Jadwiga ze
Słonowic, a mama mieszkała wtedy z rodzicami w Dobieszewie koło Łobza.
Pozdrawiam i czekam na wszelkie informacje mailem: gieniu1212
@wp.pl.
Od redakcji: xxx
Panie Andrzeju!
Nawiązując do Pana felietonu w "Gońcu" nr 51/2009 pt. "Przynieś,
podaj, pozamiataj" traktującym o braku książek o tematyce polskiej w torontońskich
księgarniach, myślę, że warto ten temat rozwinąć.
Na pewno zgodzą się wszyscy, że rynek obojętnie czego, jest uwarunkowany
popytem. Jeśli nie ma zapotrzebowania, nikt nie zatroszczy się, żeby jakiś
towar sprowadzić do swego sklepu. Księgarnie też badają rynek i nie trzymają
tego, czego nie sprzedadzą. W Polsce jest nawet tak, że odpowiednią pozycję
księgarnia załatwi bardzo szybko, tylko trzeba zamówić.
Znając środowisko Polonii kanadyjskiej, część naszych rodaków
nie
interesuje się żadną literaturą w języku polskim czy w jakimś innym.
Trzeba jednak przyznać, wiele osób w Kanadzie dba o to, żeby nie brakowało
polskich książek, czasopism i wszelkiego rodzaju periodyków. Mając na uwadze
wielkie zaangażowanie Pana Ryszarda Rentela z księgarni Husarz, czy księgarnię
Pegaz na plazie Wisła i w biurze Polimex tamże. Mówię tu tylko o Mississaudze,
a podobnie jest i w innych miastach. Wiem, Panu, Panie Andrzeju, chodzi
o to, żeby książki o Polsce były nie tylko w polskich księgarniach. Jeśli
ich nie ma, to pewnie nikomu na tym nie zależy. Niech Pan zauważy, że tylko
Pan zwrócił uwagę na ten problem i Pan o tym pisze. Będąc w Kanadzie, nie
zauważyłem wielkiego zainteresowana książką, mimo że czyniono starania,
reklamując w radio, gazetach czy organizując kiermasze książki, przy okazji
zapraszając ciekawych autorów. Jednak trzeba było zachęcać czytelnika,
organizując konkursy i losowania prezentów. Z tym zainteresowaniem książką
jest różnie przez cały czas. Pamiętam, że kiedyś mieszkał ze mną kolega,
który na mój widok, jak czytałem książkę, mówił, że po skończeniu zawodówki,
do tej pory, gdzie mając 45 lat, nie przeczytał żadnej książki i to nie
jest mu potrzebne. Sam zadowalał się butelką mocniejszego napoju.
Wiem, Panie Andrzeju, że z szacunku do czytelnika mówi
Pan, że nie ma On czasu, z zapracowania, na żadne protesty, czy nawet awantury,
żeby bić się, ale o co? O to, co mu nie potrzebne? O książkę, której nie
przeczyta? Otóż, czas jest, tylko trzeba chcieć, bo znam takich, co potrafią
godzinami siedzieć przed telewizorem z piwem w ręku czy szklanką whisky
i nie w głowie im tam walka o jakieś wspólne sprawy, choć prawda to, że
myślą w tym czasie o lepszym aucie, większym mieszkaniu, może o innej kobiecie.
Może nawet tęsknią za Ojczystym Krajem, nie wiedząc, że już renesansowy
poeta, pisarz i tłumacz Biernat z Lublina (1465-1529) mówił, że - "kto
miłuje księgi, nie miewa tęskności" - lub też - "Ci którzy siedzą z księgami,
nie mogą być sami". - Staliśmy się społeczeństwem konsumpcyjnym w sensie
fizycznym, mało nas interesują sprawy duchowe.
Jak bardzo niewiele wagi poświęcamy utrwalaniu naszej obecności
w
Kanadzie jako jednego wielkiego monolitu. Nie potrafimy współpracować,
wspierać się wzajemnie, tylko tworzymy między sobą jakąś niezdrową rywalizację.
Czy będzie kiedyś tak, że Polak zatrudniający Polaka nie będzie myślał
o tym, żeby jak najwięcej go wykorzystać, czy chciałby mu dać godziwie
zarobić? Czy niejednokrotnie, w ogóle zapłacić za pracę? Traktować go sympatią
i życzliwie? Jakieś takie wspólne nasze sprawy niewiele nas obchodzą. Na
budowach coraz więcej widać sub-contractors, którzy sami męczą się do późnej
nocy, a nie zatrudnią pomocnika, bo uważają, że niewiele na nim zarobią.
Nie myśli się tu, żeby komuś pomóc. Jeśli się zatrudnia kogoś, to musi
być już teraz, zaraz ten zysk. Nie ma tu mowy o spokojnym wprowadzeniu
kogoś w tajniki nowej pracy, co może, ale nie musi wiązać się na początku
z mniejszym zyskiem. W najnowszym numerze "Newsweeka" 4/2010 znany
prof. Uniwersytetu w Nowym Jorku Tony Judt, autor "Powojnia" - historii
Europy po II wojnie światowej, pisze, że "drażni go obecna sytuacja, gdzie
skrajny indywidualizm przedkłada się nad jakiekolwiek zobowiązania zbiorowe".
I to jest prawda. Polonia traci też wspólne dobra materialne, jak park
na rzecz Chorwatów, zagrożony był Park Paderewskiego, likwiduje się polskie
Msze św. w niektórych kościołach, tylko patrzeć, jak zaczną inni kupować
katolickie szkoły. Już dawno w "Mississauga News" czytałem, że groziło
bankructwo szkole katolickiej.
Bardzo ważną sprawą jest utrzymanie języka i kultury polskiej
i słusznie Pan Andrzej w swoim felietonie w "Gońcu" 41/2009 zwraca uwagę
na brak zainteresowania wsparciem imprez literackich, towarzyskich dla
małych dzieci. Przecież już za parę lat na ich barkach spocznie ciężar
kultywowania polskich tradycji, polskiej kultury. Chyba, że to jest w ogóle
niepotrzebne?! - Może kultura to Michał Wiśniewski czy Doda, bo na ich
koncerty, jak pamiętam, zgłosiło się wielu sponsorów. Wyobrażam też sobie
ewentualną kolejkę sponsorów chętnych do organizacji walki Pudziana z kimkolwiek.
Ale czy to są najlepsze wzorce? - Organizacja imprez z ich udziałem powoduje
zysk doraźny, a co potem? Gdy teatr dziecięcy wystawia sztukę "Jaś i Małgosia"
- może to w dobie "Harry Pottera" dla kogoś jest śmieszne, ale proszę sobie
przypomnieć, jak wielu nas wychowało się na takich sztukach i niejeden
z nas tworzył takie spektakle. Ile było w tym radochy, mali aktorzy, każdy
był tam kimś. Jaki wysiłek w przygotowaniach nauczycieli, opiekunów i rodziców.
Dzieci się poznają, czują się ważne, zaczynają działać, nie są bierne,
więcej rozumieją. Mimo, że wiemy o tym, to dlaczego żyjemy tylko dniem
dzisiejszym i tak bardzo konsumpcyjnie? A gdzie jest nasza historia i wysiłek
poprzednich pokoleń, co robimy, żebyśmy my byli tymi, kim jesteśmy? Naród
polski mimo wad, które wcale nie muszą być stereotypami (można je przecież
wyeliminować), ma bardzo wiele cennych zalet, jakich inni nie mają (myślę
o pracowitości i przez to zrobieniu czegoś z niczego). Jedno jest pewne,
tak sponsorzy, jak i rodzice jak nie będą, goniąc za pieniądzem, łapiąc
okazję do wzbogacenia się, interesować się dziećmi, to te znajdą szybko
wsparcie w telewizji i Internecie i będą chciały być klonem Dody, Wiśniewskiego
i Pudziana. Takie kariery nie trwają długo. Dzieci mogą na tym nie poprzestać
i staną się rozwydrzoną dziczą, która do rodzica i nauczyciela będzie podchodziła
jak do śmiecia. Już teraz dziecko rodzica straszy policją.
Musimy być czujni, żeby nie było tak jak pisze Pan Andrzej, że
jesteśmy od sprzątania, że ktoś chce nas zdołować jako społeczeństwo. Bo
czym jest pokazanie się w sklepie przy ulicy 2873B Lakeshore Blvd. West,
można powiedzieć, no nie dosłownie, ale pod nosem Polskiego Konsulatu w
Toronto, kubków z uchem w środku, a na zewnątrz wielkim trwałym napisem
"Polish Mug". To jest próba zdyskredytowania Polonii, pokazanie jako nieudaczników
i zdolnych tylko do sprzątania. Właścicielem sklepu jest Hindus, producentem
jest Korea, nie wiadomo która, Północ czy Południe, może ktoś inny,
bo na zewnętrznej stronie dna kubka naklejony jest znaczek z papieru z
napisem "Made in Korea". Pierwszy raz przeczytałem o tym kubku w "Nowym
Kurierze", gdzie Pani Jolanta Cabaj w numerze 9 /1-15/ Maj 2004 pisze o
tym, jest też zdjęcie kubka. Pani Cabaj wysłała wtedy kilka pism do instytucji
państwowych i regionalnych, jak: 1. Minister of Canadian Heritage 2. Minister
of Citizenship and Immigration 3. Minister of the Attorney General 4. Mayor
of the City of Toronto, a także kopie pism do:
- Kongresu Polonii Kanadyjskiej
- Konsulatu Generalnego w Toronto
- Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Ottawie
listy z protestem, żeby wycofano ten towar ze sprzedaży, bo to obraża
naszą godność narodową. Po upływie dwóch lat, w roku 2006, przypomniałem
sobie o tej sprawie, przeglądając gazetę z 2004 roku z artykułem, który
zresztą jest na pierwszej stronie "Nowego Kuriera". Pojechałem więc na
Lakeshore sprawdzić, jak zadziałały poinformowane instytucje. I jakież
było moje zdziwienie, w sklepie pod tym samym adresem z wielkim szyldem-transparentem
"Everything 99 cents" spostrzegłem na wystawie taki sam kubek, o którym
mowa. Zaszedłem do sklepu i z wielkim oburzeniem zapytałem, czemu to ma
służyć, do czego ten kubek jest potrzebny, czy mają też inne z napisem
"Russia Mug", "Germany Mug", Hindus uśmiechał się głupio. To ja pytam,
czy ma taki sam z napisem "India Mug" i tu zniknął uśmieszek z ust prześmiewcy.
Ja wtedy, że jestem Polakiem, żaden Polak nie zrobiłby takiego bubla i
że to mnie bardzo obraża. Sprzedawca nie potrafił mi nic konkretnego
odpowiedzieć, skąd je ma , kto je dostarcza, ale zaznaczył, że ludzie kupują.
Na moje pytanie, czy Polacy też? - powiedział - że tak. Ja na to,
dobrze, ja też go kupię, ale tylko dlatego, żeby pokazać innym, jakie ty
buble sprzedajesz w swoim sklepie. Chyba, że mi obiecasz, iż nie będziesz
ich sprzedawał i zwrócisz to do producenta. Obiecał, że nie będą ich sprzedawać.
Kubek kosztował 0,99 CAD+TAX, lecz powiedziałem, że dla mnie jest on bezwartościowy,
a kupuję, powtarzam to jeszcze raz, żeby wtedy, gdy ty dalej będziesz sprzedawał,
zrobię ci tym kubkiem taką reklamę, że żaden Polak do ciebie nie zajrzy.
Teraz dam ci za niego 1 CAD nie więcej i... się zgodził. Poprosiłem
go o adres tego sklepu i telefon, co uzyskałem i zapowiedziałem, że za
tydzień tu wrócę sprawdzić, czy już się ich pozbył. Byłem jeszcze dwa razy,
przychodziłem co tydzień, potem jeszcze kilka razy już rzadziej. Nawet
pytałem innego pracownika w tym sklepie, czy nie może mi załatwić takiego
kubka i określiłem jakiego. Dobrze, powiedział, za dwa tygodnie, żebym
wpadł, to może załatwią. Jednak nie załatwiono mi. Potem zaglądałem jeszcze
kilka razy, też nie było. Przez ten okres widziałem tam czterech sprzedawców,
nieraz dwóch naraz. Ostatni raz byłem w grudniu 2008 roku, też nie było
kubka z tym napisem. Tak przy okazji świąt Bożego Narodzenia 2009 przypomniała
mi się ta historia, bo kubek mam cały czas w domu i nawet artykuł Pani
Cabaj z 2004 roku z "Nowego Kuriera". Pomyślałem wtedy z dumą, że wiele
instytucji, do których Pani Cabaj interweniowała, nie załatwiło sprawy,
a ja w bezpośredniej rozmowie ze sprzedawcą-właścicielem sklepu potrafiłem
wpłynąć na to, żeby ten uwłaczający nam Polakom przedmiot zniknął ze sklepu.
Postanowiłem podzielić się tym z kolegą Włodkiem, który mieszka w
Kanadzie. Tłumaczyłem mu, jak ważne jest pilnowanie naszych spraw przez
nas samych, bo jak widać, żadne instytucje nie załatwią nic za nas. Może
nawet nie próbowały czegoś w tym kierunku robić. Bo co to kogo obchodzi,
chociaż Pani Cabaj pisze w swoim artykule, że będzie pilotować tę sprawę.
Nie wiem, czy potem jeszcze o tym pisała. W czasie rozmowy y xłodkiem przyszło
mi do głowy, że może by jeszcze teraz sprawdzić, minął akurat rok od mej
ostatniej wizyty w tym sklepie. No i kolega Włodek sprawdził w połowie
stycznia tego roku i okazuje się, że kubek jest, a nawet kilka. Nie wiem,
czy zmienił się właściciel, czy jest tak silne lobby, jedno jest pewne,
komuś tak bardzo zależy, żeby polskie społeczeństwo w taki sposób zdyskredytować.
Musi komuś bardzo zależeć, żeby te kubki tam były, ktoś musi mieć w tym
interes, bo nie myślę, żeby to był tylko żart. Prawdę mówiąc, to wszystko
w tym sklepie jest gówno warte i dlatego nie może być tam taki kubek, z
takim napisem. Piszę o tym, żeby zwrócić uwagę, żeby cały czas mieć rękę
na pulsie, żeby nie dopuszczać do takich rzeczy. Czy nie jest zastanawiające,
dlaczego są tam kubki tylko z napisem "Polish Mug", a nie ma innych
krajów. Komu tak się naraziliśmy, że zainwestował i ciągnął ten bubel aż
z Korei (jeśli to prawda, bo nie ma tłoczonego producenta, tylko naklejka).
Jeśli zależy nam na dobrym imieniu, to trzeba zadbać o to, żeby zniknął
ten obrażający nas bubel. A także upewnić się w przekonaniu, że nikt tu
w Kanadzie nie zadba o nasze sprawy narodowe, tylko my sami. Wystawianie
nam takiej laurki w postaci bezwartościowego kubka jest tak samo groźnie,
jak ciągle pojawiająca się informacja o "polskim obozie koncentracyjnym
w Oświęcimiu". Dobrze by było dotrzeć do źródła tej sprawy i wyjaśnić,
skąd te kubki? Kto je sprowadził? W jakim celu? (my to wiemy, ale ten co
je zamawiał?). I dlaczego ww. tak poważne instytucje, jeśli zadziałały,
to dlaczego nieskutecznie? W 2006 roku sprzedawca zrozumiał, że taka sprzedaż
jest szkodliwa i do 2010 nie sprzedawał. Dlaczego wznowiono sprzedaż i
czy tylko w tym sklepie na 2873B Lakeshore Blvd. West, to kolejne pytania
i czy tylko w Mississaudze? Póki co, co możemy zrobić, to zbojkotować ten
sklep nie kupując nic. Po wejściu pokazać swoje oburzenie takim towarem
i dać sprzedawcy do zrozumienia, że dopóki będzie eksponował polskie kubki
z uchem wewnątrz, nic u niego nie kupimy. Można za to mu polecić,
do jego sklepu, setki pięknych polskich kubków, których zdjęcia są w Internecie
pod hasłem "Polish Mug".
Informuję, że podobny kubek jak ten z "Lakeshore" też z uchem
w środku i napisem "Polish Koffee Mug" pojawił się na aukcji w Wonderland
Amusment Park in Lancaster, Pensylwania, USA. Nabywca był zachwycony, że
kubek ma ucho wewnątrz, i podkreśla to (aż dwa razy) rozentuzjazmowany,
reklamując go. Do czego to już doszło.
Zaniepokojony tym faktem, lecz z nadzieją wyeliminowania tych
bubli, przesyłam serdeczne pozdrowienia.
Jerzy Rozenek
Wyszków n. Bugiem
Od redakcji: Miejmy nadzieję, że nowe technologie wzmogą
zainteresowanie polską książką.
***
W kłamstwach można się szybko pogubić, zupełnie jak red. Kumor
w komentarzu do listu Adama z dn. 22 stycznia... ostatecznie, gdyby nie
I wojna, to na odrodzenie Polski szans byłoby niewiele.
A list Adama to w skrócie... A ja nie jestem patriota, bo to
niepoprawne, taki ze mnie ulepiony przez propagandę pajac.
Powodzenia w dyskusji, ale skutki to widać, może warto o przyczynach.
J. Sierzputowski
Cambridge
PS W następnym komentarzu do listu p. Andrzeja Marszałkowskiego
powinien redaktor dodać... a na razie robimy lewatywę.
Od redakcji: Przepraszam najmocniej, ale nie bardzo mogę się
połapać w Pana komentarzu.
Radio "Maryja"
- dlaczego atakowane?
Droga Redakcjo!
Radio "Maryja" budzi sumienia, a więc dotyka "EGO", a co za tym
idzie również... pychy, hardo podnoszącej głowę. Dlatego niektórych
ogarnia diaboliczna wściekłość i pasja niszczenia miast zastanowienia etc.
Najwięcej o tym Radio mają zaś do powiedzenia ci... którzy Go
nie słuchają (i z góry ziejąc nienawiścią, przyjmują pozycję negatywnej
wyroczni), bo gdyby choć tylko "tak od czasu do czasu", to zrozumieliby
Jego wartość i wkład w budowę szczęścia opartego na prawdzie, sprawiedliwości
i tolerancji.
Wiemy, jaka będzie reakcja pijaka, kiedy wytknie się mu
nałóg. Per analogia sprawa podobnie wygląda z tymi, którzy zagubili
się tak bardzo, że zatracili poczucie zwykłej przyzwoitości, zabierając
się do decydowania o losach narodu. Stąd biorą się ataki na Radio "Maryja"
- ludźmi światłymi trudniej też manipulować (!).
To, że pojawił się "pomocnik" przy szlachetnie przygotowujących
"Opłatek Radia Maryja" w Toronto, nie dziwi... wszak i przy Chrystusie
pojawił się podobny - tylko w innej walucie.
Tych co przeszli komunistyczny raj, nic nie powinno zdziwić...
coś może jedynie zranić, ale rany to nie pierwszyzna, zagoją się
i tylko blizna zostanie. Jeśli komuś zależy na dobru Polski, nie będzie
atakować tego i tych co służą Jej dobru... a jeśli to czyni... to podcina
gałąź, na której siedzi. Chrześcijaństwo jest oparte na miłości Boga i
bliźniego, a więc i na przebaczeniu. Jakie są warunki przebaczenia, nie
trzeba chyba przypominać, bo każdy zna je z autopsji - ci co mącą również.
Patrząc na film "Avatar", który fascynuje młode pokolenie swą
atrakcyjnością techniczno-wizualną (3D etc), spojrzałam nań kategoriami
wyniesionymi z polskiej kultury i przyjęłam go jako metaforę na temat ważności
korzeni narodowych i wartości ważnych dla egzystencji w ogóle... nie zaś
jako bajkowe bałwochwalstwo. Myślę, że powinniśmy uczulić młodych
ludzi na potrzebę "czytania między wierszami" kategoriami chrześcijańskich
wartości, bo inaczej wobec powszechnej globalizacji niewiele im zostanie
z "wolności" ze "spreparowanym mózgowiem".
Małgorzata Kossowska
PS Jeszcze jedna informacja dla wyśmiewających modlitwę różańcową:
powtarzanie nie oznacza bezmyślnego klepania słów modlitewnych, bo w tym
samym czasie, co jest kunsztem kontemplacji (!), otwiera się serce dla
Boga i głęboko rozmyśla, powierzając wszelkie sprawy Łaskawej Bożej Opatrzności.
W sanktuarium Licheńskim jest zegar "słoneczny" z napisem:
"Czas ucieka, wieczność czeka" i o tym powinni pamiętać wszyscy.
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Ma Pani rację.
GONIEC NR 3/2010.
Panie Kumor
Pan naprawdę widzi, siedząc w Mississaudze, nadchodzący moment
przełomu narodowego? Gdzie Pan widzi to odrodzenie narodowe wśród młodzieży?
Czy taki proces zachodzi wśród młodzieży polskiej w Mississaudze? To niech
Pan sprawi, aby wracali gremialnie do starego kraju i zaszczepiali te idee
na polskim gruncie, bo ja chodzę tu z lupą i nie mogę się doszukać żadnego
"odrodzenia".
Polska już jest truchłem, panie Kumor. Jest jedna jedyna szansa
dla Polski. Może nią być krach ogarniający głównych światowych graczy (pociągający
też i Polskę), bądź poważna wojna, bądź jedno i drugie. Coś, co wyrówna
szanse i przyniesie opamiętanie dla materiału etnograficznego, żyjącego
pomiędzy Odrą a Bugiem.
Ale ja nie mam zaufania do narodu, który potrzebuje aż takich
środków dopingujących, aby otrzeźwieć i przejrzeć na oczy.
Adam
Od redakcji: Widzi Pan, wszystko zależy, gdzie ucho przyłożyć.
Wojna niczego nie odradza, a czasem pogrąża, praca organiczna - tak.
Redakcja tygodnika Goniec,
P. red. A. Kumor
Szanowny Panie Redaktorze,
Sprowokowany zachętą zamieszczoną w poprzednim numerze Gońca
o spotkaniu informacyjnym nt. polsko-kanadyjskiej umowy emerytalnej
wziąłem udział, zainteresowany tematem, licząc, że wiele aspektów umowy
będzie można przedyskutować i osiągnąć głębszą wiedzę wynikającą
z zawartej międzypaństwowej umowy dotyczącej żywotnych interesów
osób, które pracowały zarówno w Polsce, jak i w Kanadzie przez odpowiedni
dla wymagań okres.
Już po samym wstępie nawiązania kontaktu pomiędzy interpretatorami
i grupą emerytów doszło do skandalu. Potraktowano nas podobnie jak podczas
licznego spotkania w salach Community Center przy kościele JPII.
Niebywały ścisk. Brak miejsc. Interpretatorem umowy była młoda
osoba pochodzenia prawdopodobnie chińskiego mówiąca słabym głosem po angielsku
i mężczyzna, prawdopodobnie pochodzenia polskiego, nie mówiący dobrze
po polsku - z trudem radzący sobie w tłumaczeniu tego, co po angielsku
mówiła formalna interpretatorka.
Salka, w której odbywało się spotkanie, z trudem mieściła ok.
50 - 70 osób, z czego większość stanowiły kobiety. Byliśmy ponownie zgnieceni
jak poprzednio.
Osoby, które chciały wejść do salki po ogłoszonej godzinie rozpoczęcia,
musiały stać na korytarzu, niewiele słysząc, głosy bowiem prowadzących
spotkanie były niewystarczające, by dotrzeć do osób w sali siedzących nieco
dalej - tym bardziej że nie było żadnego nagłośnienia.
Oczywiście dyskusja merytoryczna odbyć się nie mogła, bowiem
prelegentka nie była przygotowana na szereg kwestii postawionych przez
audytorium.
W konsekwencji zebrano szereg pytań nurtujących osoby zainteresowane
i obiecano uzyskać informacje od osób znających zagmatwaną tematykę prawną
i odpowiedzieć na następnym spotkaniu, które ma się odbyć za dwa tygodnie...
Przyznam, że byłem zbulwersowany niebywale tym spotkaniem, gdyż w całości
jego organizacja, jak i sposób potraktowania etnicznej grupy polskiej od
samego początku jest naganne i mocno lekceważące.
Zorganizowanie spotkania zarówno pierwszego, jak i obecnego
jest potraktowaniem nas jako marginesu społecznego, który jest zainteresowany
swoim losem w późnych latach swego życia, gdzie wielu z nich spędziło często
połowę swego życia, pracując w Kanadzie dla dobra wybranej wspólnej Ojczyzny.
Jest to przecież umowa międzypaństwowa, której celem jest rzetelne
informowanie osób zainteresowanych o prawach i obowiązkach w układzie
wzajemnej zależności.
Odnoszę wrażenie, że gdyby dotyczyło to innych nacji, to przebieg
byłby skończony na bezgranicznych protestach i zakłóceniach porządku publicznego.
Czy organizatorzy spotkania nie wyciągnęli wniosków z poprzedniego
bałaganu, jaki miał miejsce w salach audytorium przy JPII?
Dlaczego jesteśmy traktowani przez Kongres Polonii Kanadyjskiej
jako żebracy domagający się prawdziwych informacji na temat swojej przyszłości
po odpracowaniu daniny.
Czyżby KPK nie mógł zadbać o właściwą salę na określoną ilość
osób spodziewanych w spotkaniach??
Czyżby organizatorzy spotkań nt. umowy międzynarodowej nie mogli
nająć odpowiednich profesjonalnych interpretatorów umowy potrafiących się
zarówno wysłowić, jak i znać szczegółowo wykładnię ważnych przepisów prawnych...?
To skandal, jak jesteśmy traktowani w skali międzynarodowej i powinniśmy
się upomnieć o właściwą kulturę traktowania.
Przybyliśmy do Kanady w dobrych intencjach z ogromnym zapałem
i często większą wiedzą zarówno naukową, jak i zawodową. Zmusiły nas często
warunki losowe; wojna, gdzie wielu żołnierzy poległo w obronie prawa
do wolności, jak i czynniki losowe; okupacja niemiecka i sowiecka w ujarzmionej
Polsce oraz często potrzeba sprawdzenia się w innych warunkach i powierzenia
swych losów Nowej Ojczyźnie - Kanadzie.
Myślę, że zasługujemy na godne traktowanie rządu kanadyjskiego
i pozostajemy z nadzieją, że zostanie przywrócona nam godność rzeczywistych
obywateli zamieszkujących ten kraj, a organa policji nie będą zabijały
niewinnych Polaków.
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Szanowny Panie, myli Pan porządki rzeczy - spotkanie
w bibliotece to nie inicjatywa KPK, każdy - również Pan - może zebrać grupę
ludzi i zaprosić na nie urzędników ministerstwa, aby udzielili informacji.
Udzielą ich tyle, ile mają kompetencji. Jeśli Pan jest zainteresowany wyjaśnieniem
problemów polskich emerytów mieszkających w Kanadzie, proszę zebrać ludzi,
pieniądze, wynająć salę i zaprosić, kogo Pan uważa za stosowne.
Nikt za nas niczego nie zrobi! Niech Pan zacznie coś
robić, a wszyscy Panu pomogą. Tak to działa.
"Bitwa pod Grunwaldem" w
Toronto: czy tylko
nieporozumienie?
Szanowny Panie Redaktorze,
Właśnie przeczytałam w Gońcu nr 1/2010 poważny artykuł
pana K. Zarzeckiego pt. "?Bitwa pod Grunwaldem= w Toronto: czy tylko
nieporozumienie?".
Mimo obszerności artykułu, napisanego zresztą po czterech miesiącach
od mającego miejsce, opisanego w nim gorszącego wydarzenia, nie znalazłam
w nim odpowiedzi na podstawowe, nasuwające się pytanie: kto zaprosił do
Toronto teatr Studio ze sztuką, szkalującą Polskę i Polaków?
Zawarte w niniejszym moim liście uwagi opieram wyłącznie na wiadomościach,
uzyskanych po przeczytaniu artykułu p. K. Zarzeckiego. Osobiście
"sztuki" nie oglądałam, przebywając w tym czasie w Europie.
Pytanie, o którym wspomniałam wyżej, przewija się wprawdzie na
łamach obszernie przedstawionych rozważań autora artykułu na temat tego
przedziwnego "spektaklu", ale pomimo starannego przeczytania jego nieco
przydługiego tekstu nie znalazłam na nie odpowiedzi..
Będę zobowiązana autorowi tekstu za podanie na łamach Gońca osób
i/lub instytucji, które spowodowały wystawienie "Bitwy pod Grunwaldem"
na scenie w Toronto.
Rozwijając moje pytanie, chciałabym dowiedzieć się:
1. kto był inicjatorem zaproszenia zespołu teatru Studio z tą
konkretnie "sztuką";
2. kto faktycznie zaprosił zespół teatru Studio, wpisując, jakoby,
wspomniane widowisko nawet do kalendarza obchodów 70. rocznicy napadu Niemiec
na Polskę;
3. kto był sponsorem honorowym i finansowym tej antypolskiej
imprezy? Pan K. Zarzecki pisze, że był współautorem (sic!) programu tego
widowiska, a więc nie może on nie posiadać informacji, o które pytam, choć
dyskretnie pomija je w swoim ponad 10-kolumnowym elaboracie.
Dziękując Redakcji za uprzejme pośrednictwo, dołączam serdeczne
Życzenia Noworoczne.
Ewa Zawistowska
Od redakcji: Niniejszym pośredniczymy, dziękujemy za życzenia.
Na państwo trzeba zasłużyć?
Do państwa trzeba dorosnąć...
Artykuł Andrzeja Kumora jest celny, ale wymaga komentarza, wymaga
pewnego uzupełnienia. Już sam tytuł jest nietrafny. My, jako Naród Polski,
mamy na państwo zasłużyć, by to państwo odebrać w nagrodę? Od kogo? Problem
jest inny. Po prostu coraz mniej jesteśmy Narodem, a coraz bardziej cofamy
się do tego stanu świadomości naszego społeczeństwa, które nazywamy ludem.
NARÓD to jest taki LUD, który dorósł do utworzenia i utrzymania własnego
PAŃSTWA. Inna definicja, ale nie sprzeczna, to taka: PAŃSTWO jest najwyższą
formą istnienia NARODU. Myśmy, jako Naród, cofnęli się w rozwoju. Dlatego
najważniejsza jest kondycja naszego Narodu, jego jakość, jego witalność.
Po Konferencji Wersalskiej Naród Polski nie był jeszcze na takim stopniu
rozwoju, by uzyskać darowane mu Państwo. Wywalczył je osobiście Roman Dmowski
wraz z Ignacym Paderewskim w Wersalu, potem Józef Klemens Piłsudski budował
siłę naszego państwa. Niepotrzebnie jednak ruch narodowy dał się skłócić
z ruchem niepodległościowym. Narodowi potrzebne jest państwo. Państwo jest
najwyższą formą istnienia narodu. Jednak państwo, które odrywa się od narodu,
a tym bardziej państwo, które działa przeciw narodowi, nie tylko jest karykaturą
państwa, ale staje się wrogiem narodu, który je zamieszkuje. Taką sytuację
mamy dzisiaj. Milionom Polaków trudno przyznawać się do Państwa Polskiego,
które polskim jest jedynie z nazwy, które często działa wbrew i przeciw
Polakom, które nie reprezentuje żywotnych interesów Narodu Polskiego. Dlatego
każdy z nas w swojej rodzinie, wśród kolegów, w swoim środowisku - musi
pracować nad kondycją, nad moralnością, witalnością i tożsamością Narodu
Polskiego, tak, aby w przyszłości zdolny był on do zbudowania i utrzymania
WŁASNEGO państwa, Państwa Polskiego, polskiego nie tylko z nazwy. Państwo
Polskie musi był własnością Narodu Polskiego. Naród Polski musi być suwerenem
we własnym państwie.
Andrzej Marszałkowski
AMarsz@wp.pl SN-RN@wp.pl
***
Czy można prosić o adres Pana Józefa Szoppe? Organizujemy zjazd
dołów pierwszej "S"...
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Marszałkowski
Od redakcji: Tytuł jest trafny - jak się na państwo nie zasługuje
(bo się jest słabym, głupim, leniwym), to się go nie ma - my, Polacy, zapłaciliśmy
za tę lekcję olbrzymią cenę i dlatego dzisiaj wszystkim lekkoduchom powinniśmy
ją wtłaczać przez gardło do mózgu.
Szanowny Panie Redaktorze!
Ostatnio czytałem artykuł p. A. Załęskiego o obozie w Traiskirchen
w Austrii. Ja tam byłem wcześnie i także to wszystko musiałem przeżyć,
jak wielu z nas. Chciałem dodać, że w pięknej, starej i kulturalnej Austrii
jest także "zamordyzm" - tylko że w białych rękawiczkach, i odnosił się
przeważnie do nas - Polaków. Inne narodowości (dawni sojusznicy) to mieli
się o wiele lepiej niż my. Chciałem jeszcze dodać, że na tym trzecim piętrze
to była tzw. przejściówka i żandarmi pobierali odciski palców itd. Gdy
któryś z nas zrozumiał pytanie, to było "Bitte schoen, Danke shoen" itd.,
a kto nie zrozumiał, to sypała się łacina, tak jak z drugiej wojny
światowej, na nas. Chyba znacie to... Ludność, u której myśmy pracowali
nielegalnie, była przychylnie nastawiona do nas. Po rocznym pobycie wyjechałem
do Kanady jak prawie każdy z nas.
Obóz - niezbyt to dobrze wyglądało, ale nie było innej
możliwości, jak nie miało się rodziny w Kanadzie.
Pozdrowienia,
Kajtek
PS Rodacy, którzy nie przeszli przez obóz, przeważnie nie rozumieją
nas.
Kajtek
Od redakcji: Wie Pan, akurat ja przeszedłem i rozumiem - pozdrawiam
Andrzej Kumor.
***
Rydzyk mówi "Trzeba być mądrym, żeby nie być biednym". Świetna
nauka. Czy spytał red. Kumor owego zakonnika przy tej okazji, czy składał
śluby ubóstwa? Jeśli tak, to jaką usłyszał odpowiedź? Łatwiej będzie wielbłądowi
przejść przez ucho igielne niż Rydzykowi wejść do Królestwa.
Marek
Od redakcji: Szanowny Panie, bieda to nie tylko brak dolarów.
Niech Pan się o duszę o. Dyrektora nie martwi, wystarczy, że Pan zadba
o własną. No i proszę sobie poczytać trochę, na czym polega "ubóstwo chrześcijańskie".
Mnie tego uczyli na katechezie w podstawówce, Pana nie?
***
Sprzedaż Highway 407 w 1999 wzbudziła moje rozczarowanie do Kanady. Zastanawiałem
się tylko, kto i ile za ten deal wziął, okradając wszystkich Ontaryjczyków.
Próbuję jakoś znaleźć sens w tej transakcji. Ludzie wybudowali sobie drogę,
aby z niej korzystać. Włożyli w to własną pracę, dali swoje materiały,
maszyny i grunt, ale musieli ją sprzedać, aby za nią zapłacić. Więc nie
dość, że się przy tym napracowali, to jeszcze mieli za to zapłacić... no
ale komu właściwie, jeśli sami dla siebie ją robili... Przecież nie płaci
się sobie, gdy się robi coś dla siebie. Tak jest w systemach domkniętych
czy odosobnionych, a precyzyjniej względnie odosobnionych. Natomiast gdy
mamy do czynienia z systemem otwartym, wówczas może dochodzić do takich
paradoksów, że trzeba płacić komuś z otoczenia systemu za to, co system
sam wytwarza dla siebie. Ma to miejsce, gdy system wyzbywa się niektórych
esencjalnych elementów, bo może korzystać z elementów spoza systemu. Tu
można dojść nawet do absurdalnego wniosku, że aby nie płacić komuś, najlepiej
jest zaprzestać wytwarzania rzeczy dla siebie, nawet tych niezbędnych.
I taką propagandą jesteśmy karmieni na co dzień, że oto trzeba
ograniczyć wydatki na służbę zdrowia, szkolnictwo itp., bo to kosztuje
pieniądze. Że oto władze robią drogi i inne inwestycje publiczne, przez
co doprowadzą swoich obywateli i całe następne pokolenia do ruiny finansowej,
bo kto za to wszystko zapłaci... Z tego wniosek, że likwidujmy szkoły,
szpitale, policję, armię, nie budujmy dróg i innej infrastruktury, a wtedy
nastanie prosperity finansowa, bo nie będzie trzeba komuś za to wszystko
płacić. No i wszystkim będzie wtedy już dobrze. Tu przydaje się pojęcie
rozrachunku gospodarczego. Na szczycie tego rozrachunku jest państwo jako
szczególny podmiot rozrachunku. Szczególny, bo samo państwo jest podmiotem
nadrzędnym w stosunku do wszystkich pozostałych, gdzie wszystkie podmioty
rozliczają się z państwem za pośrednictwem systemu podatkowego.
Dochodzimy tu do swoistej antynomii, czy państwo jest podmiotem
nadrzędnym również dla siebie? Wszystko wskazuje na to, że państwo rozlicza
się ze swojej działalności za pośrednictwem tzw. budżetu. Więc istnieje
jakiś podmiot nadrzędny nad państwemÉ Kto lub co jest tym podmiotem, oto
kluczowe pytanie. Wiele odpowiedzi podsuwają wynajmowani ideolodzy, aby
odwieść nas od uświadomienia sobie, jak naprawdę działa metasystem. Ale
my prawdziwą odpowiedź znamy.
Bartłomiej Wolins
Od redakcji: Oczywiście, że państwa muszą się rozliczać z "podmiotem
nadrzędnym" - jest nim międzynarodówka pieniądza.
GONIEC NR 2/2010.
Szanowna Redakcjo Gazety "Goniec"!
W ostatnim numerze Waszego pisma, które czytam dzięki ciekawym
artykułom i Poczcie "Gońca", w której każdy może wyrażać swoje myśli i
spostrzeżenia, przeczytałem list L. Wałęsy, który doprowadził mnie do pasji
i wytrącił z równowagi. W związku z powyższym chcę wyrazić swoje zdanie
na temat tego człowieka, którego poznałem w Polsce, bo przecież w swojej
Ojczyźnie przeżyłem prawie całe swoje życie. Może to będzie głupia wypowiedź
z mojej strony, ale jak piszecie, listy mądre lub nie, ale je drukujecie,
więc proszę o umieszczenie mojego listu w Waszej Poczcie.
Nas, Polaków, którzy go nie popierali i nie docenili za taką
ofiarę, za taki sukces, jak pisze L. Wałęsa, nazywa bezmyślnymi łajdakami,
a jego zwycięstwo nie mieści nam się w głowach, zwąc nas głupcami. Pytanie,
o jakie zwycięstwo i Cud nad Cudami, jak pisze L. Wałęsa, mu chodzi, przecież
nie on przyczynił się do obalenia komunizmu, ale cała rzesza ludzi, którzy
tej wolnej i demokratycznej Polski pragnęli od lat. Przecież te liczne
strajki, bojkoty, demonstracje uliczne, ulotki drukowane przeciw komunistom
czy czasopisma i biuletyny nie były ważne? Tylko on, sam Wałęsa - wielki
mi bohater! Dlaczego nie pisze o współzałożycielach Niezależnego Związku
Zawodowego później nazwanego "Solidarność"? Dlaczego nie pisze o więzionych,
torturowanych w bestialski sposób, mordowanych i represjonowanych? Siebie
uważa za człowieka, który przyczynił się obalenia komunizmu. Śmieszne?
Więc dlaczego w pierwszych wyborach wygrał S. Tymiński z Kanady, wielki
demokrata, ale do tego nie mogli dopuścić komuniści ubecy, no i Wałęsa,
dlatego że bali się, że może wprowadzić w Polsce ład i porządek i rozliczyć
ubeków i komunistów z czynów, których dokonali, więc tego człowieka splugawili
i że nie z Polski, unieważnili wybory. Dla nas starych L. Wałęsa to zwykły
"krzykacz", który zyskał poparcie wśród stoczniowców, no i nie dopuścił
do głosu związkowców ze swego otoczenia, dlatego przyjaciele z grona założycieli
związku nie byli mu przychylni i o to ma do nich pretensje, że go nie popierali
i obecnie odgraża się braciom Kaczyńskim i innym, że się na nich odegra.
Pamiętam również, jak w drugiej turze wyborów nie było kandydatów, tylko
został L. Wałęsa, który wykrzykiwał, jakie zmiany należy wprowadzić w Polsce,
no i wszystkich komunistów i ubeków należy puścić "w skarpetkach", myśmy
starzy na niego nie głosowali, bo wiedzieliśmy, jaki to samolub, bałwochwalca
i dureń. Wybory wygrał, bo część ludzi uwierzyła temu człowiekowi, ale
czego dokonał w czasie swojej prezydentury, po prostu nic, nadal współpracował
z komunistami i ubekami, jedynie premierów zmieniał jak rękawiczki, żaden
przecież nie mógł wprowadzić żadnych demokratycznych zmian, ale komunistom
i ubiekom taki "głupol" odpowiadał.
Gdy historycy udowodnili w swojej książce, kim był naprawdę L.
Wałęsa, on uważał ich za idiotów, bo jak można było takiego człowieka jak
on tak znieważyć. To dlaczego "Bolek", będąc prezydentem, tak skrupulatnie
oczyszczał swoją teczkę, do której nie powinien mieć dostępu? Teraz, gdy
premier Tusk uznał L. Wałęsę za prawdziwego bohatera, dziwi nas to, bo
jak wiadomo, Premier rodem z Prus (Niemiec) zyskał sprzymierzeńca, który
go popiera. Jak wiadomo, Premier doprowadza naszą gospodarkę do ruiny,
pewnie dąży do tego, aby Polski nie było, tylko stała się republiką niemiecką,
bo przecież niczego nie dokonał mimo obietnic przedwyborczych i jeszcze
się dziwię, że tylu Polaków życzy sobie, aby został prezydentem.
Z poważaniem,
B. Małek
Od redakcji: Wałęsa, jaki jest, każdy widzi.
Szanowny Panie Redaktorze!
Od dawna chciałem odpisać na Pański artykuł "To jest właśnie
polityka". Ja byłem na zebraniu w sprawie polskich emerytur i poznałem
Pana. Pański artykuł jest bardzo dobry, ale na zakończenie Pan nadmienia,
że "my nie mamy swojej reprezentacji politycznej, nie mamy posłów federalnych
i prowincyjnych" itd.
Panie Andrzeju - coś tu nie gra, bo w gazetach ogłaszają się
jacyś posłowie. Mam pytanie, dlaczego panowie posłowie nie przyszli na
zebranie w sprawie polskich emerytur? Czy o tym zebraniu nie wiedzieli?
A może dokładniej - nie chcieli wiedzieć? Bo po co zawracać sobie głowę
jakimiś starymi ludźmi i ich problemami?
Na zebraniu nie mieliśmy nikogo, kto by nas bronił, czuliśmy
się jak sieroty - czyli bez ojca i matki. Pan Lizoń prowadził zebranie
i tłumaczył, ale to było za dużo jak na jedną osobę. Zwracam się do Państwa
z zapytaniem, gdzie podział się nasz polonijny kwiat inteligencji? - Tacy
prawnicy, dziennikarze i politycy? Dlaczego nikt nie przyszedł z naszej
sobotniej telewizji (rannej i wieczornej)? A co się stało z naszymi stacjami
radiowymi? Także zapomnieli??? Słowem - mamy tutaj kabaret! Co do panów
posłów, to chciałem dodać, że za niedługo będą wybory i tak jak mówi stare
przysłowie, przyjdzie koza do woda, i panowie posłowie przypomną sobie
o nas, bo bez naszego wsparcia nie mają żadnych szans.
Pozdrawiam
Kajtek
PS Dla p. Lizonia posyłam pozdrowienia, podziękowania, wiem,
że zebranie było trudne do prowadzenia, bez wsparcia naszej inteligencji...
Kajtek.
Od redakcji: Szanowny Panie, panowie posłowie się nie starają,
bo są interesowni. Po co się przejmować kimś, kto nie głosuje? Przecież
to strata czasu... A tak dla sportu zapytam, jak Pan sądzi - według Pana
oceny - ile osób z obecnych wówczas na sali głosowało w ostatnich wyborach
w Kanadzie?
Szanowni Państwo
W GI KWORUM zamieszczony został felieton zatytułowany "Kaszuby
polskie". Głównym założeniem felietonu jest próba pozyskania inwestora,
bądź grupy inwestorów, dla sfinansowania zakupu Ośrodka w Wieżycy. Liczymy
na to, że wśród ogromnej rzeszy polonusów znajdzie się ktoś, komu bliskie
są zarówno sprawy polskiej własności, intelektualnego i fizycznego rozwoju
młodzieży oraz wzmacnianie tego pięknego regionu naszego kraju, zgodnie
z polskim interesem narodowym. Uważamy, że ważne jest, aby ten piękny obiekt
nie trafił w ręce hochsztaplerów, którzy masowo wykupują dorobek naszych
przodków. Musi to być ktoś, kto posiada odpowiednie środki, które
właściwie ulokowane, mogą przynieść doskonały efekt finansowy, w nieodległym
czasie. Ośrodek ten nigdy nie przyniósł strat, choć dotychczasowe zarządzanie,
z różnych powodów, nie pozwalało na pełne wykorzystanie jego możliwości.
Centrum Wypoczynkowe gotowe jest, by zapełnić je turystami, młodzieżą
szkolną, uczestnikami konferencji szkoleniowych, kursów zawodowych
(realizowane dla grup z Petersburga i innych miast Rosji). Szacowany zwrot
nakładów, to okres dwóch - trzech lat, w zależności od wielkości inwestycji.
Istnieje prawie pewna możliwość uzyskania środków z Unii Europejskiej,
na rozwój turystycznego Regionu Kaszub - do 40-50 proc. wartości obiektu,
po jego zakupie. Obecne wykorzystanie ośrodka oscyluje wokół 20-30 proc.,
jednak przy prawidłowym działaniu informacyjno-reklamowym, już w roku bieżącym
może ono wzrosnąć do 70 proc. Szczegółowe informacje uzyskać można, kontaktując
się bezpośrednio z pomysłodawcą przedsięwzięcia, panem Mieczysławem Sysem
(m.sys@poczta.onet.pl).
Od redakcji: Panowie Polacy - jest okazja, wszak za moment
będzie to niemieckie...
Bitwa o prawdę
Raz jeszcze dziękować musimy p. Krzysztofowi Zarzeckiemu, że
zdobył się na odwagę i napisał prawdę o "bitwie pod Grunwaldem", która
rozegrała się w Toronto, kilka miesięcy temu. Piszę o odwadze, bo sam p.
Krzysztof Zarzecki przyznaje, że też maczał palce w tej "bitwie", na szczęście
tylko przed "bitwą", i ma odwagę po "bitwie" w Toronto, pokazać jej prawdziwe
oblicze.
Ale brakuje mi w tym opracowaniu jeszcze kilku szczegółów, moim
zdaniem bardzo istotnych. Pamiętam, że przed tym widowiskiem, na zebraniu
Gminy 1 ZNPwK, kandydat do tej Gminy, p. Mirosław Polatyński, wielkim głosem
zapraszał, aby jak najwięcej osób przyszło na to widowisko i aby zapraszać
też naszych kanadyjskich znajomych. Natomiast już po widowisku, obruszał
się jako "autorytet polonijny", tak to wtedy odebrałem, że Polonia torontońska
nie stanęła na wysokości zadania, a nawet powiedział mocniej, że chyba
my, Polacy, nie rozumiemy współczesnej sztuki, skoro tak wielu z nas zareagowało
z oburzeniem na to widowisko. Myślę, że artykuł p. Zarzeckiego wszystko
wyjaśnia. Ale chętnie bym przeczytał na tych łamach i inne opinie, jeśli
znajdą się odważni, aby je przedstawić.
Brakuje mi również informacji o tym, kto konkretnie sprowadził
tę "bitwę" do Toronto? Kto ją sponsorował? I kto jeszcze uczestniczył w
tym przedsięwzięciu?
Mam nadzieję, że odwagi tym osobom nie zabraknie i na łamach
"Gońca" przeczytamy, kto i dlaczego przedstawił w Toronto tak haniebne
widowisko.
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Wie Pan, do wyrażania opinii jeszcze nie trzeba
wielkiej odwagi, trzeba tylko chcieć.
Apel do posłów Ontario
Droga Redakcjo!
Niedługo a w życie wejdzie haracz "HST" i wszystko będzie droższe,
bo to łańcuszek na zasadzie naczyń połączonych. Niewiele możemy uczynić
w tej mierze, ale powinniśmy wszyscy, jak jeden mąż, zwrócić się do naszych
posłów w następnej sprawie. Mianowicie pan Premier Ontario chce prawem
kaduka sprzedać 3 dochodowe firmy. To tak jakby ktoś pozbywał się kury
znoszącej złote jajka!!! Tłumaczenie takiej transakcji koniecznością pokrycia
długów jest co najmniej szokujące, bo umniejsza się dochody przez ich pozbycie
się, a ktoś inny będzie czerpać krocie. Podatnicy zaś, czyli my wszyscy,
będziemy ciągle coraz bardziej duszonym źródłem dochodu.
Dlatego każdy Ontaryjczyk powinien wystosować protest typu:
"Dear ...(imię posła)
I hope to see You opposing the idea of selling provincial assets:
OLG, LCBO, Hydro One/OPG.
It is absolutely not in public interest to sell profitable properties.
It is like selling geese that lay golden eggs!!!"
Nie pojmuję, dlaczego tak łatwo niszczy się ogólne dobro i kreuje
nowe zniszczenia. Czas szybko ucieka, tak że jeszcze przed wyborami
nasi posłowie będą chcieli zajaśnieć akcjami, więc nie obawiajmy się bombardowania
ich naszymi opiniami.
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Po mnie choćby potop - tego nie wymyślili w Ontario,
a jest to dewiza naszych kadencyjnych "mężów stanu" - kłopoty zostawiam
następcom.
***
W USA, w odróżnieniu od Europy Zachodniej, kościoły są pełne,
ale i tutaj coś zaczyna się psuć.
Dziadowie obecnych polonusów, ciężko pracując i ciułając dolary,
byli w stanie budować piękne kościoły, plebanie, szkoły katolickie, domy
narodowe itd.
Dzisiaj natomiast, ksiądz z mojej parafii apeluje w każdą niedzielę
o ofiarność. Diecezji brooklyńskiej i naszej parafii na Greenpoincie grozi
bankructwo. Przeciętnie w niedzielę zbierają na tace 7 tys. dolarów, ale
dla zapłacenia podatku biskupowi i dla utrzymania parafii potrzeba 14 tys.
dol. Mimo tych apelów, Polacy dają nadal na tacę przysłowiowego dolarka.
Miejscowe Radio Rytm, które nadaje msze, wiadomości z Polski, muzykę polską
itd., również zostanie zamknięte. Właściciel, który liczył na ofiarność
Polaków, zainwestował i przeliczył się. Równocześnie w Polsko-Słowiańskiej
Unii Kredytowej (polonijny bank) polonusi uzbierali 1 miliard dolarów.
Czy taka organizacja nie mogłaby pomóc parafiom polskim, radiu czy innym
organizacjom? Mogłaby, ale wydaje setki tysięcy (a może nawet miliony)
dolarów na procesy sądowe.
Wokół Unii kotłują się różne koterie. Wiceprezeska KPA Bożena
Kamińska razem ze swoim mężem prawnikiem sądziła Unię o 80 mln dolców.
Wprawdzie ostatecznie zrezygnowała, ale jak mówi przysłowie, "Polak i przed
szkodą i po szkodzie jednakowo głupi", ponownie wybrano ją i jej kumpli
do Zarządu PSFUK, a jej męża powołano do Komisji Rewizyjnej.
Czy można się dziwić niektórym imigrantom z Polski, którzy odsunęli
się od polskiego grajdołka i są szczęśliwi, że mogą żyć poza nim?
S. Sas
Nowy Jork
Od redakcji: Koterie są wszędzie, gdzie są pieniądze, w Nowym
Jorku widać to bardzo wyraźnie, zaś Polacy odsuwający się od polskiego
grajdołka z reguły kiszą się dalej, z tym że w grajdołku zagranicznym.
Po prostu, i tu, i tam trzeba mieć siłę, żeby wstać i przewietrzyć pomieszczenie.
GONIEC NR 1/2010.
***
Wszelkiej pomyślności w zdrowiu i pracy życzę Redakcji "Gońca".
Przypadkowo trafiłem na przegląd prasy polonijnej. Zazdroszczę
Wam życia w wolnym kraju... bo my tu w polskiej prowincji UE tego nie mamy.
Raz Oświeceni... dają nas pod kuratelę ruską... teraz "oświeconą"... mam
67 lat i pozostaje jedynie niesmak i pustka...
Józef
Od redakcji: Stare porzekadło mówi, że trawa zawsze wydaje
się bardziej zielona po drugiej stronie rzeki... Pan Bóg i tu, i tam daje
wyzwania; i tu, i tam "dają po kuratelę", dlatego trzeba nauczyć się wierzgać.
***
Czy w rządzie Tuska ludzie przynajmniej mają przeciętny ludzki
rozum i jakiekolwiek sumienie, bo trudno w to uwierzyć. Afera hazardowa
i jej komisja to szopka na Wiejskiej. Ci co wykryli aferę, teraz są sami
ofiarami tej afery, to paranoja. Kamińskiego stawia się przed prokuraturą.
Członków komisji Wassermanna i Kępę przesłuchuje się jako świadków, a jednocześnie
oskarżonych. Sekuła mówi, nie wolno wam zadawać żadnych pytań, to my jesteśmy
od tego. Takie metody rządzenia były podobne za komuny, Hitlera czy Heroda.
Ten rząd nie ma nic wspólnego z demokracją lub socjalizmem, to jest dziwny
twór, który trudno jakoś nazwać.
Ale rząd ten wybrali ludzie podobni do tych rządzących i dalej
wierzą, że Polska jest najlepszym krajem w Europie wg propagandy Tuska
i jego popleczników. Są ludzie w Polsce, którzy by lepiej rządzili, ale
ich się nie dopuszcza, szczególnie gdy nie mają poparcia finansowego. Nawet
w PiS-ie są ludzie lepsi od obecnego prezydenta czy byłego premiera, ale
bracia nie oddadzą swojej władzy dobrowolnie i nie dopuszczą nawet ludzi
ze swego obozu na kandydatów. To jest komunistyczno-unijna kołomyja.
Obecnie niepokojące są wydarzenia w Iranie. Jak to może być,
że naród irański wywodzący się z tej samej rasy semickiej, tak samo jak
inne kraje Bliskiego Wschodu, w tym i Izrael, nie mogą się pogodzić jako
bracia, łączący się wspólnymi korzeniami semickimi. Są śmiertelnymi antysemitami,
jedni dla drugich. Walczą ze sobą na śmierć i życie. Czy ciągle im za mało
przelanej krwi i ofiar?
S.W.
Od redakcji: Szanowny Panie, bracia zabijają się od zarania
dziejów; od Kaina i Abla, to normalne, nie ma co się dziwić. Oczywiście,
że nikt nie oddaje władzy dobrowolnie, bo jak to po raz kolejny przytoczę
za piątą żoną Mao Tse-tunga, byłą prostytutką z Szanghaju - "seks jest
dobry tylko na początku, władza nie nudzi się nigdy!".
Globalne ocieplenie
Szanowny Panie Redaktorze, chciałbym nawiązać do Pańskiego artykułu
dotyczącego globalnego ocieplenia, dorzucając parę słów, które może ujawnią
brak logiki w rozumowaniu niektórych niedouczonych "geologów". Otóż, jak
powszechnie z fizyki wiadomo, woda posiada największą gęstość przy +4 stopniach,
co sprawia, że lód, który jest lżejszy od tej wody, unosi się na jej powierzchni.
Czy zatem gdyby nawet miało miejsce domniemane działanie czynnika cieplarnianego,
powierzchnia wody mórz by się podniosła? Przecież lód Arktyki pływa na
powierzchni wody, więc jakie to ma znaczenie, czy to jest lód, czy też
woda? Jak ten właśnie lód z Arktyki podgrzejemy do temperatury powyżej
0 stopni, wówczas jego gęstość się zmniejszy, a więc teoretycznie poziom
wody w oceanie powinien się obniżyć. Nie wiem doprawdy, kto logicznie myślący
potrafi mi udowodnić, że rozpuszczenie lodów na biegunach podniesie poziom
wód oceanów o pół metra? Króliki się rodzą w mózgach i tyle. Również proste
doświadczenie fizyczne podgrzania wody w garnku wykazać może zwiększoną
intensywność parowania, więc po prostu w konsekwencji obniżenie lustra
wody. Skąd u licha ma być ta woda, która w wyniku globalnego ocieplenia
klimatu zaleje nasze wybrzeża? Może to ta woda, która cały czas chlupie
w tonach artykułów uzasadniających wzięcie za mordę łatwowiernych humanistów,
dla których to, co napisałem, jest wyższą matematyką nieprzyswajalną mózgom
wyćwiczonym w laniu wody?
Serdecznie pozdrawiam, życząc Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
oraz życząc Szczęśliwego Nowego Roku.
Stefan Caputa
Od redakcji: Wie Pan, chodzi chyba o to, że na razie ten wieczny
lód w wodzie nie pływa, lecz siedzi na skale, stąd nie wypiera wody, w
momencie, gdy zacznie pływać, wyprze tyle wody, ile sam waży, i stąd możliwość
podniesienia poziomu - tak to chyba tłumaczą. Prawo Archimedesa jest w
programie fizyki dla szkół podstawowych - a przynajmniej było za naszych
czasów...
***
Zdrowych, radosnych Świąt Narodzenia Bożej Dzieciny oraz wielu
łask bożych w Nowym A.D. 2010 Roku dla Państwa, Zespołu Redakcyjnego, Czytelników
przesyłają
D.A. Jamróz.
PS Chciałbym b. serdecznie podziękować też Czytelnikom "Gońca"
za wspólne tworzenie konta "Pomoc dla Rodziny Lewandowskich", na które
złożyliśmy prawie 8 tys. i które jest już zamknięte. Ale to nie ilość dolarów,
też ważna, ale pokazanie, że wspólnie otoczyliśmy opieką tę Rodzinę i inne,
otworzyliśmy serca - była i jest najważniejsza w tego rodzaju "akcjach"
uwrażliwienia na "potrzeby" Człowieka obok, o ile potrafimy Go dostrzec.
25 lutego miną dwa lata od śmierci Edyty, 28 lutego - Msza św. w Chrystusie
Królu.
Od redakcji: Podziękowania przekazujemy.
Droga Redakcjo!
Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz
Do Siego Roku, w którym dostatek, radość i pogoda ducha oby były chlebem
powszednim Polaków i Czytelników.
Musimy wszyscy pamiętać, że za słowami "dziel i rządź" nie kryją
się przyjaciele i że łatwo być manipulowanym, nie zdając sobie z tego sprawy.
Przykładem tego może być sytuacja w Polsce, a tu w Kanadzie może nawet
i "umowa emerytalna", zawoalowana i niby pod egidą KPK reprezentującego
nasze interesy (może komuś zależy, aby zdyskredytować KPK?).
Królujący niepodzielnie pan Tusk, który doszedł na wierzchołek
władzy, by rządzić Polską, choć...!!! swego czasu mówił, że
"polskość to: nieszczęście, czarna dziura" etc.; nie myślę, że jest przyjazny
Polonii, tak bardzo polskiej, że chyba więcej polskiej niż sporo
otumanionych rodaków w systematycznie niszczonej Ojczyźnie. Macki
pewnych sił sięgają wszędzie, więc czujność i roztropność jest nad wyraz
ważna.
Odmienność opinii czy krytyczne głosy nie powinny być bodźcem
do napaści na osobę wypowiadającą się o czymś z dezaprobatą - a mieliśmy
niedawno tego przykład w "rodzaju uderzenia poniżej pasa" np.: przez słowo
"chamstwo" za to tylko, że ktoś był innego zdania (czytelnik na czytelnika!!!
- sprawa emerytur i p. Lizonia). Notabene przypuszczalnie pan Lizoń
nie widział zakamuflowanych kruczków i wynikłych z tego reperkusji (przed
ogłoszeniem "umowy")... może więc jako poseł będzie mógł niejedno naprawić/zmienić,
bo to należy do polityków (chcę tu przypomnieć, że niektórzy kanadyjscy
przedstawiciele władzy, dla uniknięcia podatków, którymi sami obarczają
"szaraczków", a więc i emigrantów z Polski, rejestrowali swe firmy poza
granicami na jakichś tam biednych wyspach - w przeciwieństwie do nich polscy
emeryci uczciwie z polskiej, skromnej emerytury, a nie krociowego dochodu,
rozliczają się w Polsce, a z kanadyjskiego w Kanadzie).
Krytycznych głosów należy słuchać, a nie bagatelizować czy gnębić
za odmienność zdania. Dobrze, że mamy "Gońca", który jest forum dla wszystkich
i miejscem do zgody (nie lubię słowa platforma, bo coś mi to przypomina).
Nie dajmy się skłócić nikomu, nawet w obliczu rozbieżności zdań, i popierajmy
te środki masowego przekazu, które służą dobru Polski i Polaków, nie bojąc
się mówić o najbardziej drażliwych sprawach uczciwie. Żeby coś zmienić,
należy przecież wszystkie "za" i "przeciw" przeanalizować, by dojść do
kompromisu. Nie dajmy zniszczyć Radia Maryja, Naszego Dziennika,
TV Trwam i uważajmy jeszcze raz na macki starające się usidlić nas za Oceanem.
Szczęśliwego Nowego Roku jeszcze raz i serdecznie życzę
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Dziękujemy za miłe słowa, ponieważ bycie "forum"
najczęściej kończy się tak, że dostajemy po głowie od obu stron...
GONIEC NR 52/2009.
Polonijni "Janosikowie"
Słuchając wypowiedzi i komentarzy różnych sprawozdawców telewizyjnych,
radiowych zarówno w kraju, czy też w naszych lokalnych programach, możemy
wnioskować, jaki pogląd ma dana stacja.
Minęła kolejna rocznica 13 grudnia. W programie o godz. 11.00
można było usłyszeć o negatywnej, wręcz antypolskiej działalności ówczesnego
komunistycznego rządu polskiego. W programie "Z ukosa" w wiadomościach
nie było nic wspomniane, tylko w reportażu redaktora Wichrowskiego uciekinierzy
samolotem z Polski do Szwecji wspominali, że uciekli dlatego, że był stan
wojenny w Polsce.
Podczas pobytu w Polsce, 11 listopada byłem gapiem podczas uroczystości
niepodległościowych w Gdańsku. Obok mnie stał mężczyzna z dziewczynką na
ramionach, która zapytała: "tata, co ci młodzi ludzie krzyczą?". Oni krzyczeli
"Precz z komuną". Tata skomentował krótko: "to są tacy ludzie, którzy zabierają
bogatym, a dają biednym". Pomyślałem od razu, że to muszą być "Janosikowie",
których teraz nie brakuje w naszej społeczności w Toronto. No cóż, każdy
ma różny punkt widzenia zależny od miejsca siedzenia, jak ta mała dziewczynka.
12 grudnia w Polish Studio była duża relacja odnośnie do święta
"Czarnej Staszki", którą to zaproponował Bob Rae w parlamencie w Ottawie.
Propozycja została przyjęta przez obie partie, żeby taki dzień miał miejsce
23 sierpnia każdego roku w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow. Jak się zdążyłem
zorientować, w przygotowania tego miał duży wkład poseł Partii Liberalnej
Borys Wrzesnewskyj, który sympatyzuje z polską grupą etniczną. Słuchając
Boba Rae, postawił sobie duże wezwanie unieważnienia tegoż paktu. On sam
tego nie będzie mógł zrealizować, potrzebna będzie mu pomoc nie "Janosików",
bo ktoś mówi, że oni są Polakami i na nich trzeba głosować. Tu już nie
chodzi o to, czy on jest Polakiem, bo nikt tu nikomu nie sprawdza metryki.
Trzeba patrzeć, co zrobił pozytywnego dla sprawy polskiej i dla Polonii.
Janosikowie niech popierają się we własnym gronie.
Nie wszyscy znają rezolucje w ww. pakcie, a które obowiązują
do tej pory. Między innymi zaborcy podzielili się między sobą dobrami narodowymi,
które są obecnie w posiadaniu instytucji niemieckich, ukraińskich, litewskich,
czy też białoruskich. Niemcy i Litwini są członkami Unii Europejskiej i
NATO. Ukraińcy mają wielkie aspiracje wejścia do tych organizacji. Poseł
Borys Wrzesnewskyj jest łącznikiem pomiędzy rządami kanadyjskim i ukraińskim
do załatwienia spraw pomiędzy tymi rządami. Powinniśmy wykorzystać jego
sympatię do Polonii i wiedzę, żeby zostały zwrócone skarby kultury Narodu
Polskiego i były dostępne dla wszystkich. Chodzi tu o Ossolineum we Lwowie,
którego muzealne zasoby niszczeją, bo na ich konserwację nie ma pieniędzy.
To nie jest w interesie Ukraińców, bo oni sami nie mają pieniędzy na swoje
dobra kultury, żeby je konserwować.
Była już propozycja niektórych środowisk polskich, żeby we Lwowie
zrobić Polski Ośrodek Kulturalny w budynku Ossolineum. Pierwszy niepodległy
premier po upadku komunizmu nie wywiązał się z tego zadania. Krótko skwitował:
komu to potrzebne, teraz są ważniejsze sprawy.
Teraz, gdy mamy granice otwarte w Europie, rozwiązanie takiego
problemu jak Ossolineum jest możliwe, tylko muszą być obopólne chęci. W
tych poczynaniach nie może zabraknąć Polonii i posła Borysa Wrzesnewskiego.
Dlatego Polonia powinna zadbać o to, żeby on był i wspomagał nasze sprawy,
bo jak pokazał, ma duży potencjał, żeby dopiąć tego, co zaplanował. Tak
dalej.
Władysław Dziemiańczuk
Toronto
Od redakcji: Popieramy.
***
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Kłania się Lech Wałęsa.
Przeglądając teksty w Internecie, można zwątpić w sens służenia ideałom,
można zwątpić w patriotyzm. Nigdy nie przypuszczałem, że za taką ofiarę,
za taki sukces, oceniać będą mnie w wielu przypadkach bezmyślni łajdacy.
I o co Wam właściwie chodzi. O to że oddałem wszystko, co miałem, Ojczyźnie,
że nic się nie liczyło, tylko uczciwa walka o wolną Polskę, o to, by była
Wasza, nie sowiecka, nie komunistyczna. Udało się - to był Cud nad Cudami.
Więcej i lepiej nie mogłem zrobić. Przekazałem pełne zwycięstwo, mówiąc
bierzcie w swoje ręce. To że efekty tak wielkiego i mądrego zwycięstwa
są takie, jakie są, to wynik waszego angażowania się, waszych wyborów,
waszego pilnowania. Co potrzebujecie pały sowiecko-ZOMO-wskiej. Nie mieści
się w głowie taka głupota nie wszystkich, ale wielu z Was. Dla wielu z
Was można zrobić wiele, ale z Wami nie da się nic wielkiego. Wszystko co
mi zarzucacie, o co macie pretensje do mnie, to nieprawda, to wersja SB
i wymyślona przez moich kolego-wrogów, na wszystko możecie uzyskać dowody.
Ja jestem idealista i dałem z siebie wszystko, co może dać człowiek. Nie
zapominajcie, że to ja właściwie jednoosobowo poprowadziłem Was do największego
zwycięstwa w dziejach i przekazałem to w Wasze władanie, co z tego zrobiliście,
to już wspólna sprawa i wspólne szcz.albo ni.
L. Wałęsa
Od redakcji: Publikujemy, bo symptomatyczne.
Szanowny Panie Andrzeju!
Ten mijający Rok Pański 2009 obfitował w wiele rocznic naszej
polskiej historii, tysiące wydarzeń na całym świecie. Napisano miliony
stron i filmów, nadano tysiące orderów z Noblem włącznie pokojowym i innymi.
Ciekawa sprawa powstała wokoło prezydenta Obamy. Otrzymał Nobla i nikt
nie wie, za co? Nawet on sam nie może mówić, o co chodzi. Tak jak nikt
do dzisiaj w USA nie rozumie, dlaczego w Białym Domu siedzi czarny prezydent.
Czy te Amerykany całkowicie pogłupieli? Czy nie można powiedzieć uczciwie,
napisać, że świat ma po dziurki w nosie góralskich rządów. Na zawsze. Czy
do tego trzeba mieć inteligencję po przodkach, nie można jej nabyć drogą
nauki?
Naszą inteligencję wybito w Katyniu, więc jej nigdy nie będziemy
mieli, choćby każdy Polak miał tytuł profesora. Inni mogą mieć inteligencję
nabytą, nie muszą mieć przodków. I nie mają, bo im wymordowaliśmy wraz
z Adolfem. Nie ma i nie będzie końca "polskim obozom", bo nie mamy inteligencji,
aby ich zaciągnąć na szalę Temidy. I ciągle brak nam mamony. Możemy pracować
po 25 godz. na dobę, a kieszenie są puste.
Polska była, jest i będzie potęgą świata z wyjątkiem lat 1945-1989.
"Guzika nie damy". Zadaliśmy potworny cios hitlerowcom, Rusom, Czechom,
pod Monte Cassino i w tysiącach bitew świata wygraliśmy, tylko nigdzie
nie defilowaliśmy, nie wiwatowaliśmy triumfu. Dzisiaj nasz minister zagranicy
chce defilować w Moskwie z beczkami pustymi z napisem "Patriot" Made in
USA. Polska armię rozwiązała całkowicie. Mamy tylko oficerów inteligentnych
i parę piechurów. Tak udowodnił Jan w programie "Warto rozmawiać". Nie
spodobało się to publice i też oceniła, że NATO będzie nas bronić, ale
tylko 7 proc. w razie czego. Stocznie zamknięto i próbuje się je sprzedać,
"dać za darmo" naszym góralom, bo statki wyszły z mody na świecie, a szczególnie
te polskie były "very agli". Kumuna nie wpadła na sposób rozwiązania problemu
na Wybrzeżu, a oni raz, dwa, cały problem z robotnikami rozwiązali od Pacyfiku
po Ural. Pan Sikorski chce ze swoją żoną, aby Pałac Kultury
wyburzyć. Superpomysł, bo to skradziona technologia z Zachodu przez Ruskich
wyburzono w N. Jork. Dlaczego nie? Wszystkie podobne. Rozwalić 1000 szkół
w ojczyźnie, zbombardować resztę zakładów, szpitali, nie będzie co rozkraść.
Jeden już wymyślił, że wszystkie kościoły, posiadłości katolickie są własnością
górali, i to ma sens, spadek po bracie Jezusie. Ja też o spadek po bracie
bym walczył. Dlaczego nie? Na całym świecie jest co zabrać. Ci sami, co
uczyli nas, jak powinna wyglądać demokracja, wolność słowa, religii, prywatność,
mówią obecnie co innego o 360 stopni. Za komuny ksiądz uczył mnie religii
w szkole i wisiał krzyż, dopiero Breżniew kazał zdjąć krzyż, tylko nie
zmienił swojej niedzieli "Woskresienie" Zmartwychwstanie i mają do dzisiaj.
Taki to komunistyczny kraj, takie zło świata.
Zaczęto teraz od Italii, od środka. Mają 80 proc. swoich w kościele,
niedługo zaczną pisać przemówienia Benkowi XVI. Litwa, Ukraina, Zaolzie
było zawsze nasze, za Boga Ojca, Syna i Ducha, co chciał Bandera, Gonty,
Adolf? To co mamy teraz i będziemy mieli jeszcze, już budują im pomniki.
Tak wymądrowała nasza inteligencja z Katynia i teraźniejsza. Szkoda
tylko zniszczeń, dziadków, babć, ojców, i że nie było Jana Pietrzaka i
nikt go nie posłuchał, wywołać wojnę USA i na drugi dzień się poddać w
ręce naszym braciom starszym w wierze na zawsze.
Obrzezanie kobiet to barbarzyństwo religijne, mężczyzn również,
chyba że są niereligijni. To można. Tak uchwalono. Za bardzo nie ma czym
teraz handlować. Samochody nie idą, to wymyślili, że smrodem można. Najbardziej
smrodzimy my i świnie, przez to powstała z tej mieszanki H1N1. Obecnie
H1N1 sfolgowała, żebyśmy zrobili zakupy na "holiday season". Po zakupach
wróci na pewno i na czas olimpiady ustąpi. Paru może trzeba będzie taserem
przywitać w Vancouverze, ale to nieszkodliwe dla sportowców, tylko dla
notorycznych pijaków.
Na Lizonia nie głosować, to nie nasz góral. Ojczulki z Gdańska,
Torunia, J. Góry w głowę teraz zachodzą i ja też, na kogo psioczyć? Kumuny
nie ma, ZSRS niet, Polski też nie ma. Ja myślę, od Nowego Roku 2010 płacić
podatki na czas, pościć, to idzie podobno na zdrowie, i żyć z jałmużny,
nie myśląc, co jutro pokaże. Od myślenia jest inteligencja góralska.
Wesołych Świąt.
Piotr Samotny
Od redakcji: Każdy swój rozum ma.
GONIEC NR 51/2009.
Panie Andrzeju
Problemu zła i cierpienia pan nie rozwiąże i lepiej niech nie
próbuje tego robić, bo wychodzi z tego żenada, czego przykładem jest artykuł
"Korpuskularno-falowa natura dobra i zła".
To nie żadni "Pierwsi Rodzice" są winni temu wszystkiemu, lecz
pierwotne źródło zwane Przyczynowością. Starożytni wiedzieli o tym. I to
nie brak wiary w boga, lecz błędna koncepcja boga, wpajana od wieków przez
tradycję judeochrześcijańską sprawia, że wciąż jesteśmy barbarzyńscy i
mamy więcej pytań niż odpowiedzi na pytania związane z naszą egzystencją.
Na ścianach egipskich, hinduskich, greckich i innych starożytnych budowli
znajdujemy szczątki cennej starożytnej wiedzy, niestety odrzuconej i potępionej
przez chrześcijaństwo. Owszem, są ciekawe książki na ten temat, ale one
nie są popularne w dzisiejszych czasach.
W każdym razie, takie artykuły są szkodliwe, bo zamiast wydłużać
listę odpowiedzi, wydłużają listę pytań.
Pozdrawiam
Wojtek
Od redakcji: Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Generał Jaruzelski powinien garować...
Ostatnie publikacje IPN na temat zachowania gen. Wojciecha Jaruzelskiego
tuż przed stanem wojennym rozpaliły na nowo dyskusję w sprawie odpowiedzialności
twórców stanu wojennego. Spróbujmy to uporządkować, by materiał ten mógł
służyć do sądowego rozliczenia zbrodniarzy, a nie kolejnego bicia piany...
W grudniu 1981 generał Jaruzelski miał następujące, niesiłowe,
możliwości:
1. Nic nie robić. Proszę zwrócić uwagę, że najbardziej
spektakularna akcja "Solidarności", strajk ostrzegawczy w marcu 1981 po
wydarzeniach bydgoskich, powaliła władze na kolana, na cztery godziny stanęła
cała Polska... ale ten strajk odbył się pod hasłem "Prowokacja bydgoska
to atak na rząd gen. Jaruzelskiego!". Generał miał olbrzymi kredyt
zaufania od "Solidarności", czego nie wykorzystał bądź roztrwonił...
2. Podać się do dymisji...
Co dzisiaj należy zrobić w sprawie generała:
3. W sprawie stanu wojennego niewiele... Dubczek też był zwodzony,
a decyzja o interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji zapadła
w ostatniej chwili... Sama prośba Jaruzelskiego o "pomoc" towarzyszy radzieckich
wygląda wiarygodnie i tak z pewnością było, i to była zdrada stanu, za
co generałowi należy się, co najmniej, garowanie... Tylko co innego notatka
w zeszycie-pamiętniku adiutanta, a co innego dowód sądowy, w Polsce jest
demokracja, i adwokaci generała będą odwracać kota ogonem, bo to jest prawo
każdej demokracji... W sądzie trzeba przesłuchać świadków - Rosjan, którzy
byli w tamtym czasie, w tamtejszej nomenklaturze, a tacy świadkowie,
nawet gdyby się zgłosili do polskiego sądu, to bądźmy realistami, żywi
się nie pojawią - patrz niejaki Piotr Jaroszewicz, któremu zachciało się
mówić...
Co powinien zrobić generał...?
Skoro tyle mówi o swoim honorze, to powinien wynająć sobie jednoosobową
celę, ubrać się w elegancki pasiak i pogarować jeden dzień w tygodniu...
tak z własnej woli...
Na zdrowiu nie zaszkodzi, do surowych warunków i skromnego jedzenia
przyzwyczajony, nie pije i nigdy nie pił, demonstrantów przegonią klawisze,
no to gdzie będzie przez ten jeden dzień w tygodniu lepiej... Piszę to
bynajmniej bez żadnej złośliwości, gdyby generał był mądry i posiadał choć
odrobinę honoru, toby tak zrobił, z korzyścią dla własnej osoby i podniesienia,
z najniższego poziomu, choćby o szczebel, swego miejsca w historii...
Jakich zbrodni wolna Rzeczpospolita na pewno nie powinna odpuścić?
4. Żadnych stalinowskich, tam się miele powoli, ale się miele...
No i Grudzień 1970 jest bolesną zadrą, która zbyt długo nie jest osądzona,
ja bym wyodrębnił dwie "podsprawy" z tego procesu, które można szybko osądzić,
a chodzi o:
5. Prowokacje esbecji, wybijanie szyb wystawowych w Gdańsku
i wyrzucanie towarów na ulicę, by zrzucić winę na robotników... Tu sprawa
jest jasna, rozkaz padł, za to należy się wyrok, może niewielki, ale byli
esbecy powinni za to odpowiedzieć.
6. Najpotworniejsza zbrodnia polityczna w Polsce po 1956
r., mord robotników na górnej rampie kolejki elektrycznej na stacji Gdynia-Stocznia,
w czwartek, 17 stycznia 1970 roku. To była prowokacja, by "umoczyć" wojsko...
W godzinach tych krwawych wystąpień wystarczyła iskra w wojsku, by ono
przeszło na stronę społeczeństwa... Ludzie złapali milicjanta i kazali
mu zjeść mundur... Spalili Komitet Wojewódzki PZPR w Gdańsku, zaatakowali
gmach KMMO, nigdzie nie zanotowano ataków na żołnierzy... Nie było żadnej
podstawy do użycia broni, każdą taką demonstrację można było rozpędzić
zwykłymi sikawkami, zwłaszcza w zimowych warunkach... Tu był strach przed
społeczeństwem i strach przed buntem w wojsku, stąd rozkaz dla specjalnego
oddziału przebranego w mundury wojskowe, by strzelać do zwykłych
ludzi wysiadających z kolejki i podążających, zgodnie z nawoływaniem władzy
z poprzedniego dnia, do pracy... Tu nie ma żadnego pola manewru dla adwokatów
tamtejszych zbrodniarzy, im szybciej "Krwawy Czwartek" byłby wyodrębniony
do osobnego osądzenia, tym lepiej...
Andrzej T. Chronowski
Mississauga, Ontario
Od redakcji: Szanowny Panie, kierownictwo zbrodniczej organizacji,
jaką była PZPR, powinno było zostać postawione przed sądem za sam fakt
przynależności. Nie było rozliczenia komunistów i stąd cały kłopot.
***
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Dla wielu naszych rodaków
na emigracji to bardzo podniosły czas. W tym okresie Świąt jesteśmy szczególnie
dla siebie uprzejmi i życzliwi. Przesyłamy sobie nawzajem życzenia, żebyśmy
żyli zdrowo i szczęśliwie. Żeby nam się wiodło, a wszelkie troski i nieszczęścia
omijały nas i naszych bliskich.
I zapewne tak będzie, musimy w to tylko wierzyć i żyć nadzieją,
że wszystko się to spełni. Musimy też pamiętać, że w innych rodzinach i
środowiskach ludzie przeżywają podobne chwile. Są też tacy, którzy na emigracji
są zupełnie sami i takim jest szczególnie ciężko. Są z własnej woli, albo
musieli wyjechać, gdyż sytuacja ekonomiczna we własnym kraju zmusiła ich
do tego.
Będąc w Kanadzie, poznałem wielu Polaków i wiele charakterów.
Tak jak w życiu, są ludzie dobrzy i są źli. Są ludzie, którzy rozumieją,
co to nowo przybyły do obcego kraju, jak on się czuje, co myśli, o kim
myśli. Rodzina daleko, myśli się o nich, trzeba myśleć też o sobie.
Dobrze, jak w takiej sytuacji spotyka się ludzi życzliwych, którzy
rozumieją, którzy szanują, którzy nie zapomnieli jeszcze swojego przyjazdu
do Kanady, którzy mają w pamięci swój początek. Jeśli pamiętają, to wiedzą,
jak było ciężko. Tacy pomogą, mamy dla nich wtedy głęboką wdzięczność,
to się pamięta.
Jednak pamięta się też tych bardzo, a może bardziej, którzy nie
rozumieją takiej sytuacji, a raczej nie chcą rozumieć. Bo jak zapomnieć
tych, co są nam coś winni, a że przeważnie przyjazd do Kanady wiąże się
z zarobieniem pieniędzy, winni są nam pieniądze.
W Kanadzie jak ktoś pracuje, to pracuje ciężko. Większość Polaków
ze względu na słabą znajomość angielskiego i blokadę lepszych stanowisk
przez rodowitych mieszkańców Kanady pracuje na budowie, a tu warunki nie
są najlepsze. Praca na budowie kosztuje wiele wysiłku, energii i zdrowia.
Nie można tu mówić, że praca to przyjemność. Pracując tak, spodziewamy
się odpowiedniego wynagrodzenia, tak w okolicach stawek, które ustalają
unie pracownicze, tj. ok. 30 CAD. Jednak o tym można tylko pomarzyć . Trzeba
pracować za 10, 15 i sukces, jeśli to jest 20 CAD/h. Jednak co w tym jest
najgorsze, że mimo tych stawek nie wypłaca się wszystkich pieniędzy. Proszę
pomyśleć, co czuje człowiek, który pracował ciężko, pracę swą wykonał bardzo
dobrze, lecz nie otrzymał za to wynagrodzenia. Przyszedł czas wypłaty,
lecz niestety pieniędzy nie ma. Obiecuje się, że za kilka dni, za tydzień,
miesiąc, a nierzadko dochodzi do tego, że z wypłatą czeka, aż ta osoba
wyjedzie do Polski. Ten, co winien, nie powie, że nie wypłaci, tylko ściąga,
aż do momentu gdy jedziemy do kraju, i wtedy - to już jest szczyt bezczelności
- usłyszymy, że przyślą nam pieniądze do Polski. Wtedy to już można zapomnieć
o pieniądzach. Opowiadał mi znajomy, że w Polsce czekał długo na swoje
pieniądze, lecz niestety. Mimo próśb, telefonów i listów dłużnik nawet
się nie odezwał. Jak to nazwać, czy jest jakieś określenie oddające skalę
tej podłości?
Już wkrótce Wigilia, to bardzo ważny, rodzinny dzień, to szczególny
dzień, tak jak już wspomniałem na początku, życzymy sobie nawzajem wiele
dobrego. W tym dniu nie powinno być człowieka świętującego ten dzień i
który by był winny coś drugiemu. Jeśli tak nie będzie, cóż warte są te
życzenia, co warte jest puste słowo. Tak łatwo sobie wyobrazić w tej chwili
tę osobę, której jesteśmy coś winni, i wiemy, że na pewno teraz jest w
zgoła innej sytuacji jak my. Też jest z rodziną, też składają sobie życzenia,
ale jednocześnie ma świadomość, że córce nie mógł kupić tak upragnionego
laptopa, na którego zarobił, bo niestety, zły pracodawca nie wywiązał się
z powinności, która jest podstawą w relacjach pracownik - pracodawca, czyli
nie zapłacił.
Ty się śmiejesz, jesteś szczęśliwy, bo dzięki temu, że nie zapłaciłeś
komuś, kupiłeś sobie kilka butelek whisky więcej. Będziesz mógł zaprosić
gości i opowiadać, jaki z ciebie biznesmen, ilu zatrudniasz ludzi i jacy
oni gamonie. Ty jesteś bosem, opowiadasz, że tuż po świętach jest dwutygodniowa
przerwa, ty jedziesz na Kubę. Wybyczysz się, będziesz tylko leżał i pił.
Znajomi będą cię chwalić i podziwiać, aprobując twoje plany.
Zobaczmy drugą stronę.
Jak się czuje ten, któremu jesteś winien pieniądze? Jest bardzo
smutny, że mimo iż pracował ciężko, nawet czasem motywował swego bosa do
wzięcia coś ekstra do roboty, żeby trochę więcej zarobić i zrobić swej
rodzinie niespodziankę. Niestety, pracował, lecz nie ma pieniędzy. Cholernie
to przykre, jak ukryć przed rodziną to wielkie rozczarowanie. Nie ma sposobu,
lecz została obietnica, że następny rok będzie lepszy. Nie zostało mu nic,
tylko obiecać, że druga Wigilia będzie lepsza, że teraz się cieszy z tego,
że wszyscy są razem, i to jest największe szczęście.
Ty, który uważasz się za wielkiego bosa i masz świadomość krzywdy,
którą wyrządziłeś swemu pracownikowi, możesz zdobyć się na odrobinę przyzwoitości
i spowodować, żeby następna Wigilia dla niego i jego rodziny była tak samo
udana jak twoja. Przynajmniej w takich kategoriach, o jakich ty myślisz.
Zrób to, masz szansę być człowiekiem.
Jeśli tego nie zrobisz, nie waż się mówić o innych źle, krytykować
kogokolwiek, a zwłaszcza że wszystkiemu winni są Żydzi, bo akurat tutaj
winien jesteś ty.
Jednak wierzę w ciebie, mimo że wiem, to kusi, cholernie kusi
zatrzymać pieniądze komuś, kto wobec ciebie jest bezbronny, bo bez statusu.
Bo do kogo taki człowiek ma się zwrócić?
Jednak ty też jesteś człowiekiem, a człowiek to brzmi dumnie
i zrobisz to, wierzę w ciebie.
Polacy, jak i inne narody chcą zaistnieć poza granicami kraju,
lecz niestety imają się sposobów nie zawsze przyjętych w ogólnie dostępnych
konwencjach, jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy. Tym sposobem, bardzo
niedobrym, jest wykorzystywanie swoich rodaków, i to tych, którzy mają
najkrótszy staż przebywania w obcym kraju.
Pisząc tak, chciałem zwrócić na to uwagę, gdyż mam wrażenie,
że nasze społeczeństwo zaczyna aprobować rzeczy jako normalne, takie które
nie są normalne.
Nienormalne jest też wrogie zachowanie się naszego społeczeństwa
wobec siebie nawet w takich miejscach, w których należałoby zachować szczególną
powagę, czyli kościoły. Niejeden raz słyszałem niecenzuralne słowa na parkingu
kościoła przy Cawthra Road. Nie obyło się bez przekleństw i wyzwań w czasie
opuszczania parkingu. Aż trudno pomyśleć, że przed chwilą ci sami ludzie
uczestniczyli w ciszy i skupieniu we Mszy św. Jak trudno jest zaczekać
chwilę i przepuścić inny pojazd. Było tak, że czasami musiała interweniować
policja. A nawet tak, że już regularnie zapraszano policję, żeby kierować
ruchem na parkingu przykościelnym. Idą Święta, do kościoła przyjadą teraz
i ci, co tylko na Boże Narodzenie się pokazują, frekwencja będzie duża,
więc warto pomyśleć też o tym.
Teraz jesteśmy w okresie przedświątecznym, czas na to, żebyś
i ty, drogi czytelniku, wziął sobie do serca to, co piszę. Tak łatwo jest
kogoś skrzywdzić, lecz krzywdę naprawić już trudniej, ale przy odrobinie
dobrej woli jest to do zrobienia. Trzeba coś zrobić, żeby wreszcie stwierdzenie,
które można znaleźć w niejednym periodyku - "mnie sprawia większą przyjemność
coś komuś dać, niż być obdarowanym" - nie było tylko gołym stwierdzeniem.
Będąc w dobrych relacjach my jako społeczeństwo między sobą poprawimy swój
wizerunek wobec innych nacji. Żeby nie mówiono o nas, że Polak to pijak,
złodziej i oszust i jest głupi.
Widziałem kiedyś taką scenkę i znowu przed polskim kościołem,
jakieś nieporozumienie między Polakiem i obcym, który był z towarzyszką.
Ona w pewnej chwili mówi: chodź Deny, to Polak, on i tak tego nie zrozumie.
Sam byłem wściekły, gdy to usłyszałem, lecz niestety nie wiem, o co poszło.
Latem w Centrum Jana Pawła II przy Cawthra Rd. organizowane są
Targi Książki. Właściciel księgarni "Husarz" przy Dundas St. zachęca potencjalnych
czytelników do kupna książek na różne sposoby, organizując konkursy, promocje
i inne ciekawostki, przy tym dwoi się i troi, zachęcając do czytania. Zawsze
podziwiałem jego pasję w tym kierunku. Przygotowuje też zawsze dużo nowości.
Kiedyś kupiłem tomik poezji od Pani Aleksandry Farfał, tomik z autografem.
Zapłaciłem 20 CAD. Z tyłu za mną stało małżeństwo i żona do męża mówi:
- Może my kupimy taki tomik wierszy.
- Coś ty, lepiej kupmy butelkę, to chociaż miło spędzimy czas
- mówili to cicho, ale dla mnie słyszalnie. Zupełne nieporozumienie, po
co w ogóle przychodzić na takie Targi Książki.
Gdy nie raz zagadnąłem kogoś, kiedy ostatnio przeczytał książkę, usłyszałem
w odpowiedzi śmiech i stwierdzenie, że tutaj trzeba zapier... a nie
czytać.
Być może w tym, co piszę, jest dużo krytycznych słów, jednak
nie uważam że za dużo, nie ma podstaw, żeby cieszyć się samouwielbieniem.
Na pewno finansowo wielu Polaków ma się dobrze. Swoje domy, stała praca,
ale duchowo? Część ludzi uważa, że czytanie książek czy gazet to głupota,
a do kościoła wystarczy raz na Wielkanoc i na Boże Narodzenie i już ludzie
będą wiedzieć, żem katolik. Jednak prawidłowość jest zupełnie inna.
Róbmy tak, byśmy się nie wstydzili, że jesteśmy Polakami, żeby
nikt nie mówił o nas Polish jokes.
Całej Polonii życzę Zdrowych i Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia
i Szczęśliwego Nowego Roku bez trosk i zmartwień.
Karol Wierzbicki
Od redakcji: No pewnie, że musimy o tym pamiętać!
Czy Historia lubi się powtarzać?
Poczynania przewodniczącego tzw. komisji hazardowej i premiera
D. Tuska przypominają mi czasy Komisarza Ludowego NKWD - Jeżowa i Józefa
Stalina. Jeżow przy pomocy NKWD bezwzględnie i na szeroką skalę mordował
tzw. wrogów ludu, a Józef Stalin czasami ubolewał publicznie nad tym, co
się dzieje, i w końcu musiał zlikwidować Jeżowa, wykorzystując jego
słynne klatki.
Teraz Premier D. Tusk mówi, iż nie zrobiłby tego, co uczynił
przewodniczący Komisji Śledczej M. Sekuła. Niemal wszyscy wiedzą, że M.
Sekuła robi to na zamówienie swojej partii, której przewodniczy D. Tusk.
Zatem można powiedzieć, że historycy, rządzący teraz w Polsce, wyciągnęli
twórcze wnioski z nauk J. Stalina.
Sondaże wykazują, iż pospólstwo nie zna tych nauk i popiera
D. Tuska oraz Platformę Obywatelską. Ciekawi mnie to, jak długo trwać będzie
ta amnezja i do czego doprowadzi taka polityka.
Z poważaniem i pozdrowieniami
W. Łęcki z Gdańska
Od redakcji: Nie ta skala, trzeba jednak stopniować kanalie.
ARCHIWUM nr 27
ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|