POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Redaguje 
zespół w składzie:

Andrzej Kumor
redaktor naczelny
kumor@goniec.net

Jerzy Rosa
redaktor prowadzący
rosa@goniec.net

Magda Angrot 
magda@goniec.net

Marek Bućko
bucko@goniec.net

Krzysztof Jaśkielewicz
jaskielewicz@goniec.net

Olimpia Orlewicz
accounting@goniec.net

Daniel Runo
runo@goniec.net

Aleksander Rybczynski
rybczynski@goniec.net

Współpracują:

Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Andrzej Fromm * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo  * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Krzysztof Ligęza * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Bogdan Prażmowski * Jerzy Przystawa * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

***
Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 11/2006 (117) (17-23 III 2006)

 Koncert
 Mikołaj Rej, ten który uznał, że "Polacy nie gęsi i swój język mają" i zaczął pisać po polsku zamiast po łacinie, dzięki czemu uważa się go, jak mnie uczono w szkole średniej, za "ojca" języka polskiego, dziś "przewraca się w grobie". Dlaczego? Bo dziś Polacy wstydzą się swojego języka. Ta niechęć do języka polskiego przejawia się w najróżnorodniejszych okolicznościach, nawet na widowiskach i zgromadzeniach, gdzie uczestników stanowią prawie wyłącznie Polacy.
 Ostatnio byliśmy na koncercie, którego głównymi wykonawcami byli artyści z Polski: Katarzyna Dondalska, soprano, Juliusz Ursyn-Niemcewicz, tenor, i Janusz Radek, kontrtenor. Koncert był zatytułowany, nie wiem dlaczego, "Queen of the Night", choć to nieistotne. 
 Obecny był konsul RP w Toronto. Podczas przeszło dwugodzinnego spektaklu prowadząca go  prezenterka  nie wypowiedziała do polskiej publiczności ani jednego słowa po polsku. Osobiście uważam, że takie potraktowanie zdecydowanie polskiej widowni było wyrazem jej lekceważenia przez organizatora imprezy. Także przesadny "ukłon" w kierunku jednostkowych przedstawicieli innych grup etnicznych można było "sobie podarować".
 Po spektaklu konsul odznaczył w imieniu prezydenta RP organizatora wysokim odznaczeniem państwowym "orderem (nie pamiętam dokładnie co) restituta" za szerzenie kultury polskiej w Kanadzie. Konsul uratował wymaganą w takich okolicznościach kurtuazję względem publiczności, mówił w języku ojczystym i po angielsku.
 Zbigniew Sroczyński
 
 Od redakcji: Tak jest, mówmy pięknie, bezbłędnie i ze swadą w obu językach, a najlepiej w trzech. Język to przecież okno, przez które możemy zajrzeć do innej kultury.
 
 Pytanie i odpowiedź
 Pytałem Państwa o adres Domu SPK w Toronto, a Państwo  "wysililiście" się tak strasznie, że kazaliście mi szukać w Googlach.
 Zamiast zajrzeć do książki telefonicznej, która u Was jest dostępna - zastosowaliście "spychologię". Ja znalazłem kolegę z Polski mieszkającego w Toronto i on mi podał adres, ale napisał, żebym sobie z Wami głowy nie zawracał, bo Polacy w Toronto już Was nie czytają za arogancję  i publikowanie wypowiedzi antypolskich - bo u Was panuje  "antypolonizm".

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie dość, że jest Pan leniwy, bo posiadając dostęp do Internetu, nie potrafi korzystać z dobrodziejstw sieci, to jeszcze na dodatek powtarza Pan za kimś niesprawdzone informacje. Serdeczności - AK.
 
 Ostatnia seria listów dotyczy tekstu "Na dwa fronty" z poprzedniego numeru GOŃCA.
 
 Obsesja wolności i 
 nadreprezentatywność mediów  
 Ludzie z powodu bombardowania ich nadmiarem wolności, przejawiającym się bezkarnymi aferami, niekończącymi się kłótniami, złodziejstwem, zwykłym chamstwem i obyczajową patologią, udają się na wewnętrzną emigrację, chętnie izolują się od nachalności świata zewnętrznego. Zwykłych obywateli męczy aktoryzowanie życia. Przeciętny obywatel czuje się nikim, w obliczu scenicznych pięknisiów i supermenów. Medialny retusz robi z człekokształtnych potworów niedoścignionych półbogów. Myślę, że cały ten medialny śmietnik wcześniej czy później należy odrzucić, jeżeli myśli się o realnych dokonaniach. Tysiące bałamutnych mediów potrafią nie zauważyć agonii wielkiego narodu czy państwa. 
 Pośród pląsów polityków z mafiosami i kurtyzanami, potrafią nie usłyszeć płaczu milionów rodaków pozostających trwale bez środków do życia. Trzeba zdecydowanie podzielić media na informacyjne i jarmarczne, nagłaśniające wyłącznie bajki, plotki i agenturalne "kaczki". Z medialnego do realnego świata jest wiele dróg, m.in. przez upowszechnianie turystyki, tego nieocenionego kontaktu ze Stwórcą i jego dziełem - przyrodą. 
 Oczywiście osobiste spotkanie z Bogiem na Mszy Świętej to również niezły powrót do realnego świata realnych ludzi, ludzi upadających, dźwigających się i idących wciąż do przodu. Poza tym, jak szybko postępowała globalizacja i kryminalizacja narodowych gospodarek, tak szybko muszą nastąpić procedury odwracające ten pęd donikąd. 
 Narodowe gospodarki, prowadzone rzetelnie przez solidnych gospodarzy, są szansą nie tylko dla Polski. Globalny wyścig szczurów należy zostawić szczurom i szczuropodobnym (wcale nie myślę w tej chwili o towarzyszu Balcerowiczu).
Lubomir

 Od redakcji: Zgadza się, Panie Lubomirze, trzeba w tym wszystkim zawalczyć o siebie i nie dawać sobą powodować przez manipulatorów.
 
 Na dwa fronty nie da się 
 prowadzić wojny 
 Panie Kumor, pierwszą odpowiedzią człowieka na różnorodność była plemienność.  Moje plemię przeciwko twojemu. Moja nacja przeciwko twojej. Współczesna nazwa plemienności to nacjonalizm. Były wieki średnie, Oświecenie. Teraz zapanowała nowa era - globalizm (uniwersalizm). Pragnę postawić pytanie: plemienność czy uniwersalizm? Czy nie ma innej alternatywy? Nie, nie kto inny jak biali ludzie (neosyjoniści) Bóg wie kto zaprosili muslim do świata globalizmu. I co z tego wynikło, wszyscy wiemy, 11 Sept. Ale zastanówmy się, do czego obecna sytuacja prowadzić może, do wojny albo pokoju w imię robienia wspólnych interesów i niewchodzenia sobie w drogę. Jan Paweł II dążył do pojednania wszystkich religii. Zabrakło mu czasu. A szkoda. Na dwa fronty nie da się prowadzić wojny.
Iwana1982@yahoo.com

 Od redakcji: Plemienność to biologiczny konkret, uniwersalizm  to piękna idea.
 
 Świetny artykuł 
 Pan Andrzej Kumor świetnie zauważył powstanie nowego kuriozum, które walczy z wiatrakami, zniewalając własnych obywateli.
Jarek Sadecki

 Od redakcji: ...
 
 ***
 "Kto na nas nastaje" pyta autor artykułu: ten nastaje, który chce: zniszczyć chrześcijaństwo i islam, aby samemu zapanować. I po co ma on walczyć z chrześcijaństwem i walczyć z islamem, jak może chrześcijan i muzułmanów nawzajem na siebie napuścić, aby sami się nawzajem wykończyli, czyli: za niego sami dokonali całej czarnej roboty. Taki jest on SPRYTNY. NIE DAJMY SIĘ NA TO NABRAĆ!
(...)

 Od redakcji: Możliwe, że ma Pan rację, współczesny świat ma się obywać bez religii...
 
 Orwell coś niecoś przewidział  
 Żyjąc pod komuną, nikt nie miał wątpliwości, o jaki ustrój mu szło. Teraz wątpliwości się pojawiły. Ten Anglik instrukcji nie zostawił. Bezpośredniego nawiązania do ZSRR nie ma, choć wnioskujemy na podstawie jego tam pobytu i podobieństw opisywanych instytucji. Na długo po śmierci Orwella i 22 lata po roku 1984 widzimy, że miał on oczy otwarte także na to, co dzieje się w jego własnym kraju. Zresztą, sprzeczność wystąpiłaby tylko wtedy, gdyby istniał prawdziwy spór ustrojowy i ideologiczny między tymi dwoma krajami. Ten spór cały czas był tylko pozorny.
Bartczak

 Od redakcji: Aldous Huxley był lepszy od Orwella - lepiej prognozował.

 
 
 

GONIEC NR 10/2006 (116) (10-16 III 2006)

 W obronie dobrego imienia  Polaków-katolików
 Jako zwykły widz pragnę podzielić się z czytelnikami refleksją odnośnie sztuki pt. "Narty Ojca Św." wystawionej przez Teatr Narodowy 4 lutego w Mississaudze.
     Wobec wielce zachęcającej reklamy oraz tytułu sztuki tematycznie związanej z Osobą Ojca św. spodziewałam się, iż ujrzę zachowania ludzi prawych i szlachetnych, którym przyświecał Duch naszego Wielkiego Rodaka,  że pokazane będą wartości duchowe. Spodziewałam się zobaczyć coś budującego. Wielu innych ludzi również zachęcił tytuł tej sztuki, lecz zamiast piękna pokazano nam brzydotę, słabość charakterów ludzkich i wulgaryzm. Ze sceny kilkakrotnie padały niecenzurowane słowa, również z ust księdza (brr...). 
     Moim zdaniem, tytuł, jaki nadano tej sztuce, w ogóle nie pasował i wprowadził w błąd.
 To poniżające posłużyć się osobą Wielkiego Polaka w spektaklu o tak niskim poziomie.
 Tu raczej pasowałby tytuł "Zapijaczona małomiasteczkowa elita". 
 Nie na miejscu też było recytowanie cytatów z Pisma Świętego. Rzeczy poważne, święte dla nas, katolików, połączono z wulgaryzmami.
Wytężyłam całą swą cierpliwość, by wytrwać do końca, ale byli tacy, którzy opuścili salę wcześniej. Spektakl ten był wielkim rozczarowaniem dla nas. Osoby, z którymi rozmawiałam, z oburzeniem wypowiadały sięÉ"jak można było z czymś takim do nas przyjechać?". Na wstępie już, pokazano kilku mężczyzn, w osobach burmistrza, komendanta i profesora, raczących się alkoholem i toczących nieciekawą, wręcz nudną dysputę. Obrazek ten nie należał do interesujących. Tym bardziej smutne, że to osobistości stojące na świeczniku. Stanowczo za dużo przedstawiono ludzi z kręgu elity hołdujących alkoholizmowi i miernocie zachowania.
     Jeżeli nawet takie rzeczy miały miejsce, to czyż z tego warto tworzyć sztukę? Skoro na ulicy spotkać można alkoholików,  i to za darmo! Tu zaś żądano od nas dość wygórowanej ceny wstępu.
     Również, prymitywne zachowanie, niemoralnie prowadzącej się żony burmistrza, występującej w negliżu (brr...),  jeszcze bardziej obniżyło poziom i tak już słabej sztuki. 
 Najbardziej oburzające i ubliżające społeczności katolickiej było pokazanie księdza z butelką w kieszeni sutanny, odwiedzającego komendanta policji.
     Dlaczego przedstawiono w tak złym świetle kapłana? By podważyć jego autorytet i autorytet osób duchownych? 
     W książce Jerzy Pilch pisze o nawróceniu, więc dlaczego przy tworzeniu sztuki, to co dobre, pozytywne, zostało pominięte, a zostało wyjęte co najgorsze i niemoralne?
     Społeczeństwo polskie zostało pokazane w bardzo złym świetle.
 Czyż godzi się kalać własne gniazdo? Powinniśmy więcej kochać i szanować siebie. Bo jeśli sami się nie uszanujemy, to inni też nas nie uszanują.
     Nie rozumiem, w jakim celu w końcowej części przedstawiono Papieża jako zawodowego sportowca. Chyba chodziło tu o umniejszenie Jego autorytetu. Wielkiego - przedstawiono w recytacji aktora jako pospolitego człowieka w drużynie piłki nożnej. Jakie cele przyświecały twórcom tej sztuki? 
 Osoba Jana Pawła -  to jest Świętość! Niedotykalna dla nas! 
 A On został zniżony do przeciętnego śmiertelnika. To nas oburza i boli.
 Dziwię się, że tak znakomici aktorzy podjęli się zagrania w tak mizernej sztuce.
 Opuściłam salę teatru z uczuciem wielkiego zawodu i z postanowieniem na przyszłość nie dać się zwieść zwodniczym reklamom. 
Aleksandra Bednarska-Kwaczek

 Od redakcji: Tak, to dziwne, że tak znani i cenieni polscy aktorzy biorą udział w tej niezbyt wysokiego lotu sztuce - jej powodzenie w Polsce zdaje się wynikać z pozaartystycznych przesłanek. Proszę się jednak do teatru nie zniechęcać - mamy nadzieję, że ujrzymy jeszcze w Kanadzie dobre i prawe spektakle grane przez elitę polskich scen. 

 Panie Andrzeju,
 Najkrócej, uwielbiam to wyciąganie nici z kłębka. Bez tych pańskich nie-"WYWIADÓW" nigdy bym się nie dowiedział o wielu sprawach w Polonii i na świecie. Po prostu nie mam czasu wszystkiego śledzić (jak wielu z nas). Niby nie-wywiad był wspaniały. Gratuluję panom i panu  Sobockiemu, także za odwagę konfrontacji, za wiele ciekawych odpowiedzi. Nie-wywiad dał mi wiele ciekawych informacji, i tych za, i tych przeciw. Wbrew pozorom poprawiło to mój punkt widzenia na wiele niewyjaśnionych spraw. Wywiad poprawił notowania pana Sobockiego w niektórych kwestiach. Niestety, w innych pogorszył, stąd pewnie oburzenie mocium Pana E.,  członka tej "Polish kubuki"  (według jego własnej terminologii, przepraszam, zacnie prawomocnie ukonstytuowanego zarządu). Zapełnił też lukę dezinformacji (niestety, typową dla obecnego zarządu i poprzednich [arogancja władzy, pierwszy grzech wszystkich władców i wszystkich ustrojów w historii ludzkości]). Dlaczego z tak dużym opóźnieniem ogłaszają oficjalne stanowisko albo raporty, nie mówiąc o innych grzeszkach? Czyżby to nic ich nie zobowiązywało? Czyż to tak trudne?  Rzecznikiem prasowym może być niejeden, jak to udowodnił ktoś w Polsce. Zdaje się, że w tym zarządzie jest co najmniej jeden wykształcony, kulturalny i z tytułem magistra. Do Szanownego Zarządu - coś mi się wydaje, że panowie zapomnieli, że poza wami dwoma jest też co najmniej kilku wykształconych  w polskim środowisku i że my (Polonia) mamy swoje punkty widzenia i że jak słusznie zauważył pan Kumor, nie jest nam tego w stanie wyperswadować ani tak wielki autorytet, jak Michnik, Oriana Fallaci, Stalin, Gieremek i wielu innych. Przepraszam, ale nawet nasz polonijny gmin, także mafia moherowych beretów potrafią myśleć i mieć swoje zdanie, czego dali wspaniały dowód swoim głosowaniem w wyborach. W kwestii formalnej, nie satysfakcjonują mnie zapewnienia i oburzenia pana E., że zarząd jest godny władzy, bo nie ma na to odpowiednich paragrafów w statucie. Bardziej interesuje nas, co ten zarząd robi dla dobra nas, Polonii i KPK.  Trzymając się pana E. sposobu myślenia, można by udowadniać, że największym obrońcą i przyjacielem Polski był S., bo miał najśliczniejszy mundur, a w końcu dał nam przecież wolną Polskę (PRL). Z góry przepraszam pana E. za ten wywód. Do tej pory pan E.  był moim faworytem na stanowisko prezesa KPK, człowiek, którego podziwiam i szanuję, za bohaterstwo i wspaniałą działalność społeczną. Podobają mi się też jego zdolności brylowania w salonach, co też jest bardzo przydatne u przywódcy. Teraz coraz bardziej coś mi tu nie gra. Tak jak coś brakowało pani prezes (mimo extremly fluent Polish). Nie podobają mi się także próby zainstalowania na polonijnego króla kogoś innego, kto ma szaloną elokwencję, a brak mu poglądów. Nie chcemy też wysłańców PRL-u, którzy demokratycznie i zgodnie ze statusem przejmują władzę. W tej sytuacji może lepiej nie mieć polonijnego posła czy kongresmana. Wracając do pana prezesa. Najwyraźniej król uparł się, że nie jest nagi, mimo że większość już o tym mówi. Świadczy to może o jeszcze jednym. Zrezygnował, ale centrala się na to nie zgodziła i znaleźli wybieg z przepisami w statucie. Centrali najmniej zależy na jej członku, najważniejsze, żeby zamieszanie przetrwało do października i zrobiło jak najwięcej szkody. Ale to chyba jest paranoidalna teoria pana Pająka, ale nie, to przecież niemożliwe. Pozdrawiam szanownych redaktorów.
g.k. 
 Od redakcji: Najważniejsze, abyśmy w końcu przestali tracić czas i pieniądze na jałowe spory i procesy.

 ***
 Niektórzy działacze KPA zachłystują się z radości, że nas, Polaków, spotkało takie (!) wyróżnienie. Aleksander Kwaśniewski będzie wykładowcą na prestiżowym jezuickim Georgetown University w Waszyngtonie, gdzie wykłada również Magdalena Albright. Może jezuici wierzą w cudowne nawrócenie byłego komucha, ale dla nas, ciemnogrodzian, to po prostu nagroda za instrumentalną rolę, jaką spełnił on w procesie globalizacji. Inny były komuch, Gorbaczow, też został doceniony i resztę życia spędzi w swojej posiadłości na Florydzie. Pytanie, czy Kaczyńskiemu wystarczy odwagi, aby kontynuować śledztwo ws. udziału prezia w aferze paliwowej i innych. Żydzi z kolei docenili jego rolę w naprawieniu stosunków polsko-żydowskich po przeprosinach za Jedwabne. Pytanie tylko, czy można budować jakiekolwiek zdrowe stosunki w oparciu o kłamstwa. Widocznie wiara amerykańskich jezuitów jest tak mocna, że pozwala przemieniać kłamstwo w prawdę.
Stanley Sas

 Od redakcji: Jest to godne ubolewania, że taki człowiek jak Kwaśniewski będzie "profesorem z Polski" na tym znanym uniwersytecie. Prawdopodobnie na Georgetown jezuici nie mają już wiele do powiedzenia...

 Odpowiedź dla pani Ewy Ciepielewskiej
 Pani Ewo
 W tym samym wydaniu na sąsiedniej stronie, na której Pani donosi, jak to 
Pani napisała, wyjaśniłem bardzo wyraźnie, że nastąpiła pomyłka w kategorii wiekowej. Dziękuję za wnikliwe śledzenie poczynań naszych najmłodszych. Podaję wyniki i relacje z meczów drużyn, które  składają się tylko z samych piłkarzy polonijnych. 
Waldemar Biały
 

 ***
 Revenue Canada, agencja rządowa czy mafia? 
 Jak zostałem przestępcą podatkowym.
 Nie dajmy się pojedynczo wyrżnąć...
 Kilka jeszcze innych tytułów ciśnie mi się na usta. Od sześciu lat prowadzę jednoosobową firmę, którą można zaliczyć do grupy "software and hardware consulting", ale to nie jest najbardziej istotne w tym momencie.
 Dokładnie 23 stycznia tego roku dowiedziałem się, że moja firma dokonała przestępstwa podatkowego. Dostałem, a raczej do mojej firmy przysłano tzw. Notice of Reassessment za ostatnie trzy lata, który mówi, że moja firma nie płaciła za mnie kontrybucji na CPP. Kontrybucji takiej dokonywałem, rozliczając mój własny dochód, płacąc na samego siebie. Coroczny T4A został przekwalifikowany na T4 i zaczęło się... 
 Odsetki, opłaty karne. Ustalone zostało, że mają wycofać kontrybucję na CPP wpłaconą przeze mnie, na moje własne konto, odesłać mi ją i ja mam to wpłacić na moje konto jako moja firma. Do dziś ani grosza zwrotu. W zamian za to, już dwukrotnie otrzymałem kary dodatkowe po 400.00 dol. każda za niewpłacenie kontrybucji. Odwoływałem się także do Fairness Committee. Właśnie dziś otrzymałem list, że z powodu dużej ilości listów, jakie oni otrzymują, nie są w stanie teraz odpowiedzieć, ale naliczanie odsetek nie ustaje! Jakie ja mam możliwości naliczenia im odsetek od pieniędzy, które oni mają od lat? Moje "przestępstwo" polega na tym, że po kilku latach okazało się, że nie ta ręka wpłacała pieniądze!!!
 Zdaję sobie sprawę, że sam niewiele mogę zdziałać. Wiem, że dużo ludzi z polskiego środowiska otrzymało taki sam list od Revenue. Może napiszemy jakąś wspólną petycję do rządu, skargę na zbójeckie działania Revenue? Może jednocześnie złożyć takie pismo u poszczególnych posłów w okręgach wyborczych Ontario właściwych dla miejsc zamieszkania? Nie stać mnie osobiście na zatrudnienie adwokatów za setki dolarów na godzinę, aby apelowali w mojej sprawie. Może jest jakiś prawnik w środowisku polskim, który, pro bono, zredaguje czy pomoże zredagować takie pismo? 
 Sposób rozumowania Revenue Canada jest bardzo prosty. Nikt im nie podskoczy - to po pierwsze. Mają prawo do tzw. Reassessment, mają zagwarantowane to, że prawo działa wstecz. Każdy podatnik jest potencjalnym przestępcą. Można w dowolnej chwili zmienić interpretację dowolnej linii w formularzu podatkowym, przemienić T4A na T4, czy cokolwiek na cokolwiek innego. Podatnik ma płacić. Co nam to przypomina? Podatnik, a zwłaszcza ten maleńki, jednoosobowy, nie może spać spokojnie! Jego zeznania są wertowanie w tę i z powrotem, bo a nuż coś się znajdzie. Jak się nie znajdzie, to się dopasuje. I tak nikt nie będzie podskakiwał, bo najpierw musi płacić, a potem ewentualnie może się zapytać. Czysta demokracja!
 Przerażający jest fakt, że nikt do końca nie może być pewien, że wywiązał się z obowiązku podatkowego. Potwierdzenie bieżącego rozliczenia przez Revenue nie jest tego gwarantem. Prawo działające wstecz pozwala "przejrzeć i zweryfikować" każdego. To, co dziś czy wczoraj wolno było odpisać, może się okazać za dwa tygodnie, że to było nielegalne i Revenue "uprzejmie poprosi" o "swoje" pieniądze.
 Jeden z podtytułów mojego listu mówi: "Nie dajmy się pojedynczo wyrżnąć". Tak, nie dajmy się. Jeżeli są osoby, które chciałyby się dołączyć do protestu, który mam zamiar wystosować do lokalnego MP i do rządu, proszę o kontakt. Mój email jest zbiggru@idirect.com. Jeżeli z różnych okręgów napłyną skargi, to może choć na przyszłość Revenue zrezygnuje z akcji szukania pieniędzy. Może zamiast ab front wysyłać odsetki i kary, zapyta się podatnika, a raczej jego księgowego, dlaczego to i to zostało zrobione w ten czy inny sposób.  Revenue doskonale wie, że rozliczenia podatkowe są wykonywane przez wykwalifikowanych księgowych, rzadko przez prowadzących firmę osobiście. Czyżby księgowi nie wiedzieli, co robią?
 Swoją drogą, ciekaw jestem, czy ta weryfikacja CPP dotyczy tylko środowiska polskiego drobnego biznesu, czy sięgnęła także innych środowisk?
 Zbigniew Gruszczyński

 Od redakcji: Współczujemy Panu, każdy może się znaleźć w takiej sytuacji. 
 

GONIEC NR 9/2006 (115) (3-9 III 2006)

 Szanowna Redakcjo,
 W ostatnim numerze "Gońca" znalazła się informacja o tym, że aby nie stracić uprawnień do OHIP-u (Ontario Health Insurance Plan), można wyjechać z Kanady na maksimum pół roku. 
 Na rządowych stronach internetowych natomiast znajduje się informacja, że trzeba przebywać w Ontario 153 dni w ciągu 12-miesięcznego okresu. Czy Redakcja mogłaby to wyjaśnić?
Czytelniczka

 Od redakcji: Postaramy się.

 Drodzy Państwo,
 Próbuję bezskutecznie znaleźć informacje o nowo otwartej polskiej klinice medycznej. Jedyna wzmianka na Internecie, to nieaktualna już reklama umieszczona przez GOŃCA. Niestety, zdjęcia reklamy też już dawno nie ma.
 Czy mogliby mi Państwo podać adres i numer telefonu tej kliniki. Nazywa się chyba Millway Medical Clinic. Od niedawna mieszkam w Mississaudze i niestety żadna z polonijnych stron internetowych nie podaje informacji o tej klinice.
 Z góry dziękuję i pozdrawiam.
 Iwona Osmolska

 Od redakcji: Z informacji podanych przez klinikę - istnieje ona pod adresem 3200 Erin Mills Parkway w Mississaudze, tel. 905-607-0017.

 WARM BEER BLUES 
 Parę tygodni temu zastanowił mnie cel wielkiego przemeblowania okolicznego "liquor store" . Kiedy następnego dnia chciałem kupić parę butelek zimnego "Tyskiego", już go nie było na półkach, tylko przeniesiono go wraz z wieloma innymi europejskimi gatunkami na podłogę. Na moje pytanie, co jest powodem tych zmian, opryskliwa pani ekspedientka odwarknęła "ask the beer man". Nie wiedziałem, kto to jest "beer man", a przy mnogości załogi sklepu przypuszczam, że mają tam również "whisky man", "rum man" itd. 
 Byłem pewien, że to tylko jakieś widzimisię lokalnego "beer mana", lecz parę dni potem zauważyłem, że podobna "reforma" dotknęła również inne sklepy. Próbowałem uzyskać informację o jej przyczynach w innych sklepach, lecz poza tym, że radzono mi dzwonić do centrali lub szukać odpowiedzi w Internecie, niczego się nie dowiedziałem. I wreszcie pewien sprzedawca na ulicy Brock uchylił mi rąbka tajemnicy. Otóż zarząd LCBO uznał, że uzupełnianie półek ciężkimi, bo aż półlitrowymi, butelkami jest za dużym wysiłkiem dla elity klasy robotniczej GTA i uznał, że ciężary te można równie dobrze eksponować na podłodze. 
 No i doczekaliśmy się czasów, w których zarząd i partia (LCBO) ustaliła jedynie słuszne miejsce dla naszego "Tyskiego". Teraz mamy dylemat. Przecież jest nas tu, oprócz Gorzowiaków, jeszcze dobrych parę tysięcy. Możemy protestować, pisać petycje. Ale co będzie, jak proletariat z LCBO pójdzie na strajk. Wtedy będziemy musieli jechać po nasze "Tyskie" do najbliższego "liquor store" w Buffalo. Ale gdzie tu sens i logika. Co prawda mamy tam nieporównywalnie większy wybór, ale może nam się przypomnieć granica z NRD. Nie dość, że stracimy czas, wydamy na paliwo, to po dowiezieniu do domu piwa (jeżeli nam nie zabiorą), to i tak będzie ciepłe jak zupa. Czyli takie samo jak teraz. 
 Przypomniały mi się wspomnienia kolegi, który trzy lata towarzyszył swojej żonie na kontrakcie w Arabii Saudyjskiej. W jednym z poważnych anglojęzycznych periodyków znalazł w rubryce listy od czytelników pytanie: "czy dżiny naprawdę istnieją?". Uczony w temacie mułła dopowiedział: "co prawda nikt dżina nie widział, ale anioła też nikt nie widział, a są". I w tym momencie "eureka", jeżeli nam odmawia się sprzedawania naszego piwa w taki sposób, jakbyśmy sobie tego życzyli, to kupujmy piwo duńskie. (Widziałem na półkach puszki zimnego jeszcze, może przez przeoczenie, "Tuborga"), bo  jeżeli nie poprzemy braci Duńczyków, to doczekamy czasów, w których zamiast zimnego "Tyskiego" będziemy MUSIELI sobie kupić "Mekka-colę", dywanik i kompas. Póki co na zdrowie, brrr, ciepłe, ale jeszcze nasze.
Krzysztof Sapiński 
Toronto, woj. gorzowskie

 Od redakcji: Szanowny Panie, w LCBO nikt nikogo nie ruszy, to jest prawie Politbiuro...

 ***
 Na portalu GW zauważyłem artykuł i komentarz Starego Wiarusa, który komentuje "Kartę Polaka", którą ma zamiar wprowadzić rząd polski. Widać, że nowy (?) rząd polski dalej wielu rzeczy nie rozumie "normalnie". Nam na Zachodzie wciskają na siłę polskie paszporty - i nie tylko nam, naszym dzieciom, wnukom itd. itp. A jak ktoś się chce tego polskiego obywatelstwa zrzec, to przeszkód administracyjnych jest nie do pokonania.
 Zaś tych "zza Buga" rząd polski uważa za "byłych" obywateli Polski - opierając się na "prawie" wydanym przez "słoneczko narodów" tow. Stalina, które to "prawo" "pozbawiło" obywatelstwa polskiego tych Polaków, którzy mieli nieszczęście znaleźć się na terytorium "Kraju Rad".
 Ja uważam, że jest zwyczajną bezczelnością kolejnych rządów polskich nieuznawanie obywatelstwa polskiego tych "zza Buga" przy równoczesnym wciskaniu Polonii na Zachodzie polskich paszportów.
 Komentarz jest świetny i wydaje mi się, że powinien to Pan "puścić" w najbliższym "Gońcu".
Jerzy Kisielewski

 NIKCZEMNOŚĆ wasza, chłopaki z kraju, wobec Polaków ze Wschodu jest niezmierzona: ..."a także określającej status byłych polskich obywateli w ich starej ojczyźnie"...
 BYŁYCH POLSKICH OBYWATELI? BYŁYCH?
 Znaczy, byłych obywateli polskich na podstawie dekretu Rady Najwyższej ZSRR z 29 listopada 1939 r., który arbitralnie odebrał Polakom na obszarach okupowanych przez ZSRR obywatelstwo polskie i nadał radzieckie... To jedyna wasza podstawa prawna. Poza tym, ci ludzie spełniają wszystkie kryteria obywatelstwa polskiego według każdej przeszłej, obecnej i kiedykolwiek proponowanej ustawy o obywatelstwie polskim. Obywatelstwo polskie dziedziczy się wedle prawa RP w nieskończoność, o czym skwapliwie przypominają wasze konsulaty na Zachodzie każdemu, z którego mają nadzieję wycisnąć kasę.
 Waszym psim obowiązkiem jest wydać każdemu Polakowi ze Wschodu, który sobie tego życzy, polski paszport, a nie żadną ersatz-Kartę Polaka, czyli okrojone obywatelstwo w wersji Light. Ale wy tego nie zrobicie, boby to was kosztowało.
 Nikt już nie pamięta, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, II RP repatriowała w latach 1919-1927 z Rosji sowieckiej każdego, kto mówiąc po polsku, przyznawał się do polskiego pochodzenia - nie pytając o papiery. Warto pamiętać, że ówczesna Polska była znacznie biedniejsza niż dzisiejsza. Ale za to II RP miała kręgosłup moralny.
 III RP, po 1989 roku, repatriowała jakąś zupełnie śmieszną liczbę Polaków z b. ZSRR. No pewnie, na nich nie można zarobić. Wolicie wpychać polskie paszporty po pięciokrotnej cenie krajowej Polonii Zachodu i kroić z niej kasę - za nikomu niepotrzebne zaświadczenia, poświadczenia, przebitkę, pieczątkę, tusz do stempli, spinacz i powietrze zużyte w poczekalni konsulatu.
 Energię swoją kierujecie też na administracyjne uniemożliwianie zrzeczenia się obywatelstwa polskiego tym, którzy chcieliby się wypisać z RP, bo dawno już tam nie mieszkają i nie mają zamiaru mieszkać.
 Polonię Wschodu olewacie, bo biedna. Polonii z Zachodu natomiast nie pozwalacie zrzec się obywatelstwa polskiego, bo nie tylko żyjecie nadzieją wyciśnięcia z niej jeszcze jakiejś kasy, ale prawdopodobnie również dlatego, że dopisujecie sobie tę Polonię do ewidencji ludności PESEL, co pozwala gładko brać z Brukseli kasę na martwe dusze. Czyli na ludzi, których dawno w Polsce nie ma i nic im świadczyć nie trzeba.
 To jest wasz dzisiejszy najwyższy ideał - kasa za darmo. Gratulacje, chłopaki! Szkoda mi tylko tych na Wschodzie, co w was wierzą.
 PS "Wystarczy, że na granicy nikt nie będzie pytał jej posiadacza o pochodzenie" - a teraz pytacie o pochodzenie? Ethnic profiling? Całkowicie niezgodnie z prawem unijnym? Dobre...

 Od redakcji: Zgadza się, to smutne, że ktoś postanowił podzielić Polaków na lepszych i gorszych; tych na kartę i tych na paszport.

 ***
 Chciałabym dać znać, że w ostatnim numerze "Gońca" na str. 46 w artykule "Sport polonijny" napisanym przez pana Waldka Białego z Mississaugi w ostatnim paragrafie jest błąd, znaczy nawet nie błąd, tylko jest napisane kłamstwo, że drużyna Polonii Centrum Under-10 występująca w Lidze Halowej pokonała lidera po bardzo zaciętej walce różnicą jednej bramki.
 Niestety, nie pokonała lidera - kiedy grała z liderem, przegrała 3:0. Tak się składa, że w drużynie lidera jest bardzo dużo Polaków, których rodzice czytają "Gońca", i byli bardzo urażeni, że takie rzeczy się u was pisze i że takie artykuły są pisane bardzo tendencyjnie i zawsze gloryfikują drużynę Polonii Centrum. Może by poprosić pana Waldka, żeby pisał trochę bardziej obiektywnie. Ja wiem, że może to być trudne, ale myślę, że nie trzeba pisać bzdur czy kłamstw. Mam nadzieję, że to się jakoś wyjaśni i pan Waldek sprostuje swoje opinie, nawet nie opinie, po prostu fakty, które są kłamliwie przekazane całej Polonii. 
 Chciałabym dodać, że cała drużyna Under-10 Polonii Centrum grała z liderem dwa mecze w ciągu całego sezonu, jeden przegrała 6:0, drugi przegrała 3:0. Ostatni mecz, który prawdopodobnie był opisany w tym numerze "Gońca", był grany nie z liderem, tylko jedną z gorszych drużyn, i myślę, że tam jest jakaś pomyłka, więc proszę to sprostować, bo ja się czuję bardzo urażona i myślę, że rodzice wszystkich dzieci, które są w drużynie liderów, tak samo się poczuli.
Ewa Czepielewska

 Od redakcji: Liczymy, że p. Waldek odpowie na Pani wnioski, proszę się nie urażać i nie zniechęcać.

 Największa malwersacja w dziejach PRL
 W związku z inicjatywą reaktywowania Komisji Śledczej ds. Orlenu, niniejszym podam kilka faktów dotyczących Rafinerii Gdańskiej, w której przepracowałem ponad 26 lat, od momentu rozpoczęcia budowy.
 Rafineria Gdańska i Orlen Płock to przemysł rafineryjny, przynoszący trudne do przecenienia dochody dla budżetu. Był jednak czas, kiedy te firmy były na krawędzi bankructwa z powodu błędnych pociągnięć rządowych i chęci ściągnięcia za wszelką cenę kapitału zagranicznego. Dopiero rząd Jana Olszewskiego przerwał ten niebezpieczny eksperyment.
 Jeżeli chodzi o Rafinerię Gdańską, to do upadku tej firmy mógł doprowadzić też premier Piotr Jaroszewicz. Otóż kiedy Pinochet obalił komunistyczny rząd Allende, Rosjanie zmuszeni zostali do zaniechania budowy rafinerii w Chile. Przestarzałą rafinerię Rosjanom udało się wcisnąć Polsce, a konkretnie tow. Piotrowi Jaroszewiczowi, naszemu pełnomocnikowi w RWPG, mimo sprzeciwu specjalistów z Gdańska i Płocka.
 Rafineria Gdańska miała w programie budowę drugiego etapu, a mimo to nie chciała zaśmiecać cennego terenu przestarzałą instalacją. Skończyło się tym, że urządzenia rafineryjne warte kilkaset milionów, a może nawet kilka miliardów dolarów (z uwagi na niekorzystny przelicznik rubel/dolar), wylądowały w zakładach chemicznych Blachownia k. Kędzierzyna.
 Rafineria Gdańska ukarana została wstrzymaniem inwestycji na kilka lat. "Blachownia" miała ogromny problem z zagospodarowaniem dużej ilości złomu i do dzisiaj nie może podnieść się z upadku ekonomicznego. Rafineria Gdańska powoli gromadziła zyski i mądrze modernizowała oraz rozbudowywała instalacje na terenie drugiego etapu. Dzięki temu wartość akcji Rafinerii Gdańskiej wzrosła niemal 50-krotnie w stosunku do pierwotnej wyceny z 1996 r.
 To, co zrobił premier P. Jaroszewicz, było i jest największą kradzieżą w dziejach PRL-u. Szkoda, że tak mało się mówiło o tym w Komisji Śledczej, która drobiazgowo rozpatrywała sprawę przemysłu rafineryjnego.
 Zdjęty - niezbyt fortunnie - ze stołka dyrektorskiego A. Modrzejewski, w opinii wielu znaczących pracowników Orlenu Płock, to zwykły nieudacznik, ciągle uśmiechnięty. Nic dziwnego, że po jego odejściu akcje Orlenu mocno wzrosły. Dla obsesyjnie przeciwnych prywatyzacji posłów z LPR-u nie ma to większego znaczenia.
 Z poważaniem.
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk

 Od redakcji: Dziękujemy za informacje z pierwszej ręki

 Igrzyska Polonijne
 Witam,
 Mam pytanie do p. Barbary Gilo: Czy to takie trudne podać, w jakich dniach te Igrzyska w Szczyrku się odbywają. Dzięki, że wiemy przynajmniej gdzie; często w dzisiejszych kanadyjskich "informacjach", czy też transmisjach TV nawet i to jest trudne do uchwycenia. Dziękuję, 
Edward Gil
 Mississauga

 Od redakcji: Czasem człowiek o czymś zapomni...

 Napisz, proszę
 Tomek Forysz ze Świętochłowic walczy z nowotworem czwarty rok. Od miesiąca jest przykuty do łóżka i niesprawny. Jego największą radością i jedynym kontaktem ze światem są e-maile. Dostaje je od ludzi z całego świata - Brazylii, Kanady, USA. Codziennie czeka na te listy - życzliwe słowa wsparcia, które dają mu siłę, by mierzyć się z chorobą.

Tomek Forysz i Iwona Kurzela - wspólnie czytają otrzymane listy
 Tak niewiele potrzeba... Czasem tylko słowa dobrego. Te listy elektroniczne do Tomka - to wspierające go - bo przyjazne - znaki bliskości, od ludzi często z daleka. Obok dzielnie walczącego z nowotworem chłopca nie ma nikogo z bliskich - choć sierotą nie jest. Motorem jego życia jest teraz miłość, którą został obdarzony w rodzinie Iwony Kurzeli - hospicyjnej wolontariuszki. To w jej domu przebywa od miesiąca i to tu wyczekuje na listy. Tomek ma raka kości. Już nie może sam odpisywać. Robią to teraz w jego imieniu inni. Niezmiennie jednak cieszy go ta więź ze światem i uwaga. Marzeniem chłopca - by jak najwięcej ludzi chciało z nim korespondować - nabrało też symbolicznego wymiaru. Choć bez listu, to jednak z wielkim przesłaniem przyleciał do Tomka gołąb - mocno okaleczony po chorzowskiej tragedii. A mimo wszystko, z wolą życia, nie dający za wygraną. Taką siłę walki można też w Tomku wyzwalać codziennie - pisząc do niego list. 
 E-maile wysyłać można na adres t.forysz@wp.pl

 Od redakcji: List nic nie kosztuje, zachęcamy.

 ***
KONGRESOWE PROBLEMY
 Znów w Polonii jakieś wrzenie.
 Czyżby nowe objawienie?
Czyżby Nobla ktoś otrzymał?
A może ktoś nie wytrzymał?!

 Jednak to nic z takich rzeczy. 
 Znów spierają się Prezesi.
Coś tłumaczą jedni drugim,
drudzy jednych połajają,
nawzajem się nie słuchają.
  Trudno jest w tym się połapać,
  kto na co chce się załapać.
  Wreszcie z zamętu, rumoru,
  wyłania się powód sporu.

Strasznego się nic nie dzieje,
w Kongresie tylko dwóch Prezesów od dziś istnieje.

Jeden ponoć zrezygnował 
drugi więc się wykreował.
Co oznacza w sposób prosty, 
że kongresy się rozrosły.
Zacna organizacja ta 
dwóch Prezesów teraz ma.
Żaden przecież to dylemat.
Przykład z Ojczyzny już mamy 
jak żonglować numerkami.

Jedną mamy Polskę, chwałą okrytą i CZWARTĄ RZECZYPOSPOLITĄ.
Stąd do głowy pomysł leci,
by powołać KONGRES TRZECI!!!
 Kto chce być w TRZECIM KONGRESIE
 Niech podanie mi przyniesie
 JA wnet je zarejestruję 
 i pieczęcią ostempluję
 NACZELNY PREZES
Nazwisko i Imię znane Redakcji 
a Ja jestem na kolacji
 WIELKIEGO  POLONIJNEGO
 KONGRESU TRZECIEGO 
 Marek Płażewski

 Od redakcji: Poezji nie komentujemy.

 Poniżej zamieszczamy cztery listy e-mailowe dotyczące artykułu "Mała ojczyzna" opublikowanego w "Gońcu" 24 lutego.
 ***
  Łączmy się w małe ojczyzeńki bracia Kargule, Ploszki, Perzyny, Stokłosy, twórzmy nasze małe regiony, Gorzowa, Chorzowa, Bzdzicy Dolnej i Szczynicy Wyżnej... po co nam Polska? Po co nam polskie organizacje... małe jest piękne (...) Niech żyje Europka Ojczyznek... precz z państwami narodowymi... 
(---)
 Od redakcji: Tworząc organizacje typu "Gorzowiaków", nie wyrzekamy się Polski - wprost przeciwnie. (J.Rosa)
 ***
 "Mała ojczyzna" albo "Heimat" 
 Pojęcie "małej ojczyzny" wywodzi się z kultury niemieckiej. Tak zawsze określano mateczniki niemieckości. Taki matecznik próbują Niemcy zmontować na Śląsku Opolskim. O takim "heimacie" na Pomorzu Gdańskim wciąż marzy Tusk i tuskopodobni germanofile. Taka terminologia raczej nie przystoi krajanom króla Bolesława Chrobrego. Ojcowizna, macierz, to bardziej odpowiednie słowa na określenie rodzinnych stron Polaków. W "republice kolesiów" mieliśmy swoiste sojusze miejskich republik, np. Łodzi z Pruszkowem. Lepiej nie rozwijać i nie upowszechniać takiej subkultury.
(---)
 Od redakcji: Pan usilnie stara się coś udowodnić, dlatego unika oczywistego faktu, że "Gorzowiacy" nie powstali w Polsce, tylko w Kanadzie. A tu nam nie grozi germanizacja... (J. Rosa)
 ***
  A może lepiej... 
 Zamiast do "Gorzowiaków", "Krakowiaków", "Górali" i innych tego typu etnicznych organizacji, które nie tylko, że nie jednoczą Polonii, a dzielą na mniejsze niespójne grupki interesu i wręcz izolują od życia w Kanadzie, Polonia powinna zapisywać się do organizacji politycznych i społecznych Kanady. I działać tam z równym zapałem! A tak to np. w Brampton i w Mississaudze, gdzie Polacy stanowią większość mieszkańców, w Parlamencie reprezentują ich Hindusi! Kiedy wreszcie Polonia przestanie kisić się we własnym sosie i zacznie żyć życiem własnego kraju - Kanady? 
(---)
 Od redakcji: No właśnie - kiedy? (J. Rosa)
 ***
 Drogi Panie Jerzy, na kilka listów, tylko jeden jest w miarę pozytywny. Dlaczego? A to dlatego, że pierwszym naturalnym odruchem nas, Polaków, na jakąkolwiek inicjatywę, jest szukanie dziury w całym. Nas TYLKO interesuje to, co jest negatywne, i staramy się te minusy wyolbrzymić do tego stopnia, aby przypadkiem ktoś nie zauważył tych 99% plusów!
 Moja skromna rada dla Waszego stowarzyszenia jest następująca, rozwijajcie swoją działalność z myślą TYLKO o sobie, bez oglądania się na innych, a wówczas Wasz sukces da przykład dla innych i powstanie, powiedzmy, Klub Miłośników Koziej Wólki czy innego miasta. Szkoda, że mieszkam daleko od Toronto, bo też kwalifikuję się (bez egzaminu) do Gorzowian i z pewnością chciałbym być przyjętym do Waszego Towarzystwa.
Były Gorzowianin

 Od redakcji: Dziękujemy za mądre rady, już teraz ma Pan honorowe członkostwo w klubie "Gorzowiaków". (J. Rosa)
 
 
 

 GONIEC NR 8/2006 (114) (24 II 2 III 2006)
 Szanowny Pan 
 Redaktor Andrzej Kumor
 Szanowny Panie, od wielu lat jestem pod wrażeniem pańskich rzeczowych i trafnych felietonów i artykułów, dlatego też pozwalam sobie na zwrócenie się do Pana o odpowiedź na pytanie, na które nie mogę dostać odpowiedzi nawet od adwokatów. Otóż idzie mi o przepisy precyzujące warunki czasowego opuszczenia Kanady bez groźby utraty świadczeń emerytalnych i lekarskich (OHIP). Konkretnie jak długo mogę jednorazowo przebywać poza Kanadą (w Polsce) i jak długo muszę minimum przebywać w Kanadzie po powrocie przed następnym wyjazdem?
 Bardzo serdecznie proszę o odpowiedź listowną, gdyż pomimo że staram się o czytanie każdego numeru "Gońca", obawiam się, że nie mogę być w stanie dostać czasem tego numeru (mieszkam daleko od polskich centrów handlowych).
 Życzę Panu nieustających sukcesów zawodowych i osobistych, i z góry dziękuję.
Wiesław Poleszczuk
 PS Nadmieniam, że jestem obywatelem Kanady.

 Od redakcji: Jeśli chodzi o ubezpieczenie medyczne OHIP, dana osoba może przebywać poza Ontario do 6 miesięcy, by nie utracić świadczeń, po utracie trzeba czekać 3 miesiące na ponowne przyznanie. W przypadku emerytur, decyduje definicja stałego miejsca zamieszkania.

 Niektórzy biskupi powinni 
 siedzieć cicho!
 Powyższe przyszło mi do głowy po przeczytaniu w "Gońcu" ostatniego z serii ataków na Radio Maryja i TV Trwam przez niektórych polskich duchownych. 
 Należą do nich m.in. abp Życiński, bp Pieronek, ks. Boniecki (z "Tygodnika Powszechnego") i inni.
 Jeżeli z jakichś powodów nie chcą pomagać PiS i Kaczyńskim, to niech przynajmniej nie rzucają im kłód pod nogi i niech SIEDZĄ CICHO!
 Zacytuję z pierwszej strony "Nasz Dziennik" 11-12 lutego 2006:
 "Zatroskanym" o profil Radia Maryja życzę pomysłowości w stworzeniu innych równie silnych mediów dla Polski - podkreśla ks. Tadeusz Zasepa (koniec cytatu).
 Z poważaniem,
J.K.

 Od redakcji: Zgadza się, niech każdy robi to, co lubi!

 Szanowny Panie Prezesie 
 20. Luty 2006
 To nie był wywiad.
 "Łatwiej jest żyć z geniuszem niż z idiotą" miała rzec słynna włoska aktorka Giulietta Masina, a ja dodam od siebie "lepiej być naiwniakiem niż uwierzyć w szczerość redaktora Kumora".
 I co teraz panie Prezesie? Ostrzegałem! Nie zgodziłem się na współudział w "wywiadzie". Redaktor, który zamieszcza paszkwile Szczary/Sołtysa i który autoryzuje, aprobuje, zezwala, a nawet uwierzytelnia anonimowość artykułów napadających na Kongres nie jest wart funta kłaków. Redaktorowi "Gońca" nie tyle nie można ile wprost nie należy ufać. Nie można zawierzyć.
 Ostrzegałem Panie Prezesie Sobocki. To nie był wywiad z prawowitym prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej. To była utarczka starająca się wmówić w Pana, że nie ma Pan racji na żadnym odcinku prezentowanych argumentów.
 Ostrzegałem! Redaktorowi Kumorowi biegać nadal w krótkich majteczkach, a nie sięgać po wywiad.
 "Goniec" z towarzyszącym mu kolegą redaktora był zainteresowany jedną jedyną sprawą; - a mianowicie - jak przekonać Pana, że Kumor wie co mówi, a Panu zbierać stokrotki do fartuszka, lub motylki w siatkę łapać.
 Kumor nie zadał Panu nawet jednego pytania co myśli pan o rozhuśtanej antykongresowej kampanii przez anonimowy szmatławiec "Pręgierz" w którym już całkiem nieanonimowo wygłaszał wcześniej swe poglądy Marek Malicki, czy prezes SPK Andrzej Garlicki.
 Nie próbował i nie starał się nawet przez moment wczuć się w bezpodstawność kłamliwych zarzutów zaprezentowanych i ujętych na zjeździe w tak wrogim tonie jak mógł to zrobić jedynie delegat ze stolicy Kanady.
 To nie był wywiad drogi Prezesie, to szanowny redaktor swoim zwyczajem siedział na tronie (nawyk wyniesiony z praktyki zwanej dopiskami pod listami czytelników) i pouczał co winien Pan teraz zrobić. (cytuję: uznał Pan decyzje Zjazdu i teraz winien Pan odejść)
 To nie był wywiad. To był wykład na temat "gońcowych" poglądów.
 Redaktora nie interesowała sprawa Statutu tak jak nie jest nim i nigdy nie był nim zainteresowany dzisiejszy przewodniczący Rady KPK p. Władysław Lizoń. Motor, a właściwie antymotor Rady w kongresowym systemie. Skarykaturyzowanej przez niego samego do wymiarów ośmieszająco pogardliwych. Rada KPK miała być autorytetem pogodnej dorady, gdy tymczasem stała się (obawiam) tym co swego czasu Antoni Malatyński przezwał piątym kołem u wozu, a wieloletni prezes Zarządu Głównego p. Jan Kaszuba żartobliwie przezwał zbytecznym, niewydajnym i bezmlecznym "piątym cyckiem" u ryczącej krowy.
 Miast pytań pan Kumor wygłasza własne teorie i obstaje niewzruszenie przy swoim (cytuję: "podważa Pan legalność tego zgromadzenia").
 Naczelny "Gońca" nie bierze pod uwagę wyjaśnień, że nielegalność nie leżała w haśle zwołania, lecz metodzie i obłudnych sposobach jakim się posłużono by zjazd z przygotowanymi oskarżeniami zaskoczeniowo zwołać. Nie interesuje go fakt, że zjazd polega na zdaniu sprawozdań z działalności, a nie w ataku na zarząd. Na zarząd nieprzygotowany zresztą i w istocie rzeczy na takową napaść. Zarząd w pełni zaskoczony na sali mającej być salą obrad. Salą dyskusji. Być może polemiki. Salą rzeczowych i twórczych argumentów. Salą motywacji. Podłożem do rozwiązań międzyorganizacyjnych konfliktów. Zakładam, że równie szybko poczuł się speszony napaściami przewodniczący tego zjazdu. Wyglądał zresztą kompletnie wybity z pantałyku. W pełni spłoszony nie potrafił opanować chaosu jaki zaistniał. Agresji wobec Pana oraz pandemonium jakie towarzyszyło agresorom.
 Redaktora Kumora nadal nie obchodzi istota rzeczy jaka leży u podłoża sprowokowanego przez Radę konfliktu. Nie interesuje go nieuczciwość i chućpa jaka spowodowała wymianę zamków w Domu Kongresu. Zarządzoną przez Przewodniczącego Funduszu Millenium p. Malickiego. Ku chwale - zakładam - tych którzy tzw. zjazd zwołali, a ewentualne obrady zamienili w stek spreparowanych i naćpanych w kłamstwa oskarżeń. Wszystkie te oskarżenia zbijam kolejno i nadal będę zbijał emailową pocztą.
 Nie interesowała go nieprzewidziana w Statucie zmiana Komisji Weryfikacyjnej w powołaną w przeddzień zjazdu (niestatutową) pięcioosobową Komisję Skrutacyjną w skład której weszli ci wszyscy znani "z życzliwości" dla ZGKPK. Mandatowo usposobieni w swej "przychylności" do strony uzbrojonej we wniosek nieufności.
 To nie był wywiad drogi Prezesie. To była próba wmówienia w Pana, że (cytuję: "przegrał Pan głosowanie" - " stracił Pan wiarygodność" - "nadal uważa się Pan za prezesa" - "nie przyjmuje do wiadomości decyzji zjazdu" - "ale Panie Grzegorzu, to jest decyzja zjazdu" - Kumor powtarza kilkakrotnie - "zmienił Pan siedzibę organizacji" - "nie jest w stanie Pan kontrolować tej siedziby, którą miał Kongres" - et cetera et cetera).
 Mówił mi Pan Prezesie, że proszono Pana o wywiad. Odmówiłem w nim udziału. No i co? Co "Goniec" zrobił z tego wywiadu? Miast stawiać istotne pytania dotyczące sytuacji i jak doszło do tego, że w chwili obecnej prawowity i prawomocnie wybrany Zarząd Główny Kongresu został na siłę (choć bezkarnie jak dotąd) usunięty - z miejsca ustabilizowanego przez dekady urzędowania - przez ludzi pełnych uprzedzeń, ludzi złości, zawiści et cetera et cetera ... redaktor "Gońca" skoncentrował się na pytaniach bardziej identyfikujących się ze znaczeniami śledztwa czy inwigilacji. Nie zadowalały go pańskie konkretne odpowiedzi na spekulatywne i podchwytliwe pytania w których być może jakiś śmiałek dostrzegłby (ponowne być może) szczyptę przychylności i trzeźwości w całościowej ocenie.
 Nie interesowały go wyjaśnienia naprowadzające do istoty sensu i całości sprawy. Wolał raczej - w sposób dochodzeniowy - wiercić i formować kolejne pytania wokół jakiejś nieprawości i niepoprawności z pańskiej strony, które dałyby mu satysfakcje w potwierdzeniu własnego uprzedzeniowego nastawienia do istoty zagadnienia.
 To nie był wywiad Szanowny Prezesie.
 Zwiadowca bowiem z pozycji śledczego przechodzi z kolei na pozycję prokuratora, oskarżyciela i orzeczeniodawcę.
 Generalnie rzecz biorąc - sędzia Kumor powiada: cokolwiek by Pan mówił szkodzi to wizerunkowi polskiego środowiska i interesom Kongresu.
 Pięknie! Wspaniale i ma rację! Tylko dlaczego te pytanie nie zostało skierowane do samego źródła zła. Czyż tak trudno w tym wszystkim dostrzec prawdziwych rzeczoznawców zła w osobach twórców tego zła. Zdemaskowanych w swych wypowiedziach na posiedzeniach Rady KPK. Wystarczyłoby zajrzeć do dostępnych protokołów z posiedzeń członków Rady.
 Dodaje z kolei: "sytuacja sparaliżowała prace Kongresu"... i zaraz potem oświadcza prokuratorskim sposobem - "interes organizacji wymaga, aby jedna strona ustąpiła".
 Tego rodzaju stwierdzenie można jednak wybaczyć. Redaktor "Gońca" nie musi znać Statutu. A Statut powiada "kadencja wybranego na Walnym Zjeździe Zarządu trwa dwa lata. Od Walnego Zjazdu do Walnego Zjazdu".
 Przykro mi Panie Grzegorzu. Niestety! To nie był wywiad!
 Przykro mi również, że tak Pan, jak cały Zarząd Główny popełnił trzy taktyczne błędy. Po pierwsze, że w ogóle wydał Pan zgodę na zwołanie nikomu niepotrzebnego Nadzwyczajnego Zjazdu (nie mylić z Nadzwyczajnym Walnym Zjazdem - zasadnicza różnica, której ani p. Lizoń, ani prezydium Zjazdu nie dostrzegło względnie udawało, że nie dostrzega). Po drugie, że nie przewidział Pan ilości niespodziewanych i odgórnie przygotowanych oraz niczym nieudowodnionych zarzutów pod adresem ZGKPK, które delegat ottawski wyciągał jak magik sztuczne króliki (w sumie 13) z popisowego cylindra. I wreszcie po trzecie, że nikt nie przewidział aż tak wysoce nieprzyzwoitego braku kultury w słowach wypowiedzi, a które Przewodniczący Zjazdu w żaden sposób nie potrafił skontrolować. Te sprawy walny Zjazd w Calgary z pewnościa ureguluje. 
 Co do wywiadu? Ambarasująca stronniczość.
 Słynna włoska dziennikarka Orianna Fallaci ponoć powiedziała: "wywiad dla mnie jest historią miłosną. Walką. Stosunkiem płciowym". 
 Ciekaw jestem, czym ten wywiad był dla Andrzeja Kumora.
 Bohdan Ejbich
 Członek ZGKPK
 PS Mam szczerą nadzieję, że moje komentarze dotyczące wywiadu redaktor "Gońca" zadecyduje opublikować. Niech inni też głos zabiorą. Powitam każdą opinię i chętnie na nią odpowiem. 
(List zamieszczamy w oryginalnej pisowni - red.)

 Od redakcji: Szanowny Panie, wywiad z p. Sobockim został przeprowadzony przeze mnie i przez p. Jerzego Rosę, nie wiem, dlaczego koncentruje się Pan akurat na mojej osobie. 
 Pana argumenty ocenią sami  Czytelnicy. 
 Poza tym, nie wiem, jak Pan, ale  ja podchodzę do "stosunków płciowych" w bardzo zachowawczy sposób i przeprowadzanie wywiadów nie zaspokaja mnie seksualnie.

 Legalny czy nielegalny Nadzwyczajny Zjazd KPK - uwagi do wywiadu z byłym Prezesem Głównego Zarządu KPK, p. Sobockim (Goniec nr 7, 17-23 lutego 2006)
 Najpierw pozwolę zacytować wypowiedzi p. Sobockiego dla jasności zajętego przez Niego stanowiska:
 1. "Walny Zjazd jest najwyższą władzą i tu mamy problem, czy to był  Walny Zjazd czy tylko nadzwyczajny".
 2. Zgodnie ze statutem, są trzy możliwości zwołania nadzwyczajnego zjazdu: 1. na wniosek 1/3 organizacji członkowskich; 2. na  wniosek Rady Kongresu i 3. na wniosek samego Zarządu Głównego. I w tym przypadku jeśli Zarząd zwołuje to jest nadzwyczajny Walny Zjazd.
 3. "Zarówno w czerwcu, jak i we wrześniu była bardzo gorąca dyskusja na temat spraw statutowych i legalności  zwołania zjazdu. Chodziło o to, czy może być dyskutowany wniosek o wotum nieufności czy ocenę pracy Zarządu".
 4. "Miałem duży procent prawdopodobieństwa, że wynik będzie pozytywny dla mnie, czyli że wotum nieufności nie przejdzie".
 5. "Nie zgadzamy się na rezygnację. Nie ma żadnej rezygnacji, to co się stało było podeptaniem statutu, my dalej jesteśmy Zarządem, który ma funkcjonować".
 A oto uwagi:
 Ad. 1 i 2 Zgodnie ze statutem KPK par. 18A, władze Kongresu 1/ Walny Zjazd.
 Par. 19 Walny Zjazd jest najwyższą władzą Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
 Zwyczajny Walny Zjazd odbywa się co 2 lata. Miejsce i datę wyznacza Zarząd Główny.
 Par. 21  Nadzwyczajny walny zjazd (moje podkreślenie wielką literą) winien być zwołany przez Zarząd Główny na żądanie: 1/3 członków Kongresu reprezentujących co najmniej 1/3 ogólnej ilości mandatów biorących udział w poprzednim Walnym Zjeździe lub na skutek uchwały Rady Kongresu.
 W ważnych wypadkach Zarząd Główny zwołać może nadzwyczajny Walny Zjazd z własnej inicjatywy.
 Zatem zwołany Nadzwyczajny Zjazd był Walnym Zjazdem zwołanym zgodnie ze statutem, zatem legalnym.
 Proszę porównać postanowienia statutu z wypowiedzią p. Sobockiego. Są bardzo istotne różnice. Jest tylko Walny Zjazd, ale zwoływany w trybie zwyczajnym lub nadzwyczajnym.
Ad. 3.
 Należy rozważyć, czy legalnie zwołany nadzwyczajny zjazd był kompetentny dokonać oceny pracy Zarządu i poddać pod głosowanie wotum nieufności dla Zarządu.
 Moim zdaniem tak, bo par. 23.9. mówi: "Ostateczna decyzja we wszystkich sprawach Kongresu".
Ad. 4 i 5 
 P. Sobocki liczył się z wygraną. I gdyby wygrał, to ten "nielegalny nadzwyczajny zjazd" stałby się legalny. Bo "nielegalny zjazd" nie może zalegalizować cokolwiek, a szczególnie wotum dla Zarządu. Ale przegrał, to oczywiście podtrzymuje, że był "nielegalny".
 Z poważaniem.
Romuald Wadziński
Mississauga

 Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Z zainteresowaniem przyczytałem w Gońcu kuriozalny wywiad z byłym prezesem ZG KPK G. Sobockim. Tymczasem, niedawno w The Globe and Mail w sekcji "Thought du jour" zwrócił moją uwagę cytat, który warto przytoczyć w tym miejscu, bo można go odnieść do wywiadu: 
 "Wiarygodność osoby prezentująca fakty jest bardziej istotna niż same "fakty". 
 Bo należy zwrócić uwagę, że w większości przypadków, to co te osoby uważają za "fakty" jest mocno podkoloryzowane przypuszczeniami  i założeniami."
 A więc jaką wiarygodność prezentuje osoba, która przyznaje, że na Nadzwyczajnym Walnym Zjeździe ustąpiła ze stanowiska, po czym uważa swoją wypowiedź za nieważną. Jaką wiarygodność ma samozwańczy "przewodnik stada", który już po ustąpieniu w liście do prezydenta RP Kaczyńskiego pisze "w imieniu Polonii", kiedy tymczasem "stado" wybrało sobie nowego przywódcę i żadna organizacja polonijna, żaden oddział KPK nie stoi za nim.
 Obnażone w wywiadzie rozumowanie byłego prezesa przypomina logikę Kalego z "W pustyni i w puszczy". Prezes przyznaje, że zwołał Nadzwyczajny Walny Zjazd na wniosek Rady dlatego, bo uważał, że kontroluje większość głosów, które pozwolą mu przetrwać każdy niekorzystne dla niego wnioski postawione z sali. Kiedy jednak wniosek w wotum nieufności przeszedł, to w tym momencie uznał zjazd za nieważny. 
 Ale, czy naprawdę wynik głosowania jest istotny, czy też jaki to zjazd? Nie. Istotny jest fakt dobrowolnego ustąpienia Sobockiego, które miało miejsce na forum publicznym. I tego nie da się już odwrócić. 
 Warto wyjaśnić sprawę mandatów uprawniających do głosowania na Walnym Zjeździe, które wg. Sobockiego było pogwałceniem Statutu. Po Walnym Zjeździe w Vancouver podkreślano w polonijnej prasie liczne nieprawidłowości w sposobie przyznania mandatów przez zarząd Sobockiego. Orzeczenie Komisji Etyki Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie w sprawie mandatu Oddziału SIP w London potwierdziło w sposób bezsporny ten fakt. 
 Wielu działaczy polonijnych uważało, że i tym razem dojdzie do manipulacji mandatami, zwłaszcza, że za udzielanie mandatów odpowiedzialny jest Zarząd Główny. W czasie ostatniego zjazdu na żądanie delegatów powołano ad hoc komisję weryfikacyjną, która unieważniła 10 mandatów. Między innymi, unieważniono mandat przyznany Zwązkowi Byłych Więźniów Politycznych, który kilka miesięcy wcześniej powiadomił macierzysty oddział KPK o swoim rozwiązaniu; ponadto unieważniono mandaty dwóm organizacjom inżynierskim z Oshawy i Peterborough, które wcześniej dobrowolnie wystąpiły ze struktur SIP. Warto w tym miejscu podkreślić, że Oddział SIP w Peterborough nie spełniał nawet w 50 procentach statutowego wymogu minimalnej ilości członków (15 członków na 1 mandat). 
 Czy komisja ujawniła wszystkie nieprawidłowości? W opinii działaczy, z którymi rozmawiałem, wygląda, że nie. Protesty wzbudziły zwłaszcza 2 mandaty (na ogólną liczbę 3) przyznane rozwiązanym wcześniej dwóm oddziałom Fundacji Dziedzictwa Polek. 
 W świetle tych faktów dwuznacznie brzmi wypowiedź byłego prezesa o zjeździe, kiedy mówi: -"Zawsze sobie liczymy i przewidujemy, jaki będzie wynik. Według tych obliczeń, przewidywaliśmy zwycięstwo.." (uderzające jest zastosowanie formy "my"). W tym kontekscie, powołanie ad hoc komisji weryfikacyjnej było jedyną gwarancją dla delegatów, że zjazd będzie wolny od manipulacji i reprezentował rzeczywisty układ sił i poglądów Polonii. 
 Ubieranie się w togę obrońcy Statutu Kongresu przez człowieka, który nieposiadając żadnych statutowych uprawnień rozwiązał Oddział KPK w Sudbury, wyprosił z zebrania ZG przedstawicielki Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie przybyłe by objąć kierowanie Komisją Szkolną - zgodnie z postanowieniami Walnego Zjazdu w Edmonton- czy też bezprawne wyrzucił z Kongresu członków niezależnej Komisji Rewizyjnej, jest żenujące i obliczone na nieznajomość statutu. Jak już wcześniej podkreślałem, twierdzenie Sobockiego, że ostatni zjazd nie był Walnym Zjazdem, jest sprzeczne ze Statutem, który stwierdza, że wszystkie zjazdy są walne, nawet te zwołane w trybie nadzwyczajnym. 
 Wywiad z G. Sobockim obnaża przerażający sposób myślenia byłego prezesa, który wydaje się nie rozumieć swojej roli jako osoby publicznej. Każda krytyka, nawet raport Komisji Rewizyjnej, to "atak", a przy tym wygodny parawan, za który może się schować bez potrzeby wyjaśniania działaczom i opinii publicznej. 
 Nie zgadzam się, że Sobocki pisząc swoje listy do polityków w "imieniu Polonii" ośmiesza nas wszystkich. Nie, ośmiesza tylko siebie. Być może warto stworzyć ku potomności Polonijną Izbę Hańby. I jeżeli się tak stanie, to wiem na kogo oddam swój głos.
 Z poważaniem
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Cieszymy się, że nasz wywiad Pana poruszył.

 ***
 Jestem czytelnikiem "Gońca" od pierwszego wydania.  Nigdy nie zabieralem glosu na waszych lamach, wychodzac z zalozenia ze sa ludzie bardziej biegli w pisaniu.
 Jednak po wywiadzie z p. Sobockim, postanowilem sie odezwac. Dlaczego?
 Po przeczytaniu tego wywiadu odnosze wrazenie ze albo p. Sobocki ma problem z rzeczywista ocenataktow, albo czytelnikow Gonca traktuje jak przedszkolakow.
 Na pytanie redaktora "Kto zwolal nadzwyczajny zjazd Zarzadu?", p. Sobocki odpowiada - cytuje jego wypowiedz: "Zgodnie ze statutem, sa trzy mozliwosci zwolania nadzwyczajnego zjazdu: 
 1. na wniosek 1/3 organizacji czlonkowskich.
 2. na wniosek Rady Kongresu 
 3. na wniosek samego Zarzadu Glownego
 I w tym wypadku jesli Zarzad zwoluje zjazd, to jest Nadzwyczajny Walny Zjazd.
 Pytanie redaktora - w tym wypadku kto zwolal zjazd?
 Odpowiedz p. Sobockiego - Wlasnie mowie ze na wnioski zawsze zwoluje Zarzad Glowny. Nikt inny.  Koniec, kropka.
 Na wniosek Rady Kongresu, Z.G. KPK zwolal NADZWYCZAJNY WALNY ZJAZD.
 Sa to slowa p. Sobockiego
 Jasne? Nie. 
 Poniewaz sa mniej wyrazne. 
 Podczas glosowania (zostawmy cyfry) wiekszoscia glosow zarzad zostal odwolany.
 P. Sobocki podziekowal swojemu zarzadowi I opuscil sale. Dla wiekszosci zebranych sprawa byla jasna, ale nie dla p. Sobockiego.
 Na stwierdzienie redaktora : " Ale p. Grzegorzu, to jest decyzja zjazdu, czyli najwyzszej wladzy kongresu.
Odpowiedz p. Sobockiego: "Walny Zjazd jest najwyzsza wladza I tu mamy problem czy byl to wanly zjazd czy tylko nadzwyczajny".  Koniec cytatu.
 Smiem przypuszczac, ze gdyby glosowanie bylo korzystne dla p. Sobockiego to nie mial by problemu z okresleniem jaki byl to zjazd.
 Mniej zorientowanych czytelnikow chcial bym poinformowac ze Walne Zjazdy odbywaja sie co dwa lata.  Pomiedzy Walnymi Zjazdami nie zwoluje sie ani Walnych ani Nadzwyczajnych Zjazdow.
Jedynie w trzech wypadkach o ktorych wspomnial p. Sobocki ZG KPK ma prawo zwolac zjazd ktory ma tylko jedna nazwe: NADZWYCZAJNY WALNY ZJAZD.
 Dla mnie jest jasne ze Rada Kongresu do Walnego Zjazdu jest prawnym przedstawicielem Kongresu
 PS
 Ciekawe co mial na mysli p. Sobocki mowiac "Musimy dotrwac do pazdziernika". I kto bedzie zwolywal zjazd?  Rada Kongresu czy p. Sobocki ze swoim gabinetem cieni ? A moze beda dwa zjazdy I po Pazdzierniku bedziemy mieli K.P.K bis?
T. Kluczynski - Oakville

 Od redakcji: Czas pokaże, co będzie

 Malowidło ścienne w "Starskym"
 Wczoraj byłam w sztandarowym sklepie spożywczym "STARSKY" po kilku tygodniach przerwy. Doznałam szoku, kiedy zobaczyłam malowidło na ścianie w tym sklepie. Takiego kiczu dawno nie widziałam. Zastanawiam się, dlaczego właściciele sklepu zlecają takie prace amatorom. Przecież są w naszym środowisku artyści, których prace można znaleźć w wielu galeriach w obrębie aglomeracji Toronto. To po pierwsze, a po drugie, to kto ten "kicz" zaakceptował.
 Z poważaniem Alina

 Od redakcji: Szanowna Pani. szczerze mówiąc byłem w sklepie Starsky a malowidło nie rzuciło mi się w oczy. Gusta bywają różne. W tej dziedzinie szczęśliwie nie mamy jeszcze policji estetycznej.
 
 

 GONIEC NR 7/2006 (113) (17-23 lutego 2006)

 Odpowiadam na list pana Sławomira Basiukiewicza z Mississaugi. 
 Szanowny panie, nigdy nie byłem wyrzucony z Rady Dyrektorów Credit Union, ale zostałem usunięty ze swojego stanowiska, ponieważ dbałem o interes Credit Union, jak również jej członków, byłem przeciwny wszelkiej korupcji, jak również nielegalnej działalności tam panującej. Obowiązkiem dyrektora jest informowanie władz zwierzchnich, czyli Ministerstwa Finansów, o różnych nieprawidłowościach nie w formie donosów, jak pan pisze, ale w formie oficjalnej z kopią listów dla członków Rady Dyrektorów. I tę formę informowania władz zwierzchnich stosowałem, czy to się podobało reszcie, czy nie.
 Mogę dzisiaj z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że różne informacje były tuszowane w Ministerstwie Finansów, efektem tego jest w tej chwili zakrojona na wielką skalę akcja władz kanadyjskich. Do akcji wkroczyły agencje rządowe, sprawdzają, kto w Ministerstwie Finansów tuszował i za ile. Zanosi się na duży skandal, jak również dojdzie do aresztowania wielu osób. Nie można mówić o lenistwie pracowników Ministerstwa Finansów, ale celowym bezczelnym tuszowaniu i ukrywaniu korupcji, o tym dowiemy się już niedługo.
 Co dotyczy Kongresu Polonii Kanadyjskiej, nigdy jego zwolennikiem nie byłem, jako skarbnik Polonii Przyszłości i Gryfa Pomorskiego zawsze się sprzeciwiałem przystąpieniu tych organizacji do Kongresu, ponieważ Kongres uważałem za kupę dziadów i (...), karierowiczów i ludzi o dużej manii wielkości. 
 (...) 
 Co dotyczy samej działalności Kongresu, jest więcej jak zła walk frakcyjnych o władzę, pieniądze, społeczne tytuły, dyplomy, medale, którym ja osobiście byłem zawsze przeciwny, albo robisz coś z serca, albo nie rób wcale. Oskarżanie mnie o donosicielstwo z pana strony, panie Basiukiewicz, jest chwytem poniżej pasa, nie muszę na nikogo donosić, ale zawsze używam drogi oficjalnej, fakt, że jest to tak zwana droga ślimakowa, ale jak najbardziej skuteczna.
 Samo spotkanie w Centrum Kultury Jana Pawła II było chaotyczne, nudne, dlatego, jak może pan zauważył, bardzo szybko opuściłem. I dalej mnie to spotkanie tylko jeszcze bardziej utwierdziło w moim przekonaniu, że Kongres to dziady (...).
 Z poważaniem dla czytelników "Gońca" - były dyrektor Credit Union
 Benedykt Gondek - Toronto

 Od redakcji: Mamy nadzieję, że publikowane dziś opinie ostatecznie zamkną kwestię omawianego posiedzenia.

 Pompowanie gnoju trwa!
 W Polsce w jednej z rozgłośni radiowych ukazał się wywiad z niejakim profesorem Lewickim (http://www.rmf.pl/fakty/?temat=75)
 Na końcu jest to, cytuję: "Warto pamiętać, że ta asymetria została wywołana kilkanaście lat temu, nie wskutek żądań rządu amerykańskiego, który absolutnie godzi się z faktem, że jego obywatele muszą mieć wizy do tego czy innego kraju. To zostało spowodowane żądaniami Polonii amerykańskiej, która posługując się w większości amerykańskimi paszportami, nie chciała starać się o polskie wizy i płacić za nie, przyjeżdżając do ojczyzny. I to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie" (koniec cytatu).
 Jak dotychczas wszystkim od lat było wiadomo, że w roku bodajże 1991 obowiązek wizowy dla obywateli amerykańskich bez nacisku i jednostronnie zniósł Lechu (ten, co ma "plusy nawet ujemne"). A tu proszę, odkrycie: "...to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie".
 Jak widać, pompowanie gnoju w polskie mózgi trwa nadal.
 Z poważaniem
J.K.

 Od redakcji: Zgadza się, Polska zniosła wizy jednostronnie "w podzięce" dla USA. O Polonii nikt wtedy nie mówił.

 Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
 Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
 Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając, że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
 Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
 Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne media katolickie.
 Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym" nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu, że prawo ich nie obowiązuje.
 Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
 To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony, gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
 Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy, nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani przez innych, którzy uważają za złe  łączenie księży z polityką, a przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi, nie pomyślą, że nie mają racji?
 Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc: "cieszę się, że istnieje takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy przekreślić Jego wolę. Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć? To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy i nadziei.
 Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Podzielamy zdanie.

 Miła redakcjo "Gońca"!
 Myślę, że wielu ludzi byłoby zadowolonych z przekazywania na tej stronie ogłoszeń - ofert pracy. Co Wy na to?   Z poważaniem czytelniczka 
 Elżbieta

 Od redakcji: Szanowna Pani, częściowo zgadzamy się i być może zamieszczać będziemy część ogłoszeń.

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Zapoznawszy się z polonijną gazetą "Goniec", pomimo że mieszkam na drugim końcu Kanady, w Edmonton, Alberta, postanowiłam się zwrócić do Pana Andrzeja z nadzieją, że zainteresuje Pana historycznie ważny dokument wspominający mojego dziadka, Emila Fieldorfa.
 Na pewnych stronach Internetu, jak na przykład w Google pod hasłem "emil fieldorf nil", można zapoznać się z postacią generała. Ja załączam opis i zdjęcia z najbardziej aktualnego wydarzenia, które odbyło się w Warszawie-Rembertowie. Mamy już w Polsce Muzeum AK w Krakowie, szkołę w Milanówku, ulicę w Warszawie i kilku innych miastach, a teraz rondo w Rembertowie noszące imię gen. Emila Fieldorfa. Zamieszczenie w "Gońcu" wzmianki o uroczystości w Rembertowie i przemówienie wygłoszone przez inicjatora tej sprawy, Pana płk. Jana Pasternaka, Prezesa Zarządu Koła Kombatantów, byłoby formą zapoznania rodaków zamieszkałych za granicą z historią Ojczyzny i jednocześnie podziękowaniem dla tych, którzy działają w kierunku ujawniania spraw dotąd ukrywanych! (...)
 Pozdrawiam członków  Redakcji,
Zofia Zarkadas
jzarkadas@shaw.ca

 Od redakcji: Czujemy się zaszczyceni, że zwróciła się Pani do nas.

 Szanowny panie redaktorze,
 Proszę o zamieszczenie w listach do redakcji mojego  wyjaśnienia na protest pana Mariusza Marko zamieszczony w poprzednim numerze "Gońca" (tym razem bez skrótów).
 Jakiś czas zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem uczestniczyć w podtrzymywaniu tej "wrzawy medialnej" wokół usuniętego prezesa KPK pana Sobockiego i jego spotkania w Mississaudze. Seria wydarzeń i publikacji świadczy jednak, że nolens volens tak czy inaczej uczestniczę w tym wszystkim. 
 PRZEDE WSZYSTKIM CHCIAŁEM PRZEPROSIĆ PANA MARKO I PANIĄ ŁOBODZIŃSKĄ ZA NIEZAMIERZONE  UŻYCIE LICZBY MNOGIEJ W ODMIANIE PRZYMIOTNIKA WYRZUCONY. 
 Pisząc relacje ze spotkania p. Sobockiego, wymieniłem jego uczestników, między innymi osoby przybyłe aż z tak  daleka jak z London, a więc 180 km (oops 150-180 km) od Mississaugi.
 Napisałem "Było kilka osób z Polonii Przyszłości - Bełz, Gettlich; byli p. Marko, Łobodziński i Łobodzińska z London - wyrzuceni z okręgu KPK". 
 Wyjaśniam, że nie jest to fałsz, jak pisze w swoim proteście pan Marko, tylko niezamierzony błąd językowy wynikający z wymienienia kilku osób przy jednoczesnym przytoczeniu  wypowiedzi pana Łobodzińskiego. Pan Łobodziński w swoim wystąpieniu SAM stwierdził, że "został wyrzucony z KPK Okręg London". 
 Gwoli ścisłości, pan Łobodziński został wyrzucony z Zarządu Okręgu KPK London, a nie z KPK, natomiast pan Marko sam podał się do dymisji jako przewodniczący Oddziału London Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie (bodajże w styczniu 2005) wkrótce po Walnym Zjeździe KPK w Vancouverze. Obaj panowie zrezygnowali ostatnio z członkostwa w SIP.
 TAK, ŻE PAN MARKO NA PEWNO NIE ZOSTAŁ WYRZUCONY.  Za ten błąd językowy jeszcze raz przepraszam.
 W swojej relacji ze spotkania pana Sobockiego w Mississaudze podałem praktycznie suche fakty. 
 Nie spodziewałem się tak ostrej reakcji. Suche fakty najwyraźniej bardzo zirytowały respondentów.
 Zaraz po ukazaniu się mojej relacji na mój voice mail nagrał się pan Chronowski, grożąc skierowaniem sprawy do sądu. Za co? Otóż za  zniesławienie, bo jak twierdzi pan Chronowski, napisałem, że niegrzecznie przerywał panu Rastoniowi, a tymczasem p. Chronowski wcale nie przerywał, tylko starał się pana Rastonia uspokoić, a pan Raston sam wychodził i wracał bez powodu.  A to, wg p. Chronowskiego, jest nieprawdą, a więc jest zniesławieniem.  Dla mnie to dziwna formuła klubu dyskusyjnego, gdzie uczestników spotkania chce się brać do sądu. Należy panu Chronowskiemu pogratulować takiej nowej formuły "Klubu Dyskusyjnego".
 Wytyka mi się błędy językowe, łapie się za słówka, zarzuca mi się fałsz, kłamstwo, ekstremalną złośliwość, impertynencje, liczne listy szkalujące uczciwych ludzi (napisałem jeden jedyny do "Gońca"  i podałem suche fakty).
 Jedno mnie dziwi -  brak jakiejkolwiek reakcji ze strony uczestników spotkania na wystąpienie pani Piekarskiej. Nikt o tym nie wspomina.
 Pani Piekarska w swoim wystąpieniu nie tyle mówiła - krzyczała  na całe gardło, "Nienawidzę Polaków", "Nienawidzę Polonii". W uzasadnieniu podała, że kiedyś starała się o pożyczkę w Credit Union na uruchomienie swojego biznesu Import -Export cukru i jej odmówiono!!! Ale sobie poradziła !! Po latach odbiła się i, jak twierdzi, zarobi 60 mln. Powiedziała, że da wszystko na gazetę "Gazeta"!!! Należy wierzyć, że uczucia pani Piekarskiej zostały właściwie i nie bez przyczyny skierowane.  Daru nie komentowano.
 Na wystąpienie pani Piekarskiej nie zareagowali ani pan Sobocki, pretendujący do jedynej i właściwej reprezentacji Polonii, ani pan Chronowski, będący gospodarzem spotkania. Pani Piekarskiej ani nie przerywano, ani jej nie uspokajano (tak jak panu Rastoniowi). Nie było również reakcji ze strony pana Łobodzińskiego, reprezentanta,  jak się dowiaduję, Polskiego Stronnictwa Narodowego. 
 Nie było komentarzy na to wystąpienie ze strony obecnych na sali przedstawicieli prasy i innych organizacji polonijnych. 
 Bardzo proszę o to, aby zanim ktokolwiek postawi mi jakikolwiek zarzut, opisać i skomentować właśnie to wydarzenie, bo jego pominięcie podważa rzetelność każdej wypowiedzi. 
 Kończę dedykacją wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego  "Serwus Madonna"
 Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
 albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
 Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie -
 serwus, madonna.
 To ty jesteś, przybrana w złociste kaczeńce,
 kwiaty mego dzieciństwa, ty cicha i wonna -
 że rosa brud obmyje z rąk, splatam ci wieńce -
 serwus, madonna.
 Nie gardź wiankiem poety, łotra i łobuza;
 znają mnie redaktorzy, zna policja konna,
 a tyś jest matka moja, kochanka i muza -
 serwus, madonna.
 Sławomir Basiukiewicz 
Mississauga 

 Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia, mamy nadzieję, że to zamknie sprawę tego spotkania.

 ***
 Bardzo mnie cieszy, że Pan i wielu czytelników Pańskiego pisma w ostatnim okresie porusza sprawy nieuczestniczenia naszych reprezentantów w działalności życia politycznego Kanady. Ja również ubolewam nad tym, choć moc moja w tej sprawie jest zerowa. Wielu ludzi rozpisuje się na temat Kongresu Polonii, toczą się tam podobno walki, sam nie wiem o co, myślę, że pozycje, które pozwolą tym ludziom być na salonach, zadzierać głowy do góry, o wielkopaństwo, a może i o pieniądze. Jest to chyba nasza choroba narodowa. Inni to widzą i się z nas śmieją, że będziemy i jesteśmy tą grupą, która nie potrafi się zjednoczyć.
 Bardzo często popieramy kandydatów z innych narodowości, bo to szwagier tego lub tamtego, swego nie poprzemy, bo od razu idzie za tym podejrzenie o to, że on się chce na nas tylko dorobić. Nie chcę tu urazić Polonii powojennej, która w większości przyzwyczaiła się do Partii Liberalnej,  a tych nowych to nie zawsze akceptuje. 
 Mam pytanie do byłych polskich polityków, niezależnie od opcji politycznej, którą reprezentowali. Dlaczego wtedy chętnie wyciągali ręce do wszystkiego i wszystkich, by tylko ich popierać, a później nie pomyśleli, by swoim doświadczeniem stworzyć jakieś kursy polityczne, jakieś lobby dla młodych nowych kandydatów polskiego prawdziwego pochodzenia. Oni do dzisiaj lubią być w salonach Konsulatu, w mediach, a nie naprawdę poświęcić swój wolny czas dla nowych.
 Cieszę się, że w jednym z artykułów pan Abramowicz wspomniał nazwisko pana Wojtka Wojnarowicza. Ja pamiętam moje wczesne lata w Kanadzie, jak z wielkim zainteresowaniem słuchałem w Radiu Polonia pana Wojtka. Byłem z żoną na spotkaniu, gdzie jego kandydatura była oficjalnie podana z ramienia Partii Konserwatywnej. Ja nie jestem politologiem ani żadnym magistrem, ale zwykłym prostym Polakiem, który chce tu, w Kanadzie, jak i w Polsce, by Polacy sami siebie uszanowali i wspierali nawzajem.
 Moja ocena pana Wojtka Wojnarowicza jest taka, że jest to młody, zdolny, wykształcony, bardzo dobrze mówiący po angielsku człowiek, któremu można zaufać na scenie politycznej. Pierwszy raz mu się nie powiodło, nie powinien się tym załamywać, a my wszyscy polscy krzykacze powinniśmy mu w tym pomóc, by znów wrócił na scenę polityczną dla dobra nas wszystkich. Może trzeba byłoby, jak ktoś kiedyś sugerował, poszukać takiego rejonu, gdzie jest duże skupisko Polaków, gdzie miałby dużą szansę.
 Ja osobiście głośnym głosem wołam: Panie Wojtku, niech się Pan odezwie i podejmie znowu to polonijne wyzwanie. Proszę, by Pan sam od siebie czytelnikom coś na ten temat powiedział. Z poważaniem
Jasiu
 (Nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Szanowny Panie, zgadza się, polityk nie powinien łatwo się zniechęcać.

 APEL DZIAŁACZY SOLIDARNOŚCI, OSÓB PRZEŚLADOWANYCH POLITYCZNIE I CZŁONKÓW AUSTRALIJSKO-POLSKIEGO TOWARZYSTWA HISTORYCZNEGO.
 My niżej podpisani zgadzamy się z treściami artykułów Elżbiety Szczepańskiej "Ujawnić prawdę" i "Australia wyspą agentów?", opublikowanych na stronie internetowej www.wirtualnapolonia.com w dziale Australia na przełomie listopada 2005 i stycznia 2006 i wyrażamy całkowite poparcie dla podjęcia wszelkich działań zmierzających do wprowadzenia zmian w ustawie lustracyjnej, tak by swoim zasięgiem objęła ona również środowisko Polonii australijskiej.
 Zwracamy się do Rządu RP, Sejmu i Senatu o poszerzenie katalogu osób lustrowanych i objęciu ustawą:
 * Pracowników służb dyplomatycznych: ambasadorów i konsulów,
 * Osób zajmujących się handlem i inwestycjami gospodarczymi w Australii,
 * Pracowników instytucji naukowych i innych placówek pełniących funkcje opiniotwórcze dla środowiska polonijnego,
 * Pracowników zajmujących się promowaniem polskiej kultury,
 * Osób pełniących wysokie funkcje społeczne w organizacjach polonijnych i charytatywnych,
 * Dziennikarzy polonijnych mediów (prasy, radia, telewizji).
 Uważamy, że nazwiska wszystkich osób, które w sposób świadomy i tajny prowadziły działania operacyjne wymierzone przeciwko Polakom mieszkającym w Australii, powinny zostać opublikowane publicznie.
 Marek Baterowicz - Sydney NSW
 Wojciech Dublaszewski - Victoria
 Jacek Klaś - Melbourne, Victoria
Ryszard Konikowski 
- Melbourne, Victoria
 Zofia Kwiatkowska-Dublaszewski - Victoria
 Barbar Nawratowicz-Stuart - Perth Western, Australia
Grzegorz Ochnia 
- Melbourne, Victoria
 Grażyna Pławska 
- Melbourne, Victoria
 Adam Pławski 
- Melbourne, Victoria
 Renata Surowiecka
- Melbourne, Victoria
 Monika Wiench 
- Melbourne, Victoria

 Od redakcji: Podpisujemy się, tylko może nie pod tzw. lustracją, a prostym i jasno określonym publicznym otwarciem archiwów tajnych  - tak, aby każdy zainteresowany mógł sobie zobaczyć, co chce.

 ***
 Ostatnie wydarzenia doprowadzają ludzi do skrętu wnętrzności. Nawiązując do artykułów Pana Red. Kumora, chcę wtrącić swoje trzy grosze. Mało tego, że ludzie atakują ludzi bez powodu, niesłusznie, i to ludzie nawet z wielkimi autorytetami. Mało tego, wzięli się za atakowanie samego Boga i wiary. Obrońcy tych wartości ludzkich próbują bronić tego, ale w końcu stają się sami ofiarami. Karykatura Proroka Mahometa, profanacja Matki Bożej Jasnogórskiej itp., jak wspomina Pan Kumor. Do tego ataki na Radio Maryja. I to dziwne, że dzieje się prawie w jednym czasie, czyżby zbieg okoliczności? Kto to robi? Odpowiedź chyba jest dziś prosta, to nie tylko są ludzie niewierzący w Boga, ale to zacięci wrogowie Boga i porządku moralnego w świecie. Jednym słowem, szatani rodem z piekła.
 Jan Paweł II mówił: nie można potępiać żadnej religii, choćby była niedoskonała, bo każda prowadzi do Boga. To wszystko co ci ludzie robią niby w imię "wolności bez granic". Skoro tak ma być, to dlaczego się karze i ciąga po sądach ludzi, którzy np. wypowiedzieli się, że w Holokauście nie zginęło tylu ludzi, ile się podaje. Skazuje się ludzi, którzy robią niewłaściwe napisy, wypowiedzi i publikacje (o ile są niewygodne dla niektórych). Jeśli ma być wolność słowa, to wolność we wszystkim i dla wszystkich. I tak np. po co się zwracać do Prezydenta na Pan czy Mer, można powiedzieć H... Prezydent, lub do królowej P... Królowa. Jak wolność, to wolność. Może będzie istny raj, bez obrazy, bez sądów, bez grzechu itp. I ten świat wtedy można nazwać już "Sodoma i Gomora", nie ziemia-matka nasza.
 Teraz z innej beczki. Co się dzieje, że na świecie teraz tworzy się tylu terrorystów. Kiedyś byli, ale stosunkowo ich było bardzo mało, może dziesiątki lub setki, a teraz mamy już nie tysiące, ale miliony. Np. w Palestynie (Hamas) chyba ok. 6-7 mln, 65 proc., i to wygrali demokratyczne wybory. W Iraku ponad 50 proc., ok. 20 mln. W Iranie ok. 90 proc. itp., i do tego wszędzie jeszcze ich przybywa. Wygląda na to, że już nie będzie narodów, a tylko terroryści, chyba za wyjątkiem może jednego lub paru "narodów uczciwych i poprawnych".
 Jak zwykle co roku zbliża się chyba Koncert Pieśni Religijnych przy kościele w Mississaudze. Zawsze dużo jest dobrych piosenek czy pieśni i ich wykonawców, ale dużo jest piosenek banalnych. A przecież mamy tak dużo dobrych piosenek i piosenkarzy w Polsce. I proponowałbym takiego piosenkarza zaprosić jak np. ks. Stefan Ceberek, który tak ma piękne słowa i pięknie śpiewa. Słuchając, niejeden by się wzruszył jego wykonaniem. Przykład jego słów piosenki "Jeruzalem".
 Jam ciebie wybrał wśród narodów stu
 Jam cię wybawił z niewoli
 Jam dał ci ziemię i mleko i miód
 i przyjść do Siebie dozwolił
 Gdybyś poznał w ten jasny czas dni które przyjdą na ciebie
 Twych nieprzyjaciół co z całych sił powalą czołem na ziemię

 Ref. Jeruzalem moje. Czy słyszysz płacz - to twoje dzieci znów giną
 Jeruzalem powiedz co z tą jest z Polską ojczyzną jedyną
 Dziś ten sam widok te same łzy i wielka powódź zgorszenia
 To Jezu lud twój odpłaca Ci za Twoje dzieło zbawienia.
 Ludu mój wspomnij ten Pana płacz gdyś nie miał jeszcze imienia
 Lecz czy podołasz wśród bólu zła poznać swój czas nawiedzenia.

 Jeszcze co do polskiej sceny politycznej. Okazuje się, że koalicja PO chciała współżyć z PiS-em, ale ona jako bez grzechu, jako "prawiczka" nie mogła się zdecydować na współżycie z grzesznikami, a szczególnie z latawcami i łajdakami.
S. Wójtowicz

 Od redakcji : Dziękujemy za  obszerny komentarz.
 
 

  GONIEC NR 6/2006 (112) (10-16 lutego 2006)

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Jestem zdziwiony formą wypowiedzi Andrzeja Chronowskiego w jego tekście "Kongres Polonii Kanadyjskiej, dyskusji ciąg dalszy". Wielka szkoda, że p. Chronowski jest bardziej zainteresowany moim życiorysem, a nie moimi argumentami.
 Opierając się na niesprawdzonych informacjach na mój temat, mogę się domyślać, że autor wie, że dzwonią, tylko nie wie, w którym kościele.    Na łamach "Gońca" pragnę zaznaczyć, że nie jestem działaczem i nigdy się za takiego nie przedstawiałem. Ponadto nie specjalizuję się w "pływaniu na statkach", bo statek to moje miejsce pracy, bez względu czy pływa, czy jest przy nadbrzeżu, odstawiony do rezerwy, czy znajduje się w suchym doku w stoczni. Natomiast  w czym się specjalizuję, może pan Chronowski znaleźć w Internecie. 
 Polecam gorąco panu Chronowskiemu zapoznanie się z niewielką książeczką autorstwa Artura Schopenhauera pt. "Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów", w której podano metody, jak właśnie NIE prowadzić dyskusji. Być może pozwoli to panu Chronowskiemu uniknąć: 
 a. odwoływania się do autorytetów (argumentum ad veracundiam), kiedy powołuje się na opinię prawną osoby, która w Internecie podkreśla, że  specjalizuje się w "personal injuries"; 
 b. przenoszenia dyskusji na płaszczyznę osobistą (argumentów ad hominem), kiedy podkreśla, że "specjalizuję się w pływaniu na statkach i autorytatywnie wypowiadam się na temat statutów", czy pisanie o moim (?) "sztandarowym konflikcie", który nie ma nic wspólnego z tematem. Jest natomiast przyznaniem się do braku argumentów. 
 Pragnę zwrócić uwagę na nielogiczność wywodu, kiedy autor zaznacza, że p. Raston zarzuca p. Sobockiemu ingerowanie w sprawy Związku Ziem Wschodnich, po czym sam stwierdza, że konflikt w łonie tej organizacji był podsycany przez samych działaczy KPK, włącznie z Zarządem Głównym, i powinien być rozwiązany przez Komisję do spraw Spornych. Pragnę podkreślić, że dyskusja na temat "usunięcia" p. Sobockiego jest jałowa i bezcelowa, gdyż tak jak zaznaczył redaktor Woronicz w Pręgierzu oraz przewodniczący Rady W. Lizoń, Sobocki sam ustąpił ze swojej funkcji po otrzymaniu wotum nieufności, i odbyło się to na forum publicznym w obecności delegatów wszystkich organizacji polonijnych. I tu sprawa i cała dyskusja się zamyka. 
 Z poważaniem 
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Dziękujemy za przejrzystą wypowiedź. Również chcielibyśmy zamknąć dyskusję na ten temat na naszych łamach.

 Był nie był
 Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" i czytając ostatnie listy z poczty "Gońca", z kilkoma sprawami nie mogę się zgodzić. Czy w Radiu Maryja większa część powinna zawierać politykę albo wypowiedzi polityków czy sprawy religijne? Czy w Radiu Maryja powinno się krytykować Orkiestrę Świąteczną p. Owsiaka? Wszyscy wiemy, na co idą zebrane pieniądze i jak są rozliczane. Na stadionach piłkarskich przy dużo mniejszej publiczności nie da się upilnować wszystkiego, nawet giną ludzie, ale tego Radio Maryja nie mówi, bo tu się nie zbiera pieniędzy. Co by było, jakby orkiestra się nie rozliczała tak jak Radio Maryja, nie byłoby czasu na nic, jedynie przeżegnanie się. 
 Sprawa  p. Wałęsy, agent czy nie agent, kto to wie. P. Wałęsa przez 9 lat podawał nogę p. Kwaśniewskiemu, wyzywał na  komunistów  i nikt nie wskazał na niego, że był. Czy to nie dziwi nikogo? Z drugiej strony, p.  Wałęsa nie był sam, nawet w dzisiejszym rządzie jest kilka osób i też jest cicho. Tylko p. Wyszkowski w sądzie robi, co może, ma dowody, ludzie żyją, co to widzieli i słyszeli, i nikt nie chce zeznawać.
 P. Gwiazda i p. Walentynowicz przyszli do sądu jak do kina, a nie jako świadkowie, i to państwa nie dziwi, bo mnie tak, ale piszecie.
 Jeżeli chodzi o sprawy Polonii i te ciągłe kłótnie, to według mnie nigdy się nie zmieni, dopóki będzie urzędował Pan przy 215 Roncesvalles. Człowiek, który ogłosił bankructwo na 3,5 mln, musi bardzo kochać Polonię, skoro nie zrezygnował z tak niedochodowego biznesu, nie do wiary. Zresztą ten pan ciągle się chwali, że biznes idzie dobrze (...). 
 Jeżeli kogoś obraziłem, to przepraszam, bo w niektórych sprawach myślę odmiennie. Głosowałem na PiS i p. Kaczyńskiego. Słucham Radia Maryja wraz z rodziną i popieram prawie w 100 proc., ale też troszeczkę mnie niepokoi.
Stefan Nowak
 PS Panie Andrzeju, dziś zapadł wyrok skazujący p. Wyszkowskiego. Jak wiemy, sądy są niezawisłe (powinny być), komuna nie udowodniła p. Wałęsie, mimo że z kilkoma swoimi to zrobiła, nawet siedzą. Teraz rządzi PiS i rękę nad sprawiedliwością trzyma p. Ziobro i też p. Wałęsa czysty. Czy to nie dziwne, że z 38 mln Polaków p. Wyszkowski nie może znaleźć świadka lub poparcia? Proszę mi powiedzieć, po czyjej stronie prawda, bo to widać na wagę i ilość. Pani Walentynowicz i p. Gwiazda wypowiadają się o Wałęsie tak, żeby nie odpowiadać w sądzie, ale trochę zaszkodzić. Ja to tak odbieram, bo razem z Wałęsą kiedyś nie mogli rządzić i cały ten problem jest chyba w tym. P. Wyszkowski plus 2 osoby? Przeciw 38 mln. Czy to coś mówi komu wiara. Liczę, że pan to wyjaśni lub czytelnicy, liczę na p. Krawczyńską, i p. Pietrasa.

 Od redakcji: Wie Pan, cały problem jest jednak chyba w czym innym. Pokrótce odpowiadam: Radio Maryja spełnia bardzo ważną rolę społeczną. Gdyby polskie media były polskie, w Radiu Maryja można byłoby się tylko modłić, ponieważ tak nie jest, bardzo dobrze się stało, że mamy Radio Maryja. 
 Złośliwostki pominę.
 Co do reszty wątpliwości, cóż, zachęcamy do czytania "Gońca", znajdzie Pan w nim odpowiedzi.

 Panie Jurku, Panie Andrzeju,
 Dzisiaj odbyło się pierwsze zebranie powyborcze zespołu wyborczego Jima Flaherty'ego w Whitby. Podsumowaliśmy całą kampanię wyborczą, wyciągając wnioski na przyszłość. Moja żona wręczyła Jimowi Waszą gazetę "Goniec" z relacją ze spotkania z Harperem w Gen. Sikorski Hall w Oshawie. Jim był bardzo mile zaskoczony. Zabrał do domu, weźmie do Ottawy.
 Powiedział nam przy okazji, że rozmawiał z Harperem i nasz nowy premier stwierdził, że było to najlepsze spotkanie wyborcze w całej kampanii. To miłe.
 Z mojej strony zwróciłem uwagę na wygraną liberałów po zachodniej stronie Toronto, cytując Pańskie stwierdzenia dotyczące grup etnicznych, a w szczególności wybrania posła arabskiego pochodzenia. Podkreśliłem, że konserwatyści powinni bliżej współpracować z grupami etnicznymi. Jim słuchał uważnie, na pewno przedyskutuje to w Ottawie.
 Z  pozdrowieniami zasyłam Wam Jima zdjęcie.
 Krzysiek Kluczewski
 PS Na pewno poinformuję Was o następnych imprezach w naszym rejonie.

 Od redakcji: Dziękujemy za list, przy okazji gratulujemy panu Flaherty'emu teki ministra finansów. 

 Szanowna Redakcjo!
  Na początku chciałbym Was gorąco i serdecznie pozdrowić z Polski.
 Dowiedziałem się o Waszym istnieniu przypadkiem od kolegi.
 Mam szczególną dla siebie sprawę i wydaje mi się, że mogę się z tym do Was zwrócić.
 Pomyślałem, że może się tak zdarzyć, że któryś z rodaków, pomimo stałego zajęcia tam, za granicą, tęskni i chce wrócić do kraju, ale ma przy tym obawy, co będzie tutaj robił i jak się odnajdzie w starym (w sumie - nowym) otoczeniu.
 Ja natomiast, mam do sprzedania tutaj, w Polsce, czynny zakład produkcyjny (biznes). Mógłbym takiej osobie, która chciałaby go ode mnie kupić, pomóc zaadaptować się w tutejszym środowisku. Mówiąc prościej, wprowadzić ją w biznes i środowisko.
 Jest to moje jakieś wewnętrzne przekonanie, że to dobry pomysł, ogłosić się też do Polaków za granicą.
 Ale najpierw chciałbym się zapytać, co Wy o tym myślicie? 
 Czy dobrym pomysłem byłoby zamieszczenie u Was ogłoszenia?Jeżeli tak, to jak mogę to zrobić?
 Ewentualnie do kogo jeszcze mógłbym się z tym zwrócić? Jakie informacje w ogłoszeniu są konieczne, a jakie istotne dla Polonii?...
 Byłbym wielce zobowiązany za pomoc i wszelkie informacje w temacie. W oczekiwaniu na odpowiedź gorąco pozdrawiam 
Piotr
piotr.waz@poczta.onet.pl

 Od redakcji: Może ktoś się zainteresuje - zachęcamy.

 Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
 Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
 Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając, że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
 Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
 Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne media katolickie.
 Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym" nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu, że prawo ich nie obowiązuje.
 Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
 To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony, gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
 Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy, nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani przez innych, którzy uważają za złe  łączenie księży z polityką, a przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi, nie pomyślą, że nie mają racji?
 Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc, "cieszę się, że istnieje takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy przekreślić Jego wolę? Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć? To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy i nadziei.
 Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Dziękujemy za jak zwykle interesującą wypowiedź.
 

 Sprawa ceny ziemi w Kanadzie    oraz nawyków komunistycznych    Polaków
 Szkoda, że pan Stefan Caputa nie zacytował większych fragmentów mojego listu, w którym podałem przykłady marnotrawstwa dobrej ziemi rolniczej i o dużych walorach urbanistycznych, w okresie panującego w Polsce komunizmu oraz obecnie w Gdańsku.
 Panu Capucie radziłbym przyjechać do Polski. Będąc obywatelem polskim, mógłby tanio kupić ziemię i uzyskać spore odpisy podatkowe, a przy dużych areałach dopłaty z Unii Europejskiej.
 Warto zastanowić się nad tym, dlaczego Kanada jest krajem bogatym, a Polska biednym, mimo posiadania wielu bogactw naturalnych i klimatu podobnego do Kanady?
 Panie Caputa, był w Polsce czas, kiedy sekretarze partyjni niemal wszystko regulowali w imię sprawiedliwości społecznej. Czym to się skończyło, wszyscy żyjący w Polsce wiedzą, a ja, mając sporo ponad 70 lat, doświadczyłem tych walk na własnej skórze, przechodząc pod koniec 81 roku przez dość długą ścieżkę zdrowia.
 Pamiętam też zasady prawdziwej ekonomii, bo miałem szczęście słuchać na początku studiów na Uniwersytecie Warszawskim podstaw ekonomii kapitalistycznej. Wiem, jak działa podaż i popyt na ceny!
 Przy okazji chciałbym się odnieść do innej sprawy, często poruszanej obecnie, a związanej z wyborami parlamentarnymi. Znamienne jest niewielkie uczestnictwo w tych wyborach Polaków w kraju oraz polonusów w Kanadzie.
 We wspomnianym liście poruszałem też sprawę zawiści i zazdrości Polaków, która w znacznym stopniu nie pozwala wyłonić odpowiedniego kandydata polonijnego do parlamentu Kanady. Ciągłe rozruchy w Kongresie Polonii Kanadyjskiej są chyba  tego przykładem.
 Proszę zwrócić uwagę na wrzawę wokół mniejszościowego rządu polskiego i dość spokojne przyjęcie do wiadomości panowania byłego i tworzenia nowego rządu mniejszościowego w Kanadzie.
 Z poważaniem
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk
 PS Trudno przewidzieć, kiedy pouczające felietony Andrzeja Kumora przestaną być wołaniem o pomoc gołego na pustyni. Polonusi nie czytają polonijnych gazet, chociaż większość z nich jest darmowa.

 Od redakcji: ...

 Parę słów na temat dyskusji 
 w TV "Z ukosa"
 Panie Redaktorze
 W wieczornym programie 4 lutego rozpaliła się gorąca dyskusja na temat łamania praw konstytucyjnych w Polsce przez rząd PiS-u. Przed dyskusją nikt z partycypantów nie odważył się lub nie chciał naświetlić prawdziwej sytuacji w Polsce. 
 W Polsce sformował się pierwszy mniejszościowy niekomunistyczny rząd od czasu II wojny światowej. Poprzednie rządy, włączając również rząd prez. Wałęsy, były rządami wciśniętymi w gar postkomunistycznego systemu. Rządy te były konieczne i potrzebne dla olbrzymiej masy techno-biurokratycznej pozostałości po ustępującym w wolnym procesie komunizmie. Okaleczony i obałamucony Naród był odsunięty na boczny tor (był i jest jeszcze nadal), jest tylko podmiotem manewrowania. Ludzie z tej klasy to resztki komunistycznego systemu odpowiedzialni za masowe finansowe nadużycia we własnym kraju oraz morderstwa własnego Narodu. Tej techno-biurokratycznej klasie, obecnie wiszącej na nitce nad przepaścią, nie zależy na Narodzie, nie chodzi o dobro Ojczyzny, im zależy na ocaleniu własnego bycia. Oni boją się, by Naród dobrze poinformowany nie żądał Bastylii w fizycznym, czy też moralnym pojęciu. Jest to walka na śmierć i życie "jako tako być lub podochnąć".
 Cenzura, jaką zastosował PiS do reszty korespondentów, może być usprawiedliwiona, zważając fakt, że byli to ludzie ściśle związani z ciągle potężną jeszcze opozycją - tym groźniejszą, że rozsypaną w poszczególnych partiach.
 Sytuacja jest groźna, jest nawet bardzo groźna dla mniejszościowego rządu. Łamanie prawa wobec rozsianej opozycji jest w interesie Narodu - powtarzam W INTERESIE NARODU. Prawa muszą chronić Naród, a nie pupków z pozostałego systemu. 
 Wyczuwamy to tutaj na obczyźnie, a co dopiero tam w kraju, w garnku pełnym jeszcze komunistycznych szerszeni. Hańba dla was towarzysze, jeśli nie chcecie tego dostrzec - świadczy to o waszej przynależności. Przytaczam słowa prof. Bromke piszącego do "Związkowca", który przez wiele dekad temperował  prokomunistyczny światopogląd na jego łamach.
 W angielskim wydaniu "Poland last decade" str. 185 "Most of the Poles wish General Jaruzelski well. As a professional soldier who in the past has shield away from politics and because of his modest demeanor the new Premier enjoys widespread popularity. Many Poles also believe that his regime may be the last chance for the century. It is passable then, that given time the Jaruzelski government will succeed in calming down emotion and will gradually lead Poland out of the present crisis". Były to przewidywania prof. A. Bromke, które się nie sprawdziły. Jaruzelski, zanim oddał władzę, bestialsko wymordował śmietankę swego Narodu - lepiej nie mógłby zrobić tego ZSRR.
 Dziś szumią jeszcze resztki prokomunistycznych sympatyków. Osobiście wierzę, że nowy rząd w Polsce ustabilizuje się, zdobędzie większość w parlamencie i pozbiera brudne szumy z powierzchni politycznego rosołu.
 PS Drażni mnie szata graficzna telewizji  "Z ukosa", która śmie ukrywać  się za postacią naszego papieża Jana Pawła II, kiedy osoba Jego jeszcze za życia rażąco została zlekceważona powiedzeniem: "...ech, ten święty człowiek...". Jest to czysto komunistyczny sposób, który zakłada, że: "wróg za życia, groźny po śmierci - stanie się naszym bohaterem".
 Drażni mnie także, że ludzie z tej beczki szukają miejsca na łamach  "Gońca", oczywiście pod osłoną Marii Curie-Skłodowskiej. Świadczy to o tym, że  nielubiany niegdyś "Goniec" wzrasta w potęgę, a więc warto go penetrować.
 Tadeusz Chrobak

 Od redakcji: Szanowny Panie, z krytyką powinien się Pan zwrócić do twórców programu, nie za bardzo też wiemy, o jakiej penetracji Pan mówi...

 Medialny lament
 W ub. tygodniu w polskojęzycznych mediach nastąpił medialny lament po podpisaniu paktu stabilizacyjnego przez trzy sejmowe ugrupowania. Okoliczności podpisania paktu wywołały histerię u poprawnych politycznie, którzy się nie spodziewali, że zabraknie dla nich zaproszeń na tę uroczystość. Wielkie zdziwienie i zgorszenie, że to ksiądz jako pracownik TV Trwam jako pierwszy relacjonował podpisanie paktu, który leży na sercu również kapłanom i wierzącym, bo jest nadzieja na odnowę moralną Narodu  Polskiego. Gdy TV Trwam i Radio Maryja były dyskryminowane to było OK, natomiast gdy sytuacja się odwróciła, to zajście to okrzyknięto wielkim skandalem w mediach publicznych manipulatorów. 
 Media mają obiektywnie informować społeczeństwo, a jeśli nie chcą lub nie potrafią tego robić, to niech skrobią ziemniaki, myją gary lub macają kury, bo większość społeczeństwa ma już dość manipulacji, kłamstwa i politycznej poprawności. Dobrze się stało, że wylano im kubeł zimnej wody jako ostrzeżenie. Kiedy nabiorą szacunku do prawdy i społeczeństwa, wtedy nikt im nie będzie zamykał drzwi przed nosem. Wolność słowa to wielki dar dla tych, którzy kształtują opinie w społeczeństwie. Wolność słowa nie może służyć destrukcji i anarchii. 
 Ks. biskup Stefanek - przew. kom. ds. rodziny Episkopatu Polski, w swoim felietonie przedstawił analogię śląskiej tragedii z obecną sytuacją Polski. Powiedział, że pod naporem propagandy rodem z PRL-u wali się dach nad Polską. Polskę przygniatają różne konstrukcje partyjne, esbeckie i propagandowe. Myślę, że potrzebny jest "ciężki sprzęt" i dobry koordynator różnych służb, aby uprzątnąć rumowisko o nazwie Republika kolesiów. 
 Odpryski tego medialnego lamentu mogłem zobaczyć w sobotnim programie "Z ukosa". Producent programu jest przesiąknięty poprawnością polityczną nie od dziś, czemu daje wyraz w swoich komentarzach. A zaproszony redaktor naczelny "Związkowca" wypadł bardzo blado na tle p. Niemczyka. Wypowiedzi p. Stolarczyka były żenujące. Przykro mi, ale taka jest moja ocena jako czytelnika i widza. Po tym występie chyba znów ubędzie czytelników. 
 Panu Stolarczykowi chciałbym poradzić, aby ze swoimi poglądami pojechał do Chicago na spotkanie Prez. RP L. Kaczyńskiego z Polonią amerykańską i tam przedstawił swoje poglądy. Ciekawe, z jakim skutkiem ,bo Polonia w Chicago nie jest tak cierpliwa jak ta w Toronto.
 Wielomiesięczna nagonka medialna na braci Kaczyńskich, PiS, RM i TV Trwam to przejaw urazu powyborczego. Najbardziej destrukcyjna partia w dzisiejszej Polsce, czyli PO, nie może się pogodzić z porażką wyborczą. PO, tak bardzo sobie wmówiła, że tylko ona może rządzić, więc utworzyła gabinet cieni, aby władzy nie utracić. Jej przywódca odmówił objęcia drugiego stanowiska w państwie, odmówił utworzenia koalicji z PiS-em i wejścia do rządu K. Marcinkiewicza. Pozostała mu jeszcze fucha  po Wachowskim, czyli rola kapciowego u Prez. L. Kaczyńskiego, aby mógł się trochę oswoić z funkcją i siedzibą Prez. RP. Podpisanie paktu stabilizacyjnego przelało kielich goryczy. Jeśli ten pakt zostanie zrealizowany, to dojdzie do częściowej naprawy RP. Niektórzy politycy i związani z nimi tzw. biznesmeni znikną ze sceny. Ja rozumiem ich strach przed IV RP, bo dla wielu ich życie może się toczyć po drugiej stronie więziennych krat. Te ujawnione afery to dopiero przedwiośnie, a na pełne lato trzeba trochę poczekać. Lustracja agenturalna nabiera rumieńców, a i ta majątkowa też zacznie kiełkować. Urząd Antykorupcyjny już powstał. WSI tracą swoją siłę i zostaną rozwiązane. Zdaję sobie sprawę, że przed rządem K. Marcinkiewicza jest długa i wyboista droga, ale przy wsparciu polskiego społeczeństwa można ją przebyć i rozpocząć nowy rozdział w historii Polski pt. IV Rzeczpospolita.
Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Nowy rozdział już się rozpoczął.
 

GONIEC NR 5/2006 (111) (3-9 lutego 2006)

 "Polityką się nie zajmuję...?"
 Wielu ludzi twierdzi, że nie ma czasu, bo politycy to oszuści, krętacze i wszystko najgorsze czego po nich można się spodziewać.
 A ja twierdzę, że właśnie dlatego, że się polityką nie zajmujesz, to politycy są takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi powinni być. Pamiętaj, że jeśli ty nie zajmiesz się polityką, to polityka zajmie się tobą i butem z napisem na zelówce Liberalizm, Socjalizm, Komunizm nadepnie ci na gardło i zadusi.
 Jak rozumiem "zajmować się polityką"?
 Niekoniecznie trzeba należeć do jakiejś partii, chociaż dla ludzi w średnim wieku byłoby to wskazane. Rozumiem to jako pokojowe protesty poprzez telefony, e-maile, listy pisane do radnych, do posłów prowincjonalnych i federalnych, udział w spotkaniach przedwyborczych, manifestacjach religijno-narodowych itp.
 Jako emeryt, mam więcej czasu od ludzi pracujących i mogę czytać w Internecie, ile tylko chcę. Zauważyłem, że uczeni Kościoła zaliczają liberalizm do ideologii grzesznych, takich jak komunizm. Nie wiedzą o tym P. Martin i jego poprzednik J. Chretien i podają się za katolików. Tak samo za katoliczkę uważała się posłanka Paddy Torsney, której przypomniałem o tym przed głosowaniem w sprawie uznania małżeństw
homoseksualnych. Liberałowie kreują niczym nieograniczonego człowieka, który może robić, co chce. Wolność niczym nieograniczona to anarchia. Dla nas, wychowanych na ideologii Dekalogu, wolność to boskie rozdarcie między dobrem a złem z możliwością wyboru jednego albo drugiego.
 Bardzo dobrze spisali się polscy weterani z Oshawy, zapraszając lidera Partii Konserwatywnej na spotkanie, a pan Rosa, opisując to, nadał trafny tytuł  Harper = NADZIEJA.
 I ja również zrobiłem coś w tej sprawie, aby zwyciężyli  konserwatyści.
 W środę, 18 stycznia br., zaprosiłem na spotkanie w moim klubie seniora kandydata na posła z Partii Konserwatywnej pana Mike'a Wallece'a. Mike W. Ucieszył się wielce i przyszedł na spotkanie z kupą ulotek.  Zanim go przedstawiłem zebranym członkom, rozmawialiśmy chwilę. Pokazałem mu ulotkę taką samą jak on przyniósł  i poprosiłem, aby mówił do zebranych na temat: "Cleaning up Government", bo bardzo mi się podoba konserwatywny Accountability Act.
 Podatki to my musimy płacić bez względu na to, kto rządzi, ale jeśli rząd rozrzuca pieniądze na jakieś promocje, na chorągiewki i inne bzdury, to podatki będą ciągle wzrastały. Mike Wallece powiedział: "If we ever want to restore confidence in our government it must start with accountability".
 Trudno nam, emerytom, kandydować na posłów, bo już nie to zdrowie, ale co zrobiła emigracja solidarnościowa, ta najlepiej wykształcona? Ich interesuje tylko "kasa" i każdy by zakładał swoją gazetę, mimo że tych gazet jest stanowczo za dużo.
 Kończę, bo nie wierzę, bym tym pisaniem cokolwiek mógł zmienić.
                         Stefan Szumnarski Burlington

 Od redakcji: Panie Stefanie, pisanie zmienia świat! Gdyby tak nie było, nie mielibyśmy tyle "pisanych" kłamstw dookoła i tyle ideologicznych szaleństw rodem z XX wieku. Dziękujemy za list.

 Odpowiedź na artykuł  Harper = nadzieja
 Chciałbym Panu Jerzemu Rosie podziękować za świetną relację z wiecu przedwyborczego Harpera w Oshawie. Uważam, że wreszcie Polonia dała się zauważyć w oczach nowego lidera kraju.
 I to było moim głównym celem, wybierając miejsce spotkania elektoratu z liderem Partii Konserwatywnej w moim okręgu wyborczym Whitby-Oshawa.
 Całkowicie zgadzam się z opinią "Gońca", że jako duża grupa etniczna w Ontario i w Kanadzie, powinniśmy mieć większy wpływ na politykę tego kraju.
 W tej chwili wpływ ten jest znikomy. Mamy olbrzymią liczbę lokalnych działaczy, a nie możemy wybrać chociaż jednego na szczeblu kraju. Zachodnia część GTO została opanowana przez liberałów. 
 Uważam, że Polacy powinni dogadać się z innymi grupami etnicznymi, np. Z Ukraińcami, i wybrać swojego kandydata, który będzie reprezentował nasze interesy w parlamencie federalnym.
 Jeśli nie możemy wybrać swojego kandydata, poprzyjmy wyraźnie kogoś, kto nas będzie reprezentował. Poprzyjmy, znaczy nie tylko głosujmy, ale działajmy w jego/jej kampanii wyborczej.
 Kandydatom zależy na głosach, jeśli aktywnie ich poprzemy, będą się z nami liczyć. 
 Powinniśmy już teraz myśleć o następnych wyborach. Zjednoczyć Polonię, prowadzić rozmowy z innymi grupami etnicznymi, wybrać wspólnych kandydatów.
 Krzysztof Kluczewski

 Od redakcji: Panie Krzysztofie - wreszcie Polonia pokazała, że potrafi się zorganizować i stworzyć zauważone przez kanadyjskie media wydarzenie. Gratulujemy świetnie zaaranżowanego spotkania ze Stephenem Harperem. Mamy nadzieję na ściślejszy kontakt z Polskim Domem Weterana w Oshawie - prosimy o poinformowanie nas o innych ważnych imprezach. (Jerzy Rosa) 
 

 Szanowny Panie Redaktorze gazety "Goniec"
 Otrzymałem wiadomość, że rząd Holandii odznaczył naszego rodaka, gen. Stanisława Sosabowskiego, najwyższym odznaczeniem holenderskim. Sądzę, że nie wszyscy Polacy o tym wiedzą. Myślę, że dobrze by było napisać o tym w Pańskiej gazecie, gdyż jest ona najbardziej poczytna wśród naszych Rodaków. Dołączam kopię listu skierowanego do syna i wycinek z gazety holenderskiej.
 Z poważaniem
Mieczysław Lutczyk
Weteran II wojny światowej 
1. Polskiej Dywizji Pancernej

 Od redakcji: Z radością informujemy.

 Platformiarze
 Wydawało się, że po przegranej w wyborach do Sejmu, Senatu oraz na prezydenta zachowają, jak to zwykle bywa, swoją twarz i pogodzą się z przegraną. A tu masz, zamiast pogratulować zwycięzcom i starać się z nimi współpracować, dalej się czują wielce obrażeni. Wytoczyli przecież cały arsenał propagandy, głosząc wszem wobec, iż oni są już prawie zwycięzcami, nie czekając na oficjalne wyniki. Nawet pani Merkel oraz pan prezydent Francji już pana Tuska tytułowali prezydentem. Zwycięstwo było również głoszone przez różnego rodzaju sondażownie, iż platformiarze mają już je w 100 proc. Pełno było billboardów oraz afiszów z napisami pan prezydent Tusk, jak również pan premier Rokita. Telewizna, a także radiotelewizna również bębniły bez przerwy w swoich programach o zwycięstwie Platformy. Stało się zupełnie co innego, wybory wygrała partia PiS, pomimo że nie dawano jej wielkiej szansy. Niektórzy nawet nie dowierzali, nawet prezydent wszystkich Polaków orzekł, iż on zaczeka na ostateczne wyniki, pomimo że napływały już gratulacje z wielu krajów. Nawet "Rzeczpospolita" napisała, że partia PiS wygrała tylko dzięki towarzyszowi Rydzykowi. Zapomnieli, że o. Tadeusz Rydzyk nie był towarzyszem, ani nie należał do żadnej partii, zapomniano nawet dopisać mu małej literki "o". Czyżby w redakcji nie rozróżniano osoby duchownej od towarzysza partyjnego. Może nam jeszcze kiedyś napiszą, że o. Bierut aresztował tow. Wyszyńskiego. Ciekawa jest ta niby nasza "Rzeczpospolita"  oraz jej redaktorzy. Nie chcę już wymieniać innych gazet, ponieważ przerażają mnie tego rodzaju wypowiedzi, niektórych mówiąc pospolicie pismaków. Nawet pan Wałęsa wystąpił ze swoją logiką. "Kiedy walczyłem o demokrację myślałem, że rodacy zrobią z niej użytek, dzisiaj się zastanawiam. Trzeba było utrzymać Sowietów i komunę, ZOMO, pały, za krótko to trwało i dlatego takie wnioski moi rodacy wyciągnęli" Przerażające słowa i prymitywna logika i pomyśleć, że takie słowa wypowiada były prezydent. Niektórzy nawet powiadają, iż początkowo wspierał trochę prawą nogę, a następnie na gwałt   lewą nogę, zostając teraz między nogami. Sądził również, że jego synalkowie zajmą poważne stanowiska u platformiarzy. Widać jak na dłoni, jak platformiarze chcieli zająć kluczowe stanowiska w rządzie, nie dopuszczając innych do rządu. Ich taktyka jest zupełnie czytelna, chcą dalej utrzymać układ okrągłostołowy i dalej kupczyć naszą Ojczyzną. Nawet nie potrafią uszanować wyborców, wymyślając przeróżne epitety, mówiąc, że wybory wygrała tak zwana opcja moherowa. Nadal mają powiązania z SLD i dalej działają obstrukcyjnie, aby temu nowemu rządowi tylko przeszkadzać. Nic im się nie podoba, w każdej wypowiedzi widać tylko negację, przy akompaniamencie sojuszników z SLD. Powinni raczej zmienić nazwę swojej partii na "tratwę", ponieważ wcześniej czy później na zakręcie historii rozlecą się, mając takie powiązania. Wszelkie próby PiS dotyczące współpracy nie dają rezultatu. Dobrze by było, aby PiS utworzył inną koalicję i dalej nie próbował z nimi rozmawiać na temat koalicji, chociaż na rozmowę nigdy nie jest za późno. Im nie zależy na Narodzie oraz jego pomyślności, ale walczą tylko o swoje synekury i pewne układy. Nasz prezio natomiast wyjechał do Szwajcarii na zasłużony wypoczynek wraz ze swoją małżonką, która w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że jej małżonek był pomazańcem Bożym i spełniał swoje obowiązki prezydenckie znakomicie. Nawet nie omieszkał go odwiedzić bp Pieronek, aby zaczerpnąć pewnych wiadomości odnośnie do beatyfikacji naszego Papieża. Patrzeć, jak niedługo zostanie odpowiednio odznaczony i zaproszony do Watykanu. Słuchając tego wszystkiego oraz oglądając, prawie już nie mam słów. Ludzie, nie dajmy się zwariować, ponieważ tego dalej nie można słuchać ani oglądać. W takich sytuacjach zwykle wkładam na głowę beret moherowy i zamykam się w pokoju, biorąc do ręki książkę Sienkiewicza lub Kochanowskiego. Trzeba wszystko otorbić, jak to niektórzy powiadają, aż samo przyschnie. Trzeba to zrobić, dla pewnej równowagi psychicznej i dla własnego zdrowia.
 Muszę przyznać, że przeglądając się w lustrze, nawet mi do twarzy w moherowym berecie. Ciekawy jestem, jak by wyglądał pan Tusk i pan Rokita, gdyby je założyli na swoje głowy, ale to już inny temat.
 Z pozdrowieniem
Stanisław

 Od redakcji: Moherowe berety - łączmy się!

 Agonia Platformy
 Dla człowieka wrażliwego, słowo agonia jest czymś niezmiernie smutnym i przygnębiającym, tym bardziej jeśli chodzi o bliską nam osobę.
 W tym przypadku przeżywać będziemy drugą taką agonię, pierwsza to koniec PZPR, a obecnie zbliżający się koniec PO, a więc cieszmy się i weselmy, ponieważ jest to ugrupowanie powstałe ze zlepku PZPR i UW. Nikomu przypominać nie trzeba, jak groźne były dla Polski i Polaków te właśnie ugrupowania. Opatrzność Boża sprawiła, że nadszedł czas, aby położyć kres kłamstwu i zdradzie. Tylko PiS i bez fałszywego wsparcia innych ugrupowań, może "zmienić oblicze tej Ziemi".
 Postępowanie innych ugrupowań, które znalazły się w Sejmie, jest karygodne. Nie zwracam uwagi na SLD, bo wiem, gdzie sięgają jej korzenie, natomiast inne ugrupowania, a przede wszystkim PO cały czas zmierza do PRL bis, choć zmieniła się w czasie swej kampanii wyborczej partia zbliżona programowo do PiS. Postępowanie pana Tuska, jako lidera PO, stawia go w szeregu Polaków równych ZERU, bowiem nie dobro Polski jest jego celem nadrzędnym. Ponadto słownictwo jego jest karygodne, nie mówiąc już o postępowaniu, chyba nie tylko w Polsce studiował.
 Przykrym jest fakt, że nie tylko pan Wałęsa idzie z nim w parze, ale dołączył także pan Giertych, strasząc Pana Prezydenta Trybunałem Stanu w przypadku, gdy dojdzie do rozwiązania Sejmu. Ten strach przed pozbyciem się miejsca na ławach poselskich doprowadza ich do histerii. Pan Giertych wolałby, aby prezydentem był tata, a premierem syn, bo "bracia nie potrafią". Wbrew dawnym zapowiedziom takie działanie nie jest przejawem troski o Polskę i Polaków. Pan Tusk straszy, iż "wyprowadzi swoich ludzi na ulice", jeżeli Pan Prezydent rozwiąże Sejm. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że pan Tusk stracił zdrowe zmysły?
 Jeżeli rząd wyłoniony ze zwycięskiej partii jest rządem dobrym, z dobrym programem, lecz nie ma stałego i pewnego zaplecza, będąc rządem mniejszościowym, nie może rządzić (ale nie dlatego, że nie potrafi), Prezydent ma prawo rozwiązać parlament. Pan Tusk i inne mniejsze partie prowadzą do destrukcji rządu i utrudniają normalną pracę Sejmu, do kogo więc mają pretensje? Znam takie dawne polskie przysłowie: "sama świnia wór drze i sama kwiczy".
 Odnoszę wrażenie, że panu Tuskowi marzy się rok 1981, a więc niech próbuje, Jaruzelski jeszcze żyje, to może go wesprze. Ciekawe, ilu ludzi wyprowadzi na ulice, czy więcej niż "gabinet cieni"? Zaczym co, za poręczeniem braci Kaczyńskich, winien pan Tusk mieć zagwarantowane miejsce na oddziale zamkniętym, tam się modlić o zdrowie i studiować prawo demokracji, aby wychodząc, wiedział, jak z niego korzystać. Drodzy Rodacy, stoimy murem za PiS-em.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Pani Jolanto, w imię demokracji!

 ***
 Chciałbym poruszyć temat, którego wszyscy myśliciele polityczni (think tank) świata zachodniego starają się unikać.
 To, co dzieje się na świecie, to nic innego, tylko owoc konfliktu dwóch cywilizacji, które dominują na świecie. Jedną jest cywilizacja łacińska (zachodnia), drugą cywilizacja azjatycka.
 W Europie cywilizację azjatycką reprezentuje cywilizacja żydowska. Żydzi to jedyny naród azjatycki, który od przeszło dwóch tysięcy lat drenuje cywilizację łacińską. Podstawą cywilizacji azjatyckiej jest materializm. Powoduje to wyścig po dobra materialne. Wyzwala to najgorsze instynkty, jak: szwindel, korupcja, złodziejstwo, a nawet mordy. 
 Podstawą cywilizacji łacińskiej jest wolność i życie duchowe. Materializm jest na dalszym planie. Podstawą życia duchowego jest religia. Rozkwitły: muzyka, poezja, literatura, sztuka. W cywilizacji łacińskiej społeczeństwo jest wolne i każdy jest równym obywatelem. W cywilizacji azjatyckiej jest władza i poddani. Te różnice cywilizacyjne spowodowały emigracje z Azji i Afryki do świata zachodniego.
 Pchają się Azjaci i Afrykanie drzwiami i oknami. Nie słychać, aby ktoś z Zachodu emigrował do Azji lub Afryki.
 Wolność na Zachodzie spowodowała również wyścig w wynalazczości. Największe wynalazki powstały na Zachodzie, nie dlatego, że "biali" są mądrzejsi, ale dlatego, że wolny człowiek myśli. Każdy starał się usprawnić narzędzia i sposoby pracy, aby jak najmniej się napracować, a mieć jak najwięcej zysku.
 W cywilizacji "wschodniej" poddany nie był zainteresowany usprawnieniami, ponieważ nie miał żadnego zysku z tego.
 Dziś wszyscy myśliciele starają się tylko o sposób na przerobienie wszystkich poddanych. Ci myśliciele to potomkowie Marksów i Engelsów. Chcą na siłę zlikwidować religie, które stoją na straży moralności. W polityce utworzyły się dwa kierunki popierające jedną lub drugą cywilizację. Zwolennicy cywilizacji łacińskiej to prawica. Ponieważ w cywilizacjach nie ma kompromisów, tak również w partiach politycznych nie ma kompromisów. Nie można założyć partii lewicowo-prawicowej. Jeżeli ktoś miesza te pojęcia, to jest ignorantem lub celowo chce wprowadzić zamieszanie.
 Liberałów nie można zaliczyć do prawicy. Liberałowie, polityczna poprawność itp. to piąta kolumna dla lewicy.
 Odnosi się wrażenie, że partie polityczne niczym się nie różnią. Stały się podobne do klubów sportowych. Każdy walczy o to samo, tylko w innych kolorach.
 Należy stale i bez przerwy przypominać partiom i społeczeństwu o różnicach ideologicznych. Na pewno duża część imigrantów wschodnich, jeżeli będzie uświadomiona, będzie popierać prawicę, aby ta ich wschodnia cywilizacja nie zapanowała na Zachodzie. Imigranci wschodni nie czują się tu dyskryminowani narodowo lub religijnie. To lewica na siłę chce wprowadzić kłótnie etniczne, aby mogli szybci