POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Redaguje 
zespół w składzie:

Andrzej Kumor
redaktor naczelny
kumor@goniec.net

Jerzy Rosa
redaktor prowadzący
rosa@goniec.net

Magda Angrot 
magda@goniec.net

Marek Bućko
bucko@goniec.net

Krzysztof Jaśkielewicz
jaskielewicz@goniec.net

Olimpia Orlewicz
accounting@goniec.net

Daniel Runo
runo@goniec.net

Aleksander Rybczynski
rybczynski@goniec.net

Współpracują:

Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Andrzej Fromm * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo  * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Krzysztof Ligęza * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Bogdan Prażmowski * Jerzy Przystawa * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

***
Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 11/2006 (117) (17-23 III 2006)

 Koncert
 Mikołaj Rej, ten który uznał, że "Polacy nie gęsi i swój język mają" i zaczął pisać po polsku zamiast po łacinie, dzięki czemu uważa się go, jak mnie uczono w szkole średniej, za "ojca" języka polskiego, dziś "przewraca się w grobie". Dlaczego? Bo dziś Polacy wstydzą się swojego języka. Ta niechęć do języka polskiego przejawia się w najróżnorodniejszych okolicznościach, nawet na widowiskach i zgromadzeniach, gdzie uczestników stanowią prawie wyłącznie Polacy.
 Ostatnio byliśmy na koncercie, którego głównymi wykonawcami byli artyści z Polski: Katarzyna Dondalska, soprano, Juliusz Ursyn-Niemcewicz, tenor, i Janusz Radek, kontrtenor. Koncert był zatytułowany, nie wiem dlaczego, "Queen of the Night", choć to nieistotne. 
 Obecny był konsul RP w Toronto. Podczas przeszło dwugodzinnego spektaklu prowadząca go  prezenterka  nie wypowiedziała do polskiej publiczności ani jednego słowa po polsku. Osobiście uważam, że takie potraktowanie zdecydowanie polskiej widowni było wyrazem jej lekceważenia przez organizatora imprezy. Także przesadny "ukłon" w kierunku jednostkowych przedstawicieli innych grup etnicznych można było "sobie podarować".
 Po spektaklu konsul odznaczył w imieniu prezydenta RP organizatora wysokim odznaczeniem państwowym "orderem (nie pamiętam dokładnie co) restituta" za szerzenie kultury polskiej w Kanadzie. Konsul uratował wymaganą w takich okolicznościach kurtuazję względem publiczności, mówił w języku ojczystym i po angielsku.
 Zbigniew Sroczyński
 
 Od redakcji: Tak jest, mówmy pięknie, bezbłędnie i ze swadą w obu językach, a najlepiej w trzech. Język to przecież okno, przez które możemy zajrzeć do innej kultury.
 
 Pytanie i odpowiedź
 Pytałem Państwa o adres Domu SPK w Toronto, a Państwo  "wysililiście" się tak strasznie, że kazaliście mi szukać w Googlach.
 Zamiast zajrzeć do książki telefonicznej, która u Was jest dostępna - zastosowaliście "spychologię". Ja znalazłem kolegę z Polski mieszkającego w Toronto i on mi podał adres, ale napisał, żebym sobie z Wami głowy nie zawracał, bo Polacy w Toronto już Was nie czytają za arogancję  i publikowanie wypowiedzi antypolskich - bo u Was panuje  "antypolonizm".

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie dość, że jest Pan leniwy, bo posiadając dostęp do Internetu, nie potrafi korzystać z dobrodziejstw sieci, to jeszcze na dodatek powtarza Pan za kimś niesprawdzone informacje. Serdeczności - AK.
 
 Ostatnia seria listów dotyczy tekstu "Na dwa fronty" z poprzedniego numeru GOŃCA.
 
 Obsesja wolności i 
 nadreprezentatywność mediów  
 Ludzie z powodu bombardowania ich nadmiarem wolności, przejawiającym się bezkarnymi aferami, niekończącymi się kłótniami, złodziejstwem, zwykłym chamstwem i obyczajową patologią, udają się na wewnętrzną emigrację, chętnie izolują się od nachalności świata zewnętrznego. Zwykłych obywateli męczy aktoryzowanie życia. Przeciętny obywatel czuje się nikim, w obliczu scenicznych pięknisiów i supermenów. Medialny retusz robi z człekokształtnych potworów niedoścignionych półbogów. Myślę, że cały ten medialny śmietnik wcześniej czy później należy odrzucić, jeżeli myśli się o realnych dokonaniach. Tysiące bałamutnych mediów potrafią nie zauważyć agonii wielkiego narodu czy państwa. 
 Pośród pląsów polityków z mafiosami i kurtyzanami, potrafią nie usłyszeć płaczu milionów rodaków pozostających trwale bez środków do życia. Trzeba zdecydowanie podzielić media na informacyjne i jarmarczne, nagłaśniające wyłącznie bajki, plotki i agenturalne "kaczki". Z medialnego do realnego świata jest wiele dróg, m.in. przez upowszechnianie turystyki, tego nieocenionego kontaktu ze Stwórcą i jego dziełem - przyrodą. 
 Oczywiście osobiste spotkanie z Bogiem na Mszy Świętej to również niezły powrót do realnego świata realnych ludzi, ludzi upadających, dźwigających się i idących wciąż do przodu. Poza tym, jak szybko postępowała globalizacja i kryminalizacja narodowych gospodarek, tak szybko muszą nastąpić procedury odwracające ten pęd donikąd. 
 Narodowe gospodarki, prowadzone rzetelnie przez solidnych gospodarzy, są szansą nie tylko dla Polski. Globalny wyścig szczurów należy zostawić szczurom i szczuropodobnym (wcale nie myślę w tej chwili o towarzyszu Balcerowiczu).
Lubomir

 Od redakcji: Zgadza się, Panie Lubomirze, trzeba w tym wszystkim zawalczyć o siebie i nie dawać sobą powodować przez manipulatorów.
 
 Na dwa fronty nie da się 
 prowadzić wojny 
 Panie Kumor, pierwszą odpowiedzią człowieka na różnorodność była plemienność.  Moje plemię przeciwko twojemu. Moja nacja przeciwko twojej. Współczesna nazwa plemienności to nacjonalizm. Były wieki średnie, Oświecenie. Teraz zapanowała nowa era - globalizm (uniwersalizm). Pragnę postawić pytanie: plemienność czy uniwersalizm? Czy nie ma innej alternatywy? Nie, nie kto inny jak biali ludzie (neosyjoniści) Bóg wie kto zaprosili muslim do świata globalizmu. I co z tego wynikło, wszyscy wiemy, 11 Sept. Ale zastanówmy się, do czego obecna sytuacja prowadzić może, do wojny albo pokoju w imię robienia wspólnych interesów i niewchodzenia sobie w drogę. Jan Paweł II dążył do pojednania wszystkich religii. Zabrakło mu czasu. A szkoda. Na dwa fronty nie da się prowadzić wojny.
Iwana1982@yahoo.com

 Od redakcji: Plemienność to biologiczny konkret, uniwersalizm  to piękna idea.
 
 Świetny artykuł 
 Pan Andrzej Kumor świetnie zauważył powstanie nowego kuriozum, które walczy z wiatrakami, zniewalając własnych obywateli.
Jarek Sadecki

 Od redakcji: ...
 
 ***
 "Kto na nas nastaje" pyta autor artykułu: ten nastaje, który chce: zniszczyć chrześcijaństwo i islam, aby samemu zapanować. I po co ma on walczyć z chrześcijaństwem i walczyć z islamem, jak może chrześcijan i muzułmanów nawzajem na siebie napuścić, aby sami się nawzajem wykończyli, czyli: za niego sami dokonali całej czarnej roboty. Taki jest on SPRYTNY. NIE DAJMY SIĘ NA TO NABRAĆ!
(...)

 Od redakcji: Możliwe, że ma Pan rację, współczesny świat ma się obywać bez religii...
 
 Orwell coś niecoś przewidział  
 Żyjąc pod komuną, nikt nie miał wątpliwości, o jaki ustrój mu szło. Teraz wątpliwości się pojawiły. Ten Anglik instrukcji nie zostawił. Bezpośredniego nawiązania do ZSRR nie ma, choć wnioskujemy na podstawie jego tam pobytu i podobieństw opisywanych instytucji. Na długo po śmierci Orwella i 22 lata po roku 1984 widzimy, że miał on oczy otwarte także na to, co dzieje się w jego własnym kraju. Zresztą, sprzeczność wystąpiłaby tylko wtedy, gdyby istniał prawdziwy spór ustrojowy i ideologiczny między tymi dwoma krajami. Ten spór cały czas był tylko pozorny.
Bartczak

 Od redakcji: Aldous Huxley był lepszy od Orwella - lepiej prognozował.

 
 
 

GONIEC NR 10/2006 (116) (10-16 III 2006)

 W obronie dobrego imienia  Polaków-katolików
 Jako zwykły widz pragnę podzielić się z czytelnikami refleksją odnośnie sztuki pt. "Narty Ojca Św." wystawionej przez Teatr Narodowy 4 lutego w Mississaudze.
     Wobec wielce zachęcającej reklamy oraz tytułu sztuki tematycznie związanej z Osobą Ojca św. spodziewałam się, iż ujrzę zachowania ludzi prawych i szlachetnych, którym przyświecał Duch naszego Wielkiego Rodaka,  że pokazane będą wartości duchowe. Spodziewałam się zobaczyć coś budującego. Wielu innych ludzi również zachęcił tytuł tej sztuki, lecz zamiast piękna pokazano nam brzydotę, słabość charakterów ludzkich i wulgaryzm. Ze sceny kilkakrotnie padały niecenzurowane słowa, również z ust księdza (brr...). 
     Moim zdaniem, tytuł, jaki nadano tej sztuce, w ogóle nie pasował i wprowadził w błąd.
 To poniżające posłużyć się osobą Wielkiego Polaka w spektaklu o tak niskim poziomie.
 Tu raczej pasowałby tytuł "Zapijaczona małomiasteczkowa elita". 
 Nie na miejscu też było recytowanie cytatów z Pisma Świętego. Rzeczy poważne, święte dla nas, katolików, połączono z wulgaryzmami.
Wytężyłam całą swą cierpliwość, by wytrwać do końca, ale byli tacy, którzy opuścili salę wcześniej. Spektakl ten był wielkim rozczarowaniem dla nas. Osoby, z którymi rozmawiałam, z oburzeniem wypowiadały sięÉ"jak można było z czymś takim do nas przyjechać?". Na wstępie już, pokazano kilku mężczyzn, w osobach burmistrza, komendanta i profesora, raczących się alkoholem i toczących nieciekawą, wręcz nudną dysputę. Obrazek ten nie należał do interesujących. Tym bardziej smutne, że to osobistości stojące na świeczniku. Stanowczo za dużo przedstawiono ludzi z kręgu elity hołdujących alkoholizmowi i miernocie zachowania.
     Jeżeli nawet takie rzeczy miały miejsce, to czyż z tego warto tworzyć sztukę? Skoro na ulicy spotkać można alkoholików,  i to za darmo! Tu zaś żądano od nas dość wygórowanej ceny wstępu.
     Również, prymitywne zachowanie, niemoralnie prowadzącej się żony burmistrza, występującej w negliżu (brr...),  jeszcze bardziej obniżyło poziom i tak już słabej sztuki. 
 Najbardziej oburzające i ubliżające społeczności katolickiej było pokazanie księdza z butelką w kieszeni sutanny, odwiedzającego komendanta policji.
     Dlaczego przedstawiono w tak złym świetle kapłana? By podważyć jego autorytet i autorytet osób duchownych? 
     W książce Jerzy Pilch pisze o nawróceniu, więc dlaczego przy tworzeniu sztuki, to co dobre, pozytywne, zostało pominięte, a zostało wyjęte co najgorsze i niemoralne?
     Społeczeństwo polskie zostało pokazane w bardzo złym świetle.
 Czyż godzi się kalać własne gniazdo? Powinniśmy więcej kochać i szanować siebie. Bo jeśli sami się nie uszanujemy, to inni też nas nie uszanują.
     Nie rozumiem, w jakim celu w końcowej części przedstawiono Papieża jako zawodowego sportowca. Chyba chodziło tu o umniejszenie Jego autorytetu. Wielkiego - przedstawiono w recytacji aktora jako pospolitego człowieka w drużynie piłki nożnej. Jakie cele przyświecały twórcom tej sztuki? 
 Osoba Jana Pawła -  to jest Świętość! Niedotykalna dla nas! 
 A On został zniżony do przeciętnego śmiertelnika. To nas oburza i boli.
 Dziwię się, że tak znakomici aktorzy podjęli się zagrania w tak mizernej sztuce.
 Opuściłam salę teatru z uczuciem wielkiego zawodu i z postanowieniem na przyszłość nie dać się zwieść zwodniczym reklamom. 
Aleksandra Bednarska-Kwaczek

 Od redakcji: Tak, to dziwne, że tak znani i cenieni polscy aktorzy biorą udział w tej niezbyt wysokiego lotu sztuce - jej powodzenie w Polsce zdaje się wynikać z pozaartystycznych przesłanek. Proszę się jednak do teatru nie zniechęcać - mamy nadzieję, że ujrzymy jeszcze w Kanadzie dobre i prawe spektakle grane przez elitę polskich scen. 

 Panie Andrzeju,
 Najkrócej, uwielbiam to wyciąganie nici z kłębka. Bez tych pańskich nie-"WYWIADÓW" nigdy bym się nie dowiedział o wielu sprawach w Polonii i na świecie. Po prostu nie mam czasu wszystkiego śledzić (jak wielu z nas). Niby nie-wywiad był wspaniały. Gratuluję panom i panu  Sobockiemu, także za odwagę konfrontacji, za wiele ciekawych odpowiedzi. Nie-wywiad dał mi wiele ciekawych informacji, i tych za, i tych przeciw. Wbrew pozorom poprawiło to mój punkt widzenia na wiele niewyjaśnionych spraw. Wywiad poprawił notowania pana Sobockiego w niektórych kwestiach. Niestety, w innych pogorszył, stąd pewnie oburzenie mocium Pana E.,  członka tej "Polish kubuki"  (według jego własnej terminologii, przepraszam, zacnie prawomocnie ukonstytuowanego zarządu). Zapełnił też lukę dezinformacji (niestety, typową dla obecnego zarządu i poprzednich [arogancja władzy, pierwszy grzech wszystkich władców i wszystkich ustrojów w historii ludzkości]). Dlaczego z tak dużym opóźnieniem ogłaszają oficjalne stanowisko albo raporty, nie mówiąc o innych grzeszkach? Czyżby to nic ich nie zobowiązywało? Czyż to tak trudne?  Rzecznikiem prasowym może być niejeden, jak to udowodnił ktoś w Polsce. Zdaje się, że w tym zarządzie jest co najmniej jeden wykształcony, kulturalny i z tytułem magistra. Do Szanownego Zarządu - coś mi się wydaje, że panowie zapomnieli, że poza wami dwoma jest też co najmniej kilku wykształconych  w polskim środowisku i że my (Polonia) mamy swoje punkty widzenia i że jak słusznie zauważył pan Kumor, nie jest nam tego w stanie wyperswadować ani tak wielki autorytet, jak Michnik, Oriana Fallaci, Stalin, Gieremek i wielu innych. Przepraszam, ale nawet nasz polonijny gmin, także mafia moherowych beretów potrafią myśleć i mieć swoje zdanie, czego dali wspaniały dowód swoim głosowaniem w wyborach. W kwestii formalnej, nie satysfakcjonują mnie zapewnienia i oburzenia pana E., że zarząd jest godny władzy, bo nie ma na to odpowiednich paragrafów w statucie. Bardziej interesuje nas, co ten zarząd robi dla dobra nas, Polonii i KPK.  Trzymając się pana E. sposobu myślenia, można by udowadniać, że największym obrońcą i przyjacielem Polski był S., bo miał najśliczniejszy mundur, a w końcu dał nam przecież wolną Polskę (PRL). Z góry przepraszam pana E. za ten wywód. Do tej pory pan E.  był moim faworytem na stanowisko prezesa KPK, człowiek, którego podziwiam i szanuję, za bohaterstwo i wspaniałą działalność społeczną. Podobają mi się też jego zdolności brylowania w salonach, co też jest bardzo przydatne u przywódcy. Teraz coraz bardziej coś mi tu nie gra. Tak jak coś brakowało pani prezes (mimo extremly fluent Polish). Nie podobają mi się także próby zainstalowania na polonijnego króla kogoś innego, kto ma szaloną elokwencję, a brak mu poglądów. Nie chcemy też wysłańców PRL-u, którzy demokratycznie i zgodnie ze statusem przejmują władzę. W tej sytuacji może lepiej nie mieć polonijnego posła czy kongresmana. Wracając do pana prezesa. Najwyraźniej król uparł się, że nie jest nagi, mimo że większość już o tym mówi. Świadczy to może o jeszcze jednym. Zrezygnował, ale centrala się na to nie zgodziła i znaleźli wybieg z przepisami w statucie. Centrali najmniej zależy na jej członku, najważniejsze, żeby zamieszanie przetrwało do października i zrobiło jak najwięcej szkody. Ale to chyba jest paranoidalna teoria pana Pająka, ale nie, to przecież niemożliwe. Pozdrawiam szanownych redaktorów.
g.k. 
 Od redakcji: Najważniejsze, abyśmy w końcu przestali tracić czas i pieniądze na jałowe spory i procesy.

 ***
 Niektórzy działacze KPA zachłystują się z radości, że nas, Polaków, spotkało takie (!) wyróżnienie. Aleksander Kwaśniewski będzie wykładowcą na prestiżowym jezuickim Georgetown University w Waszyngtonie, gdzie wykłada również Magdalena Albright. Może jezuici wierzą w cudowne nawrócenie byłego komucha, ale dla nas, ciemnogrodzian, to po prostu nagroda za instrumentalną rolę, jaką spełnił on w procesie globalizacji. Inny były komuch, Gorbaczow, też został doceniony i resztę życia spędzi w swojej posiadłości na Florydzie. Pytanie, czy Kaczyńskiemu wystarczy odwagi, aby kontynuować śledztwo ws. udziału prezia w aferze paliwowej i innych. Żydzi z kolei docenili jego rolę w naprawieniu stosunków polsko-żydowskich po przeprosinach za Jedwabne. Pytanie tylko, czy można budować jakiekolwiek zdrowe stosunki w oparciu o kłamstwa. Widocznie wiara amerykańskich jezuitów jest tak mocna, że pozwala przemieniać kłamstwo w prawdę.
Stanley Sas

 Od redakcji: Jest to godne ubolewania, że taki człowiek jak Kwaśniewski będzie "profesorem z Polski" na tym znanym uniwersytecie. Prawdopodobnie na Georgetown jezuici nie mają już wiele do powiedzenia...

 Odpowiedź dla pani Ewy Ciepielewskiej
 Pani Ewo
 W tym samym wydaniu na sąsiedniej stronie, na której Pani donosi, jak to 
Pani napisała, wyjaśniłem bardzo wyraźnie, że nastąpiła pomyłka w kategorii wiekowej. Dziękuję za wnikliwe śledzenie poczynań naszych najmłodszych. Podaję wyniki i relacje z meczów drużyn, które  składają się tylko z samych piłkarzy polonijnych. 
Waldemar Biały
 

 ***
 Revenue Canada, agencja rządowa czy mafia? 
 Jak zostałem przestępcą podatkowym.
 Nie dajmy się pojedynczo wyrżnąć...
 Kilka jeszcze innych tytułów ciśnie mi się na usta. Od sześciu lat prowadzę jednoosobową firmę, którą można zaliczyć do grupy "software and hardware consulting", ale to nie jest najbardziej istotne w tym momencie.
 Dokładnie 23 stycznia tego roku dowiedziałem się, że moja firma dokonała przestępstwa podatkowego. Dostałem, a raczej do mojej firmy przysłano tzw. Notice of Reassessment za ostatnie trzy lata, który mówi, że moja firma nie płaciła za mnie kontrybucji na CPP. Kontrybucji takiej dokonywałem, rozliczając mój własny dochód, płacąc na samego siebie. Coroczny T4A został przekwalifikowany na T4 i zaczęło się... 
 Odsetki, opłaty karne. Ustalone zostało, że mają wycofać kontrybucję na CPP wpłaconą przeze mnie, na moje własne konto, odesłać mi ją i ja mam to wpłacić na moje konto jako moja firma. Do dziś ani grosza zwrotu. W zamian za to, już dwukrotnie otrzymałem kary dodatkowe po 400.00 dol. każda za niewpłacenie kontrybucji. Odwoływałem się także do Fairness Committee. Właśnie dziś otrzymałem list, że z powodu dużej ilości listów, jakie oni otrzymują, nie są w stanie teraz odpowiedzieć, ale naliczanie odsetek nie ustaje! Jakie ja mam możliwości naliczenia im odsetek od pieniędzy, które oni mają od lat? Moje "przestępstwo" polega na tym, że po kilku latach okazało się, że nie ta ręka wpłacała pieniądze!!!
 Zdaję sobie sprawę, że sam niewiele mogę zdziałać. Wiem, że dużo ludzi z polskiego środowiska otrzymało taki sam list od Revenue. Może napiszemy jakąś wspólną petycję do rządu, skargę na zbójeckie działania Revenue? Może jednocześnie złożyć takie pismo u poszczególnych posłów w okręgach wyborczych Ontario właściwych dla miejsc zamieszkania? Nie stać mnie osobiście na zatrudnienie adwokatów za setki dolarów na godzinę, aby apelowali w mojej sprawie. Może jest jakiś prawnik w środowisku polskim, który, pro bono, zredaguje czy pomoże zredagować takie pismo? 
 Sposób rozumowania Revenue Canada jest bardzo prosty. Nikt im nie podskoczy - to po pierwsze. Mają prawo do tzw. Reassessment, mają zagwarantowane to, że prawo działa wstecz. Każdy podatnik jest potencjalnym przestępcą. Można w dowolnej chwili zmienić interpretację dowolnej linii w formularzu podatkowym, przemienić T4A na T4, czy cokolwiek na cokolwiek innego. Podatnik ma płacić. Co nam to przypomina? Podatnik, a zwłaszcza ten maleńki, jednoosobowy, nie może spać spokojnie! Jego zeznania są wertowanie w tę i z powrotem, bo a nuż coś się znajdzie. Jak się nie znajdzie, to się dopasuje. I tak nikt nie będzie podskakiwał, bo najpierw musi płacić, a potem ewentualnie może się zapytać. Czysta demokracja!
 Przerażający jest fakt, że nikt do końca nie może być pewien, że wywiązał się z obowiązku podatkowego. Potwierdzenie bieżącego rozliczenia przez Revenue nie jest tego gwarantem. Prawo działające wstecz pozwala "przejrzeć i zweryfikować" każdego. To, co dziś czy wczoraj wolno było odpisać, może się okazać za dwa tygodnie, że to było nielegalne i Revenue "uprzejmie poprosi" o "swoje" pieniądze.
 Jeden z podtytułów mojego listu mówi: "Nie dajmy się pojedynczo wyrżnąć". Tak, nie dajmy się. Jeżeli są osoby, które chciałyby się dołączyć do protestu, który mam zamiar wystosować do lokalnego MP i do rządu, proszę o kontakt. Mój email jest zbiggru@idirect.com. Jeżeli z różnych okręgów napłyną skargi, to może choć na przyszłość Revenue zrezygnuje z akcji szukania pieniędzy. Może zamiast ab front wysyłać odsetki i kary, zapyta się podatnika, a raczej jego księgowego, dlaczego to i to zostało zrobione w ten czy inny sposób.  Revenue doskonale wie, że rozliczenia podatkowe są wykonywane przez wykwalifikowanych księgowych, rzadko przez prowadzących firmę osobiście. Czyżby księgowi nie wiedzieli, co robią?
 Swoją drogą, ciekaw jestem, czy ta weryfikacja CPP dotyczy tylko środowiska polskiego drobnego biznesu, czy sięgnęła także innych środowisk?
 Zbigniew Gruszczyński

 Od redakcji: Współczujemy Panu, każdy może się znaleźć w takiej sytuacji. 
 

GONIEC NR 9/2006 (115) (3-9 III 2006)

 Szanowna Redakcjo,
 W ostatnim numerze "Gońca" znalazła się informacja o tym, że aby nie stracić uprawnień do OHIP-u (Ontario Health Insurance Plan), można wyjechać z Kanady na maksimum pół roku. 
 Na rządowych stronach internetowych natomiast znajduje się informacja, że trzeba przebywać w Ontario 153 dni w ciągu 12-miesięcznego okresu. Czy Redakcja mogłaby to wyjaśnić?
Czytelniczka

 Od redakcji: Postaramy się.

 Drodzy Państwo,
 Próbuję bezskutecznie znaleźć informacje o nowo otwartej polskiej klinice medycznej. Jedyna wzmianka na Internecie, to nieaktualna już reklama umieszczona przez GOŃCA. Niestety, zdjęcia reklamy też już dawno nie ma.
 Czy mogliby mi Państwo podać adres i numer telefonu tej kliniki. Nazywa się chyba Millway Medical Clinic. Od niedawna mieszkam w Mississaudze i niestety żadna z polonijnych stron internetowych nie podaje informacji o tej klinice.
 Z góry dziękuję i pozdrawiam.
 Iwona Osmolska

 Od redakcji: Z informacji podanych przez klinikę - istnieje ona pod adresem 3200 Erin Mills Parkway w Mississaudze, tel. 905-607-0017.

 WARM BEER BLUES 
 Parę tygodni temu zastanowił mnie cel wielkiego przemeblowania okolicznego "liquor store" . Kiedy następnego dnia chciałem kupić parę butelek zimnego "Tyskiego", już go nie było na półkach, tylko przeniesiono go wraz z wieloma innymi europejskimi gatunkami na podłogę. Na moje pytanie, co jest powodem tych zmian, opryskliwa pani ekspedientka odwarknęła "ask the beer man". Nie wiedziałem, kto to jest "beer man", a przy mnogości załogi sklepu przypuszczam, że mają tam również "whisky man", "rum man" itd. 
 Byłem pewien, że to tylko jakieś widzimisię lokalnego "beer mana", lecz parę dni potem zauważyłem, że podobna "reforma" dotknęła również inne sklepy. Próbowałem uzyskać informację o jej przyczynach w innych sklepach, lecz poza tym, że radzono mi dzwonić do centrali lub szukać odpowiedzi w Internecie, niczego się nie dowiedziałem. I wreszcie pewien sprzedawca na ulicy Brock uchylił mi rąbka tajemnicy. Otóż zarząd LCBO uznał, że uzupełnianie półek ciężkimi, bo aż półlitrowymi, butelkami jest za dużym wysiłkiem dla elity klasy robotniczej GTA i uznał, że ciężary te można równie dobrze eksponować na podłodze. 
 No i doczekaliśmy się czasów, w których zarząd i partia (LCBO) ustaliła jedynie słuszne miejsce dla naszego "Tyskiego". Teraz mamy dylemat. Przecież jest nas tu, oprócz Gorzowiaków, jeszcze dobrych parę tysięcy. Możemy protestować, pisać petycje. Ale co będzie, jak proletariat z LCBO pójdzie na strajk. Wtedy będziemy musieli jechać po nasze "Tyskie" do najbliższego "liquor store" w Buffalo. Ale gdzie tu sens i logika. Co prawda mamy tam nieporównywalnie większy wybór, ale może nam się przypomnieć granica z NRD. Nie dość, że stracimy czas, wydamy na paliwo, to po dowiezieniu do domu piwa (jeżeli nam nie zabiorą), to i tak będzie ciepłe jak zupa. Czyli takie samo jak teraz. 
 Przypomniały mi się wspomnienia kolegi, który trzy lata towarzyszył swojej żonie na kontrakcie w Arabii Saudyjskiej. W jednym z poważnych anglojęzycznych periodyków znalazł w rubryce listy od czytelników pytanie: "czy dżiny naprawdę istnieją?". Uczony w temacie mułła dopowiedział: "co prawda nikt dżina nie widział, ale anioła też nikt nie widział, a są". I w tym momencie "eureka", jeżeli nam odmawia się sprzedawania naszego piwa w taki sposób, jakbyśmy sobie tego życzyli, to kupujmy piwo duńskie. (Widziałem na półkach puszki zimnego jeszcze, może przez przeoczenie, "Tuborga"), bo  jeżeli nie poprzemy braci Duńczyków, to doczekamy czasów, w których zamiast zimnego "Tyskiego" będziemy MUSIELI sobie kupić "Mekka-colę", dywanik i kompas. Póki co na zdrowie, brrr, ciepłe, ale jeszcze nasze.
Krzysztof Sapiński 
Toronto, woj. gorzowskie

 Od redakcji: Szanowny Panie, w LCBO nikt nikogo nie ruszy, to jest prawie Politbiuro...

 ***
 Na portalu GW zauważyłem artykuł i komentarz Starego Wiarusa, który komentuje "Kartę Polaka", którą ma zamiar wprowadzić rząd polski. Widać, że nowy (?) rząd polski dalej wielu rzeczy nie rozumie "normalnie". Nam na Zachodzie wciskają na siłę polskie paszporty - i nie tylko nam, naszym dzieciom, wnukom itd. itp. A jak ktoś się chce tego polskiego obywatelstwa zrzec, to przeszkód administracyjnych jest nie do pokonania.
 Zaś tych "zza Buga" rząd polski uważa za "byłych" obywateli Polski - opierając się na "prawie" wydanym przez "słoneczko narodów" tow. Stalina, które to "prawo" "pozbawiło" obywatelstwa polskiego tych Polaków, którzy mieli nieszczęście znaleźć się na terytorium "Kraju Rad".
 Ja uważam, że jest zwyczajną bezczelnością kolejnych rządów polskich nieuznawanie obywatelstwa polskiego tych "zza Buga" przy równoczesnym wciskaniu Polonii na Zachodzie polskich paszportów.
 Komentarz jest świetny i wydaje mi się, że powinien to Pan "puścić" w najbliższym "Gońcu".
Jerzy Kisielewski

 NIKCZEMNOŚĆ wasza, chłopaki z kraju, wobec Polaków ze Wschodu jest niezmierzona: ..."a także określającej status byłych polskich obywateli w ich starej ojczyźnie"...
 BYŁYCH POLSKICH OBYWATELI? BYŁYCH?
 Znaczy, byłych obywateli polskich na podstawie dekretu Rady Najwyższej ZSRR z 29 listopada 1939 r., który arbitralnie odebrał Polakom na obszarach okupowanych przez ZSRR obywatelstwo polskie i nadał radzieckie... To jedyna wasza podstawa prawna. Poza tym, ci ludzie spełniają wszystkie kryteria obywatelstwa polskiego według każdej przeszłej, obecnej i kiedykolwiek proponowanej ustawy o obywatelstwie polskim. Obywatelstwo polskie dziedziczy się wedle prawa RP w nieskończoność, o czym skwapliwie przypominają wasze konsulaty na Zachodzie każdemu, z którego mają nadzieję wycisnąć kasę.
 Waszym psim obowiązkiem jest wydać każdemu Polakowi ze Wschodu, który sobie tego życzy, polski paszport, a nie żadną ersatz-Kartę Polaka, czyli okrojone obywatelstwo w wersji Light. Ale wy tego nie zrobicie, boby to was kosztowało.
 Nikt już nie pamięta, że po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, II RP repatriowała w latach 1919-1927 z Rosji sowieckiej każdego, kto mówiąc po polsku, przyznawał się do polskiego pochodzenia - nie pytając o papiery. Warto pamiętać, że ówczesna Polska była znacznie biedniejsza niż dzisiejsza. Ale za to II RP miała kręgosłup moralny.
 III RP, po 1989 roku, repatriowała jakąś zupełnie śmieszną liczbę Polaków z b. ZSRR. No pewnie, na nich nie można zarobić. Wolicie wpychać polskie paszporty po pięciokrotnej cenie krajowej Polonii Zachodu i kroić z niej kasę - za nikomu niepotrzebne zaświadczenia, poświadczenia, przebitkę, pieczątkę, tusz do stempli, spinacz i powietrze zużyte w poczekalni konsulatu.
 Energię swoją kierujecie też na administracyjne uniemożliwianie zrzeczenia się obywatelstwa polskiego tym, którzy chcieliby się wypisać z RP, bo dawno już tam nie mieszkają i nie mają zamiaru mieszkać.
 Polonię Wschodu olewacie, bo biedna. Polonii z Zachodu natomiast nie pozwalacie zrzec się obywatelstwa polskiego, bo nie tylko żyjecie nadzieją wyciśnięcia z niej jeszcze jakiejś kasy, ale prawdopodobnie również dlatego, że dopisujecie sobie tę Polonię do ewidencji ludności PESEL, co pozwala gładko brać z Brukseli kasę na martwe dusze. Czyli na ludzi, których dawno w Polsce nie ma i nic im świadczyć nie trzeba.
 To jest wasz dzisiejszy najwyższy ideał - kasa za darmo. Gratulacje, chłopaki! Szkoda mi tylko tych na Wschodzie, co w was wierzą.
 PS "Wystarczy, że na granicy nikt nie będzie pytał jej posiadacza o pochodzenie" - a teraz pytacie o pochodzenie? Ethnic profiling? Całkowicie niezgodnie z prawem unijnym? Dobre...

 Od redakcji: Zgadza się, to smutne, że ktoś postanowił podzielić Polaków na lepszych i gorszych; tych na kartę i tych na paszport.

 ***
 Chciałabym dać znać, że w ostatnim numerze "Gońca" na str. 46 w artykule "Sport polonijny" napisanym przez pana Waldka Białego z Mississaugi w ostatnim paragrafie jest błąd, znaczy nawet nie błąd, tylko jest napisane kłamstwo, że drużyna Polonii Centrum Under-10 występująca w Lidze Halowej pokonała lidera po bardzo zaciętej walce różnicą jednej bramki.
 Niestety, nie pokonała lidera - kiedy grała z liderem, przegrała 3:0. Tak się składa, że w drużynie lidera jest bardzo dużo Polaków, których rodzice czytają "Gońca", i byli bardzo urażeni, że takie rzeczy się u was pisze i że takie artykuły są pisane bardzo tendencyjnie i zawsze gloryfikują drużynę Polonii Centrum. Może by poprosić pana Waldka, żeby pisał trochę bardziej obiektywnie. Ja wiem, że może to być trudne, ale myślę, że nie trzeba pisać bzdur czy kłamstw. Mam nadzieję, że to się jakoś wyjaśni i pan Waldek sprostuje swoje opinie, nawet nie opinie, po prostu fakty, które są kłamliwie przekazane całej Polonii. 
 Chciałabym dodać, że cała drużyna Under-10 Polonii Centrum grała z liderem dwa mecze w ciągu całego sezonu, jeden przegrała 6:0, drugi przegrała 3:0. Ostatni mecz, który prawdopodobnie był opisany w tym numerze "Gońca", był grany nie z liderem, tylko jedną z gorszych drużyn, i myślę, że tam jest jakaś pomyłka, więc proszę to sprostować, bo ja się czuję bardzo urażona i myślę, że rodzice wszystkich dzieci, które są w drużynie liderów, tak samo się poczuli.
Ewa Czepielewska

 Od redakcji: Liczymy, że p. Waldek odpowie na Pani wnioski, proszę się nie urażać i nie zniechęcać.

 Największa malwersacja w dziejach PRL
 W związku z inicjatywą reaktywowania Komisji Śledczej ds. Orlenu, niniejszym podam kilka faktów dotyczących Rafinerii Gdańskiej, w której przepracowałem ponad 26 lat, od momentu rozpoczęcia budowy.
 Rafineria Gdańska i Orlen Płock to przemysł rafineryjny, przynoszący trudne do przecenienia dochody dla budżetu. Był jednak czas, kiedy te firmy były na krawędzi bankructwa z powodu błędnych pociągnięć rządowych i chęci ściągnięcia za wszelką cenę kapitału zagranicznego. Dopiero rząd Jana Olszewskiego przerwał ten niebezpieczny eksperyment.
 Jeżeli chodzi o Rafinerię Gdańską, to do upadku tej firmy mógł doprowadzić też premier Piotr Jaroszewicz. Otóż kiedy Pinochet obalił komunistyczny rząd Allende, Rosjanie zmuszeni zostali do zaniechania budowy rafinerii w Chile. Przestarzałą rafinerię Rosjanom udało się wcisnąć Polsce, a konkretnie tow. Piotrowi Jaroszewiczowi, naszemu pełnomocnikowi w RWPG, mimo sprzeciwu specjalistów z Gdańska i Płocka.
 Rafineria Gdańska miała w programie budowę drugiego etapu, a mimo to nie chciała zaśmiecać cennego terenu przestarzałą instalacją. Skończyło się tym, że urządzenia rafineryjne warte kilkaset milionów, a może nawet kilka miliardów dolarów (z uwagi na niekorzystny przelicznik rubel/dolar), wylądowały w zakładach chemicznych Blachownia k. Kędzierzyna.
 Rafineria Gdańska ukarana została wstrzymaniem inwestycji na kilka lat. "Blachownia" miała ogromny problem z zagospodarowaniem dużej ilości złomu i do dzisiaj nie może podnieść się z upadku ekonomicznego. Rafineria Gdańska powoli gromadziła zyski i mądrze modernizowała oraz rozbudowywała instalacje na terenie drugiego etapu. Dzięki temu wartość akcji Rafinerii Gdańskiej wzrosła niemal 50-krotnie w stosunku do pierwotnej wyceny z 1996 r.
 To, co zrobił premier P. Jaroszewicz, było i jest największą kradzieżą w dziejach PRL-u. Szkoda, że tak mało się mówiło o tym w Komisji Śledczej, która drobiazgowo rozpatrywała sprawę przemysłu rafineryjnego.
 Zdjęty - niezbyt fortunnie - ze stołka dyrektorskiego A. Modrzejewski, w opinii wielu znaczących pracowników Orlenu Płock, to zwykły nieudacznik, ciągle uśmiechnięty. Nic dziwnego, że po jego odejściu akcje Orlenu mocno wzrosły. Dla obsesyjnie przeciwnych prywatyzacji posłów z LPR-u nie ma to większego znaczenia.
 Z poważaniem.
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk

 Od redakcji: Dziękujemy za informacje z pierwszej ręki

 Igrzyska Polonijne
 Witam,
 Mam pytanie do p. Barbary Gilo: Czy to takie trudne podać, w jakich dniach te Igrzyska w Szczyrku się odbywają. Dzięki, że wiemy przynajmniej gdzie; często w dzisiejszych kanadyjskich "informacjach", czy też transmisjach TV nawet i to jest trudne do uchwycenia. Dziękuję, 
Edward Gil
 Mississauga

 Od redakcji: Czasem człowiek o czymś zapomni...

 Napisz, proszę
 Tomek Forysz ze Świętochłowic walczy z nowotworem czwarty rok. Od miesiąca jest przykuty do łóżka i niesprawny. Jego największą radością i jedynym kontaktem ze światem są e-maile. Dostaje je od ludzi z całego świata - Brazylii, Kanady, USA. Codziennie czeka na te listy - życzliwe słowa wsparcia, które dają mu siłę, by mierzyć się z chorobą.

Tomek Forysz i Iwona Kurzela - wspólnie czytają otrzymane listy
 Tak niewiele potrzeba... Czasem tylko słowa dobrego. Te listy elektroniczne do Tomka - to wspierające go - bo przyjazne - znaki bliskości, od ludzi często z daleka. Obok dzielnie walczącego z nowotworem chłopca nie ma nikogo z bliskich - choć sierotą nie jest. Motorem jego życia jest teraz miłość, którą został obdarzony w rodzinie Iwony Kurzeli - hospicyjnej wolontariuszki. To w jej domu przebywa od miesiąca i to tu wyczekuje na listy. Tomek ma raka kości. Już nie może sam odpisywać. Robią to teraz w jego imieniu inni. Niezmiennie jednak cieszy go ta więź ze światem i uwaga. Marzeniem chłopca - by jak najwięcej ludzi chciało z nim korespondować - nabrało też symbolicznego wymiaru. Choć bez listu, to jednak z wielkim przesłaniem przyleciał do Tomka gołąb - mocno okaleczony po chorzowskiej tragedii. A mimo wszystko, z wolą życia, nie dający za wygraną. Taką siłę walki można też w Tomku wyzwalać codziennie - pisząc do niego list. 
 E-maile wysyłać można na adres t.forysz@wp.pl

 Od redakcji: List nic nie kosztuje, zachęcamy.

 ***
KONGRESOWE PROBLEMY
 Znów w Polonii jakieś wrzenie.
 Czyżby nowe objawienie?
Czyżby Nobla ktoś otrzymał?
A może ktoś nie wytrzymał?!

 Jednak to nic z takich rzeczy. 
 Znów spierają się Prezesi.
Coś tłumaczą jedni drugim,
drudzy jednych połajają,
nawzajem się nie słuchają.
  Trudno jest w tym się połapać,
  kto na co chce się załapać.
  Wreszcie z zamętu, rumoru,
  wyłania się powód sporu.

Strasznego się nic nie dzieje,
w Kongresie tylko dwóch Prezesów od dziś istnieje.

Jeden ponoć zrezygnował 
drugi więc się wykreował.
Co oznacza w sposób prosty, 
że kongresy się rozrosły.
Zacna organizacja ta 
dwóch Prezesów teraz ma.
Żaden przecież to dylemat.
Przykład z Ojczyzny już mamy 
jak żonglować numerkami.

Jedną mamy Polskę, chwałą okrytą i CZWARTĄ RZECZYPOSPOLITĄ.
Stąd do głowy pomysł leci,
by powołać KONGRES TRZECI!!!
 Kto chce być w TRZECIM KONGRESIE
 Niech podanie mi przyniesie
 JA wnet je zarejestruję 
 i pieczęcią ostempluję
 NACZELNY PREZES
Nazwisko i Imię znane Redakcji 
a Ja jestem na kolacji
 WIELKIEGO  POLONIJNEGO
 KONGRESU TRZECIEGO 
 Marek Płażewski

 Od redakcji: Poezji nie komentujemy.

 Poniżej zamieszczamy cztery listy e-mailowe dotyczące artykułu "Mała ojczyzna" opublikowanego w "Gońcu" 24 lutego.
 ***
  Łączmy się w małe ojczyzeńki bracia Kargule, Ploszki, Perzyny, Stokłosy, twórzmy nasze małe regiony, Gorzowa, Chorzowa, Bzdzicy Dolnej i Szczynicy Wyżnej... po co nam Polska? Po co nam polskie organizacje... małe jest piękne (...) Niech żyje Europka Ojczyznek... precz z państwami narodowymi... 
(---)
 Od redakcji: Tworząc organizacje typu "Gorzowiaków", nie wyrzekamy się Polski - wprost przeciwnie. (J.Rosa)
 ***
 "Mała ojczyzna" albo "Heimat" 
 Pojęcie "małej ojczyzny" wywodzi się z kultury niemieckiej. Tak zawsze określano mateczniki niemieckości. Taki matecznik próbują Niemcy zmontować na Śląsku Opolskim. O takim "heimacie" na Pomorzu Gdańskim wciąż marzy Tusk i tuskopodobni germanofile. Taka terminologia raczej nie przystoi krajanom króla Bolesława Chrobrego. Ojcowizna, macierz, to bardziej odpowiednie słowa na określenie rodzinnych stron Polaków. W "republice kolesiów" mieliśmy swoiste sojusze miejskich republik, np. Łodzi z Pruszkowem. Lepiej nie rozwijać i nie upowszechniać takiej subkultury.
(---)
 Od redakcji: Pan usilnie stara się coś udowodnić, dlatego unika oczywistego faktu, że "Gorzowiacy" nie powstali w Polsce, tylko w Kanadzie. A tu nam nie grozi germanizacja... (J. Rosa)
 ***
  A może lepiej... 
 Zamiast do "Gorzowiaków", "Krakowiaków", "Górali" i innych tego typu etnicznych organizacji, które nie tylko, że nie jednoczą Polonii, a dzielą na mniejsze niespójne grupki interesu i wręcz izolują od życia w Kanadzie, Polonia powinna zapisywać się do organizacji politycznych i społecznych Kanady. I działać tam z równym zapałem! A tak to np. w Brampton i w Mississaudze, gdzie Polacy stanowią większość mieszkańców, w Parlamencie reprezentują ich Hindusi! Kiedy wreszcie Polonia przestanie kisić się we własnym sosie i zacznie żyć życiem własnego kraju - Kanady? 
(---)
 Od redakcji: No właśnie - kiedy? (J. Rosa)
 ***
 Drogi Panie Jerzy, na kilka listów, tylko jeden jest w miarę pozytywny. Dlaczego? A to dlatego, że pierwszym naturalnym odruchem nas, Polaków, na jakąkolwiek inicjatywę, jest szukanie dziury w całym. Nas TYLKO interesuje to, co jest negatywne, i staramy się te minusy wyolbrzymić do tego stopnia, aby przypadkiem ktoś nie zauważył tych 99% plusów!
 Moja skromna rada dla Waszego stowarzyszenia jest następująca, rozwijajcie swoją działalność z myślą TYLKO o sobie, bez oglądania się na innych, a wówczas Wasz sukces da przykład dla innych i powstanie, powiedzmy, Klub Miłośników Koziej Wólki czy innego miasta. Szkoda, że mieszkam daleko od Toronto, bo też kwalifikuję się (bez egzaminu) do Gorzowian i z pewnością chciałbym być przyjętym do Waszego Towarzystwa.
Były Gorzowianin

 Od redakcji: Dziękujemy za mądre rady, już teraz ma Pan honorowe członkostwo w klubie "Gorzowiaków". (J. Rosa)
 
 
 

 GONIEC NR 8/2006 (114) (24 II 2 III 2006)
 Szanowny Pan 
 Redaktor Andrzej Kumor
 Szanowny Panie, od wielu lat jestem pod wrażeniem pańskich rzeczowych i trafnych felietonów i artykułów, dlatego też pozwalam sobie na zwrócenie się do Pana o odpowiedź na pytanie, na które nie mogę dostać odpowiedzi nawet od adwokatów. Otóż idzie mi o przepisy precyzujące warunki czasowego opuszczenia Kanady bez groźby utraty świadczeń emerytalnych i lekarskich (OHIP). Konkretnie jak długo mogę jednorazowo przebywać poza Kanadą (w Polsce) i jak długo muszę minimum przebywać w Kanadzie po powrocie przed następnym wyjazdem?
 Bardzo serdecznie proszę o odpowiedź listowną, gdyż pomimo że staram się o czytanie każdego numeru "Gońca", obawiam się, że nie mogę być w stanie dostać czasem tego numeru (mieszkam daleko od polskich centrów handlowych).
 Życzę Panu nieustających sukcesów zawodowych i osobistych, i z góry dziękuję.
Wiesław Poleszczuk
 PS Nadmieniam, że jestem obywatelem Kanady.

 Od redakcji: Jeśli chodzi o ubezpieczenie medyczne OHIP, dana osoba może przebywać poza Ontario do 6 miesięcy, by nie utracić świadczeń, po utracie trzeba czekać 3 miesiące na ponowne przyznanie. W przypadku emerytur, decyduje definicja stałego miejsca zamieszkania.

 Niektórzy biskupi powinni 
 siedzieć cicho!
 Powyższe przyszło mi do głowy po przeczytaniu w "Gońcu" ostatniego z serii ataków na Radio Maryja i TV Trwam przez niektórych polskich duchownych. 
 Należą do nich m.in. abp Życiński, bp Pieronek, ks. Boniecki (z "Tygodnika Powszechnego") i inni.
 Jeżeli z jakichś powodów nie chcą pomagać PiS i Kaczyńskim, to niech przynajmniej nie rzucają im kłód pod nogi i niech SIEDZĄ CICHO!
 Zacytuję z pierwszej strony "Nasz Dziennik" 11-12 lutego 2006:
 "Zatroskanym" o profil Radia Maryja życzę pomysłowości w stworzeniu innych równie silnych mediów dla Polski - podkreśla ks. Tadeusz Zasepa (koniec cytatu).
 Z poważaniem,
J.K.

 Od redakcji: Zgadza się, niech każdy robi to, co lubi!

 Szanowny Panie Prezesie 
 20. Luty 2006
 To nie był wywiad.
 "Łatwiej jest żyć z geniuszem niż z idiotą" miała rzec słynna włoska aktorka Giulietta Masina, a ja dodam od siebie "lepiej być naiwniakiem niż uwierzyć w szczerość redaktora Kumora".
 I co teraz panie Prezesie? Ostrzegałem! Nie zgodziłem się na współudział w "wywiadzie". Redaktor, który zamieszcza paszkwile Szczary/Sołtysa i który autoryzuje, aprobuje, zezwala, a nawet uwierzytelnia anonimowość artykułów napadających na Kongres nie jest wart funta kłaków. Redaktorowi "Gońca" nie tyle nie można ile wprost nie należy ufać. Nie można zawierzyć.
 Ostrzegałem Panie Prezesie Sobocki. To nie był wywiad z prawowitym prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej. To była utarczka starająca się wmówić w Pana, że nie ma Pan racji na żadnym odcinku prezentowanych argumentów.
 Ostrzegałem! Redaktorowi Kumorowi biegać nadal w krótkich majteczkach, a nie sięgać po wywiad.
 "Goniec" z towarzyszącym mu kolegą redaktora był zainteresowany jedną jedyną sprawą; - a mianowicie - jak przekonać Pana, że Kumor wie co mówi, a Panu zbierać stokrotki do fartuszka, lub motylki w siatkę łapać.
 Kumor nie zadał Panu nawet jednego pytania co myśli pan o rozhuśtanej antykongresowej kampanii przez anonimowy szmatławiec "Pręgierz" w którym już całkiem nieanonimowo wygłaszał wcześniej swe poglądy Marek Malicki, czy prezes SPK Andrzej Garlicki.
 Nie próbował i nie starał się nawet przez moment wczuć się w bezpodstawność kłamliwych zarzutów zaprezentowanych i ujętych na zjeździe w tak wrogim tonie jak mógł to zrobić jedynie delegat ze stolicy Kanady.
 To nie był wywiad drogi Prezesie, to szanowny redaktor swoim zwyczajem siedział na tronie (nawyk wyniesiony z praktyki zwanej dopiskami pod listami czytelników) i pouczał co winien Pan teraz zrobić. (cytuję: uznał Pan decyzje Zjazdu i teraz winien Pan odejść)
 To nie był wywiad. To był wykład na temat "gońcowych" poglądów.
 Redaktora nie interesowała sprawa Statutu tak jak nie jest nim i nigdy nie był nim zainteresowany dzisiejszy przewodniczący Rady KPK p. Władysław Lizoń. Motor, a właściwie antymotor Rady w kongresowym systemie. Skarykaturyzowanej przez niego samego do wymiarów ośmieszająco pogardliwych. Rada KPK miała być autorytetem pogodnej dorady, gdy tymczasem stała się (obawiam) tym co swego czasu Antoni Malatyński przezwał piątym kołem u wozu, a wieloletni prezes Zarządu Głównego p. Jan Kaszuba żartobliwie przezwał zbytecznym, niewydajnym i bezmlecznym "piątym cyckiem" u ryczącej krowy.
 Miast pytań pan Kumor wygłasza własne teorie i obstaje niewzruszenie przy swoim (cytuję: "podważa Pan legalność tego zgromadzenia").
 Naczelny "Gońca" nie bierze pod uwagę wyjaśnień, że nielegalność nie leżała w haśle zwołania, lecz metodzie i obłudnych sposobach jakim się posłużono by zjazd z przygotowanymi oskarżeniami zaskoczeniowo zwołać. Nie interesuje go fakt, że zjazd polega na zdaniu sprawozdań z działalności, a nie w ataku na zarząd. Na zarząd nieprzygotowany zresztą i w istocie rzeczy na takową napaść. Zarząd w pełni zaskoczony na sali mającej być salą obrad. Salą dyskusji. Być może polemiki. Salą rzeczowych i twórczych argumentów. Salą motywacji. Podłożem do rozwiązań międzyorganizacyjnych konfliktów. Zakładam, że równie szybko poczuł się speszony napaściami przewodniczący tego zjazdu. Wyglądał zresztą kompletnie wybity z pantałyku. W pełni spłoszony nie potrafił opanować chaosu jaki zaistniał. Agresji wobec Pana oraz pandemonium jakie towarzyszyło agresorom.
 Redaktora Kumora nadal nie obchodzi istota rzeczy jaka leży u podłoża sprowokowanego przez Radę konfliktu. Nie interesuje go nieuczciwość i chućpa jaka spowodowała wymianę zamków w Domu Kongresu. Zarządzoną przez Przewodniczącego Funduszu Millenium p. Malickiego. Ku chwale - zakładam - tych którzy tzw. zjazd zwołali, a ewentualne obrady zamienili w stek spreparowanych i naćpanych w kłamstwa oskarżeń. Wszystkie te oskarżenia zbijam kolejno i nadal będę zbijał emailową pocztą.
 Nie interesowała go nieprzewidziana w Statucie zmiana Komisji Weryfikacyjnej w powołaną w przeddzień zjazdu (niestatutową) pięcioosobową Komisję Skrutacyjną w skład której weszli ci wszyscy znani "z życzliwości" dla ZGKPK. Mandatowo usposobieni w swej "przychylności" do strony uzbrojonej we wniosek nieufności.
 To nie był wywiad drogi Prezesie. To była próba wmówienia w Pana, że (cytuję: "przegrał Pan głosowanie" - " stracił Pan wiarygodność" - "nadal uważa się Pan za prezesa" - "nie przyjmuje do wiadomości decyzji zjazdu" - "ale Panie Grzegorzu, to jest decyzja zjazdu" - Kumor powtarza kilkakrotnie - "zmienił Pan siedzibę organizacji" - "nie jest w stanie Pan kontrolować tej siedziby, którą miał Kongres" - et cetera et cetera).
 Mówił mi Pan Prezesie, że proszono Pana o wywiad. Odmówiłem w nim udziału. No i co? Co "Goniec" zrobił z tego wywiadu? Miast stawiać istotne pytania dotyczące sytuacji i jak doszło do tego, że w chwili obecnej prawowity i prawomocnie wybrany Zarząd Główny Kongresu został na siłę (choć bezkarnie jak dotąd) usunięty - z miejsca ustabilizowanego przez dekady urzędowania - przez ludzi pełnych uprzedzeń, ludzi złości, zawiści et cetera et cetera ... redaktor "Gońca" skoncentrował się na pytaniach bardziej identyfikujących się ze znaczeniami śledztwa czy inwigilacji. Nie zadowalały go pańskie konkretne odpowiedzi na spekulatywne i podchwytliwe pytania w których być może jakiś śmiałek dostrzegłby (ponowne być może) szczyptę przychylności i trzeźwości w całościowej ocenie.
 Nie interesowały go wyjaśnienia naprowadzające do istoty sensu i całości sprawy. Wolał raczej - w sposób dochodzeniowy - wiercić i formować kolejne pytania wokół jakiejś nieprawości i niepoprawności z pańskiej strony, które dałyby mu satysfakcje w potwierdzeniu własnego uprzedzeniowego nastawienia do istoty zagadnienia.
 To nie był wywiad Szanowny Prezesie.
 Zwiadowca bowiem z pozycji śledczego przechodzi z kolei na pozycję prokuratora, oskarżyciela i orzeczeniodawcę.
 Generalnie rzecz biorąc - sędzia Kumor powiada: cokolwiek by Pan mówił szkodzi to wizerunkowi polskiego środowiska i interesom Kongresu.
 Pięknie! Wspaniale i ma rację! Tylko dlaczego te pytanie nie zostało skierowane do samego źródła zła. Czyż tak trudno w tym wszystkim dostrzec prawdziwych rzeczoznawców zła w osobach twórców tego zła. Zdemaskowanych w swych wypowiedziach na posiedzeniach Rady KPK. Wystarczyłoby zajrzeć do dostępnych protokołów z posiedzeń członków Rady.
 Dodaje z kolei: "sytuacja sparaliżowała prace Kongresu"... i zaraz potem oświadcza prokuratorskim sposobem - "interes organizacji wymaga, aby jedna strona ustąpiła".
 Tego rodzaju stwierdzenie można jednak wybaczyć. Redaktor "Gońca" nie musi znać Statutu. A Statut powiada "kadencja wybranego na Walnym Zjeździe Zarządu trwa dwa lata. Od Walnego Zjazdu do Walnego Zjazdu".
 Przykro mi Panie Grzegorzu. Niestety! To nie był wywiad!
 Przykro mi również, że tak Pan, jak cały Zarząd Główny popełnił trzy taktyczne błędy. Po pierwsze, że w ogóle wydał Pan zgodę na zwołanie nikomu niepotrzebnego Nadzwyczajnego Zjazdu (nie mylić z Nadzwyczajnym Walnym Zjazdem - zasadnicza różnica, której ani p. Lizoń, ani prezydium Zjazdu nie dostrzegło względnie udawało, że nie dostrzega). Po drugie, że nie przewidział Pan ilości niespodziewanych i odgórnie przygotowanych oraz niczym nieudowodnionych zarzutów pod adresem ZGKPK, które delegat ottawski wyciągał jak magik sztuczne króliki (w sumie 13) z popisowego cylindra. I wreszcie po trzecie, że nikt nie przewidział aż tak wysoce nieprzyzwoitego braku kultury w słowach wypowiedzi, a które Przewodniczący Zjazdu w żaden sposób nie potrafił skontrolować. Te sprawy walny Zjazd w Calgary z pewnościa ureguluje. 
 Co do wywiadu? Ambarasująca stronniczość.
 Słynna włoska dziennikarka Orianna Fallaci ponoć powiedziała: "wywiad dla mnie jest historią miłosną. Walką. Stosunkiem płciowym". 
 Ciekaw jestem, czym ten wywiad był dla Andrzeja Kumora.
 Bohdan Ejbich
 Członek ZGKPK
 PS Mam szczerą nadzieję, że moje komentarze dotyczące wywiadu redaktor "Gońca" zadecyduje opublikować. Niech inni też głos zabiorą. Powitam każdą opinię i chętnie na nią odpowiem. 
(List zamieszczamy w oryginalnej pisowni - red.)

 Od redakcji: Szanowny Panie, wywiad z p. Sobockim został przeprowadzony przeze mnie i przez p. Jerzego Rosę, nie wiem, dlaczego koncentruje się Pan akurat na mojej osobie. 
 Pana argumenty ocenią sami  Czytelnicy. 
 Poza tym, nie wiem, jak Pan, ale  ja podchodzę do "stosunków płciowych" w bardzo zachowawczy sposób i przeprowadzanie wywiadów nie zaspokaja mnie seksualnie.

 Legalny czy nielegalny Nadzwyczajny Zjazd KPK - uwagi do wywiadu z byłym Prezesem Głównego Zarządu KPK, p. Sobockim (Goniec nr 7, 17-23 lutego 2006)
 Najpierw pozwolę zacytować wypowiedzi p. Sobockiego dla jasności zajętego przez Niego stanowiska:
 1. "Walny Zjazd jest najwyższą władzą i tu mamy problem, czy to był  Walny Zjazd czy tylko nadzwyczajny".
 2. Zgodnie ze statutem, są trzy możliwości zwołania nadzwyczajnego zjazdu: 1. na wniosek 1/3 organizacji członkowskich; 2. na  wniosek Rady Kongresu i 3. na wniosek samego Zarządu Głównego. I w tym przypadku jeśli Zarząd zwołuje to jest nadzwyczajny Walny Zjazd.
 3. "Zarówno w czerwcu, jak i we wrześniu była bardzo gorąca dyskusja na temat spraw statutowych i legalności  zwołania zjazdu. Chodziło o to, czy może być dyskutowany wniosek o wotum nieufności czy ocenę pracy Zarządu".
 4. "Miałem duży procent prawdopodobieństwa, że wynik będzie pozytywny dla mnie, czyli że wotum nieufności nie przejdzie".
 5. "Nie zgadzamy się na rezygnację. Nie ma żadnej rezygnacji, to co się stało było podeptaniem statutu, my dalej jesteśmy Zarządem, który ma funkcjonować".
 A oto uwagi:
 Ad. 1 i 2 Zgodnie ze statutem KPK par. 18A, władze Kongresu 1/ Walny Zjazd.
 Par. 19 Walny Zjazd jest najwyższą władzą Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
 Zwyczajny Walny Zjazd odbywa się co 2 lata. Miejsce i datę wyznacza Zarząd Główny.
 Par. 21  Nadzwyczajny walny zjazd (moje podkreślenie wielką literą) winien być zwołany przez Zarząd Główny na żądanie: 1/3 członków Kongresu reprezentujących co najmniej 1/3 ogólnej ilości mandatów biorących udział w poprzednim Walnym Zjeździe lub na skutek uchwały Rady Kongresu.
 W ważnych wypadkach Zarząd Główny zwołać może nadzwyczajny Walny Zjazd z własnej inicjatywy.
 Zatem zwołany Nadzwyczajny Zjazd był Walnym Zjazdem zwołanym zgodnie ze statutem, zatem legalnym.
 Proszę porównać postanowienia statutu z wypowiedzią p. Sobockiego. Są bardzo istotne różnice. Jest tylko Walny Zjazd, ale zwoływany w trybie zwyczajnym lub nadzwyczajnym.
Ad. 3.
 Należy rozważyć, czy legalnie zwołany nadzwyczajny zjazd był kompetentny dokonać oceny pracy Zarządu i poddać pod głosowanie wotum nieufności dla Zarządu.
 Moim zdaniem tak, bo par. 23.9. mówi: "Ostateczna decyzja we wszystkich sprawach Kongresu".
Ad. 4 i 5 
 P. Sobocki liczył się z wygraną. I gdyby wygrał, to ten "nielegalny nadzwyczajny zjazd" stałby się legalny. Bo "nielegalny zjazd" nie może zalegalizować cokolwiek, a szczególnie wotum dla Zarządu. Ale przegrał, to oczywiście podtrzymuje, że był "nielegalny".
 Z poważaniem.
Romuald Wadziński
Mississauga

 Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Z zainteresowaniem przyczytałem w Gońcu kuriozalny wywiad z byłym prezesem ZG KPK G. Sobockim. Tymczasem, niedawno w The Globe and Mail w sekcji "Thought du jour" zwrócił moją uwagę cytat, który warto przytoczyć w tym miejscu, bo można go odnieść do wywiadu: 
 "Wiarygodność osoby prezentująca fakty jest bardziej istotna niż same "fakty". 
 Bo należy zwrócić uwagę, że w większości przypadków, to co te osoby uważają za "fakty" jest mocno podkoloryzowane przypuszczeniami  i założeniami."
 A więc jaką wiarygodność prezentuje osoba, która przyznaje, że na Nadzwyczajnym Walnym Zjeździe ustąpiła ze stanowiska, po czym uważa swoją wypowiedź za nieważną. Jaką wiarygodność ma samozwańczy "przewodnik stada", który już po ustąpieniu w liście do prezydenta RP Kaczyńskiego pisze "w imieniu Polonii", kiedy tymczasem "stado" wybrało sobie nowego przywódcę i żadna organizacja polonijna, żaden oddział KPK nie stoi za nim.
 Obnażone w wywiadzie rozumowanie byłego prezesa przypomina logikę Kalego z "W pustyni i w puszczy". Prezes przyznaje, że zwołał Nadzwyczajny Walny Zjazd na wniosek Rady dlatego, bo uważał, że kontroluje większość głosów, które pozwolą mu przetrwać każdy niekorzystne dla niego wnioski postawione z sali. Kiedy jednak wniosek w wotum nieufności przeszedł, to w tym momencie uznał zjazd za nieważny. 
 Ale, czy naprawdę wynik głosowania jest istotny, czy też jaki to zjazd? Nie. Istotny jest fakt dobrowolnego ustąpienia Sobockiego, które miało miejsce na forum publicznym. I tego nie da się już odwrócić. 
 Warto wyjaśnić sprawę mandatów uprawniających do głosowania na Walnym Zjeździe, które wg. Sobockiego było pogwałceniem Statutu. Po Walnym Zjeździe w Vancouver podkreślano w polonijnej prasie liczne nieprawidłowości w sposobie przyznania mandatów przez zarząd Sobockiego. Orzeczenie Komisji Etyki Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie w sprawie mandatu Oddziału SIP w London potwierdziło w sposób bezsporny ten fakt. 
 Wielu działaczy polonijnych uważało, że i tym razem dojdzie do manipulacji mandatami, zwłaszcza, że za udzielanie mandatów odpowiedzialny jest Zarząd Główny. W czasie ostatniego zjazdu na żądanie delegatów powołano ad hoc komisję weryfikacyjną, która unieważniła 10 mandatów. Między innymi, unieważniono mandat przyznany Zwązkowi Byłych Więźniów Politycznych, który kilka miesięcy wcześniej powiadomił macierzysty oddział KPK o swoim rozwiązaniu; ponadto unieważniono mandaty dwóm organizacjom inżynierskim z Oshawy i Peterborough, które wcześniej dobrowolnie wystąpiły ze struktur SIP. Warto w tym miejscu podkreślić, że Oddział SIP w Peterborough nie spełniał nawet w 50 procentach statutowego wymogu minimalnej ilości członków (15 członków na 1 mandat). 
 Czy komisja ujawniła wszystkie nieprawidłowości? W opinii działaczy, z którymi rozmawiałem, wygląda, że nie. Protesty wzbudziły zwłaszcza 2 mandaty (na ogólną liczbę 3) przyznane rozwiązanym wcześniej dwóm oddziałom Fundacji Dziedzictwa Polek. 
 W świetle tych faktów dwuznacznie brzmi wypowiedź byłego prezesa o zjeździe, kiedy mówi: -"Zawsze sobie liczymy i przewidujemy, jaki będzie wynik. Według tych obliczeń, przewidywaliśmy zwycięstwo.." (uderzające jest zastosowanie formy "my"). W tym kontekscie, powołanie ad hoc komisji weryfikacyjnej było jedyną gwarancją dla delegatów, że zjazd będzie wolny od manipulacji i reprezentował rzeczywisty układ sił i poglądów Polonii. 
 Ubieranie się w togę obrońcy Statutu Kongresu przez człowieka, który nieposiadając żadnych statutowych uprawnień rozwiązał Oddział KPK w Sudbury, wyprosił z zebrania ZG przedstawicielki Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie przybyłe by objąć kierowanie Komisją Szkolną - zgodnie z postanowieniami Walnego Zjazdu w Edmonton- czy też bezprawne wyrzucił z Kongresu członków niezależnej Komisji Rewizyjnej, jest żenujące i obliczone na nieznajomość statutu. Jak już wcześniej podkreślałem, twierdzenie Sobockiego, że ostatni zjazd nie był Walnym Zjazdem, jest sprzeczne ze Statutem, który stwierdza, że wszystkie zjazdy są walne, nawet te zwołane w trybie nadzwyczajnym. 
 Wywiad z G. Sobockim obnaża przerażający sposób myślenia byłego prezesa, który wydaje się nie rozumieć swojej roli jako osoby publicznej. Każda krytyka, nawet raport Komisji Rewizyjnej, to "atak", a przy tym wygodny parawan, za który może się schować bez potrzeby wyjaśniania działaczom i opinii publicznej. 
 Nie zgadzam się, że Sobocki pisząc swoje listy do polityków w "imieniu Polonii" ośmiesza nas wszystkich. Nie, ośmiesza tylko siebie. Być może warto stworzyć ku potomności Polonijną Izbę Hańby. I jeżeli się tak stanie, to wiem na kogo oddam swój głos.
 Z poważaniem
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Cieszymy się, że nasz wywiad Pana poruszył.

 ***
 Jestem czytelnikiem "Gońca" od pierwszego wydania.  Nigdy nie zabieralem glosu na waszych lamach, wychodzac z zalozenia ze sa ludzie bardziej biegli w pisaniu.
 Jednak po wywiadzie z p. Sobockim, postanowilem sie odezwac. Dlaczego?
 Po przeczytaniu tego wywiadu odnosze wrazenie ze albo p. Sobocki ma problem z rzeczywista ocenataktow, albo czytelnikow Gonca traktuje jak przedszkolakow.
 Na pytanie redaktora "Kto zwolal nadzwyczajny zjazd Zarzadu?", p. Sobocki odpowiada - cytuje jego wypowiedz: "Zgodnie ze statutem, sa trzy mozliwosci zwolania nadzwyczajnego zjazdu: 
 1. na wniosek 1/3 organizacji czlonkowskich.
 2. na wniosek Rady Kongresu 
 3. na wniosek samego Zarzadu Glownego
 I w tym wypadku jesli Zarzad zwoluje zjazd, to jest Nadzwyczajny Walny Zjazd.
 Pytanie redaktora - w tym wypadku kto zwolal zjazd?
 Odpowiedz p. Sobockiego - Wlasnie mowie ze na wnioski zawsze zwoluje Zarzad Glowny. Nikt inny.  Koniec, kropka.
 Na wniosek Rady Kongresu, Z.G. KPK zwolal NADZWYCZAJNY WALNY ZJAZD.
 Sa to slowa p. Sobockiego
 Jasne? Nie. 
 Poniewaz sa mniej wyrazne. 
 Podczas glosowania (zostawmy cyfry) wiekszoscia glosow zarzad zostal odwolany.
 P. Sobocki podziekowal swojemu zarzadowi I opuscil sale. Dla wiekszosci zebranych sprawa byla jasna, ale nie dla p. Sobockiego.
 Na stwierdzienie redaktora : " Ale p. Grzegorzu, to jest decyzja zjazdu, czyli najwyzszej wladzy kongresu.
Odpowiedz p. Sobockiego: "Walny Zjazd jest najwyzsza wladza I tu mamy problem czy byl to wanly zjazd czy tylko nadzwyczajny".  Koniec cytatu.
 Smiem przypuszczac, ze gdyby glosowanie bylo korzystne dla p. Sobockiego to nie mial by problemu z okresleniem jaki byl to zjazd.
 Mniej zorientowanych czytelnikow chcial bym poinformowac ze Walne Zjazdy odbywaja sie co dwa lata.  Pomiedzy Walnymi Zjazdami nie zwoluje sie ani Walnych ani Nadzwyczajnych Zjazdow.
Jedynie w trzech wypadkach o ktorych wspomnial p. Sobocki ZG KPK ma prawo zwolac zjazd ktory ma tylko jedna nazwe: NADZWYCZAJNY WALNY ZJAZD.
 Dla mnie jest jasne ze Rada Kongresu do Walnego Zjazdu jest prawnym przedstawicielem Kongresu
 PS
 Ciekawe co mial na mysli p. Sobocki mowiac "Musimy dotrwac do pazdziernika". I kto bedzie zwolywal zjazd?  Rada Kongresu czy p. Sobocki ze swoim gabinetem cieni ? A moze beda dwa zjazdy I po Pazdzierniku bedziemy mieli K.P.K bis?
T. Kluczynski - Oakville

 Od redakcji: Czas pokaże, co będzie

 Malowidło ścienne w "Starskym"
 Wczoraj byłam w sztandarowym sklepie spożywczym "STARSKY" po kilku tygodniach przerwy. Doznałam szoku, kiedy zobaczyłam malowidło na ścianie w tym sklepie. Takiego kiczu dawno nie widziałam. Zastanawiam się, dlaczego właściciele sklepu zlecają takie prace amatorom. Przecież są w naszym środowisku artyści, których prace można znaleźć w wielu galeriach w obrębie aglomeracji Toronto. To po pierwsze, a po drugie, to kto ten "kicz" zaakceptował.
 Z poważaniem Alina

 Od redakcji: Szanowna Pani. szczerze mówiąc byłem w sklepie Starsky a malowidło nie rzuciło mi się w oczy. Gusta bywają różne. W tej dziedzinie szczęśliwie nie mamy jeszcze policji estetycznej.
 
 

 GONIEC NR 7/2006 (113) (17-23 lutego 2006)

 Odpowiadam na list pana Sławomira Basiukiewicza z Mississaugi. 
 Szanowny panie, nigdy nie byłem wyrzucony z Rady Dyrektorów Credit Union, ale zostałem usunięty ze swojego stanowiska, ponieważ dbałem o interes Credit Union, jak również jej członków, byłem przeciwny wszelkiej korupcji, jak również nielegalnej działalności tam panującej. Obowiązkiem dyrektora jest informowanie władz zwierzchnich, czyli Ministerstwa Finansów, o różnych nieprawidłowościach nie w formie donosów, jak pan pisze, ale w formie oficjalnej z kopią listów dla członków Rady Dyrektorów. I tę formę informowania władz zwierzchnich stosowałem, czy to się podobało reszcie, czy nie.
 Mogę dzisiaj z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że różne informacje były tuszowane w Ministerstwie Finansów, efektem tego jest w tej chwili zakrojona na wielką skalę akcja władz kanadyjskich. Do akcji wkroczyły agencje rządowe, sprawdzają, kto w Ministerstwie Finansów tuszował i za ile. Zanosi się na duży skandal, jak również dojdzie do aresztowania wielu osób. Nie można mówić o lenistwie pracowników Ministerstwa Finansów, ale celowym bezczelnym tuszowaniu i ukrywaniu korupcji, o tym dowiemy się już niedługo.
 Co dotyczy Kongresu Polonii Kanadyjskiej, nigdy jego zwolennikiem nie byłem, jako skarbnik Polonii Przyszłości i Gryfa Pomorskiego zawsze się sprzeciwiałem przystąpieniu tych organizacji do Kongresu, ponieważ Kongres uważałem za kupę dziadów i (...), karierowiczów i ludzi o dużej manii wielkości. 
 (...) 
 Co dotyczy samej działalności Kongresu, jest więcej jak zła walk frakcyjnych o władzę, pieniądze, społeczne tytuły, dyplomy, medale, którym ja osobiście byłem zawsze przeciwny, albo robisz coś z serca, albo nie rób wcale. Oskarżanie mnie o donosicielstwo z pana strony, panie Basiukiewicz, jest chwytem poniżej pasa, nie muszę na nikogo donosić, ale zawsze używam drogi oficjalnej, fakt, że jest to tak zwana droga ślimakowa, ale jak najbardziej skuteczna.
 Samo spotkanie w Centrum Kultury Jana Pawła II było chaotyczne, nudne, dlatego, jak może pan zauważył, bardzo szybko opuściłem. I dalej mnie to spotkanie tylko jeszcze bardziej utwierdziło w moim przekonaniu, że Kongres to dziady (...).
 Z poważaniem dla czytelników "Gońca" - były dyrektor Credit Union
 Benedykt Gondek - Toronto

 Od redakcji: Mamy nadzieję, że publikowane dziś opinie ostatecznie zamkną kwestię omawianego posiedzenia.

 Pompowanie gnoju trwa!
 W Polsce w jednej z rozgłośni radiowych ukazał się wywiad z niejakim profesorem Lewickim (http://www.rmf.pl/fakty/?temat=75)
 Na końcu jest to, cytuję: "Warto pamiętać, że ta asymetria została wywołana kilkanaście lat temu, nie wskutek żądań rządu amerykańskiego, który absolutnie godzi się z faktem, że jego obywatele muszą mieć wizy do tego czy innego kraju. To zostało spowodowane żądaniami Polonii amerykańskiej, która posługując się w większości amerykańskimi paszportami, nie chciała starać się o polskie wizy i płacić za nie, przyjeżdżając do ojczyzny. I to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie" (koniec cytatu).
 Jak dotychczas wszystkim od lat było wiadomo, że w roku bodajże 1991 obowiązek wizowy dla obywateli amerykańskich bez nacisku i jednostronnie zniósł Lechu (ten, co ma "plusy nawet ujemne"). A tu proszę, odkrycie: "...to wskutek Polonii zostały zniesione wizy amerykańskie".
 Jak widać, pompowanie gnoju w polskie mózgi trwa nadal.
 Z poważaniem
J.K.

 Od redakcji: Zgadza się, Polska zniosła wizy jednostronnie "w podzięce" dla USA. O Polonii nikt wtedy nie mówił.

 Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
 Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
 Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając, że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
 Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
 Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne media katolickie.
 Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym" nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu, że prawo ich nie obowiązuje.
 Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
 To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony, gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
 Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy, nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani przez innych, którzy uważają za złe  łączenie księży z polityką, a przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi, nie pomyślą, że nie mają racji?
 Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc: "cieszę się, że istnieje takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy przekreślić Jego wolę. Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć? To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy i nadziei.
 Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Podzielamy zdanie.

 Miła redakcjo "Gońca"!
 Myślę, że wielu ludzi byłoby zadowolonych z przekazywania na tej stronie ogłoszeń - ofert pracy. Co Wy na to?   Z poważaniem czytelniczka 
 Elżbieta

 Od redakcji: Szanowna Pani, częściowo zgadzamy się i być może zamieszczać będziemy część ogłoszeń.

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Zapoznawszy się z polonijną gazetą "Goniec", pomimo że mieszkam na drugim końcu Kanady, w Edmonton, Alberta, postanowiłam się zwrócić do Pana Andrzeja z nadzieją, że zainteresuje Pana historycznie ważny dokument wspominający mojego dziadka, Emila Fieldorfa.
 Na pewnych stronach Internetu, jak na przykład w Google pod hasłem "emil fieldorf nil", można zapoznać się z postacią generała. Ja załączam opis i zdjęcia z najbardziej aktualnego wydarzenia, które odbyło się w Warszawie-Rembertowie. Mamy już w Polsce Muzeum AK w Krakowie, szkołę w Milanówku, ulicę w Warszawie i kilku innych miastach, a teraz rondo w Rembertowie noszące imię gen. Emila Fieldorfa. Zamieszczenie w "Gońcu" wzmianki o uroczystości w Rembertowie i przemówienie wygłoszone przez inicjatora tej sprawy, Pana płk. Jana Pasternaka, Prezesa Zarządu Koła Kombatantów, byłoby formą zapoznania rodaków zamieszkałych za granicą z historią Ojczyzny i jednocześnie podziękowaniem dla tych, którzy działają w kierunku ujawniania spraw dotąd ukrywanych! (...)
 Pozdrawiam członków  Redakcji,
Zofia Zarkadas
jzarkadas@shaw.ca

 Od redakcji: Czujemy się zaszczyceni, że zwróciła się Pani do nas.

 Szanowny panie redaktorze,
 Proszę o zamieszczenie w listach do redakcji mojego  wyjaśnienia na protest pana Mariusza Marko zamieszczony w poprzednim numerze "Gońca" (tym razem bez skrótów).
 Jakiś czas zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem uczestniczyć w podtrzymywaniu tej "wrzawy medialnej" wokół usuniętego prezesa KPK pana Sobockiego i jego spotkania w Mississaudze. Seria wydarzeń i publikacji świadczy jednak, że nolens volens tak czy inaczej uczestniczę w tym wszystkim. 
 PRZEDE WSZYSTKIM CHCIAŁEM PRZEPROSIĆ PANA MARKO I PANIĄ ŁOBODZIŃSKĄ ZA NIEZAMIERZONE  UŻYCIE LICZBY MNOGIEJ W ODMIANIE PRZYMIOTNIKA WYRZUCONY. 
 Pisząc relacje ze spotkania p. Sobockiego, wymieniłem jego uczestników, między innymi osoby przybyłe aż z tak  daleka jak z London, a więc 180 km (oops 150-180 km) od Mississaugi.
 Napisałem "Było kilka osób z Polonii Przyszłości - Bełz, Gettlich; byli p. Marko, Łobodziński i Łobodzińska z London - wyrzuceni z okręgu KPK". 
 Wyjaśniam, że nie jest to fałsz, jak pisze w swoim proteście pan Marko, tylko niezamierzony błąd językowy wynikający z wymienienia kilku osób przy jednoczesnym przytoczeniu  wypowiedzi pana Łobodzińskiego. Pan Łobodziński w swoim wystąpieniu SAM stwierdził, że "został wyrzucony z KPK Okręg London". 
 Gwoli ścisłości, pan Łobodziński został wyrzucony z Zarządu Okręgu KPK London, a nie z KPK, natomiast pan Marko sam podał się do dymisji jako przewodniczący Oddziału London Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie (bodajże w styczniu 2005) wkrótce po Walnym Zjeździe KPK w Vancouverze. Obaj panowie zrezygnowali ostatnio z członkostwa w SIP.
 TAK, ŻE PAN MARKO NA PEWNO NIE ZOSTAŁ WYRZUCONY.  Za ten błąd językowy jeszcze raz przepraszam.
 W swojej relacji ze spotkania pana Sobockiego w Mississaudze podałem praktycznie suche fakty. 
 Nie spodziewałem się tak ostrej reakcji. Suche fakty najwyraźniej bardzo zirytowały respondentów.
 Zaraz po ukazaniu się mojej relacji na mój voice mail nagrał się pan Chronowski, grożąc skierowaniem sprawy do sądu. Za co? Otóż za  zniesławienie, bo jak twierdzi pan Chronowski, napisałem, że niegrzecznie przerywał panu Rastoniowi, a tymczasem p. Chronowski wcale nie przerywał, tylko starał się pana Rastonia uspokoić, a pan Raston sam wychodził i wracał bez powodu.  A to, wg p. Chronowskiego, jest nieprawdą, a więc jest zniesławieniem.  Dla mnie to dziwna formuła klubu dyskusyjnego, gdzie uczestników spotkania chce się brać do sądu. Należy panu Chronowskiemu pogratulować takiej nowej formuły "Klubu Dyskusyjnego".
 Wytyka mi się błędy językowe, łapie się za słówka, zarzuca mi się fałsz, kłamstwo, ekstremalną złośliwość, impertynencje, liczne listy szkalujące uczciwych ludzi (napisałem jeden jedyny do "Gońca"  i podałem suche fakty).
 Jedno mnie dziwi -  brak jakiejkolwiek reakcji ze strony uczestników spotkania na wystąpienie pani Piekarskiej. Nikt o tym nie wspomina.
 Pani Piekarska w swoim wystąpieniu nie tyle mówiła - krzyczała  na całe gardło, "Nienawidzę Polaków", "Nienawidzę Polonii". W uzasadnieniu podała, że kiedyś starała się o pożyczkę w Credit Union na uruchomienie swojego biznesu Import -Export cukru i jej odmówiono!!! Ale sobie poradziła !! Po latach odbiła się i, jak twierdzi, zarobi 60 mln. Powiedziała, że da wszystko na gazetę "Gazeta"!!! Należy wierzyć, że uczucia pani Piekarskiej zostały właściwie i nie bez przyczyny skierowane.  Daru nie komentowano.
 Na wystąpienie pani Piekarskiej nie zareagowali ani pan Sobocki, pretendujący do jedynej i właściwej reprezentacji Polonii, ani pan Chronowski, będący gospodarzem spotkania. Pani Piekarskiej ani nie przerywano, ani jej nie uspokajano (tak jak panu Rastoniowi). Nie było również reakcji ze strony pana Łobodzińskiego, reprezentanta,  jak się dowiaduję, Polskiego Stronnictwa Narodowego. 
 Nie było komentarzy na to wystąpienie ze strony obecnych na sali przedstawicieli prasy i innych organizacji polonijnych. 
 Bardzo proszę o to, aby zanim ktokolwiek postawi mi jakikolwiek zarzut, opisać i skomentować właśnie to wydarzenie, bo jego pominięcie podważa rzetelność każdej wypowiedzi. 
 Kończę dedykacją wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego  "Serwus Madonna"
 Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
 albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
 Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie -
 serwus, madonna.
 To ty jesteś, przybrana w złociste kaczeńce,
 kwiaty mego dzieciństwa, ty cicha i wonna -
 że rosa brud obmyje z rąk, splatam ci wieńce -
 serwus, madonna.
 Nie gardź wiankiem poety, łotra i łobuza;
 znają mnie redaktorzy, zna policja konna,
 a tyś jest matka moja, kochanka i muza -
 serwus, madonna.
 Sławomir Basiukiewicz 
Mississauga 

 Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia, mamy nadzieję, że to zamknie sprawę tego spotkania.

 ***
 Bardzo mnie cieszy, że Pan i wielu czytelników Pańskiego pisma w ostatnim okresie porusza sprawy nieuczestniczenia naszych reprezentantów w działalności życia politycznego Kanady. Ja również ubolewam nad tym, choć moc moja w tej sprawie jest zerowa. Wielu ludzi rozpisuje się na temat Kongresu Polonii, toczą się tam podobno walki, sam nie wiem o co, myślę, że pozycje, które pozwolą tym ludziom być na salonach, zadzierać głowy do góry, o wielkopaństwo, a może i o pieniądze. Jest to chyba nasza choroba narodowa. Inni to widzą i się z nas śmieją, że będziemy i jesteśmy tą grupą, która nie potrafi się zjednoczyć.
 Bardzo często popieramy kandydatów z innych narodowości, bo to szwagier tego lub tamtego, swego nie poprzemy, bo od razu idzie za tym podejrzenie o to, że on się chce na nas tylko dorobić. Nie chcę tu urazić Polonii powojennej, która w większości przyzwyczaiła się do Partii Liberalnej,  a tych nowych to nie zawsze akceptuje. 
 Mam pytanie do byłych polskich polityków, niezależnie od opcji politycznej, którą reprezentowali. Dlaczego wtedy chętnie wyciągali ręce do wszystkiego i wszystkich, by tylko ich popierać, a później nie pomyśleli, by swoim doświadczeniem stworzyć jakieś kursy polityczne, jakieś lobby dla młodych nowych kandydatów polskiego prawdziwego pochodzenia. Oni do dzisiaj lubią być w salonach Konsulatu, w mediach, a nie naprawdę poświęcić swój wolny czas dla nowych.
 Cieszę się, że w jednym z artykułów pan Abramowicz wspomniał nazwisko pana Wojtka Wojnarowicza. Ja pamiętam moje wczesne lata w Kanadzie, jak z wielkim zainteresowaniem słuchałem w Radiu Polonia pana Wojtka. Byłem z żoną na spotkaniu, gdzie jego kandydatura była oficjalnie podana z ramienia Partii Konserwatywnej. Ja nie jestem politologiem ani żadnym magistrem, ale zwykłym prostym Polakiem, który chce tu, w Kanadzie, jak i w Polsce, by Polacy sami siebie uszanowali i wspierali nawzajem.
 Moja ocena pana Wojtka Wojnarowicza jest taka, że jest to młody, zdolny, wykształcony, bardzo dobrze mówiący po angielsku człowiek, któremu można zaufać na scenie politycznej. Pierwszy raz mu się nie powiodło, nie powinien się tym załamywać, a my wszyscy polscy krzykacze powinniśmy mu w tym pomóc, by znów wrócił na scenę polityczną dla dobra nas wszystkich. Może trzeba byłoby, jak ktoś kiedyś sugerował, poszukać takiego rejonu, gdzie jest duże skupisko Polaków, gdzie miałby dużą szansę.
 Ja osobiście głośnym głosem wołam: Panie Wojtku, niech się Pan odezwie i podejmie znowu to polonijne wyzwanie. Proszę, by Pan sam od siebie czytelnikom coś na ten temat powiedział. Z poważaniem
Jasiu
 (Nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Szanowny Panie, zgadza się, polityk nie powinien łatwo się zniechęcać.

 APEL DZIAŁACZY SOLIDARNOŚCI, OSÓB PRZEŚLADOWANYCH POLITYCZNIE I CZŁONKÓW AUSTRALIJSKO-POLSKIEGO TOWARZYSTWA HISTORYCZNEGO.
 My niżej podpisani zgadzamy się z treściami artykułów Elżbiety Szczepańskiej "Ujawnić prawdę" i "Australia wyspą agentów?", opublikowanych na stronie internetowej www.wirtualnapolonia.com w dziale Australia na przełomie listopada 2005 i stycznia 2006 i wyrażamy całkowite poparcie dla podjęcia wszelkich działań zmierzających do wprowadzenia zmian w ustawie lustracyjnej, tak by swoim zasięgiem objęła ona również środowisko Polonii australijskiej.
 Zwracamy się do Rządu RP, Sejmu i Senatu o poszerzenie katalogu osób lustrowanych i objęciu ustawą:
 * Pracowników służb dyplomatycznych: ambasadorów i konsulów,
 * Osób zajmujących się handlem i inwestycjami gospodarczymi w Australii,
 * Pracowników instytucji naukowych i innych placówek pełniących funkcje opiniotwórcze dla środowiska polonijnego,
 * Pracowników zajmujących się promowaniem polskiej kultury,
 * Osób pełniących wysokie funkcje społeczne w organizacjach polonijnych i charytatywnych,
 * Dziennikarzy polonijnych mediów (prasy, radia, telewizji).
 Uważamy, że nazwiska wszystkich osób, które w sposób świadomy i tajny prowadziły działania operacyjne wymierzone przeciwko Polakom mieszkającym w Australii, powinny zostać opublikowane publicznie.
 Marek Baterowicz - Sydney NSW
 Wojciech Dublaszewski - Victoria
 Jacek Klaś - Melbourne, Victoria
Ryszard Konikowski 
- Melbourne, Victoria
 Zofia Kwiatkowska-Dublaszewski - Victoria
 Barbar Nawratowicz-Stuart - Perth Western, Australia
Grzegorz Ochnia 
- Melbourne, Victoria
 Grażyna Pławska 
- Melbourne, Victoria
 Adam Pławski 
- Melbourne, Victoria
 Renata Surowiecka
- Melbourne, Victoria
 Monika Wiench 
- Melbourne, Victoria

 Od redakcji: Podpisujemy się, tylko może nie pod tzw. lustracją, a prostym i jasno określonym publicznym otwarciem archiwów tajnych  - tak, aby każdy zainteresowany mógł sobie zobaczyć, co chce.

 ***
 Ostatnie wydarzenia doprowadzają ludzi do skrętu wnętrzności. Nawiązując do artykułów Pana Red. Kumora, chcę wtrącić swoje trzy grosze. Mało tego, że ludzie atakują ludzi bez powodu, niesłusznie, i to ludzie nawet z wielkimi autorytetami. Mało tego, wzięli się za atakowanie samego Boga i wiary. Obrońcy tych wartości ludzkich próbują bronić tego, ale w końcu stają się sami ofiarami. Karykatura Proroka Mahometa, profanacja Matki Bożej Jasnogórskiej itp., jak wspomina Pan Kumor. Do tego ataki na Radio Maryja. I to dziwne, że dzieje się prawie w jednym czasie, czyżby zbieg okoliczności? Kto to robi? Odpowiedź chyba jest dziś prosta, to nie tylko są ludzie niewierzący w Boga, ale to zacięci wrogowie Boga i porządku moralnego w świecie. Jednym słowem, szatani rodem z piekła.
 Jan Paweł II mówił: nie można potępiać żadnej religii, choćby była niedoskonała, bo każda prowadzi do Boga. To wszystko co ci ludzie robią niby w imię "wolności bez granic". Skoro tak ma być, to dlaczego się karze i ciąga po sądach ludzi, którzy np. wypowiedzieli się, że w Holokauście nie zginęło tylu ludzi, ile się podaje. Skazuje się ludzi, którzy robią niewłaściwe napisy, wypowiedzi i publikacje (o ile są niewygodne dla niektórych). Jeśli ma być wolność słowa, to wolność we wszystkim i dla wszystkich. I tak np. po co się zwracać do Prezydenta na Pan czy Mer, można powiedzieć H... Prezydent, lub do królowej P... Królowa. Jak wolność, to wolność. Może będzie istny raj, bez obrazy, bez sądów, bez grzechu itp. I ten świat wtedy można nazwać już "Sodoma i Gomora", nie ziemia-matka nasza.
 Teraz z innej beczki. Co się dzieje, że na świecie teraz tworzy się tylu terrorystów. Kiedyś byli, ale stosunkowo ich było bardzo mało, może dziesiątki lub setki, a teraz mamy już nie tysiące, ale miliony. Np. w Palestynie (Hamas) chyba ok. 6-7 mln, 65 proc., i to wygrali demokratyczne wybory. W Iraku ponad 50 proc., ok. 20 mln. W Iranie ok. 90 proc. itp., i do tego wszędzie jeszcze ich przybywa. Wygląda na to, że już nie będzie narodów, a tylko terroryści, chyba za wyjątkiem może jednego lub paru "narodów uczciwych i poprawnych".
 Jak zwykle co roku zbliża się chyba Koncert Pieśni Religijnych przy kościele w Mississaudze. Zawsze dużo jest dobrych piosenek czy pieśni i ich wykonawców, ale dużo jest piosenek banalnych. A przecież mamy tak dużo dobrych piosenek i piosenkarzy w Polsce. I proponowałbym takiego piosenkarza zaprosić jak np. ks. Stefan Ceberek, który tak ma piękne słowa i pięknie śpiewa. Słuchając, niejeden by się wzruszył jego wykonaniem. Przykład jego słów piosenki "Jeruzalem".
 Jam ciebie wybrał wśród narodów stu
 Jam cię wybawił z niewoli
 Jam dał ci ziemię i mleko i miód
 i przyjść do Siebie dozwolił
 Gdybyś poznał w ten jasny czas dni które przyjdą na ciebie
 Twych nieprzyjaciół co z całych sił powalą czołem na ziemię

 Ref. Jeruzalem moje. Czy słyszysz płacz - to twoje dzieci znów giną
 Jeruzalem powiedz co z tą jest z Polską ojczyzną jedyną
 Dziś ten sam widok te same łzy i wielka powódź zgorszenia
 To Jezu lud twój odpłaca Ci za Twoje dzieło zbawienia.
 Ludu mój wspomnij ten Pana płacz gdyś nie miał jeszcze imienia
 Lecz czy podołasz wśród bólu zła poznać swój czas nawiedzenia.

 Jeszcze co do polskiej sceny politycznej. Okazuje się, że koalicja PO chciała współżyć z PiS-em, ale ona jako bez grzechu, jako "prawiczka" nie mogła się zdecydować na współżycie z grzesznikami, a szczególnie z latawcami i łajdakami.
S. Wójtowicz

 Od redakcji : Dziękujemy za  obszerny komentarz.
 
 

  GONIEC NR 6/2006 (112) (10-16 lutego 2006)

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Jestem zdziwiony formą wypowiedzi Andrzeja Chronowskiego w jego tekście "Kongres Polonii Kanadyjskiej, dyskusji ciąg dalszy". Wielka szkoda, że p. Chronowski jest bardziej zainteresowany moim życiorysem, a nie moimi argumentami.
 Opierając się na niesprawdzonych informacjach na mój temat, mogę się domyślać, że autor wie, że dzwonią, tylko nie wie, w którym kościele.    Na łamach "Gońca" pragnę zaznaczyć, że nie jestem działaczem i nigdy się za takiego nie przedstawiałem. Ponadto nie specjalizuję się w "pływaniu na statkach", bo statek to moje miejsce pracy, bez względu czy pływa, czy jest przy nadbrzeżu, odstawiony do rezerwy, czy znajduje się w suchym doku w stoczni. Natomiast  w czym się specjalizuję, może pan Chronowski znaleźć w Internecie. 
 Polecam gorąco panu Chronowskiemu zapoznanie się z niewielką książeczką autorstwa Artura Schopenhauera pt. "Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów", w której podano metody, jak właśnie NIE prowadzić dyskusji. Być może pozwoli to panu Chronowskiemu uniknąć: 
 a. odwoływania się do autorytetów (argumentum ad veracundiam), kiedy powołuje się na opinię prawną osoby, która w Internecie podkreśla, że  specjalizuje się w "personal injuries"; 
 b. przenoszenia dyskusji na płaszczyznę osobistą (argumentów ad hominem), kiedy podkreśla, że "specjalizuję się w pływaniu na statkach i autorytatywnie wypowiadam się na temat statutów", czy pisanie o moim (?) "sztandarowym konflikcie", który nie ma nic wspólnego z tematem. Jest natomiast przyznaniem się do braku argumentów. 
 Pragnę zwrócić uwagę na nielogiczność wywodu, kiedy autor zaznacza, że p. Raston zarzuca p. Sobockiemu ingerowanie w sprawy Związku Ziem Wschodnich, po czym sam stwierdza, że konflikt w łonie tej organizacji był podsycany przez samych działaczy KPK, włącznie z Zarządem Głównym, i powinien być rozwiązany przez Komisję do spraw Spornych. Pragnę podkreślić, że dyskusja na temat "usunięcia" p. Sobockiego jest jałowa i bezcelowa, gdyż tak jak zaznaczył redaktor Woronicz w Pręgierzu oraz przewodniczący Rady W. Lizoń, Sobocki sam ustąpił ze swojej funkcji po otrzymaniu wotum nieufności, i odbyło się to na forum publicznym w obecności delegatów wszystkich organizacji polonijnych. I tu sprawa i cała dyskusja się zamyka. 
 Z poważaniem 
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Dziękujemy za przejrzystą wypowiedź. Również chcielibyśmy zamknąć dyskusję na ten temat na naszych łamach.

 Był nie był
 Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" i czytając ostatnie listy z poczty "Gońca", z kilkoma sprawami nie mogę się zgodzić. Czy w Radiu Maryja większa część powinna zawierać politykę albo wypowiedzi polityków czy sprawy religijne? Czy w Radiu Maryja powinno się krytykować Orkiestrę Świąteczną p. Owsiaka? Wszyscy wiemy, na co idą zebrane pieniądze i jak są rozliczane. Na stadionach piłkarskich przy dużo mniejszej publiczności nie da się upilnować wszystkiego, nawet giną ludzie, ale tego Radio Maryja nie mówi, bo tu się nie zbiera pieniędzy. Co by było, jakby orkiestra się nie rozliczała tak jak Radio Maryja, nie byłoby czasu na nic, jedynie przeżegnanie się. 
 Sprawa  p. Wałęsy, agent czy nie agent, kto to wie. P. Wałęsa przez 9 lat podawał nogę p. Kwaśniewskiemu, wyzywał na  komunistów  i nikt nie wskazał na niego, że był. Czy to nie dziwi nikogo? Z drugiej strony, p.  Wałęsa nie był sam, nawet w dzisiejszym rządzie jest kilka osób i też jest cicho. Tylko p. Wyszkowski w sądzie robi, co może, ma dowody, ludzie żyją, co to widzieli i słyszeli, i nikt nie chce zeznawać.
 P. Gwiazda i p. Walentynowicz przyszli do sądu jak do kina, a nie jako świadkowie, i to państwa nie dziwi, bo mnie tak, ale piszecie.
 Jeżeli chodzi o sprawy Polonii i te ciągłe kłótnie, to według mnie nigdy się nie zmieni, dopóki będzie urzędował Pan przy 215 Roncesvalles. Człowiek, który ogłosił bankructwo na 3,5 mln, musi bardzo kochać Polonię, skoro nie zrezygnował z tak niedochodowego biznesu, nie do wiary. Zresztą ten pan ciągle się chwali, że biznes idzie dobrze (...). 
 Jeżeli kogoś obraziłem, to przepraszam, bo w niektórych sprawach myślę odmiennie. Głosowałem na PiS i p. Kaczyńskiego. Słucham Radia Maryja wraz z rodziną i popieram prawie w 100 proc., ale też troszeczkę mnie niepokoi.
Stefan Nowak
 PS Panie Andrzeju, dziś zapadł wyrok skazujący p. Wyszkowskiego. Jak wiemy, sądy są niezawisłe (powinny być), komuna nie udowodniła p. Wałęsie, mimo że z kilkoma swoimi to zrobiła, nawet siedzą. Teraz rządzi PiS i rękę nad sprawiedliwością trzyma p. Ziobro i też p. Wałęsa czysty. Czy to nie dziwne, że z 38 mln Polaków p. Wyszkowski nie może znaleźć świadka lub poparcia? Proszę mi powiedzieć, po czyjej stronie prawda, bo to widać na wagę i ilość. Pani Walentynowicz i p. Gwiazda wypowiadają się o Wałęsie tak, żeby nie odpowiadać w sądzie, ale trochę zaszkodzić. Ja to tak odbieram, bo razem z Wałęsą kiedyś nie mogli rządzić i cały ten problem jest chyba w tym. P. Wyszkowski plus 2 osoby? Przeciw 38 mln. Czy to coś mówi komu wiara. Liczę, że pan to wyjaśni lub czytelnicy, liczę na p. Krawczyńską, i p. Pietrasa.

 Od redakcji: Wie Pan, cały problem jest jednak chyba w czym innym. Pokrótce odpowiadam: Radio Maryja spełnia bardzo ważną rolę społeczną. Gdyby polskie media były polskie, w Radiu Maryja można byłoby się tylko modłić, ponieważ tak nie jest, bardzo dobrze się stało, że mamy Radio Maryja. 
 Złośliwostki pominę.
 Co do reszty wątpliwości, cóż, zachęcamy do czytania "Gońca", znajdzie Pan w nim odpowiedzi.

 Panie Jurku, Panie Andrzeju,
 Dzisiaj odbyło się pierwsze zebranie powyborcze zespołu wyborczego Jima Flaherty'ego w Whitby. Podsumowaliśmy całą kampanię wyborczą, wyciągając wnioski na przyszłość. Moja żona wręczyła Jimowi Waszą gazetę "Goniec" z relacją ze spotkania z Harperem w Gen. Sikorski Hall w Oshawie. Jim był bardzo mile zaskoczony. Zabrał do domu, weźmie do Ottawy.
 Powiedział nam przy okazji, że rozmawiał z Harperem i nasz nowy premier stwierdził, że było to najlepsze spotkanie wyborcze w całej kampanii. To miłe.
 Z mojej strony zwróciłem uwagę na wygraną liberałów po zachodniej stronie Toronto, cytując Pańskie stwierdzenia dotyczące grup etnicznych, a w szczególności wybrania posła arabskiego pochodzenia. Podkreśliłem, że konserwatyści powinni bliżej współpracować z grupami etnicznymi. Jim słuchał uważnie, na pewno przedyskutuje to w Ottawie.
 Z  pozdrowieniami zasyłam Wam Jima zdjęcie.
 Krzysiek Kluczewski
 PS Na pewno poinformuję Was o następnych imprezach w naszym rejonie.

 Od redakcji: Dziękujemy za list, przy okazji gratulujemy panu Flaherty'emu teki ministra finansów. 

 Szanowna Redakcjo!
  Na początku chciałbym Was gorąco i serdecznie pozdrowić z Polski.
 Dowiedziałem się o Waszym istnieniu przypadkiem od kolegi.
 Mam szczególną dla siebie sprawę i wydaje mi się, że mogę się z tym do Was zwrócić.
 Pomyślałem, że może się tak zdarzyć, że któryś z rodaków, pomimo stałego zajęcia tam, za granicą, tęskni i chce wrócić do kraju, ale ma przy tym obawy, co będzie tutaj robił i jak się odnajdzie w starym (w sumie - nowym) otoczeniu.
 Ja natomiast, mam do sprzedania tutaj, w Polsce, czynny zakład produkcyjny (biznes). Mógłbym takiej osobie, która chciałaby go ode mnie kupić, pomóc zaadaptować się w tutejszym środowisku. Mówiąc prościej, wprowadzić ją w biznes i środowisko.
 Jest to moje jakieś wewnętrzne przekonanie, że to dobry pomysł, ogłosić się też do Polaków za granicą.
 Ale najpierw chciałbym się zapytać, co Wy o tym myślicie? 
 Czy dobrym pomysłem byłoby zamieszczenie u Was ogłoszenia?Jeżeli tak, to jak mogę to zrobić?
 Ewentualnie do kogo jeszcze mógłbym się z tym zwrócić? Jakie informacje w ogłoszeniu są konieczne, a jakie istotne dla Polonii?...
 Byłbym wielce zobowiązany za pomoc i wszelkie informacje w temacie. W oczekiwaniu na odpowiedź gorąco pozdrawiam 
Piotr
piotr.waz@poczta.onet.pl

 Od redakcji: Może ktoś się zainteresuje - zachęcamy.

 Wolność słowa czy zamach na wolność wyznania
 Powyższe pytanie zadajemy sobie, obserwując to, co dzieje się ostatnio w świecie dziennikarskim w połączeniu ze sceną polityczną.
 Taką między innymi wolność wywalczyła "Solidarność", w szeregach której byli w większości obecnie rządzący. Z wywalczonej wolności nie potrafi korzystać większość dziennikarzy i wydawców polskojęzycznych mediów, uważając, że posiadają najwięcej wiedzy, stąd też ich pojęcie wolności może wychodzić poza granicę prawa i zdrowego rozsądku. Odnoszę wrażenie, że postkomunistyczne rządy zaszczepiły w środowisko dziennikarskie nienawiść do opozycji, z której wywodzi się Prezydent, rząd i zwycięska partia PiS. Z łatwością przychodzi im przypisywanie sobie prawa nietykalności i wyższości nad wszystkimi.
 Pewni swojej racji, zapomnieli, że dziennikarz ma być rzetelnym informatorem i rozmówcą, którego cechuje obiektywizm, skromność, powaga i rozwaga oraz szacunek dla każdego bez względu na wiarę i ideologię.
 Prawda jest taka, że dziennikarze związani układami z poprzednim systemem władzy, nie chcą przyjąć do wiadomości, że postępująca transformacja ustrojowa inaczej widzi rolę mediów. Oczywiście, że nie wszyscy dziennikarze są jednakowi, i to widzimy, oglądając TV, słuchając radia czy czytając gazety. Większości z nich strach spędza sen z oczu, więc należało wywołać wrzawę i bojkot konferencji, dając temu zamieszaniu nazwę "skandalu". Może to i skandal, ale wywołany właśnie przez nich samych, bowiem uważając się za lepszych, przyszli na salę jako drudzy, poprzedzeni przez niezależne media katolickie.
 Myślę, że ani PiS, ani inne partie połączone "paktem stabilizacyjnym" nie powinny się z tego tłumaczyć, bowiem prawo medialne daje jednakowe szanse dla wszystkich, a kto jest pierwszy, ten lepszy. Nadużyciem prawa medialnego jest fakt publikowania karykatur, to spowodowało problemy w państwach, których wydawcy uważają się za bezkarnych i są w przekonaniu, że prawo ich nie obowiązuje.
 Nie zetknęłam się nigdy z żadną karykaturą osoby medialnej, a przecież ile jest chodzących karykatur. Może zacznijmy zmieniać wygląd i wizerunek od siebie, a potem przejdźmy do polityków i duchownych, którzy tych polityków popierają, czepiając się jak przysłowiowy rzep psiego ogona.
 To, co pokazała "Rzeczpospolita", jest przykładem miernoty i skrajnej nieodpowiedzialności redaktora naczelnego, który poczuł się urażony, gdy Premier Marcinkiewicz przeprosił za to społeczność muzułmańską.
 Uważam, że należy zwrócić uwagę na takie zjawiska, zastanawiając się, w czyim interesie leży takie działanie. W obliczu wydarzeń ostatnich dni nie wykluczam potrzeby lustracji świata medialnego. To tylko my, Polacy, nie potrafiliśmy zareagować, kiedy obrażany był wielokrotnie nasz Ojciec Święty przez Jerzego Urbana. Musimy i my bronić swoich wartości chrześcijańskich i nie pozwolić, aby księża, którzy stoją w obronie prawdy, byli atakowani przez innych, którzy uważają za złe  łączenie księży z polityką, a przecież tego rozłączyć się nie da. Nasz Ojciec Święty bardzo chętnie spotykał się z politykami, udzielał rad i wskazówek, apelował do rządzących w obronie praw człowieka, czy teraz ci duchowni, którzy stawiają zarzuty Ojcu Rydzykowi, nie pomyślą, że nie mają racji?
 Ojciec Święty wiedział, że istnieje Radio Maryja i Telewizja Trwam, błogosławił te dzieła oraz ich twórcę, mówiąc, "cieszę się, że istnieje takie Radio Maryja", a więc teraz, gdy zabrakło nam Ojca Świętego, należy przekreślić Jego wolę? Słuchaczy i widzów Radia Maryja i TV Trwam jest w świecie miliony, a więc można ich zlekceważyć? Z tym należy walczyć? To pytanie stawiam księżom i biskupom, którzy chcą zamknąć to źródło prawdy i nadziei.
 Media Ojca Tadeusza Rydzyka wyróżniają się tym od innych, że tu nie wszczepia się nienawiści, wręcz uczy miłości do innych, pogłębiania wiary i patriotyzmu. Dlatego musimy, jako ludzie wierzący, modlić się za tych, którzy nie wiedzą, co czynią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Dziękujemy za jak zwykle interesującą wypowiedź.
 

 Sprawa ceny ziemi w Kanadzie    oraz nawyków komunistycznych    Polaków
 Szkoda, że pan Stefan Caputa nie zacytował większych fragmentów mojego listu, w którym podałem przykłady marnotrawstwa dobrej ziemi rolniczej i o dużych walorach urbanistycznych, w okresie panującego w Polsce komunizmu oraz obecnie w Gdańsku.
 Panu Capucie radziłbym przyjechać do Polski. Będąc obywatelem polskim, mógłby tanio kupić ziemię i uzyskać spore odpisy podatkowe, a przy dużych areałach dopłaty z Unii Europejskiej.
 Warto zastanowić się nad tym, dlaczego Kanada jest krajem bogatym, a Polska biednym, mimo posiadania wielu bogactw naturalnych i klimatu podobnego do Kanady?
 Panie Caputa, był w Polsce czas, kiedy sekretarze partyjni niemal wszystko regulowali w imię sprawiedliwości społecznej. Czym to się skończyło, wszyscy żyjący w Polsce wiedzą, a ja, mając sporo ponad 70 lat, doświadczyłem tych walk na własnej skórze, przechodząc pod koniec 81 roku przez dość długą ścieżkę zdrowia.
 Pamiętam też zasady prawdziwej ekonomii, bo miałem szczęście słuchać na początku studiów na Uniwersytecie Warszawskim podstaw ekonomii kapitalistycznej. Wiem, jak działa podaż i popyt na ceny!
 Przy okazji chciałbym się odnieść do innej sprawy, często poruszanej obecnie, a związanej z wyborami parlamentarnymi. Znamienne jest niewielkie uczestnictwo w tych wyborach Polaków w kraju oraz polonusów w Kanadzie.
 We wspomnianym liście poruszałem też sprawę zawiści i zazdrości Polaków, która w znacznym stopniu nie pozwala wyłonić odpowiedniego kandydata polonijnego do parlamentu Kanady. Ciągłe rozruchy w Kongresie Polonii Kanadyjskiej są chyba  tego przykładem.
 Proszę zwrócić uwagę na wrzawę wokół mniejszościowego rządu polskiego i dość spokojne przyjęcie do wiadomości panowania byłego i tworzenia nowego rządu mniejszościowego w Kanadzie.
 Z poważaniem
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk
 PS Trudno przewidzieć, kiedy pouczające felietony Andrzeja Kumora przestaną być wołaniem o pomoc gołego na pustyni. Polonusi nie czytają polonijnych gazet, chociaż większość z nich jest darmowa.

 Od redakcji: ...

 Parę słów na temat dyskusji 
 w TV "Z ukosa"
 Panie Redaktorze
 W wieczornym programie 4 lutego rozpaliła się gorąca dyskusja na temat łamania praw konstytucyjnych w Polsce przez rząd PiS-u. Przed dyskusją nikt z partycypantów nie odważył się lub nie chciał naświetlić prawdziwej sytuacji w Polsce. 
 W Polsce sformował się pierwszy mniejszościowy niekomunistyczny rząd od czasu II wojny światowej. Poprzednie rządy, włączając również rząd prez. Wałęsy, były rządami wciśniętymi w gar postkomunistycznego systemu. Rządy te były konieczne i potrzebne dla olbrzymiej masy techno-biurokratycznej pozostałości po ustępującym w wolnym procesie komunizmie. Okaleczony i obałamucony Naród był odsunięty na boczny tor (był i jest jeszcze nadal), jest tylko podmiotem manewrowania. Ludzie z tej klasy to resztki komunistycznego systemu odpowiedzialni za masowe finansowe nadużycia we własnym kraju oraz morderstwa własnego Narodu. Tej techno-biurokratycznej klasie, obecnie wiszącej na nitce nad przepaścią, nie zależy na Narodzie, nie chodzi o dobro Ojczyzny, im zależy na ocaleniu własnego bycia. Oni boją się, by Naród dobrze poinformowany nie żądał Bastylii w fizycznym, czy też moralnym pojęciu. Jest to walka na śmierć i życie "jako tako być lub podochnąć".
 Cenzura, jaką zastosował PiS do reszty korespondentów, może być usprawiedliwiona, zważając fakt, że byli to ludzie ściśle związani z ciągle potężną jeszcze opozycją - tym groźniejszą, że rozsypaną w poszczególnych partiach.
 Sytuacja jest groźna, jest nawet bardzo groźna dla mniejszościowego rządu. Łamanie prawa wobec rozsianej opozycji jest w interesie Narodu - powtarzam W INTERESIE NARODU. Prawa muszą chronić Naród, a nie pupków z pozostałego systemu. 
 Wyczuwamy to tutaj na obczyźnie, a co dopiero tam w kraju, w garnku pełnym jeszcze komunistycznych szerszeni. Hańba dla was towarzysze, jeśli nie chcecie tego dostrzec - świadczy to o waszej przynależności. Przytaczam słowa prof. Bromke piszącego do "Związkowca", który przez wiele dekad temperował  prokomunistyczny światopogląd na jego łamach.
 W angielskim wydaniu "Poland last decade" str. 185 "Most of the Poles wish General Jaruzelski well. As a professional soldier who in the past has shield away from politics and because of his modest demeanor the new Premier enjoys widespread popularity. Many Poles also believe that his regime may be the last chance for the century. It is passable then, that given time the Jaruzelski government will succeed in calming down emotion and will gradually lead Poland out of the present crisis". Były to przewidywania prof. A. Bromke, które się nie sprawdziły. Jaruzelski, zanim oddał władzę, bestialsko wymordował śmietankę swego Narodu - lepiej nie mógłby zrobić tego ZSRR.
 Dziś szumią jeszcze resztki prokomunistycznych sympatyków. Osobiście wierzę, że nowy rząd w Polsce ustabilizuje się, zdobędzie większość w parlamencie i pozbiera brudne szumy z powierzchni politycznego rosołu.
 PS Drażni mnie szata graficzna telewizji  "Z ukosa", która śmie ukrywać  się za postacią naszego papieża Jana Pawła II, kiedy osoba Jego jeszcze za życia rażąco została zlekceważona powiedzeniem: "...ech, ten święty człowiek...". Jest to czysto komunistyczny sposób, który zakłada, że: "wróg za życia, groźny po śmierci - stanie się naszym bohaterem".
 Drażni mnie także, że ludzie z tej beczki szukają miejsca na łamach  "Gońca", oczywiście pod osłoną Marii Curie-Skłodowskiej. Świadczy to o tym, że  nielubiany niegdyś "Goniec" wzrasta w potęgę, a więc warto go penetrować.
 Tadeusz Chrobak

 Od redakcji: Szanowny Panie, z krytyką powinien się Pan zwrócić do twórców programu, nie za bardzo też wiemy, o jakiej penetracji Pan mówi...

 Medialny lament
 W ub. tygodniu w polskojęzycznych mediach nastąpił medialny lament po podpisaniu paktu stabilizacyjnego przez trzy sejmowe ugrupowania. Okoliczności podpisania paktu wywołały histerię u poprawnych politycznie, którzy się nie spodziewali, że zabraknie dla nich zaproszeń na tę uroczystość. Wielkie zdziwienie i zgorszenie, że to ksiądz jako pracownik TV Trwam jako pierwszy relacjonował podpisanie paktu, który leży na sercu również kapłanom i wierzącym, bo jest nadzieja na odnowę moralną Narodu  Polskiego. Gdy TV Trwam i Radio Maryja były dyskryminowane to było OK, natomiast gdy sytuacja się odwróciła, to zajście to okrzyknięto wielkim skandalem w mediach publicznych manipulatorów. 
 Media mają obiektywnie informować społeczeństwo, a jeśli nie chcą lub nie potrafią tego robić, to niech skrobią ziemniaki, myją gary lub macają kury, bo większość społeczeństwa ma już dość manipulacji, kłamstwa i politycznej poprawności. Dobrze się stało, że wylano im kubeł zimnej wody jako ostrzeżenie. Kiedy nabiorą szacunku do prawdy i społeczeństwa, wtedy nikt im nie będzie zamykał drzwi przed nosem. Wolność słowa to wielki dar dla tych, którzy kształtują opinie w społeczeństwie. Wolność słowa nie może służyć destrukcji i anarchii. 
 Ks. biskup Stefanek - przew. kom. ds. rodziny Episkopatu Polski, w swoim felietonie przedstawił analogię śląskiej tragedii z obecną sytuacją Polski. Powiedział, że pod naporem propagandy rodem z PRL-u wali się dach nad Polską. Polskę przygniatają różne konstrukcje partyjne, esbeckie i propagandowe. Myślę, że potrzebny jest "ciężki sprzęt" i dobry koordynator różnych służb, aby uprzątnąć rumowisko o nazwie Republika kolesiów. 
 Odpryski tego medialnego lamentu mogłem zobaczyć w sobotnim programie "Z ukosa". Producent programu jest przesiąknięty poprawnością polityczną nie od dziś, czemu daje wyraz w swoich komentarzach. A zaproszony redaktor naczelny "Związkowca" wypadł bardzo blado na tle p. Niemczyka. Wypowiedzi p. Stolarczyka były żenujące. Przykro mi, ale taka jest moja ocena jako czytelnika i widza. Po tym występie chyba znów ubędzie czytelników. 
 Panu Stolarczykowi chciałbym poradzić, aby ze swoimi poglądami pojechał do Chicago na spotkanie Prez. RP L. Kaczyńskiego z Polonią amerykańską i tam przedstawił swoje poglądy. Ciekawe, z jakim skutkiem ,bo Polonia w Chicago nie jest tak cierpliwa jak ta w Toronto.
 Wielomiesięczna nagonka medialna na braci Kaczyńskich, PiS, RM i TV Trwam to przejaw urazu powyborczego. Najbardziej destrukcyjna partia w dzisiejszej Polsce, czyli PO, nie może się pogodzić z porażką wyborczą. PO, tak bardzo sobie wmówiła, że tylko ona może rządzić, więc utworzyła gabinet cieni, aby władzy nie utracić. Jej przywódca odmówił objęcia drugiego stanowiska w państwie, odmówił utworzenia koalicji z PiS-em i wejścia do rządu K. Marcinkiewicza. Pozostała mu jeszcze fucha  po Wachowskim, czyli rola kapciowego u Prez. L. Kaczyńskiego, aby mógł się trochę oswoić z funkcją i siedzibą Prez. RP. Podpisanie paktu stabilizacyjnego przelało kielich goryczy. Jeśli ten pakt zostanie zrealizowany, to dojdzie do częściowej naprawy RP. Niektórzy politycy i związani z nimi tzw. biznesmeni znikną ze sceny. Ja rozumiem ich strach przed IV RP, bo dla wielu ich życie może się toczyć po drugiej stronie więziennych krat. Te ujawnione afery to dopiero przedwiośnie, a na pełne lato trzeba trochę poczekać. Lustracja agenturalna nabiera rumieńców, a i ta majątkowa też zacznie kiełkować. Urząd Antykorupcyjny już powstał. WSI tracą swoją siłę i zostaną rozwiązane. Zdaję sobie sprawę, że przed rządem K. Marcinkiewicza jest długa i wyboista droga, ale przy wsparciu polskiego społeczeństwa można ją przebyć i rozpocząć nowy rozdział w historii Polski pt. IV Rzeczpospolita.
Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Nowy rozdział już się rozpoczął.
 

GONIEC NR 5/2006 (111) (3-9 lutego 2006)

 "Polityką się nie zajmuję...?"
 Wielu ludzi twierdzi, że nie ma czasu, bo politycy to oszuści, krętacze i wszystko najgorsze czego po nich można się spodziewać.
 A ja twierdzę, że właśnie dlatego, że się polityką nie zajmujesz, to politycy są takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi powinni być. Pamiętaj, że jeśli ty nie zajmiesz się polityką, to polityka zajmie się tobą i butem z napisem na zelówce Liberalizm, Socjalizm, Komunizm nadepnie ci na gardło i zadusi.
 Jak rozumiem "zajmować się polityką"?
 Niekoniecznie trzeba należeć do jakiejś partii, chociaż dla ludzi w średnim wieku byłoby to wskazane. Rozumiem to jako pokojowe protesty poprzez telefony, e-maile, listy pisane do radnych, do posłów prowincjonalnych i federalnych, udział w spotkaniach przedwyborczych, manifestacjach religijno-narodowych itp.
 Jako emeryt, mam więcej czasu od ludzi pracujących i mogę czytać w Internecie, ile tylko chcę. Zauważyłem, że uczeni Kościoła zaliczają liberalizm do ideologii grzesznych, takich jak komunizm. Nie wiedzą o tym P. Martin i jego poprzednik J. Chretien i podają się za katolików. Tak samo za katoliczkę uważała się posłanka Paddy Torsney, której przypomniałem o tym przed głosowaniem w sprawie uznania małżeństw
homoseksualnych. Liberałowie kreują niczym nieograniczonego człowieka, który może robić, co chce. Wolność niczym nieograniczona to anarchia. Dla nas, wychowanych na ideologii Dekalogu, wolność to boskie rozdarcie między dobrem a złem z możliwością wyboru jednego albo drugiego.
 Bardzo dobrze spisali się polscy weterani z Oshawy, zapraszając lidera Partii Konserwatywnej na spotkanie, a pan Rosa, opisując to, nadał trafny tytuł  Harper = NADZIEJA.
 I ja również zrobiłem coś w tej sprawie, aby zwyciężyli  konserwatyści.
 W środę, 18 stycznia br., zaprosiłem na spotkanie w moim klubie seniora kandydata na posła z Partii Konserwatywnej pana Mike'a Wallece'a. Mike W. Ucieszył się wielce i przyszedł na spotkanie z kupą ulotek.  Zanim go przedstawiłem zebranym członkom, rozmawialiśmy chwilę. Pokazałem mu ulotkę taką samą jak on przyniósł  i poprosiłem, aby mówił do zebranych na temat: "Cleaning up Government", bo bardzo mi się podoba konserwatywny Accountability Act.
 Podatki to my musimy płacić bez względu na to, kto rządzi, ale jeśli rząd rozrzuca pieniądze na jakieś promocje, na chorągiewki i inne bzdury, to podatki będą ciągle wzrastały. Mike Wallece powiedział: "If we ever want to restore confidence in our government it must start with accountability".
 Trudno nam, emerytom, kandydować na posłów, bo już nie to zdrowie, ale co zrobiła emigracja solidarnościowa, ta najlepiej wykształcona? Ich interesuje tylko "kasa" i każdy by zakładał swoją gazetę, mimo że tych gazet jest stanowczo za dużo.
 Kończę, bo nie wierzę, bym tym pisaniem cokolwiek mógł zmienić.
                         Stefan Szumnarski Burlington

 Od redakcji: Panie Stefanie, pisanie zmienia świat! Gdyby tak nie było, nie mielibyśmy tyle "pisanych" kłamstw dookoła i tyle ideologicznych szaleństw rodem z XX wieku. Dziękujemy za list.

 Odpowiedź na artykuł  Harper = nadzieja
 Chciałbym Panu Jerzemu Rosie podziękować za świetną relację z wiecu przedwyborczego Harpera w Oshawie. Uważam, że wreszcie Polonia dała się zauważyć w oczach nowego lidera kraju.
 I to było moim głównym celem, wybierając miejsce spotkania elektoratu z liderem Partii Konserwatywnej w moim okręgu wyborczym Whitby-Oshawa.
 Całkowicie zgadzam się z opinią "Gońca", że jako duża grupa etniczna w Ontario i w Kanadzie, powinniśmy mieć większy wpływ na politykę tego kraju.
 W tej chwili wpływ ten jest znikomy. Mamy olbrzymią liczbę lokalnych działaczy, a nie możemy wybrać chociaż jednego na szczeblu kraju. Zachodnia część GTO została opanowana przez liberałów. 
 Uważam, że Polacy powinni dogadać się z innymi grupami etnicznymi, np. Z Ukraińcami, i wybrać swojego kandydata, który będzie reprezentował nasze interesy w parlamencie federalnym.
 Jeśli nie możemy wybrać swojego kandydata, poprzyjmy wyraźnie kogoś, kto nas będzie reprezentował. Poprzyjmy, znaczy nie tylko głosujmy, ale działajmy w jego/jej kampanii wyborczej.
 Kandydatom zależy na głosach, jeśli aktywnie ich poprzemy, będą się z nami liczyć. 
 Powinniśmy już teraz myśleć o następnych wyborach. Zjednoczyć Polonię, prowadzić rozmowy z innymi grupami etnicznymi, wybrać wspólnych kandydatów.
 Krzysztof Kluczewski

 Od redakcji: Panie Krzysztofie - wreszcie Polonia pokazała, że potrafi się zorganizować i stworzyć zauważone przez kanadyjskie media wydarzenie. Gratulujemy świetnie zaaranżowanego spotkania ze Stephenem Harperem. Mamy nadzieję na ściślejszy kontakt z Polskim Domem Weterana w Oshawie - prosimy o poinformowanie nas o innych ważnych imprezach. (Jerzy Rosa) 
 

 Szanowny Panie Redaktorze gazety "Goniec"
 Otrzymałem wiadomość, że rząd Holandii odznaczył naszego rodaka, gen. Stanisława Sosabowskiego, najwyższym odznaczeniem holenderskim. Sądzę, że nie wszyscy Polacy o tym wiedzą. Myślę, że dobrze by było napisać o tym w Pańskiej gazecie, gdyż jest ona najbardziej poczytna wśród naszych Rodaków. Dołączam kopię listu skierowanego do syna i wycinek z gazety holenderskiej.
 Z poważaniem
Mieczysław Lutczyk
Weteran II wojny światowej 
1. Polskiej Dywizji Pancernej

 Od redakcji: Z radością informujemy.

 Platformiarze
 Wydawało się, że po przegranej w wyborach do Sejmu, Senatu oraz na prezydenta zachowają, jak to zwykle bywa, swoją twarz i pogodzą się z przegraną. A tu masz, zamiast pogratulować zwycięzcom i starać się z nimi współpracować, dalej się czują wielce obrażeni. Wytoczyli przecież cały arsenał propagandy, głosząc wszem wobec, iż oni są już prawie zwycięzcami, nie czekając na oficjalne wyniki. Nawet pani Merkel oraz pan prezydent Francji już pana Tuska tytułowali prezydentem. Zwycięstwo było również głoszone przez różnego rodzaju sondażownie, iż platformiarze mają już je w 100 proc. Pełno było billboardów oraz afiszów z napisami pan prezydent Tusk, jak również pan premier Rokita. Telewizna, a także radiotelewizna również bębniły bez przerwy w swoich programach o zwycięstwie Platformy. Stało się zupełnie co innego, wybory wygrała partia PiS, pomimo że nie dawano jej wielkiej szansy. Niektórzy nawet nie dowierzali, nawet prezydent wszystkich Polaków orzekł, iż on zaczeka na ostateczne wyniki, pomimo że napływały już gratulacje z wielu krajów. Nawet "Rzeczpospolita" napisała, że partia PiS wygrała tylko dzięki towarzyszowi Rydzykowi. Zapomnieli, że o. Tadeusz Rydzyk nie był towarzyszem, ani nie należał do żadnej partii, zapomniano nawet dopisać mu małej literki "o". Czyżby w redakcji nie rozróżniano osoby duchownej od towarzysza partyjnego. Może nam jeszcze kiedyś napiszą, że o. Bierut aresztował tow. Wyszyńskiego. Ciekawa jest ta niby nasza "Rzeczpospolita"  oraz jej redaktorzy. Nie chcę już wymieniać innych gazet, ponieważ przerażają mnie tego rodzaju wypowiedzi, niektórych mówiąc pospolicie pismaków. Nawet pan Wałęsa wystąpił ze swoją logiką. "Kiedy walczyłem o demokrację myślałem, że rodacy zrobią z niej użytek, dzisiaj się zastanawiam. Trzeba było utrzymać Sowietów i komunę, ZOMO, pały, za krótko to trwało i dlatego takie wnioski moi rodacy wyciągnęli" Przerażające słowa i prymitywna logika i pomyśleć, że takie słowa wypowiada były prezydent. Niektórzy nawet powiadają, iż początkowo wspierał trochę prawą nogę, a następnie na gwałt   lewą nogę, zostając teraz między nogami. Sądził również, że jego synalkowie zajmą poważne stanowiska u platformiarzy. Widać jak na dłoni, jak platformiarze chcieli zająć kluczowe stanowiska w rządzie, nie dopuszczając innych do rządu. Ich taktyka jest zupełnie czytelna, chcą dalej utrzymać układ okrągłostołowy i dalej kupczyć naszą Ojczyzną. Nawet nie potrafią uszanować wyborców, wymyślając przeróżne epitety, mówiąc, że wybory wygrała tak zwana opcja moherowa. Nadal mają powiązania z SLD i dalej działają obstrukcyjnie, aby temu nowemu rządowi tylko przeszkadzać. Nic im się nie podoba, w każdej wypowiedzi widać tylko negację, przy akompaniamencie sojuszników z SLD. Powinni raczej zmienić nazwę swojej partii na "tratwę", ponieważ wcześniej czy później na zakręcie historii rozlecą się, mając takie powiązania. Wszelkie próby PiS dotyczące współpracy nie dają rezultatu. Dobrze by było, aby PiS utworzył inną koalicję i dalej nie próbował z nimi rozmawiać na temat koalicji, chociaż na rozmowę nigdy nie jest za późno. Im nie zależy na Narodzie oraz jego pomyślności, ale walczą tylko o swoje synekury i pewne układy. Nasz prezio natomiast wyjechał do Szwajcarii na zasłużony wypoczynek wraz ze swoją małżonką, która w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że jej małżonek był pomazańcem Bożym i spełniał swoje obowiązki prezydenckie znakomicie. Nawet nie omieszkał go odwiedzić bp Pieronek, aby zaczerpnąć pewnych wiadomości odnośnie do beatyfikacji naszego Papieża. Patrzeć, jak niedługo zostanie odpowiednio odznaczony i zaproszony do Watykanu. Słuchając tego wszystkiego oraz oglądając, prawie już nie mam słów. Ludzie, nie dajmy się zwariować, ponieważ tego dalej nie można słuchać ani oglądać. W takich sytuacjach zwykle wkładam na głowę beret moherowy i zamykam się w pokoju, biorąc do ręki książkę Sienkiewicza lub Kochanowskiego. Trzeba wszystko otorbić, jak to niektórzy powiadają, aż samo przyschnie. Trzeba to zrobić, dla pewnej równowagi psychicznej i dla własnego zdrowia.
 Muszę przyznać, że przeglądając się w lustrze, nawet mi do twarzy w moherowym berecie. Ciekawy jestem, jak by wyglądał pan Tusk i pan Rokita, gdyby je założyli na swoje głowy, ale to już inny temat.
 Z pozdrowieniem
Stanisław

 Od redakcji: Moherowe berety - łączmy się!

 Agonia Platformy
 Dla człowieka wrażliwego, słowo agonia jest czymś niezmiernie smutnym i przygnębiającym, tym bardziej jeśli chodzi o bliską nam osobę.
 W tym przypadku przeżywać będziemy drugą taką agonię, pierwsza to koniec PZPR, a obecnie zbliżający się koniec PO, a więc cieszmy się i weselmy, ponieważ jest to ugrupowanie powstałe ze zlepku PZPR i UW. Nikomu przypominać nie trzeba, jak groźne były dla Polski i Polaków te właśnie ugrupowania. Opatrzność Boża sprawiła, że nadszedł czas, aby położyć kres kłamstwu i zdradzie. Tylko PiS i bez fałszywego wsparcia innych ugrupowań, może "zmienić oblicze tej Ziemi".
 Postępowanie innych ugrupowań, które znalazły się w Sejmie, jest karygodne. Nie zwracam uwagi na SLD, bo wiem, gdzie sięgają jej korzenie, natomiast inne ugrupowania, a przede wszystkim PO cały czas zmierza do PRL bis, choć zmieniła się w czasie swej kampanii wyborczej partia zbliżona programowo do PiS. Postępowanie pana Tuska, jako lidera PO, stawia go w szeregu Polaków równych ZERU, bowiem nie dobro Polski jest jego celem nadrzędnym. Ponadto słownictwo jego jest karygodne, nie mówiąc już o postępowaniu, chyba nie tylko w Polsce studiował.
 Przykrym jest fakt, że nie tylko pan Wałęsa idzie z nim w parze, ale dołączył także pan Giertych, strasząc Pana Prezydenta Trybunałem Stanu w przypadku, gdy dojdzie do rozwiązania Sejmu. Ten strach przed pozbyciem się miejsca na ławach poselskich doprowadza ich do histerii. Pan Giertych wolałby, aby prezydentem był tata, a premierem syn, bo "bracia nie potrafią". Wbrew dawnym zapowiedziom takie działanie nie jest przejawem troski o Polskę i Polaków. Pan Tusk straszy, iż "wyprowadzi swoich ludzi na ulice", jeżeli Pan Prezydent rozwiąże Sejm. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że pan Tusk stracił zdrowe zmysły?
 Jeżeli rząd wyłoniony ze zwycięskiej partii jest rządem dobrym, z dobrym programem, lecz nie ma stałego i pewnego zaplecza, będąc rządem mniejszościowym, nie może rządzić (ale nie dlatego, że nie potrafi), Prezydent ma prawo rozwiązać parlament. Pan Tusk i inne mniejsze partie prowadzą do destrukcji rządu i utrudniają normalną pracę Sejmu, do kogo więc mają pretensje? Znam takie dawne polskie przysłowie: "sama świnia wór drze i sama kwiczy".
 Odnoszę wrażenie, że panu Tuskowi marzy się rok 1981, a więc niech próbuje, Jaruzelski jeszcze żyje, to może go wesprze. Ciekawe, ilu ludzi wyprowadzi na ulice, czy więcej niż "gabinet cieni"? Zaczym co, za poręczeniem braci Kaczyńskich, winien pan Tusk mieć zagwarantowane miejsce na oddziale zamkniętym, tam się modlić o zdrowie i studiować prawo demokracji, aby wychodząc, wiedział, jak z niego korzystać. Drodzy Rodacy, stoimy murem za PiS-em.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Pani Jolanto, w imię demokracji!

 ***
 Chciałbym poruszyć temat, którego wszyscy myśliciele polityczni (think tank) świata zachodniego starają się unikać.
 To, co dzieje się na świecie, to nic innego, tylko owoc konfliktu dwóch cywilizacji, które dominują na świecie. Jedną jest cywilizacja łacińska (zachodnia), drugą cywilizacja azjatycka.
 W Europie cywilizację azjatycką reprezentuje cywilizacja żydowska. Żydzi to jedyny naród azjatycki, który od przeszło dwóch tysięcy lat drenuje cywilizację łacińską. Podstawą cywilizacji azjatyckiej jest materializm. Powoduje to wyścig po dobra materialne. Wyzwala to najgorsze instynkty, jak: szwindel, korupcja, złodziejstwo, a nawet mordy. 
 Podstawą cywilizacji łacińskiej jest wolność i życie duchowe. Materializm jest na dalszym planie. Podstawą życia duchowego jest religia. Rozkwitły: muzyka, poezja, literatura, sztuka. W cywilizacji łacińskiej społeczeństwo jest wolne i każdy jest równym obywatelem. W cywilizacji azjatyckiej jest władza i poddani. Te różnice cywilizacyjne spowodowały emigracje z Azji i Afryki do świata zachodniego.
 Pchają się Azjaci i Afrykanie drzwiami i oknami. Nie słychać, aby ktoś z Zachodu emigrował do Azji lub Afryki.
 Wolność na Zachodzie spowodowała również wyścig w wynalazczości. Największe wynalazki powstały na Zachodzie, nie dlatego, że "biali" są mądrzejsi, ale dlatego, że wolny człowiek myśli. Każdy starał się usprawnić narzędzia i sposoby pracy, aby jak najmniej się napracować, a mieć jak najwięcej zysku.
 W cywilizacji "wschodniej" poddany nie był zainteresowany usprawnieniami, ponieważ nie miał żadnego zysku z tego.
 Dziś wszyscy myśliciele starają się tylko o sposób na przerobienie wszystkich poddanych. Ci myśliciele to potomkowie Marksów i Engelsów. Chcą na siłę zlikwidować religie, które stoją na straży moralności. W polityce utworzyły się dwa kierunki popierające jedną lub drugą cywilizację. Zwolennicy cywilizacji łacińskiej to prawica. Ponieważ w cywilizacjach nie ma kompromisów, tak również w partiach politycznych nie ma kompromisów. Nie można założyć partii lewicowo-prawicowej. Jeżeli ktoś miesza te pojęcia, to jest ignorantem lub celowo chce wprowadzić zamieszanie.
 Liberałów nie można zaliczyć do prawicy. Liberałowie, polityczna poprawność itp. to piąta kolumna dla lewicy.
 Odnosi się wrażenie, że partie polityczne niczym się nie różnią. Stały się podobne do klubów sportowych. Każdy walczy o to samo, tylko w innych kolorach.
 Należy stale i bez przerwy przypominać partiom i społeczeństwu o różnicach ideologicznych. Na pewno duża część imigrantów wschodnich, jeżeli będzie uświadomiona, będzie popierać prawicę, aby ta ich wschodnia cywilizacja nie zapanowała na Zachodzie. Imigranci wschodni nie czują się tu dyskryminowani narodowo lub religijnie. To lewica na siłę chce wprowadzić kłótnie etniczne, aby mogli szybciej zawładnąć ich duszami. Te wszystkie niby teoretyczne ataki islamistów to prowokacje. Za pieniądze wszystko można zrobić.
 Jeżeli prawica się nie opamięta, to w najbliższej przyszłości może nie istnieć. Lewica nie przebiera w środkach destrukcji. Prawica ma ręce związane, ponieważ etyka cywilizacji zachodniej nie pozwala na użycie odpowiednich środków obrony. Na ten temat można pisać bez końca.
 Mam nadzieję, że ktoś kompetentny podejmie decyzję napisania na ten temat, ponieważ ja jestem za stary (83 lata) i nie jestem humanistą.
 Z pozdrowieniem
Zbigniew Karp

 Od redakcji: Panie Zbigniewie, jest Pan kompetentny zapraszamy do pisania!

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Jestem bardzo zachwycony apelem do Rodaków Pani Jolanty Krawczyńskiej z Hamilton. Jak to dobrze, że mamy takich mądrych i prawdziwych patriotów jak Pani Jolanta. Dopóki mamy takich ludzi jak p. Jolanta, to prawie możemy być pewni, że Polska będzie Polską.
 Mnie wywieźli hitlerowcy (Niemcy) w 1944 r.  do Niemiec na przymusowe roboty,  mając 15 lat. Wojna skończyła się zwycięstwem aliantów nad hitlerowcami i wtedy zaczął się dylemat, wracać czy zostać na Zachodzie. Zdecydowałem się zostać na Zachodzie i, jak się okazało, to nie była zła decyzja.
 Nie będę opisywał, jak się potoczyły następne lata w Niemczech, we Francji i od 1955 roku w Kanadzie, jednym słowem, nie było mi łatwo! Obecnie jestem na emeryturze od 1993 roku i żyję sobie jak ten przysłowiowy pączek w maśle. W tej chwili nie pamiętam dokładnie, do którego roku rząd komunistyczny dał nam ultimatum, zdaje mi się, że do 1948 r., albo wracać do Polski, w przeciwnym razie będziemy pozbawieni polskiego obywatelstwa. Największa ironia losu w tym, że ci, co tak zdecydowali, to właściwie nie byli Polakami, byli żulikami Stalina, tak jak Bierut czy Rokossowski i inni gwałciciele! Więc jak można ufać tym z SLD agentom NKWD, KGB itd.
 Drodzy Rodacy, przeczytajcie sobie jeszcze raz to, co pisze Pani Jolanta, przeczytajcie sto razy i może w ten czas uwolnicie się spod jarzma tych agentów komunistycznych z głównym agentem na czele, który prawdopodobnie był prezydentem wszystkich Polaków. To naprawdę śmieszne i tragiczne.
E. Minkowski
Toronto

 Od redakcji: Uwalnianie się z niewolnictwa to praca na dwa pokolenia.

 *** 
 Po przeczytaniu wywiadu pana Janusza Niemczyka z panem Davidem Kilgurem w "Gońcu" nr 3 z 20-26 stycznia 2006 roku,  nasuwa  mi się na myśl znane stwierdzenie Jana Pawła II, że "demokracja bez wartości bardzo łatwo przeradza się w ukryty lub jawny totalitaryzm". Długoletni polityk pan D. Kilgur, który ma dwuznaczną opinię na temat takich zjawisk, jak związki homoseksualne, aborcja, pomoc potrzebującym - sam zauważa, że Kanada nie idzie w najlepszym kierunku. Nie wie jednak, jaka jest tego przyczyna. Sam o sobie nie potrafi powiedzieć, kim jest. Powołuje się na opinie żony, która twierdzi, że jest prawie w połowie protestantem, a  w połowie katolikiem. Gdyby nie  żona, nie wiedziałby, kim jest.
 Polityk ten może uchodzić za jednego z przyzwoitszych ludzi na scenie politycznej Kanady. A co można powiedzieć o innych. O tych sędziach i parlamentarzystach, którzy ulegają dewiacyjnej fali i uchwalają  prawa o antycywilizacyjnych cechach.
 To jest logiczna konsekwencja, że jeśli komuś obojętny jest los własnych obywateli, którym nie zdążono odciąć pępowiny, to nie można oczekiwać, aby taki człowiek i złożone z takich obywateli państwo było zainteresowane losem mordowanych ludów afrykańskich lub innych.
 Daje się zauważyć prostą zależność: im wyższy wzrost dobrobytu materialnego, tym większy upadek wartości duchowych. Utrwalenie takiego stanu prowadzi do cywilizacyjnej degradacji i w końcu do upadku. Historia - nauczycielka życia - pokazuje nam przykłady zniknięcia z powierzchni ziemi wielkich imperiów, jak choćby Cesarstwo Rzymskie. Upadek Rzeczpospolitej szlacheckiej też był poprzedzony rozkładem moralnym szlachty. Nie można całej winy zrzucać tylko na barki trzech wrogich zaborców. Wina leży także po stronie naszych przodków.
 Nominacja senatorów zamiast wyborów to jakaś patologia demokracji, którą można porównać z Białorusią Łukaszenki. Kontynent amerykański, a szczególnie USA, to przecież kolebka wzorcowej demokracji. Kanada sąsiadująca z USA ma wzorce, a jednak nie jest skłonna korzystać z tego. A to dlatego, że następuje zanik społeczeństwa obywatelskiego. Ludzie, przyzwyczajeni do dobrobytu i wygodnictwa, a nawet lenistwa, nie interesują się sprawami publicznymi, bo uważają, że zawsze będzie dobrze. Że zawsze znajdą się ludzie, którzy obejmą funkcje publiczne i będą działać w interesie obywateli. Nie wiedzą, że tak nie będzie, ponieważ władza bez kontroli degeneruje się. Brak kontroli sprzyja nieuczciwości, łapownictwu, rozkradaniu wspólnego mienia. Wyznawanie jakichkolwiek zasad moralnych opartych na Dekalogu byłoby hamulcem przed pokusami niegodziwego postępowania polityków. Ale w imię absolutnej wolności i wyzwolenia szerzy się ideologie  przeciwne wszelkim zasadom uczciwości. Przedstawiciele wszelkich liberalnych nurtów twierdzą, że akceptowanie zasad moralnych jest niemożliwe, bo nie można zdefiniować, co jest moralne, a co nie jest. Nie da się według nich zdefiniować, co jest prawdą, a co kłamstwem, co jest dobrem, a co złem, co jest piękne, a co brzydkie.
 Tak iście diabelska ideologia nigdzie i nikomu nie może zagwarantować dobrych owoców. Musi się zemścić  zarówno na tych, którzy się z tym nie zgadzają, jak również na tych, którzy  te nurty myślenia propagują i popierają. Najlepszy przykład  rewolucja bolszewicka 1917 roku. Najpierw zaczęła niszczyć swoich przeciwników, a potem pożerała "własne dzieci". Między innymi została zlikwidowana czołówka Polskiej Partii Komunistycznej. To nie był incydent odosobniony. To się sprawdza wszędzie. W Polsce też.
 Przyzwolenie na przejęcie władzy po 1989 roku przez liberałów na przemian z postkomunistami doprowadziło do zrujnowania majątku narodowego poprzez kradzież na różne sposoby, a to z kolei doprowadziło do gigantycznego bezrobocia i nędzy społeczeństwa. Bezrobocie zaś dotknęło  zarówno przeciwników, jak i zwolenników lewackich rządów.
 Władysław Kumik 
Jelenia Góra 

 Od redakcji: Ubolewamy nad tym wraz z Panem.

GONIEC NR 4/2006 (110) (27 I - 2 II2006)
 ***
 Czytam waszego "Gońca", jednocześnie kupuję inne gazety. W "Związkowcu" zamieszczono taką wiadomość, której w waszym "Gońcu szukałem, nie ma jej nigdzie, że  pan Kwaśniewski, Wojciech Jaruzelski, Tadeusz Mazowiecki, Wałęsa będą  świadkami w procesie beatyfikacyjnym. Powinny się tym zająć inne gazety, bo to jest ważne wydarzenie, tacy ludzie się odwrócili,  jak Aleksander Kwaśniewski, pan Jaruzelski, pan Mazowiecki, Wałęsa, i będą właśnie głównymi świadkami beatyfikacji Jana Pawła II. Może by z waszej gazety ktoś coś napisał.
Stanisław Wójtowicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, pisaliśmy, są to na razie plotki, na ogół świadków nie podaje się. Bycie takim świadkiem niekoniecznie oznacza nawrócenie się...

 Szanowny Pan Andrzej Kumor
 W imieniu własnym i kilkunastu osób zaprzyjaźnionych p r o s z ę Pana o wypowiedzenie się na łamach "swojej" gazety w temacie poruszonym w TV "Z ukosa" (sobota, 21 I 2006 r.) ...jedną mafię zastąpiła druga mafia...
 Wyczuwało się, że chciał Pan nam coś powiedzieć...?! Coś wyjaśnić... a może sprostować niefortunną wypowiedź  redaktora Śniegowskiego, którego zachowanie się w tej audycji odbiegało skrajnie od dotychczas prowadzonych rozmów z zaproszonymi gośćmi.
 Z poważaniem
Wanda Tworkowska

 Od redakcji: Powiedziałem, co chciałem powiedzieć; zaprotestowałem przeciwko tego rodzaju zrównaniu pojęć i mój protest "został przyjęty". 
 

 Panie Andrzeju,
 "Jedna mafia zastąpiła drugą mafię" - koniec polemiki! Panie Andrzeju, to było klasyczne zignorowanie pańskiej osoby! Nie mogłem wprost uwierzyć, że można tak postąpić z gościem w studiu TV. Proszę, niech pan się nie da  "wrobić" w następne "zaproszenie". Trzeba trzymać styl. To upokarzające i niesmaczne!
 Z szacunkiem
Stanisław 
  PS
 Szkolnictwo jest w gestii rządu ontaryjskiego. Premier Harper nic tu nie zmieni. Zmienić możemy tylko MY: rodzice, nauczyciele, metodycy, posłowie prowincji.
 Niestety, nie ma takiej woli.
 System szkolnictwa jest zbiurokratyzowany, niewydolny i skostniały. Min. Kennedy coś tam zaczął. Nadal jednak, NAUCZYCIEL przerzuca stosy papierów, których nikt nie czyta, wypełnia rubryczki w pionie i w "horyzoncie". Rodzice czytają pseudonaukowe "reporty". A dzieci nikt nie uczy!
 Nie ma na to czasu!
 Premier Ontario zapowiedział: " nauka ma być obowiązkowa do 18. roku życia i każdy powinien ukończyć szkołę średnią!". Trzeba wrócić do "korzeni" nauki w szkole. To nauczyciel powinien być kluczową postacią w klasie... kropka!
 Nauczyciel powinien tylko uczyć, a nie zaspokajać mrzonki biurokratów!
 Tu są doskonałe programy kształcenia zawodowego, np. " CO-OP", "Apprenticeship"... tylko nikt z nich nie korzysta należycie.
 Wszyscy  m u s z ą mieć wykształcenie średnie! (Nie nauka, a chęć szczera...).
 Mój uczeń tak nienawidził szkoły, że zdesperowany poszedł do dyrektora i poprosił o wydalenie ze szkoły, argumentując stresem. Poskutkowało!
 Zatrudnił się  w warsztacie samochodowym u dobrego mechanika i teraz jest "wziętym " specjalistą od silników, regeneruje wiekowe auta i zarabia więcej niż były jego dyrektor szkoły.
 Bez "diploma"! Sic!
 Uczyć trzeba. Problem tylko w tym - jak? I co ?
 A więc reformujmy!

 Od redakcji: Szanowny Panie, zaprotestowałem jeszcze na wizji. Co do oświaty, owszem, my to możemy także zmienić, ale nie ma takiej woli. 

 Drodzy Rodacy,
 Apeluję do Was z pozycji kobiety Polki, zatroskanej o los naszej Ojczyzny, która ma szanse gospodarczej i moralnej odnowy. Polki emigrantki, której w roku 1982 komunistyczny rząd zabrał wszystko, łącznie z prawem powrotu do Ojczyzny, dając paszport z prawem jednokrotnego przekroczenia granicy.
 Nie było łatwo opuszczać Ojczyznę i nie jest łatwo żyć nawet w tak dostatnim kraju, jakim jest Kanada, z myślą, że w Ojczyźnie, której ziemia jest w stanie wykarmić cały naród, większość społeczeństwa żyje w nędzy i niedostatku. Bliskie są mi wszystkie wzloty i upadki, które nasz kraj przeżywa. Zmarnowaliśmy szanse lat 1989, nie wolno nam popełnić po raz drugi tego samego błędu.
 Teraz, kiedy nadarzyła się okazja do tak radykalnych zmian, nie wolno tego zmarnować. Zwycięstwo PiS-u to wielka nadzieja i radość, ale nie wszystkim się to podoba. Są ugrupowania, które za wszelką cenę destabilizują pracę rządu pana Marcinkiewicza i zwycięskiego PiS-u. Sieją zamęt w parlamencie, w środkach przekazu i straszą społeczeństwo niekompetencją i złą wolą PiS-u, używając niewybrednych epitetów i nieparlamentarnych określeń. Agresja liderów PO osiągnęła szczyt zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. W tej nieczystej grze politycznej wtóruje odradzająca się SLD, której "pozytywną wizytówką" ma być były prezydent Kwaśniewski.
 Trzy miesiące pracy nowego rządu to zbyt mało, aby dokonać dużo. Poprzednie, postkomunistyczne rządy przez ponad 10 lat nic nie zrobiły, wręcz odwrotnie. Zauważona przez nich świadomość społeczeństwa spowodowała wyprzedaż majątku narodowego za sumy niewspółmiernie niskie do ich wartości. Sumy wyrównujące wartość danej sprzedaży trafiały do ich kieszeni. Ponadto zaczęli zadłużać kraj, doprowadzając do krawędzi bankructwa, i taką polską gospodarkę oddali w ręce obecnego rządu. Dziś znów chcą robić społeczeństwu "wodę z mózgu", twierdząc, że to właśnie oni są w stanie ratować Polskę. Pozamykali lub sprzedali stocznie, huty, kopalnie i duże fabryki, pozbawiając możliwości zarobku wiele polskich rodzin. "Prezydent wszystkich Polaków" Kwaśniewski obiecał mieszkania dla młodych małżeństw. 10 lat jego panowania, nie dość, że nie dał obiecanych mieszkań, to jeszcze nie interesował się bezdomnymi, którzy przymierali głodem i chłodem, mieszkając na ulicy.
 Teraz młodzi aktywiści wywodzący się z tej właśnie niechlubnej partii zarzucają obecnemu rządowi, że nie daje obiecanych mieszkań. Opamiętajcie się i nie kompromitujcie się takimi oskarżeniami.
 Rodacy, Wy wiecie o tym doskonale, ale mówcie o tym innym, którzy może tego nie rozumieją, że nie można doprowadzić do ponownego zwycięstwa postkomuny. Strach przed odpowiedzialnością za to, co zrobili przez ostatnie lata, doprowadza ich do furii. Rzucają oskarżenia, które nie mają nic z prawdą. Oskarżają Prezydenta, rząd i lidera PiS-u, pana Jarosława Kaczyńskiego, że prowadzi niezrozumiałą i zgubną dla Polski grę. To właśnie dzięki panu Jarosławowi i Jego mądrości politycznej, sprytowi i przezorności nie doszło do całkowitej destrukcji rządowej i parlamentarnej, do czego zmierzała PO, SLD i inne drobne ugrupowania.
 Najbardziej przykry jest fakt, że do tej nieczystej i szkodliwej dla Polski gry przyłączył się były Prezydent Wałęsa, podważając całkowicie wiarygodność swojej osoby, jako człowieka walczącego niegdyś pod sztandarem "Solidarności", o wolną i demokratyczną Polskę... Bardzo jest mi przykro z tego właśnie powodu i wzywam pana Wałęsę o polityczną rozwagę.
 Drodzy Rodacy, obecna sytuacja jest bardzo trudna dla zwycięskiego PiS-u, ponieważ destrukcyjne poczynania partii przegranych nie mają umiaru, jak więc długo mogą wytrzymać jako ludzie? Ani rząd, ani parlament nie mogą spokojnie pracować, jeżeli apele PiS-u nie odniosą pozytywnego skutku, Prezydent będzie zmuszony rozpisać ponowne wybory parlamentarne, i to już w niedługim czasie.
 Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, zwracam się do Was, Rodacy, nie pozostańcie bierni. Nie wolno Wam pozostać w domu w dniu wyborów, bowiem od ilości zależeć będzie jakość. Naprawa państwa jest nie tylko obowiązkiem rządzących, ale i rządzonych, którzy na pewno mają dość złudnych obiecanek, którymi karmiły nas kolejne rządy. Czas więc zmienić tę fałszywą formułę i przystąpić do realiów, czas, aby Polacy czuli się bezpieczni i nie martwili się, kładąc do łóżka, co jutro będziemy jeść i skąd wziąć na to pieniądze. Nie spodziewajcie się tego od zaraz, to nie jest możliwe, ale realne w niedalekiej przyszłości pod rządami PiS-u. Zadania, jakie postawił sobie rząd Pana Marcinkiewicza i które już w części zaczął realizować, były marzeniem naszym i naszych poprzedników, którzy w walce o te ideały narazili swoje życie lub zdrowie. 
 Nadchodzi więc czas próby, czas dojrzałości politycznej Polaków, którzy w chwili zagrożenia potrafią się zjednoczyć. Tak jest właśnie teraz, trzeba nam zgody i jedności, trzeba nam siły, aby odeprzeć złe zapędy ludzi wrogich dla Polski, ludzi, których prawdziwe życiorysy ujawni odpowiedni resort powołany przez rząd.
 Polska zasłużyła na to, aby rządy sprawowali Polacy z krwi i kości, aby Polacy byli naszymi reprezentantami na arenie międzynarodowej i aby interes Polski był ich nadrzędnym celem. Niech Pan błogosławi i otoczy opieką każdą polską rodzinę.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Zgadza się!

 Szanowny p. red. A. Kumor 
 Jak wynika z ogólnej oceny, pański "Goniec" wypełnił istotną rolę informacyjną w dość znacznie zamieszkanej części Ontario, jaką jest Mississauga i okolice.
 Tygodnik wprowadza wielce pożądaną przez mieszkańców opiniotwórczą  informację , której poprzednio bardzo brakowało. Często uzupełniana przez ciekawe, odważne i trafne pańskie felietony.
 Magazyn daje wiele ciekawych spostrzeżeń politycznych, gospodarczych, religijnych i sportowych zarówno krajowych, jak i doniesień  o Polsce niekoniecznie nawet dostrzeganych przez publicystów miejscowych.
 Chwała Panu za to.
  Mam natomiast pewną wątpliwość odnośnie roli, jaką powinien spełniać w kierunku uświadamiania społeczeństwa co do potrzeby uczestnictwa w życiu politycznym naszego społeczeństwa zarówno w odniesieniu do Polski, jak Kanady.
 Zawsze umiejętnie i skwapliwie omija Pan ten temat, sądząc, że pański organ prasowy nie powinien wyrażać bardziej wyrafinowanych i jednoznacznych opinii. Wydaje się, że to pańska skromność przemawia.
 I tak na przykładzie kanadyjskim jasno widać, że zaangażowanie Polaków w życie polityczne naszej "drugiej ojczyzny" jest równe lub bliskie zero.
 Nie sposób tego zrozumieć, że wśród środkowoeuropejskiej licznej ludności etnicznie polskiej nie ma żadnego kandydata na członka parlamentu, radnego miejskiego itp.
 Z mojej oceny wynika, że wielu Polaków posiada odpowiednie walory, aby ich godnie lansować w wyborach zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych.
 Kiedyś był jeden kandydat, p. W. Wojnarowicz, o jasnych formułowanych wypowiedziach, o wykształceniu politologa lub historyka i... nie przeszedł. Nie miał wystarczającego poparcia. A może również odpowiedniego nagłośnienia.
 Obecnie na liście elity politycznej spośród wielu godnych zawodów, jak prawnicy, inżynierowie, architekci, redaktorzy, historycy, lub nawet działacze społeczni. Nikt publicznie nie odważa się wystąpić o poparcie w kandydowaniu do urzędów miejscowych oraz do partii politycznych prosić o wsparcie  etc.
 Czyżby to wskazywało, że jesteśmy społecznością drugiej kategorii....? Znacznie niżej niż Hindusi, Żydzi, Pakistańczycy, Rosjanie czy Chińczycy...!?
 Przeciętny Hindus, który z całą rodziną przyjeżdża do Kanady, wymaga sponsorstwa w pierwszym rzędzie. Znajduje się w ośrodku domagającym się praw uczestniczenia w tworzeniu i popieraniu swoich wartości etnicznych, wciągając w swój sukces bliskich swojej kulturze... Nierzadko jego rodzina korzysta  z pomocy społecznej. 
 Pojmuję, że pański "Goniec" nie jest forum, na którym by należało rozważać te sprawy, ale dziwi mnie fakt, że tak mało uwagi przywiązywane jest do znalezienia się w składzie ugrupowań rządzących i nic na to na razie nie wskazuje, żeby  miało to  nastąpić w najbliższym czasie.
 Jest dużo polityki ogólnej, dużo sportu, bajek, religii, dużo reklam, a mało o tendencjach angażowania się Polaków w ugrupowania partyjne i popieranie się wzajemne do pełnienia funkcji polityczno-społecznych. Dyskusji o tym etc.
 Wydaje mi się, że organ prasowy, którym jest "Goniec", powinien położyć większy nacisk na stronę uaktywniania  jednostek społecznych w partycypacji do stanowisk centralnych. Należy tworzyć  klimat zachęty i popierać wszelką inicjatywę w tym kierunku. Dość mamy subkultury. Pora na działania o charakterze ofensywnym.
 Polonia stanowi coraz znaczniejszą część społeczeństwa w okręgu Toronto - Mississauga i... nie tylko...
 Po okresie swej stabilizacji  terytorialnej  powinno się  wywierać znaczący wpływ w życiu politycznym i gospodarczym Kanady. I to niech stanowi trend do zachęcania młodszego pokolenia do licznych wystąpień publicznych i lansowania ich woli do skupiania się w środowiskach decyzyjnych. 
 Okres przekształceń wiekowych - przejście wielu w stan emerytalny, powinien być czynnikiem zastanowienia się, co należy robić, by znaleźć się wśród decydentów, udzielać się społecznie i politycznie.
 Potrzebna będzie większa akcja popierania i uświadamiania młodzieży o dążeniu do osiągania swych możliwości. Zdobywania pierwszych mandatów poselskich czy radnych miejskich. To jest rola nie tylko rodziców, ale również szerszej propagandy, którą powinna lansować prasa polska, w tym popularny "Goniec", TV i inne przedstawicielstwa i organy polskie.
Hubert W. Abramowicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, dwoimy się i troimy, aby przekonać mieszkających tu Polaków do szerszego udziału w życiu społecznym i politycznym, wybierania, pomagania partiom politycznym, członkostwa w nich. 

 Najważniejszy temat na świecie
 Panie Redaktorze, przeczytałem Pana artykuł o najważniejszym problemie, jak Pan to nazywa, tj. szkolnictwa w Kanadzie. Dobrze, że Pan porusza ten temat. Ja też chciałbym wrzucić parę kamyków do tego ogródka. Mieszkam w Australii i dane mi było po polskich studiach skończyć tutejszą szkołę techniczną (coś na kształt szkoły zawodowej - tzw. TAFE). Zrobiłem to, żeby otrzymać punkty potrzebne, żeby tutaj starać się o stały pobyt. Kurs, który skończyłem, to było fryzjerstwo. Szkoła ta trochę przypominała kurs na prawo jazdy. Brak ocen, testy kwalifikujące o zaliczeniu danego przedmiotu zdawało się na komputerze. 
 Ale problem, który Pan porusza, jest szerszy. W zasadzie jestem nim przytłoczony. Czuję się ofiarą. Czy Pan sobie  może wyobrazić, że ja i mój znajomy Anglik (z Cambridge) i dwie jego koleżanki (z Polski) otrzymaliśmy najgorsze oceny w porównaniu z Azjatami, których język angielski nie należał do najlepszych. Tyle o sobie. Najważniejsze jednak z Pana artykułu  wydaje się stwierdzenie, że nie da się budować  potęgi kraju na eksporcie złóż naturalnych i imporcie siły roboczej. Otóż chyba można. 
 Naprawdę zastanawiam się poważnie, czy jest to teoria spiskowa dziejów (wywyższanie Azjatów i Hindusów przez ludzi wiadomego pochodzenia) (przepowiednia - żółta zaraza zaleje świat), czy też naprawdę przemyślany pragmatyzm Anglosasów. Pan oczywiście jest człowiekiem zajętym, ale gdyby miał Pan odrobinę czasu, ciekawi mnie, co Pan o tym myśli.  Tutaj w prasie pojawił się taki artykuł, że ich premier John Howard wstydzi się, że Australia ma europejskie korzenie. Złośliwi nazywają go Mao John.
 Pozdrawiam 
 Jarosław z Sydney

 Od redakcji: Serdecznie Panu dziękuję za wypowiedź. Nadal twierdzę, że na dłuższą metę dobrobyt buduje jedynie kształcenie społeczeństwa i agresywna obrona narodowych interesów gospodarczych. 

 *** 
 Podobne utyskiwania słyszę w USA i faktycznie są szkoły, gdzie dzieje się bardzo źle.
 Przyczyną jest postawa rodziców nie mających rodzinnych tradycji posiadania wykształcenia oraz szanowania pedagoga. Najczęściej jest to patologiczne zjawisko w środowiskach o bardzo niskich dochodach. - Dla przykładu, w pobliżu "city projects" (miejskich bloków mieszkalnych dla ubogiej ludności).
 W szkołach na przedmieściach dzieje się inaczej. Jest taki wybór, że nowy emigrant może być całkiem zagubiony.
 Krótko mówiąc, "regular classes" (zwykłe przedmioty) są dla leniuchów i niezdolnych. "Honor classes" oraz "Advance Placement classes", czyli przedmioty o zawyżonym poziomie nauczania, są wybierane przez młodzież wybierającą się na studia do uniwersytetów o wysokich wymaganiach. W szkole mojego dziecka 1/3 młodzieży ma bardzo dobre wyniki, 1/3 ma średnie wyniki oraz 1/3 ma słabe wyniki (testy AIM oraz SAT, a także nagrody "Honor roll"). Jest to lokalna publiczna średnia szkoła.
 Dziecko moich znajomych uczy się w katolickiej szkole średniej o klasę wyżej niż moje. Ich dziecko bierze tylko zwykłe przedmioty. Co ciekawe, jego angielski i matematyka są dokładnie na tym poziomie w materiale co mojego dziecka w "AP Classes" w szkole publicznej, i to o rok niżej.
 Zasadnicza różnica między szkołą prywatną a publiczną jest następująca. W szkole prywatnej, jeżeli dziecko nie uczy się, to zostanie usunięte z niej. Szkoła publiczna musi dziecko nadal trzymać i uczyć.
(-)

 Od redakcji: No właśnie, dlaczego gros polityków i działaczy, za sprawą których szkoła publiczna ma związane ręce i nie może uczyć, posyła dzieci do szkół prywatnych? 

 Czy Polacy potrafią się wyzwolić 
 z nawyków komunistycznych? 
 Nawiązując do wcześniejszego mojego tekstu na temat cen ziemi w Kanadzie, pragnę odpowiedzieć Panu Wawrzyńcowi Łęckiemu na niżej załączony tekst skierowany do mnie. "PS Autorowi listu o cenie ziemi kanadyjskiej chciałbym powiedzieć, że cena ziemi, jak też każdej innej rzeczy, jest taka, jaką chcą dać kupujący. Źle jest, gdy o cenie ziemi decydują tylko urzędnicy. U autora tego listu widzę wyraźne inklinacje komunistyczne.  Z poważaniem i pozdrowieniami Wawrzyniec Łęcki Gdańsk, Georgetown, Ontario".    Otóż bardzo Pan się myli, twierdząc, że z ceną ziemi, jak z każdą inną rzeczą, jest tak, że cena zależy wyłącznie od tego, ile chcą dać za nią kupujący. Każdy rozgarnięty człowiek wie, że cena towaru jest prostą funkcją pomiędzy dwoma wartościami: popytem i podażą. Im wyższa jest podaż, tym niższa jest cena, i vice versa. Cenę ziemi można w sposób sztuczny (URZĘDNICZO, Panie Łęcki) podbijać, ograniczając jej podaż, po to aby utrzymywać spekulacyjnie zawyżoną jej cenę, daleko odbiegającą od jej wartości rzeczywistej. Przypuszczam, że podobnie myślących do mnie Polaków jest sporo, bo mamy, jak to Pan nazywa, "nawyki komunistyczne". Otóż bardzo bym życzył wszystkim ludziom, którzy mają takie "nawyki komunistyczne", włączyć się w walkę ze spekulacją ziemią w Kanadzie. Problemem tego kraju, tak bezwstydnie bogatego, jest zupełny brak wyobraźni ludzi podobnie myślących jak Pan Łęcki, że ten kraj powinien zapewniać swym obywatelom znacznie lepsze warunki do życia. Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy, że walka o sprawiedliwość społeczną to przejaw nawyków komunistycznych. Dostrzeganie jawnego spekulowania dobrami kraju przez grupę ludzi u steru, to przejaw patriotycznej postawy, której niestety brakuje mieszkańcom tego kraju. Gdyby 30 mln Kanadyjczyków powiedziało to, co ja mówię: mamy dość spekulacji ziemią w Kanadzie, chcemy, aby rząd uwolnił spod parków narodowych to wszystko, co sztucznie zawyża ceny ziemi, wówczas nie  mielibyśmy problemu ludzi bezdomnych, bo ceny mieszkań natychmiast spadłyby na łeb na szyję. Niestety, tak się nigdy nie stanie, bo na przeszkodzie są właśnie ludzie o zawężonych horyzontach myślowych, dla których "cena zależy wyłącznie od tego, ile chcą dać za nią kupujący". 
Stefan Caputa - Vancouver

 Od redakcji: Dziękujemy, przesyłamy ukłony.
    
 Witamy, Panie Prażmowski,
 Chciałybyśmy podziękować Panu za napisanie takiej wspaniałej książki, jak "Eagle's Brood" (Orlęta). Bardzo nam się podobała! Dla nas jest to radość wiedzieć, że książka taka istnieje, napisana w języku angielskim, i że młodzież poza Polską może ją też przeczytać, poznać prawdę o wojnie w Polsce i czuć się dumną z bycia Polakiem/Polką. Szczerze mówiąc, nie mogłyśmy się nadziwić patriotyzmowi i poświęceniu oraz gotowości niesienia pomocy obcym przez Polaków podczas okupacji. Dzięki takim ludziom Pan przeżył i mógł przelać na papier swoje przejścia dla nas, młodych. Książkę się bardzo łatwo czyta i rozumie akcję, trudno się od niej oderwać, czytając (nawet aby zjeść obiad).
 Czujemy się bardzo dumne z bycia Polkami i mamy nadzieję, że Polacy w kraju i za granicą też będą zawsze czuć się dumnymi i chronić ten ciężko wywalczony kraj.
 Życzymy Panu długich i zdrowych lat życia, dziękujemy za świadectwo o tamtych czasach oraz Pana wkład w walkę o Polskę.
 Dziękujemy, Niech żyje Polska!
Natalia i Daniella Nowak (15 lat)

 Od redakcji: Temu listowi pan Bogdan Prażmowski poświęcił fragment swojego Epilogu "Drogi do wolności" na str. 22. 
 
 Najważniejszy temat... 
 Myślę, że ten problem dotyczy nie tylko Kanady.Taką tendencję obserwuję, niestety, również w Polsce,i to już od wielu lat. Metoda równania w dół w połączeniu z rozszerzaniem do granic absurdu praw ucznia przynosi coraz gorsze rezultaty. Nauczyciele są bezradni, więc często rezygnują ze swoich ambitnych planów dydaktyczno-wychowawczych, ograniczając się do niezbędnego minimum. Skutki tego już widać i nie są one optymistyczne. Zgadzam się z opinią, że komuś zależy na tym, aby tylko wąskie grono społeczeństwa było solidnie wykształcone i zdolne do samodzielnego myślenia. Dodajmy jeszcze myślenia "poprawnego politycznie". Reszta ma robić to, czego sobie życzą "elity". Myślę jednak, że samym narzekaniem nic nie zmienimy. Czas wprowadzić w życie słowa naszego Wielkiego Papieża JP II, "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali".
Teresa
teresa.dziubak@neostrada.pl

 Od redakcji: Tak jest, wymagajmy od siebie!

 

GONIEC NR 3/2006 (109) (20-26 I 2006)

 Szanowny Panie Redaktorze 
 Sprawozdanie pana Chronowskiego z tej dyskusji w Klubie nie grzeszy obiektywnością. Oprócz mnie jednego nie zauważyłem nikogo z aktywnych członów organizacji kongresowych.
 Pan Chronowski bardzo dobrze wie, że rada dyrektorów każdej korporacji może być usunięta za działalność sprzeczną ze statutem czy z by-laws. A działalność pana Sobockiego i jego zarządu była wielokrotnie sprzeczna ze statutem KPK. Statut KPK wyraźnie zabrania prezesowi  i całemu zarządowi mieszania się do spraw wewnętrznych członkowskich organizacji KPK. Pan Sobocki i niektórzy członkowie jego zarządu, ingerowali w sprawy wewnętrzne Klubu Ziem Wschodnich i Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie.
 Jeśli chodzi o Klub Ziem Wschodnich, to pan Sobocki, wbrew zakazowi Walnego Zjazdu KPK w Vancouverze, wdał się w sprawę sądową, która już kosztowała ZG KPK ponad 40.000 dol. Pan Sobocki był jednym z tych, którzy zainicjowali oderwanie się oddziałów w Oshawie i w Peterborough od Stowarzyszenia Inżynierów Polskich i prowadził wrogą kampanię przeciwko tej organizacji, której nie tak dawno był prezesem.
 Statut KPK wyraźnie określa cztery rodzaje wniosków, przedstawionych na walnym zjeździe, dla których aprobaty jest wymagane 3/4 oddanych głosów. Wszelkiego rodzaju inne wnioski wymagają, automatycznie, tylko zwykłej większości. A więc, wniosek nieufności dla prezesa i zarządu wymaga, dla przyjęcia, jedynie zwykłej większości. Jest normalnie wymaganą regułą, że zarząd, który przegrywa wniosek o wotum nieufności, ma obowiązek podać się sam do dymisji. Ostatecznie, jak może ktokolwiek administrować jakąkolwiek organizację, jeśli stracił zaufanie tych, którzy go poprzednio wybrali na to stanowisko. A nie ma chyba wątpliwości, że pan Sobocki przegrał to głosowanie na Nadzwyczajnym Walnym Zjeździe i na tym zjeździe sam podał się do dymisji. Nie słyszałem jeszcze do tej pory, żeby ktokolwiek sam podał się do dymisji i potem chciał ten swój krok odwołać. Raz podany do dymisji, która została przyjęta, nie może tej dymisji wycofać. Z chwilą przyjęcia jego dymisji przez Zjazd, pan Sobocki przestał być prezesem ZG KPK i nic tego już nie może zmienić.
 Ale poza tym, niech pan Chronowski spyta się praktykującego adwokata i niech nie wprowadza ludzi w błąd. Jest taka ogólna zasada, w krajach demokratycznych, że każdemu obywatelowi wolno robić wszystko, co nie jest zabronione w prawie. Powiedzenie, że w takim razie, ponieważ kradzież nie jest zabroniona w statucie KPK, to można kraść, wykazuje albo złą wolę osoby, która to powiedziała, albo głupotę, bo przecież obowiązują nas również ogólne prawa kraju, zarówno cywilne jak karne.
 Statut KPK nie mówi nic na temat usunięcia prezesa przed upływem pełnej kadencji, ale nie zabrania. Trudno sobie wyobrazić, jak organizacje członkowskie KPK mogłyby tolerować, przez cały rok następny, prezesa, który ignoruje statut KPK, jak mu to wygodnie, i uchwały walnego zjazdu, który robi deficyt budżetowy ponad 80.000 dol., wiedząc, że jedynym dochodem KPK są składki członkowskie i że KPK będzie miał olbrzymie trudności w pokryciu tego deficytu.
 Henry A. Raston

 Od redakcji: Bardzo dziękujemy za wyjaśnienie sprawy.

 ***
 Witam serdecznie. Nazywam się Tomasz Rusek, jestem dziennikarzem "Gazety Lubuskiej". Zupełnie przypadkiem trafiłem na Waszą stronę "Gorzowiacy". Chciałbym o Was napisać. Dlatego uprzejmie proszę o pomoc.
 Od kiedy działacie? Kto Was skrzyknął? Ilu Was jest? Jak zdobywacie informacje o mieście? Dlaczego chce się Wam cały czas mówić, pisać, rozmawiać o Gorzowie? Na jakich osiedlach w Gorzowie mieszkaliście przed wyjazdem? Czym teraz się zajmujecie? Co robicie podczas zjazdów jak ten opisany na stronie (coś więcej poproszę), czy macie kontakt z gorzowianami z innych stron świata? 
 Uprzejmie proszę o odpowiedzi na te pytania. Będę bardzo wdzięczny. Jednocześnie deklaruję wszelką pomoc ze swojej strony w temacie Gorzowa, newsów, nowinek czy informacji o mieście.
 Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. Im szybciej, tym lepiej.
Tomasz Rusek

 Od redakcji: Dziękujemy za list - choć zestaw pytań jest obszerniejszy niż formularz podania o kartę kredytową - poprosimy kogoś z Gorzowiaków o jak najszybszą odpowiedź, która powinna Pana zadowolić. (J. Rosa)

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Uchwała Walnego Zjazdu KPK w Toronto (listopad 2005), odwołująca Zarząd Główny Kongresu,  wywołuje liczne komentarze w polonijnym środowisku, które wydają się być oparte bardziej na personalnych sympatiach niż na znajomości faktów i dokumentów. Zamieszanie potęguje pozjazdowe zachowanie byłego prezesa ZG Sobockiego, który kwestionuje legalność uchwały. 
 Moją uwagę zwróciła relacja Andrzeja Chronowskiego zamieszczona w ostatnim "Gońcu" ze spotkania G. Sobockiego, jakie miało miejsce w Centrum Kultury im. Jana Pawła II. Pragnę zwrócić uwagę na nieścisłości ujawniające niewiedzę autora tekstu, które zamazują ocenę zjazdu i aktualną sytuację, w jakiej znajduje się Kongres. 
 Chronowski używa za Sobockim nazwy Nadzwyczajny Zjazd, podczas gdy przewodniczący Rady KPK, Lizoń, mówi Nadzwyczajny WALNY ZJAZD. Dla niewtajemniczonych jest to różnica  niewielka i nieistotna, która uchodzi uwagi czytelników czy słuchaczy. Tymczasem jest to sprawa zasadnicza, a przy tym jest podstawą "wykładni prawnej", po którą autor zwrócił się do Rady. Zgodnie ze Statutem, najwyższą władzą Kongresu jest Walny Zjazd zwoływany co 2 lata. Niemniej, ten sam Statut przewiduje zwoływanie Walnych Zjazdów w trybie przyspieszonym, w przypadku kiedy trzeba podjąć wspólnie ważne decyzje mające wpływ na przyszłość organizacji. Taki zjazd w Statucie określany jest Nadzwyczajny WALNY ZJAZD, i "nadzwyczajny" odnosi się do trybu, w jakim został zwołany. 
 Używanie przez Sobockiego terminu "Nadzwyczajny Zjazd" ma na celu podważenie legalności uchwały, sugerując, że nie był to Walny Zjazd - statutowo najwyższa władza KPK - tylko jakiś (czytaj Nadzwyczajny) Zjazd, którego ustalenia nie mają żadnej mocy wiążącej. (Trzeba podkreślić, że w Statucie nie ma określenia "Nadzwyczajny Zjazd"). Członkowie Rady oraz uczestnicy zjazdu nie mają wątpliwości co do legalności uchwały oraz faktu, że był to Walny Zjazd, i stąd nie dziwi mnie odmowa uczestniczenia w dyskusji na temat uchwały przegłosowanej w sposób demokratyczny przez uczestników Walnego Zjazdu. Budzi uśmiech "opinia prawna", którą posługuje się były prezes, podobno wydana przez prawnika, który na Internecie reklamuje się jako specjalista  od "personal injury". 
 Obawiam się, że autor relacji nie rozumie roli Rady i jaką funkcję spełnia w korporacji, jaką jest w świetle prawa Kongres. Cytowanie, że jest to ciało wyłącznie prestiżowe czy "płynne", które nie ponosi żadnej odpowiedzialności personalnej, lub (cytując za B. Ejbichem) "Rada jest tylko od radzenia", świadczy o braku znajomości Statutu KPK, jak również realiów, w jakich żyjemy. Rada to nic innego jak Board of Directors, o szerokich uprawnieniach, która nadzoruje pracę Executive Officers, czyli zarządu.  Wprost przeciwnie, członkowie Board of Directors ponoszą odpowiedzialność przed udziałowcami i ostatni przykład Board of Directors firmy Hollinger International wskazuje, że członkowie boardu mogą być postawieni w stan oskarżenia o zaniedbanie swoich obowiązków. W  świetle prawa korporacyjnego Rada była w stanie zawiesić zarząd Sobockiego bez zwoływania Walnego Zjazdu i było wystarczająco dużo powodów: np. olbrzymie manko w budżecie ZG,  bezprzykładne przekroczenie swoich uprawnień poprzez zawieszenie Komisji Rewizyjnej - niezależnego organu KPK, czy wplątanie Kongresu w proces sądowy. Tymczasem, zwołanie Walnego Zjazdu w trybie nadzwyczajnym i dokonanie wspólnej oceny pracy zarządu było rozwiązaniem słusznym i właściwym, a przy tym pozwoliło przedstawić wszystkim delegatom/udziałowcom sytuację Kongresu. 
 Ocena Chronowskiego, że w swoich decyzjach ZG kierował się "wyłącznie kompetencjami i dobrem Polonii", jest subiektywną opinią autora relacji spotkania. Osobiście mam inne zdanie na ten temat, ale nie jest to najważniejsze, gdyż ocenę działalności Sobockiego i jego zarządu przeprowadzili uczestnicy Walnego Zjazdu, reprezentujący organizacje polonijne zrzeszone w KPK. Wynik głosowania pokazuje, że wystąpił głęboki kryzys zaufania do Sobockiego i większość uczestników uważa, że nie jest zdolny prowadzić Kongresu. 
 Na zakończenie. Pierwszy w historii Polonii Nadzwyczajny Walny Zjazd w Toronto - w mieście, gdzie istnieje największa liczba radiostacji, telewizji i czasopism polonijnych - został zignorowany przez media polonijne. Uderzył mnie fakt, że w programie "Z ukosa" trzech panów związanych z polonijnymi mediami, którzy nie uczestniczyli w zjeździe, wypowiadało się na temat zjazdu, dzieląc się swoimi subiektywnymi i wartościującymi ocenami. Życzyłbym sobie i całej Polonii, aby nasze media informowały. Zastąpienie informacji opiniami jest tylko propagandą, a to już kiedyś przerabiałem.
Stefan Danielski

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za interesującą wypowiedź, gwoli ścisłości, jako jeden "z trzech panów", który jakoby wypowiadał się na temat zjazdu, powiem, że tematem dyskusji w studiu nie był zjazd KPK, na którego temat rzeczywiście nie mam kompetencji, by się wypowiadać - A. Kumor.

 Wybory 23 stycznia 2006 
 Kilku moich czytelników  oraz słuchaczy programu  Radia  "POLONIA",  w którym prowadzę kącik poezji naszej Kawiarni "Pod Sufitem", kompletnie zdezorientowanych  agitacją  walczących  ze sobą partii; zadało mi pytanie: Panie Andrzeju, to w końcu  na kogo powinnam/powinienem głosować? Przypuszczam, że niektórzy z naszych rodaków w wyniku zajęć, pracy lub innych obowiązków nie mają  zwykle czasu, żeby czytać  naszą prasę. Bo  tak i w "Gońcu", jak i w innych czasopismach temat elekcji był wielokrotnie poruszany.
 Moi drodzy czytelnicy i słuchacze. Jeżeli należycie do wielkiej rodziny chrześcijańskiej, niezależnie do jakiej świątyni uczęszczacie, to oczywiste jest, że "wartości" Partii Liberalnej  wraz z kontrowersyjną ustawą małżeństw jednopłciowych łącznie z prawem adopcji dzieci  są dla nas nie do przyjęcia. Powołuję się na słowa  Wielkiego Misjonarza wszech czasów Jana Pawła II, naszego przywódcę duchowego. "Kościół  nie akceptuje kreowania rodzin jednopłciowych, jest to przeciwne prawu Bożemu"!
    Liberałowie pozostawiają Kanadę  w kompletnej ruinie moralnej prawnej  i edukacyjnej. Z fatalnymi stosunkami z naszym najbliższym sąsiadem - USA,  z dyletancką polityką zagraniczną,  z brakiem szacunku  władz do społeczeństwa. Z fatalnym stanem prawnym.  Z nonszalancką polityką do sprawy bezpieczeństwa publicznego. Z aferami korupcyjnymi  i niegospodarnością finansową. Konserwatyści  obiecują nam w kampanii wyborczej akurat  przeciwieństwo  ww. Ja uważam, że należy głosować na mniejsze zło, gdyż złotego środka nikt w demokracji nie wynalazł,  a dopóki nie zostanie utworzony wydział  kontroli rewizyjnej w którejś z izb parlamentu, dopóty  możemy spodziewać się  samowładztwa władzy. Na ostatnim przykładzie  zresztą.
 Władza  premiera Kanady  porównywalna jest do absolutyzmu  kacyka z Birmy rodem. To premier mianuje sędziów Sądu Najwyższego oraz senatorów bez konsultacji z jakimkolwiek  ciałem  parlamentarnym. To przez  kumoterstwo na najwyższym szczeblu  mamy ustawy przeciwne woli Kanadyjczyków. Uważam, że my, POLACY,  powinniśmy dać szansę teraz konserwatystom.
 I potraktujmy nasze pójście na głosowanie  w takim samym poczuciu obowiązku jak do kościoła. Pokażmy  siłę naszej grupy społecznej,  jedność polską  i  solidarność. 
 Kanada wymaga głębokich reform.  A my chcemy żyć i egzystować w spokojnym, praworządnym kraju, gdzie nie świszczą bandyckie kule na ulicach, gdzie w szkołach nasze dzieci będą pozbawione źródeł zakupu narkotyków, gdzie nobilituje się wartości rodzinne, a nie dewiacje subkultur, gdzie człowiek będzie miał prawo do każdej pracy bez względu na kolor skóry czy przynależność religijną. Gdzie poprawność polityczna zostanie odrzucona na stos resztek ekskrementów komunizmu.  
 Rodacy! Jest nas w GTA 250.000,  w tym około 50% uprawnionych do głosowania. Pokażmy swoją siłę w poniedziałek,  23 stycznia! 
 Andrzej Załęski

 Od redakcji: Wierzymy, że każdy swój rozum ma.
 
 

GONIEC NR 2/2006 (108) (13-19 I 2006)

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za życzenia świąteczno-noworoczne przysłane z Iraku. List opatrzony był takimi pieczęciami:
Życzenia dla redakcji nadesłał pan Tomasz Borowski, który pełni służbę w polskich oddziałach wojskowych stacjonujących w Iraku. Panie Tomaszu - jeszcze raz dziękujemy i życzymy szczęśliwego powrotu do Polski.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Przed świętami poleciałem do Polski. Po przylocie z Frankfurtu do Katowic-Pyrzowic przechodziłem kontrolę paszportową. Pan z SG kartkował chyba przez minutę mój kanadyjski paszport, a w końcu zadał mi pytanie: "Proszę mi powiedzieć, panie Jacku, czy posiada pan obywatelstwo polskie". Zgodnie z prawdą, odpowiedziałem: "Nie". Pan z SG powiedział: "Dziękuję", przeciągnął kanadyjski paszport przez czytnik i oddał mi go. Ja w tym momencie zadałem mu pytanie: "A co to za różnica, czy posiadam polskie obywatelstwo, czy też nie?". Pan z SG odpowiedział: "Gdyby posiadał pan obywatelstwo polskie, to powinien pan używać polskich dokumentów". I tyle. Wyszedłem. Po namyśle postanowiłem napisać do Pana o tym, co usłyszałem na lotnisku w Polsce. Wygląda na to, że obywatele polscy, przekraczając polską granicę, powinni używać polskiego paszportu. List powyższy piszę z myślą o tych obywatelach polskich, którzy jadą do Polski na kanadyjskim paszporcie - bo teraz nie trzeba wizy. Nie wiem, czy w ten sposób nie narażają się na jakieś konsekwencje, np. kary?
 Z poważaniem,
Jacek Hejnar
Mississauga

 Od redakcji: Szanowny Panie, o ile nam wiadomo, owszem, jest tak, że obywatel polski przed polskimi organami władzy powinien posługiwać się polskim paszportem i posiadanie innych obywatelstw nie ma na to wpływu. Sprawy obywatelstwa i paszportów omawialiśmy już na naszych łamach.

 Szanowni Państwo,
 Poszukuję kontaktu do Pana dr. Adama Poradzisza, Edmonton, Alberta, Kanada. Jeśli posiadają Państwo możliwość kontaktu do niego, bardzo proszę o pomoc w skontaktowaniu z nim.
 Bardzo dziękuję za życzliwość,
Piotr Skirpan
piotrskirpan@wp.pl

 Od redakcji: Publikujemy, może ktoś pomoże.

 Co się dzieje z naszym językiem polskim. Polacy, którzy przyjechali do tego kraju 50 lat temu, lepiej mówią  po polsku niż ci, którzy poprzyjeżdżali kilka lat temu. 
 Czy naprawdę ktoś myśli, że jeżeli wstawia  słowa polskie do  mowy angielskiej - to ten Anglik będzie wiedział dokładnie, o co chodzi, odwrotnie, używając słów angielskich, kiedy się mówi po polsku, jest OK (sic)?? Naprawdę - gdzie my go z tym wszystkim, jak my looking według naszych rodaków?? Powinniśmy się wstydzić, że nie potrafimy utrzymać tak pięknego języka na pierwszym stopniu. Żaden inny naród nie przyswaja sobie tak łatwo języka  angielskiego  jak Polacy. Wystarczy posłuchać programu polskiego "Na luzie" w sobotę - śmiech na sali. 
 Shame on those of you who think you sound cool by using English words in a Polish conversation - you sound patethic! 
 Bob Wysocki

 Od redakcji: Zgadzamy się, dbajmy o własny język i uczmy się, jak najlepiej mówić po angielsku, tak byśmy mogli swobodnie rozmawiać na każdy temat.

 Rok przełomu
 Rok 2005 był dla mnie rokiem przełomu w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu. Oceniając rok 2005, ograniczę się tylko do niektórych spraw związanych z Polską i Polonią - sprawy światowe  pozostawię na boku, a to dlatego, że to ogromna ilość tematów, faktów i zdarzeń. 
 Zacznę od spraw Polonii. Jesienią ub.r. w Toronto odbył się Nadzwyczajny Zjazd KPK zwołany przez ZG KPK. Pierwszy raz w historii KPK zwołano taki zjazd. Uczestnicy tego zjazdu większością głosów wyrazili swoje wotum nieufności wobec ZG i jego Prezesa. Odwołany Prezes uznał decyzję zjazdu i nie miał do niej żadnych zastrzeżeń, lecz po dwu dniach zmienił zdanie i nadal uważa się za legalnego Prezesa ZG KPK. Znaleźli się tacy, którzy postanowili reanimować "trupa", a odwołany Zarząd chce nadal "działać" i chyba znalazł właściwą dla siebie siedzibę. Teraz będą mogli obradować do woli, chyba po to aby jeszcze bardziej ośmieszyć siebie i KPK w oczach Polonii, jak również innych środowisk zamieszkałych w Kanadzie. W dotychczasowej działalności KPK był to rok przełomu, gdyż uczestnicy zjazdu powiedzieli STOP! dla dalszej destrukcji i nieudolności ZG i przekazali obowiązki ZG Radzie Kongresu. Należy dać im czas na posprzątanie bałaganu po dotychczasowym ZG. Mam nadzieję, że odwołany ZG nie będzie przeszkadzał Radzie Kongresu w wypełnianiu jej podwójnych obowiązków. Życzę jednym i drugim dużo zdrowia i rozsądku w 2006 r. Tę zmianę (decyzje zjazdu) oceniam jako pozytywną i przełomową. 
 Natomiast negatywnym zjawiskiem, i to na skalę światową, jest próba wymazania z ludzkiej pamięci i kalendarza świąt Bożego Narodzenia. W Kanadzie widać to gołym okiem. Święta Bożego Narodzenia przekształcą się w targi handlowe, wymazując z tradycji Boże Narodzenie. Natomiast nikt nie próbuje życzyć "Happy Holidays" lub "Season Greatings" w okresie żydowskich świąt Hanuka lub muzułmańskiego ramadanu. Tak jak wielu moich rodaków otrzymałem od pracodawcy kartkę przed świętami Bożego Narodzenia z życzeniami "Season Greatings", którą zwróciłem, bo uważałem, że ta kartka nie jest na tę okazję, i poprosiłem, aby w przyszłości dano mi właściwą lub nie dawano wcale, bo mnie to obraża jako katolika. Jak mówią słowa kolędy - "Nie było miejsca dla Ciebie", wtedy, a i dziś jest coraz mniej miejsca dla Boga w naszym życiu. Jeśli katolicy sobie na to pozwolą, to za rok lub dwa będą nam życzyć "Happy Shopping", czyli Szczęśliwych Zakupów. 
 Wracam do pozytywnych zdarzeń minionego roku. Szczególnym wydarzeniem ub.r. były wybory parlamentarne i prezydenckie. Wbrew nagonce medialnej wyborcy zachowali się przytomnie i wybrali PiS i L. Kaczyńskiego jako Prezydenta RP. Prowadząca w sondażach PO podzieliła skórę na niedźwiedziu, nie zostawiając swojemu przyszłemu koalicjantowi prawie nic. Najwięksi przegrani, D. Tusk i J. Rokita, doznali urazu powyborczego i nie mogą się pozbierać. Dziś pokazują swoje prawdziwe oblicze. Pan Tusk, zamiast pogodzić się z porażką i budować wspólnie z PiS-em IV RP, wycofał się do opozycji i obraża wyborców, używając określeń typu "moherowe berety" lub "moherowa koalicja". Należy zapytać, dlaczego tak potężne środki przekazu (czytaj: medialnego rażenia) przegrały walkę o prawdę z Radiem Maryja? Teraz wyraźnie widać, gdzie jest ciemnogród, oszołomy, populiści i nieudacznicy. Powoli zmienia się kształt myślenia Polaków, a to prowadzi do przełomu i powrotu do ludzkich wartości. Co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe. Zwycięski PiS stworzył rząd mniejszościowy i rozpoczął realizowanie obietnic wyborczych dotychczas nieznanych lub nierealizowanych. Wymienię tylko kilka. Oto one:
 1. Reforma wymiaru sprawiedliwości; to wymiana sędziów i prokuratorów, wznowienie ważnych, lecz umorzonych śledztw, 24-godz. sądy dla chuliganów, równość wszystkich obywateli względem prawa.
 2. Stopniowa likwidacja WSI; siedliska korupcji, manipulacji, przestępczości zorganizowanej.
 3. Upublicznienie oświadczeń majątkowych członków rządu.
 4. Utworzenie Urzędu Antykorupcyjnego, który ma służyć eliminacji korupcji wśród urzędników państwowych.
 5. Zmiany w pracy  IPN-u.
 6. Zapowiedź lustracji agenturalnej i majątkowej urzędników państwowych.
 7. Powolna likwidacja KRRiTV, czyli odpartyjnienie środków przekazu. 
 8. Odtajnienie akt Układu Warszawskiego; aby Polacy mogli się przekonać, jaki los czekał Polskę z ręki "przyjaciół", a także kto był bohaterem, a kto zdrajcą.
 9. Prorodzinna polityka rządu; wydłużone urlopy macierzyńskie, dożywianie dzieci.
 10. Odbieranie rent i emerytur zbrodniarzom.
 Były również inne zdarzenia, które są przełomem w dotychczasowych zachowaniach Polaków. Największym wydarzeniem ub.r. była śmierć i pogrzeb Papieża Jana Pawła II, jak również wybór i akceptacja nowego Papieża przez Polaków. Z nauką Papieża-Polaka wiążą się różne wydarzenia, jak choćby "nawrócenie  się" A. Kwaśniewskiego, który potajemnie wziął ślub kościelny po 25 latach. Chyba po to, aby nawróconego nikt nie stawiał przed sądem lub Trybunałem. 
 Następnym niepokojącym zjawiskiem było badanie opinii publicznej nt. stanu wojennego, z którego wynika, że 51% badanych aprobuje wprowadzenie stanu wojennego. Nie wiem, czy to wynik manipulacji, czy krótkiej pamięci moich rodaków. Otóż  red. S. Michalkiewicz w jednym ze swych felietonów zaproponował, aby dla tych 51% stan wojenny wprowadzić jeszcze raz, aby mogli być zamykani do więzień i obozów internowania, aby regularnie ich pałowano, wyłączono im telefony, dano im bony na żywność i 10 l paliwa na miesiąc, aby zwalniano ich z pracy i konfiskowano mienie, a od czasu do czasu ukarało ich kolegium ds. wykroczeń, a gdy się zdenerwują, to ostudzono im głowy lodowatą wodą na mrozie, tak jak to robiono z Polakami w czasie stanu wojennego, a następnie jeszcze raz przeprowadzić badania nt. stanu wojennego i porównać wyniki. 
 W ub.r. były jeszcze nadęte obchody 25-lecia "Solidarności". O jednych zapomniano, a innych wykreowano na wielkich bohaterów. Były jeszcze unijne negocjacje. Te ostatnie bardzo się różniły od poprzednich i pokazały, że można powstać z kolan i skutecznie walczyć o interes narodowy. Nowy układ na politycznej scenie to przełom dający nadzieje na IV RP, na Polskę wolną, niepodległą i solidarną, bez układów mafijnych, nędzy  i pogardy dla polskich patriotów. 
 Na koniec powrócę na polonijne podwórko. Na kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich złożyłem wniosek o wymianę polskiego paszportu. Po dwu miesiącach zostałem mile zaskoczony przez konsula, który mnie poinformował, że mogę odebrać nowy paszport. Mam nadzieję, że to nie wyjątek i akt dobrej woli w stosunku do mojej osoby, lecz okres dwumiesięczny będzie standardowym okresem oczekiwania dla całej Polonii na nowy paszport. 
 W Nowym 2006 roku życzę wszystkim czytelnikom "Gońca", całej redakcji oraz całej Polonii życia piękniejszego od marzeń, Boskiej opieki i abyśmy na następne Święta zobaczyli solidne fundamenty IV Rzeczpospolitej.
 Szczęść Boże.
Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Wzajemnie p. Stanisławie wszystkiego dobrego w nowym roku.
 

GONIEC NR 1/2006 (107) (6-12 I 2006)

 Kastrowane święta,  kastrowane głowy
 Szanowny Panie Redaktorze
 W nawiązaniu do Pańskiego artykułu, jak w nagłówku, pragnę zwrócić uwagę, że proces orwelizacji społeczeństwa coraz bardziej ogranicza naszą przestrzeń poruszania się we współczesnym świecie. Takim wielkim narzędziem w tym zniewalaniu jest wprowadzenie karty kredytowej. Twórcy karty kredytowej  wmówili społeczeństwu, że dają coś za darmo, podczas gdy wbrew powszechnej opinii, zupełnie tak nie jest. Firmy, które są właścicielami używanych przez nas kart, gromadzą i przetwarzają informacje o nas, których nigdy nie będziemy znali. Mało tego, umowa zawarta w sprawie karty kredytowej jest paktem z diabłem: ze strony klienta żadnych warunków, ze strony właściciela wielostronicowa umowa sporządzona przez ekspertów prawniczych językiem niezrozumiałym zupełnie dla nikogo.
 W myśl tej umowy, kredytodawca ma prawo zmieniać procenty oferowane w umowie WSTECZ. Co to znaczy, nie muszę nikogo przekonywać. Są powody przypuszczać, że odsetki mogą być w przyszłości podciągnięte nawet do poziomu 50%. Pragnę zauważyć, że karta kredytowa to nic innego jak stosowane powszechnie przez Żydów w przeszłości kupowanie na zeszyt. Dług lichwiarski zwany delikatnie kartą kredytową jest finansową pułapką. Obecnie w przygotowaniu jest ustawa o nieobejmowaniu bankructwem kart kredytowych. Jeżeli ona wejdzie w życie, dług z kart kredytowych będzie wisiał aż do śmierci, a może nawet będzie przechodził na przyszłe pokolenia. Chodzi o zapobieżenie coraz powszechniejszej fali bankructw, które mają miejsce wśród ludzi, którzy nabierali sporo kart kredytowych, po to aby spłacać długi nowymi długami. 
 Drogi czytelniku, jeżeli jeszcze nie masz karty kredytowej, głęboko przemyśl to, co napisałem, zanim się
zdecydujesz na takową.
 Serdecznie pozdrawiam
Stefan Caputa

 Od redakcji: Szanowny Panie, sprawy zaszły za daleko, bez karty kredytowej bardzo trudno jest się poruszać. A propos "zeszytu" - dziś "na zeszyt" kupuje cała biedna Polska, i to wcale nie u Żydów.

 Witam!!!
 Jestem studentką i co prawda nie należę do Polonii, jednak jestem na etapie pisania pracy licencjackiej, i wybrałam sobie właśnie Polonię kanadyjską, więc chciałabym uzyskać jak najwięcej informacji na ten temat... 
 Zależy mi jednak na pewnych informacjach z historii, pierwszych Polakach i kolejnych etapach osiedlania się Polaków w Kanadzie. Mam na ten temat już wiele informacji, jednak różne źródła podają różne informacje... i jeżeli mają Państwo jakieś artykuły na ten temat, może w jakimś archiwum, gdyż na stronce nic takiego nie znalazłam... to bardzo prosiłabym o przesłanie. Chcę zawrzeć w niej wszystkie informacje o prasie, organizacjach polonijnych i nie tylko, ale właśnie z tą historią mam największy problem. Więc jeśli można, to byłabym bardzo wdzięczna...
 Pozdrawiam 
Lucyna, 
adres internetowy: lucyna1984@wp.pl

 Od redakcji: Szanowna Pani, więcej samozaparcia w internetowych poszukiwaniach, a dotrze Pani do potrzebnych informacji.

 Szanowni Państwo
 Załączam notatkę PAP nt. nowej inicjatywy ks. Jankowskiego utworzenia instytutu jego imienia oraz muzeum poświęconego roli Kościoła w obaleniu komunizmu. 
 Jakkolwiek pomysł postawienia pomnika jest trochę megalomański, to sama idea muzeum i instytutu jest, moim zdaniem, świetna. Przecież Wałęsa też ma swój instytut. Polonia nie ma wątpliwości, jak ogromną rolę odegrał w czasie Solidarności jej kapelan ks. Jankowski. Przecież narażał życie i mógł go spotkać ten sam los co ks. Popiełuszkę. Poza tym cenimy odwagę księdza w stawianiu oporu wiadomemu lobby. Przypomnijmy chociaż bezwzględne ataki organu Michnika na księdza, stawiane mu ohydne oskarżenia, jak również niesmaczną rolę biskupa Gocłowskiego w całej akcji. Z powyższej notatki wynika, że biskup znów szykuje jakąś reprymendę i karę dla niepokornego księdza.
 Co Państwo sądzicie o możliwości wsparcia inicjatywy księdza przez Polonię światową? Macie dużo kontaktów wśród Polonii. Czy moglibyście przekonsultować ten pomysł? Jeżeli mu nie pomożemy, bez wątpienia inicjatywę utrącą w kraju.
 Pozdrowienia
 Stanley Sas

 Od redakcji: Informujemy, kto zechce, z pewnością pomoże.

 Horror w Toronto 
 Panie Andrzeju - mam nadzieję, że jeszcze nie przeszedł pan na  stronę lewicy politycznej w Kanadzie i pan mnie wysłucha lub coś napisze na temat ciągłych morderstw w naszym mieście od początku tego roku - które były i są w ogromnej większości [dziełem] Murzynów z Jamajki. Musimy w końcu przerwać milczenie - które próbują na wszelki sposób nam narzucić lewacy w ramach poprawności politycznej! Do końca roku kryminaliści z Jamajki zastrzelili około 50-55 ludzi. Nikt w Kanadzie ani w Toronto NIE wspomina o rasizmie - kiedy to mordercy ci mordują niewinnych i  nieczarnych ludzi, chociażby z ostatniego przykładu, gdzie zastrzelono niewinną białą dziewczynę - gdzie są CBC, TORONTO  STAR, GLOBAL  TV i  inne gadzinówki lewackie, które to na przykładzie BC, gdzie to zabita została hinduska dziewczyna, przez białych wyrostków - te same śmierdzące, lewackie ścierwa klepały przez 24 godziny na dobę przez kilka miesięcy, jacy to biali są rasiści! Gdzie ukryli się te ścierwa teraz! Winnych zamordowania tej Hinduski połapano i przykładnie ukarano: główna sprawczyni dostała 20 lat bez odwołania. Czy któryś z morderców jamajskich dostał kiedyś 20 lat?! - NIGDY! Tłumaczy się nam przez takie ścierwa lewackie, że są to porachunki gangów! Tym gorzej dla lewackich idiotów - którzy wprowadzili rejestrację legalnie posiadanej broni, a przecież nawet małe dziecko wie, że w 90% przestępstw kryminalnych z użyciem broni palnej, dokonują ci kryminaliści z broni nielegalnej. Wprowadzając kontrolę broni legalnie posiadanej - dlaczego NIE wprowadzi się  prawa za posiadanie nielegalnej broni, za czym ogromna większość ludzi stoi, zadając np.: minimalną karę więzienia - 5 lat! Wczoraj, tj. 28 grudnia, próbowano znowu prać mózgi przeciętnemu zjadaczowi chleba w Toronto i GTA, kiedy to pokazywano rubryki, które pokazywały nam ilość morderstw na kontynencie tutejszym - oczywiście lewackie kłamliwe pasidła mówiły nam, że nie jest źle, skoro w Chicago czy NY zarżnięto parę setek, a u  nas w Toronto tylko 78 , ale już nie wspominają, że w ubiegłym roku było o prawie 30 mniej morderstw, to co mamy ścigać się z niechlubnymi statystykami z USA lub z Jamajki, gdzie tylko w stolicy tego kraju: Kingston, zamordowano w  tym roku ponad 1300 ludzi. Również podobnie było w ubiegłym roku, co można sprawdzić w oficjalnych źródłach internetowych. Chciałbym więc spytać, co zrobili LIBERAŁOWIE w kwestii bezpieczeństwa, w Toronto głównie, gdzie giną od kul bandytów niewinni ludzie! Premier Martin zapowiedział, że liberałowie wprowadzą prawo zabraniające posiadania każdej broni - CHA CHA CHA, lewackie klowny, a gdzie są wasze plany, ażeby podnieść kary do minimum 5 lat dla tych, co nie zastosują się do takiego prawa. Panie Andrzeju, zbliżają się wybory federalne - czy Polacy i inni wyborcy, którzy odwiecznie kochają liberałów, przemyślą coś, czy też nadal będą świecić pustką w głowach! Podam jeszcze parę haseł wyborczych skierowanych w liberałów: NIE głosuj na powtórnych kryminalistów (ADSCAM), LIBERALIZM jest chorobą do wyleczenia, oraz LIBERALIZM = NIE W MOIM IMIENIU.
 Pozdrawiam polonusów,  i żeby opamiętali się przed wyborami i wykopali tę lewacką zarazę! NA ZAWSZE! 
Marian Stefaniak

 Od redakcji: Panie Marianie, spotkamy się przy urnie!
 

 Co nam Nowy Rok przyniesie
 To pytanie stawia sobie każdy Polak, zatroskany o los własnej rodziny i własnej Ojczyzny.
 Z wielką radością i nadzieją przyjęliśmy zwycięstwo PiS-u. Świadomość, że rodzi się szansa nowego ładu i porządku, że rodzi się sprawiedliwa Polska, przeniknęła w każdy zakątek Polski i do każdej polskiej rodziny, która utraciła już nadzieję, że może być lepiej.
 To największe uczucie radości, jakiego mogliśmy doznać na przestrzeni ostatnich 10 lat, które w większości były latami straconymi, jeśli chodzi o sferę gospodarczą. Polskie społeczeństwo zostało zepchnięte do granic ubóstwa, poza znikomą grupą sprawujących władzę.
 Teraz, kiedy nadarzyła się tak wspaniała szansa i grupa oddanych polityków chce dźwigać z upadku nasz kraj, nie wszystkim jednak to odpowiada, bowiem pycha bierze górę nad rozsądkiem.
 Ogarnia nas niepokój i lęk, że w Sejmie wyłania się koalicja destrukcji rządu, która stawia warunki, rachunki itp. Jeżeli leży nam na sercu dobro kraju, to nieważne, kto, gdzie i za ile. Polska nie może być przedmiotem przetargu, jeżeli jesteśmy naprawdę Polakami.
 W pierwszym rzędzie trzeba ratować Polskę jako kraj, a następnie przechodzić do ratowania Jej obywateli, Jej gospodarki i wszystkiego, co składa się na słowo Polska. Dlatego potrzeba rządowi czasu, bowiem Polska jest w zapaści gospodarczej, do której doprowadziły ostatnie ekipy rządzące. Obecny rząd, pod egidą Pana Premiera Marcinkiewicza, jest w stanie zrobić wiele, ale trzeba mu pomóc, a nie przeszkadzać, bowiem nie posiada czarodziejskiej różdżki. Stąd też niezrozumiała jest krytyka rządu przez prawicowych posłów. Apelujemy więc, panowie posłowie, trochę rozwagi i nieco więcej mądrości politycznej.
 Wprawdzie pan Tusk powiedział: "przeciw PiS-owi, LPR może zawsze liczyć na Platformę", a więc spisek? Oj, nieładnie, panie pośle, ujawnił pan swoją nieudolność polityczną i kłamstwo przedwyborczej kampanii prezydenckiej, w której deklarował pan troskę o nasz kraj. Porażka pana partii to nie zwykły przypadek, to mądrość narodu polskiego i przebudzenie z wieloletniego letargu. Dlatego też na Nowy 2006 Rok życzymy PiS-owi, z którego wyłonili się wspaniali politycy, oraz wszystkim życzliwym ministrom, posłom, senatorom z innych ugrupowań, aby dobrze służyli Ojczyźnie i Narodowi. Aby blask betlejemskiej gwiazdy oświetlał drogę na dalsze lata, a Dzieciątko Jezus błogosławiło na każdy dzień, wnosząc w Wasze serca miłość i pokój. Całemu Narodowi polskiemu życzymy doczekania czasu spełnionych nadziei, abyśmy z dumą mogli powiedzieć: JESTEM POLAKIEM.
 Z serdecznymi życzeniami
Jolanta i Stanisław Krawczyńscy

 Od redakcji: Polski rząd  p. Marcinkiewicza wytrzyma każdą krytykę, jeśli tylko będzie systematycznie realizował to, co zapowiada...

 Posylwestrowe refleksje
 Na pożegnanie starego roku wybraliśmy się tym razem do Pearson Convention Centre na bal organizowany przez Komitet Budowy Kościoła w Brampton. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się obiecująco (no, może poza czarnymi balonami zaczepionymi pod sufitem, ale to na pewno taka ekstrawagancja dekoratorów). Ale później okazało się, że są pewne rzeczy, do których mamy pewne uwagi. 
 Po pierwsze: plastikowe kubki do drinków nie bardzo pasują do tak eleganckiej imprezy. 
 Po drugie: podanie szampana otwartego na godzinę przed północą, przykrytego znów tymi plastikowymi kubkami, było nie na miejscu, a tłumaczenie, że uczestnicy balu zniszczą oświetlenie i korkami wyrządzą sobie krzywdę, nie jest chyba na miejscu. Przywitanie Nowego Roku ciepłym napojem bez "bąbelków" i bez tego symbolicznego otwarcia butelki szampana zmniejsza urok tego wieczoru. Pomijając już fakt, że przy tej cenie biletów można było zaserwować odrobinę lepszy trunek niż "szampan Bambino". 
 Po trzecie: nie mam nic przeciwko muzyce ludowej, ale na balu sylwestrowym repertuar w ogromnej większości składający się z przebojów typu "Głęboka studzienka" jest co najmniej dyskusyjny. 
 Mam nadzieję, że organizatorzy nie potraktują tych uwag jako czepianie się szczegółów, ale często takie właśnie szczegóły decydują na atmosferze imprezy. 
 Z noworocznym pozdrowieniem 
 Krzysztof Sapiński 
Toronto

 Od redakcji: Dziękujemy za list - de gustibus non est disputandum.  

GONIEC NR 51/2005 (106) (22 XII 2005 - 5 I 2006)

 Redaktor Naczelny Pan Andrzej Kumor oraz Zespół Redakcji "Goniec"
 Na ten szczególny czas Bożego Narodzenia pragniemy życzyć chwil wypełnionych radością, kolędami i miłością najbliższych. Niech Jezus - słowo wcielone, udzieli Wam szczególnego daru - odwagi i odpowiedzialności w posługiwaniu słowem. Nowy Rok 2006 niech spełni oczekiwania, przyniesie pomyślność i zrozumienie oraz wiele dobra od ludzi, ale też dla ludzi.
 Życzą szczepy harcerskie "Podhale" i "Rzeka" oraz KPH.
 Od redakcji: Serdecznie dziękujemy. 

 Szanowna Redakcjo!
 Urodziłem się w 1979 roku w Polsce, a od roku 1988 mieszkam w Kanadzie. 
 Do napisania tego listu sprowokował mnie obejrzany w sobotę (17 grudnia) program "Z ukosa". Chcę zaznaczyć, że bardzo rzadko oglądam polskie programy, gdyż jestem studentem i nie mam na to czasu ani możliwości.
 To, co zobaczyłem w sobotę, zbulwersowało mnie do głębi. Konflikt wewnątrz KPK był pierwszym tematem, który zwrócił moją uwagę. Przy okazji dowiedziałem się od rodziców o wcześniejszych poczynaniach byłego kierownictwa KPK i o marnotrawieniu społecznych pieniędzy na bezsensowne procesy. Zabolało mnie to tym bardziej, gdy zobaczyłem następną historię przedstawioną w "Z ukosa", historię młodej, doskonale zapowiadającej się szablistki, której rodzice wszystkie swoje fundusze poświęcają na wyjazdy sportowe córki, a jest to wciąż za mało, by dziewczyna kontynuowała tak wspaniale rozpoczętą karierę.
 Moim pytaniem jest: czy KPK, zamiast wydawać pieniądze (często otrzymane w spadkach od Polaków) na bezsensowne procesy, zamiast zużywać energię na kłótnie, nie mógłby pomagać utalentowanej polonijnej młodzieży? Nie mówię o bezpośrednich dotacjach, ale o koordynacji działań, szukaniu sponsorów i nagłaśnianiu tematów o problemach polskiej młodzieży w Kanadzie. Przykre jest, że ja, jako młody człowiek - Polak mieszkający tutaj, o istnieniu KPK dowiaduję się tylko dlatego, że zaistniał spór wewnątrz zarządu, a nie dlatego, że KPK może np. pochwalić się jakimiś osiągnięciami na polu pomocy młodym Polakom.
 Jestem działaczem Brock Polish Student Association i wiem, że w Ontario jest mnóstwo utalentowanych artystów, sportowców, muzyków i pisarzy polskiego pochodzenia, młodych ludzi, o których pewnie nie posłyszymy, gdyż na ich drodze do sukcesu stanie prozaiczny brak pieniędzy. Nie dziwmy się też brakowi polskich reprezentantów w federalnych, prowincyjnych i municypalnych strukturach. Jeśli o sobie nie słyszymy, nie popieramy, w jaki sposób mamy się tam dostać?
 Nasze polonijne społeczeństwo na pewno chętnie pomogłoby takiej młodzieży, ale potrzebna jest integracja działań, nagłaśnianie problemów, a KPK ze swoją tradycją i możliwością dostępu do mediów mógłby tu odegrać kluczową rolę.
 Wysyłam ten list do "Gońca", a nie bezpośrednio do KPK, ponieważ panowie z KPK są prawdopodobnie tak zajęci swoimi kłótniami, że list wylądowałby w koszu na śmieci. Nie oczekuję od nikogo odpowiedzi, ale mam nadzieję, że jeśli w jakiś sposób zainteresowane osoby przeczytają moje słowa, zrozumieją, że są inne priorytety niż kłótnie, konflikty i walki o kierownicze stołki. 
 Z poważaniem Mikołaj Garbos

 Od redakcji: Szanowny Panie, podobnie jak Pan ubolewamy z powodu istniejącej sytuacji i cieszylibyśmy się gdyby KPK był prężnie działającą organizacją.

 Szanowny Panie Andrzeju,
 Właśnie widziałem pana w rozmowie z p. W. Śniegowskim i innym panem dyskutujących o rzekomych, a nie wymienionych, spornych kwestiach Kongresu Polonii Kanadyjskiej (KPK) CPC.
 Ja osobiście mam pejoratywną opinię o Zarządzie KPK, CPC.
 Moja rodzina i ja przyjechaliśmy do Ottawy w kwietniu 1971 r. Po odbyciu obowiązującego przeszkolenia w szpitalu uniwersyteckim i zdanych egzaminach zdobyłem pełną licencję do praktyki lekarskiej w Ontario. W Polsce byłem lekarzem specjalistą internistą. Ponieważ byłem również przeszkolony w anestezjologii, mój szef w Ottawa General Hospital zachęcił mnie do przeniesienia się na peryferie Nowego Brunszwiku, gdzie potrzeba nowocześnie wykształconego anestezjologa była wyjątkowo paląca. Byłem entuzjastą, który chciał przysłużyć się Nowej Ojczyźnie, a więc uważałem, iż należy iść tam, gdzie mnie będą najbardziej potrzebować. Zawędrowałem do Chatham NB, teraz część Miramichi NB, i do dzisiaj tu mieszkamy. W sumie w Kanadzie przepracowałem jako licencjonowany lekarz 30 lat bez 4 miesięcy. Od lipca 2001 r. już nie pracuję. Teraz mam 74 lata i jestem na emeryturze. 
 Moja historia w Kanadzie jest, wg mnie, bardzo interesująca, chociaż może trudno strawna. Do KPK CPC posyłałem wiele e-maili oraz opasłe koperty z moimi historiami, ponieważ uważałem i dalej uważam, iż moje sprawy są na tyle ważne, by kierujący KPK zainteresowali się tym i zajęli stanowisko oraz żądali wyjaśnienia moich oskarżeń. Niestety, panowie z KPK CPC odpisali mi dwoma zdaniami, iż ich moje sprawy nie interesują. Uważam, iż zachowali się jak przysłowiowe strusie, chowając głowę w piasek.
 Jak by pana interesowało, co ja mam do powiedzenia, to ja wygrzebię tych parę listów pisanych po polsku do KPK CPC i dam panu do przeczytania. Pozostałe dokumenty są napisane po angielsku, a ja nie mam ochoty ich tłumaczyć, ponieważ ci, którzy mają zdecydować, czy moje wołanie jest słuszne, czy nie, posługują się jednym z oficjalnych języków Kanady, a nie językiem polskim.
 Poza tym chętnie bym zadał to samo pytanie panu Lizoniowi, który uważa, iż pan Sobocki i jego zarząd KPK CPC powinni podać się do dymisji. Ja nie mam pojęcia, o co chodziło na zjeździe KPK CPC, ale również uważam, iż zarząd z panem Sobockim powinien odejść. 
 Z poważaniem,
  Włodzimierz Sokołowski

 Od redakcji: Dziękujemy za list, jeśli uzna Pan, że sprawa zainteresuje naszych Czytelników, proszę napisać.

 Dzień dobry 
 Nazywam się Krzysztof Gralak, mam żonę, dwójkę wspaniałych dzieci i  staram się o emigrację do Kanady. W 2002 roku przez 3 miesiące mieszkałem w Toronto i wydaje mi się,  że  to może  być miejsce dla mnie. 
 Dzisiaj dostałem po 17 miesiącach odpowiedź na moją aplikację. Liczę punkty i wychodzi  mi,  że może zabraknąć jednego albo trzech. Jedyną moją szansą jest zdobycie "Arranged employment" potwierdzonego przez kanadyjskie HRDC. Dodatkowa trudność to to, że muszę to mieć do 10 stycznia 2006 roku.
 Przepraszam, że zawracam głowę przed świętami, ale nie mam pomysłu, do kogo mógłbym zwrócić się o pomoc. Jeśli masz jakieś sugestie, jak rozwiązać mój problem, będę bardzo wdzięczny.
 Krzysztof Gralak
marcinmateusz@poczta.onet.pl

 Od redakcji: Każdy te rzeczy sam rozważa.

 W odpowiedzi na odpowiedź w sprawie "Kompozycja z przepiórek", czyli diabeł tkwi w szczegółach
 Konkretnie mam 14 lat doświadczenia w kanadyjskim biznesie gastronomicznym. Miałem sklep delikatesowy, potem restaurację. Zawsze nastawiałem się głównie na angielskojęzycznych klientów. Mam tradycje rodzinne w tym biznesie z Polski. Jeżeli ktokolwiek zainteresował się poruszoną sprawą, chętnie przedyskutuję sytuację bieżącą, nowe trendy i pomysły.
 Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Rodak
Adres i telefon znane redakcji.

 Od redakcji: Miło nam, że nasze łamy do czegoś się przydały

  Moc Życzeń dla Was i Waszych Czytelników na Boże Narodzenie i Nowy 2006 Rok. Mam nadzieje, że wypoczniecie przez Święta. 
Wasz Aleksander Pruszyński 
z Białorusi

 Od redakcji: Panie Aleksandrze - serdeczne dzięki.

  "Spełniony Prezydent"
 Zanim zapozna się czytelnik z treścią owego artykułu, zastanowi się nad jego tytułem.
 Otóż tak, miano "spełnionego Prezydenta" przypisał sobie nikt inny, jak Aleksander Kwaśniewski, za "tak wiele dobrych rzeczy zrobionych dla Polski", i tu wyliczanka, układanka. Ponadto w tymże wywiadzie telewizyjnym, zwracając się do dziennikarza, powiedział: "Panie Tomku, jest Pan szczęśliwy, że ma pan zaszczyt rozmawiać ze spełnionym Prezydentem". Ów dziennikarz nie okazał radości z takiego zaszczytu, lecz nieco ironiczny, trochę tajemniczy u-śmiech, dziękując za rozmowę.    Gdyby byli tam widzowie, na pewno sala parsknęłaby śmiechem i popatrzyła z pożałowaniem na tego nieudacznika. Pan Kwaśniewski zapomniał powiedzieć, że spełnił się w obiecankach dla kolesiów, których faworyzował i przygotowywał im podatny grunt do działania wbrew prawu i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To nikt inny jak on przyzwalał na popełnianie przestępstw gospodarczych, to za jego dwóch kadencji dokonano grabieży majątku narodowego i wszelkiej korupcji, co było przyczyną zapaści gospodarczej kraju.
 Pan Kwaśniewski może o tym zapomniał, ale my pamiętamy i nie zapomnimy.
 Zapytany, co sądzi o postawionym zarzucie W. Jaruzelskiemu, odpowiedział: "ja bym nie przekreślał generała Jaruzelskiego i przypisywał mu tylko winy, trzeba docenić też to, co dobrego zrobił dla Polski i czym przysłużył się Polakom". Oj, wiemy, panie Kwaśniewski, co dobrego zrobił. Przysłużył się liczbą ofiar Wybrzeża w 1970 roku oraz śmiercią niewinnych robotników, górników, księży i studentów tak w stanie wojennym, jak też przed i po.
 Wierzę, że za te zasługi polskie społeczeństwo postawi ciepły pomnik na grobie obu Prezydentów.
 Dzięki Bogu, że doczekaliśmy czasu, kiedy oprawcy Polski będą osądzeni według zasług, że zmiany idą w pozytywnym kierunku. Musimy tylko być czujni i albo odpierać, albo lekceważyć ataki spadkobierców dogorywającej komuny, którym trudno pogodzić się z porażką.
 Poprzednia koalicja rządowa nie pytała opozycji, czy jej posunięcia są słuszne i czy to opozycji odpowiada, nie tłumaczyła się, dlaczego ten, a nie tamten, dlaczego już, a nie później. Dlaczego więc obecna opozycja wymaga takiej spowiedzi od obecnego rządu, który, jako zwycięzca, ma prawo sam decydować. Rząd Pana Marcinkiewicza tworzony jest z ludzi sprawdzonych, kompetentnych i nieuwikłanych w żadne afery, dlatego panowie: Miller, Tusk, Rokita, Olejniczak, Śpiewak, Niesiołowski, Komorowski, Chlebowski  i inni stawiają zarzuty zbyt wolnych zmian w obsadzie stanowisk.
 Pytam więc, "co komu do domu, jak chałupa nie jego". My wiemy, że PZPR szkoliła ludzi przez wiele lat, aby skutecznie niszczyć wszystko co polskie, a ten rząd musi to teraz budować, nie mając zaplecza gospodarczego i finansowego. Taka więc jest różnica między wami a nami i między tym, co robiliście wy, a między tym, co robią oni.
 Ludzie rządu Pana Marcinkiewicza nie mogą mieć tworzonych życiorysów, ich cechować musi hasło pisane na sztandarach krwią polskiego Narodu "Bóg, Honor, Ojczyzna".
 Te hasła były od dawna solą w oku dotychczasowym rządom i prezydentom, choć też często nimi szafowali. To dlatego taki popłoch i strach w komunistycznych środkach przekazu, gdzie podczas rozmów czy wywiadów rzucają się na przedstawicieli PIS-u jak przysłowiowe wrony na padlinę. Skończy się nareszcie fałsz i obłuda, a środki przekazu służyć będą dobru Obywateli. Będą to środki społecznego komunikowania, a nie wybranej grupy właścicieli Polski.
 Nie będzie żadnych grup nacisku, ale dominować będzie prawda i uczciwość, a nie jak dotychczas szantaże, oszczerstwa i pomówienia, które sięgnęły już zenitu.
 Trzeba będzie uderzyć się w piersi i z pokorą przyznać się do błędu, że pycha i chęć zysku odebrała wam rozum. Pamiętajcie i powiedzcie to swoim dzieciom: PRAWDA ZAWSZE ZWYCIĘŻY.
 Serdecznie pozdrawiam, życząc zdrowych, spokojnych i pełnych radości Świąt Bożego Narodzenia oraz sukcesów w Nowym 2006 Roku.
Jolanta Krawczyńska

 Od redakcji: Szanowna Pani, grunt to nadzieja!
 

GONIEC NR 50/2005(105) (16-21 XII 2005)

 Poza marginesem
 Niejaki pan J.K. w numerze 48 GOŃCA pisze na marginesie. W średniowieczu zakonnicy też pisali na marginesach ksiąg, tylko oni pisali mądrze.
 Porady udzielone panu Capucie do mądrych zaliczyć nie można, a już całkiem poza margines wiedzy wystawia się pan J.K., pisząc o pracy w przemyśle automobilowym.
 Budowa samolotu, który stoi i czeka, aż pan robotnik wykona swoją pracę, to nie jest taśma produkcyjna w GM, czy też w Fordzie. Szybkość taśmy w departamentach jest różna, ale czas jest tak wyliczony, aby robotnik nie brał tych 30 dol. za darmo.  Poruszająca się taśma daje taki stres, że wielu ludzi tego nie wytrzymuje, więc kwituje pracę, a jeśli jest uparty i nie zaprzestanie tej pracy, to popadnie w chorobę. Przykładem jest młody Polak, nazwijmy go W. Po znajomości dostał pracę w Fordzie. Zadaniem jego było przykręcać już wstawione przednie siodło. Po czterech dniach kwituje, bo nie może wytrzymać stresu. Pracę tę wykonywała starsza kobieta,  odchodząca na emeryturę. Amerykanin, nazwijmy go Jim, ma już staż, przychodzi na departament  zwany "trim".
 Do, jak to Pan nazywa, "przykręcania  śrubek", i nie daje rady, a młoda góralka Helenka z łatwością daje radę. Trzeba było iść spróbować tej łatwizny, nikt Panu na drodze nie staje. Pomijam tu ogromne zmęczenie fizyczne po 10  godzinach pracy.
 Rządy zarówno USA, jak i Kanady nie interweniują w wysokość zarobków, bo płace nie idą z pieniędzy podatnika. Dla rządów podatek od 30 dol. jest lepszy niż od proponowanych 8 dol. przez pana J.K. Jeśli chodzi o emerytury i inne świadczenia, to potrącenia z zarobków są  duże na te cele.
 Członkowie Canadian Auto Workers (CAW) jak strajkują, to przeciw tak zwanym shareholders, aby dzielili się  z pracownikiem wypracowanym zyskiem.
 Urzędnicy państwowi, gdy strajkują, to przeciw panu J.K., przeciw mnie i każdemu płacącemu podatek, a więc przeciwko sobie też.
 Pisze pan, że wielu z tych "przykręcaczy śrubek pisać i czytać nie umie", nie zaprzeczam, że takich ludzi jeszcze w Oshawie, czy też w Oakville można znaleźć. Już od 5 lat Ford nie przyjmuje takich do pracy, co nie ukończyli szkoły średniej, a cała załoga przeszkolona jest z podstawową znajomością komputera. Mało tego, emeryci na ochotnika mogą brać kursy komputerowe. Czytać jako tako każdy musi umieć, bo przy każdym silniku, przy każdym  (unit) samochodzie wisi  kartka, tzw. teletype, i zanim do pracy się zabierze, musi z niej wyczytać, co ma zrobić. Jeśli się uwolni lepsza praca,
robotnik składa aplikację w komputerze i tu bez czytania nie da rady, a więc nie jest tak, jak Pan sobie wyobrażał.
 Dziwię się tylko redakcji GOŃCA, że takie rzeczy drukuje w Internecie.
Stefan Szumnarski

 Od redakcji: Drukujemy nie tylko w Internecie, bo, Drogi Panie, nikt nie ma monopolu na prawdę, a my przedstawiamy opinie pod rozwagę  głów - zazwyczaj mądrych ludzi, czyli naszych Czytelników.

 Uczmy się od braci muzułmanów
 Nawiązując do tekstu któregoś z czytelników dotyczącego visual minority praw dla Polaków, pragnę ustosunkować się do tej kwestii. Kanada, a właściwie jej społeczeństwo, jest ofiarą przeszłości kolonialnej. Anglicy w okresie największego rozkwitu kolonialnego stosowali w swoich koloniach znaną powszechnie zasadę: dziel i rządź. Metoda ta polegała na skłócaniu celowo podzielonej społeczności żyjącej  w  koloniach celem łatwiejszego trzymania jej w karbach. Po upadku kolonii zachował się porządek prawny, dzięki któremu mamy to, co mamy. A co takiego tutaj mamy? Otóż teoretycznie mamy jeden kraj, ale są w nim równi i równiejsi. Są więc Indianie, którzy z niezrozumiałych względów posiadają szczególne prawa, na które haracz podatkowy płaci każdy z nas. Nawet nie wiemy, ilu ich jest. Nie dość tego wszystkiego, od czasu do czasu rząd kupuje od Indian swoją ziemię, która nie jest własnością żadnych szczepów, ale jest własnością Kanady. Jak długo będziemy wszyscy tolerowali tę niesprawiedliwość? Jako obywatel Kanady, ogłaszam na łamach tego tekstu, że trzeba skończyć w tym kraju z podziałem na równych i równiejszych. Dotyczy to również "visible minority". 
 Kanada jako kolonia angielska została militarną drogą zdobyta, a następnie się wyzwoliła z kolonialnej zależności. Jako taka należy do większości jej mieszkańców, którymi są w znacznej większości emigranci z Europy, a więc ludność rasy białej. Nadawanie innym rasom preferencji w traktowaniu jest dyskryminowaniem rasy białej. Mieszkańcy Chin, Indii czy Afryki posiadają tutaj specjalne prawa, co jest rażącym bezprawiem. Gdyby ludność europejska próbowała domagać się takich praw w krajach azjatyckich, po prostu by ją wyśmiano. Preferencje nadawane grupom można by rozciągać w nieskończoność. Na przykład ludziom urodzonym z defektami urody nadawać preferencje za brak urody, a ludziom niesprawnym preferencje za niesprawność. Jak daleko powinno się posuwać w tym brnięciu do absurdu? Dzięki takim manipulacjom mamy dzisiaj w Kanadzie "holiday tree" i temu podobne nonsensy, bo to właśnie efekt działalności ludzi "visual minority". Zboczeńców nazywamy kochającymi inaczej, a święta Bożego Narodzenia zastąpiliśmy ramadanem. 
 Każda osoba, która próbuje zabierać głos w obronie ludzi białych (nazywanych tutaj oburzająco "caucasians"), naraża się na posądzenie o rasizm. Jestem człowiekiem białym, a nie żadnym "caucasians", i dla mnie Chińczyk jest żółty, a Murzyn jest czarny. Tak było, jest i będzie. Nigdy też nie będę nazywał choinki "holiday tree". 
 Tego samego oczekuję od wszystkich Kanadyjczyków polskiego pochodzenia. Nie bójmy się przyznawać do swojego rasowego dziedzictwa, lecz walczmy o swoje prawa. Tego nam odbierać nie wolno. Nie domagajmy się więc preferencji za "minority" w stosunku do ludzi pochodzenia angielskiego czy francuskiego, lecz żądajmy zniesienia wszelkich preferencji. Dosyć mamy świętych krów w Kanadzie. 
***
 Z oburzeniem przeczytałem artykuł Aleksandra Boruckiego pod tytułem jak w nagłówku. Autor artykułu prezentuje przedziwną mentalność. Nie dało się czytać tego steku bzdur. Panie Borucki, a czego to mamy się uczyć od muzułmanów? Może tolerancji? Proponuję wprowadzić w Kanadzie sądy imamów, potem zmienić alfabet, następnie wprowadzić arabski jako język oficjalny w Kanadzie. Wstydzę się, że nasi rodacy takie bzdury piszą. Jesteśmy dziećmi narodu, który wyzwolił Europę pod Wiedniem od agresji tej religii kilka wieków temu. Teraz, gdy nie posiada ona siły militarnej, próbuje wejść do Chrześcijańskiej Europy kuchennymi drzwiami. O tym, jak wspaniali są wyznawcy tej religii, radzę się przekonać, próbując stworzyć w którymś z państw arabskich parafię katolicką. Tam będzie Pan mógł znaleźć wspaniałe źródło nauki dla siebie. Jestem przekonany, że należy Pan do tych, o których się mówi "mądry Polak po szkodzie". 
 Serdecznie pozdrawiam 
 Stefan Caputa

 Od redakcji: Dziękujemy za garść zdrowego rozsądku.

 Nowa twarz 
 Witam! Po przeczytaniu o stronie w Internecie w "Gońcu" skorzystałem i odwiedziłem Gorzowiaków. Na razie nie poznaję nikogo, ale  widziałem jedno nazwisko, które być może pamiętam ze szkoły. Chodzi o Henia Różyło. Moje nazwisko Leszek Wilewicz, mieszkałem w Gorzowie od urodzenia do wojska, a później pognało człowieka po świecie. 
 Pozdrowienia dla wszystkich Gorzowiaków.
Leszek Wilewicz

 Od redakcji: Pozdrowienia przekazaliśmy "Gorzowiakom" - dziękują i przy okazji zapraszają 18 grudnia o godz. 18.00 do kawiarni BARBAKAN na wigilijne, klubowe spotkanie.

 Szanowny Panie redaktorze
 Proszę o kontakt z  autorką  artykułu "Rodziłam w Oświęcimiu". Jesteśmy szkołą medyczną, która w roku 2006 obchodzi 25-lecie funkcjonowanowania. Z tej okazji chcemy nadać imię Stanisławy Leszczyńskiej - położnej z obozu Oświęcimia, która odebrała poród pani Krystyny Zambrzyckiej. Jej  wspomnienia, dokumenty, pamiątki będą cennymi pamiątkami do izby pamięci naszej szkoły. Naoczni świadkowie tamtych wydarzeń , nieliczni już są dla nas żywa historią.  Stanisława Leszczyńska swoją postawą , ofiarnością , narażeniem życia w tak trudnych czasach, broniła ludzkiego życia. Głosiła prawdę "nie wolno zabijać dzieci", prawdę którą miała odwagę powiedzieć otwarcie niemieckiemu oprawcy Mengele.
 Z poważaniem 
Bogumiła Roziewicz 
Medyczne Studium Zawodowe 
w Zamościu.

 Od redakcji: Prosimy panią Zambrzycką o kontakt z redakcją "Gońca".

 Szanowna Redakcjo 
 piszę do Was z nadzieją, iż pomożecie mi w odszukaniu i nawiązaniu kontaktów z moja Rodziną zamieszkującą w Kanadzie.
 Mój Dziadek zesłany przez komunistów na Sybir wstąpił do armii gen. Andersa i już nigdy nie mógł wrócić do Polski i do swojego domu we Lwowie. Pozostał na obczyźnie i tam powtórnie się ożenił. Wiem, że Feliks Tyśnicki - tak się nazywa mój Dziadek miał syna Rogera. Poszukując w Internecie spotkałem osobę, która nazywa się Roger Tysnicki i mieszka:
Tysnicki Roger, 5912-17A Ave.
Delta,  BC, V4L 1J6
 Sądzę, iż jeśli jego Ojciec to Feliks Tysnicki ze Lwowa to On jest mój Wujek - i to bardzo bliski, a moja Mama to Jego Siostra, którą Sowieci wypędzili po wojnie z ojcowizny i obecnie mieszka w Poznaniu.
 Nie mam innej możliwości sprawdzenia adresu - odszukałem Was i mam głęboką nadzieję i wewnętrzne przekonanie, iż pomożecie mi w połączeniu rodzeństwa, które nigdy się wcześniej nie widziało.
 Dziękuję
lmc@poczta.fm
 PS
 Z okazji Świat Bożego Narodzenia dużo Łask Bożych, pomyślności i powodzenia dla całej Redakcji.

 Od redakcji: Może  ktoś z naszych Czytelników ma pomysł, jak pomóc w odnalezieniu rodziny. Dziękujemy za bożonarodzeniowe życzenia.
 

GONIEC NR 49/2005(104) (9-15 XII 2005)

 Na marginesie
 Szanowny Panie J.K.
 Z Pańskiej odpowiedzi na mój tekst dotyczący cen ziemi w Kanadzie należałoby wyciągnąć wniosek, że jest Pan zwolennikiem rosnących cen życia w tym kraju. Nie zastanawiał się Pan przypadkiem, dlaczego ziemia w Vancouver jest tak droga?
Spróbuję sam odpowiedzieć na postawione pytanie. Otóż, w tym kraju działa real estate lobby, które trzyma pod kontrolą ceny działek budowlanych. Gdyby doszło do tego, żeby rząd uwolnił pod budownictwo znaczną ilość ziemi trzymanej jako parki narodowe, wówczas spekulanci poszliby z torbami i normalni ludzie mogliby zacząć budować domy. Z tonu Pańskiego tekstu mniemam, iż popiera Pan spekulantów żyjących na koszt społeczeństwa, a może jest Pan jednym z nich? Oferowanie ziemi na Syberii świadczy albo o niezrozumieniu tematu przez Pana, albo, co gorsza, popieraniu tego status quo. O tym, jak wielki jest to problem, niech świadczy chociażby fakt, że na prawie każdym domu jednorodzinnym w Kanadzie wisi dług bankowy. Jedna decyzja rządu o uwolnieniu ziemi w Kanadzie mogłaby zmienić ten stan raz na zawsze. Niestety, dzięki takim osobom jak Pan do tego nigdy nie dojdzie, bo przecież spekulacja musi kwitnąć.
 Z poważaniem,
 Stefan Caputa

 Od redakcji: ***

 Drogi Panie Andrzeju,
 Kiedyś, kiedyś aspirowałem do bliższego z Panem kontaktu, ale jak Pan może wie, Polaczek z Polaczkiem źle się czuje i ma lekkiego kaca z takiej bliskości. Pal sześć. Życie uczy, że warto żyć.
 Ale nawiązując do ostatniej z Panem rozmowy, sugerowałem nienagłaśnianie tego happeningu z topieniem mamusi, gdyż złośliwi zaraz dodadzą do swych stereotypów ten przyczynek.
 Pan, jak to bywa w Polonii, zechciał nie podziękować za zgłaszaną Panu uwagę, co zaraz samokrytycznie skarciłem się upokorzony.
 Ale obiecałem coś skreślić o Pańskim GOŃCU. Otóż, miły Panie Andrzeju, wyrażając wyłącznie moją opinię, powiem, nic nie lepszego od polonijnych "rozrzutków" darmowych. A szkoda, gdyż nadal NIE MA GAZETY DO CZYTANIA, są natomiast "bogate" w informacje handlowe etcetera. A cholera, człowiek chce czegoś konkretnego dowiedzieć się o tym środowisku, w którym żyje. "Goniec" pański ma jeden cel: zarobić szmalu. A że robi to kosztem zawiedzionego czytelnika, to żaden problem. Zadowala jedynie reklamodawcę. Ale to przecież ogólnoświatowy trend, dlaczego ma to być z moim poparciem?
 Przeglądałem kilka "Gońców" jakiś czas temu. Znajdywałem dość interesujące rzeczy, jednak ten ostatni jest nędzny. Z obrzydliwą anatomią topienia w wannie tej mamuni. Cały ten numer jest "przygnieciony" nadmiarem tej chałowatej reklamy, że przygnębia. Rozrzutem jest też farba na całych stronicach, czy to dla ozdoby?
 Wiele konkretnych zastrzeżeń, brak mi czasu. Pochwalam "dobranie" się do tzw. Kongresu. Ja to zacząłem naście lat temu, ale Bełz uznał, że jemu Kongres się przyda, wyrzucił moje dalsze pisanie. Chwała Bogu. Wszystko, co polonijne, mierzi mnie i nudzi. Przepraszam. Panu życzę powodzenia i przy okazji pomyślnych "Andrzejków". Wszystkiego dobrego.
Józef Kurdybelski

 Od redakcji: Drogi Panie, skoro "wszystko co polonijne mierzi Pana i nudzi, to po co Pan po to sięga?".  Dziękuję za życzenia - AK.

 Panie Redaktorze,
 Marian Kałuski w swoim artykule pt. "Kronika Polaków w Australii i Nowej Zelandii" zamieszczonym w "Gońcu" nr 48 zaskoczył mnie brakiem rzetelnej informacji o polskich działaczach emigracyjnych, przybyłych do Australii po zakończeniu II wojny światowej.
 Pan M. Kałuski jest emigrantem "świeżej daty", ale jeśli zabiera się do publikacji czegoś, co nazywa "Kroniką Polaków", to powinien uczciwie uwzględnić w swoim artykule nazwiska osób, które tworzyły początki polskiego dziennikarstwa i życia kulturalnego w Australii. W tym konkretnym przypadku chodzi mi o mojego stryjecznego brata Jerzego Grota-Kwaśniewskiego.
 Był on redaktorem i współwydawcą wydawanego w Melbourne tygodnika "Głos Polski" - o którym to tygodniku pisze p. M. Kałuski. W latach 1977-1991 był redaktorem naczelnym "Tygodnika Polskiego" w Melbourne. Był autorem licznych artykułów oraz współautorem i redaktorem książki pt. "40 lat Polonii australijskiej". Był korespondentem paryskiej "Kultury" i londyńskiego "Dziennika Polskiego". W latach 1955-1959 był prezesem Polskiego Koła Kulturalno-Artystycznego w Melbourne. Członek zarządów i współorganizator wielu stowarzyszeń społecznych. Członek Związku Dziennikarzy RP w Londynie i laureat nagrody literackiej tego Związku w roku 1992.
 Uczestnik kampanii wrześniowej. W czasie okupacji hitlerowskiej żołnierz AK. W latach 1942-1944 pracował w konspiracyjnym Biurze Informacji i Propagandy AK. Trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.
 Powyższe informacje można znaleźć w nrze 4 kwartalnika biograficznego Polonii pt. "Polacy w Świecie" pod red. Zbigniewa Andrzeja Judyckiego. Nie miałem możliwości osobistego poznania mojego stryjecznego brata ze względu na dzielącą nas różnicę wieku i Jego powojenną emigrację początkowo w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec, a od roku 1948 w Melbourne w Australii. Miałem przyjemność czytać Jego korespondencję z Australii regularnie zamieszczaną w "Kulturze" red. J. Giedroycia.
 Moja korespondencja z Jerzym "urwała się" w roku 1997. Dziwi mnie, że p. M. Kałuski nie znalazł miejsca w swoim artykule dla osoby zasłużonej dla Polonii australijskiej i nie skażonej jakimkolwiek kontaktem z reżimem PRL-u. Będę wdzięczny za zamieszczenie powyższej informacji na łamach "Gońca".
Wiesław Kwaśniewski
Toronto

 Od redakcji: Dziękujemy serdecznie za wypowiedź.

 Prośba o informacje
 W nr 44 zapoznałem się z art. p. Emanuela Czyżo "Komputer dla Babci i Dziadka". Dziękuję za inicjatywę. Muszę nabyć zestaw komputerowy sugerowany z wszystkimi potrzebnymi udogodnieniami i uzyskać konsultację w zainstalowaniu Internetu z polskimi czcionkami i programem Skype. Przystosowany do zainstalowania i korzystania tutaj i w Polsce. Chciałbym skorzystać z bezpłatnego kursu prowadzonego w języku polskim, posługiwania się komputerem i Internetem, organizowanego dla seniorów w bibliotece publicznej w Toronto. Dziękuję Redakcji za umieszczenie tego tekstu  w "Gońcu". Umożliwiła w ten sposób zapoznanie się z wspaniałymi możliwościami ułatwiania i uprzyjemniania życia seniorom, tym których stan zdrowia utrudnia kontakt z najbliższymi osobami. 
 PS Mój adres e-mail: fufnal@yahoo.ca - czasowo na odwiedzinach u dzieci.                    
 Z poważaniem 
Franciszek  Ufnal - senior

 Od redakcji: Nic przyjemniejszego, jeśli możemy pomóc.

 Dzień dobry,
 Mam pytanie dotyczące wspomnień napisanych przez Cezarego Bacciarellego. Czy ukazały się one w formie pisemnej i istnieje możliwość zakupu ww. w Polsce?
 Pytam, ponieważ stanowiłyby one wspaniały prezent dla mojego ojca. Mój ojciec: Bogusław Kardacz, urodził się w dworku w Miechowicach, w którym służyła jego matka Janina Boniec. Jej ojciec - a mój pradziadek, Franciszek Boniec, zajmował się sprawami gospodarczymi folwarku Miechowice. 
 Myślę, że we wspomnieniach mogła się znaleźć wzmianka o Franciszku Boniec - osobie, która była wzorem i autorytetem dla mojego ojca. Ilekroć mam okazję pojechać z ojcem na Kujawy, ten wprost zasypuje mnie informacjami odnośnie wyglądu folwarku Miechowice, życia w tamtych czasach - jego wiedza w głównej mierze pochodzi od jego dziadka - Franciszka, z którym spędzał dzieciństwo. 
 Mogę pochwalić się, że mój pradziadek potrafił pisać i czytać po polsku, rosyjsku i niemiecku, obsługiwać urządzenia generujące prąd (może być Pan bardzo zdziwiony, ale dzięki p. Cezaremu Miechowice były jedną z pierwszych zelektryfikowanych wsi), czyli jak na zwykłego "chłopa" jest poniekąd niezwykłe.
 Pozdrawiam 
 Krzysztof Kardacz

 Od redakcji: Majątek Miechowice już nie istnieje - z opowiadań córki Cezarego Bacciarellego - Elżbiety (mieszkającej w Toronto), został przez wojnę zniszczony, a później rozkradziony, ostatecznie jego ziemie przejął PGR. Wspomnienia Cezarego Bacciarellego miały być wydane w Polsce; w Kanadzie ukazały się dziesięć lat temu w bibliofilskim nakładzie kilkudziesięciu sztuk. O więcej informacji zwracamy się do pani Elżbiety Bacciarelli. (Jerzy Rosa)

 Polacy a "VISIBLE minorities"
 Szanowni Państwo,
 Chciałbym zaproponować, aby Wasze Pismo włączyło się do toczących się teraz kampanii przedwyborczych w obronie praw Polaków jako mniejszości narodowej o jasnej skórze. My, Polacy, nie jesteśmy zaliczani do "VISIBLE minorities" i sądzę, że jest czas, aby zmienić to dyskryminujące wyrażenie. Załączam list, który wysłałem do lokalnego kandydata MP.
 Z poważaniem,
Tomasz Dowhyluk 

 Od redakcji: Rzeczywiście, coraz częściej jesteśmy w mniejszości.

 Sz. P. Redaktor Andrzej Kumor!
 Pomyłka czy "wyszukany" żart? Gdybym był świeżym emigrantem, pomyślałbym, że najpewniej ktoś się pomylił przy składaniu tekstu. Ponieważ jednak świeżym już nie jestem, a zdarzało się, że ktoś chciał mnie rozjechać swoim samochodem za to tylko, że jestem Polakiem, i to na dodatek w czasie pracy (jestem listonoszem), jestem pewny, że o pomyłce tu mowy być nie może.
 W programie telewizyjnym sobotniego wydania "Toronto Star" z 26 listopada br. ten sam film poświęcony Janowi Pawłowi II ma dwa tytuły, na kanale 7 mowa jest o "Have No Fear: The Life of John Paul II". Ale dwie linijki dalej ten sam film w programie City TV ma już tytuł: "Have No Mercy...".
 Adolf Hitler nadużywał tego ostatniego zwrotu w każdym ze swoich przemówień, a "Toronto Star" jest mistrzem gry pomyłek i przypadkowych skojarzeń w rodzaju "polskie obozy śmierci".
 Z szacunkiem
Krzysztof Ziajkiewicz

Od redakcji: Po prostu przykre to...
 

GONIEC NR 48/2005 (103) (2-8 XII 2005)

 ***
 Wraz z żoną chcielibyśmy wyemigrować do Kanady (mieszkamy w USA) - niestety, nie mamy tam żadnej rodziny, a do programu emigracyjnego potrzeba nam właśnie kogoś takiego. Jeśli znalazłaby się jakaś osoba o jednym z podanych niżej nazwisk, to proszę bardzo serdecznie o odpowiedź. 
 A oto nazwiska OLSZOWY, BABULA, CHMIELOWSKA, DEC, ADAMCZYK, ŁUCZAK, MIERZWIŃSKI.  Jeśli znalazłby  się ktoś o takim nazwisku, to bardzo proszę o kontakt parkal1@netzero.com lub tel.: 1-908-397-0184.
Darek Olszowy

 Od redakcji: ***

 Rola publicysty... 
 Rola publicysty, a szczególnie redaktora, kształtującego opinię czytelników, nakłada ścisłe obowiązki.
Jeśli nawet wypuszcza się coniedzielny produkcyjniak, należy się zastanowić nad tym, co się pisze, jakie wyciąga wnioski i jakie rozwiązania sugeruje. Niestety, treść artykułów p. Kumora nie świadczy ani o zrozumieniu tematów, na jakie pisze, ani o trafności konkluzji i rozwiązań, jakie sugeruje swym odbiorcom.
 Oto przykłady z ostatnich artykułów: "Ludzie się nie liczą, tylko instytucje". 
 Uprzednio był artykuł o złych klientach i polskich przedsiębiorstwach torontońskich, którym autor próbuje napędzać klientelę w imię solidarnego popierania polskich przedsiębiorstw.
 Czy autor wierzy, że dobrej firmie trzeba naganiać klientów? Może zamiast pisać o klientach, należy pisać o tych właścicielach polskich firm, którzy nie grzeszą uczciwością, solidnością i zwykle "olewają" wszystko i wszystkich, tak jak to robili w PRL? Dlaczego autor o tym nie pisze i nie uczy? Czyżby obawa utraty prenumeraty pisma?
 W innym artykule znów patriotyczny wątek. Tym razem o pogardzie niektórych emigrantów dla rodaków. Na jakich podstawach oparty jest wniosek, że to pogarda, a nie wstyd, dojść nie sposób. To, że polskim emigrantom, nawet z minimalnym poziomem kultury osobistej, może być wstyd rodaków, dowodzić nie trzeba. Wystarczy posłuchać, co mówią oni po wizytach w kraju i choćby tylko o zachowaniu, jakie widzą, i języku, jaki słyszą w publicznych miejscach.
 Jeśli autor tam nie był, to winien poczytać internetowe "dyskusje" na krajowych portalach. Taka dawka językowych fekalii i głupoty szybko doprowadzi do mdłości każdego, kto nie pochodzi ze społecznego marginesu.
 Dlatego dziwi mnie bardzo zdziwienie autora, że są ludzie, którzy wstydzą się skundlenia rodaków, nie chcąc przyznać do pochodzenia, zmieniają nazwisko, lub nawet podają się za Żydów, pomimo że nimi nie są.
 Artykuł ten koronuje "literacka przenośnia" o żebrzącej głupocie tych odszczepieńców.
 Jako wzorzec świetności "literackich przenośni" polecam autorowi niejakiego Machejka, autora nieśmiertelnej krakowskiej nieśmiertelnej prozy-zgrozy z lat 70., z czego można czerpać szeroko i obficie i co pozwoli jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.
 Na pocieszenie czytelników autor podał przykłady uzasadniające prawo do narodowej dumy. M. innymi jest tam mowa o kolorowej polskiej historii, która to często wyśmiewana jest poza krajem jako przykład braku rozwagi politycznej narodu.
 Jeśli autor traktuje swe obowiązki na serio, to może czas to zademonstrować, pisząc o sprawach, które mogą wielu czytelnikom być niemile, lecz pożyteczne i służące polskiej sprawie? Czy przeszkodą jest także problem nakładu pisma? Pouczanie, krytyka i puste apele to jest łatwizna, tak jak i pisanie produkcyjniaków. Dlatego należy krytykom przyznać rację.
 W odpowiedzi na krytykę czytelników autor wyjaśnił, że "każdy winien robić to, co mu najlepiej wychodzi".
 Niestety, "najlepiej" to nie znaczy "dobrze". Takie artykuły nie spełniają roli, jaką winny spełniać, i to jest wielkim problemem publicystyki zarówno p. Kumora, jak i wielu innych publicystów i publikacji.
FF

 Od redakcji:  Szanowny Panie,  ja piszę felietony, a nie programy polityczne czy opracowania naukowe, nie czynię przypisów w swoich tekstach, po prostu myślę sobie na boku, mając nadzieję, że ktoś pomyśli wspólnie ze mną. Pozdrawiam serdecznie, Andrzej Kumor.

 Bądźmy czujni
 Nie kryję podziwu i zachwytu dla mądrości i odwagi p. Stanisława Pietrasa z Mississaugi, który podpisał się pod swoim listem o znamiennym tytule "Polonijna Aleja Zasłużonych".  Według mojej orientacji, autor tegoż listu wielokrotnie w przeszłości wskazywał na szkodliwe działania gospodarzy Konsulatu w Toronto, domagając się wielu odpowiedzi bądź sprostowań. Te apele nie odnosiły skutku i, jak widać, do dziś w tej materii nic się nie zmieniło. A więc w naszym interesie leży domagać się zmian w poszczególnych placówkach dyplomatycznych, bowiem Polonia to też Polacy, którzy w wielu przypadkach więcej mogą zrobić dla Polski niż Polacy w Kraju, dlatego ich głosy muszą usłyszeć członkowie nowego rządu z premierem, panem Marcinkiewiczem, na czele.
 Nawiązując do listu pana Stanisława Pietrasa, oczekuję informacji, kto był autorem wniosku o nadanie odznaczeń i w zakresie jakich zasług.
 Nikt inny tylko sama Polonia jest w stanie ocenić zasługi polonijnych działaczy na rzecz Polski. Konsulowie zmieniają się co kilka lat, a my żyjemy tutaj cały czas.
 Stwierdzenie Konsula Generalnego, że odznaczeni "dobrze zasłużyli się dla Polski", nie zostało uzupełnione przymiotnikiem "Ludowej". (...) Mamy nadzieję, że MSZ pod nowym kierownictwem przypatrzy się pracy poszczególnych placówek dyplomatycznym i podejmie proces weryfikacji służb dyplomatycznych, dla których dobro Polski będzie zadaniem priorytetowym.
 Pan Kwaśniewski odznacza swoich, zdąży lub nie, ale kto odznaczy jego? Miejmy nadzieję, że nowy rząd powoła odpowiednią komisję, która odznaczy i wystawi wielkość nagrody dla "Prezydenta wszystkich Polaków". 
 Jesteśmy świadkami nowej polskiej rzeczywistości, odradzającej się na nowo Polski, Polski może nie bogatej, ale równej dla wszystkich, Polski bezpiecznej, praworządnej i naprawdę wolnej. Jesteśmy świadkami ponownej i tym razem nieodwracalnej agonii komunizmu i wypaczonego liberalizmu, który niszczy narody świata. A więc drodzy Rodacy w kraju i na emigracji, bądźmy czujni.
Jolanta Krawczyńska

 Od redakcji: Szanowna Pani, przede wszystkim pracujmy i róbmy swoje.

 Szanowny Panie Andrzeju,
 W nawiązaniu do artykułu "Polonijna Aleja Zasłużonych" Pana Stanisława Pietrasa, nasunęły mi się pytania, które zmusiły mnie do napisania tego listu. 704 tysiące obdzielonych przez Kwaśniewskiego medalami (zasłużonych): 1. Z tego wynika, że obdzielał około dwustu dziennie - bardzo ciężka praca!? 2. Jeśli są to odznaczenia chlebowe - to moje pytanie, ile za medal, ponieważ z obliczeń wynika, że około 70 osób włącznie z dziećmi, bezrobotnymi, starcami, strefą bezprodukcyjną (wojsko, szpitale, administracja...) musi składać się na jeden medal. Przy takiej opcji trudno się dziwić, że brakuje pieniędzy w Polsce na wszystko - za wyjątkiem wojska. Jeśli się to potwierdzi, to mój wniosek jest prosty - Moja (i nie tylko) Polska jest bardzo chora i biedna.
 Dziękuję za przeczytanie mojej odpowiedzi, 
 Stanisław Tracz

 Od redakcji:  To prawda, Polska jest chora i biedna.

 Odzyskiwanie 
 pamięci wielkiego głodu
 W sobotę, 26 listopada 2005 roku, po raz pierwszy w skali całej Ukrainy obchodzono dzień pamięci ofiar sztucznie wywołanego głodu w latach 1932-1933 oraz represji politycznych totalitaryzmu sowieckiego. Odbyły się wiece i demonstracje, w czasie których wspominano te straszne wydarzenia. Taka uroczystość odbyła się także w Ostrogu, w której wzięła udział nasza parafia. O godz. 16.00 przez kilka minut dzwoniły dzwony naszego kościoła na cześć niewinnych ofiar. Na cześć wielu milionów ofiar zapalono świece. Pamięć holokaustu narodu ukraińskiego - także kazachskiego (bo w Kazachstanie też sztucznie wywołano głód), także Polaków przesiedlanych w latach 1935-1937 z obwodu żytomierskiego i obwodu kamieniecko-podolskiego do Kazachstanu - zostaje przywrócona. Czy ta długa droga odzyskiwania świadomości przyczyni się do tego, że komunizm zostanie osądzony podobnie jak faszyzm w Norymberdze? 
 ks. Witold Józef Kowalów
  Ostróg nad Horyniem 
28 listopada 2005 roku

 Od redakcji:  Wielki Głód na Ukrainie, porównywalny jest z zagładą Żydów i w podobny sposób powinien być upamiętniony.

 ***
 Na początku muszę wyjaśnić szanownym czytelnikom "Gońca", na czym polega moje przestępstwo. Otóż jest to przestępstwo zawodowe, które generalnie sprowadza się do postępowania inaczej, niż życzy sobie Grupa Trzymających Władzę w Polonii. Mówiąc obrazowo: gdybym był lekarzem rodzinnym, tobym poświęcał czas każdemu pacjentowi, a nie masowo produkował recepty antybiotyków zaprzyjaźnionych firm farmaceutycznych. Gdybym był adwokatem i działaczem społecznym, na pewno nie zajmowałbym się spisywaniem testamentów samotnych staruszków, gdzie beneficjantami jest Grupa Trzymających Władzę w Polonii, a zajmowałbym się solidnym wykonywaniem zawodu adwokata. Gdybym był księdzem, to na wezwanie do chorego nie pytałbym się, czy jest on z mojej parafii i jaki ma majątek, tylko bym jechał, a składki z niedzielnej tacy sumiennie bym raportował Kardynałowi. I na tym polega moje przestępstwo - konsekwentne, nieraz nawet do bólu, przeciwstawianie się grupie polonijnych cwaniaków, która to grupa od lat dorabia sobie ideologię, że tylko tu urodzeni lub "mocno  zasiedziali" mogą w naszej Polonii spełniać rolę tzw. autorytetów. A co się kryje za tą ideologią? Np. największa nierozliczona afera polonijna, która ciągnie się od czterech lat w sądzie, pestka, co najmniej trzy miliony świadomie wywołanych strat, afery korupcyjne Grupy Trzymających Władzę w Polonii, znikanie setek tysięcy dolarów z opancerzonych samochodów kurierskich, wydawanie setek tysięcy dolarów na czeki bez pokrycia (te dwie ostatnie pozycje - patrz Walne Zebranie kwiecień 2004 w największej finansowej polonijnej parafialnej instytucji na świecie), zagrabianie majątków samotnych staruszków, tasiemcowe fikcyjne zbiórki pieniężne na "wzniosłe cele", a "wzniosłe cele" to sportowe BMW tych zbiórek organizatora. Dalszym etapem tejże ideologii jest bezpardonowy atak na tych "nieurodzonych w Kanadzie" lub "mniej zasiedziałych" - np. to ich wina, że z karetki kurierskiej ukradziono ok. pół miliona dolarów, chociaż nawet głupi Jasio (...) doskonale wie, że w tym i wielu wypadkach "cynk" przyszedł z wewnątrz, czyli od Grupy Trzymających Władzę w Polonii, która to Grupa otrzymała także swoją dolę. I takie jest pieskie życie przestępców zawodowych, społecznych, dziennikarskich w naszej kochanej Polonii pod miłościwie nam panującą Grupą Trzymających Władzę. A moje konkretne przestępstwo zawodowe polega na tym, iż w czasie ostatniego weekendu nie byłem wśród polskich kolegów po fachu - inżynierów, na Nadzwyczajnym Zjeździe KPK, i nie biłem się na pięści i noże o władzę w Polonii. 
 To jedno przestępstwo. A drugie przestępstwo to spełnienie zawodowego obowiązku etycznego i zwrócenie uwagi właścicielom STARSKY FINEST EUROPEAN FOOD: Panowie! Musicie przeprojektować główne wejście od strony zachodnio-południowej. Rozumiem, że jest to tzw. existing building i dlatego inspektorzy to przepuścili. Takich wejść się obecnie nie projektuje, wiatr nie rozumie, że należy omijać Wasz wspaniały sklep. Pojedyncze, przesuwane drzwi, nawet przy wielkiej kurtynie nawiewu ciepłego powietrza nie zabezpieczają ludzi, a przede wszystkim kasjerek, od gwałtownych podmuchów zimnego powietrza, co było widoczne i odczuwalne podczas sztormu śnieżnego w czwartek, 24 listopada br., a było tylko kilka stopni poniżej zera. Co będzie przy temperaturze minus 20 stopni? Czy za mało toczy się w Polonii procesów cywilnych? Chyba lepiej przebudować to wejście na tzw. vestibule, czyli przedsionek z podwójnymi przesuwanymi drzwiami (czyli dodać jedne drzwi, ścianki i dodatkową nagrzewnicę do istniejącego systemu). I będzie spokój. A tego trzeba nie tylko Wam, ale i całej Polonii!!
Andrzej T. Chronowski

 Od redakcji:  Szanowny Panie cieszymy się, że ma Pan dobre zdanie o sobie samym.

 Jesteście dobrzy
 Drodzy redaktorzy, jesteście naprawdę dobrzy. Kupujemy i czytamy "Gońca" z ogromnym zaciekawieniem. Dużo interesujących wiadomości. Dobrze, że informujecie o sytuacji w Kanadzie (po polsku!). 
 Czekamy na odpowiedź na temat "Emerytury- na ile możemy liczyć" na pytania czytelnika, który pytał, jaki wpływ ma RRSP konto osobiste  i stan majątkowy. Spodziewamy się emerytury tuż-tuż i to nas bardzo interesuje.
 Powodzenia  w redagowaniu,
Róża

 Od redakcji: Dziękujemy za dobre słowo, materiał o emeryturach zamieszczamy w następnym numerze "Gońca". 

 Pytanie w sprawie filmu
  Witam - piszę do państwa w sprawie filmu dokumentalnego "911 IN PLANE SIGHT", który to dane było mi zobaczyć jakiś czas temu - jest to inne spojrzenie na to, co stało się 11 września 2001 roku. Moje pytanie dotyczy waszej oceny tego materiału, oraz  czy są dostępne jakieś materiały co do załogi wozu strażackiego,  która jako pierwsza zjawiła się przy budynku Pentagonu - prowadzący w filmie wspomina, iż ślad po nich zaginął.
Stanisław Litwiński

 Od redakcji:  Jako redakcja, nie mamy na ten temat zdania... 
 
 

GONIEC NR 47/2005 (102) (24 XI - 2 XII 2005)

 Czy Kanada jest bogata?
 Biorę do ręki pierwszy z brzegu rocznik statystyczny, w którym mogę znaleźć wiele informacji o bogactwach naturalnych Kanady. Jestem z tego bardzo dumny i to wszystko. Za benzynę płacę tyle co mieszkaniec kraju nie posiadającego ropy, za drewno, którego starczyłoby dla pół świata, też płacę słoną cenę. Nie powiem już o mięsie, które lepiej jest wyrzucić farmerom na śmietnik niż sprzedawać po niższych cenach. Rozmyślając nad tym wszystkim, biorę do ręki gazetę, w której widzę ceny domów i mieszkań przyprawiające o zawrót głowy. W jakim kraju ja mieszkam? Czy na Saharze może być piasek za darmo? Najpierw długo nad tym wszystkim rozmyślałem i giąłem sobie rozum następującą łamigłówką: kraj trzeci na świecie obszarowo po Rosji i USA, a ludności ma zaledwie 30 milionów. Statystycznie licząc, przypada więc na mnie osobiście obszar zbliżony do polskiego powiatu. Gdy jednak chciałbym kupić sobie działkę budowlaną, musiałbym zapłacić za nią tyle samo co jakiś Holender czy inny Europejczyk w krajach, gdzie ziemi jak na lekarstwo. Co jest, do cholery, czy my w Kanadzie nie mamy prawa do własności tego kraju? Ktoś nas tu pięknie roluje. Zapytuję więc, kto ukradł Kanadę i zostawił obywatelom tylko skrawki tego kraju, oferując je po cenach wołających o pomstę do Nieba? 
 Z poważaniem 
Stefan Caputa 
Vancouver

 Od redakcji: Wie Pan, teoretycznie wpływy z eksploatacji bogactw trafiają do wspólnej podatkowej kasy i tam toną - choć w Albercie rząd daje obywatelom pieniądze wprost do kieszeni...

 ***
 Wasz artykuł "Zanim zapłoną stosy" to prawdziwa kolia perełek. Wiedziałem, że jesteście pismem skrajnie prawicowym, katolickim, świeckim tylko z nazwy, ale nie podejrzewałem was aż o taką głupotę i zacietrzewienie. Piszecie: "Tak po prawdzie, to Europa powinna być Europą bez muzułmanów, bo w przeciwnym razie ryzykujemy, że niedługo żadnej Europy nie będzie. Trzeba wygnać obce i odmienne precz. Przemocą, a nie ?Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela=" oraz masę innych bzdur. Ta antymuzułmańska histeria w waszym wykonaniu nie zda egzaminu. Takimi treściami szerzycie zamęt w głowach prostych ludzi nie znających historii i Biblii. Dlaczego chrześcijańscy Amerykanie tak rozrabiają w krajach muzułmańskich? Co robią Polacy w muzułmańskim Iraku, który im nic złego nie wyrządził? Jesteście ekstremistami propagującymi wojujący klerykalizm. 
 Wasza sympatia do radia (...) ("Maryja" -  red.) widać zaowocowała. Jak mi czas pozwoli, skomentuję ten artykuł dość dokładnie, punkt po punkcie, żeby mniej  zorientowani w temacie czytelnicy dowiedzieli się, na co sobie pozwalają panowie Fromm, Kumor i spółka. 
Jerzy Sędziak

 Od redakcji: Szanowny Panie, czekamy na tekst, ze swej strony dodam, że pozwalamy sobie na przedstawianie różnych opinii i zderzanie argumentów, słowem, pozwalamy sobie na używanie szarych komórek, do czego Pana również zachęcam... - AK.
 

 W związku z artykułem o emeryturach "Emerytury - na ile możemy liczyć?" opublikowanym w "Gońcu" z dnia 14-20X 05, chciałem otrzymać następującą informację: czy na 3. część emerytury, na tzw. dodatek uzupełniający kanadyjską emeryturę, będą miały wpływ następujące czynniki:
1. pieniądze zgromadzone na koncie;
2. pieniądze zgromadzone na RRSP;
3. posiadanie domu lub innych dóbr materialnych;
4. dodatkowa praca (pół etatu, 1/4 etatu) na emeryturze.
Ponieważ ten temat nie był poruszany, a ja mam pewne wątpliwości, bardzo proszę o odpowiedź, za którą bardzo dziękuję.
Stały Czytelnik

 Od redakcji: Pytania przekazujemy dalej, wkrótce odpowiedź na łamach.

 Panie redaktorze Kumor,
 Od czasu kiedy przeprowadziłem się (po ponad 20 latach) z Alberty do Ontario, z zaciekawieniem regularnie czytam Pana tygodnik, który tam nie dociera, a jest czymś, co naprawdę warto czytać.
 Pański artykuł "Straceni, zakompleksieni Polacy" spowodował, że postanowiłem wypowiedzieć swoje zdanie na ten temat.
 Ja akurat w dużej części odpowiadam charakterystyce człowieka, którego opisał Pan na wstępie swojego artykułu, jedynie z kilku wyjątkami.
 Nie gardzę Polakami, mam znajomych wśród Polaków i Kanadyjczyków, których nazywam kolegami, a nie przyjaciółmi, ponadto, nie szukam pracy wśród Polaków, za to nie mam nic przeciw zatrudnieniu do pracy Polaków, kiedy ode mnie to zależy.
 W moim odczuciu, Pana artykuł trochę "spłaszcza" problem, jaki istnieje, jeśli chodzi o Polskę i Polaków. Może dobrze byłoby szerzej spojrzeć na ten temat.
 Nie myślę, że Polacy są zakompleksieni, ale jako Naród mamy wiele przywar, których nie wszystkim narodowościom można zarzucić. Przez grzeczność nie będę ich wymieniał. Kiedyś, mój kanadyjski kolega zapytał - dlaczego, mimo że tak dużo wśród nas tutaj przebywających w Kanadzie jest zdolnych i pracowitych ludzi, to przeciętnemu tutaj Polak kojarzy się ze sprzątaczką czy robotnikiem budowlanym pracującym przeważnie "na czarno". Próbowałem mu wytłumaczyć tego przyczyny, że po to, aby wystartować w tym kraju, trzeba mieć trochę pieniędzy, a przyjeżdżający tutaj przeważnie ich nie mają. Na to on mi odpowiedział, że niestety, ale ma inne odczucie.
 Myśli (ten Kanadyjczyk), że Polacy nie są jedynym narodem tu przyjeżdżającym, który ma problemy z pieniędzmi i językiem, ale Polacy przy tym są szczególnie aroganccy i pyszni (z powodu Papieża Polaka) i przypuszczają, że to tutejsi powinni nauczyć się j. polskiego, a nie odwrotnie. Jego zdaniem, Polacy za wszelką cenę chcieliby, aby odkrycie Kopernika dotyczyło również Polaków (świat kręci się wokół nich).
 Ja myślę, że wciąż tkwi w nas pozostałość komuny, kiedy tłukli nam bez przerwy do głowy, że Polska to najbardziej rozwinięty kraj świata, nie dodając: Trzeciego Świata i w środku Europy.
 Dzisiaj, pisząc do Pana, przypomina mi się, do jakiego wniosku doszedłem jako młody, wykształcony, zdolny inżynier przed wyjazdem z Polski: "moja Ojczyzna jest jak prostytutka, która urodziła dziecko i podrzuciła innym na utrzymanie (dzisiaj Unii Europejskiej), szkoda czasu".
 Spójrzmy obiektywnie, czym mamy się dzisiaj pochwalić. Kiedyś mówiono, że za  Gierka było  30 mld długu, przyczyną tego była komuna. Dzisiaj po 16 latach w wolnej Polsce dług urósł do 130 mld.
 Może mamy się chwalić zdrajcą Narodu, pierwszym elektrykiem Bolkiem - ostatnia nadzieja, jeszcze raz oszukanego Narodu. W tym miejscu przytoczę Pański cytat z artykułu "a nie mówiłem". Tak właśnie, mówiłem. Mnie wystarczyło trzy dni, aby poznać się na tej kanalii, który jeszcze dzisiaj uchodzi w polskim Narodzie za "wzór", jak to esbecja potrafiła z debila zrobić wytrawnego polityka. Teraz już nie tylko on, ale jego syn, którego przy poparciu Tuska udało się wprowadzić jako ...osła do obecnej kadencji Sejmu, aby miał następcę do mieszania!
 Może powinienem być dumny z takich zbrodniarzy, jak Jaruzelski czy Kiszczak, którzy posiedzenia biura politycznego poświęcali na ustalenie, jak zaklajstrować zamordowanie księdza Popiełuszki - to oni wydali rozkazy do tej zbrodni.
 Pamiętam, kiedy w powojennej Polsce wykonywano wyroki śmierci na "aferzystach mięsnych". Co ci zbrodniarze i zdrajcy Narodu robią na wolności? Rumuni wiedzieli, co u siebie zrobić ze zdrajcami i mordercami narodu.
 Myślę jednak, że w Polsce bez pomocy Mosadu i prężnych "czerwonych brygad" się nie obędzie. Może powinniśmy się chwalić osiągnięciami esbeków i złodziei spod znaku Kwaśniewskiego, którzy rozkradli Polskę do końca, a dzisiaj za wszelką cenę chcieliby zamontować Tuska i Jana, Marię, Władysława, Bonifacego R., aby uniknąć ręki sprawiedliwości.
 Jak na złość, aby chociaż przez chwilę był spokój, dziś banda spod znaku Tuska próbuje zamieszać, bo przecież gdy przegrało się wybory, to powinno "po polskiemu" czuć się wygranym. 
 Brawo Polacy, że tym razem nie daliście się nabrać, nie myślę, że było to bardzo trudne, bo ten atrapa polityczny na czole ma napisane, kim naprawdę jest. Nawet polskie żubry w Puszczy Białowieskiej nie zaakceptowałyby tego "patrioty". Na Zachodzie, kiedy przegrywa się wybory, zwołuje się zjazd krajowy i poddaje takiego pana ocenie. W przypadku Tuska tak się stać nie może - przecież to ostatnia nadzieja elektryka i Kwaśniewskiego.
 Dzisiaj mocno trzymam kciuki za powodzenie p. Marcinkiewicza i pp. Kaczyńskich, aby ich misja się powiodła, a z drugiej strony, znając tych komuchów i bandytów, bardzo się o nich boję, aby nie zapomnieli o dobrej ochronie osobistej.
 Wiem, że ryj ciężko odcina się od koryta, zwłaszcza że jest bardzo mocno przyrośnięty. Może uda mi się dożyć tej chwili, że będę mógł wreszcie pochwalić się tym, że IV Rzeczpospolita to już nie Polska esbeków, zdrajców, morderców i złodziei. Może wreszcie - Polska będzie Polską - a Polacy przestaną być "straceni i zakompleksieni".
Richard Stenclik
Mississauga

 Od redakcji: Szanowny Panie, też mocno trzymamy kciuki za Marcinkiewicza. Polskość nie sprowadza się do PRL-u, nikt Panu nie każe być dumnym ze zdrajców i złodziei. W naszej narodowej historii jest to jedynie mały pikuś na tle ponad 1000-letniej tradycji; ot, skutek przegrania II wojny światowej...

 Naiwność Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej
 Obserwując ostatnie wystąpienia Donalda Tuska, z przykrością muszę stwierdzić, że potwierdza się również obecnie jego naiwność, którą obserwowałem, gdy pracował na terenie Rafinerii Gdańskiej, będąc pracownikiem Spółdzielni Robót Wysokościowych "Świetlik". Ja nadzorowałem prace tej spółdzielni i w związku z tym miałem częste kontakty z jej prezesem - Maciejem Płażyńskim, oraz sporadyczne z szeregowym pracownikiem Donaldem Tuskiem, który nie chciał przestrzegać obowiązujących przepisów p.poż., ponieważ uważał je za zbyt rygorystyczne i nieżyciowe. Musiałem wyrzucić poza teren rafinerii tak niezdyscyplinowanego pracownika.
 Z moją decyzją solidaryzował się jej prezes. Nie tylko dlatego nie dziwi mnie odejście z Platformy Macieja Płażyńskiego i oficjalne poparcie w wyborach prezydenckich Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk, wierząc w wielokrotne korzystne dla siebie sondaże, czuje się wielce pokrzywdzony i jakoby okradziony przez "dwóch takich co ukradli księżyc".
 Wydaje mi się, że największą świnię Donaldowi Tuskowi podłożyła Platforma Obywatelska, a konkretnie K. Miodowicz, wynajdując niejaką A. Jarucką i robiąc ze zwyczajnej złodziejki niemal bohaterkę.
 Eliminując - mimo woli - z wyborów prezydenckich Włodzimierza Cimoszewicza spowodowali to, że tzw. lewica ekonomiczna przerzuciła w znacznej mierze swoje głosy na Lecha Kaczyńskiego, który głosił hasła bardziej prosocjalne niż Donald Tusk. Gdyby D. Tusk walczył w drugiej turze z W. Cimoszewiczem, najprawdopodobniej wybory by wygrał.
 Zgodnie z programem wyborczym, PiS chce usprawnić najgorszą - po służbie zdrowia - instytucję w Polsce, tj. sądownictwo, natomiast  Platforma Obywatelska pragnie utrudnić wykonanie tego zadania. Trzeźwo myślący Kaczyńscy, ze zrozumiałych powodów, nie chcą oddać nikomu resortów, które odpowiadają za porządek i wymiar sprawiedliwości. Jest to racjonalne i uzasadnione działanie.
 Z przyjemnością przeczytałem ciekawy felieton Andrzeja Kumora.
 Z poważaniem i pozdrowieniami
Wawrzyniec Łęcki
Gdańsk

 Od redakcji: Dziękujemy za interesującą wypowiedź

 Szanowny panie redaktorze,
 Parę dni temu mój znajomy z Etobicoke przywiózł mi trochę prasy kanadyjskiej i polonijnej, w tym parę numerów "Gońca". Inne problemy, inna perspektywa. Ogólnie rzecz biorąc, wasz tygodnik/gazeta jak na warunki polonijne jest całkiem do rzeczy. Szkoda tylko, że jest nastawiony bardziej na czytelnika prostego/niewyrobionego (artykuły typu masoni i ska), a szkoda. Warto byłoby podnieść nieco poprzeczkę.
 Panie redaktorze, pana artykuł o kompleksach p. inteligencji wobec wsi jest niestety przykładem kompleksów, pana kompleksów. Żaden normalny Polak pochodzący z dobrej normalnej mieszczańskiej lub szlacheckiej rodziny (a jest nas około 20%) nie ma kompleksów wobec wsi, czarnych, żółtych, żydów, protestantów czy hindusów. Dlatego nie obrażamy innych, czy to na imieninach u cioci, czy na ukraińskim cmentarzu. Chłop polski, a ściślej 2/3 biedne części, szczególnie te, które "przeniosły się" do miasta (czasem z biał. lub ukraińskim dziadkiem) i, nie daj Boże, skończyły studia dla inteligentnych inaczej (punkty) ten chłop w I i II, a czasem nawet w III pokoleniu pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Żal do świata, kompleksy niższości, to są cechy nieudaczników, niewolników. Chłopi i osoby pochodzenia chłopskiego (I i II pok.) to blisko 50% ludności POLSKI, zaś 75% wstydu i problemów, a tylko 25% dochodu. Tak jak w armii  amerykańskiej tutaj, ta sama mentalność (zniesienie pańszczyzny 1864, zniesienie niewolnictwa 1865), ciągły żal do świata, bierność, lenistwo, oczekiwanie na pomoc z zewnątrz. Jedyna różnica, czarni się myją. Jazda autobusem w Chicago, a w Warszawie czy Białymstoku to nie to samo. 10-letnie wakacje, tam renta, tutaj żywsze powietrze, zakupy u Cyganów, "pożyczki" aut w Niemczech, kto to robi?! Polak ma honor, chłop nie.
 Niech szanowny pan weźmie to pod uwagę, kompleksy wobec wsi mają ludzie wykształceni, pochodzący ze wsi, a to dlatego, że jak to neofici boją się, że ktoś im wytknie ich plebejskie nijakie pochodzenie (dla mnie wieśniak nigdy nie był równy). 
 Sz. panie redaktorze Sołtys, "komunę" chłopi powinni wielbić do końca świata, to dzięki czerwonym dostaliście bilet do lepszego, innego świata (na nasz często koszt).
 Raz jeszcze o dzisiejszej Polsce, najwięcej zgnilizny przynoszą chłopi: Rydzyk, Wrzodak, Hojarski, Witanek, Lepper, Martyniuk to wieś, co widać i słychać i czuć. Gęba pełna frazesów, a ręka w cudzej kieszeni, tak jak przed wojną kradzież z pańskiego lasu czy parku, a po wojnie rabunek poniemieckiego czy pożydowskiego mienia. 
 Panie redaktorze, powinien się pan wstydzić, za to co pan wypisuje. Ja wyjechałem z Polski w 1979 roku, bo miałem dosyć tej chłopsko-komunistyczno-siermiężnej rzeczywistości, dzięki takim jak pan zaraza się jednak rozwija. Czas dorastać.
Andrzej G. Nowakowski
Chicago
 PS Co pan tu robi, u wrogów?
 Sz. p. Sołtys, proszę więcej nie pisać o POLAKACH, ma pan swoje 75%.
 Pogodnych i udanych świąt oraz szczęśliwego, normalnego i uczciwego Nowego Roku 2006 życzy 
Rodzina N.

 Od redakcji: Drogi Panie, chłop potęga jest (siłą Polski) i basta! Myli się Pan, niech Pan poczyta Dmowskiego.
 

GONIEC NR 46/2005 (101) (18-24 XI 2005)

 Panie Andrzeju!
 Rok temu po obchodach Święta Niepodległości  pod ratuszem, rozmawiałem z Panem, aby na przyszły rok rozpropagować bardziej wśród Polonii to jakże ważne dla Polski i Polaków  święto. Obiecał Pan, że to zrobi. I co? Przejrzałem całego "Gońca" i oprócz komunikatu KPK Okręg Toronto, nic nie znalazłem.
 Na pochodzie było żenująco mało ludzi, oprócz kombatantów, harcerzy i ich rodziców nie było chyba więcej innych, że tak się wyrażę, postronnych uczestników. 
 Mam do Pana żal, powiedziane było, "komu więcej dano, od tego więcej też się wymaga" (w luźnym tłumaczeniu). Ma Pan dobry tygodnik, dużo w nim Pan pisze o naprawie Polonii, udziela Pan dużo rad, wylewa krokodyle łzy nad zatracaniem przez Polonię tożsamości narodowej i nie ma Pan czasu lub miejsca, aby rozpropagować tak ważne wydarzenie, jakim jest Święto Niepodległości, i wezwać Polonię do wzięcia udziału?     Nie wiem, jak w innych gazetach, bo nie czytuję,  chyba też nic nie było, ale od Pana oczekiwałbym dużo więcej.
 Pozdrawiam, 
Ryszard Sochon
  PS Goniec zaczyna upodabniać się do gazety "Gazeta".

 Od redakcji: Szanowny Panie, zawsze mamy miejsce i czas, aby wezwać Polonię, dlaczego nie napisał Pan wcześniej? Ja piszę, nie jestem działaczem ani organizatorem, ja jestem od "krokodylich łez". Jeśli Pan miał pomysł, jak to zrobić, trzeba było napisać  "przed", a nie "po". Publikowaliśmy komunikat KPK-Toronto, wszyscy więc mogli się dowiedzieć, gdzie i kiedy, apelowaliśmy o wywieszanie polskiej flagi... - AK.

 Ogłoszenia
 Mam pytanie do Państwa, czy zamierzacie w przyszłości zamieszczać ogłoszenia na necie, myślę, że wielu klientów skorzysta z tego dobrodziejstwa, jakim jest Internet, a przy okazji mocniej usadowi wśród Polonii niezłą w sumie gazetę...
 Pozdrawiam
Alex

 Od redakcji: Oczywiście, od czasu do czasu je zamieszczamy w formacie strony pdf.

 Witam Szanownego Redaktora,
 Ostatnie zmiany "układzików" w Polsce podniosły dość mocno polityczną temperaturę  i znów stało się interesujące, "kto z kim i za ile", i co ciekawe, dla nas, również tu, w Kanadzie... 
 Nigdy nie należałam do tych idiotów ani też "niepoprawnych" optymistów, którzy wierzyli bądź też próbowali nam wmawiać, że struktury stworzone przez komunę ot tak, zwyczajnie się już "rozpłynęły", a dawne kanalie i koniunkturaliści zaczną przestrzegać zasad Dekalogu. Jest oczywiste, że między innymi takie kraje jak Kanada staną się schronieniem dla wszystkiej maści agentów szkolonych w specjalnych ośrodkach (jakkolwiek by je zwał) i tutaj będą oni "prać" brudne pieniądze, jakie trzeba było szybko upłynnić z RP. Wielokrotnie nie przeszkadzało to tym komuchom, a wręcz było nawet pożądane  grać rolę  najlepszych patriotów, a od postkomuny brać kolejne krzyże zasługi za swe usługi. 
 Nie o tym jednak chcę pisać, bo nie mam szans, aby z tą "swołoczą" wygrać  ani tu, ani tam, i nie mam też obsesji, aby poświęcić swoje życie na te kanalie. Niemniej warto uważnie przypatrzyć się naszemu polonijnemu podwórku i poobserwować nerwowe ruchy tych, których rączki nieco się pobrudziły w układach komunistycznych i postkomunistycznych, a dziś nie są pewni, czy zakończy się tylko na głośnym kwakaniu "KACZORÓW", czy też trzeba będzie "karty wyłożyć na stół". 
 Oczywiście, nie należy zbyt pochopnie wyciągać daleko idących wniosków, ale gdy ktoś "bije mnie młotem po głowie, to mózg staje okoniem" (lekko parafrazując słowa Redaktora A. Kumora). Warto więc mieć oczy i uszy szeroko otwarte i umieć rozróżnić prawdziwe "lisy" od farbowanych. 
 Mieszkając na stałe w Kanadzie, siłą rzeczy musimy korzystać z "pośrednictwa" tutejszych polonijnych gazet, radia i TV, jeżeli chcemy wiedzieć, co "piszczy" w ojczyźnie. No i tu właśnie zaczyna się problem, ile jest prawdy w przekazywanych informacjach, a kto i w jakim celu wtłacza nam do głów spreparowaną papkę, czyli "chłam".
 Aby to zauważyć i wiedzieć, gdzie lokują się sympatie tych czy owych, nie trzeba wielkich wysiłków, bo wystarczy tylko schylić się (jak się komuś chce) i wziąć do ręki "free" polskojęzyczne gazetki wydawane w Kanadzie lub nacisnąć pstryczek TV i relaksując się, oglądnąć lub przeczytać kolejne wydarzenia i oczywiście opinie na temat obecnych zmian w Polsce. Jak ktoś wykona nieco większy wysiłek myślowy i finansowy, to wyciągnie $1.50 i będzie miał opinię tych, którzy niezależnie od finansowych układzików mają swoje zdanie i nie boją się tego prezentować.
 Chwała kanadyjskiej demokracji, że mamy ten wybór, i to już zależy tylko od nas, z czego chcemy korzystać. Niestety, tego wyboru nie mamy z TV, bo tu za nasze (podatników) fundusze - program OMNI jest dofinansowywany przez rząd kanadyjski - ktoś dokonuje wyborów i propaguje (w jego rozumieniu) "polską kulturę", wpychając nam takie "cudeńka", jak dysk "Tak się pije na wschodzie" (tzn. w Polsce), jaki ukazał się w programie "Na luzie" 5 listopada 2005 (taka mała uwaga na marginesie, bo oczywiście, że się pije, tylko komu zależy na uwypuklaniu naszych wad). 
 Tyle ogólników i może lepiej popatrzyć na konkrety. Być może się mylę (oby!!!), ale czym wytłumaczyć rozbieżność w doniesieniach z ostatniego tygodnia, czyli wydaniach z dnia 6-13 listopada 2005.
 Radio "7", reklamując tygodnik "Życie", głośno anonsuje: "Ziobro zwolnił zabójców", i oczywiście ani słowa więcej, bo chodzi przecież o to, by czytelnik sięgnął po "Życie". Tytuł sensacyjny, no ale co ważniejsze (i co rozumiem chce przekazać nam wydawca "Życia"), że znów się zaczyna korupcja i w czym oni lepsi od poprzednich, skoro Ziobro... a  "Życie" informuje nas m.in. dalej: "We Włodawie jednak zabito człowieka, w momencie, w którym nikogo nie atakował". No proszę, jeszcze nie okrzepli, a już zaczynają te "oszołomy" z PiS. Czekajcie, "Oni" wam jeszcze pokażą. 
 Nie będę się tutaj wdawać w szczegóły i czy minister Z. Ziobro miał rację. Prawne dywagacje dotyczące tematu tzw. obrony koniecznej są bez sensu, bo i tak stoję na pozycji przegranej, gdyż w dzisiejszym świecie lewacka koncepcja sprawiedliwości chce, abyśmy karali ofiary, a mieli pełne zrozumienie i współczucie dla przestępców i wszelkiego typu kanalii. 
 Nie to jest dla mnie istotne w tym momencie, ale zwyczajnie coś mi tu "nie gra". Nie uważam Ziobry za idiotę, ani też nie wydaje mi się, aby już był "kupiony" przez bandziorów, więc sięgam do innej polskiej gazety "Goniec", aby porównać informacje, gdyż nie wątpię, że taka sensacja nie zostanie pominięta w tym tygodniku. Szukam i szukam i wreszcie odnajduję artykuł na ten temat pod tytułem "W domu ugotował rosół", w którym bez sensacyjności, rzeczowo, opisana jest cała sprawa. Ponieważ stoję na tzw. rozdrożu, zbieram dodatkowe informacje w Internecie i od ludzi żyjących w Polsce. Potwierdzają one relacje z "Gońca" i w oparciu o nie można zrozumieć decyzję podjętą przez ministra Zbigniewa Ziobrę.
 O co więc tu chodzi i komu? Po co to całe negatywne naświetlenie sprawy? Polonia głosowała zdecydowanie za opcją zmiany układu "postkomunistycznego" (z małymi wyjątkami), więc kto tak usilnie się stara już od samego początku robić "koło pióra" nowym władzom w Polsce. Owszem, walka o czytelnika może uzasadniać "robienie burzy w szklance wody", ale to właśnie "Życie" jest "free", a "Goniec" kosztuje, więc...? 
 Przypominam sobie, jak rządy Olszewskiego rozpoczęły się od agresywnej "nagonki" mediów. Postkomuna nie dała temu układowi nawet najmniejszej szansy, bo tak się bali "wyciągania trupów z szaf" i mając "swojaka" Prezydenta, szybko się uporali z tym prawicowym zagrożeniem. Teraz będzie nieco trudniej, bo ani Prezydent "swojak", a Sejm jeszcze nie całkowicie "obłaskawiony". Proste (jak konstrukcja cepa - to za Ziemkiewiczem), że dla komuny "bój to będzie ostatni" i wszystkie siły będą mobilizowane, aby tę bitwę wygrać. Osobiście bardzo się niepokoję o braci Kaczyńskich, bo jak wiemy, komuch nie przebiera w środkach i zastosuje wszystkie "sztuczki", aby ich unieszkodliwić. 
 Czyżby zaczynało się podobnie i tu, na polonijnym podwórku? Zastanawiam się, czy to jest tylko "przeoczenie" wydawców "Życia", czy też  mają oni ambicje  być tubą "duchowego i intelektualnego ogłupiacza" polskiego narodu Adama Michnika. 
Panowie! Umieszczanie na tych samych łamach tekstów Rafała Ziemkiewicza (mój  powód, dla którego czytuję "Życie")  i koncepcja podstawiania "haków" wzięta prosto z michnikowszczyzny nie idą z sobą w parze. Zdecydujcie się, bo to co dziś robicie, to zwyczajnie brak konsekwencji, gdyż sami sobie psujecie robotę i kiepskie będziecie mieli wyniki w kreowaniu polonijnych nastrojów. 
 Wydaje mi się, że teraz jest pora na to, aby poprzeć obecne władze w RP, gdyż nie będą one miały łatwego życia i bez naszych przytyczków. Już możemy zauważyć, w jaką nerwowość wpadli nasi sąsiedzi (z obu stron). Do dziś nie widzieli fałszowanych zaświadczeń i wszystkie normy im odpowiadały. Od momentu gdy Premier RP zapowiedział, że zajmie się  "SPECSŁUŻBAMI", blady strach padł na naszych dotychczasowych władców, gdyż wiedzą oni doskonale, że tak naprawdę to dopiero teraz "POLSZA" wyśliźnie się im z rąk. Będą więc robić wszystko, aby odwrócić tę sytuację, i jestem przekonana, że znajdą do tego zadania masę "pomagierów" wśród naszego narodu. 
 Nie ułatwiajmy im więc zadania, a raczej starajmy się budować opinię władz IV RP, niż czerpać radość i robić sensację z ich potknięć. Mam nadzieję, że etyka dziennikarska nie "wyparowała" tak jak nasz narodowy majątek i znajdzie się jeszcze miejsce w polonijnych mediach na obiektywną ocenę sytuacji, bo tych od "podkładania nóg" jest i tak wśród nas zbyt wielu.
 Łączę wyrazy szacunku,
 Barbara Starzewska
 PS Panie Redaktorze, jest Pan świetnym felietonistą, ale myślę, że "skaptowanie" Rafała Ziemkiewicza lub W. Łysiaka nie zaszkodziłoby pańskiemu tygodnikowi i miło byłoby ich poczytać...

 Od redakcji: Szanowna Pani kieruje pretensje pod adresem naszej konkurencji, może więc raczej tam należało przesłać list. Wszyscy walczymy o czytelnika. My wierzymy w jego zdolność formułowania ocen, dlatego usiłujemy prezentować różne punkty widzenia, również te, które w tzw. prasie wielkonakładowej są  chowane do szuflady, choć część naszych materiałów to wybrany serwis Polskiej Agencji Prasowej, czasami zabarwiony opinią, z którą się nie zgadzamy... 
  Polonijny rynek środków masowego przekazu jest zatłoczony,  są na nim różne propozycje,  każdy może znaleźć coś dla siebie. I chyba to jest najważniejsze.
 Owszem, myślimy o pozyskaniu nowych współpracowników, których myślenie i pióro są czyste.

 Prośba o adres 
 Nazywam się Alfred Sobieniak, z Sandomierza w Polsce. W Toronto mieszkał zmarły 15 lat temu mój stryj Janusz Jan Sobieniak. W czasie pobytu w Polsce w latach 70. mówił mi, że w Toronto jest Dom Polski SPK. Stryj był oficerem Wojska Polskiego odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari. Uprzejmie proszę o ustalenie, czy ten Dom Polski SPK jeszcze istnieje i podanie mi jego adresu, w tym internetowego.
 Z poważaniem, 
Alfred Sobieniak
alfred.sobieniak@op.pl

 Od redakcji: Szanowny Panie, jeśli używa Pan Internetu, niech Pan włączy szperacz Google i  wyszpera potrzebne informacje...

 Zew Natury 
 Czytałam dawno, w sezonie truskawkowym, zachętę Autora do wyprawy na farmy i własnoręczne zbiory owoców. Bardzo się wtedy ucieszyłam, że ktoś o tym napisał, bo sama znam kilka farm w okolicach Ottawy udostępnianych mieszczuchom i wiem, że świeżo, własnoręcznie zerwane lepiej smakują niż te ze sklepu. Poza tym na farmach są różne inne atrakcje, niedostępne w mieście. Kilka miesięcy temu, na przykład, zostałam dokładnie obdziobana i obskubana przez ogromnego gąsiora z czarną naroślą na czole, który bronił swojej partnerki i kolegi kaczora - stojących z boku i zagrzewających obrońcę w duecie.
 Przygoda odbyła się bez ludzkich świadków, ale mam dowód w postaci filmu nagranego przytomnie moim aparatem fotograficznym.
 Trójcę drobiową miałam okazję poznać, wracając właśnie z wyprawy na grzyby z trzema koleżankami - wstąpiłyśmy w drodze powrotnej na farmę po świeże jajka.
 Właścicielka farmy, która wyzwoliła mnie od przystojnego stróża, oddając go w moje ręce - do wspólnej fotografii, opowiedziała nam historię tej sympatycznej trójcy drobiowej. To niedobitki po atakach okolicznych kojotów. Ze stada kaczek został tylko jeden kaczor, który czując się osamotniony, przystał do pary gęsiej i został zaakceptowany.
 Wtedy nasz (państwowy - ogólnodostępny) las wydał mi się jeszcze ciekawszy. Spotkałam tam już kiedyś okazałego jeżozwierza. Ryzykując niewiadome, obfotografowałam go w marszu i wczepionego w sosnę na wysokości moich ramion z odległości nie większej niż dwa metry! Serce mi biło mocniej ze strachu niż w przygodzie z drobiem udomowionym.
 W tym lesie spotykam węże, dzikie kury (uciekają w popłochu z krzykiem, kiedy zupełnie się tego nie spodziewamy), w rozlewiskach strumienia żyją bobry. Są ślady jeleni.
 Lasy, łąki, jeziora i rzeki z całym swoim bogactwem są nam, mieszczuchom, potrzebne jak powietrze. Las pachnie w zależności od pogody i pory roku. Las grzybowy pachnie najpiękniej. Teraz jest pora na gąski (zielonki). Rosną w sosnowych lasach, a świeże pachną mąką. Najliczniej występują w kolorze szarym i żółtawozielonym. Świetne smażone na maśle. Dobre do marynowania, na sos czy zupę. Podobno można je też kisić.
 Chodzenie po dobrze zagospodarowanych parkach narodowych i prowincyjnych to jeszcze jeden atrakcyjny aspekt kempingowania w parku.
 Pozdrawiam miłośnika natury, i dziękuję, Panie Jerzy, za przypomnienie, że poza pokrętną polityką istnieje inny świat - pełen ładu i przewidywalnych niespodzianek; świat, który łagodzi obyczaje i stresy. Świat, którego jesteśmy częścią, ale zapominamy o tym, siedząc przed telewizorem czy komputerem.
 Anna Kozłowska

 Od redakcji: Pozdrawiam również Panią - zawsze namawiam do poznawania naszej nowej ojczyzny, cieszę się, że znajduję tak oddanych tej pasji czytelników "Gońca". J.R.

 Serdecznie witam
 Od razu przejdę do rzeczy, żeby nie nudzić. Polska heraldyka ma wielowiekową tradycję. Ja zajmuję się wykonywaniem haftowanych herbów rodowych, polskich orłów historycznych, panoram i widoków miast.
 Na razie nie stać mnie na zamieszczanie płatnych ogłoszeń popularyzujących moją działalność i w związku z tym pytanie - czy jest możliwość, byście Państwo w kilku słowach napisali o możliwości zamówienia u mnie herbu, pomogli spopularyzować...?
 Proszę zajrzeć na stronę www.biw.pl  (ciągle modyfikowana) i ocenić, czy to, co robię, warte jest polecenia. Przyznam, że byłoby mi bardzo miło...
 Serdecznie pozdrawiam
Barbara Wasilewska

 Od redakcji: Publikujemy Pani prośbę - może pomoże.

ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster