 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie
First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 38/2007 (195)
(21-27
IX 2007)
Panie Andrzeju!
Z oburzeniem czytam w "Gońcu" artykuły atakujące najlepszych
polskich polityków Romana Giertycha i Andrzeja Leppera, którzy jedynie
starają się bronić spraw polskich i dlatego już dawno zostali nazwani przez
Żydów antysemitami. Żydzi nacisnęli na Kaczyńskich, a oni szybko bez powodu,
po chamsku wyrzucili z rządu Giertycha, Leppera.
Drukując artykuły: M. Brudzyńskiego, J. Krawczyńskiej, J. Pietrzaka
(pieszczoch komuny), St. Michalkiewicza, wpisuje się pan w grono antypolskich
dziennikarzy.
Nazwisko nieczytelne
PS W załączeniu przesyłam kilka artykułów do wykorzystania i
musi Pan przyznać, że Kaczory ponownie oszukały Polaków.
Od redakcji: Szanowny Panie GONIEC jest najbardziej wiarygodnym
pismem w Toronto; zamieszczamy najszerszą gamę opinii. Pozdrawiamy.
Ludzie zapomnieli
o Wielkiej Depresji
Nie chcę na ten temat za dużo pisać. Chcę tylko przypomnieć zasłyszane
powiedzenie "jak Ameryka kichnie, to Europa (Polska też) leży chora na
grypę".
Ameryka jest dobra jak daje, daje i daje i do tego za darmo.
A jak z niej jest gorzej coś wyciągnąć, to zaraz w oczach złowrogich proroków
rozpada się tak jak Rzymskie Imperium.
Najgorszym zagrożeniem świata jest nędza i głód. Widzimy to na
indywidualnych rodzinach, które sobie nie radzą w nowoczesnym świecie.
Jak z jednego lub drugiego powodu ktoś straci pracę na dłuższą metę, to
nie raz kończy się to bardzo smutnie. Coraz gorzej jest dostać popłatną
pracę na tym świecie. Jest to wynikiem przeludnienia i wysokiej konkurencji
o dostępne stanowiska pracy. Nowa technologia usuwa z obiegu przestarzałe
metody pracy i produkcji. Po prostu jest zbędna nadmierna siła robocza,
a szczególnie ta wysoko płatna.
Przy swojej rodzinie w razie bezrobocia jedna czy dwie osoby
mogą ukryć się przed osobistą klęską. Daleko od rodziny i od swoich może
być bardzo źle. Kto był bezrobotnym w czasie długiej recesji, dobrze o
tym wie. W Ameryce sąsiad wstydzi się sąsiada, jak straci pracę, i kręci
się bezczynnie koło swego domu. Ludzie tracą domy, oszczędności i zapadają
na choroby psychiczne itp. Utrata pracy jest gorszym przeżyciem jak wojna
dla niejednego młodego człowieka z rodziną. Wojna napędza koniunkturę gospodarczą.
Z powodu wojen więcej ludzi ma pracę i chleb. Ludzie robią pieniądze, chodzą
na zakupy i dalej popychają machinę ekonomii. Bez wzrostu koniunktury gospodarczej
może pojawić się widmo depresji.
Co by się stało, gdyby na nowo pojawiła się zmora depresji z
lat trzydziestych ubiegłego wieku? Co by było, jakby miliony ludzi stało
na nowo w kolejce za miską zwykłej zupy? O takim scenariuszu nikt tutaj
nawet nie wspomina i nie chce nawet myśleć.
Pan Andrzej i jego koledzy są tylko po 40-tce i nie rozmawiali
ze starymi przedwojennymi emigrantami, co przeżyli ten okres. W tamtych
czasach fortuny topniały jak śnieg na wiosnę. Z bogaczy porobiły się masy
nędzarzy, prosząc takich samych jak oni o 10 centów na szklankę herbaty.
Nie wywołujmy więc wilka z lasu. Młodzi ludzie o tych dawnych czasach nie
wiedzą i nie chcą wiedzieć. Ludzie już dawno zapomnieli o Wielkiej Depresji.
Jednak takie scenario jest więcej prawdopodobne, a nawet bardzo realne,
nie tak jak inna katastrofa czy żywioł w przyrodzie.
Echo
Od redakcji: Wielka depresja może być za rogiem. Trzeba się
oswoić z tą myślą.
GONIEC NR 37/2007 (194)
(14-20
IX 2007)
Szanowny Panie Redaktorze,
Chciałabym na łamach Pańskiego najlepszego
wśród Polonii tygodnika pogratulować i podziękować pani Marcie Jakubowskiej
za napisanie pięknego i patriotycznego wiersza o sprzedaży "ostatniego
kawałka Polski w Ontario" - Place Polonaise.
Na nasze nieszczęście, historia często
się powtarza, a taniec Chochołów trwa przez wieki. Niestety, nie można
zaapelować do chochołowskich sumień - nie mogą ich mieć, nie posiadając
rozumu. Pozostając przy temacie sprzedaży Place Polonaise, chciałabym zadedykować
fragment wiersza Feliksa Konarskiego, słynnego Ref-Rena "Głos na uboczu"
(na likwidację Klubu Białego Orła) wszystkim czytelnikom, którym nieobca
jest sprawa Polski i Polaków rozsianych po świecie.
Szczególnie zaś dedykuję ten wiersz członkom
Zarządu Głównego Związku Polaków w Kanadzie, aby spowodowali, że historia
Orła Białego z angielskiego Londynu nie powtórzy się u nas, w Kanadzie.
Anna Lewandowska
Hamilton
***
Stoi budynek. Pałac. Pod samo niebo wyrasta!
Można powiedzieć - w sercu największego
na świecie miasta!
W centrum angielskiej stolicy! Nie w jakimś
zapadłym kącie!
A na budynku orzeł. Nad wejściem. Na samym
froncie!
W najwidoczniejszym miejscu! Nie z boku!...Nie
na stronie!...
Na tarczy - w czerwonym polu - nasz - biały
orzeł w koronie!!!
Jak wyrzut!... Jak wyzwanie!... Jak to się
mówi: memento,
Że my tu ciągle jesteśmy, że nas chwilowo
odcięto
Razem z tym orłem od gniazda... Że myśmy
nie zapomnieli,
Że z tamtej strony kurtyny orłu koronę
zdjęli -
A tutaj - orzeł uchodźca - w koronie!...
Na samym widoku!...
I ja się patrzę, i długo nie mogę oderwać
wzroku...
I jestem dumny z niego!... I tak mi jakoś
przyjemnie!...
I jakaś taka otucha nagle wstępuje we mnie!...
Wczoraj się dowiedziałem, że Biały Orzeł
sprzedany...
Że kupił jakiś pan Ygrek - biznesmen bliżej
nieznany.
Nigdzie nie ogłosili, ogółu się nie spytali,
Jak niewygodne meszty - po prostu wzięli
- sprzedali.
Na boczku, cichcem, w sekrecie. Bez jednej
litery w prasie.
Niech społeczeństwo się dowie po wszystkim,
po fakcie, po czasie.
Po cichu. Chyłkiem. Milczkiem. Żeby nie
doszło do tłumu,
Bo tłum jest niepoczytalny. Mógłby narobić
szumu -
Mógłby zażądać wyjaśnień - zaapelować do
sumień!...
Więc bez rozgłosu - żeby nie było nieporozumień...
Żeby nie było dyskusji... A może nawet
ze strachu,
Że ktoś by mógł chcieć ratować ten skrawek
polskiego dachu...
Ta ja bym sam dał funta! Przysięgam!...
A może i więcej!...
A takich, jak ja - na tej wyspie jest parędziesiąt
tysięcy!
Na pewno - by nie skrewili!... Pieniądze
nie grają roli.
Tu się rozchodzi o symbol!... I serce człowieka
boli
Że nasze godło - nasz orzeł - prawdziwy
nie sfałszowany
Zostanie dzięki NAM SAMYM przemocą zdjęty
ze ściany,
Ale z naszymi dziećmi - czy może nawet
z wnukami!...
Na której czekał cierpliwie, że wróci!...
Może nie z nami.
Od redakcji: Tym razem litera
w prasie była...
Pan Andrzej Kumor - Redaktor Naczelny
Szanowny Panie,
Właśnie zajrzałem do kupionego dziś "Gońca" i z wielkim rozczarowaniem
stwierdziłem, że mój tekst został "okaleczony" przez usunięcie z jego treści
fotokopii "Protokołu". Dla mnie, jako autora tego tekstu, ten dokument
komunistycznej, sądowej zbrodni miał największy ciężar zbrodni. Mniej ważne
- według mojej intencji - było zdjęcie ofiary zbrodni. Jeśli przyczyną
nieumieszczenia było ograniczenie powierzchni druku, to należałoby poinformować
mnie o tym. Z pewnością poprosiłbym o wycofanie z druku artykułu w tej
postaci. Poza wszystkim, warto było pokazać czytelnikom, jak taki dokument
wygląda.
Z wielkim żalem - Wiesław Kwaśniewski
Od redakcji: Proszę uprzejmie.
Historii kółko następne
Tydzień wypełniony po brzegi, w Sejmie wygadywali głupoty, ale
i w "Gońcu" trafił się list protest... za dużo o PiS (???).
Wygląda na to, że Lenin miał przebłyski, przewidział "pożytecznych
idiotów", są cały czas. Jak widać, w USA takich Geremków, Michników, Tusków
czy Komorowskich jessű§użo więcej i dlatego właśnie amerykańscy obywatele
giną w nikomu niepotrzebnych, rozpętanych w bardzo dziwnych okolicznościach
przez jakichś dziwnych podżegaczy, wojnach.
Głupoty wygadywane przez Wałęsę, Olejniczaka, Leppera czy Niesiołowskiego
śmiało można porównać do działań neokonserwatystów popychających Busha
do wojny z Iranem w interesie bardzo ostatnio widocznych środowisk, bardzo
pazernych na cudze. Wygląda na to, że USA przejęły rolę Prus, a Prusy nigdy
nie były dla Polski przyjacielem i właśnie z tego powodu Polacy powinni
zrewidować wiele poglądów na wiele spraw.
Sprawa tarczy jest na pewno bardzo ważna, ale pod żadnym pozorem
nie może wciągać Polski w jakąkolwiek wojnę... to PiS odświeżył hasło "Bóg,
Honor, Ojczyzna" i dlatego nie możemy pozwolić na rozpętanie nowej, wielkiej
wojny religijnej... W 1939 postąpiliśmy właściwie i tak powinniśmy trzymać.
W tym momencie Amerykanie powinni żałować, że nie posłuchali "proroctwa"
Franklina... Polacy zaś z nadzieją oczekiwać, aż Jarosław Kaczyński znowu
ugryzie tego żubra, dobrze mu to zrobi, stary żubr młodnieje. Tow. Kwaśniewski
z ekipą złodziei znowu chcą do koryta, ciekawe, ilu "pożytecznych" im uwierzy?
Dużo ostatnio się pisze o lekturach, będę w tym momencie nieciekawy,
ale kiedyś, dawno, zacząłem czytać coś Gombrowicza... ale po kilku stronach
poszedł w kąt, nie mam zamiaru wracać; co ciekawe, taką samą reakcję zaobserwowałem,
chcąc zapoznać się z Normanem Daviesem, cóż, taki jestem i żaden Michnik
nie jest w stanie tego zmienić.
Czas jakiś temu miałem trochę sympatii do LPR, ale w tym momencie
moje zdanie zmieniło się.
Janusz Sierzputowski
PS Wielu wierzy, że ludzkość jest u szczytu... na pewno szczytu
głupoty. Dała sobie ludzkość przyczepić garb komunizmu i nie potrafi sobie
z tym poradzić, ale nowe garby są już obmyślane.
Od redakcji: Panie Januszu, ludzkość jest taka jak zawsze,
w zasadzie nie dzieje się nic nowego, czego nie opisywano by już w Biblii.
Witam!
Pragnę poinformować, że na stronie www.zayazd.pl <http://www.zayazd.pl>
zamieściłem nagranie studyjne ballady pt. "KATYŃ 1940" (ostatni list) mojego
autorstwa - do ogólnego, darmowego słuchania.
Utwór ten otrzymał 15.08. br. III nagrodę w konkursie ogłoszonym
przez Związek Autorów i Kompozytorów ZAKR i MON na współczesną piosenkę
patriotyczno-wojskową.
Jeśli piosenka trafi do serc Państwa, proszę o pomoc w jej upowszechnieniu
(np. link do mojej strony); jesteśmy to winni tamtym pomordowanym żołnierzom...
Mam do tej pieśni osobisty, emocjonalny stosunek... Dlatego udostępniam
ją w Internecie wszystkim zainteresowanym - bez żadnych opłat ...
Pozdrawiam!
Lech Makowiecki
www.zayazd.pl
PS Ciekaw jestem opinii Państwa na temat tej pieśni... Stanowi
ona fragment dużego koncertu pt. "Barwy wolności" (sł. muz. Lech Makowiecki)...
Od redakcji: Z chęcią posłuchamy w weekend.
INTERESUJĄCE
DOŚWIADCZENIE
Od prawie roku z bliżej mi nieznanych powodów trafiłem na jakąś
listę, dzięki czemu co jakiś czas znajduję zaproszenia nagrane na "answering
machine". Zaproszenia muszą być szczere i gorące, gdyż zawsze są powtarzane
dwukrotnie. Zapraszają mnie osobiście różni ludzie, z pewnością gospodarze
imprez organizowanych w ich domach prywatnych. Mówią po angielsku, choć
bywają krótkie fragmenty w jakimś innym języku, którego nie znam.
W tym tygodniu zaprosił mnie serdecznie pan Marvin Sigler. Ma
to być "Tora Masora meeting". Może nie dosłyszałem dobrze nazwy, za co
przepraszam. Nie pamiętam też nazwiska "guest speaker", choć pamiętam jego
tytuł. Otóż jest on rabinem. W czasie spotkania serwowany będzie
poczęstunek.
Jest to przykład, jak można organizować życie grupy etnicznej
i zbierać pieniądze na wspólne cele. Wśród Żydów kluczową rolę odgrywają
ludzie bardzo zamożni. Nie sądzę, by spotkania, na które mnie zapraszano,
miały miejsce w małych domkach. Statystyki mówią, że olbrzymia większość
zbieranych wśród Żydów pieniędzy pochodzi nie na zasadzie "wdowiego grosza",
tylko z donacji najbogatszych członków społeczności.
Żal mi jest tych aktywistów wśród Polonii, którzy ciągle wierzą
w mityczną akcję o nazwie: "Gdyby tak każdy dał po jednym dolarze". Zamiast
wiary w gusła, lepiej skorzystać z doświadczenia tych, którzy potrafią
organizować zbiórki pieniężne na wspólne cele. Na przykład tych, którzy
ostatnio tak mnie polubili.
Edward Sołtys
Od redakcji: W zasadzie jest i tak, i tak. Organizacje żydowskie
zbierają i małe, i duże kwoty. Nie o kwoty bowiem chodzi, lecz o to, by
sprawnie zbierać, a końcowa suma szła w setki milionów.
GONIEC NR 36/2007 (193)
(7-13
IX 2007)
Chopin na Tajwanie
Na Tajwanie ukazało się właśnie chińskie wydanie książki Tadeusza
Szulca "Chopin w Paryżu".
Wydawcą książki jest Cultuspeak, a przedmowę do chińskiego wydania
napisała prof. Anna Fujita, japońska pianistka i pedagog kierująca Fundacją
im. Fryderyka Chopina na Tajwanie.
Profesor Fujita współpracowała wcześniej z Ruchem Rodaków. W 2006 roku
wzięła udział w wykładzie poświęconym Chopinowi, a zorganizowanym przez
Ruch Rodaków podczas Międzynarodowych Targów Książki w Tajpej. Książkę
"Chopin w Paryżu" rekomendują m.in.: pianista Ruei-bin Chen i muzykolog
prof. Kii-ming Lo. W chińskim wydaniu znalazły się zdjęcia przekazane przez
Muzeum im. F. Chopina, Narodowy Banku Polski i PAP; w zdobyciu zdjęć pomogła
moja skromna osoba.
Wydawca zachował się bardzo ładnie, bo podziękował mi w książce
za pomoc.
Do książki dołączona jest ulotka przypominająca o 200. rocznicy
urodzin kompozytora przypadającej w 2010 roku, a także promująca zbiór
nagrań Chopina (17 CD). Do książki załączony jest także formularz; po wypełnieniu
i przesłaniu go do wydawcy czytelnicy mogą wziąć udział w specjalnej imprezie
zatytułowanej "Salon Muzyczny Chopina" (impreza odbędzie się na początku
2008 roku).
Hanna Shen
Tajwan
Od redakcji: Tajwan to lepsze Chiny, nie bójmy się go popierać.
Szanowna Redakcjo,
Powoli klaruje się sprawa, kogo Kaczyńscy wysłali do Kanady w celu
nakłonienia Polonii do głosowania na PiS w zbliżających się wyborach do
Sejmu. Informacje z waszej gazety: prof. J.R. Nowak zaproszony przez Związek
Narodowy Polski w Kanadzie przy Judson Street w Toronto, w którym powinien
wisieć, jak nazwa znaku wskazuje, portret Romana Dmowskiego - narodowca,
a wisi portret socjalisty - Piłsudskiego. Anna Walentynowicz zaproszona
przez pismo "Michael". Podobno wiezie nam, Polonii, jakieś przesłanie czy
orędzie od samego Kaczyńskiego. No i Stanisław Michalkiewicz też coś przebąkuje,
że wybiera się tutaj.
Co tych ludzi łączy, poza tym że są piłsudczykami? Popierają
PiS, a konkretnie jego ścisłe kierownictwo, a zwłaszcza Kaczyńskich, oprócz
Anny Walentynowicz pozostali dwaj mają też słuszne pochodzenie. O ile pani
Walentynowicz nie wie, co czyni, to Nowak i Michalkiewicz wiedzą doskonale.
Piłsudski był masonem, mówił już o tym przed wojną święty Maksymilian Kolbe.
Myślę, że możemy wierzyć świętemu. Gdyby święty Maksymilian kłamał, to
prawdopodobnie nie zostałby świętym. O masonerii pisze obszernie też inny
święty, Józef Sebastian Pelczar.
Idolem braci Kaczyńskich - szefów loży Prawo i Sprawiedliwość,
jest nie kto inny tylko Piłsudski. Poemy na cześć Piłsudskiego pieją publicyści
"Naszego Dziennika", Radia "Maryja" i Telewizji "Trwam". Czyżby o. Rydzyk
nie znał widzenia świętej Faustyny Kowalskiej w dniu śmierci Piłsudskiego
12 maja 1935 roku? "ÉWtem ujrzałam pewną duszę, która się rozłączyła od
ciała w strasznych mękach. O Jezu, kiedy to mam pisać, drżę cała na widok
okropności, które świadczą przeciw niej (É) dusza, którą widzę w skonaniu,
jest to dusza, która jest pełna zaszczytów i oklasków światowych, a których
końcem jest próżnia i grzechÉ".
Dziwi mnie, że gazeta "Goniec" drukuje tak wiele pro-PiS-owskich
artykułów, które są na tak niskim poziomie. Zaliczyłbym je do kategorii
nachalnej kłamliwej propagandy. Przykład z ostatniego wydania; list czytelniczki
z Hamilton w Trybunie Czytelników, rozmowa z niejakim Rymkiewiczem czy
wywody Romualda Burego, który nazywa PO i PiS partiami posolidarnościowymi,
nie wspominając ani słowem o ich udziale w układzie okrągłego stołu. W
obecnej walce o władzę w Polsce układ okrągłego stołu nie jest zagrożony,
stąd ważni przebierańcy-agenci ubrani w szatki patriotów nie odsłaniają
swojego prawdziwego oblicza.
Gdyby ktoś spoza układu okrągłego stołu, a taka jest LPR, odebrałby
im władzę, to moglibyśmy ujrzeć nieco więcej światła i odsłon prawdziwego
oblicza niektórych ludzi.
J. Kaczyński, kadząc obficie patriotycznym dymem, realizuje zapowiedziany
przed laty na forum Fundacji Batorego cel - marginalizację propolskich
ugrupowań politycznych, tj. Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony.
Darek Kowalczyk
Od redakcji: Pan się dziwi, że drukujemy tak wiele "pro-PiS-owskich
artykułów", inni się dziwią, że drukujemy teksty, takie jak Pański... Gwoli
informacji powiem, że na tym polega wolność słowa.
Szanowny Panie Redaktorze,
Jestem siedemdziesięciokilkuletnią kobietą, pochodzącą z Jodłowej,
o której zamieścił Pan artykuł p. Grzegorza Kity. Jestem w posiadaniu kserokopii
tego artykułu i oprócz tego, że chciałabym się pod nim również podpisać,
bo jest on prawdziwym ukazaniem naszego zniewolenia, poniżenia, otumanienia,
wpływania na ograniczanie naszej wiedzy historycznej w opisanym przez p.
Kitę okresie, muszę się podzielić następującymi wspomnieniami.
Moja młodość gimnazjalna przypadła na lata bezpośrednio powojenne.
Jakże to się pięknie zaczęło. Najpierw w Jodłowej powstało Gimnazjum Samorządowe
- płaciliśmy czesne - później zostało upaństwowione. Były to lata materialnie
chude, biedne, ale nasze wymagania były adekwatne do stworzonych nam warunków.
Z dumą wspominam naszą radość z bycia uczniem/uczennicą tego
gimnazjum. Mieliśmy tyle radości, zapału na urozmaicanie życia nie tylko
w samej szkole, ale nasi wspaniali, niezapomniani wychowawcy wprowadzili
nas w działalność dzisiaj nazywaną integracją społeczną. Byli to m.in.
p. mgr Czesław Wojewódka - ówcześnie dyrektor gimnazjum, ukochana polonistka
p. Matylka Jurkowa, czy matematyk p. Marian Mika. Organizowali oni z naszym
udziałem wieczornice kulturalne dla mieszkańców Jodłowej i okolicznych
wsi i proszę mi wierzyć, że jodłowski Dom Ludowy nie mógł pomieścić chętnych
uczestniczenia w tych ciekawych imprezach; musieliśmy dawać po kilka takich
występów. Był to jakby maleńki kaganek oświaty dla mieszkańców wsi, bez
kina, telewizji, z rzadko goszczącymi w domach aparatami radiowymi.
Było harcerstwo oparte na założeniach Baden-Powella powołane
do życia w gimnazjum i szkole powszechnej przez p. Irenę Jurkównę. W tym
czasie jeszcze drużyny harcerskie szły czwórkami do kościoła w dniu św.
Jerzego - patrona harcerzy, a cała młodzież gimnazjalna w pierwszym roku
nauki co niedziela w sposób zorganizowany uczestniczyła w Mszy św. o godz.
9. W uroczystość Bożego Ciała młodzież gimnazjum organizowała budowę jednego
z czterech ołtarzy i tu p. prof. Mika urzeczywistnił swój oryginalny pomysł,
mianowicie zbudowaliśmy ołtarz ze sterty pachnącego siana upięknionej polnymi
makami i chabrami. Piękne wspomnienie.
Wówczas jeszcze religię miał z nami w gimnazjum ówczesny dziekan
ks. Jan Starzak, który nie tylko nauczył nas po łacinie "Ojcze nasz" i
"Zdrowaś Mario", ale wbijał nam do głowy, że wiedza powinna być naszym
bogactwem i my, wiejskie dzieci, musimy bardzo poważnie przygotować się
na spotkanie z "wielkim światem", którego nie znaliśmy, a wobec którego
mieliśmy tyle oczekiwań.
Niestety, stopniowo nadchodził czas opisany przez p. Kitę i choć
wieś niełatwo ulegała nakazom i ograniczeniom, w końcu to zło nadeszło,
pozbawiając nas tej wielkiej powojennej radości i z roku na rok życie weryfikowało
nasze marzenia o przyszłości.
Głównym powodem napisania do Pana i wyrażenia podziękowania są:
publikowana przez Pana "Droga do wolności" pana Bohdana Prażmowskiego oraz
Jego broszura "Polskie Siły Zbrojne w czasie II wojny światowej", a także
polemiczny artykuł-odpowiedź na list. p. Agnieszki Krupak.
Jakże trafne było Pańskie wprowadzenie do ukazującej się w odcinkach
"Drogi do wolności", mówiące m.in., że p. Bohdan Prażmowski mógłby swoim
życiorysem obdzielić kilka osób. Pozwolę sobie skromnie dodać, że swoimi
dokonaniami obdzieliłby nie mniej, a swoim silnym moralnie kręgosłupem
i swoim patriotyzmem oby zwielokrotnił naśladowców.
Jakże wielki i czysty jest ten patriotyzm p. Prażmowskiego, który,
o ile wiem, niewiele nacieszył się tą Ojczyzną, dla której nadstawiał życie,
tracił zdrowie, przeżywając rozczarowania i smutek, obserwując niestety
z dala, jak w tej Ojczyźnie idzie wszystko na opak. Jest już nieco inaczej,
idzie ku lepszemu, ale myślę, że chyba trzeba jeszcze jednego pokolenia,
żeby wykorzenić niechlubne przywary minionego ustroju. I bardzo przydałby
się nam tutaj taki p. Bohdan Prażmowski.
Chciałabym tą drogą, jeśli to możliwe, wyrazić Panu Bohdanowi
Prażmowskiemu podziw, szacunek i sympatię w imieniu całej naszej rodziny
i grona naszych przyjaciół, którym udostępniłam kserokopie tych publikacji,
za które serdecznie dziękuję.
Z poważaniem,
Irena Sowińska
Gdynia
Od redakcji: Pan Prażmowski z pewnością ucieszy się z Pani
listu.
GONIEC NR 35/2007 (192)
(31
VIII - 6 IX 2007)
"Wszyscy są równi... (?)"
7 sierpnia wysłałem do "Gońca" list... uczono mnie, że swojego
zdania wstydzić się nie powinniśmy, ale okazuje się, że to nie wszystko...
istnieją jeszcze siły potrafiące nie dopuścić do publikacji. No cóż, nigdy
kunktatorem nie byłem, zdania zmieniać nie lubię i się go nie wstydzę,
dlatego jestem zdziwiony, iż z zapoczątkowanej moim listem dyskusji zostałem
wyeliminowany. Mam widocznie wiele wad i brak talentu, ale do tej pory
chciałem wierzyć, że prawda liczy się przynajmniej w "Gońcu".
W nr z 3 sierpnia wyczytałem króciutką wzmiankę pt. "Prawo nie
chroni rodzin - to oficjalnie". Tak się dziwnie składa, że akurat w tym
temacie moja sytuacja jest bardzo podobna, z tym że córka została przez...
(??) uznana za dorosłą (16), otrzymała "administracyjną pomoc", a ja telefon
z policji, iż nie mam prawa się córką interesować pod groźbą więzienia
(!?). O jakimkolwiek sądowym wyroku nic nie wiem, ale wiem, po czyjej stronie
jest siła i "prawo", a więc żyłem dalej, młodsza córka się uczyła i nie
mogłem skazać jej na "administracyjną pomoc". Do tej pory nie rozumiem,
na jakiej podstawie rozpieprzono moją rodzinę... Po kilkunastu miesiącach
dostaliśmy telefon ze szpitala, Beata ma problemy i wolno nam się zainteresować.
Cofnięto zakaz, ale tego samego dnia okazało się, że pod opieką urzędów
Beata się otruła... Miała 19 lat, został ból, szok, rozpacz.
Jeszcze kilka lat prowadziłem swój biznes, ale stan zdrowia gwałtownie
się pogarszał, skończyło się źle, jestem chory, rencista, bankrut i sam...
na poprawę zdrowia nie ma szans, a ten kraj kojarzy mi się bardzo nieszczególnie.
Co ciekawe, decyzja w sprawie pomocy córce nastąpiła w kilka dni, ale ja
na rentę musiałem czekać kilka lat. Inne sprawy też trwają, lata lecą,
o wszystko trzeba walczyć, z "pomocą" nikt się nie pcha. Do rozbicia rodziny
chętnych nie brakowało, ale teraz wszystko toczy się jakoś bardzo opornie.
Ciekaw jestem, jaki będzie werdykt w mojej sprawie, moim zdaniem, winnych
widać gołym okiem, a prawo może i głupie, ale obowiązywać powinno.
Wracając... zupełnie nie rozumiem, dlaczego wytknięte w moich
listach błędy innych nie doczekały się publikacji, równiejsi są pod ochroną
(?), a może jednak lepiej dać im możliwość odpowiedzi?
Znam tutaj osoby, które po ukończeniu szkół wyjechały z komunistycznego
raju, w tym momencie czegoś się dorobiły na handelku gorzałką, ale cały
czas obnoszą się ze swoimi komunistycznymi przekonaniami. Chciałbym widzieć
ich miny i słyszeć komentarze w momencie komunistycznej nacjonalizacji,
gdy zostaną obdarte z całego dorobku.
Ukrywanie prawdy nikomu nie służy, prawda po prostu jest i powinno
się ją odsłaniać i dlatego nie rozumiem, czemu mój punkt widzenia nie jest
wart ukazania, nie warto się bać... ale może lepsi są tacy, co piszą ładniej,
a to że piszą bzdury...?
Już o tym pisałem, ale warto śledzić komentarze gazet i przekaziorów,
np. na temat spotkania Ojca Świętego z dyr. Radia Maryja... Znowu się nie
udało. W Polsce trwa akcja anty-PiS-owska, ale raczej znowu zakończy się
blamażem "opozycji", byłby to powód dumy dla Polaków.
Z indiańskim pozadrowieniem
Janusz Sierzputowski
PS PiS i P. Kaczyńscy byli dobrzy, gdy chcieli wierzyć i dawali
szanse Kaczmarkowi, Lepperowi, Giertychowi... teraz raptem się okazuje,
że są straszni, najgorsi... ciekawe, Kali się kłania.
Od redakcji: Szanowny Panie, współczujemy tragedii.
JAK MOŻNA BYŁO NIE PRZEGRAĆ W ROKU 1939?
W ostatnich dwóch numerach "Gońca" p. Aleksander graf Pruszyński
wysuwa swoją tezę, która sprowadza się do tego, że w 1939 roku Polska
powinna iść razem z Niemcami na Rosję. Autor swoją tezę podbudowuje
cyframi, przyznam, logicznymi, ale i wieloma przypuszczeniami, np. wizja
dozbrojenia Wojska Polskiego przez III Rzeszę nie ma poparcia w faktach:
przykład pozostawienia niedozbrojonej Armii Rumuńskiej pod Stalingradem
mimo oczywistych dowodów o planowanej przez Sowiety operacji "Uran"
mówi sam za siebie. Szanuję p. Aleksandra i jego patriotyczną postawę
Kresowiaka, ale ten cały jego wywód przypomina raczej grę ołowianymi
żołnierzykami. Natomiast generalnie kierunek myślenia grafa Pruszyńskiego
jest prawidłowy, spróbujmy więc podyskutować:
1. Temat, niezależnie kto go porusza i jakiej rangi media to
publikują, jest bardzo poważny, także ciągle żywy i bolesny. I trzeba brać
pod uwagę ówczesne realia, takie jak choćby reakcja opinii publicznej
na "sojusz" z Niemcami hitlerowskimi, a taki "sojusz" byłby okupiony utratą
prowincji pomorskich i Śląska, wchłonięciem przez III Rzeszę Wolnego Miasta
Gdańska, a potem Bydgoszczy, Torunia, Poznania, Katowic i paru innych polskich
miast. I pełnym wasalstwem wobec Niemiec hitlerowskich w zamian za zagłobowe
Inflanty nad Morzem CzarnymÉ Na taki układ społeczeństwo, zarówno
starsze pokolenie, pamiętające czasy rozbiorów, jak i patriotycznie
wychowana młodzież, stanowczo powiedziałoby nie. I w ciągu kilku godzin
zmiotłoby każdy rząd próbujący majstrować przy takich "sojuszach".
Przykład słowiański: Jugosławia, kwiecień 1941 - wystarczy?
2. Natomiast dyplomacja polska już od października 1938 r. powinna
była działać na pełnych obrotach, ale w sposób tajny. Pan prezydent inż.
Ignacy Mościcki zdał się całkowicie na ministra spraw zagranicznych, którego
miała nam zazdrościć cała Europa. Kalkulatorów i komputerów w ówczesnych
czasach nie było, ale był doskonały polski wywiad, nasi inżynierowie -
kryptolodzy z Poznania, rozpracowali Enigmę już w 1932 roku i pan prezydent
inżynier powinien wziąć do ręki liczydła oraz suwak logarytmiczny i zacząć
liczyć. Co liczyć? Siłę i skuteczność ognia naszej armii i armii
przeciwnika. I wtedy dać instrukcje ministrowi Beckowi, a nie polegać li
wyłącznie na ministra Becka elokwencji.
3. Słynne przemówienie sejmowe ministra Józefa Becka
z 5 maja 1939 r. było przemyślane i wyważone, aczkolwiek za
dużo jest tam zaimków: moja praca, moje jedyne expose, miałem zaszczyt,
okazałem gotowość. Tak przełomowe expose było analizowane na zewnątrz kraju
i powinno być wygłoszone w imieniu rządu i opozycji. Hitler doszedł do
władzy w Niemczech głównie dzięki obietnicom wyleczenia Niemców z
powersalskiego kaca. Samo istnienie niepodległej Polski wciąż o tym
kacu przypominało. Nawet delikatne pogłaskanie niemieckich obywateli
Gdańska za historyczny rozwój Wolnego Miasta nic nie dało, minister w tym
temacie nie miał zbyt dużego pola manewru. Odwołanie się do honoru miało
na celu scalenie społeczeństwa polskiego przed spodziewaną agresją i swój
cel spełniło. Tylko przed wygłoszeniem takiego expose należało mieć w ręku
coś więcej niż tylko kwietniową deklarację premiera Chamberlaina.
A co można było zrobić między październikiem 1938 a majem 1939? Dużo,
spróbujmy wyliczyć:
4. Przede wszystkim należało wnikliwie przyjrzeć się motywacjom
brytyjskim, Anglia nigdy nie chciała bronić bezpośrednio niepodległości
Polski, Anglia w 1939 roku przeciwstawiała się uszczuplaniu swojej potęgi,
a III Rzesza wchłaniająca Polskę, obojętnie - pokojowo czy zbrojnie, tej
potędze poważnie zagrażała.
5. I pod tym kątem, tzn. potencjalnego uszczuplania potęgi Imperium
Brytyjskiego, należało prowadzić supertajne, stanowcze rokowania z Anglikami.
Polska miała duży atut, tym atutem były: 4 kontrtorpedowce, 1 duży stawiacz
min, 5 okrętów podwodnych, 4 trałowce, 2 kanonierki, 5 okrętów szkolnych
i pomocniczych oraz inne mniejsze jednostki, było tego trzy dywizjony,
ogólny tonaż 29.000. Czyli posiadaliśmy ciężką, nowoczesną broń w niemałej
ilości. Gdyby minister, którego miała nam zazdrościć cała Europa,
powiedział w odpowiednim czasie w Londynie: Panowie, sytuacja jest taka
i taka, mamy marynarkę wojenną, nie ma znaczenia, czy okręty są własnością
państwa polskiego czy wydzierżawione, nie dajemy żadnych gwarancji, że
to wszystko nie wpadnie w łapy Niemców. Chyba że dostaniemy 100 Hurricanów
oraz 300 czołgów i 1000 dział od Francuzów, to wtedy wysyłamy całą
flotę do Anglii. Komentarz? Proszę bardzo. Royal Navy w 1940 roku
rozwaliła w puch okręty Wolnej Francji (ówczesnego sojusznika Hitlera)
u wybrzeży afrykańskich, dodajmy, okręty poszły na dno razem z załogą,
po to by nie wpadły w ręce Niemców. RAF miał na początku wojny 1900 samolotów,
w tym 500 Hurricane MK I (Niemcy 2000), Hurricane nie był najnowocześniejszym
samolotem, ale z silnikiem Rolls-Royce'a śmiało konkurował z głównym myśliwcem
niemieckim Bf 109 (nowoczesny Spitfire, którego jeden egzemplarz Polska
zakupiła w sierpniu 1939, ale który nigdy do Polski nie dotarł, był w tym
czasie w stanie przeprojektowywania). Francja posiadała 2600 czołgów (Niemcy
2800) oraz 11.000 dział (Niemcy również 11.000). Francuzi dorzuciliby broń,
tylko ok. 10 proc. swego stanu posiadania, a i też nie mieliby innego
wyjścia, poza tym Polacy byli gotowi umierać za francuską Alzację i Lotaryngię.
6. Ktoś może argumentować, że dozbrojenie Armii Polskiej nie
miałoby znaczenia. bo Sowiety i tak by zadały cios nożem w plecy. Sowiety
zaczęły flirtować z Niemcami od maja 1939, polska dyplomacja miała czas
od października 1938 r., i już wtedy należało powiedzieć: panowie komisarze,
sytuacja jest taka i taka. Komisarze odpowiadaliby tak samo, jak
odpowiadali podczas letnich, już fikcyjnych rokowań z Polską i aliantami:
Armia Czerwona musi wejść do Polski, żeby jej bronić. Odpowiedź: ludzi
mamy pod dostatkiem, chcecie pomocy, dajcie trochę ciężkiego uzbrojenia,
a jak nie, będziecie mieli nad Zbruczem wojska osi. Dodajmy, iż Żukow
pobił Japończyków nad Chalchyn-Gol dopiero w drugiej dekadzie sierpnia
1939. (Ambasador Grzybowski zwrócił się do rządu sowieckiego o pomoc
w uzbrojeniu w drugim tygodniu wojny, Sowieci prośbę odrzucili, bo "wiele
się zmieniło").
Tak czy inaczej, Sowieci nie wkroczyliby do Polski w przypadku
istnienia solidnego frontu na liniach Narwi, Wisły i Sanu. Dlaczego?
Pamiętajmy, że Anglia i Francja jakieś mikroskopijne działania militarne
podjęły we wrześniu 1939, mimo wszystko dużo zależało w tym przypadku od
położenia wojsk polskich; pamiętajmy, że rozmieszczenie Armii Polskiej
w 1939 było całkowicie polityczne... Stalin był zbrodniarzem, despotą,
tyranem i szaleńcem, ale nie był samobójcą, a atak Armii Czerwonej na tyły
stabilnego frontu polsko-niemieckiego oznaczałby wojnę Sowietów z Anglią
i Francją, a w późniejszej perspektywie i z Ameryką. A to oznaczałoby utratę
Krymu, Murmańska, Władywostoku, Kamczatki i poważnych połaci Syberii. Pamiętajmy,
że Niemcy zażądały od Mołotowa, podczas jego wizyty w Berlinie w 1940,
korytarza w celu przerzucenia swoich wojsk za Kaukaz i ostatecznej
rozprawy z Anglią na Bliskim Wschodzie... l Stalin odmówił swojemu jedynemu
przyjacielowi, Adolfowi Hitlerowi. Żal mu było Anglii? Absolutnie
nie. Jakakolwiek wspólna akcja Sowietów i Hitlera na Bliskim Wschodzie
spowodowałaby natychmiastowe wejście Ameryki do wojny po stronie Anglii.
Koniec.
7. Ostatnie, najważniejsze zagadnienie, to jak można było
przekształcić polityczną obronę polskich granic we wrześniu 1939 w strategiczno-taktyczną.
Wobec rozumnej dyplomacji, w tym inteligentnego szantażu wobec
sojuszników (ewentualną pomoc Sowietów w dostawach sprzętu wykreślam: zero),
zaniku kłótni wśród polskich sztabowców o odpowiedzialność rozdziału środków
budżetowych na zasadzie: mamy to co mamy, wymieniamy marynarkę wojenną
i flotę handlową, których i tak nie będzie można użyć, na samoloty, działa,
czołgi - wychodzimy 1 września 1939 z następującym stanem posiadania:
500 samolotów, w tym ok. 137 nowoczesnych (zakładając, że wszystkie Łosie
zostają w odpowiednim czasie przetransportowane na ukryte lotniska polowe,
w rzeczywistości część tych nowoczesnych bombowców została zniszczona podczas
bombardowania Okęcia 1 września), 900 czołgów i 5500 dział.
Ale ludzi pod bronią po pierwszym tygodniu wojny mamy więcej, nie
950.000, tylko 1.200.000. Względnie dobrze uzbrojonych. To jest jeszcze
za mało, by zrównoważyć przewagę ilościową i jakościową wojsk hitlerowskich
(2000 samolotów, 2800 czołgów, 11000 dział i 1.850.000 wojska), ale jest
już podstawa jakiegoś planu.
A plan jest w rękach marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, który
nakazując odwrót, wzorował się na odwrocie spod Kijowa. A odwrót prawie
milionowej armii na lewy brzeg Narwi, prawy brzeg Wisły i prawy brzeg Sanu,
w której podstawowym środkiem transportu był zaprzęg konny, dodajmy odwrót
przez wcinające się zagony pancerne przeciwnika, na zatłoczonych uciekinierami
drogach i przy ciągłym ostrzale broni pokładowej niemieckich samolotów
i bombardowań, czy taki odwrót był możliwy z zachowaniem wyjściowej
siły armii? Otóż taki odwrót był nie tylko możliwy, ale i można było
dokończyć formowanie Armii "Prusy", dokończyć powszechną mobilizację, uzupełnić
straty, a nawet powiększyć liczebność armii, w pełni wykorzystać, a nie
niszczyć, wielki arsenał uzbrojenia w Stawach pod Dęblinem, ewakuować działaczy
niepodległościowych z Pomorza i Śląska (którzy robiliby znakomitą robotę
tak na froncie, jak i na tyłach ).
W pierwszych dniach września wojska hitlerowskie dokonały wyłomów,
ale generalnie nie rozbiły polskiej armii, były straty WP w bitwie granicznej,
szczególnie na Pomorzu, ale ponosili je również Niemcy, np.1 września pod
Mokrą Wołyńska Brygada Kawalerii pod dowództwem płk. Juliana Filipowicza
zniszczyła 100 czołgów i samochodów pancernych wroga. Armia niemiecka w
1939 nie była tak silna jak w 1940, nie mówiąc o 1941. Niemcy mieli
czołgi, ale i też wiele kolumn - motocykli z przyczepą, a tu spotkania
z wypadami polskiej kawalerii nie zawsze były dla najeźdźców szczęśliwe,
zwłaszcza nocą, tę taktykę zastosował potem major Hubal.
Również Niemcom zaczynało brakować paliwa... Realizacja planu
"Fall Weiss" przez Niemców nie była też w pełni strategiczna,
była w części polityczna. Dlaczego? Otóż Niemcy poszli pancernymi szpicami
na Warszawę, by kłamliwie ogłosić światu, że po tygodniu stolica Polski
upadła, a była to wiadomość dla Sowietów, by uderzali szybko od wschodu,
i dla Anglii i Francji: nie zaczynajcie żadnych poważnych działań zaczepnych,
bo polski front przestaje istnieć. Była to kłamliwa propaganda.
Co zatem należało zrobić, by Wojsko Polskie nie tylko wyprowadzić
na naturalne, rzeczne przeszkody nowego frontu, ale i uzupełnić i zwiększyć
liczbę żołnierzy i uzbrojenia? Była tylko jedna taka możliwość, wykorzystania
luk Blitzkriegu, możliwość trudna, ale wykonalna. Otóż należało wykorzystać
te elementy strategii napaści hitlerowskiej, które były wyłącznie polityczne,
a takimi elementami było ominięcie przez Wehrmacht 100.000 polskich żołnierzy,
mających do dyspozycji 56 samolotów, 240 dział polowych, 18 dział przeciwlotniczych,
91 czołgów rozpoznawczych, 2 pociągi pancerne i 20 samochodów pancernych,
i to w odległości zaledwie 200 km od Berlina.
Oczywiście czytelnicy "Gońca" domyślają się, że chodzi
o Armię "Poznań", okrytą chwałą w bitwie nad Bzurą, armię, która weszła
do akcji o całe dziewięć dni za późno. Liczyły się godziny, a w przypadku
np. Bydgoszczy nawet minuty. Otóż Wódz Naczelny, marszałek Śmigły-Rydz
już pierwszego września wieczorem wiedział, jak silna i w jakim kierunku
idzie nawałnica hitlerowska, i w takim układzie najpóźniej, powtarzam,
najpóźniej 2 września do południa powinien był wydać rozkaz gen. Tadeuszowi
Kutrzebie: cała Armia "Poznań" natychmiast wyrusza na Berlin!
Fantazja ułańska? Nie, proszę państwa, dokładnie to samo zrobił
Winston Churchill w sierpniu 1942, zaraz po powrocie z Moskwy. Otóż
Wehrmacht zrobił kilkusetkilometrową wyrwę nad Donem we froncie wschodnim
i Stalin skamlał przed aliantami, żądając otwarcia drugiego frontu, a ci
nie byli gotowi. Desant pod Dieppe 19 sierpnia 1942, gdzie wysłano pięć
tysięcy Kanadyjczyków i ponad stu pilotów RAF-u na pewną zagładę, był zagrywką
pokerową Churchilla, Hitler połknął haczyk i w kluczowym momencie wycofuje
kilka dywizji pancernych z frontu wschodniego do Francji, stepy zawołżańskie
i Kaukaz są ocalone.
Wracamy do września 1939, gen. Kutrzeba dochodzi do Żagania,
może nawet dalej , propaganda polska rozgłasza światu, a także krzepi własne
społeczeństwo: Armia Polska idzie na Berlin! W szóstym - siódmym dniu wojny
Armia "Poznań" zostaje zmasakrowana, bo Niemcy nie mogą sobie pozwolić
na chwilową, ale politycznie wielkiej skali porażkę i muszą ściągnąć z
frontu polskiego znaczne siły w ludziach, samolotach i ciężkim sprzęcie,
wielokrotnie przekraczające siły Armii "Poznań", Niemcy muszą się w tym
spieszyć, a więc i siły zaangażować odpowiednio duże. I to daje Sztabowi
Głównemu Wojska Polskiego cztery - pięć bezcennych dni względnego spokoju
do zorganizowanego odwrotu pozostałych armii do naturalnych przeszkód
rzecznych, zaminowanie mostów, Armia "Małopolska" ma czas na dotarcie do
Sanu i organizację przepraw, dokończenie powszechnej mobilizacji,
opróżnienie arsenałów i magazynów na zachodnich rubieżach kraju, ewakuację
działaczy niepodległościowych z tychże ziem, a bohaterska obrona: Poczty
Polskiej w Gdańsku, Westerplatte, Gdyni, Kępy Oksywskiej i
Helu: spełnia swoje polityczne zadanie. Z nawiązką.
Tyle mam do powiedzenia. Dziękuję.
Andrzej T. Jaxa-Chronowski Mississauga, Ontario
1 września 2007
Od redakcji: Szanowny Panie, niestety nie mamy machiny czasu.
Teraz łatwo mówić...
Szanowna Redakcjo!
W imieniu Komitetu Organizacyjnego II Światowego Modlitewnego
Kongresu dla Życia mam zaszczyt zaprosić Szanownych Przedstawicieli Redakcji
do wzięcia w nim udziału.
Kongres odbędzie się w dniach 11-13 października bieżącego roku
w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach.
Honorowy patronat nad Kongresem przyjął J.Em. ks. kard. Stanisław
Dziwisz, metropolita krakowski. Ramowy program Kongresu, warunki uczestnictwa
i formularz zgłoszenia podane są na stronie internetowej: http://www.cracow-pro-life-congress-2007.com.
Będę bardzo wdzięczny za przekazanie informacji o II Światowym
Modlitewnym Kongresie dla Życia zarówno polskim, jak i zagranicznym obrońcom
życia człowieka.
Życzę wielu Łask Bożych w służbie Ojczyźnie i Kościołowi.
Łączę wyrazy należnego szacunku, Szczęść Boże!
dr inż. Adam Kisiel
Przewodniczący
Komitetu Organizacyjnego
Od redakcji: Przekazujemy informacje.
Droga Redakcjo!!!
Dziękuję za opublikowanie mojego listu w waszej gazecie GONIEC.
(...) W uzupełnieniu do mojego poprzedniego listu i komentarza redakcji
myślę, że dobrym źródłem informacji o ważniejszych ekspozyturach rządu
światowego (czytaj masonerii) w Polsce jest informacja podana na stronie
internetowej www.polonica.net <http://www.polonica.net/>, a konkretnie
pod adresem http://www.polonica.net/Ktokreci.htm. Jest tam artykuł pod
tytułem "Kto naprawdę nami kręci!".
Jest tam o Grupie WINDSOR i kto do niej należy, a to może
dużo wyjaśnić próbującym zrozumieć dzisiejszą polską scenę polityczną.
Ponieważ podobne informacje znalazłem w wielu innych źródłach,
więc uważam ją za dość wiarygodną. Oprócz Kaczyńskiego oraz obecnego ministra
edukacji narodowej prof. Ryszarda Legutko, do masońskiej Grupy Windsor
należy dwóch dziennikarzy, tj. Rafał Ziemkiewicz oraz Stanisław Michalkiewicz.
O ile Ziemkiewicz mnie nie zaskoczył, to Michalkiewicz tak. Obecne jego
zachowanie to jest otwarte poparcie dla Kaczyńskich i dla Macierewicza,
a jednocześnie jego krytyka Romana Giertycha i LPR wydaje się to potwierdzać.
Poza tym jest on liberałem, który stawia znak równości między Kościołem
katolickim otwartym a tradycyjnym, oraz popiera emisję pieniądza przez
banki prywatne. Bywał w latach 80. w Paryżu, a tam w tym czasie zaczynała
większość polskich masonów. To już dużo mówi. W każdym razie warto się
nad tym zastanowić.
Do tej pory czytając jego felietony, miałem wrażenie, że Michalkiewicz
uważa siebie za speca od razwiedki, a niestety nie pisze na ten temat wiele,
na przykład co się dzieje z rozwiedką po rozwiązaniu WSI. Poza tym Stanisław
Michalkiewicz pochodzi ze stajni o. Rydzyka, a to już może budzić podejrzenia.
Dla przypomnienia, z tej samej stajni pochodzą Antoni Macierewicz
i Jan Olszewski, których rolę na polskiej scenie politycznej doskonale
przedstawił pan Adam Kurzaj w ostatnim GOŃCU numer 34. Doskonała analiza
warta szerszego upowszechnienia. Szkoda, że ten artykuł nie był dostępny
na internetowej stronie GOŃCA.
Uważam, że warto też zwrócić uwagę na nieżyjącego już Jana Lipskiego
- nestora polskiej masonerii. A konkretnie kto był w jego otoczeniu. Byli
na pewno Kaczyńscy, był też polityczny rabin Radia Maryja prof. Jerzy Robert
Nowak. A wracając do o. Rydzyka, to chciałbym zobaczyć jego teczkę.
Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek słyszał czy czytał o tym, że o.
Rydzyk czy o. Jan Król byli lustrowani. O. Rydzyk w czasach PRL był 4 lata
w Niemczech, no więc musiał być obiektem zainteresowania SB. Faktem jest,
że dzisiaj popierają lożę PiS, szkalując Ligę Polskich Rodzin. Przykładowo
zarzucając jej współpracę z SLD czy rozbicie koalicji, co dla mnie jest
nonsensem. Uważam, że w obecnym czasie redaktorzy RM zajmują się przekręcaniem
faktów i oszczerstwami, a to już uważane jest przez Kościół za ciężki grzech.
Popierają PiS, rozumiem, mają prawo, ale dlaczego niszczą LPR?
Przecież gdyby Radio Maryja poparło LiS, to jest LPR i Samoobronę, to partie
te mogłyby sięgnąć po władzę w Polsce. Co to za księża, którzy bardziej
boją się tych, którzy pociągają sznurki ich sutanny niż Boga? A może oni
robią to sami z siebie, ze swoich przekonań? Tak czy inaczej, ich
wiara w miłosierdzie Boże musi być wielka. Ciekawe, kogo Kaczyńscy wyślą
do Kanady i USA na kampanię przedwyborczą do Sejmu. Przypuszczam, że może
to być osoba lub osoby związane z o. Rydzykiem.
Dla mnie papierkiem lakmusowym szczerości intencji polityka,
księdza czy zwykłego obywatela podającego się za patriotę jest stosunek
do spraw narodowych. Obecnie mamy jedyną nieumaczaną w masonerii, agenturze
(tajnych służbach) czy w aferach gospodarczych partię Ligę Polskich Rodzin
i jej szefa Romana Giertycha. Partię katolicko-narodową spoza układu okrągłego
stołu. Jeśli ktoś te partie niszczy pomówieniami bez podstaw to jest albo
z mniejszości narodowych, takich jak Żydzi czy Ukraińcy (nie wszyscy),
albo agentem, albo masonem lub idiotą, to jest osoba uformowana przez media.
Darek Kowalczyk
Od redakcji: Szanowny Panie, Pana spekulacje idą tak daleko,
że trącą fantastyką polityczną. O takich sprawach, jak kto jest masonem,
a kto nie, warto mówić, gdy mamy konkretne papiery w ręku, a póki co niezależnie
od tego, kto jest kim i z kim trzyma, lepiej patrzeć, co robi i jak.
GONIEC NR 34/2007 (191)
(24-30
VIII 2007)
***
Panie redaktorze, proszę o wydrukowanie mojego wiersza w "Gońcu",
o ile to możliwe w tym tygodniu. Prawdopodobnie jesteśmy już w ostatnim
etapie sprzedaży "Place Polonaise". Sędzia kanadyjski wydał nakaz, aby
historyczne pomniki z "Place Polonaise", gdy będą usuwane, były zabezpieczone
i zachowane. (...)
Dożynki na Place Polonaise
Piękne błękitne niebo, sierpień,
Dożynki...
Sprytnie ukryte znaki "FOR SALE"
Nawet ten na dachu w górę zawinięty.
Po co denerwować Polonię?
Niech się bawi, uśpiona w takt muzyki,
Niech tańczy swój taniec Chochoła,
Tuż obok roześmiana postać prezesa Zawieruchy,
Wie, że już prawie się dogadali,
Specjalnie dla niego "Tyle słońca w całym mieście"
Dla Pana Prezesa ZPwK...
Trzeba tylko usunąć Pomniki przed sprzedażą,
Bo tak nakazał im sędzia kanadyjski,
Musiał Polaków przypilnować,
Bo może wylądowałyby w jeziorze.
Już przecież raz tak było gdy sprzedawali park Sikorskiego.
Obok mnie roześmiana postać,
Pani Teresy Szramek, sekretarza ZPwK,
Sprzedaje losy na loterię,
Już wie, że się prawie dogadali,
Trzeba tylko usunąć Pomniki...
Biegnie wiceprezes Maziarz,
Trzeba tylko usunąć Pomniki...
Wymazać znak, że to miejsce kiedyś było polskie miejsce,
A nad nimi jeszcze powiewa flaga, która witała Jana Pawła II
Postrzępiona smutna, pytająca,
Czyja ręka dotknie się świętych ołtarzy
Pomników Polaków tutaj obecności?
A jezioro szumi coraz smutniej i smutniej,
I w jego szumie prawie rozróżniam słowa:
"Miałeś chamie złoty róg,
Został ci się tylko sznur...".
"Miałeś chamie złoty brzeg
Ostał ci się obcych śmiech"
Marta Jakubowska
Grimsby
Od redakcji: Podzielamy Pani smutek.
Witam Redakcję "Gońca"
Chciałbym przesłać Wam bardzo interesujące, moim zdaniem, zdjęcie
zrobione przeze mnie .To zdjęcie zrobiłem w miejscowości Guelph (Hwy 6),
jadąc na wystawę traków do Fergus. Sami zobaczcie, jak ustawiają znaki.
Jeśli będzie gdzieś miejsce, to prosiłbym o załączenie tego zdjęcia tu
gdzieś na witrynie internetowej lub w gazecie. Znak, jak widać, naprawdę
jest informujący, tylko że należący pewnie do właściciela posesji za siatką.
Przemysław
Od redakcji: Dziękujemy, kuriozalne zdjęcie publikujemy, zachęcamy
także innych Czytelników "Gońca" do przysyłania na adres redakcji (redakcja@goniec.net)
swoich fotografii z innymi absurdami.
Krokodyle łzy opozycji
w obronie Leppera
Jesteśmy świadkami wielkiej obłudy i zakłamania, a zatem o co
tak naprawdę chodzi?
Od chwili powstania koalicji rządowej PiS-LPR-Samoobrona chyba
nikt bardziej jak Lepper nie był wyśmiewany przez opozycję, media, publicystów,
komentatorów i politologów. PiS był oskarżany, iż w rządzie, i to na stanowisku
wicepremiera, ma "wielokrotnego przestępcę", że obecność w rządzie Leppera
i Giertycha szkodzi wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej, krytyki
nie było końca. W związku z tym, niejedną gorzką pigułkę musiał przełknąć
pan Premier, jak też niejeden raz musiał przeprowadzić ostrą rozmowę z
koalicjantami, którzy mieli zmienne poglądy na ważne dla kraju sprawy,
ale PiS po wyborach nie miał innego wyjścia, jak rządzić z takimi ludźmi,
mając nadzieje, że zrozumieją, iż dobro Polski to dobro wszystkich grup
społecznych i zawodowych.
Dziś, kiedy ten sam Lepper przy poparciu pana Giertycha, opozycji
i pana Kaczmarka wypowiedział wojnę PiS-owi, wszyscy jego dawni krytycy
stanęli w jego obronie, a nuż ten Lepper stanie się bohaterem i przyczyni
do obalenia tego rządu, do którego wszyscy zieli nienawiścią z powodu realizacji
programu wyborczego dot. oczyszczania kraju.
Może nie wszyscy, ale ci, którym pali się grunt pod nogami, mają
nowego kandydata na stanowisko premiera i jest nim pan Janusz Kaczmarek.
Samoobrona nawet poprze jakiegokolwiek kandydata z PO, byleby premiera
Kaczyńskiego odsunąć od władzy, który utrącił ryj hydrze.
Wszyscy żądają komisji ds. CBA, i to jeszcze przed wyborami,
zapominając, że szybko można tylko łapać pchły. Komisja miałaby rację bytu
wówczas, gdyby prokuratura działała opieszale lub w ogóle nie działała,
a tak nie jest. Działanie komisji uniemożliwiłoby poznanie prawdy, bowiem
ujawnione by zostały wszystkie wątki, które jeszcze są przedmiotem śledztwa,
byłby to spektakl wyborczy, a nie dochodzenie prawdy. Zwolennicy komisji
zadają sobie pytanie, dlaczego w tej sprawie jak w żadnej innej prokuratura
działa tak szybko i jeszcze zwołuje konferencję prasową, aby powiedzieć,
że przesłuchano nagranie dostarczone przez pana Ziobrę i "nie ma tam słów,
którymi oskarża go pan Lepper". Dlatego wszystko wygląda inaczej, że sprawa
dotyczy innego człowieka, człowieka, od którego zależy bezpieczeństwo kraju,
czyżby wszyscy byli ludźmi takiego formatu? - otóż nie.
Odpowiem na pytanie, "dlaczego Minister Sprawiedliwości nagrywał
rozmowę z Ministrem Rolnictwa, członkiem rządu?". Jestem głęboko przekonana,
że powodem tego było przekonanie, iż pan Lepper nie jest wiarygodny i wszystkiego
najgorszego można się po nim spodziewać. Pomyślmy, co byłoby, gdyby takiego
nagrania nie było? Pan minister Ziobro byłby posądzony o kłamstwa, wręcz
zdradę, z takiego faktu na pewno byłoby dużo zadowolonych. Trzeba być niezrównoważonym
psychicznie, aby uwierzyć, że aby odwołać pana Leppera, trzeba używać szantażu,
"intrygi" i angażować CBA. Można było zaczekać do najbliższego posiedzenia
Sejmu, przegłosować odebranie immunitetu z powodu prokuratorskich zarzutów
w sprawie "seks-afery".
Najwięcej zarzutów pod adresem p. Leppera kierował p. Kalisz
(prawnik), jeden z liderów SLD, dziś woła o komisję w sprawie Leppera i
o dymisję rządu, bo "demokracja zagrożona". Zwracam się do pana, panie
Kalisz, co pan wie na temat demokracji? Nie tak dawno brał pan udział jako
członek PZPR w tłumieniu demokratycznej myśli Polaków. Zapomniał pan, jak
pańska formacja łamała prawa demokracji, prawa człowieka, łamała kręgosłupy,
sumienia i kości walczącym o demokrację. Dziś mieni się pan ojcem chrzestnym
demokracji i da się zauważyć w rozmowach, jak leci panu piana z ust, gdy
wypowiada pan słowa o jej zagrożeniu przez braci Kaczyńskich. Wszyscy bronicie
pana Kaczmarka, bo to wasz człowiek, który się zdradził przez kłamstwo.
Samoobrona też widzi wyzwoliciela w osobie pana Kaczmarka.
Rzeczą zdumiewającą jest przyjaźń i zaufanie pana Giertycha do
pana Kaczmarka. Pan Giertych mienił się także wielkim katolikiem i patriotą,
dziś zbratał się z człowiekiem, który zdradził. Uknuli wspólnie spisek
przeciwko panu ministrowi Ziobrze, człowiekowi szlachetnemu i bezgranicznie
oddanemu przemianom w polskim sądownictwie na skalę nie notowaną od niepamiętnych
czasów. Musimy więc stanąć murem za panem Ziobrą i nie dopuścić do wyimaginowanych
oskarżeń przez ludzi, którym pali się grunt pod nogami, którzy zostaną
wyeliminowani z życia publicznego, bo na to zasłużyli.
Pan Giertych za powielanie kłamstwa i oszczerstw pana Kaczmarka
i knucie nienawiści do Prezydenta, Premiera i poszczególnych ministrów
w rządzie PiS-u, powinien słono zapłacić i niezwłocznie odpowiedzieć przed
sądem za znieważanie głowy państwa i poszczególnych polityków wysokiego
szczebla.
Być może teraz ta "święta trójca" powinna przyłączyć się do pani
Eriki Steinbach i wspólnie obalać nasz polski rząd, który także nie podoba
się obywatelce Niemiec, dlatego że broni swojej własności i swoich obywateli.
Pani Steinbach nie ma moralnego prawa oceniać naszego rządu,
bowiem sama jest dzieckiem tych, co tę tragedię Polsce zgotowali. To Polska
powinna wystawić rachunek Niemcom za niszczenia i mordy na polskim narodzie,
dziś pani Steinbach robi z Polaków katów, a z Niemców ofiary, czy nikt
tego nie rozumie? Dlaczego w naszym kraju żyje tylu ludzi, którzy nienawidzą
Polski i po co zjadają chleb, który rodzi nasza polska ziemia, zroszona
potem i krwią naszych przodków.
Rząd PiS-u jest pierwszym rządem od czasu rządu pana Olszewskiego,
który broni interesu własnego narodu i żaden inny, ani PO, ani SLD, nie
będzie chciał tego czynić, bo dla nich jest ważny interes innego mocarstwa,
dlatego tak krytykują polską politykę zagraniczną oraz stanowisko Prezydenta
czy Premiera w różnych sprawach dot. relacji międzynarodowych. Nasi czołowi
politycy są ludźmi rozważnymi i kosztem interesów własnego kraju nie będą
czynić umizgów wobec nikogo, bo nie ma takiej potrzeby.
Wracając do pana Kaczmarka, uważam, że powinien otrzymać nakaz
szybkiego powrotu do kraju w celu wyjaśnienia przed prokuraturą treści
swoich oskarżeń, a nie przed panem Giertychem. Przed społeczeństwem powinni
zdradzić, skąd u nich tyle jadu i nienawiści do tych, co Polskę zmieniają
i w czyim imieniu działają.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Dziękujemy za Pani opinię.
***
Kultura polska od lat cieszy się zainteresowaniem na wyspie.
Tajwańscy pianiści biorą udział w Konkursie Chopinowskim, a na Tajwanie
działa Fundacja im. Fryderyka Chopina prowadzona przez japońską pianistkę
i pedagoga prof. Annę Fujitę. Warto dodać, że tajwański prezydent nazywa
Jana Pawła II "światłem naszej cywilizacji", a honorowy przewodniczący
opozycyjnej partii Kuomintanu, dr Lian Zhan, ufundował pomnik naszego Ojca
Świętego, który stanął w Brampton (Kanada). Również Maria Skłodowska-Curie
jest inspiracją dla wielu młodych Tajwańczyków. Ta fascynacja Azjatów Polską
nie jest jednak współmierna do działań promocyjnych ze strony polskiej;
nie możemy zaoferować Tajwańczykom wysokiej technologii (w tym oni górują
od lat), większość naszych produktów odzieżowych, spożywczych nie może
konkurować z tanimi wyrobami z Azji; możemy za to podbić serca Azjatów
naszą kulturą. Wymaga to większej obecności strony polskiej nie tylko na
targach książki czy festiwalach filmowych; potrzeba także lepszej znajomości
np. tutejszych rynków wydawniczych (wydawcy polscy potrzebują pomocy nawet
po podpisaniu umowy, a wydawcy tajwańscy szukają informacji na temat materiałów
promocyjnych, np. zdjęć, czy proszą o pomoc w nawiązaniu kontaktów z tłumaczami).
http://haniashen.blogspot.com/
Od redakcji: Tajwan dzisiaj jest niepoprawny politycznie -
wszyscy boją się drażnić Pekin.
***
Masoni Kaczyńscy planują przekazać władzę masonom z Platformy
Obywatelskiej. A Radio Maryja milczy jak zaklęte, zajmując się tematami
zastępczymi. Poza propagandą ludzi z czołowego kierownictwa PiS-u nie ma
w tym radiu żadnej rzeczowej analizy obecnej sytuacji politycznej, przykładowo
prof. Anny Razny, czy nawet prof. Wolniewicza. Stanisław
Michalkiewicz, osoba dość rozeznana w tym, co się dzieje wokół nas, nagle
stał się obrońcą masońskiego kierownictwa z PiS-u. Jednym słowem, dobre
pióro, ale manipulować też potrafi.
Liga Polskich Rodzin z Romanem Giertychem na jej czele jest atakowana
ze wszystkich stron. Ponieważ R. Giertychowi nie można nic zarzucić,
więc nie mamy podanych żadnych konkretnych faktów czy argumentów, a zamiast
tego obraźliwe epitety, przykładem których może być list niejakiego Kurasia
w ostatnim "Gońcu", który nazywa Giertycha ambicjonerem i dewiantem. Kuraś
jest prawdopodobnie agentem lub obywatelem Polski, ale nie Polakiem, albo
jedno i drugie. Nie ma odwagi podpisać się nawet swoim prawdziwym nazwiskiem
i imieniem, ale ma zadanie szkalować ludzi prawdy.
Układ okrągłego stołu, a szczególnie ta część związana z masońsko-żydowskim
KOR, jak również ludzie związani z agenturą, w którym jest umaczana, cała
scena polityczna oprócz właśnie Ligi Polskich Rodzin, broni się zaciekle
przed prawdą.
Czy polscy biskupi, a więc Episkopat stanie za prawdą, tj. ludźmi
z Ligi Polskich Rodzin, którzy nie mają żadnej przeszłości agenturalnej
czy powiązań z masonerią, jak również nie są wmieszani w afery gospodarcze?
Niestety, nie mam złudzeń. Dzisiaj jest moda na półprawdy i mniejsze
zło. Są dwie drogi, jedna kłamstwa: wygodna i szeroka z PiS, PO i pomniejszymi,
prowadząca do utraty niepodległości Polski, oraz druga prawdy: wąska i
trudna przeciwna oddaniu niepodległości Polski poprzez przyjęcie
konstytucji (teraz zwanej traktatem) UE i waluty euro. PiS jak dotąd
zrobił wszystko, co należało, w interesie UE, a więc utraty niepodległości
przez nasz kraj. Tak będą nas prowadzić z PO, aż do czasu gdy znajdziemy
się w niewoli. A później będą wymieniać się przy korycie, jako zarządcy
Polski, bez żadnej odpowiedzialności.
Dariusz Kowalczyk
Od redakcji: Wdzięczni bylibyśmy za jakąś listę polskich masonów.
GONIEC NR 33/2007 (190)
(17-23
VIII 2007)
***
Do napisania tego listu skłonił mnie artykuł pana redaktora Kumora
w ostatnim wydaniu "Gońca" pt. "Pytania międzypokoleniowe". W ww. artykule
pan red. Kumor pisze cyt. "polskie kobiety były zbiorowo gwałcone przez
kałmuków i zbrodniarzy ROA".
Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie neguję gwałtów i morderstw
dokonanych w powstaniu warszawskim, ale o ile mi wiadomo, oddziały ROA
(Rosyjska Armia Wyzwoleńcza) pod dowództwem byłego generała Armii
Czerwonej Andrieja Własowa w tłumieniu powstania udziału nie brały.
Jednakże dość powszechne używanie przez wiele rosyjskich, kozackich i ukraińskich
jednostek Osttruppen oznak naramiennych ROA, spowodowało zaistnienie w
powszechnym odbiorze pojęcia "własowiec" (pisał o tym również Norman Davies).
Największą jednostką cudzoziemską podległą wojskom lądowym i
Waffen-SS użytą w stolicy była brygada (a właściwie część brygady) RONA,
dowodzona przez Bronisława Kamińskiego (po powstaniu byłych członków rozwiązanej
RONA wcielono w skład 1. Dywizji ROA), można też wspomnieć o oddziałach
kozackich, które stanowiły najliczniejszą grupę spośród cudzoziemców walczących
z powstańcami. Były też bataliony białoruskie, azerskie, a nawet
wschodniomuzułmański pułk Waffen-SS...
W przedostatnim wydaniu "Gońca" w rubryce "Z mojego notesu" w
artykule pt. "O tym, kto jest antysemitą, to my decydujemy" napisał Pan
cyt. "Hitler ponoć zastrzegł sobie, że o tym, kto jest Żydem, on decyduje".
Otóż autorem tego powiedzenia najprawdopodobniej jest Hermann Göring, który
powiedział tak, gdy chodziło o feldmarszałka Erharda Milcha, który ze strony
ojca miał żydowskie pochodzenie...
Trzecia sprawa, o której chciałem napisać, to wiadomość (plotka)
na pierwszej stronie Waszej gazety o tym, jakoby członkowie gangów działających
w rejonie Jane i Finch dostawali od 5-10 tys. dol., by przeprowadzić się
do północno-zachodniego Brampton. Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" od
pierwszego numeru, uważam, że jesteście najbardziej ambitną gazetą z gazet
polonijnych, ale dawać tego typu wiadomość (żeby nie użyć słowa plotka)
na pierwszą stronę to chyba jednak nieporozumienie...
Na koniec mam nadzieję, że nie zostanę źle zrozumiany, życzę
wszelkiej pomyślności, a całej Redakcji wszystkiego najlepszego.
Stały czytelnik
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękuję bardzo za wyjaśnienia
i uwagi poczynione na kanwie mojego tekstu. Jeśli chodzi o "plotkę z pierwszej
strony", to proszę zauważyć, że informacja dotyczyła dementowania tejże
przez burmistrza miasta.
List solidarności z Panem Ministrem Ziobro
Szanowny Panie Ministrze,
Fakt powołania Pana na tak zaszczytne stanowisko, Prokuratora
Generalnego i Ministra Sprawiedliwości, bardzo ucieszył wielu Polaków poza
granicami kraju, jak też w Polsce. Pojawiła się więc realna szansa oczyszczenia
kraju z korupcji, agentury i wszelkiego rodzaju przestępstw.
Do realizacji tych zadań przystąpił Pan z ogromną determinacją
i nadzieją na zmianę życia Polaków. Cechowała Pana szczerość, powaga, rozwaga
i profesjonalizm, a szczególnie odwaga.
Dwa lata potrzeba było, aby wykryć fałszywych ludzi w swoim otoczeniu,
którzy współpracując z Panem, pracowali dla kogo innego. Teraz, gdy prokuratura
posiada dowody winy i zdrady tych osób, chcą one zrzucić odpowiedzialność
na Pana. Wypracował Pan sobie opinię, której wielu zazdrości, i chcieliby
teraz obciążyć Pana wszystkimi zarzutami. Nie wróżę im powodzenia, wręcz
wzywam do opamiętania.
W tej trudnej i niewdzięcznej dla Pana chwili, wraz z rodziną
i gronem przyjaciół zapewniam o naszym wsparciu duchowym, żywiąc nadzieję,
że wkrótce za swoje kłamstwa staną przed sądem. Życzę więc Panu sił na
przetrwanie tych trudnych dni i wierzę, że tak wielki autorytet Pana nie
zostanie zachwiany. Jesteśmy całym sercem z Panem, Panie Ministrze.
Jolanta Krawczyk
z mężem i Rodziną z Kanady
Hamilton
Od redakcji: xxx
Komentarze dotyczące felietonu A. Kumora "Pytania międzypokoleniowe"
***
Tak jest, panie Kumor, niestety tak jest, jak Pan opisał. Te
wszystkie fantasmagorie piłsudczyzny, socjalistów, liberałów i komunistów
raz na zawsze powinny zniknąć z myślenia politycznego Polaków. W przeciwnym
wypadku zrodzą następne tragedie typu Powstanie Warszawskie.
Ale narodowy program nie powinien być kształtowany przez ambicjonerów
i dewiantów politycznych typu Giertych i jego sekta LPR.
W tej pracy Polacy są dopiero na początku dłuuuugiej drogi.
Kuraś
Od redakcji: Droga może długa, ale chodzi o to, abyśmy po niej
szli...
***
Nie wiem, czy ktoś, kto nie jest historykiem (obiektywnym, nie
piłsudczykiem czy narodowcem), ma prawo tak głęboko wchodzić w materię
Powstania Warszawskiego. Ja jestem z zawodu historykiem
(wierzącym, niepraktykującym), ale nie śmiem zabierać głosu w dyskusji
o Powstaniu Warszawskim, bo po prostu do tego trzeba mieć niesamowite kompetencje,
kilkadziesiąt lat nad dokumentami i literaturą przedmiotu, i wtedy można
coś powiedzieć, co ma jaki taki sens. A tak to wychodzi, przepraszam, ple
ple...
Istnieje wiele poważnych analiz mówiących o sensowności decyzji
powstania, o celach, które wcale nie były nierealistyczne ani głupie. Każdy
maturzysta powinien wiedzieć, że w kwestii powstania nie zagrało kilka
czynników na raz. Każda decyzja wymaga ryzyka. "Challenger", wahadłowiec
amerykański, to olbrzymi zbiornik paliwa, na którym startuje kilku ludzi.
I dlatego jeśli nie zagrają czynniki, które włączyliśmy w nasz plan, rakieta
wylatuje w powietrze wraz z załogą, i już 2 wahadłowce (nie licząc wielu
rakiet typu Saturn czy sowieckich) spaliły się, mimo zabezpieczeń.
Czy to oznacza, że powinniśmy wstrzymać loty kosmiczne? Czy mamy
poddawać się każdemu wrogowi, tocząc przy tym nieustanną walkę między sobą,
między Polakami, o to, kto ma rację?!
Przepraszam, może pana źle zrozumiałem, ale atak na przywódców
powstania i głaskanie po głowie szeregowców ze źle ukrywanym lekceważeniem
to działanie trochę dziwne, trochę sekciarskie. A przypomnę, że sekta to
część "naszych", która zachowuje się tak, jakby należała do nieprzyjaciela.
Czytelnik
Od redakcji: "Nadinterpretuje" Pan mój tekst. Nie tylko historycy
mają prawo do oceny wydarzeń historycznych. Gdyby tak było, nie moglibyśmy
mówić o tym, co stało się wczoraj.
GONIEC NR 32/2007 (189)
(10-16
VIII 2007)
Szanowna Redakcjo,
Ciągle myślałam o artykule co do Polski. Lubię czytać artykuły
p. Andrzeja Kumora. W ostatnim numerze, który dostałam, o Polsce, dlaczego
ludzie nie chcą wracać do Polski? Odpowiem ja.
Moja koleżanka była niedawno w Polsce, mówi, że wszystko dobrze
jest, wszystkiego w bród, ale ludzie nie tacy jak dawniej, i rodzina także.
Kiedy się przyjeżdża do Polski, to nawet i rodzina już nie taka, mają już
przyjezdnego za gościa, a nie rodzinę. Teraz, jak może człowiek wracać
do Polski po 50 lub 25 latach, kiedy już ma byt zapewniony, a w Polsce
co? I tak słyszę od wielu przyjeżdżających.
Czytelniczka
Od redakcji: Powrót do Polski to reemigracja.
Szanowny Panie Redaktorze,
Prosimy o zamieszczenie sprostowania w związku z nieprawdziwą
informacją zamieszczoną w artykule Pana Aleksandra Pruszyńskiego w części
"Trybuna" ("Goniec" nr 29 z 20-26 lipca 2007 r.), odnośnie do nowego księdza
proboszcza w parafii św. Marka, 277 Parklawn Road w Etobicoke.
Po pierwsze: Obecny proboszcz ks. dr Edward Koroway jest kapłanem
ponad 25 lat. Posiada ukończone dwa (2) fakultety - prawo cywilne oraz
prawo kanoniczne.
Po drugie: Z pochodzenia jest On Polakiem, urodzonym w Toronto
(a nie tutejszym Ukraińcem, jak napisano w artykule). Mówi dobrze po polsku
i odprawia dwie (2) polskie Msze św., tj. w niedziele o godz. 10.00 i w
poniedziałki o godz. 19.00 - poprzedzoną Różańcem odmawianym także w języku
polskim. Zapraszamy wszystkich chętnych i sympatyków do uczestniczenia
w Nabożeństwie Różańcowym w kościele św. Marka.
Po trzecie: Przybycie nowego proboszcza nie spowodowało żadnych
animozji (jak sugeruje autor artykułu), a wręcz przeciwnie. Ks. Edward
został serdecznie przyjęty przez parafian, którzy doceniają Jego starania
o Kościół oraz duchowy rozwój parafii.
W krótkim czasie sprawowania urzędu, Ojciec Koroway załatwił
bardzo pilną sprawę remontu zniszczonego dachu łączącego kościół z plebanią.
Sprostowanie jest konieczne, ponieważ takie wypaczone i przekłamane
informacje prasowe manipulują opinią publiczną i kolejny raz potwierdzają
niewiarygodność mediów.
Z poważaniem,
Za parafian św. Marka
Vicki Kopowski
Od redakcji: Prostujemy, pozdrawiamy.
***
Gorące pozdrowienia dla pana Kumora i całej redakcji. Moim zdaniem,
trzyma pan bardzo dobrą linię polityczną. Dla patrioty żywotny interes
narodu powinien być najważniejszy, on jest nieraz różny, zmienia się.
Patriota powinien tak myśleć, tak działać, żeby naród miał największe korzyści.
Tak się zdarza, że bardzo patriotyczne teksty mogą być uważane za antynarodowe.
Piotrek
Od redakcji: Wzajemnie, gorąco pozdrawiam.
Kresowiacy
z Toronto w Mrągowie
Już od trzech lat istnieje w Toronto grupa Kresowiaków, która
z dumą przynależy do rzeszy potężnej rodziny, jaką stanowią uczestnicy
i organizatorzy Festiwalu Kresowej Pieśni w Mrągowie. Zespół ten oddaje
się całkowicie sercem i duszą swoim pragnieniom wyrażanym nutą, pieśnią
oraz wierszem wzniosłych słów, dając dowód wiernej miłości i tęsknoty do
naszych Kresów oraz Ojczyzny tamtych dni. Dzięki założycielom i organizatorom
tej wspaniałej idei festiwal trwa i rozwija się już od ponad trzynastu
lat. Z Mrągowa płynie muzyka Kresów, docierając do każdego zakątka świata,
niosąc ukojenie i radość, dumę i tęsknotę, a dzieciom oraz wnukom
obraz naszej przeszłości.
Z radością oznajmiam, że w 2006 roku zostaliśmy zaproszeni na
Festiwal Kresowej Pieśni w Mrągowie. Z wielu przyczyn większość z nas nie
mogła i nie może osobiście uczestniczyć w tak drogiej naszym sercom uroczystości.
Muszę zatem dodać, iż występ nasz zrealizowany w Toronto w formie filmu
DVD, a prezentowany podczas obchodów festiwalowych w Mrągowie, stał się
w danej sytuacji niejako kompromisem pomiędzy potrzebą emocjonalnych więzi
z tą piękną imprezą a możliwościami poszczególnych zainteresowanych.
W tym właśnie czasie ja sama byłam na festiwalu, starając się
osobiście podtrzymywać i ożywiać kontakt na linii Mrągowo-Toronto. Przekazuję
najwyższy dowód uznania, ukłony, a także podziękowania założycielom i organizatorom,
zespołom, chórom, gościom oraz sympatykom tej szczególnej imprezy za wysiłek,
trud włożony w jej organizację. Co więcej, nad wyraz jestem wdzięczna osobom,
które z dużą chęcią i szczerością udzieliły wywiadów, okazując tym miłym
gestem przychylność tudzież żywy kontakt z rodakami z dalekiej Kanady.
Należą do nich: Pan dyrektor Lech Gołębicki, Pani prezes TMW i ZW Aniela
Dobielska oraz Pan inż. Szczęsny-Zarzycki - doradca posła do Parlamentu
Europejskiego.
Maryla Lis
Sekretarz Związku Ziem Wschodnich w Toronto
Od redakcji: Wspólnie się radujemy.
GONIEC NR 31/2007 (188)
(3-9
VIII 2007)
Panie Andrzeju,
Jestem bardzo zaskoczony. Nie myślałem, że piszę takie "antypolskie"
teksty, które nie mogą się ukazywać w "patriotycznym" "Gońcu", że ich wysyłką
sprawiłem Panu tyle kłopotu. Wybawiam Pana z tego kłopotu i nie tylko,
że wycofuję te teksty, ale - kłaniając się, umykam na zawsze. Przekonałem
się jako dziennikarz, że polscy redaktorzy nie tolerują żadnej innej opinii
poza swoją własną. Nie wiedzą, co to jest demokracja, wolność słowa, tolerancja,
kompromis, przebaczanie sobie tego czy tamtego. Polak Polakowi jest wilkiem!
Wielu dzisiejszych tzw. Polaków to po prostu skur...ni - śmierdzące Poljkaczki!
Poniżej załączam na to najlepszy dowód. Włodek Kuliński wypiął swój tyłek
na ten list. NA TAKI LIST!!! Dochodzę do przekonania, że lepiej muchy liczyć
na suficie niż pracować dla Polski i Polaków z drugimi Polakami. To marsz.
Piłsudski powiedział, że dla Polski można zrobić wiele, ale nie z Polakami.
Święte słowa.
Marian Kałuski
Od redakcji: Szanowny Panie, zbyt Pana szanuję, aby odpowiadać
na takie listy, ale Pana zachowanie przypomina mi egzaltację właściwą płci
pięknej w pewnym wieku.
ODPOWIEDŹ NA PROŚBĘ
Wł. DZIEMIAŃCZUKA
W "Gońcu" nr 30 ukazała się ponownie prośba W. Dziemiańczuka
o datki na pokrycie kosztów obrony sądowej wniesionej przeciwko niemu przez
prezesa ZZWRP w Toronto, Wandę Truksa.
Przesłuchanie w sądzie odbędzie się 11 września, i toczy się
o to, że W. Dziemiańczuk nie jest prezesem Związku od kwietnia 2002 roku,
kiedy został zwolniony ze stanowiska przez większość członków na rekomendację
Komisji Rewizyjnej.
Chcemy przekazać do informacji Polonii, że ZZWRP w Toronto, nie
prowadzi akcji zbierania funduszy na obronę W. Dziemańczuka, jak też że
ta akcja nie jest upoważniona przez ZZWRP w Toronto.
Na Walnym Zebraniu w kwietniu 2002 roku na prezesa ZZWRP w Toronto
został wybrany jednogłośnie p. Janusz Śmigielski, w kwietniu 2004 roku
Wanda Truksa, w kwietniu 2006 roku, ponownie W. Truksa.
ZZWRP w Toronto nie odpowiada za fundusze zbierane przez
W. Dziemiańczuka, który podaje się za prezesa tegoż Związku.
Z poważaniem
Zarząd Związku Ziem Wschodnich RP w Toronto
W. Truksa, prezes
J. Śmigielski, były prezes
Od redakcji: XXX
Dotyczy tekstu A. Kumora "Kilka wątpliwości" z nr 30 "Gońca".
***
"Demokracja" - władze stanowi wola większości obywateli WYKOŁOWANYCH
przez CZYJĄŚ propagandę - MEDIA.
Demokracja to NIBY "rządy ludu" w ustroju politycznym, opartym
na trójpodziale władzy, w którym źródło WŁADZY stanowi WOLA WIĘKSZOŚCI
obywateli.
Tą "WOLĄ WIĘKSZOŚCI obywateli" można dziecinnie STEROWAĆ za pomocą
medialnej socjotechniki, co się CODZIENNIE robi!!!
Ta "WOLA WIĘKSZOŚCI obywateli", czyli świadomość polityczna we
wszystkich tych tzw. demokratycznych państwach, jest z kolei ZMAJSTROWANA
na CHAMA, czyli WYMANIPULOWANA przez socjotechnikę PROPAGANDOWĄ poprzez
KŁAMLIWE MEDIA i też SFABRYKOWANE systemy edukacyjne w szkołach w tych
"demokratycznych" państwach.
Z kolei te KŁAMLIWE MEDIA są pod PEŁNĄ KONTROLĄ MOB-u, a teraz
dalej UKRYTEJ masonerii, czyli wolnomularzy CHOWAJĄCYCH się za kurtyną
polityki, bo wolnomularze NIGDY NIE CHCĄ brać swojej oficjalnej ODPOWIEDZIALNOŚCI
politycznej, prawnej i finansowej za to swoje MAJSTROWANIE polityką i opinią
publiczną, tak aby MAJSTROWAĆ polityką do NIESKOŃCZONOŚCI...!!!
Masonerię, czyli wolnomularzy (obecna współczesna magnateria)
interesuje tylko JEDNO:
BOGACIĆ się EGOISTYCZNIE cichaczem bez względu na cenę całych
społeczeństw czy narodów za MIESZANIE w ich wnętrzu, które obecnie nazywa
się "demokracja" - SIC!
Tak ta tzw. demokracja zamyka się w KOLE, gdzie JEDYNYM celem
jest KRWAWE DOROBKIEWICZOSTWO na garbie WYMANIPULOWANYCH społeczeństw-narodów
żyjących w systemie "demokratycznym", czyli WYMANIPULOWANEJ władzy przez
te OSZUKAŃCZE MEDIA, tzn. PROPAGANDĘ, która to władza rządzi WYŁĄCZNIE
w interesie ukrytej BEZKARNEJ warstwy politycznej, czyli MASONERII, tzn.
WOLNOMULARZY.
PROPAGANDA polega na tym, że aby osiągnąć określoną "WOLĘ WIĘKSZOŚCI
obywateli" w ustanawianiu władzy "demokratycznej", to ta propaganda, czyli
WOLNE MEDIA, przemilczają ISTOTNE fakty, które się wydarzyły w polityce,
historii ...itd, a za to propaganda uwypukla medialnie jakieś FAKTY mało
istotne do zaszłych wydarzeń, tak aby UKIERUNKOWAĆ odczucia społeczne w
określonym KIERUNKU, czyli na OKREŚLONE ZAMÓWIENIE + do tej MANIPULACJI
te media dokładają zwykłe zmyślone KŁAMSTWA, tak aby jeszcze doskonalej
WYKOŁOWAĆ to społeczeństwo "demokratyczne", które zagłosuje w wyborach
na PROTEGOWANYCH osobników protegowanych MASONERII.
UKRYTE i zakamuflowane LOŻE masońskie to przecież najnormalniejsze
CENTRA POLITYCZNE, których decyzje są wcielane w życie. Masoneria WIECZNIE
chce rządzić, ale NIGDY NIE PONOSIĆ odpowiedzialności za to swoje rządzenie,
więc dlatego się tak UKRYWA i OSZUKUJE że nic a nic do polityki nie ma,
aby się ZAWSZE BOGACIĆ za pomocą zwykłych MANIPULACJI, którą nazywa się
ta tzw. demokracja.
Iza
Od redakcji: W zasadzie prawda, ale system nie jest jeszcze
"domknięty" i można go własnym działaniem jeszcze sporo rozstroić.
GONIEC NR 30/2007 (187)
(27VII
- 2 VIII 2007)
***
Halo, panie Czekajewski, pański list "Dlaczego Polacy obawiają
się Niemców" już na samym początku zamieszcza albo kłamstwa, albo pana
niewiadomość/niedouczenie. Jako doktor i inżynier, powinien
pan wiedzieć, że Niemcy przed 1945 rokiem nie 1/3 polskiego terytorium
zamieszkiwali, tylko na własnych niemieckich terenach wschodniej Prusi,
Pomorza i na Śląsku zamieszkiwali. Po wygnaniu Niemców z owych terytoriów,
przejęli Polacy prywatne własności Niemców. Jest to normalna sprawa na
świecie się swojego dobytku domagać. W Unii Europejskiej jest wystarczająco
dużo skarg oddanych. Związek niemiecki "Preussische Treuhand" będzie
walczył o prywatne własności Niemców. Pan by też o swoje walczył, gdyby
panu majątek zabrali.
Granice zostały dopiero w 1990 roku zatwierdzone, między Helmutem
Kohlem i Lechem Wałęsą. Do tego roku były to ziemie niemieckie pod polskimi
rządami. Do dzisiejszego dnia nie ma podpisanego aktu pokojowego między
Polską i Niemcami. W Poczdamie podpisano po wojnie między innymi, że
dopiero po akcie pokoju będzie ustalona granica państwa polskiego i niemieckiego.
Powiem panu, że dzieci i wnuki wypędzonych Niemców będą dalej się starać
o własność rodziny. Niemieckie państwo nie będzie dążyć
do powrotu ziem niemieckich do Niemiec (słowa kanclerki Merkel), ale nie
będzie się wtrącać do prywatnych roszczeń poprzez Unię Europejską.
Chris - NRW
PS A jeżeli pan jest takim dużym, dobrym Polakiem, to dlaczego
pan nie jest w Polsce, tylko w USA, NY?
***
List do redakcji "Financial Times"
(tłumaczenie z angielskiego)
Dlaczego Polacy obawiają się Niemców
W licznych artykułach zamieszczanych w "Financial Times", włączając
ostatnio opublikowany artykuł podpisany przez Gideona Rachmana (17 lipca
2007), polska pozycja w sprawie głosowania w Unii Europejskiej jest ośmieszana,
a nawet określana jako paranoidalna.
Jednocześnie prawie wszystkie artykuły w "Financial Times" przemilczają
najważniejszy aspekt polskiej pozycji w Unii Europejskiej.
Tym aspektem są potencjalne roszczenia spadkobierców do posiadłości
Niemców, którzy przed 1945 r. zamieszkiwali 1/3 terytorium Polski. Aczkolwiek
granice obydwu krajów zostały uzgodnione we wzajemnych układach, to jednak
rząd niemiecki nigdy nie był w stanie zapewnić Polaków, że niemieccy prywatni
obywatele nie będą żądali zwrotu posiadłości, należących do Niemców wysiedlonych
z tych terytoriów po 1945 r.
Sprawę komplikuje fakt, że na tych terytoriach żyją dzisiaj miliony
potomków Polaków wysiedlonych, w podobny sposób, przez władze sowieckie
ze wschodniej Polski, które to terytorium włączono do Związku Sowieckiego.
Potencjalnie, istnieje zagrożenie dla Polski, że w nowej Unii
Europejskiej sprawy własnościowe dotyczące konfliktów własnościowych będą
rozpatrywane nie przez polskie sądy, ale przez sądy unijne, w których Polacy
mogą nie znaleźć wiele sympatii dla swojego położenia i argumentów.
Żaden z krajów europejskich, z wyjątkiem Republiki Czech, nie
znajduje się w podobnym położeniu jak Polska.
Z tego właśnie powodu Prezydent Kaczyński sprzeciwia się zmniejszeniu
liczby polskich głosów w Parlamencie Europejskim.
dr inż. Jan Czekajewski
Członek Polskiego Instytutu Naukowego w N.Y.
Od redakcji: Powyższe listy zostały nadesłane przez p. Czekajewskiego.
***
Polscy Patrioci! Piszę do Państwa, gdyż uważam, iż to co nielustrowani
przedstawiciele uparcie wyrażają w swoich opiniach, wystąpieniach, nie
może pozostać bez odpowiedzi, chociażby bardzo krótkiej, gdyż pozostawienie
bez odpowiedzi to może nas utrwalać w poglądach, w jakich tkwicie - ogromnie
fałszywych. Pan Bóg nas powołał, byśmy dobrze myśleli, dobrze mówili i
dobrze czynili. Otóż wiele na to wskazuje, iż obecny rząd RP nie działa
w duchu polskiej racji stanu, a w interesie anglosasko-syjonistycznym,
bardzo niebezpiecznym dla Polski i narodu polskiego.
Przykłady są liczne: zaangażowanie się w wojnę przeciw Irakowi
i Afganistanowi, doprowadzenie do wrogich stosunków z narodami i państwami
słowiańskimi (Rosją i Białorusią) - oba te fakty są oczywistym przejawem
służalczości względem agresywnych i globalistycznych światowych tendencji
amerykańsko-angielsko-syjonistycznych, przy czym tarcza atomowa, wymierzona
oczywiście przeciw Rosji dla zdobycia przewagi militarnej nad nią, jest
największym zagrożeniem dla Polski (i Czech), natomiast w kraju prowadzenie
dalszej wyprzedaży majątku narodowego, co w dziedzinie gospodarki energetycznej
jest szczególnie zabójcze dla polskiego interesu narodowego (patrz art.
prof. W. Bojarskiego pt. "Elektrownia atomowa. Komu potrzebna", link Ekonomia),
brak pieniędzy na służbę zdrowia (3,8 proc. PKB!!! w 2007 r. - patrz Mies.
Krak. Izby Lek., 2007 r.), niedofinansowanie szkolnictwa, obniżenie wskaźnika
bezrobocia, ale kosztem wypędzania Polaków za granicę do pracy, itd. itp.
Zorganizowana Polonia powinna wszcząć działania, które miałyby
na celu skłonienie rządu RP do przestrzegania praw wobec swych obywateli.
Przepraszam, że tak mówię: Polonio, obudź się, Polska i Polonia jest prowadzona
do zguby, a Wy wyrażacie peany pochwalne dla elit, które jedno co najlepiej
robią, to wprowadzają jakiś dziwny system totalitarny, nepotyczny, w którym
- oprócz oczywiście roli dwóch bliźniaków Kaczyńskich - rola ojca Tadeusza
Rydzyka i Radia Maryja jest istotna. Wprost nie pojmuję, jak społeczność
polonijna nie może tego dostrzec.
Lustracja przeprowadzana obecnie w Polsce nie omija nawet dostojników
kościelnych. Kongres Polonii Amerykańskiej konsekwentnie doprowadził do
lustracji swoich szeregów. Wydawało się, że po tylu skandalach związanych
z przypadkowym ujawnianiem niechlubnej przeszłości niektórych polonijnych
działaczy w Toronto, sprawdzenie "who is who" jest sprawą największej wagi.
Kto jednak miałby sprawdzić naszych przywódców, działaczy? Kto u
nas ma taką władzę i jest do tego upoważniony? To pytanie należy do gatunku
retorycznych. Załączam wyrazy należnego szacunku dla Polonii, która
powtarza za ojcem Rydzykiem, że jesteśmy, pamiętamy, czuwamy i trwamy w
polskiej wierze.
Władysław Dziemiańczuk
Od redakcji: Szanowny Panie, rząd Kaczyńskich różni się tym
od poprzednich, że się stara coś robić.
"Teoria" spiskowa?
Problem ukraiński i podobne zawirowania w stosunkach polsko-białoruskich
czy litewskich były wynikiem działań zakulisowych... Od setek lat komuś
bardzo zależało na zniszczeniu Rzeczpospolitej, stosowano różne metody,
a Rosja, Austria i Prusy były tylko wykonawcą dziwnej "bardzo globalnej"
polityki, komunizm i nazizm były tylko dalszym ciągiem mieszania w tym
komuś nienawistnym tygielku. Oczywiście to tylko skrót.
A np. UE to tylko następna metoda, myśliciele wymyślili nowy
sposób, a nuż się uda (???); od zawsze istnieje instytucja faktora,
kogoś nie bardzo rozgarniętego, ale mającego jakieś układy, wiedzącego,
komu opłaca się służyć, że na pośrednictwie można zarobić. Taki gnom pod
pozorem pomocy, myśli tylko o własnym interesie... Mamy w Polsce masę takich
"autorytetów", a Geremek, Mazowiecki i Wałęsa to tylko niektóre postacie
pchające się ze swoimi radami.
Od zawsze wydawało mi się niezrozumiałe, gdy po każdym zrywie,
np. Poznaniu, Gdańsku, tacy właśnie faktorzy chwalili polskie społeczeństwo
za spokój i bezkrwawe rozwiązywanie konfliktów... dla mnie to był problem,
ostatecznie ofiary i krew zawsze były, ale nikt nie krytykował komunistów,
wszyscy chwalili Polaków za spolegliwość... (???).
Wyraźnie widać, że to te same "autorytety" są przeciwne lustracji,
wszelkim rozliczeniom, w ogóle przeciwne temu rządowi, i tu jest problem,
ostatecznie jeśli "autorytety" mają inne zdanie niż reszta narodu...???
Ostatnie dwa lata to jak na razie same dla tego rządu pozytywy,
a że media o tym milczą, no cóż, mają tego samego pana... im zmiany się
nie podobają, to że Polska podniosła się z kolan, przestała przepraszać,
mówi, co myśli i żąda prawdy, to nie wszystkim się podoba. Osoba uważająca
się za Polaka musi dysponować jakąś wiedzą i na wiele tematów mieć swoje
prywatne zdanie... Tak właśnie, prywatne, osobiste, nie wyczytane w jakiejś
gazetce czy usłyszane w TV i dlatego człowiek powinien czerpać wiadomości
z różnych źródeł.
Bardzo proste jest widzenie świata, jeśli pogląd na sprawy wyrabiamy
sobie na podstawie jednego przekaziora, np. oszukującej bez przerwy "Gazety
Wyborczej". Ostatecznie zakupy robimy nie w jednym sklepie, wiemy, że są
różnice w jakości, cenie i obsłudze, to samo egzystuje i w mediach, są
różnice w widzeniu spraw i ich podawaniu. Czytam wiele gazet, widzę ze
zdziwieniem tę samą wiadomość komentowaną na sposobów kilka, w różny sposób
podawaną, a wnioski to już zupełnie bajka nie z tego świata... Wiele razy
dopiero z upływem czasu można wyprostować swoje podejście do sprawy, na
płotach piszą nie takie rzeczy, ale lizać nie warto. I z tego powodu wiem,
kto najczęściej się myli, myślę nawet, że po prostu oszukuje z premedytacją,
dlatego bardzo się dziwię Polakom dającym się wprowadzać w błąd... masochizm
czy co?
To był plus ujemny, a teraz dodatni... czyli opinia Kościoła
na temat pomówień o. Rydzyka przez jakąś gazetkę wrogą Radiu Maryja, tu
bardzo wyraźnie widać różnice w komentowaniu tej samej sprawy, a nawet
widać oszustwa... następna akcja spaliła na panewce, znowu coś się nie
udało.
Janusz Sierzputowski
PS Cieszę się, że redakcja mnie nie sekuje, ale co dzieje się
z moimi adwersarzami... nie wierzę, że nie mają nic do powiedzenia.
Od redakcji: W czasie kanikuły nawet adwersarze są błogo leniwi,
proszę być wyrozumiałym.
GONIEC NR 29/2007 (186)
(20-26
VII 2007)
Witam
Panie redaktorze, nadużywa pan słowa "masturbacja". To wcale
nie dodaje "uroku" ani pikantności pańskim tekstom. Skromniej i prościej.
Też będzie wyraziście, a przy okazji.
Monika Zeidler
Od redakcji: Szanowna Pani, nie wiem, co ma tu do rzeczy prostota
i skromność? Używam zwrotu "masturbacja psychiczna" dla podkreślenia faktu
bezpłodności danego myślenia. Onanizm w ujęciu biblijnym jest marnowaniem
Bożego daru - zaniechaniem rozmnażania się. Chodzi mi sytuację zabawiania
się przyjemną myślą, która, nie dość, że nie prowadzi do niczego konkretnego,
to jeszcze odbiera nam wolę prawdziwego spełnienia, doraźnie zaspokajając
- stąd porównanie do onanizmu. Sądzę, że całkiem trafne. Nie o pikantność
mi zatem idzie, lecz o wytworzenie pewnego obrazu - skojarzenia u Czytelnika.
Szanowna Redakcjo!
Przeczytałem z wielką uwagą listy pana Romana z Hamilton i wzruszający
list pani Magdaleny H. Z treści listów wynika, że pan z Hamilton uważa
się za Ukraińca, chociaż wstydzi się swojego nazwiska, a może boi się go
podać, ciekawe dlaczego? Listy więc są anonimowe. Na ogół redakcje w cywilizowanych
krajach nie publikują anonimów, zwłaszcza obraźliwych i szkalujących jakiś
naród. Ale okazuje się, że są wyjątki. Pan z Hamilton, tak go dalej nazywajmy,
posługuje się zbrodniczą teorią Doncowa i Konowalca. Ich teoria nacjonalizmu
nie różni się wiele od teorii zawartej w pewnej książce znanego Fuehrera,
chyba że na gorzej. Ponadto pan z Hamilton posługuje się szeregiem kłamstw
i faktów nieprawdziwych. Przed zabieraniem głosu byłoby dobrze, gdyby trochę
pouczył się historii, zwłaszcza tej najnowszej.
Polacy i Ukraińcy, a tak właściwie to Rusini, przez ponad tysiąc
lat żyli w zgodzie obok siebie, jeśli były kłótnie, to jak zawsze między
sąsiadami i zapewne będzie tak nadal przez następne tysiąc lat, gdyż ani
Polacy, ani Ukraińcy nie przeprowadzą się do innej części świata. Do siedemnastego
wieku nikt nie słyszał o Ukraińcach, natomiast znane były księstwa ruskie,
a było ich kilka, nieraz zaciekle walczących między sobą. Zapewne pan z
Hamilton nie wie, że termin Ukraińcy wprowadzili wrogowie narodu polskiego
i ruskiego, po to aby ich poróżnić. Pogrobowcy tych wrogów jeszcze dziś
pracują usilnie na to, aby poróżnić jeszcze bardziej te dwa bratnie narody.
Wielki zwolennik samodzielnej i niepodległej Ukrainy marszałek Piłsudski
zawarł układ z atamanem Petlurą. Odbił od bolszewików Kijów i oddał pod
władzę Ukraińcom. Ale niestety, polska armia była zbyt słaba, aby bronić
dalej tej pięknej stolicy przed bolszewikami. W owym czasie Ukraińcy nie
mieli dość siły, by zorganizować armię zdolną oprzeć się bolszewikom. O
tym też pan z Hamilton zapewne nie wie.
O tym, co działo się na Wołyniu, Podolu i Polesiu w latach 1939-1945,
o czym tak emocjonalnie pisze Pani Magdalena H., mnie opowiadać i przekonywać
nie trzeba. To ludobójstwo przeżyłem przypadkiem. Każdy naród, jak żywy
organizm, może zachorować. Niemcy zachorowali na faszyzm, Rosjanie
na komunizm, a Ukraińcy na nacjonalizm Doncowa i Konowalca. Niemcy zrozumieli
swoje błędy i potrafili odciąć się od zbrodniarzy. Ukraińców, opętanych
zbrodniczą ideologią Doncowa, było jeden, może kilka procent tego narodu.
Nie można całego bratniego narodu ukraińskiego oskarżać o zbrodnie popełnione
przez złoczyńców spod znaku OUN i UPA dowodzonych przez Banderę i jemu
podobnych opętańców.
Pan z Hamilton mógłby zapoznać się chociażby z działalnością
14. Dywizji SS Galizien składającej się wyłącznie z ukraińskich ochotników
spod znaku OUN dowodzonej przez niemieckich faszystów. Jak wiemy, formacja
SS została uznana za zbrodniczą. Julian Hendy nakręcił film w Londynie
dokumentujący zbrodnie popełnione przez tę dywizję i jej pomocników z UPA.
Między innymi dokumentuje zbrodnie popełnione 28 lutego 1944 w Hucie Pieniackiej,
województwo tarnopolskie, powiat Brody. W ciągu jednego dnia wymordowano
tam w okrutny sposób ponad tysiąc mieszkańców i spalono
172 gospodarstwa. Hendy w filmie eksponuje naocznych świadków, którzy przeżyli
tę zbrodnię. Niektórzy świadkowie żyją jeszcze dziś. O tej zbrodni wiem
wszystko. Byłem tam, w tej wsi na drugi dzień. Jeszcze tliły się stodoły
i chaty, w których spalono żywcem setki niewinnych ludzi, starców i dzieci.
Jeszcze czuć było swąd spalonych ludzkich ciał. Zginęli tam, zamordowani
w okrutny sposób, moi ukochani bezbronni dziadkowie i krewni. Gdyby pan
z Hamilton nie chował się za anonimowość, posłałbym mu książkę, w której
dokładnie opisałem tę zbrodnię. Również mam w swoim archiwum kopię filmu
Juliana Hendego. Chętnie udostępnię go szanownej Redakcji, również panu
z Hamilton, jeśli będę wiedział, gdzie ten film posłać. Pan z Hamilton
miałby okazję przekonać się, jacy to bohaterowie ochotnicy z formacji SS
i ich pomocnicy spod znaku OUN-UPA walczyli z dziećmi, starcami, niemowlętami
i kobietami (czy rzeczywiście) o samostijną Ukrainę? Informuję, że filmu
nie nakręcił Polak ani Rosjanin, lecz Brytyjczyk.
Jeszcze kilka słów do Pani Magdaleny. Wszystko to, co Pani napisała,
jest prawdą. Gratuluję i dziękuję. Każdy, kto chociaż trochę uczył się
najnowszej historii, wie o tym. Ale są ludzie, którzy nie chcą wiedzieć
albo z wiadomych względów udają, że nie wiedzą. Pozdrawiam Panią
i życzę wszystkiego najlepszego.
Mam nadzieję, że szanowna redakcja opublikuje mój list, a pani
Magdalena napisze do mnie. Nazywam się Stanisław Żuk. Mieszkam w
Polsce w Warszawie. J.zuk1@chello.pl.
Od redakcji: Szanowny Panie, pan z Hamilton korzysta z możliwości
niepodawania nazwiska w druku, niemniej jednak podaje je wraz z numerem
telefonu do naszej wiadomości. Dlatego też publikowanie jego listów nie
jest równoznaczne z publikowaniem anonimów.
Panie Redaktorze,
Od powstania "Gońca" nie opuściłem żadnego numeru. Najbardziej
ze wszystkich tygodników odpowiada mi Wasze pismo. Dobry rozkład, świeże
wiadomości, świetne komentarze. Przyjemnie się czyta, i to od deski do
deski - nie wiem, może sprawia to, że widzę wspólność poglądów na sprawy
dziejące się w kraju ojczystym.
Ostatnio czytałem artykuł o moim rodzinnym Czortkowie i wychwyciłem
błąd, w podpisie zdjęcia było "Ratusz w Czortkowie", a jest to Bazar czortkowski.
Do tego opisu mógłbym dodać garść danych o tym w tamtych czasach
przepięknym grodzie. Otóż było to miasto garnizonowe, gdzie stał Pułk Artylerii
Lekkiej, Pułk Piechoty i Korpus Ochrony Pogranicza. Dowódcą KOP był pułkownik
Rowecki, późniejszy dowódca AK "Grot". Tenże człowiek bardzo dużo zrobił
dla Czortkowa i okolic.
W Czortkowie znajdował się sąd okręgowy i więzienie, w którym
po ucieczce bolszewików Niemcy żydowskimi rękami wydobywali pomordowanych
przez Sowietów więźniów chyba przez tydzień. W tymże Czortkowie w czasie
likwidacji getta wymordowano wszystkich czortkowskich Żydów na rozpoczętym
w 1938 roku lotnisku pomiędzy Czortkowem a Jagielnicą na południe od Czortkowa.
Z zamierzchłej historii można dodać, że na polach pod Szmańkowcami
6 lutego 1624 roku hetman polny Stanisław Koniecpolski i jego podkomendni
Stefan Chmielnicki i Jan Dzik stoczyli zwycięską bitwę z watahą tatarską
dowodzoną przez syna Kantymira. Jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego
wieku rolnicy wyorywali oporządzenia końskie, strzały i inne metalowe części
zbroi.
W Czortkowie w okresie międzywojennym istniało Seminarium Nauczycielskie,
Gimnazjum im. S. Batorego i Ridna Szkoła (średnia) ukraińska. Tyle o Czortkowie.
W ostatnim "Gońcu", Panie Redaktorze, sypnął Pan całą garścią
pomyłek, i tak: Centrum Weteranów, Zespół "Tatry" i Uniwersytet znajdują
się w Oshawie, a nie w Whitby (to taki lokalny patriotyzm). A w ogóle mogłaby
czasem Redakcja zajrzeć do Oshawy, tu naprawdę jest ciekawie.
Z poważaniem i ukłonami
Pan Władysław
(nazwisko nieczytelne)
Od redakcji: Szanowny Panie, staramy się nie błądzić, ale wpadki
będą zawsze, za co przepraszamy. Jednak gwoli ścisłości powiem, że w tekście
prawidłowo podaliśmy, iż zespół "Tatry" pochodzi z Oshawy.
Szanowni Redaktorzy!
Chcę podziękować Wam za opublikowanie mego listu w "Gońcu" z
dnia 6-12 lipca, za co jestem bardzo Wam wdzięczna. Chciałam podyskutować
z p. R. z Hamilton na tematy historyczne, bo przecież jesteśmy sąsiadami,
ale na moje pytania nie ma jeszcze odpowiedzi, ale myślę, że kiedyś będzie.
Zasmuca mnie to, że nikt z Kresowiaków nie reaguje na te sprawy poruszone,
może nie czyta Waszego pisma, bo dla mnie jest ono bardzo ciekawe, albo
brak odwagi czy zainteresowania, albo zapanowała obojętność.
Nie jest tak łatwo rozgrzebywać wspomnienia, dawne żale mamy
już zabliźnione, wiem to sama. Ale jeżeli ktoś naruszy te sprawy, to trzeba
dać odpowiedź swoją, bo każdy ma prawo do swej opinii i trzeba brać to,
co prawdziwe, i pisać, dla przestrogi tym, co zostaną po nas. Ja dużo czytam
i wiem, że nie jestem sama, jest też dużo uczciwych ludzi, którzy piszą
w swych artykułach prawdę. A są to m.in. p. Poliszczuk, p. E. Lubański,
p. P. Łunowicz, p. M. Kałuski, p. Lipiński, p. L. Wątróbski i inni, którzy
bronią Polski oraz naszej nieprzekręconej historii. Tak być powinno.
Wrócę jeszcze do sprawy unijnej w Europie. To co było uplanowane
przez Wschód-Zachód. Bo II wojna przegrana, nic nie dała naszym sąsiadom,
tego czego chcieli. Wszyscy ponieśli klęskę, a my utraciliśmy Wschód i
zniszczenie 90 proc. Niemcy wzbogaceni łupem z pomocą wschodu. Teraz, po
65 latach, wymyślili Unię, aby bez bólu zabrać to, co nie zabrali 39-45
r. Bo Unia to jest cukierek umaczany w truciźnie - cieszy, ale zabija.
Ta wspólnota - europejska, to zabranie naszych polskich ziem. Inne kraje,
te dalsze, skorzystają z ich pomocy, ale my stracimy naszą suwerenność
i nasz kraj. Dlatego że jesteśmy w granicach wschód-zachód. Do tej pomocy
dołączają się ci wszyscy nieżyczliwi dla korzyści. To jest wspólny plan.
Nowe pokolenie się cieszy, ale to do czasu. Bo jeżeli dojdzie do wspólnoty,
to będą inne zakazy i ustawy unijne.
Czytając artykuł p. Kałuskiego (Sprawa obywatelska), to co Pan
pisze, to prawda, że Polska wszystkich przyjmuje, daje prawa na swą szkodę
i straty. Jak pisze p. Wątróbski, Żydzi byli już na wschodzie w 1642 r.
Dlaczego z tych ziem nie biorą zwrotu, tylko od Polski. Przecież zostały
ślady - zabytki po nich? Litwa, Ukraina czy my bogatsi? My tylko wybaczamy-darowujemy
i za to zawsze tracimy.
Drodzy Panowie, można pisać bez końca, ale nie ma nadziei na
zmiany. Jedność w naszym narodzie jest słaba, dlatego że jesteśmy wymieszani
z innymi i oni rządzą Polską, aby żyć i dobrze być - a wielka szkoda. Pozostawiam
to wszystko dla innych.
Na tym zakończę moje pisanie - bo szkoda słów.
Pozdrawiam wszystkich.
Z poważaniem
Magdalena H.
Toronto
Od redakcji: Czasem jest tak, że szkoda mówić.
GONIEC NR 28/2007 (185)
(13-19
VII 2007)
Czy Polonia jest chora?
Mieszkam w San Francisco. Obserwuję uważnie otoczenie od przynajmniej
dziesięciu lat. Trochę czytam w Internecie o Polonii na całym świecie.
Ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy Polonia nie jest przypadkiem chora.
Ponieważ nie zamierzam sobie uzurpować jedynie słusznego stanowiska, pytanie
CZY? oraz NA CO? pozostaje otwarte. Piszę dlatego, że jestem zatroskany
o los Polonii. Wszyscy wiemy, że w Polonii mogłoby się dziać o wiele lepiej,
że w sumie nie jest dobrze. Dalsze udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym
porządku, może jedynie doprowadzić do pogłębienia kryzysu. Ten tekst jest
moją próbą odpowiedzi na pytanie "dlaczego nie jest dobrze?".
Czy nie byłoby z pożytkiem dla Polonii i Polski, gdyby wszystkie
organizacje polonijne mogły skoncentrować się na wzajemnej współpracy,
wpłynięciu na lokalne społeczności, tak aby zwiększyć pozytywną widoczność
Polaków na świecie, zadbaniu o dobre imię Polski oraz na wyszukiwaniu możliwości
współpracy ekonomicznej, społecznej i kulturalnej pomiędzy naszą Ojczyzną
Polską a krajami osiedlenia? Pytanie, ktoś może powiedzieć, naiwne, ale
trzeba je postawić i poszukać odpowiedzi, dlaczego część Polonii koncentruje
się na czymś zupełnie innym.
W wielu środowiskach polonijnych na całym świecie pojawiają się
informacje o lokalnych konfliktach pomiędzy różnymi grupami. Nie mówię
tu o różnicach zdań i cywilizowanym sposobie dochodzenia do modelu wspólnego
działania. Różnice zdań są potrzebne. Są one motorem postępu, poszukiwania
nowych rozwiązań w ciągle zmieniającym się świecie wokół nas. Gorzej, jeśli
te różnice zdań przeradzają się w konflikty i znajdują finał w sądzie.
Jest to bardzo kosztowne i tak naprawdę nie kładzie końca konfliktom. Czytałem
o konfliktach w Kanadzie, Nowym Jorku, w Australii, a naocznie przyglądam
się konfliktowi w San Francisco.
Dochodzę do wniosku, że siłą napędową tych konfliktów są pieniądze.
W niektórych przypadkach jest to walka o bezpośrednie korzyści finansowe
z "działalności społecznej", a w innych pośrednie, na przykład w postaci
bycia decydentem o przyznaniu społecznych pieniędzy (donacji, stypendium,
wynagrodzenia) tej czy innej osobie albo organizacji. Staje się jasne,
że osoba, która zaznała pewnego przywileju, nie chce go stracić. A może
jest tak, że osobami aktywnymi i nieprzejednanymi w tych konfliktach są
osoby, które doznały takiego przywileju korzystania z dóbr społecznych
wcześniej w swoim życiu? I tutaj pomocna byłaby lustracja. W mojej skromnej
ocenie, jest wysoce prawdopodobne, że osoby korzystające z "systemu" za
komuny w PRL-u, są w większości tymi, którzy w różnoraki sposób, często
trwoniąc pieniądze społeczne, bronią takiego status quo, które przynosi
im korzyści, do których się przyzwyczaili.
Do powyższego wniosku skłania mnie bezpośrednia obserwacja konfliktu
w San Francisco. Aby nie być gołosłownym, podam kilka faktów. Otóż konflikt
w San Francisco rozgrywa się wokół Domu Polskiego. Dom ten powstał w roku
1926 z inicjatywy dwóch bratnich polonijnych organizacji ubezpieczeniowych.
Studiując otrzymaną od Sekretarza Stanu Kalifornia kopię dokumentu założycielskiego,
śmiem twierdzić, że przybytek ten był założony dla wszystkich Polaków.
Dom zakupiony przez naszych przodków miał na celu służyć całej społeczności
oraz cała społeczność miała za niego odpowiadać. Obecnie, nie dość że wyrzucono
z jego progów katolicką organizację ubezpieczeniową (jedną z tych, które
zakładały Dom Polski), to również podmieniono prawowite Kółko Literacko-Dramatyczne
(co łatwo sprawdzić na stronach internetowych Sekretarza Stanu Kalifornia).
We wszystkich tych działaniach przewija się to samo nazwisko, osoby, która
przyznała się do długoletniego członkostwa w partii komunistycznej, a to
członkostwo zwykle wiązało się z wieloma przywilejami społecznymi i ekonomicznymi.
Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że w dokumentach założycielskich nie
ma żadnego prawnego zabezpieczenia, aby majątek (obecnie [2007] wartości
ok. 3 mln dolarów) nie przeszedł na inne cele, niekoniecznie społeczne.
Ludzie widzą te nieprawidłowości i odsuwają się jak najdalej
od Polonii. Polonia jest chora. Najwyższy czas to zmienić. Tylko kto ma
to zrobić i jak, skoro w wielu środowiskach ludzie korzystający materialnie
z systemu komunistycznego, a teraz polonijnego, tak się zorganizowali,
że wygrywają w "demokratycznych" wyborach. Dlatego "demokratycznych", bo
poprzez odpowiednie działanie bardzo łatwo zniechęcić ogół Polonii i otoczyć
się swoimi zwolennikami. Służą temu ciągle podsycane kłótnie. Ludzie, nie
rozumiejąc powodów tych kłótni - odchodzą, a pozostają starzy znajomi.
Można jednocześnie przypodobać się innym osobom odpowiednim rozdzieleniem
stypendiów czy tytułów (wiceprezesów, kobiety roku, mężczyzny roku itp.).
Łatwo wtedy wygrać wybory, skoro na przykład na zebranie w San Francisco
przychodzi dwadzieścia kilka osób. Jedyna droga do naprawy to włączenie
się mediów do rzetelnej debaty nad postawieniem diagnozy i pokazanie Polonii
nadziei wyleczenia z choroby.
Edgar Levin
San Francisco
Od redakcji: Choroba bardzo trudna do wyleczenia, niestety
z debatowania często niewiele wynika.
Jeszcze raz o Credit Union
Dwa tygodnie temu na łamach "Gońca" ukazał się komunikat Rady
Dyrektorów CU informujący o odwołaniu z funkcji członka RD p. A. Szczerby.
Treść tego komunikatu jest dla mnie dziwna i niezrozumiała. Przypomina
mi praktyki stosowane w PRL-u, gdzie kogoś wyrzucano lub zamykano, a potem
szukano paragrafu. Ten komunikat to raczej toporna socjotechnika, to ucieczka
przed odpowiedzialnością za podjętą decyzję bez uzasadnienia i obarczenie
winą poszkodowanego. To również kpina z wyborców.
Otóż ten komunikat nie zawiera ani zarzutów, ani powodów
podjętej decyzji o odwołaniu, lecz odsyła do oświadczenia p. A. Szczerby,
dlaczego jest przeciwny powyższej decyzji o jego wykluczeniu z RD.
(...)
W moim przekonaniu, decyzja o odwołaniu nie może być stosowana,
ponieważ p. A. Szczerba nie został przez Radę powołany na członka
Rady Dyrektorów, lecz znalazł się w Radzie z woli wyborców. Komunikat zawiera
również informacje o możliwości powołania nowego dyrektora. Zapewne
wiele osób zada również to pytanie. Kto będzie decydował o kwalifikacjach
nowego członka RD i czy ten wybór będzie zgodny z wolą wyborców?
Po przeczytaniu tego komunikatu zadzwoniłem pod wskazany nr tel.
i poprosiłem o przesłanie mi tego oświadczenia. Otrzymałem je następnego
dnia. Uznałem, że mam niepełny obraz zaistniałej sytuacji i znów zadzwoniłem
z prośbą o przysłanie mi uzasadnienia podjętej przez RD decyzji. Pani,
która odebrała telefon, powiedziała mi, że owo uzasadnienie wyśle mi pocztą.
Niestety, po dwu dniach otrzymałem kopię tego samego oświadczenia. Zadzwoniłem
jeszcze raz z reklamacją, że otrzymałem nie to, o co prosiłem. Moja rozmówczyni
poinformowała mnie, że ona nie posiada takiego uzasadnienia i też by chciała
wiedzieć, dlaczego usunięto p. A. Szczerbę z RD.
Niezrozumiałe również dla mnie jest to, że p. A. Szczerba zostaje
usunięty z RD przez osoby, które wg raportu Komisji Wyborczej z dn. 29.06.2006
r. w tej Radzie nie powinny być, ponieważ Komisja Wyborcza nie uznała tych
wyborów (z 2006 r.) i zaleciła ponowne wybory, które się jednak nie odbyły,
a raport Komisji Wyborczej został zignorowany i nawet brakło dla niego
miejsca w programie Walnego Zebrania w dn. 22.04.2007 r. Dlatego podczas
tego zebrania złożyłem swój mandat wyborczy na ręce p. Przewodniczącego
Zebrania, bo nie chciałem uczestniczyć w pseudowyborach, gdzie raport Komisji
Wyborczej nie ma żadnego znaczenia, a o składzie RD decyduje niewidzialna
ręka. Wybory nowych członków RD są głównym punktem Walnego Zebrania, lecz
raport Komisji Wyborczej nie jest znany wyborcom i nie jest respektowany
przez RD. Nie ma również dla niego miejsca w sprawozdaniach z rocznej działalności
CU.
Pytam więc, po co te wybory, skoro wola wyborców i Komisji Wyborczej
jest ignorowana? Aby uniknąć tego żałosnego widowiska, jakim było ostatnie
Walne Zebranie, proponuję: zatwierdzenie przez RD obecności niezależnego
prawnika, który będzie arbitrem w spornych kwestiach, takich jak przestrzeganie
statutu, sposobu prowadzenia zebrania i innych kwestiach prawnych dotyczących
CU. Proponuję, aby przedstawiciele wyborców na wzór parlamentarnych krytyków
zabierali głos, oceniając poszczególne raporty i roczną działalność członków
RD, a w razie potrzeby będą stawiali uzasadnione wnioski o wotum zaufania
do poszczególnych członków RD lub dla całej rady. Taka coroczna ocena wpłynie
mobilizująco na działalność Rady i zmniejszy ryzyko tworzenia trwałych
układów. Nowi kandydaci nie powinni być odsiewani lub aprobowani przez
urzędujących członków RD, tak jak to miało miejsce w tym roku, kiedy dwu
członków RD było jednocześnie członkami Komisji Weryfikacyjnej , co powoduje
konflikt interesów i stwarza układy w nowej Radzie.
Urzędujący dyrektorzy nie powinni również agitować dla nowych
członków z tych samych powodów. Przewodniczący Rady powinien posiadać umiejętności
prowadzenia zebrania, aby nie płacić wynajętemu prawnikowi za żenujące
widowisko. Co roku członkowie CU jako udziałowcy i wyborcy rozdają zaufanie.
Każdy kandydat dostaje swoją porcję zaufania wg woli wyborców i nie powinien
jej zwiększać innymi sposobami, takimi jak wyrzucenie innego członka Rady
lub poprzez dodatkową urnę wyborczą (czyt. Raport Kom. Wyb. str. 9 z dn.
29.06.2006).
O ile pamiętam, to wszyscy kandydaci zapewniają, że będą działać
zgodnie z prawem i własnym sumieniem dla dobra CU. Wyborcy dają mandat
do okresowego zarządzania, a nie rządzenia tą instytucją. Kandydaci muszą
pamiętać, że jest to funkcja okresowa, a wyborcy mają prawo do oceny ich
pracy i dobrze by było, gdyby taka ocena była na każdym Walnym Zebraniu.
Ja wiem, że świat się rządzi swoimi prawami, które stworzyli silniejsi,
a władzę podzielili na widzialną i niewidzialną. Widzialna to jest ta,
którą niby wybieramy, możemy zobaczyć, skrytykować i nawet znamy nazwiska
sprawujących władzę. Dla nas, maluczkich, stworzono pseudowybory, abyśmy
się cieszyli, że uczestniczymy w demokratycznym procesie wyborczym, lecz
naprawdę to wybierają inni, a nam kręcą karuzelą, na której siedzą
politycy różnej maści i pod różnymi nazwami. Tą karuzelą wyborczą kręci
ta sama niewidzialna władza, która faktycznie rządzi tym światem. To ci
niewidzialni kształtują politykę finansową, gospodarczą, zagraniczną, personalną
itd.
Na ostatnim Walnym Zebraniu były widoczne znamiona takiej niewidzialnej
władzy. Tak być nie musi, bo CU to tylko spółdzielnia o małym zasięgu i
nie musi naśladować wielkich tego świata. Aby ta instytucja działała sprawnie,
potrzeba większego zainteresowania członków jej sprawami i dobrej woli
wybranych do zarządzania tą instytucją. Wybrańcy wyborców wybierają Prezesa,
który jako dobry pasterz katolickiej instytucji, powinien dbać o całą owczarnię,
a nie tylko o wybrane owieczki przy żłobie. Przepraszam za to określenie.
Użyłem go dlatego, że członkowie tej spółdzielni, czyli CU, nie wiedzą,
jakie są zarobki pracowników CU, a zwłaszcza tych na wyższych stanowiskach.
Członkowie nie wiedzą, jakie są kryteria przy wyborze na wyższe stanowiska
oraz czy zarobki zależą od wyników finansowych, czy też od innych wymogów?
Nie stawiałbym takich pytań, gdyby wszystko było przejrzyste dla wszystkich,
a tak z braku wiedzy pytam, bo nie wiem. Nie wytykam nikomu imiennie, bo
nikogo nie chcę urazić ani obrazić. Pytam również dlatego, bo albo nie
rozumiem podjętych decyzji niby w moim imieniu, albo zbyt wiele spraw i
danych jest utajnionych, a do tego jeszcze Walne Zebranie jeszcze bardziej
zamazało już niezbyt czytelny obraz.
Wstępując do tej spółdzielni, myślałem, że kierują nią ludzie
z wyboru takich członków jak ja. Wierzyłem, że w katolickiej CU liczy się
honor, godność, poszanowanie prawa i bliźniego, a nade wszystko dobro instytucji
i jej członków pod duchowym i moralnym przywództwem Ojców Oblatów. Czy
tak jest, niech każdy sobie odpowie przed lustrem. Mam ciągle nadzieję,
że ci, co już zapomnieli, co to są dywidendy w CU, to im Zarząd CU przypomni
poprzez dobre gospodarowanie pieniędzmi członków, a ci co jeszcze nie wiedzą,
to się przekonają, sprawdzając stan swojego konta.
Na koniec jeszcze kilka uwag do pozostających w Radzie Dyrektorów.
Jeśli widzicie nieprawidłowości, to informujcie o nich w bardziej zrozumiałych
komunikatach i nie zapominajcie o honorze. Jeśli nie możecie się oprzeć
lub podołać, to pozostaje rezygnacja i zaufanie na następne wybory. Zwycięstwo
ma zawsze wielu ojców, a porażka jest sierotą. Jesteście w tej Radzie również
dzięki moim wysiłkom sprzed kilku lat. To na moich sugestiach oparł linię
obrony prawnik, który doprowadził do Nadzwyczajnego Zebrania i odejścia
tych, którzy utracili zaufanie członków CU. Nie stawiajcie mnie pod ścianą
lub po przeciwnej stronie bariery i nie zaliczajcie do żadnego komitetu.
Kiedy człowiek się rodzi, to płacze, a członkowie rodziny się cieszą, a
kiedy odchodzi, to on się powinien cieszyć, że życie przeżył godnie i wypełnił
dane obietnice, również te wyborcze, a wtedy członkowie rodziny płaczą,
że on odchodzi, i żal im jego odejścia, bo darzyli go zaufaniem. Tego życzę
członkom RD naszej CU.
Kilkanaście lat temu śp. ks. Teofil Szyndzielorz wygłosił homilię
o poszanowaniu prawdy, kończąc słowami cyt. " Prawda nas wyzwoli". Tę homilię,
nagrodzoną huraganem braw, dedykuję dyżurnemu księdzu na Walnych Zebraniach.
Na koniec tego listu z mego serca wyrywa się prośba i wołanie do Dyrekcji
CU i Rady Dyrektorów o dobro dla tej polonijnej instytucji i dla nowych
pokoleń polskich imigrantów.
Szczęść Boże.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: xxx
Panie Andrzeju,
Dziękujemy bardzo za pana i pana Jurka uczestnictwo w świętowaniu
Dnia Kanady w Oshawie i za piękny artykuł na ten temat.
Pamiętam o koszulkach i przy następnym spotkaniu przekażę je
Panom.
Przy okazji przesyłam maleńkie sprostowanie odnośnie do miejsca,
w którym odbywały się uroczystości świętowania Dnia Kanady pod patronatem
Jima Flaherty'ego.
Otóż odbywało się to w Oshawie na terenie kampusu UOIT, który
nie ma nic wspólnego z Toronto University. Poniżej załączam troszkę informacji
na temat UOIT. Tak jak Państwo podkreśliliście w artykule, Jim znacznie
przyczynił się do powstania tej uczelni i wciąż patronuje jej, jak może.
Z poważaniem,
Ewa i Krzysiek Kluczewscy
Od redakcji: Kajamy się i przepraszamy, jeszcze raz dziękując
za zaproszenie.
****
Od redakcji: Czytelników, pragnących wymienić opinie
z panem Romanem z Hamilton, stałym gościem rubryki "Poczta Gońca" i komentatorem
stosunków polsko-ukraińskich, prosimy o kontakt z redakcją. Za zgodą pana
Romana podamy numer jego telefonu.
GONIEC NR 27/2007 (184)
(6-12
VII 2007)
PODZIĘKOWANIE
za pomoc w przygotowaniu i publikowaniu książeczki pt. "POLSKIE
SIŁY ZBROJNE W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ" oraz odpowiedzi na pytania.
Pragnę podziękować moim przyjaciołom za pomoc, poradę i poparcie,
które otrzymałem w procesie przygotowywania mojej nowej książeczki do druku
i rozdaniu ponad 500 szt. dla polskiej młodzieży.
Specjalnie dziękuję Pani Joannie Wasilewskiej, która redagowała
polską wersję w przygotowywaniu do druku i absolutnie odmówiła przyjęcia
jakiegokolwiek wynagrodzenia.
Bardzo dziękuję Filipowi Staniewskiemu za pomoc w redagowaniu
angielskiej wersji. Również dziękuję bardzo mojej siostrzenicy Hani
Wasiak za przetłumaczenie angielskiej wersji na język polski.
Pani Annie Psuty, wspaniałej organizatorce spotkania z Harcerzami,
należy się wielkie podziękowanie i szacunek za duży wkład pracy w tworzenie
i kierowanie tym pięknym spotkaniem. Muszę też wspomnieć, że Pani Psuty
przysłała mi pięknie po polsku napisaną dedykację do mojej książeczki.
Bardzo mi się to podobało, więc posłałem to do Pana mjr. M. Spiechowicza,
przewodniczącego 30. Poleskiej Dywizji AK, któremu też się to spodobało,
dołączył to do mojej książeczki i ręcznie dostawił to wszystko 26 czerwca
2007 r. do Pana Lecha Kaczyńskiego, Prezydenta RP.
Odpowiedzi na pytania:
Po ukazaniu się w "Gońcu" z 18 maja 07 r. krótkiego artykułu
o mojej książeczce napisanego przez Pana Andrzeja Kumora, dostawałem wiele
pytań od różnych osób czy to w banku, czy w sklepach i na ulicy. Wśród
tych pytań znalazły się dwa główne pytania. Jedno: "Co cię skłoniło do
pisania tej książeczki?" i drugie: "Czy nie myślisz, że to
trochę późno w życiu zaczynać pisarską karierę?". Na te dwa podstawowe
pytania mam tylko jedną odpowiedź.
Zbliżając się do końca moich dni, stałem się coraz bardziej świadomy
wielkiej wartości tego czasu, który mi pozostał do końca mojej podróży
przez życie. Bardzo proste obliczenie mówi, że mamy tylko około 30.000
dni życia, gdybyśmy żyli do 80 lat, a ja już przekroczyłem ten próg.
Więc marnowanie nawet jednego dnia byłoby niewybaczalne. Dlatego
od dłuższego czasu szukałem czegoś i znalazłem to, co jest warte poświęcenia
nawet moich ostatnich minut.
Od lat miałem żal do naszych zachodnich Aliantów za zaniżanie
osiągnięć i ukrywanie prawdy o olbrzymim wkładzie Polskich Sił Zbrojnych
w zwycięstwo nad hitlerowskim wrogiem na zachodzie. Jest takie stare polskie
powiedzenie, które mówi: Tak długo dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie
urwie.
U mojego dzbana ucho urwało się, gdy ponad rok temu oglądałem
kanadyjską wersję filmu "Battle of Britain". Oprócz tego, że w ciągu całego
filmu nie słyszałem jednego słowa o polskich myśliwcach, to na końcu filmu
nie wierzyłem własnym uszom, gdy komentator powiedział: "Heroizm kanadyjskich
pilotów uratował zachodnią cywilizację". W tej bitwie brało udział 141
polskich i tylko 94 kanadyjskich pilotów myśliwskich, a poza tym
Polacy strącili 3 razy więcej niemieckich samolotów niż jakikolwiek inny
pilot myśliwski walczący w tej bitwie. A więc, gdy mówimy o prawdzie, to
byli Polacy, a nie Kanadyjczycy, którzy uratowali zachodnią cywilizację.
Od tamtej chwili postanowiłem oddać każdą minutę wolnego
czasu na demaskowanie alianckich kłamstw i przekazywać prawdę polskiej
młodzieży.
Bohdan D. Prażmowski
Mississauga, lipiec 2007
Od redakcji: Powodzenia!
Droga Redakcjo!
Ośmielam się i ja napisać słów kilka, bo czytałam listy Czytelników,
i czasem nie wierzę, że można tak pisać i tak przekręcać fakty historyczne,
co czyni Pan z Hamilton. I dziwi mnie bardzo, że nikt z Czytelników nie
reaguje na to. Więc ja chcę zapytać Pana z Hamilton, skąd Pan to bierze?
Jaka Wasza historia? Jakie Wasze ziemie? Wasze wojska? Z kim walczyliście?
Radzę zatem - niech Pan wróci do historii do 966 r. I niech Pan opisze
o Waszej Ukrainie. Bo z tego co ja wiem, to Wasze ziemie to Zaporoże ukraińskie
na stepach z Kozakami. Tam Wasze hordy kozackie, razem z Tatarami - napadały
na nasze ziemie, rabując, paląc, zabierali wszystek dobytek, biorąc kobiety
w jasyr. Pili - hulali i znów na rabunek.
Przypomnij Pan sobie film (Taras Bulba). To jest Wasza ziemi
historia. Zapytam Pana, ilu mieliście królów? Ile wypraw bitewnych i gdzie?
Proszę podać datę. A nie można bredzić, że Lachy z Poznania to osiedleńcy.
Ziemie Wasze sprzedaliście Rosji 400 lat temu, bo nie było porządku u Was.
Do Polski wpychaliście się, żeby nauczyć się kultury, bo nigdy nie mieliście
jej i nie mogliście się ustatkować. Polska nigdy nikogo nie odrzuciła,
ani kiedyś, ani teraz, Was, Żydów i innych; za to że dobra, to biedna,
bo znowu ją wszyscy wykorzystali. Polska Wam pomogła i nauczyła żyć. I
tak jest do dziś.
Była okazja dla Was w r. 1920 być samym, ale to dla Was było
za mało. Teraz macie od 1939 swoją samostijną Ukrainę, to dzięki Rosji
i Niemcom, bo służyliście im, aby zabrać naszą ziemię, bo Wam zawsze mało.
I jeszcze narzekacie. Polska wszystkim wybacza, daruje - bo jest dobra,
za to biedna. Bo tak jest w życiu - ten co kłamie, ten ma się lepiej.
Wrócę jeszcze do 1942-44 r. Banda UPA Stiepana Bandery to bohaterowie?
Mordowali, palili, rabowali; całe Podole, Wołyń, nocami sam ogień - ja
tam byłam i żyłam - wsie zrównane z ziemią. Zasadziliście lasem, aby śladu
nie było. A kto służył SS-Galizien? Teraz w Polsce macie prawa równe Polakom.
A na ziemiach zabranych cmentarze zniszczone - kościołów nie chcecie oddać
Polakom pozostałym (...). Co do Łemkowszczyzny - to też płaczecie nie wiem
czego, bo dostaliście piękne domy, dobrą ziemię za te kurne chaty na kamieniach.
I jeszcze Pan pisze, że trzeba się wstydzić, że błędy popełnione. My nie
mamy się za co wstydzić, bo my Was nie mordowaliśmy i nie wyganialiśmy,
jak Pan pisze. To Wy nas mordowaliście i wygoniliście w jednej koszuli
z ziemi rodzinnej. Może wstydźcie się i przepraszajcie. Kto kogo
wygonił, my Was czy Wy nas? Żegnacie się trzy razy, a kłamiecie.
Ja mam żal, bo zginęła moja rodzina niewinnie właśnie za to, że byli Polakami.
(...)
Szanowna Redakcjo, proszę poprawić moje błędy, może są ortograficzne,
bo pisałam w żalu za to, co przeżyłam w dzieciństwie na Kresach Wschodnich.
Szanowni Kresowiacy, wzywam Was do dyskusji, wracajmy do prawdy,
bo dopóki żyjemy, wracajmy do prawdy (...).
Z poważaniem
Magdalena H.
Toronto
PS O jeszcze jedno chcę zapytać Pana Romana, bo kiedyś czytałam,
że znaleźli swego króla o imieniu Danyło 1-szyj? Król Danyło? Niech Pan
nam poda, w jakich to latach i gdzie on zaginął. Dziękuję. M.H.
(Od red. - fragmenty zaznaczone kropkami były nieczytelne)
Od redakcji: Szanowna Pani, dzieciństwa nic nie wróci, idzie
nam wszystkim o to, by straszne czasy nie nawracały, a przerwać spiralę
wzajemnej nienawiści można tylko przez poznanie prawdy, przebaczenie i
pojednanie.
Szanowny
Panie Andrzeju Kumor,
Trudno jest mi oprzeć się emocjom, ażeby nie napisać kilka słów,
swojego odczucia, na artykuł napisany w "Gońcu" w sobotę, 23.06.2007.
Tytuł: "Młodsza siostra nadal w poprawczaku". Bardzo jestem ciekawa, kto
tak wychwala te "potwory"? To jeszcze inaczej bym nazwała takie córki.
Oczerniać po śmierci matkę, która wychowała je do prawie dorosłego wieku,
które miały gdzie mieszkać i co jeść, jeździły swoimi samochodami. Nie
pracowały przecież? Kto, jak nie matka, dał im wszystko, aby wydoroślały
do "kawalerów"? Jak każda matka pragnie szczęścia swoich dzieci.
Utopić własną matkę to coś, co nie można pomyśleć. To przecież
"matka", która je wychowała, urodziła. Patrzyły obie, jak umierała w cierpieniach.
Boże, gdzie sumienie, gdzie uczucie. Była "alkoholiczką"? Kto tę opinię
wydaje? Kto? "Córeczki"? Morderczynie? Kto im tak pomaga? Opłacają się
za ciężką pracę matki. "Pijaczka, alkoholiczka" nie ma tego, co miała,
oraz jej dzieci? Nawet zadbała, ażeby je ubezpieczyć?
Czytając ten artykuł, nie tylko ja, ale moi znajomi. "Są dobre,
przecież siedzą w więzieniu?" Nie mogą robić tego, co w domu robiły? Przecież
nie były małymi dziećmi, mogły odejść i żyć jak chciały, ze swoimi kolegami.
Czyżby to koniec ich tragedii? To całe ich życie jest zniszczone, to nie
da się zapomnieć, jak topiły matkę. Kto im pomoże, kto zechce? Takie potwory?
Są dobre? Niech ten, co je wychwala, prawdziwie, z sumieniem pisze o nich.
Gdybym ja była sędzią, prokuratorem, adwokatem, to nie chciałabym
ich bronić. Powinny siedzieć do końca życia, o wodzie i suchym chlebie.
Takiego morderstwa przebaczyć nie można. Za pieniądze? To przecież tutaj
wybierają? Ukrywają, bo "one" są nieletnie. Miały 16 i 17 lat. Powinny
mieć wyrok jako dorosłe. W Kanadzie nie ma sumienia? Pieniądz jest "sumieniem-Bogiem"?
Mordercy, złodzieje mają obronę? Tolerowani.
Taki kraj. Jestem już stara, mieszkam długo w Kanadzie. Tak los
chciał? Nigdy bym tutaj nie chciała mieszkać. My, Polacy, stanowimy to,
co pan, panie Andrzeju, pisał "tyle co czarne za paznokciem"? Opisują Polskę
w "czarnych kolorach"? Co tutaj jest za dobrobyt? Dla kogo, nie dla nas?
Może są błędy, ale jestem zdenerwowana, że można o mordercach
tak pisać. Krew burzy się, że to polskie dziewczyny.
Wanda Popienko
Od redakcji: Szanowna Pani, stała się tragedia i wielkie zło,
ale czy uważa Pani, że kara śmierci byłaby bardziej odpowiednia? Czy, Pani
zdaniem, świat byłby lepszy, gdyby obowiązywał kodeks Hammurabiego?
Od redakcji: Pana Romana z Hamilton prosimy o przekazywanie
swoich wypowiedzi w formie listownej. Dziękujemy.
GONIEC NR 26/2007 (183)
(29
VI - 5 VII 2007)
Jak długo jeszcze?
Panie Redaktorze! Nie wiem, gdzie Pan zamieści mój list (?) i
czy w ogóle Pan zamieści w swej gazecie, ale wydaje mi się, że już czas,
aby coś z tym zrobić.
Ciągle po kościołach ukazują się jakieś listo-ulotki o pracy
i działalności Domu Starców "Kopernik". Potem Pan (dzięki za to) przeprowadza
wywiad, publikuje na łamach gazety tylko po to, aby zaraz znowu ukazał
się kolejny list-ulotka. Nie wiem, czemu to ma służyć. W "Koperniku" pracuje
tylu ludzi mówiących po polsku, a okazuje się, że mówią oni różnymi językami,
walcząc o coś tam...
Dlaczego sprawy związane z tą placówką muszą być tematem rozmów
między innymi narodowościami. A wiecie, jaka jest reakcja innych narodowości
(naszych europejskich sąsiadów)? "O, Polacy znowu wojują." Słyszeliście
coś o ukraińskim czy słoweńskim domu starców? Jestem pewna, że nie. Dlaczego
wy, pracownicy tej placówki - jak sami mówicie - macie już związki zawodowe,
nie potraficie dogadać się w swoim gronie, czemu odstraszacie nas, Polaków,
od tego, aby kiedyś tam przyjść i zamieszkać, aby kiedyś znaleźć choć namiastkę
polskości na starość? Boicie się, że tam już nie będzie polskości? Macie
rację. Nie będzie, bo jak odstraszycie nas od tej instytucji, przyjdą tam
inne narodowości i zasiedlą tę placówkę. Tylko czy wy wtedy znajdziecie
tam pracę.
Nasz "wojowniczy" naród skończył walkę z Credit Union, a zaczął
z "Kopernikiem". Coś się musi dziać, prawda? A może to wy nie jesteście
Polakami, gdyż chodzi wam o to, aby zniszczyć to, co mamy tu, na obczyźnie.
Znajdujemy po kościołach ulotki, przez które tak naprawdę to wy chcecie
załatwić tylko i wyłącznie swoje sprawy, nie myśląc o Polonii i Polakach.
Może ktoś z was doszedł do wniosku, że lepiej rujnować niż budować? Dajecie
"dobry" przykład i wcale się nie zdziwię, jak w kolejną niedzielę znajdę
coś o jednym czy drugim polskim biznesie, o tym jak to szef wykorzystuje
ludzi itd. Autorzy tych ulotek - proszę, Polonia już jest zmęczona rozdrabnianiem
wszystkiego, wyciąganiem i praniem naszych brudów. Popatrzcie inaczej!
Popatrzcie, jak piękny jest ten dom, jak ludziom tam się dobrze żyje, jak
dzięki temu dzieci tych ludzi mogą spokojnie żyć i pracować. Pomyślcie,
ilu Polaków nie mówiących po angielsku znalazło tam pracę. Czy tam naprawdę
jest tak źle? No, no popatrzcie dookoła dobrze, a nie tylko zaspokajajcie
swe awanturnicze żądze kosztem nas wszystkich. Uczciwi ludzie załatwiają
swe sprawy wprost... Pomyślcie o tym.
Małgorzata Samborska
Od redakcji: Czekamy na opinię "drugiej strony".
Dzień dobry
Panie Redaktorze Kumor,
Bardzo dziękuję za zamieszczenie całej wypowiedzi. Chciałem dalej,
jak rozmawiamy o tych wszystkich stosunkach polsko-ukraińskich, i niemieckich
itd., dodać swoje trzy grosze.
Na przykład w ukraińskiej gazecie "Naszym Słowie" jest artykuł
"Pan Michnik odznaczony Orderem Kniazia Jarosława Mądrego". Mnie ręce
opadły po prostu, że tak się może stać w tych naszych stosunkach. Ale to
się może stać, dlatego że elity patriotyczne polskie, ukraińskie, narodowe,
zostały zniszczone, wymordowane, rozgromione, a ich miejsce zajęły elity
wiadomego pochodzenia. I teraz oni sobie frymarczą albo Orderem Orła Białego,
albo z drugiej strony Jarosława Mądrego. Bo np. ten order wręczał panu
Michnikowi vel Szechterowi pan ambasador Ukrainy w Polsce.
W tych stosunkach polsko-ukraińskich, i nie tylko, sąsiedzkich
w Europie, ten obcy faktor narobił tyle zła na przestrzeni wieków, wojen,
rewolucji, pożóg wojennych itd. I dlatego bardzo ciężko będzie coś zrobić
porządnego, ponieważ to tak już obrosło, to życie nasze, jak jemioła na
drzewie albo koniczyna. Ciężko będzie stosunki dobre wypracować, bo to
jest po prostu naganianie jednych na drugich.
Chciałem jeszcze dodać, że bardzo się cieszę, że w Polsce od
dwóch lat rządzi PiS Kaczyńskich, LPR Giertychów i Samoobrona Leppera przy
poparciu środowisk patriotyczno-katolickich, religijnych, Radia Maryja,
innych księży itd. Mają potknięcia, które im podsuwa ubecja czy NKWD, fałszywki,
prowokacje. Dla Ukrainy takich ludzi trzeba, takich partii. Jakby to były
prawdziwe elity na Ukrainie... bo to są w Polsce prawdziwe elity, jeszcze
się zachowały. Te elity, które przyszły dzięki poparciu Radia Maryja, prowadzą
politykę propolską i propatriotyczną, prospołeczną. Nie tam żadne liberalisty,
żadne światowe łady, jak oni to ładnie gadają różne Kuronie, Michniki,
Rokity itd., tylko normalna ludzka... tak jak robią Niemcy i inni. Ja popieram
to bardzo i życzę sobie, żeby tak było u nas, na Ukrainie. Bo ja, jako
agronom, to szczególnie popieram politykę Leppera.
Roman z Hamilton
(spisane z automatycznej sekretarki)
Od redakcji: Szanowny Panie, zgadzamy się prawie w stu procentach,
i jeszcze raz powtórzę, działajmy na rzecz konfederacji naszych narodów
- związku niepodległych państw, połączonych wspólnym interesem. Nie dajmy
się podzielić wrogom.
Dzień dobry
Mam dwa pytania. Jedno do pana Rosy, który napisał piękny artykuł
o plaży w Long Point, i mimo wszystko jednak brakuje jednej ważnej rzeczy,
jak tam dojechać i gdzie się znajduje mniej więcej.
Moje drugie pytanie jest. Często jeżdżę do Izraela, nie jestem
Żydem, ale mam wielu przyjaciół Żydów i się zastanawiam, dlaczego gazeta
prowadzi taką jakby trochę antyżydowską politykę. Podobno myśmy wyssali
to z mlekiem matki, moja matka nie była Żydówką ani ojciec, ale po prostu
lubię ich, za to że są tacy jak są, mają dużo ciepła, radości, poczucia
humoru, czego brakuje nam, Polakom, a poza tym się świetnie trzymają razem.
Chciałbym napisać mały artykuł o tym, jak przyjechali moi koledzy
żeglarze, nasi żeglarze, do Izraela. Jak ich obwiozłem, jak się upijali
na mój koszt itd. itd. Umówiliśmy się później, że pokryjemy wszystkie koszty
razem, ale jakoś później okazało się... Chciałbym napisać taki artykulik
mały o tym. Mam mnóstwo zdjęć z Izraela, cmentarzy polskich, polskich żołnierzy
Andersa, które były zniszczone i które dzięki mojej jakby interwencji w
konsulacie, zostały odnowione. Ja tam prawie dwa lata spędziłem.
Andrzej Głuszek
(spisane z automatycznej sekretarki)
Od redakcji: Czyta Pan niedokładnie, opis, jak dojechać do
parku, był w tekście, jeśli chodzi o Żydów, to my również znamy wielu przyzwoitych
przedstawicieli tego narodu i deklaruję Panu, że nie jesteśmy antysemitami;
drażnią jedynie wszystkie sytuacje, kiedy jedni wywyższają się kosztem
innych.
Pozdrawiam serdecznie,
panie redaktorze!
Chciałbym zapytać pana Romana o parę spraw poruszonych w jego
liście. Sprawa pierwsza, Ukrainiec to potomek zbiegłych chłopów pańszczyźnianych
z Polski, a także powiązany etnicznie z Wołochami, Rumunami i Słowakami,
którzy w podobny sposób szukali wolności, uciekając na kresy Rzeczypospolitej.
Tam też zostali uwłaszczeni pod warunkiem, że będą chronili tamten
teren w razie zagrożenia od ordy. Ukraina to określenie czegoś, co jest
daleko. Jako określenie państwa powstało dopiero po rewolucji bolszewickiej,
bo wtedy stworzono republikę Ukrainy. Wcześniej nie było żadnej ukraińskiej
państwowości. Pan Roman pisze, iż Ukraińcy, jeśli mordowali, to tylko w
obronie własnej. Dlaczego więc Sanem płynęły trupy kobiet, dzieci powiązane
drutem. Po kilka do kilkunastu ciał identyfikowano w Przemyślu w latach
44-46. Świadkiem moja nieżyjąca matka oraz materiały w archiwum przemyskim.
Jeśli to NKWD podszywało się pod UPA, to kto mordował w okolicach
Birczy, Tyrawy Wołoskiej. To przecież sotnia "Bira", a dalej na południu
to "Chryn Zelezniak" Lastiwka działający w rejonie Chryszczatej i Wołosania.
Przecież Kamiński i Własow to nie ludzie z NKWD, a z formacji działających
u boku faszystowskich Niemiec.
Kresy wschodnie do czasu Jałty były polskie i tak było
od momentu powstania państwa polskiego. Graniczyliśmy z Rusią Halicką,
a nie była to Ukraina, podobnie jak Zbaraż, Halicz czy Czerwieńsk. Polskie
ślady na Kresach sięgają 10. wieku. Niestety, nie ma żadnych śladów miast
warowni stworzonych przez Ukraińców. Jedynie co stworzyli Ukraińcy, to
organizacja ukraińskich nacjonalistów i jej twórca Stefan Bandera. On to
stworzył UPA jako zbrojne ramię tej organizacji.
Panie Romanie, proszę przeczytać manifest OUN i deklarację
Stefana Bandery co do działania OUN i UPA w stosunku do Polaków, a wtedy
przyzna pan, że to nie prowokacja NKWD, a program OUN i UPA zakładał eksterminację
ludności polskiej wszelkimi sposobami. Jako podsumowanie podam panu fakt,
iż w 2005 roku byłem świadkiem manifestacji Ukraińców w Przemyślu, i jednym
z postulatów było żądanie wolnej Ukrainy po Wisłę. Ja myślę, że pan
to podobnie jak ci przemyscy Ukraińcy. Urodzeni i wykształceni w Polsce,
plują na kraj, który dał im możliwość rozwoju i godnego życia. Nie wiem
tylko, dlaczego zamiast do wolnej Ukrainy, wyjeżdżają na Zachód.
Łączę pozdrowienia dla pana redaktora i życzenia zdrowia dla pana Romana
(bo na obiektywizm chyba za późno).
T. Hano
Od redakcji: Szanowny Panie, z Ukrainą jest nam po drodze,
proszę się zastanowić, co zrobić, abyśmy mogli stworzyć w sercu Europy
siłę zdolną przeciwstawić się Rosji i Niemcom.
***
Któryś raz z rzędu mój list nie doczekał się. No cóż, przyzwyczaiłem
się, że tak co czwarty jest przez suflera eliminowany do kosza.
Pani Agnieszka Krupak znowu zabrała głos, ale na moje argumenty
z 1 czerwca nie potrafiła odpowiedzieć, za to znalazła sobie następny temat
i roztrząsa. Dla mnie te "prawnicze" wywody nie mają sensu, w naszej łacińskiej
cywilizacji powinno wystarczyć Dziesięcioro Przykazań, a zaśmiecanie talmudycznymi
wymądrzeniami nie ma sensu.
Pani Agnieszka i p. Konior nie potrafią dać odpowiedzi na kilka
prostych słów prawdy... tak to jest, komunizm zbudowany jest na kłamstwie
i nie zna samodzielnego myślenia, z Marksem dyskusji nie ma. Propaganda
i wykształcenie w komunizmie nie preferują samodzielnego myślenia, punkty
za pochodzenie i czerwony atrament spożywany w nadmiernych ilościach powoduje
takie właśnie objawy... całkowite uzależnienie.
A jeśli chodzi o p. Tysiąc... zamiast być mądra i uważać, wie
przecież, czym grozi zabawa z fallusem (nie granat?), woli "leczyć" skutki
głupoty, zabijając swoje dziecko (???). Intelekt na poziomie Wałęsy lub
Michnika, ale obrona tej "pani" jest obrazą dla normalnych kobiet... oczywiście
nie mówię w tym momencie o Senyszyn, Jarudze-Nowackiej, Środzie, Szczuce
czy Geremku, to nawet nie są istoty myślące.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Panie Januszu, nikt Pana w Gońcu nie sekuje.
***
Czy tylko lekarze i ostatnio przebudzone z letargu pielęgniarki
wspomagane przez Kwaśniewskie, Kalisze itp. postępowe siły lewicy, pospołu
z odważnymi i ostrymi jak młoty górnikami mają walczyć o dobrobyt Polski?
Był cień nadziei w nauczycielach (szczególnie tych od ekonomii) i kolejarzach,
ale zniknął, gdy wycofali się ze swoich słusznych żądań o należne im podwyżki.
A reszta Polaków gdzie? Śpi? Czy wszyscy inni są zadowoleni z pracy i z
płacy?
Gdzie inne zawody, gdzie emeryci i renciści? Czyż jesteście gorsi
od lekarzy i pielęgniarek? Nie wstyd Wam? Strajkujcie! Kaczyńscy na pewno
mają lewe konta w Szwajcarii i lewe dochody z prywatyzacji Polski, więc
niech sięgną po nie i dadzą. Każdemu według jego żądań. Przecież już Wałęsa
obiecał, że zrobi z nas Japonię. Bogu dzięki nie zdążył. Kwaśniewski i
S-ka z oo. (bardzo ograniczona) (za) robił, co mógł, i ma co (za) robił.
"Teraz my chcemy, żądamy, należy nam się, jesteśmy poniżani."
To nic, że w czasach Kwaśniewskiego nikt dzioba nie otwierał, nikt nie
czuł, że jego godność jest deptana, a wolność i demokracja zagrożone. Nie
widziały tego nawet elity medyczne, gdyż "koperty" przyćmiły im wzrok.
Teraz, dzisiaj jest ich czas (i im podobnym). Nadzieja również w tzw. "Solidarności",
która już coś "bąka" o strajku generalnym!
Panie - spuść nogę i kopnij z całych sił! Albo przywróć do życia
"Solidarność Walczącą". Słusznie - o wielka i piękna "Solidarności" - trzeba
zniszczyć tych faszystów Kaczyńskich. Szczerze otwarte ramiona Kwaśniewskiego
i tych wszystkich biednych a wypasionych lewaków już czekają, aby Was przycisnąć
do serca, utulić, łzę otrzeć. Wycisnąć i wyssać resztę nadziei i rozumu.
Głupi Narodzie! Czy są w Tobie chociaż resztki prawdziwych polskich elit,
które pójdą do pielęgniarek i do mediów, aby wykrzyczeć znaną prawdę, że
z próżnego i Salomon nie naleje? Prawdy, prawdy nam trzeba,
prawdy jako chleba. Głupi Narodzie! - Teraz, gdy masz szanse, że na czele
państwa i rządu stoją ludzie na pewno nie doskonali, ale uczciwi i chcący
dobra i dobrobytu dla Polski, to jak ślepi i niespełna rozumu robicie wszystko,
aby ich zniszczyć lub nie robicie nic, aby im pomóc. Głupi Narodzie! Jeżeli
nie ujrzysz swojej szansy na wolność od komuchów, ukaranie ich i na stopniowy,
ale systematyczny rozwój i dobrobyt, to ja będę pierwszy, który będzie
wołał - Panie Boże, niech zstąpi Duch Twój i ukarze ten głupi Naród,
który jest ślepy, głuchy i chyba stworzony do niewolnictwa i trzymania
za mordę za swoje ciągłe pieniactwo. Gdy tylko ceną walki i krwi odzyskuje
wolność, to jak ćma do ognia - idzie znów jak baran na rzeź wolności i
godności.
Gdzie są polskie elity i polski lud, który milcząco przygląda
się, jak z premedytacją jest niszczona nasza pierwsza po wielu latach,
prawdziwie polska racja stanu? Możemy być wolnym, dumnym, suwerennym, dostatnim,
sprawiedliwym - czyli chrześcijańskim krajem. Pierwszy etap tej walki,
którym powinno być wyeliminowanie wszystkich TW i KO z UB i SB, został
przegrany z racji wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego i niestety nieczytelnej
postawy Kościoła w tej materii. Pozostała nadzieja na drugą odsłonę, która
na pewno nadejdzie, jeżeli tylko damy szanse i czas temu Prezydentowi i
rządowi. A tych wszystkich, którzy dzisiaj potrafią tylko strajkować i
żądać podwyżek (które należą się przecież całej Polsce!) oskarżam - jesteście
J i GW - Jawnymi i Głupimi Współpracownikami dawnych i ciągle mocnych służb
UB i SB. Wstyd i hańba. Za jaką Polskę ginęła "Inka", gdy krzyknęła tuż
przed śmiercią "Niech żyje Polska!"?
Roman Dorna
Od redakcji: Szanowny Panie, Pan jest we wszystkim maksymalistą,
spokojnie, potrzeba wiele pracy, a nie potępiania wszystkich w czambuł.
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|