 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 11/2007 (168)
(16-22
III 2007)
Sz. Panie Redaktorze
Po przeczytaniu w "Gońcu" artykułu o roszczeniach Światowego
Kongresu Żydowskiego wobec Polski o roszczenia za mienie żydowskie, ogarnęło
mnie oburzenie za bezczelność moich współwyznawców w stosunku do mojej
ojczyzny, czytaj Polski.
Po pierwsze, Kongres Żydowski nie reprezentuje wszystkich Żydów,
lecz reprezentuje garstkę światowego żydostwa, i to tych religijnych. Poza
tym, jakim prawem jacyś Żydzi nie z Polski chcą odszkodowania od Polski.
Po wojnie około pół miliona polskich Żydów pozostało przy życiu; 80 proc.
z tych ocalałych pochodziło z obecnej Ukrainy i Białorusi, 20 proc. z rdzennej
Polski. Większość pochodzi z małych miasteczek, gdzie gnieździli się w
małych drewnianych chałupkach. Rodzina mojej matki pochodzi z Gąbina, gnieździli
się w dwuizbowych chatynkach wartych funta kłaków. W Warszawie mieszkało
200.000 Żydów, a jak wiadomo, miasto zostało doszczętnie zburzone w trybie
działań wojennych. Z jakiej racji państwo ma płacić nieżyjącym właścicielom
czy ich potomkom jakiekolwiek pieniądze.
Gdyby rząd Polski wypłacił tym obcym ludziom nie mającym nic
wspólnego z Polską, wówczas straciłbych respekt dla polskiego rządu.
Gdyby pan Kumor skrytykował bezczelne żądania Kongresu Żydowskiego,
nazwano by go antysemitą, ale ja, jako polski Żyd, mogę śmiało napisać,
co myślę o tej sprawie, która powoduje większy antysemityzm, którego mamy
i tak po uszy.
Jehuda Nosal
Toronto
PS Tytuł "Żydów nie zadowala skala wypłat" jest bardzo nieścisły.
Nie można pakować wszystkich Żydów do jednego worka, bo to zakrawa na prawdziwy
antysemityzm, którego tonem "Goniec" jest często zabarwiony, ale tym się
nie przejmuję, bo wśród niektórych Żydów wyczułem również antypolonizm.
Jednakowoż ludzie na pewnym poziomie intelektualnym są pozbawieni uprzedzeń
do innych narodów, czy też wyznań.
Nosal
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy z serca za list. Czasami
wydawać się może, że niektórym organizacjom żydowskim zależy na tym wrzaskliwym
antysemityzmie. Tytuł, o którym Pan pisze, był uzasadniony, podobnie jak
tytuł "strajkują dokerzy" - mimo że strajkowało, powiedzmy, tylko 50 proc.
Antysemityzmu, wszelakich uprzedzeń i stereotypów będzie tym
mniej, im częściej i bardziej otwarcie będziemy rozmawiać o przeszłości
i wzajemnych żalach. Niestety, jak słusznie Pan zauważa, stronie żydowskiej
na takiej dyskusji rzadko zależy.
GONIEC w bibliotekach torontońskich
Panie Andrzeju,
Jako stały i wierny czytelnik pańskiego tygodnika GONIEC, co
tydzień muszę jechać dość daleko, aby go kupić.
W 2005 roku udałem się do biblioteki publicznej, najbliższej
mojego miejsca zamieszkania, aby dowiedzieć się, czy jest możliwość, aby
biblioteka zaprenumerowała tygodnik GONIEC. Odpowiedziano mi, że nie, bo
nie ma tu licznej polskiej grupy etnicznej.
Będąc na ulicy Roncesvalles, wszedłem do High Park Library,
gdzie rozmawiałem w tej sprawie z pracownikiem biblioteki, panem Tadeuszem
(nazwiska nie pamiętam). Powiedział mi, że właśnie gazeta DZIENNIK została
zlikwidowana i biblioteka ma miejsce na nową publikację w języku polskim.
Znał tygodnik GONIEC i zgodził się ze mną, że jest to dobra publikacja.
Wypełniłem formularz, który został przyjęty (grudzień 2005). Powiedziano
mi, że na wiosnę biblioteka dostanie nową pulę pieniędzy i tygodnik zaprenumerują.
Miało to być w marcu lub kwietniu 2006 roku. Na początku lata 2006 roku,
będąc na ulicy Roncesvalles, wstąpiłem do biblioteki, aby dowiedzieć się,
czy jest już GONIEC w czytelni. GOŃCA nie było, a pan Tadeusz nie mógł
mi udzielić konkretnej informacji.
Ostatnio moja znajoma mieszkanka dzielnicy High Park, częsta
bywalczyni biblioteki, ku mojemu zdziwieniu poinformowała mnie, że również
walczy o to, aby GONIEC był dostępny w bibliotece. Złożyła w tej sprawie
trzy wnioski, pierwszy w lutym 2006 roku. Ciągle są jakieś przeszkody,
a to nie ma pieniędzy, a to trzeba czekać na czyjeś decyzje itp.
Od znajomej dowiedziałem się, że jest jeszcze jedna osoba walcząca
o GOŃCA w bibliotece, tym razem przy ulicy Runnymede i Bloor, która złożyła
tam wymagany formularz około półtora roku temu.
Moja znajoma wpadła na pomysł, aby napisać do Zarządu Bibliotek
Torontońskich, chce mnie wciągnąć w tę akcję.
Fama jest, że GAZETA pana Bełza jest dostarczana do biblioteki
gratisowo. Nie wiem, czy to jest prawda. Sugestia moja jest, aby Pan zaoferował
bibliotece GOŃCA za darmo na okres np. kilku miesięcy. W bibliotece przy
Roncesvalles bywa wielu ludzi w wieku emerytalnym i ludzi na zasiłku socjalnym.
Może spodoba się im pańska gazeta i zaczną naciskać kierownictwo biblioteki
na zaprenumerowanie GOŃCA.
Co Pan o tym sądzi?
Przy okazji chciałbym Panu powiedzieć, że bardzo zaskoczył mnie
tytuł na pierwszej stronie GOŃCA nr 1 z 5-11 stycznia 2007 tj. "Pasterz
Narodu agentem". Tego się po Panu nigdy nie spodziewałem! Proszę sobie
wyobrazić, że jest nagonka medialna na Pana, iż był Pan agentem tajnych
służb PRL-u, lub coś tam Pan podpisał, aby wyjechać z Polski. Nie znam
Pana osobiście (tak jak abpa Wielgusa), a tylko z Pana felietonów w gazecie
GAZETA, a teraz z tego co Pan pisze w tygodniku GONIEC. Nawet gdybym w
to uwierzył, tak jak początkowo uwierzyłem, że abp Wielgus był. Nie przypuszczam,
aby przyszło mi do głowy zamieścić na pierwszej stronie gazety tytuł: "Redaktor
Naczelny GOŃCA agentem". "Dał Pan wielką plamę" i wielu ludzi będzie o
tym pamiętać.
W GOŃCU nr 4 z 26II-1III, na stronie 13 zachęca Pan do czytania
książki kardynała Stanisława Dziwisza "Świadectwo". Pisze Pan, że to "wspaniała
rzecz". W podskokach udałem się natychmiast do polskiej księgarni, gdzie
biorąc do ręki polecaną tak bardzo przez Pana książkę, doznałem kolejnego
wstrząsu, widząc na tylnej okładce logo "Gazety Wyborczej", TVP, PAP, Polskiego
Radia Trójka. Zabrakło tylko logo GOŃCA - oczywiście żartuję.
Ufając w Pana dobry smak, przez ponad godzinę wertowałem tę książkę
w księgarni. Nie znalazłem tam wartości prawdziwie duchowych. Niewątpliwie
książka przybliżyła mi entourage papieża Jana Pawła II. Książki nie kupię,
ale postaram się ją pożyczyć i przeczytać dokładnie.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Tadeusz Orłowski
PS Uważam GOŃCA za najlepszą publikację polonijną na rynku torontońskim.
Od redakcji: Odpowiem po kolei. Z bibliotekami cały czas próbujemy,
dziękujemy za wstawiennictwo.
Szanowny Panie, ludzie różnią się poglądami w wielu ważnych
rzeczach. W sprawie arcybiskupa Wielgusa nie pozostawało nam nic innego,
jak zaufać komisji kościelnej oraz samemu arcybiskupowi. Moje prywatne
zdanie na ten temat wyraziłem w tekstach.
Nie znam książki kard. Dziwisza. Publikujemy w "Gońcu" wiele
opinii, również takie, których nie podzielamy. Publikujemy też m.in. teksty
Polskiej Agencji Prasowej. Usiłujemy zachęcić wszystkich do krytycznego
myślenia. Nikt nie jest alfą i omegą, nikt nie jest wyrocznią.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Kumor
Gratulacje
Dzień dobry, panie Andrzeju, po milczeniu spowodowanym przeprowadzką
piszę znowu. Po pierwsze, gratulacje z powodu wizyty p. Michalkiewicza,
pomimo małych niedociągnięć organizacyjnych "pierwsze koty za płoty". Spotkanie
świetne, troszkę mało czasu na pytania, ale to zrozumiałe, duża frekwencja
(co chyba zaskoczyło wszystkich) stawia pytanie: kto następny?? Proponuję
zaprosić p. Janusza Korwin-Mikkego. Myślę, że ta wizyta byłaby kontynuacją
myśli naszego poprzedniego gościa. Mam nadzieję, że nie "spocznie pan na
laurach" i będziemy mieli wreszcie spotkania z ludźmi, którym nie zależy
wyłącznie na kasie, ale którzy są gotowi zrobić coś dla Polski tylko dlatego,
że są Polakami.
Pozdrawiam serdecznie
Paweł Skawina
Od redakcji: Pomyślimy.
Nie flekujmy dr. Ratajczaka
Panie Andrzeju, w ostatnim numerze "Gońca" ukazał się kuriozalny
tekst (przedruk za polskiejutro.com) pt. "Hitler, fan syjonizmu" niby to
opracowany przez MarMar... Dlaczego niby opracowany? Ponieważ oryginał
ukazał się w nr 8 tygodnika "Najwyższy Czas" i podpisany był przez dr.
Dariusza Ratajczaka. Jeśli używam słowa kuriozalny, to nie w odniesieniu
do tego, co napisał dr Ratajczak, tylko do tego, co napisał MarMar.
Szkoda, że nawet za oceanem nazwisko dr. Ratajczaka w jakiś sposób
znika; czy i tutaj obowiązuje zakaz jeśli nie druku, to ujawniania, że
taki ktoś istnieje i ma swoje niezależne poglądy? Jest to sprawa interesująca,
tym bardziej że na stronie internetowej czytamy: "Najmniej znane zagadnienia
z zakresu historii syjonizmu przypomina w ?NCz= (nr8/2007) Dariusz Ratajczak".
Ten sam MarMar przytacza słowo w słowo tekst p. Ratajczaka, dodając od
siebie trzy krótkie zdania... To jest opracowanie tekstu?
Ale mniejsza o MarMar-a, dlaczego na łamach "Gońca" zabrakło
wzmianki, że ów tekst popełnił właśnie dr Ratajczak, człowiek, który stracił
pracę na uniwersytecie za to tylko, że przytoczył opinie innych uczonych
na temat holokaustu. Opinie, które idą pod prąd oficjalnej propagandy.
W związku z powyższym przypomniała mi się anegdota z okresu studiów:
posługiwanie się jednym źródłem, to plagiat, dwoma - to opracowanie, a
trzema, to już dzieło naukowe; czym zatem jest to, co zrobił MarMar? Spisał
tekst dr. Ratajczaka i dołączył do niego trzy krótkie zdania od siebie,
oznajmiając, że "opracował"... Od przyjaciół Boże strzeż... z wrogami sobie
poradzę!
Myślę, Panie Andrzeju, że nazwisko dr. Ratajczaka powinno się
pojawić tak, jak było to na stronie internetowej "polskiejutro.com" i na
łamach tygodnika "Najwyższy Czas", tym bardziej że gościł w Toronto
p. Michalkiewicz z tegoż samego "Najwyższego Czasu".
Po prostu p. Ratajczak płaci bardzo wysoką cenę za "wychylenie
się z szeregu".
Wiesław Wyrzykowski
Od redakcji: Szanowny Panie, przepraszam, niedopatrzenie edytorskie,
proszę nie szukać drugiego dna. Wypowiedzi p. Ratajczaka wcześniej już
były publikowane w "Gońcu". Pan dr Ratajczak, broń Boże, nie jest
u nas obłożony anatemą.
GONIEC NR 10/2007 (167)
(9-15
III 2007)
List otwarty Zarządu Australijskiej Grupy Lustracyjnej
do Instytutu Pamięci Narodowej
W dniu dzisiejszym wchodzi w życie ustawa z dnia 14 lutego 2007
r. o zmianie ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa
państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów i ustawy o Instytucie
Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
(Dz.U. 2007 nr 25 poz. 162).
Na mocy tej ustawy, Instytut Pamięci Narodowej jest zobowiązany,
w ciągu sześciu miesięcy, do utworzenia rejestru i opublikowania w formie
elektronicznej danych osobowych wszystkich pracowników, współpracowników
i kandydatów na współpracowników, służb specjalnych komunistycznego aparatu
represji wobec polskiego narodu.
W związku z powyższym w oparciu o art. 27, ust.1-3 ww. ustawy
Zarząd Australijskiej Grupy Lustracyjnej zwraca się do Kolegium Instytutu
o natychmiastowe przejęcie i zabezpieczenie akt pod kryptonimem "System
Polonia", zbioru historycznych i unikalnych dokumentów, dotyczących 60-letniej
inwigilacji i infiltracji i środowisk polonijnych na całym świecie, w którym
znajdują się dane osobowe 100.000 "polonijnych" współpracowników komunistycznego
reżimu.
Z informacji przekazanych naszym reprezentantom w czasie prac
sejmowej Komisji Nadzwyczajnej (NIP) wynika, iż dokumenty te zachowały
się w całości i nie zostały zniszczone. Niepokojące jest jednak to, iż
znajdują się one w posiadaniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Stowarzyszenia
"Wspólnota Polska". Dokumenty o wyjątkowej wartości historycznej przechowuje
się w nieadekwatnych i łatwo dostępnych pomieszczeniach, jak np. Dom Polonijny
w Pułtusku.
Istnieje obawa, że dostęp do dokumentów mogą mieć osoby mające
powiązania i koneksje z byłymi agentami WSI i będą one zainteresowane w
ich zniszczeniu.
Jednocześnie domagamy się, aby dane osobowe mieszkających poza
krajem pracowników, współpracowników i kandydatów na współpracowników komunistycznych
służb specjalnych zostały umieszczone w rejestrze elektronicznym IPN-u,
wszak premier Jarosław Kaczyński zapewniał w swoim exposé, że lustracja
dotyczyć będzie wszystkich agentów, gdziekolwiek by nie byli.
Jacek Klaś - koordynator,
Grażyna Pławska - wicekoordynator, Elżbieta Szczepańska
- sekretarz/rzecznik prasowy,
Zofia Kwiatkowska-Dublaszewska,
Grzegorz Ochnia
Melbourne-Sydney- Perth 28.02.2007
Od redakcji: Czekamy na ujawnienie systemu "Polonia"!
List Otwarty do Profesora Iwo Cypriana Pogonowskiego
Panie Profesorze:
W dniu 6 marca mieliśmy okazję spotkać się z redaktorem St. Michalkiewiczem.
Spotkanie zapowiadało się, i rzeczywiście było, niesłychanie ciekawe i
pozwoliło nam spojrzeć na wiele polskich spraw z szerszej perspektywy.
W "kuluarach", jeśli tak można określić tylną część sali, było
wystawionych sporo książek, dysków CD i periodyków, był też mały bufet,
co było świetnym pomysłem, gdyż termin spotkania wymuszał na wielu uczestnikach
rezygnację z normalnego posiłku w domu.
Krążył też po sali młody człowiek rozdający ulotki z tekstem
pt. "Apartheid w Izraelu", sygnowany pańskim - Profesora Iwo Cypriana Pogonowskiego
- nazwiskiem. Przeczytałem ten tekst i nie znalazłem w nim żadnego odniesienia
do tematyki spotkania czy próby alternatywnej interpretacji spraw
polskich. Jest to natomiast tekst pisany wyraźnie w duchu antyżydowskim.
Przeciwko inicjatywie rozprowadzania tej ulotki w czasie takich
spotkań jak to, o którym piszę, stanowczo protestuję.
Wie Pan niewątpliwie, jak zapalnym tematem jest kwestia żydowska.
Nie jest też chyba Panu obca świadomość, iż jesteśmy jako naród stale oskarżani
o antysemityzm. Oskarżają nas nie tylko sami Żydzi, ale również inne nacje,
którym może to nawet być na rękę, gdyż w ten sposób odwracają uwagę od
siebie. Taka ulotka w tym miejscu i czasie daje nie tylko pożywkę tym oskarżeniom,
ale wręcz pisany, nie do zaprzeczenia argument. Powołuje się Pan w tej
ulotce na relacje byłego prezydenta Jimmy'ego Cartera. Nie jest moim zamiarem
tutaj jakakolwiek ocena tych relacji. Ale nietrudno wyobrazić sobie, że
treść spotkania musiała być obszerniejsza niż to, co Pan w tej ulotce zaprezentował.
Od osoby z tytułem profesorskim można oczekiwać obiektywnego przedstawiania
faktów. Jeśli już publikować taką ulotkę, to dać głos również oskarżonemu,
audiatur at altera pars. Pan natomiast fakt, iż temat spotkania z prezydentem
Carterem był kontynuowany z przedstawicielem strony żydowskiej (z Allenem
Dershowitzem), przytacza na końcu ulotki w duchu dodatkowego oskarżenia,
nie podając żadnych argumentów przez niego przytaczanych.
Muszę Panu uświadomić jeszcze jedną prawdę, mało może popularną,
ale prawdę. Przez kontynuowanie i podsycanie nienawiści, w każdym jej wymiarze,
a taka ulotka niewątpliwie to czyni, nigdy nie osiągniemy pokoju ani w
Polsce, ani w Europie, ani na świecie.
Z poważaniem,
Jerzy Remisz, Ph.D., P.Eng.
Od redakcji: Szanowny Panie, Byłem na spotkaniu z p. Michalkiewiczem,
nie zauważyłem, aby ktoś tam kolportował rzeczoną ulotkę, nie przedstawia
Pan konkretnych zarzutów antysemityzmu, jeśli chodzi o tekst p. prof. Pogonowskiego.
Z tego, co mi wiadomo, a teksty pana profesora zamieszczamy w "Gońcu",
krytykuje on założenia polityki syjonizmu. Syjonizm zaś jest formą nacjonalizmu.
Co do oskarżania Polaków o antysemityzm, to wie Pan, Polacy
są narodem, którym Żydzi powinni być szczególnie wdzięczni - przyjęliśmy
ich na naszej ziemi - pozwoliliśmy się rozwijać ich kulturze, zasymilowaliśmy
we własnej, finansowaliśmy szkoły, traktowaliśmy jak równych współobywateli,
a do tego za okupacji niemieckiej z narażeniem życia ratowaliśmy ich od
śmierci. Rozmawiajmy więc o konkretach, faktach, używajmy merytorycznych
argumentów, zanim przykleimy taką czy inną etykietę. A. Kumor
Szanowni Państwo,
Jak zapewne Państwu wiadomo, w Sejmie RP trwa dyskusja nad wprowadzeniem
do Konstytucji RP zmian dotyczących ochrony życia człowieka. W związku
z tym, "Nasz Dziennik" opublikował ostatnio Apel w tej ważnej sprawie do
Marszałka Sejmu RP p. Marka Jurka. Apel wystarczy podpisać i wysłać. Proponuję
zatem, abyście Państwo przyczynili się do popularyzacji tej ważnej akcji
wśród Polonii torontońskiej, zamieszczając blankiet Apelu w najbliższym
wydaniu "Gońca" i na Waszej stronie internetowej. Jeśli macie Państwo kontakt
z polskimi parafiami w Toronto, Mississaudze i Brampton, to może także
warto zaproponować ks. Proboszczom zamieszczenie wkładki w niedzielnym
biuletynie.
Blankiet Apelu dostępny jest tu: www.naszdziennik.pl/index.php?
typ=po&dat=20070305&id=po32. txt. Wysłać można poczta: ul. Wiejska
4/6, 00-902 Warszawa, Poland.
Ale czasu jest niewiele, bo dyskusja prawdopodobnie będzie podjęta
na następnym posiedzeniu Sejmu (14 marca), dlatego lepiej wysłać na faks
Kancelarii Sejmu RP: +48 22 694 2252.
Można także podpisany Apel zeskanować i wysłać jako załącznik
z internetowej strony Kancelarii Sejmu RP.
Z poważaniem,
Lech Rogowski,
Ottawa, rogowski@canada.com
Od redakcji: xxx
***
W moim ostatnim liście znalazło się o jedno "nie" za dużo...
nie rozumiem, jakim cudem, ale powinno być - ja też jestem taki "gminny
pisarz". Bardzo przepraszam.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: xxx
GONIEC NR 9/2007 (166)
(2-8
III 2007)
Drukowanie wspomnień w "Gońcu"
Szanowny Panie,
Pisze pan, że dookoła roi się od chodzących ludzi-historii, którzy
niestety od nas odchodzą i zabierają ze sobą swoje opowieści. Święta
prawda.
Pisze pan również - róbmy coś, żeby ocalić ich historie od zapomnienia.
W związku z tym mam pytanie - dlaczego "Goniec" przerwał drukowanie wspomnień
tych ludzi? To była jedna z najwartościowszych rzeczy w
"Gońcu".
O wydarzeniach ze świata czy o polityce można przeczytać w innych
gazetach, tak że jeżeli "Goniec" coś pominie, to świat się nie zawali.
Natomiast jeżeli "Goniec", i inne lokalne gazety, nie utrwala wspomnień
polskich bohaterów mieszkających w Toronto, to tego nie zrobi nikt.
W zeszłym roku "Goniec" drukował wspomnienia pana Koczorowskiego
(mam nadzieję, że nie przekręciłem nazwiska). W tym czasie była w
Toronto z wizytą moja mama i czytanie tych wspomnień było jedną z atrakcji
pobytu w Toronto.
Przedtem "Goniec" drukował arcyciekawe wspomnienia pana Prażmowskiego,
które, o ile wiem, nie są wydane w formie książkowej.
Uważam, że nawet powtórzenie drukowania wspomnień pana Prażmowskiego
byłoby lepszym rozwiązaniem niż niedrukowanie żadnych wspomnień w ogóle.
Pozdrowienia,
Dariusz Dziewiałtowski-Gintowt
Od redakcji: Szanowny Panie, tak, może wrócimy do drukowania
wspomnień, na razie czekamy na zamówione wspomnienia uczestników szkolenia
powojennej brygady powietrznodesantowej przygotowywanej na wypadek III
wojny światowej - "Pogoń".
Szanowny Panie Redaktorze
W ostatnim numerze "Goniec" zauważył Pan (całkiem zresztą słusznie),
jak to jest możliwe, że pani Monika zarabia kilkakrotnie więcej od takiego
Pana Michalkiewicza. Spróbuję Panu podpowiedzieć...
Kilka tygodni temu byłem w jednej z polskich restauracji i siedziałem
przy barze - w TV leciał TVN, a pani Monika "wałkowała" min. Religę (jak
zwykle bezczelnie mu przerywając co chwila) - zdaje się jakaś fabryka leków
w Polsce coś tam poknociła i min. zdrowia się tłumaczył...
Kilka dni temu byłem w innej polskiej restauracji i znowu leciał
TVN - pani Monika wałkowała innego pana ministra (znów mu bezczelnie przerywając
co chwila) - zdaje się chodziło o jakieś przesunięcie sprawy z jednej prokuratury
do innej, żeby uniknąć jakichkolwiek podejrzeń o stronniczość...
No więc teraz już chyba się Pan Kumor domyśla, dlaczego pani
Monika zarabia wielokrotnie więcej od Pana Michalkiewicza... Pani
Monika zarabia tyle nie dlatego, że jej ojciec był UB-ekiem, ani nie dlatego,
że pracuje w telewizji prywatnej, ani nie dlatego, że jest zdolna.
Pani Monika zarabia dlatego tak dużo, bo ludzie tacy jak min.
Religa, minister taki, minister inny... dają się robić w konia i dają się
maglować pani Monice. Gdyby nie udzielali wywiadów pani Monice, tylko powiedzieli
to, co mają do powiedzenia, z trybuny sejmowej - a to jest transmitowane
w większości w programie III TV-regionalna, jak również w wielu przypadkach
w TV I i TV II - i gdyby robili to konsekwentnie - to pani Monika nie zarabiałaby
tyle, ile zarabia, tylko dużo mniej, a może nawet byłaby bezrobotna (co
jej zresztą serdecznie życzę)...
A jak się Panu wydaje, dlaczego Adaś Michnik zarabia nieporównanie
więcej od Andrzeja Kumora, chociaż Pan Kumor pisze w bogatej Kanadzie,
a Michnik w biednej Polsce?
Ano dlatego, że jest w Polsce wystarczająco dużo durnych Polaków,
którzy wydają pieniądze na antypolską G... Wybiórczą - a Pan Adaś się śmieje
od ucha do ucha...
A w bogatej Kanadzie, redaktor "Gazety" został co najmniej dwukrotnie
skazany za oszczerstwo (drugim razem zdaje się na karę ćwierć miliona dolarów),
ale "Gazeta" dalej wychodzi - ano bo jest wystarczająco dużo (...) A co
za tym idzie, "buzinesmani" dają ogłoszenia i interes idzie, a redaktor
"Gazety" śmieje się od ucha do ucha...
A Pan Kumor - no cóż, jest jak jest...
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Dziękujemy za wnikliwą analizę sił rynkowych.
Nasz wielki rodak Mikołaj Kopernik zauważył już, że gorszy pieniądz wypiera
lepszy pieniądz. Takie życie.
***
Nazywam się Zygmunt Polatyński. Szukam korzeni swojej rodziny
- chodzi mi o Mirosława Polatyńskiego. Mój ojciec urodził się w Tarnowskich
Górach.Tadeusz Polatyński był trenerem w Pilawie Górnej.
Z. Polatyński
e-mail: tulipan1@onet.eu
Od redakcji: Powodzenia!
***
Po przeczytaniu wypowiedzi p. Koniora jestem załamany swoją niewiedzą,
wręcz głupotą... ale mam i uwagi. Nie mam np. problemów z ilością pomników,
o dziwnych zbiegach okoliczności podczas wydarzeń z 11.09.2001 wiedziałem
z prasy pakistańskiej już następnego dnia, a słuchacze Radia Maryja stanowią
dla mnie godną szacunku grupę, i to nie dlatego, że sam słucham, myślę
po prostu, że każdy ma prawo do swoich poglądów. Bardzo lubię osoby, które
pozjadały wszystkie rozumy i dają wszystkim rady, ale podtrzymuję swoje
zdanie, a nawet uściślam... to pan jest tym niewolnikiem komputera przesiąkniętym
propagandą i bardzo zdziwionym, że inni mogą mieć inne zdanie.
Gratuluję panu korespondencji z Angorą, przyznam się, że też
z nimi korespondowałem, ale doszedłem do wniosku, że jest to szmatławiec
mogący równać się z "Gazetą Wyborczą", "Nie" lub "Faktami i mitami". Ja
osobiście preferuję trochę inną lekturę i właśnie dlatego co tydzień kupuję
sześć gazet z Polski. TV wyrzuciłem 6-7 lat wstecz, a komputer... ot, maszyna,
a ja wolę porozmawiać z kobietami, staram się poznać wszystkie opinie i
myśleć. O książkach pisanych na skórze nawet nie marzę... już taki marzyciel
to nie jestem.
Jak widać, ja też nie jestem taki "gminny pisarz", z tym że jestem
zadowolony, gdy inni mają swoje poglądy, podkreślam SWOJE, i podobają im
się inne kobiety. No cóż, taki jestem.
W pierwszym zdaniu pańskiego listu było - m.in. - bardzo mnie
to rozbawiło... czy pan łaskawy się nie przecenia? Staram się pańskiego
listu nie cytować, ostatecznie już kiedyś to pisałem, ale to co wypisuję
to wynik myślenia, mojego, może nieporadnego, ale... Oczywiście panu to
nie musi się podobać, ale to naprawdę moje osobiste zdanie, którego się
nie wstydzę.
Poza tym myślę, że Polsce bardzo się przyda wspólna z USA "tarcza"...
mimo pańskich poglądów o tej bardzo złej Ameryce i tego, że agresję na
Irak, a może i Iran, uważam za błąd, działanie jakiejś "V kolumny".
Przekonany jestem, że bardzo różnimy się w poglądach na to, co dzieje się
w Polsce i na calutkim świecie... i bardzo dobrze.
Swoją drogą, bardzo jest ciekawe, że wśród kanadyjskiej Polonii
jest tylu o poglądach lewicowych i chorobliwie antyamerykańskich. Zupełny
nonsens, jakaś paranoja wypita razem z czerwonym atramentem. Pisze pan
z jakimś takim zacietrzewieniem, że aż sprawdziłem, czy nie napisałem czegoś
złego na temat Lumumby.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: XXX
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi
Nikt chyba nie zaprzeczy, że nie ma ludzi idealnych w sferze
życia ziemskiego. I choć niektórzy uważają, że wszystkie rozumy pozjadali,
to jednak prawda jest inna i mamy tego dowody.
Człowiek przez całe życie zdobywa wiedzę i doświadczenie, a mimo
to nie jest doskonały. Problem jest w tym, że najwięcej błędów dostrzegamy
nie u siebie, lecz u innych. Widzimy to na przykładzie partii opozycyjnych
w Polsce, które przez wiele lat rządów niewiele zrobiły, lecz teraz chcą,
aby na przestrzeni jednego roku obecny rząd dokonał wszystkiego i zbudował
to, co oni przez dziesiątki lat niszczyli. W krytyce do rządu nie kierują
się ani zasadą moralności, ani sprawiedliwości.
Przychodzi mi na myśl twierdzenie mojego Ojca, który mawiał:
"pamiętaj dziecko, nie Żydzi ani komuniści są wrogiem społeczeństwa polskiego,
lecz żydokomuna". Niewiele jeszcze wtedy rozumiałam, ale zdążyłam się przekonać.
Opozycja w parlamencie jest po to, aby krytykować złe posunięcia rządu,
aby przedstawiać swoją wizję zmian na lepsze, ale nie po to, aby krytykować
w czambuł wszystko i wszystkich.
Oskarżają rząd o złą wolę i upolitycznienie wszystkich działów
gospodarki i poszczególnych stanowisk, na których zasiadają politycy partii
rządzących. Tak, a nie inaczej, jest na całym świecie, że partia rządząca
musi mieć swoich ludzi na kluczowych stanowiskach, aby mogła realizować
swoją politykę i zmieniać kraj według własnych zasad i własnej ideologii.
A czy poprzednie rządy robiły inaczej, czy rząd na stanowiska ministerialne
brał kogoś z opozycji? Premier rządu dobiera sobie takich ludzi, z którymi
będzie mógł pracować dla dobra Polski, dla kogo jest dziwna taka metoda?
Jest też rzeczą oczywistą, że niekiedy można się zawieść także
na swoich, dlatego każdy premier rządu może dokonać zwolnień, przesunięć
itp., cóż w tym dziwnego? Niekiedy premier może być niepoinformowany o
zawiłej przeszłości danego kandydata i to nie może świadczyć o nieumiejętności
dobierania kadr, jak to często pozycja zarzuca polskiemu premierowi.
Rząd PiS-u idzie w dobrym kierunku, dlatego musi walczyć o każdy
etat na ważnym stanowisku w rządzie centralnym, a także w terenie.
Popatrzmy, jak walczy PO o każdy ochłap władzy, byleby przeszkodzić
PiS-owi i odebrać to, co możliwe. Poszła nawet na współpracę z postkomunistami
i innymi skompromitowanymi wcześniej przystawkami. Zasłaniają się jeszcze
tymi ludźmi ze starych układów, komu jeszcze nie wygasł mandat i jeszcze
zajmuje znaczące stanowisko. Mam nadzieję, że PiS się nie podda i udowodni
całej Polsce i światu, jak obrzydliwy rak drążył Polskę i od wewnątrz,
i z zewnątrz. Nie spełnią się marzenia żadnego z poprzednich prezydentów,
premierów i całego przestępczego świata polityki i biznesu z lat ubiegłych.
Obecnie rządzącym potrzebne jest społeczne poparcie, solidarność
i modlitwa. Dlatego zwracam się z prośbą do polskiego społeczeństwa, nie
wierzcie tym, co już raz Was zawiedli, co sprzedali, rozkradli i zdradzili,
co doprowadzili do bezrobocia, co zniszczyli polskie rodziny, szkoły, szpitale,
górnictwo, banki itp. Teraz jeszcze chcą zniszczyć Kościół, wiarę i sumienia.
Chcą zniszczyć w Was nadzieję, że obecnie rządzący zrobią to, co Wam obiecywali.
Pamiętajcie, jeżeli nie Ci, to nikt więcej.
PiS idzie bardzo trudną drogą do pełnego zwycięstwa, ale zwycięży
na pewno, bo nie ma sobie równych. Niech Pan Bóg ich błogosławi.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Zgadza się, modlitwa zawsze rządzącym najbardziej
jest potrzebna!
Prośba o pomoc
Zwracam się z prośbą do Polskiej Credit Union, jak również do
Radia Polonia Toronto, Polskiej Telewizji, Gazety, Katolickiego Programu
Radiowego Studio Młodych, abym mogła uzyskać jakąkolwiek pomoc.
Oświadczam, że jestem w bardzo trudnej sytuacji finansowej, ponieważ
zmarła mi mama, której życzeniem przed śmiercią było, żeby ciało mojej
mamy Emilii było pochowane w Polsce.
Jestem samotną matką i mam syna, który ma 6 lat. Nie mam żadnej
rodziny w Kanadzie i sama jestem chora - cierpię na depresję, jestem na
rencie, nie jestem w stanie nigdzie pracować.
Ja, niżej podpisana Halina Pietras
Za wszelką pomoc serdeczne Bóg zapłać.
Nr konta w Credit Union św. Stanisława i św. Kazimierza: 110828
"Pomoc dla Haliny Pietras".
Od redakcji: XXX
********
Od redakcji:
Prosimy o kontakt z autorami listu nadesłanego do redakcji
"Gońca" i podpisanego "Mieszkańcy Domu Kopernika".
GONIEC NR 8/2007 (165)
(23
II - 1 III 2007)
Spotkanie z Panem St. Michalkiewiczem
Nic dodać, nic ująć - uczta wyborna! Dziękuję serdecznie!
Osobiście przeżyłam jakby powtórkę, bo przeszło 25 lat temu śp.
Stefan Kisielewski został zaproszony do Torunia. Spotkanie odbyło się w
kościele akademickim oo. Jezuitów, wypełnionym po brzegi, tak jak było
w ubiegłą niedzielę w sali Związku Narodowego Polskiego przy ul. Judson.
Erudycja i znajomość historii, no może brakowało mi tylko ciętego
dowcipu, którym nas raczył niezapomniany "Kisiel". Wspomnę tylko, że "Tygodnik
Powszechny" zaczynaliśmy czytać od tyłu, czyli od felietonu "Kisiela" -
dlaczego my? Bo nakład był limitowany i 1 egzemplarz był przekazywany z
dnia na dzień innej osobie, ale felieton był wspólnie dyskutowany w niedzielę
po Mszy św. w swoim kręgu przy herbatce u Cioci, a krąg się rozrastał
aż do... stanu wojennego.
Tak dojrzewała moja świadomość polityczna. Jak dobrze, że są
tak wspaniali kontynuatorzy jak Pan Michalkiewicz.
Dodam tylko, że "Gońca" też co niektórzy zaczynają czytać od
końca (?). Coś w tym jest i to mi się podoba! Tak trzymać!
Z wyrazami szacunku,
Anna Psuty
Od redakcji: Szanowna Pani, miło nam, że nadal możemy
jeszcze normalnie, spokojnie dyskutować o sprawach naszego narodu.
Potęga mitów i propagandy
Janusz Sierzputowski w ostatnim liście polemicznym wyraził bardzo
dziwne poglądy na kilka poważnych spraw, m.in. poruszył sprawę mojego listu.
Pisze na przykład: "Ostatecznie w Iraku walczymy z terroryzmem,
nie możemy pozwolić na przenikanie". Nic bardziej mylnego. Kiedyś
ludzie ulegali propagandzie sowieckiej, a dzisiaj amerykańskiej. Wojna
w Iraku nie ma nic wspólnego z walką z terroryzmem. Inwazja na Irak to
chciwość wielkiego mocarstwa do zdobycia drugiego co do wielkości na świecie
terytorium najbardziej zasobnego w ropę. Po podbiciu tego kraju Amerykanie
nie tylko nie znaleźli broni masowego rażenia Husajna, ale nawet dowodów
na to, że miał on jakikolwiek udział w ataku terrorystycznym na USA w dniu
11.09.01. Wydarzenia z 9/11 były tylko pretekstem do inwazji. Polska tylko
zgodziła się tutaj pełnić rolę pachołka USA. Radzę p. Sierzputowskiemu
obejrzeć film "Fahrenheit 9/11", gdzie ciekawie przedstawione są kulisy
wydarzeń z 9/11.
Dalej Sierzputowski pisze: "W ostatnim ?Gońcu= był list p. Waldemara
Koniora, który wprowadził mnie w... zakłopotanie (?). Wiara tego czytelnika,
że żyjemy w ?lepszych= czasach, jest zdumiewająca... ostatecznie, jaka
jest różnica w okresie ostatnich kilku tysięcy lat. Skok technologiczny
z miecza miedzianego na żelazny był takim samym, porównywalnym z osiągnięciami
dzisiejszymi, a oprócz tego co? Głupota kwitnie cały czas, od zawsze ludzie
uważają, że są u szczytu rozwoju, kultura zanika, ale mamy ogólnie dostępną
elektronikę... takie bardzo nowoczesne kajdany".
Nie przypominam sobie, abym w mojej korespondencji robił jakieś
porównania współczesnej epoki z czasami minionymi. Ale skoro, zdaniem Sierzputowskiego,
komputery to kajdany, to pewnie uważa, że lepiej byłoby wrócić do epoki
kamienia łupanego lub przynajmniej do średniowiecza i zacząć znów pisać
na pergaminie lub skórze.
I dalej: "Jest w tym liście coś takiego - to chyba o czymś świadczy
- i mam w tym momencie pytanie... o czym?". Pytanie to zadałem w kontekście
sposobu obchodzenia 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II w Polsce i w Kanadzie.
Skoro p. Sierzputowski jest ciekawy, co miałem wtedy na myśli, to zadam
mu pytanie naprowadzające. Jan Paweł II był osobą medialną. Z tym zgodzi
się każdy, zatem był znany światu szczególnie dobrze. W Polsce stoi 320
jego pomników, a w Kanadzie, jeśli się nie mylę, nie ma wcale jego pomnika
lub stoi gdzieś jeden. To chyba o czymś to świadczy, nieprawda? No jak
panu się zdaje, o czym? Szkoda, że nawet katolicki Quebec, który papież
odwiedził dwa razy, nie zafundował mu pomnika.
I wreszcie: "Jeśli źle pan myśli o swoich przodkach i uważa się
za mądrzejszego, no, trudno, widocznie wie pan na temat swojej rodziny
więcej, ale proszę nie uogólniać".
Bezpodstawny i głupi zarzut.
Waldemar Konior
Od redakcji: Zgodnie z obietnicą, Pana listów nie komentujemy.
Minister Sprawiedliwości
i Prokurator Generalny RP
Pan Zbigniew Ziobro
List otwarty
W imieniu własnym, mojej rodziny, znajomych i grona przyjaciół,
kieruję skargę na ręce Pana Ministra z prośbą o podjęcie stosownych działań
zmierzających do ukarania Lecha Wałęsy za znieważenie głowy państwa polskiego
dnia 16 lutego 2007, w rozmowie emitowanej przez stację telewizyjną TVN24.
Gdziekolwiek przyszło nam żyć, jesteśmy Polakami, mamy prawo
i obowiązek bronić dobrego imienia Ojczyzny i demokratycznie wybranego
Prezydenta. Nie możemy pozwolić nikomu, a szczególnie osobie, na której
ciąży zarzut uwzględniony w raporcie z likwidacji WSI, aby ubliżał godności
naszego Pana Prezydenta Kaczyńskiego, nazywając go "durniem".
Mamy głęboką nadzieję, że w imię prawdy i sprawiedliwości Pan
Minister sprawę potraktuje poważnie i skieruje wniosek do sądu przeciwko
Lechowi Wałęsie o popełnieniu przestępstwa.
Z poważaniem.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Nikt nie powinien być ponad prawem.
GONIEC NR 7/2007 (164)
(16-22
II 2007)
Opluwanie
W "Naszym Dzienniku" z 27 stycznia zamieszczono bardzo ciekawy
artykuł prof. Jerzego Roberta Nowaka, zresztą przedrukowany w ostatnim
"Gońcu". "Gorzej niż kompromitacja" i już w tytule całkowicie się zgadzam...
to jest najnormalniejsza zdrada... Jeśli urzędas w Polsce podkłada taką
świnię... wart jest tylko reakcji, i to bardzo poważnej. Spodziewam się,
że prokuratura i właściwe komórki ustalą "dowcipnisia", a może działaczy
"V kolumny" i dadzą wszystkim przykład. Zrobili źle z głęboką wiarą, teraz
jest moment na ocenę i bardzo surową karę. Już w tym momencie nie powinni
mieć w Polsce szansy na jakąkolwiek pracę i jeśli nie więzienie, to na
pewno banicja z konfiskatą majątku. Polska nie może zgodzić się na działanie
terrorystów na swoim terenie, a zdrada polskich interesów powinna być błyskawicznie
i dotkliwie karana... Ostatecznie w Iraku walczymy z terroryzmem, nie możemy
pozwolić na przenikanie. Taki malutki Singapur ma swoje prawo i przestrzeganie
obowiązuje wszystkich, nie działają protesty obrońców i głupków. Polska
też musi bronić swoich spraw i nagłaśniać wszelkie przejawy politycznego
bandytyzmu. Ruski, Niemiec czy Pigmej musi się podporządkować.
(...)
Wracając do meritum, ciekaw jestem niezmiernie, jak się sprawa
zakończy, czy będzie miała jakiś konkretny koniec... Daj Boże, ostatecznie
to "dzieło" nie było anonimowe, a za głupotę trzeba płacić.
W ostatnim "Gońcu" był list p. Waldemara Koniora, który wprowadził
mnie w... zakłopotanie (?). Wiara tego czytelnika, że żyjemy w "lepszych"
czasach, jest zdumiewająca... ostatecznie, jaka jest różnica w okresie
ostatnich kilku tysięcy lat. Skok technologiczny z miecza miedzianego na
żelazny był takim samym, porównywalnym z osiągnięciami dzisiejszymi, a
oprócz tego co??? Głupota kwitnie cały czas, od zawsze ludzie uważają,
że są u szczytu rozwoju, kultura zanika, ale mamy ogólnie dostępną elektronikę...
takie bardzo nowoczesne kajdany. Jest w tym liście coś takiego - to chyba
o czymś świadczy - i mam w tym momencie pytanie... o czym???
Jeśli źle pan myśli o swoich przodkach i uważa się za mądrzejszego,
no, trudno, widocznie wie pan na temat swojej rodziny więcej, ale proszę
nie uogólniać.
Gratuluję "Gońcowi" serii "Spotwarzona przeszłość" p. Romana
Kafla, naprawdę coś wspaniałego, bardzo mądre spostrzeżenia i wnioski,
bardzo ciekawe.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: XXX
***
Szanowni Państwo, jesteśmy Fundacją działającą w Polsce od 10
lat w sferze edukacji i kultury chrześcijańskiej. Wydajemy pismo "Cywilizacja"
oraz książki o wychowaniu i kształceniu, prowadzimy kursy dla rodziców
i nauczycieli, organizujemy konferencje i szkolenia. Docieramy do licznych
środowisk katolickich w kraju i za granicą, szerząc i popularyzując ideały
christianitas. Jesteśmy zatroskani kryzysem wychowania,
który odczuwamy coraz bardziej również w Polsce. Od wielu lat staramy się
zatem o upowszechnianie klasycznej polskiej myśli pedagogicznej, mając
nadzieję, że te sprawdzone wzorce wychowania pomogą współczesnym rodzicom
i nauczycielom. Dlatego zapraszamy wszystkich użytkowników waszego portalu
na naszą stronę internetową ien@ien.pl, na której znajdą wiele interesujących
informacji poświęconych problemom wychowania i edukacji w Polsce i poza
jej granicami. Pragniemy, żeby Polacy przebywający na emigracji, którzy
potrzebują pomocy w wychowaniu swoich dzieci, mogli z niej skorzystać.
W załączniku przesyłamy program naszej najnowszej konferencji, która odbędzie
się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 10 marca br., oraz omówienie
wydanej przez nas książki "Ojców naszych obyczajem", gdzie znajduje się
ładny opis polskich tradycji związanych z różnymi porami roku.
Z poważaniem
Anna Zalewska
Fundacja Servire Veritati
Instytut Edukacji Narodowej Lublin, ul. 3 maja 22/3
Od redakcji: Polacy przebywający na emigracji z pewnością potrzebują
pomocy w wychowaniu swoich dzieci...
Szanowni Państwo,
Wydawca na Tajwanie chce wydać Makuszyńskiego po chińsku; chciałby
zacząć od "O dwóch takich co ukradli księżyc", ale najpierw chciałby zobaczyć
film "O dwóch takich" na DVD z angielskimi napisami. Szukaliśmy filmu w
Internecie i w księgarniach w Polsce i Australii - albo nie ma DVD, albo
nie ma wersji z angielskimi napisami.
Proszę o pomoc w zdobyciu filmu; bardzo to pomoże w przekonaniu
wydawcy do wydania o "Dwóch takich"... po chińsku. Pozdrawiam.
Hanna Shen
wisepaul@ms2.hinet.net
Od redakcji: XXX
GONIEC NR 6/2007 (163)
(9-15
II 2007)
Dzień dobry,
Chciałbym skierować moje słowa głównie do pana Andrzeja Kumora,
drogi Panie Andrzeju, polskie gazety w Toronto zacząłem czytać od "Najwyższego
Czasu" - sympatia z Polski - i "Gazety"; od kiedy "Gazeta" przestała umieszczać
felietony Pana Stanisława Michalkiewicza, nie znalazłem tam nic ciekawego.
Później wpadł mi w ręce Pański tygodnik i... zostałem b. miło zaskoczony.
Jesteście b. dobrą gazetą, którą czytam od deski do deski, a ostatni Pana
pomysł o zaproszeniu wspomnianego już Pana Stanisława Michalkiewicza to
rewelacja, wprost nie mogę się doczekać 18 lutego - miałem już okazję być
na spotkaniach z Panami Michalkiewiczem i Korwinem-Mikkem, więc wiem, że
to najlepsza "wizyta" z Polski od dłuższego czasu.
Na koniec pozdrawiam, tak trzymać i proszę nie zbaczać z kursu.
Pozdrawiam
Paweł
PS Jeśli zna Pan ludzi o podobnych poglądach, proszę o odpisanie
pawelcan12@interia.pl
Od redakcji: Szanowny Panie, zgadza się - p. Michalkiewicz
jest najlepszym polskim felietonistą, człowiekiem, który nie boi się mówić,
co myśli, i nie kładzie uszu po sobie, gdy banda łobuzów odsądza go od
czci i wiary. Zapraszamy na spotkanie!
Panie Kumor,
Pisze Pan: "Drogi Panie, jeśli dla Pana pełne kościoły, to ?dewocja=
i ?kula u nogi=, to ?idź Pan szukać swego Pacanowa=. Nie mamy o czym rozmawiać".
A gdzie ja niby postawiłem znak równości pomiędzy pełnymi kościołami
a dewocją? Napisałem tylko ogólnie, że dewocja to kula u nogi, a to zmienia
zupełnie postać rzeczy, nie sądzi Pan? Ta Pańska pokrętność i tak na nic
się zda, bo każdy może przeczytać naszą dotychczasową korespondencję. Znak
równości można śmiało postawić, ale nie pomiędzy dewocją a pełnymi kościołami,
lecz pomiędzy dewocją a fundamentalizmem muzułmańskim, który wy tak piętnujecie,
bo przez dewotów i fundamentalistów cierpi cały współczesny świat.
Najwyraźniej denerwują Pana moje komentarze, o czym świadczy
styl Pańskich odpowiedzi, czy raczej ogólnikowych uwag. Ale proszę mi wierzyć,
są czytelnicy, których także irytują niektóre publikowane przez was treści,
jak np. uwaga, że należałoby fizycznie likwidować (wybranych przecież demokratycznie)
komunistów, to samo robić z muzułmanami, czy wasze bagatelizowanie grzechów
Kościoła. Każda redakcja prezentująca się na zewnątrz jako świecka musi
spełniać określone kryteria.
Pan tych kryteriów nie przestrzega. Obraża się Pan na dosadną,
ale wcale nieobraźliwą uwagę o potrzebie zachowania trzeźwości. Dziennikarz,
który kocha muzykę przyjemną dla ucha i jest obraźliwy, nie jest dziennikarzem.
Nie jesteście pierwszą redakcją, do której piszę listy polemiczne.
Inne redakcje, jak np. Angora lub Przekrój, odpowiadały mi o wiele grzeczniej,
nawet na znacznie ostrzejsze słowa krytyki adresowane do nich. Bo tam pracują
dziennikarze, a Pan kim jest? Ekstremistą. Pewnie znów Pan się obrazi za
to słowo, ale to jest bardzo grzeczne określenie dla Pańskich poglądów.
Jest taka stacja w Toruniu kierowana przez nadpapieża i nadprymasa
i mająca monopol na prawdę. Słucha jej codziennie z wielkim nabożeństwem
kilkumilionowa rodzinka. Do osób, które czerpią inspirację z takich źródeł,
głos rozsądku na pewno nigdy nie dotrze.
I to jest właśnie dewocja, a nie pełne kościoły.
Waldemar Konior
Od redakcji: XXX
Dotyczy "Widziane od końca", ("Goniec, nr 162)
Szanowny p. Andrzeju: lubię Pana felietony, jednakże wydaje mi
się, że powinien Pan unikać tematów związanych z seksem. Ma Pan dobre intencje,
ale... chyba mętlik w głowie "w tym temacie" (jak by powiedział L. Wałęsa).
Pozdrawiam
E.G.
Od redakcji: Szanowny Panie, piszę o wszystkim, co mnie interesuje,
więc trudno mi przestać pisać o seksie, jeśli zdaniem Pana mam mętlik w
głowie, to byłbym wdzięczny za jakąś radę lub oświecenie.
Witam Redakcję "Gońca"
Czytelnicy z Kanady pokazali mi palcem zamieszczoną w "Gońcu"
ciekawostkę zoologiczną (...). W kontekście opublikowanego tekstu Elżbiety
Szczepańskiej proponuję przeczytać i ewentualnie zamieścić link lub treść
mojej opinii o jej eratycznych działaniach zmieniających się z każdym powiewem
wiatru i na widok każdej marchwi podsuwanej jej przez sponsorów: http://www.wirtualnapolonia.com/australia/opinie.asp?opinia=77863.
Myślę, że znajomość treści tej opinii dla znającej kulisy całej
sprawy Redakcji może być przydatna i pouczająca. Ciąg dalszy też zapewne
będzie.
Łączę pozdrowienia
Mirosław Krupiński
Od redakcji: Zamieszczamy.
Zasłużona kara
Kogo Pan Bóg chce ukarać, to wpierw mu rozum odbierze. To przydarzyło
się właśnie pani Hannie Gronkiewicz-Waltz, i słusznie. Pani prezydent po
wygranej dostała skrzydeł i śmiała się z radości od ucha do ucha, a gdyby
nie uszy, śmiałaby się na okrągło. Zapomniała zaś, że ten się śmiać będzie,
kto śmiał się ostatni.
Pani prezydent wiele naobiecywała sobie i naiwnym warszawiakom,
aż tu wpadka, bowiem nikt jej nie przypomniał o obowiązku respektowania
prawa, które ona sama m.in. tworzyła. Ale krótka pamięć pani prezydent
sprawia, że znowu winien jest PiS, który "celowo wykorzystał złe prawo
przeciwko pani prezydent".
A więc tak czy owak, lecz zgodnie z przepisami prawa wyborczego,
pani Gronkiewicz straciła mandat do sprawowania urzędu prezydenta dla miasta
Warszawy. Liderzy PO z Tuskiem na czele wylewają krokodyle łzy nad losem
"Hani" i nawet Tusk bez pistoletu poszedł na spotkanie z tak nielubianym
przez siebie premierem. Ale pan premier Kaczyński na lep pana Tuska złapać
się nie dał (i długo nie da) i choć nie uległ namowom, Tusk wyszedł zadowolony,
bo innego wyjścia nie miał.
Natomiast pani prezydent mina nieco zrzedła, ale tak jej się
podoba fotel prezydencki, że straszy ponownym startem w wyborach i ponowną
wygraną. Czas pokaże, czy pani prezydent usiądzie w fotelu, czy może w
ławie. Szukanie winnych zaistniałej sytuacji to mało poważne i bardziej
kompromitujące samą zainteresowaną, która, jak wynika, minęła się z powołaniem.
Póki co, pani Gronkiewicz winna znaleźć sobie kogoś, kto będzie jej przypominał
o podstawowych prawach i obowiązkach oraz terminach. Tak więc mamy przykład,
że żądza władzy czyni z niektórych błazna. Pani prezydent tak zachłysnęła
się zwycięstwem, że przez 3 miesiące pełnienia tegoż urzędu ani razu nie
pochwaliła się wstępnymi osiągnięciami, ba, nawet przyjazne jej media nic
nie mówiły o jej istnieniu.
Przypominam, że po 3 miesiącach rządu PiS-u pani Gronkiewicz
stawiała już zarzuty, że rząd nic nie robi i nie ma zapowiadanych zmian
na lepsze. Media odezwały się dopiero teraz, gdy pani "Hani" stała się
krzywda, bo zawinił PiS. Może byłoby lepiej, gdyby Tusk zwrócił się o pomoc
do pani kanclerz, a nie do pana premiera, przeciw któremu miał użyć siły
w obronie fotela partyjnej koleżanki.
Stało się tak, jak się stało, i o sprawie spóźnialskich zadecyduje
sąd, ale jak można zawierzyć komuś sprawy społeczne, jeżeli ten ktoś zapomina
o samym sobie i swoich obowiązkach służbowych.
Nierespektowania prawa pani "Hania" nauczyła się we własnej partii,
bowiem w PO prawo przestało obowiązywać. Tam się mówi i robi co chce, czego
dowodem jest zachowanie posłów podczas obrad Sejmu, jeśli się im coś nie
podoba, wychodzą z sali bądź obrzucają rządzących oskarżeniami, nie mającymi
nic wspólnego z prawdą. W przypadku pani Gronkiewicz stawiam pytanie: według
jakiej wykładni uzyskała tytuł profesora prawa, skoro sama nie potrafi
prawidłowo interpretować tak oczywistych przepisów prawnych?
Może ten zimny prysznic zaleci także swoim partyjnym kolegom,
bo oni także nie wiedzą, co czynią. Życzę powodzenia.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Dziękujemy za komentarz.
Mocni wiarą
Stojąc w kolejce u rzeźnika z kawałkiem boczku i wiejskiej pod
pachą, gdzie robię zakupy od czasu do czasu, nie uszedł mojej uwagi miły
napis w stopce jednej z gazet "mocni wiarą". Pełen radości, nie przywiązując
wagi do ceny gazety, dorzuciłem ją do boczku i wiejskiej, z nadzieją, że
znajdę w niej odpowiedź na moje obiekcje, czy moja wiara jest na wystarczającym
poziomie, bym osiągnął z niej pełną satysfakcję.
Po czym wracając na wieś, gdzie przyszło mi mieszkać na stare
lata, rozważałem na temat wiary, która jest szerszym zagadnieniem, jak
tylko wiara w istnienie Boga.
Na przykład, jeden z moich znajomych wierzył, że któregoś dnia
rzuci swój straszny nałóg (palenie), który odbierał biedakowi komfort życia.
Kiedy umarł, zastanawiałem się, czy mógłby żyć dużo dłużej, i
to w dobrej kondycji, gdyby posiadał silniejszą wiarę.
Innym razem mój znajomy wierzył, że jak zbuduje szybki samochód
rajdowy, to wygra wszystkie rajdy i będzie mistrzem. Kiedy chłopinę odrywali
od pokaźnego drzewa, dręczyła mnie myśl, czy rzeczywiście wiara czyni cuda?
Kiedy moje obiekcje nie miały zamiaru mnie opuścić, to postanowiłem pobrać
naukę od najbardziej autorytatywnej wiedzy, co Pismo Święte jest samo w
sobie tym autorytetem, Święte, natchnione przez Boga. Z mocą trwałą wiekami.
Wiecznym bestsellerem.
Już na początku moich dociekań wyczytałem brak satysfakcji Jezusa
z powodu niskiego poziomu wiary jego uczniów. Dlatego właśnie stopka "Gońca"
przysporzyła mi nowej nadziei, że w końcu znajdę odpowiedź na moje poszukiwania.
Kiedy wszedłem do domu, to nawet nie rozpakowałem pachnącego
boczku, tylko zacząłem wertować strony gazety z przekonaniem, że lada chwila
znajdę to, co szukam.
I stało się, a sam tytuł był magnesem do zagłębienia się w lekturę.
"Pan Jezus był prawdziwym socjalistą". Po czym pan Marian Kałuski, przedstawiając
sam siebie, napisał, że jest katolikiem, a nie heretykiem, co wydało mi
się to stwierdzenie trochę dziwaczne, które nakłoniło mnie do zerknięcia
w Słownik wyrazów obcych, a tam znalazłem znaczenie słowa heretyk: Człowiek
głoszący poglądy zbyt śmiałe, nie uznane prze powszechną opinię.
Wyglądało na to, że mam do czynienia z uczciwym katolikiem (chrześcijaninem),
a on pomoże rozwiać moje obiekcje. Tym bardziej że wycinek jego życiorysu
podany obok tytułu upewnił mnie o jego zacnym statusie.
Po czym przeczytałem: Jest faktem, że coraz więcej ludzi INTELIGENTNYCH
odrzuca Stary Testament jako słowo Boże. Są bowiem tam rzeczy i informacje,
których żadna inteligentna osoba nie może dziś zaakceptować jako rzeczy
objawionej, jako słowa Bożego, jako niepodważalnej prawdy.
Uff! Zaczęło mi się robić gorąco, po czym mając nadzieję, że
to jedyny przypadek kontrowersyjny, mało ujmujący wierze panu Kałuskiemu,
czytałem dalej: Nie ulega wątpliwości, że w Starym Testamencie jest, że
tak powiem, "palec Boży", ale są to wątki odnoszące się jedynie do Chrystusa.
Reszta to dzieło literackie, pełne fantazji, rzekoma historia Żydów.
Uff! Odetchnąłem z ulgą, że ten palec Boży nie jest skierowany
w stronę mojej grzesznej duszy. Po czym przeczytałem dalej: Bo ja historię
Adama i Ewy ująłbym inaczej i jestem w tym wypadku PEWNY, że ta MOJA wersja
byłaby bardziej logiczna, sprawiedliwa i odzwierciedlająca bardziej sprawiedliwość
i miłosierdzie Boże... bla, bla i dalej: Taka kara jest z piekła rodem
i nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością i NA PEWNO nie ma nic wspólnego
z Bogiem, gdyż jak naucza Kościół, Bóg jest miłością, kocha nas i chce
tylko i wyłącznie naszego dobra.
Drogi panie Marianie, nie chciałbym ujmować pańskiej inteligencji
ani w ząb, a przytoczyć coś z własnego życia, co z moich praktycznych zajęć
można uznać za czystą prawdę. Kiedy wracałem z wagarów, to miałem przygotowane
kilka wersji usprawiedliwień w razie wpadki. Mój ojciec nie bardzo był
skłonny uznawać moje zmyślone historie, tylko wyciągał pasek z własnych
spodni i wymierzał stosowną karę za moją ignorancję zasad. Oczywiście nie
przyjmowałem takiego stanu rzeczy jako miłość ojca do syna.
Kiedy kilkanaście lat później znalazłem się w sytuacji mojego
ojca, to zrozumiałem, że jego intencja pochodziła z miłości, a nie z ignoranctwa.
Poza tym, na lekcjach religii w socjalistycznej Polsce dowiedziałem się,
że Bóg jest sprawiedliwością, a ja jego synem, co spowodowało mój stosunek
do Ojca niebieskiego, za który ponoszę odpowiedzialność w całym swoim życiu.
Zrozumiałem zarazem, że dyscyplina Boża jest najlepszym moim
wychowawcą. Dlatego właśnie cierpnie mi skóra za pańską retorykę i pychę
zarazem. Chciałbym jeszcze panu wyznać, co było na moich lekcjach religii,
a było, że Bóg jest także MĄDROŚCIĄ, albo jak kto woli STWÓRCĄ wszechświata.
Czyli posiada "troszkę" większą inteligencję od pana i mojej. Tego wszystkiego
dowiedziałem się na religii, co wpłynęło na moją wiarę w Boga wszechmogącego,
który posiada taką moc, że może pana, panie Kałuski, zamienić w osła. To,
że jeszcze tego nie zrobił, to trzeba przypisać jego wielkiemu Miłosierdziu.
Wróćmy jednak do pana, gdzie nie ze sceptycyzmu, tylko z przekonania
pisze pan dalej: Niestety, życie na ziemi nie było i nie jest idyllą, bo
ziemia jest więzieniem. To więzienie możemy śmiało nazwać PIEKŁEM. Żadne
inne piekło nie może być gorsze od naszego ziemskiego piekła!
Uff! To dopiero cierpienie. Bardzo panu współczuję, panie Marianie,
jak się jeszcze okaże, że się pan myli w swoich przekonaniach, to dopiero
będzie bieda, jak poucza Jezus uczonych (inteligentnych tego świata): Biada
wam uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie
przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy
do niego idą. Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, bo obchodzicie morze
i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy nim się stanie, czynicie
go dwakroć bardziej winnym piekła, jak wy sami.
Panie Kałuski, brzmi to nie za wesoło do pańskich przekonań,
a ja się mogą tylko cieszyć, że nie był pan moim katechetą za młodych lat.
Wróćmy jednak do Jezusa, jako do ostatniej deski ratunku w pańskim piekle,
który powiada: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków.
Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę powiadam wam: Dopóki niebo
i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się
w Prawie, aż się wszystko spełni.
Czyli Jezus nawiązuje do Prawa ustalonego z Mojżeszem, którego
to poszukują archeolodzy, a pan, panie Marianie, ma nadzieję, że im się
nie uda udowodnić, że Stary Testament to PRAWDA objawiona. A że prawda
broni się sama, to niech pański idol z Nowego Testamentu zabierze głos
w sprawie nie do pojęcia przez intelektualistów, do których pan zalicza
siebie samego.
Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów:
"Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od ciebie". Lecz on im odpowiedział:
Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu
dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy
noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni
i trzy noce w łonie ziemi.
Drogi mój panie Kałuski, to dopiero metafizyka, a jeszcze potwierdza
Stary Testament, w którym Bóg ustalił dziesięcinę. Może dlatego pański
stosunek do Starego Testamentu jest tak negatywny z powodu niespłaconych
długów Bogu. Zobaczmy w takim razie, co na ten temat mówi Jezus: On ich
zapytał: czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli. Wówczas rzekł do nich:
Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do
Boga.
A ja na koniec dodam, że jestem opozytem pana, a ziemia jest
dla mnie rajem. Znam nawet przyczynę takiego stanu rzeczy, którym jest
strach przed Bogiem. Znalazłem takie pouczenie, szukając mądrości, a znalazłem
mądrość w Starym Testamencie: Cała mądrość - bojaźń Pana, a w całej mądrości
jest wypełnianie prawa.
Czyli Ewa zignorowała prawo Boże, ulegając namowie Szatana, tym
samym poznała zło i dobro, coś więcej jak na raj przystało. Więc dzisiejszy
człowiek jest pokoleniem Adama i Ewy, a że jabłko nie odlatuje daleko od
drzewa, to człowiek ulegający podszeptom zdany jest na konsekwencje tych
podszeptów. Dlatego otaczający pana świat jest konsekwencją uległości złu.
Z Ewangelii możemy się przekonać, że Jezus nie uległ pokusom
i jako czysty poszedł do nieba. Czy nam to grozi? Niewątpliwie, mimo że
jest trudne, to nie niemożliwe.
Drogi panie Kałuski, przepraszam, że ograniczyłem się do analizy
naszej katolickiej wiary, milcząc w sprawach polityki, ponieważ modląc
się każdego dnia, stosuję zasadę wybaczania wszystkim i za wszystko. Resztę
zostawiam woli naszego Pana, On wie, co jest dobre na nasze cztery litery.
Ja, ulegając słowom Sokratesa, stosuję tę dewizę każdego dnia.
Berło złociste miał w dłoni, kiedy rozsadzał umarłe.
Sokrates - Ja wiesz Kaliklesie, wierzę tym słowom i tego patrzę,
żebym pokazał sędziemu duszę jak najzdrowszą. Więc nie dbam o zaszczyty,
które tak ceni ludzki tłum, prawdy szukam i będę się starał istotnie, ile
tylko potrafię, i żyć jak najlepiej i kiedy umrzeć przyjdzie, umrzeć.
Drogi panie Marianie, jestem panu bardzo wdzięczny, że mogłem
przyrównać naszą katolicką wiarę, która potrzebuje wiele do swojej doskonałości.
Będę się modlił za pana duszę i polecam panu własną.
Sługa Boży
Wojtek Grabowski
Alberta
Ostatnie natchnienie
Zwiastun życia przykuty do krzyża
woń radości roznosi
Na dnie dusz
zniewolone łzy
chichotem Retorów
Czekamy powrotu
by doświadczeń blizny
w historie zamienić
Pośpiech do domu bytów duchowych
z cierpliwością bój prowadzi
Jeszcze kilka westchnień
i misji koniec jest zapewniony.
W.G.
Od redakcji: Wojtku, najwyraźniej świeże powietrze Ci służy!
GONIEC NR 5/2007 (162)
(2-8
II 2007)
Panie Kumor!
Po przeczytaniu dwukrotnej pańskiej odpowiedzi na list Waldemara
postanowiłam napisać kilka zdań. Nie ma nic prostszego jak pisanie. To
właśnie co pan robi, pisze to co myśli i to co wie z życia, z pracy, z
książek itp., nie znaczy to jednak, aby wszyscy czytający pana mieli
się z pana pisaniem zgadzać. Gdyby tak było, nie otrzymywałby pan listów,
bo po co? Pańskie odpowiedzi na listy swoich ziomków są bezczelne i nie
na miejscu. Powinien pan przeprosić na łamach swojej gazety pana Waldemara
za nazwanie go niedouczonym. Wstyd!!!
Krystyna J.
Od redakcji: Odpowiadam na listy szczerze, ja nie rzucałem
na p. Waldemara obelgi, lecz stwierdzałem fakt. Rzecz tyczy jego wcześniejszego
listu, w którym zarzuca mi brak przytomności. Nie, nie uważam, że zjadłem
wszystkie rozumy, ale gdy ktoś sięga po argumenty osobiste, odpowiadam
pięknym za nadobne. A na koniec, droga Pani, gdyby wszyscy się ze mną zgadzali,
świat byłby tak nudny, że trzeba by było się pochlastać. Mnie cieszy, gdy
ktoś mnie atakuje!
Serdeczności
Andrzej Kumor
Szanowny Panie
Cała rzecz sprowadza się do tego, że Kościół w Polsce cieszy
się ogromnym, dość powszechnym, ale nieuzasadnionym autorytetem. Najwyższy
czas, żeby Polacy wreszcie przejrzeli trochę na oczy, bo dewocja w erze
globalizacji to poważna kula u nogi. Podam przykład sprzed paru lat. Na
mszę odprawioną z okazji 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II, do największej
katolickiej świątyni w Ottawie, mogącej pomieścić tysiąc osób, przybyło
około 20 osób (i była to zapewne gromadka mówiąca po polsku), podczas
gdy w zdewociałej Polsce, przy tego typu okazjach, kościoły są pełne. To
chyba o czymś świadczy.
W systemach totalitarnych bywa tak, że ludzie milczą długo, a
jak przyjdzie odwilż, jak na przykład po sierpniu 80., wtedy wszystkim
języki się nagle rozwiązują i krytykują system równo i swobodnie. W Polsce
totalitaryzm komunistyczny próbowano w ostatnich latach zastąpić kościelnym.
Eseldowskie komuchy klęczeli przed Kościołem. Ale już pojawiły się pierwsze
jaskółki. Dziennikarze, którzy pochowali się po dziurach ze strachu przed
Kościołem, już wyłażą z nich i publikują coraz powszechniej krytyczne
teksty na temat skorumpowanej części hierarchii.
A co się tyczy opublikowanej odpowiedzi Pańskiego autorstwa na
mój ostatni list, to zademonstrował Pan takie bogactwo argumentacji, że
wprost słów mi brakuje. Tak trzymać, a znajdziemy się psychicznie w jakimśÉ
Iranie.
Waldemar Konior
Od redakcji: Drogi Panie, jeśli dla Pana pełne kościoły to
"dewocja" i "kula u nogi", to "idź Pan szukać swego Pacanowa". Nie mamy
o czym rozmawiać.
List dotyczy artykułu "Nowa religia" z poprzedniego numeru "Gońca".
***
Wychowanie chamskie... organizacja+bunt... o co tu chodzi?
Ja tu czegoś nie rozumiem... Jak można mieszać chamstwo z wymaganiami??
Jak można mieszać organizacje z buntem?? To tak, jakby Panu Bogu świeczkę
i diabłu ogarek. Albo i do kościoła, i do PZPR. Albo Pan Autor Szanowny
zapomniał sensu polskich słów. No bo jeśli mówimy "chamstwo", to za tym
idzie pewna realność, pewne semantyczne sprawy, i to wygląda jak mieszanie
gruszek z jabłkami i mówienie o nich wspólnie "jabłka". Właśnie chamscy
są wszyscy rozlaźli młodzi gangsterzy z euroamerykańskich szkół powszechnych.
Natomiast normalni, dobrze wychowani, pilnie uczący się - w miarę
dużych wymagań dobrej szkoły - nie są ani chamscy, ani zbuntowani!!! Współczesna
cywilizacja od czasów Freuda i Nowej Lewicy uczyniła z BUNTU - sacrum,
ale to jest głęboko fałszywe, Panie Kumor!!! (synowie buntu - szatan i
jego aniołowie, mówi Pismo Święte). Właśnie takiego buntu ucząc, w niemieckich
seminariach wymaga się nieoficjalnie, aby każdy kleryk zaliczył każdy rodzaj
świństwa i zboczenia, żeby potem wiedział, o co biega...
Zapewniam Pana, że JPII nie miał ani chamskiego, więziennego
wychowania, ale kulturalne+wymagające, ani NIE BYŁ UCZONY BUNTU, lecz POSŁUSZEŃSTWA
i oddania sprawie, dla której się żyje i pracuje. Wszechobecny bunt to
cecha immanentna właśnie cywilizacji śmierci... Tak mi się zdaje, że Pan
ma wykształcenie techniczne, bo jak mawiał mój ojciec inżynier, którego
rodzice niemal zmusili do studiów technicznych (dla chleba), a on chciał
być humanistą - i pozostał nim do końca życia, więc on mawiał: oj, ci moi
koledzy inżynierowie, to zaradne i cwane chłopy, ale kompletne zera jeśli
chodzi o myślenie, które wybiega trochę poza sprawy techniczne. Sorry,
ale pisząc dla poważnej witryny, warto się trochę przyłożyć, bo ten tekst
wygląda trochę na "sznaps-idee", jak mówią Niemcy - czyli coś napisane
np. na kacu. Chociaż sens ogólny, zasadnicza idea tekstu jest mi bliska,
tylko te "chamstwo" i szkoła buntu wywołują mój przeogromny sprzeciw (bunt),
bo wychowuję 4 dzieci i ten "bunt" jest im zaszczepiany nie przez środowisko,
ale przez ideologów robiących programy szkolne i szkolący nauczycieli,
którzy wieloaspektowo UCZĄ MOJE DZIECI, DLACZEGO MAJĄ SZCZERZE NIENAWIDZIĆ
RODZICÓW I SWEJ RODZINY. Może ja czegoś nie zrozumiałem u Pana, to przepraszam,
ale tak jak Pan pisze o tych sprawach, to nie da się tego zaakceptować
(na trzeźwo).
Elrond
Od redakcji: Szkoła musi nauczyć umiejętności obrony swojej
racji. Zrobi to, jeśli będzie w niej rygor. Rygor prowadzi do krystalizacji
charakterów.
***
W Polsce wybór polskich filmów do nagród. Między nimi jest film
pt. "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Pod takim samym tytułem była tu już
w Mississaudze wystawiana sztuka. Wydaje mi się, że już sam tytuł tego
filmu jest bluźnierczy wobec Boga. Na pewno film ten wygra. Słowo "wszyscy"
w tym tytule chyba ma znaczyć dosłownie i autor celowo dał ten tytuł. Zatem
jak wszyscy, to wszyscy, Hitler, Stalin, Husajn, bin Laden itp.
W takim razie tych ludzi należałoby zaliczyć do Chrystusów, według
autora. Autor, chyba celowo, dał ten tytuł, aby tak poniżyć Chrystusa i
wiarę w Niego, że jest równy z wszystkimi ludźmi. Ewangelia mówi, że Bóg
stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, ale tylko na podobieństwo
ludzi był Chrystus, a w dodatku był Bogiem. Autor tego filmu chyba celowo
zapomniał o tym. Są ludzie, którzy uważają się za bogów i chcieliby sobie
cały świat podporządkować, nawet Boga. I znów w Polsce ktoś wymyślił, aby
ogłosić Chrystusa Królem Polski, ale poddać to do głosowania w parlamencie.
Już nawet w Radiu Maryja ludzie się o to modlą. Czyż Chrystus ma zostać
Królem Polski po przegłosowaniu w parlamencie polskim? O zgrozo! Przecież
Chrystusa cały świat od 2 tys. lat nazywa Królem i Bogiem. No ale przed
końcem świata, a raczej końcem ludzi na tym świecie, takie rzeczy miały
się dziać. Nawet Ewangelia o tym wspomina. To dziś już widać gołym okiem,
co się dzieje, według znaków na ziemi i niebie. Szatan na tej ziemi, już
nie wiedzą, co czynić, jakby przeczuwali swój koniec, chcą urządzić chyba
ostatnią ucztę. Boga, wiary i Kościoła używają do rozgrywek politycznych,
biznesu, komedii, czyli pośmiewiska z wiary i Boga. Jak długo jeszcze im
Bóg pozwoli na to? Przyjdzie czas już chyba wkrótce i pokaże, że jest jedynym
Chrystusem i Bogiem tego świata. Nie pozwoli dłużej manipulować szatanom
tego świata. Aby stało się to jak najszybciej.
S.W.
Mississauga
Od redakcji: Chyba Pan troszkę przesadza.
***
Od początku nazwa "Trybuna" dołuje mnie, skojarzenia jakieś fatalne,
ale czytam, cóż poradzisz. W ostatnim numerze pan Jan Engelgard przez swój
atak na "Gazetę Polską" i swoją interpretację wypadków, a nawet historii
wielu osób... zepsuł mi niedzielę. Raczy nas pan swoimi poglądami, a ja
czuję się, jakbym czytał Michnika lub jakieś "Fakty i Mity", jest masa
oskarżeń, ale na temat postawy abp. Wielgusa tylko pochwały... Wygląda
na to, że wszyscy łącznie z Papieżem się mylą, że tych lat współpracy,
budowania kariery z poparciem służb po prostu nie było (???). Ciekawe,
co pan powie na następną "ofiarę", "Gazeta Polska" wykombinowała następny
problem. Ciekawe, kto go będzie bronił i pod jakim pretekstem? Rozumiem
potrzebę przebaczenia, ale... nagradzania jakoś nie. Właściwie zawsze zgadzam
się z p. Emanuelem Czyżo, całkowita racja i roztrząsanie tej sprawy jest
bez sensu.
Henryk Sienkiewicz był mądrym człowiekiem i pokazał postawę po
prostu właściwą. W "Panu Wołodyjowskim" p. Zagłoba jako stary już człowiek
zrobił to samo co "Gazeta Polska". W momencie gdy dowiedział się, że ks.
Bogusław Radziwiłł jest posłem na konwokację i ma szanse zostać elektorem,
zareagował. Zdrajcy przebaczono, ale to wcale nie znaczy, że u innych zdobył
szacunek, nie uważają, że trzeba go nagradzać.
Za komuny pozwolono, aby zapomniano o słowach. - Ta karczma
Rzym się nazywa - abp Wielgus taki święty, a o tym nie pamiętał... a szkoda.
Dziwne, ale zwolennikiem tej nominacji był Michnik i cała gromada przeciwników
lustracji i rozliczeń, a może to nie jest takie dziwne, w Kościele jest
bardzo duża grupa bardzo nowoczesnych lewaków, którym lustracja w bardzo
dziwny sposób nie jest na rękę. Tracą poparcie i szansę na dalsze budowanie
karier (???)... i bardzo dobrze.
Lubiłem czasami poczytać p. Adama Kurzaja, zawsze jest dużo mądrych
cytatów i faktów, o których czasami nie miałem zielonego pojęcia, tak jest
i teraz, ale... jakim dla naszych wnuków przykładem byłby Prymas-kłamczuszek???
Przyszłość Polski i Kościoła budowana pod kierunkiem Michnika nie jest
dobrym wyjściem. - Przestraszyliście się intelektualnej jednoznaczności
- to już jest przegięcie pały. No, jeśli taki jednoznaczny, to wszystko
jasne. Ja osobiście wolę przykre może czasami ujawnienie agentów, na pewno
bym nie chciał, żeby będąc na stanowiskach, dawali przykład. Na naszym
polskim poletku wyrosło masę dużych, mocnych roślin, dziwnie mocnych. Wygląda,
że tak po cichu specjalnie zadbanych, a może to są pasożyty i trzeba
te rośliny wyrwać z korzeniami, tak do końca, żeby się nie odrodziły, a
młodzi, żeby wiedzieli, że tak nie można i nie warto.
A wracając do "Pani Twardowskiej"... dawno, w 50.-60., początki
TV, szedł jeden raz piękny animowany film. Co się z nim stało, komu przeszkadzał???
I stało się, ci bardzo ambitni nie czytali i (?) dla kariery gotów był
na wszystko, oby tylko inni ludzie nie wiedzieli.
Te warszawskie bardzo ambitne i nowoczesne dziewczynki też miały
swojego czarnego idola. Wierzyły mu i może będą bronić (?), a sobie zaglądać.
Tak na zdrowy rozum, to człowiek inteligentny powinien mieć swoje mocne
zdanie... konkretne zasady, ale życie pokazuje, że inteligencja i talent
nie zawsze tworzą taką moralną opokę... Michnik, Szymborska, Kuroń, Niesiołowski
czy Tusk, widać wyraźnie, że dla kariery gotowi są na każde świństwo.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: XXX
Prośba do żołnierzy
gen. Andersa
Czy ktoś z Państwa pamięta p. Jerzego Zabielskiego? Po wojnie
ostatni raz słyszeliśmy o nim (1947 rok?) z Thorny Pits Hostel, Hawthorm
Wilts, England. Był w Polskim Szpitalu Wojennym w Szkocji, Bosrock 65,
w 1946 r. Czy ktoś wie, co się z nim stało? Wybierał się do Kanady.
Bardzo proszę o wiadomość.
Jerzy
tel. 905-791-2689
GONIEC NR 4/2007 (161)
(26
I - 1 II 2007)
Szanowny Panie Redaktorze,
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem w "Gońcu" trzy listy w
sprawie Domu SPK na Beverley St.: p. Włodkiewicza w nr 1 5-11, p. Adama
w nr 2 12-18 i p. Czyżewskiego w nr 3 19-25 stycznia. P. Włodkiewicz obszernie
i wyczerpująco przedstawia wszystkie trudności związane z utrzymaniem domu.
Ja dodam problem parkingu, który w żadnym z trzech listów nie został poruszony.
Posiadając własne, kilkuletnie doświadczenie w prowadzeniu naszego
domu i znając powyższe trudności bardzo dobrze, w pełni zgadzam się ze
zdaniem p. Włodkiewicza, że niestety, najlepszym rozwiązaniem byłaby wymiana
obecnego domu na mniejszy, bardziej przystosowany do naszych obecnych potrzeb.
Na takiej transakcji zarobilibyśmy dużą sumę pieniędzy, należy się więc
zastanowić, jak można by ją najlepiej wykorzystać. Otóż, proponuję, żeby
w tej sprawie skorzystać z sugestii Pana Marka Chodakiewicza, profesora
historii, dziekana Instytutu Polityki Światowej w Waszyngtonie, wykładowcy
uniwersytetów amerykańskich, autora licznych publikacji, między innymi
z zakresu najnowszej historii Polski.
Około roku temu profesor Chodakiewicz miał wykład w naszym Domu
SPK na temat obecnej sytuacji w Polsce. W dyskusji po wykładzie padały
pytania na temat stosunków polsko-żydowskich. Jedno z nich brzmiało: "według
pana profesora, co my, w naszych warunkach, możemy robić, aby zapobiegać
kłamliwemu i oszczerczemu przedstawianiu faktów w mediach i różnych publikacjach?".
Odpowiedź profesora była: "Jeżeli macie jakiekolwiek fundusze, nie otwierajcie
katedr na uniwersytetach. Katedra zawsze będzie zależna od władz uniwersyteckich.
Otwórzcie instytut, który będzie zupełnie niezależny i będzie miał pełną
swobodę działania".
Instytut Ochrony Dobrego Imienia Narodu Polskiego byłby najlepszym
pomnikiem i darem kombatantów II wojny światowej dla młodszych pokoleń
Polonii. Mógłby kolekcjonować wiadomości o przeżyciach poszczególnych kombatantów
i ich rodzin. Głównym jednak jego zadaniem byłaby akcja zapobiegania i
interwencji w sprawie fałszywego przedstawiania faktów z naszej najnowszej
historii.
Instytut popularyzowałby również wśród naszej młodzieży i wśród
szerszego społeczeństwa kanadyjskiego chlubne aspekty naszej bardziej odległej
historii, jak na przykład, że:
* Polska na przestrzeni wieków była najbardziej tolerancyjnym
krajem Europy, w którym chronili się ludzie odmiennych wyznań przed prześladowaniem
w innych krajach.
* Polska wyprzedziła wszystkie kraje Europy we wprowadzaniu podstawowych
praw obywatelskich. W roku 1432 wydano prawo "Nikogo nie uwięzimy bez udowodnienia
mu winy". Następne takie prawo ukazało się w Anglii przeszło 200 lat później.
W roku 1422 wprowadzono prawo mówiące, że "nie wolno konfiskować prywatnego
majątku bez zgody sądu". Podobne prawo ukazało się dopiero w Stanach Zjednoczonych
w roku 1791.
* W roku 1683 Jan III Sobieski i jego husaria rozbiła wielką
armię turecką oblegającą Wiedeń, tak że uprzednio najazdy wojsk muzułmańskich
na wschodnią część Europy więcej się nie powtórzyły.
Wydaje mi się, że instytut taki spotkałby się z dużym poparciem
Polonii oraz Polaków w kraju i że być może mógłby liczyć na dodatkowe prywatne
dotacje.
Obecnie budynek SPK spełnia swoje zadanie dzięki sprawności,
oddaniu i wytężonej pracy obecnego Zarządu Koła 20. Na jak długo starczy
nam jednak energii i środków finansowych na utrzymywanie domu, który służył
nam dobrze w bardziej sprzyjających warunkach?
A co, jeśli Steel Workers Union zdecyduje się sprzedać swój budynek
i przeniesie się na przedmieścia, aby zarobić parę milionów dolarów?
Oczywiście wtedy stracimy "nasz" dodatkowy parking i możliwość dochodu
z wynajmowania sal budynku na imprezy i przyjęcia.
Antoni Gaszyński
Od redakcji: Szanowny Panie - pomysł Instytutu Ochrony Dobrego
Imienia Narodu Polskiego - palce lizać! Wypada się oburącz podpisać pod
Pana listem.
O równych i równiejszych
Ponieważ podsumował Pan mój list krytycznie na swoich łamach,
odpowiadam. Pisze Pan: "jeśli Pana zrażają do Kościoła takie ?betki=, to
znaczy, że jest Pan albo niedouczony, albo ignorant i nie zna historii.
W końcu nie takie rzeczy działy się w tej instytucji, a mimo wszystko trwa.
Dlaczego? Ponieważ nie jest to tylko ?ziemska instytucja=, ale coś więcej.
A co - to już niech Pan się sam domyśli".
Oczywiście, dla takich jak Pan to są wszystko mało znaczące "betki"
(choć przyznam, że nie wiem, z jakiego języka zaadaptował Pan to słowo,
ale mniejsza z tym). Ja, w odróżnieniu od Pana, nie wierzę w równych i
równiejszych. Każdy człowiek lub instytucja jest tylko tym, co robi. To
jest poprzeczka, której NIKT nie przeskoczy, nawet Kościół. Słusznie zauważył
ostatnio jeden z dziennikarzy austriackiego pisma "Salzburger Nachrichten",
"Kościół próbuje teraz roztoczyć nad swoją mroczną przeszłością płaszczyk
przebaczenia, co jest naiwne i nieżyciowe". Księża lubią wytwarzać u swoich
owieczek poczucie grzeszności i winy, a sami są ostatni do tego, żeby przyznać
się do swojej winy. Chyba Pan Bóg mocno zagniewał się na ten naród, że
dał mu takich pasterzy.
Jeśli ja jestem niedouczonym i ignorantem, to kim Pan jest, skoro
sugeruje, że miarą prawdziwości religii katolickiej jest trwałość Kościoła?
Tylko ignoranci mierzą prawdziwość religii miarą jej wiekowości. Historia
uczy, że religie całkiem sprzeczne ze sobą są i były jeszcze bardziej "wiekowe"
niż chrześcijaństwo, jak np. buddyzm. A co się tyczy Pańskiego ostatniego
artykułu, w którym wyraża Pan wielkie zadowolenie z rasizmu w Kanadzie,
co wydaje się ma być płaszczykiem dla okrycia swojej nietolerancji, przydałby
się oddzielny komentarz.
Waldemar Konior
Od redakcji: Szanowny Panie, nie tylko jest Pan niedouczony,
ale również nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Serdeczności. Andrzej Kumor.
Szanowny Panie Redaktorze gazety "Goniec"
Zwracam się z prośbą, czy byłoby możliwe umieścić w Pańskiej
gazecie kilka słów o odsłonięciu polskiej tablicy na pomniku poległych
żołnierzy w Memorial Park w Oshawie w dniu 15 X 2006, upamiętniającej wkład
żołnierza polskiego w walki na wszystkich frontach.
W uroczystości odsłonięcia wzięli udział najwyżsi dostojnicy
rządu federalnego, prowincyjnego oraz przedstawiciele kanadyjskich sił
zbrojnych.
Nie było na niej zaproszonego attache wojskowego RP. Z tego powodu
my, Weterani, byliśmy bardzo zasmuceni, ponieważ uważamy, że tu, w Kanadzie,
przedstawiciel Polski na takiej uroczystości swoją obecnością podniósłby
naszą rangę, że nie jesteśmy zapominani.
Z weterańskim pozdrowieniem,
Honorowy prezes
Mieczysław Lutczyk
Oshawa
Od redakcji: Dziękujemy, publikujemy.
***
Witam. Mam 50 lat. Urodziłem się w Nowym Jorku, ale mieszkam
obecnie w Polsce. Rodzice wrócili zaraz po porodzie ze mną do Polski i
tu mieszkałem cały czas aż do dzisiaj. Zostałem w Polsce, ponieważ musiałem
się opiekować chorą matką, a ojciec zmarł. Kilka lat temu zmarła również
moja matka. Jestem inwalidą 1. stopnia po dwóch zawałach, mam padaczkę.
Ponieważ pracowałem "na czarno", nie mam żadnych przywilejów.
Przez chorobę nie jestem w stanie się utrzymać, nie mam pieniędzy
na mieszkanie, leczenie i rehabilitację. Niedawno dowiedziałem się, że
jako że urodziłem się w Ameryce, posiadam podwójne obywatelstwo i z racji
tego przysługują mi świadczenia. Chciałbym się czegoś więcej dowiedzieć
w tej kwestii i ewentualnie pomoc bądź pokierowanie do odpowiednich stowarzyszeń,
placówek, stron www. Z góry dziękuję za choćby drobne informacje w tej
kwestii tak ważne dla mnie. Podaję telefon i mail córki mojej znajomej,
która czasem pomaga mi, ponieważ ja takowych narzędzi nie posiadam.
Z wyrazami szacunku.
Karol Musiał
Tel. 066-789-7062
Od redakcji: Mamy nadzieję, że ktoś pomoże.
Szanowny Panie Redaktorze, Bardzo proszę o kontakt
z Panem prof. Cezarym Chlebowskim. Sprawa dotyczy mojego ojca Feliksa Uchrońskiego,
który był legionistą i wg przekazów rodzinnych kawalerem wielu orderów.
Nie bardzo umiem znaleźć potwierdzenie tych informacji. Wiem także (nie
przypominam sobie skąd), iż Pan Profesor szukał informacji o żołnierzu
AK na Wołyniu o pseudonimie "Wrona".Taki pseudonim nosiła moja mama zm.
w 1998 r. Antonina Uchrońska z d. Bogusławska.
Przesyłam zdjęcie mojego ojca w mundurze legionisty z owymi medalami.
Znalazłam je ukryte pod innymi zdjęciami prawie 50 lat po jego śmierci.
Jeśli prof. Chlebowski zechce się ze mną skontaktować, to będę bardzo wdzięczna.
Pozdrawiam,
Alicja Dramińska
(z d. Uchrońska)
Olsztyn, ul. Morska 25
tel. (089) 5270180
Od redakcji: Kontaktu nie mamy, może ktoś coś wie.
Dzień dobry,
Czytając relację ze spotkań "Gorzowiaków", znowu pod nosem wraz
z mężem szepczemy - "nie wiedzieliśmy". Bardzo więc proszę, jeśli to nie
sprawi kłopotu, o krótki e-mail z zawiadomieniem o następnym spotkaniu
Gorzowiaków.
Jesteśmy z Brampton. Bardzo chętnie dołączymy do was. Przyprowadzimy
jeszcze naszych "Gorzowiaków" ze sobą!!! Mam nadzieję, że również spotkamy
znajomych.
Pozdrawiam
Izabella i Krzysztof Mocny
Gorzowiacy
Od redakcji: Proszę od czasu do czasu zaglądać na stronę w
Internecie www.gorzowiacy.com oraz czytać "Gońca" - tam się pojawiają z
kilkutygodniowym wyprzedzeniem zawiadomienia o spotkaniu Gorzowiaków.
GONIEC NR 3/2007 (160)
(19-25
stycznia 2007)
***
Do napisania listu skłonił mnie Wasz artykuł w ostatnim wydaniu
"Gońca" (nr 2-159) 12-18 stycznia 2007 pt. "Szpiegowskie nadajniki w kanadyjskich
monetach" (str. 6 dział Kanada). Tak w przysłowiowym telegraficznym
skrócie, nie wchodząc w detale, napisaliście, powołując się na raport Ministerstwa
Obrony, że monety kanadyjskie służyły do szpiegowania i że posługiwali
się nimi pracownicy firmy zbrojeniowej. Otóż monety pokazane na załączonym
zdjęciu dawno zostały wycofane z obiegu, więc raczej niemożliwe, żeby się
nimi posługiwać podczas podróży po Kanadzie.
Druga sprawa, którą chciałbym poruszyć, w artykule pt. "Kanadyjczycy
kopią w Nigrze" informujecie, że Niger jest trzecim producentem uranu,
a nim nie jest. W 2005 roku był na szóstej pozycji pod względem wydobycia
(http://www.uic.com.au/nip41.htm), prawdopodobnie na dzień dzisiejszy jest
nieco wyżej, czwarty (niektóre źródła tak sugerują).
Na koniec proszę mnie nie zrozumieć, że czepiam się detali, ale
lubię, jak informacja jest dobra i rzetelna oraz odpowiada stanowi faktycznemu.
Całej Redakcji życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2007.
Stały czytelnik
Od redakcji: Szanowny Panie, za takie "czepianie się" zawsze
jesteśmy bardzo wdzięczni! Wyjaśniam jednak, że rzeczone zdjęcie przedstawia
monety srebrne, a nie te wycofane z obiegu, i było jedynie ilustracją "skojarzeniową",
jeśli zaś chodzi o Niger, to tłumaczenie było za tekstem rozesłanym przez
CP.
***
Panie Andrzeju!
"Silni wiarą" i wiele wspaniałych wypowiedzi to jest to, za co
pana lubimy. To co pan pisze i jak, sprawia, że jest pan mentorem, moralistą
i rodzajem "guru". Ostatnie reakcje na temat arcybiskupa Wielgusa trochę
mnie rozczarowały. To trochę jakby pan powiedział, a teraz jestem tylko
dziennikarzem i proszę mi tu nie wymagać ode mnie opinii. Dobrze pan wie,
że umieszczenie pewnych listów i wypowiedzi to podpisywanie się pod tym,
mając oczywiście jednocześnie oficjalnie czyste ręce.
Jestem absolutnie za lustracją. Jestem za tym wszystkim, co pan
pisze w numerze drugim (o jeden za późno, gdy tak poważna sprawa wypłynęła).
Oczekiwałem(-liśmy) od pana wypowiedzi więcej niż technokratycznych. Ma
pan absolutnie rację. Ja mam często rację i właśnie za to mnie nie lubi
wielu ludzi. Ja naiwnie zwracam uwagę niektórym, że mają (np.É łupież
na ramieniu, albo niezapięty guzik. Ludzie dziękują i potem dozgonnie mi
tego nie wybaczają). Rzeczywiście abp Wielgus dał plamę. Z wielu różnych
opinii jestem tego coraz mniej pewny. Oczekiwałem raczej od pana wypowiedzi
typu: "Abp Wielgus prawdopodobnie zawinił. Sprawy bardzo źle wyglądają
dla Kościoła. Miejmy nadzieję, że Kościół wyjdzie z tego ciosu mądrze ,
roztropnie i wzmocniony i oczyszczony z błędów".
Chodzi o to, że gros, czyli przeciętni zjadacze chleba nie są
tak mocni psychicznie jak pan i pewne sprawy mocno ich pognębią. Ludzie
też potrzebują kierunkowskazu, a nie udowadniania, że miałem rację.
A propos - jako grafik, zapewniam pana, że każdy student grafiki
i ASP potrafi ręcznie, a tym bardziej przy pomocy grafiki komputerowej
wyprodukować dowolny dokument o współpracy (np. pańskiej współpracy
z "prawdziwym podpisem" i pseudonimem. Zdaje sobie pan sprawę, jak makabrycznie
byłoby taką fałszywkę odkręcić), jaką kopię z mikrofilmu umieścił pan w
numerze pierwszym. Każdy z nas potrafi, a przynajmniej powinien umieć
wyprodukować taki "dokument-kopię". Za to dostają dyplomy. Za morale, czyli
czy wykorzystają to w celach niegodnych, odpowiada już każdy sam. Podejrzewam,
że niestety dokument musiał być prawdziwy.
Trzymając stronę księdza Rydzyka, wszystko mówi, że Kościół w
osobie księdza Wielgusa prowadził politykę za przyzwoleniem elit kościelnych,
czyli K. Wojtyły, Wyszyńskiego, Glempa i innych. I że tamta strona złamała
dżentelmeńską umowę o nieujawnianiu pewnych szczegółów. Tak jak to śpiewał
Kaczmarski o masonerii "...Churchill, co miał przymierza gdzieś...
i tak rozumieć trzeba Jałtę...". Są dowody ponoć na to, że organizacja
Opus Dei, ta sama, o której próbują pisać między innymi w "Kodzie Leonarda
da Vinci", jako zbrodniczej organizacji typu masońskiego. Jest to typowa
manipulacja, bo Opus Dei (czy np. Rycerze Kolumba) jest rzeczywiście w
strukturze podobny do pewnych organizacji masońskich, ale są antymasońskie.
Mało tego, "oni" zasilili kasą Opus Dei i pomogli wybrać
Wojtyłę, po to żeby ten fakt wykorzystać w odpowiednim momencie. Intryga
najwyraźniej się nie udała, może za sprawą opatrzności bożej i oczywiście
niezłomności samego Karola Wojtyły.
Łączę najlepsze pozdrowienia noworoczne i życzenia prosperity.
g.k.
Od redakcji: Szanowny Panie, ja ma wstręt do wszelkiego rodzaju
"guru", więc błagam, niech mnie Pan tak nie traktuje. Piszę, co myślę,
i każdy z nas potrafi myśleć, bo to Boży dar. O sprawie abpa publikowaliśmy
liczne komentarze i "za", i "przeciw". Pozwolę sobie nie powtarzać własnych
argumentów.
***
Dzień dobry panie Kumor,
Bardzo dobrze pan pisze. Ja chciałbym powiedzieć, że - na podstawie
tych materiałów, które pisze pan Kafel, pan i inni, i tych wszystkich skandali,
które wynikły - to mi się tak wydaje, ja tak po góralsku powiem, że świat
jest stworzony na obraz i podobieństwo owiec, juhasów i bacy. Baca, to
wiadomo, to jest Stwórca, juhasy to są wszystkie religie razem z kapłanami,
a reszta to są barany i owce.
Do widzenia.
Od redakcji: Upraszcza Pan.
Czy z tym można/
warto coś zrobić?
We wtorek, 08.01. br., powiadomiono mnie, że wyznaczona na ten
dzień rozprawa nie odbędzie się, bo sędzia choruje. Zawirowało mi w oczach,
serce zbuntowało się i trafiłem na kardiologię. Po kilku dniach wróciłem
do normy z podwyższonym ciśnieniem. Kardiolog zalecił: unikać stresu.
Dziś, 15.01.br., adwokat zawiadomiła mnie, że rozprawa wyznaczona
na najbliższą środę nie odbędzie się, bowiem przewodnicząca składu, pani
asesor SR, jest nadal niedysponowana. Jednocześnie adwokata poinformowano,
że w sądzie nie wiedzą, kiedy proces zostanie wznowiony. (Jeżeli nie stanie
się to w czasie najbliższych dwu miesięcy, to będzie wyznaczony nowy skład
sądzący i proces ZACZNIE SIĘ OD POCZĄTKU!!!!).
Dziś, na szczęście, byłem uzbrojony w pigułki, które dostałem
od lekarzy, więc jestem w domu.
Sądząca mnie asesor, młoda osoba, jest w ciąży. Może więc być
niedysponowana. Zastanawiam się jednak, dlaczego ją wyznaczono do prowadzenia
sprawy. Miała się ona toczyć bardzo wolno - dwa razy w miesiącu, po dwu
świadków na rozprawie (świadków około 80), czyli proces trwałby parę lat.
Dla wyznaczającego panią asesor do sądzenia mnie było oczywiste, że w czasie
procesu ona urodzi i proces będzie przerwany, czyli trzeba będzie wyznaczyć
nowy skład - a więc wcześniej zadbano, aby sprawa moja ciągnęła się latami.
Po protestach grup obywateli zorientowanych w sprawie min. Ziobro
zlitował się i proces nabrał przyśpieszenia. Od listopada 2006 miało być
sześć-osiem rozpraw w miesiącu, na każdej po czterech świadków. Wyglądało
nawet, że w grudniu 2006 r. może zapaść wyrok. Ale w grudniu właśnie pani
asesor pierwszy raz zaniemogła. W miesiącu była więc tylko jedna rozprawa.
W styczniu miało być ich osiem, a jak DOTĄD dwu już nie było i nie wiem,
czy będą (kiedy?) następne?
DZIENNIK "RZECZPOSPOLITA" W LIPCU 2001 R. ODKRYŁ BEZMIAR MOICH
PRZESTĘPSTW KORUPCYJNYCH, A JA NADAL JESTEM NA TZW. WOLNOŚCI. A MIEJSCE
TAKIEGO ZBRODNIARZA JAK JA JEST W WIĘZIENIU.
Pytam: DLACZEGO NIE CHCĄ MNIE OSĄDZIĆ?
dr hab. Romuald Szeremietiew
sprawca podobno największej afery korupcyjnej w dziejach MON.
NIECH MNIE OSĄDZĄ JAK NAJSZYBCIEJ!
Od redakcji: Współczujemy.
Mienie zabużańskie
Szukam materiałów przedwojennych o ziemiach Wołynia, chodzi mi
o Doszno koło Ratna i Datynia w powiecie Kowel.
Mapy, publikacje potrzebne mi są, aby określić lasy, jakie wówczas
tam rosły, tj. mój dziadek miał 13 ha lasów, ale nie ma na to dokumentów
określających jednomyślnie ich charakter, dlatego potrzebne są dane. Pozdrawiam.
Kazimierz Chudziński
kazimierz.chudzinski@
herbapol.net.pl
Od redakcji: Może ktoś pomoże.
Panie Kumor
W artykule zatytułowanym "O krok od demoralizacji" używa Pan
bardzo ostrych sformułowań. Pisze Pan o komunistycznym splugawieniu, o
skazywaniu na śmierć czerwonych itd. itp. Jakby Pan spadł z księżyca lub
nie chciał wiedzieć, że ten Kwach, Miller i inne obrzydliwe komuchy doszli
do władzy demokratycznie. A czy wie Pan, że teraz 40 procent światowego
majątku wytworzonego przez człowieka (nie licząc zasobów naturalnych) jest
w posiadaniu zaledwie 1 procentu ludzi. Tysiące umiera z głodu w Afryce
i Azji, a nieliczni pławią się w zbytkach. Czy nie chce się czasami krzyczeć
"Komuno wróć?!". Jakby Pan zobaczył teraz te rzesze bezdomnych na dworcach
w Polsce oraz bezrobotnych, toby Pan zobaczył dopiero prawdziwe splugawienie.
Dalej pisze Pan o "niezłomności Kościoła". Istotnie, Kościół
okazał się niezłomny, bo tylko 6000 księży kolaborowało z bezpieką, o czym
doniosły oficjalnie już polskie media, jak PAP. I dalej: "Księża korzystali
też z wiarygodności i szacunku, jakim ludzie darzyli cały Kościół".
I na tym polega całe nieszczęście, proszę szanownego Pana. Ilu
ubekom w sutannach wielu z nas wyznało na ucho swoje grzechy nieświadomie?
Kościół prowadził bardzo dwuznaczną grę, z jednej strony pomagał, a z drugiej
kolaborował z reżimem. Nie znaczy to, że ja potępiam cały Kościół. Momentami
ma Pan rację, ale myli się w ogólnej ocenie.
Lustracja obnażyła prawdziwe oblicze Kościoła, wykazała, jak
słaba moralnie jest ta instytucja. Można usprawiedliwiać niektóre akty
załamania księży, ale nie kolaborację z bezpieką na taką skalę. Bądź Pan
przytomny. Kto głupi, niech dalej wierzy w Kościół. Ja już mam to za sobą.
Waldemar Konior
Od redakcji: Szanowny Panie, jeśli Pana zrażają do Kościoła
takie "betki", to znaczy, że jest Pan albo niedouczony, albo ignorant i
nie zna historii. W końcu nie takie rzeczy działy się w tej instytucji,
a mimo wszystko trwa. Dlaczego? Ponieważ nie jest to tylko "ziemska instytucja",
ale coś więcej. A co - to już niech Pan się sam domyśli.
Do wydawnictwa "Goniec"
Szanowny Panie Andrzeju. Odnoszę się do artykułu p. W. Wodkiewicza
"Jak ja to widzę", "Goniec" nr 1, 5-11 stycznia. Ja, jako niepoprawny optymista,
ale z pierwiastkiem logiki, piszę ten artykuł. Były wypowiedzi "Ratujmy
pomnik Polonii". Naturalnie chodzi mi o Dom SPK. P. Wodkiewicz w swoim
"Sympozjum" ma 99 proc. racji. Pozostał 1 proc. Z p. Wodkiewiczem obaj
budowaliśmy ten "pomnik". Winda w tym budynku to mrzonki ściętej głowy
albo półgłówków.
Do pewnego stopnia w każdym problemie jest zawsze parę wyjść.
O ile chodzi o moje "wyjście", to jest wskazane w tym wypadku, aby różne
koła weterańskie były zdolne do życia pod jednym dachem, właśnie Domu SPK.
O ile wiem, to takowe rozmowy mają miejsce. Wiadomo, że większość weteranów
to "w sile wieku" chłopaki i drapanie się w górę po schodach to dla nich
nie lada wyczyn. Powstał taki pomysł, tańszy niż winda. Jest możliwość
zainstalowania ruchomego "siodełka", jakie jest od dawna na rynku dla niepełnosprawnych.
Siodełko porusza się po linii skosu schodów. Urządzenie tego typu zakłada
się po prawej stronie klatki schodowej. Można wybrać model o podnoszonym
siedzeniu, aby otrzymać maksimum szerokości schodów dla pieszych. Jest
możliwość otrzymania dotacji od Veteran Affairs, a nawet od Health Services.
Więc łączmy się, towarzysze broni (byli). Będzie wilk syty i
owca cała.
Czołem Koledzy.
Witold Czyżewski
Od redakcji: Panowie, połączcie się!
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|