POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Redaguje 
zespół w składzie:

Andrzej Kumor
redaktor naczelny
kumor@goniec.net

Jerzy Rosa
redaktor prowadzący
rosa@goniec.net

Magda Angrot 
magda@goniec.net

Marek Bućko
bucko@goniec.net

Krzysztof Jaśkielewicz
jaskielewicz@goniec.net

Olimpia Orlewicz
accounting@goniec.net

Daniel Runo
runo@goniec.net

Aleksander Rybczynski
rybczynski@goniec.net

Współpracują:

Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Andrzej Fromm * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo  * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Krzysztof Ligęza * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Bogdan Prażmowski * Jerzy Przystawa * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

***
Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0

 
GONIEC NR 46/2005 (101) (18-24 XI 2005)

 Panie Andrzeju!
 Rok temu po obchodach Święta Niepodległości  pod ratuszem, rozmawiałem z Panem, aby na przyszły rok rozpropagować bardziej wśród Polonii to jakże ważne dla Polski i Polaków  święto. Obiecał Pan, że to zrobi. I co? Przejrzałem całego "Gońca" i oprócz komunikatu KPK Okręg Toronto, nic nie znalazłem.
 Na pochodzie było żenująco mało ludzi, oprócz kombatantów, harcerzy i ich rodziców nie było chyba więcej innych, że tak się wyrażę, postronnych uczestników. 
 Mam do Pana żal, powiedziane było, "komu więcej dano, od tego więcej też się wymaga" (w luźnym tłumaczeniu). Ma Pan dobry tygodnik, dużo w nim Pan pisze o naprawie Polonii, udziela Pan dużo rad, wylewa krokodyle łzy nad zatracaniem przez Polonię tożsamości narodowej i nie ma Pan czasu lub miejsca, aby rozpropagować tak ważne wydarzenie, jakim jest Święto Niepodległości, i wezwać Polonię do wzięcia udziału?     Nie wiem, jak w innych gazetach, bo nie czytuję,  chyba też nic nie było, ale od Pana oczekiwałbym dużo więcej.
 Pozdrawiam, 
Ryszard Sochon
  PS Goniec zaczyna upodabniać się do gazety "Gazeta".

 Od redakcji: Szanowny Panie, zawsze mamy miejsce i czas, aby wezwać Polonię, dlaczego nie napisał Pan wcześniej? Ja piszę, nie jestem działaczem ani organizatorem, ja jestem od "krokodylich łez". Jeśli Pan miał pomysł, jak to zrobić, trzeba było napisać  "przed", a nie "po". Publikowaliśmy komunikat KPK-Toronto, wszyscy więc mogli się dowiedzieć, gdzie i kiedy, apelowaliśmy o wywieszanie polskiej flagi... - AK.
 
 Ogłoszenia
 Mam pytanie do Państwa, czy zamierzacie w przyszłości zamieszczać ogłoszenia na necie, myślę, że wielu klientów skorzysta z tego dobrodziejstwa, jakim jest Internet, a przy okazji mocniej usadowi wśród Polonii niezłą w sumie gazetę...
 Pozdrawiam
Alex

 Od redakcji: Oczywiście, od czasu do czasu je zamieszczamy w formacie strony pdf.
 
 Witam Szanownego Redaktora,
 Ostatnie zmiany "układzików" w Polsce podniosły dość mocno polityczną temperaturę  i znów stało się interesujące, "kto z kim i za ile", i co ciekawe, dla nas, również tu, w Kanadzie... 
 Nigdy nie należałam do tych idiotów ani też "niepoprawnych" optymistów, którzy wierzyli bądź też próbowali nam wmawiać, że struktury stworzone przez komunę ot tak, zwyczajnie się już "rozpłynęły", a dawne kanalie i koniunkturaliści zaczną przestrzegać zasad Dekalogu. Jest oczywiste, że między innymi takie kraje jak Kanada staną się schronieniem dla wszystkiej maści agentów szkolonych w specjalnych ośrodkach (jakkolwiek by je zwał) i tutaj będą oni "prać" brudne pieniądze, jakie trzeba było szybko upłynnić z RP. Wielokrotnie nie przeszkadzało to tym komuchom, a wręcz było nawet pożądane  grać rolę  najlepszych patriotów, a od postkomuny brać kolejne krzyże zasługi za swe usługi. 
 Nie o tym jednak chcę pisać, bo nie mam szans, aby z tą "swołoczą" wygrać  ani tu, ani tam, i nie mam też obsesji, aby poświęcić swoje życie na te kanalie. Niemniej warto uważnie przypatrzyć się naszemu polonijnemu podwórku i poobserwować nerwowe ruchy tych, których rączki nieco się pobrudziły w układach komunistycznych i postkomunistycznych, a dziś nie są pewni, czy zakończy się tylko na głośnym kwakaniu "KACZORÓW", czy też trzeba będzie "karty wyłożyć na stół".  
 Oczywiście, nie należy zbyt pochopnie wyciągać daleko idących wniosków, ale gdy ktoś "bije mnie młotem po głowie, to mózg staje okoniem" (lekko parafrazując słowa Redaktora A. Kumora). Warto więc mieć oczy i uszy szeroko otwarte i umieć rozróżnić prawdziwe "lisy" od farbowanych. 
 Mieszkając na stałe w Kanadzie, siłą rzeczy musimy korzystać z "pośrednictwa" tutejszych polonijnych gazet, radia i TV, jeżeli chcemy wiedzieć, co "piszczy" w ojczyźnie. No i tu właśnie zaczyna się problem, ile jest prawdy w przekazywanych informacjach, a kto i w jakim celu wtłacza nam do głów spreparowaną papkę, czyli "chłam". 
 Aby to zauważyć i wiedzieć, gdzie lokują się sympatie tych czy owych, nie trzeba wielkich wysiłków, bo wystarczy tylko schylić się (jak się komuś chce) i wziąć do ręki "free" polskojęzyczne gazetki wydawane w Kanadzie lub nacisnąć pstryczek TV i relaksując się, oglądnąć lub przeczytać kolejne wydarzenia i oczywiście opinie na temat obecnych zmian w Polsce. Jak ktoś wykona nieco większy wysiłek myślowy i finansowy, to wyciągnie $1.50 i będzie miał opinię tych, którzy niezależnie od finansowych układzików mają swoje zdanie i nie boją się tego prezentować.
 Chwała kanadyjskiej demokracji, że mamy ten wybór, i to już zależy tylko od nas, z czego chcemy korzystać. Niestety, tego wyboru nie mamy z TV, bo tu za nasze (podatników) fundusze - program OMNI jest dofinansowywany przez rząd kanadyjski - ktoś dokonuje wyborów i propaguje (w jego rozumieniu) "polską kulturę", wpychając nam takie "cudeńka", jak dysk "Tak się pije na wschodzie" (tzn. w Polsce), jaki ukazał się w programie "Na luzie" 5 listopada 2005 (taka mała uwaga na marginesie, bo oczywiście, że się pije, tylko komu zależy na uwypuklaniu naszych wad). 
 Tyle ogólników i może lepiej popatrzyć na konkrety. Być może się mylę (oby!!!), ale czym wytłumaczyć rozbieżność w doniesieniach z ostatniego tygodnia, czyli wydaniach z dnia 6-13 listopada 2005.
 Radio "7", reklamując tygodnik "Życie", głośno anonsuje: "Ziobro zwolnił zabójców", i oczywiście ani słowa więcej, bo chodzi przecież o to, by czytelnik sięgnął po "Życie". Tytuł sensacyjny, no ale co ważniejsze (i co rozumiem chce przekazać nam wydawca "Życia"), że znów się zaczyna korupcja i w czym oni lepsi od poprzednich, skoro Ziobro... a  "Życie" informuje nas m.in. dalej: "We Włodawie jednak zabito człowieka, w momencie, w którym nikogo nie atakował". No proszę, jeszcze nie okrzepli, a już zaczynają te "oszołomy" z PiS. Czekajcie, "Oni" wam jeszcze pokażą. 
 Nie będę się tutaj wdawać w szczegóły i czy minister Z. Ziobro miał rację. Prawne dywagacje dotyczące tematu tzw. obrony koniecznej są bez sensu, bo i tak stoję na pozycji przegranej, gdyż w dzisiejszym świecie lewacka koncepcja sprawiedliwości chce, abyśmy karali ofiary, a mieli pełne zrozumienie i współczucie dla przestępców i wszelkiego typu kanalii. 
 Nie to jest dla mnie istotne w tym momencie, ale zwyczajnie coś mi tu "nie gra". Nie uważam Ziobry za idiotę, ani też nie wydaje mi się, aby już był "kupiony" przez bandziorów, więc sięgam do innej polskiej gazety "Goniec", aby porównać informacje, gdyż nie wątpię, że taka sensacja nie zostanie pominięta w tym tygodniku. Szukam i szukam i wreszcie odnajduję artykuł na ten temat pod tytułem "W domu ugotował rosół", w którym bez sensacyjności, rzeczowo, opisana jest cała sprawa. Ponieważ stoję na tzw. rozdrożu, zbieram dodatkowe informacje w Internecie i od ludzi żyjących w Polsce. Potwierdzają one relacje z "Gońca" i w oparciu o nie można zrozumieć decyzję podjętą przez ministra Zbigniewa Ziobrę.
 O co więc tu chodzi i komu? Po co to całe negatywne naświetlenie sprawy? Polonia głosowała zdecydowanie za opcją zmiany układu "postkomunistycznego" (z małymi wyjątkami), więc kto tak usilnie się stara już od samego początku robić "koło pióra" nowym władzom w Polsce. Owszem, walka o czytelnika może uzasadniać "robienie burzy w szklance wody", ale to właśnie "Życie" jest "free", a "Goniec" kosztuje, więc...? 
 Przypominam sobie, jak rządy Olszewskiego rozpoczęły się od agresywnej "nagonki" mediów. Postkomuna nie dała temu układowi nawet najmniejszej szansy, bo tak się bali "wyciągania trupów z szaf" i mając "swojaka" Prezydenta, szybko się uporali z tym prawicowym zagrożeniem. Teraz będzie nieco trudniej, bo ani Prezydent "swojak", a Sejm jeszcze nie całkowicie "obłaskawiony". Proste (jak konstrukcja cepa - to za Ziemkiewiczem), że dla komuny "bój to będzie ostatni" i wszystkie siły będą mobilizowane, aby tę bitwę wygrać. Osobiście bardzo się niepokoję o braci Kaczyńskich, bo jak wiemy, komuch nie przebiera w środkach i zastosuje wszystkie "sztuczki", aby ich unieszkodliwić. 
 Czyżby zaczynało się podobnie i tu, na polonijnym podwórku? Zastanawiam się, czy to jest tylko "przeoczenie" wydawców "Życia", czy też  mają oni ambicje  być tubą "duchowego i intelektualnego ogłupiacza" polskiego narodu Adama Michnika. 
Panowie! Umieszczanie na tych samych łamach tekstów Rafała Ziemkiewicza (mój  powód, dla którego czytuję "Życie")  i koncepcja podstawiania "haków" wzięta prosto z michnikowszczyzny nie idą z sobą w parze. Zdecydujcie się, bo to co dziś robicie, to zwyczajnie brak konsekwencji, gdyż sami sobie psujecie robotę i kiepskie będziecie mieli wyniki w kreowaniu polonijnych nastrojów. 
 Wydaje mi się, że teraz jest pora na to, aby poprzeć obecne władze w RP, gdyż nie będą one miały łatwego życia i bez naszych przytyczków. Już możemy zauważyć, w jaką nerwowość wpadli nasi sąsiedzi (z obu stron). Do dziś nie widzieli fałszowanych zaświadczeń i wszystkie normy im odpowiadały. Od momentu gdy Premier RP zapowiedział, że zajmie się  "SPECSŁUŻBAMI", blady strach padł na naszych dotychczasowych władców, gdyż wiedzą oni doskonale, że tak naprawdę to dopiero teraz "POLSZA" wyśliźnie się im z rąk. Będą więc robić wszystko, aby odwrócić tę sytuację, i jestem przekonana, że znajdą do tego zadania masę "pomagierów" wśród naszego narodu. 
 Nie ułatwiajmy im więc zadania, a raczej starajmy się budować opinię władz IV RP, niż czerpać radość i robić sensację z ich potknięć. Mam nadzieję, że etyka dziennikarska nie "wyparowała" tak jak nasz narodowy majątek i znajdzie się jeszcze miejsce w polonijnych mediach na obiektywną ocenę sytuacji, bo tych od "podkładania nóg" jest i tak wśród nas zbyt wielu.
 Łączę wyrazy szacunku,
 Barbara Starzewska
 PS Panie Redaktorze, jest Pan świetnym felietonistą, ale myślę, że "skaptowanie" Rafała Ziemkiewicza lub W. Łysiaka nie zaszkodziłoby pańskiemu tygodnikowi i miło byłoby ich poczytać...

 Od redakcji: Szanowna Pani kieruje pretensje pod adresem naszej konkurencji, może więc raczej tam należało przesłać list. Wszyscy walczymy o czytelnika. My wierzymy w jego zdolność formułowania ocen, dlatego usiłujemy prezentować różne punkty widzenia, również te, które w tzw. prasie wielkonakładowej są  chowane do szuflady, choć część naszych materiałów to wybrany serwis Polskiej Agencji Prasowej, czasami zabarwiony opinią, z którą się nie zgadzamy... 
  Polonijny rynek środków masowego przekazu jest zatłoczony,  są na nim różne propozycje,  każdy może znaleźć coś dla siebie. I chyba to jest najważniejsze.
 Owszem, myślimy o pozyskaniu nowych współpracowników, których myślenie i pióro są czyste.
 
 Prośba o adres 
 Nazywam się Alfred Sobieniak, z Sandomierza w Polsce. W Toronto mieszkał zmarły 15 lat temu mój stryj Janusz Jan Sobieniak. W czasie pobytu w Polsce w latach 70. mówił mi, że w Toronto jest Dom Polski SPK. Stryj był oficerem Wojska Polskiego odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari. Uprzejmie proszę o ustalenie, czy ten Dom Polski SPK jeszcze istnieje i podanie mi jego adresu, w tym internetowego.
 Z poważaniem, 
Alfred Sobieniak
alfred.sobieniak@op.pl

 Od redakcji: Szanowny Panie, jeśli używa Pan Internetu, niech Pan włączy szperacz Google i  wyszpera potrzebne informacje...
 
 Zew Natury 
 Czytałam dawno, w sezonie truskawkowym, zachętę Autora do wyprawy na farmy i własnoręczne zbiory owoców. Bardzo się wtedy ucieszyłam, że ktoś o tym napisał, bo sama znam kilka farm w okolicach Ottawy udostępnianych mieszczuchom i wiem, że świeżo, własnoręcznie zerwane lepiej smakują niż te ze sklepu. Poza tym na farmach są różne inne atrakcje, niedostępne w mieście. Kilka miesięcy temu, na przykład, zostałam dokładnie obdziobana i obskubana przez ogromnego gąsiora z czarną naroślą na czole, który bronił swojej partnerki i kolegi kaczora - stojących z boku i zagrzewających obrońcę w duecie.
 Przygoda odbyła się bez ludzkich świadków, ale mam dowód w postaci filmu nagranego przytomnie moim aparatem fotograficznym.
 Trójcę drobiową miałam okazję poznać, wracając właśnie z wyprawy na grzyby z trzema koleżankami - wstąpiłyśmy w drodze powrotnej na farmę po świeże jajka.
 Właścicielka farmy, która wyzwoliła mnie od przystojnego stróża, oddając go w moje ręce - do wspólnej fotografii, opowiedziała nam historię tej sympatycznej trójcy drobiowej. To niedobitki po atakach okolicznych kojotów. Ze stada kaczek został tylko jeden kaczor, który czując się osamotniony, przystał do pary gęsiej i został zaakceptowany.
 Wtedy nasz (państwowy - ogólnodostępny) las wydał mi się jeszcze ciekawszy. Spotkałam tam już kiedyś okazałego jeżozwierza. Ryzykując niewiadome, obfotografowałam go w marszu i wczepionego w sosnę na wysokości moich ramion z odległości nie większej niż dwa metry! Serce mi biło mocniej ze strachu niż w przygodzie z drobiem udomowionym.
 W tym lesie spotykam węże, dzikie kury (uciekają w popłochu z krzykiem, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy), w rozlewiskach strumienia żyją bobry. Są ślady jeleni.
 Lasy, łąki, jeziora i rzeki z całym swoim bogactwem są nam, mieszczuchom, potrzebne jak powietrze. Las pachnie w zależności od pogody i pory roku. Las grzybowy pachnie najpiękniej. Teraz jest pora na gąski (zielonki). Rosną w sosnowych lasach, a świeże pachną mąką. Najliczniej występują w kolorze szarym i żółtawozielonym. Świetne smażone na maśle. Dobre do marynowania, na sos czy zupę. Podobno można je też kisić.
 Chodzenie po dobrze zagospodarowanych parkach narodowych i prowincyjnych to jeszcze jeden atrakcyjny aspekt kempingowania w parku.
 Pozdrawiam miłośnika natury, i dziękuję, Panie Jerzy, za przypomnienie, że poza pokrętną polityką istnieje inny świat - pełen ładu i przewidywalnych niespodzianek; świat, który łagodzi obyczaje i stresy. Świat, którego jesteśmy częścią, ale zapominamy o tym, siedząc przed telewizorem czy komputerem.
 Anna Kozłowska

 Od redakcji: Pozdrawiam również Panią - zawsze namawiam do poznawania naszej nowej ojczyzny, cieszę się, że znajduję tak oddanych tej pasji czytelników "Gońca". J.R.
 
 Serdecznie witam
 Od razu przejdę do rzeczy, żeby nie nudzić. Polska heraldyka ma wielowiekową tradycję. Ja zajmuję się wykonywaniem haftowanych herbów rodowych, polskich orłów historycznych, panoram i widoków miast.
 Na razie nie stać mnie na zamieszczanie płatnych ogłoszeń popularyzujących moją działalność i w związku z tym pytanie - czy jest możliwość, byście Państwo w kilku słowach napisali o możliwości zamówienia u mnie herbu, pomogli spopularyzować...?
 Proszę zajrzeć na stronę www.biw.pl  (ciągle modyfikowana) i ocenić, czy to, co robię, warte jest polecenia. Przyznam, że byłoby mi bardzo miło...
 Serdecznie pozdrawiam
Barbara Wasilewska

 Od redakcji: Publikujemy Pani prośbę - może pomoże.
 
GONIEC NR 45/2005 (100) (11-17 XI 2005)

 Poniższe listy dotyczą tekstu "Straceni, zakompleksieni Polacy"

 Kumor a sprawa polska 
 Drogi panie Kumor, pisze pan tak łatwo i tak dobrze, że aż za dobrze, za łatwo. Czytanka, którą właśnie pan spłodził, nie wnosi nic do sprawy, jest banalna, jak tyle tekstów o tej sprawie dotąd napisanych i pewno jeszcze więcej w przyszłości. Szkoda pańskich nieprzeciętnych talentów na stwierdzanie tego, co jest oczywiste, i chyba już nawet niewielu osobom chce się o tym pisać czy mówić. Bardziej by mnie zaciekawiło opisanie jakiejś konkretnej osoby lub nietuzinkowego zachowania. Lubi pan pouczać i moralizować, ale używanie ogólników i wyświechtanych frazesów jest już nudne. Proszę o więcej detali i smakowitej, dobrej dziennikarskiej literatury. Pozdrawiam.
Wierny czytelnik JM

 Od redakcji: Szanowny Panie, staram się unikać wycieczek osobistych, poza tym dla kogo oczywiste, dla tego oczywiste...  A. Kumor
 

  Znam takich "Polaków"... 
 Dokładnie takich samych. Jak trzeba, obraca się tylko wśród Polaków... ale wśród obcych udaje nie-Polaka... Przykład z brzegu: Polak Jurek Rzeźnik, młody emigrant, wieszał się przy kościele i parafii, jak trzeba było pracy, jedzenia, dachu nad głową... Polacy tak... ale Polska, o tu zaczynały się te same wynurzenia, jak przytacza p. Kumor. Po paru latach jestem w sklepie Dillardes, przechodząc do dep. jubilerskiego, usłyszałem znajomy glos "Hi, how are you?". Odwracam się i widzę Jurka w eleganckim garniturze stojącego za biurkiem... O cześć... co tu robisz? I'm the boss here! I sciszając głos, mówi mi, możesz mówić po angielski? - Owszem, mogę - ale nie chcę! - No bo ja prawie już nie mówię po polski - mówi dalej po angielsku z charakterystycznym akcentem. Proszę, poznaj, to moja żona Saara... Tak toczyła się nasza rozmowa parę minut, zagęszczając atmosferę coraz bardziej... On po angielsku, ja odpowiadałem konsekwentnie po polsku. Przyglądała się temu ze zdziwieniem w oczach jego żona, miła myzia, która w pewnym momencie powiedziała: Wisz, ja prawie wszystko rozumi, co mówiacie... (czysto po polsku) Dziadkowie do końca mówili w domu po polsku, ale Urek nie każe mi do dziecka mówić po polsku. - Nie dziw mu się - powiadam- on ma bardzo złą wymowę. Pożegnałem się szybko. Na drogę wręczył mi wizytówkę: -Urek Reznick - Manager etc. etc. etc....
Romulus

 Od redakcji: No właśnie, każdy ma kogoś takiego koło siebie - A. Kumor
 

 ***
 Panie Kumor, to co Pan napisał, przypomina mi moją dyskusję sprzed 2-3 tygodni z niejakim Gwenem. Czyżbym pana zainspirował? Niech pan powie. Idzie Pan moją linią rozumowania, więc oczywiście i ja się mogę pod tym podpisać. Uważam, że takich wypowiedzi powinno być więcej. To jest rozpowszechnione zjawisko, z którym trzeba walczyć. 
 Dobra jest paralela z PRL-em. Jednak jeśli chodzi o sukcesy materialne tych ludzi, to jest już różnie. Zazwyczaj blefują sukces materialny, aby nadrobić inne braki i zakryć swoje kompleksy.
janusz / yanuszf@shaw.ca
Od redakcji: Ma Pan dużo racji, nie znałem Pana rozmowy, nie Pan mnie zainspirował. 
 

 Szanowni Państwo, 
 W związku z nieustannymi roszczeniami wysuwanymi przez panią Erikę Steinbach i jej Związek Wypędzonych, zaproponowałem jej debatę na temat odszkodowań. Rozesłałem to do centrali BdV, ale i do wielu dzienników, czasopism niemieckich, radia i TV, także angielskich. Pani Steinbach otrzymała to mailem i listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Będę nieskromny, ale ja - były robotnik Stoczni Północnej, która sąsiaduje z byłą Stocznią Lenina, opracowałem metodę szacowania strat, która bije na głowę wszystkie dotychczas stosowane i ujawniane przy różnych okazjach. Metoda ta jest nie do podważenia, a pozwala oszacować bardzo dokładnie straty wojenne. Jeszcze raz nieskromnie podkreślę, że wpadłem na nią jako uczeń 2 klasy technikum, jakieś 33 lata temu. Jest prosta w swej istocie i nie do podważenia. Nikomu się  to nie uda. Jestem nieskromny, wiem o tym, ale metoda jest dobra, precyzyjna i... powalająca Niemców na kolana. Zresztą kto za pomocą miecza (za pomocą odszkodowań) wojuje, ten od miecza ginie.  Uważam, że my i Niemcy możemy wycenić wzajemnie swoje pretensje i dokonać także wzajemnej ich kompensaty. Tak, jak robi się to w przypadku inwentaryzacji i wzajemnej kompensaty nadwyżek i niedoborów. Cóż, na razie frau presidentin milczy i nie odpowiada. Goliat boi się polskiego robola? Przecież - na przykładzie Wałęsy, powinno być odwrotnie. Dlaczego wyzwałem ją na / do debaty? Bo przez wiele już lat nikt tej kobiecie nie powiedział nie. Jej i innym Niemcom, którzy pragną z katów uczynić się ofiarami, a z ofiar zrobić zamierzają oprawców. Nie zrobił tego marszałek Sejmu i Senatu, nie zrobił prezydent Kwaśniewski, premier Belka i ich poprzednicy. No, więc ja to postanowiłem zrobić. Postanowiłem bronić Polski. I nie zamierzam przegrać.  Marek Zawadzki, były robol stoczniowy, rocznik 1956 
 PS Cóż, kiedy baba się przestraszyła. Nie odpowiada. Pewnie zna tę historię o Dawidzie i Goliacie. Wie, że łże, i boi się bezpośredniej konfrontacji? I słusznie, że się boi, bo nie dałbym jej szans. Nie dlatego, że jestem wybitnym erudytą, oratorem lub zwyczajnym farciarzem. Po prostu Prawdy i Polski broniłbym. A jeśli kto nie jest kpem, zna fakty i broni Prawdy, i Ojczyzny, ten ma oręż nie do pokonania. Przynajmniej w starciu z kłamstwem. W ogóle, to sądzę, że metodę moją - znowu jestem nieskromny, należałoby upublicznić i unaocznić światu i Polakom, ile są nam winni Niemcy i Sowieci. Jest ona niezwykle prosta, ma współczesne zastosowanie - choć w innych dziedzinach, i powtarzam - jest nie do obalenia, a sama powala kłamców. Na razie czekam na odpowiedź adresatów. Boją się nowego, tym razem medialnego Tannenberga / Grunwaldu? Z mojej, robola, ręki? Gdzież ta teutońska siła woli i odwaga?
 Marek Zawadzki 
84-230 Rumia, ul. Poznańska 14 /41 

 Od redakcji: To jest tylko teutońskie lekceważenie...
 

GONIEC NR 44/2005 (99) (4-10 XI 2005)

 Do Redakcji "Gońca"
 Z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu powodów budowlanego zamieszania wokół pomnika Katyńskiego w Toronto.
 Po mszy wieczornej w kościele św. Kazimierza i po zapaleniu znicza pod pomnikiem naszego Papieża udałam się pod pomnik Katyński z takim samym zamiarem. Spotkałam tu grupkę Polaków zaniepokojonych podobnie jak ja otaczającym pomnik i trwającym już od ponad miesiąca placem budowy. Dostęp do pomnika jest zablokowany barierkami ogradzającymi teren budowy, na który składają się pozrywane częściowe płyty u podnóża pomnika. Napis na pomniku został szczelnie zasłonięty, jak przypuszczam, w obawie przed jego zabrudzeniem w czasie tajemniczych prac budowlanych. Brak jest jakiejkolwiek tablicy informacyjnej dotyczącej prowadzonych robót. Będę bardzo wdzięczna za pomoc w uzyskaniu informacji odnośnie do szczegółów prac budowlanych wokół pomnika, a przede wszystkim ich celowości.
 Dziękując, załączam wyrazy szacunku.
 Ewa Zawistowska
 PS Oczywiście nie doszła również do skutku zaplanowana na dzisiaj, po zakończeniu wieczornej mszy, procesja.

 Od redakcji: Szanowna Pani, proszę zapytać opiekunów pomnika, radnego, lub zwrócić się do miasta. Miejmy nadzieję, że ktoś odpowie za naszym pośrednictwem.

 Szanowny Panie Kumor, 
 Chciałabym podzielić się moimi niezbyt przyjemnymi doświadczeniami związanymi z szukaniem pracy w polskim środowisku.
 Po wysłaniu mojego resume do dużego polskiego sklepu (który został właśnie otwarty), zadzwoniono do mnie na interview. Oczywiście przygotowałam się na nie, łącznie z wygospodarowaniem czasu. Już na miejscu nikt nie mógł sobie przypomnieć, że byłam umówiona na spotkanie. W końcu znaleziono menedżera, który zgodził się ze mną porozmawiać (ale dał do zrozumienia, że musi to zrobić bardzo szybko).
 Mam duże doświadczenie w sprzedaży i w dziale kosmetyków. Z angielskim też nie mam problemów. W ciągu tego interview czułam, jak bardzo przeszkadzam i zabieram cenny czas panu menedżerowi.
 Zaproponowano mi stawkę 8.00 dol. (jeśli zostanę przyjęta). Było to dla mnie oczywiste, że nie chciano mnie tam, proponując taką stawkę. 
 Mój wiek nie odpowiadał zupełnie kryteriom przyjęcia do pracy przez tego pana. Mam 53 lata i jeszcze nie uważam siebie za odrzut. Co do mojego doświadczenia i moich umiejętności - to nie miało żadnego znaczenia.
 Ostatnio dowiedziałam się, że znajoma dostała tam pracę za 10.50 dol. na godzinę. A więc mój wiek... Ona jest młodsza.
 Rozumiem, że nie wszyscy dostają pracę po każdym interview, ale można to robić w sposób bardziej profesjonalny i nie tak oczywisty (jeśli wiek lub coś innego nie odpowiada), bo to może urazić niejedną osobę. Osobiście nie mam grubej skóry. 
 Można przecież powiedzieć: jeśli będziemy rozważali twoje podanie, to zadzwonimy. Wersja typu "do not call us, we'll call you" bardziej mi odpowiada. 
 Prawie w tym samym czasie inna polska firma odpowiedziała na moje resume (insurance company).  Umówiona zostałam na interview, ale powiedziano mi, żeby tuż przed wyjściem z domu na to spotkanie zadzwonić do menedżera. Tak też zrobiłam. Gdy zadzwoniłam, nikt nie mógł sobie przypomnieć, że byłam z kimś tam umówiona. Za 10 minut zadzwoniono znów i powiedziano mi, że znaleziono moje resume, ale już to interview nie jest aktualne. Tym razem to skancelowałam inny appointment, żeby pójść na to interview.
 Jestem już dość długo w Kanadzie, ale ciągle nie mogę zrozumieć, jak można tak traktować ludzi. Wygląda na to, że moja naiwność rośnie z moim wiekiem i pobytem tutaj. A szkoda, bo tak naprawdę to bardzo chciałam pracować wśród Polaków (tym razem).
 Jeśli nie respektujemy samych siebie, to nikt nas nie będzie respektował.  
 Łączę wyrazy pozdrowienia i szacunku dla Pana i całej redakcji.
 PS Panie Kumor, bardzo lubię pana artykuły, są ciekawe i pouczające. 
(Nazwisko i imię do wiadomości redakcji.)

 Od redakcji: Szanowna Pani, w każdym środowisku są "ludzie i ludziska", proszę się nie zrażać. Sytuacja się zmienia na lepsze.

  Szanowni Państwo,
 Jestem pisarzem polskim. Nazywam się Stanisław Srokowski. Mam do Państwa prośbę. 
 Napisałem powieść kresową (Lwów, Stanisławów, Tarnopol), której akcja toczy się na Wołyniu i Podolu, a bohaterami są ludzie różnych obyczajów,  kultur i języków. Główny wątek, opiewający miłość, zanurzony jest w bogatym życiu społecznym i politycznym Polski przedwojennej i okresu II wojny światowej.  Szukam sponsora dla wydania tej powieści.  Może istnieją jakieś polonijne fundacje, fundusze, instytucje, wydawnictwa czy darczyńcy prywatni, u których mógłbym się starać o dotację lub publikację. Byłbym wdzięczny za odpowiedź. Zapraszam na swoją stronę internetową: http://free.art. pl/srokowski.
  Serdecznie pozdrawiam
 Z wyrazami szacunku,
 Stanisław Srokowski

 Od redakcji: Może ktoś pomoże.

 Mazurkiewicz nie przeprowadził tego badania! (dot. tekstu. A. Kumora z pop. numeru)
 Niezależnie od słuszności prezentowanych przez Pana opinii muszę sprostować.
 Ksiądz Mazurkiewicz, którego nazwisko ktoś wykorzystał, nie jest autorem tego "badania". Czy Pan wie, kto naprawdę je przeprowadził, czy po prostu tego badania w ogóle NIE BYŁO.
 Pozdrawiam,
 PJM.
 PS Załączam odpowiedź księdza Mazurkiewicza przesłaną do mojego znajomego.

 Szanowny Panie,
 Niestety nie jestem w stanie zaręczyć za prawdziwość tej informacji. Otrzymałem ją w poprzednim tygodniu od znajomego i przesłałem raczej jako ciekawostkę do moich znajomych. Nie wiem, gdzie dalej została przesłana, niestety jedynie z moim nazwiskiem i adresem. Jeżeli ta informacja o nierównym traktowaniu kandydatów w mediach elektronicznych jest prawdziwa, to jest ona godna zastanowienia i wyciągnięcia wniosków. Jeżeli jednak nieprawdziwa, to bardzo przepraszam. Pod wiadomością popisany był jedynie jakiś Marcin. Otrzymałem tę wiadomość od jednak bardzo wiarygodnych, wykształconych osób z Polski. Postaram się jednak dotrzeć do źródła informacji. Rzeczywiście jestem księdzem, ale niestety przypadkowo zostałem wplątany w takie e-mailowe przepychanki. Jest mi przykro, że tak się stało.
 Jeszcze raz bardzo przepraszam Pana, jeśli poczuł się Pan urażony tym e - mailem o Tusku i Kaczyńskim, ale proszę o zrozumienie, że ja sam zostałem w to wszystko wplątany. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy i kolejnych dobrych dni w Ojczyźnie.
 Z poważaniem
Mariusz Mazurkiewicz

 Od redakcji: ***

 Szanowni Państwo,
 W "Gońcu" z dnia 14-20 października 2005 przeczytałam artykuł: "Na jaką emeryturę możemy liczyć w Kanadzie?". Chciałabym zapytać, na jaką emeryturę kanadyjską możemy liczyć, gdy po uzyskaniu 65 roku życia wrócimy do Polski? 
 Łączę pozdrowienia 
 Krystyna Bumbul 
 bkrystyna@rogers.com

 Od redakcji: Odpowiemy wkrótce obszernie, na łamach.
 

GONIEC NR 43/2005 (98) (28 X - 3 XI 2005)

 Emigracyjny Kodeks Etyczny
 W Emigracyjnym Kodeksie Etycznym Pan Gajewski podaje dużo dobrych wskazań, m.in. jak zachowywać się w stosunku do polskich władz, konsulatów etc. Jest jedna rzecz, którą autor ww. artykułu omija, a mianowicie obywatelstwo polskie.
 W związku z tym chciałbym postawić Panu Gajewskiemu pytanie: Czy po uzyskaniu obywatelstwa kanadyjskiego należy wystąpić do władz polskich o zwolnienie się z obywatelstwa polskiego ?
Z poważaniem, J.K.

 Od redakcji: Pytanie niniejszym przekazujemy.

 Karta kredytowa dla polonusów 
Szanowny Panie Redaktorze, nie nowy, ale bardzo ważny PROJEKT do realizacji. Ewentualne "odpisy" mogłyby iść "na kilka celów polonijnych" w zależności od życzeń posiadacza (np. KPK  czy konkretna organizacja polonijna itp.). ALE kto to załatwi??? Może apel do czytelników o  zgłoszenie chęci  do prac w zespole wykonawczym (pod medialnym  patronatem  GOŃCA ) tego projektu by pomógł na początek. Tylko musimy mieć nie 5, a 50  tysięcy potencjalnych chętnych na używanie takowej, aby jakiś bank przekonać, że warta skórka za wyprawkę. Ja ze swej strony gotów jestem wystąpić o takową kartę z "ORŁEM"  dla siebie w pierwszym  tygodniu.   
 Z poważaniem.
 Janusz Drzymała

 Od redakcji: Proszę Pana, na razie wciąż sądzimy, że znajdą się osoby, których pasją jest społeczne organizowanie. Naszą pasją jest wydawanie pisma.
   
  Witam Panie Andrzeju, siadłam, aby napisać Panu wielkie dzięki, panie Andrzeju, bo dzięki waszej  gazecie "Goniec" i po napisaniu malutkiej prośby o pomoc na swe dzieci tu, w Polsce, na tej wsi, dostaliśmy pomoc, panie Andrzeju, z Ontario. Jeden pan  posłał nam  dla dzieci odzież... Ślicznie  dziękuję, Panie  Andrzeju, że są ludzie tam, daleko za morzem, i czytają takie listy jak mój. Bardzo dziękuję... Życzę wam dużo radości  i  zdrowia,  Panie  Andrzeju, ja, mała kobietka ze wsi  i dzieci. 
Lilla 

 Od redakcji: Szanowna Pani, przyjemność po naszej stronie.
 

Jaki znak twój? Orzeł Biały? 
 Myślę, że najważniejszą rzeczą jest, żeby Polakom chciało się chcieć. Niestety, wciąż nie brakuje nam umysłowego lenistwa i wciąż brakuje nam życiowej, duchowej energii i wiary we własną skuteczność. Myślę, że pomysł p. Kumora zasługuje na realizację. Bo przecież naszym globalnym znakiem rozpoznawczym może stać się na zawsze jedynie wszechobecne słowo "k...a". Obrzydliwe przekleństwo staje się przecież naszym szyldem i "narodowym sztandarem". Tym "magicznym" słowem-kluczem podpiera się dziadziuś i babcia, tatuś i mamusia, synuś i córeczka, wnuczuś i wnuczusia. Wszyscy oni oczywiście uważają się za ludzi kulturalnych i asertywnych. Oby obcokrajowcy nie kojarzyli nas z bezmyślnym chlapaniem słownymi fekaliami, ale z kartą kredytową pomysłu p. Kumora.
Lubomir

 Od redakcji: Szanowny Panie, pomysł nie jest mój. Wierzę, że już niedługo wszystkim nam się zachce.

 Panie Andrzeju,
 Chciałbym poruszyć kwestie informacji, czy raczej braku takowych, odnośnie do drugiej tury wyborów w Konsulacie w Toronto. Ja osobiście byłem zarejestrowany i głosowałem w pierwszej turze. Następnie było tyle sprzecznych informacji odnośnie do drugiej tury (by word of mouth; for the lack of official information).
 1. Polonia nie może głosować w drugiej turze. Liczy się wynik z pierwszej. Ja w to uwierzyłem i nie byłem drugi raz głosować. (Znajomi chcieli pójść, ale nie byli zarejestrowani do pierwszej, to i do drugiej nie mogli). Wygląda na to, że mój głos przepadł z pierwszego głosowania, bo nie powtórzyłem go w drugim.
 Tak niewiele osób tutaj głosuje i wygląda na to, że robi się wszystko, aby tych nielicznych całkowicie zniechęcić.
 Najgorsze jest to, że nawet o tydzień wcześniejszym "Gońcu" nie było nic na ten temat (ja czytam tylko "Gońca"). Dowiedziałem się, że jednak było głosowanie, gdy kupiłem "Gońca" w niedzielę, czyli po wszystkim.
 Po Pańskim piśmie spodziewam się czegoś więcej.
 Czytelnik

 Od redakcji: Szanowny Panie, o zasadach głosowania informował publikowany u nas komunikat konsulatu, w którym było jasno powiedziane, co będzie, "jeśli zostanie przeprowadzona II tura". Uznaliśmy to za wystarczającą informację, tym bardziej że w II turze mogły głosować jedynie te osoby, które były w konsulacie i głosowały podczas I tury. Dlaczego nie zadzwonił Pan do konsulatu? Przepraszam, jeśli się Pan na nas zawiódł.

 

 GONIEC NR 42/2005 (97) (21-27 X 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Byłem i jestem czytelnikiem pańskiego tygodnika "Goniec". Czytając artykuł "Emerytury - na ile możemy liczyć?", opublikowany w "Gońcu" z 14-20 października 2005 r., chyba dobrze zrozumiałem, że emeryturę z Polski trzeba zgłaszać jedynie wtedy, gdy tutaj, w Kanadzie, otrzymuje się tzw. "Guaranteed Income Supplement", czyli dodatek uzupełniający. Jeśli nie otrzymuje się tego dodatku, to nie ma obowiązku zgłaszania emerytury z Polski. Tak zrozumiałem cytowany wyżej artykuł, ale nie jestem pewien.
Stały czytelnik

 Od redakcji: Ma Pan rację, z naszej rozmowy z pracownicami Polycultural Immigrant and Community Services wynika, że zgłaszać swe emerytury z Polski muszą tylko te osoby, które starają się o Guaranteed Income Supplement, czyli dodatek uzupełniający kanadyjską emeryturę. 

 Witam Redakcję!   
 Te kilka słów kieruję do Pana Siekanowicza, nawiązując do art. ,"Łyżka dziegciu w beczce miodu". Jest to temat trochę przedawniony, ale dla mnie aktualny, bo ja dopiero teraz przeglądałam Listy i Trybunę na szpaltach "Gońca". Proszę Pana -przykro się czyta opinię tak pobożnego człowieka, na temat "bliźniego swego", tryskającą jadem i drwiną. Natomiast siebie Pan wychwala  pod niebiosa, pusząc się  przy tym jak paw,  cytując swoje pochwalne e-maile:"Dlaczego pan nigdzie nie pisze, marnuje pan dobre pióro itd." -   śmieszne - przemawia przez Pana pycha. Dlaczego czytelnicy nie proszą o to Pana na łamach pisma, tylko prywatnie? Nie wątpię, że to prawda, ale skromnością Pan nie grzeszy, co nie wzbudza sympatii czytelników. Pan się droczy jak panienka, kokietuje  wręcz - że nie ma pióra... a stary długopis... itd. A ja dodam, że już chyba bardzo wypisany, bo zgrzyta!! A gdzie przykazania Boże ("Kochaj bliźniego swego jak siebie samego", "Kto na Ciebie kamieniem, Ty na niego chlebem".) Prawdziwy katolik zawsze stanie po stronie tego, w którego "kamieniem się rzuca". Toteż Pan Prażmowski do nich należy i ja podpisuję się pod każdym Jego słowem... cyt.:"Ja czytając ten sam artykuł, zrozumiałem zupełnie coś innego, - w Pana Markiewicza art. ja widziałem Hołd dla Jana Pawła II ....". - Ja również!!! I zapewne wielu innych czytelników.Tylko Pan dopatrzył się w swoim "krzywym zwierciadle" czegoś innego i pośpieszył o tym obwieścić światu, zapominając o innym przykazaniu: "Nie rób bliźniemu tego, co Tobie niemiłe", Pan Markiewicz jest człowiekiem o ogromnej, wszechstronnej wiedzy, "nie rzuca słów na wiatr" i zapewne nie "wyssał z palca" tych wiadomości, które tak Pan krytykuje. - A prawdziwa wersja jest po obu stronach. Można powiedzieć swoje zdanie, nie raniąc przy tym człowieka, który na to nie zasłużył. Pan Markiewicz ma nie tylko dobre pióro, ale i dobry pędzel. Jest człowiekiem mądrym, szlachetnym i wartym szacunku. Czego nie można powiedzieć o Panu. Jednak z poważaniem Pana pozdrawiam - czytelniczka. Dodam na koniec jeszcze jedno zdanie - do przemyślenia. Jak powiedział największy polski poeta Adam Mickiewicz: "Miej serce i patrz w serce"!
  
 Od redakcji: Szanowna Pani, najważniejsze, aby ze sobą rozmawiać!

 Żeby Polska była  Polską
 Zbliża się punkt kulminacyjny batalii o Polskę. W dzisiejszej batalii o Polskę nie trzeba brać karabinu do ręki ani żegnać się z  rodziną, wystarczy iść do urny wyborczej z myślą o ojczyźnie i oddać głos na właściwego kandydata... Tym razem wybór jest prosty. Polacy muszą dokonać wyboru wizji dla Polski. Czy chcą PRL-u bis czy IV Rzeczpospolitej? Czy chcą Polski solidarnej czy liberalnej? Polską liberalną rządzą układy, a politykę, zwłaszcza zagraniczną, uprawia się na kolanach, pozwalając innym mieszać w polskich garnkach ponad głowami Polaków. Aby dokonać właściwego wyboru, nie trzeba dobrej znajomości polskiej sceny politycznej. Dokonałem wyboru, posługując się prostym przykładem z życia. Chyba każdy z wyborców zetknął się z tym w życiu. Szukamy pracy, to nas pytają o doświadczenie, gdy oferujemy pracę, to również pytamy kandydata na oferowane stanowisko o dotychczasowe doświadczenie i w większości wybierani są ci z bogatszym doświadczeniem. W tym przypadku  L. Kaczyński posiada długoletnie doświadczenie na kierowniczych stanowiskach we władzy wykonawczej, a D. Tusk nie posiada żadnego, bo funkcja wiceprzew. UW lub stanowisko wicemarszałka Senatu nie jest doświadczeniem we władzy wykonawczej. Dla dobra Polski D. Tusk powinien zdobywać doświadczenie, zaczynając od mniej odpowiedzialnych funkcji. Zakończę słowami Papieża JP II. "Nie lękajcie się". Wyborcy! Nie lękajcie się zmian, które muszą nastąpić, żeby Polska była  Polską.
 Stanisław Pietras

 Od redakcji: Dziękujemy za list!
 

 Nokaut Tuska 
 Donald Tusk znokautowany w Ameryce! Rezultat wyborów prezydenckich w Ameryce Płn., mówiąc językiem bokserskim, to nokaut Donalda Tuska. Lech Kaczyński wygrał pierwszą turę z Donaldem Tuskiem, zdobywając ok. 75% głosów. W Toronto np. na 1973 osoby głosujące, 1480 oddało głos na Lecha Kaczyńskiego, a na Donalda Tuska zaledwie 381. W USA Lech Kaczyński wygrał podobnie, stąd też dla Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej prezydentem RP jest Lech Kaczyński! Niestety, nasi Rodacy znad Wisły nie poszli w ślady Polonii, bowiem nie rozumieją, co im zagraża, nie znają jeszcze w pełni, czym jest liberalizm, który proponuje Donald Tusk i jego ekipa z byłej Unii Wolności. Niestety, naród polski jak baśniowi rycerze pod Babią Górą, śpi, ale gdy się obudzi może już być za późno. Dlatego dziś jest jeszcze czas na naprawę i wykazanie w II turze wyborów rozsądku, a także instynktu samozachowawczego, bowiem te wybory dla narodu to być lub nie! Jeśli ktoś ma wątpliwości, na kogo głosować, wystarczy przeanalizować rodowód polityczny kandydata i jego aktualne miejsce na scenie politycznej Polski. Donald Tusk jest kandydatem liberałów, natomiast Lech Kaczyński jest kandydatem partii promującej solidaryzm. Są to dwa odmienne sposoby patrzenia na Polskę i naród, dlatego Donald Tusk i Lech Kaczyński mają zupełnie inną wizję rozwoju naszej Ojczyzny! To jest wybór między programem kosmopolitycznym, internacjonalistycznym Donalda Tuska, a programem dla Polski Lecha Kaczyńskiego, opartym na służbie wyłącznie narodowi polskiemu. Niektórzy komentatorzy twierdzą wręcz, że kandydaci na prezydenta RP w ogóle nie potrzebują żadnego programu, bowiem Prezydent RP musi być prezydentem wszystkich Polaków. To oczywiście czysta teoria i na to odpowiedź jest tylko jedna, "być może, ale ja to między bajki włożę", mówiąc językiem fraszek Ignacego Krasickiego. "Czym skórka nasiąknie tym pachnie" -mówi stare polskie przysłowie. Tu trzeba bowiem być trochę pragmatykiem, i korzystać z doświadczeń z przeszłości. Jeszcze nie tak dawno prezydent "wszystkich Polaków" Wałęsa tak wzmacniał lewą nogę, aż obalił rząd Olszewskiego. Również kolejny prezydent "wszystkich" Polaków, Kwaśniewski, dzielił Polaków na równych i równiejszych, układając się z wybranymi obywatelami, np. typu Kulczyk i spółka. Dziś stoimy przed wyborem dalszego kontynuowania polityki antynarodowej lub polityki narodowej, polskiej. Ja wybieram Lecha Kaczyńskiego, bo jestem za Polską, tak mi podpowiada instynkt, że trzeba się bronić, póki czas, póki jest szansa na pokonanie liberałów przy urnie wyborczej, bo po wyborach nie będzie już demokracji, a przyjdzie zarządzanie i w zależności od wyboru może to być radość albo "płacz i zgrzytanie zębów", czyli bezsilne już złorzeczenia. I jeśli nie zrozumiesz tego, Drogi Rodaku, że dziś wszystko zależy od Ciebie, od Twojej obecności przy urnie wyborczej, to ukręcisz sznur na własną szyję. Jeśli zagłosujesz na liberała, Donalda Tuska, i  znajdziesz się w prywatnym szpitalu, będziesz płacił ciężkie pieniądze. Jeśli oddasz głos na Lecha Kaczyńskiego, będziesz miał zapewnioną opiekę w szpitalu państwowym, a koszty leczenia pokryte będą z budżetu państwa. I w tym miejscu można by się zapytać - Czy prywatna opieka zdrowotna to  poważny problem dla przeciętnego obywatela? Najlepiej zapytaj o to  mieszkańca USA, nie bogacza, ale przeciętnego obywatela, który mając do dyspozycji tylko prywatną opiekę medyczną, wielokrotnie przyjeżdża do Kanady podleczyć się lub zaopatrzyć w tańsze lekarstwa, bo nie stać go na wykupienie lekarstw we własnym kraju. Jeśli w tak bogatym państwie jak USA, prywatna opieka zdrowotna stanowi tak poważny problem dla obywateli, to co będzie w Polsce, jeśli liberałowie przejmą władzę? I w tym miejscu należy zapytać niektórych przemądrzałych komentatorów w Polsce, którzy optują za prywatyzacją opieki medycznej, bazując na iluzji i wyobraźni, bowiem nigdy nie zaznali smaku życia w  środowisku prywatnej opieki zdrowotnej i nie mieli okazji płacić kilkadziesiąt tysięcy dol. za przeciętną operację. Naga prawda jest taka, że często doba w przeciętnym, amerykańskim szpitalu  kosztuje 3000 dol., nie mówiąc już o bardziej znanych klinikach. Natomiast osobną sprawą są badania i testy szpitalne, których opłaty często idą w dziesiątki tysięcy dolarów. My, członkowie Polonii żyjący na tym kontynencie, w Kanadzie, znamy to z autopsji, mamy znajomych za południową miedzą,  którzy zazdroszczą nam państwowej opieki medycznej jaka jeszcze jest w Kanadzie, mimo nacisku lobby oligarchów i finansjery, którzy "przebierają nogami", nie mogąc się doczekać prywatyzacji opieki medycznej i czasu, kiedy wreszcie zagarną miliardy dolarów przeznaczonych na leczenie Kanadyjczyków. Dlatego dziś wszystko od Ciebie zależy, Drogi Rodaku, czy będziesz miał instynkt samozachowawczy i nie podetniesz gałęzi, na której siedzisz, i nie spadniesz razem z nią w przepaść. Dlatego zanim zrobisz krzyżyk przy nazwisku kandydata, pomyśl o sobie i rodzinie i nie ulegaj liberalnej indoktrynacji. Podobnie sprawa ma się z edukacją polskiej młodzieży. Jeśli zagłosujesz na liberała Donalda Tuska, studia będą kończyć wyłącznie dzieci zamożnych oligarchów, natomiast nawet zdolna młodzież miast i wsi, w większości zakończy edukację na poziomie szkoły zawodowej. Dlaczego? Bowiem nie będzie Cię stać na finansowanie edukacji własnego dziecka w prywatnych szkołach. To również znam z życia jako członek Polonii, czyli z własnego doświadczenia. Dlatego jeśli jesteś za ogólnie dostępną edukacją na poziomie uniwersytetu dla całej młodzieży polskiej - głosuj na Lecha Kaczyńskiego. Z innych ważnych spraw, grozą napawa szerząca się demoralizacja idąca z liberałami przez świat, którzy dominując w rządach świata zachodniego i w ramach globalizacji, dopuszczają do akceptowania aborcji i wszelkiego rodzaju zboczeń. To liberałowie z Platformy Obywatelskiej, typu Donalda Tuska, nie mają nic przeciwko akceptacji demoralizacji, to liberałowie chcieliby złagodzić kodeks karny i wyroki dla przestępców kryminalnych, dlatego większość przestępców w Polsce w pierwszej turze głosowała na kandydata liberałów, Donalda Tuska. Natomiast po stronie przeciwnej liberalizmu usytuowany jest solidaryzm,  który reprezentuje Lech Kaczyński. Liberalizm i solidaryzm to ogień i woda, to dwie ideologie wzajemnie się wykluczające. Czego więc można oczekiwać od Polski Solidarnej Lecha Kaczyńskiego? Polska Solidarna to prawo i sprawiedliwość, to bezpieczne ulice, to urzędnicy państwowi szanujący prawo i uczciwość, to praca dla bezrobotnych, to prorodzinna polityka, gdzie rodzina, jako najważniejsza komórka społeczna państwa, posiada pełne zabezpieczenie materialne. "Do śmierci będę liberałem" - powiedział Donald Tusk i miał prawo tak powiedzieć, co oznacza jednak, że dla niego najważniejsze są pieniądze i kosmopolityczne układy międzynarodowe. Natomiast Lech Kaczyński oświadczył, że - "Do śmierci będzie bronił ludzi najsłabszych, do śmierci będzie za prawdą i do śmierci będzie katolikiem". Czy te dwie wypowiedzi nie wystarczą, aby wybrać tego kandydata, który myśli kategoriami narodu? Kandydat Prawa i Sprawiedliwości, Lech Kaczyński, to nie tylko syn polskiego patrioty, który brał udział w Powstaniu Warszawskim, to również świetnie wykształcony prawnik z tytułem profesora, doktora nauk prawniczych. Stąd też należy podkreślić, że jest to Jego wielki atut przy wypełnianiu tak zaszczytnej służby dla Ojczyzny, jaką jest stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Swoją wiedzę i doświadczenie, jako nieprzeciętny, osobisty depozyt z pewnością może wykorzystać w wielu sytuacjach na chwałę Ojczyzny i narodu, pełniąc obowiązki Prezydenta RP. Te atuty szczególnie ważne są w walce o praworządność w kraju, a także w negocjacjach na arenie międzynarodowej, w czasie gdy Polska znajduje się w kleszczach Unii Europejskiej. Dlatego będę głosował na Lecha Kaczyńskiego, który współpracując z rządem, zdolny jest do wprowadzenia programu IV Rzeczypospolitej. To wreszcie wielka szansa na zgodną współpracę prezydenta i rządu, czego wynikiem może być  tylko dobro Polski i jej obywateli, to szansa, która pojawiła się po raz pierwszy od 16 lat, odkąd destruktywnie i niszcząco rządzą liberałowie. Polska potrzebuje zgodnej i wspólnej polityki najwyższych władz w polityce wewnętrznej i zagranicznej, bo to jest gwarantem sukcesu, na który czekamy wszyscy. Wybór liberała Donalda Tuska, to blokada wydolności rządu, to dalsza eskalacja wrzenia i kłótni, to podtrzymanie starego porządku, wyprzedawania resztek majątku narodowego, to polityczna katastrofa i strata szansy na odnowienie oblicza naszej Ojczyzny, to tragiczny śpiew z "Wesela" Wyspiańskiego "miałeś chamie złoty rógÉ". Nie wolno nam pozwolić na taki epilog! Polska musi powstać z kolan i wyzwolić się z kajdan międzynarodowej sitwy, dlatego jedynym kandydatem na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2005 roku jest Lech Kaczyński, na którego powinien głosować każdy, kto czuje się Polakiem i marzy o Polsce silnej i bogatej, o Polsce wolnej od agentów, złodziei rodzimych i międzynarodowych, kto chce Polski normalnej, a nie liberalnej. Twórzmy zatem IV Rzecząpospolitą z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, aby nam i naszym dzieciom żyło się normalnie, po prostu lepiej jak dotychczas, i tego życzę całemu umęczonemu narodowi polskiemu jako Polak mieszkający od prawie 20 lat na emigracji. 
 Szczęść Boże. 
 Franciszek Maślanka

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy za doskonale uargumentowaną i obszerną wypowiedź.

GONIEC NR 41/2005 (96) (14-20 X 2005)

 Znajomi Gorzowiacy
 Dzisiaj właśnie zobaczyłem Waszą stronę w Internecie - zupełnie przypadkowo - i miłe zaskoczenie - na zdjęciach kilku znajomych z Gorzowa nie widzianych ho ho ho - a może i jeszcze dłużej, których chcieliśmy serdecznie pozdrowić, oczywiście pozdrawiamy Was wszystkich Gorzowiaków, ale w szczególności naszych kolegów z Technikum Mechanicznego w Gorzowie - Krzysia Sapińskiego i Józka Lewandowskiego z rodzinami. Również na jednym ze zdjęć jest chyba (prawie jestem pewien) Heniu Różyło, którego również serdecznie pozdrawiamy. A Gorzowiakom i "Gońcowi" życzymy powodzenia w działalności i dużo radości.
Sabina i Eugeniusz Makarewicz
omacarena@wp.pl

 Od redakcji: Pozdrowienia dla Gorzowiaków przekazujemy, za życzenia dla "Gońca" dziękujemy. 

 Szanowni Państwo, 
 Ostatnie wybory parlamentarne i niska frekwencja wyborcza potwierdzają niechęć obywateli do uczestnictwa w głosowaniu. Jest to wynikiem  przekonania, że głosowanie nie ma wpływu na wynik wyborów przeprowadzanych w systemie charakteryzującym się głosowaniem na listy partyjne w dużych kilkunastomandatowych okręgach wyborczych. System ten zwany proporcjonalnym nie pozwala wyłonić rządzącej większości, przyczynia się do rozdrobnienia sceny politycznej, umożliwia realizację innego programu niż prezentowany w kampanii wyborczej, a przede wszystkim nie wiąże posłańca z wyborcami, pozbawiając wyborców kontroli nad wybranymi. Dalsze utrzymywanie takiego systemu wyborczego będzie hamować procesy demokratyczne, alienować wartościowych obywateli z życia publicznego, a pośrednio także osłabiać państwo.
 Aby to zmienić, podjęliśmy akcję zmierzającą do umożliwienia obywatelom zaapelowania do nowego Sejmu o zmianę istniejącego prawa wyborczego. Od dziś na stronie Radia "Fama" można podpisać się pod apelem o zmianę prawa wyborczego, zmierzającą do wprowadzenia w przyszłych wyborach do Sejmu ordynacji większościowej z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. 
 Listę złożonych podpisów przekażemy Marszałkom nowego Sejmu i Senatu oraz Prezydentowi.
 Aby złożyć podpis, należy wejść na stronę; http://www.radiofama.com.pl/index.php 
 Proszę o przekazanie tej informacji innym użytkownikom Internetu.
 Zapraszam do udziału w tej patriotycznej akcji.
 Jan Jagielski
Radio FAMA Kielce

Od redakcji: Popieramy, publikujemy.

   Szanowni Państwo! 
   Wakacje minęły nam spokojnie i miło. Podczas tych dwóch miesięcy lipca i sierpnia zorganizowaliśmy dla dzieci ze Złotowa półkolonie letnie. Dzieci również mogły pojechać na jednodniową wycieczkę do Łeby. Na ten cel otrzymaliśmy środki z różnych źródeł. 
 Ponadto zorganizowaliśmy warsztaty artystyczne w Smizanach na Słowacji, podczas których dzieci mogły poznać lepiej kulturę i tradycje tego kraju. Uczestnicy tych warsztatów uczyli się tradycyjnych pieśni i tańców. Uczestniczyli także w zajęciach plastycznych, gdzie wykonywali prace na temat "Mój pobyt na Słowacji" za pomocą różnych technik. Ponadto udaliśmy się na jednodniową wycieczkę na Węgry. Zwiedziliśmy dwa miasta, Eger i Miskolc.
 Dzieci wróciły bardzo zadowolone z pobytu na Słowacji.

 Mogliśmy zrealizować warsztaty dzięki pomocy polskiego księdza Jurka Limanowskiego, który od paru lat jest na Słowacji, oraz Funduszu Wyszehradzkiego, który przeznaczył grant na nasz projekt.
 Tak wyglądały nasze wakacje.
 Serdeczne pozdrowienia dla całej Polonii od dzieci i młodzieży ze Złotowa oraz od członków i Prezesa Zarządu Miejskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.
Zarząd Miejski
Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
ul. Norwida 10, 77-400 Złotów

 Od redakcji: Cieszymy się, że dzieci są zadowolone.

 Szanowni Państwo!
 Miło mi, że znakomity artykuł Małgosi (chodzi o "Pater ignotus" - przyp. red.) znalazł swoje miejsce na Waszych łamach. Niestety, jest jedno ale. I jest to kamyk do Waszego ogródka. Chodzi mi o komentarz Anny Tryszczyło-Mróz. Nie rozumiem, dlaczego w sposób wybiórczy znalazł się pod artykułem właśnie ten i tylko ten. Od Małgosi wiem, że sama była zaskoczona faktem wydrukowania artykułu wraz z komentarzem, bo nie była o tym uprzedzona. Natomiast nie roszcząc sobie najoczywiściej pretensji do zdobywania popularności, dziwię się, że dodając komentarz autorstwa ATM, nie umieszczono również mojego komentarza, w którym odnoszę się do oczywistych bzdur napisanych przez tę panią. Poniżej tekst mojego komentarza, również z www.genpol.com. Pozostaję z wyrazami szacunku.
Jacek Cieczkiewicz
 Przeciwko niektórym wnioskom protestuję i zaraz wyłuszczam: przeciwko domniemaniu, iż klasowość decydowała o trudniejszym położeniu, większa hańba dotykała mieszczkę lub szlachciankę.
 Otóż nie jest to moim zdaniem prawda. Hańba była dokładnie taka sama. Natomiast jej "wyniki" były różne w zależności od pozycji społecznej. Im niżej tym gorzej. Poza tym, "nasze polskie prawo legitymizowało poprzez ius primae noctis rodzenie się dzieci chłopskich z ojca szlachcica" - nie było takiej możliwości prawnej. Początkowo legitymizowanie nieślubnych dzieci było zakazane prawem, później zostało dozwolone, ale było to zależne wyłącznie od swobodnej decyzji ojca. Prawo pierwszej nocy nie miało tu nigdy nic do rzeczy. 
 "Były pewno utalentowane i częściej wybijały się przy pomocy swych wysokiego pochodzenia ojców!" Toż to czysta mitologia. Czyżby genetyka szlachty rządziła się innymi prawami niż genetyka chłopów? "Los chłopki z nieślubnym dzieckiem bardzo często poprawiał jej położenie ekonomiczne i przyszłość, która często umożliwiała wyjście z katorgi pracy na roli." Owszem, ale tylko w grupach o bardzo niskim stopniu rozwoju społecznego, na przykład w kulturach pasterskich, oraz tych, na które Kościół miał niewielki wpływ. Taką grupę stanowili górale z Podtatrza.
 "Młode i zdrowe dziewczyny wiejskie bardzo często były poszukiwane wręcz do domów zamożnych mieszczan jako mamki, nazywano je ?mamczorami= i po spełnieniu zaszczytnej funkcji karmicielki pańskiego dziecka wyszukiwano jej męża i nie wracała na wieś." Otóż najczęściej od mamki żądano świadectwa moralności wystawionego przez miejscowego proboszcza. Nie wyobrażam sobie, żeby takie świadectwo zostało wydane pannie z dzieckiem. Z reguły były to młode mężatki. I jako dodatek - jeszcze jedno określenie dla nieślubnego dziecka. Na Podhalu używano terminu "bes". I jeszcze uwaga na koniec: celowo pominąłem zjawisko dzieci pozamałżeńskich w sferach arystokratycznych w latach panowania Stanisława Augusta. Nieposiadanie kochanki lub kochanka nie mieściło się w kanonie stylu bycia. Ale to już tylko przejaw dekadentyzmu epoki. 
Jacek

 Od redakcji: Dodajemy zatem i Pana komentarz. 

GONIEC NR 40/2005 (95) (7-13 X 2005)

 Panie Kumor,
 Piszę odnośnie do Pana artykułu, który opublikował Pan w swoim "Gońcu" nr 38 z dnia 23-29.09.br. (Cicho-sza). Otóż, Panie Kumor, chciałabym wiedzieć (i nie tylko ja), żeby Pan był tak grzeczny i postąpił "moralnie" i odpowiedział na łamach swego pisma, kto Pana upoważnił i w czyim imieniu Pan ten artykuł napisał, a ponadto, co Pan chce przez to osiągnąć? Może chce Pan być doradcą premiera Ontario w przyszłych wyborach? Bo wspomniał Pan tylko prowincję Ontario - Polska. Pisze Pan o ludziach, którzy pobierają emerytury w Polsce. Jeżeli tak, to pobierają słusznie, bo ciężko na tę emeryturę pracowali. Chyba Pan wie, że w Polsce obowiązuje przepis, aby otrzymać emeryturę, to po pierwsze, trzeba osiągnąć wiek emerytalny, ponadto trzeba przepracować tyle a tyle lat, wydaje mi się, że w tej chwili wymagane jest 20 lat pracy, ale kochany ZUS jest taki wyszkolony i pracują tam ludzie, że jeżeli np. ktoś przepracuje 30 i więcej lat, to pod uwagę zaliczają tylko te 20 lat, bo wtedy znajdą 1000 paragrafów, żeby nie zaliczyć tych ponad 20 lat, żeby płacić najniższą emeryturę. Z tego jeszcze na podatek i ubezpieczenie odtrącają, tak że w przeliczeniu na dolary to wychodzi 130-140 dol. kanadyjskich. Uważa Pan, że to wygórowana suma? Ponadto te 130 dolarów zostaje w kraju, w którym się pracowało, bo nikt ich tu do Kanady nie przywozi. Zostawia choremu dziecku, bratu czy siostrze. Jak widać, to żal Panu tego kawałka chleba, który ktoś sobie kupi za tę właśnie emeryturę. Zgodzę się z faktem, że dużo młodych ludzi w wieku produktywnym, którzy wykształcili się w Polsce za podatki, tych dzisiejszych emerytów, a z różnych względów (ale nie chorobowych) pobierali zasiłek chorobowy i to znaczną sumę, przyjechali do Kanady i nagle stan zdrowia im się poprawił i nawet overtime zasuwają. Ale tak potrafią robić ludzie młodej generacji (ci zaradni), czy to moralne, pytam Pana? Pomylił Pan albo nie odróżnia rencisty od emeryta. 
 Panie Kumor, uważałam Pana za rozsądnego człowieka i z wielkim szacunkiem odnosiłam się do Pańskiej osoby. Teraz przekonał mnie Pan, że jest Pan jednym z tych, którzy za plecami swoich rodaków wchodzi bez mydła nie tam gdzie trzeba i w dodatku mąci i sieje nienawiść w swoim narodzie. Tego nie ma w żadnej nacji. Dlaczego nie interesuje Pana fakt, że ilu to emigrantów przyjeżdża z innych krajów i od razu otrzymują zasiłki i różne zapomogi i całe pokolenia nigdy nie pracowali i pracować nie będą. Boi się Pan poruszać tego tematu? Wstyd mi za Pana jako Polaka, że siedzi w Panu tyle nienawiści i zazdrości i zajmuje się Pan starymi, schorowanymi ludźmi, którzy w Polsce ciężko pracowali i tu w Kanadzie ciężko pracują, nie skarżąc się na los, i Pan chce, a nawet walczy o to, żeby im te parę złotych odebrać? To jest Pana moralność? A niech Pan zada sobie pytanie: Co ja jako polski dziennikarz wydawca "Gońca" zrobiłem dla Polski i dla Polaków na emigracji?, a emerytów-Polaków niech Pan zostawi w spokoju.
Janina

 Od redakcji: Szanowna Pani, serdecznie dziękuję za list, w najbliższym numerze "Gońca" przedstawimy szczegółowe omówienie poruszonego przez Panią zagadnienia.

 Panie Andrzeju!
 W "Gońcu" nr 38 porusza pan sprawę emerytur. Nie wiem, w czyim interesie pan chce działać. Przykro, że pan zamiast starać się pomóc rodakom, stara się zaszkodzić.
 Artykuł jest haniebny! Skąd w panu tyle zazdrości i o co? Nic pan nie wie, jakie ci ludzie starsi mieli życie i jak ciężko pracowali. Pan zazdrości, że Kanada zabezpiecza im spokojną starość. Martwi się pan, że na tych złotówkach zapracowanych w Polsce zbiją majątek. Chce pan niepotrzebnie ludziom starszym zaszkodzić. Ja myślę, że tym sobie pan zaszkodzi. Nienawiść i zazdrość to źli doradcy.
 Radzę panu zastanowić się, co można zrobić dobrego. Niech pan przestanie głupio mącić i zostawi tę sprawę w spokoju. Nikt nie potrzebuje zawistnych doradców. Czy nic mądrego nie przychodzi panu do głowy? Pisze pan o porozumieniu między Ontario a Polską. Może byłoby lepiej - ściślej pomiędzy Mississaugą a Polską?
Czesława

 Od redakcji: Szanowna Pani, dziękuję za list, w moim tekście napisałem, że jest problem, i nawet nie pokusiłem się o jego ocenę. Skąd u Pani tyle złości do mnie?

 Szanowny Panie
 Dotyczy tekstu: "Sprzężenie zwrotne".
 Zupełnie  przypadkiem przeczytałem  Pana artykuł o podanym  wyżej tytule. Zupełnie przypadkiem dotarłem do strony "prawica.net". I doznałem szoku - okazuje się oto, że  można o naszych - Polaków - sprawach pisgU wspaniałą polszczyzną. W sposób absolutnie wyważony,  nie plując  innym  w twarz  i  bez jadu.
     Podzielam przy tym pogląd Pana K. Andrzejewskiego, który trafnie  zauważył, iż nie można Pana zaliczyć  do grona publicystów "wiecznych narzekaczy",  stawiających  diagnozę (często słuszną) i na tym kończących. Pan pokazuje sposób leczenia. Sposobem tym, również  w moim przekonaniu, jest kreowanie w nas  samych poczucia  więzi, wspólnoty   i  cieszenia się z sukcesów naszych sióstr i  braci.
    Życzę dalszych  sukcesów zawodowych  i w życiu prywatnym.
 Pozdrawiam serdecznie
Mirek z Grudziądza

 Od redakcji: ***

 Redaktor Naczelny 
 Tygodnika "Goniec" 
 Szanowny Panie.
 Nasza grupa zajmuje się zaniedbanym cmentarzem w Gdyni. Są tam  pochowani żołnierze polegli w obronie Gdyni w 1939 r. i duża grupa ludności cywilnej, wziętej przez Niemców jako zakładnicy i rozstrzelanej.
 Zanim 17 września Niemcy weszli do Gdyni, zażądali 100 zakładników, którzy mieli stanowić gwarancję, że Niemcy nie będą w mieście atakowani. Zamiast szukać osób, które zgodziłyby się podjąć tej roli, przedstawiciele różnych instytucji zgłosili się na ochotnika. Było ich razem więcej, bo 120. Zostali internowani w kawiarni Fangrata, pilnował ich jeden czy dwóch żandarmów. Mogli uciec, ale to byłoby niehonorowo. Po kilku dniach zostali zwolnieni, a w drugiej połowie października prawie wszyscy zostali ponownie aresztowani, wywiezieni do Piaśnicy i zamordowani.
 Akcja nazywa się "Ocalić od zapomnienia". Polega ona na tym, że na różnych portalach internetowych umieszczamy niezmiernie ciekawe życiorysy poległych. W drugiej fazie naszej akcji, jak osiągniemy odpowiednie "nagłośnienie", będziemy starali się spowodować odnowienie cmentarza.
 Zbudowanie Gdyni to dowód umiejętności organizacyjnych Polaków. Historia Gdyni to esencja historii wszystkich Polaków. W budowie i obronie Gdyni uczestniczyli ludzie z całej Polski, a także z Rosji, Niemiec, Kanady. Byli tam poznaniacy, warszawiacy, lwowiacy, uczestnicy powstań śląskich. Katolicy, żydzi, protestanci, Tatarzy polscy itd.
 III Rzesza próbowała zniszczyć Polskę gospodarczo i rozpoczęła wojnę celną. "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisał 14 czerwca 1925 r.:  "Tak czy inaczej, musi Polska wyjść z wojny celnej śmiertelnie ranna, a z jej krwią odpłyną jej siły, a wreszcie jej niepodległość".
 Budowa własnego portu stała się palącą koniecznością. Kraj był zrujnowany dwiema wojnami (I w. św. i z bolszewikami), skarb świecił pustkami, fachowców nie było. Na wieść 
"ojczyzna w potrzebie" ruszyli na pomoc Polacy z całego świata, rzucając często dobrze rozwijające się kariery. W ciągu 10 lat zbudowany został nowoczesny port, flota handlowa i wojenna nieustępująca wyszkoleniem krajom o starych tradycjach żeglugowych oraz miasto nawiązujące stylem do polskich tradycji architektonicznych. 
 Koszt tej niesłychanie drogiej inwestycji zwrócił się po 12 latach trzykrotnie. Ludzie, którzy tego czynu dokonali, zostali w większości zamordowani w Piaśnicy. Ich fascynujące życiorysy chcemy sukcesywnie publikować.
 Materiały opublikowane w mało znanej książce Małgorzaty Sokołowskiej i Wiesławy Kwiatkowskiej "Gdyńskie cmentarze", zostały uzupełnione przez panią Kwiatkowską nowymi faktami i za jej zgodą i pod jej patronatem przekazane nam do dyspozycji. Czy Tygodnik "Goniec" byłby zainteresowany publikacją ww. życiorysów?
 Z poważaniem
Kazimierz Michalczyk

 Od redakcji: Jesteśmy zainteresowani, popieramy. Pozdrawiamy.

 Szanowny Andrzeju, 
 Po przeczytaniu Twego felietonu, który kończysz uwagą, że nie dasz centa na ofiary "Katriny" w Nowym Orleanie (no bo jest tam rząd, który może wysyłać wojo po świecie itd.), naszło mnie parę refleksji, którymi muszę się podzielić ze względu na ich - jak mi się wydaje - istotny wymiar moralny. 1. Równo dwa miesiące przed atakiem terrorystycznym na World Trade Center (czyli 11 lipca) patrzyłem na CNN na ogromną "Gay Pride Parade", która przeciągała po nowojorskim Broadwayu, i wydawało się, że nie ma końca wielotysięcznym tłumom nie tylko pederastów, ale i wszelkiego rodzaju degeneratów, którzy zjechali na ten dzień do Nowego Jorku z całej Ameryki. Moja żona nie wytrzymała tego. Wypowiedziała staropolskie przysłowie "Boże, Ty widzisz i nie grzmisz..." i natychmiast zmieniła kanał. Dokładnie dwa miesiące potem - 11 września - owa duma i pycha nagle w Nowym Jorku prysnęła jak bańka mydlana. 2. Niedawno wpadła mi do ręki krajowa "Rzeczpospolita", w której Marcin Król (skądinąd niezbyt lubiany przeze mnie redaktor magazynu politycznego "Res Publica Nova") komentuje sytuację Nowego Orleanu, nawiązując do swych wspomnień z pobytu w tym mieście przed paroma laty. W pewnym momencie opisuje zabawową atmosferę, jaka panowała co wieczór na historycznej Bourbon Street. Na każdym rogu grają orkiestry. Turyści, ale też i liczni mieszkańcy wędrują z kieliszkami od baru do baru. Wielu Murzynów w ten sposób spędza tam cały swój żywot na koszt państwa. Na jednym rogu owej Bourbon Street stoi na podwyższeniu jakiś protestancki kaznodzieja, który próbuje przekrzyczeć jazgot saksofonów: "To miasto czeka kara za odwrócenie się od przykazań". Od siebie dodam, że ci, co uwierzyli lewackim mediom, że w ostatnich latach Nowy Orlean był jakimś wielkim ośrodkiem kultury, niech spróbują dowiedzieć się, co faktycznie wyczyniano w czasie osławionego corocznego festiwalu "Mardi Gras". Wtedy nagle odkryją, że ów pogardzany kaznodzieja wiedział, o czym mówi. 3. Mimo tego, że najprawdopodobniej była to kara, nie wolno nam wykręcać się od pomocy i zasłaniać się państwem (choćby istotnie najbogatszym na świecie). W tym celu przywołam tu postać ojca Zbigniewa, byłego proboszcza polskiej parafii w Scarborough z lat 80., gdzie wówczas mieszkałem (jeszcze na Kingston Rd., zapewne wielu rodaków go pamięta). Utkwił mi w pamięci jego apel o donacje na "Share Life", kiedy tłumaczył, że nie ma uzasadnienia moralnego dla argumentu typu: "Ja płacę podatki, więc od tego, żeby pomagać, jest rząd". W tym celu cytował opowieść sybiraków, z którymi wiejska kobieta w kołchozie w głębokiej Rosji podzieliła się ostatnim bochenkiem chleba, choć mogła im odpowiedzieć: "Konstytucja Związku Radzieckiego gwarantuje wszystkim prawo do zaspokojenia podstawowych potrzeb materialnych". 
 Pozdrawiam cały zespół, 
Stanisław Siekanowicz

 Od redakcji: Stanisławie dziękuję za list, jednak z tymi karami nie jest tak prosto. Jak to napisałem, głód, choroby i wszystkie doczesne spektakularne plagi najbardziej dotykają maluczkich. Tylko nie wiadomo, jak to wszystko wygląda z tej ponadczasowej perspektywy naszych nieśmiertelnych dusz...    Wszyscy dziękujemy za pozdrowienia.
 

GONIEC NR 39/2005 (94) (30 IX - 6 X 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Ponieważ zaprzestano drukowania ciekawej i interesującej opowieści p. Bogdana Prażmowskiego, którą to zawsze czytałem z przyjemnością. Szkoda tylko, że p. Bogdanowi przyplątała się jakaś choroba. Sądzę jednak, że będziemy mogli dalej czytać po powrocie do zdrowia p. Bogdana, czego Mu życzę z całego serca, by to nastąpiło jak najszybciej. Ciekawa była Jego droga do wolności. 
 Moje wspomnienia i moja droga do wolności, a także do Kanady jest zupełnie inna, tak zresztą jak każdego człowieka. Ja przepracowałem w obozie socjalistycznym 43 lata i, jak to powiadają, w polskim baraku, który podobno był najweselszym w obozie socjalistycznym. 
 Ale do rzeczy, ponieważ Pan zachęca do pisania, pozwalam sobie przesłać moje opowiadanie od roku 1939, kiedy to miałem 10 lat jak wybuchła druga wojna światowa. Tytuł to "Moje wspomnienia" 1 wrzesień 1939 r. Jeżeli uzna Pan, iż można tego rodzaju opowiadanie zamieścić na łamach Pańskiego "Gońca", to proszę bardzo, jeżeli nie, to proszę wrzucić do kosza. Spisałem te opowiadania, ponieważ prosiły mnie wnuki, którym bardzo często opowiadałem. Przepraszam, że przesyłam kopie, ponieważ oryginały zostawiam dla swoich dzieci.
Z poważaniem
Stanisław

 Od redakcji: Dziękujemy, wydrukujemy, prosimy o kontakt z redakcją.

 Powyborcze refleksje
 Tak jak zapowiadałem w poprzednim liście, poszedłem do Konsulatu RP w Toronto głosować, lecz odmówiono mi prawa do głosowania, powołując się na ustawę z dn. 12 kwietnia 2001 r. Ustawa ta już w 2001 r. (art. 11.7), a więc na kilka lat przed referendum akcesyjnym do UE, gwarantowała obywatelom UE mieszkającym na stałe w Polsce, lecz nie będącym obywatelami RP, prawo do głosowania w polskich wyborach bez polskiego paszportu, natomiast odmawia tego prawa polskim obywatelom stale mieszkającym za granicą, o ile nie posiadają ważnego polskiego paszportu. Wchodząc do Konsulatu, poczułem się jak na przejściu granicznym. Najważniejszą sprawą było, czy się zarejestrowałem i czy mam ważny polski paszport. Co do rejestracji, to komunikaty prasowe i radiowe nie zawierały nr tel., faksu oraz adresu poczty elektronicznej. W moim przekonaniu, było to celowe działanie Konsulatu, aby ograniczyć liczbę głosujących.To po prostu zemsta lewicy na Polonii za to, że nie głosuje na lewicę. Takie działania przynoszą efekty. Polonia się powiększa, a wyborców drastycznie ubywa. Oby nowy rząd rozpoczął sprzątanie od dyplomacji. Jestem wściekły, że urzędnik Konsulatu decyduje o tym, czy jestem i kiedy jestem Polakiem. W Polsce ludzie skazani na długoletnie więzienie mieli prawo wyboru, lecz mnie odmówiono, stawiając treść ustawy wewnętrznie skłóconej ponad Konstytucję RP. Ustawa ta również zawiera zapis (art. 6,7) z Konstytucji (art. 62.1,2), lecz nie jest on respektowany przez Konsulat. W1982 r. komuniści odebrali mi ojczyznę, a dziś postkomuniści odbierają mi jedno z podstawowych praw konstytucyjnych, a takim jest prawo wyborcze. W sobotę uznano, że nie jestem Polakiem,ale gdybym w niedzielę poleciał do Polski i popełnił przestępstwo, toby mi natychmiast zwrócono obywatelstwo, osądzając mnie jako polskiego obywatela wg polskiego prawa. Złożyłem skargę do Trybunału Konstytucyjnego zgodnie z art. 78.1, ponieważ w moim przekonaniu, pogwałcono moje prawa konstytucyjne (art. 8.1 i art. 62.1,2). Trybunał Konstytucyjny powinien orzec, czy Polacy zamieszkali w kraju i poza Polską mają takie same prawa konstytucyjne. W Polsce obowiązek rejestracji wyborców zamieszkałych w danym okręgu i tworzenie list jest obowiązkiem urzędu, a poza Polską w znacznym stopniu obowiązkiem wyborcy, który musi jeszcze pokonać  utrudnienia tworzone przez konsulaty, a to nie jest zgodne z art. 32.1, który mówi cyt.: "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne". Poza tym obywatele RP to nie tylko posiadacze ważnych paszportów. Frekwencja wyborcza też jest obliczana niezgodnie z prawem i mam na to dowód w postaci listu od przew. PKW. A teraz kilka powyborczych refleksji. Oceniając frekwencję wyborczą, można ją nazwać tragedią narodową. To dzięki tym, którzy nie poszli głosować, SLD jeszcze  istnieje i znów będzie zatruwać życie Polakom w nowym parlamencie. Lewica, mimo że przekształciła się w lewiznę, ma stały i zdyscyplinowany elektorat, który ma dług do spłacenia. Nie chce tracić wpływów, idzie do wyborów prawie w100%. Gdyby frekwencja była wyższa o 25%, toby SLD było poza Sejmem. Ci, co nie chcą głosować, to głównie ci, co najwięcej narzekają, najwięcej im się należy, oraz ci co nie chcą ponosić odpowiedzialności za swój wybór. Nawet kiedy krajem rządzą układy mafijne, a kraj jest na progu bankructwa, nie chcą Polsce ręki podać. Dziś lewica dramatyzuje, jak to będzie źle pod rządami braci Kaczyńskich z PiS-u. Kiedy lewica brała wszystko, lamentu nie było. Mimo tak dużej bierności Polaków jest szansa na nową RP.Ta część społeczeństwa, która nie poszła do urn wyborczych, sama sobie odebrała prawo do krytyki przyszłego rządu i parlamentu oraz wpływu na swój los. Budowę nowej Polski trzeba zacząć od wyrwania środków przekazu z rąk lewicy, aby zatrzymać pranie mózgów. 60% Polaków nie skorzystało z prawa wyborczego, bo było na różne sposoby modyfikowane, ja natomiast poczuwałem się do obywatelskiego obowiązku i chciałem głosować, lecz po raz któryś z rzędu postkomuniści postawili mi szlaban. Chcę być sobą. Nie chcę być modyfikowany "genetycznie" na europejczyka lub bezpaństwowca. Chcę być Polakiem ze wszystkimi prawami i obowiązkami, jakie nakłada na mnie Konstytucja, bez ingerencji ludzi wyzutych z polskości. Postkomunistom udało się wmówić Polakom, że nie powinni głosować, skoro nie mieszkają w Polsce. Mieli w tym swój cel. Polonia i tak na nich nie głosuje, to po co ma głosować na innych. Oceniając polskie wybory, europejska prasa straszy, że polski skręt w prawo zagraża Europie. Europa się boi, że polskie wzorce będą naśladować w krajach Europy Wsch. Europejska prasa ubolewa, że teraz biedni nie będą mieli swoich reprezentantów. Piszą o biednych, a mają na myśli bogatych. Ciekawe, dlaczego w Europie Zach. nie rozdzierano szat, kiedy Polskę toczył rak korupcji, bezrobocia i grabieży majątku narodowego. A może to program europejskiej lewicy? Pozostaje nam wierzyć, że przyszły rząd i parlament wcielą w życie nowy program i stworzą nowe oblicze wolnej i niepodległej Polski, gdzie wyborca będzie podmiotem, a nie przedmiotem. Mam nadzieję, że ten rząd nie będzie uprawiał polityki na kolanach, tak jak obecny, a Naród odzyska wiarę w rządzących.
 Tak im dopomóż Bóg.
 Stanisław  Pietras

 Od redakcji: My też mamy nadzieję.

 ***
 Mam zamiar opublikować krótką notkę o Gorzowiakach w "Ziemi Gorzowskiej", która po małych perturbacjach zaczęła wychodzić w nieco zmienionej formie. Wiadomość o Was i zdjęcie dostałem od Tadka Sienkiewicza - gorzowskiego dealera Skody. 
 Zrobiło mi się ciepło na sercu, bo mało brakowało a powiększyłbym wasze grono. Pod koniec lat osiemdziesiątych miałem zostać w Kanadzie. Wróciłem, bo w Polsce rozpoczęły się zmiany. Może zrobiłem błąd?
 Od kilkunastu lat piszę o motoryzacji m.in. w "Ziemi Gorzowskiej" z przerwą na "Tylko Gorzów". Jeżdżę po salonach samochodowych w Genewie, Frankfurcie, Bolonii, ale jakoś nie dane mi było znowu odwiedzić pięknej Kanady. Pozdrawiam Gorzowiaków, Toronto, Oshawę i Whitby.
Ryszard Romanowski

 Od redakcji: Dziękujemy za zainteresowanie Klubem Gorzowiaków, nad którym patronat medialny sprawuje "Goniec". Natomiast w lutym 2006 będzie znakomita okazja odwiedzenia  Kanady z okazji Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Toronto. 

 Wołanie z Wołynia 
 Szanowni Państwo!
 Ośmieliłem się napisać do Państwa, gdyż od pewnego czasu przeżywam wielki problem. Cieknie dach na kościele w Ostrogu. Jest to kościół zabytkowy. Posiadamy w nim dwa ołtarze barokowe z XVIII wieku (które w 1995 roku były restaurowane w pracowni Archidiecezjalnego Muzeum Sztuki Religijnej w Lublinie). Po konsultacji z naszym ordynariuszem J.E. ks. Biskupem Marcjanem Trofimiakiem uznaliśmy, że najlepszym wyjściem byłaby wymiana pokrycia dachowego na blachę miedzianą. Szukamy pomocy z różnych stron. Niemiecka fundacja "Kirche in not" - "Kościół w potrzebie" wyraziła gotowość wsparcia naszego zamierzenia kwotą 25.000,00 EUR. Cały kosztorys na wymianę dachu opiewa jednak na kwotę 72.154,00 EUR. Brakuje nam 47.154,00 EUR. Parafianie już zbierają ofiary, pewni drobni przedsiębiorcy obiecali pomóc materiałami, roboczą siłą i finansowo - ale jest to niewystarczające.
 Dlatego bardzo proszę o pomoc w zakupieniu blachy. J.E. ks. Biskup Marcjan Trofimiak obiecał mi pomóc w załatwieniu zgody na przewóz blachy bez cła (w 2001 roku w taki sposób przewiozłem z Polski marmur na ołtarz posoborowy i kamień na podłogę w kościele).
 Parafia rzymskokatolicka p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Ostrogu należy do najstarszych w diecezji łuckiej. Wokół tutejszego kościoła skupieni są Polacy oraz Ukraińcy pochodzenia polskiego, czeskiego i niemieckiego. Więcej o mojej pracy można przeczytać na stronie:
http://www.wolanie.kioskonline.pl
 Ufam, iż Szanowni Państwo rozumiecie nas i pospieszycie nam z pomocą.
 W imieniu swoim i parafian proszę i błagam o pomoc. Już teraz wyrażam serdeczne podziękowanie za wszelką udzieloną nam pomoc.
Z kapłańskim pozdrowieniem
ks. Witold Józef Kowalów
proboszcz parafii w Ostrogu
Parafia rzymskokatolicka
p.w. Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny w Ostrogu
ul. Książąt Ostrogskich 3 "A"
35800 m. Ostróg, obwód rówieński, Ukraina

 Od redakcji: Wołamy razem z Księdzem.

 Fundacja Batorego nie uznaje Internetu
 Fundacja Batorego odrzuciła tekst Witolda Filipowicza "Zamglona przejrzystość władzy" zgłoszony na konkurs Przeciw Korupcji, motywując to w taki sposób, że był on opublikowany w "Kontratekstach", a więc w gazecie internetowej, a nie drukowanej. Bardzo mnie dziwi, że według FB, wolność prasy nie rozciąga się na wolność wyboru nośnika informacji, że FB ocenia teksty wedle nośnika, a nie treści. Równie absurdalne byłoby odrzucenie z powodu kroju i koloru pisma lub formatu papieru. "Kontrateksty" są dwytygodnikiem zarejestrowanym w sądzie rejestrowym, a w warunkach konkursu nie było ani słowa o tym, że dotyczy on tylko gazet papierowych. Nasza redakcja wystąpi do FB o bliższe wyjaśnienia motywacji takiej decyzji, która jest dla nas aktem niezrozumiałej dyskryminacji.
Krzysztof Łoziński 
24 września 2005, 11:57
Witold Filipowicz
Warszawa

 Od redakcji: Czegóż można spodziewać się po Fundacji Batorego...
 

GONIEC NR 38/2005 (93) (23-29 IX 2005)

 Panie Redaktorze A. Kumor 
 Przed chwilą przeczytałem na stronie internetowej w pańskiej gazecie "Goniec", pański artykuł  "Sprzężenie zwrotne", który wzbudził we mnie niepokój, ze względu na pańskie spojrzenie na własne środowisko polskie. Właściwie to wygląda to tak, że Pan należy do takiej grupy społecznej, której należy przypisać, "że cudze chwalicie, ponieważ swego nie znacie co posiadacie".  Co prawda, jeśli żyjemy w Demokracji, to uszanujmy Demokrację, ale z zachowaniem własnej godności kraju pochodzenia, albo kraju pod który się podszywamy, albo bardziej przejrzyście, " Nie osądzaj innych to i ty nie będziesz  osądzany".
 Nie mam nic przeciwko, jeśli Pan redaktor zamieści moje spostrzeżenie w swojej gazecie "Goniec".  Będzie to potwierdzeniem zachowania pełnej demokracji i wolności słowa w jego granicach.
Czytelnik

 Od redakcji: Zamieszczamy, nie ma problemu. Drogi Panie, moja krytyka płynie z bolącego serca, pozdrawiam - ak.

 ***
 Jeden z dyskutantów  w liście zamieszczonym w archiwum http://www.goniec.net/listy5.html zadał pytanie o jakość powietrza w Ontario. Odpowiedź można wyśledzić na stronie http://www.ene.gov.on.ca/envision/techdocs/5158e_index. htm. Dość niepokojące są natomiast efekty zatrucia powietrza patrz: http://www.oma.org/phealth/icap.htm.
 Pozdrawiam serdecznie
H.P. Janecki

 Od redakcji: Dziękujemy za cenną i podaną w skondensowanej formie informację.

 Niejasne prawo
 Art. 8.1; Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej. Art. 32.1; Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Art. 34.1; Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa 2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie. Art. 62.1. Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania Prezydenta Rzeczpospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat. 2. Prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania nie przysługuje osobom, które prawomocnym orzeczeniem sądowym są ubezwłasnowolnione lub pozbawione praw publicznych albo wyborczych. 
 Zacytowałem kilka artykułów z Konstytucji RP, aby uświadomić rządzącym i wyborcom przykład z Toronto, w jaki sposób MSZ ogranicza prawo do głosowania Polakom zamieszkałym poza Polską. Z treści komunikatu Konsulatu Generalnego wynika, że pieczątka w paszporcie decyduje o moim obywatelstwie i prawie do głosowania. Nadmieniam, że polski paszport kosztuje około $200, a okres oczekiwania to kilkanaście miesięcy. Frekwencja wyborcza też jest obliczana niezgodnie z prawem, bo od liczby osób deklarujących wzięcie udziału w wyborach lub referendum, a nie od liczby uprawnionych do głosownia. Mój paszport utracił ważność, ale pójdę głosować. Jeśli mi nie pozwolą głosować, to skorzystam z Art. 79. 1 i Art. 101.2, składając skargę do TK i SN.
***
 Czyj kandydat?
 Przedwyborcze podróże i kontakty D.T. wskazują, że czynniki zewnętrzne narzucają Polsce swojego Prezydenta w osobie D. Tuska. Dlaczego? Dlatego, że jest on gwarantem przetrwania polskiej lewicy, służb specjalnych i układu "okrągłego stołu". Polski wyborca ma za zadanie tylko przyklepać decyzję zewnętrznych decydentów. Lewicowe media promują kandydata, który na pozór jest przeciwnikiem lewicy. Służby specjalne w obawie przed rozwiązaniem popierają i będą popierać D. Tuska, hamując przy tym proces lustracji i dekomunikacji. Dla międzynarodówki socjalistycznej (UE) W. Cimoszewicz  miał zbyt dużo przeciwników i brak zaplecza politycznego przy niskich przedwyborczych notowaniach SLD. Natomiast D. Tusk będzie miał duże zaplecze parlamentarne i nie będzie miał konfliktów z parlamentem, co gwarantuje przełknięcie nawet najgorszej Konstytucji UE, a także nienaruszalność polskiej Konstytucji. Konkurenci L. Kaczyńskiego, o ile mają Polskę w sercu to powinni zrezygnować z dalszej kampanii i go wesprzeć w jego próbie posprzątania Polski po huraganach lewicy i byłej UW. 
 Czy moje wywody są śmieszne? Można o tym pomyśleć w drodze do urny wyborczej.
Stanisław Pietras - Kanada

 Od redakcji: Też nas denerwuje to, jak traktuje Polaków poza granicami polska elita. Piszemy o tym na łamach.

GONIEC NR 37/2005 (92) (16-22 IX 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze,
 W nr 36 "Gońca", z dnia 9-15 września br., p. K. Stefański pisze na temat generała Mariana Kukiela, ministra wojny w londyńskim Rządzie RP.: "... gen. Kukiel nie jest postacią ani wiarygodną, ani przejrzystą. W emigracyjnym rządzie londyńskim piastował nic nie znaczącą funkcję ministra obrony narodowej, czyli był figurantem biorącym pieniądze za nic. Po wojnie wrócił do PRL-u i był redaktorem ?Wojskowego przeglądu Historycznego=, periodyku fałszującego historię".
 Otóż informacja o powrocie gen. Kukiela do kraju jest nieprawdziwa: osobiście spotkałem Generała dnia 19 października 1963 roku w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Dostałem wtedy od niego książkę "Dzieje Polski porozbiorowej 1795-1921" z dedykacją.
 W portalu internetowym "Wikipedia" czytamy notę biograficzną o Generale: "... Po zakończeniu wojny pozostał na emigracji. Współzałożyciel Instytutu Historycznego im gen. Sikorskiego, od 1965 prezes Zarządu Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego. Inicjator i współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie, Polskiego Towarzystwa Historycznego i Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie. Zmarł 15 sierpnia 1973 w szpitalu w Mabledon, został pochowany na cmentarzu Kensal Green w Londynie, u boku żony".
 Komentarz p. Stefańskiego o funkcji Generała w rządzie nie zasługuje na uwagę.
Z wyrazami szacunku,
Jędrzej Bukowski
w latach 1991-1995 konsul 
generalny RP w Lille we Francji.

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy bardzo za cenne sprostowanie, generał Kukiel pozostawił po sobie wiekopomne opracowania historyczne.

 Dzień dobry gorzowiacy 
 Chcę dodać, że jest nas o wiele więcej (w Kanadzie - dop. red.) , ale czas wakacyjny jakoś nie pozwolił, aby się spotkać, lecz teraz na pewno już będziemy mogli, gorące lato się kończy, dzieci powracają do szkoły, a my do pracy.
 Do zobaczenia na następnym spotkaniu.
 Gorzowianka Ewa
z dość sporą rodzinką

 Od redakcji: Do zobaczenia!

 Dzień dobry 
 Z wielką radością oglądałem Waszą stronę www. Znalazłem ją zupełnie przypadkowo. Zobaczyłem słowo "Gorzowiacy" przez co zainteresowałem się Waszą organizacją. 
 Nazywam się Krzysztof Szupiluk i prowadzę Zespół Tańca Ludowego "Mali Gorzowiacy" z Gorzowa Wlkp. Nasza strona www.maligorzowiacy.gorzow.pl. Gdybyście byli kiedykolwiek zainteresowani naszymi koncertami to proszę o kontakt.
 Pozdrawiam serdecznie.

 Od redakcji: Na pewno będziemy zainteresowani.

 Wyborczy Apel
 Nadchodzi czas wyborów i nadziei na lepszą Polskę. Głosując, wybieramy nie tylko dla siebie, lecz również dla innych, i dlatego nasz wybór musi być przemyślany i z myślą o Polsce. Należy wybierać tych, którzy chcą rządzić w imieniu wyborców, a nie rządzić wyborcami, oraz wyniki swojej pracy poddają ocenie wyborców, pozostając na stanowisku tak długo, jak wyborcy sobie tego życzą.   Aby zmienić oblicze Polski, należy głosować na tych, co mają moralny kręgosłup, a Boga i Polskę w sercu. Na tych co mają szacunek do historii i dorobku minionych pokoleń. A także na tych, którzy pamiętają, że Polacy mieszkają również poza Polską, często nie z własnego wyboru. Na tych co budują mosty między Polską a Polonią, a nie mury dzielące Polaków. Polacy różnią się tylko miejscem zamieszkania, a nie prawami wynikającymi z Konstytucji RP. W dniu wyborów podajmy sobie ręce z myślą o Ojczyźnie - Polsce, bo może przyjdzie nam do niej wracać. 
 Ostatnie cztery lata rządów lewicy to wyjątkowo tragiczny okres w dziejach Polski. Ciekawe, co czują ci, co głosowali na lewicę, a także ci co z lenistwa i braku odpowiedzialności za Polskę nie głosowali. Oni są współodpowiedzialni za ruinę moralną i materialną Polski razem z tymi, których wybrali do rządzenia Polską. Wybory to nie gra w totolotka na chybił trafił, lecz świadomy wybór. Nie słyszałem, aby choć jeden wyborca lewicy przeprosił za swój fatalny wybór. Jaki rząd, tacy jego wyborcy i odwrotnie. Poprzez wybory dajemy mandat zaufania tym, którzy naprawdę chcą posprzątać Polskę po huraganach o nazwie PZPR, SLD i UW, huraganach, które szalały na polskiej ziemi od II wojny do 1989 r., a potem, zmieniając nazwy, łapały drugi oddech, aby dokonać jeszcze większych zniszczeń. Polski nie stać na powrót tych huraganów. Znając ich siłę uderzeniową i skalę zniszczeń, wyborcy powinni ich zepchnąć na pustynię polityczną. 
 Ostatnie cztery lata to także radykalizacja życia w Polsce. Prawo zastąpiono bezprawiem, uczciwość aferami. Z placówek Służby Zdrowia uczyniono koszmar dla pacjentów i dobry interes dla zakładów pogrzebowych. Wyprzedano majątek narodowy i zaczęto wynaradawianie Polski wielotorowo. A to przez poddaństwo UE, to znów poprzez propagowanie eutanazji, aborcji, homoseksualizmu i zmianę definicji rodziny oraz emigrację zarobkową. Zwolennicy takich rozwiązań powinni rozpocząć od siebie, i tak zwolennicy aborcji powinni masowo korzystać z klinik aborcyjnych, zwolennicy eutanazji powinni organizować grupowe wycieczki do Holandii. Zwłaszcza wyborcy SLD mają ku temu b. ważny powód. Są nieuleczalnie chorzy na komunizm, postkomunizm i liberalizm. Oby im starczyło odwagi, aby mogli eutanazję zacząć od siebie. Homoseksualiści powinni otrzymać zezwolenie na cotygodniowe parady w tzw. Zatoce Czerwonych Świń na koszt organizatorów. Ciekawe, jak długo prominenci lewicy tam mieszkający tolerowaliby te parady pod swoimi oknami? Zwolennicy zmiany definicji małżeństwa też chyba myślą o samozagładzie i nie powinni oferować tego pomysłu wszystkim Polakom. Skuteczność leków, które lewica chce zaaplikować społeczeństwu powinna być przetestowana na nich samych. Miłość do UE mogą zrealizować w krajach Unii, zamiast zachęcać bezrobotnych do emigracji zarobkowej. Przecież kwalifikacji im nie brakuje, a ciepłe stołki w Unii czekają. Miejscem do wyeliminowania tych niekorzystnych dla Polski trendów i rozwiązań jest również unia wyborcza. Wybory to często kilkuminutowy wysiłek, który może zapewnić pogodę ducha i lepsze życie na następne lata. Nie żałujmy czasu spędzonego przy urnie, bo to może być najlepsza inwestycja życiowa. 
 Idąc do urny wyborczej, cofnijmy się pamięcią wstecz, aby sobie przypomnieć niespełnione obietnice i kto był ich autorem. Głosujmy, sami nie oddając swego losu w ręce może głupszych od siebie. Sami decydujmy o swoim losie, zwracając uwagę na kiełbasę wyborczą, zwłaszcza te wirtualną lub nieświeżą. Obyśmy za cztery lata mogli spojrzeć w lustro i w twarze swych bliskich.
Szczęść Boże,
Stanisław Pietras

 Od redakcji: Oczywiście, Panie Stanisławie, głosujmy z głową

 ***
 Od redakcji: Autora listu zaczynającego się od słów "Panowie redaktorzy tygodnika "Goniec"" prosimy o kontakt - w trakcie transmisji ucięło koniec faksu.

GONIEC NR 36/2005 (91) (9-15 IX 2005)
 *** 
 Piszę z prośbą o pomoc w sprawie wypracowania z historii. Mam nadzieję, że mogę liczyć na Pana pomoc...? Temat to: Czy zgadzasz się, że rządy silnej ręki są dobrym rozwiązaniem na trudne czasy? Temat jest związany z Józefem Piłsudskim. Z góry dziękuje z pozdrowieniami 
Małgorzata Barska

 Od redakcji:
 Pani Małgorzato - temat ciekawy i można w nim wykazać wiele aspektów form sprawowania władzy - od demokracji w ujęciu greckim (Arystoteles, Platon), po brunatny faszyzm Hitlera i stalinowski komunizm. "Trudne czasy" - to pojęcie bardzo nieprecyzyjne, a więc i chętnie nadużywane w celu wprowadzenia ograniczenia praw obywateli - tu ostatni amerykański przykład "walki z terrorem". Radzę jednak odrobić zadanie domowe samej - bo jest to wielka szansa na poznanie współczesnej rzeczywistości.  Z szacunkiem - Jerzy Rosa

 Lenistwo umysłowe i niechęć do zmian
Komentarz do tekstu Krzysztofa Ligęzy "Smród, że strach w d... kopnąć"
 Mogą spowodować, że znów RP będzie rządził ktoś formatu Szczęsnego-Potockiego, renegat wysługujący się obcym. Przecież wciąż dla wyborców, wychowanych na medialnych obrazach i słowach, najważniejszy jest image - wizerunek fizyczny polityka, a nie jego portret psychologiczny czy duchowa droga, biografia i intelektualny dorobek. Np. profesor Giertych nie jest typem salonowego playboya czy przebierańca. Zatem może nie sprostać konkurencji odszykowanego przez kosmetyczki - Czerwonego Khmera z maską liberała.
 Lubomir

 Od redakcji: Szanowny panie. Lenistwo umysłowe i niechęć do zmian już to spowodowały, liczy się "Imidż".
 

ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster