POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 23/2008 (231) (6-12 czerwca 2008)

 Dyskutanci z tej samej rozgłośni
 Dobrze się stało, że ktoś wreszcie przemówił stanowczym głosem do "współczesnego mędrca", za jakiego i sam się chyba uważa, ks. abp. Życińskiego. Doprawdy trudno zrozumieć, skąd w tym katolickim biskupie tyle przewrotności. Oczywiście nie brałem udziału, na znak protestu przeciwko temu, co głosi od lat ks. Arcybiskup, w żadnym z nim spotkaniu w Toronto, ale znam jego poglądy z... przeglądania "GW" w Internecie. Tak, niestety, trudno by znaleźć wypowiedź ks. Arcybiskup w jakimś katolickim czasopiśmie, natomiast chyba jest on najczęstszym gościem "GW" ze wszystkich polskich duchownych, nie tylko biskupów.
 Zamęt, jaki ten "katolicki mędrzec" od wielu lat sieje w sercach i umysłach Polaków, jest bardzo bolesny i smutny. Niestety, nie jest on osamotniony w lekceważeniu, poniżaniu oraz jawnej wrogości wobec Radia Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Jest jeszcze kilku hierarchów katolickich w Polsce, którzy mu w tym wtórują. Oczywiście, nie zawsze mamy wpływ na to, kto do nas przyjeżdża i kto się chce z nami spotkać, ale zawsze możemy wyrazić swoją postawą nasz stosunek do danej osoby. Mam nadzieję, że taka nauka nie pójdzie w las. Mam również nadzieję, że tekst p. Krzysztofa Zarzeckiego pt. "Do Jego Ekscelencji wątpliwości litania pierwsza" dotrze również do Jego Ekscelencji i może da do myślenia także innym wrogom Radia Maryja i o. Tadeusza Rydzyka, którzy zamierzają nas odwiedzić.
 Przy okazji warto chyba jeszcze zwrócić uwagę na inną postać opisywanego spotkania, na "zatroskaną" p. dr Małgorzatę Bonikowską. Dobrana to para "zatroskanych dyskutantów", szkoda tylko, że nadają na tej samej antypolskiej fali.
 Jest pewien problem, o którym przy tej okazji warto słów kilka dodać. Najczęściej pisze się, że ktoś tam jest wrogiem o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja. Wydaje mi się, że należy te dwie strony tego samego problemu rozdzielić. Mogę zrozumieć, że ktoś nie lubi o. Rydzyka, za to, że to i owo powiedział, za to, że za wiele i nie tak powiedział. To jeszcze można zrozumieć. Sam nie lubię np. tow. Michnika czy mojego "kolegi ze studiów" p. Janusza Mikkego. Ale, jeżeli ktoś mi mówi, że nie lubi Radia Maryja, to to jest zupełnie inny problem. Bo jeżeli ktoś nie lubi Radia Maryja, to albo nie jest człowiekiem wierzącym, albo nie jest Polakiem, albo... nie lubi o. Rydzyka. Najczęściej te "autorytety", które głoszą, że nie lubią Radia Maryja, po prostu go nie słuchają,  jak trafnie zauważa p. Zarzecki. 
 Jeśli chodzi o o. Tadeusza Rydzyka, to proponuję, dla tych Polaków i dla tych wierzących, którzy go nie lubią, następujące przemyślenie. Chyba nie ma ani drugiego Polaka świeckiego, ani drugiego Polaka duchownego, poza Ojcem św. Janem Pawłem II i Prymasem Tysiąclecia, ks. kardynałem Stefanem Wyszyńskim, który by w ostatnich latach dokonał takiego przewrotu w społeczeństwie polskim i wlał w nasze serca tyle dobra, co właśnie skromny zakonnik o. Tadeusz Rydzyk. Nawet jeśli popełnił on takie czy inne błędy, nawet jeśli powiedział komuś nie tak jak trzeba czy za dużo, to jest to nic wobec dobra, które uczynił i czyni, a które rozlewa się po całej Polsce i poza jej granicami i napełnia prawdą, miłością i nadzieją serca Polaków w kraju i na obczyźnie.
 Moim zdaniem, Radio Maryja i Telewizja Trwam, a także inne inicjatywy o. Tadeusza Rydzyka, stanowią naturalną, uwspółcześnioną kontynuację działalności Wielkiego Prymasa Polski ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego dla dobra Kościoła i Ojczyzny naszej. Dla dobra wszystkich Polaków.
 Więc kto jest wrogiem Radia Maryja, ten jest wrogiem Polski i Polaków! A jeśli chodzi o tych, co nie lubią Radia Maryja, to przytoczę im następującą historię, autentyczną. W początkach Radia Maryja ja też boczyłem się na to radio, a przede wszystkim na te osoby, które dzwoniły do Radia Maryja i się wymądrzały. Na te moje "żale" otrzymałem wtedy następującą radę od p. Wojtka Strahla:
"- Proszę pana, to jest radio katolickie, prawda?
- Tak.
- To jest radio polskie, prawdziwie polskie, prawda?
- Tak.
- I to radio się panu nie podoba, bo dzwonią do niego dziwni ludzie?
- Tak.
- To ja proponuję panu, żeby pan przestał narzekać i sam od czasu do czasu zadzwonił do tego radia. Od razu stanie się lepsze, prawda?
- ...".
 I ja podobną propozycję kieruję i do p. Bonikowskiej, i do ks. Arcybiskupa, aby zaczęli nie tylko słuchać, ale i od czasu do czasu zechcieli zadzwonić do Radia Maryja. Nie potrzeba podawać pełnych tytułów ani nawet nazwisk, wystarczy powiedzieć np. "Mówi Józio z Lublina" czy "Gosia z Toronto" i już się jest na antenie. Jaki będzie efekt tej edukacji, trudno mi przewidzieć, ale mam nadzieję, że oba te "zatroskane autorytety" może po pewnym czasie przestaną mącić w głowach i sercach Polaków. 
Emanuel Czyżo

 Od redakcji: Ludzie mogą mieć różne opinie; ważne, abyśmy potrafili wyrobić sobie zdanie. "Radio Maryja" w  tym pomaga.
 
 Redakcja "Gońca"
 Nawiązując do wypowiedzi zamieszczonej w "Gońcu" 30.05.08 w korelacji uzupełniającej do poprzedniej wypowiedzi nt. służby zdrowia w Kanadzie przez p. S. Pietrasa, a kontynuowanej przez p. Z. Mańkowskiego, chciałbym uprzejmie prosić o kilka dalszych informacji na ten temat, zwłaszcza o uwiarygodnienie oświadczenia, że tak skutecznie w jego przypadku zadziałały różnego rodzaju suplementy i medycyna alternatywna.
 Mam podobny przypadek w rodzinie i chciałbym uprzejmie skorzystać z uwiarygodnionych terapii alternatywnych, o których wspomina w swym liście p. Z. Mańkowski, by uniknąć w starszym wieku niepotrzebnych powikłań stosowanych przez wybitną kanadyjską służbę zdrowia. 
 Dla przykładu mogę podać, że mając wrastający paznokieć u nogi, dostępni lekarze kanadyjscy proponowali mi bardzo dyskusyjny i zarazem bolesny zabieg chirurgiczny, który miał usunąć płytkę paznokcia lub jego znaczącą część z unieruchomieniem trwałym przez parę tygodni. Jak wynika z oceny wielu pacjentów tej dolegliwości zamieszczonych na łamach Internetu, okazało się, że metoda ta wcale nie jest pewna i nawet po usunięciu częściowym paznokcia lub całkowitym nadal pojawia się wrastanie i staje się tym samym wątpliwy cały zabieg chirurgiczny, który należy powtarzać.
 W br. wyjechałem na urlop do Polski i poddałem się operacji paznokcia wrastającego, bezbolesnemu zabiegowi zainstalowania klamerek drucikowych wg niemieckiej metody Gehwola, którego całkowity koszt wyniósł około 200 ZPL, co do dziś skutkuje bez zadawanych cierpień specjalistów od chirurgii kanadyjskiej, usuwania paznokcia.
 O metodzie tej dowiedziałem się z Internetu i skorzystałem z zabiegu, odzyskując prostym sposobem pełną sprawność w stopie w ciągu paru godzin...
 Narzekanie więc na służbę zdrowia w Kanadzie nie jest zjawiskiem odosobnionym, jak dowodzą panowie, którzy poruszyli w swych wypowiedziach ten problem.
 Chciałbym prosić więc o nieco więcej szczegółów w sprawie przez nich poruszanej lub udostępnienie wiedzy w szerszym zakresie lub kontakt telefoniczny ze mną jako zainteresowanym tematem medycyny alternatywnej, o której wspominają.
 Dziękuję za udzielenie szerszych wypowiedzi w tej sprawie, bowiem propagowanie tego typu doświadczeń wydaje się skuteczną pomocą w ujawnianiu zarówno błędów lekarskich, jak i metod leczenia, które w wielu przypadkach odbiegają od skuteczności leczenia.
 Z szacunkiem pozostaje 
 Hubert W. Abramowicz 
tel. 905-281-8762 
e-mail: A.trebuh@gmail.com

 Od redakcji: Od tego jesteśmy - dzielmy się wzajemnie doświadczeniami.
 
 Szanowny Panie Redaktorze!
 Serdecznie dziękuję p. Krzysztofowi Zarzeckiemu z Toronto za przewspaniały artykuł "Biskupowi Życińskiemu do rozumu..." - nic dodać, nic ująć. Jestem jedną z "babć", która dzięki Radiu Maryja i Telewizji Trwam - bardzo dużo już się nauczyła i ciągle jeszcze dokształca się, uzupełniając wiedzę, której nie miałam szansy zdobyć w PRL-u.
 Z utęsknieniem oczekuję na ciąg dalszy artykułu Szanownego Pana, w następnym numerze "Gońca".
 - My, Polacy, nie życzymy sobie, aby taka p. Bonikowska wypowiadała się w naszym imieniu, używając języka polskiego; obrażając nasze uczucia religijne i patriotyczne. Życzymy jej natomiast, aby zaczęła regularnie słuchać Radia Maryja i tą drogą dokształciła się nieco, żebyśmy nie musieli wstydzić się za nią przed Kanadyjczykami.
 Pana Redaktora proszę, aby tekst artykułu pana Krzysztofa Zarzeckiego wysłał łaskawie na adres bp. Życińskiego.
 Dziękuję,
Stefania z Toronto-Mississaugi

 Od redakcji: Tekst z pewnością dotrze do adresata, spokojna głowa.
 
 Witam Państwa,
 W Faktach TVN o 19.00 padło stwierdzenie, że Polakom łatwiej będzie wyjeżdżać w te wakacje do państw Unii Europejskiej dzięki przystąpieniu do Traktatu z Schengen. To oczywiście bzdura - dzięki strefie Schengen nie wjedziemy łatwiej ani do Wielkiej Brytanii, ani Irlandii, ani Cypru, ani Bułgarii, ani Rumunii (trzy ostatnie państwa są sygnatariuszami Traktatu, ale przystąpią do niego w latach 2009-11). W dodatku dzięki strefie Schengen wjedziemy łatwiej do państw spoza UE - Norwegii i Islandii. 
 W ten sposób telewizja TVN zwyczajnie wprowadza widzów w błąd. Osoba, która by się tym zasugerowała, miałaby problemy na granicach tych państw. Dlaczego telewizja TVN kłamie? Nie wiedzą tego, jest to wyraz uwielbienia Unii Europejskiej przez redaktorów, czy chcieli podać informację przystępnie? Dwie pierwsze ewentualności dyskwalifikują redakcję, jeśli chodzi o to ostatnie można było powiedzieć "do części (lub większości) państw europejskich wyjedziemy łatwiej dzięki przystąpieniu do Traktatu z Schengen". Czy to za trudne dla redaktorów TVN-u?
 Pozdrawiam
Filip Stankiewicz

 Od redakcji: Nie widzieliśmy, nie komentujemy.
 
 Szanowny Panie Andrzeju,
 Dzisiaj przeczytałam w pańskim tygodniku, że żywność z puszek zmienia genotyp jednostki ludzkiej. Natychmiast zasiadłam do komputera i przez wiele godzin szukałam informacji na ten temat, buszując w Internecie. Dla zachowania świętego spokoju lepiej byłoby, gdybym tego nie robiła, bo oto wyniki: ten cały BISPHENOL, w skrócie BPA, jest niczym innym, jak produktem wyjściowym dla tworzywa sztucznego, czyli plastiku. Z niego są  zrobione płyty CD, armatura, naczynia kuchenne, naczynia do podgrzewania w kuchenkach mikrofalowych, miski, elektryczne czajniki do wody, opakowania z folii i - co już jest szczytem wszystkiego!!! - buteleczki do karmienia niemowląt. Z tego BPA produkuje się również  żywicę epoakrylową, która wyściela wnętrza wszystkich puszek do konserw.
 Myślałam, że spadnę ze stołka, jak przeczytałam, że chemikalium to zawiera xeno-estrogeny, substancje o działaniu takim, jakie mają żeńskie
hormony. Plastik z hormonami? Tego jeszcze nie słyszałam. Oprócz tego może działać rakotwórczo i uszkadzać DNA. Różne laboratoria toksykologiczne badające od 50 lat właściwości tego świństwa ustaliły, że jeżeli dzienna dawka na kilogram ciała nie przekroczy 10 mikrogramów, to wszystko jest O.K. Jeżeli przedmiot z plastiku zostanie poddany wysokiej temperaturze, to BPA wyzwala się z niego jak szalone. I przedostaje się np. z czajnika do gotowanej w nim wody, albo z miski do jedzenia podgrzewanego w mikrofalówce. Coś niesłychanego! To po cholerę produkują czajniki z plastiku i miski plastikowe do podgrzewania w kuchenkach mikrofalowych? Żeby mnie wykończyć?!!! Po raz pierwszy straciłam apetyt na filiżankę zielonej herbaty, kiedy mój przyjaciel, podróżujący regularnie do Chin, przywoził ją stamtąd w prezencie. Widział, jak po zbiorach wysypuje się listki herbaty na wielkie WYASFALTOWANE place i one tam całymi dniami dosuszają się. Na tym ASFALCIE!!! Dlatego dobrze byłoby je najpierw wypłukać we wrzątku! I zalać wodą z bisphenolem, który w procesie gotowania przedostał się tam z czajnika? 
 Mój jogurcik na śniadanie, maślaneczka, twarożek, kozi serek - wszystko jest pakowane w kubeczki z plastiku z zawartością bisphenolu! Niedobrze mi! Umieram! 
        Po bisphenolu dobrałam się do METHYLPARABENU, środka antyseptycznego i antybakteryjnego, znajdującego się w każdym kosmetyku, a zwłaszcza w kremie do pielęgnowania twarzy. Japończycy wykryli, że wystawiony na działanie promieni UV przyspiesza starzenie się skóry, wywołuje zmarszczki i starcze plamy!! Jak na ironię losu, znajduje się on we WSZYSTKICH kremach na dzień, kremach, które z założenia mają pełnić funkcję ochraniacza skóry!!!  Ja się zabiję!!!
 Boję się położyć spać, bo czuję, że dręczyć mnie będą koszmary. Co tu robić? Przenieść się na wieś pod las? Wydzierżawić kawał pola i obsadzić je kartoflami? Kupić krowę i parę kur, a może kozę i koguta? Założyć warzywnik? Jeździć po wodę do Lourdes? Szyć samemu buty i prząść len na odzież? A w mojej encyklopedii zdrowia stoi napisane, że największe zagrożenie stanowią naturalne składniki codziennego pożywienia. NATURALNE, rozumie pan, Panie Andrzeju, nie jakieś tam konserwanty, koloranty i inne toksyny, tylko NATURA. Cukier, na przykład, pierwszy gangster wśród złoczyńców. Nasycone kwasy tłuszczowe itd.
 W mojej rodzinie jadało się smalec i masło w dużych ilościach, ale nikt nie chodził z brzuchem do przodu, a spodnie pasowały z sezonu na sezon. A "raki" zdarzały się rzadko, raczej uwiąd starczy był przyczyną schodzenia z tego świata. Jak pamiętam, rolnik, od którego kupowaliśmy świnię i cielaka dwa razy w roku, karmił je mlekiem, zbożem, ziemniakami i zielonką. 
 Przerażona
 Grażyna Maria Królówna

 Od redakcji:  Szanowna Pani, niestety, dzisiaj trzeba sporo się nagimnastykować, aby jeść zdrowo i normalnie.  Z drugiej strony, taka "gimnastyka" to sama przyjemność.
 
 
 

GONIEC NR 22/2008 (230) (30 maja - 5 czerwca 2008)

 System narobił pożytecznych...
 Po długiej nieobecności na łamach odezwał się tow. Waldemar Konior, ot, wypisuje. Ale twierdzenie p. Kumora jest niecałkiem zgodne z prawdą, kilka miesięcy wstecz listy tego wieszcza były publikowane na łamach "Gazety" i "Angory", musiał się bardzo podobać, bo otrzymał bardzo pochlebne komentarze od "autorytetów", tow. Konior został podtrzymany na duchu i dlatego poczuł się taki pewny siebie. Teraz kolej pisać do "Krytyki politycznej" i Sierakowskiego, to może odpowiadać, głupie i bez sensu, ale może linia podobna, oni też nie tolerują niezależnych i samodzielnych dziennikarzy, patriotyzm im nie odpowiada. Niektórzy tak mają, unikają normalnej dyskusji, ale zza winkla to potrafią, takie karabiny z krzywą lufą i cienkie Bolki, zupełnie jak Wałęsa. Z lektur usuwa się Sienkiewicza, a z prasy patriotów... i mamy teren wolny dla Grossa, Michnika i drobnych oszustów z innych "gazet".
 Po latach komunistycznych kłamstw, prawda cały czas jest niewygodna, obalenie rządu p. Jana Olszewskiego nie zrobiło wrażenia, a prawda mówiona przez Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza kłuje w oczy i uzmysławia głupotę, a kto lubi przyznać się do braku rozumu???
 Prawda jest niemodna, to burżuazyjny przeżytek... tylko "merdia" posługują się prawdą prawdziwą, czyli propagandą sączoną na każdym kroku i dlatego wyznawcy Tuska od życia dostaną kopa, ale czy coś zrozumieją... Prawda, p. Konior??? Byłoby bardzo nieciekawie, gdyby wszyscy się ze mną zgodzili... nie ma obowiązku. Piszę do "Gońca" od kilku lat, zawsze wiedziałem, na jakiej zasadzie jestem publikowany, przepraszam za namolność.
Prostak z Rodziny Radia Maryja
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 Od redakcji: Zgadzamy się. 

 Szanowna Redakcjo,
 Jestem zszokowana tonem list p. W. Konior - "Goniec" nr 20. Wyraźnie brakuje temu Panu zwykłej kultury osobistej, wydając opinie o red. S. Michalkiewiczu, ojcu Rydzyku i słuchaczach Radia Maryja językiem wyjątkowo prymitywnym.
 Zupełnie nie pojmuję, z jakiego źródła czerpie te wszystkie bzdury. Dlaczego uzurpuje sobie prawo i wypowiada się w imieniu Polonii, czyli moim również.
 Forma pana Konior jest szkaradna. Wygląda na to, że powinien uzupełnić swoje wiadomości i posłuchać (niewyrywkowo) Radia Maryja, Telewizji Trwam - zapewniam, cudowna lektura. Wydaje mi się, że za dużo czyta tych pism lekkich, łatwych i efekty gotowe i może poziom "Gońca" jest dla tego Pana za wysoki - są pozycje znacznie łatwiejsze. Ja z mężem z torontońskich gazet czytam tylko "Gońca" i to nam zupełnie wystarcza. Jak widać, "macki" antyklerykalizmu przechodzą z Polski do Polonii kanadyjskiej, i nie tylko.
 Z serdecznymi pozdrowieniami dla p. red. Kumora i całej Redakcji "Gońca"
Anna Sikorska-Majdan

 Od redakcji: Dziękujemy, o tym, czym jest i co robi Radio Maryja, można przeczytać w dzisiejszym numerze w artykule p. Zarzeckiego.

 Pan Andrzej Kumor,
 Szanowny Panie,
 W odpowiedzi na Pana pismo z dnia 29 kwietnia 2008 r., działając z upoważnienia Rzecznika Praw Obywatelskich, na podstawie art. 11 pkt 2 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2001 Nr 14, poz. 147 ze zm.), przedstawiam uprzejmie następujące wyjaśnienia.
 W swoim piśmie zwraca się Pan do Rzecznika z prośbą o wskazanie drogi prawnej, która w skuteczny sposób, przy udziale społeczeństwa, mogłaby doprowadzić do rozstrzygnięcia o losach Traktatu zmieniającego Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską, podpisanego w Lizbonie w dniu 13 grudnia 2007 r. (tzw. Traktatu Lizbońskiego).
 W związku z powyższym uprzejmie informuję, że wskazane kwestie były przedmiotem głębokiego zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich. Rzecznik w wystąpieniach do Prezesa Rady Ministrów oraz Marszałka Sejmu (pisma z dnia 21 grudnia 2007 r. i z dnia 20 lutego 2008 r.), a także w podawanych do wiadomości publicznej oświadczeniach (z dnia 27 lutego 2008 r. oraz z dnia 2 kwietnia 2008 r.) postulował, aby zgoda na ratyfikację Traktatu została wyrażona przez obywateli w referendum ogólnokrajowym (wskazane wystąpienia zamieszczone są na stronie internetowej Rzecznika www.rpo.gov.pl).
 Trzeba jednak stwierdzić, że ostateczna decyzja co do wyboru trybu, w jakim może być wyrażona zgoda na ratyfikację umowy międzynarodowej, należy do kompetencji Sejmu (art. 90 ust. 4 Konstytucji RP). Rzecznik nie ma możliwości władczego wpływania na decyzje Parlamentu, a wyrażenie takiej zgody w ustawie jest z formalnoprawnego punktu widzenia dopuszczalne i prawidłowe.
 Równocześnie pragnę wskazać, że Rzecznik w pełni podziela Pana krytyczne uwagi, iż w tak ważnej kwestii powinno się przeprowadzić referendum ogólnokrajowe. Rzecznik wnioskował również o przeprowadzenie merytorycznej debaty publicznej, mającej na celu przedstawienie społeczeństwu przyjmowanego dokumentu. Należy uznać, że obecnie jedynym możliwym działaniem Rzecznika w podnoszonej przez Pana sprawie jest dalsze apelowanie do organów władzy publicznej o podjęcie wszelkich możliwych działań, by w przystępny sposób przedstawić i wyjaśnić obywatelom treść Traktatu oraz konsekwencje jego ratyfikacji przez państwa członkowskie Unii Europejskiej - poznanie nowych mechanizmów współpracy państw w ramach organizacji wydaje się bowiem niezwykle istotne.
 Dziękuję za obdarzenie Rzecznika Praw Obywatelskich zaufaniem. Mam nadzieję, że powyższe wyjaśnienia okażą się wystarczające.
 Z poważaniem,
Dyrektor Zespołu
Mirosław Wróblewski

 Od redakcji: Powyższy list jest odpowiedzią wysyłaną do wszystkich, którzy podpisali petycję domagającą się zorganizowania referendum w sprawie przyjęcia tzw. Traktatu Lizbońskiego.

 Droga Redakcjo,
 Piszę ten list w związku z ukazaniem się na rynku wydawniczym książki "Powojenne wiatry" pana B.W. Makowskiego. Jest to kontynuacja losów Janka Tabora, który był bohaterem poprzedniej książki "Wyrwani z korzeniami". Janek to nie kto inny tylko autor książki, który opisuje swoje losy od rozpoczęcia wojny, zsyłki na Sybir, po udział w szlaku bojowym armii gen. Andersa, aż do jej zakończenia. "Powojenne wiatry" jest następnym w sumie tragicznym etapem ludzi, którzy przeżywają rozterki, co dalej zrobić ze swoim życiem. Powrót do Polski w ich sytuacji jest raczej ryzykowny ze względu na represje władz komunistycznych, a pozostanie na Zachodzie też nie jest łatwe. W miejscach swojego pobytu są traktowani bardzo źle i najchętniej by się ich pozbyto. W tej sytuacji część z nich zdecydowała się na wyjazd do Kanady i podpisanie kontraktu na 2-letnią pracę na farmach.
 Już na ziemi kanadyjskiej wielu z nich ciężko tego żałowało, bo praca po kilkanaście godzin dziennie przy złym wyżywieniu i zakwaterowaniu była ponad ich siły. Prości farmerzy traktowali ich bez mała jak niewolników. Często zdarzały się wypadki pobić, a na pomoc agencji rządowych raczej nie mogli liczyć. Pomimo tak ciężkiej pracy, bez mała głodowania, zarabiali dosłownie grosze. Wyjścia jednak nie było, bo zerwanie kontraktu wiązało się z deportacją i innymi szykanami. Książka pana B.W. Makowskiego bardzo dokładnie przedstawia ich losy w sposób bardzo ciekawy, a potraktowanie niektórych wydarzeń w kategorii czarnego humoru dodaje książce uroku i czyni ją bardzo ciekawą. Ponadto książka przedstawia obraz Kanady tamtego okresu, wygląd miast, wiosek, dalekiej północy, pracy na farmach, w kopalniach złota czy fabrykach. Praktycznie nikt z nas, nowej emigracji, nie zna Kanady tamtego okresu ani losów żołnierzy, którzy po trudach wojny musieli zmierzyć się z nową rzeczywistością. 
 Bardzo gorąco polecam czytelnikom "Gońca" tę książkę i jestem pewny, że czasu poświęconego na jej przeczytanie nikt nie będzie żałował.
 Z poważaniem
 K. Kierzkowski

 Od redakcji: Zachęcamy do lektury!

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Dziękuję redakcji "Gońca", jak również panu Stanisławowi Pietrasowi za jego list "Biznes czy służba zdrowia?". Tak, ważniejszej rzeczy jak zdrowie nie ma.
 Podobnie jak p. Pietras, mam duże doświadczenie i długą historię stosunków z rzekomą służbą zdrowia. W Toronto, jak również w Mississaudze nie ma szpitala, w którym nie byłbym kilka razy. Przez około 25 lat leczyli mnie (jeżeli to można nazwać leczeniem) na tzw. arytmię (nieregularne bicie serca). Objawia się to: bólem w piersiach, nogach, rękach, kłopotami z oddychaniem i ogólnym osłabieniem. Gdy te objawy nastąpiły, zostawiali mnie na kilka dni w szpitalu, rozrzedzając krew. Gdy bicie serca wróciło mniej więcej do normy, odsyłano mnie do domu, by w krótkim czasie powrócić z powrotem z tymi samymi objawami.
 W czasie mojego ostatniego pobytu rozcieńczono mnie do tego stopnia krew, że nastąpił duży upływ krwi do żołądka - musieli mi dawać dużo krwi. Jestem szczęśliwy, że krew ta nie była skażona, której w owym czasie było dużo.
 Oceniam, że duża ilość pobytów  w szpitalach, jak również wszelkiego rodzaju testy, kosztowały na pewno ponad 200.000 dolarów, za co zapłacił podatnik, czyli my wszyscy. Czy to wszystko było potrzebne? Nie jestem lekarzem, lecz obiektywnie na to patrząc, uważam, że w większości było to marnowanie pieniędzy. Włożono mnie podobnie jak p. Pietrasowi "stent", który poprawił moje zdrowie, chociaż całkowicie nie wyeliminował problemu. Czy nie można było tego zrobić od razu, nie czekając na dziesiątki pobytów w szpitalu? Byłoby to na pewno niedobre dla biznesu, a to, że kilka razy zaglądałem śmierci w oczy, było chyba rzeczą drugorzędną. Po wspomnianej operacji, pomimo poprawy byłem w dalszym ciągu bardzo osłabiony i niewiele przydatny do niczego.
 Tych, co zajmują się tzw. medycyną alternatywną, określa się mianem szamanów, szarlatanów, znachorów itp. Jeżeli chodzi o mnie, to kobieta, która leczy ziółkami, wyleczyła mi najpierw żołądek, a przez różnego rodzaju "supplementy" wzmocniła mięsień sercowy, jak również cały organizm, poprawiła system immunologiczny. Po 25 latach jestem w stanie od nowa chodzić na długie spacery, jeździć rowerem itp., czego od dłuższego czasu robić nie mogłem. Zrobiła to kosztem kilku setek dolarów, przywracając mi moje życie.
 Wszyscy o tym wiemy, że nie można iść przeciw naturze. Używanie syntetycznych leków jest właśnie sprzeciwianiem się tej naturze. Obecnie nie leczy się choroby, tylko znieczula objawy, by później te objawy powróciły ze wzmożoną mocą.
 Piszę ten list, gdyż podobnie jak p. Pietras uważam, że powinniśmy domagać się zmiany tego, co dobrze nie pracuje. Lek, który ma uboczne działanie, nieraz robi więcej szkody niż dobrego, nie powinien być nazywany lekarstwem. Dziękuję jeszcze raz p. Pietrasowi, że poruszył tak bardzo ważny i istotny temat dla nas wszystkich.
 Supplement, który tak bardzo pomógł mnie i na pewno niejednej osobie, został objęty zakazem sprzedawania. Potwierdza to tezę p. Pietrasa, że chorzy ludzie są dobrzy dla biznesu.
 Jest również propozycja w parlamencie w postaci Bill C51, która ma zabronić sprzedawania supplementów, ziół, witamin, minerałów itp. Zioła te mają być na receptę. Ciekawe, kto będzie pisał te recepty, chyba nie medical doctors, którzy nie mieli ani jednej godziny instruktażu w szkole medycznej i ich wiedza na ten temat jest równa lub zbliżona do zera. Uda im się to przeforsować, to zostaną dla nas tylko leki chemiczne, i to jest chyba ich cel.
 Z poważaniem
 Zygmunt Mańkowski

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za list, zapraszamy Państwa do dyskusji i dzielenia się opiniami na temat służby zdrowia.

GONIEC NR 21/2008 (229) (23-30 maja2008)

 Dama domalowana
 Szanowny panie Andrzeju,
  Przepraszam za być może zbyt poufały wstęp, ale jestem pańskim czytelnikiem od kilkunastu lat i jakoś tak to wyszło.
 Z ogromną satysfakcją przeczytałem pańską odpowiedź na zaczepki pani, której się wydaje, że jest alfą i omegą polonijnej prasy. Od dawna czekałem na to, że ktoś zdecyduje się publicznie powiedzieć tej pani, ile jest warta. Od kiedy ta pani została głównym ideologiem "Gazety", pismo to osiągnęło dno. Polityczna poprawność i używanie jedynego słusznego koloru (szarego) do określenia barwnej rzeczywistości wylewa się z tej gazety szerokimi strugami. 
 Ciągle zastanawiam się, czemu pan Bełz dopuścił do zmarnowania tego dziennika. Z przykrością patrzę na sterty wydania sobotniego piętrzące się na półkach. Nie tak to kiedyś bywało, na "Gazetę" się czekało i czytało od deski do deski. Czekało się na pańskie komentarze, felietony pana Lenkiewicza, Michalkiewicza czy innych. Kiedy cały ten dorobek został zmarnowany dzięki między innymi pani Bonikowskiej i panu Lilientalowi, musiałem zrezygnować z tej pozycji. Tego strawić się już nie dało. Dzisiaj ta pani atakuje następne pismo i jego twórcę. Czyżby to była jakaś misja? 
 Serdecznie pozdrawiam,
 Eugeniusz Laskowski
 Kitchener

 Od redakcji: Szanowny Panie, niezręcznie jest mi komentować, co ktoś inny robi ze swoją własnością. Być może to, co dla nas stracone, dla innych zostało odzyskane. Na tym polega wolność prasy, że jeśli się dana gazeta nie podoba - nie musi się jej czytać...

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Widzę, że pewnego rodzaju "czynnikom" pan Michalkiewicz zaczyna mocno "zachodzić" za skórę, stąd te ataki na Niego w dwóch ostatnich numerach "Gońca".
 Nie przejmuj się Pan - te ataki na Michalkiewicza świadczą, że pisze na temat i mądrze - gdyby Michalkiewicz pisał nie na temat i głupio, to nikt by się tym nie przejmował.
 A tym, którzy te listy atakujące Michalkiewicza pisali, radzę, aby przestali kupować "Gońca" i zaczęli kupować "G... Wymiotną" Adasia - taaaak...  Adaś prawdę wam powie.
 Z poważaniem,
 J.K.

 Od redakcji: Nie przejmujemy się.

 Szanowna Redakcjo,
 Angielskojęzyczne kanadyjskie publikatory ponownie poinformowały o kolejnych przeproszeniach rządu kanadyjskiego i kolejnych grantach przyznanych organizacjom reprezentującym pokrzywdzonych przed laty imigrantów. Tak więc o ile pamiętam, przeproszenia (i za każdym razem miliona dolarów) doczekali się tubylcy, Żydzi, Ukraińcy, Chińczycy. Wkrótce też mają być przeproszeni przybysze z Indii (sikhowie), bowiem w 1914 roku statek z 376 ich ziomkami nie został przyjęty w porcie w Vancouverze i musiał odpłynąć. Jeśli z tak, często błahych przyczyn, rząd kanadyjski przeprasza i przekazuje na konta obecnych organizacji słone sumy pochodzące z podatków, to czemu nasza grupa etniczna nie może zwrócić się z podobnym wnioskiem?
  Weźmy choćby pod uwagę problem potraktowania naszych kombatantów po drugiej wojnie światowej. Ci bohaterowie, walczący ramię w ramię z armią kanadyjską, przed uzyskaniem pełnego prawa osiedlenia się w Kanadzie musieli odpracować, zwykle dwa lata, jak niewolnicy na farmach kanadyjskich. Często na tych samych, na których wcześniej pracowali jeńcy niemieccy. Często nasi rodacy byli traktowani gorzej niż ci jeńcy, szczególnie kiedy trafili na właściciela farmy Niemca, sympatyka nazizmu. Problem ten jest w wystarczającym stopniu udokumentowany, choćby spisanymi wspomnieniami tych naszych bohaterskich rodaków. 
 Apeluję do  KPK, aby zajął się tym problemem. Nie chodzi tylko o pieniądze, choć i one mogą się przydać, choćby na stypendia dla dzieci polonijnych, ale o napiętnowanie krzywd doznanych przez naszych żołnierzy, którzy tułaczki wojennej nie mogli zakończyć w swojej skomunizowanej, częściowo z winy aliantów, w tym Kanady, stanowiącej część Korony brytyjskiej,  Ojczyźnie. 
 Z poważaniem, 
Jan Szarycz 

 Od redakcji: Pewnie że tak.

 ***
 Witam serdecznie i pozdrawiam Pana Andrzeja oraz całą redakcję "Gońca". Prenumeruję Waszą gazetę od początku Waszego istnienia i jestem bardzo zadowolona z Waszych wiadomości bieżących i przeszłej historii nas, Polaków (tak trzymać), wrogów lekceważyć i ignorować.
 Obiecałam napisać artykuł na temat pomocy Żydom na Wołyniu w czasie wojny przez moich rodziców Polaków i Ukraińców na terenach przy granicy z ZSRS, w okolicach Rokitna, Żytomierza i innych miejscowościach, gdzie były wielkie lasy i bagna, ale to w następnym liście.
 W tej chwili poruszył mnie list Pana Konrada w kwietniowym numerze. Nie podał swego nazwiska, może pod takim listem wstyd Mu było się podpisać. Myślę, że ten Pan Konrad jest bardzo źle wychowany przez swoich rodziców. Nie wiadomo, w jakim jest wieku, i nie wiadomo, co tu porabia w Kanadzie, że ma bezczelność nazywać ojca Tadeusza Rydzyka kłamcą i oszustem, a nas, ludzi wierzących, owieczkami i baranami. Wg mnie, p. Konrad - mnie pasuje porównanie do zwierząt - to jest wilkiem i parszywą owcą, taki wilk jakby mógł, toby nas zjadł zamiast tego niedobrego żurku, który jadł na spotkaniu z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Wg Pana Konrada, to dlatego jesteśmy takie głupawe owieczki, bo nie ma kto nas oświecić, więc proponuję Panu, żeby zaprosił Pan tu, do Toronto, prez. Kwaśniewskiego z jego kolegą Panem Siwcem i tu zorganizował spotkanie z Polonią. Musi też Pan pomyśleć o poczęstunku (kawior, koniak itp.), żeby czasem nie było żurku. Życzę Panu dochodu z tego spotkania.
 Pisze pan, że ludzie samodzielnie myślący na takie spotkania nie chodzą, to ja pytam, co Pan Konrad tam robił? Uważam, że był tam wysłany przez kogoś jako razwiedka (jak nazywa takich ludzi Pan Stanisław Michalkiewicz). Teraz w Polsce za premiera Pana Tuska jest wielka nagonka na ojca Tadeusza Rydzyka, ażeby zniszczyć Jego i wszystkie dzieła z nim związane i tu mamy przedstawiciela w osobie Pana Konrada i na pewno takich jest dużo, czasami słyszy się wypowiedzi.
 Każdy ma wolną wolę i może mieć swoje przekonania, ale naśmiewać się, ubliżać i wyzywać to nieładnie. Słucham Radia Maryja z córką od początku i nigdy nie słyszałam, żeby padły jakieś złe słowa na przeciwników, a czasami ktoś poda intencje do różańca, żeby pomodlić się za wrogów Radia Maryja. Członkowie nowego rządu z partii PO już obiecują, że zrobią, co zrobili, z księdzem Popiełuszką, i wszystko jest możliwe, ile ginie teraz księży i misjonarzy katolików na całym świecie.
 Przez Pana Konrada przemawia jakaś nienawiść, złość i zazdrość, że ktoś jak ojciec Tadeusz Rydzyk, który jest człowiekiem wykształconym, inteligentnym i potrafi rozmawiać z ludźmi prostymi i wysoko postawionymi. Jest znaną osobistością prawie na całym świecie, bo stworzył Radio Maryja, Telewizję Trwam, tygodnik "Nasz Dziennik" i najważniejsze, to otworzył Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w której studiują studenci polscy i z całego świata. Najważniejsze, że dyplomy tej szkoły są honorowane na całym świecie. Oczywiście tego wszystkiego by nie stworzył sam, oczywiście są tu razem z nim Jego współbracia z zakonu redemptorystów, którzy pracują prawie na całym świecie. No i Polacy w Polsce i Polonia na całym świecie, którzy wspomagają finansowo na całym świecie.
 Dlatego Polonia rozsiana po całym świecie chce poznać osobiście ojca Tadeusza Rydzyka, jak i Jego współbraci oraz osoby, które występują w Jego mediach niezależnych, dlatego są te spotkania.
 Pan redaktor Kumor nie chciał z Panem Konradem polemizować, a nawet ruszyć palcem w bucie, bo Pan Konrad chyba zjadł wszystkie rozumy, ale wg mnie niżej podpisanej zdaje się te rozumy poszły nie do głowy, a niżej, życzę odzyskania ich. Chciałam jeszcze się Panu przedstawić, zostałam w moje urodziny w tym roku, 17 kwietnia, już prababcią.
Anna Kubica
Hamilton

 Od redakcji: Szanowna Pani, serdecznie dziękujemy za mądre słowa.

 Głupio będzie się przyznać
 W kwietniu miałem okazję naocznie przyjrzeć się polskiej rzeczywistości i co... prywatne budownictwo wrze, a autostrady i stadiony czekają na cud. O tym wiedzą wszyscy normalni, poza tym są inne sprawy skrzętnie ukrywane przez mających uczciwie informować, zresztą odbiór informacji jest na zasadzie - TV kłamie. "Napoleon" w rządzie zdecydował się ujawnić aspekty katastrofy wojskowego samolotu, no i było dużo gadania, a komentarze ulicy - po kilku dniach pijaństwa i balandze na pokładzie samolotu inaczej się skończyć nie mogło.
 Bazary i ulice w sposób zupełnie inny niż TVN, "Polityka" lub "Gazeta Wyborcza" komentują wydarzenia, ludzie się dziwią - najładniejszy w SLD przewodniczący komisji mającej odpowiednio naświetlić "dziwną" samobójczą śmierć Barbary Blidy - wszędzie o tym głośno, transmisje z obrad komisji, komentarzy bez liku, ale o śmierci samobójczej sędziego z Garwolina jakoś w ogóle się nie wspomina, czyżby powiesił się w niewłaściwym momencie??? Część dokumentów ze śledztwa w sprawie śmierci państwa Jaroszewiczów zaginęła, winni śmierci p. Olewnika wreszcie odnalezieni i skazani, dziwnym trafem powiesili się w różnych więzieniach... widocznie tak jak Blida i sędzia bali się wspólników, epidemia jakaś, czy co???
 Głosujący ostatnio na PO i cudaka, zaczynają rozumieć, że znowu dali się wyrolować, i to przez to samo co zwykle towarzystwo, no cóż, ludzie są przyzwyczajeni, że inni za nich myślą... tak jest wygodniej (???). Oszołomy są wszędzie, nawet tutaj dają o sobie znać, ostatnio w "Gońcu" znowu się odezwał nawiedzony z Montrealu... biedaczek nie znosi red. Michalkiewicza, o. Rydzyka, p. Macierewicza, tak mu każe propaganda, tak jest nauczony i bardzo mądry... nawet nie zada sobie trudu, aby coś zrozumieć, po prostu wie, iż żydokomuna ma rację i cóż poradzisz, a że następnie ponownie budzi się z ręką w nocniku, no cóż, on nie jest od myślenia... co widać.
 Cały czas jest wielu bezkrytycznie wierzących propagandzie, takich co to nic do nich nie przemawia, z myśleniem samodzielnym mieli problemy od dziecka, dla nich tylko silny i bogaty ma rację.
 W księgarniach króluje propaganda, kiedyś Marks i "dzieła" Lenina, teraz bezapelacyjnie wszędzie panuje "Strach" Grossa, są oczywiście i inne "autorytety", np. uważający Polaków za bydło prawie profesor Bartoszewski, zapluty nienawiścią Edelman, przekonany o swoim rozumie Wałęsa oraz grający w cieniu pierwsze skrzypce Geremek... doczekaliśmy się "autorytetów", ale ze szkół usuwa się Sienkiewicza... cud rządu PO i PSL. Tusk i Pawlak "Nocnej zmiany" ciąg dalszy.
 Coraz więcej osób z niedowierzaniem kręci głowami, czegoś takiego nie przewidywali... nawet WSI ma szansę na odbudowę, a wszystkie osiągnięcia poprzedniego rządu poszły się gwizdać... No cóż, rodacy, sami dokonaliście wyboru, na cuda szans nie ma, ale drożeje wszystko, podobno lepiej to już nie było. Walka PiS z korupcją w PZPN, szansa na odbudowę polskiego piłkarstwa, już wiadomo, że skończy się niczym, mieszkania spółdzielcze miały być za symboliczną złotówkę, ale... sprawa stanęła w miejscu, widocznie są siły, którym takie rozwiązanie jest nie na rękę. Walka PO z prezydentem Lechem Kaczyńskim trwa w najlepsze, na razie media są po stronie Tuska, ale już gdzieniegdzie słychać niezadowolenie... znowu szykuje się zmiana frontu, problem będą mieli wszyscy bezkrytycznie wierzący Tuskowi. Znowu trzeba będzie zmieniać idola, a co, nie pierwszy i nie ostatni raz, wielu tak ma. 
 Nasuwają się różne skojarzenia, na jednej z giełd w Polsce, dokładnie było słychać cudaków reklamujących środek na odciski, wrastające paznokcie i wiele innych bardzo przydatnych środków... Tusk zaanektował tę starą metodę, też reklamuje niekonwencjonalne metody, rodem z NASA. Bardzo ostatnio w cenie jest ogólny dostęp do Internetu lub np. boisko ze sztuczną nawierzchnią. A co (?), pomarzyć nie wolno? A naiwniaki wierzą i nic dziwnego, ostatecznie gra w trzy karty, górą dół, lusterka, są bardzo modne, a do piramidy to całą Polskę chcą wciągnąć cwaniaki z UE. Bardzo mądrzy i bywali dziennikarze biadolą... gdyby nie te wstrętne USA, to Kanada miałaby się dużo lepiej (???), ciekawe swoją drogą, dlaczego te polskie "autorytety" popierające Tuska i jego brak polityki nie zajmują się polskimi sąsiadami, widocznie jest jakiś tajemniczy powód, może dopiero po wchłonięciu przez kołchoz... No nie, wtedy to na nic nie pozwolą.
 Szykuje się w Polsce wielka wyprzedaż społecznego majątku, zgadzam się z propozycją prywatyzacji, ale... tylko w momencie przeprowadzenia lustracji, dekomunizacji i rozliczenia mafijnych układów, a działania PiS broniły wspólnego majątku, nie pozwalały na złodziejskie przejęcie środków umożliwiających udział w grabieży, ludzie władzy i potencjalni kupcy stanowią jedną mafię, te same środowiska w latach 40. ograbiły prywatnych właścicieli, a teraz próbują tylko dokończyć grabieży.
 (...)
 Leciałem ostatnio przez Amsterdam, w drodze powrotnej, podczas 5-godzinnego oczekiwania, mimo że nawet pogadać było z kim, postanowiłem, że jest to mój ostatni lot KLM... Aborcje i eutanazje nie budzą mojej sympatii i dlatego nie widzę powodów, by w jakikolwiek sposób popierać morderców. Głupia reakcja? Może, ale moja prywatna, do tego jeszcze mamy prawo, ciekawe, jak długo.
 Wpływowe media w Polsce tworzą rankingi popularności w szansach do prezydentury, okazuje się, że Tusk jest bezkonkurencyjny (???), dalej umieszczają kilka kandydatur oczywistych, aby wreszcie wyciągnąć bardzo zgrane postacie Cimoszewicza, Marcinkiewicza, Szmajdzińskiego (???). W ostatnim "Gońcu" ukazał się artykuł ciekawy pt. "Sojusz z Izraelem?", w wielu miejscach potwierdzają się teorie P. Feliksa Konecznego, ale ostateczne wnioski to tylko propaganda. Judeopolonia to tylko żydowskie marzenia, a właściwie cel, współpraca w takim państwie wybryku byłaby niemożliwa, dwie zupełnie odmienne cywilizacje nie stworzą czegokolwiek. Przed II wojną filosemityzm określano jako dwużydzian Polaka, ale poza ewidentnymi zdrajcami nawet najbardziej zagorzali filosemici zrezygnowani składali broń, widzieli bezsens swoich działań. Żydzi się nie asymilują.
 Podobno są jakieś problemy z układem NAFTA... nie wiem, czym ten patent grozi, ale wydaje mi się, że dużo większym problemem jest układ CIFTA, warto się temu przyjrzeć... żywność coraz droższa, na pewno jednym z powodów jest światowa socjalistyczna gospodarka, ale to nie wszystko... ktoś tym steruje.
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 PS Patrząc na polskich "polityków", człowiek nie wie, kto zdrajcą, a kto tylko głupcem. Znalazło się na szczęście kilka osób głosujących przeciw ratyfikacji traktatu reformującego, ale o tych akurat osobach w mediach cisza, bardzo konkretna postawa p. Antoniego Macierewicza z gromadką PiS-owców, wstydem okryła całą resztę, milczenie na ten temat nie ukryje zdrady. Do tej pory nie czuli się Europejczykami, a teraz po głosowaniu wyraźnie widać, komu słoma z butów wystaje, wymiana gabinetu, Sejmu i Senatu jest konieczna, złamali przysięgę, nie powinni mieć szansy na zabieranie głosu w sprawach dotyczących Polski.
J.S.
 Od redakcji: xxx
 
 
 
 

GONIEC NR 20/2008 (228) (16-22 maja2008)

 Panie Naczelny
 Uważam, że list p. Jerzego Świecha opublikowany w ostatnim numerze "Gońca" zawiera wiele słusznych uwag i doprawdy nie rozumiem, jak może pan nazywać go rozweselającym donosem  na p. Stanisława Michalkiewicza. Takich rozweselających donosów życzyłbym czytelnikom jak najwięcej. 
 Rydzyk jest chlebodawcą Michalkiewicza, więc z drugiej strony, trudno dziwić się, że facet tańczy tak jak mu grają w Toruniu.
 Ten wielce ceniony przez pana publicysta ma niespotykany tupet, jego styl i język odpycha niejednego czytelnika na kilometr, proszę mi wierzyć. A do tego pisze często enigmatycznie na bieżące tematy polityczne, operuje ogólnikami. Założę się, że nawet czytelnicy mieszkający w Polsce nie zawsze wiedzą, do kogo te jego chamskie aluzje są adresowane, tym większe kłopoty z tym mają polonusi mieszkający po tej stronie oceanu. Żeby rozszyfrować ten michalkiewiczowski język, trzeba dość uważnie i na bieżąco śledzić wydarzenia w Polsce, a pismo polonijne nie powinno dostarczać czytelnikom łamigłówek. 
 Jeśli chce pan wypłynąć na szersze wody, zadowolić nie tylko prostaków z rodziny Radia Maryja, panie Kumor, to niech pan nie publikuje tekstów redagowanych przez ludzi, którzy ZAWSZE mają milion dwieście tysięcy wrogów dookoła i przyrównują ich do gestapo lub pejsatych bolszewików. Tacy ludzie jak Rydzyk lub Michalkiewicz dopiero przestaliby ujadać, gdyby UE została podporządkowana Watykanowi, a to trochę za daleka droga, nie sądzi pan? Szkoda tylko, że Ojciec Rydzyk bluźni Unii Europejskiej w Radiu Maryja, jak przyznaje Michalkiewicz, ale zapomina dodać, że jednocześnie wyciąga do niej ręce po pieniądze. To ma się nazywać moralność?
W każdym razie, konstruktywnej krytyki nie należy nazywać donosem.
 Waldemar Konior

 Od redakcji: Panie Konior, rozumiem, że pismo polonijne, według Pańskiej recepty, powinno być łatwe, lekkie i przyjemne, tylko widzi Pan, w takim piśmie nikt by nie zamieścił tego listu ani wielu innych wypowiedzi, które upycha Pan na naszych łamach, a które zamieszczamy w imię wolności słowa i swobody wypowiedzi. Niestety, ma Pan tak liche argumenty, że ucieka Pan do inwektyw i obraża ludzi, obnażając tym samym własne prostactwo.
 

 Biznes czy służba zdrowia?
 Najcenniejsze, co człowiek posiada, to zdrowie. W obecnych czasach coraz częściej jest uzależnione od innych niż od nas samych. Jest coraz mniej lekarzy, którzy chcą leczyć, a coraz więcej tych, którzy zarabiają. Gdyby lekarze zaczęli leczyć, to po kilkunastu latach ludzkość by wyzdrowiała. 
 Dziś nie mówi się o zdrowiu, tylko o chorobach. Przypuszczam, że chora służba zdrowia to jedna z metod kontroli populacji na ziemi. Służbę zdrowia przerobiono na wielki biznes i gołym okiem widać, że dobry pacjent to chory pacjent, bo tylko taki przynosi zyski. Aby uzdrowić służbę zdrowia, trzeba dobrego prawa i powrotu do korzeni, czyli do przysięgi Hipokratesa i zasady, która głosi, że choroby wprowadzamy przez usta, czyli z pokarmem. Coraz trudniej o zdrową żywność. Prawo pozwala na coraz większą domieszkę chemii do tego, co jemy. Oszukuje się konsumenta na wszelkie sposoby, aby sprzedać swoje produkty, które bardziej szkodzą niż żywią lub leczą. Lekarze przyjmują pacjentów seryjnie, nie dając pacjentowi czasu na przedstawienie swoich dolegliwości, i często bywa, że wszechstronnym lekiem na wszelkie dolegliwości jest Tylenol 3 lub inny środek uśmierzający. Nasuwa się wniosek, że człowiek jest chyba jedyną istotą, która dąży do samounicestwienia.
 Aby uleczyć służbę zdrowia, należy zabronić produkcji środków szkodliwych dla zdrowia, które są coraz częściej składnikami lub konserwantami żywności i leków. Dziś, aby kupować zdrową żywność, potrzeba ogromnej wiedzy medycznej, dużo czasu i pieniędzy. Np. sól jako składnik jest używana do produkcji żywności pod pięcioma nazwami, aby zmylić lub oszukać konsumenta, bo liczy się zysk, a nie zdrowie kupujących. 
 Miałem okazję "przetestować" służbę zdrowia na małym odcinku jako pacjent szpitala w Mississaudze. Trafiłem do szpitala na początku stycznia br. Do tej pory lekarze utrzymywali mnie w przekonaniu, że mam zdrowe serce, aż tu świat mi się zawalił, gdy 4 stycznia br. dostałem rozległego zawału. Ja też byłem zdziwiony, bo jestem aktywny fizycznie, nie jestem otyły i mam niski cholesterol. W tym feralnym dniu śmierć mi zaglądała w oczy wielokrotnie. Pierwszy raz w samochodzie, kiedy wracałem z pracy do domu, następnie w domu, kiedy byłem sam i nie mogłem podnieść ręki do telefonu, aby wezwać pogotowie, następnie kiedy dojechałem do najbliższej przychodni i poprosiłem o lekarza lub karetkę. Po kilku minutach podszedł do mnie lekarz i wezwał mnie do swego gabinetu. Ja już wyłem z bólu i nie byłem w stanie podnieść się z krzesła i iść za nim, lecz on sobie poszedł. 
 Dopiero wezwana karetka zabrała mnie do Trillium Hospital. Tam zbytnio rozrzedzono mi krew i przez kilkanaście godzin nie mogli mnie operować. Kiedy wysłano mnie na prześwietlenie, a potem zostawiono na korytarzu, to dostałem takiego bólu, który trudno opisać. Na tym korytarzu wyłem jak poranione dzikie zwierzę, lecz nikt z przechodzących pracowników szpitala nawet na mnie nie spojrzał i nie zapytał, dlaczego tak wyję w środku nocy i w środku szpitala. To mnie przeraziło, że tak wielka znieczulica cechuje ludzi, którzy mają dbać o nasze życie i zdrowie. Po wielu godzinach bólu i krzyku poprosiłem o księdza, który swoją osobowością uspokoił mnie, dodając wiary i nadziei, że mogę przeżyć.
 Przytoczę tu komentarz rozmawiających pielęgniarek w tłumaczeniu na język polski, cyt. "to co my nie możemy to on może", wskazując na księdza. Dopiero po prawie 24 godz. zrobiono mi zabieg, a po kilku dniach zwolniono do domu.
 Niestety, po miesiącu wróciłem do tego samego szpitala, ale na dłużej (3 tyg.). Robiono mi wiele badań, a kilka z nich wielokrotnie. Znaleziono następny zator i ponownie zainstalowano mi stent, tym razem w szyi. Po tym zabiegu trafiłem na oddział intensywnej terapii, gdzie pielęgniarka miała się mną zająć. Przedawkowała leki nasenne i przeciwbólowe, tak że rano nie mogłem się wybudzić, mimo że czułem i słyszałem, co się wokół mnie dzieje. Kiedy wreszcie się wybudziłem, to ją zapytałem, czy czegoś nie przedawkowała, lecz odpowiedzi nie uzyskałem. Przez następne dni miałem obolałe i opuchnięte nogi. 
 Po kilku dniach odwiedził mnie arogancki neurolog, który stwierdził, że z medycznego punktu widzenia to już nic nie mogą zrobić, a ja udaję chorego. Wreszcie kardiolog zmniejszył mi dawkę jednego z podawanych mi leków ze 100 mg do 12,5 mg i zaburzenia minęły, więc wróciłem do domu. Po miesiącu znów trafiłem do tego samego szpitala. Tym razem zawiozła mnie żona, z bólem w klatce piersiowej i wysokim ciśnieniem. Mimo wysokiego ciśnienia (198/104) musiałem odczekać 3,5 godz., a potem uregulowano mi ciśnienie i zwolniono do domu. 
 Otrzymałem rachunek za drugi pobyt w szpitalu, który pokrył OHIP i moje ubezpieczenie, a ja tylko za karetkę. Jedna pozycja na rachunku wzbudziła moje podejrzenie, bo dotyczyła nie serca, lecz nerek, na kwotę 941,40 dol. Płacąc w szpitalu za karetkę, zapytałem, co robiono z moimi nerkami, lecz otrzymałem odpowiedź, że skoro ja za to nie płacę, to nie powinno mnie to obchodzić. Poprosiłem więc o "Medical record". W otrzymanych dokumentach, za które musiałem zapłacić (57 dol. za 17 stron) też nie znalazłem odpowiedzi na moje pytanie. 30.04. br. miałem wizytę u kardiologa. Przy okazji zapytałem, co jest złego z moimi nerkami i co z nimi robiono, bo ja nic o tym nie wiem. Pani doktor była bardzo zdziwiona, kiedy przeczytała wszelkie informacje na mój temat zawarte w komputerze, i stwierdziła, że nic z moimi nerkami nie robiono, bo ja mam zdrowe nerki. Zapytała o to również innego lekarza, który się mną opiekował podczas drugiego pobytu w szpitalu i on też potwierdził, że nic mi przy nerkach nie robiono. Pani doktor mi doradziła, abym to usunął z mojej kartoteki w ubezpieczalni lub OHIP-ie, bo mogę mieć kłopoty w przyszłości. Zgłosiłem to do OHIP-u i czekam na wyjaśnienie. Nie wiem, czy to pomyłka, czy oszustwo, ale jako pacjent i podatnik, chcę wiedzieć, kto i ile czerpie z mojego portfela. 
 To w skrócie moja przygoda z kanadyjską służbą zdrowia. Zastanawiam się, czy sumy z budżetu państwa i społecznych zbiórek są adekwatne do jakości usług służby zdrowia. Nie twierdzę, że wszyscy traktują służbę zdrowia jako dobry biznes. Nie wszyscy są nieczuli na ból i nieszczęście innych, lecz w tej dziedzinie, czyli w służbie zdrowia, nie powinno być miejsca dla ludzi bez serca, zwłaszcza w szpitalu, który się specjalizuje w chorobach serca. Mimo wszystko dziękuję Bogu i tym, którzy mnie utrzymali przy życiu. Jaśniejsze punkty w tym szpitalu to polskie pielęgniarki, które przynoszą pacjentom uśmiech, nadzieję i profesjonalizm.
 Dochodzę do wniosku, że trzeba mieć końskie zdrowie, aby się leczyć, ale jak tu mieć zdrowie przy chorej służbie zdrowia. Chciałbym dożyć dni, kiedy na wizytę u lekarza nie trzeba będzie czekać miesiącami, a lekarze będą przepisywać leki, które pomagają pacjentom, a nie firmom farmaceutycznym. Chciałbym dożyć momentu, kiedy nikt nie będzie wysyłać pacjentów na testy i badania, które nic nie dają oprócz dochodów placówkom medycznym, że nikt już nie będzie wiązał pacjentów do łóżek i podawał środków nasennych, aby mieć spokojną noc na dyżurze. Wreszcie chciałbym dożyć chwili, kiedy ci, co chcą leczyć, będą mogli spełniać swoje powołanie.
 6 maja poprosiłem w szpitalu o pisemne wyjaśnienie sprawy. Dziś, tj. 9 maja, otrzymałem ze szpitala odpowiedź, która mnie nie satysfakcjonuje, a kopia rachunku, którą dziś otrzymałem, nie pokrywa się z oryginałem z 2 marca br. Załączam kopię listu ze szpitala i kopię obu rachunków, czyli kopii i oryginału.
 Kończąc, życzę dużo zdrowia i Bożej opieki wszystkim czytelnikom "Gońca" i wszystkim pacjentom kanadyjskiej służby zdrowia.
Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Panie Stanisławie, wygląda na to, że trzeba mieć wiele zdrowia, aby móc chorować. Dziękujemy za list. 

GONIEC NR 19/2008 (226) (9-16 maja2008)

 Szanowni Państwo,
 Podaję we wstępie swojego listu cytat listu pewnego Pana: 
 "...W sprawozdaniu ze spotkania z dr. Chodakiewiczem w Calgary autor słusznie zauważa, że nie ma szans, aby KPK ufundował stypendium w IPN, aby sprawdzić nazwiska polonijnych działaczy jeżeli chodzi o współpracę z UB. 
 Problem ten można rozwiązać bardzo łatwo - jest w Toronto organizacja =Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym?. Wystarczy założyć =Fundusz dla sprawdzenia działaczy polonijnych?, postawić na jego czele kogoś zaufanego i uczciwego, a następnie ogłosić się w =Gońcu? z prośbą o ściepę na to stypendium dla historyka w IPN". 
 Uważam ten temat za bardzo istotny, bo do dziś, choć byłem współorganizatorem ruchu polonijnego na Białorusi, to mam wątpliwości, z jakimi ludźmi wtedy (lata 1998-1991) się pracowało. Ta niezdrowa sytuacja wokół ZPB - wojna, którą rozpętało pewne grono osób nam bliżej znanych, mnie również przeraża i chciałbym zadać pytania:
 1. Czy istnieje może już Fundacja, która się zajmuje badaniami historycznymi w IPN w celach sprawdzenia byłych i aktualnych działaczy polonijnych? 
 2. Czy posiadają Państwo jakieś historyczne informacje np. o agenturalnej przeszłości działaczy Związku Polaków na Białorusi?
 Biorąc pod uwagę krytyczną sytuację, jaka zaistniała wokół ZPB, widzę ogromny sens założenia takiej Fundacji i wyjaśnienia, kto kim był w starym i skostniałym systemie komunistycznym. Proszę uprzejmie ew. o adres naukowców, którzy się podjęli takich badań we współpracy z IPN.
 Z wyrazami szacunku
 Wiktor Dmuchowski 

 Od redakcji: Szanowny Panie, informacji takowych nie posiadamy.  Łatwo jest postulować, trudniej wykonać, zwłaszcza tę "ściepę". 

 Obywatelstwo
 Wygląda na to, że polskim obywatelstwem można sobie gębę wycierać - skandal.
 Dokładnie, Panie Andrzeju - pańskie dzieci mają obywatelstwo polskie "z mocy prawa" - gdyby po osiągnięciu pełnoletności z jakichkolwiek powodów chciały się go pozbyć, to czeka je "droga przez mękę" - bo tak wygląda zwalnianie się z obywatelstwa polskiego.
 Ale piłkarz dostaje je od ręki - nawiasem mówiąc, czy ten piłkarz zna choćby trochę język polski??? A poza tym zdaje się istnieje wymóg 5 lata zamieszkiwania w Polsce przed nadaniem obywatelstwa - oczywiście w ustawie jest coś takiego: prezydent w szczególnych okolicznościach może nadać obywatelstwo bez tego wymogu.
 Na mój chłopski rozum, to te szczególne okoliczności mogą być np. naraził swoje życie w obronie Polski.  Ale za kopanie w piłkę???
 Amerykanie mają "przyspieszony" tryb nadawania obywatelstwa - ale najpierw trzeba być w amerykańskich siłach zbrojnych i trochę powalczyć w Iraku.
 Francuzi zdaje się też mają coś podobnego od dziesięcioleci... Jak walczyłeś za Francję...  Ale za piłkę nożną? 
 Pozdrawiam 
J.K.

 Od redakcji: No właśnie, piłkarz po polsku rozmawia jedynie językiem migowym, ale widać bardziej zasługuje na obywatelstwo niż wywiezieni w głąb Sowietów potomkowie Polaków... Taka Polska.

 Z ukosa
 Dziś nasi kochani Pani A.P. i Pan W.Ś. przypomnieli nam wszystkim, co to jest być dobrym Polakiem,  Polakiem, który jest dumny być kim jest, jak być patriotą tego wielkiego Kraju. Ani jedno słowo, ani jedno zdjęcie z uroczystości 3-majowej 2008 z Toronto.
 Ważniejsze było omawianie i słuchanie dwóch druhów ZHP,  50-lecie istnienia tej organizacji w Kanadzie. 
 Tak naprawdę kim są nasi kochani? Kogo oni reprezentują?
 Wstyd, wstyd, wielki wstyd.
 B. Borejsza 
 PS Te programy z ukosa i na luzie nie mają nic z polskości.

 Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan zapyta, dlaczego tak jest, w telewizji, z własnego doświadczenia powiem, że "Z ukosa" musi mieć coś z polskości, skoro jestem Polakiem i tam od czasu do czasu mnie pokazują.

 ***
 Proszę o pomoc lub o wskazanie mi, gdzie mogę się z tą sprawą zwrócić. W ostatnim tygodniu lutego zaczęłam szukać mieszkania. Mieszkanie takie, jakiego szukałam, 1-sypialniowe, znalazłam przy ulicy Ponytrail Court Cresant. Miałam tam zamieszkać od 1 maja 2008 r. Dokumenty, jakie otrzymałam od Pani Super, wypełniłam i czek na kwotę 800 dol. za ostatni miesiąc wręczyłam. Po trzech dniach Pani Super zadzwoniła, że mieszkanie zostało mi przyznane. Spokojnie czekając na termin przeprowadzki, udałam się na początku kwietnia pod wskazany adres. Poprosiłam Panią Super, czy mogłabym zmierzyć szerokość pokoju, gdyż chciałam uszyć firanę.  Lokatorzy, którzy mieszkali w apartamencie, mieli się wyprowadzić ostatniego marca. Pani Super powiedziała mi, że jest tam straszny bałagan, że nie ma czasu (cały czas tylko kłamstwa, kłamstwa, choć nie wiem, dlaczego nie powiedziała prawdy). Patrząc na balkon, zdziwiło mnie, że dawni lokatorzy nie zabrali nawet anten satelitarnych.
 Na 10 dni przed przeprowadzką dowiedziałam się, że z tego mieszkania ludzie pojechali do USA, przyjadą w końcu kwietnia, to Ona ich wyrzuci. Na pytanie, kiedy zrobi remont, nie było konkretnej odpowiedzi (wszystko w kuchni, szafki, piec, lodówka do wyrzucenia, podłogi i ściany straszne).
 Szybko musiałam szukać innego mieszkania, gdyż moje już ktoś inny wynajął. Teraz, gdy chodzę lub dzwonię, aby odzyskać 800 dol., spotykam się tylko z kłamstwem, agresją lub odkładaniem telefonu. Jestem samotną matką wychowującą dziecko i kwota 800 dol. to dla mnie duże pieniądze. Wiem, że bez Waszej pomocy tych pieniędzy nie odzyskam. Przesyłam również kopię czeku. Za pomoc z góry serdecznie dziękuję.
A. Olszewska

 Od redakcji: Proszę spróbować przedstawić swoją sprawę w sądzie do spraw małych roszczeń (Small Claims); warto też odwiedzić stronę internetową www.ontariotenants.ca (Ontario Tenants Rights). Jeśli ktoś z naszych Czytelników mógłby pomóc - prosimy o kontakt. 

 Brak klasy
 Panie redaktorze,
 3 Maja przywołuje różne wspomnienia, jak chyba każde większe święto. Robię czasem wtedy przegląd polskiej prasy tutejszej i krajowej. Po prostu, aby wiedzieć, o czym przy takiej okazji pisze się i tu, i tam.
Często są to miłe lektury, okolicznościowe. Opisy typowych uroczystości w Warszawie, nastrój świąteczno-patriotyczny. 
 Gazety z Toronto też na fali nastroju. Bywa, że fale są różne i jak w przypadku "Gońca" nawet dość brudne. Szkoda, bo to dzień świąteczny i chciałoby się, aby choć z takiej okazji jak 3 Maja Pan, jako redaktor naczelny, powstrzymywał zbyt ochoczy styl redaktora Michalkiewicza.
 Nie chodzi mi o poglądy pana M., gdyż są one jego prawną własnością. Może je publikować, przynajmniej tam gdzie zechcą je drukować, co właśnie udaje mu się na łamach "Gońca".
 Pan Michalkiewicz wygłasza swoje poglądy, podbudowując je nienawiścią do... Otóż to. Do kogo? Można odnieść wrażenie, że do wszystkich oprócz ojca Rydzyka. Ma synowskie uczucia.
 Epitety, jakimi autor "W zawieszeniu" (Goniec nr 18) obdarza naszych rodaków w kraju, odnoszą się przecież i do nas. Jest to niewyszukany, wręcz wulgarny styl.
 Oto pierwsze z brzegu fragmenty prozy red. Michalkiewicza:
 - "...Anschluss Polski do Eurosojuza...".
 Oto stosunek autora - obywatela UE, do swego kraju. Oto określenie organizacji państw, która w jego oczach jest tym, czym ją nazwał, a udział Polski w tworzeniu Unii jest Anschlussem. 
 Nie wiem, czy historyczna wiedza pana M. zawiera coś więcej na temat Anschluss poza samą nazwą. Mam jakby wątpliwości.
    Broniąc swego ojca (chyba duchowego), pisze z zachwytem:
 - "...Ojciec Rydzyk bluźni Unii Europejskiej w Radiu Maryja, co nie tylko europejsów, ale i pokorne cielęta rozjątrza...".
 Ufff... Odwaga owego ojca zachwyca naszego autora! Być może, że sam też chciałby mieć tam tyle... W Polsce. 
 My za to od razu stajemy przed dylematem: kim jesteśmy? Cielęta my czy Żydzi? Głupie cielęta, jak wynika, są posłuszne wobec pejsów i na dodatek takich euro-.
 Mam już dosyć, ale z myślą o Panu Redaktorze, który, łudzę się, nie ma czasu na czytanie takich dyrdymałów, cytuję jeszcze kawałek, z którego dowiadujemy się, że...
 - "...Platforma Obywatelska w ramach programu odwdzięczenia się tubylczej razwiedce i gestapo...".
 No, Panie redaktorze Kumor! Czy pan naprawdę nie orientuje się, co się wypisuje na waszych łamach?
 Nie chodzi o program jakiejś partii, która mnie specjalnie nie interesuje, ale co to jest TUBYLCZA razwiedka? Co znaczy "razwiedka", to wiem, ale kto są "tubylcy"? Polacy w kraju? Rodacy pana Michalkiewicza? Widać z tego, że nie. Więc kim jest monsieur Michalkiewicz d'origine? A może pan Michalkiewicz, jako że "wyemigrowany" (?), ma w pogardzie pozostałych w Polsce tubylców?
 Dalej! Ten program odwdzięczania się dotyczy i "razwiedki", i Gestapo. No, to już jest jak wzięte z pierwszych kadrów filmu "Katyń". Może w Polsce jeszcze nie jest idealnie, ale sprowadzenie polskiej sceny politycznej do epoki 69 lat wcześniej jest wygibasem dziennikarskim z najniższych dołów, a powyższe traktowanie przeciwników politycznych kwalifikuje się do sądu. Sprytny redaktor nie ujawnia jednak who is who i to świadczy o jego dziennikarskim wyrobieniu.
 Dalej nie czytam, ale pomyślałem sobie, że być może redaktor Michalkiewicz miał jakiś wredny dzień, a w ogóle to jest równy facet.
Cofam się więc do numeru wstecz i czytam akapit gdzieś ze środka:
 - "... nawet samemu premieru Tusku przypomniano, skąd wyrastają nogi...".
 No, rosyjski to ja znam na tyle, że aluzju poniał, natomiast jeżeli chodzi o ciąg dalszy tekstu, to stwierdzić tylko mogę (w stylu redaktora M. także zrobię to obcojęzycznie), że autor carrément manque de classe. 
 Więcej cytatów nie będzie. Niech pan, panie Redaktorze, sam je sobie poczyta.
 Ze względu na czytelników  "Gońca" uważam, że powinien pan to robić przed oddaniem numeru do druku. Każdego.
 Łączę pozdrowienia
  Jerzy Świech
 Montreal

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękuję za rozweselający donos na p. Stanisława Michalkiewicza. Panu radzę zaś częściej go czytać, z pewnością dobrze Panu to zrobi, a i zrozumienie tekstu będzie większe.

 Dla dobra Polonii, cz. 2
 Ciąg dalszy listu wydrukowanego 3 tygodnie temu w Gońcu. 
 Pisząc moje listy dotyczące ZPwK, mam  nadzieję, że członkowie ZPwK zrozumieją, jak ważne jest przestrzeganie naszej Konstytucji i że moje artykuły zachęcą wszystkich czytelników do przeczytania tego wspaniałego dokumentu. 
 Wierzę też, że członkowie ZPwK staną  za swoją organizacją w pełni świadomi tego, co się teraz naprawdę w niej dzieje. Że spojrzą na fakty i łamane przepisy.
 Mam nadzieję, że reszcie Polonii przekażę nie tylko problemy, z jakimi boryka się nasza organizacja ale także  mądre podstawy, na których zbudowany jest nasz Związek. Niestety, nieprzestrzeganie tych podstaw doprowadziło do obecnego, poważnego kryzysu w naszej organizacji. 
 Na sprzedaż nielegalnie wystawiono Place Polonaise (miejsce Polaków, nasze historyczne miejsce!), smutne, że dla niektórych ta święta dla Polonii kanadyjskiej ziemia oznacza tylko miliony, próbuje się nielegalnie zmieniać wielkie myśli naszych poprzedników zawarte w naszej Konstytucji, członków organizacji coraz mniej, jednych się zniechęca, innych wyklucza... Komu na tym tak bardzo zależy, aby tak kiedyś prężna polonijna organizacja zniknęła? 
 20 kwietnia 2008 udałam się na zebranie naszej Grupy. Zaraz po przyjściu zauważyłam, że całej Grupie został rozdany mój poprzedni list, który napisałam w "Gońcu", pt. "Dla dobra Polonii". Myślałam, że w końcu w naszej Grupie rozpocznie się  rzeczowa dyskusja. Będziemy czytać Konstytucję, sprawdzimy zgodność wyborów z naszym prawem, razem zadecydujemy, co należy robić i jak ten problem rozwiązać. 
 Stało się jednak zupełnie inaczej. Cała dyskusja została poprowadzona przez obecnych tam członków Zarządu tylko w jednym kierunku. Jak ja ośmieliłam się napisać do prasy o naszej Grupie? Prawda jest jednak taka, że  mój artykuł był odpowiedzią na artykuł pani Elżbiety Piasek, pod którym wymieniony był także cały Zarząd Grupy Drugiej. Mój artykuł dotykał spraw nieprzestrzegania Konstytucji,  czyli naszego prawa korporacyjnego, przez pewne osoby w naszej Grupie. Wynikał z mojej troski o prawdę - miałam prawo do sprostowania artykułu pani Piasek, wynikał także z troski o naszą Grupę i jej majątek, z troski o całe ZPwK - złączone prawną umową,  czyli Konstytucją.
 Tymczasem Zarząd Grupy  umiejętnie odsunął istotny problem w naszej Grupie - czyli niekonstytucyjnie wybrany Zarząd - a przez prawie dwie godziny zajmował się moją osobą, próbując nastawić wrogo wobec mnie członków Grupy. Zresztą taką taktykę zastosowano nie po raz pierwszy. Nie tak dawno bowiem, na list mojego męża skierowany do grup związkowych, a dotyczący braku uchwały grup związkowych odnośnie do sprzedaży Place Polonaise i zaciągnięcia na ten majątek pożyczki (takie uchwały wymagane są przez Konstytucję), też nie zajęto się treścią listu, a całą uwagę skupiono na tym, że mój mąż użył adresu zwrotnego naszego domu związkowego! Czyli że użycie przez mojego męża adresu Grupy jest ważniejsze niż nielegalne zaciągnięcie pożyczki ok. 700 tysięcy dol. na majątku i bezprawne wystawienie tego majątku na sprzedaż. Tak to w naszej Grupie Zarząd omija ważne problemy w ZPwK i wywołuje niedotyczącą sedna rzeczy dyskusję. 
 W czasie ostatniego zebrania (20 kwietnia 2008)  podczas publicznej (bo w obecności członków Grupy) nagonki na moją osobę, większość członków Grupy milczała, prawdopodobnie wcześniej nie czytając mojego artykułu i dobrze nie wiedząc, o co chodzi. 
 W pewnej chwili jednak wstała pani Stanisława Dojnikowska i postawiła wniosek, że albo ja Grupę do następnego zebrania na łamach prasy przeproszę, albo zostanę zawieszona w prawach członka ZPwK. Tak, więc muszę przepraszać za to, że upomniałam się o przestrzeganie kanadyjskiego prawa.
 Mój list w "Gońcu" wykorzystano sprytnie jako pretekst, aby mnie  usunąć z Grupy i zdyskredytować, czyli zniszczyć moje dobre imię między innymi poprzez publiczne głosowanie nad moją osobą. 
 W tym momencie chciałabym znów powrócić do przepisów naszej Konstytucji, aby wyjaśnić, jaki jest prawidłowy proces zawieszenia członka w organizacji, jeżeli już o tym mowa. Dopuszczalne jest ono przez art. 70 Konstytucji, ale może to zrobić tylko Zarząd Grupy (a nie Grupa jako całość!). Jeśli osoba, którą ewentualnie zawiesił Zarząd, świadomie decyduje się na przedstawienie swojego stanowiska przed większym gronem ludzi, to dopiero wtedy sama może apelować od decyzji Zarządu bezpośrednio do grupy (art. 70 Konstytucji). Wtedy dopiero grupa zabiera głos, podtrzymując lub odrzucając decyzję Zarządu.
 Podaję link do strony internetowej, na której opisany jest prawidłowy proces dyscyplinowania członka korporacji, jeżeli już tego wymaga konieczność: http://strategis.ic.gc.ca/epic/site/cilp-pdci.nsf/vwapj/chapter2.pdf/$FILE/chapter2.pdf.
 Zachęcam też wszystkich dyrektorów, czyli prezesów, wiceprezesów i innych w zarządach do przestudiowania tego dokumentu w całości. 
 Teraz chciałabym na moment wrócić do innego głosowania, które miało miejsce w czasie naszego poprzedniego zebrania wyborczego (10 lutego 2008), tego właśnie, o którym pisała pani Elżbieta Piasek. 
 Mianowicie w czasie tego zebrania  zaczęto nagle mówić o Grupie  1-7 z Toronto. Chcę tu wyjaśnić czytelnikom, że Grupa 1-7 to jest pierwsza grupa, która zorganizowała się w Kanadzie w 1907 roku i przez to określana jest Grupą Matką, i to ona właściwie obchodziła 100-lecie w zeszłym roku. Od kilku lat Grupa 1-7 jako swój protest przeciwko łamaniu Konstytucji ZPwK przez Zarząd Główny, przestała odprowadzać do Zarządu Głównego składki i wycofała się ze współpracy z Zarządem Głównym.
 W każdym razie ostatnio Grupa 1-7  napisała do ministerstwa (Ministry of Government Services) list o tym, że obecny Zarząd Główny  jest nielegalny, bo nie jest wybrany zgodnie z Konstytucją, czyli Prawem Związku. Chcę podkreślić, że kilka innych grup, też taki list napisało. Nie jest to więc jedyna grupa związkowa, która to zrobiła.
 W dalszym ciągu naszego zebrania poproszono jedną panią o przeczytanie tego listu. Był on napisany po angielsku i często powoływał się na artykuły Konstytucji. Te artykuły, ta pani, która czytała, określała jako "numerki", nie wyjaśniając, jaki to artykuł Grupa 1-7 uważa, że został złamany. 
 Potem wstał z sali jeden pan i powiedział, że nasza Grupa musi napisać list, że się z tym wszystkim nie zgadza, co napisała Grupa 1-7. Napisano więc list i puszczono do podpisania. Nazbierano ponad 70 podpisów i  pan Maziarz był bardzo zdenerwowany, że nie wszyscy się podpisali. Nikt nie wiedział, z czym się nie zgadza, nikt nie zainteresował się, co to są te "numerki". Nawet nie powiedziano, do kogo ten list będzie wysłany. 
 I jeszcze wspomnę o jednym głosowaniu. To głosowanie odbyło się w czasie owego nieprawidłowo zwołanego Walnego Zjazdu, w grudniu 2007. 
 Przy naszym Związku działa również Grono Młodzieży, czyli organizacja młodzieżowa. Ta organizacja ma konstytucyjnie prawo posiadania delegatów na Walny Zjazd. Przed ostatnim Walnym Zjazdem owczesny opiekun młodzieży z ramienia Zarządu Głównego (S. Iwanicki) celowo nie poinformował Grona Młodzieży o terminie Walnego Zjazdu (notabene pan Iwanicki nie poinformował również członków Grupy Drugiej o terminie zjazdu, łamiąc tym samym ich prawa członkowskie).  Delegaci, którzy wzięli udział w zjeździe, z ramienia Grona  Młodzieży nie byli więc przez młodzież wybrani. Młodzież do końca nie wiedziała, kto ją reprezentuje, i oficjalnie nie była poinformowana o terminie zjazdu. Przedstawicielka Grona Młodzieży Kasia K. uważała, że prawa członków Grona Młodzieży zostały złamane. Napisała więc list i poszła na ten zjazd, aby obecnym tam delegatom tę sprawę przedstawić i wyrazić swój sprzeciw. I upomnieć się o swoje prawa i prawa młodzieży. Została ona jednak wygłosowana i niedopuszczona do głosu. List o tym zdarzeniu został wysłany do członków parlamentu Kanady.
 Zaznaczyć tutaj muszę, że część delegatów protestowała przeciw takiemu traktowaniu Kasi. Na tym samym zresztą zjeździe bezpodstawnie wygłosowano również niewygodnego dla Zarządu  Głównego jednego z delegatów. Pozbawiono go praw delegata. Na jakiej podstawie?
Tak potraktowano młodzież, przyszłość Polonii. Zresztą to samo powtórzyło się na wyborczym  zebraniu Grupy 2, też Kasi nie dopuszczono do głosu. Pomimo naszych protestów. 
 Może w tym miejscu należy wspomnieć, że na jednym z  zebrań naszej Grupy pan Robert Zawierucha powiedział, że nie widzi przed Polonią przyszłości. To prawda -  niszczy i zaciera ślad przeszłości Polonii w Kanadzie (doprowadził do zniszczenia i zamknięcia ośrodka polonijnego Place Polonaise, a potem nielegalnie i po kryjomu wystawił go na sprzedaż - po to aby miejsce Polaków w Kanadzie zniknęło) i takiemu prezesowi daje się absolutorium (?), niszczy nasze korzenie (na ostatnim Walnym Zjeździe zabroniono się ludziom pomodlić, tak Pana Boga z organizacji wyrzucają i chrześcijańskie nasze tradycje, a dawniej zawsze delegaci zjazdów szli na Mszę św.), niszczy naszą przyszłość - zamyka się przyjmowanie do Grup, zniechęca i poniża się młodzież. 
 Aby czytelnik dobrze zrozumiał jedną z najważniejszych nieprawidłowości w naszej organizacji, muszę wspomnieć o Głównej Komisji Rewizyjnej. 
 Największą władzę kontrolną w naszym Związku ma Główna Komisja Rewizyjna. Ma ona bowiem prawo sprawdzać każdą jednostkę Związku, zwłaszcza grupy związkowe, jak również sprawdzać Zarząd Główny.
 W wypadku Zarządu Głównego ma ona sprawdzać,  czy dysponowanie funduszami i majątkiem związkowym przez Zarząd Główny  jest celowe i zgodne z uchwałami Walnego Zjazdu oraz czy wszystko zgadza się w rachunkach, jak również stan funduszy powierzonych do Zarządu na tymczasowe przetrzymanie, jeśli takie istnieją (art. 55). Główna Komisja Rewizyjna ma również prawo zwołać Walny Zjazd (art. 31), gdyby doszło do nadużyć majątkowych.
 Każdy Walny Zajazd właśnie po wysłuchaniu sprawozdania Głównej Komisji Rewizyjnej i po jej wniosku udziela lub nie udziela absolutorium Zarządowi Głównemu (art. 38b). Na tym ostatnim Walnym Zjeździe (w grudniu 2007) pan R. Zawierucha  nie przedstawił nawet pełnego sprawozdania finansowego z działalności Zarządu. Innymi słowy, nie wiadomo, jak zarządzał funduszami Związku, jak je przechowuje i jaki jest ich stan. Każdy członek powinien to wiedzieć.
 Pomimo to Główna Komisja Rewizyja, jak mi wiadomo, postawiła wniosek o udzielenie absolutorium Zarządowi, a obecni tam delegaci absolutorium udzielili (!).
 Inne przykłady działalności Głównej Komisji Rewizyjnej. Gdy w marcu 2007 wpłynął do Głównej Komisji Rewizyjnej list o nielegalnym wystawieniu na sprzedaż Place Polonaise  - Główna Komisja Rewizyjna nie zareagowała. A powinna tylko sprawdzić, czy jest na to ważna uchwała Walnego Zjazdu i czy poprzedziły ją  uchwały grup o zgodzie na sprzedaż majątku (art. 59 Konstytucji). A ponieważ takich ustaw nie było, więc jest to wyraźne nadużycie uprawnień  przez Zarząd Główny i Główna Komisja Rewizyja powinna była zwołać natychmiast Nadzwyczajny Walny Zjazd Związku. 
 Główna Komisja Rewizyjna nie zareagowała więc na nielegalną próbę sprzedaży majątku Związku, nie reaguje na wydawanie pieniędzy na prawników - nie ma uchwał Walnego Zjazdu przeznaczających fundusze Związku w takim celu, nie reaguje na zaciąganie nielegalnych hipotek, czyli mortgage (na Place Polonaise), i bezpowrotne wypływanie przez ten mortgage pieniędzy ze Związku (na zaciągnięcie pożyczki musiałyby się zgodzić wszystkie grupy, bo to one prowadzą działalność gospodarczą i ewentualnie mogą spłacać taki dług).  Kto Zarząd Główny upoważnił do tego? I kto teraz będzie to spłacał? I gdzie jest Główna Komisja Rewizyjna?
 Nadmienię, że Zarząd Główny twierdzi, że musiał wynająć prawnika, bo wyniknęły sprawy sądowe. Jeżeli są sprawy sądowe, to po to są Nadzwyczajne Walne Zjazdy, aby, po pierwsze, próbować rozwiązać sprawę polubownie,  a jeśli do tego nie dojdzie, dostać upoważnienie Walnego Zjazdu do wykorzystywania funduszy Związku na cele sądowe. Takie są mechanizmy naszej Konstytucji.
 Na zakończenie dzisiejszego listu pragnę nadmienić, że na Zjeździe Prezesów w Cambridge, 26 kwietnia 2008, zostało powiedziane, że rezygnacje pana S. Iwanickiego i pana T. Maziarza z funkcji w Zarządzie Głównym nie zostały przyjęte. Nasuwa się pytanie: dlaczego więc pan Zawierucha pozwolił im kandydować (sam prowadził zebranie wyborcze w naszej Grupie), skoro wiedział, że mu są potrzebni w Zarządzie Głównym? Takim postępowaniem potwierdza, że nie jest prezesem ZPwK, bo  prezes ZPwK zgodnie z artykułem 48c naszej Konstytucji, jest odpowiedzialny za to, aby cały Związek działał zgodnie z Konstytucją, a on sam na każdym kroku ją łamie.
 A w naszej Grupie muszą odbyć się znów wybory,  bo pan Maziarz i pan Iwanicki zostali dopuszczeni do kandydowania na funkcje w naszej Grupie tylko pod warunkiem, że przestaną pełnić funkcje w Zarządzie Głównym i tym samym nie będzie dochodziło do łamania naszej Konstytucji przez piastowanie podwójnych stanowisk. 
 Proszę tutaj członków naszej Grupy, przestrzegajmy naszego Prawa -  Konstytucji. Przyrzekaliśmy na naszą Konstytucji, podpisaliśmy się (na aplikacji)  pod tą ważną, legalną umową korporacyjną, która nas wszystkich obowiązuje. Przestrzegajmy prawa, i w ten sposób zaczniemy się wszyscy szanować. 
 Urszula Rybarczyk
członek Grupy Drugiej ZPwK

 Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za przedstawienie Pani stanowiska, zapraszamy "stronę przeciwną" do przejrzystego przedstawienia własnego.
 
 
 
 
 
 
 

GONIEC NR 18/2008 (225) (2-8 maja2008)

 Echo "Uwaga na bandziorów  z Polski"
 Szanowna Redakcjo!
  Na pierwszej stronie ostatniego numeru "Gońca" znalazłam historyjkę pana Załęskiego o jego perypetiach z "bandziorami z Polski".  Gorący przeciwnik bezwizowych przyjazdów z Polski do Kanady chyba zbyt pochopnie podciąga pod jeden mianownik przybyszów z naszej Ojczyzny. Prawdę mówiąc, to nawet nie można mieć pewności, czy osoba przedstawiająca się jako dopiero co przybyła... rzeczywiście przyleciała "z nowym prądem" bezwizowym, czy jest też  zamieszkującym Kanadę cwaniaczkiem, jako że od początku kłamała, szukając naiwnego.
 W każdej społeczności istnieją środowiska kryminalne, a grupy przestępcze szukają i będą szukać łupu. 
 Oburza mnie generalizacja: że dlatego iż nie ma wiz z Polski do Kanady, zlecą się doń wszystkie niebieskie ptaszki z Polski... bo oczywiste jest, że takie ptaszki, jeśli przylatują, to do gniazdka już uwitego, a nie w nieznane  i ... nie tylko z Polski - w tym  i z wizami!!! 
  Wbrew przekonaniu pana Załęskiego, posiadanie  pełnej kiesy przez przybysza i przyjazd do "kogoś" wcale nie jest dowodem i gwarancją uczciwości. 
 Emigranci zazwyczaj nie grzeszą bogactwem, co nie jest ujmą, ani też równoznaczne z ich nieuczciwością! Źródła zaś zasobności mogą być czasem szokujące.
 Nie wolno przyczepiać łatki Polakom przez jakieś czarne owce. Zbyt wiele kłamstw szerzy się o historii i Naszym Narodzie, a  chyba najtrudniej jest zmyć oszczerstwo plamiące atramentem honor. Kryminalista jest kryminalistą i nie należy łączyć z nim narodowości...!
 Na całym świecie mnożą się oszustwa z tzw. skradzionej tożsamości etc., dlatego zwłaszcza nagabującemu przez telefon, i to pod żadnym pozorem, nie należy udzielać  osobistych informacji.
 Oszustwa nie są domeną Polaków, tylko kryminalistów różnego autoramentu. 
 Jeśli pan Załęski dzieli się z czytelnikami, troszcząc się, by nie padli  oni ofiarą oszustów, to dobrze, ale sposób, w jaki to czyni, nie jest właściwy przez ton niechętny Polakom przybywającym tutaj bez wiz.
 Kongres Polonii Kanadyjskiej włożył dużo energii i serca, aby nasze rodziny mogły przyjeżdżać do Kanady bez biurokratycznych formalności. 
 Przypadek żądania kaucji od Polaka na lotnisku Pearsona, o jakim pisał "Goniec", dowodzi, że  bez wizy nie znaczy bez problemu i bezdusznego, urzędniczego "widzimisię", dlatego powinniśmy nie szkodzić samym sobie przez negatywne uogólnienia i  rozpowszechnianie niechęci.
 Z poważaniem
Małgorzata Kossowska

 Od redakcji: Szanowna Pani, oczywiście w każdej społeczności są kryminaliści. Sądzę, że jesteśmy narodem na tyle wielkim, że nie musimy stawać słupka i reagować alergicznie na każde stwierdzenie, iż są wśród nas złodzieje,  bandyci, prostytutki, pijacy, oszuści i inni niegodziwcy.
 List p. Załęskiego zamieściliśmy na widocznym miejscu, ponieważ metody używane powszechnie przez złodziei i oszustów w Polsce nie są powszechnie znane tutaj, zwłaszcza wśród ludzi starszych. Naszym zadaniem jest również chronić informacją społeczność, której służymy.
 Proszę tego incydentu nie łączyć z kwestią wiz, z których zniesienia większość mieszkających tu Polaków jest bardzo zadowolona!

 ***
 Panie Kumor, czy ty jesteś na wczasach! Czy Ciebie zastępuje ktoś () z bezpieki. Trudno sobie wyobrazić, że nie czytając listu p. Andrzej Załęski, umieściłeś go w "Gońcu" na pierwszej stronie.
 A tak prawdę powiedziawszy, co znaczy to (p.). Panie Kumor, po co to zrobiłeś? Dlaczego obrażasz naród, który Cię wychował (kimkolwiek się czujesz)? Mało jest oszczerstw rzucanych na nas ze strony Żydów z całego niemal świata? Mało to łgarzy bluźniących naszemu narodowi? Ale jedno wiem; jesteś słaby, malutki, zastraszony (nasłany); i tylko Pan Bóg jedyny wie, co w tobie siedzi.  Czy publicznie przyznasz się, dlaczego podczas przedbiegów do pozycji prezydenta w Polsce (Kaczyński czy Donald) popierałeś Tymińskiego i proponowałeś jego na fotel prezydencki? Powiedz, dlaczego z przyzwoitego tygodnika zrobiłeś szmatę!! Dlaczego okładka "Gońca"  to 50-100 proc. płatne ogłoszenia. Większość z moich znajomych na widok tych reklam klnie jak szewcy (o ten to mnie w "h" zrobił, a ten to nigdy nie ma czasu, tej plomby wylatują na pierwszym "bampie". Bez buziaków Panie Kumor, bez uścisków dłoni, bez klapy, gratulacji, z przykrością żegnam cię. Twojego szmatławca oddam na przerób (może na coś jeszcze "k" lepszego).
    Waldemar Romanowicz 
Rockwood

 Od redakcji: Panie Romanowicz, używa Pan perfidnej (choć podręcznikowej) metody ataku (przypisujemy rozmówcy niestworzone rzeczy i pytamy, dlaczego je robi; niech się robaczek tłumaczy - zawsze jakaś część błota na nim zostanie). Na tej samej zasadzie mógłbym Pana zapytać, "dlaczego zdradza Pan żonę?". Czy Pan sam poznał tę metodę, czy gdzieś Pana w niej wyszkolili? Proszę nie obrażać naszych reklamodawców, my nie bierzemy pieniędzy od miejscowych Sorosów, ani też nie finansują nas organizacje, co między innymi pozwala nam zachować ten stopień wolności słowa, z którego Pan mógł skorzystać. Dziękuję za nieśmiecenie. Andrzej Kumor

 Szanowna Redakcjo,
 Myślę, że temat wiz, a właściwie zniesienia wiz dla Polaków przyjeżdżających z Polski do Kanady długo będzie gościł na łamach naszej polonijnej prasy, a kto wie, może zabiorą głos na ten temat krajowe (polskie) media. Nigdy czegoś takiego wcześnie nie spodziewałem się, ale do rzeczy.
 Zamiast spokojnej, rzeczowej rozmowy kwalifikacyjnej przed przyznaniem wizy w Ambasadzie Kanadyjskiej w Warszawie, teraz nasi rodacy doznają czegoś bardziej stresującego, czasami upokarzającego, już po przybyciu na ziemię kanadyjską.
 Rozmowa kwalifikacyjna została bowiem przeniesiona z ambasady na lotnisko. Stres towarzyszy obu stronom, tym co chcą powitać swoich gości z Polski, jak i samym gościom. Stawka idzie o wielką rzecz, prawie o być albo nie być, o pozostać albo wrócić, a może załapią się za kaucją. Próbki takich opowieści mieliśmy już okazję czytać w "Gońcu", a przecież to dopiero początek sezonu turystycznego.
 W oparciu o informację zamieszczoną w gazecie "Życie" nr 17 (187) chciałbym ostrzec wszystkich oczekujących na gości z Polski. Otóż kanadyjskie służby imigracyjne, które przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne na lotnisku z gośćmi z Polski, mogą i mają prawo cofnąć do kraju (deportować) lub żądać kaucji (zazwyczaj kilku tysięcy dolarów). Zaraz, zaraz, to jak to właściwie jest z tym rzekomym zniesieniem wiz? Po co ta cała farsa z uroczystym komunikatem pani minister imigracji Diane Finley w naszym ośrodku kulturalnym. Czy my, Polacy, zdajemy sobie dokładnie sprawę, co właściwie osiągnęliśmy?
 Jeżeli ktokolwiek był na lotnisku w tych dniach, kiedy przyleciał samolot z Polski, na pewno mógł widzieć zamiast radosnych i uśmiechniętych twarzy coś trochę odmiennego, wielu zmęczonych długim oczekiwaniem ludzi z niepokojem wyglądających swoich gości. Przesłuchania, przepraszam rozmowy, trwają zwykle dosyć długo przy udziale czasami niezbyt dobranych tłumaczy.
 Czy ktoś sobie wyobraża, że tak samo potraktuje się przybysza z Europy Zachodniej, Niemca, Anglika czy Francuza, natychmiast odpowiadam, oczywiście, że nie. Miałem niedawno gościa z Niemiec, zapytano go tylko, do kogo przyjeżdża i na jak długo, a następnie życzono mu przyjemnego pobytu.
 Wiemy już, o co chodzi, znowu zaliczono nas do innej kategorii obywateli Unii Europejskiej. Przed tym ważnym wydarzeniem obawiałem się właśnie jednego, że wraz z najzwyczajniejszymi naszymi krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi, do Kanady mogą przyjechać typy spod ciemnej gwiazdy, czyli gangsterzy, złodzieje i różne bandziory. I co się okazuje, moje podejrzenia się spełniają.
 W jednym z ostatnich numerów "Gońca" tytuł jednego artykułu na frontowej stronie wyraźnie ostrzega "Uwaga na bandziorów z Polski". Oni będą dokładnie wiedzieli, co mówić i co robić, aby nikt z nich nie płacił kaucji i aby nikt z nich nie był deportowany.
 Ktoś stara się nam, Polakom, wpajać, że uzyskaliśmy wielki sukces, nawet znaleziono "ojca" tego sukcesu. Rzekomo od dłuższego czasu na forum parlamentu federalnego członek tegoż parlamentu, pan Borys Wrzesnewskyj, składa uparcie petycje od 2005 roku, w sumie około 10 petycji, w sprawie zniesienia wiz turystycznych dla Polaków.
 No cóż, gdybym był członkiem parlamentu, robiłbym to może nie co miesiąc, ale na pewno co kwartał i tym sposobem pobiłbym liczbę petycji pana Borysa. A tak naprawdę co ma do roboty pan poseł, przecież to jego normalna praca za bardzo dobre wynagrodzenie. On powinien coś robić dla swoich wyborców, bo na przyszłe wybory może być skreślony z listy posłów. Komu ten pan powinien dziękować i dla kogo powinien pracować, oczywiście dla swoich wyborców. A kto na tego pana głosował, wiadomo, Polacy i Ukraińcy.
 Składanie petycji przez tego pana w takiej czy innej sprawie to tak jak dla mnie wykonywać moją codzienną pracę. Nie rozumiem, dlaczego ten pan ma od razu otrzymać Order "Polonia Restituta". Wniosek w tej sprawie został wysłany przez panią Jolantę Cabaj, wydawcę i redaktora naczelnego gazety "Nowy Kurier" do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. (...)
 Śmiem twierdzić, że rząd kanadyjski postanowił decyzję zniesienia wiz dla Polaków wprowadzić w życie po śmierci naszego rodaka Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouverze, aby załagodzić wzburzenie kanadyjskiej Polonii. Przypomnę, kiedy został zamordowany Robert Dziekański - 14 października 2007 roku. Proszę zobaczyć, jak wiele rzeczy ruszyło do przodu od tej daty. Oprócz "zniesienia wiz" została podpisana umowa w zakresie świadczeń socjalnych, a szczególnie w uznaniu świadczeń emerytalnych. Myślę, że gdyby nie to smutne wydarzenie, pan poseł Borys Wrzesnewskyj chyba dalej składałby petycje.
 Swoją drogą, proponuję, aby zniesienie wiz zastąpić nową terminologią - przyznawanie wiz na pobyt w Kanadzie na lotnisku po przyjeździe do Kanady.
 Zasyłam gorące pozdrowienia dla całego zespołu redakcyjnego "Gońca"
Andrzej D.
Mississauga

 Od redakcji: Dziękujemy za list, zapraszamy Czytelników do zgłaszania nam podobnych przypadków.

 "Goniec" Tygodnik Prasowy 
 Mississauga.
 Szanowny Panie Redaktorze,
 W jednym z niedawnych ogłoszeń magazynu "Życie" ukazała się dość atrakcyjnie zredagowana reklama odnośnie do zakupu "jetBook czytasz za darmo" w nowo otwartym właśnie ośrodku w Mississaudze firmy Ectaco w N.Y.
 Zachęcony dobrze przygotowaną reklamą i korzyściami płynącymi z posiadania takiego urządzenia, zakupiłem jetBooka, mając na względzie korzyści płynące z zapewnień  zastosowania tegoż urządzenia w życiu codziennym.
 W ośrodku poinformowano mnie, jak to łatwo jest ściągnąć z Internetu każdą książkę, podając szereg "websidów", muzykę czy obrazy. 
 Zastanowiło mnie wprawdzie, że w sklepie działa personel nie w pełni mówiący po polsku, a słownik jest ponadto na pierwszym miejscu zaopatrzony w "bukwy" i znaczna pojemność urządzenia jest również wypełniona słownictwem rosyjskim jako pierwszym...
 JetBook na początek miał być wypełniony zawartością około 100 książek polskich i promocyjnie podano adresy internetowe dla wykorzystania w ten sposób każdej książki i  innej publikacji zamieszczonej w Internecie bezpłatnie. 
 Moje zdziwienie nastąpiło po zakupie jetBooka i sprawdzeniu praktycznie jego operatywności. A tu szereg niespodzianek, o których chciałem przestrzec zachęconych na pierwszy rzut oka nabywców "wspaniałego" wynalazku.
 Otóż w pierwszym rzędzie okazało się, że jetBook, informując o już zainstalowanych książkach, zamieścił balast lektur szkolnych dla młodzieży; opisanych przez znanych autorów: Sienkiewicza, Mickiewicza, Reymonta, Kraszewskiego, bajki Andersena etc., uzupełniając ponadto tłumaczeniami Koranu, Biblii, Eurokonstytucji, Konstytucji USA, modlitewnik, sentencje łacińskie  oraz przysłowia polskie. Publikacji nazwanych książkami, nie zawsze potrzebnych w życiu codziennym. Tym samym jetBook ma zastosowanie dla młodzieży szkół podstawowych i średnich. Inne aplikacje muszą być ściągane z Internetu za odrębną opłatą, o czym instrukcja nie wspomina.
 Do wad jetBooka należy ograniczone ogólnymi przepisami umieszczanie popularnych książek i publikacji, których nie można ściągnąć z Internetu i w przypadku ściągnięcia, należy płacić za nie - nieraz słono. 
 Wyświetlane obrazki są czarno-białe. Podkład muzyczny wymagający także zainstalowania z sieci ograniczony także do praw autorskich.
 Skanowanie książek, jak próbowała nam zilustrować sprzedawczyni, wymaga specjalnego i bardzo drogiego sprzętu, co znacznie przekracza zakup jetBooka. To samo dotyczy literatury książek angielskich.
 Instrukcja dołączona do sprzedaży jetBooka jest również zamieszczona w 3 językach, mało przydatna i niewyczerpująca tematu.
 Wadą jest także oznaczenie, że bateria wewnętrzna może być wymieniana jedynie przez producenta, co może stanowić o kosztach użytkowania urządzenia. Żadnych danych o częstotliwości wymiany baterii nie wspomniano.
 JetBook jest przeładowany zawartością słownictwa rosyjskiego i dość trudny w obsłudze zarówno dla polskiego, jak i angielskiego słownictwa. Często włączając ustawienia zamiast polskiego lub angielskiego pojawia się rosyjski, stąd wniosek, że urządzenie w pierwszym rzędzie jest przeznaczone dla użytkowników języka rosyjskiego...
 Bardzo niekorzystne jest, że zakupiony sprzęt nie podlega wymianie czy zwrotowi. Jest więc ryzykowne zakupowanie takiego przedmiotu, który można jedynie obejrzeć na miejscu, a w przypadku nieakceptowania można jedynie wyrzucić jako niepotrzebny gadżet.
 Przestrzegam przy tym kupujących o praktycznych walorach zachęcającej reklamy, aby kupując, nie narazili się na zbędny wydatek. 
 Przyznam, że z niesmakiem pozbywam się urządzenia, którego przydatność oceniam negatywnie.
Hubert W. Abramowicz

 Od redakcji: Dziękujemy za opinię.
 

 Czekam na dobry felieton 
 pana Kumora
 Ostatnie pana felietony są nijakie. Przypomina mi się mój przyjaciel, który był księdzem i nie żył zgodnie z tym, co głosił na ambonie swoim owieczkom. Był to porządny człowiek ze słabościami. Bardzo z tego powodu cierpiał. A przygotowanie kazań było dla niego nie lada wysiłkiem. Poradziłem mu: żyj zgodnie z tym, co głosisz z ambony, albo zajmij się czym innym. Ludzie zawsze wyczują fałsz, nawet jak  ubierzesz to w piękne i dobrze przemyślane słowa. Z tego co wiem, to jest dalej księdzem i żyje z tym, co głosi swoim owieczkom. A kazania już nie pisze, a mówi z głowy, tj. z serca.
Konrad

 Od redakcji: Szanowny Panie, Pan mnie myli z kimś innym, a na dodatek nie czyta moich tekstów. Poza tym wybaczy Pan, ale żądanie od felietonisty, by nie miał słabości, zakrawa na dowcip. Toż właśnie dlatego, że znam swoje słabości, mogę pisać tak, jak piszę. 
 

 ***
 Dotyczy felietonu A. Kumora "Dyskretny czas (dobrej) propagandy"
 Czy Polacy mają zostawić przestrzeń społeczną macherom z TVN i "Gazety Wyborczej"?
 Jeśli mam do wyboru Rokitę i Bielana albo Kutza, Michnika i Olejnik, to - sorry, ale wydaje mi się to oczywiste - wolę tych pierwszych. 
 Jeśli mam do wyboru komunizm stalinowski czy komunizm gulaszowy Węgier 1960-1990, to wolę zdecydowanie to drugie.
 Nie stawia pan ważnego pytania, które polega na tym, co zrobić, jeśli 
nic nie da się zrobić? (nic sensownego, zmieniającego zastany syfilis). Np. czy głosować na Berlusconiego, czy pozwolić komunistom chadeckim dalej degenerować kraj?
 Jedno z głównych pytań człowieka politykującego brzmi: jak prowadzić politykę w warunkach takich, jakie są, a nie wymarzonych (wishfull thinking). Jeśli Gowiny i Marcinkiewicze wraz z prawicą mają pokonać Tusku i WSI w następnych wyborach, to bardzo dobrze.
 Chyba że mamy zamiar wiecznie, przez całe życie utyskiwać.
 Dziękuję za ciekawy felieton i pozdrawiam 
(pwk)

 Od redakcji: Oczywiście, że trzeba szukać kompromisu i mniejszego zła, ale też pisać o tym, jak być powinno.
 
 
 

GONIEC NR 17/2008 (225) (25 kwietnia - 1 maja2008)

 Miałeś chamie złoty róg... 
  Nareszcie! Nareszcie oficjalnie dowiedzieliśmy się, że prowadzony przez kilka lat proces pomiędzy Komitetem Obrony Credit Union a założonym przy Credit Union Trustem jest nareszcie zakończony. Dowiedzieliśmy się o tym z wywiadu przeprowadzonego z prezesem Rady Dyrektorów Credit Union, panem Karolem Fujarczukiem, przez redaktora "Gońca", pana Andrzeja Kumora. Informacja podana po angielsku, krótka, lakoniczna, niczego bliżej nie wyjaśniająca, gdyż jak powiedział pan Fujarczuk, wszystkie inne informacje są utajnione. No i nie możemy mieć pretensji, musimy przyjąć decyzję sądu.
 Ale... Wydaje mi się, że należy nam się jednak kilka informacji, na które zasłużyliśmy długoletnią cierpliwością, i to ze strony walczącego niegdyś o nasze dobro Komitetu. 
 Jak wiemy, Trust został powołany w okresie tworzenia Pol-Can Banku w Warszawie jako suma uzupełniająca do wymaganej od Credit Union przez polskie prawo bankowe wysokości wpłaty przy tworzeniu nowego obiektu bankowego.
 Wskutek powstałych pomiędzy wydawcą "Gazety" a Credit Union niesnasek, doszło do donosów do kanadyjskiego Ministerstwa Finansów, w wyniku czego dostaliśmy nakaz sprzedaży dobrze już prosperującego Pol-Can Banku i przywiezienia zainwestowanych pieniędzy z powrotem do Kanady.
 Pol-Can Bank sprzedano z dużą nadwyżką finansową i kuratorzy Trustu, a także dyrektorzy Rady Credit Union postanowili tę nadwyżkę, a także część niegdyś wpłaconych przez Trust pieniędzy zachować nienaruszone, pod kontrolą wybranych kuratorów, aby bodajże z procentów udzielać wsparcia finansowego różnym wielkim polonijnym przedsięwzięciom. W międzyczasie Trust stał się właścicielem byłej posiadłości Związku Polaków w Kanadzie - budynku przy Bloor St. w Toronto.
 Pamiętam, że rozbudowujące się Copernicus Lodge otrzymało  100.000 dol., podobną sumę otrzymał wielki projekt budowy polonijnego Centrum w Brampton, pomoc miała otrzymać także hamiltońska niedochodowa korporacja Maria Curie-Sklodowska Seniors Lodge. Ta ostatnia, niestety, nie doczekała się wsparcia, gdyż Trust został powołany do sądu i wszelkie jego przedsięwzięcia zostały wstrzymane.
Stroną skarżącą był wspomniany wyżej Komitet Obrony Credit Union, który wdał się w "szlachetną" walkę o rozwiązanie Trustu i przekazanie uwięzionych tam milionów członkom Credit Union, czyli prawowitym beneficjentom.
 Kuratorzy Trustu stali na pozycji nienaruszalności funduszy z wyżej wyjaśnionych powodów.
 Szła ostra walka na łamach "Gazety" i powołanego później przez Trust "Dziennika". Kuratorzy Trustu: KKK (Król, Kremblewska, Kulis), wielokrotnie obrzucani nieprzyjemnymi inwektywami (złodzieje, uzurpatorzy, cwaniacy), musieli poddać się procesowi śledczo-dowodowemu, a my czekaliśmy cierpliwie na wynik tych badań. Czasami dochodziły nas informacje, ale jakieś takie nijakie, lakoniczne, jak ta, którą podał pan Fujarczuk.
 Tymczasem od jakiegoś czasu "po Polonii chodzą" wieści, że Trust już jest rozwiązany, że już grosza nie ma z dawnych milionów, że wszystko wzięli adwokaci, że tylko Związek Polaków dostał 120.000 dol. w rekompensacie za szkodliwie dla tej organizacji podpisaną umowę przejęcia budynku na Bloor St., że tenże budynek został wyrokiem sądu sprzedany, że to, tamto i owamto... Co ciekawe, chodzą również słuchy, że niektórzy członkowie Komitetu Obrony otrzymali pół miliona dolarów rekompensaty (za co?). 
 A więc dla beneficjentów z Credit Union nie zostało NIC? No więc jak to ten Komitet walczył, że nic nie wywalczył? A może jestem w błędzie? Czy Szanowny Komitet mógłby nam objaśnić, czy coś i ile wywalczył dla członków Credit Union? A jeżeli zostało tylko wspomnienie naszej niegdysiejszej zasobności, to w takim razie po co walczył? Gdyby nie walczył, mielibyśmy Trust i finansowe wspomaganie, budynek na Bloor zostałby przynajmniej w polskich rękach. Jedynymi poszkodowanymi byliby adwokaci.
 Analizując tę polonijną klęskę, przekonaliśmy się chyba na własnej skórze, jak łatwo jest pozbyć się społecznego dorobku, dając się ponieść głupiej zawiści, pazerności i sobkostwu. Dlaczego twórcy wielkiego polonijnego konfliktu, o którym dowiedział się cały świat, nie potrafili pomyśleć "zdroworozsądkowo", że wszczynając sprawy sądowe, zagonią nas donikąd?
 Przecież już wygrana przez KPK sprawa przeciwko "Gazecie", gdzie za obelgi i inwektywy panu Bełzowi przysądzono opłaty sądowe i rekompensatę dla pokrzywdzonych, ponoć nie dała żadnego konkretnego finansowego rezultatu, bo pan Bełz niczego do dziś nie zapłacił!  A więc, czy opłacało się procesować? Czy dzisiaj może jednak potrafimy z tych faktów wyciągnąć odpowiednie wnioski? 
 Okazuje się,  że chyba nic z tego!!! Zgrozę wzbudziła we mnie "hiobowa" wieść o tym, że z Fundacji im. Władysława Reymonta również są założone sprawy sądowe! TRZY! Trzy sprawy sądowe za jakieś tam obrazy. Czy to jakaś "sądowa" choroba jątrzy nasze polonijne społeczeństwo?
 Przecież opłata adwokatów w trzech sprawach zaprowadzi Fundację do bankructwa! Co na to kuratorzy Fundacji?
 Ludzie, opamiętajcie się! Z ilu to stypendiów mogłaby skorzystać nasza polska młodzież? Pan Glista, pan Dobranowski, pan Dulęba i pani Ungar z pewnością przewracają się w grobie! Wygląda na to, że chociaż jesteśmy pokoleniem korzystającym z bezcennych zdobyczy naszej epoki, a więc wydawałoby się bardziej operatywnym i doświadczonym, do pięt nie dorastamy naszym Ojcom Założycielom jakże wspaniałych przedsięwzięć.
 Kończąc, nie mogę oprzeć się pokusie przypomnienia słów księdza Robaka z "Pana Tadeusza", kiedy to przywracając do porządku zwaśnioną szlachtę, powiedział w końcu: Głupi! Oj głupi!... 
Zofia Kata - Hamilton

 Od redakcji: Szanowna Pani, procesowanie opłaca się jedynie adwokatom. Zamiast się procesować, fundujmy stypendia dla polskich studentów prawa!
 

 Polski bank w polskich Tatrach
 Szanowny panie Andrzeju,
 Chciałabym panu przede wszystkim podziękować za poruszenie na łamach "Gońca" sprawy zamknięcia oddziału Credit Union znajdującego się w polskim budynku Tatry przy 3015 Parkerhill Road.
 Sprawa ta zbulwersowała wielu członków naszego banku, czego dowodem jest składanie w ramach protestu przeciwko tej decyzji podpisów na listach. Przykre jest to, że przedstawiciele naszego banku nie dali możliwości wypowiedzenia się członkom na ten temat przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ponadto w oddziale tym nie wywieszono żadnej informacji na ten temat. Zwracam się zatem do całego zarządu naszego banku poprzez "Gońca", aby ponownie zastanowili się, czy decyzja ta jest słuszna. Jeśli chodzi o wypowiedź pana Karola Fujarczuka, to pragnę zwrócić uwagę, iż problem parkingu rzeczywiście istniał, ale było to kilka lat temu i o dziwo nikt się wtedy tym nie zainteresował. Teraz klienci banku mają do dyspozycji parking znajdujący się po drugiej stronie ulicy Parkerhill Road i myślę, że jest on wykorzystywany jedynie w godzinach szczytu. Poza tym, gdyby przyjrzeć się  problemom z parkowaniem przy innych bankach, są one o wiele większe niż tutaj. Dziwny wydaje się też fakt, iż z jednej strony podaje się, iż decyzja o przeniesieniu banku została już podjęta, jednocześnie ukrywając miejsce nowej lokalizacji. Jeśli decyzję swą zarząd uważa za słuszną i podjętą dla dobra członków, to jaki jest sens ukrywania tego?A może po prostu istnieje obawa, iż po ogłoszeniu tej informacji publicznie wywoła większy sprzeciw członków - a przede wszystkim tych, którzy nie wiedzą dotąd o tym - tym bardziej jest to niewygodne przed zbliżającym się Walnym Zgromadzeniem. Jeśli nowym miejscem lokalizacji jest pomieszczenie po TD przy Confederation i Central Pkwy., to obawy te są w pełni uzasadnione. Dlaczego? Ponieważ jest to miejsce, gdzie nie ma żadnego polskiego biznesu, a poza tym nowa lokalizacja skraca odległość do banku znajdującego się na plazie Wisła. Gdzie w tym jest sens? Czy ktoś, mając do wyboru załatwienie spraw w jednym miejscu, tj. zakupów i spraw w banku, uda się w miejsce, gdzie jest tylko bank? Jaki jest sens skupiania polskich banków bliżej siebie, bo na pewno nie jest to ułatwieniem dla Polonii. A jeśli chodzi o oddział mieszczący się w budynku Tatry, to za pozostawieniem go przemawia wiele:
 1. Znajduje się on w polskim budynku, w którym mieszka ponad 200 rodzin, z czego 80 proc. stanowią Polacy;
 2. Wszystkie unity budynku zajmowane są przez polskie biznesy;
 3. Po drugiej stronie ulicy Parkerhill Road 50 proc. unitów zajmują polskie biznesy;
 4. Na obszarze tym, zmierzając w przeciwnym kierunku niż miejsce nowej lokalizacji, dużą część stanowią Polacy oraz polskie biznesy, np. plaza Sheppard, Karpaty oraz zakłady usługowe - jaki jest sens oddalania się od Polonii?
 5. Bank ten prosperuje bardzo dobrze i to najlepiej świadczy o jego dobrej lokalizacji;
 6. Ponadto warto zwrócić uwagę, że jest to bardzo duże udogodnienie dla osób starszych, schorowanych, które nie poruszają się samochodami. 
 Czy warto niszczyć to wszystko, co jest efektem długoletniej pracy? Szanowny panie Karolu Fujarczuk, bardzo cieszę się, że powstanie nowa plaza przy Dundas i 403 ułatwiająca codzienne życie Polonii, jednak jest ona oddalona o 8 km od budynku Tatr - Costco mieści się również przy Mavis - dlatego bardzo proszę o wzięcie pod uwagę również interesów Polonii mieszkającej w naszej okolicy oraz polskich biznesów. Wybrany został pan przez członków, aby pilnować dobra ich, i myślę, że ich Pan nie zawiedzie.
 Nie chciałabym też, aby fakt, iż jest Pan właścicielem plazy przy Dundas i 403 oraz krążące na ten temat spekulacje, iż jest to powodem przeniesienia oddziału w Tatrach, potwierdziły się w przyszłości. Życzę powodzenia i sukcesów, z poszanowaniem 
Grażyna Junikiewicz

 Od redakcji: Szanowna Pani, zamieszczane dzisiaj komunikaty Credit Union wyjaśniają Pani wątpliwości. Z tego co nam wiadomo, p. Fujarczuk ma nieruchomości w różnych punktach miasta, ponadto przewodniczący Rady Dyrektorów nie podejmuje chyba strategicznych decyzji w pojedynkę...

 TELEGRAM, PILNE.
 Drogi Chrześcijaninie. Stop. Mam bolesną i przykrą wiadomość. Stop. Premier Ontario Dalton McGuinty planuje usunąć modlitwę "Ojcze nasz" z tradycji jej odmawiania na początek obrad naszego Parlamentu. Stop. Zatruwany nieustannie stan zdrowia naszej wiary - słabnie. Stop. Pomyśl, co możemy i musimy wszyscy wspólnie zrobić, aby ten proces zatrzymać. Stop. Odpisz na adres gazety, którą czytasz. Stop. Zabierają nam Boga, oddajemy swój Honor, nie będziemy godni Ojczyzny. Stop. Tej tutaj i tej w Niebie. Stop. O rokowaniach choroby napiszę więcej, gdy tylko się odezwiesz. Stop. Nie trać nadziei na uzdrowienie. Stop.
Roman Dorna 

 Od redakcji: Szanowny Panie, może lepiej napisać wprost do premiera? Pisanie do nas to tak trochę "na Berdyczów".

 Szanowni Państwo,
 Chciałbym w kilku zdaniach odnieść się do ostatniego listu na łamach "Gońca", gdzie osobą podpisującą się jest niejaki "Konrad". Po przeczytaniu jego bzdurnych myśli sądzę, że zapomniał ten osobnik przed podpisem dodać "oficer IV Departamentu Konrad".
 Dziwię się bardzo, że jeszcze tu, w Kanadzie, po tylu latach, gdzie praktycznie nie ma emigracji zarobkowej, która miała miejsce 20 i więcej lat temu, odzywają się tak wyprane mózgi przez maszynę systemu komunistycznego. Z mojej praktyki wynika, że dzisiaj nawet moje i innych najbliższe rodziny w Polsce mają taką samą wiedzę jak ten "Konrad", ale ja rozumiem ich, bo w Polsce od 1945 roku praktycznie do dzisiaj cały czas pracuje, a ostatnio na wysokich obrotach, pralnia mózgów przez, jak oni tam mówią, niby polskie, demokratyczne media. Ludzie w Kraju nie chcą słyszeć, że jest kilka prawdziwie polskich niezależnych mediów, którym zależy na dobru Polski, jakim jest między innymi Radio Maryja, TV Trwam, "Nasz Dziennik". Przez głupotę Polacy mają to, co chcieli. Zachłysnęli się dobrem Unii Europejskiej, wyjazdami za pracą po Europie, ale nie pamiętają, kto jest temu winien. To stara komuna i sprzedawczyki Solidarności, jak: Wałęsa, Mazowiecki, Gieremek, Kuroń, Michnik, wyczyścili całą Polskę z jej majątku narodowego, gdzie pozostały puste hale fabryczne i nieuprawiane pola porośnięte chwastami po byłych PGR-ach. 
 Pytam się tych złodziei, gdzie są pieniądze, gdzie są wybudowane drogi, gdzie poprawa bytu Polaków za ten sprywatyzowany majątek narodowy. Dzisiaj to trwa nadal i idzie zgodnie z ich planem. My tu, Polacy żyjący od dłuższego czasu na emigracji, obserwujemy dwie strony medalu, jedna to ich TVN-24, druga  Telewizja Trwam. Najważniejsze, że nasze mózgi w większości po tylu latach potrafiły się zregenerować i patrzeć na rzeczywistość polską inaczej. 
 Ale jak widać, są między nami takie sługusy służb specjalnych, którym solą w oku jest Radio Maryja i ojciec Tadeusz Rydzyk. Moją krótką radą dla tych panów jest, niech spakują manatki i jadą do brata Putina, specjalisty z bratnich służb, bo tu, w Kanadzie, niech nie zanieczyszczają powietrza swą głupawą osobowością.
 Pozdrawiam - Franciszek

 Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan raczej eliminuje głupawe poglądy niż "głupawe osobowości". Eliminowanie ludzi za poglądy do niczego dobrego nie prowadzi. Poza tym zgadza się.

 Droga Redakcjo "Gońca"
 Piszę do Państwa, będąc oburzona na część artykułu z "Gońca" 29.02-6.03.2008, napisanego przez Krystynę Starczak-Kozłowską "Kanada pachnąca javexem".
 Oburza mnie część dotycząca "Moniki" - czyli mnie pod zmienionym imieniem. Dziwi mnie fakt, iż pani Krystyna - osoba, u której mieszkałam prawie rok, płacąc niemało za pokój, która była w moim domu w trakcie jej pobytu w Polsce, a w domu moich rodziców obdarowano ją potężnym obrazem ze słowami "dziękujemy", wykazała się taką zjadliwością, ulała żółci, nie ukazując prawdy i pod znakiem zapytania dla mnie postawiła etykę dziennikarską.
 Sam tytuł artykułu w "Gońcu" dał mi wiele do myślenia, ponieważ jest odbiciem tytułu lubelskiego artykułu o mnie pt. "Kanada pachnąca farbami", który w dobrej wierze sama przesłałam pani K. Jednak prawdą jest, że cieszyć się czyimś, nawet drobnym sukcesem nie umiemy, za to chętnie dokopiemy, żeby ktoś się za dobrze nie poczuł.
 Szkoda, że nie padły w "historyjce Moniki" cytaty pokazujące więcej prawdy, ponieważ nie ma w lubelskim tekście mitu łatwej Kanady, a mowa jest o ciężkiej sytuacji, w której znalazła się samotna matka na drugim końcu świata i o trudnej miłości do tego kraju.
 Oczywiście, że dla dzieci i siebie poszłam pracować w serwisie sprzątającym, ale udało mi się wykonać kawał dobrej roboty artystycznej w domach nie tylko średnio zamożnych Kanadyjczyków. To nie ze sprzątania spłaciłam w Polsce kredyt za mieszkanie w ciągu roku. Potężne portfolio też nie powstało z powietrza. A może po powrocie i sytuacjach depresyjnych prowadzących do utraty trzech czwartych włosów, kobieta nie ma ochoty krzyczeć na pół miasta, że myła brudne sedesy i ręce miała urobione po łokcie?
 Wiedzą o mnie prawdę moi wszyscy znajomi i nikt nie wykorzystał tego tak podle. Udzielając wywiadu w gazecie, jako osoba w miarę publiczna (pracowałam w TV/o. Lublin, prowadziłam tam oprócz realizacji światła program dla dzieci, przeprowadzałam dla "Kuriera Lubelskiego" wywiady z muzykami, pracowałam w gimnazjum i liceum z międzynarodową maturą IB) - mam prawo decydować, o czym chcę powiedzieć. Może potrzebuję pamiętać o rzeczach dobrych, które mnie odmieniły, a nie mieć w sobie złych wspomnień o ludziach z cwaniactwem na twarzy? Przesyłam artykuł z lubelskiej gazety, aby mogli Państwo przeczytać, czy, jak pisze pani K. Starczak-Kozłowska - przedstawiłam swoją rzeczywistość "wyłącznie jako zrealizowanie marzeń o malarstwie ściennym". To niemoralne. Dlaczego pani Krystyna nie napisała o swoich doświadczeniach z szorowania kuchni u Żydówki? Gdzie się podziała prawda i mit Kanady... sprzątająca dziennikarka?
 Każdy ma prawo zapomnieć o tym, co nie pozwala budować nowego. Pracuję częściowo w szkolnictwie, realizuję prywatnie poważne projekty unijne, mojego autorstwa jest wiele domów w Lublinie i duża część 4-piętrowej hali sportowej Uniwersytetu Przyrodniczego. Sprzątania się nie wstydzę, ale nie muszę na życzenie jednej pani obwieszczać światu o tym, kiedy nie muszę. Artykuł lubelski dotyczy danego wycinka mojego pobytu w Kanadzie i nie rozumiem chęci upokorzenia mnie przez osobę szczycącą się wysokim kunsztem pisarskim. On zobowiązuje.
 A ja do Kanady wracam na wakacje. Mam tam ludzi, którzy zasługują na dobrą pamięć, i są miejsca, które pokochałam i żadna praca w serwisie i tupanie obcasem - przyznaj się, sprzątaczko - nie zburzą dobrych wspomnień. Co więcej - znalazło się wydawnictwo, które wydało moją książkę z impresjami o miejscach i ludziach. Książkę również przesyłam, jestem dumna, iż zachowałam mimo koszmaru spojrzenie na barwę i światło.
 Pani Starczak-Kozłowska powinna mnie przeprosić za stawianie w złym świetle dla własnych potrzeb, rozmowa między nami na temat opisany odbyła się ponad rok temu dla innej gazety, w tym artykule nie zgadzam się z wieloma wypowiedziami, nie było żadnej autoryzacji ani poinformowania mnie, iż bardzo dawna rozmowa zostaje wykorzystana.
 Artykuł jest dla mnie i mojej rodziny uprawianiem prywaty, a za tym idzie naruszeniem etyki. Ktoś się tu chyba zapędził. Co Panią tak boli, Pani Krystyno? 
 Możecie Państwo nie zająć stanowiska, możecie bronić swojego pracownika, możecie również uważnie wszystko przeczytać, nie wiem, jak postąpicie. Chcę, aby Państwo wiedzieli, że nasze zaskoczenie, zdziwienie i oburzenie skierowane jest nie do całej gazety, a do jednego, konkretnego dziennikarza dla Was piszącego.
 Przykro mi, moim córkom Tinie i Sandrze Bauer oraz moim rodzicom Annie i Antoniemu Kozłowskim (zbieżność nazwisk jest przypadkiem, na szczęście nie jesteśmy rodziną). Nie mniejsze zdziwienie okazali znajomi z Toronto i Mississaugi, od których najpierw otrzymałam sygnały o artykule, aż w końcu przesłano mi go z komentarzami.
Katarzyna Bauer - Lublin

 Od redakcji: Szanowna Pani, artykuł przeczytaliśmy jeszcze raz. Losów osoby, z którą się pani identyfikuje, dotyczy jedynie mały fragment. Sprzątanie to żadna ujma. Sam byłem kiedyś dochodzącym dozorcą. Pani argumenty przedyskutujemy. Andrzej Kumor

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Chciałbym przedstawić czytelnikom kilka naszych refleksji odnośnie do niedzielnej manifestacji pod pomnikiem Katyńskim. Wydaje się nam, że część czytelników zgodzi się z naszymi spostrzeżeniami. Pogoda była wspaniała, natomiast niestety, powiedzmy sobie smutną prawdę, nie dopisało polonijne społeczeństwo! Owszem, było kilku jak zawsze "z urzędu" reprezentantów polonijnych organizacji, orkiestra, przedstawiciel Konsulatu RP, niezawodny Gerard Kennedy, garstka harcerzy i kilkadziesiąt oddanych i wzruszonych tą smutną rocznicą osób. To powinna być masowa demonstracja, liczącej przecież ponad 200 000 ludzi polonijnej społeczności. Gdzie byli ci ludzie? Zapewne korzystając z pogody, wybrali się na piknik lub zakupy. Po co wprowadzać się w smutny nastrój jakąś tak już w czasie odległą historią! Trzeba przecież mieć pozytywne nastawienie do życia, po co stres, przecież to niezdrowe! 
 I co tu się dziwić, gdy na tak wielkiej rocznicy unicestwienia przez bestialski sowiecki reżim ponad 20 000 najlepszych synów Ojczyzny, gdy na tych obchodach zabrakło nawet kapłana z odległego tylko 10 minut piechotą kościoła św. Kazimierza! Kapłan prowadzący Mszę św. wolał zareklamować paczki, kawę i bigos w basemencie, niż zachęcić wiernych do udania się pod pomnik Katyński! W kościelnym biuletynie jest tylko miniaturowa wzmianka o intencji, a według nas, ten biuletyn w taką rocznicę powinien być TYLKO i WYŁĄCZNIE o Katyniu! Pełno tam jest wzmianek o zabawach i innych rozrywkach! Po prostu wstyd i hańba! Gdzie się podziali rycerze Kolumba, którzy przy innych drobniejszych wydarzeniach tak dumnie paradują z obnażonymi pałaszami? Pamiętam takie zdarzenie z prasy, jak to izraelscy żołnierze przez rok poszukiwali wszędzie JEDNEGO swojego żołnierza porwanego przez palestyńskich partyzantów, a w Katyniu zginęło przecież ponad 20 tys. Polaków. Czy pamięć o NICH ma zupełnie wyblaknąć? Pamiętajmy jednak, że naród, który nie zna swojej historii, prędzej czy później zaginie! Ktoś kiedyś ze słuszną emfazą powiedział: "Jeżeli my zapomnimy o nich, to niech Bóg o nas zapomni". Oby tak się nie stało. Credo!
Andrzej Legienis, Danuta Rogulska-Legienis, Danuta Cylke, Jan Cylke, Mariusz Łyczak, Sławomir Rosiński

 Od redakcji: Szanowni Państwo, w tym roku było więcej ludzi niż w latach poprzednich - zatem w górę serca! Uczestników przybywa, choć weteranów ubywa. Zamiast strofować, zachęcajmy!

 Szanowny Panie redaktorze! 
 W numerze 14 "Gońca" ukazał się Pański artykuł pod tytułem "Zaskakujące =To i Owo?". W artykule tym, oprócz wielu miłych i ciepłych słów pod adresem prowadzonego już 11 lat kabaretu "To i Owo", w Pańskiej ocenie wypadłem cytuję "nieco słabiej". Mógłbym znaleźć kilka, jeśli nie więcej powodów do wyjaśnienia, dlaczego tak się stało, ale i tak to by nic nie dało, bo jaki mój występ był, każdy widział i... tyle. Nie będę zatem z Panem polemizował, ponieważ Pański artykuł był przedmiotem dyskusji w kabarecie przed kolejnym naszym występem w Guelph. Pragnę  poinformować, że wszelkie (no, prawie wszelkie) mankamenty dotyczące mojego udziału w programie zostały usunięte, co od razu odbiło się na poziomie programu kabaretu "To i Owo". 
 Dziękując za rzeczową, rzetelną i pozbawioną złośliwości krytykę, chciałbym tylko dodać, że każdy ma prawo do chwili słabości, co osobiście  dla mnie nie jest żadną pociechą. Kabaret "To i Owo" szuka dalej nowych dróg do wypracowania programu, który by rozśmieszał i wprawiał w nostalgię i zadumę. Ale to też nie jest tak prostą rzeczą. 
 Korzystając z okazji, chciałbym poinformować za Pańskim pośrednictwem Czytelników "Gońca", jak i sympatyków kabaretu "To i Owo", że w kabarecie nastąpiły istotne zmiany organizacyjne, które rozłożyły odpowiedzialność za programy na cały zespół. Mam nadzieję, że  jesienią (bardzo i to bardzo dla nas  pracowitą i atrakcyjną) zaskoczymy nie tylko Pana redaktora, ale całą naszą kochaną publiczność, która zawsze licznie przybywa na nasze kolejne premiery. A o wszelkich naszych nowych programach nie omieszkamy poinformować redakcję "Gońca".
 Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami Aleksander Siwiak z kabaretu "To i Owo".

 Od redakcji: Jak widać - dobro kabaretu "To i Owo"  leży nam obydwu na sercu. (Jerzy Rosa)
 

GONIEC NR 16/2008 (224) (18-24 kwietnia 2008)

 Droga redakcjo,
 Dziękuję za wydrukowanie mojego listu przed kilkoma tygodniami w sprawie moich problemów związanych z RBC (Royal Bank Canada). Po ciężkich bojach udało mi się jakimś cudem przekonać ów bank, że pozwolili mi użyć parę razy bankomatu, gdzie mogłem użyć Visy, aż do momentu, kiedy to w ubiegłą środę, tj. 9 kwietnia, ten "przecudowny" bank znowu postanowił zablokować mnie i moją rodzinę przed możliwością użycia moich  pieniędzy, które to tymczasowo dałem do przetrzymania tej instytucji bankowej.
 Po moich telefonach i e-mailach powiedziano mi, że wciskałem zły PIN numer i z tego też powodu bank security zablokował mnie. Ja zaś posiadam wideo, na którym widać, jakie to numery PIN wciskałem z datą i czasem z  tego dnia, co udowadnia kłamstwa RBC. Czyżby system budowany w Kanadzie obecnie oparty jest na goebbelsowskiej  propagandzie i kłamstw, że choćby przypomnijmy niedawną historię związaną z zamordowaniem naszego rodaka Roberta Dziekańskiego i próby RCMP ZATUSZOWANIA prawdy.
 A propos zamordowanego pana Dziekańskiego - byłem tym pierwszym Polakiem, który poruszył tę sprawę, to ja znalazłem na angielskich stronach informacje, że polski emigrant został zamordowany w Vancouverze przez tamtejszych zbirów i oprawców. Ja byłem tym człowiekiem, który poinformował o  tym biura braci Kaczyńskich, jeszcze  przed ujawnieniem wideo. Mam na to dowody - gdyż pisuję na  jednym z forum od lat i tam można sprawdzić w archiwum, co i kiedy pisałem.
 Dziękuję wszystkim rodakom za zainteresowanie się tą sprawą i ich e-maile. Pozdrawiam serdecznie redakcję "Gońca" i wszystkich waszych czytelników.
Marian Stefaniak
Polska
 Od redakcji: Panie Marianie, trzymamy kciuki za Pana.

 Szanowni Panowie!
 W ostatnim numerze "Gońca" przeczytałem informację o śmierci p. Stefana Siwińskiego, którego znałem bardzo dobrze. Nie wiedziałem o jego śmierci i byliśmy zdziwieni z żoną, że nie dzwonił do nas od dłuższego czasu, jak to miał w zwyczaju, dzieląc się informacjami o postępach w jego pracach projektowych. Z informacji Państwa wynika, że w jego mieszkaniu znaleziono sam "śmietnik", co wynikało z informacji kierownictwa domu, w którym mieszkał.    Otóż wiem, że p. Stefan miał w swoim mieszkaniu bardzo cenny gobelin (tapestry), który został wykonany przed laty przez jego zmarłą żonę. Opis i obraz tego gobelinu znajduje się w dwóch słynnych wydawnictwach katalogowych. Gobelin ten był wyceniony przed laty na jeden milion dolarów amerykańskich. P. Stefan prosił mnie w pewnym okresie o pomoc w sprzedaży tego gobelinu, aby mógł uzyskać środki finansowe na dalsze swoje prace projektowe. Wysłałem obraz tego gobelinu z jego opisem do kilkudziesięciu adresatów - bez rezultatu. Sprzedażą gobelinu zainteresowałem też domy aukcyjne. Wiem, że gobelin ten był w zainteresowaniu zarządu nowej filharmonii torontońskiej, który nosił się z zamiarem zakupu tego gobelinu, ale poszukiwał sponsora, który by zapłacił za jego zakup. Na gobelinie bowiem był obraz muzyków i tytuł tego gobelinu był "Musicians". Przed kilkoma miesiącami, jak powiedział mi p. Stefan, gobelinem tym zainteresowała się pracownica polskiego konsulatu w Toronto. Nawet został przewieziony do konsulatu, ale zabrany stamtąd na wyraźne życzenie jednego z konsulów, który był zaniepokojony odpowiedzialnością za przechowywanie tak cennego przedmiotu. W tej sytuacji zdumiewa informacja, że w mieszkaniu p. Stefana znaleziono tylko "śmietnik". Tak to może wyglądało dla osób nieobeznanych z aktywnością p. Stefana. Prawdopodobnie przechowywał on w swoim małym mieszkaniu jakieś próbki, fragmenty projektów itp. Ale nawet osoba nieobeznana ze sztuką nie mogła przeoczyć dużego rulonu, zakonserwowanego, który nawet jako dywan stanowił cenną rzecz. 
 W tej sytuacji, wobec braku ustawowych spadkobierców, warto byłoby zainteresować tym problemem organy ścigania. Ten gobelin bowiem powinien znaleźć się w posiadaniu czy to wspomnianej filharmonii, czy polskiego konsulatu, lub jakiegoś muzeum, z notatką o autorstwie tego gobelinu. 
 Pozdrowienia, 
Jan Szarycz

 Od redakcji: Szanowny Panie Janie, o sprawie tej będziemy jeszcze pisać, nie wygląda to tak źle, jak się na pierwszy rzut oka wydawało. Ponoć mieniem zadysponowano w zgodzie z prawem.

 ***
 Jeśli chcecie pomóc Krzysztofowi Wyszkowskiemu w jego walce o prawdę o Lechu Wałęsie i III RP - polecam Waszej pamięci - i proszę o rozsyłanie tego dalej - stronę Krzysztofa Wyszkowskiego (www.wyszkowski.eu). Można tam nie tylko się dokształcić, ale też wspomóc donacją kosztowną walkę Krzysztofa z całym establishmentem III RP.
 Bo to chyba jasne, że Bolek jest nie tylko kamyczkiem, którego wyjęcie może spowodować zawalenie się całej misternej konstrukcji Wielkiego Przekrętu. 
 Jasne jest też chyba, że Krzysztof walczy niejako w naszym imieniu, i trzeba mu pomóc przynajmniej w taki sposób, jeżeli nie możemy inaczej. Obawiam się, że walka tak szybko się nie skończy - niezależnie od oczekiwanej publikacji. 
 Bolkowie nie próżnują. Wałek strzelił sobie na początek bajpasy, razwiedka zrobiła mu sondaż (opublikowany tydzień temu w Rzepie), według którego Polacy (?) najbardziej ufają ryżemu kelnerowi (61 proc.), a zaraz potem Wałęsie (58 proc., a pamiętacie jego 0,8 proc. w wyborach?), natomiast w samym IPN-ie pozostałości kieresjady szykują rejtana pt. "jak tak, to my na znak protestu odchodzimy", czy też coś podobnego. 
 Tekst Krzysztofa Wyszkowskiego z podstrony "Donacja". 
 Od roku 2005 bronię się w dwóch procesach, które mi wytoczył człowiek tak sławny, możny i bogaty, że potrafiący wywierać wpływ nawet na wymiar sprawiedliwości. Jeden z tych procesów przegrałem, nie z braku argumentów, a z powodu braku profesjonalnego pełnomocnika prawnego przed sądem I instancji. Obecnie przygotowuję kasację od wyroku w sprawie "francuskich pieniędzy" i gromadzę dokumentację do procesu, w którym udowodnię, że w latach 70. Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek". 
 Nauczony doświadczeniem, tym razem chcę skorzystać z pomocy adwokata. Dlatego proszę o zasilenie tych prac przez wpłatę na konto: mBank - odbiorca Krzysztof Wyszkowski, adres: ul. Andersa 12/5, kod i miasto: 81-831 Sopot, nr konta: 88114020040000340249 693655. 

 Od redakcji: Popierajmy się.

 Stanowisko USOPAŁ w kwestii haniebnej ratyfikacji tzw. traktatu lizbońskiego 2008.04.10     1 kwietnia 2008 roku to kolejna czarna i hańbiąca data w tragicznym kalendarzu polskiej historii. Tego bowiem dnia Sejm RP głosami posłów- zdrajców oddał naszą Ojczyznę w pacht nowo powstającemu superpaństwu. Unia Europejska bowiem, posiadając prezydenta, własny parlament, rząd i ministra spraw zagranicznych, dąży do stania się jedynym państwem w Europie i eliminacji państw narodowych. Jest ona po prostu nową, zmutowaną formą Związku Sowieckiego, która przykrywa swój bolszewizm pod płaszczykiem tzw. liberalizmu. 
 Jest bardzo zastanawiające i znamienne, że ten sam rząd i parlament, które nie spieszą się wcale z dokonaniem koniecznych reform państwa, takich jak służba zdrowia, ubezpieczenia czy podatki, w tym przypadku okazały niesamowity pośpiech... Czyż nie chodziło o to, by nie dopuścić do jakiejkolwiek poważniejszej dyskusji i w konsekwencji do referendum narodowego nad tym, czy ten tzw. traktat ratyfikować czy nie?! 
 Nie ma co do tego żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości, że ten Sejm jest sejmem targowickim. Na naszych oczach dokonano bezprawnego rozbioru Polski, bo wszak zrzeczenie się suwerenności państwa polskiego na rzecz innego państwa jest niczym innym, jak aktem zdrady narodowej.
 W zawiązku z tym nazwiska zdrajców Narodu i Państwa Polskiego powinny zostać dobrze zakonotowane w naszej pamięci, tak aby we właściwym momencie Naród wymierzył tym zdrajcom sprawiedliwość.
 Przypatrzmy się im dobrze i zapamiętajmy, że w tym akcie zdrady wzięła zgodnie udział cała mafia okrągłostołowa i że to ona przesądziła o wyniku tego głosowania. Na jego datę, jakby na ironię, wybrano dzień 1 kwietnia, który według pewnych tradycji jest dniem urodzin Judasza. Niech pamiętają więc zasiadający dziś w polskim Sejmie judasze, jaki koniec spotkał tego, którego naśladują. Niech pamiętają ku przestrodze!!!
 USOPAŁ uznaje to głosowanie za bezprawne i niezobowiązujące dla Polski. Pragniemy też wyrazić nasze zdecydowane i energiczne poparcie dla tych wszystkich polityków w Ojczyźnie, którzy kierując się patriotyzmem i sumieniem, przeciwstawili się tej nowej Targowicy.
 Solidaryzujemy się z Panem Senatorem Ryszardem Benderem, z Panem Senatorem Czesławem Ryszką, z Panem Posłem Antonim Macierewiczem, z Panią Posłanką Anną Sobecką, z Posłami RP do Parlamentu Europejskiego Panią Urszulą Krupą, Panem Zdzisławem Podkańskim, Panem Witoldem Tomczakiem i tymi wszystkimi pozostałymi, którzy nie skalali się zdradą. Apelujemy do elit narodowych i do Narodu Polskiego o jak najszybsze stworzenie szerokiego ruchu społecznego protestu i oporu przeciwko zamierzonej i realizowanej przez wrogów i zdrajców likwidacji Polski.
Jan Kobylański
Prezes USOPAŁ

 Od redakcji:xxx
 

GONIEC NR 15/2008 (223) (11-17 kwietnia 2008)

 Dzień dobry,
 Ja jestem pana czytelnikiem, można powiedzieć praktycznie od pierwszego numeru. Ostatnio zwróciłem uwagę, że ta minisonda, no... może ja się mylę... ale czy Polacy są naprawdę tak strasznie głupi, czy naprawdę nie znajdujecie żadnych mądrzejszych ludzi, jak pytacie tych ludzi na ulicy? Przecież to jest żenujące. To tylko tyle. Powodzenia, gazeta jest interesująca oczywiście, czytam ją zawsze, ale ta minisonda to naprawdę zaczyna mnie denerwować. Do widzenia.
(spisane 
z automatycznej sekretarki)

 Od redakcji: Szanowny Panie, minisonda jest właśnie tym, czym jest, MINI-sondą, nie mającą żadnych ambicji porządnego sondażu czy badania opinii - ludzie czasem są zaskoczeni przez pytanie, czasem  są zamyśleni, na to wszystko trzeba wziąć poprawkę. Nie zmienia to jednak faktu, że ta minisonda pokazuje, jak bardzo różnimy się w poglądach. Lekturę minisondy polecam wszystkim tym, którzy mają tendencję do wypowiadania się w stylu "Polonia uważa to i to", albo "no bo wszyscy tak myślą". "Wszyscy" bardzo rzadko myślą tak samo. Powiem Panu szczerze, że kilkakrotnie zdarzyło mi się wysłuchać na ulicy bardzo ciekawe opinie - Pozdrawiam serdecznie. Andrzej Kumor

 A propos "Kanada bez wiz, 
 ale za pieniądze"
 Oto kilka słów wyjaśnienia ze "źródeł dobrze poinformowanych" - znajomego, właściciela biura podróży.
 Przepis o bezwizowym wjeździe do Kanady jest bardzo prosty.
 To, że ludzie nie rozumieją, jest dość dziwaczne, by nie rzec znamienne. Od zawsze bowiem oficer wizowy miał prawo i ostateczną decyzję na określenie, czy dana osoba może wjechać do Kanady i na jak długo! Teraz będzie to wyglądało dokładnie tak, jak w tym liście do "Gońca".
 Przedtem, sporadycznie trafiało się, że ktoś, mając wizę, nie został wpuszczony. Teraz będzie to częstsze, oby nie za częste.
 W momencie wjazdu, każdy musi przekonać urzędnika, że przyjeżdża z wizytą i że ma środki na utrzymanie w Kanadzie i powrót do Polski. Sytuacja z artykułu to małe piwo w stosunku do tego, co będzie się działo latem.
 Wszyscy ci, którzy mieli odmowy wiz do Kanady, a teraz się wybiorą bezwizowo, mogą się znaleźć dokładnie w tej samej sytuacji co bohater artykułu.
 Pozdrawiam z Calgary,
 Stanisław Majcherkiewicz

 Od redakcji: Święta prawda!

 Mit Ameryki 
 wiecznie w Polsce żywy 
 Cieszę się z tego, że Pan Kumor napisał prawdę. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że nie tylko Europa była przykładem dobrobytu, do którego dążyło starsze pokolenie, ale i USA, który to kraj był zbiorem idei, które chcielibyśmy zrealizować w naszym kraju. Sytuacja taka utrwaliła się przez lata polskiej emigracji i przenikania kultury amerykańskiej do Polski. Pamiętam ogłoszenie w "Życiu Warszawy", jeśli się nie mylę ogłoszenie typu "zamienię M3 na śpiwór w Nowym Jorku". Jak budowaliśmy sobie wizerunek USA poprzez stykanie się z amerykańską literaturą? Kiedyś czytałem książkę Amerykanina wydaną w Polsce pt. "Inny kraj" Jamesa Baldwina. Zwróciłem uwagę na drobny szczegół - jeden z bohaterów skarżył się na biedę, w jakiej żyli Murzyni, którzy na obiad jedli żeberka z fasolą. Było to w Warszawie, kiedy mięso było na kartki i kiedy to pomyślałem, że dobrze byłoby być biednym w USA.
 Nasza miłość do Zachodu jest nieodwzajemniona i naiwna. Zachód czy Wschód dba o Polskę tylko wtedy, kiedy są z tego wzajemne, a czasami tylko jednostronne korzyści. Pomówmy o Tarczy na przykład. USA chętnie ją zainstalują wtedy, kiedy Polska poniesie część kosztów. Kiedy Polska przedstawiła Ameryce projekt, w którym USA modernizowałyby polską armię za 20 miliardów zł za Tarczę, USA przestały być polskim przyjacielem, bo im się to nie opłaca.
 Tak więc musimy używać takich samych kryteriów opłacalności w polityce zagranicznej.
 Chciałbym też napisać coś o literze prawa. W Polsce płacz i zgrzytanie zębów, bo "utraciliśmy suwerenność" i będzie to zapisane w Traktacie! Pytam się, czy jesteśmy suwerenni wtedy, kiedy NIE MA PODSTAW PRAWNYCH DO WYPŁACANIA KOMUKOLWIEK JAKICHKOLWIEK ODSZKODOWAŃ, CO ZNACZY TO, ŻE NIE JEST TO ZAGWARANTOWANE ŻADNYM ZAPISEM NA PAPIERZE, a zapłacimy jak za zboże? Nie dajmy się nabierać na płacze tych, którzy twierdzą, że straciliśmy suwerenność, bo jej nie uzyskaliśmy od 1939 roku.
 A swoją drogą, ci, którzy płaczą, nigdy nie wspomnieli nawet Giertycha. Nie zapytali się nawet o jego zdrowie i plany.
 Jarek Sadecki

 Od redakcji: Szanowny Panie, chodzi o formalną instytucjonalną suwerenność.

 Zmarł Charlton Heston
 Zmarł najwspanialszy Żyd, jakiegokolwiek dał nam Bóg!
 Aktor najpiękniejszych filmów o tematyce chrześcijańskiej. Przewspaniały lektor tekstów Starego i Nowego Testamentu. Człowiek Sprawiedliwy.
 Charlton Heston był przede wszystkim moim Prezydentem. Był prezydentem National Riffle Association, do której należę od 15 lat. To on nauczył mnie, że Amerykanie powinni być uzbrojeni, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej rodzinie. Zbrodniarze są uzbrojeni po zęby - dlaczego zwykły obywatel ma być bezbronny?
 Panowie szlachta, czapki z głów! 
Ten Żyd był większym chrześcijaninem niż niejeden z nas! Pomódlmy się za spokój jego skołatanej duszy.
W ostatnich latach cierpiał na Alzhei-mera.
 Mira Kruszewska

 Od redakcji: Szanowna Pani, z tego co nam wiadomo, p. Charlton Heston nie był Żydem, mimo że grał Bena Hura.

 Media dają władzę 
 nad umysłami nie tylko Polaków 
 Mogę się zgodzić z panem Kumorem w wielu sprawach, o których pisze w powyższym felietonie. Nie porusza pan tutaj roli mediów w sterowaniu ludźmi, ich wpływu na świadomość i podświadomość ludzi. Uważam, że ich rola jest ogromna. Jako przykład podam Francję, gdzie odrzucono jakiś czas temu Konstytucję UE. Czy Francuzi są mądrzejsi od Polaków? Oczywiście, że nie. Może w jednych sprawach mądrzejsi, a w innych mniej. Ale generalnie wielkiej różnicy nie widzę. Tam też mieli swoje Katynie, przykładowo rewolucja francuska. W demokratycznej Francji dano prawie taką samą ilość czasu w mediach przeciwnikom Konstytucji UE, jak i jej zwolennikom. Przeciętny obywatel Francji miał szansę usłyszeć za i przeciw konstytucji. W Polsce takiej szansy społeczeństwu nie dano. W polskojęzycznych mediach mamy zmasowane pranie mózgów za konstytucją UE (zwaną teraz traktatem).
 Do tego dochodzi polski Sejm oraz polski Episkopat opanowany prawie w całości przez wrogów Polski, przez ludzi często o obcym niepolskim pochodzeniu stojących w czołówkach partii politycznych i Episkopatu. Do tego dochodzi Radio Maryja i Telewizja Trwam kreujące się na obrońców polskiego interesu narodowego. Oczywiście są to oszuści, którzy manipulują katolicką, bardziej konserwatywną częścią społeczeństwa. Tadeusz Rydzyk jest zwykłym kłamcą i oszustem. Ubrał się w habit, udaje dobro i prawdę. A prawda jest taka, że pilnuje żydowskich interesów w Polsce. Eksponuje swoją niechęć do pewnej części Żydów, w tym ateistów, ale popiera cały czas ludzi powiązanych z układem okrągłego stołu. Ostatnio bije pianą na PiS wywodzący się z żydowskiego KOR-u. Rydzyk interpretuje po swojemu Ewangelię, głosząc teorie mniejszego zła. Jest to wymysł żydomasonerii, po to aby zamazać granice między prawdą a fałszem, między dobrem a nieprawością. 
 Panu Kumorowi udzieliła się też ta nowinka, co dał wyraz w swoim tygodniku. W ostatnią sobotę, 5 kwietnia, Tadeusz Rydzyk i Jan Król zjechali do Toronto, aby zjeść żurek ze stadem ogłupionych przez media toruńskie owieczek. Owieczki są dalej głupawe, bo któż miałby je oświecić? Jednak coś zaświtało w tych baranich głowach, bo wiele z nich wypierało się, że nie głosowało na PiS. Niektóre nawet twierdziły, jedząc nie najlepszy żurek, że wiedziały od początku, czym pachnie PiS. Oczywiście ja tym baranom nie wierzę. Ludzie myślący samodzielnie i potrafiący wyciągnąć logiczne wnioski z tego, co się wokół nas dzieje, na spotkania z Rydzykiem nie chodzą. A Pan Kumor też tam był, nie wiadomo czy z obowiązku, czy z innego powodu, i przypuszczać należy, że napisze relację politycznie poprawną z tego spotkania. Tak jak to robi od lat. A przed ostatnimi wyborami do Sejmu GONIEC pana Kumora bił pianę na PiS.
 A teraz taki felieton.
 Problem Polaków jest przede wszystkim taki, że są cały czas oszukiwani i okłamywani. Gdyby znali prawdę, wszystko wyglądałoby inaczej.
Konrad

 Od redakcji: Szanowny Panie, z takimi poglądami jak Pańskie nie opłaca się nawet ruszyć palcem u nogi - i tak przecież wszystko to kłamstwo i manipulacja. Radzę Panu jednak pochodzić na różne spotkania, bo dopiero wówczas można zacząć krytycznie myśleć i wyrabiać sobie własną opinię. Ja - proszę Pana - wszystkich rozumów nie zjadłem, dlatego lubię posłuchać, co inni mają do powiedzenia. Pan najwyraźniej już wszystko wie.

 ***
 Czytając w "Gońcu" artykuły motoryzacyjne lub informacje dotyczące cen paliw, napotykam słowo ETYLINA. Etylina to benzyna ołowiowa "Pb", która była stosowana w Polsce, a jej istotnym składnikiem był czteroetylek ołowiu (trucizna). Do Kanady przyjechałem 20 lat temu i już wtedy nie spotkałem się z benzyną ołowiową. Serdecznie pozdrawiam.
Stanisław Zaucha

 Od redakcji: Ma Pan świętą rację - w Kanadzie nie ma etyliny, tylko benzyna bezołowiowa.

 Szanowna Redakcjo!
 Zastanawia mnie, dlaczego w czasie, kiedy podnoszą się głosy przeciw olimpiadzie w Chinach, sieci TV i prasa nie wspomną bojkotu olimpiady w Moskwie po najeździe sowieckim na Afganistan? Były wówczas dwie olimpiady.
 Dlaczego tak łatwo Kosowo, będące sercem Serbów, przyznano napływowej ludności, a tak  trudno o nacisk o autonomię, a co najmniej ochronę przed represjami prawowitych mieszkańców Tybetu? (Niemilitarny atut jest teraz w ręku!)
 Czy rzeczywiście pokój przyświeca wszystkim posunięciom polityków...? 
 Z poważaniem,
 Małgorzata Kossowska

 Od redakcji: Szanowna Pani, posunięciom polityków przyświeca korzyść własna, zaś Chiny są nietykalne, no, za dużo tam się produkuje, gdyby Chińczycy na nas się obrazili, zostalibyśmy goli i weseli.

 Szanowna Redakcjo "Gońca"
 Chciałabym pogratulować pani Krystynie Starczak-Kozłowskiej za wyjątkowo wspaniały felieton pt. "Głupota nie boli", który powinien stać się dla nas nauczką i zmusić do głębokiego myślenia.
 Przy okazji pragnęłabym podziękować pani Elżbiecie Piasek, autorce tekstu "Nowy Zarząd Grupy 2 ZPwK" z "Gońca" nr 14/08, za potwierdzenie dawno znanego faktu, że pewnym hamiltońskim "intelektualistom" wciąż przyświeca filozofia Kalego.
 Osoba, która oszukała dzieci w czasie zabawy sylwestrowej, zabierając im napiwki do własnej kieszeni, to człowiek należący do grupy ludzi, która wg tekstu "posiada piękne cechy ludzkie. Cechuje ich wiara, kultura, dobre serce, wrażliwa dusza oraz wysoki poziom intelektu".
 W odróżnieniu od tej grupy osób, ludzie oburzeni faktem niegodnego potraktowania dzieci, zaczęli o tym mówić i pisać. Według oceny autorki, ci, co pisali o tym, to osoby "pełne złości i nienawiści, które potrafią w tak prymitywny sposób obrażać drugiego człowieka".
 Dziękuję także za ostrzeżenie, że ci ludzie są zalążkiem zagłady ludzkości. Sądzę, że mieszkańcy Hamilton i reszta świata nie chcą jeszcze schodzić z tego ziemskiego padołu i coś trzeba zrobić, aby uratować świat.
Anna Lewandowska
Hamilton

 Od redakcji: Zgadza się, Szanowna Pani, nie bądźmy głupi: nie kłóćmy się i nie obrażajmy.

 Podziękowanie 
 dla kanadyjskiej Polonii
 Szanowna Redakcjo,
  Przesyłamy tekst podziękowania, jakie Komitet Obywatelski Europa Wolnych Ojczyzn - Akcja Polska składa wszystkim Polakom, którzy w tych trudnych dniach wspomagają naszą akcję w obronie wolności i niezawisłości Rzeczypospolitej Polskiej.
***
 Przed nami znów długa droga. 
 Integracja europejska przybrała formę bardzo niekorzystną i niebezpieczną dla naszego Narodu. Będziemy działać na rzecz obrony, a gdy trzeba będzie odzyskania atrybutów suwerenności państwowej, którą z takim trudem udało nam się nie tak dawno odzyskać. 
 Równie ważne jest zachowanie tożsamości Polaków, zagrożonej przez sztucznie wywołane bezrobocie, a następnie masową emigrację ludzi aktywnych zawodowo do krajów Europy Zachodniej.
  Szczególnie dziękujemy Wam, za wsparcie naszych dzialań wśród naszych Rodaków w Kanadzie.
 W imieniu Komitetu bardzo proszę o przekazanie naszych podziękowań Waszym Czytelnikom. Pozostańcie z nami nadal.
 Z poważaniem
Jan Szczepankiewicz
Koordynator Krajowy KO EWO - Akcja Polska, 30-432 Kraków, ul. Janka Szumca 16, tel/fax 12 267 46 06

 Od redakcji: XXX
 
 
 
 

GONIEC NR 14/2008 (222) (4-10 kwietnia 2008)
  ***
 W zeszłym tygodniu, w czwartek, pan Bartek Kurpan wraz z rodziną oczekiwał w Toronto na przylot szwagra z Polski (już po zniesieniu wymogu wizowego dla Polaków). Oto jego relacja z wydarzeń, jakie rozegrały się na lotnisku Pearsona, którą nadesłał do redakcji - red. 

 Czekaliśmy trzy godziny i 30 min, pytaliśmy się 10 razy, raz w informacji, raz polskiego LOT-u, raz stewardesy i raz amerykańskiego przewoźnika i Polaków, którzy wychodzili stamtąd. Nic nie było wiadomo, co się dzieje z moim szwagrem. Poszedłem się spytać ponownie w informacji, powiedziano mi, żeby pójść do "immigration", więc powiedziałem mojej żonie i jej bratu, że idę się pytać, i poszedłem tam. 
 Najpierw po schodach na drugi koniec lotniska na trzecie piętro, potem do windy na drugie piętro, tam w kamerze obejrzeli moją twarz i spytali, czego chcę. Powiedziałem im, że szukam informacji o moim szwagrze, którego jeszcze nigdy nie  widziałem, i zapytałem, co się z nim dzieje. Celnik mnie poinformował,  że mojego szwagra nie wpuszczą do Kanady, bo nie mają pewności, że wróci do Polski, i kazał wpłacić 4000 dolarów gotówką, wtedy go puszczą.
 Zszedłem do żony i jej brata, powiedziałem, jaka jest sytuacja, byłem tak zdenerwowany tą decyzją, że aż musiałem się napić drinka. Nie wiedzieliśmy, co robić, moja żona z jej bratem i ze mną poszła znowu do "emigracji", żeby z nim porozmawiać. Ten celnik w ogóle nie chciał rozmawiać, pokazał cztery palce, że musimy wpłacić pieniądze, 4000 dolarów gotówką. Myśmy się rozpłakali i celnik powiedział, że zejdzie na 2500 dolarów, i kazał wrócić, jak będziemy mieli pieniądze, bo jak nie wrócimy, to w ten sam dzień o godz. 22.30 szwagier zostanie odesłany do Polski. Mieliśmy na załatwienie pieniędzy dwie godziny, bo była godzina 19.42, i nie mieliśmy skąd wziąć takiej kwoty. Musieliśmy jechać 50 km, żeby pożyczyć tę sumę od czterech osób, bo wszystkie banki o godzinie 20.00 już są zamknięte, a bankomat wypłaca tylko 500 dolarów. Mieliśmy na to dwie godziny. Po załatwieniu pieniędzy byliśmy z powrotem na lotnisku Toronto International Airport po 21.30 i biegiem do tej "emigracji", żeby je wpłacić. Wpadliśmy tam zmęczeni, zestresowani i jak pokazaliśmy pieniądze, to od razu zaczęli z nami rozmawiać, mówiąc, że zaraz wyjdzie. 
 A jeszcze chciałem dodać, że mój szwagier siedział tam tylko z wiadomością, że wraca do Polski, i prosił ich, żeby zadzwonił ten celnik do mnie i powiedział, jaka jest sytuacja. Żadnego telefonu nie było od nich, a mojemu szwagrowi powiedziano, że jestem powiadomiony!!! 
 Po wpłaceniu pieniędzy kazali nam zejść na dół. I po wpłaceniu tych pieniędzy, czekaniu 6 godzin wyszedł. Jaka to rzeczywistość, że znieśli wizy dla Polaków, że bez problemów, bez kłopotów będą przylatywać do Kanady, a tu spotyka ich coś innego - ZAPŁAĆ, TO WEJDZIESZ.
Bartek Kurpan
Hamilton

 Od redakcji: Szanowni Państwo, prosimy o zgłaszanie nam o wszystkich tego typu przypadkach! 

 Przyjdzie kiedyś taki czas 
 Rozumiem Szanownego Pana frustracje, Panie Kumor, jak również przeciętnego wyborcę w Polsce. Równocześnie chciałbym bronić "przeciętnego Polaka" w Polsce, twierdząc to, że Polak robi wszystko co może, ażeby poprawić swój standard życiowy. Niejednokrotnie pisałem na forum o tym, że Polska zmieniła się na lepsze. Dzisiaj coraz więcej domów jest wyposażonych w wodociągi na wsi, nie mówiąc o tym, że coraz to więcej domów ma łazienki i wodociągi nawet w stajniach, wspomnę też postęp w motoryzacji i zmechanizowanie w rolnictwie. Za każdym razem moich odwiedzin w Polsce widać zmiany na lepsze - stopniowo miasta i miasteczka polskie pozbywają się dawnej peerelowskiej szarości. Na południu Polski niektóre miasta przypominają Austrię czy Niemcy. 
 Do czego zmierzam? Polak może i Polak potrafi. Polacy zrobili wszystko co w ich mocy, ażeby ulepszyć swoje życie we własnym domostwie. Zawiodły kolejne rządy. Mamy śliczne domy, ale zabrakło dróg, aby te domy połączyć. Zabrakło infrastruktury, za którą jest odpowiedzialny rząd. Nie ma dobrej komunikacji w Polsce i mamy fatalne drogi w całym tego słowa znaczeniu.
 Kolejne "rządy z piekła rodem" zajmowały się wszystkim, tylko nie sprawami Polski. Tak więc bronimy świata przed "terroryzmem", wysyłamy wojsko na wojny, trwonimy pieniądze na zbrojenia, a sprawy odbudowy ojczyzny spychane są gdzieś tam na koniec kadencji. Mieliśmy za to rabunkową prywatyzację i ruinę polskiego przemysłu. Śmiem twierdzić to, że gdyby Polska z jakiejś łaski boskiej nie miała rządu w Polsce, Polska byłaby dzisiaj w o wiele lepszej sytuacji ekonomicznej, choćby z tej przyczyny, że nie stracilibyśmy rynków zbytu żywności na Wschodzie, za co winię polskie rządy, które zaprzepaściły szanse rozwoju tego eksportu do Rosji na korzyść Niemiec i USA.
 Czy można winić przeciętnego Polaka za to, że padł ofiarą politycznych oszustów? Jeżeli ktoś mówi w kampanii wyborczej to, że chciałby, aby Polska była silna, sprawiedliwa i solidarna, budująca dobrobyt (mieszkania?) w oparciu o przyjaźń strategiczną z USA, to dlaczego przeciętny człowiek miałby nie uwierzyć?
 Po latach zdajemy sobie sprawę z tego, że te zapowiedzi budowy IV Rzeczypospolitej były pustymi frazesami, a największym sukcesem Kaczyńskich była parada wojskowa w rocznicę niepodległości. Parada była piękna, tyle że z parad nie można wyżywić rodzin. Polak potrafi i może i ci, którzy mogli, pojechali na Zachód i dzisiaj prosperują w Anglii, w Szwecji, Niemczech i Bóg wie gdzie jeszcze zostaliśmy rozproszeni. Swego czasu Mr. Tony Blair docenił wkład Polaków w ożywienie gospodarki brytyjskiej, i tak najnowsza brytyjska Polonia wzięła udział w wypracowaniu najwyższej w UE podwyżki płacy realnej o 9 proc.
 Czy to można nazwać polską głupotą?
 My, Polacy, zostaliśmy oszukani nie tylko przez oszustów politycznych, zostaliśmy nawet wprowadzeni w błąd przez RM, które poleciło PiS, partię, która zdradziła nasz interes narodowy i zamiast budowy Ojczyzny za pierwszy cel wzięła sobie walkę z partiami narodowymi! Cele te powinny były być znane wszystkim, jako że zostały one opublikowane przez Organizację Batorego, a wcześniej wygłoszone przez Pana Kaczyńskiego, o czym pisał obszernie na forum Pan Kosiur.
 Czy nie zostaliśmy oszukani przez PO?
 Nie dość tego, że Premier kompromituje się spotkaniami na nieodpowiednim szczeblu, tak jakby nie miał pojęcia o protokołach w działalności rządu, to na dodatek robi korupcyjne obietnice organizacji żydowskiej na wypłaty z racji rewindykacji mienia pożydowskiego, na które nie ma w Polsce podstaw prawnych, i to się odbywa na oczach Sejmu i opozycji, która nawet nie kwestionuje takiego zachowania, które mogłoby służyć za klasyczny przykład zdrady stanu?
 Co może zrobić przeciętny Polak wtedy, kiedy jest otoczony piekłem medialnym, politycznym, a nawet skorumpowaną częścią "duchowieństwa"?
 Zajmuje się najbliższymi. Pracuje za granicą, ażeby przetrwać.
 Tak więc dzisiaj dbamy o to, ażeby wyżywić nasze dzieci, jutro zajmiemy się polityką i tak jak odnosimy sukcesy dzisiaj, tak i w przyszłości zajmiemy się odbudową sił politycznych w Polsce. Dialog już się zaczyna. Coraz częściej mówimy o wolnych mediach. Coraz częściej mówimy o partii narodowej. Coraz częściej domagamy się zwiększenia liczby Polaków w polskim rządzie.
Jarek Sadecki

 Od redakcji: I bardzo dobrze! Pozdrawiam Andrzej Kumor.

 Dziękuję, Panie Andrzeju, 
 za "otorbienie" 
 Dziękuję za mądre i silne słowa. Czasem trzeba takich słów, aby obudzić tubylców z letargu. To bierność i służalczość trzymają ojczyznę w okowach żydowskiej okupacji. Wilka nie można winić za to, że gryzie "święte psy", które mają zęby, ale boją się ich użyć.
 A co do cen benzyny, to aby była jeszcze droższa, aby nam, których na to stać, jej nie zabrakło. Wiadomo, że za 40 lat benzyny już nie będzie, bo zasoby ropy naftowej będą całkowicie wyczerpane.
 Stan Tymiński 
stan@transduction.com

 Od redakcji: List powyżej daje dobrą odpowiedź na Pana list.
 
 
 
 

ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster