 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 2/2007 (159)
(12-18
stycznia 2007)
***
Już w 1942 było wiadomo o istnieniu obozu koncentracyjnego w
Warszawie, proces norymberski fakt potwierdził, ale gdy Niemcy opuścili
miasto, obóz przejęło NKWD i SB... w krótkim czasie zakończono wszelkie
śledztwa. Dopiero w 1973 na żądanie strony niemieckiej śledztwo wznowiono,
ale bardzo szybko, z wielkim pośpiechem zakończono.
Wygląda to jakoś bardzo dziwnie, ale po czasie jakimś, obóz,
komory gazowe, krematoria zostały zlikwidowane, zapadła cisza, wyraźnie
mieliśmy zapomnieć, a właściwie nie dowiedzieć się o niczym (?).
Co działo się w czasie wojny, mniej więcej wiadomo, ale po "wyzwoleniu"
to był obóz dla Polaków, dla patriotów, uczestników Powstania Warszawskiego
i członków organizacji walczących z komunistycznym okupantem. Co działo
się po wojnie i dlaczego wszelkie śledztwa są umarzane, co się za tym kryje
(???), musi to być jakaś wielka zbrodnia, jeśli w tyle lat po wojnie prok.
Karolak z IPN, mający za zadanie wyjaśnić tajemnicę, unikał przesłuchania
żyjących jeszcze świadków, a dokumenty "poniewierały się" po całym IPN,
dostęp do nich mieli dosłownie wszyscy.
Wygląda na to, że Wolińska, Morel, braciszek Michnika mogliby
udzielić wielu informacji, wiele wyjaśnić. Z tego też powodu bardzo do
mnie przemawia projekt "Stowarzyszenia Wolnego Słowa", aby uznać UB itp.
za organizacje przestępcze! Pomysł na pewno dobry i wart realizacji, mógłby
rozwiązać wiele spraw, a w połączeniu z lustracją i ujawnieniem akt WSI
stałby się biczem na zaprzedanych komunistycznych okupantów... emerytów
pobierających ze wspólnej kasy wynagrodzenie za tępienie patriotów.
Moim zdaniem, dobrze by było, gdyby osoby pracujące (?) dla "władzy"
wiedziały, że muszą myśleć i że tylko ich postępowanie bez zastrzeżeń,
przyniesie im emeryturę i spokojną starość, że obietnice bezkarności nie
działają... a przed narodem i ojczyzną trzeba odpowiedzieć. Po prostu,
trzeba mieć swój rozum i liczyć się konsekwencjami, wiedzieć, że odpowiedzialność
za zbrodnie nie mija.
Janusz Sierzputowski
PS A sprzedawczyk, generał czy biskup bezkarny czuć się nie może.
Jesteśmy ludźmi i Polakami?
Od redakcji: Dziękujemy za list.
Witam Państwa serdecznie,
Przeczytałem tekst wypowiedzi i załączone "Sympozjum" dotyczące
Domu Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Toronto, zamieszczone na stronie
internetowej Redakcji "Goniec" w Toronto.
Ponieważ , jak przeczytałem - mój już nieżyjący stryj Janusz
Sobieniak z Toronto był prezesem Zarządu Koła SPK w Toronto, uprzejmie
proszę o podanie mi adresu internetowego autora tekstu, Pana
Wiesława Wodkiewicza z Toronto, lub innego adresu kontaktowego z tym Panem.
Bardzo mi na tym zależy, bowiem opracowuję genealogię rodu Sobieniaków
i niezbędne mi są informacje o działalności mojego stryja Janusza Jana
Sobieniaka - majora Wojska Polskiego, odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari,
dobrego męża i ojca.
Był on zawsze z radością witany przez wszystkich członków naszej
rodziny Sobieniak w Polsce, kiedy do nas przyjeżdżał z Kanady.
Mimo że mój stryj Janusz Sobieniak już nie żyje od kilkunastu
lat, nadal serdecznie zawsze i często go wspominamy.
Chcę dodać, że w Toronto żyje żona świętej pamięci Janusza Sobieniak
- Vera Sobieniak, a w Kanadzie również jego syn z rodziną - inżynier,
absolwent Uniwersytetu w Toronto, Janusz William Sobieniak.
Pozdrawiam - Alfred Sobieniak Sandomierz, Polska
E-mail : sobieniak41@wp.pl i
< sobieniak41@gmail.com >
Od redakcji: Publikujemy, mając nadzieję, że pomoże to Panu
w opracowywanej genealogii rodu.
Zakwitła nadzieja...
Niemal po 20 latach od upadku komunizmu w Europie Wschodniej,
tajne policyjne kartoteki trzymają "pokrywkę" nad każdym obywatelem i mają
siłę złamania kariery niejednemu z wysokich funkcjonariuszy społecznych,
środowiskowych i świeckich.
Ostatnia "ofiara" to świeżo mianowany Arcybiskup Diecezji Warszawskiej
Stanisław Wielgus, który zrezygnował z tej funkcji, choć wcześniej przyznając
się do kolaboracji, przepraszał za swoją postawę i współpracę ze znienawidzoną
komunistyczną SB.
W dużym zakłopotaniu postawiono Watykan (skromnie ujmując) i
polski Kościół katolicki.
Biskup Wielgus odczytał rezygnację na prośbę Papieża Benedykta
XVI , który miesiąc wcześniej wyznaczał biskupa na tę nominację, na mszy
w warszawskiej katedrze, która miała być ceremonią zaprzysiężenia.
W pełni respektując prawo kanoniczne, mówił biskup Wielgus, na
ręce Jego Świątobliwości składam swoją rezygnację jako arcybiskup diecezji
warszawskiej.
Rzecznik prasowy Watykanu ks. Federico Lombardi mówił, że polski
biskup mocno naruszył autorytet i jego rezygnacja była najczystszym rozwiązaniem...
- w takim to kontekście prasowe informacje docierają do przeciętnego obywatela
na Zachodzie.
Polska w dalszym ciągu powikłana w komunistycznej przeszłości,
Papież Jan Paweł II w swojej zdecydowanej opozycji do komunizmu ma największy
kredyt i uznanie w świecie, a jednocześnie jego inspiracja dała początek
i rozwój "Solidarności", prodemokratyczny ruch, który zakończył erę totalitaryzmu
"sowietikus" w Europie Środkowowschodniej .
Śmierć Jana Pawła - Karola Wojtyły nie wniosła wskrzeszenia narodowego,
kraj popadł w serię mniej lub bardziej kontrowersyjnych rewelacji, a największe
to te, które obnażają respektowany do tej pory Kościół i ich kolaborantów
z tajnymi służbami reżimu komunistycznego.
Żadne z nich tak nie poruszyło Polaków jak przypadek z wyższej
hierarchii polskiego Kościoła katolickiego i teraz Kościół ten zmuszony
jest do otwarcia bram swego "duchowego stanu".
Obecna sytuacja jest szczególnie przygnębiająca i wstrząsająca
dla Kościoła, każdy z wierzących Polaków miał pełne przekonanie i wiarę,
że Kościół był jedyną ostoją przeciw totalitaryzmowi sowieckiemu i wewnętrznemu
gnębieniu przez partyjną bezpiekę lub, jak kto woli, SB.
Tajniacy SB nie tylko śledzili "Kościół", ale też brutalnie mordowali
jego charyzmatycznych przywódców duchowych, a takim był warszawski ksiądz
Jerzy Popiełuszko i jego pełne przywiązanie do "Solidarności", wierny ideałom
prostego ludu, zapłacił cenę... życie! (1984)
Podobne rewelacje kolaborantów przeszły przez Wschodnią Europę;
ostatniego października znany ekonomista rumuński Warujan Wosganiana, który
usiłował przebić się do Brukseli jako kandydat na komisarza w EU, też przepadł
z kretesem za współpracę z reżimem komunistycznym i jego tajnymi służbami.
Przedstawiciele EU i jego nowi członkowie obecnie wdrażają się
w tysiące (tony) tajnych dokumentów zebranych od dyktatora Nicolae Ceausescu,
którego egzekucje i pozbawienie "tronu" mogliśmy obejrzeć w 1989 roku.
Nawet prezydent Traian Basescu zmuszony był do odparcia zarzutów
i tzw. linków z tajną policją zwaną "securitate".
W Słowacji sekretarz stanu ds. odnowy (odbudowy) Jan Hurny dwa
lata temu zmuszony został do rezygnacji, po tym jak jego akta współpracy
z bezpieką ujrzały światło dzienne...
Węgry, wiadomości, że premier tegoż kraju Peter Medgyessy miał
ciemne powiązania z bezpieką, obniżyły jego "porcję" popularności w 2002
roku do minimum... a reszta już dopełniona.
Na konferencji w Ottawie 27 października, dotyczącej "bezpieczeństwa
i wywiadu w sztormowym okresie zimnej wojny", Wolfgang Krieger z Uniwersytetu
w Marburgu nadmienił, że STASI (wschodnioniemiecka służba bezpieczeństwa)
wydawała sporą sumę na tzw. świeckie naciąganie pasterzy do prac na rzecz
ich służb, ciekawostką było to, że centrala była w Wiedniu.
Na dzień dzisiejszy niemieckie placówki naukowe mają już wyczyszczony
"profesorski autorytet" uczelniany z jednym tylko przypadkiem, gdzie naukowiec
z olbrzymim wkładem naukowym został "naciągnięty" na wartburga i małą przysługę
w pracy ze studentami... jest jednak pod uczelnianym dozorem...
Niezależnie kto to był... STASI w NRD, SB w Polsce, czy też w
byłej Czechosłowacji StB, Securitate w Rumunii... każda z tych formacji
poszukiwała agentów i sprzedawczyków swoich sąsiadów, przyjaciół niejednokrotnie,
współpracowników, studentów, dzieci stały się również donosicielami na
swoich rodziców, inni poddali się, bo chcieli podróżować, a ktoś inny chciał
wepchać swoją dziatwę na studia...
Ostatnie grudniowe refleksje przywiodły mnie na wspomnienia sprzed 25
lat, okresu stanu wojennego, gdzie podpisywane lojalki stały się pieczęcią
do "wolności" i wyjazdów zagranicznych dla wielu osadzonych w tym okresie,
inni byli wrzuceni przez bezpiekę dla tworzenia nowej "zawieruchy na emigracji"...
Szwecja stała się bazą dla takowych, chyba tylko z dwóch powodów, że było
blisko do kraju i był to kraj, który przyciągał w tym okresie falę uciekinierów
z Polski.
Nasienie zostało już zasadzone, odwrotu od czystki nie ma...
lustracja jest jedyną nadzieją na świeże odsłonięcie nie tylko na Jasnej
Górze, ale również i w duchu narodowym, który został zdeptany przez ostatnie
17-lecie deprawacji tegoż pokolenia.
Roman Walczak
Mississauga
Od redakcji: Tak, trzeba otworzyć archiwa dla wszystkich i
iść do przodu.
Prawdziwe oblicze tzw. IV RP
Wczorajszy wywiad udzielony przez Prezydenta RP L. Kaczyńskiego
dla trzech dziennikarzy zaproszonych na audiencję wysłuchałem ze smutkiem.
Dotychczas miałem iskierkę nadziei na realizację budowy IV RP według przedwyborczych
deklaracji.
Po wczorajszym wywiadzie i ta iskierka zgasła. Coraz wyraźniej
potwierdzają się moje - już nie spekulacje - opisane na str. "Europa" www.mypolinfo.com/forum,
"Wyprowadzeni agenci". Pan Prezydent wyraźnie dał do zrozumienia, że nie
ma co liczyć na jakiekolwiek rozliczanie złodziejskiej prywatyzacji przeprowadzonej
wręcz bandyckimi metodami, ustawa lustracyjna uchwalona przez Sejm jest
zmodyfikowana w dziwoląg, który ma ochronić najważniejsze ogniwa w tym
mafijnym esbecko-magdalenkowym układzie, rozbicie mafijnych układów do
dzisiaj sterujących większością dziedzin życia w Kraju, o których jeszcze
na wiosnę ub. roku sam mówił - teraz twierdzi, że nic takiego nie istnieje
mimo oczywistych faktów dla przeciętnego człowieka - faktami zakładania
podsłuchów przez dzisiejszą esbecję obciąża osoby prywatne wywodzące się
z dawnej esbecji.
(Stwierdzenie takie wobec mnie zakrawa na kpinę, do dzisiaj cały
mój dom jest naszpikowany podsłuchami zakładanymi przez obecną esbecję,
wszystkie rozmowy ze wszystkich, nawet w Anglii - poza całkowicie utajnionymi
- telefonów są kontrolowane, osobiście funkcjonariusze obecnej esbecji
przez noc 14/15.01.2005 r. nielegalnie rewidowali i przesłuchiwali mnie
wcześniej, faszerując środkami farmakologicznymi, o czym powiadomiłem Sejm,
Senat, media, partie polityczne, a Pan Prezydent chce mi wmówić, że są
to osoby prywatne - bo nie udało się mnie podciągnąć pod zarzut przynależności
do "organizacji faszystowskich" nigdy nie istniejących poza wygłupami małolatów
wychowanych w bezmyślności przez 17 lat rządów "transformacyjnych" i nie
zdających sobie sprawy z możliwości takiej interpretacji wygłupów).
Po wczorajszym wywiadzie zrozumiałe stało się chronione tolerowanie
L. Balcerowicza mimo oczywistych "przekrętów" w czasie prywatyzacji, co
pokazało tylko kilka spotkań Komisji Śledczej ds. banków, wspieranie Kwaśniewskiego
mimo oczywistych, gołym okiem widocznych mafijnych powiązań z "układem"
wykazanych przez Komisję PKN-Orlen, niestosowny komentarz wyroku sądowego
wobec Z. Gilowskiej i jej powrót na stanowisko ministra, mimo że nawet
z aferalnej PO "wymiotła się" z uwagi na "prywatę" za publiczne pieniądze.
Panu Prezydentowi, Panu Premierowi i PiS-owi to nie przeszkadza. Więc jaka
to ma być ta IV RP, wg tych kryteriów? TO JUŻ PRZERABIALIŚMY PRZEZ 17 LAT.
Już oczywistym faktem staje się próba ukrycia "wyprowadzonych"
do biznesu komuszych agentów zgrupowanych w GTW (Grupa Trzymająca Władzę).
Dlaczego? - Wg zasady "rączka rączkę myje" - wy nas przechowacie przez
jedną, a nawet dwie kadencje, do czasu wyeliminowania ludzi pamiętających
"transformację" ze złodziejską prywatyzacją - a my wam umożliwimy dojście
do władzy, a nawet więcej, stworzenie jedynej siły na prawicy w systemie
tylko dwubiegunowym. Czy w tym kontekście powinny dziwić sfingowane "afery"
LPR, Samoobrony? Kiedy widać, że afera rozporkowa nie pogrąża całkowicie
Samoobrony, robi się następną, zupełnie bezpodstawną, nagonkę wekslową,
jeżeli ta nie poskutkuje, przyjdą następne. Esbecja z układu magdalenkowego
podpowie, jak to robić, bo jest to w jej interesie.
JAK Z TEGO WYNIKA, ŻADNA SIŁA Z OKRESU POWSTAWANIA MAFIJNEGO
UKŁADU MAGDALENKOWEGO - POZA RZĄDEM J. OLSZEWSKIEGO - NIE JEST W
STANIE ZBUDOWAĆ PAŃSTWA PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI. (Bez dokładnego rozliczenia
przeszłości nie tylko komuszej, ale i złodziejskiej transformacji nie może
być mowy o Państwie Prawa i Sprawiedliwości.
JEST CZAS DO KOŃCA BR. NA UTWORZENIE PRAWDZIWEJ PARTII NARODOWEJ.
Marek Chrapan
Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan nie będzie maksymalistą.
Rząd Kaczyńskiego mimo wszystko coś robi i popycha sprawy w dobrym kierunku.
***
W podsumowaniu mojego listu w nr 1 "Gońca" padła sugestia, że
trzeba wychowywać młodych ludzi... itd. - myślę, że tak być powinno, a
pomysł jest ze wszech miar chwalebny, ale... aby stał się cud, to najpierw
sami musimy dać przykład. Dopiero dając przykład, mamy szanse na wychowanie
kogokolwiek, ale... gdy istnieje tylko praca, pieniądze i ambicje... nowy
i wielki dom, samochód cudo i w ogóle aby sąsiadowi szczęka, spadając,
narobiła kłopotów... to akurat nie wydaje mi się najlepszą metodą.
W łazience poniewierają się "Fakty i mity", lustracja jest głupotą,
a coś takiego jak prawda to właściwie nie istnieje, a więc... czym ma się
ten młody człowiek kierować... Aha, wiem, Internet i TV, tam wszystko wiedzą
najlepiej, wyjaśnią...(?). No i mamy wychowanie.
Osoby, dla których nacjonalizacja, "reforma" rolna i punkty za
pochodzenie są powodem do zapomnienia o podstawowych prawdach, to egzemplarze,
które są czy w Polsce, czy tutaj, są tylko "tutejsi" (?), nic więcej, tacy
fornale widzący szansę tylko w marzeniu o milionach.
Postępowanie nowego rządu i nowa w Polsce sytuacja, ocena tych
zdarzeń w jakiś dziwny sposób wiąże się ze strachem przed lustracją...
w tym momencie bardzo wielu cieszy się, ma nadzieję, że sprawa arcy...Wielgusa
spowoduje odwrót od lustracji, od wyjaśnienia spraw... i tu jest cały dla
wielu osób problem. Na pewno nie tylko moim zdaniem, służby i... prowadzą
w tej chwili antylustracyjną i antyrządową akcję ostatniej szansy, uruchomiono
wszystkich agentów i tak jak "autorytet" Czajkowski przekonują, tumanią,
wrzask podnieśli, kłamią i wmawiają, że prawda to właściwie nie istnieje
(???).
Mimo wspólnej akcji środowisk różnych, dla których lustracja
jest pozbawieniem dostępu do koryta, jest wielka szansa mocnego ciosu ze
strony Watykanu. Papież Benedykt XVI nie pozwoli na rozprzestrzenienie
się zarazy i zrobi krok, który wymusi szacunek dla prawdy, a to pociągnie
za sobą lawinę i oczyści nawet polską stajnię.
Nie można się godzić, aby mordercy ks. Popiełuszki mieli do emerytury
zaliczony pobyt w więzieniu... i na pewno wiele innych przywilejów.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Dziękujemy za list.
***
Szukam kontaktu z Sebastianem, który mieszka ok. 70 km od Toronto,
pochodzi z Wieliczki i był w grudniu w odwiedzinach u mamy z dwójką
synów bliźniaków (od czterech lat jest wdowcem, w Kanadzie prowadzi wspólnie
z siostrą firmę transportową). Może jest ktoś, kto pomoże mi go odnaleźć.
Małgosia z Bydgoszczy
mklimczak59@wp.pl
Od redakcji: XXX
***
Dzień dobry, czy mógłbym od was uzyskać jakąś pieśń do św. Dominika
z nutami albo napisaną na chór, jeżeli byłoby to możliwe, proszę o przesłanie
na adres andrzej-meczynski@wp.pl
Andrzej Męczyński
Od redakcji: My nie znamy, ale może ktoś pomoże.
Szanowny Panie Redaktorze,
Nawiązując do artykułu p. W. Wodkiewicza "Jak ja to widzę", "Goniec"
nr 1 5-11 stycznia 2007, chciałbym wyrazić swoją opinię na
temat budowy windy w Domu SPK.
Pomysł instalacji windy powinien być zrealizowany podczas budowy
Domu SPK. Niestety, spóźniliśmy się o kilkanaście lat. Propozycja budowy
windy obecnie jest nierealistyczna, biorąc pod uwagę frekwencję, jakiej
doświadczamy przez ostatnie 3 - 4 lata.
Ze względu na kolosalny koszt związany z realizacją tego projektu
uważam ten cel za nie do osiągnięcia. Pytanie zadane przez pana Wodkiewicza
uważam za trafne, "dla kogo i po co?". Brak funduszy nie pozwala nam na
takie kosztowne przedsięwzięcia. Czwartkowe wieczory w barze uczęszczane
przez 6 do 8 członków (stale tych samych) nie przyczynią się do poprawy
naszych finansów.
Pracowitemu zarządowi koła i innym wolontariuszom, którzy
poświęcają dużo pracy bezinteresownie, należy się szacunek i uznanie
nas wszystkich.
Sympozjum p. Wodkiewicza na temat Domu SPK doskonale przedstawia
sytuację, w jakiej znajdujemy się obecnie. Mam nadzieję, że decyzje powzięte
w najbliższej przyszłości w tym celu zaowocują dla dobra Kombatantów i
Polonii.
Z poważaniem.
Stanisław Adam
Od redakcji: Dziękujemy za list, zapraszamy innych do dyskusji
na ten temat.
GONIEC NR 1/2007 (158)
(5-11
stycznia 2007)
Dla Pana Ś.W. z Mississaugi
Panie Szanowny Ś.W., nie wiem, czym Pan się zajmuje w Kanadzie?
Większość Polaków pracuje tutaj na budowach i remontach. Miałem też zaszczyt
oglądać ten odcinek "Sprawy dla Reportera", faktycznie płakać mi też się
chciało, ale tu, w Kanadzie. Tutaj, nie wiem, gdzie jeszcze na świecie,
dopiero jest biurokracja!
Panie, aby otrzymać pozwolenie na rozbiórkę zgniłego, częściowo
zawalonego drewnianego garażu i pobudowanie nowego z bloków betonowych
z dachem betonowo-stalowym (ognioodpornym), zajęło mi już 14 miesięcy.
Architekt od budowy wieżowców okazało się, nie może projektować garażu
na 2 samochody, a wyliczenia magistra inżyniera budownictwa, biegłego sądowego,
są nie do przyjęcia przez "City", bo jest "over qualification". Po 10 miesiącach
starań rozwaliłem zgniłą tę padlinę i w tygodniu pobudowałem zgodnie z
rysunkami i wyliczeniami nowy garaż. No i wiadomo, zaraz znalazł się inspektor
z "City". Teraz już wiem, że niedługo otrzymam karę śmierci, oby tylko
nie przez dalsze męczarnie, tylko kulę w "łeb", tak zwane rozstrzelanie.
Przed wykonaniem wyroku ostatnie pozdrowienia dla Pana
B.B.
Toronto
Od redakcji: Wie Pan, jednak chyba mamy w Kanadzie nieco mniejszy
poziom biurokracji... Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Idiotyzmów
nigdzie nie brakuje.
Drogi Panie Redaktorze,
Chcąc się dowiedzieć, jakie były początki Świąt Bożego Narodzenia,
napisałam w wyszukiwarce "Christmas Origin", wybrałam pierwsze z brzegu
"The Real Story of Christmas", autorem jest Lawrence Kelemen. Poniżej podaję
cytat z tego artykułu:
"As part of the Saturnalia carnival throughout the 18th and 19th
centuries CE, rabbis of the ghetto in Rome were forced to wear clownish
outfits and march through the city streets to the jeers of the crowd, pelted
by a variety of missiles. When the Jewish community of Rome sent a petition
in1836 to Pope Gregory XVI begging him to stop the annual Saturnalia
abuse of the Jewish community, he responded, ?It is not opportune to make
any innovation=.
On December 25, 1881, Christian leaders whipped the Polish masses
into Antisemitic frenzies that led to riots across the country. In Warsaw
12 Jews were brutally murdered, huge numbers maimed, and many Jewish women
were raped. Two million rubles worth of property was destroyed."
Ten artykuł był umieszczony na JUDAISM ONLINES SimpleToRemember.com
Życzę wielu sukcesów w Nowym Roku.
Hanna Dybczak
Od redakcji: Szanowna Pani, ja ten sam tekst znalazłem
w gazecie wydawanej w Tanzanii. My o problemie przyprawiania nam gęby piszemy
bezustannie, proszę napisać do właścicieli serwera...
HOLIDAY SEASON CZY ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA?
Czym były dla nas, Polaków, minione Święta? Świętami Bożego Narodzenia
czy sezonem świątecznym? Zapewne wielu Polaków o tym rozmawiało lub rozmyślało.
To bardzo poważny temat, nad którym trzeba się zatrzymać na dłużej. Mam
nadzieję, że tym listem sprowokuję do dyskusji na temat Bożego Narodzenia.
Kiedy słyszę z ust rodaków- katolików: "Happy Holiday albo Season Greetings",
to dostaję zimnej febry. Najłatwiej jest obić bezbronnego i słabego. Skoro
katolicy się skutecznie nie bronią, to inni biją w nich jak w bęben pod
pozorem tolerancji, której bijącym brakuje, zwłaszcza dla katolików dla
ich tradycji wiary i kultury. Katolicy oddają coraz więcej swoich praw
dla świętego spokoju. Wielu zapewne się zastanawia, czy też zaakceptować
ich komercyjny charakter, gdzie miejsce dzieciątka Jezus zajmuje Mikołaj,
a obrzędy religijne zastępuje mania sprzedawania i kupowania prezentów
.
Dziś propaguje się Święta bez Boga, wyrzucając różne symbole
religijne. To tak jakby obchodzić urodziny bez jubilata, kupując sobie
prezenty, a jubilata odstawić na boczny tor, aby nie przeszkadzał w zabawie.
Z okazji Świąt przesyłamy i otrzymujemy życzenia świąteczne. W ub.r. otrzymałem
od firmy, w której pracuję, kartkę poprzez swojego szefa "Season Greetings".
Oddałem mu z prośbą, aby następnym razem dał mi właściwą kartkę na właściwą
okazję albo żeby mi nie dawał wcale, bo przecież na urodziny nie dajemy
kartki weselnej czy pogrzebowej, tylko dajemy właściwą. Na te Święta dostałem
kartkę podobnej treści, w której jest mowa o "Festive Season, Season Greetings
i Holiday Season", lecz nie ma ani słowa o Świętach Bożego Narodzenia.
Tym razem wraz z kolegą udaliśmy się do Działu Kadr, zwracając otrzymane
kartki, jako obraźliwe dla katolików. Na zwróconej kartce dopisałem; cyt.
"This Holiday has name - Christmas". Zwróciliśmy
uwagę, że kanadyjska Konstytucja i system społeczny są oparte w dużej mierze
na chrześcijaństwie, dzięki któremu wszyscy mogą świętować bez względu
na religię. To dzięki chrześcijanom przez ponad tydzień nie idziemy do
pracy i mamy za ten czas zapłacone. Czeków też nie zwracamy. Zapytaliśmy
również, czy próbowano zmienić nazewnictwo żydom i muzułmanom ze świąt
Chanuka i ramadan na inne. Zapowiedzieliśmy petycje w tej sprawie i poprosiliśmy
o poszanowanie uczuć religijnych chrześcijan. Na koniec poinformowaliśmy,
że Zw. Zaw. CAW już zmieniły treść świątecznych życzeń z "Season Greetings"
na "Merry Christmas" po interwencji na zebraniu związkowym, tak że ostatni
przedświąteczny biuletyn związkowy "Aircrafter" na pierwszej stronie złożył
życzenia związkowcom" Merry Christmas". Ten przykład dowodzi, że można
upominać się o poszanowanie religii i tradycji katolickiej i może to być
uszanowane. Mimo że walka z chrześcijaństwem jest już na wielką skalę,
uważam, że nie należy się poddawać.
Niedawno zrobiono zamęt przy pomocy książki i filmu pt. "Kod
L. da Vinci", podważając zasady wiary katolickiej. Obecnie modne jest usuwanie
symboli religijnych, tj. krzyży, szopek i choinek. W Seattle (USA) usunięto
choinki z lotniska, lecz po interwencji pasażerów przywrócono je na swoje
miejsce. We Włoszech i Anglii trwa prawdziwa wojna z Bożym Narodzeniem.
W Toronto sędzina nakazała usunięcie choinki, jako symbolu religijnego,
ośmieszając się kompletnie, bo takie zakazy nie leżą w jej kompetencji.
Została za to publicznie skrytykowana. Nie wiem, czy to była niefortunna
wypowiedź sędziny, czy próbny balon, tzn. jak daleko można się posunąć
w tej kwestii. Ciekaw jestem również, czy to była decyzja osobista, czy
administracyjna? Jeśli pani sędzia podjęła taką decyzję z powodu uprzedzeń
lub preferencji religijnych, to ma to określone skutki prawne.
Czy, w takim razie, na każdej sali sądowej należy pytać sędziego,
jakiego jest wyznania oraz czy ma uprzedzenia lub preferencje religijne?
Skoro ma uprzedzenia, to można mieć wątpliwości, czy otrzymamy sprawiedliwe
orzeczenie sądu. Jeśli sędziowie podejmują takie decyzje, to trzeba zapytać,
czym jest stanowione prawo?
Żydzi i muzułmanie potrafią skutecznie bronić swoich religii
i nie pozwalają, aby inni im robili zamęt w Talmudzie lub Koranie. Kiedy
miał wejść na ekrany kin film pt. " Pasja", to wielokrotnie ingerowano
w jego treść i wycinano to, co innym nie odpowiadało. Natomiast gdy pojawiła
się książka i film pt. "Kod L. da Vinci", to katolicy byli zmuszeni przełknąć
te brednie chorej wyobraźni autora bez prawa ingerencji w treść filmu i
książki. Gdyby ten film i ta książka dotyczyły Koranu lub Talmudu, to przypuszczam,
że autor byłby skazany na banicję albo jeszcze gorzej. Częste zginanie
karku i nadstawianie drugiego policzka deformuje postawę katolika, a to
prowadzi do zaniku wiary oraz powoduje pustkę, którą szybko wypełniają
swoim farszem różnego rodzaju agitatorzy i lewicowi propagandziści. Europę
Zachodnią (czytaj laicką) zalewa radykalny islam, który ma niewiele wspólnego
z religią islamską, a Europejczycy spychani są do kąta w imię tolerancji,
łącznie z tolerowaniem własnego upokorzenia we własnym kraju.
W odpowiedzi na nasilające się ataki na chrześcijaństwo i jego
symbole, watykański dziennik "L'Osservatore Romano" 18 grudnia ub.r. zamieścił
prowokujący artykuł pióra Mario Gabriele Giordano, a dotyczący sensu obchodzenia
Świąt Bożego Narodzenia. Nie wiem, czy jest to prowokacja, osobisty pogląd
autora, czy też odpowiedź Watykanu na próbę wyrzucenia Boga z tych Świąt.
M.G. Giordano pisze, cyt: "Czy w związku z tym, że w Europie szerzy się
zjawisko obchodzenia ?Bożego Narodzenia bez Jezusa=, czyli w oderwaniu
od kontekstu religijnego, nie należałoby zastanowić się nad wykreśleniem
tych świąt z oficjalnego kalendarza? - zwraca się do wiernych Mario Gabriele
Giordano. Wtedy - według watykańskiej gazety - obchodziliby je tylko wierzący".
Pamiętajmy, że kij ma dwa końce i może uderzyć tych, co tak zaciekle
walczą z chrześcijaństwem. Publikacja poszła w świat, czyli mleko
zostało rozlane, więc czas pomyśleć nad konsekwencjami takiego pomysłu.
Ja myślę, że ten artykuł był przestrogą ze strony Watykanu. Gdyby doszło
do zniesienia tych świąt, to bardzo by ucierpiały gospodarki wielu krajów,
które w okresie świątecznym mają największe zyski. Produkcja i sprzedaż
towarów znacznie by zmalała, dzieci by wróciły do szkół, a dorośli do pracy,
bo żaden pracodawca nie dawałby wolnego tygodnia na zakupy i jeszcze by
za to płacił. Ucierpiałyby fundacje i inne organizacje charytatywne. Ludzie
by zamknęli serca i portfele. Zniknęłaby piękna tradycja przebaczenia i
pojednania z ludzkich serc i umysłów. To tylko niektóre z przykładów, jakie
skutki miałoby zniesienie Świąt Bożego Narodzenia.
Obyśmy w przyszłości nie musieli z opłatkiem, szopką czy choinką
schodzić do podziemia. Jeśli chrześcijanie się nie obudzą i nie zaczną
samodzielnie myśleć, to szopki i choinki będą stroić w lesie, o ile choinki
nie zostaną wycięte, jako symbole religijne. Mieszkańcy Kanady są jeszcze
w dobrej sytuacji, biorąc pod uwagę stan kanadyjskich lasów.
Może również nastąpić wymiana symboli na inne, które będą przynosić
dochody tym co trzeba. Dzieciątko Jezus będzie tak długo wypierane przez
Mikołaja, jak długo chrześcijanie na to pozwolą. Nie pozwólmy się przepuścić
przez magiel poprawności politycznej, bo właśnie ta poprawność ma zastąpić
religie i zostać uniwersalną "religią", a my zostaniemy ciałem bez ducha.
Mamy więc cały rok na znalezienie sposobów obrony własnej religii, godności
i naszej polskiej i katolickiej tożsamości. Za rok może być gorzej.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: No właśnie, Panie Stanisławie, wystarczy lekko
tupnąć nogą...
***
Do Czytelników Gońca
Proszę Państwa, czy ktoś z Was wie o losie profesora Wacława
Szczęsnego, który był wykładowcą w Gimnazjum Lelewela, 8 kl., w Warszawie
przed wojną? Służył w Legionach Piłsudskiego, w randze porucznika ciężkiej
artylerii, jego oficjalny tytuł był profesor pedagog matematyki i fizyki,
był także autorem kilku technicznych książek. Był inspektorem generalnym
wszystkich uczelni na Kresach Wschodnich do września 1939 r. Prof. Szczęsny
był oficerem rezerwy. Brał udział w obronie kraju, wzięty do niewoli przez
wojska zdradzieckie, wywieziony do Kozielska, podobno uciekł z transportu
z innymi, później brał udział w Powstaniu Warszawskim. Jego gimnazjalny
ps. Niedźwiedź.
Skrytka z wieloma Krzyżami Walecznych (m.in. I i II klasy Virtuti
Militari, Krzyż Walecznych Polonia Restituta) i korespondencją między Profesorem
a wodzem naczelnym Piłsudskim, jest zakopana na Białorusi, w Brześciu nad
Bugiem.
Proszę o kontakt
Andrzej Żórawski
tel. 705-436-1759
Od redakcji: XXX
***
Zaufanie - Jakie to piękne słowo... ale... no właśnie, rozumiem
zaufanie do rodziców i rodziny, tego nawet uczymy od dzieciństwa, ale zawsze
przestrzegamy przed kontaktami z nieznajomymi.
Jakoś tak się dziwnie złożyło, że do lichwiarza szło się w razie
potrzeby, przymusu, sytuacji takiej więcej podbramkowej. Potrzebowałeś
pieniędzy, mogłeś coś zastawić... nie było sprawy, ale o zaufaniu (?)...
Było wiadomo, co się bierze i ile trzeba oddać, jeden drugiemu patrzył
na ręce. W tym momencie, gdy nie ma parytetu złota, gdy finanse działają
na zasadzie bezgotówkowego obrotu wirtualnymi pieniędzmi, gdy jedynie długi
i procenty są do oddania w realnej gotówce, bardzo nawet realnej - my musimy
mieć zaufanie (??). Z jednej strony zaufanie, a z drugiej finansiści i
banki, bardzo ładnie, ale... to wygląda jak robienie wody z mózgu, przecież
to jest po prostu szwindel, taka "piramida" robiona w majestacie i zgodnie
z prawem. Kiedyś lichwiarz to był osobnik brzydki i nielubiany, ale to
on miał gotówkę, pożyczał, ryzykował i zarabiał, teraz, w dzisiejszych
czasach komputerów, nie słychać jakoś o kapitale gwarancyjnym leżącym gdzieś
tam w sejfach. Banki mają tylko komputery i maszynki do drukowania pieniędzy,
a my, plebs, siedzimy u nich w kieszeni (?) i tu właśnie jest problem.
W "Gońcu" z 17.11.06 w "Konspiratorach" Andrzeja Zaleskiego,
to jest wiadomość dająca do myślenia, warto się nad tym zastanowić, ktoś
nas od lat wali w rogi i siedzi cicho, nic nie gada, zarabia, ile się da,
boi się, że gdyby zaczął mówić, mógłby się w swoich kłamstwach pogubić.
A my ze swoim zaufaniem możemy się najwyżej wypchać, bo powiesić na nim
się nie da - ale teraz widać wyraźnie, że niewolnictwo istnieje, zmieniły
się tylko formy i standardy.
"System bankowy", pożyczając ułudę, a każąc zwracać ciężko zarobione
pieniądze, doprowadził do wielkiego zadłużenia wszystkich, bo to nie tylko
Ty i ja, ale całe społeczeństwa, narody i kraje. No nie...(?) może nie
całego świata i właśnie dlatego ci oporni stali się wrogami, trzeba przecież
coś zrobić, nie może być niepodporządkowanych, wolnych, niezależnych. Trzeba
wszystkim pokazać, kto tu rządzi, ciekawe, co by na to powiedział Abraham?
Jakiś czas temu księgowy musiał mieć łeb jak trzydrzwiowa szafa,
ale miał liczydła, księgi, dokumenty i towar; gdy coś się nie zgadzało,
wystarczyło zrobić remanent i prawie wszystko było jasne. W tym dzisiejszym
świecie bank na wszelki wypadek odlicza na straty sumy dla nas olbrzymie,
a dla banku tylko małą część zysku. Nie warto i nie można prowadzić dokładnej
księgowości, ale dłużnikowi można zawsze wyliczyć jego dług... i wygląda
na to, że tylko o to chodzi, reszta się nie liczy, zarobek jest kolosalny,
a po co ludzie mają wiedzieć, jaki??? Ile to tysięcy lat było potrzeba,
aby lichwę doprowadzić do takiej perfekcji.
Ale, zaufanie...(?) No właśnie, ludzie w zatłoczonym kinie lub
teatrze mają zaufanie, że budynek jest bezpieczny, że np. pożar nie grozi...
zaufanie. Wyraźnie widać, że stosunek finansjery do reszty społeczeństwa
to takie znane z historii "zaproszenie do łaźni", a na wykazujących się
niezależnością, niepragnących się podporządkować, znajduje się inne metody,
ostatecznie wiele można wmówić, zrobić z niewinnego wroga nawet terrorystę.
Finansistom udało się rozkręcić coś takiego, co wydawało się niemożliwe,
a tu raptem jest, wykombinowali "perpetuum mobile", coś co pracuje bez
przerwy, bez żadnych inwestycji, raz ruszone, pracuje i przynosi olbrzymi
dochód. Ile to tysięcy lat było potrzeba. Nareszcie się udało, ale... pytanie
może nie na temat... gdzie jest ta fortuna, gdzie te pieniądze??? No i
jaki będzie następny krok, bo to przecież nie koniec, musi być ciąg dalszy,
musi być jakiś konkretny cel.
Ale o zaufaniu nie można zapomnieć, przecież poza finansistami
są również politycy i tacy, co to bardzo dobrze o sobie myślą. Socjaliści
i różnej maści lewacy, jakiś czas byli neokonserwatystami, a teraz...(?)
Może mają jakiś następny pomysł, szykują jakąś następną głupotę.
W Polsce całą gębą i tyle lat komuniści, raptem stali się kapitalistami
(?), może za dużo powiedziane, ale są bankowcami, przemysłowcami, a nawet
autorytetami. Balcerowicz bankowiec całą gębą, ale co teraz będzie robił,
gdzie znajdzie pracę, bo takich... fachowców są tysiące.
Bardzo często słyszałem, że polityka i politycy są dużo "gorsi"
od finansistów, co to dopiero nie dość, że fachowcy, to do tego uczciwi
i w ogóle wspaniali. A jak dobrze się przypatrzyć, to... No, nie wiem,
jeden wart drugiego i co najciekawsze, pieniądze w obu przypadkach są podstawą,
a więc obaj z nas żyją, a człowiek coś wart trafia się nieczęsto.
I dlatego smutno z powodu śmierci Miltona Friedmana, to był właśnie
pozytywny człowiek, jak w polityce śp. Ronald Reagan.
W "Gazecie" z 24.11.06 jest list p. Ryszarda Kuśmierczyka z Windsor,
ciekawe, bo może ten prof. Wróbel z Windsor i ten z "Gazety Wyborczej"
w dn. 29 lipca to ta sama osoba? Może mnie ktoś oświeci, bo p. redaktor
z "Gazety" nic nie wie na ten temat.
Z szacunkiem.
Janusz Sierzputowski
PS Jednak gotówki i książki nie zastąpi nic. U Bubla czuje się
pan bezpieczniej? Ale dobre.
Od redakcji: Panie Januszu, trzeba wychować młodych ludzi,
aby potrafili walczyć o siebie, aby potrafili rządzić innymi i wpływać
na bieg wydarzeń - taki powinien być cel każdego polskiego rodzica.
GONIEC NR 51/2006 (157)
(22
XII 2006 - 4 I 2007)
***
A może by tak, w ramach popierajmy się, poświęcił Pan jedną
stronę w "Gońcu" na fotografię okładki książki Jimmy'ego Cartera "Palestine
- Peace Not Apartheid". O, tak sobie - jak Pan poświęca całą stronę na
reklamę wódki "Luksusowa", to mógłby Pan tak zupełnie bezpłatnie tym razem,
poświęcić jedną stronę na reklamę książki prezydenta Cartera. Oczywiście
dostanie Pan na pewno masę e-mail od "naszych starszych braci w wierze"
- no, ale do tego chyba już się Pan przyzwyczaił...
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku,
J.K.
Od redakcji: Szanowny Panie Jurku, stronę na wódkę luksusową
poświęcam dlatego, że umożliwia to wydawanie pisma, gdybym miał pieniądze
na wydawanie od jakiejś organizacji lub osoby prywatnej, z pewnością bym
tak zrobił, jak Pan pisze. Natomiast ABSOLUTNIE nic nie stoi na przeszkodzie,
aby Pan, albo jakaś inna osoba opłaciła opublikowanie całostronicowej reklamy
książki, która się Panu podoba.
Uważam, że robimy dostatecznie dużo bezinteresownych rzeczy
- m.in. publikujemy za darmo wszystkie komunikaty organizacji społecznych
i imprez niedochodowych.
Jeśli więc radzimy komuś, co można pożytecznego zrobić, zastanówmy
się najpierw, co sami możemy zrobić...
Poza tym w przypadku książki p. Cartera o wiele lepsza byłaby
dobra recenzja, do czego Pana namawiam.
Pozdrawiam serdecznie, życząc również Wesołych Świąt i Szczęśliwego
Nowego Roku dla Pana i całej Pana Rodziny
Andrzej Kumor
***
Oglądając program w TV Polonia pt. "Sprawa dla Reportera", uśmiałem
się w końcu. Program nierozrywkowy. Poważna sprawa. Krótko węzłowato. W
Białostockiem gospodarz pobudował dom na swojej posiadłości parę lat temu,
ale kiedy zaczął budowę, podobno nie posiadał zezwolenia na budowę. Władze
oskarżyły go o to, i zatrzymały budowę.
W międzyczasie dostał pozwolenie, ale uznano, że to pozwolenie
jest za późno, bo już budował dom. Dom został wybudowany, ale nielegalnie,
i dom nie może stać. Sprawa ciągnie się lata, ogromne koszta poniósł właściciel
domu, i grożą mu dalsze koszta poniesione przez urzędy. Sprawa chodzi od
adwokata do prokuratora i sądu już lata. Właściciel na TV rozpłakał się,
bo nie wie już, co robić, bo grozi mu zajęcie domu z działką za koszty.
Kiedy reporterka zapytała urzędników z województwa, jakie wyjście,
jaka jest decyzja, w końcu urzędnik odpowiedział, sąd zadecydował rozebrać
dom i może budować od nowa na to pozwolenie, które dostał w czasie budowy.
Roześmiałem się, bo Einstein by nie wymyślił takiego rozwiązania. Ale pomyślałem,
jakich Polska ma sędziów, jakich urzędników, przecież to komunistyczna
i stalinowska metoda myślenia, gdzie tu logika, gdzie sumienie ludzi wykształconych,
nawet w sądach.
Dziś podobnie jest wszędzie, ale tam jeszcze żyje mentalność
reżimu, a tu mamy dopiero początek. Trzeba nowy dom rozebrać, bo właściciel,
kiedy zaczął budować, nie miał lakmusowego papierka zezwalającego na budowę,
a później było już za późno. Jeśli nie rozbierze sam, na pewno przyjadą
wielkie buldożery i rozwalą nowy Polaka dom. Polski dom.
S.W.
Mississauga
Od redakcji: Głupota, niestety, nie boli.
***
Minęła 15. rocznica Radia Maryja. To wielkie dzieło ewangelizacji,
szczególnie dla polskich katolików na całym niemal świecie. Dzieło to zapoczątkowane
przez ks. Rydzyka, pod wezwaniem Matki Bożej i patronatem księży zakonnych
redemptorystów. Radio to błogosławił Papież Jan Paweł II. Radio to wraz
z TV Trwam i innymi środkami przekazu dociera prawie na cały świat i ciągle
się rozwija.
Popierają je różne kościoły w Polsce i za granicą, i to chyba
już nie jest tajemnicą. Np. kościół Chrystusowy w Toronto, kościół Oblatów
z Roncesvalles, z Oakville itp. Dziwne, że tak duży kościół z Mississaugi
nie solidaryzuje się z tym radiem. Tu jakby to był temat zakazany w tej
parafii lub wstydliwy. Tak jakby tu wyznawano innego Boga. Trudno to zrozumieć
i wytłumaczyć. Przecież modlimy się w tym kościele, "wyznajemy Jednego
Boga i Matkę Jego". Gorzej jeszcze w polskim Episkopacie, bo nawet się
je zwalcza, kontroluje, bo niby przekracza swoje uprawnienia. Czas świąt
Bożego Narodzenia. Powinniśmy wszyscy katolicy wyznawać Jednego Boga i
Matkę Jego, we wszystkich kościołach. Bóg nie zna konkurencji, kto lepiej
się modli i gdzie.
Stanisław W.
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie zgadza się, jest jeden Bóg, ale
różne do niego drogi. Na tym polega wspaniałość świata.
***
Oglądając TV i słuchając różnych wypowiedzi na temat p. Anety
Krawczyk, która miała wielką nadzieję, że przez flirty i seks z posłami
Samoobrony zdobędzie wielką pozycję i wielkie korzyści materialne. Ona
nie obejmowała pracy, aby uczciwie pracować jak inne panie, ale przyszła
do pracy w innym celu. Ona to wszystko robiła z rozmysłem.
Dziwi mnie bardzo, dlaczego poszła z tym do "Gazety Wyborczej",
wrogiego pisma Polsce i Polakom. Ta gazeta wszystko robi, aby zniszczyć
Polskę i Polaków psychicznie i tylko robi ferment, aby siać niezgodę, bo
wie, że niezgoda rujnuje, a nie buduje. Wszystko to bardzo podejrzane.
A "Gazecie Wyborczej" w to graj. Zaraz zabrała się razem z Platformą Obywatelską
wyrzucać obecny rząd, który jest bardzo niewygodny dla niektórych, i rządzić
Polską. Nie wiem, jak by to wyglądało, bo Platforma zabrałaby się do rządzenia
Polską razem z Niemcami, a "Gazeta Wyborcza" życzyłaby sobie, aby Polską
rządzili podobni ludzie, jakich przysłał do rządzenia Polską Stalin, którzy
to ludzie z miejsca zajęli się czystką Polaków z AK, inteligencją Polski,
albo ich wieszali, albo wsadzali do więzienia, gdzie gnili, aż zgnili,
a potem wyrzucali do dziś nie wiadomo gdzie.
Potem ci ludzie przed odpowiedzialnością uciekli do Izraela lub
wrednej Anglii, a rząd Polski do dziś wysyła im wysokie emerytury, czy
to kiedyś się skończy, że Polacy pracują ciężko, aby ich oprawcom żyło
się dobrze, w jakim innym państwie tak jest? "Gazeta Wyborcza" i jej gryzipiórki
o tym nie piszą. W innym państwie ta "Gazeta Wyborcza" przestałaby istnieć
- ta gazeta to sieje ferment i niezgodę w naszym kraju, wie dobrze, że
niezgoda wszystko rujnuje.
Dlaczego "Gazeta Wyborcza" nie pisze o wrogach Polski pochodzących
z gniazda amerykańsko-żydowskiego, którzy oczerniają Polaków przed całym
światem, albo defraudacjach żydowskich w Polsce nie pisze. Nie piszą też
gryzipiórki o tym z "Gazety Wyborczej". Wredne gryzipiórki i "Gazeta Wyborcza".
Czas skończyć z tymi wrogami Polski. Przez ten seks p. Anety tyle zamieszania
i nerwów. Ona powinna za to wszystko ponieść surową karę. Niewiniątko -
dobrze wiedziała, co robi.
A p. Tusk, taki mdły facet - mdłości ogarniają, kiedy się go
słucha, znalazł się opiekun p. Anety i chciałby cały kraj wywrócić do góry
nogami z powodu seksu p. Anety. Znalazł pretekst do wyrzucenia obecnego
rządu, za którym jest 80 proc. Polaków, a sam wleźć i rządzić, o to mu
głównie chodzi i czepia się byle jakiego powodu, aby zrobić zamach stanu
i ubić swój interes. Polacy, nie dajcie sobie robić wody z mózgu przez
niektórych polityków. Im chodzi o swój interes, nie o wasz. Ten p. Rokita
też taki chwiejny facet bez honoru.
Stała czytelniczka
w trosce o mój kraj, o Polskę
K. Zaremba
PS Niech żyją bracia Kaczyńscy 100 lat.
Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za komentarze i ocenę
sytuacji. My aż tak dobrze się nie znamy.
GONIEC NR 50/2006 (156)
(15-21
XII 2006)
Publikujemy list od pani Wandy Sadowskiej z Polski, która za pośrednictwem
"Gońca" szukała krewnych w Kanadzie, a na prośbę o pomoc odpowiedział jeden
z naszych Czytelników.
Droga Redakcjo,
Bardzo serdecznie dziękuję za kontakt z Panem Tadeuszem Telegą,
który podał mi numer telefonu do mojej rodziny. Od razu zadzwoniłam do
mojej cioci i wujka i okazało się, że mieszkają pod tym samym adresem.
Mają już sporo lat, wujek 93 lata, a ciocia 82 lata, i nie bardzo pamiętają
swoich krewnych z Polski, ale napiszę list, tak jak obiecałam mojej cioci
Marii, i wyślę zdjęcia moich rodziców i moje, to może sobie trochę przypomną.
Najbardziej ucieszyła mnie wiadomość o tym, że jeszcze żyją i są w miarę
upływu lat sprawni fizycznie.
Bardzo serdecznie dziękuję za szybką odpowiedź i z okazji zbliżających
się Świąt Bożego Narodzenia całej redakcji Gońca, a także Polakom zamieszkałym
i przebywającym w Kanadzie, i nie tylko Polakom, najserdeczniejsze życzenia:
cudownych Świąt Bożego Narodzenia, rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
pod żywą choinką zaś dużo prezentów, a w Waszych pięknych duszach wiele
sentymentów. Świąt dających radość i odpoczynek oraz nadzieję na Nowy Rok
2007, żeby był jeszcze lepszy niż ten, co właśnie mija, życzy
Wanda Sadowska
Od redakcji: Dziękujemy za serdeczne życzenia w imieniu własnym
i Czytelników. Co do podziękowań, należą się one przede wszystkim panu
Teledze, który zadał sobie trud pomocy Pani, dając przykład pozytywnych
efektów bezinteresownej ludzkiej życzliwości.
Stan wojenny...
cios dla polskiej duszy
Kobiety były cichymi bohaterami tamtych wydarzeń. To one drżały
o losy swojej rodziny, swych mężów i synów, to one odbywały uciążliwe podróże,
aby spotkać się z nimi, licząc na łaskę funkcjonariuszy więziennych, partyjnych
UB-ków, one były świadkami początkowych zajść w obozie, one też starały
się później organizować pomoc lekarską dla pobitych, a później nawet prawną
dla oskarżonych.
W końcu to one czyniły wszystko, aby w tym trudnym czasie wychowywać
i mądrze wprowadzać w dorosłe życie swoje dzieci i wiele Polek opisuje
swoje przeżycia w tamtym okresie oraz liczne przejawy solidarności międzyludzkiej.
Stan wojenny był ciosem dla narodu, ciosem dla polskiej duszy,
czy zamierzonym i jeśli tak, to przez kogo? Dla jakiego celu?
Są w Ojczyźnie rachunki krzywd, których żadna matka Polka nie
zapomni, krzywdy zadane ich synom, córkom przez ich własnych wychowanków,
krew rozlana na własnym narodzie jest jego największym piętnem i hańbą.
Polska to cmentarz, ziemia pod naszymi stopami dyszy krwią i
dokładając naszą własną powojenną historię, nie sprawiamy naszej ziemi
"matce Polce" ulgi, nie budujemy trwałej przyjaźni i solidarności, jakiej
każda matka chce dla swojej rodziny. Polska macierz, ciągle
rozdrapywana i gnębiona zrywami narodu do pełnej demokratycznej suwerenności,
straciła po raz kolejny swój obraz i pełnię do życia w swobodnym jej oddechu,
bo tak zdecydowała (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego) WRON-a 13 grudnia
'81 roku, kneblując ich obywateli i osadzając w więzieniach (obozach internowania).
Demagogia i fanatyzm komunistycznych władz pod wodzą gen.
Jaruzelskiego zdecydowała (WRON), że można zrobić wszystko
z tym narodem, nie pytając ich o pełną aprobatę czynów, jakie wynikły ze
stanu wojennego.
Polska w swej powojennej historii nigdy nie miała normalnej historii
i nie pozwólmy, aby ponownie zamazane zostały jej czarne stronice, bo od
nich przyjdzie nasze pokolenie w jaśniejszych jego barwach.
Obywatele zamieszkujący środkową Europę, dostarczający Anglii
i ich wyspiarskim krajom, Ameryce, Kanadzie, Australii i wielu innym zakątkom
świata, wielu prominentnych, choć etnicznej mniejszości obywateli, którzy
tworzą i mają swój udział w rozbudowie ich nowych miejsc życia i egzystencji.
Obywatele Ci to rodacy, którym też ten rachunek krzywd należy
wyrównać, wygnani, poniewierani, nie mogą znieść przekonania, że Polska
z hańbą wyrytą na godle narodowym może nie czuć tego piętna i hańby, dalej
pozując z obliczem barbarzyńców, którym życie i dostatniość nie sprawią
bólu, przyglądając się poniżonym bohaterom ETOSU SOLIDARNOŚCI.
Wołanie skrzywdzonych śle swe posłanie do historyków, dziennikarzy,
ludzi kultury, światłych tego narodu, dosyć już hańby, dosyć już kłamstw
i poniżeń, dosyć zniewolenia i obłudy, czas na pokolenie w duchu czystego
rozwoju, dążeń na przyszłość bez dziedzictwa i jego obciążeń.
Roman Walczak
Kanada
Od redakcji: Szanowny Panie, na naszym padole nigdy nie będzie
idealnie, pozostaje nam tylko iść w dobrym kierunku.
Afera czy samobójczy gol?
Poprzez rozdmuchanie tzw. seksafery z Samoobroną w tle PO strzeliła
sobie samobójczego gola i chyba znów nici z obalenia rządu poprzez rozwalenie
koalicji. PiS okazał się zbyt mocny dla PO, dlatego po niepowodzeniach
z atakiem na PiS przy użyciu posłanki R. Beger z Samoobrony wymyślono seksaferę
w Samoobronie. Tym razem do ataku przystąpiła "Gazeta Wyborcza" przy wsparciu
"Trybuny". G. Wyb. opublikowała artykuł "Praca za seks", a w rolach głównych
wystąpili: liderzy Samoobrony Lepper i Łyżwiński oraz była szefowa biura
poselskiego posła Łyżwińskiego Aneta K. Aneta K. twierdziła przed kamerami,
że była przez obu liderów Samoobrony molestowana seksualnie, a Łyżwiński
jest ojcem jej trzyipółrocznej córeczki.
Łyżwiński poddał się testom i okazało się, że nie jest ojcem
jej dziecka, po czym Aneta K. powiedziała, że wie, kto jest ojcem jej dziecka,
ale nie powie. Ponieważ złożyła doniesienie do prokuratury, ta wszczęła
śledztwo, przesłuchując świadków. Przesłuchano również asystenta posła
Łyżwińskiego - Jacka Popeckiego, który zeznał, że wie od Anety K., że ojcem
jej dziecka jest były działacz Samoobrony, a obecnie radny PO w Tomaszowie
- Marek Celner, który temu zaprzecza. W tej sytuacji nagonka na liderów
Samoobrony trochę zelżała, bo nie jest to na rękę D. Tuskowi, który za
upadek rządu oferował poparcie budżetu.
Rozdmuchano tę aferę do olbrzymich rozmiarów, aby rozbić koalicję
i obalić rząd J. Kaczyńskiego. Jak dotąd te sztuczne afery nie obaliły
tego rządu. Te domniemane harce seksualne miały miejsce kilka lat
temu, kiedy to Samoobrona dosyć często zachowywała się w Sejmie jak gdyby
była w koalicji z SLD, ale robi się z tego aferę dopiero dziś, bo ten rząd
pokazał, że mimo tak nikłego zwycięstwa wyborczego potrafił skutecznie
działać zwłaszcza w rozbijaniu różnych układów. Stał się śmiertelnym zagrożeniem
dla mafijnych układów i dlatego jest tak wściekle atakowany.Temperatura
wzrasta zależnie od tego, jakie ustawy są do uchwalenia przez Sejm i czym
zajmuje się prokuratura.
Wracając do Anety K., odnoszę wrażenie, że jest używana jako
narzędzie polityczne do obalenia tego rządu, bo układ "okrągłostołowy"
ma nóż na gardle i należy się spodziewać jeszcze wielu prób obalenia tego
rządu i zahamowania rozliczeń przeszłości. Skoro dziecko ma 3 i pół roku,
tzn. że wtedy rządzącego SLD i opozycyjnej PO to nie obchodziło, boby mogło
zaszkodzić rządzącym. To naprawdę smutne, że oskarżenie kobiety lekkich
obyczajów, która na oślep wybiera ojca dla swojego dziecka, ma tak duży
wpływ na stabilność polityczną Polski. Dziś idzie w świat wiadomość, że
wicepremier RP jest zamieszany w seks-aferę, mimo że te domniemane czyny
miały miejsce kilka lat temu. W ten kłamliwy sposób dorabia się straszną
gębę polskiemu rządowi.
Skoro Aneta K. chce znaleźć ojca dla swojego dziecka na koszt
podatnika, to rząd musi zarezerwować pokaźną sumę w budżecie na przyszły
rok. Aneta K. powinna chyba zacząć swoje poszukiwania od GW i jej redaktorów,
a potem szukać po innych partiach w Polsce, a może i świecie. Ta
pseudoafera ma na celu również odciągnięcie prokuratorów od wielkich afer
związanych z lewicą i liberałami, a także nagraniami z udziałem A.
Michnika. Kiedyś było wiadomo, kto jest czerwony, a kto ma inne barwy,
co jest czarne, a co białe, a dziś tacy pseudodziennikarze jak J. Urban
czy A. Michnik zamazują barwy polskiej rzeczywistości. Widocznie w mętnej
wodzie lepiej się czują, a ze znacznej części społeczeństwa udało im się
zrobić daltonistów nie odróżniających dobra od zła lub biznesu od oszustwa.
Mam nadzieję, że jeszcze się doczekam czasów, że nikt nie będzie
pisał na murach "Telewizja kłamie" lub "Komuno wróć", a TVP będzie rozpoczynać
i kończyć dobrą nowiną dla Polski i Polaków bez wiadomości o kolejnych
aferach. Mam jeszcze jedno życzenie, które mam nadzieję, że się spełni,
że na następny 13 grudnia, tak jak 25 lat temu, kiedy zabrakło "Teleranka",
którego zastąpił gen. W. Jaruzelski, tak ten następny 13 grudnia będzie
bez "Gazety Wyborczej" - kuźni wypaczonych i zniewolonych umysłów,
a naród polski będzie przez to zdrowszy. Ludzie mają różne życzenia i marzenia
w okresie Bożego Narodzenia. Ja bym chciał, aby Boża dziecina przywróciła
dziennikarzom ludzką godność, aby mogli głosić dobre nowiny zamiast oszczerstw
i pomówień. Kończąc, życzę swoim rodakom wielu
łask Bożych oraz zdrowia i wszelkiej pomyślności, a czytelnikom GOŃCA życia
piękniejszego od marzeń w 2007 roku.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Wzajemnie, Wesołych Świąt i szczęścia w Nowym
Roku!
Rekolekcje i... po rekolekcjach
W Adwencie, podobnie jak w Wielkim Poście, polska tradycja religijna
nakazuje nam zorganizowanie i udział w rekolekcjach. Piękny to obowiązek
i bardzo potrzebny w tych czasach.
Niestety, podobnie jak w latach ubiegłych, także i w tym roku
nie podano nam w polskich mediach terminów rekolekcji w poszczególnych
polskich parafiach. A szkoda, bo w tym "gorącym" okresie przedświątecznym
bardzo ważne jest zaplanowanie wszystkiego, co nas czeka, żeby się nie
pogubić. Nie wiem, czy panie pracujące w biurach parafialnych mają tak
wiele obowiązków, że nie mogą przekazać do "Gońca" krótkiej informacji
o planowanych rekolekcjach w ich parafii, czy też ks. proboszcz nie chce
im ujawnić tej tajemnicy, kiedy i kto będzie prowadził rekolekcje w danej
parafii?
Jeśli jest to naprawdę taki wielki i trudny do rozwiązania problem,
to proponuję założenie "tajnego stowarzyszenia świeckich", które w każdej
polskiej parafii będzie miało swojego agenta, którego głównym zadaniem
będzie "dowiedzieć się", kto i kiedy będzie miał rekolekcje w danej parafii
i przekazać tę tajemnicę możliwie szybko do "Gońca" i innych polskich mediów.
Przy okazji mam jeszcze kilka pomysłów związanych z rekolekcjami.
Wydaje mi się, że my, staruszkowie, bardzo troszczymy się o swoje... dusze,
ale nie za bardzo troszczymy się o dusze naszych dzieci i młodzieży. Okres
Adwentu poprzedza Święta Bożego Narodzenia i dlatego w tym okresie można
by organizować przede wszystkim rekolekcje dla dzieci i młodzieży. Tego
chyba bardzo brakuje naszym następcom na tej ziemi. Oczywiście można by
organizować i w Adwencie, i w Wielkim Poście oddzielne rekolekcje dla dorosłych,
a oddzielne dla młodych ludzi. Ale zacznijmy może od tego, że w Adwencie
będą rekolekcje dla młodych, a w Wielkim Poście rekolekcje dla dorosłych.
To tak na początek.
Jest jeszcze jeden problem. Nasi młodzi przyjaciele bardzo często
myślą już po angielsku, nie po polsku. W związku z tym, nie wiem, czy nie
trzeba by dla nich organizować rekolekcji jednak w języku angielskim. To
ma jeszcze i tę dobrą stronę, że ich rówieśnicy - nie-Polacy, koleżanki
i koledzy ze szkoły, mogliby również uczestniczyć w tych "naszych" rekolekcjach,
bo o ile mi wiadomo, Kościół w Kanadzie jeszcze nie wpadł na ten pomysł,
aby organizować rekolekcje.
I na zakończenie sprawa, o której pisałem już nie raz i do której
nie chciałbym, chyba że będę musiał, wracać w przyszłości. Wielu kaznodziejów
- rekolekcjonistów naprawdę potrafi dotrzeć do naszych umysłów i serc.
Wielu z nas, np. ludzie starsi czy chorzy, nie mogą wziąć udziału w rekolekcjach,
natomiast mogliby wysłuchać tych nauk w domowej czy szpitalnej ciszy, gdyby
jakaś dobra dusza, np. ktoś z Rycerzy Kolumba w danej parafii, czy z grupy
młodzieżowej, nagrał te nauki na taśmę czy CD lub DVD. Oczywiście takie
kasety byłyby dostępne dla wszystkich chętnych nieodpłatnie i to nie tylko
w okresie rekolekcji, ale i później też. A można też udostępnić te nagranie
na website danej parafii dla osób, które mają dostęp do Internetu.
Mam nadzieję, że już najbliższe rekolekcje wielkopostne w naszych
parafiach polskich nie będą się odbywać w tajemnicy przed nami. A skoro
Święta Bożego Narodzenia przed nami, więc życzmy sobie wzajemnie Zdrowych
i Szczęśliwych Świąt na C+U+D.
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Pomysłów kilka - każdy dobry.
GONIEC NR 49/2006 (155)
(8-14
XII 2006)
Droga Redakcjo,
(...) Bardzo lubię tę gazetę i oczekuję jej ciągle. Byłam w Windsor
w sklepie, bardzo interesują się gazetą GONIEC, mówią, że to dobra gazeta
pod każdym względem. W Chatham też ludzie lubią tę gazetę, ale mówią, że
jest droga.
Ja znów mówię, jak chcesz czytać coś dobrego, to trzeba płacić.
Tylko nie wiem, dlaczego nigdy nie ma nic o Chathamie, a też są wypadki
różne i morderstwa. Dwa miesiące temu zamordował ktoś Polkę. Posyłam
odcinek ostatniej gazety Chatham o niej. Jeszcze raz oczekuję ciągle gazety
GONIEC i czytam ją od A do Z.
Z poważaniem
Genowefa Wrotkowska
Chatham
Od redakcji: Dziękujemy. Zwracamy uwagę nie tylko na Chatham.
Panie Andrzeju,
Trochę na wyrost dał Pan ten tytuł. Myślę, że należy dołożyć
jeszcze jedną pieluszkę, gdyż po 3 latach działania powinno się normalnie
czytać "Gońca" w Internecie. Przecież nawet stopka redakcyjna nie jest
bez kwadracików i zmienionych liter- nie mówiąc o całej reszcie?
Proszę sobie wyobrazić, że będzie chciał poczytać "Gońca" ktoś,
kto słabo zna polski.
Chcąc zadowolić swoich mocodawców, trzeba bardziej się starać.
Pozdrawiam,
Leszek Kociuba
Od redakcji: Panie Leszku, gratulujemy spostrzegawczości oraz
ogólnego zorientowania. Byłoby nam miło, gdyby w przyszłości informował
nas Pan o tym, przed kim mamy się starać - czyli wymieniał mocodawców z
nazwy (nazwiska?).
Panie Andrzeju,
Czytam Pańskie artykuły w WP. Jednak nie widzę Pańskiej gazety
w USA. Dlaczego nie ma jej w polskich sklepach? Konkretnie mam na myśli
Boston. Przez długi czas docierał tu "Ekspress" z Toronto (nie wiem, czy
jeszcze). Czy są możliwości, aby "Goniec" był tu sprzedawany?
Paweł Oplustil
Od redakcji: Są takie możliwości. Kalkulujemy.
Poszukuję krewnych
z St. Catharines
Szanowny Panie Redaktorze!
Poszukuję rodziny Marii i Wiktora Kopczyńskich, którzy w latach
1990. zamieszkiwali w ST. CATHARINES, ONTARIO l2P-3P4, 49 GREEN MAPLE DR.
Bardzo chciałabym coś na temat mojego wujka i cioci się dowiedzieć. Ostatni
list, który napisałam, wrócił do mnie. Być może są w domu starców, gdyż
byli to krewni w dość podeszłym wieku, lub może już nie żyją. Bardzo chciałabym
wiedzieć, co się z nimi stało, nie posiadali dzieci ani bliskich krewnych,
tylko bliską rodzinę w Polsce i na Ukrainie bardzo bliską rodzinę (rodzone
siostry). Jeśli byłaby możliwość uzyskania informacji na ten temat, to
bardzo Panu dziękuję i będę bardzo wdzięczna za odpowiedź pozytywną bądź
negatywną.
Informacja ta jest mi potrzebna, gdyż buduję drzewo rodowe i
chciałabym poznać los moich krewnych i przodków, gdyż rodzice moi już nie
żyją i niektóre tajemnice zabrali do grobu.
Proszę o kontakt e-mailem: sadowskawanda@poczta.onet.pl.
Od redakcji: A nuż krewni się znajdą.
Szanowni Państwo,
Proszę mi wskazać, z kim należy się porozumieć w Kanadzie w sprawie
zaliczenia częściowej emerytury z Polski. Podobno do końca roku upływa
termin rejestracji, ale nie wiadomo gdzie.
Z poważaniem
Jurek Roj
Od redakcji: Proszę przeczytać dzisiejszy komunikat konsulatu
na stronie 20.
Do Redakcji "Goniec"
Moje uwagi: Niech cieszą się warszawiacy, że na prezydenta Warszawy
wybrali p. Gronkiewicz-Waltz. Polacy powinni poznać korzenie kandydata,
ale Polacy zawsze wybierali nieodpowiedniego kandydata. Najpierw komunistę,
a teraz chyba kolej na jakiegoś faszystę z Hitler Jugend. Nie na Polaka
z krwi i kości na rządzenie Polską? Z wypowiedzi p. Gronkiewicz-Waltz można
wywnioskować, że to zawzięta, podła, mściwa baba, aż kipi od niej mściwością
do PiS-u.
Zamiast myśleć o współpracy dla dobra Polski i Polaków z innymi,
ona myśli o zemście, nie wiadomo o co. Bardzo złe wrażenie zrobiła tymi
swoimi wypowiedziami, nie tylko na mnie. Zresztą mściwość cechuje prawie
wszystkich z Platformy Obywatelskiej. Nie pomóc, tylko krytykować i siać
ferment, jakby oni byli idealni. Wstyd.
Krystyna Zawadzka
Toronto
Od redakcji: Wie Pani co, chyba dokonała Pani pewnej "nadinterpretacji".
Szanowna Redakcjo,
Po opublikowaniu przez Was mojego listu w sprawie oszukanych
nielegalnych, w niedzielę, 26 listopada, o godzinie 14 otrzymałem SZOKUJĄCY
telefon z szantażami i groźbami. Szantażysta to polonijny lewak, działa
w Polonii jako spec od marketingu-naganiania, słyszałem, że wcześniej handlował
mydłem i proszkiem, może już wtedy nauczył się ludziom oczy mydlić. Przebranżowił
się w pseudoeksperta od imigracji, w tym głosiciela programów-systemów.
(...)
Rozmowa,o której piszę, by Polonia wiedziała, jak niektórzy działają,
była pełna pogróżek adresowanych także do nielegalnych imigrantów. Mam
pytanie, co ci ludzie zawinili, żeby ich straszyć? Chcą, jak my wszyscy,
trochę lepsze życie tu mieć, polepszyć byt swoich dzieci... Łatwo jest
straszyć tych, co się bronić nie mogą! Tak się właśnie złożyło, że rozmowie
przysłuchiwało się dwóch imigrantów bez pobytu, przyszli do mnie po pomoc,
wyrolowani przez adwokatów na tysiące dolarów. Mój rozmówca zarzucił mi
także, że nie szanuję Żydów! Otóż w odpowiedzi na zarzuty chciałbym odpowiedzieć,
że w Kanadzie nie oceniamy i nie widzimy nacji, religii czy kolorów. W
Kanadzie liczy się CZŁOWIEK i zasada co bliźni bliźniemu uczyni. A prawo
boskie nakazuje, by NIE KRAŚĆ i NIE CZYNIĆ DRUGIEMU CO TOBIE NIEMIŁE. Myślę,
że w każdej religii jest podobnie, jeśli nie tak samo, czy u Polaków, czy
Żydów.
Warto też zauważyć, że autorzy imigracyjnego programu to
często nasi rodacy. Jak już mówiłem, ludziom pomagam z serca, bez
zarobku i tak zwyczajnie, po chrześcijańsku. NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCE W TEJ
CAŁEJ NIEPRZYJEMNEJ ROZMOWIE BYŁO to, że mój szantażysta oświadczył mi,
że BĘDZIE KABLOWAŁ POLSKICH NIELEGALNYCH IMIGRANTÓW!
(...)
Oczywiście uczciwy asystent imigracyjny pomaga, a nie szkodzi.
(...)
Teraz ponoć mogą SZYBKO I SKUTECZNIE ludziom pomóc jakimś NOWYM
SYSTEMEM! Przykre, że to ciągle ci sami ludzie, zmienia się jedynie szyld,
reklama, numer. Zastanawia mnie jedno, czy właściciele niepolskiej znanej
firmy adwokackiej znają historie swoich asystentów i speców od reklamy
i czy wiedzą, co się działo w Polonii? Czy wiedzą o tym, że ich asystenci
maczali głęboko palce w największym, w mojej opinii, imigracyjnym polonijnym
przekręcie (program dla nielegalnych)? Czy wiedzą, że ich współpracownicy
straszą, szantażują nielegalnych, groza? Nie są Polakami, więc może z daleka
od polonijnego tłoku i plotek, gazet i informacji... trudno im się zorientować,
kto jest uczciwy, a kto nie, nawet rozmów naganiaczy nie mogą ocenić, bo
po polsku...
Po moim powrocie z USA w sprawie nielegalnych spodziewałem się
pozwów do sądu, bo takie były też groźby. Sądów się nie boję, w sądzie
chętnie opowiem historie biednych oszukanych ludzi... żaden kanadyjski
sąd nie karze za to i nie ma takiego prawa, że nie można imigrantom
pomagać z serca i do tego za darmo. Żyjemy w państwie demokracji
i nikt mnie nie zastraszy, by swoją opinię, PRAWDĘ mówić i otwierać ludziom
oczy, ostrzegać. To nawet nasz obowiązek! Jestem osobą głęboko wierzącą,
modlę się za to, by Bóg ochronił i pomógł nielegalnym imigrantom, by okazał
im swoją łaskę i błogosławieństwo, pokarał tych co ludzi krzywdzą. Dlatego
też nie boję się szantażystów i ich gróźb. Ludziom nadal będę pomagał i
zgodnie ze swoim sumieniem.
Dziękuję redakcji "Gońca", która ZAWSZE broniła interesów nielegalnych
imigrantów. Informuję, że już pierwsze podania imigracyjne o pobyt stały
zostały złożone w konsulacie kanadyjskim, życzliwie przyjęte, i wcale do
tego nie potrzeba znanych kanadyjskich adwokatów i ich asystentów.
Z poważaniem dla Czytelników "Gońca" "drżący ze strachu" przed
szantażystami i pozwami sądowymi
Wasz Benedykt Gondek
Od redakcji: Panie Benedykcie psy szczekają, życie mija, a
nasz Sędzia i tak nie jest z tego świata.
GONIEC NR 48/2006 (154)
(1-7
XII 2006)
Szanowna Redakcjo!
List swój piszę w związku z przeczytaniem
artykułu w ostatnim "Gońcu" (nr 47/153) pt. "Do 2021 spłacimy zadłużenie?".
W ww. artykule napisaliście, że Minister Finansów Jim Flaherty obiecał
całkowitą spłatę zadłużenia do roku 2021, które wynosi obecnie 481,5 mld
$. Otóż myślę, że został wypaczony sens wypowiedzi ministra poprzez nierzetelne
tłumaczenie jego słów. Domyślam się, że chodziło o wypowiedź ministra
cyt. "We are setting a new, national goal of eliminating Canada's total
government net debt by 2021". Został użyty zwrot cyt. "net debt", co bardziej
należy rozumieć, że do roku 2021 rząd ma nadzieję, że wszystkie jego aktywa
(assets) zostaną zbalansowane z rządowymi zobowiązaniami (liabilities),
więc raczej nie miał na myśli całkowitej redukcji długu, który nawet z
matematycznego punktu widzenia przy obecnych nadwyżkach budżetowych jest
nierealny do spłacenia w tak krótkim czasie jak 15 lat.
Życzę najlepszego
Wasz stały czytelnik
Od redakcji: Szanowny Panie, ma Pan rację,
chodziło o całkowity dług netto. Dziękujemy za uwagę.
W odpowiedzi Panu Konsulowi
Za pośrednictwem "Gońca" dziękuję Panu
Konsulowi za obszerne wyjaśnienia, które dotyczą problemów wypływających
z trybu pracy MSZ-tu, na które ani ja, ani Polonia kanadyjska nie ma wpływu.
W odpowiedzi na mój list Pan Konsul podjął tylko jeden wątek mojego listu
i chcę się odnieść do dwóch fragmentów jego wypowiedzi.
Pierwsza sprawa to przesyłki konsularne,
które w okresie letnim potrzebują 3-4 miesięcy na przebycie z W-wy do Toronto.
Z tego wynika, że mój paszport, na który czekałem 2 miesiące, został wysłany
przynajmniej miesiąc wcześniej, zanim wystąpiłem z wnioskiem o jego wydanie.
W tych 2 miesiącach był okres świąteczny, co raczej wydłuża całą procedurę.
Druga sprawa to stwierdzenie Pana Konsula
niezgodne z prawdą. Pozwolę sobie zacytować słowa Pana Konsula cyt.: "Dokument
ten otrzymaliśmy pod koniec września br. i w rozmowie telefonicznej państwo
Pietras uzyskali zapewnienie, że paszport można odebrać od 2 października
2006 r. Decyzja o odbiorze paszportu dopiero 10 listopada br. była indywidualną
decyzją Pani A. Pietras" - koniec cytatu. Otóż od końca maja nie kontaktowaliśmy
się z Konsulatem, oczekując na tel. z Konsulatu dotyczący terminu odbioru
paszportu. Pod koniec października br. nagrałem się na automatycznej sekretarce
u Pana Konsula A. Krężela i u Pani Konsul ds. paszportowych, lecz zostałem
zignorowany. Jedyna rozmowa, która miała miejsce, odbyła się w dn. 6 listopada
br., a 10 listopada br. żona odebrała swój paszport wydany 16 maja br.
Niby wg Konstytucji RP wszyscy Polacy są równi, to jednak ci w Kanadzie
płacą czterokrotnie więcej i czekają na paszport również wielokrotnie dłużej.
Wydaje mi się, że Pan Konsul Konowrocki został wprowadzony w błąd przez
swoich pracowników i zareagował troszkę nerwowo. Ja to rozumiem, bo dyplomaci
po moskiewskiej szkole będą wymieniani w pierwszej kolejności. Kończąc
ten temat, liczę na poprawę obsługi Polaków zamieszkałych w Kanadzie.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Panie Stanisławie, nie potrafimy
skojarzyć, w jaki sposób moskiewska edukacja pana konsula wiąże się z Pana
kłopotami paszportowymi.
Kanada to my!
Trafił pan w dziesiątkę - możemy dużo zrobić,
jeżeli tylko wygospodarujemy trochę chociaż czasu na udział w społeczeństwie
kanadyjskim. Ja przed wyborami odczułem osobiście ducha zainteresowania
sprawami przeciętnego obywatela na Roncesvalles: uścisnął mi rękę w swoim
lokalu na Roncesvalles tydzień przed wyborami, zajął trzecie miejsce, sam
osobiście zaczepił mnie na Roncesvalles przed Granowską, na którą się powoływał
- twierdził, że chociaż Lojko jest Polakiem, to nie znaczy, że będzie dobrze
reprezentował moje interesy, poparty przez Davida Millera, którego
nigdzie jeszcze nie widziałem.
To takie refleksje. Teraz po wyborach wszystko
ucichło, ale coś mi tam ćmi z tyłu, że powinienem się jakoś bardziej zainteresować.
Chyba to niedługo zrobię. Np. na poniższych stronach (www.tedlojko.ca,
www.tomfreeman.ca/tom_freeman-get_involved.htm, www.gordperks.ca/gordperks/Gord%20Perks/Home.html)
są okazje do poczytania o naszych radnych i nawet włączenia się w działalność
ochotniczą.
Dziękuję za pana artykuł, działa na ambicje.
Pozdrawiam,
Tadeusz Stokłosa
Od redakcji: Zgadza się, niech Pan się
tym bardziej zainteresuje.
Do tekstu pt. "Kanada to my" nadeszło jeszcze
kilka innych listów z Wirtualnej Polonii
Ja lubię stek
dobrze upieczony...
(É) A ja dodam, że to już z pewnością nie
będą Polacy, a tylko Kanadyjczycy z jakimiś pomieszanymi korzeniami! Oni
wszyscy są straceni dla Polski - takie są skutki wojny bandy Jaruzelskiego
i niezmiernie tolerancyjnych, demokratycznych przedstawicieli narodu wybranego
z Polakami.
...i to jest cała realna Polonia niezależnie
od nurtów i zapatrywań, bojąca się przyznać, że już nowe drogi zostały
przetarte i powroty są dla bardzo wielu niemożliwe, wiślane nurty popłyną
już bez naszych narzekań. Kanada jest naszym domem, tutaj mamy dach nad
głową, rodzinę i jakoś poukładane warunki socjalno-bytowe, jedni mniej,
inni bardziej zaangażowani w tym środowisku, stanowią już część demograficzną
tegoż kraju, nawet jeśli będzie to im sprawiało trudności w wyjaśnieniu
"krajowej rodzince" nad Wisłą. Osoby, które nie potrafią sobie tego uświadomić,
nigdy nie będą się czuły swobodnie w otoczeniu kanadyjskim jak i polskim.
Można mieć wyobraźnię milionera, ale takich
w naszym środowisku polonijnym jest niewielu, więc realia są bardziej proste
dla wielu z nas, też tych milionów nie posiadam. Wypracowane
lata, a co za tym idzie... świadczenia, jakie tutaj posiadamy, służbę zdrowia,
stabilny status, rodzina czyt.: dzieci na dobrej drodze edukacyjnej lub
zawodowej , złota rybka złowiona w jeziorku... co ja mówię, toż to dla
milionera.
Wystarczy przeglądnąć również reportaże
młodej zarobkowej generacji na "wyspiarskim przylądku nadziei", rodzą się
dzieci i ich młodzi rodzice nie myślą o powrotach do "wiślanych narzekań".
Jak więc będzie z naszym rozmyślaniem... Hmmmm, ja się nie piszę już na
powroty, tysiące innych rodaków już dawno o tym zapomniało, więc
kogo mam wokół siebie na moim dobrze przypieczonym steku, tych, którym
zrozumienie postaw (moich i mi bliskich) nie jest już obce. Istnieje w
środowisku kanadyjskim, nie myl z getto polonijne... mając również na uwadze
i to, że w tym środowisku nie jestem pępkiem świata, któremu należy się
wszelka wygoda socjo-polityczno-gospodarcza. Angażując się w tym środowisku,
czyli aktywnie partycypując w jego "demografii" życia, nie wyobcowuję się
i mam samopoczucie pełnoprawnego jego członka tejże multispołeczności...
także polonijnej, bo tego nie da się przekreślić. Kanada to MY.
Kuba
Od redakcji: Absolutnie tak! Kanada
to MY.
Ludzie o duszach niewolników
Takim w Kanadzie jest najlepiej. Oni nikomu
nie chcą się narazić:
- ani słowa o złych politykach, partiach
czy korupcji - można się narazić szefowi zwolennikowi takiej partii i wylecieć
z pracy.
- ani słowa o religii ani jej pryncypiach,
a zwłaszcza o ich wartościowaniu i przestrzeganiu - można się jeszcze komuś
narazić i wylecieć z pracy lub jej nie otrzymać.
- nic nie wolno krytykować, nic i nikogo
- powód j.w.
Jestem tu, w Kanadzie, grubo ponad 10 lat
i serdecznie mam dość tego - bordello country, gdzie nie liczą się ludzie
uczciwi, pracowici, dobrzy fachowcy. Tacy są tu tylko siłą roboczą dla
tych, co mają swoje firmy.
Polskich firm i Polaków mogących pomóc
innemu Polakowi w Kanadzie nie spotkałem. W większości wszyscy są tu wyrobnikami
- a nie decydentami - harującymi na dobrobyt dla innych.
Są tu głosy, że powinniśmy mieć w Kanadzie
swoich reprezentantów we władzach. Pytanie: jaka będzie ich siła przebicia
w tym środowisku, gdzie większość stanowią inni, a media żydowskie ciągle
opluwają Polaków, pisząc o polskich obozach koncentracyjnych? Coraz większa
jest niechęć do Polaków i coraz więcej Polaków jest niszczonych poprzez
niedawanie im pracy, blokowanie awansu, spychanie w środowisko biedoty.
Kanada to nigdy nie będzie znaczyło - MY,
Polacy, a tylko jacyś tam Kanadyjczycy z pomieszanymi korzeniami - widzący
świat przez pryzmat pieniądza, gotowi kopnąć innego, by być przy korycie.
FreeMan
Od redakcji: Dziwne, jak z Pana depresją
można jeszcze żyć...
Freemanie,
ty grubo przesadzasz
Mój syn awansuje z roku na rok. Miał państwową
posadę b. dobrze płatną. Obecnie zrezygnował, bo dostał jeszcze lepszą
w Calgary i na wyższym stanowisku. Nie uwierzę, że jak człowiek jest wykształcony,
niegłupi w swoim zawodzie, to jest dyskryminowany w Kanadzie.
Córka dostała stypendium państwowe im.
Królowej Elżbiety, poza tym rokrocznie dostaje dodatkowe nagrody finansowe
za wyniki w nauce (medycyna), więc też nie może mówić o dyskryminacji.
Jak ktoś się stara, to ma, i żyje w Kanadzie na poziomie nie gorszym od
rdzennych Kanadyjczyków. Obibokom to nigdzie nie jest lekko. Takie życie.
Polka
Od redakcji: xxx
Ustawa o obywatelstwie
My nie jesteśmy "gastarbeiterami", najemnymi
wyrobnikami, którzy tkwią jedną nogą tam, skąd wyjechali; chcą tylko uzbierać,
naskładać i wrócić - my tutaj mamy gospodarzyć. Wkrótce głosowanie nad
nową ustawą o obywatelstwie polskim. Ustawa nakazuje wszystkim, co wyjechali,
pozostaniem "czasowo" w Kanadzie z obowiązkami obywatela RP. Ustawa wspomina
też o prawach. Na razie siedzimy cicho i brak jakiejkolwiek dyskusji na
temat feudalnej roli tych, co wyjechali, wobec pana i władcy RP.
AK
Od redakcji: No, jest to temat do dyskusji
- czy mamy mieć pełne prawa i pełne obowiązki obywatela RP...
GONIEC NR 47/2006 (153)
(24-30
XI 2006)
Szanowny Panie Redaktorze,
W nr 46 tygodnika "Goniec" z 17-23.11.2006
r. ukazał się list Pana Stanisława Pietrasa dotyczący długiego terminu
oczekiwania na polski paszport przez jego żonę Annę Pietras, sugerujący,
że znaczną winę za to ponosi Konsulat Generalny RP w Toronto. Ponieważ
nie jest to jednostkowy przypadek, gdy nasza placówka spotyka się z podobnym
zarzutem, chciałbym przypomnieć czytelnikom obowiązujące zasady wyrabiania
polskiego paszportu.
Poczynając od 2003 roku, wszystkie wydawane
polskie paszporty posiadają wysoki stopień zabezpieczenia i jako takie
dokumenty są drukowane w Polsce. Polskie urzędy konsularne na całym świecie
występują jako pośrednik pomiędzy polskim obywatelem a odpowiednią komórką
w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Rzeczypospolitej Polskiej,
przyjmując wypełnione wnioski paszportowe oraz wymagane dokumenty, a następnie
po otrzymaniu wystawionych w kraju paszportów przekazując je wnioskodawcom.
Niestety, opisana procedura zajmuje sporo czasu, ponadto tak ważne dokumenty
nie mogą być przesyłane zwykłą pocztą. Dlatego też może dochodzić
do podobnych sytuacji jak opisana w liście Pana S. Pietrasa. Data wydania
paszportu jest datą wypisania paszportu w Polsce. Zanim paszport trafi
do konsulatu, jest najpierw zgodnie z procedurą przekazywany przez organ
wystawiający do MSZ, a następnie specjalną pocztą do urzędu konsularnego.
W skrajnych przypadkach, w sezonie letnim, droga do odpowiedniego konsulatu
trwa około 3-4 miesięcy od daty wystawienia paszportu. Reasumując, cała
procedura obejmująca złożenie wniosku paszportowego przez obywatela w konsulacie,
przesłanie wniosku i innych wymaganych dokumentów do Polski, wydrukowanie
paszportu i odesłanie go do odpowiedniego urzędu konsularnego, zajmuje
około 6-7 miesięcy, w jednostkowych przypadkach nawet 9 miesięcy.
W przypadku Pani Anny Pietras konsul Andrzej
Krężel udzielił informacji zgodnej ze stanem faktycznym, gdyż pod koniec
maja br. w konsulacie w Toronto nie było paszportu. Dokument ten otrzymaliśmy
pod koniec września br. i w rozmowie telefonicznej państwo Pietras uzyskali
zapewnienie, że paszport można odebrać od 2 października 2006 r. Decyzja
o odbiorze paszportu dopiero 10 listopada br. była indywidualną decyzją
Pani A. Pietras.
Konsulat Generalny RP w Toronto zdaje sobie
sprawę, że istniejąca procedura uzyskania polskiego paszportu jest długotrwała
i uciążliwa dla polskich obywateli mieszkających za granicą, ale procedura
ta wynika z obowiązujących, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej,
stosownych przepisów paszportowych.
Zachęcam czytelników "Gońca" do sprawdzenia
daty ważności posiadanego polskiego paszportu i, w razie potrzeby, wcześniejszego
złożenia wniosku paszportowego uwzględniającego 6-9-miesięczny okres oczekiwania.
W trakcie procedury oczekiwania na nowy paszport, stare paszporty nie są
odbierane przez urzędnika konsularnego, nie ma więc niebezpieczeństwa pozostania
bez ważnego polskiego dokumentu. Przypominam także o możliwości uzyskania
tzw. paszportu tymczasowego, z okresem ważności do 1 roku. Dokument ten
jest wydawany przez urząd konsularny w krótkim, kilkudniowym terminie,
a w przypadkach nagłych nawet w tym samym dniu. O polski paszport można
również ubiegać się w kraju, w urzędzie wojewódzkim odpowiednim do ostatniego
miejsca zamieszkania. Przeciętny okres oczekiwania wynosi 30 dni, w okresie
letnim może ulec wydłużeniu.
Wszystkich zainteresowanych uzyskaniem
szczegółowych informacji, jak również pobraniem wymaganych formularzy odsyłam
na stronę internetową polskich placówek dyplomatyczno-konsularnych w Kanadzie:
www. polishembassy.ca
Z poważaniem
Piotr Konowrocki
Konsul Generalny
Rzeczypospolitej Polskiej
w Toronto
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za wyjaśnienia.
***
W ostatnim numerze Gońca przeczytałem list
autorstwa p. Andrzeja Załęskiego, krytykujący naszą polonijną rozgłośnię
radiową. Z tego listu-donosu wyziera agresja, a jego autor udowodnił Czytelnikom,
że nie ma pojęcia ani o funkcjonowaniu polonijnych mediów, ani nie posiada
kompetencji językowych, które z niewiadomych przyczyn sobie przypisuje.
Ja też zwróciłem uwagę na częstotliwość wyśpiewywaną na antenie jako "trzynaście
dwadzieścia" i również, pełen wątpliwości zadzwoniłem do Polskiego Radia
Toronto. Od dziennikarza radiowego otrzymałem odpowiedź, że ta kwestia
była przemyślana i długo dyskutowana z językoznawcą. Sprawdziłem rzecz
w internetowych Googlach i sprawa stała się jasna. Język na obczyźnie ewoluuje
i tworzy specyficzną gwarę, która bezwiednie i automatycznie zaczyna funkcjonować
w życiu codziennym, stając się specyficznym wolapikiem, językiem pogranicza,
ale na pewno nie bełkotem, jak twierdzi autor listu.
Proszę Pana Załęskiego - nikt nie nazwie
poznańskiej "pyry", krakowskiej "weki" czy śląskiej "modrej kapusty" bełkotem,
to regionalizmy, o czym uczą się dzieci w szkole podstawowej! Ponadto w
języku angielskim liczby i numery podaje się inaczej niż po polsku - czy
czyta Pan numer telefonu np. 905.920.1234 jako "dziewięćset pięć, dziewięćset
dwadzieścia, tysiąc dwieście trzydzieści cztery"? Zdecydowaliśmy
się żyć w obcym kraju, i do wymogów tego kraju, również językowych, dostosowaliśmy
się mimowolnie. A jeśli Pan z tego powodu cierpi, to chyba najlepiej wrócić
do Polski, gdzie 40 milionów obywateli mówi z pewnością czystą, niezachwianą
polszczyzną, więc oszczędzi Pan sobie stresu.
Poza tym, jako człowiek zraniony do żywego
rzekomo zniekształcaną na antenie polszczyzną, pisze Pan cyt. "radio KOMERCJALNE"
(?), oraz zaburza Pan szyk zdań w sposób dla szanującego swoją mowę Polaka
bolesny. To taka filuterna prowokacja?
Nie rozumiem też, co zagadkowego było w
zmianie nazwy rozgłośni z Radia 7 na Polskie Radio Toronto. O ile pamiętam,
nazwa Siódemka pochodziła od zbioru siódemek, zawartych w paśmie (770 AM)
i godzinie rozpoczęcia audycji (7.00). Być może kiedy częstotliwość i czas
się zmieniły, zmiana nazwy programu była ich logicznym następstwem? Ja
osobiście nie potrafię się dopatrzyć w tym żadnego spisku. Nie rozumiem
też, dlaczego wg Pana nazwa Polskie Radio Toronto jest cyt. "szumna". Sądzę,
że pomylił Pan znaczenie przymiotników. Co zaś się tyczy żądania wyjaśnienia
na radiowej antenie powodów zatrzymania programu Radia Kwadrat - czy wg
Pana publiczne komentowanie spraw innych ludzi jest eleganckie i na miejscu?
Trudno też nie zwrócić uwagi na wzmiankę
o Pana znajomych Brytyjczykach, bo ten fragment zarówno mnie, jak i moich
znajomych wprawił w zdumienie. Pisze Pan mianowicie, że radiowe informacje
o pogodzie Brytyjczycy ci nazwali cyt. "bełkotem". Jest to rzadkie, by
Anglik tak dobrze znał język polski, by mógł wychwycić błędy językowe!
Mnie samemu, choć jestem pasjonatem poprawnej polszczyzny, nie udało się
ich usłyszeć, a słucham tego radia od wielu lat.
A może ci znajomi Brytyjczycy nazwali bełkotem
informacje drogowe, podawane przez rodowitych Kanadyjczyków? Jeśli tak,
to obrazili spikerów podających te informacje, bo ci mówią czystym, kanadyjskim
angielskim, który znacznie różni się od British English, zarówno pod względem
leksykalnym, jak i intonacyjnym. Jest to faktycznie inny język i nazywanie
tych różnic "bełkotem" źle świadczy zarówno o Panu, jak i o Pańskich znajomych.
Co ciekawsze, wciąż słucha Pan "bełkotu", ale nie podał Pan ani jednego
przykładu błędu językowego z anteny tej rozgłośni.
Ponadto pisze Pan cyt. "Moi rodacy w większości
mają dosyć na co dzień słuchać i konwersować (proszę Pana - poprawnie powinno
być; słuchania i konwersowania, ta konstrukcja wymaga rzeczownika odczasownikowego)
dialektem rodem z Brytanii". Sporo więc Pan wie o rodakach, więc z pewnością
i to, dlaczego zdecydowali się zamieszkać w kraju anglojęzycznym, skoro
tak bardzo mierzi ich język tego kraju? Czemu Pan sam słucha programu,
którego Pańskim zdaniem słuchać się nie da? Skoro podaje Pan jako dobry
przykład rozgłośnie włoskie i hinduskie, to może lepiej przy nich pozostać,
zamiast narażać swoją psychikę na niepotrzebną traumę?
Dodatkowo ujawnia Pan brzydką cechę - zwyczaj
zaglądania do cudzego portfela i komentowania jego zawartości. Pisze Pan,
że pracownicy rozgłośni cyt. "prywatnie zbijają szmal" na radiu. Zapytam
wprost - a co Pana obchodzi, kto na czym w Kanadzie zarabia, skoro
nie Pańskim kosztem i nie łamiąc przy tym prawa? Ktoś Panu zabronił "zbijania
szmalu"? I czy to z Pańskich pieniędzy finansowane są audycje polonijne?
Wstyd, drogi Panie.
Komentarzami swoimi obraził Pan właściciela/właścicieli
Polskiego Radia Toronto, prezenterów, radiowego DJ-a, spikerów kanadyjskich,
reklamodawców rozgłośni, polskich wykonawców, autorów tekstów i muzyki
oraz zwykłą ludzką przyzwoitość. Miejmy nadzieję, że katharsis ma już Pan
za sobą, a Pańska frustracja przestanie się pogłębiać.
Moim zdaniem program Polskiego Radia Toronto
prowadzony jest na tyle profesjonalnie, na ile może pozwolić ograniczony
czas antenowy i ilość odbiorców. Będąc w Chicago nie raz miałem okazję
posłuchać chicagowskich rozgłośni polonijnych, w których reklamy przeplatają
się z pogadankami i komunikatami reklamowymi. Piosenka emitowana raz na
godzinę była miłym dla ucha wyjątkiem. Natomiast my, Polacy, chyba
w genach mamy zapisaną krytykę wszystkiego, co nasze i wychwalanie tego,
co obce, choć nie rozumiemy do końca istoty ani jednego, ani drugiego.
Podsumowując - dziwaczny eleborat, który
komentuję, to stek bzdur, przepojonych agresją, w którym obrażonych zostało
wiele osób. I dziwi mnie to, że taki paszkwil w ogóle został w Gońcu -
tygodniku z górnej półki mediów polonijnych - wydrukowany.
Czytelnik Gońca,
słuchacz Polskiego Radia Toronto
Zbigniew Jachyra
Od redakcji: Szanowny Panie, każdy ma
prawo krytykować, każdemu może się coś nie podobać, agresji się nie dopatrzyliśmy.
W chwili gdy ktoś robi radio czy wydaje gazetę (czy nawet wytwarza trampki),
wystawia się na krytykę odbiorców czy klientów. I powinien się z tym liczyć.
Taka jest kolej rzeczy, jest to zupełnie normalne. Jednym się podoba, innym
nie, jedni kupują, a inni nie. W czym problem?
Komentarz w sprawie komentarza komentarza
W poprzednim numerze "Gońca" przeczytałem
list p. Andrzeja Załęskiego, z którym w wielu punktach się zgadzam.
Nie podoba mi się tzw. Polskie Radio Toronto.
Z kilku względów: słaby odbiór (ale to może wina mojego odbiornika), przeładowane
reklamami, muzyka nie moja (rzecz gustu), program ogólnie rzecz biorąc
mało atrakcyjny jak dla mnie. Zatem nie słucham go. Owszem, cieszę się,
że jest i zdesperowani Rodacy mogą czegoś posłuchać, jednak ubolewam nad
tym, że jest dosyć nudne (w mojej ocenie).
Za mało (niesponsorowanych) wywiadów, za
mało materiałów lokalnych. "Za mało"? to... za mało powiedziane: wcale
takich rzeczy nie ma. Nie wnikam w to dlaczego. Po prostu nie słucham i
już. Anglojęzyczne stacje i satelitarne radio wystarczą mi.
Nie tego jednak miał dotyczyć mój komentarz,
a (jak to jest w tytule) komentarza PT Redakcji "Gońca" do listu p. Załęskiego.
Panowie! Gdy już naprawdę nie wiecie, jak coś skomentować, to zostawcie
to bez komentarza raczej, niż lekceważąco zbywajcie autora listu jak to
często czynicie.
Stosowany przez was dotychczas sposób raczej
nie przysporzy Wam czytelników i/lub sympatyków. Cóż to w ogóle za pomysł:
dlaczego nie założy Pan własnego (radia)? To i gazetę własną może trzeba
będzie zakładać, gdy "Goniec" już przestanie się czytelnikom podobać? Czy
naprawdę nie można mieć wymagań w stosunku do istniejącej instytucji i
jedynym sposobem poprawy aktualnego stanu rzeczy jest "wzięcie spraw w
swoje ręce"?
Pozdrowienia!
Aleksander
PS Serio - dajcie czasem na wstrzymanie!
A.
Od redakcji: Bierzemy do serca. Z drugiej
strony, na tym polega konkurencja, że jedni są przekonani, iż są w stanie
zrobić lepiej, to co produkują inni. Jeśli więc komuś radykalnie nie podoba
się jakiś towar (radio to towar), to znaczy, że ma jasny pomysł na inny
towar. Co w tym obraźliwego?
***
W lipcu zwróciła się do mnie o pomoc rodzina
Bara z Burlington; przyznam, że sytuacja ich nie była za wesoła, wydali
wiele tysięcy dolarów na załatwienie pobytu stałego; może bym to ujął wyłudzono
od nich przez adwokatów i konsultantów . Rodzina Bara zwróciła się do znanej
firmy (...), która się chwali, ilu już ludziom nie pomogła, która
ogłasza się w polonijnych środkach przekazu. Tam otrzymali odpowiedź, że
nie przyjmą ich, gdyż ich sprawa nie jest do wygrania.
W lipcu udaliśmy się na Airport Rd. do
biura imigracyjnego na spotkanie. Tam zaoferowano tzw. system ppra, który
umożliwiał złożenie dokumentów (preremoval assessment risk). Wiedziałem,
że ciężko wygrać ten system, ponieważ na 500 aplikacji tylko jedna osoba
otrzymuje pobyt stały. Odmawia się ludziom z krajów, w których jest
wojna, jak Irak lub Afganistan, a co dopiero Polakom. Idąc w tym systemie,
kupowałem czas dla rodziny Bara. Jednak przyszło wezwanie do deportacyjnego
biura na 20 listopada. Dwa tygodnie przed tym spotkaniem siedziałem na
linii z Ottawą, toczyłem rozmowy na najwyższych szczeblach władzy, aby
pozwolono pozostać rodzinie Bara w Kanadzie do 20 listopada; nie otrzymałem
żadnych zadowalających odpowiedzi.
W środę udałem się do Burlington na spotkanie
z posłem federalnym Mikiem Wallace'em, towarzyszyła mi rodzina Bara z dwiema
córkami, 10 i 12 lat. Z tego spotkania osobiście nie byłem zadowolony,
spotkało się dwóch konserwatystów o odmiennych poglądach co do nielegalnych
imigrantów, ale poseł Wallace rozwiał moje wątpliwości na wypadek nakazu
deportacyjnego. Mogłem reprezentować rodzinę Bara w sądzie federalnym,
odwołując się od tej decyzji, a sam znalazłem dziurę w prawie, że gdy będę
wygłaszał mowę obrończą, sędzia mi nie może przerwać.
Byłem zdecydowany mówić cały dzień i noc
swoją mowę obrończą. Bardzo liczyłem na pomoc ambasady polskiej w Ottawie,
jak również konsulatu polskiego w Toronto, gdyż na deportację muszą wyrazić
zgodę władze polskie lub odmówić, ale cóż, dla mnie nie znaleziono czasu,
widocznie są bardzo zajęci koterią polonijną lub moczą palce w wodzie od
przypinania medali i odznaczeń. Dużą rolę by mógł odegrać konsulat polski
w sprawie defraudacji finansowych na Polakach przez adwokatów i konsultantów
imigracyjnych, jak by nie było, są tutaj po to, aby pomagać obywatelom
polskim. Może nie umieją nic załatwić, może są to tylko konsulowie od kultury
w zabawianiu koterii (...). W dniu 20 listopada udałem się z całą rodziną
Bara do centrum deportacyjnego odebrać nakaz deportacyjny. Po rozmowach
z oficerem imigracyjnym ten nakaz, dzięki Bogu, został cofnięty, wręcz
umożliwiono rodzinie Bara pozostanie w Kanadzie. Zawarliśmy kilka porozumień,
na których to podstawie rodzina z Burlington może pozostać w Kanadzie.
Z tych porozumień wywiąże się solennie i jestem wręcz pewny, że nigdy nakazu
deportacji rodzina Bara z dwoma ślicznymi córkami nie otrzyma. Po wyjściu
z centrum deportacyjnego widziałem radość rodziny Bara, niech to będzie
mój prezent gwiazdkowy dla nich.
Wracając do spraw oszustów polonijnych.
Posuwają się one dość dobrze w Prokuraturze Generalnej; dziękuję za dziesiątki
telefonów od oszukanych osób. Wiedzą Państwo, że pomagam ludziom z serca,
na wasze apele podaję swoje konto w Credit Union 100585. Wszelkie wpłaty
mile widziane. Za pomoc nielegalnym imigrantom nic nie biorę, faktem jest,
ponoszę pewne koszty finansowe. W przyszłym tygodniu udaję się na rozmowy
do USA, aby otworzyć szeroko drzwi dla nielegalnych imigrantów polskiego
pochodzenia, a jest ich w Kanadzie bardzo dużo.
Chciałbym na zakończenie zadedykować państwu
piękne powiedzenie: nic nie kosztuje być miłym dla drugiego człowieka.
Benedykt Gondek
Od redakcji: Panie Benedykcie, niech
Pan nie "sprzedaje" nadziei, tam gdzie jej nie ma... (zdanie: "W przyszłym
tygodniu udaję się na rozmowy do USA, aby otworzyć szeroko drzwi dla nielegalnych
imigrantów polskiego pochodzenia".) lecz pisze o rzeczach, które pan załatwił,
gdzie i z kim. Zatem, panie Benedykcie, co konkretnie pan załatwił?
Dotyczy: S. Tymiński ("Goniec", 3-9.11.2006)
"Nasza RP dopiero po Kaczyńskich"
Tymiński przypomina ponownie (za innym
jak p. Przystawa, Michalkiewicz...) b. ważną rzecz: "Jakość liderów w polityce
jest od dawna tak zła, jakby to była klątwa nad Polską. Ta klątwa to proporcjonalna
ordynacja wyborcza do Sejmu i Senatu...". Jak pisał kiedyś p. Przystawa,
jego agitacja w tej sprawie w stolicy na uniwersytetach spotkała się z
...obojętnością. Podam przykład z własnego doświadczenia próby odtumanienia
tegoż samego ludu stolicy. W maju 2000 (lub 2001) tuż przed wyborami radnych
w Warszawie podczas spotkania "elity" (osoby z rządu, Sejmu, gminy, np.
Pitera, etc.) Warszawy na Uniwersytecie Warszawskim zapytałem, dlaczego
ani koalicja rządząca, ani opozycja w Sejmie nie złoży wniosku, żeby zmienić
ustawy o Warszawie dotyczące ilości radnych w ilości...700 osób, bo np.
taki N. York ma ich...15. Reakcja była ta sama ...cisza.
Słusznie p.Tymiński przypomina, że jeśli
obecny rząd podjął pierwsze kroki skierowania kraju nad Wisłą na drogę
prawa, to również powinien wyjaśnić i ukarać winnych bezprawnego
wykasowania Partii X z list wyborczych w 1991 r. Płk Lesiak zawalił i musi
ponieść konsekwencje, więc i winni wspomnianej akcji powinni zostać ukarani.
Załóżmy, że obecny rząd ma dobrą wolę odwrócenia
samorozkładu państwa RP, więc pytam, jak rozumieć jego wizje rozwoju ekonomicznego
kraju w świetle wystąpienia premiera (J. Kaczyńskiego) w Brukseli nawołującego
UE m.in. do... zniesienia dotacji do rolnictwa! Tylko przejęzyczenie? Nie
zauważyłem jakiegoś komentarza w tej sprawie nawet samego A. Michalkiewicza;
czyżby skrzywienie futuro-UPR-owskie? (Sam byłem członkiem UPR przez 3
lata). Wcześniej taki SAM pomysł miał prof. żebrakologii stosowanej, Balcerowicz,
w czasie kiedy to Rosja zamieniła import polskiego mięsa na te tańsze -
bo dotowane - z UE. Pomysł oczywiście wyśmiany przez szefa Unii, Verhoegena.
Przed ostatnimi wyborami, D.Tusk wyskoczył z pomysłem jednoliniowego 10-proc.
podatku dla wszystkich, też wyśmiany przez Financial Times. Brr. I dziwić
się, że powstają później tzw. "Polish jokes"?
Jak nie ma być klątwy nad państwem, gdzie
panuje "oszustwo na oszustwie, obłuda na obłudzie" (Jer 9:5), "kłamstwo
a nie prawda panuje w kraju... nie ufajcie nikomu z braci, każdy brat oszukuje
podstępnie (Jer 9:3); Czy nie mam karać - wyrocznia Pana - i nad narodem
TAKIM jak TEN nie dokonać zemsty?" (Jer 9:8). W 1993 r. Poeta śpiewał:
"Z tej mąki nie będzie chleba, z tych świątyń nie widać nieba, ... nie
będzie ciała z tych słów, ...z tych dusz nie będzie narodu, każdy sam poniesie
swój krzyż" (Jacek Kaczmarski, "Antylitania na czasy przejściowe").
Jak odwrócić tę klątwę? Słusznie Redakcja
przypomniała przemówienie J. Piłsudskiego z 29 maja 1926 r., w którym m.in.
przypomina, że nie można tolerować "terroru szuj". Przypomnę jeszcze raz
przykład z dziejów Izraela - jako archetyp historii każdego narodu (patrz:
Am 9:7, Jer 49:39, 46:26,Iz 19:16-25) - w sytuacji kiedy lud wybrany zaczął
brykać, jego przywódca, Żyd Doskonały, a jednocześnie święty Kościoła katolickiego,
Mojżesz, kazał wyrżnąć swoich współbraci "około trzech tysięcy mężów" (Wyj
32: 28) oraz "dwadzieścia cztery tysiące" (Lb 25:9). Dlaczego nie stworzyć
Polonijnych Bojówek Represyjno-Reedukacyjnych im. płk. Ryszarda Kuklińskiego?
Pełnych zapału Mojżesza i Eljasza (tenże wytracił 450 ufarbowanych kapłanów,
patrz: 1Krl 18:40) proszę o kontakt: <krzysztofc2000@yahoo.ca>
Inny pomysł do rozważenia: według pewnych
teorii "Żydzi rządzą Ameryką". Wiadomo, że ekonomia USA jest ciągle najlepsza
na świecie od dziesięcioleci, więc dlaczego nie zatrudnić jednego
z owych Żydów, płacąc mu pensje równą pensji 460 posłów w Sejmie, oczywiście
po rozpędzeniu najpierw owego Sejmu RP? Milcząca większość nad Wisłą przyjęłaby
to z ulgą; mój sąsiad rolnik mówił mi "niech nawet Niemiec tu przyjdzie
i zrobi porządek". Nic tu nie wymyślam.
***
Upomnienie braterskie do p. A. Kumora:
Ja, a i pewnie czytelnicy są ciekawi podstaw
Pańskiej kilkakrotnej sugestii "kontrolowanego wyburzenia budynku WTC7
- konstrukcji nie uszkodzonej przez samoloty" (np.15-27.09.2006). Tak się
złożyło, że przypadkowo NA ŻYWO oglądałem uderzenie drugiego samolotu w
wieżę (przez przypadek włączyłem TV do obejrzenia pogody). Najpierw myślałem,
że to sen... Pan teraz sugeruje, że rzeczywiście śniłem!
Niedawno republikanie czepiali się Clintona,
że to jego administracja zawiniła przez 11/9. Jeżeli Bush i jego
diabły wymyśliły 11/9, to dlaczego rzekomo niepodważalne dowody znane dla
internautów byłyby nieznane teraz demokratom, aby "dobić" rywala Busha?
Przecież tylko zwykła "spódniczka" M. Lewinsky doprowadziła do upadku Clintona?
A tu taka manipulacja z 3 tysiącami ofiar?
Przypomnę, że według niezmiennych praw
logiki, implikacja ("jeśli A to B") jest prawdziwa nawet jeśli przesłanka
jest fałszywa (jeden z 3 przypadków prawdziwości implikacji). Na tej bazie
można tworzyć najbardziej fantastyczne teorie, a jednocześnie spójnie logicznie
w celu wyjaśnienia zagadki. Przypomnę, że ze znaczniejszych postaci
to tylko Tertulian i Luter nazywali logikę wymysłem diabła.
Prosimy o oświecenie!
Krzysztof Ciuba
Od redakcji: Panie Krzysztofie, z tym
robieniem porządków przez Niemców proszę uważać - tak się składa, że mamy
w historii kilka przykładów, jak to inni robią porządki u nas, i z przykładów
jasno wynika, że powinniśmy je robić sami. Proszę nie mącić w głowach.
Zaś co do upominania mnie - powiem, że również oglądałem "na żywo", czyli
w telewizji, owe wypadki, a wieżowiec, o jakim pisałem, to nie budynek,
w który uderzyły samoloty, lecz 48-piętrowy wieżowiec w kompleksie WTC,
który runął, choć żaden samolot weń nie wpadł. To, jak runął, świadczy
bezsprzecznie, że został wyburzony. Proszę sobie zobaczyć na filmie.
AK
GONIEC NR 46/2006 (152)
(17-23
XI 2006)
Szanowna Redakcjo,
Jeśli ktoś traktuje, miłościwie nam panujących Braci Kaczyńskich,
czyli Pana Prezydenta Rzeczypospolitej i Pana Premiera, tak jak to robi
w swoim tekście p. Tymiński, to moim zdaniem, i zdaniem tych kilku osób,
z którymi rozmawiałem w tej sprawie, jest on nie tylko niebezpiecznym człowiekiem
dla mojej Ojczyzny, ale powiem więcej, jest Jej wrogiem.
Uchowaj nas, Panie Boże, od takich patriotów.
To oczywiście, nie wiedza, ale nadzieja skłania mnie do tego,
aby tak napisać, jak napisałem. Mam po prostu nadzieję, czyli myślę, że
wiele osób widzi te sprawy podobnie jak ja. A Pan ma co do tego wątpliwości,
panie redaktorze?
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Panie Emanuelu, mam wątpliwości. Z jednej strony,
pomimo że popieram panów Kaczyńskich, nie popadajmy w skrajności, nie idealizujmy
ich, bo oni sami idealni nie są. W demokracji wszystkim patrzy się na ręce.
Natomiast nazwanie kogoś "wrogiem Polski" to słowa, których nie powinno
się lekko wypowiadać - jak to Pan czyni. Ponowię pytanie, "skąd Pan wie?".
Szanowny Panie Andrzeju
Wybory i emocje z tym związane mamy już za sobą.
Pragnę w imieniu własnym i jeśli mi wolno, także w imieniu pozostałych polonijnych
kandydatów, gorąco Panu podziękować za prezentowanie naszych sylwetek na
łamach "Gońca". Jestem pełna uznania dla Pana za trud, jaki Pan włożył w przekonywanie Polonii
o obowiązku głosowania oraz o konieczności włączenia się w życie społeczne
naszej przybranej ojczyzny.
Osobiście stwierdzam, że chociaż nie odniosłam w tych wyborach
sukcesu, to jednak nauczyłam się wiele. Nie mając żadnego wcześniejszego
doświadcznia i dysponując minimalnym budżetem (miałam tylko jednego sponsora),
musiałam opracować taką strategię działania, aby przy minimalnych nakładach
dotrzeć do jak największej liczby osób z mojego okręgu. Gdyby nie zaangażowanie moich
najbliższych, a także bezinteresowna pomoc najbardziej oddanych przyjaciół,
nie byłabym w stanie przeprowadzić mojego planu działania. Jeszcze raz
utwierdziłam się w przekonaniu, że zawsze mogę liczyć na moją rodzinę,
a także naszych wspaniałych przyjaciół, za co im serdecznie dziękuję.
Mam ogromną satysfakcję, że podjęłam się tego wyzwania i że tak
wiele osób zaufało mi, oddając swój głos na mnie (1417). Tym razem nam
się nie udało wejść do wydziału oświaty i rady miejskiej, ale nie możemy
tracić nadziei. Może w przyszłych wyborach powiedzie nam się lepiej?
Dziękuję wszystkim wyborcom, Wasze głosy były znaczące, liczyliśmy
na Was i nie zawiedliśmy się.
Aniela Staniewska
Od redakcji: Zgadza się, najważniejsze jest przełamanie bierności.
To już się stało. Za cztery lata będzie lepiej.
Polacy winni wiedzieć,
co o nich "przyjaciele" piszą
Wpływowy dziennik brytyjski, "Guardian", zamieścił dzisiaj, 11
listopada 2006 r., recenzję ostatniej książki znanego w Polsce i świecie
historyka Normana Daviesa, tego, który napisał wiele książek historycznych,
między innymi o Powstaniu Warszawskim i o historii Europy.
Ostatnio ukazała się jego książka pt. "Europe at War 1939-1945:
No Simple Victory" (Europa w czasie wojny 1939-1945: Trudne zwycięstwo).
Recenzję podpisał pan Piers Brendon.
Norman Davies już w przeszłości naraził się pewnym wpływowym
kołom, pisząc historię Europy. Ówczesne zarzuty dotyczyły tego, że w książce
o historii Europy nie podkreślił wyjątkowej roli polskiego antysemityzmu
oraz że wspominał o udziale komunistów żydowskiego pochodzenia w komunistycznych
instytucjach opresji.
Dzisiaj pan Brendon dodaje kwiatuszek z tej samej łączki:
Poniżej załączam cytat w polskim tłumaczeniu:
"Co więcej, nawet na własny temat Davies jest dziwnie wybiórczy.
Na przykład milczy o polskim antysemityzmie, który powszechnie panował
(w Polsce) w tamtym okresie. Przed wojną polski ambasador powiedział Hitlerowi,
że jeśli ten rozwiąże żydowski problem, ?my wystawimy mu piękny pomnik
w Warszawie=. Po wojnie, polskie opryszki zabiły setki Żydów w znanym wysiłku,
aby dokończyć (hitlerowskie) ludobójstwo". Koniec cytatu.
Ani dodać, ani ująć!
Panie Boże, chroń nas od takich przyjaciół, bo przed wrogami
sami się ochronimy!
dr inż. Jan Czekajewski
Członek Polskiego Instytutu Naukowego w NY (PIASA)
Od redakcji: Zgadza się.
Paszportowe igraszki
Myślałem, że kłopoty paszportowe czyhają tylko na mnie. Okazało
się, że moja żona jest większym pechowcem. Parę lat temu starała się o
polską wizę do kanadyjskiego paszportu. Konsulat pobrał od niej opłatę
wizową, mimo że wizy dla Kanadyjczyków zostały zniesione. Po mojej publikacji
prasowej Konsulat opłatę zwrócił.
Potem przyszła kolej na mnie. Nie mogłem głosować w ub.r. w wyborach
parlamentarnych i przed drugą turą wyborów prezydenckich wystąpiłem z wnioskiem
o paszport tymczasowy i stały. Nie mogłem głosować, bo mój paszport utracił
ważność, a razem z tym utraciłem konstytucyjne prawo do głosowania, mimo
że obywatelstwa polskiego nie utraciłem. W Vancouverze takich rygorów nie
było, choć prawo to samo.
Paszport tymczasowy otrzymałem w dniu wyborów, a paszport stały
po 2 miesiącach. W liście do redakcji i czytelników wyraziłem wdzięczność,
a zarazem nadzieję, że ten termin pozostanie standardem dla całej Polonii.
Pomyliłem się. W dniu odbioru paszportu, tj. na początku stycznia
br., złożyłem wniosek o paszport dla żony. Pod koniec maja zadzwoniłem
do Konsulatu RP w Toronto z zapytaniem o paszport mojej żony, która czeka
już dwa razy dłużej niż ja czekałem, a paszport jest jej potrzebny w związku
z wyjazdem do Polski (16 czerwca) oraz zaleceniem Konsulatu, aby obywatele
polscy w podróży do polski używali polskiego paszportu. Podczas rozmowy
telefonicznej Pan Konsul obiecał mi zbadać sprawę.
Oto jego odpowiedź wg zapisu na automatycznej sekretarce, cyt.:
"Dzień dobry, Konsul Andrzej Krężel, Konsulat Generalny w Toronto, w sprawie
paszportu Anny Pietras. Podjęliśmy interwencje w Warszawie, tym niemniej
nie ma raczej szansy, żeby paszport w ciągu 2 tyg. trafił do Konsulatu
w Toronto. W związku z tym zapraszam czym prędzej do Konsulatu celem wyrobienia
paszportu tymczasowego, który będzie mógł służyć na czas oczekiwania na
paszport 10-letni".
Po kilku próbach dowiedziałem się, że żona może wreszcie odebrać
swój paszport. 10 listopada zgłosiła się po odbiór. Jakież było jej zdziwienie,
kiedy zobaczyła, że jej paszport został wydany 16 maja br., a więc przed
moją rozmową z Konsulem. Zapytała o przyczyny tej zwłoki, lecz nie otrzymała
odpowiedzi. Zapytała również, kto może jej wyjaśnić, dlaczego przez 6 miesięcy
nie otrzymała wydanego paszportu. Odpowiedzi również nie otrzymała. Opłatę
za 10-letni paszport uiściłem w całości, lecz będzie go mogła używać przez
9 i pół roku.
Pan Konsul Konowrocki w klubie dyskusyjnym w Centrum Kultury
stwierdził, że szkołę kończył w Moskwie, a szlify dyplomatyczne zdobywał
w Kijowie. Odpowiadając na moje pytanie o sens udziału A. Kwaśniewskiego
na obchodach 60. rocznicy zakończenia II w. św., powiedział, że rozumie
Rosjan i ich interes narodowy, a Polacy też powinni ich zrozumieć.
Mam nadzieję, że kiedyś Pan Konsul zrozumie Polaków mieszkających
w Kanadzie i ich interes narodowy. Póki co, czas na duże zmiany w polskiej
dyplomacji i na bardziej sumienne wykonywanie konstytucyjnych obowiązków
przez pracowników Konsulatu RP w Toronto.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Miejmy nadzieję.
"Przekaźnik 1320 am"
Codziennie żyję nadzieją, że polonijne radio, które drogą
zagadkowej i dziwnej dla słuchaczy metamorfozy przeobraziło się
z Radia 7 na szumne w nazwie "Polskie Radio Toronto"; zaspokoi moje
oczekiwania odbioru profesjonalnie prowadzonych audycji. I mimo że z natury
jestem bardzo wyrozumiały i tolerancyjny dla wszystkich mówców i
edytorów, w przypadku wymienionego radia cierpliwość moja ma swoje zakończenie,
wyrazem którego jest niniejszy artykuł skierowany do naszych
czytelników.
Telefonowałem do redakcji rzeczonego radia dwa razy, prosząc
o czystą formę radia polskiego pozbawioną amerykanizmów lub,
jak kto woli, anglikanizmów, tak i w muzyce jak i w treści. Odpowiedziano
mi, że jest to radio komercjalne i zaokrąglając odpowiedź "
wolnoć Tomku w swoim domku", czyli właściciele są odporni na jakiekolwiek
sugestie, mają w nosie oczekiwania odbiorców, bo przecież oni za
radio płacą, a nie my.
Wszystko byłoby zgodne, gdyby czcigodni spikerzy i właściciel(e?)
używali nazwy np. International Polish Radio lub Wielokulturowe radio
polskie lub GTA Polish radio... itd. itd.! Jednakże używając nazwy Polskie
Radio, etykieta do czegoś zobowiązuje! Polskie Radio, moi panowie,
ma służyć polskości! Krzewieniu i propagowaniu kultury i sztuki polskiej
na obczyźnie. Ma propagować wartości patriotyczne, upowszechniać
piękny nasz język ojczysty, krzewić i eksponować wartości narodowe, emitując
polską muzykę etniczną. Pieśni zapomniane, poezję czy utwory mistrzów
na stałe wpisanych do annałów muzyki klasyczne, jazzowej lub rozrywkowej
.Radio takie powinno mieć szeroki wachlarz satyry i uśmiechu
dla słuchaczy, winno rozweselać i rozchmurzać codzienną egzystencję w tym
smutnym kraju. Moi rodacy w większości mają dosyć na co dzień słuchać i
konwersować dialektem rodem z Brytanii, włączają radio 1320
am, żeby posłuchać audycji i muzyki w języku rodzimym.
Panowie z radia emitują pogodę i warunki drogowe bełkotem
angielskiego w slangu daleko odbiegającym od profesjonalizmu
radiowego spikera. Że jest to bełkot, potwierdzili to Brytyjczycy, których
obwoziłem po Toronto, słuchając jeszcze Radia 7!
Następnie jesteśmy raczeni muzyką z kraju gdzie nasze uszy
są całkowicie zdane na poczucie estetyki redakcyjnego DJ-a, co jest wielce
subiektywne, jak sami możemy się o tym przekonać. Są to utwory rodem z
Jamajki, tyle że słowa piosenek są w języku rodzimym. Słuchamy murzyński
rap rodem z N.Y., lub popularną muzykę latynoską w języku hiszpańskim,
albo szlagiery w języku wyspiarzy lub utwory z polskiej listy "przebojów",
które nigdy przebojami nie zostaną z powodu ubogiej kompozycji melodii
połączonej ze wściekłą aranżacją rodem z "Hamer-ryki"! Zdaję sobie sprawę,
że w kraju obecnie trudno jest wybrać piosenkę o pięknej linii melodycznej,
co dowodzi, że kompozytorom zabrakło inwencji twórczej, talentu lub wyobraźni
muzycznej po dodaniu plagiatu aranżacji mamy potworka, którego możemy nazwać
polo-amerykano.
Mamy w kraju świetnych muzyków, ale kiepskich tekściarzy i kompozytorów
muzyki współczesnej. Radio Polskie Toronto emituje również tutejszą
muzykę "disco" w języku tubylców, tłumacząc, że słucha ich polonijna
młodzież, która biegle językiem polskim nie włada, a więc należy im przesyłać
oryginały. A ja naiwny wyobrażałem sobie, że radio to będzie nadawało
piosenki w języku polskim, żeby ta młodzież mogła pogłębiać
znajomość polskiego.
Czym panowie wytłumaczą emisję piosenek włoskich lub w języku
francuskim, proszę ten ewenement Polonii wytłumaczyć. Na tej samej częstotliwości
po godz.11.00 zaczyna nadawać stacja hinduska. Nie słyszałem (za
wyjątkiem reklam) innego od hindu języka. Po godz. 12.00 na fali 100.7
FM po audycji Radia "Polonia" z przyjemnością słucham stacji włoskiej,
ponieważ lubię piosenki rodem ze słonecznej Italii. Ani
radio hinduskie, włoskie czy stacje kanadyjskie nie
emitują piosenek w języku polskim. Ewenementem jest Polskie
Radio Toronto, które czerpie pełnymi garściami z płytoteki światowej.
Scyzoryk mi się w kieszeni otworzył, kiedy w dniu 8 listopada usłyszałem
z "polskiego" radia znaną nam z podstawówki piosenkę "Bus wsiegda budu
sońce" - piosenkę radziecką, którą nasza pani katowała nas nauką słów na
pamięć. Podejrzewam, że albo "komuchy" wysyłają sobie sygnały, albo ktoś
z radia choruje na dziwną nostalgię za czymś bezpowrotnie straconym!
Nie ma dla mnie wytłumaczenie, że radio te jest businessem
i czystą komercją! Tym gorzej dla waszego radia, panowie, gdyż wykorzystujecie
prawdopodobnie wartości i tradycje narodowe, język polski do prywatnego
zbijania "szmalu", nie licząc się z oczekiwaniami społeczności polonijnej.
A może na waszej antenie wytłumaczycie słuchaczom dlaczego Radio
"KWADRAT" zakończyło emisję, a panowie przejęli czas Radia "Kwadrat" od
godz. 6.00 rano? A może uczciwie wytłumaczycie słuchaczom, żeby odzyskać
swoją wiarygodność (...) Bez reklam kupowanych przez rodzime sklepy,
zakłady usługowe czy wytwórcze, czyli przez naszą społeczność, nie byłoby
waszego radia. Słuchacze uwielbiają audycje pana Janka Ogrodnika. Wiedza,
którą nam Pan Jan przekazuje, jest potrzebna, ciekawa, powiedziana
czystym językiem polskim z ładną modulacją i akcentem. Jest to jedyna audycja,
która zachowuje w waszym radiu dobry poziom. Słuchacze - Polacy-emigranci
oprócz serwisu wiadomości z kraju oczekują od was, panowie, czegoś więcej.
Wędrówki z mikrofonem po ulicach Toronto czy Mississaugi, dowcipnych dykteryjek,
humoresek lub opowiadań. Wywiadów zaskakujących słuchacza, i muzyki
estetycznej dla ucha, tak wyselekcjonowanej, żeby reprezentowała
wysoki poziom waszego radia. Ściąganie z komputera muzycznych plików jak
popadnie jest transformacją muzycznego"chłamu" i proamerykańskiego muzycznego
śmiecia.
Osobnym problemem są reklamy. Zdaję sobie sprawę, że sepleniąca
i jąkająca się przedstawicielka promowanego artykułu dodająca do każdego
zdania ammmm lub eeee, za swoją erudycję słono zapłaciła. Wiadomo,
nikt tak nas nie przekona do maści z aloesu na czyraki czy alvoa na robaki,
jak dystrybutor lub producent. Jednak tę reklamę powinien wykonywać zawodowy
spiker. W przeciwnym wypadku działa na niekorzyść reklamodawcy i
odstrasza potencjalnych nabywców. Rutyna niszczy inwencję twórczą,
a z tym wyjaławia magazyn pomysłów. I dlatego zaczyna ich polskiemu
radiu 1320 am brakować.
Andrzej Załęski
Od redakcji: Szanowny Panie, ma Pan tyle pomysłów na radio,
dlaczego nie założy Pan własnego?
List z Ukrainy
Uroczystość ekumeniczna we Włodzimierzu Wołyńskim
W liturgiczne wspomnienie św. Jozafata Kuncewicza tradycyjnie
gromadzi się liczne duchowieństwo katolickie obu obrządków, łacińskiego
i bizantyjsko-ukraińskiego, oraz prawosławne, na wspólnej modlitwie w kościele
parafialnym we Włodzimierzu Wołyńskim. W tym roku uroczystość taka odbyła
się w przeddzień wspomnienia, tzn. 11 listopada 2006 roku.
Na tegoroczne święto przybyli abp Ivan Jurkovič - nuncjusz apostolski
na Ukrainie, bp Mychajił Kołtun - ordynariusz greckokatolickiej diecezji
sokalskiej, bp Marcjan Trofimiak - ordynariusz rzymskokatolickiej diecezji
łuckiej, o. Dariusz Borek OC - prowincjał karmelitów z Krakowa, Ojcowie
Bazylianie z miejscowego klasztoru, księża pracujący po obu stronach Bugu,
Matka Martyna Wysocka - przełożona generalna Sióstr Benedyktynek Misjonarek.
Licznie przybyły siostry zakonne. Obecni byli także przedstawiciele miejscowych
władz państwowych oraz goście "zza Buga", z Hrubieszowa, na czele z ks.
prał. Andrzejem Puzonem.
W uroczystej Mszy św., której przewodniczył nuncjusz apostolski
abp Ivan Jurkovič, koncelebrowało 35 kapłanów. Obecnych było także 8 duchownych
prawosławnych z ukraińskiego Kościoła prawosławnego Kijowskiego Patriarchatu.
Okolicznościowe kazanie wygłosił abp Ivan Jurkovič, który mówiąc
o pragnieniu całego Kościoła Powszechnego, aby "być jednym", nawiązał do
wypowiedzi Papieża Benedykta XVI z 19 marca 2005 roku. Nuncjusz Apostolski
wspomniał także o nauczaniu II Soboru Watykańskiego, że "nie ma prawdziwego
ekumenizmu bez nawrócenia duchowego". Mówiąc o "długo oczekiwanej jedności",
podkreślił, iż pojednanie jest wspólną misją.
Po Mszy św. odbyła się krótka modlitwa przy ołtarzu św. Jozafata
Kuncewicza i uszanowano jego relikwie. Z krótkim słowem do zebranych zwrócił
się bp Mychajił Kołtun i prowincjał o. Dariusz Borek. Zaś bp Marcjan Trofimiak
podziękował wszystkim za wspólną modlitwę i zauważył, że "tutaj, w tej
świątyni, odczuwa się obecność św. Jozafata".
ks. Witold Józef Kowalów
Włodzimierz Wołyński
Ostróg, 11-12 listopada 2006 roku
Od redakcji: xxx
GONIEC NR 45/2006 (151)
(10-16
XI 2006)
Szanowna Redakcjo,
Z wielkim trudem dotarłem do końca tekstu napisanego przez p.
Stanisława Tymińskiego i opublikowanego w "Gońcu" z datą 3-9 listopada
2006. Odpowiadać na wszystkie "rewelacje" p. Tymińskiego zawarte w tym
tekście uważam za stratę czasu.
W ostatnim zdaniu p. Tymiński pisze: "A ja z powodu takich tekstów
dalej jestem traktowany przez władzę jako niebezpieczny człowiek w mojej
Ojczyźnie".
Szanowny Panie, myli się Pan bardzo. Myślę, że nie tylko przeze
mnie, a z władzą nie mam nic wspólnego, ale przez wielu Polaków mieszkających
tutaj, w Kanadzie, jest Pan "dalej traktowany jako niebezpieczny człowiek
w mojej Ojczyźnie". Wspomniany Pana tekst jest tego jeszcze jednym dowodem.
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Szanowny Panie Emanuelu, skąd ma Pan wiedzę, aby
w ten sposób o tym mówić?
Szanowna Redakcjo,
Szukając czegoś w Internecie, całkowitym przypadkiem trafiłam
na Waszej stronie listów (numer z 24 kwietnia - 1 marca 2004) na nazwisko
dawnego znajomego - Patryka Halkiewicza, z którym straciłam kontakt
ponad dwadzieścia lat temu. Wiem tylko, że wyjechał do Kanady, więc całkiem
prawdopodobne, że to ta sama osoba. List jest z 2004 roku, ale być może
Patryk nadal czytuje "Gońca". Czy jest na Waszych łamach jakieś miejsce
na taką próbę znalezienia z kimś kontaktu? A może macie Państwo jeszcze
jego e-mail? Jeśli tak, czy mogłabym prosić o przesłanie tej wiadomości?
Byłabym bardzo wdzięczna.
Z poważaniem,
Anna Zielińska-Elliott
(aelliott@bu.edu)
Od redakcji: xxx
Panie Andrzeju,
Gratuluję panu Sapińskiemu odwagi zauważenia byka w Pegazie.
Robiliśmy kilometry napisów do reklam i naprawdę nie widzę usprawiedliwienia
do herezji ortograficznych typu "Chalka". Pisaliśmy kilometry tekstów po
hiszpańsku i francusku, nie znając znaczenia słów. Meksyki i frankofoni
sprawdzali ortografię. Nie wyobrażam sobie, co by Qebeki zrobili za pominięcie
paru akcentów. Pewnie mieliby pretekst do separacji i krwawej rewolty.
Nie wyobrażam sobie, które ogonki trzeba by usuwać w chińskim liternictwie,
żeby zamiast zupa nie wyszło ...upa.
Mam kilka domysłów. Pierwsze, to my, Polacy, mamy szalone kompleksy
i wstydzimy się naszych "ogonków". Drugie wyjaśnienie jest bardziej poważne,
wszystko to spiskowa teoria dziejów i "nowy order" przewiduje ujednolicenie
alfabetu na całym świecie. A może chodzi o to, żeby inne nacje miały utrudnione
zadanie, gdzie w naszych KRAKAU DELIKATEZEN jest najsmaczniejsza na świecie
KOLBASA. Mam jeszcze parę wyjaśnień, ale się powstrzymam. Odwrotnie,
jestem pewien, że każdy liternik Pendżab, Chińczyk czy Jamajczyk (a takich
miałem okazję poznać) jest w stanie napisać słowo księgarnia, tak jak sobie
życzy klient, boby bał się, że mu nie zapłacą za źle wykonaną usługę.
Co do Dody, myślę, że nadmiar krytyki jest niewskazany. Jest
tylu prawdziwych grzeszników wśród muzyków. Nie każdy musi być Jackiem
Kaczmarskim. Nawet taki pozornie lekki Klenczon czy Szczepanik stworzyli
wiele utworów politycznych, które cenzura skutecznie blokuje. Pewnie Doda
kiedyś dołączy do tego poważnego grona.
Serdecznie was pozdrawiam.
g.k.
Od redakcji: Zgadzamy się co do ogonków, co do Dody, też zgoda
- nie ma czego krytykować; gwiazdeczki były, są i będą.
Panie Andrzeju,
Przeczytałem pana wywiad z ministrem Flahertym. Przekroczył pan
normę o 300 proc. Wywiad powinien być na pół strony.
Z uszanowaniem,
Janusz Niemczyk
Od redakcji: Rozumiem, że szuka Pan u nas pracy na etacie redaktora?
Odpowiedź na list p. Barbary Starzewskiej, którego nie publikujemy:
Szanowna Pani Barbaro,
Po zasięgnięciu porady prawnej, nie opublikujemy Pani listu,
ponieważ naraża nas na proces.
Sprawy, o których pisze pan Gondek i Pani, powinny znaleźć swój
finał u prokuratora. I tam należy kierować oskarżenia. My wówczas z miłą
chęcią będziemy je relacjonować.
Zanim to nastąpi, publikować będziemy w "Gońcu" tak zredagowane
teksty, aby nie dawały podstaw do postawienia nas przed sądem.
Pozdrawiam serdecznie,
Andrzej Kumor
***
Piszę do "Gońca", bo tylko w tej gazecie można spodziewać się
jakiegoś odzewu, bo do innych gazet polonijnych to jest pisanie w jedną
stronę, "one way".
Oto napotkałem w jednej z torontońskich gazet zdjęcie, które
wywołało przykre wrażenie (załączam to zdjęcie, jeżeli możliwe do skopiowania).
Na zdjęciu uratowana i uradowana kobieta, weteran wojny w Iraku, oczywiście
Amerykanka. Kobieta szczęśliwa, że stoi na protezach. Takich kalek jest
tysiące w Ameryce, a na pewno setki tysięcy w Iraku, nie mówiąc już o trupach,
bo ich się już nie liczy.
Nasunęła mi się myśl, że ta kobieta pasowałaby dziś na statuę,
tak jak kobieta - Statua Wolności w Nowym Jorku, z tą tylko różnicą, że
ta stałaby na protezach tak jak ta, co jeszcze żyje, ze zdjęcia, i cieszy
się z tego. Byłby to symbol Ameryki, że żyje, stoi, tylko nie na swoich
nogach. Byłby to symbol i owoc wojny amerykańskiej w Iraku o wolność.
Kiedy w Polsce przychodziły poważne zagrożenia dla narodu polskiego
i kraju, Kościół polski zawsze modlił się z wiernymi o opatrzność, o wyzwolenie,
o wolność. Dziś, kiedy już prawie odzyskała Polska to, dzięki zmianie rządu,
większość wiernych i Kościół jakby spoczęli na laurach, a raczej zastygli.
Ta wolność jest jeszcze bardzo krucha, dlatego nie można zasypiać nawet
w kościele. Trzeba się modlić o utrzymanie tego rządu i dziękować Bogu
za ten rząd, za te przemiany, których już dokonał, i aby przetrwał dalej.
Nie słyszę, aby polski Kościół nawoływał do tego, za wyjątkiem Radia Maryja.
Nawołują też o modlitwę za ten rząd i tę Polskę sami ludzie z rządu i ci,
którzy stoją za nimi.
Oczywiście, Kościół dalej głosi ewangelię, ale życie na ziemi
nie sprowadza się tylko do życia pozagrobowego. Ewangelia ma służyć do
życia na dzień dzisiejszy też, dla dobra ludzi tu, na tej ziemi. Dlatego
głosiciele słowa Bożego powinni głośno popierać ten rząd i te przemiany,
jakich nie było od II wojny. Rząd ten nie jest perfekt, ale jest na dobrej
drodze z całą Polską ludzi wierzących. Ktoś znów powie, Kościół nie powinien
się wtrącać w politykę, a Kościół to naród żyjący, egzystujący, z rządu
i polityki nie da się tego oddzielić. Np. o czym mówił Papież w ONZ - o
duszach, o polityce ludzi żywych na ziemi.
S.W. - Mississauga
Od redakcji: Zgadza się, dajmy temu rządowi szansę.
GONIEC NR 44/2006 (150)
(3-10
XI 2006)
Radio Maryja
List Pana Tadeusza Orłowskiego ("Goniec" nr 42) na temat Radia
Maryja zainspirował mnie i dziękuję Panu za odwagę napisania tego listu.
List ten obudził moje spostrzeżenia i opinie o Radiu Maryja.
Radia Maryja nie słucham już od kilku lat, ponieważ według mnie
to radio nie powinno nosić imienia "Maryja". Św. Maryja jest Matką Boga,
Królową Świata, Polski i moją. To radio obraża chrześcijańskie odczucia
do Najświętszej Pani.
Po każdorazowej analizie audycji Radia Mar
|