|
|
.. |
LISTY DO REDAKCJI
archiwum nr 2
|
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne,
chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych,
pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych
listów.
GONIEC NR 23 (26)
(4-10
czerwca 2004)
Do wszystkich, którym temat jest nieobojętny!
Szukam wsparcia moralnego. Moje młodsze dziecko wyszło dziś z
lekcji religii (klasa 9 szkoły katolickiej), podczas której, już drugi
dzień z rzędu wyświetlano film o homoseksualiźmie. Na dodatek, dziś okazało
się, że celem całego przedsięwzięcia jest wykazanie, że homoseksualizm
nie jest grzechem. Temat ten jest włączony do "curriculum" a więc nauczyciel
musi go wykładać na lekcjach. Teraz ja muszę, na jutro, przygotować jakiś
list do szkoły, popierający postawę mojego odważnego nastolatka. Nie muszę
chyba dodawać, że oczywiście popieram i podziwiam tego typu zachowanie.
Stella
Od redakcji: Powtarzamy za panem Emanuelem Czyżo, który nam
ten apel bezradnej matki podesłał: "Może ktoś ma pomysł w tej sprawie?".
Szanowny Panie Redaktorze,
W wywiadzie 8 maja 2004 pan konsul generalny RP w Toronto powiedział
w telewizji etnicznej Toronto: "... z dniem 1 maja został zniesiony obowiązek
wizowy dla obywateli kanadyjskich udających się do Polski...". (koniec
cytatu)
W "Gońcu" jakiś miesiąc temu było również napisane na pierwszej
stronie: "Do kraju bez wiz".
A mnie się wydaje, że pułapka paszportowa DALEJ istnieje.
Otóż zarówno komunikat polskiego MSZ z 29 kwietnia 2004 o zniesieniu
wiz, jak i pan konsul mówią - i tu proszę czytać UWAŻNIE - "... dla obywateli
kanadyjskich ... ".
Zaś zgodnie z polską ustawą o obywatelstwie : "Obywatel polski
nie może być również uważany za obywatela innego państwa". Tak więc "podwójni"
obywatele kanadyjsko-polscy na terenie III RP są TYLKO obywatelami POLSKIMI.
To w połączeniu z innym przepisem, mówiącym że: "Z dniem 1 maja
2004 przekraczanie granicy przez obywateli Rzeczypospolitej Polskiej do
państw UE jest możliwe na podstawie ważnego dowodu osobistego lub paszportu"
powoduje, że na wyjazd z Polski obywatel polski musi posiadać albo dowód
osobisty, albo ważny POLSKI paszport.
Tak więc to hurra, że do Polski bez wiz, ma małe znaczenie dla
"podwójnych" obywateli, bo zawsze się mogą przyczepić przy wyjeździe!!
Na stronie śląskiej SG http://www.slaski.sg.gov.pl/sg/index.htm
i dalej Porady, Przekraczanie Granicy, jest napisane m.in:
"Niezmienione pozostają zasady dotyczące obywatelstwa polskiego.
Zgodnie z obowiązującym prawem, obywatel polski nie będzie nadal uznawany
równocześnie za obywatela innego państwa. W przypadku posiadania również
innego obywatelstwa obywatel RP będzie mógł przekroczyć granice państwa
na wyjazd z Polski wyłącznie na podstawie polskiego paszportu lub dowodu
osobistego" (koniec cytatu).
Jeszcze dzisiaj, 30 maja 2004, o godz. 14:40 (Toronto), tak tam
jest. Gdyby zaś "cudownie zniknęło", to proszę wejść
na inne forum, gdzie jest "screen shot" w/w - to na pewno nie zniknie i
każdy będzie sobie mógł przeczytać. Podaję adres tego innego forum: http://www.salonniezaleznych.org/forum/viewtopic.php?
t=191 i pojechać parę postów w dół.
No więc jak - czy pułapka paszportowa dalej istnieje ?
Serdecznie pozdrawiam,
JK
Od redakcji: Proszę Pana - i tak, i nie: teoretycznie - tak,
praktycznie - nie (choć zawsze jeszcze może zaistnieć).
Droga redakcjo
Serdecznie proszę o kontakt z Wilnem, z polską organizacją lub
kimś, kto może pomóc uzyskać informacje o właścicielach ziemskich na Wileńszczyźnie.
Sam urodziłem się w Wilnie i szukam moich "korzeni" - z lat 1865-1905 (chodzi
o właścicieli wsi Muśniki). Łączę serdeczne pozdrowienia z gorącej Florydy
nad Zatoką Meksykańską.
Jerzy Hoch-Gryszkiewicz
PS Przeczytałem w "Gońcu" o Wilnie dzisiejszym i stąd ten list.
Od redakcji: Proszę spróbować skontaktować się z redakcją "Tygodnika
wileńskiego" z pewnością pomogą (http://www.tygodnik.lt).
Panie Andrzeju!
Skoro już Pan tak daleko się posuwa w sprawach żydowskich, cyklistów
i innych niewygodnych tematów, postanowiłem przesłać mój pomyśl-punkt widzenia,
który inni wyśmiewają.
Kilka pytań. Co zaśpiewała grupa Bony M. w Sopocie? I komu? Co
to jest za najstarszy hit-szlagier zaczynający się od słów ...at the river
of Babilon....Czyż to nie jest psalm 137? Dlaczego Bony M. nie zaśpiewało
ostatniej i przedostatniej zwrotki? Warto poczytać. Czyż to nie był massage?
I do kogo? (wiadoma grupa). Co to był BABILON (garstka pastuchów według
ekipy miłościwie panującego imperatora, która nigdy nie stworzyła państwa
NPR (National Public Radio)? Dlaczego polski posterunek nazywa się BABILON?
Czy są tam Polacy?..." i nadejdą ludy północy". A może ochotnicy spośród
wszystkich Polaków Kwacha? Największy król Babilonu NEBOKADNEZAR II co
podbił w 586 p.n.e.? 2003+586=2588. 2588 lat jeżeli nie ma
rozbieżności w liczeniu lat. JUST zaokrąglijmy - 2600 lat czekała pewna
grupa, żeby się zemścić. Czyż nie pisze w APOKALIPSIE ...upadł wielki BABILON....?
Jest to inny punkt widzenia, ale może najważniejszy?
W oderwaniu - Co to za akcja z tym agentem Michaliszynem? Osobista
zemsta? Gdzie dopisek redakcji? Po co ten kij w mrowisko? Niech nam Pan
wyraźnie podkreśla, że nie jest Pan specem od wsadzania kija w mrowisko.
Czy ten wpływowy, nie pozwie Pana o zniesławienie? A jeżeli nie pozwie,
to może Pan jest NIETYKALNY??? Przepraszam, ale te wnioski się nasuwają.
Niestety, jesteśmy (podwójnie, a może 10-cio krotnie podejrzliwi)
I niestety, Pan musi nam się tłumaczyć, i codziennie uwiarogodniać - skoro
wyszedł Pan na afisz.
Jako mgr sztuki (obecnie zwykły kierowca trucka), wciąż mam niedosyt,
jeżeli chodzi o szatę graficzną. Artysta w drobnym ułamku, ale logik z
drugiej strony, stwierdzam, że brakuje mi rubryczki WYSTAWY. Jak możecie
tak autorytatywnie i tak źle wyrażać się o sztuce (Zyman, Rybiński (Rybczyński?
przepraszam nie pamiętam), Sołtys), skoro nie ma nawet tak podstawowej
darmowej rubryki jak wystawy naszych największych i tych tylko dobrych
i ciekawych. My !@#$%%^&#%$$% nie mamy pieniędzy na reklamę.
Na to nigdy nie było. Pytanie - kto przeszedł do historii. Tylko ci co
nie mieli na reklamę. Jeżeli chodzi o sztukę (cokolwiek - muzyka, malarstwo,
fotografia, rzeźba i inne dyscypliny)... to może okaże się po latach, że
jakiś drobny autograf lub szkic więcej będzie wart niż... ileś tam $. Wracając
do ataku Zymana i spółki, toż oni w sposób alegoryczny zaatakowali Pana
samego. Może i słusznie. Zapominają jednak, że wg. Banacha nie ma sztuki
bez kiczu. Nie może być wielkiej sztuki bez dołów, czyli bez kiczu. Nie
może być WIELKIEJ WARSZAWY bez Grochówka. Tak jak nie może być polskiej
muzyki bez Laskowika. Jak nie może być Matejki, Starowiejskiego, Koniecznego
(i wielu innych), bez NIKIFORA, MAZOWSZA i wielu innych.
Mimo wszystko najciekawiej czyta mi się "Gońca", "Głos Polski"
i Info Nurt, obok kilku innych. Gratuluję doboru i rozeznania.
Tym razem proszę nie publikować mojego podpisu. Nie zastrzegam
jednak sobie korzystania z mojego tekstu i przemyśleń.
PS
Po zajrzeniu do dzisiejszego wydania, widzę, że się wygłupiłem
z tym Michaliszynem. Artykuł był na tyle nieprzejrzysty, że się zasugerowałem,
że to właśnie on jest agentem. Oczywiście, że można się doczytać, o co
chodzi. Przepraszam za pomyłkę. Przepraszam też za te przekręcone nazwiska.
Wracam z trasy dość zmęczony i ten dzień czy dwa to jedna wielka gonitwa,
po prostu nie chce mi się co chwilę zaglądać do gazety, żeby sprawdzić
pisownię.
Nie wiem, czy zgodzi się Pan, że KPK i ostoja opozycji w postaci
weteranów już zostali zneutralizowani i są
dyplomatycznie mówiąc co najmniej poprawni politycznie, pozostaje Moskal
i kilku samotnych Mohikanów. Jeżeli chodzi o pikanterie,
to mam na myśli te sytuacje, gdzie musi Pan spotykać się ze swoimi oponentami,
konkurencją i wrogami np. na konferencjach prasowych. Pewnie wiele by o
tym można pisać.
Jeżeli chodzi o szatę graficzną, są to sygnały, że można coś
ulepszyć. Ja osobiście już się na to nie piszę. Po 9 latach w firmie wystawienniczej
na niewolniczej stawce wypaliłem się do cna i nie mogę już nawet patrzyć
na tzw. grafikę użytkową. Poddałem się i jeżdżę truckiem. Wiem, że znajdzie
się wielu, żeby zrobić coś nowego i ciekawego, co na pewno zaowocuje. To
by było tyle dopisków.
Łączę pozdrowienia
G.K.
(Nazwisko i adres do wiadomości red.)
Od redakcji: Dziękujemy za wielowątkowy i obszerny list. Z
jednych rad skorzystamy, z innych nie. Niektóre Pana poglądy podzielamy,
a inne nie.
Szanowni Panowie
Idąc za Waszym przykładem, pozwolę sobie zamieścić komentarz
pod wywiadem z p. Boraksem - sentencję ze starego dowcipu - "A w Ameryce
biją Murzynów!". Serdeczności.
Ewa D.
Od redakcji: Naprawdę? A najlepsze maliny rosną w augustowskich
lasach...
***
No i doczekaliśmy się, teraz już dokładnie wiadomo, na czym polega
"bezpłatna" służba zdrowia. Na wszystko brakuje, mimo że nie ma wydatków
na obronę. A może i tutaj podesłano ekonomistów tej samej szkoły co tow.
Balcerowicz, doczekamy się kawałów o piasku na Saharze?
Afera za aferą - GLOBALIZACJA - Nigeria, Polska, Kanada,
Argentyna, wszędzie u władzy to samo... Świat równa w dół, skończy się
ogólnym mordobiciem przy użyciu najnowszej techniki, ale ta awantura będzie
musiała dać efekty, nie będzie pokrzywdzonych, wypędzonych, domagających
się zwrotu majątków. Tak jak po francuskiej i rosyjskiej rewolucji, bardzo
dobrze przez "nich" wspominanymi, może i w tym wypadku będą zadowoleni
(?).
Kto jest winny bezrobociu, biedzie, głupocie? Kto powinien podpowiadać?
Ich prawdy zostaną zrozumiane, jak na to zasługują, zbrodnie, oszustwa,
korupcja są błędem, za który trzeba odpowiedzieć.
Następna wiadomość od skazanego na dożywocie Janusza Rybaka.
To 3,5 roku we "wspaniałym" kanadyjskim więzieniu, ostatnio w pojedynczej
celi, właściwie bez kontaktu ze światem, okazało się, że jest chory - GRUŹLICA!
Warunki i odżywianie muszą być wspaniałe. Widocznie i na to brak pieniędzy.
Kanada była najlepszym krajem? Może, ale to było bardzo dawno. Myślałem,
że gruźlica jest wynikiem biedy, że była normą w komunistycznych gułagach
lub bananowych republikach, a okazuje się, że i w Kanadzie daje o sobie
znać, a może to forma eutanazji? Równamy w dół, gruźlica, korupcja, oszustwa,
a podobno jesteśmy przykładem - czego? - wszyscy już to znają i umieją.
Co w sprawie Janusza Rybaka robi Konsulat RP? Podobno nic, brak
kontaktu i zainteresowania, nie wiedzą o niczym, albo nie chcą wiedzieć.
Ale za co urzędasy biorą pieniądze? Kogo reprezentują? Rzeczpospolitą czy
tylko KC PZPR?
Zamknięcie Kanadyjczyka powokuje interwencję! Czyżby RP
była państwem trzeciej kategorii i konsulat o tym wie?
Konsula generalnego widzę czasami, przecina, uświetnia, jest
wspaniały (?), ale los polskiego obywatela nie interesuje tego jegomościa.
Bardzo ciekawych reprezentantów ma RP. Nie dziwię się, że Janusz czuje
się ogólnie dyskryminowany.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Panie Januszu, zauważa Pan jedynie tę pustą połowę
szklanki, z p. Januszem Rybakiem chętnie przeprowadzimy wywiad - prosimy
o kontakt.
***
- "Oto jestem" - przedstawiła się zaproszona przez milczącą
większość i hałaśliwą mniejszość, zawitała do Krakowa. Krakowa - świętego
chciałoby się rzec miasta - świętego historią, kulturą, wiarą, polskością.
- "Oto jestem i wyzwalam z wszelkiego zacofania, ciemnoty i nietolerancji"
- ciągnęła dalej fałszywym tonem z uśmiechem bazyliszka.
- "Odcinam was biedni Polacy (polacy) od wszelkich krępujących
was 10. więzów i korzeni. Jesteście wolni i uprawnieni do życia pełnią
wolności. Cóż złego w aborcji, eutanazji, pornografii, prostytucji, małżeństwach
homoseksualnych?!".
- "Tolerancja! Tolerancje! Toleracja!": - zawył w odpowiedzi
tłum chorych zboczeńców i ruszył w pochodzie przez święty Kraków. "Zygmunt"
milczy, nikt nie gra "larum"... Jeden z opętanych wyznaje: - "tak, nie
kryję tego, jestem klerykiem". Co za ból i rozpacz w sercu! Ks. Prymas
i oświecona (czym?) większość Episkopatu Polski też nie krył, że nie widział
zagrożeń przed wstąpieniem do Unii, która ma zapełnić żołądki ludu ziemniakami
i kapustą i przynieść tolerancję.
Śmiało, zanieśmy Europie Ewangelię! Kto - jeżeli sami mamy problemy
z jej odczytaniem i dochowaniem Jej wierności? W prawdzie i Prawdzie! Czyż
Kościół katolicki tego nie widział i nie widzi?
- Larum grają!
"Oto jestem - piękna (pudrem i szminką) i zamożna (na ludzkiej
biedzie i krzywdzie), gotowa oddać się następnym narodom".
- Panie do kogo pójdziemy?... "Jam jest który Jest"! Pytam wielebnych
i przewielebnych, ekscelencji i eminencji - czy mielibyście jakiekolwiek
(i jakie) zastrzeżenia przed wstępowaniem do lóż masońskich?...
Kto zatrzyma ten piekielny marsz krakowski?
- "Ja Jestem który Jestem"
- "Quo vadis, Domine" - J.P. II?
"Przyjdź Panie przyjdź"
Roman Dorna
416-833-5554
Od redakcji: - Odczytaliśmy symbolikę, podzielamy poglądy.
(...) Pana Waldemara Szukałę redakcja prosi o kontakt telefoniczny
(tel.: 905-629-9738).
GONIEC NR 22 (25)
(28
V - 3 VI 2004)
Panie Redaktorze
Ze zdumieniem przeczytałem Pański komentarz do listu innego czytelnika:
"Szanowny Panie, nie bądźmy pamiętliwi, zniesienie wiz kanadyjskich
dla Polaków leży w naszym narodowym interesie".
Pamiętliwi?
A co też takiego Polska zrobiła dla Kanady? Zniosła wizy? Wolne
żarty. To nie Polska, a UE, której częścią, na nasze szczęście, stała się
Polska od 1 maja. Gdyby nie UE, to do dziś jedynym sposobem na odwiedzenie
starzejących się rodziców byłby polski paszport. Jakby nasz kanadyjski
był gorszy. Autor listu, na który Pan odpowiedział, nie napisał, że tylko
i wyłącznie groźba UE zlikwidowania "klauzuli solidarności" przekonała
naszą byłą ojczyznę do przestrzegania zasad UE.
Złośliwość (choć można to nazwać inaczej) władz polskich trwała
do ostatniej chwili. "Nie to co kraj zrobił dla ciebie a to, co ty zrobiłeś
dla kraju" Co dla Kanady zrobił Prezes Sobocki jako jej obywatel? Jakim
prawem domaga się od Kanady, aby podjęła decyzję niekorzystną dla nas wszystkich
(Kanadyjczyków) i zniosła wizy dla Polski? Niech poczyta sobie, co się
dzieje w Irlandii i Anglii. Jedyne co Prezes Sobocki może dziś zrobić,
to zmienić nazwę kierowanej przez siebie organizacji na Kongres Przyjaciół
Konsulatu. Skrót pozostanie ten sam, a przynajmniej nazwa odda prawdziwy
sens dzisiejszej działalności tej organizacji. Jakim prawem ta organizacja
istnieje w Kanadzie.
Panie Redaktorze, jeżeli opowiada się Pan po czyjejś stronie,
staje się Pan jej częścią. Czy to miał Pan na myśli?
Nie mam nic przeciwko Polsce. Jest to kraj, w którym się urodziłem,
w którym dorosłem. Kraj, w którym żyją moi rodzice, ale nie znaczy to,
że mam gdzieś kraj, w którym mieszkam i którego obywatelem też jestem.
Wiem, czytałem w jednym z Pana artykułów, że wybrał Pan polski paszport.
Ja pozostałem przy swoim kanadyjskim i zapłaciłem za to na polskiej granicy,
kiedy pogranicznik stwierdził, że moja wiza jest nieważna, bo mam obywatelstwo
polskie. Nie, nie znalazł informacji o tym na komputerze czy w notesie,
ale na kopii formularza wizowego, który mu miałem dać, przekraczając granicę.
Napisałem w nim w rubryczce "obywatelstwo": polskie, kanadyjskie. Wizę
dostałem, opłatę za nią konsulat pobrał ... Czy mam pisać coś więcej? Wiem
"Narodowy Interes". Wiem, Pan wybrał polski paszport. Pan problemów nie
miał. Co Pan zrobił dla Kanady?
Tak samo jak kilku moich znajomych będę się kontaktował z moim
MP i zrobię wszystko co możliwe, aby sprawa wiz była dokładnie przeanalizowana
właśnie z punktu widzenia jak nas, podwójnych obywateli, traktowała Polska
przez ostatnie 6 lat. Nie znam nikogo, kogo rodzina lub znajomi mieli problem
z uzyskaniem wiz do Kanady, przyjeżdżając w odwiedziny bądź turystycznie.
Jeżeli ktoś chce przyjechać do pracy, to są na to legalne sposoby. Wielu
z nas tak właśnie do Kanady przyjechało. Pamiętliwi?
Ilu z nas, wybierając lojalność dla nowej ojczyzny, może dziś
pojechać tam, aby spotkać się z rodziną... na cmentarzu? Może choć na to
pytanie odpowie Pan, zanim użyje słowa "pamiętliwi".
Janusz Z.
PS Za czasów PRL-u była legitymacja partyjna, później "lojalka",
jeszcze nie tak dawno polski paszport. Dowód poparcia dla "jedynej słusznej"
czy może... Właśnie jak daleko odbiegliśmy od ...volkslisty?
Vancouver 23.05.2004
Od redakcji: Szanowny Panie, z tego co wiem, jeśli wybiera
pan tylko lojalność wobec nowej ojczyzny, może się Pan zrzec polskiego
obywatelstwa i nie będzie Pan miał problemów z polskim paszportem.
I druga rzecz, to, co się dzieje w Irlandii i Wielkiej Brytanii
nie jest wynikiem zniesienia wiz, lecz zezwolenia Polakom na pracę. Jeśli
obawia się Pan, że tłumy Polaków przyjadą tu za chlebem, a nie widzi Pan,
że już są tu za tym samym tłumy Chińczyków, Hindusów i innych nacji, to
ja się dziwię?
Witam Panie Andrzeju
Mam nadzieję, że przypomina Pan sobie naszą korespondencję dotyczącą
dzieci z Domu Dziecka w Zajezierzu. Otóż chciałam Pana poinformować z radością,
że zainicjowane dzięki Panu oraz Darkowi Krawczykowi działania odniosły
skutek i dzieci z Zajezierza otrzymały z Kanady sporo paczek, paczuszek
i przesyłek pieniężnych. Chciałam wobec tego tą drogą podziękować serdecznie
wszystkim, którzy wsparli dzieci z Zajezierza swoim Wielkim i Dobrym Sercem.
Równocześnie chcę tą drogą poinformować wszystkich Darczyńców,
iż przesłane przez Państwa dary rzeczowe zostały wykorzystane na bieżące
potrzeby dzieci, natomiast wpłaty pieniężne zostaną wykorzystane na organizację
letniego wypoczynku dla nich. Dzięki Państwa wsparciu dzieci będą mogły
w tym roku wyjechać na letnie wakacje (niektóre być może po raz pierwszy
w życiu).
Raz jeszcze serdecznie dziękuję w imieniu własnym i dzieci za
wszystko, mając nadzieję na dalsze owocne kontakty.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Zbróg
Od redakcji: My również dziękujemy z całego serca wszystkim
Darczyńcom. Kto daje z serca ubogim, daje sobie samemu.
***
Powracam do tematu programu-widmo dla "nielegalnych". Mam wrażenie,
że stawiamy cały czas niepoprawne pytanie. Zamiast pytania "czy taki program
istnieje?", powinniśmy stawiać pytanie "co należy zrobić, aby taki program
powstał".
Warto sobie uświadomić, że projekt umożliwiający chociażby zalegalizowanie
stanowisk pracy "nielegalnych", przyniesie benefity dla każdego (włączając
w to poprawnie sceptycznych konsultantów imigracyjnych). Informacja na
polonijnym rynku jest podawana w bardzo zawężonym spektrum i związane z
tym tematem komentarze już prowadzą do zbędnych konfliktów. Obiecany wywiad
z panem Boraksem (którego inicjatywie, miejmy nadzieję, wiele osób będzie
zawdzięczać unormalizowane życie w Kanadzie), obawiam się, nie poprawi
sytuacji.
Temat jest znacznie szerszy i, niestety, sami zainteresowani
(czyli "nielegalni") nie wypadają tutaj w najlepszym świetle. Według mnie,
przydałby się obiektywny reportaż, naświetlający ten temat głębiej. Nie
tak dawno oferowaliście Państwo współpracę osobom chcącym pisać reportaże.
Chętnie nie tylko udzielę wartościowych informacji, także przyłączę
się do wynagrodzenia za profesjonalne opracowanie tego tematu. Jeżeli redakcja
"Gońca" nie jest tym zainteresowana, zrobimy to prawdopodobnie sami.
***
Kilka wolnych uwag związanych z wywiadem z panem Tymińskim.
W zeszłym roku miałem u siebie studenta politologii UJ. Powiedział mi,
że dla wielu młodych ludzi pan Tymiński jest osobą nie tylko intrygującą,
legendą, także i zwłaszcza po doświadczeniach ostatnich 12 lat, źródłem
pytań "co by było, gdybyÉ?". Wyobrażam sobie, my nawet nie zdajemy sobie
sprawy, ile cywilnej odwagi wymagało podjęcie decyzji brania udziału w
wyborach prezydenckich w Polsce, nie do końca poLudowej.
Dzięki za ciekawe pismo!
J. Cichoń
Od redakcji: Szanowny Panie, Pańska propozycja brzmi bardzo
tajemniczo, prosimy o kontakt z redakcją.
GONIEC NR 21 (24)
(21-27
maja 2004)
Pojawiam się i znikam...
Tak zatytułowałem mój list do Was szanowny zespole redakcyjny
"Gońca".
Większość z państwa zna tę zagadkę: Co to jest? Pojawiam się
i znikam, pojawiam się i znikam... Nie moi drodzy, nie chodzi tym
razem o "zebry" na przejściu dla pieszych, ale o pana... Boraksa.
W 1989 roku przyleciałem do Canady, oczywiście nie mając statusu
"landed immigrant". W ZPK (Toronto) polecono mi p. Boraksa i pewną panią,
która działała pospołem z p. B. Pan ten obiecywał załatwienie sprawy
b. szybko. Zapewniał, że bez problemu otrzymam pobyt.
W ogóle tak potrafił "oszołomić" i snuć wizje, że nigdzie już
nie starałem się o pomoc, tym bardziej, że przybyłem tutaj nie znając
nikogo, ani też nie miałem w Canadzie rodziny. Zaufałem temu panu...
Czas upływał jak rzeka, a pieniądze do kieszeni p. Boraksa również
napływały.
A ja... czekałem. Nic się nie ruszało. Zdołałem się skontaktować
z panem B. Zapewniał mnie, że wszystko na dobrej drodze załatwiania. I
tak minęła jedna zima, druga zima, a papierów jak nie ma, tak nie ma.
Strach przed deportacją, nie przespane noce. Brak pieniędzy.
Nie chcę opisywać co przeżyłem. Nie chcę wracać do tego. Aż cud, że udało
mi się przez ten okres opieki p. Boraksa nie opuścić tego pięknego kraju
w kajdankach (deportowani tak są "odstawiani" na lotnisko).
Do tej pory posiadam trochę papierów z biura p. B. - na pamiątkę.
Nie ja będę rozliczać pana B. za tę pomoc, ale zadam pytanie
i może odezwą się rodacy: ilu osobom przybyłym do Canady w latach 1989-1990
pomógł rzeczywiście p. Boraks (a wiem, że było ich sporo).
Może te osoby napiszą parę słów. Może to tylko ja... miałem pecha...
Nagle pan... zniknął, jak złoty sen i pojawił się po paru ładnych
latach. No cóż... Polonia nowa, więc znowu jest okazja zarobku na naiwności
"Polaczka".
A propos: jakiej narodowości jest p. Boraks?!! Uważam, że jednak
powinien pomagać innym - bo my "Polaczki" już przyjeżdżamy do Canady nie
tylko wykształceni, ale i uświadomieni i jeśli pieniążki panu B. się skończyły
i jeśli chce zarobić, to niech szuka wśród innych nacji - bo my "Polaczki"
już nie damy się nabrać. Wszystkich tych, którzy nie wiedzą co zrobić,
zachęcam do korzystania z pomocy ludzi, którzy otrzymali pomoc ze sprawdzonego
źródła. Nie sugerujmy się tym, że pan ogłasza się w radio, czy reklamuje
w "Gazecie" - płaci za reklamę, a redakcja nie bierze odpowiedzialności,
o czym zawsze informuje.
Nie dajmy się wykorzystać. Jesteśmy Polakami i miejmy swoją godność.
Nie dajmy się obrażać i okradać.
Ukłony
Szczęśliwy obywatel Polski
i Canady
Od redakcji: Szanowny Panie, już wkrótce na łamach "Gońca"
zamieścimy wywiad z p. mecenasem Boraksem poruszający omawiane zagadnienia.
Szanowny Panie Redaktorze!
1. W "Goniec" 14-20 maja 2004 przeczytałem list pana Stanisława
Pietrasa, pod którym ja również podpisuję się obiema rękami.
2. W tym samym numerze jest sprawozdanie z konferencji prasowej
prezesa ZG KPK pana Sobockiego. Prezes Sobocki stwierdza między innymi:
"Od pierwszego maja Kanadyjczycy udający się do Polski nie muszą posiadać
wizy, natomiast Polacy - nie tylko muszą się starać o nią, ale jeszcze
muszą za tę wizę zapłacić. Uważam, że dzieje się naprawdę duża niesprawiedliwość".
Jaka niesprawiedliwość?
Czy to Kanada w jakikolwiek sposób wymusiła na Polsce jednostronne
zniesienie wiz? NIE!!! To UE wymusiło na Polsce zniesienie wiz do Kanady.
Dlaczego więc pan prezes uważa, że Kanada postępuje niesprawiedliwie? Czy
pan prezes uważa, że jak ja stwierdzę, że pan prezes może od dzisiaj wejść
do mojego domu o każdej porze dnia i nocy bez zaproszenia, to czy w ramach
"równości" (tak często powtarzanej przez pewnego konsula) pan prezes
ma również wobec tego obowiązek zezwolić mnie na prawo do wchodzenia do
jego domu o każdej porze dnia i nocy bez zezwolenia?
No jak, panie prezesie - zgodziłby się pan na to?
Przypominam również, że od paru lat było wiadomo, że zgodnie
z rozporządzeniem Rady Wspólnot Europejskich nr 539/2001 z dnia 15 marca
2001 roku, Polska będzie musiała znieść wizy dla obywateli kanadyjskich.
A tymczasem Polska do ostatniej chwili nie chciała się temu podporządkować!
Oto komunikat polskiego MSZ z dnia 2004-04-26: 2004-04-26 Ministerstwo
Spraw Zagranicznych informuje, że z dniem 1 maja 2004 roku nie będą wymagane
wizy od obywateli Australii, Brunei Darussalam oraz Nowej Zelandii. Ministerstwo
Spraw Zagranicznych informuje ponadto, że do czasu wyjaśnienia wszystkich
kwestii związanych z jego zniesieniem, obowiązek wizowy wobec obywateli
Kanady utrzymany będzie na dotychczasowych zasadach".
Tak! Kanada was singled out, panie prezesie Sobocki i Szanowna
Polonio!
Na stronie internetowej polskiej SG dnia 2004-04-26 było napisane
między innymi: "W przypadku posiadania również innego obywatelstwa obywatel
RP będzie mógł przekroczyć granice państwa na wyjazd z Polski wyłącznie
na podstawie polskiego paszportu lub dowodu osobistego."
Było napisane, bo już teraz nie. Albowiem w parę dni później
(prawdopodobnie po wezwaniu polskiej strony na dywanik w Brukseli) to ww.
zdanie zniknęło ze strony polskiej SG. Jak również polskie MSZ wydało następny
komunikat stwierdzający: "Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że
z dniem 1 maja 2004 roku nie będą wymagane wizy od obywateli Australii,
Brunei Darussalam, Kanady oraz Nowej Zelandii".
Tak nas potraktowała Polska! Chciałbym
również przypomnieć o tym, że na polski paszport, po załatwieniu wszystkich
papierów, czeka się minimum 6-8 miesięcy, a znam kogoś, kto załatwiał polski
paszport 14 miesięcy! No i oczywiście trzeba wszystko "umiejscawiać" w
Polsce, za słoną opłatą.
Dla odświeżenia pamięci przeczytajcie sobie również artykuł pana
Kumora: "Ktoś z nas sobie zakpił", który ukazał się w "Gazecie" jakieś
półtora roku temu. Tak nas traktuje Polska!
Pan prezes Sobocki mówi również: "... bardzo prosimy o pomoc
media polonijne, ... żeby skłaniały one członków Polonii, członków
naszej grupy etnicznej, by ci chodzili do swoich członków parlamentu. W
ten sposób możemy coś zdziałać ..."
Po tym ww. traktowaniu Polonii przez Polskę pan prezes ma czelność
zwracać się o pomoc do Polonii!
Panie prezesie - ja również pójdę do mojego MP, ale w celu zupełnie
odwrotnym, niż pan oczekuje. Ja apeluję do Polonii:
- Pamiętajcie, jak nas traktowano od dobrych paru lat, i nie
dajcie się nabrać na ŻADNE prośby obecnego prezesa ZG KPK. ŻADNEJ pomocy
dla Polski, jeżeli chodzi o zniesienie wiz do Kanady!
- Do polonijnych środków masowego przekazu w Kanadzie: - Ignorujcie
wszelkie prośby wychodzące z ZG KPK i proszące o poparcie ww. sprawie.
ŻADNYCH ZŁUDZEŃ POLONIO, ŻADNYCH ZŁUDZEN!
PS
W liście wysłanym do Pana dzisiaj, parę godzin wcześniej, zapomniałem
nadmienić, że o ile mi wiadomo, to konsulat kanadyjski w Polsce załatwia
80% podań o wizę w ciągu jednego dnia. Natomiast konsulat polski ZAWSZE
potrzebował co najmniej 7, a często również 14 dni na załatwienie polskiej
wizy do kanadyjskiego paszportu, i to również dla osoby, która była poprzednio
kilkakrotnie w Polsce. Jeszcze do niedawna na ścianie konsulatu wisiało
ogłoszenie, że wizę wydajemy w ciągu 21 dni, a za wizę "express" trzeba
nie tylko płacić dodatkowe $30.- ale mieć również bilet lotniczy i czekać
3 dni.
Nadmieniam, że konsulat, oczywiście za każdym razem z podaniem
o wizę, zabierał na 7 do 14 dni (a czasem i więcej) paszport kanadyjski.
Nie było mowy o tym, żeby przyjść drugi raz, po 14 dniach, i wtedy, po
przyznaniu wizy dać paszport na pół godziny w celu wklejenia wizy. O nie,
nie nie - konsulat działał z pozycji siły - chcesz wizę, to musisz zaraz
zostawić paszport na tydzień lub dwa. Czyli osoba ta była "uziemiona" na
kilkanaście dni, bo nie mając paszportu kanadyjskiego, nie mogła
się z Kanady ruszyć.
Ja uważam, że była to zwykła ZŁOŚLIWOŚĆ władz polskich w stosunku
do obywateli Kanady - żeby w jakiś sposób wymusić na Kanadzie zniesienie
wiz dla obywateli polskich.
Z poważaniem J.K.
(nazwisko i adres znane Redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, nie bądźmy pamiętliwi, zniesienie
wiz kanadyjskich dla Polaków, leży w naszym narodowym interesie.
Panie Andrzeju
Chciałbym się podzielić paroma spostrzeżeniami w nawiązaniu to
do sprawozdania z konferencji prasowej ZG KPK z dnia 10 maja br. zamieszczonego
w "Gońcu".
Otóż czy nie sądzi Pan, że nastał wręcz idealny okres (zbliżające
się wybory federalne), aby Polonia oraz jej oficjalni przedstawiciele (np.
KPK) przyjęli bardzo ostre i zdecydowane stanowisko w sprawie zarówno wiz
dla Polaków, jak i w sprawie świadczeń dla polskich kombatantów w stosunku
do obecnego rządu kanadyjskiego?
Każdy uważny obserwator poczynań ZG KPK w stosunku do rządu federalnego
odniesie chyba wrażenie, że polityka subtelnych nacisków na rząd ze strony
tej organizacji nie odnosi żadnych pozytywnych skutków. Byliśmy i jesteśmy
lekceważeni zarówno przez rząd Chretiena, jak i przez rząd Martina i na
pozytywną zmianę się nie zanosi, jeśli nie podejmiemy jako społeczność
polonijna zdecydowanych kroków w celu zmiany tej sytuacji. Mamy w najbliższych
6-7 tygodniach okazję, która może się nie powtórzyć przez najbliższe 4
- 5 lat. Czy nie powinniśmy użyć potencjału naszych polonijnych głosów
w wyborach federalnych do załatwienia przynajmniej tych dwóch palących
spraw? Czy na przykład KPK nie powinien wystąpić do przedstawicieli trzech
głównych partii politycznych w Kanadzie o prostą i szybką odpowiedź (przed
zbliżającymi się wyborami) w sprawie ich stanowiska na temat zniesienia
wiz dla Polaków oraz w sprawie polskich kombatantów? Po uzyskaniu od nich
oficjalnych odpowiedzi na ten temat, czy KPK nie powinien takich odpowiedzi
opublikować w prasie, radio i telewizji polonijnej, tak aby Polacy w Kanadzie
mogli sobie ugruntować preferencje wyborcze.
Wiem, że uczestnictwo Polaków w życiu politycznym Kanady nie
jest naszą najmocniejszą stroną. Myślę jednak, że gdy mamy jakiś wspólny
cel oraz wspólny problem, który nam potrosze wszystkim doskwiera, potrafimy
się zorganizować oraz być widzialni i słyszalni. Dowiodła tego kampania
w sprawie państwa Sklarzyków i oddźwięk, jaki miała ona w nie tylko polskojęzycznych
mediach. Myślę, że kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy polonijnych głosów
w samej prowincji Ontario będzie nie do pogardzenia dla żadnej partii federalnej.
Z wyrazami szacunku
Staszek Stanikowski
Weland, Ontario
Od redakcji: Szanowny Panie, dobry postulat tylko, aby coś
wskórać zamieszkali tu Polacy powinni gremiealnie chodzić do głosowania,
uczestniczyć w życiu politycznym i pomagać w kampanii, a niestety - tego
nie robią.
Jeszcze raz przeczytałem list p. Bohdana Szewczyka i przepraszam,
ale nic nie rozumiem, może ten list zasługuje na rozwinięcie. Samoocena
WSPANIAŁA! może ja nie dorosłem, brak wykształcenia, mam tylko zawodówkę.
Polska jako przedmurze chrześcijaństwa?
Za Jana III Sobieskiego pomagaliśmy skutecznie EUROPIE pod Wiedniem
za dobre słowo, ale potem były rozbiory. Przyjaźń z Napoleonkiem też dała
niewiele, na San Domingo do tej pory jest wiele polskich nazwisk. Po II
wojnie światowej natychmiast o nas zapomniano. Teraz znowu znaleźliśmy
sobie wspólnika i znowu ot tak sobie bez nadziei i szans, nawet wiz nie
można uzyskać.
"Nasi politycy" stoją jak... na wysokości zadania, pomagają agresorom,
na siłę muszą do UE, ale kradną w Polsce. Czyżby szykowali sobie drogi
rejterady? Wątpię, aby im ktoś pomógł - HMM? - a może mają czym udowodnić,
że należą do "wybranych" i będą mogli wrócić na ziemię obiecaną.
Okazuje się, że polska wykształcona młodzież "ma szansę" na pracę
w UE, na pewno? A może chodzi o to, aby reszta ludzi z inicjatywą wyjechała
z kraju, może szykuje się teren, gdyby islam stanął mocno na nogach i potrzebne
będą nowe tereny dla osadników?
Niemcy nie będą się upominać? Szkoda słów. W wielu publikacjach
nadużywa się słowa EUROPA. Przecież nigdy nie będzie wspólnej europejskiej
polityki - nonsens. U polskiego fryzjera więcej się można dowiedzieć niż
z gazet.
Zmarli nam ostatnio dwaj wielcy patrioci - Czesław Niemen i Jacek
Kaczmarski, a może by tak pomyśleć o nazwaniu którymś imieniem jakiejś
ulicy?
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Wie pan, to raczej nie chodzi o sytuację, w której
"islam stanie mocniej na nogach".
Ulica Niemena, Kaczmarskiego... - może jednak zaczniemy od
jeszcze większych Polaków, których ulic próżno tu szukać.
***
Kto nas do UE wprowadził? Ci sami ludzie, ale ich intencje na
pewno się zmieniły. NA PEWNO? Nasi sąsiedzi od 1000 lat też raptem pozbyli
się swoich państw? Szkoda gadać. "Solidarność" piękne słowo, ale kto cały
czas trzyma władzę? Pan B. Szewczyk napisał długi list, dziadkowie się
w grobach przewracają, bo wyszli na głupków. Kanada się pastwiła? - BZDURA
do potęgi. Są ludzie, dla których historia nic nie znaczy, ale mrzonki
są to tylko mrzonki.
I podczas "Potopu" też była gromada twierdząca, że ze Szwecją
będziemy potęgą - i dopiero gdy mocniej odczuli realia współpracy, chwycili
za szable. Powtórka z historii, troszeczkę zmienione metody (może tymczasowo).
Od skazanego na dożywocie Janusza Rybaka dostałem list. W listopadzie
zapadł wyrok, ale nie można złożyć apelacji, bo prokuratura nie przesyła
do adwokatów materiałów procesowych. Prawo obowiązuje tylko maluczkich?
Janusz Rybak siedzi, polski obywatel, ale konsulat ma inne problemy - ważniejsze.
A więc gdy będziesz w potrzebie, to od Konsulatu RP spodziewaj się odpowiedniego
potraktowania.
P. Kumor, art. "Spsienie" ukazuje bardzo dobrze postawę naszych
rodaków. Wybili nam bandyci inteligencję i prawych ludzi, zostaliśmy ot
takie sieczkobrzęki. A może nie?
W "Przeglądzie tygodnia" policja uważa za podejrzane zachowanie
faceta, bo lubi dzieci i mamusię. Może był normalny? Zaginięcie setek milionów
nie jest podejrzane. Winnych nie ma i nie będzie.
"Z mojego notesu" wynika z tego, że dopóki nie zrobimy
porządku z towarzystwem przy korycie, to nie będziemy w stanie nic zrobić.
Wszyscy znamy takich, co już po 30-40 lat pływają. Zmienia się wszystko,
ale oni zawsze wybrańcy. A więc - Polaczka do roboty, tam Twoje miejsce,
dali radę przez 50 lat "wyszlifować" całe społeczeństwo. Wielu jest nawet
z tego wykształcenia dumnych. Nawet w tym szambie na wierzchu pływa ...(?)
Sierzputowski Janusz
PS
"Policjanci pójdą siedzieć" - pocieszające? A może to tylko ofiarne
koziołki, trzeba społeczeństwo czymś zająć.
Od redakcji: Zgadza się, "wyszlifowali" nam społeczeństwo.
GONIEC NR 20 (23)
(14-20
maja 2004)
Szanowny Panie Redaktorze!
List p A. Nazarowycz rzeczywiście jest pełen emocji, a fakty
przytoczone wydają się być raczej zaczerpnięte z literatury fikcji aniżeli
z dokumentów, na które autorka co rusz się powołuje, nie nazywając ich
po imieniu. Moje wątpliwości szczególnie budzą rzekome plany Rządu RP na
Obczyźnie w sprawie deportacji Ukraińców oraz akty barbarzyństwa dokonane
rzekomo przez NSZ, jak np. ten w Sahryniu (niemowlę przybite do drzwi cerkwi).
Uważam, że list ten, ze względu na dobro obu społeczności, zasługuje
na fachową odpowiedź historyka, a przy tym dobrego chrześcijanina, który
naprawdę wie "jak przyjemnie jest żyć wg. Bożych przykazań, miłując swoich
bliźnich" i nie ładując wszystkich do jednego worka szowinizmu.
Następnie chciałbym się z Panem podzielić moją refleksją po przeczytaniu
"Na granicy kryminału"... (Szkoła polskiej elity), czyli Pana wywiadu z
p. Jarosławem Lutosławskim. Rzeczywiście, imponujące wydają się być dokonania
p. Jarosława na niwie wycieczkowej. Czy będą tak samo imponujące na niwie
wychowawczej? - Pożyjemy, zobaczymy...
W czym widzę przysłowiową dziurę? - W "filozofii" p. Jarosława.
Pan Jarosław przyznaje, że istnieje harcerstwo "lepsze" (to, które czerpie
z nauki Kościoła) i "gorsze" (które kieruje się zasadami poprawności politycznej),
ale decyduje się być moralnym daltonistą, bo mu tak wygodniej, łatwiej
organizować wycieczki... W procesie wychowania taką postawę nazwałbym:
ślepy prowadzi chromego do "granicy kryminału".
Z poważaniem
Jerzy Dulat
Od redakcji: Panie Jerzy, nie wiem, w jaki sposób dopatrzył
się Pan moralnego daltonizmu u p. Jarosława. W wywiadzie nic o tym nie
było.
Bez wiz, ale za zapłatą
W dniu 30 kwietnia na pierwszej stronie "Gońca" przeczytałem
o zniesieniu wiz do Polski dla Kanadyjczyków. Bardzo się tym ucieszyłem,
lecz moja radość nie jest taka pełna jak myślałem i postaram się to wyjaśnić.
Otóż, 3 tygodnie temu moja żona zdecydowała się, że w lipcu lub sierpniu
odwiedzi swojego ojca w Polsce, ale polski paszport właśnie tracił ważność,
więc pozostał jej paszport kanadyjski. Udaliśmy się do biura podróży
Westend Travel. Tam zapłaciłem za bilet i za polską wizę, którą biuro się
zobowiązało załatwić za opłatą 34 dolarów. Miało to potrwać 3-4 tygodnie.
W dniu 30 kwietnia wstąpiłem do tego biura i dowiedziałem się, że właśnie
tego dnia jedna z pań będzie tę sprawę załatwiać w konsulacie. Nie prosiłem
więc o zwrot paszportu, ponieważ i tak go w biurze nie było. Oświadczyłem
obecnym paniom, że wizy do Polski z dniem 1 maja już nie obowiązują.
Na dowód tego przyniosłem świeże wydanie "Gońca", ponieważ byłem
zdziwiony, że biuro podróży nie jest poinformowane w istotnej sprawie w
przeddzień zmiany prawa wizowego. Tym bardziej, że jak wynika z publikacji
prasowej: "Zniesienie wiz jest wynikiem rozporządzenia Rady Wspólnot Europejskich
z 15 marca 2001 roku i dotyczy pobytów w Polsce do 90 dni" - czytamy w
komunikacie MSZ. Trudno mi zrozumieć, że potrzeba aż 3 lat, aby takie informacje
dotarły do polskich placówek dyplomatycznych.
W dniu 8 maja odebrałem paszport żony z biura podróży bez wizy
i bez zwrotu swojego czeku za nie wykonaną usługę. Z pokwitowania wydanego
przez Konsulat RP w Toronto wynika, że konsulat pobrał opłatę wizową w
wysokości 56 dol. w dniu odbioru na dzień 1 czerwca br. Kierowniczka biura
podróży oświadczyła mi, że to konsulat ma mi zwrócić 56 dol., mimo że ja
wystawiłem czek na Westend Travel.
Ja nie mam pretensji do tego biura, bo mogli o zniesieniu wiz
nie wiedzieć. Mam nadzieję, że ktoś mi zwróci moje pieniądze. Trudniej
będzie przywrócić autorytet konsulatu i postkomunistycznego rządu, którego
p. J. J. Kisielewski jest reprezentantem. No cóż, jaki rząd, takie prawo
i tacy przedstawiciele, a także, adekwatnie do tego, społeczne poparcie
i szacunek. A na to trzeba solidnie zapracować.
Zrozumiałbym, gdyby żona chciała lecieć do Polski w kwietniu,
lecz nie potrafię zrozumieć, dlaczego konsulat nie informuje na czas biuro
podróży i podróżujących, że po dacie 1 maja 2004 r. wizy nie będą obowiązywać,
i nadal pobiera opłaty lub nie zwraca pobranych bezpodstawnie opłat. Jeśli
zniesienie wiz do Polski z dn. 1 maja ma coś wspólnego z UE, to chyba
zwierzchnicy p. konsula wiedzieli, co podpisali w Kopenhadze, a jeśli to
dotyczy Polonii, to p. konsul powinien to jej przekazać, nie czekając aż
zrobią to za niego agencje prasowe. Czyżby traktowano Kanadyjczyków jako
dojną krowę, a pobrane opłaty miały zmniejszyć dziurę budżetową lub uzupełnić
unijną składkę?
A może jest to wynikiem panującego bałaganu w MSZ, co widać na
przykładzie afery z twardymi dyskami zawierające poufne i tajne informacje,
które przedostały się do prasy? Może to również brak fachowości kompetencji
zatrudnionych urzędników lub celowe działanie? Jakie kwalifikacje, takie
wyniki pracy, a te dotkliwie odczuwają petenci polskiego konsulatu. Nie
chcę wyliczać potknięć, złośliwości i złośliwej interpretacji prawa, bo
nie chcę zabierać redakcji całej strony. Chyba każdy doświadczył na własnej
skórze swoich przygód z obsługą i opieką konsulatu nad Polakami, a także
jak konsulat dbał o dobre imię Polski i Polaków. Mam nadzieję, że p. konsul
J. J. Kisielewski wyjaśni publicznie, dlaczego nadal konsulat pobiera opłaty
za wizy, które nie obowiązują i których nie wydaje.
Ktoś pomyśli, że jestem złośliwy i często wytykam p. konsulowi
zbyt wiele. Pana konsula poznałem w Centrum Kultury w Mississauga krótko
po jego przybyciu do Kanady i przekazałem mu takie przesłanie: "Ambasadorem
swojego kraju trzeba być zawsze i wszędzie, a jeśli zajdzie potrzeba należy
używać słów". Inaczej mówiąc, należy reprezentować swój kraj przez czyny.
Pan konsul chyba tego nie zrozumiał lub ma swoją filozofię reprezentowania
Polski. Na złej pracy polskich placówek dyplomatycznych traci cała Polska
i wszyscy, którzy się czują Polakami.
Panie konsulu! Praca w dyplomacji to coś więcej niż przecięcie
wstążki, lampka wina w kółku wzajemnej adoracji, wręczanie orderów zasłużonych
niezasłużonym, przekazywanie propagandowych sloganów, wtykanie nosa w sprawy
Polonii, itd. Praca w dyplomacji to służba Narodowi! Przynajmniej ja tak
to pojmuję. Wg mnie, p. konsulowi zrobiono wielką krzywdę, bo zrzucono
go na głęboką wodę zamiast powierzyć mu najpierw funkcję sołtysa i dać
szansę awansu i doskonalenia swoich umiejętności z pożytkiem dla wszystkich.
Na 20-lecie "Solidarności" zostałem przez konsulat zaproszony
na uroczystości jako jeden z represjonowanych za działalność związkową
w NSZZ "Solidarność". Najpierw był pokaz filmu w sali uniwersyteckiej z
długim i nudnym wykładem łamaną angielszczyzną, a potem był bankiet w konsulacie.
Było dużo ludzi, w tym mała grupka represjonowanych, których nie dopuszczono
do mikrofonu (poza gościem z Polski, J. Rulewskim). Spotkałem również innych
niezwiązanych zupełnie z "Solidarnością". Przykładem niech będzie obecność
znanego w Polonii majora LWP, który to poszedł jako ochotnik do wojska
w latach stalinowskich i na dodatek jest b. dumny ze swojej służby. Do
Kanady również przybył przed powstaniem "Solidarności". Obecność takich
osób była profanacją tej uroczystości. Atmosfera tego bankietu nie miała
wiele wspólnego z 20. rocznicą powstania "Solidarności". Wychodząc z konsulatu,
podziękowałem p. konsulowi za zaproszenie, lecz wyszedłem z niesmakiem.
Pan konsul przed przyjazdem do Toronto był na placówce w Brukseli
i chyba przyjechał z myślą, że kanadyjską Polonię zaprowadzi do Brukseli.
Osiągnął swój cel, lecz chyba nie był zadowolony ze swoich osiągnięć, skoro
skarżył się kardynałowi J. Glempowi na ontaryjską Polonię i na wynik,
który osiągnęła w referendum unijnym, czyli w randce w ciemno z UE. Wielu
z tych, co głosowało na TAK, kierowało się desperacją i nadzieją, że przyjdzie
Niemiec lub Francuz i ulży ich losowi, zatrzymując bezrobocie i wyjaśniając
niekończące się afery. Doprowadzono Polaków do takiego stanu, że Polacy
z niewiedzy i desperacji głosowali na TAK. Pan konsul był jednym z tych
unijnych agitatorów, a chyba niepotrzebnie, bo dobry towar nie wymaga takiej
reklamy.
Piszę o tym dlatego, aby p. konsul odebrał moje słowa jako przestrogę,
że może kiedyś jego wnuki zapytają go, gdzie jest mój kraj? Polska!
Szczęśliwego powrotu do Kraju, p. konsulu.
Stanisław Pietras
Od redakcji: Pan Stanisław już tyle skomentował, że my powstrzymamy
się od komentarza.
Szanowny Panie!
W London mieszka młody Polak, który nawiązuje do wspaniałych
tradycji polskiej szkoły matematycznej reprezentowanej między innymi przez
Stefana Banacha i Hugo Steinhausa, że nie wspomnę o poznańskich matematykach,
którzy złamali kody Enigmy. Tym młodym człowiekiem jest Ralph (Rafał) Furmaniak.
Jako uczeń szkoły średniej w 2002 r. zwyciężył w konkursie zorganizowanym
przez Kanadyjskie Stowarzyszenie Matematyczne (Canadian Mathematical Society).
W konkursie tym brało udział 5000 studentów z całej Kanady. Jako jeden
z dwóch uczestników konkursu rozwiązał wszystkie zadania bezbłędnie. Jest
on również ministrantem w polskim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej
Częstochowskiej w London, gdzie rodzice jego są szafarzami Eucharystii.
Ten skromny blondynek jest jednym z wielu Polaków z których powinniśmy
być dumni.
Z wyrazami szacunku i poważania
Waldemar Karniej
Od redakcji: Gratulujemy!!!
W podziękowaniu "Szanownej krytyce"
Chylę czoła, na tyle, ile moja nieinteligencja pokornie wytrwać
zdoła.
Ku "Wypowiedzeniu kilku słów oczywistej skądinąd prawdy. Oby
uczyniła to ta właśnie dyskusja"... się zwracam (!) (Cytat z "Pilnej potrzeby
reanimacji" pana Edwarda Zymana, "Goniec", 30 kwietnia - 6 maja,
2004).
Miauczą jak koty z niemocy czy niecnoty. Próbują sztuczek w wysublimowanym
"Słowie", skrywają intencje. Już nie wiem, dobre czy złe?
Wciąż żądni ofiar, dumni, wyniośli, koneserzy, oceniacze. A Ci, których
dopadną, Ci pieniacze, serce Im krwawi i płacze!
Mówię Wam "braci pisarska", drużyno kochana. Tłumaczę, nie łamcie
piór, trwajcie, chociaż nieraz boli. Niech się "Krytyka" wystrzela, naśmieje
- pokarmu w tej uczcie dosyć.
Taki już los Nasz emigrancki, w kanadyjsko-amerykańskiej Wieży
Babel. Musimy być wytrwali Tu! Używając języka wiślanych: flisaków, piaskarzy,
kmieci czy drwali.
Za taki język ani pan E. Zyman, ani pan A. Rybczyński Nas nie
pochwali.
Prof. Śmieja też Nas czasem ofuka, zgani - przyjmijmy to z pokorą.
On to czyni po Ojcowsku, złośliwości się wystrzega. Dziękujemy,
profesorze. Patronujesz Nam cierpliwie - mimo mijających lat - spolegliwy
bądź jak brat.
Nawet "jad" i to "rozdrapywanie" pana E. Zymana "elukubracje
quasi" - krytykanctwa też ma sens, jest jak kubeł zimnej wody czystej na
otrzeźwienie Naszej pomroczności słowa.
W erze zalewu informacji - technicznej penetracji, Poezja umiera!
Wysublimowane słowo, jeśli w ogóle Nam się zdarzy, traci bazę. Jak błysk
spadającego meteoru, co w sekundzie pali nieboskłon i znika.
(A dawniej w dzieciństwie Nam mówiono, że to spadające gwiazdy
całują Ziemię). Jak struchlała zorza kona promieniem Słońca tknięta.
Moje "Kosmiczne Gdybały" jakoby w tym miejscu też się przydały.
Geniuszy słowa nie często Bóg Przedwieczny zsyła. Rzemieślnik,
wyrobnik słowa, skazany na wymarcie, może to się przyda, nie przyda?
Czas osądzi, gdy ciało rozpadnie się w atomy nie-bytu.
Bez złości...
Wiktor Krysiak
Od redakcji: Pan żyje, a dzięki Panu poezja.
Nawiązując do listu p. A. Nazarowycz, sugeruję jej przeczytanie
książki "Bitter Truth. The Criminality of the Organization of Ukrainian
Nationalists and the Ukrainian Insurgent Army (The testimony of a Ukrainian)"
Wiktora Poliszczuka, wydanej w Toronto, w 1999 r.
Z poważaniem S. Adam
Od redakcji: Tak, dobra lektura.
(List spisany z redakcyjnej sekretarki automatycznej) Dzień dobry
panie Andrzeju, Marek Szopiński się kłania. Jestem pana czytelnikiem od
początku i jestem w sumie bardzo zadowolony z pana pisma, zresztą kupowałem
"Gazetę" ze względu na pana. Ale nie bardzo rozumiem po co pan drukuje
takie rzeczy, jak artykuł pani Nazarowycz. Przecież to jest kłamstwo, wierutne
kłamstwo i bez sensu. Ja oczywiście wojny nie pamiętam, ale z opowiadań
moich kuzynów i rodziny wiem doskonale, co waleczni z UPA robili na terenach
Polski. Z tym się tutaj nie mogę zgodzić. Po co to drukować?
Do widzenia.
Od redakcji: Panie Marku, drukujemy, abyśmy nie żyli w ciemnościach
i wiedzieli, z czym mamy do czynienia. Czasem sobie to warto przedstawić
- A. Kumor
Emerytura
Matka moja skończyła 65 lat półtora roku temu. Jako że nie miała
przepracowanych dziesięciu lat w Kanadzie, naliczono jej emeryturę w wysokości
34 (trzydzieści cztery) dolarów miesięcznie! Jak by na to nie spojrzeć,
przeżyć za takie pieniądze się nie da. Nie pozostało jej nic innego, jak
dalej pracować.
W międzyczasie uzyskaliśmy informację, że może się ona starać
o tak zwane Old Security Pension, czyli wyrównanie w postaci zapomogi do
minimalnej emerytury. Warunkiem otrzymania tego świadczenia jest zamieszkanie
w Kanadzie przez okres minimum dziesięciu lat.
I tutaj zaczęły się problemy. Na oryginalnym dokumencie emigracyjnym
nie wpisano jej daty do rubryki "original date of entry". Uznano, że data
wydania tego dokumentu jest równoznaczna z datą wjazdu. Uznawszy to za
godne rozumu wyjaśnienie, zaprzestaliśmy dochodzić swego. Jedna myśl nie
dawała nam jednak spokoju. Matka nasza wjechała do Kanady około 16 miesięcy
wcześniej aniżeli otrzymała prawo stałego pobytu. Była w tym czasie w Kanadzie
legalnie, gdyż przedłużało jej się regularnie wizę. Zaczęliśmy więc dochodzić,
czy będąc tutaj półtora roku legalnie, data jej pierwotnego wjazdu do Kanady
może zostać uznana jako oryginalna data wjazdu, co jest równoznaczne z
możliwością ubiegania się o OSP.
Po długich dociekaniach okazało się, że rzeczywiście jest to
możliwe. Warunkiem tego jest przedłożenie odpowiednim organom kopii przedłużenia
wiz. Dwa lata temu Matka nasza uzyskała obywatelstwo kanadyjskie. Nigdy
nie przypuszczaliśmy, że dokumenty te kiedykolwiek będą nam jeszcze potrzebne.
Wystąpiliśmy więc z prośbą do Immigration o odpis przedłużenia jej wiz
i wpisanie daty jej pierwotnego wjazdu do dokumentu imigracyjnego.
Pierwsze dwa listy nie przyniosły żadnych rezultatów. Trzeci
list z kolei zaowocował przysłaniem kopii oryginalnego dokumentu. Zaczęliśmy
więc próbować dojść swego poprzez różnego rodzaju instytucje. Efekt końcowy
był zawsze taki sam - brak odpowiedzi lub rozkładanie rąk. Najkorzystniejszym
rozwiązaniem, jakie nam sugerowano, było zrzeczenie się sponsorstwa. Sytuacja
taka w ogóle nie wchodziła w rachubę. Postanowiliśmy dalej dociekać swego.
Minął już prawie rok od naszego pierwszego listu. Pocztą pantoflową
ktoś nam poradził, aby udać się do biura MP. Tak też i uczyniliśmy. Pięknie
nas tam przywitano. Po krótkiej rozmowie zgodzili się zająć naszą sprawą.
Po około dwóch tygodniach, otrzymaliśmy pierwszą odpowiedź (nam zajęło
to rok czasu). Przysłano kopię prawa pobytu z zaznaczoną strzałką i wyjaśnieniem,
że data wydania tego dokumentu jest datą wjazdu. Nie było to jednak odpowiedzią
na nasze pytanie. Zapytaliśmy więc przedstawicieli MP, czy mogą uzyskać
potwierdzenie od Immigration, że jeśli Mama wjechała do Kanady i przebywała
na przedłużanej wizie legalnie, to właśnie ta data (a nie data wydania
dokumentu), będzie jej wjazdem do Kanady. Immigration odpowiedziało na
nasze pytanie bardzo szybko, potwierdzając oczywiście nasze przypuszczenia.
Wystąpiliśmy po raz któryś już z rzędu o stosowne odpisy przedłużenie wiz.
Nie jest to jeszcze koniec naszej przepychanki. Pewne okoliczności sprawiły,
że Matka musiała pilnie wyjechać do kraju na dwa tygodnie. Gdy wracała
do Kanady, wbito jej nową wizę na lotnisku. Staramy się dowiedzieć, czy
jej wyjazd będzie przerwaniem ciągłości jej pobytu. Pewne źródła informują,
że wyjazdy nie dłuższe jak dwa miesiące nie mają żadnego wpływu. Sprawa
dalej się toczy, a my cierpliwie czekamy.
Nie mamy zielonego pojęcia, jak to wszystko się skończy. Próbowano
nas zbyć w różnych instytucjach. Tłumaczono, że sponsor, podpisując dokumenty,
zobowiązany jest opiekować się daną osobą do okresu wygaśnięcia sponsorstwa.
Nikt z biura nie kwapił się nawet nas poinformować, czy jest to prawdą,
czy nie. Do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi na to pytanie. Jak widać,
nie jest to konieczne, skoro Immigration przyznało nam rację. Wszyscy mamy
już tego dosyć. Prawda jest, niestety, smutna. Dopóki nie doświadczymy
na własnej skórze jakiegoś problemu, dopóty nie wiemy, co nas jeszcze czeka.
Co nam jednak innego pozostaje?
Sfrustrowany obywatel M.B.
Od redakcji: Publikujemy ku nauce i przestrodze.
Weszliśmy! I co dalej?
Wszystko przebiegało, jakbyśmy czytali raport degenerata Philby'ego
z "Czwartego protokołu" F. Forsytha. Na pewno będzie dalszy ciąg, będzie
ciekawie. Kiedyś za takie działania dawali 30 srebrników, teraz synekurę
w UE.
A może jednak, tak jak za świetlanych przywódców, "partnerzy-pomocnicy"
zaczną niespodziewanie schodzić z tego padołu, chorzy na serce lub zginą
bez śladu. Wydaje mi się, że główny rozgrywający zrobi niedługo porządek
w wypróbowanym stalinowskim stylu - to zdawało egzamin. Jak długo potrwa,
aby stolica wróciła na stare miejsce? "Wiecznie żywy" cały czas czeka,
na razie wszystko idzie zgodnie z planem, Niedługo będzie wiadomo, kto
gra na skrzypcach skrzypka na dachu, i po co jest terroryzm.
Ale co by się stało, gdybyśmy nie weszli do stada, obniżyli podatki
o 70 proc., sprywatyzowali służbę zdrowia, wzięli się za turystykę i zdrową
żywność. Rozumiem, że to nie takie proste, że przedtem trzeba by było ugasić
latarnie, dużo latarni. Czy to bardzo głupi pomysł?
Amerykanie torturują, podobno to nieamerykańskie, ale widocznie
widzą, że "lepsi" tak robią i nic, świat milczy, a więc można.
Od 15 marca 2001 było wiadomo, że na kanadyjski paszport będziemy
latać bez wiz. Po co było to zamieszanie, zmuszanie do wyrabiania paszportów
RP - gdzie i dla kogo były konfitury?
W naszej przybranej ojczyźnie "kilka" osób czeka na zadośćuczynienie
z powodu niesprawiedliwych wyroków. Co będzie, gdy Janusz Rybak zostanie
uniewinniony? Czy on też może liczyć na jakiś ochłap?
A swoją drogą, kto płaci te odszkodowania, z czyich pieniędzy?
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma - kto to powiedział?
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, życie zawsze jest ciekawe, trzeba
je tylko umieć obserwować, tak jak pan.
GONIEC NR 19 (22)
(7-13
maja 2004)
Szanowny Panie Kumor!
Do tej pory, żaden Pański artykuł tak mnie negatywnie do
Pana nie nastawił! Porównania i całe nastawienie do "wspólnej Europy" są
po prostu śmieszne!
Czytając myślałam, że może przed pisaniem wypił sobie Pan coś
mocniejszego? A zresztą, dobrze sobie siedzieć w Kanadzie i dawać
rady Polsce i Polakom. Ja osobiście nie widziałam innego wyjścia dla Polski...
i bardzo się cieszę, że my, polska młodzież, mamy przez ten fakt inne,
lepsze możliwości.
Lisa-Maria K.
Od redakcji: Szanowna Pani, trudno jest mi polemizować z Pani
negatywnym nastawieniem do mnie. Może byłaby Pani łaskawa przytoczyć jakieś
argumenty.
Pozdrawiam - Andrzej Kumor
Panie Redaktorze!
Zwracamy się do Pana o pomoc. Oczywiście, może nam Pan nie udzielić
odpowiedzi, ponieważ nie znajdzie Pan pod listem żadnego naszego podpisu.
Ale PROSIMY o przeczytanie i jakiś komentarz. PROSIMY O POMOC.
Staramy się o pobyt w Kanadzie, korzystając z pomocy mecenasa
Boraksa. Zgodnie z jego radą i namową, zapisałyśmy się na kurs języka.
Mamy znajome, które są na kursie dla opiekunek. Oba kursy są organizowane
przez Worker Canada i White Eagle. Nie są one drogie, ale dla nas liczy
się każdy cent i poświęcony czas. Ale ważniejsze od pieniędzy jest uzyskanie
jakiegoś świadectwa ukończenia kursu w Kanadzie oraz choćby podstawowa
znajomość języka angielskiego.
Nie narzekamy na nic, ale dzisiaj padł na nas blady strach, gdy
przeczytałyśmy o obławie, która została zorganizowana przez policję imigracyjną
i RCMP. Sam pan mecenas Boraks napisał o niej w "Gazecie". Złapano "około
60 nielegalnych pracowników" - jak napisał pan Boraks.
Dokładnie tak samo może być z kursantami. Wśród nich są chyba
sami nielegalnie przebywający tu imigranci. Boimy się wpaść w zasadzkę.
Pan Boraks i jego pracownicy zapewniali, że takie łapanki nam
nie grożą, ale obecnie wpadliśmy w panikę. Nie chcemy być wyłapani, ale
jednocześnie nie chcielibyśmy utracić czegoś, co może pomóc nam uzyskać
pobyt w Kanadzie. Widzimy jednak, że coś tu nie gra. Dlatego chcielibyśmy
nieco dowiedzieć się za Pana pośrednictwem, jak np.:
1. Jaka jest prawda dotycząca uczestnictwa "nielegalnych" imigrantów
w różnych kursach?
2. Czy "nielegalni" mogą być członkami polonijnych organizacji
jak ZPwK, ZNP i innych?
3. Czy "nielegalni" mogą należeć do związków zawodowych?
4. Czy "nielegalni" mogą należeć do Credit Union?
Najważniejsze pytanie dotyczy tych kursów: Czy "nielegalni" mogą
w nich uczestniczyć?
W miarę możliwości proszę nam odpowiedzieć na łamach "Gońca".
Wydaje nam się, że "Goniec" jest obecnie jedynym czasopismem, którego Redakcji
zależy na przekazaniu prawdy imigrantom. Reszta albo milczy, albo sprzedała
się komuś i teraz jest od tego kogoś uzależniona.
Z poważaniem,
Imigrantki
Od redakcji: Jak wyjaśnia Ojciec Janusz Błażejak - legalny
status w Kanadzie nie ma nic do przynalezności do parafii. Ksiądz proboszcz
zna przykłady osób i rodzin, które przebywają nielegalnie w Kanadzie, a
jednocześnie są zapisane i zaangażowane w prace parafii. Na pozostałe wyjaśnienia
czekamy.
Panie redaktorze!
Widzę, że też się Pan obawia pana Boraksa, czemu się nie dziwię,
jak słucham o tym człowieku. A tak pomyślałam, bo wolał Pan nie napisać
o tym, że on tu będzie chciał ściągać Azjatów pomagając sobie ZPwK. Sam
pogroził nam Azjatami w "Gazecie". Zacytowałam to Panu. Ten wywiad z panem
M. Zawieruchą potwierdza, że nic sobie z palca nie wyssałam, bo Pan sam
to sprawdził i nie tylko Pan, ale tam wyszło takie jedno jakby przekłamanie,
bo on powiedział, że w "tamtym roku przyleciało 490 osób na program CREW".
Ludzie mogą zrozumieć, że to byli Polacy, którzy przylecieli tu dzięki
Worker Canada i panu Boraksowi, a tymczasem wszystkich tyle przyleciało
z całego świata.
Łączę pozdrowienia,
H.W.
Od redakcji: ------
Czytając pocztę "Gońca" z nr 18, natknąłem się na pięknie sprecyzowane
wywody Pana Wójcika.
Panie Henryku! Jako osoba inteligentna powinien Pan jako jeden
z pierwszych zrozumieć, że polska emigracja, to nie tylko poezja i kultura.
Żyją wśród nas również ludzie mniej inteligentni, którzy wędkarstwo przedkładają
ponad wszystko i niech mi Pan wierzy, jest ich znacznie więcej, aniżeli
tych czytających poezję czy odwiedzających galerię. Dla nich "Mały Goniec",
"Poczytaj mi Babciu" są równie ważne, jak tekst Pańskiego kolegi. Nie narzekają
oni jednak, że ich sekcja wędkarska mieści się prawie na samym końcu. Pozwolę
sobie Pana zapytać, czy wiersze Brzechwy i Krasickiego czyta Pan
wybiórczo i pomija te o wędkowaniu? Być może tak, no bo po co zaprzątać
sobie nimi głowę. Przytaczając Pana słowa, "zepsuł mi Pan niedzielne popołudnie".
Wstyd! Będąc intelektualistą, lepiej zająłby się Pan napisaniem ciekawego
tekstu niż wnikaniem w niuanse.
Z poważaniem,
Marek Bućko - piekarz
Od redakcji: No właśnie, stare menelskie porzekadło mówi, że
ludzie są różni; jeden lubi czekoladę, a drugi, jak mu skarpetki śmierdzą.
Szanowny panie Andrzeju!
Po raz pierwszy nie zgadzam się z myślami Pana w felietonie "Prounijne
zamroczenie". Wszystko to było słuszne przed 1 maja, ale teraz już jest
poniewczasie... no nie? Do Polski, mimo że nie wysłałem adresu internetowego
temu młodziakowi, to znalazł mnie dzięki Pana gazecie. Jest to mój krewniak
i nawet nie wiedziałem, że ma komputer. Miał Pan racje, że pisanie na starość
jest jak balsam, piszę dużo, ale nie do gazet, za wyjątkiem "Gońca", bo
i na emeryturze nie ma czasu na wszystko.
***
(poniżej tekst przysłany przez Autora listu)
Potrzeba zmiany stanowiska wobec Unii Europejskiej
Dokonało się. Pierwszego maja 2004 roku przy huku rakiet, licznych
koncertów, festynów i górnolotnych przemówień Polska stała się członkiem
Unii Europejskiej. Jak pokazała telewizja satelitarna, radość wszędzie
była wielka, aby tylko nie była to radość jednodniowa, bo niejeden z rozradowanych
Polaków jeszcze zapłacze i to nie raz.
Hasło rzucone przez Ojca Świętego "Polska potrzebna UE, a Unia
potrzebna Polsce" stało się rzeczywistością. Kościół na czele z prymasem
kard. Józefem Glempem poparł Jana
Pawła II, a Naród przegłosował starania rządu Rzeczpospolitej. Wiem,
że to nie taki Rząd, jakiego życzyłaby sobie emigracja, wiem, że wielu
głosowało za namową, ale to nie zmienia już dokonanego faktu. Pozostaje
więc emigracyjnym mediom świeckim i kościelnym zmiana nastawienia do Unii
Europejskiej.
Posłał Pan Bóg Polaków pod Wiedeń, to dał im swoją łaskę i moc
do zwycięstwa, posłał Pan Polaków Solidarnościowców przeciw komunizmowi
moskiewskiemu, dał moc do
zwycięstwa, a że Polacy słabo to zwycięstwo wykorzystali, to ich sprawa.
I teraz posyła nas do Brukseli, to ufajmy, że da Pan moc wytrwania. Polska
nie wchodzi tam samotnie, ale z dziewięcioma innymi krajami, a w UE oprócz
bogatych Niemców, Francuzów, Anglików, Włochów, są jeszcze małe i biedne
państewka. Nie twierdzę, że ta sprawa jest łatwa, lecz ze światłymi ludźmi
zdaję sobie sprawę z ogromnych trudności.
Potrzeba nam kibicować za swoją drużyną, za Polską. Wszystko
zależeć będzie od tego, jakich reprezentantów do parlamentu w Sztrasburgu
Polacy sobie wybiorą i tu trzeba doradzać.
Polacy w Kraju i na emigracji mają dużo do nauczenia się o UE,
o jej historii i zasadach rządzenia. Dobrze to zrobił redaktor "Związkowca",
drukując UNIJNE ABC.
Jednoczenie Europy trwało długo zanim doszło do podpisania Traktatu
Rzymskiego w1957 roku. Wysuwano rozmaite propozycje. Już Winston Churchill
w 1946 roku proponował zjednoczenie Europy, ale idea ta nie była jeszcze
na czasie. Dopiero w 1951 r. Francja i Niemcy traktatem w Paryżu zapoczątkowały
Wspólnotę Węgla i Stali i to był początek. Traktat Rzymski podpisało
tylko 6 państw: Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, Włochy i Niemcy.
Reszta państw wstąpiła później, aż doszło do 15 państw pod tą niebieską
flagą z 12 gwiazdkami. Hymnem UE jest początek "Ody do radości" z symfonii
IX Ludwika van Beethovena.
***
Trzeba zadbać o to, aby gazety polonijne były czytane w Polsce
w Internecie. Wiem, że "Goniec" i "Nowy Kurier" są w Internecie i młodzi
Polacy w Wielkopolsce czytają.
Czas na "Głos Polski" i "Związkowca", aby się zdobyły na witrynę
internetową.
Gdyby nawet znalazł się dobry wujaszek i zapłacił prenumeratę
krewniakowi w Polsce to przyjdzie to wielce spóźnione. Jeśli ktoś myśli
inaczej, to mu wolno, a ja się o to nie będę gniewał. Dzisiaj 3 Maja,
idę się modlić o powodzenie Polski w Unii Europejskiej.
Stefan Szumnarski
Od redakcji: Modlitw o Polskę nigdy nie za dużo.
Prounijne Zamroczenie
Ponieważ Pan zna moją opinię o "Gońcu", więc się nie będę powtarzał:
w tej chwili jesteście Nr 1! Wiedząc o tym, nie muszę Panu udowadniać,
że pisząc na powyższy temat, nie mam złych intencji.
1. Przykład z ciążą dotyczy tylko pań, więc co do wolności, nie
jest to najlepszy przykład... być może się mylę, ale nie słyszałem, aby
jakiś facet zaszedł aż tak daleko i "zaszedł".
2. Właśnie wejście do Unii wyzwoli kraj z poprzedniej "nomenklatury"...
Nie sądzę, aby eurokapitalista się bawił w grzeczności z kimkolwiek. Bo
jeżeli chodzi o pieniądze, to gadanie się kończy. A trzeba się "wykazać"
czy też "rozliczyć" i te wszystkie przywłaszczone posiadłości nabiorą wartości
rynkowej w euro.
3. Struktury państwa są pojęciem już dawno przedawnionym... I
powodują tylko narośl biurokratów... Czyli bezproduktywnej części społeczeństwa.
4. Karuzela stanowisk z PRL zamieniona aktualnie w system wysokich
emerytur, które są ściągane ze społeczeństwa bezwzględnie, jak w gestapo...
Czyli organy ściągania podatków zbijają najmniejszą inicjatywę obywateli.
System ten bardzo szybko będzie rozliczony przez kapitał euro...
Już to widać z ustawą o VAT ( jest to podatek podobny do naszego GST)
5. Właśnie poprawa gospodarki, wzbogacenie kraju, da Polsce wolność...
Wolność bez niezależności ekonomicznej jest tylko iluzją.
6. Co do rozwoju gospodarki: gospodarka, niestety, opiera się
na wydajności w pracy, etyce, poszanowania pracy... które to pojęcia nie
jest Polska w stanie sama odbudować po 50 latach PRL, gdzie " robota lubiła
głupich"... są to więc pojęcia wręcz ośmieszające kogoś, kto je szanuje...
Wiem coś o tym, bo sam byłem pośmiewiskiem, pracując w Polsce w biurze
projektów... ale do podziału premii to było 3 razy więcej chętnych niż
do pracy.
7. Różne interesy: Polski, Niemiec, Francji czy Europy - właśnie
znikną, bo wszędzie będzie jedna i ta sama Europa - to wszyscy zobaczymy,
ale po 10 czy 20 latach i będzie się mówić: Europejczyk, tak jak teraz
się mówi Amerykanin... to znaczy obywatel USA, chociaż Ameryka to nie tylko
USA, ale też Meksyk czy Kanada.
8. Polski rolnik powinien być zostawiony w spokoju i produkować
tzw. zdrową żywność na swych "jednorodzinnych" farmach, sprzedając produkty
po potrójnej cenie w porównaniu z genetycznie manipulowanym produktem,
nie mówiąc o "fabrykach" hodowlanych stanowiących zagrożenie dla
środowiska porównywalne do użycia bomby atomowej... Niedawno był w Polsce
Kennedy, protestując przeciw lokalizacji tego rodzaju "inwestycji" - tutaj
jestem wyraźnie zaniepokojony i ten punkt by przemawiał na Pana Kumora
korzyść.
9. Dzięki Bogu, że nie mieli Polacy czasu na odbudowę... bo by
znowu zawalili...
10. Co do samorządzenia się Polaków, to odsyłam do historii,
do rozbiorów Polski. A szczególnie do ostatniego, piątego - i tu ponownie
odsyłam zainteresowanych do Pana H. Pająka i jego książki o tym samym tytule.
Nacje mówiące po polsku, a które to zajęły kluczowe państwowe pozycje będą
się, niestety, musiały liczyć ze swoją niepopularnością, która już występuje
w krajach, gdzie niechęć do nich nie była "wyssana z mlekiem matki".
11. Zabór, okupacja - to nie są zbyt trafne odnośniki, chociaż
sam przyznaje Pan, że asymilacja ze społeczeństwem o wyższej kulturze bytowania
nie zaszkodziła nam, a wręcz odwrotnie. Inne czasy - inne były formy perswazji
politycznych.
12. Kościół i państwo są oddzielnymi organizacjami... i niestety
dbają o swoje interesy.
Żeby religia porwała za sobą ludzi, musi wychowywać, świecić
przykładem w domu, szkole, w pracy, pilnością w nauce i w pracy, które
to słowa, jak już powiedziałem wcześniej, wzbudzają śmiech wśród gawiedzi.
13 Wpływ Polaków się szybko uwidoczni z uwagi na bardzo wysoki
poziom liczbowy ludzi wykształconych... I dopiero teraz się uwidoczni jakość
tego wykształcenia.
W tej chwili 80 proc. młodzieży chce po studiach opuścić kraj
i wyjechać "na Zachód". Teraz nie muszą tego robić, bo "Zachód przyjechał
do nich".
14. Definicja interesu Europy będzie nakreślona przez inne mocarstwa,
takie jak USA, Rosje, Chiny... I nie mam żadnych wątpliwości, że ten interes
będzie musiał być w miarę dobry dla każdego Europejczyka... Już teraz się
widzi, jak manipulatorzy polityką USA protestują przeciwko mieszaniu się
Europy w interesy USA. Nie tak dawno zaśmiewano się ze "Starej Europy"
w drodze na "wojenkę" do Iraku... z Europy, która miała lekcje 2 wojen
światowych i nie pali się do rozwiązywania politycznych problemów poprzez
wojny.
15. Polityczny sowchoz... a jak to wygląda w USA? Dzięki temu
decyduje USA o wartości każdej waluty na świecie, a co za tym idzie o polityce
innych krajów...
16. Mamy wspólny rynek w Ameryce i cóż: Kanada się postawiła
i na wojnę nie pojechała... ale to może osobista zasługa naszego byłego
premiera... Bo teraz to na dwoje babka wróżyła.
Wchodząc we wspólny rynek, ani Kanada, ani Meksyk nic nie straciły
na wolności... A wręcz odwrotnie... silniejsze ekonomicznie, mogły się
"Wujowi Samowi " postawić.
W podsumowaniu, jak Pan widzi, Panie Andrzeju, prowadzę 15:1
i chętnie przyjmę każde wyzwanie, zarówno Pana, jak i czytelników... i
jak to mówią "kanadole", correct me if I am wrong".
Bohdan Szewczyk
Od redakcji: Panie Bogdanie, zostawmy wynik meczu sędziom do
rozstrzygnięcia - w tym wypadku, Czytelnikom "Gońca".
1 maja rozpoczął się nowy etap w dziejach Europy. Ale czy tylko
Europy? Po przyłączeniu 10 nowych krajów Unia Europejska jest olbrzymią
potęgą gospodarczą i kulturową. Niestety, kanadyjskie mass
media starały się unikać tego tematu. W "Toronto Star" i "The Globe and
Mail" na pierwszych stronach w weekendowym wydaniu królował hokej. Nie
lepiej było w TV News, dostępne były tylko krótkie migawki i lapidarne
komentarze z tych obchodów. Jedynie CBC nie zapomniała o propagandzie i
przedstawiła 15-minutowy reportaż o Romach w Słowenii. Brud, bieda i Cyganie,
którzy nie chcą zmienić swojego trybu życia. Czy to był właściwy
moment na tego rodzaju audycje? Może będzie możliwość skomentowania
tych faktów w waszym "Gońcu"?
Z poważaniem,
Joanna Czarnowski
Mississauga
Od redakcji: Niniejszym komentujemy.
W. Pan Andrzej Kumor
Redaktor Naczelny
Szanowny Panie Redaktorze, Podczas mego ostatniego pobytu w Toronto
przyjaciele zwrócili mi uwagę na Pańskie pismo. Lektura kilku numerów nie
upoważnia co prawda do wyczerpujących sądów, ale pozwala zorientować się
zarówno w preferencjach redakcji, jak i stylu jej pracy.
Jeśli zaprezentowany w znanych mi numerach poziom zostanie zachowany,
będzie to z pewnością wyróżniające się pismo polskie w Kanadzie. Używam
świadomie określenia "polskie", by wskazać, że jego stylistyka nie ma (na
szczęście) nic wspólnego z polonijną formułą gazetki, jakich na naszym
rynku nadzwyczajna, choć mało uzasadniona obfitość. Będę Panu kibicowała
z oddalenia, stale mieszkam bowiem w Vancouverze, choć b. często przebywam
w Toronto.
Ponieważ interesują mnie sprawy kultury (literatury w szczególności),
moi przyjaciele przekazują mi sygnały na ten temat. W ten sposób otrzymałam
faxem od Edwarda Zymana artykuł A. Rybczyńskiego i jego wypowiedź. Moim
zdaniem, może to być początek sensownej dyskusji o sprawach podstawowych.
Wysyłam Panu artykuł zainspirowany przez wspomniane teksty. Będzie mi
miło, jeśli zechce go Pan wydrukować.
Z wyrazami szacunku,
Anna Lubicz Luba
Od redakcji: Serdecznie dziękujemy za miłe słowa. Nadesłany
tekst publikujemy w dziale "Trybuna Czytelników" na str. 13.
Zamieszczamy oświadczenie ZNP w Kanadzie za "Głosem Polskim",
które jest odpowiedzią na list opublikowany w "Gońcu" w numerze 16/2004.
Związek Narodowy Polski w Kanadzie istnieje już ponad 70 lat
i przez cały ten okres szczyci się działalnością w duchu narodowo-katolickim,
wyrażanym trzema sztandarowymi słowami: Bóg, Honor, Ojczyzna.
Od początku swojego istnienia, jako organizacja zrzeszająca katolików
polskiego pochodzenia, posiada swojego kapelana, a każdemu wydarzeniu związkowemu
nierozłączne towarzyszy modlitwa. Szczegółowe cele i zadania ZNPwK określają
dokumenty statutowe, jednym z których jest Konstytucja.
"Z preambuły Konstytucji ZNPwK: Każdy obywatel kanadyjski lub
osoba mająca pobyt stały w Kanadzie, pochodzenia polskiego, posiada przywilej
należenia do Związku Narodowego Polskiego, którego etyka i zasady światopoglądowe
oparte są na nauce Kościoła Rzymskokatolickiego.
Hasłem naczelnym ZNPwK jest: ?Bóg, honor, Ojczyzna=.
ZNPwK jest organizacją pracującą dla dobra Kanady i narodu polskiego."
Jako Prezes Gminy 1 ZNPwK, przewodniczyłem zebraniu, o którym
wspomina niedoszły członek, pan Roman Dorna. Z jego reakcji wnioskuję,
że nie jest on jeszcze gotowy do ubiegania się o zaszczyt przynależności
do naszej organizacji. Dobrze się więc stało, że sam doszedł do takiego
wniosku i podanie swoje wycofał.
Nigdy jeszcze w moim długoletnim stażu członkowskim nie spotkałem
się z podobnym zachowaniem. Z niekontrolowaną reakcją kogoś, kto mając
mgliste zupełnie, jak się okazało, pojęcie o tak zasłużonej dla Polski
i Polonii organizacji jaką jest Związek Narodowy Polski w Kanadzie, uzurpuje
sobie prawo do wyciągania wniosków i ferowania wyroków, które pozwalają
przypuszczać, że mamy tu do czynienia z jakąś zaplanowaną akcją zmierzającą
do zdyskredytowania dobrego imienia organizacji.
Historia Polski i narodu polskiego rejestruje wiele przypadków
ludzi, którzy wskutek zbłądzenia uczynili wiele szkody dla naszych rodaków
i naszej Ojczyzny. Tym jesteśmy w stanie, zgodnie z zasadami naszej wiary,
wybaczyć.
W bolesnej historii naszego kraju istnieją nieodosobnione, niestety,
przypadki umyślnego szkodzenia i szkalowania imienia Polski i polskości.
Czynią to pseudo-Polacy i pseudokatolicy. Dla tych ofiarować możemy jedynie
wzgardę i politowanie, bo nawet na odrobinę litości nie zasługują.
Wyrażam swoje głębokie oburzenie i ubolewanie zarazem, z nadzieją,
że autor cytowanego obok listu, należy do tych, którzy zbłądzili.
Eugeniusz Boryszko,
Prezes Gminy 1, ZNPwK
Od Redakcji ("Głosu Polskiego"): Stanowisko Prezesa
Zarządu Głównego ZNPwK, pana Bogdana Adamczaka, przedstawimy po jego powrocie
z Polski.
Od redakcji "Gońca": Przykro nam, że Pan Prezes odpowiada na
list z "Gońca" w innym piśmie...
List zaadresowany
jeszcze do Polski
30 kwietnia 2004 r.
Ten artykuł napisałem "za pięć dwunasta" ze względu na kolejny
historyczny moment w dziejach narodu polskiego, jakim jest przystąpienie
Polski za chwilę, tzn. 1 maja 2004 r., do UNII EUROPEJSKIEJ.
Będąc na progu historycznej przemiany w Europie, jaką jest wstąpienie
Polski do Unii Europejskiej, należy przede wszystkim pamiętać, że Polska
zawsze była w Europie, i to w samym epicentrum; a wstępuje tylko do innego
systemu zasad ekonomii gospodarczych w Europie, które różniły się od dotychczasowej
w Polsce w sposób zasadniczy przez 50 lat.
Polska pozostaje w tym samym położeniu geograficznym, a rozszerzona
Unia Europejska pozyskuje partnera, kraj, który posiada najmocniejszy atut
spośród innych państw. Jest nim miejsce, najlepsze do robienia biznesów
pomiędzy zachodnią a wschodnią Europą.
Polska jest to kraj, który zawsze był i jest obiektem wielkich
zainteresowań, zarówno Wschodu, jak i Zachodu Europy. Historia pokazała,
że Polacy są niezłomnym narodem, który doznał wielu krzywd w swoich dziejach.
Zawsze się podnosił, zachowywał swoją tożsamość i kulturę zbudowaną na
mocnych chrześcijańskich zasadach. To dzięki Polakom nastąpiły zasadnicze
zmiany w Europie, dokonane w sposób pokojowy poprzez "Solidarność".
Jak wiadomo, miernikiem dobrobytu danego państwa jest mocna waluta
i mały wskaźnik bezrobocia. W takim wypadku, w Polsce albo na terenie Polski
będzie żyło się dobrze, jeżeli bezrobocie nie przekroczy 7 proc. Jeśli
tak się stanie, w Polsce będzie prawdziwa Ameryka, kraj który kojarzy się
wszystkim z dobrobytem i, niestety, z emigracją. W takiej sytuacji Polacy
doczekają wymarzonego dobrobytu bez konieczności emigracji, ponieważ emigracja
przyszła do Polski sama. Na pewno to uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej
będzie wymagało sprostaniu wielu nowym wyzwaniom, którym Polacy muszą podołać.
Tu drogowskazem niech będzie przesłanie Papieża-Polaka, Jana Pawła II "Nie
lękajcie się".
Z biegiem czasu wdrażane będą na pewno zmiany, do których należy
się dostosować. Powstaną na pewno nowe partie polityczne złożone z przedstawicieli
państw członkowskich. Efektem tego, część obecnych partii politycznych
w Polsce na pewno zostanie wchłonięta przez nowo powstające bądź w ogóle
przestanie istnieć. Te nowe partie będą dominowały i regulowały całą politykę
Unii Europejskiej. Z dotychczasowych obserwacji można sądzić, że zabraknie
w tych nowych unijnych partiach liderów, którzy będą się wywodzić z Polski.
Podobnie ma się sytuacja, gdy Polonia poza granicami Polski dobrze
prosperuje, nie uczestnicząc w życiu politycznym. My, Polacy, nie mamy
predyspozycji do zasiadania w rządach, poza jednostkami tak wyjątkowymi,
jak prof. Zbigniew Brzeziński...
Polacy, którzy wyemigrowali, bądź to z przyczyn politycznych,
lub ekonomicznych i musieli zaczynać życie od nowa poza granicami Polski,
pokazali w ogromnej większości, że są wytrwali w swoich przedsięwzięciach
i przeważnie osiągnęli w miarę dobry standard życiowy. Ot, choćby własny
dom, samochód, a nawet jacht.
Jeśli to wszystko będzie osiągalne w Unii Europejskiej, to oznacza,
że spełniły się marzenia i sny wielu pokoleń Polaków. Nikomu nie będzie
wówczas przeszkadzało, że list do rodziny w starym kraju być może będzie
musiał być adresowany jakoś tak: Jan Wiśniewski, Aleje Jerozolimskie xxxx,
Warszawa - PL 100276, Unia Europejska
Dlatego też list mój adresuję jeszcze do Polski, ponieważ później
prawdopodobnie może nie dojdzie.
Czy ta decyzja wstąpienia Polski do Unii Europejskiej uzyskana na podstawie
demokratycznego głosowania wszystkich Polaków będzie słuszna, to dopiero
pokaże czas przyszły, który jest zawsze tajemniczy. Miejmy jednak zawsze
nadzieję na dobre jutro.
T. Kozłowski
Od redakcji: Miejmy nadzieję na lepsze jutro...
GONIEC NR 18 (21)
(30kwietnia
- 6 maja 2004)
Panie Redaktorze!
Może Pana mocniej zainteresuje sprawa z tymi pracownikami sprowadzanymi
na kontrakt do Kanady, co to pan Marek Zawierucha się zajmuje w imieniu
WorkerCanada. Mój znajomy sprawdził, jak to wygląda, bo podniecił się,
że ściągnie do Kanady swoich krewnych, aby im w ten sposób pomóc, bo Pan
wie, jak teraz jest w Polsce ciężko. Zadzwonił więc do pana M. Zawieruchy
(numer jest w ogłoszeniu 416-884-6545 - Marek), żeby się dowiedzieć, co
i jak trzeba załatwiać. Był taki naiwny, że myślał, że to będzie kosztować
najwyżej kilka setek dolarów, a może z tysiąc. No bo przecież co tu wielkiego
do załatwiania, gdy w dodatku sam byłby w stanie znaleźć dla tych krewnych
pracę.
Zadzwonił i dowiedział się od pana M. Zawieruchy, że za załatwienie
formalności związanych z kontraktem będzie musiał zapłacić 3500 dolarów
dla WorkerCanada (czyli panu Boraksowi) z góry, a następne 3500 później,
gdy ta osoba już podejmie pracę w Kanadzie. Razem więc 7000 za każdą osobę.
Pan Marek Zawierucha obiecał ewentualnie jakieś zniżki, jeśli mój znajomy
sam znajdzie pracę dla tych krewniaków.
Przez kilka dni ten znajomy chodził jak poturbowany przez kogoś bardzo
mocno w dodatku, ponieważ usłyszał od M. Zawieruchy, że nikt go przecież
do czegoś takiego nie zmusza i jeśli Polacy nie chcą, to te wszystkie miejsca
pracy WorkerCanada zaproponuje Chińczykom i im pomoże tu przyjechać.
Panie Andrzeju, niech Pan sam zadzwoni do pana M. Zawieruchy
i porozmawia albo niech Pan kogoś wyśle tam z redakcji lub ze swoich znajomych
to się Pan sam przekona.
Pozdrawiam. H. W.
(nazwisko i adres do wiad. redakcji)
Tygodnik "Goniec" rozmawia z p. Markiem Zawieruchą agentem firmy
WorkerCanada.
- Chciałem się dowiedzieć od pana, ile kosztuje załatwienie wszystkich
formalności związanych z kontraktem na sprowadzenie kogoś z Polski do Kanady
na wizę pracowniczą?
Marek Zawierucha: Całe koszta są siedem tysięcy dolarów. 3500 dol.
płaci się w Polsce po spotkaniu z szefem. Jak szef się spotka i zdecyduje,
że człowiek jest odpowiedni.
- To znaczy szefem firmy, tak?
- Tak, on leci do Polski i spotyka się z człowiekiem. Musimy mieć informacje
od firmy, od człowieka, i jest to długotrwały proces. Jeśli mamy wszystkie
informacje zebrane i mamy pozwolenie na pracę załatwione z tej strony,
wtedy szef spotyka się z człowiekiem i bierze 3500 dol. w Polsce.
- Jaka jest gwarancja, że ten ktoś rzeczywiście przyjedzie, że to podanie
nie zostanie później odrzucone?
- Jeżeli aplikacja jest odrzucona z winy ambasady, jeżeli człowiek
kłamie w aplikacji i nam czegoś nie powie, to pieniądze niestety przepadają,
bo nie mamy nad tym kontroli.
Jeżeli to jest z winy ambasady - ambasada popełni pomyłkę, albo
po prostu odrzuci bez podawania powodu, to z tych 3500 zwracamy 3000.
- W tej kwocie 7 tys. są wszystkie opłaty kanadyjskie, już nic więcej
się nie płaci, tak?
- No, ten człowiek musi sobie opłacić przelot, pokryć swoje koszty,
ale wszystkie inne koszty "advertising", wszystko inne są pokryte. 3500
płaci się w Polsce i drugie 3500 spłaca się w ciągu 12 miesięcy na void
czekach. Dajemy taką ulgę, bo nie wszyscy klienci mają na tyle, żeby spłacić
od razu. Gdy mają już pozwolenie na pracę i pracują, to wtedy mają pieniądze,
aby sobie w ciągu roku spłacać.
- Czy dużo takich ludzi przyleciało?
- Nasza firma ma w tym momencie pierwsze teczki składane, ale jeśli
chodzi o Worker, to na program Crews przylatuje 500 osób na rok. Mam tutaj
aplikacje CREWS - przyleciało 490 osób w tamtym roku.
- Czy te osoby mają szansę zostania tu na stałe?
- To zależy od indywidualnych przypadków, to zależy od człowieka. Jeśli
zna angielski, ma pracę i się kwalifikuje, to może złożyć aplikację na
landed immigrant. To zależy od człowieka.
- To pozwolenie, które jest załatwiane, to jest na dwa lata?
- To jest na rok, albo na dwa lata. Zależy od rodzaju pracy. To jest
work permit.
- Czyli opłata 7 tys. jest zarówno za rok, jak i za dwa, to nie gra
roli?
- Nie gra roli, nie.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
Od redakcji: Z tego co nam wiadomo, można korzystać z usług
różnych doradców imigracyjnych, więc może gdzie indziej być taniej, ponadto,
teoretycznie rzec biorąc, z usług doradców imigracyjnych przy załatwianiu
spraw imigracyjnych w ogóle nie musi się korzystać. Może więc dobrze by
się stało, aby organizacje polonijne, służyły rodakom nieodpłatnie
pomocą i pouczały, w jaki sposób załatwić to wszystko na zasadzie "zrób
to sam". Czyli, gdzie uzyskać formularze, co w nich powinno się znaleźć,
i jakie są procedury ich składania...
Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję za ogłoszenie informacji o VI edycji olimpiady językowej
organizowanej przez Fundację Młodej Polonii w W-wie dla młodzieży polonijnej
Miło nam zawiadomić, że zwycięzcą POLONIADY 2004
na terenie Kanady został THOMAS GRONAU z Secondary International Languages
Program Cardinal Leger S.S. w Brampton, uczeń Pana Dariusza Ziemnickiego.
Thomas napisał pracę na temat : Wskaż człowieka, który według
Ciebie mógłby być autorytetem dla młodzieży we współczesnym świecie: opisał
postać admirała Romualda Nałęcz-Tymińskiego (legendarnego dowódcy
okrętu wojennego z II wojny światowej, który przyczynił się do uratowania
85 żołnierzy kanadyjskich w operacji D-day w Normandii).
Będziemy wdzięczni za ogłoszenie tego faktu w Pańskim tygodniku.
Również jeśli Pan redaktor uzna to za stosowne, sugerujemy opublikowanie
tej pracy w Pana tygodniku.
Janusz Drzymała
(przewodniczący komisji konkursowej)
Od redakcji: Gratulujemy Tomaszowi, wyróżnioną pracę publikujemy
na stronie obok do oceny Czytelnikom.
W zachwyt wprowadził mnie artykuł z numeru wielkanocnego pt. "Pan
wyborca zbój". Czym różnią się wybierani od wybierających? Tym tylko, że
skazany często jest niewinny, że wyrok był pomyłką (?), ot działania dla
poprawienia statystyki. Dyskusja na ten temat to takie dyrdymały, temat
zastępczy, dyskusja o niczym. Wśród ludzi jeszcze nie skazanych (...) około
50% z niechęcią lub odrazą myśli o wyborach, a więc gdzie ten zaszczyt?
Wielu z wybieranych maczało paluchy w różnych aferach, poszło się gwizdać
setki milionów, ale na pewno winnych nie będzie. Chętnych do koryta jest
dużo, podatki rosną, istnieje zapotrzebowanie (...) na zarządzających funduszami.
Normalny człowiek, podatnik i wyborca nie potrafi (...) liczyć, a więc
ktoś musi dzielić, po to są wybrańcy. Tylko po to mamy "demokrację" i wybory.
Czym różni się tutejsze krętactwo od afery Rywina? Identyczne.
W "demokracji" też są równi i równiejsi.
***
Z tezami wielu artykułów z "Gońca" zgadzam się, ale (...) uważam,
że poza ukazywaniem przekrętów i "innowacji" z wieloma głupotami trzeba
walczyć, a formy walki na pewno powinny być bardziej zdecydowane. Lewicowo-komunistyczno-liberalna
ekstrema panująca dzisiaj wszędzie, racząca nas coraz nowymi podatkami
i regulacjami, polityczną poprawnością - zmierzająca do uznawania za normę
zachowania przez wielu uważanych za zboczenia. Taka postawa zasługuje na
potraktowanie w stylu leninowsko-stalinowskim. Przez ostatnie sto lat,
pod panowaniem lewicy-komuny zginęło wiele dziesiątków milionów niewinnych
ludzi. Do tej pory świat tego nie znał, nie liczą się barbarzyńcy lub hordy
Dżyngis-chana. Komuna jest wydajniejsza, sprawniejsza. To, co dzieje się
w naszych "ojczyznach", jest tak podobne, że wydaje mi się, iż w tym momencie
świat jest we władzy jednej grupy "ludzi". Globalizacja! W imię czego?
Gdy jakiś rosyjski minister skrytykował roszczenie NATO, a może i Unii,
śmiech mnie ogarnia, przecież to jedna ręka i w ramach takiej "piątej kolumny"
realizują się plany Lenina. Nasi "wybrańcy" , władza, interpretacja prawa
i bezprawie w ich wykonaniu, woła o pomstę, a może odwet.
Dwie siostry ostatnio zwolnione za kaucją, nie wiadomo na jakiej
podstawie zamknięte - ale nikt nie musi się z tego tłumaczyć, bo "prawo
przede wszystkim", a może bezprawie, ale oni są silni i mogą robić co chcą
- za nasze pieniądze i za naszym bezsensownym zezwoleniem. Janusz Rybak
też dostał dożywocie, mimo że w akcie oskarżenia nic się nie zgadza, a
dziesiątki innych niewinnie skazanych domaga się zadośćuczynienia. To wszystko
za nasze zagrabione pieniądze. Swoją drogą, co robi Konsulat RP. Przecież
Janusz Rybak to polski obywatel. Ale cóż, konsulat jest z tej samej bajki.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Podzielamy Pana rozgoryczenie.
Drogi Panie Redaktorze,
Muszę przyznać, że zepsuł mi Pan niedzielne popołudnie (zaś niesmak
czuję do dzisiaj)! Ostatni numer "Gońca" (nr. 17) przeczytałem już w sobotę
i odłożyłem na stos innych przeczytanych gazet. W niedzielę skusiło mnie,
aby przejrzeć go jeszcze raz. Łut losu (może fatum) sprawił, że otworzyłem
go na stronie 35. i zamarłem - znalazłem na tej stronie artykuł Aleksandra
Rybczyńskiego (Alka znam osobiście i jestem admiratorem jego poezji). Artykułu
tego wcześniej nie zauważyłem, ale czy tylko przez nieuwagę? Przyznaję,
że czytanie "Gońca" skończyłem gdzieś na stronie 26-27, a to dlatego, że
ani "Mały Goniec" czy program TV nie interesują mnie.
Artykuł A. Rybczyńskiego wstrząsnął mną, bo identyfikuję się
z problemami, jakie tam zawarł, mamy podobne spojrzenie, przemyślenia i
doświadczenia związane z funkcjonowaniem i traktowaniem kultury w środowisku
emigracyjno-polonijnym. Uważam ten artykuł za jeden z donośniejszych, jakie
ukazał się w ostatnich latach w naszej polskojęzycznej prasie i na pewno
jeden z najcenniejszych, jaki ukazał się w krótkim życiu "Gońca". Zdumiało
mnie, że tak ważny artykuł zamieścił Pan aż na 35 stronie! Za krzyżówką,
horoskopem ABC, razem z "Poczytaj mi Babciu", przed dwoma stronami
(aż!) dla wędkarzy! Czy taka jest skala wartościowania dla Pana? A może
chciał Pan poprzez połączenie na tej samej stronie bajeczki Andersena i
artykułu A. Rybczyńskiego dać do zrozumienia, że kultura emigracyjna to
rzecz dla starszych dzieci (takich niepoważnych) i Don Kichotów! Dziwię
się mocno lekceważącej postawie, jaką Pan zaserwował p. Rybczyńskiemu i
tym, dla których kultura polska jest sprawą nadrzędną. Pana nietakt świetnie
koresponduje z treścią artykułu Rybczyńskiego. A może artykuł ten ujawnił
podświadomie, jak głęboko lekceważy sobie część polskiej inteligencji w
Toronto (w tym Pan) stan kultury! Wstyd.
Z poważaniem,
Henryk Wójcik
PS Kilka miesięcy temu na łamach "Gońca" zamieścił Pan kilka
artykułów (reportaży) Marka Kusiby, ale natychmiast nastąpiła cisza. Dziwię
się bardzo, jak mógł Pan zrezygnować z takiego pióra!! Tutaj też odsyłam
do artykułu A. Rybczyńskiego.
Od redakcji: Panie Henryku, wdzięczni bylibyśmy za przedstawienie
"numerologii" "Gońca", czyli spisu stron według ważności. Wówczas wiedzielibyśmy,
dlaczego strona 26 jest ważniejsza od 35. A tak na marginesie, zachęcam
Pana nieskromnie również do czytania strony 48. Jeśli chodzi o p. Marka
Kusibę, cenimy sobie wysoko jego pióro i z miłą chęcią opublikujemy jego
reportaże. - A. Kumor
Szanowna Redakcjo!!!
Ośmielam się napisać, szukając pomocy dla mojego syna Michała
na zakup pompy insulinowej. Szukam pomocy wszędzie, jak na razie bezskutecznie.
Zewsząd otrzymuję odpowiedzi negatywne. Zwracałam się do swojego zakładu
pracy, w którym pracuję - odpowiedź odmowna. Chciałam zorganizować zbiórkę
na własną rękę z pomocą znajomych - też efekt żaden. Przyznaję, nie
znam się na tajnikach Internetu. Może znajdą się ludzie dobrej woli, którzy
pomogą mojemu synowi. Może, jeżeli to możliwe, mielibyśmy prośbę o umieszczenie
apelu w Waszej gazecie. Może ktoś by nam pomógł. Prosimy z całego serca.
Może coś o swojej Rodzinie. Otóż mąż choruje na cukrzycę insulinozależną
od 1989 roku. Jest po dwóch zawałach serca. W związku z powyższym przebywa
na rencie chorobowej już 11 lat i lekarz nie rokuje nadziei na powrót do
pracy. 29 października 2000 roku zachorował syn Michał. Ma 19 lat. Choroba
wyskoczyła gwałtownie, prawie z dnia na dzień. Przeżył załamanie, dlatego
jest pod stałą opieką psychologa. Bierze insulinę 4-5 razy dziennie. Badanie
poziomu cukru 6 razy dziennie. Ma tak rozhuśtane poziomy cukru, że już
kilkakrotnie wyciągano go ze śpiączki cukrzycowej. Najgorzej, jeżeli te
zasłabnięcia występują w szkole, bądź jak przebywa sam. Pompa ta pozwoliłaby
mu uniknąć tych stanów i zmniejszyć ilość nakłuć. Jedno na 4-5 dni. Jednak
cena tej pompy to około 5500 dolarów i mojej Rodziny nie stać, aby ją zakupić.
Mam też córkę, studentkę psychologii w Warszawie. Mieszka w akademiku.
Ja pracuję w laboratorium jako laborantka. Pieniądze, jakie zarabiam, nigdy
nie pozwolą mi zrealizować zakupu. Może z Waszą pomocą uda mi się zebrać
te pieniądze.
Aby nie być gołosłowną, załączam do listu, że to, o czym piszę,
jest prawdą. Proszę bardzo o pomoc jeżeli to możliwe. Zdaję sobie sprawę
z tego, że mogę nie uzyskać nic, jednak serce matki każe mi walczyć o syna.
Pozdrawiam, z poważaniem
Bożena Wojda z Rodziną
Dołączam również adres internetowy; benic@interia.pl lub benusia@interia.pl
Dołączam dokumenty o chorobie syna, aby nie być gołosłowną.
Dziękujemy za najmniejszy dar serca. Proszę napisać, czy dotarła
ta prośba i dokumenty.
Dziękujemy, z poważaniem
Michał z Rodziną.
Konto syna: Fundacja Społeczna "Solidarni" Bełchatów PKO BP SA
Oddział Bełchatów 97-400 Bełchatów, ul.Wojska Polskiego 65
32 1020 3958 0000 9102 0017 7188
z dopiskiem:"pompa dla Michała"
Mój adres: Bożena Wojda,
97-400 Bełchatów, Oś. Dolnośląskie
113/1,woj. Łódz, Polska,
Telefon: (044) 632-4727
Od redakcji: Publikujemy ludziom z sercem pod rozwagę.
Hello Redakcjo,
Bardzo dobry felieton zatytułowany "Upupianie białego Murzyna",
na marginesie którego może warto by było poruszyć jeszcze jedną sprawę
mieszczącą się w ramach tego tematu, na którą niestety nasi rodacy dzielnie
głosujący za Liberałami nie zwrócili uwagi.
Rząd ontaryjski wydaje co tydzień swoją gazetkę "JOB MART", gdzie
znajdują się wszystkie pozycje, na jakie teoretycznie mogą się starać wszyscy
mieszkańcy Ontario. Moja uwaga "teoretycznie" nie odnosi się do ewentualnych
układów "koteryjnych", które istniały, istnieją i będą istniały. Moją uwagę
zwróciły wszystkie wydania "JOB MART", jakie ukazują się od czasu, gdy
Liberałowie zaczęli władać Ontario. Otóż okazuje się, że gwałtownie wzrosło
zapotrzebowanie władz ontaryjskich na osoby biegle władające językiem angielskim
i francuskim, tzw. bilingual. Zanim Liberałowie nie objęli władzy, do rzadkości
należały ogłoszenia pozycji dwujęzycznych i szanse na otrzymanie pracy
rządowej dla nas, emigrantów, były wyrównane z innymi. Teraz jednak okazuje
się, że nasze władze ontaryjskie ukierunkowały się na usługi w językach
angielsko-francuskim i całą parą wprowadzają realizację przepisów uchwalonych
przez słynne rządy NDP z Bobem Rea na czele.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie sprawa nauki języka
francuskiego w ontaryjskich szkołach. Wiadomo powszechnie, że jeżeli dziecko
nie jest na specjalnym programie tzw. French Emmersion, można spokojnie
zapomnieć o tym, aby młodzi ludzie posługiwali się francuskim. I tu, moim
zdaniem zaczyna się oficjalna dyskryminacja, która ma na celu wyeliminowanie
przeciętnych Kanadyjczyków z posad rządowych. Zgodnie z regulacją, jaka
obowiązuje w Ontario, pierwszeństwo w przyjęciach na French Emmersion Program
mają dzieci z tych rodzin, gdzie francuski jest jest językiem macierzystym
przynajmniej jednego z rodziców. A pozostali chętni? No cóż moga liczyć
na łut szczęścia, bo jak informował ostatnio "Goniec", w regionie Peel
będzie organizowana loteria w tym zakresie.
Dla mnie jest to skandaliczne i pytam, czy nie powinno się z
tym trochę powalczyć chociażby w prasie, uświadamiając rodziców co do tego
faktu. Jak bym miała dziecko w wieku szkolnym, to nie dałabym sobie wmówić
takiego kitu, bo albo jeżeli posady w rządzie Ontario mają być dwujęzyczne,
to i nauka francuskiego musi byc na innym poziomie. Przynajmniej dla tych,
co chcą się tego języka uczyć. (...)
Inna moja sugestia to emerytury w Polsce dla tych, co wyjechali
z kraju. Nie wiem, czy coś Redakcji na ten temat wiadomo, ale moim zdaniem,
zainteresowałoby to wielu czytelników. Nie mam na ten temat solidnych informacji,
ale słyszałam, że już są jakieś regulacje w tym zakresie, które uwzględniają
tych, co przenieśli się do innych krajów. Może warto się dowiedzieć?
Z poważaniem Barbara O.
(nazwisko i adres do wiad. redakcji)
Od redakcji: O emeryturach napiszemy
Drogi Panie Andrzeju - Polaku i Patrioto!
W Internecie przeczytałam mnóstwo obelżywych słów, kłamstw i
szyderstw pod Pana adresem napisanych w języku polskim. Z treści ich nietrudno
się domyśleć, że autorami tych paszkwili są wredni i parszywi nieludzie.
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Niech się Pan nie załamuje, ale
z czołem podniesionym kontynuuje swoje dzieło. Życzę Panu siły od Chrystusa
Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Dziękuje równocześnie, za piękną Pana
recenzję filmu Gibsona "Pasja".
Szczęść Boże! Stafania
Od redakcji: Patriota - to wielkie słowo i wyzwanie, powinno
się go używać dopiero nad czyjąś trumną. Mam nadzieję, że na nie zasłużę.
A plucie... Cóż wielu chorych na nienawiść ludzi pluje pod wiatr.
Pozdrawiam A. Kumor
Dzień dobry!
Piszę do Państwa w sprawie ewentualnego wydrukowania fragmentów
wspomnień byłej Sybiraczki. Koleżanka z Paryża przysłała mi właśnie
wspomnienia swojej mamy z prośbą o wydrukowanie chociaż ich części, w którejś
z polskiej gazet, jako że we Francji Polonia nie jest zbyt silna.
Wydaje mi się, że ten materiał o wywózce w głąb Syberii (nigdzie
dotąd nie wydawany) i życiu tam przez cały okres wojny mógłby być ciekawy
dla Państwa czytelników. Ostatnio, w okresie świątecznym czytalam, nie
pamiętam już w którym dzienniku, wspomnienia na temat wypędzenia z Zamojszczyzny
i wielu znajomych komentowało, że był to bardzo ciekawy artykuł.
Mam wrażenie więc, że temat wojenny wciąż cieszy się zainteresowaniem dużej
grupy ludzi.
Bardzo proszę o odpowiedź. Dziękuję.
Grażyna Sanchez-Madejska
Od redakcji: Prosimy o przysłanie wspomnień.
Za kilka dni - 1 maja - w niegdysiejsze święto klasy pracującej
miast i wsi, przodującej siły narodu - tak to chyba brzmiało - nasza Polska
zostanie wpędzona w nowy kołchoz. Już nie będzie to biedny i prymitywny
ciemnogród i zaścianek Europy, ale wreszcie obleje nas i napełni po uszy
postęp, dobrobyt i wolność. Polska znajdzie się w Europie - tak jakby do
tej pory była w Azji. Co za radość i ulga!
Aż tu nagle niespodzianka. Zamiast nabożeństw i Mszy św. dziękczynnych
za to wielkie szczęście jakie Polskę spotyka, Prymas Polska kardynał Józef
Glemp apeluje o tydzień modlitw i dzień postu o chlebie i wodzie.
Czegoś tu nie rozumiem. W Ewangelii św. Mateusza Rozdz. 17, wers
21, Pan Jezus uczy apostołów: "Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się
tylko modlitwą i postem". A zatem wchodzimy w objęcia szczęścia, czy wpychają
nas w kleszcze złego ducha?
Jeżeli to pierwsze - to się radujmy i dziękujmy z to szczęście,
a jeżeli to drugie - to gdzie był ks Prymas i Episkopat Polski gdy nam
mówił, że mamy śmiało i bez obaw wkroczyć do Unii , i że żadna utrata suwerenności
narodowej i moralności chrześcijańskiej nam nie grozi? Jakiego złego ducha
tą modlitwą i postem będziemy teraz wypędzać?
Gdzie był i i o czym myślał ks. Prymas Józef Glemp gdy niezbyt
ciepło wyrażał się o "Radiu Maryja", które jako jedyne przedstawiało prawdę
o zagrożeniach wynikających z tej nowej, modernistycznej formy szczęści
w nowym pogańskim kołchozie?
Oczywiście będę się modlił i pościł o chlebie i wodzie w piątek
30 kwietnia i innych zachęcam do tego samego, bo wierzę Chrystusowi, że
ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tą właśnie drogą.
R.D.
(nazwisko i adres do wiad. redakcji)
Od redakcji: Tylko post może pomóc.
GONIEC NR 17 (20)
(23
- 29 kwietnia 2004)
Witam ponownie!
No cóż, mogę tylko przyznać, że w Pana odpowiedzi brakuje tylko
brzydkich słów. Ja Panu w żaden sposób nie ubliżyłam, a Pan zachował się
niezbyt elegancko. Być może w Polsce "średnio rozgarnięte dziecko", jak
Pan to powiedział, rozumie, co Pan pisze. Dlaczego więc wydaje Pan
swoją gazetę tutaj, w Kanadzie? Może powinien Pan wydawać Gońca tylko
dla średnio rozgarniętych dzieci w Polsce! Jest to mój ostatni email
do Pana, nie spodziewam się od Pana odpowiedzi, bo i po co, nie jest pan
gentlemenem i nie potrafi Pan odpowiedzieć na bardzo proste pytania.
Krystyna
Od redakcji: Bez komentarza
Szanowny Panie Andrzeju
Mam nadzieję, że Pan nie tylko znajdzie czas na przeczytanie
mojego listu, ale też pomyśli nad realizacją mojego pomysłu.
Zbliża się Dzień Polski na Ontario Place, impreza, która przyciąga
tysiące Polaków. Jak do tej pory, impreza ta to kiermasze, kiełbaski, piwo
i wieczorny koncert. Ja proponuję coś nowego. Ponieważ nas, Polaków, nie
widać i nie słychać poza ośrodkami polonijnymi, moglibyśmy poprosić, by
Pan Śniegowski sam wyszedł do swoich klientów i reklamował Polski Dzień
2004, jako upamiętnienie Katynia i Powstania Warszawskiego w taki sposób,
by Kanadyjczykom oczy się otworzyły.
Polski Dzień by rozpoczął się pod ratuszem torontońskim wiecem
z gośćmi, którzy przeżyli zbrodnie rosyjskie, i wiec ten by podziękował
wszystkim tym, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim. Ja np. znam
dwie panie w Toronto, które jeszcze żyją i są najpiękniejszymi Polkami.
One i inni mogliby na tym wiecu podzielić się swoimi przeżyciami. Wiele
z tych rzeczy powinno być przekazane w j. ang., by nas dobrze zrozumiano.
Trochę dobrych statystyk, kilku honorowych gości i być może kilka tysięcy
ludzi, by zapewne dało znać wszystkim, że Polonia istnieje i pamięta, że
z Polonią powinno się liczyć.
Myślę, że ta okazja Dnia Polskiego to najlepszy sposób, by wiec
miał wystarczającą liczbę uczestników. Przyjemnie byłoby widzieć tam kilka
tysięcy osób, które po wiecu przemaszerują na Ontario Place. Czy Pan Śniegowski
byłby zainteresowany połączyć biznes z czymś pożytecznym? On tylko powinien
zaprosić wszystkich pod ratusz, a tam już organizacja polonijna i zainteresowani
zajmą się wszystkim. Jeżeli Pan Śniegowski się nie zgodzi, może wtedy Goniec
powinien powiadomić wszystkich o takim planie Polskiego Dnia. Sądzę, że
jest wystarczająco wcześnie, by taki pomysł przedstawić i wierzę, że jeżeli
Pan stwierdzi, iż coś takiego byłoby wartościową imrezą, to proszę się
zwrócić do wszystkich tych, którzy mogą pomóc tej idei.
Serdecznie pozdrawiam
Jacek Zieliński
Od redakcji: Proszę Pana, nie wiem, co na to organizatorzy
Dnia Polskiego. Naszym zdaniem, zwłaszcza 60. rocznica Powstania
Warszawskiego wymaga upamiętnienia - może właśnie za sprawą wiecu przed
ratuszem, ale może właśnie w rocznicę tego wydarzenia. Pomysł Pana jest
interesujący.
Dialog
W "Gazecie" z dnia 5-7 marca br. ukazał się artykuł pt. "Dialog
jest możliwy". Czytając ten artykuł, p. M.P. Bonikowskiej, przypomniał
mi się podobny artykuł również p. Bonikowskiej pt. "Czas na dialog" zamieszczony
w "Gazecie" z dnia 13-15 lipca 2003 r. Przeczytałem oba te artykuły jeszcze
raz i doszedłem do wniosku, że autorka nie jest do dialogu przygotowana
i chyba bardziej jej zależy na popularności i pozornym działaniu niż na
prawdziwym dialogu. Przeczytałem również artykuł z sąsiedniej strony, i
to dwukrotnie, tydzień po tygodniu pióra p. Witolda Lilientala. Nie będę
go komentował, bo na komentarz nie zasługuje i bardzo odbiega od języka
dialogu. Natomiast bardzo polecam p. Witoldowi jego własny artykuł pt.
"Odetchnęliśmy", zamieszczony w "Gazecie" z dnia 20-22 czerwca 2003
r. Autor powinien jeszcze raz go przeczytać i skonfrontować jego treść
z dzisiejszą rzeczywistością, zanim znów chwyci za pióro.
To tak na marginesie i wracam do tematu dialogu. Chcę przedstawić
swój punkt widzenia na dialog jako głos w dyskusji, a nie jako regułę.
Co ja rozumiem przez dialog i co trzeba zrobić, aby był możliwy i szczery?
Moje uwagi będą ogólne i nie należy się dopatrywać złośliwości pod czyimkolwiek
adresem. Do dialogu jak do tanga trzeba dwojga lub dwu stron pragnących
tego dialogu. Dialogu nie można przeprowadzać na klęczkach, bo to niewygodna
pozycja do rozmów. Dialog nie może polegać na akceptacji warunków jednej
strony przez drugą. Dialog to nie instrukcja spisana na papierze, lecz
wymiana opinii, myśli, życzeń i nieustanna próba zrozumienia drugiej strony.
Aby rozpocząć dialog, trzeba być do tego przygotowanym i posiadać wiedzę
na temat spraw ważnych dla obu stron.
Autorka tych wspomnianych wyżej artykułów pisze o dialogu polsko-żydowskim.
To bardzo ważny i delikatny temat. Postaram się troszkę rozwinąć niektóre
sporne aspekty w stosunkach polsko-żydowskich, zachowując bezstronność.
Mam nadzieję, że mi się to uda.
Zacznę od Holokaustu. Należy jasno określić, co to jest Holokaust?
Kogo dotyczy? Ile pochłonął ofiar i kto tego dokonał? Będę więc stawiał
wiele pytań, aby czytelnicy spróbowali sobie na nie odpowiedzieć.
W ostatnich latach dało znać o sobie tzw. Przedsiębiorstwo Holokaust
opisane w książce pod takim właśnie tytułem przez żydowskiego prof. Normana
Finkelsteina. Przeczytałem i polecam innym. Zanim którakolwiek ze stron
zacznie się ubiegać o odszkodowania lub zwrot majątku, należy wyjaśnić
wiele kwestii z tym związanych. Wspomnę tylko o kilku takich jak: czy ten
majątek został nabyty legalnie? Czy został zabrany czy porzucony? Jaką
wtedy wartość przedstawiał, a jaką dziś? Następnie, czy dokonano zwrotu
zapłaconych przez kogoś podatków i kosztów rozbudowy, remontu, konserwacji
itd.? Trzeba sprawdzić, czy już kiedyś były wypłacone odszkodowania za
ten majątek?
To tak w skrócie na temat roszczeń, choć należałoby do tego dodać
roszczenia za utracone lub ocalałe życie. Aby dokonać sprawiedliwych wyliczeń,
należy również sprawdzić, w jaki sposób dokonano obliczeń w innych
krajach, a zwłaszcza w Hiszpanii po słynnej inkwizycji?
Obserwując ten proces, nietrudno zauważyć, że strona żydowska
sadzi drzewka, dekoruje medalami, nadaje tytuły i zgłasza roszczenia majątkowe
lub finansowe, a strona polska ani nie zgłasza roszczeń, ani nie sadzi
drzewek, nie dekoruje ani nie ma czym płacić, a zwrot majątków powoli się
dokonuje. Z danych podawanych przez środki przekazu oraz różne publikacje
wynika, że za obronę żydowskiego życia zapłaciło własnym życiem około 50
tysięcy Polaków. Niestety, nie znam liczb, ilu Żydów zapłaciło życiem
za ratowanie Polaków. Nie wiem również, ilu Żydów uhonorowano, ile zasadzono
drzewek za ratowanie polskiego lub katolickiego życia. Te dane powinny
być powszechnie dostępne.
Na pogorszenie stosunków obu narodów największy wpływ miał chyba
okres II wojny światowej. Tu należy szczerze powiedzieć, ilu Polaków i
ilu Żydów służyło w okupacyjnych armiach, tj. niemieckiej i rosyjskiej,
oraz jaki procent współpracowało z okupantami polskich ziem? Należy jasno
określić, że okupantami Polski byli Niemcy i Rosjanie i to oni dokonali
Holokaustu na obu narodach. Nie można zastępować słowa Niemcy słowem naziści
i w tym samym czasie pisać o polskich obozach koncentracyjnych. Szczególnie
szkodliwe to jest dla młodego pokolenia na świecie, bo młodzi i nie znający
historii utożsamiają nazizm z "polskimi obozami koncentracyjnymi" i obarczają
Polskę odpowiedzialnością za ofiary II wojny światowej, nie wiedząc, ilu
zginęło Polaków podczas wojny. Należy światu powiedzieć, jakiej gościnności
i na jaki czas udzieliły sobie oba narody, oraz jaki miały wpływ na tworzenie
kultury, praw i funkcjonowanie państw, tj. Polski i Izraela?Jaki procent
ma obecnie udział w życiu politycznym, kulturalnym i gospodarczym obu narodów,
tzn. Żydów w Polsce i Polaków w Izraelu?
Wracając do okresu wojennego i powojennego, trzeba sobie wyjaśnić,
jaki wpływ miały decyzje podejmowanie przez osoby decydujące o konfiskacie
mienia, zsyłkach do obozów koncentracyjnych, obozów pracy, na Sybir, na
represje, awanse itd. Mam tu na myśli przynależność tych osób do obu narodów
i wpływ na późniejsze stosunki polsko-żydowskie.
Każdy naród powinien sam pisać swoją historię. Historii nie można
przepisywać na nowo wg potrzeb, bo historia to czas przeszły, którego nie
da się cofnąć. Historia to kopalnia wiedzy i przestróg na przyszłość, a
naród, który nie zna swojej historii, skazany jest na zagładę. Tacy ludzie
jak Geremek, Michnik, Urban i wielu innych chyba nie kochają Polski, bo
szydzą z niej i oskarżają Polaków o antysemityzm, mając wielki wpływ na
politykę i opinię publiczną. Skoro im tak źle, to dlaczego nie wyjadą z
tej antysemickiej Polski? Patriotyzm i wiara są dziś wyśmiewane, a ci co
te wartości szanują, są wyzywani od oszołomów, ciemnogrodu itp. Lecz gdy
tych wartości u ludzi zabraknie, to na ziemi zapanuje zupełny ciemnogród.
Wracając do historii, należy dociec, czym był "pogrom kielecki".
Kto go dokonał i na czyje polecenie? Podobnie należy uczynić z wyjaśnieniem
wydarzeń z marca 1968 roku. Jaki był cel i kto za tym stał. Sam jestem
ciekaw odpowiedzi na te stawiane pytania. Czy Polacy i Żydzi mieli swój
udział w tworzeniu komunizmu i faszyzmu? A w okresie powojennym? Jaki wpływ
mieli Żydzi na tworzenie się PRL-u, a jaki Polacy na tworzenie się nowego
państwa Izrael? Co to znaczy pojęcie uznawane za obraźliwe, czyli żydokomuna?
Czy pouczamy się nawzajem, jak powinien postępować wierzący żyd i katolik?
Czy szanujemy lub niszczymy miejsca kultu religijnego i miejsca pamięci
narodowej w obu krajach? Czy piszemy antysemickie lub antypolskie treści
na murach, w prasie, książkach lub głosimy w radiu, TV i w Internecie?
Te moje pytania to taki mały rachunek sumienia, bez którego nie
będzie tego dialogu. Pytam więc dalej.
Czy dopuszczamy się prowokacji, aby pokazać światu drugą stronę
w złym świetle? Musimy sobie odpowiedzieć, czy antysemityzm i antypolonizm
to choroby, wybryk, a może nienawiść? Co to jest właściwie antypolonizm
i antysemityzm i kogo dotyczy? (Arabowie to też Semici).
W tym miejscu pozwolę sobie zacytować fragment z artykułu "Czas
na dialog", który to fragment jest cytatem z wypowiedzi byłego ambasadora
Izraela w Polsce p. Szewacha Weissa: "Antysemityzm to choroba, która liczy
sobie już 2000 lat - bardzo trudna do wyleczenia".
Może należałoby się zastanowić nad lekarstwem na tę chorobę.
Ja w takich wypadkach jako leku używam lustra. Staję przed nim i pytam,
dlaczego ktoś mnie nie lubi lub nienawidzi i jaki jest w tym mój udział?
Wtedy zaglądam we własne sumienie i szukam przyczyn, zaczynając od siebie.
Zmieniam stosunek do tych osób i oczekuję efektów tej prostej kuracji.
Może wystarczy tych pytań, choć one nie wyczerpują tematu. Zadaję
je również dla lepszego i wzajemnego zrozumienia bez wzajemnych uprzedzeń
i niedomówień. Pogłębiając wiedzę, nie ulegajmy propagandzie oraz tzw.
poprawności politycznej.
Autorka wspomnianych artykułów chwali się, że jej wujek ratował
Żydów w czasie wojny i został uhonorowany tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów
Świata. Ja też się pochwalę. Moi rodzice i dziadkowie też przez długi okres
przechowywali żydowską rodzinę, lecz tytułu nie otrzymali, bo nawet o niego
nie zabiegali. Wystarczyła im kartka świąteczna z podziękowaniem za uratowane
życie, którą otrzymywali aż do 1980 roku. W 1969 roku oddałem swoją krew,
ratując żydowskie dziecko od śmierci, które zostało przywiezione z wypadku
drogowego. Byłem świadomy, komu oddaję krew i nie liczyłem wtedy na tytuł
lub drzewko. Wprawdzie matka tego dziecka dwa tygodnie później wręczyła
mi wielki kosz kwiatów. Ja zrobiłem to w potrzebie chwili, nie pytając
o narodowość czy religię. Jestem katolikiem, a moim Bogiem jest Jezus Chrystus
i nie jest istotne dla mnie, że jest z ludzkiego pochodzenia Żydem. Mam
nadzieję, że nikt mnie nie nazwie antysemitą, lecz mam wątpliwości, jak
nazywać tych, którzy przeciw niemu występują, a jednocześnie oskarżają
innych o antysemityzm.
Słowo antysemita zostało uznane przez izraelski parlament za
obraźliwe. Ja też obejrzałem film "Pasja" i nie znalazłem w nim antysemityzmu.
Film informuje widza o faktach historycznych sprzed 2 tys. lat. Można na
tym filmie zobaczyć, do czego zdolny jest człowiek i czym odpłacił swemu
stwórcy za życie. Dwa tysiące lat temu polała się niewinna krew i do dziś
się leje na tej samej świętej ziemi. Podczas filmu Jezus wypowiada słowa:
"Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią". To lekcja pokory i przebaczenia.
Dziwi mnie, dlaczego Włosi nie protestują, mimo że w tym filmie pokazano
rzymskich żołnierzy jako krwawych oprawców. Twórca tego filmu nie zrzuca
odpowiedzialności na współczesnego człowieka, tylko pokazuje fakty historyczne
sprzed 2 tys. lat. Kończąc, przypominam, że dialog musi
wypływać z serca, a nie z interesów jednej lub drugiej strony dialogu.
Między narodami i religiami należy budować mosty, a nie mury, bo to dzieli,
a nie łączy i źle się kojarzy.
Zwolennik szczerego dialogu
St. Pietras
Mississauga
Tel./Fax: 905-273-9370
PS
Odwiedzając Polskę, odwiedzajmy miejsca pamięci obu narodów.
Od redakcji: Wyjaśnienie - p. Pietras zwrócił się do nas z
opublikowaniem powyższego listu, ponieważ przez kilka tygodni nie mógł
doczekać się publikacji w "Gazecie", do czytelników, której kierował swe
słowa.
"Mecenas Ryszard Boraks znowu tańczy zorbę" (...)
Tomasz Cichocki
"Prawdziwa twarz" (...)
Halina Wisłocka
Od redakcji: Powyższych dwóch listów nie publikujemy, ponieważ
nie udało nam się potwierdzić ich autentyczności. Autorów nadal prosimy
o kontakt z redakcją "Gońca".
GONIEC NR 16 (19)
(16
- 22 kwietnia 2004)
Poprawność polityczna
w Związku Narodowym Polskim?
Hasłem naczelnym Z.N.P. w Kanadzie jest "Bóg, Honor i Ojczyzna".
Są to słowa, które przez wieki były fundamentem istnienia naszego narodu.
Miliony Polaków cierpiało i oddawało swoje życie w obronie tych wartości.
I Polska żyła i trwała. Polska zawsze wierna. Co czeka naszą Ojczyznę i
nas samych, jeżeli sprzedamy te fundamenty? Wyprzemy się ich?
21 marca pojechałem na zebranie Z.N.P. gminy I z pełnym
radości postanowieniem, że złożę podanie z prośbą o przyjęcie mnie w szeregi
tego związku. Miałem głowę pełną pomysłów do działania dla Polski i Polonii,
z Bogiem i honorem. Złożyłem podanie i przysłuchiwałem się zebraniu. Nie
jestem w stanie opisać mojego bolesnego zdziwienia i rozczarowania, gdy
w trakcie zebrania padła propozycja p. przewodniczącego Z.N.P. gminy I,
aby poddać pod głosowanie pytanie - czy kolejne zebrania powinny się zaczynać
modlitwą na głos, czy raczej minutą ciszy, co proponował p. przewodniczący.
Osłupiałem. Bóg kolejny raz sprzedany i skazany. Chyba 95% członków gminy
I Z.N.P. głosowało za usunięciem modlitwy. Katolicy? Drżącym głosem wyraziłem
swoje rozczarowanie i oburzenie i poprosiłem o wycofanie mojego podania.
Wyszedłem z zebrania z bólem, smutkiem i lękiem. Gdzie "to" zmierza?
Pytam Prezesa Zarządu Głównego Z.N.P. w Kanadzie, p. Bogdana
Adamczaka - czy poprawność polityczna dotarła również do korzeni polskości
w Kanadzie, czy może hasło Z.N.P. należy zmienić na Jahwe, honor i ojczyzna
(nie wiem, czyj honor i czyja ojczyzna?), to wtedy rzeczywiście modlitwa
"Ojcze nasz" może razić niektórych naszych braci.
Co na to kapelan Z.N.P., jeżeli taka funkcja opiekuna duchownego
Związku istnieje? To, że np. muzułmanom czy żydom przeszkadza znak Krzyża
św. i żądają skutecznie ich usuwania, to boli, ale nie dziwi. Ale co powiedzieć
o takim działaniu?
Roman Dorna
Od redakcji: Jak widać, duch czasów dotarł do Z.N.P. Ciekawe,
co na to Prezes?
Szanowny Panie!
Kilka miesięcy temu prof. Florian Śmieja zwrócił uwagę na znakomitą
książkę Lynne Olson i Stanleya Clounda "A Question of Honour" o bohaterskiej
walce Polaków podczas II wojny światowej. W ostatnim numerze "Tygodnika
Powszechnego" ukazał się wywiad z autorami i krótkie streszczenie tej książki.
Przy tej okazji chciałem zwrócić uwagę na postać pana prof. Floriana
Śmiei. Znakomity poeta i tłumacz, wychowawca wielu pokoleń młodzieży. Inspirator
szeregu akcji kulturalnych, m.in. założyciel Klubu Dyskusyjnego w London,
który istnieje już ponad 30 lat. Przy tym bardzo skromny człowiek.
Z poważaniem
Waldemar Karniej
London
Od redakcji: Pan Profesora Śmieję znamy, szanujemy i poważamy,
umawiamy się też na rozmowę na temat kondycji polskiej emigracji.
Szanowny Panie Redaktorze,
Uważam, że pani L.S. której 13-letnią córkę oskarżono na pokładzie
samolotu LOT-u, a następnie w Polsce o kradzież, powinna wziąć dobrego
adwokata i oddać sprawę do sądu w Kanadzie. Pozwać LOT oraz tę oszczerczynię,
która podobno wracała w tydzień później do Kanady, więc ze znalezieniem
jej nie powinno być żadnych kłopotów.
Najlepszego JK
(nazwisko i adres do wiad. red.)
Od redakcji: Wie Pan, nie wszyscy mają zdrowie chodzić po sądach.
Dzień dobry!
Nie myślałam, że jeszcze raz będę pisała do Pana, ale... odpowiedział
i nie odpowiedział Pan na zadane pytania przeze mnie w ostatnim numerze.
Na to, co Pan odpowiedział, ja mam następne pytanie: czy czytając Pana
gazetę, trzeba mieć komputer włączony, aby wyjaśniał wyrazy zawarte w Pana
artykułach? Nie wygląda mi Pan na starego polonusa, który zapomniał częściowo
polskiego języka, a nie nauczył się angielskiego i miesza słownictwo, aby
było się z czego śmiać, albo aby nikt nie zrozumiał. Nie wygląda mi też
pan na młodzika, któremu można wybaczyć mieszanie języków, bo robi to tylko
dla żartów. Wygląda mi jednak Pan na dojrzałego mężczyznę, który poprawnego
języka polskiego uczył się dość długo przed opuszczeniem kraju. Mam nadzieję,
że jako redaktor "Gońca" weźmie Pan to do serca i w swoich artykułach będzie
Pan używał polskich słów, jakich Mama, a później szkoła nauczyła. Wierzę,
że Pan zajmie się wytłumaczeniem wiz w polskich paszportach. Czy tym razem
odpowie mi Pan, kto podpisał się JK pod listem do redakcji w sprawie paszportów?
Pozdrawiam, Krystyna
(nazwisko i adres do wiad. red.)
Od redakcji: Pani Krystyno, czytając "Gońca", nie trzeba mieć
włączonego komputera, wystarczy włączona głowa. Pan JK, podobnie jak Pani,
zastrzegł sobie nazwisko do wiadomości redakcji.
Wracając zaś do mojego słownictwa, zarzuciła mi Pani tydzień
temu stosowanie m.in. słów: "establishment, słowotok, efemeryda, język
migowy, samizdatowy, dywagować". Spieszę Pani donieść, że średnio rozgarnięte
dziecko polskie słowa te i zwroty poznaje długo przed maturą, zaś jedynie
"establishment" można uznać za anglicyzm. Pozdrawiam serdecznie -
A. Kumor
Drodzy Przyjaciele Misji
w Afryce!
Nieustannie czas płynie, my, po sześćdziesiątce, możemy to stwierdzić
naocznie. Okres Wielkiego Postu rozpoczęliśmy od Środy Popielcowej
posypywaniem głów popiołem. Bardzo wzruszające było, jak mama przytrzymuje
główkę dziecięcia, które zwykle spoczywa na plecach przywiązane szmatą
czy ręcznikiem, i kapłan wypowiada słowa - "pamiętaj, żeś proch i w proch
się obrócisz". To życie, które rozpoczęło się tak niedawno - już zbliża
ku jednemu celowi... śmierci... umieraniu - zresztą, jak my wszyscy,
czy chcemy, czy nie... to taka refleksja moja osobista..
Drodzy Moi - chcę bardzo serdecznie w tym liście podziękować
za zrozumienie i życzliwe podejście do sprawy budowy kościoła w Warren
Park - poświęcony św. Klarze. Podaję adres i nazwę konta, na które
w dalszym ciągu oczekujemy ofiar od WAS. W Credit Union jest otwarte konto
na ten cel, nr konta 97281 Zimbabwe Afryka Komitet Budowy Kościoła - lub
też na adres Pana Kazimierza Wrzoska: 1602 - 45 Southport St., Toronto,
Ont., M6S 3N5, tel. 416-604-1339 - on udzieli wszelkich informacji na ten
temat. Czeków ani money order proszę nie przysyłać, bo wszystko wykradają
- ostatnio straciłem 100 USD, i to były na Msze św. Sytuacja w Zimbabwe
jest bardzo zła, gospodarka zupełnie "rozłożona na łopatki", jak to się
w Polsce mówiło dawniej. Dla Was, zwłaszcza młodszych, nie do wyobrażenia
jest, jak normalni obywatele żyją, jak się borykają każdego dnia o choćby
jeden posiłek gotowany, bo ci "nienormalni", począwszy od góry, opływają
we wszystko. Korupcja zżera wszystko, złodziejstwo na każdym kroku...
Dosyć tego narzekania - 9 czerwca wybieram się przez Londyn do
Polski, zatrzymam się u ks. Antoniego Dębskiego na Lewisham. Mam poważny
problem z zębami - mostek wstawiony przed 17 laty w Polsce przed wyjazdem
na misję, pękł - zużył się - a tutaj nawet nie tyle problem ceny - olbrzymie
sumy, ale co do zdrowia - higieny, dlatego postanowiłem zrobić sobie w
Polsce porządek z uzębieniem. Choroba moja powoli, ale bardzo powoli, wraca
do normy, jeszcze nie zupełnie - śledziona i wątroba przez 10 lat pracy
w Zambii zniszczone przez ciągłą malarię. Teraz drogie leki, muszę zażywać
tabletki ESSENTIAlE - z Niemiec albo z Południowej Afryki. Import jest
drogi, ale to jedynie regeneruje te organy. Przed wyjazdem, gdzieś w maju,
muszę zrobić badania krwi - wykażą, jaki jest stan tych organów...
Moi Drodzy, na radosny dzień Zmartwychwstania Pańskiego przesyłam
z głębi serca moje życzenia - obyśmy wszyscy dostąpili tej łaski Zmartwychwstania
i przebywania ze Zmartwychwstałym Panem na zawsze. Podczas obchodów Triduum
Paschalnego: Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku, Wielkiej Soboty, no
i poranka Zmartwychwstania - zapewniam Was wszystkich o mojej wdzięcznej
pamięci w modlitwie i proszę pamiętać o mnie zwłaszcza o zdrowiu,
które ostatnio podupadło..
Serdecznie pozdrawiam
Ks. Kazimierz Kulczyński
Zimbabwe, Afryka
Od redakcji: Proszę Księdza, życzymy radości Łask Bożych, a
przede wszystkim zdrowia i jeszcze raz zdrowia.
Drogi Panie Redaktorze
Jestem czytelniczką przez Pana wydawanej gazety, dlatego zwracam
się z prośbą o opublikowanie tego listu. Otóż jestem wykończona prześladowaniem,
prawie 2-letnim, przez matkę młodej narkomanki, która odeszła z powodu
narkotyków od zmysłów. Tak myślę, że to było powodem, lekarze uznali schizofrenię,
gdyż matka wszędzie kryje, że córka brała narkotyki, a wiedziała o tym
dobrze, gdyż trwało to 5 lat. Zaczęła, gdy miała 14 lat. Dziewczyna o imieniu
zaczynającym się na literę "P" nie kryła tego przed nikim, natomiast prosiła
o to, żeby mama się o tym nie dowiedziała, gdyż traci kontakt z mamą, bo
ta jej bardzo z tego powodu dokucza z bratem, a i ona kontakt chwilowy
traci ze światem i często jej się to zdarza brak snu, brak koncentracji.
Tak to sama mi opowiedziała, różne widzenia świętych ma, coś jej wyrywa
kierownicę z rąk gdy jedzie samochodem - pewnego razu wjechała przez to
wyrywanie na schody kościoła. Wiele innych spraw mówiła - to, że była u
egzorcystki z gazety, że była u wróżki także z gazety, ale to jej nie pomaga,
dalej jej diabeł dokucza. Zaczęła do mnie dzwonić co noc (oczywiście mama
tego też nie mogła wiedzieć) zawsze około 2 w nocy, przestraszona, sapiąca
- módl się za mnie, bo diabeł ze mnie kołdrę ściąga. I tak się modliłam
z nią co noc, po 2 godzinach to ją opuszczało i dziękowała mi naprawdę
pięknie za pomoc i kładła telefon. Rodzina moja była wykończona tymi nocnymi
telefonami. Dodam, że lubię modlitwę egzorcyzmową "św. Michale Archaniele",
którą nauczył nas Kościół. Powiedziałam: pożal się tacie, że ci dokuczają.
Nie mogę, on jest bardzo dobry, ale nie ma nic do powiedzenia w domu. Radziłam
psychiatrę, odpada - mama się na to nie zgodzi, gdyż widzi mnie na studiach.
Ja na brak snu biorę zioła, które otrzymałam od rosyjskiej bioenergoterapeutki,
jestem jej za to b. wdzięczna, dobrze się czuję - śpię dobrze. Więc ona
też je chce. Dałam, piła krótko, gdyż mama jej z takim
|