 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Redaguje
zespół w składzie:
Andrzej Kumor -
redaktor naczelny
kumor@goniec.net
Jerzy Rosa -
redaktor prowadzący
rosa@goniec.net
Magda Angrot
magda@goniec.net
Marek Bućko
bucko@goniec.net
Krzysztof Jaśkielewicz
jaskielewicz@goniec.net
Olimpia Orlewicz
accounting@goniec.net
Daniel Runo
runo@goniec.net
Aleksander Rybczynski
rybczynski@goniec.net
Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Andrzej Fromm * Marian
Kałuski * Zbigniew Koreywo * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni
Lenkiewicz * Krzysztof Ligęza * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski
* Bogdan Prażmowski * Jerzy Przystawa * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny
* Stanisław Tymiński
***
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 11/2006 (117)
(17-23
III 2006)
Koncert
Mikołaj Rej, ten który uznał, że "Polacy nie gęsi i swój język
mają" i zaczął pisać po polsku zamiast po łacinie, dzięki czemu uważa się
go, jak mnie uczono w szkole średniej, za "ojca" języka polskiego, dziś
"przewraca się w grobie". Dlaczego? Bo dziś Polacy wstydzą się swojego
języka. Ta niechęć do języka polskiego przejawia się w najróżnorodniejszych
okolicznościach, nawet na widowiskach i zgromadzeniach, gdzie uczestników
stanowią prawie wyłącznie Polacy.
Ostatnio byliśmy na koncercie, którego głównymi wykonawcami byli
artyści z Polski: Katarzyna Dondalska, soprano, Juliusz Ursyn-Niemcewicz,
tenor, i Janusz Radek, kontrtenor. Koncert był zatytułowany, nie wiem dlaczego,
"Queen of the Night", choć to nieistotne.
Obecny był konsul RP w Toronto. Podczas przeszło dwugodzinnego
spektaklu prowadząca go prezenterka nie wypowiedziała do polskiej publiczności
ani jednego słowa po polsku. Osobiście uważam, że takie potraktowanie zdecydowanie
polskiej widowni było wyrazem jej lekceważenia przez organizatora imprezy.
Także przesadny "ukłon" w kierunku jednostkowych przedstawicieli innych
grup etnicznych można było "sobie podarować".
Po spektaklu konsul odznaczył w imieniu prezydenta RP organizatora
wysokim odznaczeniem państwowym "orderem (nie pamiętam dokładnie co) restituta"
za szerzenie kultury polskiej w Kanadzie. Konsul uratował wymaganą w takich
okolicznościach kurtuazję względem publiczności, mówił w języku ojczystym
i po angielsku.
Zbigniew Sroczyński
Od redakcji: Tak jest, mówmy pięknie, bezbłędnie i ze swadą
w obu językach, a najlepiej w trzech. Język to przecież okno, przez które
możemy zajrzeć do innej kultury.
Pytanie i odpowiedź
Pytałem Państwa o adres Domu SPK w Toronto, a Państwo "wysililiście"
się tak strasznie, że kazaliście mi szukać w Googlach.
Zamiast zajrzeć do książki telefonicznej, która u Was jest dostępna
- zastosowaliście "spychologię". Ja znalazłem kolegę z Polski mieszkającego
w Toronto i on mi podał adres, ale napisał, żebym sobie z Wami głowy nie
zawracał, bo Polacy w Toronto już Was nie czytają za arogancję i publikowanie
wypowiedzi antypolskich - bo u Was panuje "antypolonizm".
Od redakcji: Szanowny Panie, nie dość, że jest Pan leniwy,
bo posiadając dostęp do Internetu, nie potrafi korzystać z dobrodziejstw
sieci, to jeszcze na dodatek powtarza Pan za kimś niesprawdzone informacje.
Serdeczności - AK.
Ostatnia seria listów dotyczy tekstu "Na dwa fronty" z poprzedniego
numeru GOŃCA.
Obsesja wolności i
nadreprezentatywność mediów
Ludzie z powodu bombardowania ich nadmiarem wolności, przejawiającym
się bezkarnymi aferami, niekończącymi się kłótniami, złodziejstwem, zwykłym
chamstwem i obyczajową patologią, udają się na wewnętrzną emigrację, chętnie
izolują się od nachalności świata zewnętrznego. Zwykłych obywateli męczy
aktoryzowanie życia. Przeciętny obywatel czuje się nikim, w obliczu scenicznych
pięknisiów i supermenów. Medialny retusz robi z człekokształtnych potworów
niedoścignionych półbogów. Myślę, że cały ten medialny śmietnik wcześniej
czy później należy odrzucić, jeżeli myśli się o realnych dokonaniach. Tysiące
bałamutnych mediów potrafią nie zauważyć agonii wielkiego narodu czy państwa.
Pośród pląsów polityków z mafiosami i kurtyzanami, potrafią nie
usłyszeć płaczu milionów rodaków pozostających trwale bez środków do życia.
Trzeba zdecydowanie podzielić media na informacyjne i jarmarczne, nagłaśniające
wyłącznie bajki, plotki i agenturalne "kaczki". Z medialnego do realnego
świata jest wiele dróg, m.in. przez upowszechnianie turystyki, tego nieocenionego
kontaktu ze Stwórcą i jego dziełem - przyrodą.
Oczywiście osobiste spotkanie z Bogiem na Mszy Świętej to również
niezły powrót do realnego świata realnych ludzi, ludzi upadających, dźwigających
się i idących wciąż do przodu. Poza tym, jak szybko postępowała globalizacja
i kryminalizacja narodowych gospodarek, tak szybko muszą nastąpić procedury
odwracające ten pęd donikąd.
Narodowe gospodarki, prowadzone rzetelnie przez solidnych gospodarzy,
są szansą nie tylko dla Polski. Globalny wyścig szczurów należy zostawić
szczurom i szczuropodobnym (wcale nie myślę w tej chwili o towarzyszu Balcerowiczu).
Lubomir
Od redakcji: Zgadza się, Panie Lubomirze, trzeba w tym wszystkim
zawalczyć o siebie i nie dawać sobą powodować przez manipulatorów.
Na dwa fronty nie da się
prowadzić wojny
Panie Kumor, pierwszą odpowiedzią człowieka na różnorodność była
plemienność. Moje plemię przeciwko twojemu. Moja nacja przeciwko
twojej. Współczesna nazwa plemienności to nacjonalizm. Były wieki średnie,
Oświecenie. Teraz zapanowała nowa era - globalizm (uniwersalizm). Pragnę
postawić pytanie: plemienność czy uniwersalizm? Czy nie ma innej alternatywy?
Nie, nie kto inny jak biali ludzie (neosyjoniści) Bóg wie kto zaprosili
muslim do świata globalizmu. I co z tego wynikło, wszyscy wiemy, 11 Sept.
Ale zastanówmy się, do czego obecna sytuacja prowadzić może, do wojny albo
pokoju w imię robienia wspólnych interesów i niewchodzenia sobie w drogę.
Jan Paweł II dążył do pojednania wszystkich religii. Zabrakło mu czasu.
A szkoda. Na dwa fronty nie da się prowadzić wojny.
Iwana1982@yahoo.com
Od redakcji: Plemienność to biologiczny konkret, uniwersalizm
to piękna idea.
Świetny artykuł
Pan Andrzej Kumor świetnie zauważył powstanie nowego kuriozum,
które walczy z wiatrakami, zniewalając własnych obywateli.
Jarek Sadecki
Od redakcji: ...
***
"Kto na nas nastaje" pyta autor artykułu: ten nastaje, który
chce: zniszczyć chrześcijaństwo i islam, aby samemu zapanować. I po co
ma on walczyć z chrześcijaństwem i walczyć z islamem, jak może chrześcijan
i muzułmanów nawzajem na siebie napuścić, aby sami się nawzajem wykończyli,
czyli: za niego sami dokonali całej czarnej roboty. Taki jest on SPRYTNY.
NIE DAJMY SIĘ NA TO NABRAĆ!
(...)
Od redakcji: Możliwe, że ma Pan rację, współczesny świat ma
się obywać bez religii...
Orwell coś niecoś przewidział
Żyjąc pod komuną, nikt nie miał wątpliwości, o jaki ustrój mu
szło. Teraz wątpliwości się pojawiły. Ten Anglik instrukcji nie zostawił.
Bezpośredniego nawiązania do ZSRR nie ma, choć wnioskujemy na podstawie
jego tam pobytu i podobieństw opisywanych instytucji. Na długo po śmierci
Orwella i 22 lata po roku 1984 widzimy, że miał on oczy otwarte także na
to, co dzieje się w jego własnym kraju. Zresztą, sprzeczność wystąpiłaby
tylko wtedy, gdyby istniał prawdziwy spór ustrojowy i ideologiczny między
tymi dwoma krajami. Ten spór cały czas był tylko pozorny.
Bartczak
Od redakcji: Aldous Huxley był lepszy od Orwella - lepiej prognozował.
GONIEC NR 10/2006 (116)
(10-16
III 2006)
W obronie dobrego imienia Polaków-katolików
Jako zwykły widz pragnę podzielić się z czytelnikami refleksją
odnośnie sztuki pt. "Narty Ojca Św." wystawionej przez Teatr Narodowy 4
lutego w Mississaudze.
Wobec wielce zachęcającej reklamy oraz tytułu
sztuki tematycznie związanej z Osobą Ojca św. spodziewałam się, iż ujrzę
zachowania ludzi prawych i szlachetnych, którym przyświecał Duch naszego
Wielkiego Rodaka, że pokazane będą wartości duchowe. Spodziewałam
się zobaczyć coś budującego. Wielu innych ludzi również zachęcił tytuł
tej sztuki, lecz zamiast piękna pokazano nam brzydotę, słabość charakterów
ludzkich i wulgaryzm. Ze sceny kilkakrotnie padały niecenzurowane słowa,
również z ust księdza (brr...).
Moim zdaniem, tytuł, jaki nadano tej sztuce,
w ogóle nie pasował i wprowadził w błąd.
To poniżające posłużyć się osobą Wielkiego Polaka w spektaklu
o tak niskim poziomie.
Tu raczej pasowałby tytuł "Zapijaczona małomiasteczkowa elita".
Nie na miejscu też było recytowanie cytatów z Pisma Świętego.
Rzeczy poważne, święte dla nas, katolików, połączono z wulgaryzmami.
Wytężyłam całą swą cierpliwość, by wytrwać do końca, ale byli tacy,
którzy opuścili salę wcześniej. Spektakl ten był wielkim rozczarowaniem
dla nas. Osoby, z którymi rozmawiałam, z oburzeniem wypowiadały sięÉ"jak
można było z czymś takim do nas przyjechać?". Na wstępie już, pokazano
kilku mężczyzn, w osobach burmistrza, komendanta i profesora, raczących
się alkoholem i toczących nieciekawą, wręcz nudną dysputę. Obrazek ten
nie należał do interesujących. Tym bardziej smutne, że to osobistości stojące
na świeczniku. Stanowczo za dużo przedstawiono ludzi z kręgu elity hołdujących
alkoholizmowi i miernocie zachowania.
Jeżeli nawet takie rzeczy miały miejsce, to
czyż z tego warto tworzyć sztukę? Skoro na ulicy spotkać można alkoholików,
i to za darmo! Tu zaś żądano od nas dość wygórowanej ceny wstępu.
Również, prymitywne zachowanie, niemoralnie
prowadzącej się żony burmistrza, występującej w negliżu (brr...),
jeszcze bardziej obniżyło poziom i tak już słabej sztuki.
Najbardziej oburzające i ubliżające społeczności katolickiej
było pokazanie księdza z butelką w kieszeni sutanny, odwiedzającego komendanta
policji.
Dlaczego przedstawiono w tak złym świetle
kapłana? By podważyć jego autorytet i autorytet osób duchownych?
W książce Jerzy Pilch pisze o nawróceniu,
więc dlaczego przy tworzeniu sztuki, to co dobre, pozytywne, zostało pominięte,
a zostało wyjęte co najgorsze i niemoralne?
Społeczeństwo polskie zostało pokazane w bardzo
złym świetle.
Czyż godzi się kalać własne gniazdo? Powinniśmy więcej kochać
i szanować siebie. Bo jeśli sami się nie uszanujemy, to inni też nas nie
uszanują.
Nie rozumiem, w jakim celu w końcowej części
przedstawiono Papieża jako zawodowego sportowca. Chyba chodziło tu o umniejszenie
Jego autorytetu. Wielkiego - przedstawiono w recytacji aktora jako pospolitego
człowieka w drużynie piłki nożnej. Jakie cele przyświecały twórcom tej
sztuki?
Osoba Jana Pawła - to jest Świętość! Niedotykalna dla nas!
A On został zniżony do przeciętnego śmiertelnika. To nas oburza
i boli.
Dziwię się, że tak znakomici aktorzy podjęli się zagrania w tak
mizernej sztuce.
Opuściłam salę teatru z uczuciem wielkiego zawodu i z postanowieniem
na przyszłość nie dać się zwieść zwodniczym reklamom.
Aleksandra Bednarska-Kwaczek
Od redakcji: Tak, to dziwne, że tak znani i cenieni polscy
aktorzy biorą udział w tej niezbyt wysokiego lotu sztuce - jej powodzenie
w Polsce zdaje się wynikać z pozaartystycznych przesłanek. Proszę się jednak
do teatru nie zniechęcać - mamy nadzieję, że ujrzymy jeszcze w Kanadzie
dobre i prawe spektakle grane przez elitę polskich scen.
Panie Andrzeju,
Najkrócej, uwielbiam to wyciąganie nici z kłębka. Bez tych pańskich
nie-"WYWIADÓW" nigdy bym się nie dowiedział o wielu sprawach w Polonii
i na świecie. Po prostu nie mam czasu wszystkiego śledzić (jak wielu z
nas). Niby nie-wywiad był wspaniały. Gratuluję panom i panu Sobockiemu,
także za odwagę konfrontacji, za wiele ciekawych odpowiedzi. Nie-wywiad
dał mi wiele ciekawych informacji, i tych za, i tych przeciw. Wbrew pozorom
poprawiło to mój punkt widzenia na wiele niewyjaśnionych spraw. Wywiad
poprawił notowania pana Sobockiego w niektórych kwestiach. Niestety, w
innych pogorszył, stąd pewnie oburzenie mocium Pana E., członka tej
"Polish kubuki" (według jego własnej terminologii, przepraszam, zacnie
prawomocnie ukonstytuowanego zarządu). Zapełnił też lukę dezinformacji
(niestety, typową dla obecnego zarządu i poprzednich [arogancja władzy,
pierwszy grzech wszystkich władców i wszystkich ustrojów w historii ludzkości]).
Dlaczego z tak dużym opóźnieniem ogłaszają oficjalne stanowisko albo raporty,
nie mówiąc o innych grzeszkach? Czyżby to nic ich nie zobowiązywało? Czyż
to tak trudne? Rzecznikiem prasowym może być niejeden, jak to udowodnił
ktoś w Polsce. Zdaje się, że w tym zarządzie jest co najmniej jeden wykształcony,
kulturalny i z tytułem magistra. Do Szanownego Zarządu - coś mi się wydaje,
że panowie zapomnieli, że poza wami dwoma jest też co najmniej kilku wykształconych
w polskim środowisku i że my (Polonia) mamy swoje punkty widzenia i że
jak słusznie zauważył pan Kumor, nie jest nam tego w stanie wyperswadować
ani tak wielki autorytet, jak Michnik, Oriana Fallaci, Stalin, Gieremek
i wielu innych. Przepraszam, ale nawet nasz polonijny gmin, także mafia
moherowych beretów potrafią myśleć i mieć swoje zdanie, czego dali wspaniały
dowód swoim głosowaniem w wyborach. W kwestii formalnej, nie satysfakcjonują
mnie zapewnienia i oburzenia pana E., że zarząd jest godny władzy, bo nie
ma na to odpowiednich paragrafów w statucie. Bardziej interesuje nas, co
ten zarząd robi dla dobra nas, Polonii i KPK. Trzymając się pana
E. sposobu myślenia, można by udowadniać, że największym obrońcą i przyjacielem
Polski był S., bo miał najśliczniejszy mundur, a w końcu dał nam przecież
wolną Polskę (PRL). Z góry przepraszam pana E. za ten wywód. Do tej pory
pan E. był moim faworytem na stanowisko prezesa KPK, człowiek, którego
podziwiam i szanuję, za bohaterstwo i wspaniałą działalność społeczną.
Podobają mi się też jego zdolności brylowania w salonach, co też jest bardzo
przydatne u przywódcy. Teraz coraz bardziej coś mi tu nie gra. Tak jak
coś brakowało pani prezes (mimo extremly fluent Polish). Nie podobają mi
się także próby zainstalowania na polonijnego króla kogoś innego, kto ma
szaloną elokwencję, a brak mu poglądów. Nie chcemy też wysłańców PRL-u,
którzy demokratycznie i zgodnie ze statusem przejmują władzę. W tej sytuacji
może lepiej nie mieć polonijnego posła czy kongresmana. Wracając do pana
prezesa. Najwyraźniej król uparł się, że nie jest nagi, mimo że większość
już o tym mówi. Świadczy to może o jeszcze jednym. Zrezygnował, ale centrala
się na to nie zgodziła i znaleźli wybieg z przepisami w statucie. Centrali
najmniej zależy na jej członku, najważniejsze, żeby zamieszanie przetrwało
do października i zrobiło jak najwięcej szkody. Ale to chyba jest paranoidalna
teoria pana Pająka, ale nie, to przecież niemożliwe. Pozdrawiam szanownych
redaktorów.
g.k.
Od redakcji: Najważniejsze, abyśmy w końcu przestali tracić
czas i pieniądze na jałowe spory i procesy.
***
Niektórzy działacze KPA zachłystują się z radości, że nas, Polaków,
spotkało takie (!) wyróżnienie. Aleksander Kwaśniewski będzie wykładowcą
na prestiżowym jezuickim Georgetown University w Waszyngtonie, gdzie wykłada
również Magdalena Albright. Może jezuici wierzą w cudowne nawrócenie byłego
komucha, ale dla nas, ciemnogrodzian, to po prostu nagroda za instrumentalną
rolę, jaką spełnił on w procesie globalizacji. Inny były komuch, Gorbaczow,
też został doceniony i resztę życia spędzi w swojej posiadłości na Florydzie.
Pytanie, czy Kaczyńskiemu wystarczy odwagi, aby kontynuować śledztwo ws.
udziału prezia w aferze paliwowej i innych. Żydzi z kolei docenili jego
rolę w naprawieniu stosunków polsko-żydowskich po przeprosinach za Jedwabne.
Pytanie tylko, czy można budować jakiekolwiek zdrowe stosunki w oparciu
o kłamstwa. Widocznie wiara amerykańskich jezuitów jest tak mocna, że pozwala
przemieniać kłamstwo w prawdę.
Stanley Sas
Od redakcji: Jest to godne ubolewania, że taki człowiek jak
Kwaśniewski będzie "profesorem z Polski" na tym znanym uniwersytecie. Prawdopodobnie
na Georgetown jezuici nie mają już wiele do powiedzenia...
Odpowiedź dla pani Ewy Ciepielewskiej
Pani Ewo
W tym samym wydaniu na sąsiedniej stronie, na której Pani donosi,
jak to
Pani napisała, wyjaśniłem bardzo wyraźnie, że nastąpiła pomyłka w kategorii
wiekowej. Dziękuję za wnikliwe śledzenie poczynań naszych najmłodszych.
Podaję wyniki i relacje z meczów drużyn, które składają się tylko
z samych piłkarzy polonijnych.
Waldemar Biały
***
Revenue Canada, agencja rządowa czy mafia?
Jak zostałem przestępcą podatkowym.
Nie dajmy się pojedynczo wyrżnąć...
Kilka jeszcze innych tytułów ciśnie mi się na usta. Od sześciu
lat prowadzę jednoosobową firmę, którą można zaliczyć do grupy "software
and hardware consulting", ale to nie jest najbardziej istotne w tym momencie.
Dokładnie 23 stycznia tego roku dowiedziałem się, że moja firma
dokonała przestępstwa podatkowego. Dostałem, a raczej do mojej firmy przysłano
tzw. Notice of Reassessment za ostatnie trzy lata, który mówi, że moja
firma nie płaciła za mnie kontrybucji na CPP. Kontrybucji takiej dokonywałem,
rozliczając mój własny dochód, płacąc na samego siebie. Coroczny T4A został
przekwalifikowany na T4 i zaczęło się...
Odsetki, opłaty karne. Ustalone zostało, że mają wycofać kontrybucję
na CPP wpłaconą przeze mnie, na moje własne konto, odesłać mi ją i ja mam
to wpłacić na moje konto jako moja firma. Do dziś ani grosza zwrotu. W
zamian za to, już dwukrotnie otrzymałem kary dodatkowe po 400.00 dol. każda
za niewpłacenie kontrybucji. Odwoływałem się także do Fairness Committee.
Właśnie dziś otrzymałem list, że z powodu dużej ilości listów, jakie oni
otrzymują, nie są w stanie teraz odpowiedzieć, ale naliczanie odsetek nie
ustaje! Jakie ja mam możliwości naliczenia im odsetek od pieniędzy, które
oni mają od lat? Moje "przestępstwo" polega na tym, że po kilku latach
okazało się, że nie ta ręka wpłacała pieniądze!!!
Zdaję sobie sprawę, że sam niewiele mogę zdziałać. Wiem, że dużo
ludzi z polskiego środowiska otrzymało taki sam list od Revenue. Może napiszemy
jakąś wspólną petycję do rządu, skargę na zbójeckie działania Revenue?
Może jednocześnie złożyć takie pismo u poszczególnych posłów w okręgach
wyborczych Ontario właściwych dla miejsc zamieszkania? Nie stać mnie osobiście
na zatrudnienie adwokatów za setki dolarów na godzinę, aby apelowali w
mojej sprawie. Może jest jakiś prawnik w środowisku polskim, który, pro
bono, zredaguje czy pomoże zredagować takie pismo?
Sposób rozumowania Revenue Canada jest bardzo prosty. Nikt im
nie podskoczy - to po pierwsze. Mają prawo do tzw. Reassessment, mają zagwarantowane
to, że prawo działa wstecz. Każdy podatnik jest potencjalnym przestępcą.
Można w dowolnej chwili zmienić interpretację dowolnej linii w formularzu
podatkowym, przemienić T4A na T4, czy cokolwiek na cokolwiek innego. Podatnik
ma płacić. Co nam to przypomina? Podatnik, a zwłaszcza ten maleńki, jednoosobowy,
nie może spać spokojnie! Jego zeznania są wertowanie w tę i z powrotem,
bo a nuż coś się znajdzie. Jak się nie znajdzie, to się dopasuje. I tak
nikt nie będzie podskakiwał, bo najpierw musi płacić, a potem ewentualnie
może się zapytać. Czysta demokracja!
Przerażający jest fakt, że nikt do końca nie może być pewien,
że wywiązał się z obowiązku podatkowego. Potwierdzenie bieżącego rozliczenia
przez Revenue nie jest tego gwarantem. Prawo działające wstecz pozwala
"przejrzeć i zweryfikować" każdego. To, co dziś czy wczoraj wolno było
odpisać, może się okazać za dwa tygodnie, że to było nielegalne i Revenue
"uprzejmie poprosi" o "swoje" pieniądze.
Jeden z podtytułów mojego listu mówi: "Nie dajmy się pojedynczo
wyrżnąć". Tak, nie dajmy się. Jeżeli są osoby, które chciałyby się dołączyć
do protestu, który mam zamiar wystosować do lokalnego MP i do rządu, proszę
o kontakt. Mój email jest zbiggru@idirect.com. Jeżeli z różnych okręgów
napłyną skargi, to może choć na przyszłość Revenue zrezygnuje z akcji szukania
pieniędzy. Może zamiast ab front wysyłać odsetki i kary, zapyta się podatnika,
a raczej jego księgowego, dlaczego to i to zostało zrobione w ten czy inny
sposób. Revenue doskonale wie, że rozliczenia podatkowe są wykonywane
przez wykwalifikowanych księgowych, rzadko przez prowadzących firmę osobiście.
Czyżby księgowi nie wiedzieli, co robią?
Swoją drogą, ciekaw jestem, czy ta weryfikacja CPP dotyczy tylko
środowiska polskiego drobnego biznesu, czy sięgnęła także innych środowisk?
Zbigniew Gruszczyński
Od redakcji: Współczujemy Panu, każdy może się znaleźć w takiej
sytuacji.
GONIEC NR 9/2006 (115)
(3-9
III 2006)
Szanowna Redakcjo,
W ostatnim numerze "Gońca" znalazła się informacja o tym, że
aby nie stracić uprawnień do OHIP-u (Ontario Health Insurance Plan), można
wyjechać z Kanady na maksimum pół roku.
Na rządowych stronach internetowych natomiast znajduje się informacja,
że trzeba przebywać w Ontario 153 dni w ciągu 12-miesięcznego okresu. Czy
Redakcja mogłaby to wyjaśnić?
Czytelniczka
Od redakcji: Postaramy się.
Drodzy Państwo,
Próbuję bezskutecznie znaleźć informacje o nowo otwartej polskiej
klinice medycznej. Jedyna wzmianka na Internecie, to nieaktualna już reklama
umieszczona przez GOŃCA. Niestety, zdjęcia reklamy też już dawno nie ma.
Czy mogliby mi Państwo podać adres i numer telefonu tej kliniki.
Nazywa się chyba Millway Medical Clinic. Od niedawna mieszkam w Mississaudze
i niestety żadna z polonijnych stron internetowych nie podaje informacji
o tej klinice.
Z góry dziękuję i pozdrawiam.
Iwona Osmolska
Od redakcji: Z informacji podanych przez klinikę - istnieje
ona pod adresem 3200 Erin Mills Parkway w Mississaudze, tel. 905-607-0017.
WARM BEER BLUES
Parę tygodni temu zastanowił mnie cel wielkiego przemeblowania
okolicznego "liquor store" . Kiedy następnego dnia chciałem kupić parę
butelek zimnego "Tyskiego", już go nie było na półkach, tylko przeniesiono
go wraz z wieloma innymi europejskimi gatunkami na podłogę. Na moje pytanie,
co jest powodem tych zmian, opryskliwa pani ekspedientka odwarknęła "ask
the beer man". Nie wiedziałem, kto to jest "beer man", a przy mnogości
załogi sklepu przypuszczam, że mają tam również "whisky man", "rum man"
itd.
Byłem pewien, że to tylko jakieś widzimisię lokalnego "beer mana",
lecz parę dni potem zauważyłem, że podobna "reforma" dotknęła również inne
sklepy. Próbowałem uzyskać informację o jej przyczynach w innych sklepach,
lecz poza tym, że radzono mi dzwonić do centrali lub szukać odpowiedzi
w Internecie, niczego się nie dowiedziałem. I wreszcie pewien sprzedawca
na ulicy Brock uchylił mi rąbka tajemnicy. Otóż zarząd LCBO uznał, że uzupełnianie
półek ciężkimi, bo aż półlitrowymi, butelkami jest za dużym wysiłkiem dla
elity klasy robotniczej GTA i uznał, że ciężary te można równie dobrze
eksponować na podłodze.
No i doczekaliśmy się czasów, w których zarząd i partia (LCBO)
ustaliła jedynie słuszne miejsce dla naszego "Tyskiego". Teraz mamy dylemat.
Przecież jest nas tu, oprócz Gorzowiaków, jeszcze dobrych parę tysięcy.
Możemy protestować, pisać petycje. Ale co będzie, jak proletariat z LCBO
pójdzie na strajk. Wtedy będziemy musieli jechać po nasze "Tyskie" do najbliższego
"liquor store" w Buffalo. Ale gdzie tu sens i logika. Co prawda mamy tam
nieporównywalnie większy wybór, ale może nam się przypomnieć granica z
NRD. Nie dość, że stracimy czas, wydamy na paliwo, to po dowiezieniu do
domu piwa (jeżeli nam nie zabiorą), to i tak będzie ciepłe jak zupa. Czyli
takie samo jak teraz.
Przypomniały mi się wspomnienia kolegi, który trzy lata towarzyszył
swojej żonie na kontrakcie w Arabii Saudyjskiej. W jednym z poważnych anglojęzycznych
periodyków znalazł w rubryce listy od czytelników pytanie: "czy dżiny naprawdę
istnieją?". Uczony w temacie mułła dopowiedział: "co prawda nikt dżina
nie widział, ale anioła też nikt nie widział, a są". I w tym momencie "eureka",
jeżeli nam odmawia się sprzedawania naszego piwa w taki sposób, jakbyśmy
sobie tego życzyli, to kupujmy piwo duńskie. (Widziałem na półkach puszki
zimnego jeszcze, może przez przeoczenie, "Tuborga"), bo jeżeli nie
poprzemy braci Duńczyków, to doczekamy czasów, w których zamiast zimnego
"Tyskiego" będziemy MUSIELI sobie kupić "Mekka-colę", dywanik i kompas.
Póki co na zdrowie, brrr, ciepłe, ale jeszcze nasze.
Krzysztof Sapiński
Toronto, woj. gorzowskie
Od redakcji: Szanowny Panie, w LCBO nikt nikogo nie ruszy,
to jest prawie Politbiuro...
***
Na portalu GW zauważyłem artykuł i komentarz Starego Wiarusa,
który komentuje "Kartę Polaka", którą ma zamiar wprowadzić rząd polski.
Widać, że nowy (?) rząd polski dalej wielu rzeczy nie rozumie "normalnie".
Nam na Zachodzie wciskają na siłę polskie paszporty - i nie tylko nam,
naszym dzieciom, wnukom itd. itp. A jak ktoś się chce tego polskiego obywatelstwa
zrzec, to przeszkód administracyjnych jest nie do pokonania.
Zaś tych "zza Buga" rząd polski uważa za "byłych" obywateli Polski
- opierając się na "prawie" wydanym przez "słoneczko narodów" tow. Stalina,
które to "prawo" "pozbawiło" obywatelstwa polskiego tych Polaków, którzy
mieli nieszczęście znaleźć się na terytorium "Kraju Rad".
Ja uważam, że jest zwyczajną bezczelnością kolejnych rządów polskich
nieuznawanie obywatelstwa polskiego tych "zza Buga" przy równoczesnym wciskaniu
Polonii na Zachodzie polskich paszportów.
Komentarz jest świetny i wydaje mi się, że powinien to Pan "puścić"
w najbliższym "Gońcu".
Jerzy Kisielewski
NIKCZEMNOŚĆ wasza, chłopaki z kraju, wobec Polaków ze Wschodu
jest niezmierzona: ..."a także określającej status byłych polskich obywateli
w ich starej ojczyźnie"...
BYŁYCH POLSKICH OBYWATELI? BYŁYCH?
Znaczy, byłych obywateli polskich na podstawie dekretu Rady Najwyższej
ZSRR z 29 listopada 1939 r., który arbitralnie odebrał Polakom na obszarach
okupowanych przez ZSRR obywatelstwo polskie i nadał radzieckie... To jedyna
wasza podstawa prawna. Poza tym, ci ludzie spełniają wszystkie kryteria
obywatelstwa polskiego według każdej przeszłej, obecnej i kiedykolwiek
proponowanej ustawy o obywatelstwie polskim. Obywatelstwo polskie dziedziczy
się wedle prawa RP w nieskończoność, o czym skwapliwie przypominają wasze
konsulaty na Zachodzie każdemu, z którego mają nadzieję wycisnąć kasę.
Waszym psim obowiązkiem jest wydać każdemu Polakowi ze Wschodu,
który sobie tego życzy, polski paszport, a nie żadną ersatz-Kartę Polaka,
czyli okrojone obywatelstwo w wersji Light. Ale wy tego nie zrobicie, boby
to was kosztowało.
Nikt już nie pamięta, że po odzyskaniu niepodległości w 1918
roku, II RP repatriowała w latach 1919-1927 z Rosji sowieckiej każdego,
kto mówiąc po polsku, przyznawał się do polskiego pochodzenia - nie pytając
o papiery. Warto pamiętać, że ówczesna Polska była znacznie biedniejsza
niż dzisiejsza. Ale za to II RP miała kręgosłup moralny.
III RP, po 1989 roku, repatriowała jakąś zupełnie śmieszną liczbę
Polaków z b. ZSRR. No pewnie, na nich nie można zarobić. Wolicie wpychać
polskie paszporty po pięciokrotnej cenie krajowej Polonii Zachodu i kroić
z niej kasę - za nikomu niepotrzebne zaświadczenia, poświadczenia, przebitkę,
pieczątkę, tusz do stempli, spinacz i powietrze zużyte w poczekalni konsulatu.
Energię swoją kierujecie też na administracyjne uniemożliwianie
zrzeczenia się obywatelstwa polskiego tym, którzy chcieliby się wypisać
z RP, bo dawno już tam nie mieszkają i nie mają zamiaru mieszkać.
Polonię Wschodu olewacie, bo biedna. Polonii z Zachodu natomiast
nie pozwalacie zrzec się obywatelstwa polskiego, bo nie tylko żyjecie nadzieją
wyciśnięcia z niej jeszcze jakiejś kasy, ale prawdopodobnie również dlatego,
że dopisujecie sobie tę Polonię do ewidencji ludności PESEL, co pozwala
gładko brać z Brukseli kasę na martwe dusze. Czyli na ludzi, których dawno
w Polsce nie ma i nic im świadczyć nie trzeba.
To jest wasz dzisiejszy najwyższy ideał - kasa za darmo. Gratulacje,
chłopaki! Szkoda mi tylko tych na Wschodzie, co w was wierzą.
PS "Wystarczy, że na granicy nikt nie będzie pytał jej posiadacza
o pochodzenie" - a teraz pytacie o pochodzenie? Ethnic profiling? Całkowicie
niezgodnie z prawem unijnym? Dobre...
Od redakcji: Zgadza się, to smutne, że ktoś postanowił podzielić
Polaków na lepszych i gorszych; tych na kartę i tych na paszport.
***
Chciałabym dać znać, że w ostatnim numerze "Gońca" na str. 46
w artykule "Sport polonijny" napisanym przez pana Waldka Białego z Mississaugi
w ostatnim paragrafie jest błąd, znaczy nawet nie błąd, tylko jest napisane
kłamstwo, że drużyna Polonii Centrum Under-10 występująca w Lidze Halowej
pokonała lidera po bardzo zaciętej walce różnicą jednej bramki.
Niestety, nie pokonała lidera - kiedy grała z liderem, przegrała
3:0. Tak się składa, że w drużynie lidera jest bardzo dużo Polaków, których
rodzice czytają "Gońca", i byli bardzo urażeni, że takie rzeczy się u was
pisze i że takie artykuły są pisane bardzo tendencyjnie i zawsze gloryfikują
drużynę Polonii Centrum. Może by poprosić pana Waldka, żeby pisał trochę
bardziej obiektywnie. Ja wiem, że może to być trudne, ale myślę, że nie
trzeba pisać bzdur czy kłamstw. Mam nadzieję, że to się jakoś wyjaśni i
pan Waldek sprostuje swoje opinie, nawet nie opinie, po prostu fakty, które
są kłamliwie przekazane całej Polonii.
Chciałabym dodać, że cała drużyna Under-10 Polonii Centrum grała
z liderem dwa mecze w ciągu całego sezonu, jeden przegrała 6:0, drugi przegrała
3:0. Ostatni mecz, który prawdopodobnie był opisany w tym numerze "Gońca",
był grany nie z liderem, tylko jedną z gorszych drużyn, i myślę, że tam
jest jakaś pomyłka, więc proszę to sprostować, bo ja się czuję bardzo urażona
i myślę, że rodzice wszystkich dzieci, które są w drużynie liderów, tak
samo się poczuli.
Ewa Czepielewska
Od redakcji: Liczymy, że p. Waldek odpowie na Pani wnioski,
proszę się nie urażać i nie zniechęcać.
Największa malwersacja w dziejach PRL
W związku z inicjatywą reaktywowania Komisji Śledczej ds. Orlenu,
niniejszym podam kilka faktów dotyczących Rafinerii Gdańskiej, w której
przepracowałem ponad 26 lat, od momentu rozpoczęcia budowy.
Rafineria Gdańska i Orlen Płock to przemysł rafineryjny, przynoszący
trudne do przecenienia dochody dla budżetu. Był jednak czas, kiedy te firmy
były na krawędzi bankructwa z powodu błędnych pociągnięć rządowych i chęci
ściągnięcia za wszelką cenę kapitału zagranicznego. Dopiero rząd Jana Olszewskiego
przerwał ten niebezpieczny eksperyment.
Jeżeli chodzi o Rafinerię Gdańską, to do upadku tej firmy mógł
doprowadzić też premier Piotr Jaroszewicz. Otóż kiedy Pinochet obalił komunistyczny
rząd Allende, Rosjanie zmuszeni zostali do zaniechania budowy rafinerii
w Chile. Przestarzałą rafinerię Rosjanom udało się wcisnąć Polsce, a konkretnie
tow. Piotrowi Jaroszewiczowi, naszemu pełnomocnikowi w RWPG, mimo sprzeciwu
specjalistów z Gdańska i Płocka.
Rafineria Gdańska miała w programie budowę drugiego etapu, a
mimo to nie chciała zaśmiecać cennego terenu przestarzałą instalacją. Skończyło
się tym, że urządzenia rafineryjne warte kilkaset milionów, a może nawet
kilka miliardów dolarów (z uwagi na niekorzystny przelicznik rubel/dolar),
wylądowały w zakładach chemicznych Blachownia k. Kędzierzyna.
Rafineria Gdańska ukarana została wstrzymaniem inwestycji na
kilka lat. "Blachownia" miała ogromny problem z zagospodarowaniem dużej
ilości złomu i do dzisiaj nie może podnieść się z upadku ekonomicznego.
Rafineria Gdańska powoli gromadziła zyski i mądrze modernizowała oraz rozbudowywała
instalacje na terenie drugiego etapu. Dzięki temu wartość akcji Rafinerii
Gdańskiej wzrosła niemal 50-krotnie w stosunku do pierwotnej wyceny z 1996
r.
To, co zrobił premier P. Jaroszewicz, było i jest największą
kradzieżą w dziejach PRL-u. Szkoda, że tak mało się mówiło o tym w Komisji
Śledczej, która drobiazgowo rozpatrywała sprawę przemysłu rafineryjnego.
Zdjęty - niezbyt fortunnie - ze stołka dyrektorskiego A. Modrzejewski,
w opinii wielu znaczących pracowników Orlenu Płock, to zwykły nieudacznik,
ciągle uśmiechnięty. Nic dziwnego, że po jego odejściu akcje Orlenu mocno
wzrosły. Dla obsesyjnie przeciwnych prywatyzacji posłów z LPR-u nie ma
to większego znaczenia.
Z poważaniem.
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk
Od redakcji: Dziękujemy za informacje z pierwszej ręki
Igrzyska Polonijne
Witam,
Mam pytanie do p. Barbary Gilo: Czy to takie trudne podać, w
jakich dniach te Igrzyska w Szczyrku się odbywają. Dzięki, że wiemy przynajmniej
gdzie; często w dzisiejszych kanadyjskich "informacjach", czy też transmisjach
TV nawet i to jest trudne do uchwycenia. Dziękuję,
Edward Gil
Mississauga
Od redakcji: Czasem człowiek o czymś zapomni...
Napisz, proszę
Tomek Forysz ze Świętochłowic walczy z nowotworem czwarty rok.
Od miesiąca jest przykuty do łóżka i niesprawny. Jego największą radością
i jedynym kontaktem ze światem są e-maile. Dostaje je od ludzi z całego
świata - Brazylii, Kanady, USA. Codziennie czeka na te listy - życzliwe
słowa wsparcia, które dają mu siłę, by mierzyć się z chorobą.
Tomek Forysz i Iwona Kurzela - wspólnie czytają otrzymane listy
Tak niewiele potrzeba... Czasem tylko słowa dobrego. Te listy
elektroniczne do Tomka - to wspierające go - bo przyjazne - znaki bliskości,
od ludzi często z daleka. Obok dzielnie walczącego z nowotworem chłopca
nie ma nikogo z bliskich - choć sierotą nie jest. Motorem jego życia jest
teraz miłość, którą został obdarzony w rodzinie Iwony Kurzeli - hospicyjnej
wolontariuszki. To w jej domu przebywa od miesiąca i to tu wyczekuje na
listy. Tomek ma raka kości. Już nie może sam odpisywać. Robią to teraz
w jego imieniu inni. Niezmiennie jednak cieszy go ta więź ze światem i
uwaga. Marzeniem chłopca - by jak najwięcej ludzi chciało z nim korespondować
- nabrało też symbolicznego wymiaru. Choć bez listu, to jednak z wielkim
przesłaniem przyleciał do Tomka gołąb - mocno okaleczony po chorzowskiej
tragedii. A mimo wszystko, z wolą życia, nie dający za wygraną. Taką siłę
walki można też w Tomku wyzwalać codziennie - pisząc do niego list.
E-maile wysyłać można na adres t.forysz@wp.pl
Od redakcji: List nic nie kosztuje, zachęcamy.
***
KONGRESOWE PROBLEMY
Znów w Polonii jakieś wrzenie.
Czyżby nowe objawienie?
Czyżby Nobla ktoś otrzymał?
A może ktoś nie wytrzymał?!
Jednak to nic z takich rzeczy.
Znów spierają się Prezesi.
Coś tłumaczą jedni drugim,
drudzy jednych połajają,
nawzajem się nie słuchają.
Trudno jest w tym się połapać,
kto na co chce się załapać.
Wreszcie z zamętu, rumoru,
wyłania się powód sporu.
Strasznego się nic nie dzieje,
w Kongresie tylko dwóch Prezesów od dziś istnieje.
Jeden ponoć zrezygnował
drugi więc się wykreował.
Co oznacza w sposób prosty,
że kongresy się rozrosły.
Zacna organizacja ta
dwóch Prezesów teraz ma.
Żaden przecież to dylemat.
Przykład z Ojczyzny już mamy
jak żonglować numerkami.
Jedną mamy Polskę, chwałą okrytą i CZWARTĄ RZECZYPOSPOLITĄ.
Stąd do głowy pomysł leci,
by powołać KONGRES TRZECI!!!
Kto chce być w TRZECIM KONGRESIE
Niech podanie mi przyniesie
JA wnet je zarejestruję
i pieczęcią ostempluję
NACZELNY PREZES
Nazwisko i Imię znane Redakcji
a Ja jestem na kolacji
WIELKIEGO POLONIJNEGO
KONGRESU TRZECIEGO
Marek Płażewski
Od redakcji: Poezji nie komentujemy.
Poniżej zamieszczamy cztery listy e-mailowe dotyczące artykułu
"Mała ojczyzna" opublikowanego w "Gońcu" 24 lutego.
***
Łączmy się w małe ojczyzeńki bracia Kargule, Ploszki, Perzyny,
Stokłosy, twórzmy nasze małe regiony, Gorzowa, Chorzowa, Bzdzicy Dolnej
i Szczynicy Wyżnej... po co nam Polska? Po co nam polskie organizacje...
małe jest piękne (...) Niech żyje Europka Ojczyznek... precz z państwami
narodowymi...
(---)
Od redakcji: Tworząc organizacje typu "Gorzowiaków", nie wyrzekamy
się Polski - wprost przeciwnie. (J.Rosa)
***
"Mała ojczyzna" albo "Heimat"
Pojęcie "małej ojczyzny" wywodzi się z kultury niemieckiej. Tak
zawsze określano mateczniki niemieckości. Taki matecznik próbują Niemcy
zmontować na Śląsku Opolskim. O takim "heimacie" na Pomorzu Gdańskim wciąż
marzy Tusk i tuskopodobni germanofile. Taka terminologia raczej nie przystoi
krajanom króla Bolesława Chrobrego. Ojcowizna, macierz, to bardziej odpowiednie
słowa na określenie rodzinnych stron Polaków. W "republice kolesiów" mieliśmy
swoiste sojusze miejskich republik, np. Łodzi z Pruszkowem. Lepiej nie
rozwijać i nie upowszechniać takiej subkultury.
(---)
Od redakcji: Pan usilnie stara się coś udowodnić, dlatego
unika oczywistego faktu, że "Gorzowiacy" nie powstali w Polsce, tylko w
Kanadzie. A tu nam nie grozi germanizacja... (J. Rosa)
***
A może lepiej...
Zamiast do "Gorzowiaków", "Krakowiaków", "Górali" i innych tego
typu etnicznych organizacji, które nie tylko, że nie jednoczą Polonii,
a dzielą na mniejsze niespójne grupki interesu i wręcz izolują od życia
w Kanadzie, Polonia powinna zapisywać się do organizacji politycznych i
społecznych Kanady. I działać tam z równym zapałem! A tak to np. w Brampton
i w Mississaudze, gdzie Polacy stanowią większość mieszkańców, w Parlamencie
reprezentują ich Hindusi! Kiedy wreszcie Polonia przestanie kisić się we
własnym sosie i zacznie żyć życiem własnego kraju - Kanady?
(---)
Od redakcji: No właśnie - kiedy? (J. Rosa)
***
Drogi Panie Jerzy, na kilka listów, tylko jeden jest w miarę
pozytywny. Dlaczego? A to dlatego, że pierwszym naturalnym odruchem nas,
Polaków, na jakąkolwiek inicjatywę, jest szukanie dziury w całym. Nas TYLKO
interesuje to, co jest negatywne, i staramy się te minusy wyolbrzymić do
tego stopnia, aby przypadkiem ktoś nie zauważył tych 99% plusów!
Moja skromna rada dla Waszego stowarzyszenia jest następująca,
rozwijajcie swoją działalność z myślą TYLKO o sobie, bez oglądania się
na innych, a wówczas Wasz sukces da przykład dla innych i powstanie, powiedzmy,
Klub Miłośników Koziej Wólki czy innego miasta. Szkoda, że mieszkam daleko
od Toronto, bo też kwalifikuję się (bez egzaminu) do Gorzowian i z pewnością
chciałbym być przyjętym do Waszego Towarzystwa.
Były Gorzowianin
Od redakcji: Dziękujemy za mądre rady, już teraz ma Pan honorowe
członkostwo w klubie "Gorzowiaków". (J. Rosa)
GONIEC NR 8/2006 (114)
(24
II 2 III 2006)
Szanowny Pan
Redaktor Andrzej Kumor
Szanowny Panie, od wielu lat jestem pod wrażeniem pańskich rzeczowych
i trafnych felietonów i artykułów, dlatego też pozwalam sobie na zwrócenie
się do Pana o odpowiedź na pytanie, na które nie mogę dostać odpowiedzi
nawet od adwokatów. Otóż idzie mi o przepisy precyzujące warunki czasowego
opuszczenia Kanady bez groźby utraty świadczeń emerytalnych i lekarskich
(OHIP). Konkretnie jak długo mogę jednorazowo przebywać poza Kanadą (w
Polsce) i jak długo muszę minimum przebywać w Kanadzie po powrocie przed
następnym wyjazdem?
Bardzo serdecznie proszę o odpowiedź listowną, gdyż pomimo że
staram się o czytanie każdego numeru "Gońca", obawiam się, że nie mogę
być w stanie dostać czasem tego numeru (mieszkam daleko od polskich centrów
handlowych).
Życzę Panu nieustających sukcesów zawodowych i osobistych, i
z góry dziękuję.
Wiesław Poleszczuk
PS Nadmieniam, że jestem obywatelem Kanady.
Od redakcji: Jeśli chodzi o ubezpieczenie medyczne OHIP, dana
osoba może przebywać poza Ontario do 6 miesięcy, by nie utracić świadczeń,
po utracie trzeba czekać 3 miesiące na ponowne przyznanie. W przypadku
emerytur, decyduje definicja stałego miejsca zamieszkania.
Niektórzy biskupi powinni
siedzieć cicho!
Powyższe przyszło mi do głowy po przeczytaniu w "Gońcu" ostatniego
z serii ataków na Radio Maryja i TV Trwam przez niektórych polskich duchownych.
Należą do nich m.in. abp Życiński, bp Pieronek, ks. Boniecki
(z "Tygodnika Powszechnego") i inni.
Jeżeli z jakichś powodów nie chcą pomagać PiS i Kaczyńskim, to
niech przynajmniej nie rzucają im kłód pod nogi i niech SIEDZĄ CICHO!
Zacytuję z pierwszej strony "Nasz Dziennik" 11-12 lutego 2006:
"Zatroskanym" o profil Radia Maryja życzę pomysłowości w stworzeniu
innych równie silnych mediów dla Polski - podkreśla ks. Tadeusz Zasepa
(koniec cytatu).
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Zgadza się, niech każdy robi to, co lubi!
Szanowny Panie Prezesie
20. Luty 2006
To nie był wywiad.
"Łatwiej jest żyć z geniuszem niż z idiotą" miała rzec słynna
włoska aktorka Giulietta Masina, a ja dodam od siebie "lepiej być naiwniakiem
niż uwierzyć w szczerość redaktora Kumora".
I co teraz panie Prezesie? Ostrzegałem! Nie zgodziłem się na
współudział w "wywiadzie". Redaktor, który zamieszcza paszkwile Szczary/Sołtysa
i który autoryzuje, aprobuje, zezwala, a nawet uwierzytelnia anonimowość
artykułów napadających na Kongres nie jest wart funta kłaków. Redaktorowi
"Gońca" nie tyle nie można ile wprost nie należy ufać. Nie można zawierzyć.
Ostrzegałem Panie Prezesie Sobocki. To nie był wywiad z prawowitym
prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej. To była utarczka starająca się
wmówić w Pana, że nie ma Pan racji na żadnym odcinku prezentowanych argumentów.
Ostrzegałem! Redaktorowi Kumorowi biegać nadal w krótkich majteczkach,
a nie sięgać po wywiad.
"Goniec" z towarzyszącym mu kolegą redaktora był zainteresowany
jedną jedyną sprawą; - a mianowicie - jak przekonać Pana, że Kumor wie
co mówi, a Panu zbierać stokrotki do fartuszka, lub motylki w siatkę łapać.
Kumor nie zadał Panu nawet jednego pytania co myśli pan o rozhuśtanej
antykongresowej kampanii przez anonimowy szmatławiec "Pręgierz" w którym
już całkiem nieanonimowo wygłaszał wcześniej swe poglądy Marek Malicki,
czy prezes SPK Andrzej Garlicki.
Nie próbował i nie starał się nawet przez moment wczuć się w
bezpodstawność kłamliwych zarzutów zaprezentowanych i ujętych na zjeździe
w tak wrogim tonie jak mógł to zrobić jedynie delegat ze stolicy Kanady.
To nie był wywiad drogi Prezesie, to szanowny redaktor swoim
zwyczajem siedział na tronie (nawyk wyniesiony z praktyki zwanej dopiskami
pod listami czytelników) i pouczał co winien Pan teraz zrobić. (cytuję:
uznał Pan decyzje Zjazdu i teraz winien Pan odejść)
To nie był wywiad. To był wykład na temat "gońcowych" poglądów.
Redaktora nie interesowała sprawa Statutu tak jak nie jest nim
i nigdy nie był nim zainteresowany dzisiejszy przewodniczący Rady KPK p.
Władysław Lizoń. Motor, a właściwie antymotor Rady w kongresowym systemie.
Skarykaturyzowanej przez niego samego do wymiarów ośmieszająco pogardliwych.
Rada KPK miała być autorytetem pogodnej dorady, gdy tymczasem stała się
(obawiam) tym co swego czasu Antoni Malatyński przezwał piątym kołem u
wozu, a wieloletni prezes Zarządu Głównego p. Jan Kaszuba żartobliwie przezwał
zbytecznym, niewydajnym i bezmlecznym "piątym cyckiem" u ryczącej krowy.
Miast pytań pan Kumor wygłasza własne teorie i obstaje niewzruszenie
przy swoim (cytuję: "podważa Pan legalność tego zgromadzenia").
Naczelny "Gońca" nie bierze pod uwagę wyjaśnień, że nielegalność
nie leżała w haśle zwołania, lecz metodzie i obłudnych sposobach jakim
się posłużono by zjazd z przygotowanymi oskarżeniami zaskoczeniowo zwołać.
Nie interesuje go fakt, że zjazd polega na zdaniu sprawozdań z działalności,
a nie w ataku na zarząd. Na zarząd nieprzygotowany zresztą i w istocie
rzeczy na takową napaść. Zarząd w pełni zaskoczony na sali mającej być
salą obrad. Salą dyskusji. Być może polemiki. Salą rzeczowych i twórczych
argumentów. Salą motywacji. Podłożem do rozwiązań międzyorganizacyjnych
konfliktów. Zakładam, że równie szybko poczuł się speszony napaściami przewodniczący
tego zjazdu. Wyglądał zresztą kompletnie wybity z pantałyku. W pełni spłoszony
nie potrafił opanować chaosu jaki zaistniał. Agresji wobec Pana oraz pandemonium
jakie towarzyszyło agresorom.
Redaktora Kumora nadal nie obchodzi istota rzeczy jaka leży u
podłoża sprowokowanego przez Radę konfliktu. Nie interesuje go nieuczciwość
i chućpa jaka spowodowała wymianę zamków w Domu Kongresu. Zarządzoną przez
Przewodniczącego Funduszu Millenium p. Malickiego. Ku chwale - zakładam
- tych którzy tzw. zjazd zwołali, a ewentualne obrady zamienili w stek
spreparowanych i naćpanych w kłamstwa oskarżeń. Wszystkie te oskarżenia
zbijam kolejno i nadal będę zbijał emailową pocztą.
Nie interesowała go nieprzewidziana w Statucie zmiana Komisji
Weryfikacyjnej w powołaną w przeddzień zjazdu (niestatutową) pięcioosobową
Komisję Skrutacyjną w skład której weszli ci wszyscy znani "z życzliwości"
dla ZGKPK. Mandatowo usposobieni w swej "przychylności" do strony uzbrojonej
we wniosek nieufności.
To nie był wywiad drogi Prezesie. To była próba wmówienia w Pana,
że (cytuję: "przegrał Pan głosowanie" - " stracił Pan wiarygodność" - "nadal
uważa się Pan za prezesa" - "nie przyjmuje do wiadomości decyzji zjazdu"
- "ale Panie Grzegorzu, to jest decyzja zjazdu" - Kumor powtarza kilkakrotnie
- "zmienił Pan siedzibę organizacji" - "nie jest w stanie Pan kontrolować
tej siedziby, którą miał Kongres" - et cetera et cetera).
Mówił mi Pan Prezesie, że proszono Pana o wywiad. Odmówiłem w
nim udziału. No i co? Co "Goniec" zrobił z tego wywiadu? Miast stawiać
istotne pytania dotyczące sytuacji i jak doszło do tego, że w chwili obecnej
prawowity i prawomocnie wybrany Zarząd Główny Kongresu został na siłę (choć
bezkarnie jak dotąd) usunięty - z miejsca ustabilizowanego przez dekady
urzędowania - przez ludzi pełnych uprzedzeń, ludzi złości, zawiści et cetera
et cetera ... redaktor "Gońca" skoncentrował się na pytaniach bardziej
identyfikujących się ze znaczeniami śledztwa czy inwigilacji. Nie zadowalały
go pańskie konkretne odpowiedzi na spekulatywne i podchwytliwe pytania
w których być może jakiś śmiałek dostrzegłby (ponowne być może) szczyptę
przychylności i trzeźwości w całościowej ocenie.
Nie interesowały go wyjaśnienia naprowadzające do istoty sensu
i całości sprawy. Wolał raczej - w sposób dochodzeniowy - wiercić i formować
kolejne pytania wokół jakiejś nieprawości i niepoprawności z pańskiej strony,
które dałyby mu satysfakcje w potwierdzeniu własnego uprzedzeniowego nastawienia
do istoty zagadnienia.
To nie był wywiad Szanowny Prezesie.
Zwiadowca bowiem z pozycji śledczego przechodzi z kolei na pozycję
prokuratora, oskarżyciela i orzeczeniodawcę.
Generalnie rzecz biorąc - sędzia Kumor powiada: cokolwiek by
Pan mówił szkodzi to wizerunkowi polskiego środowiska i interesom Kongresu.
Pięknie! Wspaniale i ma rację! Tylko dlaczego te pytanie nie
zostało skierowane do samego źródła zła. Czyż tak trudno w tym wszystkim
dostrzec prawdziwych rzeczoznawców zła w osobach twórców tego zła. Zdemaskowanych
w swych wypowiedziach na posiedzeniach Rady KPK. Wystarczyłoby zajrzeć
do dostępnych protokołów z posiedzeń członków Rady.
Dodaje z kolei: "sytuacja sparaliżowała prace Kongresu"... i
zaraz potem oświadcza prokuratorskim sposobem - "interes organizacji wymaga,
aby jedna strona ustąpiła".
Tego rodzaju stwierdzenie można jednak wybaczyć. Redaktor "Gońca"
nie musi znać Statutu. A Statut powiada "kadencja wybranego na Walnym Zjeździe
Zarządu trwa dwa lata. Od Walnego Zjazdu do Walnego Zjazdu".
Przykro mi Panie Grzegorzu. Niestety! To nie był wywiad!
Przykro mi również, że tak Pan, jak cały Zarząd Główny popełnił
trzy taktyczne błędy. Po pierwsze, że w ogóle wydał Pan zgodę na zwołanie
nikomu niepotrzebnego Nadzwyczajnego Zjazdu (nie mylić z Nadzwyczajnym
Walnym Zjazdem - zasadnicza różnica, której ani p. Lizoń, ani prezydium
Zjazdu nie dostrzegło względnie udawało, że nie dostrzega). Po drugie,
że nie przewidział Pan ilości niespodziewanych i odgórnie przygotowanych
oraz niczym nieudowodnionych zarzutów pod adresem ZGKPK, które delegat
ottawski wyciągał jak magik sztuczne króliki (w sumie 13) z popisowego
cylindra. I wreszcie po trzecie, że nikt nie przewidział aż tak wysoce
nieprzyzwoitego braku kultury w słowach wypowiedzi, a które Przewodniczący
Zjazdu w żaden sposób nie potrafił skontrolować. Te sprawy walny Zjazd
w Calgary z pewnościa ureguluje.
Co do wywiadu? Ambarasująca stronniczość.
Słynna włoska dziennikarka Orianna Fallaci ponoć powiedziała:
"wywiad dla mnie jest historią miłosną. Walką. Stosunkiem płciowym".
Ciekaw jestem, czym ten wywiad był dla Andrzeja Kumora.
Bohdan Ejbich
Członek ZGKPK
PS Mam szczerą nadzieję, że moje komentarze dotyczące wywiadu
redaktor "Gońca" zadecyduje opublikować. Niech inni też głos zabiorą. Powitam
każdą opinię i chętnie na nią odpowiem.
(List zamieszczamy w oryginalnej pisowni - red.)
Od redakcji: Szanowny Panie, wywiad z p. Sobockim został przeprowadzony
przeze mnie i przez p. Jerzego Rosę, nie wiem, dlaczego koncentruje się
Pan akurat na mojej osobie.
Pana argumenty ocenią sami Czytelnicy.
Poza tym, nie wiem, jak Pan, ale ja podchodzę do "stosunków
płciowych" w bardzo zachowawczy sposób i przeprowadzanie wywiadów nie zaspokaja
mnie seksualnie.
Legalny czy nielegalny Nadzwyczajny Zjazd KPK - uwagi do wywiadu
z byłym Prezesem Głównego Zarządu KPK, p. Sobockim (Goniec nr 7, 17-23
lutego 2006)
Najpierw pozwolę zacytować wypowiedzi p. Sobockiego dla jasności
zajętego przez Niego stanowiska:
1. "Walny Zjazd jest najwyższą władzą i tu mamy problem, czy
to był Walny Zjazd czy tylko nadzwyczajny".
2. Zgodnie ze statutem, są trzy możliwości zwołania nadzwyczajnego
zjazdu: 1. na wniosek 1/3 organizacji członkowskich; 2. na wniosek
Rady Kongresu i 3. na wniosek samego Zarządu Głównego. I w tym przypadku
jeśli Zarząd zwołuje to jest nadzwyczajny Walny Zjazd.
3. "Zarówno w czerwcu, jak i we wrześniu była bardzo gorąca dyskusja
na temat spraw statutowych i legalności zwołania zjazdu. Chodziło
o to, czy może być dyskutowany wniosek o wotum nieufności czy ocenę pracy
Zarządu".
4. "Miałem duży procent prawdopodobieństwa, że wynik będzie pozytywny
dla mnie, czyli że wotum nieufności nie przejdzie".
5. "Nie zgadzamy się na rezygnację. Nie ma żadnej rezygnacji,
to co się stało było podeptaniem statutu, my dalej jesteśmy Zarządem, który
ma funkcjonować".
A oto uwagi:
Ad. 1 i 2 Zgodnie ze statutem KPK par. 18A, władze Kongresu 1/
Walny Zjazd.
Par. 19 Walny Zjazd jest najwyższą władzą Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
Zwyczajny Walny Zjazd odbywa się co 2 lata. Miejsce i datę wyznacza
Zarząd Główny.
Par. 21 Nadzwyczajny walny zjazd (moje podkreślenie wielką
literą) winien być zwołany przez Zarząd Główny na żądanie: 1/3 członków
Kongresu reprezentujących co najmniej 1/3 ogólnej ilości mandatów biorących
udział w poprzednim Walnym Zjeździe lub na skutek uchwały Rady Kongresu.
W ważnych wypadkach Zarząd Główny zwołać może nadzwyczajny Walny
Zjazd z własnej inicjatywy.
Zatem zwołany Nadzwyczajny Zjazd był Walnym Zjazdem zwołanym
zgodnie ze statutem, zatem legalnym.
Proszę porównać postanowienia statutu z wypowiedzią p. Sobockiego.
Są bardzo istotne różnice. Jest tylko Walny Zjazd, ale zwoływany w trybie
zwyczajnym lub nadzwyczajnym.
Ad. 3.
Należy rozważyć, czy legalnie zwołany nadzwyczajny zjazd był
kompetentny dokonać oceny pracy Zarządu i poddać pod głosowanie wotum nieufności
dla Zarządu.
Moim zdaniem tak, bo par. 23.9. mówi: "Ostateczna decyzja we
wszystkich sprawach Kongresu".
Ad. 4 i 5
P. Sobocki liczył się z wygraną. I gdyby wygrał, to ten "nielegalny
nadzwyczajny zjazd" stałby się legalny. Bo "nielegalny zjazd" nie może
zalegalizować cokolwiek, a szczególnie wotum dla Zarządu. Ale przegrał,
to oczywiście podtrzymuje, że był "nielegalny".
Z poważaniem.
Romuald Wadziński
Mississauga
Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia
Szanowny Panie Redaktorze,
Z zainteresowaniem przyczytałem w Gońcu kuriozalny wywiad z byłym
prezesem ZG KPK G. Sobockim. Tymczasem, niedawno w The Globe and Mail w
sekcji "Thought du jour" zwrócił moją uwagę cytat, który warto przytoczyć
w tym miejscu, bo można go odnieść do wywiadu:
"Wiarygodność osoby prezentująca fakty jest bardziej istotna
niż same "fakty".
Bo należy zwrócić uwagę, że w większości przypadków, to co te
osoby uważają za "fakty" jest mocno podkoloryzowane przypuszczeniami
i założeniami."
A więc jaką wiarygodność prezentuje osoba, która przyznaje, że
na Nadzwyczajnym Walnym Zjeździe ustąpiła ze stanowiska, po czym uważa
swoją wypowiedź za nieważną. Jaką wiarygodność ma samozwańczy "przewodnik
stada", który już po ustąpieniu w liście do prezydenta RP Kaczyńskiego
pisze "w imieniu Polonii", kiedy tymczasem "stado" wybrało sobie nowego
przywódcę i żadna organizacja polonijna, żaden oddział KPK nie stoi za
nim.
Obnażone w wywiadzie rozumowanie byłego prezesa przypomina logikę
Kalego z "W pustyni i w puszczy". Prezes przyznaje, że zwołał Nadzwyczajny
Walny Zjazd na wniosek Rady dlatego, bo uważał, że kontroluje większość
głosów, które pozwolą mu przetrwać każdy niekorzystne dla niego wnioski
postawione z sali. Kiedy jednak wniosek w wotum nieufności przeszedł, to
w tym momencie uznał zjazd za nieważny.
Ale, czy naprawdę wynik głosowania jest istotny, czy też jaki
to zjazd? Nie. Istotny jest fakt dobrowolnego ustąpienia Sobockiego, które
miało miejsce na forum publicznym. I tego nie da się już odwrócić.
Warto wyjaśnić sprawę mandatów uprawniających do głosowania na
Walnym Zjeździe, które wg. Sobockiego było pogwałceniem Statutu. Po Walnym
Zjeździe w Vancouver podkreślano w polonijnej prasie liczne nieprawidłowości
w sposobie przyznania mandatów przez zarząd Sobockiego. Orzeczenie Komisji
Etyki Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie w sprawie mandatu Oddziału
SIP w London potwierdziło w sposób bezsporny ten fakt.
Wielu działaczy polonijnych uważało, że i tym razem dojdzie do
manipulacji mandatami, zwłaszcza, że za udzielanie mandatów odpowiedzialny
jest Zarząd Główny. W czasie ostatniego zjazdu na żądanie delegatów powołano
ad hoc komisję weryfikacyjną, która unieważniła 10 mandatów. Między innymi,
unieważniono mandat przyznany Zwązkowi Byłych Więźniów Politycznych, który
kilka miesięcy wcześniej powiadomił macierzysty oddział KPK o swoim rozwiązaniu;
ponadto unieważniono mandaty dwóm organizacjom inżynierskim z Oshawy i
Peterborough, które wcześniej dobrowolnie wystąpiły ze struktur SIP. Warto
w tym miejscu podkreślić, że Oddział SIP w Peterborough nie spełniał nawet
w 50 procentach statutowego wymogu minimalnej ilości członków (15 członków
na 1 mandat).
Czy komisja ujawniła wszystkie nieprawidłowości? W opinii działaczy,
z którymi rozmawiałem, wygląda, że nie. Protesty wzbudziły zwłaszcza 2
mandaty (na ogólną liczbę 3) przyznane rozwiązanym wcześniej dwóm oddziałom
Fundacji Dziedzictwa Polek.
W świetle tych faktów dwuznacznie brzmi wypowiedź byłego prezesa
o zjeździe, kiedy mówi: -"Zawsze sobie liczymy i przewidujemy, jaki będzie
wynik. Według tych obliczeń, przewidywaliśmy zwycięstwo.." (uderzające
jest zastosowanie formy "my"). W tym kontekscie, powołanie ad hoc komisji
weryfikacyjnej było jedyną gwarancją dla delegatów, że zjazd będzie wolny
od manipulacji i reprezentował rzeczywisty układ sił i poglądów Polonii.
Ubieranie się w togę obrońcy Statutu Kongresu przez człowieka,
który nieposiadając żadnych statutowych uprawnień rozwiązał Oddział KPK
w Sudbury, wyprosił z zebrania ZG przedstawicielki Związku Nauczycielstwa
Polskiego w Kanadzie przybyłe by objąć kierowanie Komisją Szkolną - zgodnie
z postanowieniami Walnego Zjazdu w Edmonton- czy też bezprawne wyrzucił
z Kongresu członków niezależnej Komisji Rewizyjnej, jest żenujące i obliczone
na nieznajomość statutu. Jak już wcześniej podkreślałem, twierdzenie Sobockiego,
że ostatni zjazd nie był Walnym Zjazdem, jest sprzeczne ze Statutem, który
stwierdza, że wszystkie zjazdy są walne, nawet te zwołane w trybie nadzwyczajnym.
Wywiad z G. Sobockim obnaża przerażający sposób myślenia byłego
prezesa, który wydaje się nie rozumieć swojej roli jako osoby publicznej.
Każda krytyka, nawet raport Komisji Rewizyjnej, to "atak", a przy tym wygodny
parawan, za który może się schować bez potrzeby wyjaśniania działaczom
i opinii publicznej.
Nie zgadzam się, że Sobocki pisząc swoje listy do polityków w
"imieniu Polonii" ośmiesza nas wszystkich. Nie, ośmiesza tylko siebie.
Być może warto stworzyć ku potomności Polonijną Izbę Hańby. I jeżeli się
tak stanie, to wiem na kogo oddam swój głos.
Z poważaniem
Stefan Danielski
Od redakcji: Cieszymy się, że nasz wywiad Pana poruszył.
***
Jestem czytelnikiem "Gońca" od pierwszego wydania. Nigdy nie
zabieralem glosu na waszych lamach, wychodzac z zalozenia ze sa ludzie
bardziej biegli w pisaniu.
Jednak po wywiadzie z p. Sobockim, postanowilem sie odezwac.
Dlaczego?
Po przeczytaniu tego wywiadu odnosze wrazenie ze albo p. Sobocki
ma problem z rzeczywista ocenataktow, albo czytelnikow Gonca traktuje jak
przedszkolakow.
Na pytanie redaktora "Kto zwolal nadzwyczajny zjazd Zarzadu?",
p. Sobocki odpowiada - cytuje jego wypowiedz: "Zgodnie ze statutem, sa
trzy mozliwosci zwolania nadzwyczajnego zjazdu:
1. na wniosek 1/3 organizacji czlonkowskich.
2. na wniosek Rady Kongresu
3. na wniosek samego Zarzadu Glownego
I w tym wypadku jesli Zarzad zwoluje zjazd, to jest Nadzwyczajny
Walny Zjazd.
Pytanie redaktora - w tym wypadku kto zwolal zjazd?
Odpowiedz p. Sobockiego - Wlasnie mowie ze na wnioski zawsze
zwoluje Zarzad Glowny. Nikt inny. Koniec, kropka.
Na wniosek Rady Kongresu, Z.G. KPK zwolal NADZWYCZAJNY WALNY
ZJAZD.
Sa to slowa p. Sobockiego
Jasne? Nie.
Poniewaz sa mniej wyrazne.
Podczas glosowania (zostawmy cyfry) wiekszoscia glosow zarzad
zostal odwolany.
P. Sobocki podziekowal swojemu zarzadowi I opuscil sale. Dla
wiekszosci zebranych sprawa byla jasna, ale nie dla p. Sobockiego.
Na stwierdzienie redaktora : " Ale p. Grzegorzu, to jest decyzja
zjazdu, czyli najwyzszej wladzy kongresu.
Odpowiedz p. Sobockiego: "Walny Zjazd jest najwyzsza wladza I tu mamy
problem czy byl to wanly zjazd czy tylko nadzwyczajny". Koniec cytatu.
Smiem przypuszczac, ze gdyby glosowanie bylo korzystne dla p.
Sobockiego to nie mial by problemu z okresleniem jaki byl to zjazd.
Mniej zorientowanych czytelnikow chcial bym poinformowac ze Walne
Zjazdy odbywaja sie co dwa lata. Pomiedzy Walnymi Zjazdami nie zwoluje
sie ani Walnych ani Nadzwyczajnych Zjazdow.
Jedynie w trzech wypadkach o ktorych wspomnial p. Sobocki ZG KPK ma
prawo zwolac zjazd ktory ma tylko jedna nazwe: NADZWYCZAJNY WALNY ZJAZD.
Dla mnie jest jasne ze Rada Kongresu do Walnego Zjazdu jest prawnym
przedstawicielem Kongresu
PS
Ciekawe co mial na mysli p. Sobocki mowiac "Musimy dotrwac do
pazdziernika". I kto bedzie zwolywal zjazd? Rada Kongresu czy p. Sobocki
ze swoim gabinetem cieni ? A moze beda dwa zjazdy I po Pazdzierniku bedziemy
mieli K.P.K bis?
T. Kluczynski - Oakville
Od redakcji: Czas pokaże, co będzie
Malowidło ścienne w "Starskym"
Wczoraj byłam w sztandarowym sklepie spożywczym "STARSKY" po
kilku tygodniach przerwy. Doznałam szoku, kiedy zobaczyłam malowidło na
ścianie w tym sklepie. Takiego kiczu dawno nie widziałam. Zastanawiam się,
dlaczego właściciele sklepu zlecają takie prace amatorom. Przecież są w
naszym środowisku artyści, których prace można znaleźć w wielu galeriach
w obrębie aglomeracji Toronto. To po pierwsze, a po drugie, to kto ten
"kicz" zaakceptował.
Z poważaniem Alina
Od redakcji: Szanowna Pani. szczerze mówiąc byłem w sklepie
Starsky a malowidło nie rzuciło mi się w oczy. Gusta bywają różne. W tej
dziedzinie szczęśliwie nie mamy jeszcze policji estetycznej.
GONIEC NR 7/2006 (113)
(17-23
lutego 2006)
Odpowiadam na list pana Sławomira Basiukiewicza z Mississaugi.
Szanowny panie, nigdy nie byłem wyrzucony z Rady Dyrektorów Credit
Union, ale zostałem usunięty ze swojego stanowiska, ponieważ dbałem o interes
Credit Union, jak również jej członków, byłem przeciwny wszelkiej korupcji,
jak również nielegalnej działalności tam panującej. Obowiązkiem dyrektora
jest informowanie władz zwierzchnich, czyli Ministerstwa Finansów, o różnych
nieprawidłowościach nie w formie donosów, jak pan pisze, ale w formie oficjalnej
z kopią listów dla członków Rady Dyrektorów. I tę formę informowania władz
zwierzchnich stosowałem, czy to się podobało reszcie, czy nie.
Mogę dzisiaj z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że różne informacje
były tuszowane w Ministerstwie Finansów, efektem tego jest w tej chwili
zakrojona na wielką skalę akcja władz kanadyjskich. Do akcji wkroczyły
agencje rządowe, sprawdzają, kto w Ministerstwie Finansów tuszował i za
ile. Zanosi się na duży skandal, jak również dojdzie do aresztowania wielu
osób. Nie można mówić o lenistwie pracowników Ministerstwa Finansów, ale
celowym bezczelnym tuszowaniu i ukrywaniu korupcji, o tym dowiemy się już
niedługo.
Co dotyczy Kongresu Polonii Kanadyjskiej, nigdy jego zwolennikiem
nie byłem, jako skarbnik Polonii Przyszłości i Gryfa Pomorskiego zawsze
się sprzeciwiałem przystąpieniu tych organizacji do Kongresu, ponieważ
Kongres uważałem za kupę dziadów i (...), karierowiczów i ludzi o dużej
manii wielkości.
(...)
Co dotyczy samej działalności Kongresu, jest więcej jak zła walk
frakcyjnych o władzę, pieniądze, społeczne tytuły, dyplomy, medale, którym
ja osobiście byłem zawsze przeciwny, albo robisz coś z serca, albo nie
rób wcale. Oskarżanie mnie o donosicielstwo z pana strony, panie Basiukiewicz,
jest chwytem poniżej pasa, nie muszę na nikogo donosić, ale zawsze używam
drogi oficjalnej, fakt, że jest to tak zwana droga ślimakowa, ale jak najbardziej
skuteczna.
Samo spotkanie w Centrum Kultury Jana Pawła II było chaotyczne,
nudne, dlatego, jak może pan zauważył, bardzo szybko opuściłem. I dalej
mnie to spotkanie tylko jeszcze bardziej utwierdziło w moim przekonaniu,
że Kongres to dziady (...).
Z poważaniem dla czytelników "Gońca" - były dyrektor Credit Union
Benedykt Gondek - Toronto
Od redakcji: Mamy nadzieję, że publikowane dziś opinie ostatecznie
zamkną kwestię omawianego posiedzenia.
Pompowanie gnoju trwa!
W Polsce w jednej z rozgłośni radiowych ukazał się wywiad z niejakim
profesorem Lewickim (http://www.rmf.pl/fakty/?temat=75)
Na końcu jest to, cytuję: "Warto pamiętać, że ta asymetria została
wywołana kilkanaście lat temu, nie wskutek żądań rządu amerykańskiego,
który absolutnie godzi się z faktem, że jego obywatele muszą mieć wizy
do tego czy innego kraju. To zostało spowodowane żądaniami Polonii amerykańskiej,
która posługując się w większości amerykańskimi paszportami, nie chciała
starać się o polskie wizy i płacić za nie, przyjeżdżając do ojczyzny. I
to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie" (koniec cytatu).
Jak dotychczas wszystkim od lat było wiadomo, że w roku bodajże
1991 obowiązek wizowy dla obywateli amerykańskich bez nacisku i jednostronnie
zniósł Lechu (ten, co ma "plusy nawet ujemne"). A tu proszę, odkrycie:
"...to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie".
Jak widać, pompowanie gnoju w polskie mózgi trwa nadal.
Z poważaniem
J.K.
Od redakcji: Zgadza się, Polska zniosła wizy jednostronnie
"w podzięce" dla USA. O Polonii nikt wtedy nie mówił.
Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się
ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach
której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi
korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając,
że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić
poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne
rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z
której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością
przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym
informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga
i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim
systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja
ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze
są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając
gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać
wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może
to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się
za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne
media katolickie.
Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym"
nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe
szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa
medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w
państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu,
że prawo ich nie obowiązuje.
Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a
przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd
i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy
tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i
skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony,
gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając
się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich
dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy,
nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec
Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich
i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani
przez innych, którzy uważają za złe łączenie księży z polityką, a
przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał
się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie
praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi,
nie pomyślą, że nie mają racji?
Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja
Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc: "cieszę się, że istnieje
takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy
przekreślić Jego wolę. Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest
w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć?
To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy
i nadziei.
Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że
tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania
wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za
tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Podzielamy zdanie.
Miła redakcjo "Gońca"!
Myślę, że wielu ludzi byłoby zadowolonych z przekazywania na
tej stronie ogłoszeń - ofert pracy. Co Wy na to? Z poważaniem
czytelniczka
Elżbieta
Od redakcji: Szanowna Pani, częściowo zgadzamy się i być może
zamieszczać będziemy część ogłoszeń.
Szanowny Panie Redaktorze!
Zapoznawszy się z polonijną gazetą "Goniec", pomimo że mieszkam
na drugim końcu Kanady, w Edmonton, Alberta, postanowiłam się zwrócić do
Pana Andrzeja z nadzieją, że zainteresuje Pana historycznie ważny dokument
wspominający mojego dziadka, Emila Fieldorfa.
Na pewnych stronach Internetu, jak na przykład w Google pod hasłem
"emil fieldorf nil", można zapoznać się z postacią generała. Ja załączam
opis i zdjęcia z najbardziej aktualnego wydarzenia, które odbyło się w
Warszawie-Rembertowie. Mamy już w Polsce Muzeum AK w Krakowie, szkołę w
Milanówku, ulicę w Warszawie i kilku innych miastach, a teraz rondo w Rembertowie
noszące imię gen. Emila Fieldorfa. Zamieszczenie w "Gońcu" wzmianki o uroczystości
w Rembertowie i przemówienie wygłoszone przez inicjatora tej sprawy, Pana
płk. Jana Pasternaka, Prezesa Zarządu Koła Kombatantów, byłoby formą zapoznania
rodaków zamieszkałych za granicą z historią Ojczyzny i jednocześnie podziękowaniem
dla tych, którzy działają w kierunku ujawniania spraw dotąd ukrywanych!
(...)
Pozdrawiam członków Redakcji,
Zofia Zarkadas
jzarkadas@shaw.ca
Od redakcji: Czujemy się zaszczyceni, że zwróciła się Pani
do nas.
Szanowny panie redaktorze,
Proszę o zamieszczenie w listach do redakcji mojego wyjaśnienia
na protest pana Mariusza Marko zamieszczony w poprzednim numerze "Gońca"
(tym razem bez skrótów).
Jakiś czas zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem uczestniczyć
w podtrzymywaniu tej "wrzawy medialnej" wokół usuniętego prezesa KPK pana
Sobockiego i jego spotkania w Mississaudze. Seria wydarzeń i publikacji
świadczy jednak, że nolens volens tak czy inaczej uczestniczę w tym wszystkim.
PRZEDE WSZYSTKIM CHCIAŁEM PRZEPROSIĆ PANA MARKO I PANIĄ ŁOBODZIŃSKĄ
ZA NIEZAMIERZONE UŻYCIE LICZBY MNOGIEJ W ODMIANIE PRZYMIOTNIKA WYRZUCONY.
Pisząc relacje ze spotkania p. Sobockiego, wymieniłem jego uczestników,
między innymi osoby przybyłe aż z tak daleka jak z London, a więc
180 km (oops 150-180 km) od Mississaugi.
Napisałem "Było kilka osób z Polonii Przyszłości - Bełz, Gettlich;
byli p. Marko, Łobodziński i Łobodzińska z London - wyrzuceni z okręgu
KPK".
Wyjaśniam, że nie jest to fałsz, jak pisze w swoim proteście
pan Marko, tylko niezamierzony błąd językowy wynikający z wymienienia kilku
osób przy jednoczesnym przytoczeniu wypowiedzi pana Łobodzińskiego.
Pan Łobodziński w swoim wystąpieniu SAM stwierdził, że "został wyrzucony
z KPK Okręg London".
Gwoli ścisłości, pan Łobodziński został wyrzucony z Zarządu Okręgu
KPK London, a nie z KPK, natomiast pan Marko sam podał się do dymisji jako
przewodniczący Oddziału London Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie
(bodajże w styczniu 2005) wkrótce po Walnym Zjeździe KPK w Vancouverze.
Obaj panowie zrezygnowali ostatnio z członkostwa w SIP.
TAK, ŻE PAN MARKO NA PEWNO NIE ZOSTAŁ WYRZUCONY. Za ten
błąd językowy jeszcze raz przepraszam.
W swojej relacji ze spotkania pana Sobockiego w Mississaudze
podałem praktycznie suche fakty.
Nie spodziewałem się tak ostrej reakcji. Suche fakty najwyraźniej
bardzo zirytowały respondentów.
Zaraz po ukazaniu się mojej relacji na mój voice mail nagrał
się pan Chronowski, grożąc skierowaniem sprawy do sądu. Za co? Otóż za
zniesławienie, bo jak twierdzi pan Chronowski, napisałem, że niegrzecznie
przerywał panu Rastoniowi, a tymczasem p. Chronowski wcale nie przerywał,
tylko starał się pana Rastonia uspokoić, a pan Raston sam wychodził i wracał
bez powodu. A to, wg p. Chronowskiego, jest nieprawdą, a więc jest
zniesławieniem. Dla mnie to dziwna formuła klubu dyskusyjnego, gdzie
uczestników spotkania chce się brać do sądu. Należy panu Chronowskiemu
pogratulować takiej nowej formuły "Klubu Dyskusyjnego".
Wytyka mi się błędy językowe, łapie się za słówka, zarzuca mi
się fałsz, kłamstwo, ekstremalną złośliwość, impertynencje, liczne listy
szkalujące uczciwych ludzi (napisałem jeden jedyny do "Gońca" i podałem
suche fakty).
Jedno mnie dziwi - brak jakiejkolwiek reakcji ze strony
uczestników spotkania na wystąpienie pani Piekarskiej. Nikt o tym nie wspomina.
Pani Piekarska w swoim wystąpieniu nie tyle mówiła - krzyczała
na całe gardło, "Nienawidzę Polaków", "Nienawidzę Polonii". W uzasadnieniu
podała, że kiedyś starała się o pożyczkę w Credit Union na uruchomienie
swojego biznesu Import -Export cukru i jej odmówiono!!! Ale sobie poradziła
!! Po latach odbiła się i, jak twierdzi, zarobi 60 mln. Powiedziała, że
da wszystko na gazetę "Gazeta"!!! Należy wierzyć, że uczucia pani Piekarskiej
zostały właściwie i nie bez przyczyny skierowane. Daru nie komentowano.
Na wystąpienie pani Piekarskiej nie zareagowali ani pan Sobocki,
pretendujący do jedynej i właściwej reprezentacji Polonii, ani pan Chronowski,
będący gospodarzem spotkania. Pani Piekarskiej ani nie przerywano, ani
jej nie uspokajano (tak jak panu Rastoniowi). Nie było również reakcji
ze strony pana Łobodzińskiego, reprezentanta, jak się dowiaduję,
Polskiego Stronnictwa Narodowego.
Nie było komentarzy na to wystąpienie ze strony obecnych na sali
przedstawicieli prasy i innych organizacji polonijnych.
Bardzo proszę o to, aby zanim ktokolwiek postawi mi jakikolwiek
zarzut, opisać i skomentować właśnie to wydarzenie, bo jego pominięcie
podważa rzetelność każdej wypowiedzi.
Kończę dedykacją wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
"Serwus Madonna"
Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie -
serwus, madonna.
To ty jesteś, przybrana w złociste kaczeńce,
kwiaty mego dzieciństwa, ty cicha i wonna -
że rosa brud obmyje z rąk, splatam ci wieńce -
serwus, madonna.
Nie gardź wiankiem poety, łotra i łobuza;
znają mnie redaktorzy, zna policja konna,
a tyś jest matka moja, kochanka i muza -
serwus, madonna.
Sławomir Basiukiewicz
Mississauga
Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia, mamy nadzieję, że to
zamknie sprawę tego spotkania.
***
Bardzo mnie cieszy, że Pan i wielu czytelników Pańskiego pisma
w ostatnim okresie porusza sprawy nieuczestniczenia naszych reprezentantów
w działalności życia politycznego Kanady. Ja również ubolewam nad tym,
choć moc moja w tej sprawie jest zerowa. Wielu ludzi rozpisuje się na temat
Kongresu Polonii, toczą się tam podobno walki, sam nie wiem o co, myślę,
że pozycje, które pozwolą tym ludziom być na salonach, zadzierać głowy
do góry, o wielkopaństwo, a może i o pieniądze. Jest to chyba nasza choroba
narodowa. Inni to widzą i się z nas śmieją, że będziemy i jesteśmy tą grupą,
która nie potrafi się zjednoczyć.
Bardzo często popieramy kandydatów z innych narodowości, bo to
szwagier tego lub tamtego, swego nie poprzemy, bo od razu idzie za tym
podejrzenie o to, że on się chce na nas tylko dorobić. Nie chcę tu urazić
Polonii powojennej, która w większości przyzwyczaiła się do Partii Liberalnej,
a tych nowych to nie zawsze akceptuje.
Mam pytanie do byłych polskich polityków, niezależnie od opcji
politycznej, którą reprezentowali. Dlaczego wtedy chętnie wyciągali ręce
do wszystkiego i wszystkich, by tylko ich popierać, a później nie pomyśleli,
by swoim doświadczeniem stworzyć jakieś kursy polityczne, jakieś lobby
dla młodych nowych kandydatów polskiego prawdziwego pochodzenia. Oni do
dzisiaj lubią być w salonach Konsulatu, w mediach, a nie naprawdę poświęcić
swój wolny czas dla nowych.
Cieszę się, że w jednym z artykułów pan Abramowicz wspomniał
nazwisko pana Wojtka Wojnarowicza. Ja pamiętam moje wczesne lata w Kanadzie,
jak z wielkim zainteresowaniem słuchałem w Radiu Polonia pana Wojtka. Byłem
z żoną na spotkaniu, gdzie jego kandydatura była oficjalnie podana z ramienia
Partii Konserwatywnej. Ja nie jestem politologiem ani żadnym magistrem,
ale zwykłym prostym Polakiem, który chce tu, w Kanadzie, jak i w Polsce,
by Polacy sami siebie uszanowali i wspierali nawzajem.
Moja ocena pana Wojtka Wojnarowicza jest taka, że jest to młody,
zdolny, wykształcony, bardzo dobrze mówiący po angielsku człowiek, któremu
można zaufać na scenie politycznej. Pierwszy raz mu się nie powiodło, nie
powinien się tym załamywać, a my wszyscy polscy krzykacze powinniśmy mu
w tym pomóc, by znów wrócił na scenę polityczną dla dobra nas wszystkich.
Może trzeba byłoby, jak ktoś kiedyś sugerował, poszukać takiego rejonu,
gdzie jest duże skupisko Polaków, gdzie miałby dużą szansę.
Ja osobiście głośnym głosem wołam: Panie Wojtku, niech się Pan
odezwie i podejmie znowu to polonijne wyzwanie. Proszę, by Pan sam od siebie
czytelnikom coś na ten temat powiedział. Z poważaniem
Jasiu
(Nazwisko i adres do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, zgadza się, polityk nie powinien
łatwo się zniechęcać.
APEL DZIAŁACZY SOLIDARNOŚCI, OSÓB PRZEŚLADOWANYCH POLITYCZNIE
I CZŁONKÓW AUSTRALIJSKO-POLSKIEGO TOWARZYSTWA HISTORYCZNEGO.
My niżej podpisani zgadzamy się z treściami artykułów Elżbiety
Szczepańskiej "Ujawnić prawdę" i "Australia wyspą agentów?", opublikowanych
na stronie internetowej www.wirtualnapolonia.com w dziale Australia na
przełomie listopada 2005 i stycznia 2006 i wyrażamy całkowite poparcie
dla podjęcia wszelkich działań zmierzających do wprowadzenia zmian w ustawie
lustracyjnej, tak by swoim zasięgiem objęła ona również środowisko Polonii
australijskiej.
Zwracamy się do Rządu RP, Sejmu i Senatu o poszerzenie katalogu
osób lustrowanych i objęciu ustawą:
* Pracowników służb dyplomatycznych: ambasadorów i konsulów,
* Osób zajmujących się handlem i inwestycjami gospodarczymi w
Australii,
* Pracowników instytucji naukowych i innych placówek pełniących
funkcje opiniotwórcze dla środowiska polonijnego,
* Pracowników zajmujących się promowaniem polskiej kultury,
* Osób pełniących wysokie funkcje społeczne w organizacjach polonijnych
i charytatywnych,
* Dziennikarzy polonijnych mediów (prasy, radia, telewizji).
Uważamy, że nazwiska wszystkich osób, które w sposób świadomy
i tajny prowadziły działania operacyjne wymierzone przeciwko Polakom mieszkającym
w Australii, powinny zostać opublikowane publicznie.
Marek Baterowicz - Sydney NSW
Wojciech Dublaszewski - Victoria
Jacek Klaś - Melbourne, Victoria
Ryszard Konikowski
- Melbourne, Victoria
Zofia Kwiatkowska-Dublaszewski - Victoria
Barbar Nawratowicz-Stuart - Perth Western, Australia
Grzegorz Ochnia
- Melbourne, Victoria
Grażyna Pławska
- Melbourne, Victoria
Adam Pławski
- Melbourne, Victoria
Renata Surowiecka
- Melbourne, Victoria
Monika Wiench
- Melbourne, Victoria
Od redakcji: Podpisujemy się, tylko może nie pod tzw. lustracją,
a prostym i jasno określonym publicznym otwarciem archiwów tajnych
- tak, aby każdy zainteresowany mógł sobie zobaczyć, co chce.
***
Ostatnie wydarzenia doprowadzają ludzi do skrętu wnętrzności.
Nawiązując do artykułów Pana Red. Kumora, chcę wtrącić swoje trzy grosze.
Mało tego, że ludzie atakują ludzi bez powodu, niesłusznie, i to ludzie
nawet z wielkimi autorytetami. Mało tego, wzięli się za atakowanie samego
Boga i wiary. Obrońcy tych wartości ludzkich próbują bronić tego, ale w
końcu stają się sami ofiarami. Karykatura Proroka Mahometa, profanacja
Matki Bożej Jasnogórskiej itp., jak wspomina Pan Kumor. Do tego ataki na
Radio Maryja. I to dziwne, że dzieje się prawie w jednym czasie, czyżby
zbieg okoliczności? Kto to robi? Odpowiedź chyba jest dziś prosta, to nie
tylko są ludzie niewierzący w Boga, ale to zacięci wrogowie Boga i porządku
moralnego w świecie. Jednym słowem, szatani rodem z piekła.
Jan Paweł II mówił: nie można potępiać żadnej religii, choćby
była niedoskonała, bo każda prowadzi do Boga. To wszystko co ci ludzie
robią niby w imię "wolności bez granic". Skoro tak ma być, to dlaczego
się karze i ciąga po sądach ludzi, którzy np. wypowiedzieli się, że w Holokauście
nie zginęło tylu ludzi, ile się podaje. Skazuje się ludzi, którzy robią
niewłaściwe napisy, wypowiedzi i publikacje (o ile są niewygodne dla niektórych).
Jeśli ma być wolność słowa, to wolność we wszystkim i dla wszystkich. I
tak np. po co się zwracać do Prezydenta na Pan czy Mer, można powiedzieć
H... Prezydent, lub do królowej P... Królowa. Jak wolność, to wolność.
Może będzie istny raj, bez obrazy, bez sądów, bez grzechu itp. I ten świat
wtedy można nazwać już "Sodoma i Gomora", nie ziemia-matka nasza.
Teraz z innej beczki. Co się dzieje, że na świecie teraz tworzy
się tylu terrorystów. Kiedyś byli, ale stosunkowo ich było bardzo mało,
może dziesiątki lub setki, a teraz mamy już nie tysiące, ale miliony. Np.
w Palestynie (Hamas) chyba ok. 6-7 mln, 65 proc., i to wygrali demokratyczne
wybory. W Iraku ponad 50 proc., ok. 20 mln. W Iranie ok. 90 proc. itp.,
i do tego wszędzie jeszcze ich przybywa. Wygląda na to, że już nie będzie
narodów, a tylko terroryści, chyba za wyjątkiem może jednego lub paru "narodów
uczciwych i poprawnych".
Jak zwykle co roku zbliża się chyba Koncert Pieśni Religijnych
przy kościele w Mississaudze. Zawsze dużo jest dobrych piosenek czy pieśni
i ich wykonawców, ale dużo jest piosenek banalnych. A przecież mamy tak
dużo dobrych piosenek i piosenkarzy w Polsce. I proponowałbym takiego piosenkarza
zaprosić jak np. ks. Stefan Ceberek, który tak ma piękne słowa i pięknie
śpiewa. Słuchając, niejeden by się wzruszył jego wykonaniem. Przykład jego
słów piosenki "Jeruzalem".
Jam ciebie wybrał wśród narodów stu
Jam cię wybawił z niewoli
Jam dał ci ziemię i mleko i miód
i przyjść do Siebie dozwolił
Gdybyś poznał w ten jasny czas dni które przyjdą na ciebie
Twych nieprzyjaciół co z całych sił powalą czołem na ziemię
Ref. Jeruzalem moje. Czy słyszysz płacz - to twoje dzieci znów
giną
Jeruzalem powiedz co z tą jest z Polską ojczyzną jedyną
Dziś ten sam widok te same łzy i wielka powódź zgorszenia
To Jezu lud twój odpłaca Ci za Twoje dzieło zbawienia.
Ludu mój wspomnij ten Pana płacz gdyś nie miał jeszcze imienia
Lecz czy podołasz wśród bólu zła poznać swój czas nawiedzenia.
Jeszcze co do polskiej sceny politycznej. Okazuje się, że koalicja
PO chciała współżyć z PiS-em, ale ona jako bez grzechu, jako "prawiczka"
nie mogła się zdecydować na współżycie z grzesznikami, a szczególnie z
latawcami i łajdakami.
S. Wójtowicz
Od redakcji : Dziękujemy za obszerny komentarz.
GONIEC NR 6/2006 (112)
(10-16
lutego 2006)
Szanowny Panie Redaktorze,
Jestem zdziwiony formą wypowiedzi Andrzeja Chronowskiego w jego
tekście "Kongres Polonii Kanadyjskiej, dyskusji ciąg dalszy". Wielka szkoda,
że p. Chronowski jest bardziej zainteresowany moim życiorysem, a nie moimi
argumentami.
Opierając się na niesprawdzonych informacjach na mój temat, mogę
się domyślać, że autor wie, że dzwonią, tylko nie wie, w którym kościele.
Na łamach "Gońca" pragnę zaznaczyć, że nie jestem działaczem i nigdy się
za takiego nie przedstawiałem. Ponadto nie specjalizuję się w "pływaniu
na statkach", bo statek to moje miejsce pracy, bez względu czy pływa, czy
jest przy nadbrzeżu, odstawiony do rezerwy, czy znajduje się w suchym doku
w stoczni. Natomiast w czym się specjalizuję, może pan Chronowski
znaleźć w Internecie.
Polecam gorąco panu Chronowskiemu zapoznanie się z niewielką
książeczką autorstwa Artura Schopenhauera pt. "Erystyka czyli sztuka prowadzenia
sporów", w której podano metody, jak właśnie NIE prowadzić dyskusji. Być
może pozwoli to panu Chronowskiemu uniknąć:
a. odwoływania się do autorytetów (argumentum ad veracundiam),
kiedy powołuje się na opinię prawną osoby, która w Internecie podkreśla,
że specjalizuje się w "personal injuries";
b. przenoszenia dyskusji na płaszczyznę osobistą (argumentów
ad hominem), kiedy podkreśla, że "specjalizuję się w pływaniu na statkach
i autorytatywnie wypowiadam się na temat statutów", czy pisanie o moim
(?) "sztandarowym konflikcie", który nie ma nic wspólnego z tematem. Jest
natomiast przyznaniem się do braku argumentów.
Pragnę zwrócić uwagę na nielogiczność wywodu, kiedy autor zaznacza,
że p. Raston zarzuca p. Sobockiemu ingerowanie w sprawy Związku Ziem Wschodnich,
po czym sam stwierdza, że konflikt w łonie tej organizacji był podsycany
przez samych działaczy KPK, włącznie z Zarządem Głównym, i powinien być
rozwiązany przez Komisję do spraw Spornych. Pragnę podkreślić, że dyskusja
na temat "usunięcia" p. Sobockiego jest jałowa i bezcelowa, gdyż tak jak
zaznaczył redaktor Woronicz w Pręgierzu oraz przewodniczący Rady W. Lizoń,
Sobocki sam ustąpił ze swojej funkcji po otrzymaniu wotum nieufności, i
odbyło się to na forum publicznym w obecności delegatów wszystkich organizacji
polonijnych. I tu sprawa i cała dyskusja się zamyka.
Z poważaniem
Stefan Danielski
Od redakcji: Dziękujemy za przejrzystą wypowiedź. Również chcielibyśmy
zamknąć dyskusję na ten temat na naszych łamach.
Był nie był
Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" i czytając ostatnie listy
z poczty "Gońca", z kilkoma sprawami nie mogę się zgodzić. Czy w Radiu
Maryja większa część powinna zawierać politykę albo wypowiedzi polityków
czy sprawy religijne? Czy w Radiu Maryja powinno się krytykować Orkiestrę
Świąteczną p. Owsiaka? Wszyscy wiemy, na co idą zebrane pieniądze i jak
są rozliczane. Na stadionach piłkarskich przy dużo mniejszej publiczności
nie da się upilnować wszystkiego, nawet giną ludzie, ale tego Radio Maryja
nie mówi, bo tu się nie zbiera pieniędzy. Co by było, jakby orkiestra się
nie rozliczała tak jak Radio Maryja, nie byłoby czasu na nic, jedynie przeżegnanie
się.
Sprawa p. Wałęsy, agent czy nie agent, kto to wie. P. Wałęsa
przez 9 lat podawał nogę p. Kwaśniewskiemu, wyzywał na komunistów
i nikt nie wskazał na niego, że był. Czy to nie dziwi nikogo? Z drugiej
strony, p. Wałęsa nie był sam, nawet w dzisiejszym rządzie jest kilka
osób i też jest cicho. Tylko p. Wyszkowski w sądzie robi, co może, ma dowody,
ludzie żyją, co to widzieli i słyszeli, i nikt nie chce zeznawać.
P. Gwiazda i p. Walentynowicz przyszli do sądu jak do kina, a
nie jako świadkowie, i to państwa nie dziwi, bo mnie tak, ale piszecie.
Jeżeli chodzi o sprawy Polonii i te ciągłe kłótnie, to według
mnie nigdy się nie zmieni, dopóki będzie urzędował Pan przy 215 Roncesvalles.
Człowiek, który ogłosił bankructwo na 3,5 mln, musi bardzo kochać Polonię,
skoro nie zrezygnował z tak niedochodowego biznesu, nie do wiary. Zresztą
ten pan ciągle się chwali, że biznes idzie dobrze (...).
Jeżeli kogoś obraziłem, to przepraszam, bo w niektórych sprawach
myślę odmiennie. Głosowałem na PiS i p. Kaczyńskiego. Słucham Radia Maryja
wraz z rodziną i popieram prawie w 100 proc., ale też troszeczkę mnie niepokoi.
Stefan Nowak
PS Panie Andrzeju, dziś zapadł wyrok skazujący p. Wyszkowskiego.
Jak wiemy, sądy są niezawisłe (powinny być), komuna nie udowodniła p. Wałęsie,
mimo że z kilkoma swoimi to zrobiła, nawet siedzą. Teraz rządzi PiS i rękę
nad sprawiedliwością trzyma p. Ziobro i też p. Wałęsa czysty. Czy to nie
dziwne, że z 38 mln Polaków p. Wyszkowski nie może znaleźć świadka lub
poparcia? Proszę mi powiedzieć, po czyjej stronie prawda, bo to widać na
wagę i ilość. Pani Walentynowicz i p. Gwiazda wypowiadają się o Wałęsie
tak, żeby nie odpowiadać w sądzie, ale trochę zaszkodzić. Ja to tak odbieram,
bo razem z Wałęsą kiedyś nie mogli rządzić i cały ten problem jest chyba
w tym. P. Wyszkowski plus 2 osoby? Przeciw 38 mln. Czy to coś mówi komu
wiara. Liczę, że pan to wyjaśni lub czytelnicy, liczę na p. Krawczyńską,
i p. Pietrasa.
Od redakcji: Wie Pan, cały problem jest jednak chyba
w czym innym. Pokrótce odpowiadam: Radio Maryja spełnia bardzo ważną rolę
społeczną. Gdyby polskie media były polskie, w Radiu Maryja można byłoby
się tylko modłić, ponieważ tak nie jest, bardzo dobrze się stało, że mamy
Radio Maryja.
Złośliwostki pominę.
Co do reszty wątpliwości, cóż, zachęcamy do czytania "Gońca",
znajdzie Pan w nim odpowiedzi.
Panie Jurku, Panie Andrzeju,
Dzisiaj odbyło się pierwsze zebranie powyborcze zespołu wyborczego
Jima Flaherty'ego w Whitby. Podsumowaliśmy całą kampanię wyborczą, wyciągając
wnioski na przyszłość. Moja żona wręczyła Jimowi Waszą gazetę "Goniec" z
relacją ze spotkania z Harperem w Gen. Sikorski Hall w Oshawie. Jim był
bardzo mile zaskoczony. Zabrał do domu, weźmie do Ottawy.
Powiedział nam przy okazji, że rozmawiał z Harperem i nasz nowy
premier stwierdził, że było to najlepsze spotkanie wyborcze w całej kampanii.
To miłe.
Z mojej strony zwróciłem uwagę na wygraną liberałów po zachodniej
stronie Toronto, cytując Pańskie stwierdzenia dotyczące grup etnicznych,
a w szczególności wybrania posła arabskiego pochodzenia. Podkreśliłem,
że konserwatyści powinni bliżej współpracować z grupami etnicznymi. Jim
słuchał uważnie, na pewno przedyskutuje to w Ottawie.
Z pozdrowieniami zasyłam Wam Jima zdjęcie.
Krzysiek Kluczewski
PS Na pewno poinformuję Was o następnych imprezach w naszym rejonie.
Od redakcji: Dziękujemy za list, przy okazji gratulujemy panu
Flaherty'emu teki ministra finansów.
Szanowna Redakcjo!
Na początku chciałbym Was gorąco i serdecznie pozdrowić z Polski.
Dowiedziałem się o Waszym istnieniu przypadkiem od kolegi.
Mam szczególną dla siebie sprawę i wydaje mi się, że mogę się
z tym do Was zwrócić.
Pomyślałem, że może się tak zdarzyć, że któryś z rodaków, pomimo
stałego zajęcia tam, za granicą, tęskni i chce wrócić do kraju, ale ma
przy tym obawy, co będzie tutaj robił i jak się odnajdzie w starym (w sumie
- nowym) otoczeniu.
Ja natomiast, mam do sprzedania tutaj, w Polsce, czynny zakład
produkcyjny (biznes). Mógłbym takiej osobie, która chciałaby go ode mnie
kupić, pomóc zaadaptować się w tutejszym środowisku. Mówiąc prościej, wprowadzić
ją w biznes i środowisko.
Jest to moje jakieś wewnętrzne przekonanie, że to dobry pomysł,
ogłosić się też do Polaków za granicą.
Ale najpierw chciałbym się zapytać, co Wy o tym myślicie?
Czy dobrym pomysłem byłoby zamieszczenie u Was ogłoszenia?Jeżeli
tak, to jak mogę to zrobić?
Ewentualnie do kogo jeszcze mógłbym się z tym zwrócić? Jakie
informacje w ogłoszeniu są konieczne, a jakie istotne dla Polonii?...
Byłbym wielce zobowiązany za pomoc i wszelkie informacje w temacie.
W oczekiwaniu na odpowiedź gorąco pozdrawiam
Piotr
piotr.waz@poczta.onet.pl
Od redakcji: Może ktoś się zainteresuje - zachęcamy.
Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się
ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach
której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi
korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając,
że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić
poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne
rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z
której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością
przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym
informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga
i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim
systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja
ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze
są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając
gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać
wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może
to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się
za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne
media katolickie.
Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym"
nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe
szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa
medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w
państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu,
że prawo ich nie obowiązuje.
Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a
przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd
i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy
tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i
skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony,
gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając
się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich
dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy,
nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec
Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich
i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani
przez innych, którzy uważają za złe łączenie księży z polityką, a
przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał
się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie
praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi,
nie pomyślą, że nie mają racji?
Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja
Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc, "cieszę się, że istnieje
takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy
przekreślić Jego wolę? Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest
w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć?
To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy
i nadziei.
Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że
tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania
wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za
tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Dziękujemy za jak zwykle interesującą wypowiedź.
Sprawa ceny ziemi w Kanadzie oraz nawyków komunistycznych
Polaków
Szkoda, że pan Stefan Caputa nie zacytował większych fragmentów
mojego listu, w którym podałem przykłady marnotrawstwa dobrej ziemi rolniczej
i o dużych walorach urbanistycznych, w okresie panującego w Polsce komunizmu
oraz obecnie w Gdańsku.
Panu Capucie radziłbym przyjechać do Polski. Będąc obywatelem
polskim, mógłby tanio kupić ziemię i uzyskać spore odpisy podatkowe, a
przy dużych areałach dopłaty z Unii Europejskiej.
Warto zastanowić się nad tym, dlaczego Kanada jest krajem bogatym,
a Polska biednym, mimo posiadania wielu bogactw naturalnych i klimatu podobnego
do Kanady?
Panie Caputa, był w Polsce czas, kiedy sekretarze partyjni niemal
wszystko regulowali w imię sprawiedliwości społecznej. Czym to się skończyło,
wszyscy żyjący w Polsce wiedzą, a ja, mając sporo ponad 70 lat, doświadczyłem
tych walk na własnej skórze, przechodząc pod koniec 81 roku przez dość
długą ścieżkę zdrowia.
Pamiętam też zasady prawdziwej ekonomii, bo miałem szczęście
słuchać na początku studiów na Uniwersytecie Warszawskim podstaw ekonomii
kapitalistycznej. Wiem, jak działa podaż i popyt na ceny!
Przy okazji chciałbym się odnieść do innej sprawy, często poruszanej
obecnie, a związanej z wyborami parlamentarnymi. Znamienne jest niewielkie
uczestnictwo w tych wyborach Polaków w kraju oraz polonusów w Kanadzie.
We wspomnianym liście poruszałem też sprawę zawiści i zazdrości
Polaków, która w znacznym stopniu nie pozwala wyłonić odpowiedniego kandydata
polonijnego do parlamentu Kanady. Ciągłe rozruchy w Kongresie Polonii Kanadyjskiej
są chyba tego przykładem.
Proszę zwrócić uwagę na wrzawę wokół mniejszościowego rządu polskiego
i dość spokojne przyjęcie do wiadomości panowania byłego i tworzenia nowego
rządu mniejszościowego w Kanadzie.
Z poważaniem
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk
PS Trudno przewidzieć, kiedy pouczające felietony Andrzeja Kumora
przestaną być wołaniem o pomoc gołego na pustyni. Polonusi nie czytają
polonijnych gazet, chociaż większość z nich jest darmowa.
Od redakcji: ...
Parę słów na temat dyskusji
w TV "Z ukosa"
Panie Redaktorze
W wieczornym programie 4 lutego rozpaliła się gorąca dyskusja
na temat łamania praw konstytucyjnych w Polsce przez rząd PiS-u. Przed
dyskusją nikt z partycypantów nie odważył się lub nie chciał naświetlić
prawdziwej sytuacji w Polsce.
W Polsce sformował się pierwszy mniejszościowy niekomunistyczny
rząd od czasu II wojny światowej. Poprzednie rządy, włączając również rząd
prez. Wałęsy, były rządami wciśniętymi w gar postkomunistycznego systemu.
Rządy te były konieczne i potrzebne dla olbrzymiej masy techno-biurokratycznej
pozostałości po ustępującym w wolnym procesie komunizmie. Okaleczony i
obałamucony Naród był odsunięty na boczny tor (był i jest jeszcze nadal),
jest tylko podmiotem manewrowania. Ludzie z tej klasy to resztki komunistycznego
systemu odpowiedzialni za masowe finansowe nadużycia we własnym kraju oraz
morderstwa własnego Narodu. Tej techno-biurokratycznej klasie, obecnie
wiszącej na nitce nad przepaścią, nie zależy na Narodzie, nie chodzi o
dobro Ojczyzny, im zależy na ocaleniu własnego bycia. Oni boją się, by
Naród dobrze poinformowany nie żądał Bastylii w fizycznym, czy też moralnym
pojęciu. Jest to walka na śmierć i życie "jako tako być lub podochnąć".
Cenzura, jaką zastosował PiS do reszty korespondentów, może być
usprawiedliwiona, zważając fakt, że byli to ludzie ściśle związani z ciągle
potężną jeszcze opozycją - tym groźniejszą, że rozsypaną w poszczególnych
partiach.
Sytuacja jest groźna, jest nawet bardzo groźna dla mniejszościowego
rządu. Łamanie prawa wobec rozsianej opozycji jest w interesie Narodu -
powtarzam W INTERESIE NARODU. Prawa muszą chronić Naród, a nie pupków z
pozostałego systemu.
Wyczuwamy to tutaj na obczyźnie, a co dopiero tam w kraju, w
garnku pełnym jeszcze komunistycznych szerszeni. Hańba dla was towarzysze,
jeśli nie chcecie tego dostrzec - świadczy to o waszej przynależności.
Przytaczam słowa prof. Bromke piszącego do "Związkowca", który przez wiele
dekad temperował prokomunistyczny światopogląd na jego łamach.
W angielskim wydaniu "Poland last decade" str. 185 "Most of the
Poles wish General Jaruzelski well. As a professional soldier who in the
past has shield away from politics and because of his modest demeanor the
new Premier enjoys widespread popularity. Many Poles also believe that
his regime may be the last chance for the century. It is passable then,
that given time the Jaruzelski government will succeed in calming down
emotion and will gradually lead Poland out of the present crisis". Były
to przewidywania prof. A. Bromke, które się nie sprawdziły. Jaruzelski,
zanim oddał władzę, bestialsko wymordował śmietankę swego Narodu - lepiej
nie mógłby zrobić tego ZSRR.
Dziś szumią jeszcze resztki prokomunistycznych sympatyków. Osobiście
wierzę, że nowy rząd w Polsce ustabilizuje się, zdobędzie większość w parlamencie
i pozbiera brudne szumy z powierzchni politycznego rosołu.
PS Drażni mnie szata graficzna telewizji "Z ukosa", która
śmie ukrywać się za postacią naszego papieża Jana Pawła II, kiedy
osoba Jego jeszcze za życia rażąco została zlekceważona powiedzeniem: "...ech,
ten święty człowiek...". Jest to czysto komunistyczny sposób, który zakłada,
że: "wróg za życia, groźny po śmierci - stanie się naszym bohaterem".
Drażni mnie także, że ludzie z tej beczki szukają miejsca na
łamach "Gońca", oczywiście pod osłoną Marii Curie-Skłodowskiej. Świadczy
to o tym, że nielubiany niegdyś "Goniec" wzrasta w potęgę, a więc
warto go penetrować.
Tadeusz Chrobak
Od redakcji: Szanowny Panie, z krytyką powinien się Pan zwrócić
do twórców programu, nie za bardzo też wiemy, o jakiej penetracji Pan mówi...
Medialny lament
W ub. tygodniu w polskojęzycznych mediach nastąpił medialny lament
po podpisaniu paktu stabilizacyjnego przez trzy sejmowe ugrupowania. Okoliczności
podpisania paktu wywołały histerię u poprawnych politycznie, którzy się
nie spodziewali, że zabraknie dla nich zaproszeń na tę uroczystość. Wielkie
zdziwienie i zgorszenie, że to ksiądz jako pracownik TV Trwam jako pierwszy
relacjonował podpisanie paktu, który leży na sercu również kapłanom i wierzącym,
bo jest nadzieja na odnowę moralną Narodu Polskiego. Gdy TV Trwam
i Radio Maryja były dyskryminowane to było OK, natomiast gdy sytuacja się
odwróciła, to zajście to okrzyknięto wielkim skandalem w mediach publicznych
manipulatorów.
Media mają obiektywnie informować społeczeństwo, a jeśli nie
chcą lub nie potrafią tego robić, to niech skrobią ziemniaki, myją gary
lub macają kury, bo większość społeczeństwa ma już dość manipulacji, kłamstwa
i politycznej poprawności. Dobrze się stało, że wylano im kubeł zimnej
wody jako ostrzeżenie. Kiedy nabiorą szacunku do prawdy i społeczeństwa,
wtedy nikt im nie będzie zamykał drzwi przed nosem. Wolność słowa to wielki
dar dla tych, którzy kształtują opinie w społeczeństwie. Wolność słowa
nie może służyć destrukcji i anarchii.
Ks. biskup Stefanek - przew. kom. ds. rodziny Episkopatu Polski,
w swoim felietonie przedstawił analogię śląskiej tragedii z obecną sytuacją
Polski. Powiedział, że pod naporem propagandy rodem z PRL-u wali się dach
nad Polską. Polskę przygniatają różne konstrukcje partyjne, esbeckie i
propagandowe. Myślę, że potrzebny jest "ciężki sprzęt" i dobry koordynator
różnych służb, aby uprzątnąć rumowisko o nazwie Republika kolesiów.
Odpryski tego medialnego lamentu mogłem zobaczyć w sobotnim programie
"Z ukosa". Producent programu jest przesiąknięty poprawnością polityczną
nie od dziś, czemu daje wyraz w swoich komentarzach. A zaproszony redaktor
naczelny "Związkowca" wypadł bardzo blado na tle p. Niemczyka. Wypowiedzi
p. Stolarczyka były żenujące. Przykro mi, ale taka jest moja ocena jako
czytelnika i widza. Po tym występie chyba znów ubędzie czytelników.
Panu Stolarczykowi chciałbym poradzić, aby ze swoimi poglądami
pojechał do Chicago na spotkanie Prez. RP L. Kaczyńskiego z Polonią amerykańską
i tam przedstawił swoje poglądy. Ciekawe, z jakim skutkiem ,bo Polonia
w Chicago nie jest tak cierpliwa jak ta w Toronto.
Wielomiesięczna nagonka medialna na braci Kaczyńskich, PiS, RM
i TV Trwam to przejaw urazu powyborczego. Najbardziej destrukcyjna partia
w dzisiejszej Polsce, czyli PO, nie może się pogodzić z porażką wyborczą.
PO, tak bardzo sobie wmówiła, że tylko ona może rządzić, więc utworzyła
gabinet cieni, aby władzy nie utracić. Jej przywódca odmówił objęcia drugiego
stanowiska w państwie, odmówił utworzenia koalicji z PiS-em i wejścia do
rządu K. Marcinkiewicza. Pozostała mu jeszcze fucha po Wachowskim,
czyli rola kapciowego u Prez. L. Kaczyńskiego, aby mógł się trochę oswoić
z funkcją i siedzibą Prez. RP. Podpisanie paktu stabilizacyjnego przelało
kielich goryczy. Jeśli ten pakt zostanie zrealizowany, to dojdzie do częściowej
naprawy RP. Niektórzy politycy i związani z nimi tzw. biznesmeni znikną
ze sceny. Ja rozumiem ich strach przed IV RP, bo dla wielu ich życie może
się toczyć po drugiej stronie więziennych krat. Te ujawnione afery to dopiero
przedwiośnie, a na pełne lato trzeba trochę poczekać. Lustracja agenturalna
nabiera rumieńców, a i ta majątkowa też zacznie kiełkować. Urząd Antykorupcyjny
już powstał. WSI tracą swoją siłę i zostaną rozwiązane. Zdaję sobie sprawę,
że przed rządem K. Marcinkiewicza jest długa i wyboista droga, ale przy
wsparciu polskiego społeczeństwa można ją przebyć i rozpocząć nowy rozdział
w historii Polski pt. IV Rzeczpospolita.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Nowy rozdział już się rozpoczął.
GONIEC NR 5/2006 (111)
(3-9
lutego 2006)
"Polityką się nie zajmuję...?"
Wielu ludzi twierdzi, że nie ma czasu, bo politycy to oszuści,
krętacze i wszystko najgorsze czego po nich można się spodziewać.
A ja twierdzę, że właśnie dlatego, że się polityką nie zajmujesz,
to politycy są takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi powinni być. Pamiętaj,
że jeśli ty nie zajmiesz się polityką, to polityka zajmie się tobą i butem
z napisem na zelówce Liberalizm, Socjalizm, Komunizm nadepnie ci na gardło
i zadusi.
Jak rozumiem "zajmować się polityką"?
Niekoniecznie trzeba należeć do jakiejś partii, chociaż dla ludzi
w średnim wieku byłoby to wskazane. Rozumiem to jako pokojowe protesty
poprzez telefony, e-maile, listy pisane do radnych, do posłów prowincjonalnych
i federalnych, udział w spotkaniach przedwyborczych, manifestacjach religijno-narodowych
itp.
Jako emeryt, mam więcej czasu od ludzi pracujących i mogę czytać
w Internecie, ile tylko chcę. Zauważyłem, że uczeni Kościoła zaliczają
liberalizm do ideologii grzesznych, takich jak komunizm. Nie wiedzą o tym
P. Martin i jego poprzednik J. Chretien i podają się za katolików. Tak
samo za katoliczkę uważała się posłanka Paddy Torsney, której przypomniałem
o tym przed głosowaniem w sprawie uznania małżeństw
homoseksualnych. Liberałowie kreują niczym nieograniczonego człowieka,
który może robić, co chce. Wolność niczym nieograniczona to anarchia. Dla
nas, wychowanych na ideologii Dekalogu, wolność to boskie rozdarcie między
dobrem a złem z możliwością wyboru jednego albo drugiego.
Bardzo dobrze spisali się polscy weterani z Oshawy, zapraszając
lidera Partii Konserwatywnej na spotkanie, a pan Rosa, opisując to, nadał
trafny tytuł Harper = NADZIEJA.
I ja również zrobiłem coś w tej sprawie, aby zwyciężyli
konserwatyści.
W środę, 18 stycznia br., zaprosiłem na spotkanie w moim klubie
seniora kandydata na posła z Partii Konserwatywnej pana Mike'a Wallece'a.
Mike W. Ucieszył się wielce i przyszedł na spotkanie z kupą ulotek.
Zanim go przedstawiłem zebranym członkom, rozmawialiśmy chwilę. Pokazałem
mu ulotkę taką samą jak on przyniósł i poprosiłem, aby mówił do zebranych
na temat: "Cleaning up Government", bo bardzo mi się podoba konserwatywny
Accountability Act.
Podatki to my musimy płacić bez względu na to, kto rządzi, ale
jeśli rząd rozrzuca pieniądze na jakieś promocje, na chorągiewki i inne
bzdury, to podatki będą ciągle wzrastały. Mike Wallece powiedział: "If
we ever want to restore confidence in our government it must start with
accountability".
Trudno nam, emerytom, kandydować na posłów, bo już nie to zdrowie,
ale co zrobiła emigracja solidarnościowa, ta najlepiej wykształcona? Ich
interesuje tylko "kasa" i każdy by zakładał swoją gazetę, mimo że tych
gazet jest stanowczo za dużo.
Kończę, bo nie wierzę, bym tym pisaniem cokolwiek mógł zmienić.
Stefan Szumnarski Burlington
Od redakcji: Panie Stefanie, pisanie zmienia świat! Gdyby tak
nie było, nie mielibyśmy tyle "pisanych" kłamstw dookoła i tyle ideologicznych
szaleństw rodem z XX wieku. Dziękujemy za list.
Odpowiedź na artykuł Harper = nadzieja
Chciałbym Panu Jerzemu Rosie podziękować za świetną relację z
wiecu przedwyborczego Harpera w Oshawie. Uważam, że wreszcie Polonia dała
się zauważyć w oczach nowego lidera kraju.
I to było moim głównym celem, wybierając miejsce spotkania elektoratu
z liderem Partii Konserwatywnej w moim okręgu wyborczym Whitby-Oshawa.
Całkowicie zgadzam się z opinią "Gońca", że jako duża grupa etniczna
w Ontario i w Kanadzie, powinniśmy mieć większy wpływ na politykę tego
kraju.
W tej chwili wpływ ten jest znikomy. Mamy olbrzymią liczbę lokalnych
działaczy, a nie możemy wybrać chociaż jednego na szczeblu kraju. Zachodnia
część GTO została opanowana przez liberałów.
Uważam, że Polacy powinni dogadać się z innymi grupami etnicznymi,
np. Z Ukraińcami, i wybrać swojego kandydata, który będzie reprezentował
nasze interesy w parlamencie federalnym.
Jeśli nie możemy wybrać swojego kandydata, poprzyjmy wyraźnie
kogoś, kto nas będzie reprezentował. Poprzyjmy, znaczy nie tylko głosujmy,
ale działajmy w jego/jej kampanii wyborczej.
Kandydatom zależy na głosach, jeśli aktywnie ich poprzemy, będą
się z nami liczyć.
Powinniśmy już teraz myśleć o następnych wyborach. Zjednoczyć
Polonię, prowadzić rozmowy z innymi grupami etnicznymi, wybrać wspólnych
kandydatów.
Krzysztof Kluczewski
Od redakcji: Panie Krzysztofie - wreszcie Polonia pokazała,
że potrafi się zorganizować i stworzyć zauważone przez kanadyjskie media
wydarzenie. Gratulujemy świetnie zaaranżowanego spotkania ze Stephenem
Harperem. Mamy nadzieję na ściślejszy kontakt z Polskim Domem Weterana
w Oshawie - prosimy o poinformowanie nas o innych ważnych imprezach. (Jerzy
Rosa)
Szanowny Panie Redaktorze gazety "Goniec"
Otrzymałem wiadomość, że rząd Holandii odznaczył naszego rodaka,
gen. Stanisława Sosabowskiego, najwyższym odznaczeniem holenderskim. Sądzę,
że nie wszyscy Polacy o tym wiedzą. Myślę, że dobrze by było napisać o
tym w Pańskiej gazecie, gdyż jest ona najbardziej poczytna wśród naszych
Rodaków. Dołączam kopię listu skierowanego do syna i wycinek z gazety holenderskiej.
Z poważaniem
Mieczysław Lutczyk
Weteran II wojny światowej
1. Polskiej Dywizji Pancernej
Od redakcji: Z radością informujemy.
Platformiarze
Wydawało się, że po przegranej w wyborach do Sejmu, Senatu oraz
na prezydenta zachowają, jak to zwykle bywa, swoją twarz i pogodzą się
z przegraną. A tu masz, zamiast pogratulować zwycięzcom i starać się z
nimi współpracować, dalej się czują wielce obrażeni. Wytoczyli przecież
cały arsenał propagandy, głosząc wszem wobec, iż oni są już prawie zwycięzcami,
nie czekając na oficjalne wyniki. Nawet pani Merkel oraz pan prezydent
Francji już pana Tuska tytułowali prezydentem. Zwycięstwo było również
głoszone przez różnego rodzaju sondażownie, iż platformiarze mają już je
w 100 proc. Pełno było billboardów oraz afiszów z napisami pan prezydent
Tusk, jak również pan premier Rokita. Telewizna, a także radiotelewizna
również bębniły bez przerwy w swoich programach o zwycięstwie Platformy.
Stało się zupełnie co innego, wybory wygrała partia PiS, pomimo że nie
dawano jej wielkiej szansy. Niektórzy nawet nie dowierzali, nawet prezydent
wszystkich Polaków orzekł, iż on zaczeka na ostateczne wyniki, pomimo że
napływały już gratulacje z wielu krajów. Nawet "Rzeczpospolita" napisała,
że partia PiS wygrała tylko dzięki towarzyszowi Rydzykowi. Zapomnieli,
że o. Tadeusz Rydzyk nie był towarzyszem, ani nie należał do żadnej partii,
zapomniano nawet dopisać mu małej literki "o". Czyżby w redakcji nie rozróżniano
osoby duchownej od towarzysza partyjnego. Może nam jeszcze kiedyś napiszą,
że o. Bierut aresztował tow. Wyszyńskiego. Ciekawa jest ta niby nasza "Rzeczpospolita"
oraz jej redaktorzy. Nie chcę już wymieniać innych gazet, ponieważ przerażają
mnie tego rodzaju wypowiedzi, niektórych mówiąc pospolicie pismaków. Nawet
pan Wałęsa wystąpił ze swoją logiką. "Kiedy walczyłem o demokrację myślałem,
że rodacy zrobią z niej użytek, dzisiaj się zastanawiam. Trzeba było utrzymać
Sowietów i komunę, ZOMO, pały, za krótko to trwało i dlatego takie wnioski
moi rodacy wyciągnęli" Przerażające słowa i prymitywna logika i pomyśleć,
że takie słowa wypowiada były prezydent. Niektórzy nawet powiadają, iż
początkowo wspierał trochę prawą nogę, a następnie na gwałt
lewą nogę, zostając teraz między nogami. Sądził również, że jego synalkowie
zajmą poważne stanowiska u platformiarzy. Widać jak na dłoni, jak platformiarze
chcieli zająć kluczowe stanowiska w rządzie, nie dopuszczając innych do
rządu. Ich taktyka jest zupełnie czytelna, chcą dalej utrzymać układ okrągłostołowy
i dalej kupczyć naszą Ojczyzną. Nawet nie potrafią uszanować wyborców,
wymyślając przeróżne epitety, mówiąc, że wybory wygrała tak zwana opcja
moherowa. Nadal mają powiązania z SLD i dalej działają obstrukcyjnie, aby
temu nowemu rządowi tylko przeszkadzać. Nic im się nie podoba, w każdej
wypowiedzi widać tylko negację, przy akompaniamencie sojuszników z SLD.
Powinni raczej zmienić nazwę swojej partii na "tratwę", ponieważ wcześniej
czy później na zakręcie historii rozlecą się, mając takie powiązania. Wszelkie
próby PiS dotyczące współpracy nie dają rezultatu. Dobrze by było, aby
PiS utworzył inną koalicję i dalej nie próbował z nimi rozmawiać na temat
koalicji, chociaż na rozmowę nigdy nie jest za późno. Im nie zależy na
Narodzie oraz jego pomyślności, ale walczą tylko o swoje synekury i pewne
układy. Nasz prezio natomiast wyjechał do Szwajcarii na zasłużony wypoczynek
wraz ze swoją małżonką, która w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że
jej małżonek był pomazańcem Bożym i spełniał swoje obowiązki prezydenckie
znakomicie. Nawet nie omieszkał go odwiedzić bp Pieronek, aby zaczerpnąć
pewnych wiadomości odnośnie do beatyfikacji naszego Papieża. Patrzeć, jak
niedługo zostanie odpowiednio odznaczony i zaproszony do Watykanu. Słuchając
tego wszystkiego oraz oglądając, prawie już nie mam słów. Ludzie, nie dajmy
się zwariować, ponieważ tego dalej nie można słuchać ani oglądać. W takich
sytuacjach zwykle wkładam na głowę beret moherowy i zamykam się w pokoju,
biorąc do ręki książkę Sienkiewicza lub Kochanowskiego. Trzeba wszystko
otorbić, jak to niektórzy powiadają, aż samo przyschnie. Trzeba to zrobić,
dla pewnej równowagi psychicznej i dla własnego zdrowia.
Muszę przyznać, że przeglądając się w lustrze, nawet mi do twarzy
w moherowym berecie. Ciekawy jestem, jak by wyglądał pan Tusk i pan Rokita,
gdyby je założyli na swoje głowy, ale to już inny temat.
Z pozdrowieniem
Stanisław
Od redakcji: Moherowe berety - łączmy się!
Agonia Platformy
Dla człowieka wrażliwego, słowo agonia jest czymś niezmiernie
smutnym i przygnębiającym, tym bardziej jeśli chodzi o bliską nam osobę.
W tym przypadku przeżywać będziemy drugą taką agonię, pierwsza
to koniec PZPR, a obecnie zbliżający się koniec PO, a więc cieszmy się
i weselmy, ponieważ jest to ugrupowanie powstałe ze zlepku PZPR i UW. Nikomu
przypominać nie trzeba, jak groźne były dla Polski i Polaków te właśnie
ugrupowania. Opatrzność Boża sprawiła, że nadszedł czas, aby położyć kres
kłamstwu i zdradzie. Tylko PiS i bez fałszywego wsparcia innych ugrupowań,
może "zmienić oblicze tej Ziemi".
Postępowanie innych ugrupowań, które znalazły się w Sejmie, jest
karygodne. Nie zwracam uwagi na SLD, bo wiem, gdzie sięgają jej korzenie,
natomiast inne ugrupowania, a przede wszystkim PO cały czas zmierza do
PRL bis, choć zmieniła się w czasie swej kampanii wyborczej partia zbliżona
programowo do PiS. Postępowanie pana Tuska, jako lidera PO, stawia go w
szeregu Polaków równych ZERU, bowiem nie dobro Polski jest jego celem nadrzędnym.
Ponadto słownictwo jego jest karygodne, nie mówiąc już o postępowaniu,
chyba nie tylko w Polsce studiował.
Przykrym jest fakt, że nie tylko pan Wałęsa idzie z nim w parze,
ale dołączył także pan Giertych, strasząc Pana Prezydenta Trybunałem Stanu
w przypadku, gdy dojdzie do rozwiązania Sejmu. Ten strach przed pozbyciem
się miejsca na ławach poselskich doprowadza ich do histerii. Pan Giertych
wolałby, aby prezydentem był tata, a premierem syn, bo "bracia nie potrafią".
Wbrew dawnym zapowiedziom takie działanie nie jest przejawem troski o Polskę
i Polaków. Pan Tusk straszy, iż "wyprowadzi swoich ludzi na ulice", jeżeli
Pan Prezydent rozwiąże Sejm. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że pan Tusk
stracił zdrowe zmysły?
Jeżeli rząd wyłoniony ze zwycięskiej partii jest rządem dobrym,
z dobrym programem, lecz nie ma stałego i pewnego zaplecza, będąc rządem
mniejszościowym, nie może rządzić (ale nie dlatego, że nie potrafi), Prezydent
ma prawo rozwiązać parlament. Pan Tusk i inne mniejsze partie prowadzą
do destrukcji rządu i utrudniają normalną pracę Sejmu, do kogo więc mają
pretensje? Znam takie dawne polskie przysłowie: "sama świnia wór drze i
sama kwiczy".
Odnoszę wrażenie, że panu Tuskowi marzy się rok 1981, a więc
niech próbuje, Jaruzelski jeszcze żyje, to może go wesprze. Ciekawe, ilu
ludzi wyprowadzi na ulice, czy więcej niż "gabinet cieni"? Zaczym co, za
poręczeniem braci Kaczyńskich, winien pan Tusk mieć zagwarantowane miejsce
na oddziale zamkniętym, tam się modlić o zdrowie i studiować prawo demokracji,
aby wychodząc, wiedział, jak z niego korzystać. Drodzy Rodacy, stoimy murem
za PiS-em.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Pani Jolanto, w imię demokracji!
***
Chciałbym poruszyć temat, którego wszyscy myśliciele polityczni
(think tank) świata zachodniego starają się unikać.
To, co dzieje się na świecie, to nic innego, tylko owoc konfliktu
dwóch cywilizacji, które dominują na świecie. Jedną jest cywilizacja łacińska
(zachodnia), drugą cywilizacja azjatycka.
W Europie cywilizację azjatycką reprezentuje cywilizacja żydowska.
Żydzi to jedyny naród azjatycki, który od przeszło dwóch tysięcy lat drenuje
cywilizację łacińską. Podstawą cywilizacji azjatyckiej jest materializm.
Powoduje to wyścig po dobra materialne. Wyzwala to najgorsze instynkty,
jak: szwindel, korupcja, złodziejstwo, a nawet mordy.
Podstawą cywilizacji łacińskiej jest wolność i życie duchowe.
Materializm jest na dalszym planie. Podstawą życia duchowego jest religia.
Rozkwitły: muzyka, poezja, literatura, sztuka. W cywilizacji łacińskiej
społeczeństwo jest wolne i każdy jest równym obywatelem. W cywilizacji
azjatyckiej jest władza i poddani. Te różnice cywilizacyjne spowodowały
emigracje z Azji i Afryki do świata zachodniego.
Pchają się Azjaci i Afrykanie drzwiami i oknami. Nie słychać,
aby ktoś z Zachodu emigrował do Azji lub Afryki.
Wolność na Zachodzie spowodowała również wyścig w wynalazczości.
Największe wynalazki powstały na Zachodzie, nie dlatego, że "biali" są
mądrzejsi, ale dlatego, że wolny człowiek myśli. Każdy starał się usprawnić
narzędzia i sposoby pracy, aby jak najmniej się napracować, a mieć jak
najwięcej zysku.
W cywilizacji "wschodniej" poddany nie był zainteresowany usprawnieniami,
ponieważ nie miał żadnego zysku z tego.
Dziś wszyscy myśliciele starają się tylko o sposób na przerobienie
wszystkich poddanych. Ci myśliciele to potomkowie Marksów i Engelsów. Chcą
na siłę zlikwidować religie, które stoją na straży moralności. W polityce
utworzyły się dwa kierunki popierające jedną lub drugą cywilizację. Zwolennicy
cywilizacji łacińskiej to prawica. Ponieważ w cywilizacjach nie ma kompromisów,
tak również w partiach politycznych nie ma kompromisów. Nie można założyć
partii lewicowo-prawicowej. Jeżeli ktoś miesza te pojęcia, to jest ignorantem
lub celowo chce wprowadzić zamieszanie.
Liberałów nie można zaliczyć do prawicy. Liberałowie, polityczna
poprawność itp. to piąta kolumna dla lewicy.
Odnosi się wrażenie, że partie polityczne niczym się nie różnią.
Stały się podobne do klubów sportowych. Każdy walczy o to samo, tylko w
innych kolorach.
Należy stale i bez przerwy przypominać partiom i społeczeństwu
o różnicach ideologicznych. Na pewno duża część imigrantów wschodnich,
jeżeli będzie uświadomiona, będzie popierać prawicę, aby ta ich wschodnia
cywilizacja nie zapanowała na Zachodzie. Imigranci wschodni nie czują się
tu dyskryminowani narodowo lub religijnie. To lewica na siłę chce wprowadzić
kłótnie etniczne, aby mogli szybciej zawładnąć ich duszami. Te wszystkie
niby teoretyczne ataki islamistów to prowokacje. Za pieniądze wszystko
można zrobić.
Jeżeli prawica się nie opamięta, to w najbliższej przyszłości
może nie istnieć. Lewica nie przebiera w środkach destrukcji. Prawica ma
ręce związane, ponieważ etyka cywilizacji zachodniej nie pozwala na użycie
odpowiednich środków obrony. Na ten temat można pisać bez końca.
Mam nadzieję, że ktoś kompetentny podejmie decyzję napisania
na ten temat, ponieważ ja jestem za stary (83 lata) i nie jestem humanistą.
Z pozdrowieniem
Zbigniew Karp
Od redakcji: Panie Zbigniewie, jest Pan kompetentny zapraszamy
do pisania!
Szanowny Panie Redaktorze!
Jestem bardzo zachwycony apelem do Rodaków Pani Jolanty Krawczyńskiej
z Hamilton. Jak to dobrze, że mamy takich mądrych i prawdziwych patriotów
jak Pani Jolanta. Dopóki mamy takich ludzi jak p. Jolanta, to prawie możemy
być pewni, że Polska będzie Polską.
Mnie wywieźli hitlerowcy (Niemcy) w 1944 r. do Niemiec
na przymusowe roboty, mając 15 lat. Wojna skończyła się zwycięstwem
aliantów nad hitlerowcami i wtedy zaczął się dylemat, wracać czy zostać
na Zachodzie. Zdecydowałem się zostać na Zachodzie i, jak się okazało,
to nie była zła decyzja.
Nie będę opisywał, jak się potoczyły następne lata w Niemczech,
we Francji i od 1955 roku w Kanadzie, jednym słowem, nie było mi łatwo!
Obecnie jestem na emeryturze od 1993 roku i żyję sobie jak ten przysłowiowy
pączek w maśle. W tej chwili nie pamiętam dokładnie, do którego roku rząd
komunistyczny dał nam ultimatum, zdaje mi się, że do 1948 r., albo wracać
do Polski, w przeciwnym razie będziemy pozbawieni polskiego obywatelstwa.
Największa ironia losu w tym, że ci, co tak zdecydowali, to właściwie nie
byli Polakami, byli żulikami Stalina, tak jak Bierut czy Rokossowski i
inni gwałciciele! Więc jak można ufać tym z SLD agentom NKWD, KGB itd.
Drodzy Rodacy, przeczytajcie sobie jeszcze raz to, co pisze Pani
Jolanta, przeczytajcie sto razy i może w ten czas uwolnicie się spod jarzma
tych agentów komunistycznych z głównym agentem na czele, który prawdopodobnie
był prezydentem wszystkich Polaków. To naprawdę śmieszne i tragiczne.
E. Minkowski
Toronto
Od redakcji: Uwalnianie się z niewolnictwa to praca na dwa
pokolenia.
***
Po przeczytaniu wywiadu pana Janusza Niemczyka z panem Davidem
Kilgurem w "Gońcu" nr 3 z 20-26 stycznia 2006 roku, nasuwa
mi się na myśl znane stwierdzenie Jana Pawła II, że "demokracja bez wartości
bardzo łatwo przeradza się w ukryty lub jawny totalitaryzm". Długoletni
polityk pan D. Kilgur, który ma dwuznaczną opinię na temat takich zjawisk,
jak związki homoseksualne, aborcja, pomoc potrzebującym - sam zauważa,
że Kanada nie idzie w najlepszym kierunku. Nie wie jednak, jaka jest tego
przyczyna. Sam o sobie nie potrafi powiedzieć, kim jest. Powołuje się na
opinie żony, która twierdzi, że jest prawie w połowie protestantem, a
w połowie katolikiem. Gdyby nie żona, nie wiedziałby, kim jest.
Polityk ten może uchodzić za jednego z przyzwoitszych ludzi na
scenie politycznej Kanady. A co można powiedzieć o innych. O tych sędziach
i parlamentarzystach, którzy ulegają dewiacyjnej fali i uchwalają
prawa o antycywilizacyjnych cechach.
To jest logiczna konsekwencja, że jeśli komuś obojętny jest los
własnych obywateli, którym nie zdążono odciąć pępowiny, to nie można oczekiwać,
aby taki człowiek i złożone z takich obywateli państwo było zainteresowane
losem mordowanych ludów afrykańskich lub innych.
Daje się zauważyć prostą zależność: im wyższy wzrost dobrobytu
materialnego, tym większy upadek wartości duchowych. Utrwalenie takiego
stanu prowadzi do cywilizacyjnej degradacji i w końcu do upadku. Historia
- nauczycielka życia - pokazuje nam przykłady zniknięcia z powierzchni
ziemi wielkich imperiów, jak choćby Cesarstwo Rzymskie. Upadek Rzeczpospolitej
szlacheckiej też był poprzedzony rozkładem moralnym szlachty. Nie można
całej winy zrzucać tylko na barki trzech wrogich zaborców. Wina leży także
po stronie naszych przodków.
Nominacja senatorów zamiast wyborów to jakaś patologia demokracji,
którą można porównać z Białorusią Łukaszenki. Kontynent amerykański, a
szczególnie USA, to przecież kolebka wzorcowej demokracji. Kanada sąsiadująca
z USA ma wzorce, a jednak nie jest skłonna korzystać z tego. A to dlatego,
że następuje zanik społeczeństwa obywatelskiego. Ludzie, przyzwyczajeni
do dobrobytu i wygodnictwa, a nawet lenistwa, nie interesują się sprawami
publicznymi, bo uważają, że zawsze będzie dobrze. Że zawsze znajdą się
ludzie, którzy obejmą funkcje publiczne i będą działać w interesie obywateli.
Nie wiedzą, że tak nie będzie, ponieważ władza bez kontroli degeneruje
się. Brak kontroli sprzyja nieuczciwości, łapownictwu, rozkradaniu wspólnego
mienia. Wyznawanie jakichkolwiek zasad moralnych opartych na Dekalogu byłoby
hamulcem przed pokusami niegodziwego postępowania polityków. Ale w imię
absolutnej wolności i wyzwolenia szerzy się ideologie przeciwne wszelkim
zasadom uczciwości. Przedstawiciele wszelkich liberalnych nurtów twierdzą,
że akceptowanie zasad moralnych jest niemożliwe, bo nie można zdefiniować,
co jest moralne, a co nie jest. Nie da się według nich zdefiniować, co
jest prawdą, a co kłamstwem, co jest dobrem, a co złem, co jest piękne,
a co brzydkie.
Tak iście diabelska ideologia nigdzie i nikomu nie może zagwarantować
dobrych owoców. Musi się zemścić zarówno na tych, którzy się z tym
nie zgadzają, jak również na tych, którzy te nurty myślenia propagują
i popierają. Najlepszy przykład rewolucja bolszewicka 1917 roku.
Najpierw zaczęła niszczyć swoich przeciwników, a potem pożerała "własne
dzieci". Między innymi została zlikwidowana czołówka Polskiej Partii Komunistycznej.
To nie był incydent odosobniony. To się sprawdza wszędzie. W Polsce też.
Przyzwolenie na przejęcie władzy po 1989 roku przez liberałów
na przemian z postkomunistami doprowadziło do zrujnowania majątku narodowego
poprzez kradzież na różne sposoby, a to z kolei doprowadziło do gigantycznego
bezrobocia i nędzy społeczeństwa. Bezrobocie zaś dotknęło zarówno
przeciwników, jak i zwolenników lewackich rządów.
Władysław Kumik
Jelenia Góra
Od redakcji: Ubolewamy nad tym wraz z Panem.
GONIEC NR 4/2006 (110)
(27
I - 2 II2006)
***
Czytam waszego "Gońca", jednocześnie kupuję inne gazety. W "Związkowcu"
zamieszczono taką wiadomość, której w waszym "Gońcu szukałem, nie ma jej
nigdzie, że pan Kwaśniewski, Wojciech Jaruzelski, Tadeusz Mazowiecki,
Wałęsa będą świadkami w procesie beatyfikacyjnym. Powinny się tym
zająć inne gazety, bo to jest ważne wydarzenie, tacy ludzie się odwrócili,
jak Aleksander Kwaśniewski, pan Jaruzelski, pan Mazowiecki, Wałęsa, i będą
właśnie głównymi świadkami beatyfikacji Jana Pawła II. Może by z waszej
gazety ktoś coś napisał.
Stanisław Wójtowicz
Od redakcji: Szanowny Panie, pisaliśmy, są to na razie plotki,
na ogół świadków nie podaje się. Bycie takim świadkiem niekoniecznie oznacza
nawrócenie się...
Szanowny Pan Andrzej Kumor
W imieniu własnym i kilkunastu osób zaprzyjaźnionych p r o s
z ę Pana o wypowiedzenie się na łamach "swojej" gazety w temacie poruszonym
w TV "Z ukosa" (sobota, 21 I 2006 r.) ...jedną mafię zastąpiła druga mafia...
Wyczuwało się, że chciał Pan nam coś powiedzieć...?! Coś wyjaśnić...
a może sprostować niefortunną wypowiedź redaktora Śniegowskiego,
którego zachowanie się w tej audycji odbiegało skrajnie od dotychczas prowadzonych
rozmów z zaproszonymi gośćmi.
Z poważaniem
Wanda Tworkowska
Od redakcji: Powiedziałem, co chciałem powiedzieć; zaprotestowałem
przeciwko tego rodzaju zrównaniu pojęć i mój protest "został przyjęty".
Panie Andrzeju,
"Jedna mafia zastąpiła drugą mafię" - koniec polemiki! Panie
Andrzeju, to było klasyczne zignorowanie pańskiej osoby! Nie mogłem wprost
uwierzyć, że można tak postąpić z gościem w studiu TV. Proszę, niech pan
się nie da "wrobić" w następne "zaproszenie". Trzeba trzymać styl.
To upokarzające i niesmaczne!
Z szacunkiem
Stanisław
PS
Szkolnictwo jest w gestii rządu ontaryjskiego. Premier Harper
nic tu nie zmieni. Zmienić możemy tylko MY: rodzice, nauczyciele, metodycy,
posłowie prowincji.
Niestety, nie ma takiej woli.
System szkolnictwa jest zbiurokratyzowany, niewydolny i skostniały.
Min. Kennedy coś tam zaczął. Nadal jednak, NAUCZYCIEL przerzuca stosy papierów,
których nikt nie czyta, wypełnia rubryczki w pionie i w "horyzoncie". Rodzice
czytają pseudonaukowe "reporty". A dzieci nikt nie uczy!
Nie ma na to czasu!
Premier Ontario zapowiedział: " nauka ma być obowiązkowa do 18.
roku życia i każdy powinien ukończyć szkołę średnią!". Trzeba wrócić do
"korzeni" nauki w szkole. To nauczyciel powinien być kluczową postacią
w klasie... kropka!
Nauczyciel powinien tylko uczyć, a nie zaspokajać mrzonki biurokratów!
Tu są doskonałe programy kształcenia zawodowego, np. " CO-OP",
"Apprenticeship"... tylko nikt z nich nie korzysta należycie.
Wszyscy m u s z ą mieć wykształcenie średnie! (Nie nauka,
a chęć szczera...).
Mój uczeń tak nienawidził szkoły, że zdesperowany poszedł do
dyrektora i poprosił o wydalenie ze szkoły, argumentując stresem. Poskutkowało!
Zatrudnił się w warsztacie samochodowym u dobrego mechanika
i teraz jest "wziętym " specjalistą od silników, regeneruje wiekowe auta
i zarabia więcej niż były jego dyrektor szkoły.
Bez "diploma"! Sic!
Uczyć trzeba. Problem tylko w tym - jak? I co ?
A więc reformujmy!
Od redakcji: Szanowny Panie, zaprotestowałem jeszcze na wizji.
Co do oświaty, owszem, my to możemy także zmienić, ale nie ma takiej woli.
Drodzy Rodacy,
Apeluję do Was z pozycji kobiety Polki, zatroskanej o los naszej
Ojczyzny, która ma szanse gospodarczej i moralnej odnowy. Polki emigrantki,
której w roku 1982 komunistyczny rząd zabrał wszystko, łącznie z prawem
powrotu do Ojczyzny, dając paszport z prawem jednokrotnego przekroczenia
granicy.
Nie było łatwo opuszczać Ojczyznę i nie jest łatwo żyć nawet
w tak dostatnim kraju, jakim jest Kanada, z myślą, że w Ojczyźnie, której
ziemia jest w stanie wykarmić cały naród, większość społeczeństwa żyje
w nędzy i niedostatku. Bliskie są mi wszystkie wzloty i upadki, które nasz
kraj przeżywa. Zmarnowaliśmy szanse lat 1989, nie wolno nam popełnić po
raz drugi tego samego błędu.
Teraz, kiedy nadarzyła się okazja do tak radykalnych zmian, nie
wolno tego zmarnować. Zwycięstwo PiS-u to wielka nadzieja i radość, ale
nie wszystkim się to podoba. Są ugrupowania, które za wszelką cenę destabilizują
pracę rządu pana Marcinkiewicza i zwycięskiego PiS-u. Sieją zamęt w parlamencie,
w środkach przekazu i straszą społeczeństwo niekompetencją i złą wolą PiS-u,
używając niewybrednych epitetów i nieparlamentarnych określeń. Agresja
liderów PO osiągnęła szczyt zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. W tej nieczystej
grze politycznej wtóruje odradzająca się SLD, której "pozytywną wizytówką"
ma być były prezydent Kwaśniewski.
Trzy miesiące pracy nowego rządu to zbyt mało, aby dokonać dużo.
Poprzednie, postkomunistyczne rządy przez ponad 10 lat nic nie zrobiły,
wręcz odwrotnie. Zauważona przez nich świadomość społeczeństwa spowodowała
wyprzedaż majątku narodowego za sumy niewspółmiernie niskie do ich wartości.
Sumy wyrównujące wartość danej sprzedaży trafiały do ich kieszeni. Ponadto
zaczęli zadłużać kraj, doprowadzając do krawędzi bankructwa, i taką polską
gospodarkę oddali w ręce obecnego rządu. Dziś znów chcą robić społeczeństwu
"wodę z mózgu", twierdząc, że to właśnie oni są w stanie ratować Polskę.
Pozamykali lub sprzedali stocznie, huty, kopalnie i duże fabryki, pozbawiając
możliwości zarobku wiele polskich rodzin. "Prezydent wszystkich Polaków"
Kwaśniewski obiecał mieszkania dla młodych małżeństw. 10 lat jego panowania,
nie dość, że nie dał obiecanych mieszkań, to jeszcze nie interesował się
bezdomnymi, którzy przymierali głodem i chłodem, mieszkając na ulicy.
Teraz młodzi aktywiści wywodzący się z tej właśnie niechlubnej
partii zarzucają obecnemu rządowi, że nie daje obiecanych mieszkań. Opamiętajcie
się i nie kompromitujcie się takimi oskarżeniami.
Rodacy, Wy wiecie o tym doskonale, ale mówcie o tym innym, którzy
może tego nie rozumieją, że nie można doprowadzić do ponownego zwycięstwa
postkomuny. Strach przed odpowiedzialnością za to, co zrobili przez ostatnie
lata, doprowadza ich do furii. Rzucają oskarżenia, które nie mają nic z
prawdą. Oskarżają Prezydenta, rząd i lidera PiS-u, pana Jarosława Kaczyńskiego,
że prowadzi niezrozumiałą i zgubną dla Polski grę. To właśnie dzięki panu
Jarosławowi i Jego mądrości politycznej, sprytowi i przezorności nie doszło
do całkowitej destrukcji rządowej i parlamentarnej, do czego zmierzała
PO, SLD i inne drobne ugrupowania.
Najbardziej przykry jest fakt, że do tej nieczystej i szkodliwej
dla Polski gry przyłączył się były Prezydent Wałęsa, podważając całkowicie
wiarygodność swojej osoby, jako człowieka walczącego niegdyś pod sztandarem
"Solidarności", o wolną i demokratyczną Polskę... Bardzo jest mi przykro
z tego właśnie powodu i wzywam pana Wałęsę o polityczną rozwagę.
Drodzy Rodacy, obecna sytuacja jest bardzo trudna dla zwycięskiego
PiS-u, ponieważ destrukcyjne poczynania partii przegranych nie mają umiaru,
jak więc długo mogą wytrzymać jako ludzie? Ani rząd, ani parlament nie
mogą spokojnie pracować, jeżeli apele PiS-u nie odniosą pozytywnego skutku,
Prezydent będzie zmuszony rozpisać ponowne wybory parlamentarne, i to już
w niedługim czasie.
Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, zwracam się do Was, Rodacy,
nie pozostańcie bierni. Nie wolno Wam pozostać w domu w dniu wyborów, bowiem
od ilości zależeć będzie jakość. Naprawa państwa jest nie tylko obowiązkiem
rządzących, ale i rządzonych, którzy na pewno mają dość złudnych obiecanek,
którymi karmiły nas kolejne rządy. Czas więc zmienić tę fałszywą formułę
i przystąpić do realiów, czas, aby Polacy czuli się bezpieczni i nie martwili
się, kładąc do łóżka, co jutro będziemy jeść i skąd wziąć na to pieniądze.
Nie spodziewajcie się tego od zaraz, to nie jest możliwe, ale realne w
niedalekiej przyszłości pod rządami PiS-u. Zadania, jakie postawił sobie
rząd Pana Marcinkiewicza i które już w części zaczął realizować, były marzeniem
naszym i naszych poprzedników, którzy w walce o te ideały narazili swoje
życie lub zdrowie.
Nadchodzi więc czas próby, czas dojrzałości politycznej Polaków,
którzy w chwili zagrożenia potrafią się zjednoczyć. Tak jest właśnie teraz,
trzeba nam zgody i jedności, trzeba nam siły, aby odeprzeć złe zapędy ludzi
wrogich dla Polski, ludzi, których prawdziwe życiorysy ujawni odpowiedni
resort powołany przez rząd.
Polska zasłużyła na to, aby rządy sprawowali Polacy z krwi i
kości, aby Polacy byli naszymi reprezentantami na arenie międzynarodowej
i aby interes Polski był ich nadrzędnym celem. Niech Pan błogosławi i otoczy
opieką każdą polską rodzinę.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Zgadza się!
Szanowny p. red. A. Kumor
Jak wynika z ogólnej oceny, pański "Goniec" wypełnił istotną
rolę informacyjną w dość znacznie zamieszkanej części Ontario, jaką jest
Mississauga i okolice.
Tygodnik wprowadza wielce pożądaną przez mieszkańców opiniotwórczą
informację , której poprzednio bardzo brakowało. Często uzupełniana przez
ciekawe, odważne i trafne pańskie felietony.
Magazyn daje wiele ciekawych spostrzeżeń politycznych, gospodarczych,
religijnych i sportowych zarówno krajowych, jak i doniesień o Polsce niekoniecznie
nawet dostrzeganych przez publicystów miejscowych.
Chwała Panu za to.
Mam natomiast pewną wątpliwość odnośnie roli, jaką powinien spełniać
w kierunku uświadamiania społeczeństwa co do potrzeby uczestnictwa w życiu
politycznym naszego społeczeństwa zarówno w odniesieniu do Polski, jak
Kanady.
Zawsze umiejętnie i skwapliwie omija Pan ten temat, sądząc, że
pański organ prasowy nie powinien wyrażać bardziej wyrafinowanych i jednoznacznych
opinii. Wydaje się, że to pańska skromność przemawia.
I tak na przykładzie kanadyjskim jasno widać, że zaangażowanie
Polaków w życie polityczne naszej "drugiej ojczyzny" jest równe lub bliskie
zero.
Nie sposób tego zrozumieć, że wśród środkowoeuropejskiej licznej
ludności etnicznie polskiej nie ma żadnego kandydata na członka parlamentu,
radnego miejskiego itp.
Z mojej oceny wynika, że wielu Polaków posiada odpowiednie walory,
aby ich godnie lansować w wyborach zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych.
Kiedyś był jeden kandydat, p. W. Wojnarowicz, o jasnych formułowanych
wypowiedziach, o wykształceniu politologa lub historyka i... nie przeszedł.
Nie miał wystarczającego poparcia. A może również odpowiedniego nagłośnienia.
Obecnie na liście elity politycznej spośród wielu godnych zawodów,
jak prawnicy, inżynierowie, architekci, redaktorzy, historycy, lub nawet
działacze społeczni. Nikt publicznie nie odważa się wystąpić o poparcie
w kandydowaniu do urzędów miejscowych oraz do partii politycznych prosić
o wsparcie etc.
Czyżby to wskazywało, że jesteśmy społecznością drugiej kategorii....?
Znacznie niżej niż Hindusi, Żydzi, Pakistańczycy, Rosjanie czy Chińczycy...!?
Przeciętny Hindus, który z całą rodziną przyjeżdża do Kanady,
wymaga sponsorstwa w pierwszym rzędzie. Znajduje się w ośrodku domagającym
się praw uczestniczenia w tworzeniu i popieraniu swoich wartości etnicznych,
wciągając w swój sukces bliskich swojej kulturze... Nierzadko jego rodzina
korzysta z pomocy społecznej.
Pojmuję, że pański "Goniec" nie jest forum, na którym by należało
rozważać te sprawy, ale dziwi mnie fakt, że tak mało uwagi przywiązywane
jest do znalezienia się w składzie ugrupowań rządzących i nic na to na
razie nie wskazuje, żeby miało to nastąpić w najbliższym czasie.
Jest dużo polityki ogólnej, dużo sportu, bajek, religii, dużo
reklam, a mało o tendencjach angażowania się Polaków w ugrupowania partyjne
i popieranie się wzajemne do pełnienia funkcji polityczno-społecznych.
Dyskusji o tym etc.
Wydaje mi się, że organ prasowy, którym jest "Goniec", powinien
położyć większy nacisk na stronę uaktywniania jednostek społecznych w
partycypacji do stanowisk centralnych. Należy tworzyć klimat zachęty i
popierać wszelką inicjatywę w tym kierunku. Dość mamy subkultury. Pora
na działania o charakterze ofensywnym.
Polonia stanowi coraz znaczniejszą część społeczeństwa w okręgu
Toronto - Mississauga i... nie tylko...
Po okresie swej stabilizacji terytorialnej powinno się wywierać
znaczący wpływ w życiu politycznym i gospodarczym Kanady. I to niech stanowi
trend do zachęcania młodszego pokolenia do licznych wystąpień publicznych i
lansowania ich woli do skupiania się w środowiskach decyzyjnych.
Okres przekształceń wiekowych - przejście wielu w stan emerytalny,
powinien być czynnikiem zastanowienia się, co należy robić, by znaleźć
się wśród decydentów, udzielać się społecznie i politycznie.
Potrzebna będzie większa akcja popierania i uświadamiania młodzieży
o dążeniu do osiągania swych możliwości. Zdobywania pierwszych mandatów
poselskich czy radnych miejskich. To jest rola nie tylko rodziców, ale
również szerszej propagandy, którą powinna lansować prasa polska, w tym
popularny "Goniec", TV i inne przedstawicielstwa i organy polskie.
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Szanowny Panie, dwoimy się i troimy, aby przekonać
mieszkających tu Polaków do szerszego udziału w życiu społecznym i politycznym,
wybierania, pomagania partiom politycznym, członkostwa w nich.
Najważniejszy temat na świecie
Panie Redaktorze, przeczytałem Pana artykuł o najważniejszym
problemie, jak Pan to nazywa, tj. szkolnictwa w Kanadzie. Dobrze, że Pan
porusza ten temat. Ja też chciałbym wrzucić parę kamyków do tego ogródka.
Mieszkam w Australii i dane mi było po polskich studiach skończyć tutejszą
szkołę techniczną (coś na kształt szkoły zawodowej - tzw. TAFE). Zrobiłem
to, żeby otrzymać punkty potrzebne, żeby tutaj starać się o stały pobyt.
Kurs, który skończyłem, to było fryzjerstwo. Szkoła ta trochę przypominała
kurs na prawo jazdy. Brak ocen, testy kwalifikujące o zaliczeniu danego
przedmiotu zdawało się na komputerze.
Ale problem, który Pan porusza, jest szerszy. W zasadzie jestem
nim przytłoczony. Czuję się ofiarą. Czy Pan sobie może wyobrazić,
że ja i mój znajomy Anglik (z Cambridge) i dwie jego koleżanki (z Polski)
otrzymaliśmy najgorsze oceny w porównaniu z Azjatami, których język angielski
nie należał do najlepszych. Tyle o sobie. Najważniejsze jednak z Pana artykułu
wydaje się stwierdzenie, że nie da się budować potęgi kraju na eksporcie
złóż naturalnych i imporcie siły roboczej. Otóż chyba można.
Naprawdę zastanawiam się poważnie, czy jest to teoria spiskowa
dziejów (wywyższanie Azjatów i Hindusów przez ludzi wiadomego pochodzenia)
(przepowiednia - żółta zaraza zaleje świat), czy też naprawdę przemyślany
pragmatyzm Anglosasów. Pan oczywiście jest człowiekiem zajętym, ale gdyby
miał Pan odrobinę czasu, ciekawi mnie, co Pan o tym myśli. Tutaj
w prasie pojawił się taki artykuł, że ich premier John Howard wstydzi się,
że Australia ma europejskie korzenie. Złośliwi nazywają go Mao John.
Pozdrawiam
Jarosław z Sydney
Od redakcji: Serdecznie Panu dziękuję za wypowiedź. Nadal twierdzę,
że na dłuższą metę dobrobyt buduje jedynie kształcenie społeczeństwa i
agresywna obrona narodowych interesów gospodarczych.
***
Podobne utyskiwania słyszę w USA i faktycznie są szkoły, gdzie
dzieje się bardzo źle.
Przyczyną jest postawa rodziców nie mających rodzinnych tradycji
posiadania wykształcenia oraz szanowania pedagoga. Najczęściej jest to
patologiczne zjawisko w środowiskach o bardzo niskich dochodach. - Dla
przykładu, w pobliżu "city projects" (miejskich bloków mieszkalnych dla
ubogiej ludności).
W szkołach na przedmieściach dzieje się inaczej. Jest taki wybór,
że nowy emigrant może być całkiem zagubiony.
Krótko mówiąc, "regular classes" (zwykłe przedmioty) są dla leniuchów
i niezdolnych. "Honor classes" oraz "Advance Placement classes", czyli
przedmioty o zawyżonym poziomie nauczania, są wybierane przez młodzież
wybierającą się na studia do uniwersytetów o wysokich wymaganiach. W szkole
mojego dziecka 1/3 młodzieży ma bardzo dobre wyniki, 1/3 ma średnie wyniki
oraz 1/3 ma słabe wyniki (testy AIM oraz SAT, a także nagrody "Honor roll").
Jest to lokalna publiczna średnia szkoła.
Dziecko moich znajomych uczy się w katolickiej szkole średniej
o klasę wyżej niż moje. Ich dziecko bierze tylko zwykłe przedmioty. Co
ciekawe, jego angielski i matematyka są dokładnie na tym poziomie w materiale
co mojego dziecka w "AP Classes" w szkole publicznej, i to o rok niżej.
Zasadnicza różnica między szkołą prywatną a publiczną jest następująca.
W szkole prywatnej, jeżeli dziecko nie uczy się, to zostanie usunięte z
niej. Szkoła publiczna musi dziecko nadal trzymać i uczyć.
(-)
Od redakcji: No właśnie, dlaczego gros polityków i działaczy,
za sprawą których szkoła publiczna ma związane ręce i nie może uczyć, posyła
dzieci do szkół prywatnych?
Czy Polacy potrafią się wyzwolić
z nawyków komunistycznych?
Nawiązując do wcześniejszego mojego tekstu na temat cen ziemi
w Kanadzie, pragnę odpowiedzieć Panu Wawrzyńcowi Łęckiemu na niżej załączony
tekst skierowany do mnie. "PS Autorowi listu o cenie ziemi kanadyjskiej
chciałbym powiedzieć, że cena ziemi, jak też każdej innej rzeczy, jest
taka, jaką chcą dać kupujący. Źle jest, gdy o cenie ziemi decydują tylko
urzędnicy. U autora tego listu widzę wyraźne inklinacje komunistyczne.
Z poważaniem i pozdrowieniami Wawrzyniec Łęcki Gdańsk, Georgetown, Ontario".
Otóż bardzo Pan się myli, twierdząc, że z ceną ziemi, jak z każdą inną
rzeczą, jest tak, że cena zależy wyłącznie od tego, ile chcą dać za nią
kupujący. Każdy rozgarnięty człowiek wie, że cena towaru jest prostą funkcją
pomiędzy dwoma wartościami: popytem i podażą. Im wyższa jest podaż, tym
niższa jest cena, i vice versa. Cenę ziemi można w sposób sztuczny (URZĘDNICZO,
Panie Łęcki) podbijać, ograniczając jej podaż, po to aby utrzymywać spekulacyjnie
zawyżoną jej cenę, daleko odbiegającą od jej wartości rzeczywistej. Przypuszczam,
że podobnie myślących do mnie Polaków jest sporo, bo mamy, jak to Pan nazywa,
"nawyki komunistyczne". Otóż bardzo bym życzył wszystkim ludziom, którzy
mają takie "nawyki komunistyczne", włączyć się w walkę ze spekulacją ziemią
w Kanadzie. Problemem tego kraju, tak bezwstydnie bogatego, jest zupełny
brak wyobraźni ludzi podobnie myślących jak Pan Łęcki, że ten kraj powinien
zapewniać swym obywatelom znacznie lepsze warunki do życia. Nie zgadzam
się z takim stawianiem sprawy, że walka o sprawiedliwość społeczną to przejaw
nawyków komunistycznych. Dostrzeganie jawnego spekulowania dobrami kraju
przez grupę ludzi u steru, to przejaw patriotycznej postawy, której niestety
brakuje mieszkańcom tego kraju. Gdyby 30 mln Kanadyjczyków powiedziało
to, co ja mówię: mamy dość spekulacji ziemią w Kanadzie, chcemy, aby rząd
uwolnił spod parków narodowych to wszystko, co sztucznie zawyża ceny ziemi,
wówczas nie mielibyśmy problemu ludzi bezdomnych, bo ceny mieszkań natychmiast
spadłyby na łeb na szyję. Niestety, tak się nigdy nie stanie, bo na przeszkodzie
są właśnie ludzie o zawężonych horyzontach myślowych, dla których "cena
zależy wyłącznie od tego, ile chcą dać za nią kupujący".
Stefan Caputa - Vancouver
Od redakcji: Dziękujemy, przesyłamy ukłony.
Witamy, Panie Prażmowski,
Chciałybyśmy podziękować Panu za napisanie takiej wspaniałej
książki, jak "Eagle's Brood" (Orlęta). Bardzo nam się podobała! Dla nas
jest to radość wiedzieć, że książka taka istnieje, napisana w języku angielskim,
i że młodzież poza Polską może ją też przeczytać, poznać prawdę o wojnie
w Polsce i czuć się dumną z bycia Polakiem/Polką. Szczerze mówiąc, nie
mogłyśmy się nadziwić patriotyzmowi i poświęceniu oraz gotowości niesienia
pomocy obcym przez Polaków podczas okupacji. Dzięki takim ludziom Pan przeżył
i mógł przelać na papier swoje przejścia dla nas, młodych. Książkę się
bardzo łatwo czyta i rozumie akcję, trudno się od niej oderwać, czytając
(nawet aby zjeść obiad).
Czujemy się bardzo dumne z bycia Polkami i mamy nadzieję, że
Polacy w kraju i za granicą też będą zawsze czuć się dumnymi i chronić
ten ciężko wywalczony kraj.
Życzymy Panu długich i zdrowych lat życia, dziękujemy za świadectwo
o tamtych czasach oraz Pana wkład w walkę o Polskę.
Dziękujemy, Niech żyje Polska!
Natalia i Daniella Nowak (15 lat)
Od redakcji: Temu listowi pan Bogdan Prażmowski poświęcił fragment
swojego Epilogu "Drogi do wolności" na str. 22.
Najważniejszy temat...
Myślę, że ten problem dotyczy nie tylko Kanady.Taką tendencję
obserwuję, niestety, również w Polsce,i to już od wielu lat. Metoda równania
w dół w połączeniu z rozszerzaniem do granic absurdu praw ucznia przynosi
coraz gorsze rezultaty. Nauczyciele są bezradni, więc często rezygnują
ze swoich ambitnych planów dydaktyczno-wychowawczych, ograniczając się
do niezbędnego minimum. Skutki tego już widać i nie są one optymistyczne.
Zgadzam się z opinią, że komuś zależy na tym, aby tylko wąskie grono społeczeństwa
było solidnie wykształcone i zdolne do samodzielnego myślenia. Dodajmy
jeszcze myślenia "poprawnego politycznie". Reszta ma robić to, czego sobie
życzą "elity". Myślę jednak, że samym narzekaniem nic nie zmienimy. Czas
wprowadzić w życie słowa naszego Wielkiego Papieża JP II, "Musicie od siebie
wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali".
Teresa
teresa.dziubak@neostrada.pl
Od redakcji: Tak jest, wymagajmy od siebie!
GONIEC NR 3/2006 (109)
(20-26
I 2006)
Szanowny Panie Redaktorze
Sprawozdanie pana Chronowskiego z tej dyskusji w Klubie nie grzeszy
obiektywnością. Oprócz mnie jednego nie zauważyłem nikogo z aktywnych członów
organizacji kongresowych.
Pan Chronowski bardzo dobrze wie, że rada dyrektorów każdej korporacji
może być usunięta za działalność sprzeczną ze statutem czy z by-laws. A
działalność pana Sobockiego i jego zarządu była wielokrotnie sprzeczna
ze statutem KPK. Statut KPK wyraźnie zabrania prezesowi i całemu
zarządowi mieszania się do spraw wewnętrznych członkowskich organizacji
KPK. Pan Sobocki i niektórzy członkowie jego zarządu, ingerowali w sprawy
wewnętrzne Klubu Ziem Wschodnich i Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w
Kanadzie.
Jeśli chodzi o Klub Ziem Wschodnich, to pan Sobocki, wbrew zakazowi
Walnego Zjazdu KPK w Vancouverze, wdał się w sprawę sądową, która już kosztowała
ZG KPK ponad 40.000 dol. Pan Sobocki był jednym z tych, którzy zainicjowali
oderwanie się oddziałów w Oshawie i w Peterborough od Stowarzyszenia Inżynierów
Polskich i prowadził wrogą kampanię przeciwko tej organizacji, której nie
tak dawno był prezesem.
Statut KPK wyraźnie określa cztery rodzaje wniosków, przedstawionych
na walnym zjeździe, dla których aprobaty jest wymagane 3/4 oddanych głosów.
Wszelkiego rodzaju inne wnioski wymagają, automatycznie, tylko zwykłej
większości. A więc, wniosek nieufności dla prezesa i zarządu wymaga, dla
przyjęcia, jedynie zwykłej większości. Jest normalnie wymaganą regułą,
że zarząd, który przegrywa wniosek o wotum nieufności, ma obowiązek podać
się sam do dymisji. Ostatecznie, jak może ktokolwiek administrować jakąkolwiek
organizację, jeśli stracił zaufanie tych, którzy go poprzednio wybrali
na to stanowisko. A nie ma chyba wątpliwości, że pan Sobocki przegrał to
głosowanie na Nadzwyczajnym Walnym Zjeździe i na tym zjeździe sam podał
się do dymisji. Nie słyszałem jeszcze do tej pory, żeby ktokolwiek sam
podał się do dymisji i potem chciał ten swój krok odwołać. Raz podany do
dymisji, która została przyjęta, nie może tej dymisji wycofać. Z chwilą
przyjęcia jego dymisji przez Zjazd, pan Sobocki przestał być prezesem ZG
KPK i nic tego już nie może zmienić.
Ale poza tym, niech pan Chronowski spyta się praktykującego adwokata
i niech nie wprowadza ludzi w błąd. Jest taka ogólna zasada, w krajach
demokratycznych, że każdemu obywatelowi wolno robić wszystko, co nie jest
zabronione w prawie. Powiedzenie, że w takim razie, ponieważ kradzież nie
jest zabroniona w statucie KPK, to można kraść, wykazuje albo złą wolę
osoby, która to powiedziała, albo głupotę, bo przecież obowiązują nas również
ogólne prawa kraju, zarówno cywilne jak karne.
Statut KPK nie mówi nic na temat usunięcia prezesa przed upływem
pełnej kadencji, ale nie zabrania. Trudno sobie wyobrazić, jak organizacje
członkowskie KPK mogłyby tolerować, przez cały rok następny, prezesa, który
ignoruje statut KPK, jak mu to wygodnie, i uchwały walnego zjazdu, który
robi deficyt budżetowy ponad 80.000 dol., wiedząc, że jedynym dochodem
KPK są składki członkowskie i że KPK będzie miał olbrzymie trudności w
pokryciu tego deficytu.
Henry A. Raston
Od redakcji: Bardzo dziękujemy za wyjaśnienie sprawy.
***
Witam serdecznie. Nazywam się Tomasz Rusek, jestem dziennikarzem
"Gazety Lubuskiej". Zupełnie przypadkiem trafiłem na Waszą stronę "Gorzowiacy".
Chciałbym o Was napisać. Dlatego uprzejmie proszę o pomoc.
Od kiedy działacie? Kto Was skrzyknął? Ilu Was jest? Jak zdobywacie
informacje o mieście? Dlaczego chce się Wam cały czas mówić, pisać, rozmawiać
o Gorzowie? Na jakich osiedlach w Gorzowie mieszkaliście przed wyjazdem?
Czym teraz się zajmujecie? Co robicie podczas zjazdów jak ten opisany na
stronie (coś więcej poproszę), czy macie kontakt z gorzowianami z innych
stron świata?
Uprzejmie proszę o odpowiedzi na te pytania. Będę bardzo wdzięczny.
Jednocześnie deklaruję wszelką pomoc ze swojej strony w temacie Gorzowa,
newsów, nowinek czy informacji o mieście.
Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. Im szybciej, tym lepiej.
Tomasz Rusek
Od redakcji: Dziękujemy za list - choć zestaw pytań jest obszerniejszy
niż formularz podania o kartę kredytową - poprosimy kogoś z Gorzowiaków
o jak najszybszą odpowiedź, która powinna Pana zadowolić. (J. Rosa)
Szanowny Panie Redaktorze,
Uchwała Walnego Zjazdu KPK w Toronto (listopad 2005), odwołująca
Zarząd Główny Kongresu, wywołuje liczne komentarze w polonijnym środowisku,
które wydają się być oparte bardziej na personalnych sympatiach niż na
znajomości faktów i dokumentów. Zamieszanie potęguje pozjazdowe zachowanie
byłego prezesa ZG Sobockiego, który kwestionuje legalność uchwały.
Moją uwagę zwróciła relacja Andrzeja Chronowskiego zamieszczona
w ostatnim "Gońcu" ze spotkania G. Sobockiego, jakie miało miejsce w Centrum
Kultury im. Jana Pawła II. Pragnę zwrócić uwagę na nieścisłości ujawniające
niewiedzę autora tekstu, które zamazują ocenę zjazdu i aktualną sytuację,
w jakiej znajduje się Kongres.
Chronowski używa za Sobockim nazwy Nadzwyczajny Zjazd, podczas
gdy przewodniczący Rady KPK, Lizoń, mówi Nadzwyczajny WALNY ZJAZD. Dla
niewtajemniczonych jest to różnica niewielka i nieistotna, która
uchodzi uwagi czytelników czy słuchaczy. Tymczasem jest to sprawa zasadnicza,
a przy tym jest podstawą "wykładni prawnej", po którą autor zwrócił się
do Rady. Zgodnie ze Statutem, najwyższą władzą Kongresu jest Walny Zjazd
zwoływany co 2 lata. Niemniej, ten sam Statut przewiduje zwoływanie Walnych
Zjazdów w trybie przyspieszonym, w przypadku kiedy trzeba podjąć wspólnie
ważne decyzje mające wpływ na przyszłość organizacji. Taki zjazd w Statucie
określany jest Nadzwyczajny WALNY ZJAZD, i "nadzwyczajny" odnosi się do
trybu, w jakim został zwołany.
Używanie przez Sobockiego terminu "Nadzwyczajny Zjazd" ma na
celu podważenie legalności uchwały, sugerując, że nie był to Walny Zjazd
- statutowo najwyższa władza KPK - tylko jakiś (czytaj Nadzwyczajny) Zjazd,
którego ustalenia nie mają żadnej mocy wiążącej. (Trzeba podkreślić, że
w Statucie nie ma określenia "Nadzwyczajny Zjazd"). Członkowie Rady oraz
uczestnicy zjazdu nie mają wątpliwości co do legalności uchwały oraz faktu,
że był to Walny Zjazd, i stąd nie dziwi mnie odmowa uczestniczenia w dyskusji
na temat uchwały przegłosowanej w sposób demokratyczny przez uczestników
Walnego Zjazdu. Budzi uśmiech "opinia prawna", którą posługuje się były
prezes, podobno wydana przez prawnika, który na Internecie reklamuje się
jako specjalista od "personal injury".
Obawiam się, że autor relacji nie rozumie roli Rady i jaką funkcję
spełnia w korporacji, jaką jest w świetle prawa Kongres. Cytowanie, że
jest to ciało wyłącznie prestiżowe czy "płynne", które nie ponosi żadnej
odpowiedzialności personalnej, lub (cytując za B. Ejbichem) "Rada jest
tylko od radzenia", świadczy o braku znajomości Statutu KPK, jak również
realiów, w jakich żyjemy. Rada to nic innego jak Board of Directors, o
szerokich uprawnieniach, która nadzoruje pracę Executive Officers, czyli
zarządu. Wprost przeciwnie, członkowie Board of Directors ponoszą
odpowiedzialność przed udziałowcami i ostatni przykład Board of Directors
firmy Hollinger International wskazuje, że członkowie boardu mogą być postawieni
w stan oskarżenia o zaniedbanie swoich obowiązków. W świetle prawa
korporacyjnego Rada była w stanie zawiesić zarząd Sobockiego bez zwoływania
Walnego Zjazdu i było wystarczająco dużo powodów: np. olbrzymie manko w
budżecie ZG, bezprzykładne przekroczenie swoich uprawnień poprzez
zawieszenie Komisji Rewizyjnej - niezależnego organu KPK, czy wplątanie
Kongresu w proces sądowy. Tymczasem, zwołanie Walnego Zjazdu w trybie nadzwyczajnym
i dokonanie wspólnej oceny pracy zarządu było rozwiązaniem słusznym i właściwym,
a przy tym pozwoliło przedstawić wszystkim delegatom/udziałowcom sytuację
Kongresu.
Ocena Chronowskiego, że w swoich decyzjach ZG kierował się "wyłącznie
kompetencjami i dobrem Polonii", jest subiektywną opinią autora relacji
spotkania. Osobiście mam inne zdanie na ten temat, ale nie jest to najważniejsze,
gdyż ocenę działalności Sobockiego i jego zarządu przeprowadzili uczestnicy
Walnego Zjazdu, reprezentujący organizacje polonijne zrzeszone w KPK. Wynik
głosowania pokazuje, że wystąpił głęboki kryzys zaufania do Sobockiego
i większość uczestników uważa, że nie jest zdolny prowadzić Kongresu.
Na zakończenie. Pierwszy w historii Polonii Nadzwyczajny Walny
Zjazd w Toronto - w mieście, gdzie istnieje największa liczba radiostacji,
telewizji i czasopism polonijnych - został zignorowany przez media polonijne.
Uderzył mnie fakt, że w programie "Z ukosa" trzech panów związanych z polonijnymi
mediami, którzy nie uczestniczyli w zjeździe, wypowiadało się na temat
zjazdu, dzieląc się swoimi subiektywnymi i wartościującymi ocenami. Życzyłbym
sobie i całej Polonii, aby nasze media informowały. Zastąpienie informacji
opiniami jest tylko propagandą, a to już kiedyś przerabiałem.
Stefan Danielski
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za interesującą wypowiedź, gwoli
ścisłości, jako jeden "z trzech panów", który jakoby wypowiadał się na
temat zjazdu, powiem, że tematem dyskusji w studiu nie był zjazd KPK, na
którego temat rzeczywiście nie mam kompetencji, by się wypowiadać - A.
Kumor.
Wybory 23 stycznia 2006
Kilku moich czytelników oraz słuchaczy programu Radia "POLONIA",
w którym prowadzę kącik poezji naszej Kawiarni "Pod Sufitem", kompletnie
zdezorientowanych agitacją walczących ze sobą partii; zadało mi pytanie:
Panie Andrzeju, to w końcu na kogo powinnam/powinienem głosować? Przypuszczam,
że niektórzy z naszych rodaków w wyniku zajęć, pracy lub innych obowiązków
nie mają zwykle czasu, żeby czytać naszą prasę. Bo tak i w "Gońcu",
jak i w innych czasopismach temat elekcji był wielokrotnie poruszany.
Moi drodzy czytelnicy i słuchacze. Jeżeli należycie do wielkiej
rodziny chrześcijańskiej, niezależnie do jakiej świątyni uczęszczacie,
to oczywiste jest, że "wartości" Partii Liberalnej wraz z kontrowersyjną
ustawą małżeństw jednopłciowych łącznie z prawem adopcji dzieci są dla
nas nie do przyjęcia. Powołuję się na słowa Wielkiego Misjonarza wszech
czasów Jana Pawła II, naszego przywódcę duchowego. "Kościół nie akceptuje kreowania
rodzin jednopłciowych, jest to przeciwne prawu Bożemu"!
Liberałowie pozostawiają Kanadę w kompletnej ruinie
moralnej prawnej i edukacyjnej. Z fatalnymi stosunkami z naszym najbliższym
sąsiadem - USA, z dyletancką polityką zagraniczną, z brakiem szacunku
władz do społeczeństwa. Z fatalnym stanem prawnym. Z nonszalancką
polityką do sprawy bezpieczeństwa publicznego. Z aferami korupcyjnymi
i niegospodarnością finansową. Konserwatyści obiecują nam w kampanii wyborczej
akurat przeciwieństwo ww. Ja uważam, że należy głosować na mniejsze zło,
gdyż złotego środka nikt w demokracji nie wynalazł, a dopóki nie zostanie
utworzony wydział kontroli rewizyjnej w którejś z izb parlamentu, dopóty
możemy spodziewać się samowładztwa władzy. Na ostatnim przykładzie zresztą.
Władza premiera Kanady porównywalna jest do absolutyzmu kacyka
z Birmy rodem. To premier mianuje sędziów Sądu Najwyższego oraz senatorów bez konsultacji z
jakimkolwiek ciałem parlamentarnym. To przez kumoterstwo na najwyższym
szczeblu mamy ustawy przeciwne woli Kanadyjczyków. Uważam, że my, POLACY,
powinniśmy dać szansę teraz konserwatystom.
I potraktujmy nasze pójście na głosowanie w takim samym poczuciu
obowiązku jak do kościoła. Pokażmy siłę naszej grupy społecznej, jedność
polską i solidarność.
Kanada wymaga głębokich reform. A my chcemy żyć i egzystować
w spokojnym, praworządnym kraju, gdzie nie świszczą bandyckie kule na ulicach,
gdzie w szkołach nasze dzieci będą pozbawione źródeł zakupu narkotyków,
gdzie nobilituje się wartości rodzinne, a nie dewiacje subkultur, gdzie
człowiek będzie miał prawo do każdej pracy bez względu na kolor skóry czy
przynależność religijną. Gdzie poprawność polityczna zostanie odrzucona
na stos resztek ekskrementów komunizmu.
Rodacy! Jest nas w GTA 250.000, w tym około 50% uprawnionych
do głosowania. Pokażmy swoją siłę w poniedziałek, 23 stycznia!
Andrzej Załęski
Od redakcji: Wierzymy, że każdy swój rozum ma.
GONIEC NR 2/2006 (108)
(13-19
I 2006)
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za życzenia świąteczno-noworoczne
przysłane z Iraku. List opatrzony był takimi pieczęciami:
Życzenia dla redakcji nadesłał pan Tomasz Borowski, który pełni
służbę w polskich oddziałach wojskowych stacjonujących w Iraku. Panie Tomaszu
- jeszcze raz dziękujemy i życzymy szczęśliwego powrotu do Polski.
Szanowny Panie Redaktorze,
Przed świętami poleciałem do Polski. Po przylocie z Frankfurtu
do Katowic-Pyrzowic przechodziłem kontrolę paszportową. Pan z SG kartkował
chyba przez minutę mój kanadyjski paszport, a w końcu zadał mi pytanie:
"Proszę mi powiedzieć, panie Jacku, czy posiada pan obywatelstwo polskie".
Zgodnie z prawdą, odpowiedziałem: "Nie". Pan z SG powiedział: "Dziękuję",
przeciągnął kanadyjski paszport przez czytnik i oddał mi go. Ja w tym momencie
zadałem mu pytanie: "A co to za różnica, czy posiadam polskie obywatelstwo,
czy też nie?". Pan z SG odpowiedział: "Gdyby posiadał pan obywatelstwo
polskie, to powinien pan używać polskich dokumentów". I tyle. Wyszedłem.
Po namyśle postanowiłem napisać do Pana o tym, co usłyszałem na lotnisku
w Polsce. Wygląda na to, że obywatele polscy, przekraczając polską granicę,
powinni używać polskiego paszportu. List powyższy piszę z myślą o tych
obywatelach polskich, którzy jadą do Polski na kanadyjskim paszporcie -
bo teraz nie trzeba wizy. Nie wiem, czy w ten sposób nie narażają się na
jakieś konsekwencje, np. kary?
Z poważaniem,
Jacek Hejnar
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, o ile nam wiadomo, owszem, jest
tak, że obywatel polski przed polskimi organami władzy powinien posługiwać
się polskim paszportem i posiadanie innych obywatelstw nie ma na to wpływu.
Sprawy obywatelstwa i paszportów omawialiśmy już na naszych łamach.
Szanowni Państwo,
Poszukuję kontaktu do Pana dr. Adama Poradzisza, Edmonton, Alberta,
Kanada. Jeśli posiadają Państwo możliwość kontaktu do niego, bardzo proszę
o pomoc w skontaktowaniu z nim.
Bardzo dziękuję za życzliwość,
Piotr Skirpan
piotrskirpan@wp.pl
Od redakcji: Publikujemy, może ktoś pomoże.
Co się dzieje z naszym językiem polskim. Polacy, którzy przyjechali
do tego kraju 50 lat temu, lepiej mówią po polsku niż ci, którzy poprzyjeżdżali
kilka lat temu.
Czy naprawdę ktoś myśli, że jeżeli wstawia słowa polskie do
mowy angielskiej - to ten Anglik będzie wiedział dokładnie, o co chodzi,
odwrotnie, używając słów angielskich, kiedy się mówi po polsku, jest OK
(sic)?? Naprawdę - gdzie my go z tym wszystkim, jak my looking według naszych
rodaków?? Powinniśmy się wstydzić, że nie potrafimy utrzymać tak pięknego
języka na pierwszym stopniu. Żaden inny naród nie przyswaja sobie tak łatwo
języka angielskiego jak Polacy. Wystarczy posłuchać programu polskiego
"Na luzie" w sobotę - śmiech na sali.
Shame on those of you who think you sound cool by using English
words in a Polish conversation - you sound patethic!
Bob Wysocki
Od redakcji: Zgadzamy się, dbajmy o własny język i uczmy się,
jak najlepiej mówić po angielsku, tak byśmy mogli swobodnie rozmawiać na
każdy temat.
Rok przełomu
Rok 2005 był dla mnie rokiem przełomu w pozytywnym i negatywnym
tego słowa znaczeniu. Oceniając rok 2005, ograniczę się tylko do niektórych
spraw związanych z Polską i Polonią - sprawy światowe pozostawię
na boku, a to dlatego, że to ogromna ilość tematów, faktów i zdarzeń.
Zacznę od spraw Polonii. Jesienią ub.r. w Toronto odbył się Nadzwyczajny
Zjazd KPK zwołany przez ZG KPK. Pierwszy raz w historii KPK zwołano taki
zjazd. Uczestnicy tego zjazdu większością głosów wyrazili swoje wotum nieufności
wobec ZG i jego Prezesa. Odwołany Prezes uznał decyzję zjazdu i nie miał
do niej żadnych zastrzeżeń, lecz po dwu dniach zmienił zdanie i nadal uważa
się za legalnego Prezesa ZG KPK. Znaleźli się tacy, którzy postanowili
reanimować "trupa", a odwołany Zarząd chce nadal "działać" i chyba znalazł
właściwą dla siebie siedzibę. Teraz będą mogli obradować do woli, chyba
po to aby jeszcze bardziej ośmieszyć siebie i KPK w oczach Polonii, jak
również innych środowisk zamieszkałych w Kanadzie. W dotychczasowej działalności
KPK był to rok przełomu, gdyż uczestnicy zjazdu powiedzieli STOP! dla dalszej
destrukcji i nieudolności ZG i przekazali obowiązki ZG Radzie Kongresu.
Należy dać im czas na posprzątanie bałaganu po dotychczasowym ZG. Mam nadzieję,
że odwołany ZG nie będzie przeszkadzał Radzie Kongresu w wypełnianiu jej
podwójnych obowiązków. Życzę jednym i drugim dużo zdrowia i rozsądku w
2006 r. Tę zmianę (decyzje zjazdu) oceniam jako pozytywną i przełomową.
Natomiast negatywnym zjawiskiem, i to na skalę światową, jest
próba wymazania z ludzkiej pamięci i kalendarza świąt Bożego Narodzenia.
W Kanadzie widać to gołym okiem. Święta Bożego Narodzenia przekształcą
się w targi handlowe, wymazując z tradycji Boże Narodzenie. Natomiast nikt
nie próbuje życzyć "Happy Holidays" lub "Season Greatings" w okresie żydowskich
świąt Hanuka lub muzułmańskiego ramadanu. Tak jak wielu moich rodaków otrzymałem
od pracodawcy kartkę przed świętami Bożego Narodzenia z życzeniami "Season
Greatings", którą zwróciłem, bo uważałem, że ta kartka nie jest na tę okazję,
i poprosiłem, aby w przyszłości dano mi właściwą lub nie dawano wcale,
bo mnie to obraża jako katolika. Jak mówią słowa kolędy - "Nie było miejsca
dla Ciebie", wtedy, a i dziś jest coraz mniej miejsca dla Boga w naszym
życiu. Jeśli katolicy sobie na to pozwolą, to za rok lub dwa będą nam życzyć
"Happy Shopping", czyli Szczęśliwych Zakupów.
Wracam do pozytywnych zdarzeń minionego roku. Szczególnym wydarzeniem
ub.r. były wybory parlamentarne i prezydenckie. Wbrew nagonce medialnej
wyborcy zachowali się przytomnie i wybrali PiS i L. Kaczyńskiego jako Prezydenta
RP. Prowadząca w sondażach PO podzieliła skórę na niedźwiedziu, nie zostawiając
swojemu przyszłemu koalicjantowi prawie nic. Najwięksi przegrani, D. Tusk
i J. Rokita, doznali urazu powyborczego i nie mogą się pozbierać. Dziś
pokazują swoje prawdziwe oblicze. Pan Tusk, zamiast pogodzić się z porażką
i budować wspólnie z PiS-em IV RP, wycofał się do opozycji i obraża wyborców,
używając określeń typu "moherowe berety" lub "moherowa koalicja". Należy
zapytać, dlaczego tak potężne środki przekazu (czytaj: medialnego rażenia)
przegrały walkę o prawdę z Radiem Maryja? Teraz wyraźnie widać, gdzie jest
ciemnogród, oszołomy, populiści i nieudacznicy. Powoli zmienia się kształt
myślenia Polaków, a to prowadzi do przełomu i powrotu do ludzkich wartości.
Co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe. Zwycięski PiS stworzył rząd
mniejszościowy i rozpoczął realizowanie obietnic wyborczych dotychczas
nieznanych lub nierealizowanych. Wymienię tylko kilka. Oto one:
1. Reforma wymiaru sprawiedliwości; to wymiana sędziów i prokuratorów,
wznowienie ważnych, lecz umorzonych śledztw, 24-godz. sądy dla chuliganów,
równość wszystkich obywateli względem prawa.
2. Stopniowa likwidacja WSI; siedliska korupcji, manipulacji,
przestępczości zorganizowanej.
3. Upublicznienie oświadczeń majątkowych członków rządu.
4. Utworzenie Urzędu Antykorupcyjnego, który ma służyć eliminacji
korupcji wśród urzędników państwowych.
5. Zmiany w pracy IPN-u.
6. Zapowiedź lustracji agenturalnej i majątkowej urzędników państwowych.
7. Powolna likwidacja KRRiTV, czyli odpartyjnienie środków przekazu.
8. Odtajnienie akt Układu Warszawskiego; aby Polacy mogli się
przekonać, jaki los czekał Polskę z ręki "przyjaciół", a także kto był
bohaterem, a kto zdrajcą.
9. Prorodzinna polityka rządu; wydłużone urlopy macierzyńskie,
dożywianie dzieci.
10. Odbieranie rent i emerytur zbrodniarzom.
Były również inne zdarzenia, które są przełomem w dotychczasowych
zachowaniach Polaków. Największym wydarzeniem ub.r. była śmierć i pogrzeb
Papieża Jana Pawła II, jak również wybór i akceptacja nowego Papieża przez
Polaków. Z nauką Papieża-Polaka wiążą się różne wydarzenia, jak choćby
"nawrócenie się" A. Kwaśniewskiego, który potajemnie wziął ślub kościelny
po 25 latach. Chyba po to, aby nawróconego nikt nie stawiał przed sądem
lub Trybunałem.
Następnym niepokojącym zjawiskiem było badanie opinii publicznej
nt. stanu wojennego, z którego wynika, że 51% badanych aprobuje wprowadzenie
stanu wojennego. Nie wiem, czy to wynik manipulacji, czy krótkiej pamięci
moich rodaków. Otóż red. S. Michalkiewicz w jednym ze swych felietonów
zaproponował, aby dla tych 51% stan wojenny wprowadzić jeszcze raz, aby
mogli być zamykani do więzień i obozów internowania, aby regularnie ich
pałowano, wyłączono im telefony, dano im bony na żywność i 10 l paliwa
na miesiąc, aby zwalniano ich z pracy i konfiskowano mienie, a od czasu
do czasu ukarało ich kolegium ds. wykroczeń, a gdy się zdenerwują, to ostudzono
im głowy lodowatą wodą na mrozie, tak jak to robiono z Polakami w czasie
stanu wojennego, a następnie jeszcze raz przeprowadzić badania nt. stanu
wojennego i porównać wyniki.
W ub.r. były jeszcze nadęte obchody 25-lecia "Solidarności".
O jednych zapomniano, a innych wykreowano na wielkich bohaterów. Były jeszcze
unijne negocjacje. Te ostatnie bardzo się różniły od poprzednich i pokazały,
że można powstać z kolan i skutecznie walczyć o interes narodowy. Nowy
układ na politycznej scenie to przełom dający nadzieje na IV RP, na Polskę
wolną, niepodległą i solidarną, bez układów mafijnych, nędzy i pogardy
dla polskich patriotów.
Na koniec powrócę na polonijne podwórko. Na kilka dni przed drugą
turą wyborów prezydenckich złożyłem wniosek o wymianę polskiego paszportu.
Po dwu miesiącach zostałem mile zaskoczony przez konsula, który mnie poinformował,
że mogę odebrać nowy paszport. Mam nadzieję, że to nie wyjątek i akt dobrej
woli w stosunku do mojej osoby, lecz okres dwumiesięczny będzie standardowym
okresem oczekiwania dla całej Polonii na nowy paszport.
W Nowym 2006 roku życzę wszystkim czytelnikom "Gońca", całej
redakcji oraz całej Polonii życia piękniejszego od marzeń, Boskiej opieki
i abyśmy na następne Święta zobaczyli solidne fundamenty IV Rzeczpospolitej.
Szczęść Boże.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Wzajemnie p. Stanisławie wszystkiego dobrego w
nowym roku.
GONIEC NR 1/2006 (107)
(6-12
I 2006)
Kastrowane święta, kastrowane głowy
Szanowny Panie Redaktorze
W nawiązaniu do Pańskiego artykułu, jak w nagłówku, pragnę zwrócić
uwagę, że proces orwelizacji społeczeństwa coraz bardziej ogranicza naszą
przestrzeń poruszania się we współczesnym świecie. Takim wielkim narzędziem
w tym zniewalaniu jest wprowadzenie karty kredytowej. Twórcy karty kredytowej
wmówili społeczeństwu, że dają coś za darmo, podczas gdy wbrew powszechnej
opinii, zupełnie tak nie jest. Firmy, które są właścicielami używanych
przez nas kart, gromadzą i przetwarzają informacje o nas, których nigdy
nie będziemy znali. Mało tego, umowa zawarta w sprawie karty kredytowej
jest paktem z diabłem: ze strony klienta żadnych warunków, ze strony właściciela
wielostronicowa umowa sporządzona przez ekspertów prawniczych językiem
niezrozumiałym zupełnie dla nikogo.
W myśl tej umowy, kredytodawca ma prawo zmieniać procenty oferowane
w umowie WSTECZ. Co to znaczy, nie muszę nikogo przekonywać. Są powody
przypuszczać, że odsetki mogą być w przyszłości podciągnięte nawet do poziomu
50%. Pragnę zauważyć, że karta kredytowa to nic innego jak stosowane powszechnie
przez Żydów w przeszłości kupowanie na zeszyt. Dług lichwiarski zwany delikatnie
kartą kredytową jest finansową pułapką. Obecnie w przygotowaniu jest ustawa
o nieobejmowaniu bankructwem kart kredytowych. Jeżeli ona wejdzie w życie,
dług z kart kredytowych będzie wisiał aż do śmierci, a może nawet będzie
przechodził na przyszłe pokolenia. Chodzi o zapobieżenie coraz powszechniejszej
fali bankructw, które mają miejsce wśród ludzi, którzy nabierali sporo
kart kredytowych, po to aby spłacać długi nowymi długami.
Drogi czytelniku, jeżeli jeszcze nie masz karty kredytowej, głęboko
przemyśl to, co napisałem, zanim się
zdecydujesz na takową.
Serdecznie pozdrawiam
Stefan Caputa
Od redakcji: Szanowny Panie, sprawy zaszły za daleko, bez karty
kredytowej bardzo trudno jest się poruszać. A propos "zeszytu" - dziś "na
zeszyt" kupuje cała biedna Polska, i to wcale nie u Żydów.
Witam!!!
Jestem studentką i co prawda nie należę do Polonii, jednak jestem
na etapie pisania pracy licencjackiej, i wybrałam sobie właśnie Polonię
kanadyjską, więc chciałabym uzyskać jak najwięcej informacji na ten temat...
Zależy mi jednak na pewnych informacjach z historii, pierwszych
Polakach i kolejnych etapach osiedlania się Polaków w Kanadzie. Mam na
ten temat już wiele informacji, jednak różne źródła podają różne informacje...
i jeżeli mają Państwo jakieś artykuły na ten temat, może w jakimś archiwum,
gdyż na stronce nic takiego nie znalazłam... to bardzo prosiłabym o przesłanie.
Chcę zawrzeć w niej wszystkie informacje o prasie, organizacjach polonijnych
i nie tylko, ale właśnie z tą historią mam największy problem. Więc jeśli
można, to byłabym bardzo wdzięczna...
Pozdrawiam
Lucyna,
adres internetowy: lucyna1984@wp.pl
Od redakcji: Szanowna Pani, więcej samozaparcia w internetowych
poszukiwaniach, a dotrze Pani do potrzebnych informacji.
Szanowni Państwo
Załączam notatkę PAP nt. nowej inicjatywy ks. Jankowskiego utworzenia
instytutu jego imienia oraz muzeum poświęconego roli Kościoła w obaleniu
komunizmu.
Jakkolwiek pomysł postawienia pomnika jest trochę megalomański,
to sama idea muzeum i instytutu jest, moim zdaniem, świetna. Przecież Wałęsa
też ma swój instytut. Polonia nie ma wątpliwości, jak ogromną rolę odegrał
w czasie Solidarności jej kapelan ks. Jankowski. Przecież narażał życie
i mógł go spotkać ten sam los co ks. Popiełuszkę. Poza tym cenimy odwagę
księdza w stawianiu oporu wiadomemu lobby. Przypomnijmy chociaż bezwzględne
ataki organu Michnika na księdza, stawiane mu ohydne oskarżenia, jak również
niesmaczną rolę biskupa Gocłowskiego w całej akcji. Z powyższej notatki
wynika, że biskup znów szykuje jakąś reprymendę i karę dla niepokornego
księdza.
Co Państwo sądzicie o możliwości wsparcia inicjatywy księdza
przez Polonię światową? Macie dużo kontaktów wśród Polonii. Czy moglibyście
przekonsultować ten pomysł? Jeżeli mu nie pomożemy, bez wątpienia inicjatywę
utrącą w kraju.
Pozdrowienia
Stanley Sas
Od redakcji: Informujemy, kto zechce, z pewnością pomoże.
Horror w Toronto
Panie Andrzeju - mam nadzieję, że jeszcze nie przeszedł pan na
stronę lewicy politycznej w Kanadzie i pan mnie wysłucha lub coś napisze
na temat ciągłych morderstw w naszym mieście od początku tego roku - które
były i są w ogromnej większości [dziełem] Murzynów z Jamajki. Musimy w
końcu przerwać milczenie - które próbują na wszelki sposób nam narzucić
lewacy w ramach poprawności politycznej! Do końca roku kryminaliści z Jamajki
zastrzelili około 50-55 ludzi. Nikt w Kanadzie ani w Toronto NIE wspomina
o rasizmie - kiedy to mordercy ci mordują niewinnych i nieczarnych
ludzi, chociażby z ostatniego przykładu, gdzie zastrzelono niewinną białą
dziewczynę - gdzie są CBC, TORONTO STAR, GLOBAL TV i
inne gadzinówki lewackie, które to na przykładzie BC, gdzie to zabita została
hinduska dziewczyna, przez białych wyrostków - te same śmierdzące, lewackie
ścierwa klepały przez 24 godziny na dobę przez kilka miesięcy, jacy to
biali są rasiści! Gdzie ukryli się te ścierwa teraz! Winnych zamordowania
tej Hinduski połapano i przykładnie ukarano: główna sprawczyni dostała
20 lat bez odwołania. Czy któryś z morderców jamajskich dostał kiedyś 20
lat?! - NIGDY! Tłumaczy się nam przez takie ścierwa lewackie, że są to
porachunki gangów! Tym gorzej dla lewackich idiotów - którzy wprowadzili
rejestrację legalnie posiadanej broni, a przecież nawet małe dziecko wie,
że w 90% przestępstw kryminalnych z użyciem broni palnej, dokonują ci kryminaliści
z broni nielegalnej. Wprowadzając kontrolę broni legalnie posiadanej -
dlaczego NIE wprowadzi się prawa za posiadanie nielegalnej broni,
za czym ogromna większość ludzi stoi, zadając np.: minimalną karę więzienia
- 5 lat! Wczoraj, tj. 28 grudnia, próbowano znowu prać mózgi przeciętnemu
zjadaczowi chleba w Toronto i GTA, kiedy to pokazywano rubryki, które pokazywały
nam ilość morderstw na kontynencie tutejszym - oczywiście lewackie kłamliwe
pasidła mówiły nam, że nie jest źle, skoro w Chicago czy NY zarżnięto parę
setek, a u nas w Toronto tylko 78 , ale już nie wspominają, że w
ubiegłym roku było o prawie 30 mniej morderstw, to co mamy ścigać się z
niechlubnymi statystykami z USA lub z Jamajki, gdzie tylko w stolicy tego
kraju: Kingston, zamordowano w tym roku ponad 1300 ludzi. Również
podobnie było w ubiegłym roku, co można sprawdzić w oficjalnych źródłach
internetowych. Chciałbym więc spytać, co zrobili LIBERAŁOWIE w kwestii
bezpieczeństwa, w Toronto głównie, gdzie giną od kul bandytów niewinni
ludzie! Premier Martin zapowiedział, że liberałowie wprowadzą prawo zabraniające
posiadania każdej broni - CHA CHA CHA, lewackie klowny, a gdzie są wasze
plany, ażeby podnieść kary do minimum 5 lat dla tych, co nie zastosują
się do takiego prawa. Panie Andrzeju, zbliżają się wybory federalne - czy
Polacy i inni wyborcy, którzy odwiecznie kochają liberałów, przemyślą coś,
czy też nadal będą świecić pustką w głowach! Podam jeszcze parę haseł wyborczych
skierowanych w liberałów: NIE głosuj na powtórnych kryminalistów (ADSCAM),
LIBERALIZM jest chorobą do wyleczenia, oraz LIBERALIZM = NIE W MOIM IMIENIU.
Pozdrawiam polonusów, i żeby opamiętali się przed wyborami
i wykopali tę lewacką zarazę! NA ZAWSZE!
Marian Stefaniak
Od redakcji: Panie Marianie, spotkamy się przy urnie!
Co nam Nowy Rok przyniesie
To pytanie stawia sobie każdy Polak, zatroskany o los własnej
rodziny i własnej Ojczyzny.
Z wielką radością i nadzieją przyjęliśmy zwycięstwo PiS-u. Świadomość,
że rodzi się szansa nowego ładu i porządku, że rodzi się sprawiedliwa Polska,
przeniknęła w każdy zakątek Polski i do każdej polskiej rodziny, która
utraciła już nadzieję, że może być lepiej.
To największe uczucie radości, jakiego mogliśmy doznać na przestrzeni
ostatnich 10 lat, które w większości były latami straconymi, jeśli chodzi
o sferę gospodarczą. Polskie społeczeństwo zostało zepchnięte do granic
ubóstwa, poza znikomą grupą sprawujących władzę.
Teraz, kiedy nadarzyła się tak wspaniała szansa i grupa oddanych
polityków chce dźwigać z upadku nasz kraj, nie wszystkim jednak to odpowiada,
bowiem pycha bierze górę nad rozsądkiem.
Ogarnia nas niepokój i lęk, że w Sejmie wyłania się koalicja
destrukcji rządu, która stawia warunki, rachunki itp. Jeżeli leży nam na
sercu dobro kraju, to nieważne, kto, gdzie i za ile. Polska nie może być
przedmiotem przetargu, jeżeli jesteśmy naprawdę Polakami.
W pierwszym rzędzie trzeba ratować Polskę jako kraj, a następnie
przechodzić do ratowania Jej obywateli, Jej gospodarki i wszystkiego, co
składa się na słowo Polska. Dlatego potrzeba rządowi czasu, bowiem Polska
jest w zapaści gospodarczej, do której doprowadziły ostatnie ekipy rządzące.
Obecny rząd, pod egidą Pana Premiera Marcinkiewicza, jest w stanie zrobić
wiele, ale trzeba mu pomóc, a nie przeszkadzać, bowiem nie posiada czarodziejskiej
różdżki. Stąd też niezrozumiała jest krytyka rządu przez prawicowych posłów.
Apelujemy więc, panowie posłowie, trochę rozwagi i nieco więcej mądrości
politycznej.
Wprawdzie pan Tusk powiedział: "przeciw PiS-owi, LPR może zawsze
liczyć na Platformę", a więc spisek? Oj, nieładnie, panie pośle, ujawnił
pan swoją nieudolność polityczną i kłamstwo przedwyborczej kampanii prezydenckiej,
w której deklarował pan troskę o nasz kraj. Porażka pana partii to nie
zwykły przypadek, to mądrość narodu polskiego i przebudzenie z wieloletniego
letargu. Dlatego też na Nowy 2006 Rok życzymy PiS-owi, z którego wyłonili
się wspaniali politycy, oraz wszystkim życzliwym ministrom, posłom, senatorom
z innych ugrupowań, aby dobrze służyli Ojczyźnie i Narodowi. Aby blask
betlejemskiej gwiazdy oświetlał drogę na dalsze lata, a Dzieciątko Jezus
błogosławiło na każdy dzień, wnosząc w Wasze serca miłość i pokój. Całemu
Narodowi polskiemu życzymy doczekania czasu spełnionych nadziei, abyśmy
z dumą mogli powiedzieć: JESTEM POLAKIEM.
Z serdecznymi życzeniami
Jolanta i Stanisław Krawczyńscy
Od redakcji: Polski rząd p. Marcinkiewicza wytrzyma każdą
krytykę, jeśli tylko będzie systematycznie realizował to, co zapowiada...
Posylwestrowe refleksje
Na pożegnanie starego roku wybraliśmy się tym razem do Pearson
Convention Centre na bal organizowany przez Komitet Budowy Kościoła w Brampton.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się obiecująco (no, może poza czarnymi
balonami zaczepionymi pod sufitem, ale to na pewno taka ekstrawagancja
dekoratorów). Ale później okazało się, że są pewne rzeczy, do których mamy
pewne uwagi.
Po pierwsze: plastikowe kubki do drinków nie bardzo pasują do
tak eleganckiej imprezy.
Po drugie: podanie szampana otwartego na godzinę przed północą,
przykrytego znów tymi plastikowymi kubkami, było nie na miejscu, a tłumaczenie,
że uczestnicy balu zniszczą oświetlenie i korkami wyrządzą sobie krzywdę,
nie jest chyba na miejscu. Przywitanie Nowego Roku ciepłym napojem bez
"bąbelków" i bez tego symbolicznego otwarcia butelki szampana zmniejsza
urok tego wieczoru. Pomijając już fakt, że przy tej cenie biletów można
było zaserwować odrobinę lepszy trunek niż "szampan Bambino".
Po trzecie: nie mam nic przeciwko muzyce ludowej, ale na balu
sylwestrowym repertuar w ogromnej większości składający się z przebojów
typu "Głęboka studzienka" jest co najmniej dyskusyjny.
Mam nadzieję, że organizatorzy nie potraktują tych uwag jako
czepianie się szczegółów, ale często takie właśnie szczegóły decydują na
atmosferze imprezy.
Z noworocznym pozdrowieniem
Krzysztof Sapiński
Toronto
Od redakcji: Dziękujemy za list - de gustibus non est disputandum.
GONIEC NR 51/2005 (106)
(22
XII 2005 - 5 I 2006)
Redaktor Naczelny Pan Andrzej Kumor oraz Zespół Redakcji "Goniec"
Na ten szczególny czas Bożego Narodzenia pragniemy życzyć chwil
wypełnionych radością, kolędami i miłością najbliższych. Niech Jezus -
słowo wcielone, udzieli Wam szczególnego daru - odwagi i odpowiedzialności
w posługiwaniu słowem. Nowy Rok 2006 niech spełni oczekiwania, przyniesie
pomyślność i zrozumienie oraz wiele dobra od ludzi, ale też dla ludzi.
Życzą szczepy harcerskie "Podhale" i "Rzeka" oraz KPH.
Od redakcji: Serdecznie dziękujemy.
Szanowna Redakcjo!
Urodziłem się w 1979 roku w Polsce, a od roku 1988 mieszkam w
Kanadzie.
Do napisania tego listu sprowokował mnie obejrzany w sobotę (17
grudnia) program "Z ukosa". Chcę zaznaczyć, że bardzo rzadko oglądam polskie
programy, gdyż jestem studentem i nie mam na to czasu ani możliwości.
To, co zobaczyłem w sobotę, zbulwersowało mnie do głębi. Konflikt
wewnątrz KPK był pierwszym tematem, który zwrócił moją uwagę. Przy okazji
dowiedziałem się od rodziców o wcześniejszych poczynaniach byłego kierownictwa
KPK i o marnotrawieniu społecznych pieniędzy na bezsensowne procesy. Zabolało
mnie to tym bardziej, gdy zobaczyłem następną historię przedstawioną w
"Z ukosa", historię młodej, doskonale zapowiadającej się szablistki, której
rodzice wszystkie swoje fundusze poświęcają na wyjazdy sportowe córki,
a jest to wciąż za mało, by dziewczyna kontynuowała tak wspaniale rozpoczętą
karierę.
Moim pytaniem jest: czy KPK, zamiast wydawać pieniądze (często
otrzymane w spadkach od Polaków) na bezsensowne procesy, zamiast zużywać
energię na kłótnie, nie mógłby pomagać utalentowanej polonijnej młodzieży?
Nie mówię o bezpośrednich dotacjach, ale o koordynacji działań, szukaniu
sponsorów i nagłaśnianiu tematów o problemach polskiej młodzieży w Kanadzie.
Przykre jest, że ja, jako młody człowiek - Polak mieszkający tutaj, o istnieniu
KPK dowiaduję się tylko dlatego, że zaistniał spór wewnątrz zarządu, a
nie dlatego, że KPK może np. pochwalić się jakimiś osiągnięciami na polu
pomocy młodym Polakom.
Jestem działaczem Brock Polish Student Association i wiem, że
w Ontario jest mnóstwo utalentowanych artystów, sportowców, muzyków i pisarzy
polskiego pochodzenia, młodych ludzi, o których pewnie nie posłyszymy,
gdyż na ich drodze do sukcesu stanie prozaiczny brak pieniędzy. Nie dziwmy
się też brakowi polskich reprezentantów w federalnych, prowincyjnych i
municypalnych strukturach. Jeśli o sobie nie słyszymy, nie popieramy, w
jaki sposób mamy się tam dostać?
Nasze polonijne społeczeństwo na pewno chętnie pomogłoby takiej
młodzieży, ale potrzebna jest integracja działań, nagłaśnianie problemów,
a KPK ze swoją tradycją i możliwością dostępu do mediów mógłby tu odegrać
kluczową rolę.
Wysyłam ten list do "Gońca", a nie bezpośrednio do KPK, ponieważ
panowie z KPK są prawdopodobnie tak zajęci swoimi kłótniami, że list wylądowałby
w koszu na śmieci. Nie oczekuję od nikogo odpowiedzi, ale mam nadzieję,
że jeśli w jakiś sposób zainteresowane osoby przeczytają moje słowa, zrozumieją,
że są inne priorytety niż kłótnie, konflikty i walki o kierownicze stołki.
Z poważaniem Mikołaj Garbos
Od redakcji: Szanowny Panie, podobnie jak Pan ubolewamy z powodu
istniejącej sytuacji i cieszylibyśmy się gdyby KPK był prężnie działającą
organizacją.
Szanowny Panie Andrzeju,
Właśnie widziałem pana w rozmowie z p. W. Śniegowskim i innym
panem dyskutujących o rzekomych, a nie wymienionych, spornych kwestiach
Kongresu Polonii Kanadyjskiej (KPK) CPC.
Ja osobiście mam pejoratywną opinię o Zarządzie KPK, CPC.
Moja rodzina i ja przyjechaliśmy do Ottawy w kwietniu 1971 r.
Po odbyciu obowiązującego przeszkolenia w szpitalu uniwersyteckim i zdanych
egzaminach zdobyłem pełną licencję do praktyki lekarskiej w Ontario. W
Polsce byłem lekarzem specjalistą internistą. Ponieważ byłem również przeszkolony
w anestezjologii, mój szef w Ottawa General Hospital zachęcił mnie do przeniesienia
się na peryferie Nowego Brunszwiku, gdzie potrzeba nowocześnie wykształconego
anestezjologa była wyjątkowo paląca. Byłem entuzjastą, który chciał przysłużyć
się Nowej Ojczyźnie, a więc uważałem, iż należy iść tam, gdzie mnie będą
najbardziej potrzebować. Zawędrowałem do Chatham NB, teraz część Miramichi
NB, i do dzisiaj tu mieszkamy. W sumie w Kanadzie przepracowałem jako licencjonowany
lekarz 30 lat bez 4 miesięcy. Od lipca 2001 r. już nie pracuję. Teraz mam
74 lata i jestem na emeryturze.
Moja historia w Kanadzie jest, wg mnie, bardzo interesująca,
chociaż może trudno strawna. Do KPK CPC posyłałem wiele e-maili oraz opasłe
koperty z moimi historiami, ponieważ uważałem i dalej uważam, iż moje sprawy
są na tyle ważne, by kierujący KPK zainteresowali się tym i zajęli stanowisko
oraz żądali wyjaśnienia moich oskarżeń. Niestety, panowie z KPK CPC odpisali
mi dwoma zdaniami, iż ich moje sprawy nie interesują. Uważam, iż zachowali
się jak przysłowiowe strusie, chowając głowę w piasek.
Jak by pana interesowało, co ja mam do powiedzenia, to ja wygrzebię
tych parę listów pisanych po polsku do KPK CPC i dam panu do przeczytania.
Pozostałe dokumenty są napisane po angielsku, a ja nie mam ochoty ich tłumaczyć,
ponieważ ci, którzy mają zdecydować, czy moje wołanie jest słuszne, czy
nie, posługują się jednym z oficjalnych języków Kanady, a nie językiem
polskim.
Poza tym chętnie bym zadał to samo pytanie panu Lizoniowi, który
uważa, iż pan Sobocki i jego zarząd KPK CPC powinni podać się do dymisji.
Ja nie mam pojęcia, o co chodziło na zjeździe KPK CPC, ale również uważam,
iż zarząd z panem Sobockim powinien odejść.
Z poważaniem,
Włodzimierz Sokołowski
Od redakcji: Dziękujemy za list, jeśli uzna Pan, że sprawa
zainteresuje naszych Czytelników, proszę napisać.
Dzień dobry
Nazywam się Krzysztof Gralak, mam żonę, dwójkę wspaniałych dzieci
i staram się o emigrację do Kanady. W 2002 roku przez 3 miesiące
mieszkałem w Toronto i wydaje mi się, że to może być
miejsce dla mnie.
Dzisiaj dostałem po 17 miesiącach odpowiedź na moją aplikację.
Liczę punkty i wychodzi mi, że może zabraknąć jednego albo
trzech. Jedyną moją szansą jest zdobycie "Arranged employment" potwierdzonego
przez kanadyjskie HRDC. Dodatkowa trudność to to, że muszę to mieć do 10
stycznia 2006 roku.
Przepraszam, że zawracam głowę przed świętami, ale nie mam pomysłu,
do kogo mógłbym zwrócić się o pomoc. Jeśli masz jakieś sugestie, jak rozwiązać
mój problem, będę bardzo wdzięczny.
Krzysztof Gralak
marcinmateusz@poczta.onet.pl
Od redakcji: Każdy te rzeczy sam rozważa.
W odpowiedzi na odpowiedź w sprawie "Kompozycja z przepiórek",
czyli diabeł tkwi w szczegółach
Konkretnie mam 14 lat doświadczenia w kanadyjskim biznesie gastronomicznym.
Miałem sklep delikatesowy, potem restaurację. Zawsze nastawiałem się głównie
na angielskojęzycznych klientów. Mam tradycje rodzinne w tym biznesie z
Polski. Jeżeli ktokolwiek zainteresował się poruszoną sprawą, chętnie przedyskutuję
sytuację bieżącą, nowe trendy i pomysły.
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Rodak
Adres i telefon znane redakcji.
Od redakcji: Miło nam, że nasze łamy do czegoś się przydały
Moc Życzeń dla Was i Waszych Czytelników na Boże Narodzenie i
Nowy 2006 Rok. Mam nadzieje, że wypoczniecie przez Święta.
Wasz Aleksander Pruszyński
z Białorusi
Od redakcji: Panie Aleksandrze - serdeczne dzięki.
"Spełniony Prezydent"
Zanim zapozna się czytelnik z treścią owego artykułu, zastanowi
się nad jego tytułem.
Otóż tak, miano "spełnionego Prezydenta" przypisał sobie nikt
inny, jak Aleksander Kwaśniewski, za "tak wiele dobrych rzeczy zrobionych
dla Polski", i tu wyliczanka, układanka. Ponadto w tymże wywiadzie telewizyjnym,
zwracając się do dziennikarza, powiedział: "Panie Tomku, jest Pan szczęśliwy,
że ma pan zaszczyt rozmawiać ze spełnionym Prezydentem". Ów dziennikarz
nie okazał radości z takiego zaszczytu, lecz nieco ironiczny, trochę tajemniczy
u-śmiech, dziękując za rozmowę. Gdyby byli tam widzowie,
na pewno sala parsknęłaby śmiechem i popatrzyła z pożałowaniem na tego
nieudacznika. Pan Kwaśniewski zapomniał powiedzieć, że spełnił się w obiecankach
dla kolesiów, których faworyzował i przygotowywał im podatny grunt do działania
wbrew prawu i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To nikt inny jak on przyzwalał
na popełnianie przestępstw gospodarczych, to za jego dwóch kadencji dokonano
grabieży majątku narodowego i wszelkiej korupcji, co było przyczyną zapaści
gospodarczej kraju.
Pan Kwaśniewski może o tym zapomniał, ale my pamiętamy i nie
zapomnimy.
Zapytany, co sądzi o postawionym zarzucie W. Jaruzelskiemu, odpowiedział:
"ja bym nie przekreślał generała Jaruzelskiego i przypisywał mu tylko winy,
trzeba docenić też to, co dobrego zrobił dla Polski i czym przysłużył się
Polakom". Oj, wiemy, panie Kwaśniewski, co dobrego zrobił. Przysłużył się
liczbą ofiar Wybrzeża w 1970 roku oraz śmiercią niewinnych robotników,
górników, księży i studentów tak w stanie wojennym, jak też przed i po.
Wierzę, że za te zasługi polskie społeczeństwo postawi ciepły
pomnik na grobie obu Prezydentów.
Dzięki Bogu, że doczekaliśmy czasu, kiedy oprawcy Polski będą
osądzeni według zasług, że zmiany idą w pozytywnym kierunku. Musimy tylko
być czujni i albo odpierać, albo lekceważyć ataki spadkobierców dogorywającej
komuny, którym trudno pogodzić się z porażką.
Poprzednia koalicja rządowa nie pytała opozycji, czy jej posunięcia
są słuszne i czy to opozycji odpowiada, nie tłumaczyła się, dlaczego ten,
a nie tamten, dlaczego już, a nie później. Dlaczego więc obecna opozycja
wymaga takiej spowiedzi od obecnego rządu, który, jako zwycięzca, ma prawo
sam decydować. Rząd Pana Marcinkiewicza tworzony jest z ludzi sprawdzonych,
kompetentnych i nieuwikłanych w żadne afery, dlatego panowie: Miller, Tusk,
Rokita, Olejniczak, Śpiewak, Niesiołowski, Komorowski, Chlebowski
i inni stawiają zarzuty zbyt wolnych zmian w obsadzie stanowisk.
Pytam więc, "co komu do domu, jak chałupa nie jego". My wiemy,
że PZPR szkoliła ludzi przez wiele lat, aby skutecznie niszczyć wszystko
co polskie, a ten rząd musi to teraz budować, nie mając zaplecza gospodarczego
i finansowego. Taka więc jest różnica między wami a nami i między tym,
co robiliście wy, a między tym, co robią oni.
Ludzie rządu Pana Marcinkiewicza nie mogą mieć tworzonych życiorysów,
ich cechować musi hasło pisane na sztandarach krwią polskiego Narodu "Bóg,
Honor, Ojczyzna".
Te hasła były od dawna solą w oku dotychczasowym rządom i prezydentom,
choć też często nimi szafowali. To dlatego taki popłoch i strach w komunistycznych
środkach przekazu, gdzie podczas rozmów czy wywiadów rzucają się na przedstawicieli
PIS-u jak przysłowiowe wrony na padlinę. Skończy się nareszcie fałsz i
obłuda, a środki przekazu służyć będą dobru Obywateli. Będą to środki społecznego
komunikowania, a nie wybranej grupy właścicieli Polski.
Nie będzie żadnych grup nacisku, ale dominować będzie prawda
i uczciwość, a nie jak dotychczas szantaże, oszczerstwa i pomówienia, które
sięgnęły już zenitu.
Trzeba będzie uderzyć się w piersi i z pokorą przyznać się do
błędu, że pycha i chęć zysku odebrała wam rozum. Pamiętajcie i powiedzcie
to swoim dzieciom: PRAWDA ZAWSZE ZWYCIĘŻY.
Serdecznie pozdrawiam, życząc zdrowych, spokojnych i pełnych
radości Świąt Bożego Narodzenia oraz sukcesów w Nowym 2006 Roku.
Jolanta Krawczyńska
Od redakcji: Szanowna Pani, grunt to nadzieja!
GONIEC NR 50/2005(105)
(16-21
XII 2005)
Poza marginesem
Niejaki pan J.K. w numerze 48 GOŃCA pisze na marginesie. W średniowieczu
zakonnicy też pisali na marginesach ksiąg, tylko oni pisali mądrze.
Porady udzielone panu Capucie do mądrych zaliczyć nie można,
a już całkiem poza margines wiedzy wystawia się pan J.K., pisząc o pracy
w przemyśle automobilowym.
Budowa samolotu, który stoi i czeka, aż pan robotnik wykona swoją
pracę, to nie jest taśma produkcyjna w GM, czy też w Fordzie. Szybkość
taśmy w departamentach jest różna, ale czas jest tak wyliczony, aby robotnik
nie brał tych 30 dol. za darmo. Poruszająca się taśma daje taki stres,
że wielu ludzi tego nie wytrzymuje, więc kwituje pracę, a jeśli jest uparty
i nie zaprzestanie tej pracy, to popadnie w chorobę. Przykładem jest młody
Polak, nazwijmy go W. Po znajomości dostał pracę w Fordzie. Zadaniem jego
było przykręcać już wstawione przednie siodło. Po czterech dniach kwituje,
bo nie może wytrzymać stresu. Pracę tę wykonywała starsza kobieta,
odchodząca na emeryturę. Amerykanin, nazwijmy go Jim, ma już staż, przychodzi
na departament zwany "trim".
Do, jak to Pan nazywa, "przykręcania śrubek", i nie daje
rady, a młoda góralka Helenka z łatwością daje radę. Trzeba było iść spróbować
tej łatwizny, nikt Panu na drodze nie staje. Pomijam tu ogromne zmęczenie
fizyczne po 10 godzinach pracy.
Rządy zarówno USA, jak i Kanady nie interweniują w wysokość zarobków,
bo płace nie idą z pieniędzy podatnika. Dla rządów podatek od 30 dol. jest
lepszy niż od proponowanych 8 dol. przez pana J.K. Jeśli chodzi o emerytury
i inne świadczenia, to potrącenia z zarobków są duże na te cele.
Członkowie Canadian Auto Workers (CAW) jak strajkują, to przeciw
tak zwanym shareholders, aby dzielili się z pracownikiem wypracowanym
zyskiem.
Urzędnicy państwowi, gdy strajkują, to przeciw panu J.K., przeciw
mnie i każdemu płacącemu podatek, a więc przeciwko sobie też.
Pisze pan, że wielu z tych "przykręcaczy śrubek pisać i czytać
nie umie", nie zaprzeczam, że takich ludzi jeszcze w Oshawie, czy też w
Oakville można znaleźć. Już od 5 lat Ford nie przyjmuje takich do pracy,
co nie ukończyli szkoły średniej, a cała załoga przeszkolona jest z podstawową
znajomością komputera. Mało tego, emeryci na ochotnika mogą brać kursy
komputerowe. Czytać jako tako każdy musi umieć, bo przy każdym silniku,
przy każdym (unit) samochodzie wisi kartka, tzw. teletype,
i zanim do pracy się zabierze, musi z niej wyczytać, co ma zrobić. Jeśli
się uwolni lepsza praca,
robotnik składa aplikację w komputerze i tu bez czytania nie da rady,
a więc nie jest tak, jak Pan sobie wyobrażał.
Dziwię się tylko redakcji GOŃCA, że takie rzeczy drukuje w Internecie.
Stefan Szumnarski
Od redakcji: Drukujemy nie tylko w Internecie, bo, Drogi Panie,
nikt nie ma monopolu na prawdę, a my przedstawiamy opinie pod rozwagę
głów - zazwyczaj mądrych ludzi, czyli naszych Czytelników.
Uczmy się od braci muzułmanów
Nawiązując do tekstu któregoś z czytelników dotyczącego visual
minority praw dla Polaków, pragnę ustosunkować się do tej kwestii. Kanada,
a właściwie jej społeczeństwo, jest ofiarą przeszłości kolonialnej. Anglicy
w okresie największego rozkwitu kolonialnego stosowali w swoich koloniach
znaną powszechnie zasadę: dziel i rządź. Metoda ta polegała na skłócaniu
celowo podzielonej społeczności żyjącej w koloniach celem łatwiejszego
trzymania jej w karbach. Po upadku kolonii zachował się porządek prawny,
dzięki któremu mamy to, co mamy. A co takiego tutaj mamy? Otóż teoretycznie
mamy jeden kraj, ale są w nim równi i równiejsi. Są więc Indianie, którzy
z niezrozumiałych względów posiadają szczególne prawa, na które haracz
podatkowy płaci każdy z nas. Nawet nie wiemy, ilu ich jest. Nie dość tego
wszystkiego, od czasu do czasu rząd kupuje od Indian swoją ziemię, która
nie jest własnością żadnych szczepów, ale jest własnością Kanady. Jak długo
będziemy wszyscy tolerowali tę niesprawiedliwość? Jako obywatel Kanady,
ogłaszam na łamach tego tekstu, że trzeba skończyć w tym kraju z podziałem
na równych i równiejszych. Dotyczy to również "visible minority".
Kanada jako kolonia angielska została militarną drogą zdobyta,
a następnie się wyzwoliła z kolonialnej zależności. Jako taka należy do
większości jej mieszkańców, którymi są w znacznej większości emigranci
z Europy, a więc ludność rasy białej. Nadawanie innym rasom preferencji
w traktowaniu jest dyskryminowaniem rasy białej. Mieszkańcy Chin, Indii
czy Afryki posiadają tutaj specjalne prawa, co jest rażącym bezprawiem.
Gdyby ludność europejska próbowała domagać się takich praw w krajach azjatyckich,
po prostu by ją wyśmiano. Preferencje nadawane grupom można by rozciągać
w nieskończoność. Na przykład ludziom urodzonym z defektami urody nadawać
preferencje za brak urody, a ludziom niesprawnym preferencje za niesprawność.
Jak daleko powinno się posuwać w tym brnięciu do absurdu? Dzięki takim
manipulacjom mamy dzisiaj w Kanadzie "holiday tree" i temu podobne nonsensy,
bo to właśnie efekt działalności ludzi "visual minority". Zboczeńców nazywamy
kochającymi inaczej, a święta Bożego Narodzenia zastąpiliśmy ramadanem.
Każda osoba, która próbuje zabierać głos w obronie ludzi białych
(nazywanych tutaj oburzająco "caucasians"), naraża się na posądzenie o
rasizm. Jestem człowiekiem białym, a nie żadnym "caucasians", i dla mnie
Chińczyk jest żółty, a Murzyn jest czarny. Tak było, jest i będzie. Nigdy
też nie będę nazywał choinki "holiday tree".
Tego samego oczekuję od wszystkich Kanadyjczyków polskiego pochodzenia.
Nie bójmy się przyznawać do swojego rasowego dziedzictwa, lecz walczmy
o swoje prawa. Tego nam odbierać nie wolno. Nie domagajmy się więc preferencji
za "minority" w stosunku do ludzi pochodzenia angielskiego czy francuskiego,
lecz żądajmy zniesienia wszelkich preferencji. Dosyć mamy świętych krów
w Kanadzie.
***
Z oburzeniem przeczytałem artykuł Aleksandra Boruckiego pod tytułem
jak w nagłówku. Autor artykułu prezentuje przedziwną mentalność. Nie dało
się czytać tego steku bzdur. Panie Borucki, a czego to mamy się uczyć od
muzułmanów? Może tolerancji? Proponuję wprowadzić w Kanadzie sądy imamów,
potem zmienić alfabet, następnie wprowadzić arabski jako język oficjalny
w Kanadzie. Wstydzę się, że nasi rodacy takie bzdury piszą. Jesteśmy dziećmi
narodu, który wyzwolił Europę pod Wiedniem od agresji tej religii kilka
wieków temu. Teraz, gdy nie posiada ona siły militarnej, próbuje wejść
do Chrześcijańskiej Europy kuchennymi drzwiami. O tym, jak wspaniali są
wyznawcy tej religii, radzę się przekonać, próbując stworzyć w którymś
z państw arabskich parafię katolicką. Tam będzie Pan mógł znaleźć wspaniałe
źródło nauki dla siebie. Jestem przekonany, że należy Pan do tych, o których
się mówi "mądry Polak po szkodzie".
Serdecznie pozdrawiam
Stefan Caputa
Od redakcji: Dziękujemy za garść zdrowego rozsądku.
Nowa twarz
Witam! Po przeczytaniu o stronie w Internecie w "Gońcu" skorzystałem
i odwiedziłem Gorzowiaków. Na razie nie poznaję nikogo, ale widziałem
jedno nazwisko, które być może pamiętam ze szkoły. Chodzi o Henia Różyło.
Moje nazwisko Leszek Wilewicz, mieszkałem w Gorzowie od urodzenia do wojska,
a później pognało człowieka po świecie.
Pozdrowienia dla wszystkich Gorzowiaków.
Leszek Wilewicz
Od redakcji: Pozdrowienia przekazaliśmy "Gorzowiakom" - dziękują
i przy okazji zapraszają 18 grudnia o godz. 18.00 do kawiarni BARBAKAN
na wigilijne, klubowe spotkanie.
Szanowny Panie redaktorze
Proszę o kontakt z autorką artykułu "Rodziłam w Oświęcimiu".
Jesteśmy szkołą medyczną, która w roku 2006 obchodzi 25-lecie funkcjonowanowania.
Z tej okazji chcemy nadać imię Stanisławy Leszczyńskiej - położnej z obozu
Oświęcimia, która odebrała poród pani Krystyny Zambrzyckiej. Jej
wspomnienia, dokumenty, pamiątki będą cennymi pamiątkami do izby pamięci
naszej szkoły. Naoczni świadkowie tamtych wydarzeń , nieliczni już są dla
nas żywa historią. Stanisława Leszczyńska swoją postawą , ofiarnością
, narażeniem życia w tak trudnych czasach, broniła ludzkiego życia. Głosiła
prawdę "nie wolno zabijać dzieci", prawdę którą miała odwagę powiedzieć
otwarcie niemieckiemu oprawcy Mengele.
Z poważaniem
Bogumiła Roziewicz
Medyczne Studium Zawodowe
w Zamościu.
Od redakcji: Prosimy panią Zambrzycką o kontakt z redakcją
"Gońca".
Szanowna Redakcjo
piszę do Was z nadzieją, iż pomożecie mi w odszukaniu i nawiązaniu
kontaktów z moja Rodziną zamieszkującą w Kanadzie.
Mój Dziadek zesłany przez komunistów na Sybir wstąpił do armii
gen. Andersa i już nigdy nie mógł wrócić do Polski i do swojego domu we
Lwowie. Pozostał na obczyźnie i tam powtórnie się ożenił. Wiem, że Feliks
Tyśnicki - tak się nazywa mój Dziadek miał syna Rogera. Poszukując w Internecie
spotkałem osobę, która nazywa się Roger Tysnicki i mieszka:
Tysnicki Roger, 5912-17A Ave.
Delta, BC, V4L 1J6
Sądzę, iż jeśli jego Ojciec to Feliks Tysnicki ze Lwowa to On
jest mój Wujek - i to bardzo bliski, a moja Mama to Jego Siostra, którą
Sowieci wypędzili po wojnie z ojcowizny i obecnie mieszka w Poznaniu.
Nie mam innej możliwości sprawdzenia adresu - odszukałem Was
i mam głęboką nadzieję i wewnętrzne przekonanie, iż pomożecie mi w połączeniu
rodzeństwa, które nigdy się wcześniej nie widziało.
Dziękuję
lmc@poczta.fm
PS
Z okazji Świat Bożego Narodzenia dużo Łask Bożych, pomyślności
i powodzenia dla całej Redakcji.
Od redakcji: Może ktoś z naszych Czytelników ma pomysł,
jak pomóc w odnalezieniu rodziny. Dziękujemy za bożonarodzeniowe życzenia.
GONIEC NR 49/2005(104)
(9-15
XII 2005)
Na marginesie
Szanowny Panie J.K.
Z Pańskiej odpowiedzi na mój tekst dotyczący cen ziemi w Kanadzie
należałoby wyciągnąć wniosek, że jest Pan zwolennikiem rosnących cen życia
w tym kraju. Nie zastanawiał się Pan przypadkiem, dlaczego ziemia w Vancouver
jest tak droga?
Spróbuję sam odpowiedzieć na postawione pytanie. Otóż, w tym kraju
działa real estate lobby, które trzyma pod kontrolą ceny działek budowlanych.
Gdyby doszło do tego, żeby rząd uwolnił pod budownictwo znaczną ilość ziemi
trzymanej jako parki narodowe, wówczas spekulanci poszliby z torbami i
normalni ludzie mogliby zacząć budować domy. Z tonu Pańskiego tekstu mniemam,
iż popiera Pan spekulantów żyjących na koszt społeczeństwa, a może jest
Pan jednym z nich? Oferowanie ziemi na Syberii świadczy albo o niezrozumieniu tematu
przez Pana, albo, co gorsza, popieraniu tego status quo. O tym, jak wielki
jest to problem, niech świadczy chociażby fakt, że na prawie każdym domu jednorodzinnym
w Kanadzie wisi dług bankowy. Jedna decyzja rządu o uwolnieniu ziemi w
Kanadzie mogłaby zmienić ten stan raz na zawsze. Niestety, dzięki takim
osobom jak Pan do tego nigdy nie dojdzie, bo przecież spekulacja musi kwitnąć.
Z poważaniem,
Stefan Caputa
Od redakcji: ***
Drogi Panie Andrzeju,
Kiedyś, kiedyś aspirowałem do bliższego z Panem kontaktu, ale
jak Pan może wie, Polaczek z Polaczkiem źle się czuje i ma lekkiego kaca
z takiej bliskości. Pal sześć. Życie uczy, że warto żyć.
Ale nawiązując do ostatniej z Panem rozmowy, sugerowałem nienagłaśnianie
tego happeningu z topieniem mamusi, gdyż złośliwi zaraz dodadzą do swych
stereotypów ten przyczynek.
Pan, jak to bywa w Polonii, zechciał nie podziękować za zgłaszaną
Panu uwagę, co zaraz samokrytycznie skarciłem się upokorzony.
Ale obiecałem coś skreślić o Pańskim GOŃCU. Otóż, miły Panie
Andrzeju, wyrażając wyłącznie moją opinię, powiem, nic nie lepszego od
polonijnych "rozrzutków" darmowych. A szkoda, gdyż nadal NIE MA GAZETY
DO CZYTANIA, są natomiast "bogate" w informacje handlowe etcetera. A cholera,
człowiek chce czegoś konkretnego dowiedzieć się o tym środowisku, w którym
żyje. "Goniec" pański ma jeden cel: zarobić szmalu. A że robi to kosztem
zawiedzionego czytelnika, to żaden problem. Zadowala jedynie reklamodawcę.
Ale to przecież ogólnoświatowy trend, dlaczego ma to być z moim poparciem?
Przeglądałem kilka "Gońców" jakiś czas temu. Znajdywałem dość
interesujące rzeczy, jednak ten ostatni jest nędzny. Z obrzydliwą anatomią
topienia w wannie tej mamuni. Cały ten numer jest "przygnieciony" nadmiarem
tej chałowatej reklamy, że przygnębia. Rozrzutem jest też farba na całych
stronicach, czy to dla ozdoby?
Wiele konkretnych zastrzeżeń, brak mi czasu. Pochwalam "dobranie"
się do tzw. Kongresu. Ja to zacząłem naście lat temu, ale Bełz uznał, że
jemu Kongres się przyda, wyrzucił moje dalsze pisanie. Chwała Bogu. Wszystko,
co polonijne, mierzi mnie i nudzi. Przepraszam. Panu życzę powodzenia i
przy okazji pomyślnych "Andrzejków". Wszystkiego dobrego.
Józef Kurdybelski
Od redakcji: Drogi Panie, skoro "wszystko co polonijne mierzi
Pana i nudzi, to po co Pan po to sięga?". Dziękuję za życzenia -
AK.
Panie Redaktorze,
Marian Kałuski w swoim artykule pt. "Kronika Polaków w Australii
i Nowej Zelandii" zamieszczonym w "Gońcu" nr 48 zaskoczył mnie brakiem
rzetelnej informacji o polskich działaczach emigracyjnych, przybyłych do
Australii po zakończeniu II wojny światowej.
Pan M. Kałuski jest emigrantem "świeżej daty", ale jeśli zabiera
się do publikacji czegoś, co nazywa "Kroniką Polaków", to powinien uczciwie
uwzględnić w swoim artykule nazwiska osób, które tworzyły początki polskiego
dziennikarstwa i życia kulturalnego w Australii. W tym konkretnym przypadku
chodzi mi o mojego stryjecznego brata Jerzego Grota-Kwaśniewskiego.
Był on redaktorem i współwydawcą wydawanego w Melbourne tygodnika
"Głos Polski" - o którym to tygodniku pisze p. M. Kałuski. W latach 1977-1991
był redaktorem naczelnym "Tygodnika Polskiego" w Melbourne. Był autorem
licznych artykułów oraz współautorem i redaktorem książki pt. "40 lat Polonii
australijskiej". Był korespondentem paryskiej "Kultury" i londyńskiego
"Dziennika Polskiego". W latach 1955-1959 był prezesem Polskiego Koła Kulturalno-Artystycznego
w Melbourne. Członek zarządów i współorganizator wielu stowarzyszeń społecznych.
Członek Związku Dziennikarzy RP w Londynie i laureat nagrody literackiej
tego Związku w roku 1992.
Uczestnik kampanii wrześniowej. W czasie okupacji hitlerowskiej
żołnierz AK. W latach 1942-1944 pracował w konspiracyjnym Biurze Informacji
i Propagandy AK. Trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.
Powyższe informacje można znaleźć w nrze 4 kwartalnika biograficznego
Polonii pt. "Polacy w Świecie" pod red. Zbigniewa Andrzeja Judyckiego.
Nie miałem możliwości osobistego poznania mojego stryjecznego brata ze
względu na dzielącą nas różnicę wieku i Jego powojenną emigrację początkowo
w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec, a od roku 1948 w Melbourne w
Australii. Miałem przyjemność czytać Jego korespondencję z Australii regularnie
zamieszczaną w "Kulturze" red. J. Giedroycia.
Moja korespondencja z Jerzym "urwała się" w roku 1997. Dziwi
mnie, że p. M. Kałuski nie znalazł miejsca w swoim artykule dla osoby zasłużonej
dla Polonii australijskiej i nie skażonej jakimkolwiek kontaktem z reżimem
PRL-u. Będę wdzięczny za zamieszczenie powyższej informacji na łamach "Gońca".
Wiesław Kwaśniewski
Toronto
Od redakcji: Dziękujemy serdecznie za wypowiedź.
Prośba o informacje
W nr 44 zapoznałem się z art. p. Emanuela Czyżo "Komputer dla
Babci i Dziadka". Dziękuję za inicjatywę. Muszę nabyć zestaw komputerowy
sugerowany z wszystkimi potrzebnymi udogodnieniami i uzyskać konsultację
w zainstalowaniu Internetu z polskimi czcionkami i programem Skype. Przystosowany
do zainstalowania i korzystania tutaj i w Polsce. Chciałbym skorzystać
z bezpłatnego kursu prowadzonego w języku polskim, posługiwania się komputerem
i Internetem, organizowanego dla seniorów w bibliotece publicznej w Toronto.
Dziękuję Redakcji za umieszczenie tego tekstu w "Gońcu". Umożliwiła w
ten sposób zapoznanie się z wspaniałymi możliwościami ułatwiania i uprzyjemniania
życia seniorom, tym których stan zdrowia utrudnia kontakt z najbliższymi
osobami.
PS Mój adres e-mail: fufnal@yahoo.ca - czasowo na odwiedzinach
u dzieci.
Z poważaniem
Franciszek Ufnal - senior
Od redakcji: Nic przyjemniejszego, jeśli możemy pomóc.
Dzień dobry,
Mam pytanie dotyczące wspomnień napisanych przez Cezarego Bacciarellego.
Czy ukazały się one w formie pisemnej i istnieje możliwość zakupu ww. w
Polsce?
Pytam, ponieważ stanowiłyby one wspaniały prezent dla mojego
ojca. Mój ojciec: Bogusław Kardacz, urodził się w dworku w Miechowicach,
w którym służyła jego matka Janina Boniec. Jej ojciec - a mój pradziadek,
Franciszek Boniec, zajmował się sprawami gospodarczymi folwarku Miechowice.
Myślę, że we wspomnieniach mogła się znaleźć wzmianka o Franciszku
Boniec - osobie, która była wzorem i autorytetem dla mojego ojca. Ilekroć
mam okazję pojechać z ojcem na Kujawy, ten wprost zasypuje mnie informacjami
odnośnie wyglądu folwarku Miechowice, życia w tamtych czasach - jego wiedza
w głównej mierze pochodzi od jego dziadka - Franciszka, z którym spędzał
dzieciństwo.
Mogę pochwalić się, że mój pradziadek potrafił pisać i czytać
po polsku, rosyjsku i niemiecku, obsługiwać urządzenia generujące prąd
(może być Pan bardzo zdziwiony, ale dzięki p. Cezaremu Miechowice były
jedną z pierwszych zelektryfikowanych wsi), czyli jak na zwykłego "chłopa"
jest poniekąd niezwykłe.
Pozdrawiam
Krzysztof Kardacz
Od redakcji: Majątek Miechowice już nie istnieje - z opowiadań
córki Cezarego Bacciarellego - Elżbiety (mieszkającej w Toronto), został
przez wojnę zniszczony, a później rozkradziony, ostatecznie jego ziemie
przejął PGR. Wspomnienia Cezarego Bacciarellego miały być wydane w Polsce;
w Kanadzie ukazały się dziesięć lat temu w bibliofilskim nakładzie kilkudziesięciu
sztuk. O więcej informacji zwracamy się do pani Elżbiety Bacciarelli. (Jerzy
Rosa)
Polacy a "VISIBLE minorities"
Szanowni Państwo,
Chciałbym zaproponować, aby Wasze Pismo włączyło się do toczących
się teraz kampanii przedwyborczych w obronie praw Polaków jako mniejszości
narodowej o jasnej skórze. My, Polacy, nie jesteśmy zaliczani do "VISIBLE
minorities" i sądzę, że jest czas, aby zmienić to dyskryminujące wyrażenie.
Załączam list, który wysłałem do lokalnego kandydata MP.
Z poważaniem,
Tomasz Dowhyluk
Od redakcji: Rzeczywiście, coraz częściej jesteśmy w mniejszości.
Sz. P. Redaktor Andrzej Kumor!
Pomyłka czy "wyszukany" żart? Gdybym był świeżym emigrantem,
pomyślałbym, że najpewniej ktoś się pomylił przy składaniu tekstu. Ponieważ
jednak świeżym już nie jestem, a zdarzało się, że ktoś chciał mnie rozjechać
swoim samochodem za to tylko, że jestem Polakiem, i to na dodatek w czasie
pracy (jestem listonoszem), jestem pewny, że o pomyłce tu mowy być nie
może.
W programie telewizyjnym sobotniego wydania "Toronto Star" z
26 listopada br. ten sam film poświęcony Janowi Pawłowi II ma dwa tytuły,
na kanale 7 mowa jest o "Have No Fear: The Life of John Paul II". Ale dwie
linijki dalej ten sam film w programie City TV ma już tytuł: "Have No Mercy...".
Adolf Hitler nadużywał tego ostatniego zwrotu w każdym ze swoich
przemówień, a "Toronto Star" jest mistrzem gry pomyłek i przypadkowych
skojarzeń w rodzaju "polskie obozy śmierci".
Z szacunkiem
Krzysztof Ziajkiewicz
Od redakcji: Po prostu przykre to...
GONIEC NR 48/2005 (103)
(2-8
XII 2005)
***
Wraz z żoną chcielibyśmy wyemigrować do Kanady (mieszkamy w USA)
- niestety, nie mamy tam żadnej rodziny, a do programu emigracyjnego potrzeba
nam właśnie kogoś takiego. Jeśli znalazłaby się jakaś osoba o jednym z
podanych niżej nazwisk, to proszę bardzo serdecznie o odpowiedź.
A oto nazwiska OLSZOWY, BABULA, CHMIELOWSKA, DEC, ADAMCZYK, ŁUCZAK,
MIERZWIŃSKI. Jeśli znalazłby się ktoś o takim nazwisku, to
bardzo proszę o kontakt parkal1@netzero.com lub tel.: 1-908-397-0184.
Darek Olszowy
Od redakcji: ***
Rola publicysty...
Rola publicysty, a szczególnie redaktora, kształtującego opinię
czytelników, nakłada ścisłe obowiązki.
Jeśli nawet wypuszcza się coniedzielny produkcyjniak, należy się zastanowić
nad tym, co się pisze, jakie wyciąga wnioski i jakie rozwiązania sugeruje.
Niestety, treść artykułów p. Kumora nie świadczy ani o zrozumieniu tematów,
na jakie pisze, ani o trafności konkluzji i rozwiązań, jakie sugeruje swym
odbiorcom.
Oto przykłady z ostatnich artykułów: "Ludzie się nie liczą, tylko
instytucje".
Uprzednio był artykuł o złych klientach i polskich przedsiębiorstwach
torontońskich, którym autor próbuje napędzać klientelę w imię solidarnego
popierania polskich przedsiębiorstw.
Czy autor wierzy, że dobrej firmie trzeba naganiać klientów?
Może zamiast pisać o klientach, należy pisać o tych właścicielach polskich
firm, którzy nie grzeszą uczciwością, solidnością i zwykle "olewają" wszystko
i wszystkich, tak jak to robili w PRL? Dlaczego autor o tym nie pisze i
nie uczy? Czyżby obawa utraty prenumeraty pisma?
W innym artykule znów patriotyczny wątek. Tym razem o pogardzie
niektórych emigrantów dla rodaków. Na jakich podstawach oparty jest wniosek,
że to pogarda, a nie wstyd, dojść nie sposób. To, że polskim emigrantom,
nawet z minimalnym poziomem kultury osobistej, może być wstyd rodaków,
dowodzić nie trzeba. Wystarczy posłuchać, co mówią oni po wizytach w kraju
i choćby tylko o zachowaniu, jakie widzą, i języku, jaki słyszą w publicznych
miejscach.
Jeśli autor tam nie był, to winien poczytać internetowe "dyskusje"
na krajowych portalach. Taka dawka językowych fekalii i głupoty szybko
doprowadzi do mdłości każdego, kto nie pochodzi ze społecznego marginesu.
Dlatego dziwi mnie bardzo zdziwienie autora, że są ludzie, którzy
wstydzą się skundlenia rodaków, nie chcąc przyznać do pochodzenia, zmieniają
nazwisko, lub nawet podają się za Żydów, pomimo że nimi nie są.
Artykuł ten koronuje "literacka przenośnia" o żebrzącej głupocie
tych odszczepieńców.
Jako wzorzec świetności "literackich przenośni" polecam autorowi
niejakiego Machejka, autora nieśmiertelnej krakowskiej nieśmiertelnej prozy-zgrozy
z lat 70., z czego można czerpać szeroko i obficie i co pozwoli jeszcze
bardziej rozwinąć skrzydła.
Na pocieszenie czytelników autor podał przykłady uzasadniające
prawo do narodowej dumy. M. innymi jest tam mowa o kolorowej polskiej historii,
która to często wyśmiewana jest poza krajem jako przykład braku rozwagi
politycznej narodu.
Jeśli autor traktuje swe obowiązki na serio, to może czas to
zademonstrować, pisząc o sprawach, które mogą wielu czytelnikom być niemile,
lecz pożyteczne i służące polskiej sprawie? Czy przeszkodą jest także problem
nakładu pisma? Pouczanie, krytyka i puste apele to jest łatwizna, tak jak
i pisanie produkcyjniaków. Dlatego należy krytykom przyznać rację.
W odpowiedzi na krytykę czytelników autor wyjaśnił, że "każdy
winien robić to, co mu najlepiej wychodzi".
Niestety, "najlepiej" to nie znaczy "dobrze". Takie artykuły
nie spełniają roli, jaką winny spełniać, i to jest wielkim problemem publicystyki
zarówno p. Kumora, jak i wielu innych publicystów i publikacji.
FF
Od redakcji: Szanowny Panie, ja piszę felietony,
a nie programy polityczne czy opracowania naukowe, nie czynię przypisów
w swoich tekstach, po prostu myślę sobie na boku, mając nadzieję, że ktoś
pomyśli wspólnie ze mną. Pozdrawiam serdecznie, Andrzej Kumor.
Bądźmy czujni
Nie kryję podziwu i zachwytu dla mądrości i odwagi p. Stanisława
Pietrasa z Mississaugi, który podpisał się pod swoim listem o znamiennym
tytule "Polonijna Aleja Zasłużonych". Według mojej orientacji, autor
tegoż listu wielokrotnie w przeszłości wskazywał na szkodliwe działania
gospodarzy Konsulatu w Toronto, domagając się wielu odpowiedzi bądź sprostowań.
Te apele nie odnosiły skutku i, jak widać, do dziś w tej materii nic się
nie zmieniło. A więc w naszym interesie leży domagać się zmian w poszczególnych
placówkach dyplomatycznych, bowiem Polonia to też Polacy, którzy w wielu
przypadkach więcej mogą zrobić dla Polski niż Polacy w Kraju, dlatego ich
głosy muszą usłyszeć członkowie nowego rządu z premierem, panem Marcinkiewiczem,
na czele.
Nawiązując do listu pana Stanisława Pietrasa, oczekuję informacji,
kto był autorem wniosku o nadanie odznaczeń i w zakresie jakich zasług.
Nikt inny tylko sama Polonia jest w stanie ocenić zasługi polonijnych
działaczy na rzecz Polski. Konsulowie zmieniają się co kilka lat, a my
żyjemy tutaj cały czas.
Stwierdzenie Konsula Generalnego, że odznaczeni "dobrze zasłużyli
się dla Polski", nie zostało uzupełnione przymiotnikiem "Ludowej". (...)
Mamy nadzieję, że MSZ pod nowym kierownictwem przypatrzy się pracy poszczególnych
placówek dyplomatycznym i podejmie proces weryfikacji służb dyplomatycznych,
dla których dobro Polski będzie zadaniem priorytetowym.
Pan Kwaśniewski odznacza swoich, zdąży lub nie, ale kto odznaczy
jego? Miejmy nadzieję, że nowy rząd powoła odpowiednią komisję, która odznaczy
i wystawi wielkość nagrody dla "Prezydenta wszystkich Polaków".
Jesteśmy świadkami nowej polskiej rzeczywistości, odradzającej
się na nowo Polski, Polski może nie bogatej, ale równej dla wszystkich,
Polski bezpiecznej, praworządnej i naprawdę wolnej. Jesteśmy świadkami
ponownej i tym razem nieodwracalnej agonii komunizmu i wypaczonego liberalizmu,
który niszczy narody świata. A więc drodzy Rodacy w kraju i na emigracji,
bądźmy czujni.
Jolanta Krawczyńska
Od redakcji: Szanowna Pani, przede wszystkim pracujmy i róbmy
swoje.
Szanowny Panie Andrzeju,
W nawiązaniu do artykułu "Polonijna Aleja Zasłużonych" Pana Stanisława
Pietrasa, nasunęły mi się pytania, które zmusiły mnie do napisania tego
listu. 704 tysiące obdzielonych przez Kwaśniewskiego medalami (zasłużonych):
1. Z tego wynika, że obdzielał około dwustu dziennie - bardzo ciężka praca!?
2. Jeśli są to odznaczenia chlebowe - to moje pytanie, ile za medal, ponieważ
z obliczeń wynika, że około 70 osób włącznie z dziećmi, bezrobotnymi, starcami,
strefą bezprodukcyjną (wojsko, szpitale, administracja...) musi składać
się na jeden medal. Przy takiej opcji trudno się dziwić, że brakuje pieniędzy
w Polsce na wszystko - za wyjątkiem wojska. Jeśli się to potwierdzi, to
mój wniosek jest prosty - Moja (i nie tylko) Polska jest bardzo chora i
biedna.
Dziękuję za przeczytanie mojej odpowiedzi,
Stanisław Tracz
Od redakcji: To prawda, Polska jest chora i biedna.
Odzyskiwanie
pamięci wielkiego głodu
W sobotę, 26 listopada 2005 roku, po raz pierwszy w skali całej
Ukrainy obchodzono dzień pamięci ofiar sztucznie wywołanego głodu w latach
1932-1933 oraz represji politycznych totalitaryzmu sowieckiego. Odbyły
się wiece i demonstracje, w czasie których wspominano te straszne wydarzenia.
Taka uroczystość odbyła się także w Ostrogu, w której wzięła udział nasza
parafia. O godz. 16.00 przez kilka minut dzwoniły dzwony naszego kościoła
na cześć niewinnych ofiar. Na cześć wielu milionów ofiar zapalono świece.
Pamięć holokaustu narodu ukraińskiego - także kazachskiego (bo w Kazachstanie
też sztucznie wywołano głód), także Polaków przesiedlanych w latach 1935-1937
z obwodu żytomierskiego i obwodu kamieniecko-podolskiego do Kazachstanu
- zostaje przywrócona. Czy ta długa droga odzyskiwania świadomości przyczyni
się do tego, że komunizm zostanie osądzony podobnie jak faszyzm w Norymberdze?
ks. Witold Józef Kowalów
Ostróg nad Horyniem
28 listopada 2005 roku
Od redakcji: Wielki Głód na Ukrainie, porównywalny jest
z zagładą Żydów i w podobny sposób powinien być upamiętniony.
***
Na początku muszę wyjaśnić szanownym czytelnikom "Gońca", na
czym polega moje przestępstwo. Otóż jest to przestępstwo zawodowe, które
generalnie sprowadza się do postępowania inaczej, niż życzy sobie Grupa
Trzymających Władzę w Polonii. Mówiąc obrazowo: gdybym był lekarzem rodzinnym,
tobym poświęcał czas każdemu pacjentowi, a nie masowo produkował recepty
antybiotyków zaprzyjaźnionych firm farmaceutycznych. Gdybym był adwokatem
i działaczem społecznym, na pewno nie zajmowałbym się spisywaniem testamentów
samotnych staruszków, gdzie beneficjantami jest Grupa Trzymających Władzę
w Polonii, a zajmowałbym się solidnym wykonywaniem zawodu adwokata. Gdybym
był księdzem, to na wezwanie do chorego nie pytałbym się, czy jest on z
mojej parafii i jaki ma majątek, tylko bym jechał, a składki z niedzielnej
tacy sumiennie bym raportował Kardynałowi. I na tym polega moje przestępstwo
- konsekwentne, nieraz nawet do bólu, przeciwstawianie się grupie polonijnych
cwaniaków, która to grupa od lat dorabia sobie ideologię, że tylko tu urodzeni
lub "mocno zasiedziali" mogą w naszej Polonii spełniać rolę tzw.
autorytetów. A co się kryje za tą ideologią? Np. największa nierozliczona
afera polonijna, która ciągnie się od czterech lat w sądzie, pestka, co
najmniej trzy miliony świadomie wywołanych strat, afery korupcyjne Grupy
Trzymających Władzę w Polonii, znikanie setek tysięcy dolarów z opancerzonych
samochodów kurierskich, wydawanie setek tysięcy dolarów na czeki bez pokrycia
(te dwie ostatnie pozycje - patrz Walne Zebranie kwiecień 2004 w największej
finansowej polonijnej parafialnej instytucji na świecie), zagrabianie majątków
samotnych staruszków, tasiemcowe fikcyjne zbiórki pieniężne na "wzniosłe
cele", a "wzniosłe cele" to sportowe BMW tych zbiórek organizatora. Dalszym
etapem tejże ideologii jest bezpardonowy atak na tych "nieurodzonych w
Kanadzie" lub "mniej zasiedziałych" - np. to ich wina, że z karetki kurierskiej
ukradziono ok. pół miliona dolarów, chociaż nawet głupi Jasio (...) doskonale
wie, że w tym i wielu wypadkach "cynk" przyszedł z wewnątrz, czyli od Grupy
Trzymających Władzę w Polonii, która to Grupa otrzymała także swoją dolę.
I takie jest pieskie życie przestępców zawodowych, społecznych, dziennikarskich
w naszej kochanej Polonii pod miłościwie nam panującą Grupą Trzymających
Władzę. A moje konkretne przestępstwo zawodowe polega na tym, iż w czasie
ostatniego weekendu nie byłem wśród polskich kolegów po fachu - inżynierów,
na Nadzwyczajnym Zjeździe KPK, i nie biłem się na pięści i noże o władzę
w Polonii.
To jedno przestępstwo. A drugie przestępstwo to spełnienie zawodowego
obowiązku etycznego i zwrócenie uwagi właścicielom STARSKY FINEST EUROPEAN
FOOD: Panowie! Musicie przeprojektować główne wejście od strony zachodnio-południowej.
Rozumiem, że jest to tzw. existing building i dlatego inspektorzy to przepuścili.
Takich wejść się obecnie nie projektuje, wiatr nie rozumie, że należy omijać
Wasz wspaniały sklep. Pojedyncze, przesuwane drzwi, nawet przy wielkiej
kurtynie nawiewu ciepłego powietrza nie zabezpieczają ludzi, a przede wszystkim
kasjerek, od gwałtownych podmuchów zimnego powietrza, co było widoczne
i odczuwalne podczas sztormu śnieżnego w czwartek, 24 listopada br., a
było tylko kilka stopni poniżej zera. Co będzie przy temperaturze minus
20 stopni? Czy za mało toczy się w Polonii procesów cywilnych? Chyba lepiej
przebudować to wejście na tzw. vestibule, czyli przedsionek z podwójnymi
przesuwanymi drzwiami (czyli dodać jedne drzwi, ścianki i dodatkową nagrzewnicę
do istniejącego systemu). I będzie spokój. A tego trzeba nie tylko Wam,
ale i całej Polonii!!
Andrzej T. Chronowski
Od redakcji: Szanowny Panie cieszymy się, że ma Pan dobre
zdanie o sobie samym.
Jesteście dobrzy
Drodzy redaktorzy, jesteście naprawdę dobrzy. Kupujemy i czytamy
"Gońca" z ogromnym zaciekawieniem. Dużo interesujących wiadomości. Dobrze,
że informujecie o sytuacji w Kanadzie (po polsku!).
Czekamy na odpowiedź na temat "Emerytury- na ile możemy liczyć"
na pytania czytelnika, który pytał, jaki wpływ ma RRSP konto osobiste
i stan majątkowy. Spodziewamy się emerytury tuż-tuż i to nas bardzo interesuje.
Powodzenia w redagowaniu,
Róża
Od redakcji: Dziękujemy za dobre słowo, materiał o emeryturach
zamieszczamy w następnym numerze "Gońca".
Pytanie w sprawie filmu
Witam - piszę do państwa w sprawie filmu dokumentalnego "911
IN PLANE SIGHT", który to dane było mi zobaczyć jakiś czas temu - jest
to inne spojrzenie na to, co stało się 11 września 2001 roku. Moje pytanie
dotyczy waszej oceny tego materiału, oraz czy są dostępne jakieś
materiały co do załogi wozu strażackiego, która jako pierwsza zjawiła
się przy budynku Pentagonu - prowadzący w filmie wspomina, iż ślad po nich
zaginął.
Stanisław Litwiński
Od redakcji: Jako redakcja, nie mamy na ten temat zdania...
GONIEC NR 47/2005 (102)
(24
XI - 2 XII 2005)
Czy Kanada jest bogata?
Biorę do ręki pierwszy z brzegu rocznik statystyczny, w którym
mogę znaleźć wiele informacji o bogactwach naturalnych Kanady. Jestem z
tego bardzo dumny i to wszystko. Za benzynę płacę tyle co mieszkaniec kraju
nie posiadającego ropy, za drewno, którego starczyłoby dla pół świata,
też płacę słoną cenę. Nie powiem już o mięsie, które lepiej jest wyrzucić
farmerom na śmietnik niż sprzedawać po niższych cenach. Rozmyślając nad
tym wszystkim, biorę do ręki gazetę, w której widzę ceny domów i mieszkań
przyprawiające o zawrót głowy. W jakim kraju ja mieszkam? Czy na Saharze
może być piasek za darmo? Najpierw długo nad tym wszystkim rozmyślałem
i giąłem sobie rozum następującą łamigłówką: kraj trzeci na świecie obszarowo
po Rosji i USA, a ludności ma zaledwie 30 milionów. Statystycznie licząc,
przypada więc na mnie osobiście obszar zbliżony do polskiego powiatu. Gdy
jednak chciałbym kupić sobie działkę budowlaną, musiałbym zapłacić za nią
tyle samo co jakiś Holender czy inny Europejczyk w krajach, gdzie ziemi
jak na lekarstwo. Co jest, do cholery, czy my w Kanadzie nie mamy prawa
do własności tego kraju? Ktoś nas tu pięknie roluje. Zapytuję więc, kto
ukradł Kanadę i zostawił obywatelom tylko skrawki tego kraju, oferując
je po cenach wołających o pomstę do Nieba?
Z poważaniem
Stefan Caputa
Vancouver
Od redakcji: Wie Pan, teoretycznie wpływy z eksploatacji bogactw
trafiają do wspólnej podatkowej kasy i tam toną - choć w Albercie rząd
daje obywatelom pieniądze wprost do kieszeni...
***
Wasz artykuł "Zanim zapłoną stosy" to prawdziwa kolia perełek.
Wiedziałem, że jesteście pismem skrajnie prawicowym, katolickim, świeckim
tylko z nazwy, ale nie podejrzewałem was aż o taką głupotę i zacietrzewienie.
Piszecie: "Tak po prawdzie, to Europa powinna być Europą bez muzułmanów,
bo w przeciwnym razie ryzykujemy, że niedługo żadnej Europy nie będzie.
Trzeba wygnać obce i odmienne precz. Przemocą, a nie ?Deklaracją Praw Człowieka
i Obywatela=" oraz masę innych bzdur. Ta antymuzułmańska histeria w waszym
wykonaniu nie zda egzaminu. Takimi treściami szerzycie zamęt w głowach
prostych ludzi nie znających historii i Biblii. Dlaczego chrześcijańscy
Amerykanie tak rozrabiają w krajach muzułmańskich? Co robią Polacy w muzułmańskim
Iraku, który im nic złego nie wyrządził? Jesteście ekstremistami propagującymi
wojujący klerykalizm.
Wasza sympatia do radia (...) ("Maryja" - red.) widać zaowocowała.
Jak mi czas pozwoli, skomentuję ten artykuł dość dokładnie, punkt po punkcie,
żeby mniej zorientowani w temacie czytelnicy dowiedzieli się, na
co sobie pozwalają panowie Fromm, Kumor i spółka.
Jerzy Sędziak
Od redakcji: Szanowny Panie, czekamy na tekst, ze swej strony
dodam, że pozwalamy sobie na przedstawianie różnych opinii i zderzanie
argumentów, słowem, pozwalamy sobie na używanie szarych komórek, do czego
Pana również zachęcam... - AK.
W związku z artykułem o emeryturach "Emerytury - na ile możemy
liczyć?" opublikowanym w "Gońcu" z dnia 14-20X 05, chciałem otrzymać następującą
informację: czy na 3. część emerytury, na tzw. dodatek uzupełniający kanadyjską
emeryturę, będą miały wpływ następujące czynniki:
1. pieniądze zgromadzone na koncie;
2. pieniądze zgromadzone na RRSP;
3. posiadanie domu lub innych dóbr materialnych;
4. dodatkowa praca (pół etatu, 1/4 etatu) na emeryturze.
Ponieważ ten temat nie był poruszany, a ja mam pewne wątpliwości, bardzo
proszę o odpowiedź, za którą bardzo dziękuję.
Stały Czytelnik
Od redakcji: Pytania przekazujemy dalej, wkrótce odpowiedź
na łamach.
Panie redaktorze Kumor,
Od czasu kiedy przeprowadziłem się (po ponad 20 latach) z Alberty
do Ontario, z zaciekawieniem regularnie czytam Pana tygodnik, który tam
nie dociera, a jest czymś, co naprawdę warto czytać.
Pański artykuł "Straceni, zakompleksieni Polacy" spowodował,
że postanowiłem wypowiedzieć swoje zdanie na ten temat.
Ja akurat w dużej części odpowiadam charakterystyce człowieka,
którego opisał Pan na wstępie swojego artykułu, jedynie z kilku wyjątkami.
Nie gardzę Polakami, mam znajomych wśród Polaków i Kanadyjczyków,
których nazywam kolegami, a nie przyjaciółmi, ponadto, nie szukam pracy
wśród Polaków, za to nie mam nic przeciw zatrudnieniu do pracy Polaków,
kiedy ode mnie to zależy.
W moim odczuciu, Pana artykuł trochę "spłaszcza" problem, jaki
istnieje, jeśli chodzi o Polskę i Polaków. Może dobrze byłoby szerzej spojrzeć
na ten temat.
Nie myślę, że Polacy są zakompleksieni, ale jako Naród mamy wiele
przywar, których nie wszystkim narodowościom można zarzucić. Przez grzeczność
nie będę ich wymieniał. Kiedyś, mój kanadyjski kolega zapytał - dlaczego,
mimo że tak dużo wśród nas tutaj przebywających w Kanadzie jest zdolnych
i pracowitych ludzi, to przeciętnemu tutaj Polak kojarzy się ze sprzątaczką
czy robotnikiem budowlanym pracującym przeważnie "na czarno". Próbowałem
mu wytłumaczyć tego przyczyny, że po to, aby wystartować w tym kraju, trzeba
mieć trochę pieniędzy, a przyjeżdżający tutaj przeważnie ich nie mają.
Na to on mi odpowiedział, że niestety, ale ma inne odczucie.
Myśli (ten Kanadyjczyk), że Polacy nie są jedynym narodem tu
przyjeżdżającym, który ma problemy z pieniędzmi i językiem, ale Polacy
przy tym są szczególnie aroganccy i pyszni (z powodu Papieża Polaka) i
przypuszczają, że to tutejsi powinni nauczyć się j. polskiego, a nie odwrotnie.
Jego zdaniem, Polacy za wszelką cenę chcieliby, aby odkrycie Kopernika
dotyczyło również Polaków (świat kręci się wokół nich).
Ja myślę, że wciąż tkwi w nas pozostałość komuny, kiedy tłukli
nam bez przerwy do głowy, że Polska to najbardziej rozwinięty kraj świata,
nie dodając: Trzeciego Świata i w środku Europy.
Dzisiaj, pisząc do Pana, przypomina mi się, do jakiego wniosku
doszedłem jako młody, wykształcony, zdolny inżynier przed wyjazdem z Polski:
"moja Ojczyzna jest jak prostytutka, która urodziła dziecko i podrzuciła
innym na utrzymanie (dzisiaj Unii Europejskiej), szkoda czasu".
Spójrzmy obiektywnie, czym mamy się dzisiaj pochwalić. Kiedyś
mówiono, że za Gierka było 30 mld długu, przyczyną tego była
komuna. Dzisiaj po 16 latach w wolnej Polsce dług urósł do 130 mld.
Może mamy się chwalić zdrajcą Narodu, pierwszym elektrykiem Bolkiem
- ostatnia nadzieja, jeszcze raz oszukanego Narodu. W tym miejscu przytoczę
Pański cytat z artykułu "a nie mówiłem". Tak właśnie, mówiłem. Mnie wystarczyło
trzy dni, aby poznać się na tej kanalii, który jeszcze dzisiaj uchodzi
w polskim Narodzie za "wzór", jak to esbecja potrafiła z debila zrobić
wytrawnego polityka. Teraz już nie tylko on, ale jego syn, którego przy
poparciu Tuska udało się wprowadzić jako ...osła do obecnej kadencji Sejmu,
aby miał następcę do mieszania!
Może powinienem być dumny z takich zbrodniarzy, jak Jaruzelski
czy Kiszczak, którzy posiedzenia biura politycznego poświęcali na ustalenie,
jak zaklajstrować zamordowanie księdza Popiełuszki - to oni wydali rozkazy
do tej zbrodni.
Pamiętam, kiedy w powojennej Polsce wykonywano wyroki śmierci
na "aferzystach mięsnych". Co ci zbrodniarze i zdrajcy Narodu robią na
wolności? Rumuni wiedzieli, co u siebie zrobić ze zdrajcami i mordercami
narodu.
Myślę jednak, że w Polsce bez pomocy Mosadu i prężnych "czerwonych
brygad" się nie obędzie. Może powinniśmy się chwalić osiągnięciami esbeków
i złodziei spod znaku Kwaśniewskiego, którzy rozkradli Polskę do końca,
a dzisiaj za wszelką cenę chcieliby zamontować Tuska i Jana, Marię, Władysława,
Bonifacego R., aby uniknąć ręki sprawiedliwości.
Jak na złość, aby chociaż przez chwilę był spokój, dziś banda
spod znaku Tuska próbuje zamieszać, bo przecież gdy przegrało się wybory,
to powinno "po polskiemu" czuć się wygranym.
Brawo Polacy, że tym razem nie daliście się nabrać, nie myślę,
że było to bardzo trudne, bo ten atrapa polityczny na czole ma napisane,
kim naprawdę jest. Nawet polskie żubry w Puszczy Białowieskiej nie zaakceptowałyby
tego "patrioty". Na Zachodzie, kiedy przegrywa się wybory, zwołuje się
zjazd krajowy i poddaje takiego pana ocenie. W przypadku Tuska tak się
stać nie może - przecież to ostatnia nadzieja elektryka i Kwaśniewskiego.
Dzisiaj mocno trzymam kciuki za powodzenie p. Marcinkiewicza
i pp. Kaczyńskich, aby ich misja się powiodła, a z drugiej strony, znając
tych komuchów i bandytów, bardzo się o nich boję, aby nie zapomnieli o
dobrej ochronie osobistej.
Wiem, że ryj ciężko odcina się od koryta, zwłaszcza że jest bardzo
mocno przyrośnięty. Może uda mi się dożyć tej chwili, że będę mógł wreszcie
pochwalić się tym, że IV Rzeczpospolita to już nie Polska esbeków, zdrajców,
morderców i złodziei. Może wreszcie - Polska będzie Polską - a Polacy przestaną
być "straceni i zakompleksieni".
Richard Stenclik
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, też mocno trzymamy kciuki za Marcinkiewicza.
Polskość nie sprowadza się do PRL-u, nikt Panu nie każe być dumnym ze zdrajców
i złodziei. W naszej narodowej historii jest to jedynie mały pikuś na tle
ponad 1000-letniej tradycji; ot, skutek przegrania II wojny światowej...
Naiwność Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej
Obserwując ostatnie wystąpienia Donalda Tuska, z przykrością
muszę stwierdzić, że potwierdza się również obecnie jego naiwność, którą
obserwowałem, gdy pracował na terenie Rafinerii Gdańskiej, będąc pracownikiem
Spółdzielni Robót Wysokościowych "Świetlik". Ja nadzorowałem prace tej
spółdzielni i w związku z tym miałem częste kontakty z jej prezesem - Maciejem
Płażyńskim, oraz sporadyczne z szeregowym pracownikiem Donaldem Tuskiem,
który nie chciał przestrzegać obowiązujących przepisów p.poż., ponieważ
uważał je za zbyt rygorystyczne i nieżyciowe. Musiałem wyrzucić poza teren
rafinerii tak niezdyscyplinowanego pracownika.
Z moją decyzją solidaryzował się jej prezes. Nie tylko dlatego
nie dziwi mnie odejście z Platformy Macieja Płażyńskiego i oficjalne poparcie
w wyborach prezydenckich Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk, wierząc w wielokrotne
korzystne dla siebie sondaże, czuje się wielce pokrzywdzony i jakoby okradziony
przez "dwóch takich co ukradli księżyc".
Wydaje mi się, że największą świnię Donaldowi Tuskowi podłożyła
Platforma Obywatelska, a konkretnie K. Miodowicz, wynajdując niejaką A.
Jarucką i robiąc ze zwyczajnej złodziejki niemal bohaterkę.
Eliminując - mimo woli - z wyborów prezydenckich Włodzimierza
Cimoszewicza spowodowali to, że tzw. lewica ekonomiczna przerzuciła w znacznej
mierze swoje głosy na Lecha Kaczyńskiego, który głosił hasła bardziej prosocjalne
niż Donald Tusk. Gdyby D. Tusk walczył w drugiej turze z W. Cimoszewiczem,
najprawdopodobniej wybory by wygrał.
Zgodnie z programem wyborczym, PiS chce usprawnić najgorszą -
po służbie zdrowia - instytucję w Polsce, tj. sądownictwo, natomiast
Platforma Obywatelska pragnie utrudnić wykonanie tego zadania. Trzeźwo
myślący Kaczyńscy, ze zrozumiałych powodów, nie chcą oddać nikomu resortów,
które odpowiadają za porządek i wymiar sprawiedliwości. Jest to racjonalne
i uzasadnione działanie.
Z przyjemnością przeczytałem ciekawy felieton Andrzeja Kumora.
Z poważaniem i pozdrowieniami
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk
Od redakcji: Dziękujemy za interesującą wypowiedź
Szanowny panie redaktorze,
Parę dni temu mój znajomy z Etobicoke przywiózł mi trochę prasy
kanadyjskiej i polonijnej, w tym parę numerów "Gońca". Inne problemy, inna
perspektywa. Ogólnie rzecz biorąc, wasz tygodnik/gazeta jak na warunki
polonijne jest całkiem do rzeczy. Szkoda tylko, że jest nastawiony bardziej
na czytelnika prostego/niewyrobionego (artykuły typu masoni i ska), a szkoda.
Warto byłoby podnieść nieco poprzeczkę.
Panie redaktorze, pana artykuł o kompleksach p. inteligencji
wobec wsi jest niestety przykładem kompleksów, pana kompleksów. Żaden normalny
Polak pochodzący z dobrej normalnej mieszczańskiej lub szlacheckiej rodziny
(a jest nas około 20%) nie ma kompleksów wobec wsi, czarnych, żółtych,
żydów, protestantów czy hindusów. Dlatego nie obrażamy innych, czy to na
imieninach u cioci, czy na ukraińskim cmentarzu. Chłop polski, a ściślej
2/3 biedne części, szczególnie te, które "przeniosły się" do miasta (czasem
z biał. lub ukraińskim dziadkiem) i, nie daj Boże, skończyły studia dla
inteligentnych inaczej (punkty) ten chłop w I i II, a czasem nawet w III
pokoleniu pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Żal do świata, kompleksy niższości,
to są cechy nieudaczników, niewolników. Chłopi i osoby pochodzenia chłopskiego
(I i II pok.) to blisko 50% ludności POLSKI, zaś 75% wstydu i problemów,
a tylko 25% dochodu. Tak jak w armii amerykańskiej tutaj, ta sama
mentalność (zniesienie pańszczyzny 1864, zniesienie niewolnictwa 1865),
ciągły żal do świata, bierność, lenistwo, oczekiwanie na pomoc z zewnątrz.
Jedyna różnica, czarni się myją. Jazda autobusem w Chicago, a w Warszawie
czy Białymstoku to nie to samo. 10-letnie wakacje, tam renta, tutaj żywsze
powietrze, zakupy u Cyganów, "pożyczki" aut w Niemczech, kto to robi?!
Polak ma honor, chłop nie.
Niech szanowny pan weźmie to pod uwagę, kompleksy wobec wsi mają
ludzie wykształceni, pochodzący ze wsi, a to dlatego, że jak to neofici
boją się, że ktoś im wytknie ich plebejskie nijakie pochodzenie (dla mnie
wieśniak nigdy nie był równy).
Sz. panie redaktorze Sołtys, "komunę" chłopi powinni wielbić
do końca świata, to dzięki czerwonym dostaliście bilet do lepszego, innego
świata (na nasz często koszt).
Raz jeszcze o dzisiejszej Polsce, najwięcej zgnilizny przynoszą
chłopi: Rydzyk, Wrzodak, Hojarski, Witanek, Lepper, Martyniuk to wieś,
co widać i słychać i czuć. Gęba pełna frazesów, a ręka w cudzej kieszeni,
tak jak przed wojną kradzież z pańskiego lasu czy parku, a po wojnie rabunek
poniemieckiego czy pożydowskiego mienia.
Panie redaktorze, powinien się pan wstydzić, za to co pan wypisuje.
Ja wyjechałem z Polski w 1979 roku, bo miałem dosyć tej chłopsko-komunistyczno-siermiężnej
rzeczywistości, dzięki takim jak pan zaraza się jednak rozwija. Czas dorastać.
Andrzej G. Nowakowski
Chicago
PS Co pan tu robi, u wrogów?
Sz. p. Sołtys, proszę więcej nie pisać o POLAKACH, ma pan swoje
75%.
Pogodnych i udanych świąt oraz szczęśliwego, normalnego i uczciwego
Nowego Roku 2006 życzy
Rodzina N.
Od redakcji: Drogi Panie, chłop potęga jest (siłą Polski) i
basta! Myli się Pan, niech Pan poczyta Dmowskiego.
GONIEC NR 46/2005 (101)
(18-24
XI 2005)
Panie Andrzeju!
Rok temu po obchodach Święta Niepodległości pod ratuszem,
rozmawiałem z Panem, aby na przyszły rok rozpropagować bardziej wśród Polonii
to jakże ważne dla Polski i Polaków święto. Obiecał Pan, że to zrobi.
I co? Przejrzałem całego "Gońca" i oprócz komunikatu KPK Okręg Toronto,
nic nie znalazłem.
Na pochodzie było żenująco mało ludzi, oprócz kombatantów, harcerzy
i ich rodziców nie było chyba więcej innych, że tak się wyrażę, postronnych
uczestników.
Mam do Pana żal, powiedziane było, "komu więcej dano, od tego
więcej też się wymaga" (w luźnym tłumaczeniu). Ma Pan dobry tygodnik, dużo
w nim Pan pisze o naprawie Polonii, udziela Pan dużo rad, wylewa krokodyle
łzy nad zatracaniem przez Polonię tożsamości narodowej i nie ma Pan czasu
lub miejsca, aby rozpropagować tak ważne wydarzenie, jakim jest Święto
Niepodległości, i wezwać Polonię do wzięcia udziału?
Nie wiem, jak w innych gazetach, bo nie czytuję, chyba też nic nie
było, ale od Pana oczekiwałbym dużo więcej.
Pozdrawiam,
Ryszard Sochon
PS Goniec zaczyna upodabniać się do gazety "Gazeta".
Od redakcji: Szanowny Panie, zawsze mamy miejsce i czas, aby
wezwać Polonię, dlaczego nie napisał Pan wcześniej? Ja piszę, nie jestem
działaczem ani organizatorem, ja jestem od "krokodylich łez". Jeśli Pan
miał pomysł, jak to zrobić, trzeba było napisać "przed", a nie "po".
Publikowaliśmy komunikat KPK-Toronto, wszyscy więc mogli się dowiedzieć,
gdzie i kiedy, apelowaliśmy o wywieszanie polskiej flagi... - AK.
Ogłoszenia
Mam pytanie do Państwa, czy zamierzacie w przyszłości zamieszczać
ogłoszenia na necie, myślę, że wielu klientów skorzysta z tego dobrodziejstwa,
jakim jest Internet, a przy okazji mocniej usadowi wśród Polonii niezłą
w sumie gazetę...
Pozdrawiam
Alex
Od redakcji: Oczywiście, od czasu do czasu je zamieszczamy
w formacie strony pdf.
Witam Szanownego Redaktora,
Ostatnie zmiany "układzików" w Polsce podniosły dość mocno polityczną
temperaturę i znów stało się interesujące, "kto z kim i za ile",
i co ciekawe, dla nas, również tu, w Kanadzie...
Nigdy nie należałam do tych idiotów ani też "niepoprawnych" optymistów,
którzy wierzyli bądź też próbowali nam wmawiać, że struktury stworzone
przez komunę ot tak, zwyczajnie się już "rozpłynęły", a dawne kanalie i
koniunkturaliści zaczną przestrzegać zasad Dekalogu. Jest oczywiste, że
między innymi takie kraje jak Kanada staną się schronieniem dla wszystkiej
maści agentów szkolonych w specjalnych ośrodkach (jakkolwiek by je zwał)
i tutaj będą oni "prać" brudne pieniądze, jakie trzeba było szybko upłynnić
z RP. Wielokrotnie nie przeszkadzało to tym komuchom, a wręcz było nawet
pożądane grać rolę najlepszych patriotów, a od postkomuny brać
kolejne krzyże zasługi za swe usługi.
Nie o tym jednak chcę pisać, bo nie mam szans, aby z tą "swołoczą"
wygrać ani tu, ani tam, i nie mam też obsesji, aby poświęcić swoje
życie na te kanalie. Niemniej warto uważnie przypatrzyć się naszemu polonijnemu
podwórku i poobserwować nerwowe ruchy tych, których rączki nieco się pobrudziły
w układach komunistycznych i postkomunistycznych, a dziś nie są pewni,
czy zakończy się tylko na głośnym kwakaniu "KACZORÓW", czy też trzeba będzie
"karty wyłożyć na stół".
Oczywiście, nie należy zbyt pochopnie wyciągać daleko idących
wniosków, ale gdy ktoś "bije mnie młotem po głowie, to mózg staje okoniem"
(lekko parafrazując słowa Redaktora A. Kumora). Warto więc mieć oczy i
uszy szeroko otwarte i umieć rozróżnić prawdziwe "lisy" od farbowanych.
Mieszkając na stałe w Kanadzie, siłą rzeczy musimy korzystać
z "pośrednictwa" tutejszych polonijnych gazet, radia i TV, jeżeli chcemy
wiedzieć, co "piszczy" w ojczyźnie. No i tu właśnie zaczyna się problem,
ile jest prawdy w przekazywanych informacjach, a kto i w jakim celu wtłacza
nam do głów spreparowaną papkę, czyli "chłam".
Aby to zauważyć i wiedzieć, gdzie lokują się sympatie tych czy
owych, nie trzeba wielkich wysiłków, bo wystarczy tylko schylić się (jak
się komuś chce) i wziąć do ręki "free" polskojęzyczne gazetki wydawane
w Kanadzie lub nacisnąć pstryczek TV i relaksując się, oglądnąć lub przeczytać
kolejne wydarzenia i oczywiście opinie na temat obecnych zmian w Polsce.
Jak ktoś wykona nieco większy wysiłek myślowy i finansowy, to wyciągnie
$1.50 i będzie miał opinię tych, którzy niezależnie od finansowych układzików
mają swoje zdanie i nie boją się tego prezentować.
Chwała kanadyjskiej demokracji, że mamy ten wybór, i to już zależy
tylko od nas, z czego chcemy korzystać. Niestety, tego wyboru nie mamy
z TV, bo tu za nasze (podatników) fundusze - program OMNI jest dofinansowywany
przez rząd kanadyjski - ktoś dokonuje wyborów i propaguje (w jego rozumieniu)
"polską kulturę", wpychając nam takie "cudeńka", jak dysk "Tak się pije
na wschodzie" (tzn. w Polsce), jaki ukazał się w programie "Na luzie" 5
listopada 2005 (taka mała uwaga na marginesie, bo oczywiście, że się pije,
tylko komu zależy na uwypuklaniu naszych wad).
Tyle ogólników i może lepiej popatrzyć na konkrety. Być może
się mylę (oby!!!), ale czym wytłumaczyć rozbieżność w doniesieniach z ostatniego
tygodnia, czyli wydaniach z dnia 6-13 listopada 2005.
Radio "7", reklamując tygodnik "Życie", głośno anonsuje: "Ziobro
zwolnił zabójców", i oczywiście ani słowa więcej, bo chodzi przecież o
to, by czytelnik sięgnął po "Życie". Tytuł sensacyjny, no ale co ważniejsze
(i co rozumiem chce przekazać nam wydawca "Życia"), że znów się zaczyna
korupcja i w czym oni lepsi od poprzednich, skoro Ziobro... a "Życie"
informuje nas m.in. dalej: "We Włodawie jednak zabito człowieka, w momencie,
w którym nikogo nie atakował". No proszę, jeszcze nie okrzepli, a już zaczynają
te "oszołomy" z PiS. Czekajcie, "Oni" wam jeszcze pokażą.
Nie będę się tutaj wdawać w szczegóły i czy minister Z. Ziobro
miał rację. Prawne dywagacje dotyczące tematu tzw. obrony koniecznej są
bez sensu, bo i tak stoję na pozycji przegranej, gdyż w dzisiejszym świecie
lewacka koncepcja sprawiedliwości chce, abyśmy karali ofiary, a mieli pełne
zrozumienie i współczucie dla przestępców i wszelkiego typu kanalii.
Nie to jest dla mnie istotne w tym momencie, ale zwyczajnie coś
mi tu "nie gra". Nie uważam Ziobry za idiotę, ani też nie wydaje mi się,
aby już był "kupiony" przez bandziorów, więc sięgam do innej polskiej gazety
"Goniec", aby porównać informacje, gdyż nie wątpię, że taka sensacja nie
zostanie pominięta w tym tygodniku. Szukam i szukam i wreszcie odnajduję
artykuł na ten temat pod tytułem "W domu ugotował rosół", w którym bez
sensacyjności, rzeczowo, opisana jest cała sprawa. Ponieważ stoję na tzw.
rozdrożu, zbieram dodatkowe informacje w Internecie i od ludzi żyjących
w Polsce. Potwierdzają one relacje z "Gońca" i w oparciu o nie można zrozumieć
decyzję podjętą przez ministra Zbigniewa Ziobrę.
O co więc tu chodzi i komu? Po co to całe negatywne naświetlenie
sprawy? Polonia głosowała zdecydowanie za opcją zmiany układu "postkomunistycznego"
(z małymi wyjątkami), więc kto tak usilnie się stara już od samego początku
robić "koło pióra" nowym władzom w Polsce. Owszem, walka o czytelnika może
uzasadniać "robienie burzy w szklance wody", ale to właśnie "Życie" jest
"free", a "Goniec" kosztuje, więc...?
Przypominam sobie, jak rządy Olszewskiego rozpoczęły się od agresywnej
"nagonki" mediów. Postkomuna nie dała temu układowi nawet najmniejszej
szansy, bo tak się bali "wyciągania trupów z szaf" i mając "swojaka" Prezydenta,
szybko się uporali z tym prawicowym zagrożeniem. Teraz będzie nieco trudniej,
bo ani Prezydent "swojak", a Sejm jeszcze nie całkowicie "obłaskawiony".
Proste (jak konstrukcja cepa - to za Ziemkiewiczem), że dla komuny "bój
to będzie ostatni" i wszystkie siły będą mobilizowane, aby tę bitwę wygrać.
Osobiście bardzo się niepokoję o braci Kaczyńskich, bo jak wiemy, komuch
nie przebiera w środkach i zastosuje wszystkie "sztuczki", aby ich unieszkodliwić.
Czyżby zaczynało się podobnie i tu, na polonijnym podwórku? Zastanawiam
się, czy to jest tylko "przeoczenie" wydawców "Życia", czy też mają
oni ambicje być tubą "duchowego i intelektualnego ogłupiacza" polskiego
narodu Adama Michnika.
Panowie! Umieszczanie na tych samych łamach tekstów Rafała Ziemkiewicza
(mój powód, dla którego czytuję "Życie") i koncepcja podstawiania
"haków" wzięta prosto z michnikowszczyzny nie idą z sobą w parze. Zdecydujcie
się, bo to co dziś robicie, to zwyczajnie brak konsekwencji, gdyż sami
sobie psujecie robotę i kiepskie będziecie mieli wyniki w kreowaniu polonijnych
nastrojów.
Wydaje mi się, że teraz jest pora na to, aby poprzeć obecne władze
w RP, gdyż nie będą one miały łatwego życia i bez naszych przytyczków.
Już możemy zauważyć, w jaką nerwowość wpadli nasi sąsiedzi (z obu stron).
Do dziś nie widzieli fałszowanych zaświadczeń i wszystkie normy im odpowiadały.
Od momentu gdy Premier RP zapowiedział, że zajmie się "SPECSŁUŻBAMI",
blady strach padł na naszych dotychczasowych władców, gdyż wiedzą oni doskonale,
że tak naprawdę to dopiero teraz "POLSZA" wyśliźnie się im z rąk. Będą
więc robić wszystko, aby odwrócić tę sytuację, i jestem przekonana, że
znajdą do tego zadania masę "pomagierów" wśród naszego narodu.
Nie ułatwiajmy im więc zadania, a raczej starajmy się budować
opinię władz IV RP, niż czerpać radość i robić sensację z ich potknięć.
Mam nadzieję, że etyka dziennikarska nie "wyparowała" tak jak nasz narodowy
majątek i znajdzie się jeszcze miejsce w polonijnych mediach na obiektywną
ocenę sytuacji, bo tych od "podkładania nóg" jest i tak wśród nas zbyt
wielu.
Łączę wyrazy szacunku,
Barbara Starzewska
PS Panie Redaktorze, jest Pan świetnym felietonistą, ale myślę,
że "skaptowanie" Rafała Ziemkiewicza lub W. Łysiaka nie zaszkodziłoby pańskiemu
tygodnikowi i miło byłoby ich poczytać...
Od redakcji: Szanowna Pani kieruje pretensje pod adresem naszej
konkurencji, może więc raczej tam należało przesłać list. Wszyscy walczymy
o czytelnika. My wierzymy w jego zdolność formułowania ocen, dlatego usiłujemy
prezentować różne punkty widzenia, również te, które w tzw. prasie wielkonakładowej
są chowane do szuflady, choć część naszych materiałów to wybrany
serwis Polskiej Agencji Prasowej, czasami zabarwiony opinią, z którą się
nie zgadzamy...
Polonijny rynek środków masowego przekazu jest zatłoczony,
są na nim różne propozycje, każdy może znaleźć coś dla siebie. I
chyba to jest najważniejsze.
Owszem, myślimy o pozyskaniu nowych współpracowników, których
myślenie i pióro są czyste.
Prośba o adres
Nazywam się Alfred Sobieniak, z Sandomierza w Polsce. W Toronto
mieszkał zmarły 15 lat temu mój stryj Janusz Jan Sobieniak. W czasie pobytu
w Polsce w latach 70. mówił mi, że w Toronto jest Dom Polski SPK. Stryj
był oficerem Wojska Polskiego odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari. Uprzejmie
proszę o ustalenie, czy ten Dom Polski SPK jeszcze istnieje i podanie mi
jego adresu, w tym internetowego.
Z poważaniem,
Alfred Sobieniak
alfred.sobieniak@op.pl
Od redakcji: Szanowny Panie, jeśli używa Pan Internetu, niech
Pan włączy szperacz Google i wyszpera potrzebne informacje...
Zew Natury
Czytałam dawno, w sezonie truskawkowym, zachętę Autora do wyprawy
na farmy i własnoręczne zbiory owoców. Bardzo się wtedy ucieszyłam, że
ktoś o tym napisał, bo sama znam kilka farm w okolicach Ottawy udostępnianych
mieszczuchom i wiem, że świeżo, własnoręcznie zerwane lepiej smakują niż
te ze sklepu. Poza tym na farmach są różne inne atrakcje, niedostępne w
mieście. Kilka miesięcy temu, na przykład, zostałam dokładnie obdziobana
i obskubana przez ogromnego gąsiora z czarną naroślą na czole, który bronił
swojej partnerki i kolegi kaczora - stojących z boku i zagrzewających obrońcę
w duecie.
Przygoda odbyła się bez ludzkich świadków, ale mam dowód w postaci
filmu nagranego przytomnie moim aparatem fotograficznym.
Trójcę drobiową miałam okazję poznać, wracając właśnie z wyprawy
na grzyby z trzema koleżankami - wstąpiłyśmy w drodze powrotnej na farmę
po świeże jajka.
Właścicielka farmy, która wyzwoliła mnie od przystojnego stróża,
oddając go w moje ręce - do wspólnej fotografii, opowiedziała nam historię
tej sympatycznej trójcy drobiowej. To niedobitki po atakach okolicznych
kojotów. Ze stada kaczek został tylko jeden kaczor, który czując się osamotniony,
przystał do pary gęsiej i został zaakceptowany.
Wtedy nasz (państwowy - ogólnodostępny) las wydał mi się jeszcze
ciekawszy. Spotkałam tam już kiedyś okazałego jeżozwierza. Ryzykując niewiadome,
obfotografowałam go w marszu i wczepionego w sosnę na wysokości moich ramion
z odległości nie większej niż dwa metry! Serce mi biło mocniej ze strachu
niż w przygodzie z drobiem udomowionym.
W tym lesie spotykam węże, dzikie kury (uciekają w popłochu z
krzykiem, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy), w rozlewiskach strumienia
żyją bobry. Są ślady jeleni.
Lasy, łąki, jeziora i rzeki z całym swoim bogactwem są nam, mieszczuchom,
potrzebne jak powietrze. Las pachnie w zależności od pogody i pory roku.
Las grzybowy pachnie najpiękniej. Teraz jest pora na gąski (zielonki).
Rosną w sosnowych lasach, a świeże pachną mąką. Najliczniej występują w
kolorze szarym i żółtawozielonym. Świetne smażone na maśle. Dobre do marynowania,
na sos czy zupę. Podobno można je też kisić.
Chodzenie po dobrze zagospodarowanych parkach narodowych i prowincyjnych
to jeszcze jeden atrakcyjny aspekt kempingowania w parku.
Pozdrawiam miłośnika natury, i dziękuję, Panie Jerzy, za przypomnienie,
że poza pokrętną polityką istnieje inny świat - pełen ładu i przewidywalnych
niespodzianek; świat, który łagodzi obyczaje i stresy. Świat, którego jesteśmy
częścią, ale zapominamy o tym, siedząc przed telewizorem czy komputerem.
Anna Kozłowska
Od redakcji: Pozdrawiam również Panią - zawsze namawiam do
poznawania naszej nowej ojczyzny, cieszę się, że znajduję tak oddanych
tej pasji czytelników "Gońca". J.R.
Serdecznie witam
Od razu przejdę do rzeczy, żeby nie nudzić. Polska heraldyka
ma wielowiekową tradycję. Ja zajmuję się wykonywaniem haftowanych herbów
rodowych, polskich orłów historycznych, panoram i widoków miast.
Na razie nie stać mnie na zamieszczanie płatnych ogłoszeń popularyzujących
moją działalność i w związku z tym pytanie - czy jest możliwość, byście
Państwo w kilku słowach napisali o możliwości zamówienia u mnie herbu,
pomogli spopularyzować...?
Proszę zajrzeć na stronę www.biw.pl (ciągle modyfikowana)
i ocenić, czy to, co robię, warte jest polecenia. Przyznam, że byłoby mi
bardzo miło...
Serdecznie pozdrawiam
Barbara Wasilewska
Od redakcji: Publikujemy Pani prośbę - może pomoże.
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|