POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 38/2007 (195) (21-27 IX 2007)

 Panie Andrzeju!
 Z oburzeniem czytam w "Gońcu" artykuły atakujące najlepszych polskich polityków Romana Giertycha i Andrzeja Leppera, którzy jedynie starają się bronić spraw polskich i dlatego już dawno zostali nazwani przez Żydów antysemitami. Żydzi nacisnęli na Kaczyńskich, a oni szybko bez powodu, po chamsku wyrzucili z rządu Giertycha, Leppera.
 Drukując artykuły: M. Brudzyńskiego, J. Krawczyńskiej, J. Pietrzaka (pieszczoch komuny), St. Michalkiewicza, wpisuje się pan w grono antypolskich dziennikarzy.
Nazwisko nieczytelne
 PS W załączeniu przesyłam kilka artykułów do wykorzystania i musi Pan przyznać, że Kaczory ponownie oszukały Polaków.

 Od redakcji: Szanowny Panie GONIEC jest najbardziej wiarygodnym pismem w Toronto; zamieszczamy najszerszą gamę opinii. Pozdrawiamy.
 
 Ludzie zapomnieli 
 o Wielkiej Depresji 
 Nie chcę na ten temat za dużo pisać. Chcę tylko przypomnieć zasłyszane powiedzenie "jak Ameryka kichnie, to Europa (Polska też) leży chora na grypę".
 Ameryka jest dobra jak daje, daje i daje i do tego za darmo. A jak z niej jest gorzej coś wyciągnąć, to zaraz w oczach złowrogich proroków rozpada się tak jak Rzymskie Imperium.
 Najgorszym zagrożeniem świata jest nędza i głód. Widzimy to na indywidualnych rodzinach, które sobie nie radzą w nowoczesnym świecie. Jak z jednego lub drugiego powodu ktoś straci pracę na dłuższą metę, to nie raz kończy się to bardzo smutnie. Coraz gorzej jest dostać popłatną pracę na tym świecie. Jest to wynikiem przeludnienia i wysokiej konkurencji o dostępne stanowiska pracy. Nowa technologia usuwa z obiegu przestarzałe metody pracy i produkcji. Po prostu jest zbędna nadmierna siła robocza, a szczególnie ta wysoko płatna.
 Przy swojej rodzinie w razie bezrobocia jedna czy dwie osoby mogą ukryć się przed osobistą klęską. Daleko od rodziny i od swoich może być bardzo źle. Kto był bezrobotnym w czasie długiej recesji, dobrze o tym wie. W Ameryce sąsiad wstydzi się sąsiada, jak straci pracę, i kręci się bezczynnie koło swego domu. Ludzie tracą domy, oszczędności i zapadają na choroby psychiczne itp. Utrata pracy jest gorszym przeżyciem jak wojna dla niejednego młodego człowieka z rodziną. Wojna napędza koniunkturę gospodarczą. Z powodu wojen więcej ludzi ma pracę i chleb. Ludzie robią pieniądze, chodzą na zakupy i dalej popychają machinę ekonomii. Bez wzrostu koniunktury gospodarczej może pojawić się widmo depresji.
 Co by się stało, gdyby na nowo pojawiła się zmora depresji z lat trzydziestych ubiegłego wieku? Co by było, jakby miliony ludzi stało na nowo w kolejce za miską zwykłej zupy? O takim scenariuszu nikt tutaj nawet nie wspomina i nie chce nawet myśleć. 
 Pan Andrzej i jego koledzy są tylko po 40-tce i nie rozmawiali ze starymi przedwojennymi emigrantami, co przeżyli ten okres. W tamtych czasach fortuny topniały jak śnieg na wiosnę. Z bogaczy porobiły się masy nędzarzy, prosząc takich samych jak oni o 10 centów na szklankę herbaty. Nie wywołujmy więc wilka z lasu. Młodzi ludzie o tych dawnych czasach nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Ludzie już dawno zapomnieli o Wielkiej Depresji. Jednak takie scenario jest więcej prawdopodobne, a nawet bardzo realne, nie tak jak inna katastrofa czy żywioł w przyrodzie.
Echo

 Od redakcji: Wielka depresja może być za rogiem. Trzeba się oswoić z tą myślą.
 

GONIEC NR 37/2007 (194) (14-20 IX 2007)

Szanowny Panie Redaktorze,
 Chciałabym na łamach Pańskiego najlepszego wśród Polonii tygodnika pogratulować i podziękować pani Marcie Jakubowskiej za napisanie pięknego i patriotycznego wiersza o sprzedaży "ostatniego kawałka Polski w Ontario" - Place Polonaise.
 Na nasze nieszczęście, historia często się powtarza, a taniec Chochołów trwa przez wieki. Niestety, nie można zaapelować do chochołowskich sumień - nie mogą ich mieć, nie posiadając rozumu. Pozostając przy temacie sprzedaży Place Polonaise, chciałabym zadedykować  fragment wiersza Feliksa Konarskiego, słynnego Ref-Rena "Głos na uboczu" (na likwidację Klubu Białego Orła) wszystkim czytelnikom, którym nieobca jest sprawa Polski i Polaków rozsianych po świecie. 
 Szczególnie zaś dedykuję ten wiersz członkom Zarządu Głównego Związku Polaków w Kanadzie, aby spowodowali, że historia Orła Białego z angielskiego Londynu nie powtórzy się u nas, w Kanadzie.
Anna Lewandowska
Hamilton
***
 Stoi budynek. Pałac. Pod samo niebo wyrasta!
 Można powiedzieć - w sercu największego na świecie miasta!
 W centrum angielskiej stolicy! Nie w jakimś zapadłym kącie!
 A na budynku orzeł. Nad wejściem. Na samym froncie!
 W najwidoczniejszym miejscu! Nie z boku!...Nie na stronie!...
 Na tarczy - w czerwonym polu - nasz - biały orzeł w koronie!!!

 Jak wyrzut!... Jak wyzwanie!... Jak to się mówi: memento, 
 Że my tu ciągle jesteśmy, że nas chwilowo odcięto
 Razem z tym orłem od gniazda... Że myśmy nie zapomnieli,
 Że z tamtej strony kurtyny orłu koronę zdjęli - 
 A tutaj - orzeł uchodźca - w koronie!... Na samym widoku!...
 I ja się patrzę, i długo nie mogę oderwać wzroku...
 I jestem dumny z niego!... I tak mi jakoś przyjemnie!...
 I jakaś taka otucha nagle wstępuje we mnie!...

 Wczoraj się dowiedziałem, że Biały Orzeł sprzedany...
 Że kupił jakiś pan Ygrek - biznesmen bliżej nieznany.
 Nigdzie nie ogłosili, ogółu się nie spytali,
 Jak niewygodne meszty - po prostu wzięli - sprzedali.
 Na boczku, cichcem, w sekrecie. Bez jednej litery w prasie.
 Niech społeczeństwo się dowie po wszystkim, po fakcie, po czasie.

 Po cichu. Chyłkiem. Milczkiem. Żeby nie doszło do tłumu,
 Bo tłum jest niepoczytalny. Mógłby narobić szumu - 
 Mógłby zażądać wyjaśnień - zaapelować do sumień!...
 Więc bez rozgłosu - żeby nie było nieporozumień...
 Żeby nie było dyskusji... A może nawet ze strachu,
 Że ktoś by mógł chcieć ratować ten skrawek polskiego dachu...
 Ta ja bym sam dał funta! Przysięgam!... A może i więcej!...
 A takich, jak ja - na tej wyspie jest parędziesiąt tysięcy!
 Na pewno - by nie skrewili!... Pieniądze nie grają roli. 
 Tu się rozchodzi o symbol!... I serce człowieka boli
 Że nasze godło - nasz orzeł - prawdziwy nie sfałszowany
 Zostanie dzięki NAM SAMYM przemocą zdjęty ze ściany, 
 Ale z naszymi dziećmi - czy może nawet z wnukami!...
 Na której czekał cierpliwie, że wróci!... Może nie z nami.

 Od redakcji: Tym razem litera w prasie była...

Pan Andrzej Kumor - Redaktor Naczelny
 Szanowny Panie,
 Właśnie zajrzałem do kupionego dziś "Gońca" i z wielkim rozczarowaniem stwierdziłem, że mój tekst został "okaleczony" przez usunięcie z jego treści fotokopii "Protokołu". Dla mnie, jako autora tego tekstu, ten dokument komunistycznej, sądowej zbrodni miał największy ciężar zbrodni. Mniej ważne - według mojej intencji - było zdjęcie ofiary zbrodni. Jeśli przyczyną nieumieszczenia było ograniczenie powierzchni druku, to należałoby poinformować mnie o tym. Z pewnością poprosiłbym o wycofanie z druku artykułu w tej postaci. Poza wszystkim, warto było pokazać czytelnikom, jak taki dokument wygląda.
 Z wielkim żalem - Wiesław Kwaśniewski

Od redakcji: Proszę uprzejmie.

 Historii kółko następne
 Tydzień wypełniony po brzegi, w Sejmie wygadywali głupoty, ale i w "Gońcu" trafił się list protest... za dużo o PiS (???).
 Wygląda na to, że Lenin miał przebłyski, przewidział "pożytecznych idiotów", są cały czas. Jak widać, w USA takich Geremków, Michników, Tusków czy Komorowskich jessű§użo więcej i dlatego właśnie amerykańscy obywatele giną w nikomu niepotrzebnych, rozpętanych w bardzo dziwnych okolicznościach przez jakichś dziwnych podżegaczy, wojnach.
 Głupoty wygadywane przez Wałęsę, Olejniczaka, Leppera czy Niesiołowskiego śmiało można porównać do działań neokonserwatystów popychających Busha do wojny z Iranem w interesie bardzo ostatnio widocznych środowisk, bardzo pazernych na cudze. Wygląda na to, że USA przejęły rolę Prus, a Prusy nigdy nie były dla Polski przyjacielem i właśnie z tego powodu Polacy powinni zrewidować wiele poglądów na wiele spraw.
 Sprawa tarczy jest na pewno bardzo ważna, ale pod żadnym pozorem nie może wciągać Polski w jakąkolwiek wojnę... to PiS odświeżył hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna" i dlatego nie możemy pozwolić na rozpętanie nowej, wielkiej wojny religijnej... W 1939 postąpiliśmy właściwie i tak powinniśmy trzymać. W tym momencie Amerykanie powinni żałować, że nie posłuchali "proroctwa" Franklina... Polacy zaś z nadzieją oczekiwać, aż Jarosław Kaczyński znowu ugryzie tego żubra, dobrze mu to zrobi, stary żubr młodnieje. Tow. Kwaśniewski z ekipą złodziei znowu chcą do koryta, ciekawe, ilu "pożytecznych" im uwierzy?
 Dużo ostatnio się pisze o lekturach, będę w tym momencie nieciekawy, ale kiedyś, dawno, zacząłem czytać coś Gombrowicza... ale po kilku stronach poszedł w kąt, nie mam zamiaru wracać; co ciekawe, taką samą reakcję zaobserwowałem, chcąc zapoznać się z Normanem Daviesem, cóż, taki jestem i żaden Michnik nie jest w stanie tego zmienić.
 Czas jakiś temu miałem trochę sympatii do LPR, ale w tym momencie moje zdanie zmieniło się.
Janusz Sierzputowski
 PS Wielu wierzy, że ludzkość jest u szczytu... na pewno szczytu głupoty. Dała sobie ludzkość przyczepić garb komunizmu i nie potrafi sobie z tym poradzić, ale nowe garby są już obmyślane.

 Od redakcji: Panie Januszu, ludzkość jest taka jak zawsze, w zasadzie nie dzieje się nic nowego, czego nie opisywano by już w Biblii.

 Witam!
 Pragnę poinformować, że na stronie www.zayazd.pl <http://www.zayazd.pl> zamieściłem nagranie studyjne ballady pt. "KATYŃ 1940" (ostatni list) mojego autorstwa - do ogólnego, darmowego słuchania. 
 Utwór ten otrzymał 15.08. br. III nagrodę w konkursie ogłoszonym przez Związek Autorów i Kompozytorów ZAKR i MON na współczesną piosenkę patriotyczno-wojskową.
 Jeśli piosenka trafi do serc Państwa, proszę o pomoc w jej upowszechnieniu (np. link do mojej strony); jesteśmy to winni tamtym pomordowanym żołnierzom...
 Mam do tej pieśni osobisty, emocjonalny stosunek... Dlatego udostępniam ją w Internecie wszystkim zainteresowanym - bez żadnych opłat ...
 Pozdrawiam!
Lech Makowiecki
www.zayazd.pl 
 PS Ciekaw jestem opinii Państwa na temat tej pieśni... Stanowi ona fragment dużego koncertu pt. "Barwy wolności" (sł. muz. Lech Makowiecki)... 

 Od redakcji: Z chęcią posłuchamy w weekend.

 INTERESUJĄCE 
 DOŚWIADCZENIE
 Od prawie roku z bliżej mi nieznanych powodów trafiłem na jakąś listę, dzięki czemu co jakiś czas znajduję zaproszenia nagrane na "answering machine". Zaproszenia muszą być szczere i gorące, gdyż zawsze są powtarzane dwukrotnie. Zapraszają mnie osobiście różni ludzie, z pewnością gospodarze imprez organizowanych w ich domach prywatnych. Mówią po angielsku, choć bywają krótkie fragmenty w jakimś innym języku, którego nie znam.
 W tym tygodniu zaprosił mnie serdecznie pan Marvin Sigler. Ma to być "Tora Masora meeting". Może nie dosłyszałem dobrze nazwy, za co przepraszam. Nie pamiętam też nazwiska "guest speaker", choć pamiętam jego tytuł. Otóż jest on rabinem.  W czasie spotkania serwowany będzie poczęstunek.
 Jest to przykład, jak można organizować życie grupy etnicznej i zbierać pieniądze na wspólne cele. Wśród Żydów kluczową rolę odgrywają ludzie bardzo zamożni. Nie sądzę, by spotkania, na które mnie zapraszano, miały miejsce w małych domkach. Statystyki mówią, że olbrzymia większość zbieranych wśród Żydów pieniędzy pochodzi nie na zasadzie "wdowiego grosza", tylko z donacji najbogatszych członków społeczności. 
 Żal mi jest tych aktywistów wśród Polonii, którzy ciągle wierzą w mityczną akcję o nazwie: "Gdyby tak każdy dał po jednym dolarze". Zamiast wiary w gusła, lepiej skorzystać z doświadczenia tych, którzy potrafią organizować zbiórki pieniężne na wspólne cele. Na przykład tych, którzy ostatnio tak mnie polubili.
 Edward Sołtys

 Od redakcji: W zasadzie jest i tak, i tak. Organizacje żydowskie zbierają i małe, i duże kwoty. Nie o kwoty bowiem chodzi, lecz o to, by sprawnie zbierać, a końcowa suma szła w setki milionów.
 

GONIEC NR 36/2007 (193) (7-13 IX 2007)

 Chopin na Tajwanie
 Na Tajwanie ukazało się właśnie chińskie wydanie książki Tadeusza Szulca "Chopin w Paryżu". 
 Wydawcą książki jest Cultuspeak, a przedmowę do chińskiego wydania napisała prof. Anna Fujita, japońska pianistka i pedagog kierująca Fundacją im. Fryderyka Chopina na Tajwanie.       Profesor Fujita współpracowała wcześniej z Ruchem Rodaków. W 2006 roku wzięła udział w wykładzie poświęconym Chopinowi, a zorganizowanym przez Ruch Rodaków podczas Międzynarodowych Targów Książki w Tajpej. Książkę "Chopin w Paryżu" rekomendują m.in.: pianista Ruei-bin Chen i muzykolog prof. Kii-ming Lo. W chińskim wydaniu znalazły się zdjęcia przekazane przez Muzeum im. F. Chopina, Narodowy Banku Polski i PAP; w zdobyciu zdjęć pomogła moja skromna osoba. 
 Wydawca zachował się bardzo ładnie, bo podziękował mi w książce za pomoc. 
 Do książki dołączona jest ulotka przypominająca o 200. rocznicy urodzin kompozytora przypadającej w 2010 roku, a także promująca zbiór nagrań Chopina (17 CD). Do książki załączony jest także formularz; po wypełnieniu i przesłaniu go do wydawcy czytelnicy mogą wziąć udział w specjalnej imprezie zatytułowanej "Salon Muzyczny Chopina" (impreza odbędzie się na początku 2008 roku). 
Hanna Shen
Tajwan

 Od redakcji: Tajwan to lepsze Chiny, nie bójmy się go popierać.

 Szanowna Redakcjo,
  Powoli klaruje się sprawa, kogo Kaczyńscy wysłali do Kanady w celu nakłonienia Polonii do głosowania na PiS w zbliżających się wyborach do Sejmu. Informacje z waszej gazety: prof. J.R. Nowak zaproszony przez Związek Narodowy Polski w Kanadzie przy Judson Street w Toronto, w którym powinien wisieć, jak nazwa znaku wskazuje, portret Romana Dmowskiego - narodowca, a wisi portret socjalisty - Piłsudskiego. Anna Walentynowicz zaproszona przez pismo "Michael". Podobno wiezie nam, Polonii, jakieś przesłanie czy orędzie od samego Kaczyńskiego. No i Stanisław Michalkiewicz też coś przebąkuje, że wybiera się tutaj.
 Co tych ludzi łączy, poza tym że są piłsudczykami? Popierają PiS, a konkretnie jego ścisłe kierownictwo, a zwłaszcza Kaczyńskich, oprócz Anny Walentynowicz pozostali dwaj mają też słuszne pochodzenie. O ile pani Walentynowicz nie wie, co czyni, to Nowak i Michalkiewicz wiedzą doskonale. Piłsudski był masonem, mówił już o tym przed wojną święty Maksymilian Kolbe. Myślę, że możemy wierzyć świętemu. Gdyby święty Maksymilian kłamał, to prawdopodobnie nie zostałby świętym. O masonerii pisze obszernie też inny święty, Józef Sebastian Pelczar.
 Idolem braci Kaczyńskich - szefów loży Prawo i Sprawiedliwość, jest nie kto inny tylko Piłsudski. Poemy na cześć Piłsudskiego pieją publicyści "Naszego Dziennika", Radia "Maryja" i Telewizji "Trwam". Czyżby o. Rydzyk nie znał widzenia świętej Faustyny Kowalskiej w dniu śmierci Piłsudskiego 12 maja 1935 roku? "ÉWtem ujrzałam pewną duszę, która się rozłączyła od ciała w strasznych mękach. O Jezu, kiedy to mam pisać, drżę cała na widok okropności, które świadczą przeciw niej (É) dusza, którą widzę w skonaniu, jest to dusza, która jest pełna zaszczytów i oklasków światowych, a których końcem jest próżnia i grzechÉ".
 Dziwi mnie, że gazeta "Goniec" drukuje tak wiele pro-PiS-owskich artykułów, które są na tak niskim poziomie. Zaliczyłbym je do kategorii nachalnej kłamliwej propagandy. Przykład z ostatniego wydania; list czytelniczki z Hamilton w Trybunie Czytelników, rozmowa z niejakim Rymkiewiczem czy wywody Romualda Burego, który nazywa PO i PiS partiami posolidarnościowymi, nie wspominając ani słowem o ich udziale w układzie okrągłego stołu. W obecnej walce o władzę w Polsce układ okrągłego stołu nie jest zagrożony, stąd ważni przebierańcy-agenci  ubrani w szatki patriotów nie odsłaniają swojego prawdziwego oblicza.
 Gdyby ktoś spoza układu okrągłego stołu, a taka jest  LPR, odebrałby im władzę, to moglibyśmy ujrzeć nieco więcej światła i odsłon prawdziwego oblicza niektórych ludzi.
 J. Kaczyński, kadząc obficie patriotycznym dymem, realizuje zapowiedziany przed laty na forum Fundacji Batorego cel - marginalizację propolskich ugrupowań politycznych, tj. Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. 
 Darek Kowalczyk

 Od redakcji: Pan się dziwi, że drukujemy tak wiele "pro-PiS-owskich artykułów", inni się dziwią, że drukujemy teksty, takie jak Pański... Gwoli informacji powiem, że na tym polega wolność słowa.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Jestem siedemdziesięciokilkuletnią kobietą, pochodzącą z Jodłowej, o której zamieścił Pan artykuł p. Grzegorza Kity. Jestem w posiadaniu kserokopii tego artykułu i oprócz tego, że chciałabym się pod nim również podpisać, bo jest on prawdziwym ukazaniem naszego zniewolenia, poniżenia, otumanienia, wpływania na ograniczanie naszej wiedzy historycznej w opisanym przez p. Kitę okresie, muszę się podzielić następującymi wspomnieniami.
 Moja młodość gimnazjalna przypadła na lata bezpośrednio powojenne. Jakże to się pięknie zaczęło. Najpierw w Jodłowej powstało Gimnazjum Samorządowe - płaciliśmy czesne - później zostało upaństwowione. Były to lata materialnie chude, biedne, ale nasze wymagania były adekwatne do stworzonych nam warunków.
 Z dumą wspominam naszą radość z bycia uczniem/uczennicą tego gimnazjum. Mieliśmy tyle radości, zapału na urozmaicanie życia nie tylko w samej szkole, ale nasi wspaniali, niezapomniani wychowawcy wprowadzili nas w działalność dzisiaj nazywaną integracją społeczną. Byli to m.in. p. mgr Czesław Wojewódka - ówcześnie dyrektor gimnazjum, ukochana polonistka p. Matylka Jurkowa, czy matematyk p. Marian Mika. Organizowali oni z naszym udziałem wieczornice kulturalne dla mieszkańców Jodłowej i okolicznych wsi i proszę mi wierzyć, że jodłowski Dom Ludowy nie mógł pomieścić chętnych uczestniczenia w tych ciekawych imprezach; musieliśmy dawać po kilka takich występów. Był to jakby maleńki kaganek oświaty dla mieszkańców wsi, bez kina, telewizji, z rzadko goszczącymi w domach aparatami radiowymi.
 Było harcerstwo oparte na założeniach Baden-Powella powołane do życia w gimnazjum i szkole powszechnej przez p. Irenę Jurkównę. W tym czasie jeszcze drużyny harcerskie szły czwórkami do kościoła w dniu św. Jerzego - patrona harcerzy, a cała młodzież gimnazjalna w pierwszym roku nauki co niedziela w sposób zorganizowany uczestniczyła w Mszy św. o godz. 9. W uroczystość Bożego Ciała młodzież gimnazjum organizowała budowę jednego z czterech ołtarzy i tu p. prof. Mika urzeczywistnił swój oryginalny pomysł, mianowicie zbudowaliśmy ołtarz ze sterty pachnącego siana upięknionej polnymi makami i chabrami. Piękne wspomnienie.
 Wówczas jeszcze religię miał z nami w gimnazjum ówczesny dziekan ks. Jan Starzak, który nie tylko nauczył nas po łacinie "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Mario", ale wbijał nam do głowy, że wiedza powinna być naszym bogactwem i my, wiejskie dzieci, musimy bardzo poważnie przygotować się na spotkanie z "wielkim światem", którego nie znaliśmy, a wobec którego mieliśmy tyle oczekiwań.
 Niestety, stopniowo nadchodził czas opisany przez p. Kitę i choć wieś niełatwo ulegała nakazom i ograniczeniom, w końcu to zło nadeszło, pozbawiając nas tej wielkiej powojennej radości i z roku na rok życie weryfikowało nasze marzenia o przyszłości.
 Głównym powodem napisania do Pana i wyrażenia podziękowania są: publikowana przez Pana "Droga do wolności" pana Bohdana Prażmowskiego oraz Jego broszura "Polskie Siły Zbrojne w czasie II wojny światowej", a także polemiczny artykuł-odpowiedź na list. p. Agnieszki Krupak.
 Jakże trafne było Pańskie wprowadzenie do ukazującej się w odcinkach "Drogi do wolności", mówiące m.in., że p. Bohdan Prażmowski mógłby swoim życiorysem obdzielić kilka osób. Pozwolę sobie skromnie dodać, że swoimi dokonaniami obdzieliłby nie mniej, a swoim silnym moralnie kręgosłupem i swoim patriotyzmem oby zwielokrotnił naśladowców.
 Jakże wielki i czysty jest ten patriotyzm p. Prażmowskiego, który, o ile wiem, niewiele nacieszył się tą Ojczyzną, dla której nadstawiał życie, tracił zdrowie, przeżywając rozczarowania i smutek, obserwując niestety z dala, jak w tej Ojczyźnie idzie wszystko na opak. Jest już nieco inaczej, idzie ku lepszemu, ale myślę, że chyba trzeba jeszcze jednego pokolenia, żeby wykorzenić niechlubne przywary minionego ustroju. I bardzo przydałby się nam tutaj taki p. Bohdan Prażmowski.
 Chciałabym tą drogą, jeśli to możliwe, wyrazić Panu Bohdanowi Prażmowskiemu podziw, szacunek i sympatię w imieniu całej naszej rodziny i grona naszych przyjaciół, którym udostępniłam kserokopie tych publikacji, za które serdecznie dziękuję.
 Z poważaniem,
Irena Sowińska
Gdynia

 Od redakcji: Pan Prażmowski z pewnością ucieszy się z Pani listu.
 
 

GONIEC NR 35/2007 (192) (31 VIII - 6 IX 2007)

 "Wszyscy są równi... (?)"
 7 sierpnia wysłałem do "Gońca" list... uczono mnie, że swojego zdania wstydzić się nie powinniśmy, ale okazuje się, że to nie wszystko... istnieją jeszcze siły potrafiące nie dopuścić do publikacji. No cóż, nigdy kunktatorem nie byłem, zdania zmieniać nie lubię i się go nie wstydzę, dlatego jestem zdziwiony, iż z zapoczątkowanej moim listem dyskusji zostałem wyeliminowany. Mam widocznie wiele wad i brak talentu, ale do tej pory chciałem wierzyć, że prawda liczy się przynajmniej w "Gońcu".
 W nr z 3 sierpnia wyczytałem króciutką wzmiankę pt. "Prawo nie chroni rodzin - to oficjalnie". Tak się dziwnie składa, że akurat w tym temacie moja sytuacja jest bardzo podobna, z tym że córka została przez... (??) uznana za dorosłą (16), otrzymała "administracyjną pomoc", a ja telefon z policji, iż nie mam prawa się córką interesować pod groźbą więzienia (!?). O jakimkolwiek sądowym wyroku nic nie wiem, ale wiem, po czyjej stronie jest siła i "prawo", a więc żyłem dalej, młodsza córka się uczyła i nie mogłem skazać jej na "administracyjną pomoc". Do tej pory nie rozumiem, na jakiej podstawie rozpieprzono moją rodzinę... Po kilkunastu miesiącach dostaliśmy telefon ze szpitala, Beata ma problemy i wolno nam się zainteresować. Cofnięto zakaz, ale tego samego dnia okazało się, że pod opieką urzędów Beata się otruła... Miała 19 lat, został ból, szok, rozpacz.
 Jeszcze kilka lat prowadziłem swój biznes, ale stan zdrowia gwałtownie się pogarszał, skończyło się źle, jestem chory, rencista, bankrut i sam... na poprawę zdrowia nie ma szans, a ten kraj kojarzy mi się bardzo nieszczególnie. Co ciekawe, decyzja w sprawie pomocy córce nastąpiła w kilka dni, ale ja na rentę musiałem czekać kilka lat. Inne sprawy też trwają, lata lecą, o wszystko trzeba walczyć, z "pomocą" nikt się nie pcha. Do rozbicia rodziny chętnych nie brakowało, ale teraz wszystko toczy się jakoś bardzo opornie. Ciekaw jestem, jaki będzie werdykt w mojej sprawie, moim zdaniem, winnych widać gołym okiem, a prawo może i głupie, ale obowiązywać powinno.
 Wracając... zupełnie nie rozumiem, dlaczego wytknięte w moich listach błędy innych nie doczekały się publikacji, równiejsi są pod ochroną (?), a może jednak lepiej dać im możliwość odpowiedzi?
 Znam tutaj osoby, które po ukończeniu szkół wyjechały z komunistycznego raju, w tym momencie czegoś się dorobiły na handelku gorzałką, ale cały czas obnoszą się ze swoimi komunistycznymi przekonaniami. Chciałbym widzieć ich miny i słyszeć komentarze w momencie komunistycznej nacjonalizacji, gdy zostaną obdarte z całego dorobku.
 Ukrywanie prawdy nikomu nie służy, prawda po prostu jest i powinno się ją odsłaniać i dlatego nie rozumiem, czemu mój punkt widzenia nie jest wart ukazania, nie warto się bać... ale może lepsi są tacy, co piszą ładniej, a to że piszą bzdury...?
 Już o tym pisałem, ale warto śledzić komentarze gazet i przekaziorów, np. na temat spotkania Ojca Świętego z dyr. Radia Maryja... Znowu się nie udało. W Polsce trwa akcja anty-PiS-owska, ale raczej znowu zakończy się blamażem "opozycji", byłby to powód dumy dla Polaków. 
 Z indiańskim pozadrowieniem
Janusz Sierzputowski
 PS PiS i P. Kaczyńscy byli dobrzy, gdy chcieli wierzyć i dawali szanse Kaczmarkowi, Lepperowi, Giertychowi... teraz raptem się okazuje, że są straszni, najgorsi... ciekawe, Kali się kłania.

 Od redakcji: Szanowny Panie, współczujemy tragedii.

 JAK MOŻNA BYŁO NIE PRZEGRAĆ W  ROKU 1939?
 W ostatnich dwóch numerach "Gońca" p. Aleksander graf Pruszyński wysuwa  swoją tezę, która sprowadza się do tego, że w 1939 roku Polska powinna iść  razem z Niemcami na Rosję. Autor swoją tezę podbudowuje cyframi, przyznam, logicznymi, ale i wieloma przypuszczeniami, np. wizja dozbrojenia Wojska Polskiego przez III Rzeszę nie ma poparcia w faktach: przykład pozostawienia  niedozbrojonej Armii Rumuńskiej pod Stalingradem mimo oczywistych dowodów o planowanej przez Sowiety operacji "Uran"  mówi sam za siebie. Szanuję p. Aleksandra  i jego patriotyczną postawę  Kresowiaka, ale ten cały jego wywód  przypomina raczej grę ołowianymi żołnierzykami. Natomiast generalnie kierunek myślenia grafa Pruszyńskiego jest prawidłowy, spróbujmy więc podyskutować:
 1. Temat, niezależnie kto go porusza i jakiej rangi media to publikują, jest bardzo poważny, także ciągle żywy i bolesny. I trzeba brać pod uwagę ówczesne realia, takie jak  choćby reakcja opinii publicznej na "sojusz" z Niemcami hitlerowskimi, a taki "sojusz" byłby okupiony utratą prowincji pomorskich i Śląska, wchłonięciem przez III Rzeszę Wolnego Miasta Gdańska, a potem Bydgoszczy, Torunia, Poznania, Katowic i paru innych polskich miast. I pełnym wasalstwem wobec Niemiec hitlerowskich w zamian za zagłobowe Inflanty nad Morzem CzarnymÉ Na taki układ  społeczeństwo, zarówno starsze pokolenie, pamiętające  czasy rozbiorów, jak i patriotycznie wychowana młodzież, stanowczo powiedziałoby nie. I w ciągu kilku godzin zmiotłoby każdy rząd próbujący  majstrować przy takich "sojuszach". Przykład słowiański: Jugosławia, kwiecień 1941 - wystarczy?
 2. Natomiast dyplomacja polska już od października 1938 r. powinna była działać na pełnych obrotach, ale w sposób tajny. Pan prezydent inż. Ignacy Mościcki zdał się całkowicie na ministra spraw zagranicznych, którego miała nam zazdrościć cała Europa. Kalkulatorów i komputerów w ówczesnych czasach nie było, ale był doskonały polski wywiad, nasi inżynierowie - kryptolodzy z Poznania, rozpracowali Enigmę już w 1932 roku i pan prezydent inżynier powinien wziąć do ręki liczydła oraz suwak logarytmiczny i zacząć liczyć. Co liczyć?  Siłę i skuteczność ognia naszej armii i armii przeciwnika. I wtedy dać instrukcje ministrowi Beckowi, a nie polegać li wyłącznie na ministra Becka elokwencji.
 3.  Słynne przemówienie  sejmowe ministra Józefa Becka z 5 maja 1939 r. było  przemyślane i wyważone, aczkolwiek  za dużo jest tam zaimków: moja praca, moje jedyne expose, miałem zaszczyt, okazałem gotowość. Tak przełomowe expose było analizowane na zewnątrz kraju i powinno być wygłoszone w imieniu rządu i opozycji. Hitler doszedł do władzy w Niemczech głównie  dzięki obietnicom wyleczenia Niemców z powersalskiego kaca. Samo istnienie niepodległej Polski wciąż o tym  kacu przypominało. Nawet delikatne pogłaskanie niemieckich  obywateli Gdańska za historyczny rozwój Wolnego Miasta nic nie dało, minister w tym temacie nie miał zbyt dużego pola manewru. Odwołanie się do honoru miało na celu scalenie społeczeństwa polskiego przed spodziewaną agresją i swój cel spełniło. Tylko przed wygłoszeniem takiego expose należało mieć w ręku coś więcej niż tylko kwietniową  deklarację premiera Chamberlaina. A co można  było zrobić między październikiem 1938 a majem 1939? Dużo, spróbujmy wyliczyć:
 4. Przede wszystkim należało wnikliwie przyjrzeć się motywacjom brytyjskim, Anglia nigdy nie chciała bronić bezpośrednio niepodległości Polski, Anglia w 1939 roku przeciwstawiała się uszczuplaniu swojej potęgi, a III Rzesza wchłaniająca Polskę, obojętnie - pokojowo czy zbrojnie, tej  potędze poważnie zagrażała. 
 5. I pod tym kątem, tzn. potencjalnego uszczuplania potęgi Imperium Brytyjskiego, należało prowadzić supertajne, stanowcze rokowania z Anglikami. Polska miała duży atut, tym atutem były: 4 kontrtorpedowce, 1 duży stawiacz min, 5 okrętów podwodnych, 4 trałowce, 2 kanonierki, 5 okrętów szkolnych i pomocniczych oraz inne mniejsze jednostki, było tego trzy dywizjony, ogólny tonaż 29.000. Czyli posiadaliśmy ciężką, nowoczesną broń w niemałej ilości.  Gdyby minister, którego miała nam zazdrościć cała Europa, powiedział w odpowiednim czasie w Londynie: Panowie, sytuacja jest taka i taka, mamy marynarkę wojenną, nie ma znaczenia, czy okręty są własnością państwa polskiego czy wydzierżawione, nie dajemy żadnych gwarancji, że to wszystko nie wpadnie w łapy Niemców. Chyba że dostaniemy 100 Hurricanów oraz  300 czołgów i 1000 dział od Francuzów, to wtedy wysyłamy całą flotę do Anglii. Komentarz? Proszę bardzo. Royal Navy  w 1940 roku rozwaliła w puch okręty Wolnej Francji (ówczesnego sojusznika Hitlera) u wybrzeży afrykańskich, dodajmy, okręty poszły na dno razem z załogą, po to by nie wpadły w ręce Niemców. RAF miał na początku wojny 1900 samolotów, w tym 500 Hurricane MK I (Niemcy 2000), Hurricane nie był najnowocześniejszym samolotem, ale z silnikiem Rolls-Royce'a śmiało konkurował z głównym myśliwcem niemieckim Bf 109 (nowoczesny Spitfire, którego jeden egzemplarz Polska zakupiła w sierpniu 1939, ale który nigdy do Polski nie dotarł, był w tym czasie w stanie przeprojektowywania). Francja posiadała 2600 czołgów (Niemcy 2800) oraz 11.000 dział (Niemcy również 11.000). Francuzi dorzuciliby broń, tylko ok. 10 proc.  swego stanu posiadania, a i też nie mieliby innego wyjścia, poza tym Polacy byli gotowi umierać za francuską Alzację i Lotaryngię.
 6. Ktoś może argumentować, że dozbrojenie Armii Polskiej nie miałoby znaczenia. bo Sowiety i tak by zadały cios nożem w plecy. Sowiety zaczęły flirtować z Niemcami od maja 1939, polska dyplomacja miała czas od października 1938 r., i już wtedy należało powiedzieć: panowie komisarze, sytuacja jest taka i taka. Komisarze  odpowiadaliby tak samo, jak odpowiadali  podczas letnich, już fikcyjnych rokowań z Polską i aliantami: Armia Czerwona musi wejść do Polski, żeby jej bronić. Odpowiedź: ludzi mamy pod dostatkiem, chcecie pomocy, dajcie trochę ciężkiego uzbrojenia, a jak nie, będziecie mieli nad Zbruczem  wojska osi. Dodajmy, iż Żukow pobił Japończyków nad Chalchyn-Gol dopiero w drugiej dekadzie sierpnia 1939. (Ambasador  Grzybowski zwrócił się do rządu sowieckiego o pomoc w uzbrojeniu w drugim tygodniu wojny, Sowieci prośbę odrzucili, bo "wiele się zmieniło"). 
 Tak czy inaczej, Sowieci nie wkroczyliby do Polski w przypadku istnienia solidnego frontu na liniach Narwi, Wisły i Sanu. Dlaczego?  Pamiętajmy, że Anglia i Francja jakieś mikroskopijne działania militarne podjęły we wrześniu 1939, mimo wszystko dużo zależało w tym przypadku od położenia wojsk polskich; pamiętajmy, że rozmieszczenie  Armii Polskiej w 1939  było całkowicie polityczne... Stalin był zbrodniarzem, despotą, tyranem i szaleńcem, ale nie był samobójcą, a atak Armii Czerwonej na tyły stabilnego frontu polsko-niemieckiego oznaczałby wojnę Sowietów z Anglią i Francją, a w późniejszej perspektywie i z Ameryką. A to oznaczałoby utratę Krymu, Murmańska, Władywostoku, Kamczatki i poważnych połaci Syberii. Pamiętajmy, że Niemcy zażądały od Mołotowa, podczas jego wizyty w Berlinie w 1940, korytarza w celu  przerzucenia  swoich wojsk za Kaukaz i ostatecznej rozprawy z Anglią na Bliskim Wschodzie... l Stalin odmówił swojemu jedynemu przyjacielowi, Adolfowi Hitlerowi. Żal mu było  Anglii? Absolutnie nie. Jakakolwiek wspólna akcja Sowietów i Hitlera  na Bliskim Wschodzie  spowodowałaby natychmiastowe wejście Ameryki do wojny po stronie Anglii. Koniec. 
 7. Ostatnie, najważniejsze zagadnienie,  to jak można było przekształcić polityczną obronę polskich granic we wrześniu 1939 w strategiczno-taktyczną. 
 Wobec rozumnej dyplomacji, w tym inteligentnego szantażu wobec sojuszników (ewentualną pomoc Sowietów w dostawach sprzętu wykreślam: zero), zaniku kłótni wśród polskich sztabowców o odpowiedzialność rozdziału środków budżetowych na zasadzie: mamy to co mamy, wymieniamy marynarkę wojenną i flotę handlową, których i tak nie będzie można użyć, na samoloty, działa, czołgi - wychodzimy 1 września 1939 z następującym stanem  posiadania: 500 samolotów, w tym ok. 137 nowoczesnych (zakładając, że wszystkie Łosie zostają w odpowiednim czasie przetransportowane na ukryte lotniska polowe, w rzeczywistości część tych nowoczesnych bombowców została zniszczona podczas bombardowania Okęcia 1 września),  900 czołgów i 5500 dział.  Ale ludzi pod bronią  po pierwszym tygodniu wojny mamy więcej, nie 950.000, tylko 1.200.000. Względnie dobrze uzbrojonych.  To jest jeszcze za mało, by zrównoważyć przewagę ilościową i jakościową wojsk hitlerowskich (2000 samolotów, 2800 czołgów, 11000 dział i 1.850.000 wojska), ale jest już podstawa jakiegoś planu. 
 A plan jest w rękach marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, który nakazując odwrót, wzorował się na odwrocie spod Kijowa. A odwrót prawie milionowej armii na lewy brzeg Narwi, prawy brzeg Wisły i prawy brzeg Sanu, w której podstawowym środkiem transportu był zaprzęg konny, dodajmy odwrót przez wcinające się zagony pancerne przeciwnika, na zatłoczonych uciekinierami drogach i przy ciągłym ostrzale broni pokładowej niemieckich samolotów i  bombardowań, czy taki odwrót był możliwy z zachowaniem  wyjściowej siły armii? Otóż taki odwrót był nie tylko możliwy, ale i  można było dokończyć formowanie Armii "Prusy", dokończyć powszechną mobilizację, uzupełnić straty, a nawet powiększyć liczebność armii, w pełni wykorzystać, a nie niszczyć, wielki arsenał uzbrojenia w Stawach pod Dęblinem, ewakuować działaczy niepodległościowych z Pomorza i Śląska (którzy robiliby znakomitą robotę tak na froncie, jak i na tyłach ). 
 W pierwszych dniach września wojska hitlerowskie dokonały wyłomów, ale generalnie nie rozbiły polskiej armii, były straty WP w bitwie granicznej, szczególnie na Pomorzu, ale ponosili je również Niemcy, np.1 września pod Mokrą Wołyńska Brygada Kawalerii pod dowództwem płk. Juliana Filipowicza zniszczyła 100 czołgów i samochodów pancernych wroga. Armia niemiecka w 1939  nie była tak silna jak w 1940, nie mówiąc o 1941. Niemcy mieli czołgi, ale i też wiele kolumn - motocykli z przyczepą, a tu spotkania z wypadami polskiej kawalerii nie zawsze były dla najeźdźców szczęśliwe, zwłaszcza nocą, tę taktykę zastosował potem major Hubal. 
 Również Niemcom zaczynało brakować paliwa... Realizacja planu "Fall Weiss"  przez Niemców nie była też w pełni  strategiczna, była w części polityczna. Dlaczego? Otóż Niemcy poszli pancernymi szpicami na Warszawę, by kłamliwie ogłosić światu, że po tygodniu stolica Polski upadła, a była to wiadomość dla Sowietów, by uderzali szybko od wschodu, i dla Anglii i Francji: nie zaczynajcie żadnych poważnych działań zaczepnych, bo polski front przestaje istnieć. Była to kłamliwa propaganda. 
 Co zatem należało zrobić, by Wojsko Polskie nie tylko wyprowadzić na naturalne, rzeczne przeszkody nowego frontu, ale i uzupełnić i zwiększyć liczbę żołnierzy i uzbrojenia? Była tylko jedna taka możliwość, wykorzystania luk Blitzkriegu, możliwość trudna, ale wykonalna. Otóż należało wykorzystać te elementy strategii napaści hitlerowskiej, które były wyłącznie polityczne, a takimi elementami było ominięcie przez Wehrmacht 100.000 polskich żołnierzy, mających do dyspozycji 56 samolotów, 240 dział polowych, 18 dział przeciwlotniczych, 91 czołgów rozpoznawczych, 2 pociągi pancerne i 20 samochodów pancernych,  i to w odległości zaledwie 200 km od Berlina. 
 Oczywiście czytelnicy "Gońca"  domyślają się, że chodzi o Armię "Poznań", okrytą chwałą w bitwie nad Bzurą, armię, która weszła do akcji o całe dziewięć dni za późno. Liczyły się godziny, a w przypadku np. Bydgoszczy nawet minuty. Otóż Wódz Naczelny, marszałek Śmigły-Rydz już pierwszego września wieczorem wiedział, jak silna i w jakim kierunku idzie nawałnica hitlerowska, i w takim układzie najpóźniej, powtarzam, najpóźniej 2 września do południa powinien był wydać rozkaz gen. Tadeuszowi Kutrzebie: cała Armia "Poznań" natychmiast wyrusza na Berlin! 
 Fantazja ułańska? Nie, proszę państwa, dokładnie to samo zrobił Winston Churchill  w sierpniu 1942, zaraz po powrocie z Moskwy. Otóż  Wehrmacht zrobił kilkusetkilometrową wyrwę nad Donem we froncie wschodnim i Stalin skamlał przed aliantami, żądając otwarcia drugiego frontu, a ci nie byli gotowi. Desant pod Dieppe 19 sierpnia 1942, gdzie wysłano pięć tysięcy Kanadyjczyków i ponad stu pilotów RAF-u na pewną zagładę, był zagrywką pokerową Churchilla, Hitler połknął haczyk i w kluczowym momencie wycofuje kilka dywizji pancernych z frontu wschodniego do Francji, stepy zawołżańskie i Kaukaz są ocalone. 
 Wracamy do września 1939, gen. Kutrzeba dochodzi do Żagania, może nawet dalej , propaganda polska rozgłasza światu, a także krzepi własne społeczeństwo: Armia Polska idzie na Berlin! W szóstym - siódmym dniu wojny Armia "Poznań" zostaje  zmasakrowana, bo Niemcy nie mogą sobie pozwolić na chwilową, ale politycznie wielkiej skali porażkę i muszą ściągnąć z frontu polskiego znaczne siły w ludziach, samolotach i ciężkim sprzęcie, wielokrotnie przekraczające siły Armii "Poznań", Niemcy muszą się w tym spieszyć, a więc i siły zaangażować odpowiednio duże.  I to daje Sztabowi Głównemu Wojska Polskiego cztery - pięć bezcennych dni względnego spokoju do zorganizowanego odwrotu  pozostałych armii do naturalnych przeszkód rzecznych, zaminowanie mostów, Armia "Małopolska" ma czas na dotarcie do Sanu i organizację przepraw, dokończenie powszechnej mobilizacji,  opróżnienie arsenałów i magazynów na zachodnich rubieżach kraju, ewakuację działaczy niepodległościowych z tychże ziem, a bohaterska obrona: Poczty Polskiej  w Gdańsku, Westerplatte, Gdyni,  Kępy Oksywskiej i Helu: spełnia swoje polityczne zadanie. Z nawiązką.
 Tyle mam do powiedzenia. Dziękuję.
 Andrzej  T. Jaxa-Chronowski Mississauga, Ontario 
1  września  2007

 Od redakcji: Szanowny Panie, niestety nie mamy machiny czasu. Teraz łatwo mówić... 

 Szanowna Redakcjo!
 W imieniu Komitetu Organizacyjnego II Światowego Modlitewnego Kongresu dla Życia mam zaszczyt zaprosić Szanownych Przedstawicieli Redakcji do wzięcia w nim udziału. 
 Kongres odbędzie się w dniach 11-13 października bieżącego roku w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. 
 Honorowy patronat nad Kongresem przyjął J.Em. ks. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Ramowy program Kongresu, warunki uczestnictwa i formularz zgłoszenia podane są na stronie internetowej: http://www.cracow-pro-life-congress-2007.com.
 Będę bardzo wdzięczny za przekazanie informacji o II Światowym Modlitewnym Kongresie dla Życia zarówno polskim, jak i zagranicznym obrońcom życia człowieka. 
 Życzę wielu Łask Bożych w służbie Ojczyźnie i Kościołowi. 
 Łączę wyrazy należnego szacunku, Szczęść Boże! 
dr inż. Adam Kisiel
Przewodniczący 
Komitetu Organizacyjnego

 Od redakcji: Przekazujemy informacje.

 Droga Redakcjo!!!
 Dziękuję za opublikowanie mojego listu w waszej gazecie GONIEC. (...) W uzupełnieniu do mojego poprzedniego listu i komentarza redakcji myślę, że dobrym źródłem informacji o ważniejszych ekspozyturach rządu światowego (czytaj masonerii) w Polsce jest informacja podana na stronie internetowej www.polonica.net <http://www.polonica.net/>, a konkretnie pod adresem http://www.polonica.net/Ktokreci.htm. Jest tam artykuł pod tytułem "Kto naprawdę nami kręci!". 
 Jest tam o Grupie WINDSOR i  kto do niej należy, a to może dużo wyjaśnić próbującym zrozumieć dzisiejszą polską scenę polityczną. 
 Ponieważ podobne informacje znalazłem w wielu innych źródłach, więc uważam ją za dość wiarygodną. Oprócz Kaczyńskiego oraz obecnego ministra edukacji narodowej prof. Ryszarda Legutko, do masońskiej Grupy Windsor należy dwóch dziennikarzy, tj. Rafał Ziemkiewicz oraz Stanisław Michalkiewicz. O ile Ziemkiewicz mnie nie zaskoczył, to Michalkiewicz tak. Obecne jego zachowanie to jest otwarte  poparcie dla Kaczyńskich i dla Macierewicza, a jednocześnie jego krytyka Romana Giertycha i LPR wydaje się to potwierdzać. Poza tym jest on liberałem, który stawia znak równości między Kościołem katolickim otwartym a tradycyjnym, oraz popiera emisję pieniądza przez banki prywatne. Bywał w latach 80. w Paryżu, a tam w tym czasie zaczynała większość polskich masonów. To już dużo mówi. W każdym razie warto się nad tym zastanowić. 
 Do tej pory czytając jego felietony, miałem wrażenie, że Michalkiewicz uważa siebie za speca od razwiedki, a niestety nie pisze na ten temat wiele, na przykład co się dzieje z rozwiedką po rozwiązaniu WSI. Poza tym Stanisław Michalkiewicz pochodzi ze stajni o. Rydzyka, a to już może budzić podejrzenia. Dla przypomnienia, z tej samej stajni pochodzą  Antoni Macierewicz i Jan Olszewski, których rolę na polskiej scenie politycznej doskonale przedstawił pan Adam Kurzaj w ostatnim GOŃCU numer 34. Doskonała analiza warta szerszego upowszechnienia. Szkoda, że ten artykuł nie był dostępny na internetowej stronie GOŃCA. 
 Uważam, że warto też zwrócić uwagę na nieżyjącego już Jana Lipskiego - nestora polskiej masonerii. A konkretnie kto był w jego otoczeniu. Byli na pewno Kaczyńscy, był też polityczny rabin Radia Maryja prof. Jerzy Robert Nowak. A wracając do o. Rydzyka, to chciałbym zobaczyć jego teczkę.  Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek słyszał czy czytał o tym, że o. Rydzyk czy o. Jan Król byli lustrowani. O. Rydzyk w czasach PRL był 4 lata w Niemczech, no więc musiał być obiektem zainteresowania SB. Faktem jest, że dzisiaj popierają lożę PiS, szkalując Ligę Polskich Rodzin. Przykładowo zarzucając jej współpracę z SLD czy rozbicie koalicji, co dla mnie jest nonsensem. Uważam, że w obecnym czasie redaktorzy RM zajmują się przekręcaniem faktów i oszczerstwami, a to już uważane jest przez Kościół za ciężki grzech. Popierają PiS, rozumiem, mają prawo,  ale dlaczego niszczą LPR?  Przecież gdyby Radio Maryja poparło LiS, to jest LPR i Samoobronę, to partie te mogłyby sięgnąć po władzę w Polsce. Co to za księża, którzy bardziej boją się tych, którzy pociągają sznurki ich sutanny niż Boga? A może oni robią to sami z siebie, ze swoich przekonań?  Tak czy inaczej, ich wiara w miłosierdzie Boże musi być wielka. Ciekawe, kogo Kaczyńscy wyślą do Kanady i USA na kampanię przedwyborczą do Sejmu. Przypuszczam, że może to być osoba lub osoby związane z o. Rydzykiem.
 Dla mnie papierkiem lakmusowym szczerości intencji polityka, księdza czy zwykłego obywatela podającego się za patriotę jest stosunek do spraw narodowych. Obecnie mamy jedyną nieumaczaną w masonerii, agenturze (tajnych służbach) czy w aferach gospodarczych partię Ligę Polskich Rodzin i jej szefa Romana Giertycha. Partię katolicko-narodową spoza układu okrągłego stołu. Jeśli ktoś te partie niszczy pomówieniami bez podstaw to jest albo z mniejszości narodowych, takich jak Żydzi czy Ukraińcy (nie wszyscy), albo agentem, albo masonem lub idiotą, to jest osoba uformowana przez media. 
Darek Kowalczyk

 Od redakcji: Szanowny Panie, Pana spekulacje idą tak daleko, że trącą fantastyką polityczną. O takich sprawach, jak kto jest masonem, a kto nie, warto mówić, gdy mamy konkretne papiery w ręku, a póki co niezależnie od tego, kto jest kim i z kim trzyma, lepiej patrzeć, co robi i jak. 
 

GONIEC NR 34/2007 (191) (24-30 VIII 2007)
 ***
 Panie redaktorze, proszę o wydrukowanie mojego wiersza w "Gońcu", o ile to możliwe w tym tygodniu. Prawdopodobnie jesteśmy już w ostatnim etapie sprzedaży "Place Polonaise". Sędzia kanadyjski wydał nakaz, aby historyczne pomniki z "Place Polonaise", gdy będą usuwane, były zabezpieczone i zachowane. (...)

 Dożynki na Place Polonaise 
 Piękne błękitne niebo, sierpień, 
Dożynki...
Sprytnie ukryte znaki "FOR SALE"
Nawet ten na dachu w górę zawinięty. 
Po co denerwować Polonię?
Niech się bawi, uśpiona w takt muzyki,
Niech tańczy swój taniec Chochoła, 
Tuż obok roześmiana postać prezesa Zawieruchy,
Wie, że już prawie się dogadali, 
Specjalnie dla niego "Tyle słońca w całym mieście"
Dla Pana Prezesa ZPwK...
Trzeba tylko usunąć Pomniki przed sprzedażą,
Bo tak nakazał im sędzia kanadyjski,
Musiał Polaków przypilnować,
Bo może wylądowałyby w jeziorze.
Już przecież raz tak było gdy sprzedawali park Sikorskiego.
Obok mnie roześmiana postać,
Pani Teresy Szramek, sekretarza ZPwK,
Sprzedaje losy na loterię,
Już wie, że się prawie dogadali,
Trzeba tylko usunąć Pomniki...
Biegnie wiceprezes Maziarz,
Trzeba tylko usunąć Pomniki...
Wymazać znak, że to miejsce kiedyś było polskie miejsce,
A nad nimi jeszcze powiewa flaga, która witała Jana Pawła II
Postrzępiona smutna, pytająca,
Czyja ręka dotknie się świętych ołtarzy
Pomników Polaków tutaj obecności?
A jezioro szumi coraz smutniej i smutniej,
I w jego szumie prawie rozróżniam słowa:
"Miałeś chamie złoty róg,
Został ci się tylko sznur...".
"Miałeś chamie złoty brzeg
Ostał ci się obcych śmiech"
Marta Jakubowska
Grimsby 

 Od redakcji: Podzielamy Pani smutek.

 Witam Redakcję "Gońca"
  Chciałbym przesłać Wam bardzo interesujące, moim zdaniem, zdjęcie zrobione przeze mnie .To zdjęcie zrobiłem w miejscowości Guelph (Hwy 6), jadąc na wystawę traków do Fergus. Sami zobaczcie, jak ustawiają znaki. Jeśli będzie gdzieś miejsce, to prosiłbym o załączenie tego zdjęcia tu gdzieś na witrynie internetowej lub w gazecie. Znak, jak widać, naprawdę jest informujący, tylko że należący pewnie do właściciela posesji za siatką.
 Przemysław

 Od redakcji: Dziękujemy, kuriozalne zdjęcie publikujemy, zachęcamy także innych Czytelników "Gońca" do przysyłania na adres redakcji (redakcja@goniec.net) swoich fotografii z innymi absurdami.

 Krokodyle łzy opozycji 
 w obronie Leppera
 Jesteśmy świadkami wielkiej obłudy i zakłamania, a zatem o co tak naprawdę chodzi?
 Od chwili powstania koalicji rządowej PiS-LPR-Samoobrona chyba nikt bardziej jak Lepper nie był wyśmiewany przez opozycję, media, publicystów, komentatorów i politologów. PiS był oskarżany, iż w rządzie, i to na stanowisku wicepremiera, ma "wielokrotnego przestępcę", że obecność w rządzie Leppera i Giertycha szkodzi wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej, krytyki nie było końca. W związku z tym, niejedną gorzką pigułkę musiał przełknąć pan Premier, jak też niejeden raz musiał przeprowadzić ostrą rozmowę z koalicjantami, którzy mieli zmienne poglądy na ważne dla kraju sprawy, ale PiS po wyborach nie miał innego wyjścia, jak rządzić z takimi ludźmi, mając nadzieje, że zrozumieją, iż dobro Polski to dobro wszystkich grup społecznych i zawodowych.
 Dziś, kiedy ten sam Lepper przy poparciu pana Giertycha, opozycji i pana Kaczmarka wypowiedział wojnę PiS-owi, wszyscy jego dawni krytycy stanęli w jego obronie, a nuż ten Lepper stanie się bohaterem i przyczyni do obalenia tego rządu, do którego wszyscy zieli nienawiścią z powodu realizacji programu wyborczego dot. oczyszczania kraju.
 Może nie wszyscy, ale ci, którym pali się grunt pod nogami, mają nowego kandydata na stanowisko premiera i jest nim pan Janusz Kaczmarek. Samoobrona nawet poprze jakiegokolwiek kandydata z PO, byleby premiera Kaczyńskiego odsunąć od władzy, który utrącił ryj hydrze.
 Wszyscy żądają komisji ds. CBA, i to jeszcze przed wyborami, zapominając, że szybko można tylko łapać pchły. Komisja miałaby rację bytu wówczas, gdyby prokuratura działała opieszale lub w ogóle nie działała, a tak nie jest. Działanie komisji uniemożliwiłoby poznanie prawdy, bowiem ujawnione by zostały wszystkie wątki, które jeszcze są przedmiotem śledztwa, byłby to spektakl wyborczy, a nie dochodzenie prawdy. Zwolennicy komisji zadają sobie pytanie, dlaczego w tej sprawie jak w żadnej innej prokuratura działa tak szybko i jeszcze zwołuje konferencję prasową, aby powiedzieć, że przesłuchano nagranie dostarczone przez pana Ziobrę i "nie ma tam słów, którymi oskarża go pan Lepper". Dlatego wszystko wygląda inaczej, że sprawa dotyczy innego człowieka, człowieka, od którego zależy bezpieczeństwo kraju, czyżby wszyscy byli ludźmi takiego formatu? - otóż nie.
 Odpowiem na pytanie, "dlaczego Minister Sprawiedliwości nagrywał rozmowę z Ministrem Rolnictwa, członkiem rządu?". Jestem głęboko przekonana, że powodem tego było przekonanie, iż pan Lepper nie jest wiarygodny i wszystkiego najgorszego można się po nim spodziewać. Pomyślmy, co byłoby, gdyby takiego nagrania nie było? Pan minister Ziobro byłby posądzony o kłamstwa, wręcz zdradę, z takiego faktu na pewno byłoby dużo zadowolonych. Trzeba być niezrównoważonym psychicznie, aby uwierzyć, że aby odwołać pana Leppera, trzeba używać szantażu, "intrygi" i angażować CBA. Można było zaczekać do najbliższego posiedzenia Sejmu, przegłosować odebranie immunitetu z powodu prokuratorskich zarzutów w sprawie "seks-afery".
 Najwięcej zarzutów pod adresem p. Leppera kierował p. Kalisz (prawnik), jeden z liderów SLD, dziś woła o komisję w sprawie Leppera i o dymisję rządu, bo "demokracja zagrożona". Zwracam się do pana, panie Kalisz, co pan wie na temat demokracji? Nie tak dawno brał pan udział jako członek PZPR w tłumieniu demokratycznej myśli Polaków. Zapomniał pan, jak pańska formacja łamała prawa demokracji, prawa człowieka, łamała kręgosłupy, sumienia i kości walczącym o demokrację. Dziś mieni się pan ojcem chrzestnym demokracji i da się zauważyć w rozmowach, jak leci panu piana z ust, gdy wypowiada pan słowa o jej zagrożeniu przez braci Kaczyńskich. Wszyscy bronicie pana Kaczmarka, bo to wasz człowiek, który się zdradził przez kłamstwo. Samoobrona też widzi wyzwoliciela w osobie pana Kaczmarka. 
 Rzeczą zdumiewającą jest przyjaźń i zaufanie pana Giertycha do pana Kaczmarka. Pan Giertych mienił się także wielkim katolikiem i patriotą, dziś zbratał się z człowiekiem, który zdradził. Uknuli wspólnie spisek przeciwko panu ministrowi Ziobrze, człowiekowi szlachetnemu i bezgranicznie oddanemu przemianom w polskim sądownictwie na skalę nie notowaną od niepamiętnych czasów. Musimy więc stanąć murem za panem Ziobrą i nie dopuścić do wyimaginowanych oskarżeń przez ludzi, którym pali się grunt pod nogami, którzy zostaną wyeliminowani z życia publicznego, bo na to zasłużyli.
 Pan Giertych za powielanie kłamstwa i oszczerstw pana Kaczmarka i knucie nienawiści do Prezydenta, Premiera i poszczególnych ministrów w rządzie PiS-u, powinien słono zapłacić i niezwłocznie odpowiedzieć przed sądem za znieważanie głowy państwa i poszczególnych polityków wysokiego szczebla.
 Być może teraz ta "święta trójca" powinna przyłączyć się do pani Eriki Steinbach i wspólnie obalać nasz polski rząd, który także nie podoba się obywatelce Niemiec, dlatego że broni swojej własności i swoich obywateli.
 Pani Steinbach nie ma moralnego prawa oceniać naszego rządu, bowiem sama jest dzieckiem tych, co tę tragedię Polsce zgotowali. To Polska powinna wystawić rachunek Niemcom za niszczenia i mordy na polskim narodzie, dziś pani Steinbach robi z Polaków katów, a z Niemców ofiary, czy nikt tego nie rozumie? Dlaczego w naszym kraju żyje tylu ludzi, którzy nienawidzą Polski i po co zjadają chleb, który rodzi nasza polska ziemia, zroszona potem i krwią naszych przodków.
 Rząd PiS-u jest pierwszym rządem od czasu rządu pana Olszewskiego, który broni interesu własnego narodu i żaden inny, ani PO, ani SLD, nie będzie chciał tego czynić, bo dla nich jest ważny interes innego mocarstwa, dlatego tak krytykują polską politykę zagraniczną oraz stanowisko Prezydenta czy Premiera w różnych sprawach dot. relacji międzynarodowych. Nasi czołowi politycy są ludźmi rozważnymi i kosztem interesów własnego kraju nie będą czynić umizgów wobec nikogo, bo nie ma takiej potrzeby.
 Wracając do pana Kaczmarka, uważam, że powinien otrzymać nakaz szybkiego powrotu do kraju w celu wyjaśnienia przed prokuraturą treści swoich oskarżeń, a nie przed panem Giertychem. Przed społeczeństwem powinni zdradzić, skąd u nich tyle jadu i nienawiści do tych, co Polskę zmieniają i w czyim imieniu działają.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Dziękujemy za Pani opinię.

 ***
 Kultura polska od lat cieszy się zainteresowaniem na wyspie. Tajwańscy pianiści biorą udział w Konkursie Chopinowskim, a na Tajwanie działa Fundacja im. Fryderyka Chopina prowadzona przez japońską pianistkę i pedagoga prof. Annę Fujitę. Warto dodać, że tajwański prezydent nazywa Jana Pawła II "światłem naszej cywilizacji", a honorowy przewodniczący opozycyjnej partii Kuomintanu, dr Lian Zhan, ufundował pomnik naszego Ojca Świętego, który stanął w Brampton (Kanada). Również Maria Skłodowska-Curie jest inspiracją dla wielu młodych Tajwańczyków. Ta fascynacja Azjatów Polską nie jest jednak współmierna do działań promocyjnych ze strony polskiej; nie możemy zaoferować Tajwańczykom wysokiej technologii (w tym oni górują od lat), większość naszych produktów odzieżowych, spożywczych nie może konkurować z tanimi wyrobami z Azji; możemy za to podbić serca Azjatów naszą kulturą. Wymaga to większej obecności strony polskiej nie tylko na targach książki czy festiwalach filmowych; potrzeba także lepszej znajomości np. tutejszych rynków wydawniczych (wydawcy polscy potrzebują pomocy nawet po podpisaniu umowy, a wydawcy tajwańscy szukają informacji na temat materiałów promocyjnych, np. zdjęć, czy proszą o pomoc w nawiązaniu kontaktów z tłumaczami).
http://haniashen.blogspot.com/

 Od redakcji: Tajwan dzisiaj jest niepoprawny politycznie - wszyscy boją się drażnić Pekin.

 ***
 Masoni Kaczyńscy planują przekazać władzę masonom z Platformy Obywatelskiej.  A Radio Maryja milczy jak zaklęte, zajmując się tematami zastępczymi. Poza propagandą ludzi z czołowego kierownictwa PiS-u nie ma w tym radiu żadnej rzeczowej analizy obecnej sytuacji politycznej, przykładowo prof. Anny Razny, czy nawet prof.  Wolniewicza.   Stanisław Michalkiewicz, osoba dość rozeznana w tym, co się dzieje wokół nas, nagle stał się obrońcą masońskiego kierownictwa z PiS-u. Jednym słowem, dobre pióro, ale manipulować też potrafi. 
 Liga Polskich Rodzin z Romanem Giertychem na jej czele jest atakowana ze wszystkich stron.  Ponieważ R. Giertychowi nie można nic zarzucić, więc nie mamy podanych żadnych konkretnych faktów czy argumentów, a zamiast tego obraźliwe epitety, przykładem których może być list niejakiego Kurasia w ostatnim "Gońcu", który nazywa Giertycha ambicjonerem i dewiantem. Kuraś jest prawdopodobnie agentem lub obywatelem Polski, ale nie Polakiem, albo jedno i drugie. Nie ma odwagi podpisać się nawet swoim prawdziwym nazwiskiem i imieniem, ale ma zadanie szkalować ludzi prawdy. 
 Układ okrągłego stołu, a szczególnie ta część związana z masońsko-żydowskim KOR, jak również ludzie związani z agenturą, w którym jest umaczana, cała scena polityczna oprócz właśnie Ligi Polskich Rodzin, broni się zaciekle przed prawdą.
 Czy polscy biskupi, a więc Episkopat stanie za prawdą, tj. ludźmi z Ligi Polskich Rodzin, którzy nie mają żadnej przeszłości agenturalnej czy powiązań z masonerią, jak również nie są wmieszani w afery gospodarcze? 
 Niestety, nie mam złudzeń. Dzisiaj jest moda na półprawdy i mniejsze zło. Są dwie drogi, jedna kłamstwa: wygodna i szeroka z PiS, PO i pomniejszymi, prowadząca do utraty niepodległości Polski, oraz druga prawdy: wąska i trudna przeciwna  oddaniu niepodległości Polski poprzez przyjęcie konstytucji (teraz zwanej traktatem) UE i waluty euro.  PiS jak dotąd zrobił wszystko, co należało, w interesie UE, a więc utraty niepodległości przez nasz kraj. Tak będą nas prowadzić z PO, aż do czasu gdy znajdziemy się w niewoli. A później będą wymieniać się przy korycie, jako zarządcy Polski, bez żadnej odpowiedzialności.
Dariusz Kowalczyk

Od redakcji: Wdzięczni bylibyśmy za jakąś listę polskich masonów.
 
 
 
 

GONIEC NR 33/2007 (190) (17-23 VIII 2007)

 ***
 Do napisania tego listu skłonił mnie artykuł pana redaktora Kumora w ostatnim wydaniu "Gońca" pt. "Pytania międzypokoleniowe". W ww. artykule pan red. Kumor pisze cyt. "polskie kobiety były zbiorowo gwałcone przez kałmuków i zbrodniarzy ROA". 
 Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie neguję gwałtów i morderstw dokonanych w powstaniu warszawskim, ale o ile mi wiadomo, oddziały ROA (Rosyjska Armia Wyzwoleńcza) pod dowództwem  byłego generała Armii Czerwonej Andrieja Własowa  w tłumieniu powstania udziału nie brały. Jednakże dość powszechne używanie przez wiele rosyjskich, kozackich i ukraińskich jednostek Osttruppen oznak naramiennych ROA, spowodowało zaistnienie w powszechnym odbiorze pojęcia "własowiec" (pisał o tym również Norman Davies).
 Największą jednostką cudzoziemską podległą wojskom lądowym i Waffen-SS użytą w stolicy była brygada (a właściwie część brygady) RONA, dowodzona przez Bronisława Kamińskiego (po powstaniu byłych członków rozwiązanej RONA wcielono w skład 1. Dywizji ROA), można też wspomnieć o oddziałach kozackich, które stanowiły najliczniejszą grupę spośród cudzoziemców walczących z powstańcami. Były też bataliony białoruskie, azerskie, a nawet  wschodniomuzułmański pułk Waffen-SS...
 W przedostatnim wydaniu "Gońca" w rubryce "Z mojego notesu" w artykule pt. "O tym, kto jest antysemitą, to my decydujemy" napisał Pan cyt. "Hitler ponoć zastrzegł sobie, że o tym, kto jest Żydem, on decyduje". Otóż autorem tego powiedzenia najprawdopodobniej jest Hermann Göring, który powiedział tak, gdy chodziło o feldmarszałka Erharda Milcha, który ze strony ojca miał żydowskie pochodzenie...
 Trzecia sprawa, o której chciałem napisać, to wiadomość (plotka) na pierwszej stronie Waszej gazety o tym, jakoby członkowie gangów działających w rejonie Jane i Finch dostawali od 5-10 tys. dol., by przeprowadzić się do północno-zachodniego Brampton. Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" od pierwszego numeru, uważam, że jesteście najbardziej ambitną gazetą z gazet polonijnych, ale dawać tego typu wiadomość (żeby nie użyć słowa plotka) na pierwszą stronę to chyba jednak nieporozumienie...
 Na koniec mam nadzieję, że nie zostanę źle zrozumiany, życzę wszelkiej pomyślności, a całej Redakcji wszystkiego najlepszego.
Stały czytelnik

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękuję bardzo za wyjaśnienia i uwagi poczynione na kanwie mojego tekstu. Jeśli chodzi o "plotkę z pierwszej strony", to proszę zauważyć, że informacja dotyczyła dementowania tejże przez burmistrza miasta.

 List solidarności  z Panem Ministrem Ziobro
 Szanowny Panie Ministrze,
 Fakt powołania Pana na tak zaszczytne stanowisko, Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości, bardzo ucieszył wielu Polaków poza granicami kraju, jak też w Polsce. Pojawiła się więc realna szansa oczyszczenia kraju z korupcji, agentury i wszelkiego rodzaju przestępstw.
 Do realizacji tych zadań przystąpił Pan z ogromną determinacją i nadzieją na zmianę życia Polaków. Cechowała Pana szczerość, powaga, rozwaga i profesjonalizm, a szczególnie odwaga.
 Dwa lata potrzeba było, aby wykryć fałszywych ludzi w swoim otoczeniu, którzy współpracując z Panem, pracowali dla kogo innego. Teraz, gdy prokuratura posiada dowody winy i zdrady tych osób, chcą one zrzucić odpowiedzialność na Pana. Wypracował Pan sobie opinię, której wielu zazdrości, i chcieliby teraz obciążyć Pana wszystkimi zarzutami. Nie wróżę im powodzenia, wręcz wzywam do opamiętania.
 W tej trudnej i niewdzięcznej dla Pana chwili, wraz z rodziną i gronem przyjaciół zapewniam o naszym wsparciu duchowym, żywiąc nadzieję, że wkrótce za swoje kłamstwa staną przed sądem. Życzę więc Panu sił na przetrwanie tych trudnych dni i wierzę, że tak wielki autorytet Pana nie zostanie zachwiany. Jesteśmy całym sercem z Panem, Panie Ministrze.
Jolanta Krawczyk
z mężem i Rodziną z Kanady
Hamilton

 Od redakcji: xxx

 Komentarze dotyczące  felietonu A. Kumora "Pytania międzypokoleniowe"
 ***
 Tak jest, panie Kumor, niestety tak jest, jak Pan opisał. Te wszystkie fantasmagorie piłsudczyzny, socjalistów, liberałów i komunistów raz na zawsze powinny zniknąć z myślenia politycznego Polaków. W przeciwnym wypadku zrodzą następne tragedie typu Powstanie Warszawskie.
 Ale narodowy program nie powinien być kształtowany przez ambicjonerów i dewiantów politycznych typu Giertych i jego sekta LPR. 
 W tej pracy Polacy są dopiero na początku dłuuuugiej drogi. 
Kuraś

 Od redakcji: Droga może długa, ale chodzi o to, abyśmy po niej szli...

 ***
 Nie wiem, czy ktoś, kto nie jest historykiem (obiektywnym, nie piłsudczykiem czy narodowcem), ma prawo tak głęboko wchodzić w materię Powstania Warszawskiego.     Ja jestem z zawodu historykiem (wierzącym, niepraktykującym), ale nie śmiem zabierać głosu w dyskusji o Powstaniu Warszawskim, bo po prostu do tego trzeba mieć niesamowite kompetencje, kilkadziesiąt lat nad dokumentami i literaturą przedmiotu, i wtedy można coś powiedzieć, co ma jaki taki sens. A tak to wychodzi, przepraszam, ple ple... 
 Istnieje wiele poważnych analiz mówiących o sensowności decyzji powstania, o celach, które wcale nie były nierealistyczne ani głupie. Każdy maturzysta powinien wiedzieć, że w kwestii powstania nie zagrało kilka czynników na raz. Każda decyzja wymaga ryzyka. "Challenger", wahadłowiec amerykański, to olbrzymi zbiornik paliwa, na którym startuje kilku ludzi. I dlatego jeśli nie zagrają czynniki, które włączyliśmy w nasz plan, rakieta wylatuje w powietrze wraz z załogą, i już 2 wahadłowce (nie licząc wielu rakiet typu Saturn czy sowieckich)  spaliły się, mimo zabezpieczeń.
 Czy to oznacza, że powinniśmy wstrzymać loty kosmiczne? Czy mamy poddawać się każdemu wrogowi, tocząc przy tym nieustanną walkę między sobą, między Polakami, o to, kto ma rację?!
 Przepraszam, może pana źle zrozumiałem, ale atak na przywódców powstania i głaskanie po głowie szeregowców ze źle ukrywanym lekceważeniem to działanie trochę dziwne, trochę sekciarskie. A przypomnę, że sekta to część "naszych", która zachowuje się tak, jakby należała do nieprzyjaciela. 
Czytelnik

 Od redakcji: "Nadinterpretuje" Pan mój tekst. Nie tylko historycy mają prawo do oceny wydarzeń historycznych. Gdyby tak było, nie moglibyśmy mówić o tym, co stało się wczoraj.
 
 
 
 
 

 GONIEC NR 32/2007 (189) (10-16 VIII 2007)

 Szanowna Redakcjo,
 Ciągle myślałam o artykule co do Polski. Lubię czytać artykuły p. Andrzeja Kumora. W ostatnim numerze, który dostałam, o Polsce, dlaczego ludzie nie chcą wracać do Polski? Odpowiem ja. 
 Moja koleżanka była niedawno w Polsce, mówi, że wszystko dobrze jest, wszystkiego w bród, ale ludzie nie tacy jak dawniej, i rodzina także. Kiedy się przyjeżdża do Polski, to nawet i rodzina już nie taka, mają już przyjezdnego za gościa, a nie rodzinę. Teraz, jak może człowiek wracać do Polski po 50 lub 25 latach, kiedy już ma byt zapewniony, a w Polsce co? I tak słyszę od wielu przyjeżdżających. 
Czytelniczka

 Od redakcji: Powrót do Polski to reemigracja.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Prosimy o zamieszczenie sprostowania w związku z nieprawdziwą informacją zamieszczoną w artykule Pana Aleksandra Pruszyńskiego w części "Trybuna" ("Goniec" nr 29 z 20-26 lipca 2007 r.), odnośnie do nowego księdza proboszcza w parafii św. Marka, 277 Parklawn Road w Etobicoke.
 Po pierwsze: Obecny proboszcz ks. dr Edward Koroway jest kapłanem ponad 25 lat. Posiada ukończone dwa (2) fakultety - prawo cywilne oraz prawo kanoniczne.
 Po drugie: Z pochodzenia jest On Polakiem, urodzonym w Toronto (a nie tutejszym Ukraińcem, jak napisano w artykule). Mówi dobrze po polsku i odprawia dwie (2) polskie Msze św., tj. w niedziele o godz. 10.00 i w poniedziałki o godz. 19.00 - poprzedzoną Różańcem odmawianym także w języku polskim. Zapraszamy wszystkich chętnych i sympatyków do uczestniczenia w Nabożeństwie Różańcowym w kościele św. Marka.
 Po trzecie: Przybycie nowego proboszcza nie spowodowało żadnych animozji (jak sugeruje autor artykułu), a wręcz przeciwnie. Ks. Edward został serdecznie przyjęty przez parafian, którzy doceniają Jego starania o Kościół oraz duchowy rozwój parafii.
 W krótkim czasie sprawowania urzędu, Ojciec Koroway załatwił bardzo pilną sprawę remontu zniszczonego dachu łączącego kościół z plebanią.
 Sprostowanie jest konieczne, ponieważ takie wypaczone i przekłamane informacje prasowe manipulują opinią publiczną i kolejny raz potwierdzają niewiarygodność mediów.
 Z poważaniem,
Za parafian św. Marka
Vicki Kopowski

 Od redakcji: Prostujemy, pozdrawiamy.

 ***
 Gorące pozdrowienia dla pana Kumora i całej redakcji. Moim zdaniem, trzyma pan bardzo dobrą linię polityczną. Dla patrioty żywotny interes narodu  powinien być najważniejszy, on jest nieraz różny, zmienia się. Patriota powinien tak myśleć, tak działać, żeby naród miał największe korzyści. Tak się zdarza, że bardzo patriotyczne teksty mogą być uważane za antynarodowe. 
Piotrek

 Od redakcji: Wzajemnie, gorąco pozdrawiam.

 Kresowiacy 
 z Toronto w Mrągowie
 Już od trzech lat istnieje w Toronto grupa Kresowiaków, która z dumą przynależy do rzeszy potężnej rodziny, jaką stanowią uczestnicy i organizatorzy Festiwalu Kresowej Pieśni w Mrągowie. Zespół ten oddaje się całkowicie sercem i duszą swoim pragnieniom wyrażanym nutą, pieśnią oraz wierszem wzniosłych słów, dając dowód wiernej miłości i tęsknoty do naszych Kresów oraz Ojczyzny tamtych dni. Dzięki założycielom i organizatorom tej wspaniałej idei festiwal trwa i rozwija się już od ponad trzynastu lat. Z Mrągowa płynie muzyka Kresów, docierając do każdego zakątka świata, niosąc ukojenie i radość, dumę i tęsknotę, a dzieciom  oraz wnukom obraz naszej przeszłości.
 Z radością oznajmiam, że w 2006 roku zostaliśmy zaproszeni na Festiwal Kresowej Pieśni w Mrągowie. Z wielu przyczyn większość z nas nie mogła i nie może osobiście uczestniczyć w tak drogiej naszym sercom uroczystości. Muszę zatem dodać, iż występ nasz zrealizowany w Toronto w formie filmu DVD, a prezentowany podczas obchodów festiwalowych w Mrągowie, stał się w danej sytuacji niejako kompromisem pomiędzy potrzebą emocjonalnych więzi z tą piękną imprezą a możliwościami poszczególnych zainteresowanych. 
 W tym właśnie czasie ja sama byłam na festiwalu, starając się osobiście podtrzymywać i ożywiać kontakt na linii Mrągowo-Toronto. Przekazuję najwyższy dowód uznania, ukłony, a także podziękowania założycielom i organizatorom, zespołom, chórom, gościom oraz sympatykom tej szczególnej imprezy za wysiłek, trud włożony w jej organizację. Co więcej, nad wyraz jestem wdzięczna osobom, które z dużą chęcią i szczerością udzieliły wywiadów, okazując tym miłym gestem przychylność tudzież żywy kontakt z rodakami z dalekiej Kanady. Należą do nich: Pan dyrektor Lech Gołębicki, Pani prezes TMW i ZW Aniela Dobielska oraz Pan inż. Szczęsny-Zarzycki - doradca posła do Parlamentu Europejskiego.
Maryla Lis
Sekretarz Związku Ziem Wschodnich w Toronto

 Od redakcji: Wspólnie się radujemy.
 

GONIEC NR 31/2007 (188) (3-9 VIII 2007)

 Panie Andrzeju,
 Jestem bardzo zaskoczony. Nie myślałem, że piszę takie "antypolskie" teksty, które nie mogą się ukazywać w "patriotycznym" "Gońcu", że ich wysyłką sprawiłem Panu tyle kłopotu. Wybawiam Pana z tego kłopotu i nie tylko, że wycofuję te teksty, ale - kłaniając się, umykam na zawsze. Przekonałem się jako dziennikarz, że polscy redaktorzy nie tolerują żadnej innej opinii poza swoją własną. Nie wiedzą, co to jest demokracja, wolność słowa, tolerancja, kompromis, przebaczanie sobie tego czy tamtego. Polak Polakowi jest wilkiem! Wielu dzisiejszych tzw. Polaków to po prostu skur...ni - śmierdzące Poljkaczki! Poniżej załączam na to najlepszy dowód. Włodek Kuliński wypiął swój tyłek na ten list. NA TAKI LIST!!! Dochodzę do przekonania, że lepiej muchy liczyć na suficie niż pracować dla Polski i Polaków z drugimi Polakami. To marsz. Piłsudski powiedział, że dla Polski można zrobić wiele, ale nie z Polakami. Święte słowa. 
Marian Kałuski

 Od redakcji: Szanowny Panie, zbyt Pana szanuję, aby odpowiadać na takie listy, ale Pana zachowanie przypomina mi egzaltację właściwą płci pięknej w pewnym wieku.

 ODPOWIEDŹ NA PROŚBĘ 
 Wł. DZIEMIAŃCZUKA
 W "Gońcu" nr 30 ukazała się ponownie prośba W. Dziemiańczuka o datki na pokrycie kosztów obrony sądowej wniesionej przeciwko niemu przez prezesa ZZWRP w Toronto, Wandę Truksa.
 Przesłuchanie w sądzie odbędzie się 11 września, i toczy się o to, że W. Dziemiańczuk nie jest prezesem Związku od kwietnia 2002 roku, kiedy został zwolniony ze stanowiska przez większość członków na rekomendację  Komisji Rewizyjnej.
 Chcemy przekazać do informacji Polonii, że ZZWRP w Toronto, nie prowadzi akcji zbierania funduszy na obronę W. Dziemańczuka, jak też że ta akcja nie jest upoważniona przez ZZWRP w Toronto. 
 Na Walnym Zebraniu w kwietniu 2002 roku na prezesa ZZWRP w Toronto został wybrany jednogłośnie p. Janusz Śmigielski, w kwietniu 2004 roku Wanda Truksa, w kwietniu 2006 roku, ponownie W. Truksa.
 ZZWRP w Toronto nie odpowiada  za fundusze zbierane przez  W. Dziemiańczuka, który podaje się za prezesa tegoż Związku.
 Z poważaniem
Zarząd Związku Ziem Wschodnich RP w Toronto
W. Truksa, prezes
J. Śmigielski, były prezes

 Od redakcji: XXX

 Dotyczy tekstu A. Kumora "Kilka wątpliwości" z nr 30 "Gońca".
 ***
 "Demokracja" - władze stanowi wola większości obywateli WYKOŁOWANYCH przez CZYJĄŚ propagandę - MEDIA.
 Demokracja to NIBY "rządy ludu" w ustroju politycznym, opartym na trójpodziale władzy, w którym źródło WŁADZY stanowi WOLA WIĘKSZOŚCI obywateli.
 Tą "WOLĄ WIĘKSZOŚCI obywateli" można dziecinnie STEROWAĆ za pomocą medialnej socjotechniki, co się CODZIENNIE robi!!!
 Ta "WOLA WIĘKSZOŚCI obywateli", czyli świadomość polityczna we wszystkich tych tzw. demokratycznych państwach, jest z kolei ZMAJSTROWANA na CHAMA, czyli WYMANIPULOWANA przez socjotechnikę PROPAGANDOWĄ poprzez KŁAMLIWE MEDIA i też SFABRYKOWANE systemy edukacyjne w szkołach w tych "demokratycznych" państwach.
 Z kolei te KŁAMLIWE MEDIA są pod PEŁNĄ KONTROLĄ MOB-u, a teraz dalej UKRYTEJ masonerii, czyli wolnomularzy CHOWAJĄCYCH się za kurtyną polityki, bo wolnomularze NIGDY NIE CHCĄ brać swojej oficjalnej ODPOWIEDZIALNOŚCI politycznej, prawnej i finansowej za to swoje MAJSTROWANIE polityką i opinią publiczną, tak aby MAJSTROWAĆ polityką do NIESKOŃCZONOŚCI...!!!
 Masonerię, czyli wolnomularzy (obecna współczesna magnateria) interesuje tylko JEDNO:
 BOGACIĆ się EGOISTYCZNIE cichaczem bez względu na cenę całych społeczeństw czy narodów za MIESZANIE w ich wnętrzu, które obecnie nazywa się "demokracja" - SIC!
 Tak ta tzw. demokracja zamyka się w KOLE, gdzie JEDYNYM celem jest KRWAWE DOROBKIEWICZOSTWO na garbie WYMANIPULOWANYCH społeczeństw-narodów żyjących w systemie "demokratycznym", czyli WYMANIPULOWANEJ władzy przez te OSZUKAŃCZE MEDIA, tzn. PROPAGANDĘ, która to władza rządzi WYŁĄCZNIE w interesie ukrytej BEZKARNEJ warstwy politycznej, czyli MASONERII, tzn. WOLNOMULARZY.
 PROPAGANDA polega na tym, że aby osiągnąć określoną "WOLĘ WIĘKSZOŚCI obywateli" w ustanawianiu władzy "demokratycznej", to ta propaganda, czyli WOLNE MEDIA, przemilczają ISTOTNE fakty, które się wydarzyły w polityce, historii ...itd, a za to propaganda uwypukla medialnie jakieś FAKTY mało istotne do zaszłych wydarzeń, tak aby UKIERUNKOWAĆ odczucia społeczne w określonym KIERUNKU, czyli na OKREŚLONE ZAMÓWIENIE + do tej MANIPULACJI te media dokładają zwykłe zmyślone KŁAMSTWA, tak aby jeszcze doskonalej WYKOŁOWAĆ to społeczeństwo "demokratyczne", które zagłosuje w wyborach na PROTEGOWANYCH osobników protegowanych MASONERII.
 UKRYTE i zakamuflowane LOŻE masońskie to przecież najnormalniejsze CENTRA POLITYCZNE, których decyzje są wcielane w życie. Masoneria WIECZNIE chce rządzić, ale NIGDY NIE PONOSIĆ odpowiedzialności za to swoje rządzenie, więc dlatego się tak UKRYWA i OSZUKUJE że nic a nic do polityki nie ma, aby się ZAWSZE BOGACIĆ za pomocą zwykłych MANIPULACJI, którą nazywa się ta tzw. demokracja.
Iza
 Od redakcji: W zasadzie prawda, ale system nie jest jeszcze "domknięty" i można go własnym działaniem jeszcze sporo rozstroić.
 
 
 

GONIEC NR 30/2007 (187) (27VII - 2 VIII 2007)
 *** 
 Halo, panie Czekajewski, pański list "Dlaczego Polacy obawiają się Niemców" już na samym początku zamieszcza albo kłamstwa,  albo pana niewiadomość/niedouczenie.    Jako doktor i inżynier, powinien pan wiedzieć,  że Niemcy przed 1945 rokiem nie 1/3 polskiego terytorium zamieszkiwali, tylko na własnych niemieckich terenach wschodniej  Prusi, Pomorza i na Śląsku zamieszkiwali. Po wygnaniu Niemców z owych terytoriów, przejęli  Polacy prywatne własności Niemców. Jest to normalna sprawa na świecie się swojego  dobytku domagać. W Unii Europejskiej jest wystarczająco dużo skarg oddanych.  Związek niemiecki "Preussische Treuhand" będzie  walczył o prywatne własności Niemców. Pan by też o swoje walczył, gdyby panu majątek  zabrali.  
 Granice zostały dopiero w 1990 roku zatwierdzone, między Helmutem Kohlem i Lechem Wałęsą. Do tego roku były to ziemie niemieckie pod  polskimi rządami.   Do dzisiejszego dnia nie ma podpisanego aktu pokojowego między Polską i Niemcami. W Poczdamie podpisano po wojnie między  innymi,  że dopiero po akcie pokoju będzie ustalona granica państwa  polskiego i niemieckiego. Powiem panu, że dzieci i wnuki wypędzonych Niemców  będą dalej się starać o własność rodziny.      Niemieckie państwo nie będzie dążyć do powrotu ziem niemieckich do Niemiec (słowa kanclerki Merkel), ale nie będzie się  wtrącać do prywatnych roszczeń poprzez Unię Europejską.       
 Chris - NRW 
 PS A jeżeli pan jest takim dużym, dobrym  Polakiem, to dlaczego pan nie jest w Polsce, tylko w USA, NY?
***
 List do redakcji "Financial Times"
 (tłumaczenie z angielskiego)
 Dlaczego Polacy obawiają się    Niemców 
 W licznych artykułach zamieszczanych w "Financial Times", włączając ostatnio opublikowany artykuł podpisany przez Gideona Rachmana (17 lipca 2007), polska pozycja w sprawie głosowania w Unii Europejskiej jest ośmieszana, a nawet określana jako paranoidalna. 
 Jednocześnie prawie wszystkie artykuły w "Financial Times" przemilczają najważniejszy aspekt polskiej pozycji w Unii Europejskiej. 
 Tym aspektem są potencjalne roszczenia spadkobierców do posiadłości Niemców, którzy przed 1945 r. zamieszkiwali 1/3 terytorium Polski. Aczkolwiek granice obydwu krajów zostały uzgodnione we wzajemnych układach, to jednak rząd niemiecki nigdy nie był w stanie zapewnić Polaków, że niemieccy prywatni obywatele nie będą żądali zwrotu posiadłości, należących do Niemców wysiedlonych z tych terytoriów po 1945 r. 
 Sprawę komplikuje fakt, że na tych terytoriach żyją dzisiaj miliony potomków Polaków wysiedlonych, w podobny sposób, przez władze sowieckie ze wschodniej Polski, które to terytorium włączono do  Związku Sowieckiego. 
 Potencjalnie, istnieje zagrożenie dla Polski, że w nowej Unii Europejskiej sprawy własnościowe dotyczące konfliktów własnościowych będą rozpatrywane nie przez polskie sądy, ale przez sądy unijne, w których Polacy mogą nie znaleźć wiele sympatii dla swojego położenia i argumentów. 
 Żaden z krajów europejskich, z wyjątkiem Republiki Czech, nie znajduje się w podobnym położeniu jak Polska. 
 Z tego właśnie powodu Prezydent Kaczyński sprzeciwia się zmniejszeniu liczby polskich głosów w Parlamencie Europejskim. 
 dr inż. Jan Czekajewski 
 Członek Polskiego Instytutu Naukowego w N.Y. 

 Od redakcji: Powyższe listy zostały nadesłane przez p. Czekajewskiego.

 ***
 Polscy Patrioci! Piszę do Państwa, gdyż uważam, iż to co nielustrowani przedstawiciele uparcie wyrażają w swoich opiniach, wystąpieniach, nie może pozostać bez odpowiedzi, chociażby bardzo krótkiej, gdyż pozostawienie bez odpowiedzi to może nas utrwalać w poglądach, w jakich tkwicie - ogromnie fałszywych. Pan Bóg nas powołał, byśmy dobrze myśleli, dobrze mówili i dobrze czynili. Otóż wiele na to wskazuje, iż obecny rząd RP nie działa w duchu polskiej racji stanu, a w interesie anglosasko-syjonistycznym, bardzo niebezpiecznym dla Polski i narodu polskiego. 
 Przykłady są liczne: zaangażowanie się w wojnę przeciw Irakowi i Afganistanowi, doprowadzenie do wrogich stosunków z narodami i państwami słowiańskimi (Rosją i Białorusią) - oba te fakty są oczywistym przejawem służalczości względem agresywnych i globalistycznych światowych tendencji amerykańsko-angielsko-syjonistycznych, przy czym tarcza atomowa, wymierzona oczywiście przeciw Rosji dla zdobycia przewagi militarnej nad nią, jest największym zagrożeniem dla Polski (i Czech), natomiast w kraju prowadzenie dalszej wyprzedaży majątku narodowego, co w dziedzinie gospodarki energetycznej jest szczególnie zabójcze dla polskiego interesu narodowego (patrz art. prof. W. Bojarskiego pt. "Elektrownia atomowa. Komu potrzebna", link Ekonomia), brak pieniędzy na służbę zdrowia (3,8 proc. PKB!!! w 2007 r. - patrz Mies. Krak. Izby Lek., 2007 r.), niedofinansowanie szkolnictwa, obniżenie wskaźnika bezrobocia, ale kosztem wypędzania Polaków za granicę do pracy, itd. itp. 
 Zorganizowana Polonia powinna wszcząć działania, które miałyby na celu skłonienie rządu RP do przestrzegania praw wobec swych obywateli. Przepraszam, że tak mówię: Polonio, obudź się, Polska i Polonia jest prowadzona do zguby, a Wy wyrażacie peany pochwalne dla elit, które jedno co najlepiej robią, to wprowadzają jakiś dziwny system totalitarny, nepotyczny, w którym - oprócz oczywiście roli dwóch bliźniaków Kaczyńskich - rola ojca Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja jest istotna. Wprost nie pojmuję, jak społeczność polonijna nie może tego dostrzec. 
 Lustracja przeprowadzana obecnie w Polsce nie omija nawet dostojników kościelnych. Kongres Polonii Amerykańskiej konsekwentnie doprowadził do lustracji swoich szeregów. Wydawało się, że po tylu skandalach związanych z przypadkowym ujawnianiem niechlubnej przeszłości niektórych polonijnych działaczy w Toronto, sprawdzenie "who is who" jest sprawą największej wagi. Kto jednak miałby sprawdzić naszych przywódców,  działaczy? Kto u nas ma taką władzę i jest do tego upoważniony? To pytanie należy do gatunku retorycznych. Załączam wyrazy należnego szacunku  dla Polonii, która powtarza za ojcem Rydzykiem, że jesteśmy, pamiętamy, czuwamy i trwamy w polskiej wierze. 
Władysław Dziemiańczuk

 Od redakcji: Szanowny Panie, rząd Kaczyńskich różni się tym od poprzednich, że się stara coś robić.

 "Teoria" spiskowa?
 Problem ukraiński i podobne zawirowania w stosunkach polsko-białoruskich czy litewskich były wynikiem działań zakulisowych... Od setek lat komuś bardzo zależało na zniszczeniu Rzeczpospolitej, stosowano różne metody, a Rosja, Austria i Prusy były tylko wykonawcą dziwnej "bardzo globalnej" polityki, komunizm i nazizm były tylko dalszym ciągiem mieszania w tym komuś nienawistnym tygielku. Oczywiście to tylko skrót. 
 A np. UE to tylko następna metoda, myśliciele wymyślili nowy sposób, a nuż się uda (???); od  zawsze istnieje instytucja faktora, kogoś nie bardzo rozgarniętego, ale mającego jakieś układy, wiedzącego, komu opłaca się służyć, że na pośrednictwie można zarobić. Taki gnom pod pozorem pomocy, myśli tylko o własnym interesie... Mamy w Polsce masę takich "autorytetów", a Geremek, Mazowiecki i Wałęsa to tylko niektóre postacie pchające się ze swoimi radami.
 Od zawsze wydawało mi się niezrozumiałe, gdy po każdym zrywie, np. Poznaniu, Gdańsku, tacy właśnie faktorzy chwalili polskie społeczeństwo za spokój i bezkrwawe rozwiązywanie konfliktów... dla mnie to był problem, ostatecznie ofiary i krew zawsze były, ale nikt nie krytykował komunistów, wszyscy chwalili Polaków za spolegliwość... (???).
 Wyraźnie widać, że to te same "autorytety" są przeciwne lustracji, wszelkim rozliczeniom, w ogóle przeciwne temu rządowi, i tu jest problem, ostatecznie jeśli "autorytety" mają inne zdanie niż reszta narodu...???
 Ostatnie dwa lata to jak na razie same dla tego rządu pozytywy, a że media o tym milczą, no cóż, mają tego samego pana... im zmiany się nie podobają, to że Polska podniosła się z kolan, przestała przepraszać, mówi, co myśli i żąda prawdy, to nie wszystkim się podoba. Osoba uważająca się za Polaka musi dysponować jakąś wiedzą i na wiele tematów mieć swoje prywatne zdanie... Tak właśnie, prywatne, osobiste, nie wyczytane w jakiejś gazetce czy usłyszane w TV i dlatego człowiek powinien czerpać wiadomości z różnych źródeł. 
 Bardzo proste jest widzenie świata, jeśli pogląd na sprawy wyrabiamy sobie na podstawie jednego przekaziora, np. oszukującej bez przerwy "Gazety Wyborczej". Ostatecznie zakupy robimy nie w jednym sklepie, wiemy, że są różnice w jakości, cenie i obsłudze, to samo egzystuje i w mediach, są różnice w widzeniu spraw i ich podawaniu. Czytam wiele gazet, widzę ze zdziwieniem tę samą wiadomość komentowaną na sposobów kilka, w różny sposób podawaną, a wnioski to już zupełnie bajka nie z tego świata... Wiele razy dopiero z upływem czasu można wyprostować swoje podejście do sprawy, na płotach piszą nie takie rzeczy, ale lizać nie warto. I z tego powodu wiem, kto najczęściej się myli, myślę nawet, że po prostu oszukuje z premedytacją, dlatego bardzo się dziwię Polakom dającym się wprowadzać w błąd... masochizm czy co?
 To był plus ujemny, a teraz dodatni... czyli opinia Kościoła na temat pomówień o. Rydzyka przez jakąś gazetkę wrogą Radiu Maryja, tu bardzo wyraźnie widać różnice w komentowaniu tej samej sprawy, a nawet widać oszustwa... następna akcja spaliła na panewce, znowu coś się nie udało.
Janusz Sierzputowski
 PS Cieszę się, że redakcja mnie nie sekuje, ale co dzieje się z moimi adwersarzami... nie wierzę, że nie mają nic do powiedzenia.

 Od redakcji: W czasie kanikuły nawet adwersarze są błogo leniwi, proszę być wyrozumiałym.
 

GONIEC NR 29/2007 (186) (20-26 VII 2007)

 Witam
 Panie redaktorze, nadużywa pan słowa "masturbacja". To wcale nie dodaje "uroku" ani pikantności pańskim tekstom. Skromniej i prościej. Też będzie wyraziście, a przy okazji.
Monika Zeidler

 Od redakcji: Szanowna Pani, nie wiem, co ma tu do rzeczy prostota i skromność? Używam zwrotu "masturbacja psychiczna" dla podkreślenia faktu bezpłodności danego myślenia. Onanizm w ujęciu biblijnym jest marnowaniem Bożego daru - zaniechaniem rozmnażania się. Chodzi mi  sytuację zabawiania się przyjemną myślą, która, nie dość, że nie prowadzi do niczego konkretnego, to jeszcze odbiera nam wolę prawdziwego spełnienia, doraźnie zaspokajając - stąd porównanie do onanizmu. Sądzę, że całkiem trafne. Nie o pikantność mi zatem idzie, lecz o wytworzenie pewnego obrazu - skojarzenia u Czytelnika.

 Szanowna Redakcjo!
 Przeczytałem z wielką uwagą listy pana Romana z Hamilton i wzruszający list pani Magdaleny H. Z treści listów wynika, że pan z Hamilton uważa się za Ukraińca, chociaż wstydzi się swojego nazwiska, a może boi się go podać, ciekawe dlaczego? Listy więc są anonimowe. Na ogół redakcje w cywilizowanych krajach nie publikują anonimów, zwłaszcza obraźliwych i szkalujących jakiś naród. Ale okazuje się, że są wyjątki. Pan z Hamilton, tak go dalej nazywajmy, posługuje się zbrodniczą teorią Doncowa i Konowalca. Ich teoria nacjonalizmu nie różni się wiele od  teorii zawartej w pewnej książce znanego Fuehrera, chyba że na gorzej. Ponadto pan z Hamilton posługuje się szeregiem kłamstw i faktów nieprawdziwych. Przed zabieraniem głosu byłoby dobrze, gdyby trochę pouczył się historii, zwłaszcza tej najnowszej.
 Polacy i Ukraińcy, a tak właściwie to Rusini, przez ponad tysiąc lat żyli w zgodzie obok siebie, jeśli były kłótnie, to jak zawsze między sąsiadami i zapewne będzie tak nadal przez następne tysiąc lat, gdyż ani Polacy, ani Ukraińcy nie przeprowadzą się do innej części świata. Do siedemnastego wieku nikt nie słyszał o Ukraińcach, natomiast znane były księstwa ruskie, a było ich kilka, nieraz zaciekle walczących między sobą. Zapewne pan z Hamilton nie wie, że termin Ukraińcy wprowadzili wrogowie narodu polskiego i ruskiego, po to aby ich poróżnić. Pogrobowcy tych wrogów jeszcze dziś pracują usilnie na to, aby poróżnić jeszcze bardziej te dwa bratnie narody. Wielki zwolennik samodzielnej i niepodległej Ukrainy marszałek Piłsudski zawarł układ z atamanem Petlurą. Odbił od bolszewików Kijów i oddał pod władzę Ukraińcom. Ale niestety, polska armia była zbyt słaba, aby bronić dalej tej pięknej stolicy przed bolszewikami. W owym czasie Ukraińcy nie mieli dość siły, by zorganizować armię zdolną oprzeć się bolszewikom. O tym też pan z Hamilton zapewne nie wie. 
 O tym, co działo się na Wołyniu, Podolu i Polesiu w latach 1939-1945, o czym tak emocjonalnie pisze Pani Magdalena H., mnie opowiadać i przekonywać nie trzeba. To ludobójstwo przeżyłem przypadkiem. Każdy naród, jak żywy organizm, może zachorować. Niemcy zachorowali  na faszyzm, Rosjanie na komunizm, a Ukraińcy na nacjonalizm Doncowa i Konowalca. Niemcy zrozumieli swoje błędy i potrafili odciąć się od zbrodniarzy. Ukraińców, opętanych zbrodniczą ideologią Doncowa, było jeden, może kilka procent tego narodu. Nie można całego bratniego narodu ukraińskiego oskarżać o zbrodnie popełnione przez złoczyńców spod znaku OUN i UPA dowodzonych przez Banderę i jemu podobnych opętańców. 
 Pan z Hamilton mógłby zapoznać się chociażby z działalnością 14. Dywizji SS Galizien składającej się wyłącznie z ukraińskich ochotników spod znaku OUN dowodzonej przez niemieckich faszystów. Jak wiemy, formacja SS została uznana za zbrodniczą. Julian Hendy nakręcił film w Londynie dokumentujący zbrodnie popełnione przez tę dywizję i jej pomocników z UPA. Między innymi dokumentuje zbrodnie popełnione 28 lutego 1944 w Hucie Pieniackiej, województwo tarnopolskie, powiat Brody. W ciągu  jednego dnia wymordowano tam w  okrutny sposób   ponad tysiąc mieszkańców i spalono 172 gospodarstwa. Hendy w filmie eksponuje naocznych świadków, którzy przeżyli tę zbrodnię. Niektórzy świadkowie żyją jeszcze dziś. O tej zbrodni wiem wszystko. Byłem tam, w tej wsi na drugi dzień. Jeszcze tliły się stodoły i chaty, w których spalono żywcem setki niewinnych ludzi, starców i dzieci. Jeszcze czuć było swąd spalonych ludzkich ciał. Zginęli tam, zamordowani w okrutny sposób, moi ukochani bezbronni dziadkowie i krewni. Gdyby pan z Hamilton nie chował się za anonimowość, posłałbym mu książkę, w której dokładnie opisałem tę zbrodnię. Również mam w swoim archiwum kopię filmu Juliana Hendego. Chętnie udostępnię go szanownej Redakcji, również panu z Hamilton, jeśli będę wiedział, gdzie ten film posłać. Pan z Hamilton miałby okazję przekonać się, jacy to bohaterowie ochotnicy z formacji SS i ich pomocnicy spod znaku OUN-UPA walczyli z dziećmi, starcami, niemowlętami i kobietami (czy rzeczywiście) o samostijną Ukrainę? Informuję, że filmu nie nakręcił Polak ani Rosjanin, lecz Brytyjczyk. 
 Jeszcze kilka słów do Pani Magdaleny. Wszystko to, co Pani napisała, jest prawdą. Gratuluję i dziękuję. Każdy, kto chociaż trochę uczył się najnowszej historii, wie o tym. Ale są ludzie, którzy nie chcą wiedzieć albo  z wiadomych względów udają, że nie wiedzą. Pozdrawiam Panią i życzę wszystkiego najlepszego. 
 Mam nadzieję, że szanowna redakcja opublikuje mój list, a pani Magdalena napisze do mnie.  Nazywam się Stanisław Żuk. Mieszkam w Polsce w Warszawie. J.zuk1@chello.pl.

 Od redakcji: Szanowny Panie, pan z Hamilton korzysta z możliwości niepodawania nazwiska w druku, niemniej jednak podaje je wraz z numerem telefonu do naszej wiadomości. Dlatego też publikowanie jego listów nie jest równoznaczne z publikowaniem anonimów.

 Panie Redaktorze,
 Od powstania "Gońca" nie opuściłem żadnego numeru. Najbardziej ze wszystkich tygodników odpowiada mi Wasze pismo. Dobry rozkład, świeże wiadomości, świetne komentarze. Przyjemnie się czyta, i to od deski do deski - nie wiem, może sprawia to, że widzę wspólność poglądów na sprawy dziejące się w kraju ojczystym.
 Ostatnio czytałem artykuł o moim rodzinnym Czortkowie i wychwyciłem błąd, w podpisie zdjęcia było "Ratusz w Czortkowie", a jest to Bazar czortkowski.
 Do tego opisu mógłbym dodać garść danych o tym w tamtych czasach przepięknym grodzie. Otóż było to miasto garnizonowe, gdzie stał Pułk Artylerii Lekkiej, Pułk Piechoty i Korpus Ochrony Pogranicza. Dowódcą KOP był pułkownik Rowecki, późniejszy dowódca AK "Grot". Tenże człowiek bardzo dużo zrobił dla Czortkowa i okolic. 
 W Czortkowie znajdował się sąd okręgowy i więzienie, w którym po ucieczce bolszewików Niemcy żydowskimi rękami wydobywali pomordowanych przez Sowietów więźniów chyba przez tydzień. W tymże Czortkowie w czasie likwidacji getta wymordowano wszystkich czortkowskich Żydów na rozpoczętym w 1938 roku lotnisku pomiędzy Czortkowem a Jagielnicą na południe od Czortkowa.
 Z zamierzchłej historii można dodać, że na polach pod Szmańkowcami 6 lutego 1624 roku hetman polny Stanisław Koniecpolski i jego podkomendni Stefan Chmielnicki i Jan Dzik stoczyli zwycięską bitwę z watahą tatarską dowodzoną przez syna Kantymira. Jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku rolnicy wyorywali oporządzenia końskie, strzały i inne metalowe części zbroi.
 W Czortkowie w okresie międzywojennym istniało Seminarium Nauczycielskie, Gimnazjum im. S. Batorego i Ridna Szkoła (średnia) ukraińska. Tyle o Czortkowie.
 W ostatnim "Gońcu", Panie Redaktorze, sypnął Pan całą garścią pomyłek, i tak: Centrum Weteranów, Zespół "Tatry" i Uniwersytet znajdują się w Oshawie, a nie w Whitby (to taki lokalny patriotyzm). A w ogóle mogłaby czasem Redakcja zajrzeć do Oshawy, tu naprawdę jest ciekawie.
 Z poważaniem i ukłonami
Pan Władysław
(nazwisko nieczytelne)

 Od redakcji: Szanowny Panie, staramy się nie błądzić, ale wpadki będą zawsze, za co przepraszamy. Jednak gwoli ścisłości powiem, że w tekście prawidłowo podaliśmy, iż zespół "Tatry" pochodzi z Oshawy.

 Szanowni Redaktorzy!
 Chcę podziękować Wam za opublikowanie mego listu w "Gońcu" z dnia 6-12 lipca, za co jestem bardzo Wam wdzięczna. Chciałam podyskutować z p. R. z Hamilton na tematy historyczne, bo przecież jesteśmy sąsiadami, ale na moje pytania nie ma jeszcze odpowiedzi, ale myślę, że kiedyś będzie. Zasmuca mnie to, że nikt z Kresowiaków nie reaguje na te sprawy poruszone, może nie czyta Waszego pisma, bo dla mnie jest ono bardzo ciekawe, albo brak odwagi czy zainteresowania, albo zapanowała obojętność.
 Nie jest tak łatwo rozgrzebywać wspomnienia, dawne żale mamy już zabliźnione, wiem to sama. Ale jeżeli ktoś naruszy te sprawy, to trzeba dać odpowiedź swoją, bo każdy ma prawo do swej opinii i trzeba brać to, co prawdziwe, i pisać, dla przestrogi tym, co zostaną po nas. Ja dużo czytam i wiem, że nie jestem sama, jest też dużo uczciwych ludzi, którzy piszą w swych artykułach prawdę. A są to m.in. p. Poliszczuk, p. E. Lubański, p. P. Łunowicz, p. M. Kałuski, p. Lipiński, p. L. Wątróbski i inni, którzy bronią Polski oraz naszej nieprzekręconej historii. Tak być powinno.
 Wrócę jeszcze do sprawy unijnej w Europie. To co było uplanowane przez Wschód-Zachód. Bo II wojna przegrana, nic nie dała naszym sąsiadom, tego czego chcieli. Wszyscy ponieśli klęskę, a my utraciliśmy Wschód i zniszczenie 90 proc. Niemcy wzbogaceni łupem z pomocą wschodu. Teraz, po 65 latach, wymyślili Unię, aby bez bólu zabrać to, co nie zabrali 39-45 r. Bo Unia to jest cukierek umaczany w truciźnie - cieszy, ale zabija. Ta wspólnota - europejska, to zabranie naszych polskich ziem. Inne kraje, te dalsze, skorzystają z ich pomocy, ale my stracimy naszą suwerenność i nasz kraj. Dlatego że jesteśmy w granicach wschód-zachód. Do tej pomocy dołączają się ci wszyscy nieżyczliwi dla korzyści. To jest wspólny plan. Nowe pokolenie się cieszy, ale to do czasu. Bo jeżeli dojdzie do wspólnoty, to będą inne zakazy i ustawy unijne. 
 Czytając artykuł p. Kałuskiego (Sprawa obywatelska), to co Pan pisze, to prawda, że Polska wszystkich przyjmuje, daje prawa na swą szkodę i straty. Jak pisze p. Wątróbski, Żydzi byli już na wschodzie w 1642 r. Dlaczego z tych ziem nie biorą zwrotu, tylko od Polski. Przecież zostały ślady - zabytki po nich? Litwa, Ukraina czy my bogatsi? My tylko wybaczamy-darowujemy i za to zawsze tracimy.
 Drodzy Panowie, można pisać bez końca, ale nie ma nadziei na zmiany. Jedność w naszym narodzie jest słaba, dlatego że jesteśmy wymieszani z innymi i oni rządzą Polską, aby żyć i dobrze być - a wielka szkoda. Pozostawiam to wszystko dla innych.
 Na tym zakończę moje pisanie - bo szkoda słów.
 Pozdrawiam wszystkich.
 Z poważaniem
Magdalena H.
Toronto

 Od redakcji: Czasem jest tak, że szkoda mówić.
 
 
 
 
 
 
 

 GONIEC NR 28/2007 (185) (13-19 VII 2007)

 Czy Polonia jest chora? 
 Mieszkam w San Francisco. Obserwuję uważnie otoczenie od przynajmniej dziesięciu lat. Trochę czytam w Internecie o Polonii na całym świecie. Ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy Polonia nie jest przypadkiem chora. Ponieważ nie zamierzam sobie uzurpować jedynie słusznego stanowiska, pytanie CZY? oraz NA CO? pozostaje otwarte. Piszę dlatego, że jestem zatroskany o los Polonii. Wszyscy wiemy, że w Polonii mogłoby się dziać o wiele lepiej, że w sumie nie jest dobrze. Dalsze udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, może jedynie doprowadzić do pogłębienia kryzysu. Ten tekst jest moją próbą odpowiedzi na pytanie "dlaczego nie jest dobrze?".
 Czy nie byłoby z pożytkiem dla Polonii i Polski, gdyby wszystkie organizacje polonijne mogły skoncentrować się na wzajemnej współpracy, wpłynięciu na lokalne społeczności, tak aby zwiększyć pozytywną widoczność Polaków na świecie, zadbaniu o dobre imię Polski oraz na wyszukiwaniu możliwości współpracy ekonomicznej, społecznej i kulturalnej pomiędzy naszą Ojczyzną Polską a krajami osiedlenia? Pytanie, ktoś może powiedzieć, naiwne, ale trzeba je postawić i poszukać odpowiedzi, dlaczego część Polonii koncentruje się na czymś zupełnie innym.
 W wielu środowiskach polonijnych na całym świecie pojawiają się informacje o lokalnych konfliktach pomiędzy różnymi grupami. Nie mówię tu o różnicach zdań i cywilizowanym sposobie dochodzenia do modelu wspólnego działania. Różnice zdań są potrzebne. Są one motorem postępu, poszukiwania nowych rozwiązań w ciągle zmieniającym się świecie wokół nas. Gorzej, jeśli te różnice zdań przeradzają się w konflikty i znajdują finał w sądzie. Jest to bardzo kosztowne i tak naprawdę nie kładzie końca konfliktom. Czytałem o konfliktach w Kanadzie, Nowym Jorku, w Australii, a naocznie przyglądam się konfliktowi w San Francisco.
 Dochodzę do wniosku, że siłą napędową tych konfliktów są pieniądze. W niektórych przypadkach jest to walka o bezpośrednie korzyści finansowe z "działalności społecznej", a w innych pośrednie, na przykład w postaci bycia decydentem o przyznaniu społecznych pieniędzy (donacji, stypendium, wynagrodzenia) tej czy innej osobie albo organizacji. Staje się jasne, że osoba, która zaznała pewnego przywileju, nie chce go stracić. A może jest tak, że osobami aktywnymi i nieprzejednanymi w tych konfliktach są osoby, które doznały takiego przywileju korzystania z dóbr społecznych wcześniej w swoim życiu? I tutaj pomocna byłaby lustracja. W mojej skromnej ocenie, jest wysoce prawdopodobne, że osoby korzystające z "systemu" za komuny w PRL-u, są w większości tymi, którzy w różnoraki sposób, często trwoniąc pieniądze społeczne, bronią takiego status quo, które przynosi im korzyści, do których się przyzwyczaili.
 Do powyższego wniosku skłania mnie bezpośrednia obserwacja konfliktu w San Francisco. Aby nie być gołosłownym, podam kilka faktów. Otóż konflikt w San Francisco rozgrywa się wokół Domu Polskiego. Dom ten powstał w roku 1926 z inicjatywy dwóch bratnich polonijnych organizacji ubezpieczeniowych. Studiując otrzymaną od Sekretarza Stanu Kalifornia kopię dokumentu założycielskiego, śmiem twierdzić, że przybytek ten był założony dla wszystkich Polaków. Dom zakupiony przez naszych przodków miał na celu służyć całej społeczności oraz cała społeczność miała za niego odpowiadać. Obecnie, nie dość że wyrzucono z jego progów katolicką organizację ubezpieczeniową (jedną z tych, które zakładały Dom Polski), to również podmieniono prawowite Kółko Literacko-Dramatyczne (co łatwo sprawdzić na stronach internetowych Sekretarza Stanu Kalifornia). We wszystkich tych działaniach przewija się to samo nazwisko, osoby, która przyznała się do długoletniego członkostwa w partii komunistycznej, a to członkostwo zwykle wiązało się z wieloma przywilejami społecznymi i ekonomicznymi. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że w dokumentach założycielskich nie ma żadnego prawnego zabezpieczenia, aby majątek (obecnie [2007] wartości ok. 3 mln dolarów) nie przeszedł na inne cele, niekoniecznie społeczne.
 Ludzie widzą te nieprawidłowości i odsuwają się jak najdalej od Polonii. Polonia jest chora. Najwyższy czas to zmienić. Tylko kto ma to zrobić i jak, skoro w wielu środowiskach ludzie korzystający materialnie z systemu komunistycznego, a teraz polonijnego, tak się zorganizowali, że wygrywają w "demokratycznych" wyborach. Dlatego "demokratycznych", bo poprzez odpowiednie działanie bardzo łatwo zniechęcić ogół Polonii i otoczyć się swoimi zwolennikami. Służą temu ciągle podsycane kłótnie. Ludzie, nie rozumiejąc powodów tych kłótni - odchodzą, a pozostają starzy znajomi. Można jednocześnie przypodobać się innym osobom odpowiednim rozdzieleniem stypendiów czy tytułów (wiceprezesów, kobiety roku, mężczyzny roku itp.). Łatwo wtedy wygrać wybory, skoro na przykład na zebranie w San Francisco przychodzi dwadzieścia kilka osób. Jedyna droga do naprawy to włączenie się mediów do rzetelnej debaty nad postawieniem diagnozy i pokazanie Polonii nadziei wyleczenia z choroby.
 Edgar Levin
 San Francisco

 Od redakcji: Choroba bardzo trudna do wyleczenia, niestety z debatowania często niewiele wynika.

 Jeszcze raz o Credit Union 
 Dwa tygodnie temu na łamach "Gońca" ukazał się komunikat Rady Dyrektorów CU informujący o odwołaniu z funkcji członka RD p. A. Szczerby. Treść tego komunikatu jest dla mnie dziwna i niezrozumiała. Przypomina mi praktyki stosowane w PRL-u, gdzie kogoś wyrzucano lub zamykano, a potem szukano paragrafu. Ten komunikat to raczej toporna socjotechnika, to ucieczka przed odpowiedzialnością za podjętą decyzję bez uzasadnienia i obarczenie winą poszkodowanego. To również kpina z wyborców. 
 Otóż ten komunikat nie zawiera ani zarzutów, ani powodów  podjętej decyzji o odwołaniu, lecz odsyła do oświadczenia p. A. Szczerby, dlaczego jest przeciwny powyższej decyzji o jego wykluczeniu z RD.
(...)
 W moim przekonaniu, decyzja o odwołaniu nie może być stosowana, ponieważ p. A. Szczerba nie został przez Radę powołany na członka  Rady Dyrektorów, lecz znalazł się w Radzie z woli wyborców. Komunikat zawiera również informacje o możliwości powołania  nowego dyrektora. Zapewne wiele osób zada również to pytanie. Kto będzie decydował o kwalifikacjach nowego członka RD i czy ten wybór będzie zgodny z wolą wyborców? 
 Po przeczytaniu tego komunikatu zadzwoniłem pod wskazany nr tel. i poprosiłem o przesłanie mi tego oświadczenia. Otrzymałem je następnego dnia. Uznałem, że mam niepełny obraz zaistniałej sytuacji i znów zadzwoniłem z prośbą o przysłanie mi uzasadnienia podjętej przez RD decyzji. Pani, która odebrała telefon, powiedziała mi, że owo uzasadnienie wyśle mi pocztą. Niestety, po dwu dniach otrzymałem kopię tego samego oświadczenia. Zadzwoniłem jeszcze raz z reklamacją, że otrzymałem nie to, o co prosiłem. Moja rozmówczyni poinformowała mnie, że ona nie posiada takiego uzasadnienia i też by chciała wiedzieć, dlaczego usunięto p. A. Szczerbę z RD. 
 Niezrozumiałe również dla mnie jest to, że p. A. Szczerba zostaje usunięty z RD przez osoby, które wg raportu Komisji Wyborczej z dn. 29.06.2006 r. w tej Radzie nie powinny być, ponieważ Komisja Wyborcza nie uznała tych wyborów (z 2006 r.) i zaleciła ponowne wybory, które się jednak nie odbyły, a raport Komisji Wyborczej został zignorowany i nawet brakło dla niego miejsca w programie Walnego Zebrania w dn. 22.04.2007 r. Dlatego podczas tego zebrania złożyłem swój mandat wyborczy na ręce p. Przewodniczącego Zebrania, bo nie chciałem uczestniczyć w pseudowyborach, gdzie raport Komisji Wyborczej nie ma żadnego znaczenia, a o składzie RD decyduje niewidzialna ręka. Wybory nowych członków RD są głównym punktem Walnego Zebrania, lecz raport Komisji Wyborczej nie jest znany wyborcom i nie jest respektowany przez RD. Nie ma również dla niego miejsca w sprawozdaniach z rocznej działalności CU.
 Pytam więc, po co te wybory, skoro wola wyborców i Komisji Wyborczej jest ignorowana? Aby uniknąć tego żałosnego widowiska, jakim było ostatnie Walne Zebranie, proponuję: zatwierdzenie przez RD obecności niezależnego prawnika, który będzie arbitrem w spornych kwestiach, takich jak przestrzeganie statutu, sposobu prowadzenia zebrania i innych kwestiach prawnych dotyczących CU. Proponuję, aby przedstawiciele wyborców na wzór parlamentarnych krytyków zabierali głos, oceniając poszczególne raporty i roczną działalność członków RD, a w razie potrzeby będą stawiali uzasadnione wnioski o wotum zaufania do poszczególnych członków RD lub dla całej rady. Taka coroczna ocena wpłynie mobilizująco na działalność Rady i zmniejszy ryzyko tworzenia trwałych układów. Nowi kandydaci nie powinni być odsiewani lub aprobowani przez urzędujących członków RD, tak jak to miało miejsce w tym roku, kiedy dwu członków RD było jednocześnie członkami Komisji Weryfikacyjnej , co powoduje konflikt interesów i stwarza układy w nowej Radzie. 
 Urzędujący dyrektorzy nie powinni również agitować dla nowych członków z tych samych powodów. Przewodniczący Rady powinien posiadać umiejętności prowadzenia zebrania, aby nie płacić wynajętemu prawnikowi za żenujące widowisko. Co roku członkowie CU jako udziałowcy i wyborcy rozdają zaufanie. Każdy kandydat dostaje swoją porcję zaufania wg woli wyborców i nie powinien jej zwiększać innymi sposobami, takimi jak wyrzucenie innego członka Rady lub poprzez dodatkową urnę wyborczą (czyt. Raport Kom. Wyb. str. 9 z dn. 29.06.2006). 
 O ile pamiętam, to wszyscy kandydaci zapewniają, że będą działać zgodnie z prawem i własnym sumieniem dla dobra CU. Wyborcy dają mandat do okresowego zarządzania, a nie rządzenia tą instytucją. Kandydaci muszą pamiętać, że jest to funkcja okresowa, a wyborcy mają prawo do oceny ich pracy i dobrze by było, gdyby taka ocena była na każdym Walnym Zebraniu. Ja wiem, że świat się rządzi swoimi prawami, które stworzyli silniejsi, a władzę podzielili na widzialną i niewidzialną. Widzialna to jest ta, którą niby wybieramy, możemy zobaczyć, skrytykować i nawet znamy nazwiska sprawujących władzę. Dla nas, maluczkich, stworzono pseudowybory, abyśmy się cieszyli, że uczestniczymy w demokratycznym procesie wyborczym, lecz naprawdę to wybierają inni, a nam kręcą karuzelą,  na której siedzą politycy różnej maści i pod różnymi nazwami. Tą karuzelą wyborczą kręci ta sama niewidzialna władza, która faktycznie rządzi tym światem. To ci niewidzialni kształtują politykę finansową, gospodarczą, zagraniczną, personalną itd. 
 Na ostatnim Walnym Zebraniu były widoczne znamiona takiej niewidzialnej władzy. Tak być nie musi, bo CU to tylko spółdzielnia o małym zasięgu i nie musi naśladować wielkich tego świata. Aby ta instytucja działała sprawnie, potrzeba większego zainteresowania członków jej sprawami i dobrej woli wybranych do zarządzania tą instytucją. Wybrańcy wyborców wybierają Prezesa, który jako dobry pasterz katolickiej instytucji, powinien dbać o całą owczarnię, a nie tylko o wybrane owieczki przy żłobie. Przepraszam za to określenie. Użyłem go dlatego, że członkowie tej spółdzielni, czyli CU, nie wiedzą, jakie są zarobki pracowników CU, a zwłaszcza tych na wyższych stanowiskach. Członkowie nie wiedzą, jakie są kryteria przy wyborze na wyższe stanowiska oraz czy zarobki zależą od wyników finansowych, czy też od innych wymogów? Nie stawiałbym takich pytań, gdyby wszystko było przejrzyste dla wszystkich, a tak z braku wiedzy pytam, bo nie wiem. Nie wytykam nikomu imiennie, bo nikogo nie chcę urazić ani obrazić. Pytam również dlatego, bo albo nie rozumiem podjętych decyzji niby w moim imieniu, albo zbyt wiele spraw i danych jest utajnionych, a do tego jeszcze Walne Zebranie jeszcze bardziej zamazało już niezbyt czytelny obraz. 
 Wstępując do tej spółdzielni, myślałem, że kierują nią ludzie z wyboru takich członków jak ja. Wierzyłem, że w katolickiej CU liczy się honor, godność, poszanowanie prawa i bliźniego, a nade wszystko dobro instytucji i jej członków pod duchowym i moralnym przywództwem Ojców Oblatów. Czy tak jest, niech każdy sobie odpowie przed lustrem. Mam ciągle nadzieję, że ci, co już zapomnieli, co to są dywidendy w CU, to im Zarząd CU przypomni poprzez dobre gospodarowanie pieniędzmi członków, a ci co jeszcze nie wiedzą, to się przekonają, sprawdzając stan swojego konta. 
 Na koniec jeszcze kilka uwag do pozostających w Radzie Dyrektorów. Jeśli widzicie nieprawidłowości, to informujcie o nich w bardziej zrozumiałych komunikatach i nie zapominajcie o honorze. Jeśli nie możecie się oprzeć lub podołać, to pozostaje rezygnacja i zaufanie na następne wybory. Zwycięstwo ma zawsze wielu ojców, a porażka jest sierotą. Jesteście w tej Radzie również dzięki moim wysiłkom sprzed kilku lat. To na moich sugestiach oparł linię obrony prawnik, który doprowadził do Nadzwyczajnego Zebrania i odejścia tych, którzy utracili zaufanie członków CU. Nie stawiajcie mnie pod ścianą lub po przeciwnej stronie bariery i nie zaliczajcie do żadnego komitetu. Kiedy człowiek się rodzi, to płacze, a członkowie rodziny się cieszą, a kiedy odchodzi, to on się powinien cieszyć, że życie przeżył godnie i wypełnił dane obietnice, również te wyborcze, a wtedy członkowie rodziny płaczą, że on odchodzi, i żal im jego odejścia, bo darzyli go zaufaniem. Tego życzę członkom RD naszej CU. 
 Kilkanaście lat temu śp. ks. Teofil Szyndzielorz wygłosił homilię o poszanowaniu prawdy, kończąc słowami cyt. " Prawda nas wyzwoli". Tę homilię, nagrodzoną huraganem braw, dedykuję dyżurnemu księdzu na Walnych Zebraniach. Na koniec tego listu z mego serca wyrywa się prośba i wołanie do Dyrekcji CU i Rady Dyrektorów o dobro dla tej polonijnej instytucji i dla nowych pokoleń polskich imigrantów. 
 Szczęść Boże.
 Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: xxx

 Panie Andrzeju, 
 Dziękujemy bardzo za pana i pana Jurka uczestnictwo w świętowaniu Dnia Kanady w Oshawie i za piękny artykuł na ten temat. 
 Pamiętam o koszulkach i przy następnym spotkaniu przekażę je Panom. 
 Przy okazji przesyłam maleńkie sprostowanie odnośnie do miejsca, w którym odbywały się uroczystości świętowania Dnia Kanady pod patronatem Jima Flaherty'ego. 
 Otóż odbywało się to w Oshawie na terenie kampusu UOIT, który nie ma nic wspólnego z Toronto University. Poniżej załączam troszkę informacji na temat UOIT.  Tak jak Państwo podkreśliliście w artykule, Jim znacznie przyczynił się do powstania tej uczelni i wciąż patronuje jej, jak może. 
 Z poważaniem, 
 Ewa i Krzysiek Kluczewscy 

 Od redakcji: Kajamy się i przepraszamy, jeszcze raz dziękując za zaproszenie.

 ****
 Od redakcji: Czytelników, pragnących wymienić opinie  z panem Romanem z Hamilton, stałym gościem rubryki "Poczta Gońca" i komentatorem stosunków polsko-ukraińskich, prosimy o kontakt z redakcją. Za zgodą pana Romana podamy numer  jego telefonu.

GONIEC NR 27/2007 (184) (6-12 VII 2007)

 PODZIĘKOWANIE 
 za pomoc w przygotowaniu i publikowaniu książeczki pt. "POLSKIE SIŁY ZBROJNE W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ" oraz odpowiedzi na pytania. 
 Pragnę podziękować moim przyjaciołom za pomoc, poradę i poparcie, które otrzymałem w procesie przygotowywania mojej nowej książeczki do druku i rozdaniu ponad 500 szt. dla polskiej młodzieży. 
 Specjalnie dziękuję Pani Joannie Wasilewskiej, która redagowała polską wersję w przygotowywaniu do druku i absolutnie odmówiła przyjęcia jakiegokolwiek wynagrodzenia. 
 Bardzo dziękuję Filipowi Staniewskiemu za pomoc w redagowaniu angielskiej wersji.  Również dziękuję bardzo mojej siostrzenicy Hani Wasiak za przetłumaczenie angielskiej wersji na język polski. 
 Pani Annie Psuty, wspaniałej organizatorce spotkania z Harcerzami, należy się wielkie podziękowanie i szacunek za duży wkład pracy w tworzenie i kierowanie tym pięknym spotkaniem. Muszę też wspomnieć, że Pani Psuty przysłała mi pięknie po polsku napisaną dedykację do mojej książeczki. Bardzo mi się to podobało, więc posłałem to do Pana mjr. M. Spiechowicza, przewodniczącego 30. Poleskiej Dywizji AK, któremu też się to spodobało, dołączył to do mojej książeczki i ręcznie dostawił to wszystko 26 czerwca 2007 r. do Pana Lecha Kaczyńskiego, Prezydenta RP. 
 Odpowiedzi na pytania:
 Po ukazaniu się w "Gońcu" z 18 maja 07 r. krótkiego artykułu o mojej książeczce napisanego przez Pana Andrzeja Kumora, dostawałem wiele pytań od różnych osób czy to w banku, czy w sklepach i na ulicy. Wśród tych pytań znalazły się dwa główne pytania. Jedno: "Co cię skłoniło do pisania tej książeczki?"  i  drugie: "Czy nie myślisz, że to trochę późno w życiu zaczynać pisarską karierę?". Na te dwa podstawowe pytania mam tylko jedną odpowiedź.
 Zbliżając się do końca moich dni, stałem się coraz bardziej świadomy wielkiej wartości tego czasu, który mi pozostał do końca mojej podróży przez życie. Bardzo proste obliczenie mówi, że mamy tylko około 30.000 dni życia, gdybyśmy żyli do 80 lat, a ja już przekroczyłem ten próg.  Więc marnowanie nawet jednego dnia byłoby  niewybaczalne. Dlatego od dłuższego czasu szukałem czegoś i znalazłem to, co jest warte poświęcenia nawet moich ostatnich minut.
 Od lat miałem żal do naszych zachodnich Aliantów za zaniżanie osiągnięć i ukrywanie prawdy o olbrzymim wkładzie Polskich Sił Zbrojnych w zwycięstwo nad hitlerowskim wrogiem na zachodzie. Jest takie stare polskie powiedzenie, które mówi: Tak długo dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie.
 U mojego dzbana ucho urwało się, gdy ponad rok temu oglądałem kanadyjską wersję filmu "Battle of Britain". Oprócz tego, że w ciągu całego filmu nie słyszałem jednego słowa o polskich myśliwcach, to na końcu filmu nie wierzyłem własnym uszom, gdy komentator powiedział: "Heroizm kanadyjskich pilotów uratował zachodnią cywilizację". W tej bitwie brało udział 141 polskich i tylko 94 kanadyjskich  pilotów myśliwskich, a poza tym Polacy strącili 3 razy więcej niemieckich samolotów niż jakikolwiek inny pilot myśliwski walczący w tej bitwie. A więc, gdy mówimy o prawdzie, to byli Polacy, a nie Kanadyjczycy, którzy uratowali zachodnią cywilizację.
 Od tamtej chwili postanowiłem oddać każdą  minutę wolnego czasu na demaskowanie alianckich kłamstw i przekazywać prawdę polskiej młodzieży. 
 Bohdan D. Prażmowski
Mississauga, lipiec 2007

 Od redakcji: Powodzenia!

 Droga Redakcjo!
 Ośmielam się i ja napisać słów kilka, bo czytałam listy Czytelników, i czasem nie wierzę, że można tak pisać i tak przekręcać fakty historyczne, co czyni Pan z Hamilton. I dziwi mnie bardzo, że nikt z Czytelników nie reaguje na to. Więc ja chcę zapytać Pana z Hamilton, skąd Pan to bierze? Jaka Wasza historia? Jakie Wasze ziemie? Wasze wojska? Z kim walczyliście? Radzę zatem - niech Pan wróci do historii do 966 r. I niech Pan opisze o Waszej Ukrainie. Bo z tego co ja wiem, to Wasze ziemie to Zaporoże ukraińskie na stepach z Kozakami. Tam Wasze hordy kozackie, razem z Tatarami - napadały na nasze ziemie, rabując, paląc, zabierali wszystek dobytek, biorąc kobiety w jasyr. Pili - hulali i znów na rabunek.
 Przypomnij Pan sobie film (Taras Bulba). To jest Wasza ziemi historia. Zapytam Pana, ilu mieliście królów? Ile wypraw bitewnych i gdzie? Proszę podać datę. A nie można bredzić, że Lachy z Poznania to osiedleńcy. Ziemie Wasze sprzedaliście Rosji 400 lat temu, bo nie było porządku u Was. Do Polski wpychaliście się, żeby nauczyć się kultury, bo nigdy nie mieliście jej i nie mogliście się ustatkować. Polska nigdy nikogo nie odrzuciła, ani kiedyś, ani teraz, Was, Żydów i innych; za to że dobra, to biedna, bo znowu ją wszyscy wykorzystali. Polska Wam pomogła i nauczyła żyć. I tak jest do dziś.
 Była okazja dla Was w r. 1920 być samym, ale to dla Was było za mało. Teraz macie od 1939 swoją samostijną Ukrainę, to dzięki Rosji i Niemcom, bo służyliście im, aby zabrać naszą ziemię, bo Wam zawsze mało. I jeszcze narzekacie. Polska wszystkim wybacza, daruje - bo jest dobra, za to biedna. Bo tak jest w życiu - ten co kłamie, ten ma się lepiej.
 Wrócę jeszcze do 1942-44 r. Banda UPA Stiepana Bandery to bohaterowie? Mordowali, palili, rabowali; całe Podole, Wołyń, nocami sam ogień - ja tam byłam i żyłam - wsie zrównane z ziemią. Zasadziliście lasem, aby śladu nie było. A kto służył SS-Galizien? Teraz w Polsce macie prawa równe Polakom. A na ziemiach zabranych cmentarze zniszczone - kościołów nie chcecie oddać Polakom pozostałym (...). Co do Łemkowszczyzny - to też płaczecie nie wiem czego, bo dostaliście piękne domy, dobrą ziemię za te kurne chaty na kamieniach. I jeszcze Pan pisze, że trzeba się wstydzić, że błędy popełnione. My nie mamy się za co wstydzić, bo my Was nie mordowaliśmy i nie wyganialiśmy, jak Pan pisze. To Wy nas mordowaliście i wygoniliście w jednej koszuli z ziemi  rodzinnej. Może wstydźcie się i przepraszajcie. Kto kogo wygonił, my Was czy Wy nas?  Żegnacie się trzy razy, a kłamiecie. Ja mam żal, bo zginęła moja rodzina niewinnie właśnie za to, że byli Polakami. (...)
 Szanowna Redakcjo, proszę poprawić moje błędy, może są ortograficzne, bo pisałam w żalu za to, co przeżyłam w dzieciństwie na Kresach Wschodnich.
 Szanowni Kresowiacy, wzywam Was do dyskusji, wracajmy do prawdy, bo dopóki żyjemy, wracajmy do prawdy (...).
 Z poważaniem
Magdalena H.
Toronto
 PS O jeszcze jedno chcę zapytać Pana Romana, bo kiedyś czytałam, że znaleźli swego króla o imieniu Danyło 1-szyj? Król Danyło? Niech Pan nam poda, w jakich to latach i gdzie on zaginął. Dziękuję. M.H.
(Od red. - fragmenty zaznaczone kropkami były nieczytelne)

 Od redakcji: Szanowna Pani, dzieciństwa nic nie wróci, idzie nam wszystkim o to, by straszne czasy nie nawracały, a przerwać spiralę wzajemnej nienawiści można tylko przez poznanie prawdy, przebaczenie i pojednanie.

 Szanowny 
 Panie Andrzeju Kumor,
 Trudno jest mi oprzeć się emocjom, ażeby nie napisać kilka słów, swojego odczucia, na artykuł napisany w "Gońcu" w sobotę,  23.06.2007. Tytuł: "Młodsza siostra nadal w poprawczaku". Bardzo jestem ciekawa, kto tak wychwala te "potwory"? To jeszcze inaczej bym nazwała takie córki. Oczerniać po śmierci matkę, która wychowała je do prawie dorosłego wieku, które miały gdzie mieszkać i co jeść, jeździły swoimi samochodami. Nie pracowały przecież? Kto, jak nie matka, dał im wszystko, aby wydoroślały do "kawalerów"? Jak każda matka pragnie szczęścia swoich dzieci.
 Utopić własną matkę to coś, co nie można pomyśleć. To przecież "matka", która je wychowała, urodziła. Patrzyły obie, jak umierała w cierpieniach. Boże, gdzie sumienie, gdzie uczucie. Była "alkoholiczką"? Kto tę opinię wydaje? Kto? "Córeczki"? Morderczynie? Kto im tak pomaga? Opłacają się za ciężką pracę matki. "Pijaczka, alkoholiczka" nie ma tego, co miała, oraz jej dzieci? Nawet zadbała, ażeby je ubezpieczyć?
 Czytając ten artykuł, nie tylko ja, ale moi znajomi. "Są dobre, przecież siedzą w więzieniu?" Nie mogą robić tego, co w domu robiły? Przecież nie były małymi dziećmi, mogły odejść i żyć jak chciały, ze swoimi kolegami. Czyżby to koniec ich tragedii? To całe ich życie jest zniszczone, to nie da się zapomnieć, jak topiły matkę. Kto im pomoże, kto zechce? Takie potwory? Są dobre? Niech ten, co je wychwala, prawdziwie, z sumieniem pisze o nich.
 Gdybym ja była sędzią, prokuratorem, adwokatem, to nie chciałabym ich bronić. Powinny siedzieć do końca życia, o wodzie i suchym chlebie. Takiego morderstwa przebaczyć nie można. Za pieniądze? To przecież tutaj wybierają? Ukrywają, bo "one" są nieletnie. Miały 16 i 17 lat. Powinny mieć wyrok jako dorosłe. W Kanadzie nie ma sumienia? Pieniądz jest "sumieniem-Bogiem"? Mordercy, złodzieje mają obronę? Tolerowani.
 Taki kraj. Jestem już stara, mieszkam długo w Kanadzie. Tak los chciał? Nigdy bym tutaj nie chciała mieszkać. My, Polacy, stanowimy to, co pan, panie Andrzeju, pisał "tyle co czarne za paznokciem"? Opisują Polskę w "czarnych kolorach"? Co tutaj jest za dobrobyt? Dla kogo, nie dla nas? 
 Może są błędy, ale jestem zdenerwowana, że można o mordercach tak pisać. Krew burzy się, że to polskie dziewczyny.
Wanda Popienko

 Od redakcji: Szanowna Pani, stała się tragedia i wielkie zło, ale czy uważa Pani, że kara śmierci byłaby bardziej odpowiednia? Czy, Pani zdaniem, świat byłby lepszy, gdyby obowiązywał kodeks Hammurabiego?

 Od redakcji: Pana Romana z Hamilton prosimy o przekazywanie swoich wypowiedzi w formie listownej. Dziękujemy. 

GONIEC NR 26/2007 (183) (29 VI  - 5 VII 2007)

 Jak długo jeszcze?
 Panie Redaktorze! Nie wiem, gdzie Pan zamieści mój list (?) i czy w ogóle Pan zamieści w swej gazecie, ale wydaje mi się, że już czas, aby coś z tym zrobić.
 Ciągle po kościołach ukazują się jakieś listo-ulotki o pracy i działalności Domu Starców "Kopernik". Potem Pan (dzięki za to) przeprowadza wywiad, publikuje na łamach gazety tylko po to, aby zaraz znowu ukazał się kolejny list-ulotka. Nie wiem, czemu to ma służyć. W "Koperniku" pracuje tylu ludzi mówiących po polsku, a okazuje się, że mówią oni różnymi językami, walcząc o coś tam...
 Dlaczego sprawy związane z tą placówką muszą być tematem rozmów między innymi narodowościami. A wiecie, jaka jest reakcja innych narodowości (naszych europejskich sąsiadów)? "O, Polacy znowu wojują." Słyszeliście coś o ukraińskim czy słoweńskim domu starców? Jes