POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 32/2006 (138) (11-17 sierpnia 2006)

 Przepraszam 
 Wielu Polaków przepraszało Żydów również w moim imieniu, a ja chcę przeprosić świat, a szczególnie Palestyńczyków i Libańczyków, za to, że w moim ojczystym kraju - Polsce, wychowało się i wykształciło wielu Żydów, którzy później pełnili bardzo ważne funkcje państwowe ze stanowiskiem premiera Izraela włącznie. Przepraszam również Polaków za T. Grossa i jego antypolską "twórczość". 
 Wielu uniknęło śmierci dzięki pomocy Polaków. Te agresje i nienawiść do sąsiadów chyba wyssali z mlekiem matki (to żydowskie określenie polskiego "antysemityzmu"), bo na pewno nie odziedziczyli po polskich sąsiadach. Piekło, które zgotowali swym sąsiadom, tłumaczą walką o pokój. 
 Już w młodości słyszałem stwierdzenie, które jest aktualne do dziś, a było odpowiedzią na pytanie o to, czy będzie wojna, czy nie będzie. Cytuję: "Wojny nie będzie, ale będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie" .
 To się dziś dzieje na oczach obojętnego świata, który się budzi, kiedy ofiarami są Żydzi i Amerykanie, bo tylko ich życie jest coś warte, a reszta się nie liczy. 
 Czekam na następną książkę T. Grossa pt. "Sąsiedzi", a dotyczącą losu Narodu Palestyńskiego na swojej ziemi. Kiedy S. Hussajn napadł na sąsiedzki Kuwejt, to Amerykanie dali mu nauczkę. Teraz powinni zrobić to samo. Ta zagłada Palestyńczyków to nowy holokaust. 
 Oglądając w TV wydarzenia w Libanie i Strefie Gazy, można powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. Niemcy dokonywali strasznej zbrodni na Narodzie Żydowskim przez kilka lat. Żydzi robią to samo przez 58 lat. Trudno uwierzyć, że robią to ofiary holokaustu. 
 Agresja na Liban to próba wciągnięcia świata arabskiego do wojny ze światem chrześcijańskim i przejęcia kontroli nad światem. Można stawiać setki pytań dotyczących tej bezsensownej wojny. Ja postawię tylko kilka, aby nie zostać antysemitą.
 1) Czy palestyńskie dziecko, które straciło dom i rodzinę, ma szansę uciec od "terrorystycznego" odwetu? 
 2) Czy obserwatorzy ONZ to też terroryści?
 3) Czy na tym świecie prawo do obrony mają tylko Żydzi, Amerykanie, Anglicy i Rosjanie? 
 4) Jak by wyglądała ta wojna, gdyby Amerykanie jednakowo uzbroili obie walczące strony? 
 5) Kto zapłaci za te wszystkie bezsensowne zniszczenia w Libanie, Palestynie, Izraelu i całym regionie?
 W dzień i w nocy słyszę o zaprowadzaniu demokracji na świecie. A jak ona naprawdę wygląda? Podam tylko jeden przykład. Budynek ONZ w NY. Prawie 200 krajów głosuje nad rezolucją potępiającą Izrael, a USA mówią NIE! I po demokracji. Nadszedł czas, aby Amerykanie i  Izraelczycy zaczęli przestrzegać prawa międzynarodowego, dając przykład innym. 
 Moja religia nakazuje mi kochać bliźniego jak siebie samego. Tego właśnie życzę bliskowschodnim sąsiadom.
S. Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Precz z ideą "uebermenscha" w jakiejkolwiek postaci!
 
 Siła słowa mówionego w konfrontacji ze słowem wcielonym 
 Panie Kumor, 
 Na wstępie przytoczę fragment Pańskiej konkluzji z wywodu na temat źródeł siły Izraela: ..."Otóż dlatego, że jest to państwo bardzo silne; silne kontaktami diaspory, która uzyskała olbrzymi wpływ na wewnętrzną politykę wielu państw...".
 No właśnie, trafił Pan w dziesiątkę, bo, że tak powiem, jest Pan znany przynajmniej wśród Polonii kanadyjskiej z siły SŁÓW, albo, jak to mówią w południowo-wschodniej Polsce, jest Pan mocny w gębie.
 A co dalej?
 Jak to się ma to Pańskie słowo mówione do słowa wcielonego?
 Ano, jest Pan w Toronto wydawcą czasopisma "Goniec", co z pewnością daje, jak mało komu, szanse właśnie wpływania na czytelników do tworzenia takiego prężnego polonijnego lobby, jak to Pańskie przykładowe izraelskie.
 Tym polonijnym lobby w Kanadzie miał być, w zamierzeniach swych twórców, Kongres Polonii Kanadyjskiej. Przez niemal 60 lat, KPK z mniejszym lub większym sukcesem, biorąc pod uwagę możliwości finansowe i stopień wykształcenia Polonii kanadyjskiej pierwszych dwóch dziesiątek lat po wojnie, coś tam osiągnęli, pracując razem. Był "polski senator", był "polski poseł do parlamentu federalnego", był "polski minister", a nawet "wicepremier o polskim nazwisku".
 To było.
 I gdy fala posolidarnościowej imigracji, z racji jej przygotowania zawodowego i stopnia wykształcenia, wydawała się być tym ostatecznym kawałkiem domina potrzebnym do utworzenia skuteczniejszego jeszcze lobby polonijnego w Kanadzie, zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe.
 Nie przeciągając zbytnio, powiem jedynie, że doszło do całkowitego załamania nawet tego, co do tej pory Polonia osiągnęła. Nie ma już nawet jednego posła ani w parlamencie federalnym, ani nawet w prowincjonalnych - ba, w Toronto - kanadyjskim "drugim Chicago", jak dotąd nie potrafiono przeprowadzić przez system wyborczy w sposób zorganizowany jako grupa polonijna nawet jednego radnego do rady miasta!
 Ostateczny jednak cios całkowitego rozpadu tego, co mogłoby, jak Pan sobie marzy, być tym polonijnym lobby w Kanadzie, był Nadzwyczajny Zjazd Kongresu w listopadzie 2005, gdy grupa puczystów obaliła, łamiąc przy tym Statut Kongresu legalnie - i skutecznie przyznam - działający Zarząd Główny Kongresu prezesa Sobockiego i ustawiła się, wbrew Konstytucji Kongresu, jako omnipotentna Rada Zarządzająca Kongresem z panem Lizoniem na czele.
 Był to, że posłużę się analogią - stan wojenny w Polonii kanadyjskiej, a Kongres zarządzany jest od listopada przez naszą kanadyjską "WRON".
Po tym przydługim wstępie, skierowanym na niezorientowanych w temacie czytelników Wirtualnej Polonii na świecie, pragnę podać moją ocenę relacji "słowa mówionego do słowa wcielonego" u Pana - Panie Kumor, na podstawie publicystyki Pańskiego czasopisma "Goniec".
 Krótko ujmując - mają się do siebie NIJAK.
 To w Pańskim czasopiśmie ukazywały się w takiej mnogości artykuły różnych poputczyków polonijnej WRON. To w Pańskim czasopiśmie publikowano monotonne i w tym samym napastliwym i nie mającym wiele wspólnego z prawdą "wypowiedzi" aktywistów zaangażowanych w obalenie ZG KPK i działającej przy nim Fundacji Charytatywnej wspierającej leczenie dzieci z dawnych obszarów Polski na wschodzie.
 Jedyny pozytywny szczegół to to, że Pańska gazeta jest jednym z dwóch polonijnych czasopism, które "zauważyły" ten wielki rozłam w zorganizowanej Polonii kanadyjskiej i odważyły się o tym pisać.
 I na tym kończą się te Pańskie, jak mawia LW, "plusy dodatnie", w budowie silnego lobby. Dalej to już tylko jednostronne przykładanie ręki do "rozbierania muru", jaki wybudowali twórcy i działacze kongresowi na przestrzeni półwiecza. To w Pańskim "Gońcu", dziwnym trafem, publikowane są listy czytelników, współtwórców puczu w tak jawny sposób drwiących sobie z litery i ducha Statutu Kongresu. I Pan, Panie Kumor, nie inaczej widzi fakt złamania Statutu Kongresu niż autorzy publikowanych w "Gońcu" artykułów - wystarczy przeczytać Pański słynny wywiad z prezesem Sobockim.
 Ostatni zaś dowód na skutki takiego właśnie rozłamu wśród zorganizowanej Polonii kanadyjskiej jest fakt, iż rząd kanadyjski w trakcie przygotowywania ustawy o ruchu bezwizowym między Polską a Kanadą zaprosił do konsultacji przedstawiciela biznesmenów i młodzieży uniwersyteckiej, a całkowicie pominął przedstawiciela Kongresu.
 Wcześniej rząd Polski nie zaprosił do udziału w pracach Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Senacie NIKOGO z Kanady.
 Dodam, iż w obu przypadkach Zarząd Główny KPK pod przewodnictwem prezesa Sobockiego miał współudział w powstaniu tych obu inicjatyw.
 Tak więc, decyzja rządu kanadyjskiego jest oficjalnym "certyfikatem zgonu" polonijnego lobby w Kanadzie.
 I Pańska gazeta "Goniec" miała zamierzony, czy też przypadkowy (?) współudział w procesie eutanazji tej szczytnej organizacji, jaką był Kongres Polonii Kanadyjskiej.
 Po tym, faktycznie zorganizowane lobby polonijne w Kanadzie pozostanie już tylko w marzeniach.
 Ale o marzeniach można wiele pisać i jestem pewien, że przeczytamy jeszcze niejeden Pański artykuł w tym samym stylu jak komentowany, dla niezorientowanych w szczegółach czytelników Wirtualnej Polonii, w tym samym stylu i tonie - słowa mówionego - silnych w gębie.
 Kasztanka Józefa P.

 Od redakcji: Odpowiedź na str. 56
  
 Panie Andrzeju! 
 Z wielką przykrością przeczytałem, to co napisał Pan na temat Powstania Warszawskiego. I to właśnie w 62. rocznicę jego wybuchu. 
 Przez kilkadziesiąt lat w ten sam sposób pisali o powstaniu komuniści. Idiotyczna decyzja, zbrodniczy rozkaz. Niech Pan postara się sobie wyobrazić, co by było, gdyby gen. "Bór"-Komorowski zamiast rozkazu do rozpoczęcia powstania przekazał przez swoich oficerów żołnierzom Armii Krajowej polecenie podporządkowania się wezwaniu władz niemieckich i stawienia się z łopatami w oznaczonym miejscu i terminie, by kopać rowy obronne wokół Warszawy, mające utrudnić atak Armii Czerwonej. Takie polecenie nie zostałoby z pewnością wykonane. A gdyby jednak? Armia Czerwona i tak, nie wcześniej to później, zajęłaby stolicę. Jej mieszkańcy, a w szczególności dowództwo Armii Krajowej zostałoby oskarżone o współpracę z okupantem niemieckim, pomoc w stawianiu oporu wyzwolicielom. Na ławie oskarżonych w procesie moskiewskim zasiadłoby dużo więcej osób. I czym mieliby się wówczas tłumaczyć? Że nie chcieli zniszczyć miasta, nie chcieli strzelać z diamentów? 
 Jeden z tych diamentów, poeta Kamil Baczyński, nie pozwolił zamknąć się w bezpiecznym sejfie, by przeżyć, tylko po to, by zgnić potem w sowieckim łagrze za Uralem za ten wielki patriotyzm w swoich wierszach. Jakby w przeczuciu tego, że może Pan, urodzony po wojnie, nie wszystko wiedzieć w temacie tak niefortunnie poruszonym, obraźliwym dla dowództwa Armii Krajowej, jakiś czas temu przyniosłem Panu do redakcji książkę Jerzego Narbutta pt. "Dwa bunty". Musiał Pan jej nie czytać lub czytać niezbyt uważnie. Inaczej pamiętałby Pan to, co napisał Autor - że dnia 26.07.1944 r. na biurko gen."Bora"-Komorowskiego spłynął meldunek komórki wywiadu AK o mającej się rozpocząć dnia 2.08.1944 r. akcji eksterminacji mieszkańców Warszawy. Miała to być zemsta na najbardziej "bandyckim" mieście w całej okupowanej Europie. Niemiecka akcja została uprzedzona o jeden dzień rozpoczęciem powstania. Oficerowie, których tak lekko obwinia Pan za skutki, które potem nastąpiły, gdy powstańcze walki, zamiast przewidywanych kilku dni, trwały dwa miesiące, nie mogą się już dziś bronić sami. 
 Proszę i przed Ich prochami pochylić głowę i pomyśleć: - co bym zrobił na ich miejscu? 
Winicjusz Gurecki

 Od redakcji: Panie Winicjuszu, spieramy się o to co roku. Szanuję Pana poglądy, ale nie przekonuje mnie ta argumentacja. O ile polska młodzież zdała w Powstaniu egzamin z Polski wykazując heroiczne męstwo, o tyle polscy przywódcy całkowicie nie zdali egzaminu z polityki. Wojna jest przedłużeniem polityki - mówił Clausewitz - proszę mi powiedzieć przedłużeniem jakiej polityki było Powstanie?
 
GONIEC NR 31/2006 (137) (4-10 sierpnia 2006)

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Zachowanie się niektórych polskich duchownych a szczególnie niektorych biskupów zaczyna być obrzydliwe.
 Kilka miesięcy temu jeden z byłych kapelanów Solidarności, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, po badaniach archiwów IPM zamierzał ujawnić nazwiska Tajnych Wpółpracowników UB, m.in wśród duchowieństwa. Bardzo szybko biskup zakneblowal mu usta.
 Parę tygodni temu "Życie Warszawy" ujawniło, że ks. Michal Czajkowski był TW UB. Ks. Czajkowski temu zaprzeczył a niektórzy polscy biskupi stanęli w jego obronie.
 Kilka dni temu IPN ujawnił niezbite dowody na to, że pan (bo odtąd nie zasługuje w mojej opinii na słowo ksiądz), że pan Michał Czajkowski był TW UB i to w sposób nie podlegający dyskusji. No i teraz pan Czajkowski w końcu "się przyznał".
 Natychmiast panowie Józef Życiński i Tadeusz Pieronek (bo od tej pory nie zasługują na nazywanie ich biskupami), zerwali się do obrony - "pan Czajkowski się przyznał, więc dajcie mu święty spokój."
 Otóż panowie Józef Życinski i Tadeusz Pieronek mijają się z prawda - twierdzenie że: "pan Czajkowski się przyznał" jest w mojej opinii nieprawdą.
 Pan Czajkowski "się przyznał" nie 16 lat temu, nie kilka tygodni temu, tylko parę dni temu, dopiero po tym jak IPN ujawnił niezbite dowody współpracy pana Czajkowskiego z UB. Guzik warte takie "przyznanie się" - mógł się dalej nie przyznawać, na jedno wychodzi.
 Wstyd i bezczelna obłuda panowie: Michał Czajkowski, Tadeusz Pieronek, Józef Życiński.
Z poważaniem, J.K.

 Od redakcji: Szanowny Panie, otwórzmy archiwa, niech każdy sobie sam zobaczy, oceni postawy, Kościół to także ludzie grzeszni, dlatego są w nim konfesjonały.

 21 czerwca 2006 r. tragicznie zmarła nasza kochana MAMA. Ja mam 21 lat i studiuję pedagogikę w Warszawie. Mam pięcioro rodzeństwa: trzy siostry i dwóch braci. Krzysiek ma 19 lat. Chodzi do Technikum Mechanicznego. W przyszłym roku pisze maturę. Kazia skończyła 17 lat.   Uczęszcza do Liceum Ogólnokształcącego. Jest w trójce najlepszych uczniów w szkole. Ulka skończyła gimnazjum ze średnią 5,7. We wrześniu rozpocznie naukę w najlepszym Liceum Ogólnokształcącym w pobliskim mieście. Paweł ma 14 lat. Rozpocznie II klasę gimnazjum. Od pięciu lat jest ministrantem i lektorem w Kościele parafialnym. Nasza najmłodsza siostra Małgosia po wakacjach pójdzie do IV klasy szkoły podstawowej. 
 Ja od dzieciństwa piszę wiersze. Ostatnio udało mi się wydać moje wiersze wraz z klubem Literackim. 
 Za wszelką pomoc     SERDECZNIE DZIĘKUJEMY

Daty urodzenia:
Jolanta Magda - 07.07.1985 r.
Krzysztof Magda - 09.04.1987 r.
Kazimiera Magda - 13.05.1989 r.
Urszula Magda - 19.09.1990 r.
Paweł Magda - 20.05.1992 r.
Małgorzata Magda - 24.04.1996 r.

 Potwierdzam zgodność danych i polecam tę potrzebującą Rodzinę
Ks. Stanisław Majda
Parafia Rzymskokatolicka św. Anny Trzęsówka 237, 36-105 Cmolas, tel. 017 283 73 86 woj. podkarpackie

 Od redakcji: bez komentarza

***

 Od redakcji: Panią Krystynę, która nadesłała list zatytułowany "Była czytelniczka ?Gazety=" redakcja prosi o kontakt. 
 

 GONIEC NR 30/2006 (136) (28 VII - 3 VIII 2006)

 Artykuły spożywcze 
 Mam taki malutki problemik: data ważności na artykułach spożywczych MADE IN POLAND, co mnie bardzo bulwersuje, po prostu jej brak. Myślę, dlaczego tej daty nie ma, np. masło, serki topione itp. Ludzie bardzo serki kupują z oporami, bo nie ma daty ważności. W STARSKIM na temat masła dostałem odpowiedź, że jest mrożone itp. i dlatego nie ma daty produkcji.
 Piotrek 
 PS   
 "Sądowe korepetycje" - może ktoś by podliczył, ile kosztowały te wszystkie procesy.
***
 Kolonizacja 
 "Proszę zobaczyć, ile dobrego zrobiła w Afryce kolonizacja - gdyby tylko przeprowadzono ją do końca i nie porzucono Murzynów w najbardziej krytycznym momencie. Takie kraje jak Ghana przed ?niepodległością= wspaniale funkcjonowały".    Przytoczyłem fragment Pana wypowiedzi. Mam pytanie, czy tu, na tym kontynencie, też była kolonizacja i czy ona się różniła od tej w Afryce i czy ją przeprowadzono do końca - myślę, że tak. Pozdrowienia jeszcze raz 
 Piotrek

 Od redakcji: Panie Piotrze, niech Pan kupuje te towary, gdzie jest data przydatności.
 Jeśli chodzi o kolonizację, to jedna drugiej nie jest równa. Afrykański przykład jest szczególnie pouczający.

 Ogrody Bahajów
 Przed kilku dniami GLOBAL TV  pokazywała zdjęcia izraelskiego portu Hajfa.
 Oprócz zniszczeń, jakich dokonały rakiety Hezbollahu, było jedno, na które zwróciła uwagę moja żona i powiedziała "Stefan, patrz, ty masz takie zdjęcie w twoim komputerze".
 No i rzeczywiście mam, bo byłem tam tego roku w maju, a jest to zdjęcie,  które robią prawie wszyscy turyści z wierzchołka góry Karmel, będąc w Izraelu. Zmuszony byłem poszperać w Internecie i objaśnić żonie, co ta fotografia przedstawia. Chodziło o Bahai Gardens - Ogrody Bahajów w Hajfie.
 Arabski kupiec Siyid Al-Muhammed w 1844 roku założył sektę religijną Bahajów.
 Po pewnym czasie sekta zbudowała coś, co po angielsku nazwano Bob Shrine - święta brama, bo w arabskim "bob" znaczy brama. Nawiedzony kupiec ogłosił się prorokiem i oznajmił swoim wyznawcom, że przez tę bramę przyjdzie zbawiciel ludzkości. Budynek ten z piękną kopułą zbudowany jest na planie gwiazdy dziewięcioramiennej z 14.000 ręcznie wykonanych złotych cegieł i otoczony jest pięknymi ogrodami. Zszedłem na dół do ogrodów i rozmawiałem ze strażnikiem, pytając, czy tutaj zawsze jest tak czysto. Odpowiedział, że tutaj codziennie pracuje dwoje ludzi spośród 700 ochotników doglądających; to dla nich święte miejsce, no i widziałem, jak na kolanach nożycami przycinali trawę.  Z góry Karmel,  z której turyści robią fotografie, na dół prowadzi 19 tarasów, a liczących razem 1500 schodów; oczywiście turyści do samego dołu nie schodzą.
 Budynek z kopułą został ukończony  w 1953 roku i jest grobem Ali Muhammeda, założyciela sekty.
 To jego wyznawcy kupili kawał góry Karmel, założyli święte miejsce swojej sekty i tutaj zbierają się co roku.  Najliczniejsze grupy Bahajów są w Indiach, Iranie i USA, a razem liczą około 5 milionów.  Mer Hajfy określił to miejsce ósmym cudem świata.
 Stefan Szumnarski

 Od redakcji: Panie Stefanie, świat jest mały, o czym najlepiej przekonać się, ściągając program Google Earth.

 Zdjęcia z Libanu
 Podaję jeszcze raz link do obejrzenia makabry wojny, na którą wielcy politycy patrzą przez okulary zakłamania: http://www.fromisraeltolebanon.info/
 Jednego ze zdjęć, które wczoraj jeszcze tam było - już nie ma. To zdjęcie mam w pamięci jako symbol zła, które jedni ludzie wyrządzają drugim. Było to zdjęcie wydobywanego przez lekarzy z łona matki (rannej?) noworodka z dziurą w pleckach.
 Barbarzyństwo wojny. Pociskami nie kierują ludzie. To maszyny do zabijania innych. Własny naród ponad wszystko. Ponad człowieczeństwo. Slogany o terroryzmie innych, a własnego się nie widzi. A USA przyspieszają dostawę bomb dla Izraela. Będzie więcej zrujnowanych domów, zginie więcej niewinnych ludzi - biznes wojenny rozkwitnie.
 Niczego dobrego nie uczą ludzi kolejne nieszczęścia i wojny. Naród, który był skazany na zagładę, teraz to samo czyni innym. I też nie lituje się nad bezbronnymi.
 Nie wystarczy od innych żądać człowieczeństwa - trzeba samemu to człowieczeństwo okazać bliźnim.
 Są Żydzi, którzy tak samo z przerażeniem obserwują narastającą przemoc. Też się nie godzą na takie metody walki. Byłam trzy lata temu w Ottawie na demonstracji przeciwko wojnie w Iraku. Pod pomnikiem Human Rights przemawiali także przedstawiciele Żydów. Nie tych ze skłonnościami skrajnie nacjonalistycznymi wybrańców świata biznesu - normalni porządni cywilizowani ludzie.
 Kilka dni temu była demonstracja pod parlamentem kanadyjskim przeciwko napaści na Liban. Pracowałam, więc nie mogłam wziąć udziału. Jestem pewna jednak, że przeciwni barbarzyństwu Żydzi mieli tam swoich przedstawicieli także.
 Moim zdaniem, tych lobbystów zachłannego żydostwa amerykańskiego, kompromitującego ten naród i nakręcającego rząd amerykański do wspierania terroryzmu izraelskiego, należałoby wysłać do Izraela do osobistej walki. Łatwo wysyłać na śmierć młodych chłopaków. Teraz wojna jest łatwa. Jest w niej miejsce dla opasłych biznesmenów i chudych, a dobrze utrzymanych emerytów też. Niech przyciskają guziki wypuszczające bomby - sami własnoręcznie. Niech nie kryją się w swoich luksusowych biurach, na ławach Kongresu i w organizacjach międzynarodowych. Niech się osobiście nacieszą krwią swoich ofiar, zanim ich samych nie trafi zasłużony los z ręki terrorysty.
 Niech się spotkają przywódcy zainteresowanych państw i ich lobbyści na jakiejś pustyni i niech sami między sobą rozstrzygają o porządku świata. Obwozić tyłki po konferencjach pokojowych to nie wszystko. Pleść kłamstwa w posłusznych telewizjach to też nie wszystko. Jeszcze trzeba być człowiekiem. Czasem trzeba oddać życie za drugiego człowieka, żeby zachować twarz. To jednak nie jest popularne. Tego tylko wymaga się wciąż od Polaków - za mało pokazali swojego człowieczeństwa, ratując Żydów z zagłady niemieckich socjalistów. Wciąż za mało dobra spływa na naród "uprzywilejowany". Trzeba więcej dolarów, więcej bomb, więcej pocisków zdalnie sterowanych, więcej ropy, więcej władzy.
 Do czego zmierza naród wybrany? Kiedy już wszystkich wrogów pokona, to co dalej? Może zacznie patrzeć na własne ręce, czy nie ma na nich śladów niewinnej krwi... Nie doczekam raczej.
 Anna Kozłowska - Ottawa

 Od redakcji: Dziękujemy za piękną, mądrą wypowiedź.

 Pan Andrzej Kumor
 Czytam "Gońca" i uważam za plus, że podaje wiadomości, które nie zawsze ukazują się w innych polonijnych gazetach.
 Nie mogę tylko pojąć sensu pamiętników emigranta. "Widziane z dołu" Janusza Koczorowskiego. Chyba żeby czytelnik dowiedział się o jeszcze jednej mdłej córeczce wydanej na świat w absolutnie niesprzyjających warunkach życiowych.
 Nie rozumiem też opowiadania o Leninie. Nie wiem, jakich jest Pan zapatrywań politycznych? A może ktoś z obsady "Gońca" dalej myśli jak komunista? Mówią, że jak ktoś raz został komunistą, pozostanie nim na zawsze. Czy Polacy jeszcze nie uświadomili sobie, ile zła sprowadzili na świat komuniści?
 Kiedyś wysłałam do "Gońca" wspomnienie z Sybiru mojej koleżanki z młodych lat. Losy nasze rozeszły się na Sybirze, kiedy moja rodzina wyjechała na południe (ojciec do wojska), a jej została. Przeżycia wprost nie do wiary. Dlaczego nie wydrukowano ich? Czy dlatego, że osoba pisząca już nie żyje? Żyje jej cała rodzina, z którą jestem w kontakcie. 
 Życzyłabym bardzo odpowiedzi na powyższe pytania.
Maria Solecka
Mississauga

 Od redakcji: Pani Mario - wspomnienia Pana Koczorowskiego są bardzo ciekawe, rzecz gustu. Bajki o Leninie - jak i cała strona służy przypomnieniu idiotyzmów propagandowych tamtych lat.   Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków. Wspomnienia Pani koleżanki - o ile nie były publikowane nigdzie - proszę nadesłać. 

 Szanowny Panie Andrzeju,
 Jestem stałym czytelnikiem Pańskiej gazety. Czytałam płomienny Pański artykuł w ostatnim "Gońcu". Zgadzam się w zupełności i miałam o tym pisać, ale Pan mnie wyprzedził.
 Sprawa dotyczy Bliskiego Wschodu; to jest oburzające, jak świat do tego podchodzi. Giną setki ludzi, reszta jest traktowana jak zwierzęta i - cicho. Bo naród "wybrany" walczy z terroryzmem.
 Jeśli ktoś jest wybrany, to wcale nie musi być pozytywne. Można być wybranym do siania niepokoju na świecie, do traktowania innych na zasadzie łaskawej tolerancji, można też być wybranym do robienia rzeczy wspaniałych?? Zależy od punktu widzenia tych, którzy mają głos decydujący na świecie.
 Jestem oburzona stanowiskiem rządu polskiego do tej sprawy. Polska, która zawsze broniła wolności innych (bo nie mogła przez lata bronić swojej), powtarza jak katarynka urobiony schemat "walka z terroryzmem".
 Prawdopodobnie nasi przywódcy są za młodzi, żeby na własnej skórze pamiętać to, co było w czasie okupacji. Ja byłam małym dzieckiem, ale doskonale pamiętam wszystko, Powstanie Warszawskie i potem wywózkę do obozu przez ruiny mego miasta. Ale... co mają robić ludzie zdesperowani, którzy nie mają żadnej nadziei na przyszłość.
 Obecna sytuacja, moim zdaniem, nie zniesie terroryzmu, tylko go powiększy. Potrzebne są negocjacje i dotrzymywanie przez strony wynegocjowanych ustaleń. Tyle na dzisiaj.
Ewa Leśniewska
Mississauga

 Od redakcji: Święta prawda, tylko łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

 ***
 Zwracam się z prośbą do Państwa o udostępnienie adresów fundacji udzielających pomocy finansowej. Jestem w trudnej sytuacji materialnej. Wychowuję samotnie dwoje dzieci. Pracuję jako pielęgniarka w szpitalu, dochody są minimalne. Znaczna część poborów idzie na opłaty, zasiłku rodzinnego od państwa nie otrzymuję, ponieważ dochód na rodzinę przekroczył o 20 zł na osobę. Głównym moim dochodem jest praca w szpitalu. Jestem w bardzo trudnej sytuacji materialnej, zbliża się początek roku szkolnego, a z tym wiąże się zakup wielu rzeczy do szkoły, na który mnie nie stać. Dzieci są w wieku 17 i 14 lat. Proszę o Państwa pomoc.
 Małgorzata Acewicz
 malgorzataacewicz@wp.pl

 Od redakcji: XXX

 Odpowiedź Pani Grażynie  S.
 Szanowna Pani 
 W odpowiedzi na Pani pytanie wyjaśniam, że będąc w ZUS-ie, zostałem poinformowany, że te sprawy emerytalne, które mnie - polskiego imigranta, interesowały, należy załatwić do 31.12.2006 r. Dodam, że urodziłem się w 1949 r., a więc te sprawy opisywane w "Gońcu" mnie również dotyczą. Dla szerszego poznania ustawy o emeryturach i rentach z dn. 17 grudnia 1998 r. należy zajrzeć do Dz.U. 2004 r. nr 39, poz. 353 z poz.zm. oraz pod adresem internetowym, który już podawałem, lecz jeszcze przypomnę: www.zus.pl lub www.gov.pl.
 Natomiast wykaz zlikwidowanych zakładów pracy można znaleźć pod adresem: www.zus.pl/niusy/zlikwzak.htm., www.zus.pl/swiadcze/emer012.htm oraz na stronie głównej ZUS: http://www.zus.gov.pl.
 Ja się nie podejmuję interpretacji przepisów związanych z emeryturami, a tylko wskazuję, gdzie je można znaleźć. 
 Pozdrawiam
 S. Pietras

 Od redakcji: XXX

 ***
 Wczoraj nowojorskie stacje TV podały następującą wiadomość: w nocy nieznani sprawcy oblali czerwoną farbą drzwi jakiegoś domu, w oknie którego zatknięto izraelską flagę. Był to protest przeciwko zbrodniom popełnianym na Libańczykach przez wojsko izraelskie. Zastanawiająca jest jednak reakcja mediów i władz nowojorskich. Dla nich nie był to protest, ale tzw. hate crime, karany szczególnie surowo. Wszędzie pojawiły się ogłoszenia obiecujące wysoką nagrodę za znalezienie sprawców. Powołano już specjalny komitet składający się z przedstawicieli różnych ras i grup etnicznych mieszkających w tej dzielnicy. Komitet ma zorganizować mycie drzwi oblanych czerwoną farbą. Zaiste, akcja w stylu komunistycznej solidarności ludu pracującego popierającego jedynie słusznego agresora. W tym samym dzienniku sceny pokazujące załadunek paczek z pomocą humanitarną dla Libanu do wojskowego samolotu. Nie ujrzysz w żadnej TV scen z załadunkiem rakiet i bomb na amerykańskie samoloty transportowe. które "humanitarnie" będą zabijać ludność cywilną Libanu.
 Pozdrowienia
 Stan Sas

 Od redakcji: Takich czasów dożyliśmy.
 
 

GONIEC NR 29/2006 (135) (21-27  lipca 2006)

 Polskie emerytury
 Witam serdecznie. Mam pytanie do p. Stanisława Pietrasa - w swoim artykule o polskich emeryturach napisał pan: "Przypominam, że termin załatwiania tych spraw emerytalnych upływa 31.12.2006 r.". 
 Czy dotyczy to również osób, które nie osiągnęły jeszcze wieku emerytalnego, ale w przyszłości, np. za 5 lat, będą chciały wystąpić o emeryturę? Co znaczy "załatwienie tych spraw emerytalnych"? Czy chodzi o Polaków mieszkających poza granicami kraju, czy jedynie o obliczenie kapitału początkowego dla wszystkich. Z góry serdecznie dziękuję za wyjaśnienie. Pozdrawiam całą redakcję. 
Grażyna Śmieja

 Od redakcji: Przekazaliśmy problem p. Pietrasowi. Czekamy również na wyjaśnienie.

 Do redakcji
 Mieszkam w Kanadzie od 18 lat i nie rozumiem, dlaczego na autostradach serii 400 mamy ograniczenie prędkości  do 100 km na godzinę. Ja co roku jestem w Europie, gdzie jeżdżę samochodem. Są tam inne ograniczenia prędkości na autostradach. Dlaczego w Kanadzie nie można podnieść ograniczeń prędkości np. na 130 lub 150 km na godz. Np. w Danii jest 160 km na godz. Ja rozumiem, że zwiększenie limitu prędkości nie jest nakazem jeżdżenia z większą prędkością. 
 W moim odczuciu, dałoby to możliwość wyboru ludziom, którzy chcą szybciej jechać, poruszać się szybciej na autostradach. To nie oznacza, że wszyscy muszą jechać 150 km na godz. Przecież są osoby starsze, ktoś może być zmęczony albo nie czuć się komfortowo na drodze, jadąc szybko. Dla tych osób jest prawy pas. Niech jadą wolniej. 
 Żyłoby się znacznie lepiej w Kanadzie, gdyby znalazł się ktoś, kto mógłby to zmienić. Za każdym razem, gdy siadam za kierownicą samochodu w Europie, to jest mi smutno, dlaczego w Kanadzie jest taki paradoks.
Paweł Jasiński  - Toronto

 Od redakcji: To prawda - nie prędkość zabija, tylko bezmyślność i głupota; zniesienie 100-kilometrowego limitu w Kanadzie zubożyłoby jednak kasę, z której czerpią swe pensje urzędnicy i nasi dzielni policjanci ochoczo wypisujący mandaty "przestępcom" przekraczającym o 20 km limit prędkości na autostradzie. Dlatego w najbliższej przyszłości  trudno się spodziewać logicznych działań administracji.

 Krzyżówka z setką 
 Drogi P. Redaktorze "Gońca"! Wygranie krzyżówki w "Gońcu" nr 27 było miłą niespodzianką dla mnie, szczególnie ze względu, iż jest to mój ulubiony dziennik. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie całą Redakcję.
 Weronika Kurbiel

 Od redakcji: Pozdrawiamy również!

 Agent piłkarski 
 Mam taką małą prośbę, a zarazem pytanko, czy wy jako redakcja wiecie coś o AGENTACH PIŁKARSKICH,  którzy mogą pomóc w znalezieniu klubu, coś w tym rodzaju? Chodzi o jednego zawodnika, który gra w Anglii w lidze, można powiedzieć, okręgowej, jest Polakiem, ale mieszka w Kanadzie. Jeśli coś Państwo byście wiedzieli, bardzo bym prosił o pomoc. DZIĘKUJĘ BARDZO. 
 Darek

 Od redakcji: My nie wiemy, ale może ktoś z naszych Czytelników umie pomóc?

 Sądowe korepetycje 
 Narzekali ludzie, że nasza prasa nie zajmuje się absolutnie sprawą sprzedaży Pol-Can Banku, Trustem i sprawami sądowymi, więc Pan Andrzej Kumor postanowił udowodnić, że to nieprawda. 
 Napisał artykuł pod ww. tytułem w "swoim" Gońcu. Nie będę przytaczał, co Pan Andrzej pisze, bo przecież każdy może przeczytać sam - jak to ja zrobiłem. Za mało jest jeszcze dowodów, dlaczego to sam naczelny tak  "wystawił się" na czoło peletonu, który to nie milczy, a wręcz - dbając o społeczne pieniądze - poucza całą resztę, jak można "zaoszczędzić". 
 Proszę mi wierzyć, że miałem wiele szacunku do Pana i Pańskiej mądrości. Niemniej kiedy uruchamiał Pan "swojego" Gońca, coś mnie przerażało, że to może być "drugi szaniec" zaraz za Dziennikiem (czytaj: nocnikiem). Wiedziałem, że nigdy Pan nie poniży się do poziomu tamtych "redaktorów", ale cały czas czułem niepokój, że "coś tu nie gra". Naprawdę miałem wiele szacunku do Pana, jako dziennikarza. 
 Niestety, to co zrobił Pan (oczywiście na drodze "zmiękczania" naszej społeczności i chęci podobania się swoim chlebodawcom), nie ma nic wspólnego z Pana fachowością ani morale. Wszystko można było zrozumieć, kiedy żyliśmy w PRL. Często nie było wyboru, ale tutaj? Każdy chciałby mieć więcej, ale czy to musi być za każdą cenę? 
 Widziałem wiele "paskudztw" w innych darmowych "brukowcach". Pan tego nie robił i chwała Panu za to. Robią to młodzi, którzy chcą za wszelką cenę mieć więcej, a ich sponsorzy są b. wymagający. 
 Próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla Pana i nie potrafię. Obawiam się, że wytłumaczenie jest to samo dla wszystkich, liczy się jedno, czyli $$$$$$$$$$$. 
 Panie Andrzeju, gdzie Pan był, kiedy bez pytanie o czyjekolwiek zdanie Pol-Can Bank został sprzedany (nazywany głośno "KURĄ ZE ZŁOTYMI JAJAMI"), a pieniądze zostały "zagospodarowane" wg własnego widzimisię słynnej trójki, która lekko wydaje te miliony (nie należące do niej) właśnie na sprawy, które sama wywołuje. Powiem Panu więcej; tych spraw byłoby znaczniej więcej (to była właśnie taktyka odwrócenia uwagi społeczeństwa - jak to "nie cacy" ludzie przeszkadzają im w uzdrawianiu Polonii i ich osiągnięć); gdyby sąd wyraźnie nie zakazał dalszej takiej praktyki. Trust nigdy nie zamierzał liczyć się z wydawaniem pieniędzy członków CU, bo przecież to nie ich, i Pan o tym doskonale wie. Gratuluję cywilnej odwagi i publicznego przyznania się, "gdzie Pan jest". 
 Pozdrawiam
 LK
(nadesłane z adresu: Les Kociuba)

 Od redakcji: Szanowny Panie Leszku, rozumiem, że nie ma Pan argumentów merytorycznych i dlatego nie polemizuje z opiniami zawartymi w moim tekście, lecz atakuje mnie osobiście. Owszem, jest to jakaś metoda, zaprawieni w takich bojach twierdzą, że zawsze coś się przyklei... 
 Zarzuca mi Pan branie od kogoś pieniędzy - i zakładając, że jest Pan uczciwym człowiekiem - mógłby mi Pan wyjawić, od kogo, a także wskazać na jakiś dowód - przelew czy coś w tym rodzaju. Byłbym wdzięczny.   Jeśli chodzi o pytanie "gdzie pan był?" - nigdy nie ukrywałem, że  pracowałem w tym czasie w "Gazecie", przez co miałem sposobność oglądania wielu rzeczy z bliska. Nie wiem, dlaczego Pan pyta, skoro przecież był tam Pan częstym gościem. 
 Serdeczności. 
 Andrzej Kumor

 Drodzy Państwo!
 Nazywam się Tomasz Uścinowicz i w ostatnim wydaniu "Gońca" spostrzegłem list mojego znajomego z Polski, Stefan Kiselka, który poszukuje kontaktu z naszą rodziną. Niestety, Jego list nie zawiera adresu internetowego, o którym Stefan wspomina w liście. Czy posiadacie Państwo ten adres, czy też Stefan zapomniał go załączyć? Z góry dziękuję za odpowiedź.
 Z poważaniem
 Tomasz Uścinowicz, MD

 Od redakcji: Posiadamy, przekazujemy prywatnie.

 Witam serdecznie,
 Poszukujemy kontaktów ze środowiskami polonijnymi w najbardziej egzotycznych i ciekawych rejonach świata z dwóch powodów. 
 Pierwszym jest wewnętrzna potrzeba dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i obserwacjami z pierwszej ręki, obserwacjami obiektywnymi, które nie do końca zazwyczaj się pokrywają z oficjalnymi przekazami prasowymi. 
 Niestety, w Polsce obecnie obserwujemy dość konkretne podziały, dotyczy to również informacji, która zaprzęgnięta została ponownie do kieratu politycznego, media coraz częściej przyglądają się poprawności swoich wypowiedzi bardziej niż merytorycznej ich zawartości.
 Przebywając wielokrotnie za granicą, zwracałem uwagę na to, iż brak mi takich materiałów, oczywiście były rozmaite przedruki, ale to nie to samo co specjalne korespondencje dla konkretnego tytułu pisane też na konkretny temat, interesujący czytelników. Stąd pomysł na współpracę z pismami, gazetami polskojęzycznymi  wydawanymi dla czytelników w innych krajach. Jednym słowem, proponuję specjalne korespondencje z Polski w postaci felietonów, komentarzy rzeczywistości i różnych zjawisk, widzianych "chłodnym okiem" , ponieważ nie reprezentuję żadnych opcji politycznych, a głównymi kryteriami są zdrowy rozsądek, tolerancja, kultura, dążenie do "normalności", dzięki której ludziom po prostu żyje się lepiej...
 Drugi powód, to poszukiwania interesujących wątków, tematów związanych ze środowiskiem polonijnym, które tak naprawdę jest znane w Polsce w oparciu o archetyp emigracji za chlebem, która tworzy potem swoistą subkulturę, zacofanych, niewykształconych ciułaczy, żyjących w gettach pseudopolskości i oderwaniu od realiów starego kraju. Dotyczy to przede wszystkim USA, Kanady, Ameryki Południowej, Australii, choć przecież Polacy są wszędzie... No i w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej... Gdyby Polacy w kraju potrafili realizować się w taki sposób, jak robią to na całym świecie...To bylibyśmy karaibską oazą w Europie...
 Te informacje stanowić mają podstawę dokumentacji do filmów dokumentalnych w cyklu, którego projekt przygotowuje nasza Fundacja.
 Cykl ma w założeniu przedstawiać skupiska i konkretne postacie z kręgów polskich na całym świecie, przybliżyć współczesne problemy, pokazać w nowym świetle trochę wyeksploatowane kiedyś hasło, że "Polak potrafi...".
 Poszukujemy tematów, które mogą stanowić nietypowy punkt wyjścia dla filmu, dla przykładu film o Polakach na Karaibach opiera się na historii mówiącej o posiadłościach zamorskich księcia Kurlandii Jakuba Kettlera na Tobago w XVII wieku, gdy Kurlandia była lennem Korony Polskiej... czyli w pewnym sensie Tobago było częścią Korony...
 Mam nadzieję, że któryś z proponowanych tematów spotka się z Państwa zainteresowaniem, w każdym bądź razie liczymy na odpowiedź.
 Pozdrowienia dla całej redakcji i czytelników,
Dariusz Sobieski
Prezes Zarządu
Europejskiej Fundacji Edukacji i Integracji Kulturowej w Sopocie E-mail: sekretariat@efeik.pl

 Od redakcji: Pomysł wspaniały. Zachęcamy, może ktoś odpowie, a  ze swej strony zapraszamy na łamy.

 Panie redaktorze 
 Nie władam angielskim na tyle, aby prowadzić dialog. Ale jednego wam zazdroszczę, tj. syropu klonowego. Oglądam programy o Kanadzie na Discovery.Tam się mówi, ile one mają zastosowań. U nas chyba tego nie ma. I się nie napraszam o przysłanie. To tylko dygresja. Wolałabym jakąś rozmowę z Polakami tam mieszkającymi. Byłoby miło. Ja ze swojej strony również mogłabym podzielić się odrobinką wiedzy o Polsce. Mieszkam w Warszawie, jestem po UW. 
Helena Kwasiborska
 Mój adres: boniaszek@wp.pl

 Od redakcji: Dziękujemy za list, syropu klonowego nie ma co zazdrościć.

 List do Polskiego Związku Piłki Nożnej 
 Szanowni Panowie,
 W australijskim tygodniku żydowskim wydawanym w języku angielskim "The Australian Jewish News" z datą 9 czerwca 2006 roku ukazał się tekst pióra zastępcy redaktora naczelnego pisma, Chemi Shalev, o meczu drużyn Polski i Niemiec. Autor napisał, że był to mecz między hitlerowcami i antysemitami. Shalev publicznie, na łamach znanego nie tylko wśród Żydów tygodnika australijskiego, nazwał polskich graczy antysemitami, a graczy niemieckich hitlerowcami. Nie muszę Panom tłumaczyć, że jest to obrzydliwe zniesławienie, za które można wziąć Chemi Shaleva i redaktora naczelnego oraz pismo do sądu, domagając się nie tylko przeprosin, ale i dużego odszkodowania dla każdego polskiego gracza, a może i dla Związku. To jedyny angielskojęzyczny tygodnik żydowski, a Żydzi są bogaci. Na pewno będą ratowali pismo. Warto więc się pofatygować i pójść do adwokata, który będzie sprawę prowadził razem z adwokatem australijskim. Napiszcie w prasie sportowej, co się stało, i zaapelujcie do Waszych fanów o pomoc finansową na prowadzenie sprawy sądowej w Australii i że te (chodzi o zebrane) pieniądze zostaną zwrócone (przekazane Związkowi) po zwycięskiej sprawie. Chłopcy, do dzieła! Pokażcie choć Wy, że nie pozwolicie na to, aby rasista żydowski BEZPODSTAWNIE I PUBLICZNIE zarzucał Wam rasizm.   Z poważaniem, 
Marian Kałuski 

 Od redakcji:  Zakrawa to na szerzenie nienawiści...
 

GONIEC NR 28/2006 (134) (14-20 lipca 2006)

 Szanowni Państwo
 Chciałem prosić państwa o pomoc w znalezieniu instytucji "zwierzchniej w stosunku do Domu Kopernik". Informacja ta jest mi potrzebna, abym mógł interweniować w sprawie oddania mi wózka inwalidzkiego należącego do mojej świętej pamięci ciotecznej babki, która w tymże Koperniku zmarła. Wózek w sumie kosztował około 6000 dol. 75 proc. zapłacił ADP, resztę rodzina. Tuż po jej śmierci rodzina pytała o ten wózek, pracownicy - wówczas -zastępczyni dyrektora, powiedzieli, że chwilowo używa go jedna z pensjonariuszek, ale jeśli będziemy potrzebować wózka - oddadzą. 
 Około pół roku temu straciłem drugą nogę i potrzebuję wózka; dyrektorka na moją prośbę odpowiada, że wózek "zniknął", i radzi mi, żebym do nich przyszedł i poszukał albo ona może mi podpisać dokument, że wózek "darowałem" Kopernikowi. Jakkolwiek bym ich prosił, nie mogę dostać tego wózka. 
 Nie proszę was o interwencję - jedynie o nazwę instytucji, której Kopernik podlega, bo wygląda, że "po dobremu" nic nie będę z nimi mógł załatwić.   
 Z góry dziękuję 
 Ryszard Cisek 
 richard.cisek@gmail.com

 Od redakcji: Szanowny Panie, chyba najlepiej zwrócić się do rady dyrektorów, a jeśli nie, proszę uderzyć do ministerstwa, któremu podlega "Kopernik".

 Redaktor 
 Stanisław Michalkiewicz
 Szanowny Panie Redaktorze,      Mieszkam w Kanadzie i czytuję Pana felietony w tutejszej gazecie GONIEC. Jestem pełna podziwu dla Pana patriotycznego zaangażowania w sprawy naszej Ojczyzny Polski, oraz za odwagę mówienia szczerej prawdy. 
 Jest Pan wzorem do naśladowania dla nas wszystkich. Reprezentuje Pan nie tylko godny pozazdroszczenia poziom moralny, ale też niezwykle wysoki poziom intelektualny. Czytanie Pana felietonów to nie tylko pogłębianie wiedzy o prawdziwej rzeczywistości, ale niezwykła przyjemność ze względu na pański styl literacki, o niezwykle bogatym rdzennopolskim słownictwie. 
 Dziękuję Panu za wszystkie napisane i wyrażone słowa. W załączeniu przesyłam Panu link w Internecie, gdzie jest umieszczony mój list otwarty do Prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego. Mój list został umieszczony w  GOŃCU nr 27/2006 w Trybunie Czytelników zaraz po pańskiej publikacji, co jest dla mnie wielkim zaszczytem. http://www.goniec.net/trybuna.html.   
 Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie, życzę dużo zdrowia i pomyślności,   
 Z szacunkiem, 
 Grażyna Królówna

 Od redakcji: Dziękujemy za kopię listu skierowanego do Stanisława Michalkiewicza. Nam także jest przyjemnie, że gościmy na naszych łamach tak świetnego felietonistę. 
 

 Panie Andrzeju,
 (...) Nie wiem, jak to się odbędzie (z tą naszą ojczyzną). Tak jak podobno Piłsudski był agentem Niemiec. Czyż to umniejsza jego osiągnięcia? Pewnie on sam tego nie mógł pojąć. Podobnie jest z Bolkiem, tylko na innym poziomie. To jak to się odbędzie (wypełnienie przepowiedni) jest tajemnicą Najwyższego. Cokolwiek się przytrafi, i tak nie dorówna cudowi powołania Polaka na tron Piotrowy. Możemy sobie gdybać, jednego nam nie wolno zaniechać - gotowości obrony naszych wartości. I tu chyba stoi coś w powietrzu.     Panie Andrzeju, to te nasze oszołomy i ciemniaki wiedzą lepiej i jak trzeba, to oni nadstawią karki i przetoczą krew i ruszą. Potrzebują inspiracji  naszych mediów i naszych autorytetów. Oni sami wybiorą, kto jest wart, a kto nie. Oni wiedzą,  kto ma wiarygodność. Więc nie ustajmy w naszych marzeniach. 
 Życzę inspirujących tekstów. 
 g.k. 
 PS Już cały świat i BBC napomykają, że bracia K. pierwsi pobili rekord Guinnesa i jako pierwsi w historii bliźniacy objęli władzę. Osobiście w nich wierzę.

 Od redakcji: Zgadza się, brońmy naszych wartości i jeszcze jedno: nie wszystkim musimy się podobać...

 Szanowna Redakcjo,
 Usiłuję znaleźć książkę p. Stanisława Milczyńskiego pt. "Dziennik por. Gryfa". W Znaku znalazłem informacje, że jest szeroko dostępna w polskich księgarniach, ale wszelkie moje wysiłki spełzły na niczym, gdyż nikt tej książki nie posiada (USA, Kanada). 
 Czy moglibyście Państwo wskazać mi właściwe miejsce do nabycia tej pozycji. Z góry dziękuję za informacje. 
Mirosław Rogalski

 Od redakcji: Proszę zadzwonić do domu p. Stanisława Milczyńskiego, numer znajdzie Pan w książce telefonicznej.

 ***
 Podobno wyciągam pochopne i nieprawdziwe wnioski...? Może. Trzy moje ostatnie listy na publikację się nie doczekały, były w nich moje opinie, ale wyraźnie coś musiało być nie tak, a może wolicie bardzo budujące dyskusje - kolektor czy kolekcjoner - lub nie mający końca śmieszny temat jakiegoś prezesa. Takie metody promuje się na świecie całym, "moherowe jarmułki" nie mają szans wyrazić swojego zdania, ale dzieła (?) Grossa popierane są przez "pazerne jarmułki" w największych mediach, w Polsce nagłaśniane są tylko wypowiedzi popierane przez lewicę, metody podobne.
 Poseł Maciej Giertych zaszokował Parlament Europejski, porównując socjalistów do komunistów, dobrze się wypowiedział o gen. Franco, bardzo dobrze dla Hiszpanii zasłużonym. Podobne poglądy wypowiadam w poprzednich listach, ale widocznie pisane są przez niewłaściwego człowieka.
 W ostatnim numerze obiema rękami podpisuję się pod wszystkimi tezami p. Stanisława Michalkiewicza oraz wspaniałym listem p. Grażyny Królówny, ale list "podpisany" Tutejszy budzi moje zdziwienie co najmniej, komentarz redakcji też. Pochwała bezprawnie dokonanej grabieży i komunistycznych wybryków jest definitywną głupotą, co Tobie, chłopku, to dało? Zamienił stryjek... a socjalizm trzyma się dalej dzięki takim właśnie pazernym pożytecznym idiotom.
 "Gazeta" też nie opublikowała kilku moich uwag, nawet na odpowiedź nie było ich stać, raz tylko pewien bardzo różowy moralista nawsadzał nie tylko mnie od konserwatystów. Byłem dumny, wolę być uznawany za konserwatystę niż jakiegoś... lewaka.
 Podobno autorytet... Geremek, komentując wypowiedź p. Giertycha, wspomniał o faszystowskiej dyktaturze, o komunistycznej dyktaturze w Polsce nie wspomina. Znowu zapomniał.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, doceniamy Pana potrzebę pisania.

 Dzień Dobry,
 Zwracam sie do Panstwa z prosba o pomoc w znalezieniu kontaktu z Panstwem Tomaszem i Grazyna Uscinowicz zamieszkalym w Canadzie w miejscowoscie Ottawa w dzielnicy Ontario. Widnieja Oni na liscie darczyncow budowy kosciola. Sa to nasi znajomi z czasów PRL i urwal nam sie kontakt. Jezeli mozecie dotrzec do Pnastwa Uscinowicz prosze o przekazanie naszego I-Maila z prosba o kontakt lub  ewentualnie o przekazanie maila do Panstwa Uscinowicz. 
 Z góry dziekuje, pozdrawiam
 Stefan Kiselek

 Od redakcji: Może ktoś z Ottawy pomoże... 
 

GONIEC NR 27/2006 (133) (7-13 lipca 2006)

 Szanowna Redakcjo
 Jestem w Ottawie na odwiedzinach u brata i czytając sobie "Gońca" z 23-29 czerwca br., natrafiłem na felieton Pani Izabeli Embalo pod tyt. "Przyspieszenie akcji porządkowej". W czasie czytania nasunęło mi się parę konkluzji:
 Z pisma Pani można wywnioskować, że jest Pani bardzo dobrze obeznana z problemami przesiedleńców w Kanadzie. Pani rady są bardzo dobre i pożyteczne, ale dostępne tylko dla czytelników np. "Gońca". Chciałoby się zadać Pani pytanie: Nie wydałaby Pani kompletu Pani felietonów np. pod tytułem "Problemy prawne Polaków (i nie tylko) w Kanadzie"? A może już coś takiego ma Pani w zanadrzu? Ja skorzystałbym z Pani porad, bo noszę się z myślami pomieszkać sobie trochę w Kanadzie. Tak do roku, może dwa.
***
 W tym samym numerze "Gońca" natrafiłem na felieton Pana Aleksandra Łosia pod tyt. "Sowiecki Niemiec". Z pisma Pana można wywnioskować, że jest Pan obeznany z problemami przesiedleńców "Aussiedler" z Rosji do Niemiec. Jednakże w czasie czytania nasunęło mi się parę konkluzji: "Waldemar"  to imię, ale nie "polskie", nawet nie brzmiące "polskością" - jest to imię germańskie - (De-niem.) Wald (e)  =  (Pl-pol.) Las, Mar(e) = Zjawa.
 Takich "ofiar" przesiedleńców znam dużo, gdyż sam mieszkam w Niemczech już od 1981. Podobnie układają się przeżycia przesiedleńców z Polski, ze Śląska, Pomorza, Wschodnich Prus,  tzw. "Spaet-Aussiedler aus Oberschlesien, Pommern  oder Ostpreussen". Nic ująć, nic dodać. Dla niektórych jest to życiowa tragedia. Niby, wg papierów (dokumentów pochodzenia), są Niemcami, ale w mowie, piśmie czy, co gorsza, w czuciu się, są wtórnymi "analfabetami". Nie mogą się zintegrować, brak im po prostu korzeni. Bo zostali wyrwani ze środowiska, w  którym wyrośli. Pozbawieni są przyjaźni, znajomości, swojego obycia. Największym nieszczęściem jest dla nich obcość w nowym kraju. Zderzenie się takich różnych "kultur, mentalności", jak rosyjska i niemiecka, nie jest łatwe do przezwyciężenia. Już nasza "polska kultura, mentalność", chociaż geograficznie tak bliska germańskiej, nie jest łatwa do przestawienia. 
 Chociaż muszę przyznać, mnie się to udało po paru latach. Ale chyba tylko dlatego, że zadałem sobie trud zrozumienia Niemców i pogodziłem się z moim losem na wygnaniu. Pisz Pan dalej, informuj Pan Polaków na całym świecie, że nie tylko im się źle na wygnaniu, dobrowolnym czy wymuszonym, wiedzie. 
***
 W "Gońcu" z 23-29 czerwca br. natrafiłem na wywiad z Panem Maciejem Czaplińskim pod tyt. "Power of sale". Chciałbym, aby te porady ukazały się w wydaniu książkowym jako poradnik dla nowo przybyłych do Kanady. 
 Chodząc po Ottawie, zastanawiam się nad solidnością obiektów budowlanych? Oglądam budynki mieszkalne, budowle firmowe, urzędów państwowych. Podglądam technikę budowlaną i nie mogę wyjść z podziwu. Jak się to wszystko ma do europejskich standardów, czy to tylko różnica systemów? Skoro się jednak tutaj sprawdza, to dlaczego ma być złe?
 Mieszkam w Niemczech, gdzie wypracowałem sobie skromną emeryturę. Mam 58 lat, obywatelstwo niemieckie, mówię płynnie po niemiecku, polsku, ale za to bardzo słabo po angielsku i znam parę zwrotów grzecznościowych po francusku (sic!). Znam się na: komputerach (Kommunikationselektroniker Fachrichtung: Nachrichtentechnik), budownictwie (europejskim, niemieckim, polskim) (mgr inż. budownictwa ogólnego).
 Obecnie jestem samodzielnym konsultantem (doradzam, jak dostosować firmy do standardów unijnych) firm budowlanych w Niemczech i w Polsce. 
 Życzę wszystkiego najlepszego wszystkim Czytelnikom "Gońca",
 Z poważaniem 
Ryszard Mucha
 PS Gdybym kogoś moim pismem uraził, wzruszył lub gdyby ktoś chciał się ze mną podzielić swoimi uwagami, to proszę o kontakt na: post@tlumacz-przysiegly.de.

 Od redakcji: Dziękujemy za uwagi, gratulujemy osiągnięć.

 ***
 Wiedziałem od dawna, iż "Gazeta" oraz radio "Kwadrat" mają bardzo sprecyzowane, ale pachnące nieładnie poglądy. Dziwne na pewno, ale o "Gońcu" zdanie miałem poważniejsze i pozytywne. Pomyłka? Wygląda na to, że przyświeca wam ten sam cel, razem musicie - rozwalić rządową koalicję. Przykładanie do tego ręki bardzo źle o was świadczy, działacie przeciw Polsce, widocznie socbanda i na was ma wpływ. Bardzo lubię LPR, a p. Roman Giertych jako minister edukacji jest właściwym człowiekiem na tym stanowisku, ale samodzielnie ta formacja nie ma szans ani znaczenia, a więc rozbijanie koalicji, dzielenie rządu można śmiało uznać za głupotę.
 Ostatni tekst sygnowany przez byłego kulturalno-oświatowego, a teraz tylko wesołka z PGR-u Krzysztofa Pawlaka jest pisany w stylu tow. Senyszyn, a może pod jej dyktando? Pogratulować. Spodziewam się dalszego ciągu z Wałęsą, może cichociemnym Rokitą, następnie Olejniczak, Szmajdziński i inne "autorytety". Brawo. Śmiało dołączcie do Tuska i Rokity, cel wam przyświeca ten sam, a dla Polski... - wesz na głowie astronoma.
Janusz Sierzputowski

 Od redakcji: Panie Januszu, zbyt pochopnie wyciąga Pan wnioski, na dodatek nieprawdziwe.

 Dwa następne listy dotyczą  tekstu A. Kumora "Kontratak musi nadejść" 
 Drzewo odradza się od korzeni
 Korzenie polskości i chrześcijaństwa są wciąż żywe i zdrowe. To wciąż dobrze rokuje na przyszłość. Błądząca, zagubiona czy ogłupiona Europa, nie ma żadnych konstruktywnych argumentów by narzucać swój sposób życia innym państwom i narodom. Ujednolicana Europa to bardziej - sztuczny, bezmózgowy i bezduszny zlepek egoistycznych folwarków mafijnych, niż koalicja suwerennych i solidarnych wobec siebie państw, narodów i gospodarek. Bezideowość i nijakość Europy próbują wykorzystać a to miłośnicy kibuców pod Tel Awiwem, a to znów zwolennicy ideologii: "Jeden naród, jedno państwo, jeden wódz", na czele z przetransformowanym entuzjastą Rote Armee Fraktion - Joschką Fischerem. Europa nie ma lepszej opcji od promowanej przez JPII Europy ducha, Europy chrześcijańskiej, wyznaniowo i kulturowo.
Lubomir

 Od redakcji: Problem w tym, że Europejczycy tego nie widzą...

 Panie Kumor,
 niestety, ze względu na bardzo wyrafinowane słownictwo nie udało mi się doczytać powyższego tekstu do końca. Dotarłem do wzmianki o dobrym gospodarzu majątku i dobrym Panu na zamku. Jest to bardzo idylliczne, ale fałszywe. Jakoś chłopi, a nawet mieszczanie nie garnęli się tłumnie pod sztandary swych Panów. Czasami stawali przeciwko - np. powstania chłopskie, bunty mieszczan. A w końcu dobrowolnie i z radością przejęli ich dobra w czasie reformy rolnej. Na koniec wykazali jednak trochę wdzięczności - pokazując swoim byłym "Panom"drogę precz. Niestety, taka była i jest rzeczywistość. Ja też wywodzę się z byłych chłopów pańszczyźnianych, jak większość polskiego narodu, i uważam, że dobrze się stało. Klasa próżniacza odeszła w niebyt.
Tutejszy

 Od redakcji: Klasa próżniacza nigdzie nie odeszła, niech Pan porozgląda się po Polsce, ile jej jest!
 

GONIEC NR 26/2006 (132) (30 czerwca - 6 lipca 2006)

 Drogi Panie redaktorze, 
 Kiedy  te panie z ZHP  przestaną z uporem zwalczać ZHR? W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie byłam na terenie Milenium na Kaszubach, składałam kwiaty pod pomnikiem Szarych Szeregów i uczestniczyłam w ogniskach  harcerskich. 
 O przepraszam, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to teren prywatny i kto płaci za niego podatek.  Najlepiej w tym roku wywiesić tabliczkę "Wstęp wzbroniony", do pomnika przywiązać psa na łańcuchu albo misia z pobliskich lasów, a teren ogniska ogrodzić drutem kolczastym. Pamiętam też czasy, kiedy to na 5. rocznicę ZHR, panie z ZHP zabrały swoją młodzież ma Mszę Świętą do kaplicy polowej, żeby broń Boże nie uczestniczyć w jubileuszowej Mszy Świętej ZHR. A w tym roku jakie panie macie plany? O zgrozo, czy nie można tak po Bożemu, według przykazań i prawa harcerskiego podać sobie ręki, zapomnieć swoje prywatne urazy  i wspólnie przy ognisku zaśpiewać  harcerską piosenkę? Czy nie można cieszyć się swoimi rocznicami razem, by w końcu poczuć się jedną wspaniałą rodzina?  Pozdrawiam i życzę więcej miłości i harcerskiego uśmiechu. 
 Dorota S. 

 Od redakcji: Szanowna Pani, nie podpisuje się Pani nazwiskiem, więc nie wiem, z kim mamy przyjemność. Każdy ma prawo założyć własną organizację, żyjemy w wolnym kraju, ale aby wchodzić bez zaproszenia na teren innej organizacji, trzeba mieć dużo tupetu. Ja o takiej sprawności harcerskiej nie słyszałem. AK
 PS Nie potrafię odróżnić "harcerskiego" uśmiechu od zwykłego, a miłością żyję na co dzień - dzięki za życzenia.

 ***
 W polonijnej gazecie "Życie" zamieszczono w rubryce sprzedam, a poniżej pod rysunkiem jakiejś maski z wyszczerzonymi zębami, taki "niby-dowcip" "Pierwszy dzień w szkole"...   Nie wiem, w którym miejscu należy się śmiać w tym dowcipie. Nie ulega wątpliwości, że odnosi się do pozdrowień papieża Benedykta XVI, po polsku, do Polaków. Przedrzeźnianie Papieża przez "Jasia" jest podobne do parodiowania przez p. Szczukę w TV polskiej - Magdy Buczkówny, modlącej się w TV Trwam. Odpowiedź "Jasia" z jęz. niemieckiego zakrawa na nową wersję polonijnych kpin z Papieża-Niemca z pozdrowień w jęz. polskim.
 Może się pogubiłem i nie rozumiem dowcipu "Jasia". A on zna jęz. niemiecki, a może jeszcze inne języki, np. arabski, hebrajski itp. Tylko pogratulować mu znajomości języków. Polonijny "Jaś" nie jest taki głupi.
Stanisław W.
Mississauga

 Od redakcji: Panie Stanisławie, proszę napisać list do "Życia". Jak widać, poczucie humoru - rzecz gustu.

 Artykuł p. J. Kowalskiego 
 Chciałem podziękować za artykuł i zwrócić pewną uwagę. Zauważyłem, że autorzy nawet niepolitycznie poprawnych unikają korzystania ze strony ŚKŻ - Światowego Kongresu Żydowskiego (WJC). 
 A jest tam wiele kapitalnych informacji - np. o działaniach podsekretarza stanu Ryszarda S. Wg informacji z tej strony, rabin nie podszedł, by dowiedzieć się, "o co mu chodzi", tylko próbował zatrzymać (!) gościa, a ten uciekł.
 Global News: Polish chief rabbi attacked with pepper spray; Jewish students threatened 29 May, 2006. Poland's chief rabbi was attacked with pepper spray and two Jewish student leaders have received anti-Semitic messages on their telephones. 
 The acts happened in the run-up to Pope Benedict XVI visit to Poland last weekend, JTA reports. The text messages received by the Jewish student in Warsaw threatens to blow up the synagogue and put Jews in concentration camps. The police are trying to find out the source of the text messages, and the Polish Prime Minister's Office is working to give the case top priority, according to JTA. 
 The man who assaulted chief rabbi Michael Schudrich shouted "Poland is for Poles" as the rabbi was accompanying several worshippers out of a Polish synagogue over the weekend. Schudrich attempted to detain the attacker, witnesses said, but the assailant escaped. The rabbi did not sustain injuries. The attack came a day before Schudrich joined Pope Benedict XVI during the a visit to Auschwitz. The police and government are taking the incident seriously, Piotr Kadlcik, chairman of the Union of Religious Jewish Communities in Poland, told JTA.
 The anti-Semitic incidents come only a few weeks after the stabbing of an anti-fascist activist in Warsaw, allegedly by two skinheads who remain at large. The stabbing victim's contact information and picture had been listed on a xenophobic website that also lists Jews, gays and their supporters. It is believed that the skinhead attack was connected to the Red Watch extremist website, which Polish authorities want to shut down. 
JJK

 Od redakcji: My korzystamy ze stron ŚKŻ

 Równowaga chwiejna
 Szanowny panie Andrzeju,
 Gorąco dziękuję za pański świetny artykuł. Mam tylko jedną, maleńką uwagę. Myślę, że nie ma potrzeby bać się słowa rasa. Rasy istnieją. Kochanie własnej rasy nie oznacza nienawiści do innych ras. Rasa biała wymiera i jest zalewana. Wszędzie, nie tylko w Kanadzie. Nie dzieje się to przez przypadek. Polecam lekturę Mc Cullocha http://www.racialcompact.com/, książki J. Philippe'a Rushtona (e.g. "Race, Evolution and Behavior"), P.J. Buchanana (e.g. "The Death of the West"), M. Levina "Why Race Matters", Lynna i Vanhanena "IQ and the Wealth of Nations", R. Lynna (e.g. "Race Differences in Inteligence", Herrnsteina i Murraya "The Bell Curve"), V. Saricha i F. Miele "Race", a także lekturę takich websides, jak: http://www.amren.com/, http://www.vdare.com/, http://www.lagriffedulion.f2s.com/index.html, http://theoccidentalquarterly.com/, http://lrainc.com/swtaboo/index.html. Wiem, że prawda nie zawsze może być opublikowana. Nawet prawda należna ludziom ginącym i zdradzonym.
 Życzę panu zdrowia, owocnej pracy i wszelkich błogosławieństw Bożych.
dr Mariusz Tomasz Paszkiewicz M.B., Ch.B., D.O. (LMCC)
deradwan@yahoo.com

 Od redakcji: 
 Panie Mariuszu, tak, rasy istnieją, znam prace prof. Rushtona. A jednak wolę kategorie cywilizacji czy kultury, ponieważ one pozwalają na włączanie wszystkich chętnych, którzy gotowi są szanować nasze wartości. Proszę zobaczyć, ile dobrego zrobiła w Afryce kolonizacja - gdyby tylko przeprowadzono ją do końca i nie porzucono Murzynów w najbardziej krytycznym momencie. Takie kraje jak Ghana przed "niepodległością" wspaniale funkcjonowały.
 Pozdrawiam serdecznie
 Andrzej Kumor

 ***
 W ostatnim "Gońcu" (nr 25) pojawił się doskonały list to redakcji, umieszczony w dziale "Trybuna Czytelników".
 Autorem listu jest pan Tadeusz Orłowski. Otóż, muszę wyrazić tutaj swoje wielkie zadowolenie z faktu, że ten właśnie list mógł się ukazać na łamach "Gońca". Streszcza on podejście niektórych środowisk do Ruchu Narodowego, którego reprezentantem na dzisiejszej scenie politycznej w Polsce jest Liga Polskich Rodzin.
 Panie Tadeuszu! Narodowcy w Polsce dziękują za ten list! Równocześnie chciałbym nawiązać z Panem kontakt. Piastuję obecnie funkcję sekretarza Zarządu Okręgu Lubelskiego Młodzieży Wszechpolskiej, a w lipcu, sierpniu i we wrześniu będę przebywał w Toronto. Chciałbym uruchomić bazę danych wszystkich tych, którym bliskie są idee ruchu narodowego, uformowanego przede wszystkim przez Romana Dmowskiego, prof. Feliksa Konecznego, Jana Ludwika Popławskiego, Adama Doboszyńskiego, Jędrzeja Giertycha, a dzisiaj kontynuowane i wcielane w życie przez LPR i Młodzież Wszechpolską. Ta baza może stanowić jakiś początek do konkretnej działalności narodowej na łonie naszej Polonii w Kanadzie.
 Mój adres emailowy to: sanok85@hotmail.com.
 Pomni na wielkie wsparcia okazywane przez Polonię idei narodowej w ostatnim stuleciu, nie bądźmy bierni!
 "Otóż, jeśli my będziemy mieli dostateczną część naszego społeczeństwa w tym obozie, który powiada, że nam o Polskę tylko chodzi, jeśli ci ludzie będą dostatecznie mocni i dostateczną będą mieli przewagę, to ja się żadnych przewrotów i rewolucji nie boję, bo ci ludzie przez największe katastrofy przeprowadzą Polskę cało" - Roman Dmowski, "Nasz program".
Pozdrawiam 
i Czołem Wielkiej Polski!
 Michał Krupa

 Od redakcji: Nie bądźmy bierni

 Witam
 Piszę do Was z nietypową sprawą. Poszukuję kolegi ze szkoły podstawowej, który wg moich informacji przebywa w Kanadzie. Proszę o adres strony internetowej, gdzie mogę znaleźć Polaka w Kanadzie.
 Pozdrawiam
 Paweł Arabas 

 Od redakcji: Proszę poszukać w www.411.ca 

GONIEC NR 25/2006 (131) (23-29 czerwca 2006)

 Redaktor gazety "Goniec" Pan A. Kumor
 Szanowny Panie Redaktorze,
 W związku z artykułami ogłoszonymi w Pańskiej gazecie w dniach 12-18 maja br., autorami byli panowie Pawlak i Pogonowski, chciałbym wyrazić moje poglądy w tym kierunku.
 Nie ulega żadnej wątpliwości, że artykuły te są podyktowane przeciwko tolerancji religijnej społeczeństwu, które zgodnie z bestialstwem hitlerowskim cierpiało najwięcej.
 Pan Pawlak nie uważał za stosowne nawet określić nazwy niepodległego państwa, używając obraźliwego określenia "bliskowschodnie państwo Żydów".
 Uważam za stosowne podkreślić, wielu obywateli wyznania żydowskiego brało udział w walce o niepodległość Polski (włączając niżej podpisanego) i wielu z nich zginęło.
 Powyżsi panowie uważali za wygodne o tym zamilczeć. Uważam, że zamiast ogłaszania antysemickiej "kolekcji" pan Pawlak mógłby zająć się konstruktywną pracą w celu wzmocnienia prestiżu polskich obywateli na obczyźnie.
 Mam nadzieję, że pańskie wydawnictwo nie stanie się narzędziem antysemickiej propagandy, gdyż wiemy, że rozpowszechnianie antysemityzmu przyniesie więcej szkody do źródła tej propagandy, aniżeli do ludności, do której jest skierowane.
 Przypuszczam, że w związku z tradycją demokracji prasy w wolnym kraju, powyższe moje uwagi będą przez Pana opublikowane na równi z poprzednimi panów Pawlaka i Pogonowskiego.
 Jestem pewny, że tego rodzaju motywacja będzie miała pozytywny stosunek między członkami naszego społeczeństwa niezależnie od wyznania albo politycznego nastawienia.
 Proszę przyjąć, Panie Redaktorze, wyrazy poważania.
I. Korman
Montreal, PQ

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy bardzo za list. Stosunki między naszymi narodami, polskim i żydowskim, muszą być budowane na prawdzie. Tą zasadą staramy się kierować przy publikacji tekstów. Powołuje się Pan na przykład dwóch felietonów, których tematem nie były stosunki polsko-żydowskie, lecz konkretne zagadnienia polityczne (p. Pogonowski). 
 Jako Polak, nie znajduję nic obraźliwego w określeniu "Środkowoeuropejskie państwo Polaków", zwłaszcza użytym w tekście publicystycznym.
 Antysemityzm jest nam obcy, natomiast nie zamierzamy zrezygnować z zakreślania polskiego interesu narodowego i dyskusji o trudnych zagadnieniach bieżącej polityki oraz historii.
 To prawda, Polska musi być (i jest wdzięczna) wielu Polakom żydowskiego pochodzenia, jednocześnie są też liczne rachunki krzywd, jak chociażby udział lewicowej młodzieży żydowskiej w wydawaniu Polaków w ręce NKWD pod okupacją sowiecką.
 Prawda musi być wspólnym mianownikiem naszych stosunków, dlatego też mam wielką nadzieję, że Pan z równą troską żądać będzie prostowania kłamliwych i oszczerczych generalizacji, jakie o Polakach publikowane są wielokrotnie w kanadyjskiej prasie żydowskiej.
 Pozostaję z poważaniem 
Andrzej Kumor

 Szanowny Panie Redaktorze!
 JESTEM w SZOKU!
 Zobaczyłam w "Gońcu" ogłoszenie ZHR. Nie mogłam uwierzyć oczom!  Sprawdziłam wiarygodność informacji z ZHP i okazuje się, że ZHR nie prosiło o pozwolenie, aby używać terenu "Milenium", ani nie prosiło, aby wypożyczyć ten teren na swoje cele. 
 Teren "Milenium" na Kaszubach należy od wielu lat do ZHP.  ZHP płaci za niego podatki.  Jak można zaprosić nie tylko siebie, ale i innych na cudzy teren bez pozwolenia?
 Wiem, że w tym roku ognisko dn.  8 lipca jest ogniskiem przedzlotowym (ZHP wybiera się w sierpniu do USA na VII Światowy Zlot ZHP). 
 Co za tupet, już nie mówiąc o bezczelności, by na siłę wkraczać na prywatny teren bez zaproszenia i zakłócać program innej organizacji, która pracuje w Kanadzie wśród nas bezinteresownie dla dobra całej Polonii od ponad 50 lat!
 Albina Polatyńska

 Od redakcji: Rzeczywiście, to przykre.

  ***
 Pewien mój znajomy z Kanady powiedział, że Polacy w Kanadzie są nieżyczliwi. Chyba miał rację! 
 Ja zapytałem Redakcję  o to, czy w Toronto w Kanadzie jest Dom Polski SPK i o ewentualny adres.
 Kpiny sobie robicie z ludzi. Mieszkacie tam, macie książki telefoniczne i inne narzędzia , żeby znaleźć i podać mi taką informację  - a  Wy odpowiedzieliście mi, "żebym sobie poszukał w Google".
 Kpiny albo przysłowiowe polskie lenistwo! Obyście splajtowali jak najszybciej i nie psuli opinii Polakom - tego Wam życzyć chyba powinienem.  Czytając niektóre inne odpowiedzi na waszej stronie, utwierdzam się w tym przekonaniu. Arogancja, lekceważenie ludzi lub lenistwo!
    Alfred Sobieniak z Polski 
- nie znający języka angielskiego, jak większość starszego pokolenia Polaków w Polsce, bo nie wolno było w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych uczyć tego języka w szkołach średnich.

 Od redakcji: Drogi Panie, ma Pan dostęp do Internetu, wysyła Pan pocztę elektroniczną, informacje o SPK są po polsku, strony Google'a są po polsku (www.google.pl). Mniej żółci, więcej samodyscypliny. Pozdrawiamy serdecznie.

 Sprawa trustu
 Wszyscy zainteresowani sprawą trustu mogą przyjść do sądu i ją na bieżąco oglądać. Na piątek wyznaczony jest kolejny dzień rozprawy; odbędzie się ona w sądzie na 393 University Avenue. Rozpocznie się ona o godzinie 10 rano, prawdopodobnie w tym samym pokoju 708 przy 393 University Avenue. Kolejne rozprawy zaplanowane są na cały następny tydzień, 26 czerwca do 30 czerwca. 
 Gdyby rozprawy były przesunięte do innego pokoju, to trzeba się zapytać o sprawę (lub poszukać na wokandzie) w Estate Court, numer tzw. File 02-52/03. Sprawę prowadzi sędzia Robert Spence.
 Do sądu najlepiej przyjechać metrem lub tramwajem. Budynek sądu mieści się na ulicy 39 University między ulicami Dundas St. West (stacja metra St. Patrick) i Queen Street (stacja metra Osgood).
J . Niemczyk 

 Od redakcji: Zachęcamy, sprawa dotyczy wszystkich udziałowców CU.

 Dzień dobry!
 Dzięki gazecie "Goniec" dowiedziałam się o działalności "GORZOWIAKÓW".
 Jestem tym zainteresowana, ponieważ urodziłam się w Barlinku (miasteczko położone około 30 km od Gorzowa), a do średniej szkoły uczęszczałam w Gorzowie, do II Liceum im. Marii Curie-Skłodowskiej.  Mam nadzieję, że uda mi się spotkać kogoś z mojej średniej szkoły lub z Barlinka. 
 Pozdrawiam - Bogusia Derylo 
(panieńskie - Drozdowska)
derylo@rogers.com

 Od redakcji: Witamy w Klubie! Zapraszamy na stronę www.gorzowiacy.com lub do "Gońca", gdzie podajemy terminy naszych spotkań.

 Usprawiedliwienie 
 dla łajdaków 
 Uważam ten felietonik za mało przemyślany i totalnie spłycający cały  problem wzajemnego zaufania, zarówno względem osób, jak i wobec  instytucji. Bo jasno z niego wynika, że wszyscy oszukani - w różnych  aspektach - są po prostu sierotami, w dodatku jeszcze  zapłakanymi... 
 Totalne pomieszanie pojęć i terminów, z jednej strony: "kult  jednostki Stalina", z drugiej: "zachodnioeuropejska koncepcja wolności", jeszcze dalej: "złoty cielec" i "brudna polityka", oraz  kilka banałów typu: "o budowaniu pomników po śmierci"... I co ciekawe, wynika z tego, że jeśli ktoś został oszukany, jeśli został skrzywdzonym, to nie jest to problem i wina oszustów,  łajdaków, ale "winni" i problem stanowią ci, co dali się oszukać... Bełkot pojęć... Doprawdy dziwna mieszanka słów, jeszcze należało dodać do tego:  "sieroty po komunizmie" i już mamy totalny bełkot w głowie. Czy o to chodzi?
 Wszyscy zostaliśmy oszukani w ostatnich kilkunastu latach, i to  przynajmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) razy. Czy to może  znaczy, że teraz, kiedy wiele z tych osób, w których pokładaliśmy nasze nadzieje, okazało się łajdakami, kłamcami, oszustami (np. Wałęsa, nawet Mazowiecki przez krótki czas /nasz rząd/, i cała dłuuuuga lista  innych...), to z tego powodu to właśnie my jesteśmy zapłakanymi  sierotami? Rozumiem, Panie Andrzeju, że Pan do tych sierot się nie  zalicza? Bo Pan nigdy nikomu nie ufał i nie ufa...
 Zawsze mi się wydawało, że przesłanie powinno być inne. Takie  mianowicie, że jak najbardziej należy sobie ufać, być otwartym (ale nie być przy tym naiwnym) na drugiego człowieka. Ten felieton temu  przeczy... Ba? Ma wręcz formę przesłania, usprawiedliwienia dla łajdaków. I nie mówimy tutaj tylko o łajdakach, tych z pierwszych stron gazet, ale również o tych maluczkich ludkach, których pełno wokół nas. Od bycia sierotą już jest całkiem niedaleko do zostania frajerem... A gdzie są takie pojęcia, jak moralność, uczciwość? Zniknęły, zapadły  się pod ziemię? To znaczy, że co? Człowiek uczciwy nie ma prawa do  powiedzenia prawdy, nawet gorzkiej prawdy, bowiem dzisiaj mamy takie podłe czasy, iż trudno komuś ufać i wierzyć? A jeśli już ktoś powie, "że przestał ufać", to natychmiast zostaje zapłakaną sierotą? Dziwne  i niepojęte.
 (...)
 Człowiek całe swoje życie komuś ufa i komuś wierzy. Czyta książki  takich autorów, których uważa za uczciwych i prawdomównych, kupuje takie gazety, które uważa za wiarygodne i mniej manipulatywne, w końcu słucha i wierzy tym politykom, których uważa za uczciwych i posiadających autorytet. Autorytet nie bierze się znikąd, na autorytet pracuje się całymi  latami...
 Nie chcę w tej swojej wypowiedzi być źle zrozumianym, bardzo sobie cenię felietony p. Andrzeja Kumora. Propaguję je od wielu, wielu lat na forum Poland-L... na długo, zanim pierwszy tekst p. Kumora ukazał się na witrynie  "Wirtualnej Polonii"... Zdecydowana większość tych tekstów jest bardzo dobra, niektóre są świetne, ale od czasu do czasu przytrafiają się gnioty takie jak ten. W tym felietonie p. Kumora, termin "sieroty" do ludzi oszukanych pasuje dokładnie tak jak w tym hucpiarskim przykładzie z rozprawy sądowej. Młody człowiek za zamordowanie swoich rodziców, w pierwszych  słowach zwraca się do sądu: "Wysoki sądzie, jestem sierotą...".
Krzysztof Wojciechowski

 Od redakcji: Krzysztof, nie przekonałeś mnie, jeśli ktoś mnie raz oszukał, powinien się wstydzić, jeśli ten sam człowiek oszukał mnie drugi raz, to ja powienien się wstydzić. Tak to mniej więcej działa. Kontakt z autorytetami nie zwalnia od myślenia, - popatrz na Niemcy pod Hitlerem.

 Witam Redakcję 
 Odnotowałem publikację mojej opinii "Odpowiadając Lechowi Wałęsie" w aktualnej Trybunie Czytelników "Gońca". Nie zawiera ona ani daty, ani adresu URL z Wirtualnej Polonii - które umiejscowiałyby ją w czasie i w kontekście. Bez tych danych moja przytoczona publikacja [jest] jak polemika z ostatnim kłamstwem Wałęsy, że "namawiał mnie do pozostania w Polsce", co byłoby dla mnie zniżeniem się do jego poziomu.
 W rzeczywistości ta moja wypowiedź jest dużo wcześniejsza ( 19 kwietnia 2006) i odnosi się do wałęsowskiego tekstu "Dezerterzy" atakującego Polonię in gremio. Znajduje się w niej wówczas podana data i opis okoliczności mojego rozstania się z Wałęsą, co niewątpliwie uzasadnia jej przytoczenie w kontekście wywiadu z kłamiącym Wałęsą, ale jako wcześniejszy dowód kłamstwa, a nie jako dzisiejszą polemikę z kłamcą notorycznym.
 Pozdrowienia
Mirosław Krupiński

 Od redakcji: Zgadza się, powinniśmy byli  umiejscowić tekst w czasie - przepraszamy 

 ***
 Od redakcji: Nie publikujemy listu Pani Aliny Chmielińskiej - radzimy skontaktować z biurem prawnym.
 

GONIEC NR 24/2006 (130) (16-22 czerwca 2006)

 Refleksja
 Chciałbym się podzielić pewną refleksją na temat programów radiowych na naszym polonijnym podwórku.
 Obserwuję podobną sytuację do Polski, gdzie rząd p. Marcinkiewicza i Prezydent są atakowani, a w najlepszym przypadku ośmieszani przez "różowe" media.
 Tu u nas również "nasi" redaktorzy pozwalają sobie na żenujące uwagi, żarty i ośmieszania z demokratycznie wybranego prezydenta i rządu. Wiadomości są przedstawiane tylko z jednej, "właściwej" strony w bardzo tendencyjny sposób. Z reguły po takich wiadomościach następuje jakaś ironizująca uwaga, żeby nie było wątpliwości, kto jest dobry, a kto be...
 Podam przykład z wtorku, gdzie redaktor po wiadomościach stwierdził, że fakt, iż premier zamierza się zająć sprawą PZPN, jest bardzo żenujący... P. redaktorze - PZPN jako stowarzyszenie sportowe jest dotowany przez rząd polski i to chyba naturalne, że rząd ma wpływ na tę organizację, szczególnie w przypadku, gdy stosunki tam panujące nie są najlepsze (vide wypowiedzi p. Tomaszewskiego). To, że pan tego nie wie lub nie rozumie, to jest żenada...
 Dziwi mnie ta sytuacja, w końcu z perspektywy odległości nasz głos powinien być obiektywny i wyważony. Niestety, "nasze" stacje radiowe (nie wszystkie) trzymają kurs PO, czyli "różowy".
 Czyżby te "macki" sięgały naszego polonijnego podwórka?? Aż prosi się, żeby lustracja objęła też nasze emigracyjne kręgi - inaczej ci ludzie dalej będą robili destrukcyjną "robotę" wśród nas, Polaków.
Z poważaniem - Marek Orliński

 Od redakcji: Szanowny Panie, różowi są wśród nas, nic się na to nie poradzi, a lustracja powinna polegać na powszechnym udostępnieniu zbiorów.

 Lustrować sport
 To, że Polacy biorą w skórę na mistrzostwach świata w Niemczech, to zdarza się, a może i tak miało być. Natomiast boli nadużywanie imienia niedawno zmarłego trenera, śp. Kazimierza Górskiego, przez piłkarskich działaczy, w tej całej przedmundialowej nadymanej pewności siebie i zarozumiałości. Kryzys polskiej piłki nożnej nie zaczął się dzisiaj, ten kryzys ciągnie się od blisko lat trzydziestu.
 Zaczęło się od słynnego rzutu karnego, bodajże w 1978, który wykonywał śp. Kazimierz Deyna. Co świtało w głowie pana Kazia tuż przed egzekucją? Albo wykorzysta rzut i wtedy Polska zajdzie daleko, może nawet zdobędzie mistrzostwo świata, bo to wciąż była "złota drużyna", wprawdzie już trenowana przez Gmocha, ale wpływ Górskiego był olbrzymi. Albo... no tak, każdy musi przecież jakoś żyć. Żona ma wymagania, co ją obchodzi popularność męża... Rzut karny można przestrzelić, bramkarz może przechytrzyć wykonawcę karnego: tak jak to robił np.  słynny Jan Tomaszewski, moja bratnia dusza w ujawnianiu korupcji. Ale Kaziu Deyna PODAROWAŁ gola Argentynie, na to nie trzeba dowodów, to było widać gołym okiem. 
 Od tego czasu zaczęło się korumpowanie w piłce nożnej na całego. Co Włodek Lubański robił na mistrzostwach świata w Korei Płd.? Handlował piłkarzami, którzy... No właśnie, co oni tam zwojowali, poza handlem wynikami. Od wielu lat nie ma siły na naszego Michała Listkiewicza, a co? Wygadany, umie zadbać o siebie i rodzinę, a to, że mecze są kupowane, co przerzuca się na przemoc na stadionach, w tym wypadki śmiertelne - who cares? Ważne, że paru działaczy i cwańszych zawodników dobrze się obłowi. I to samo jest na tych mistrzostwach: najpierw dziwna przekładanka z selekcją zawodników, a potem... zawodnicy nie umieją kopać i biegać. Jest to zwykły handel eliminacjami, bo wiadomo, kto ma wygrać. 
 Panowie politycy z PiS-u, lustracja, i to ta ekonomiczna, jest potrzebna w sporcie, a w piłce nożnej przede wszystkim. Łącznie z lustrowaniem, pośmiertnie, Kazimierza Deyny.
Andrzej T. Chronowski

 Od redakcji: Chyba jednak ma Pan zbyt słabe przesłanki, by wyciągać tak daleko idące wnioski.

 Trochę powagi
 W artykule "Teczkowe igrzyska" piszecie: "Tych, których zaszczuli, zmusili do podpisania często mało istotnych bzdur w zamian za paszport, mieszkanie czy wyprostowanie jakiegoś haka, postanowili uczynić kozłami ofiarnymi".
 To były mało istotne donosy? Ksiądz Zaleski był przerażony, jak je czytał. Oto fragment wywiadu z ostatniej Angory (str.16). Dziennikarz mówi: "Wielu księży, którym zarzuca się współpracę, mówi: jestem niewinny, a akta SB były fałszowane". 
 Zaleski odpowiada: "Przejrzałem setki dokumentów i nie natrafiłem na nic, co mogłoby potwierdzić tę tezę. Proszę pamiętać, że przełożeni nie ufali ślepo oficerom SB. Każda informacja była sprawdzana. Nie było fałszywych notatek. Jeśli już, to nieco je przejaskrawiano". Dalej piszecie: "Czy lepiej byłoby, żeby na przykład ksiądz Jerzy Popiełuszko podpisał jakieś tam esbeckie papiery i ocalił swoje życie?".
 Na Popiełuszkę donosili też księża, niewykluczone, że ci sami, którzy dzisiaj wołają o jego beatyfikację. Siła bezpieki polegała na tym, że mieli swoich ludzi WSZĘDZIE. Na takich chamów od ściemniania jak wy, to słowa się kończą. I tak niczego nie zwojujecie w ten sposób, bo trochę poważniejsze od "Gońca" polskie media już przedstawiły sprawę w zupełnie innym świetle. A wierzgać to wy się możecie, długo i namiętnie.
Bogdan Jankowski
 Od redakcji: Szanowny Panie, zadziwa nas, że wciąż Pan czyta i pisze listy do - jak Pan to ujmująco określił - chamów od ściemniania. Pozostajemy z wzajemnością.

 Droga Redakcjo
 Bardzo bym prosiła o e-mail z imieniem i nazwiskiem autora artykułu "Egzorcyści i psychiatrzy" (w numerze 22). Oraz, jeśli to możliwe, o informacje, gdzie mogę resztę jego artykułów przeczytać, bo zauważyłam, że ten artykuł jest już odcinkiem 50. Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek Waszą pomoc w tej dziedzinie.   
 Dziękuję. 
Jola Miś

 Od redakcji: Imię i nazwisko autora to o. Gabriele Amorth, założyciel Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów. Przepraszamy za niedopatrzenie.

 Prośba o kontakt 
 Witam serdecznie! Nazywam się Bolesław Hryń. Mieszkam w Polsce w małej miejscowości Święte na Podkarpaciu. Jestem repatriantem ze wsi Rosenburg k. Dobromila, dzisiejsza Ukraina. Przeglądałem "Gońca" i natrafiłem na nazwisko Chrobak Tadeusz, który chodził ze mną do szkoły w Rosenburgu. Czy Szanowna Redakcja byłaby na tyle łaskawa, aby umożliwić mi z nim kontakt? Z góry serdecznie dziękuję i pozdrawiam. 
Bolesław Hryń 
 Adres pocztowy: Bolesław Hryń Święte 78, 37-555 Sośnica, woj. podkarpackie, Polska   
kontakt e-mail: lamtom@interia.pl   Polecam jednocześnie stronę o mojej miejscowości www.parafiaswiete.cba.pl.

 Od redakcji: xxx
 

 Wałęsa w Toronto
 Czytając wywiad z byłym Prezydentem RP Lechem Wałęsą, doszedłem do wniosku, że obaj Panowie redaktorzy popełnili straszny nietakt, zabierając na umówioną rozmowę z tak Wielkim Człowiekiem niesprawny sprzęt rejestrujący zapis dźwięku. Jeśli był to starszy model, zapewne taśma się wkręciła i wyszły z tego niesamowite bzdety. W przypadku nowej technologii cyfrowej należy zwrócić się do producenta z reklamacją, gdyż sprzęt zapisowy przekłamuje. 
 No, chyba że Wałęsa... 
Marek Bućko 

 Od redakcji: Dźwięk, jak dźwięk...

 

GONIEC NR 23/2006 (129) (9-15 czerwca 2006)

 Lustracja kleru
 Wasz artykuł "Pełzający zamach stanu" znów ma na celu odwrócenie uwagi czytelnika od meritum. Znów szukacie, jak o. Rydzyk, jakiegoś wydumanego spisku przeciwko "jedynie słusznej opcji". Trujecie o jakiejś dzikiej i cywilizowanej lustracji, nawet nie próbując definiować różnicy. Takie ogólniki są niepoważne. Albo sami już nie wiecie, o czym piszecie. Zafundowaliście sobie religię. Cholernie przenajświętsza. Kto utuczył i rozbestwił kler do tego stopnia, że stawia siebie dzisiaj ponad prawem, jak nie tacy jak wy? Zbierajcie teraz owoc swojej dewocji i głupoty. Czerwona dyktatura była dla was z piekła rodem, a czarna prosto z nieba. Życzę panu i zespołowi szybkiego powrotu do zdrowia.  
 Bogdan Jankowski

 Od redakcji: Wzajemnie.

 ***
 Dekomunizacja-lustracja, zapoczątkowana po upadku komunizmu w Polsce za rządów premiera Olszewskiego, okazała się za słaba. "Gruba kreska" przycisnęła te poczynania. Lustracja znów  ożyła, parę lat temu przyciśnięta ciężką grubą kreską.
 Oczywiście, na pierwszym miejscu powinni się znaleźć czołowi agenci i ich współpracownicy wszelkiej maści, dokształceni i świadomi czynów. Po objęciu władzy PiS-u, agenci, czując własny, nieprzyjemny zapach, zaczęli zaciekle się bronić i czyścić. Inni znów kryli głowy w piasku. W końcu znaleźli złote rozwiązanie. Wejść pod czyjś parasol i znaleźli tę sytuację. Znaleźli go, pod którym kryli się niektórzy księża i duchowni.
 Teraz są w dobrej sytuacji, bo są pod tym samym parasolem, z tym że go nie chcą trzymać. Ale o tyle jeszcze są w lepszej sytuacji, bo mają też kapelusze i przez to mają podwójne, a nawet potrójne nakrycie głowy. Są bezpieczni, gdyby coś leciało z góry na głowę. A jeśli się będą spowiadać, to wspólnie wyznają swoje grzechy i pokuta będzie na pewno lekka.
S. Wójtowicz
Mississauga

 Od redakcji: Dziękujemy za list, pogubiliśmy się w tych "kapeluszach".

 Szanowna Redakcjo,
 Dwa tygodnie temu przesłałem do Was mój list będący odpowiedzią na komentarz Redakcji i przy okazji rozwinięciem tematu konfliktu interesów w Credit Union. Niestety, ten temat został potraktowany jako pretensje do poszczególnych osób i nie ukazał się na łamach Waszego pisma. Szkoda, bo był to temat, który winien trafić do wszystkich członków CU.
 Temat ten jest znany odpowiednim instytucjom w CU i naprawdę nie ma po co zwracać się tam ponownie. Może i one potrzebują wsparcia prasy, żeby podjąć stosowne działania.
 W pierwszej części komentarza Redakcji jest ponownie poruszona sprawa członków i pracowników. Piszecie tak:  
 Szanowny Panie, owszem, pracownicy Credit Union są członkami tej instytucji, ale nie jest to wyłącznie ich spółdzielnia, lecz kilku tysięcy innych udziałowców. Ci udziałowcy, jako właściciele, chcą z niej mieć korzyść, pracownicy chcą mieć dobrą pracę, jak najlepiej wynagradzaną. Na tym polega konflikt interesów. 
 To nie jest zupełnie takie proste czy oczywiste. Wśród pracowników można wyróżnić kilka grup, jak szeregowi pracownicy, kierownictwo niższego szczebla, kierownictwo wyższego szczebla (tzw. senior management) i CEO (też jest przecież pracownikiem, i to najwięcej zarabiającym). Czy Redakcja miała na względzie te wszystkie grupy? Czy CEO, który też może chcieć wysokiej pensji, jest w konflikcie interesów zabiegając o podwyżkę, jak i dając podwyżki ścisłemu kierownictwu i innym. Z mych obserwacji i doświadczenia wynika, że CEO, ten przed kwietniem 2003 jak i ten obecny, mocno się targują o podwyżki dla ogromnej większości pracowników (głównie zrzeszonych w związkach zawodowych), ale lekką ręką przeznacza duże sumy na podwyżki dla ścisłego kierownictwa. Przy okazji wychodzi z tego, że jak jego podwładni zarabiają dużo, to i on powinien zarabiać znacznie więcej. Trochę to wygląda nie fair, gdy nowy CEO z 2001 roku dostał o 20% więcej niż jego poprzednik, a potem starał się ograniczyć podwyżki pracownikom do mniej niż 3%. Obecnie też to się powtarza. Co by np. powiedzieli członkowie, a także i Redakcja, gdyby mieli zadecydować, czy dać ponownie 20% podwyżki dla CEO, czy może tylko tyle ile dla pracowników unijnych.   
 Ja, będąc Dyrektorem, miałem na uwadze tych wiele tysięcy członków, ale także i członków - pracowników; dla przypomnienia każdy pracownik musi być członkiem udziałowcem naszej CU.  Często spotykałem członków nie będących pracownikami, którzy bardzo chwalili pracowników, mieli z nimi bardzo przyjazne układy i troszczyli się też o nich. A zaczynało się to od pomocy w otworzeniu konta, pomocy w uzyskaniu pożyczki czy line of credit, gdy te były trudne do uzyskania, dobrych poradach finansowych czy zwykłej życzliwości i uśmiechu. Przez nawiązanie takich poprawnych relacji ma korzyść i oddział, i cała Credit Union, i wszyscy jej członkowie.
 Pracownicy też są udziałowcami i też chcą z tego mieć korzyść. Wiedzą doskonale, że będzie tej korzyści b. mało, jak będą wysokie płace, a firma będzie cienko przędła. Aby dostać lepsze wynagrodzenie, wiedzą doskonale, że muszą się starać o dochód CU. Większość z nich o ten dochód się stara. To właśnie oni wypracowują go. A z tego dochodu płacono ogromne sumy na adwokatów, na sprawy sądowe, na niepotrzebne wydatki związane z prowadzeniem rozmów czy pertraktacji o układ zbiorowy (ponad trzy lata temu i ponownie teraz). To nie szeregowi pracownicy czy  pracownicy-kierownicy niższego szczebla są odpowiedzialni za te wydatki i w efekcie za straty zamiast zysku.
 A płace na niższych szczeblach w CU nie są duże (na najwyższych szczeblach widełki płacowe wielokrotnie przewyższają ich stawki). Wprost przeciwnie, daleko odbiegają od średniej w tym sektorze. Czym więcej wypracują dochodu, tym większe korzyści powinni mieć wszyscy udziałowcy. Z mych kontaktów z pracownikami wiem, że wielu trzyma patriotyzm i przywiązanie do polskiej czy polonijnej instytucji i to bardziej niż te przecież niskie wynagrodzenie. Rada Dyrektorów i Kierownictwo powinno to rozumieć. Pracownik dobrze wynagradzany będzie dobrze i efektywnie pracował i starał się utrzymać tę pracę. Pracownik źle wynagradzany, niedoceniany nie będzie miał wielkich motywów do wkładania serca i całej swej energii w tę pracę, będzie myślał, jak ją zmienić na lepszą gdzie indziej. Niestety, były i są przykłady, że ci najlepsi albo rokujący duże nadzieje odchodzą niezadowoleni z tego, że ich się nie docenia i nie daje szans rozwoju. 
 W wielkich firmach, także finansowych, wielu pracowników jest też udziałowcami, bo mają akcje swej firmy. W wielu jest nawet plan zachęcania pracowników do kupowania tych akcji i daje im się dogodniejsze warunki niż akcjonariuszom z zewnątrz. A ścisłe kierownictwo to tych akcji ma nieraz bardzo dużo. Nie sądzę, aby rady nadzorcze i kierownictwo tych dużych firm (w tym i banków) traktowało swych pracowników - udziałowców jako będących w konflikcie interesów. Wydaje mi się, że dba się o nich wtedy jeszcze bardziej niż o udziałowców niepracowników. Sam zresztą byłem pracownikiem dużego banku amerykańskiego i bardzo sobie chwaliłem benefity, które tam miałem.
 Także inne cele przyświecają członkowi udziałowcowi CU, a inne udziałowcowi (akcjonariuszowi) firm takich jak IBM, Esso czy Google Inc. Członek CU jest udziałowcem, bo nim musi być, chcąc korzystać z usług bankowych CU. Udziałowiec Esso nie musi korzystać z usług tej firmy, a inwestuje w akcje, na których chce zarobić. Nie sądzę, żeby można było porównywać te udziały.
 Reasumując, zgadzamy się, że Rada reprezentuje wszystkich udziałowców i winna ich dobro mieć na względzie, ale także dobro całej instytucji a więc i jej pracowników będących też udziałowcami. A tego, że chcą godziwej zapłaty za swoją pracę, nie traktowałbym jako konfliktu interesów.
 Pozostaję z szacunkiem,
Janusz J. Bujnowski 
30 maja 2006 roku

 Od redakcji: Szanowny Panie, był Pan do niedawna dyrektorem CU, dlaczego ma Pan pretensje dopiero teraz?

 ***
 Wróciłem z kilkugodzinnego spaceru, a w Radiu Polonia rozmowa z p. Andrzejem Kumorem; to było ciekawe, a już miałem zrezygnować z tego radia. Nie jestem w stanie wysłuchiwać osób reklamujących swój któryś z rzędu geszeft pod pozorem dobrych rad.
 Słucham dalej, no i mamy poważną rozmowę z p. Antonim Macierewiczem, cała prawda powtarzana dla niedowiarków.
 To nabierało sensu, mamy w naszej społeczności osoby chlubiące się swoją działalnością w ZOMO, ORMO i innych cichociemnych, może akurat słuchają, mogą z tego skorzystać najwięcej, może coś zrozumieją? Ale nie na pewno.
 Nigdy sekretarzem nie byłem i dlatego lubię mądrego posłuchać, a w tej audycji czasu nie zmarnowano. Można mieć tylko nadzieję, że "Goniec" wraz z Radiem Polonia wzmacnia patriotycznie nastawioną część Polonii, że mimo propagandy Lisa, Michnika czy Olejnik będziemy mieli szansę na prawdziwą informację. Wiele razy konfrontowałem wiadomości torontońskiej polonijnej prasy, zawsze rację miało Radio Maryja.
 Są gazety i audycje, informacje których na co dzień mijają się z prawdą. Komentarze tych stęsknionych za powrotem układu powodują co najmniej zdziwienie. Za komuny było lepiej???
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 Od redakcji: Szanowny Panie, szansa zawsze jest, najważniejsze - myśleć krytycznie.

 Poniższe komentarze dotyczą tekstu "Nie jesteśmy wyjątkowi" z poprzedniego numeru "Gońca".
 ***
 A ja tam chcę być 
 narodem wyjątkowym 
 W sensie, w jakim oczekuje tego od nas papiestwo, tzn. zawsze wiernym Bogu, ale równocześnie nowoczesnym narodem europejskim. Co już następuje - np. w pielgrzymkach uczestniczą nie tylko osoby starsze, nie tylko młodzież, ale także osoby wykształcone: prawnicy, architekci, naukowcy. Polska się zmienia i dlatego "mesjanizm polski" też musi się zmieniać. Bycie nowoczesnym krajem europejskim nie oznacza odejścia od korzeni chrześcijańskich, co stara się wbić do głowy PO. I my, Polacy, to musimy udowodnić. Tak jak JPII udowodnił i pokazał całemu światu swoją autentyczną pobożność i równocześnie nowoczesność i otwartość. Pozostając głęboko wierzącymi, bądźmy społeczeństwem nowoczesnym i demokratycznym, zachowując zawsze równowagę w życiu, pracy. Ja i moja rodzina staramy się tak postępować. I w tym sensie jesteśmy wyjątkowi.
 banach-m.z 

 Od redakcji: Gratulujemy.

 Ja nie chcę należeć do Narodu Wybranego 
 Ja nie chcę należeć do narodu poświęceń. Chcę być członkiem Narodu, który poprzez rzetelną pracę u podstaw stworzy solidne państwo z solidnym systemem społecznym, w którym wspólnie wszyscy Polacy będą dbać o przyszłe pokolenia i w którym to państwie zaczniemy się nareszcie szanować i w którym innowiercy przestaną nas podjudzać jeden przeciwko drugiemu.
 Jarek Sadecki

 Od redakcji: Każdy by chciał.

 Mesjanizm był w Polsce dużo    wcześniej, niż myśli autor 
 Już w XVI w. Polacy uznawali swoją ojczyznę za Nową Jerozolimę i wzór do naśladowania dla innych narodów oraz kraj przez Boga wybrany. Dlatego romantycy tylko poszli konsekwentnie za tym sposobem myślenia - Stary Testament, a teraz Nowy. 
 Pozdrawiam
 Akagi

 Od redakcji: No tak, byli wcześniej Sarmaci, widzący swych przodków w postaciach biblijnych. Mnie chodziło o nowożytne idee - AK.

 Mam odmienne zdanie 
 Polska ma co przekazywać Europie. Jako jedni z nielicznych bronimy ustawy antyaborcyjnej, nazywamy środowiska homoseksualne po imieniu, takimi jakimi są, a nie takimi jakimi chcą być (pary homoseksualne chcą się nazywać rodziną i chcą adoptować dzieci; społeczeństwo polskie nie chce przyzwolić na nazwanie tego rodziną w świetle prawa, a na adopcję to nawet część zwolenników nie chce pozwolić), jako jedni z nielicznych pielęgnujemy swoją religię (cóż, jest taka, jaka jest, nie zawsze taka jaka powinna być, ale pielęgnujemy), chronimy pamięć i próbujemy zwalczać zakłamanie. Czy mamy coś do zaoferowania krajom zachodnim? Oczywiście. Owszem, są kraje, które robią to podobnie, ale tylko u nas religia katolicka ma szczególne znaczenie. Owszem, przez błędy polityczne zapłaciliśmy wysoką cenę. Część ludzi obrywanie po głowie [traktuje] jako wolę Pana Boga. Ale nie zapominajmy, że gdyby tak było, nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości. Dzięki religii katolickiej podjęliśmy walkę (czynami i słowami) z okupantami. Spędziliśmy w okupacji cały w. XIX. W. XX w większości także w okupacji, która piętnowała religię katolicką, wartości moralne, patriotyzm. A mimo to nasz kraj przechował wszystko z wymienionych (nie cały, ale przechował). W obliczu postępującej ateizacji Zachodu my - Polacy, stale przechowujemy religię, wartości, patriotyzm. To tutaj księża odznaczyli się odwagą, by trwać w wierze. To tutaj księża ryzykowali własne życie, żeby ochronić innych. Czy można znaleźć inny kraj, który mógłby chronić religię katolicką?
 Owszem, może teraz czasy się zmieniły i "Polacy się modlą, jednocześnie zaś jest to rozbabrany kraj, w którym króluje złodziejstwo, upadek obyczajów, powszechny jest brak troski o dobro wspólne czy obojętność wobec zła", ale różni nas jedno - my potępiamy takie postawy. Źle byłoby, gdyby za tym nie szło potępienie czynu, a przyzwolenie i np. gratulacje postawy. Mamy ogromną chęć rozprawienia się z tymi problemami, w przeciwieństwie do państw, gdzie o takich problemach się nie rozmawia. Poza tym chciałbym przypomnieć, że grzech to jest coś, czego usiłujemy się pozbyć. Popełniamy błędy, ale grunt, żebyśmy wyrobili sobie na tyle kręgosłup moralny, żeby zdać sobie sprawę z błędu i wziąć nauczkę z tego. Sądzę, że może teraz faktycznie tak to wygląda. Nie zapominajmy też, że podczas lat okupacji została wybita inteligencja, a odtworzenie jej bez np. informacji wziętych z książek PRL-owskich zajmie trochę czasu. Sądzę, że może teraz tak to wygląda, ale wierzę, że będzie lepiej.
Alek
 Od redakcji: Wiara, że będzie lepiej to za mało, trzeba nad tym pracować.
 

GONIEC NR 22/2006 (128) (2-8 czerwca 2006)
 Szanowny Panie Redaktorze!
 Ośmieszony na łamach Pańskiego pisma (załączam ksero z "Poczty Gońca") pragnę poinformować Czytelników o pomyślnym zakończeniu całej sprawy. Dzięki "pośrednictwu" "Gońca" dotarłem w końcu do doktora Grabowicza i wyekspediowałem owe specyfiki memu Przyjacielowi w Toronto. Dr Grabowicz nie był zaskoczony moimi problemami z odnalezieniem Jego osoby, co w jakiś sposób rozgrzesza moje nieporadne wcześniejsze działania...
 Załączam kopie otrzymanych od Niego druków, w nadziei na ich ewentualne wykorzystanie przez Redakcję. W jednym z nich znajduje się pełny adres pocztowy oficjalnie bojkotowanego farmaceuty i zaręcza On, iż żaden list  z prośbą o pomoc nie pozostanie bez odpowiedzi.
 Mam nadzieję, iż zechce Pan zamieścić tych kilka zdań wyjaśnienia na stronie "Poczty Gońca", za co z góry dziękuję.
 Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszego rozwoju "Gońca".
 Z poważaniem
Roman K. Lewiński
Łódź
 Adres dr. Grabowicza podany przez p. Lewińskiego: dr n. farm. Włodzimierz Grabowicz, ul. Brzozowskiego 6, 93-552 Łódź.

 Od redakcji: Szanowny Panie, nikt Pana nie ośmieszył!

  Wielka Polska
 Szanowny Panie Redaktorze,
 Nawiązując do Pańskiego artykułu na temat unii Polski z Ukrainą, pragnę przytoczyć fragment przepowiedni tęgoborskiej z końca 19 wieku mówiącej o takich właśnie losach przyszłej Polski.
"Bitna Białoruś, bujne Zaporoże 
Pod polskie dążą sztandary
Sięga nasz orzeł aż po Morze Czarne Wracając na szlak swój stary.

Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy 
To Europy bastiony 
A barbarzyńca aż po wieczne czasy Do Azji ujdzie strwożony.

Warszawa środkiem ustali się świata
Lecz Polski trzy są stolice
Dalekie błota porzuci Azjata
A smok odnowi swe lice.

Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie
Trzy kraje razem z Rumunią
Przy majestacie polskiego tronu
Wieczną połączą się unią.

A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki
Choć wiary swojej nie zmieni
Polskiej potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi."
Pozdrawiam
Stefan Caputa

 Od redakcji: Panie Stefanie, mniej patetycznie, bardziej konkretnie.

 Art Spiegelman does it again 
 Sir, Saturday's Globe reported that Indigo Books had pulled off their shelves a magazine with an article by Mr. Art Spiegelman which reproduced the Danish cartoons of the Prophet Mohammed. Mr. Spiegelman has good reason not to worry about religious or ethnic sensitivities. His  earlier  cartoon book "Maus", which portrayed Jews as mice and Poles as pigs,  won him universal acclaim in the U.S. and a Pullitzer prize.  (I can't help wondering what would have been the reaction if those images had been reversed). 
Andrzej Derkowski 
Oakville 

 Od redakcji: Brawo, Panie Andrzeju, piętnujmy dwójmyślenie na każdym kroku. 

 Redaktor Naczelny 
 - p. Andrzej Kumor
 "Szanowny Panie" (ten zwrot zapożyczyłem z Waszych redakcyjnych odpowiedzi na listy czytelników, po którym to zwrocie pouczacie mentorskim tonem swoich czytelników-respondentów, czyniąc to często w formie niegrzecznej, np. "jest Pan leniwy" itp.).
 A więc Szanowny Panie, chcę zwrócić uwagę na niespójność refleksji i poglądów głoszonych w Pańskiej produkcji redakcyjnej ze stosowaną praktyką. Na życzenie przytoczę cytaty z artykułów  i numery "Gońca", w których krytykuje Pan cenzurę, czyli stosowane ograniczanie swobody wypowiedzi, wręcz - jak Pan to nazwał - kneblowanie, w środkach masowego przekazu. Wprawdzie "Goniec" nie należy do kategorii środków masowego oddziaływania, ale widzę stosowanie w Waszym tygodniku praktyk, które Pan słusznie gdzie indziej zauważa i krytykuje. W ciągu kilku ostatnich tygodni zamieściliście dwukrotnie, identycznej treści wyjaśnienie, że nie zamieszczacie "tekstów pogłębiających spory wewnątrzkościelne". Wasze "wyjaśnienie" dotyczyło powodu nieopublikowania treści dwóch listów różnego autorstwa, wyrażających - jak należy domyślić się - krytyczną opinię o tzw. Wielkiej Paradzie Jana Pawła II. Skąd ta pewność, że ewentualnie krytyczne opinie mogą pogłębić spory wewnątrzkościelne? A może właśnie namolne publikowanie ogłoszeń o mającej odbyć się "Wielkiej Paradzie" jest pogłębianiem tych sugerowanych sporów. Parada, w której wg zamierzeń organizatora (-torów) Bardzo Ważne Osobistości miały z trybuny pozdrawiać Mniej Ważne Osoby maszerujące w pochodzie. A więc dokonano wyraźnego podziału ludu Bożego i stąd spór, kto może spełniać wymagania Bardzo Ważnej Osoby, a kto jest zupełnie mało ważny. A tak serio, to Wielkość można odnosić tylko do naszego Jana Pawła II, a parada zupełnie nie pasuje do wielkości przyzywanej tu Osoby.
 Więc to "kasa", Panie Kumor, decyduje, czy Pan uzna tekst za pogłębiający spory, czy wprost przeciwnie. Gdzie zatem swobodna wymiana poglądów, nawet jeśli nie są one "poprawne" wg Pana, jako strażnika jednomyślności Kościoła, a może raczej parafii. A papież Benedykt XVI powiedział w czasie polskiej pielgrzymki, żeby księża nie zajmowali się budownictwem, lecz budowali pomosty porozumienia pomiędzy wiernymi.
 List p. A. Szczerby, zamieszczony niedawno w "Gońcu", został ocenzurowany w ten sposób, że wg zamieszczonego wyjaśnienia, z tekstu usunęliście - i tu cytuję - "jedno zdanie, skierowany pod adresem konkretnej osoby zarzut  szkodliwej działalności, ponieważ łamie przyjęte przez nas zasady publikacji listów". Nie interesuje mnie meritum sprawy poruszonej w liście, ale chciałbym zauważyć, że dotychczas w różnych innych artykułach lub listach, często napastliwych, a dotyczących różnych finansowych "uchybień" bądź to w KPK, bądź w CU, nazwiska adwersarzy nie były usuwane z tekstów, które to też "mogły pogłębić spory wewnątrz"... itd. Widocznie osoba, której dotyczyło usunięte zdanie, posiada specjalny status i jest jak relikwia, której nie można dotknąć, a jedynie można podziwiać.
 Jeżeli autor wspomnianego wyżej listu podał informację nieprawdziwą, i do tego obrażającą konkretną osobę, to ta osoba ma konkretne możliwości dochodzenia swoich racji. Pan nie musi pełnić funkcji strażnika etyki i prawdy, chyba że znowu ta "kasa".
 Widać, że niby wszyscy są równi, ale wśród nich są równiejsi, a podstawą wyboru jest podana przez Was po raz pierwszy informacja "o przyjętych zasadach publikacji listów". Dziwne podobieństwo do działań Maleszki z "GW".
 Gdyby te "zasady" miały zastosowanie do tekstów nieprzyzwoitych, obrażających moralność lub uczucia religijne bądź narodowe, to rozumiem, ale jeśli są to teksty polemiczne?
 Kiedyś napisał Pan artykuł "polemiczny" dotyczący kwestii, czy Polska w 1939 roku powinna stawiać zbrojny opór Hitlerowi. Kiedy zwróciłem Panu uwagę na szereg głupstw wynikających z nieznajomości historycznych faktów, odpowiedział Pan, że właśnie chodzi o to, żeby mieć różne zdania. Czyli można mieć różne zdania, czy teraz już nie można?
 Na koniec chcę Panu przypomnieć, że nie doczekałem się zaszczytu umieszczenia trzech moich listów wysłanych w różnym czasie na zupełnie różne tematy, z których ostatni dotyczył wykładu p. M. Chodakiewicza na temat archiwów bezpieki i przypadku (?) lustracji. Moim zdaniem, wykład był nieciekawy, a jego treść niezupełnie odpowiadała tytułowi. Pan miał na ten temat diametralnie inne zdanie, czemu dał Pan wyraz w swoim artykule-panegiryku. Każdy z nas miał swoje zdanie, ale widocznie jak Pan ma rację, to pogląd przeciwny nie zasługuje na prezentację.
 Mówiąc szczerze, znalazłem odpowiedź na przyczynę Pańskich redakcyjnych praktyk, kiedy przeczytałem Pana artykuł-epitafium poświęcony Pana idolowi, właśnie zmarłemu S. Lemowi. Napisał Pan, że to Lem wyprowadził Pana z piaskownicy i za rękę zaprowadził do filozofii. Tak to prawie dosłownie i wzruszająco brzmiało Pana  wyznanie, uzupełniając je oceną, że Lem jest najwybitniejszym polskim pisarzem - dodając uprzejmie - obok Karola Wojtyły.
 Ja natomiast spotkałem się z jednoznaczną opinią zarówno czytelników, jak i zawodowych krytyków, że Lem był pisarzem przesiąkniętym komunizmem, czemu dawał wyraz nawet w swoich "SF" baśniach, a w publicystyce do końca życia atakował Kościół, niewiele ustępując Urbanowi. Tak przyjęty wzorzec jako drogowskaz myśli i czynu daje w efekcie to, co dać musi. Nie sądzę, żeby mój tekst znalazł się w "Gońcu", jest pisany - jak by nie było - do Pana, ale i o Panu. Moim celem jest zwrócenie uwagi na pogłębiającą się uprawianą hipokryzję.
 Żegnam.
Tadeusz Słodkowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, Dziękuję za list.
 Odpowiem po kolei. Zacznę od końca, skoro pisze Pan, że w moim tekściku o Lemie "znalazł odpowiedź na redakcyjne praktyki". 
 A) Nie pisałem, że "Lem jest moim idolem" - napisałem, że "uwielbiałem go w dzieciństwie". Niestety, dzieciństwo mam dawno za sobą...
B) Nie napisałem, że "Lem wyprowadził mnie z piaskownicy", lecz że "nauczał myślenia wykraczającego poza piaskownicę".
C) Nie napisałem, że "Lem jest najwybitniejszym polskim pisarzem" (gdyby Pan czytał moje teksty, wiedziałby, że tym pisarzem jest dla mnie Józef Mackiewicz), lecz że: "gdybyśmy brali pod uwagę skalę oddziaływania, był to największy polski pisarz (oczywiście poza Karolem Wojtyłą), jednocześnie tak uniwersalny w swoim pisaniu, że całkowicie niepolski". Przypomnę, że mój tekst o "idolu" - Lemie liczył 11 linijek - czyli mniej, niż cały pkt C niniejszej odpowiedzi.
 Nie wiem, do jakiej redakcji wysłał Pan krytyczną opinię o wykładzie p. Chodakiewicza, nie dostaliśmy takiego tekstu, z chęcią opublikujemy.
 Pisze Pan: "Widać, że niby wszyscy są równi, ale wśród nich są równiejsi, a podstawą wyboru jest podana przez Was po raz pierwszy informacja o przyjętych zasadach publikacji listów. Dziwne podobieństwo do działań Maleszki z ?GW=".
 Jaka ładna insynuacja Panu wyszła! Gratuluję! Może jednak coś Pan bliżej napisze, bo szczerze powiem, że nie znam "działań Maleszki" w zakresie "publikowania listów". 
 Notatka na temat zasad publikowania listów zamieszczana jest od pierwszych numerów "Gońca". Jest tam napisane m.in., że nie publikujemy listów, które "zaprowadzą nas wprost do sądu".  Rozmowy z cudzymi adwokatami czegoś uczą...
 Zarzuca Pan mi, że "kasa decyduje" - proszę łaskawie o przykład; niech się Pan postara chociaż o jeden "kwit na kasę", bo w przeciwnym razie - pozwoli Pan - że zaliczał Go będę do grona "obszczekujących piesków".
 Serdeczności
Andrzej Kumor

 ***
 Czy chorej i przeambicjonowanej służbie zdrowia uda się zeszmacić polską złotówkę? Nie da się ukryć, że lekarze i pielęgniarki w Polsce oficjalnie mają  bardzo niskie pensje od niepamiętnych czasów. Trudno też ukryć wiele przekrętów i nadużyć naszych lekarzy, co prowadzi do wielkich wydatków budżetowych. Chodzi tu o "produkcję" na zamówienie rencistów przez tzw. spółdzielnie, w których wiodącą rolę mają lekarze.
 Druga sprawa to wypisywanie darmowych leków na konto kombatantów wojennych. Dlaczego dobrze zorganizowane instytucje lekarskie, tak mocno angażujące się w organizację protestów i strajków, nie znalazły czasu i sposobu, aby potępić te szkodliwe społecznie praktyki? Każdy, nawet początkujący ekonomista powie, że spełnienie obecnych żądań lekarzy rozwali całą ekonomię i doprowadzi do niebotycznego deficytu budżetowego, a co za tym idzie, trudnej do przewidzenia inflacji. 
 Znamienną sprawą jest podsycanie tych żądań przez "Gazetę Wyborczą", która podobnie jak wodzowie Platformy Obywatelskiej nie może pogodzić się z wygraniem wyborów przez PiS i Lecha Kaczyńskiego. Przyznanie wyjątkowych przywilejów górnikom po brutalnym nacisku niewątpliwie zachęciło lekarzy, szczególnie śląskich, do zaostrzenia protestów i żądania trudnych do natychmiastowego spełnienia, teoretycznie słusznych, żądań. Znajomy górnik powiedział,  że mimo skandalicznie niskich zarobków nie widział biednego lekarza. 
 Chwała naszym lekarzom, że często pracują na kilku etatach. Nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie i sprawę podwyżek płacowych w służbie zdrowia trzeba rozwiązać zgodnie z możliwościami budżetowymi. Przyjęcie propozycji ministra zdrowia wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. 
W. Łęcki 
Gdańsk

 Od redakcji:Dziękujemy za komentarz
 
 
 
 

GONIEC NR 21/2006 (127) (26 V- 1 VI 2006)

 Redakcja Tygodnika "Goniec",
 Dot art. zamieszczonego na łamach "Gońca"  5-11 maja 2006 w sprawie wyborów kandydatów na stanowisko burmistrza w Toronto.
 Szanowny Panie Redaktorze, jak wynika z artykułu, między kandydatami pojawia się nazwisko radnej z okręgu Don Valley, p. Jane Pitfield. Nazwisko jest mi znane, bo przez szereg lat mieszkałem w okręgu wyborczym należącym do radnej Jane Pitfield. Miałem więc okazję spotkać kandydatkę na przyszłego burmistrza Toronto kilkakrotnie.
 Z kontaktów, które miałem z uwagi na konflikt interesów, jaki zaistniał w budynku condominialnym pomiędzy mną a "board of directors", zwracałem się do niej wielokrotnie o interwencję w następującej sprawie:
 Wydawano ogromne pieniądze na remonty:  wymianę okien, reperacje balkonów i elewacji, naprawę garaży, landscaping, renowacje korytarzy, renowację lobby i szeregu innych wymyślanych pozycji, nie zawsze uzasadnionych, a na pewno nie w ciągu stosunkowo krótkiego okresu czasu.
 Nie dokonywano przez szereg lat należytej konserwacji budynku, doprowadzając go do znacznej dewastacji.
 Budynek był wprawdzie stary, ok. 40-letni, ale okres na tak gruntowne przeobrażenia nie powinien być skumulowany w prawie jednym czasie. Uderzało to wprawdzie głównie tych, którzy tę własność dopiero kupili, a do których niestety i ja się zaliczałem... 
 Sumy sięgały wielu milionów dolarów, obciążając właścicieli tego budynku w postaci znacznych dopłat ciągnących się przez szereg lat...
 Szefem "board" był w tym czasie człowiek, który pełnił tę funkcję od ponad 25 lat i pełniłby ją nadal, nawet nie mieszkając we wspólnocie. "Board of directors" tak samo był na tyle stabilny, że nie ulegał fluktuacjom...
 Warto zaznaczyć, że radna J. Pitfield obiecywała wielokrotnie interweniować, jednakże nigdy się z obietnic nie wywiązywała; nie przychodziła na umówione spotkanie albo odkładała je w czasie tak, że w gruncie rzeczy do żadnej interwencji nie doszło, mimo pisanych do niej szeregu listów i interwencji telefonicznych.
 Wobec takiej sytuacji zdecydowałem się wyprowadzić z tego budynku, nie widząc żadnego poparcia wśród takich radnych, jak p. J. Pitfield. Zmuszony byłem więc do sprzedania swojego mieszkania, mimo że było dla mnie obszerne i wygodne. Nie wyobrażam sobie pani J. Pitfield w roli przyszłego burmistrza. Na pewno nie obdarzyłbym jej mandatem, bo na niego wg mnie  nie zasługuje.
 Piszę o tym wydarzeniu z uwagi na przyjrzenie się kandydatce przed dokonaniem należytego wyboru. 
 Z szacunkiem pozostaję,
 Hubert W. Abramowicz
 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za dodatkowe informacje.

 Panie Redaktorze!
 Czytając "Gońca" z 19-25 maja 2006, na stronie 29 natknąłem się na ładne zdjęcia i krótką notatkę autorstwa pana Aleksandra Boruckiego na temat porządków w parku im. I. Paderewskiego. Niestety, w tej notatce pojawiły się nieścisłości i przeinaczenia, w wyniku czego zamiast informacji, pojawił się być może niezamierzony tak zwany fakt prasowy. 
 Pan Borucki napisał, iż w parku pracowały "połączone siły harcerzy ZHP oraz ZHR", są to odrębne organizacje, które oddzielnie wykonują swoje cele i zadania, i tak było tym razem. Ponadto organizatorem pikniku w dniu 28 maja 2006 jest Placówka 114 SWAP, a Koło Przyjaciół Harcerstwa przy szczepach ZHPpgk "Wigry" i "Wieliczka" w Mississaudze zostało zaproszone do współpracy. W naszej organizacji nie istnieje Towarzystwo Przyjaciół Harcerstwa, są natomiast Koła Przyjaciół Harcerstwa, które są integralną częścią Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami kraju.
 Łączę pozdrowienia i zapraszam na piknik.
Henryk Gadomski 
Koło Przyjaciół Harcerstwa w Mississaudze

 Od redakcji: Dziękujemy za sprostowanie.

 Odpowiedź na list p. Szczerby
  W numerze 20 "Gońca" ukazał się list pisany przez p. A. Szczerbę nawiązujący do mego wcześniejszego listu i inicjującego listu p. S. Pietrasa. List p. A. Szczerby jest bardzo kontrowersyjny i wymaga odpowiedzi. Mam nadzieję, że Redakcja na to pozwoli, bo pozbawienie mnie prawa do repliki byłoby niezgodne z dotychczasową praktyką w "Gońcu".
 Jak krótko ująć ten list. Ciśnie mi się na usta takie powiedzenie - wrócił na ring i już rozdaje ciosy, i to ciosy poniżej pasa. Choć może to niesłuszne, może to nie ciosy, a tylko pouczenia albo troskliwe kuksańce zatroskanego mentora przywołujące do porządku.
 Pan A. Szczerba najpierw zaznaczył, że "bardzo uważnie" przeczytał oba listy, i chwali obu dyskutantów (Pietrasa, Bujnowskiego) za ich analizy dotyczące rażących nieprawidłowości zarówno w Zarządzaniu CU (??? co tu analizował Bujnowski - nic na ten temat nie ma w moim pierwszym liście), jak i w zakończonej niedawno kampanii wyborczej (z tym się zgadzam o tym głównie pisałem).
 Nawet pisze, że autorom listów należy się "pochwała za bardzo uczciwe i odważne wyeksponowanie..." itd. Ale potem szybko dodaje o nagłym olśnieniu obu autorów i wnioskuje, że dopiero teraz doszli do wniosku, że jest źle. Dalej pisze o "krokodylich łzach", które rzekomo obaj autorzy wylewają.
 Szanowny wielokrotny dyrektorze. Daleko tu odbiegasz od faktów. Pan Pietras jest jednym z najbardziej płodnych autorów rzeczowych listów, a o tematyce CU też w nich nie zapominał, i to był jego drugi list związany z tegorocznymi wyborami w CU. Zabierał też głos na wielu Walnych Zebraniach CU czy innych spotkaniach. Ja swego czasu napisałem kilkadziesiąt artykułów, jak to było źle, a ostatni mój artykuł z cyklu "Aktualności w CU" miał elementy krytycyzmu bieżącej sytuacji w owym czasie (maj 2004) i został negatywnie ocenzurowany przez Radę i praktycznie zamknęło to ten cykl, choć następny artykuł był już gotowy do druku. Za moje pisanie dwukrotnie pojawił się pozew w sądzie. Także moje "curriculum vitae" świadczy o tym, że "zło" widziałem już przed wyborami, a nie tylko po nich. Teraz, gdy p. A. Szczerba znalazł się w Radzie i ma dostęp do dokumentów Rady, to może znajdzie, o ile będzie chciał, ile to protestów lub krytycznych ocen kto i na jaki temat złożył. Oczywiście nie były to dokumenty publikowane, bo dyrektorów będących w Radzie obowiązują pewne zasady poufności i nieprezentowanie się na forum publicznym ze swymi odmiennymi poglądami niż inni. Co niesie w sobie takie upublicznianie swego stanowiska, doskonale wie p. A. Szczerba, a mimo to zarzuca innym, że tego nie robili. A tym bardziej, że wraca do tej praktyki ponownie, mimo przykrej lekcji z przeszłości. 
 Zastanawia mnie jeszcze jeden zapis. Pisze, że może to nasze "nagłe olśnienie" jest wynikiem tego, "że nie wygrały wyborów opcje (kandydaci) popierane przez ww. panów". Nawet liczyli na to, "że kandydaci prezentujący ich opcje ponownie wjadą na cudzych plecach". Nie było to ani olśnienie, ani tym bardziej nagłe. A co do opcji, to było ich kilka. Jedna oficjalna p. Szczerby. Zespół wyborczy p. A. Szczerby rozdawał ulotki, w których tymi kandydatami byli Bujnowski, Szczerba i Jedlewska (1-5-10). Z tej trójki wszedł do Rady tylko p. Szczerba. Czyżby wg jego słów  wjechał na plecach dwojga pozostałych?
 A co do "krokodylich łez", to wylewać je mogą inni. Ani ja, ani p. Pietras ich nie wylewamy. P. Szczerba z jednej strony bardzo nas chwali, za to że poruszyliśmy pewne tematy, a z drugiej strony, że są to "krokodyle łzy". Coś tu nie gra. Ten sam obraz widziany przez różne filtry. Może to wynik "relatywizmu optycznego" albo inaczej zeza ukrytego, w którym jedno oko widzi inaczej niż drugie.    
 Co do dalszych wywodów p. Szczerby, to mam dużą rezerwę. Na pewno nie napisałbym tego, będąc dyrektorem. Teraz mogę jednak pisać, bo nim nie jestem i nie wiąże mnie klauzula Rady "mówienia jednym głosem". Chcę z tego skorzystać, ale czy będę mógł, to zależy od tego, czy redakcje zgodzą się na pisanie o tym. Początek nie jest w pełni optymistyczny. Na pewno nie będę szkodził CU, jej członkom czy większości pracowników. Zbyt dużo serca i pracy włożyłem, aby ta instytucja rozwijała się harmonijnie i służyła całej polonijnej społeczności. Niemniej uważam, że o pewnych sprawach ta społeczność powinna wiedzieć, bo w ten sposób może zapobiec tendencjom przeciwnym niż wymieniłem.
 Kreślę się z szacunkiem i poważaniem oraz z podziękowaniami dla Redakcji, która ten trudny temat odważa się prezentować na łamach swego poczytnego pisma.
 Janusz J. Bujnowski
 Od redakcji: Szanowny Panie, może lepiej zamiast zastanawiać się cały czas, kto przez jaki pryzmat patrzy na przeszłość, pomyślelibyśmy o tym, czego od Credit Union oczekujemy, co ta instytucja powinna robić i jak to osiągnąć.

 Panie Andrzeju!
 Chyba pana za to lubię. Ma pan poglądy mocno zbliżone do moich. Podoba mi się linia trzymana w "Gońcu"  (oczywiście niebezgranicznie, nie pogodzę się z pisaniem bmw, ford,  honda, ferrari i warszawa z małej litery - oczywiście formalnie wg przedwojennych zasad ortografii ma pan rację - jest też paragraf dopuszczający drugą formę). 
 Podoba mi się otwarta debata o sprawach polonijnych i kościelnych. Bardzo mi brakowało np. tych paru zdań wyłuskanych z pewnie ogromnej debaty z ks. Rydzykiem. Tak jak nigdy nie znalazłem nic godnego nagany w pańskich wypowiedziach, mimo że pracował pan dla swojego kolegi, przyjaciela i przełożonego w poprzednim zatrudnieniu. Uważam, że zachował pan twarz, czego pewnie wielu nie zauważyło. Naprawdę jestem za i nawet bardzo za federacją, co już sam dawno odkryłem. Urodzony w Gdańsku, miałem wiele kolegów i koleżanek i wspaniałych przyjaciół Ukraińców, a dokładniej Łemków. Nie zabrakło ich i tutaj, i we Włoszech. Czasami los zsyła nam przyjaciół tam, gdzie się ich nie spodziewamy. Mimo coraz większych uprzedzeń, bardzo szanuję tych kilku moich ŁEM-kowskich/ukraińskich przyjaciół. 
 Jeżdżąc z kolegą Łemkiem, wyraziłem opinię o federacji. Pewnie upłynie morze wody w Wiśle i Dnieprze, nim większość to zrozumie, że Polska od morza do morza oznacza jakąś formę federacji z Ukrainą (to se ne wrati, jak mówią Czesi). Czasy Polski Piłsudskiego i Sobieskiego minęły. Mam jakieś przeczucie, że przepowiednie "Werny(c)hory{przepraszam za pisownię}" i innych się spełnią. Rozumiem też, że nie było na rękę nikomu propagowanie przepowiedni w PRL-u. Ponoć Polak ma rządzić zjednoczoną Europą. Tak jak ciągle jesteśmy w szoku, że największy cud, czyli Polak Papież, już się zdarzył, i to na naszych oczach. I ciągle nie zdajemy sobie sprawy, że coś nam przekazał i to coś to wcale nie jest lekkim zobowiązaniem. Tak jak coraz bliższa spełnienia jest mrzonka o polsko-chińskiej granicy i koniach, które napoją się w Wiśle.  Żal mi tu moich rosyjskich przyjaciół i biednych niewinnych ludzi, są to jakieś niepojęte przeze mnie i innych wyroki boskie.  Jedno jest pewne, że to nadchodzi. Oby choć trochę później. Wiem też, że jakieś moce, też Wall Street, nad tym pracują.
 A propos punktu, w którym myślę inaczej, to jest wielokrotne gdybanie, co by było, gdyby USA zawalczyły o wschodnią Europę. Panie Andrzeju, toć nie tylko Pająk to wie. Oni nie tylko nie walczyli, oni nie chcieli chcieć. Co jest najgorsze w tym wszystkim, oni (Wall St.) to zaplanowali i dopilnowali, żeby nic się nie wymknęło z zaplanowanego scenariusza. Niektórzy to zrozumieli, kto tu prawdziwy wróg, i musieli zginąć, tak jak gen. Sikorski.
 Serdecznie pozdrawiam.
g.k.
 PS Myślę też, że ta nowa Polska zaczyna się rodzić z ruchu ks. Rydzyka, dziedzictwa naszego Papieża, ks. Popiełuszki, uporu panów Moskala, Pogonowskiego, Sulatyckiego, Wolskiego, Michalkiewicza, pana i wielu, wielu innych. I to zaczyna napawać jakimś jeszcze nieuzasadnionym optymizmem.

 Od redakcji: Szanowny Panie, na razie mamy gadanie, ale chodzi przede wszystkim o to, by nowe pokolenia, które przyjdą zamieniły to w działanie.

 Seria kilku ostatnich listów to efekt publikacji w "Gońcu" felietonu pt. "A mnie się marzy federacja".

 Sr...ły muszki idzie wiosna
 Tekst jak z "Tygodnika Powszechnego"... w interesie Polski wolna i silna Ukraina, i to na terytorium Polski zabranym przez Stalina i na grobach Polaków pomordowanych przez banderowców... wolna Ukraina jest tylko w interesie Niemiec, panie Kumor.
(-)
 Od redakcji: Nieprawda - AK

 ***
 Panie Kumor, proszę nie brać pod uwagę wiecznych "stękaczy" i innych malkontentów. 
 Miałem sposobność nieraz zetknąć się z Ukraińcami. Są to ludzie naprawdę przyjaźnie usposobieni do Polski i Polaków. Odgrzebywanie starych waśni to robota antypolska i antyukraińska. Widać, jak chętnie unifikujemy się np. na płaszczyźnie sportowej. Obyśmy mogli wspólnie występować na mistrzostwach Europy w piłce nożnej w 2012 roku... Polska i Ukraina dorosły do tego, by traktować się wzajemnie z całą godnością, by układać się jak wolni z wolnymi i równi z równymi. Być może Opatrzność pragnie, by miejsce Litwy zajęła teraz Ukraina w Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
(-)
 Od redakcji: Zgadza się, pracujmy nad tym.

 ***
 Pierwszym krokiem do sojuszu z Ukrainą powinno być ujawnienie, kto stał za mordami UPA i kto je organizował. To najpierw powinien wynegocjować Kaczyński. Prawda ta jest mało znana w Polsce i jeszcze mniej na Ukrainie. To była stuletnia robota dywersji niemieckiej, a w dalszej kolejności innych sił, którym niewygodna jest pokojowa współpraca dwóch bliskich narodów. Już bunt Chmielnickiego w 1648 r. był wywołany obcą zakulisową grą. Zanim do niego doszło, Chmielnicki jeździł do Francji, do chana krymskiego i do Turcji. A data wybuchu zbiegła się z pokojem westfalskim, czyli sukcesem protestantów, także z wojną domową w Anglii i ujarzmieniem Irlandii przez Cromwella. Na zdawałoby się śmiesznych różnicach pomiędzy prawosławiem i katolicyzmem potrafią grać ośrodki dywersyjne. Jeszcze nie przyschła sprawa Jugosławii - casus analogiczny do konfliktu polsko-ukraińskiego. Ale tak naprawdę powinno się zacząć od unii z Czechami i Słowacją, gdzie nie ma podłoża do tego typu zadrażnień. No i zrobić porządek u siebie w domu.
(-)
 Od redakcji: Ze Słowacją - może Czesi są nam nieprzychylni, ciążą ku Niemcom, a nie Polsce

 ***
 Nasze Kaczki są uparte jak barany i cwane jak lisy, więc czemu by się to miało nie udać? Przecież mamy do negocjacji rurociąg Brody, Gazoport, odszkodowania za rurę rosyjsko-niemiecką i mamy wreszcie POTĘŻNĄ POLONIĘ, która tylko czeka na sygnał z Polski. Myślę, że jak wszyscy odświeżycie sobie pamięć o swoich korzeniach i jak zaczniecie walczyć o swój kraj, zwłaszcza w USA, to efekty się pojawią niedługo. Trzeba tylko wierzyć w siebie, w swój kraj i w to wszystko, co pozwala wam się czuć dumnymi Polakami. O dumę trzeba dbać, a jeśli się wyjechało z kraju, to o tę dumę trzeba dbać podwójnie. Jak masz opowiedzieć o swoim drzewie genealogicznym, kiedy większość naszej polskiej tradycji rozstrzelano, skrycie zamordowano, zgwałcono i złamano. UE się rozpadnie, to widać, słychać i czuć, więc co dalej? Dalej trzeba myśleć, aby Polak wreszcie był mądry przed szkodą.
(-)
 PS Polecam wszystkim rodakom rotundę z Panoramą Racławicką we Wrocławiu.
 Od redakcji: Trzeba myśleć w perspektywie sięgającej dalej niż rok - dwa.

 ***
 Piękne hasła, lecz nierealne 
 Pięknie by to było, lecz niestety to się stać nie może. Nie dopuszczą do tego choćby nasi najlepsi przyjaciele, czyli USA. W tym momencie rozpracowują Ukrainę i nie potrzeba im tam konkurencji. Kiedyś rozmawiałem na ten temat z Ukraińcem. Mówiłem mu to samo, przedstawiając dane historyczne, kiedy to Polska, będąc w federacji z Litwą i przyjacielskich układach z Ukrainą, była europejską potęgą. Niestety, tak to już jest na świecie, że znajdzie się zawsze ktoś, najczęściej wszystkowiedzący polityk, który taką rzecz zepsuje. Podobnie było i wtedy, i w czasie ostatniej wojny. Ludność obu narodów wspólnie żyła, pracowała, dorabiała się i wojowała przeciw swoim wrogom, dopóki jakiś samonamaszczony guru nie wmówił im, że powinni się nienawidzić. I tak sąsiad zaczął mordować sąsiada, a klakierzy stali obok i go za to chwalili. 
 Np. na Bukowinie, gdzie żyją między sobą różne narody, nie było tego problemu, bo nie dotarł do nich taki jaśnie oświecony. I właśnie tu zaczyna się problem. Pomimo wspólnej niedawnej tragedii zwykli ludzie po obu stronach granicy nadal się szanują. Gorzej jest, jak od czasu do czasu ktoś im przypomni, że są dla siebie największymi wrogami. A takich politycznych wichrzycieli po obu stronach granicy nie brakuje.
(-)
 Od redakcji: Jest szansa, wszystko zależy od elit.

 ***
 Marzenia... 
 Ukraina nigdy nie będzie z Polską w federacji, to myślenie życzeniowe. Będzie prorosyjska albo proniemiecka, innej możliwości nie ma. Proponuję wyciągać wnioski z historii.
(-)
 Od redakcji: Nieprawda

 ***
 Polska na rozdrożu? 
 Obszar powstały w wyniku sojuszu wyszehradzkiego, obejmuje Polskę, Czechy, Słowację i Węgry. Chętnymi do przyłączenia się do Warszawy, Pragi, Bratysławy i Budapesztu są najwyraźniej - Słowenia i Chorwacja. Zatem zarysowuje się nam swoista rzeczpospolita czy konfederacja (unia pionowa, od Morza Bałtyckiego po Adriatyk). Równolegle widać próby unii czy federacji poziomej, tej o której pisze p. Kumor, obszaru między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Może po prostu ma rację bytu na europejskim kontynencie organizm polityczno-ekonomiczny - Międzymorze, integrujący pionowo i poziomo geograficznych sąsiadów. Szczególnie jednoczenie narodowych rynków pracy w tych obszarach, mogłoby mieć wielki sens. Bo przecież po co importować np. pracowników z krajów Unii Afrykańskiej, skoro byliby chętni do pracy w Polsce czy Czechach - bliscy nam kulturowo i mentalnie Ukraińcy.
(-)
 Od redakcji: Międzymorze, idea krajowa - wszystko to są stare myśli, tylko jak je urzeczywistnić? 

GONIEC NR 20/2006 (126) (19-25 V 2006)

 Karta kredytowa sponsorowana   przez charytatywną organizację   polonijną
 Szanowni Państwo, w imieniu zarządu Fundacji Dziedzictwa Polskiego w Kanadzie (Polish Heritage Foundation of Canada) zwracam się do redakcji "Gońca" z pytaniem, czy pismo byłoby gotowe pomóc Fundacji w reklamie projektu, który uważamy za jedno z najambitniejszych przedsięwzięć w ciągu ostatnich kilku lat w Kanadzie - affinity Master Card program sponsorowany przez charytatywną organizację polonijną. 
 PHF Master Card jest pierwszym tego typu projektem w Kanadzie i Ameryce Północnej. Wąska grupa ludzi pracowała nad nim od ponad trzech lat i wreszcie "słowo stało się ciałem" - 7 czerwca rozpoczynamy oferowanie karty kredytowej z Białym Orłem we współpracy z bankiem MBNA Canada. W tym celu organizujemy koncert jazzowy kwartetu Jana Jarczyka, który będzie oficjalnym rozpoczęciem projektu, jakim zamierzamy objąć całą Kanadę. Z uwagi na fakt, że zarząd Fundacji Dziedzictwa Polskiego operuje z Ottawy, koncert odbędzie się właśnie tam, w audytorium Biblioteki Narodowej przy 379 Wellington. 
 Uczestnicy koncertu będą mieli możliwość stać się świadkiem wydarzenia, któremu podobnego jeszcze nie było, i dołączyć do grupy pierwszych posiadaczy "polskiej" karty kredytowej w Kanadzie. Rolę polskojęzycznych mediów, w tym wydawanego przez Państwa periodyku, widzielibyśmy w jak najszerszej reklamie projektu, którego korzyści finansowe obejmą całą Polonię niezależnie od miejsca zamieszkania. Szczególnie interesowałaby nas możliwość nieodpłatnego reklamowania karty kredytowej PHF - mam nadzieję, że możemy, jako organizacja niekomercyjna o statusie charytatywnym, liczyć na tę formę propagowania projektu, przynajmniej w jego fazie początkowej, zanim zaowocuje on konkretnymi wynikami finansowymi. 
 Informacje o programie PHF Master Card będą dostępne za kilka dni w naszej witrynie internetowej, www.polishheritagefoundation.org. Od 7 czerwca będzie tam również odsyłacz do miejsca, gdzie będzie można złożyć prośbę o otwarcie karty kredytowej PHF.
 Inne informacje o projekcie i Fundacji dostępne są u mnie. 
 Proszę o Państwa opinie na przedstawiony przeze mnie temat. 
Andrzej Gołębiowski

 Od redakcji: Pomysł świetny, lansowaliśmy go od dawna, dziwi nas, że w Toronto czy w Mississaudze żadna organizacja wyższej użyteczności nie schyliła się jeszcze po te pieniądze, skoro leżą na ulicy.

 Podziękowanie
 Serdecznie dziękuję za nagrodę-czek na 100 dol. "Goniec" jest wspaniałym tygodnikiem, czytam Was zawsze od "deski do deski", a zawsze zaczynam od artykułów p. Andrzeja Kumora od ostatniej strony. Życzę sukcesów w dalszej pracy, dla całej Redakcji. Tak trzymać! 
 Halina Rapala z Guelph

 Od redakcji: Miło nam.

 Redakcja Goniec Mississauga.    Szanowny Pan 
 Redaktor A. Kumor
 Poruszę tym razem istotny dla mnie i myślę, wielu innych, problem ludzi mieszkających w condominiach. Myślę, że sprawy w wielu przypadkach będą się powtarzać i warto nad tym się zastanowić, jak sobie można z tym radzić. 
 Otóż wszyscy właściciele mieszkań w condo są nie tyle właścicielami swych mieszkań, ile podnajemcami. Wolno im robić tylko to, na co wysoki board of directors i tzw. property manager, nierzadko narzucony siłą, zechcą zrobić, nie zawsze najlepiej dla całej wspólnoty. Przeważnie, jak z moich doświadczeń wynika, ci dozgonni dyrektorzy, jak również menedżerowie ustalają swoiste zasady dla podległych tzw. właścicieli. Jeśli trafimy na układ, który wyróżnia się wolą mieszkańców, jest OK, jeśli nie, to warto bardziej zrezygnować z takiego układu i przenieść się do innego miejsca zamieszkania niż walczyć w pojedynkę z grupą wyspecjalizowanych mataczy. 
 Zasadą jest, że właściciel nie ma nic do gadania i powinien być jedynie posłuszny zarządzeniom boardu. Co robi board z naszymi pieniędzmi, to już nie nasza sprawa, jak mi powiedziano, a jedynie tych, których żeśmy rzekomo wybrali do rzeszy zarządzających. Oni nie muszą ustalać w swoich planach, jak mają zamiar zarządzać  naszymi pieniędzmi. Mają wydawać tak, jak im się podoba - tak na ostatnim zebraniu powiedział nam charter accountant, bo przecież myśmy wybrali swój board of directors.
 To, że wpływu na wybory wielkiego nie mamy, to już jest inna sprawa. Otóż dzieje się tak, że property manager przed generalnym zebraniem obchodzi wszystkich właścicieli i pyta, czy będziemy na posiedzeniu generalnym,  jeśli nie, to prosi o proxy, na którym podaje wybranych przez siebie kandydatów pasujących do ich teamu... i na tym koniec. Przeważnie na meeting doroczny przychodzi ok. 20-25 proc. właścicieli  i tyle samo średnio jest proxy wydarte od innych na z góry ustalonych kandydatów. Miesza się to wszystko razem, po czym wychodzi, że p. X otrzymał 15 głosów z sali, no i drugie tyle dodaje mu się proxy, jeśli to jest kandydat wyznaczony przez board. Jeśli to nie odpowiada interesom grupy permanentnie zarządzającej, to się go eliminuje. W ten sposób wybrany jest "praworządny" board of directors.
 Tworzy się w tych warunkach grupa "trzymająca władzę" przez szereg lat, która nie podlega żadnym innym prawom niż podejmowane we własnym zakresie decyzje w imieniu całego boardu.
 Wielu z nieznających dobrze  języka nie lubi się publicznie wypowiadać i cierpi na dyktat narzucony przez grupę wyspecjalizowanych dyrektorów lub ich prowodyrów. Zmienić ich nie jest łatwo, bo trzeba by angażować mediatorów-prawników do osiągnięcia celów zarządzania naszym prawowitym majątkiem, no i oczywiście odzyskania wygody zamieszkiwania w warunkach, jakie sobie wymarzyliśmy.
 Myślę, że skala tego problemu narasta do społecznego zainteresowania i warto byłoby wypowiedzieć się, jak sytuacja wygląda wśród innych posiadaczy mieszkań własnościowych kupowanych jako prywatna własność w budynkach condominialnych.
 Prawa rządzące tym obszarem usług są mało zidentyfikowane i najczęściej niejasne na tyle, żeby mogły służyć za przykład dla innych będących w podobnych warunkach. 
 Wymaga to wspólnej integracji do poszukiwań pomocy w celu rozwiązywania ich na forum publicznym, nawet jeśli to ogranicza się do naszej społeczności. Spróbujmy wymienić nasze spostrzeżenia w tym zakresie i znaleźć wspólny język dla ujawnienia niejasności tworzonych przez różne ugrupowania kombinatorów. Obecnie buduje się coraz więcej budynków o charakterze condominiów i myślę, że problem ten będzie narastał. Dlatego ważnym jest, aby przypatrzyć się, jak się bronić czy postępować, zanim wplątamy się w sieć zależności od innych.
 Będę wdzięczny za użyczenie miejsca w najlepszym polskim tygodniku "Goniec" celem zainicjowania wspólnej dyskusji na ten istotny problem mieszkania w condo. Chętnie nawiążę kontakt z osobami zainteresowanymi poruszonym tematem dla wymiany poglądów. 
Hubert W. Abramowicz
e-mail: a.Hubert@rogers.com

 Od redakcji: Oczywiście, problem poważny, znany i niestety nie do rozwiązania, kiedy zazwyczaj na zebraniach nie można nawet zebrać kworum. Proszę zacząć działać, mobilizując mieszkańców budynku - ulotki to dobra sprawa, założenie strony internetowej bloku - druga. Z aktywnością ludzi jest jak z deszczem, coś musi zogniskować krople, by zaczęło padać...

 ***
 Mieszkam w Polsce, samotnie wychowuję 8-letnie dziecko. Jestem bezrobotna. Na Podkarpaciu, gdzie mieszkam, jest bardzo duże bezrobocie. 
 Jestem w dramatycznej sytuacji materialnej. Szukam kogoś, kto kupiłby ode mnie (lub w jakiś sposób pomógłby mi sprzedać) moje prace. Są to ręcznie haftowane obrazy (krajobrazy, konie, kwiaty, kopie dzieł wielkich mistrzów malarstwa, portrety). 
 Mogę wykonywać też na indywidualne zamówienie - np. na podstawie przysłanego zdjęcia. Cena do uzgodnienia. 
 Bardzo proszę o pomoc!
 Maria Drabik
 e-mail: madr1@o2.pl

 Od redakcji: Z miłą chęcią zamieszczamy prośbę. P. Drabik przesłała nam fotografie swych prac - bardzo interesujące. Może ktoś zechce wyhaftować herb, obrazek ukochanego czy jakiś landszafcik itp. Pani Drabik, w przeciwieństwie do wielu osób, których prośby zamieszczaliśmy na tych łamach, chce coś dać od siebie...

 Szanowna Redakcjo!
 Dziękuję za opublikowanie mego listu w dyskusji o CU. Komentarz Redakcji zmotywował mnie do napisania odpowiedzi. Otóż podaliście, że "pracownicy Credit Union ... znajdują się w oczywistym konflikcie interesów, jako osoby zatrudnione przez przedsiębiorstwo".
 Otóż nie bardzo z tym się zgadzam. Pracownicy są zatrudniani przez kierownictwo CU i są członkami CU tak jak wszyscy inni członkowie. Ani nasz Statut, ani Credit Union Act nie dzielą członków na tych, co mają konflikt interesów z tytułu zatrudnienia, i na tych co go nie mają. Mają takie same prawa wyborcze jak wszyscy inni. Pracownicy nie są zatrudniani przez Radę Dyrektorów (za wyjątkiem jednego), dlaczego więc mieliby być w konflikcie interesów, głosując na dyrektorów? Tym jednym (choć może być ich o paru więcej, gdyby dokładnie realizować Statut) wyjątkiem jest CEO & President i gdyby trzymać się argumentacji Redakcji, to ten jeden ma właśnie konflikt interesu, biorąc udział w głosowaniu.
 (...)
 Pozostaję z szacunkiem,
 Janusz J. Bujnowski 

 Od redakcji: Szanowny Panie, owszem, pracownicy Credit Union są członkami tej instytucji, ale nie jest to wyłącznie ich spółdzielnia, lecz kilku tysięcy innych udziałowców. Ci udziałowcy, jako właściciele, chcą z niej mieć korzyść, pracownicy chcą mieć dobrą pracę, jak najlepiej wynagradzaną. Na tym polega konflikt interesów. Dziękujemy za całą wypowiedź, nie publikujemy Pana pretensji do poszczególnych osób w CU, proszę się z tym zwrócić do odpowiednich instancji tej instytucji.

 SCIAGNIJ i rozpowszechniaj
 Reportaz "Lustracja KPA - początek odnowy Polonii?" uzasadniajacy potrzebę lustracji Polonii - zostal  juz zademonstrowany Dyrektorom Krajowym Kongresu Polonii Amerykanskiej.  
 Jestes członkiem organizacji polonijnej? Zapoznaj swoich kolegow i zarzad z trescia reportazu, który znajduje się w Internecie pod adresem: www.rodaknet.com/rr_narod_aktualnosci.htm
  Pozdrawiam
Hanna Shen
 

 Szanowni Panstwo!
 Reagując na zaproszenie do dyskusji na temat Credit Union skierowane przez Redakcję ,Gońca" do swoich czytelników, chciałbym się podzielić z Państwem paroma refleksjami. 
      Bardzo uważnie przeczytałem listy panów: Pietrasa i Bujnowskiego dotyczące naszej instytucji finansowej i zasadniczo zgadzam się z przedstawionymi tam analizami dotyczącymi rażących nieprawidłowości zarówno w zarządzaniu Credit Union jak i w zakończonej niedawno kampani wyborczej do Rady Dyrektorów. Powyższym autorom należy się tutaj pochwała za bardzo uczciwe i odważne wyeksponowanie istniejących patologii, o których pisanie należało do tej pory to medialnego tabu.
       Mimo, że pretekstem do napisania powyższych listów było odbyte wcześniej Walne Zebranie członków i wybory do Rady Dyrektorów, to zastanawia mnie nagłe olśnienie obydwu  autorów, którzy dopiero teraz doszli do wniosku, że jest źle. Czyżby dlatego jest żle, że nie wygrały wyborów opcje ( kandydaci) popierane przez w/w panów?
 Dlaczego nie byli oni orędownikami zmian na lepsze długo przed wyborami? Dlaczego wylewają krokodyle łzy teraz? Może liczyli na to, że  kandydaci prezentujący ich opcje ponownie wjadą na cudzych plecach do Rady Dyrektorów i wtedy wszystko będzie cacy i jakakolwiek krytyka będzie niewskazana. 
 List p.Pietrasa nie wnosi tutaj zresztą nic odkrywczego i jest częściowym powieleniem wniosków zawartych w moim artykule ,Kilka uwag na temat Credit Union - naszej i innych" (za moją zgodą okrojonym przez redakcję) i umieszczonym w tygodniku ,Goniec" 21 kwietna br. a więc przed wyborami do Rady Dyrektorów. Pan Pietras, z którym dość czesto dyskutuję przy różnych okazjach, mając od dawna świadomość wielu nieprawidłowości w Credit Union, w trakcie Walnego Zebrania nie miał żadnych uwag krytycznych, a sumienie ruszyło go dopiero teraz. Przysłowie mówi: ,lepiej późno niż wcale".
 Natomiast stanowisko p.Bujnowskiego jest klasycznym przykładem tzw. relatiwizmu moralnego. Przez 3 lata swojego dyrektorowania robił on dokładnie to samo o co teraz ma wielkie pretensje do swoich byłych kolegów z Rady Dyrektorów. (...) Moim zdaniem p. Bujnowski swoim listem rozpoczął dość wcześnie przyszłoroczną kampanię do RD CU.
       Osobiście widzę wielką potrzebę szerokiej, konstruktywnej i wolnej dyskusji nad koniecznymi reformami. Zmiany te należy rozpocząć od góry tj.od Rady Dyrektorów. Dotychczasowe praktyki totalnie się skompromitowały. Należy jak najszybciej wdrożyć mechanizmy aby do Rady Dyrektorów trafiali ludzie uczciwi, kompetentni, rozumiejący funkcję CU jako instytucji polonijnej i reprezentujacy interesy wszystkich jej spółdzielczych współwłaścicieli. Konieczna jest tu zmiana ordynacji wyborczej zabezpieczająca naszą instytucję przed wszelkiego rodzaju manipulacjami.
        Wielką rolę tutaj widzę dla polonijnych mediów, które jak dotychczas unikały jakichkolwiek kontrowersji dotyczących CU. Dotychczasowy paraliż redaktorów zagrożonych utratą reklam z Credit Union albo obawą o zbędne koszty adwokackie w przypadkach demaskowania nieprawidłowości jest bardzo groźnym zjawiskiem, które powinno być jak najszybciej zlikwidowane. Ujawnianie zła, szkodliwych i nielegalnych działań i konstruktywna krytyka są jak najbardziej pożądane i konieczne w takiej jak nasza instytucja. Inaczej CU bedzie nadal nękana wszelakimi patologiami i pojawią się kolejne sitwy dbające tylko i wyłącznie o swoje własne interesy. Argument, że jakakolwiek forma krytyki podważa zaufanie do instytucji finansowej jest całkowicie absurdalny i nie do przyjęcia. Natychmiastowa reakcja Rady Dyrektorów i Zarządu CU na sygnalizowane problemy i szybkie uzdrowienie sytuacji jest najlepszym testem na ich wiarygodność w wywiązywanie się z nałożonych na nich obowiązków.
 Jako aktualny członek Rady Dyrektorów CU serdecznie dziekuję w imieniu swoim i mam nadzeję wszystkich udziałowców naszej instytucji, Redakcji ,Gońca" za udostępnienie swoich łamów do dyskusji nad trudnymi problemi nękajacymi ciągle nasze instytucje polonijne. 
 Andrzej Szczerba

 Od redakcji: Szanowny Panie, dyskusja jest to trudna, miejmy przede wszystkim na uwadze to, by nie "wylewać dziecka z kąpielą" i by nie szkodzić Credit Union. Ostatecznie liczy się bowiem nie to kto miał racje i czyje jest na wierzchu, tylko to czy nasza Credit Union jest prężna, czy popiera polski biznes, czy jej udziałowcy mają korzyść. Z Pana tekstu usunęliśmy jedno zdanie -  skierowany pod adresem konkretnej osoby, zarzut szkodliwej działalności, ponieważ łamie przyjęte przez nas zasady publikacji listów.

 (...)
 Krzysztof Sapiński

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie zamieszczamy Pana listu krytykującego Wielką Paradę Jana Pawła II w Brampton, ponieważ z zasady nie publikujemy tekstów pogłębiających spory wewnątrzkościelne. Konflikty takie wykorzystywane są przez ludzi "nowej kultury", atakujących wiarę i Kościół jako takie. Radzimy, aby przedstawił Pan swe zastrzeżenia bezpośrednio organizatorom wspomnianego wydarzenia.
 
 

GONIEC NR 19/2006 (125) (12-18 V 2006)

 Szanowni Państwo!
 Niedawno ukazał się list p. Stanisława Pietrasa. List ten kończył się tak: "Zachęcam do dyskusji nt. Naszej CU. Stanisław Pietras - Mississauga. Od redakcji: Zapraszamy zatem do dyskusji nad propozycjami zgłoszonymi przez p. Pietrasa". 
 Podjąłem więc tę dyskusję i przesyłam mój list z prośbą o zamieszczenie w najbliższym wydaniu "Gońca". Kreślę się z szacunkiem, Janusz J. Bujnowski
 Wybory w CU
 W nawiązaniu do listu p. Stanisława Pietrasa, jego niektórych wypowiedzi i apelu do podjęcia rzeczowej dyskusji nad poprawą wizerunku CU oraz podtrzymanie tego przez Redakcję Gońca zamieszczam bardzo skrótowo parę uwag.
 Ostatnie wybory w CU były daleko odbiegające od równych, uczciwych, dających wszystkim jednakowe szanse. 
 Kampania wyborcza była prowadzona przez niektórych kandydatów tak ostro i z takim nakładem funduszy, angażowaniem mediów, jakby Credit Union była wielce zagrożona przez pozostałych. Reklamy w obu radiach polonijnych nie są tanie, a leciały non stop. W szeregu gazet polonijnych zamieszczano reklamy. Drukowano ogromne ilości ulotek i rozprowadzano je masowo głównie przez liczny sztab wyborczy " kandydatów parafialnych", nawet w miejscach, gdzie nie powinno się tego robić. To było poważne naruszenie zasad demokracji. Tylko ulotki tzw. kandydatów parafii mogły być rozdawane czy rozkładane w kilku kościołach. Ulotki innych nie miały tego pozwolenia.
 Pytano się mnie, dlaczego nie zamieszczam reklam w prasie polonijnej. Zamieściłem jedną, która wywołała burzę, i możliwe, że była o jedną za dużo. Jej pierwotna wersja była znacznie mocniejsza, ale po wycofaniu się z niej jednego z kandydatów miała mniejszy wydźwięk.  Na więcej reklam mnie nie było stać finansowo. I tak wydałem na kampanię 2006 więcej niż w 2003. 
 Dlaczego w ogóle posługiwano się nazwą "kandydaci parafii", kiedy oni nie byli żadnymi kandydatami parafii. Przyznała to zresztą pani E. Lis na spotkaniu przedwyborczym, gdy zapytano ją, jak przebiegał proces nominacyjny w parafii, z której kandyduje, jacy byli kontrkandydaci, jak wyglądała selekcja. Odpowiedziała szczerze, ale bardzo naiwnie. Nie było żadnego procesu nominacyjnego, mnie desygnował ksiądz.
 Smutne, że wielu członków CU, szczególnie starszych wiekiem, dało się nabrać na tę propagandę. Szczególnie wyraźnie to było widoczne w parafii św. Kazimierza i w mniejszym stopniu w dwu innych. Jako naganiacze, szczególnie w tej pierwszej parafii, służyli m.in. dwaj dyrektorzy Rady, którzy nie byli wybierani w tych wyborach. Dlaczego wystąpili przeciwko dwom innym dyrektorom, a popierali tylko jednego, zresztą najmniej aktywnego i najsłabiej operującego językiem polskim z całego siedmioosobowego zespołu Rady? Dlaczego ingerowali w proces wyborczy na każdym etapie? Dlaczego nie zachowali neutralności, jak dwaj pozostali dyrektorzy nie kandydujący teraz? Jeden reklamował "parafialnych" nawet na spotkaniu u seniorów, a wystąpienie kandydatowi "nieparafialnemu" było tam mocno utrudniane. 
 Chciałbym tu wyjaśnić, że tzw. kandydaci parafii nie byli w większości kandydatami księży tych parafii poza jednym chyba wyjątkiem. Brampton mnie zaskoczyło. W powstanie tego oddziału włożyłem dużo serca i pracy, najczęściej ze wszystkich dyrektorów tam jeździłem i wizytowałem, często długo rozmawiałem z Proboszczem tej parafii. Tymczasem agitowano tam do głosowania na trójkę parafialną i choć nie było to głosowanie masowe, to proporcja w głosach była jak 26 : 1. Jaki był w tym sens i sprawiedliwość? Dobra lekcja na przyszłość.
 Bardzo zaskakujące i dające dużo do myślenia były wyniki wyborów w oddziałach powiązanych z innymi parafiami i poza Toronto. Tak więc gdyby zliczyć głosy w 11 oddziałach (Lakeshore, Sumerville, Tatry, Guelph, Hamilton, Kitchener, London, Oakville, Scarborough, St. Catharines i Windsor), to wyniki były następujące: 
1-2. Bujnowski i Szczerba po 265, 
3. Jedlewska 250, 
4. Gagatek 121, 
5. Pakulski 119, 
6. Fujarczuk 107, 
7. Lis 106.
 Średni wynik pierwszej trójki do trójki "kandydatów parafialnych" jak 2,35: 1. Inaczej pierwsza trójka nieparafialna dostała 55% głosów, a parafialni 23,6% głosów.
 Gdyby zliczyć głosy w 5 oddziałach sąsiadujących z parafiami oblackimi, to przy praktycznie tej samej liczbie głosów oddanych co w tych 11 wyniki byłyby jak 2.32:1 dla parafialnych. Inaczej pierwsza trójka parafialnych zdobyła 59% głosów a nieparafialni 25.6%.
 Co się więc stało? Dlaczego taka wielka różnica w wydawałoby się jednolitej masie członków CU? Skąd ten podział? Okazuje się, że nie było jednolitości, a przeważyła w zasadzie jedna parafia, św. Kazimierza. A tam się działy dziwne rzeczy, o których pewnie niedługo usłyszymy. 
 Bez Oddziału Roncesvalles wyniki byłyby takie: Szczerba, Bujnowski, Jedlewska z wyraźną przewagą pierwszej trójki nad kandydatami "parafialnymi" jak 1187 : 944. W samej Mississaudze kolejność była podobna: Szczerba, Bujnowski, z tym że trzecie miejsce przypadało Jedlewskiej i Fujarczukowi z równą liczbą głosów.
 Dlaczego Ojcowie Prowincjał i drugi przez niego desygnowany zdecydowali tak ostro wkroczyć w te wybory? Dlaczego wytypował tych, a nie innych? Dlaczego wytypował w ogóle? Czyżby pozostali byli zagrożeniem dla CU? Przecież mieli oni zdecydowane poparcie pracowników, a Ci chyba najlepiej się orientują, co jest dobre dla przyszłości CU.
 W trakcie kampanii wyborczej rozmawiałem z p. Karolem Fujarczukiem, którego znam od 1983 roku i z którym zawsze mieliśmy dobre relacje i wspólny język. Mamy zresztą nadal. Mówił mi, że wolałby być razem ze mną w jednym teamie. Pytałem go, jak dawno zna p. E. Lis. Stwierdził, że nie znał jej przedtem. To dlaczego ją Pan popiera, a nie mnie? Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Ale widzę, że jeszcze raz ktoś podzielił nas, a więc i Polonię.
 Jeszcze jedna uwaga. Kampania wyborcza była wyjątkowo brudna. Były naciski na kandydatów, aby wycofali się z ubiegania się o wybór, bo będą "rozbijać głosy". Jeden zresztą się wycofał, bo było 11 kandydatów właśnie z tego powodu. Dwójka innych nie uległa tym "przyjacielskim poradom", przez co pewnie znalazła się na indeksie. Były też inne formy interwencji i pogróżek. Jeszcze rok temu nie wyobrażałem sobie, aby to było możliwe.
 Mam takie pytanie do tych członków, którzy ulegli masowo propagandzie i głosowali na "kandydatów parafialnych". Dlaczego to zrobiliście?  Czy ich znaliście? Czy stała za tym jakaś głębsza analiza i znajomość problemów CU? Dlaczego najmniej aktywny dyrektor, i jak napisał p. S. Pietras, "zaprezentował się b. mizernie", cieszył się waszym zaufaniem? Czy to była tylko odezwa na wezwanie? Czy jesteście pewni, że teraz CU będzie podążać torem jak przez ostatnie lata?
 Liczę na liczne wypowiedzi w dyskusji.
 Co do pytań p. S. Pietrasa, to mógłbym na wiele odpowiedzieć, ale to wymaga osobnego artykułu. Co do p. 1, to mam uwagę, że zarobki pracowników, Zarządu i Rady nie pochodzą z dywidend. Co do ich wysokości nie mogę się wypowiadać, bo byłoby to wbrew obecnym zasadom, a po drugie, że ich teraz po prostu nie znam. Niektóre znałem w pierwszym roku prezesowania p. J. Ciupaka. Potem nastąpiły podwyżki dla Zarządu, ale dyrektorzy nie zatwierdzali ich indywidualnie. Zarobki pracowników są ujęte układem zbiorowym. Stawki tam ustalone były znane dyrektorom, ale jakie stawki są przypisywane poszczególnym pracownikom, nie jest wiadome dyrektorom. Znam tylko zarobki dyrektorów, nie jest to żadna tajemnica, podawane były już poprzednio. Od kilkunastu lat jest ta sama stawka, około 7200 dol. na rok dla dyrektora. Sekretarz i Chair mają nieco więcej. Moja dwutygodniowa pensja wynosiła 276,92 dol., a po potrąceniu CPP 269,88. W pewnych okresach wynosiło to mniej niż 3,50 dol. na godzinę przy moim wkładzie pracy. 
 Na koniec chcę podziękować wszystkim, którzy głosowali na mnie i na innych, którzy rokowali rozwiązanie palących problemów CU. A jest ich wiele. Czy one teraz zostaną rozwiązane? Dziękuję za wsparcie, nawet tym którzy dawali tylko wsparcie moralne, bo oficjalnego dać nie mogli. 
 Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku wybory będą nareszcie demokratyczne, co będzie z korzyścią dla członków, pracowników i CU jako instytucji polonijnej dostępnej dla całej Polonii i nie sterowanej z zewnątrz. A termin "kandydat parafii" zniknie na długie czasy. Termin ten miał uzasadnienie w 2003 roku, jak to podkreślił p. S. Pietras, ale nie teraz. 
 Janusz J. Bujnowski 

 Od redakcji: Szanowny Panie, mała uwaga, pracownicy Credit Union być może najlepiej orientują się, co jest dobre dla tej instytucji, ale znajdują się w oczywistym konflikcie interesów, jako osoby zatrudnione przez przedsiębiorstwo. Liczy się zaś przede wszystkim interes właściciela, czyli wszystkich członków spółdzielni, i ten powinien być w pierwszej kolejności  brany pod uwagę przez Radę Dyrektorów.

 Jasnogórska debata
 W ub. tygodniu na Jasnej Górze obradowali biskupi nt. Radia Maryja. Niektórzy biskupi, a także księża ulegają presji wrogów Kościoła i prawdy. Chętnie by zamknęli to radio. Mam nadzieję, że następne posiedzenie na Jasnej Górze będzie dotyczyć zaangażowania czy, jak kto woli, wtrącania się do polityki przez biskupów i księży. Wymienię tylko kilku politykierów. Oto oni: biskupi - Życiński, Pieronek, Gocłowski, księża: Boniecki, Sowa, Czajkowski. Oni wtrącają się do polityki, ale obrywa się ks. Rydzykowi. To nie po chrześcijańsku, aby za swoje czyny obwiniać bliźnich. Przecież wymienieni z nazwiska biskupi i księża mają możność wypowiedzi w katolickim Radiu Maryja lub TV Trwam. Mogą przecież zadzwonić i pomodlić się ze słuchaczami we własnych intencjach np. o powrót na drogę do stada, jak również wygłosić swoje poglądy na bieżące tematy. Nie muszą być w nieskończoność politycznymi komentatorami w liberalnych i postkomunistycznych środkach masowej dezinformacji. Gdyby ktoś w 80 r. obiecał Polakom, że będą mieć radio i TV bez cenzora, toby go na rękach noszono. 
 Dziś wyśmiewa się jedyne radio, które jest jeszcze ostoją wolności. Gdyby żył kardynał S. Wyszyński, toby wiedział, jak się ma zachować, w przeciwieństwie do swojego następcy, który ćwierć wieku przesiedział na płocie i dalej nie wie, po której stronie ma stanąć. Kardynał Wyszyński nie walczył z prawdą, lecz o prawdę, i doskonale znał pojęcie wolności. Dla zniszczenia Radia Maryja używa się uniwersalnego słowa "antysemityzm". Polacy powinni się zająć tropieniem aktów antypolonizmu, a ściganie antysemitów pozostawić Żydom. Antypolonizm powinien być ujęty w prawie karnym i ścigany z taką gorliwością jak antysemityzm. Jedno i drugie zjawisko powinno być dokładnie zdefiniowane, aby nie stawiać fałszywych zarzutów. Ta nagonka to cena za przegrane wybory przez SLD i PO. Wierzę, że Polacy podążą drogą prawdy, a nie drogą poprawności politycznej.
Stanisław Pietras

 Od redakcji: No właśnie, według pewnych środowisk politycznych, Kościół "wtrąca się do polityki" jedynie wówczas, gdy ich nie popiera...

 "Galileusz" w Credit Union
 Parę tygodni temu w "Gońcu" trafiłem na fotoreportaż z zebrania kandydatów do Rady Dyrektorów z członkami naszej polonijnej Credit Union. Zaiste, niebudujący to obrazek, gdy na zebraniu tej szacownej instytucji członków jest niewielu więcej niż kandydatów. Czy świadczy to o niedoinformowaniu, czy o obojętności? A może o jednym i drugim. 
 Na początku lat 90., gdy przyjechałem do Kanady, pierwszy raz zetknąłem się z Credit Union na Roncesvalles, chcąc wymienić bodajże 50 dolarów amerykańskich na kanadyjskie. Spotkałem się z odmową, ale pan zza lady szepnął, żebym poszedł naprzeciwko do CIBC. Rzeczywiście, tam nie było problemu. Po paru miesiącach potrzebowałem niewielkiej pożyczki, 1000 dolarów, które brakowało mi, by wykupić bilety lotnicze dla rodziny. Pani urzędniczka potraktowała mnie bardzo niemiło, tłumacząc, że bez dwóch "żyrantów" i stażu członkowskiego nie mam co tu szukać. Na szczęście, rozmowę słyszała kierowniczka działu i sama wszystko 
załatwiła pozytywnie. Pomyślałem, że nie jest tak źle, zależy, na kogo się trafi. 
 Oczywiście zostałem członkiem Credit Union, później również żona, no i tak "członkowaliśmy" około 10 lat, mając konta oszczędnościowe, RRSP, spłacając kilka pożyczek, nigdy nie zalegaliśmy z ratami. Oczywiście, gdy znajomi, którzy należeli do kas innych narodowości, np. litewskiej, opowiadali o jakichś tam dywidendach, my byliśmy świadkami niekończących się kłótni, afer, procesów i zwykłego okradania naszej Credit Union przez zmieniające się co jakiś czas ekipy. A wszystko to pod patronatem nawet nie jednego, ale dwóch świętych. 
 I tak po dekadzie mojego członkostwa, kupiłem swój pierwszy dom, a przy tej okazji narobiłem sobie trochę długów. Ale przecież jak powiadają górale, "jeśli chodzi o pieniądze, to tylko Credit Union". Jako długoletni przecież członek i udziałowiec, zwróciłem się o kredyt na spłatę najbardziej oprocentowanych kredytów. I wtedy moja Credit Union przy wymaganych trzech (!!!) żyrantach zaproponowała mi kredyt w wysokości 25 tysięcy dolarów przy oprocentowaniu ponad 18%. Znajomi, którzy należeli do innych kas kredytowych, pukali się w czoło. Ja oczywiście spłacam kredyt, ale nie naszej Credit Union i nie na takich "preferencyjnych" warunkach, a gdy nawet słyszę o jakimś zebraniu, to już nie myślę, że to jest w "naszej"  Credit Union. A może o to właśnie chodzi.   Do takich wniosków można również dojść,  uczestnicząc w ostatnich wyborach do Rady Dyrektorów. Ponieważ ciągle jestem członkiem Credit Union, chociażby z obawy, żeby nie został wybrany trochę dziwnie wypowiadający się kandydat samozwańczo mieniący się Galileuszem Polonii, poszedłem do urny. Dostałem trzy kartki do głosowania. Pierwsza wyglądała normalnie, kilkanaście nazwisk, z których trzeba było wybrać trzy. Pełna demokracja. Druga kartka była już inna, mianowicie na dwa nazwiska tam umieszczone trzeba było oddać dwa głosy, żeby głos był ważny. Tego nie wymyślili nawet aktywiści Frontu Jedności Narodu. No i trzecia kartka z pytaniem: czy zgadzasz się z punktem, bodajże 9, jakiegoś zebrania. Nie wiem, na jakiej podstawie organizatorzy wyborów mogli twierdzić, że zwykły członek zna na pamięć treść protokołów zebrań. Sądząc po publikowanych nie tak dawno przez niektóre polonijne gazety informacjach o zarobkach zatrudnianych w Credit Union doradców, podejrzenie o głupotę odpada, bo tyle mogą zarabiać tylko wysoko wykwalifikowani pracownicy. Może w takim razie chodzi o przyzwyczajenie członków do biernego podpisywania kartek wyborczych bez wnikania w ich treść i stworzenie klimatu niesprzyjającego zainteresowaniu członków sprawami ich Credit Union. Nie trzeba dodawać, jak bardzo ułatwia to pracę administracji. Zamiast wyliczać i przelewać dywidendy na konta tysięcy członków, o wiele prościej jest przelać ten wypracowany przez nich zysk na konta paru adwokatów i ekspertów. A może jednak przydałby się jakiś Galileusz w naszej Credit Union?
Krzysztof S. 
(nazwisko znane redakcji)

 Od redakcji: Szanowny Panie, przede wszystkim przydałoby się, aby członkowie spółdzielni potraktowali ją jako coś więcej niż tylko bank i interesowali się jej sprawami. Nie tylko pisząc listy do gazet.

Piaseczno, 11 maja 2006 r.
 Szanowni Państwo,
 Szperając w Internecie, natrafiłem na artykuł Państwa. Proponuję więc zajrzeć tu: http://prawica.net/index.php?q=node/3073
I tu: http://nowaonline.strefa.pl/50a_Szeremietiew_Romuald_2.htm
 Tak więc i mnie "Rzygać się chce" - jak napisano w Waszym artykule, tylko z innego powodu. 
 Pozdrawiam i życzę ostrożnego podchodzenia do propagandy z tzw. wrogiego obozu (Rzepa, GW, TVN, Polsat etc.).
prof. KSW dr hab. 
Romuald Szeremietiew
 PS No i chociażby coś takiego: "Minister rozśmieszył mnie jeszcze bardziej, gdy stwierdził, że powodem zatrudnienia syna jego pomocnika Z. Farmusa w MON-ie był fakt, że nikt w całym ministerstwie nie mówi tak dobrze po angielsku". Otóż w MON mamy dużą liczbę pracowników mówiących b. dobrze po angielsku. Miłosz Farmus zdał w ambasadzie USA egzaminy potwierdzające najwyższy poziom znajomości angielskiego, tzw. NATIVE, i na tym poziomie był rzeczywiście jedynym w MON. Czyli językowo był najlepszy w gronie wszystkich posługujących się angielskim w Ministerstwie Obrony. Tak więc proszę mi nie zarzucać mówienia głupstw. Całość korespondencji w załączniku.
RSz

 Od redakcji: Szanowny Panie, tekst mojego autorstwa, o którym Pan mówi, ukazał się ładnych kilka lat temu, ale nie w "Gońcu". Na łamach naszego pisma opublikowaliśmy niedawno opinie Panu przychylne - Andrzej Kumor
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

GONIEC NR 18/2006 (124) (5-11 V 2006)

 Beznadzieja
 Tekst pt. "Dezerterzy" rozsyłany przez L. Wałęsę przez Internet nie zbliża się  nawet do progu możliwej dyskusji. Jest w nim zbyt dużo twierdzeń bardzo odbiegających od prawdy. Razi także obfitość negatywnych, bardzo emocjonalnie obciążonych ocen kierowanych do emigracji politycznej lat 80. Próba polemiki z czymś takim siłą rzeczy prowadzić musi do jałowego poznawczo wywodu, że się nie jest żyrafą. Nie mówiąc już o tym, że polemizowanie z autorem takiego tekstu niezasłużenie tegoż autora nobilituje.
 Edward Sołtys

 Od redakcji: Owszem, tekst nie zasługuje na polemikę, jednak jest reprezentatywny dla obecnego w Polsce antypolonijnego resentymentu.

 * * *
 Dziwna sytuacja zaistniała obecnie w Polsce w układach między rządem, Kościołem a mediami, jak to mówią IV władzą. Od dawna leje się wodę do mózgów, że Kościół nie powinien się wtrącać do polityki. A przecież tak niedawno p. Lech Wałęsa nosił Matkę Boską w klapie, i to się wszystkim podobało, i ludziom, i Kościołowi.
 Przecież polityka jest wszędzie, w każdej dziedzinie życia, jest w rządzie, jest i w Kościele, i słusznie, a raczej to jest normalne. Przecież Kościół to lud Boży, to politycy, biznesmeni, ludzie wykształceni i prości. Kościół to nie sami księża, bez ludu nie byłoby Kościoła. Wiemy z historii aż do dzisiejszych czasów, ilu władców, głów państwowych zostało błogosławionymi i świętymi, jeśli działali dla dobra. Ostatnio oskarżono red. Michalkiewicza, który zabiera głos w Radiu Maryja, za antysemickie wypowiedzi (niby). Sprawa u prokuratorów. Nagonka przez media na obecny rząd i jednocześnie na Radio Maryja przybrała niespotykane nasilenie.
 Ale najdziwniejsze jest w tym to, że do tego obrzucania błotem dołączyli niektórzy hierarchowie Kościoła. Czyżby chcieli stworzyć jakiś Kościół laicki lub komunistyczny? Czyż zapomnieli, jak Jan Paweł II nawoływał o prawdę i sprawiedliwość wśród narodów? Tak jak ewangelia mówi "Prawda cię wyzwoli", a Pan Jezus mówił "Jam jest prawdą i życiem". Czyż ci hierarchowie Kościoła zapomnieli, jak to niedawno uwiązano ks. Popiełuszce kamienie u szyi i utopiono w rzece za głoszenie prawdy? Czyż np. zapomnieli, kiedy w książkach do historii uczono miliony studentów, od szkoły podstawowej, że marszałek Polski Konstanty Rokossowski urodził się w Warszawie jako syn brukarza warszawskiego, czyżby jeszcze w to wierzą niektórzy, o zgrozo?!
 Wracając do kar i sądów za wypowiedzi. Pisarz Czesław Miłosz, nagrodzony Nagrodą Nobla, pisał "Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził. Dla Polski nie ma miejsca na ziemi. Przyrzekłem sobie, że nigdy nie zawrę przymierza z polskim katolicyzmem - czyli nie poddam się małpom", do tego nie lubił Biblii itp. Nic dodać, nic ująć, do tego został pochowany na Skałce w Krakowie ze św. Stanisławem, oczywiście za zgodą hierarchii Kościoła. Wyróżniony za antypolonizm? I chyba takich jest wielu i coraz więcej. Szkoda, że Jan Paweł II zgłaszany do Nagrody Nobla nie kwalifikował się, według rzeczoznawców.
S.W. - Mississauga

 Od redakcji: Dziwny jest ten świat, nieprawdaż?

 Polskie obozy koncentracyjne  w CTV
 Panie  Redaktorze!
 Z dużym niedowierzaniem usłyszeliśmy z żoną w ostatnią niedzielę, 30 kwietnia 2006 roku, informację w wieczornym dzienniku nadawanym ze Scarborough (CFTO, stacja wchodząca w skład sieci CTV) o polskich obozach koncentracyjnych. Była to relacja z manifestacji przed Parlamentem Ontaryjskim, w której protestowano przeciwko barbarzyńskiej wojnie domowej w prowincji Darfur w Sudanie. 
 Desmund Brown, komentując przebieg manifestacji, pokazał widzom jedną z uczestniczek (starsza pani na wózku inwalidzkim) i nie podając jej imienia ani nazwiska, przedstawił ją jako osobę, która przeżyła polski obóz śmierci ("survival of the Polish concentration camp"). 
 Natychmiast zatelefonowałem do CFTO, wyrażając swoje oburzenie i prośbę o numer telefonu pana Browna.  Podano mi tylko adres jego poczty elektronicznej (debrown@ctv.ca). Napisałem więc do pana Browna prośbę o podanie mi źródła jego informacji o polskich obozach. Oczywiście odpowiedzi nie otrzymałem. 
  Częściową satysfakcję mam jedynie z tego, że parę minut później - jeszcze w tym samym dzienniku o godzinie 18.00 - podano sprostowanie. Sprostowanie brzmiało następująco: "In our earlier report we improperly informed viewers about the Polish concentration camp. It should be the Nazi concentration camp in Poland". 
 Panie Redaktorze, proszę przeprowadzić ankietę wśród Kanadyjczyków z zapytaniem, kto to są hitlerowcy ("Nazi"), którzy są odpowiedzialni za zbudowanie tych obozów.  Jestem przekonany, że w kontekście powyższej nazwy większa liczba wskaże Polaków niż Niemców. Dlatego musimy nalegać, żeby używano prawidłowego określenia "German concentration camp in occupied Poland". 
 Proponuję również Polonii w każdym przypadku oskarżania Polaków o zbrodnie, za które nie jesteśmy odpowiedzialni - pytać o źródło tej informacji.  Źródła może nikt nie poda, ale pytanie o nie może być bardziej skuteczne niż samo narzekanie.
 Łączę pozdrowienia,
  Stanisław  Skonieczny

 Od redakcji: Panie Stanisławie, tak właśnie należy robić! Protesty poszczególnych ludzi - widzów, czytelników - mają o wiele większe znaczenie i częściej odnoszą skutek niż protesty organizacji.  Bądźmy rozgarnięci, dbajmy o swój interes.
 
 
 
 

GONIEC NR 17/2006 (123) (28 IV - 4 V 2006)

 Policja w Kanadzie 
 Nazywam się Anna Feikis i chciałabym zasięgnąć porady.  Otóż niecałe 2 lata temu mój syn został napadnięty na ulicy i pobity przez 2 młodych mężczyzn. Byli świadkowie całego zajścia, numery samochodu zostały spisane, była też policja na miejscu wypadku.  Mój syn z obrażeniami głowy został przewieziony do szpitala.
 Na drugi dzień po całym zajściu skontaktowaliśmy się (a właściwie to próbowaliśmy z ogromnym wysiłkiem z naszej strony i całkowitym brakiem kooperacji ze strony policji), by dowiedzieć się, czy znaleźli sprawcę. Po kilku tygodniach wreszcie udało się nam ustalić, że sprawcy nie znaleźli, bo właściciel samochodu o niczym nie wie. Każdy telefon do policji to była dla nas obraza (uwagi, że nie mówimy dobrze po angielsku, a to, że oficera nie ma, bo to też człowiek i musi mieć czasami wolne itp.).  Gdzieś mniej więcej po pół roku dowiedzieliśmy się, że oficer prowadzący nie żyje i sprawa jest zamknięta.  
 Zostawiliśmy to w ten sposób, bardzo niezadowoleni z tego, jak nas w ogóle potraktowano. Sprawa ta jednak należy do tych, o których niełatwo jest zapomnieć, szczególnie ze względu na postawę kanadyjskich stróżów porządku.  Czy mogliby państwo doradzić nam, gdzie złożyć zażalenie na postępowanie policji.  Jak to możliwe, że z numerami samochodu, świadkami, nie są w stanie ustalić sprawcy, a wręcz odwrotnie, są nieprzyjemni w stosunku do ofiary.  
 Wiem, że upłynęło trochę czasu od tego incydentu, ale w dalszym ciągu chcemy wyjaśnić powody tak szybkiego zamknięcia sprawy.
 Proszę o radę i z góry dziękuję za pomoc. 
 Z uszanowaniem 
Anna Feikis

 Od redakcji: Szanowna Pani, zażalenia na pracę policji można składać na wiele sposobów i w wielu instytucjach. Pierwszy szczebel to sama policja. Oto informacja ze stron internetowych torontońskiej policji, w regionie Peel jest podobnie:
 Addresses for filing complaints
 Please note that complaints must be written and signed. If sent by e-mail you must attach an electronic signature.
 Ontario Civilian Commission on Police Services
25 Grosvenor Street, First Floor
Toronto, Ontario
M7A 1Y6
Telephone: (416) 326-1189
Fax No.: (416) 314-2036
Toll Free Telephone: 1-888-515-5005
Toll Free Fax No.: 1-888-311-7555
Complaints Administration
c/o Toronto Police Service
791 Islington Ave.
Toronto, ON
M8Z 5W8
Telephone: (416) 808-2800
Fax No.: (416) 808-2802
E-mail: professionalstandards@torontopolice.on.ca
 NOTE: A complainant may also attend any police station of the Toronto Police Service to file a complaint.

 Powrót do tradycji i korzeni
 Wyborcze emocje powoli opadają. Dokonano wyboru nowych dyrektorów i przyszedł czas na refleksje. 
 Były to dziwne wybory i również dziwne wyniki. Najwięcej głosów otrzymał kandydat, który w debacie i w czasie Walnego Zebrania zaprezentował się b. mizernie, natomiast osoba, która dała nam wszystkim lekcję dyplomacji, kompetencji i zachowała się naprawdę z klasą, nie uzyskała poparcia. Powodem tych anomalii jest wadliwa selekcja i dobór kandydatów. Członkowie CU muszą solidnie nad tym popracować. Kilka lat temu sytuacja wymagała, aby księża swoim autorytetem wsparli kandydatów, aby usunąć z Rady Dyrektorów ludzi, którzy zrobili sobie z CU prywatny folwark. Obecnie nie ma już takiej potrzeby i nadszedł czas, aby zdjąć z księży to ciężkie brzemię, które z  potrzeby chwili, a może z lenistwa, strachu i braku własnych rozwiązań złożyliśmy głównie na barki ks. J. Błażejaka, wielki ciężar odpowiedzialności za Naszą CU. Dziś jesteśmy trochę bardziej rozgarnięci, a i wrogowie CU trochę słabsi i dlatego powinniśmy przejąć odpowiedzialność za CU na własne barki, a w razie potrzeby poradzić się księży, jak mamy postąpić, aby Nasza CU miała się dobrze, i jak zadbać o właściwy i godny wizerunek CU. 
 Żale, pretensje i oskarżenia płynące pod adresem ks. Błażejaka o to, że sprawa Trustu nie została jeszcze rozwiązana, to łomot do niewłaściwych drzwi, bo nikt nie ma odwagi skierować tych żalów pod adresem kanadyjskiego sądu, za jego plan pracy, lub pod adresem tych, którzy świadomie opóźniają jej zakończenie. Dziś należy właściwie ocenić rolę księży w wyborze członków Rady Dyrektorów. Niech księża pozostaną ciałem doradczym jako autorytety moralne, a nie osoby decydujące o wyborze kandydatów i losach CU, bo CU jest własnością wszystkich katolików w niej zrzeszonych. 3-procentową furtkę należy przymknąć lub dokładniej liczyć, aby te 3 proc. z hakiem nie wodziło za nos całej reszty.
 Język polski w Naszej CU nie powinien być zmiatany pod dywan, lecz stanowić integralną część Naszej CU. Czas, aby członkowie organizacji parafialnych dokonywali właściwej selekcji we własnych szeregach i wyłaniali kandydatów, których znają - kandydatów, których strona etyczna, moralna i zawodowa nie budzi zastrzeżeń. Nie czekajmy do ostatniej chwili, aż ksiądz wskaże palcem kandydata, który w oczach parafian nie spełnia wymogów. Nie szukajmy pretekstu, aby za zły wybór obwiniać tego lub innego księdza, a nie własny rozum. Wierzę, że ksiądz równo traktuje wszystkich katolików. Pamiętajmy o tym, że wybierając, wybieramy nie tylko dla siebie, lecz przede wszystkim dla innych. Dlatego apeluję o znalezienie takich mechanizmów, aby bezkonfliktowo dokonywać selekcji kandydatów w organizacjach parafialnych i wśród niezrzeszonych katolików Ci, którym nie odpowiada polska i katolicka CU, niech sobie poszukają świeckiej lub innej, nie robiąc zamętu wokół Naszej CU. A teraz kilka propozycji ode mnie jako wstęp do rzeczowej dyskusji nad poprawą wizerunku CU.
 1. Zarobki pracowników od kasjerki aż do Prezesa i Rady Dyrektorów powinny być jawne, bo przecież pochodzą z dywidend należnych wszystkim członkom.
 2. Wyniki pracy oraz wysokość zarobków zarządu i Rady Dyrektorów powinny być poddawane ocenie członków na Walnym Zebraniu, czyli właściwa płaca za właściwą pracę.
 3. Członkowie zarządu i Rady Dyrektorów powinni być właściwie przygotowani, aby wyjaśnić podczas zebrania wyniki sprawozdań finansowych lub wyniki kontroli.
 4. Należy zmienić atmosferę prowadzonych zebrań poprzez lepsze przygotowanie prowadzących zebranie, jak również aby pytania członków formułować na kartkach dołączonych do balotów wyborczych, tak aby można było zadać konkretne pytanie konkretnej osobie i po tematycznej selekcji tych pytań przekazać je prowadzącemu zebranie, aby w imieniu członków zadawał pytania konkretnym osobom.
 5. Poprawić informacje o zbliżającym się zebraniu, jak również wskazywać na treść reklam, które czasem nie odpowiadają prawdzie i wprowadzają wyborcę w błąd.
 6. Zobowiązać kierownictwo i Radę Dyrektorów do rozliczenia zaistniałych afer i odzyskania utraconych pieniędzy.
 7. Żadne układy nie mogą górować nad interesem członków.
 8. Powrócić do tradycji i korzeni CU, a szczególnie do zasad etycznych i moralnych.
 Takie lub inne pomysły powinny powstawać oddolnie w organizacjach parafialnych lub na łamach prasy, aby wypracować odpowiednie mechanizmy wyboru i zarządzania Naszą CU z myślą o przyszłości.   Zachęcam do dyskusji nt. Naszej CU. 
 Stanisław Pietras
 Mississauga

 Od redakcji: Zapraszamy zatem do dyskusji nad propozycjami zgłoszonymi przez p. Pietrasa.

 ***
  Chciałem za pośrednictwem Pana złożyć wyrazy współczucia dla Pani Teresy Maryniarczyk z powodu śmierci męża Michała, w Polsce kiedyś byliśmy przyjaciółmi, szkoda, że odszedł. 
J. Jędrusiak

 Od redakcji: ***

 Podsyłam wiersz, nie będę zdziwiony, jeżeli go nie wydrukujecie. Lewacy mogą podnieść rwetest. Ale warto go posiadać  i przeczytać zaufanym  znajomym.
 CAŁA CANADA NA PLAKACIE
 Od lat, gdy robię wpłaty-wypłaty
 W dowolnym  banku  handlowym. 
 Widzę wiszące duże plakaty
 Z rysunkiem kolorowym.
 
 Rysunek  w  stylu  wziętym kompletnie
 Z epoki proletariatu
 W zgodzie z  obecną  manią "correctness"
 Oto  treść  tego  plakatu:
 Ogólnie pejzaż  sielski, anielski -
 Raj  -  niebo, drzewa, balony;      Powyżej  nieba  napis  angielski    Jaki to bank  uwieczniony.
   
 Na  tle pejzażu radosne twarze;    W centrum ród  Latynosa 
 Po bokach  Chinka  i  Murzyn,  którzy 
 Wzrokiem strzelają  w  niebiosa.   Pełna  idylla, widok  jak  z  bajek,   Każdy  beztroski  i  młody 
 A  śniadość  cery  wszystkim  przydaje 
 Buziom  z  plakatu  urody.   

 Lecz  oto  -  w  dalszym  planie  obrazka 
 Zgarbiona  para  się  trudzi! 
 On kopie  ziemię,  ona  wór  taska.... 
 To  para   białych  ludzi.   
 Ktoś  przecież  musi  ciężko  pracować 
 Musi  o  kraj  ten  się  starać,    Żeby  do  niego  chciał  emigrować Murzyn,  Chińczyk  czy  Arab....   
 W  rogu  plakatu  jest  fotos  stary  
 W kolorze  sepiowo-białym, 
 A na nim  stoi  pionierów  paru, 
 Co  bank  ten  zakładali   
 Czy  przyszło  im  wtedy  do  głów 
 Że  ich  prawnuki, ludzie  biali    Będą  już  tylko  kopać  rów 
 Na  drugim  planie  w  dali?   
 Refleksji  nie  brak, gdy  patrząc  w  plakat 
 Czekam  na  "can  I  help  you"  głos 
 Więc  jeszcze  jedna, lecz za  to  taka, 
 Co  trapi  mnie  najbardziej, bo...
 Niby  tam  wszyscy są  na  obrazku, 
 A  mało  o  jedną  główkę. 
 Bowiem  brakuje  do  pełni  blasku 
 Tego... kto  zgarnia  gotówkę... 
 Andrzej  Załęski

 Od redakcji: Drukujemy, aby nasi Czytelnicy mogli przeczytać go zaufanym znajomym...

 Droga Redakcjo,
 Jestem z wizytą u dzieci i wnuków. Tęsknię za Gdańskiem, ale myślę, że wytrzymam do sierpnia. Proszę, podajcie ciekawe miejscowości, które powinno się zobaczyć w Kanadzie, bo jeden tydzień przeznaczony jest na zwiedzanie.
 "Goniec" jest ciekawym i dobrym czasopismem.
 Z pozdrowieniami
Maria

 Od redakcji: Zapraszamy na stronę 39.

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Proszę - na ile to jest możliwe - o wyjaśnienie następującej sprawy: w Waszym tygodniku z datą dni weekendowych 18-23 marca 2005 roku w dziale ZDROWIE ukazał się dość obszerny artykuł pt. "Cztery leki doktora Grabowicza" pióra niejakiej p. Bogusławy Suszek - mieszkanki Łodzi. Ta pani przedstawiła kanadyjskiej Polonii sylwetkę człowieka, wynalazcy czterech nowych cudownego działania leków pod postacią maści i płynu o nazwach: Grabozon i Grabofluon. Ów doktor podobno zamieszkuje w Łodzi i jest znany nie tylko w Polsce. Do artykułu zamieszczono trzy zdjęcia: dr. Grabowicza, nogi chorej i wyleczonej, a której groziła amputacja.
 Wiedziony ciekawością i potrzebą pomocy bliźniemu napisałem do dobrze mi znanej osoby w Łodzi z prośbą o potwierdzenie tam, na miejscu, zamieszczonej w "Gońcu" informacji. Znajoma mi osoba jest niemłoda, i od urodzenia mieszkańcem tego miasta, które zna jak własną kieszeń. Ponadto, ma jeszcze matkę. Oto co pan Roman odpowiedział na moją prośbę, cytuję: "Na poszukiwaniu owych maści i płynów poświęciłem prawie tydzień, wykonałem dziesiątki telefonów do wszystkich aptek i hurtowni farmaceutycznych w Łodzi i Pabianicach, i... nic. Owe specyfiki nie znajdują się na urzędowej liście leków i nikt oficjalnie ich nie rozprowadza. Prowadzący mnie lekarze także o  tym nie słyszeli, podobnie jak pielęgniarki, nawet te ?starej daty=. Największa i najpotężniejsza hurtownia na polskim rynku, w  Warszawie, również czegoś takiego nie prowadzi. Nikt z moich znajomych w Łodzi i Pabianicach  - nie słyszał o mieszkającym tu doktorze Grabowiczu. Podobnie wygląda sprawa z książką abonentów telefonicznych. Ani śladu".
 Co pan na to, Panie Redaktorze? Czy Redakcja zna bliżej p. Suszek? Wg niej, dr Grabowicz to człowiek wielkiego formatu, wynalazca, sławny, znany szerokiemu gronu wdzięcznych mu pacjentów, teraz rozpropagowany tutejszej Polonii i jednocześnie nieuchwytny, jak... duch. 
 Dodam jeszcze, że w Łodzi istnieje Muzeum im. Józefa Piłsudskiego, w którym razem z Przyjacielem propagujemy "Gońca" i jest on tam czytany. Czyżby pani Suszek wykorzystała adres dla swego artykułu bez pokrycia?
 Kreślę się z szacunkiem
Czesław Bobiński -
Wasz stały czytelnik
 PS Mam niemałą ochotę podzielić się z Redakcją kilkoma uwagami nt. pozytywnych stronic Waszego czasopisma, również mam kilka pytań. Życzę dalszych sukcesów. Jesteście Polonii potrzebni. Bez Was, to oddychanie w próżni.

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie trzeba było trudzić mieszkanek Łodzi, wystarczy siąść do komputera i w wyszukiwarce Google wrzucić "Grabazon" czy jakiekolwiek inne związane ze sprawą słowo. Uzyska Pan wiele materiałów na temat samego lekarza i jego pracy. Czekamy na uwagi.

 A oto tekst ze stron www.informacje.farmacja.pl
 W rękach ministra
 Ziemia Kaliska  
 Wynalazca nigdy nie miał u nas łatwego życia. Nie ma go również Włodzimierz Grabowicz, łódzki farmaceuta i twórca preparatów leczących uporczywe rany. Teraz los jego leków zależy już tylko od decyzji ministra. Pisząc o jego kłopotach z rejestracją ,Grabozonu", nie przypusz-czaliśmy, jak wielu Wielkopolan liczy na tę ostatnią deskę ratunku, jaką są jego preparaty. Nasi Czytelnicy już nawiązali kontakt z autorem farmaceutyków i niebawem rozpoczną leczenie. 
 O patent łatwiej 
 Włodzimierz Grabowicz, dr farmacji, przez prawie 40 lat pracował nad ulepszaniem produkcji leków dostępnych na polskim rynku. Jemu zawdzięczamy mniej bolesne zastrzyki pyralginy i nowatorską technologię wytwarzania binazyny, leku na obniżenie ciśnienia. Napisał ponad 400 prac z toksykologii i syntezy leków, opracował też ponad 100 projektów wynalazczych, z których 16 uzyskało patenty. Nas szczególnie interesują cztery najnowsze preparaty - Grabozon (maść), Egrabozon (płyn) opatentowane w 2004 r oraz Grabofluon (maść) i Egrabofluon (płyn), które zo-staną opatentowane w tym roku. Otóż, jak już opisywaliśmy perturbacje łodzianina, dostał odmowę zarejestrowania tych leków na polskim rynku. Sprawa została teraz skierowana do ministra zdrowia i, jak nas informuje Włodzimierz Grabowicz, szef resortu zdrowia może wydać decyzję pomyślną dla leków i pacjentów, albo skazać wynalazek na ,obieg podziemny". 
 Warte rejestracji 
 O tym, że preparaty łódzkiego farmaceuty są warte aptecznych półek, zaświadczają lekarze z Kliniki Dermatologii  AM w Poznaniu, gdzie były testowane i otrzymały pozytywne opinie. Przekonało się o tym również ponad 2 tys. autorów błagalnych listów, w których proszono wynala-cę o przesłanie maści pocztą. Wł. Grabowicz odpowiada na takie prośby i nie przestaje walczyć o preparaty, które ratują kończyny przed amputacją, zabliźniają wieloletnie rany podudzi, zabijają bakterie i gronkowce niepoddające się dotąd antybiotykom. Czy te fakty przemówią do ministra zdrowia? 
Danuta PAWLICKA 
 Kontakt z wynalazcą: 
 Można telefonować do Wł. Grabowicza, który odpowiada na pytania i ewentualnie prześle zamówiony lek. Tel: (042)648 6173. 
 

GONIEC NR 16/2006 (122) (21-27 IV 2006)

 Szanowny Panie  Redaktorze Kumor,
 Po przeczytaniu Pańskiego artykułu jak w nagłówku i postawieniu końcowego pytania "na co Państwo stawiacie" pragnę spróbować wyjaśnić, na co osobiście stawiam. 
 Sprawa konfliktu na Bliskim Wschodzie w kontekście spłyconej informacji płynącej z mediów każe się zastanawiać: o co tam właściwie chodzi? Czy jest to rewanż za wieże w NY, czy jest to skok na ropę arabską, co właściwie ma miejsce i dlaczego nie próbuje się pisać prawdy na ten temat? Niestety, prawda ma to do siebie, iż pokazuje, że nasz Świat nie jest idealny, dlatego trzeba ją "zaokrąglać", aby nie przedstawiała nas w złym świetle. 
 W moim odczuciu, są dwa tematy, które należy w tym zagadnieniu przeanalizować. Temat pierwszy poruszył dogłębnie artykuł o konwertycie islamskim, przedstawiając bez żadnych zabarwień, czym jest Świat Arabski 21 Wieku. Ten Świat usypiał przez wiele stuleci, czekając na swój czas. Będąc w dużym zacofaniu cywilizacyjnym w stosunku do rozwiniętego Zachodu, nagle stał się posiadaczem, a nawet można powiedzieć monopolistą czegoś, bez czego, jak bez wody, Zachód nie jest w stanie się obejść. Wiemy dobrze o tym, co się stało, gdy powstał OPEC, baryłki dostały nagle skrzydeł i zaczęły tak szybko piąć się w górę, że w naszych portfelach wyświdrowały czarne dziury. W tej organizacji za sprawą rąk Zachodu zaczęło się ku naszej uciesze dziać niedobrze. Naftowi potentaci zaczęli się nawzajem zwalczać. Mieliśmy wojnę Iraku z Iranem, mieliśmy wojnę z Kuwejtem. To wszystko sprawiało, że baryłkom na jakiś czas opadły skrzydła. Jednak Świat Arabski pod przywództwem imamów zaczynał pomału dostrzegać swoją petrodolarową potęgę.
 Mija 16 lat od czasu, gdy Amerykanie wylądowali na Półwyspie Arabskim. 
 Zauważcie Państwo, że jakimś dziwnym trafem mniej się dzisiaj mówi o OPEC. Już tylko parę słów na koniec. Nie wyobrażam sobie, ile byśmy płacili za benzynę, gdyby Saddamowi udało się zrealizować jego odwieczne marzenie stania się Nabuchodonozorem i przywódcą wszystkich Arabów. Resztę sobie Państwo dopowiedzcie. Przypisywanie prezydentowi Bushowi i Condoleezzie Rise monstrualnych cech w powyższym kontekście broni się samo. 
 Serdecznie pozdrawiam 
 Stefan Caputa

 Od redakcji: Tak jest, wszystko to nafta...

 Szanowny Panie Rosa,
 Chciałbym bardzo serdecznie podziękować za umożliwienie poznania sporego fragmentu historii mojej rodziny, który to możliwy był dzięki Pana pomocy. Szczególne podziękowania na Pana ręce składa mój ojciec, który dzięki pana zaangażowaniu mógł porozmawiać z Panią Bacciarelli.
 Pozdrawiam i życzę Zdrowych, Wesołych Świąt
Krzysztof Kardacz

 Od redakcji: Cała przyjemność po naszej stronie.

 5 lat więzienia 
 (dotyczy listu Stanisława Pietrasa, "Goniec" nr 15/06)
 Tak, panie Pietras, ma Pan rację. Ja, Andrzej T. Chronowski, GALILEUSZ WSPÓŁCZESNEJ POLONII, przyznaję się do przestępstwa: za kontakt i uzyskanie poparcia mojej kandydatury na dyrektora CU od właścicieli plaza "Wisła", młodzieży w Mississaudze i parafian z Etobicoke, ale bez zgody p. Stanisława Pietrasa należy mi się pięć lat paki. Jutro jadę go Kingston, by dobrowolnie odsiedzieć wyrok. Ale... jest malutka nadzieja. Od czego nasi wspaniali adwokaci polonijni? Potrafią na przykład prowadzić Walne Zebrania Naszej Credit Union. Dyrektorzy, którzy wg p. Pietrasa, "uzyskali poparcie polonijnych katolików i hierarchii kościelnej", zebrania prowadzić nie potrafią, ja potrafię, dlatego należy mi się następne pięć lat, i niestety, chyba będę musiał te 10 lat odsiedzieć!
 Ale... może inny, polonijny adwokat, ten od spraw kryminalnych... może ten coś wskóra... Może podstawi świadków, którzy stwierdzą, że jednak cenzor po pijanemu dał mi zgodę, może znajdą się jakieś papiery, że z głową cenzora coś nie tak... Zawsze mogę liczyć na wyrok w zawieszeniu!
 Z poważaniem
Andrzej T. Chronowski

 Od redakcji: ***

 Czarna nicość czy  świetlana przyszłość
 Chcę nawiązać do listu p. R. Orszaka "Niszczenie marzeń". List ten ukazał się w "Gońcu" nr 12. Pan Rafał Orszak dał się nabrać na propagandową formę programu przedwyborczego PiS-u. W czasie kampanii przedwyborczej PiS głosił tezy programowe praktycznie nie różniące się od programu LPR. Jednocześnie PiS deklarował, że nie chce koalicji z PO. Już wtedy było widać hipokryzję PiS, program pronarodowy z programem liberalnym.
 Głosząc program LPR-u, jednocześnie PiS deklarował, że jakakolwiek koalicja z LPR nie wchodzi w rachubę. Przyczyną tego mogła być działalność komisji do spraw PZU. Komisji tej przewodniczył poseł LPR Janusz Dobrosz. Komisja wykazała, że nie tylko lewica uczestniczy w przekrętach prywatyzacyjnych. Osobą gwarantującą, że program nie będzie realizowany po wyborach, jest Jarosław Kaczyński, "mózg" strategii PiS-u. J. Kaczyński, długoletni współpracownik KOR-u (organizacji kosmopolitycznej), był negocjatorem (z upoważnienia "Solidarności" "zreformowanej" przez Wałęsę i korowców) do spraw powołania rządu T. Mazowieckiego - "gruba kreska".
 Rząd PiS wprost z marszu zabrał się do pracy. Zaczął od rzeczy najważniejszej, tzn. obalenia tzw. ustawy kominowej. Ustawa ta mówiła, że członkowie zasiadający w firmach państwowych nie mogą zarabiać więcej niż 6-krotność miesięcznej, przeciętnej płacy w sektorze przedsiębiorstw. Ale teraz już do skoku na stołki szykowali się "swoi", podlani sosem patriotyczno-narodowym. Jak to celnie określił "styropianowiec" z AWS, "a teraz k... my". 
 Pierwszym z pociągnięć gospodarczych rządu była próba "przehandlowania" elektrowni Dolna Odra. Elektrownia ta to łakomy kąsek, z tego tytułu, że elektrownia ta może sprzedać dużą część limitu emisji zanieczyszczeń do atmosfery, a już tylko to jest warte grube miliony euro. LPR powiedziała "stop" i w tym momencie podniósł się lament, PiS nie pozwalają rządzić. 
 Kropkę nad i postawił projekt komisji śledczej do zbadania sektora bankowego. W skrócie, projekt LPR przewidywał, że komisja taka powinna zbadać działania wszystkich ministrów odpowiedzialnych za prywatyzację i przejęcie banków polskich oraz zbadanie działań NBP i Komisji Nadzoru Bankowego w zakresie wydawania zezwoleń na przekształcenia kapitałowe w tym sektorze w latach 1989-2006. Czyli gdzie zniknął majątek narodowy wart ok. 60 mld dol. "sprzedany" za 2 mld dol., dzień przed sprzedażą dofinansowany 3 mld dol. ze skarbu państwa. Byłoby jasne, kto, komu, za ile - odpowiedzialność personalna.
 Ale w tym wypadku J. Kaczyński nie chce dopuścić, by wyszło na jaw, kto "przekręcił" banki. Wygląda na to, że prezes chroni kolesiów z KOR-u, późniejszych bonzów UW, którzy "sprywatyzowali" Bank Śląski. Z lektury "Naszej Polski" można było wywnioskować, że była to "prywatyzacja" do własnych kieszeni.
 Niedawno rząd celebrował 100 dni swojej działalności. Z przemówienia premiera można było tylko wywnioskować, że rząd bardzo ciężko pracował i w wyniku tej pracy powstało ponad 100 ustaw. Otworzyłem stronę rządową i oniemiałem (...), mnóstwo ustaw oddających władzę Brukseli.
 W czasie, gdy trwała "ciężka" praca nad ustawami, z obozu PiS były puszczane "baloniki", że należałoby układ z UE renegocjować. Można znaleźć ustawę o wzroście wydatków na armię, i słusznie, chcąc się czuć bezpiecznym, trzeba ponosić koszty.
 Ale oddajmy głos premierowi. Expose z 10.11.2005 r. "Doprowadzimy do pełnego sukcesu naszą misję wojskową w Iraku". "Wykorzystamy doświadczenia i ludzi, którzy zdali egzamin w Iraku, dla stworzenia brygady ekspedycyjnej do działania za granicą". "Jeśli otrzymamy niezbędną pomoc logistyczną, to przejmiemy dowództwo operacji NATO w Afganistanie w 2007 roku zgodnie z ustaleniami sojuszniczymi".
 1/ Przynależność do NATO jako paktu obronnego nie obliguje Polski do okupacyjnych krajów, nawet tak egzotycznych jak Afganistan.
 2/ Kto i kiedy podejmował takie zobowiązania?
 3/ Polskie wojsko wysłane zostało do Iraku przez tow. Kwaśniewskiego i s-ka, bez wcześniejszej akceptacji Sejmu,
 4/ PiS wbrew swojej nazwie przedłuża trwanie czynności bezprawnej,
 5/ Anglia już od XVII w. kilkakrotnie wyciągała ręce po Afganistan i zawsze dostawała baty. Moskwa dostała baty,
 6/ Nawet rządy tzw. komunistycznej PZPR nie pozwoliły "wrobić" Polski w Afganistan.
 Prof. Iwo Cyprian Pogonowski:
 "Przy tak ogromnym bezrobociu Polska jawi się też jako łatwy łup dający rekruta do uprawiania przez obcych awanturnictwa światowego".
 Nawet zaborcy biorący polskiego rekruta musieli sami go wyposażyć i utrzymać. W chwili gdy polskie dzieci mdleją z głodu w szkołach, rząd PiS-u wyrywa im nędzne resztki z gardła, by stworzyć armię do podbojów kolonialnych.
 Ale to nie koniec mocarstwowych ambicji PiS-u.
 "Deklaracja rządu polskiego o wejściu do programu tzw. tarczy antyrakietowej znalazła się w ?solidarnym Państwie=" - załącznik do expose premiera Marcinkiewicza, PAP 14.11.2005.
 Wszystko to wyszło na jaw dzięki prasie światowej. 
 Premier Marcinkiewicz "przyciśnięty" przez dziennikarzy:
 "Rząd rozpoczął już dyskusję na ten temat, która zapewne potrwa dosyć długo" - PAP.
 P. premier mówi nieprawdę lub nie zna planów kraju, w którym sprawuje władzę. Lepiej poinformowany jest Pentagon:
 "Dyskusje są na etapie opracowywania koncepcji - powiedziała rzeczniczka Pentagonu, ppłk lotnictwa Tracy O'Grady-Walsh. "Według amerykańskich władz ewentualna baza antyrakiet w Polsce, zaczęłaby funkcjonowanie nie wcześniej niż w 2010 roku" - PAP 17.11.05.
 P. Radek Sikorski dopilnuje, by premier nie był zbyt rozdyskutowany. Pomysł tzw. tarczy antyrakietowej nigdzie na świecie nie uzyskał poparcia, poza Australią, ale Australii nie zagraża gorąca miłość Ameryki ze względu na położenie. Rosja już udowodniła (przeprowadzają próby z SS-27), że koncepcja ta to jest science fiction. W razie jakiegokolwiek konfliktu Rosja jako pierwsze wyeliminuje rakiety znajdujące się na terenie Polski. Amerykanie w swym planie tzw. Działanie strategiczne na dalekim przedpolu, rozważali możliwość ataku nuklearnego wzdłuż Wisły. P. Sikorski udowadnia, że to wina Ruskich. Rosja, broniąc się, pośle nam "pigułkę" - Ruskich wina.
 W taką to świetlaną przyszłość prowadzi nas formacja PiS-u i już tutaj nie ma lamentów, że ktoś przeszkadza w rządzeniu. Cały ten jazgot PiS-u i walenie w LPR jak w bęben bierze się stąd, że LPR żąda od PiS-u realizacji programu wyborczego. LPR żąda od PiS-u zmiany modelu państwa zbudowanego przez SLD. Jak na razie to trwa wymiana dworu Kwaśniewskiego na dwór Kaczyńskich. Jeżeli rząd PiS nie może poradzić sobie z gospodarką, to niech wybierze się na szkolenie na Białoruś; niska inflacja, wzrost ekonomiczny 11 proc., stabilne finanse, wysoki eksport i niewielkie bezrobocie.
 Ale nie można powiedzieć, że rząd nic nie robi. W jednym z wydań "Głosu Polskiego" ukazał się artykuł, jak "tęgie mózgi ekonomii" próbują zabrać się do obniżenia dolnej granicy minimum socjalnego. I cóż z tego, że nie będzie co jeść. Będzie można pochwalić się, że w wyniku działań rządu podejmowanych w trosce o najmniej zamożne rodziny ilość rodzin żyjących poniżej poziomu socjalnego zmniejszyła się o np. 50 proc. A niszczenie biologiczne narodu polskiego będzie trwać nada.
 Ostatnie wydarzenia na Białorusi zdarły z formacji PiS jeszcze jedną maskę. Polaków, których Jałta odcięła od Macierzy, zaliczono do kategorii niebezpiecznych tylko dlatego, że nie dali podporządkować się komandosowi globalistów, Andżelice Borys. Polacy ci nie są wpuszczani do kraju. Jak można nazwać zdarzenie, kiedy żołnierzowi AK, człowiekowi walczącemu o polskość pod okupacją sowiecką, ciągle aktywnemu w krzewieniu polskości, wopista rzuca w twarz, że nie będzie wpuszczony na terytorium Polski, ponieważ stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Chamskie łobuzerstwo.
 Spodziewałem się ostrej reakcji organizacji kombatanckich. Cisza. Cóż, po proteście można było spodziewać się retorsji w postaci przykręcenia kurka z orderami. Podczas kampanii wyborczej PiS skorzystał z doświadczeń Izraela (kandydatów prześwietla się 5 pokoleń wstecz) i nałożył Tuskowi hełm Wehrmachtu. Ciekawe, pod jakimi nakryciami można by ukryć kształtne główki bliźniaków.
S.J.
 PS Gdyby redakcja zdecydowała się wydrukować mój list, proszę o niepublikowanie moich danych. Nie chciałbym z wizytą do kraju przedzierać się przez zieloną granicę. S.J.

 Od redakcji: Nie ma czego się obawiać.

 Co wolno nam,  o nie wolno wam
 Wrzawa wobec wypowiedzi pana Michalkiewicza na falach Radia Maryja sięgnęła zenitu. Dlaczego  tak jest, że jednym wolno wszystko, a drugim nie wolno nic? Chyba jako Polacy na to zasłużyliśmy, bowiem nie potrafimy sami siebie bronić, albo bronić nie chcemy z różnych powodów.
 Z niesamowitą histerią powtarzają to dziennikarze, zapraszając do rozmów na ten temat wydawców określonych gazet. Nie chodzi tu właściwie o obronę dobrego imienia Polaka, ale o to, by tego Polaka i miejsce, gdzie się on wypowiada, upokorzyć, zniszczyć, bądź jeszcze coś gorszego.
 Nigdy nie udało mi się słyszeć głosów dziennikarzy na antypolskie wypowiedzi społeczności żydowskiej. Wiemy wszyscy, jak Żydzi wypowiadają się na temat żydowskiego mordu w Jedwabnem, dokonanego przez Niemców, niekiedy rękami kilku Polaków, ale pod przymusem. Nie wiem, czy w tej sprawie kiedykolwiek pan Edelman zabrał głos, dając świadectwo prawdzie... Czy kiedykolwiek media domagały się przeprosin lub kary dla tych przedstawicieli społeczności żydowskiej, którzy nie kryli antypolonizmu. Nie możemy i my jako Polacy pozwolić sobie na to, aby ktoś pluł nam w twarz i nie wiemy, czy wolno ją otrzeć bez zgody innych.
 Słuchając wypowiedzi pana Edelmana w TVN24, jako katolik poczułam się urażona, gdy padły słowa "czarne banany", jako polscy księża. Ale nikt z dziennikarzy nie skomentował tych słów, ba, nawet nie powtórzono w kolejnym wydaniu. Sprawa druga, to słowa biskupa Pieronka "polityka nie jest rzemiosłem księży". Z całym szacunkiem do Księdza Biskupa, ale znowu jednym wolno, a drugim nie.
 Bardzo często występuje w TV, razem z wydawcami polskich gazet, ksiądz Sowa i tam dyskutuje się wyłącznie na tematy polityczne, przychylne dla PO. Ów ksiądz jest bardzo aktywny w owej polityce i nikt ze zwierzchników mu tego nie zabrania. Dwa i pół roku temu, będąc na wizycie w Polsce, miałam okazję uczestniczyć w nabożeństwie przy Zamku w Lublinie. Była to obecność kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Do zgromadzonych wiernych, ksiądz biskup Życiński dość dużo czasu poświęcił na temat korzyści Polski w Unii Europejskiej i zwracał się o akceptację przez Polaków Konstytucji UE. Pytam więc, o co tu chodzi? Wszystkim wolno politykować, tylko nie w Radiu Maryja. Według mojej oceny, każda osoba duchowna jest obywatelem swojego kraju i w sprawach kraju wolno jej się wypowiadać, a jeśli nie wolno, to wszystkim.
 Walka z Radiem Maryja trwa już zbyt długo i każdy wie, o co komu chodzi. Jest tylko przykro, kiedy tę walkę prowadzą właśnie księża z innych kościołów, bo są zwolennikami innej niż PiS opcji politycznej. A więc nadal są równi i równiejsi, a Polska jest jedna i Polska jest nasza.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton 

 Od redakcji: Pani Jolanto "równi i równiejsi" byli od zawsze.

 *** 
 Nie mogłem być na spotkaniu z Panią Caroline Parrish, szukałem więc w GOŃCU jakiejś informacji o spotkaniu, przyzwyczajony, że redakcja jest wszędzie i  rzetelnie informuje. To, co znalazłem na temat spotkania z Panią Caroline, troszkę mnie zaskoczyło. Pan redaktor, który usiłował zająć się tym tematem, to przede wszystkim człowiek, który pewnie ma kompleks ZSRS. Wpojono mu, że przed WIELKIM można przyjąć jedynie postawę na kolanach i z twarzą blisko ziemi. Z "reportażu" dowiedziałem się również, że to facet złośliwy i uszczypliwy nawet w stosunku do współorganizatorów owego wydarzenia. Była tam jeszcze ułomna autopromocja. Nie było natomiast niczego o atmosferze na spotkaniu. Nie zaprezentowano żadnych wypowiedzi uczestników, bo zdania o ględzeniu Pani Pogorii chyba nie można uznać za rzetelny obraz dyskusji. Chyba że frekwencja była minusowa, dyskusja byle jaka, a biedny redaktor musiał wypełnić szpaltę.
 Ze ŚWIĄTECZNYM  pozdrowieniem od baranków 
Marek Płażewski

 Od redakcji: Szanowny Panie, każdy ma prawo do opinii.

***
 Wygląda na to, że inicjatywa polskiego rządu do UNESCO, o zmianę nazwy obozu koncentracyjnego Auschwitz, po to aby włączyć zapisek, że to był obóz niemiecki, wywołała ogromną burzę u środowisk żydowskich. Spodziewałem się reakcji negatywnej od Niemców i co najwyżej niektórych kręgów żydowskich, zwłaszcza tych, u których powielanie mitu o polskim wkładzie do Holokaustu ma na celu przyniesienie bezpośrednich korzyści materialnych.  Jednak reakcje żydowskie, jakie zastałem na portalach i blogach internetowych, wprowadziły mnie w osłupienie. Proszę wszystkich o sprawdzenie. Wystarczy wkliknąć hasło "Auschwitz name change", a wyskoczą różne tytuły w światowych gazetach, gdzie po przeczytaniu artykułów można wejść na tzw. "talk back" i sobie poczytać.  Można też coś napisać, co oczywiście wykorzystałem, siedząc przy tym całą noc. Trzeba bez emocji prostować te wszystkie bezeceństwa wypisywane na nasz naród, przedstawiać fakty historyczne, bez używania epitetów i sprowadzania się do ich poziomu. Ale ostrzegam, że jest to syzyfowa praca.  Byłem zaskoczony niskim poziomem i ekstremalizmem większości wypowiedzi. Były to przeważnie wypowiedzi Żydów amerykańskich i izraelskich.  Z wypowiedzi bucha jadowita nienawiść do polskiego narodu, w większości oparta na całkowicie nielogicznych i absurdalnych pseudofaktach.  Widać całkowity brak jakiejkolwiek znajomości tematu.  Wypowiedzi są pełne prymitywnego braku obiektywności i przemyślenia.  Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że naród, który wydał na świat tylu mądrych ludzi, ma w swoich szeregach tylu głupich. Wygląda na to, że Żydzi się zdenerwowali, że Polacy chcą zmieniać historię poprzez odsunięcie od siebie odpowiedzialności za współdziałanie z Niemcami w zagładzie Żydów. Niektóre fakty przytaczane, ciągle się powtarzające, to np.: "Polacy mają nienawiść do Żydów w swoim DNA", "Obozy były w Polsce, bo ludność cywilna niemiecka nie zniosłaby ich istnienia u siebie!", "Zmiana nazwy zafałszuje historię, bo nazistami nie byli tylko Niemcy, ale także Polacy!",  "Duński rząd obronił mnóstwo Żydów, a polski rząd nie kiwnął palcem!", "Polacy zakopywali zwłoki zastrzelonych Żydów, wesoło przy tym śpiewając!", "Zmienić powinno się nazwę Polski na Generalna Gubernia!", no i najlepszy z nich wszystkich... "Niemcy przynajmniej przeprosili i wychowują swoje społeczeństwo w miłości do Żydów, a Polacy dalej nie poczuwają się do winy i nadal w Polsce istnieje wściekły antysemityzm. W Polsce Żyd nadal czułby się niebezpiecznie (a nie tak jak np. we Francji czy w Niemczech -dodatek autora)". 
 Proszę nie myśleć, że to tylko jednostkowe wypowiedzi niektórych Żydów. Problem ma znacznie większy zasięg. Jak teraz człowiek się może np. czuć, oddając swoje życie w ręce jakiegoś chirurga pochodzenia żydowskiego?  Czy możemy mieć pewność, że on nie czuje nienawiści do narodu polskiego i np. nie poślizgnie mu się ręka...? Wygląda na to, że przeciętny Żyd amerykański, izraelski i kanadyjski zna historię z filmów Hollywood i z czytania książek, jak np. "Mila 18".  Nawiasem mówiąc, to bardzo mi się podobały wypowiedzi Polaków. Były umiarkowane, przemyślane i spokojne.  Ucieszyły mnie też nieliczne wypowiedzi ludzi z nazwiskami anglosaskimi. Znaczy się, że propaganda nie do końca pracuje. 
 Pozdrawiam redaktora, całą ekipę "Gońca" i wszystkich czytelników! 
 Marcin Zaleski Toronto

 Od redakcji: Wie Pan, jedni Żydzi się zdenerwowali, inni popierają, a jeszcze innym jest to obojętne... 
 

GONIEC NR 15/2006 (121) (13-20 IV 2006)

 WYBORY w CU
 Zbliżają się wybory do Rady Dyrektorów w polonijnej Credit Union. Członkowie CU muszą wybrać 3 osoby, aby uzupełnić Rady Dyrektorów. Na liście kandydatów obok etatowych kandydatów pojawiły się nowe nazwiska. Moja uwaga skupia się jednak na kilku etatowych kandydatach, którzy nie mogą sobie uświadomić, że ich programy, obietnice i dotychczasowe osiągnięcia nie maja uznania w oczach  członków CU. Wymienię tylko kilka nazwisk, a mianowicie: Chronowski, Kolosowski, Lachowicz i Gagatek, która po wielu podejściach bez powodzenia uzyskała poparcie org. parafialnych i weszła do R. Dyr. 
 Jak jest z tym poparciem dziś, to się okaże przed i w czasie wyborów. Natomiast pozostała trójka ma kłopoty z uzyskaniem poparcia polonijnych katolików i hierarchii kościelnej. W każdych wyborach uzyskują śladowe poparcie, lecz nie rezygnują. 
 Jeden z kandydatów reklamuje się w prasie polonijnej jako współczesny polonijny Galileusz, chwaląc się poparciem właścicieli kilku polonijnych biznesów z plazy "Wisła", kilku sprzedawców samochodowych upadającej firmy - GM, oraz nieokreślonej liczby rezolutnych parafian z poł.-zach. Etobicoke i młodzieży z nieznanej liczby szkół katolickich w Mississaudze. Problem w tym, że nie wiadomo, czy ci, co go popierają, są członkami CU i mają prawo wyborcze. Skończy się chyba na zrobieniu wielkiego zamętu wokół CU i znów na śladowym poparciu wyborców. Nie wiem, czy to chodzi o kabaret, czy katolicką CU? Nadszedł czas, aby poważnie traktować swoich wyborców. Wyborcy zapewne pomyślą nad wyborem właściwych osób do R. Dyr. CU.
 Pozdrawiam i życzę wszystkim członkom CU Wesołych Świąt Wielkanocnych oraz głębokich przemyśleń i trafnego wyboru dla dobra wszystkich członków CU. 
 Stanisław Pietras

 Od redakcji: Szanowny Panie, od tego wybory, aby każdy ocenił i wybrał, wtedy dopiero okaże się, czyje dokonania  i propozycje mają poparcie, a czyje nie.

 Na dwa fronty 
 W artykule "Na dwa fronty" napisał pan: "Jest więc tak, że ci, którzy występują niby oficjalnie w obronie zachodniej cywilizacji, tak naprawdę po cichu dążą do jej unicestwienia, podobnie jak wszyscy islamiści, którzy otwarcie z tą cywilizacją walczą. Chcąc dochować wierności naszej spuściźnie (a drzyjcie ze mnie pasy, zawsze powtarzać będę, iż chrześcijańska europejska kultura Zachodu jest największym osiągnięciem kulturowym ludzkości w dziejach), musimy zatem walczyć na dwa fronty. Z jednej strony, przeciwko zagrożeniu muzułmańskiemu".
 Jest pan paranoikiem. Radzę zapoznać się z historią podboju Nowego Świata, ziemi, na której pan szanowny teraz stoi. Dowie się, jakimi metodami ewangelizowano Indian, i pojmie, dlaczego tak mało ich przeżyło. Indiańskie niedobitki mówią dzisiaj, że chrześcijaństwo było środkiem ludobójstwa. Polecam tutaj lekturę książki "Bury my Heart at Wounded Knee". Dla chrześcijańskich konkwistadorów miecz był najlepszym kaznodzieją, a w pierwszych wiekach podboju tych ziem papieże sami namawiali do brania tubylców w niewolę w imię Chrystusa. Podobnie Michael Wood w książce "Dziedzictwo", na której oparty był głośny serial telewizyjny emitowany tutaj około 10 lat temu, pisze, że takich zbrodni nie dopuszczali się w starożytności ani Grecy, ani barbarzyńcy. Radzę panu szanownemu zaadaptować się trochę do Kanady, bo psychicznie jest pan w Świętych Lipkach lub Niepokalanowie.  Chyba że sam pan nie wierzy w to, co pisze, jest tylko szmatą dziennikarską włażącą kl... w d...ę dla paru dolarów. Jeśli tak, to czy nie lepiej przerzucić się na narkotyki zamiast uprawiać tak żenujące dziennikarstwo? 
Bogdan Jankowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, radzę rozszerzyć zakres lektur i samodzielnie myśleć, zaś na żółć i poirytowanie najlepsze jest świeże powietrze.

 Święta Wielkanocne - sacrum i symbole 
 Z wielkim oburzeniem przeczytałem tekst pt. "Święta wielkanocne - sacrum czy symbole?". Przyznam, że takiego świątecznego "wypieku" się nie spodziewałem w piśmie, które w nagłówku ma "Silni wiarą". Myślę, że ten nagłówek do czegoś zobowiązuje i redakcję, i autorów tekstów? Nie tak dawno p. W. Markiewicz pozwolił sobie zakpić z Mela Gibsona i jego twórczości. A teraz znowu p. Agnieszka Buda-Rodriguez w poprzednim numerze "Gońca" pozwoliła sobie na paszkwil dotyczący Świąt Wielkanocnych. 
 Tak, paszkwil dotyczących Świąt Wielkanocnych, pisanych z dużej litery. Dla tej pani święta te to raczej święta wiosenne, magiczne, z korzeniami w starożytnym pogańskim świecie. To święta obżarstwa, pijaństwa i... nic więcej. Nie widzi ta pani żadnego sacrum w tych świętach, a symbole wielkanocne, takie jak palma, jajko czy baranek, sprowadza do symboli pogańskich. 
 Wybrałem kilka cytatów z jej tekstu. Ale zachęcam każdego, kto nie czytał tego artykułu, aby przeczytał go w całości i zobaczył, jak p. Buda-Rodriguez widzi nasze największe święto - Święto Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Odziera to święto ze świętości - widzi tylko symbole. Nie ma w tych opisach miejsca na śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Bezcześci symbole religijne naszej wiary. Z Baranka wielkanocnego - symbolu ofiary miłej Bogu, figury Jezusa Chrystusa, czyni barana. Pisze tak, jakby chciała nam powiedzieć - Barany, zobaczcie, w co wy wierzycie? Już dawno we wszystkie te dziwy wierzyli starożytni poganie, i to wierzyli tak jak i wy wierzycie dzisiaj. A może nawet i lepiej od was, bo oni w tamtych czasach mieli prawdziwe, naturalne palmy. 
 Tym opisem, po prostu, p. Buda-Rodriguez spoganiła nam całe Święta Wielkanocne!
 Wszystkie te uczone rozważania rozpoczynają się od zwrotu - Uczeni powiadają... 
 Cytuję: "I tak, wierzenia Egipcjan, że Ozyrys ożył dzięki staraniom swej siostry - Izys, posłużyły do wiary w zmartwychwstanie, w co również święcie wierzyli starożytni.
 Natomiast nasz czysto polski zwyczaj zanoszenia przed ołtarze święconego złożonego z płodów ziemi jest starosłowiańskim, pogańskim obyczajem". I nic więcej nie widzi pani w tym obrzędzie?
 "Odwieczny rytm natury powtarza corocznie magiczne misterium, a od dwóch tysięcy lat dla wszystkich katolików jest to czas cudownej przemiany smutku w radość, żałoby w rezurekcję. Bowiem w religii katolickiej motyw odradzania się jest przewodni i odzwierciedla się w obchodach świąt wielkanocnych". 
 O Bogu nie ma tu ani słowa.
 I nieco dalej: "A im trudniej zrozumieć pewne sprawy, tym większa konieczność odwoływania się do mistyki, magii, cudów. A stąd już tylko mały krok do symboli".
 "Nawet u nas, w Polsce, mającej się za bardzo katolicką, święta mają obecnie coś z fetyszu, z tradycji, którą wypełniamy solennie, z pradawnych zwyczajów, lecz mało związku z prawdziwym sacrum. Sacrum to coś niezrozumiałego, tajemniczego, często nawet niebezpiecznego". A więc, nasze Święta Wielkanocne nie mają, pani zdaniem, wiele wspólnego np. ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa?
 "W okresie świąt wielkanocnych oczekujemy poznania tego misterium. Do tego okresu religia katolicka wymaga przygotowania. Należy więc pościć, wyspowiadać się z grzechów, zastanowić się nad sensem życia. Któż  spełnia te wymogi? Obecnie niewielu. Większość ludzi traktuje święta przedmiotowo". 
 Dla mnie, to rewelacyjne odkrycie. Tylko nie wiem, na jakich oparte badaniach?
 "Są to: zajączek z czekolady, baranek z cukru czy z masła, pisanki oraz specjalne bukiety zwane ?palmami=, chociaż z palmami nie mają nic wspólnego. Symbole te są niepodzielnie związane z obrazem świąt, tak samo jak suto zastawiony stół".
 Pozwoli pani, że się nie zgodzę, przynajmniej co do biednego zajączka. To jest symbol komercjalny, ale nie wielkanocny i nie religijny.
 "A większość z nas oddaje się obżarstwu, bo  zwyczajnie nie mamy pomysłu na to, co ze sobą robić w święta.
 Zaczynamy od dzielenia się poczciwym jajkiem, po czym atakujemy sałatki, szynki, kiełbasy, polędwice, pomagając wódeczką upychać te boskie dary w przepełnionych już żołądkach. Po krótkim odpoczynku i kilku toastach ruszamy do bab (pieczonych!), mazurków, ciast i tortów. O czym rozmawiamy, siedząc przy stole przystrojonym akcesoriami wielkanocnymi? Oczywiście o jedzeniu, bo otępiały od obżarstwa umysł już niczego ciekawszego wymyślić nie może..."
 Wybaczy pani, ale w mojej rodzinie nie dzielimy się poczciwym jajkiem, tylko święconym. I myślę również, że mamy, i to uświęcony długą tradycją, sposób na spędzenie Świąt, po Bożemu, a nie po pogańsku, jak to pani sugeruje. Nie ruszamy też "do bab", nawet tych pieczonych, tylko smakujemy je, tak jak wszystkie pozostałe dary Boże wielkanocnego śniadania. Zgadzam się natomiast z panią całkowicie w tym, że umysł wzmiankowany przez panią wyżej, musi być otępiały, to prawda.
 "Mamy jeszcze białego jak śnieg, niewinnego baranka z czerwoną chorągiewką. Baranka jako symbol darzymy wielką czcią. Szkoda tylko, że jest on również symbolem osobnika o bardzo niskim ilorazie  inteligencji. Któż z nas nie słyszał swego czasu: ?ty baranie=! Wygląda na to, że z baranem jest podobnie jak z poczciwą świnką, która symbolizuje brudasa". 
 Myślę, że te obelgi pod adresem Baranka wielkanocnego to zniewaga, która nie powinna ujść pani płazem!
 I ostatnia jeszcze refleksja tej pani: "Od wieków nie zmieniło się tylko jedno - w Wielkanoc musi być zasobnie, wystawnie i bogato!".
 Tego to już nie rozumiem - to zmieniło się coś przez te dwa tysiące lat, czy nie, do stu tysięcy współczesnych pogan?
 Dla mnie cały ten opisywany tekst to paszkwil. Ciekawe, jak Pani do tego doszła? Domyślam się, że to pewnie jest tak, jak pani napisała -  "Uczeni powiadają", a pani to potwierdza i podaje do wierzenia innym baranom. 
 Kilka "drobnych" spraw, jak mi się zdaje, uszło uwagi p. Buda-Rodriguez. Jest rzeczą  naturalną i zrozumiałą, że wiele symboli i obrzędów ma swoje korzenie w czasach pogańskich, bo tak się jakoś stało, że pogaństwo na tym łez padole poprzedziło chrześcijaństwo, ale niestety, w chrześcijaństwie wszystkie te elementy nabrały zupełnie innego, religijnego znaczenia. A większość symboli religijnych pozwala nam zachować szacunek dla uświęconej wiekami tradycji i umacniać naszą wiarę. 
 Ograniczę się tylko do opisu jednego przykładu - palmy.
 W "Słowniku obrazów i symboli biblijnych" M. Lurkera czytamy m.in. "Od VI do VIII wieku ustala się zwyczaj poświęcania palm i odbywania procesji w Niedzielę Palmową na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy...
 W sztuce chrześcijańskiej gałązka palmy jest symbolem męczeństwa...
 Palma rosnąca pomiędzy dwoma winnymi drzewami jest symbolem krzyża Chrystusa".
 Nie wiem, czy nie wpadłem sam w pułapkę pogańską, nazywając omawiany tekst "wypiekiem". Teraz widzę, że jest to po prostu "baba z zakalcem". Tylko nie wiem, czy mogę w tym przypadku używać cudzysłowu, czy sam nie zbezczeszczę jeszcze jednego symbolu. Tym razem mam na myśli... cudzysłów.
 Na tej samej stronie w "Gońcu" jest  reklama nowej książki p. Buda-Rodriguez. Ja na pewno nie wezmę jej do ręki.
 Przykro mi, że na Święta Wielkanocne tyle słonych myśli przekazuję czytelnikom "Gońca", no i samej redakcji. Ale niech wyjaśnieniem, wsparciem i pocieszeniem będą dla nas wszystkich słowa - Bądźcie solą ziemi i światłem świata!
 Wesołego Alleluja! Chrystus zmartwychwstał, Alleluja!
 I my też zmartwychwstaniemy, Alleluja, Alleluja!
 Jeśli po Bożemu myśleć i żyć będziemy, Alleluja, Alleluja, Alleluja!
Emanuel Czyżo 

 Od redakcji: Panie Emanuelu dziękujemy za garść zbożnych myśli, dzięki p. Budzie Rodriguez pięknie Pan to uporządkował.
 

GONIEC NR 14/2006 (120) (7-12 IV 2006)

 Droga Redakcjo 
  Czytając w dniu dzisiejszym (apr. 5/06) wiadomości z Polski na stronie internetowej Onet.pl, znalazłem ciekawą informację dotyczącą zażalenia, jakie złożyła jedna ze słuchaczek radia TOK FM na temat jednego z programów.
 "W kontrowersyjnym programie Marek Raczkowski i Jerzy Urban mówili m.in. o granicach prowokacji. Raczkowski opowiadał, jak niedawno chodząc po W-wie, wetknął w psie odchody 70 miniatur polskich flag."
 Słuchaczka, oburzona treścią tej wypowiedzi, wysłała e-mail, który prowadzący ten program przeczytał. Biorący udział w programie J. Urban odpowiedział:
 "Może pani jest miłośniczką psów i ją rani, że flaga tak marnego kraju jest wkładana w tak szlachetne wydzieliny."
 To nasunęło  mi pewne refleksje z naszego podwórka polonijnego...
 Robiąc zakupy w polskich sklepach,  w większości z nich widzę gazetę J. Urbana "NIE"...
 Pytam się wszystkich właścicieli tych polskich sklepów, księgarń, hurtowni rozprowadzających prasę: czy to się nie kłóci z waszą etyką i z waszą wiarą katolicką, nie mówiąc już o waszym patriotyzmie? 
 Mam jeszcze jedną uwagę... większość z tych polonijnych biznesów, otwierając swoją firmę, zaprasza księdza, żeby poświęcił ich działalność...
 Pytam jeszcze raz, jak ta nasza polskość się ma do popierania J.U. poprzez sprzedawanie jego gazety?
 Byłbym wdzięczny za umieszczenie mojego listu, który - mam nadzieję - wzbudzi odrobinę refleksji w moich rodakach...
Marek Orliński
Mississauga

 Od redakcji: Zgadza się, głosowanie nogami, czy też portfelami to bardzo demokratyczna metoda.

 ***
 Panie Andrzeju - czy pan kiedyś starał się zrozumieć pojęcie Słowianie-Słowiańszczyzna-słowiańskość? 
 Czy zastanawiała pana historia Polski, nie tylko ta, która zaczęła się od chrztu Myszki...? Są aspekty z naszej polskiej jaźni usunięte bądź wyimplantowane, ale które i tak dają o sobie znać... Polacy to również składanka wielu plemion, podobnie jak Białorusini, Ukraińcy i Rosjanie, Serbowie etc.... Skoro prawdą jest to, jak pan twierdzi, że Białorusini nie mają wykształconej świadomości narodowej... to przebóg - jakim cudem przetrwali tak długo??? Czasy Polski, Rosji, znów Polski... to elity łaziły po Białorusi, jak wszy po kożuchu, raz udając Rosjan, raz Polaków, teraz następna zaraza usiłuje Jeropejczyków... a Białorusini pozostają dalej sobą... Król , kniaź, car królowali im - jako Białorusinom... Fenomenem Słowenii - od Wrót Slawii (Wrocławia) do Chińskiego Muru, było to, że mnogość wspólnot plemiennych łączyło Słowo- Mowa- Religia w Jednego Boga o Trzech Istotach (osobach) i Ziemia... Który kniaź czy żupan wybił się na czoło i zorganizował lepiej, ten przejmował przywództwo... Wiadomym było od dawna, że na potężnych przestrzeniach ziemi Słowian, pozostawionych poza zasięgiem Polski, powstanie ośrodek koordynujący wcześniej czy później! Rozłam w Kościele pomógł procesowi, ale niech pan przypomni sobie, że do pomocy Rusi na Kulikowe Pole przybyli Polacy... wbrew nakazom biskupów i króla... stara solidarność plemienna była silniejsza... ale pozbawiona kierownictwa musiała paść... tak jak i Ruś... Niech pan narysuje sobie na mapie zasięg prawosławia i katolicyzmu rzymskiego i zobaczy pan, o czym piszę... Jak się panu wydaje, dlaczego tak nie lubi się na Zachodzie Słowian... i boi się ich jedności??? Zapomniana przeszłość, tożsamość i zakazany temat.
Roman K(afel)

 Od redakcji: Panie Romanie, panslawistą nie jestem, ale wierzę we współpracę regionalną - z tymi, którzy mają interesy i doświadczenia podobne do naszych, Ukraińcy, Białorusini - jak najbardziej!

 Witam!
 Pozwolę sobie zgłosić parę uwag do tego bardzo interesującego artykułu (dot. tekstu "Umysłowo gruboskórni" - red.):
 1) obserwacja śp. Janusza Szpotańskiego (miałem przyjemność dwa razy go spotkać, w latach 1981 i 1985) jest trafna, jednak chyba mało kto wolałby mieszkać w niepodległym ZSRS zamiast w podległej PRL (mając wybór); wtedy w prasie niezależnej od państwowej cenzury znalazłem kiedyś inne, ale też pouczające porównanie: niepodległa Albańska Rep. Soc. (po tym, jak zerwała już nie tylko z Moskwą, ale także z Pekinem - choć są godne uwagi głosy, że obóz socjalistyczny NIGDY nie był naprawdę podzielony, nawet podczas walk sowiecko-chińskich bezpośrednich nad Ussuri i pośrednich w Kambodży), a zabór austriacki za ces. Franciszka Jozefa von Habsburga.
 2) Czekiści z PRL-owskich służb (Informacja Wojskowa, WSW, UB, SB - nazwa WSI jest z czasów po unieważnieniu nazwy PRL) wiedzieli RÓWNIE DOBRZE, "co to jest ojczyzna i patriotyzm", a wyraził to tow. gen. Diomko ps. Moczar w sierpniu 1948 r., mówiąc (albo pisząc, relacje tu są rozbieżne), że dla partyjniaków ojczyzną jest Zw. Sow., którego granice są na Łabie, a może będą na Gibraltarze (przejściowo zapewne już BYŁY: dzięki Brytyjczykowi znanemu pod ksywką Kim Philby, który na niby służył w wywiadzie Zjedn. Królestwa, a NAPRAWDĘ nieodmiennie Zw. Sowieckiemu, w dn. 4 VII 1943 był na Gibraltarze i zapewne doglądał zamachu na gen. Sikorskiego).
 3) Pańskie spostrzeżenia:
"wpływy mocarstwa atlantyckiego podkopują mocarstwo eurazjatyckie (...) zachodni promotorzy białoruskiej ?demokracji i niepodległości= posługują się narodową retoryką, po to, by - jeśli rzecz się uda - wprząc Białoruś do globalnego korowodu, gdzie na ?naród= patrzy się z przymrużeniem oka (...) Warszawa działa ad hoc, wybiera cudze kasztany z ognia" są (niestety) bardzo trafne (moim zdaniem) i wciąż nie dosyć przypominania o tych prawdach. Podejrzewam, że mocarstwa wspierające (na ogół dyskretnie albo tylko na ćwierć gwizdka) naszą irredentę również potrafiły mieć retorykę "samostanowieniową", ale praktykę bardzo pragmatyczną. Nie tylko Francja, Turcja i znowu Francja, ale także w czasie I wojny światowej Rosja przedbolszewicka, państwa centralne, chyba w jakimś stopniu prez. Wilson (13 pkt), a także premier Lenin (gdy cały obszar I Rzplitej był oddzielony od Rosji kordonem separatystycznego pokoju brzeskiego, anulował traktaty rozbiorowe).
 4) Dylemat: "Czy dlatego, że mają w nosie samych Irakijczyków, czy też dlatego, że zbytnio przejęli się treścią własnej propagandy o demokracji? Na co Państwo stawiacie?" wydaje mi się pozorny - owe dwie możliwe odpowiedzi nie wykluczają się nawzajem.
 Pozdrawiam pięknie,
 Konrad Turzyński

 Od redakcji: Panie Konradzie, Pana argumenty idą obok, pisząc o doświadczeniu niepodległości miałem na myśli elity rządzące; tych, co rozdają karty, a nie "lud roboczy", któremu może się podobać pomieszkiwanie tu, czy tam. Czekiści z PRL-u nie znali patriotyzmu, bo byli trzymani na sznurku - dopóty mieli swobodę, dopóki smycz nie szarpnęła. Zgadzamy się natomiast, co do tego, że jeśli sami nie zadbamy o własne interesy, to żaden nawet największy sojusznik za nas tego nie zrobi.
 

GONIEC NR 13/2006 (119) (31 III - 6 IV 2006)

 Szanowna Redakcjo!
 Uważam, że to czysta kpina i jakieś nieporozumienie, dekorowanie Pana Andrzeja Rozbickiego państwowym odznaczeniem "Krzyż Odrodzenia Polski" za propagowanie kultury polskiej w Kanadzie. Skądinąd bardzo cenię biznesową i wręcz  świetną działalność Pana Andrzeja. Robi to doskonale i profesjonalnie. Chodzę na każdy niemal koncert. Ale na miłość Boską, nie robi tego za "Bóg zapłać". A jaki hołd oddajemy tym wszystkim cichym promotorom kultury polskiej, ludziom, którzy przez dziesiątki lat (począwszy od wojennej emigracji) i często za własne fundusze tę naszą kulturę promują.
 Niech Pan Andrzej robi to, co robi i to co potrafi najlepiej. Niech nawet ma na tyle wyczucia, że w konferansjerce można również promować piękny język polski, szczególnie kiedy ta Jego widownia w przeważającej części jest polonijna. To nie odbierze blasku spektaklom. Ja jedynie wierzę, że się doczekam, kiedy wysokie odznaczenia państwowe zawisną także na klapach bezimiennych często (nauczycieli, wychowawców, duchownych, wolontariuszy) różnych twórców i promotorów naszej polskiej kultury. A niech Pan Redaktor pomyśli i potwierdzi.
 Z szacunku należnego wyrazami
 Krystyna Sz., Stanisław R.  Scarborough
(Nazwiska do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Szanowni Państwo, z tego co wiemy, odznaczenia państwowe przyznawane są za oddanie słusznej sprawie, poświęcenie i pracę - nie tylko tę bez wynagrodzenia. P. Rozbicki promuje kulturę polską -  jest to rzecz wspaniała, inspirująca i warta naśladowania. Nawet gdyby bardzo dużo zarabiał, nie umniejszałoby to znaczenia jego pracy. Gdy zaś idzie o odznaczenia dla "bezimiennych często" osób - to jeśli my sami takich ludzi nie zauważymy, nie docenimy i nie będziemy o nich mówić, pozostaną na zawsze - właśnie "bezimienni". Poza tym wielu z nich wystarcza sama satysfakcja czynienia dobra, a ordery mają "w głębokim poważaniu".

 Książki
 Reklamuje Pan różne polskie książki - wydaje mi się, że naprawdę warto zwrócić uwagę na książkę cichego i na dodatek NIEZDRADLIWEGO bohatera 1. Solidarności, wiceprzewodniczącego KK, pana Mirosława Krupińskiego (mieszkającego od 1987 roku w Australii). Książka nosi tytuł "Zaułki zbrodni", jest do nabycia w księgarni Husarz w Mississaudze. Książka stoi skromniutko, na drugiej półce, widać, że niewielu ludzi ją przegląda - a warto kupić, kilkanaście dolarów - zamiast wydawać pieniądze na brukowce, jak "Gazeta Wyborcza" czy "Wprost".
 Z poważaniem,
 J.K.

 Od redakcji: Niniejszym zwracamy uwagę, napiszę więcej, gdy przeczytam - AK.

 ***
 Odpowiadając na list Pana Rafała Orszaka, pragnę zwrócić uwagę,
iż to nie PiS należy winić za sytuację w kraju. Gdyby społeczeństwo, zamiast głosować na Tuska i PO, wybrało większościowy Sejm złożony głównie z członków PiS, to sprawy wyglądałyby całkowicie inaczej. Zwalanie winy na wszelkie zło w Polsce na PiS świadczy o braku politycznego realizmu autora, albo też złej woli. PiS jest pierwszą partią, która pragnie zlikwidować efekty działania "grubej kreski" Mazowieckiego, a tacy jak Pan w tym przeszkadzają. 
 Pozdrawiam 
Stefan Caputa

 Od redakcji: Zgadza się, wielką zasługą PiS jest dążenie do rozbicia układu stworzonego przez komunistyczne służby specjalne i zlikwidowania grubej kreski.

 Szanowna Redakcjo!
 Moja reakcja na list Pana "Grzegorza" w Poczcie "Gońca" z 24-30 marca. 
 Przeczytałem ten bardzo krótki list aż parę razy, bo musiałem się upewnić, że dobrze go rozumiem. Ten list udowadnia stare powiedzenie, że słyszenie prawdy o sobie jest bolesne, dlatego w generalnym sensie list ten jest pełny nienawiści do demokratycznego świata, w którym ludzie bez obawy mówią, co czują i myślą. W liście Pana "Grzegorza" widzę i czuję nienawiść ukrywającą się pod cienkim welonem kontrowersyjnych myśli, nienawiść do Polaków żyjących na Zachodzie, którzy śmią krytykować pomyłki pewnych ludzi w Polsce. Szanowny Panie, dlatego biliśmy się o demokrację, byśmy mogli otwarcie, bez obawy mówić publicznie. Pan używa tej demokracji w swoim liście, by krytykować tych, co Pana krytykują. 
 Trudno być w pełni świadomym wszystkiego, co Pan "Grzegorz" chciał zakomunikować czytelnikom "Gońca", ale jedna rzecz jest pewna, Pan "Grzegorz" chce usłyszeć reakcje wolnych Polaków. Zastanawiam się, czy możliwe, że "Grzegorz" to pseudonim, bo autor wstydzi się tego, co napisał, i boi się podać własne nazwisko. 
 W pierwszym zdaniu listu, Pan "Grzegorz" szuka odpowiedzi na pytanie: "Kto dał Wam prawo opluwać Polskę i Polaków, co żeście sami dla tego kraju zrobili?".
 Moja osobista, prosta odpowiedź na to pytanie - której udzielam w imieniu polskiej demokracji - bo uzyskałem prawo mówienia o tym w walce o polską wolność i niepodległość. To prawo mówienia o Polsce i polskiej wolności było zapłacone  krwią mojej całej rodziny, dziesiątek tysięcy żołnierzy Armii Krajowej i Polskiej Armii na Zachodzie, w której też miałem honor służyć. 
 To też odpowiada na pytanie, co dziesiątki tysięcy poległych żołnierzy Armii Krajowej zrobiło dla kraju. Cieszy mnie to, że dzięki temu wielkiemu poświęceniu Pan "Grzegorz" też ma prawo mówić otwarcie, publicznie i bezpiecznie o tym, co go gryzie.
 Następny komentarz jest jeszcze bardziej interesujący: "Założę się, że większość z was musiała uciekać przed wymiarem SPRAWIEDLIWOŚCI i teraz ziejecie nienawiścią". 
 Pan "Grzegorz" mówi o SPRAWIEDLIWOŚCI? Ciekaw jestem, o jakiej sprawiedliwości jest tu mowa. Na tyle co wiem, po 1989 roku już nikt z Polski nie uciekał "przed wymiarem sprawiedliwości", bo polscy komuniści już przestali wieszać opozycję na hakach, w piwnicach w więzieniach. Po zmianie systemu w Polsce tylko komunistyczni zbrodniarze i złodzieje uciekali z Polski, ale ci, z wyjątkiem Białorusi albo Rosji, już nigdzie na świecie nie znajdą miejsca do schowania się. 
 W końcu Pan "Grzegorz" mówi, że my ziejemy nienawiścią. Po pierwsze, nie można czuć nienawiści do czegoś, co się ma tylko w absolutnej pogardzie. Moim zdaniem, komuniści stracili prawo nazywać się Polakami, bo gdy zdradzili Polskę w służbie dla Moskwy, przestali być Polakami. 
 Po drugie, Pan "Grzegorz" mówi, że "Nie potrzebujemy was". Ja piszę za siebie, to co myślę, ale ciekaw jestem, kogo Pan "Grzegorz" ma na myśli, gdy mówi "Nie POTRZEBUJEMY Was"? Chwała Bogu, tylko 10% Polaków było komunistami, my ich też nie potrzebujemy. 
 Z poważaniem.
Bogdan Prażmowski

 Od redakcji: Dziękujemy za reakcję - na list p. Grzegorza już odpowiadaliśmy.

 Trzy następne listy są reakcją na artykuł "Szkoła propagandy"
  z "Gońca" nr 12.
 ***
 Oczywiście, że nie ma żadnego "konfliktu cywilizacji". Pojęcie "konflikt cywilizacji" to czysty TEATR ILUZJI i wyciąganie KRÓLIKÓW z kapelusza. PO CO i przez kogo ZOSTAŁ WYMYŚLONY? Został WYMYŚLONY przez dokładnie tych samych i w dokładnie takim samym celu co "walka klas". I tak jak przy pomocy ILUZJI "walki klas" zdobyli oni władzę nad POŁOWĄ ŚWIATA (KOMUNIZM), tak teraz przy pomocy ILUZJI "konfliktu cywilizacji" próbują zdobyć władzę nad CAŁYM ŚWIATEM (GLOBALIZM). Czyli: tak jak w tamtym przypadku, tak i teraz jest to NARZĘDZIE PROPAGANDY, aby ZASIAĆ W NAS STRACH I TYM SAMYM POPCHNĄĆ NAS DO WALKI! Bo przecież oni sami (ci, co te iluzje WYMYŚLILI) nie byliby w stanie SAMI osiągnąć tego celu. Potrzebni im do tego jesteśmy MY, czyli ich MIĘSO ARMATNIE.
machiavel

 Od redakcji: Propaganda od tego jest, aby inni ludzie robili to, co im mówią.

 *** 
 Panie Andrzeju, wydaje mi się, że pan buduje szklane domy Żeromskiego.
 W jaki sposób ludzie w Polsce mogą sobie wyrobić opinię o jakichkolwiek wydarzeniach politycznych czy o rządowych manipulacjach? Czytając prasę albo słuchając niedzielnego kazania? Nauczyć dzieci, aby potrafiły odróżnić prawdę od fałszu? To by było wspaniale, ale jak to zrobić? W Polsce, tak jak i na całym świecie, dzieci są edukowane przez nauczycieli oraz przez inne dzieci. Rodzice mają coraz mniejszy, a nie większy, wpływ na ich wychowanie. Kościół katolicki, tak jak każdy inny Kościół chrześcijański, jest również kontrolowany przez naszych starszych braci.
 Niech pan popatrzy na ostatnie posunięcie Watykanu, który chce uznać Judasza za świętego, aby poprawić stosunki katolicko-żydowskie. Niech pan to spróbuje wytłumaczyć dzieciom.
 Vatican wants to beatify Judas in order to curry favour with the Jews. The "rehabilitation" of Judas could help the Pope's drive to improve Christian-Jewish relations, which he has made a priority of his pontificate.
 Nauczyć dzieci, aby myślały? Tak jak napisał Jan Szpotański: "Myślenie dawno wyszło z mody".
Marek

 Od redakcji: Panie Marku, nie ogarniam tego, co pisze Pan o Judaszu i Watykanie - skąd ta informacja? 

 ***
 Czy zabicie ślepego i uwiązanego do wózka inwalidzkiego kleryka muzułmańskiego nie jest państwowym terroryzmem? Izrael mógł wytoczyć mu sprawę w sądzie, ale wybrał egzekucję przez rakietę powietrze-ziemia wystrzeloną z myśliwca. Takimi uczynkami jak mord przed postawieniem przed sądem trzeba się brzydzić. Od tego czasu, według mojej skromnej opinii, syjonizm = faszyzm.
Jarek Sadecki

 Od redakcji: Tak, to jest terroryzm państwowy i za taki bywa od czasu do czasu uznawany. Syjonizm - o ile mi wiadomo - został potępiony przez rezolucję ONZ.

 Od redakcji: Do Pani "Ewy Canonico". 
 Nie zamieszczamy Pani listu protestującego przeciwko Wielkiej Paradzie Jana Pawła II w Brampton, ponieważ z zasady nie publikujemy tekstów pogłębiających spory wewnątrzkościelne. Konflikty takie wykorzystywane są przez ludzi "nowej kultury", atakujących wiarę i Kościół jako takie. Radzimy, aby przedstawiła Pani swe zastrzeżenia bezpośrednio organizatorom wspomnianego wydarzenia.
 

 ***
 Zapewne czytał Pan już Oświadczenie/Apel Mirosława Krupińskiego ogłoszone na stronie Wirtualnej Polonii: http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=10392.
 Uważam, że dobrze byłoby wydrukować to na PIERWSZEJ stronie "Gońca" wraz z zapytaniem, kiedy nasi polonijni działacze ogłoszą takie same deklaracje. Poczynając od ZG KPK wraz z prezesem Sobockim, całym Zarządem Głównym i innymi Zarządami Regionalnymi, Komisjami etc. etc. Należałoby również do tych osób dołączyć wszystkich Redaktorów (a nie tylko naczelnych) polonijnych pism, jak również felietonistów, w tym również felietonistów-kombatantów...
 Z poważaniem
J.K.

 Od redakcji: Szanowny Panie, p. Krupiński mieszka w Australii, i wszyscy zainteresowani mogą znaleźć jego oświadczenie w sieci.  Z tego co wiemy, składanie takich deklaracji, by miało moc wiążącą, musi mieć stosowną formę prawną. Najlepszym rozwiązaniem całej tej sprawy jest PEŁNE otwarcie archiwów IPN dla WSZYSTKICH osób bez wyjątku. Tylko w ten sposób zamknie się tamten smutny czas.
 

GONIEC NR 12/2006(118) (24-30 III 2006)
 ***
 Kto dał Wam prawo opluwać Polskę i Polaków, co żeście sami dla tego Kraju zrobili? Siedzieć daleko i pluć na własny kraj to ma być patriotyzm. Założę się, że większość z was musiała uciekać przed wymiarem sprawiedliwości i teraz ziejecie nienawiścią. Zostawcie nas w spokoju, zajmijcie się własnym życiem. Nie potrzebujemy Was. 
 Grzegorz

 Od redakcji: Drogi Panie Grzegorzu, większość ludzi piszących w "Gońcu" o Polsce, mieszka w Polsce. Poza tym, niech się Pan odpręży, może pomoże trochę świeżego powietrza... Z pewnością wyjdzie to Panu na zdrowie.

 Szanowna Redakcjo!
 Mam pewną propozycję dla p. W. Markiewicza odnośnie tego, że on nie lubi Mela Gibsona (zob. GONIEC, z datą 17-23 marca, str. 55).
 Ja też pewnych ludzi nie lubię... czytać. Myślę, że tego typu uwagi i propozycje, jakie zamieścił p. W. Markiewicz w stosunku do Mela Gibsona, bardziej pasują do pisma o wdzięcznej nazwie "NIE" i pewnie tam za takie bezeceństwa więcej płacą niż w "GOŃCU".
 Takie pisanie to nic dobrego, och wykończyło już niejednego.
 Emanuel Czyżo

 Od redakcji: Panie Emanuelu, rozmawiajmy, rozmawiajmy, rozmawiajmy... Cóż nam zostanie w przeciwnym razie?

 Szanowna Redakcjo!
 Mimo moich zupełnie odmiennych poglądów dotyczących spraw ZG KPK - o czym później, postanowiłem "popełnić"  poniższe, gdyż widzę w Was sojusznika w sprawach innych - o czym też później.
 Na początek zatem chciałbym dodać swój komentarz ws. artykułu "Nowelizacja lustracji"  (zam. w "Gońcu" z ub. tygodnia), w którym to R. Kalisz (SLD) z braku pewnie politycznych racji, zajął się tymczasem podważaniem edukacji PiS, arogancko pouczając o pierwotnym znaczeniu słowa "lustracja". 
 Czyżby to znaczyło, że (SLD) kończy z polityką, a zaczyna je interesować inna dziedzina aktywności? Byłbym zachwycony, gdyby nie okazało się nią językoznawstwo. Pan Kalisz bowiem wybrał sobie wygodne (zapewne z tęsknoty) znaczenie słowa "lustratio", czyli rzeczywiście znaczące oczyszczenie - co łatwo znaleźć np. w Internecie (lekarze i księża nie potrzebują), zapominając przy tym dodać, że te oczyszczenia dokonywano przez ofiarę (a do ponoszenia ofiar SLD jakoś nigdy skore nie było, a wręcz przeciwnie). Poza tym w "Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych" W. Kopalińskiego wydanie XX z r. 1990 na str. 310 m.in. czytamy: lustracja - przegląd czegoś, oględziny, kontrola, dokonana przez lustratora, kontrolera; - fr. lustre - połysk; blask, i łac. lustratio - oczyszczenie (przez ofiarę) z lustrare - oczyszczać; poświęcać; odpokutować; itd. - nie chcę przedłużać. Co ma tu do rzeczy PiS-owska znajomość lub nie łaciny, skoro słowo to zostało dawno zdefiniowane bez ich udziału. No cóż, zatem to kolejny durny element histerycznej nagonki na PiS - podobny do niedawnego kabaretowego żałosnego PO popisu w Sejmie w wykonaniu nowej gwiazdy polskiego kabaretu Donalda T. Pozostaje nam zatem życzyć nieszczęśnikowi sukcesów na kabaretowej scenie, skoro zabrakło mu ich na scenie politycznej (oglądający TV Polonia wiedzą, o co chodzi).
 Druga sprawa: 
 Byłbym wdzięczny Redakcji, gdyby zechciała poinformować, co się dzieje w sprawie "polsko-kanadyjskiego pakietu socjalnego" (przepraszam, jeżeli użyłem niewłaściwej terminologii - w każdym razie chodzi o emerytury),  wartościowej - dla dużej grupy emigrantów, inicjatywy P. Prezesa inż. G. Sobockiego. Poprzednio - cyklicznie, ZG KPK informowało o postępach w tej sprawie na łamach np. "Nowego Kuriera", ale od dłuższego czasu nastąpiła cisza w tej sprawie. Nie sądzę, aby "awantura" wokół KPK była przeszkodą w kontynuacji tak ważnego społecznie tematu, tym bardziej że o ile się nie mylę, następny ruch w tej sprawie należy do rządu polskiego. 
 Zastanawiająca także cisza zapanowała w polonijnych mediach na temat wydarzeń w ZG KPK, nie to co za czasów bojów o PCU, tylko  "Gazetę"  stać na opublikowanie argumentów strony Pana Prezesa Sobockiego. Chyba że moja wiedza w tej materii jest ograniczona, więc będę wdzięczny za doinformowanie.
 Pragnę natomiast podziękować za artykuł autorstwa P. Andrzeja Kumora pt. "Be, be, be...". Mam identyczne poglądy. Co więcej, nie chcę krzywdy "kochających inaczej" - mimo świadomości ogromu własnych grzechów, próbuję być katolikiem. Nie mogę zrozumieć takiego deptania godności instytucji małżeństwa i rodziny, czego doświadczamy ostatnio. Przecież oni ciągle podkreślają, jak dumni są ze swojej odrębności, czyż zatem nie stać ich dochodzić swoich przywilejów, nie naruszając godności reszty społeczeństwa?
 Zostawmy retorykę, na pewno coś trzeba z tym zrobić. Poza "Gońcem", inne media po wstępnym szumie jakoś w tej sprawie zamilkły (może im też poradzono, jak mnie w mojej pracy - niestety, jestem tam jedynym Polakiem - żeby zamilknąć na ten temat, jeśli mi praca miła). Demokracjo - zaiste różne oblicza masz.    
 Może dla przeciwwagi warto byłoby się zorganizować na wzór amerykańskiej: "Heterosexual Association of America" założonej w 2002 roku. Inne pomysły...? Będę wdzięczny. Byłbym zainteresowany członkostwem.
 Zdaję sobie sprawę z ograniczeń prasowych (stary numer z polityczną poprawnością), ale też wiem, że można zgrabnie i w zgodzie z obowiązującymi normami, podjąć inicjatywę w tej kwestii.
 Nie oczekuję zamieszczenia powyższego na łamach "Gońca", choć też nie zabraniam.
 Mogę też udostępnić Redakcji swoje pozostałe namiary na życzenie.
 Łączę pozdrowienia,
 Zdzisław

 Od redakcji: Panie Zdzisławie, jest Pan niedoinformowany, poglądy p. Sobockiego przedstawiliśmy w obszernym z nim wywiadzie. Jeśli chodzi o pakiet socjalny - nie wiemy nic. Gdy się dowiemy, poinformujemy.

 Dzień dobry redakcji "Gońca"!
 W "Gońcu" z 3-9 marca pan Krzysztof S. otrzymał odpowiedź na swój list: "Szanowny Panie, w LCBO nikt nikogo nie ruszy, to jest prawie Politbiuro...", a tydzień później mój mąż został sponsorem "Gońca" i otrzymał trzy kolorowe koszulki. Koszulki te dojechały do polskiego sklepu w Oakville, ale... zapakowane w wymiętoszonym, plastikowym LCBO worku z przypiętą wizytówką "Gońca". Pytanie moje brzmi: czyją firmę powinien reklamować worek, w którym wysyła się koszulki "Gońca"?  "Gońca" czy "politbiuro"! Jeśli LCBO, to następnym razem proszę dostarczyć koszulki z butelką zimnego polskiego piwa.  
 Krystyna J.

 Od redakcji: Czekamy na zamówienie - piwo już się chłodzi. 

 Niszczenie marzeń          
 Ostatnie wybory parlamentarne, a właściwie ich wynik, były jedyną konkretną szansą na naprawę Polski, jaka pojawiła się po 89 roku. Szansa ta została zaprzepaszczona, nadzieje na mocny, patriotyczny i dbający o interesy narodowe rząd rozmyły się. Tzw. publicity uprawiana przez rząd, górująca nad praktyką rządzenia, skryła przed oczami wyborców prawdziwe oblicze Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest nim chęć budowy IV Rzeczpospolitej, nie jest nim chęć sanacji życia polityczno-gospodarczego, nie jest nim pragnienie Polski silnej, wolnej i uczciwej wobec obywateli. PiS jako beneficjant układu okrągłostołowego, jako potworek KOR-owski ze swym niepolskim kierownictwem, jako post-AWS-owski mutant pełen tych, co już rządzili (jak to przecież wiemy) dąży tylko i wyłącznie do fermentu, kryjąc się za parawanem katolicyzmu, wykorzystując go cynicznie i instrumentalnie. Ich wojna przeciw wszystkim jest efektem tej taktyki. Zasłonić swą indolencję i inercję w rządzeniu chcą oni wywołaniem permanentnego antagonizmu politycznego. Zrzucają na Platformę Obywatelską lub Ligę Polskich Rodzin odpowiedzialność za ten stan. Mają rząd, który nie rządzi, ale któremu w rządzeniu przecież nikt nie przeszkadza! To tak, jak za PRL - za niepowodzenia gospodarcze i puste półki partia obwiniała nie siebie, tylko spekulantów bądź kułaków. Czy nikt nie widzi tego absurdu, tej analogii?! Trzeba mieć świadomość, że ta gra PiS doprowadzi, prędzej czy później, do władzy PO i SLD! Myślę, że PiS ma tego świadomość i wykonuje ten scenariusz, by z premedytacją pogrzebać koncepcję rządów narodowych raz na zawsze.    Oskarżam PiS o antypolskie działanie, o rozbijanie szans na odbudowę Polski, o próbę reaktywacji postkomuny i kapitulację wobec Unii Europejskiej. Z tej bitwy o Polskę wyłania się obraz PiS-u największego wroga Polski. Tak destrukcyjnej, anarchistycznej i obcej polskości formacji politycznej już dawno w naszym kraju nie było. Miejmy nadzieję, że zanim PiS skończy tę wojnę na górze, to wojna ta skończy z PiS-em! Miejmy naiwną nadzieję, że ten zaczarowany naród dostrzeże, że w pięknym, patriotycznym opakowaniu dostał czarną nicość, w którą zaprowadzą nas tzw. rządy PiS.
Rafał Orszak

 Od redakcji: Panie Rafale, patrzymy mniej radykalnie.

 Do Redaktora Naczelnego
 Droga Redakcjo, zwracam się  uprzejmie o wydrukowanie mojego pisma jeszcze raz na łamach Waszej gazety. Jeszcze pozostało mi do zebrania około 1000 zł. PLN Jest to jedyna szansa i nadzieja na zebranie funduszy i zakup wózka inwalidzkiego. Proszę o odpowiedź, czy zostanie wydrukowana moja prośba, jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż osobie niepełnosprawnej będzie trudno zebrać taką kwotę. Koszty wózków nie są na kieszeń inwalidy, a nasze władze rządzące nic w tym temacie nie robią. Dlatego inwalidzi, żeby funkcjonować w społeczeństwie, posuwają się do takich pism jak te. Za wyrozumiałość i wydrukowanie mojej prośby bardzo mocno dziękuję. Jednocześnie serdecznie pozdrawiam i życzę jak największej poczytności pisma. 
Piotr Gawrysiak 
Rybno 76 62-635 Przedecz
 P R O Ś B A 
 W wieku 23 lat uległem wypadkowi. W wyniku tego został złamany kręgosłup z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Resztę życia spędzę, poruszając się za pomocą wózka inwalidzkiego. Jestem sparaliżowany od pasa w dół. Mieszkam na wsi, co jest wielkim utrudnieniem dla osób niepełnosprawnych. Utrzymuję się z niskiej renty inwalidzkiej w wysokości 580 zł, która nawet nie wystarcza na podstawowe środki i potrzeby związane z moim inwalidztwem. Zwracam się z uprzejmą prośbą do Państwa o pomoc w częściowym dofinansowaniu  do wózka inwalidzkiego, który kosztuje przeszło 8 tys. zł. Brakująca kwota do zakupu ww. sprzętu jest dla mnie nieosiągalna, wynosi przeszło około 1000. zł. Tak polskie władze dbają i pomagają osobom niepełnosprawnym, które los potraktował tak, a nie inaczej. Ceny zwykłych wózków do aktywnej rehabilitacji są porównywalne do cen samochodów. Wózek, na którym obecnie się poruszam, jest już cały zniszczony, ma 10 lat i nie nadaje się  nawet do remontu. Trudno jest prosić o pomoc, ale nie mam innego wyjścia i możliwości. Nie proszę was na żadne luksusy, tylko na wózek inwalidzki, który teraz zastępuje mi nogi. Życie jest piękne, nawet jeśli człowiek porusza się za pomocą wózka inwalidzkiego, tylko potrzebne jest trochę wsparcia i zrozumienia osób drugich, że i taka osoba chce funkcjonować i egzystować w społeczeństwie jak każdy pełnosprawny człowiek. Tylko przeszkodą są w tym bariery architektoniczne, komunikacyjne i człowiek jest skazany na siedzenie w domu, z czasem staje się niepotrzebny, zapomniany. Myślę, że nie jesteście obojętni i nie przechodzicie obok osób niepełnosprawnych, które są w potrzebie i czekają na waszą pomoc, z którą sami sobie nie poradzą, "to tak dużo, a zarazem tak niewiele". Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby dlatego, iż trudno będzie uzbierać taką kwotę. Będę zadowolony nawet z najmniejszej wpłaty i będę miał iskierkę nadziei na lepsze jutro. Kwotę 4 tys. PLN dofinansuje mi Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i Narodowy Fundusz Zdrowia, a resztę muszę zdobyć samemu. Dziękuję wszystkim, którzy mi już pomogli i wsparli.   Życzę Państwu dużo zdrowia, sukcesów w pracy i samych słonecznych dni w życiu codziennym. Z góry serdecznie dziękuję. Udzielę wszystkich informacji osobie zainteresowanej pomocą. Kontakt: Piotr Gawrysiak, tel. stacjonarny(063) 27-38-194, tel. komórkowy 0697-230-116, e-mail p.gawrysiak@wp.pl lub p.gawrysiak@ny.pl. Opieka Społeczna może potwierdzić moją prawdomówność. Kierownik Opieki Barbara Adamczewska, tel. (063) 27-38-417. Konto osobiste: Piotr Gawrysiak, Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski, ul. Prusa 8, o/ Koło nr PL 80 1020 2762 0000 1002 0014 4253.(SWIFT) BPKOPLPW lub przekazem pocztowym.
 Z wyrazami szacunku 
Piotr Gawrysiak

 Od redakcji: Prośbę publikujemy, jak zwykle, pod rozwagę, może ktoś wspomoże p. Piotra.

 ***
 Policja aresztowała trzech studentów ze stanu Alabama podejrzanych o podpalenie dziewięciu protestanckich kościołów (głównie murzyńskich). Wszyscy trzej pochodzą z bogatych żydowskich rodzin.
 Mimo bezspornych dowodów, że długo przygotowywali się do tych kryminalnych aktów, skierowanych przeciwko wybranej religii oraz grupie kolorowych wiernych, obywateli amerykańskich, władze sądowe nie zamierzają uznać tego za "hate crime", za co grozi bardzo surowa kara. Przestępstwo zostanie prawdopodobnie uznane za "młodzieńczy wybryk" (psotę).
 Kolejny przykład, jak działa sprawiedliwość w kraju, który chce uczyć innych demokracji przy pomocy kija i marchewki.
Stanisław Sas

 Od redakcji:Panie Stanisławie, wszyscy wiemy, jak jest. 
 
 

ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster