 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 43/2006 (149)
(27
X - 2 XI 2006)
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zwracam się z gorącą i serdeczną prośbą do wszystkich
ludzi dobrej woli i dużego serca.
Przez 20 lat tworzyliśmy zgodną rodzinę, czasem było lepiej czasem
gorzej, ale kochaliśmy się, aż do momentu gdy zrujnowałam życie mojej rodziny;
męża i czwórki naszych dzieci. Pożyczając od jednego, aby spłacić poprzedniego
dłużnika, tak przez kilka lat zadłużyłam się na ogromną sumę. W tej chwili
mam 100 tysięcy złotych długu, o czym mąż nie wiedział do tej pory, teraz,
gdy dłużnicy pukają do drzwi, wszystko wyszło na jaw. Dlatego też proszę
i błagam o jakąkolwiek pomoc finansową.
Jeżeli szybko nie spłacę dłużników, wówczas i mąż, i ja możemy
stracić pracę i wtedy cała nasza rodzina pozostanie bez środków do życia.
Wiem, że to wszystko moja wina i że mąż powinien wyrzucić mnie z domu,
ale on tego nie zrobił. Ciągle walczy o przetrwanie rodziny. Chce mi mimo
wszystko pomóc, ale nie jest w stanie pożyczyć od nikogo takiej kwoty.
Przyjmiemy każdą zaoferowaną pomoc. Próbuję naprawić swój błąd, ale nie
wiem, czy zdołam, szukam każdej możliwej pomocy. Teraz widzę, jak bardzo
skrzywdziłam swoją rodzinę, chcę to naprawić, ale nie mam pojęcia jak.
Bank nie udzieli nam takiego kredytu, bo nasze zarobki to 1300 zł netto
męża i moje 600 zł z umowy-zlecenie. Rodzina też nie jest w stanie nam
pomóc. Nie chcemy nic za darmo, szukamy możliwości pożyczenia, każdą pożyczoną
kwotę oddamy. Miesięcznie możemy spłacać po 600 złotych, na więcej nas
nie stać, tyle jesteśmy w stanie oddać z naszych dochodów każdego miesiąca.
Każdą pożyczoną nam złotówkę oddamy. Pomimo popełnionego błędu
(który będzie ciążył mi do końca życia) pragnę z całego serca ratować naszą
rodzinę. Gorąco proszę o pomoc i modlitwę.
To nr konta mojego męża BPH 69 1060 0076 0000 3000 0023
6338 Jan Żywicki, 34-120 Andrychów, ul. Krakowska 146/10.
Moje dane to Krystyna Żywicka, Andrychów, ul. Krakowska 146/10.
Podaję nr tel. męża 788 351176 i służbowy do pracy 33
870 61 75 lub 76. W załączeniu przesyłam zdjęcie naszej rodziny.
Na wszelkie pytania szczerze odpiszemy, czy też odpowiemy,
nawet witając w naszych skromnych progach.
Za wszelką pomoc z góry dziękuję i proszę o modlitwę.
Z wyrazami szacunku i z pamięcią w modlitwie
Krystyna Żywicka
Nasz adres e-mailowy: jkzyw @interia.pl
Wiarygodność tragicznej sytuacji może potwierdzić ks. proboszcz
z naszej parafii.
Błagam o pomoc!
Od redakcji: Nie komentujemy, każdy sam oceni.
Pozdrowienia z Olsztyna
od Barbary
Witam i serdecznie pozdrawiam. Mieszkam w Olsztynie na Warmii
i Mazurach. Dostałam wycinek Waszego czasopisma, choć mieszkam daleko,
z ciekawością przeczytałam. Za Waszym pośrednictwem chciałabym pozdrowić
Wszystkich Rodaków mieszkających w Toronto, i nie tylko. Jeśli mogę od
czasu do czasu coś ciekawego napisać, to proszę o odpowiedź. Jeszcze raz
bardzo gorąco pozdrawiam Pana, jak i cały zespół redagujący czasopismo
"GONIEC".
Barbara
Od redakcji: Pozdrowienia przekazujemy i wzajemnie pozdrawiamy.
Kiedy koniec stalinizmu
Chcecie, to nie wierzcie, ale dowiedziałem się ostatnio dwóch
pikantnych rzeczy.
Pierwsze, nim JWP Szymborska dostała Nobla, to poszła do JWP
Tadeusza Mazowieckiego i poprosiła, by wycofano ze wszystkich bibliotek
jej dwa tomiki wierszy z poprzedniej epoki - "Chwila" i "Wołanie do yeti".
Tak też się stało zapewne poprzez Panią Minister Kultury, skądinąd dobrze
urodzoną... Cywińską i teraz ktoś w Polsce ofiaruje "konia z rzędem", jeśli
ktoś te tomiki gdzieś w bibliotece znajdzie. Mam szczerą nadzieję, że może
łapka Pana Premiera Mazowieckiego do Mińska nie sięgnęła i te cymesy uzyskam
i czytelnikom przybliżę dzieła naszej noblistki.
Drugi szczegół jeszcze piękniejszy. Otóż we Wrocławiu tamtejszy
uniwersytet nosi nadal imię... - proszę siąść, nim podam, by nikt nie padł
z wrażenia - ...tak, niejakiego Bolesława Bieruta, pułkownika NKWD, prezydenta
PRL-u i wieloletniego I sekretarza KC PZPR.
Dodam jeszcze szczegół, że ten "ojciec narodu" ma jeszcze w Mińsku
ulicę, a związany jest z tym miastem, bo w czasie okupacji pracował w proniemieckiej
"Białoruskiej Uprawie", a jak mu się zaczęło pod tyłeczkiem palić, to wycofano
go do Generalnej Guberni w 1943 r.
Pozdrowienia.
Aleksander graf Pruszyński - Mińsk
PS Kto napisze do rektora uniwersytetu we Wrocławiu, by zmieniono
"bohatera"?
Od redakcji: Czekamy na cymesy.
Szanowni Państwo!
Jestem Polką mieszkającą w Szwecji. Podczas mojego ostatniego
pobytu w Polsce kupiłam książkę pani Agnieszki "Kuba daleka piękna wyspa".
Byłam parę razy na Kubie i uważam, że książka jest b dobra. Mówi
o tym okresie, który stanowi dla mnie małą zagadkę w historii tej
wyspy. Moją pasję dla tego kraju podziela rodzina i wielu znajomych. Jestem
ciekawa, czy książki pani Agnieszki wydano także w j. angielskim i hiszpańskim.
Myślę, że byłyby popularne w Szwecji.
Może moglibyście podać mój mail pani Agnieszce Budzie-Rodriguez
margareta_westerblom@hotmail.com. Chętnie bym zamieniła z nią parę zdań!
Pozdrowienia.
Małgorzata Westerblo
Od redakcji: My na Kubę nie jeździmy z oczywistych powodów.
GONIEC NR 42/2006 (148)
(20-26
X 2006)
Dobrego imienia cd.
Panie Kumor, Dziękuję za radę zwrócenia się do PZPR w sprawie
waszych publikacji, ale nie skorzystam z niej. Jest to zresztą kiepska
rada. PZPR, podobnie jak i wyprawy krzyżowe, należą do innej epoki, a wiadomo,
że specjaliści od prawej nogi żyją przeszłością i mają kłopoty z rozróżnianiem
epok. Wybaczam więc ten błąd. Przypomnę tylko słowa Kornela Makuszyńskiego
"Historia jest bigosem, ciężko strawna zbieranina, nie tylko z całego tygodnia,
lecz z lat wielu tysięcy". Ja dodam od siebie, że historia nie jest bufetem,
do którego można wejść, wybrać z niego najlepsze kąski, w sposób, jak wy
to często robicie, aby tworzyć własne wersje historii. To są właśnie stare
chwyty demagogów i propagandzistów znanych nam dobrze m.in. z minionej
PZPR-owskiej epoki. A kto z was chce wiedzieć o tym, tym bardziej pisać,
że według najnowszych danych opublikowanych ostatnio w mediach, od czasu
rozpoczęcia wojny w muzułmańskim Iraku zginęło 655 tysięcy Irakijczyków?
Warto przypomnieć, że podbój tego kraju był nielegalny i że w
tych zbrodniach pomaga Polska. Szkoda, że ani słowem nie zająkniecie się
o tego typu sprawach. Klasyfikujecie świat i ludzi na swój sposób, a dla
mnie ludzie wszędzie są ludźmi, bez względu na ich religię. Pomiędzy wolnością
słowa a anarchią słowa jest ogromna różnica. Panie Kumor, o czym Pan zdaje
się dotąd nie wiedzieć, i o czym już kiedyś pisałem.
Jerzy Sędziak
Od redakcji: Szanowny Panie, słusznie zauważył Pan, że PZPR
należy do innej epoki, bo to Pan właśnie zaprezentował myślenie z innej
epoki, donosząc na nas do Kongresu.
Usiłuję z Panem polemizować, tymczasem widzę, że jest to
zabawa w chowanego. Powiem Panu wprost, Pan nie czyta "Gońca", a skoro
Pan nie czyta, to niech się Pan nie wypowiada na nasz temat! Nasz tygodnik,
piórem swych publicystów (patrz np. felietony P. Pogonowskiego) od lat
krytykuje wojnę w Iraku, politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Po
prostu przedstawiamy różne opinie, po to, by każdy mógł poznać argumenty
stron. Widać Panu to nie w smak, Pan woli propagandę...
Pozdrawiam serdecznie.
Andrzej Kumor
Szanowny Panie Redaktorze
Przeczytałem w "Gońcu" minisondę, wypowiedź Pani, która stwierdziła,
że najlepsze jedzenie jest w restauracji Orbit w Mississaudze. Otóż w Dzień
Dziękczynienia wybrałem się z rodziną na obiad. Muszę to wszystkim napisać,
że tak domowego jedzenia dawno nie spotkaliśmy w restauracji.
Jadłem oczywiście indyka, był pyszny, nawet sos żurawinowy był
zrobiony domowym sposobem.
Dziękuję Pani Alicji za polecenie restauracji Orbit, a ja wszystkim
polecam.
Piotr Bednarski
Od redakcji: Smacznego.
LIST OTWARTY
ZESPÓŁ DUSZPASTERSKIEJ TROSKI O "RADIO MARYJA" Konferencji Episkopatu
Polski
Do Przewodniczącego:
Abp Sławoj Leszek GŁÓDŹ
ul. Sierakowskiego 10
03-709 WARSZAWA
Do Członków:
Bp Andrzej DZIĘGA
Abp Marian GOŁĘBIEWSKI
Bp Andrzej SUSKI
Bp Stanisław WIELGUS
Bp Zygmunt ZIMOWSKI
Wielce Szanowni Przewodnicy Duchowi,
Jestem zaniepokojony i wręcz przerażony ostatnimi wyczynami Redemptorysty
Ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja i TV Trwam. Jego prowokująca
i fałszywa wypowiedź na antenie Radia Maryja w audycji "Aktualności Dnia"
13 października 2006 roku, "Kto chce zniszczyć Radio Maryja?", nawiązująca
do wcześniejszej wypowiedzi posłanki Anny Sobeckiej, również na falach
Radia Maryja - "Radio Maryja będzie zniszczone...", jest dla mnie,
jako katolika i Polaka, nie do zaakceptowania.
Jest dla mnie niezrozumiałe, jak zakonnik i ksiądz Kościoła katolickiego
może bezkarnie oraz bez żadnych przeszkód głosić kłamstwa i oszczerstwa?
Wypowiedź o. Rydzyka nie zawiera żadnych faktów i konkretów.
To są zwykłe kalumnie i pomówienia. Czy nie jest to grzechem?
Mieszkam w Toronto w Kanadzie i wielokrotnie uczestniczyłem w
spotkaniach tutejszej Rodziny Radia Maryja. Przed ostatnimi jesiennymi
wyborami 2005 roku do parlamentu w Polsce, ojciec Rydzyk na falach RM i
spotkaniach ze słuchaczami RM sugerował, że "wiem coś o Giertychach, ale
nie mogę powiedzieć". Próbowałem wielokrotnie dowiedzieć się, cóż
to za tajemnice o. Rydzyk zna. Zadawałem pytania odwiedzającym Toronto
Redemptorystom - redaktorom RM. Odpowiadano mi wymijająco na
te pytania, np. "Roman Giertych zbyt wodzowski", "za młody"É
Na ostatnim spotkaniu z Polonią w Toronto w dniu 12 maja 2006
roku, o. Tadeusz Rydzyk powiedział, że "poseł Anna Sobecka na polityce
się nie zna". Czyż to nie świadczy o hipokryzji o. Rydzyka, który wykorzystuje
ją obecnie do zniszczenia Romana Giertycha i Ligi Polskich Rodzin - partii
autentycznie narodowej?
Obecnie o. Rydzyk publicznie stwierdził, że jest w posiadaniu
dokumentów kompromitujących Romana Giertycha.
Uważam, że są to kolejne pomówienia i kłamstwa o. Rydzyka. Jeżeli
o tym mówi, to niech ujawni te dokumenty do wiadomości publicznej.
Proszę zauważyć, że pseudorewelacje pos. Anny Sobeckiej (Ruch
Ludowo-Narodowy), jakoby Roman Giertych miał powiedzieć jej "w prywatnej
rozmowie", że "Radio Maryja będzie zniszczone", nie jest powodem do wszczynania
tej prowokacji i awantury przez media o. Rydzyka.
O. Tadeusz Rydzyk sam wielokrotnie powtarzał, że Radio Maryja jest atakowane
i może być zniszczone przez jakieś tajemnicze, wrogie siły. Regularnie
prosi o wsparcie finansowe i modlitewne. Obecnie, jak sam mówi, otrzymuje
wsparcie z funduszy Unii Europejskiej. A od samego początku powstania
tej rozgłośni otrzymywał pomoc od tajemniczych "przyjaciół z Niemiec" -
potwierdzając to publicznie.
Zbliżają się wybory do samorządów w Polsce, a Radio Maryja jak
zwykle przed wyborami uaktywnia się, i atakuje Ligę Polskich Rodzin i jej
przedstawiciela Romana Giertycha. Proszę zauważyć, że o. Rydzyk popierał
Wałęsę, Krzaklewskiego, a teraz Kaczyńskich, uczestników Magdalenki
i Okrągłego Stołu.
Działania o. Tadeusza Rydzyka są dyskredytacją dla Kościoła katolickiego,
a szczególnie dla zakonu Redemptorystów. Największym zagrożeniem dla Radia
Maryja jest sam jego dyrektor, który swoją postawą i postępowaniem powoduje
rezygnację przez coraz większą liczbę katolików ze słuchania oraz wspomagania
finansowego tej rozgłośni. Widać to wyraźnie tutaj, w Kanadzie, a zwłaszcza
w Toronto.
W Radiu Maryja powinna być stała modlitwa o zdolność rozróżniania
przez katolików - słuchaczy RM prawdy od fałszu oraz dobra od zła.
Niestety, takiej modlitwy w tym radiu nie ma, mimo wielu próśb słuchaczy
skierowanych bezpośrednio do o. Tadeusza Rydzyka.
Proszę zauważyć, że oszczerstwa i pomówienia o. Tadeusza Rydzyka
są wspomagane w "Naszym Dzienniku" przez duet pseudodziennikarzy
Wybranowski - Wójcik.
Jakiekolwiek interwencje telefoniczne i listowne do Radia Maryja,
TV Trwam i "Naszego Dziennika" pozostają bez echa.
A wypowiedzi słuchaczy na falach Radia Maryja są "ucinane" i
selekcjonowane (specjalna linia dla wybranych słuchaczy).
Pozytywna działalność Romana Giertycha jako wicepremiera i ministra
edukacji narodowej jest całkowicie przemilczana w mediach o. Tadeusza Rydzyka.
Proszę Radę Programową Konferencji Episkopatu Polski przy Radiu
Maryja o spowodowanie zaprzestania oczerniania i pomówień wobec Romana
i Macieja Giertychów oraz LPR i Młodzieży Wszechpolskiej przez redaktorów
Radia Maryja, a szczególnie przez o. Tadeusza Rydzyka.
Z szacunkiem,
Tadeusz Orłowski
Toronto
Od redakcji:***
***
Odpowiedź na ogłoszenie z dnia 22-26 września w "Gońcu" podpisane
przez Władysława Dziemiańczuka o Kainie i Ablu, które zajęło aż trzy szpalty
gazety "Gońca" i jest w większości samooskarżające i kłamliwe.
Czy Kain i Abel są postaciami historycznymi, nie mamy najmniejszego
dowodu, ani też jakie połączenie ma biblijna gadka z sytuacją, w
jakiej W. Dziemiańczuk znalazł się w obecnych czasach z własnej winy, nie
wiem, bo przecież ani został zamordowany z nienawiści, ani też nikt
nie przeszkadza jemu w działaniu. Nazywa się prezesem, ma swoich członków,
więc życzymy jemu powodzenia w jego "działalności", pod warunkiem że ta
"działalność" nie jest szkodliwa.
Związek Ziem Wschodnich RP w Toronto istnieje i pomaga Polakom
na dawnych Kresach Wschodnich, tak jak to robił od 1958 roku. Jest
dla Polaków w Kanadzie dobrze znany fakt, że Rząd Rzeczypospolitej Polskiej
na Uchodźstwie przestał istnieć z chwilą przekazania insygniów władzy
do Polski w 1989 roku. Z tego powodu Zarząd Główny ZZW zaprzestał swojej
oficjalnej działalności w 1989 roku. Oprócz tego faktu, żaden zarząd główny
nie ma prawa mianować ani zatwierdzać prezesa pojedynczych niezależnych
organizacji. Obowiązek ten ponoszą członkowie indywidualnych organizacji
i tylko członkowie mogą decydować w wyborach prezesa. Z powyższych powodów
"Zarząd Główny w Londynie" nie mógł mianować ani zatwierdzić W. Dziemiańczuka
jako prezesa Związku. Nielogiczność W. D. myślenia pochodzi stąd, że wychowany
w PRL-owskim systemie prawdopodobnie nie zna demokratycznych procesów Kanady.
W. Dziemiańczuk wniósł sprawę sądową przeciwko nowo wybranemu
w 2002 roku prezesowi Związku, zabraniając mu być prezesem, używać nazwy
Związku i domagać się odszkodowania za zniesławienie jego imienia. Wanda
Truksa nie była prezeską Związku w 2002 ani w 2003 roku, więc jakie
połączenie ma jej nazwisko w tych płaczliwych wywodach W. Dziemiańczuka,
nie jest wyraźne. Wspomniana sprawa sądowa nie była przyjęta przez sędziego,
ale koszty obrony prezesa poniósł Związek, i obecnie Związek domaga się
zwrotu kosztów od W. Dziemiańczuka.
Za wniesienie nieuzasadnionej sprawy przeciwko ZG KPK nie może
oskarżać nikogo, przecież wniósł ją do sądu osobiście. ZG KPK
tego nie zrobił, dotrzymując zobowiązania, które podjął na
Walnym Zjeździe w Vancouverze, w 2004 roku. ZG KPK przecież nie zobowiązywał
się nie stawać we własnej obronie, jeżeli zostanie pozwany do sądu, byłoby
to największą głupotą ze strony Kongresu... Wystąpienie we własnej obronie
jest przywilejem wszystkich mieszkańców krajów demokratycznych, więc W.
Dziemiańczuk powinien przestudiować swoje możliwości przed pozwaniem ZG
KPK do sądu. Jeżeli tego nie zrobił, musi więc ponieść konsekwencje swoich
błędnych akcji.
Geneza tego obłędu powstała przez niedopatrzenie wymagań statutowych,
osób ówczesnego ZG KPK i OT KPK, że W. Dziemiańczuk jako usunięty przez
Związek ze stanowiska prezesa przez Komisję Rewizyjną i większość członków
(z wyjątkiem dwóch) w kwietniu 2002 roku, nie ma żadnych legalnych
podstaw do ogłaszania się nadal prezesem Związku. Związek poinformował
ówczesny ZG KPK o zmianie prezesa Związku i ta zmiana powinna być
akceptowana przez wszystkie organizacje, włącznie z ZG KPK, czego ówczesny
sekretarz KPK nie uczynił, powodując cztery lata problemów dla ZG, Związku
i wiele innych problemów, włącznie z oszczerstwami i kłamliwie przedstawianymi
wydarzeniami w prasie polonijnej w Kanadzie, w Polsce i innych krajach.
W. Dziemiańczuk twierdzi, że nie jest zaciekłym pieniaczem, jakim
był określony w Pręgierzu, i że to określenie jest kłamstwem. Co do tego
członkowie Związku mają dużo do powiedzenia, ale nie będą się poniżali
do poziomu W. Dziemiańczuka, kłamstwem rzeczywiście to określenie
w Pręgierzu nie jest.
Jedyną sprawę, którą słusznie zauważył, jest to, że ZG
KPK, Związek i sam W. Dziemiańczuk uniknęliby obecnych kłopotów i wydatków
finansowych, gdyby przewodniczący Komisji Spraw Spornych KPK, przewodniczący
Rady KPK, ówczesny sekretarz i prezes ZG KPK, jak też ówczesny prezes
i wiceprezes KPK OT, czy nawet Walny Zjazd w 2002 roku, wywiązali się ze
swoich statutowych obowiązków i udusili hydrę obłędów i kłamstw, na polonijnym
forum, zanim narobiła wiele szkody i rozlazła się nie tylko po całej Polonii,
ale też po kilku sądach w Toronto i sprawa ta jeszcze nie jest zakończona.
Z chęcią przekazałabym moją odpowiedź do Pręgierza, ale nie znam
adresu.
Z poważaniem
Wanda Truksa
obecny prezes ZZW RP Toronto
Od redakcji: Pani Wando, sprawa jest znana stara. Dajmy spokój,
nie kłóćmy się, bo wszyscy na tym cierpimy.
GONIEC NR 41/2006 (147)
(13-19
X 2006)
Panie Andrzeju
Jeżdżę truckami jakieś siedem lat i już wtedy rzucał się w oczy
stan dróg w Montrealu. Przyczyną jest perfidna polityka frankofonów. Sam
pan o tym pisał. Z premedytacją nie reperują, żeby wymusić na Ottawie dofinansowanie,
zwolnienie z kontrybucji federalnej i naprawy prowincjonalne z budżetu
federalnego. To jest po prostu szantaż, a nawet terroryzm polityczny. Na
skutki trzeba było tylko czekać. Pewnie Ottawa pęknie i im coś dorzuci.
Już siedem lat temu było strach tam przejeżdżać.
Łączę pozdrowienia
g.k.
Od redakcji: I pewnie teraz coś dostaną...
***
Posyłam tekst na przeciwwagę waszego publikatorstwa. Gdybyście
wy nie uprawiali partyzantki, odpowiadali na polemiczne listy czytelników,
to byłoby o czym z wami podyskutować, a może nawet przekonać cokolwiek.
Ale was nie interesuje dyskusja, was interesuje Rydzyk.
Chowacie się w lesie, listy krytyczne traktujecie jak pociski,
przed którymi chowacie głowy w okopach, po to tylko, aby znów wyskoczyć
z okopu i rzucić kilka granatów, przeważnie w stronę islamu, gdy zapanuje
znów cisza. Tylko tchórze i demagodzy, propagandziści tak się zachowują.
Bogdan Jankowski
Od redakcji: Panie Bogdanie, Pana tekst dołączony do powyższego
listu pasuje do antykatolickiego pisma "Fakty i Mity", może tam przyjmą,
my na takim poziomie nie debatujemy. Listy polityczne publikujemy, na inwektywy
nie odpowiadamy.
***
W Polsce dzieje się dużo, właściwie to robi się dużo zamieszania.
Kłamstwa i bzdury wygadywane przez aktorów "Nocnej zmiany" służą tylko
jednemu celowi, trzeba uchronić komusze "elity" i służby różne przed zagładą,
w razie niewywiązania się z zadania polecą głowy, okazało się, że akta
nie zostały zniszczone (?), na razie dla przykładu rozkopano Kuronia. Na
razie!
A więc nic się nie liczy, wszystkie metody są dobre, wygadywanie
oszczerczych kalumnii przez sprzedawczyków jest czymś normalnym, ale wydaje
mi się, że jest większy problem.
Trybunał Konstytucyjny wydał głupie i niezgodne z prawem orzeczenie,
wyświęcił komunistycznego aparatczyka na nietykalną w Polsce osobę (?);
komuszy urzędas oskarżony o gospodarcze przestępstwa nie musi odpowiadać
przed sejmową komisją, nie musi zgodzić się na przesłuchania, wolno mu
wszystko (?!). Wybrany przez Polaków Sejm nie ma prawa do kontroli, Balcerowicz
jest nietykalny? PARANOJA.
TK nie pierwszy raz się popisał, wyraźnie widać ich podporządkowanie
odchodzącej w nicość (?) kliki, bardzo wielu osobom nie podobają się działania
PiS, na szczęście nie Wałęsa jest prezydentem i dlatego znajdą się odpowiednie
metody. Wreszcie ruszyła afera z PZU, Szwajcaria podesłała wykaz tajnych
kont polskich polityków, a min. Macierewicz kończy z WSI i szykuje bardzo
oczekiwany raport. Są szanse na wielkie zmiany w dobrym dla Polski kierunku.
W Toronto tymczasem znowu ten sam scenariusz, czerwoni robią,
co zwykle, opluwają PiS, szukają afery w sprawie Beger i Leppera, ale do
czego to doprowadziło... (?), no właśnie, do czego? Lis w Warszawie zarabia
15.000 euro miesięcznie, tutaj też są dziennikarze i zarabiają, a że wielu
służy tej samej sprawie, to i pluć muszą tak samo. Szmacą się, broniąc
złodziei przywiezionych do Polski na ruskich czołgach, ta władza zagarnęła,
rozgrabiła Polskę, dla siebie mieli wszystko, mieszkania, rządowe synekurki
i byli nietykalni do dnia dzisiejszego, złodzieje naśmiewający się z narodu,
a córeczki tych... zupełnie jak córka Jaruzelskiego wierzy, że "ten dom
jest w naszej rodzinie od pokoleń", a tatuś był wspaniały, czytał mi bajeczki.
Czytałem takie wspominki w torontońskiej prasie i byłem bardzo zdegustowany,
wiem, kto mieszkał w Warszawie w zagrabionych budynkach, wiem też, za co
ci funkcjonariusze je dostawali.
Teraz z całych sił, używając wszelkich sposobów, bronią się przed
lustracją; wiedzą, że rządy PiS-u są dniami rozliczeń. Jest wielka szansa,
że PO, SLD, Samoobrona i reszta lewicowej koalicji będą musieli się mozolnie
odbudowywać, w całkiem innym składzie i odległym terminie. Koalicja z PSL
na pewno nie jest najlepszym wyjściem i może nie jedynym, ale uratowanie
większości sejmowej pozwoli na kontynuację reform, a więc warto, to przecież
jest polityka.
A tak sobie na spokojnie reasumując, to układający się ze służbami
(co dla mnie było dużo gorsze niż donosicielstwo) było nie było tow. Kuroń
jest godny pomników, Balcerowicz ponoszący dużą część winy za sytuację
w Polsce jest hołubiony przez te same środowiska, które (żydowską modłą)
bez przerwy opluwają rząd wybrany w demokratycznych wyborach.
Osoby, które z Polski emigrowały, miały jakiś powód (polityczny,
ekonomiczny), gdzie są ci patrioci? Teraz czytają "NIE" i twierdzą, że
w Polsce nie było tak źle, rozliczenia są niepotrzebne, a może przyjechali
z konkretnymi poleceniami i cały czas ryją?
Dziś wtorek, zlustrowałem "Angorę", to co zwykle, do czytania
tylko JKM, świat się nie zawalił, ale co będzie po raporcie p. Macierewicza?
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: ***
GONIEC NR 40/2006 (146)
(6-12
X 2006)
Panie Redaktorze
Dom Kopernika od wielu lat jest dla Polaków w podeszłym wieku
nie tylko prawdziwym domem, gdzie w atmosferze troski i miłości oraz pokoju
duchowego spędzają jesień swojego życia, ale także ośrodkiem pielęgnowania
kultury polskiej.
Większość jego mieszkańców to polscy emigranci, wspaniali ludzie,
którzy wiele zdziałali w swoim życiu dla Polonii w Kanadzie. Wiara naszych
praojców, na której wartościach wzrastała kultura polska, jest bardzo ważnym
elementem ich codziennego życia.
W naszym Domu dzień dla wielu mieszkańców rozpoczyna się Mszą
Świętą, a we wtorki mamy także (poza poranną) Mszę Świętą w godzinach popołudniowych.
Ci, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą uczestniczyć w codziennej
Mszy Świętej rozpoczynają dzień poranną modlitwą i komunią świętą. Odbywające
się codziennie różnorodne programy religijne wzbogacają życie mieszkańców
naszego Domu.
W Domu Kopernika są dwie kaplice, a na każdym piętrze znajdują
się pokoje duszpasterskie. Każdy mieszkaniec, pracownik lub wolontariusz
ma możliwość samotnie lub wspólnie z rodziną pomodlić się w ciszy, poczytać
Pismo Święte czy prasę religijną.
Cały Dział Duszpasterski pracuje nad tym, aby każdy mieszkaniec
naszego Domu otoczony był miłością i modlitwą. Często całe noce spędzamy
przy odchodzących do wieczności.
Pragniemy podziękować całej Dyrekcji Domu Kopernika, zwłaszcza
Pani Dyrektor Naczelnej, oraz Radzie Dyrektorów, Ojcom Oblatom oraz wszystkim,
którzy przyczyniają się do tego, że nasz Dom nie tylko pięknieje i rozbudowuje
się, ale jest, tak jak był zawsze, Domem Katolickim, Polskim Domem. Bez
Waszego wsparcia i opieki nasza posługa pastoralna nie mogłaby się tak
rozwijać.
Bóg zapłać. Tak często krytykujemy, a tak mało dziękujemy.
Ewa Kamińska
Koordynator Duszpasterski
Od redakcji: Dziękujemy za reakcję na list dotyczący odsunięcia
krzyża podczas wizyty premiera Ontario.
***
Witam serdecznie. Mam wielką prośbę, czy ktoś nie mógłby mi pomóc,
potrzebuję biletu lotniczego do Toronto, nie stać mnie na niego, a bardzo
bym chciał się spotkać z moją ukochaną osobą. Jeśli ktoś z dobrym sercem
mógłby mi pomóc w tej sprawie, proszę o e-mail na adres djfly@o2.pl. Pozdrawiam.
Krystian
Od redakcji: Szanowny Panie, może ukochana osoba byłaby Panu
w stanie pomóc.
Nie tylko układanki
Szanowny Panie Redaktorze,
W swoim ostatnim felietonie - "Nie tylko układanki" - pisze Pan,
że mdli Pana postępowanie Premiera i PiS-u jak chodzi o przeciąganie posłów
do PiS.
Parafrazując pewną "znaną o-sobę", moje zdanie jest takie: "ma
Pan rację, ale nawet i nie".
Ma Pan rację, że tak nie powinno być. Z tym że w mojej opinii
dotyczyłoby to sytuacji w normalnym państwie. Nie ma Pan racji, bo Polska,
a szczególnie obecna sytuacja, nie jest normalna.
Chyba doskonale zdaje Pan sobie sprawę z tego, kto rzeczywiście
dotychczas (i praktycznie ciągle) rządził Polską - "układ". W tej chwili
jest groźba, że powstanie koalicja PO-SLD-PSL-Samoobrona, która przeprowadzi
w Sejmie tzw. konstruktywne wotum nieufności - pisał o tym kilkakrotnie
red. St. Michalkiewicz. Polega ono na tym, że większość przegłosuje wotum
nieufności dla urzędującego rządu, a następnie natychmiast przegłosuje
nowego kandydata na premiera. A wówczas rząd premiera Kaczyńskiego będzie
musiał odejść.
Co będzie dalej? Razwiedka wówczas zacznie "odkręcać" wiele ustaw
PiS-u. Nie będzie żadnej lustracji. IPN albo zamkną, albo obetną fundusze
tak, że będzie skazany na uwiąd - mogą również dodać ustawę zabraniającą
jakichkolwiek "niezatwierdzonych" publikacji - możliwości jest wiele. Złodzieje
majątku państwowego będą mogli spać spokojnie, bo bez min. Ziobry na górze,
prokuratorzy będą się bali ruszyć "baronów". Nie będzie mowy o odebraniu
nawet części rozkradzionego majątku, nawet jeżeli był sprzedany za łapówkę.
Byli UB-cy będą dalej pobierać 5 tys. na miesiąc emerytury, a byli działacze
Solidarności będą mieć 500 zł. WSI zostaną reaktywowane - być może jedynie
pod inną nazwą (albo i nie - po to, żeby pokazać, kto tu rządzi).
Teoretycznie Prezydent Kaczyński będzie mógł próbować wetować
te najbardziej niekorzystne ustawy - z tym że znowu wszystko będzie zależało
od tego 60 proc. +1 w Sejmie. Jeżeli z kolei koalicji PO-SLD-PSL-Samoobrona
uda się przeciągnąć do siebie (za "konfitury") wystarczającą liczbę posłów,
aby mieć w Sejmie 60 proc. +1, to wówczas i prezydenckie weto nie pomoże.
A i w końcu nie można wykluczyć, że sam Pan Prezydent Kaczyński będzie
zmęczony tą sytuacją, że on wetuje, a Sejm przegłosowuje jeszcze raz 60
proc. +1 i Pan Prezydent w wieczornych wiadomościach TVP raz po raz wychodzi
na głupka. W końcu nie można wykluczyć, że w takiej sytuacji Prezydent
Kaczyński poda się do dymisji.
Posiadanie przez Macierewicza ewentualnych "haków" na opozycję
w ww. sytuacji na niewiele się zda - jak ww. koalicja się zawiąże i będą
mieli większość w Sejmie, to przetrzymają małą burzę (circle the wagons),
a razwiedka przypilnuje, żeby w mediach sprawę odpowiednio "wyciszyć".
A po kilku miesiącach Polacy, mający wyjątkowo krótką pamięć - o tym niżej
- i tak nie będą pamiętać.
Pan Prezydent Kaczyński oświadczył, że "nie ma powodów do niepokoju".
Pan Prezydent, jako głowa państwa, nie mógł oświadczyć nic innego - co
miał powiedzieć - "Rodacy, godzina prawdy wybiła, chwytajcie za broń -
i wykupujcie zapasy ze sklepów... " albo coś innego?? W rzeczywistości
sytuacja jest dużo poważniejsza, niż się to powierzchownie wydaje.
To wszystko jest wynikiem głupoty politycznej Polaków - od roku
1993 głosowali tak, jakby mówili: "a właśnie na złość politykom odmrozimy
sobie uszy" - zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że odmrażają uszy
SOBIE, a NIE POLITYKOM.
Nie będę wymieniał długiej listy tego, co zrobiły komuchy w Polsce
od roku 1944 do 1989 - prawdopodobnie zajęłoby to całą stronę "Gońca".
W każdym razie, w roku 1993, w zaledwie 4 lata po "upadku" komuchów - Polacy
tym razem zupełnie dobrowolnie wybrali do władzy komuchów. Jak ktoś ma
krótką pamięć, to przypominam, że premierami po 1993 byli m.in. tow. Oleksy
i tow. Cimoszewicz. A ministrem MSW był tow. Leszek Miller.
Rok 1995 - komuch Kwaśniewski zostaje prezydentem, a Jan Olszewski
był chyba na 5. albo 6. miejscu.
Rok 2000 - prezydentem znowu Kwaśniewski - tym razem w pierwszej
turze, z 53 proc. głosów. Gdyby nie pokazany kilka tygodni wcześniej film,
na którym Kwaśniewski rechotał, podczas gdy Siwiec parodiował Papieża,
to Kwaśniewski dostałby ok. 2/3 głosów. Taaaaak... bardzo "mądry" naród...
Rok 2001 - SLD dostaje "tylko" 44 proc. głosów - znów, gdyby
nie "wpadka SLD" kilka tygodni wcześniej, to SLD prawdopodobnie miałoby
50 proc. +.
I wreszcie rok 2005 - po tych wszystkich ww. hucpach - Polacy
dają PiS "aż" 26 proc., zaś PO "tylko" 23 proc. - nawet SLD wyszło zupełnie
nieźle, biorąc pod uwagę, jak wcześniej "rządzili". Znów "mondre" głosowanie.
Nie ma więc co się dziwić, że Kaczyński walczy o każdego posła
- to nie jest walka w normalnym państwie o utrzymanie się polityków przy
władzy - tutaj jest być albo nie być IV RP. Jak to przegrają, to razwiedka
dopilnuje, aby następna "Nocna zmiana cz. III" nie była już potrzebna.
Pisano 1 października 2005.
Z poważaniem,
J.K.
(nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: "Sytuacje nadzwyczajne wymagają nadzwyczajnych
środków" - tak zaczynali bolszewicy, dlatego nie podoba mi się, gdy tak
robią ludzie, których lubię i popieram. - AK
Apel do mieszkańców Warszawy
Jeszcze w naszych sercach mocno bije krew, jeszcze w uszach słychać
werble, salwy i apel poległych w miejscach, gdzie upamiętniono i oddano
hołd ofiarom reżimu hitlerowskiego, stalinowskiego i komunistycznego, a
już słychać zapowiedzi wyprowadzania ludzi na ulice, aby zaprotestować
przeciwko temu rządowi, który dokonuje ujawnienia okoliczności tych mordów
i rozliczenia winnych.
Wrzesień obfituje w wiele ważnych i historycznych dat, wypisanych
na pomnikach, tablicach i sztandarach. Są tam daty i nazwiska tych, którzy
oddali swe życie za wolność i miłość do Ojczyzny.
Takie miejsca są wszędzie, ale najwięcej w Warszawie, gdzie mieszkańcy
tłumnie je odwiedzają, oddając należny hołd. Oni wszyscy oddali swe życie,
aby inni mogli żyć w pokoju i służyć dobru, któremu na imię POLSKA.
Lecz nie wszyscy kierują się dobrem Polski i pragną spokoju Jej
mieszkańców.
Obecny rząd odkrywa karty historii i próbuje udowodnić, kto i
dlaczego dopuścił się tak okrutnych zbrodni na polskim narodzie i naszej
Ojczyźnie, dlatego jest tak brutalnie atakowany. Boją się ci, nad którymi
widnieje pokoleniowe piętno owych czasów.
Jako obywatel Polski żyjący na przymusowej emigracji, mam moralne
prawo i obowiązek domagać się od swoich rodaków poszanowania tych, którym
dany jest mandat sprawowania władzy, odbudowy Polski i oczyszczania Jej
ze zgnilizny przeszłości.
Dlatego zwracam się z apelem do rodaków, do mieszkańców stolicy,
aby poddali głębokiej analizie zamiar zorganizowania przez PO i Samoobronę
manifestacji zaplanowanej na 7 października, jako wotum nieufności dla
rządu, który odkrywa czarne karty historii, który z wielkim poświęceniem
dokonuje zmian w naszym kraju, troszcząc się o nasze rodziny, dzieci, nasze
bezpieczeństwo i nasze granice.
Drodzy Rodacy, nie bierzcie udziału w tym ulicznym spędzie, jaki
zaplanowały partie opozycyjne PO i Samoobrona. Nie bierzcie udziału w akcie
zdrady polskich ideałów, aby osłabić prestiż prezydenta, rządu i całego
kraju w oczach opinii publicznej.
Nie pozwólcie, aby odezwały się głosy zza grobu, wołając: "co
zrobiliście z naszą wolnością, co zrobiliście z Polską?".
Z wyrazami szacunku, miłości i troski.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Mamy nadzieję, że kontrmanifestacje zwyciężą
Drodzy Państwo,
Myślę, że wkradła się drobna nieścisłość dotycząca mojego listu
do p.Lizonia z CC do PRĘGIERZA oraz redakcji GOŃCA. Rejestracja "na żywo"
obrad Kongresu to jedna rzecz, a transmisja "na żywo", czyli w tzw. real-time,
to zupełnie inna. Aby przeprowadzić transmisję, potrzeba znacznie więcej
sprzętu, infrastruktury, i pewnie ludzi też. Co nie oznacza, że nie jest
to niemożliwe, jednak w chwili obecnej przynajmniej Radio & TV Foka
nie byłaby w stanie tego zrealizować. Może w przyszłości...
Myślałem o porządnym zarejestrowaniu Zjazdu Kongresu - a w każdym
razie dużych fragmentów - obrobieniu (czyli edycji) i ewentualnym pokazaniu
całości bądź najważniejszych fragmentów np. w Internecie. To chyba jest
możliwe, o ile uczestnicy zjazdu nie wypowiedzą się przeciwko temu. Tyle
gwoli ścisłości, a tak poza tym dobrze by było, aby w końcu powstała jakaś
komórka informacyjna - z prawdziwego zdarzenia - w ramach Kongresu, jak
to zrobić, może odpowie zjazd, zobaczymy!
Przepraszam, jeśli w swoich wypowiedziach byłem (uprzednio) niezbyt
ścisły, lub zostało to trochę mylnie odebrane.
Serdecznie pozdrawiam obie redakcje, Pręgierza i Gońca!
Wojciech A. Grabowski
Radio & TV Foka, Calgary www.foka.com radio@foka.com
Od redakcji: ***
(Dwa kolejne listy są reakcją na artykuł A. Kumora "Polska przyducha")
Polska i co dalej...
Jednego nie mogę zrozumieć w tych wyjaśnieniach, co ma wychowanie,
osobowość, wykształcenie... etc. wspólnego z demokracją, pluralizmem i
tymi wszystkimi kulejącymi sprawami Polski a życiem i funkcjonowaniem w
innym kraju... Świat jest jeden!!!! Rozumiem, powie ktoś, a co z Ciebie
za patriota, Polski już nie lubisz... do Polski już nie wracasz!!!! Po
co i do kogo mam wracać po 20 latach (mniej lub więcej), zaczynać od nowa,
sprzeczać się z tymi, którzy będą mi zaglądali w zęby jak koniowi i pytali,
ile przywiozłem ze sobą, już takie pytania kiedyś ktoś mi opowiadał podczas
próby nawiązani współpracy regionalnej Kanady i Polski gdzieś tam w górach.
Mogę sobie rozważać o jakimś przedsięwzięciu, tak jak Irlandczycy robią
lub też mogę swoją doradczą opinią wspierać pomysły i inicjatywy tych,
którzy swój los nadal mają związany z Polską. Takie lub podobne wspomagania
mają cenną zaletę, jeśli druga strona potrafi docenić i skorzystać z takich
owocnych kontaktów z Polonią... jednak tego jeszcze nie widać na horyzoncie,
co jest tego powodem?
(-)
Od redakcji: Nie ma "drugiej strony" jest jeden Naród Polski
***
Bardzo mała liczba Polaków, która przyjechała do Australii w
latach 80., powróciła do Polski. Z tysięcy ludzi mogę policzyć na jednej
ręce te parę osób, które wróciły po to, ażeby pojawić się znowu w Australii
z powrotem. Większość tej emigracji, która przyjechała do Australii, posiada
własne domy i większość dzieci ma wyższe wykształcenie i bardzo często
2. pokolenie zajmuje wysokie stanowiska w licznych światowych korporacjach
w Anglii, w USA itd. Pierwsze wrażenie moich dzieci w Polsce było takie,
że oto znaleźliśmy się na drodze, którą porównywały do gier komputerowych,
w których kierowcy nie dbają ani o swoje, ani o życie innych. Czy chciałyby
mieszkać w Polsce - nie. Czy ja chciałbym wrócić do Polski na resztę emerytury
- nie. W Australii mam bezpłatne lecznictwo, co na starość jest ważne.
Jarek Sadecki
Od redakcji: Jeśli Pan lubi kapcie, Pana sprawa, ja wolę adrenalinę
"gier komputerowych".
***
Dziekuje za pomysl umieszczenia w "Goncu" tresci przemowienia
Chaveza. To byl dobry pomysl przedstawienia pogladow tak roznych od tych
obowiazujacych.
Z wyrazami szcunku
Wieslaw Kwasniewski
Od redakcji: Nie ma za co dziękować, przyjemność po naszej
stronie.
GONIEC NR 39/2006 (145)
(29
IX - 5 X 2006)
Do Pana Władysława Lizonia, Przewodniczącego
Rady KPK
W związku ze zbliżającym się Zjazdem KPK w Calgary chcielibyśmy
zaproponować (i oczywiście pomóc w realizacji tego pomysłu), aby całość
obrad zjazdu została sfilmowana jako materiał archiwalny. O ile wiem, od
dawna (a może nigdy) żaden Zjazd KPK nie został w pełni, porządnie udokumentowany,
przez co powstają potem różne domysły i niejasności. Pytanie zasadnicze,
jakie jest stanowisko Rady (Kongresu, ZG KPK etc.) w tej kwestii? Wydaje
się, że nadszedł czas, aby obrady Kongresu dotarły do wiadomości publicznej,
czyli aby każdy, kto tylko zechce, mógł obejrzeć obrady Kongresu zarejestrowane
"na żywo", np. w Internecie. Myślę, że byłby to pierwszy krok na drodze
do ewentualnej "odnowy" Kongresu.
Podsumowując, czy prasa, radio i telewizja (dowolne) mają wolny
wstęp i prawo do rejestracji obrad? Z kim ewentualnie należy kontaktować
się w celu ustaleń technicznych? Dodam, że rejestracja obrad Kongresu,
post-processing i editing materiałów audio i wideo to kawał sporej roboty,
dlatego też należałoby poczynić pewne ustalenia wcześniej.
Z poważaniem,
Wojciech A. Grabowski
Radio&TV Foka, Calgary
www.foka.com radio@foka.com
Od redakcji: Dobry pomysł.
***
Jestem studentem III roku politologii w Państwowej Wyższej Szkole
Zawodowej im. Witelona w Legnicy. Przygotowuję pracę dyplomową na temat
Drugiej Wielkiej Emigracji (1945-1990), a w szczególności prób jej oceny
w publicystyce III RP.
Zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie mi informacji, czy
na łamach Waszego periodyku poruszana była tematyka polskiej emigracji
politycznej po II wojnie światowej (Drugiej Wielkiej Emigracji) - jej działalności
politycznej, międzynarodowej, społecznej, kulturalnej itd. Jeśli tak, proszę
o przesłanie mi tytułów ewentualnych artykułów bądź numeru i daty periodyku,
w którym poruszany był ów temat. Umożliwiłoby mi to dotarcie do konkretnych
artykułów (ewentualnie zamówienie danego numeru/ów).
Prośbę swą motywuję faktem, że tytuły pewnych artykułów zamieszczanych
w różnych archiwach często nie nawiązują bezpośrednio do treści publikacji.
Liczę na to, że Wasza redakcja w sposób bezproblemowy może określić, w
którym numerze poruszano interesującą mnie kwestię (np. dzięki wewnętrznemu
archiwum, podziałowi na działy itp.).
Liczę na Waszą pomoc i z góry dziękuję ze ewentualne informacje.
Kamil Nahajowski
Od redakcji: Szanowny Panie, pisanie pracy to również wyszukiwanie
materiałów. Jeśli chce Pan zlecić komuś tę pracę, prześlemy stawki wynagrodzenia.
***
Listy takiej treści w waszej sprawie rozesłałem do paru placówek
Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
"Szanowny Panie Prezesie, Od dłuższego już czasu torontoński
tygodnik ?Goniec= publikuje artykuły szkalujące islam i nawołujące, w stylu
średniowiecznych krzyżowców, do agresji wobec tej religii. Opublikowany
w tym tygodniu artykuł pt. ?Czas otworzyć oczy= jest typowym tego przykładem,
nie pierwszym i nie ostatnim zresztą. Są to teksty płytkie, tendencyjne,
traktujące historię wybiórczo, pisane przez ekstremistów katolickich. Celem
Kongresu jest m.in. ochrona dobrego imienia narodu polskiego. Takie treści
w prasie polonijnej ewidentnie narażają na szwank nasze dobre imię, zwłaszcza
w Kanadzie, kraju niewątpliwie tolerancyjnym, i mogą przysporzyć nam kłopotów.
Co Pan ma na ten temat do powiedzenia?
Z poważaniem, Jerzy Sędziak"
Od redakcji: Proponujemy powiadomić również Komitet Wojewódzki
PZPR i zakładową POP. Życzymy zdrowia.
Do Gorzowiaków
Mam na imię Hanna i chociaż nie jestem z Gorzowa, to czytam Waszą
stronkę od przysłowiowej "dechy do dechy"; są tu bardzo ciekawe opisy.
Widzę, że wiele osób uczestniczy w założeniu tej stronki i nie tylko pisząc
artykuły, ale też bawiąc się, co widać na fotkach zamieszczonych. Bardzo
mi się podobają właśnie takie spotkania ludzi, gdzie radośnie spędzają
czas w miłym gronie.
Postanowiłam do Was napisać, zwracając się z prośbą... Może ktoś
z tych ludzi, co pisze do tej stronki, ma małe dzieci i nie ma co zrobić
z ciuszkami po nich... trochę mnie krępuje to pisanie, ale sytuacja mnie
do tego zmusza. Nie proszę dla siebie, ale dla mojego wnuczka... Ma 5 miesięcy
Moja córka nie pracuje, jest na bezrobotnym. Jest samotną matką, ciężko
jej i chociaż my jej pomagamy jak możemy, to nie zawsze jest to wystarczająca
pomoc... Ja jestem na rencie... Mam jeszcze dwóch synów, a mąż sam
pracuje, więc sytuacja nie jest najlepsza... Proszę, jeśli ktoś by mógł
i miał niepotrzebne rzeczy dla chłopca, to chętnie bym przyjęła... Proszę
odpisać, jeśli ktoś może, na maila, a adres podam indywidualnie. Z góry
bardzo dziękuję... Pozdrawiam.
Hanna - hanna40@interia.pl
Od redakcji: Dziękujemy za list.
***
Od 2004 pisałem listy do "Poczty Gońca", ostatnio coś się zmieniło
(?), coraz bardziej wygląda to jak "Poczta Trybuny Ludu". Fakt, chyba jedynie
w "Gońcu" wspomniano o poglądach i zachwycie Piotra Wróbla dla najnowszego
paszkwilu Grossa, ale widocznie cenzura nie pozwala na wtykanie nosa w
nie swoje sprawy (???).
Nie interesują mnie działania "Gazety" prawie wyborczej, wiem,
czego można się spodziewać, ale cenzura działa i w "Gońcu", są zakazane
tematy, zresztą poglądy Wróbla też jakieś nieciekawe (?).
Ale jeśli postawa Piotra Wróbla nie zasługuje na poważniejszy
komentarz, na poinformowanie opinii, jeśli p. Kumor nie widzi potrzeby,
to jaki z niego dziennikarz? Tak p. Kumor bardzo łatwo się mądrzyć, wytykać
innym błędy, to takie budujące, ale jako Polaka nie stać pana na wytknięcie
poparcia dla paszkwilu Grossa, a może zgadza się pan z tymi poglądami?
"Nie ma przeproś" - kto tu się ośmiesza, daje młodzieży przykład?
Co to za autorytet...? Może ks. Michał Czajkowski.
Unikajmy tematów, bądźmy poprawni, coś jak - walczmy z islamem,
ale poddajmy się socbandzie - bzdura do kwadratu.
Dyskusja dla samego gadania mnie nie interesuje, proszę się podłączyć
do prowadzących rozważania - jak wzmocnić znaczenie naszej grupy etnicznej???
Polecam się łaskawej pamięci.
Sierzputowski Janusz
PS Te 90.000 to jakieś pieniądze, dobrze, że diabli wzięli, za
dużo "patriotów" się koło tego kręciło.
Od redakcji: Drogi Panie, nie można Politbiuru bezustannie
wytykać, że jest Politbiurem, trzeba je po prostu rozwiązać. Mam nadzieję,
że zdrowie Panu dopisuje. Serdeczności, Andrzej Kumor.
Nieoczekiwana
wypowiedź papieża
Co mogło spowodować ostatnią wypowiedź papieża? On z pewnością
przewidział reakcje świata islamu. Jego przeprosiny niewiele zmieniły;
wypowiedzi nie służą, żeby je dementować, co zresztą nie leży w tradycjach
Watykanu. Przeanalizujmy, co może spowodować niepokój papieża:
Papież często wspominał o osłabieniu zainteresowań religią w
zachodnim świecie. Jednocześnie jesteśmy świadkami dynamicznego rozbudzenia
islamu na Wschodzie. Na Zachodzie, wolność, pokój, dobrobyt, rozluźnił
społeczeństwa i rozproszył w różnych kierunkach indywidualne zainteresowania.
Tylko dramatyczne sytuacje konsolidują czujność w jednym kierunku; w czasach
komunizmu masy reagowały koncentrowaniem się wokół Kościoła.
Odrodzenie islamu nie przyszło od siebie, lecz zostało sprowokowane
przez: 1. inwazję NATO na Jugosławię, co umocniło islam na Bałkanach. Notabene,
inwazję niesprowokowaną, jako że Miloszević pragnął nade wszystko pokojowej
separacji w Jugosławii, na wzór np. Czechosłowacji. 2. Inwazję na Afganistan
i Irak. 3. Upór Izraela, by utrzymać wyżyny Golanu, Stare Miasto Jerozolimy
i Zachodni Brzeg. Wszystko to bardziej niż wystarczające, by obudzić śpiącego
olbrzyma. Odrodzenie islamu na Wschodzie następuje przy jednoczesnym wzroście
imigracji muzułmanów w Europie i słabnięciu rodzimego chrześcijaństwa.
Wszystko to bardziej niż wystarczające, by spowodować papieski niepokój.
Czego papież mógł się spodziewać przez swą wypowiedź? Rozbudzenia
chrześcijańskiej czujności? Prawdopodobnie osiągnąłby większy skutek, gdyby,
jak Jan Paweł II, zajął stanowisko krytykujące neokolonializm. "Muzułmański
miecz" służący Mahometowi w jego zdobyczach, o czym wspomniał papież Benedykt,
dziś nie odgrywa roli; muzułmanie nie zdobywają niczego mieczem, lecz bronią
się przed "mieczem" Zachodu. Jeśli papież miał na myśli terroryzm, powinien
wiedzieć, że "miecz terroru" upadnie automatycznie, gdy idea neokolonializmu
upadnie na Zachodzie. Ignorując ten fakt, papież tylko podtrzymuje muzułmańską
siłę.
William Markiewicz
Od redakcji: Zgadza się, odrodzenie islamu zostało sprowokowany
przez ideowy samorozkład Zachodu. Wypowiedź Papieża została przeinaczona
(celowo?) w mediach. Jej obszerny fragment publikujemy na str. 21.
Szanowni Państwo,
Pan Czyżo w swoim felietonie w numerze 38 z 22-28 września 2006
zastanawia się (cytuję): "...komu służą polscy europosłowie, w rodzaju
p. Geremka, Onyszkiewicza itp.? I kiedy wreszcie wymienimy ich na naszych
polskich reprezentantów, którzy służyć będą jednemu panu, narodowi i państwu
polskiemu?". Koniec cytatu.
Byłbym ogromnie wdzięczny, gdyby Pan Czyżo wykazał się nieco
większą odwagą i uchylił rąbka tajemnicy, odpowiadając na to pytanie. Bo
że odpowiedź zna, nie ma wątpliwości. Wiadomo o tym choćby z drugiej części
cytatu, z której wynika jasno, że nie są to "nasi, polscy" reprezentanci,
a na takich trzeba ich dopiero wymienić, oraz że obecnie nie służą oni
"jednemu panu, narodowi i państwu polskiemu".
Myślę, iż byłoby ciekawe dla Czytelników dowiedzieć się, kim
jest ten "jeden pan", któremu powinni służyć ludzie pokroju p. Geremka,
Onyszkiewicza i im podobnych (w czym podobnych?). Nie jest nim chyba naród
polski, bo ten występuje w zdaniu oddzielnie. Ciekawe byłoby wiedzieć,
kim jest "inny pan", któremu wyżej wymienieni dziś służą, o jakie - poza
polskim - naród i państwo chodzi. A także skąd Pan Czyżo o tym wie, czy
inaczej na jakiej podstawie takie opinie głosi.
Łączę wyrazy szacunku.
Zbigniew Darewicz
Od redakcji: Zapytamy p. Czyzo.
GONIEC NR 38/2006 (144)
(22-28
września 2006)
Drogi Panie Redaktorze!
My, mieszkańcy Domu Kopernika w Toronto, jesteśmy zbulwersowani
postawą naszego Kierownictwa.
W ubiegłym tygodniu gościł z wizytą u nas Premier Ontario. Było
to dla nas wielkim przeżyciem, jak i zaszczytem, nie wspomnę już o przygotowaniach
do tej wizyty. Co nas najbardziej zaskoczyło, że Krzyż, który jest symbolem
naszej religii, został (z nakazu Dyrekcji) przesunięty z frontowego miejsca
na ubocze, tak jakby miał zeszpecić widok naszego Domu. Mamy wobec tego
pytanie. Komu ten Krzyż przeszkadzał - Premierowi czy Kierownictwu Domu
Kopernika?
My nie możemy tolerować tego i przemilczać, bo wkrótce to będzie
przestępstwem być katolikiem. Chcielibyśmy jakiegoś odzewu i poparcia z
zewnątrz. Jak na to wszystko zapatrują się nasi rodacy, którzy może teraz
są w "sile wieku", ale później przyjdzie im może dzielić takie same losy
jak my.
Z podziękowaniem i z poważaniem
Mieszkańcy Domu Kopernika
(nazwiska do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Szanowni Państwo, w takich przypadkach nie wolno
milczeć - przecież to Państwo są gospodarzami tego domu, to wy - a nie
kierownictwo - jesteście tam "u siebie".
***
Szanowna Redakcjo, zgłaszam się do państwa, gdyż w Chapel Hill
nie mamy za bogatego życia polonijnego. Jest nas po prostu mało. Czytamy
państwa tygodnik dzięki łączom internetowym i gratulujemy rozwijania się.
"Goniec" jest coraz ciekawszy, nie wspomnę, że wymagający. Trzeba być oczytanym
i obytym, żeby wyczytać wszelkie "rodzynki" w felietonach pana Michalkiewicza
(któremu tą drogą bardzo dziękujemy za wszystkie mądre słowa i wspaniałe
felietony). Inne artykuły i felietony też bardzo dobre. Lubimy was coraz
bardziej. Przeczytałam właśnie na web, że pan marszałek Sejmu RP - Marek
Jurek wysłał do Papieża Benedykta XVI list ze słowami poparcia i solidarności.
Czuję wielką bezsilność wobec tych wszystkich zamieszek wywoływanych błędną
interpretacją tekstu Papieża. Chciałabym, abyśmy my, katolicy, może nawet
chrześcijanie, dołączyli się do takich słów poparcia i solidarności. W
końcu to nasz Pasterz. Czy gazeta Państwa mogłaby podjąć się bycia skrzynką
kontaktową i przesłać do Watykanu długą, mam nadzieję, listę podpisów nas
wszystkich, którzy jesteśmy i oburzeni, i zasmuceni tymi manipulacjami?
Z wielką niecierpliwością będę oczekiwała na odpowiedź "Gońca". Pozdrowienia
dla Polonii kanadyjskiej.
Izabela Naruszewicz
(przez 12 lat mieszkanka Mississaugi)
Od redakcji: Szanowna Pani, może lepiej przez miejscowy kościół,
oczywiście my też możemy pośredniczyć, ale zazwyczaj najprostsze rozwiązania
są najlepsze.
Obozy
Mówienie i pisanie o "polskich obozach koncentracyjnych" jeszcze
niedawno było wyjątkiem, a dziś staje się regułą. Trzeba temu oszczerstwu
przeciwdziałać, aby świat nie utożsamiał Polski z niemieckim ludobójstwem.
Skoro to są polskie obozy, to dlaczego mają niemieckie nazwy. Kilka miesięcy
temu polski rząd wystąpił z wnioskiem do UNESCO o zmianę nazwy obozu w
Oświęcimiu. Nowa nazwa ma informować, że to był nazistowski-niemiecki obóz
koncentracyjny. Zatwierdzenie tej nazwy może nastąpić w przyszłym roku.
To może mieć wpływ na zwiedzających, ale cała reszta, która się do Oświęcimia
nie wybiera, będzie tkwiła w przekonaniu, że Auschwitz to polski obóz koncentracyjny,
bo przecież leży w Polsce. Prasa, radio i TV, a zwłaszcza te poprawne politycznie,
przekazywały, że to "polskie obozy", więc Polak to ludobójca i należy go
napiętnować i tępić. Pewien czytelnik z Anglii w liście do redakcji tyg.
"Nasza Polska" zasugerował interesujące rozwiązanie, cyt. "...proponuję
zwrócić się do Niemców, prawowitych właścicieli tych obozów koncentracyjnych
z czasu II wojny światowej, żeby te obozy zagłady czym prędzej z Polski
zabrali. W międzyczasie żądać od Niemców opłaty w dewizach za każdy metr
kwadratowy polskiej ziemi, na której te niemieckie fabryki śmierci stoją.
Do chwili demontażu i wywiezienia ich z Polski do Niemiec. Jestem przekonany,
że dzisiejsze Niemcy przy swoich zdolnościach organizacyjnych i technicznych
nie będą miały trudności z demontażem, wywiezieniem z Polski i postawieniem
u siebie na widok publiczny niemieckich obozów koncentracyjnych z czasu
II wojny światowej".
Uważam to za dobry pomysł, a póki co to należy przy każdym obozie
umieścić tablice informacyjne odpowiadające historycznej prawdzie. Tablice
powinny zawierać takie informacje: kiedy powstał i przez kogo założony(zbudowany),
kiedy przybyli pierwsi i ostatni więźniowie, ilu ich zginęło, kto dostarczał
gazów trujących oraz wykaz liczby więźniów wg narodowości, obywatelstwa
i religii. Ktoś zapyta, a po co te informacje? A po to, aby nikt sobie
nie przywłaszczał tytułu jedynej ofiary obozów. Wszyscy odwiedzający powinni
mieć te same informacje, aby mogli porównać z tymi, które przywieźli ze
sobą. Zamiast obozów mogą powstać pomniki upamiętniające miejsca ludobójstwa.
Ktoś powie, że tak nie można, bo tam ginęli ludzie. Pod Grunwaldem i Lenino
też ginęli ludzie. Polacy pielęgnują te niemieckie obozy, a w zamian są
oskarżani o ludobójstwo. W ostatnim wydaniu "Gońca" jest wywiad p. Kumora
z senatorami PiS z Polski: p. Elżbietą Więcławską-Sauk i p.
Jackiem Saukiem. Jest w tym wywiadzie mowa o planowanej produkcji filmu
dokumentalnego o obozach koncentracyjnych. To bardzo szlachetna inicjatywa,
tym bardziej że jest planowana emisja tego filmu w kanadyjskich szkołach.
Wskazana by była również emisja w amerykańskich i izraelskich szkołach.
Ja proponuję, aby ten film pokazano również w polonijnym Centrum Kultury
im. Jana Pawła II w Mississaudze dla tutejszej społeczności. Należałoby
zaprosić na ten pokaz różne grupy etniczne i ich środki przekazu. Na pewno
by to pomogło zrewidować oszczercze opinie o "polskich obozach". Niemcy
w szybkim tempie budują IV Rzesze na gruncie UE, a Polakom jakoś trudno
zbudować IV RP. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale te obozy jeszcze
się mogą przydać IV Rzeszy.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Niech każdy z nas pokaże swoim anglojęzycznym
znajomym, sąsiadom i kolegom z pracy - już samo to byłoby bardzo
dużo.
Pan Jerzy Rosa,
Jestem stałym czytelnikiem Pana artykułów dotyczących propozycji
wypoczynku, rekreacji i podróży. Jestem pełen uznania dla tego, co Pan
robi dla nas, dla Polonii. Jesteśmy Panu bardzo wdzięczni. Pana rady i
informacje są bardzo cenne. Dziękuję w moim imieniu i moich znajomych.
Mam do Pana pytanie... Czy jest możliwość wrócenia do Pana poprzednich
artykułów na waszej stronie internetowej? Raz, że chciałem przedyskutować
z rodziną i znajomymi Pana poprzednie propozycje, jak również za Pana pozwoleniem
ewentualnie skopiować na mój CD do odtworzenia w przyszłości. Czy jest
to możliwe?
Z góry Panu dziękuję. Pozdrawiam Pana i całą Redakcję "Gońca".
Stanisław Musiał
Od redakcji: Dziękuję za miłe słowa, strona z rubryką "Sposób
na weekend" ukaże się w Internecie jeszcze tej zimy.
***
Więc uważasz, Andrzeju, że przy odrobinie psychicznego wysiłku
i Twojej porady wszyscy poczujemy się... dobrze?! Mao w Chinach nakładał
na ludzi te same mundurki, myśląc, że w ten sposób zuniformuje ich czucie
się, Ty próbujesz nałożyć psychiczny mundurek... twojego myślenia, mając
nadzieję, że uszczęśliwisz wszystkich. Jakże się mylisz.
Potrzeba dobrego wychowania.
Jurek
Od redakcji: Jurku, ja tylko piszę co myślę i wiem, że inni
też myślą. Według mojej wiedzy, Mao miał deczko inną koncepcję...
***
Prawie wszyscy ostatnio (najbardziej pan poseł Gadzinowski) -
zachwycają się rozwojem w Chinach.
Jak podała agencja Asia News11 września, w północnej prowincji
Chin, Shaanxi, został aresztowany biskup Martin Wu Qinhjing, ordynariusz
diecezji Zhouzhi (950 km od Pekinu). O 10 rano 30 uzbrojonych policjantów
wtargnęło na teren parafii. Doszło do rękoczynów, gdy 80-letni ksiądz,
4 seminarzystów i 4 siostry próbowali zatrzymać policjantów. Jeden z oficerów
uderzył biskupa Wu w twarz. Oficerowie aresztowali biskupa bez przedstawienia
mu jakichkolwiek zarzutów; miejsce aresztu biskupa Wu jest nieznane. Nieoficjalnie
wiadomo, że biskup Wu został aresztowany za okazywaną publicznie lojalność
wobec Stolicy Apostolskiej.
80-letni biskup Wu należy do tak zwanego Kościoła patriotycznego.
Sakrę przyjął w październiku ubiegłego roku, ale Stolica Apostolska zatwierdziła
jego święcenia. Wtedy to komunistyczne władze cofnęły mu swe poparcie i
zakazały publicznej działalności. Diecezja Zhouzhi leży w środkowych Chinach
i liczy 60 tysięcy katolików. Jest tam 54 kapłanów, ponad 100 seminarzystów
i prawie 200 sióstr zakonnych.
W więzieniach chińskich pozostaje 6 innych biskupów katolickich.
Są to: Su Zhimin, lat 74, biskup Baoding w prowincji Hebei, aresztowany
8 października 1997 roku, nie wiadomo, czy nadal żyje; Han Dingxiang, lat
69, biskup Yong Nian w prowincji Hebei, aresztowany w grudniu 1999, miejsce
przetrzymywania nieznane, według Fundacji Kardynała Kunga, biskup nadal
żyje; Jia Zhiguo, lat 72, biskup Zhengding w prowincji Hebei, aresztowany
9 razy od stycznia 2004 roku, ostatni raz aresztowany 25 czerwca 2006 roku;
Shi Enxiang, lat 84, biskup Yixian w prowincji Hebei, aresztowany 13 kwietnia
2001 roku, nie wiadomo, czy nadal żyje; Yao Liang, lat 83, biskup Xiwanzi
w prowincji Hebei, aresztowany 30 lipca 2006 roku, przebywa w więzieniu
w mieście Zhangjiakou; Zhao Zhedong, lat 86, biskup Xuanhua w prowincji
Hebei, aresztowany w grudniu 2004 roku; miejsce przetrzymywania nieznane.
Hanna Shen, Tajwan
Od redakcji: Wydaje się, że dzisiaj Chiny wszystkich mają w
kieszeni, w związku z tym pozostaje nam boleć nad łamaniem praw człowieka
przez juntę birmańską.
***
Premier Kaczyński domagał się specjalnej współpracy wojskowej
pomiędzy USA a Polską, gdyby Polska miała się zgodzić na rozmieszczenie
pocisków antyrakietowych na terenie naszego kraju. Putin podobno już podciągnął
swoje pociski do granic Polski. Czy będzie coś za coś? Działacze KPA pieją
z radości.
Przy okazji w "The NY Sun", organie amerykańskich syjonistów,
pisze o wizycie Kaczyńskiego w USA Alex Storozynski. Do niedawna prezes
Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, najbogatszej organizacji
polonijnej, która co roku traci setki tysiące dolarów na fingowane procesy,
a brak jej pieniędzy na wspomaganie organizacji polonijnych (czy dlatego,
że narodowe?).
Ostatnio wśród nowojorskiego robactwa popłoch. Pismo Centrum
Polsko-Słowiańskiego zamierza publikować listę TW bezpieki wśród Polonii
nowojorskiej. Rozpoczęli bezprecedensowy atak na CPS ze wsparciem konsulatu
i miejscowych antypolskich gadzinówek, jak "Kurier Plus" i "Nowy Dziennik",
"Forum Polonijne". Nie zdziwiłbym się, gdyby byli polonijni agenci SB przeszli
do CIA lub Mosadu. Niestety, usadowili się w polonijnych organizacjach,
m.in. we wspomnianej Unii Kredytowej.
Stan Sas
Od redakcji: Agenci lubią być "podwójni". "Pojedynczy" są tylko
agenci ideowi...
Szanowna Redakcjo!
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuł mojego starego
druha, jeszcze z czasów wojskowych, Krzyśka Sapińskiego, w którym wyraził
on swoje rozczarowanie koncertem D. Gilmoura, i nie tylko. Swoją drogą,
to trzeba być prawdziwym fanem rocka, żeby mieć kaprys, ot tak sobie, wyskoczyć
na koncert do "pobliskiego" Gdańska... Na ten, będący wielkim wydarzeniem
artystycznym, koncert zjechało sporo Skandynawów, Niemców, Czechów i Łotyszy,
ale z całą pewnością, obywateli zza oceanu więcej nie było.
Jak się łatwo domyślić, w Gdańsku byliśmy razem (ja tam dotarłem
z oddalonego tylko o rzut kamieniem Gorzowa) i spędziliśmy wspólnie sporo
godzin przed i po koncercie. Miałem więc możliwość obserwowania, jak Krzysiek
reaguje na ciągle jeszcze skrzeczącą, polską rzeczywistość, i muszę przyznać,
że z perspektywy tubylca niektóre scenki bywały pocieszne, a już szczególnie
ubawił mnie jego monolog skierowany do "babci klozetowej" w publicznym
szalecie, w którym w dosadnych słowach usiłował wytłumaczyć zaskoczonej
kobiecinie, że Polska to już chyba ostatni kraj na kuli ziemskiej, gdzie
się płaci za skorzystanie z miejskiego szaletu, nie całkiem zresztą czystego,
ale po chwili, zdając sobie sprawę, że "kierowniczka" tegoż przybytku jest
odporna na jakiekolwiek argumenty, wrzucił do słoika należność z nawiązką
i klnąc pod nosem, wyszedł "szukać" kolejnych, nieziemskich nonsensów,
a do takich trzeba zaliczyć i przygodę w wypożyczalni samochodów, i ciepłe
piwo w sklepowej lodówce, i wiele, wiele innych, o których on sam nie wspomniał,
więc ja jako obywatel tego kraju, też wolę ich nie przytaczać...
Ale wracając do koncertu, to nie podzielam jego wszystkich, krytycznych
uwag. Owszem, od strony organizacyjnej była to zwykła amatorszczyzna i
nie może być wytłumaczeniem brak doświadczenia miejskich włodarzy w organizowaniu
tak wielkich imprez (po ubiegłorocznym koncercie J.M.Jarre'a to dopiero
drugie tej skali widowisko w Gdańsku), również teren stoczni nie jest odpowiednim
miejscem do słuchania muzyki, ale gdzie indziej mógł się odbyć koncert
rocznicowy, jak nie w kolebce Solidarności?
Co do nagłośnienia, to nie chciałbym się spierać z Krzyśkiem,
który zaliczył grubo ponad setkę różnych koncertów czy to w Toronto, czy
w Chicago, i pewnie wie, co pisze, ale np. w radiowej "Trójce" słyszałem
wypowiedź muzycznego dziennikarza zachwyconego koncertem właśnie od strony
muzycznej, który wyznał, że po raz pierwszy podczas plenerowego koncertu
tak wyraźnie słyszał grę poszczególnych muzyków. Już nie będę się powoływał
na tak wielki autorytet, jakim bez wątpienia ciągle jest Piotr Kaczkowski,
on był "cały w skowronkach" i w trakcie koncertu i po, i chyba jeszcze
w takim stanie pozostaje do dzisiaj... A ja? No cóż, mój przypadek jest
szczególny, od czasu płyty "Dark Side Of The Moon", czyli od roku 1973,
kocham zespół Pink Floyd miłością bezwarunkową i nawet gdyby D. Gilmour
zagrał w Gdańsku tylko na grzebieniu, ja i tak byłbym w siódmym niebie!
To był mój pierwszy koncert w dość długim już życiu i to, że się na nim
znalazłem, zawdzięczam właśnie Krzyśkowi.
Niech mi wolno będzie, za Waszym pośrednictwem, podziękować mojemu
przyjacielowi za tak wspaniały muzyczny podarunek i może doczekam takiej
chwili, że wspólnie obejrzymy kiedyś koncert, do którego nawet on, tak
wymagający odbiorca, nie będzie mógł się przyczepić, i aż brakuje mi wyobraźni,
żeby poczuć, jak wyjątkowa to będzie muzyczna uczta!
Serdecznie pozdrawiam.
Zbyszek Siepietowski
z Gorzowa Wlkp.
Od redakcji: Podziękowania przekazujemy, babcia klozetowa też
człowiek i spieranie się z takową czasami bywa interesujące...
GONIEC NR 37/2006 (143)
(15-21
września 2006)
Do autorytetu moralnego p. Kumora
Jakiś czas temu pouczał pan "Nasz Dziennik", twierdził, że nie
umieją prowadzić biznesu, sukces GW dawał pan za przykład. Panie Andrzeju,
trochę samokrytyki, warto się zająć "Gońcem" goniącym ostatkiem tchu, ale
na tę zapaść lekarstwa pan chyba nie zna.
Na mój list z 7 lipca powiedział pan, że wyciągam pochopne wnioski
i nieprawdziwe, przemyślałem to jeszcze raz i myślę, że jest pan po prostu
tchórzem podszyty jak żydowski chałat, posługuje się tylko przemyśleniami
i odwagą innych, sam najwyżej napisze list do "Tylko Polska" p. Bubla,
który w porównaniu jest bardzo odważny. Autorytetów mamy do obrzydliwości
nawet w Ontario, do działania i mówienia prawdy chętnych brak, ale w sprawie
Powstania Warszawskiego co roku powtarzane są te same dyrdymały, jakie
to proste mądrzyć się 60 lat po fakcie, nic za to nie grozi, a jaki jestem
mądry.
Oczywiście są ludzie wierzący, że podrzucenie zdechłego barana
smokowi rozwiązuje sytuację, ale tacy gdybać będą całe życie i nic z tego
nie wynika. W moich ostatnich nieopublikowanych listach było kilka spostrzeżeń,
ale po co się narażać, lepiej spokojnie taplać się w swoim grajdole.
Ciekawe, jakie będą komentarze w sprawie KPK i utraty 90 000
grantu, diabli wzięli, a już "patrioci i społecznicy" byli gotowi, ale
teraz na pewno stracą zainteresowanie. "Patriota" Wróbel chciał też zadziałać
przy podziale, należy mu się za pochwały i podziw dla oszusta Grossa.
Tak, kudy "Gońcowi" do wielu polskich gazet, oni są po prostu
dużo odważniejsi, a my tak sobie tylko rżniemy bohaterów. Znajoma Zosia
S. wygrała w "Gońcu" 100 dol., przy okazji będę musiał z nią podyskutować,
przecież tylko dzięki działaniu kilku osób w małym mieście nie ma zwrotów
"Gońca", ale czy warto się w to mieszać, między gazetami nie ma rywalizacji,
konkurencji, spokój i gadanie głupot jest dewizą torontońskich dziennikarzy.
Gratuluję zadowolenia.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, tworzy pan własną zmitologizowaną
rzeczywistość, domniemując rzeczy nieistniejące.
1. Nie uważam siebie za autorytet, a już tym bardziej moralny.
Po prostu lubię myśleć, biorę z myślenia innych to, co mi się podoba, i
wycinam własną ścieżkę. W ten sam sposób postępują ci, którzy czytają moje
teksty. Ludzie swój rozum mają (co widać po Panu), więc niech Pan się nie
obawia, że inni są głupsi.
2. Śmieszy mnie Pana zarzut tchórzostwa, bo nie wiem, kiedy
przy wydawaniu "Gońca" miałbym się wykazywać odwagą. Żyjemy w wolnym kraju,
za pisanie, na razie, nie zamykają do obozów. Nie lubię bohaterszczyzny,
wychodzenia na barykady w porwanej koszuli itp. - jeśli Panu brakuje takich
emocji, niech Pan zmieni klimat.
3. W Pana nieopublikowanych listach, owszem, było kilka spostrzeżeń,
ale mają one charakter tzw. blogu, a nie listów. Polecam Panu założenie
własnej strony www i publikowanie codziennego dzienniczka.
Serdeczności
Andrzej Kumor
Uprzedzenia
Postawy antypolskie Żydów amerykańskich mają swoją długą historię
sięgającą czasów przynajmniej początków ubiegłego stulecia.
Dowody znaleźć można było poprzez analizę treści informacji
zawartych w prasie. Choć są one wystarczające, szacunek budzą próby sięgania
do innych metod badań empirycznych. Dzięki nim warstwa opisu zjawiska zostaje
wsparta głębszą warstwą - wyjaśnianiem. Nie da się wówczas używać argumentu
przypadkowości wypowiedzi prasowych, gdyż wyjaśnianie pokazuje mechanizmy
prowadzące do formułowania i publikowania tychże wypowiedzi.
Do takich budzących szacunek wysiłków należą badania Roberta
Cherry'ego z Brooklyn College (USA), których wyniki zostały zaprezentowane
na konferencji naukowej odbywającej się w dniach 2- 5 X 2004 r. w Krakowie.
Konferencja miała temat: "American Ethnicity: Rethinking Old Issues, Asking
New Questions", zaś tytuł referatu R. Cherry'ego brzmiał: "Measuring anti-Polish
biases among Holocaust teachers".
Badanie postaw wykładowców i działaczy żydowskich oparte było
na trzech bateriach stwierdzeń (w sumie było ich 18). Opisywały one motywacje
i działania: Polaków (z naciskiem na ich chrześcijańskość), Kościoła katolickiego
(z naciskiem na hierarchię kościelną) oraz Armii Krajowej. Do wyrażenia
ocen służyła sześciostopniowa skala.
Wyniki badań ujawniły krańcowo negatywne uprzedzenia żydowskich
akademików nauczających o Holokauście, na uczelniach amerykańskich.
Jak stwierdza autor, jest to bardzo mocny dowód na to, że amerykańska
Polonia ma rację, skarżąc się na antypolskie uprzedzenia dominujące wśród
osób wykładających przedmiot: Holokaust.
Swój referat R. Cherry zakończył w sposób następujący:
"W dodatku, zasięg wpływu poglądów polskich pracowników naukowych
w żaden sposób nie równa się wielkości wpływu ich żydowskich odpowiedników.
Żydowscy akademicy prowadzą zajęcia z przedmiotu: Holokaust w całych Stanach
Zjednoczonych. Na kursy te zapisuje się dziesiątki tysięcy studentów rocznie.
Żydzi organizują także konferencje i mają duży wpływ na dobór eksponatów
w muzeach. Co więcej, poglądy wykładowców żydowskich oraz osób, które przeżyły
Holokaust, są zbyt często bezkrytycznie akceptowane ze względu na sympatię
społeczeństwa dla żydowskich ofiar wojny.
W przeciwieństwie do tego, polscy akademicy w Stanach Zjednoczonych
nie mają liczącego się forum dla przedstawiania swoich poglądów społeczeństwu.
Przede wszystkim, jest ich niezbyt wielu, co ogranicza możliwość wywierania
wpływu. Jest tylko kilka programów uniwersyteckich, gdzie mają oni możliwość
przedstawiać swoje poglądy na Holokaust. Właściwie rzecz biorąc, ich wpływ
może być znaczny jedynie w środowisku polonijnym.
Biorąc to wszystko pod uwagę, mam nadzieję, że środowisko żydowskie
powinno zwrócić uwagę na silne antypolskie uprzedzenia bardzo widoczne
w trakcie prowadzenia zajęć z przedmiotu: Holokaust".
W Polsce, w USA czy w Kanadzie są osoby, także i gazety, które
mocno bronią polskiego punktu widzenia na sprawy stosunków polsko-żydowskich.
Niestety, bywa, że spotykają się z krytyką płynącą od wewnątrz, czyli
z polskiego środowiska. Czyni ona dużą szkodę, bowiem ogranicza i tak przecież
niewielkie możliwości prezentowania polskiego punktu widzenia.
Żydowski punkt widzenia (często zawierający antypolskie uprzedzenia)
z łatwością prezentowany jest światu dzięki mediom przez Żydów posiadanym
oraz dostępowi, jaki Żydzi mają do innych mediów. Niestety, dysproporcje
te są olbrzymie.
Edward Sołtys
Toronto
Od redakcji: Uczmy się od nich, kopiujmy mechanizmy.
***
Chciałem poruszyć taką sprawę. Wszystko jest OK, 90 proc. są
superartykuły, ale stosunki polsko-ukraińskie czy odwrotnie są niedobrze
naświetlane, i to nie tylko w "Gońcu", ale w ogóle w polskiej prasie.
Weźmy na przykład "cud nad Wisłą". Jedna trzecia "cudu" to jest
armia Petlury, która zablokowała armię Stalina i Budionnego, które miały
uderzyć od południa na Warszawę. Zablokowały pod Lublinem itd. itd., w
tych okolicach między Lwowem a Warszawą.
Dlaczego się o tym nic nie pisze? Tak ciężko? Piłsudski pomagał
Ukraińcom, Ukraińcy pomagali Piłsudskiemu, no i prosta rzecz. Tak samo
odsiecz wiedeńska, tak samo inne bitwy, z Tatarami, z Turkami, z Moskalami.
Nic się nie pisze, tylko chwała oręża polskiego (...).
Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na to - ja myślę, że to jest problem
w tym, że Kresowiacy według mnie to są ludzie narodowości żydowskiej, którzy
przyszli na te tereny, jak Izabela Hiszpańska wygnała Żydów, oni przyszli
za królowej Bony, ona ich tam dała, idźcie tam, tam są tereny niczyje.
I tu problem w tym, że tacy Sosnkowscy, Roweccy itd. to są nazwiska wzięte
z sufitu. I tu jest problem, że Kresowiacy robią złą atmosferę dla Polaków,
bo prawdziwy Polak siedzi tam koło Kielc, i prawdziwy Ukrainiec tam gdzieś
koło Jarosławia czy koło Halicza, Lwowa, Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie
założyli te miasta Włodzimierz Wielki i Jarosław Mądry, Drohiczyn, Chełm
itd. itd.
Dlatego tu jest problem w tym, że Kresowiacy pochodzenia żydowskiego
przeinaczają historię polsko-ukraińskich stosunków. Po prostu przywłaszczają
sobie Ukrainę, Rosję i wszystko naokoło. Tak jak teraz, przywłaszczają
sobie cały świat.
Czytelnik z Hamilton
Od redakcji: Widzi Pan, "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia",
stąd różne wersje historii.
Rerendum w sprawie obcych rakiet w Polsce
To "nierozpoznanie" ryzykownego charakteru US-raelskiej "polityki"
względem Polski może mieć ciężkie następstwa, też dla panów Kaczyńskich,
jak zaczną śmigać neutronowe bombki, to i im zacznie z króciutkich palców
u rąk schodzić płatami mięso. Życzę Polakom rozsądnych decyzji: jeszcze
nie jest za późno, Kaczyńscy jeśli chcą wyjść z twarzą z całego zamieszania,
powinni zorganizować w tak istotnej sprawie referendum... inaczej może
być... że żarty się skończyły! Atomowa zagłada wisi nad Polską jak widmo...
Czy to nie byłoby uczciwe postawienie tak istotnej dla nas i
naszych dzieci kwestii obcych rakiet na terenie Polski? Czyżby ktoś
obawiał się o wynik? A może decyzja o rakietach już zapadła?
Komu bliska jest idea referendum w sprawie obcych rakiet w Polsce,
niech pisze do prezydenta, premiera, ministra obrony narodowej oraz do
posłów, na których głosowali listy z propozycją wykorzystania W TAK ISTOTNEJ
SPRAWIE demokratycznego instrumentu, jakim jest OGÓLNONARODOWE REFERENDUM.
Piszcie, dopóki nie jest za późno! Chyba że macie inny pomysł, by Wasz
głos był słyszalny w tej sprawie (jakiekolwiek macie zdanie). Niech nie
decydują ponad naszymi głowami, inaczej kiedyś mogą stracić swoje!
Janusz Sawiński
Od redakcji: Referendum dobra rzecz. Było już jedno o UE, proszę
sobie przypomnieć, jak wyglądała kampania przedreferendalna...
GONIEC NR 36/2006 (142)
(8-14
września 2006)
Szanowny Panie Redaktorze
Zakazane piosenki - nożyce cenzora. Moi Drodzy. W dniu wczorajszym
- 01.09.2006 r. - włączyłem telewizor. Akurat "szedł" film "Zakazane piosenki".
Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że wycięto jedną scenę - scenę, w której
chłopiec śpiewa w tramwaju piosenkę antyniemiecką. Wycięto tę część sceny,
gdzie chłopiec, ścigany przez hitlerowca, wyskakuje z tramwaju, a
żandarmi z Waffen SS, serią z automatu, kładą go trupem na chodniku.
Nie oglądałem całego filmu, ale kolega relacjonował mi, że inne
sceny obrazujące okrucieństwo i bezwzględność Niemców także zostały wycięte.
Film ten był emitowany w sierpniu br. i te sceny jeszcze nie
były wycięte. Rzecz dotyczy TVP SA. To ta telewizja emitowała film i ta
TV cięła/cenzurowała. Długie są ręce Waffen SS (i jej "polskich" zwolenników),
sięgają nawet telewizji polskiej, i to 61 lat po wojnie.
Pozdrawiam
Marek Zawadzki
Od redakcji:Powtórzmy: Kto decyduje o przeszłości, ten decyduje
o przyszłości, a ten decyduje o przeszłości, kto ma władzę w teraźniejszości...
Panie Andrzeju!
Uważam, że nie ma najmniejszego sensu spierać się z Panem przy
każdej rocznicy Powstania Warszawskiego o to samo, jeśli żaden z podanych
przeze mnie faktów nie przekonał Pana. Musi Pan zdawać sobie sprawę, że
tylko jeden z nas ma rację.
Przez prawie pół wieku starano się wmówić nam, że bohaterstwo
to "bohaterszczyzna", a z bohaterów zrobić idiotów. Myślałem, że tamten
okres to już przeszłość. Niestety, każdy, kogo stać na wydawanie pisma,
dowolnie interpretuje historyczne fakty. Pyta Pan: "Przedłużeniem jakiej
polityki było Powstanie?". Wszak środki polityczne zostały wyczerpane wcześniej,
a Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem RP na emigracji. Akcja
"Burza" we Lwowie i Wilnie zakończyła się rozstrzeliwaniem żołnierzy Armii
Krajowej przez Sowietów i wywożeniem ich na Sybir. Zostało nam tylko to
jedno - wyzwolić stolicę Polski sami powstańczym zrywem i ustanowić własne
władze administracji państwowej, tak by Sowieci, wkraczając do miasta,
stanęli przed faktem dokonanym. Aresztowanie legalnych władz kraju to co
innego niż rozbrojenie i rozstrzelanie po cichu jakiegoś oddziału partyzanckiego.
Musiano by to uczynić na oczach świata. Stalin bardzo się spieszył z wysłaniem
PKWN-u z Moskwy do Chełma, fałszując nawet datę rozpoczęcia przez niego
urzędowania. Powstanie było walką o ZASADY, od których nigdy nie należy
odstępować, by nie być posądzonym o tchórzostwo i brak honoru. Więc pytam
Pana jeszcze raz - czy Polska, na której sowiecki gwałt już się rozpoczął,
powinna ich prosić o wazelinę, by był mniej bolesny - czy walczyć do końca.
Powstanie w getcie warszawskim nie miało żadnych szans powodzenia, a nikt
do tej pory tej decyzji nie zanegował, a ci, którzy przeżyli, są bohaterami.
A przecież oznaczało ono zagładę całej zamkniętej w nim ludności. Więc
nie wszystkie, tragiczne w skutkach decyzje są idiotyczne?
Idąc dalej tokiem Pańskiego rozumowania, musiałbym dojść do naprawdę
idiotycznych wniosków -że idiotyzmem była obrona Westerplatte i Warszawy.
Może prezydent Starzyński powinien powitać wkraczających do stolicy Niemców
na moście Kierbedzia chlebem i solą, poddając im miasto bez walki. Następnie
podpisałby volkslistę i pozostał na stanowisku, by móc się lepiej opiekować
mieszkańcami Warszawy i jej zabytkami, z których żaden nie zostałby zniszczony?
Nie dajmy się zwariować.
Winicjusz Gurecki
Od redakcji: Panie Winicjuszu, powtórzę: nie zawiedli polscy
żołnierze, zawiedli politycy! A jeśli już padła dramatyczna decyzja o Powstaniu,
"ostatni rzut na taśmę", to na Miłość Boską, dlaczego do Warszawy nie wysłano
desantu Sosabowskiego z komandosami, dlaczego nie postawiono wszystkiego
na ostrzu noża, grożąc wycofaniem polskich żołnierzy z frontu w razie odmowy
alianckiej pomocy dla Powstania? Zapomnieli języka w gębie?! Czy co?
- A.K.
***
Amerykańska Fundacja Kardynała Kunga poinformowała o uwolnieniu
przez władze chińskie Franciszka An Shuxin, biskupa pomocniczego podziemnego
Kościoła katolickiego z diecezji Baoding w prowincji Hebei. Biskup An,
lat 57, został aresztowany w maju 1996 roku. Od tego czasu duchowny
był widziany tylko raz. W 2000 roku na chiński nowy rok władze zezwoliły
na odwiedziny w więzieniu matki biskupa. Duchowny pożegnał matkę słowami:
"spotkamy się w niebie". Biskupa zwolniono niespodziewanie w piątek, 24
sierpnia, pozostaje jednak pod nadzorem. Nie wiadomo, jaki jest stan zdrowia
duchownego. W więzieniach chińskich pozostaje nadal 6 biskupów katolickich.
Są to: - Su Zhimin, lat 74, biskup Baoding w prowincji Hebei, aresztowany
8 października 1997 roku; nie wiadomo, czy nadal żyje; - Han Dingxiang,
lat 69, biskup Yong Nian w prowincji Hebei, aresztowany w grudniu 1999;
miejsce przetrzymywania nieznane; według Fundacji Kardynała Kunga biskup
nadal żyje; - Jia Zhiguo, lat 72, biskup Zhengding w prowincji Hebei, aresztowany
9 razy od stycznia 2004 roku; ostatni raz aresztowany 25 czerwca 2006 roku;
- Shi Enxiang, lat 84, biskup Yixian w prowincji Hebei, aresztowany 13
kwietnia 2001 roku; nie wiadomo, czy nadal żyje; - Yao Liang, lat 83, biskup
Xiwanzi w prowincji Hebei, aresztowany 30 lipca 2006 roku; przebywa w więzieniu
w mieście Zhangjiakou; - Zhao Zhedong, lat 86, biskup Xuanhua w prowincji
Hebei, aresztowany w grudniu 2004 roku; miejsce przetrzymywania nieznane.
Pozostali biskupi Kościoła podziemnego w Chinach są albo inwigilowani,
albo skazani na areszt domowy, lub po prostu ukrywają się. Prezydent Fundacji
Kardynała Kunga, Józef Kung, wyraził nadzieję, że władze Chin uwolnią także
pozostałych księży i wiernych. "W ten sposób Chiny mogą zademonstrować
prawdziwą wolę poprawy stosunków z Watykanem, a także poprawę sytuacji
w dziedzinie praw człowieka."
Hanna Shen
Tajpej
Od redakcji: Chiny niczego nie muszą demonstrować, bo wszystkich
mają w kieszeni.
***
Chcę Państwa poinformować, że w ostatnim wydaniu (str. 5 Przegląd
Tygodnia) "Gońca" podaliście błędnie, że po połączeniu firm Goldcorp i
Glamis Gold firmy te utworzyły największą na świecie firmę wydobycia złota,
co nie odpowiada rzeczywistości, ponieważ największymi producentami złota
są w kolejności kanadyjski Barrick i amerykański Newmont, a nowy Goldcorp
już po połączeniu jest nr 3.
Czytelnik
Od redakcji: Możliwe, przepraszamy!
Nazywam się Rafał Szczepan z Polski (Rzeszów). Poszukuję kontaktu
z moim kolegą ze szkoły podstawowej (rok urodzenia 1974) z Rzeszowa. Robert
wyjechał do Kanady z całąrodziną (mama Halina (?), tata Bogdan, siostra
Regina, siostra Kasia)
Jeżeli ktoś mieszka w MISSISSAUGA i znajdzie mojego przyjaciela,
to niech Robert do mnie wyśle e-maila. Z góry dziękujź za pomoc i pozdrawiam
Rafał Szczepan
rafal.szczepan@gmail.com
Od redakcji: ***
GONIEC NR 35/2006 (141)
(1-7
września 2006)
***
W nawiązaniu do Waszego artykułu p. Ligęzy "Czytajcie, czytajcie",
to w Polsce - w bibliotece - łatwiej znaleźć 100 pozycji nt. ŁU-nii, niż
młodzieżową/dziecięcą książkę o historii Polski np. w formie czytanek.
Polikwidowano księgozbiory nieprawomyślne, m.in. historyczne, patriotyczne.
Jednym z przykładów jest likwidacja np. "Wyzwania oświeconych
samurajów" - autor Wowczuk. Dziennikarz, ekonomista, który ekonomię skończył
w Charbinie (za czasów carskich lądowy, rosyjski Hongkong, z dużą Polonią,
która ocalała do dzisiaj), jeszcze za czasów Czang Kaj-szeka, a więc ekonomię
prawdziwą, nie socjalistyczną. Było to o błyskawicznym rozwoju Japonii.
Był to przepis na zbudowanie II Japonii. I jak tylko Bolesław Wałęsa został
prezydentem, biblioteki dostały spis książek i autorów do przemiału. W
tym
Wowczuka.
Durniami łatwiej rządzi się. O tym wiedzieli najeźdźcy, o tym
dobrze wiedzą ich dzieci i wnuki, których w kręgach władzy nie brakuje
do dziś.
Pozdrawiam
Marek Zawadzki
Od redakcji: "Wiedza tylko dla wybranych" - tak było już za
faraonów.
PROŚBA O POMOC DLA
SIEROT NA WOŁYNIU
Związek Ziem Wschodnich RP w Toronto, zwraca się z prośbą do
Polonii o pomoc w wykształceniu młodzieży polskiej na Wołyniu. Poniżej
zamieszczamy prośbę nadesłaną do Związku od ks. Andrzeja Kwiczały
z Maniewicz. Bardzo prosimy o poparcie tej akcji.
***
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Szanowni Państwo
Rodacy ze Związku Ziem Wschodnich.
Na początku mojego listu chciałbym bardzo serdecznie podziękować
za pomoc, jaką od was otrzymujemy w postaci paczek. Bardzo się przydają,
bo ludzi biednych jest tu sporo. Mam trzy parafie, Maniewicze, Lubienów
i Czersk. W niedziele i święta robię ok. 200 km na Mszę św.
Pracy mam sporo, bo oprócz pracy duszpasterskiej zajmuję się sierotami
(26 dzieci od 8 do 18 lat) i osobami starszymi.
Staram się robić remonty, kościół w Maniewiczach wymaga po tej
zimie remontu dachu i okien, sól wychodzi ze ścian strasznie, w Lubienowie
wali się dach na klasztorze, ale za to udało mi się tanim kosztem wyremontować
kościół. Teraz moim problemem są trzy sieroty pochodzenia polskiego, uczą
się bardzo dobrze, chcą dalej studiować. Na studia państwowe nas nie stać,
bo nie mam pieniędzy na łapówki, szukam sponsorów. Chciałbym opisać pojedynczo
każde z tych dzieci.
Janeczka, 17 lat, czysta Polka, tatę zabito, był policjantem.
Kiedy jej mama była w 7. miesiącu ciąży, mama umarła na raka 7 lat temu.
Janeczka szkołę skończyła ze srebrnym medalem. Pomagali jej jak mogli
dziadkowie, ludzie starzy, 80 i 77 lat. Janeczka studiuje na pierwszym
roku politologii, ma same piątki. Ten rok zapłaciłem za nią z moich
i kościelnych pieniędzy. Nie stać mnie opłacić dalszej nauki i bardzo żałuję.
Opłata czesnego i akademika to 1.000.00 dol.
Dimitr - 17 lat - ma tylko mamę. Tato umarł 5 lat temu
na gruźlicę. Uczy się na pierwszym roku handlowości, ma same piątki
i jedną czwórkę. W tym roku na studia będzie zdawać egzamin.
Ałła studiuje anglistykę. Tatę zabili w tym roku w styczniu.
Ałła będzie studiować w Polsce. Za jej studia, jak nie znajdę sponsorów,
będę musiał płacić po 800 dol. za rok. Szkoda by jej było, bo szkołę
skończyła ze złotym medalem. Wszystkie dzieci są pracowite,
dobre, zależy mi na ich przyszłości. Państwo nie chce im pomóc, więc
na ile mogę, to z ramienia Kościoła i pomocy ludzi dobrej woli ich kształcę.
Bardzo proszę o pomoc. Bardzo ciężko jest znaleźć sponsorów. Organizacje
niemieckie "Pomoc Kościołom" już od roku nam, katolikom i Polakom,
nie pomagają, pomagają tylko prawosławnym. (...) Życzę wam dużo zdrowia
i Błogosławieństwa Bożego.
Jeżeli uważacie, że możecie pomóc moim sierotom, to przekażę
numer konta. Kończę z wielkim zapewnieniem o modlitwie i mojej pamięci.
Szczęść Wam Boże
ks. Andrzej Kwiczała
Parafia Rzymskokatolicka, 44 - 600 Ukraina, rej. Wołyń, ul. Galona
126, Maniewicze. Tel. 011-380-3376- 22012.
Dary można przesłać na adres ZZWRP w Toronto, 605 - 451
The West Mall, Etobicoke, Ontario, M9C 1G1, albo bezpośrednio do
ks. A. Kwiczały. Po dalsze informacje proszę telefonować 416-621-5221.
Za Związek ZZRP
Wanda Truksa, prezes
Od redakcji: ***
Protest w obronie małżeństwa
W piątek, 25 sierpnia, otrzymałem "gorący" e-mail, że w sobotę,
26 sierpnia, przed budynkiem parlamentu ontaryjskiego odbędzie się wielka
manifestacja w obronie małżeństwa. Do mojego nadawcy wysłałem równie "gorące"
podziękowanie z prośbą, że w przyszłości może mi taką informację przesłać
dzień po manifestacji, efekt będzie mniej więcej ten sam. Ale swoim zwyczajem
wysłałem to wołanie do innych ludzi.
Następnego dnia wybraliśmy się tam z żoną. Obawialiśmy się najpierw,
gdzie zaparkujemy samochód. Podjeżdżamy już pod Queen's Park, a tu nic
nie widać, nie ma problemu z parkowaniem. Podjeżdżamy bliżej, też nic nie
widać. Żona, jak to ma w zwyczaju, naskoczyła na mnie - a może to nie dzisiaj,
sprawdziłeś dobrze? - Przecież sama widziałaś ten e-mail! Podjeżdżamy dalej,
jest, jest manifestacja. Wzdłuż krawężnika stoi garstka ludzi, może 100,
może trochę więcej, 101. Zaparkowaliśmy obok samochód i wchodzimy w "tłum".
Każdy trzyma jakiś transparent i wykrzykuje coś do samochodów, jeśli przejeżdżają
obok. Prawie żadnych bladych twarzy. Są 2 osoby z tubami, chyba jakiś pastor,
może kilku pastorów. Księdza katolickiego nie widzę. Polaków, gdybym miał
lusterko, to może bym się doliczył 2. I są 2 małe transparenty ze znakiem
Rycerzy Kolumba. Moja żona bierze jeden z nich i pracuje za Rycerza!
Pytanie? A może nawet kilka pytań? Żeby zorganizować tego typu
manifestację, trzeba pewnie uzyskać zgodę władz, obstawę policji. Było
tam kilku policjantów. A więc potrzeba pewnie na to trochę czasu. Dlaczego
nikt nas nie zawiadomił o tej manifestacji 2 tygodnie wcześniej, powiedzmy?
Dlaczego na tej manifestacji nie widziałem nawet tych osób, które mnie
o niej powiadomiły? Byłem tam pomiędzy 15 a 16. A manifestacja miała być
od 14 do 17. Jako rycerz stwierdzam, że ogromną przesadą jest twierdzić,
że Rycerze Kolumba całą mocą wspierają małżeństwo i rodzinę, że są przykładem
obrońców życia itp. Moim zdaniem, Rycerze Kolumba poza wsparciem finansowym,
może i znacznym, tego nie wiem, nie robią nic. W tym czasie bracia rycerze
z mojego Oddziału im. Kardynała Wyszyńskiego... grali w golfa. No oczywiście,
nie wszyscy. Ale gdzie byli inni? Czy ktoś ich o tym powiadomił? Zastanawiam
się, czy ta cała manifestacja, to nie był czasami... sabotaż? Może do organizowania
tego typu protestów wkradli się nasi przeciwnicy? A jeśli nie, to bardzo
proszę tych, którzy się zajmują, bądź zajmować będą w przyszłości podobnymi
manifestacjami - nie kpijcie z samych siebie, nie kpijcie z nas wszystkich
i przede wszystkim nie kpijcie sobie z tradycyjnego małżeństwa, bo to sprawa
poważna! Przegraliśmy już kilka starć z wrogami rodziny i małżeństwa, z
naszej winy. Ale całej batalii przegrać nie możemy. Może ktoś zaangażowany
w te działania odpowie nam tutaj na łamach "Gońca", dlaczego tak się stało,
że ten protest z 26 sierpnia był czystą kpiną, a nie żadnym protestem?
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Z miłą chęcią tych łam użyczymy dla takiej odpowiedzi.
Szanowni Państwo
Jedna rzecz pozostaje niezmienna w polskiej i polonijnej prasie
od czasów PRL. Jest nią antyizraelska postawa mediów. W okresie PRL taka
była "linia partii". Ale dziś? Nie mogę wprost pojąć, dlaczego "Gazeta"
i "Goniec" - do obu chcę ten list wysłać - KAŻDĄ informację z Bliskiego
Wschodu opatrują antyizraelskim komentarzem oraz tytułem.
Do pisania skłonił mnie list pani Rimmy Kaul i żenująca na tenże
odpowiedź p. Bonikowskiej. Nie tylko żenująca, ale także zawierająca fałsz,
bowiem nie wszystkie, a nawet nie większość, agencji podaje informacje
tak, jak o tym mówi p. Bonikowska. A zresztą cóż to byłby za dziennikarz,
który bezkrytycznie przyjmuje punkt widzenia agencji. Nie mówiąc o tym,
iż to chyba nie agencje nadają tytuły artykułom czy doniesieniom. Proszę
mi wierzyć, nie przypominam sobie, które to z mediów byłoby tak jednostronne
i tak antyizraelskie, jak "Gazeta" i "Goniec". Choć jednak prasy irańskiej
czy syryjskiej nie czytuję, a tam mogłoby się coś takiego znaleźć. Tyle
że wątpię, żeby gazety z tych krajów stanowiły wzór do naśladowania dla
pp. Bełza, Bonikowskiej, Kumora. A może się mylę?
Złość na brak potępienia Izraela przez ONZ, cywilne ofiary po
stronie libańskiej, niszczenie Bejrutu, "ludobójstwo" ze strony Izraela
itp. Te właśnie sprawy uwypuklano we wszystkich doniesieniach. Sugestia,
aby p. Kaul coś napisała, jest w ustach dziennikarki śmieszna, a komentarz
redakcyjny zwyczajnie kłamliwy jeśli chodzi o rzekome obiektywne przedstawianie
sytuacji i z dwóch punktów widzenia. To Izrael ZAWSZE jest złym agresorem,
a jego przeciwnicy to ofiary nieuzasadnionej agresji. Ci przeciwnicy to
oczywiście żadni terroryści czy bandyci, ale bojownicy (pewnie coś jak
harcerze z Szarych Szeregów). Ten, kto atakuje Zachód, jest terrorystą,
kto atakuje Rosję albo Izrael, to bojownik (w Afganistanie np. dopiero
dziś pojawili się terroryści, gdyż w czasie wojny z ZSRR byli tam jedynie
mudżahedini). Bardzo wątpię, aby p. Bonikowska czy p. Kumor byli zadowoleni,
gdyby ich dzieci znalazły się w samolocie z takimi bojownikami, jakich
aresztowano niedawno w Wielkiej Brytanii.
Nie mogę się jednak w pełni zgodzić z sugestią p. Kaul, że to
może antysemityzm. Sądzę, że poza złą wolą, to bardziej zwykła głupota
i brak wiedzy. Mam wątpliwości, czy p. Bonikowska albo p. Kumor byliby
w stanie pokazać na mapie Izrael. Gdyby jednak im się to udało, to z pewnością
nie znają parametrów tego "ogromnego" państwa ani też jego historii. Nie
wiedzą, że cały Izrael ma wielkość województwa mazowieckiego czy trójkąta
Toronto - Barrie - Kingston oraz że zamieszkuje go ok. 6 mln ludzi (w tym
5 mln Żydów). A z lekcji religii nie zapamiętali, iż w czasach Chrystusa
Żydzi mieszkali na terenach obecnego Izraela, a o Hamasie bądź Hezbollahu
nikt nawet wtedy nie słyszał. Nie zdają sobie z tego sprawy, że naród żydowski
innego państwa niż Izrael nie posiada. Krajów arabskich oraz muzułmańskich
jest wiele, a ich ludność wynosi dobre kilkaset milionów. Wszyscy oni mają
równie przyjazny stosunek do Izraela co dziennikarze "Gazety" i "Gońca".
W związku z tym Izrael MUSI się bronić, gdyż jest to dla niego sprawa życia
i śmierci. Jakie to szczęście, że państwo, którzy tak łatwo, bez zastanowienia
się potępiacie Izrael, sami nie posiadacie takich problemów. Bo na wasze
domy nikt rakiet nie wystrzeliwuje ani też nie wysadza się w powietrze
w Loblaws, właśnie wtedy, kiedy robicie tam zakupy.
Oczywiście poglądy można mieć, jakie się chce. I państwo mają
właśnie takie. Ale pomyślcie czasami, że będąc przeciw Izraelowi, jesteście
w jednym szeregu z tymi, którzy atakowali World Trade Center, Madryt, Londyn,
ambasady, dyskoteki, sklepy, cokolwiek. Ci sami, którzy w imię swoich celów
dopuścili do śmierci - jeden z najsmutniejszych przypadków, nie-NAJSMUTNIEJSZY!
- dzieci z Biesłanu. No tak można powiedzieć, że to były dzieci rosyjskie,
więc... Właśnie. Czy to są wasi bohaterowie? Jeśli tak, to nie miałbym
już nic do powiedzenia.
Tacy właśnie dzielni bojownicy wywołali obecną wojnę. I wydaje
im się, że ją wygrali, gdyż wstrętny Izrael nie wygniótł ich wszystkich
jak pluskwy (na co zasługują), a broń oraz pieniądze dostaną od przyjaciół.
Marzy mi się tytuł w "Gazecie": Hezbollah łamie układ, albo w
"Gońcu": Bandyci z Hamas/Hezbollah mordują ludność Izraela. Niedoczekanie
moje!
Dziś Hezbollah płaci Libańczykom (gotówką) za "izraelskie zniszczenia".
Co za wspaniały chwyt propagandowy! A skąd to niby się wzięły te pieniądze
(miliony dolarów). Przecież Hezbollah NIC nie produkuje i nie sprzedaje.
A eksportuje jedynie pociski i tylko do Izraela, który wątpię, że za to
płaci w dolarach, którymi Hezbollah obdarowuje Libańczyków.
Tak mi się jakoś wydaje, że kwestie związane ze "Światem Islamu",
Bliskim Wschodem, Izraelem przerastają waszą, panie Kumor i pani Bonikowska,
zdolność percepcji. To nic złego, przecież są inne tematy do pisania -
ceny na wczesnojesiennym rynku warzyw, występy zespołów ludowych itd. Po
co od razu o Bliskim Wschodzie? Niżej podpisany, "na ten przykład", nie
zabiera głosu na temat żelbetonowych konstrukcji bądź ściegów przy szydełkowaniu.
Bo się na tym zwyczajnie i "ordynarnie" nie zna. Tak jak żadne z was nie
zna się na Bliskim Wschodzie.
A może moje oczekiwania są zbyt wygórowane? Kto wie. Przecież
do dziś zachowałem egzemplarz "Gońca", w którym p. Kumor żałuje, iż nie
było III wojny światowej. Bo w jego strategicznych (chorych umysłowo) pomysłach
Amerykanie powinni uderzyć na Związek Radziecki, a wtedy Polska byłaby
wolna. Po pierwsze, nie wiem, czy to tak ŁADNIE byłoby sojusznika atakować.
I po co! Po drugie, skąd pewność, że USA by tę wojnę wygrały, wobec milionowych,
zmobilizowanych, armii radzieckich. Które jednak, jak by nie było, pokonały
potężne Niemcy. Po trzecie, gdyby nawet Amerykanie przeważyli, to jak się
panu wydaje, panie Andrzeju, którędy by się cofała przegrywająca Armia
Radziecka? Przez Grecję, Norwegię, czy może przez Polskę. I co by się wówczas
stało? Jak pan myśli?
Takie są te moje dywagacje. Życzę obojgu państwu wszystkiego
dobrego. Polecam, jeśli wolno, czytanie. Czytać proszę, a także myśleć.
Zanim się coś napisze. A nie później.
Z poważaniem
Zbigniew Darewicz
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, łączy Pan zbyt wiele rzeczy,
upraszcza Pan i wrzuca różne sprawy do jednego worka. Tak, Izrael ma prawo
się bronić, ale nie ma prawa dokonywać zbrodni wojennych. Izrael musi walczyć
z terroryzmem, tylko że to, co robi - terrorystów umacnia i motywuje do
dalszej wojny.
Myślenie i czytanie ma wielką przyszłość zwłaszcza jeśli czyta
się rzeczy nie pochodzące wyłącznie z jednego źródła! Zatem drogi Panie
Zbigniewie - mniej emocji, więcej rozsądku.
GONIEC NR 34/2006 (140)
(25-31
sierpnia 2006)
Szanowny Panie Redaktorze
Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, Pańska gazeta "Goniec" pojawiła
się w Calgary. Patriotyczny profil Pańskiego tygodnika bardzo mi odpowiada.
Od dawna czekałem na prawdziwie polską gazetę.Ta spełnia moje oczekiwania
niemal pod każdym względem. Pozostaje mi z serca płynąca rada. Tak trzymać.
Proszę nie zważać na zjadliwe tony wypowiedzi niektórych czytelników. Są
one pisane ze źle skrywaną agresją. Przypominają mi one program telewizyjny
"Prosto w Oczy". Ufam, że po wakacjach program ten zakończy swój niechlubny
byt i przejdzie w niebyt. Oby. A pani Monika znajdzie sobie bardziej pożyteczne
zajęcie. Czego również życzę nieżyczliwym Panu, Pańskim adwersarzom. No
cóż, piąta kolumna działa wszędzie, gdzie tylko pojawi się polskość. Już
nasz wielki Naczelnik mawiał: "Strzeżcie się agentury".
Życzę Panu oraz całemu zespołowi redakcyjnemu wielu sukcesów
w walce o polskość i Polskę. W swojej działalności nie zapominajcie, proszę,
znanego powiedzenia "Psy szczekają, karawana idzie dalej". A że będą na
Was wieszali dużo piesków, z tym się liczcie. Macie za to w nas, Waszych
czytelnikach, wiernych przyjaciół. Sursum Corda.
Z wyrazami szacunku.
Łukasz Zbigniew Wolański
Calgary AB
Od redakcji: Szanowny Panie, na pochwały najtrudniej odpowiadać,
miło nam, że się Panu aż tak podoba.
Oczami dobosza
Warriors Day - Dzień Wojowników, to podniosła uroczystość weteranów
biorących udział w wojnach ostatniego stulecia. Wielka Parada Weteranów,
organizowana przez National Weterans of Canada, odbywa się co roku w
drugiej dekadzie sierpnia na terenie National Exhibition Place w Toronto.
W tym roku to barwne i efektowne widowisko odbyło się 20 sierpnia o godz.
10.30. W paradzie wzięło udział 27 orkiestr dętych oraz liczne poczty sztandarowe
poszczególnych organizacji weterańskich. Polska orkiestra reprezentacyjna
"Orzeł Biały" od 13 lat bierze w paradzie czynny udział, prowadząc polskie
poczty sztandarowe naszych organizacji weterańskich. Polskich Weteranów
reprezentowało Stowarzyszenie Polskich Kombatantów z Beverley i Stowarzyszenie
Weteranów Armii Polskiej im. gen. Hallera, Pl.114. Było nam przykro i
czułem zażenowanie, że tak wielu z nas zbagatelizowało udział w tak ważnym
i istotnym święcie weterańskim.
W tym roku organizatorzy ustawili nasze poczty sztandarowe z
orkiestrą na końcu pochodu. Mogę zrozumieć, że cykliczna degradacja Polaków w
mediach światowych mogła zniechęcić Polonię do udziału w kanadyjskich
uroczystościach. Uważam, że powinniśmy demonstrować naszą siłę i znaczenie w
gospodarce tego kraju, choćby przez liczną obecność na tego typu uroczystościach.
Przed polskimi pocztami sztandarowymi SPK i SWAP-u, przed naszą orkiestrą
maszerowali weterani z Ghany, Wietnamu, Korei, Tajwanu i dalej regimenty
szkockie, angielskie oraz policyjne RCMP, OPP i Metropolitan Police. A
ci co walczyli o Tobruk, Monte Cassino, Narwik, Normandię, Belgię, Holandię;
Ci co walczyli w powstaniu warszawskim, zostali ustawieni w ostatniej kolumnie
marszowej. To poniżenie nie należy do nas. Ten dyshonor przeznaczony jest
dla organizatorów parady i im przypisuję ignorancję historyczną oraz brak
elegancji oficerskiej.
Na upale wytrwale stali, czekając rozkazu wymarszu około 2 godzin,
żołnierze, z których wielu przekroczyło 78 lat życia. Bez wody i opieki
medycznej. Dopiero po godzinie dowieziono prowizorycznie wodę i tylko wodę.
Nie obyło się bez omdleń. Jeden z naszych oficerów SPK upadł na ziemię.
Nieprzytomnego weterana koledzy zaprowadzili do kolorowego autobusu, który
wcześniej dowiózł jakąś orkiestrę. W pobliżu nie stacjonował żaden ambulans.
City Hall pod przewodnictwem mera Millera nie oddelegował służb,
które by wsparły paradę. Do obsługi i pomocy weteranom winny być skierowane
służby Scouts of Canada, harcerze, Armia Zbawienia łącznie ze służbami
medycznymi. Ci starcy, Ci wspaniali wiarusi znosili cierpienie ze spokojem,
godnością i cierpliwością, pokazując społeczeństwu, że żyją, istnieją i
że dalej są na służbie.
Od początku parady czynnie nas wspierał i dodawał otuchy komandor
Chris Korwin-Kuczyński w paradnym mundurze oficera marynarki wojennej Kanady.
Gdy formowaliśmy się na ogromnym placu w kolumny marszowe, wielu uczestników z
kanadyjskich regimentów serdecznie pozdrawiało naszą grupę. Znaliśmy się
od lat. Szkoci w swoich barwnych zielonych uniformach i spódniczkach, w
ogromnych futrzanych czapach gwardyjskich imponowali wszystkim i strojami,
i oryginalną muzyką wykonywaną na kobzach. Obok nas życzliwie pozdrawiali
nas Chińczycy z Tajwanu, ci co walczyli o wolne Chiny w czasach Mao i Czang
Kaj-szeka. Za nami szykowali się do wymarszu uczestnicy wojny koreańskiej.
Nie zabrakło Wietnamczyków walczących po stronie amerykańskiej. W czerwonych
mundurach karnie formowała się orkiestra RCMP, a za nią 40-osobowa orkiestra policji
miejskiej i OPP. Uformowano nas za żołnierzami z Ghany .Te rosłe chłopy
ruszyły, powiewając wielokolorowymi flagami, w których dominował kolor
niebieski. Na końcu pochodu maszerowała orkiestra "Orzeł Biały", prowadząc polskie
poczty sztandarowe.
Parada była kolorowa, monumentalna, a bogactwo repertuaru orkiestr
- tak zróżnicowanego nie usłyszy się nigdzie. Koneser muzyki folklorystycznej
miał prawdziwą ucztę. Było nam trochę smutno, że na trybunach było tak
niewielu rodaków. Tego aplauzu nam brakowało, również nie zauważyłem przedstawicieli
prasy polonijnej. Oprócz kol. Niemczyka, który, przejęty, robił nam zdjęcia,
nie zauważyłem nikogo z "Gazety", "Głosu", "Kuriera" "Życia" czy "Wiadomości".
Nie zauważyłem nikogo z duchowieństwa, jak również z innych organizacji
polonijnych. Jedynie operator Polish TV dodawał nam otuchy, wykonując liczne
ujęcia parady. Czy Święto Weterana jest tak nieistotne dla nas, Polaków? Zawsze
można się zrehabilitować! 11 listopada, w Dniu Pamięci, polska orkiestra reprezentacyjna
o godz.10.00 formuje paradę przy kościele St. Kostki przy Denison Ave.
Kierunek marszu pamięci poległych ulicą Queen aż do pomnika przy
City Hall. Mamy nadzieję, że polscy weterani oddelegują liczne poczty sztandarowe i sami wezmą
udział, dając pokaz mocy i siły naszej społeczności w Kanadzie.
Polska reprezentacyjna orkiestra "Orzeł Biały" od wielu lat
bierze czynny udział w uroczystościach narodowych, wykonując liczne marsze i utwory lekkie, uświetniając
i podkreślając charakter uroczystości, budząc wśród słuchaczy ducha patriotyzmu
narodowego; wzruszając do łez pięknem wykonywanej muzyki. W 2001 roku orkiestra
na Paradzie Wojowników zajęła 3. miejsce w eliminacjach. W momencie wręczania
pucharu prezesowi orkiestry, panu Marczewskiemu, usłyszeliśmy komendę:
CAŁOŚĆ BACZNOŚĆ! Publiczność powstała i długo słuchaliśmy wspaniałych braw.
Do dnia dzisiejszego szukamy stałego patronatu, ponieważ orkiestra,
żeby egzystować, potrzebuje środków finansowych na opłacenie aranżacji,
umundurowania, zakupu nut i instrumentów, wreszcie wynagrodzenia personelu.
"Orzeł Biały" jest jedyną orkiestrą polską - reprezentującą naszą społeczność w
Kanadzie, i źle świadczyłoby o nas, gdyby orkiestra upadła z powodu trudności
finansowych. Dla porównania pragnę przytoczyć przykłady innych społeczności
w Kanadzie, które utrzymują po kilka orkiestr: Portugalczycy - 2 orkiestry,
Filipińczycy - 3, Ukraina - 2 orkiestry; a wymienione nacje nie są bogatsze
od Polonii. Zwróciliśmy się z prośbą do Rady Dyrektorów Credit Union o
objęcie orkiestry patronatem stałym, co gwarantowałoby stabilizację orkiestry
narodowej. Czekamy na pozytywne rozpatrzenie naszego podania.
Andrzej Załęski
Od redakcji: "Jest w orkiestrach dętych jakaś siła".
GONIEC NR 33/2006 (139)
(18-24
sierpnia 2006)
"Sądowe korepetycje"
Cytat ze strony internetowej restauracyjnej firmy świadczącej
usługi cateringowe "Bar Mitzvah": "W żydowskiej tradycji obrzęd zwany ?Bar
Mitzvah= oznacza ceremonię przejścia od dzieciństwa do dojrzałości. Bardzo
ważny krok w życiu Żyda. Judaizm określa chłopca ?bar mitzvah=, kiedy obchodzi
swoje 13. urodziny. Dziewczynka określana jest jako ?bat mitzvah=, kiedy
wchodzi w swój dwunasty rok urodzenia. W tym momencie życia, dziecko,
które już przestaje być dzieckiem w oczach prawa żydowskiego, staje się
odpowiedzialne za swoje czyny, duchowo, etycznie i moralnie. Chociaż ludzie
mówią o tym, że byli ?bar-mitzwowani=, nie ma rytuału, który musi się odbyć,
żeby być uważanym za dorosłego w oczach prawa żydowskiego. Więc dlaczego
tak dużo mówi się wokół tej sprawy? Dlaczego tak dużo bije się piany z
tego powodu?
Otóż prawo żydowskie utrzymuje rodziców odpowiedzialnymi za niedobre
uczynki ich dzieci. Dla mam i ojców, od momentu kiedy ich dzieci stają
się pełnoletnimi i kiedy rodzice nie są więcej odpowiedzialni za to, że
ich ukochane dziecko spowodowało szkodę, jest to powodem do uroczystości.
Jest to też powód dla chłopca i dziewczynki, żeby się radować, kiedy spada
na nich osobista odpowiedzialność za swoje uczynki. Nowa osobista spolegliwość
jest powodem do uroczystości tak dla rodziców, dlatego że rodzice nie będą
więcej odpowiedzialni za czyny swoich dzieci, jak również dla dziecka,
ponieważ dziecko może być dumne ze spadających na nie obowiązków.
Dla wielu dzieci, przygotowanie do uroczystości ?Bar Mitzvah=
jest podkreśleniem ich rosnącej świadomości bycia w religii żydowskiej
i równocześnie jest to moment, kiedy są centrum zainteresowania. Udział
w uroczystości daje uczucie przynależności. Bycie w centrum całego tego
splendoru daje poczucie ważności. Jeśli uroczystość odbyła się należycie,
doświadczenie będzie pozytywne i będzie budowało ciepłą, szczęśliwą więź
w żydowskim życiu. Idąc dalej, ?Bar Mitzvah= jest połączona z pierwszym
uczuciem fizycznej dojrzałości. Kiedy młodzieniec osiąga swoją dojrzałość
poprzez te bujne lata, pamięć o ?Bar i Bat Mitzvah= pozostają w świadomości
tego, co znaczy być Żydem. W najlepszym tego znaczeniu będą sprzyjały poczuciu
więzi".
Znajoma kelnerka opowiadała mi o innym aspekcie wielkich uroczystości
i przyjęć związanych z obchodami Bar Mitzvah. Na ogół łączą się one z tym,
że bogaci Żydzi zapraszają rodzinę i przyjaciół, lub także często członków
przynależnych do danej synagogi, jak również kolegów i koleżanki syna lub
córki, który jest centrum Bar lub Bat Mitzvah. Nierzadko koledzy i koleżanki
stanowią połowę zaproszonych gości na uroczystości obchodów Bar lub Bat
Mitzvah. Sądząc po sposobie ubioru, część zaproszonych dzieci to często
dzieci z mniej zamożnych żydowskich rodzin. W czasie uroczystości mogą
obserwować, jak cała wielka uroczystość kręci się wokół dziecka z bogatej
rodziny. Jak kelnerzy i kelnerki nadskakują i kłaniają się gościom i mogą
oni zadać sobie pytanie, o to co ja mam zrobić, by wokół mnie biegali kelnerzy
i służba? Wiek 12 lat sprzyja jeszcze na to, by poprawić ewentualne wyniki
w szkole i sprzyja zastanowieniu się nad wyborem kariery. W polskiej tradycji
nie ma czegoś takiego jak specjalne uroczyste obchodzenie konfirmacji,
ani tym bardziej związanej z tym tradycji organizowania przez bogatszych
członków polskiej społeczności wielkich balów dla swoich dzieci.
W większości sytuacji musimy budować swoje kariery z pewnym opóźnieniem
i zdobywać swoją pozycję żmudną nauką i poprzez podpatrywanie innych, kiedy
już sami jesteśmy w wieku dorosłym. Ale kiedy już jesteśmy dorośli, to
brakuje też często czasu na zdobycie wiedzy, budowanie sobie kręgu znajomych
z wiedzą, z której można by korzystać, a na koniec już na to, by budować
marzenia i wizjonerstwo, na to by kreować i budować wielomiliardowe przedsiębiorstwa.
Budujemy więc swoje biznesy, często łącząc fundusze społeczne.
Tak na przykład było w przypadku Credit Union i Pol-Can Banku. I tak na
przykład mogło być w przypadku sprawy Pol-Can Bank Trust. Piszę mogło być,
ponieważ mimo niewątpliwego sukcesu odniesionego przez Komitet Obrony
Credit Union, jakim jest doprowadzenie do finałowej rozprawy, zainteresowanie
nią, poprzez obserwowanie jej na sali sądowej przez samych poszkodowanych,
czyli beneficjantów, nie jest zbyt duże. A przecież jest się czego uczyć.
Przede wszystkim można się dowiedzieć o pracy adwokatów i pracy sądownictwa
w Kanadzie. Można się tych rzeczy dowiedzieć na podstawie historii samej
rozprawy. Pierwsza, skądinąd renomowana firma adwokacka, która została
zarekomendowana Komitetowi i przyjęła zamówienie Komitetu Obrony Credit
Union, kompletnie nie umiała sobie poradzić ze sprawą. Do pracy innej,
która została włączona w sprawę za pośrednictwem Credit Union, też można
by mieć pewne zastrzeżenia. W końcu bodajże w okolicach 4 lat od rozpoczęcia
prac przez Komitet, Komitetowi dopisało szczęście i znalazł adwokata w
osobie Petera Waldmanna, który jednoosobowo radzi sobie z całym splotem
spraw, które bezpośrednio lub pośrednio dotyczą Pol-Can Bank Trust. Z drugiej
strony, członkowie Komitetu nauczyli się w międzyczasie z wcześniejszych
kontaktów z adwokatami, z rozpraw sądowych, jak z nimi postępować.
Ze spotkań z adwokatem można dużo dowiedzieć się o tym, co i
jak go motywuje, o organizacji pracy, o komunikacji z adwokatem. Niestety,
jak to już zostało wspomniane wcześniej, chcących się uczyć nie jest zbyt
wielu.
Osobiście jestem zdania, że sprawa małego zainteresowania świadczy
o pewnym fenomenie, biorąc pod uwagę fakt, że w naszej społeczności emigranckiej
jest dużo osób pracujących jako subkontraktorzy, mali biznesmeni lub biznesmeni
mający pod sobą firmy średniej wielkości. Wszyscy oni wystawieni są na
to, że w swojej działalności podejmują decyzje związane ze zrozumieniem
przepisów, prawa, czy też stykają się z pracą sądownictwa. Jeśli myślą
oni, że w przypadku potrzeby wystarczy pójść i zapukać do drzwi firmy adwokackiej
i ją zatrudnić, po to by sprostać jakiemuś pozwowi, to moim zdaniem, są
w grubym błędzie. Przyjdzie im przejść ciernistą drogę prób i błędów,
podobną do tej, jaką przeszedł Komitet Obrony Credit Union. No, chyba że
będą mieli wyjątkowe szczęście i trafią na fachowca adwokata, a przy tym
rzetelnego, uczciwego i takiego, który za swoją pracę będzie żądał wynagrodzenia
w dolnej taryfie usług adwokackich. Taki zbieg okoliczności trafia się
rzadko, a jedyną obroną osoby zatrudniającej adwokata jest pewna wiedza
o pracy i sposobie specyfiki pracy adwokatów oraz sposobie specyfiki pracy
systemu sądowniczego w Kanadzie. Tego wszystkiego można się nauczyć ze
sprawy Pol-Can Bank Trust.
Z drugiej strony, trudno się temu dziwić, że członkowie polskiej
społeczności w Kanadzie skromnie przychodzą na rozprawy sądowe związane
z Pol-Can Bank Trust i w nieco większej, ale również w skromnej liczbie
przychodzą na zebrania Komitetu Obrony Credit Union. Mogę pokusić się o
diagnozę tego zjawiska: przyczyną jest obrzydzanie interesowania się sprawą
Pol-Can Bank Trust przez media i różne osoby związane pośrednio lub bezpośrednio
z Trustem. Co ciekawe, w grupie obrzydzających ciągle pojawiają się nowi
chętni. Tak na przykład w 28. numerze Gońca znajdujemy tekst pt. "Sądowe
korepetycje". Autor pisze: "Tymczasem patrząc z dystansu, można powiedzieć
z dużym prawdopodobieństwem, że jedynym skutkiem owego ?wielkiego procesu=
będzie transfer całkiem pokaźnych pieniędzy z polskiej kieszeni do niepolskiej;
z polskiego majątku na konta adwokatów, dla których proces jest wspaniałą
dojną krową. Jeśli policzyć, ile pieniędzy Credit Union wydała na prawników,
ile pieniędzy rozpirzono w ten sposób z trustu, okaże się, że kwoty te
przewyższają jakiekolwiek zadośćuczynienie, które komukolwiek uda się wyegzekwować".
I w tym miejscu trzy słowa mojej polemiki. Otóż po pierwsze, ja osobiście
nigdy nie wierzyłem, że jakiekolwiek pieniądze z zysku ze sprzedaży Pol-Can
Banku, zysku zatrzymanego przez Pol-Can Bank Trust, trafią do beneficjantów,
czyli członków Credit Union. Gdyby tak miało być, to po prostu nie sprzedawano
by Pol-Can Banku.
Drugie słowo polemiki dotyczy opinii, "ile pieniędzy rozpirzono
w ten sposób z trustu, okaże się, że kwoty te przewyższają jakiekolwiek
zadośćuczynienie, które komukolwiek uda się wyegzekwować". Chcę tylko
powiedzieć, że już udało się wyegzekwować pewne kwoty (jak się wydaje,
równe zadośćuczynieniu pozywających) w sprawach popularnie nazywanych odpryskowymi
sprawami Trustu, czyli osobno w sprawie pani Gettlich i osobno w sprawie
pana Wrzoska.
Po trzecie, ja sam byłem sceptykiem i nigdy mocno nie wierzyłem,
że uda się coś wydrzeć z Trustu dla samych beneficjantów. Uważałem i stoję
na stanowisku (wbrew opinii wielu moich kolegów-członków Komitetu Obrony
Credit Union), że zwycięstwem dla Komitetu jest sama rozprawa i prowadzone
w jej ramach przesłuchania powierników Trustu. Trzeba bowiem wiedzieć,
że prawda podobnych spraw do tej, jaką toczy Komitet Obrony Credit Union
z powiernikami Pol-Can Bank Trust, jest ponura i rzadko kiedy kończą się
one ostateczną rozprawą sądową. Kończą się bowiem prywatne środki finansowe
pozywających, wówczas gdy w tym samym czasie pozwani (np. trustees) korzystają
z praktycznie nieograniczonego dostępu do pieniędzy beneficjantów umieszczonych
np. w truście (funduszu powierniczym), z których z kolei opłacają oni koszty
adwokackie i koszty sądowe. A więc w świetle tej nierównowagi sił (finansowych)
sama sprawa sądowa staje się, według mnie, karą największą i karą, z której
pozywający winni mieć największą satysfakcję.
W innym miejscu autor artykułu "Sądowe korepetycje" pisze: "Jakoś
tak zwykle w polskich sprawach wychodzi, że jedna grupa TKM szarpie się
po pysiu z drugą grupą TKM, a zarabiają na tym szarpaniu ?profesjonaliści=.
Przy czym jedna i druga strona fryzuje się na Katona i obrońcę uciśnionych
oraz jedynie słusznej sprawy".
W tym miejscu obrzydzaczowi sprawy sądowej z Trustem muszę postawić
weto. Otóż ja nigdy nie byłem etatowym pracownikiem Credit Union, nie mówiąc
już o tym, żebym był w jego dyrekcji, nigdy również nie byłem członkiem
Rady Dyrektorów lub Komisji Kontroli Credit Union i umieszczenie mnie w
kategorii TKM jest po prostu fantazją sporządzoną na potrzeby poniżenia
w oczach opinii publicznej członków Komitetu Obrony Credit Union, jak również
dodatkowo obrzydzenia interesowania się sprawą sądową przeciwko Pol-Can
Bank Trust.
Kończąc, wydaje mi się, że tekst pt. "Sądowe korepetycje" został
napisany zapewne na zamówienie (niekoniecznie bezpośrednie) tych, którzy
chcieliby, by Polacy w swym rozwoju intelektualnym i moralnym zatrzymali
się na poziomie równym jedenastoletnim dzieciom żydowskim. Szkoda, że autor
popiera ten zamysł swoim skądinąd znanym w Polonii nazwiskiem.
Janusz Niemczyk
Od redakcji: Szanowny Panie Januszu, dziękuję za obszerną polemikę.
Pozostaję przy swoich argumentach, pozwoli Pan, że nie będę ich powtarzał.
Dodam tylko, że nadal jestem przekonany, iż "góra tego procesu urodzi mysz",
a pieniądze zgarną ci, co zawsze. Nie wiem też, dlaczego wziął Pan moje
ogólne stwierdzenie o TKM do siebie.
Pozdrawiam, Andrzej Kumor
***
W piątek, 11 sierpnia, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki
i Szkolnictwa Wyższego Olaf Gajl w raz z zatępcą Ministra Nauki i Technologii
w rządzie chińskim, Shang Yong, podpisali prokotół o współpracy według
którego polscy i chińscy naukowcy bądą wspólnie pracowali nad 48 projektami
w różnych dziedzinach min. infomacji technologicznej i biotechnologii.
Obie strony wyraziły także nadzieję, że planowane projekty wzmocnią współpracę
pomiędzy instytucjami naukowymi , uniwersytetami i naukowcami w obu krajach.
Współpraca i wymiana naukowa Polski z innymi krajami jest oczywiście
konieczna. Jednak doświadczenie chociażby Stanów Zjednoczonych sprawia,
że i rząd i instytucje naukowe w Polsce powinny podchodzić do wszelkich
kontaktach z Chinami z dużą ostrożnością.
Od 1980 Chiny wysyłają coraz więcej studentów i naukowców do Stanów
Zjednoczonych; oczywiście większość z nich przed wyjazdem musi odbyć "spotkanie'
z przedstawicielem chińskiej służby wywiadowczej; z reguły wyjeżdzający
nie są zmuszani do szpiegowania, ale mają bacznie się rozglądać i
"przywozić wszystko co uznają za użyteczne dla ojczyzny. Władze chinskie
traktują tę działaność jako czystą tranzakcję i tych którym udało się uzyskać
tajne informacje hojnie wynagradzają; za swój "czyn patriotyczny" szpiedzy
i ich rodziny zyskują także przychylne traktowanie ze strony partii komunistycznej.
Chińscy studenci i naukowcy wracają z USA z ważnymi technicznymi informacjami
(otrzymanymi w trakcie studiów lub praktyk, w miejscu pracy lub po prostu
nawiązując stosunki towarzyskie z lokalną społecznością); dane te potem
są przekazywane chińskim firmom i armii. Wywożący w głowie (nie np. na
dyskach) cenne informacje są w większości przypadków nie do schwytania
dla USA. Dodatkowo, FBI szacuje że Chińczycy ustanowili w USA ok. 3000
firm, ktore pod płaszczykiem działalności gospodarczej zbierają tajne informacje
wojskowe i technologiczne.
David Szady, zastępca dyrektora oddziału d/s kontrwywiadu w FBI
twierdzi, że 'Chiny stanowią największe wyzwanie z punktu widzenia
wywiadu dla dzisiejszej Ameryki".
Od zeszłego roku FBI zanotowała jednak wzrost aresztowań wsród
szpiegów chińskich; jest to duża zasługa amerykanów chińskiego pochodzenia,
którzy min. znając oba jezyki dostarczyli FBI ważne wskazówki o często
wspólpracujących z nimi Chińczykach. Sa też jednak przypadki kiedy to amerykanie
chińskiego pochodzenia szpiegują na rzecz Pekinu. Stąd też pojawiły się
głosy w Waszyngtonie, aby bardziej przyjrzeć się do jakich ważnych informacji
mają dostęp osoby chińskiego pochodznia ( przede wszystkim te utrzymujące
kontakt z rodziną w Chinach); także zaleca się, aby władze uniwesytetów,
które prowadzą badania zlecone przez rząd dokonały rewizji procedur dotyczacych
bezpieczeństwa ze szczególnym uwzględnieniem kontaktów z Chińczykami.
Al Santoli, zastępca dyrektora Amerykańskiej Rady d/s Polityki
Zagranicznej , zauważył, że "sukcesy jakie wywiad chiński odnosi
to bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa USA ale także dla światowego
pokoju. "
"Przez 15 lat komuniści chińscy robili wszystko, aby zdobyć informacje
o naszym najlepszym wysposażeniu wojskowym. Ta udana penetracja pozostawi
Amerykę bezbronną", zauważył Santoli.
Paul Moore, jednen z czołowych analityków spraw chińskich w FBI
mówiąc o Ameryce twierdzi że to" nie duże, egzotyczne akcje szpiegowskie
(ze strony Chin)wykańczają nas, ale zwykłe, codzienne kontakty". Z Chinami
należy handlować i prowadzić wymianę ale trzeba pamiętać z kim się współpracuje
i jakie zagrożenia z tej współpracy mogą dla Polski płynąć. Poprzednie
rządy nie wykazywały się wiedzą na temat Chin i o polityce polskiej
wobec Pastwa Środka decydowali 'eksperci" ( byli wśród byli ZMP-owcy którzy
odbyli studia w Chinach Mao Zedong'a czy absolwenci uczelni w Moskwie);
także urzędnicy MSZ w przeszłosci podejmowali decyzje pod naciskiem grup
ludzi powiązanych interesami z komunistycznymi Chinami. Fałszywy obraz
przekazywali nam także naukowcy (szantażowani przez włądze ChRL możliwością
odmówy wizy, co mogłoby wiązać się z końcem ich kariery) i opowiadali bzdury
w stylu: "Gdyby więźniowie w obozach nie pracowali, to byloby im jeszcze
gorzej, bo te obozy bylyby biedne" albo że "spoleczenstwo chinskie cieszy
sie teraz nie tylko dobrobytem, ale i swobodami, jakich nigdy dotychczas
nie zaznalo"
Jak na kontakty z Chinami przygotowane jest państwo polskie i
jak świadomi jesteśmy nie tylko korzyści ale i zagrożeń z tych kontaktów
płynących. I dotyczczy to nie tylko nowych ale i istniejących projektow;
czy badana jest działalnosc firm chinskich w Polsce; czy nasze władze zbierają
dokładne informacje dotyczce naukowcow/ studentow chinskich przyjezdzajacych
do Polski. Wreszcie czy sprawdzana jest działalnosc Polakow majacych bliskie
i dlugie konatkty z Chinami (gl.naukowcy,dyplomaci, biznesmani)?
Hanna Shen, Tajpej
Od redakcji: Dziękujemy za mądry tekst.
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|