 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR
23/2008 (231)
(6-12
czerwca 2008)
Dyskutanci z tej samej rozgłośni
Dobrze się stało, że ktoś wreszcie przemówił stanowczym głosem
do "współczesnego mędrca", za jakiego i sam się chyba uważa, ks. abp. Życińskiego.
Doprawdy trudno zrozumieć, skąd w tym katolickim biskupie tyle przewrotności.
Oczywiście nie brałem udziału, na znak protestu przeciwko temu, co głosi
od lat ks. Arcybiskup, w żadnym z nim spotkaniu w Toronto, ale znam jego
poglądy z... przeglądania "GW" w Internecie. Tak, niestety, trudno by znaleźć
wypowiedź ks. Arcybiskup w jakimś katolickim czasopiśmie, natomiast chyba
jest on najczęstszym gościem "GW" ze wszystkich polskich duchownych, nie
tylko biskupów.
Zamęt, jaki ten "katolicki mędrzec" od wielu lat sieje w sercach
i umysłach Polaków, jest bardzo bolesny i smutny. Niestety, nie jest on
osamotniony w lekceważeniu, poniżaniu oraz jawnej wrogości wobec Radia
Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Jest jeszcze kilku hierarchów katolickich
w Polsce, którzy mu w tym wtórują. Oczywiście, nie zawsze mamy wpływ na
to, kto do nas przyjeżdża i kto się chce z nami spotkać, ale zawsze możemy
wyrazić swoją postawą nasz stosunek do danej osoby. Mam nadzieję, że taka
nauka nie pójdzie w las. Mam również nadzieję, że tekst p. Krzysztofa Zarzeckiego
pt. "Do Jego Ekscelencji wątpliwości litania pierwsza" dotrze również do
Jego Ekscelencji i może da do myślenia także innym wrogom Radia Maryja
i o. Tadeusza Rydzyka, którzy zamierzają nas odwiedzić.
Przy okazji warto chyba jeszcze zwrócić uwagę na inną postać
opisywanego spotkania, na "zatroskaną" p. dr Małgorzatę Bonikowską. Dobrana
to para "zatroskanych dyskutantów", szkoda tylko, że nadają na tej samej
antypolskiej fali.
Jest pewien problem, o którym przy tej okazji warto słów kilka
dodać. Najczęściej pisze się, że ktoś tam jest wrogiem o. Tadeusza Rydzyka
i Radia Maryja. Wydaje mi się, że należy te dwie strony tego samego problemu
rozdzielić. Mogę zrozumieć, że ktoś nie lubi o. Rydzyka, za to, że to i
owo powiedział, za to, że za wiele i nie tak powiedział. To jeszcze można
zrozumieć. Sam nie lubię np. tow. Michnika czy mojego "kolegi ze studiów"
p. Janusza Mikkego. Ale, jeżeli ktoś mi mówi, że nie lubi Radia Maryja,
to to jest zupełnie inny problem. Bo jeżeli ktoś nie lubi Radia Maryja,
to albo nie jest człowiekiem wierzącym, albo nie jest Polakiem, albo...
nie lubi o. Rydzyka. Najczęściej te "autorytety", które głoszą, że nie
lubią Radia Maryja, po prostu go nie słuchają, jak trafnie zauważa
p. Zarzecki.
Jeśli chodzi o o. Tadeusza Rydzyka, to proponuję, dla tych Polaków
i dla tych wierzących, którzy go nie lubią, następujące przemyślenie. Chyba
nie ma ani drugiego Polaka świeckiego, ani drugiego Polaka duchownego,
poza Ojcem św. Janem Pawłem II i Prymasem Tysiąclecia, ks. kardynałem Stefanem
Wyszyńskim, który by w ostatnich latach dokonał takiego przewrotu w społeczeństwie
polskim i wlał w nasze serca tyle dobra, co właśnie skromny zakonnik o.
Tadeusz Rydzyk. Nawet jeśli popełnił on takie czy inne błędy, nawet jeśli
powiedział komuś nie tak jak trzeba czy za dużo, to jest to nic wobec dobra,
które uczynił i czyni, a które rozlewa się po całej Polsce i poza jej granicami
i napełnia prawdą, miłością i nadzieją serca Polaków w kraju i na obczyźnie.
Moim zdaniem, Radio Maryja i Telewizja Trwam, a także inne inicjatywy
o. Tadeusza Rydzyka, stanowią naturalną, uwspółcześnioną kontynuację działalności
Wielkiego Prymasa Polski ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego dla dobra Kościoła
i Ojczyzny naszej. Dla dobra wszystkich Polaków.
Więc kto jest wrogiem Radia Maryja, ten jest wrogiem Polski i
Polaków! A jeśli chodzi o tych, co nie lubią Radia Maryja, to przytoczę
im następującą historię, autentyczną. W początkach Radia Maryja ja też
boczyłem się na to radio, a przede wszystkim na te osoby, które dzwoniły
do Radia Maryja i się wymądrzały. Na te moje "żale" otrzymałem wtedy następującą
radę od p. Wojtka Strahla:
"- Proszę pana, to jest radio katolickie, prawda?
- Tak.
- To jest radio polskie, prawdziwie polskie, prawda?
- Tak.
- I to radio się panu nie podoba, bo dzwonią do niego dziwni ludzie?
- Tak.
- To ja proponuję panu, żeby pan przestał narzekać i sam od czasu do
czasu zadzwonił do tego radia. Od razu stanie się lepsze, prawda?
- ...".
I ja podobną propozycję kieruję i do p. Bonikowskiej, i do ks.
Arcybiskupa, aby zaczęli nie tylko słuchać, ale i od czasu do czasu zechcieli
zadzwonić do Radia Maryja. Nie potrzeba podawać pełnych tytułów ani nawet
nazwisk, wystarczy powiedzieć np. "Mówi Józio z Lublina" czy "Gosia z Toronto"
i już się jest na antenie. Jaki będzie efekt tej edukacji, trudno mi przewidzieć,
ale mam nadzieję, że oba te "zatroskane autorytety" może po pewnym czasie
przestaną mącić w głowach i sercach Polaków.
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Ludzie mogą mieć różne opinie; ważne, abyśmy potrafili
wyrobić sobie zdanie. "Radio Maryja" w tym pomaga.
Redakcja "Gońca"
Nawiązując do wypowiedzi zamieszczonej w "Gońcu" 30.05.08 w korelacji
uzupełniającej do poprzedniej wypowiedzi nt. służby zdrowia w Kanadzie
przez p. S. Pietrasa, a kontynuowanej przez p. Z. Mańkowskiego, chciałbym
uprzejmie prosić o kilka dalszych informacji na ten temat, zwłaszcza o
uwiarygodnienie oświadczenia, że tak skutecznie w jego przypadku zadziałały
różnego rodzaju suplementy i medycyna alternatywna.
Mam podobny przypadek w rodzinie i chciałbym uprzejmie skorzystać
z uwiarygodnionych terapii alternatywnych, o których wspomina w swym liście
p. Z. Mańkowski, by uniknąć w starszym wieku niepotrzebnych powikłań stosowanych
przez wybitną kanadyjską służbę zdrowia.
Dla przykładu mogę podać, że mając wrastający paznokieć u nogi,
dostępni lekarze kanadyjscy proponowali mi bardzo dyskusyjny i zarazem
bolesny zabieg chirurgiczny, który miał usunąć płytkę paznokcia lub jego
znaczącą część z unieruchomieniem trwałym przez parę tygodni. Jak wynika
z oceny wielu pacjentów tej dolegliwości zamieszczonych na łamach Internetu,
okazało się, że metoda ta wcale nie jest pewna i nawet po usunięciu częściowym
paznokcia lub całkowitym nadal pojawia się wrastanie i staje się tym samym
wątpliwy cały zabieg chirurgiczny, który należy powtarzać.
W br. wyjechałem na urlop do Polski i poddałem się operacji paznokcia
wrastającego, bezbolesnemu zabiegowi zainstalowania klamerek drucikowych
wg niemieckiej metody Gehwola, którego całkowity koszt wyniósł około 200
ZPL, co do dziś skutkuje bez zadawanych cierpień specjalistów od chirurgii
kanadyjskiej, usuwania paznokcia.
O metodzie tej dowiedziałem się z Internetu i skorzystałem z
zabiegu, odzyskując prostym sposobem pełną sprawność w stopie w ciągu paru
godzin...
Narzekanie więc na służbę zdrowia w Kanadzie nie jest zjawiskiem
odosobnionym, jak dowodzą panowie, którzy poruszyli w swych wypowiedziach
ten problem.
Chciałbym prosić więc o nieco więcej szczegółów w sprawie przez
nich poruszanej lub udostępnienie wiedzy w szerszym zakresie lub kontakt
telefoniczny ze mną jako zainteresowanym tematem medycyny alternatywnej,
o której wspominają.
Dziękuję za udzielenie szerszych wypowiedzi w tej sprawie, bowiem
propagowanie tego typu doświadczeń wydaje się skuteczną pomocą w ujawnianiu
zarówno błędów lekarskich, jak i metod leczenia, które w wielu przypadkach
odbiegają od skuteczności leczenia.
Z szacunkiem pozostaje
Hubert W. Abramowicz
tel. 905-281-8762
e-mail: A.trebuh@gmail.com
Od redakcji: Od tego jesteśmy - dzielmy się wzajemnie doświadczeniami.
Szanowny Panie Redaktorze!
Serdecznie dziękuję p. Krzysztofowi Zarzeckiemu z Toronto za
przewspaniały artykuł "Biskupowi Życińskiemu do rozumu..." - nic dodać,
nic ująć. Jestem jedną z "babć", która dzięki Radiu Maryja i Telewizji
Trwam - bardzo dużo już się nauczyła i ciągle jeszcze dokształca się, uzupełniając
wiedzę, której nie miałam szansy zdobyć w PRL-u.
Z utęsknieniem oczekuję na ciąg dalszy artykułu Szanownego Pana,
w następnym numerze "Gońca".
- My, Polacy, nie życzymy sobie, aby taka p. Bonikowska wypowiadała
się w naszym imieniu, używając języka polskiego; obrażając nasze uczucia
religijne i patriotyczne. Życzymy jej natomiast, aby zaczęła regularnie
słuchać Radia Maryja i tą drogą dokształciła się nieco, żebyśmy nie musieli
wstydzić się za nią przed Kanadyjczykami.
Pana Redaktora proszę, aby tekst artykułu pana Krzysztofa Zarzeckiego
wysłał łaskawie na adres bp. Życińskiego.
Dziękuję,
Stefania z Toronto-Mississaugi
Od redakcji: Tekst z pewnością dotrze do adresata, spokojna
głowa.
Witam Państwa,
W Faktach TVN o 19.00 padło stwierdzenie, że Polakom łatwiej
będzie wyjeżdżać w te wakacje do państw Unii Europejskiej dzięki przystąpieniu
do Traktatu z Schengen. To oczywiście bzdura - dzięki strefie Schengen
nie wjedziemy łatwiej ani do Wielkiej Brytanii, ani Irlandii, ani Cypru,
ani Bułgarii, ani Rumunii (trzy ostatnie państwa są sygnatariuszami Traktatu,
ale przystąpią do niego w latach 2009-11). W dodatku dzięki strefie Schengen
wjedziemy łatwiej do państw spoza UE - Norwegii i Islandii.
W ten sposób telewizja TVN zwyczajnie wprowadza widzów w błąd.
Osoba, która by się tym zasugerowała, miałaby problemy na granicach tych
państw. Dlaczego telewizja TVN kłamie? Nie wiedzą tego, jest to wyraz uwielbienia
Unii Europejskiej przez redaktorów, czy chcieli podać informację przystępnie?
Dwie pierwsze ewentualności dyskwalifikują redakcję, jeśli chodzi o to
ostatnie można było powiedzieć "do części (lub większości) państw europejskich
wyjedziemy łatwiej dzięki przystąpieniu do Traktatu z Schengen". Czy to
za trudne dla redaktorów TVN-u?
Pozdrawiam
Filip Stankiewicz
Od redakcji: Nie widzieliśmy, nie komentujemy.
Szanowny Panie Andrzeju,
Dzisiaj przeczytałam w pańskim tygodniku, że żywność z puszek
zmienia genotyp jednostki ludzkiej. Natychmiast zasiadłam do komputera
i przez wiele godzin szukałam informacji na ten temat, buszując w Internecie.
Dla zachowania świętego spokoju lepiej byłoby, gdybym tego nie robiła,
bo oto wyniki: ten cały BISPHENOL, w skrócie BPA, jest niczym innym, jak
produktem wyjściowym dla tworzywa sztucznego, czyli plastiku. Z niego są
zrobione płyty CD, armatura, naczynia kuchenne, naczynia do podgrzewania
w kuchenkach mikrofalowych, miski, elektryczne czajniki do wody, opakowania
z folii i - co już jest szczytem wszystkiego!!! - buteleczki do karmienia
niemowląt. Z tego BPA produkuje się również żywicę epoakrylową, która
wyściela wnętrza wszystkich puszek do konserw.
Myślałam, że spadnę ze stołka, jak przeczytałam, że chemikalium
to zawiera xeno-estrogeny, substancje o działaniu takim, jakie mają żeńskie
hormony. Plastik z hormonami? Tego jeszcze nie słyszałam. Oprócz tego
może działać rakotwórczo i uszkadzać DNA. Różne laboratoria toksykologiczne
badające od 50 lat właściwości tego świństwa ustaliły, że jeżeli dzienna
dawka na kilogram ciała nie przekroczy 10 mikrogramów, to wszystko jest
O.K. Jeżeli przedmiot z plastiku zostanie poddany wysokiej temperaturze,
to BPA wyzwala się z niego jak szalone. I przedostaje się np. z czajnika
do gotowanej w nim wody, albo z miski do jedzenia podgrzewanego w mikrofalówce.
Coś niesłychanego! To po cholerę produkują czajniki z plastiku i miski
plastikowe do podgrzewania w kuchenkach mikrofalowych? Żeby mnie wykończyć?!!!
Po raz pierwszy straciłam apetyt na filiżankę zielonej herbaty, kiedy mój
przyjaciel, podróżujący regularnie do Chin, przywoził ją stamtąd w prezencie.
Widział, jak po zbiorach wysypuje się listki herbaty na wielkie WYASFALTOWANE
place i one tam całymi dniami dosuszają się. Na tym ASFALCIE!!! Dlatego
dobrze byłoby je najpierw wypłukać we wrzątku! I zalać wodą z bisphenolem,
który w procesie gotowania przedostał się tam z czajnika?
Mój jogurcik na śniadanie, maślaneczka, twarożek, kozi serek
- wszystko jest pakowane w kubeczki z plastiku z zawartością bisphenolu!
Niedobrze mi! Umieram!
Po bisphenolu dobrałam się
do METHYLPARABENU, środka antyseptycznego i antybakteryjnego, znajdującego
się w każdym kosmetyku, a zwłaszcza w kremie do pielęgnowania twarzy. Japończycy
wykryli, że wystawiony na działanie promieni UV przyspiesza starzenie się
skóry, wywołuje zmarszczki i starcze plamy!! Jak na ironię losu, znajduje
się on we WSZYSTKICH kremach na dzień, kremach, które z założenia mają
pełnić funkcję ochraniacza skóry!!! Ja się zabiję!!!
Boję się położyć spać, bo czuję, że dręczyć mnie będą koszmary.
Co tu robić? Przenieść się na wieś pod las? Wydzierżawić kawał pola i obsadzić
je kartoflami? Kupić krowę i parę kur, a może kozę i koguta? Założyć warzywnik?
Jeździć po wodę do Lourdes? Szyć samemu buty i prząść len na odzież? A
w mojej encyklopedii zdrowia stoi napisane, że największe zagrożenie stanowią
naturalne składniki codziennego pożywienia. NATURALNE, rozumie pan, Panie
Andrzeju, nie jakieś tam konserwanty, koloranty i inne toksyny, tylko NATURA.
Cukier, na przykład, pierwszy gangster wśród złoczyńców. Nasycone kwasy
tłuszczowe itd.
W mojej rodzinie jadało się smalec i masło w dużych ilościach,
ale nikt nie chodził z brzuchem do przodu, a spodnie pasowały z sezonu
na sezon. A "raki" zdarzały się rzadko, raczej uwiąd starczy był przyczyną
schodzenia z tego świata. Jak pamiętam, rolnik, od którego kupowaliśmy
świnię i cielaka dwa razy w roku, karmił je mlekiem, zbożem, ziemniakami
i zielonką.
Przerażona
Grażyna Maria Królówna
Od redakcji: Szanowna Pani, niestety, dzisiaj trzeba
sporo się nagimnastykować, aby jeść zdrowo i normalnie. Z drugiej
strony, taka "gimnastyka" to sama przyjemność.
GONIEC NR
22/2008 (230)
(30
maja - 5 czerwca 2008)
System narobił pożytecznych...
Po długiej nieobecności na łamach odezwał się tow. Waldemar Konior,
ot, wypisuje. Ale twierdzenie p. Kumora jest niecałkiem zgodne z prawdą,
kilka miesięcy wstecz listy tego wieszcza były publikowane na łamach "Gazety"
i "Angory", musiał się bardzo podobać, bo otrzymał bardzo pochlebne komentarze
od "autorytetów", tow. Konior został podtrzymany na duchu i dlatego poczuł
się taki pewny siebie. Teraz kolej pisać do "Krytyki politycznej" i Sierakowskiego,
to może odpowiadać, głupie i bez sensu, ale może linia podobna, oni też
nie tolerują niezależnych i samodzielnych dziennikarzy, patriotyzm im nie
odpowiada. Niektórzy tak mają, unikają normalnej dyskusji, ale zza winkla
to potrafią, takie karabiny z krzywą lufą i cienkie Bolki, zupełnie jak
Wałęsa. Z lektur usuwa się Sienkiewicza, a z prasy patriotów... i mamy
teren wolny dla Grossa, Michnika i drobnych oszustów z innych "gazet".
Po latach komunistycznych kłamstw, prawda cały czas jest niewygodna,
obalenie rządu p. Jana Olszewskiego nie zrobiło wrażenia, a prawda mówiona
przez Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza kłuje w oczy i uzmysławia
głupotę, a kto lubi przyznać się do braku rozumu???
Prawda jest niemodna, to burżuazyjny przeżytek... tylko "merdia"
posługują się prawdą prawdziwą, czyli propagandą sączoną na każdym kroku
i dlatego wyznawcy Tuska od życia dostaną kopa, ale czy coś zrozumieją...
Prawda, p. Konior??? Byłoby bardzo nieciekawie, gdyby wszyscy się ze mną
zgodzili... nie ma obowiązku. Piszę do "Gońca" od kilku lat, zawsze wiedziałem,
na jakiej zasadzie jestem publikowany, przepraszam za namolność.
Prostak z Rodziny Radia Maryja
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Zgadzamy się.
Szanowna Redakcjo,
Jestem zszokowana tonem list p. W. Konior - "Goniec" nr 20. Wyraźnie
brakuje temu Panu zwykłej kultury osobistej, wydając opinie o red. S. Michalkiewiczu,
ojcu Rydzyku i słuchaczach Radia Maryja językiem wyjątkowo prymitywnym.
Zupełnie nie pojmuję, z jakiego źródła czerpie te wszystkie bzdury.
Dlaczego uzurpuje sobie prawo i wypowiada się w imieniu Polonii, czyli
moim również.
Forma pana Konior jest szkaradna. Wygląda na to, że powinien
uzupełnić swoje wiadomości i posłuchać (niewyrywkowo) Radia Maryja, Telewizji
Trwam - zapewniam, cudowna lektura. Wydaje mi się, że za dużo czyta tych
pism lekkich, łatwych i efekty gotowe i może poziom "Gońca" jest dla tego
Pana za wysoki - są pozycje znacznie łatwiejsze. Ja z mężem z torontońskich
gazet czytam tylko "Gońca" i to nam zupełnie wystarcza. Jak widać, "macki"
antyklerykalizmu przechodzą z Polski do Polonii kanadyjskiej, i nie tylko.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla p. red. Kumora i całej Redakcji
"Gońca"
Anna Sikorska-Majdan
Od redakcji: Dziękujemy, o tym, czym jest i co robi Radio Maryja,
można przeczytać w dzisiejszym numerze w artykule p. Zarzeckiego.
Pan Andrzej Kumor,
Szanowny Panie,
W odpowiedzi na Pana pismo z dnia 29 kwietnia 2008 r., działając
z upoważnienia Rzecznika Praw Obywatelskich, na podstawie art. 11 pkt 2
ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z
2001 Nr 14, poz. 147 ze zm.), przedstawiam uprzejmie następujące wyjaśnienia.
W swoim piśmie zwraca się Pan do Rzecznika z prośbą o wskazanie
drogi prawnej, która w skuteczny sposób, przy udziale społeczeństwa, mogłaby
doprowadzić do rozstrzygnięcia o losach Traktatu zmieniającego Traktat
o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską, podpisanego
w Lizbonie w dniu 13 grudnia 2007 r. (tzw. Traktatu Lizbońskiego).
W związku z powyższym uprzejmie informuję, że wskazane kwestie
były przedmiotem głębokiego zainteresowania Rzecznika Praw Obywatelskich.
Rzecznik w wystąpieniach do Prezesa Rady Ministrów oraz Marszałka Sejmu
(pisma z dnia 21 grudnia 2007 r. i z dnia 20 lutego 2008 r.), a także w
podawanych do wiadomości publicznej oświadczeniach (z dnia 27 lutego 2008
r. oraz z dnia 2 kwietnia 2008 r.) postulował, aby zgoda na ratyfikację
Traktatu została wyrażona przez obywateli w referendum ogólnokrajowym (wskazane
wystąpienia zamieszczone są na stronie internetowej Rzecznika www.rpo.gov.pl).
Trzeba jednak stwierdzić, że ostateczna decyzja co do wyboru
trybu, w jakim może być wyrażona zgoda na ratyfikację umowy międzynarodowej,
należy do kompetencji Sejmu (art. 90 ust. 4 Konstytucji RP). Rzecznik nie
ma możliwości władczego wpływania na decyzje Parlamentu, a wyrażenie takiej
zgody w ustawie jest z formalnoprawnego punktu widzenia dopuszczalne i
prawidłowe.
Równocześnie pragnę wskazać, że Rzecznik w pełni podziela Pana
krytyczne uwagi, iż w tak ważnej kwestii powinno się przeprowadzić referendum
ogólnokrajowe. Rzecznik wnioskował również o przeprowadzenie merytorycznej
debaty publicznej, mającej na celu przedstawienie społeczeństwu przyjmowanego
dokumentu. Należy uznać, że obecnie jedynym możliwym działaniem Rzecznika
w podnoszonej przez Pana sprawie jest dalsze apelowanie do organów władzy
publicznej o podjęcie wszelkich możliwych działań, by w przystępny sposób
przedstawić i wyjaśnić obywatelom treść Traktatu oraz konsekwencje jego
ratyfikacji przez państwa członkowskie Unii Europejskiej - poznanie nowych
mechanizmów współpracy państw w ramach organizacji wydaje się bowiem niezwykle
istotne.
Dziękuję za obdarzenie Rzecznika Praw Obywatelskich zaufaniem.
Mam nadzieję, że powyższe wyjaśnienia okażą się wystarczające.
Z poważaniem,
Dyrektor Zespołu
Mirosław Wróblewski
Od redakcji: Powyższy list jest odpowiedzią wysyłaną do wszystkich,
którzy podpisali petycję domagającą się zorganizowania referendum w sprawie
przyjęcia tzw. Traktatu Lizbońskiego.
Droga Redakcjo,
Piszę ten list w związku z ukazaniem się na rynku wydawniczym
książki "Powojenne wiatry" pana B.W. Makowskiego. Jest to kontynuacja losów
Janka Tabora, który był bohaterem poprzedniej książki "Wyrwani z korzeniami".
Janek to nie kto inny tylko autor książki, który opisuje swoje losy od
rozpoczęcia wojny, zsyłki na Sybir, po udział w szlaku bojowym armii gen.
Andersa, aż do jej zakończenia. "Powojenne wiatry" jest następnym w sumie
tragicznym etapem ludzi, którzy przeżywają rozterki, co dalej zrobić ze
swoim życiem. Powrót do Polski w ich sytuacji jest raczej ryzykowny ze
względu na represje władz komunistycznych, a pozostanie na Zachodzie też
nie jest łatwe. W miejscach swojego pobytu są traktowani bardzo źle i najchętniej
by się ich pozbyto. W tej sytuacji część z nich zdecydowała się na wyjazd
do Kanady i podpisanie kontraktu na 2-letnią pracę na farmach.
Już na ziemi kanadyjskiej wielu z nich ciężko tego żałowało,
bo praca po kilkanaście godzin dziennie przy złym wyżywieniu i zakwaterowaniu
była ponad ich siły. Prości farmerzy traktowali ich bez mała jak niewolników.
Często zdarzały się wypadki pobić, a na pomoc agencji rządowych raczej
nie mogli liczyć. Pomimo tak ciężkiej pracy, bez mała głodowania, zarabiali
dosłownie grosze. Wyjścia jednak nie było, bo zerwanie kontraktu wiązało
się z deportacją i innymi szykanami. Książka pana B.W. Makowskiego bardzo
dokładnie przedstawia ich losy w sposób bardzo ciekawy, a potraktowanie
niektórych wydarzeń w kategorii czarnego humoru dodaje książce uroku i
czyni ją bardzo ciekawą. Ponadto książka przedstawia obraz Kanady tamtego
okresu, wygląd miast, wiosek, dalekiej północy, pracy na farmach, w kopalniach
złota czy fabrykach. Praktycznie nikt z nas, nowej emigracji, nie zna Kanady
tamtego okresu ani losów żołnierzy, którzy po trudach wojny musieli zmierzyć
się z nową rzeczywistością.
Bardzo gorąco polecam czytelnikom "Gońca" tę książkę i jestem
pewny, że czasu poświęconego na jej przeczytanie nikt nie będzie żałował.
Z poważaniem
K. Kierzkowski
Od redakcji: Zachęcamy do lektury!
Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję redakcji "Gońca", jak również panu Stanisławowi Pietrasowi
za jego list "Biznes czy służba zdrowia?". Tak, ważniejszej rzeczy jak
zdrowie nie ma.
Podobnie jak p. Pietras, mam duże doświadczenie i długą historię
stosunków z rzekomą służbą zdrowia. W Toronto, jak również w Mississaudze
nie ma szpitala, w którym nie byłbym kilka razy. Przez około 25 lat leczyli
mnie (jeżeli to można nazwać leczeniem) na tzw. arytmię (nieregularne bicie
serca). Objawia się to: bólem w piersiach, nogach, rękach, kłopotami z
oddychaniem i ogólnym osłabieniem. Gdy te objawy nastąpiły, zostawiali
mnie na kilka dni w szpitalu, rozrzedzając krew. Gdy bicie serca wróciło
mniej więcej do normy, odsyłano mnie do domu, by w krótkim czasie powrócić
z powrotem z tymi samymi objawami.
W czasie mojego ostatniego pobytu rozcieńczono mnie do tego stopnia
krew, że nastąpił duży upływ krwi do żołądka - musieli mi dawać dużo krwi.
Jestem szczęśliwy, że krew ta nie była skażona, której w owym czasie było
dużo.
Oceniam, że duża ilość pobytów w szpitalach, jak również
wszelkiego rodzaju testy, kosztowały na pewno ponad 200.000 dolarów, za
co zapłacił podatnik, czyli my wszyscy. Czy to wszystko było potrzebne?
Nie jestem lekarzem, lecz obiektywnie na to patrząc, uważam, że w większości
było to marnowanie pieniędzy. Włożono mnie podobnie jak p. Pietrasowi "stent",
który poprawił moje zdrowie, chociaż całkowicie nie wyeliminował problemu.
Czy nie można było tego zrobić od razu, nie czekając na dziesiątki pobytów
w szpitalu? Byłoby to na pewno niedobre dla biznesu, a to, że kilka razy
zaglądałem śmierci w oczy, było chyba rzeczą drugorzędną. Po wspomnianej
operacji, pomimo poprawy byłem w dalszym ciągu bardzo osłabiony i niewiele
przydatny do niczego.
Tych, co zajmują się tzw. medycyną alternatywną, określa się
mianem szamanów, szarlatanów, znachorów itp. Jeżeli chodzi o mnie, to kobieta,
która leczy ziółkami, wyleczyła mi najpierw żołądek, a przez różnego rodzaju
"supplementy" wzmocniła mięsień sercowy, jak również cały organizm, poprawiła
system immunologiczny. Po 25 latach jestem w stanie od nowa chodzić na
długie spacery, jeździć rowerem itp., czego od dłuższego czasu robić nie
mogłem. Zrobiła to kosztem kilku setek dolarów, przywracając mi moje życie.
Wszyscy o tym wiemy, że nie można iść przeciw naturze. Używanie
syntetycznych leków jest właśnie sprzeciwianiem się tej naturze. Obecnie
nie leczy się choroby, tylko znieczula objawy, by później te objawy powróciły
ze wzmożoną mocą.
Piszę ten list, gdyż podobnie jak p. Pietras uważam, że powinniśmy
domagać się zmiany tego, co dobrze nie pracuje. Lek, który ma uboczne działanie,
nieraz robi więcej szkody niż dobrego, nie powinien być nazywany lekarstwem.
Dziękuję jeszcze raz p. Pietrasowi, że poruszył tak bardzo ważny i istotny
temat dla nas wszystkich.
Supplement, który tak bardzo pomógł mnie i na pewno niejednej
osobie, został objęty zakazem sprzedawania. Potwierdza to tezę p. Pietrasa,
że chorzy ludzie są dobrzy dla biznesu.
Jest również propozycja w parlamencie w postaci Bill C51, która
ma zabronić sprzedawania supplementów, ziół, witamin, minerałów itp. Zioła
te mają być na receptę. Ciekawe, kto będzie pisał te recepty, chyba nie
medical doctors, którzy nie mieli ani jednej godziny instruktażu w szkole
medycznej i ich wiedza na ten temat jest równa lub zbliżona do zera. Uda
im się to przeforsować, to zostaną dla nas tylko leki chemiczne, i to jest
chyba ich cel.
Z poważaniem
Zygmunt Mańkowski
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za list, zapraszamy Państwa
do dyskusji i dzielenia się opiniami na temat służby zdrowia.
GONIEC NR
21/2008 (229)
(23-30
maja2008)
Dama domalowana
Szanowny panie Andrzeju,
Przepraszam za być może zbyt poufały wstęp, ale jestem pańskim
czytelnikiem od kilkunastu lat i jakoś tak to wyszło.
Z ogromną satysfakcją przeczytałem pańską odpowiedź na zaczepki
pani, której się wydaje, że jest alfą i omegą polonijnej prasy. Od dawna
czekałem na to, że ktoś zdecyduje się publicznie powiedzieć tej pani, ile
jest warta. Od kiedy ta pani została głównym ideologiem "Gazety", pismo
to osiągnęło dno. Polityczna poprawność i używanie jedynego słusznego koloru
(szarego) do określenia barwnej rzeczywistości wylewa się z tej gazety
szerokimi strugami.
Ciągle zastanawiam się, czemu pan Bełz dopuścił do zmarnowania
tego dziennika. Z przykrością patrzę na sterty wydania sobotniego piętrzące
się na półkach. Nie tak to kiedyś bywało, na "Gazetę" się czekało i czytało
od deski do deski. Czekało się na pańskie komentarze, felietony pana Lenkiewicza,
Michalkiewicza czy innych. Kiedy cały ten dorobek został zmarnowany dzięki
między innymi pani Bonikowskiej i panu Lilientalowi, musiałem zrezygnować
z tej pozycji. Tego strawić się już nie dało. Dzisiaj ta pani atakuje następne
pismo i jego twórcę. Czyżby to była jakaś misja?
Serdecznie pozdrawiam,
Eugeniusz Laskowski
Kitchener
Od redakcji: Szanowny Panie, niezręcznie jest mi komentować,
co ktoś inny robi ze swoją własnością. Być może to, co dla nas stracone,
dla innych zostało odzyskane. Na tym polega wolność prasy, że jeśli się
dana gazeta nie podoba - nie musi się jej czytać...
Szanowny Panie Redaktorze,
Widzę, że pewnego rodzaju "czynnikom" pan Michalkiewicz zaczyna
mocno "zachodzić" za skórę, stąd te ataki na Niego w dwóch ostatnich numerach
"Gońca".
Nie przejmuj się Pan - te ataki na Michalkiewicza świadczą, że
pisze na temat i mądrze - gdyby Michalkiewicz pisał nie na temat i głupio,
to nikt by się tym nie przejmował.
A tym, którzy te listy atakujące Michalkiewicza pisali, radzę,
aby przestali kupować "Gońca" i zaczęli kupować "G... Wymiotną" Adasia
- taaaak... Adaś prawdę wam powie.
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Nie przejmujemy się.
Szanowna Redakcjo,
Angielskojęzyczne kanadyjskie publikatory ponownie poinformowały
o kolejnych przeproszeniach rządu kanadyjskiego i kolejnych grantach przyznanych
organizacjom reprezentującym pokrzywdzonych przed laty imigrantów. Tak
więc o ile pamiętam, przeproszenia (i za każdym razem miliona dolarów)
doczekali się tubylcy, Żydzi, Ukraińcy, Chińczycy. Wkrótce też mają być
przeproszeni przybysze z Indii (sikhowie), bowiem w 1914 roku statek z
376 ich ziomkami nie został przyjęty w porcie w Vancouverze i musiał odpłynąć.
Jeśli z tak, często błahych przyczyn, rząd kanadyjski przeprasza i przekazuje
na konta obecnych organizacji słone sumy pochodzące z podatków, to czemu
nasza grupa etniczna nie może zwrócić się z podobnym wnioskiem?
Weźmy choćby pod uwagę problem potraktowania naszych kombatantów
po drugiej wojnie światowej. Ci bohaterowie, walczący ramię w ramię z armią
kanadyjską, przed uzyskaniem pełnego prawa osiedlenia się w Kanadzie musieli
odpracować, zwykle dwa lata, jak niewolnicy na farmach kanadyjskich. Często
na tych samych, na których wcześniej pracowali jeńcy niemieccy. Często
nasi rodacy byli traktowani gorzej niż ci jeńcy, szczególnie kiedy trafili
na właściciela farmy Niemca, sympatyka nazizmu. Problem ten jest w wystarczającym
stopniu udokumentowany, choćby spisanymi wspomnieniami tych naszych bohaterskich
rodaków.
Apeluję do KPK, aby zajął się tym problemem. Nie chodzi
tylko o pieniądze, choć i one mogą się przydać, choćby na stypendia dla
dzieci polonijnych, ale o napiętnowanie krzywd doznanych przez naszych
żołnierzy, którzy tułaczki wojennej nie mogli zakończyć w swojej skomunizowanej,
częściowo z winy aliantów, w tym Kanady, stanowiącej część Korony brytyjskiej,
Ojczyźnie.
Z poważaniem,
Jan Szarycz
Od redakcji: Pewnie że tak.
***
Witam serdecznie i pozdrawiam Pana Andrzeja oraz całą redakcję
"Gońca". Prenumeruję Waszą gazetę od początku Waszego istnienia i jestem
bardzo zadowolona z Waszych wiadomości bieżących i przeszłej historii nas,
Polaków (tak trzymać), wrogów lekceważyć i ignorować.
Obiecałam napisać artykuł na temat pomocy Żydom na Wołyniu w
czasie wojny przez moich rodziców Polaków i Ukraińców na terenach przy
granicy z ZSRS, w okolicach Rokitna, Żytomierza i innych miejscowościach,
gdzie były wielkie lasy i bagna, ale to w następnym liście.
W tej chwili poruszył mnie list Pana Konrada w kwietniowym numerze.
Nie podał swego nazwiska, może pod takim listem wstyd Mu było się podpisać.
Myślę, że ten Pan Konrad jest bardzo źle wychowany przez swoich rodziców.
Nie wiadomo, w jakim jest wieku, i nie wiadomo, co tu porabia w Kanadzie,
że ma bezczelność nazywać ojca Tadeusza Rydzyka kłamcą i oszustem, a nas,
ludzi wierzących, owieczkami i baranami. Wg mnie, p. Konrad - mnie pasuje
porównanie do zwierząt - to jest wilkiem i parszywą owcą, taki wilk jakby
mógł, toby nas zjadł zamiast tego niedobrego żurku, który jadł na spotkaniu
z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Wg Pana Konrada, to dlatego jesteśmy takie
głupawe owieczki, bo nie ma kto nas oświecić, więc proponuję Panu, żeby
zaprosił Pan tu, do Toronto, prez. Kwaśniewskiego z jego kolegą Panem Siwcem
i tu zorganizował spotkanie z Polonią. Musi też Pan pomyśleć o poczęstunku
(kawior, koniak itp.), żeby czasem nie było żurku. Życzę Panu dochodu z
tego spotkania.
Pisze pan, że ludzie samodzielnie myślący na takie spotkania
nie chodzą, to ja pytam, co Pan Konrad tam robił? Uważam, że był tam wysłany
przez kogoś jako razwiedka (jak nazywa takich ludzi Pan Stanisław Michalkiewicz).
Teraz w Polsce za premiera Pana Tuska jest wielka nagonka na ojca Tadeusza
Rydzyka, ażeby zniszczyć Jego i wszystkie dzieła z nim związane i tu mamy
przedstawiciela w osobie Pana Konrada i na pewno takich jest dużo, czasami
słyszy się wypowiedzi.
Każdy ma wolną wolę i może mieć swoje przekonania, ale naśmiewać
się, ubliżać i wyzywać to nieładnie. Słucham Radia Maryja z córką od początku
i nigdy nie słyszałam, żeby padły jakieś złe słowa na przeciwników, a czasami
ktoś poda intencje do różańca, żeby pomodlić się za wrogów Radia Maryja.
Członkowie nowego rządu z partii PO już obiecują, że zrobią, co zrobili,
z księdzem Popiełuszką, i wszystko jest możliwe, ile ginie teraz księży
i misjonarzy katolików na całym świecie.
Przez Pana Konrada przemawia jakaś nienawiść, złość i zazdrość,
że ktoś jak ojciec Tadeusz Rydzyk, który jest człowiekiem wykształconym,
inteligentnym i potrafi rozmawiać z ludźmi prostymi i wysoko postawionymi.
Jest znaną osobistością prawie na całym świecie, bo stworzył Radio Maryja,
Telewizję Trwam, tygodnik "Nasz Dziennik" i najważniejsze, to otworzył
Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w której studiują
studenci polscy i z całego świata. Najważniejsze, że dyplomy tej szkoły
są honorowane na całym świecie. Oczywiście tego wszystkiego by nie stworzył
sam, oczywiście są tu razem z nim Jego współbracia z zakonu redemptorystów,
którzy pracują prawie na całym świecie. No i Polacy w Polsce i Polonia
na całym świecie, którzy wspomagają finansowo na całym świecie.
Dlatego Polonia rozsiana po całym świecie chce poznać osobiście
ojca Tadeusza Rydzyka, jak i Jego współbraci oraz osoby, które występują
w Jego mediach niezależnych, dlatego są te spotkania.
Pan redaktor Kumor nie chciał z Panem Konradem polemizować, a
nawet ruszyć palcem w bucie, bo Pan Konrad chyba zjadł wszystkie rozumy,
ale wg mnie niżej podpisanej zdaje się te rozumy poszły nie do głowy, a
niżej, życzę odzyskania ich. Chciałam jeszcze się Panu przedstawić, zostałam
w moje urodziny w tym roku, 17 kwietnia, już prababcią.
Anna Kubica
Hamilton
Od redakcji: Szanowna Pani, serdecznie dziękujemy za mądre
słowa.
Głupio będzie się przyznać
W kwietniu miałem okazję naocznie przyjrzeć się polskiej rzeczywistości
i co... prywatne budownictwo wrze, a autostrady i stadiony czekają na cud.
O tym wiedzą wszyscy normalni, poza tym są inne sprawy skrzętnie ukrywane
przez mających uczciwie informować, zresztą odbiór informacji jest na zasadzie
- TV kłamie. "Napoleon" w rządzie zdecydował się ujawnić aspekty katastrofy
wojskowego samolotu, no i było dużo gadania, a komentarze ulicy - po kilku
dniach pijaństwa i balandze na pokładzie samolotu inaczej się skończyć
nie mogło.
Bazary i ulice w sposób zupełnie inny niż TVN, "Polityka" lub
"Gazeta Wyborcza" komentują wydarzenia, ludzie się dziwią - najładniejszy
w SLD przewodniczący komisji mającej odpowiednio naświetlić "dziwną" samobójczą
śmierć Barbary Blidy - wszędzie o tym głośno, transmisje z obrad komisji,
komentarzy bez liku, ale o śmierci samobójczej sędziego z Garwolina jakoś
w ogóle się nie wspomina, czyżby powiesił się w niewłaściwym momencie???
Część dokumentów ze śledztwa w sprawie śmierci państwa Jaroszewiczów zaginęła,
winni śmierci p. Olewnika wreszcie odnalezieni i skazani, dziwnym trafem
powiesili się w różnych więzieniach... widocznie tak jak Blida i sędzia
bali się wspólników, epidemia jakaś, czy co???
Głosujący ostatnio na PO i cudaka, zaczynają rozumieć, że znowu
dali się wyrolować, i to przez to samo co zwykle towarzystwo, no cóż, ludzie
są przyzwyczajeni, że inni za nich myślą... tak jest wygodniej (???). Oszołomy
są wszędzie, nawet tutaj dają o sobie znać, ostatnio w "Gońcu" znowu się
odezwał nawiedzony z Montrealu... biedaczek nie znosi red. Michalkiewicza,
o. Rydzyka, p. Macierewicza, tak mu każe propaganda, tak jest nauczony
i bardzo mądry... nawet nie zada sobie trudu, aby coś zrozumieć, po prostu
wie, iż żydokomuna ma rację i cóż poradzisz, a że następnie ponownie budzi
się z ręką w nocniku, no cóż, on nie jest od myślenia... co widać.
Cały czas jest wielu bezkrytycznie wierzących propagandzie, takich
co to nic do nich nie przemawia, z myśleniem samodzielnym mieli problemy
od dziecka, dla nich tylko silny i bogaty ma rację.
W księgarniach króluje propaganda, kiedyś Marks i "dzieła" Lenina,
teraz bezapelacyjnie wszędzie panuje "Strach" Grossa, są oczywiście i inne
"autorytety", np. uważający Polaków za bydło prawie profesor Bartoszewski,
zapluty nienawiścią Edelman, przekonany o swoim rozumie Wałęsa oraz grający
w cieniu pierwsze skrzypce Geremek... doczekaliśmy się "autorytetów", ale
ze szkół usuwa się Sienkiewicza... cud rządu PO i PSL. Tusk i Pawlak "Nocnej
zmiany" ciąg dalszy.
Coraz więcej osób z niedowierzaniem kręci głowami, czegoś takiego
nie przewidywali... nawet WSI ma szansę na odbudowę, a wszystkie osiągnięcia
poprzedniego rządu poszły się gwizdać... No cóż, rodacy, sami dokonaliście
wyboru, na cuda szans nie ma, ale drożeje wszystko, podobno lepiej to już
nie było. Walka PiS z korupcją w PZPN, szansa na odbudowę polskiego piłkarstwa,
już wiadomo, że skończy się niczym, mieszkania spółdzielcze miały być za
symboliczną złotówkę, ale... sprawa stanęła w miejscu, widocznie są siły,
którym takie rozwiązanie jest nie na rękę. Walka PO z prezydentem Lechem
Kaczyńskim trwa w najlepsze, na razie media są po stronie Tuska, ale już
gdzieniegdzie słychać niezadowolenie... znowu szykuje się zmiana frontu,
problem będą mieli wszyscy bezkrytycznie wierzący Tuskowi. Znowu trzeba
będzie zmieniać idola, a co, nie pierwszy i nie ostatni raz, wielu tak
ma.
Nasuwają się różne skojarzenia, na jednej z giełd w Polsce, dokładnie
było słychać cudaków reklamujących środek na odciski, wrastające paznokcie
i wiele innych bardzo przydatnych środków... Tusk zaanektował tę starą
metodę, też reklamuje niekonwencjonalne metody, rodem z NASA. Bardzo ostatnio
w cenie jest ogólny dostęp do Internetu lub np. boisko ze sztuczną nawierzchnią.
A co (?), pomarzyć nie wolno? A naiwniaki wierzą i nic dziwnego, ostatecznie
gra w trzy karty, górą dół, lusterka, są bardzo modne, a do piramidy to
całą Polskę chcą wciągnąć cwaniaki z UE. Bardzo mądrzy i bywali dziennikarze
biadolą... gdyby nie te wstrętne USA, to Kanada miałaby się dużo lepiej
(???), ciekawe swoją drogą, dlaczego te polskie "autorytety" popierające
Tuska i jego brak polityki nie zajmują się polskimi sąsiadami, widocznie
jest jakiś tajemniczy powód, może dopiero po wchłonięciu przez kołchoz...
No nie, wtedy to na nic nie pozwolą.
Szykuje się w Polsce wielka wyprzedaż społecznego majątku, zgadzam
się z propozycją prywatyzacji, ale... tylko w momencie przeprowadzenia
lustracji, dekomunizacji i rozliczenia mafijnych układów, a działania PiS
broniły wspólnego majątku, nie pozwalały na złodziejskie przejęcie środków
umożliwiających udział w grabieży, ludzie władzy i potencjalni kupcy stanowią
jedną mafię, te same środowiska w latach 40. ograbiły prywatnych właścicieli,
a teraz próbują tylko dokończyć grabieży.
(...)
Leciałem ostatnio przez Amsterdam, w drodze powrotnej, podczas
5-godzinnego oczekiwania, mimo że nawet pogadać było z kim, postanowiłem,
że jest to mój ostatni lot KLM... Aborcje i eutanazje nie budzą mojej sympatii
i dlatego nie widzę powodów, by w jakikolwiek sposób popierać morderców.
Głupia reakcja? Może, ale moja prywatna, do tego jeszcze mamy prawo, ciekawe,
jak długo.
Wpływowe media w Polsce tworzą rankingi popularności w szansach
do prezydentury, okazuje się, że Tusk jest bezkonkurencyjny (???), dalej
umieszczają kilka kandydatur oczywistych, aby wreszcie wyciągnąć bardzo
zgrane postacie Cimoszewicza, Marcinkiewicza, Szmajdzińskiego (???). W
ostatnim "Gońcu" ukazał się artykuł ciekawy pt. "Sojusz z Izraelem?", w
wielu miejscach potwierdzają się teorie P. Feliksa Konecznego, ale ostateczne
wnioski to tylko propaganda. Judeopolonia to tylko żydowskie marzenia,
a właściwie cel, współpraca w takim państwie wybryku byłaby niemożliwa,
dwie zupełnie odmienne cywilizacje nie stworzą czegokolwiek. Przed II wojną
filosemityzm określano jako dwużydzian Polaka, ale poza ewidentnymi zdrajcami
nawet najbardziej zagorzali filosemici zrezygnowani składali broń, widzieli
bezsens swoich działań. Żydzi się nie asymilują.
Podobno są jakieś problemy z układem NAFTA... nie wiem, czym
ten patent grozi, ale wydaje mi się, że dużo większym problemem jest układ
CIFTA, warto się temu przyjrzeć... żywność coraz droższa, na pewno jednym
z powodów jest światowa socjalistyczna gospodarka, ale to nie wszystko...
ktoś tym steruje.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Patrząc na polskich "polityków", człowiek nie wie, kto zdrajcą,
a kto tylko głupcem. Znalazło się na szczęście kilka osób głosujących przeciw
ratyfikacji traktatu reformującego, ale o tych akurat osobach w mediach
cisza, bardzo konkretna postawa p. Antoniego Macierewicza z gromadką PiS-owców,
wstydem okryła całą resztę, milczenie na ten temat nie ukryje zdrady. Do
tej pory nie czuli się Europejczykami, a teraz po głosowaniu wyraźnie widać,
komu słoma z butów wystaje, wymiana gabinetu, Sejmu i Senatu jest konieczna,
złamali przysięgę, nie powinni mieć szansy na zabieranie głosu w sprawach
dotyczących Polski.
J.S.
Od redakcji: xxx
GONIEC NR
20/2008 (228)
(16-22
maja2008)
Panie Naczelny
Uważam, że list p. Jerzego Świecha opublikowany w ostatnim numerze
"Gońca" zawiera wiele słusznych uwag i doprawdy nie rozumiem, jak może
pan nazywać go rozweselającym donosem na p. Stanisława Michalkiewicza.
Takich rozweselających donosów życzyłbym czytelnikom jak najwięcej.
Rydzyk jest chlebodawcą Michalkiewicza, więc z drugiej strony,
trudno dziwić się, że facet tańczy tak jak mu grają w Toruniu.
Ten wielce ceniony przez pana publicysta ma niespotykany tupet,
jego styl i język odpycha niejednego czytelnika na kilometr, proszę mi
wierzyć. A do tego pisze często enigmatycznie na bieżące tematy polityczne,
operuje ogólnikami. Założę się, że nawet czytelnicy mieszkający w Polsce
nie zawsze wiedzą, do kogo te jego chamskie aluzje są adresowane, tym większe
kłopoty z tym mają polonusi mieszkający po tej stronie oceanu. Żeby rozszyfrować
ten michalkiewiczowski język, trzeba dość uważnie i na bieżąco śledzić
wydarzenia w Polsce, a pismo polonijne nie powinno dostarczać czytelnikom
łamigłówek.
Jeśli chce pan wypłynąć na szersze wody, zadowolić nie tylko
prostaków z rodziny Radia Maryja, panie Kumor, to niech pan nie publikuje
tekstów redagowanych przez ludzi, którzy ZAWSZE mają milion dwieście tysięcy
wrogów dookoła i przyrównują ich do gestapo lub pejsatych bolszewików.
Tacy ludzie jak Rydzyk lub Michalkiewicz dopiero przestaliby ujadać, gdyby
UE została podporządkowana Watykanowi, a to trochę za daleka droga, nie
sądzi pan? Szkoda tylko, że Ojciec Rydzyk bluźni Unii Europejskiej w Radiu
Maryja, jak przyznaje Michalkiewicz, ale zapomina dodać, że jednocześnie
wyciąga do niej ręce po pieniądze. To ma się nazywać moralność?
W każdym razie, konstruktywnej krytyki nie należy nazywać donosem.
Waldemar Konior
Od redakcji: Panie Konior, rozumiem, że pismo polonijne, według
Pańskiej recepty, powinno być łatwe, lekkie i przyjemne, tylko widzi Pan,
w takim piśmie nikt by nie zamieścił tego listu ani wielu innych wypowiedzi,
które upycha Pan na naszych łamach, a które zamieszczamy w imię wolności
słowa i swobody wypowiedzi. Niestety, ma Pan tak liche argumenty, że ucieka
Pan do inwektyw i obraża ludzi, obnażając tym samym własne prostactwo.
Biznes czy służba zdrowia?
Najcenniejsze, co człowiek posiada, to zdrowie. W obecnych czasach
coraz częściej jest uzależnione od innych niż od nas samych. Jest coraz
mniej lekarzy, którzy chcą leczyć, a coraz więcej tych, którzy zarabiają.
Gdyby lekarze zaczęli leczyć, to po kilkunastu latach ludzkość by wyzdrowiała.
Dziś nie mówi się o zdrowiu, tylko o chorobach. Przypuszczam,
że chora służba zdrowia to jedna z metod kontroli populacji na ziemi. Służbę
zdrowia przerobiono na wielki biznes i gołym okiem widać, że dobry pacjent
to chory pacjent, bo tylko taki przynosi zyski. Aby uzdrowić służbę zdrowia,
trzeba dobrego prawa i powrotu do korzeni, czyli do przysięgi Hipokratesa
i zasady, która głosi, że choroby wprowadzamy przez usta, czyli z pokarmem.
Coraz trudniej o zdrową żywność. Prawo pozwala na coraz większą domieszkę
chemii do tego, co jemy. Oszukuje się konsumenta na wszelkie sposoby, aby
sprzedać swoje produkty, które bardziej szkodzą niż żywią lub leczą. Lekarze
przyjmują pacjentów seryjnie, nie dając pacjentowi czasu na przedstawienie
swoich dolegliwości, i często bywa, że wszechstronnym lekiem na wszelkie
dolegliwości jest Tylenol 3 lub inny środek uśmierzający. Nasuwa się wniosek,
że człowiek jest chyba jedyną istotą, która dąży do samounicestwienia.
Aby uleczyć służbę zdrowia, należy zabronić produkcji środków
szkodliwych dla zdrowia, które są coraz częściej składnikami lub konserwantami
żywności i leków. Dziś, aby kupować zdrową żywność, potrzeba ogromnej wiedzy
medycznej, dużo czasu i pieniędzy. Np. sól jako składnik jest używana do
produkcji żywności pod pięcioma nazwami, aby zmylić lub oszukać konsumenta,
bo liczy się zysk, a nie zdrowie kupujących.
Miałem okazję "przetestować" służbę zdrowia na małym odcinku
jako pacjent szpitala w Mississaudze. Trafiłem do szpitala na początku
stycznia br. Do tej pory lekarze utrzymywali mnie w przekonaniu, że mam
zdrowe serce, aż tu świat mi się zawalił, gdy 4 stycznia br. dostałem rozległego
zawału. Ja też byłem zdziwiony, bo jestem aktywny fizycznie, nie jestem
otyły i mam niski cholesterol. W tym feralnym dniu śmierć mi zaglądała
w oczy wielokrotnie. Pierwszy raz w samochodzie, kiedy wracałem z pracy
do domu, następnie w domu, kiedy byłem sam i nie mogłem podnieść ręki do
telefonu, aby wezwać pogotowie, następnie kiedy dojechałem do najbliższej
przychodni i poprosiłem o lekarza lub karetkę. Po kilku minutach podszedł
do mnie lekarz i wezwał mnie do swego gabinetu. Ja już wyłem z bólu i nie
byłem w stanie podnieść się z krzesła i iść za nim, lecz on sobie poszedł.
Dopiero wezwana karetka zabrała mnie do Trillium Hospital. Tam
zbytnio rozrzedzono mi krew i przez kilkanaście godzin nie mogli mnie operować.
Kiedy wysłano mnie na prześwietlenie, a potem zostawiono na korytarzu,
to dostałem takiego bólu, który trudno opisać. Na tym korytarzu wyłem jak
poranione dzikie zwierzę, lecz nikt z przechodzących pracowników szpitala
nawet na mnie nie spojrzał i nie zapytał, dlaczego tak wyję w środku nocy
i w środku szpitala. To mnie przeraziło, że tak wielka znieczulica cechuje
ludzi, którzy mają dbać o nasze życie i zdrowie. Po wielu godzinach bólu
i krzyku poprosiłem o księdza, który swoją osobowością uspokoił mnie, dodając
wiary i nadziei, że mogę przeżyć.
Przytoczę tu komentarz rozmawiających pielęgniarek w tłumaczeniu
na język polski, cyt. "to co my nie możemy to on może", wskazując na księdza.
Dopiero po prawie 24 godz. zrobiono mi zabieg, a po kilku dniach zwolniono
do domu.
Niestety, po miesiącu wróciłem do tego samego szpitala, ale na
dłużej (3 tyg.). Robiono mi wiele badań, a kilka z nich wielokrotnie. Znaleziono
następny zator i ponownie zainstalowano mi stent, tym razem w szyi. Po
tym zabiegu trafiłem na oddział intensywnej terapii, gdzie pielęgniarka
miała się mną zająć. Przedawkowała leki nasenne i przeciwbólowe, tak że
rano nie mogłem się wybudzić, mimo że czułem i słyszałem, co się wokół
mnie dzieje. Kiedy wreszcie się wybudziłem, to ją zapytałem, czy czegoś
nie przedawkowała, lecz odpowiedzi nie uzyskałem. Przez następne dni miałem
obolałe i opuchnięte nogi.
Po kilku dniach odwiedził mnie arogancki neurolog, który stwierdził,
że z medycznego punktu widzenia to już nic nie mogą zrobić, a ja udaję
chorego. Wreszcie kardiolog zmniejszył mi dawkę jednego z podawanych mi
leków ze 100 mg do 12,5 mg i zaburzenia minęły, więc wróciłem do domu.
Po miesiącu znów trafiłem do tego samego szpitala. Tym razem zawiozła mnie
żona, z bólem w klatce piersiowej i wysokim ciśnieniem. Mimo wysokiego
ciśnienia (198/104) musiałem odczekać 3,5 godz., a potem uregulowano mi
ciśnienie i zwolniono do domu.
Otrzymałem rachunek za drugi pobyt w szpitalu, który pokrył OHIP
i moje ubezpieczenie, a ja tylko za karetkę. Jedna pozycja na rachunku
wzbudziła moje podejrzenie, bo dotyczyła nie serca, lecz nerek, na kwotę
941,40 dol. Płacąc w szpitalu za karetkę, zapytałem, co robiono z moimi
nerkami, lecz otrzymałem odpowiedź, że skoro ja za to nie płacę, to nie
powinno mnie to obchodzić. Poprosiłem więc o "Medical record". W otrzymanych
dokumentach, za które musiałem zapłacić (57 dol. za 17 stron) też nie znalazłem
odpowiedzi na moje pytanie. 30.04. br. miałem wizytę u kardiologa. Przy
okazji zapytałem, co jest złego z moimi nerkami i co z nimi robiono, bo
ja nic o tym nie wiem. Pani doktor była bardzo zdziwiona, kiedy przeczytała
wszelkie informacje na mój temat zawarte w komputerze, i stwierdziła, że
nic z moimi nerkami nie robiono, bo ja mam zdrowe nerki. Zapytała o to
również innego lekarza, który się mną opiekował podczas drugiego pobytu
w szpitalu i on też potwierdził, że nic mi przy nerkach nie robiono. Pani
doktor mi doradziła, abym to usunął z mojej kartoteki w ubezpieczalni lub
OHIP-ie, bo mogę mieć kłopoty w przyszłości. Zgłosiłem to do OHIP-u i czekam
na wyjaśnienie. Nie wiem, czy to pomyłka, czy oszustwo, ale jako pacjent
i podatnik, chcę wiedzieć, kto i ile czerpie z mojego portfela.
To w skrócie moja przygoda z kanadyjską służbą zdrowia. Zastanawiam
się, czy sumy z budżetu państwa i społecznych zbiórek są adekwatne do jakości
usług służby zdrowia. Nie twierdzę, że wszyscy traktują służbę zdrowia
jako dobry biznes. Nie wszyscy są nieczuli na ból i nieszczęście innych,
lecz w tej dziedzinie, czyli w służbie zdrowia, nie powinno być miejsca
dla ludzi bez serca, zwłaszcza w szpitalu, który się specjalizuje w chorobach
serca. Mimo wszystko dziękuję Bogu i tym, którzy mnie utrzymali przy życiu.
Jaśniejsze punkty w tym szpitalu to polskie pielęgniarki, które przynoszą
pacjentom uśmiech, nadzieję i profesjonalizm.
Dochodzę do wniosku, że trzeba mieć końskie zdrowie, aby się
leczyć, ale jak tu mieć zdrowie przy chorej służbie zdrowia. Chciałbym
dożyć dni, kiedy na wizytę u lekarza nie trzeba będzie czekać miesiącami,
a lekarze będą przepisywać leki, które pomagają pacjentom, a nie firmom
farmaceutycznym. Chciałbym dożyć momentu, kiedy nikt nie będzie wysyłać
pacjentów na testy i badania, które nic nie dają oprócz dochodów placówkom
medycznym, że nikt już nie będzie wiązał pacjentów do łóżek i podawał środków
nasennych, aby mieć spokojną noc na dyżurze. Wreszcie chciałbym dożyć chwili,
kiedy ci, co chcą leczyć, będą mogli spełniać swoje powołanie.
6 maja poprosiłem w szpitalu o pisemne wyjaśnienie sprawy. Dziś,
tj. 9 maja, otrzymałem ze szpitala odpowiedź, która mnie nie satysfakcjonuje,
a kopia rachunku, którą dziś otrzymałem, nie pokrywa się z oryginałem z
2 marca br. Załączam kopię listu ze szpitala i kopię obu rachunków, czyli
kopii i oryginału.
Kończąc, życzę dużo zdrowia i Bożej opieki wszystkim czytelnikom
"Gońca" i wszystkim pacjentom kanadyjskiej służby zdrowia.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Panie Stanisławie, wygląda na to, że trzeba mieć
wiele zdrowia, aby móc chorować. Dziękujemy za list.
GONIEC NR
19/2008 (226)
(9-16
maja2008)
Szanowni Państwo,
Podaję we wstępie swojego listu cytat listu pewnego Pana:
"...W sprawozdaniu ze spotkania z dr. Chodakiewiczem w Calgary
autor słusznie zauważa, że nie ma szans, aby KPK ufundował stypendium w
IPN, aby sprawdzić nazwiska polonijnych działaczy jeżeli chodzi o współpracę
z UB.
Problem ten można rozwiązać bardzo łatwo - jest w Toronto organizacja
=Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym?. Wystarczy założyć =Fundusz dla
sprawdzenia działaczy polonijnych?, postawić na jego czele kogoś zaufanego
i uczciwego, a następnie ogłosić się w =Gońcu? z prośbą o ściepę na to
stypendium dla historyka w IPN".
Uważam ten temat za bardzo istotny, bo do dziś, choć byłem współorganizatorem
ruchu polonijnego na Białorusi, to mam wątpliwości, z jakimi ludźmi wtedy
(lata 1998-1991) się pracowało. Ta niezdrowa sytuacja wokół ZPB - wojna,
którą rozpętało pewne grono osób nam bliżej znanych, mnie również przeraża
i chciałbym zadać pytania:
1. Czy istnieje może już Fundacja, która się zajmuje badaniami
historycznymi w IPN w celach sprawdzenia byłych i aktualnych działaczy
polonijnych?
2. Czy posiadają Państwo jakieś historyczne informacje np. o
agenturalnej przeszłości działaczy Związku Polaków na Białorusi?
Biorąc pod uwagę krytyczną sytuację, jaka zaistniała wokół ZPB,
widzę ogromny sens założenia takiej Fundacji i wyjaśnienia, kto kim był
w starym i skostniałym systemie komunistycznym. Proszę uprzejmie ew. o
adres naukowców, którzy się podjęli takich badań we współpracy z IPN.
Z wyrazami szacunku
Wiktor Dmuchowski
Od redakcji: Szanowny Panie, informacji takowych nie posiadamy.
Łatwo jest postulować, trudniej wykonać, zwłaszcza tę "ściepę".
Obywatelstwo
Wygląda na to, że polskim obywatelstwem można sobie gębę wycierać
- skandal.
Dokładnie, Panie Andrzeju - pańskie dzieci mają obywatelstwo
polskie "z mocy prawa" - gdyby po osiągnięciu pełnoletności z jakichkolwiek
powodów chciały się go pozbyć, to czeka je "droga przez mękę" - bo tak
wygląda zwalnianie się z obywatelstwa polskiego.
Ale piłkarz dostaje je od ręki - nawiasem mówiąc, czy ten piłkarz
zna choćby trochę język polski??? A poza tym zdaje się istnieje wymóg 5
lata zamieszkiwania w Polsce przed nadaniem obywatelstwa - oczywiście w
ustawie jest coś takiego: prezydent w szczególnych okolicznościach może
nadać obywatelstwo bez tego wymogu.
Na mój chłopski rozum, to te szczególne okoliczności mogą być
np. naraził swoje życie w obronie Polski. Ale za kopanie w piłkę???
Amerykanie mają "przyspieszony" tryb nadawania obywatelstwa -
ale najpierw trzeba być w amerykańskich siłach zbrojnych i trochę powalczyć
w Iraku.
Francuzi zdaje się też mają coś podobnego od dziesięcioleci...
Jak walczyłeś za Francję... Ale za piłkę nożną?
Pozdrawiam
J.K.
Od redakcji: No właśnie, piłkarz po polsku rozmawia jedynie
językiem migowym, ale widać bardziej zasługuje na obywatelstwo niż wywiezieni
w głąb Sowietów potomkowie Polaków... Taka Polska.
Z ukosa
Dziś nasi kochani Pani A.P. i Pan W.Ś. przypomnieli nam wszystkim,
co to jest być dobrym Polakiem, Polakiem, który jest dumny być kim
jest, jak być patriotą tego wielkiego Kraju. Ani jedno słowo, ani jedno
zdjęcie z uroczystości 3-majowej 2008 z Toronto.
Ważniejsze było omawianie i słuchanie dwóch druhów ZHP,
50-lecie istnienia tej organizacji w Kanadzie.
Tak naprawdę kim są nasi kochani? Kogo oni reprezentują?
Wstyd, wstyd, wielki wstyd.
B. Borejsza
PS Te programy z ukosa i na luzie nie mają nic z polskości.
Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan zapyta, dlaczego tak
jest, w telewizji, z własnego doświadczenia powiem, że "Z ukosa" musi mieć
coś z polskości, skoro jestem Polakiem i tam od czasu do czasu mnie pokazują.
***
Proszę o pomoc lub o wskazanie mi, gdzie mogę się z tą sprawą
zwrócić. W ostatnim tygodniu lutego zaczęłam szukać mieszkania. Mieszkanie
takie, jakiego szukałam, 1-sypialniowe, znalazłam przy ulicy Ponytrail
Court Cresant. Miałam tam zamieszkać od 1 maja 2008 r. Dokumenty, jakie
otrzymałam od Pani Super, wypełniłam i czek na kwotę 800 dol. za ostatni
miesiąc wręczyłam. Po trzech dniach Pani Super zadzwoniła, że mieszkanie
zostało mi przyznane. Spokojnie czekając na termin przeprowadzki, udałam
się na początku kwietnia pod wskazany adres. Poprosiłam Panią Super, czy
mogłabym zmierzyć szerokość pokoju, gdyż chciałam uszyć firanę. Lokatorzy,
którzy mieszkali w apartamencie, mieli się wyprowadzić ostatniego marca.
Pani Super powiedziała mi, że jest tam straszny bałagan, że nie ma czasu
(cały czas tylko kłamstwa, kłamstwa, choć nie wiem, dlaczego nie powiedziała
prawdy). Patrząc na balkon, zdziwiło mnie, że dawni lokatorzy nie zabrali
nawet anten satelitarnych.
Na 10 dni przed przeprowadzką dowiedziałam się, że z tego mieszkania
ludzie pojechali do USA, przyjadą w końcu kwietnia, to Ona ich wyrzuci.
Na pytanie, kiedy zrobi remont, nie było konkretnej odpowiedzi (wszystko
w kuchni, szafki, piec, lodówka do wyrzucenia, podłogi i ściany straszne).
Szybko musiałam szukać innego mieszkania, gdyż moje już ktoś
inny wynajął. Teraz, gdy chodzę lub dzwonię, aby odzyskać 800 dol., spotykam
się tylko z kłamstwem, agresją lub odkładaniem telefonu. Jestem samotną
matką wychowującą dziecko i kwota 800 dol. to dla mnie duże pieniądze.
Wiem, że bez Waszej pomocy tych pieniędzy nie odzyskam. Przesyłam również
kopię czeku. Za pomoc z góry serdecznie dziękuję.
A. Olszewska
Od redakcji: Proszę spróbować przedstawić swoją sprawę w sądzie
do spraw małych roszczeń (Small Claims); warto też odwiedzić stronę internetową
www.ontariotenants.ca (Ontario Tenants Rights). Jeśli ktoś z naszych Czytelników
mógłby pomóc - prosimy o kontakt.
Brak klasy
Panie redaktorze,
3 Maja przywołuje różne wspomnienia, jak chyba każde większe
święto. Robię czasem wtedy przegląd polskiej prasy tutejszej i krajowej.
Po prostu, aby wiedzieć, o czym przy takiej okazji pisze się i tu, i tam.
Często są to miłe lektury, okolicznościowe. Opisy typowych uroczystości
w Warszawie, nastrój świąteczno-patriotyczny.
Gazety z Toronto też na fali nastroju. Bywa, że fale są różne
i jak w przypadku "Gońca" nawet dość brudne. Szkoda, bo to dzień świąteczny
i chciałoby się, aby choć z takiej okazji jak 3 Maja Pan, jako redaktor
naczelny, powstrzymywał zbyt ochoczy styl redaktora Michalkiewicza.
Nie chodzi mi o poglądy pana M., gdyż są one jego prawną własnością.
Może je publikować, przynajmniej tam gdzie zechcą je drukować, co właśnie
udaje mu się na łamach "Gońca".
Pan Michalkiewicz wygłasza swoje poglądy, podbudowując je nienawiścią
do... Otóż to. Do kogo? Można odnieść wrażenie, że do wszystkich oprócz
ojca Rydzyka. Ma synowskie uczucia.
Epitety, jakimi autor "W zawieszeniu" (Goniec nr 18) obdarza
naszych rodaków w kraju, odnoszą się przecież i do nas. Jest to niewyszukany,
wręcz wulgarny styl.
Oto pierwsze z brzegu fragmenty prozy red. Michalkiewicza:
- "...Anschluss Polski do Eurosojuza...".
Oto stosunek autora - obywatela UE, do swego kraju. Oto określenie
organizacji państw, która w jego oczach jest tym, czym ją nazwał, a udział
Polski w tworzeniu Unii jest Anschlussem.
Nie wiem, czy historyczna wiedza pana M. zawiera coś więcej na
temat Anschluss poza samą nazwą. Mam jakby wątpliwości.
Broniąc swego ojca (chyba duchowego), pisze z zachwytem:
- "...Ojciec Rydzyk bluźni Unii Europejskiej w Radiu Maryja,
co nie tylko europejsów, ale i pokorne cielęta rozjątrza...".
Ufff... Odwaga owego ojca zachwyca naszego autora! Być może,
że sam też chciałby mieć tam tyle... W Polsce.
My za to od razu stajemy przed dylematem: kim jesteśmy? Cielęta
my czy Żydzi? Głupie cielęta, jak wynika, są posłuszne wobec pejsów i na
dodatek takich euro-.
Mam już dosyć, ale z myślą o Panu Redaktorze, który, łudzę się,
nie ma czasu na czytanie takich dyrdymałów, cytuję jeszcze kawałek, z którego
dowiadujemy się, że...
- "...Platforma Obywatelska w ramach programu odwdzięczenia się
tubylczej razwiedce i gestapo...".
No, Panie redaktorze Kumor! Czy pan naprawdę nie orientuje się,
co się wypisuje na waszych łamach?
Nie chodzi o program jakiejś partii, która mnie specjalnie nie
interesuje, ale co to jest TUBYLCZA razwiedka? Co znaczy "razwiedka", to
wiem, ale kto są "tubylcy"? Polacy w kraju? Rodacy pana Michalkiewicza?
Widać z tego, że nie. Więc kim jest monsieur Michalkiewicz d'origine? A
może pan Michalkiewicz, jako że "wyemigrowany" (?), ma w pogardzie pozostałych
w Polsce tubylców?
Dalej! Ten program odwdzięczania się dotyczy i "razwiedki", i
Gestapo. No, to już jest jak wzięte z pierwszych kadrów filmu "Katyń".
Może w Polsce jeszcze nie jest idealnie, ale sprowadzenie polskiej sceny
politycznej do epoki 69 lat wcześniej jest wygibasem dziennikarskim z najniższych
dołów, a powyższe traktowanie przeciwników politycznych kwalifikuje się
do sądu. Sprytny redaktor nie ujawnia jednak who is who i to świadczy o
jego dziennikarskim wyrobieniu.
Dalej nie czytam, ale pomyślałem sobie, że być może redaktor
Michalkiewicz miał jakiś wredny dzień, a w ogóle to jest równy facet.
Cofam się więc do numeru wstecz i czytam akapit gdzieś ze środka:
- "... nawet samemu premieru Tusku przypomniano, skąd wyrastają
nogi...".
No, rosyjski to ja znam na tyle, że aluzju poniał, natomiast
jeżeli chodzi o ciąg dalszy tekstu, to stwierdzić tylko mogę (w stylu redaktora
M. także zrobię to obcojęzycznie), że autor carrément manque de classe.
Więcej cytatów nie będzie. Niech pan, panie Redaktorze, sam je
sobie poczyta.
Ze względu na czytelników "Gońca" uważam, że powinien pan
to robić przed oddaniem numeru do druku. Każdego.
Łączę pozdrowienia
Jerzy Świech
Montreal
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękuję za rozweselający donos
na p. Stanisława Michalkiewicza. Panu radzę zaś częściej go czytać, z pewnością
dobrze Panu to zrobi, a i zrozumienie tekstu będzie większe.
Dla dobra Polonii, cz. 2
Ciąg dalszy listu wydrukowanego 3 tygodnie temu w Gońcu.
Pisząc moje listy dotyczące ZPwK, mam nadzieję, że członkowie
ZPwK zrozumieją, jak ważne jest przestrzeganie naszej Konstytucji i że
moje artykuły zachęcą wszystkich czytelników do przeczytania tego wspaniałego
dokumentu.
Wierzę też, że członkowie ZPwK staną za swoją organizacją
w pełni świadomi tego, co się teraz naprawdę w niej dzieje. Że spojrzą
na fakty i łamane przepisy.
Mam nadzieję, że reszcie Polonii przekażę nie tylko problemy,
z jakimi boryka się nasza organizacja ale także mądre podstawy, na
których zbudowany jest nasz Związek. Niestety, nieprzestrzeganie tych podstaw
doprowadziło do obecnego, poważnego kryzysu w naszej organizacji.
Na sprzedaż nielegalnie wystawiono Place Polonaise (miejsce Polaków,
nasze historyczne miejsce!), smutne, że dla niektórych ta święta dla Polonii
kanadyjskiej ziemia oznacza tylko miliony, próbuje się nielegalnie zmieniać
wielkie myśli naszych poprzedników zawarte w naszej Konstytucji, członków
organizacji coraz mniej, jednych się zniechęca, innych wyklucza... Komu
na tym tak bardzo zależy, aby tak kiedyś prężna polonijna organizacja zniknęła?
20 kwietnia 2008 udałam się na zebranie naszej Grupy. Zaraz po
przyjściu zauważyłam, że całej Grupie został rozdany mój poprzedni list,
który napisałam w "Gońcu", pt. "Dla dobra Polonii". Myślałam, że w końcu
w naszej Grupie rozpocznie się rzeczowa dyskusja. Będziemy czytać
Konstytucję, sprawdzimy zgodność wyborów z naszym prawem, razem zadecydujemy,
co należy robić i jak ten problem rozwiązać.
Stało się jednak zupełnie inaczej. Cała dyskusja została poprowadzona
przez obecnych tam członków Zarządu tylko w jednym kierunku. Jak ja ośmieliłam
się napisać do prasy o naszej Grupie? Prawda jest jednak taka, że
mój artykuł był odpowiedzią na artykuł pani Elżbiety Piasek, pod którym
wymieniony był także cały Zarząd Grupy Drugiej. Mój artykuł dotykał spraw
nieprzestrzegania Konstytucji, czyli naszego prawa korporacyjnego,
przez pewne osoby w naszej Grupie. Wynikał z mojej troski o prawdę - miałam
prawo do sprostowania artykułu pani Piasek, wynikał także z troski o naszą
Grupę i jej majątek, z troski o całe ZPwK - złączone prawną umową,
czyli Konstytucją.
Tymczasem Zarząd Grupy umiejętnie odsunął istotny problem
w naszej Grupie - czyli niekonstytucyjnie wybrany Zarząd - a przez prawie
dwie godziny zajmował się moją osobą, próbując nastawić wrogo wobec mnie
członków Grupy. Zresztą taką taktykę zastosowano nie po raz pierwszy. Nie
tak dawno bowiem, na list mojego męża skierowany do grup związkowych, a
dotyczący braku uchwały grup związkowych odnośnie do sprzedaży Place Polonaise
i zaciągnięcia na ten majątek pożyczki (takie uchwały wymagane są przez
Konstytucję), też nie zajęto się treścią listu, a całą uwagę skupiono na
tym, że mój mąż użył adresu zwrotnego naszego domu związkowego! Czyli że
użycie przez mojego męża adresu Grupy jest ważniejsze niż nielegalne zaciągnięcie
pożyczki ok. 700 tysięcy dol. na majątku i bezprawne wystawienie tego majątku
na sprzedaż. Tak to w naszej Grupie Zarząd omija ważne problemy w ZPwK
i wywołuje niedotyczącą sedna rzeczy dyskusję.
W czasie ostatniego zebrania (20 kwietnia 2008) podczas
publicznej (bo w obecności członków Grupy) nagonki na moją osobę, większość
członków Grupy milczała, prawdopodobnie wcześniej nie czytając mojego artykułu
i dobrze nie wiedząc, o co chodzi.
W pewnej chwili jednak wstała pani Stanisława Dojnikowska i postawiła
wniosek, że albo ja Grupę do następnego zebrania na łamach prasy przeproszę,
albo zostanę zawieszona w prawach członka ZPwK. Tak, więc muszę przepraszać
za to, że upomniałam się o przestrzeganie kanadyjskiego prawa.
Mój list w "Gońcu" wykorzystano sprytnie jako pretekst, aby mnie
usunąć z Grupy i zdyskredytować, czyli zniszczyć moje dobre imię między
innymi poprzez publiczne głosowanie nad moją osobą.
W tym momencie chciałabym znów powrócić do przepisów naszej Konstytucji,
aby wyjaśnić, jaki jest prawidłowy proces zawieszenia członka w organizacji,
jeżeli już o tym mowa. Dopuszczalne jest ono przez art. 70 Konstytucji,
ale może to zrobić tylko Zarząd Grupy (a nie Grupa jako całość!). Jeśli
osoba, którą ewentualnie zawiesił Zarząd, świadomie decyduje się na przedstawienie
swojego stanowiska przed większym gronem ludzi, to dopiero wtedy sama może
apelować od decyzji Zarządu bezpośrednio do grupy (art. 70 Konstytucji).
Wtedy dopiero grupa zabiera głos, podtrzymując lub odrzucając decyzję Zarządu.
Podaję link do strony internetowej, na której opisany jest prawidłowy
proces dyscyplinowania członka korporacji, jeżeli już tego wymaga konieczność:
http://strategis.ic.gc.ca/epic/site/cilp-pdci.nsf/vwapj/chapter2.pdf/$FILE/chapter2.pdf.
Zachęcam też wszystkich dyrektorów, czyli prezesów, wiceprezesów
i innych w zarządach do przestudiowania tego dokumentu w całości.
Teraz chciałabym na moment wrócić do innego głosowania, które
miało miejsce w czasie naszego poprzedniego zebrania wyborczego (10 lutego
2008), tego właśnie, o którym pisała pani Elżbieta Piasek.
Mianowicie w czasie tego zebrania zaczęto nagle mówić o
Grupie 1-7 z Toronto. Chcę tu wyjaśnić czytelnikom, że Grupa 1-7
to jest pierwsza grupa, która zorganizowała się w Kanadzie w 1907 roku
i przez to określana jest Grupą Matką, i to ona właściwie obchodziła 100-lecie
w zeszłym roku. Od kilku lat Grupa 1-7 jako swój protest przeciwko łamaniu
Konstytucji ZPwK przez Zarząd Główny, przestała odprowadzać do Zarządu
Głównego składki i wycofała się ze współpracy z Zarządem Głównym.
W każdym razie ostatnio Grupa 1-7 napisała do ministerstwa
(Ministry of Government Services) list o tym, że obecny Zarząd Główny
jest nielegalny, bo nie jest wybrany zgodnie z Konstytucją, czyli Prawem
Związku. Chcę podkreślić, że kilka innych grup, też taki list napisało.
Nie jest to więc jedyna grupa związkowa, która to zrobiła.
W dalszym ciągu naszego zebrania poproszono jedną panią o przeczytanie
tego listu. Był on napisany po angielsku i często powoływał się na artykuły
Konstytucji. Te artykuły, ta pani, która czytała, określała jako "numerki",
nie wyjaśniając, jaki to artykuł Grupa 1-7 uważa, że został złamany.
Potem wstał z sali jeden pan i powiedział, że nasza Grupa musi
napisać list, że się z tym wszystkim nie zgadza, co napisała Grupa 1-7.
Napisano więc list i puszczono do podpisania. Nazbierano ponad 70 podpisów
i pan Maziarz był bardzo zdenerwowany, że nie wszyscy się podpisali.
Nikt nie wiedział, z czym się nie zgadza, nikt nie zainteresował się, co
to są te "numerki". Nawet nie powiedziano, do kogo ten list będzie wysłany.
I jeszcze wspomnę o jednym głosowaniu. To głosowanie odbyło się
w czasie owego nieprawidłowo zwołanego Walnego Zjazdu, w grudniu 2007.
Przy naszym Związku działa również Grono Młodzieży, czyli organizacja
młodzieżowa. Ta organizacja ma konstytucyjnie prawo posiadania delegatów
na Walny Zjazd. Przed ostatnim Walnym Zjazdem owczesny opiekun młodzieży
z ramienia Zarządu Głównego (S. Iwanicki) celowo nie poinformował Grona
Młodzieży o terminie Walnego Zjazdu (notabene pan Iwanicki nie poinformował
również członków Grupy Drugiej o terminie zjazdu, łamiąc tym samym ich
prawa członkowskie). Delegaci, którzy wzięli udział w zjeździe, z
ramienia Grona Młodzieży nie byli więc przez młodzież wybrani. Młodzież
do końca nie wiedziała, kto ją reprezentuje, i oficjalnie nie była poinformowana
o terminie zjazdu. Przedstawicielka Grona Młodzieży Kasia K. uważała, że
prawa członków Grona Młodzieży zostały złamane. Napisała więc list i poszła
na ten zjazd, aby obecnym tam delegatom tę sprawę przedstawić i wyrazić
swój sprzeciw. I upomnieć się o swoje prawa i prawa młodzieży. Została
ona jednak wygłosowana i niedopuszczona do głosu. List o tym zdarzeniu
został wysłany do członków parlamentu Kanady.
Zaznaczyć tutaj muszę, że część delegatów protestowała przeciw
takiemu traktowaniu Kasi. Na tym samym zresztą zjeździe bezpodstawnie wygłosowano
również niewygodnego dla Zarządu Głównego jednego z delegatów. Pozbawiono
go praw delegata. Na jakiej podstawie?
Tak potraktowano młodzież, przyszłość Polonii. Zresztą to samo powtórzyło
się na wyborczym zebraniu Grupy 2, też Kasi nie dopuszczono do głosu.
Pomimo naszych protestów.
Może w tym miejscu należy wspomnieć, że na jednym z zebrań
naszej Grupy pan Robert Zawierucha powiedział, że nie widzi przed Polonią
przyszłości. To prawda - niszczy i zaciera ślad przeszłości Polonii
w Kanadzie (doprowadził do zniszczenia i zamknięcia ośrodka polonijnego
Place Polonaise, a potem nielegalnie i po kryjomu wystawił go na sprzedaż
- po to aby miejsce Polaków w Kanadzie zniknęło) i takiemu prezesowi daje
się absolutorium (?), niszczy nasze korzenie (na ostatnim Walnym Zjeździe
zabroniono się ludziom pomodlić, tak Pana Boga z organizacji wyrzucają
i chrześcijańskie nasze tradycje, a dawniej zawsze delegaci zjazdów szli
na Mszę św.), niszczy naszą przyszłość - zamyka się przyjmowanie do Grup,
zniechęca i poniża się młodzież.
Aby czytelnik dobrze zrozumiał jedną z najważniejszych nieprawidłowości
w naszej organizacji, muszę wspomnieć o Głównej Komisji Rewizyjnej.
Największą władzę kontrolną w naszym Związku ma Główna Komisja
Rewizyjna. Ma ona bowiem prawo sprawdzać każdą jednostkę Związku, zwłaszcza
grupy związkowe, jak również sprawdzać Zarząd Główny.
W wypadku Zarządu Głównego ma ona sprawdzać, czy dysponowanie
funduszami i majątkiem związkowym przez Zarząd Główny jest celowe
i zgodne z uchwałami Walnego Zjazdu oraz czy wszystko zgadza się w rachunkach,
jak również stan funduszy powierzonych do Zarządu na tymczasowe przetrzymanie,
jeśli takie istnieją (art. 55). Główna Komisja Rewizyjna ma również prawo
zwołać Walny Zjazd (art. 31), gdyby doszło do nadużyć majątkowych.
Każdy Walny Zajazd właśnie po wysłuchaniu sprawozdania Głównej
Komisji Rewizyjnej i po jej wniosku udziela lub nie udziela absolutorium
Zarządowi Głównemu (art. 38b). Na tym ostatnim Walnym Zjeździe (w grudniu
2007) pan R. Zawierucha nie przedstawił nawet pełnego sprawozdania
finansowego z działalności Zarządu. Innymi słowy, nie wiadomo, jak zarządzał
funduszami Związku, jak je przechowuje i jaki jest ich stan. Każdy członek
powinien to wiedzieć.
Pomimo to Główna Komisja Rewizyja, jak mi wiadomo, postawiła
wniosek o udzielenie absolutorium Zarządowi, a obecni tam delegaci absolutorium
udzielili (!).
Inne przykłady działalności Głównej Komisji Rewizyjnej. Gdy w
marcu 2007 wpłynął do Głównej Komisji Rewizyjnej list o nielegalnym wystawieniu
na sprzedaż Place Polonaise - Główna Komisja Rewizyjna nie zareagowała.
A powinna tylko sprawdzić, czy jest na to ważna uchwała Walnego Zjazdu
i czy poprzedziły ją uchwały grup o zgodzie na sprzedaż majątku (art.
59 Konstytucji). A ponieważ takich ustaw nie było, więc jest to wyraźne
nadużycie uprawnień przez Zarząd Główny i Główna Komisja Rewizyja
powinna była zwołać natychmiast Nadzwyczajny Walny Zjazd Związku.
Główna Komisja Rewizyjna nie zareagowała więc na nielegalną próbę
sprzedaży majątku Związku, nie reaguje na wydawanie pieniędzy na prawników
- nie ma uchwał Walnego Zjazdu przeznaczających fundusze Związku w takim
celu, nie reaguje na zaciąganie nielegalnych hipotek, czyli mortgage (na
Place Polonaise), i bezpowrotne wypływanie przez ten mortgage pieniędzy
ze Związku (na zaciągnięcie pożyczki musiałyby się zgodzić wszystkie grupy,
bo to one prowadzą działalność gospodarczą i ewentualnie mogą spłacać taki
dług). Kto Zarząd Główny upoważnił do tego? I kto teraz będzie to
spłacał? I gdzie jest Główna Komisja Rewizyjna?
Nadmienię, że Zarząd Główny twierdzi, że musiał wynająć prawnika,
bo wyniknęły sprawy sądowe. Jeżeli są sprawy sądowe, to po to są Nadzwyczajne
Walne Zjazdy, aby, po pierwsze, próbować rozwiązać sprawę polubownie,
a jeśli do tego nie dojdzie, dostać upoważnienie Walnego Zjazdu do wykorzystywania
funduszy Związku na cele sądowe. Takie są mechanizmy naszej Konstytucji.
Na zakończenie dzisiejszego listu pragnę nadmienić, że na Zjeździe
Prezesów w Cambridge, 26 kwietnia 2008, zostało powiedziane, że rezygnacje
pana S. Iwanickiego i pana T. Maziarza z funkcji w Zarządzie Głównym nie
zostały przyjęte. Nasuwa się pytanie: dlaczego więc pan Zawierucha pozwolił
im kandydować (sam prowadził zebranie wyborcze w naszej Grupie), skoro
wiedział, że mu są potrzebni w Zarządzie Głównym? Takim postępowaniem potwierdza,
że nie jest prezesem ZPwK, bo prezes ZPwK zgodnie z artykułem 48c
naszej Konstytucji, jest odpowiedzialny za to, aby cały Związek działał
zgodnie z Konstytucją, a on sam na każdym kroku ją łamie.
A w naszej Grupie muszą odbyć się znów wybory, bo pan Maziarz
i pan Iwanicki zostali dopuszczeni do kandydowania na funkcje w naszej
Grupie tylko pod warunkiem, że przestaną pełnić funkcje w Zarządzie Głównym
i tym samym nie będzie dochodziło do łamania naszej Konstytucji przez piastowanie
podwójnych stanowisk.
Proszę tutaj członków naszej Grupy, przestrzegajmy naszego Prawa
- Konstytucji. Przyrzekaliśmy na naszą Konstytucji, podpisaliśmy
się (na aplikacji) pod tą ważną, legalną umową korporacyjną, która
nas wszystkich obowiązuje. Przestrzegajmy prawa, i w ten sposób zaczniemy
się wszyscy szanować.
Urszula Rybarczyk
członek Grupy Drugiej ZPwK
Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za przedstawienie Pani
stanowiska, zapraszamy "stronę przeciwną" do przejrzystego przedstawienia
własnego.
GONIEC NR
18/2008 (225)
(2-8
maja2008)
Echo "Uwaga na bandziorów z Polski"
Szanowna Redakcjo!
Na pierwszej stronie ostatniego numeru "Gońca" znalazłam historyjkę
pana Załęskiego o jego perypetiach z "bandziorami z Polski". Gorący
przeciwnik bezwizowych przyjazdów z Polski do Kanady chyba zbyt pochopnie
podciąga pod jeden mianownik przybyszów z naszej Ojczyzny. Prawdę mówiąc,
to nawet nie można mieć pewności, czy osoba przedstawiająca się jako dopiero
co przybyła... rzeczywiście przyleciała "z nowym prądem" bezwizowym, czy
jest też zamieszkującym Kanadę cwaniaczkiem, jako że od początku
kłamała, szukając naiwnego.
W każdej społeczności istnieją środowiska kryminalne, a grupy
przestępcze szukają i będą szukać łupu.
Oburza mnie generalizacja: że dlatego iż nie ma wiz z Polski
do Kanady, zlecą się doń wszystkie niebieskie ptaszki z Polski... bo oczywiste
jest, że takie ptaszki, jeśli przylatują, to do gniazdka już uwitego, a
nie w nieznane i ... nie tylko z Polski - w tym i z wizami!!!
Wbrew przekonaniu pana Załęskiego, posiadanie pełnej kiesy
przez przybysza i przyjazd do "kogoś" wcale nie jest dowodem i gwarancją
uczciwości.
Emigranci zazwyczaj nie grzeszą bogactwem, co nie jest ujmą,
ani też równoznaczne z ich nieuczciwością! Źródła zaś zasobności mogą być
czasem szokujące.
Nie wolno przyczepiać łatki Polakom przez jakieś czarne owce.
Zbyt wiele kłamstw szerzy się o historii i Naszym Narodzie, a chyba
najtrudniej jest zmyć oszczerstwo plamiące atramentem honor. Kryminalista
jest kryminalistą i nie należy łączyć z nim narodowości...!
Na całym świecie mnożą się oszustwa z tzw. skradzionej tożsamości
etc., dlatego zwłaszcza nagabującemu przez telefon, i to pod żadnym pozorem,
nie należy udzielać osobistych informacji.
Oszustwa nie są domeną Polaków, tylko kryminalistów różnego autoramentu.
Jeśli pan Załęski dzieli się z czytelnikami, troszcząc się, by
nie padli oni ofiarą oszustów, to dobrze, ale sposób, w jaki to czyni,
nie jest właściwy przez ton niechętny Polakom przybywającym tutaj bez wiz.
Kongres Polonii Kanadyjskiej włożył dużo energii i serca, aby
nasze rodziny mogły przyjeżdżać do Kanady bez biurokratycznych formalności.
Przypadek żądania kaucji od Polaka na lotnisku Pearsona, o jakim
pisał "Goniec", dowodzi, że bez wizy nie znaczy bez problemu i bezdusznego,
urzędniczego "widzimisię", dlatego powinniśmy nie szkodzić samym sobie
przez negatywne uogólnienia i rozpowszechnianie niechęci.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Szanowna Pani, oczywiście w każdej społeczności
są kryminaliści. Sądzę, że jesteśmy narodem na tyle wielkim, że nie musimy
stawać słupka i reagować alergicznie na każde stwierdzenie, iż są wśród
nas złodzieje, bandyci, prostytutki, pijacy, oszuści i inni niegodziwcy.
List p. Załęskiego zamieściliśmy na widocznym miejscu, ponieważ
metody używane powszechnie przez złodziei i oszustów w Polsce nie są powszechnie
znane tutaj, zwłaszcza wśród ludzi starszych. Naszym zadaniem jest również
chronić informacją społeczność, której służymy.
Proszę tego incydentu nie łączyć z kwestią wiz, z których
zniesienia większość mieszkających tu Polaków jest bardzo zadowolona!
***
Panie Kumor, czy ty jesteś na wczasach! Czy Ciebie zastępuje
ktoś () z bezpieki. Trudno sobie wyobrazić, że nie czytając listu p. Andrzej
Załęski, umieściłeś go w "Gońcu" na pierwszej stronie.
A tak prawdę powiedziawszy, co znaczy to (p.). Panie Kumor, po
co to zrobiłeś? Dlaczego obrażasz naród, który Cię wychował (kimkolwiek
się czujesz)? Mało jest oszczerstw rzucanych na nas ze strony Żydów z całego
niemal świata? Mało to łgarzy bluźniących naszemu narodowi? Ale jedno wiem;
jesteś słaby, malutki, zastraszony (nasłany); i tylko Pan Bóg jedyny wie,
co w tobie siedzi. Czy publicznie przyznasz się, dlaczego podczas
przedbiegów do pozycji prezydenta w Polsce (Kaczyński czy Donald) popierałeś
Tymińskiego i proponowałeś jego na fotel prezydencki? Powiedz, dlaczego
z przyzwoitego tygodnika zrobiłeś szmatę!! Dlaczego okładka "Gońca"
to 50-100 proc. płatne ogłoszenia. Większość z moich znajomych na widok
tych reklam klnie jak szewcy (o ten to mnie w "h" zrobił, a ten to nigdy
nie ma czasu, tej plomby wylatują na pierwszym "bampie". Bez buziaków Panie
Kumor, bez uścisków dłoni, bez klapy, gratulacji, z przykrością żegnam
cię. Twojego szmatławca oddam na przerób (może na coś jeszcze "k" lepszego).
Waldemar Romanowicz
Rockwood
Od redakcji: Panie Romanowicz, używa Pan perfidnej (choć podręcznikowej)
metody ataku (przypisujemy rozmówcy niestworzone rzeczy i pytamy, dlaczego
je robi; niech się robaczek tłumaczy - zawsze jakaś część błota na nim
zostanie). Na tej samej zasadzie mógłbym Pana zapytać, "dlaczego zdradza
Pan żonę?". Czy Pan sam poznał tę metodę, czy gdzieś Pana w niej wyszkolili?
Proszę nie obrażać naszych reklamodawców, my nie bierzemy pieniędzy od
miejscowych Sorosów, ani też nie finansują nas organizacje, co między innymi
pozwala nam zachować ten stopień wolności słowa, z którego Pan mógł skorzystać.
Dziękuję za nieśmiecenie. Andrzej Kumor
Szanowna Redakcjo,
Myślę, że temat wiz, a właściwie zniesienia wiz dla Polaków przyjeżdżających
z Polski do Kanady długo będzie gościł na łamach naszej polonijnej prasy,
a kto wie, może zabiorą głos na ten temat krajowe (polskie) media. Nigdy
czegoś takiego wcześnie nie spodziewałem się, ale do rzeczy.
Zamiast spokojnej, rzeczowej rozmowy kwalifikacyjnej przed przyznaniem
wizy w Ambasadzie Kanadyjskiej w Warszawie, teraz nasi rodacy doznają czegoś
bardziej stresującego, czasami upokarzającego, już po przybyciu na ziemię
kanadyjską.
Rozmowa kwalifikacyjna została bowiem przeniesiona z ambasady
na lotnisko. Stres towarzyszy obu stronom, tym co chcą powitać swoich gości
z Polski, jak i samym gościom. Stawka idzie o wielką rzecz, prawie o być
albo nie być, o pozostać albo wrócić, a może załapią się za kaucją. Próbki
takich opowieści mieliśmy już okazję czytać w "Gońcu", a przecież to dopiero
początek sezonu turystycznego.
W oparciu o informację zamieszczoną w gazecie "Życie" nr 17 (187)
chciałbym ostrzec wszystkich oczekujących na gości z Polski. Otóż kanadyjskie
służby imigracyjne, które przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne na lotnisku
z gośćmi z Polski, mogą i mają prawo cofnąć do kraju (deportować) lub żądać
kaucji (zazwyczaj kilku tysięcy dolarów). Zaraz, zaraz, to jak to właściwie
jest z tym rzekomym zniesieniem wiz? Po co ta cała farsa z uroczystym komunikatem
pani minister imigracji Diane Finley w naszym ośrodku kulturalnym. Czy
my, Polacy, zdajemy sobie dokładnie sprawę, co właściwie osiągnęliśmy?
Jeżeli ktokolwiek był na lotnisku w tych dniach, kiedy przyleciał
samolot z Polski, na pewno mógł widzieć zamiast radosnych i uśmiechniętych
twarzy coś trochę odmiennego, wielu zmęczonych długim oczekiwaniem ludzi
z niepokojem wyglądających swoich gości. Przesłuchania, przepraszam rozmowy,
trwają zwykle dosyć długo przy udziale czasami niezbyt dobranych tłumaczy.
Czy ktoś sobie wyobraża, że tak samo potraktuje się przybysza
z Europy Zachodniej, Niemca, Anglika czy Francuza, natychmiast odpowiadam,
oczywiście, że nie. Miałem niedawno gościa z Niemiec, zapytano go tylko,
do kogo przyjeżdża i na jak długo, a następnie życzono mu przyjemnego pobytu.
Wiemy już, o co chodzi, znowu zaliczono nas do innej kategorii
obywateli Unii Europejskiej. Przed tym ważnym wydarzeniem obawiałem się
właśnie jednego, że wraz z najzwyczajniejszymi naszymi krewnymi, przyjaciółmi,
znajomymi, do Kanady mogą przyjechać typy spod ciemnej gwiazdy, czyli gangsterzy,
złodzieje i różne bandziory. I co się okazuje, moje podejrzenia się spełniają.
W jednym z ostatnich numerów "Gońca" tytuł jednego artykułu na
frontowej stronie wyraźnie ostrzega "Uwaga na bandziorów z Polski". Oni
będą dokładnie wiedzieli, co mówić i co robić, aby nikt z nich nie płacił
kaucji i aby nikt z nich nie był deportowany.
Ktoś stara się nam, Polakom, wpajać, że uzyskaliśmy wielki sukces,
nawet znaleziono "ojca" tego sukcesu. Rzekomo od dłuższego czasu na forum
parlamentu federalnego członek tegoż parlamentu, pan Borys Wrzesnewskyj,
składa uparcie petycje od 2005 roku, w sumie około 10 petycji, w sprawie
zniesienia wiz turystycznych dla Polaków.
No cóż, gdybym był członkiem parlamentu, robiłbym to może nie
co miesiąc, ale na pewno co kwartał i tym sposobem pobiłbym liczbę petycji
pana Borysa. A tak naprawdę co ma do roboty pan poseł, przecież to jego
normalna praca za bardzo dobre wynagrodzenie. On powinien coś robić dla
swoich wyborców, bo na przyszłe wybory może być skreślony z listy posłów.
Komu ten pan powinien dziękować i dla kogo powinien pracować, oczywiście
dla swoich wyborców. A kto na tego pana głosował, wiadomo, Polacy i Ukraińcy.
Składanie petycji przez tego pana w takiej czy innej sprawie
to tak jak dla mnie wykonywać moją codzienną pracę. Nie rozumiem, dlaczego
ten pan ma od razu otrzymać Order "Polonia Restituta". Wniosek w tej sprawie
został wysłany przez panią Jolantę Cabaj, wydawcę i redaktora naczelnego
gazety "Nowy Kurier" do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. (...)
Śmiem twierdzić, że rząd kanadyjski postanowił decyzję zniesienia
wiz dla Polaków wprowadzić w życie po śmierci naszego rodaka Roberta Dziekańskiego
na lotnisku w Vancouverze, aby załagodzić wzburzenie kanadyjskiej Polonii.
Przypomnę, kiedy został zamordowany Robert Dziekański - 14 października
2007 roku. Proszę zobaczyć, jak wiele rzeczy ruszyło do przodu od tej daty.
Oprócz "zniesienia wiz" została podpisana umowa w zakresie świadczeń socjalnych,
a szczególnie w uznaniu świadczeń emerytalnych. Myślę, że gdyby nie to
smutne wydarzenie, pan poseł Borys Wrzesnewskyj chyba dalej składałby petycje.
Swoją drogą, proponuję, aby zniesienie wiz zastąpić nową terminologią
- przyznawanie wiz na pobyt w Kanadzie na lotnisku po przyjeździe do Kanady.
Zasyłam gorące pozdrowienia dla całego zespołu redakcyjnego "Gońca"
Andrzej D.
Mississauga
Od redakcji: Dziękujemy za list, zapraszamy Czytelników do
zgłaszania nam podobnych przypadków.
"Goniec" Tygodnik Prasowy
Mississauga.
Szanowny Panie Redaktorze,
W jednym z niedawnych ogłoszeń magazynu "Życie" ukazała się dość
atrakcyjnie zredagowana reklama odnośnie do zakupu "jetBook czytasz za
darmo" w nowo otwartym właśnie ośrodku w Mississaudze firmy Ectaco w N.Y.
Zachęcony dobrze przygotowaną reklamą i korzyściami płynącymi
z posiadania takiego urządzenia, zakupiłem jetBooka, mając na względzie
korzyści płynące z zapewnień zastosowania tegoż urządzenia w życiu
codziennym.
W ośrodku poinformowano mnie, jak to łatwo jest ściągnąć z Internetu
każdą książkę, podając szereg "websidów", muzykę czy obrazy.
Zastanowiło mnie wprawdzie, że w sklepie działa personel nie
w pełni mówiący po polsku, a słownik jest ponadto na pierwszym miejscu
zaopatrzony w "bukwy" i znaczna pojemność urządzenia jest również wypełniona
słownictwem rosyjskim jako pierwszym...
JetBook na początek miał być wypełniony zawartością około 100
książek polskich i promocyjnie podano adresy internetowe dla wykorzystania
w ten sposób każdej książki i innej publikacji zamieszczonej w Internecie
bezpłatnie.
Moje zdziwienie nastąpiło po zakupie jetBooka i sprawdzeniu praktycznie
jego operatywności. A tu szereg niespodzianek, o których chciałem przestrzec
zachęconych na pierwszy rzut oka nabywców "wspaniałego" wynalazku.
Otóż w pierwszym rzędzie okazało się, że jetBook, informując
o już zainstalowanych książkach, zamieścił balast lektur szkolnych dla
młodzieży; opisanych przez znanych autorów: Sienkiewicza, Mickiewicza,
Reymonta, Kraszewskiego, bajki Andersena etc., uzupełniając ponadto tłumaczeniami
Koranu, Biblii, Eurokonstytucji, Konstytucji USA, modlitewnik, sentencje
łacińskie oraz przysłowia polskie. Publikacji nazwanych książkami,
nie zawsze potrzebnych w życiu codziennym. Tym samym jetBook ma zastosowanie
dla młodzieży szkół podstawowych i średnich. Inne aplikacje muszą być ściągane
z Internetu za odrębną opłatą, o czym instrukcja nie wspomina.
Do wad jetBooka należy ograniczone ogólnymi przepisami umieszczanie
popularnych książek i publikacji, których nie można ściągnąć z Internetu
i w przypadku ściągnięcia, należy płacić za nie - nieraz słono.
Wyświetlane obrazki są czarno-białe. Podkład muzyczny wymagający
także zainstalowania z sieci ograniczony także do praw autorskich.
Skanowanie książek, jak próbowała nam zilustrować sprzedawczyni,
wymaga specjalnego i bardzo drogiego sprzętu, co znacznie przekracza zakup
jetBooka. To samo dotyczy literatury książek angielskich.
Instrukcja dołączona do sprzedaży jetBooka jest również zamieszczona
w 3 językach, mało przydatna i niewyczerpująca tematu.
Wadą jest także oznaczenie, że bateria wewnętrzna może być wymieniana
jedynie przez producenta, co może stanowić o kosztach użytkowania urządzenia.
Żadnych danych o częstotliwości wymiany baterii nie wspomniano.
JetBook jest przeładowany zawartością słownictwa rosyjskiego
i dość trudny w obsłudze zarówno dla polskiego, jak i angielskiego słownictwa.
Często włączając ustawienia zamiast polskiego lub angielskiego pojawia
się rosyjski, stąd wniosek, że urządzenie w pierwszym rzędzie jest przeznaczone
dla użytkowników języka rosyjskiego...
Bardzo niekorzystne jest, że zakupiony sprzęt nie podlega wymianie
czy zwrotowi. Jest więc ryzykowne zakupowanie takiego przedmiotu, który
można jedynie obejrzeć na miejscu, a w przypadku nieakceptowania można
jedynie wyrzucić jako niepotrzebny gadżet.
Przestrzegam przy tym kupujących o praktycznych walorach zachęcającej
reklamy, aby kupując, nie narazili się na zbędny wydatek.
Przyznam, że z niesmakiem pozbywam się urządzenia, którego przydatność
oceniam negatywnie.
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Dziękujemy za opinię.
Czekam na dobry felieton
pana Kumora
Ostatnie pana felietony są nijakie. Przypomina mi się mój przyjaciel,
który był księdzem i nie żył zgodnie z tym, co głosił na ambonie swoim
owieczkom. Był to porządny człowiek ze słabościami. Bardzo z tego powodu
cierpiał. A przygotowanie kazań było dla niego nie lada wysiłkiem. Poradziłem
mu: żyj zgodnie z tym, co głosisz z ambony, albo zajmij się czym innym.
Ludzie zawsze wyczują fałsz, nawet jak ubierzesz to w piękne i dobrze
przemyślane słowa. Z tego co wiem, to jest dalej księdzem i żyje z tym,
co głosi swoim owieczkom. A kazania już nie pisze, a mówi z głowy, tj.
z serca.
Konrad
Od redakcji: Szanowny Panie, Pan mnie myli z kimś innym, a
na dodatek nie czyta moich tekstów. Poza tym wybaczy Pan, ale żądanie od
felietonisty, by nie miał słabości, zakrawa na dowcip. Toż właśnie dlatego,
że znam swoje słabości, mogę pisać tak, jak piszę.
***
Dotyczy felietonu A. Kumora "Dyskretny czas (dobrej) propagandy"
Czy Polacy mają zostawić przestrzeń społeczną macherom z TVN
i "Gazety Wyborczej"?
Jeśli mam do wyboru Rokitę i Bielana albo Kutza, Michnika i Olejnik,
to - sorry, ale wydaje mi się to oczywiste - wolę tych pierwszych.
Jeśli mam do wyboru komunizm stalinowski czy komunizm gulaszowy
Węgier 1960-1990, to wolę zdecydowanie to drugie.
Nie stawia pan ważnego pytania, które polega na tym, co zrobić,
jeśli
nic nie da się zrobić? (nic sensownego, zmieniającego zastany syfilis).
Np. czy głosować na Berlusconiego, czy pozwolić komunistom chadeckim dalej
degenerować kraj?
Jedno z głównych pytań człowieka politykującego brzmi: jak prowadzić
politykę w warunkach takich, jakie są, a nie wymarzonych (wishfull thinking).
Jeśli Gowiny i Marcinkiewicze wraz z prawicą mają pokonać Tusku i WSI w
następnych wyborach, to bardzo dobrze.
Chyba że mamy zamiar wiecznie, przez całe życie utyskiwać.
Dziękuję za ciekawy felieton i pozdrawiam
(pwk)
Od redakcji: Oczywiście, że trzeba szukać kompromisu i mniejszego
zła, ale też pisać o tym, jak być powinno.
GONIEC NR
17/2008 (225)
(25
kwietnia - 1 maja2008)
Miałeś chamie złoty róg...
Nareszcie! Nareszcie oficjalnie dowiedzieliśmy się, że prowadzony
przez kilka lat proces pomiędzy Komitetem Obrony Credit Union a założonym
przy Credit Union Trustem jest nareszcie zakończony. Dowiedzieliśmy się
o tym z wywiadu przeprowadzonego z prezesem Rady Dyrektorów Credit Union,
panem Karolem Fujarczukiem, przez redaktora "Gońca", pana Andrzeja Kumora.
Informacja podana po angielsku, krótka, lakoniczna, niczego bliżej nie
wyjaśniająca, gdyż jak powiedział pan Fujarczuk, wszystkie inne informacje
są utajnione. No i nie możemy mieć pretensji, musimy przyjąć decyzję sądu.
Ale... Wydaje mi się, że należy nam się jednak kilka informacji,
na które zasłużyliśmy długoletnią cierpliwością, i to ze strony walczącego
niegdyś o nasze dobro Komitetu.
Jak wiemy, Trust został powołany w okresie tworzenia Pol-Can
Banku w Warszawie jako suma uzupełniająca do wymaganej od Credit Union
przez polskie prawo bankowe wysokości wpłaty przy tworzeniu nowego obiektu
bankowego.
Wskutek powstałych pomiędzy wydawcą "Gazety" a Credit Union niesnasek,
doszło do donosów do kanadyjskiego Ministerstwa Finansów, w wyniku czego
dostaliśmy nakaz sprzedaży dobrze już prosperującego Pol-Can Banku i przywiezienia
zainwestowanych pieniędzy z powrotem do Kanady.
Pol-Can Bank sprzedano z dużą nadwyżką finansową i kuratorzy
Trustu, a także dyrektorzy Rady Credit Union postanowili tę nadwyżkę, a
także część niegdyś wpłaconych przez Trust pieniędzy zachować nienaruszone,
pod kontrolą wybranych kuratorów, aby bodajże z procentów udzielać wsparcia
finansowego różnym wielkim polonijnym przedsięwzięciom. W międzyczasie
Trust stał się właścicielem byłej posiadłości Związku Polaków w Kanadzie
- budynku przy Bloor St. w Toronto.
Pamiętam, że rozbudowujące się Copernicus Lodge otrzymało
100.000 dol., podobną sumę otrzymał wielki projekt budowy polonijnego Centrum
w Brampton, pomoc miała otrzymać także hamiltońska niedochodowa korporacja
Maria Curie-Sklodowska Seniors Lodge. Ta ostatnia, niestety, nie doczekała
się wsparcia, gdyż Trust został powołany do sądu i wszelkie jego przedsięwzięcia
zostały wstrzymane.
Stroną skarżącą był wspomniany wyżej Komitet Obrony Credit Union, który
wdał się w "szlachetną" walkę o rozwiązanie Trustu i przekazanie uwięzionych
tam milionów członkom Credit Union, czyli prawowitym beneficjentom.
Kuratorzy Trustu stali na pozycji nienaruszalności funduszy z
wyżej wyjaśnionych powodów.
Szła ostra walka na łamach "Gazety" i powołanego później przez
Trust "Dziennika". Kuratorzy Trustu: KKK (Król, Kremblewska, Kulis), wielokrotnie
obrzucani nieprzyjemnymi inwektywami (złodzieje, uzurpatorzy, cwaniacy),
musieli poddać się procesowi śledczo-dowodowemu, a my czekaliśmy cierpliwie
na wynik tych badań. Czasami dochodziły nas informacje, ale jakieś takie
nijakie, lakoniczne, jak ta, którą podał pan Fujarczuk.
Tymczasem od jakiegoś czasu "po Polonii chodzą" wieści, że Trust
już jest rozwiązany, że już grosza nie ma z dawnych milionów, że wszystko
wzięli adwokaci, że tylko Związek Polaków dostał 120.000 dol. w rekompensacie
za szkodliwie dla tej organizacji podpisaną umowę przejęcia budynku na
Bloor St., że tenże budynek został wyrokiem sądu sprzedany, że to, tamto
i owamto... Co ciekawe, chodzą również słuchy, że niektórzy członkowie
Komitetu Obrony otrzymali pół miliona dolarów rekompensaty (za co?).
A więc dla beneficjentów z Credit Union nie zostało NIC? No więc
jak to ten Komitet walczył, że nic nie wywalczył? A może jestem w błędzie?
Czy Szanowny Komitet mógłby nam objaśnić, czy coś i ile wywalczył dla członków
Credit Union? A jeżeli zostało tylko wspomnienie naszej niegdysiejszej
zasobności, to w takim razie po co walczył? Gdyby nie walczył, mielibyśmy
Trust i finansowe wspomaganie, budynek na Bloor zostałby przynajmniej w
polskich rękach. Jedynymi poszkodowanymi byliby adwokaci.
Analizując tę polonijną klęskę, przekonaliśmy się chyba na własnej
skórze, jak łatwo jest pozbyć się społecznego dorobku, dając się ponieść
głupiej zawiści, pazerności i sobkostwu. Dlaczego twórcy wielkiego polonijnego
konfliktu, o którym dowiedział się cały świat, nie potrafili pomyśleć "zdroworozsądkowo",
że wszczynając sprawy sądowe, zagonią nas donikąd?
Przecież już wygrana przez KPK sprawa przeciwko "Gazecie", gdzie
za obelgi i inwektywy panu Bełzowi przysądzono opłaty sądowe i rekompensatę
dla pokrzywdzonych, ponoć nie dała żadnego konkretnego finansowego rezultatu,
bo pan Bełz niczego do dziś nie zapłacił! A więc, czy opłacało się
procesować? Czy dzisiaj może jednak potrafimy z tych faktów wyciągnąć odpowiednie
wnioski?
Okazuje się, że chyba nic z tego!!! Zgrozę wzbudziła we
mnie "hiobowa" wieść o tym, że z Fundacji im. Władysława Reymonta również
są założone sprawy sądowe! TRZY! Trzy sprawy sądowe za jakieś tam obrazy.
Czy to jakaś "sądowa" choroba jątrzy nasze polonijne społeczeństwo?
Przecież opłata adwokatów w trzech sprawach zaprowadzi Fundację
do bankructwa! Co na to kuratorzy Fundacji?
Ludzie, opamiętajcie się! Z ilu to stypendiów mogłaby skorzystać
nasza polska młodzież? Pan Glista, pan Dobranowski, pan Dulęba i pani Ungar
z pewnością przewracają się w grobie! Wygląda na to, że chociaż jesteśmy
pokoleniem korzystającym z bezcennych zdobyczy naszej epoki, a więc wydawałoby
się bardziej operatywnym i doświadczonym, do pięt nie dorastamy naszym
Ojcom Założycielom jakże wspaniałych przedsięwzięć.
Kończąc, nie mogę oprzeć się pokusie przypomnienia słów księdza
Robaka z "Pana Tadeusza", kiedy to przywracając do porządku zwaśnioną szlachtę,
powiedział w końcu: Głupi! Oj głupi!...
Zofia Kata - Hamilton
Od redakcji: Szanowna Pani, procesowanie opłaca się jedynie
adwokatom. Zamiast się procesować, fundujmy stypendia dla polskich studentów
prawa!
Polski bank w polskich Tatrach
Szanowny panie Andrzeju,
Chciałabym panu przede wszystkim podziękować za poruszenie na
łamach "Gońca" sprawy zamknięcia oddziału Credit Union znajdującego się
w polskim budynku Tatry przy 3015 Parkerhill Road.
Sprawa ta zbulwersowała wielu członków naszego banku, czego dowodem
jest składanie w ramach protestu przeciwko tej decyzji podpisów na listach.
Przykre jest to, że przedstawiciele naszego banku nie dali możliwości wypowiedzenia
się członkom na ten temat przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ponadto
w oddziale tym nie wywieszono żadnej informacji na ten temat. Zwracam się
zatem do całego zarządu naszego banku poprzez "Gońca", aby ponownie zastanowili
się, czy decyzja ta jest słuszna. Jeśli chodzi o wypowiedź pana Karola
Fujarczuka, to pragnę zwrócić uwagę, iż problem parkingu rzeczywiście istniał,
ale było to kilka lat temu i o dziwo nikt się wtedy tym nie zainteresował.
Teraz klienci banku mają do dyspozycji parking znajdujący się po drugiej
stronie ulicy Parkerhill Road i myślę, że jest on wykorzystywany jedynie
w godzinach szczytu. Poza tym, gdyby przyjrzeć się problemom z parkowaniem
przy innych bankach, są one o wiele większe niż tutaj. Dziwny wydaje się
też fakt, iż z jednej strony podaje się, iż decyzja o przeniesieniu banku
została już podjęta, jednocześnie ukrywając miejsce nowej lokalizacji.
Jeśli decyzję swą zarząd uważa za słuszną i podjętą dla dobra członków,
to jaki jest sens ukrywania tego?A może po prostu istnieje obawa, iż po
ogłoszeniu tej informacji publicznie wywoła większy sprzeciw członków -
a przede wszystkim tych, którzy nie wiedzą dotąd o tym - tym bardziej jest
to niewygodne przed zbliżającym się Walnym Zgromadzeniem. Jeśli nowym miejscem
lokalizacji jest pomieszczenie po TD przy Confederation i Central Pkwy.,
to obawy te są w pełni uzasadnione. Dlaczego? Ponieważ jest to miejsce,
gdzie nie ma żadnego polskiego biznesu, a poza tym nowa lokalizacja skraca
odległość do banku znajdującego się na plazie Wisła. Gdzie w tym jest sens?
Czy ktoś, mając do wyboru załatwienie spraw w jednym miejscu, tj. zakupów
i spraw w banku, uda się w miejsce, gdzie jest tylko bank? Jaki jest sens
skupiania polskich banków bliżej siebie, bo na pewno nie jest to ułatwieniem
dla Polonii. A jeśli chodzi o oddział mieszczący się w budynku Tatry, to
za pozostawieniem go przemawia wiele:
1. Znajduje się on w polskim budynku, w którym mieszka ponad
200 rodzin, z czego 80 proc. stanowią Polacy;
2. Wszystkie unity budynku zajmowane są przez polskie biznesy;
3. Po drugiej stronie ulicy Parkerhill Road 50 proc. unitów zajmują
polskie biznesy;
4. Na obszarze tym, zmierzając w przeciwnym kierunku niż miejsce
nowej lokalizacji, dużą część stanowią Polacy oraz polskie biznesy, np.
plaza Sheppard, Karpaty oraz zakłady usługowe - jaki jest sens oddalania
się od Polonii?
5. Bank ten prosperuje bardzo dobrze i to najlepiej świadczy
o jego dobrej lokalizacji;
6. Ponadto warto zwrócić uwagę, że jest to bardzo duże udogodnienie
dla osób starszych, schorowanych, które nie poruszają się samochodami.
Czy warto niszczyć to wszystko, co jest efektem długoletniej
pracy? Szanowny panie Karolu Fujarczuk, bardzo cieszę się, że powstanie
nowa plaza przy Dundas i 403 ułatwiająca codzienne życie Polonii, jednak
jest ona oddalona o 8 km od budynku Tatr - Costco mieści się również przy
Mavis - dlatego bardzo proszę o wzięcie pod uwagę również interesów Polonii
mieszkającej w naszej okolicy oraz polskich biznesów. Wybrany został pan
przez członków, aby pilnować dobra ich, i myślę, że ich Pan nie zawiedzie.
Nie chciałabym też, aby fakt, iż jest Pan właścicielem plazy
przy Dundas i 403 oraz krążące na ten temat spekulacje, iż jest to powodem
przeniesienia oddziału w Tatrach, potwierdziły się w przyszłości. Życzę
powodzenia i sukcesów, z poszanowaniem
Grażyna Junikiewicz
Od redakcji: Szanowna Pani, zamieszczane dzisiaj komunikaty
Credit Union wyjaśniają Pani wątpliwości. Z tego co nam wiadomo, p. Fujarczuk
ma nieruchomości w różnych punktach miasta, ponadto przewodniczący Rady
Dyrektorów nie podejmuje chyba strategicznych decyzji w pojedynkę...
TELEGRAM, PILNE.
Drogi Chrześcijaninie. Stop. Mam bolesną i przykrą wiadomość.
Stop. Premier Ontario Dalton McGuinty planuje usunąć modlitwę "Ojcze nasz"
z tradycji jej odmawiania na początek obrad naszego Parlamentu. Stop. Zatruwany
nieustannie stan zdrowia naszej wiary - słabnie. Stop. Pomyśl, co możemy
i musimy wszyscy wspólnie zrobić, aby ten proces zatrzymać. Stop. Odpisz
na adres gazety, którą czytasz. Stop. Zabierają nam Boga, oddajemy swój
Honor, nie będziemy godni Ojczyzny. Stop. Tej tutaj i tej w Niebie. Stop.
O rokowaniach choroby napiszę więcej, gdy tylko się odezwiesz. Stop. Nie
trać nadziei na uzdrowienie. Stop.
Roman Dorna
Od redakcji: Szanowny Panie, może lepiej napisać wprost do
premiera? Pisanie do nas to tak trochę "na Berdyczów".
Szanowni Państwo,
Chciałbym w kilku zdaniach odnieść się do ostatniego listu na
łamach "Gońca", gdzie osobą podpisującą się jest niejaki "Konrad". Po przeczytaniu
jego bzdurnych myśli sądzę, że zapomniał ten osobnik przed podpisem dodać
"oficer IV Departamentu Konrad".
Dziwię się bardzo, że jeszcze tu, w Kanadzie, po tylu latach,
gdzie praktycznie nie ma emigracji zarobkowej, która miała miejsce 20 i
więcej lat temu, odzywają się tak wyprane mózgi przez maszynę systemu komunistycznego.
Z mojej praktyki wynika, że dzisiaj nawet moje i innych najbliższe rodziny
w Polsce mają taką samą wiedzę jak ten "Konrad", ale ja rozumiem ich, bo
w Polsce od 1945 roku praktycznie do dzisiaj cały czas pracuje, a ostatnio
na wysokich obrotach, pralnia mózgów przez, jak oni tam mówią, niby polskie,
demokratyczne media. Ludzie w Kraju nie chcą słyszeć, że jest kilka prawdziwie
polskich niezależnych mediów, którym zależy na dobru Polski, jakim jest
między innymi Radio Maryja, TV Trwam, "Nasz Dziennik". Przez głupotę Polacy
mają to, co chcieli. Zachłysnęli się dobrem Unii Europejskiej, wyjazdami
za pracą po Europie, ale nie pamiętają, kto jest temu winien. To stara
komuna i sprzedawczyki Solidarności, jak: Wałęsa, Mazowiecki, Gieremek,
Kuroń, Michnik, wyczyścili całą Polskę z jej majątku narodowego, gdzie
pozostały puste hale fabryczne i nieuprawiane pola porośnięte chwastami
po byłych PGR-ach.
Pytam się tych złodziei, gdzie są pieniądze, gdzie są wybudowane
drogi, gdzie poprawa bytu Polaków za ten sprywatyzowany majątek narodowy.
Dzisiaj to trwa nadal i idzie zgodnie z ich planem. My tu, Polacy żyjący
od dłuższego czasu na emigracji, obserwujemy dwie strony medalu, jedna
to ich TVN-24, druga Telewizja Trwam. Najważniejsze, że nasze mózgi
w większości po tylu latach potrafiły się zregenerować i patrzeć na rzeczywistość
polską inaczej.
Ale jak widać, są między nami takie sługusy służb specjalnych,
którym solą w oku jest Radio Maryja i ojciec Tadeusz Rydzyk. Moją krótką
radą dla tych panów jest, niech spakują manatki i jadą do brata Putina,
specjalisty z bratnich służb, bo tu, w Kanadzie, niech nie zanieczyszczają
powietrza swą głupawą osobowością.
Pozdrawiam - Franciszek
Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan raczej eliminuje głupawe
poglądy niż "głupawe osobowości". Eliminowanie ludzi za poglądy do niczego
dobrego nie prowadzi. Poza tym zgadza się.
Droga Redakcjo "Gońca"
Piszę do Państwa, będąc oburzona na część artykułu z "Gońca"
29.02-6.03.2008, napisanego przez Krystynę Starczak-Kozłowską "Kanada pachnąca
javexem".
Oburza mnie część dotycząca "Moniki" - czyli mnie pod zmienionym
imieniem. Dziwi mnie fakt, iż pani Krystyna - osoba, u której mieszkałam
prawie rok, płacąc niemało za pokój, która była w moim domu w trakcie jej
pobytu w Polsce, a w domu moich rodziców obdarowano ją potężnym obrazem
ze słowami "dziękujemy", wykazała się taką zjadliwością, ulała żółci, nie
ukazując prawdy i pod znakiem zapytania dla mnie postawiła etykę dziennikarską.
Sam tytuł artykułu w "Gońcu" dał mi wiele do myślenia, ponieważ
jest odbiciem tytułu lubelskiego artykułu o mnie pt. "Kanada pachnąca farbami",
który w dobrej wierze sama przesłałam pani K. Jednak prawdą jest, że cieszyć
się czyimś, nawet drobnym sukcesem nie umiemy, za to chętnie dokopiemy,
żeby ktoś się za dobrze nie poczuł.
Szkoda, że nie padły w "historyjce Moniki" cytaty pokazujące
więcej prawdy, ponieważ nie ma w lubelskim tekście mitu łatwej Kanady,
a mowa jest o ciężkiej sytuacji, w której znalazła się samotna matka na
drugim końcu świata i o trudnej miłości do tego kraju.
Oczywiście, że dla dzieci i siebie poszłam pracować w serwisie
sprzątającym, ale udało mi się wykonać kawał dobrej roboty artystycznej
w domach nie tylko średnio zamożnych Kanadyjczyków. To nie ze sprzątania
spłaciłam w Polsce kredyt za mieszkanie w ciągu roku. Potężne portfolio
też nie powstało z powietrza. A może po powrocie i sytuacjach depresyjnych
prowadzących do utraty trzech czwartych włosów, kobieta nie ma ochoty krzyczeć
na pół miasta, że myła brudne sedesy i ręce miała urobione po łokcie?
Wiedzą o mnie prawdę moi wszyscy znajomi i nikt nie wykorzystał
tego tak podle. Udzielając wywiadu w gazecie, jako osoba w miarę publiczna
(pracowałam w TV/o. Lublin, prowadziłam tam oprócz realizacji światła program
dla dzieci, przeprowadzałam dla "Kuriera Lubelskiego" wywiady z muzykami,
pracowałam w gimnazjum i liceum z międzynarodową maturą IB) - mam prawo
decydować, o czym chcę powiedzieć. Może potrzebuję pamiętać o rzeczach
dobrych, które mnie odmieniły, a nie mieć w sobie złych wspomnień o ludziach
z cwaniactwem na twarzy? Przesyłam artykuł z lubelskiej gazety, aby mogli
Państwo przeczytać, czy, jak pisze pani K. Starczak-Kozłowska - przedstawiłam
swoją rzeczywistość "wyłącznie jako zrealizowanie marzeń o malarstwie ściennym".
To niemoralne. Dlaczego pani Krystyna nie napisała o swoich doświadczeniach
z szorowania kuchni u Żydówki? Gdzie się podziała prawda i mit Kanady...
sprzątająca dziennikarka?
Każdy ma prawo zapomnieć o tym, co nie pozwala budować nowego.
Pracuję częściowo w szkolnictwie, realizuję prywatnie poważne projekty
unijne, mojego autorstwa jest wiele domów w Lublinie i duża część 4-piętrowej
hali sportowej Uniwersytetu Przyrodniczego. Sprzątania się nie wstydzę,
ale nie muszę na życzenie jednej pani obwieszczać światu o tym, kiedy nie
muszę. Artykuł lubelski dotyczy danego wycinka mojego pobytu w Kanadzie
i nie rozumiem chęci upokorzenia mnie przez osobę szczycącą się wysokim
kunsztem pisarskim. On zobowiązuje.
A ja do Kanady wracam na wakacje. Mam tam ludzi, którzy zasługują
na dobrą pamięć, i są miejsca, które pokochałam i żadna praca w serwisie
i tupanie obcasem - przyznaj się, sprzątaczko - nie zburzą dobrych wspomnień.
Co więcej - znalazło się wydawnictwo, które wydało moją książkę z impresjami
o miejscach i ludziach. Książkę również przesyłam, jestem dumna, iż zachowałam
mimo koszmaru spojrzenie na barwę i światło.
Pani Starczak-Kozłowska powinna mnie przeprosić za stawianie
w złym świetle dla własnych potrzeb, rozmowa między nami na temat opisany
odbyła się ponad rok temu dla innej gazety, w tym artykule nie zgadzam
się z wieloma wypowiedziami, nie było żadnej autoryzacji ani poinformowania
mnie, iż bardzo dawna rozmowa zostaje wykorzystana.
Artykuł jest dla mnie i mojej rodziny uprawianiem prywaty, a
za tym idzie naruszeniem etyki. Ktoś się tu chyba zapędził. Co Panią tak
boli, Pani Krystyno?
Możecie Państwo nie zająć stanowiska, możecie bronić swojego
pracownika, możecie również uważnie wszystko przeczytać, nie wiem, jak
postąpicie. Chcę, aby Państwo wiedzieli, że nasze zaskoczenie, zdziwienie
i oburzenie skierowane jest nie do całej gazety, a do jednego, konkretnego
dziennikarza dla Was piszącego.
Przykro mi, moim córkom Tinie i Sandrze Bauer oraz moim rodzicom
Annie i Antoniemu Kozłowskim (zbieżność nazwisk jest przypadkiem, na szczęście
nie jesteśmy rodziną). Nie mniejsze zdziwienie okazali znajomi z Toronto
i Mississaugi, od których najpierw otrzymałam sygnały o artykule, aż w
końcu przesłano mi go z komentarzami.
Katarzyna Bauer - Lublin
Od redakcji: Szanowna Pani, artykuł przeczytaliśmy jeszcze
raz. Losów osoby, z którą się pani identyfikuje, dotyczy jedynie mały fragment.
Sprzątanie to żadna ujma. Sam byłem kiedyś dochodzącym dozorcą. Pani argumenty
przedyskutujemy. Andrzej Kumor
Szanowny Panie Redaktorze!
Chciałbym przedstawić czytelnikom kilka naszych refleksji odnośnie
do niedzielnej manifestacji pod pomnikiem Katyńskim. Wydaje się nam, że
część czytelników zgodzi się z naszymi spostrzeżeniami. Pogoda była wspaniała,
natomiast niestety, powiedzmy sobie smutną prawdę, nie dopisało polonijne
społeczeństwo! Owszem, było kilku jak zawsze "z urzędu" reprezentantów
polonijnych organizacji, orkiestra, przedstawiciel Konsulatu RP, niezawodny
Gerard Kennedy, garstka harcerzy i kilkadziesiąt oddanych i wzruszonych
tą smutną rocznicą osób. To powinna być masowa demonstracja, liczącej przecież
ponad 200 000 ludzi polonijnej społeczności. Gdzie byli ci ludzie? Zapewne
korzystając z pogody, wybrali się na piknik lub zakupy. Po co wprowadzać
się w smutny nastrój jakąś tak już w czasie odległą historią! Trzeba przecież
mieć pozytywne nastawienie do życia, po co stres, przecież to niezdrowe!
I co tu się dziwić, gdy na tak wielkiej rocznicy unicestwienia
przez bestialski sowiecki reżim ponad 20 000 najlepszych synów Ojczyzny,
gdy na tych obchodach zabrakło nawet kapłana z odległego tylko 10 minut
piechotą kościoła św. Kazimierza! Kapłan prowadzący Mszę św. wolał zareklamować
paczki, kawę i bigos w basemencie, niż zachęcić wiernych do udania się
pod pomnik Katyński! W kościelnym biuletynie jest tylko miniaturowa wzmianka
o intencji, a według nas, ten biuletyn w taką rocznicę powinien być TYLKO
i WYŁĄCZNIE o Katyniu! Pełno tam jest wzmianek o zabawach i innych rozrywkach!
Po prostu wstyd i hańba! Gdzie się podziali rycerze Kolumba, którzy przy
innych drobniejszych wydarzeniach tak dumnie paradują z obnażonymi pałaszami?
Pamiętam takie zdarzenie z prasy, jak to izraelscy żołnierze przez rok
poszukiwali wszędzie JEDNEGO swojego żołnierza porwanego przez palestyńskich
partyzantów, a w Katyniu zginęło przecież ponad 20 tys. Polaków. Czy pamięć
o NICH ma zupełnie wyblaknąć? Pamiętajmy jednak, że naród, który nie zna
swojej historii, prędzej czy później zaginie! Ktoś kiedyś ze słuszną emfazą
powiedział: "Jeżeli my zapomnimy o nich, to niech Bóg o nas zapomni". Oby
tak
się nie stało. Credo!
Andrzej Legienis, Danuta Rogulska-Legienis, Danuta Cylke, Jan Cylke,
Mariusz Łyczak, Sławomir Rosiński
Od redakcji: Szanowni Państwo, w tym roku było więcej ludzi
niż w latach poprzednich - zatem w górę serca! Uczestników przybywa, choć
weteranów ubywa. Zamiast strofować, zachęcajmy!
Szanowny Panie redaktorze!
W numerze 14 "Gońca" ukazał się Pański artykuł pod tytułem "Zaskakujące
=To i Owo?". W artykule tym, oprócz wielu miłych i ciepłych słów pod adresem
prowadzonego już 11 lat kabaretu "To i Owo", w Pańskiej ocenie wypadłem
cytuję "nieco słabiej". Mógłbym znaleźć kilka, jeśli nie więcej powodów
do wyjaśnienia, dlaczego tak się stało, ale i tak to by nic nie dało, bo
jaki mój występ był, każdy widział i... tyle. Nie będę zatem z Panem polemizował,
ponieważ Pański artykuł był przedmiotem dyskusji w kabarecie przed kolejnym
naszym występem w Guelph. Pragnę poinformować, że wszelkie (no, prawie
wszelkie) mankamenty dotyczące mojego udziału w programie zostały usunięte,
co od razu odbiło się na poziomie programu kabaretu "To i Owo".
Dziękując za rzeczową, rzetelną i pozbawioną złośliwości krytykę,
chciałbym tylko dodać, że każdy ma prawo do chwili słabości, co osobiście
dla mnie nie jest żadną pociechą. Kabaret "To i Owo" szuka dalej nowych
dróg do wypracowania programu, który by rozśmieszał i wprawiał w nostalgię
i zadumę. Ale to też nie jest tak prostą rzeczą.
Korzystając z okazji, chciałbym poinformować za Pańskim pośrednictwem
Czytelników "Gońca", jak i sympatyków kabaretu "To i Owo", że w kabarecie
nastąpiły istotne zmiany organizacyjne, które rozłożyły odpowiedzialność
za programy na cały zespół. Mam nadzieję, że jesienią (bardzo i to
bardzo dla nas pracowitą i atrakcyjną) zaskoczymy nie tylko Pana
redaktora, ale całą naszą kochaną publiczność, która zawsze licznie przybywa
na nasze kolejne premiery. A o wszelkich naszych nowych programach nie
omieszkamy poinformować redakcję "Gońca".
Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami Aleksander Siwiak
z kabaretu "To i Owo".
Od redakcji: Jak widać - dobro kabaretu "To i Owo" leży
nam obydwu na sercu. (Jerzy Rosa)
GONIEC NR
16/2008 (224)
(18-24
kwietnia 2008)
Droga redakcjo,
Dziękuję za wydrukowanie mojego listu przed kilkoma tygodniami
w sprawie moich problemów związanych z RBC (Royal Bank Canada). Po ciężkich
bojach udało mi się jakimś cudem przekonać ów bank, że pozwolili mi użyć
parę razy bankomatu, gdzie mogłem użyć Visy, aż do momentu, kiedy to w
ubiegłą środę, tj. 9 kwietnia, ten "przecudowny" bank znowu postanowił
zablokować mnie i moją rodzinę przed możliwością użycia moich pieniędzy,
które to tymczasowo dałem do przetrzymania tej instytucji bankowej.
Po moich telefonach i e-mailach powiedziano mi, że wciskałem
zły PIN numer i z tego też powodu bank security zablokował mnie. Ja zaś
posiadam wideo, na którym widać, jakie to numery PIN wciskałem z datą i
czasem z tego dnia, co udowadnia kłamstwa RBC. Czyżby system budowany
w Kanadzie obecnie oparty jest na goebbelsowskiej propagandzie i
kłamstw, że choćby przypomnijmy niedawną historię związaną z zamordowaniem
naszego rodaka Roberta Dziekańskiego i próby RCMP ZATUSZOWANIA prawdy.
A propos zamordowanego pana Dziekańskiego - byłem tym pierwszym
Polakiem, który poruszył tę sprawę, to ja znalazłem na angielskich stronach
informacje, że polski emigrant został zamordowany w Vancouverze przez tamtejszych
zbirów i oprawców. Ja byłem tym człowiekiem, który poinformował o
tym biura braci Kaczyńskich, jeszcze przed ujawnieniem wideo. Mam
na to dowody - gdyż pisuję na jednym z forum od lat i tam można sprawdzić
w archiwum, co i kiedy pisałem.
Dziękuję wszystkim rodakom za zainteresowanie się tą sprawą i
ich e-maile. Pozdrawiam serdecznie redakcję "Gońca" i wszystkich waszych
czytelników.
Marian Stefaniak
Polska
Od redakcji: Panie Marianie, trzymamy kciuki za Pana.
Szanowni Panowie!
W ostatnim numerze "Gońca" przeczytałem informację o śmierci
p. Stefana Siwińskiego, którego znałem bardzo dobrze. Nie wiedziałem o
jego śmierci i byliśmy zdziwieni z żoną, że nie dzwonił do nas od dłuższego
czasu, jak to miał w zwyczaju, dzieląc się informacjami o postępach w jego
pracach projektowych. Z informacji Państwa wynika, że w jego mieszkaniu
znaleziono sam "śmietnik", co wynikało z informacji kierownictwa domu,
w którym mieszkał. Otóż wiem, że p. Stefan miał w swoim
mieszkaniu bardzo cenny gobelin (tapestry), który został wykonany przed
laty przez jego zmarłą żonę. Opis i obraz tego gobelinu znajduje się w
dwóch słynnych wydawnictwach katalogowych. Gobelin ten był wyceniony przed
laty na jeden milion dolarów amerykańskich. P. Stefan prosił mnie w pewnym
okresie o pomoc w sprzedaży tego gobelinu, aby mógł uzyskać środki finansowe
na dalsze swoje prace projektowe. Wysłałem obraz tego gobelinu z jego opisem
do kilkudziesięciu adresatów - bez rezultatu. Sprzedażą gobelinu zainteresowałem
też domy aukcyjne. Wiem, że gobelin ten był w zainteresowaniu zarządu nowej
filharmonii torontońskiej, który nosił się z zamiarem zakupu tego gobelinu,
ale poszukiwał sponsora, który by zapłacił za jego zakup. Na gobelinie
bowiem był obraz muzyków i tytuł tego gobelinu był "Musicians". Przed kilkoma
miesiącami, jak powiedział mi p. Stefan, gobelinem tym zainteresowała się
pracownica polskiego konsulatu w Toronto. Nawet został przewieziony do
konsulatu, ale zabrany stamtąd na wyraźne życzenie jednego z konsulów,
który był zaniepokojony odpowiedzialnością za przechowywanie tak cennego
przedmiotu. W tej sytuacji zdumiewa informacja, że w mieszkaniu p. Stefana
znaleziono tylko "śmietnik". Tak to może wyglądało dla osób nieobeznanych
z aktywnością p. Stefana. Prawdopodobnie przechowywał on w swoim małym
mieszkaniu jakieś próbki, fragmenty projektów itp. Ale nawet osoba nieobeznana
ze sztuką nie mogła przeoczyć dużego rulonu, zakonserwowanego, który nawet
jako dywan stanowił cenną rzecz.
W tej sytuacji, wobec braku ustawowych spadkobierców, warto byłoby
zainteresować tym problemem organy ścigania. Ten gobelin bowiem powinien
znaleźć się w posiadaniu czy to wspomnianej filharmonii, czy polskiego
konsulatu, lub jakiegoś muzeum, z notatką o autorstwie tego gobelinu.
Pozdrowienia,
Jan Szarycz
Od redakcji: Szanowny Panie Janie, o sprawie tej będziemy jeszcze
pisać, nie wygląda to tak źle, jak się na pierwszy rzut oka wydawało. Ponoć
mieniem zadysponowano w zgodzie z prawem.
***
Jeśli chcecie pomóc Krzysztofowi Wyszkowskiemu w jego walce o
prawdę o Lechu Wałęsie i III RP - polecam Waszej pamięci - i proszę o rozsyłanie
tego dalej - stronę Krzysztofa Wyszkowskiego (www.wyszkowski.eu). Można
tam nie tylko się dokształcić, ale też wspomóc donacją kosztowną walkę
Krzysztofa z całym establishmentem III RP.
Bo to chyba jasne, że Bolek jest nie tylko kamyczkiem, którego
wyjęcie może spowodować zawalenie się całej misternej konstrukcji Wielkiego
Przekrętu.
Jasne jest też chyba, że Krzysztof walczy niejako w naszym imieniu,
i trzeba mu pomóc przynajmniej w taki sposób, jeżeli nie możemy inaczej.
Obawiam się, że walka tak szybko się nie skończy - niezależnie od oczekiwanej
publikacji.
Bolkowie nie próżnują. Wałek strzelił sobie na początek bajpasy,
razwiedka zrobiła mu sondaż (opublikowany tydzień temu w Rzepie), według
którego Polacy (?) najbardziej ufają ryżemu kelnerowi (61 proc.), a zaraz
potem Wałęsie (58 proc., a pamiętacie jego 0,8 proc. w wyborach?), natomiast
w samym IPN-ie pozostałości kieresjady szykują rejtana pt. "jak tak, to
my na znak protestu odchodzimy", czy też coś podobnego.
Tekst Krzysztofa Wyszkowskiego z podstrony "Donacja".
Od roku 2005 bronię się w dwóch procesach, które mi wytoczył
człowiek tak sławny, możny i bogaty, że potrafiący wywierać wpływ nawet
na wymiar sprawiedliwości. Jeden z tych procesów przegrałem, nie z braku
argumentów, a z powodu braku profesjonalnego pełnomocnika prawnego przed
sądem I instancji. Obecnie przygotowuję kasację od wyroku w sprawie "francuskich
pieniędzy" i gromadzę dokumentację do procesu, w którym udowodnię, że w
latach 70. Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa
o pseudonimie "Bolek".
Nauczony doświadczeniem, tym razem chcę skorzystać z pomocy adwokata.
Dlatego proszę o zasilenie tych prac przez wpłatę na konto: mBank - odbiorca
Krzysztof Wyszkowski, adres: ul. Andersa 12/5, kod i miasto: 81-831 Sopot,
nr konta: 88114020040000340249 693655.
Od redakcji: Popierajmy się.
Stanowisko USOPAŁ w kwestii haniebnej ratyfikacji tzw. traktatu
lizbońskiego 2008.04.10 1 kwietnia 2008 roku to
kolejna czarna i hańbiąca data w tragicznym kalendarzu polskiej historii.
Tego bowiem dnia Sejm RP głosami posłów- zdrajców oddał naszą Ojczyznę
w pacht nowo powstającemu superpaństwu. Unia Europejska bowiem, posiadając
prezydenta, własny parlament, rząd i ministra spraw zagranicznych, dąży
do stania się jedynym państwem w Europie i eliminacji państw narodowych.
Jest ona po prostu nową, zmutowaną formą Związku Sowieckiego, która przykrywa
swój bolszewizm pod płaszczykiem tzw. liberalizmu.
Jest bardzo zastanawiające i znamienne, że ten sam rząd i parlament,
które nie spieszą się wcale z dokonaniem koniecznych reform państwa, takich
jak służba zdrowia, ubezpieczenia czy podatki, w tym przypadku okazały
niesamowity pośpiech... Czyż nie chodziło o to, by nie dopuścić do jakiejkolwiek
poważniejszej dyskusji i w konsekwencji do referendum narodowego nad tym,
czy ten tzw. traktat ratyfikować czy nie?!
Nie ma co do tego żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości, że
ten Sejm jest sejmem targowickim. Na naszych oczach dokonano bezprawnego
rozbioru Polski, bo wszak zrzeczenie się suwerenności państwa polskiego
na rzecz innego państwa jest niczym innym, jak aktem zdrady narodowej.
W zawiązku z tym nazwiska zdrajców Narodu i Państwa Polskiego
powinny zostać dobrze zakonotowane w naszej pamięci, tak aby we właściwym
momencie Naród wymierzył tym zdrajcom sprawiedliwość.
Przypatrzmy się im dobrze i zapamiętajmy, że w tym akcie zdrady
wzięła zgodnie udział cała mafia okrągłostołowa i że to ona przesądziła
o wyniku tego głosowania. Na jego datę, jakby na ironię, wybrano dzień
1 kwietnia, który według pewnych tradycji jest dniem urodzin Judasza. Niech
pamiętają więc zasiadający dziś w polskim Sejmie judasze, jaki koniec spotkał
tego, którego naśladują. Niech pamiętają ku przestrodze!!!
USOPAŁ uznaje to głosowanie za bezprawne i niezobowiązujące dla
Polski. Pragniemy też wyrazić nasze zdecydowane i energiczne poparcie dla
tych wszystkich polityków w Ojczyźnie, którzy kierując się patriotyzmem
i sumieniem, przeciwstawili się tej nowej Targowicy.
Solidaryzujemy się z Panem Senatorem Ryszardem Benderem, z Panem
Senatorem Czesławem Ryszką, z Panem Posłem Antonim Macierewiczem, z Panią
Posłanką Anną Sobecką, z Posłami RP do Parlamentu Europejskiego Panią Urszulą
Krupą, Panem Zdzisławem Podkańskim, Panem Witoldem Tomczakiem i tymi wszystkimi
pozostałymi, którzy nie skalali się zdradą. Apelujemy do elit narodowych
i do Narodu Polskiego o jak najszybsze stworzenie szerokiego ruchu społecznego
protestu i oporu przeciwko zamierzonej i realizowanej przez wrogów i zdrajców
likwidacji Polski.
Jan Kobylański
Prezes USOPAŁ
Od redakcji:xxx
GONIEC NR
15/2008 (223)
(11-17
kwietnia 2008)
Dzień dobry,
Ja jestem pana czytelnikiem, można powiedzieć praktycznie od
pierwszego numeru. Ostatnio zwróciłem uwagę, że ta minisonda, no... może
ja się mylę... ale czy Polacy są naprawdę tak strasznie głupi, czy naprawdę
nie znajdujecie żadnych mądrzejszych ludzi, jak pytacie tych ludzi na ulicy?
Przecież to jest żenujące. To tylko tyle. Powodzenia, gazeta jest interesująca
oczywiście, czytam ją zawsze, ale ta minisonda to naprawdę zaczyna mnie
denerwować. Do widzenia.
(spisane
z automatycznej sekretarki)
Od redakcji: Szanowny Panie, minisonda jest właśnie tym, czym
jest, MINI-sondą, nie mającą żadnych ambicji porządnego sondażu czy badania
opinii - ludzie czasem są zaskoczeni przez pytanie, czasem są zamyśleni,
na to wszystko trzeba wziąć poprawkę. Nie zmienia to jednak faktu, że ta
minisonda pokazuje, jak bardzo różnimy się w poglądach. Lekturę minisondy
polecam wszystkim tym, którzy mają tendencję do wypowiadania się w stylu
"Polonia uważa to i to", albo "no bo wszyscy tak myślą". "Wszyscy" bardzo
rzadko myślą tak samo. Powiem Panu szczerze, że kilkakrotnie zdarzyło mi
się wysłuchać na ulicy bardzo ciekawe opinie - Pozdrawiam serdecznie. Andrzej
Kumor
A propos "Kanada bez wiz,
ale za pieniądze"
Oto kilka słów wyjaśnienia ze "źródeł dobrze poinformowanych"
- znajomego, właściciela biura podróży.
Przepis o bezwizowym wjeździe do Kanady jest bardzo prosty.
To, że ludzie nie rozumieją, jest dość dziwaczne, by nie rzec
znamienne. Od zawsze bowiem oficer wizowy miał prawo i ostateczną decyzję
na określenie, czy dana osoba może wjechać do Kanady i na jak długo! Teraz
będzie to wyglądało dokładnie tak, jak w tym liście do "Gońca".
Przedtem, sporadycznie trafiało się, że ktoś, mając wizę, nie
został wpuszczony. Teraz będzie to częstsze, oby nie za częste.
W momencie wjazdu, każdy musi przekonać urzędnika, że przyjeżdża
z wizytą i że ma środki na utrzymanie w Kanadzie i powrót do Polski. Sytuacja
z artykułu to małe piwo w stosunku do tego, co będzie się działo latem.
Wszyscy ci, którzy mieli odmowy wiz do Kanady, a teraz się wybiorą
bezwizowo, mogą się znaleźć dokładnie w tej samej sytuacji co bohater artykułu.
Pozdrawiam z Calgary,
Stanisław Majcherkiewicz
Od redakcji: Święta prawda!
Mit Ameryki
wiecznie w Polsce żywy
Cieszę się z tego, że Pan Kumor napisał prawdę. Trzeba sobie
zdać sprawę z tego, że nie tylko Europa była przykładem dobrobytu, do którego
dążyło starsze pokolenie, ale i USA, który to kraj był zbiorem idei, które
chcielibyśmy zrealizować w naszym kraju. Sytuacja taka utrwaliła się przez
lata polskiej emigracji i przenikania kultury amerykańskiej do Polski.
Pamiętam ogłoszenie w "Życiu Warszawy", jeśli się nie mylę ogłoszenie typu
"zamienię M3 na śpiwór w Nowym Jorku". Jak budowaliśmy sobie wizerunek
USA poprzez stykanie się z amerykańską literaturą? Kiedyś czytałem książkę
Amerykanina wydaną w Polsce pt. "Inny kraj" Jamesa Baldwina. Zwróciłem
uwagę na drobny szczegół - jeden z bohaterów skarżył się na biedę, w jakiej
żyli Murzyni, którzy na obiad jedli żeberka z fasolą. Było to w Warszawie,
kiedy mięso było na kartki i kiedy to pomyślałem, że dobrze byłoby być
biednym w USA.
Nasza miłość do Zachodu jest nieodwzajemniona i naiwna. Zachód
czy Wschód dba o Polskę tylko wtedy, kiedy są z tego wzajemne, a czasami
tylko jednostronne korzyści. Pomówmy o Tarczy na przykład. USA chętnie
ją zainstalują wtedy, kiedy Polska poniesie część kosztów. Kiedy Polska
przedstawiła Ameryce projekt, w którym USA modernizowałyby polską armię
za 20 miliardów zł za Tarczę, USA przestały być polskim przyjacielem, bo
im się to nie opłaca.
Tak więc musimy używać takich samych kryteriów opłacalności w
polityce zagranicznej.
Chciałbym też napisać coś o literze prawa. W Polsce płacz i zgrzytanie
zębów, bo "utraciliśmy suwerenność" i będzie to zapisane w Traktacie! Pytam
się, czy jesteśmy suwerenni wtedy, kiedy NIE MA PODSTAW PRAWNYCH DO WYPŁACANIA
KOMUKOLWIEK JAKICHKOLWIEK ODSZKODOWAŃ, CO ZNACZY TO, ŻE NIE JEST TO ZAGWARANTOWANE
ŻADNYM ZAPISEM NA PAPIERZE, a zapłacimy jak za zboże? Nie dajmy się nabierać
na płacze tych, którzy twierdzą, że straciliśmy suwerenność, bo jej nie
uzyskaliśmy od 1939 roku.
A swoją drogą, ci, którzy płaczą, nigdy nie wspomnieli nawet
Giertycha. Nie zapytali się nawet o jego zdrowie i plany.
Jarek Sadecki
Od redakcji: Szanowny Panie, chodzi o formalną instytucjonalną
suwerenność.
Zmarł Charlton Heston
Zmarł najwspanialszy Żyd, jakiegokolwiek dał nam Bóg!
Aktor najpiękniejszych filmów o tematyce chrześcijańskiej. Przewspaniały
lektor tekstów Starego i Nowego Testamentu. Człowiek Sprawiedliwy.
Charlton Heston był przede wszystkim moim Prezydentem. Był prezydentem
National Riffle Association, do której należę od 15 lat. To on nauczył
mnie, że Amerykanie powinni być uzbrojeni, aby zapewnić bezpieczeństwo
sobie i swojej rodzinie. Zbrodniarze są uzbrojeni po zęby - dlaczego zwykły
obywatel ma być bezbronny?
Panowie szlachta, czapki z głów!
Ten Żyd był większym chrześcijaninem niż niejeden z nas! Pomódlmy się
za spokój jego skołatanej duszy.
W ostatnich latach cierpiał na Alzhei-mera.
Mira Kruszewska
Od redakcji: Szanowna Pani, z tego co nam wiadomo, p. Charlton
Heston nie był Żydem, mimo że grał Bena Hura.
Media dają władzę
nad umysłami nie tylko Polaków
Mogę się zgodzić z panem Kumorem w wielu sprawach, o których
pisze w powyższym felietonie. Nie porusza pan tutaj roli mediów w sterowaniu
ludźmi, ich wpływu na świadomość i podświadomość ludzi. Uważam, że ich
rola jest ogromna. Jako przykład podam Francję, gdzie odrzucono jakiś czas
temu Konstytucję UE. Czy Francuzi są mądrzejsi od Polaków? Oczywiście,
że nie. Może w jednych sprawach mądrzejsi, a w innych mniej. Ale generalnie
wielkiej różnicy nie widzę. Tam też mieli swoje Katynie, przykładowo rewolucja
francuska. W demokratycznej Francji dano prawie taką samą ilość czasu w
mediach przeciwnikom Konstytucji UE, jak i jej zwolennikom. Przeciętny
obywatel Francji miał szansę usłyszeć za i przeciw konstytucji. W Polsce
takiej szansy społeczeństwu nie dano. W polskojęzycznych mediach mamy zmasowane
pranie mózgów za konstytucją UE (zwaną teraz traktatem).
Do tego dochodzi polski Sejm oraz polski Episkopat opanowany
prawie w całości przez wrogów Polski, przez ludzi często o obcym niepolskim
pochodzeniu stojących w czołówkach partii politycznych i Episkopatu. Do
tego dochodzi Radio Maryja i Telewizja Trwam kreujące się na obrońców polskiego
interesu narodowego. Oczywiście są to oszuści, którzy manipulują katolicką,
bardziej konserwatywną częścią społeczeństwa. Tadeusz Rydzyk jest zwykłym
kłamcą i oszustem. Ubrał się w habit, udaje dobro i prawdę. A prawda jest
taka, że pilnuje żydowskich interesów w Polsce. Eksponuje swoją niechęć
do pewnej części Żydów, w tym ateistów, ale popiera cały czas ludzi powiązanych
z układem okrągłego stołu. Ostatnio bije pianą na PiS wywodzący się z żydowskiego
KOR-u. Rydzyk interpretuje po swojemu Ewangelię, głosząc teorie mniejszego
zła. Jest to wymysł żydomasonerii, po to aby zamazać granice między prawdą
a fałszem, między dobrem a nieprawością.
Panu Kumorowi udzieliła się też ta nowinka, co dał wyraz w swoim
tygodniku. W ostatnią sobotę, 5 kwietnia, Tadeusz Rydzyk i Jan Król zjechali
do Toronto, aby zjeść żurek ze stadem ogłupionych przez media toruńskie
owieczek. Owieczki są dalej głupawe, bo któż miałby je oświecić? Jednak
coś zaświtało w tych baranich głowach, bo wiele z nich wypierało się, że
nie głosowało na PiS. Niektóre nawet twierdziły, jedząc nie najlepszy żurek,
że wiedziały od początku, czym pachnie PiS. Oczywiście ja tym baranom nie
wierzę. Ludzie myślący samodzielnie i potrafiący wyciągnąć logiczne wnioski
z tego, co się wokół nas dzieje, na spotkania z Rydzykiem nie chodzą. A
Pan Kumor też tam był, nie wiadomo czy z obowiązku, czy z innego powodu,
i przypuszczać należy, że napisze relację politycznie poprawną z tego spotkania.
Tak jak to robi od lat. A przed ostatnimi wyborami do Sejmu GONIEC pana
Kumora bił pianę na PiS.
A teraz taki felieton.
Problem Polaków jest przede wszystkim taki, że są cały czas oszukiwani
i okłamywani. Gdyby znali prawdę, wszystko wyglądałoby inaczej.
Konrad
Od redakcji: Szanowny Panie, z takimi poglądami jak Pańskie
nie opłaca się nawet ruszyć palcem u nogi - i tak przecież wszystko to
kłamstwo i manipulacja. Radzę Panu jednak pochodzić na różne spotkania,
bo dopiero wówczas można zacząć krytycznie myśleć i wyrabiać sobie własną
opinię. Ja - proszę Pana - wszystkich rozumów nie zjadłem, dlatego lubię
posłuchać, co inni mają do powiedzenia. Pan najwyraźniej już wszystko wie.
***
Czytając w "Gońcu" artykuły motoryzacyjne lub informacje dotyczące
cen paliw, napotykam słowo ETYLINA. Etylina to benzyna ołowiowa "Pb", która
była stosowana w Polsce, a jej istotnym składnikiem był czteroetylek ołowiu
(trucizna). Do Kanady przyjechałem 20 lat temu i już wtedy nie spotkałem
się z benzyną ołowiową. Serdecznie pozdrawiam.
Stanisław Zaucha
Od redakcji: Ma Pan świętą rację - w Kanadzie nie ma etyliny,
tylko benzyna bezołowiowa.
Szanowna Redakcjo!
Zastanawia mnie, dlaczego w czasie, kiedy podnoszą się głosy
przeciw olimpiadzie w Chinach, sieci TV i prasa nie wspomną bojkotu olimpiady
w Moskwie po najeździe sowieckim na Afganistan? Były wówczas dwie olimpiady.
Dlaczego tak łatwo Kosowo, będące sercem Serbów, przyznano napływowej
ludności, a tak trudno o nacisk o autonomię, a co najmniej ochronę
przed represjami prawowitych mieszkańców Tybetu? (Niemilitarny atut jest
teraz w ręku!)
Czy rzeczywiście pokój przyświeca wszystkim posunięciom polityków...?
Z poważaniem,
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Szanowna Pani, posunięciom polityków przyświeca
korzyść własna, zaś Chiny są nietykalne, no, za dużo tam się produkuje,
gdyby Chińczycy na nas się obrazili, zostalibyśmy goli i weseli.
Szanowna Redakcjo "Gońca"
Chciałabym pogratulować pani Krystynie Starczak-Kozłowskiej za
wyjątkowo wspaniały felieton pt. "Głupota nie boli", który powinien stać
się dla nas nauczką i zmusić do głębokiego myślenia.
Przy okazji pragnęłabym podziękować pani Elżbiecie Piasek, autorce
tekstu "Nowy Zarząd Grupy 2 ZPwK" z "Gońca" nr 14/08, za potwierdzenie
dawno znanego faktu, że pewnym hamiltońskim "intelektualistom" wciąż przyświeca
filozofia Kalego.
Osoba, która oszukała dzieci w czasie zabawy sylwestrowej, zabierając
im napiwki do własnej kieszeni, to człowiek należący do grupy ludzi, która
wg tekstu "posiada piękne cechy ludzkie. Cechuje ich wiara, kultura, dobre
serce, wrażliwa dusza oraz wysoki poziom intelektu".
W odróżnieniu od tej grupy osób, ludzie oburzeni faktem niegodnego
potraktowania dzieci, zaczęli o tym mówić i pisać. Według oceny autorki,
ci, co pisali o tym, to osoby "pełne złości i nienawiści, które potrafią
w tak prymitywny sposób obrażać drugiego człowieka".
Dziękuję także za ostrzeżenie, że ci ludzie są zalążkiem zagłady
ludzkości. Sądzę, że mieszkańcy Hamilton i reszta świata nie chcą jeszcze
schodzić z tego ziemskiego padołu i coś trzeba zrobić, aby uratować świat.
Anna Lewandowska
Hamilton
Od redakcji: Zgadza się, Szanowna Pani, nie bądźmy głupi: nie
kłóćmy się i nie obrażajmy.
Podziękowanie
dla kanadyjskiej Polonii
Szanowna Redakcjo,
Przesyłamy tekst podziękowania, jakie Komitet Obywatelski Europa
Wolnych Ojczyzn - Akcja Polska składa wszystkim Polakom, którzy w tych
trudnych dniach wspomagają naszą akcję w obronie wolności i niezawisłości
Rzeczypospolitej Polskiej.
***
Przed nami znów długa droga.
Integracja europejska przybrała formę bardzo niekorzystną i niebezpieczną
dla naszego Narodu. Będziemy działać na rzecz obrony, a gdy trzeba będzie
odzyskania atrybutów suwerenności państwowej, którą z takim trudem udało
nam się nie tak dawno odzyskać.
Równie ważne jest zachowanie tożsamości Polaków, zagrożonej przez
sztucznie wywołane bezrobocie, a następnie masową emigrację ludzi aktywnych
zawodowo do krajów Europy Zachodniej.
Szczególnie dziękujemy Wam, za wsparcie naszych dzialań wśród
naszych Rodaków w Kanadzie.
W imieniu Komitetu bardzo proszę o przekazanie naszych podziękowań
Waszym Czytelnikom. Pozostańcie z nami nadal.
Z poważaniem
Jan Szczepankiewicz
Koordynator Krajowy KO EWO - Akcja Polska, 30-432 Kraków, ul. Janka
Szumca 16, tel/fax 12 267 46 06
Od redakcji: XXX
GONIEC NR
14/2008 (222)
(4-10
kwietnia 2008)
***
W zeszłym tygodniu, w czwartek, pan Bartek Kurpan wraz z rodziną
oczekiwał w Toronto na przylot szwagra z Polski (już po zniesieniu wymogu
wizowego dla Polaków). Oto jego relacja z wydarzeń, jakie rozegrały się
na lotnisku Pearsona, którą nadesłał do redakcji - red.
Czekaliśmy trzy godziny i 30 min, pytaliśmy się 10 razy, raz w
informacji, raz polskiego LOT-u, raz stewardesy i raz amerykańskiego przewoźnika
i Polaków, którzy wychodzili stamtąd. Nic nie było wiadomo, co się dzieje
z moim szwagrem. Poszedłem się spytać ponownie w informacji, powiedziano
mi, żeby pójść do "immigration", więc powiedziałem mojej żonie i jej bratu,
że idę się pytać, i poszedłem tam.
Najpierw po schodach na drugi koniec lotniska na trzecie piętro,
potem do windy na drugie piętro, tam w kamerze obejrzeli moją twarz i spytali,
czego chcę. Powiedziałem im, że szukam informacji o moim szwagrze, którego
jeszcze nigdy nie widziałem, i zapytałem, co się z nim dzieje. Celnik
mnie poinformował, że mojego szwagra nie wpuszczą do Kanady, bo nie
mają pewności, że wróci do Polski, i kazał wpłacić 4000 dolarów gotówką,
wtedy go puszczą.
Zszedłem do żony i jej brata, powiedziałem, jaka jest sytuacja,
byłem tak zdenerwowany tą decyzją, że aż musiałem się napić drinka. Nie
wiedzieliśmy, co robić, moja żona z jej bratem i ze mną poszła znowu do
"emigracji", żeby z nim porozmawiać. Ten celnik w ogóle nie chciał rozmawiać,
pokazał cztery palce, że musimy wpłacić pieniądze, 4000 dolarów gotówką.
Myśmy się rozpłakali i celnik powiedział, że zejdzie na 2500 dolarów, i
kazał wrócić, jak będziemy mieli pieniądze, bo jak nie wrócimy, to w ten
sam dzień o godz. 22.30 szwagier zostanie odesłany do Polski. Mieliśmy
na załatwienie pieniędzy dwie godziny, bo była godzina 19.42, i nie mieliśmy
skąd wziąć takiej kwoty. Musieliśmy jechać 50 km, żeby pożyczyć tę sumę
od czterech osób, bo wszystkie banki o godzinie 20.00 już są zamknięte,
a bankomat wypłaca tylko 500 dolarów. Mieliśmy na to dwie godziny. Po załatwieniu
pieniędzy byliśmy z powrotem na lotnisku Toronto International Airport
po 21.30 i biegiem do tej "emigracji", żeby je wpłacić. Wpadliśmy tam zmęczeni,
zestresowani i jak pokazaliśmy pieniądze, to od razu zaczęli z nami rozmawiać,
mówiąc, że zaraz wyjdzie.
A jeszcze chciałem dodać, że mój szwagier siedział tam tylko
z wiadomością, że wraca do Polski, i prosił ich, żeby zadzwonił ten celnik
do mnie i powiedział, jaka jest sytuacja. Żadnego telefonu nie było od
nich, a mojemu szwagrowi powiedziano, że jestem powiadomiony!!!
Po wpłaceniu pieniędzy kazali nam zejść na dół. I po wpłaceniu
tych pieniędzy, czekaniu 6 godzin wyszedł. Jaka to rzeczywistość, że znieśli
wizy dla Polaków, że bez problemów, bez kłopotów będą przylatywać do Kanady,
a tu spotyka ich coś innego - ZAPŁAĆ, TO WEJDZIESZ.
Bartek Kurpan
Hamilton
Od redakcji: Szanowni Państwo, prosimy o zgłaszanie nam o wszystkich
tego typu przypadkach!
Przyjdzie kiedyś taki czas
Rozumiem Szanownego Pana frustracje, Panie Kumor, jak również
przeciętnego wyborcę w Polsce. Równocześnie chciałbym bronić "przeciętnego
Polaka" w Polsce, twierdząc to, że Polak robi wszystko co może, ażeby poprawić
swój standard życiowy. Niejednokrotnie pisałem na forum o tym, że Polska
zmieniła się na lepsze. Dzisiaj coraz więcej domów jest wyposażonych w
wodociągi na wsi, nie mówiąc o tym, że coraz to więcej domów ma łazienki
i wodociągi nawet w stajniach, wspomnę też postęp w motoryzacji i zmechanizowanie
w rolnictwie. Za każdym razem moich odwiedzin w Polsce widać zmiany na
lepsze - stopniowo miasta i miasteczka polskie pozbywają się dawnej peerelowskiej
szarości. Na południu Polski niektóre miasta przypominają Austrię czy Niemcy.
Do czego zmierzam? Polak może i Polak potrafi. Polacy zrobili
wszystko co w ich mocy, ażeby ulepszyć swoje życie we własnym domostwie.
Zawiodły kolejne rządy. Mamy śliczne domy, ale zabrakło dróg, aby te domy
połączyć. Zabrakło infrastruktury, za którą jest odpowiedzialny rząd. Nie
ma dobrej komunikacji w Polsce i mamy fatalne drogi w całym tego słowa
znaczeniu.
Kolejne "rządy z piekła rodem" zajmowały się wszystkim, tylko
nie sprawami Polski. Tak więc bronimy świata przed "terroryzmem", wysyłamy
wojsko na wojny, trwonimy pieniądze na zbrojenia, a sprawy odbudowy ojczyzny
spychane są gdzieś tam na koniec kadencji. Mieliśmy za to rabunkową prywatyzację
i ruinę polskiego przemysłu. Śmiem twierdzić to, że gdyby Polska z jakiejś
łaski boskiej nie miała rządu w Polsce, Polska byłaby dzisiaj w o wiele
lepszej sytuacji ekonomicznej, choćby z tej przyczyny, że nie stracilibyśmy
rynków zbytu żywności na Wschodzie, za co winię polskie rządy, które zaprzepaściły
szanse rozwoju tego eksportu do Rosji na korzyść Niemiec i USA.
Czy można winić przeciętnego Polaka za to, że padł ofiarą politycznych
oszustów? Jeżeli ktoś mówi w kampanii wyborczej to, że chciałby, aby Polska
była silna, sprawiedliwa i solidarna, budująca dobrobyt (mieszkania?) w
oparciu o przyjaźń strategiczną z USA, to dlaczego przeciętny człowiek
miałby nie uwierzyć?
Po latach zdajemy sobie sprawę z tego, że te zapowiedzi budowy
IV Rzeczypospolitej były pustymi frazesami, a największym sukcesem Kaczyńskich
była parada wojskowa w rocznicę niepodległości. Parada była piękna, tyle
że z parad nie można wyżywić rodzin. Polak potrafi i może i ci, którzy
mogli, pojechali na Zachód i dzisiaj prosperują w Anglii, w Szwecji, Niemczech
i Bóg wie gdzie jeszcze zostaliśmy rozproszeni. Swego czasu Mr. Tony Blair
docenił wkład Polaków w ożywienie gospodarki brytyjskiej, i tak najnowsza
brytyjska Polonia wzięła udział w wypracowaniu najwyższej w UE podwyżki
płacy realnej o 9 proc.
Czy to można nazwać polską głupotą?
My, Polacy, zostaliśmy oszukani nie tylko przez oszustów politycznych,
zostaliśmy nawet wprowadzeni w błąd przez RM, które poleciło PiS, partię,
która zdradziła nasz interes narodowy i zamiast budowy Ojczyzny za pierwszy
cel wzięła sobie walkę z partiami narodowymi! Cele te powinny były być
znane wszystkim, jako że zostały one opublikowane przez Organizację Batorego,
a wcześniej wygłoszone przez Pana Kaczyńskiego, o czym pisał obszernie
na forum Pan Kosiur.
Czy nie zostaliśmy oszukani przez PO?
Nie dość tego, że Premier kompromituje się spotkaniami na nieodpowiednim
szczeblu, tak jakby nie miał pojęcia o protokołach w działalności rządu,
to na dodatek robi korupcyjne obietnice organizacji żydowskiej na wypłaty
z racji rewindykacji mienia pożydowskiego, na które nie ma w Polsce podstaw
prawnych, i to się odbywa na oczach Sejmu i opozycji, która nawet nie kwestionuje
takiego zachowania, które mogłoby służyć za klasyczny przykład zdrady stanu?
Co może zrobić przeciętny Polak wtedy, kiedy jest otoczony piekłem
medialnym, politycznym, a nawet skorumpowaną częścią "duchowieństwa"?
Zajmuje się najbliższymi. Pracuje za granicą, ażeby przetrwać.
Tak więc dzisiaj dbamy o to, ażeby wyżywić nasze dzieci, jutro
zajmiemy się polityką i tak jak odnosimy sukcesy dzisiaj, tak i w przyszłości
zajmiemy się odbudową sił politycznych w Polsce. Dialog już się zaczyna.
Coraz częściej mówimy o wolnych mediach. Coraz częściej mówimy o partii
narodowej. Coraz częściej domagamy się zwiększenia liczby Polaków w polskim
rządzie.
Jarek Sadecki
Od redakcji: I bardzo dobrze! Pozdrawiam Andrzej Kumor.
Dziękuję, Panie Andrzeju,
za "otorbienie"
Dziękuję za mądre i silne słowa. Czasem trzeba takich słów, aby
obudzić tubylców z letargu. To bierność i służalczość trzymają ojczyznę
w okowach żydowskiej okupacji. Wilka nie można winić za to, że gryzie "święte
psy", które mają zęby, ale boją się ich użyć.
A co do cen benzyny, to aby była jeszcze droższa, aby nam, których
na to stać, jej nie zabrakło. Wiadomo, że za 40 lat benzyny już nie będzie,
bo zasoby ropy naftowej będą całkowicie wyczerpane.
Stan Tymiński
stan@transduction.com
Od redakcji: List powyżej daje dobrą odpowiedź na Pana list.
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|