|
|
.. |
Zamieszczamy listy mądre/głupie,
poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy
listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost
do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych
listów.
GONIEC NR 7 (13-19
lutego 2004)
***
Zwracam się do sz. redaktora, Andrzeja Kumora, z zaufaniem zwierzenia
się z bardzo smutnej sprawy mojej, która dotyczy Konsulatu Polskiego RP
w Toronto, Ontario. Dotyczy to "rządców" pana konsula Jacka J. Kisielewskiego
i pana konsula Andrzeja Janika, którzy są władcami od tego co chcą, a im
się nie należy.
Chcę opisać całą dla mnie tragedię, trwającą już kilka miesięcy,
w której panowie konsulowie, a najważniejsi prokuratorowie, wydali wyrok,
od którego nie ma odwołania.
Pragnę na łamach "Gońca" uzyskać informację formalną, rzetelną
- czy Konsulat Polski RP w Toronto może zmieniać komukolwiek nazwisko bez
żadnej podstawy prawnej. Czy pan konsul Jacek Junosza Kisielewski może
pisać do mnie pisma, nadając mi nowe nazwisko? Kto upoważnił pana konsula,
ażeby posługiwał się niewłaściwym nazwiskiem? Kto mi je nadał?
W Kanadzie zamieszkuję ponad 28 lat, tak długo też noszę to nazwisko
Wanda Popienko (od zawarcia ślubu w 1976 roku od chwili przyjazdu
do Kanady). Wszystkie dokumenty wydane były na podstawie aktu małżeństwa
z 1976 - landed-immigrant, dwa paszporty konsularne, które w tym okresie
czasu wydawane były co 5 lat, również paszport polski wydany w 1993 roku,
ważny do 2003, na którym było właściwe nazwisko Wanda Popienko. W lipcu
2003 r. złożyłam ponowną aplikację na paszport polski na 10 lat. Złożyłam
wszystkie dokumenty żądane przez konsulat polski w Toronto. Również poprzedni
paszport, który miałam 10 lat. Pobrano ode mnie opłaty 50% seniorskiej.
Na nowy paszport polski trzeba oczekiwać 6-7 miesięcy.
Nikt tyle lat nie zmieniał mojego nazwiska, mając dokumenty i
również akt ślubu wydany w 1976 roku, od chwili mojego przyjazdu do męża.
Teraz pan konsul J.J. Kisielewski i pan A. Janik twierdzą, że ja nazywam
się nie WANDA POPIENKO, tylko WANDA POPIEŃKO. Bogu dzięki, że nie ochrzcili
mnie dokładnie na inne imię, datę urodzenia, itp, itd.
Kilka pism pisałam do pana konsula, jednego i drugiego, jak również
do Ministerstwa Spraw Zagranicznych - Departament Rejestracji Paszportów
w Warszawie Ul. Stefana Batorego nr 5. Dołączyłam pisma: kserokopię paszportu
polskiego wydanego w 1993-2003., landed immigrant, metrykę urodzenia (list
polecony). Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi!
Dnia 20.01.2004 r. w telefonicznej rozmowie, gdzie kilkakrotnie
się nagrywałam raczył do mnie zatelefonować pan konsul Andrzej Janik.
Na moje pytanie, co dzieje się z moim paszportem, już minęło 6 miesięcy
i nic, odparł: " My nie mamy wyjaśnienia pani nazwiska". Na pytanie przez
kogo, gdzie, kto poinformuje o błędzie, najprawdopodobniej wstawienia kreseczki?
Odpowiedź pana konsula A. Janika była: "Niech sobie pani pisze, to nie
jest nasza sprawa, niech pani ma pretensje do konsula, który wydawał paszport
poprzedni".
Boże ratuj! To jest osoba kompetentna!? To jest konsul postawiony
dla Polonii, ażeby pomóc, udzielić informacji właściwej!? Kto tej pomyłki
dokonał!?
Ja winnam otrzymać pismo od właściwej instancji Ministerstwa
Spraw Zagranicznych, które dokonało bezprawnie zmiany mojego nazwiska,
zniekształciło je. W akcie ślubu jest nazwisko WANDA POPIENKO. Nikt oprócz
sądu nie ma prawa zmieniać nikomu nazwiska, żadna komórka, żadna instytucja,
ani konsulat polski, pan Jacek Junosza Kisielewski, który nawet sam upoważnił
siebie do pisania listów do mnie, zmieniając moje nazwisko. To już kompromitacja
Konsulatu Polskiego RP w Toronto - trzeba mieć potwierdzenie na podstawie
dokumentów. Kto ma taki dokument?
Nie może mieć, bo wszystkie dokumenty i paszporty były na prawidłowe
nazwisko od 28 lat. Konsul nie ma prawa posługiwać się nazwiskiem niewłaściwym
- taka jest opinia radcy prawnego.Tak długo dokąd sprawa nie zostanie załatwiona,
konsul ma "święty obowiązek" wyjaśnienia tego błędu w instytucji, która
dokonała tego błędu, powiadomienia mnie kto doprawił "kreseczki czy ogonki".
Adwokat również informuje mnie, że to nie do uwierzenia, ażeby
pan konsul w konsulacie polskim nie załatwił sprawy przez tyle miesięcy,
oraz pisał "otrzyma pani paszport 10-letni na nazwisko Wanda Popieńko",
moje nowe nazwisko nadane przez pana konsula J. J. Kisielewskiego. Pismo
z dnia 23 września 2003 - tak chce pan konsul i tak ma być. Myśli, że siedzi
u tego, co nad nami, że to co zarządzi to "święte".
Ja przeżyłam kilku panów konsulów, co prawda z żadnym nie miałam
takiej sprawy, ażeby mi nadawał nazwisko!!!
"Niech sobie pani pisze" - podał mi adres Ministerstwa Spraw
Zagranicznych Wydział Paszportów, gdzie ja już pisałam trzy miesiące temu
list polecony bez odpowiedzi.
Dlaczego, tak jak informuje radca prawny, Konsulat Polski w Toronto
nie przesłał dokumentów, które otrzymał z niewłaściwym nazwiskiem. Kto,
jaka placówka dyplomatyczna? To musi być doręczone do rąk własnych, a nie
kosul posługuje się nazwiskiem niewłaściwym. To jest karalne dla osób,
które bez powodu szkalują kogokolwiek. Muszą mieć dokumenty i przestawić
je osobie zainteresowanej.
Proszę o wydrukowanie mojego listu opartego na prawdzie.
Ja noszę nazwisko WANDA POPIENKO, a nie WANDA POPIEŃKO.
Łączę pozdrowienia, stała czytelniczka "Gońca". Pana felietony
są bardzo interesujące.
Wanda Popienko
PS Posyłam akt ślubu z 1976 r, gdzie jest nazwisko moje i męża Fred
Popienko - Wanda Popienko.
Od redakcji: Pani Wando, dla nas zawsze będzie p. Popienko,
bez żadnej kreseczki. Dziwimy się i oburzamy razem z Panią, może pp. konsulowie
raczą odpowiedzieć...
***
Brawo Immigration Canada!
Niniejszym chciałbym się ustosunkować do ubolewań prezydenta
Polski jak i do pewnych uwag zawartych w liście pana Jarosława Stypułkowskiego
w "Gońcu" 6-12 lutego 2004. Osobiście uważam, że prezydent Kwaśniewski
został potraktowany zgodnie z przepisami prawa kanadyjskiego. Miał lądować
w Gander i o ile czytałem, w Gander odpowiednie służby wiedziały o tym
i były przygotowane na przyjęcie prezydenta Kwaśniewskiego jako VIP-a.
Tymczasem Kwaśniewski zjawił się nie tam gdzie go oczekiwano (to, że z
powodu pogody, nie ma żadnego znaczenia). O ile wiem, to nikt z polskich
służb dyplomatycznych nie zaalarmował kanadyjskiego MSZ, że prezydent Kwaśniewski
ląduje w St. John's, a nie w Gander. Tak więc Kwaśniewski "spadł z nieba"
do St.John's, a tam oświadcza, że on jest prezydentem Polski. W tym momencie
pan Kwaśniewski oczekiwał, że kanadyjskie służby graniczne pokłonią się
w pół i powiedzą: "ależ jak najbardziej szanowny panie prezydencie, bardzo
nam miło, prosimy do oddzielnej VIP hali. Co panu podać do picia - wódeczkę,
tylko zimną czy dobrze zmrożoną ?"
A tu tymczasem władze kanadyjskie wcale się nie przejęły tym,
że jakiś nieznany gość z kolesiami oświadcza, że on to prezydent jakiegoś
tam państwa, no i potraktowały go jak zwykłego potencjalnego nielegalnego
immigranta. Pan Kwaśniewski i spółka mieli polskie paszporty bez wiz kanadyjskich
- a pan Kwaśniewski powinien wiedzieć, że do "Canada not visa, not entry,
not Canada".
Pan J.S. pisze, cytuje: "Prezydent Kwaśniewski... był z oficjalną
wizytą w kraju ościennym i pogoda wymusiła na nim to niezapowiedziane pojawienie
się na naszym terytorium". I dalej: " Jeśli Prezydent Polski musiał stać
w kolejce do urzędnika imigracyjnego, to nie obraza obywatela Kwaśniewskiego,
ale obraza to na pewno każdego Polaka" (koniec cytatu).
Bzdura. To, że był w kraju ościennym, wcale nie oznacza, że wobec
tego kanadyjskie służby mają być zawsze w pogotowiu 24 godziny na dobę,
na terenie całej Kanady, tylko dlatego, że w jakimś innym kraju jakiś prezydent
jest z jakąś oficjalną wizytą i pogoda (albo inne okoliczności) mogą go
zmusić do niezapowiedzianego lądowania w Kanadzie. A jak jutro w Toronto
wyląduje ktoś z polskim paszportem i oświadczy, że: "Ja się nazywam Jan
Kowalski i jestem prezydentem Polski", to władze kanadyjskie też mają go
potraktować jako VIP-a?
Na świecie jest około 200 państw, czyli tyle też około "głów
państw", nie mówiąc o różnych premierach etc. I z dużą dozą pewności można
założyć, że każdego dnia parę różnych "głów różnych państw" z różnych krajów
jest z różnymi oficjalnymi wizytami w różnych innych państwach. Tak więc,
jak jutro jakiś prezydent np. Ban Czhu z państwa Bagabongo będzie z oficjalną
wizytą np. w Argentynie i w drodze powrotnej pogoda zmusi go do nieprzewidzianego
międzylądowania np. w Iqaluit, NU, to tam również kanadyjskie służby mają
wiedzieć, że to przecież pan prezydent, więc należy go od razu traktować
jak VIP-a.
Tak zrozumiałem to, co napisał pan J.S.
Do wiadomości panów Kwaśniewskiego i J.S. - przy wjeździe do
jakiegokolwiek państwa obowiązuje zasada, że to nie służby graniczne mają
wiedzieć, że PETENT to jest taka i taka osoba tylko odwrotnie - to PETENT
ma służbom granicznym udowodnić, że on jest tym, za kogo się podaje. A
jak nie udowodni - to prosimy bardzo do oddzielnego pokoju bez klamek i
zatrzymamy, aż do wyjaśnienia. I tu zdaje się leży pies pogrzebany. Wydaje
mi się, że zarówno pana Kwaśniewskiego, jak i pana J.S. zabolało to, że
kanadyjskie służby graniczne NIE ROZPOZNAŁY w panu Kwaśniewskim prezydenta
Polski i w konsekwencji "zrównały go do parteru" i potraktowały jak każdego
innego wjeżdżającego do Kanady bez wizy.
Mogło być zresztą gorzej. Załóżmy, że Kwaśniewski wylądował nie
w St. John's tylko gdzieś na zadupiu w północno-wschodnim stanie Maine,
USA. I tam oświadcza, że on jest prezydentem Polski i domaga się VIP-owskiego
traktowania. Mogłoby się to skończyć tym, że Kwaśniewski i spółka mieliby
założone kajdanki na ręce (tak jak inni w N.Y.C.) i wprowadzeni do pokoju
bez klamek "aż do wyjaśnienia".
Na końcu pan J.S. pisze, cytuję: "...wyobraziłem sobie w podobnej
sytuacji np. prezydenta Busha i natychmiastową inwazję oddziału komandosów
Delta Force..." (koniec cytatu). Spoko, panie J.S. Nie byłoby żadnej inwazji
- można powiedzieć, że prezydenta Busha rozpoznano by w Kanadzie natychmiast
- przecież on jest parę razy dziennie i codziennie w telewizji, więc gęba
znana. A Kwaśniewski czy też cesarz japoński, ani prezydent Niemiec nie
są. No i samolot prezydenta Busha dałby znać władzom kanadyjskim, że nieprzewidzianie
ląduje tu, a nie tam. Zdaje się to samo chciał przekazać red. Marek
Kusiba, ale wygląda na to, że do niektórych to nie dotarło. A więc
jeszcze raz: Brawo Immigration Canada i brawo Marek Kusiba i "Goniec".
Z poważaniem J.K.
Od redakcji: Dziękujemy za list, tę sprawę już komentowaliśmy.
***
Szanowny panie Kumor!!!
Składam tą drogą wyrazy uznania za redagowanie pisma, które może
zadowolić. Czytam z przyjemnością, choć mam garść uwag, co do samej gazety,
z dwóch powodów: po raz pierwszy nie muszę się domyślać, co autor
miał na myśli oraz jeszcze jeden fakt nie do przecenienia - artykuły nie
są "z rozdzielnika". Ten ostatni fakt jest, niestety,
coraz częstszym zjawiskiem. Enuncjacje pana Bełza, że pan go zdradził,
włożyłem między bajki, podejrzewam, że p. Bełz nie pasował chyba do pańskich
pryncypiów (przepraszam za górnolotność).
Jeśli chodzi o uwagi co do samej gazety, oto one: brakuje mi
dat przy serwisach z informacjami - mam wrażenie, że jest tak jak w tych
dowcipach radia Erewań, następna kwestia to tłumaczenie na angielski -
dlaczego w takim razie nie ma w tytule "Polski Goniec"?, wśród miast wymienionych
brakuje Aurora i Newmarket (na marginesie - pan zapewne słyszał o Polonia
York z siedzibą w Newmarket - proszę pójść na stronę www.polskiklub.ca).
Dawno temu pisał jeden pan do gazety, że pana artykuły trzeba
czytać ze słownikiem, bo te przekręty to itd..., jestem z pokolenia, które
właśnie taką mowę rozumie, a po drugie, ma pan chyba coś w sobie z idei
pracy u podstaw, która może się sprawdzić tu i teraz, dość już chyba zrywania
się do lotu. Nie oznacza to, że zawsze się z panem zgadzam, ale najlepiej
jest chyba tak, aby z dyskusji coś mogło się wyłonić.
Ostatnia już sprawa, choć nie wiem, czy to pana personalnie dotyczy,
tytuły w "Gońcu" - te nad wiadomościami - pozostawiają wiele do życzenia,
ale w końcu to pana pismo.
Wasz na zawsze (forever yours)
Frycek Scotchthroat
(Prawdziwe nazwisko
do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Panie Frycku, wszystkie uwagi zostały skrzętnie
odnotowane w kajecie, osobom odpowiedzialnym polecimy po premii... Na koniec
przyznam się bez bicia, że te tytuły sam robię. Mogą się nie podobać...
A. Kumor
***
Szanowny Panie Redaktorze,
Wczoraj przeczytałem pana rozmowę z Kubą Bryzgalskim. Dobra dla
ludzi o niskim ciśnieniu. Choć moim zdaniem, szkoda tyle miejsca w "Gońcu",
by pokazać myślenie "światowca".
Nigdy bym nie chciał spotkać tego malarza, ale już go zobaczyłem,
nawet na zdjęciu - to za dużo. Mam nadzieję, że nie zobaczę go także w
sklepach, gdzie się sprzedaje. Sam określa swą pracę jako "fucha, chałtura,
no z czegoś trzeba żyć", a dalej: "To musi być tak zrobione, żeby się podobało
tym szefom z góry", no i oczywiście po angielsku "That's it". A w dalszej
części "miękka prostytucja". Wiem, że chce zarabiać na chleb, a "tumany"
nie pozwalają utrzymać mu się z malarstwa - powołania, bo się na nim nie
znają.
Ale dalsze myśli malarza zmusiły mnie do napisania tego listu,
by pokazać, że "tumany" nie mają czego żałować.
Najpierw malarz z pogardą mówi o ludziach ciężko zarabiających
łopatą (czyli fizycznie) na swój chleb: "Wolę zarabiać pędzlem niż łopatą".
Otóż czasem taką łopatą trzeba naładować do głowy, o ile głowa podatna
i nie jest za późno. Ale w tym "przypadku" chyba już tak jest. W części
dalszej wywiadu malarz papla "po polsku". Mam nadzieję, że o ile miał takowe,
to już się zrzekł obywatelstwa polskiego, po co ma się męczyć? Mówi "miałem
dosyć Polaków", "nigdy nie postrzegałem siebie jako Polaka, lecz jako element
świata" (sic!), "to, że żyjesz wśród świń, czy ludzi, którzy cię gnoją,
nie znaczy wcale, że ty taki musisz być" i dalej: "Co się dzieje z tym
katolicyzmem?! Najwyższy prawdopodobnie procent katolików w Europie, a
postępują w taki sposób". W tłumie w Polsce denerwował go "kompletny brak
tolerancji". Ma także malarz zdanie na temat środowiska żydowskiego, bo
mówi, że "na zewnątrz się konsolidują tak jak my (kto, panie Kubo?) w trudnych
sytuacjach. I dalej mówi: "Tam nikt nie pierze brudów publicznie" - co
jak słyszy - "wydarza się w środowisku polskim". Ale pamięta o Polakach,
"bo mi pomogli" oraz o przyjaciołach z Niemiec, "gdzie miał przez 11 miesięcy
wspaniały czas" (pewno na koszt państwa niemieckiego), ale nie został tam,
bo "nie chciał się czuć obywatelem II klasy".
Tu już moja cierpliwość i tolerancja się skończyła, dla mnie
bowiem pan Kuba jest "obywatelem zerowej klasy", któremu chcę przesłać
właśnie z "Wesela" słowa gospodarza: "W pysk ci pluje litość moja".
Ale być może "świat" go odkryje, ja już zapomniałem o nim.
Ukłony dla redakcji
Aleksander Jamróz
Od redakcji: Panie Aleksandrze, dokonał Pan "nadinterpretacji"
tekstu. Przyznam szczerze, że ja również wolę zarabiać piórem niż łopatą.
Wiem, bo łopatą pracowałem i nie oznacza to wcale pogardy do ludzi łopaty.
Tu nie ma żadnego związku. Andrzej Kumor
GONIEC NR 6 (6-12
lutego 2004)
***
Szanowna Redakcjo / Panie Andrzeju i Jerzy; Szanowny Panie Andrzeju
Fromm.
Naczytałem się w swoim 60-letnim życiu różniastych gazet (od
stalinowskich do kwaśniewskich, a przez 24 lata na emigracji w Kanadzie
od "Związkowca", "Głosu", "Echa", "Gazety" itd, itp - do..."Gońca"). I
choć nieraz chciałem złapać za pióro i napisać coś do redakcji (nieraz
w złości... a nieraz z radości), to się zawsze w końcu rozpływało. Lubię
pisać i leci mi to wartko. Pióro nie nadąża za myślami. Humanista do końca.
Maturę z polskiego pisałem bez brudnopisu i na 5. Wybrałem nietypowy temat
i oprawili gdzieś to do zbiorów szkoły - "Rozwinąć słowa tow. Władysława
Gomułki ("Wiesława" zresztą) wypowiedziane w przemówieniu na którymś tam
kolejnym zjeździe KCPZPR".
A na emigracji, cóż piszę... najczęściej czeki, a czasem jakąś
aplikację. No, nie zupełnie. Dla własnej przyjemności pisuję opowiadania.
Mam swój mały zbiorek. Nigdy nie próbowałem go wydać, bo robię to tylko
dla siebie. Ot... inni łapią ryby lub chodzą na grzyby. A jeszcze inni
lubią "działać społecznie" i np. zakładają swoje partie czy organizacje
aby móc "rządzić", być "duce". Łacińskie przysłowie mówi: "o upodobania
nie należy się spierać". A ja mawiam dobitniej i krócej: "Każdy ma jakieś
zboczenie" (za Oscarem Wildem).
To był wstęp. Teraz "ad rem": otóż jest to pierwszy list do redakcji,
który napiszę do końca i nie trafi do kosza stojącego obok biurka. Wiem,
że go wyślę na pewno. Mam nawet gotową kopertę ze znaczkiem. To jest list
"z radości", nie "ze złości"!
Dawno, bardzo dawno nie przeczytałem w jakiejkolwiek gazecie
czegoś, co muszę wyciąć i schować do swojej teczki "archiwum". I doczekałem
się. To co napisał w 5 numerze "Gońca" z 30 stycznia Pan Andrzej Fromm,
to jest kawałek serca, kawałek Jego duszy. WSPANIAŁE! Wycinam i chowam
do szuflady! To nie artykuł, ani reportaż, ani felieton. To nie pisanina,
żeby zapchać kolumny i wziąć "wierszówkę" (lepiej wkleić jakąś fotkę z...).
To naprawdę wspaniałe! Musi ruszyć każdego, kto ma choć trochę rozwiniętą
sferę duchową oraz lewą bądź prawą półkulę.
"Zanim umilknie echo" i to motto Lermontowa: "Życie to śmieszny,
głupi żart" - po przeczytaniu 23 strony z dokończeniem na 24, chylę czoła
przed Panem Andrzeju Fromm.
Nie mam się za literata, ani krytyka prasy czy książek. Jako
zwykły człowiek, jedno lubię, drugie nie. I wcale nie wszyscy muszą lubić
to co ja. "Zanim umilknie echo" - tego się nie czyta lecz przeżywa razem
z autorem. Wiem jak trudno przelać na papier to co czujemy w głębi serca,
co przelatuje w myślach. A jeszcze do tego - aby to przeżyli i odczuli
ci co czytają zadrukowane szpalty. Jestem przekonany, że trafił Pan nie
tylko do mojego wnętrza.
Droga Redakcjo - trzymajcie taki poziom dalej. Widać z numeru
na numer, że stawiacie na jakość, a nie na ilość. Chłam zawsze się więcej
sprzedaje! W PRL-u w Warszawie - pamiętam najlepiej szedł "Expresiak";
bywały kolejki zanim dowieźli do "Ruchu". Z wędlin szła dobrze kaszanka
i salceson. Ja wolałem raz na tydzień, ale 20 dkg szynki z małym tłuszczykiem
dookoła. Niech Wasz "Goniec" i nasz też!! będzie takim deserem na weekend.
Czuję sukces dla "Gońca". Może się kiedyś pokuszę i wyślę do Redakcji jedno
z moich krótkich opowiadań (??)
Jeszcze raz gratulacje i podziękowania dla autora tej perełki
- "Zanim umilknie echo". Każdy z nas... "kiedyś popatrzy śmierci w twarz,
oby bez strachu, bez zmrużenia powiek!... a za Antoine De Saint-Exupery
z "Małego Księcia" - dodam: "Zawsze się w końcu pocieszamy"
Pozdrawiam Was Wszystkich serdeczne i życzę sukcesu! Nie łamcie
się: "Psy szczekają, karawana idzie dalej!" Przy wypłacie wyślę do Redakcji
"swoją cegiełkę", aby podeprzeć Wasz fundament. Widać już chyba I piętro!
"Początek wszystkich rzeczy jest najtrudniejszą rzeczą" - chyba Cycero
to powiedział. Robicie doskonałą rzecz!!
Z szacunkiem
Norbert Brandon Wasler
Od redakcji: Proszę przysłać opowiadanie. Z serca dziękujemy
za miłe słowa, przekażemy list p. Frommowi (mieszka w Polsce). "Goniec"
wciąż jest jeszcze na poziomie fundamentów i praca wre... Gdy tylko podrośniemy
i dorobimy się lokalu redakcyjnego - zapraszamy na kawę.
***
Witam
Piszę w reakcji na artykuł pana Kusiby "Pielgrzymi na ziemi obiecanej".
Polaków nielegalnie przebywających w Toronto (GTA) jest
wielu i nikt nie będzie na razie znał dokładnej cyfry. Ta liczba
może przekraczać dwa tysiące.
Problem ten dotarł do mnie przypadkowo mniej więcej rok
temu i spędzam wiele godzin na rozmowach z tymi ludźmi. Duża część pielgrzymów
z okresu wizyty papieża przekroczyła nielegalnie granicę do USA, część
załatwiła sobie papiery poprzez małżeństwo (nawet miłość pojawia się na
zamówienie w tych dniach).
Prawda jest taka jak podpowiada logika. Część z nich radzi sobie
bardzo dobrze, część trochę gorzej, być może gdzieś są skrajne przypadki
bezdomnych. Jednak dla większości największym obciążeniem jest regulacja
ich prawnego statusu.
Ten marginesowy, wydawałoby się, temat jest jednym z kluczowych
problemów polonijnego środowiska. Jest bezpośrednio związany z tematem
bezwizowych podróży naszych rodaków, brakiem naszego wpływu na politykę
kraju w którym żyjemy, itd..
Ten temat wymaga akcji i pragmatycznych rozwiązań.
Nowe projekty imigracyjne nadchodzą (czy ktoś chce wierzyć czy nie ). Niekoniecznie
będą one wygodne dla tych ludzi. Osobiście mam nadzieję że "Goniec" nie
ograniczy się (śladem innych poloninych wydawnictw) do opisów pojedynczych
skrajnych przypadków lub fantastycznych przygód w poszukiwaniu ulotnych
koczowników.
Życzę Państwu powodzenia w rozwoju gazety.
J. Cichoń
Od redakcji: Nie, nie ograniczymy się - nasze łamy otwarte
są szeroko na wszelkie inicjatywy pomocy dla rodaków.
***
Panie Redaktorze
Znowu muszę chwycić za pióro, ponieważ poruszył mnie pański artykuł
pod tytułem "Krzyczmy i my!", który ukazał się w "Gońcu" z dnia 16-20 stycznia,
str. 44. Wiadomo, że ludzie i narody potrzebują mitów, ale to już przeradza
się w pewnego rodzaju manię. Żyjemy przecież i działamy w określonych warunkach
i czasie, powinniśmy zatem, natychmiast reagować na tego rodzaju przekłamania
i zmiany faktów historycznych oraz tworzenia przeróżnych mitów. Przeraża
mnie to wszystko jak niektórzy pismacy i pseudo-historycy fałszują naszą
historię oraz zmieniają ściśle udokumentowane fakty. Patrzeć jak niedługo
napiszą, iż II wojnę światową rozpętała Polska, a biedni i wypędzeni Niemcy
są ofiarami. Przecież człowiek o elementarnej inteligencji nie powinien
wypisywać takich kłamstw i bzdur. Jest to jednak robione celowo, aby nasz
kraj oraz Polaków wyszydzić i poniżyć. Są tacy, którzy za przysłowiową
miskę soczewicy zrobią wszystko. Panie Andrzeju to nie tylko Monte Cassino,
Enigma, polskie obozy koncentracyjne, Powstanie Warszawskie, Jedwabne,
cały szereg filmów szkalujących nasz Naród. Ciekawe zjawisko, że tylko
niektóre jednostki dementują te fałszerstwa, natomiast placówki historyczne
prawie milczą. Podobno nawet jest takowa przy uniwersytecie torońtońskim.
Ambasady i konsulaty również nie dostrzegają tego zjawiska. Nawet prezydent
wszystkich Polaków nie zajmuje żadnego stanowiska w tych sprawach. Dlatego
też chwała i cześć tym, którzy protestują i piszą o tych sprawach prostując
kłamstwa historyczne. Nasuwa się automatycznie pytanie czyżby w tych placówkach
nie pracowali Polacy? Trudno się jednak dziwić, ponieważ kiedy przyjeżdżają
przedstawiciele z Polski, to zwykle nie spotykają się z Polonią amerykańską
i kanadyjską. Spotykają się natomiast z pewnymi nacjami, które im odpowiadają.
Tak było przecież, kiedy to pan Kieres przyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Spotkał się z pewną grupą i pomimo, że toczyło się śledztwo w sprawie
Jedwabnego, to już uraczył nas wyrokiem skazującym. Po jego powrocie, natychmiast
przerwano ekshumację, która wykazałaby prawdę o rzekomym pogromie Żydów.
Bardzo szybko umorzono śledztwo, zmieniając pewne fakty oraz liczbę ofiar.
Najwyższy czas abyśmy nie tylko krzyczeli, a raczej działali energicznie
i zdecydowanie na każdym kroku przeciwko tego rodzaju fałszerstwom. Każdy
niech chwyta za pióro, telefon, e-mail, oczywiście jeżeli czuje się Polakiem,
ponieważ są również wśród nas tacy dla których te sprawy są obojętne, tak
zwani potakiewicze. Oni są zainteresowani tylko i wyłącznie sprawami materialnymi,
ich podświadomość jest równa prawie zeru. Najgorszą jednak rzeczą jest
to, Panie Andrzeju, że Polską już rządzą pachołkowie oraz synalkowie pachołków,
którzy przyjechali na czołgach z Moskwy. Natomiast biedny i otumaniony
Naród przez telewizory oraz szczekaczy w radiu, głosuje na tych panów.
Należy robić wszystko, aby tę sytuację zmienić. Obudź się wreszcie Narodzie,
ponieważ trudno jest żyć w takiej Ojczyźnie gdzie oszust i złodziej jest
na najwyższym szczycie.
Z poważaniem
Stanisław
(Nazwisko, adres tylko dla Redakcji)
Od redakcji: Panie Stanisławie, Pan już się obudził, niech
Pan budzi innych; my staramy się robić to samo na miarę naszych możliwości.
***
Dzień dobry panu
Na wstępie chciałbym pogratulować panu przeprowadzki. Nie za
bardzo orientuję się w niuansach naszego polskiego mikroświatka i dlatego
nie wiem czy jest pan wydawcą "Gońca", ale domyślam się, że przynajmniej
ma pan na niego duży wpływ. Jestem od lat fanem pańskiej twórczości i poglądów.
(mam nawet książkę z pana podpisem) i "Goniec" oznacza dla mnie przede
wszystkim więcej Kumora, a to wystarczyło, bym sobie przestał zawracać
głowę kupowaniem "Gazety".
"Goniec" jest wyśmienity i czytam go z dużą przyjemnością. Ponieważ
jednak usynowiłem pańską gazetę czuję się wręcz w obowiązku troszeńkę skrytykować
jeden z artykułów. Nie mam przed sobą tego egzemplarza, więc z góry przepraszam,
jeśli przekręcę autora (chyba Marek Kusiba; napisał artykuł o wylądowaniu
samolotu z Prezydentem Kwaśniewskim na naszej kanadyjskiej ziemi, i jak
to polski Prezydent nie umiał się zachować wobec naszych urzędników, informując
ich, że nie jest nielegalnym imigrantem, a że jest Prezydentem Rzeczypospolitej.
Uderzyło mnie to bardzo, bo przecież, że prezydent mówi, że jest Prezydentem
jest całkowicie normalne i przyjęte chyba we wszystkich społecznościach.
To, że Prezydent Polski wymaga innego traktowania, też zostało uznane przez
większość krajów świata, istnieją protokoły dyplomatyczne itd., itp. Prezydent
Kwaśniewski nie był na urlopie, ale był z oficjalną wizytą w kraju ościennym
i pogoda wymusiła na nim to niezapowiedziane pojawienie się na naszym terytorium.
Myślę, że urzędnicy kanadyjscy powinni być przeszkoleni także pod kątem
takich sytuacji. Jeśli Prezydent Polski musiał stać w kolejce do urzędnika
imigracyjnego, to nie obraza obywatela Kwaśniewskiego, ale obraza, to na
pewno każdego Polaka. Nie muszę lubić pana Kwaśniewskiego (i nie lubię),
ale muszę szanować symbol, jakim jest jego funkcja w trakcie kadencji i
także po niej.
Autor tego artykułu poucza polskiego Prezydenta o demokracji,
a wydaje mi się, że sam ma braki w tej dziedzinie. Komuniści w Polsce obrzydzili
nam wszystkie symbole, począwszy od łysego Orla do polskiej flagi, z którą
trzeba było iść na pierwszomajowy pochód. Czytając ten artykuł, wyobraziłem
sobie w podobnej sytuacji np. prezydenta Busha i natychmiastową inwazję
oddziału komandosów Delta Force na nasze skromne St. John's w celu zapewnienia
bezpieczeństwa swojemu prezydentowi. Oczywiście, to tylko tak pół żartem
pół serio. To by było na tyle.
Życzę kontynuacji tak wspaniale rozpoczętego dzieła.
Z poważaniem
Jarosław Stypułkowski
Od redakcji: 1. Zgadza się, Kwaśniewskiemu, jaki by nie
był, należy się protokolarny szacunek. 2. Oweszem, jestem wydawcą "Gońca",
pospołu z Jurkiem Rosą 3. Dziękuję za komplementowanie - A. Kumor
GONIEC NR 5 (30
I -5 II 2004)
***
A oto mój artykuł do ostatniego felietonu "Pogarda zabija".
Podobno nasz Redaktor dawniej podpisywał się Andrzej Kumorski,
ale z obawy, aby nie zostać w PRL zaliczony do klasy wyskiwaczy opuścił
-ski. Ja mogę Panu sprzedać moje -SKI, jeśli tylko ma Pan ochotę kupić.
Wszystko jedno, ze względu na oszczędność atramentu i papieru będę moje
-ski też opuszczał.
Stefan Szumnar z Burlington
Od redakcji: W mojej rodzinie, tytułów się nie kupowało
:-) - pozdrawiam, A. Kumorski.
***
Jak Bell ExpressVu traktuje nas Polaków.
W każdym sklepie Bell Company można dostać za darmo folder zawierający
program na satelicie Express Vu. Otworzyłem ich stronę internetową
www.bell.ca/satellite i znalazłem Contact Us, po wpisaniu wszystkich
danych personalnych wysłałem taki komentarz:
As a subscriber of TV Polonia I feel discriminated. Why the other
nations who subscribe International Channel pack pay only $14.95 when the
Polish people have to pay $24.95 for this same pack? Please let me
know.
Jak do tej pory odpowiedzi nie dostałem, może jak więcej osób
zacznie się domagać sprawiedliwości to nas usłyszą. Powtarzam to
co napisał pan Andrzej Kumor: "Krzyczmy i my", ale tak długo aż nas usłyszą.
Wszystkie torontońskie tygodniki drukują program TV Polonia,
jednak nie spotkałem nigdzie wypowiedzi na temat tego programu, bo mnie
się wydaje, że poza kilkoma naprawdę dobrymi audycjami to reszta to wypełnianie
czasu antenowego.
Nie wiem, może się mylę, chętnie przeczytam głosy ludzi inaczej
myślących.
SZS
Od redakcji: Program TV Polonia odzwierciedla cały program obecnej
TVP. Niestety, lotny to on nie jest. Co do Bella; niech Pan do nich zadzwoni.
***
Szanowna Redakcjo GOŃCA/Panie Andrzeju
Mieszkam w Ameryce i od czasu do czasu "wsadzam" nosa w Waszego
GOŃCA... (O Waszym powstaniu i istnieniu wiem z Wirtualnej Polonii, dla
której Pan Andrzej też pisze).
Moja propozycja polega na tym : (dla osób nie zamieszkałych w
Kanadzie): czy moglibyście (łaskawie) w Waszej wersji internetowej zrobić
jakieś "wejścia" na proponowane artykuly??? Innymi słowy: rozszerzyć dostęp
do artykułów, które wydają się ciekawe - a nijak, można je przeczytać,
za pomocą Internetu.
Wyobrażam sobie, że to nie będzie takie proste, aby sprostać
mojej sugestii, ale może jakoś, coś się da zrobić!???
Życzę powodzenia - w każdym aspekcie Waszej ambitnej pracy.
Serdeczne pozdrowienia z Kansas
John (Jan) Popławski
Od redakcji: Powoli rozszerzamy i zapraszamy!
Szanowna Redakcjo!
Nie wiem, na ile to będzie pomocne, ale wysłałem Waszą stronę
internetową www.goniec.net do kilku moich znajomych.
Pozdrawiam
Stefan Szumnarski
Od redakcji: stokrotne dzięki!
***
GONIEC, nowy tygodnik wydawany niespełna od miesiąca w Toronto,
"zagonił" nas do czytania i oceny tej "nowości" wśród rynku prasowego emigrantów
diaspory POLAKÓW w KANADZIE.
Pan ANDRZEJ FROMM pisze: "Nadal skłonni jesteście wierzyć, że
komuniści dobrowolnie oddali władzę?" O Święta Naiwności! Oni napisali
scenariusz i rozdali role. Zaadoptowali, adaptując ją do własnych potrzeb.
To jest ujęte trafnie i oparte na naszych doświadczeniach polskich przemian
w Kapitalizm. Reforma finansowa Balcerowicza pozbawiła oszczędności tych
najsłabszych, przykładem była moja kochana Matka ANNA. Mówiła mi - kup
trumnę za te moje oszczędności i wstaw na strych, niech czeka! Ja z rodziną
się obruszyłem i nie chciałem o tym słuchać.
Matka ze swej renty po mężu, Ojcu MARIANIE, na początku tych
polskich zawirowań uzbierała na tę ostateczność, że nie tylko trumnę, ale
i huczną stypę można było zrobić.
Ale gdy umarła 30 czerwca 1990 roku, to przez te reformy do kapitalizmu
mogłem kupić ledwo jedną deskę do tej trumny. Oto podałem jeden z przykładów,
drastyczny, ale tak realny, bo sam z moją rodziną go przeżywałem.
Towarzysze partyjni i S-bectwo, nawet wojsko i milicja ludowa,
mogli wiązać koniec z końcem. Ale ci niby spadkobiercy: "czarni robole",
buntownicy Solidarności, więzieni ideowcy, wierzący katolicy, zostali puszczeni
jak "dziady kalwaryjskie".
Od nowa pojawili się żebracy, handlarze ze Wschodu, cyganie,
Rumuni i cała obca "bieda wszelka" dołączyła do tej naszej kochanej biedy
polskiej. Teraz po sprzedaży reszty ludowego majątku po byłej Komunie banki
są nie polskie, a rząd jest unijny, europejski, który od maja 2004 liczy
na pensje i stanowiska płatne w EURO.
Naród polski musi się ponownie skupić, skonsolidować, by w przyszłych
wyborach tę całą "sejmową i senacką zgraję" rozpędzić, i te "pijawki" i
"pasożyty" usunąć! W przeciwnym wypadku zgotuje sobie "niewolę z własnego
wyboru na następne lata". Ale jak pan JAN PIETRZAK pisze - "Panowie,
ile można wytrzymać" - czy może trzeba częściej słuchać co wspaniały pan
ANDRZEJ ROSIEWICZ śpiewa - "MILLER Wam da czego nie dam Wam JA".
Dalszy fragment tego artykułu pana ANDRZEJA FROMMA z WROCŁAWIA.
"Człowiek, któremu w latach pięćdziesiątych podpalano stopy, ledwie wiąże
koniec z końcem, a jego kat, ta szuja, która mu w nogi wciskała żar, dziś
szacowny staruszek odcina kupony od sławy. Postkomuna oszukuje nieustannie
wszystkich, i na razie uchodzi jej to płazem."
Nawet sławetny rzecznik prasowy pan JERZY URBAN, co miał "uszy
mieć przybite do asfaltu", żyje w glorii sławy - NIE - i bluźni na wszystkich
wkoło. Nawet narodowe świętości potrafi zbrukać, łącznie z POLAKIEM PAPIEŻEM,
i "włos mu z głowy błyszczącej nie spada".
Czyli DEMOKRACJA jest parawanem i immunitetem nie tylko dla "POSŁÓW"
legalnie wybranych, okazało się przez pomyłkę, przez system wyborczy, progi
partyjne. Dokonano u nas zaiste kuglarskiej sztuczki - obalono komunizm
nie obalając komunistów. PPR=PZPR=SdRP= SLD. Kto tego nie pojmuje nie zrozumie
niczego.
A słowa HERBERTA "Nie w Twojej jest mocy przebaczać w imieniu
Tych, których zdradzono o świcie. Najpierw nienawiść, potem sprawiedliwość,
na końcu miłosierdzie". Po ludzku taka powinna być kolejność. Ale panie
ANDRZEJU FROMM, nasz naród różni się od innych narodów właśnie romantyzmem,
a nie pragmatycznym, WIARĄ OJCÓW - CHRZEŚCIJAN, że na przebaczenie nigdy
nie jest za późno!
Wszystkie wizyty wielkiego PAPIEŻA POLAKA w OJCZYŹNIE uczyły,
łagodziły, uciszały nastroje społeczne. Dzięki temu wciąż POLSKA
istnieje, mimo że "bolesna jest nasza BOGARODZICA".
Ale ma pan rację w tej kolejności ostatniego zdania - jeśli "ONI"
w swym cyniźmie nie popuszczą, czy sami nie odstąpią, może się w POLSCE
tak "zakotłować", że nowej rewolucji już nikt nie wstrzyma. Szkoda tylko
będzie ofiar, "naszych Braci Polaków". Gdy oglądałem te migawki z protestu
"Braci Górniczej" w WARSZAWIE w TV, tu w KANADZIE, to włos mi się jeżył
na mojej 60-letniej głowie - co nieco już w życiu przeżyłem. To nie są
już akty strajku, czy protestu, ale akty desperacji. Jeżeli to się kiedyś
wymknie spod kontroli, a ruszy w żywioł, to szkoda naszego kochanego Kraju
nad Wisłą i Odrą w Koronie!
Jeszcze mam praktyczne pytanie do pana A. FROMMA - kto miałby
to zdanie i jego kolejność urzeczywistnić, egzekwować? Ci, co te historie
niby współczesną soc-komuny jeszcze pamiętają z własnych przeżyć mają już
lat 60 i więcej, ci co pamiętają mniej mają 50 i trochę 40-latki w echach
pamięci i opowiadań ojców i matek. 70-latki to już mała grupka "Homosowietykus"
jak ujmował niezapomniany Ksiądz TYSZNER. Te ofiary systemu i lat 50-tych
w większości leżą w swojej kochanej polskiej ziemi i czasem napisy na kamieniach
cmentarnych coś o NICH mówią.
Większość młodych raczej goni za "szmalem" i chce się ustawić
w zasianej rzeczywistości. Wcale się nie dziwię, ŻYCIA-LIFE nie da się
zatrzymać - dorastają, kochają i dobrze, że jeszcze chcą dać nam wnuczki
by zachować "sztafetę pokoleń". To są wieczne boskie prawa, nie tylko ludzkie.
Dalej pisze pan - "A skoro obrazom kształt nadają ramy, należy
zacząć od ram". "SAPERE AUDE" radził HORACY - znaczy to "odważ się
być". No pięknie, BÓG, HONOR, OJCZYZNA - te najważniejsze polskie słowa
powinni wyjaśniać ojcowie dzieciom, szczególnie synom, a dziadkowie wnukom.
Ale czy o tym wciąż pamiętamy i tak postępujemy? - Oto jest pytanie!
Życie dookoła ma tyle zawirowań i kolorów i codziennych kłopotów,
że niestety na "pryncypia" brakuje czasu, chociaż nie powinno. Próbujemy
dążyć do doskonałości, ale "kryształowych osobników jak na lekarstwo".
Są różne podsumowania historii. Na przykład gdzieś przeczytałem:
"Paradoksalnie - wyścig zbrojeń obu systemów ekonomiczno-społecznych spowodował
załamanie się komunizmu, który nie wytrzymał nadmiaru ich ciężaru dla gospodarki
soc-komunistycznej". I tu jest generalnie prawda. Ale my pamiętamy,
że ten system ulegał wstrząsom, pęknięciom aż "padł w agonii". To się ciągnęło
przez lata. W historii soc-komuny, w POLSCE były daty roku 1956, 1967,
1970, wreszcie rok 1978 - wybór POLAKA PAPIEŻEM. Następnie 1980 rok - eksplozja
SOLIDARNOŚCI i "czarny 13 Maja 1980" - zamach na PAPIEŻA i w 1981 roku,
13 grudnia stan wojenny. W USA wybór na prezydent ROLANDA REGANA, 4 marca
1984 roku MICHAŁ GORBACZOW W ZSRR zmienił "beton" na Pierestrojkę, i wreszcie
ten "niefortunny okrągły stół" i wybory 4 czerwca 1989 i "transformacja".
Reszta to ostatnie 14 lat - witamy w KAPITALIŹMIE! Czy nam się to podoba
czy nie, takie są realia, tak chcieliśmy proszę SOLIDARNOŚCI - ale nie
dokońca tak.
No to zacznijmy od tych "ram" jak pan ANDRZEJ FROMM radzi. "Odważmy
się być. Ale kto to ma zrobić?
Historia - gdy postała SOLIDARNOŚĆ podobno 10 milionów POLAKÓW stało
"murem", a wśród rodzin były następne miliony, więc historia nie powtarza
się często, można nazwać to fenomenem historii, ale tak było. Teraz mamy
już 2004 rok i ZJEDNOCZONE STANY EUROPY w starych podziałach ekonomicznych
animozjach narodowych i tak zawsze będzie. Do końca ŚWIATA jeśli taki będzie!
Może wtedy będę powołany na SĄD OSTATECZNY przez KRÓLA nad Królami - JEZUSA
CHRYSTUSA, to się dowiem co z POLSKĄ, no "przeleżymy to zobaczymy".
Wednesday, January 14, 2004
Wiktor Krysiak
Od redakcji: Nie jesteśmy pewni, czy ta wiedza będzie wówczas
Panu potrzebna. Pozdrawiamy.
***
Nie mam możliwości czytania Was bezpośrednio, ponieważ mieszkam
poza Toronto. Chciałabym jednak mieć kontakt z polską tutejszą prasą.
Czy jest możliwość pisania więcej o polskim środowisku w internetowym
wydaniu? Zaniepokoił mnie bardzo temat bezdomnych rodaków.
Czy można uzyskać więcej szczegółów? Jak to możliwe, żeby nikt
tego problemu nie sygnalizowal wcześniej?
Wasza internetowa czytelniczka Maryla
Od redakcji: Pracujemy nad tym, Pani Marylo.
GONIEC NR 4 (23-29
stycznia 2004)
Szanowny Panie Andrzeju!
Jestem czytelnikiem "Gazety" od momentu jej powstania. Pańskie
felietony przypadły do gustu większości czytelników, o czym mogłem się
przekonać niejednokrotnie podczas rozmów ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną
itp. Przez te lata stał się Pan autorytetem na torontońskim, a myślę że
i na kanadyjskim polonijnym podwórku. Pana felietony wyrażały wszystko
to, do czego my, jako Naród, powinniśmy dążyć. Szczerze mówiąc, to Pańska
osoba była jedną z przyczyn, że czytanie "Gazety" stało się prawie nałogiem.
Ale główną przyczyną, że ciągle jestem czytelnikiem "Gazety",
jest sprawa POL-CAN Bank i trustu. Nie jest dla mnie jasne, co spowodowało,
że pan Bełz tak mocno się w tę sprawę zaangażował, wiem, że z niektórymi
osobami po przeciwnej stronie barykady był mocno związany towarzysko i
biznesowo. Być może intencje pana Bełza nie są całkiem takie szlachetne,
ale niewątpliwie jest on po właściwej stronie.
Myślę, że czytałbym Pańskiego "Gońca", gdyby nie to, że unika
Pan tej sprawy, która tak bulwersuje nasze społeczeństwo. Jest to dla mnie
dość niezrozumiałe i zaskakujące. Czy to oznacza, że ta sprawa jest dla
Pana za mała i że dla Pana ważniejsze są sprawy wielkiej polityki, że jeżeli
tropienie afer, to na skalę Polski, Kanady czy globalną.
Jak napisałem wcześniej, zdobył sobie Pan spory autorytet,
ale traci go Pan, chowając głowę w piasek.
Tak więc na razie będę czytał tylko "Gazetę", do "Gońca" będę
zaglądał na Internecie, żeby zobaczyć, czy faktycznie brzydzi się Pan wszystkimi
złodziejami, czy tylko niektórymi. Czy poglądy, które Pan prezentuje pisząc,
są tylko na pokaz, czy są Pańskimi rzeczywistymi poglądami.
Stanisław Borecki
Od redakcji: Szanowny Panie Stanisławie, Dziękuję za miłe słowa,
nie pretenduję do bycia autorytetem, cieszy mnie myślenie, usiłuję to robić
i namawiam do tego wszystkie postronne osoby przy każdej okazji nie tylko
w felietonach. W sprawach trustu i Pol-Can Banku nigdy nie byłem autorytetem,
bo nigdy na ten temat nie pisałem. O obu stronach sporu sądzę to
samo co "Dziadek" o białych i czerwonych w Rosji. Wybaczy Pan, że nie rozwinę
tej myśli. Owszem, nie lubię złodziei, zwłaszcza tych w białych rękawiczkach,
ale też mierżą mnie okrutnie ludzie wyznający filozofię T-K-M podpartą
moralnością Kalego.
Nasze łamy otwarte są na wszystkie wypowiedzi. Również te
na temat trustu. Niestety, jedyną, jaką otrzymaliśmy do tej pory, był przesłany
faksem gotowy wywiad przeprowadzony rzekomo przeze mnie z pewnym panem.
Po prostu pan ów napisał sobie pytania, a następnie na nie odpowiedział
i podpisał rzecz moim nazwiskiem. Duża oszczędność czasu... Z tego, co
mi wiadomo, sprawa trustu zostanie w tym roku rozstrzygnięta. I oby się
tak stało, bo w historii polskich kłótni na obczyźnie trudno znaleźć bardziej
wyniszczający spór.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Kumor
***
Panie Andrzeju!
Jak Pan chce, to może Pan to wydrukować. Na pańskim miejscu
bym tego nie robił. Wysyłam jednak Panu, aby przekazać mój pogląd na omawianą
sprawę.
Miałem okazję trochę przeglądać serwisy informacyjne z Polski.
Uważam, że sytuacja jest tragiczna. Ogólnie mówiąc, wszyscy zastanawiają
się, co my (Polacy) mamy za to, że popieramy Amerykanów (USA) w Iraku.
Jak mieliśmy, tak i mamy problem z wizami, lukratywne kontrakty - jakoś
tego nie widać. Na to wszyscy liczyli. O tym mówi się głośno! Gdzie wdzięczność
USA! Po raz pierwszy wstydzę się, że jestem Polakiem, choć nie mogę odpowiadać
za postępowanie tego rządu. Za komuny też się w pewnym sensie wstydziłem
- ale zawsze uważałem, że nie był to rząd polski. Teraz jest rząd demokratycznie
wybrany i reprezentuje naród polski. Nikt się już nie zastanawia, że Irak
- kraj samodzielny - mający swoją ambasadę w Polsce, został przez Polskę
napadnięty. Że wszelkie próby przedstawienia powodów napaści na ten kraj
można z powodzeniem porównać do spreparowanych napadów na Radio Gliwice.
Myśmy w tym czasie byli takim Irakiem. To, że ponad 60 lat temu to się
działo - to nie świadczy, że możemy o tym nie pamiętać. Nie można robić
znaku równości pomiędzy układami, gdzie na jednej szali jest okupowany
naród ze zniszczoną strukturą gospodarczą przez wrogie bombardowania, trudną
do określenia stratą ludności w większości cywilnej - a interesami agresora,
co ma tylko na uwadze korzyści materialne.
Na podobnych zasadach z grubsza działa mafia. Weszliśmy zatem
w układy z mafią. Cały naród pod biało-czerwonym sztandarem, co widać zresztą
dokładnie na naszywkach naszych dzielnych ochotników okupujących Irak,
wszedł w takie związki. Nawet już nikt z tej mafii nie próbuje jakiegoś
kamuflażu.
Pytanie w zasadzie całego narodu (Polski) jest jedno: co my
z tego mamy? Ostatnio pan prezydent Kwaśniewski zapewnił, że może będą
jakieś uprzywilejowane warunki wjazdu do "kraju marzeń", czyli USA, dla
Polaków. Zobaczymy. Kolaboranci z III Rzeszą też mieli różne nadzieje.
Tutaj mamy do czynienia z czymś okrutniejszym. Co się z nami stało!?
Stanisław Korpiel
Od redakcji: Oślepliśmy, ot co.
***
Witam serdecznie!
Zapraszam gorąco Polonię w Kanadzie do Złotowa. Zawodowo pełnię
funkcję dyrektora Ogniska Pracy Pozaszkolnej, a społecznie udzielam się
jako Prezes Zarządu Miejskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Ponadto jestem
instruktorką w Związku Harcerstwa Polskiego.
Poszukujemy polonijnych organizacji, które chciałyby z nami
wpółpracować.Współpraca ta może polegać na wymianie doświadczeń, korespondencji,
wolontariuszy, młodzieży, organizowaniu wspólnych projektów, np.: wspólne
uczestniczenie w obozach harcerskich czy koloniach. Jeśli byłaby możliwość
pomocy rzeczowej czy finansowej, to z góry dziękujemy.
Mamy pod opieką dzieci, które pochodzą z biednych i zagrożonych
rodzin. Pomagamy również dzieciom chorym. Niech chcemy być tylko odbiorcami,
ale w swoich ograniczonych możliwościach chcielibysmy być dawcami.
Myślę, że jak Państwo zobaczycie na własne oczy, jak działa
Zarząd Miejski Towarzystwa Przyjaciół Dzieci oraz naszych podopiecznych,
to będziecie mieli większe wyobrażenie o naszym stowarzyszeniu.
www.strony.wp.pl/wp/opp1zl
Ognisko Pracy Pozaszkolnej
www.zlotow-powiat.pl/index.php3
Starostwo Powiatowe Złotów
Adres: Zarząd Miejski Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, ul. Szkolna
3, 77-400 Złotów, Polska
Alicja Andrzejewska
Od redakcji: Przy okazji skorzystamy z zaproszenia, odwiedzimy Złotów.
***
Panie Jerzy
Numer 5 na "piątkę"! W dużych fragmentach kościelny,
ale nieźle, że sobie po "opłatkach" i "święconkach" pobiegacie, kazań posłuchacie...
efekty widać, zgoda, sielanka... byle nie przesłodzić. To tylko taka moja
uwaga, bardziej po to, aby krytyka była, proszę nie traktować tego poważnie.
Ottawę "zwiedziłam" (dobry
z Pana przewodnik), samochodom się przyjrzałam; podobał mi się list
człowieka, co chce jeść niekoszerne; zachwyciłam się stronami sportowymi
- świetny "Sportowy Przegląd Torontoński"!
W sumie ten "Goniec" jest taki zgrabny, przyjemnie się go
czyta (paru moich znajomych obejrzało ten numer, opinie pochlebne, nawet
bardzo, ale niektórzy twierdzili, że zbyt duże podobieństwo do "Gazety").
Teraz należy życzyć, żeby brakowało stron na reklamy...
Pozdrawiam
Halina Maria Juśkiewicz
Od redakcji: Czy numer 6 ocenia Pani na "szóstkę"?
***
Szanowna Redakcjo
Jesteśmy młodym małżeństwem z trojgiem dzieci w wieku: córka
Klaudia ma 13 lat, syn Dawid 10 lat, a młodsza córka Sylwia ma 9 lat. Pracuje
tylko mąż i to ma pracę tylko dorywczo. Zarabia bardzo niewiele, nieraz
po opłaceniu rachunków zostaje bardzo mało a czasem nic. Naprawdę jest
ciężko wyżyć a o ubraniach to trzeba tylko pomarzyć żeby coś dzieciom kupić,
a dzieci potrzebują ponieważ z roku na rok rosną. W tym roku zima u nas
jest mroźna. Ja próbowałam szukać pracy, ale w naszym rejonie z dnia na
dzień przybywa bezrobotnych i zapowiada się, że jeszcze będzie więcej,
więc o pracę jakąkolwiek jest trudno. Zwracamy się do ludzi o dobrych sercach
i życzliwych o nawet najmniejszą pomoc, głównie o jakieś używanie rzeczy:
odzież, obuwie itp. Dzieci rosną i finansowo jest nas nie stać żeby coś
kupić, jest ciężko nawet na zakup czegoś używanego. Będziemy bardzo wdzięczni
Redakcji za opublikowanie tej naszej prośby maleńkiej. Wierzymy, że znajdą
się osoby co będą nam chciały pomóc w ciężkiej sytuacji w jakiej
żeśmy się znaleźli.
Jesteśmy rodziną katolicką, głęboko wierzącą i praktykującą.
Z całego serca życzymy wszystkiego dobrego i wiele łask Bożych
w życiu zawodowym i prywatnym.
Szczęść Boże, z poważaniem
Agata i Marek Jarosz z rodziną
Mój adres:
Agata i Marek Jarosz
37-415 Zaleszany 15
Woj. Podkarpackie,
Polska
Od redakcji: Publikujemy pod Państwa rozwagę. Jest to już drugi
"list proszący" ze wsi Zaleszany...
GONIEC NR 3 (16-22
stycznia 2004)
Szanowny Panie Redaktorze!
Dzisiaj tj. 11 stycznia br. po raz pierwszy kupilem tygodnik
GONIEC. Jeśli Redakcji uda się utrzymać taki poziom, jak w ostatnim numerze,
to będziecie najlepszym tygodnikiem wydawanym w Toronto. Keep the good
work. Congratulation.
stefan.s@sympatico.ca
Od redakcji: Miło nam, że się podobało; proszę sprawdzić
poziom w kolejnych numerach...
***
Szanowny Panie Redaktorze
Cieszę się, że znowu mamy coś nowego, czyli nowy tygodnik
pod tytułem "Goniec". Być może nowy zespół redaktorów oraz korespondentów
wniesie pewne zmiany i będzie można sobie poczytać w miarę obiektywnych
wiadomości. Ponieważ ostatnio niewiele można wyczytać w różnych gazetach.
Muszę się przyznać, że ostatniego "Gońca" przeczytałem prawie
od deski do deski mówiąc pospolicie. Przyznaję Panu całkowicie rację, że
nie mamy się czego wstydzić. Mamy tu w Polonii kanadyjskiej dużo wspaniałych
ludzi, którzy wiele zrobili dobrego dla tegoż kraju, jak również dla Polski.
Oni zwykle nie ujadają, ani nie oczerniają lecz swoje obowiązki wykonują
należycie, niekiedy prawie bez rozgłosu. Dlatego też o takich ludziach
należy pisać oraz podkreślać ich zasługi.
Mamy również tak zwanych "Geniuszów", którzy głoszą swoją
wyższość oraz genialność. Nie wiem co Pan przeskrobał, ponieważ nazwano
Pana zdrajcą - "Goniec nr 2 przez pana rysiek@gazeta.pl (Portal AGORY SA)".
Trudno się jednak dziwić temu "Geniuszowi", ponieważ dzisiaj pewne wartości
i słowa uległy dewaluacji. Katów i morderców nazywa się bohaterami oraz
wznosi się na ich cześć toasty. Nie trzeba być bystrym obserwatorem, aby
zauważyć, iż to nie prawicowcy są oszustami, lecz lewicowi nieudacznicy.
Śmieszne określenie przez tegoż pana, złodziej, kanciarz, a w wielu wypadkach
kat zostaje nazwany lewicowym nieudacznikiem. Nigdy nie przypuszczałem,
że istnieją tego rodzaju "Geniusze". Zastanawiam się tylko, na co ten pan
czeka, powinien już dawno w kraju zrobić porządek z tymi lewicowymi nieudacznikami
oraz prawicowcami, już widzę jego genialność w działaniu. O Boże, doskonale
jest zorientowany, gdzie Chrystus siedzi i twierdzi, iż nie był prawicowcem,
tym bardziej zaciekłym, zakłamanym i przekupnym konserwatystą. Po przeczytaniu
tych słów zaraz nasunęła mi się przypowieść o Faryzeuszi i celniku.
Panie, ja nie jestem taki, jak ten Kumor... zostawmy tę sprawę
raczej teologii, oni doskonale się orientują w tych sprawach. Powróćmy
jednak do "Gazety", która przez dłuższy czas nie miała żadnej konkurencji.
Pisano w niej to, co było wygodne, a niekiedy szkalowano i opluwano niewinne
osoby. Czego dowodem jest wyrok sądowy, chyba pan Ryszard zna doskonale
ten wyrok, jeżeli nie, to proszę przeczytać. Właściwie to dzisiaj nie ma
co czytać, niektórzy jednak kupują, siła przyzwyczajenia. Ja już dawno
tego nie czynię, po prostu dla komfortu psychicznego. Pełno tylko ujadania
i oczerniania, nie mówiąc o całego szeregu niedociągnięciach. Panie Ryszardzie
życzę przyjemnej i spokojnej lektury, widocznie panu odpowiada tego
rodzaju czasopismo. Ja jednak będę kupował "Gońca", może będzie coś nowego
oraz rzeczowa polemika na argumenty. Z tym poganianiem to jednak byłbym
ostrożny, nigdy nic nie wiadomo. A może należy pan do poganiaczy?
Teraz jeszcze parę słów do pana Panie Andrzeju. Ja nie byłbym
taki skory do nadstawiania tego policzka, oni tylko na to czekają, jak
te hieny, aby komuś przyłożyć. Oni i tak nie zmienią swojego sposobu myślenia.
Wychowani na pewnej teorii nie znoszą sprzeciwu. Głupców i zboczeńców nazwą
Himalajami inteligencji. Natomiast normalnych ludzi nazwą oszołomami. Oni
zawsze będą genialni szydząc z różnych wartości. Swoje racje podpierają
kieliszkiem i rubasznym chichotem. Jeżeli napiszesz trochę prawdy, to rzucą
się na ciebie jak stado wilków. Wychowani w kłamstwie i obłudzie tak już
dokończą swój żywot. Można by jeszcze wiele pisać na ten temat, trudno
jest jednak przekonać tego rodzaju osoby. Oni nie znoszą prawdy, a prawda
jak wiadomo, nie ma przyjaciół.
Z wyrazami szacunku
Stanisław
Od redakcji: Z założenia unikamy pyskówek. Głupotę trzeba
otorbić - wówczas sama uschnie.
Dla lepszego zrozumienia przypominamy list, z którym Czytelnik
podpisujący się "Stanisław", polemizuje. Ukazał się on w "Gońcu" z 12 grudnia
2003 r.
Silni wiarą, słabi duchem, prymitywni rozumem. "Goniec"
złożony z samych zdrajców. Dlaczego w modlitwie jest, że Chrystus siedzi
po prawicy Ojca? Chrystus nigdy nie był prawicowcem, tym bardziej zaciekłym,
zakłamanym i przekupnym konserwatystą. Nareszcie będę mógł spokojnie czytać
"Gazetę" bez Pana komentarzy.
Jestem Polakiem wierzącym mocno w przetrwanie mojego Narodu,
ale nie z judaszową prawicą. Nam potrzeba mądrych polityków, a nie prawicowych
oszustów i lewicowych nieudaczników. Silnie wierzę w to, że Pana niedługo
poGonią...
Cześć!
rysiek@gazeta.pl
(Portal AGORY SA)
***
Artykuł Andrzeja Fromma wspaniały! Kto to taki? Może
obudzi ludzi.
Gdzie można o nim poczytać?
A.H. Michalski
St. Catharines
Od redakcji: Pan Andrzej Fromm jest naszym stałym współpracownikiem,
mieszka we Wrocławiu, jest związany ze środowiskami prawicowymi, publikuje
od czasu do czasu w "Orientacji na prawo".
***
My będziemy dawać 10% naszych dochodów, a w tym czasie
różne Millery i Kwaśniewskie będą z bardziej bezczelnym uśmieszkiem rabowały
Polskę. W tym samym zresztą czasie obdarowani przez nas Polacy wybiorą
sobie następnych Kwaśniewskich na prezydentów... .
Jeżeli już zgodziłbym się na oddanie części moich pieniędzy
dla potrzeb, to tylko dla organizacji, która rozliczy komunistów i zacznie
w Polsce, Polske propagować. Niestety takiej nie ma... więc jadę na Florydę.
PS Jak zawsze lubie pańską pasję i myślenie, Panie Andrzeju.
Cieszę się, że wydaje Pan własną gazetę. Smuci mnie jednak to, że walczy
Pan z wiatrakami, nie wygra Pan, Panie Andrzeju. Obawiam się, że rozumie
to Pan, ale jako człowiek normalny nie ma Pan innego wyjścia. Cieszy mnie
to, że są ludzie tacy, jak Pan, zawsze bywali, ale jak pokazało wiele zajść
z naszej , polskiej historii, byli w mniejszości. Zawsze w mniejszości.
Myślę, że robi Pan błąd rywalizując z czytelnikami magla. Powinien Pan
jasno zdefiniować swoją gazete i wydawać ją tylko dla ludzi, którzy na
taką czekali. Ja chętnie zapłacę nawet $5, aby czytać słowa mądre, które
z myślami moimi korespondują. To powinna być gazeta... egalitarna, zmierzająca
w kierunku stworzenia klubu, ruchu torontońskich, ontaryjskich jej czytelników.
Z tego mogłoby powstać coś nowego..., jakaś nowa jakość.
Jerzy Izdebski
Od redakcji: Jak Pan słusznie zauważył, jako ludzie
normalni, nie mamy innego wyjścia... Czytelnicy z magla? Cóż, w wielu wypadkach
są to bardzo przyzwoici ludzie, my z nimi nie rywalizujemy, my o nich zabiegamy.
Przyjemnego urlopu.
***
Congratulations! You have created a great Polish
weekly. I am very impressed with the organization and simple indexing
of the topics. The top of the page indexing of the subject matter
makes it very easy to find topics of one's interest.
Goniec has excellent depth of material and there is something
for everyone, be it light-hearted or intellectually challenging.
And what I find very attractive is that Goniec provides me with a condensed
information package for a whole week.
In addition, after I catch-up on the news, there is still
a good deal of interesting, entertaining and intellectual-stimulating material
for the rest of the week. Goniec also saves me money because at $1.30/week,
it is a bargain and a valuable bargain at that. Finally, I no longer
take a bundle of paper to the garbage every week. I am saving Goniec
as reference material full of excellent reading to be looked-up again.
There is much worth preserving.
Once again, congratulations and keep it up and lots of luck
for the future.
B.D.E. Prazmowski
Od redakcji: Dziękujemy, szczęście jest nam bardzo potrzebne!
Też jesteśmy za oszczędzaniem papieru!
***
Panie Redaktorze!
Pamiętam jeszcze jak to w Anglii sześćdziesiąt lat temu,
w czasie wojny, szukałem w książkach wiadomości o muzyce polskiej i jak
się ucieszyłem znajdując dwa nazwiska: Chopina i Bądarzewską. Ta druga
byla dla mnie niespodzianką, ale byłem rad że wymieniono jeszcze kogoś
poza Chopinem. Upłynęło trochę lat, ale nie widzę, by sytuacja się tak
bardzo zmieniła i znajomość klasycznej muzyki polskiej na świecie wzrosła.
Oczywiście, są wyjątki potwierdzające regułę. Furorę wywołał Górecki.
Zresztą, przyznajmy, że nie ma tej kameralnej muzyki polskiej
tak wiele, mamy mało nagrań i nie dbamy o ich rozprowadzanie.
Uznani kompozytorzy 'sami się sprzedają'. Nie trzeba promować
ani Mozarta, czy Czajkowskiego albo naszego Chopina. Wielu pomniejszym
natomiast grozi zasłużone lub niesprawiedliwe zapomnienie. Trzeba ich przypominać
i wpisać w ludzką pamięć. Nie porafiliśmy zareklamować Moniuszki. Nie znalezliśmy
sposobu, by go przynajmniej w najbardziej natchnionych partiach uprzystępnić
innym. Chcę wierzyć, że jest on ciągle jeszcze do odkrycia.
Tu, w Kanadzie, mamy stałe koncerty muzyki poważnej na życzenie,
choćby 'Take Five' CBC 2. Mogą one posłużyć jako okno wystawowe także polskiej
muzyki. Trzeba napisać i poprosić o zagranie wybranego utworu. Ale stacje
radiowe, choć dysponujące bogatymi dyskotekami, często nie posiadają nowych
polskich nagrań. Próbowałem, bez powodzenia, zamówić "Nieszpory" Pawluśkiewicza
i "Requiem" Preisnera. Nie znaleźli. Pewnie nie wpadli na pomysł, by kontaktować
się z polskimi firmami. Grając mi niedawno Wieniawskiego "Legendę" napomknęli,
że posyłam prośby o tak rzadkie, mało znane (obscure) utwory, że nie potrafią
ich znalezć.
A może to my powinniśmy zadbać, by radio było zaopatrzone
w celniejsze nowe utwory polskie? To ich rozgłos leży także w naszym interesie.
Kilka płyt czy taśm na rok sprawę by załatwiło. Warto by pomyśleć o tym,
by nie narzekać, że nic naszego w radiu nie słyszymy? Zróbmy coś w tym
roku, co jest możliwe. Zechciejmy!
Florian Śmieja
Od redakcji: Oczywiście! Słuszna myśl!
***
Szanowna Redakcjo "Goniec"
Zwracam się z gorącą prośbą o zamieszczenie ogłoszenia odnośnie
mojej rodziny o następującej treści.
Jesteśmy młodym małżeństwem z 4 dzieci w wieku od 7, 6 lat
to chłopcy i dziewczynki 5 i 2,5 latek. Jesteśmy rodziną katolicką i głęboko
wierzącą. Najwięcej problemów mam z zakupem ubrań i obuwia dla dzieci,
które szybko wyrastają ze wszystkiego, że z jednej pensji męża nia stać
nas. Pensji to ledwo starcza nam na życie, a nie mówiąc już o odzieży.
Proszę ludzi o dobrych sercach o pomoc w postaci używanej odzieży, ubrań
i obuwia po ich dzieciach, które to ubrania i obuwia są im zbędne. Będziemy
bardzo wdzięczni redakcji za umieszczenie naszego ogłoszenia i dziękujemy
za opublikowanie naszego ogłoszenia z prośbą o pomoc. Z całego serca życzymy
wszystkiego najlepszego.
Z poważaniem
Jagoda Krasoń z dziećmi
Mój adres:
Jagoda Krasoń
Kępie Zaleszańskie 111
37-415 Zaleszany
Polska
Szczęśliwego Nowego Roku 2004 życzę Redakcji. Pozdrawiamy
serdecznie i życzymy wszystkiego najlepszego.
Od redakcji: Bez komentarza
GONIEC NR 2 (9-15
stycznia 2004)
Drogi Gońcu,
Czy może wiecie, gdzie mogę kupić niekoszerną
śmietanę, cukier, sery, miód i inne produkty żywnościowe?
Wszystkie kanadyjskie, a przede wszystkim
polskie sklepy, wymuszają na nas kupowanie koszernej żywności.
Pomijając fakt zwiększenia ceny produktu
poprzez wymuszenie haraczu, uwłacza to moim przekonaniom
religijnym.
Domagam się zniesienia podatku koszernego
lub przynajmniej możliwości zakupu równoważnych nie-koszernych produktów,
które będą leżały na osobnych półkach.
Tomasz Iwanowski,
Misissauga, Ontario
Od red.: Sprawę tzw. podatku koszernego wyjaśnia
Revenue Canada na stronach http://www.ccra-adrc.gc.ca/newsroom/releases/1997/mar/kosher-e.html
Nie mamy pojęcia, gdzie można kupić
niekoszerną żywność, chyba tylko wprost od rolnika...
***
Mając dzień wolnego postanowiłem spędzić
wolną chwilę na "Ronceswelówce". Mieszkam dość daleko od tego miejsca -
więc traktuję tam pobyt, jak rodzaj wycieczki do Polski. Zawsze zaczynam
pobyt od przejścia się ulicą niemal od samego Dundas.
Pierwszy przystanek, to jedna i zawsze
ta sama restauracja, gdzie zawsze są smakowite dania w polskim stylu. Nigdy
mnie tam nie zawiedli.
Rutynowy przemarsz, to zakupy wędlin
w polonijnym sklepie. Zawsze w tym samym. Ceny w stosunku do jakości towaru
są uczciwe.
To już jednak będzie ostatni mój tam
pobyt.
Piątek 2 stycznia. Wchodzimy. Za ladą
dwie panie. W środku sklepu z kupujących dwie osoby. Zaraz za nami wchodzi
pan w starszym wieku. Panie zza lady witają go z dużymi uprzejmościami
nie troszcząc się o stojących klientów. Z rozmowy dowiaduję się, że ten
Pan miał problemy z teściową. Narozrabiał na tyle, że właścicielka sklepu
ma jego dokumenty, chyba zatrzymany samochód itp. Podobno teściowa ma pretensje,
że ją próbuje otruć. Właścicielki sklepu nie ma, ale panie sprzedawczynie
cały czas zajmują się problemami tego nieszczęśnika. Osoby chcące zrobić
zakupy czekają.
Przede mną jest pani z dzieckiem w wózku.
Kiedy dostąpiła możliwości doczekania się pytania, co sobie życzy powiedziała:
"jednego funta indyka". Pani zza lady wyjęła potrzebny towar i głośno powtarzając
zapytała: " to ile pani chce: odpowiedź: "jednego funta". Pani zza lady?
- ile? - odpowiedź kupującej - "jednego funta".
Sprzedawczyni ukroiła. Podając tego
indyka powiedziała: "nie mówi
się jednego funta, a jeden funt".
Kobieta się zaczerwieniła. Widać, że
było jej nieprzyjemnie.Odwróciła się do mnie i już w języku angielskim
powiedziała, że chciała być miła w stosunku do sprzedawczyni tego sklepu
i mówiła po polsku. Później przeszła do sprzedawczyni na język angielski.
Znajomość angielskiego pani sprzedawczyni była żenująca.
Podziwiam tę panią z dzieckiem, że nie
próbowała poprawiać naszej polskiej sprzedwczyni.
Po wyjściu pani z dzieckiem, byłem następny
w kolejce. Niestety, ktoś już był przy kasie poza kolejką i pani sprzedwczyni
odmierzała mu kolejne porcje bigosu itp.
Na pytanie, czy w sklepie obowiązuje
kolejka czy jest zasada ogólnego bałaganu - panie sprzedawczynie powiedziały,
że tak, tj. obowiązuje kolejka.
Ze sklepu wyszedłem nic nie kupując.
Już na ulicy ponownie spotkałem panią z dzieckiem w wózku. Z rozmowy wyniknęło,
że czasem jeździ do Toronto na zakupy. Zawsze w
"polskiej dzielnicy" stara się mówić w sklepach
po polsku - bo wie, jak to jest, jak sprzedawczynie nie rozumieją po angielsku.
Teraz powiedziała, że to był ostatni raz, jak cokolwiek mówiła po polsku.
Starałem się wytłumaczyć, że nie wszyscy są tacy, że przecież my Polacy
też mówimy źle po angielsku i nikt tutaj nie stara się nam tego wytykać,
a już szczególnie w sklepie, gdzie każdemu zależy na kliencie.
Nie wiem, czy argumenty trafiły. Czułem
się naprawdę źle. Teraz boję się myśleć, co myślą miejscowi, jak ja mówię
po angielsku. Tego na pewno mi nie powiedzą, jak nasza rodaczka ze sklepu
na Roncesvalles.
Było mi bardzo przykro i wstyd za tę
sprzedawczynię. Sprzedawczyni proponowałbym zmienić zawód. Może korektor,
w jakiejś gazecie? Po co się ma męczyć kobieta w sklepie za ladą, jak nie
lubi tej pracy...
Zygmunt Hobot
Od red.: My tej pani nie zatrudnimy...
***
Szanowna Redakcjo,
Nie często zdarza się, że ukazuje się wartościowa
książka w światowym języku, która mówi entuzjastycznie o Polsce i o Polakach.
Takim rzadkim fenomenem jest wydana niedawno w Nowym Jorku, monografia
poświęcona pięciu polskim pilotom, 'A Question of Honor'. Ich legendarne
wyczyny w czasie 'Bitwy o Wielką Brytanię' w 1940 roku zostały znakomicie
przedstawione przez dwoje amerykańskich dziennikarzy na dokładnym tle wojennych
wydarzeń i zdrady sojuszników. Jest pasjonującym świadectwem i niedwuznacznym
oskarżeniem polityki Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
Ponieważ biblioteki publiczne kupują
książki, którymi interesują się czytelnicy, postarajmy się o nie poprosić
, by ta porywająca lektura a nawet i dla wielu pouczająca, znalazła się
jak najszybciej na półkach.
Florian Śmieja
Lynne Olson & Stanley Cloud. A Question
of Honor. New York, Knopf 2003. www.questionofhonor.com
Od red.: Dziękujemy za informacje, rzeczywiście
prawdziwy rodzynek! Polecamy!
***
Grudniowy wieczór
Wieczór 16. grudnia 2003 r. na długo
pozostanie w mojej pamięci. Tego wieczoru byłem uczestnikiem spotkania
w Klubie Dyskusyjnym "Centrum" w Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississauga.
A to za sprawą gwiazdy wieczoru p. Edwarda Zymana.
Pan Edward Zyman przybył na spotkanie
promować swoją książkę wydaną przez P.F.W.w K. (Polski Fundusz Wydawniczy
w Kanadzie - red.), którego jest prezesem. Pan prezes zechciał przyjąć
zaproszenie Klubu Dyskusyjnego, mimo że, jak twierdzi na okładce swej książki,
w klubie tym trwa gigantyczna hucpa. Ale czego się nie robi dla promocji
kultury zawartej w tej książce, która poniża i wyśmiewa tych, co próbują,
lub tworzą imigracyjną literaturę. Dla p. prezesa, to nieważne, że twórczość
imigracyjna dotyczy pewnych bolesnych etapów w historii Polski. On wszystko
mierzy jedną miarą, twierdząc, że tak długo, jak tworzy się w czterech
ścianach, to wszystko jest w porządku, lecz jeśli twórcy ci wychodzą ze
swoją twórczością na zewnątrz, to jest źle, bo nie dorównują poziomem takim
twórcom, jak: Szymborska, Miłosz, Barańczak czy Iwaniuk.
Po jego wystąpieniu można przypuszczać,
że on sam, jako naczelny krytyk (ont.) nie dopuści do obniżenia poziomu.
Z jego wypowiedzi i tekstów zamieszczonych w "Dzienniku" od 2 marca do
28 października 2001 r. pod nazwiskiem Mariana Chudzika wynika, że twórczość
imigracyjna powinna być dostępna "tylko dla orłów" i kroczyć drogą poprawności
politycznej. To nieważne, że taka twórczość jest, jak mówi poeta, "Bez
serca, bez ducha...". Ona ma być poprawna i niewyeksploatowana oraz na
poziomie wspomnianych wyżej twórców. Nie ma co marzyć, że pod jego przewodnictwem
wyrośnie jakiś nowy rodzynek-polonijny twórca, który by był wynagradzany
za twórczość, a nie przynależność, lub pochodzenie.
Tego wieczoru, p. krytyk stwierdził,
że trudno jest pisać o sprawach religijnych i patriotycznych. Widocznie
są mu obce i niezrozumiałe. To rynek, czyli odbiorcy powinni decydować,
co chcą czytać, czy to będą wiersze z książki "Smuga cienia" czy też niezrozumiałe
dla szerokiego odbiorcy metamorfozy zawarte w "Nowym prądzie" (czyt. nowym
tryndzie, jak mawiali towarzysze z Katowic).
Podczas spotkania, jeden ze stałych
bywalców klubu przedstawił swoją analogię literacką i piłkarską. Oczywiście,
p. krytyk ją odrzucił, chociaż stwierdził, że zawodnicy z klasy trampkarzy
ligi okręgowej czy drugiej ligi nie powinni grać w pierwszej lidze, i w
reprezentacji. Jak by wyglądał sport, gdyby talenty pochodzące z niższych
klas nie miały prawa do gry w pierwszej lidze, lub reprezentacji? To właśnie
w klasach niższych pojawiają się talenty, które mają szanse awansu do grona
najlepszych. Szkoda, że p. krytyk nie określił swojego poziomu, jako krytyka
literackiego - czy jest w klasie okręgowej, w pierwszej lidze czy w reprezentacji
Polski. Sądząc po jego bucie, wygląda na to, że albo reprezentuje Polskę
na emigracji, lub odwrotnie. Przedstawiając swój życiorys pominął kilka
istotnych faktów. Wspomniał tylko o krótkim epizodzie z "Gazetą", lecz
na zadane pytania nie był zbyt rozmowny i stwierdził, że jego drogi z "Gazetą"
rozeszły się głównie dlatego, że pewnego dnia sprzęt drukarski z jego domu
ulotnił się i zmienił lokum. Nie wspomniał natomiast, dlaczego odszedł
z "Głosu Polskiego". Pochwalił się, że w stanie wojennym zaliczył 7 "internatów",
lecz nie wytłumaczył dlaczego aż 7. Na moje pytanie, dlaczego zaprzestał
swej twórczości literackiej w obozie internowania, chociaż mógł ją doskonalić,
bo były to miejsca idealne do szlifowania literackiego talentu, po prostu
zaprzeczył. Miał okazję udoskonalić swój talent we wszechnicy internowanych,
lecz nie skorzystał z tej okazji, mimo że mieszkał w jednej celi z jej
założycielem.
Na pytanie, czym się zajmował przed
stanem wojennym, odpowiedział, że pracował w prasie, radiu i TV w Katowicach,
lecz nie zdradził, na jakich stanowiskach, jakie pełnił funkcje i jakie
przechodził szkolenia, choć można to zobaczyć na filmie Łozińskiego "Jak
żyć", jakie to były szkolenia. Film ten był pokazywany swego czasu w restauracji
Fregata. Pan krytyk stwierdził, że okres pobytu w PRL-u chciałby puścić
w niepamięć i skoncentrować się na toczącym się życiu. Skoro przeszłość
nie jest ważna, to dlaczego stawiane są takie pytania, jak np. co się stało
w Jedwabnem, dlaczego prokurator pyta o alibi, lub zazdrosna żona o wczorajszy
wieczór. Przecież każda mijająca chwila to przeszłość.
Chciałbym doczekać chwili, gdy na czele
polonijnych organizacji, fundacji i samego KPK, stać będą ludzie, którzy
chętnie będą mówić o swej przeszłości. Przyznam się szczerze, że liczyłem
na to, że P.F.W.wK., oprócz promowania pisarzy imigracyjnych, zrobi coś
dla Polski i będzie zapobiegać antypolonizmowi, lecz chyba się przeliczyłem.
Mam nadzieję, że odbiorca imigracyjny
sam zadecyduje, co chce czytać, słuchać i oglądać, nie czekając na jedynie
słuszne wskazówki dyżurnego krytyka. Mam również nadzieję, że odbiorca
imigracyjny nie pozwoli zapuszkować swojego polskiego ducha. Nie pozwoli
również na intelektualny terroryzm bez względu na to w czyim on będzie
wykonaniu. Wierzę również, że Polonia nie pozwoli nałożyć sobie kagańca
poprawności politycznej, literackiej, itd. Dla pana krytyka Grudzień był
bardzo łaskawy, a jaki będzie dla Polonii, to się okaże w przyszłości.
Życzę więc odbiorcom i twórcom polonijnym
nieskrępowanych myśli, a kulturze imigracyjnej wielkiego i również nieskrępowanego
rozkwitu w 2004 r. i w latach następnych.
Szczęść Boże
Stanisław Pietras
Od red.: Dziękujemy. Nie byliśmy, nie czytaliśmy,
naszym zdaniem, każdy twórca ma takich odbiorców, na których sobie zasłuży.
***
W zwiazku z ostatnią zmianą przepisów
w USA każda osoba mająca ważną wizę USA i chcąca wjechać do tego kraju,
jest poddawana przymusowi oddania odcisków palców i zrobienia zdjęcia fotograficznego.
W końcu te osoby mają wizę! Wydają wizę przedstawicielstwa dyplomatyczne
USA. Czy sami sobie nie wierzą? Każdy wie, co to jest bumerang. Czy aby
każde z państw, których ten nowy przepis USA dotyczy, nie powinien zrobić
to samo? W końcu terroryści też mieszkają w USA. 9-11 było ich dziełem.
Terroryści mogą przecież z USA chcieć jechać do innego kraju np. do Polski.
Byloby rozsądanym zrobić to samo.
Tak na marginesie - dlaczego obywatele
polscy muszą mieć wizę do USA, a obywatele amerykańscy (USA) tej wizy nie
muszą mieć, aby wjechać do Polski. Może były prezydent pan Wałęsa na to
odpowie?
Stanisław Korpiel
Od red.: Polecamy do czytania "Nowy wspaniały
świat" A. Huxleya. KONTROLA, KONTROLA i jeszcze raz KONTROLA...
***
Panie Redaktorze
Grzegorz Piusa mnie zawiadomił, że mój
list się ukazał. Nie często bywam na "zachodzie" chyba dziś mi się uda
odnaleźć "Gońca". Jeśli wolno, niech mi będzie możliwe dodać końcowa konkluzję
odnośnie stosunków osobistych czy etnicznych. Tę notatkę napisaną pospiesznie
dopiero udało mi się "rozcyfrować" kompletnie po wysyłce listu do Pana:
1. Dla mnie, każdy ma prawo do miłości
i nienawiści.
2. Nie mam nic przeciw temu, by mnie
ktoś nienawidził z powodem, lub kochał bez powodu.
3. Nikt nie przyszedł na ten świat,
by być kochanym, to byłoby przeciwne darwinowskim prawom tego świata. Dlatego
obowiązek samoobrony nas tyczy wszystkich.
Również dołączam odpowiedź Zymanowi
na jego książkę "Metamorfozy głębin twoich".
W ODPOWIEDZI EDWARDOWI ZYMANOWI
Gdy ktoś krytykuje poetę, że zbyt pospolity,
sentymentalny, niech sam otworzy w sobie, jeśli potrafi, dostęp na iskrę
poezji; niech się da wciągnąć w gąszcz, niech się zagubi i może coś wyczuje...
Są różne szkoły poetyckie. Boileau,
autor "Sztuki poetyckiej", szukał formuły idealnej na poezję, której nie
znalazł, będąc bardziej "mandarynem" niż poetą. Recepty aptekarskiej na
poezję nie ma, gdyż, jak to określił Rimbaud: "poeta szuka myśli do słów,
nie słów do myśli." Cocteau zaś powiedział: "być poetą, to pisać nie będąc
pisarzem". Jest to określenie trafne. Pisarz, jak naukowiec, musi byc jasny,
ścisły, logiczny.
Poezja, ta prawdziwa, wymyka się powyższym
kryteriom, dusi się w nich. Poezja podchodzi do nas organicznie, atakuje
emocje, działa psychosomatycznie. Jak sztuka, jest ona antyintelektualna,
jak narkotyk, odurza raczej niż oświeca. Oczywiście, że istnieje poezja
i sztuka intelektualna, przecząca sama sobie, co tylko dodaje jej tajemniczości,
czyni ją niedościgłą dla analizy. Przykład od siebie: zbiór aforyzmów,
jest to chyba "ziemia niczyja" między prozą a poezją. Nie wiedziałem, że
wyjdzie książka "Okruchy" gdy zbierałem swoje aforyzmy. Często żałowałem,
że "tyle cegieł, a nie mam projektu, co z nich zbudować," aż odkryłem,
że aforyzmy się układają w rozdziały i tak powstała książka. Ci, którzy
podtrzymują istnienie "Centrum," ciężko pracujący, bez funduszów, zasługują
na poparcie, nie na sterylizującą krytykę. Ludzie są tylko ludźmi, mogą
się załamać, będzie to wielka strata dla nas wszystkich. "Centrum" zadawalnia
szerszy krąg społeczeństwa, tak wśród odbiorców, jak i twórców, daje okazję
wypowiedzenia się jednostkom o różnych poziomach kultury, dlatego jest
koniecznością. Ono zadawalnia ludzi i uszlachetnia. Gdy ludzie utracą tego
rodzaju trybunę, nie wejdą automatycznie na wyższe poziomy do trybun mędrców,
lecz staną przed pustynią, przestaną tworzyć i zaprzestaną szukać swojego
lokalnego polskiego słowa. Tu nie ma potrzeby na jeszcze jedną profesjonalną
placówkę kultury, istnieje dość takich ambitnych. Niech się rozwijają,
życzę im, jak najlepiej, lecz niech nie podcinają innym korzeni.
Ciekawostka z własnego doświadczenia: miałem zaszczyt brania udziału w
profesjonalnej placówce kultury, to było pismo hiszpańskie "Boletin de
la Alianza Cultural Hispanocanadiense" pod egida prof. Ignazio Chicoy-Daban
(nazwisko baskijskie) z uniwersytetu torontońskiego. Była więc to jakby
odnoga uniwersytecka. Pismo miało wielką przyszłość, społeczeństwo hiszpańskie
go łaknęło, gdyż było to naturalnie społeczeństwo elitarne. "Niebieskie
kołnierze" (blue collars) emigrowali za zarobkiem do innych krajów Europy
Zachodniej, lub do Ameryki Łacińskiej. Profesjonaliści zaś przyjeżdżali
do Kanady i jeśli rodzinna sytuacja im zezwoliła, tradycyjnie powracali
na starość do Hiszpanii. Pismo się rozchodziło po Kanadzie, Madryt nam
przysyłał fundusze! Niestety, profesor już wiekowy i schorowany zmarł i
wszystko się rozsypało. Wśród tutejszej hiszpańskiej elity nie było nikogo
o orlich skrzydłach Chicoy-Daban. Mam melancholijne wspomnienia, gdy zostałem
jedyny przy Profesorze szukając z nim następców dla uratowania pisma.
Powracając do Polonii: jest to społeczeństwo
kompletne, składające się ze wszystkich sfer. Poszukiwanie więc czysto
elitarnych pism, to jakby "golenie agrestu, by z nich uczynić winogrona"
(wyrażenie odebrane w Polsce, które mi się bardzo spodobało). Dynamiczne
społeczeństwo potrzebuje zrealizowania samego siebie, nie sztucznego ukształtowania
wedle teoretycznych kanonów.
Wilek Markiewicz
Od red.: Bardzo mądra myśl końcowa!
GONIEC NR 1/2004
Moje wrażenia o "Gońcu:" Na str. 1-szej
"Rozmowa z Normanem Daviesem". Wprowadzenie na stronę dalszą może być usprawiedliwione,
gdy chodzi o "scoop", lub jako "krzyk od serca." W tym wypadku to wygląda
na kampanię antyżydowską. Moim zdaniem, nie ma narodów złych czy dobrych,
są tylko złe, lub dobre sytuacje. Norwid pisał:
Bo nie ma ugody
Gdy w jednym kraju żyją dwa żywe narody.
Pragnień im nie odbierzesz, ziemi im nie dodasz
Jeden z nich odejść musi; gość albo gospodarz.
W Polsce gość odszedł po ponad 1000
lat. W Kosowie gospodarz odszedł, wywalony przez samozwańczych demokratów.
"Gość i kość po trzech dniach śmierdzą." Królowie działali wedle swego
widzimisię, w dobrej woli urbanizacji Polski. Ludność nie była konsultowana.
Inni cudzoziemcy zostali zasymilowani, bo religia wszystkich połączyła.
Tylko Niemcy próbowali się zbuntować i dostali po głowie. Na pewno zna
Pan tę historię: "Soczewica, koło, miele, młyn (sociewicia, kohlo, muele,
mlin)." Tylko zdobywcy którzy przychodzą z ogniem i mieczem utrzymują swą
identyczność i są dobrze przyjęci. Mongolskie najazdy pozostawiły Węgry,
Bułgarię, Estonię, Finlandię i nawet naziści ich przyjęli w swe szranki.
Oczywiście, nie wiadomo jakby się to skończyło gdyby naziści wygrali wojnę.
Żołnierze mauretańscy po klęsce w Poitiers stworzyli redutę w Valais
i obecnie są ogólnie szanowanymi Szwajcarami. Pono Niemcy ich określali
jako "nieżydowskich Semitów." Druzowie przybyli ponad tysiąc lat temu do
Libanu i nie rozproszyli się po gettach, lecz usadowili się w dżebelu
i obecnie stanowią ogólnie szanowaną arystokrację, bo umieli utrzymać sakiewkę
ze złotem w jednej ręce, a miecz w drugiej. Mówiłem Nikolette: "szanuję
bardziej Druzów niż Żydów, bo gdzie są Druzowie, a gdzie Żydzi?" Nikolette
odpowiedziała: "Z kim wolałbyś spędzić popołudnie z Druzem czy z żydowskim
profesorem uniwersytetu?" Odpowiedziałem: "Z żydowskim profesorem, oczywiście.
Z profesorem bym się napił, a Druzowie pono nie piją. Co robiłbym z Druzem
całe popołudnie?"
Osobiście lubię wielokulturowość, bo
w Toronto na przykład, życie jest malownicze. Tylko nigdy nie wiadomo,
jak się to skończy. W Libanie chrześcijanie i muzułmanie skoczyli sobie
do gardła po ponad 1000 lat współżycia.
Krótkie wiadomości z Kanady, Polski,
świata, są doskonałą koncepcją, to na pewno pójdzie. Felieton o Prezydentowej
"pięknej i bełkoczącej" doskonały. Nie jestem ekspertem, by osądzić osad.
Bardzo lubiłem dodatek kultury, z własnych powodów i recenzja o Wirginii
Woolf bardzo interesująca. Ludzie są wygłodniali kultury, sam coś o tym
pisałem w "Odpowiedzi Edwardowi Zymanowi." Jeśli Pana zainteresuje, chętnie
Panu prześlę.
wilek
Od redakcji: Panie Wiliamie, nagonki
antyżydowskiej nie prowadzimy, ale nie zamierzamy unikać krytyki poczynań
niektórych Żydów, czy polityki Izraela, tylko dlatego, że to politycznie
niepoprawne. Otwarci jesteśmy na każdą opinię. Tekst chętnie wydrukujemy.
***
Drogi Panie Andrzeju!
Zasyłam Panu moc najserdeczniejszych
życzeń bożonarodzeniowych. Dużo zdrowia oraz wielu sukcesów w pracy i zadowolenia
w życiu osobistym. Szczęśliwego Nowego Roku 2004. Cieszę się, że gazeta
jest O.K. Jakiś czas temu zrezygnowałem z kupowania gazety "Gazety"
ze względu na niezrozumiały dla mnie hałas z niej dochodzący. Zacząłem
kupować "Dziennik", lecz niestety poziomem on jej nie dorównuje. Tak, że
wreszcie zaspokoił Pan moje zapotrzebowanie duchowe "Gońcem". Poza tym
oszczędzam kilka dolarów tygodniowo. Życzę nowemu pismu wielu sukcesów,...
aby było po prostu normalne. Gratuluję poziomu graficznego.
Z wyrazami uznania i serdecznościami
Aleksander Sielicki
Od redakcji: Dziękujemy za pochwały,
nieustająco zapraszamy do pisania, czytania i rozmawiania z nami...
***
Dzwonię bo prosiliście państwo o opinie.
Proszę państwa czytałem drugi numer
"Gońca" i z przykrością muszę powiedzieć, że w porównaniu z "Gazetą" "Goniec"
jest bardziej antykomunistyczny, antyrosyjski i w końcu antypolski. Przedstawić
ludzi, którzy mieli kolizję z prawem za czasów PRL-u... To trzeba mieć
trochę uczciwości...
Dziękuję. To znaczy, nie dziękuję.
Od redakcji: ???
***
Polska
Październik/listopad 2003
W Kraju obecnie, a widać to wyraźnie,
rząd i Sejm zaciskają coraz bardziej pętlę podatkową na szyi społeczeństwa,
mówi się głośno o "podatku katastralnym" (od posiadania nieruchomości
- red.). Likwiduje się większość dotychczasowych ulg. Zadowoleni są tylko
prominenci rządowi i notable sejmowi oraz różnej maści "profesorowie-eksperci",
których ostatnio w kraju namnożyło się co niemiara. Informuję z całą świadomością
czytelników "Gońca", że dziś w Polsce, byle jaki "edukowany" chłystek z
oficjalnej sieci "państwowotwórczej", jest nazywany z całą pompą "profesorem"
przez różne środki przekazu, z telewizją na czele.
Przecież, jak to się mówi, "koń by się
uśmiał", to kpiny ze zdrowego rozsądku!!
Przy tym, takie osoby, jak np. premier
Leszek Miller, czy inni różni Szmajdzińscy, albo "finansista" Baczko, tacy
Borowscy et comp., Michniki z Heleną Łuczywo, inne Wandy Rapaczyńskie czy
Aleksandry Jakubowskie, Tomasze Nałęcze i cała sfora różnych podobnych,
ciągle i ciągle figurują wysoko na firmamencie medialnym - aż do znudzenia!
Ale tym paniom i panom nędza do mieszkań
nie zagląda. Od dłuższego czasu, przeróżne afery, jak Rywin-Michnik, "starachowicka",
i różne bandy typu "Pruszkowska", czy "Wołomińska" - grasują wśród zbiedzonego
społeczeństwa! W Sejmie zaś odgrzewa się długimi debatami kwestie aborcji,
względnie praw homoseksualistów - są to typowe zgniłe zgrzyty, prawdę mówiąc
merytorycznie obce duchowi polskiego społeczeństwa . Są ochłapem rzuconym
swawolnie przez rządowych kacyków - bo tak powinno się ich nazywać - biednym,
biernym mieszkańcom Kraju, by zapomnieli, co mają włożyć do garnka - a
dzisiaj wielu nie ma co!
Widać wyraźnie, że w dzisiejszej Polsce
wszystko się wali, za wyjątkiem sutych apanaży rządowo-sejmowych.
Sytuacja jest również skandaliczna w
dziedzinie ochrony zdrowia Polaków - szpitale zamykają drzwi, bo chronicznie
brakuje pieniędzy nawet na ogrzewanie, nie mówiąc już o lekarstwach i leczeniu
pacjentów. Nie ma funduszy na badanie stomatologiczne u dzieci, a na wizytę
u lekarza-specjalisty czeka się zwykle wiele miesięcy, nawet często do
jednego roku! Prędzej można umrzeć.
Odbiera się też bezczelnie, ale "urzędowo",
dotychczasowe świadczenia emerytom, tym najbiedniejszym. Z zimną krwią
racjonalizowana jest polityka niszczenia polskiego społeczeństwa przez
zaciekłych urzędasów.
Wszystko to sam obserwowałem będąc dwa
miesiące w kraju.
Bezduszni prominenci na górze mają się
bardzo dobrze i nic ich nie obchodzą niepokoje społeczne i coraz gorsze
wyniki sondaży opinii publicznej. Rządowcy wespół z sejmowcami pilnują
i dbają wyłącznie o swoje stołki, mając przed sobą i przeciwko sobie społeczeństwo
podzielone, zagonione, opętane strachem przed utratą pracy i niepewną przyszłością.
Społeczeństwo polskie jest całkowicie
UBEZWŁASNOWOLNIONE! Uważam nawet, że strach przed obecnym systemem lewacko-liberalnym,
tzw. "europejskim", jest teraz w Kraju do pewnego stopnia wyraźniejszy,
niż był za czasów PRL!
Istnieje jednak szansa, że może się
on skończyć. Świadczą o tym strajki ostrzegawcze górników i hutników.
W PRL istniała komunistyczna nowomowa,
dzisiaj zaś powstała "europejska" NOWOMOWA. Ci wszyscy renomowani i urzędowi
"mędrcy" nie chcą wiedzieć i wcale ich to nie obchodzi, że dzisiejsza "nauka"
europejska może być i często jest na służbie fałszywej ideologii czy nawet
doktryny.
W najbliższych dniach ma w Polsce zastrajkować
kolej. Czy byłoby to możliwe w przedwojennej Niepodległej Polsce w latach
20. i 30., aby koleje nie funkcjonowały?! PKP do września 1939 roku były
jednym z lepiej prosperujących przedsiębiorstw państwowych. Pociągi w tym
czasie były jedne z lepszych w Europie, słynęły z punktualności, co do
minuty. (mój ś.p. Ojciec - pamiętam - miał zegarek kieszonkowy jeszcze
z czasów carskich i często nastawiał go według rozkładu kolejkowego).
Polska przedwojenna, ta Prawdziwa i
autentyczna Niepodległa, istniała tylko (niestety) krótkie 20 lat, ale
i tak w porównaniu z dzisiejszą III RP osiągnęła tak wiele.
Ale idźmy dalej - otóż protesty zapowiedziała
Krajowa Komisja "Solidarności", następnie miały odbyć się marsze protestacyjne
służby zdrowia, blokady taksówkarzy itd., itp.
Uważam, ażeby cokolwiek zmienić i wygrać
w walce z władzą, społeczeństwo musi być silnie zjednoczone, uświadomione
politycznie i musi trzeźwo myśleć - to są warunki konieczne!
Po 14 latach rządów tzw. III Rzeczypospolitej,
pomiatanie narodem, jego wyraźne lekceważenie i traktowanie "z góry" jest
widoczne, jak na dłoni. Zbyt dużo namnożyło się zdrajców i karierowiczów
o peerelowskiej wciąż mentalności.
Już czas najwyższy, żeby Naród Polski
obudził się i przejrzał, żeby zdrajców odtrącił i wyrzucił na zbity łeb!
Tych Balcerowiczów, Borowskich, Millerów, Kwaśniewskich, Cimoszewiczów,
Szmajdzińskich, Michników i wszystkich innych podobnych im anty-Polaków,
uczestników sławetnego "okrągłego stołu", bo tylko wtedy społeczeństwo
odetchnie i zwycięży - wreszcie!
I jeszcze jedna ważna sprawa - otóż,
dzisiaj w Polsce w środkach przekazu, szczególnie w telewizji, powszechnie
nadużywa się słowa "profesor". Oglądałem całe zastępy rozmaitej maści "profesorów",
którym daleko było do tak poważnego i zaszczytnego tytułu. Koronnym przykładem
był np. Geremek, zwany "Szefem polskiej dyplomacji", czy "profesor" Władysław
Bartoszewski.
Musimy wiedzieć, że często dzisiejszy
"profesor" nie ma nic wspólnego z autentycznym tytułem profesora, jaki
istniał w Polsce Niepodległej 20-lecia. Otóż dzisiaj, bardzo często w roli
profesora występują prominenci lewicowej i powszechnie liberalnej sceny
politycznej - tacy np. jak Jerzy Jaskiernia - w czasach PRL tasiemcowy
aparatczyk komunistyczny, a dzisiaj wykładowca "spraw europejskich" na
czterech różnych uczelniach... Drugi - Józef Oleksy - też "profesor" (pożal
się Boże) - były pierwszy sekretarz komitetu Partii w Białej Podlaskiej.
Następnie niejaki Iwiński - wykłada w szkole Ubezpieczeń i Bankowości w
Warszawie - albo jeszcze inny - A. Szajna - zwykły, tuzinkowy aparatczyk
w latach 70. i 80., który dzisiaj, jako "uczony" jest dziekanem "Wydziału
Europeistyki".
Gdybym się wysilił i chciał w tym miejscu
wymienić wszystkich profesorów polityczno-medialnych w dzisiejszej Polsce,
nie starczyłoby miejsca na łamach "Gońca".
Jednym słowem, teraz pod okiem różnych
czujnych resortów i rozmaitych komisji agenturalnych i akredytowanych,
ci panowie - wyżsi urzędnicy - uprawiają tendencyjną i bałamutną twórczość
"profesorską", wciskając do umysłów zmanipulowanego przez media społeczeństwa
wszystko, co się da!
Grudzień 2003
Józef Blondowski
Hamilton
Od redakcji: No niestety...
***
Autora listu podpisującego się "Jan Nowak",
"Jan Kowalski Przedzierzgiecki", prosimy o kontakt!
***
GONIEC NR 3/2003
Artykuł na temat Rocessvałówki
dotyczy tylko problemu parkowania, natomiast obsługa klijentów w
polskich sklepach pozostawia wiele do życzenia. Obsługę można porównać
do czasów PRL-u. Pracujące ekspendjetki na ogół są marudne nie okazują
zaciekawienia klijentem i żadna z nich się nie uśmiechnie. Na ogół widać
tylko "Kamienne Twarze"
Z poważaniem S. Adam
Od redakcji: Panie Adamie, następnym
razem w trakcie zakupów na Ronceswólce, niech Pan spróbuje się uśmiechnąć
do ekspedientek - na pewno się odwzajemnią - efekt murowany.
***
"Goniec" powinien również uwzględniać
następujący blok informacyjny - dla kobiet - moda, uroda itp. - informacje
o wydarzeniach kulturalnych itd. w nadchodzącym weekendzie - sprawy
finansowe - kącik imigracyjny - kącik technologii.
Z poważaniem Ryszard
Od redakcji: Pomyślimy, zobaczymy...
***
Panie Rosa!
Trudno porownywac tworczosc A. Mickiewicza
z Panskimi "artykulami", ale widze ze sie Pan wysoko ceni. Moim zdaniem
lepszy w tym miejscu bylby cytat ktorejs wypowiedzi Andrzeja Leppera. Mickiewicz
tworzyl "kilka" lat temu, a poza tym czy poprawia sie mistrzow? Moze Panskim
zdaniem tak. Ja bym nie smial. Za brak polskich znakow przepraszam.
Piotr
Od redakcji: Cytowany fragment z "Pana
Tadeusza" służył do przedstawienia ciekawego zagadnienia tworzenia przez
naszych klasyków literatury narodowej norm gramatycznych. Wesołych Świąt!
GONIEC NR 2/2003
NIE MA LUDZI (CZASOPISM) NIEZASTĄPIONYCH
Z przyjemnym odczuciem sięgnąłem po pierwszy (promocyjny)
numer "Gońca" z dnia 5-11 grudnia 2003. Oczywiście, jest jeszcze za wcześnie
na generalną ocenę pisma i przewidywania jego rozwoju, jednak mam kilka
uwag, z którymi chciałbym się podzielić z szanownymi Czytelnikami.
1. O sukcesie każdego pisma decydują nazwiska redagujących
i współpracowników, nie wszystkich tych ludzi znam, ale wiem również, iż
nie są oni uwikłani w żadne afery korupcyjne, finansowe, obyczajowe, nie
są pieniaczami sądowymi a także ludzie ci nie realizowali swoich prywatnych
celów pod płaszczykiem działalności społecznej. Stare polskie i nie tylko
polskie przysłowie mówi: Gdzie się dwóch bije tam trzeci korzysta. A dlaczego
ten trzeci nie ma korzystać, przecież nikt, naprawdę nikt nie jest niezastąpiony.
2. Przypuszczalnie produkcja nowego czasopisma ruszyła "z
kopyta", celując w "dziesiątkę" z terminem wydania i opierając się głównie
na talencie i sprycie jego wydawców, nic mi nie wiadomo o naciąganiu polonijnych
instytucji na kilkumilionowe pożyczki (na wieczne nieoddanie) dla nowego
pisma czy innych agresywnych kroków podejmowanych przez naczelnego "Gońca"
wobec organizacji i instytucji polonijnych, tak obecnie jak i w przeszłości.
Innymi słowy tylko przez nierobienie błędów i niewdawanie się redakcji
w podejrzane interesy (a to związane jest z zależnością) i awantury zarabiacie
państwo dodatkowe punkty, tak trzymać. I nie tylko trzymać ale i pokazywać
w każdym nowym numerze.
3. Linii ideowej "Gońca" zawierającej się w dwóch słowach
"promowanie polskości" należy tylko przyklasnąć. Polonijne sprawy takie
jak: sukcesy polskich inżynierów i techników, rocznice święceń kapłańskich,
szczegółowe przedstawianie biznesów polonijnych to fakty godne przypominania
i odnotowania. Bezwzględna prośba o informacje z życia KPK, i to w płaszczyźnie
ponadpersonalnych konfliktów. Nie ma skutecznego promowania polskości,
gdy
nie przypomina się, przynajmniej podczas ważniejszych rocznic, o zasługach
naszych kombatantów, aczkolwiek trzeba Wam przyznać, iż w pierwszym numerze
wspomnieliście o p. Januszu Żurakowskim (w kontekście oblatywania myśliwca
Avro Arrow), który to Polak-kombatant niedawno doczekał się swojego pomnika
i parku swego imienia w Kanadzie.
4. Uwaga do p. Stana Tymińskiego: mam podobny pogląd w sprawie
globalizacji i światowych rządów wielkich korporacji i ich wpływu na kraje
niezamożne, takie jak Polska. Natomiast publiczne używanie skrajnego słownictwa
takiego jak "koniec świata" nie przystoi człowiekowi, który w swoim czasie
zdobył ponad 4 miliony głosów, można przekazać tę samą myśl używając innego
języka. I nie ma znaczenia czy wycofał się Pan na stałe z polityki, czy
nie, po co pomagać Barbie Kwaśniewskiej?
5. Jeśli chodzi o serwis ogłoszeń familijnych, t.j. fotki
z narodzin, ślubów, gratulacji, komunii św., urodzin e.t.c. chciałoby się
powiedzieć: nareszcie! Dodałbym do tego cykliczny dział młodzieżowo-dziecięcy,
drukujmy listy dzieci i młodzieży czy nawet fotokopie ich listów w tym
ich mieszanym polsko-angielskim dialekcie, to byłby niezwykle ważny fundament
nie tylko dla promowania polskości ale i ciągłości naszej tkanki polonijnej.
Życzę Redakcji i wszystkim Czytelnikom "Gońca" Wesołych Świąt
Bożego Narodzenia.
Z poważaniem:
Andrzej Chronowski
Od redakcji: Wzajemnie Wesolych
Świąt!
***
Silni wiarą, słabi duchem, prymitywni rozumem. "Goniec" złożony
z samych zdrajców. Dlaczego w modlitwie jest, że Chrystus siedzi po prawicy
Ojca? Chrystus nigdy nie był prawicowcem, tym bardziej zaciekłym, zakłamanym
i przekupnym konserwatystą. Nareszcie będę mógł spokojnie czytać "Gazetę"
bez Pana komentarzy.
Jestem Polakiem wierzącym mocno w przetrwanie mojego Narodu,
ale nie z judaszową prawicą. Nam potrzeba mądrych polityków, a nie prawicowych
oszustów i lewicowych nieudaczników. Silnie wierzę w to, ze Pana niedługo
poGonią...
Cześć!
rysiek@gazeta.pl
(Portal AGORY SA)
Od redakcji: Szanowny Panie Ryśku,
nadstawiamy drugi policzek, a przy okazji jedna uwaga: następnym razem
pro-szę używać bardziej precyzyjnego języka i łaskawie napisać, co, lub
kogo zdradzamy i kto nas przekupił. Serdeczności!
***
Panie Rosa!
Po Panskim odejsciu z "Gazety" mialem nadzieje,
ze nie bede juz nigdzie czytal motoryzacyjnych pseudoartykulow redagowanych
przez Pana. Moi rodzice sa fanami Pana Kumora i zakupili dzisiaj tygodnik
"Goniec", ktory spodobalby mi sie gdyby nie artykul pod tytulem "Nowicjusz
na salonach".
Powiedzmy sobie szczerze nie zna sie Pan na motoryzacji. Jak
to zwykle z panskimi artykulami bywa popelnil Pan sporo bledow. Oto niektore
z nich:
- "KIA podaza ta sama droga, co niegdys Hyundai". Poprawnie
"ktora".
-"....miec calkiem nowy samochod". Czy sa w polowie nowe??
-"...toyote avalon, buicka LeSabre, nissana maxime...." i
"..grand marquisa z Mercury." Od czego zalezy pisownia w tych sytuacjach
? Od samopoczucia?
-"...(woz pali tez wowczas duzo mniej....)" A moze spala??
To tylko bledy jezykowe a reszta?? Kilka z nich:
- Elantra przypomina Poloneza z FSO i dlatego jest popularna
wsrod Polakow. Bzdura!!!
- Amanti jest kolejnym tancerzem. Chyba w balecie!!!
- "dzip". Auto terenowo-rekreacyjne???
- "subwoofer". Glosnik basowy lub nisko-tonowy.
I tak dalej i tak dalej.
Moja prosba: dbajmy o jezyk ojczysty i o czytelnika, ktory
tez bywa wyksztalcony na wyzszej uczelni i sie z tym nie obnosi tak jak
"Nowicjusz na salonach".
Piotr
Za brak polskich znakow przepraszam.
Od redakcji: My też przepraszamy.
Językowi puryści to gatunek ginący, więc z całym szacunkiem uchylamy przed
Panem rąbka kapelusza.
PS Proponujemy też dla rozgrzewki zabrać się za ten kawałek
autorstwa A. Mickiewicza:
... Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej
świecisz Bramie! (poprawnie: która???).
GONIEC NR 1/2003
***
Wydają te wizy czy też nie?
Mam nadzieję, ze pańskie (państwa) przedsięwzięcie się
powiedzie.
A tak na początek - proponuję (niezależnie od osobistego punktu
widzenia) zająć się również sprawą "pułapki paszportowej". Wiem, że było
to wałkowane parę razy w przeszłości, ale w mojej opinii, temat nic nie
stracił na aktualności. Np. w końcu października konsul Junosza-Kisielewski
zwołuje konferencję prasową, na której wraz z prezesem ZG KPK Sobockim
oświadcza, że co prawda, prawo się nie zmieniło, ale jest jego inna interpretacja.
Czyli, że można wydawać polskie wizy do kanadyjskich paszportów obywatelom
polskim.
Zaś parę miesięcy temu, a dokładnie na przełomie czerwca/lipca,
w Australii w Sydney, konsulat polski zaprzestał wydawania wiz do australijskich
paszportów, po tzw. "sprawie Weissa" (patrz www.cyberexpres.com).
No więc, jak to jest ? Na półkuli północnej obowiązuje co innego
niż na południowej?
Co ciekawsze, w programie polskim w Toronto na początku listopada
była ta konferencja prasowa pokazana. Ale poza jedynym "Dziennikiem" NIKT
inny w Toronto nie pisnął o tym ani słówka.
A więc co się dzieje? Wydają te wizy czy też nie ? Ja sam widziałem
tę audycję w TV i wydaje mi się, że nie była to fatamorgana (aż tak ciepło
to na początku listopada u nas nie było).
Podaję parę linków: http://www.cyberexpres.com (proszę pojechać
"do tyłu" do czerwca, żeby za-poznać się ze "sprawa Weissa"), następnie
inne artykuły, włączając w to sprawozdanie dra Rygielskiego, jak również
program w TVPolonia. Jak również inną głupotę - kary do kilkunastu tysięcy
złotych zapłaci w Polsce ktoś, kto wymienił dowód osobisty na nowy, ale
nie powiadomił o tym urzędu skarbowego.
Przecież to jest jak z Kafki!
Od redakcji: Dziękujemy za miłe słowa, sprawą zajmiemy się w najbliższych
numerach. Polskie przepisy nie pozwalają się na nudzić
***
Gratuluję narodzin nowego czasopisma i trzymam kciuki za powodzenie
tego przedsięwzięcia pozdrawiam serdecznie Stefan Detko now@ on-line nowamedia@interia.pl
http://nowamedia.w.interia.pl
***
Witam, Miłoprzywitać pismo które chyba będzie wreszcie
niezależne. Mam nadzieję że będziecie pismem w kolorze. Można
by też pomyśleć o spróbowaniu wersji elektronicznej. Płacę jakąś kwotę,
a wy dajecie password pozwalający czytać wasze artykuły tzn czytać
wasze pismo. Dziekuję. Pozdrawiam.
***
Serdeczne gratulacje Panowie, od wielu lat kupowałem gazety w
których mogłem przeczytać wasze artykuły, i od nich zawsze zaczynałem czytanie.
Teraz, kiedy postanowiliście robić coś na własną rękę, mam nadzieję na
polsko-prawicowy dziennik, ponieważ wszyscy reprezentujecie bliski memu
sercu zanikający odłam kultury śródziemnomorskiej na bazie niereformowalnego
katolicyzmu plus wasze zdrowo rozsądkowe podejście do wielu tematów tabu
praktycznie gwarantuje ciekawe przedsięwzięcie. Chciałbym poprzeć Wasz
pomysł proszę o podpowiedź jak? Jeszcze raz serdeczne gratulacje.
Cezary Orłowicz
Od redakcji: Dziękujemy za słowa pocieszenia. Nie będzie to kolorowy
magazyn, ale może będzie ciekawy... Pomóc nam można prosto i banalnie -
kupując pismo, dając nam reklamę lub ogłoszenie, pisząc do nas, mówiąc
o nas krewnym i znajomym (także Królika).
STRONA GLOWNA
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|