 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR
51/2007 (208)
(21
XII 2007 - 4 I 2008)
Życzenia
Dla całego Zespołu Redakcyjnego najlepszej gazety polonijnej
przesyłam gorące życzenia wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń i
planów, tak prywatnych jak i zawodowych, i wielu sukcesów w tym co tak
dobrze robicie - redagowaniu wspaniałej gazety "Goniec". Do życzeń chciałbym
dołączyć mój wiersz pod tytułem "Moja modlitwa".
Wiary nam w życiu potrzeba, bo wiara góry przenosi,
im więcej jej mamy w sobie, tym więcej nam łaski uprosi.
Obdarz nas Panie wiarą, w niej siła na dzień codzienny
bo tylko wierząc przetrwamy, życiowe kłopoty, udręki.
Nadzieja potrzebna jest duszy, jak ciało potrzebuje chleba.
Ona pozwala nam dostrzec w tym życiu odrobinę nieba.
Nadziei daj więcej o Panie, bo bez niej nic życie niewarte,
nadzieja nam światłem na jutro, ukoi nam dusze rozdarte.
Gdy w sercu miłości zabraknie, tęsknota i pustka w nim gości -
jak łyk powietrza świeżego - tak bardzo nam trzeba miłości.
Naucz nas kochać o Panie, naucz prawdziwej miłości,
tak bardzo nam jej jest potrzeba w tym świecie przemocy i złości.
Cóż więcej chciałbym od Ciebie, jakie bogactwa tej ziemi,
wszak wszystko w życiu przemija, w proch marny się wszystko zamieni.
Wiary, nadziei, miłości, pokornie proszę o Panie
to niby tak mało, a przecież, to tylko ze mną zostanie.
Bo tylko to wezmę ze sobą, byś życia osądził zawiłość,
Nadzieja, miłość i wiara, a z nich najważniejsza jest miłość.
Wesołych Świąt i Do Siego Nowego Roku!
Bogdan Kluska
Oshawa
Od redakcji: Wzajemnie, Wesołych Świąt i szczęścia w Nowym
Roku! Modlitwy nigdy za wiele.
Szanowny Panie Redaktorze,
Pragnę podziękować p. M. Bochnia za gorące słowa na temat mojego
tekstu o prasach polonijnych.
Tak, niewątpliwie "Nowego Kuriera" nie zaliczam do tego gatunku
pras. Niestety, nie czytam go już od wielu lat, stąd nie pamiętałem o tym,
aby go explicite wyłączyć z opisywanego gatunku.
I abyśmy zdrowi byli na C+U+D,
Emanuel Czyżo
***
Serdeczne Bóg zapłać Rodakom w Kanadzie za pomoc, jaką mi ślą.
dr Dariusz Ratajczak z Dziećmi
Od redakcji: Przyjemność po naszej stronie.
Do Pana premiera
Donalda Tuska
My, Polonia z Kanady, pilnie śledzimy wszystko, co dzieje się
w Polsce, a szczególnie ataki Pana premiera i rządu Pana na Radio Maryja,
Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej i ojca Tadeusza Rydzyka.
Jest Pan premierem rządu tak krótko, bo zaledwie niecały miesiąc,
a już zrobił Pan tyle złego dla narodu polskiego.
Z furią niszczy Pan wszystko to, co zrobił dobrego dla narodu
pierwszy patriotyczny rząd Pana premiera Kaczyńskiego w tak krótkim, ale
tak bardzo trudnym okresie - w którym Pan był liderem wspólnie z tajnymi
komunistycznymi służbami i mediami w oszczerczych, kłamliwych atakach na
Radio Maryja, ojca Tadeusza Rydzyka i rząd Pana premiera Kaczyńskiego.
Panie premierze - powołał Pan rząd, w którym olbrzymia większość
kluczowych ministrów to ludzie o życiorysach komunistycznych, ludzie, którzy
byli tajnymi agentami zbrodniczego systemu komunistycznego.
My, Polonia kanadyjska, jak również wszyscy Polacy w Ojczyźnie
i na całym świecie - wiemy, kim Pan jest i jaką Polskę Pan - Panie premierze,
wspólnie z tajnymi komunistycznymi służbami sponsorowanymi przez KGB i
piątą kolumnę ma zaprogramowaną dla narodu polskiego.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, będziemy dzielić się opłatkiem,
życząc sobie nawzajem, że będziemy bronić Radia Maryja, ojca Tadeusza Rydzyka
i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, tak długo, jak długo nasze
serca, polskich patriotów wierzących w Pana Boga - będą bić.
Z poważaniem
Kanadyjski Komitet Obrony
Wiary i Ojczyzny
mgr inż. Wojciech Kuśmierczyk
Od redakcji: Przyłączamy się do życzeń.
Dlaczego tak łatwo zapominamy o przestępstwach czynionych po
pijanemu?
Pamiętam czasy, kiedy nietrzeźwość była argumentem łagodzącym
karę za czyny przestępcze.
Analizując na trzeźwo ostrzelanie wioski irackiej i zabicie 6
osób cywilnych, w tym dzieci i kobiet, dochodzę do wniosku, że ci nierozsądni
żołnierze chyba byli pod wpływem alkoholu.
Z doświadczenia wiem, że niektórzy osobnicy w stanie nietrzeźwości
robią takie rzeczy, które trudno zrozumieć niemal każdemu oraz samym przestępcom,
gdy wytrzeźwieją. Niektórzy po wypiciu nawet niewielkiej dawki muszą trochę
porozrabiać, w przeciwnym wypadku zmarnowany będzie cenny alkohol. Znaczna
część burd i bójek pseudokibiców piłkarskich ma właśnie takie podłoże.
Po małej libacji na budowie jeden z biesiadników zasnął. Aby
go obudzić, kumple wpuszczają mu do odbytnicy tlen. Żart ten skończył się
śmiercią śpiącego. Znane są, nie tylko mnie, jeszcze bardziej makabryczne
zdarzenia robione przez pijaków.
Chyba dobrze by było, aby obrońcy praw obywatelskich w Polsce
byli bardziej powściągliwi w wydawaniu niekorzystnych opinii o pracy organów
śledczych i cierpliwie czekali na wyrok sądowy, który w Polsce najczęściej
rodzi się opieszale w wielkich bólach.
Wiele osób słusznie twierdzi, że gdyby Barbarę Blidę w czasie
sądowej rewizji skuto kajdankami zaraz po wejściu do jej domu, to nie popełniłaby
samobójstwa. Trzeba zatem zapytać, co by mówili obrońcy wolności obywatelskiej,
gdyby któryś z żołnierzy popełnił podobne samobójstwo?
Nieprzypadkowo funkcjonuje powiedzenie: "Jak masz miękkie serce,
to musisz mieć twardy tyłek". Wszystko wskazuje na to, że policjantka z
CBŚ miała miękkie serce. Ciekaw jestem, co stwierdzi ew. komisja śledcza
w sprawie śmierci Barbary Blidy.
Z poważaniem i pozdrowieniami
W. Łęcki
Gdańsk/Georgetown
Od redakcji: Wesołych Świąt!
Szanowna Redakcjo!
Załączam mój ostatni list w sprawie "Karola". Dziękuję całemu
Zespołowi Redakcyjnemu za podjęcie tematu i wyjątkowe zaangażowanie.
Przypuszczam, że swego rodzaju niedosyt i przykrość pozostaje naszym udziałem,
jako że p. Walter postanowił, mimo tylu wysiłków i nagłośnienia sprawy,
zamknąć firmę. Wiadomo, że jeśli teraz "zamknie podwoje", to wrócić
na prawach starej firmy nie będzie już mógł (choć mu się to tak wydaje).
Jeżeli zrobiłby przerwę czy to ze względu na stan swoich nerwów/stres bądź
zmęczenie, czy choćby malowanie ... liczyłby się jako istniejący producent.
Trudno i szkoda, bo wyroby takie jak polędwica, krakowska, szynka należały
do najlepszych (o ile nie były nimi) w Toronto.
Może "Goniec" odwiedzałby inne jeszcze działające firmy masarskie,
opisując, jak one sobie radzą i co zamierzają zrobić z drakońskim prawem
i bezdusznością?
Może wywiad z Panią MPP Cheri DiNovo, która odważnie i
energicznie wypowiedziała się na sesjach parlamentu, mógłby ozdobić pierwszą
stronę "Gońca"?
Moim zdaniem, dodałoby to rumieńców i większej glorii Waszemu
pismu i byłoby niejako zobowiązującym, aby sprawę nowelizacji przepisów
załatwić do końca.
Inni posłowie, którzy polują na tzw. kiełbasę wyborczą, też powinni
się przyłączyć, udzielać wywiadów o "wojnie o tradycyjną kiełbasę".
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
PS Załączam swego rodzaju "posłowie" do mego wystąpienia w obronie
"Karola".
OCALMY TO,
CO JESZCZE ZOSTAŁO.
Mimo że za kilka dni nie będzie już "Karl's Butcher &
Grocer" iÉ "przypadku Karola", nie powinniśmy cichnąć, aby rozgłos nadany
przez: klientów, prasę oraz wstawiennictwo MPP Pani Cheri DiNovo
nie poszedł na marne. Jego właściciele zamykają firmę, a przechodząc
do "historii", twierdzą, że nie mają już siły i poddają się legislacji,
która notabene może będzie w niedalekiej przyszłości znowelizowana,
o czym świadczy gorące zajęcie się sprawa przez posłów prowincjonalnych
na forum parlamentu ontaryjskiego 12 i 13 grudnia 2007.
Ważne jest teraz, aby pozostałe firmy masarskie i zaopatrujące
je małe farmy nadal szukały oparcia u MPP i w prasie oraz głośno
mówiły o kłopotach w zjednoczonym froncie (włączając doń klientów),
gdyż w przeciwnym razie jedna po drugiej będą zamykane, a kupującym pozostanie
tylko É"wybór": w którym supermarkecie nabyć szybko zieleniejące
bądź naszpikowane solą i "wszelką chemią" pseudokiełbasy itp.
Muszę w tym miejscu się powtórzyć: "prawo jest dla ludzi, a nie
odwrotnie". Posłowie mają wpływ na zmianę przepisów bądź ich modyfikowanie
w odniesieniu do konkretnych przypadków. Jeśli nie zliberalizuje
się przepisów, najlepszy prawnik może É tylko przedłużyć "agonię
firmy". Furtka została otwarta...
W moich peregrynacjach po sklepach/wytwórniach uderzyło mnie,
że te nękane ustawicznymi kontrolami nigdy nie sygnalizowały problemu...
a trzeba było dawno.
Produkujący tradycyjnymi metodami słynny Kingsway Meat Products,
by sprostać nowym wymogom, zadłużył się, rzec można, powyżej uszu, przenosząc
produkcję do Mississaugi. Sklep pozostał w Toronto przy 2342 Bloor W. i
dowozi się tu świeże, dopiero co zrobione, ale już "nie gorące
jeszcze kiełbaski". W sklepie, jak i wytwórni problemu z czystością
przed i po "rozdwojeniu firmy" nigdy nie miano. Trudno zadowolić prowincjonalnych
inspektorów, bo choć podają tę małą firmę za przykład, aby innym "zamknąć
usta", nadal ją nękają wyszukiwaniem tzw. dziury w całym -
np. że mydło do rąk w płynie "jest tego, a nie innego producenta" (!) etc.,
i nie widać końca "wymagań", i co za tym idzie É nakładów finansowych.
O przetrwanie walczy m.in. Steve's Meat, a także Astra - każdy
samotnie!!! Podobnie jak u "Karola", nigdy nie było w tych firmach
"na bakier" z czystością, a to higiena oraz receptura są najistotniejsze
przy wyrobie masarskich specjałów.
Większość ludzi jest oburzona bezkompromisowością nowych przepisów
w stosunku do firm, do których powinno mieć zastosowanie tzw. "grandfathered
rules".
Niestety, spotyka się czasem "uczynną zawiść do konkurencji",
i tak w sklepie przy Roncesvalles, na północ od Sobeys, i to o geograficznej,
polskiej nazwie (!), pracownica uraczyła mnie bzdurą, pokazując paluszkami
jakieś 10 cm (nie wiem, jak często mytymi), "że tak dużo było brudu u Karola"
(??!!)" i podsumowała, że dobrze, iż się robi É"porządek", zamykając
te stare firmy, nie podołujące wymogom prawa (!!!).
W biurze mojej MPP powiedziano mi o fali e-maili, listów itd.
popierających małe firmy tradycyjnie produkujące wędliny. Pani
MPP Cheri DiNovo, Wasze Pismo i "Toronto Star" podjęły temat, za co należy
się szczególne uznanie i podziękowanie. Wierzę, że pozostałym "niedobitkom"
Redakcja poda pomocną dłoń i będzie trzymać "rękę na pulsie".
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Nasze zaangażowanie nie było wyjątkowe. Zawiść
najbardziej zabija zawistników.
Panie Redaktorze,
Jestem emerytem, więc mam dużo wolnego czasu, który spędzam przed
telewizją niedawno podłączoną do satelity. Mam więc polskie programy :
TV Polonia i Polsat + etc.
Niestety, niektóre telewizyjne wiadomości z Polski bardzo martwią,
np. mamy nowego premiera, który naśladując kubańskiego Fidela Castro, w
swoim "expose" przez 3 godziny i 10 minut starał się otumanić Polaków,
ale żadnego z obiecanych cudów nie wywołał.
Gorzej ! Zaraz po tym mianował ideowego wyznawcę komunizmu Marka
Borowskiego szefem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą!? Jest
to policzek dla nas, Polaków z niepodległościowej polskiej emigracji.
A propos: "BOROWSKI" nie jest prawdziwym nazwiskiem Marka. Jego
ojciec Wiktor, komunista i kiedyś długoletni redaktor "Życia Warszawy",
zmienił swoje żydowskie nazwisko Berman na Borowski. Obawiam się, że Marek
Borowski (?) dziś nazywany "postkomunistą", nigdy nim nie był i nigdy nim
nie będzie, bo zawsze był, jest i będzie zaciętym komunistą, członkiem
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), w niechlubnej
służbie dla sowieckiej hołoty. Dziś jego zadaniem jest jak najszybszy powrót
do PRL-u.
Uważam, że Kongres Polonii Kanadyjskiej , Stowarzyszenie Polskich
Kombatantów i wszystkie polonijne organizacje w Kanadzie powinny stanowczo
zaprotestować mianowanie Marka Borowskiego na stanowisko przewodniczącego
sejmowej Komisji do Współpracy z Polonią.
Cyganiewicz
Kanada, grudzień 2007 r.
Od redakcji: Gwoli ścisłości, p. Borowski nie został mianowany,
lecz WYBRANY głosami posłów. Czekamy na stanowisko KPK.
GONIEC NR
50/2007 (207)
(14-20
XII 2007)
***
W wydaniu weekendowym jest reklama na całą stronę itvn. Mam pytanie,
czy wiecie, kto i jakie cele ma, prowadząc tę tv? Czy "fakty", czyli dziennik
tv tej itvn, jest propolski? Chciałbym, żeby pan się przyjrzał tej tv i
opisał, kto i dlaczego ma itvn lub tvn24 w Polsce oraz jakie cele przyświecają
tym ludziom. Oni nie są ludźmi pracującymi dla Polski, ale to tylko moja
mała sugestia.
Pozdrawiam
Mark
Od redakcji: Wiemy. O itvn piszemy m.in. na str. 12. Szanowny
Panie, nasz Czytelnik potrafi myśleć. Od dawna wiadomo, do kogo należą
polskie telewizje, kim jest p. Solorz czy p. Walter. Piszemy o tym, niech
Pan czyta. A reklama? Cóż... nie jest nieobyczajna czy wulgarna, więc przyjmujemy
i takie wsparcie.
No i co z tą polonijną prasą,
Panie Czyżo?
Z uwagą przeczytałam pańskie spostrzeżenia na temat polonijnej
prasy. Ciekawe i bardzo trafne. Ma Pan dużo racji i nikt nie powinien się
dziwić pańskiemu "umartwianiu się" bez końca. Namnożyło się tej "free"
pseudoprasy i istotnie nasi rodacy sięgają po te "gazety" zamiast wspomóc
wydania, o które Pan tak zabiega, tj. "Gońca" i "Głos Polski".
Wziął Pan kilka egzemplarzy tych "free pras", przejrzał, zmartwił
się kolejny raz, widząc tę ilość reklam, i przestał sobie "zamulać głowę",
nie chcąc dać się "sprasować do reszty". Nie wiem tylko, czy wśród tej
wziętej przez Pana prasy był "Nowy Kurier"? Jeśli nie, to absolutnie (w
dalszym ciągu) się z Panem zgadzam. Ale przy okazji proszę sięgnąć po ten
dwutygodnik. Zapewniam Pana, że Polacy czytający artykuły profesora Poznańskiego,
profesora Przystawy, doktora Ponarskiego czy doktor Izabeli Rylskiej, nie
będą mieli (jak Pan pisze) "spłaszczonych myśli", a i Pan - święcie
w to wierzę - znajdzie tam coś dla siebie.
Myślę, że ludzie reklamujący swoje biznesy w "Nowym Kurierze"
powinni czuć się zaszczyceni, że informacje o ich działalności zamieszczane
są obok nazwisk tak wspaniałych publicystów.
Dobrze, że wspomniał Pan o ilości jakże nijakich "free" tytułów,
ale Panie Czyżo - nie można ich wszystkich wkładać do tzw. wspólnego worka.
Z poważaniem,
Majka Bochnia
Od redakcji: Zgadza się. "Nowy Kurier" odstaje od peletonu,
tylko jakoś ostatnio mało ten tytuł widać.
Panie Naczelny
Po przeczytaniu Pańskiego artykułu "Rachunek sumienia zamiast
rachunku za kartę" doszedłem do wniosku, że powinien Pan pisać dla watykańskiego
"Osservatore Romano". Może Pan wpadać w religijną euforię w okresie Adwentu,
gloryfikować katolicyzm w sposób, na jaki nie stać byłoby niejednego księdza,
ale na miłość boską, proszę przy tej okazji nie dewaluować buddyzmu i pisać
rzeczy nieprawdziwych. Idea chrześcijańska nie ogarnęła całego świata,
a nawet jego połowy, zaś w telewizji, o której Pan pisze, że "zamyka przeżycia
religijne", są też i programy te przeżycia otwierające. Jest wiele religijnych
programów dostępnych dla ludzi wyznających różne religie, wiele zależy
od tego, co się wybiera. Na przykład, niektórzy tak zwani teleewangeliści
często zapraszają telewidzów do położenia ręki na ekranie telewizora, aby
doznać uzdrowienia w imieniu Jezusa. Różnie można te sceny interpretować,
ale w każdym razie warto i o tym wiedzieć.
Dalej pisze Pan: "Po co niszczy się religię, komu na tym zależy?
Proste. Tym, którym zależy na wodzeniu nas za nos; na tym, abyśmy bezbłędnie
ślinili się na rozkaz i grzecznie kucali przed kim trzeba".
Kto w Kanadzie niszczy religię? Chyba tylko jakieś małe cyniczne
pieski, co głośno podszczekują, bo jeśli chodzi o polityków, to ja tego
nie zauważyłem. A wodzić ludzi za nos potrafią nie tylko politycy, proszę
mi wierzyć. Ale tego tematu lepiej nie rozwijać teraz przed świętami.
Roman Cichowski
Od redakcji: Szanowny Panie, w końcu można pisać prawie wszystko,
również opinie, które (czuję się zaszczycony) Pana zdaniem nadają się do
prestiżowego "Osservatore Romano". W Kanadzie religię niszczy polityczna
poprawność - proszę się rozejrzeć dookoła. Chodzi o to, by uczynić z Biblii
chusteczkę na otarcie łez, a nie Księgę Życia.
I gwoli ścisłości - teleewangeliści nie szerzą katolicyzmu.
***
Z powagą informuję o ustanowieniu specjalnej, skromnej nagrody
w wysokości 10 dol. can. (cash!) za informację, gdzie w promieniu 100 km
od Toronto mogę kupić figury do szopki bożonarodzeniowej ustawianej przed
domem. Wszelkie zakupy internetowe wykluczam z turnieju-zabawy. Tylko pierwsza
odpowiedź jest nagrodzona.
Z poważaniem i nadzieją na pomoc, fundator Roman Dorna.
Mój adres romancatholicdorna@hotmail.com.
Od redakcji: Przy odrobinie pomysłowości można takie figury
wykonać we własnym zakresie.
Szczęść Boże!
Z tej strony bracia Maciej i Tadeusz Syka z Bydgoszczy. Piszemy,
gdyż mamy do Państwa pewną prośbę.
Obaj jako bracia jesteśmy studentami uniwersytetów w Bydgoszczy
i Poznaniu. Ja, Maciej, studiuję na I roku lingwistyki angielsko-rosyjskiej
na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, a mój brat Tadeusz
na V roku prawa i administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Poza działalnością studencką na naszych uczelniach jesteśmy także wolontariuszami
podczas corocznych spotkań lednickich "Lednica 2000" zainicjowanych
przez naszego Ojca Świętego Jana Pawła II. Zarówno podczas lat liceum,
jak i studiów doświadczyliśmy wiele dobroci. Jako młodzi ludzie mieliśmy
także łaskę spotkania z naszym Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Tamte chwile
i spotkanie z naszym Papieżem - Wielkim Polakiem pozostawiło ślad w naszym
życiu i naszych sercach.
List ten piszemy w następującej sprawie. W lipcu 2008 roku w
Sydney w Australii w dniach 4-21 lipca odbędą się zainicjowane przez naszego
Ojca Świętego Jana Pawła II, Światowe Dni Młodzieży. Spotkania te odbywają
się co 2 lata w różnych krajach i zakątkach świata i gromadzą młodzież
z wszystkich stron. Tym razem wypadło na Australię, do której to już zapisało
się 250 tys. młodych ludzi z całego świata.
Sprawa jednak wygląda tak, iż ze względu na duże koszta finansowe
ok. 10 tys. polskich złotych od osoby (4,5 tys. dolarów), z naszej
Ojczyzny jedzie bardzo mało młodych ludzi. Wspólnie z bratem zastanawialiśmy
się, co zrobić? Wiedząc, iż nie mamy tych pieniążków, próbujemy sił w znalezieniu
sponsora lub jakiegokolwiek wsparcia. Sami także jako studenci chwytamy
się różnych prac tutaj na miejscu, w Bydgoszczy, by zgromadzić fundusze
na nasz wyjazd, jednak to ciągle za mało, by móc uczestniczyć w lipcowym
Spotkaniu w Sydney.
Jako katolicy, bardzo chcielibyśmy być na tych Światowych Dniach
młodzieży, dlatego gdyż uczestnictwo we wspólnym przeżywaniu entuzjazmu
młodego Kościoła jest dziś w XXI w. sprawą niezwykle ważną.
Toteż śmiemy prosić o wsparcie. Próbujemy ze wszystkich sił znaleźć
jakiekolwiek dofinansowanie. Wiemy i wierzymy, że gdzieś za wielką wodą,
może właśnie tu, w KANADZIE, są ludzie, których jakiekolwiek wsparcie okazałoby
się nam niezwykle pomocne. (...)
Za każdą pomoc wyrażamy już teraz nasze serdeczne młodzieńcze
"Bóg zapłać" i zapewniamy o naszej modlitwie. Liczymy i czekamy na
odzew.
Bracia Maciek Tadeusz Syka, ul, Wełniany Rynek 9/3, 85-036 Bydgoszcz,
Polska, tel. 0048 (052) 379-15-90, maciejsyka@yahoo.ca, sykas2003@yahoo.com.
Pozdrawiamy Maciek, Tadziu
Od redakcji: Szanowni Panowie, wiemy, że studiowanie zabiera
dużo czasu, ale gdybyście pojeździli trochę na zmywaku w Wielkiej Brytanii,
Irlandii czy Holandii, to do Australii jechalibyście po Bożemu za własne
pieniądze. Młodym, zdrowym ludziom wyciąganie ręki jakoś nie przystoi.
GONIEC NR
49/2007 (206)
(7-13
XII 2007)
Szanowna Redakcjo i Czytelnicy!
W nr 48 poruszony jest bardzo istotny temat. Chcę tylko krótko
zaznaczyć pewien paradoks: Mianowicie w legislacji, i chyba nie tylko
polskiej, istnieją terminy amnestia, przedawnienie, zatarcie karalności.
Określone są też wymogi, aby te terminy miały zastosowanie w konkretnej
sytuacji.
Jak to więc możliwe, że w Kanadzie, w której specjalne
prawo chroni młodocianych przestępców i morderców (nie można nawet podawać
ich nazwisk, bo są pod ochroną!), doszukuje się czegoś z przeszłości
eksnastolatka, bo takim był wówczas śp. pan Robert, wg jakiegoś informatora
i to coś nie ma nic wspólnego z tragedią?
Nie wiem, skąd się wzięła informacja o karalności o zamordowanym
w Vancouverze naszym Rodaku, czy jest prawdziwa, czy też plotką? Niemniej
nie ma to nic wspólnego z tym, co zaszło na lotnisku w październikowy dzień.
Jeżeli w życiorysie coś tam było za młodych lat ofiary... brak śladu
w centralnym rejestrze dowodzi "ważności" bądź zatarcia zgodnie z
polskim prawem po przebytej prewencyjnej rehabilitacji w określonym czasie
etc.
Niech nikt nie waży się odwracać kota ogonem, bo to niefortunny,
zagubiony, ignorowany i zmęczony emigrant szukający miejsca w życiu i myślący
raczej o byciu podporą matce na stare lata został zabity... a nie
jakiś "Kuba rozpruwacz", który przyleciał swym pierwszym i ostatnim lotem
do Kanady. Nie chlebem i solą, nie tłumaczem czy negocjatorem, lecz
paralizatorem uraczono zirytowanego wielogodzinną udręką oczekiwania
na pomoc i spotkanie z matką.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Zgadza się, nie odwracajmy kota ogonem!
Szanowni Państwo,
Akademicki program polskiego języka, literatury i kultury prowadzony
przez Wydział Języków Słowiańskich na Uniwersytecie Torontońskim, jest,
według ogólnego uznania, na bardzo wysokim poziomie. Niestety, uniwersytet
nie jest w stanie finansować wszystkich wymaganych kursów i by uzupełnić
te braki, konieczna jest pomoc finansowa społeczeństwa. W szczególności
potrzebne są fundusze na najwyższy kurs języka polskiego, by zapewnić,
że będzie on corocznie wykładany. Apelujemy o donacje, które pozwoliłyby
stworzyć 100-tys. fundusz, który zapewni kontynuację tego kursu. Do tej
pory dzięki donacjom z poprzednich lat fundusz ten wynosi 33.000 dolarów.
Ponad 100 studentów, wielu niepolskiego pochodzenia, bierze udział
w wykładach i seminariach poświęconych polskiemu językowi i polskiej kulturze.
Zwiększa to wiadomości o Polsce wśród wykształconej części społeczeństwa
kanadyjskiego i pomaga przezwyciężać często negatywne poglądy przedstawiane
w mediach.
Polonia może być dumna z dotychczasowych osiągnięć polskiego
społeczeństwa w popieraniu polskich studiów, tak jak stworzenie Katedry
Historii Polski imienia Konstantego Reynerta i Funduszu Słaby-Ungar na
polski język i literaturę.
Donacje na Polish Studies Fund są bardzo cenione. Każda suma
jest mile widziana. Prosimy wystawiać czeki na University of Toronto Polish
Studies Fund i wysłać w załączonej zaadresowanej kopercie. Pokwitowania
do celów podatkowych będą wystawione przez uniwersytet. Czeki otrzymane
przed 28 grudnia mogą być zaliczone do roku budżetowego 2007. Lista ofiarodawców
może być ogłoszona w polonijnej prasie. Jeśli ktoś sobie nie życzy, by
jego nazwisko było opublikowane, prosimy zaznaczyć "anonymous" na czeku.
Wszelkie zapytania lub o więcej informacji na temat zapisów i innych form
dotacji prosimy kierować do przewodniczącego Komitetu Macieja Zaremby na
adres, numer telefonu lub email podane poniżej.
Maciej Zaremba
Komitet Kongresu Polonii Kanadyjskiej
Wspierania Polskich Studiów na Uniwersytecie Torontońskim
20 Rykert Cres.,
Toronto, ON M4G 2S9
tel. 416-422-0383
Od redakcji: Tak jest, wspierajmy polskie słowo!
Prawda
Nareszcie doczekałem się następnego listu pani Agnieszki Krupak,
tym razem obśmiała się jak norka, długi list tłumaczący wiadome fakty,
ale wygląda na to, że i tym razem nie chce zrozumieć intencji. Pisze kobieta
z takim zacietrzewieniem, że aż strach być przeciw, ale widać, że do swojej
tezy dobiera i nagina fakty... wszystko musi pasować, idzie śladem "naukowca"
Marksa, on podczas kombinowania nad "Kapitałem" używał metod identycznych,
efekt podobny, tamten też nie był zdolny do dyskusji, wszelkie polemiki
kończył atakami szału, tu następuje po prostu milczenie i po problemie.
Pani Krupak zaangażowała się w sprawę śmierci Roberta Dziekańskiego,
intencje na pewno godne, ale gdy ja przez ponad dwa lata próbowałem zorganizować
pomoc dla Polaka skazanego na dożywocie... Pani Agnieszki nie było (?),
jedynie "Goniec" przeprowadził z Januszem Rybakiem wywiad.
Policja i prokuratura na całym świecie są do siebie podobne,
bardzo często nie bardzo zgodnie z prawem wykorzystują daną im siłę i możliwości,
w sprawie Janusza Rybaka zachodzi właśnie podejrzenie takich praktyk, ale
nikt nie wyraził zainteresowania... potrzeba było śmierci człowieka, teraz
znaleźli się obrońcy i doradcy... Aż śmierci potrzeba było? "Głupiec, komuch
przegrany i poganka"... i co z tego? Namieszała komunistyczna propaganda
w główce, a Pani jest dumna, czy naprawdę jest z czego, a nie lepiej mieć
swoje zdanie, po prostu troszeczkę myśleć, czy klepanie wyświechtanych
frazesów jest takie wspaniałe (???). Pani student, tu nie uczelnia, tu
trzeba myśleć, a gdy lewica za coś się weźmie, to leje się krew.
Całe szczęście, że p. Konior od czasu, gdy został pochwalony
w "Gazecie" i "Angorze", umilkł, cieszy się widocznie swoim sukcesem, takie
"autorytety" wzięły go pod swoje skrzydełka, pochwaliły, teraz sąsiadów
sprasza, wódkę stawia, aby tylko mieć okazję się pochwalić.
A w Europie kwitnie zdradliwy pomysł na następną "wieżę Babel"...
Uparło się kilku naiwnych i po raz któryś z rzędu próbują stworzyć socjalistyczny
twór, potworek. Polska od wieków ma problemy z sąsiadami, a teraz w powiększonym
towarzystwie, mamy stworzyć społeczeństwo idealne... a nasze cudaki od
dawna przebierają kopytkami, tak bardzo chcą do jewropy... cholera, dlaczego
się po prostu nie przeprowadzą, po co im tam Polska (???).
Ludzie rodzą się i umierają, ale zawsze musi się trafić kilku
przekonanych o swoim posłaniu, to oni właśnie mają naprawić świat... wszystkie
takie działania kończyły się tragicznie, wszystko z czasem powraca do normy,
ale znowu rodzą się następne cudaki i od nowa PL. Aleksander Macedoński
był jednym z pierwszych, ale następnie po latach był Lenin, Stalin, Hitler,
jak widać, tych "wybranych" cały czas przybywa, głupich nie sieją...
Polskie media od lat wielu ślizgają się po panu Antonim Macierewiczu,
jest taką negatywną gwiazdą, ale teraz wyszło głupio, okazało się, że "lista
Macierewicza" mówiła prawdę i obrońcy takich "poszkodowanych", jak Boni,
wyszli na idiotów, albo kłamali... Prawda stała się bardzo niewygodna...
Ups. Radosław Sikorski ma pretensje do Macierewicza za jego opinie na temat
obecności Rosji w Afganistanie... ale chyba Radzio wyjdzie na jakiegoś
bardzo nieprofesjonalnego politykiera, ot, fachowiec z PO tym razem.
Prałat Jankowski zapłacił 1,3 mln za mieszkanie, dla prasy gratka,
ale on zapłacił, a media zupełnie "zapomniały", po ile płacili za mieszkania
w Wilanowie komunistyczni bonzowie... pamięć bywa zawodna (???), ale temat
przemilczany, to jakby go nie było. Prawda jest bardzo niewygodna, a moje
bardzo złe zdanie na temat policji i prokuratorów... no cóż, zapracowali
sobie na nie.
Janusz Sierzputowski
PS W tym rozdaniu karta Pawlaka wygląda mocno, ale... mam wątpliwości.
Od redakcji: Dziękujemy za regularny komentarz.
Do komentarza "Polonijne głupoty"
W Internecie wpisałem hasło Święto Zmarłych. Trochę się tych
haseł pokazało. To z pewnością nieżyjący już komuniści z Leninem na czele
(z komuny, którą pan tak lubi) robią wiernym psikusy. Patrz pan, jaki to
bezecnik. Jeszcze zza grobu miesza ludziom w głowach.
Wiesław Gałka
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, w Googlu może Pan wpisać hasło
"Marsjanin" i również się Panu trochę haseł pokaże, co nie znaczy, że istnieją
Marsjanie. Zaś zza grobu to niejeden miesza w głowie; tak się składa, że
ojcowie "ideolo" dawno już w grobach leżą, a ich nieszczęsne pomysły mącą
młodzi w główkach. Pozdrawiam serdecznie - Andrzej Kumor.
GONIEC NR
48/2007 (205)
(30
XI - 6 XII 2007)
Czasem warto pomyśleć
Prasy polonijne
Na naszym polonijnym rynku coraz więcej bubli. Tym razem mam
na myśli prasę polonijną, tę którą można nabyć "za free". Wiele osób prawie
wyrywa ją sobie z rąk. Co można znaleźć w tej prasie? Przede wszystkim
ogłoszenia różnej treści, dużo ogłoszeń, mnóstwo ogłoszeń, to prawda.
A tak przy okazji, to określenie - prasa - bardzo mi się podoba, bo to
oddaje pięknie sens tej prasy - prasa to urządzenie, a w tym przypadku,
gazety, do prasowania, albo lepiej powiedzieć do sprasowania naszych mózgów.
A co poza tym można znaleźć w tych "prasach polonijnych"? Nie
wiem, nie biorę tego do ręki z zasady. Ale kilka dni temu mój dobry znajomy
zmusił mnie do tego, mówiąc - zobacz, zobacz, co się znajduje w tych "prasach".
Więc zebrałem po jednym egzemplarzu tych "pras" i przejrzałem, nie przeczytałem,
tylko przejrzałem je po kolei. Bo tak naprawdę, to nie warto tego czytać,
żeby sobie nie zamulać głowy, no i żeby nie dać się sprasować do reszty.
Co mnie martwi w tej materii? Mam kilka zmartwień w związku z
tym. Pierwsze, że tak dużo poważnych firm i poważnych ludzi daje do tych
"pras" ogłoszenia. Dzięki temu te "prasy" utrzymują się przy życiu. Zmartwienie
drugie, to to, że ludzie, którzy biorą do ręki te "prasy", zapewne nie
kupią już prawdziwych polskich gazet, takich jak "Goniec" czy "Głos Polski".
Ale to jeszcze nie koniec moich zmartwień.
Wiadomo, że większość mediów, w tym prasa, utrzymuje się przy
życiu nie ze sprzedaży gazet, ale właśnie z reklam. Niestety, wiele wspomnianych
wyżej, poważnych firm i poważnych ludzi, dając reklamy do "pras polonijnych",
nie daje już reklam do prawdziwych polonijnych gazet, takich jak "Goniec"
czy "Głos Polski". Skutek tego jest m.in. taki, że gazety te cienko przędą,
nie mając pieniędzy na wiele cennych inicjatyw, nie mówiąc już o tym, że
nie mają pieniędzy, aby godziwie opłacać autorów piszących do tych gazet.
Nieskromnie dodam, że ci co czytają "prasy polonijne", dużo tracą, nie
czytając "Gońca" i "Głosu Polskiego". A dodatkowo jeszcze wszyscy tracimy
na tym. Gazety nie mogą włączyć do współpracy wielu ciekawych i wartościowych
autorów, bo po prostu nie mają im czym zapłacić.
Ośmielę się jeszcze dodać, że ci co czytają tylko "prasy polonijne",
mają nieco spłaszczony czy sprasowany obraz rzeczywistości. Aby się o tym
przekonać, wystarczy wziąć do ręki którąś z tych pras. A potem wziąć do
ręki "Gońca" czy "Głos Polski".
Nie wiem, jaki cel stawiali i stawiają sobie wydawcy tych pras
polonijnych, ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to nóż w plecy
dla prawdziwych polskich gazet. Dlatego zwracam się z apelem najpierw do
tych osób, które dają reklamy do tych pras, aby pomyślały przez chwilę,
czy ja czasami nie mam racji, pisząc ten tekst. Czy nie byłoby to z większym
pożytkiem dla nas wszystkich, gdyby takie gazety jak "Goniec" czy "Głos
Polski" miały więcej reklam? A ponadto zwracam się z apelem do wszystkich,
którzy z takim zapałem łapią się za te prasy - kochani, tam naprawdę nie
ma nic ciekawego i wartościowego do czytania. Bracie Polaku,
wydaj tego dolara z hakiem raz na tydzień na "Gońca" i "Głos Polski". Na
pewno nie zbiedniejesz i na pewno, wierzę w to mocno, będziesz miał dużo
mniej spłaszczone myśli. Czasem warto pomyśleć, kogo i co popierać.
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Wspieranie wolnego polskiego słowa powinno się
opłacać.
MORDUJĄ "KAROLA" -
BROŃMY 46-LETNIEJ FIRMY
Szanowni: Redakcjo i Czytelnicy!
Jak grom z jasnego nieba brzmi wieść o likwidacji "Karl's Butcher
& Grocer" przy 105 Roncesvalles Avenue w Toronto.
Firma ta od 46 !!! lat służy nie tylko
polskiej społeczności, ale wszystkim grupom etnicznym preferującym europejską,
zdrową żywność według odwiecznych, rzec można, i wypróbowanych, smakowitych
receptur!!!!
Nieomal w przededniu świąt Bożego Narodzenia wbija się w ten
sposób gwóźdź do trumny ginącego już rzemiosła, jako że wyroby Mistrza
Karola należą do prawie zapomnianego już kunsztu masarskiego.
Brzmi to jak wyzwanie i policzek dla klientów, a szczególnie
Polonii, która pozbawia się tradycyjnych, wspaniałych wędlin od sprawdzonego
i szanowanego producentaÉ a dzieje się to tylkoÉ z powodu legislacyjnego!!!
Pan Karol prowadzi firmę czysto, zgodnie z zasadami higieny i nie
miał problemu z uzyskiwaniem tzw. Green Pass. Do produkcji używa
wody z sieci miejskiej, którą to zamiast butelkowej poleca miasto.
Nowe prowincyjne przepisy, wydumane gdzieś za biurkiem, uśmiercają
małe, stare firmy, jeśli nie są w stanie przeprowadzić "inwestycji". To
tylko kwestia czasu, kiedy, zaocznie skazane już na zagładę, będą się wykruszać
polskie, ukraińskie, niemieckie itd. sklepy z europejską żywnością.
Nie jest to więc tylko sprawa popularnie zwanego "Karola", lecz nas wszystkich.
Prawo jest tworzone przez ludzi i dla ludzi, a nie odwrotnie.
Dlatego żądajmy wszyscy, jak jeden mąż, kompromisu polegającego
na pozostawieniu istniejących od lat firm masarskich na dotychczasowych
warunkach, a więc tych, na których je powołano do życia, egzekwując tylko
czystość i uczciwość. Nowymi zaś zasadami niech objęte będą firmy
ubiegające się o koncesję na działalność gospodarczą!!!
Czyż te 46 lat nic nie znaczy? Nie wyobrażam sobie
mego stołu bez specjałów z pracowni Mistrza Karola. Oby widziana
przeze mnie w dzieciństwie kreskówka, w której kaczor Donald połykał na
śniadanie pigułki i błędnym wzrokiem wodził za rozpryskiwanym sprayem napisem...
bacon, nie była wieszcza.
Na zakończenie dodam, że w piwnicach, dumnie zwanych basement,
mieszkają ludzie, mieszczą się różne firmy (nawet restauracje). Nie
słyszałam też, aby szpitalne czy hotelowe kuchnie mieściły się gdzie indziej
niż w podziemnych kondygnacjach.
Dlatego bez obaw upomnijmy się o Pana Karola i jego biznes!!!
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Zgadza się, tutejszy sanepid zabija nasze masarnie,
to jest temat dla naszych radnych i posłów. - Tylko gdzie oni są?
Polonijne głupoty
Co chwila prasa polonijna zaskakuje mnie jakimiś ciekawymi ogłoszeniami,
artykułami czy listami do redakcji. Gdzieś tam czytam o pełnym badaniu
oczu - jakby było też niepełne, o czym się nie mówi, ktoś tam czasem pisze
jakiś bzdurny artykuł, ale i samo życie nasuwa problemy myślowe, jeśli
zastanowić się nad tym, co się słyszy?! Ostatnio w sklepie ziołowym jakaś
sowiooka, przedwojenna szlachcianka o dwóch magistrach - tak mówiła (podobno
jeden magister to irydolog) zajrzała mi z odległości 15, może 20 cm w prawe
oko (bo to mam zdrowe) i trwało to dosłownie kilka sekund, i oprócz wielu
bzdur, które usłyszałem, usłyszałem również, że nie mogę jeść ryb powyżej
50 cm długości.
No dobrze, nie jem dłuższych, bo właściwie to ryb w ogóle nie
jadam, ale kiedyś w polskim sklepie dokonuję zakupów i zażyczyłem sobie
kiełbasę, i tu... stop. Ta, co ją zazwyczaj kupowałem, była długa, a czy
ja mogę jeść kiełbasę powyżej 50 cm długości. Zacząłem się mocno zastanawiać.
A jak mi ekspedientka przekroi i będzie krótsza, to mogę? Na wszelki
przypadek wziąłem kiełbaski krótsze, te na BBQ. Nie mogę sobie szkodzić
na zdrowiu. Bozia by się gniewał. Co prawda wierzący nie jestem, ale na
wszelki przypadek... tak asekuracyjnie.
W tym sklepie jak zwykle kupiłem "Gońca" i wziąłem też gazety
darmowe. Czytam, a tam w "Wiadomościach" z dn. 1 listopada 2007 nr 127
pewna pani pisze, że "Ciało człowieka to najwspanialsza szlachetna konstrukcja,
gdzie wszystko ze sobą nawzajem współpracuje, uzupełnia się w swej pracy,
odpowiada za wyznaczone i określone funkcje. Stopa ludzka jest fundamentem
tego wspaniałego życia - zespolonego Ciałem, Umysłem i Duchem. Wspaniałe
odbicie tego CUDU jest w naszych stopach". Myślę, że przy naszych modlitewnych
skłonnościach możemy się spodziewać, że z czasem wyrosną nam skrzydła i
zamiast np. do onkologa, będziemy uczęszczać do ornitologa; no bo z anielskimi
skrzydłami i doskonali? Chociaż też nie wiadomo, bo co z doskonałością
Boga? Czy aniołowie mogą dorównywać mu swoją doskonałością? Ale dla tej
pani już dzisiaj ciało człowieka jest wspaniałą konstrukcją. Może zatem
nie potrzeba refleksologów jako tych, którzy temu ciału pomagają? Tymczasem
są oni coraz bardziej popularni i do pomocy refleksologom w utrzymaniu
tej najwspanialszej konstrukcji zespolonej Ciałem, Umysłem i Duchem w przyzwoitej,
nie mówiąc już o pełnosprawnej kondycji, mamy bioterapię, rejki, irydologię,
przeróżne masaże, medycynę akademicką, biofeedback i inne metody. Czy zatem
jest to najwspanialsza konstrukcja? Przecież sęp ma wielokrotnie lepszy
wzrok niż człowiek, przecież motyl czy muszka owocówka ma wielokrotnie
lepszy węch niż my - ludzie, tak też jest ze słuchem, odpornością na choroby,
siłą mięśni, szybkością itp. Jak w takim razie ta pani może pisać o najwspanialszej
konstrukcji? Reklamuje przy tym swój "Instytut", skoro wiadomo, że
instytut to (tu cytuję słownik wyrazów obcych Władysława Kopalińskiego)
zakład naukowo-badawczy; zakład naukowo-dydaktyczny wyższej uczelni. Czy
ta pani rozumie nazwę, której używa? Czy wie, co to jest wyższa uczelnia?
Co do CUDU w naszych stopach, to na pewno rozmyślnie dokonał
tego STWÓRCA, który później objawił się nam jako SYN, ale o to proszę zapytać
pana o. Jacka Sali PO, lub kogoś innego związanego ściśle z amboną, a którego
bardzo wyznają między innymi Psy Pana, czyli Dominikanie. Z pewnością ten
ktoś będzie z nimi związany, bo teoretycznie miłość chrześcijańska między
chrześcijańskimi ugrupowaniami różnej "maści" jest święta; w praktyce bywa
różnie. Do świąt już niedaleko. Więc takiemu komuś proponuję, aby zorganizował
polowanie wigilijne w Kanadzie, na wzór polowań w PRL - te znam - tylko
że to ma być polowanie na pogan. W Kanadzie jest na kogo polować. Proponuję
oczywiście, aby myśliwymi zostali chrześcijanie zawodowi, a w nagonce chrześcijanie
niezwiązani czynnie z amboną; przy czym jeden z nich miałby na smyczy gończe
Psy Pana. Część terenu ogrodzona by była - jeśli dobrze pamiętam z młodości
- flarami, z tą tylko różnicą, że zamiast czerwonych wstążek, na sznurze
wisiałyby... Taki ktoś w określonej chwili spuściłby je ze smyczy. Gwarantuję,
że efekt byłby wspaniały. Do wigilii poganie by "kruszeli", a w międzyczasie
stolarze dostarczyliby drzewa na stosy, a metaloplastycy rożnów i kotłów.
Po nabożeństwie wigilijnym, któryś z myśliwych podpaliłby stosy, na których
umieszczono by niektórych pogan, i roznieciłby ognie pod kotłami, i ogniska
pod rożnami, i na wzór flamandzkich krucjacjuszy w kotłach gotowano by
dorosłych, a na rożnach pieczono by dzieci. W imię Chrystusa Pana oczywiście.
Wielka radość panująca wśród zgromadzonych udzieliłaby się okolicznym mieszkańcom,
którzy też chcieliby skosztować pieczeni. Proponuję, aby gościem honorowym
była pani z pracownikami swojego instytutu, który reklamuje w "Wiadomościach".
Natomiast komentarz redaktora "Gońca" do listu poganki Agnieszki
Krupak, komentującego artykuł pana Dorna i wyjaśniającego powstanie chrześcijańskiego
Święta Zmarłych, świadczy wyraźnie o tym, że pan redaktor, który skomentował
list, jak i pan Dorna nie oczytali się na temat Święta Zmarłych i obaj
są w tym temacie niedouczeni. Proponuję zatem uzupełnić brakującą wiedzę,
bynajmniej nie wiadomościami środowiskowo-kościelnymi, bo te wiedzą nie
są!!! Jeżeli coś takiego nie nastąpi, to w przyszłości "Goniec" z pewnością
zmieni widniejącego na pierwszej stronie orła na wizerunek Matki Boskiej
z klapy (pana?) Wałęsy, co będzie bardziej pasowało do widniejącego nad
nim napisu "SILNI WIARĄ".
Wiesław Gałka
Mississauga
Od redakcji: Drogi Panie, nie oczytałem się na temat Święta
Zmarłych, ponieważ takie święto nie istnieje w polskiej tradycji. Zmarli
niczego nie świętują, my zaś obchodzimy Wszystkich Świętych oraz
Dzień Zaduszny.
"Święto Zmarłych" to wymysł bolszewickiej sekty spod sztandarów
zmumifikowanego Lenina.
Co do reszty, to wie Pan, pogan musimy szanować, ponieważ
oni dostrzegali świętość dębu czy wody, nie zdając sobie sprawy, że prawdziwe
źródło tej świętości jest w Bogu, gorsi są neopoganie, którzy odrzucają
Objawienie i nie dostrzegają żadnej świętości. Oni są po prostu ślepi.
Marszałek Sejmu RP
pan Bronisław Komorowski
Premier RP pan Donald Tusk
Protest
Jako obywatele Polski, mieszkający poza granicami naszej Ojczyzny,
wyrażamy swoje niezadowolenie i ostry protest przeciwko nieodpowiedzialnej
i haniebnej decyzji PO, Premiera i Marszałka Sejmu, dot. powołania posła
SLD, pana Marka Borowskiego, na przewodniczącego Komisji Sejmowej ds. Polonii.
Powodem naszego protestu jest fakt, że pan M. Borowski był członkiem
PZPR, która spowodowała nasz wyjazd poza granice swojego kraju. Ponadto,
gdy rządy sprawowała PZPR, wielu niewinnych ludzi, będących w opozycji,
PZPR pozbawiła ich życia, nawet w latach 80. Z tego też powodu pan M. Borowski,
jako były aparatczyk, nie ma moralnego prawa reprezentowania naszych interesów
i utrzymywania kontaktów Polonii z Polską. SLD, której to pan Borowski
jest członkiem, wypowiada się, że Polacy za granicą nie powinni mieć prawa
do głosowania i nie mogą wpływać na losy naszej Ojczyzny. Dlatego powierzenie
panu Borowskiemu takiej funkcji jest decyzją haniebną i godną potępienia,
nie najlepiej także świadczy o dobrej woli Premiera, jak też Marszałka,
którzy "kochają wszystkich".
Jestem przekonana, że pan Borowski utrudniałby kontakty Polonii
z Polską, chyba że tak naprawdę o to chodzi partii rządzącej. Zwracam się
do pana Marszałka Sejmu, jak się ma taka decyzja do jakichkolwiek korzeni
niepodległościowych, zaś Pana Premiera pytam, w czyim interesie podjął
Pan taką decyzję?
W kampanii wyborczej zapewniali panowie, że "będzie lepiej, inaczej,
sprawiedliwiej", dlaczego po wyborach robicie zupełnie coś innego? Powołanie
pana Borowskiego na tak ważne stanowisko jest policzkiem dla Polonii, a
nie zachętą do powrotu, dlaczego panowie przybraliście postać kameleona?
Czy takie postępowanie ma zwiastować ten zapowiadany przez pana Tuska cud?
Nie można tracić resztki ludzkiej twarzy, bowiem władza nie jest
dana na całe życie, a większość Polaków ma dobrą pamięć. Zwracamy się więc
do Pana Marszałka, Premiera i całej rządzącej opozycji o podejmowanie decyzji
zgodnych z polską racją stanu, musi być wysłuchiwany tak głos opozycji,
jak też Polonii, aby polska demokracja nie była zagrożona. Żadna partia
w żadnym kraju na świecie nie ma prawa uważać się za cara i Boga, narzucać
swojej woli społeczeństwu, bowiem czasy niewolnictwa minęły bezpowrotnie.
Mam nadzieję, że ta sprawa zostanie ponownie przeanalizowana
i zostaną dokonane zmiany, które mają służyć umacnianiu współpracy Polski
z Polonią.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Rzeczywiście, przykra sprawa. Ciekawe, czy doczekamy
się oficjalnego stanowiska KPK?
GONIEC NR
47/2007 (204)
(23-29
XI 2007)
W reakcji na list...
W reakcji na list apel pana Romana Dorny umieszczony w tygodnikach
"Goniec" i "Głos Polski" w sprawie wytwarzania różnych elementów dekoracyjnych
ukazujących istotę świąt Bożego Narodzenia, jako przeciwwagę coraz
częściej eksponowanych z tej "okazji" bałwanów, jeleni itp. tworów,
firma "Nova Printing" pragnie przedstawić swoją ofertę. Proponujemy przypinane
do kurtek, okrągłe, kolorowe znaczki z symbolami i napisami o charakterze
świątecznym. Załączamy kilka wzorów, informując jednocześnie, że istnieje
możliwość tworzenia innych wizerunków, symboli, napisów i kolorów. Jesteśmy
otwarci na wszelkie inne pomysły. Przewidywany koszt jednego znaczka w
cenie hurtowej (100 szt. i więcej) wynosi 1,50 dol.
Zapraszamy wszelkie organizacje, związki, kluby, sklepy, szkoły,
rady parafialne kościołów o udział w tej akcji. "Nova Printing" proponuje,
aby część zysków (np. 10 proc.) powstałych z późniejszej dystrybucji detalicznej
tych znaczków przeznaczyć na cele dobroczynne, np. domy dziecka,
hospicja, Kresy Wschodnie. Coś dla ducha i dla ciała. A może uda się wybrać
jeden, wspólny cel całej naszej Polonii? Firma nasza oczywiście również
do tej akcji się przyłącza i deklaruje przeznaczyć te 10 proc. na takie
dzieło. Wszelkie pytania, sugestie, zamówienia prosimy kierować do "Nova
Printing", tel. 905-281-3231.
Od redakcji: Dziękujemy! Wspaniały pomysł!
Drogi Panie Romanie,
Nie było moim celem ani ośmieszanie Pana, ani wiary. Jeśli tak
to Pan odebrał, to przepraszam. Chciałam jedynie nawiązać do pańskich dywagacji,
dotyczących elementów pogańskich w kulturze chrześcijańskiej. Nauka pokazuje,
że większość naszych obrzędów wywodzi się w pierwszej linii z pogaństwa,
i analizując źródła, trudno temu zaprzeczyć. Ważną sprawą jest natomiast
to, że opisywane przez Pana symbole również wywodzą z pogańskich praktyk
ludycznych, zaś ich kult jest dziełem ludzi, nie Boga. A jak wiemy, ludzie
są istotami omylnymi, nawet ci głęboko wierzący. Oczywiście niektórzy z
nich żarliwie temu zaprzeczają.
Dalej: nie jestem osobą ani "wykształconą", ani "głęboko wierzącą".
Źli ludzie, ci sami, którzy kilka dni przed obroną pracy magisterskiej
wyrzucili mnie ze studiów, bo nie chciałam donosić na kolegów, egzaminowali
mnie wcześniej z rozmaitych dziedzin wiedzy. Co zaś do komentarza Redakcji
- proszę o przepis na poskromienie złych mocy, odwdzięczę się receptą na
hedonistyczny stosunek do codzienności. Obu Panów Redaktorów bardzo sobie
cenię i uważam ich za naprawdę fajnych facetów. Kibicuję im serdecznie
w sprawach związanych z naszym marnym życiem doczesnym, jednakowoż rozmijają
się nam znacznie nasze wzajemne poglądy dotyczące spraw transcendentalnych.
Wierzę głęboko, że każdy z nas będzie miał sposobność przekonać się, jak
został oceniony przez Najwyższego, wcześniej czy później. I to będzie najlepszy
moment na wszelkie konfrontacje. W rzeczy samej, jestem poganką: przecież
święcę jajka, lepię bałwana i ubieram choinkę. Pozdrawiam i życzę obfitego
Mikołaja.
Poganka Agnieszka Krupak
Od redakcji: Odpowiedzią na Pani list niech będą słowa węgierskiego
myśliciela, autora książki "Filozofia wina" Bella Hamvasa: "Dobra religia
uzbraja człowieka w inteligencję, uczucia, wrażliwość serca oraz - co jest
moim osobistym odkryciem - w umiejętność prawdziwego korzystania
z życia. Nie ma zatem potrzeby, żeby człowiek dobrej religii wywyższał
się ponad innych; i tak posiada niezmierną przewagę. Chrześcijaństwo jest
autentyczne, wszystko inne - sztuczne".
Cześć wszystkim,
Po obejrzeniu wideo i przeczytaniu wielu artykułów nt. tego wydarzenia
postanowiłam wysłać list do kanadyjskich gazet, polityków oraz osób reprezentujących
Polonię kanadyjską i rząd polski w Kanadzie (mój tekst poniżej). Osobiście
sądzę, że jeśli nasza grupa nie wypowie się stanowczo na ten temat i nie
stanie po stronie jednego z naszych rodaków, nie możemy się spodziewać,
aby nas tutaj szanowano jako całą grupę etniczną. Każdy oczywiście zrobi
według swojego uznania. Ściskam i pozdrawiam wszystkich.
Małgosia
***
What happened at Vancouver's airport doesn't look like intervention,
it looks like cold-blooded murder. The police seemed to have totally overreacted
against a helpless man, who may have been sweating and sounded incomprehensible
to Canadian officials, but who after a very long travel must have been
sleep-deprived and totally exhausted, both physically and emotionally.
Human body may react in so many ways to physical exhaustion. Robert Dziekanski
must have spent at least 15(?) hours on the plane between Poland and Vancouver,
and then he spent several more hours between his arrival in Vancouver at
4 pm and his death past midnight. Did he have any water to drink in those
long hours, to prevent dehydration? Did he have anything to eat so that
his sugar level was ok? When was the last time he slept? His body must
have been reacting to stress and fatigue. The more I think about the situation
the more I believe that the complete lack of professionalism and total
indifference of the Vancouver's Airport personnel and immigration officers
may have led to Robert's tragic death. Why wasn't he offered a language
interpreter? Why was his mother being pushed with disrespect from one
information point to another and back again, with totally wrong information
given to her at the end? Why was she not given prompt service by the Vancouver
airport officials in the first place? Why wouldn't anyone at the immigration
checkpoint make any announcement over PA system and ask her to report to
immigration office to pick up her son while he was being processed, as
if this PA technology was not available in the 21st cent? It seems that
it was not only the police who brought the tragic end to a helpless, exhausted,
innocent man, but the cold-blooded, unprofessional and indifferent bureaucracy.
All these people should be made responsible for what has happened.
Thanks to Paul Pritchard for standing up bravely to the police
and recording these terrible last minutes that led to Robert Dziekanski's
pointless death. Let's just hope that the Canadian justice system will
use it to turn this tragedy into something positive.
Małgorzata Tuszyńska-Starszyk
Od redakcji: Brak słów, aby komentować tę tragedię.
Szanowna Redakcjo,
W sprawie śmierci Roberta Dziekańskiego wysłałam w krótkim czasie
kilkadziesiąt listów wyrażających moje oburzenie, domagając się ukarania
winnych tego nieszczęścia. W obecnych czasach nawiązanie kontaktu
nie powinno sprawiać większego problemu. Wystarczy w Google wpisać hasła
i kliknąć na link mailowy i zrobić copy/paste tekstu. W ten sposób w ciągu
paru godzin wysłałam swoje teksty do wielu prowincyjnych i federalnych
posłów, do ministerstw, do ambasady i konsulatów, przedstawicieli policji,
mediów polonijnych i kanadyjskich oraz osób prywatnych.
Niestety, nie mogę do tej pory znaleźć w Internecie dobrze funkcjonującego
portalu Polish Canadian Congress (Kongresu Polaków w Kanadzie). Istnieje
taki, ale jest tam notatka, że portal jest dopiero w budowie (od jak dawna?)
i nie ma w nim żadnego linku kontaktowego. Dziwię się, że Kongres do tej
pory nie wpadł na pomysł, aby umożliwić Polonii szybki i efektywny kontakt
z najważniejszą polonijną organizacją w tym kraju. Przecież taki portal
powinien już od dawna istnieć, bo żyjemy, jak by nie było, w XXI wieku.
Łatwo można znaleźć dobrze pomyślane i nowoczesne portale ogólnokanadyjskich
organizacji Ukraińców, Włochów, muzułmanów, Żydów itp. Dzięki polonijnym
gazetom ukazują się artykuły dotyczące tej tragedii oraz apele do ludzi
o pomoc finansową dla p. Cisowskiej. Osobiście jednak dziwię się, że w
tej sprawie nie można znaleźć żadnej informacji na portalu KPK? Zauważyłam
też, że w Internecie w sprawie Roberta Dziekańskiego istnieje obecnie kilka
petycji angielskojęzycznych założonych przez Kanadyjczyków domagających
się całkowitego zakazu używania paralizatorów (taserów) oraz ukarania osób
winnych jego śmierci. Dlaczego takiej inicjatywy w jęz. angielskim nie
widać na przestarzałym i, jak widać, mało efektywnym portalu KPK? Jeżeli
jestem w błędzie, to z góry przepraszam i serdecznie proszę o wskazanie
mi adresu sprawnie funkcjonującego portalu KPK.
Małgorzata Tuszyńska-Starszyk
Mississauga, Ont.
malgosiastarszyk@hotmail.com
Od redakcji: Ubolewamy nad tym.
***
Obejrzałem film i jestem przekonany, bez jakiejkolwiek wątpliwości,
że nasz Rodak, współobywatel Robert Dziekański został z zimną krwią zamordowany
przez faszystów, tym razem w imieniu i przez przedstawicieli Kanadyjskiego
Państwa, wytresowanych, by traktować Słowian jak podludzi. Uważam, że w
tej sytuacji wszyscy Polacy, każdy z nas mający ku temu możliwości, powinniśmy
dokonać spektakularnej akcji skierowanej przeciwko Państwu Kanadyjskiemu
i jego interesom. Musimy wiedzieć, że nikt nam w tym nie pomoże i za nas
tego nie zrobi. Wobec tego proponuję indywidualną, ale zmasowaną akcję.
Jeżeli nie będziemy w stanie przeprowadzić jakiejkolwiek akcji, a tylko
narzekać i płakać, to będzie znaczyć, że jesteśmy bezradni jak małe dzieci,
a jako naród stanowimy już ZERO. Proponuję: 1/ każdego dnia dokonywać wysyłki
maila na wszystkie ustalone adresy mailowe przedstawicielstw Kanady, urzędów,
firm - z treścią adekwatną do zdarzenia: np. mordercy itd. Listy papierowe,
SMS-y, własne pomysły i realizacja w tym samym celu mile widziane. 2/ zapowiedzieć
i bojkotować jakiekolwiek działania tych przedstawicielstw w Polsce i w
kontaktach z Polakami, tzw. strajk włoski w obsłudze przedstawicieli Kanady.
3/ zapowiedzieć i bojkotować wszelkie wyroby pochodzące z Kanady. 4/przenosić
aktywa z banków kanadyjskich do innych z właściwym uzasadnieniem; 5/ zwrócić
się do innych ludzi z całego świata, do Słowian, a szczególnie do Rosjan,
o to samo, bowiem Robert Dziekański został zamordowany z zimną krwią tylko
dlatego, że został wzięty za Rosjanina. Akcja ta powinna być prowadzona
tak długo, aż uznamy, że Kanada zaczęła nas szanować. Proszę o ustalanie
adresów przedstawicielstw Kanady, zarówno pocztowych i internetowych, dzielenie
się nimi we wszelki dostępny sposób, ze znajomymi również, stworzenie z
nich listy dystrybucyjnej i rozsyłanie, formułowanie specjalnych listów
i przesyłanie ich do wszystkich znajomych z prośbą, by przyłączyli się
do akcji. Pokażmy, że jesteśmy narodem SOLIDARNYM, a nie solidurnym.
Pozdrawiam serdecznie
Henryk Kreuz
Od redakcji: Pokażmy solidarność!
Szanowny Panie Redaktorze,
Przesyłam Panu kopię artykułu z "Macleans" wydanego 1 października.
Pan Paul Wells zatytułował go "The Crazy Kaczynskis".
Uważam to za obelgę wobec głowy państwa polskiego. Jak o nas
piszą, tak nas będą szanować.
Uważam, że powinniśmy podjąć jakąś wspólną drogę działania, nasze
polonijne czasopisma i Kongres Polonii w Kanadzie. Nie pozwólmy na urabianie
złej opinii o Polakach.
Z poważaniem.
Elżbieta Podolska
Toronto
Od redakcji: Szanowna Pani, przeczytałem tekst, jest to tylko
jeden z licznych w Ameryce ataków na braci Kaczyńskich. Czasem wydaje się,
że skoordynowanych i zaplanowanych. Przez kogo? Możemy się jedynie domyślać.
W OBRONIE LUDZKIEGO ŻYCIA
14 października br. kanadyjska policja zabiła Polaka Roberta
Dziekańskiego na lotnisku w Vancouverze. Dzięki nagraniu na kamerę przez
przypadkowego turystę, świat się dowiedział, jakich metod używa kanadyjska
policja względem bezbronnych osób. R. Dziekański wybrał się w pierwszą
w życiu podróż samolotem i, jak się okazało ostatnią. Nie dojechał jednak
do celu żywy, a przeszkodziła mu w tej podróży brutalna akcja kanadyjskiej
policji, która nawet nie powinna być wzywana do takich przypadków.
R. Dziekański był zapewne bardzo zmęczony długą podróżą i bezzasadnym
10-godzinnym oczekiwaniem na terenie lotniska. Służby lotniskowe nie interesowały
się osobą, która nie może opuścić lotniska przez ponad 10 godz. Zmęczony,
głodny, spragniony i chyba zagubiony, chciał zwrócić na siebie uwagę, ponieważ
nie rozmawiał po angielsku. Kiedy rzucił małym przenośnym stołkiem, nie
robiąc nikomu krzywdy, został zaatakowany przez wezwaną policję. Mimo że
podniósł ręce do góry i odwrócił się tyłem, policja użyła paralizatora
(tasera) o mocy 50 tys. woltów. Gdy zaczął się zwijać w bólach, został
przyciśnięty do ziemi i porażony ponownie, mimo że nie dawał oznak życia.
W ub. tyg. przeczytałem w "Gońcu", że został zabity jak pies.
Gdyby to pies został zabity w publicznym miejscu, tobyśmy mieli protesty
w całej Kanadzie, ale że zabito człowieka, to zostało to przemilczane,
mimo że służby lotniska dysponują zapisami kamer bezpieczeństwa. Dopiero
determinacja przypadkowego turysty, który nagrał całą sytuację, pozwoliła
na poznanie niewygodnej prawdy. Ów turysta przekazał policji taśmę, lecz
policja nie chciała mu jej oddać, więc zwrócił się do sądu i dopiero sąd
nakazał zwrot tej taśmy, która później została przekazana rodzinie i stacjom
telewizyjnym. Dzięki temu świat poznał drugie oblicze kanadyjskiej
policji. Bardzo dużo pytań ciśnie się na usta po obejrzeniu tego nagrania.
Ja też pozwolę sobie zadać kilka lub kilkanaście może nawet, retorycznych
pytań.
1) Czy zachowanie służb lotniskowych nie było zaniedbaniem obowiązków
służbowych?
2) Dlaczego niepotrzebnie wezwana policja przystąpiła do brutalnej
akcji bez rozpoznania sytuacji i użycia broni, która już zabiła w Kanadzie
i USA 300 osób?
3) Dlaczego policja użyła wielokrotnie paralizatora w sytuacji,
która nie wymagała jej użycia, bo nie zastosowano łagodniejszych
środków, tym bardziej że ofiara podniosła ręce do góry, dając znak, że
nie będzie stawiać oporu i nie jest uzbrojona, bo przeszła kilka bramek
bezpieczeństwa?
4) Dlaczego nie udzielono mu pierwszej pomocy, lecz przyciśnięto
do ziemi, uniemożliwiając oddychanie, i użyto paralizatora ponownie, mimo
że ofiara była bezbronna i nie dawała oznak życia?
5) Dlaczego nie wszczęto dochodzenia i nie odsunięto od obowiązków
służbowych do czasu orzeczenia sądowego policjantów biorących udział w
akcji?
6) Dlaczego rząd kanadyjski nie odpowiadał na protest rządu polskiego,
nie mówiąc już o przeprosinach lub przesłaniu kondolencji?
7) Dlaczego policjanci są trenowani do zabijania i brutalnych
czynów, a nie do ochrony życia społeczeństwa?
8) Czy osoby posiadające rozruszniki serca lub inne urządzenia
mogą się czuć bezpiecznie, skoro policja zbyt szybko i zbyt często sięga
po paralizator?
9) Czy legalizacja paralizatora wielkiej mocy (50 tys. woltów)
to furtka prawna do uśmiercania ludzi bez ponoszenia za to odpowiedzialności?
10) Czy użycie tego typu broni było przekroczeniem uprawnień,
czy bezprawną egzekucją na bezbronnym człowieku?
11) Czy Kanadyjczycy powinni być dumni z tego, że w ich kraju
nie ma kary śmierci, czy też jest to zwykłym kłamstwem propagandowym, skoro
za rzucenie w ścianę małym stołkiem grozi natychmiastowa egzekucja bez
sądu, a przy użyciu urządzenia o podobnym działaniu do krzesła elektrycznego?
12) Czy choćby jeden policjant poniósł karę za zabicie paralizatorem
poprzednich 16 ofiar?
13) Czy na podstawie filmowego zapisu z tego tragicznego zajścia
należy się doszukiwać czynów na tle nienawiści rasowej lub narodowościowej?
14) Jakie by były konsekwencje, gdyby to biały policjant zabił
czarnego turystę?
15) Czy policja korzysta z praw nieznanych społeczeństwu?
16) Czy społeczeństwo kanadyjskie wyraziło zgodę na bezprawne
zabijanie w jego imieniu?
17) Czy zachowanie władz kanadyjskich w stosunku do ofiary, sprawców,
rodziny zabitego i rządu polskiego było właściwe?
18) Czy kraj, w którym jest więcej policjantów niż nauczycieli,
jest państwem policyjnym?
19) Czy policja ma służyć i bronić, czy bezsensownie atakować?
20) Czy policjanci biorący udział w tej akcji to jeszcze ludzie,
czy już automaty do zabijania?
21) Czy śledztwo da odpowiedzi na te i inne pytania zatrwożonych
Kanadyjczyków?
Polscy internauci wzywają do bojkotu kanadyjskich towarów, a
ja wzywam do wzięcia udziału w pokojowej demonstracji organizowanej przez
KPK w najbliższą sobotę przed budynkiem ontaryjskiego parlamentu (Queens
Park) w godz. od 12.00 -14.00. Czytelniku, weź udział i zachęć innych,
aby Twoja nowa ojczyzna była miejscem spokojnego życia oraz poszanowania
praw i godności ludzkiej.
S. Pietras
Mississauga
Od redakcji: My będziemy.
GONIEC NR
46/2007 (203)
(16-22
XI 2007)
Szanowna Redakcjo!
Tu na miejscu, w Kanadzie, często słyszy się od Ukraińców różne
zarzuty i pretensje, że Polacy zawsze ich krzywdzili i nie chcą oddać Ukrainie
części ziem wschodnich. I to słyszy się od Ukraińców, którzy przyjechali
z Polski. Sporo Ukraińców w Polsce nie przyznawało się, że są Ukraińcami.
Po przyjeździe do Kanady stali się wielkimi patriotami ukraińskimi i nie
przyznają się, że mówią po polsku. Ja pochodzę z północnej Polski i pamiętam
sprzed wojny, że u nas nie było problemu z żadnymi członkami innych grup
etnicznych. W naszym miasteczku (15.000) było około 1200 Niemców, 50 Żydów,
a ilu było Ukraińców lub Białorusinów, to nawet nie wiem.
Dużo nazwisk słyszało się pochodzenia wschodniego, ale oni czuli
się Polakami. Niemcy mieli swoje organizacje, kościół ewangelicki i osobne
klasy w szkole podstawowej.
Żydzi mieli swoją bóżnicę i nikt ich nie napastował. Jedynie
"narodowcy" agitowali, aby nie kupować od Żydów.
Wracając do sprawy ukraińskiej, to należy sięgnąć do przeszłości.
Około tysiąca lat temu Europa była słabo zaludniona, zwłaszcza wschodnia.
Kijów był największym ośrodkiem ludności rusińskiej, gdzie skupiała się
elita rusińska. Kraków był ośrodkiem polskich elit. Pomiędzy Rusią Kijowską
a Polską były obszary puste. Od czasu do czasu były podjazdy zbrojne z
obu stron. To nie znaczy, że jak Rusini przebywali w okolicach polskich
ziem, to te ziemie stały się ukraińskimi. Polacy, mając duże kłopoty na
granicy z plemionami germańskimi, nie mogli nic działać na wschodzie. Po
pewnym czasie Polska odzyskiwała tereny zagrabione przez Rusinów. Przykład
to odzyskanie Grodów Czerwieńskich, król Bolesław Chrobry w Kijowie itd.
Z czasem zaczęły się warunki zmieniać. Przybyło ludności. Dawniej
Rusini z Polakami żyli w dobrych stosunkach. Szlachta (elity) wiązała się
dynastycznie. W razie potrzeby wzajemnie się wspomagali. Taki stan nastąpił,
jak hordy mongolskie zaczęły najeżdżać na Ruś. Wówczas szlachta wraz z
pospólstwem uciekały i chroniły się u swoich krewnych w Polsce. Osiedlali
się aż pod Krakowem. Ponieważ Mongołowie długie wieki panoszyli się na
Rusi, więc powrót był niemożliwy. Nie było rady dla Rusinów, tylko pozostanie
w Polsce na stałe.
W Polsce, mało zaludnionej, nie przeszkadzało to, że puste tereny
zostały zagospodarowane. Dawniej oprócz elit, wszyscy byli niepiśmienni.
Dzieje ich można było tylko znaleźć w niektórych parafiach. Od kilku pokoleń
Rusini urodzeni w Polsce byli przekonani, że oni tu żyli od zawsze. Ponownie
Polska z Rusią weszła w kontakt, jak królem Polski został Władysław Jagiełło.
Wielkie Księstwo Litewskie odparło Mongołów z Rusi Kijowskiej i przyłączyło
do Litwy. Księstwo Litewskie i Polska stworzyły nowe państwo, tzw. Koronę.
Największe inwestycje powstały na Rusi, ponieważ Mongołowie oczyścili cały
kraj. Zaczął się dobrobyt, budowano kościoły, szkoły oraz rozwijało się
rzemiosło i handel.
Niestety, fortuna kołem się toczy. Sąsiedzi Polski zaczęli urastać
w siłę. Zaczęli knuć przeciw Polsce, aż doprowadzili do rozbiorów. Zaborcom
najłatwiej jest rządzić, jak ludność etniczna skacze sobie do gardła. Zaczęli
wymyślać sobie różne historie z mordami włącznie. Korupcja pomagała im
w tym. Ja nie jestem historykiem, ale zacząłem się tym interesować, jak
przeszedłem na emeryturę. Chciałbym więcej napisać, ale artykuł byłby za
długi.
Dziś, patrząc na Ukrainę, mam wrażenie, że za bardzo się rozrosła.
Przybyło dużo nowych obywateli, którzy nie czują się Ukraińcami. Jest to
zlepek ludzi rasowo pomieszany z mongolsko-kaukaskimi narodami. Rdzennych
Ukraińców jest tyle co Indian w Kanadzie. Ci rdzenni Ukraińcy to przeważnie
z terenów polskich i również zmieszani z Polakami. Przyłączenie ziem polskich
do Ukrainy to jak gwóźdź do trumny.
Z poważaniem
Zbigniew Salamowicz
Od redakcji: Zgadza się, szczują nas na siebie zazwyczaj zaborcy.
Dziękujemy za mądry list.
W odpowiedzi na list poganki Pani Agnieszki Krupak "Szopka
z szopki"
Szanowna Pani,
Czuję się bardzo onieśmielony Pani szeroką wiedzą o pogaństwie
i głęboką wiarą w Boga. U mnie jedno i drugie jest nieporównywalnie inne
- wiedza prawie żadna, a wiara słabiutka. "Licha" - jak Pani to określiła,
co za przenikliwość. ("Dobrze, że nie jestem jak ten celnikÉ"). Nie zamierzam
z Panią dyskutować na te tematy, bo i po co? Taki nieuk. Nie podejmę tematu,
nawet gdyby Pani znów chciała mnie ośmieszyć w kolejnym swoim liście, nie
rozumiem tylko jednego - co mogło tak bardzo oburzyć, tak prawą, wykształconą
i głęboko wierzącą katoliczkę jak Pani w idei szopek i znaczków z okazji
kolejnych urodzin Jezusa Chrystusa? Jak Pani tłumaczy swoim dzieciom związek
między bałwanami, krasnalami i jeleniami przed swoim domem a świętem Bożego
Narodzenia? Zaiste - wymaga to swoistej wiedzy i wiary. Mam wrażenie, że
jedno z nas zmierza do pogaństwa. Kto? Pani podpis pod listem - "poganka"
- to ironia, wyrzut sumienia czy wyznanie wiary?
Roman Dorna
Od redakcji: Wtrącając się, powiem tylko, że nieważne jest,
skąd dana symbolika chrześcijańska pochodzi; czy choinka wzięła się z tej
czy innej tradycji pogańskiej, ważne natomiast, jaka w niej treść.
I tak, we Wszystkich Świętych jest treść chrześcijańska -
radość z nieśmiertelności duszy obcującej z Bogiem, a w Halloweenie pogańska
- "przekupywanie" i "oswajanie" złych mocy. W wielu kulturach pogańskich
przekupywano ofiarami złe moce, po to by się od ludzi odczepiły. Chrześcijanie
wiedzą, że dzięki wierze i sakramentom dusza jest bezpieczna i mogą mieć
złe moce - za przeproszeniem - w tyłku; nie muszą ich niczym obłaskawiać.
Andrzej Kumor
Cuda i cudaki
Pozornie to cudnie by to wyglądało, gdyby było prawdą, że UE
nam, czy komukolwiek jest coś w stanie dać... żeby dać, to trzeba mieć
i chcieć dawać, a pieniądze mają to do siebie, że nikomu się w kieszeni
nie parchają. Aby UE miała, to trzeba się najpierw złożyć, a oni dopiero
w ramach wielkiej łaski i po potrąceniach... "dadzą nam". Urzędasy zarabiają
sporo, korupcja szerzy się na skalę "dużą", bo takich jak Balcerowicz lub
Kwaśniewski w UE jest na pęczki. Z ostatnich wydarzeń można śmiało wysnuć
wniosek, że większość ludzi w Polsce i Ontario ma kłopoty z pamięcią, poza
tym uwielbiają być oszukiwani, w Ontario wybory wygrał kłamczuszek... tak,
ludzie go wybrali... lepszego nie było? Polacy za to uwierzyli, że (???)
potrafi cudować, no i mają chyba rację, już niedługo będzie druga Irlandia
(Północna?), coś na kształt drugiej Japonii, bandyci będą bezkarni, mafie
przejmą szpitale, nauka będzie płatna, szybciutko podpiszemy wszystko,
co każą, i znowu będziemy w Europie popychle.
W październiku byłem w Warszawie, radości ze zwycięstwa PO widać
nie było, za to rozkopane ulice i zdziwienie propozycjami zmian... Stadion
w Łomiankach? Szkoda, że nie w Międzylesiu, na prywatnej działce tej pani,
mały, ale własny. Miałem okazję przypatrzyć się wyborom i wyszło jakoś
tak dziwnie, na Tuska głosował cały Ursynów, czyli po góralsku lub śląsku...
"przybłędy", którym w czasach komuny "udało się załatwić", przez komuszą
protekcję, mieszkanie w Warszawie (?), na PiS za to głosowali starzy mieszkańcy
Pragi, Wawra i okolic, czyli ludzie znający i pamiętający historię.
Trwająca od zawsze kampania anty-PiS-owska używała argumentów
kiedyś skierowanych przeciw faszyzmowi i... to zadziałało, a współpraca
PiS z Radiem Maryja, odpowiednio głupolom przedstawiona, dopełniła szalę.
Ciekawe, bo osoby wierzące w te argumenty, dla odmiany uwierzyły
w cudotwórcze możliwości Tuska... naobiecywał, kto za dwa miesiące przyzna
się, że głosował na Tuska, już teraz słuchając tego, co wygadują, cisną
się na usta słowa... zakompleksieni idioci. Polska dla nich się nie liczy,
a ci, co dali się zwieść, już niedługo zrozumieją swój błąd, pozostanie
zgrzytanie zębami. Zwycięzcami pozostali aktorzy "Nocnej zmiany", recydywa,
a dwa lata ostatnie, anty-PiS-owska dywersja, która nie pozwoliła, spowolniła
pozytywne zmiany... kiedyś to się nazywało Targowica i tłumaczyło wiele...
obym się mylił. Polska musi się wszystkim podobać, taka społeczna żona,
Moskwa już się śmieje, UE zaciera ręce... oj, bardzo szybko zatęsknimy
za PiS-em.
Głównym przegranym jest Polska, a stało się to na życzenie prawicy,
przegrali LIS i UPR... zamiast iść z PiS-em mimo różnic, poszli sami, skłóceni,
uparci i skaczący sobie do oczu... tacy niby wspaniali, a byle dziennikarzyna
ich... Podczas pobytu, moja siostra ze śmiechem i bacznie obserwując moją
reakcję, przełączyła TV na coś o nazwie Superstacja... coś fatalnie głupiego,
dowcip na ropę, szokują ubiorem i fryzurami, wygląd... no, nie wiem, zupełnie
jak scyzorykiem chrzczeni... debilizm. Głosujący na Tuska uwierzyli, że
ma on taki stoliczek, który sam się nakrywa i będzie po problemach... ale,
jest bajkowa zasada, że owszem, ale tylko dla właściciela... może być ciekawie.
Z samego gadania nic nie wynika, dopiero czyny pozwolą ocenić słuszność
wyboru... a ja poszedłbym na "Pasję", ale gdzie grają?
Gazety staram się czytać dokładnie, w ostatnim "Gońcu" był list
anonim, no cóż, bardzo lubię ludzi, który wszędzie doszukują się winy PiS-u,
wszyscy inni są bez skazy, ale wyborcy nie docenili LPR... odpadli... szkoda.
Wypowiedzi "autorytetów" Wałęsy, Bartoszewskiego lub Zolla powinny
dać nam przedsmak tego, co będzie się działo, już wygląda nieciekawie.
Nagonka na prezydenta L. Kaczyńskiego cały czas w toku, stek
bzdur, oszustwem poganiany, sytuacja jest stresująca, ale pieniądze i rozkazy
muszą płynąć z zagranicy, komuś Kaczyńscy byli i są nie na rękę, a jeśli
nie wiadomo, o co chodzi, to może o pieniądze... o które pieniądze?
Musimy pamiętać, że nie wszyscy mówiący po polsku są Polakami,
warto o tym wiedzieć więcej, to nie jest teoria spiskowa.
Znowu grozi nam kraj kastowy, okupowany przez grupy dzielące
między siebie władzę, a zapoczątkowane przez min. Ziobrę reformy kontynuowane
nie będą. Media i prawda niewiele mają wspólnego, to widać gołym okiem.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Dziękujemy za list.
GONIEC NR
45/2007 (202)
(9-15
XI 2007)
***
Artykuł Andrzeja Warchałowskiego słusznie apeluje o podważenie
nieomal całkowitego monopolu medialnego w kręgach razwiedki i PO, a zwłaszcza
telewizji. Rezultat obecnych wyborów pozwala przypuszczać, że monopol ten
będzie miał na celu skuteczne i jak najszybsze rozbicie opozycji z programem
PiS na czele. Cicha propaganda prowadzona przez niemieckie media i głośna
przez kręgi GW i obecnej TV powinna znaleźć przeciwwagę w postaci niezależnej
telewizji silniejszej niż poobijane i ośmieszane Radio Maryja, którego
wkład w odrodzenie rzetelnej informacji jest niezaprzeczalny. Naszym zdaniem,
stworzenie Komitetu Budowy TV RP4 jest oczywiste. Do Komitetu Organizacyjnego
proponujemy Andrzeja Kumora, Andrzeja Warchałowskiego i Stanisława Michalkiewicza
na początek. Proponowana wysokość składki jest nieduża i może zachęcić
wielu zainteresowanych. Poprzez szybką akcję i zaangażowanie możemy skutecznie
pomóc w budowie lepszej, silniejszej i niezależnej Polski.
Andrzej Krzysztoforski
z rodziną i przyjaciółmi
Od redakcji: Szanowny Panie, to są pobożne życzenia, robienie
telewizji to kosztowna zabawa, niech Pan wskaże, skąd pieniądze?
Droga Redakcjo
Nawiązując do artykułu pana Jerzego Rosy "Sztandary i Melpomena"
w ostatnim numerze "Gońca", chcę się podzielić refleksją,
jaka mi się nasunęła w związku z obchodami 100-lecia istnienia
Związku Polaków w Kanadzie.
Wielka uroczystość, wspaniały koncert, piękna rocznica niegdyś
największej i bardzo prężnej organizacji polonijnej.
Dlaczego dodałam "niegdyś"? Brak poszanowania pracy i dorobku prawie dwóch
pokoleń Polonii oraz nieprzestrzeganie własnej konstytucji doprowadziło
do wewnętrznego podziału tej organizacji. Pod młotek poszła
największa i najcenniejsza posiadłość, Place Polonaise, o której wielokrotnie
pisaliśmy na łamach "Gońca". Kilkunastomilionowej wartości obiekt, pięknie
położony nad jeziorem Ontario, będący niegdyś chlubą tej organizacji, zieje
pustkami. Na ogrodzeniu tablica "For Sale". Transakcja sprzedaży
dobiega końca.
Pan Rosa zauważył że "...inauguracyjne przemówienie prezesa ZPwK
było nadzwyczaj krótkie". Trudno się dziwić. Nie wypada
chwalić się tym, że zamiast rozkwitu, w ostatnich kilkunastu latach nastąpiła
systematyczna wyprzedaż wspólnego dorobku związkowego,
a organizacja ta rozpada się na naszych oczach. Słusznie pan Rosa
zauważył, że "..organizacja ta nie bardzo troszczy się o swoją popularność".
Dodam , że organizacja, która w swoim czasie jednoczyła społeczność
polonijną w Kanadzie nie troszczy się ani o swoją, ani o przyszłość
kolejnego pokolenia Polonii. A co ze sztandarami? - gdzieś w starym
kącie zostaną pokryte warstwą kurzu. Gorzej z pomnikami, wymagają
one należytego i przestronnego miejsca, a to już
znaleźć niezwykle trudno.
Alicja Dębowska
Od redakcji: Dziękujemy za list.
Czy Polska musi być
krajem paradoksów?
1. Polska Partia Pracy głosząca hasła wielce szlachetne dla szerokiej
rzeszy biednych i bezrobotnych, m.in. praca dla każdego za minimum 2300
zł miesięcznie, uzyskuje w wyborach parlamentarnych symboliczne poparcie
poniżej 1 proc., ponieważ znacznej części bezrobotnych nie interesuje praca
nawet za wyższą kwotę. Poza tym ci bezrobotni często mówią: "po co iść
na wybory, skoro tam nawet piwa nie dają".
2. Polacy uwielbiają czcić sukcesy za pomocą alkoholu, chociaż
wiedzą, że jest to wróg ludzkości, może dlatego uwielbiają go "niszczyć".
3. Niemal każdy Polak "śpi" na glinie i węglu, a w Polsce brakuje
cegieł w budownictwie niedostatecznie rozwijającym się.
4. W Polsce znaczna część społeczeństwa żyje poniżej minimum
socjalnego, a mimo to ludzie trzymają (duża część w blokach mieszkalnych)
tyle psów, ile jest we Francji i Niemczech razem wziętych.
5. W Polsce jest więcej sędziów niż we Francji, a nie ma komu
wydawać wyroków sądowych na czas, przez co Polska przegrywa od dłuższego
czasu procesy w Trybunale Międzynarodowym z powodu przeciągających się
procesów sądowych.
6. Ogólnie rzecz biorąc, Polacy domagają się zmian zgodnie z
tendencjami światowymi, ale nie tolerują zmian u siebie. Podobnie wygląda
sprawa walki z korupcją, którą powinno się zwalczać, ale nie można nikogo
krzywdzić, co znaczy zjeść ciastko i mieć ciastko. Nieprzypadkowa jest
zatem nienawiść do CBA.
7. Często się mówi, że Polak więcej wydaje niż oficjalnie zarabia.
8. W biednym kraju - jak często się mówi o Polsce - brakuje miejsc
na parkingach nie tylko w dużych miastach. Na tych parkingach często stoją
samochody najlepszych marek. Na pewno można by znaleźć więcej paradoksów,
ale wydaje mi się, że wymienione wystarczają, aby uzasadnić postawione
w tytule pytanie. Nieprzypadkowo Skandynawowie przebywający dłuższy czas
w Polsce mówią: żeby Polak coś zrobił szybko w Polsce, trzeba mu tego zabronić.
Nie dotyczy to tylko przestrzegania przepisów drogowych, zbyt często lekceważonych,
dlatego nic dziwnego, że mamy tak dużo wypadków drogowych ze śmiertelnymi
skutkami.
Z poważaniem i pozdrowieniami
W. Łęcki z Gdańska
Od redakcji: Szanowny Panie, życie jest pełne paradoksów, nie
tylko w Polsce.
SZOPKA Z SZOPKI
Najpierw rozśmieszył, a potem zniesmaczył mnie list, zamieszczony
w ostatnim wydaniu "Gońca" (44/2007). Jego autor, p. Roman Dorna, przestraszony
upadającym chrześcijaństwem (to dzieci przebrane za wiedźmy i bałwany w
ogródkach zagrażają Kościołowi katolickiemu i całemu chrześcijaństwu na
świecie), napisał apel. Apel nawołuje do powszechnego zarzucenia pogańskich
zwyczajów kultywowanych przez antychrystów. Zdaniem p. Dorny Halloween
to, cyt. "piekielna uroczystość". Rozumiem, że jakoby stoi w opozycji do
dnia Wszystkich Świętych? Rok temu w jednej z gazet zamieściłam artykuł
mający przybliżyć Czytelnikom rys etnograficzno-historyczny niektórych
polskich zwyczajów. Oto jego fragment:
Wystarczy poświęcić odrobinę czasu lekturze, by przekonać się,
że Święto Zmarłych i Zaduszki to obrządek, wywodzący się w prostej linii
z pogaństwa, w polskiej przeszłości obchodzony jako Dziady, których znaczenia
etnograficznego nikt nie kwestionuje. Od V wieku p.n.e. aż do VII wieku,
na terenach zamieszkałych przez Celtów żywy był rytuał Samhain, który przypadał
na 1 listopada - obchody końca lata, początku zimy, czas ogólnie kojarzony
ze śmiercią. W VII wieku papież Bonifacy IV ustanowił dzień 1 listopada
Dniem Wszystkich Świętych, ku czci świętych i męczenników. Uznano powszechnie,
że papież chciał w ten sposób zastąpić celtyckie święto zmarłych świętem
podobnym, ale usankcjonowanym przez Kościół katolicki.
Święto to zwane było w języku angielskim "All-hallows" lub "All-hallowmas",
a dzień poprzedzający je "All-hallows Eve", czyli Wigilia Wszystkich Świętych
- Halloween. W roku 1000 Kościół ustanowił w dniu 2 listopada Dzień Wszystkich
Zmarłych, ku czci zmarłych. Obchodzono go podobnie jak Samhain. Odbywały
się parady, palono wielkie ognie, ubierano się w stroje świętych, aniołów
i diabłów. Brzmi znajomo, i jest to kolejny dowód na to, że zjednoczona
Europa to nie produkt współczesności.
Nieprawdą jest natomiast, jakoby obrządek związany z Dziadami
zanikł w Polsce wieki temu - w regionie latowickim, na Mazowszu, 70 kilometrów
od Warszawy, ten pogański rytuał przetrwał aż do początków XX wieku! Dopiero
współczesny, XX-wieczny Kościół katolicki zaadaptował upiorne praktyki
cmentarne, nadając im aureolę. Rys etnograficzny pokazuje bardzo silne
podobieństwo dawnych zwyczajów celtyckich i plemion słowiańskich, kiedy
na grobach bliskich rozpalano ogień, by powstrzymać "upiory" przed przedostaniem
się do świata żywych. Upiorami wtedy nazywano zmarłych nagłą śmiercią,
zamordowanych lub samobójców. Jak widać, ogień, zemsta i upiory są elementami
identycznymi w obu kulturach, zaś ich asymilacja ze współczesnością i wątek
chrześcijański spowodowały, że stały się z czasem odrębne, a w ostatnich
latach wzajemnie przeciwstawne. Jednak ich wspólny rodowód jest niepodważalny,
a dorabianie ideologii szatana do zwyczajów staroceltyckich jest tu bezsensownym
nadużyciem. Halloween nierzadko przedstawiany jest nawet jako obrządek
satanistyczny, a nawet kult śmierci, kłócący się z ideą chrześcijaństwa.
Jeszcze niedawno pisałam, że Halloween godzi w polską kulturę,
polską tradycję, i odmawia dzieciom życia w szacunku dla podstawowych wartości.
Dziś, po kolejnym roku życia w państwie wielokulturowym i wieloreligijnym,
uważam, że tak naprawdę wszystko zależy od rodziców. Mądry rodzic wie,
jak poradzić sobie z tą dwoistością kulturową i jak zakorzenić w dziecku
szacunek do tradycji i do pamięci o najbliższych, którzy odeszli. Jak nie
pomylić wesołego kościotrupka w witrynie sklepowej z profanacją zwłok.
Bo tym, co mnie osobiście uderza w podejściu rodziców do październikowych
przebieranek, jest albo zdecydowana krytyka traktująca Halloween jako swoiste
tabu, albo pobłażliwa obojętność (a niech się Jasio bawi, tak jak inne
dzieci). Bez refleksji nad tym, że otwarcie granic i Internet powodują
asymilację kultur i homogenizację obyczajów, więc samo "nie bo nie" może
już niedługo Jasiowi nie wystarczyć.
Polacy są generalnie ludyczni i kiedy tylko mają okazję, starają
się swoją genetyczną skłonność do zabawy uskutecznić, hołdując zwyczajom,
które są społecznie akceptowane, a które w sposób równie jasny jak Halloween
odnoszą się do pogaństwa i zabobonu. Bo czym innym są andrzejki, kiedy
to wylany na wodę wosk ma przepowiedzieć przyszłość? Albo zabawa z butami,
które według starych wierzeń mają wskazać pannie właściwego męża? Religia
katolicka w sposób bezsporny uczy, że jedynie Bóg kieruje życiem człowieka
i zna jego przyszłość. Dlaczego w takim razie polskie, w 95 proc. katolickie
społeczeństwo nie przeciwstawia się tłumnie zwyczajom andrzejkowym, a nawet
więcej - przyzwala na kultywowanie tych zwyczajów i samo w nim uczestniczy?
Czy dlatego, że zabobon zagraniczny jest zły, bo obcy, a nasz, rodzimy,
jest oswojony i akceptowany przez Boga (skoro nie spalił żadnej restauracji
organizującej zabawę andrzejkową)? Czy upiory, z którymi Anglosasi balują
w październikową noc, są bardziej niebezpieczne dla katolicyzmu niż niesprecyzowana
moc, która wytycza nam przyszłość wylaną woskiem przez oko w kluczu? I
czemu nikt nie oburza się na postacie diabła i kostuchy, które w grupie
kolędników chodzą w styczniowy wieczór po polskiej wsi, zbierając smakołyki
jako trofeum swej misji? Czy nie widzicie bliźniaczego podobieństwa między
tymi praktykami?
Pan Dorna dopatruje się zagrożenia dla chrześcijaństwa w tandetnych
zabawkach, "ozdabiających" obejścia domów w każdym kanadyjskim mieście.
A ja się zastanawiam, jak licha musi być wiara człowieka, który w plastikowym
jeleniu widzi możliwość osłabienia wpływu Jezusa na los człowieka... Kim
jest dla takiego katolika Jezus Chrystus, skoro zagraża Mu gliniany krasnal
z czerwonym nosem? Czy dekorowanie domów światełkami może dla wierzącego
człowieka być symbolem odejścia od podstawowych wartości? Na te pytania
odpowiada sobie sam autor tego listu, cyt.: "Apeluję do wszystkich osób
prywatnych i biznesów (stolarstwo, drukarstwo, metaloplastyka, odlewy w
plastiku, każda forma rękodzieła), którzy mają pomysły i możliwości stworzenia
takich symbolicznych, ale czytelnych form szopek lub znaczków przypinanych
do kurtek, o ich wyprodukowanie i sprzedaż. Każdy producent może zarobić,
a my, chrześcijanie, oznaczając tak swoje domy, siebie samych - damy świadectwo
Prawdzie. [...]. Odwagi, nabierzmy ducha, podnieśmy głowy i pokażmy sąsiadom
i światu, że 25 grudnia to święta Bożego Narodzenia, a nie święta bałwana
i bałwochwalców - stawiajmy szopki".
Powiem krótko - i śmieszno, i straszno. To drewniany czy plastikowy
gadżet ma udowodnić sąsiadom, że jesteśmy katolikami i że żyjemy w zgodzie
z naukami Chrystusa? Teraz Bóg ma być w klapach kurtek i na trawnikach,
nie w sercach? To już nie wysyłamy pieniędzy do polskich domów dziecka
na Litwie, by dzieci nie jadły pasty do zębów o smaku coca-coli? Nie odwiedzamy
chorych? Nie wspomagamy ubogich, samotnych i potrzebujących? I czy chrześcijaństwo
"na pokaz" będzie miało dla Jezusa większą wartość niż to, co jest w naszych
sercach i umysłach? Czy polski katolicyzm ma być pokazówką przed "gadżetowymi"
sąsiadami? "Wy nas krasnalem - to my was szopką"?
I ostatnia sprawa - p. Dorna z pogardą odnosi się do wszelkich
symboli "pogańskich", stąd propozycja szopki jako symbol należytego uczczenia
świąt Bożego Narodzenia. Jak widać, fanatyzm nie idzie w parze z edukacją,
bo wystarczy poczytać odrobinę, by dowiedzieć się, że obchody świąt Bożego
Narodzenia wywodzą się prosto z rytuałów pogańskich. U przedchrześcijańskich
Słowian, podczas przesilenia zimowego obchodzono Nowy Rok, czyli narodziny
Bożica - młodego Boga. Te obchody nosiły nazwę Szczodrego Wieczoru. Dokładny
czas tych świąt ewoluował, i data 22 grudnia została zastąpiona datą 24
grudnia - jako dzień narodzin Jezusa - bo w żaden sposób nie mówi o niej
Biblia. Ostatecznie 25 grudnia jako dzień narodzin młodego Boga został
zatwierdzony w czasach rzymskich, kiedy właśnie tego dnia obchodzono Dies
Natalis Solis Invicti - Dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca. Natomiast
wg św. Łukasza, Jezus narodził się w październiku, ale to jest zupełnie
inna sprawa.
Zdaniem p. Dorny, bałwan, w odróżnieniu od szopki jest pogański
i zagraża chrześcijaństwu. Spieszę donieść zatem, że zdaniem historyków,
pierwsza szopka została stworzona przez Franciszka z Asyżu na początku
XIII w. i była wynikiem wyobraźni jej autora. Jeśli p. Dorna znałby historię
szopki, wiedziałby, że nakładanie na nią symboliki Bożego Narodzenia jest
głębokim nadużyciem.
Jest takie powiedzenie: jedni wiedzą, inni wierzą. Jak widać
- można jedną i drugą wartość pogodzić, czego przykład dał nam Jan
Paweł II. Natomiast fanatyzm religijny jest zjawiskiem niepokojącym, zwłaszcza
jeśli towarzyszy mu niewiedza. Wesołych Świąt!
Poganka Agnieszka Krupak
Mississauga
Od redakcji: Szanowna Pani, widać, że jest Pani po kursach
religioznawstwa, ale chyba nie uczęszczała Pani na katechezy. Dziękujemy
za obszerną wypowiedź.
GONIEC NR 44/2007 (201)
(2-8
XI 2007)
Warszawa znajduje się koło Pruszkowa
Ostatnie wybory do Sejmu RP w Warszawie, a szczególnie niespotykane
poparcie dla Donalda Tuska, utwierdzają mnie w przekonaniu, że działalność
PiS-u i J. Kaczyńskiego poważnie przestraszyła nie tylko różnej maści przestępców
z Pruszkowa, ale także cwaniaków warszawskich, których w tym mieście nigdy
nie brakowało. Znane jest przecież powiedzenie: "Nie ma cwaniaka nad warszawiaka".
Wszystkie wskaźniki ekonomiczne rządu J. Kaczyńskiego były i
są niezwykle korzystne, w tym przyrost miejsc pracy i poważna redukcja
bezrobocia.
Zastanawiające dla mnie jest np. to, że bystry i zazwyczaj dociekliwy
redaktor Jacek Żakowski nie zwrócił uwagi na ordynarny i pewny siebie język
posłanki Beaty Sawickiej w podsłuchanej przez CBA rozmowie.
Rozmowa dotyczyła prywatyzacji szpitali. Dociekliwy J. Żakowski
nie zauważył tego, że zarówno PiS, jak i minister zdrowia Z. Religa nie
widzą grozy w prywatyzacji szpitali w Polsce. Nie akceptowali i nie akceptują
prywatyzacji przez ordynarną i podstępną upadłość, o której rozprawiała
posłanka B. Sawicka.
Podczas wyborów prezydenckich środowisko sprzyjające D. Tuskowi
chciało zrobić ze zwyczajnej złodziejki niejakiej A. Jaruckiej niemal bohaterkę.
Teraz nie tylko redaktor J. Żakowski ubolewa nad nieszczęściem naiwnej
i "w gruncie rzeczy niewinnej" posłanki B. Sawickiej, którą podstępnie
zniszczyła machina państwowa, czyli CBA.
Wydaje mi się, że Polacy długo żyjący pod
zaborami mają słabość do pokrzywdzonych i sentymentów, przy czym zapominają,
iż życie jest twardą walką dobra ze złem, a korupcja nigdy nie jest korzystna
dla przeciętnego obywatela.
Druga sprawa, sprzyjająca D. Tuskowi w Warszawie, to liczenie
bardzo dobrze zarabiających warszawiaków (a jest ich niemało) na 15-proc.
podatek liniowy, głoszony od dłuższego czasu przez D. Tuska. Poza tym młodzi
ludzie, podobnie jak ja kiedyś dali się zwieść tzw. postępowości
głoszonej przez media podobne do "Gazety Wyborczej" i "Polityki".
Niestety, w Polsce ciągle obowiązuje zasada,
iż najpierw musi być źle aby można było coś naprawić. Chciałbym się mylić,
iż zło już było, chociaż wyniki ekonomiczne i wysoka wartość złotego tego
nie potwierdzają. My, Polacy, lubimy wierzyć w cuda, które zapowiada D.
Tusk.
Teraz mogę powiedzieć: "Pożyjom uwidim", jak mawiają nasi przyjaciele
ze Wschodu.
Z poważaniem i pozdrowieniami.
W. Łęcki z Gdańska
Od redakcji: Kiedyś Mikołaj Kopernik sformułował prawo, że
gorszy pieniądz wypiera lepszy - z rządami PiS-u jest podobnie - wyparte
zostają przez nierealne obietnice liberałów.
Powyborcze refleksje
Minął czas wielkiego napięcia i niepokoju, a nadszedł czas refleksji
i troski o dalsze losy naszej Ojczyzny.
W tym miejscu czuję nakaz mojego serca, aby podziękować tym Polakom
w kraju i za granicą, którzy wykazali się patriotyzmem i wielkim zaangażowaniem
w sprawę, która jest tak ważna dla Polski, właśnie wybory. Nie posiadanie
paszportu, nie język, nie wizyty w Polsce świadczą o tym, że jesteśmy Polakami.
Jest tam nasz wkład w rozwój i istnienie Polski, tam są nasze korzenie,
nasi najbliżsi i nasze groby i nasza ziemia zroszona potem i krwią, i tych
wartości i tych zdobyczy musimy bronić bez względu na to, gdzie i jak długo
żyjemy. Błędem jest mówić, że nie wolno nam decydować, w jakiej Polsce
chcą żyć nasi bliscy, oni są przez tyle lat karmieni kłamstwem i wrogą
dla Polski propagandą, my mamy obowiązek ich uświadomić, czym jest Polska
dla prawdziwego Polaka.
Nie kryję rozczarowania faktem, że wielu ludzi nie poszło do
głosowania, że los Ojczyzny jest im obojętny, to wielki wstyd. Zbulwersowana
jestem także postawą młodych ludzi, którzy nie znają realiów życia, własnej
historii, nie wiedzą, co to jest patriotyzm lub co znaczy jakakolwiek data
święta narodowego. Ci ludzie uwierzyli, że Tusk zbuduje im drugą Irlandię,
gdzie jest ta młodzież, która woła, że "jesteśmy pokoleniem Jana Pawła
II", czy o takiej Polsce marzył Jan Paweł II? Czy Jan Paweł II akceptował
aborcję, eutanazję i małżeństwa homoseksualne? Tusk ze swoimi koalicjantami
to młodzieży gwarantują, czyli pełną wolność i liberalizację wszelkich
zachowań. Tusk nie upomni się o sprawy dla Polski najważniejsze, suwerenność
Polski jest zagrożona, bowiem pójdzie on na układy z Unią Europejską, mówi
o poprawie wizerunku Polski za granicą, a w Unii najbardziej. Zgodzi się
on na wszystkie propozycje, byleby udowodnić, że potrafi "rozmawiać ze
wszystkimi". Nie będzie prowadził twardej polityki zagranicznej tak jak
premier Kaczyński, będzie bardzo uległy pani Merkel, która popiera Związek
Wypędzonych, domagający się zwrotu mienia dla Niemców. Mieszkańcy terenów
poniemieckich zagłosowali na PO, tak że ich los jest w rękach Niemców i
Tuska.
Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, więc musimy na wiele rzeczy
się zgodzić, iść na kompromis, ale nie możemy oddać swojej suwerenności,
przyzwalając na cudzą walutę, konstytucję i prawo, bo to nas ubezwłasnowolni.
Tego nowy rząd przestrzegać nie będzie, a Niemcy i Parlament Europejski
zacierają ręce i gratulują zwycięstwa Tuskowi, jaka to obłuda. Tusk obiecał
społeczeństwu obniżenie podatków i podwyższenie pensji oraz umożliwienie
powrotu tym, którzy wyjechali w celach zarobkowych i po przyjeździe otworzą
biznesy, wolne od podatków. Obiecał Tusk "cud gospodarczy" i w tym działaniu
popiera go Wałęsa, który ma doświadczenie, bowiem zbudował już w Polsce
Japonię. Wspólnie zrobią może coś, a może nic, ważne, że udało im się odsunąć
PiS od władzy, tylko nie wiadomo, na jak długo. W każdym razie na pewno
zbudują wielkie krematoria, bowiem eutanazja na życzenie i morderstwa w
łonie matek będą tego wymagały.
Obaj propagandziści postawią drugą "grubą kreskę" przy lustracji,
dekomunizacji i dezubekizacji oraz korupcji i rozliczeniu winnych za zniszczenie
polskiej gospodarki. Antypisowskie media, które bardzo pomogły wygrać Tuskowi,
zachłystują się jego zwycięstwem, wymuszając na politykach PiS-u i prezydencie
składanie Tuskowi gratulacji.
Mam nadzieję, że ta radość będzie zbyt krótka, a miejscem dla
nich nie będą miękkie rządowe fotele, lecz twarda więzienna prycza.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Jeśli Tusk obiecuje nam "cud gospodarczy" - to
módlmy się, bo nic innego tu nie pomoże.
Panie Kumor, "rżnie pan głupa"!
Cenię pana pisanie, ale te brednie, które pan nam tutaj serwuje,
wymagają komentarza.
Zauważyłem, że GONIEC, który pan wydaje, staje się nijaki, rozmywa
się. Jaki jest profil GOŃCA? Każda szanująca się gazeta musi mieć jakiś
profil: narodowy, katolicki, lewicowy, liberalny itd.
Nie wiem, co jest przyczyną "schodzenia na psy" GOŃCA.
Może to wpływy Tymińskiego, albo datków dla GOŃCA pewnej starszej
pani, która opuściła Polskę w roku 1968, a wg jednego zakłamanego zakonnika
jest nawiedzona Duchem Świętym.
Nie zgadzam się z pana następującymi stwierdzeniami:
1) że PiS "zaczęło dekonstruować republikę kolesiów" - jest to
nieprawda, bo kolesie mają się dobrze i żaden nie został rozliczony przez
2 lata rządów PiS. Przykład ORLEN.
2) Pisze pan, że Kaczyńscy "też ktoś robił politykę zagraniczną
bez kompleksów" - nie wiem, co pan ma na myśli, bo nie widzę żadnych zmian,
może tylko kierunku bicia ukłonów i lizaniu cudzych butów. (USA + Izrael).
3) Pisze pan, że Kaczyńscy to "ludzie spoza układu" - proszę
powiedzieć, spoza jakiego układu? Kaczory są częścią układu okrągłego stołu.
Kaczyńscy, Tusk i Kwaśniewski to środowisko lewicowo-liberalne dobrze znane
w Gdańsku. To nie przypadek, że córka Lecha Kaczyńskiego ma męża z SLD,
dawnego PZPR. Ci ludzie znają się od lat, jeszcze za czasów PRL-u.
4) Pisze pan, że do Iraku "Wiem, że to nie Kaczyńscy wysłali
tam żołnierzy" - zgadza się, polskie wojska wysłał Kwaśniewski, ale Kaczory
przedłużyły czas pobytu tych wojsk w Iraku, a dodatkowo wysłali do AFGANISTANU.
I to znacznie liczniejszy kontyngent.
5) Pisze pan, że zabrakło panu w Kaczyńskich "wizerunku nowoczesnego
Polaka - narodowca", tutaj rżnie pan głupa na całego, bo wie pan dokładnie,
że Kaczory nienawidzą narodowców, a dowodem jest zniszczenie przez nich
i media - polskiej partii narodowej LPR. Czy pan nie wie, jakiego narodu
interesów pilnują Kaczyńscy?
6) Pisze pan "Tymczasem traktat konstytucyjny został podpisany
i Polska chwilę po rzekomym zrzuceniu czerwonych kajdan, ponownie zzuła
część suwerenności". - Panie Kumor, tutaj rżnie pan głupa podobnie jak
Stanisław Michalkiewicz, używając formy bezosobowej, jakby pan nie wiedział,
kto to zrobił. Do niewoli oddał nas i podpisał traktat konstytucyjny pana
idol Lech Kaczyński.
7) Pisze pan, że w ostatnich wyborach "PiS się przeliczył". Czy
pan nie wie, że wszystko zostało z góry ustalone. Kto przy zdrowych zmysłach
oddaje władzę po 2 latach rządów. A PiS próbował to zrobić już wcześniej
- odwlekanie zatwierdzenia budżetu. PiS wiedział, że przegra, bo tak było
ustalone. Brzeziński w towarzystwie abpa Gocłowskiego (klip na onet) obserwowali
debatę Kaczyński-Kwaśniewski, Kaczyński-Tusk. Scenariusz został napisany.
Pytania i odpowiedzi również. Chodziło o wzmocnienie lewicy, co zapowiedział
Brzeziński już w 2005 roku tuż po ogłoszeniu wyników wyborów. Powiedział,
jak dobrze pamiętam, że w Polsce lewica, czyli SLD, musi zawsze być na
scenie politycznej i należy ją wzmocnić. Kaczyński w debacie z Kwaśniewskim
to zrobił. Podał pomocną dłoń Lewicy. Kaczyńscy mieli przez ostatnie 2
lata rządów za zadanie zniszczyć ludzi spoza układu, tj. LPR i Samoobronę,
i to zrobili.
8) Panie Kumor, jeśli chce pan rżnąć patriotę, to proszę wydrukować
w swoim tygodniku doskonałe podsumowanie wyborów dla ludzi, którzy czują
się z krwi i kości Polakami, napisane przez prof. Macieja Giertycha: "Nil
desperandum Nie trzeba tracić nadziei" - artykuł ukazał się 27 października
na stronie internetowej http://www.prawy.pl/ w dziale Publicystyka.
9) Dziennikarza obowiązkiem jest obiektywność i rzetelność, a
pan nie zdobył się, aby zamieścić w swoim tygodniku riposty Romana Giertycha
w Sejmie na zakłamaną wypowiedź o sukcesach PiS Jacka Kurskiego. Kurski
wymienił sukcesy LPR jako sukcesy PiS, chociaż głosował w Sejmie przeciwko
propozycji ustaw LPR.
(-)
Od redakcji: Szanowny Panie, nie zauważam ruchu "Gońca" w kierunku
"na psy", natomiast nasze pismo najwyraźniej nie domyka się w jednej z
Pana szufladek, proszę sobie je przewietrzyć. Proszę też łaskawie pisać
mniej enigmatycznie, bo nie wiem, do jakich wydarzeń się Pan odnosi. (AK)
Bóg czy pogaństwo?
Dekalog czy diabelska wolność?
Boże Narodzenie
czy święta Bałwana?
Odpowiedz sobie na te pytania.
Tuż za nami wielkie święto Halloween, gdzie królowały wiedźmy,
wilkołaki, trupy i krwawe upiory, a za tą piekielną uroczystością szybko
nadejdą kolejne święta, wesołe i radosne. Zwane są potocznie świętami Bożego
Narodzenia (to wśród ciemnego ludu), lub "Happy Season" (wśród ludzi światłych).
To święta bałwanów, jeleni z czerwonym nosem, krasnali z prezentami i co
tylko można wymyślić, aby ośmieszyć i wymazać z pamięci i z serca kolejną
rocznicę urodzin Jezusa Chrystusa.
Bądźmy szczerzy - chrześcijaństwo przegrywa. Bądźmy szczerzy
- przy pomocy twojej i mojej postawy się to dzieje. Czy to czynnej poprzez
np. takie dekorowanie swoich domów, czy to biernej nie robiąc nic. Spróbujmy
coś tu zmienić, zrobić coś konkretnego, co
by było naszą odpowiedzią na słowa P. Jezusa o przyznaniu się do Niego,
lub nie (Mt. 10.32).
Odwagi, nabierzmy ducha, podnieśmy głowy i pokażmy sąsiadom i
światu, że 25 grudnia to święta Bożego Narodzenia, a nie święta bałwana
i bałwochwalców - stawiajmy szopki. Jeżeli na ich widok dotrą do nas ironiczne
uśmiechy lub uwagi - tym większa nasza zasługa.
Apeluję do wszystkich osób prywatnych i biznesów (stolarstwo,
drukarstwo, metaloplastyka, odlewy w plastiku, każda forma rękodzieła),
którzy mają pomysły i możliwości stworzenia takich symbolicznych, ale czytelnych
form szopek lub znaczków przypinanych do kurtek, o ich wyprodukowanie i
sprzedaż. Każdy producent może zarobić, a my, chrześcijanie, oznaczając
tak swoje domy, siebie samych - damy świadectwo Prawdzie. Bo mówców dzisiaj
wielu, ale chroniczny brak świadków.
Każdy z was, kto przeczyta te kilka zdań, może przekazać je innym
i tym sposobem trafimy do ludzi, którzy te proste dekoracje wyprodukują,
a inni użyczą miejsc na ich dystrybucję.
Moja zeszłoroczna próba przeprowadzenia takiej wspólnej akcji
z telewizją "Salt and Light" oraz z "Catholic School Board" spotkała się
z odmową. Smutne? Tak. Bardzo smutne.
"Czy i wy chcecie odejść?" - pyta Jezus każdego z nas.
Roman Dorna
romancatholicdorna@hotmail.com
Od redakcji: Znaczki z szopką w klapie - dobry pomysł!
GONIEC NR 43/2007 (200)
(26
X -1 XI 2007)
***
W związku z informacją, że ze względu na wielką liczbę głosujących
część osób nie mogła zagłosować, zwróciliśmy się do Konsulatu z prośbą
o wyjaśnienie. A oto ono:
Szanowny Panie Redaktorze,
Komisja Wyborcza podjęła decyzję, że wszyscy, którzy o godzinie
20.00 (czyli w momencie zamykania lokalu wyborczego) stali w kolejce, zostali
wpuszczeni na teren konsulatu i wszyscy mieli możliwość oddania swojego
głosu. Takich osób było bardzo dużo, wszyscy zmieścili się na terenie naszego
parkingu i ogrodu. Głosowanie skończyło się realnie o 21.40. Przyjęto zasadę,
o której już wcześniej informowałam media, że pod pojęciem lokalu wyborczego
rozumiemy cały teren konsulatu, aż do ogrodzenia. Dzięki takiej decyzji,
wszyscy, którzy zostali do końca w kolejce, mogli zagłosować.
Wiem z rozmów z ludźmi, że niektórzy w ciągu dnia ze względu
na długą kolejkę rezygnowali, ale na to nie mieliśmy już wpływu.
Jeżeli oglądał Pan polską telewizję, to na pewno zwrócił Pan
uwagę, że wszystkie placówki dyplomatyczne przeżyły podobne oblężenie i
wszędzie były kolejki. To wynika z tego, że ilość osób, które zgłaszają
swoją chęć wzięcia udziału w wyborach za granicą, jest znacznie większa
w przeliczeniu na jedną komisję wyborczą aniżeli w kraju. W kraju to jest
około 1200 osób, my mieliśmy zarejestrowanych ponad 4000 osób, głosowało
3298 osób.
Staraliśmy się maksymalnie pomóc ludziom i złagodzić przykre
strony związane z długim oczekiwaniem w kolejce.
Pozdrawiam serdecznie
Julia Konowrocka
Od redakcji: Serdecznie dziękujemy.
Gorączka wyborczej nocy
Toronto, 20 października 2007 r.
Dwugodzinne oczekiwanie na oddanie głosu pod Konsulatem Generalnym
Rzeczpospolitej Polskiej w Toronto owocuje niechęcią ludzi młodych do utożsamiania
się z polonijnym społeczeństwem.
Od pierwszych minut oczekiwania nie sposób nie słyszeć wszelkiego
rodzaju komentarzy odnośnie do obecnej sytuacji politycznej w Polsce oraz
powagi tychże wyborów parlamentarnych. Nie ulega wątpliwości, że
owe przedwczesne wybory są jednymi z najważniejszych po 1989 roku.
Nie ulega również wątpliwości, że są różne poglądy, różne punkty widzenia
oraz interpretacji faktów.
Krytyce podlega jednak zachowanie i przykład polonijnego społeczeństwa
podczas oczekiwania na oddanie głosu. Pierwszym punktem podlegającym
krytyce jest nieuszanowanie ciszy wyborczej i agitacja pod Konsulatem Rzeczpospolitej
Polskiej w Toronto. Ciekawym zjawiskiem są jednak reakcje owych agitatorów
w momencie, kiedy jednostka tego samego społeczeństwa wyrazi odmienną opinię
lub zwyczajną prośbę o uszanowanie opinii innych, nie wspominając w ogóle
o uszanowaniu ciszy wyborczej.
Zdumiewające jest to, jak szybko potrafi się osądzić drugiego
człowieka, jak sprytnie można starać się pozbawić drugiego człowieka godności
tylko z racji odmiennego zdania, do którego ma on niewątpliwie prawo, a
niekoniecznie gorszego. Zdumiewające jest, jak łatwo jest, powołując
się na wiarę katolicką, nazwać swoich przeciwników komunistami lub wysłać
ich "do diabła". Z wielką łatwością przychodzi większości oczekującym,
niektórym również w stanie nietrzeźwym, wykrzykiwać swoje poparcie polityczne,
agitować tym, którzy swój głos już oddali, przechadzając się wzdłuż długiej
kolejki i powtarzać: "PiS, lista numer 6". Jest to niepoprawne nie
ze względu na poparcie owej partii politycznej, gdyż każdy ma prawo popierać
dowolne ugrupowanie, lecz na nieprzestrzeganie obowiązujących zasad demokracji,
sugerując, by o godzinie 20 zamknąć bramę konsulatu, nie dając szansy na
oddanie głosu zwolennikom innych partii.
Najciekawszym zjawiskiem okazuje się brak jakichkolwiek argumentów
do poparcia swoich poglądów i swojego punktu widzenia. Kończy się jedynie
na krzyku i bezpodstawnym powtarzaniu tych samych stwierdzeń. Brak
jakiegokolwiek odniesienia się lub przytoczenia faktów; brak jakiejkolwiek
sensownej argumentacji; brak wreszcie własnej przemyślanej opinii i podstawnych
komentarzy.
Twierdzenie, że niezadowolenie obywateli polskich mieszkających
obecnie na Wyspach Brytyjskich oraz sejmowej opozycji odnośnie do masowej
emigracji jest karygodne, że jest to wynik zabiegań większości społeczeństwa
jeszcze za czasów PRL-u do możliwości wyjazdu za granicę, jest co najmniej
bezpodstawne. Jest ogromna różnica pomiędzy wyjazdem z kraju w celach turystycznych
oraz wyjazdem w celach zarobkowych, z braku możliwości zarobkowych we własnym
kraju.
Nasuwa się pytanie, czy prawo do głosowania Polonii zagranicznej
jest uzasadnione, w sytuacji kiedy te osoby nie przestrzegają polskiego
prawa i nie mają bezpośredniego wpływu na ekonomię Polski, z racji zamieszkania
poza jej granicami?
R. Jankowski
Od redakcji: Prawo głosowania Polonii ma sens, bo obywatele polscy
mają prawo głosować, bez względu na miejsce zamieszkania, problem tkwi
w ordynacji wyborczej, że wszyscy Polacy zamieszkali poza granicami głosują
w jednym warszawskim okręgu. Skąd Pan wie, że głosujący nie mają wpływu
na polską gospodarkę?! Polacy mieszkający w Irlandii czy Wielkiej Brytanii
mają przemożny wpływ!
Zastępcze życie
Odpowiedź na list pani Krystyny Broszkowskiej
Pani list dowodzi wielkiego zaangażowania w opisane przeze
mnie w artykule "Reszta jest milczeniemÉ" (7-13 IX 2007) wstrząsające koleje
losu emigrantki, kobiety i matki, którą zarówno Pani, jak i ja darzyłyśmy
przyjaźnią, była bowiem osobą niezapomnianą, bardzo wartościową, a spotkała
ją, bez jej winy, prawdziwie antyczna tragediaÉ.
Celem moim było wykazanie na przykładzie tej tragedii, że prawo
kanadyjskie, w zamyśle broniące słabszych, a więc dzieci i kobiet, w praktyce
bywa wypaczane i w efekcie, na skutek drastycznych rozwiązań, ofiarą pada
zarówno matka, jak i dziecko. Nieporozumienia rodzinne zdarzają się w każdej
rodzinie, ale to nie znaczy, że należy z byle powodu tak szybko i bezwzględnie
odrywać na zawsze dziecko od matki, dając mu rodzinę zastępczą, a
rodzoną matkę pozbawiając praw rodzicielskich!
Sama Pani potwierdziła, że była to, w tym przypadku, niewyobrażalna
krzywda, wyrządzona również dziecku. Dodała Pani parę oburzających przykładów,
dotyczących morale owej rodziny zastępczej, do której sąd beztrosko córkę
naszej zrozpaczonej Przyjaciółki skierował. Była to, jak widać, rodzina
z gruntu nieuczciwa, okradająca tę dziewczynę, jak się dało, pobierając
cały czas od państwa niemałe pieniądze na jej utrzymanie. Zgadzam
się z Panią: rodzinę zastępczą tak traktującą powierzone jej prawnie dziecko
należałoby postawić przed sądem za okradanie i rozkradanie mienia po matce,
biżuterii i innych cennych rzeczy dziewczynki, nieoddanie jej wartościowych
przedmiotów w momencie opuszczania przez nią tak koszmarnego "zastępczego
życia". Czy dziewczynka na domiar złego musiała przeżywać dodatkowy szok
(jak Pani pisze), opuszczając ową wyrodną zastępczą rodzinę, a wcześniej,
na co dzień, udrękę związaną z perfidnym postępowaniem zastępczej matki,
wymawiającej dziecku każdy kawałek chleba i nie znajdującej dla nastolatki
nawet pieniędzy na dobrą bieliznę...!
W Pani słowach rysuje się wstrząsający obraz życia współczesnego
kanadyjskiego Kopciuszka, oderwanego od kochającej matki i skazanego
na ten los w tutejszych rodzinach zastępczych. Nie jest to, niestety, wypadek
odosobniony, wiele jest dziecięcej katorgi w nieuczciwych rodzinach zastępczych,
traktujących dziecko jako gratkę, która wpadła im w ręce, i usiłujących
na tym dziecku zarobić w wieloraki sposób. Prosimy czytelników o ujawnianie
podobnych przypadków, bo jest to temat do oddzielnego artykułu.
Na koniec poruszona przez Panią sprawa zdjęcia - w początkach
sierpnia, gdy przed wyjazdem do Polski zaniosłam je do redakcji, otrzymałam
zapewnienie, że będzie ono publikowane z mgiełką, zakrywającą twarz matki.
Niestety, artykuł ukazał się dopiero we wrześniu i w nawale pracy redakcja
zapomniała o danym mi przyrzeczeniu, za co serdecznie przepraszamy.
Krystyna Starczak-Kozłowska
Gdybanie
o Powstaniu Warszawskim
Ten list leżał i dojrzewał od ostatniej rocznicy i pańskiego
artykułu. Nowy impuls dał mi artykuł we "Wprost" odkrywający niby wielką
tajemnicę, że to Stalin za tym stał. Kazał ewakuować Gomułkę, Bieruta
i innych do Lublina, wiedząc o przyszłej zagładzie. Piszą tam o cudownej
zmowie Stalina i Hitlera, żeby zdławić powstanie. Zaiste ciekawe, że dwie
potęgi nagle wstrzymały swoje najkrwawsze zmagania, jakie zdarzyły się
w dziejach ludzkości. Cudownie pomijają wiele innych aspektów.
Problematyka Powstania Warszawskiego pewnie nigdy nie da nam
spokoju, dopóki nie nazwiemy do końca rzeczy po imieniu ("...a zmienią
się w okamgnieniu" ...ukłon dla zespołu Raz Dwa Trzy). Mam tu na myśli
zadanie dla historyków, polityków, publicystów i autorytetów opiniotwórczych.
Osobiście wchłonięty byłem przez wstrząsające reportaże w TV przy kolejnych
rocznicach powstania, pisma Bratnego i dziesiątki artykułów odsłaniających
kolejne prawdy i niedomówienia. Historycy, wiadomo, pisali tylko tyle,
ile władza i cenzura pozwoliła. Wiem, że więcej wiedzieli, niż im było
wolno. Publicyści pisali to, co ich sumienie komunistyczne dyktowało lub
cenzura z politbiura. Politycy zawsze kochają niedomówienia i dyplomację.
Pozostawało nam wróżyć z fusów. Uczciwi publicyści musieli ciężko się nagimnastykować,
aby przemycić aluzje, podsunąć fakty, zostawiając wnioski odbiorcy. Nie
wszystkie wnioski wyciągnęliśmy prawidłowo.
Długo nie dochodziło do naszych serc i umysłów, że nasi ukochani
alianci: W. Brytania, USA, a wcześniej Francja, zostawili nas na
łaskę losu. Jeszcze dłużej zajmuje nam nazwanie rzeczy po imieniu. Oni
nas bezczelnie i z wyrachowaniem ZDRADZILI!!! I chyba najtrudniej jest
nam uwierzyć, że nie tylko nas zdradzili. Przy okazji nas doszczętnie wykorzystali.
Oni nas cynicznie oszukali. Tylko nieliczni mówią, że wmanewrowali nas
w powstanie. Stwierdzili, że nadszedł czas, aby się pozbyć tej armii
(AK) i tych ludzi, z którymi "zawsze są kłopoty" (kaleka troszczy się i
drży...[Kaczmarski]). Powstanie przegrało nie w chwili podpisania kapitulacji.
Powstanie przegrało w Jałcie i za biurkiem Churchilla i Stalina. To Churchill
i Stalin z wielkimi tego świata zainicjował powstanie i skwapliwie pomógł
je zdławić, wstrzymując pomoc. Są dowody na to, że rząd na uchodźstwie
i dowództwo naszych armii orientowało się doskonale w sytuacji. Doskonale
wyczuwali coraz wyraźniej wyłaniające się intencje i prawdziwe plany Churchilla.
Zaczęło się od prezentu Stalinowi w postaci "niefortunnej śmierci" Sikorskiego.
Masakra pod Monte Cassino (cudowne uszczuplenie zbyt dużych oddziałów,
domagających się przerzutu do walczącej Polski).
Myślę, że winnego trzeba szukać nie wśród nas, ale wśród tych
co naprawdę rządzili. Powstanie wybuchło nie dlatego, że potężne miasto
chciało dokonać zbiorowego samobójstwa. Społeczeństwo Warszawy i dowództwo
AK wierzyło w słuszność powstania. Pytanie, dlaczego wierzyli?
Bo po pierwsze, były przesłanki, że alianci się przyłączą i z
wielkimi stratami, ale uda się osiągnąć sukces. Po drugie, ci alianci mocno
podpuszczali, czyli wysyłali depesze i kurierów z mocnymi sugestiami i
zapewnieniami, że pomogą (podobne mocne sugestie i zapewnienia roztoczyły
międzynarodowe media przed studentami na Tiananmen Square, mając
oczywiście ich gdzieś). Sugerowali scenariusz, którego nigdy nie mieli
zamiaru dotrzymać. Takie coś nazywa się oszustwem i zdradą, a skutki tych
występków to zbrodnia, zagłada i ludobójstwo. Dowództwo polskie, a przynajmniej
jego część w Londynie, w ostatnich dniach, a nawet godzinach wiedziało
o prawdziwych zamiarach Churchilla i Stalina. Prawdopodobnie nawet próbowali
zapobiec powstaniu. Nie mieli prawdziwej władzy w ręku, a ich depesze po
prostu były cenzurowane przez Brytyjczyków. Możliwe, że nawet zabronili,
lub też odmówili podjęcia decyzji. Nie była to zbyt duża przeszkoda dla
Brytyjczyków, po prostu wysłali telegram z fałszywką. Są na to poszlaki,
a pewnie i dowody. Dowiemy się po odtajnieniu, za jakieś sto lat, gdy raczej
najnowsza wojna będzie wszystkich wstrząsać.
W przypadku zbrodni zawsze stawia się pytanie, kto na tym skorzystał.
Stalin był za, bo miał okazję pozbyć się AK i opozycji praworządnych Polaków.
Pomogło mu to na zebranie dodatkowych sił, przed ostatecznym szturmem.
Powstanie pomogło choć w małym stopniu osłabić armię hitlerowską. Hitler
nie miał wyboru, z pragmatyzmem zabrał się do likwidacji powstania, widząc
wyraźny gest ze strony Stalina i "aliantów". Wykorzystał to na zwarcie
szeregów i bezcenny dodatkowy czas na dokańczanie wunderwaffe. USA
i W.B. pomogli to i resztę pozorów zmontować. Oficjalnie winę ponosi oczywiście
Hitler i Stalin. Mają wytłumaczenie alianci, że byli związani frontem włoskim
i japońskim i dużym oporem na froncie zachodnim.
Argument o możliwym zajęciu zachodniej Europy przez Stalina jest
słabiutki. Armia Radziecka mimo rozkręcenia ciągnęła resztkami SIŁ I ZAPASÓW
AMUNICJI. Zbyt słabi mogli okazać się w konfrontacji z USA. Mieli też niedokończoną
wojnę z Japonią (Japonię rozegrali po rycersku. Wpadli do Mandżurii po
podpisaniu bezwarunkowej kapitulacji przez Japonię). Armia sowiecka wkroczyła
z rozpędu na Bornholm i do Austrii. Po czym się wycofali, bo Stalin respektował
ustalenia z Jałty, które zapewniały mu i tak potężne wpływy i kontrolę.
Stalin na pewno miał chrapkę na więcej. Gdyby okazało się, że "ups", ćwierć
Europy mu wpadło w poślizgu, pewnie rozmowy wyglądałyby inaczej. Orientował
się też w wyścigu o wunderwaffe i pewnie Amerykanie dyskretnie go ostudzili
jednym zdaniem: "we got it". Co pokazali zaraz w Hiroszimie i Nagasaki.
Argument o inicjatywie AL też jest słaby, choć niezupełnie. AK
miało przewagę w wypadku konfrontacji z AL. Gdyby AL wystartowało pierwsze,
co miało miejsce (na rozkaz Stalina), to i tak w pierwszej fazie obie strony
współpracowały, mając wspólny cel, walkę z Niemcami i ROZPOCZĘCIE,
odkładając porachunki na później, co, jak wiemy, nigdy nie miało szansy
nastąpić.
W świetle moich skromnych domysłów wina Bora-Komorowskiego jest
znikoma. Uważam, że był jak komputer pracujący na fałszywych danych. Niemcy
i tak planowali masowe aresztowania i zagładę AK. Wybór, czy czekać na
łapankę, czy walczyć jest oczywisty.
Na pytanie o skomunizowanie wschodniej Europy świetnie odpowiada
Kaczmarski. (Stalin; "..ja im pomocną podam dłoń, potem niech rządzą
się jak chcą"...). Wszystko było ustalone w Jałcie. Milion ofiar
w tę, czy w tamtą stronę, dla Stalina było bez znaczenia. Nigdy nie liczył
się z ilością ofiar w ludziach we własnych siłach, a tym bardziej przeciwnika.
Nie miało tu znaczenia ilość ofiar po stronie USA, W.B., ZSRR
czy powstańców warszawskich Bora. Czyż nie chodziło o jak największą
ilość ofiar? Skomunizowanie i tak by nastąpiło, bo tak chciała trójca.
Zbyt bliski jest wniosek paradoksalny. "Trzeba było z Hitlerem". Wiadomo,
że to odpadało, bo i tak planował nas wyrolować. Najprawdopodobniej rzucając
nasze armie na pierwszą linię frontu z Rosją (ZSRR).
Kogo więc winić? Częściowo dałem na to swoją odpowiedź. Może
prawda (tutaj piekło) ma jeszcze jedno dno, o którym nie wiemy (podobno
piekło nie ma dna - Muruki Hurakami), prawda o powstaniu jest wielce skomplikowana.
Nie winiłbym szeregowców, prostaków, dzieciaków, desperatów i społeczeństwa.
Nie winiłbym dowództwa, które zostało oszukane i wymanewrowane.
Czyżby to był plan Boży i czyściec na ziemi? Kto wie?
g.k.
Od redakcji: Zgadza się, prawda jest skomplikowana, ale to nie
znaczy, że powinniśmy milczeć.
***
Od wielu tygodni zastanawiam się, napisać czy nie, a może nie
warto? Ale dziś siadłam, chcę przelać na papier myśli, które zaprzątają
moją głowę i nie dają mi spokoju.
1. Korzenie, jak to modne obecnie słowo. Jest wiele znaczeń pod
tym słowem. Korzenie narodowe, czyli przynależność do danego narodu: kultury,
przywiązania, miłości, odpowiedzialności, i są inne korzenie, bardzo głębokie,
z jednej strony bardzo pozytywne, a z drugiej gdy ktoś je opuszcza i wchodzi
w inne środowisko, uzewnętrzniają się w czasie emocji, co widzieliśmy w
Sejmie i innych wystąpieniach naszych posłów.
Jest to skandaliczne. Najgorsze, że mówi się o promocji Polski
na świecie, zupełnie zapominając, że świat się zmniejszył przez technikę
i obecnie wszyscy to widzą i słyszą, a to nie jest pozytywna promocja.
Pewien pan powiedział kiedyś słowa "Jestem za i przeciw", ogólnie wywołało
to śmiech, a to wcale nie jest śmieszne. To są korzenie człowieka, który
nie jest na swoim miejscu, nie jest pewien swoich decyzji, więc jak potrzeba,
jest za, a jak niewygodnie, to przeciw. Niestety, ta polityka jest dalej
uprawiana, można jednego dnia mówić tak, a następnie się wyprzeć i mówić
inaczej.
Nie wiem, jak panowie posłowie, ministrowie i tak dalej nie mają
ambicji rządzić w ten sposób (nie mówię o honorze, bo to za wysoki
szczebel). Zbliżają się wybory, oglądam z uwagą wszystkie wypowiedzi, dyskusje
i debaty. Pierwsza, p. premier Kaczyński, nie wniosła nic specjalnego.
Druga, bardziej konkretna, no może być przyszłością. P. Tusk przypomniał
Premierowi słowa w windzie, że "zabić ciebie to dla mnie jak splunąć".
Ile osobistej nienawiści musi być w człowieku, żeby mógł powiedzieć takie
słowa. Nie analizuję reszty oprócz kwoty, która jest przeznaczona na Kancelarię
Prezydenta i Premiera. Myślę, że p. Premier nie zapomni tego p. Tuskowi.
Teraz wybory, jeśli wygra PiS, będzie dalej ta sama idea. Co
nie stanowi dla Polski poprawy jej wizerunku w świecie. Jeśli wygra PO,
to PiS zrobi wszystko, żeby PO nie mogło nic zrobić (PiS tak kocha Polskę).
Po tej debacie p. Premier się rozchorował. Będzie miał czas na opracowanie
strategii, jak niszczyć przeciwnika.
Trzecia debata: były prezydent był w niezłej formie jak na człowieka
chorego na zakaźną chorobę. Jest ona rzeczywiście zakaźna, wielu jest nią
zarażonych, mimo że nie byli na Filipinach. Jednego nie rozumiem, naród
polski tak głęboko wierzący, chodzący do kościoła, a pijący, kradnący i
wredny jeden dla drugiego. Na pewno jest to w dużej mierze przeszłość bez
wolności. Ale teraz jest wolność i należy zmienić swoje tradycje na bardziej
pozytywne. Przeszłość zostawić historykom, a zwrócić uwagę na przyszłość
i teraźniejszość. Już jeden z biskupów powiedział, że łatwiej jest niszczyć
niż budować. Dobrze by było się nad tym zastanowić.
Papież powiedział, że Polska powinna patrzeć do przodu. Myślę,
że to nie jest takie głupie! Jest wiele w mojej głowie jeszcze myśli, ale
nie chcę zanudzać. Reasumując, myślę, że może 3-4 pokolenie jakoś wprowadzi
rzeczywiście Polskę do Europy.
Ewa Leśniewska
Od redakcji: Wedle naszych informacji, Polska w Europie jest od
zawsze, kulturowo zaś od przeszło tysiąca lat. Proszą się pozbyć kompleksów.
Szanowny Panie Redaktorze,
Poniżej załączam list w sprawie zabezpieczenia majątku i pamięci
o weteranach członkach Koła nr 20 SPK.
Dwa dni temu, dokładnie 15 października 2007, otrzymałem list
od Zarządu Koła nr 20 datowany 2 sierpnia 2007, czyli rozesłany dwa i pół
miesiąca później, a domagający się odpowiedzi w ciągu następnych paru tygodni,
napisany nie wiadomo przez kogo, bo podpis jest nieczytelny. Natomiast
treść tego listu to nieprzemyślany zbiór beznadziejnych propozycji, które
podobno mają zabezpieczyć nasz majątek i zachować pamięć o weteranach,
którzy ten majątek budowali. Pierwsza część tego listu to slogany powtarzające
się z małą zmianą w korespondencji Zarządu Koła. Dalej dowiadujemy się,
że opiekę nad domem objęły dzieci weteranów, ale nic nie ma o Kanadyjczykach
polskiego pochodzenia, którzy służąc w rezerwie armii kanadyjskiej, chcą
nasz majątek wziąć pod opiekę wojska. Również ani słowa o nowo przybyłych
członkach ostatniej emigracji, którzy nic do czynienia z weteranami nie
mieli, ale będąc członkami Koła, na pewno mają własne plany, jak się z
tym majątkiem załatwić. Przede wszystkim nim przyjdzie do głosowania, to
zagadnienie, kto może głosować z punktu widzenia prawnego i moralnego,
musi być wyjaśnione.
Jeżeli chodzi o podane propozycje do budowy czy przebudowy domu
starców czy jakiegoś szpitala, to nasz majątek, biorąc pod uwagę koszt
budowli instytucyjnej, wystarczy na zrealizowanie obiektu wielkości naszego
domu. A tablice pamiątkowe będą prawdopodobnie umieszczone tam, gdzie ludzie
nie chodzą. Uniwersytet Torontoński z dziką rozkoszą nasz budynek przyjmie,
ale będąc nienadający się do ich użytku, szybko zostanie sprzedany włącznie
z tablicą donatora, a pamięć o weteranach zaniknie raz na zawsze. Mówiąc
o utalentowanej młodzieży i finansowej dla niej pomocy, mówimy o młodzieży
uniwersyteckiej, a dla niej pomoc jest dostępna, tylko trzeba wiedzieć,
gdzie pukać.
A prezes, bo podejrzewam, że on jest autorem tego listu, zamiast
błądzić, szukając beznadziejnych propozycji, powinien zapoznać się ze Statutem
SPK, który wraz z regulaminem wewnętrznym reguluje działalność naszego
stowarzyszenia. A statut SPK par. 4 (a) wyraźnie mówi, cytuję: "Stowarzyszenie
dąży do utrzymania łączności z Narodem Polskim, obrony Jego dobrego imienia,
oraz szerzenie prawdy historycznej o Polsce". Naszym obowiązkiem jest to
wykonać, wykonując, zabezpieczymy nasz majątek i zostawimy wieczną pamiątkę
dla następnych pokoleń. Jak to zrobić, było już podane w felietonie redaktora
naczelnego "Gońca", p. Andrzeja Kumora, jak również parę miesięcy później
przez kol. A. Gaszyńskiego w liście popierającym moje Sympozjum. Dla zainteresowanych
materiał ten jest dostępny w każdej chwili.
A my, starzy weterani, którzy o Polskę walczyli z bronią w ręku,
dzisiaj, będąc dwie minuty przed dwunastą, zostawmy po sobie instytucję,
która będzie kontynuowała tę walkę ochrony i obrony Sprawy Polskiej i Narodu
Polskiego, przez przekazywanie prawdy historycznej nie tylko następnym
pokoleniom, ale również tym wszystkim, którzy tę prawdę fałszują.
Wiesław Wódkiewicz,
Dypl. Arch.
Od redakcji: Sprawę tę muszą sami rozwiązać właściciele i fundatorzy
budynku.
Panie Andrzeju,
Pamięta pan, kiedyś mówiłem, że świat się dzieli na baców, juhasów,
barany i owce. I sprawdziło się moje twierdzenie. Ludzie się tak dzielą
w świecie, nawet w Polsce. Kto by pomyślał, że w Polsce wygra postkomuna!
To oznacza, po prostu, że naród polski jest taki sam jak inne, a nie tam
patriotyczny, religijny itd., bo to jest wszystko bull sh...
Roman
|