POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC NR 5/2009 (264) (30 stycznia - 5 lutego 2009)

 Panie  Andrzeju 
 W przedostatnim wydaniu GOŃCA zwróciłem uwagę na bardzo ciekawy artykuł dotyczący płacenia alimentów . Prawo kanadyjskie dokładnie pokazuje, na jakiej "pozycji" stoi ojciec w momencie, gdy matka decyduje się na wniesienie sprawy o alimenty do sądu. W momencie, gdy jest ona osobą, która dba tylko wyłącznie o dobro dziecka, sprawa jest OK, ale gdy okazuje się, że jest ona nieuczciwa i ma swoje "grzeszki", sprawa zmienia się o 180 stopni. Może ona bezkarnie "ciągnąć" pieniądze od ojca i państwa, im więcej - tym lepiej, oczywiście za przyzwoleniem sądu kanadyjskiego, który dba "tylko" o dobro dzieci i oczywiście "matki". Artykuł w pańskiej gazecie świetnie naświetla ten problem. Niestety, w tym kraju sytuacja sprzyja ludziom leniwym, kombinatorom i niepracującym cwaniakom(-czkom ), zaś ludzie przedsiębiorczy i uczciwi, nieustannie nękani są przez "służby państwowe". Narasta więc pytanie, w jakiej kategorii lepiej się znaleźć, która da lepszą pozycję i łatwiejszy byt? Leniwy czy przedsiębiorczy, kombinator czy uczciwy? Oto jest pytanie, niestety mam wrażenie, że rząd kanadyjski skłania się ku tej pierwszej wersji. Kończę ten list i proponuję wszystkim ojcom, którzy w jakikolwiek sposób czują się wykorzystywani i oszukiwani, kontakt: jeżeli istnieją dziesiątki instytucji broniących kobiet, nasz los jest w naszych rękach, my też możemy walczyć o nasze prawa i przywileje, tylko w jedności siła. Wszystkim zainteresowanym kontaktem podaję adres e-maila: pawelcan12@gmail.com. 
 Pozdrawiam 
Paweł
 
 Od redakcji: Zgadza się, a przede wszystkim powinniśmy walczyć o to, by sądy były bezstronne, a sędziowie orzekali bez uprzedzeń.
  
 Polityczne chochoły 
 ****************** 
 Edward Pakietur, Mississauga

 Od redakcji: Szanowny Panie, Pana listu niestety nie zamieszczamy, ze względu na powszechnie obraźliwe słowa użyte w odniesieniu do pewnej mniejszości etnicznej. Wiele Pana opinii podzielamy.
 
 Panowie Redaktorzy "Gońca"
 Przykro mi, że na mój komentarz do opublikowanego przez was ostatnio wywiadu z o. Rydzykiem "Chcieliśmy pokazać, że Polska jest bogata" zareagowaliście tak nerwowo. Możemy nie zgadzać się w poglądach, bo zresztą nie musimy, ale zarzucać komuś publicznie kłamstwo w sposób, jak wy to robicie wobec mnie, to szczyt bezczelności. Na mój argument, że świątynia Opatrzności Bożej jest dofinansowana z pieniędzy przeznaczonych dla emerytów, odpisaliście: "nie ma Pan racji i używa kłamliwych skrótów, typu ?budowę świątyni Opatrzności dofinansowuje się z funduszy przeznaczonych dla emerytów=. A może: ?z funduszy przeznaczonych dla administracyjnych darmozjadów=?. Stosuje Pan chwytliwe kłamstwo i to jest pierwszy dzwonek alarmowy". Polecam wam zatem stronę internetową: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3875054.html. Wyczytacie tam: "Świątynia Opatrzności Bożej dostanie z budżetu 40 mln zł - zdecydował w czwartek Sejm, przyjmując senacką poprawkę do budżetu na 2007 r. Pieniądze te zostaną przesunięte z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS)É". I dalej: "Fundusz, z którego zostaną przesunięte pieniądze na budowę świątyni, to pieniądze w dyspozycji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wypłacającego Polakom EMERYTURY". I kto tu używa kłamliwych skrótów?
 Roman Cichowski 
 PS A co się tyczy innych przywilejów Kościoła, który, waszym zdaniem, tak pięknie reprezentuje interesy Polski, to polecam inną stronę: http://www.alternatywa.com/modules.php?name=News&file=article&sid=1072.
***
 Szanowni Redaktorzy
 Dodam jeszcze jedną uwagę. Dlaczego obruszacie się, gdy ktoś nazywa "Gońca" pismem prokatolickim? Pism prokatolickich jest dużo i niektóre z nich są dość ciekawe, jak np. "Gazeta Polska". Przecież panowie Michalkiewicz i Ligęza, stali i główni współpracownicy "Gońca", przy każdej niemal okazji bronią interesów Kościoła. A czy nie zauważyliście, Panowie Redaktorzy, że w Kanadzie, w której prawdopodobnie od dawna mieszkacie, o Kościele media piszą dobrze, kiedy Kościół postępuje dobrze, a źle, kiedy postępuje źle. I tak powinno być, nie sądzicie? W Polsce tego obiektywizmu w podejściu do Kościoła nie widać. Nie lubię "Faktów i Mitów", które starają się zeszmacić wszystko co katolickie, ale w równym stopniu nie poważam np. prof. Nowaka, głównego ideologa Radia Maryja, który przy KAŻDEJ okazji zajadle Kościoła broni. Kanada jest dla Polski świetnym przykładem tolerancji religijnej i oddzielenia spraw religii od państwa. W Polsce tego konstytucyjnego rozdziału jakoś nie widać, co potwierdzają zresztą sondaże opinii publicznej przeprowadzone wśród samych Polaków. Jeśli "Goniec" chce uchodzić za pismo świeckie, to powinien brać przykład w tym względzie z mediów kanadyjskich i ograniczać ilość publikacji panów Michalkiewicza i Ligęzy. Niestety, tego nie robi.
 Z poważaniem 
 Roman Cichowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, aby dyskusja miała sens, to podobnie jak w sporcie, musi w niej obowiązywać fair play - strony uczciwie i w dobrej wierze przedstawiają fakty, a nie manipulują nimi w celu uzyskania propagandowego efektu.
 Otóż Senat usiłował w 2007 roku przeznaczyć w ramach poprawki budżetowej 40 mln złotych ze wspomnianego funduszu, po tym jak świątyni odebrano 20 mln przewidziane wcześniej z funduszy Ministerstwa Kultury, nie oznacza to odbierania pieniędzy emerytom, lecz formę zabudżetowania środków, ponieważ akurat  ten fundusz miał nadwyżkę - gdyby nie miał, i tak byłby uzupełniany ze środków budżetu - a więc chodziło generalnie o środki z budżetu,   poprawkę Sejm przyjął, ale pieniędzy świątynia nie dostała, ponieważ na bezpośrednie dofinansowanie Kościoła przez państwo nie pozwala ustawa o stosunku państwa do Kościoła, więc choć Senat przyznał pieniądze nie na świątynię, tylko na towarzyszące jej "przedsięwzięcia kulturalno-naukowe", środki nie wpłynęły, o czym może się Pan dowiedzieć również z cytowanych przez Pana gadzinówek: "Pomysł dofinansowania katolickiej Świątyni pojawił się już przed trzema laty. Na szczęście konstytucja, konkordat i ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego skutecznie hamowały pomysły nierozgarniętych polityków prawicy, którzy chcieli przeznaczyć na Świątynię 40 milionów złotych. Prawo stanowi bowiem, iż obiekty sakralne nie mogą być finansowane z publicznych pieniędzy" - koniec cytatu. Dlatego jeszcze raz powtarzam, kłamie Pan, mówiąc, że odbiera się emerytom i daje na Kościół. Jest to zagranie nie fair, poniżej pasa.
 Mimo to potraktowałem Pana poważnie, odpowiadając na zarzuty, zazwyczaj bowiem w takim przypadku podręcznik zaleca unik, po czym prawy sierpowy w domniemane kompleksy interlokutora plus posolenie rany szyderstwem.
 Pozostałe Pana zarzuty zostawię bez odpowiedzi i pozwolę sobie dać radę - proszę poprosić kogoś, aby nauczył Pana czytać ze zrozumieniem. Na nadrabianie zaległości w wykształceniu nigdy nie jest za późno - A. Kumor.
 
 Czy Menachem Begin jest polskim patriotą...?
 Do felietonu pana A. Kumora "Wielopatriotyzm polski" pragnę dorzucić parę słów gorzkiej prawdy o tym, jak prezydent RP Lech Kaczyński pojmuje patriotyzm.
 W dniu 21 grudnia 2008 r. Pan Prezydent brał udział w synagodze warszawskiej w żydowskim święcie światła - Chanuka.  Nie mam nic przeciwko temu udziałowi, ale sprzeciwiam się  temu, co pan Lech Kaczyński powiedział o Menachemie Beginie, nazywając go polskim patriotą.
 A mianowicie: "Pamiętajmy, że był on żołnierzem Korpusu Andersa i że... nie chciał  opuścić szeregów polskiej armii, dopóki nie został z niej zwolniony".
 Coś tu się nie zgadza, bo w pamiętnikach andersowców jest napisane, że Menachem Begin z trzema kolegami zdezerterował z Korpusu Andersa.
 W państwie, którego był współzałożycielem, też się nie popisał. Jego grupa partyzantów 22 lipca 1946 r.  wysadziła w powietrze Hotel King David, pozbawiając życia 91 osób.
 Jego grupa partyzancka Starn Gang winna jest śmierci 260 Arabów w Dein Jassin, a lista zbrodni jest dłuższa. Żydowski dziennikarz Jacobo Timmerman nazywa M. Begina "ill-balanced terrorist, who is a disgrace for people of Israel" i taki to był z niego "polski patriota". Był ten"wielki patriota" w Toronto, chwalił Polskę i Polaków, aby trzy miesiące później w holenderskim radiu powiedzieć, że "wszyscy Polacy to antysemici, oni ten antysemityzm wyssali z mlekiem matki".
 Pan Prezydent wprowadza w błąd wielu młodych ludzi i zafałszował historię, jeśli nie miał co pochlebnego powiedzieć  Żydom, to trzeba było nic nie mówić.
 Stefan Szumnarski

 Od redakcji: Zgadza się, P. Menachem Begin był uczciwym syjonistą, czyli nacjonalistą żydowskim, realizującym miłość do swej ojczyzny przy pomocy wszelkich dostępnych środków, w tym zamachów terrorystycznych i mordowania brytyjskich żołnierzy w Palestynie.
 Anders nie zwolnił Begina, ale wydał rozkaz, aby nie ścigać żydowskich dezerterów.
 Z drugiej strony, to nie Begin mówił o antysemityzmie w mleku polskiej matki, lecz inny żydowski polityk -  Icchak Szamir, urodzony w Różanej na Kresach jako Icchak Jaziernicki. W 1935 roku zaczął studia prawnicze w Warszawie, ale wyemigrował do Palestyny i  studiował na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Tam zmienił nazwisko na Szamir. Podobnie jak Begin był członkiem terrorystycznej grupy Irgun.
 
 Witam gorąco
 Wysyłam maile, opisując naszą sytuację, lecz nikt nam nie odpisuje, a bardzo potrzebujemy wsparcia. Nie chcemy nikogo wykorzystać, tylko prosimy, żeby ktoś nam pomógł w emigracji i rozpoczęciu nowego życia w Kanadzie. Jak już pisałem, kobieta, którą kocham, jest w ciąży i za trzy miesiące urodzi nam dziecko, po dwójce, którą już ma, to będzie trzecie, a jednocześnie nasze pierwsze wspólne. Do pełni szczęścia będzie nam jedynie brakowało pewnej przyszłości, stabilności i pracy, w której będziemy mogli zapracować na własny dom, dobrze wychować i wykształcić dzieci oraz godnie żyć. W firmie, w której pracuję, też zaczynają się zwolnienia i może być jeszcze gorzej. Boję się o przyszłość naszą i dzieci, dlatego proszę o pomoc w emigracji do Kanady. Jeżeli istnieje choć cień szansy na pomyślne załatwienie tej trudnej, lecz ważnej sprawy, to proszę o kontakt najlepiej w języku polskim, ponieważ angielski to w chwili obecnej nasza słaba strona.
 Pozdrawiam serdecznie, Szczęść Boże,
Eugeniusz Rakowski
gieniu1212@wp.pl

 Od redakcji: Szczęść Boże!
 
 ***
 Bardzo niezrozumiałą politykę prowadzi się w Polsce. Traktat lizboński został już dawno zatwierdzony przez rząd polski i prezydenta. Ciekawe, dlaczego rząd niemiecki jak dotąd nie podpisał i nikt ich nie krytykuje. W Irlandii odrzucono przez referendum. Ale na Polskę i Czechy się pluje, że jeszcze prezydenci nie podpisali. Chociaż prezydent "polski" gra tylko na zwłokę dla picu, aby się przypodobać Polakom. Tak samo z euro. Chcą wprowadzić jak najszybciej, a np. Anglia jak dotąd się nie zgodziła i chyba nigdy się nie zgodzi, dlaczego? I znów nikt o tym nie wspomina. Wniosek tylko jeden, rządzący Polską chcą jak najszybciej Polskę rozebrać i oddać pod okupację tzw. Unii Europejskiej. Prawdziwi Polacy powinni bronić Polski, póki jeszcze coś z niej zostało.
 Przed wyborami prezydenta w Ameryce pan red. Kumor pisał: "zapinam pasy bezpieczeństwa". Teraz już po wyborze Obamy na prezydenta, tym bardziej te pasy trzeba zacisnąć. Przeciwnicy Obamy mówią: "ostrzą noże". Aby te "noże" nie odwróciły się przeciw nim, bo dziś Ameryka z Obamą to nie Palestyna.
 Stare polonijne gazety do tej pory miały niezłe opinie z polskiej rzeczywistości. Teraz wszystko się odwraca. "Związkowiec" "ożenił się" z "Angorą", gazetą komunistyczną Urbana. Gazeta ta pokazała swoje oblicze. W ostatnim numerze "Głosu Polskiego" autorka pt. "Czymże jest prawicowość?" pisze: "Myślę, że nawet skrajny prawicowiec może mieć w sobie szczyptę lewicowości, a największy lewicowiec odrobinę prawicowości... Przykład Stalin, chociaż trudno w to uwierzyć, ten zbrodniarz był przeciwnikiem aborcji. Wprowadził karę śmierci za nielegalne przerywanie ciąży" itp. 
 A to bardzo ciekawe. Nie znam na tyle historii Stalina, ale według tej autorki, był prawym człowiekiem. Może powinna się domagać włączyć go w poczet świętych. Do czego dziś dopuszczają się gazety, drukując takie artykuły. Tylko patrzeć, jak kościoły będą wzywane do czytania "Gazety Wyborczej", np. że R. Maria z ks. Rydzykiem to antysemityzm. Dziś nie wszystkie kościoły akceptują R. Marię i ks. Rydzyka. Krok po kroku, jak nigdy fałszuje się polską historię. Ubiera się w białe szaty komunistycznych zbrodniarzy. W serialach polskich robi się komedię z wiary, Kościoła i księży. Widownia się cieszy,  śmieje. Podobnie jak z bombardowania Palestyny. Tak naprawdę chyba nie bardzo ludzie wiedzą, z czego się śmiać, ale często chyba ze swej głupoty. Miejmy nadzieję, że jeszcze "Goniec" pozostanie polski i katolicki. Dopóki lewicowi-prawicowiści (nie pies, nie wydra) go nie wykończą, tak jak te stare gazety przejmują Urbany, Michniki i wielbicieli Stalina.
S.W.
Mississauga

 Od redakcji: Na tym świecie nie ma nic pewnego, podzielamy Pana nadzieje.
 
 Ogólne zdziwienie
 XXI wiek nauki, komputerów i rakiet, w imieniu... (???) złodziejom daje się miliardowe zapomogi, dekoruje orderami morderców aborcjonistów, młodzi wychowywani są przez "dzieci kwiaty" w systemie bezstresowym, a następnie wszyscy udają zdziwienie, gdy egzemplarz teraz wyhodowany, zarzyna dwoje dzieci i opiekunkę. Belgia i UE zaskoczone... ale czym (???), wszystko do tego zmierzało, staczamy się w czasy Nerona i Kaliguli.
 Dzisiejsze naukowe i nowoczesne metody, we wszystkich dziedzinach nie zdają egzaminu, ale taka to i nauka, jeśli w Polsce minister oświaty rezygnuje z lektur, będą tylko filmy do oglądania... (???).
Janusz Sierzputowski
Cambridge
 PS Niecierpliwie oczekuję na następny popis p. Romana Cichowskiego... bardzo interesujące, dające do myślenia uwagi, bardzo dziwnie wpisuje się w poruszany w liście temat.
Janusz Sierzputowski

 Od redakcji: Kryzys trochę otrzeźwi - zobaczy Pan.
 
 Angora to nie Agora!
 Panie Redaktorze,
 W odpowiedzi na list Pana Janusza Sierzputowskiego, który ukazał się w "Gońcu" z 23-29 stycznia br., a w którym to Pan Sierzputowski krytycznie odniósł się do zamieszczania w "Związkowcu" materiałów tygodnika "Angora", pragnąłbym wyjaśnić, że tygodnik "Angora" to nie jest to samo co firma wydawnicza "Agora", która wydaje "Gazetę Wyborczą". Nie chcąc wyważać otwartych drzwi, pozwolę sobie na zacytowanie listu, który napisał do naszej redakcji Pan Wojciech Zubrzycki, zamieszczonego w tygodniku "Czas-Związkowiec" ( Nr 4/2009).
 "Kilka osób mnie pytało: - Czy ANGORA, która jest teraz w naszym tygodniku to ?Agora=? Ponieważ, myślę, że spora rzesza naszych czytelników jest słabo zorientowana w obecnych polskich realiach, dlatego pozwalam sobie na wyjaśnienie i rozwianie najróżniejszych wątpliwości (jeśli oczywiście ktoś takie ma?).
Tygodnik ANGORA, która jest najbardziej poczytnym tygodnikiem w Polsce, zawiera przegląd prasy krajowej i zagranicznej - jednym słowem najciekawsze artykuły z polskiej prasy i wydawany jest przez polską spółkę Westa w Łodzi (bez obcego kapitału!!! Jest więc w 100 procentach polska!!!). 
 Natomiast Agora jest spółką w Warszawie, która wydaje między innymi dziennik ?Gazeta Wyborcza=, której naczelnym red. jest Adam Michnik.
 TYGODNIK ANGORA, a ?Agora= TO DWIE ZUPEŁNIE INNE FIRMY!
 Obecnie ?Czas-Związkowiec= czytam, jak to się mówi: ?Od deski do deski=.
 Tak trzymać!".
 Tyle autor listu. Mam nadzieję, że list ten wyjaśnia Panu Sierzputowskiemu, i nie tylko, różnicę pomiędzy tygodnikiem ANGORA a spółką "Agora".
 Pragnąłbym tylko dodać, że materiały z tygodnika "Angora" zamieszczane były w latach 1999-2000 w "Związkowcu", następnie "Angora" drukowana była jako dodatek do dziennika "Gazeta" (2000-2008), i teraz znowu wróciła do "Związkowca". Zaiste dziwne, no cóż, ale zdarza się,  że dopiero teraz Pan Sierzputowski zauważył, iż w tygodniku "Angora" , a teraz w "Czasie-Związkowcu" drukowany jest stały felieton nie red. Adama Michnika, ale Janusza Korwin-Mikkego. 
 Pozdrawiam serdecznie
 Stanisław Stolarczyk
red. naczelny
tygodnika
"Czas-Związkowiec"
 
 

GONIEC NR 4/2009 (263) (23-29 stycznia 2009)

 Szanowni Redaktorzy "Gońca" 
 Opublikowany przez was wywiad z o.Rydzykiem "Chcieliśmy pokazać, że Polska jest bogata" pachnie propagandą.
 Kościół bardzo identyfikuje się z interesem i dobrem Polski. O. Rydzyk przekonuje, że interes Kościoła = interes Polski. Tylko głupcy w to wierzą. Właśnie widać, jak interes Polski leży Kościołowi na sercu. Kościół bierze od państwa pieniądze całymi garściami. Na przykład, budowę świątyni Opatrzności dofinansowuje się z funduszy przeznaczonych dla emerytów. 
 Daje przy tym o. Rydzyk do zrozumienia, że "prawdziwa elita" polska to głównie różni profesorowie skupieni wokół Radia Maryja. Czasami zastanawiam się, co dyrektor chce osiągnąć, zapraszając na swoje pogadanki radiowe prawie samych profesorów, podczas gdy zdecydowana większość jego słuchaczy to ludzie prości, tacy których dosłownie można straszyć "sądem morskim", jak w noweli Sienkiewicza "Szkice węglem". A skoro tak źle dzieje się w służbie zdrowia, to może Kościół powinien dofinansować ją trochę, zamiast budować w takim tempie różne "lichenie" i inne drogie obiekty sakralne. 
 Dalej o. Rydzyk mówi: "Nie jestem politykiem" - he, he, kto by w to uwierzył?
 Następnie, formułując poważne oskarżenia przeciwko wrogom Kościoła, dyrektor zachowuje się niepoważnie - używa takich zwrotów, jak "mnie się wydaje", "myślę" i "trudno powiedzieć". Np. "Trudno powiedzieć, gdzie (są centrale antyewangelizacyjne walczące z Kościołem), ale myślę, że to jest dość zorganizowaneÉ" oraz "W tej chwili, jak podaje agencja FIDES, watykańska, rocznie ginie przynajmniej 170 tys. chrześcijan i świat milczy. Mnie się wydaje, że to jest też walka z Kościołem, walka z narodem polskim". 
 Skoro jesteśmy tacy "silni Panem Bogiem, mający silną wiarę, i mogący ponieść tę wiarę w świat...", jak twierdzi dalej, to dlaczego jesteśmy narodem w znacznej części zdemoralizowanym? O tym, że morale narodu są niskie, piszą nawet pisma prawicowe.
 I wreszcie, dane agencji FIDES, z których wynika, że chrześcijanie są teraz tak powszechnie prześladowani na całym świecie, na których opiera się o. Rydzyk, są mocno naciągnięte. Interesowałem się tym tematem prasowym wcześniej. Posyłam załącznik do tego listu, gdzie polemizuję z redaktorką pewnego pisma na ten temat.
 Dopóki będziecie publikować takie treści, jak choćby ten wywiad, takie tygodniki, jak "Nie" lub "Fakty i Mity", będą cieszyć się ogromną popularnością, bo one są przeciwwagą dla polskich mediów, w znacznej części prokościelnych, jak choćby "Goniec". Ludzie lubią sensacyjki i ciekawostki, chcą posłuchać, co mają do powiedzenia ekstremiści po obu stronach barykady. Taka jest ludzka natura.
Z poważaniem
Roman Cichowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie ma Pan racji i używa kłamliwych skrótów, typu "budowę świątyni Opatrzności dofinansowuje się z funduszy przeznaczonych dla emerytów". A może: "z funduszy przeznaczonych dla administracyjnych darmozjadów"? Stosuje Pan chwytliwe kłamstwo i to jest pierwszy dzwonek alarmowy. Drugi, to że zdecydowana większość słuchaczy Radia Maryja to ludzie prości - wie Pan, dla mnie prosty człowiek to piękna sprawa, sól ziemi - zaś widzami i słuchaczami innych polskich mediów są w dużej mierze "pokomplikowani" prostacy - również ci wykształceni. 
 O. Rydzyk nie jest politykiem, myli Pan pojęcie polityka z osobą publiczną czy znaną.
  I wreszcie, to prawda, że część Polaków jest zdemoralizowana, wszak mieliśmy 40 lat ostrego komunizmu i codziennego kłamstwa w sowieckim kociołku. Dlatego tak bardzo potrzebne jest Radio Maryja i wszystkie prace w rodzaju szkoły toruńskiej. A wydobyć się z polskiego pomieszania nie jest łatwo, o czym świadczy Pana list.
 Jeśli zaś idzie o dane na temat prześladowania chrześcijan, to chyba czerpie je Pan właśnie z tygodnika "Nie" czy też "Faktów i Mitów". Jeśli zaś dla Pana polskie media "w znacznej części są prokościelne", to ja zaczynam wątpić, czy Pan w ogóle potrafi "czytać ze zrozumieniem". Pozdrawiam serdecznie A.K.

 Akcje Lotosu
 Szanowna Redakcjo!
 Dobrze się stało, że "Rzeczpospolita" opublikowała  interesujące opracowanie B. Chomątowskiej i  A. Łakomej  pt. "Łowy na szefa Lotosu". W Rafinerii Gdańsk przepracowałem ponad 25 lat, od pierwszych dni budowy tego zakładu, który nie budził entuzjazmu u zasiedziałych gdańszczan, zapatrzonych w przemysł stoczniowy. Dzisiaj jest inaczej, ponieważ nie tylko Gdańsk liczy na wieloraki sponsoring przez bogaty Lotos, powstały  dzięki Pawłowi Olechnowiczowi na bazie Rafinerii Gdańsk i Petrobałtyku. Nie dziwi mnie ogromne zainteresowanie polityków różnej opcji tym, kto ma być prezesem Lotosu.
 Szkoda, że dobro tego kombinatu i jego dalszy rozwój nie są rzeczą najważniejszą.
 W ostatnich latach "Grupa Lotos" podjęła szeroki zakres inwestycji na terenie kraju i za granicą, a mimo to nie ma większych problemów płacowych i dochodowych.
 Nietrudno zauważyć wielorakie manipulacje publicystyczne, aby obniżyć wartość akcji Lotosu i doprowadzić do ewentualnego wykupienia ogromnego majątku za marne pieniądze.
 Gdy ekipa Donalda Tuska doszła do władzy, przeczuwałem, że nie będzie dobrze, i dlatego swoje akcje sprzedałem po dobrym kursie. Pracując w Rafinerii Gdańsk, miałem okazję poznać D. Tuska jako człowieka wielce przeambicjonowanego i niezbyt pracowitego. Najbardziej niepokoiło mnie to, że Donald Tusk miał zły wpływ na partie i firmy, z którymi związany był przez dłuższy czas.
 Mimo podeszłego wieku, mam nadzieję, że doczekam chwili, kiedy akcje ciągle rozbudowującego się Lotosu uzyskają przyzwoitą wartość, a Polacy poznają się na  przebiegłych i często kłamliwych wypowiedziach wielbicieli Donalda Tuska.
 Z poważaniem i pozdrowieniami  W. Łęcki z Gdańska

 Od redakcji: Trzymamy kciuki za wzrost cen akcji Lotosu.

 Drogi Panie Andrzeju!
 Każdego tygodnia czytam z zainteresowaniem kolejny numer  "Gońca". Uważam, że jest to najlepszy tygodnik w języku polskim wydawany na ziemi kanadyjskiej, to jest  absolutnie poza kwestią. Wasza gazeta uczy nas patriotyzmu,  staje w obronie tradycyjnych wartości, uczy po prostu normalności. A to jest ogromnie ważne w dzisiejszym, często  pogubionym i zwariowanym świecie. Bardzo wartościowe są oczywiście felietony "naczelnego", z którego poglądami trudno się nie zgodzić.  Pozwolę sobie zauważyć, że w ostatnim felietonie zakradł się mały błąd: na euro przeszła Słowacja, a nie Słowenia (s.15). W sumie drobiazg, ale to dwa zupełnie inne kraje; choć wiem, że 90 proc. społeczeństwa w Ameryce Północnej nie byłoby w  stanie pokazać na mapie żadnego z nich. Życząc sukcesów i wszystkiego najlepszego w 2009 roku, serdecznie pozdrawiam cały zespół redakcyjny.
 Jacek Walkiewicz
 Guelph

 Od redakcji: Nie drobiazg, a gafa - dziękuję bardzo za sprostowanie!  A.K.

 Roztrzepaniec
 Powstanie USA było fenomenem, a początki wskazywały na cud społeczny, gospodarczy itp. itd... ale minęły lata i powoli okazuje się, że wymieszanie ras, kultur, cywilizacji jednak nie całkiem się sprawdza.
 W tym wypadku różnorodność daje efekt ujemny, to co sprawdza się w jednorodnej cywilizacji, przy ich wymieszaniu nie pracuje tak samo... społeczeństwo takie nie potrafi w swojej obronie zaprotestować. Budowanie wieży Babel po raz wtóry się nie udaje, wymieszane cywilizacje nie są zdolne do obrony wartości tylko dlatego, że te wartości dla każdego są odmienne, każdy inaczej je rozumie.
 W tym momencie Amerykanie pracują, aby tworzyć armię, broń i żołnierzy w imię jakichś wydumanych potrzeb, prawd wymyślonych przez propagandystów pracujących dla V kolumny, starających się wykorzystać USA dla jakichś obłędnych mrzonek. Język nie stanowi przeszkody przy budowaniu czegokolwiek, ale różnice cywilizacyjne są nie do pokonania i dlatego w USA, jak i w Europie skończy się ogólnym mordobiciem, dotychczasowa sytuacja nie wytrzyma próby czasu, ludzie nie wytrzymają, puszczą nerwy i jak zwykle dojdzie do rozwiązań siłowych. Co ciekawe, żadna międzynarodowa organizacja nie zda w tym wypadku egzaminu, nie sprawdziła się Liga Narodów, nie sprawdzi ONZ czy NATO, nie są w stanie zrobić czegokolwiek, zapanować nad sytuacją, będzie jak w Ugandzie, Serbii, Libanie, Palestynie, tylko na większą skalę, a potem ludzie będą się dziwić, zupełnie jak wtedy, gdy świat dowiedział się o niemieckich wyczynach podczas II wojny. Historia się powtarza w koło, dzisiejszy świat komputerów, telewizorów i komórkowych telefonów niczym się nie różni od tego za Heroda. Przerabiamy cały czas te same problemy, oszustwa finansowe, piramidy,  wojny... taki jest świat, a że nie potrafi się obronić przed nawiedzonymi oszustami... próby były, a że na razie bez efektu... (???).
 Ten 2009 rok wiele spraw ujawni... rasizm, antysemityzm, socjalizm itp. dadzą o sobie znać bardzo dobitnie, może nawet na jakiś czas wszystko powróci do normy, by następnie jak zwykle w bardzo dużym tempie ta sama cywilizacja zacznie narzucać swój dyktat... 
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 PS To na pewno nie jest dyskryminacja, antysemityzm ani rasizm... są akurat jakieś inne powody, że akurat arabska rodzina przeżywa takie upokorzenia podczas podróży na Florydę. Staruszki z Polski jadące w odwiedziny są zakuwane w kajdany, przetrzymywane w aresztach i cofane do kraju... to właśnie świadczy o upadku dobrych obyczajów i potwierdza, że jakaś bardzo zadufana w sobie cywilizacja przechwyciła w USA władzę i narzuca swoje zwyczaje. Ale ta amerykańska zbieranina nie potrafi zrozumieć, w co są robieni, i niszczą swoją dobrą reputację stworzoną przez przodków. "Związkowiec" z "Angorą"... propaganda pasożydowska znalazła następną szczelinę.
Janusz Sierzputowski

 Od redakcji: To prawda, dobrych obyczajów coraz mniej.

 Szanowni Redaktorzy
 Obserwując ceremonię zaprzysiężenia Baracka Obamy na urząd prezydenta USA, zauważyliście chyba, że Ameryka NIE jest krajem, gdzie wszystkie najszczytniejsze ideały muszą mieć jakieś odniesienie do katolicyzmu. Chociaż prezydenci elekci przysięgają z ręką na Biblii, jednak Amerykanie nie mówią jak polscy katolicy: "Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Ameryka jest Ameryką, a Amerykanin Amerykaninem". Lecz mówią: "Jesteśmy narodem złożonym z chrześcijan, muzułmanów, żydów i niewierzących, ale celem, który przyświeca nam wszystkim, jest wolność".
 Historia pokazała, że narody, które wybrały religię (obojętnie jaką) za swoją główną "siłę napędową", nie zdały egzaminu z  historii.
 Takie uroczystości jak te, które właśnie oglądaliśmy w USA, wyzwalają w ludziach wiele dobra. Ameryka pokazała, że chce zrobić dla świata wiele dobrego pod wodzą charyzmatycznego Obamy. Obama powiedział, że nie będzie realizować polityki ekspansjonistycznej USA, lecz skoncentruje wszystkie siły na odbudowie narodu. Piękny cel. Polacy powinni uczyć się od Amerykanów. Czyż nie tak?
Roman Cichowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, USA są państwem zbudowanym na chrześcijaństwie protestantów. Mała rada: zanim Pan zacznie ferować radykalne sądy, proszę wcześniej wziąć do ręki jakiś podręcznik, wystarczy ze szkoły średniej. Człowiek uczy się do śmierci i nie ma w tym nic wstydliwego.

 Szanowni Czytelnicy "Gońca"!
 Z przygnębieniem czytam anglojęzyczną prasę kanadyjską, w sprawie tzw. konfliktu bliskowschodniego, ale raczej systematycznej eksterminacji ludności palestyńskiej. Dominuje obrzydliwa spolegliwość i serwilizm w stosunku do potężnego żydowskiego lobby, dominującego w większości dziedzin życia tego kraju. Dlatego jak promyk zorzy zabłysła wypowiedź przewodniczącego CUPE, związku zawodowego pracowników rządowych Kanady, w sprawie stosunku rządu Kanady do ww. kwestii. Z tej bardzo krytycznej  i rzeczowej wypowiedzi wynika, że nie wszyscy w tym kraju zatracili poczucie moralności i nie wszyscy zatracili cywilną odwagę. Przewodniczący Syd Ryan naraził się już Żydom tak mocno tą wypowiedzią, że podniosły się głosy, aby oskarżyć go o wzniecanie nienawiści!!! Na szczęście nie ugiął się i skomentował to w paru słowach, które każdy z nas powinien w dzisiejszych czasach totalnej hipokryzji wziąć sobie do sumienia:"nie jest przyjemnie być celem niewyszukanych ataków, ale jeszcze gorzej jest milczeć z przyzwoleniem na takie wydarzenia". Brawo, Panie Ryan. Może obudzi Pan więcej sumień. 
Andrzej Legienis
Toronto

 Od redakcji: Brawo, Panie Legienis!
 

GONIEC NR 3/2009 (262) (16-22 stycznia 2009)

 Komentarze do tekstu A. Kumora "W obronie abnegacji"
 ***
 W Polsce jest tylu biednych, którzy nie marnują i nie wyrzucają dla podkreślenia swej wartości, że tęsknota za cywilizacją niedoboru, mimo świetnej i głębokiej treści tego artykułu, wydaje mi się dziwna. Ja żyję w cywilizacji niedoboru. Nie wyjeżdżam na żadne wczasy (nie tylko na MajorkęÉ) i nie starcza mi do pierwszego. I wcale nie jestem przez to szczęśliwszy. Powiem więcej - jest to nawet niejednokrotnie przyczyną cierpienia duchowego. Nie dlatego, że brak mi tego, co zbędne, ale tego, co wydaje się mi na tym etapie życia być potrzebne. Na szczęście nie jesteśmy głodni - mamy co jeść i  w co się ubrać, i za to dziękuję Bogu. Błogosławieni ubodzy duchem (albo w duchu), a nie ubodzy, którzy nie znajdują w samym fakcie bycia ubogim szczęściaÉ Staram się znajdować szczęście w tym, że mam czas dla dzieci, że dzięki Bogu są zdrowe. Nie gonię za bogactwem jak pies za kością. Już z tego wyrosłem. Ale życzyć sobie odpowiedniego podejścia do dóbr materialnych, a życzyć ich braku, to dwa różne podejścia. A że braki dóbr mogą pokazać dotychczasowym omamionym konsumentom, że nie to jest w życiu ważne - to już inna sprawa. Bo móc, ale nie musieć, to co innego niż nie móc, a bardzo chcieć.
Wojwit

 Od redakcji: Szanowny Panie, ja nie życzę sobie, by brakowało chleba, ale chcę, by szanowano każdą kromkę i podnoszono z szacunkiem, gdy upadnie na podłogę... Taka mniej więcej była intencja mego tekstu - A.K.

 ***
 To, co Wojwit ujął tak pięknie, trafnie i spójnie w jednym zdaniu: "Bo móc, ale nie musieć, to co innego niż nie móc, a bardzo chcieć", nie udało się wyłożyć panu Kumorowi w całym, sążnistym artykule.
      Nie znaczy to jednak, i tu się zgadzam z panem Kumorem, by zarzucać próby zwrócenia uwagi na istniejący, a teraz w okresie kryzysu szczególnie uwydatniający się problem naszej podatności na konsumpcjonizm.
 To uzależnienie, o którym mowa w artykule, jak każdy inny nałóg - czy to alkohol, narkotyki, gry hazardowe, gry komputerowe, a nawet.. tak, takÉ seks, podlegają prawu, które w ekonomii nosi nazwanie "law of diminishing return". Lekarstwo? Tak myślę, dobre będzie przytoczenie powiedzenia, które poznałem tu, w Kanadzie: "jak cię to nie zabije, to na pewno cię wzmocni". Z pewnością, obecny kryzys, zanim osiągnie swą pełną moc rażenia, bez wątpienia jednych - tych beznadziejnie uzależnionych - zabije, jak tego miliardera z Niemiec, ale dla większości z nas - w tym pokładam nadzieję - będzie czynnikiem wyleczenia się, choćby nawet częściowego, ze ślepego konsumpcjonizmu, a jednocześnie będzie okazją wzmocnienia w wymiarze bogactwa duchowego.
Ryszard Kuśmierczyk, Windsor

 Od redakcji: No właśnie, jest okazja do wzmocnienia się.
 
 

GONIEC NR 2/2009 (261) (9-15 stycznia 2009)

 Szanowny Panie Redaktorze i Czytelnicy "Gońca"!
 Chciałbym zwrócić uwagę Państwa, tych co czytają anglojęzyczną prasę, na wydania z 5 stycznia br. Jest tam szokujące zdjęcie nieszczęsnego miasta Gaza, jednego z najgęściej zamieszkanych obszarów na ziemi. Na zdjęciu widać coś wybuchającego nad miastem w postaci "fajerwerków". Nie jest to wszakże pokaz ogni sztucznych jak w Toronto, z okazji minionego Sylwestra. Jest to niestety bezlitosne ostrzeliwanie i bombardowanie gęsto zaludnionego miasta przez armię izraelską, a to co konkretnie widać, to prawdopodobnie wybuch bomby lotniczej lub pocisku artyleryjskiego wielkiego kalibru, zawierającego najprawdopodobniej tzw. "cluster bombs", czyli zlepek wielkiej ilości szrapneli pokrywających duży obszar. Bomby tego typu, z tego co słyszałem, zostały przez większość "cywilizowanych" państw zakazane, jako wyjątkowo okrutne narzędzie wojny. Izrael wszakże jest znany z tego, że notorycznie uchyla się od podpisywania większości niewygodnych międzynarodowych konwencji. Barbarzyński atak wbrew powszechnie na świecie wyrażanemu oburzeniu, jest przejawem skrajnego cynizmu i pogardy dla światowej opinii, w myśl założenia "jeżeli fakty są przeciw nam, tym gorzej dla faktów". Przysłowie wszakże mówi, że na bagnecie, a tym bardziej na bombie nie da się za długo siedzieć, bo w końcu może wybuchnąć pod... przepraszam tyłkiem! Cóż, widać, że hegemoniści żydowscy z Tel Awiwu nie wyciągnęli jeszcze właściwych wniosków z holokaustu ich pobratymców i sromotnego upadku "Wielkiej III Rzeszy"! Ale, przestrzegam - historia zwykle lubi się powtarzać!
 Z uszanowaniem
 Stały czytelnik "Gońca" 
A. Legienis

 Od redakcji: Szanowny Panie, widoczne na zdjęciu narzędzia wojenne to raczej bomby fosforowe, a nie kasetowe, narzędzie równie barbarzyńskie zwłaszcza przy bombardowaniu osiedli mieszkalnych.

 Szanowna Redakcjo!
 Do Siego Roku 
 przede wszystkim.
 Przeleciało BN i Noworoczne Święto.  Na łamach prasy widać było, kto w życzeniach pamięta o pacjentach bądź klientach ją czytających.  Jest to miły, zwyczajowy gest będący równocześnie swoistą reklamą, a więc jakby dwie pieczenie przy jednym ogniu.
 Dlatego zaskoczyło mnie, że pewna, rozbudowująca się nadal sieć sklepów, o której pisał "Goniec", kiedy otwierała nową placówkę w Mississaudze, nie złożyła w ogóle życzeń swej klienteli, której przypuszczalnie ilość dodatkowo wzrosła dzięki wywiadowi w "Gońcu"... WSTYD!
 Dla kontrastu mały sklepik/wytwórnia "Steve's Meat" z Toronto, wciśnięty między domami na północnej stronie ul. Dundas West tuż na zachód od ul. Pacyfic i tak niewidoczny, że można go nawet nie zauważyć, zwłaszcza że tylko 3 dni w tygodniu otwarty, nie miał problemu, aby złożyć życzenia czytelnikom "Gońca" oraz swym klientom.
 Skromny właściciel, nadal produkujący starymi metodami wędliny (i nękany inspekcjami szukającymi przysłowiowej "dziury  w całym"), w naturalny sposób złożył nam WSZYSTKIM życzenia świąteczne i noworoczne: serdeczne i niewymuszone.
 Myślę, że warto odwiedzać ten sklepik, zwłaszcza że w pobliskim "No Frills" z parkingiem (widocznym na południu od Dundas) można dokonać pozostałych zakupów.
 Notabene od czasu kiedy "Karl's Butcher..." przeszedł do historii, właśnie u pana Pakosza w jego "Steve's Meat" znalazłam wspaniały produkt:  kruchą, nietłustą, smakowitą, regularnie bądź jeszcze wspanialszą, bo  podwójnie wędzoną polędwicę... no i obsługa w sklepie jest zawsze uprzejma i życzliwa, nawet gdy dosłownie zabiegana.
 Zwyczaj i kurtuazja są nierozłączne, a ważne zwłaszcza w okresie świątecznym, dlatego mam nadzieję, że również  "zapominalscy" będą pamiętać teraz o Wielkanocy i umieszczaniu życzeń w "Gońcu", jako że korzystamy z ich usług i dobrze im życzymy.
 Z poważaniem
 Małgorzata Kossowska

 Od redakcji: Pani Małgorzato, nie bądźmy małostkowi, my wszystkim dobrze życzymy.

 Panie Redaktorze,
 Poruszył nas pański bardzo osobisty artykuł w świątecznym wydaniu GOŃCA, w którym bohaterami są Julka, Małgorzata i Pan. Artykuł jest pięknym świadectwem prawdy i przeciwwagą dla zgubnych wartości lansowanych we współczesnym świecie.
 W Pana artykule jest bardzo ważna myśl dla wszystkich rodziców,  że życie w formie ich dzieci zostało im tylko powierzone, ale do nich nie należy. Nie stworzyli go, lecz tylko przekazali dalej życie dane im od Boga. To że niektóre pary traktują aborcję jako formę kontroli urodzin, obrazuje, jak nisko ludzie dzisiaj się stoczyli. 
 Pisze Pan, że w Ameryce rodzi się coraz mniej dzieci z syndromem Downa, są zabijane przed urodzeniem. Tak, to prawda i prawdą jest, że lekarze często nakłaniają do zabijania tych dzieci.
 W dzisiejszym świecie wartości dobra i zła są pomieszane, panuje chaos i brak odpowiedzialności. Matkom decydującym się na zabicie  dziecka i lekarzom im pomagającym w tym wydaje się, że pozbywają się problemu i mogą dalej spokojnie żyć.
 Możemy podać dwa przykłady z naszego otoczenia, że nie zawsze tak jest. 
 Przykład pierwszy: w pewnym małżeństwie przechodzącym kryzys przydarzyła się nieplanowana ciąża. Ponieważ nie było to ich pierwsze dziecko, a rozważano nawet możliwość rozwodu, zadecydowano aborcję. Po kryzysie małżeńskim wszystko w tej rodzinie układało się normalnie, aż jednej nocy po latach matka ma sen, w którym widzi syna,  już 14-letniego, zwracającego się do niej: "Mamusiu, dlaczego mnie zabiłaś, dzisiaj byłabyś  bardzo dumna ze mnie?"! Od tego momentu uwidacznia się głębokie poczucie winy, depresja i szukanie pomocy u psychiatrów. 
 Przykład  drugi: młody lekarz po ukończeniu studiów medycznych decyduje się na specjalizację w ginekologii, gdyż jest to najszybsza dla niego droga do materialnego wzbogacenia się. Zajmuje się głównie aborcją, bo to przynosi mu największe dochody. Dokonuje nawet kilku aborcji dziennie. Kupuje drogi samochód i prowadzi hulaszcze życie. Jego babcia powtarza mu za każdym razem, gdy ją odwiedza,  że to, co on robi, jest złem i że się codziennie za niego modli, aby się opamiętał i zrozumiał, jakie wielkie zło czyni. Wkrótce spotyka dziewczynę, w której się zakochuje, i zakłada rodzinę. Obydwoje pragną dziecka. Jest ciąża i oczekiwanie na narodziny upragnionego dziecka. Nagle w 6. miesiącu ciąży bez żadnego powodu serce dziecka przestaje bić.  Wielki dramat. Następuje wyciągnięcie martwego dziecka z łona. Dokonuje tego inny lekarz, a ojciec dziecka może się tylko przyglądać. Następuje transformacja w jego myśleniu i uświadomienie sobie, że te wszystkie aborcje dokonane przez niego były morderstwami, wcześniej tego tak nie widział. Popada w depresję i niemoc wykonywania swojego zawodu lekarza. Przyjeżdża do Kanady, gdzie pracuje, nie mając nic wspólnego ze swoim wyuczonym zawodem.
 O takich sprawach nie mówi się otwarcie w dzisiejszym zakłamanym świecie. I to co lansuje się jako łatwe rozwiązanie problemu, przemienia się często w dramat, niekoniecznie od razu.
 W Nowym Roku wszystkiego najlepszego,
 Mona i Tomek Twardowscy

 Od redakcji: No właśnie, tak to bywa, kiedy człowiekowi wydaje się, że jest panem życia i śmierci.
 
 
 
 

GONIEC NR 1/2009 (260) (2-8 stycznia 2009)

 Panie Andrzeju!
 Do życzeń świątecznych pragnę dołączyć szczere wyrazy uznania za piękne świadectwo z życia Pana Rodziny oraz biografię swojej córeczki. Wiem, że takie świadectwa są potrzebne bardzo w wielu rodzinach, nie tylko polonijnych. Osobiście doświadczyłam 9 lat temu podobnego dramatu w zaprzyjaźnionej rodzinie, kiedy rodzice  walczyli z lekarzami o życie dla swojej córeczki, która była jeszcze w łonie matki. Prawda jest taka, że dotyczyło to rodziny, która swoje życie całkowicie powierza Bogu i wszystko, co otrzymują, jest darem, ale ile rodzin jest wątpiących i tym wspaniałym świadectwem na pewno dał Pan siłę właśnie tym wątpiącym i pogubionym.
 Obserwuję z bliska rodzinę, która jest w naszym harcerstwie, i jej zmagania z dzieckiem autystycznym, którą miał Pan okazję poznać latem na naszej stanicy "Podhale". Stwierdzam z całą mocą, że życzliwość najbliższych i dzielenie się swoimi troskami, jak i radościami w tych rodzinach jest bardzo ważne. Zanośmy tę dobrą Nowinę do wielu rodzin, zwłaszcza tych utrudzonych.
 Mamy w Polonii Fundację dla dzieci niepełnosprawnych, której prezesuje od wielu lat z wielkim oddaniem pani Bożenka Żmurko, a opiekunami duchowymi są ojcowie oblaci. Wiele rodzin o tym nie wie. Uważam, że dał Pan początek, by mówić głośno o tych rodzinach i wspomagać je, by mogły żyć z pełną godnością i poczuciem wspólnoty.
 Życzę Wszystkim, by Boża Dziecina udzieliła nam w rodzinach szczególnego daru, jakim jest odpowiedzialność i miłość w wychowaniu dzieci i młodzieży.
 Nowy Rok 2009 niech spełni oczekiwania, przyniesie pomyślność oraz zrozumienie dla wspólnego dobra.
 Z wyrazami szacunku dla Pana oraz Redakcji
Anna Psuty

 Od redakcji: Wzajemnie, wszystkiego dobrego w nowym roku. Oczywiście, że życie jest wielkim darem, o czym wszyscy bez wyjątku dowiadujemy się bezpośrednio i naocznie w momencie własnej śmierci.

 Intrygi wśród  Polonii nowojorskiej
 Polonia nowojorska posiada dwie potężne organizacje, założone przed laty przez znanego księdza-patriotę, śp. Longina Tolczyka:  Centrum Polsko-Słowiańskie oraz Polsko-Słowiańską Federalną Unię Kredytową, które spełniają pożyteczną, często trudną do przecenienia, rolę wśród Polonii Wschodniego Wybrzeża USA.  Ich zadaniem była obrona interesów nowo przybyłych polskich imigrantów, najczęściej nieznających języka angielskiego, bezbronnych ludzi, którzy padali ofiarą różnego rodzaju przestępców finansowych, podszywających się pod polskich biznesmenów.
 Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa wydawała się być prawdziwie polonijną instytucją, w której Polacy mogą bez obawy lokować swoje ciężko zarobione dolary, które odpowiednio zainwestowane, powinny przynosić zysk  oraz wspierać działalność organizacji polonijnych, wzmacniając pozycję naszej grupy etnicznej wśród amerykańskiego społeczeństwa.  Niestety, od wielu lat wśród Polonii nowojorskiej snute są przeróżne intrygi, dążące do osłabienia, a nawet zablokowania działalności wspomnianych organizacji. Olbrzymie pieniądze wydaje się na opłacenie tutejszych adwokatów w niekończących się bezsensownych sprawach sądowych.
 Sytuację  wśród Polonii w USA pogarszała działalność nasyłanych przez lata przez komunistyczny reżim w Warszawie różnego gatunku agentów, którzy łatwo wtapiali się w rzesze polskich imigrantów, zakładali polonijne biznesy oraz przenikali do polonijnych organizacji, znajdując wsparcie polskich placówek dyplomatycznych. Bezkarność oraz skuteczność działania żerujących na Polonii, mówiących po polsku, Amerykanów umożliwia zadziwiająca bierność miejscowej Polonii, która zachowuje się tak, jakby nie wierzyła w amerykańską demokrację, ignorując wybory i zebrania ogólne polonijnych organizacji. 
 Dodatkowo, w przypadku Greenpointu, nowojorskiej dzielnicy zamieszkanej w większości przez Polaków, gdzie znajdują się lokale obydwu wspomnianych polonijnych organizacji, sytuację komplikuje jej położenie. Bliskość Manhattanu oraz sąsiedniej, przeludnionej dzielnicy bogatych, ortodoksyjnych Żydów - Williamsburga (gdzie przeciętna rodzina posiada 10 dzieci) czynią z Greenpointu łakomy kąsek. Od wielu lat nie jest tajemnicą, że istnieją plany usunięcia z Greenpointu polskiego robactwa, o czym pisał kiedyś żydowski urzędnik miejski Nowego Jorku w swoim artykule, który wzbudził gorące protesty wśród Polonii. 
 Istniejąca od wielu lat w USA znana organizacja polskiej grupy etnicznej, Kongres Polonii Amerykańskiej, traci powoli swoje wpływy i autorytet, czego przejawem może być lęk przed lustracją wśród działaczy polonijnych. Na ostatnim walnym zebraniu KPA Bożena Kamińska,  prezes CPS, zgłosiła  wniosek o zrezygnowanie z przeprowadzania lustracji, w nagrodę za co została natychmiast wybrana na dyrektora KPA ds. Stosunków z Polską.  Swego rodzaju paradoksem jest, że pani prezes Kamińska, strojąca się w piórka polskiej patriotki, od lat  intryguje w polonijnym światku, prowadząc do konfliktu pomiędzy obydwoma organizacjami CPS i PSFUK, powodując ich paraliż. Według pewnych źródeł, szuka nawet wsparcia wśród nowojorskich chasydów. 
 Sytuacja wśród Polonii nowojorskiej przypomina do złudzenia obraz 
współczesnej rozgrabianej Polski, rządzonej przez ludzi wywodzących się bądź to z komunistycznych służb specjalnych, albo z wrogo nastawionych do patriotyzmu polskiego internacjonalistycznych, obcych elit, dla 
których dobro Polski nie ma żadnego znaczenia.
 Komitet  Obrony CPS 
w Nowym Jorku

 Od redakcji: Praktycznie rzecz biorąc, każde zebranie publiczne można "zerwać", stosując bolszewicką "taktykę czterech osób" odpowiednio rozmieszczonych na sali i zabierających głos, mówiących od rzeczy lub wznoszących okrzyki... Dlatego w pierwszej kolejności nauczmy się jednoczyć.

 Panie Andrzeju,
 Ropa kosztowała 160 dol. baryłka (beczka 168 l). Nie myl z piwa baryłką. Tak przekonano cały świat. Ta sama beczka kosztuje obecnie 42 dol. A ile faktycznie kosztuje, sam Bóg wie. Bo ja, kupując za 42 dol., tankowcami moimi za darmo bym nie woził. USA kupują ropę w baryłkach "nie od piwa" z Alberty za 6 dol. Kanadyjczycy kopiąc łupki, ziemię, destylują, wyciskają i tak mimo to są najbogatszą prowincją. Benzyna kosztuje dzisiaj 74 centy. Kto więc dopłaca do benzyny? Napisz pan: dokładnie kto kupował ropę i dlaczego? Czyżby bank miał licencję na obroty ropą i benzyną? Stracili podobno na mortgage. Ale zabrali te domy!? Czy nie. Zrobiły miliardy na ropie dochodu i ja, i ty mamy jeszcze dać 780 miliardów i je spłacać jeszcze. My już daliśmy te miliardy w postaci taxów. Co dwa razy płacić za to samo? Jeżeli tak, to banki są nasze wspólne, nie prywatne "górali", naszej podatników komunity, czyli "komunistyczne".
 Tak samo ma się do przemysłu samochodowego. On jest prywatny "górali". Jeśli nie idzie dalej, zbankrutować. A jeżeli rząd da moje i twoje pieniądze, to jest nasz wspólny, całej tax komunity, czyli "komunistyczny". I mnie, i tobie należy się wtedy część z dochodów, czyli podział łupów sprawiedliwy. Czy mamy się strzelać jak w gangach narkotyków i innych, gdzie nieuczciwych się złodziei, bandytów strzela? Chodzi nam o rząd USA Canada, nie o jakąś bandę USA Canada. A z tego, co się stało, widać rządzą bandy. Teraz, gdy zapłaciłem około 600 tys. podatków od tylko zarobków, mam płacić od nowa. Pusty worek wystawiać na ulicę raz na tydzień, bo tego "problemu" przez 30 lat nie rozwiązano! Czym więc różnią się kraje, ustrojem czy ilością "górali" w rządzie? Tego nikt nie napisał i gdzie emigrować?
 Mój wujek odwiedził ojczyznę w latach 60., przyjeżdżając z "Ameryki". Ojciec go woził powózką we dwa konie po rodzinie i okolicy, jak wszystko obejrzał i dowiedział się, że na powózkę, konie, dom, stodołę, oborę i wuefemkę nie ma mortgage, ślad po nim zaginął. Skończyły się paczki z landrynkami w papierku, balonikami, skarpetkami, listy z kolorowymi zdjęciami. Nie wierząc w nic z tego, odszukałem teraz ja wujka 30 lat temu. Owszem, miał dom, nowy już, samochód, 82 lata i mortgage, i spytał: "synu", po co tu przyjechałeś? Dzisiaj wiem, trzeba wierzyć choćby tylko od wielkiego święta, ale lepiej zawsze co mądrzy życiem mówią, a nie szukać złotej kury, co niesie kwadratowe jaja.
 Wesołych świąt, bo jak się nie cieszyć, przeżyliśmy następny rok. A co będziemy trenować w następnym! Może rzut butem w telewizor.
Piotr Samotny
 PS Za czasów Gierka dzieci w szkole przechwalają się, co mają w domu. Jaśko nie wytrzymał i mówi: mój dziadek ma telewizor z wycieraczką jak samochód, bo jak ogląda dziennik wieczorny, to tak pluje na ekran, na polityków, że babcia nic nie widzi i włącza wycieraczkę. A jak się dziadek nazywa? Władek Gomułka.

 Od redakcji: Szanowny Panie, emigracja niczego nie rozwiązuje, ale trzeba jeździć, żeby widzieć, co gdzie jest.

 W nawiązaniu do artykułu  "Zaszczyty dla Wałęsy..."
 zamieszczonego w "Gońcu" w dniu 12-18 grudnia, jesteśmy bardzo oburzeni, że Filip Stankiewicz rości sobie prawo do obrażania i krytykowania Lecha Wałęsy. Gdzie grafoman Filip Stankiewicz wtedy był, bo my mamy po 64 lata i znamy te czasy z życia.
 Na obchodach 25-lecia przyznania Nagrody Nobla byli wielcy tego świata i jak się to ma do Filipa Stankiewicza.
 Mamy tak niewielu liderów, to uszanujmy ich, zamiast szkalować.
Nazwisko do wiadomości redakcji

 Od redakcji: Szanowny Panie, p. Filip Stankiewicz z pewnością weźmie sobie Pana wypowiedź do serca.
 

GONIEC NR 51/2008 (259) (19 grudnia 2008 - 1 stycznia 2009)

 A na tygrysy mamy... buty
 Nie wiem, czy pan zauważył, panie Andrzeju, jak czasy się zmieniają. A może to nie czasy, może jest w tym coś więcej, może "dobrodziejstwa cywilizacji", jakie ostatnie dziesięciolecia nam przynoszą, mają coś z tym... nie wiem. Piszę o tym rzuceniu butami w Busha. Nie dość, że z wielką pompą przyjmowany w kraju, który praktycznie zniszczył przez ostatnie 6 lat, to zamiast kuli w łeb rzucono w niego butami. Kilkadziesiąt lat temu Polacy szli na śmierć w Powstaniu Warszawskim, w dzisiejszym świecie... rzuca się butami. O tempora, o mores.
 Jerzy Izdebski

 Od redakcji:  Szanowny Panie, czasem rzut butem więcej znaczy politycznie niż strzał z pistoletu. Proszę popatrzeć, ile ten but narobił - nawet powstał polityczny kryzys w "parlamencie" irackim...

 Droga Redakcjo,
 Zbliżają się święta, a co za tym idzie, dużo gotowania. Bardzo chciałabym za Waszym pośrednictwem spytać się czytelników, czy znają jakieś przepisy na greckie potrawy. W wigilię Bożego Narodzenia przylatują do mnie dwie greckie rodziny, u których będąc w Grecji 5 lat, pracowałam. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jak się przyrządza kalamary, które moje córki bardzo lubiły, pastycjo, fasolakia, bardzo malutki zielony groszek, podobny do groszku konserwowego, lecz bardziej płaski. 
 Kupuję Waszą gazetę co tydzień, chciałabym, aby było więcej o gotowaniu, a zwłaszcza teraz, na święta.
 Z poważaniem,
Wasza stała czytelniczka
Teresa Uryszek
 Od redakcji: Maciej Przkorny zapewnia, że przepis na pastycjo i fasolakię zamieści w tym numerze "Gońca". 
 

 Szanowna Redakcjo!
 Życzę zdrowych i radosnych Świąt BN i Do Siego Roku całemu Zespołowi Redakcyjnemu "Gońca". 
 Jeśli polskie czasopisma poruszałyby tak jak "Goniec" w polskim duchu nurtujące sprawy tak kanadyjskie, jak i nasze narodowe, może więcej ludzi nie obawiałoby się wyrażać poglądów i opierać praniu mózgów.
 "Goniec" nie miał problemu, aby głośno mówić o akcji przeciw europejskim producentom wędlin, a także o wielu innych sprawach.
 Chciałam też zwrócić uwagę, że jako pierwsze i  jedyne pismo (pisałam i po polsku, i po angielsku wszędzie),  "Goniec" z miejsca opublikował mój list na temat profanacji Orderu Kanady, mimo że nazwałam "wyróżnienie dla aborcjonisty" dobitnie:  paradoksem i horrorem plamiącym Honor. 
 Pisma takie jak "Goniec" czy w Polsce "Nasz Dziennik" powinny być w każdym domu, jako że w odpowiedniej formie  nie obawiają się mówić prawdy... i bronić godności ludzkiej.
 W związku z listem czytelnika umieszczonym w ub. numerze  o "Bestii brukselskiej" i wobec zarzutów, że nic się w tym zakresie nie robi, chcę zwrócić uwagę, że ci, którzy oponują destrukcji "globalistów", nie są słuchani, a zwolnieni ze stanowisk żalić się mogą i uświadamiać innych  tylko na falach Radia Maryja, w TV Trwam, "Naszym Dzienniku"... a to nikły procent zasięgu w powodzi zabijających humanizm i polskość środków masowego przekazu w Ojczyźnie. (Notabene  tu "Głos Polski" też porusza te sprawy.)
 Co więcej, wymienione przeze mnie Radio Maryja jest w perfidny sposób  zwalczane.  Kościół otwiera oczy i serca... a reszta należy do słuchaczy/ludzi = wolna wola. 
 Pogadanki/referaty naukowców na falach eteru, oponujące np. zmodyfikowanej żywności, doświadczeniom genetycznym, w tym na ludziach (!),  czy akcje pro-life itd. mają ograniczony i coraz mniejszy zasięg (opłaty za abonamenty, zmienione pakiety programowe RTV) i co więcej , w faworyzowanych "oficjalnych środkach masowego przekazu"  z hipokryzją wykpiwa się je, piorąc jednocześnie mózgi i bagatelizując istotne problemy. Głosy protestujących nie powinny więc  być winione za to, że są niedostatecznie silne. 
 To my, zwykli zjadacze chleba, jesteśmy więcej winni, jeśli nie dołączamy swych głosów do tych ledwo słyszalnych czy dobrze zagłuszanych. 
 Protestując gdzie trzeba, dbajmy o nasze rodziny, bo to silna rodzina daje silne i mądre społeczeństwo. Popierajmy też Radio Maryja (nawet ateistyczny naukowiec orzekł, że tylko ono głosi prawdę!), i tak dzielnie bronioną przez nie geotermię, kupujmy tylko wartościowe pisma i nie wydawajmy grosza na jakieś tam "Nie", "Angory", "Gazety Wyborcze" itp.
 Jeśli nie możemy inaczej, to choćby i taka postawa powinna nas zjednoczyć, by solidarnie utrzymać godność i indywidualność narodową... bo granice państwowe to już nie nawet iluzja.
 O ile dobrze pamiętam "wersety"  z Mickiewicza, to brzmią one: "Szkapa najprzedniejszego rumaka wyprzedzi, jeśli miast człeka duch na szkapie siedzi"... - dlatego bądźmy silni duchem w każdej chwili,  a że ciężkie czasy nastają, pamiętajmy, jak to onegdaj bywało, że święta są nie tyle dla brzucha, co dla wzmocnienia ducha i że tak krawiec kraje, jak materii staje. 
 Wszystkiego Najlepszego i zawsze pogody ducha  życzy Wszystkim czytającym te słowa
 Małgorzata Kossowska

 Od redakcji:  Wzajemnie, Zdrowych i Wesołych Świąt! Dziękujemy za miłe słowa. Zgadza się, nie dajmy się ogłupiać, a wszystkich ogłupiających odsyłajmy do wszystkich diabłów.

 ***
 O Gwiazdo Betlejemska,
 Zaświeć na niebie mym
 Tak szukam Cię wśród nocy,
 Tęsknię za światłem TwymÉ

 Dziennik "GONIEC" TORONTO
 Szanowny Panie Redaktorze 
 Uroczystość Bożego Narodzenia to czas świętej ciszy, pełnej zachwytu nad tajemnicą zamieszkania Boga wśród ludzi i odtąd nieustannego stawania się Chlebem.
 Tajemnica Betlejem to tajemnica Boga, który w Jezusie Chrystusie umiłował człowieka bez granic. Tę miłość kontemplujemy razem z aniołami i pasterzami. Tą miłością dzielimy się, jeżeli jesteśmy dla innych źródłem radości i pokoju.
 Szanowny Panie Redaktorze 
 W ten radosny czas - czas oczekiwania na przyjście Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, niech stanie się dla Pana, Pana Rodziny, Czytelników i Sympatyków "GOŃCA" źródłem radości i pokoju.
 Niech przychodzący Jezus Chrystus obdarza duchową mocą w codziennym spełnianiu swego powołania, a Aniołowie Stróżowie niech opiekują się Panem, Pana Rodziną, Czytelnikami i Sympatykami "GOŃCA" i prowadzą drogą Prawdy i Dobra. 
 Niech Pani Jasnogórska i Ta, co świeci w Ostrej Bramie, otacza Państwa swym płaszczem miłości i staje się w każdym czasie Pośredniczką i Wspomożycielką.
 Niech Boża Dziecina - Światłość Świata oświeca Państwa drogi, a błogosławieństwo Bożej Dzieciny niech towarzyszy Wam w nadchodzącym Nowym 2009 Roku.
 Kpt. ż.w. inż. Zbigniew Sulatycki  Boże Narodzenie A.D. 2008

 Od redakcji: Dziękujemy!

 Niech żyje patriotyzm!
 Tygodnik "Głos" Macierewicza opublikował ostatnio artykuł pt. "Jaruzelski chciał inwazji sowieckiej". W tajnym protokole z posiedzenia Biura Politycznego sowieckiej partii komunistycznej  z 10 grudnia 1981 r., na którym podjęto ostateczną decyzję o przebiegu wydarzeń w Polsce, zawarte są następujące słowa: "(...) Jednocześnie powinniśmy jakoś starać się ostudzić nastroje Jaruzelskiego i innych przywódców polskich w kwestii wprowadzenia wojsk. Nie ma mowy o wprowadzeniu wojsk do Polski. Myślę, że możemy wydać polecenie naszemu ambasadorowi, aby odwiedził Jaruzelskiego i zakomunikował mu to (...)" http://glos.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=977&Itemid=103
 Natomiast "Onet" opublikował ostatnio wywiad z Kiszczakiem pt. "Nie przepraszam za stan wojenny", w którym były szef bezpieki mówi m.in.: "Tak się złożyło, że i kierownictwo Kościoła, i kierownictwo opozycji widziało we mnie jedynego przedstawiciela władzy, z którym mogą rozmawiać o porozumieniu. To w mojej osobie i Kościół, i opozycja widziały kandydata na prezydenta Rzeczpospolitej. W tej sprawie dwukrotnie latałem do Gdańska w 1989 roku i prowadziłem rozmowy z Wałęsą w obecności arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Wałęsa zobowiązał się, że zagwarantuje mi poparcie 85 proc. członków Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego w Sejmie i Senacie. Gen. Jaruzelski zrezygnował z kandydowania na moją rzecz. Ja jednak nie chciałem być prezydentem. Uważałem, że to on jest lepszym kandydatem." http://wiadomosci.onet.pl/1522435,2677,1,1,kiszczak_nie_przepraszam_za_stan_wojenny,kioskart.html
 Wypadałoby tylko pogratulować naszemu Wielkiemu Nobliście i Kościołowi za piękną walkę o wolność. Mamy też solidny dowód na to, że Jaruzelski to bandyta i bolszewik, za co powinien być jak najszybciej zdegradowany do stopnia szeregowca. A 44 procent Polaków, którzy są mu teraz wdzięczni za to, że 13 grudnia 1981 roku puścił na nich czołgi, to...
 Roman Cichowski

 Od redakcji:  Tak jest! Zdegradować, odebrać odznaczenia - to samo z całą wierchuszką wysługującą się Sowietom w czerwonym wojsku.
 

 Do Pana Andrzeja Załęskiego
 Szanowny Panie. Przykro mi, że nie zrozumiał Pan moich intencji zawartych w "Liście do redakcji". Mógłbym odpowiedzieć Panu w podobnym stylu na "list otwarty". Nie zrobię tego, ponieważ szanuję ludzi starszych i chorych (!).
 Wspominając park Paderewskiego, miałem na myśli park Sikorskiego i tu tkwi zasadniczy błąd z mojej strony. Proszę sobie darować publiczne rozliczenie z działalności organizacji. Mnie osobiście nie interesuje, co Pan pichci w pańskiej kuchni. Rozliczenie z własnym sumieniem jest bardziej wskazane. Dziękuję za zaproszenie do współpracy, ale bliżej mi do Grimsby było niż do pańskiego "bastionu". Placówce 114 SWAP-u życzę dużo sukcesów, pomimo tego, że "większość pikników była niedochodowa", jak Pan był uprzejmy uprzedzić. Przepraszam pańskich kolegów weteranów za swoją pomyłkę, a Pana, Panie Załęski, zapraszam do Starskiego, wszak to polska, dynamiczna placówka, chociaż tęskno mi również za piknikami.
 Łączę wyrazy szacunku mimo wszystko.
Sławomir Zalewski
Oakville
 PS Chcę wierzyć, że moja pomyłka nie będzie złym zwiastunem dla pańskiego "bastionu".

 Od redakcji:  xxx
 
 
 
 

GONIEC NR 50/2008 (258) (12-18 grudnia 2008)

 High Alert,  be aware of "Polish Scam"
 Proszę państwa, przedwczoraj żona moja była osobą, od której chcieli wyłudzić pieniądze, to już się poprzednio zdarzyło naszemu znajomemu, jak również naszej znajomej. Scam wygląda następująco:
 Dostajesz telefon od osoby, kobiety albo mężczyzny, dobrze mówiącej po polsku i przedstawiającej się jako twoja siostrzenica albo bratanek, kuzyn z Polski. Osoba mówi do ciebie "ciociu albo wujku, właśnie przyleciałem z Polski za biznesem". Żonie powiedział, że jest jej siostrzeńcem, Jorkiem, i przyleciał do Kanady kupić i przetransportować dwa samochody do Polski, to kosztuje 60 tys., ale potrzebuje pomocy cioci - 10 tys., bo transfer pieniędzy z Polski dopiero będzie za kilka dni. Pytał się również, czy ciocia jest sama w domu, to on/ona zaraz tam będzie, aby ciocię odwiedzić, pozdrowić od rodziny z Polski, no i oczywiście "pożyczyć pieniądze". Oczywiście żona szybko się zorientowała (pamiętając podobną historię ze znajomym), że to oszustwo, i powiedziała  jemu, że jest oszustem i złodziejem. Scam się nie udał.
 Oni żerują na starszych ludziach, emerytach, samotnych. Prawdopodobnie zbierają te informacje wśród tutejszej Polonii.
 W wypadku znajomego, rozmowa była z kuzynką, która tak samo szybko potrzebowała pieniądze. Tak byli przekonywający, że znajomy udał się do banku, aby mieć pieniądze, które "kuzynka" niby chciała "pożyczyć".  Dopiero bank jego ostrzegł, że to może być oszustwo, i w rezultacie do transakcji na szczęście nie doszło.
 Dla mnie przerażające są konsekwencje, jeżeli ktoś da się na to nabrać. Prawdopodobnie to się nie kończy tylko na odebraniu pieniędzy, dalej jest obrabowanie domu, pobicie, a i może być morderstwo, ponieważ osoba poszkodowana mogłaby podać, jak wyglądają itd.
 Proszę ogłosić w gazetach, aby uważać na takie telefony i nie dać się nabrać, a już w żadnym wypadku nie otwierać im drzwi waszego mieszkania/domu, bo z bandytami nie ma żartów. Uważam, że powinno się zawiadomić policję.
Val Gołąbek 

 Od redakcji: Ostrzegamy ponownie, temat ten gościł już na pierwszej stronie "Gońca", prosimy o wszystkich incydentach informować  policję oraz ostrzegać rodzinę i znajomych.

 WŁÓCZĘGI PÓŁNOCY 
 Witam Państwa 
 W jednym z ostatnich, a może to nawet ostatni numer, "Gońca" był reportaż p. Szlachetkowej o ich przeprowadzce na północ z London, wielce mnie to zainteresowało, a i sama relacja byla śliczna, czy jest szansa przekazania mojego adresu dla państwa Szlachetków, by nawiązać bliższy kontakt? Mam parę pytań do nich. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Redakcję i pp Szlachetków.
Richard Walmowicz

 Od redakcji: List przekazaliśmy Autorce.

 Szanowni Państwo,
 Niedawno zamieścili Państwo w "Gońcu" moje ogłoszenie na temat portalu Skarby Pamięci. Teraz niczym przysłowiowy wilk, który dostał palec, proszę o więcej, a mianowicie o zamieszczenie tekstu, który opisuje ten pomysł. Swoją zuchwałość mogę uzasadnić tym, że tekst ten ma wymiar bardziej uniwersalny - staram się w nim pokazać znaczenie troski o pamięć w narodzie i bynajmniej nie chodzi mi jedynie o promowanie własnej inicjatywy.
 Swego czasu rozmawiałem z Panem Andrzejem na temat możliwości współpracy z "Gońcem" i dostałem propozycję pisania artykułów spod znaku "kroniki policyjnej". Wycofałem się z tego, gdyż tego rodzaju dziennikarstwo zupełnie nie pasuje do mojej natury. Najbardziej interesuje mnie to, co sprawdzone, klasyczne, trwałe. Muszę przyznać, że artykuły "nowinkarsko-kryminalne" są przeważnie jedynymi, których nie czytam w "Gońcu".
 Utrwalanie skarbów pamięci doskonale wpisuje się w moje zamiłowania, a także doświadczenie zawodowe. Nie wiem jeszcze, co się z tego wszystkiego wykluje, ale węszę tu właściwy kierunek. Wierzę też, że niezależnie od moich osobistych zainteresowań, trzeba promować pomysł utrwalania dziedzictwa emigracyjnej (i nie tylko) pamięci - ot choćby po to, żeby nie ubiegali nas rozmaitej maści wspomnieniowi manipulanci.
 Bardzo szanuję działalność "Gońca" w zakresie publikowania wspomnień, lecz dostrzegam też dwa problemy/wyzwania - po pierwsze efemeryczność artykułów gazetowych, po drugie brak dostępu do Gońcowych publikacji w Kraju. Tym bardziej jestem przekonany o tym, że warto tworzyć wspomnieniowe archiwa internetowe.
 Pozdrawiam,
Grzegorz Wołoszyn

 Od redakcji: Szanowny Panie, tekst zamieszczamy, wspomnienia Polaków tworzą żywą historię naszego narodu, trzeba je zbierać i przekazywać.

 Pozdrawiam z Polski 
 Zwracam się z prośbą do redakcji o pomoc, czy mógłbym dostać nazwisko człowieka (Polaka), który zajmuje się wypełnianiem income tax zawodowo, jeżeli jest możliwe prosiłbym o podanie adresu e-mail takiej osoby.
 Parę razy pisałem do was w różnych sprawach - nazywam  się 
Marian Stefaniak
marianek2000@hotmail.com

 Od redakcji: Może ktoś pomoże...

 ***
 Pomoc rządowa dla przemysłu samochodowego nie jest zjawiskiem całkowicie nowym. Większość firm samochodowych, począwszy od Volkswagena, Renault, Peugeota, Fiata, a skończywszy na Toyocie czy Chryslerze, pomoc taką w przeszłości otrzymała. W ostatnich dniach rządy Francji, Niemiec i Chin wyasygnowały miliardy na ten cel, bez zbytniego rozgłosu i cyrku, który obserwujemy w Kanadzie i USA. Również Japonia i Korea od lat finansują programy badawcze, których wyniki są udostępniane krajowym firmom samochodowym. Obecnie Chiny pracują nad tym samym modelem współpracy.
 Nasuwa się pytanie, dlaczego General Motors, Ford i Chrysler znalazły się w krytycznej sytuacji finansowej? Główną przyczyną jest ogólny spadek w sprzedaży samochodów i niedostępność kredytów, co dotknęło wszystkich producentów samochodów. Na domiar złego Trójka z Detroit zmaga się z tzw. legacy cost, czyli kosztem rent i emerytur, jak również i opieki zdrowotnej, głównie w USA. Setki tysięcy pracowników musiało odejść na wcześniejsze emerytury w ciągu ostatnich 20 lat, ze względu na nieograniczony import samochodów, głównie z Japonii i Korei. Otwierając granice, nikt w rządzie amerykańskim i kanadyjskim nie pomyślał, jakie będą tego następstwa. Owa kuracja odbyła się zbyt szybko, na koszt pacjenta, który musiał sprzedać wszystkie precjoza, aby kuracji tej się poddać. W przypadku General Motors sprzedano Hughes Electronics, 50 proc. GMAC, Armor Division, Locomotive Division etc.
 Europejczycy byli bardziej dalekowzroczni. Ograniczyli import z Japonii i Korei do 15 proc. potrzeb rynku europejskiego. Pozwoliło im to na stopniowe dostosowanie się do nowej konkurencji i w tym samym czasie uniknięto masowej, wymuszonej, jakże kosztownej likwidacji stanowisk pracy. Japonia i Korea, dla porównania, ograniczyły import z Europy i Ameryki Płn. do 5 proc. ogólnej sprzedaży w tych krajach.
 Reasumując, rządy Kanady i USA, a w ostatnim czasie bankierzy, przyczynili się do kryzysu w amerykańskim przemyśle samochodowym i jest ich moralnym obowiązkiem pomóc z kryzysu tego się wydostać. Jeżeli do tego nie dojdzie, pogrążymy się jeszcze bardziej w kryzysie i uzależnimy od Azji i Europy. Za przykład mądrej polityki rządowej może posłużyć historia Airbusa, firmy założonej i finansowanej przez rządy krajów europejskich.
 Wracając do przemysłu samochodowego, za swego rodzaju ciekawostkę należy uznać fakt, że GM, będąc największym producentem samochodów na świecie, zajmuje dopiero piąte (5) miejsce, jeżeli chodzi o liczbę zatrudnionych pracowników. Kolejność jest następująca: Volkswagen 373 tys., Renault/Nissan 316 tys., Toyota 316 tys., Daimler 272 tys., General Motors 252 tys.
 Zbyt często opinie wyrażane w środkach masowego przekazu są niesprawiedliwe i krzywdzące. Zapomnieliśmy, że przez dziesiątki lat te "rozbisurmanione stare koncerny", jak to pisał Pan, Panie Andrzeju, w swym artykule, odpowiedzialne były za dobrobyt Kanady, a ci "chciwi i leniwi" pracownicy swą ciężką pracą utrzymywali nie tylko siebie i swoje rodziny, ale płacąc miliardy dolarów w podatkach, pomagali i pomagają w funkcjonowaniu tego kraju. Należałoby również pamiętać, że w czasie drugiej wojny światowej zakłady GM, Forda i Chryslera z produkcji samochodów zostały przezbrojone na produkcję transporterów opancerzonych, dział i samolotów użytych w walkach z Niemcami i Japończykami.
 Przykro by było patrzeć, jak chevrolety, cadillaki czy fordy zastąpione by zostały hyundaiami, toyotami czy volkswagenami, tylko dlatego że "niewidzialna ręka wolnego rynku" wbiła nóż w plecy amerykańskiemu przemysłowi samochodowemu, w czasach chwilowego, globalnego kryzysu, wywołanego przez kryminalistów w białych kołnierzykach.
 Miejmy nadzieję, że politycy będą postępować zgodnie z interesem narodowym i nie będą ulegać opiniom tzw. ekspertów, których wiedza na temat ekonomii i przemysłu samochodowego jest w wielu przypadkach zbyt powierzchowna.
 Z poważaniem
 Zdzisław  Sankowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, w gospodarce nie ma "przeproś", nie kupuje się aut "za przeszłe zasługi ich producentów". Motoryzacyjne koncerny amerykańskie kiedyś doskonale działały, co w żaden sposób nie zmienia opinii o zaistniałej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Cóż z tego, że dziadek doskonale prowadził gospodarstwo, skoro syn rozłożył je na łopatki...
  Pazerne związki zawodowe, przy jednoczesnym otwarciu granic i lenistwie kierownictwa, rozłożyły giganty GM, Forda i Chryslera. Ameryka przeżyła w swej historii niejeden wstrząs gospodarczy, za każdym razem wychodziła wzmocniona, według znanej zasady Hitlerjugend, "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Wielkiej Trójce rząd niejednokrotnie już podawał rękę; szkolił załogi, gwarantował pożyczki itp., dzisiejsza propozycja praktycznego upaństwowienia tych dinozaurów opóźni tylko ich śmierć kosztem pieniędzy, które mogłyby pomóc nowemu pokoleniu przemysłu.

 Droga Redakcjo "Gońca"
 Piszę ten list w bardzo poważnej sprawie dotyczącej wszystkich ludzi, w tym Polaków w kraju i na całym świecie. Bo świat ma problemy duże i mniejsze, ludzie boją się terroryzmu, naturalnych katastrof, tego co się stanie w grudniu 2012 roku, a tymczasem planowane jest i przygotowywane masowe ludobójstwo, przy którym wszystkie ludobójstwa w historii od Nerona po Hitlera i Stalina nie mają porównania, gdyż to jest przerażających rozmiarów. Zwraca na to uwagę redaktor Marek Rymuszko w listopadowym numerze pisma "Nieznany Świat" wychodzącego w Warszawie, w artykule wstępnym pt. "Skandal" i na dalszych stronach w artykule "Orwell na talerzu". Kanadyjscy czytelnicy "Nieznanego Świata" wiedzą już, o co chodzi, ale ileż jest tych ludzi, może setki, a tu chodzi o to, żeby o sprawie dowiedziały się tysiące, a może miliony, gdyż dotyczy to wszystkich bez wyjątku.
 Otóż opanowana przez luminatów, masonów i czart tylko wie jaką swołocz, ONZ i Unia Europejska uważając, że jest nas na tej ziemi stanowczo za dużo, planują zredukować liczbę ludzi aż o 5 mld (miliardów)!!! Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, jak jakiś upiorny fantazyjny horror, ale fakty są nieubłagane. Redaktor Marek Rymuszko jest człowiekiem poważnym i nie alarmowałby w błahej sprawie. Okazało się, że jeden z hersztów ONZ bandy już 11 lat temu rozwiał wszelkie wątpliwości, mówiąc, że ONZ zamierza użyć żywności (!!!) jako broni przeciwko ludziom. A UE odsłoniła swoją szatańską twarz, oświadczając, że z dniem 31 grudnia 2009 wszelkie witaminy, zioła i naturalne suplementy stają się nielegalne, a wszystkie zwierzęta (nawet te hodowane ekologicznie) będą faszerowane antybiotykami i hormonami wzrostu oraz, co najgorsze, wszelka żywność będzie poddawana potężnemu promieniowaniu, które uzyskuje się po wykonaniu miliarda rentgenów klatki piersiowej. Przecież do pracy przy skażaniu żywności ci bandyci z piekła rodem będą potrzebowali milionowej armii ludzi (być może na całym świecie trwa tajna akcja wszczepiania ludziom bioczipów, a człowiek z czipem zrobi wszystko, co nakaże mu operator) oraz tysiące komór do skażania żywności. Ja wiem, że te budynki będą wyglądać normalnie i niewinnie, ale Himmler, szef SS, pierwsze komory gazowe polecił budować tak, aby wyglądały jak normalne wiejskie domy. Przecież przy dobrej organizacji bardzo szybko można zlokalizować te komory, pomimo że został ludzkości tylko rok. 
 Całe to potworne ludobójstwo organizuje Komisja Kodeksu Żywnościowego (zorganizowany głód na Ukrainie organizowany przez Kaganowicza też nazwano specjalnymi dostawami żywności na Ukrainę) przy WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), która to organizacja wchodzi w skład ONZ i pewnie na jej czele obecnie stoi Lucyfer. Więc według tych organizacji, ludność świata, spożywając napromieniowaną żywność, masowo będzie chorować na raka i inne śmiertelne choroby, te sk...le mające za szefa diabła spodziewają się, że 2 miliardy umrze po prostu z głodu i w ten sposób w ciągu 5-7 lat ziemia zamieni się w jeden wielki cmentarz.
 A kto przeżyje? Tylko najbogatsi, którzy opłacą dużymi pieniędzmi dilerów dostarczających zdrowej, nieskażonej żywności. 
 Redaktor Rymuszko z "Nieznanego Świata" zachęca do wpisywania się na listę w sprawie referendum w Unii Europejskiej przeciwko tym bandytom. Trzeba zebrać milion podpisów. 
 Ale co z nami w Ameryce Północnej? Przecież zostaliśmy skazani przez tych skurwysynów na wymarcie. W tym wszystkim bardzo dziwi milczenie Watykanu i Kościoła, ale być może nic o tym w Watykanie nie wiedzą, więc trzeba natychmiast ich o tym poinformować. Dziwi mnie też niepomiernie milczenie "St. Michael Journal", ultrakatolickiego pisma, które już dawno pisało, że Bestia Czasu Ostatecznego ma jaskinię w Brukseli, i kiedy ta Bestia ryknęła, redakcja "St. Michael Journal" schowała głowę w piasek i udaje, że nic się nie stało.
 I tu nie zgadzam się z redaktorem Rymuszką z Warszawy, który wobec tych faktów nie ma nic przeciwko dalszemu należeniu Polski do UE. Obydwie organizacje, mające za szefa Belzebuba, należy zdelegalizować jako ludobójcze, tak jak zdelegalizowano SS i NKWD, bandytów wyłapać i postawić przed sąd. I tu widziałbym historyczną rolę prezydenta Kaczyńskiego, który powinien zebrać Grupę Wyszehradzką, przedstawić problem i wyprowadzić wszystkie kraje Europy Wschodniej z ONZ i UE. Jaki jest sens należeć do organizacji, która zamierza uśmiercić 9/10 ludności świata?
Paweł Woszczyna

 PS Proszę o odpowiedź redaktora Andrzeja Kumora (...).

 Od redakcji: Szanowny Panie, trzeba się modlić.

 ***
 Dzień dobry, drogi rodaku. Mam wielki życiowy problem, a szukam pomocy wszędzie tam, gdzie są, myślę, dobrzy ludzie. Przed 18 latami odjechałem z Polski do Czech - poznałem tam dobrą kobietę, tak się z nią ożeniłem, ale sytuacja ekonomiczna w Europie przez ten czas bardzo się zmieniła. Życie u nas staje się z każdym dniem coraz gorsze, dlatego chcielibyśmy zmienić. Za cały ten czas mamy tylko pecha. Moja żona miała (gdy ją poznałem) dwoje dzieci, córkę i syna. W roku 2001 zmarła córka (miała 34 lata), a wkrótce 2006 umarł i syn, a miał 36 lat. Został po nim jego syn, a nasz wnuk, któremu jest teraz 16 lat. Jesteśmy rodziną, która się wzajemnie trzyma nad wodą, ale życie nas nie oszczędza ani dalej. Martwi mnie przyszłość naszego wnuka. Przepraszam, że ani nie napisałem, ile jest mnie ani mojej żonie. Ja 20 grudnia skończę 51 lat, a mojej żonie 11 kwietnia br. było 58 lat. Czujemy się bardzo dobrze, a chcielibyśmy naszemu wnukowi  zabezpieczyć przyszłość, a jak to wygląda, tak tutaj nic dobrego go nie czeka. Nasz życiowy cel jest emigrować do Kanady, znaleźć tam pracę, a żyć dalej między dobrymi ludźmi. Wielki problem nasz jest ten, że nie mamy dość finansów na bilety do Kanady. Ani nie wiecie, jak bardzo bylibyśmy wdzięczni komuś, kto by nam w tym pomógł. Swoje długi zawsze płacę, a to i z procentem. Nie mamy się tylko o co oprzeć teraz, abyśmy mogli zrealizować nasz plan. Gdyby się nam to powiodło, tak o powrocie nie myślimy. Słyszeliśmy, że bardzo dużo ludzi już tam odleciało, a nikt już nie myśli na powrót, a tak samo myślimy i my. Ja wiem, że nas nie znacie, a chcę tego dużo od Was, ale spróbujcie się wżyć do naszej sytuacji. Rodziny żadnej nie mamy, aby nam pomogła, tak piszę Wam, jeśli przypadkiem nie znacie kogoś, kto by nam pomógł dostać się do Kanady? Wszędzie się musi pracować, to wiem, bo całe życie pracuję, nigdy nie byłem bez pracy, ale teraz i z tej pracy nie starcza na życie. Czekam na odpowiedź, a wierzę w dobre polskie serce, które nie zostawi rodaka w biedzie. Wszystkim Polakom z zagranicy życzę dużo zdrowia i pomyślności oraz łask Bożych na każdy dzień.
  Z poważaniem 
Kwiatkowski Jan z rodziną
jakwiat@seznam.cz 

 Od redakcji: Szanowny Panie, mamy dla Pana dobrą wiadomość; sytuacja ekonomiczna w Ameryce przez ten czas również bardzo się zmieniła. Życie u nas staje się z każdym dniem coraz gorsze... Nie musi Pan nigdzie wyjeżdżać.

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Właśnie w internetowym wydaniu "Gońca" przeczytałem artykuł zatytułowany: "Gwałt na demokracji".
 Cytuję:
 "...dokonano gwałtu na długiej i chwalebnej tradycji demokratycznej tego kraju. Trzech wodzów kanadyjskich partii opozycyjnych, czyli Partii Liberalnej, Narodowej Partii Demokratycznej i Bloku Quebeckiego, podpisało umowę o zawiązaniu koalicji w celu obalenia prawowitego rządu mniejszościowego i de facto w celu przejęcia władzy".
 I dalej: "...W historii tego kraju podobny ?zamach stanu= zakończył się sukcesem, ale miało to miejsce bardzo dawno temu, w czasie pierwszej wojny światowej, czyli w czasie historycznie wyjątkowym".
 W obu przypadkach nieprawda - to, że po wyborach Pan Harper dostał od Pani G.G. misję utworzenia rządu, jako przywódca ugrupowania (partii), które dostało najwięcej głosów, jest tradycją, ale o ile znam konstytucję kanadyjską, to tych "...trzech wodzów kanadyjskich partii opozycyjnych..." działało w ramach prawa - w ostatecznym rachunku posłów w Ottawie mają większość, a i większość Kanadyjczyków głosowała na nich (stąd mają większość posłów)!! Skąd więc to stwierdzenie, że: "... dokonano gwałtu na długiej i chwalebnej tradycji demokratycznej tego kraju"??
 Kanada nie ma ustroju prezydenckiego - głosuje na posłów do parlamentu federalnego, a ci, którzy mają większość w House of Commons, tworzą rząd.
 Drugie cytowane stwierdzenie: "...W historii tego kraju podobny ?zamach stanu= zakończył się sukcesem, ale miało to miejsce bardzo dawno temu, w czasie pierwszej wojny światowej, czyli w czasie historycznie wyjątkowym". Zupełnie mija się z prawdą - stało się to w roku 1926, a więc w osiem lat po zakończeniu  pierwszej wojny światowej, która ta wojna zresztą nie odbywała się na terenie Kanady - czyli jak tu mówić o "...czasie historycznie wyjątkowym".
 Z poważaniem
 J.K.

 Od redakcji: Szanowny Panie, demokracja zasadza się właśnie na TRADYCJI, a nie na prawie. O ile dobrze pamiętam, konstytucja ZSRS należała do najlepszych na świecie, mimo to wolałbym w tamtych czasach żyć w Wielkiej Brytanii, gdzie nie było żadnej konstytucji.
 
 

GONIEC NR 49/2008 (257) (5-11 grudnia 2008)

 Czasem dobrze dostać w tyłek
 Szanowny Panie Andrzeju, Chciałbym napisać parę słów na temat tego, dlaczego wielka trójka motoryzacyjnych gigantów ma kłopoty finansowe. Zacznę od Volkswagena. Wiadomo, że to od zawsze firma państwowa, a więc ukryte subsydiowanie cały czas. Dlaczego więc firmy, które dotąd działały bez subsydiów, miałyby mieć szanse z Volkswagenem? Powie Pan, a Mercedes i BMW? Panowie, nie jesteśmy wszyscy dziećmi, jak Bundesrepublika dofinansowuje jawnie Volkswagena, to Mercedes i BMW patrzyłyby na to bez jakichkolwiek roszczeń w stosunku do rządu? Jest publiczną tajemnicą, że Japończycy subsydiują motoryzację, Europa to samo (jak wyżej), a Ameryka jak zwykle liczy na gruszki na wierzbie, cud, ktoś zwyczajnie zablokuje agresję z Europy i Japonii. Nic, proszę państwa, z tych rzeczy. Jak chodzi natomiast o diesle na kontynencie amerykańskim, to chciałbym zauważyć, że tutaj też jest dosyć ciekawe zjawisko. Jest jakaś dealerska zmowa, że diesle na tutejszy rynek się przyblokowuje. Proszę zajść do pierwszego dealera Mercedesa, gdzie Pan się dowie, że mercedesa klasy C diesel nie importuje się na kontynent amerykański. Na zapytanie: dlaczego, jest tylko wzruszanie ramionami. Tutaj jak chcesz jeździć dieslem, to albo czekaj w kolejce na volkswagena, albo też kup mercedes klasy E albo wyższej. Spadanie na dziady wielkiej trójki nie stało się z dnia na dzień. Jest całkiem możliwe, że agresywne firmy z Japonii i z Niemiec wzięły na swój garnuszek menedżerów tej trójki, aby ta stopniowo skundlała tutejszy przemysł. W wojnie ekonomicznej wszystkie chwyty są dozwolone. Z drugiej zaś strony, ogromne pieniądze walone w telewizyjną reklamę rozwodniły mózgi mało rozgarniętym klientom i ci już od wielu lat wzdychają tylko do Hondy i Toyoty. Reasumując; to o czym napisałem, nie dotyczy tylko samochodów. Boeing traci krok po kroku swoją pozycję w stosunku do państwowego koncernu Aerobus, i to na dodatek koncernu międzynarodowego. Jakie ma szanse: zerowe. Ameryka i Kanada powinny się obudzić z letargu. Jeżeli się to nie stanie w najbliższych latach, wrócimy do swoich korzeni indiańskich i będziemy eksportowali wyłącznie wyroby ludowe. 
 Serdecznie pozdrawiam. 
S.C.

 Od redakcji: Myli się Pan, indiańskie wyroby ludowe będą (są) produkowane w Chinach, my będziemy tylko zarabiać na marży. To prawda, spadanie na dziady wielkiej trójki to "zasługa" kilku minionych dekad.

 Indie - mordy - są równi  i równiejsi - obrona życia
 Chrześcijanie w Indiach przez swą tożsamość jako grupa doktrynowo rujnująca niewolniczy system kastowy, m.in. przez głoszenie równości i miłości bliźniego (którym jest każdy człowiek), padli i padają ofiarą straszliwych rzezi i prześladowań.  Rząd tamtejszy i świat właściwie nic nie robi w tej materii. Myślę, że taka inercja pozwoliła na większe rozzuchwalenie się innego autoramentu terrorystów i tym razem muzułmański odłam napadł na Bombaj, szerząc śmierć i polując na cudzoziemców.  Ofiary Bombaju to głównie turyści i świat interesu dający zysk, więc reakcja władz jest tu natychmiastowa i dobrze:  bo każde ludzkie istnienie powinno być chronione... ale co z rodzimymi chrześcijanami i misjonarzami, na których w innym rejonie nadal poluje się jak na czarownice? ...Cisza.
 Notabene jestem ciekawa, jak się zachowa Michael Jackson, który przed paroma dniami z jehowizmu przeszedł na islam, z którego wycofanie się grozi karą śmierci (przykład w Afganistanie)... czy coś zaśpiewa w obronie ziomków-Amerykanów, nad którymi głównie pastwią się "radykalni" w Bombaju?...
 Nienawiść tylko potęguje zło, które rośnie na niej w sile, i to w zawrotnym tempie. W codziennym życiu jest tyle dowodów na to, że zgroza piętnuje, coraz liczniejsze, wszystkie tzw. hate crimes... czyli  zbrodnie z nienawiści. W ostatnich dniach nasz 36-letni rodak jadący rowerem stracił nogę, gdy autem z premedytacją zaatakował... tak, zaatakował (!!!) go taksówkarz o imieniu i nazwisku wskazującym, że w jego religii można być nagradzanym za zabicie innowiercy. Wszelkiego rodzaju nienawiść odbiera rozum i niszczy, więc domagając się sprawiedliwości, warto o tym pamiętać i się jej wyzbyć: jurysdykcja to nie nienawiść.
 Nienawiść do życia/osoby jest coraz częstszym zjawiskiem... dlatego myślę, że warto zacząć od podstaw i przyłączyć się do akcji obrony życia w kontekście 60. rocznicy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w ONZ (10 grudnia br.), zwłaszcza że proaborcyjne grupy chcą doń zgłosić  "poprawkę" o powszechnym prawie aborcji. Pod adresem www.c-fam.org/publications/id.95/deaufault.asp jest gotowa petycja (z wyborem języka petycji), do której wystarczy w odpowiednim miejscu dopisać swe imię i adres. Nie powinniśmy milcząco przechodzić wobec zbrodni, bez względu jakiego ona rodzaju i czy przeciw jednostce, grupie czy ludzkości. Każdy kij ma dwa końce, a jeśli nie kijem, to pałką dotknie nas takie milczenie.
 Z poważaniem 
Małgorzata Kossowska 

 Od redakcji: Zgadza się, nie ma "równych i równiejszych" ofiar nienawiści i prześladowań.

 ***
 W tym globalistycznym świecie naprawdę trudno żyć uczciwym i  pracowitym ludziom. Instytucja państwa jest jak herszt wielkiego gangu ściągającego haracz  ze wszystkich. Troszczy się ona wyłącznie o właścicieli banków i wielkich korporacji rabujących ludzi czy to poprzez lichwę, czy to  poprzez "legalne" przydzielanie sobie milionowych pensji i płacenie  niewielkich wynagrodzeń pracowitym ludziom, których zatrudniają, aby mogli przeżyć następny miesiąc.
 Przecież taka polityka służy wyłącznie interesom wyłącznie tych  oligarchów. Nikt nie otworzy swojej firmy, bo go na to po prostu nie  stać - na to trzeba mieć kapitał - a krwiopijcy z banku nie popuszczą ani centa, jeśli dadzą pożyczkę. Tak jak wiele razy wspominałem, niektóre procesy są nieuniknione. Jak nie masz pieniędzy, to nie kupisz samochodu, a to znaczy, że firmy je  produkujące MUSZĄ upaść. Żadne pompowanie pieniędzy w molochy tworzące  produkcję, na którą nie ma popytu - tych molochów nie uratuje. Pusty pieniądz też nic nie jest wart. Pamiętamy przecież, jak przed wymianą  pieniędzy w Polsce w stosunku 1 do 10000 inflacja była taka duża, że  wielu ludzi nie chciało nawet przyjmować złotówek, a woleli dewizy, jak  chciało się coś kupić na bazarze czy pojechać taksówką.
 Obecne globalistyczne instytucje państwowe - zwłaszcza Kanada ze swoim fasadowym demokratycznym systemem politycznym - chronią w dosłownym  tego słowa znaczeniu wszelkich terrorystów, którzy nie zagrażają  interesom ludzi władzy, i tych, co posiadają duże pieniądze. Tylko ci są chronieni przed terroryzmem. Przeciętny obywatel nie jest chroniony przed żadnym terroryzmem -  zarówno tych co są nad nim, jak i poniżej.
 Jak państwu wiadomo, policja kanadyjska zastrzeliła Polaka na lotnisku  w Vancouverze. Policyjnych drabów było czterech czy więcej, ale woleli strzelać niż użyć jakichś innych dopuszczalnych prawem środków przymusu, jeśli uważali za stosowne. To byli zwykli tchórze i sadyści - widocznie rząd kanadyjski lubi dawać takim zatrudnienie w policji.  Znane są też afery narkotykowe wśród torontońskiej policji.
 Parę tygodni temu w bloku, gdzie wynajmuję mieszkanie, naocznie mogłem  stwierdzić, jak działa kanadyjskie prawo. Otóż mój sąsiad - kanadyjski  lump lubiący nocny tryb życia, pijatyki, sprowadzanie dziwek, śmiechy,  głośną muzykę i rozmowy - nie pozwolił mi spać w nocy. Zadzwoniłem po  security. Ten pasożyt - bo to inaczej nie można nazwać kogoś, kto  bierze pieniądze za nicnierobienie - przyszedł po jakiejś półgodzinie i stwierdził, że on z tym nic nie może zrobić, bo nie reagują  na jego pukanie do drzwi. Zapytałem go, za co on bierze pieniądze, że  czemu nie wezwie policji, jeśli sam nie może z tym dać sobie rady.  Odpowiedział, że tylko ja mogę wezwać policję, gdyż jemu nie wolno.  Wspaniałe!
 Zadzwoniłem po policję. Przyjechali po półgodzinie - hałasy cały czas  trwały z mniejszym czy większym natężeniem - posłuchali pod drzwiami.  Stwierdzili, że dla nich jest to OK. Powiedziałem, że dla nich pod  drzwiami może jest to OK, ale u mnie w sypialni jest to zbyt głośno i  ja w nocy śpię, a w dzień pracuję, a nie odwrotnie. Poza tym cisza nocna  to ma być cisza - to tak jak rozkaz baczność znaczy baczność, a nie ciche dreptanie w miejscu. Zapytali mnie, że skoro ten sąsiad jest tak  uciążliwy, to dlaczego ja nie wyprowadzę się z tego mieszkania. Wspaniałe! Co za idioci. Zapytałem się ich, dlaczego więc zwalczają terroryzm, a nie zostawią tych terrorystów w spokoju i nie wyprowadzą mieszkańców do innego miasta. Powiedzieli, że to nie to samo, i odeszli.
 Taka jest "praworządna" Kanada. Ostatnio wyszło zalecenie policji,  aby uciążliwych mieszkańców nie usuwać z wynajmowanych mieszkań.
 No i jak tu ma nie dochodzić do konfliktów, gdy terroryści są pod  ochroną.
 Analityk

 Od redakcji: W takiej sytuacji będzie dochodzić do konfliktów.

 Szanowni Państwo,
 Piszę książkę (może będzie też z tego praca doktorska) nt. Jurija (potem: Jerzego, potem: George) von (potem: De) Mohrenschildta / MOHRENSCHILDT.
 Wdzięczny będę za wszelkie informacje na temat: - Gimnazjum Rosyjskiego w Wilnie, przy ul. Mickiewicza 19 (ok. 1920-1939) - agitacji komunistycznej w gimnazjach wileńskich; przypadku z pochodzenia polskiego Karaima Grigulewicza /GRIGULEWICZ w Wilnie ok. 1928 r. - majątków ziemskich przy granicy polsko-sowieckiej wg traktatu ryskiego, ew. odszkodowań za utracone mienie po drugiej stronie granicy, etc. - Szkoły Kawalerii w Grudziądzu, w okresie międzywojennym - Polakach, lub obywatelach polskich studiujących w Belgii w l. 30 (Mohrenschildt był Rosjaninem z polskim paszportem w Belgii) - firmie sprzedającej w całej Europie sprzęt narciarski + stroje, m.in. swetry norweskie o nazwie "SIGURD" z Antwerpii, rzekomo założonej przez 2 Żydów z Polski i zatrudniającej "białego barona" Mohrenschildta jako dyrektora; - wszystko o "polskich" MORENSZYLDACH, nazwisko spolszczone, Jerzy syn Borysa zginął pod Monte Cassino, otrzymał pośmiertnie Virtuti Militari - rodzinie von Maydell, autentyczni baroni inflanccy, Mohrenschildtowie nie mieli tytułu barona; George tylko się "podszywał" pod ten tytuł; v. Maydell byli podobno kuzynami v. Mohrenschildtów - znajomości Mohrenschildtów ze znanymi rodzinami wileńskimi: Achmatowiczów (znani chemicy; kniaziowie tatarscy), Strumiłłów (STRUMIŁŁO), Domańskich, i nie tylko wileńskimi, np.: Dziewulskich, Reyów z USA (potomków Mikołaja Reja), osób z kręgu Stanisława "Cata" Mackiewicza i wileńskiego "Słowa" - George De Mohrenschildt zeznał przed Komisją Warrena, że był korespondentem "Słowa" z Wilna w Belgii; ewentualne znajomości ze znanym przed wojną hochsztaplerem i agentem niemieckim "von Ostenem" Olpinskim lub Ołpińskim i jego paryską "Europą", agencją prasową współfinansowaną przez Auswaertiges Amt; - osobach internowanych w hotelach w Berlinie podczas II wojny światowej, jak np. b. premier Leon Kozłowski, który przedarł się przez front w końcu 1941 r.
 Interesuje mnie także: tzw. "Polskie (lub ?Kaszubskie=) Gestapo" na Pomorzu; Bierut w administracji hitlerowskiej w Mińsku; Bormann, jako agent Stalina; Meksyk jako wymarzone miejsce do infiltracji USA.
 Interesują mnie byli pracownicy stalinowskiego i poststalinowskiego Bezpieczeństwa (lub wojska) M.IN. o nazwiskach: GALICKI, STAWIŃSKI, SAŁACIŃSKI + INNI związani w swej pracy w Bezpieczeństwie/Wojsku z USA oraz Ameryką Łacińską.
 Serdecznie pozdrawiam,
 Antoni J. Wręga 
 antoni.wrega@wp.pl

 Od redakcji: Gdy tylko się Pan czegoś dowie, z miłą chęcią opublikujemy.

 Witam serdecznie! 
  Poszukuję śladów życia w Kanadzie Adama Mielczarka  urodzonego 20 stycznia 1910 roku w Piotrogrodzie, syna Wawrzyńca i Franciszki z domu Grzelińska. Jestem wnukiem brata Adama Mielczarka. Ostatni ślad po Adamie Mielczarku mamy z roku 1945, był to list do matki, w którym to liście informował, że zamierza wyemigrować za granicę. Z informacji uzyskanych z Polskiego Czerwonego Krzyża wiem, że w dniu 07.07.1954 roku wyemigrował wraz z rodziną do Kanady statkiem "BEAVERBRAE". Na tej informacji ślad się urywa.  Poszukuję śladów Adama Mielczarka lub jego rodziny. Za każde informacje bardzo serdecznie dziękuję.
 Z wyrazami szacunku
 Krzysztof Mielczarek
krzysztof_mielczarek@vp.pl

 Od redakcji: xxx
 
 
 
 
 
 

GONIEC NR 48/2008 (256) (28 listopada - 4 grudnia 2008)

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Wyobrażam sobie, że Pan i pańscy czytelnicy są pewnie zmęczeni problemami społeczności polonijnej w Hamilton, które na dobrą sprawę nie powinny mieć miejsca.
 Pozwolę sobie jednak na polemikę z p. Zofią Katą, ponieważ wiele treści w jej liście do redaktora i opisie akademii z okazji 11 listopada odbiega od prawdy.
 W liście do redaktora "Gońca" z dnia 14-21 listopada pozwala sobie pani na ostre słowa do swych adwersarzy, używając do tego fragmentu wiersza Puszkina... i z głupcem się nie wdawaj w spory. Czyżby? Pani nie chce się wdawać w spory z faktami, które znane są szerokiemu kręgowi Polonii hamiltońskiej.
 W artykule o przebiegu akademii z okazji Święta Odzyskania Niepodległości podaje pani opinie, z którymi trudno się zgodzić. Pisze pani, że referat wygłoszony w języku angielskim był wielkim sukcesem. Wiele osób zebranych na sali było bardzo niezadowolonych z tego faktu. Dowodem tego było to, że owacje na stojąco urządziły tylko trzy osoby: pani i dwie koleżanki.
 Czy pani ocena chóru "Symfonia" nie wynika z faktu, że jest pani w konflikcie z dyrygentem chóru p. Maciejem Jaśkiewiczem, znanym dyrygentem wśród Polonii i w środowisku kanadyjskim? Uważam, że błędem organizatorów akademii było niedostateczne podkreślenie roli weteranów. Oni powinni być szczególnie uhonorowani na tej uroczystości. Jest ich coraz mniej i szkoda, że nie oddano im należnej czci za walkę na wszystkich frontach, za "waszą i naszą wolność".
 Z poważaniem
Anna Lewandowska
 PS Pani Zofio, więcej rzetelności w pani artykułach i listach do redakcji. 

 Od redakcji: Szanowna Pani, nasze pośrednictwo w Państwa pretensjach i animozjach jest zbyteczne, nie sądzę też, by interesowało szersze grono Czytelników, zamiast pisać do nas, czy nie łatwiej zatelefonować do pani Zofii Katy?

 Szanowna Redakcja "Goniec"
 Jako długoletni czytelnik "Gońca", doceniający wyjątkową pozycję tego tygodnika na obczyźnie, uważam za swój obowiązek skierować niniejszy list do redakcji.
 Rodzinę państwa Kata znam od lat - też przecież ze stron "Gońca" - jako wspaniałych patriotów i społeczników (tak najkrócej z szacunkiem mogę tę znajomość określić).
 Z wielką przykrością i oburzeniem przeczytałem gońcową "Trybunę" z dnia 7-13 XI 08, pomimo trafionego komentarza redakcji. W "Trybunie" padły bowiem oskarżenia, które mogą być dowodem w sprawie, ale w innym miejscu. I padły publicznie. Odsyłam czytelników do listu p. Zofii Kata - z dnia 14-20 XI w "Gońcu".
 I oczywistym dla mnie jest zrozumiałe oczekiwanie na jedno słowo, bardzo ważne, na które czeka pani Zofia Kata (a myślę, że i jej rodzina) od redakcji "Gońca", a które publicznie jeszcze nie padło.
 Myślę, że pani Zofia Kata czeka na nie stanowczo, choć "cichym głosem jedwabiu", jak mówił Herbert. I dlatego proszę o nie, panie redaktorze, myślę, że dla dobra nas wszystkich, bo wtedy będziemy mieć nadzieję, że z radością pani Zofia Kata będzie dalej dzieliła się z nami - czytelnikami "Gońca", swym "dniem powszednim" - dla naszego też "ducha" i nie będzie traciła swej energii na "bieganie po sądach".
 Przesyłam serdeczne ukłony i pozdrowienia.
Aleksander Jamróz

 Od Redakcji: Szanowny Panie,  Panią Zofię znamy od dawna. Lubimy ją i cenimy. 
 Pani Zofia jest szanowanym działaczem społecznym. Przez to też wystawia się na opinie innych ludzi, również te złośliwe czy mało przychylne. Wchodząc do tej "kuchni", trzeba się na to przygotować, trzeba być gotowym na "syzyfową pracę"; przekonywanie, tłumaczenie, godzenie, budowanie kompromisu.
 Wolność słowa jest ostoją naszej zachodniej cywilizacji, staramy się jej pilnować  w miarę naszych skromnych możliwości. Wierząc, że zachodnie zasady debaty publicznej i życia społecznego są Panu drogie, gorąco prosimy, aby nie straszył nas Pan sądami.  Procesowanie się między Polakami na obczyźnie jest oznaką zbiorowej głupoty, która zazwyczaj kończy się przelewaniem polskich pieniędzy do kieszeni niepolskich adwokatów. Przykładów mamy bez liku.

 ***
 Dzwonię w sprawie sprostowania. W ostatnim numerze w "Poczcie Gońca" na stronie 43 takie oto stwierdzenie: "Ciekawy jestem, gdzie pan Lizoń będzie odbierał chleb podczas ceremonii dożynkowych, skoro obiekt polonijny w Grimsby został sprzedany, tak jak park Paderewskiego w Toronto". To jest bardzo nieładnie, żebyście wy takie coś drukowali. Podpisał się pod tym Sławomir Zalewski z Oakville. Park Paderewskiego nie jest sprzedany i nie będzie sprzedany. Jestem jego członkiem i to jest bulwersujące, co się czyta. Takie poważne pismo jak Goniec, jedyne tutaj...
Nagranie spisane 
z automatycznej sekretarki

 Od redakcji: Szanowny Panie, zamieszczamy w bieżącym numerze sprostowanie p. Załęskiego. O ile nam wiadomo, część parku Paderewskiego została sprzedana w latach 90. i wynikają z tego m.in. obecne problemy organizatorów parkowych imprez.

 Gęś  na święta  Bożego Narodzenia
 Szanowny Panie Redaktorze,
 Tym razem mam do Pana prośbę i Pana Macieja Przekornego, czy jeszcze w przedświątecznym numerze "Gońca" nie można zamieścić przepisu na gęś pieczoną po polsku w szarym sosie? I jeszcze pytanie, czy taką gęś należy nadziewać tradycyjnym nadzieniem do drobiu, czy może czymś innym?
 Śnię o gęsi już wiele lat, takiej jaką jadałam w domu i pracując terenowo na Śląsku Opolskim, gdzie podano gęś w sosie białawym chyba na śmietanie i może z mąką?
 Było  to w latach 70. i gęś podała autochtonka, bo dla niej to było oczywiste ugościć obiadem dwie studentki wędrujące od wsi do wsi  i przeprowadzające wywiady dla Atlasu Etnograficznego...
 Z poważaniem,
 Grażyna M. Królówna

 Od redakcji: Oczywiście - w najbliższych numerach "Gońca" wydrukujemy żądany przepis.

  Droga Redakcjo.
 Nazywam się Maciej Warowny.
 Zwracam się do Was z gorącą prośbą o pomoc w odnalezieniu mojego kolegi z lat szkolnych. Prawdopodobnie mieszka w Toronto, a nazywa się Waldemar Siatkowski. Do prośby tej dołącza się cała nasza klasa.
 Nie mamy z nim kontaktu  już od bardzo długiego czasu.
 Z góry dziękuję za pomoc.
 Z poważaniem,
 Maciej Warowny

 Od redakcji: XXX

 Panie Kumor,
 W swoim artykule "Wypuść marzenia z klatki" pisze Pan: "Dlatego sami musimy dzisiaj na wszelkie możliwe sposoby, przy wykorzystaniu Internetu i wszystkich dostępnych środków medialnych, tworzyć modę na wielką Polskę". 
 A ja radziłbym Polakom takiej mody nie tworzyć. Wmawiając sobie wielkość, Polacy już wielokrotnie wyrządzili sobie krzywdę. Kochamy prywatę, zrywanie obrad, zawiść i kłótnie. Jednoczymy się dopiero wtedy, gdy Polski nie ma już na mapie. Nasi wrogowie mieli trochę racji, mówiąc, że nie dorośliśmy do własnej państwowości. Wincenty Pol trafił w dziesiątkę, pisząc:
"O biedna kraino!
Gdyby ci rodacy,
Co za Ciebie giną,
Wzięli się do pracy.
I po garstce ziemi
Z Ojczyzny zabrali,
Jużby dłońmi swemi
Polskę usypali"
 Dalej pisze Pan: "Nie wolno nam obchodzić 90. rocznicy odzyskania niepodległości, bez jednoczesnego podkreślania polskiej zasługi w uratowaniu Europy przed nawałą bolszewicką. Są to prawdy zupełnie w Europie (i nie tylko) zapoznane! Jest to historia, którą powinniśmy na każdym kroku tłuc obcym do głów".
 I niczego obcym do głów nie wbijemy, bo Polska uratowała przed sowiecką nawałą samą siebie, do ratowania Europy było jeszcze bardzo daleko. To jest przechwałka na wyrost, taka sama jak ta, że Sobieski uratował chrześcijaństwo w Europie, pokonując pod Wiedniem Turków, wyznawców Allaha. 
 Szkoda, że tej naszej wielkości jakoś nie dostrzegają do dzisiaj nawet ponoć przychylni nam Amerykanie. Prof. Szyszkowska powiedziała ostatnio: "Jesteśmy narodem mało znanym na świecie. Nasz wpływ na losy świata jest nieznaczny."
 Poza tym, szkoda, że ten "cud nad Wisłą", który tak mocno Pan podkreśla w tym artykule, nie powtórzył się w 1944 roku. Chodzi oczywiście o "wielką tragedię nad Wisłą", jaką było Powstanie Warszawskie. Zastanawiam się czasami, gdzie była Matka Boska, jak prawie 200 tysięcy młodych ludzi wtedy zginęło. 
 W każdym razie, każda prawda ma dwa końce. Mądry publicysta powinien o tym wiedzieć.
 Polecam Panu artykuł "Tożsamość narodowa Polaków" dostępny pod adresem http://www.racjonalista.pl/kk.php/s.2561.

 Od redakcji: Panie Konior, słaby z Pana obserwator, bo "wmawianiem sobie wielkości" jakoś krzywdy nie wyrządzają sobie ani Niemcy, ani Rosjanie, ani Żydzi czy Francuzi. Polski naród jest wielki, musi jedynie w to uwierzyć i wziąć się do roboty. Pan mu w tym przeszkadza, Panie Konior.

 Kundle szczekają  o niepodległości 
 W portalu prawy.pl można spotkać wiele wypowiedzi pana Adama Danka. Jedną z nich pan Jan Bodakowski skwitował takimi słowy: "Szanowny pan raczy bredzić".
 I rzeczywiście na początku swego artykułu zamieszczonego w GOŃCU jest parę bredni.
 Słownictwo, jakim posługuje się A. Danek, przypomina język jego pupila Józefa Piłsudskiego, u którego słowo dupa, dureń i k.... były na porządku dziennym.
 W końcowej części artykułu wnioski są nawet słuszne - odzyskaliśmy niepodległość dzięki staraniom wielu ludzi o różnej orientacji politycznej, więc dlaczego w obchodach rocznic narodowych tylko Piłsudski, Piłsudski i do znudzenia Piłsudski?
 Jakie były losy tych, co walczyli  w obronie legalnej władzy i prezydenta, napisano tyle książek, że nie zdążysz czytelniku ich odnaleźć i przeczytać przez cały swój żywot a co dopiero młody człowiek jak A. Danek.
 W pamiętnikach ludzi, którzy znali Marszałka, znajduje się wiele oskarżeń pod jego adresem, a zaprzeczających legendzie o Marszałku stworzonej przez legionistów.
 W pismach Józefa Piłsudskiego, których jest kilka tomów, są niezgodności z tym, co piszą o nim historycy "sanacyjni".
 Z wszystkich książek, jakie czytałem o J. Piłsudskim, najobiektywniej pisze prof. UW Andrzej Garlicki - "Józef Piłsudski 1867-1935", a wydanej w 1988 r.
 A. Garlicki nie jest ani piłsudczykiem, ani narodowcem, pisał to przez wiele lat i dlatego wydaje się najbardziej wiarygodny. Henryk Pająk w swej książce  "Ponura prawda o Piłsudskim" jest wyraźnie stronniczy, na ponad 400 stron nie napisał nic dobrego o Józefie Piłsudskim.
 Zgadzam się z Adamem Dankiem, że wielu pisze złośliwie o Marszałku, ale nie wszyscy.
 Nie chodzi mi o całkowite potępienie Marszałka, bo dla mnie jest bohaterem narodowym, ale nie w takim stopniu jak go przedstawili historycy sanacyjni, chodzi mi o odkłamanie całej naszej historii, a nie tylko tej komunistycznej 
Stefan Szumnarski

 Od redakcji: Szanowny Panie, kłóćmy się o Polskę, ale nie róbmy nic, co ją mogłoby skrzywdzić. Marszałek Piłsudski nie był świętym, ale człowiekiem czynu, polskiego czynu. Dmowski również. Jego postać i zasługi są  jednak o wiele mniej znane niż Piłsudskiego.

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Bardzo proszę o zamieszczenie małego sprostowania na łamach "Gońca". 
 W ubiegłym wydaniu "Gońca" zechciał pan zamieścić mój artykuł - "Polacy żyją mitami". 
 Dziękuję bardzo za udostępnienie łamów "Gońca". Mój artykuł to w rzeczy samej skondensowana RECENZJA książki Henryka Pająka pt. "Ponura prawda o Piłsudskim", jako alternatywny zestaw informacji na temat mocno zmitologizowanej legendy o Piłsudskim. 
 Popełnił pan, rozumiem, niezamierzone DWIE GAFY redakcyjne - powoływałem się i cytowałem fragmenty książki o Piłsudskim, a tymczasem pan POMINĄŁ TYTUŁ KSIĄŻKI I NAZWISKO AUTORA. Przesłałem swoje komentarze, skondensowaną RECENZJĘ, wraz z obszernymi fragmentami wstępu. Pomijając wzmiankę o tytule i autorze. mniej doświadczony czytelnik może uznać ten tekst za wyłącznie mój własny. Format gazety, w przeciwieństwie do książki, jest zbyt krótki, aby przedstawić bardziej skomplikowane i szersze zagadnienia - stąd recenzja i skierowanie czytelnika do książki. 
 Zamieścił pan moją recenzję z książki w towarzystwie artykułów Adama Kurzaja o Dmowskim i  Adama Danka. 
 Pan Adam Danek skupia uwagę czytelnika na roku 1918 i na zasługach Piłsudskiego w odzyskaniu niepodległości. Pan Adam Kurzaj przypomina również o zasługach Romana Dmowskiego w 1918. 
 Ja sam podpisuję się pod konkluzją pana Danka - należy wyrazić wdzięczność zarówno Piłsudskiemu, jak i Dmowskiemu za ich udział i wkład w odzyskanie niepodległości Polski. 
 Ponieważ zasługi Marszałka dla odzyskania niepodległości są niekwestionowane, a więc żadna krytyka Marszałka nie może mieć miejsca - to główna teza pana Adama Danka. 
 Odbrązawianie spiżowego pomnika Marszałka dotyczy jednak JEGO POLITYKI I ROLI W LATACH 1918-35, a później jego ekipy do 39 r. I o tym głównie jest cytowana książka. 
 Tak samo nie można być wdzięcznym do grobowej deski Armii Czerwonej, bo przecież wyzwoliła nas w czasie II wojny światowej od Niemca, a skutki zwycięstwa Armii Czerwonej dla Polski wszyscy znamy. 
 Popełniając te DWIE GAFY, odmawia pan czytelnikom "Gońca" wyrobienia ich własnej opinii, po przeczytaniu książki - być może kompletnie innej niż moja. Il ne faut pas panie redaktorze. 
 Il ne faut pas. 
 Książkę o Piłsudskim napisał H. Pająk na postawie wieloletniej, mrówczej pracy. Świetnie zaopatrzona w bogatą bibliografię, cytaty, odnośniki i udokumentowana referencjami do źródeł historycznych. 
 Książki Henryka "Zerwimita" Pająka dziwnym trafem rozchodzą się jak przysłowiowe "świeże bułeczki" i dostępne są w księgarniach w Mississaudze, Toronto, ale szybko znikają - świadczy to o ich dużej popularności - niezależnie od mojej lub pana opinii. Można je kupić w wydawnictwie "Retro" lub on-line. Polecam. 
 Zamieścił pan moją recenzje z książki w towarzystwie artykułów Adama Kurzaja o Dmowskim i  Adama Danka  "Kundle szczękają o niepodległości". 
 Po przeczytaniu artykułu p. A. Danka "Kundle szczękają o niepodległości" - rzeczywiście poczułem się nieswojo. Jednak po namyśle uznałem, że to świetna uwspółcześniona ilustracja do cytowanej książki. 
 We wstępie pan Adam Danek pisze, "że indywidua tego autoramentu uważają za swój psi obowiązek obsikiwanie nogawek Komendantowi" (czyli wszyscy ośmielający się kwestionować spiżowość Piłsudskiego - czyli gen. Sikorski, gen. Haller, premier Witos, ÉH. Pająk, Éi ja w swoim skromnym artykule). Artykuł (znacznie wcześniej przygotowany) pełen zniewag, wyzwisk, faktów z powołaniem się na dyżurne autorytety w obronie SPIŻOWEGO MONUMENTU PIŁSUDSKIEGO USTAWIANEGO NA PODEŚCIE Z KART. 
 Pan Danek z typowym wdziękiem "Chłopców Komendanta" rozprawia się z tymi, co to ośmielają się krytykować Marszałka - niewyszukane epitety, w mordę, z kopa, kijem po grzbiecie. To ani Dołęga-Mostowicz  w "Karierze Nikodema Dyzmy" - tragifarsie o Piłsudskim i ówczesnych Elytach, ani Pająk  z Ponurym Piłsudskim nie wykazali się takim talentem w oddaniu rzeczywistości, nastrojów i klimacików  "SANACJI MORALNEJ". 
 Wypada pogratulować i podziękować panu Adamowi Danke Schön Danke. 
 Jeszcze raz powtarzam, krytyka Piłsudskiego i odbrązawianie spiżowego pomnika Marszałka dotyczy jego polityki i roli w latach 1918-35, a później kontynuatorów jego ekipy do 39 r. - ZGUBNEJ DLA POLSKI. 
 I o tym jest cytowana książka. 
 Polityka Piłsudskiego była zgubna dla Polski - poczynając od wyprawy na Kijów i bitwę pod Warszawą, przez pucz majowy 1926, aż po klęskę wrześniową 1939 zainstalowanej ekipy Chłopców Komendanta. 
 Książka przytacza wiele faktów, np. obszernie analizuje stan obronności Polski przed wybuchem II wojny światowej - głównie konnica, podczas gdy wszyscy inni byli zmotoryzowani; a puste niebo nad Polską w 1939 pozwoliło Niemcom swobodnie dezorganizować polską obronę. Autor ujawnia np. taki pikantny szczegół - Czechosłowacja w zagrożeniu inwazją hitlerowskich Niemiec w połowie marca 1939 prosiła o lądowanie i oferowała Polsce 1500 nowoczesnych samolotów - Gen. Ludomir Rayski ODMÓWIŁ. Pół roku później czeskie myśliwce siały grozę nad Polską, stanowiąc trzon hitlerowskiej Luftwaffe.  
 Książka odkłamuje między innymi najbardziej upowszechniony mit o Piłsudskim, jako Zwycięzcy bitwy pod Warszawą, czyli "Cudu nad Wisłą". 
 Dwa proste dokumenty obalają ten mit. 
 Proszę podesłać panu Adamowi dwa "merytoryczne argumenty" (których tak pragnie i których tak mu brak - ma się rozumieć u adwersarzy) - dokumenty z książki, udowadniające, że: 
 Piłsudski NIE BYŁ ŻADNYM ZWYCIĘZCĄ BITWY POD WARSZAWĄ W 1920, NIE BYŁ DOWODZĄCYM, NIE BYŁ W OGÓLE NA POLU BITWY POD WARSZAWĄ. 
 *Bitwa o Warszawę w 1920 rozegrała się 13, 14, 15 sierpnia już było praktycznie po bitwie. 
 *13 i 14 sierpnia Piłsudski był w drodze do i w Boboli - 440 km (trzy dni jazdy) od pola bitwy - był u kochanki Szczerbińskiej, która potwierdza to w swoich pamiętnikach. 
 *15 sierpnia Piłsudski był 120 km (dzień jazdy) od pola bitwy na chrzcinach - dokument z jego podpisem. 
 *Piłsudski nie był dowodzącym w bitwie pod Warszawą - przyjął rozkazy od dowodzącego, którym był gen. Rozwadowski - dokument z podpisem Piłsudskiego. Parę dni wcześniej złożył rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza na ręce ówczesnego premiera Witosa (co ujawnia Witos w swoich pamiętnikach). 
 *W swoich własnych pamiętnikach "Rok 1920" Piłsudski pisze (strona 216) 
 "Dnia16 sierpnia rozpocząłem atak" (a więc dwa dni po bitwie - bolszewicy już byli w pełnym odwrocie; 16 sierpnia już było po mszy dziękczynnej w Radzyminie w intencji "Cudu nad Wisłą", popołudniowe gazety już zdążyły opisać szczegóły mszy (pamiętniki gen. Hallera) - a Piłsudski dopiero zaczyna atak) 
 "Dzień  17.08 nie przyniósł mi wyjaśnienia zagadek" (Gdzie jest moje wojsko? Gdzie jest nieprzyjaciel?) 
 Czy to ważne roztrząsać sprawę Piłsudskiego po tylu latach? 
 A czy to ważne, odpowiem pytaniem, że niemieckie lotnictwo strzelało jak do kaczek do taborów uciekinierów cywilnych i wojskowych - bo polskie niebo była bezbronna? 
 A czy to ważne wspominać szyderstwa goebbelsowskiej propagandy pokazujące ułana szarżującego z szabelką na czołg - a Chłopcy Komendanta zapewniali naród, że "nie oddamy nawet guzika"? 
 A czy to ważne, że w Polsce mamy dziś jedynie armię zawodową 90.000 +/- 10.000 (korpus ekspedycyjny), podczas gdy w Niemczech dalej istnieje powszechny obowiązek wojskowy? 
 Czy to ważne celebrować różnego rodzaju rocznice? 
 Sławomir Basiukiewicz 

 Od redakcji: Przepraszamy Pana i Czytelników, dziękujemy za dodatkowe słowa wyjaśnienia.
 

ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster