 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 32/2006 (138)
(11-17
sierpnia 2006)
Przepraszam
Wielu Polaków przepraszało Żydów również w moim imieniu, a ja
chcę przeprosić świat, a szczególnie Palestyńczyków i Libańczyków, za to,
że w moim ojczystym kraju - Polsce, wychowało się i wykształciło wielu
Żydów, którzy później pełnili bardzo ważne funkcje państwowe ze stanowiskiem
premiera Izraela włącznie. Przepraszam również Polaków za T. Grossa i jego
antypolską "twórczość".
Wielu uniknęło śmierci dzięki pomocy Polaków. Te agresje i nienawiść
do sąsiadów chyba wyssali z mlekiem matki (to żydowskie określenie polskiego
"antysemityzmu"), bo na pewno nie odziedziczyli po polskich sąsiadach.
Piekło, które zgotowali swym sąsiadom, tłumaczą walką o pokój.
Już w młodości słyszałem stwierdzenie, które jest aktualne do
dziś, a było odpowiedzią na pytanie o to, czy będzie wojna, czy nie będzie.
Cytuję: "Wojny nie będzie, ale będzie taka walka o pokój, że kamień na
kamieniu nie zostanie" .
To się dziś dzieje na oczach obojętnego świata, który się budzi,
kiedy ofiarami są Żydzi i Amerykanie, bo tylko ich życie jest coś warte,
a reszta się nie liczy.
Czekam na następną książkę T. Grossa pt. "Sąsiedzi", a dotyczącą
losu Narodu Palestyńskiego na swojej ziemi. Kiedy S. Hussajn napadł na
sąsiedzki Kuwejt, to Amerykanie dali mu nauczkę. Teraz powinni zrobić to
samo. Ta zagłada Palestyńczyków to nowy holokaust.
Oglądając w TV wydarzenia w Libanie i Strefie Gazy, można powiedzieć,
że uczeń przerósł mistrza. Niemcy dokonywali strasznej zbrodni na Narodzie
Żydowskim przez kilka lat. Żydzi robią to samo przez 58 lat. Trudno uwierzyć,
że robią to ofiary holokaustu.
Agresja na Liban to próba wciągnięcia świata arabskiego do wojny
ze światem chrześcijańskim i przejęcia kontroli nad światem. Można stawiać
setki pytań dotyczących tej bezsensownej wojny. Ja postawię tylko kilka,
aby nie zostać antysemitą.
1) Czy palestyńskie dziecko, które straciło dom i rodzinę, ma
szansę uciec od "terrorystycznego" odwetu?
2) Czy obserwatorzy ONZ to też terroryści?
3) Czy na tym świecie prawo do obrony mają tylko Żydzi, Amerykanie,
Anglicy i Rosjanie?
4) Jak by wyglądała ta wojna, gdyby Amerykanie jednakowo uzbroili
obie walczące strony?
5) Kto zapłaci za te wszystkie bezsensowne zniszczenia w Libanie,
Palestynie, Izraelu i całym regionie?
W dzień i w nocy słyszę o zaprowadzaniu demokracji na świecie.
A jak ona naprawdę wygląda? Podam tylko jeden przykład. Budynek ONZ w NY.
Prawie 200 krajów głosuje nad rezolucją potępiającą Izrael, a USA mówią
NIE! I po demokracji. Nadszedł czas, aby Amerykanie i Izraelczycy
zaczęli przestrzegać prawa międzynarodowego, dając przykład innym.
Moja religia nakazuje mi kochać bliźniego jak siebie samego.
Tego właśnie życzę bliskowschodnim sąsiadom.
S. Pietras
Mississauga
Od redakcji: Precz z ideą "uebermenscha" w jakiejkolwiek postaci!
Siła słowa mówionego w konfrontacji ze słowem wcielonym
Panie Kumor,
Na wstępie przytoczę fragment Pańskiej konkluzji z wywodu na
temat źródeł siły Izraela: ..."Otóż dlatego, że jest to państwo bardzo
silne; silne kontaktami diaspory, która uzyskała olbrzymi wpływ na wewnętrzną
politykę wielu państw...".
No właśnie, trafił Pan w dziesiątkę, bo, że tak powiem, jest
Pan znany przynajmniej wśród Polonii kanadyjskiej z siły SŁÓW, albo, jak
to mówią w południowo-wschodniej Polsce, jest Pan mocny w gębie.
A co dalej?
Jak to się ma to Pańskie słowo mówione do słowa wcielonego?
Ano, jest Pan w Toronto wydawcą czasopisma "Goniec", co z pewnością
daje, jak mało komu, szanse właśnie wpływania na czytelników do tworzenia
takiego prężnego polonijnego lobby, jak to Pańskie przykładowe izraelskie.
Tym polonijnym lobby w Kanadzie miał być, w zamierzeniach swych
twórców, Kongres Polonii Kanadyjskiej. Przez niemal 60 lat, KPK z mniejszym
lub większym sukcesem, biorąc pod uwagę możliwości finansowe i stopień
wykształcenia Polonii kanadyjskiej pierwszych dwóch dziesiątek lat po wojnie,
coś tam osiągnęli, pracując razem. Był "polski senator", był "polski poseł
do parlamentu federalnego", był "polski minister", a nawet "wicepremier
o polskim nazwisku".
To było.
I gdy fala posolidarnościowej imigracji, z racji jej przygotowania
zawodowego i stopnia wykształcenia, wydawała się być tym ostatecznym kawałkiem
domina potrzebnym do utworzenia skuteczniejszego jeszcze lobby polonijnego
w Kanadzie, zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe.
Nie przeciągając zbytnio, powiem jedynie, że doszło do całkowitego
załamania nawet tego, co do tej pory Polonia osiągnęła. Nie ma już nawet
jednego posła ani w parlamencie federalnym, ani nawet w prowincjonalnych
- ba, w Toronto - kanadyjskim "drugim Chicago", jak dotąd nie potrafiono
przeprowadzić przez system wyborczy w sposób zorganizowany jako grupa polonijna
nawet jednego radnego do rady miasta!
Ostateczny jednak cios całkowitego rozpadu tego, co mogłoby,
jak Pan sobie marzy, być tym polonijnym lobby w Kanadzie, był Nadzwyczajny
Zjazd Kongresu w listopadzie 2005, gdy grupa puczystów obaliła, łamiąc
przy tym Statut Kongresu legalnie - i skutecznie przyznam - działający
Zarząd Główny Kongresu prezesa Sobockiego i ustawiła się, wbrew Konstytucji
Kongresu, jako omnipotentna Rada Zarządzająca Kongresem z panem Lizoniem
na czele.
Był to, że posłużę się analogią - stan wojenny w Polonii kanadyjskiej,
a Kongres zarządzany jest od listopada przez naszą kanadyjską "WRON".
Po tym przydługim wstępie, skierowanym na niezorientowanych w temacie
czytelników Wirtualnej Polonii na świecie, pragnę podać moją ocenę relacji
"słowa mówionego do słowa wcielonego" u Pana - Panie Kumor, na podstawie
publicystyki Pańskiego czasopisma "Goniec".
Krótko ujmując - mają się do siebie NIJAK.
To w Pańskim czasopiśmie ukazywały się w takiej mnogości artykuły
różnych poputczyków polonijnej WRON. To w Pańskim czasopiśmie publikowano
monotonne i w tym samym napastliwym i nie mającym wiele wspólnego z prawdą
"wypowiedzi" aktywistów zaangażowanych w obalenie ZG KPK i działającej
przy nim Fundacji Charytatywnej wspierającej leczenie dzieci z dawnych
obszarów Polski na wschodzie.
Jedyny pozytywny szczegół to to, że Pańska gazeta jest jednym
z dwóch polonijnych czasopism, które "zauważyły" ten wielki rozłam w zorganizowanej
Polonii kanadyjskiej i odważyły się o tym pisać.
I na tym kończą się te Pańskie, jak mawia LW, "plusy dodatnie",
w budowie silnego lobby. Dalej to już tylko jednostronne przykładanie ręki
do "rozbierania muru", jaki wybudowali twórcy i działacze kongresowi na
przestrzeni półwiecza. To w Pańskim "Gońcu", dziwnym trafem, publikowane
są listy czytelników, współtwórców puczu w tak jawny sposób drwiących sobie
z litery i ducha Statutu Kongresu. I Pan, Panie Kumor, nie inaczej widzi
fakt złamania Statutu Kongresu niż autorzy publikowanych w "Gońcu" artykułów
- wystarczy przeczytać Pański słynny wywiad z prezesem Sobockim.
Ostatni zaś dowód na skutki takiego właśnie rozłamu wśród zorganizowanej
Polonii kanadyjskiej jest fakt, iż rząd kanadyjski w trakcie przygotowywania
ustawy o ruchu bezwizowym między Polską a Kanadą zaprosił do konsultacji
przedstawiciela biznesmenów i młodzieży uniwersyteckiej, a całkowicie pominął
przedstawiciela Kongresu.
Wcześniej rząd Polski nie zaprosił do udziału w pracach Polonijnej
Rady Konsultacyjnej przy Senacie NIKOGO z Kanady.
Dodam, iż w obu przypadkach Zarząd Główny KPK pod przewodnictwem
prezesa Sobockiego miał współudział w powstaniu tych obu inicjatyw.
Tak więc, decyzja rządu kanadyjskiego jest oficjalnym "certyfikatem
zgonu" polonijnego lobby w Kanadzie.
I Pańska gazeta "Goniec" miała zamierzony, czy też przypadkowy
(?) współudział w procesie eutanazji tej szczytnej organizacji, jaką był
Kongres Polonii Kanadyjskiej.
Po tym, faktycznie zorganizowane lobby polonijne w Kanadzie pozostanie
już tylko w marzeniach.
Ale o marzeniach można wiele pisać i jestem pewien, że przeczytamy
jeszcze niejeden Pański artykuł w tym samym stylu jak komentowany, dla
niezorientowanych w szczegółach czytelników Wirtualnej Polonii, w tym samym
stylu i tonie - słowa mówionego - silnych w gębie.
Kasztanka Józefa P.
Od redakcji: Odpowiedź na str. 56
Panie Andrzeju!
Z wielką przykrością przeczytałem, to co napisał Pan na temat
Powstania Warszawskiego. I to właśnie w 62. rocznicę jego wybuchu.
Przez kilkadziesiąt lat w ten sam sposób pisali o powstaniu komuniści.
Idiotyczna decyzja, zbrodniczy rozkaz. Niech Pan postara się sobie wyobrazić,
co by było, gdyby gen. "Bór"-Komorowski zamiast rozkazu do rozpoczęcia
powstania przekazał przez swoich oficerów żołnierzom Armii Krajowej polecenie
podporządkowania się wezwaniu władz niemieckich i stawienia się z łopatami
w oznaczonym miejscu i terminie, by kopać rowy obronne wokół Warszawy,
mające utrudnić atak Armii Czerwonej. Takie polecenie nie zostałoby z pewnością
wykonane. A gdyby jednak? Armia Czerwona i tak, nie wcześniej to później,
zajęłaby stolicę. Jej mieszkańcy, a w szczególności dowództwo Armii Krajowej
zostałoby oskarżone o współpracę z okupantem niemieckim, pomoc w stawianiu
oporu wyzwolicielom. Na ławie oskarżonych w procesie moskiewskim zasiadłoby
dużo więcej osób. I czym mieliby się wówczas tłumaczyć? Że nie chcieli
zniszczyć miasta, nie chcieli strzelać z diamentów?
Jeden z tych diamentów, poeta Kamil Baczyński, nie pozwolił zamknąć
się w bezpiecznym sejfie, by przeżyć, tylko po to, by zgnić potem w sowieckim
łagrze za Uralem za ten wielki patriotyzm w swoich wierszach. Jakby w przeczuciu
tego, że może Pan, urodzony po wojnie, nie wszystko wiedzieć w temacie
tak niefortunnie poruszonym, obraźliwym dla dowództwa Armii Krajowej, jakiś
czas temu przyniosłem Panu do redakcji książkę Jerzego Narbutta pt. "Dwa
bunty". Musiał Pan jej nie czytać lub czytać niezbyt uważnie. Inaczej pamiętałby
Pan to, co napisał Autor - że dnia 26.07.1944 r. na biurko gen."Bora"-Komorowskiego
spłynął meldunek komórki wywiadu AK o mającej się rozpocząć dnia 2.08.1944
r. akcji eksterminacji mieszkańców Warszawy. Miała to być zemsta na najbardziej
"bandyckim" mieście w całej okupowanej Europie. Niemiecka akcja została
uprzedzona o jeden dzień rozpoczęciem powstania. Oficerowie, których tak
lekko obwinia Pan za skutki, które potem nastąpiły, gdy powstańcze walki,
zamiast przewidywanych kilku dni, trwały dwa miesiące, nie mogą się już
dziś bronić sami.
Proszę i przed Ich prochami pochylić głowę i pomyśleć: - co bym
zrobił na ich miejscu?
Winicjusz Gurecki
Od redakcji: Panie Winicjuszu, spieramy się o to co roku. Szanuję
Pana poglądy, ale nie przekonuje mnie ta argumentacja. O ile polska młodzież
zdała w Powstaniu egzamin z Polski wykazując heroiczne męstwo, o tyle polscy
przywódcy całkowicie nie zdali egzaminu z polityki. Wojna jest przedłużeniem
polityki - mówił Clausewitz - proszę mi powiedzieć przedłużeniem jakiej
polityki było Powstanie?
GONIEC NR 31/2006 (137)
(4-10
sierpnia 2006)
Szanowny Panie Redaktorze,
Zachowanie się niektórych polskich duchownych a szczególnie niektorych
biskupów zaczyna być obrzydliwe.
Kilka miesięcy temu jeden z byłych kapelanów Solidarności, ks.
Tadeusz Isakowicz-Zaleski, po badaniach archiwów IPM zamierzał ujawnić
nazwiska Tajnych Wpółpracowników UB, m.in wśród duchowieństwa. Bardzo szybko
biskup zakneblowal mu usta.
Parę tygodni temu "Życie Warszawy" ujawniło, że ks. Michal Czajkowski
był TW UB. Ks. Czajkowski temu zaprzeczył a niektórzy polscy biskupi stanęli
w jego obronie.
Kilka dni temu IPN ujawnił niezbite dowody na to, że pan (bo
odtąd nie zasługuje w mojej opinii na słowo ksiądz), że pan Michał Czajkowski
był TW UB i to w sposób nie podlegający dyskusji. No i teraz pan Czajkowski
w końcu "się przyznał".
Natychmiast panowie Józef Życiński i Tadeusz Pieronek (bo od
tej pory nie zasługują na nazywanie ich biskupami), zerwali się do obrony
- "pan Czajkowski się przyznał, więc dajcie mu święty spokój."
Otóż panowie Józef Życinski i Tadeusz Pieronek mijają się z prawda
- twierdzenie że: "pan Czajkowski się przyznał" jest w mojej opinii nieprawdą.
Pan Czajkowski "się przyznał" nie 16 lat temu, nie kilka tygodni
temu, tylko parę dni temu, dopiero po tym jak IPN ujawnił niezbite dowody
współpracy pana Czajkowskiego z UB. Guzik warte takie "przyznanie się"
- mógł się dalej nie przyznawać, na jedno wychodzi.
Wstyd i bezczelna obłuda panowie: Michał Czajkowski, Tadeusz
Pieronek, Józef Życiński.
Z poważaniem, J.K.
Od redakcji: Szanowny Panie, otwórzmy archiwa, niech każdy
sobie sam zobaczy, oceni postawy, Kościół to także ludzie grzeszni, dlatego
są w nim konfesjonały.
21 czerwca 2006 r. tragicznie zmarła nasza kochana MAMA. Ja mam
21 lat i studiuję pedagogikę w Warszawie. Mam pięcioro rodzeństwa: trzy
siostry i dwóch braci. Krzysiek ma 19 lat. Chodzi do Technikum Mechanicznego.
W przyszłym roku pisze maturę. Kazia skończyła 17 lat. Uczęszcza
do Liceum Ogólnokształcącego. Jest w trójce najlepszych uczniów w szkole.
Ulka skończyła gimnazjum ze średnią 5,7. We wrześniu rozpocznie naukę w
najlepszym Liceum Ogólnokształcącym w pobliskim mieście. Paweł ma 14 lat.
Rozpocznie II klasę gimnazjum. Od pięciu lat jest ministrantem i lektorem
w Kościele parafialnym. Nasza najmłodsza siostra Małgosia po wakacjach
pójdzie do IV klasy szkoły podstawowej.
Ja od dzieciństwa piszę wiersze. Ostatnio udało mi się wydać
moje wiersze wraz z klubem Literackim.
Za wszelką pomoc SERDECZNIE DZIĘKUJEMY
Daty urodzenia:
Jolanta Magda - 07.07.1985 r.
Krzysztof Magda - 09.04.1987 r.
Kazimiera Magda - 13.05.1989 r.
Urszula Magda - 19.09.1990 r.
Paweł Magda - 20.05.1992 r.
Małgorzata Magda - 24.04.1996 r.
Potwierdzam zgodność danych i polecam tę potrzebującą Rodzinę
Ks. Stanisław Majda
Parafia Rzymskokatolicka św. Anny Trzęsówka 237, 36-105 Cmolas, tel.
017 283 73 86 woj. podkarpackie
Od redakcji: bez komentarza
***
Od redakcji: Panią Krystynę, która nadesłała list zatytułowany
"Była czytelniczka ?Gazety=" redakcja prosi o kontakt.
GONIEC NR 30/2006 (136)
(28
VII - 3 VIII 2006)
Artykuły spożywcze
Mam taki malutki problemik: data ważności na artykułach spożywczych
MADE IN POLAND, co mnie bardzo bulwersuje, po prostu jej brak. Myślę, dlaczego
tej daty nie ma, np. masło, serki topione itp. Ludzie bardzo serki kupują
z oporami, bo nie ma daty ważności. W STARSKIM na temat masła dostałem
odpowiedź, że jest mrożone itp. i dlatego nie ma daty produkcji.
Piotrek
PS
"Sądowe korepetycje" - może ktoś by podliczył, ile kosztowały
te wszystkie procesy.
***
Kolonizacja
"Proszę zobaczyć, ile dobrego zrobiła w Afryce kolonizacja -
gdyby tylko przeprowadzono ją do końca i nie porzucono Murzynów w najbardziej
krytycznym momencie. Takie kraje jak Ghana przed ?niepodległością= wspaniale
funkcjonowały". Przytoczyłem fragment Pana wypowiedzi.
Mam pytanie, czy tu, na tym kontynencie, też była kolonizacja i czy ona
się różniła od tej w Afryce i czy ją przeprowadzono do końca - myślę, że
tak. Pozdrowienia jeszcze raz
Piotrek
Od redakcji: Panie Piotrze, niech Pan kupuje te towary, gdzie
jest data przydatności.
Jeśli chodzi o kolonizację, to jedna drugiej nie jest równa.
Afrykański przykład jest szczególnie pouczający.
Ogrody Bahajów
Przed kilku dniami GLOBAL TV pokazywała zdjęcia izraelskiego
portu Hajfa.
Oprócz zniszczeń, jakich dokonały rakiety Hezbollahu, było jedno,
na które zwróciła uwagę moja żona i powiedziała "Stefan, patrz, ty masz
takie zdjęcie w twoim komputerze".
No i rzeczywiście mam, bo byłem tam tego roku w maju, a jest
to zdjęcie, które robią prawie wszyscy turyści z wierzchołka góry
Karmel, będąc w Izraelu. Zmuszony byłem poszperać w Internecie i objaśnić
żonie, co ta fotografia przedstawia. Chodziło o Bahai Gardens - Ogrody
Bahajów w Hajfie.
Arabski kupiec Siyid Al-Muhammed w 1844 roku założył sektę religijną
Bahajów.
Po pewnym czasie sekta zbudowała coś, co po angielsku nazwano
Bob Shrine - święta brama, bo w arabskim "bob" znaczy brama. Nawiedzony
kupiec ogłosił się prorokiem i oznajmił swoim wyznawcom, że przez tę bramę
przyjdzie zbawiciel ludzkości. Budynek ten z piękną kopułą zbudowany jest
na planie gwiazdy dziewięcioramiennej z 14.000 ręcznie wykonanych złotych
cegieł i otoczony jest pięknymi ogrodami. Zszedłem na dół do ogrodów i
rozmawiałem ze strażnikiem, pytając, czy tutaj zawsze jest tak czysto.
Odpowiedział, że tutaj codziennie pracuje dwoje ludzi spośród 700 ochotników
doglądających; to dla nich święte miejsce, no i widziałem, jak na kolanach
nożycami przycinali trawę. Z góry Karmel, z której turyści
robią fotografie, na dół prowadzi 19 tarasów, a liczących razem 1500 schodów;
oczywiście turyści do samego dołu nie schodzą.
Budynek z kopułą został ukończony w 1953 roku i jest grobem
Ali Muhammeda, założyciela sekty.
To jego wyznawcy kupili kawał góry Karmel, założyli święte miejsce
swojej sekty i tutaj zbierają się co roku. Najliczniejsze grupy Bahajów
są w Indiach, Iranie i USA, a razem liczą około 5 milionów. Mer Hajfy
określił to miejsce ósmym cudem świata.
Stefan Szumnarski
Od redakcji: Panie Stefanie, świat jest mały, o czym najlepiej
przekonać się, ściągając program Google Earth.
Zdjęcia z Libanu
Podaję jeszcze raz link do obejrzenia makabry wojny, na którą
wielcy politycy patrzą przez okulary zakłamania: http://www.fromisraeltolebanon.info/
Jednego ze zdjęć, które wczoraj jeszcze tam było - już nie ma.
To zdjęcie mam w pamięci jako symbol zła, które jedni ludzie wyrządzają
drugim.
Było to zdjęcie wydobywanego przez lekarzy z łona matki (rannej?) noworodka
z dziurą w pleckach.
Barbarzyństwo wojny. Pociskami nie kierują ludzie. To maszyny
do zabijania innych. Własny naród ponad wszystko. Ponad człowieczeństwo.
Slogany o terroryzmie innych, a własnego się nie widzi. A USA przyspieszają
dostawę bomb dla Izraela. Będzie więcej zrujnowanych domów, zginie więcej
niewinnych ludzi - biznes wojenny rozkwitnie.
Niczego dobrego nie uczą ludzi kolejne nieszczęścia i wojny.
Naród, który był skazany na zagładę, teraz to samo czyni innym. I też nie
lituje się nad bezbronnymi.
Nie wystarczy od innych żądać człowieczeństwa - trzeba samemu
to człowieczeństwo okazać bliźnim.
Są Żydzi, którzy tak samo z przerażeniem obserwują narastającą
przemoc. Też się nie godzą na takie metody walki. Byłam trzy lata temu
w Ottawie na demonstracji przeciwko wojnie w Iraku. Pod pomnikiem Human
Rights przemawiali także przedstawiciele Żydów. Nie tych ze skłonnościami
skrajnie nacjonalistycznymi wybrańców świata biznesu - normalni porządni
cywilizowani ludzie.
Kilka dni temu była demonstracja pod parlamentem kanadyjskim
przeciwko napaści na Liban. Pracowałam, więc nie mogłam wziąć udziału.
Jestem pewna jednak, że przeciwni barbarzyństwu Żydzi mieli tam swoich
przedstawicieli także.
Moim zdaniem, tych lobbystów zachłannego żydostwa amerykańskiego,
kompromitującego ten naród i nakręcającego rząd amerykański do wspierania
terroryzmu izraelskiego, należałoby wysłać do Izraela do osobistej walki.
Łatwo wysyłać na śmierć młodych chłopaków. Teraz wojna jest łatwa. Jest
w niej miejsce dla opasłych biznesmenów i chudych, a dobrze utrzymanych
emerytów też. Niech przyciskają guziki wypuszczające bomby - sami własnoręcznie.
Niech nie kryją się w swoich luksusowych biurach, na ławach Kongresu i
w organizacjach międzynarodowych. Niech się osobiście nacieszą krwią swoich
ofiar, zanim ich samych nie trafi zasłużony los z ręki terrorysty.
Niech się spotkają przywódcy zainteresowanych państw i ich lobbyści
na jakiejś pustyni i niech sami między sobą rozstrzygają o porządku świata.
Obwozić tyłki po konferencjach pokojowych to nie wszystko. Pleść kłamstwa
w posłusznych telewizjach to też nie wszystko. Jeszcze trzeba być człowiekiem.
Czasem trzeba oddać życie za drugiego człowieka, żeby zachować twarz. To
jednak nie jest popularne. Tego tylko wymaga się wciąż od Polaków - za
mało pokazali swojego człowieczeństwa, ratując Żydów z zagłady niemieckich
socjalistów. Wciąż za mało dobra spływa na naród "uprzywilejowany". Trzeba
więcej dolarów, więcej bomb, więcej pocisków zdalnie sterowanych, więcej
ropy, więcej władzy.
Do czego zmierza naród wybrany? Kiedy już wszystkich wrogów pokona,
to co dalej? Może zacznie patrzeć na własne ręce, czy nie ma na nich śladów
niewinnej krwi... Nie doczekam raczej.
Anna Kozłowska - Ottawa
Od redakcji: Dziękujemy za piękną, mądrą wypowiedź.
Pan Andrzej Kumor
Czytam "Gońca" i uważam za plus, że podaje wiadomości, które
nie zawsze ukazują się w innych polonijnych gazetach.
Nie mogę tylko pojąć sensu pamiętników emigranta. "Widziane z
dołu" Janusza Koczorowskiego. Chyba żeby czytelnik dowiedział się o jeszcze
jednej mdłej córeczce wydanej na świat w absolutnie niesprzyjających warunkach
życiowych.
Nie rozumiem też opowiadania o Leninie. Nie wiem, jakich jest
Pan zapatrywań politycznych? A może ktoś z obsady "Gońca" dalej myśli jak
komunista? Mówią, że jak ktoś raz został komunistą, pozostanie nim na zawsze.
Czy Polacy jeszcze nie uświadomili sobie, ile zła sprowadzili na świat
komuniści?
Kiedyś wysłałam do "Gońca" wspomnienie z Sybiru mojej koleżanki
z młodych lat. Losy nasze rozeszły się na Sybirze, kiedy moja rodzina wyjechała
na południe (ojciec do wojska), a jej została. Przeżycia wprost nie do
wiary. Dlaczego nie wydrukowano ich? Czy dlatego, że osoba pisząca już
nie żyje? Żyje jej cała rodzina, z którą jestem w kontakcie.
Życzyłabym bardzo odpowiedzi na powyższe pytania.
Maria Solecka
Mississauga
Od redakcji: Pani Mario - wspomnienia Pana Koczorowskiego są
bardzo ciekawe, rzecz gustu. Bajki o Leninie - jak i cała strona służy
przypomnieniu idiotyzmów propagandowych tamtych lat. Proszę
nie wyciągać pochopnych wniosków. Wspomnienia Pani koleżanki - o ile nie
były publikowane nigdzie - proszę nadesłać.
Szanowny Panie Andrzeju,
Jestem stałym czytelnikiem Pańskiej gazety. Czytałam płomienny
Pański artykuł w ostatnim "Gońcu". Zgadzam się w zupełności i miałam o
tym pisać, ale Pan mnie wyprzedził.
Sprawa dotyczy Bliskiego Wschodu; to jest oburzające, jak świat
do tego podchodzi. Giną setki ludzi, reszta jest traktowana jak zwierzęta
i - cicho. Bo naród "wybrany" walczy z terroryzmem.
Jeśli ktoś jest wybrany, to wcale nie musi być pozytywne. Można
być wybranym do siania niepokoju na świecie, do traktowania innych na zasadzie
łaskawej tolerancji, można też być wybranym do robienia rzeczy wspaniałych??
Zależy od punktu widzenia tych, którzy mają głos decydujący na świecie.
Jestem oburzona stanowiskiem rządu polskiego do tej sprawy. Polska,
która zawsze broniła wolności innych (bo nie mogła przez lata bronić swojej),
powtarza jak katarynka urobiony schemat "walka z terroryzmem".
Prawdopodobnie nasi przywódcy są za młodzi, żeby na własnej skórze
pamiętać to, co było w czasie okupacji. Ja byłam małym dzieckiem, ale doskonale
pamiętam wszystko, Powstanie Warszawskie i potem wywózkę do obozu przez
ruiny mego miasta. Ale... co mają robić ludzie zdesperowani, którzy nie
mają żadnej nadziei na przyszłość.
Obecna sytuacja, moim zdaniem, nie zniesie terroryzmu, tylko
go powiększy. Potrzebne są negocjacje i dotrzymywanie przez strony wynegocjowanych
ustaleń. Tyle na dzisiaj.
Ewa Leśniewska
Mississauga
Od redakcji: Święta prawda, tylko łatwo powiedzieć, trudniej
zrobić.
***
Zwracam się z prośbą do Państwa o udostępnienie adresów fundacji
udzielających pomocy finansowej. Jestem w trudnej sytuacji materialnej.
Wychowuję samotnie dwoje dzieci. Pracuję jako pielęgniarka w szpitalu,
dochody są minimalne. Znaczna część poborów idzie na opłaty, zasiłku rodzinnego
od państwa nie otrzymuję, ponieważ dochód na rodzinę przekroczył o 20 zł
na osobę. Głównym moim dochodem jest praca w szpitalu. Jestem w bardzo
trudnej sytuacji materialnej, zbliża się początek roku szkolnego, a z tym
wiąże się zakup wielu rzeczy do szkoły, na który mnie nie stać. Dzieci
są w wieku 17 i 14 lat. Proszę o Państwa pomoc.
Małgorzata Acewicz
malgorzataacewicz@wp.pl
Od redakcji: XXX
Odpowiedź Pani Grażynie S.
Szanowna Pani
W odpowiedzi na Pani pytanie wyjaśniam, że będąc w ZUS-ie, zostałem
poinformowany, że te sprawy emerytalne, które mnie - polskiego imigranta,
interesowały, należy załatwić do 31.12.2006 r. Dodam, że urodziłem się
w 1949 r., a więc te sprawy opisywane w "Gońcu" mnie również dotyczą. Dla
szerszego poznania ustawy o emeryturach i rentach z dn. 17 grudnia 1998
r. należy zajrzeć do Dz.U. 2004 r. nr 39, poz. 353 z poz.zm. oraz pod adresem
internetowym, który już podawałem, lecz jeszcze przypomnę: www.zus.pl lub
www.gov.pl.
Natomiast wykaz zlikwidowanych zakładów pracy można znaleźć pod
adresem: www.zus.pl/niusy/zlikwzak.htm., www.zus.pl/swiadcze/emer012.htm
oraz na stronie głównej ZUS: http://www.zus.gov.pl.
Ja się nie podejmuję interpretacji przepisów związanych z emeryturami,
a tylko wskazuję, gdzie je można znaleźć.
Pozdrawiam
S. Pietras
Od redakcji: XXX
***
Wczoraj nowojorskie stacje TV podały następującą wiadomość: w
nocy nieznani sprawcy oblali czerwoną farbą drzwi jakiegoś domu, w oknie
którego zatknięto izraelską flagę. Był to protest przeciwko zbrodniom popełnianym
na Libańczykach przez wojsko izraelskie. Zastanawiająca jest jednak reakcja
mediów i władz nowojorskich. Dla nich nie był to protest, ale tzw. hate
crime, karany szczególnie surowo. Wszędzie pojawiły się ogłoszenia obiecujące
wysoką nagrodę za znalezienie sprawców. Powołano już specjalny komitet
składający się z przedstawicieli różnych ras i grup etnicznych mieszkających
w tej dzielnicy. Komitet ma zorganizować mycie drzwi oblanych czerwoną
farbą. Zaiste, akcja w stylu komunistycznej solidarności ludu pracującego
popierającego jedynie słusznego agresora. W tym samym dzienniku sceny pokazujące
załadunek paczek z pomocą humanitarną dla Libanu do wojskowego samolotu.
Nie ujrzysz w żadnej TV scen z załadunkiem rakiet i bomb na amerykańskie
samoloty transportowe. które "humanitarnie" będą zabijać ludność cywilną
Libanu.
Pozdrowienia
Stan Sas
Od redakcji: Takich czasów dożyliśmy.
GONIEC NR 29/2006 (135)
(21-27
lipca 2006)
Polskie emerytury
Witam serdecznie. Mam pytanie do p. Stanisława Pietrasa - w swoim
artykule o polskich emeryturach napisał pan: "Przypominam, że termin załatwiania
tych spraw emerytalnych upływa 31.12.2006 r.".
Czy dotyczy to również osób, które nie osiągnęły jeszcze wieku
emerytalnego, ale w przyszłości, np. za 5 lat, będą chciały wystąpić o
emeryturę? Co znaczy "załatwienie tych spraw emerytalnych"? Czy chodzi
o Polaków mieszkających poza granicami kraju, czy jedynie o obliczenie
kapitału początkowego dla wszystkich. Z góry serdecznie dziękuję za wyjaśnienie.
Pozdrawiam całą redakcję.
Grażyna Śmieja
Od redakcji: Przekazaliśmy problem p. Pietrasowi. Czekamy również
na wyjaśnienie.
Do redakcji
Mieszkam w Kanadzie od 18 lat i nie rozumiem, dlaczego na autostradach
serii 400 mamy ograniczenie prędkości do 100 km na godzinę. Ja co
roku jestem w Europie, gdzie jeżdżę samochodem. Są tam inne ograniczenia
prędkości na autostradach. Dlaczego w Kanadzie nie można podnieść ograniczeń
prędkości np. na 130 lub 150 km na godz. Np. w Danii jest 160 km na godz.
Ja rozumiem, że zwiększenie limitu prędkości nie jest nakazem jeżdżenia
z większą prędkością.
W moim odczuciu, dałoby to możliwość wyboru ludziom, którzy chcą
szybciej jechać, poruszać się szybciej na autostradach. To nie oznacza,
że wszyscy muszą jechać 150 km na godz. Przecież są osoby starsze, ktoś
może być zmęczony albo nie czuć się komfortowo na drodze, jadąc szybko.
Dla tych osób jest prawy pas. Niech jadą wolniej.
Żyłoby się znacznie lepiej w Kanadzie, gdyby znalazł się ktoś,
kto mógłby to zmienić. Za każdym razem, gdy siadam za kierownicą samochodu
w Europie, to jest mi smutno, dlaczego w Kanadzie jest taki paradoks.
Paweł Jasiński - Toronto
Od redakcji: To prawda - nie prędkość zabija, tylko bezmyślność
i głupota; zniesienie 100-kilometrowego limitu w Kanadzie zubożyłoby jednak
kasę, z której czerpią swe pensje urzędnicy i nasi dzielni policjanci ochoczo
wypisujący mandaty "przestępcom" przekraczającym o 20 km limit prędkości
na autostradzie. Dlatego w najbliższej przyszłości trudno się spodziewać
logicznych działań administracji.
Krzyżówka z setką
Drogi P. Redaktorze "Gońca"! Wygranie krzyżówki w "Gońcu" nr
27 było miłą niespodzianką dla mnie, szczególnie ze względu, iż jest to
mój ulubiony dziennik. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie całą Redakcję.
Weronika Kurbiel
Od redakcji: Pozdrawiamy również!
Agent piłkarski
Mam taką małą prośbę, a zarazem pytanko, czy wy jako redakcja
wiecie coś o AGENTACH PIŁKARSKICH, którzy mogą pomóc w znalezieniu klubu,
coś w tym rodzaju? Chodzi o jednego zawodnika, który gra w Anglii w lidze,
można powiedzieć, okręgowej, jest Polakiem, ale mieszka w Kanadzie. Jeśli
coś Państwo byście wiedzieli, bardzo bym prosił o pomoc. DZIĘKUJĘ BARDZO.
Darek
Od redakcji: My nie wiemy, ale może ktoś z naszych Czytelników
umie pomóc?
Sądowe korepetycje
Narzekali ludzie, że nasza prasa nie zajmuje się absolutnie sprawą
sprzedaży Pol-Can Banku, Trustem i sprawami sądowymi, więc Pan Andrzej
Kumor postanowił udowodnić, że to nieprawda.
Napisał artykuł pod ww. tytułem w "swoim" Gońcu. Nie będę przytaczał,
co Pan Andrzej pisze, bo przecież każdy może przeczytać sam - jak to ja
zrobiłem. Za mało jest jeszcze dowodów, dlaczego to sam naczelny tak
"wystawił się" na czoło peletonu, który to nie milczy, a wręcz - dbając
o społeczne pieniądze - poucza całą resztę, jak można "zaoszczędzić".
Proszę mi wierzyć, że miałem wiele szacunku do Pana i Pańskiej
mądrości. Niemniej kiedy uruchamiał Pan "swojego" Gońca, coś mnie przerażało,
że to może być "drugi szaniec" zaraz za Dziennikiem (czytaj: nocnikiem).
Wiedziałem, że nigdy Pan nie poniży się do poziomu tamtych "redaktorów",
ale cały czas czułem niepokój, że "coś tu nie gra". Naprawdę miałem wiele
szacunku do Pana, jako dziennikarza.
Niestety, to co zrobił Pan (oczywiście na drodze "zmiękczania"
naszej społeczności i chęci podobania się swoim chlebodawcom), nie ma nic
wspólnego z Pana fachowością ani morale. Wszystko można było zrozumieć,
kiedy żyliśmy w PRL. Często nie było wyboru, ale tutaj? Każdy chciałby
mieć więcej, ale czy to musi być za każdą cenę?
Widziałem wiele "paskudztw" w innych darmowych "brukowcach".
Pan tego nie robił i chwała Panu za to. Robią to młodzi, którzy chcą za
wszelką cenę mieć więcej, a ich sponsorzy są b. wymagający.
Próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla Pana i nie potrafię.
Obawiam się, że wytłumaczenie jest to samo dla wszystkich, liczy się jedno,
czyli $$$$$$$$$$$.
Panie Andrzeju, gdzie Pan był, kiedy bez pytanie o czyjekolwiek
zdanie Pol-Can Bank został sprzedany (nazywany głośno "KURĄ ZE ZŁOTYMI
JAJAMI"), a pieniądze zostały "zagospodarowane" wg własnego widzimisię
słynnej trójki, która lekko wydaje te miliony (nie należące do niej) właśnie
na sprawy, które sama wywołuje. Powiem Panu więcej; tych spraw byłoby znaczniej
więcej (to była właśnie taktyka odwrócenia uwagi społeczeństwa - jak to
"nie cacy" ludzie przeszkadzają im w uzdrawianiu Polonii i ich osiągnięć);
gdyby sąd wyraźnie nie zakazał dalszej takiej praktyki. Trust nigdy nie
zamierzał liczyć się z wydawaniem pieniędzy członków CU, bo przecież to
nie ich, i Pan o tym doskonale wie. Gratuluję cywilnej odwagi i publicznego
przyznania się, "gdzie Pan jest".
Pozdrawiam
LK
(nadesłane z adresu: Les Kociuba)
Od redakcji: Szanowny Panie Leszku, rozumiem, że nie ma Pan
argumentów merytorycznych i dlatego nie polemizuje z opiniami zawartymi
w moim tekście, lecz atakuje mnie osobiście. Owszem, jest to jakaś metoda,
zaprawieni w takich bojach twierdzą, że zawsze coś się przyklei...
Zarzuca mi Pan branie od kogoś pieniędzy - i zakładając, że
jest Pan uczciwym człowiekiem - mógłby mi Pan wyjawić, od kogo, a także
wskazać na jakiś dowód - przelew czy coś w tym rodzaju. Byłbym wdzięczny.
Jeśli chodzi o pytanie "gdzie pan był?" - nigdy nie ukrywałem, że
pracowałem w tym czasie w "Gazecie", przez co miałem sposobność oglądania
wielu rzeczy z bliska. Nie wiem, dlaczego Pan pyta, skoro przecież był
tam Pan częstym gościem.
Serdeczności.
Andrzej Kumor
Drodzy Państwo!
Nazywam się Tomasz Uścinowicz i w ostatnim wydaniu "Gońca" spostrzegłem
list mojego znajomego z Polski, Stefan Kiselka, który poszukuje kontaktu
z naszą rodziną. Niestety, Jego list nie zawiera adresu internetowego,
o którym Stefan wspomina w liście. Czy posiadacie Państwo ten adres, czy
też Stefan zapomniał go załączyć? Z góry dziękuję za odpowiedź.
Z poważaniem
Tomasz Uścinowicz, MD
Od redakcji: Posiadamy, przekazujemy prywatnie.
Witam serdecznie,
Poszukujemy kontaktów ze środowiskami polonijnymi w najbardziej
egzotycznych i ciekawych rejonach świata z dwóch powodów.
Pierwszym jest wewnętrzna potrzeba dzielenia się swoimi spostrzeżeniami
i obserwacjami z pierwszej ręki, obserwacjami obiektywnymi, które nie do
końca zazwyczaj się pokrywają z oficjalnymi przekazami prasowymi.
Niestety, w Polsce obecnie obserwujemy dość konkretne podziały,
dotyczy to również informacji, która zaprzęgnięta została ponownie do kieratu
politycznego, media coraz częściej przyglądają się poprawności swoich wypowiedzi
bardziej niż merytorycznej ich zawartości.
Przebywając wielokrotnie za granicą, zwracałem uwagę na to, iż
brak mi takich materiałów, oczywiście były rozmaite przedruki, ale to nie
to samo co specjalne korespondencje dla konkretnego tytułu pisane też na
konkretny temat, interesujący czytelników. Stąd pomysł na współpracę z
pismami, gazetami polskojęzycznymi wydawanymi dla czytelników w innych
krajach. Jednym słowem, proponuję specjalne korespondencje z Polski w postaci
felietonów, komentarzy rzeczywistości i różnych zjawisk, widzianych "chłodnym
okiem" , ponieważ nie reprezentuję żadnych opcji politycznych, a głównymi
kryteriami są zdrowy rozsądek, tolerancja, kultura, dążenie do "normalności",
dzięki której ludziom po prostu żyje się lepiej...
Drugi powód, to poszukiwania interesujących wątków, tematów związanych
ze środowiskiem polonijnym, które tak naprawdę jest znane w Polsce w oparciu
o archetyp emigracji za chlebem, która tworzy potem swoistą subkulturę,
zacofanych, niewykształconych ciułaczy, żyjących w gettach pseudopolskości
i oderwaniu od realiów starego kraju. Dotyczy to przede wszystkim USA,
Kanady, Ameryki Południowej, Australii, choć przecież Polacy są wszędzie...
No i w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej... Gdyby Polacy w kraju
potrafili realizować się w taki sposób, jak robią to na całym świecie...To
bylibyśmy karaibską oazą w Europie...
Te informacje stanowić mają podstawę dokumentacji do filmów dokumentalnych
w cyklu, którego projekt przygotowuje nasza Fundacja.
Cykl ma w założeniu przedstawiać skupiska i konkretne postacie
z kręgów polskich na całym świecie, przybliżyć współczesne problemy, pokazać
w nowym świetle trochę wyeksploatowane kiedyś hasło, że "Polak potrafi...".
Poszukujemy tematów, które mogą stanowić nietypowy punkt wyjścia
dla filmu, dla przykładu film o Polakach na Karaibach opiera się na historii
mówiącej o posiadłościach zamorskich księcia Kurlandii Jakuba Kettlera
na Tobago w XVII wieku, gdy Kurlandia była lennem Korony Polskiej... czyli
w pewnym sensie Tobago było częścią Korony...
Mam nadzieję, że któryś z proponowanych tematów spotka się z
Państwa zainteresowaniem, w każdym bądź razie liczymy na odpowiedź.
Pozdrowienia dla całej redakcji i czytelników,
Dariusz Sobieski
Prezes Zarządu
Europejskiej Fundacji Edukacji i Integracji Kulturowej w Sopocie E-mail:
sekretariat@efeik.pl
Od redakcji: Pomysł wspaniały. Zachęcamy, może ktoś odpowie,
a ze swej strony zapraszamy na łamy.
Panie redaktorze
Nie władam angielskim na tyle, aby prowadzić dialog. Ale jednego
wam zazdroszczę, tj. syropu klonowego. Oglądam programy o Kanadzie na Discovery.Tam
się mówi, ile one mają zastosowań. U nas chyba tego nie ma. I się nie napraszam
o przysłanie. To tylko dygresja. Wolałabym jakąś rozmowę z Polakami tam
mieszkającymi. Byłoby miło. Ja ze swojej strony również mogłabym podzielić
się odrobinką wiedzy o Polsce. Mieszkam w Warszawie, jestem po UW.
Helena Kwasiborska
Mój adres: boniaszek@wp.pl
Od redakcji: Dziękujemy za list, syropu klonowego nie ma co
zazdrościć.
List do Polskiego Związku Piłki Nożnej
Szanowni Panowie,
W australijskim tygodniku żydowskim wydawanym w języku angielskim
"The Australian Jewish News" z datą 9 czerwca 2006 roku ukazał się tekst
pióra zastępcy redaktora naczelnego pisma, Chemi Shalev, o meczu drużyn
Polski i Niemiec. Autor napisał, że był to mecz między hitlerowcami i antysemitami.
Shalev publicznie, na łamach znanego nie tylko wśród Żydów tygodnika australijskiego,
nazwał polskich graczy antysemitami, a graczy niemieckich hitlerowcami.
Nie muszę Panom tłumaczyć, że jest to obrzydliwe zniesławienie, za które
można wziąć Chemi Shaleva i redaktora naczelnego oraz pismo do sądu, domagając
się nie tylko przeprosin, ale i dużego odszkodowania dla każdego polskiego
gracza, a może i dla Związku. To jedyny angielskojęzyczny tygodnik żydowski,
a Żydzi są bogaci. Na pewno będą ratowali pismo. Warto więc się pofatygować
i pójść do adwokata, który będzie sprawę prowadził razem z adwokatem australijskim.
Napiszcie w prasie sportowej, co się stało, i zaapelujcie do Waszych fanów
o pomoc finansową na prowadzenie sprawy sądowej w Australii i że te (chodzi
o zebrane) pieniądze zostaną zwrócone (przekazane Związkowi) po zwycięskiej
sprawie. Chłopcy, do dzieła! Pokażcie choć Wy, że nie pozwolicie na to,
aby rasista żydowski BEZPODSTAWNIE I PUBLICZNIE zarzucał Wam rasizm.
Z poważaniem,
Marian Kałuski
Od redakcji: Zakrawa to na szerzenie nienawiści...
GONIEC NR 28/2006 (134)
(14-20
lipca 2006)
Szanowni Państwo
Chciałem prosić państwa o pomoc w znalezieniu instytucji "zwierzchniej
w stosunku do Domu Kopernik". Informacja ta jest mi potrzebna, abym mógł
interweniować w sprawie oddania mi wózka inwalidzkiego należącego do mojej
świętej pamięci ciotecznej babki, która w tymże Koperniku zmarła. Wózek
w sumie kosztował około 6000 dol. 75 proc. zapłacił ADP, resztę rodzina.
Tuż po jej śmierci rodzina pytała o ten wózek, pracownicy - wówczas -zastępczyni
dyrektora, powiedzieli, że chwilowo używa go jedna z pensjonariuszek, ale
jeśli będziemy potrzebować wózka - oddadzą.
Około pół roku temu straciłem drugą nogę i potrzebuję wózka;
dyrektorka na moją prośbę odpowiada, że wózek "zniknął", i radzi mi, żebym
do nich przyszedł i poszukał albo ona może mi podpisać dokument, że wózek
"darowałem" Kopernikowi. Jakkolwiek bym ich prosił, nie mogę dostać tego
wózka.
Nie proszę was o interwencję - jedynie o nazwę instytucji, której
Kopernik podlega, bo wygląda, że "po dobremu" nic nie będę z nimi mógł
załatwić.
Z góry dziękuję
Ryszard Cisek
richard.cisek@gmail.com
Od redakcji: Szanowny Panie, chyba najlepiej zwrócić się do
rady dyrektorów, a jeśli nie, proszę uderzyć do ministerstwa, któremu podlega
"Kopernik".
Redaktor
Stanisław Michalkiewicz
Szanowny Panie Redaktorze, Mieszkam w Kanadzie
i czytuję Pana felietony w tutejszej gazecie GONIEC. Jestem pełna podziwu
dla Pana patriotycznego zaangażowania w sprawy naszej Ojczyzny Polski,
oraz za odwagę mówienia szczerej prawdy.
Jest Pan wzorem do naśladowania dla nas wszystkich. Reprezentuje
Pan nie tylko godny pozazdroszczenia poziom moralny, ale też niezwykle
wysoki poziom intelektualny. Czytanie Pana felietonów to nie tylko pogłębianie
wiedzy o prawdziwej rzeczywistości, ale niezwykła przyjemność ze względu
na pański styl literacki, o niezwykle bogatym rdzennopolskim słownictwie.
Dziękuję Panu za wszystkie napisane i wyrażone słowa. W załączeniu
przesyłam Panu link w Internecie, gdzie jest umieszczony mój list otwarty
do Prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego. Mój list został umieszczony
w GOŃCU nr 27/2006 w Trybunie Czytelników zaraz po pańskiej publikacji,
co jest dla mnie wielkim zaszczytem. http://www.goniec.net/trybuna.html.
Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie, życzę dużo zdrowia i pomyślności,
Z szacunkiem,
Grażyna Królówna
Od redakcji: Dziękujemy za kopię listu skierowanego do Stanisława
Michalkiewicza. Nam także jest przyjemnie, że gościmy na naszych łamach
tak świetnego felietonistę.
Panie Andrzeju,
(...) Nie wiem, jak to się odbędzie (z tą naszą ojczyzną). Tak
jak podobno Piłsudski był agentem Niemiec. Czyż to umniejsza jego osiągnięcia?
Pewnie on sam tego nie mógł pojąć. Podobnie jest z Bolkiem, tylko na innym
poziomie. To jak to się odbędzie (wypełnienie przepowiedni) jest tajemnicą
Najwyższego. Cokolwiek się przytrafi, i tak nie dorówna cudowi powołania
Polaka na tron Piotrowy. Możemy sobie gdybać, jednego nam nie wolno zaniechać
- gotowości obrony naszych wartości. I tu chyba stoi coś w powietrzu.
Panie Andrzeju, to te nasze oszołomy i ciemniaki wiedzą lepiej i jak trzeba,
to oni nadstawią karki i przetoczą krew i ruszą. Potrzebują inspiracji
naszych mediów i naszych autorytetów. Oni sami wybiorą, kto jest wart,
a kto nie. Oni wiedzą, kto ma wiarygodność. Więc nie ustajmy w naszych
marzeniach.
Życzę inspirujących tekstów.
g.k.
PS Już cały świat i BBC napomykają, że bracia K. pierwsi pobili
rekord Guinnesa i jako pierwsi w historii bliźniacy objęli władzę. Osobiście
w nich wierzę.
Od redakcji: Zgadza się, brońmy naszych wartości i jeszcze
jedno: nie wszystkim musimy się podobać...
Szanowna Redakcjo,
Usiłuję znaleźć książkę p. Stanisława Milczyńskiego pt. "Dziennik
por. Gryfa". W Znaku znalazłem informacje, że jest szeroko dostępna w polskich
księgarniach, ale wszelkie moje wysiłki spełzły na niczym, gdyż nikt tej
książki nie posiada (USA, Kanada).
Czy moglibyście Państwo wskazać mi właściwe miejsce do nabycia
tej pozycji. Z góry dziękuję za informacje.
Mirosław Rogalski
Od redakcji: Proszę zadzwonić do domu p. Stanisława Milczyńskiego,
numer znajdzie Pan w książce telefonicznej.
***
Podobno wyciągam pochopne i nieprawdziwe wnioski...? Może. Trzy
moje ostatnie listy na publikację się nie doczekały, były w nich moje opinie,
ale wyraźnie coś musiało być nie tak, a może wolicie bardzo budujące dyskusje
- kolektor czy kolekcjoner - lub nie mający końca śmieszny temat jakiegoś
prezesa. Takie metody promuje się na świecie całym, "moherowe jarmułki"
nie mają szans wyrazić swojego zdania, ale dzieła (?) Grossa popierane
są przez "pazerne jarmułki" w największych mediach, w Polsce nagłaśniane
są tylko wypowiedzi popierane przez lewicę, metody podobne.
Poseł Maciej Giertych zaszokował Parlament Europejski, porównując
socjalistów do komunistów, dobrze się wypowiedział o gen. Franco, bardzo
dobrze dla Hiszpanii zasłużonym. Podobne poglądy wypowiadam w poprzednich
listach, ale widocznie pisane są przez niewłaściwego człowieka.
W ostatnim numerze obiema rękami podpisuję się pod wszystkimi
tezami p. Stanisława Michalkiewicza oraz wspaniałym listem p. Grażyny Królówny,
ale list "podpisany" Tutejszy budzi moje zdziwienie co najmniej, komentarz
redakcji też. Pochwała bezprawnie dokonanej grabieży i komunistycznych
wybryków jest definitywną głupotą, co Tobie, chłopku, to dało? Zamienił
stryjek... a socjalizm trzyma się dalej dzięki takim właśnie pazernym pożytecznym
idiotom.
"Gazeta" też nie opublikowała kilku moich uwag, nawet na odpowiedź
nie było ich stać, raz tylko pewien bardzo różowy moralista nawsadzał nie
tylko mnie od konserwatystów. Byłem dumny, wolę być uznawany za konserwatystę
niż jakiegoś... lewaka.
Podobno autorytet... Geremek, komentując wypowiedź p. Giertycha,
wspomniał o faszystowskiej dyktaturze, o komunistycznej dyktaturze w Polsce
nie wspomina. Znowu zapomniał.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, doceniamy Pana potrzebę pisania.
Dzień Dobry,
Zwracam sie do Panstwa z prosba o pomoc w znalezieniu kontaktu
z Panstwem Tomaszem i Grazyna Uscinowicz zamieszkalym w Canadzie w miejscowoscie
Ottawa w dzielnicy Ontario. Widnieja Oni na liscie darczyncow budowy kosciola.
Sa to nasi znajomi z czasów PRL i urwal nam sie kontakt. Jezeli mozecie
dotrzec do Pnastwa Uscinowicz prosze o przekazanie naszego I-Maila z prosba
o kontakt lub ewentualnie o przekazanie maila do Panstwa Uscinowicz.
Z góry dziekuje, pozdrawiam
Stefan Kiselek
Od redakcji: Może ktoś z Ottawy pomoże...
GONIEC NR 27/2006 (133)
(7-13
lipca 2006)
Szanowna Redakcjo
Jestem w Ottawie na odwiedzinach u brata i czytając sobie "Gońca"
z 23-29 czerwca br., natrafiłem na felieton Pani Izabeli Embalo pod tyt.
"Przyspieszenie akcji porządkowej". W czasie czytania nasunęło mi się parę
konkluzji:
Z pisma Pani można wywnioskować, że jest Pani bardzo dobrze obeznana
z problemami przesiedleńców w Kanadzie. Pani rady są bardzo dobre i pożyteczne,
ale dostępne tylko dla czytelników np. "Gońca". Chciałoby się zadać Pani
pytanie: Nie wydałaby Pani kompletu Pani felietonów np. pod tytułem "Problemy
prawne Polaków (i nie tylko) w Kanadzie"? A może już coś takiego ma Pani
w zanadrzu? Ja skorzystałbym z Pani porad, bo noszę się z myślami pomieszkać
sobie trochę w Kanadzie. Tak do roku, może dwa.
***
W tym samym numerze "Gońca" natrafiłem na felieton Pana Aleksandra
Łosia pod tyt. "Sowiecki Niemiec". Z pisma Pana można wywnioskować, że
jest Pan obeznany z problemami przesiedleńców "Aussiedler" z Rosji do Niemiec.
Jednakże w czasie czytania nasunęło mi się parę konkluzji: "Waldemar"
to imię, ale nie "polskie", nawet nie brzmiące "polskością" - jest to imię
germańskie - (De-niem.) Wald (e) = (Pl-pol.) Las, Mar(e) =
Zjawa.
Takich "ofiar" przesiedleńców znam dużo, gdyż sam mieszkam w
Niemczech już od 1981. Podobnie układają się przeżycia przesiedleńców z
Polski, ze Śląska, Pomorza, Wschodnich Prus, tzw. "Spaet-Aussiedler
aus Oberschlesien, Pommern oder Ostpreussen". Nic ująć, nic dodać.
Dla niektórych jest to życiowa tragedia. Niby, wg papierów (dokumentów
pochodzenia), są Niemcami, ale w mowie, piśmie czy, co gorsza, w czuciu
się, są wtórnymi "analfabetami". Nie mogą się zintegrować, brak im po prostu
korzeni. Bo zostali wyrwani ze środowiska, w którym wyrośli. Pozbawieni
są przyjaźni, znajomości, swojego obycia. Największym nieszczęściem jest
dla nich obcość w nowym kraju. Zderzenie się takich różnych "kultur, mentalności",
jak rosyjska i niemiecka, nie jest łatwe do przezwyciężenia. Już nasza
"polska kultura, mentalność", chociaż geograficznie tak bliska germańskiej,
nie jest łatwa do przestawienia.
Chociaż muszę przyznać, mnie się to udało po paru latach. Ale
chyba tylko dlatego, że zadałem sobie trud zrozumienia Niemców i pogodziłem
się z moim losem na wygnaniu. Pisz Pan dalej, informuj Pan Polaków na całym
świecie, że nie tylko im się źle na wygnaniu, dobrowolnym czy wymuszonym,
wiedzie.
***
W "Gońcu" z 23-29 czerwca br. natrafiłem na wywiad z Panem Maciejem
Czaplińskim pod tyt. "Power of sale". Chciałbym, aby te porady ukazały
się w wydaniu książkowym jako poradnik dla nowo przybyłych do Kanady.
Chodząc po Ottawie, zastanawiam się nad solidnością obiektów
budowlanych? Oglądam budynki mieszkalne, budowle firmowe, urzędów państwowych.
Podglądam technikę budowlaną i nie mogę wyjść z podziwu. Jak się to wszystko
ma do europejskich standardów, czy to tylko różnica systemów? Skoro się
jednak tutaj sprawdza, to dlaczego ma być złe?
Mieszkam w Niemczech, gdzie wypracowałem sobie skromną emeryturę.
Mam 58 lat, obywatelstwo niemieckie, mówię płynnie po niemiecku, polsku,
ale za to bardzo słabo po angielsku i znam parę zwrotów grzecznościowych
po francusku (sic!). Znam się na: komputerach (Kommunikationselektroniker
Fachrichtung: Nachrichtentechnik), budownictwie (europejskim, niemieckim,
polskim) (mgr inż. budownictwa ogólnego).
Obecnie jestem samodzielnym konsultantem (doradzam, jak dostosować
firmy do standardów unijnych) firm budowlanych w Niemczech i w Polsce.
Życzę wszystkiego najlepszego wszystkim Czytelnikom "Gońca",
Z poważaniem
Ryszard Mucha
PS Gdybym kogoś moim pismem uraził, wzruszył lub gdyby ktoś chciał
się ze mną podzielić swoimi uwagami, to proszę o kontakt na: post@tlumacz-przysiegly.de.
Od redakcji: Dziękujemy za uwagi, gratulujemy osiągnięć.
***
Wiedziałem od dawna, iż "Gazeta" oraz radio "Kwadrat" mają bardzo
sprecyzowane, ale pachnące nieładnie poglądy. Dziwne na pewno, ale o "Gońcu"
zdanie miałem poważniejsze i pozytywne. Pomyłka? Wygląda na to, że przyświeca
wam ten sam cel, razem musicie - rozwalić rządową koalicję. Przykładanie
do tego ręki bardzo źle o was świadczy, działacie przeciw Polsce, widocznie
socbanda i na was ma wpływ. Bardzo lubię LPR, a p. Roman Giertych jako
minister edukacji jest właściwym człowiekiem na tym stanowisku, ale samodzielnie
ta formacja nie ma szans ani znaczenia, a więc rozbijanie koalicji, dzielenie
rządu można śmiało uznać za głupotę.
Ostatni tekst sygnowany przez byłego kulturalno-oświatowego,
a teraz tylko wesołka z PGR-u Krzysztofa Pawlaka jest pisany w stylu tow.
Senyszyn, a może pod jej dyktando? Pogratulować. Spodziewam się dalszego
ciągu z Wałęsą, może cichociemnym Rokitą, następnie Olejniczak, Szmajdziński
i inne "autorytety". Brawo. Śmiało dołączcie do Tuska i Rokity, cel wam
przyświeca ten sam, a dla Polski... - wesz na głowie astronoma.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Panie Januszu, zbyt pochopnie wyciąga Pan wnioski,
na dodatek nieprawdziwe.
Dwa następne listy dotyczą tekstu A. Kumora "Kontratak musi
nadejść"
Drzewo odradza się od korzeni
Korzenie polskości i chrześcijaństwa są wciąż żywe i zdrowe.
To wciąż dobrze rokuje na przyszłość. Błądząca, zagubiona czy ogłupiona
Europa, nie ma żadnych konstruktywnych argumentów by narzucać swój sposób
życia innym państwom i narodom. Ujednolicana Europa to bardziej - sztuczny,
bezmózgowy i bezduszny zlepek egoistycznych folwarków mafijnych, niż koalicja
suwerennych i solidarnych wobec siebie państw, narodów i gospodarek. Bezideowość
i nijakość Europy próbują wykorzystać a to miłośnicy kibuców pod Tel Awiwem,
a to znów zwolennicy ideologii: "Jeden naród, jedno państwo, jeden wódz",
na czele z przetransformowanym entuzjastą Rote Armee Fraktion - Joschką
Fischerem. Europa nie ma lepszej opcji od promowanej przez JPII Europy
ducha, Europy chrześcijańskiej, wyznaniowo i kulturowo.
Lubomir
Od redakcji: Problem w tym, że Europejczycy tego nie widzą...
Panie Kumor,
niestety, ze względu na bardzo wyrafinowane słownictwo nie udało
mi się doczytać powyższego tekstu do końca. Dotarłem do wzmianki o dobrym
gospodarzu majątku i dobrym Panu na zamku. Jest to bardzo idylliczne, ale
fałszywe. Jakoś chłopi, a nawet mieszczanie nie garnęli się tłumnie pod
sztandary swych Panów. Czasami stawali przeciwko - np. powstania chłopskie,
bunty mieszczan. A w końcu dobrowolnie i z radością przejęli ich dobra
w czasie reformy rolnej. Na koniec wykazali jednak trochę wdzięczności
- pokazując swoim byłym "Panom"drogę precz. Niestety, taka była i jest
rzeczywistość. Ja też wywodzę się z byłych chłopów pańszczyźnianych, jak
większość polskiego narodu, i uważam, że dobrze się stało. Klasa próżniacza
odeszła w niebyt.
Tutejszy
Od redakcji: Klasa próżniacza nigdzie nie odeszła, niech Pan
porozgląda się po Polsce, ile jej jest!
GONIEC NR 26/2006 (132)
(30
czerwca - 6 lipca 2006)
Drogi Panie redaktorze,
Kiedy te panie z ZHP przestaną z uporem zwalczać
ZHR? W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie byłam na terenie Milenium na Kaszubach,
składałam kwiaty pod pomnikiem Szarych Szeregów i uczestniczyłam w ogniskach
harcerskich.
O przepraszam, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to teren prywatny
i kto płaci za niego podatek. Najlepiej w tym roku wywiesić tabliczkę
"Wstęp wzbroniony", do pomnika przywiązać psa na łańcuchu albo misia z
pobliskich lasów, a teren ogniska ogrodzić drutem kolczastym. Pamiętam
też czasy, kiedy to na 5. rocznicę ZHR, panie z ZHP zabrały swoją młodzież
ma Mszę Świętą do kaplicy polowej, żeby broń Boże nie uczestniczyć w jubileuszowej
Mszy Świętej ZHR. A w tym roku jakie panie macie plany? O zgrozo, czy nie
można tak po Bożemu, według przykazań i prawa harcerskiego podać sobie
ręki, zapomnieć swoje prywatne urazy i wspólnie przy ognisku zaśpiewać
harcerską piosenkę? Czy nie można cieszyć się swoimi rocznicami razem,
by w końcu poczuć się jedną wspaniałą rodzina? Pozdrawiam i życzę
więcej miłości i harcerskiego uśmiechu.
Dorota S.
Od redakcji: Szanowna Pani, nie podpisuje się Pani nazwiskiem,
więc nie wiem, z kim mamy przyjemność. Każdy ma prawo założyć własną organizację,
żyjemy w wolnym kraju, ale aby wchodzić bez zaproszenia na teren innej
organizacji, trzeba mieć dużo tupetu. Ja o takiej sprawności harcerskiej
nie słyszałem. AK
PS Nie potrafię odróżnić "harcerskiego" uśmiechu od zwykłego,
a miłością żyję na co dzień - dzięki za życzenia.
***
W polonijnej gazecie "Życie" zamieszczono w rubryce sprzedam,
a poniżej pod rysunkiem jakiejś maski z wyszczerzonymi zębami, taki "niby-dowcip"
"Pierwszy dzień w szkole"... Nie wiem, w którym miejscu należy
się śmiać w tym dowcipie. Nie ulega wątpliwości, że odnosi się do pozdrowień
papieża Benedykta XVI, po polsku, do Polaków. Przedrzeźnianie Papieża przez
"Jasia" jest podobne do parodiowania przez p. Szczukę w TV polskiej - Magdy
Buczkówny, modlącej się w TV Trwam. Odpowiedź "Jasia" z jęz. niemieckiego
zakrawa na nową wersję polonijnych kpin z Papieża-Niemca z pozdrowień w
jęz. polskim.
Może się pogubiłem i nie rozumiem dowcipu "Jasia". A on zna jęz.
niemiecki, a może jeszcze inne języki, np. arabski, hebrajski itp. Tylko
pogratulować mu znajomości języków. Polonijny "Jaś" nie jest taki głupi.
Stanisław W.
Mississauga
Od redakcji: Panie Stanisławie, proszę napisać list do "Życia".
Jak widać, poczucie humoru - rzecz gustu.
Artykuł p. J. Kowalskiego
Chciałem podziękować za artykuł i zwrócić pewną uwagę. Zauważyłem,
że autorzy nawet niepolitycznie poprawnych unikają korzystania ze strony
ŚKŻ - Światowego Kongresu Żydowskiego (WJC).
A jest tam wiele kapitalnych informacji - np. o działaniach podsekretarza
stanu Ryszarda S. Wg informacji z tej strony, rabin nie podszedł, by dowiedzieć
się, "o co mu chodzi", tylko próbował zatrzymać (!) gościa, a ten uciekł.
Global News: Polish chief rabbi attacked with pepper spray; Jewish
students threatened 29 May, 2006. Poland's chief rabbi was attacked with
pepper spray and two Jewish student leaders have received anti-Semitic
messages on their telephones.
The acts happened in the run-up to Pope Benedict XVI visit to
Poland last weekend, JTA reports. The text messages received by the Jewish
student in Warsaw threatens to blow up the synagogue and put Jews in concentration
camps. The police are trying to find out the source of the text messages,
and the Polish Prime Minister's Office is working to give the case top
priority, according to JTA.
The man who assaulted chief rabbi Michael Schudrich shouted "Poland
is for Poles" as the rabbi was accompanying several worshippers out of
a Polish synagogue over the weekend. Schudrich attempted to detain the
attacker, witnesses said, but the assailant escaped. The rabbi did not
sustain injuries. The attack came a day before Schudrich joined Pope Benedict
XVI during the a visit to Auschwitz. The police and government are taking
the incident seriously, Piotr Kadlcik, chairman of the Union of Religious
Jewish Communities in Poland, told JTA.
The anti-Semitic incidents come only a few weeks after the stabbing
of an anti-fascist activist in Warsaw, allegedly by two skinheads who remain
at large. The stabbing victim's contact information and picture had been
listed on a xenophobic website that also lists Jews, gays and their supporters.
It is believed that the skinhead attack was connected to the Red Watch
extremist website, which Polish authorities want to shut down.
JJK
Od redakcji: My korzystamy ze stron ŚKŻ
Równowaga chwiejna
Szanowny panie Andrzeju,
Gorąco dziękuję za pański świetny artykuł. Mam tylko jedną, maleńką
uwagę. Myślę, że nie ma potrzeby bać się słowa rasa. Rasy istnieją. Kochanie
własnej rasy nie oznacza nienawiści do innych ras. Rasa biała wymiera i
jest zalewana. Wszędzie, nie tylko w Kanadzie. Nie dzieje się to przez
przypadek. Polecam lekturę Mc Cullocha http://www.racialcompact.com/, książki
J. Philippe'a Rushtona (e.g. "Race, Evolution and Behavior"), P.J. Buchanana
(e.g. "The Death of the West"), M. Levina "Why Race Matters", Lynna i Vanhanena
"IQ and the Wealth of Nations", R. Lynna (e.g. "Race Differences in Inteligence",
Herrnsteina i Murraya "The Bell Curve"), V. Saricha i F. Miele "Race",
a także lekturę takich websides, jak: http://www.amren.com/, http://www.vdare.com/,
http://www.lagriffedulion.f2s.com/index.html, http://theoccidentalquarterly.com/,
http://lrainc.com/swtaboo/index.html. Wiem, że prawda nie zawsze może być
opublikowana. Nawet prawda należna ludziom ginącym i zdradzonym.
Życzę panu zdrowia, owocnej pracy i wszelkich błogosławieństw
Bożych.
dr Mariusz Tomasz Paszkiewicz M.B., Ch.B., D.O. (LMCC)
deradwan@yahoo.com
Od redakcji:
Panie Mariuszu, tak, rasy istnieją, znam prace prof. Rushtona.
A jednak wolę kategorie cywilizacji czy kultury, ponieważ one pozwalają
na włączanie wszystkich chętnych, którzy gotowi są szanować nasze wartości.
Proszę zobaczyć, ile dobrego zrobiła w Afryce kolonizacja - gdyby tylko
przeprowadzono ją do końca i nie porzucono Murzynów w najbardziej krytycznym
momencie. Takie kraje jak Ghana przed "niepodległością" wspaniale funkcjonowały.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Kumor
***
W ostatnim "Gońcu" (nr 25) pojawił się doskonały list to redakcji,
umieszczony w dziale "Trybuna Czytelników".
Autorem listu jest pan Tadeusz Orłowski. Otóż, muszę wyrazić
tutaj swoje wielkie zadowolenie z faktu, że ten właśnie list mógł się ukazać
na łamach "Gońca". Streszcza on podejście niektórych środowisk do Ruchu
Narodowego, którego reprezentantem na dzisiejszej scenie politycznej w
Polsce jest Liga Polskich Rodzin.
Panie Tadeuszu! Narodowcy w Polsce dziękują za ten list! Równocześnie
chciałbym nawiązać z Panem kontakt. Piastuję obecnie funkcję sekretarza
Zarządu Okręgu Lubelskiego Młodzieży Wszechpolskiej, a w lipcu, sierpniu
i we wrześniu będę przebywał w Toronto. Chciałbym uruchomić bazę danych
wszystkich tych, którym bliskie są idee ruchu narodowego, uformowanego
przede wszystkim przez Romana Dmowskiego, prof. Feliksa Konecznego, Jana
Ludwika Popławskiego, Adama Doboszyńskiego, Jędrzeja Giertycha, a dzisiaj
kontynuowane i wcielane w życie przez LPR i Młodzież Wszechpolską. Ta baza
może stanowić jakiś początek do konkretnej działalności narodowej na łonie
naszej Polonii w Kanadzie.
Mój adres emailowy to: sanok85@hotmail.com.
Pomni na wielkie wsparcia okazywane przez Polonię idei narodowej
w ostatnim stuleciu, nie bądźmy bierni!
"Otóż, jeśli my będziemy mieli dostateczną część naszego społeczeństwa
w tym obozie, który powiada, że nam o Polskę tylko chodzi, jeśli ci ludzie
będą dostatecznie mocni i dostateczną będą mieli przewagę, to ja się żadnych
przewrotów i rewolucji nie boję, bo ci ludzie przez największe katastrofy
przeprowadzą Polskę cało" - Roman Dmowski, "Nasz program".
Pozdrawiam
i Czołem Wielkiej Polski!
Michał Krupa
Od redakcji: Nie bądźmy bierni
Witam
Piszę do Was z nietypową sprawą. Poszukuję kolegi ze szkoły podstawowej,
który wg moich informacji przebywa w Kanadzie. Proszę o adres strony internetowej,
gdzie mogę znaleźć Polaka w Kanadzie.
Pozdrawiam
Paweł Arabas
Od redakcji: Proszę poszukać w www.411.ca
GONIEC NR 25/2006 (131)
(23-29
czerwca 2006)
Redaktor gazety "Goniec" Pan A. Kumor
Szanowny Panie Redaktorze,
W związku z artykułami ogłoszonymi w Pańskiej gazecie w dniach
12-18 maja br., autorami byli panowie Pawlak i Pogonowski, chciałbym wyrazić
moje poglądy w tym kierunku.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że artykuły te są podyktowane przeciwko
tolerancji religijnej społeczeństwu, które zgodnie z bestialstwem hitlerowskim
cierpiało najwięcej.
Pan Pawlak nie uważał za stosowne nawet określić nazwy niepodległego
państwa, używając obraźliwego określenia "bliskowschodnie państwo Żydów".
Uważam za stosowne podkreślić, wielu obywateli wyznania żydowskiego
brało udział w walce o niepodległość Polski (włączając niżej podpisanego)
i wielu z nich zginęło.
Powyżsi panowie uważali za wygodne o tym zamilczeć. Uważam, że
zamiast ogłaszania antysemickiej "kolekcji" pan Pawlak mógłby zająć się
konstruktywną pracą w celu wzmocnienia prestiżu polskich obywateli na obczyźnie.
Mam nadzieję, że pańskie wydawnictwo nie stanie się narzędziem
antysemickiej propagandy, gdyż wiemy, że rozpowszechnianie antysemityzmu
przyniesie więcej szkody do źródła tej propagandy, aniżeli do ludności,
do której jest skierowane.
Przypuszczam, że w związku z tradycją demokracji prasy w wolnym
kraju, powyższe moje uwagi będą przez Pana opublikowane na równi z poprzednimi
panów Pawlaka i Pogonowskiego.
Jestem pewny, że tego rodzaju motywacja będzie miała pozytywny
stosunek między członkami naszego społeczeństwa niezależnie od wyznania
albo politycznego nastawienia.
Proszę przyjąć, Panie Redaktorze, wyrazy poważania.
I. Korman
Montreal, PQ
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy bardzo za list. Stosunki
między naszymi narodami, polskim i żydowskim, muszą być budowane na prawdzie.
Tą zasadą staramy się kierować przy publikacji tekstów. Powołuje się Pan
na przykład dwóch felietonów, których tematem nie były stosunki polsko-żydowskie,
lecz konkretne zagadnienia polityczne (p. Pogonowski).
Jako Polak, nie znajduję nic obraźliwego w określeniu "Środkowoeuropejskie
państwo Polaków", zwłaszcza użytym w tekście publicystycznym.
Antysemityzm jest nam obcy, natomiast nie zamierzamy zrezygnować
z zakreślania polskiego interesu narodowego i dyskusji o trudnych zagadnieniach
bieżącej polityki oraz historii.
To prawda, Polska musi być (i jest wdzięczna) wielu Polakom
żydowskiego pochodzenia, jednocześnie są też liczne rachunki krzywd, jak
chociażby udział lewicowej młodzieży żydowskiej w wydawaniu Polaków w ręce
NKWD pod okupacją sowiecką.
Prawda musi być wspólnym mianownikiem naszych stosunków, dlatego
też mam wielką nadzieję, że Pan z równą troską żądać będzie prostowania
kłamliwych i oszczerczych generalizacji, jakie o Polakach publikowane są
wielokrotnie w kanadyjskiej prasie żydowskiej.
Pozostaję z poważaniem
Andrzej Kumor
Szanowny Panie Redaktorze!
JESTEM w SZOKU!
Zobaczyłam w "Gońcu" ogłoszenie ZHR. Nie mogłam uwierzyć oczom!
Sprawdziłam wiarygodność informacji z ZHP i okazuje się, że ZHR nie prosiło
o pozwolenie, aby używać terenu "Milenium", ani nie prosiło, aby wypożyczyć
ten teren na swoje cele.
Teren "Milenium" na Kaszubach należy od wielu lat do ZHP.
ZHP płaci za niego podatki. Jak można zaprosić nie tylko siebie,
ale i innych na cudzy teren bez pozwolenia?
Wiem, że w tym roku ognisko dn. 8 lipca jest ogniskiem
przedzlotowym (ZHP wybiera się w sierpniu do USA na VII Światowy Zlot ZHP).
Co za tupet, już nie mówiąc o bezczelności, by na siłę wkraczać
na prywatny teren bez zaproszenia i zakłócać program innej organizacji,
która pracuje w Kanadzie wśród nas bezinteresownie dla dobra całej Polonii
od ponad 50 lat!
Albina Polatyńska
Od redakcji: Rzeczywiście, to przykre.
***
Pewien mój znajomy z Kanady powiedział, że Polacy w Kanadzie
są nieżyczliwi. Chyba miał rację!
Ja zapytałem Redakcję o to, czy w Toronto w Kanadzie jest Dom
Polski SPK i o ewentualny adres.
Kpiny sobie robicie z ludzi. Mieszkacie tam, macie książki telefoniczne
i inne narzędzia , żeby znaleźć i podać mi taką informację - a Wy odpowiedzieliście
mi, "żebym sobie poszukał w Google".
Kpiny albo przysłowiowe polskie lenistwo! Obyście splajtowali
jak najszybciej i nie psuli opinii Polakom - tego Wam życzyć chyba powinienem.
Czytając niektóre inne odpowiedzi na waszej stronie, utwierdzam się w tym
przekonaniu. Arogancja, lekceważenie ludzi lub lenistwo!
Alfred Sobieniak z Polski
- nie znający języka angielskiego, jak większość starszego pokolenia
Polaków w Polsce, bo nie wolno było w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
uczyć tego języka w szkołach średnich.
Od redakcji: Drogi Panie, ma Pan dostęp do Internetu, wysyła
Pan pocztę elektroniczną, informacje o SPK są po polsku, strony Google'a
są po polsku (www.google.pl). Mniej żółci, więcej samodyscypliny. Pozdrawiamy
serdecznie.
Sprawa trustu
Wszyscy zainteresowani sprawą trustu mogą przyjść do sądu i ją
na bieżąco oglądać. Na piątek wyznaczony jest kolejny dzień rozprawy; odbędzie
się ona w sądzie na 393 University Avenue. Rozpocznie się ona o godzinie
10 rano, prawdopodobnie w tym samym pokoju 708 przy 393 University Avenue.
Kolejne rozprawy zaplanowane są na cały następny tydzień, 26 czerwca do
30 czerwca.
Gdyby rozprawy były przesunięte do innego pokoju, to trzeba się
zapytać o sprawę (lub poszukać na wokandzie) w Estate Court, numer tzw.
File 02-52/03. Sprawę prowadzi sędzia Robert Spence.
Do sądu najlepiej przyjechać metrem lub tramwajem. Budynek sądu
mieści się na ulicy 39 University między ulicami Dundas St. West (stacja
metra St. Patrick) i Queen Street (stacja metra Osgood).
J . Niemczyk
Od redakcji: Zachęcamy, sprawa dotyczy wszystkich udziałowców
CU.
Dzień dobry!
Dzięki gazecie "Goniec" dowiedziałam się o działalności "GORZOWIAKÓW".
Jestem tym zainteresowana, ponieważ urodziłam się w Barlinku
(miasteczko położone około 30 km od Gorzowa), a do średniej szkoły uczęszczałam
w Gorzowie, do II Liceum im. Marii Curie-Skłodowskiej. Mam nadzieję,
że uda mi się spotkać kogoś z mojej średniej szkoły lub z Barlinka.
Pozdrawiam - Bogusia Derylo
(panieńskie - Drozdowska)
derylo@rogers.com
Od redakcji: Witamy w Klubie! Zapraszamy na stronę www.gorzowiacy.com
lub do "Gońca", gdzie podajemy terminy naszych spotkań.
Usprawiedliwienie
dla łajdaków
Uważam ten felietonik za mało przemyślany i totalnie spłycający
cały problem wzajemnego zaufania, zarówno względem osób, jak i wobec
instytucji. Bo jasno z niego wynika, że wszyscy oszukani - w różnych
aspektach - są po prostu sierotami, w dodatku jeszcze zapłakanymi...
Totalne pomieszanie pojęć i terminów, z jednej strony: "kult
jednostki Stalina", z drugiej: "zachodnioeuropejska koncepcja wolności",
jeszcze dalej: "złoty cielec" i "brudna polityka", oraz kilka banałów
typu: "o budowaniu pomników po śmierci"... I co ciekawe, wynika z tego,
że jeśli ktoś został oszukany, jeśli został skrzywdzonym, to nie jest to
problem i wina oszustów, łajdaków, ale "winni" i problem stanowią
ci, co dali się oszukać... Bełkot pojęć... Doprawdy dziwna mieszanka słów,
jeszcze należało dodać do tego: "sieroty po komunizmie" i już mamy
totalny bełkot w głowie. Czy o to chodzi?
Wszyscy zostaliśmy oszukani w ostatnich kilkunastu latach, i
to przynajmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) razy. Czy to
może znaczy, że teraz, kiedy wiele z tych osób, w których pokładaliśmy
nasze nadzieje, okazało się łajdakami, kłamcami, oszustami (np. Wałęsa,
nawet Mazowiecki przez krótki czas /nasz rząd/, i cała dłuuuuga lista
innych...), to z tego powodu to właśnie my jesteśmy zapłakanymi sierotami?
Rozumiem, Panie Andrzeju, że Pan do tych sierot się nie zalicza?
Bo Pan nigdy nikomu nie ufał i nie ufa...
Zawsze mi się wydawało, że przesłanie powinno być inne. Takie
mianowicie, że jak najbardziej należy sobie ufać, być otwartym (ale nie
być przy tym naiwnym) na drugiego człowieka. Ten felieton temu przeczy...
Ba? Ma wręcz formę przesłania, usprawiedliwienia dla łajdaków. I nie mówimy
tutaj tylko o łajdakach, tych z pierwszych stron gazet, ale również o tych
maluczkich ludkach, których pełno wokół nas. Od bycia sierotą już jest
całkiem niedaleko do zostania frajerem... A gdzie są takie pojęcia, jak
moralność, uczciwość? Zniknęły, zapadły się pod ziemię? To znaczy,
że co? Człowiek uczciwy nie ma prawa do powiedzenia prawdy, nawet
gorzkiej prawdy, bowiem dzisiaj mamy takie podłe czasy, iż trudno komuś
ufać i wierzyć? A jeśli już ktoś powie, "że przestał ufać", to natychmiast
zostaje zapłakaną sierotą? Dziwne i niepojęte.
(...)
Człowiek całe swoje życie komuś ufa i komuś wierzy. Czyta książki
takich autorów, których uważa za uczciwych i prawdomównych, kupuje takie
gazety, które uważa za wiarygodne i mniej manipulatywne, w końcu słucha
i wierzy tym politykom, których uważa za uczciwych i posiadających autorytet.
Autorytet nie bierze się znikąd, na autorytet pracuje się całymi
latami...
Nie chcę w tej swojej wypowiedzi być źle zrozumianym, bardzo
sobie cenię felietony p. Andrzeja Kumora. Propaguję je od wielu, wielu
lat na forum Poland-L... na długo, zanim pierwszy tekst p. Kumora ukazał
się na witrynie "Wirtualnej Polonii"... Zdecydowana większość tych
tekstów jest bardzo dobra, niektóre są świetne, ale od czasu do czasu przytrafiają
się gnioty takie jak ten. W tym felietonie p. Kumora, termin "sieroty"
do ludzi oszukanych pasuje dokładnie tak jak w tym hucpiarskim przykładzie
z rozprawy sądowej. Młody człowiek za zamordowanie swoich rodziców, w pierwszych
słowach zwraca się do sądu: "Wysoki sądzie, jestem sierotą...".
Krzysztof Wojciechowski
Od redakcji: Krzysztof, nie przekonałeś mnie, jeśli ktoś mnie
raz oszukał, powinien się wstydzić, jeśli ten sam człowiek oszukał mnie
drugi raz, to ja powienien się wstydzić. Tak to mniej więcej działa. Kontakt
z autorytetami nie zwalnia od myślenia, - popatrz na Niemcy pod Hitlerem.
Witam Redakcję
Odnotowałem publikację mojej opinii "Odpowiadając Lechowi Wałęsie"
w aktualnej Trybunie Czytelników "Gońca". Nie zawiera ona ani daty, ani
adresu URL z Wirtualnej Polonii - które umiejscowiałyby ją w czasie i w
kontekście. Bez tych danych moja przytoczona publikacja [jest] jak polemika
z ostatnim kłamstwem Wałęsy, że "namawiał mnie do pozostania w Polsce",
co byłoby dla mnie zniżeniem się do jego poziomu.
W rzeczywistości ta moja wypowiedź jest dużo wcześniejsza ( 19
kwietnia 2006) i odnosi się do wałęsowskiego tekstu "Dezerterzy" atakującego
Polonię in gremio. Znajduje się w niej wówczas podana data i opis okoliczności
mojego rozstania się z Wałęsą, co niewątpliwie uzasadnia jej przytoczenie
w kontekście wywiadu z kłamiącym Wałęsą, ale jako wcześniejszy dowód kłamstwa,
a nie jako dzisiejszą polemikę z kłamcą notorycznym.
Pozdrowienia
Mirosław Krupiński
Od redakcji: Zgadza się, powinniśmy byli umiejscowić
tekst w czasie - przepraszamy
***
Od redakcji: Nie publikujemy listu Pani Aliny Chmielińskiej
- radzimy skontaktować z biurem prawnym.
GONIEC NR 24/2006 (130)
(16-22
czerwca 2006)
Refleksja
Chciałbym się podzielić pewną refleksją na temat programów radiowych
na naszym polonijnym podwórku.
Obserwuję podobną sytuację do Polski, gdzie rząd p. Marcinkiewicza
i Prezydent są atakowani, a w najlepszym przypadku ośmieszani przez "różowe"
media.
Tu u nas również "nasi" redaktorzy pozwalają sobie na żenujące
uwagi, żarty i ośmieszania z demokratycznie wybranego prezydenta i rządu.
Wiadomości są przedstawiane tylko z jednej, "właściwej" strony w bardzo
tendencyjny sposób. Z reguły po takich wiadomościach następuje jakaś ironizująca
uwaga, żeby nie było wątpliwości, kto jest dobry, a kto be...
Podam przykład z wtorku, gdzie redaktor po wiadomościach stwierdził,
że fakt, iż premier zamierza się zająć sprawą PZPN, jest bardzo żenujący...
P. redaktorze - PZPN jako stowarzyszenie sportowe jest dotowany przez rząd
polski i to chyba naturalne, że rząd ma wpływ na tę organizację, szczególnie
w przypadku, gdy stosunki tam panujące nie są najlepsze (vide wypowiedzi
p. Tomaszewskiego). To, że pan tego nie wie lub nie rozumie, to jest żenada...
Dziwi mnie ta sytuacja, w końcu z perspektywy odległości nasz
głos powinien być obiektywny i wyważony. Niestety, "nasze" stacje radiowe
(nie wszystkie) trzymają kurs PO, czyli "różowy".
Czyżby te "macki" sięgały naszego polonijnego podwórka?? Aż prosi
się, żeby lustracja objęła też nasze emigracyjne kręgi - inaczej ci ludzie
dalej będą robili destrukcyjną "robotę" wśród nas, Polaków.
Z poważaniem - Marek Orliński
Od redakcji: Szanowny Panie, różowi są wśród nas, nic się na
to nie poradzi, a lustracja powinna polegać na powszechnym udostępnieniu
zbiorów.
Lustrować sport
To, że Polacy biorą w skórę na mistrzostwach świata w Niemczech,
to zdarza się, a może i tak miało być. Natomiast boli nadużywanie imienia
niedawno zmarłego trenera, śp. Kazimierza Górskiego, przez piłkarskich
działaczy, w tej całej przedmundialowej nadymanej pewności siebie i zarozumiałości.
Kryzys polskiej piłki nożnej nie zaczął się dzisiaj, ten kryzys ciągnie
się od blisko lat trzydziestu.
Zaczęło się od słynnego rzutu karnego, bodajże w 1978, który
wykonywał śp. Kazimierz Deyna. Co świtało w głowie pana Kazia tuż przed
egzekucją? Albo wykorzysta rzut i wtedy Polska zajdzie daleko, może nawet
zdobędzie mistrzostwo świata, bo to wciąż była "złota drużyna", wprawdzie
już trenowana przez Gmocha, ale wpływ Górskiego był olbrzymi. Albo... no
tak, każdy musi przecież jakoś żyć. Żona ma wymagania, co ją obchodzi popularność
męża... Rzut karny można przestrzelić, bramkarz może przechytrzyć wykonawcę
karnego: tak jak to robił np. słynny Jan Tomaszewski, moja bratnia
dusza w ujawnianiu korupcji. Ale Kaziu Deyna PODAROWAŁ gola Argentynie,
na to nie trzeba dowodów, to było widać gołym okiem.
Od tego czasu zaczęło się korumpowanie w piłce nożnej na całego.
Co Włodek Lubański robił na mistrzostwach świata w Korei Płd.? Handlował
piłkarzami, którzy... No właśnie, co oni tam zwojowali, poza handlem wynikami.
Od wielu lat nie ma siły na naszego Michała Listkiewicza, a co? Wygadany,
umie zadbać o siebie i rodzinę, a to, że mecze są kupowane, co przerzuca
się na przemoc na stadionach, w tym wypadki śmiertelne - who cares? Ważne,
że paru działaczy i cwańszych zawodników dobrze się obłowi. I to samo jest
na tych mistrzostwach: najpierw dziwna przekładanka z selekcją zawodników,
a potem... zawodnicy nie umieją kopać i biegać. Jest to zwykły handel eliminacjami,
bo wiadomo, kto ma wygrać.
Panowie politycy z PiS-u, lustracja, i to ta ekonomiczna, jest
potrzebna w sporcie, a w piłce nożnej przede wszystkim. Łącznie z lustrowaniem,
pośmiertnie, Kazimierza Deyny.
Andrzej T. Chronowski
Od redakcji: Chyba jednak ma Pan zbyt słabe przesłanki, by
wyciągać tak daleko idące wnioski.
Trochę powagi
W artykule "Teczkowe igrzyska" piszecie: "Tych, których zaszczuli,
zmusili do podpisania często mało istotnych bzdur w zamian za paszport,
mieszkanie czy wyprostowanie jakiegoś haka, postanowili uczynić kozłami
ofiarnymi".
To były mało istotne donosy? Ksiądz Zaleski był przerażony, jak
je czytał. Oto fragment wywiadu z ostatniej Angory (str.16). Dziennikarz
mówi: "Wielu księży, którym zarzuca się współpracę, mówi: jestem niewinny,
a akta SB były fałszowane".
Zaleski odpowiada: "Przejrzałem setki dokumentów i nie natrafiłem
na nic, co mogłoby potwierdzić tę tezę. Proszę pamiętać, że przełożeni
nie ufali ślepo oficerom SB. Każda informacja była sprawdzana. Nie było
fałszywych notatek. Jeśli już, to nieco je przejaskrawiano". Dalej piszecie:
"Czy lepiej byłoby, żeby na przykład ksiądz Jerzy Popiełuszko podpisał
jakieś tam esbeckie papiery i ocalił swoje życie?".
Na Popiełuszkę donosili też księża, niewykluczone, że ci sami,
którzy dzisiaj wołają o jego beatyfikację. Siła bezpieki polegała na tym,
że mieli swoich ludzi WSZĘDZIE. Na takich chamów od ściemniania jak wy,
to słowa się kończą. I tak niczego nie zwojujecie w ten sposób, bo trochę
poważniejsze od "Gońca" polskie media już przedstawiły sprawę w zupełnie
innym świetle. A wierzgać to wy się możecie, długo i namiętnie.
Bogdan Jankowski
Od redakcji: Szanowny Panie, zadziwa nas, że wciąż Pan czyta
i pisze listy do - jak Pan to ujmująco określił - chamów od ściemniania.
Pozostajemy z wzajemnością.
Droga Redakcjo
Bardzo bym prosiła o e-mail z imieniem i nazwiskiem autora artykułu
"Egzorcyści i psychiatrzy" (w numerze 22). Oraz, jeśli to możliwe, o informacje,
gdzie mogę resztę jego artykułów przeczytać, bo zauważyłam, że ten artykuł
jest już odcinkiem 50. Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek Waszą pomoc
w tej dziedzinie.
Dziękuję.
Jola Miś
Od redakcji: Imię i nazwisko autora to o. Gabriele Amorth,
założyciel Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów. Przepraszamy za
niedopatrzenie.
Prośba o kontakt
Witam serdecznie! Nazywam się Bolesław Hryń. Mieszkam w Polsce
w małej miejscowości Święte na Podkarpaciu. Jestem repatriantem ze wsi
Rosenburg k. Dobromila, dzisiejsza Ukraina. Przeglądałem "Gońca" i natrafiłem
na nazwisko Chrobak Tadeusz, który chodził ze mną do szkoły w Rosenburgu.
Czy Szanowna Redakcja byłaby na tyle łaskawa, aby umożliwić mi z nim kontakt?
Z góry serdecznie dziękuję i pozdrawiam.
Bolesław Hryń
Adres pocztowy: Bolesław Hryń Święte 78, 37-555 Sośnica, woj.
podkarpackie, Polska
kontakt e-mail: lamtom@interia.pl Polecam jednocześnie stronę o mojej
miejscowości www.parafiaswiete.cba.pl.
Od redakcji: xxx
Wałęsa w Toronto
Czytając wywiad z byłym Prezydentem RP Lechem Wałęsą, doszedłem
do wniosku, że obaj Panowie redaktorzy popełnili straszny nietakt, zabierając
na umówioną rozmowę z tak Wielkim Człowiekiem niesprawny sprzęt rejestrujący
zapis dźwięku. Jeśli był to starszy model, zapewne taśma się wkręciła i
wyszły z tego niesamowite bzdety. W przypadku nowej technologii cyfrowej
należy zwrócić się do producenta z reklamacją, gdyż sprzęt zapisowy przekłamuje.
No, chyba że Wałęsa...
Marek Bućko
Od redakcji: Dźwięk, jak dźwięk...
GONIEC NR 23/2006 (129)
(9-15
czerwca 2006)
Lustracja kleru
Wasz artykuł "Pełzający zamach stanu" znów ma na celu odwrócenie
uwagi czytelnika od meritum. Znów szukacie, jak o. Rydzyk, jakiegoś wydumanego
spisku przeciwko "jedynie słusznej opcji". Trujecie o jakiejś dzikiej i
cywilizowanej lustracji, nawet nie próbując definiować różnicy. Takie ogólniki
są niepoważne. Albo sami już nie wiecie, o czym piszecie. Zafundowaliście
sobie religię. Cholernie przenajświętsza. Kto utuczył i rozbestwił kler
do tego stopnia, że stawia siebie dzisiaj ponad prawem, jak nie tacy jak
wy? Zbierajcie teraz owoc swojej dewocji i głupoty. Czerwona dyktatura
była dla was z piekła rodem, a czarna prosto z nieba. Życzę panu i zespołowi
szybkiego powrotu do zdrowia.
Bogdan Jankowski
Od redakcji: Wzajemnie.
***
Dekomunizacja-lustracja, zapoczątkowana po upadku komunizmu w
Polsce za rządów premiera Olszewskiego, okazała się za słaba. "Gruba kreska"
przycisnęła te poczynania. Lustracja znów ożyła, parę lat temu przyciśnięta
ciężką grubą kreską.
Oczywiście, na pierwszym miejscu powinni się znaleźć czołowi
agenci i ich współpracownicy wszelkiej maści, dokształceni i świadomi czynów.
Po objęciu władzy PiS-u, agenci, czując własny, nieprzyjemny zapach, zaczęli
zaciekle się bronić i czyścić. Inni znów kryli głowy w piasku. W końcu
znaleźli złote rozwiązanie. Wejść pod czyjś parasol i znaleźli tę sytuację.
Znaleźli go, pod którym kryli się niektórzy księża i duchowni.
Teraz są w dobrej sytuacji, bo są pod tym samym parasolem, z
tym że go nie chcą trzymać. Ale o tyle jeszcze są w lepszej sytuacji, bo
mają też kapelusze i przez to mają podwójne, a nawet potrójne nakrycie
głowy. Są bezpieczni, gdyby coś leciało z góry na głowę. A jeśli się będą
spowiadać, to wspólnie wyznają swoje grzechy i pokuta będzie na pewno lekka.
S. Wójtowicz
Mississauga
Od redakcji: Dziękujemy za list, pogubiliśmy się w tych "kapeluszach".
Szanowna Redakcjo,
Dwa tygodnie temu przesłałem do Was mój list będący odpowiedzią
na komentarz Redakcji i przy okazji rozwinięciem tematu konfliktu interesów
w Credit Union. Niestety, ten temat został potraktowany jako pretensje
do poszczególnych osób i nie ukazał się na łamach Waszego pisma. Szkoda,
bo był to temat, który winien trafić do wszystkich członków CU.
Temat ten jest znany odpowiednim instytucjom w CU i naprawdę
nie ma po co zwracać się tam ponownie. Może i one potrzebują wsparcia prasy,
żeby podjąć stosowne działania.
W pierwszej części komentarza Redakcji jest ponownie poruszona
sprawa członków i pracowników. Piszecie tak:
Szanowny Panie, owszem, pracownicy Credit Union są członkami
tej instytucji, ale nie jest to wyłącznie ich spółdzielnia, lecz kilku
tysięcy innych udziałowców. Ci udziałowcy, jako właściciele, chcą z niej
mieć korzyść, pracownicy chcą mieć dobrą pracę, jak najlepiej wynagradzaną.
Na tym polega konflikt interesów.
To nie jest zupełnie takie proste czy oczywiste. Wśród pracowników
można wyróżnić kilka grup, jak szeregowi pracownicy, kierownictwo niższego
szczebla, kierownictwo wyższego szczebla (tzw. senior management) i CEO
(też jest przecież pracownikiem, i to najwięcej zarabiającym). Czy Redakcja
miała na względzie te wszystkie grupy? Czy CEO, który też może chcieć wysokiej
pensji, jest w konflikcie interesów zabiegając o podwyżkę, jak i dając
podwyżki ścisłemu kierownictwu i innym. Z mych obserwacji i doświadczenia
wynika, że CEO, ten przed kwietniem 2003 jak i ten obecny, mocno się targują
o podwyżki dla ogromnej większości pracowników (głównie zrzeszonych w związkach
zawodowych), ale lekką ręką przeznacza duże sumy na podwyżki dla ścisłego
kierownictwa. Przy okazji wychodzi z tego, że jak jego podwładni zarabiają
dużo, to i on powinien zarabiać znacznie więcej. Trochę to wygląda nie
fair, gdy nowy CEO z 2001 roku dostał o 20% więcej niż jego poprzednik,
a potem starał się ograniczyć podwyżki pracownikom do mniej niż 3%. Obecnie
też to się powtarza. Co by np. powiedzieli członkowie, a także i Redakcja,
gdyby mieli zadecydować, czy dać ponownie 20% podwyżki dla CEO, czy może
tylko tyle ile dla pracowników unijnych.
Ja, będąc Dyrektorem, miałem na uwadze tych wiele tysięcy członków,
ale także i członków - pracowników; dla przypomnienia każdy pracownik musi
być członkiem udziałowcem naszej CU. Często spotykałem członków nie będących
pracownikami, którzy bardzo chwalili pracowników, mieli z nimi bardzo przyjazne
układy i troszczyli się też o nich. A zaczynało się to od pomocy w otworzeniu
konta, pomocy w uzyskaniu pożyczki czy line of credit, gdy te były trudne
do uzyskania, dobrych poradach finansowych czy zwykłej życzliwości i uśmiechu.
Przez nawiązanie takich poprawnych relacji ma korzyść i oddział, i cała
Credit Union, i wszyscy jej członkowie.
Pracownicy też są udziałowcami i też chcą z tego mieć korzyść.
Wiedzą doskonale, że będzie tej korzyści b. mało, jak będą wysokie płace,
a firma będzie cienko przędła. Aby dostać lepsze wynagrodzenie, wiedzą
doskonale, że muszą się starać o dochód CU. Większość z nich o ten dochód
się stara. To właśnie oni wypracowują go. A z tego dochodu płacono ogromne
sumy na adwokatów, na sprawy sądowe, na niepotrzebne wydatki związane z
prowadzeniem rozmów czy pertraktacji o układ zbiorowy (ponad trzy lata
temu i ponownie teraz). To nie szeregowi pracownicy czy pracownicy-kierownicy
niższego szczebla są odpowiedzialni za te wydatki i w efekcie za straty
zamiast zysku.
A płace na niższych szczeblach w CU nie są duże (na najwyższych
szczeblach widełki płacowe wielokrotnie przewyższają ich stawki). Wprost
przeciwnie, daleko odbiegają od średniej w tym sektorze. Czym więcej wypracują
dochodu, tym większe korzyści powinni mieć wszyscy udziałowcy. Z mych kontaktów
z pracownikami wiem, że wielu trzyma patriotyzm i przywiązanie do polskiej
czy polonijnej instytucji i to bardziej niż te przecież niskie wynagrodzenie.
Rada Dyrektorów i Kierownictwo powinno to rozumieć. Pracownik dobrze wynagradzany
będzie dobrze i efektywnie pracował i starał się utrzymać tę pracę. Pracownik
źle wynagradzany, niedoceniany nie będzie miał wielkich motywów do wkładania
serca i całej swej energii w tę pracę, będzie myślał, jak ją zmienić na
lepszą gdzie indziej. Niestety, były i są przykłady, że ci najlepsi albo
rokujący duże nadzieje odchodzą niezadowoleni z tego, że ich się nie docenia
i nie daje szans rozwoju.
W wielkich firmach, także finansowych, wielu pracowników jest
też udziałowcami, bo mają akcje swej firmy. W wielu jest nawet plan zachęcania
pracowników do kupowania tych akcji i daje im się dogodniejsze warunki
niż akcjonariuszom z zewnątrz. A ścisłe kierownictwo to tych akcji ma nieraz
bardzo dużo. Nie sądzę, aby rady nadzorcze i kierownictwo tych dużych firm
(w tym i banków) traktowało swych pracowników - udziałowców jako będących
w konflikcie interesów. Wydaje mi się, że dba się o nich wtedy jeszcze
bardziej niż o udziałowców niepracowników. Sam zresztą byłem pracownikiem
dużego banku amerykańskiego i bardzo sobie chwaliłem benefity, które tam
miałem.
Także inne cele przyświecają członkowi udziałowcowi CU, a inne
udziałowcowi (akcjonariuszowi) firm takich jak IBM, Esso czy Google Inc.
Członek CU jest udziałowcem, bo nim musi być, chcąc korzystać z usług bankowych
CU. Udziałowiec Esso nie musi korzystać z usług tej firmy, a inwestuje
w akcje, na których chce zarobić. Nie sądzę, żeby można było porównywać
te udziały.
Reasumując, zgadzamy się, że Rada reprezentuje wszystkich udziałowców
i winna ich dobro mieć na względzie, ale także dobro całej instytucji a
więc i jej pracowników będących też udziałowcami. A tego, że chcą godziwej
zapłaty za swoją pracę, nie traktowałbym jako konfliktu interesów.
Pozostaję z szacunkiem,
Janusz J. Bujnowski
30 maja 2006 roku
Od redakcji: Szanowny Panie, był Pan do niedawna dyrektorem
CU, dlaczego ma Pan pretensje dopiero teraz?
***
Wróciłem z kilkugodzinnego spaceru, a w Radiu Polonia rozmowa
z p. Andrzejem Kumorem; to było ciekawe, a już miałem zrezygnować z tego
radia. Nie jestem w stanie wysłuchiwać osób reklamujących swój któryś z
rzędu geszeft pod pozorem dobrych rad.
Słucham dalej, no i mamy poważną rozmowę z p. Antonim Macierewiczem,
cała prawda powtarzana dla niedowiarków.
To nabierało sensu, mamy w naszej społeczności osoby chlubiące
się swoją działalnością w ZOMO, ORMO i innych cichociemnych, może akurat
słuchają, mogą z tego skorzystać najwięcej, może coś zrozumieją? Ale nie
na pewno.
Nigdy sekretarzem nie byłem i dlatego lubię mądrego posłuchać,
a w tej audycji czasu nie zmarnowano. Można mieć tylko nadzieję, że "Goniec"
wraz z Radiem Polonia wzmacnia patriotycznie nastawioną część Polonii,
że mimo propagandy Lisa, Michnika czy Olejnik będziemy mieli szansę na
prawdziwą informację. Wiele razy konfrontowałem wiadomości torontońskiej
polonijnej prasy, zawsze rację miało Radio Maryja.
Są gazety i audycje, informacje których na co dzień mijają się
z prawdą. Komentarze tych stęsknionych za powrotem układu powodują co najmniej
zdziwienie. Za komuny było lepiej???
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Szanowny Panie, szansa zawsze jest, najważniejsze
- myśleć krytycznie.
Poniższe komentarze dotyczą tekstu "Nie jesteśmy wyjątkowi" z
poprzedniego numeru "Gońca".
***
A ja tam chcę być
narodem wyjątkowym
W sensie, w jakim oczekuje tego od nas papiestwo, tzn. zawsze
wiernym Bogu, ale równocześnie nowoczesnym narodem europejskim. Co już
następuje - np. w pielgrzymkach uczestniczą nie tylko osoby starsze, nie
tylko młodzież, ale także osoby wykształcone: prawnicy, architekci, naukowcy.
Polska się zmienia i dlatego "mesjanizm polski" też musi się zmieniać.
Bycie nowoczesnym krajem europejskim nie oznacza odejścia od korzeni chrześcijańskich,
co stara się wbić do głowy PO. I my, Polacy, to musimy udowodnić. Tak jak
JPII udowodnił i pokazał całemu światu swoją autentyczną pobożność i równocześnie
nowoczesność i otwartość. Pozostając głęboko wierzącymi, bądźmy społeczeństwem
nowoczesnym i demokratycznym, zachowując zawsze równowagę w życiu, pracy.
Ja i moja rodzina staramy się tak postępować. I w tym sensie jesteśmy wyjątkowi.
banach-m.z
Od redakcji: Gratulujemy.
Ja nie chcę należeć do Narodu Wybranego
Ja nie chcę należeć do narodu poświęceń. Chcę być członkiem Narodu,
który poprzez rzetelną pracę u podstaw stworzy solidne państwo z solidnym
systemem społecznym, w którym wspólnie wszyscy Polacy będą dbać o przyszłe
pokolenia i w którym to państwie zaczniemy się nareszcie szanować i w którym
innowiercy przestaną nas podjudzać jeden przeciwko drugiemu.
Jarek Sadecki
Od redakcji: Każdy by chciał.
Mesjanizm był w Polsce dużo wcześniej, niż myśli
autor
Już w XVI w. Polacy uznawali swoją ojczyznę za Nową Jerozolimę
i wzór do naśladowania dla innych narodów oraz kraj przez Boga wybrany.
Dlatego romantycy tylko poszli konsekwentnie za tym sposobem myślenia -
Stary Testament, a teraz Nowy.
Pozdrawiam
Akagi
Od redakcji: No tak, byli wcześniej Sarmaci, widzący swych
przodków w postaciach biblijnych. Mnie chodziło o nowożytne idee - AK.
Mam odmienne zdanie
Polska ma co przekazywać Europie. Jako jedni z nielicznych bronimy
ustawy antyaborcyjnej, nazywamy środowiska homoseksualne po imieniu, takimi
jakimi są, a nie takimi jakimi chcą być (pary homoseksualne chcą się nazywać
rodziną i chcą adoptować dzieci; społeczeństwo polskie nie chce przyzwolić
na nazwanie tego rodziną w świetle prawa, a na adopcję to nawet część zwolenników
nie chce pozwolić), jako jedni z nielicznych pielęgnujemy swoją religię
(cóż, jest taka, jaka jest, nie zawsze taka jaka powinna być, ale pielęgnujemy),
chronimy pamięć i próbujemy zwalczać zakłamanie. Czy mamy coś do zaoferowania
krajom zachodnim? Oczywiście. Owszem, są kraje, które robią to podobnie,
ale tylko u nas religia katolicka ma szczególne znaczenie. Owszem, przez
błędy polityczne zapłaciliśmy wysoką cenę. Część ludzi obrywanie po głowie
[traktuje] jako wolę Pana Boga. Ale nie zapominajmy, że gdyby tak było,
nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości. Dzięki religii katolickiej podjęliśmy
walkę (czynami i słowami) z okupantami. Spędziliśmy w okupacji cały w.
XIX. W. XX w większości także w okupacji, która piętnowała religię katolicką,
wartości moralne, patriotyzm. A mimo to nasz kraj przechował wszystko z
wymienionych (nie cały, ale przechował). W obliczu postępującej ateizacji
Zachodu my - Polacy, stale przechowujemy religię, wartości, patriotyzm.
To tutaj księża odznaczyli się odwagą, by trwać w wierze. To tutaj księża
ryzykowali własne życie, żeby ochronić innych. Czy można znaleźć inny kraj,
który mógłby chronić religię katolicką?
Owszem, może teraz czasy się zmieniły i "Polacy się modlą, jednocześnie
zaś jest to rozbabrany kraj, w którym króluje złodziejstwo, upadek obyczajów,
powszechny jest brak troski o dobro wspólne czy obojętność wobec zła",
ale różni nas jedno - my potępiamy takie postawy. Źle byłoby, gdyby za
tym nie szło potępienie czynu, a przyzwolenie i np. gratulacje postawy.
Mamy ogromną chęć rozprawienia się z tymi problemami, w przeciwieństwie
do państw, gdzie o takich problemach się nie rozmawia. Poza tym chciałbym
przypomnieć, że grzech to jest coś, czego usiłujemy się pozbyć. Popełniamy
błędy, ale grunt, żebyśmy wyrobili sobie na tyle kręgosłup moralny, żeby
zdać sobie sprawę z błędu i wziąć nauczkę z tego. Sądzę, że może teraz
faktycznie tak to wygląda. Nie zapominajmy też, że podczas lat okupacji
została wybita inteligencja, a odtworzenie jej bez np. informacji wziętych
z książek PRL-owskich zajmie trochę czasu. Sądzę, że może teraz tak to
wygląda, ale wierzę, że będzie lepiej.
Alek
Od redakcji: Wiara, że będzie lepiej to za mało, trzeba nad
tym pracować.
GONIEC NR 22/2006 (128)
(2-8
czerwca 2006)
Szanowny Panie Redaktorze!
Ośmieszony na łamach Pańskiego pisma (załączam ksero z "Poczty
Gońca") pragnę poinformować Czytelników o pomyślnym zakończeniu całej sprawy.
Dzięki "pośrednictwu" "Gońca" dotarłem w końcu do doktora Grabowicza i
wyekspediowałem owe specyfiki memu Przyjacielowi w Toronto. Dr Grabowicz
nie był zaskoczony moimi problemami z odnalezieniem Jego osoby, co w jakiś
sposób rozgrzesza moje nieporadne wcześniejsze działania...
Załączam kopie otrzymanych od Niego druków, w nadziei na ich
ewentualne wykorzystanie przez Redakcję. W jednym z nich znajduje się pełny
adres pocztowy oficjalnie bojkotowanego farmaceuty i zaręcza On, iż żaden
list z prośbą o pomoc nie pozostanie bez odpowiedzi.
Mam nadzieję, iż zechce Pan zamieścić tych kilka zdań wyjaśnienia
na stronie "Poczty Gońca", za co z góry dziękuję.
Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszego rozwoju "Gońca".
Z poważaniem
Roman K. Lewiński
Łódź
Adres dr. Grabowicza podany przez p. Lewińskiego: dr n. farm.
Włodzimierz Grabowicz, ul. Brzozowskiego 6, 93-552 Łódź.
Od redakcji: Szanowny Panie, nikt Pana nie ośmieszył!
Wielka Polska
Szanowny Panie Redaktorze,
Nawiązując do Pańskiego artykułu na temat unii Polski z Ukrainą,
pragnę przytoczyć fragment przepowiedni tęgoborskiej z końca 19 wieku mówiącej
o takich właśnie losach przyszłej Polski.
"Bitna Białoruś, bujne Zaporoże
Pod polskie dążą sztandary
Sięga nasz orzeł aż po Morze Czarne Wracając na szlak swój stary.
Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy
To Europy bastiony
A barbarzyńca aż po wieczne czasy Do Azji ujdzie strwożony.
Warszawa środkiem ustali się świata
Lecz Polski trzy są stolice
Dalekie błota porzuci Azjata
A smok odnowi swe lice.
Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie
Trzy kraje razem z Rumunią
Przy majestacie polskiego tronu
Wieczną połączą się unią.
A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki
Choć wiary swojej nie zmieni
Polskiej potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi."
Pozdrawiam
Stefan Caputa
Od redakcji: Panie Stefanie, mniej patetycznie, bardziej konkretnie.
Art Spiegelman does it again
Sir, Saturday's Globe reported that Indigo Books had pulled off
their shelves a magazine with an article by Mr. Art Spiegelman which reproduced
the Danish cartoons of the Prophet Mohammed. Mr. Spiegelman has good reason
not to worry about religious or ethnic sensitivities. His earlier cartoon
book "Maus", which portrayed Jews as mice and Poles as pigs, won him universal
acclaim in the U.S. and a Pullitzer prize. (I can't help wondering what
would have been the reaction if those images had been reversed).
Andrzej Derkowski
Oakville
Od redakcji: Brawo, Panie Andrzeju, piętnujmy dwójmyślenie
na każdym kroku.
Redaktor Naczelny
- p. Andrzej Kumor
"Szanowny Panie" (ten zwrot zapożyczyłem z Waszych redakcyjnych
odpowiedzi na listy czytelników, po którym to zwrocie pouczacie mentorskim
tonem swoich czytelników-respondentów, czyniąc to często w formie niegrzecznej,
np. "jest Pan leniwy" itp.).
A więc Szanowny Panie, chcę zwrócić uwagę na niespójność refleksji
i poglądów głoszonych w Pańskiej produkcji redakcyjnej ze stosowaną praktyką.
Na życzenie przytoczę cytaty z artykułów i numery "Gońca", w których
krytykuje Pan cenzurę, czyli stosowane ograniczanie swobody wypowiedzi,
wręcz - jak Pan to nazwał - kneblowanie, w środkach masowego przekazu.
Wprawdzie "Goniec" nie należy do kategorii środków masowego oddziaływania,
ale widzę stosowanie w Waszym tygodniku praktyk, które Pan słusznie gdzie
indziej zauważa i krytykuje. W ciągu kilku ostatnich tygodni zamieściliście
dwukrotnie, identycznej treści wyjaśnienie, że nie zamieszczacie "tekstów
pogłębiających spory wewnątrzkościelne". Wasze "wyjaśnienie" dotyczyło
powodu nieopublikowania treści dwóch listów różnego autorstwa, wyrażających
- jak należy domyślić się - krytyczną opinię o tzw. Wielkiej Paradzie Jana
Pawła II. Skąd ta pewność, że ewentualnie krytyczne opinie mogą pogłębić
spory wewnątrzkościelne? A może właśnie namolne publikowanie ogłoszeń o
mającej odbyć się "Wielkiej Paradzie" jest pogłębianiem tych sugerowanych
sporów. Parada, w której wg zamierzeń organizatora (-torów) Bardzo Ważne
Osobistości miały z trybuny pozdrawiać Mniej Ważne Osoby maszerujące w
pochodzie. A więc dokonano wyraźnego podziału ludu Bożego i stąd spór,
kto może spełniać wymagania Bardzo Ważnej Osoby, a kto jest zupełnie mało
ważny. A tak serio, to Wielkość można odnosić tylko do naszego Jana Pawła
II, a parada zupełnie nie pasuje do wielkości przyzywanej tu Osoby.
Więc to "kasa", Panie Kumor, decyduje, czy Pan uzna tekst za
pogłębiający spory, czy wprost przeciwnie. Gdzie zatem swobodna wymiana
poglądów, nawet jeśli nie są one "poprawne" wg Pana, jako strażnika jednomyślności
Kościoła, a może raczej parafii. A papież Benedykt XVI powiedział w czasie
polskiej pielgrzymki, żeby księża nie zajmowali się budownictwem, lecz
budowali pomosty porozumienia pomiędzy wiernymi.
List p. A. Szczerby, zamieszczony niedawno w "Gońcu", został
ocenzurowany w ten sposób, że wg zamieszczonego wyjaśnienia, z tekstu usunęliście
- i tu cytuję - "jedno zdanie, skierowany pod adresem konkretnej osoby
zarzut szkodliwej działalności, ponieważ łamie przyjęte przez nas
zasady publikacji listów". Nie interesuje mnie meritum sprawy poruszonej
w liście, ale chciałbym zauważyć, że dotychczas w różnych innych artykułach
lub listach, często napastliwych, a dotyczących różnych finansowych "uchybień"
bądź to w KPK, bądź w CU, nazwiska adwersarzy nie były usuwane z tekstów,
które to też "mogły pogłębić spory wewnątrz"... itd. Widocznie osoba, której
dotyczyło usunięte zdanie, posiada specjalny status i jest jak relikwia,
której nie można dotknąć, a jedynie można podziwiać.
Jeżeli autor wspomnianego wyżej listu podał informację nieprawdziwą,
i do tego obrażającą konkretną osobę, to ta osoba ma konkretne możliwości
dochodzenia swoich racji. Pan nie musi pełnić funkcji strażnika etyki i
prawdy, chyba że znowu ta "kasa".
Widać, że niby wszyscy są równi, ale wśród nich są równiejsi,
a podstawą wyboru jest podana przez Was po raz pierwszy informacja "o przyjętych
zasadach publikacji listów". Dziwne podobieństwo do działań Maleszki z
"GW".
Gdyby te "zasady" miały zastosowanie do tekstów nieprzyzwoitych,
obrażających moralność lub uczucia religijne bądź narodowe, to rozumiem,
ale jeśli są to teksty polemiczne?
Kiedyś napisał Pan artykuł "polemiczny" dotyczący kwestii, czy
Polska w 1939 roku powinna stawiać zbrojny opór Hitlerowi. Kiedy zwróciłem
Panu uwagę na szereg głupstw wynikających z nieznajomości historycznych
faktów, odpowiedział Pan, że właśnie chodzi o to, żeby mieć różne zdania.
Czyli można mieć różne zdania, czy teraz już nie można?
Na koniec chcę Panu przypomnieć, że nie doczekałem się zaszczytu
umieszczenia trzech moich listów wysłanych w różnym czasie na zupełnie
różne tematy, z których ostatni dotyczył wykładu p. M. Chodakiewicza na
temat archiwów bezpieki i przypadku (?) lustracji. Moim zdaniem, wykład
był nieciekawy, a jego treść niezupełnie odpowiadała tytułowi. Pan miał
na ten temat diametralnie inne zdanie, czemu dał Pan wyraz w swoim artykule-panegiryku.
Każdy z nas miał swoje zdanie, ale widocznie jak Pan ma rację, to pogląd
przeciwny nie zasługuje na prezentację.
Mówiąc szczerze, znalazłem odpowiedź na przyczynę Pańskich redakcyjnych
praktyk, kiedy przeczytałem Pana artykuł-epitafium poświęcony Pana idolowi,
właśnie zmarłemu S. Lemowi. Napisał Pan, że to Lem wyprowadził Pana z piaskownicy
i za rękę zaprowadził do filozofii. Tak to prawie dosłownie i wzruszająco
brzmiało Pana wyznanie, uzupełniając je oceną, że Lem jest najwybitniejszym
polskim pisarzem - dodając uprzejmie - obok Karola Wojtyły.
Ja natomiast spotkałem się z jednoznaczną opinią zarówno czytelników,
jak i zawodowych krytyków, że Lem był pisarzem przesiąkniętym komunizmem,
czemu dawał wyraz nawet w swoich "SF" baśniach, a w publicystyce do końca
życia atakował Kościół, niewiele ustępując Urbanowi. Tak przyjęty wzorzec
jako drogowskaz myśli i czynu daje w efekcie to, co dać musi. Nie sądzę,
żeby mój tekst znalazł się w "Gońcu", jest pisany - jak by nie było - do
Pana, ale i o Panu. Moim celem jest zwrócenie uwagi na pogłębiającą się
uprawianą hipokryzję.
Żegnam.
Tadeusz Słodkowski
Od redakcji: Szanowny Panie, Dziękuję za list.
Odpowiem po kolei. Zacznę od końca, skoro pisze Pan, że w
moim tekściku o Lemie "znalazł odpowiedź na redakcyjne praktyki".
A) Nie pisałem, że "Lem jest moim idolem" - napisałem, że
"uwielbiałem go w dzieciństwie". Niestety, dzieciństwo mam dawno za sobą...
B) Nie napisałem, że "Lem wyprowadził mnie z piaskownicy", lecz
że "nauczał myślenia wykraczającego poza piaskownicę".
C) Nie napisałem, że "Lem jest najwybitniejszym polskim pisarzem"
(gdyby Pan czytał moje teksty, wiedziałby, że tym pisarzem jest dla mnie
Józef Mackiewicz), lecz że: "gdybyśmy brali pod uwagę skalę oddziaływania,
był to największy polski pisarz (oczywiście poza Karolem Wojtyłą), jednocześnie
tak uniwersalny w swoim pisaniu, że całkowicie niepolski". Przypomnę, że
mój tekst o "idolu" - Lemie liczył 11 linijek - czyli mniej, niż cały pkt
C niniejszej odpowiedzi.
Nie wiem, do jakiej redakcji wysłał Pan krytyczną opinię o
wykładzie p. Chodakiewicza, nie dostaliśmy takiego tekstu, z chęcią opublikujemy.
Pisze Pan: "Widać, że niby wszyscy są równi, ale wśród nich
są równiejsi, a podstawą wyboru jest podana przez Was po raz pierwszy informacja
o przyjętych zasadach publikacji listów. Dziwne podobieństwo do działań
Maleszki z ?GW=".
Jaka ładna insynuacja Panu wyszła! Gratuluję! Może jednak
coś Pan bliżej napisze, bo szczerze powiem, że nie znam "działań Maleszki"
w zakresie "publikowania listów".
Notatka na temat zasad publikowania listów zamieszczana jest
od pierwszych numerów "Gońca". Jest tam napisane m.in., że nie publikujemy
listów, które "zaprowadzą nas wprost do sądu". Rozmowy z cudzymi
adwokatami czegoś uczą...
Zarzuca Pan mi, że "kasa decyduje" - proszę łaskawie o przykład;
niech się Pan postara chociaż o jeden "kwit na kasę", bo w przeciwnym razie
- pozwoli Pan - że zaliczał Go będę do grona "obszczekujących piesków".
Serdeczności
Andrzej Kumor
***
Czy chorej i przeambicjonowanej służbie zdrowia uda się zeszmacić
polską złotówkę? Nie da się ukryć, że lekarze i pielęgniarki w Polsce oficjalnie
mają bardzo niskie pensje od niepamiętnych czasów. Trudno też ukryć
wiele przekrętów i nadużyć naszych lekarzy, co prowadzi do wielkich wydatków
budżetowych. Chodzi tu o "produkcję" na zamówienie rencistów przez tzw.
spółdzielnie, w których wiodącą rolę mają lekarze.
Druga sprawa to wypisywanie darmowych leków na konto kombatantów
wojennych. Dlaczego dobrze zorganizowane instytucje lekarskie, tak mocno
angażujące się w organizację protestów i strajków, nie znalazły czasu i
sposobu, aby potępić te szkodliwe społecznie praktyki? Każdy, nawet początkujący
ekonomista powie, że spełnienie obecnych żądań lekarzy rozwali całą ekonomię
i doprowadzi do niebotycznego deficytu budżetowego, a co za tym idzie,
trudnej do przewidzenia inflacji.
Znamienną sprawą jest podsycanie tych żądań przez "Gazetę Wyborczą",
która podobnie jak wodzowie Platformy Obywatelskiej nie może pogodzić się
z wygraniem wyborów przez PiS i Lecha Kaczyńskiego. Przyznanie wyjątkowych
przywilejów górnikom po brutalnym nacisku niewątpliwie zachęciło lekarzy,
szczególnie śląskich, do zaostrzenia protestów i żądania trudnych do natychmiastowego
spełnienia, teoretycznie słusznych, żądań. Znajomy górnik powiedział,
że mimo skandalicznie niskich zarobków nie widział biednego lekarza.
Chwała naszym lekarzom, że często pracują na kilku etatach. Nie
jest to jednak najlepsze rozwiązanie i sprawę podwyżek płacowych w służbie
zdrowia trzeba rozwiązać zgodnie z możliwościami budżetowymi. Przyjęcie
propozycji ministra zdrowia wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem.
W. Łęcki
Gdańsk
Od redakcji:Dziękujemy za komentarz
GONIEC NR 21/2006 (127)
(26
V- 1 VI 2006)
Redakcja Tygodnika "Goniec",
Dot art. zamieszczonego na łamach "Gońca" 5-11 maja 2006
w sprawie wyborów kandydatów na stanowisko burmistrza w Toronto.
Szanowny Panie Redaktorze, jak wynika z artykułu, między kandydatami
pojawia się nazwisko radnej z okręgu Don Valley, p. Jane Pitfield. Nazwisko
jest mi znane, bo przez szereg lat mieszkałem w okręgu wyborczym należącym
do radnej Jane Pitfield. Miałem więc okazję spotkać kandydatkę na przyszłego
burmistrza Toronto kilkakrotnie.
Z kontaktów, które miałem z uwagi na konflikt interesów, jaki
zaistniał w budynku condominialnym pomiędzy mną a "board of directors",
zwracałem się do niej wielokrotnie o interwencję w następującej sprawie:
Wydawano ogromne pieniądze na remonty: wymianę okien, reperacje
balkonów i elewacji, naprawę garaży, landscaping, renowacje korytarzy,
renowację lobby i szeregu innych wymyślanych pozycji, nie zawsze uzasadnionych,
a na pewno nie w ciągu stosunkowo krótkiego okresu czasu.
Nie dokonywano przez szereg lat należytej konserwacji budynku,
doprowadzając go do znacznej dewastacji.
Budynek był wprawdzie stary, ok. 40-letni, ale okres na tak gruntowne
przeobrażenia nie powinien być skumulowany w prawie jednym czasie. Uderzało
to wprawdzie głównie tych, którzy tę własność dopiero kupili, a do których
niestety i ja się zaliczałem...
Sumy sięgały wielu milionów dolarów, obciążając właścicieli tego
budynku w postaci znacznych dopłat ciągnących się przez szereg lat...
Szefem "board" był w tym czasie człowiek, który pełnił tę funkcję
od ponad 25 lat i pełniłby ją nadal, nawet nie mieszkając we wspólnocie.
"Board of directors" tak samo był na tyle stabilny, że nie ulegał fluktuacjom...
Warto zaznaczyć, że radna J. Pitfield obiecywała wielokrotnie
interweniować, jednakże nigdy się z obietnic nie wywiązywała; nie przychodziła
na umówione spotkanie albo odkładała je w czasie tak, że w gruncie rzeczy
do żadnej interwencji nie doszło, mimo pisanych do niej szeregu listów
i interwencji telefonicznych.
Wobec takiej sytuacji zdecydowałem się wyprowadzić z tego budynku,
nie widząc żadnego poparcia wśród takich radnych, jak p. J. Pitfield. Zmuszony
byłem więc do sprzedania swojego mieszkania, mimo że było dla mnie obszerne
i wygodne. Nie wyobrażam sobie pani J. Pitfield w roli przyszłego burmistrza.
Na pewno nie obdarzyłbym jej mandatem, bo na niego wg mnie nie zasługuje.
Piszę o tym wydarzeniu z uwagi na przyjrzenie się kandydatce
przed dokonaniem należytego wyboru.
Z szacunkiem pozostaję,
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za dodatkowe informacje.
Panie Redaktorze!
Czytając "Gońca" z 19-25 maja 2006, na stronie 29 natknąłem się
na ładne zdjęcia i krótką notatkę autorstwa pana Aleksandra Boruckiego
na temat porządków w parku im. I. Paderewskiego. Niestety, w tej notatce
pojawiły się nieścisłości i przeinaczenia, w wyniku czego zamiast informacji,
pojawił się być może niezamierzony tak zwany fakt prasowy.
Pan Borucki napisał, iż w parku pracowały "połączone siły harcerzy
ZHP oraz ZHR", są to odrębne organizacje, które oddzielnie wykonują swoje
cele i zadania, i tak było tym razem. Ponadto organizatorem pikniku w dniu
28 maja 2006 jest Placówka 114 SWAP, a Koło Przyjaciół Harcerstwa przy
szczepach ZHPpgk "Wigry" i "Wieliczka" w Mississaudze zostało zaproszone
do współpracy. W naszej organizacji nie istnieje Towarzystwo Przyjaciół
Harcerstwa, są natomiast Koła Przyjaciół Harcerstwa, które są integralną
częścią Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami kraju.
Łączę pozdrowienia i zapraszam na piknik.
Henryk Gadomski
Koło Przyjaciół Harcerstwa w Mississaudze
Od redakcji: Dziękujemy za sprostowanie.
Odpowiedź na list p. Szczerby
W numerze 20 "Gońca" ukazał się list pisany przez p. A. Szczerbę
nawiązujący do mego wcześniejszego listu i inicjującego listu p. S. Pietrasa.
List p. A. Szczerby jest bardzo kontrowersyjny i wymaga odpowiedzi. Mam
nadzieję, że Redakcja na to pozwoli, bo pozbawienie mnie prawa do repliki
byłoby niezgodne z dotychczasową praktyką w "Gońcu".
Jak krótko ująć ten list. Ciśnie mi się na usta takie powiedzenie
- wrócił na ring i już rozdaje ciosy, i to ciosy poniżej pasa. Choć może
to niesłuszne, może to nie ciosy, a tylko pouczenia albo troskliwe kuksańce
zatroskanego mentora przywołujące do porządku.
Pan A. Szczerba najpierw zaznaczył, że "bardzo uważnie" przeczytał
oba listy, i chwali obu dyskutantów (Pietrasa, Bujnowskiego) za ich analizy
dotyczące rażących nieprawidłowości zarówno w Zarządzaniu CU (??? co tu
analizował Bujnowski - nic na ten temat nie ma w moim pierwszym liście),
jak i w zakończonej niedawno kampanii wyborczej (z tym się zgadzam o tym
głównie pisałem).
Nawet pisze, że autorom listów należy się "pochwała za bardzo
uczciwe i odważne wyeksponowanie..." itd. Ale potem szybko dodaje o nagłym
olśnieniu obu autorów i wnioskuje, że dopiero teraz doszli do wniosku,
że jest źle. Dalej pisze o "krokodylich łzach", które rzekomo obaj autorzy
wylewają.
Szanowny wielokrotny dyrektorze. Daleko tu odbiegasz od faktów.
Pan Pietras jest jednym z najbardziej płodnych autorów rzeczowych listów,
a o tematyce CU też w nich nie zapominał, i to był jego drugi list związany
z tegorocznymi wyborami w CU. Zabierał też głos na wielu Walnych Zebraniach
CU czy innych spotkaniach. Ja swego czasu napisałem kilkadziesiąt artykułów,
jak to było źle, a ostatni mój artykuł z cyklu "Aktualności w CU" miał
elementy krytycyzmu bieżącej sytuacji w owym czasie (maj 2004) i został
negatywnie ocenzurowany przez Radę i praktycznie zamknęło to ten cykl,
choć następny artykuł był już gotowy do druku. Za moje pisanie dwukrotnie
pojawił się pozew w sądzie. Także moje "curriculum vitae" świadczy o tym,
że "zło" widziałem już przed wyborami, a nie tylko po nich. Teraz, gdy
p. A. Szczerba znalazł się w Radzie i ma dostęp do dokumentów Rady, to
może znajdzie, o ile będzie chciał, ile to protestów lub krytycznych ocen
kto i na jaki temat złożył. Oczywiście nie były to dokumenty publikowane,
bo dyrektorów będących w Radzie obowiązują pewne zasady poufności i nieprezentowanie
się na forum publicznym ze swymi odmiennymi poglądami niż inni. Co niesie
w sobie takie upublicznianie swego stanowiska, doskonale wie p. A. Szczerba,
a mimo to zarzuca innym, że tego nie robili. A tym bardziej, że wraca do
tej praktyki ponownie, mimo przykrej lekcji z przeszłości.
Zastanawia mnie jeszcze jeden zapis. Pisze, że może to nasze
"nagłe olśnienie" jest wynikiem tego, "że nie wygrały wyborów opcje (kandydaci)
popierane przez ww. panów". Nawet liczyli na to, "że kandydaci prezentujący
ich opcje ponownie wjadą na cudzych plecach". Nie było to ani olśnienie,
ani tym bardziej nagłe. A co do opcji, to było ich kilka. Jedna oficjalna
p. Szczerby. Zespół wyborczy p. A. Szczerby rozdawał ulotki, w których
tymi kandydatami byli Bujnowski, Szczerba i Jedlewska (1-5-10). Z tej trójki
wszedł do Rady tylko p. Szczerba. Czyżby wg jego słów wjechał na plecach
dwojga pozostałych?
A co do "krokodylich łez", to wylewać je mogą inni. Ani ja, ani
p. Pietras ich nie wylewamy. P. Szczerba z jednej strony bardzo nas chwali,
za to że poruszyliśmy pewne tematy, a z drugiej strony, że są to "krokodyle
łzy". Coś tu nie gra. Ten sam obraz widziany przez różne filtry. Może to
wynik "relatywizmu optycznego" albo inaczej zeza ukrytego, w którym jedno
oko widzi inaczej niż drugie.
Co do dalszych wywodów p. Szczerby, to mam dużą rezerwę. Na pewno
nie napisałbym tego, będąc dyrektorem. Teraz mogę jednak pisać, bo nim
nie jestem i nie wiąże mnie klauzula Rady "mówienia jednym głosem". Chcę
z tego skorzystać, ale czy będę mógł, to zależy od tego, czy redakcje zgodzą
się na pisanie o tym. Początek nie jest w pełni optymistyczny. Na pewno
nie będę szkodził CU, jej członkom czy większości pracowników. Zbyt dużo
serca i pracy włożyłem, aby ta instytucja rozwijała się harmonijnie i służyła
całej polonijnej społeczności. Niemniej uważam, że o pewnych sprawach ta
społeczność powinna wiedzieć, bo w ten sposób może zapobiec tendencjom
przeciwnym niż wymieniłem.
Kreślę się z szacunkiem i poważaniem oraz z podziękowaniami dla
Redakcji, która ten trudny temat odważa się prezentować na łamach swego
poczytnego pisma.
Janusz J. Bujnowski
Od redakcji: Szanowny Panie, może lepiej zamiast zastanawiać
się cały czas, kto przez jaki pryzmat patrzy na przeszłość, pomyślelibyśmy
o tym, czego od Credit Union oczekujemy, co ta instytucja powinna robić
i jak to osiągnąć.
Panie Andrzeju!
Chyba pana za to lubię. Ma pan poglądy mocno zbliżone do moich.
Podoba mi się linia trzymana w "Gońcu" (oczywiście niebezgranicznie,
nie pogodzę się z pisaniem bmw, ford, honda, ferrari i warszawa z
małej litery - oczywiście formalnie wg przedwojennych zasad ortografii
ma pan rację - jest też paragraf dopuszczający drugą formę).
Podoba mi się otwarta debata o sprawach polonijnych i kościelnych.
Bardzo mi brakowało np. tych paru zdań wyłuskanych z pewnie ogromnej debaty
z ks. Rydzykiem. Tak jak nigdy nie znalazłem nic godnego nagany w pańskich
wypowiedziach, mimo że pracował pan dla swojego kolegi, przyjaciela i przełożonego
w poprzednim zatrudnieniu. Uważam, że zachował pan twarz, czego pewnie
wielu nie zauważyło. Naprawdę jestem za i nawet bardzo za federacją, co
już sam dawno odkryłem. Urodzony w Gdańsku, miałem wiele kolegów i koleżanek
i wspaniałych przyjaciół Ukraińców, a dokładniej Łemków. Nie zabrakło ich
i tutaj, i we Włoszech. Czasami los zsyła nam przyjaciół tam, gdzie się
ich nie spodziewamy. Mimo coraz większych uprzedzeń, bardzo szanuję tych
kilku moich ŁEM-kowskich/ukraińskich przyjaciół.
Jeżdżąc z kolegą Łemkiem, wyraziłem opinię o federacji. Pewnie
upłynie morze wody w Wiśle i Dnieprze, nim większość to zrozumie, że Polska
od morza do morza oznacza jakąś formę federacji z Ukrainą (to se ne wrati,
jak mówią Czesi). Czasy Polski Piłsudskiego i Sobieskiego minęły. Mam jakieś
przeczucie, że przepowiednie "Werny(c)hory{przepraszam za pisownię}" i
innych się spełnią. Rozumiem też, że nie było na rękę nikomu propagowanie
przepowiedni w PRL-u. Ponoć Polak ma rządzić zjednoczoną Europą. Tak jak
ciągle jesteśmy w szoku, że największy cud, czyli Polak Papież, już się
zdarzył, i to na naszych oczach. I ciągle nie zdajemy sobie sprawy, że
coś nam przekazał i to coś to wcale nie jest lekkim zobowiązaniem. Tak
jak coraz bliższa spełnienia jest mrzonka o polsko-chińskiej granicy i
koniach, które napoją się w Wiśle. Żal mi tu moich rosyjskich przyjaciół
i biednych niewinnych ludzi, są to jakieś niepojęte przeze mnie i innych
wyroki boskie. Jedno jest pewne, że to nadchodzi. Oby choć trochę
później. Wiem też, że jakieś moce, też Wall Street, nad tym pracują.
A propos punktu, w którym myślę inaczej, to jest wielokrotne
gdybanie, co by było, gdyby USA zawalczyły o wschodnią Europę. Panie Andrzeju,
toć nie tylko Pająk to wie. Oni nie tylko nie walczyli, oni nie chcieli
chcieć. Co jest najgorsze w tym wszystkim, oni (Wall St.) to zaplanowali
i dopilnowali, żeby nic się nie wymknęło z zaplanowanego scenariusza. Niektórzy
to zrozumieli, kto tu prawdziwy wróg, i musieli zginąć, tak jak gen. Sikorski.
Serdecznie pozdrawiam.
g.k.
PS Myślę też, że ta nowa Polska zaczyna się rodzić z ruchu ks.
Rydzyka, dziedzictwa naszego Papieża, ks. Popiełuszki, uporu panów Moskala,
Pogonowskiego, Sulatyckiego, Wolskiego, Michalkiewicza, pana i wielu, wielu
innych. I to zaczyna napawać jakimś jeszcze nieuzasadnionym optymizmem.
Od redakcji: Szanowny Panie, na razie mamy gadanie, ale chodzi
przede wszystkim o to, by nowe pokolenia, które przyjdą zamieniły to w
działanie.
Seria kilku ostatnich listów to efekt publikacji w "Gońcu" felietonu
pt. "A mnie się marzy federacja".
Sr...ły muszki idzie wiosna
Tekst jak z "Tygodnika Powszechnego"... w interesie Polski wolna
i silna Ukraina, i to na terytorium Polski zabranym przez Stalina i na
grobach Polaków pomordowanych przez banderowców... wolna Ukraina jest tylko
w interesie Niemiec, panie Kumor.
(-)
Od redakcji: Nieprawda - AK
***
Panie Kumor, proszę nie brać pod uwagę wiecznych "stękaczy" i
innych malkontentów.
Miałem sposobność nieraz zetknąć się z Ukraińcami. Są to ludzie
naprawdę przyjaźnie usposobieni do Polski i Polaków. Odgrzebywanie starych
waśni to robota antypolska i antyukraińska. Widać, jak chętnie unifikujemy
się np. na płaszczyźnie sportowej. Obyśmy mogli wspólnie występować na
mistrzostwach Europy w piłce nożnej w 2012 roku... Polska i Ukraina dorosły
do tego, by traktować się wzajemnie z całą godnością, by układać się jak
wolni z wolnymi i równi z równymi. Być może Opatrzność pragnie, by miejsce
Litwy zajęła teraz Ukraina w Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
(-)
Od redakcji: Zgadza się, pracujmy nad tym.
***
Pierwszym krokiem do sojuszu z Ukrainą powinno być ujawnienie,
kto stał za mordami UPA i kto je organizował. To najpierw powinien wynegocjować
Kaczyński. Prawda ta jest mało znana w Polsce i jeszcze mniej na Ukrainie.
To była stuletnia robota dywersji niemieckiej, a w dalszej kolejności innych
sił, którym niewygodna jest pokojowa współpraca dwóch bliskich narodów.
Już bunt Chmielnickiego w 1648 r. był wywołany obcą zakulisową grą. Zanim
do niego doszło, Chmielnicki jeździł do Francji, do chana krymskiego i
do Turcji. A data wybuchu zbiegła się z pokojem westfalskim, czyli sukcesem
protestantów, także z wojną domową w Anglii i ujarzmieniem Irlandii przez
Cromwella. Na zdawałoby się śmiesznych różnicach pomiędzy prawosławiem
i katolicyzmem potrafią grać ośrodki dywersyjne. Jeszcze nie przyschła
sprawa Jugosławii - casus analogiczny do konfliktu polsko-ukraińskiego.
Ale tak naprawdę powinno się zacząć od unii z Czechami i Słowacją, gdzie
nie ma podłoża do tego typu zadrażnień. No i zrobić porządek u siebie w
domu.
(-)
Od redakcji: Ze Słowacją - może Czesi są nam nieprzychylni,
ciążą ku Niemcom, a nie Polsce
***
Nasze Kaczki są uparte jak barany i cwane jak lisy, więc czemu
by się to miało nie udać? Przecież mamy do negocjacji rurociąg Brody, Gazoport,
odszkodowania za rurę rosyjsko-niemiecką i mamy wreszcie POTĘŻNĄ POLONIĘ,
która tylko czeka na sygnał z Polski. Myślę, że jak wszyscy odświeżycie
sobie pamięć o swoich korzeniach i jak zaczniecie walczyć o swój kraj,
zwłaszcza w USA, to efekty się pojawią niedługo. Trzeba tylko wierzyć w
siebie, w swój
|