 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR
19/2009 (278)
(8-14
maja 2009)
Szanowny Panie Redaktorze,
Serdecznie dziękuję w imieniu naszej rodziny za zamieszczenie
w "Gońcu" artykułu pana Piotra Szubarczyka "Opowieść o człowieku niezłomnym".
Publikacje pana Piotra w "Naszym Dzienniku" od lat pomagają Marii Fieldorf-Czarskiej
w niełatwych zmaganiach o właściwe przekazanie prawdy o jej Ojcu...
Zofia Zarkadas,
wnuczka generała
(córka Krystyny, z domu Fieldorf).
Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy, pamięć o Pani dziadku
to obowiązek każdego Polaka.
***
KPK na czele z prezesem p. Lizoniem zaprasza do Kanady panią
Kaczyńską. Z jednej strony, pisze się, że przyjeżdża jako osoba prywatna,
a z drugiej strony, KPK organizuje publiczne spotkania. Dziś do Kanady
zaproszenia nie są już potrzebne, ale jeśli KPK zaprasza oficjalnie i z
dużym nagłośnieniem, to nie jest wizyta prywatna. Ciekawe, co ta Pani będzie
mówić i o czym na tych spotkaniach. Wszyscy chyba pamiętają,
kiedy p. Prezydentowa zaprosiła do Pałacu swoje przyjaciółki 8 marca, z
okazji Dnia Kobiet. Między innymi były tam panie Senyszyn, Środa. Wiemy
z różnych publikacji, co te panie propagują. W imię wolności, równouprawnienia,
według wzorów UE. Są to: aborcja, eutanazja, homoseksualizm, rozwody, walka
z Kościołem i klechami, jak nazywają księży, itp. Sama p. Kaczyńska w swojej
jednej monografii poświęconej J. Lipskiemu, masonowi, staliniście, przeciwnikowi
Kościoła i działaczowi komunistycznemu, gloryfikowała jego zasługi.
Ciekawe, co teraz będzie mówić na tych spotkaniach, szczególnie
tu przy kościele w Mississaudze, a może będzie i w kościele, to byłby dobry
symbol.
S.W.
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, chyba monografia nie jest jednak
dziełem tej Pani. Nie bądźmy małostkowi, p. Kaczyńska nie jest politykiem
i to nie ona reprezentuje urząd Prezydenta RP.
Witam eurosceptyków
Mam nadzieję, że wyciągnęliście wnioski z ostatnich sondaży przeprowadzonych
w Polsce z okazji 5. rocznicy wejścia Polski do UE. Media podały, że w
ciągu tych pięciu lat Polska wpłaciła na rzecz UE 13 miliardów złotych,
lecz otrzymała od niej w zamianÉ 29 miliardów złotych. A korzyści wynikające
z tego członkostwa będą się nadal zwiększać w następnych latach. O niekorzystnych
stronach tego układu media też wspominały, ale one bledną w porównaniu
z korzyściami.
Ilu Polaków, podobnie jak wy, nazywa UE Eurokołchozem kierowanym
przez gestapo?
Publikowanie takich treści, i to w okresie zbieżnym z tą rocznicą,
nie świadczy dodatnio o waszym poziomie.
Paweł Winiarek
Od redakcji: Odsyłamy do lektury tekstu "Polska dopłaca do
UE" na stronie 23. I wie Pan, nie o poziom nam chodzi, lecz o prawdę.
Budowa kościoła
Budowa ruszyła. I co dalej? Powstaje nowy budynek kościelny w
Brampton. Zajęło to przedsięwzięcie do tego historycznego dnia rozpoczęcia
budowy sporo czasu i pieniędzy. Jedna rzecz, która bulwersuje natomiast
część naszego społeczeństwa, a także niżej podpisanego, to brak jakichkolwiek
informacji na temat sprawy formalnej i technicznej związanej bezpośrednio
z wykonawstwem na terenie budowy. Jedno co jest podane do publicznej wiadomości,
to że głównym wykonawcą została firma podlegająca Chorwatowi. I tutaj jest
pytanie, dlaczego nie POLSKA firma. Na jakich warunkach kontrakt został
podpisany? Polonia tutejsza ma prawo, aby szczegóły w pełni były podane
do wiadomości publicznej, bez krętactwa i politycznie poprawnej rachunkowości.
Ten projekt budowy kościoła w Brampton nie może być akceptowany
jako projekt wykonywany obcymi, a nie POLSKIMI rękoma.To jest hańba i plucie
w twarz Polonii nie tylko w Brampton. Polski kościół musi być budowany
tylko przez Polaków, tak jak to robią inni, Włosi, muzułmanie, Portugalczycy
i Żydzi. Te narodowości wiedzą, co to jest siła solidarności. Może ojciec
Filas potrzebuje rekolekcji, aby przypomnieć o prawidłowym postępowaniu,
to tylko moja mała dygresja. Nie do pomyślenia, aby obca firma dostała
kontrakt spoza tych narodowości, wiem to z własnego doświadczenia. To jest
polska parafia i polski kościół, budujmy to własnymi polskimi rękoma. Dlaczego
ciężko zebrane fundusze na pokrycie kosztów budowy są wyprowadzane poza
polską diasporę tylnymi drzwiami? Takich praktyk nie mogę ani pojąć, ani
zaakceptować. Chciałbym tutaj zapytać ojca A. Filasa, od kogo nauczył się
takich praktyk lekceważenia Polonii kanadyjskiej. Prowadzenie budowy najlepiej
zostawić dla fachowców, to nie jest miejsce dla amatorów.
Dlaczego nie doszło do sytuacji wyboru inżyniera nadzoru, oczywiście
POLAKA, aby pokierował budową za odpowiednie wynagrodzenie, następnie ogłosić
przetarg dla podwykonawców, czysto i przejrzyście. Najpierw dbajmy o nasze
polskie interesy, a później o innych, a nie odwrotnie.
Taka sama identycznie sytuacja zaistniała 30 lat temu przy budowie
kościoła Kolbego, zapłata za prace budowlane poszła do obcej kieszeni poza
diasporę naszą, a parafianie pracowali za przysłowiowe Bóg zapłać. Już
dzisiaj są apele w prasie, aby ustawiać się w kolejce po łopaty, oczywiście
jak zwykle za Bóg zapłać. Tak naprawdę nie ma się z czego śmiać, a już
myślałem, że biali Murzyni wymarli. Niestety, polityka zakonu o. oblatów
jest dzisiaj taka jak i 30 lat wstecz przy budowie kościoła p.w. Kolbego.
Polonia nie powinna być tak traktowana, ale jak nie było dialogu z przedstawicielami
kościoła, tak i nie ma. Tylko czy my jako parafianie musimy taką sytuację
akceptować? Świetnie to określił w czasie rekolekcji wielkopostnych młody
ksiądz rekolekcjonista z Polski, podając fakty zebrane w Polsce o 90 procentach
katolików z całej populacji kraju, ale tylko 30 procent uczęszczających
regularnie na mszę świętą niedzielną. Komentarz wymagający oddzielnej i
dogłębnej dyskusji.
Edward Pakietur
Od redakcji: Sprawy, o których Pan pisze, były już wielokrotnie
wyjaśniane na naszych łamach. Dlaczego złośliwie usiłuje Pan przeszkadzać
w dziele, które, cokolwiek by mówić, służyć będzie Polakom? "My parafianie",
to znaczy kto? Ilu was jest, Szanowny Panie?!
Szanowni Panowie Redaktorzy.
Zostałam sprowokowana przez jedno zdanie od Redakcji zamieszczone
w odpowiedzi panu Aleksandrowi Siwiakowi poruszającemu sprawę niezaakceptowania
wniosku Komisji do spraw Polskich na ostatnim Walnym Zjeździe delegatów
organizacji polonijnych zrzeszonych w Kongresie Polonii Kanadyjskiej o
stworzenie przy ZG KPK Komisji Lustracyjnej.
Szanowna Redakcja raczyła zauważyć, że takie są organizacje polonijne,
jacy ludzie, którzy się do nich garną, a "kryształowych" to pewnie nie
zainteresuje (przynależność czy działanie w organizacjach?).
Zgadzam się w pełni ze zdaniem Panów Redaktorów, że tak wyglądają
nasze organizacje... itd.
Tych organizacji polonijnych mamy bardzo wiele i dobrze, że jest
takie ciało jak KPK, które je jakoś do wspólnego działania powinno mobilizować,
a przynajmniej na zebraniach w okręgach KPK mogą być poinformowane, co
w tej polonijnej trawie piszczy.
Zaintrygowało mnie przypuszczenie Panów, że tych "kryształowych"
nie będzie interesowała łączność z naszym polonijnym środowiskiem zadzierzgnięta
przy pomocy jakiejkolwiek organizacji, czy tak? Czy dobrze zrozumiałam?
Faktem jest, że dość pokaźna ilość Polaków zamieszkałych w Kanadzie w dużym
stopniu stoi na uboczu jakichkolwiek działań na rzecz ogółu. Szkoda, bo
te polonijne organizacje zawiązały się z jakichś konkretnych potrzeb środowiskowych
i wielokrotnie wytyczają sobie kierunek zrobienia czegoś więcej niż tylko
zabezpieczenie sobie i rodzinie bytu. Osoby, które odczuwają chęć pracy
dla ogółu, szukają więc drugich, bo sami przecież niewiele mogą. Nad tym,
aby uaktywnić ludzi na rzecz takich postaw, pracują chyba nauczyciele,
przywódcy duchowi i osoby o zacięciu społecznym.
Niestety, z nie najlepszym wynikiem. Ale to może jest tylko "znak
czasów" wygodnictwa, zapatrzenia w siebie? W okresie, gdy niedobitki
naszej inteligencji zmuszone były do emigracji, to właśnie oni złączyli
się we wspólnym działaniu, rozumiejąc wagę tego przedsięwzięcia.
Wśród naszego środowiska polonijnego utarła się ocena, że od
tych organizacji to tylko z daleka. Dlaczego? Słyszę ciągle jedno i to
samo: "bo tam się tylko kłócą o stołki, a nic nie robią". Chcę także zwrócić
uwagę Panów i Czytelników na wypowiedź pana JK, że skoro na Walnym Zjeździe
nie przeszedł wniosek o stworzenie przy ZG KPK Komisji Lustracji, to "omijać
KPK jak...".
Otóż to. Mamy więc dwa problemy. Jeden to ten, że "kryształowi",
a także wykształceni, którzy mogliby oblicze polonijnych organizacji odmienić
na lepsze - niestety skrzętnie je omijają. A drugi problem, to ten, że
jak się coś w organizacjach nie uda, to znajdą się tacy, co zaapelują o
to, aby... też je omijać.
Powoli zaczyna być jasne, dlaczego od czasów senatora Haidasza
i posła Jesse Flisa jakoś nie możemy się zdobyć na przedstawicielstwo polonijnej
społeczności w kanadyjskim parlamencie.
Powinniśmy mieć w naszych organizacjach osoby dobrze wykształcone,
obznajomione w sprawach społecznych bardziej niż przeciętny organizacyjny
członek, bo wtedy mielibyśmy bliższy "wgląd" w zdolności i charaktery naszych
przyszłych przywódców. Wydawałoby się, że takie stwierdzenie jest tylko
słowem rzucanym na wiatr, bo tak i tak nikt z "kryształowych" i wykształconych
do organizacyj się nie wciągnie i mowa ta wygląda na bezużyteczną.
Ale niech żywi nie tracą nadziei! Otóż właśnie na tym ostatnim
Walnym Zjeździe KPK ukazali się Delegatom młodzi Polacy studiujący na kanadyjskich
uniwersytetach, którym - o dziwo! - sprawy naszej społeczności nie są obojętne!
Nie jest im obojętna sprawa utrzymania języka polskiego w ich przyszłych
rodzinach, nie jest im obojętna nasza historia, są wyczuleni na niewiedzę
czy po prostu ignoranctwo czasopism piszących o "polskich obozach koncentracyjnych",
mają piękne projekty w swoich młodych głowach. I co zrobili? Przede wszystkim
założyli Stowarzyszenia Polskich Studentów, zjechali się równolegle do
Walnego Zjazdu KPK na swój własny Zjazd i... przyszli do KPK. Z przyjemnością
usłyszeliśmy ich opinie na temat spraw poruszanych w KPK, że byli zaskoczeni
zarówno poziomem dyskusji, jak i poruszanymi tematami. Stwierdzili, że
problemy mamy wspólne, tylko niepotrzebnie byliśmy od siebie oddaleni.
Z tego widać, że szykuje się nam kadra ludzi wykształconych, nieobojętnych
i daj Boże "kryształowych" w swoich poczynaniach. Ale dobrze, że mieli
do kogo przyjść! Że przekonali się o tym, że społeczność polonijna od lat
pracuje dla wspólnego dobra, tylko... określano ją stereotypowo, jako skłóconą
i bezproduktywną. Jakże miło było usłyszeć taką obserwację wyrażoną przez
młodych ludzi, którzy z kolei zaimponowali nam dojrzałością wypowiedzi,
szczerością i zaangażowaniem. A więc nie jest tak źle!
Wydaje mi się, że nie powinniśmy ciągle tylko na siebie utyskiwać.
Wręcz przeciwnie - raczej uwierzyć, że na pewno stać nas na piękne dokonania,
że są wśród nas osoby oddane kultywowaniu polskości w Kanadzie, co wyjdzie
nam wszystkim na zdrowie. Właśnie powinniśmy się zjednoczyć we wspólnej
pomocy ks. Filasowi w wykończeniu tego ogromnego przedsięwzięcia w Brampton,
które wziął na Swoje barki. I to właśnie polonijne organizacje powinny
pobudzać środowisko do czynu. Jeżeli zwiększy się ilość inicjatyw dochodowych
na cel Kościoła i całego zaplanowanego obiektu w Brampton, na pewno ks.
Filasowi będzie lżej. W tym wielonarodowościowym kanadyjskim tyglu
powinniśmy stać mocno na nogach, a staniemy wówczas, gdy będziemy mieć
ośrodki polskości i chwały Boga. Powinniśmy popierać dobre inicjatywy,
a przede wszystkim nie stać na uboczu.
Przynależność do organizacji powinna być dumą. Zresztą warto
wyjść z domu i z ogródka na szerszą ulicę. Niedawno słyszałam pytanie
młodej osoby skierowane do Bara-cka Obamy, a dotyczące Jego wejścia na
trudną drogę przewodzenia rządowi Stanów Zjednoczonych. Młoda osoba zapytała,
czy nie żałuje... Barack Obama odpowiedział, że pomimo tego, że czasami
wydawało Mu się, że nie udźwignie ogromu problemów, to oczywiście, że nie
żałuje. Mógłby się skupić wyłącznie na swoim osobistym życiu i życiu rodziny,
którą kocha, mógłby pomyśleć może o lepszym domu, lepszym samochodzie...
ale życie byłoby mniej ciekawe i z czasem nudne. A więc i każdy z nas ma
szanse wprowadzić w swoje życie coś, co pozwoli mu je nie tylko przeżyć,
ale urozmaicić i pozbawić nudy. Podzielmy się swoimi talentami, zainteresujmy
się czymś, co może dać korzyść naszym dzieciom i nam samym..
Pozdrawiam serdecznie
Zofia Kata
Od redakcji: Do dzieła, Pani Zofio! W działaniu siła, a przecież
nie święci garnki lepią!
GONIEC NR
18/2009 (277)
(1-7
maja 2009)
***
Szanowny Panie Jerzy - wysoce sobie cenię Pańskie opinie na temat
samochodów (i nie tylko) różnych marek prezentowanych na łamach "Gońca",
którego jestem wiernym czytelnikiem od samego początku. Zastanawia mnie
jednak, jaka może być przyczyna praktycznie braku opinii na temat mitsubishi
- nic niewarte, czy też są jakieś inne przeszkody.
Z poważaniem
Z. Kościelny
Od redakcji: Samochody marki mitsubishi są tyle warte co inne
- ostatnio nie piszę o nich tylko z tego powodu, że fabryka nie wypuszcza
nowych modeli, a "Automania" zajmuje się przede wszystkim prezentowaniem
nowości na kanadyjskim rynku. (jr)
Wizyta pani Marii Kaczyńskiej w Kanadzie
Szanowny Panie Redaktorze:
Zaskoczył mnie komunikat ZG KPK informujący Polonię o zaproszeniu,
jako oficjalnego gościa Kongresu, pani Kaczyńskiej.
KPK cierpi na chroniczny brak funduszy, a tu bierze na siebie
odpowiedzialność za wszystkie, albo przynajmniej za część kosztów związanych
z pobytem pani Kaczyńskiej w Kanadzie. Pani Kaczyńska nie ma żadnej oficjalnej
funkcji w rządzie Polski, więc jej wizyta jest całkowicie prywatną wizytą.
O ile się nie mylę, w przyszłym roku mają się odbyć w Polsce wybory prezydenckie.
Celem wizyty pani Kaczyńskiej może być próba pozyskania głosów Polaków
w Kanadzie dla jej męża. Chociaż ja osobiście, gdybym głosował, oddałbym
swój głos na pana Kaczyńskiego, są wśród Polonii osoby, które pana Kaczyńskiego
nie popierają. Wobec tego KPK nie powinien dawać pozoru swego poparcia.
Tak więc zarówno ze względów finansowych, jak i politycznych
zaproszenie pani Kaczyńskiej jako gościa Kongresu było, moim zdaniem, niewłaściwe.
Mam nadzieję, że ZG KPK da odpowiednie wyjaśnienia do prasy polonijnej.
Pozdrowienia
Henry A. Raston
Od redakcji: Szanowny Panie, kampanii wyborczej jeszcze nie
ma, zaś co do kosztów wizyty, to Pan jedynie domniemuje, iż pokrywa je
KPK. Pytał Pan może w KPK?
W GW znieważono
córkę gen. Fieldorfa
"List otwarty Marii Fieldorf-Czarskiej do Ryszarda Bugajskiego
uczcił bohaterskiego generała Augusta Emila Fieldorfa, a znieważył jego
córkę. Reżyser filmu ?Generał 'Nil'= Ryszard Bugajski w wywiadzie dla ?Gazety
Wyborczej= fałszywie oskarżył panią Marię Fieldorf-Czarską o antysemityzm,
przypisując jej słowa, których nigdy nie wypowiedziała. Strażniczka pamięci
generała ?Nila= żąda publicznych przeprosin i sprostowania kłamstwa."
Oglądałem w TV dyskusję, w której brała udział pani Maria Fieldorf.
Powiedziała jedynie, że wszyscy sędziowie, którzy wydali wyrok na jej ojca,
byli pochodzenia żydowskiego.
Na to jeden z dyskutantów, którym okazał się być były sędzia
Trybunału Konstytucyjnego Stępień, zareagował bardzo nerwowo, wręcz histerycznie,
mówiąc, że pochodzenie nie ma tutaj żadnego znaczenia.
Pani Fieldorf zgodziła się z nim, mówiąc, że stwierdziła tylko
fakt, przypadek dotyczący jej ojca. Zastanawiająca jest jednak ich reakcja
na przypominanie historycznych faktów.
To już prawie tak jak za czasów stalinowskich, kiedy to mówiono,
że jeżeli fakty są przeciwko nam, tym gorzej dla faktów.
Ignorowanie historycznych faktów i lęk przed postawieniem nam
zarzutu antysemityzmu, powszechnie stosowanej przez nich broni, powoduje,
że zgadzamy się na akceptowanie potwarzy i bezczeszczenia pamięci o najlepszych
spośród nas.
Przecież to my sami daliśmy sobie w rzekomo demokratyczny sposób
narzucić fałszywe autorytety i sami wybraliśmy grono eurodeputowanych,
którzy bez zastanowienia popełniają "błąd" godzący w dobre imię Polski.
To zgadzanie się na hucpę w postaci niszczenia każdej niewygodnej
osoby zarzutem antysemityzmu prowadzi do paradoksalnej i niebezpiecznej
sytuacji, jaką opisano w artykule pt. "Kosher-Nostra" na stronie
http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=2347&Itemid=56
Zarzutem antysemityzmu broni się obecnie nawet przestępców żydowskiego
pochodzenia.
Stan Sas
Od redakcji: Zgadza się, odeszliśmy od racjonalnej dyskusji
na rzecz wolnoamerykanki, w której każdy chwyt dobry, a zarzut antysemityzmu
pełni rolę skutecznego straszaka.
Panie Andrzeju,
Przesyłam kopię filmu "The Courageous Heart of Irena Sendler",
jak wspomniałem w e-mailu z dnia 21 kwietnia.
Film jest znakomity i mam nadzieję, że będzie odpowiednio rozreklamowany,
gdy wyjdzie do dystrybucji na DVD przewidzianej w czerwcu.
Moim marzeniem jest pojawienie się wersji z polskimi napisami,
ale to już chyba zależy od dystrybutorów w Polsce.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Kucharski
Od redakcji: Film polecamy; z drugiej strony, przy tej okazji
nie zapominajmy o endekach, polskich narodowcach, jak p. Kossak-Szczucka
czy p. Dobraczyński, którzy stanowili główny człon Żegoty.
Pan Redaktor gazety "Goniec"
Czy nie należałoby na łamach Pana gazety poruszyć dwóch spraw:
1. Z terenu Kanady ostatnio nie ma możliwości przekazania pieniędzy
(dolarów kanadyjskich) do Polski. Żaden bank z terenu miasta Toronto oraz
biura podróży nie przyjmują zleceń na wysyłkę dolarów amerykańskich. Należy
zamienić na kanadyjskie, natomiast osoby w Polsce dostają dolary amerykańskie
lub gotówkę polską, i ponownie, aby otrzymać kanadyjskie, muszą zakupić
je w banku lub kantorze. Nie można otworzyć konta w Polsce z dolarami kanadyjskimi,
można otworzyć z dolarami amerykańskimi lub w innej walucie, ale nie kanadyjskiej.
Kto to wymyślił, kto na tym zarabia - a kto traci. Polonia kanadyjska jest
duża, a zatem i pieniądze są duże. Czy powróciła Polska Ludowa, gdzie za
dolary otrzymywało się jakieś papierki (zwane bonami PKO).
2. Jeśli jeżeli tak jest, że nie można otrzymać dolarów kanadyjskich
w Polsce, jak będzie wyglądała sprawa przekazywania rent (pensji) Polakom,
którzy powrócą do Polski, czy też będzie stosowany tu zamiennik. Umowa
o rentach ma być podpisana lada dzień. Jak uzgodniono, dla rencistów kanadyjskich
opłaty za lekarstwa, pobyty w szpitalu, badania, bo to teraz w Polsce jest
płatne. Natomiast my, Kanadyjczycy, mamy na razie bezpłatnie. Jak to załatwili
Włosi, Portugalczycy, bo takie umowy oni posiadają.
Z poważaniem,
Stefan Piekarski
Etobicoke
Od redakcji: Pytania przekazujemy.
Szanowny Panie Andrzeju,
Przesyłam krótki artykuł, który był opublikowany 25 listopada
1985 r. Jest to prawie 24 lata temu i artykuł ten mówi o organizacji zwanej
Front Wave Inc (FWI). Stworzyliśmy ją z paroma kolegami by pomóc naszym
rodakom uzyskać kanadyjskie doświadczenie. Polacy ci przyjechali do Kanady
w czasie stanu wojennego w Polsce. Gdy "Toronto Star" wydrukowało ten artykuł,
to firma Front Wave Inc już wykonała swoje obowiązki, dla których była
stworzona, i została wycofana z operacji. Niedawno miałem kilka spotkań
z byłymi członkami FWI i większość z nich jest zdania, że to jest smutne,
jak wielu inżynierów, którzy już są na emeryturze, ale ich umysły są aktywne
i pełne wartościowego doświadczenia, marnuje się, i jeżeli te doświadczenia
nie zostaną przekazane, to wszystko przepadnie. Biorąc to pod uwagę, postanowiłem
przywrócić FWI do życia. Tym razem popróbujemy powołać, ile się da, byłych
członków i szeroko zarzucić sieć, by złapać ile można będzie inżynierów
na emeryturze. Członkowie powinni mieć komputery i używać poczty internetowej.
Tu nie będzie żadnych wpłat, ale gdy będzie zysk, to podział nastąpi tak
samo jak poprzednio.
Bardzo bym prosił, by Pan coś napisał o FWI i że szukamy członków.
Z poważaniem,
Bohdan D. Prażmowski
kontakt e-mail:
dbf.inc@rogers.com
Od redakcji: Gorąco zachęcamy wszystkich emerytów, którym się
jeszcze chce coś robić.
Szanowny Panie Redaktorze!
Do napisania listu zbierałem się ponad pół roku, ale zawsze coś
stawało na przeszkodzie. Lektura ostatniego wydania "Gońca" i list pana
JK zdopingowały mnie do zabrania głosu w poruszanej przez niego sprawie.
Otóż pan JK jest, jak to się popularnie mówi, daleko, daleko
za... wiadomo kim. Gdyby pan JK czytał artykuł pani Zofii Kata zamieszczony
w "Gońcu" (21-27 listopada 2008), toby wiedział, jak do tego doszło. Przypominam
zatem i cytuję: "W czasie obrad naszej komisji odwiedził nas nowo wybrany
prezes pan Władysław Lizoń i zdecydowanie przeciwstawił się sprawie powołania
Stałej Komisji Lustracyjnej przy ZG KPK. Pomimo tego, że sam się poddał
lustracji, uważa że w IPN jest bałagan, że nie ma systemu na ustalenie,
które dokumenty zostały sfałszowane przez SB, prawie wszystkie są sfałszowane,
że nie należy w końcu mówić narodowi polskiemu, że król jest nagi. Ja osobiście
sprzeciwiałam się takiej postawie pana Lizonia, gdyż po latach kłamstw
naród polski zasłużył na to, aby dowiedzieć się, że król był ...nieubrany",
koniec cytatu.
I jeszcze jeden cytat, z tego samego wydania, wg mnie bardzo
istotny: "Przyszedł czas powrotu na salę obrad. Gdy doszło do głosowania
nad wnioskiem naszej Komisji do spraw Polskich dotyczącego powołania Stałej
Komisji Lustracji, z sali padła propozycja pana Roberta Zawieruchy, aby
przeprowadzić głosowanie tajne. W KPK jest od dawna statutowo zapewnione,
że jeżeli bodaj jedna osoba poprosi o głosowanie tajne-wszyscy muszą się
zgodzić. Przypomina mi to nieco niegdysiejsze liberum veto, no ale w końcu
mam prawo kiedyś w przyszłości spowodować dyskusję nad tym zapisem w statucie.
Na razie trzeba było się zgodzić i... przegrać. Nasz wniosek niestety nie
przeszedł, i to niewielką różnicą głosów. Widać z tego, że prawie połowa
delegatów uznała, że taka komisja powinna powstać, ale było nas za mało",
koniec cytatu. Myślę, że teraz pan JK wie, jak do tego doszło i kto "grał
przy tym pierwsze skrzypce".
A teraz moje zdanie na ten temat. W stu procentach zgadzam się
z panem Lizoniem, że wiele tego, co jest w IPN, jest sfabrykowane przez
SB, dlatego też np. ja na jakiej podstawie mam wierzyć w to, że pana
lustracja nie jest też odpowiednio spreparowana, sam pan tak twierdzi,
że nie wiadomo co jest prawdą, a co lipą w proszku. Ale, skoro dał się
pan zlustrować, to przypuszczam, że np. w Polsce stanu wojennego był pan
zasłużonym działaczem NSZZ "Solidarność" (ewentualnie innej antykomunistycznej
organizacji), jakby nie było 10 mln członków. Otóż ja byłem. I co z tego???
Co z tego, że np. oboje mamy papiery. Kto w to uwierzy??? W kontekście
tego co pisze pani ZK, cytując pana ...tylko idiota. Pan chciałby, żeby
każdy myślał, że to prawda. Każdy by tak chciał. A prawda jest taka, że
jak się powszechnie mówi, co drugi działacz "Solidarności" był podstawioną
komunistyczną szmatą mającą na celu przejęcie pełnej kontroli nad związkiem,
co też się de facto, niestety stało. Dzisiaj żadne papiery nie pomogą.
Tak??? Tylko pan i ja wiemy, kim byliśmy w PRL-u. Rozumicie, czy nie?
Pana Lizonia nie znam osobiście, znam go (a raczej znałem,
bo obecnie kiedy go widzę, wyłączam odbiornik) z wystąpień w TV i z ładnych
zdjęć (przeważnie w centrum) w "Gońcu". Na podstawie tylko i wyłącznie
artykułu pani Zofii Kata, uważam, że wybranie tego człowieka na prezesa
KPK to chyba splot dziwnych przypadkowych, albo działanie z premedytacją!?
(...).
Uważam, ponadto, że dopóki ktoś nie predysponuje do jakiegoś
polonijnego stołka (na temat znaczenia takich stołków można napisać osobną
książkę), to jego przeszłość, błędy młodości itp. można by było zignorować
i pozwolić dożyć spokojnej starości na przyjaznej emigracyjnej ziemi. Niech
się skur... sam dusi ze swoim sumieniem do końca życia. Natomiast jeżeli
ktoś wystawia się na widok publiczny, to na przykład dlaczego mam nie wiedzieć,
że ten to prezes lub ten był zawodowym "zupakiem" w komunistycznym
wojsku, w PRL-u, ten to jego wiceprezio był pezetpeerowskim sekretarzem
i nadgorliwą hieną wydającą walczących o godne życie robotników ubecji
i esbecji. Ci co kandydują do publicznego życia, co robili w kluczowych
momentach historii Polski? Jeżeli nic nie robili, to chwała Bogu. A jeżeli
robili... no to co? I co robili, bo od tego zależy, czy mają moralne prawo
stać na czele Polonii??? Komuś się chyba coś pokićkało. Dlaczego nie mamy
znać prawdy, o którą dopominała się pani Zofia K. Kogo i dlaczego broni
pan Lizoń??? Zbyt proste to do rozszyfrowania. Dzisiaj na udawaniu to my
się znamy. Patriotą, to trzeba było być w Polsce, kiedy groziły ubeckie
kazamaty. Na polonijnym świeczniku powinni być ludzie czyściejsi od kryształu.
Takie jest moje zdanie.
Weźmy przykład z Żydów. Instytut Szymona Wiesenthala nie zawiesił
działalności, nie ogłosił przedawnienia dla tych, co w przeszłości gnębili
i niszczyli Żydów. Dlaczego mamy odpuścić tym, co walczyli przeciwko naszym
rodakom, wydając ich w ręce służb bezpieczeństwa.
Reasumując, pan Lizoń swoją postawą napluł takim ludziom
jak ja w twarz i udaje, że się nic nie stało. W stosunku do tej osoby
nie mam już żadnych złudzeń. I żadna siła mnie od tego nie odwiedzie. Jaka
jest rzeczywistość? Podczas jednej z defilad w Hamilton z okazji
odzyskania niepodległości, na samiutkim końcu z tyłu szedł sobie skromnie
pan Zdzisław Kata, dla mnie, pomimo tego, że w przeszłości na łamach prasy
nieźle daliśmy sobie po mordach (niech mi pan, panie Zdzisławie, wybaczy
to sformułowanie), prawdziwy Polak, prawdziwy patriota, a ...w czołówce
pochodu szła sobie pezetpeerowska kanalia, partyjny nadgorliwiec, towarzysz
Szmaciak. I to by było tyle. Na szczęście, moi reprezentanci w Polsce do
ubeckich kanalii nie należą. Pozdrawiam i przepraszam za być może chaotyczną
nieco próbę wyjaśnienia panu JK pewnych spraw.
I jeszcze jedna uwaga, niezupełnie związana z tematem. Za co
ginęli w stanie wojennym moi koledzy solidarnościowcy, z KGHM w Lubinie,
za co ginęli inni z rąk aparatu bezpieczeństwa, za co zginął mój ulubiony
sprawozdawca sportowy (kto dziś pamięta) Tomasz Hopfer... za to by ludzie
mogli żyć bezpiecznie i z godnością. A czego żeśmy doczekali? Na
grobach tych ofiar beztroską przyszłość zbudowali sobie... właśnie, oni.
Ponadto wypraszam sobie, by o tym co mówić Polakom (patrz artykuł pani
Zofii Kata) decydował jakiś Lizoń!
Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku
Aleksander Siwiak
Od redakcji: Szanowny Panie, takie organizacje polonijne, jak
ludzie, którzy się do nich garną. Zatem do dzieła! Zamiast pisać, co powinno
być zrobione, niech Pan zacznie działać. Na polonijnym świeczniku powinni
być jacyś ludzie, "kryształowych" zapewne to nie interesuje.
***
Szkoda, że redaktorzy polonijnych mediów nie czytują "konkurencji",
bo gdyby czytali, to np. taki redaktor "Głosu Polskiego" nie jeździłby
na plazie Wisła pod prąd, co zdarzyło mu się w ostatnią środę około godz.
13.00. I jak tu wymagać od zwykłych Józków czy Maćków przestrzegania przepisów.
Z pozdrowieniem,
Ryszard
Od redakcji: Szanowny Panie, jedno czytać, drugie podzielać
opinię czy przyznawać rację. A swoją drogą, znak ulicy jednokierunkowej
jest na plazie Wisła niezbyt wyeksponowany.
GONIEC NR
17/2009 (276)
(24-30
kwietnia 2009)
Witam serdecznie.
Od ponad roku zajmuję się sprawą odnalezienia rodziny w Kanadzie.
W roku 1930 do Kanady wyjechał mój pradziadek Jan Czubak. W Polsce zostawił
trójkę dzieci, w tym mojego dziadka. Przez pewien czas przysyłał nawet
paczki, lecz z czasem przestał. Z opowieści dziadka wynika, że wziął tam
ślub z obywatelką Rumunii. Z tego małżeństwa miał 5 dzieci, którym nadał
polskie imiona.Troje z nich utopiło się w rzece, a dwoje, które zostało,
to Genowefa i Stanisław.Podobno mieszkali w Toronto bądź okolicach. Wiem
tylko tyle na ten temat.Wystosowałem już stosowne pisma do konsulatów RP
w Kanadzie, ale nikt nie jest w stanie mi pomóc, dlatego bardzo liczę na
Waszą pomoc.
Z wyrazami szacunku
Marcin Czubak
Od redakcji: Może ktoś coś wie.
***
Właśnie na portalu USOPAŁ przeczytałem, cytuję: "Oto w Kanadzie,
delegaci Kongresu Polonii Kanadyjskiej na dwu kolejnych walnych zebraniach
tej ?reprezentacji Polonii kanadyjskiej= uchwalili zakaz lustracji
działaczy Zarządu Głównego Kongresu" (koniec cytatu). Jeżeli to jest prawda,
to to się po prostu w głowie nie mieści!!! Omijać KPK jak krowie
łajno.
Z poważaniem
J.K.
Od redakcji: Prezes Lizoń obiecuje autolustrację.
Szanowny Panie Redaktorze!
Serdecznie dziękuję za kolejny strzał w dziesiątkę, za jaki
uważam artykuł pod powyższym tytułem.
Coraz częściej można bowiem spotkać ludzi ogarniętych manią samooszpecania
i samookaleczania się, za jakie należy uznać tatuowanie i kolczykowanie
własnego ciała.
Jednym z takich miejsc jest ostatnio nawet kościół, gdzie przyklęknięcie
stwarza doskonałą okazję do ekspozycji "dzieła sztuki" na własnej skórze,
zwłaszcza jak ubierze się spodnie-biodrówki i "kusą" górę.
Osobiście wolałabym już, gdyby taka osoba darowała sobie ten
"przykuc", bo chyba, chociażby w kontekście artykułu, niewiele
w wykonaniu takiej osoby wyraża. A odkrywa często zbyt wiele... Zresztą,
zagadnienie stosownego do miejsca ubioru to oddzielny temat-rzeka.
Ks. Peter Scott FSSPX, który jest obecnie dyrektorem nowo otwartej
szkoły "Our Lady of Mount Carmel Academy" w New Hamburg, Ontario, bardzo
trafnie wiąże zjawisko tatuowania z zagadnieniem władzy człowieka nad własnym
ciałem. Ta władza jest często dziś nadużywana, a wynikiem tego jest straszliwe
spustoszenie moralne społeczeństwa, którego symbolem jest dla mnie właśnie
ów tatuaż!
Dlatego cieszy również pojawienie się w okolicach Toronto szkoły
dbającej o wszechstronną edukację dzieci w oparciu o bogactwo katolickiej
Tradycji i nieprzemijające kanony piękna, do jakich można zaliczyć także
śpiew i muzykę gregoriańską, które znajdują się w programie nauczania.
Z poważaniem
Stała Czytelniczka
Od redakcji: Szanowna Pani, najważniejsze, aby nasze dzieci
nie były cywilizacyjnymi analfabetami!
The Courageous
Heart of Irena Sendler
19 kwietnia 2009 stacja telewizyjna CBS wyświetliła znakomity
film o Irenie Sendlerowej. Film ten wyreżyserował John Kent Harrison ("Pope
John Paul II" z Jonem Voightem), zaś główną rolę zagrała znakomita aktorka
Anna Paquin ("The Piano", serial "True Blood").
Film ten został przedstawiony w ramach Hallmark Hall of Fame,
który promuje wybitne adaptacje filmowe już od ponad 50 lat (www.hallmark.com).
"The Courageous Hearth of Irena Sendler" przedstawia wspaniałą
postać Ireny Sendlerowej podczas niemieckiej okupacji. Dzięki jej heroicznej
postawie udało się uratować 2500 żydowskich dzieci z warszawskiego getta.
Film znakomicie obrazuje jej wrażliwość, oddanie oraz niezwykły
upór, z jakim udawało jej się organizować pomoc potrzebującym dzieciom.
Warto dodać, że film ten ukazuje polskie społeczeństwo jako ofiarne
oraz chętne do pomocy bliźnim. Jest ksiądz katolicki, który wystawia fałszywe
metryki chrztu, są polskie rodziny, które chętnie przyjmują do siebie żydowskie
maluchy, jest też "Żegota", która z pomocą Rządu Londyńskiego finansuje
i ułatwia przerzuty dzieci z getta. Nie ma tam zafałszowań historycznych,
które pojawiają się raz po raz w zagranicznej prasie lub filmie o rzekomym
polskim antysemityzmie. Nie ma tam szmalcowników lub "polskich obozów zagłady".
Jest tam getto warszawskie z setkami tysięcy polskich Żydów, jest hitlerowski
obóz zagłady w Treblince, jest dramat żydowskich matek, które godzą się
na rozłąkę z dziećmi aby uratować im życie. A w środku tych wydarzeń, wspaniała
Irena Sendlerowa.
Warto rozreklamować wyżej wymieniony film jako wspaniały przykład
ofiarności Polaków w ratowaniu Żydów. Nieczęsto się zdarza, że film amerykański
przedstawia nasze społeczeństwo w tak dobrym świetle.
Adam M. Kucharski
Od redakcji: Z pewnością jest to jaskółka, ale czy będzie z
tego wiosna - nie wiadomo.
***
Zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. W Polsce kandydaci
nie są wybierani przez naród, tylko przez elity postkomunistyczne, ci co
rządzą i mają na to pieniądze, i wiadomo, kto zostanie wybrany. Nawet wybrani
Polacy nie będą mieli nic do gadania i decydowania o Polsce. Najwyżej ich
zadaniem będzie liczenie szczebli i odległości w drabinkach, sprawdzanie
krzywości w ogórkach, ile żab zostanie rozjechanych na drogach, no i wykrywanie
antysemitów, aby adwokaci i sądy mieli utrzymanie, zastraszanie ludzi.
To powtórka z lat okupacji komunistycznej. Do tego wszystkiego przyczyniła
się chyba gruba kreska, że ten smród komunistyczny dalej się ciągnie.
W Niemczech, Czechach zrobiono lustrację i już dawno się z tym
uporano. W Polsce lustracji bano się jak diabeł święconej wody. Tego "smrodu"
nie da się zaperfumować, bo to ciągle wychodzi. Potrzeba ostrego środka
czyszczącego, aby to zniszczyć. Ostatnio podano nazwiska kandydatów na
wybór prezydenta Polski. Są to Tusk, Cimoszewicz, Lis, Sikorski i Kaczyński
z konieczności. Naród w ogóle nie decyduje o wyborze tych kandydatów. Niewiele
wiadomo, kto decyduje, na jakiej zasadzie. To jest jakby niewidzialna tajemnicza
siła. A przecież wybór kandydatów równa się prawie z wyborem prezydenta.
Jak można wybrać dobrego prezydenta, skoro nie ma go do wyboru. Są już
opinie, co to jest prawda, że żaden z tych postkomunistów nie nadaje się
na prezydenta Polski. To będzie tylko fikcja, jak i za komuny. W Ameryce
np. kandydatów wybierają delegaci upoważnieni z całej Ameryki. Bierze się
ich biografię pod uwagę, nawet od dziadków. Wykształcenie, doświadczenie
polityczne, publiczne, patriotyczne, wyznanie religijne. W Polsce te rzeczy
są tabu. Dopiero później są rozczarowania, że prezydent Polski w młodości
sikał do kropielnicy, że miał nieślubne dziecko, że pobierał pieniądze
z SB, że miał pseudonim Bolek itp. W Polsce jest tysiące takich autorytetów,
nawet w hierarchii kościelnej. Np. Michnik to też jego pseudonim. Jego
rodzinne żydowskie nazwisko to Szechter. Oni zmieniają się jak kameleony,
w zależności od miejsca i sytuacji, dlaczego?
Ale jakie wyjście, nic się nie zmieni, dopóki nie zrobi się prawdziwej
lustracji. Nie sposób walczyć z betonem z pustymi rękami i z pustą kieszenią,
i w przekonaniu, że to oni są wybrani do rządzenia światem i z poczuciem
swojej winy zawsze jako poddańcy.
S.W.
Od redakcji: Archiwa IPN powinny być otwarte i dostępne
dla każdego, jednak samo w sobie nie naprawi to polskiego państwa - trzeba
do tego ogromu pracy.
GONIEC NR
16/2009 (275)
(17-23
kwietnia 2009)
Szanowny Redaktorze!
Motto:
Każde kłamstwo, często
powtarzane, zaczyna
z czasem nabierać
pozorów prawdy.
J. Goebbels
Nie przypominałbym tego powiedzenia, gdyby nie prowokacja korespondencji
drukowanej w "Neue Welt" w naszym Toronto oraz powtórna transmisja dokumentarnego
filmu "Co wiesz o Wilhelmie Gustloffie", emitowanego na kanale OMNI. Zaczynam
od korespondencji między paniami Gigi Romeiser (eks-CDU) z panią prof.
Gesine Schwam (SPD). Pani Gigi wypisuje bzdury, których sam Goebbels nie
odważyłby się wypisywać w "Volkischer Beobachter" albo w "Sturmerze". Dosłownie...
"ruch antysemicki (w Polce oczywiście) doprowadził do tego, że w latach
1933-1938 550.000 Żydów opuściło Polskę, uciekając do sąsiednich Niemiec...".
Po takim stwierdzeniu oczekiwałem, że w następnym zdaniu wyczytam, że "Kristal
Nacht" to nie sprawa Berlina i reszty Niemiec, tylko rasiści polscy zorganizowali
tę "imprezę" w Warszawie i innych miastach Polski. Następnie doczepiła
się do mojego Poznania, gdzie benzyną, naftą i smołą polewano i podpalano...
"lekarzy, pastorów, prawników" itp., jeśli byli Niemcami lub Żydami. I
dalej bite 1,5 strony nr "Neue Welt" z 11 lutego 2009 tego typu "prawd".
Sprawa staje się poważna z chwilą, gdy w następnym numerze z
25 lutego dwie panie: Hedwig S. oraz Helga S. popisują się podobnymi prawdami.
Jeżeli teraz nie będziemy reagowali na tego typu historie, to
za kilka lat świat będzie się dowiadywał, że to nieznośni Polacy wywołali
II wojnę światową, budowali obozy koncentracyjne i mordowali Żydów i Niemców.
W tym miejscu muszę nadmienić, że ruch narodowo-socjalistyczny
szerzył się po I w.św., nie omijając większości państw. Od USA po Rumunię
wszędzie można było znaleźć zwolenników narodowego socjalizmu, Polski nie
wyłączając, ale tylko w Niemczech ruch ten został wynaturzony do kosmicznych
rozmiarów.
A teraz trochę dla pani Romeiser (podobno wykopsana z CDU za
propagowanie bzdur). Pochodzę z Poznania oraz okolic Poznania. A oto kilka
niemieckich rodzin, które były mi osobiście znane: Leo Grzywacz (ze Śląska),
Reschke - masarnia przy ul. Marszałka Focha, Fangrat, Fengler, Germander,
Trubert, Steinke, Woschke i wielu innych. Do 1 września 39 nikomu z nich
nie wybito okna, nie smażono w smole ani nie prześladowano w taki czy inny
sposób. Wprost przeciwnie - dorabiali się niezłych fortun. Polowania w
obfitujących w zwierzynę lasach Wielkopolski były międzysąsiedzką aferą,
której uczestnicy rozmawiali i po polsku, i po niemiecku.
A oto w dużym skrócie dalszy ciąg najazdu faszystowskiego: w
kwietniu 1940 rodzice wraz z siostrą mamy i jej mężem zostali aresztowani
i osadzeni na tzw. Forach VII (poznaniacy będą wiedzieć, co to było za
miejsce). Na wiadomość o tym sąsiedzi pod wodzą L. Grzywacza (oficera carskiej
armii w czasie I wojny św.) udali się do siedziby Gestapo w Poznaniu (przedwojenny
Dom Żołnierza) i uzyskali po miesiącu zwolnienie aresztowanych. Dom został
w międzyczasie skonfiskowany bez prawa powrotu doń.
Sąsiedzi później opowiadali, jakie to pielgrzymki czarno umundurowanych
przedstawicieli "Herrenvolku" zjeżdżały się pod dom i dzieliły między sobą
obrazy, dywany, antyki itp. Wylądowaliśmy w umeblowanym pokoju bez łazienki.
Ojciec "stlenił się" szybko, zanim się wydało, że był powstańcem wielkopolskim.
Jeszcze pytanie do pani Romeiser: czy pani wie, co to było pod
nazwą "Piąta Kolumna"??? Osobiście dowiedziałem się o tej organizacji już
w 1940 roku. Niemcy mieszkający na terenach polskich byli zobowiązani do
udzielania pomocy armii niemieckiej na wypadek wojny. Jak to czynili? Z
ust żołnierza Tadeusza Jazy'ego, zwolnionego niespodziewanie z obozu jenieckiego,
usłyszałem, że na trasie Zbąszyń, Oborniki, Rogoźno - Bydgoszcz oddziały
polskie stale były zmuszone do bronienia się przed cywilami niemieckimi
strzelającymi do nich. Przyłapani "cywile" byli oddawani w ręce żandarmerii
wojskowej, przy której pracował doraźny sąd wojskowy pod dowództwem majora,
i załapani delikwenci wyrokiem tegoż sądu byli rozstrzeliwani jako mordercy
cywilni, bo cywilami byli.
Tenże Tadeusz J. został już po kilku dniach wolności aresztowany
przez Gestapo i osadzony w poznańskim więzieniu przy ul. Młyńskiej. Po
3 latach zmarł tamże i zwłoki w zapieczętowanej trumnie w asyście gestapowców
zostały pochowane w Poznaniu. Po wojnie została przeprowadzona ekshumacja
przez pracowników, a raczej naukowców medycyny sądowej (doc. Chruściel
oraz dr Andrzej Krueger), którzy jednoznacznie stwierdzili, że Tadeusz
został zgilotynowany. Jeszcze w czasie wojny okazało się, że aby pozbyć
się świadków aktywnych członków piątej kolumny, Gestapo wyłapało bodaj
wszystkich biorących udział w likwidacji przestępców.
Na wołowej skórze nie spisałbym wszystkich moich i rodzinnych
kontaktów z Niemcami. Na zakończenie dla pani Romeiser kilka uwag, jak
się zachowywali normalni, cywilizowani Niemcy: 1/ Pan Steinke, który nigdy
nie mówił po polsku, przyszedł i zaczął nie od "Gruess Gott", tylko "Niech
będzie pochwalony" i dalej strasznie kulawą polszczyzną oznajmił, że...
ci czarno umundurowani bandyci to nie jego Niemcy i on nie chce mieć z
nimi nic wspólnego; 2/ Po zajęciu Francji, wracając z Paryża, odnalazł
nas pan Woschke i piękną polszczyzną wyniesioną z polskiego gimnazjum w
Ostrowie Wlkp. przeprosił nas w imieniu własnym, Wehrmachtu oraz reszty
cywilizowanych Niemców za wyczyny kryminalistów i morderców; 3/ Emil Bucholz
(przed wojną Bucholcki) uratował mnie przed wywiezieniem na roboty do Reichu,
dając mi pracę w jego fabryczce kompresorów, którą miał w Poznaniu od lat
dwudziestych. Był członkiem NSDAP.
Wracając do tematu W. Gustloff: czy ludzie, którzy zrobili ten
dokumentarny film, nawiasem mówiąc całkiem przyzwoity, mogliby się zająć
tematem "Cap Arkona", o czym wspominałem już w nr 43 z ub. roku.
War Archiwum w Anglii i w USA na pewno mają sporo materiałów na ten temat,
czy będą chcieli udostępnić ten dowód nawalonego przez nich wywiadu, to
inna sprawa, ale spróbować należałoby się. Dokument został wyprodukowany
przez pana o nazwisku Marzus Kolga, a finansowany przez Rogers TV.
Tyle na dzisiaj - pozdrawiam.
Martin Skoczyński
Etobicoke
PS Już drugi dzień reporterzy i sprawozdawcy zbijają kapitał
polityczny na dramacie dwóch rodzin!!! Wstyd!
M.S.
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy za bardzo cenny list.
Panie Andrzeju,
Terroryści działają
Rządy góralskie są w każdym kraju od sołtysa do prezydenta. Prawa
muszą być dostosowane do potrzeb góralskich. Jak byś nie głosował, wybierzesz
górala. Chyba że z daleka widać, że to inny. Raz baca spod Giewontu chciał
zapisać się do PZPR, miał ochotę też rządzić. Wezwano go na rozmowę i pytają:
baco, czy wy nie byliście czasem w jakiejś bandzie? Niy, panoczki, to będzie
moja pierwsza banda w życiu. Później jakiś rolnik założył swoją obronę,
miał poparcie baców, ceprów. Dostał się do rządu, ale jak zobaczył
pachnące góralki, zabrał się za to drugie. W Stanach wybrali sobie czarnego
do Białego Domu. Ale nie chce dokładnie tańczyć, jak górale grają. Teraz
już dopatrzyli się, że z jego metryką jest coś nie tak. Dubja "W", jaki
był, to był, ale słuch miał dobry i dobrze tańczył w takt górali. Całą
armię swoją i świata wysłał gonić za interesami górali. Zapomniał tu nawet
powołać rezerwistów.
A tu terroryści w biały dzień ograbili wszystkie banki. To napad
tysiąclecia, aż Al Capone przewraca się w grobie. Jak tak doskonale można
ograbić tyle kasy. Tak prezydenci, premierzy nie dopilnowali obowiązków
ochrony własności prywatnej. No i teraz muszą bulić z naszych. Coś już
dali, ale to rozeszło się po kościach. Górale twierdzą, że za taki napad
terrorystom należy się dłuższy urlop. Czarny rodzynek chce, aby za te parę
groszy górale dali jakąś robotę, choć na tymczasowo. To dali, terroryści
palą stare beczki po smole, opony i inne rupiecie koło fabryk i urzędów
robią wiosenne porządki. Nawet w Europie.
Nasz góral chciał dać $10,50 na odczepne, ale stwierdził, że
$9,25 to tak za dużo w tych czasach. Nasza prawie 100-letnia gaździna
nie ma lunchu, haruje ciężko 25 godz. dziennie w 24 firmach tylko za 140
tys. w każdej. Teraz wymyślili sposób na kryzys po ciężkich myśleniach
całego sztabu górali, że mamy mieć ulgę, płacić tax od taxu. Wystawiać
pusty worek ze śmieciami i płacić rent od swojego spłaconego domu tyle
ile cena rynkowa z 2006 roku.
W ojczyźnie terroryści wyszukali, że generała Nila zatłukli górale
ciupagami. Noblista gdański nasikał do wody. UJ-ot wydaje lewe dokumenty.
Prezydent premier żrą się jak psy wściekłe. Bandy walczą ze sobą o stołki.
A górale czekają na moment z ciupagami w ręku, kiedy zająć resztę, tak
że zostaną nam znowu ulice. Takiej fajnej rozgłośni z Monachium terroryści
zamknęli usta na trzy spusty. Zaraz jakiś ojczulek otworzył swoją terrorystyczną
w Toruniu i mąci góralom koło piór. A nawet zaczął mącić wodę koło Wisły.
Benek XVI może jechać w góry Synaj, tylko ma się odpowiednio umundurować,
górale nawet chcą, aby się nie męczył w podeszłym wieku, napiszą mu przemówienia,
jak nazywa się z domu, z jakiej organizacji pochodzi z młodych lat.
Nasz noblista gdański bardzo się tym napadem terrorystów zdenerwował.
Chciał wyemigrować, tylko rekolekcje u Brygidy go zatrzymały w kraju. Czytając
to, również szybko póki czas wylądowałem u Kolbego na rekolekcjach. Ojciec
Marcin specjalnie aż z Polski przyjechał kłaść do głów, o co tu chodzi,
i też mnie przekonał, że rządy góralskie są najlepsze z najlepszych z 4
tysiące lat tradycją. Najsprawiedliwsze ze sprawiedliwych, a wszelkich
wywrotowców, terrorystów, co inaczej myślą, karać aż do ukrzyżowania. Ma
być jedna owczarnia, jeden baca i kupa baranków, co im jałmużna, post,
jakaś nora starczy, resztę otrzymamy w niebie. Tylko za to moje myślenie
kazał mi powtarzać "jak na ziemi tak w niebie". I tu mi się coś nie zgadza
nadal.
Z pozdrowieniem Alleluja
Piotr Samotny
Od redakcji: Szanowny Panie, Pana mitologia góralska zasługuje
na kabaretową oprawę, niech Pan w tę stronę uderza.
Pan Andrzej Kumor
Redaktor Gońca
Szanowny Panie Redaktorze!
Przesyłam tekst z prośbą o zamieszczenie w najbliższym numerze
Gońca.
Wyrugować wrośnięte kłamstwa Podczas okupacji niemieckiej
jako mały chłopiec jechałem w Warszawie tramwajem, gdy dwie budy z przodu
i tyłu zamknęły ulicę. Zgarniani przez żołnierzy przechodnie wpychani byli
do wnętrza. Wyskoczyłem i wpadłem do pierwszego sklepu. - Łapanka - powiedziałem.
- Idź na zaplecze, skierował mnie właściciel i zamknął drzwi. Nie zostałem
zgarnięty.
3 stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekracza granice Polski.
6 czerwca Amerykanie lądują w Normandii. A kiedy została wyzwolona Warszawa?
Typowa formuła brzmiała - Warszawa została wyzwolona przez armię radziecką
17 stycznia 1945 roku. Jest to przykład języka, którym okupant rosyjski
obezwładniał nas już na poziomie wprowadzanych pojęć i wyciągania wniosków.
3 stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekracza granice Polski, 3 stycznia
1944 roku rozpoczyna się kolejna okupacja rosyjska, kontynuacja podboju
z września 1939 roku. Rozpoczyna się rozbrajanie polskich oddziałów walczących
z okupantem niemieckim i osadzanie w więzieniach żołnierzy AK, rozpoczynają
się sądowe mordy, rozpoczyna się kolejna zsyłka w głąb Rosji na powolne
konanie z głodu i katorżniczej pracy. Trwa bezwzględna eliminacja polskich
patriotów i intelektualistów zdających sobie sprawę z narodowej tragedii.
Po ich usunięciu wprowadzony powszechny terror, zmasowana indoktrynacja,
obłudna propaganda, narzucony faryzeuszowski język i zastraszanie miały
prowadzić do ogólnego paraliżu umysłowego. Rosyjskie z ducha, służalcze
władze wprowadzały bezustannie gotowe formuły językowe, pojęcia fałszujące
rzeczywistość, takie które wciąż jeszcze ukierunkowują nasz sposób rozumowania.
Przestaliśmy prawidłowo myśleć. Do dzisiaj nie potrafimy się pozbierać,
ponieważ nie potrafimy wyrwać się z kręgu fałszu i zakłamania. Np. mówimy
o okresie komunizmu w Polsce. W Polsce nie było komunizmu, była okupacja
rosyjska. Ideologia komunizmu była potrzebna Rosjanom, aby zasłaniać prawdziwe
oblicze imperializmu rosyjskiego. Dopóki nie wyrugujemy tego języka, pozostaniemy
umysłowo zniewoleni.
W czasie okupacji niemieckiej mogłem wejść do każdego polskiego
domu, mogłem się zwrócić do każdego napotkanego Polaka z prośbą o pomoc.
W czasie okupacji rosyjskiej nie mogłem tego oczekiwać. Napotkany Polak
mógł być donosicielem, mógł być sprzedawczykiem, mógł być oprawcą. W okresie
okupacji rosyjskiej społeczeństwo polskie zostało zatomizowane, staliśmy
się zbiorem luźnych, niekiedy wrogich sobie jednostek. Wiele osób wciąż
pozostaje w kręgu wpajanych im kłamstw, bo myślą pojęciami narzuconymi
im przez sowiecką nowomowę. Dla innych kłamstwa są wygodne, więc je utrzymują
i chronią, ponieważ kłamstwa zasłaniają ich niegodną postawę. Jeżeli chcemy
wyzwolić się z pęt zniewolenia umysłowego, musimy wyrugować fałsze językowe.
Przed kilkoma laty w pobliżu pomnika Czterech Śpiących na warszawskiej
Pradze telewizyjny reporter zaczepił mnie i spytał - Jaki powinien być
los tego pomnika? W tym czasie bowiem pojawiły się głosy żądające zmiany
nazewnictwa wprowadzonego w okresie zniewolenia oraz zniszczenia lub przeniesienia
pomników gloryfikujących okupanta rosyjskiego.
- Powinien być zburzony - odpowiedziałem. - Jest wyrazem okupacji
rosyjskiej.
- Ależ! - zaczął argumentować reporter. - Przecież armia radziecka
wyzwoliła nas spod okupacji niemieckiej. Ci żołnierze ginęli za naszą wolność.
Taką zakłamaną, zmasowaną propagandą byliśmy karmieni dzień po dniu, godzina
po godzinie przez pół wieku. Dla okupanta w wolnym kraju nie ma miejsca
na gloryfikujące go pomniki. Gdyby tak było, wznosilibyśmy również pomniki
okupantowi niemieckiemu. Prześledźmy wydarzenia.
11 listopada 1918 roku Polska odzyskuje niepodległość po 125
latach niemieckich, rosyjskich i austriackich zaborów. Może warto wspomnieć,
na marginesie - Polska Partia Komunistyczna jest przeciwna niepodległości
Polski.
Minęło zaledwie kilkanaście miesięcy niepodległości, gdy w 1920
roku niezwyciężona Armia Czerwona po wdarciu się na teren Polski, starła
się z oddziałami Wojska Polskiego i dotarła do Radzymina pod Warszawą.
Propaganda rosyjska głosiła: wyzwalamy Polskę spod władzy niewłaściwych
Polaków. Kto był tym złym Polakiem przeznaczonym do usunięcia, o tym mieli
decydować Rosjanie. Tutaj pod Radzyminem niezwyciężona Armia Czerwona została
rozbita i pokonana przez Wojsko Polskie. Przestała być niezwyciężona.
We wrześniu 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła do Polski jako
armia okupacyjna wspólnie z armią niemiecką. Połowa Polski zagarnięta zostaje
pod okupację niemiecką, druga połowa pod okupację rosyjską. W ciągu pierwszego
roku Rosjanie wysiedlili w głąb Rosji lub do rosyjskich republik ponad
milion Polaków zamieszkujących ziemię polską. W 1939 roku Polska liczyła
ponad 36 milionów obywateli. Po II w.św. mniej niż 24 miliony.
W 1940 roku Armia Czerwona, zapierając się swojego człowieczeństwa,
dokonała aktu ludobójstwa na polskich jeńcach wojennych. Symbolem tego
poniżającego czynu wyłączającego ją ze społeczności ludzkiej stał się Katyń.
Od tej pory jest armią zhańbioną.
22 czerwca 1941 roku Niemcy wkraczają na tereny polskie znajdujące
się pod okupacją rosyjską. Zastosujmy słownictwo, pojęcia i sposób rozumowania
nowomowy okupanta rosyjskiego, a okaże się, że w czerwcu 1941 roku Niemcy
wyzwalają Polskę spod okupacji rosyjskiej.
3 stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekracza granice Polski.
Rozpoczyna się okupacja rosyjska. W sierpniu tegoż roku Armia Czerwona
okupująca połowę Polski zablokowała lądowanie polskich samolotów na terenie
polskim przez nią okupowanym, uniemożliwiając wsparcie Powstania w Warszawie.
W ten sposób współpracowała kolejny raz z okupantem niemieckim, niestety
pozostając zarazem w duchu postanowień teherańskich. Trwała w bezruchu,
dopóki ostatni dom w Warszawie nie został przez Niemców spalony. Otoczone
wrogimi siłami Powstanie Warszawskie upadło, a powstańcy zostali zesłani
do obozów dla jeńców wojennych lub do obozów koncentracyjnych.
Józef Szczepański, "Ziutek" z Batalionu "Parasol", był autorem
słów do takich piosenek, jak "Pałacyk Müchla" i "Chłopcy silni jak stal"
oraz wiersza zatytułowanego "Czerwona zaraza" napisanego tuż przed śmiercią
w czasie obrony Starego Miasta w Warszawie w sierpniu 1944 roku.
Józef Szczepański, 1922-1944. Ziutek z Batalionu "Parasol".
CZERWONA ZARAZA (wyjątki)
Czekamy ciebie - czerwona zarazo
Byś wybawiła nas od czarnej śmierci
Byś nam, Kraj przedtym rozdarłszy na ćwierci
Była zbawieniem - witamy z odrazą.
....
Legła twa armia zwycięska, czerwona
U stóp, łun jasnych płonącej Warszawy
I ścierwią duszę syci bólem krwawym
Garstki szaleńców, co na gruzach kona...
Czekamy ciebie - nie dla nas żołnierzy
Dla naszych rannych - mamy ich tysiące
I dzieci tu są i matki karmiące
I po piwnicach zaraza się szerzy...
...
Czekamy ciebie - Ty zwlekasz i zwlekasz
Ty się nas boisz - i my wiemy o tem
Chcesz, byśmy wszyscy legli tu pokotem
Naszej zagłady pod Warszawą czekasz.
...
Nic nam nie zrobisz - masz prawo wybierać
Możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
Lub czekać dalej i śmierci zostawić
Śmierć nie jest straszna - umiemy umierać.
...
Możliwości realnej pomocy i zwycięstwa Powstania dowiedli polscy
żołnierze stojący nad Wisłą. Przedostali się do Warszawy i utworzyli Przyczółek
Czerniakowski. Nie otrzymali wsparcia, zakazano udzielenia im pomocy. Po
kilku dniach izolowani znaleźli się w pułapce. Do żołnierzy starających
się powrócić na stronę praską strzelano z obu stron. W latach sześćdziesiątych
ten sam kapitan Wojska Polskiego, który opowiadał mi o Przyczółku Czerniakowskim,
został zmuszony w swoim oddziale tak zwanego Wojska Ludowego do odczytania
przysłanego z zewnątrz opracowania przygotowanego przez politruka, a opluwającego
powstanie i powstańców.
Po zakończeniu II w.św. przez pół wieku Armia Czerwona (przemianowana
na Armię Radziecką) stacjonowała na ziemiach polskich, gwarantując zbrodnicze
działania narzuconych z łaski rosyjskiej marionetkowych władz, wypełniających
polecenia płynące bezpośrednio z Moskwy. W ich wyniku straciło życie tysiące
Polaków w kaźniach w Polsce i w Rosji, tysiące zamknięto w więzieniach,
tysiące zesłano w głąb Rosji na zagładę. Milionom zablokowano możliwość
rozwoju, utrzymując ich na poziomie starań o przetrwanie biologiczne.
Tadeusz Różewicz, ur. w 1921 r.
DOLA
Pamięci kaprala "Smukłego"
Leżał nagi partyzant
śpiewały ptaki
i mrówki wędrowały
po woskowych dłoniach
zakazali żandarmi
pod karą pogrzebać
niech tak gnije
ścierwo bandyty
ziemia ojczysta
uległa poruszona
jasną głowę przygarnęła
i wklęsła
leżał pod lasem cicho
jakby pił z źródełka wodę
pochylony nad
swoją dolą
dołem.
Niepokój, 1947
W czasie procesów norymberskich Rosjanie oskarżali Niemców o ludobójstwo
katyńskie. Amerykanie i Anglicy świadomi, że w ten sposób zmienią proces
w farsę nie dopuścili pod obrady tego oskarżenia. Właściwych sprawców,
czyli Rosjan, nie wolno im było wskazać z powodów politycznych, a Polakom
zamknęli usta przez wprowadzenie okupacji rosyjskiej na teren połowy Europy,
w tym Polski.
W okresie zimnej wojny Polakom pod groźbą więzienia lub śmierci
nie wolno było wymieniać nazwy Katyń. Masowy mord katyński został utajony
po obu stronach żelaznej kurtyny, zarówno przez totalitarną Rosję jak i
tak zwanych demokratycznych Aliantów Zachodnich, polskich towarzyszy z
placu boju. Franklin Delano Roosevelt zakazał na piśmie publikowania raportu
generała George'a Earle'a wskazującego na Rosję jako sprawcę mordu katyńskiego.
Churchill zapewniał Stalina: W żadnym wypadku nie dopuścimy do śledztwa
prowadzonego przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż lub jakąkolwiek inną organizację
na obszarze znajdującym się pod jurysdykcją niemiecką. Przy poparciu takich
protektorów mord katyński został utajony, a winnym zapewniono bezkarność.
Powyższa koszmarna prawda została ukazana dopiero po wyzwoleniu
Europy Środkowej spod tyranii okupanta rosyjskiego i rozpadzie Związku
Sowieckiego. Upadek został zapoczątkowany i był prowadzony przez polski
ruch Solidarność. Okupacyjna armia rosyjska opuściła Polskę we wrześniu
1993 roku, znacząc w ten sposób koniec II w.św. dla Europy Środkowej.
Prawda o ludobójstwie katyńskim dokonanym przez Rosjan na Polakach
jest w dalszym ciągu blokowana, tak aby nie dotarła do świadomości powszechnej.
Np. film pokazujący, co wydarzyło się w Katyniu, nie znalazł dystrybutora
ani nie zaistniał w telewizji zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w
Kanadzie. Ciężar odpowiedzialności za głoszenie prawdy spoczywa na nas,
którzy prawdę znają.
Leszek Nieznański
Od redakcji: xxx
GONIEC NR
15/2009 (274)
(9-16
kwietnia 2009)
Dywan w srulonie
Ktoś kiedyś powiedział, że w "Gazecie Wyborczej" niczego nie
zamiata się pod dywan... wiadomo, że nie, skąd na srulonach dywany, nawet
słoma jako wiechcie nie jest stosowana, co najwyżej onuce, ale zapomina
się, że powinno się je czasami prać... ale żeby zaraz pod dywan.
Polska, naród... to takie zaściankowe, śmieszne, ale to właśnie
te srulony wmawiają nam nowe podejście, patriotyzm modny być przestał,
jest nawet zakazany. Właśnie na ten temat przed laty pisał prof. Feliks
Koneczny nie tylko w rozdziale "Emancypacja i asymilacja" dzieła pt. "Cywilizacja
żydowska"... naprawdę warto sobie poczytać, wiele spraw się wyjaśnia, wiadomo
przynajmniej, na kim mamy się wzorować wg Michnika i Urbana.
Podobny problem w ostatnim czasie był przemycany przez media
na świecie bardzo demokratycznym, apele o wodę dla wszystkich... bardzo
piękne, ale skończy się jak zwykle, rozdawaniem prezerwatyw lub globulek
Zet. Wyjaśniło się wreszcie, dlaczego mordujemy w Afganistanie - prawa
kobiet - agresja ZSRS to była tylko rzeź, ale teraz cele są wspaniałe,
a że środki podobne.
(...)
Wałęsa myśli, że straszy, ale wiele osób się ucieszyło obietnicą
wyjazdu Bolka na stałe... dziwne, że powielili pragnienia Dody, razem wyjeżdżają
robić karierę na zgniłym Zachodzie... Danuśka się znudziła.
Są na szczęście nie tylko wiadomości, że ocieplenia klimatu jednak
nie będzie, odwołane... uff, ale już szykują jakąś nową zarazę, z którą
będą musieli walczyć za pieniądze z podatków, co zresztą było do przewidzenia.
Poza zamiataniem pod dywan są inne metody, np. przemilczanie,
ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego całkowicie pominięto wiadomość o wypadku
lotniczym w USA. W Montanie rozbiła się awionetka z rodziną właściciela
sieci klinik aborcyjnych Irvinga Feldkampa... zupełnie nie rozumiem powodu
wyeliminowania takiej informacji.
Przy okazji, Wesołych Świąt Wielkanocnych dla wszystkich czytelników
"Gońca".
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Po czterech latach od złożenia aktu oskarżenia ma szansę rozpocząć
się proces wytoczony przez Jana Kobylańskiego "polskim" dziennikarzom...
oskarżeni się śmieją i głupio komentują, ale w tym prawniczym systemie...
(???). Wiele miesięcy upłynęło od śmierci "drogiego Bronisława" Geremka,
śledztwo toczy się bardzo ospale, mimo że przeżyła "asystentka", a może
znowu coś ma być przemilczane... ale asystentce należy się pomnik.
Od redakcji: Wesołych Świąt
Maestro Maciej Jaśkiewicz w pięknym polskim repertuarze
Niedawno w dniu 2 kwietnia 2009 roku Polonii dane było przeżywać
piękny koncert SANTO SUBITO wykonany w tym przez chór "Symfonia" pod batutą
Macieja Jaśkiewicza. Maestro Jaśkiewicz starannie dobrał polski repertuar
pieśni, który warto zamieścić w całości: Anonim, opr. G.G. Gorczycki "Gaude
Mater Polonia", Mikołaj Gomółka Psalm 47 "Kleszczmy rękoma", Samuel S.
Wesley "Prowadź mnie", Jan Maklakiewicz "Sanctus" z "Mszy Polskiej", Trzy
mazury ułańskie (opr. M. Jaśkiewicz) Anonim 1863 "Wezmę ja kontusz", Melodia
ludowa "Bywaj dziewczę zdrowe", Fabian Tymulski "Jeszcze jeden mazur dzisiaj".
Zachwytom nie było końca, a głębokie brzmienie chóru sprzyjało medytacji-rozmyślaniu
i kontemplacji-pogrążeniu.
W koncercie wystąpiły gwiazdy pierwszej jakości, w tym wirtuoz
Kornel Wolak - klarnet z Aleksandrem Sevastianem - akordeon, i Margaret
Maye - mezzosopran. Emocje wzbudzał chór dziecięcy "Oaza", zespół "Getsemani"
oraz młody talent Miriam Sielicka. Na zakończenie wystąpił zespół "Biały
Orzeł" w dojrzałym układzie choreograficznym.
Organizatorzy koncertu SANTO SUBITO serdecznie podziękowali wykonawcom,
a wypełniona sala nagrodziła ich gorącymi oklaskami. W wielkiej ciszy i
powadze uczestnicy koncertu udali się do domów rodzinnych. Na szczególną
uwagę zasługuje fakt, że na widowni znalazł się poseł Frank Klees oraz
były poseł Jesse Flis z osobami duchownymi i weteranami. Postanowiono wydać
płytę z koncertu i zamieścić ją w Acta Polonica.
OPINIA, POLL, PRESS AGENCY
Bonawentura Solski
Od redakcji: Gratulujemy organizatorom i wykonawcom sukcesu!
GONIEC NR
14/2009 (273)
(3-8
kwietnia 2009)
Szanowna Redakcjo
Jestem z Polski, nazywam się Boduła Małgorzata. Piszę do Was,
bo za waszym pośrednictwem chcę prosić o pomoc dla mojej rodziny. Proszę
o wydrukowanie mojego listu. Mam dwoje dzieci, syn 14 lat i córka 6 lat.
Jest mi bardzo ciężko, mój dochód miesięczny to tylko 228 zł rodzinne i
z opieki społecznej przyznano mi zasiłek celowy 150 zł. Brakuje nam wszystkiego,
odzieży, opału, a najbardziej brakuje nam żywności. Dom, w którym mieszkamy,
nie ma prądu ani wody, jest w bardzo złym stanie. Bardzo proszę, może ktoś,
kto przeczyta ten list, ma niepotrzebne ubrania, ja i moje dzieci będziemy
bardzo wdzięczni za każdą rzecz i pomoc. Z góry dziękuję. Adres: Boduła
Małgorzata, Nowy Kamień 75, 27-600 Sandomierz, POLAND.
Od redakcji: xxx
Tragedia Polaków na Białorusi
Od czasu do czasu słyszymy o trudnej sytuacji, w jakiej znajdują
się nasi rodacy, którzy dalej mieszkają na Białorusi, na byłym polskim
Polesiu, na naszych starych Kresach Wschodnich. Ja sam pochodzę z tamtych
stron i jestem bardzo zainteresowany, tak samo jak tysiące Polaków, co
tam się dzieje i jak nasi rodacy tam żyją. A co najważniejsze, jak sobie
odpowiadają na pytanie: "Jak przetrwać?".
Kilka dni temu miałem okazję dostać parę odpowiedzi na to pytanie.
Otóż dowiedziałem się, że w marcu 2009 r. odbyły się wybory Prezesa Związku
Polaków na Białorusi. A więc, co to specjalnego? U nas dość często odbywają
się różne wybory do różnych związków i stowarzyszeń i to nie jest czymś
specjalnym. Ale ja mówię o ucywilizowanych krajach, które już weszły do
21 stulecia. Z tego co słyszę, na Białorusi dalej istnieje atmosfera lat
czterdziestych 20. stulecia. Prawa ludzkie są deptane, tak jak było za
bolszewickiej okupacji w 1940 roku. To jest straszne i prawie niemożliwe
do zrozumienia, że teraz, w 21. stuleciu, wybory do polskiego związku byłyby
zatrzymane gdyby nie silna interwencja polskiego rządu. Ta interwencja
była w formie wjazdu na Białoruś dużej grupy polskich parlamentarzystów
z Sejmu i Senatu, którzy stworzyli "tarczę" obronną dla organizatorów wyborów.
Białoruska policja była wszędzie, ale w obecności polskich parlamentarzystów
nie śmiała przeszkadzać w wyborach. W rezultacie, pani Andżelika Borys
została bez przeszkód z białoruskiej strony ponownie wybrana na drugą kadencję
jako prezes Związku Polaków na Białorusi. Te spokojne wybory to było wielkie
osiągnięcie samo w sobie, ale sytuacja Polaków na Białorusi bardzo się
pogarsza. Teraz nawet dochodzi do tego, że Polacy, którzy wiozą z Polski
pomoc dla ich rodzin na Białorusi, mają trudności, gdy przekraczają granicę.
Niektórym Polakom pozabierano domy i inne posiadłości. Wyrzucają Polaków
z rządowej pracy, a NKWD (KGB) operuje na Białorusi prawie tak, jak to
było w 1940 roku. Wszyscy się zgadzają, że zaczyna być coraz gorzej.
Początki tej "kresowej", polskiej tragedii miały miejsce w 1939
r. z wybuchem II wojny światowej, a więc by przypomnieć starszym i przekazać
informacje o tej polskiej tragedii, poniżej robię krótki historyczny opis,
jak to wszystko się zaczęło.
17 września 1939 r. 33 sowieckie dywizje, ciągnąc ze sobą 4900
armat, 4700 czołgów, a w powietrzu nad nimi leciało 3300 sowieckich samolotów,
przekroczyły polską granicę, atakując Polskę ze wschodu. Sowieckie wojska
liczyły prawie milion żołnierzy. Ten bolszewicki napad był jakby
uderzenie nożem w plecy Armii Polskiej, która nigdy się nie poddała i ciągle
jeszcze walczyła z Niemcami. To był początek brutalnej, bolszewickiej okupacji
naszych Kresów Wschodnich. Ten kawałek polskiej ziemi w centralnej Europie
stał się, i do dzisiaj jest, ziemią pod białoruska okupacją.
W 1939 r. jednym z pierwszych kroków moskiewskiej dyktatury po
zajęciu Kresów Wschodnich, była deportacja Polaków na Syberię.
Zostało wywiezionych około półtora miliona naszych rodaków, gdzie
około połowa z nich zginęła z głodu i zimna.
W tym samym czasie ruscy komuniści wymordowali dziesiątki tysięcy
naszych rodaków z Polesia w "gułagach" i obozach koncentracyjnych. Był
to też okres, kiedy miały miejsce mordy w lasach katyńskich. Polacy, którzy
pozostali na Polesiu, to ci, którzy nie mogli lub nie chcieli porzucić
tego, co powstało w wyniku znojnej pracy i walki wielu pokoleń. Zaczęło
się "pranie mózgów" przez komunistów, szczególnie wśród polskiej młodzieży,
niszczenie kultury polskiej, trzymanie ludzi w zakłamaniu, oddzielonych
od reszty świata.
Ale chwała Bogu, instynkt demokratyczny w sercach kresowych Polaków
ocknął się z letargu i w efekcie zaczęła powstawać w Brześciu, największym
mieście na Polesiu i w innych mniejszych miejscowościach, organizacja oporu.
Założono "Związek Obrońców Wolności" (ZOW). Związek ten był jedną z ostatnich
polskich organizacji podziemnych, jakie powstały po zakończeniu drugiej
wojny światowej. Gdy to wszystko się działo, komuniści warszawscy woleli
nie widzieć, jak władze sowieckie niszczyły zabytki historyczne, język,
wiarę, kulturę, tradycję i nawet cmentarze. Zamykano kościoły i szkoły,
zabierano ziemię i domy. Widziałem na własne oczy, jak 1940 r. w Brześciu
NKWD (KGB), dowodząc "bandami" brudnych, niechlujnych, z karabinami na
sznurku, mongolskimi żołnierzami, o świcie otaczało i kompletnie izolowało
całe bloki uliczne.
Podchodzili do domów i mieszkań w otoczonym bloku, walili kolbami
w drzwi i dawali ludziom tylko 30 minut, by się spakować. Tym biedakom
wolno było zabrać tylko jakieś ubranie i pożywienie. Płacz i krzyk, ludzie
byli bez przerwy poganiani kolbami karabinów mongolskich "kałmuków" i ładowani
na ciężarówki, a następnie wiezieni na stację kolejową. Tam byli wpychani
do wagonów towarowych i wywożeni na Syberię. Opuszczone domy i mieszkania
zostały pozamykane przez NKWD, a na drzwiach wieszano napis po polsku,
że za włamanie się do tych mieszkań grozi kara 5 lat więzienia. Po paru
tygodniach ciszy, do Brześcia przyjeżdżały pociągi pełne "sowieckich towarzyszy",
którzy mieli klucze w rękach i wprowadzali się do gotowych, kompletnie
wyposażonych mieszkań.
Dzisiaj, na tych ukradzionych polskich ziemiach, dalej "oficjalnie"
(według Białorusów), mieszka około 400.000 Polaków, ale "nieoficjalnie"
my wiemy, że tam dalej żyje około miliona Polaków. Stara nasza piosenka
mówi: "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród - tak nam dopomóż Bóg". Te ziemie
zawsze będą nasze, bo pod tą żyzną glebą spoczywają kości naszych dziadów
i pradziadów.
B. Prażmowski
Od redakcji: Szanowny Panie Bohdanie, z całym szacunkiem do
Pana doświadczeń życiowych, to: a) trudno porównać obecną sytuację
otwarcia granic i tolerowania opozycji z sowieckim terrorem, b) stwierdzenie
"te ziemie zawsze będą nasze" w praktyce uniemożliwia jakikolwiek dialog
polityczny i nie służy polskim interesom. O sytuacji na Białorusi informujemy
na bieżąco m.in. piórem mieszkającego tam korespondenta "Gońca" p. Aleksandra
Pruszyńskiego, który powrócił na rodzinne ziemie.
Sugestia nt. polskich samochodów
Chciałbym, żeby Pan w swoich artykułach motoryzacyjnych w GOŃCU
pisał częściej o samochodach produkowanych w Polsce. Mamy przecież 8 fabryk
autobusów, fabryki samochodów osobowych, ciężarowych, terenowych, motocykli.
Chodzi mi o to, kto jest właścicielem, kapitał polski czy obcy, i opis
ogólny czy też wymienienie chociażby wszystkich modeli i wersji samochodów.
Pozostaję z poważaniem
Czytelnik GOŃCA
Od redakcji: Pisanie z Kanady o sytuacji polskiego przemysłu
motoryzacyjnego chyba nie ma sensu, takich informacji jest pełno w Internecie.
Natomiast przedstawianie w języku polskim samochodów na rynku kanadyjskim
jest zjawiskiem unikatowym. Postaram się jednak w najbliższych odcinkach
"Automanii" przybliżyć nieco problem, który porusza Pan w swym liście.
(J. Rosa)
GONIEC NR
13/2009 (272)
(27marca
- 2 kwietnia 2009)
Cytat na pierwszą stronę?
Cześć
Cytat Karla Marksa zamieszczony na pierwszej stronie "Gońca"
(rok VII, nr. 12) pod tytułem "Cytat na pierwszą stronę" jest nieprawidłowy.
Już się parę razy spotkałem z nim po angielsku, a teraz i po polsku. Zobacz
The Times: http://business.timesonline.co.uk/tol/business/columnists/article5527135.ece
"English full-text" Das Kapital (z którego ten cytat niby pochodzi)
można znaleźć na stronie: http://www.marxists.org/archive/marx/works/1867-c1/index.htm.
Nie wiem, jak się mówi po polsku, ale po angielsku nazywamy to
"hoax" - zrobiony prawdopodobnie po to, aby straszyć ludzi komunizmem.
Dziękuję, przepraszam za mój taki sobie polski (mam nadzieję,
że chociaż jest zrozumiały), i myślę, że byłoby super, jak "Goniec" by
sprostował ten cytat.
Thank you,
Czytelnik Pacze Moj
Od redakcji: Zgadza się przepraszamy, to jest Marks podrobiony,
nie sprawdziliśmy informacji podanej m.in. przez serbskie gazety. Dziękujemy
za link do "Kapitału", niestety jest to nieciekawa "cegła", znacznie bardziej
strawny jest "młody" Marks. Cieszy nas, że Pan czyta "Gońca". Nie straszymy
komunizmem, doświadczaliśmy go na własnej skórze. Komunizmu nie należy
się bać lecz go zwalczać ze wszystkich sił - również z bronią w ręku.
List Federacji Polek w Kanadzie do premiera Daltona McGuinty'ego
popierający ustanowienie 2 kwietnia Dniem Jana Pawła II w Ontario
Dalton McGuinty
Premier
Legislative Building
Queen's Park
Toronto, Ontario
M7A 1A1
March 21, 2009
Re: Bill 25, an Act to Proclaim April 2nd the Pope John Paul II Day
in Ontario
Dear Premier:
The Polish Canadian Women's Federation would like to thank you
and your Caucus for the passing of the Second Reading of the Bill
25 on February 19th, 2009.
At the same time we would like to urge you and your Government
to ensure that the Bill will return for the Third and Final reading so
it can be voted in the Ontario Legislature.
It is very important to the whole Polish Canadian community that
April 2nd be proclaimed The Pope John Paul II Day in our Province. In this
way everyone will be able to celebrate life and achievements of a great
man who contributed to the international peace and set a moral example
for many people in the world. The Pope John Paul II will long be
remembered to all people of Ontario for his kindness, ability to conquer
suffering and for his great character bringing hope, love and inspiration
to all.
We would greatly appreciate if you personally support the Third
Reading of the Bill 25 so we could celebrate this Day in a special way
Thank you for your understanding of the urgency of this request,
Sincerely,
Dr. Yvonne Bogorya- Buczkowski
President, Polish Canadian
Women's Federation
ybogorya@rogers.com
cc : Frank Klees, MPP (Newmarket-Aurora)
Lauren Broten, MP.P ( Etobicoke-Lakeshore)
Canadian Polish Congress
Od redakcji: xxx
***
W liście zamieszczonym 20 marca pt. "Wygadywanie głupot, czy
cywilizacje różne?", nie z mojej winy pojawił się błąd, moje "N. Czas"
przetłumaczono na "Nowy Czas", a jeśli już, to winno być "Najwyższy Czas".
No cóż, zdarzyć się może, a swoją drogą, ciekawe, czy ktokolwiek zauważy???
Od redakcji było: No, trochę osób czyta... - Na pewno, Adam to popularne
imię, nawet Mickiewicz sporadycznie jest czytany, a Michnik ma klakierów
mendel... ale filosemityzm jest uleczalny, są przykłady.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Wiara kilku czytelników w socjalizm amerykański też jest uleczalna,
optymizm jest fajny, szczególnie poparty myśleniem.
Od redakcji: Zgadza się, nasz błąd, przepraszamy.
GONIEC NR
12/2009 (271)
(20-26
marca2009)
Droga Redakcjo!
Z przyjemnością przeczytałam
w "Gońcu" (6-12 marca) list czytelnika o Buczaczu. Wycinek wysyłam mojej
Mamie, jako że pradziadek mój był tam nauczycielem i kierownikiem szkoły.
Ostatnie lata życia upłynęły mu w Kołomyi, w której zimą został pochowany...
a że był to czas wojenny po mogile zginął ślad, jako że drewnianego krzyża
ktoś przypuszczalnie użył na podpałkę (zniknął) - a rodzina "rozproszyła
się" po świecie (prababcia, też nauczycielka, zmarła wywieziona do
siemipolotyńskiej oblasti). Pradziadka znałam z opowiadań oraz zebranych
"Baśni małopolskich", które spisał z cudownym, dobrodusznym humorem, staropolskim
językiem (była tam m.in. Legenda o zamku w Buczaczu).
Upływają lata, pamięć się
zaciera, ludzie przemijają... dobrze więc, jeśli dbamy o pamiątki polskiej
kultury i historii.
Wszyscy powoli się "wykruszamy",
dlatego myślę, że warto utrwalać wspomnienia jeśli nie spisując, to choć
nagrywając je sami na taśmie (lub może być to zabawa w reportera dla dzieci!),
gdyż przy obecnych globalistycznych trendach odczłowiecza się narody, pakując
tandetę pozbawioną korzeni historycznych (ze wszystkimi ich aspektami).
W efekcie młodsze pokolenia "łapią się jak muchy na lep", ulegając różnego
autoramentu manipulacjom w imię "rzekomego postępu itd.". "Archeologia
Rodzinna" może dodać doświadczenia i rumieńców życiu, poszerzając
horyzonty myślowe i łącząc pokolenia.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
PS
Tak niedawne czasy "Solidarności"
to już odległe ponad ćwierć wieku (pół wieku w zanadrzu)!
Od redakcji: Pani słowa
są jak miód na nasze serca.
***
Szanowni Państwo,
w dniu dzisiejszym znalazłem na necie list z apelem Pana Bolesława W. Makowskiego
w sprawie dostarczania Mu materiałów dot. służby Polek w 2. Korpusie gen.
W. Andersa. Otóż jestem w posiadaniu sporego zbiorku materiałów i zdjęć
dot. służby Polek w 317. Kompanii Transportowej PSK przy 2. Korpusie. Pragnę
nadmienić, że moja Mama, a ma już 88 lat, służyła w tejże kompanii jako
kierowca samochodowy.
Z wyrazami szacunku
Ireneusz Romuald Grudziński
igrudzinski@wp.pl
Telefon stacjonarny:
kierunek mojego wojewodztwa to
55, a telefon 243-22-74.
Od redakcji: Cieszymy się!
Gdyby Panowie się nie odnaleźli, proszę jeszcze dać znać.
Szanowny Panie Redaktorze.
Stała Czytelniczka "Gońca"
(13-19 marca) żaląca się na odpłatne zafundowanie nam, mieszkańcom Toronto,
nowych pojemników na śmieci, na pewno ma kłopoty, ale..."buntowanie się
przeciwko tej, jak to Pan ujął, głupocie" to, moim zdaniem, lekka przesada.
Nie jestem zachwycona rządami Pana burmistrza D. Millera, ale uważam obecny
system za lepszy niż poprzedni. Wcześniej wystawiałam 6 niebieskich pojemników,
które musiałam podnieść i wynieść przed dom. Pojemnikami śmieciarze rzucali,
gdzie popadło, często je uszkadzając, a kartony musiałam wiązać sznurkiem
w zgrabne paczki, aby je zabrano. Z pojemników tych makulatura i plastykowe
butelki wysypywały się, tworząc bałagan i totalny śmietnik na ulicach.
Teraz wystarczy jeden zamykany
pojemnik na kółkach, łatwy do przetransportowania. Nowe pojemniki na śmieci
zlikwidowały wystawianie śmieci w workach plastykowych z łatwością przegryzanych
przez zwierzęta. Worki te piętrzyły się rozwalone na ulicach, często upchane
lub rzucone luzem w niedużych byle jakich pojemnikach, których, gdy były
ciężkie, śmieciarze nie zabrali. Śmieci rozwiewane były przez wiatr po
ulicach w dniu wystawki, pojemniki przewracane przez sprytne zwierzaki,
a zawartość rozwlekana. Wielu mieszkańców miasta nie kwapiło się
do posprzątania. Nowe pojemniki są w 4 rozmiarach dostosowane do potrzeb
gospodarstwa. Solidne sortowanie odpadów redukuje śmieci do jednego worka
na gospodarstwo emeryta, a te są bezpłatne. Nowe pojemniki są pojemne,
dobrze zamykane i tak skonstruowane, aby zwierzęta nie wchodziły do nich.
Są podnoszone i opróżniane mechanicznie, co znacznie ułatwiło ludziom wykonywanie
tej pracy. Również w obsłudze dla mnie są znacznie łatwiejsze i lżejsze.
Obecnie wyciągam 1 pojemnik na kółkach a nie taszczę 5 worów przed dom,
by nazajutrz zamiatać rozrzucone przez zwierzęta resztki. Pani Stała Czytelniczka
pisze, że ciągnie pojemnik na śmieci przez mieszkanie. W takim razie przedtem
ciągnęła worki ze śmieciami, chyba że trzymała śmieci na werandzie, co
nie było najlepszą ozdobą naszego miasta. Pani Stałej Czytelniczce "Gońca"
polecam wygospodarowanie niewielkiej przestrzeni w ogródku od frontu. Ułożenie
4 płyt chodnikowych znacznie ułatwi pracę, co też ja i moi sąsiedzi zrobili.
Nowe pojemniki są estetyczne, stabilne i jednakowe. Inną sprawą jest nałożenie
dodatkowego podatku od śmieci.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Treszczyńska
Od redakcji: Droga Pani,
głupota tkwi właśnie w tej "innej sprawie": nowe przepisy praktycznie rzecz
biorąc opodatkowały rodziny - nie dość, że płacimy za wywóz śmieci w podatkach,
to jeszcze dodatkowo za wielkość pojemnika. Czyli dwóch facetów mieszkających
razem w jednym domu dostanie upust podatkowy, bo będą mieli malutki pojemnik,
zaś normalna rodzina z czwórką dzieci dostanie od miasta po łbie dodatkową
opłatą za pojemnik MAXI; tylko lewacy mogą wymyślić coś takiego.
Wygadywanie głupot
czy cywilizacje różne?
Odzywają się ostatnio w Polsce
głosy mające odwrócić uwagę od kryzysu i przekrętów, ludzi traktuje się
jak te sławne "zygoty", czyli Środę, Senyszyn, Janion, Jarucką, wmawia
się Polakom potrzebę zemsty, i to głosami takich bardzo "prawicowych autorytetów",
jak np. Adam Wielomski. Pan ten publikuje się w "Nowym Czasie", czytałem
jego bzdety, ale od jakiegoś roku próbuję się obejść. Napisałem do "Nowego
Czasu" w temacie i na łamach dostałem odpowiedź reprymendę, ale drugi raz
zwrócona uwaga powędrowała do kosza... W tym tygodniu wysłałem trzeci list,
w którym tylko napomknąłem o ww., ale za kilka godzin zdecydowałem się
przeczytać zamieszczone w "Gońcu" "Państwo śmieszne czy poważne" tegoż,
no i padłem na kolana przed rozumem. Wygląda na to, że Polacy winni bić
się w piersi i przepraszać Niemców i Ruskich za niesłuszne pomówienia,
ostatecznie w okupowanej Polsce zachowywali się normalnie.... (???).
Zabito w Afganistanie Polaka,
powinna być na "dzikusach" zemsta... o tak, w Kanadzie też zakatowano Polaka,
a więc trzeba wysłać komando fachowców i wytłuc z setkę policjantów...
no tak, dlaczego nie... (???). Ale myślę, że walka z agresorem nie jest
naganna, zakatowanie bez powodu turysty przez socjalistyczne władze na
karę zasługuje. Od dawna zastanawiam się, na czyje zamówienie pisuje ten
"autorytet" z bąblem w nosie?
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Oprawców z Katynia czy
Oświęcimia też warto by ukarać, mordujących w Czeczenii lub w Libanie i
Palestynie... a może ich to nie dotyczy??? Tylko w Afganistanie obowiązują
p. Wielomskiego zasady?
"Dzikie narody"... a może
bydło, jak o Polakach twierdzi następny "autorytet" Bartoszewski, dobrze,
że przynajmniej oni się zgadzają.
Ciekawe, ile osób toto czyta
i ile zgadza się z głupotą p. Adasia... ach te Adasie, jeden większy mądrala
od wszystkich następnych... gdy im nie pasują.
Od redakcji: No, trochę
osób czyta...
Do Redakcji "Gońca",
Bardzo proszę o kolejną półroczną
prenumeratę wspaniałego tygodnika "Goniec". Dziękujemy za wszystkie dotychczasowe
numery, które zawsze otrzymujemy bardzo regularnie. "Goniec" jest najlepszym
tygodnikiem dostępnym w Kanadzie. Informacje z Polski, z Kanady i z całego
świata oraz stałe felietony i przedruki dostarczają nam dobrej cotygodniowej
lektury.
Podziękowania dla pana Andrzeja
Kumora i redakcji za ich pracę i wysiłek w redagowaniu czasopisma.
Życzymy dużo dalszych sukcesów
zawodowych i osobistych oraz szybkiego przyjścia wiosny!!!
Iwona Gumiężna-Szopska
Montreal
PS Czy byłaby możliwość zamieszczania
programu TV Polonia na dwa tygodnie? Dziękuję!
Od redakcji: Dziękujemy
za życzenia, jedno już się spełniło - mamy wiosnę! Z programem TV Polonia
gorzej - pomyślimy.
Szanowny Panie Redaktorze,
W ostatnich miesiącach wydrukował
Pan kilka listów Zofii Katowej i Łucji Wasiukowej komentującej wydarzenia
w Chórze Symfonia. Z listów tych wynikałoby, że w Chórze panuje totalne
bezhołowie, a Jaśkiewicz (czasem niewymieniany z nazwiska) jest postacią
przynoszącą hańbę polskiej społeczności w Toronto.
Jak Pan się pewnie spodziewa,
nie zgadzam się tymi opiniami. Nie będę odpowiadał szczegółowo na poszczególne
zarzuty, mój czas (i czytelników) jest zbyt cenny, moja energia potrzebna
na sprawy bardziej twórcze.
Motywem przewodnim listów
jest zarzucanie mi pogardy dla historii, tradycji i kultury, a zwłaszcza
muzyki polskiej. Szkoda, że korespondentki nie wiedzą o koncertach muzyki
polskiej (Chopin, Kurpiński, Ogiński, Zarębski, Szymanowski, Lutosławski),
jakie w ostatnim roku dałem w Polskim Konsulacie, w Ro-yal Ontario Museum
i w Isabel Bader Theatre na Torontońskim Uniwersytecie.
Propagowanie polskiej muzyki
i historii w Polonii, ale również wśród Kanadyjczyków, było ich celem.
Gdyby obie Panie słyszały, co prowadzący koncert 3-majowy Cory Keeble,
kurator działu europejskiego ROM, mówił o Kurpińskim i Ogińskim, byłyby
dumne ze swojej polskości.
Koncert z okazji 11 listopada
2008 na Uniwersytecie zapoczątkował serię corocznych uroczystości z okazji
Święta Niepodległości. Następny, w roku bieżącym, będzie jednocześnie uroczystym
otwarciem Roku Chopinowskiego w Toronto. Jego organizatorem jest specjalny
polski komitet Toronto Sinfonietty wspierany wszelkimi sposobami przez
Polski Konsulat w Toronto.
Jeśli powiem, że solistą
będzie 14-letni chłopiec, czytelnicy pomyślą, że otwieram szkółkę muzyczną
dla małych dzieci. Nic błędniejszego. Chłopiec ten, Jan Lisowski, jest
w tej chwili na tournee artystycznym w Japonii, a jego kalendarz koncertowy
wypełniony jest koncertami w Europie. Grał już z wieloma orkiestrami w
Kanadzie, a także z solistami: Yo-Yo Ma i z Zuckermanem. Dwie godzinne
audycje w CBC ukazały dojrzałego (!) pianistę i świetnie myślącego młodego
człowieka. Mówi po polsku tak samo dobrze jak po angielsku.
Rozumiem, że nie wszystkim
podoba się mój gust muzyczny. Należałoby jednak pilniej słuchać tego, co
mówię; jeśli twierdzę, że śpiewanie tych samych aranżacji kolęd polskich
przez 15 lat jest nudne, nie oznacza to, że polskie kolędy uważam za nudne.
I znowu, obie Panie powinny wiedzieć, że zaaranżowałem i opublikowałem
w Polsce zbiór naszych kolęd w języku polskim i angielskim. Dzięki temu
wydaniu kilka chórów, łącznie z moim Oakham House Choir of Ryerson University,
włączyło nasze kolędy do swojego repertuaru. Właśnie wszczepianie naszej
muzyki do świadomości Kanadyjczyków traktuję jako moje najważniejsze zadanie.
Owszem, w Chórze Symfonia
był rozłam, obie Panie w opozycji do zarządu i dyrygenta, przewodziły grupie,
która próbowała zahamować wszelki rozwój Chóru. Łatwy, tradycyjny, przestarzały
i nieciekawy repertuar jest terenem, na którym czują się oni bezpiecznie.
Na szczęście, cały Chór na wyborach kilka dni temu opowiedział się za kontynuacją
moich planów unowocześnienia zespołu. Włączanie do repertuaru tylko najwartościowszej
polskiej muzyki, otwarcie na repertuar międzynarodowy, podniesienie świadomości
muzycznej członków i nowoczesna organizacja zespołu jest teraz celem Symfonii.
A ja w dalszym ciągu będę
się obu Paniom narażał, wykonując muzykę całego świata z moimi zespołami,
w których grają i śpiewają chińskie dzieci i młodzież, pracownicy Żydowskiego
Centrum Baycrest i studenci Uniwersytetu Ryersona o wszystkich kolorach
skóry. Wszyscy oni doskonale wiedzą, skąd pochodzę, i uczą się ode mnie
szacunku dla kultury polskiej.
Z wyrazami uznania za znakomicie
prowadzoną gazetę,
Maciej Jaśkiewicz
Od redakcji: Wzajemnie
z wyrazami uznania za znakomite osiągnięcia.
GONIEC NR
11/2009 (270)
(13-19
marca2009)
Droga Redakcjo, Czytelnicy,
Pisząc ten list, nie chciałbym nikogo urazić, ale muszę poruszyć
ten temat. Byłem ostatnio na plazie Wisła w Mississaudze z moją Córką u
dentysty. Córka poszła leczyć zęby, a ja czekałem na nią na parkingu blisko
Polskiej Credit Union. Co zauważyłem, jak my, Polacy, robimy zakupy, oczywiście
spieszymy się bardzo, każdy chce być w domu jak najszybciej z rodziną,
ale nie rozumiem, dlaczego utrudniamy sobie życie, chodzi mi o te osoby,
co ignorują innych i jeżdżą pod prąd. Wyraźnie są tablice, że jest tylko
jeden kierunek wokoło plazy, a jak na złość ponad 50 proc., co wjeżdżają,
to tym się w ogóle nie przejmuje, zawracają w tym samym kierunku i mają
w nosie tych, co jeżdżą prawidłowo i chcą wyjechać na ulicę. Trąbimy na
siebie, "pokazujemy palce wiadomo które", tym co się zwraca uwagę, to się
obrażają, może im wszystko wolno... Nie wiem, czy wszędzie ktoś musi nad
nami stać, pilnować. Na zakończenie życzę Wszystkim miłej wiosny i uśmiechu.
Z poważaniem
Ryszard Partyka
Brampton
Od redakcji: Anarchię wysysamy z mlekiem matki?
Szanowny Panie Redaktorze!
Jestem stałą czytelniczką "Gońca". Chciałam serdecznie podziękować
p. Kumorowi za ciekawe artykuły w "Gońcu".
Dziękuję również za obronę Ojca Rydzyka, który jest tak obrażany,
aż serce boli czytać. Podziwiam Pana cierpliwość, że nawet listy obrażające
Pana osobę zamieszcza Pan w gazecie. Denerwuje mnie jednak, że osoby, które
robią zarzuty o. Rydzykowi lub Panu, nie raczą podpisać się swoim nazwiskiem
wiele razy, choć się mają za takie mądre, jak w np. "Gońcu" z 6-12.02.09
podpisana czytelniczka z Polski.
Dziękuję też za stronę o treści religijnej, którą zawsze z ciekawością
czytam i polecam znajomym do czytania.
Życzę dużo zdrowia Panu oraz wszystkim Pracownikom z okazji Jubileuszu
wydawania "Gońca", który niedawno obchodziła Redakcja. Dużo cierpliwości
do nieraz bardzo głupich listów od czytelników. Proszę się nie zrażać przykrościami.
Ja czekam na każdy numer "Gońca" z radością, bo to bogata gazeta w różne
wiadomości.
Serdecznie pozdrawiam Pana i całą Redakcję.
T. Pilarska
Od redakcji: Szanowna Pani, gdy się wchodzi do kuchni, nie
można bać się, że będzie gorąco. Taka praca. Mamy prawo myśleć, mieć różne
opinie etc. Niestety, w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi ma cienką
skórkę, która znosi wyłącznie głaskanie, najlepiej pod włos.
Szanowny panie Redaktorze,
Jako stała czytelniczka "Gońca" chciałam się pożalić na naszego
burmistrza Davida Millera, gdzie On był, jak uchwalali Panowie z Jego otoczenia
nowe grabieże do wyrzucania śmieci, nie biorąc pod uwagę zamieszkania ludzi
w starych dzielnicach miast, bocznych uliczkach małych, gdzie domy są złączone
razem, a garaże z tyłu domów i przejścia nie ma, a jest ich dużo. Werandy
tak jak moja są małe i nie można trzymać garbiczu. Poza tym śniegi, jakie
nas nawiedzają, zasypują zupełnie garbicz na zewnątrz i trzeba go odkopywać,
jak ktoś ma miejsce. Tak że nam pozostaje ten ciężki garbicz ciągnąć przez
mieszkanie. A co za tym idzie, brud, woda ze śniegu ciągnie się przez mieszkanie.
Co mają zrobić starzy ludzie, emeryci, schorowani, ten ciężar ciągnąć i
to po schodach werandy.
Teraz wypada wysyłać dodatkowe rachunki do Pana Millera za sprzątaczkę
mieszkania po przeciągniętym garbiczu przez mieszkanie. Kto te garbicze
wymyślił, powinien pracę stracić, bo nie przemyślał wcale. Jeszcze musiałam
zapłacić 130 dol. za tę udrękę. Ludzie, buntujcie się na głupotę naszych
Panów Urzędników. A na pewno jakiś Pan dostał nagrodę za to wymyślenie
garbiczów i udrękę ludzi. Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę ludzi starych
i mieszkających w starych dzielnicach miasta.
Uważam, że Pan Miller powinien czuwać nad planami swoich pracowników
i mądrzej myśleć od nich i bronić wszystkich ludzi, nie tylko ludzi mieszkających
w bogatych dzielnicach. Jeszcze nas uczą, jak mamy wystawiać garbicze,
a uliczki małe mają zaspy śniegu i mało oczyszczone, tak że czasem przejść
chodnikiem ciężko, gdy stoją te nowoczesne garbicze z piekła rodem.
Stała czytelniczka
Od redakcji: Brawo, buntujmy się na głupotę, bo inaczej nas
pochłonie.
Szanowny Panie Andrzeju!
Razem do jednego się sprowadza. Wysyłam niektóre wycinki z gazety
"Goniec". Piszą i mówią też inni na ten wrażliwy temat co odważniejsi.
Dzisiaj bardziej jest preferowane kłamstwo, mącenie, aby nie połapać się,
gdzie się jest. Choć ponoć "oliwa" z mętnej wody też wypływa. Jeszcze cztery
miesiące temu było super cacy. Same zwycięstwa na świecie, tak trąbiono
na wszystkie sposoby. Okazało się po wyborze czarnego prezydenta, że jest,
ale całkowicie czarno. USA na krawędzi bankructwa. Pani Clinton szuka pożyczek
po świecie. Kanadyjska dobra "dujka" ledwo zipie, o mało nie był zamach
stanu. Polska szuka ostatniej deski ratunku. Cały świat na kolanach, a
"góralskie" banki pękają w szwach od złota i waluty. Tak dokładnie jest
opisane w "Piśmie" przyjście Mesjasza. I co, znowu niewypał? To już trenowaliśmy
nie raz. 75 lat temu Mesjasz był tuż-tuż, tylko jakiś "malarz" inaczej
to wymalował.
Polacy w Warszawie budują już pomnik. Reszta stolic świata powinna
natychmiast się przyłączyć do tego projektu i u siebie też pobudować pomniki
holokaustu "swoich narodów", bo dzisiaj już dokładnie wiadomo, kto komu
robi holokaust. USA, Polska i inni już "deklarują", bo portfel pusty, budowę
"Gazy", bo mętnym gadu-gadu do tego doprowadzili. Europa już zjednoczona,
reszta świata miała być w tym roku. Jeden rząd, jedna waluta, jedna bieda,
czyli komunizm, a banki naszych "górali" i fora od nich. Co trochę mamy
głosować na demokrację, prawo i porządek. A "górale" mają trzy prawdy swoje
- "prowda", "prawdziwa prowda" i "g... prowda". A najbardziej lubią 11.
przykazanie - wal biednego, aż skóra spadnie z niego. A jak spadnie z niego,
bierz się za następnego.
Z pozdrowieniem,
Piotr Samotny
stały czytelnik
Od redakcji: Zgadza się, czekamy na powtórne przyjście.
xxx
W polskich mediach pojawiły się opinie w sprawie postępowania
prymasa Polski ks. kard. Glempa wobec procesu beatyfikacji ks. J. Popiełuszki.
Dowiadujemy się, dlaczego po tylu latach po zamordowaniu ks.
Jerzego przez SB, tak opornie przebiegał ten proces. Okazuje się, że prymas
nie zgadzał się na beatyfikację ks. Jerzego. Według "Rzeczpospolitej",
prymas odmówił zeznania do Rzymu w tej sprawie. Prymas ostro potępiał działania
ks. Jerzego, jako że nie działał w interesie Kościoła i narodu, a działał
politycznie. Prymas powiedział podobne słowa, jak oskarżenia PRL-u i SB.
Jaruzelski wypowiedział się o prymasie: Myślę, że prymas potrafi działać
z nami... Z kolei ks. Jerzy zapisał takie słowa w dzienniczku: zarzuty
mi postawione (przez prymasa) zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowała
mnie bardziej...
To stwierdzenia "Rzeczpospolitej" na podstawie dokumentów, jakie
podobno posiadają. O ile to prawda, to na pewno takie opinie prymasa nie
przyczyniły się do obrony ludzi prześladowanych przez SB, w obronie wiary,
wolności, prawdy i Polski. W dodatku prymas miał powiedzieć, że nigdy nie
dopuści do beatyfikacji ks. Jerzego, tak długo jak będzie prymasem. Dlatego
i dziś w polskim Kościele nie ma jedności, a raczej rozłam. Dlatego i dziś
komuniści prześladują Kościół i księży. Może to odbywa się łagodniejszymi
metodami, ale stanowczo i konsekwentnie. Przykładem jest walka z Radiem
Maryja. Faktem jest, że prymas nie broni Radia Maryja i podobnych katolickich
instytucji. Papież Jan Paweł II popierał Radio Maryja i mówił: dziękujemy
Bogu, że takie Radio Maryja powstało. Wiedział, że największe wartości
dla Polski to jedność w Kościele, solidarność w narodzie katolickim. W
przeciwnym razie Polska nigdy nie będzie silna i samodzielna.
Obecnie wyprzedaje się resztki Polski. Dlatego obniżono wartość
złotego, aby obcy kupili ją jak najtaniej. LOT bankrutuje, już jest oferta
kupna przez Lufthansę. Niemcy nie zbankrutują. Unia Europejska nie pozwala
na dotacje rządowe dla polskich przedsiębiorstw. Co za polityka, to paranoja.
To pokazuje, że komuś zależy, aby Polska padła cała. Polacy, obudźcie się,
bo was już sprzedają, tylko żebyście chociaż wiedzieli, kto was kupi i
za ile. Prośby do rządu to dla nich śmiech. Oni się tylko kierują zapewnieniem
Urbana, że rząd i tak się wyżywi. Tak jak kiedyś Urban powiedział w TV,
że jeśli odbiorą rentę Jaruzelskiemu, to on sam mu da.
S.W.
Od redakcji: Nie dajmy się podzielić!
GONIEC NR
10/2009 (269)
(6-12
marca2009)
Droga Redakcjo, Czytelnicy,
Pisząc listy do "Gońca", nie atakowałam nikogo, były to przykłady
i informacje dla osób zainteresowanych tym tematem.
Każdy człowiek podejmujący tak drastyczną decyzję (rozwód)
jest odpowiedzialny za wynikające z tego konsekwencje. Nie zawsze natomiast
jest przygotowany do tego rodzaju klęski. Tragedią jest zazdrość,
egoizm, chore ambicje i potrzeba bycia górą w każdej sytuacji. Publiczne
wyznania, ataki oraz relacje z osobistego życia nie zawsze dają odpowiednią
satysfakcję, stając się totalną bzdurą. Zapanować nad własnym rozbuchanym
ego i zachować szacunek dla siebie i innych to konieczność. Prowadzimy
wojny z otoczeniem i byłymi partnerami, zapominając, jak bardzo cierpią
na tym nic niewinne nasze dzieci. Często odrobina pracy nad sobą doprowadzi
nas do nabrania dystansu do zdarzeń, jakie nas dotykają, ale przebudzenie
w tym przypadku jest obowiązkowe. Bardzo często szczera rozmowa z
osobami trzecimi typu psycholog, a nawet lekarz rodzinny może wyprowadzić
nas z tego stanu.
W odpowiedzi na list "kochanego tatusia"É
Tak się składa, że pisałam do redakcji gazety prośbę o kontakt
z Tobą, dobre słowo lub szczera rozmowa często znaczą więcej
niż pomoc finansowa lub inna. Pan Andrzej jeszcze tego samego
dnia (piątek, 20 lutego ) podał mi kontakt. Odpisałam, że niestety zaniecham
tego zamiaru, ponieważ znam Ciebie i Twoją rodzinę osobiście. Kiedy byliście
jeszcze rodziną, mieszkałeś w dotowanym przez rząd mieszkaniu i bazowałeś
na pracy (sprzątanie domków) swojej żony. Pamiętasz Wielkanoc 2004 roku?
To właśnie w MOIM DOMU (nie z welfra i cudzych podatków) nazwałeś
swoją żonę i wszystkie Polki kÉ. Po tej wypowiedzi
przestałam utrzymywać z Tobą kontakt, po prostu przestałeś
istnieć. Nie musisz się martwić o moje dzieci, ponieważ zapewniłam im przyszłość,
o której możesz tylko pomarzyć.
MÉ. - zacznij uważniej czytać, bo tracisz wątek i
źle interpretujesz moje wypowiedzi. Mam nadzieję, że dzisiejszy list da
Ci do myślenia. Nie zapominaj , że ciągły atak
jest kiepską obroną.
Ewa
PS
Bardzo dziękuję za wydrukowanie tego (ostatniego) listu.
Od redakcji: To był ostatni list, jaki drukujemy, w tym momencie
wymiana zdań między Panią a Panem niczemu już nie służy, proszę rozmawiać
bez naszego pośrednictwa.
Droga Redakcjo!
Myślę, że w sprawie śmierci pana R. Dziekańskiego powinniśmy
WSZYSCY zwrócić się, i to jak jeden mąż, do polskich placówek dyplomatycznych:
konsulatu w Vancouverze bądź ambasady w Ottawie, i domagać się, aby Polska
wystąpiła jako strona i oskarżyciel. Zbyt wiele jest kłamstw
i matactw, aby ukryć sadyzm i bezduszność mordujących naszego Rodaka.
Paralizatory zamierza się jeszcze bardziej spopularyzować i nieustannie
się twierdzi, iż są bezpieczne!!! Pomijając, że już 25 osób w Kanadzie
nimi zabito!!!! Jeśli jakiekolwiek urządzenie elektryczne spowodowałoby
śmierć mniejszej liczby osób niż te 25, mielibyśmy niewątpliwie natychmiastowe
tzw. recall, czyli odwołanie produktu.
Za spowodowanie śmierci podróżującego wiele godzin, przy różnicy
czasowej, i 10 godzin błądzącego bez pomocy (nie mówiąc już o podaniu kromki
chleba czy szklanki wody) powinni odpowiedzieć nie tylko wykonujący kacią
robotę, ale również producenci z ich całą propagandą, której przyświeca
napełnianie własnych kieszeni mamoną, a nie rzeczywista troska o bezpieczeństwo.
Gdyby mądry człowiek nie uchwycił na filmie "zajścia", cały stek
kłamstw użyty byłby przeciwko śp. panu Robertowi, który mimo zmęczenia,
frustracji i bariery językowej poddał się rozkazowi jednego z policjantów
i przeszedł, gdzie mu kazano, oraz chciał sięgnąć po dokumenty, lecz drugi
z policjantów zakazał mu tego. Stan zdrowia zamordowanego nie podlega
nawet dyskusji, jako że był on 5-krotnie rażony paralizatorem - dodatkowe
razy, tj. "końskie dawki", zaaplikowano powalonemu i nie stawiającemu oporu...
to w napaści na Niego nie zachowano regulaminu ani krzty rozsądku.
Niech nie odwracają kota ogonem.
Nie dajmy się ogłupiać kłamstwem kryjącym karygodne zaniedbania,
wszak i w innej sprawie, wskutek ignorancji, parę dni temu zamarzła kobieta,
gdyż RCMP nie zarządziła poszukiwań mimo sygnałów, że takie powinna wszcząć...
ocalały mąż tej kobiety miał wyjątkowe szczęście i cudownie przetrwał.
Coś nie tak jest z obrońcami porządku... powinni zweryfikować
rekrutację i procedury postępowań... m.in. był przypadek, że młody RCMP
zginął, gdy samotnie wysłano go na odludzie do uzbrojonych przestępców
etc., kiedy tu w przypadku zmęczonego podróżnego aż 4 go osaczyło i zamordowało.
Dzwońmy więc, piszmy do polskich dyplomatów jak Kanada
długa i szeroka: niech Polska wystąpi również z oskarżeniem o zamordowanie
Polskiego Obywatela - a winni to RCMP i producent paralizatorów oraz współwinne
poniekąd służby na lotnisku, które wprowadziły w błąd panią Cisowską i
nie pomogły panu Robertowi.
Telefon do ambasady w Ottawie 613-789-0468 oraz 613-789-3376
(tanio, np. bo za 1 dol. przez "Looney Call", tj. wykręcając najpierw
10 15 565 i potem 1 i podany wyżej #).
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Popieramy całym sercem.
Szanowna Redakcjo,
Przed kilkoma dniami przypadkowo natknąłem się na grudniowy numer
Waszego Tygodnika i postanowiłem wysłać do Was załączony artykuł z prośbą
o jego zamieszczenie na łamach Waszego pisma, oczywiście jeżeli uznacie
to za stosowne. Byłbym wdzięczny za nawiązanie z Wami bliższej współpracy
w zakresie problematyki Kresów Wschodnich. Na Kresy do mego rodzinnego
Buczacza w woj. tarnopolskim w bieżącym roku organizuję po raz 15. pielgrzymkę
autokarową w lipcu na okres 7 dni, w której udział biorą byli mieszkańcy
tamtych stron, jak i ich potomkowie, by odwiedzić rodzinne strony i groby
swoich przodków.
Więcej szczegółów w załączonym artykule.
Oczekując pozytywnej odpowiedzi, pozostaję z wyrazami szacunku.
mgr Józef Bronisław Zając
Bolesławiec
Kościół p.w. Matki Bożej Szkaplerznej w Buczaczu
Parafia rzymskokatolicka w Buczaczu, obecnie na Ukrainie w woj.
tarnopolskim, erygowana 28 lipca 1279 r. - jest jedną z najstarszych w
archidiecezji lwowskiej. Fundatorem świątyni p.w. Matki Bożej Szkaplerznej
był Michał Abdank Buczacki. Świątynia jest zlokalizowana między ratuszem
a górą zamkową.
Po roku 1945 ta piękna świątynia była systematycznie niszczona.
W kościele zlokalizowano magazyn towarów przemysłowych, a w podziemiach
prezbiterium rozdzielnię gazu. Boczne ołtarze obdarto z obrazów, a wszystkie
ołtarze pozbawiono antypediów. Zniszczono 14-głosowe organy, ściany i posadzkę.
Z podziemi usunięto grobowce, a figurę Matki Bożej z groty wywieziono do
Polski. Z plebanii nie zostało nic. W tym miejscu zbudowano przedszkole.
Stan ten dotrwał do roku 1991, tj. do uzyskania niepodległości
przez Ukrainę, kiedy to do Buczacza wrócił po 48 latach tułaczki po tzw.
Ziemiach Odzyskanych buczaczanin ks. inf. Ludwik Rutyna, który po otrzymaniu
święceń kapłańskich w maju 1941 r. we Lwowie, odprawił prymicyjną Mszę
św. właśnie w tym kościele. Trzeba nadmienić, że ks. Ludwik w tym czasie
liczył 74 lata i podjął się olbrzymiego dzieła, bo remontu 9 kościołów
w obrębie powiatu buczackiego, nie mając ze strony władz ukraińskich żadnego
wsparcia finansowego.
Nasuwa się pytanie, skąd brał środki na remonty? Koszty związane
z remontami ponosił, mając wsparcie Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów
Południowo-Wschodnich Oddział Buczacz we Wrocławiu oraz byłych parafian
z poprzedniej placówki w Koźlu, gdzie do przejścia na emeryturę był proboszczem.
Nie sposób nie wspomnieć o wysiłkach pani prezes Oddziału TMLiKPW we Wrocławiu
mgr Adeli Łucarz w zdobywaniu środków na remonty oraz kontynuatora dzieła
swojej poprzedniczki, obecnego prezesa pana dr. inż. Władysława Szklarza.
W sierpniu br. minie 18. rocznica wznowienia działalności duszpasterskiej
zamkniętego na 46 lat kościoła parafialnego p.w. Matki Bożej Szkaplerznej
w Buczaczu. Wiele czasu i sił kosztowało przygotowanie kościoła do uroczystego
ponownego poświęcenia. Wywieziono olbrzymie ilości gruzu i śmieci, częściowo
oszklono okna, a przed uroczystością poświęcenia kilkunastu księży słuchało
spowiedzi - tak dawno ich tu nie było. Zamieszczone zdjęcie przedstawia
organy w kościele buczackim; to brzmi zbyt dumnie, bo faktycznie to tylko
dwuczęściowa szafa organowa od frontu zabita płytą pilśniową, na której
namalowane zostały piszczałki, a wewnątrz nie ma nic. Jak również nie oszczędzono
niczego, co by przypominało instrument muzyczny króla instrumentów - organy.
Dla barbarzyńców ze wschodu nie było żadnej świętości. Zdewastowany instrument
posiadał stół gry z dwoma manuałami i pedałem (klawiaturą nożną), które
uruchamiały przez grającego 14 głosów, na które składało się 800 piszczałek.
Z tego nie pozostało nic. Dziś ten wspaniały instrument kosztowałby bardzo
dużo, a oferta pana Jerzego Kukli jak na obecne warunki jest bardzo korzystna.
Kwota, jaką pochłonęłaby odbudowa tych organów, jest nie do osiągnięcia
przez parafian buczackich z uwagi na ich zbyt małą liczebność i bardzo
trudną sytuację materialną. Obecna społeczność parafialna bez pomocy naszej
nigdy tego nie zrealizuje, a tamtejsze władze w tego rodzaju przedsięwzięcie
na pewno się nie zaangażują.
Przedstawiając czytelnikom ten artykuł tak w kraju, jak i za
granicą, apeluję po raz kolejny o pomoc finansową na tak zbożny cel. W
sprawie możliwości wpłat proszę kontaktować się telefonicznie z numerem
075-732-3425. Liczę, że do apelu włączy się Towarzystwo Miłośników Lwowa
i Kresów Południowo-Wschodnich Oddział Buczacz we Wrocławiu, które udostępni
swoje konto bankowe i dalej będzie pilotowało przedsięwzięcie, w czym chętnie
będę służył pomocą.
Opracowanie
mgr Józef Bronisław Zając
Bolesławiec
Od redakcji: Całym sercem popieramy odbudowę polskich pamiątek
na Kresach.
Drogi, Panie Andrzeju! Biorąc pańską odpowiedź na mój artykuł
"Polityczne chochoły" naprawdę do serca, postanowiłem zrobić korektę i
pozbyć się obraźliwych słów na temat mniejszości etnicznej. Naiwnie jednak
myślałem, mój artykuł i tak nie doczekał publikacji. Nie miał Pan odwagi
dopisać, że listy do "Gońca" podlegają pod akceptację redakcji, czyli tak
zwanej cenzurze, tak jak za dawnych dobrych czasów w PRL-u. Nic dodać i
nic ująć. Polityczna poprawność to jest ten rak dzisiejszych czasów, który
doprowadza donikąd, mogę to porównać do równi pochyłej nad przepaścią posmarowaną
mydłem i denatem tam siedzącym.
Z poważaniem
E. Pakietur
Od redakcji: Szanowny Panie, to nie cenzura i nie polityczna
poprawność, usiłujemy właśnie ratować się przed równią pochyłą. Skoro Pan
nas czyta, proszę nie porównywać do PRL-u - bo to niepoważne. Ja PRL bardzo
dobrze pamiętam.
Szanowna Redakcjo
Znaczenie "Troll" - zwykle wielkie, tępe, powolne, brutalne stworzenie,
często pod działaniem słońca zamieniające się w kamień. Zazwyczaj jego
atrybutem jest wielka maczuga.
Znaczenie "Trolowanie" (trolling) - antyspołeczne zachowanie
charakterystyczne dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie,
w których prowadzi się dyskusje. Trolowanie polega na zamierzonym
wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażania (często
następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych,
często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu
zabiegów erystycznych.
Podstawą tego działania jest upublicznienie tego typu wiadomości
jako przynęty, która doprowadzić mogłaby do wywołania dyskusji. Czytanie
trola to strata czasu, a "niekarmiony" zdycha.
Kochany tatusiu.... przyjmij świecką radę: spróbuj przyswoić
sobie tę niezwykle trudną sztukę czytania tekstu ze zrozumieniem.
Czytelnik
Od redakcji: Patrz odpowiedź na list pierwszy.
GONIEC NR
9/2009 (268)
(27
lutego - 5 marca2009)
Przewielebny Ojciec Prowincjał Janusz Błażejak OMI
My, parafianie parafii św. Kazimierza w Toronto oraz Polonia
katolicka sympatyzująca z tym Kościołem, zwracamy się do Ojca Prowincjała
w sprawie zajęcia stanowiska i rozwiązania narastającego konfliktu pomiędzy
nami a Proboszczem naszej Parafii Ojcem Marianem Gilem OMI.
Przy całej sympatii dla Ojca Proboszcza i uznaniu Jego posługi
duszpasterskiej dla dobra Polonii, chcemy zauważyć wyraźny brak dobrej
woli w kilku kwestiach:
Zakazanie gromadzenia się Rodziny Radia Maryja przy naszej Parafii
oraz wyeliminowanie wszelkich form jej działalności przy naszym Kościele.
Taka postawa, przy całym szacunku dla Proboszcza Ojca Mariana,
jako duszpasterza wszystkich Parafian, nie sprzyja właściwemu rozwojowi
naszej wspólnoty, a wręcz powoduje podział wiernych, zdezorientowanych
co do celów takich decyzji. Wiemy, że Pan Jezus modlił się, "abyśmy byli
jedno", i chyba dla dobra wszystkich duszpasterzy i wiernych w ich wspólnej
posłudze, leży zadanie jednoczenia Parafii, a przez to i Kościoła. Działania,
które są niezrozumiałe dla ludzi, nie przyczyniają się do budowy jedności,
a wręcz zasiewają wątpliwość w sercach wielu wiernych.
Jako Parafianie hojnie wspieramy wszystkie dzieła służące Kościołowi,
ale pragniemy również, aby duszpasterze liczyli się z naszym głosem i naszymi
potrzebami. Wielu z nas to ludzie starsi nie mający pojazdów, toteż trudno
nam dojeżdżać do odległych Parafii, aby się spotkać - tylko dlatego, że
nasz Kościół Parafialny zamyka przed nami podwoje. W tak zróżnicowanym
kulturowo społeczeństwie chodzi chyba o to, abyśmy byli jednością wskazującą
innym drogę do Chrystusa.
Robienie przez Proboszcza Ojca Mariana z naszej Parafii św. Kazimierza
swoistego zaplecza "Studia Młodych", jest niszczeniem jednej wspólnoty
kosztem drugiej, skoro zabrania się ludziom korzystania z naszych parafialnych
sal. Nasza Parafia to w większości ludzie starsi; będziemy szczęśliwi,
jeśli Ojciec Proboszcz przygarnie młodych i im duszpasterzuje, ale przy
pełnym poszanowaniu potrzeb tych, którzy od lat łożą na wszystkie cele
całej wspólnoty.
Prosimy zatem uprzejmie Ojca Prowincjała o zajęcie stanowiska
w powyższej sprawie i przywrócenie funkcjonowania zakazanych inicjatyw,
wszak Kapłaństwo to miłość i służba każdemu człowiekowi.
(-) Parafianie
Lista 83 osób podpisanych pod listem
do wglądu w redakcji
Od redakcji: xxx
W odpowiedzi na list
Witam serdecznie, odpowiedziałem tydzień temu na list p. Ewy,
podając swój numer telefonu, żeby nie "męczyć" czytelników ciągle tym samym
tematem i oczekując, że ta pani zadzwoni, niestety użyła ponownie łamów
Waszej gazety do ataku na mnie, wprowadzając w błąd czytelników i mnie
mówiąc, że podaje swój kontakt... Dziś, tj. w poniedziałek, zadzwoniłem
do redakcji z prośbą o kontakt i okazało się, że ta pani wystraszyła się
chyba konsekwencji... jakich, to może już w moim liście bezpośrednio do
niej, liście, który mam nadzieję, że wydrukujecie, i obiecuję, że już będzie
ostatnim i więcej nie będę się wypowiadał na ten temat..
"Kochana mamusiu", decydując się na wysyłanie listu do redakcji
i ocenianie innych, których pani nie zna, powinna sobie pani zdawać sprawę,
że inni też mają prawo osądzać panią... prawo działa w dwie strony i pani
jako kobieta nie jest ponad prawem, chociaż pewnie to pani marzenie tu,
w Kanadzie... Pani "realia" obejmują tylko i wyłącznie jedną stronę i są
subiektywne, sądząc po pani liście... Tak jak pani, tak i ja dzieliłem
się własnymi doświadczeniami i wyrażałem swoją opinię... W przeciwieństwie
do pani ja nie oczekiwałem nigdy na dotowane mieszkanie i nie łamałem prawa,
pani chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że praca "na czarno" jest grzechem
(jeśli pani jest katoliczką), oszustwem i hańbą i taki jak ja utrzymuje
panią i pani dzieci ze swoich podatków... Pewnie się pani obawiała, że
mógłbym dać znać, gdzie trzeba, i wycofała się szybko z podawania kontaktu.
Ja podałem swój, bo nie mam czego ukrywać, konsekwencje, jak pani pewnie
wie, byłyby dla pani trochę przykre. Oszukiwanie Urzędu Podatkowego może
skończyć się źle, a pani dobrze zdaje sobie sprawę, że powinna ujawnić
wszystkie swoje dochody i wtedy "żegnaj" dotowane mieszkanie, żegnaj zasiłku
i oczywiście od tatusia też wpływałyby mniejsze pieniądze... Tu właśnie
widać tę "mądrość kobiecą" takich "kochanych mamuś" jak pani. Pisze pani
o ambicji... hmmm, dziwne poczucie ambicji... dla mnie ambicją byłoby wziąć
się za uczciwą i legalną pracę i dać dzieciom swoim przykład... W ten sposób,
który pani uważa, że nie jest hańbą i oszustwem, uczy pani swoje dzieci
"kombinatorstwa" i wyzyskiwania kanadyjskiego systemu, czyli mnie i większości
czytelników tej gazety i większości obywateli...
Podając swój kontakt, pragnąłem opowiedzieć o sobie, nie dała
pani tej szansy, więc jedynie powiem, że wychowuję samotnie syna i COŚ
wiem na temat wstawania, szykowania itd., więc proszę mi nie wmawiać picia
piwa (jestem abstynentem) i siedzenia przed TV (nie posiadam). Wygodna
jest pani, ssąc środki ze wszystkich możliwych źródeł, a nie ze swojej
legalnej pracy, i nie mogę się pogodzić z tym, że również z mojej pracy...
Pani list do gazety miał być jęczeniem nad smutnym losem "kochanych
mamuś", a skończył się obnażeniem pani...
Ja w przeciwieństwie do pani pracuję uczciwie i jakoś nie stać
mnie na wysyłanie syna lub córki na balet i hokej, a pani nie pracując
(dlaczego? przecież dzieci są już w tym wieku, że można), korzystając również
z moich podatkowych pieniędzy, żyje na poziomie znacznie przekraczającym
średni poziom pracujących ludzi...
Ofiarując "pomoc", ponownie pani się ośmiesza, bo pomocy, niekoniecznie
finansowej, ale medycznej, wymaga pani... ja nie oczekuję tak jak pani
pomocy... sam sobie daję radę w Kanadzie od ponad 20 lat i jakoś nie zhańbiłem
się zasiłkami i nikt mi nie pomaga. Liczę na siebie, czego pani serdecznie
życzę.
Oczekuję, że redakcja wydrukuje ten list z powodu jak wyżej...
Z całym szacunkiem do wszystkich kochanych mamuś i tatusiów...
bo w końcu dzieci są najważniejsze i dawanie im prawego przykładu...
Kochany tatuś
Od redakcji: Zgadza się, dzieci są najważniejsze i to one ponoszą
konsekwencje głupoty, zacietrzewienia i egoizmu tatusiów i mamuś.
Szanowna Redakcjo
W związku z opublikowaniem w Waszej gazecie moich wspomnień,
oświadczam, iż nigdy nie udzielałem zgody na ich publikację, ani też wykorzystanie
umieszczonych tam zdjęć czy grafiki mojego autorstwa. Materiał ten był
sukcesywnie drukowany na przełomie listopada i grudnia 2008 w wielu kolejnych
numerach "Gońca".
Wg posiadanej przeze mnie szczątkowej wiedzy, były to m.in. następujące
publikacje:
Goniec nr 45/2008 s.18 - "Skuteczne kąsanie czerwonego"
Goniec nr 46/2008 s.18 - "Poznajemy możliwości sitodruku"
Goniec nr 47/2008 s.18 - "Stres podobny jak przy pierwszym skoku na
spadochronie"
Goniec nr 48/2008 s.18 - "W przypadku wpadki mamy wszyscy spróbować
odbić jeńców"
Całość wspomnień została chaotycznie podzielona na przypadkowe,
wyrwane z kontekstu fragmenty, z których nie wynika, iż stanowią fragment
większej całości, które będą kontynuowane w następnych numerach. Kolejne
artykuły zaczynają się w połowie wątku i tak samo się kończą. Działanie
takie świadczy nie tylko o braku profesjonalizmu i rzetelności dziennikarskiej,
ale także o braku szacunku dla Czytelnika i autora.
Mimo pełnej listy kontaktów, dostępnej na stronie www.fmw.org.pl,
skąd pobrano wspomnienia, nie zostałem poinformowany o zamiarze ich publikacji
na łamach "Gońca", zaś tekst po zmianach nie został przedstawiony do mojej
autoryzacji. Postępowanie redakcji jest naruszeniem integralności dzieła,
a także zawłaszczeniem praw autorskich i majątkowych, niezgodnym zarówno
z prawem polskim jak i kanadyjskim. Mieszkam w Polsce i o publikacji dowiedziałem
się przez przypadek. W odpowiedzi na moją prośbę skierowaną do Pana Andrzeja
Kumora, otrzymałem jedynie egzemplarze numeru 45/2008, który i tak już
posiadałem. Redaktor Naczelny nie udzielił mi jednak wyjaśnienia nt. publikacji
bez mojej wiedzy ani też nie poinformował mnie o zamiarze wydrukowania
całości materiału.
W związku z powyższym domagam się:
*opublikowania niniejszego sprostowania na łamach "Gońca" w jednym
z najbliższych dwóch numerów "Gońca", tj. do 6 marca br.,
*przesłania mi egzemplarzy wszystkich numerów "Gońca", gdzie
zostały wykorzystane moje wspomnienia,
*przekazania należnego mi w związku z ww. publikacją honorarium,
na działalność dowolnej organizacji polonijnej na Białorusi lub w Kazachstanie.
Jednocześnie informuję Czytelników, iż całość tekstu dostępna
jest na stronie www.fmw.org.pl w dziale "historia".
Z poważaniem
Jacek "Wiejski" Górski
Od redakcji: Szanowny Panie, w zasadzie mógłbym tłumaczyć,
tak jak w listopadzie pisałem w liście do Pana, że jesteśmy prawie rówieśnikami
i Pana historia jest mi bliska, że usiłujemy tu, na emigracji, propagować
właśnie te nieznane karty polskiego losu, jakże ważne dla polskiej tożsamości,
w zasadzie mógłbym tłumaczyć, że przecież wydajemy porządny tygodnik w
trzyosobowym zespole i, co nieuniknione, trafiają się nam różne błędy redakcyjne,
w zasadzie mógłbym wspomnieć, że przecież Pana zacni Teściowie mieszkają
w Mississaudze i czytają "Gońca", a każdy tekst Pana wspomnień opatrzony
był odniesieniem do strony portalu Federacji Młodzieży Walczącej; że w
końcu dzięki nam dowiedziało się o losach naszego pokolenia ładne kilka
tysięcy ludzi.
W zasadzie... Ale nie będę, bo trochę mi ręce opadają.
Andrzej Kumor
Do mediów polonijnych Szanowni Państwo
W październiku 2008 roku ukazała się nasza - Wojciech Echilczuk,
Tomasz Szczerbicki - książka "Harley mój kumpel", która jest opowieścią
o historii motocykli H-D w Polsce. Temat został tak dogłębnie zbadany,
że bez kompleksów możemy stawać w szeregi światowych harleyowców.
Nie jest to prymitywna opowieść bazująca na tandetnych ikonach
współczesnego harleya (goła kobieta, posępny bandzior czy ubrany w skórzaną
kurtkę "nie wiadomo kto"). To opowieść o miłości i o tym, czym był ten
motocykl w Polsce na przełomie lat 60. i 70., kiedy rodził się u nas ruch
harleyowski. Nie ma tu szpanerstwa i blichtru, za to jest masa przyjacielskiej
miłości i braterstwa.
Wydaje mi się, że dla Was - media polonijne - kreatorów opinii
społecznej Polonii za Oceanem, taka książka to ciekawy materiał pokazujący,
że nasza historia jest równie bogata i ciekawa.
Więcej informacji o książce znajdziecie na: http://www.harleymojkumpel.pl/.
Pozdrawiam z Warszawy
Tomasz Szczerbicki
PS Przystępując do zbierania materiałów do tej książki zacząłem
od poszukiwań harleyowców z przełomu lat 60. i 70. Okazało się, że 70 proc.
z grupy, której adres miałem (150 osób), wyemigrowało do Kanady w latach
1975-1980.
Od redakcji: xxx
***
20. rocznica okrągłego stołu podsumowała "upadek komunizmu w
Polsce". Powstała też nowa definicja, do nowej historii, dla nowych pokoleń.
"Stan wojenny był zbawiennym wydarzeniem, a okrągły stół zakończył pomyślnie
te wydarzenia." Głównymi bohaterami, wiadomo, byli gen. Jaruzelski, Kiszczak
i Wałęsa. Pamiętamy uroczyście wznoszony toast przez Wałęsę i Michnika
z tej okazji. Wałęsa zawołał: zdrowie wasze w gardła nasze. Chyba spełniły
się dla nich te życzenia. Ale najbardziej skandaliczne teraz to twierdzenie,
że te przemiany dokonały się bez przelewu krwi.
Czy ci ludzie rozstrzeliwani, torturowani i rozrywane ich ciała,
począwszy od strajków w Poznaniu, nie mieli krwi? A może ci, co to teraz
głoszą, i ci, co to robili, nie mają serca ani rozumu? Czy aż tak im wyprano
mózgi? Dobrze, że jeszcze żyją dziś świadkowie i ofiary tych wydarzeń.
No, ale nową historię i tak już się pisze. Nieważne, czy prawdziwą.
Piszą taką, jaka im pasuje, a "bydło" polskie i tak zaakceptuje, jak nazwał
Polaków prof. Bartoszewski.
S.W.
Od redakcji: Nowa historia została już napisana, odtrąbiona
w telewizorach i wprasowana w głowy. Pozostali jedynie ludzie, którzy pamiętają,
jak było naprawdę, ale oni szybko wymrą...
***
REDAKCJA GOŃCA przeprasza Pana Andrzeja T. Chronowskiego
za wydrukowanie listu w numerze 7 GOŃCA, z dnia 13 - 17 lutego, gdzie pan
Sławomir Zalewski sugeruje, jakoby p. Andrzej T. Chronowski był autorem
listu "Czytelniczki z Polski", który to list zawiera obraźliwe i uwłaczające
sformułowania pod adresem Kościoła katolickiego. Oświadczamy, że
REDAKCJA GOŃCA nie posiada żadnych dowodów na to, by pan Andrzej T. Chronowski
był autorem listu "Czytelniczki z Polski" ani w jakikolwiek sposób inspirował
jego napisanie. Przepraszamy p. Andrzeja T. Chronowskiego za wszelkie krzywdy
i przykrości z powodu publikacji pana Sławomira Zalewskiego, w tym za zdanie
"Być może ?srebrniki= nie zostały wypłacone i stąd taka nienawiść".
Redakcja GOŃCA
GONIEC NR
8/2009 (267)
(20-26
lutego 2009)
Walentynki 2009 w London - ostatni odcinek
Było około północy. Atmosfera była miła, towarzystwo od dłuższego
już czasu bawiło się znakomicie przy muzyce zespołu "Non Stop". Nadszedł
wreszcie czas na długo oczekiwane przez wszystkich konkursy. Do pierwszego
z nich zaproszono trzy panie i jednego pana. Zasady były proste: należało
odnaleźć serduszko ukryte w częściach ubrania mężczyzny. Jedna z pań, w
trakcie tegoż konkursu, przekroczyła pewne ogólnie przyjęte normy dobrej
zabawy. Jak przypuszczam, będąc "pod humorkiem", zrobiła coś, czego
tylko ona powinna się wstydzić. Zrobiła coś, czego zapewne nie planowała,
zgłaszając się do udziału. A już na pewno nie było żadnego konspiracyjnego
planowania tego nieprzyjemnego incydentu ze strony organizatorów imprezy.
Pomimo to pragnę przeprosić w imieniu Zarządu Klubu Sportowego "Biały Orzeł"
za ten niefortunny incydent tych wszystkich, którzy poczuli się urażeni,
i obiecać, że w przyszłości będziemy bardziej ostrożni w dobieraniu programu.
I praktycznie w tym miejscu można by zakończyć tę krótką opowieść
o powyższym wydarzeniu, gdyby nie pewna "praktykująca katoliczka i mieszkanka
London" w jednej osobie, która postanowiła zostać "gwoździem programu",
pisząc swój rozpaczliwy i w pewnym sensie tragiczny list do kilku polonijnych
redakcji.
Szanowna Pani (jeśli oczywiście Pani fizycznie istnieje)!
Zapewniam, że zdecydowanie w dobrym guście byłoby zachowanie opinii na
temat powyżej wymienionego zdarzenia dla siebie (a już na pewno nie mówić
nic swoim dzieciom, no chyba że są na tyle dorosłe, by zrozumieć przebieg
całej sytuacji). A już co najmniej dużym nietaktem (najdelikatniej
mówiąc!) jest próba wmieszania w to wszystko Bogu ducha winnych: Kościoła,
Polsko-Kanadyjskiego Klubu, Polskiego Stowarzyszenia Narodowego, Kongresu
Polonii Kanadyjskiej, rządu polskiego i oczywiście Klubu Sportowego
"Biały Orzeł" z London. Takie właśnie Pani działania to czysta próba
"manipulacji, dewaluacji osiągnięć i zepchnięcie naszej nacji na dno moralne".
Jedyną osobą, w stosunku do której doszło do "naruszenia godności
osobistej", jest pan, który brał udział w konkursie. I tylko on powinien
zastanawiać się nad ewentualnym zasięgnięciem porady u prawników.
Na zakończenie swojego listu informuje Pani czytelników, że w
obawie o swoje bezpieczeństwo nie może go autoryzować swoim imieniem i
nazwiskiem, zostawiając powyższe informacje do wiadomości redakcji. I w
tym momencie zapytuję się, czy redakcja czasopisma drukującego Pani list
zdaje sobie sprawę z powagi powyższego stwierdzenia? Czy redakcja wie,
że ciąży na niej odpowiedzialność niezwłocznego poinformowania organów
ścigania o naruszeniu prawa kanadyjskiego? Osoba obawiająca się wyrażania
własnych opinii w sposób otwarty i jawny, powinna być chroniona w każdy
możliwy sposób przed jakimikolwiek zagrożeniami, a źródła owych zagrożeń
winny być ścigane z całą surowością!
Jeśli po tych wszystkich "odrażających wydarzeniach", których
była Pani świadkiem w dniu 7 lutego 2009 roku w sali PSN, wspólnie z mężem
podejmiecie decyzję o zaprzestaniu uczestniczenia w naszych imprezach,
to można temu tylko przyklasnąć i stwierdzić, że to najlepsze rozwiązanie
dla nas wszystkich!
Zbigniew Pacynko
w imieniu Zarządu KS "Biały Orzeł"
Od redakcji: Pani fizycznie istnieje, rozmawialiśmy z nią przez
telefon.
***
Nawiązując do artykułu "Walentynkowy skandal w London" w nr 7
"Gońca" z 13-19 lutego 2009, pragnęłabym sprostować jako naoczny świadek
owego "wydarzenia", że żadnego walentynkowego skandalu w London nie było.
Raczej "Mieszanka London" chciałaby taki skandal wywołać, no ale jak sama
nazwa wskazuje, czemuż innemu może służyć "mieszanka"? Wręcz przeciwnie,
zabawa walentynkowa była jedną z lepiej zorganizowanych i bardzo udanych.
Po raz pierwszy londyńska zabawa była prowadzona profesjonalnie z trafnymi
i odpowiednio do obchodzonego święta dobranymi anegdotami.
Cóż, Walentynki to święto Miłości, a więc tematem nie mogło być
nic innego, lecz to, co dotyczy Miłości. Wieczór ten, podobnie jak wieczór
Halloween, sam w sobie zastrzega sobie prawo do wyjątkowości. Na sali nie
było dzieci ani osób nieletnich. Już na samym początku zabawy uczestnicy
zostali poinformowani, że z uwagi na to, że obchodzimy Walentynki i na
sali obecni są tylko dorośli, organizatorzy mają nadzieję, że nikt nie
poczuje się zawstydzony czy broń Boże urażony żadnym z dowcipów czy żartów
tego wieczoru.
Kochana "Mieszanko Londońska" - szkoda, że boicie się ujawnić
i resztę Polonii w London uważacie za przestępców? - osobiście, zawsze
kiedy program TV poprzedza ogłoszenie, że program będzie zawierał
"coarse language" i "viewers discretion is advice", kiedy nie mam ochoty
na taki język, po prostu wyłączam tv. A więc po usłyszeniu tego ogłoszenia
powinna była pani opuścić salę. Pani pozostanie na zabawie równało się
akceptacji wszystkiego tego, co ten wieczór przyniesie. Dlatego artykuł
ten uważam za złośliwy, którego celem jest skłócić londyńską Polonię.
Jak to już w konkursach bywa, organizatorzy nie są nigdy w stanie
przewidzieć do końca działań uczestników konkursu.
Uczestnik owego konkursu miał prawo zadecydować sam o rozmiarze
swojej aktywności, poza tym stał tyłem do publiczności, więc uchylenie
na sekundę rąbka męskiej tajemnicy z bezpiecznej strony w walentynkowy
wieczór nie powinno być wykorzystane jako broń przeciwko całemu zarządowi
i całej reszty Polonii, no cóż, w pani oczach tej gorszej części Polonii.
Celem takich konkursów jest raczej dobra zabawa, a nie takiego typu publikacje.
Nie wiem, co jest bardziej trywialne, taki konkurs czy opisywanie go w
gazetach i narażanie w ten sposób uczestników samego konkursu na brak poufności.
Nie podała pani również bardzo ważnej informacji, że reakcja
pana prezesa PSN była natychmiastowa i profesjonalna i ta postawa przekonuje
również, że PSN ma profesjonalny i z charyzmą zarząd.
Pisze pani "wstyd mi będzie spojrzeć w oczy moim dzieciomÉ".
No cóż, jeśli pani chodzi na zabawy bez dzieci, to nie ma potrzeby usprawiedliwiania
się przed nimi. Jednak radzę pani wzmóc czujność i najlepiej od razu odłączyć
kabel tv, zasłaniać dzieciom oczy przed wszystkimi mediami, ponieważ dookoła
nas jest bardzo niewiele moralnych i bezpiecznych publikacji. Czyżby w
przeszłości nie było podobnych konkursów czy żartów na hali, na innych
halach? Nikogo nie osądzam i nie krytykuję, ale rozwiązujmy trywialne problemy
na własnym podwórku, między sobą, jeśli się nam coś nie podoba, zwróćmy
się do prezesa. Gwarantuję, że będziemy usłyszani. Jeśli mamy lepsze pomysły,
spokojnie i po przyjacielsku zaproponujmy je tym, którzy nas reprezentują.
Wreszcie, jeśli chcemy być członkami zarządu, zgłaszajmy swoje kandydatury.
Żadna pozycja nie jest wieczna, w końcu i z pracy, którą kochamy,
będziemy musieli też kiedyś odejść na emeryturę. W przyszłości znowu będą
następne wybory do PSN, więc każdy, kto chce być członkiem zarządu, ma
szanse kandydować.
O jedno tylko proszę całą Polonię, zacznijmy się szanować, bądźmy
profesjonalistami w każdej sytuacji, bądźmy życzliwi szczególnie w stosunku
do siebie, ponieważ mamy tylko siebie. Jest nas tak mało, życie jest warte
życzliwości i akceptacji. Pragnę, aby każdy z nas pomyślał: co bym zrobił/ła,
gdybym tutaj był/ła sama?
Kochajmy się, Droga Polonio! Dziękuję Wam, że tu jesteście, ponieważ
samej trudno byłoby mi sprostać wszystkim wyzwaniom dnia powszedniego na
obczyźnie.
Z gorącym pozdrowieniem
Życząca rodakom jak najlepiej Polka
Od redakcji: Do nas list napisała "Mieszkanka London".
Szanowni Panowie,
Uważam Wasze pismo za poważny i na b. dobrym poziomie tygodnik
polski. I dlatego dziwię się bardzo, że zabierając się do lektury aktualnego
numeru, znalazłem w nim reklamę, która, moim zdaniem, nie powinna się znaleźć
w Waszym piśmie. Reklama ta zresztą przy otwieraniu pisma spadła od razu
na podłogę, czyli na swoje miejsce.
Mam na myśli reklamę firmy LINGVOBIT.
Niezależnie od tego i firma ta płaci Wam za to świństwo, oprócz
pieniędzy istnieje jeszcze dobry smak i kultura, której bardzo oczekuję
od Waszego pisma przede wszystkim.
i abyśmy zdrowi byli
na
c+u+d,
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Szanowny Panie, to trudna sprawa. Dziękujemy za
pochwałę poziomu naszego pisma.
Witam miło
"Kochany tatusiu"É Kim jestem, to już wyłącznie moja sprawa i
nie masz najmniejszego prawa oceniać mnie czy inne kobiety, których nie
znasz.
Pisząc poprzedni list, chciałam Panu i innym czytelnikom tej
kolumny przekazać, jak wyglądają realia i "pomoc" rządu dla samotnych matek.
Na łamach "Gońca" dzielimy się własnym doświadczeniem, spostrzeżeniami
i wyrażamy własne opinie. I wielkie dzięki za taką możliwość.
Wracając do listu "kochanego tatusia"... Na mieszkanie dotowane
przez rząd w cenie 300 dol., a nawet i mniej, kolejka jest ponad
10-letnia (co oznacza, że moja córka miałaby 22 lata, a syn 26).
Łatwiej jest zarobić 100 dol. na sprzątaniu domku niż spędzić
4 godziny w biurze Social Service i odejść z kwitkiem. Czy, Pana zdaniem,
dorobić brakujące pieniądze na życie i pozostałe podstawowe potrzeby
to hańba i oszustwo? Nikt nie broni mężczyźnie pracującemu w fabryce na
dodatkową pracę (za gotówkę) w weekend czy wieczorami.
Uważam, że trzeba tylko chcieć i mieć odrobinę ambicji.
To już nie "kochany tatuś", tylkoÉ (tu nie napiszę określenia, bo
nie wypada) czeka na telefon od głodujących dzieci cały tydzień.
Dlaczego ten wspaniały tatuś nie odbierze dzieci biednej mamusi już
po jednodniowej nieobecności??
Odpowiedź jest prosta, bo jest za wygodny. Nie musi wstawać o
5 rano, by przygotować dzieci do szkoły, biec do pracy, z językiem na brodzie
robić zakupy, gotować, prać i rozwozić je po mieście na hokeja czy
balet, nie wspomnę o wstawaniu w środku nocy, kiedy dziecko jest
chore. Prościej jest rozwalić się w fotelu po pracy, zadzwonić
do znajomych, ponarzekać, umówić się na ryby na nadchodzący weekend
i czy ucho ze skrzynką piwa wystarczy, by zalać niepowodzenia i moralnego
kaca. Kiedy i takie rozwiązania nie przynoszą spodziewanych rezultatówÉ
"szable w dłoń"!!! Piszą list do gazety o tym, jak bardzo są nieszczęśliwi
i prześladowani przez byłe żony i rząd.
Ewa
PS Z dumą i honorem 10 lat wychowuję samotnie dzieci i wiem więcej
na ten temat, niż się Panu wydaje.
Bardzo chętnie pomogę Panu (w miarę moich możliwości) w
pańskich problemach. Kontakt w redakcji.
Od redakcji: Szanowna Pani, szanowny Panie, umówcie się, to
pewnie wszystkim wyjdzie na dobre.
Szanowny Panie Redaktorze!
Za pośrednictwem Pańskiego tygodnika, chciałbym serdecznie podziękować
publiczności, w tym wielu naszym wiernym od lat sympatykom za spontaniczne,
szczere i gorące przyjęcia podczas ostatnich imprez z udziałem kabaretu
"To i Owo". A zatem tej, która razem z nami i innymi wykonawcami wspierała
koncert dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Centrum Kultury im.
Jana Pawła II. Chciałbym tylko przypomnieć, że podczas koncertu zbierano
pieniążki na sprzęt specjalistyczny dla dzieci chorych na raka. I należałoby
przy okazji dodać, że do wszelkich sporów (zwolenników i niejednokrotnie
zażartych przeciwników WOŚP) podchodzimy z dużym dystansem. Albowiem to
nie my, a odpowiednie urzędy finansowe dochodzą (a przynajmniej powinny)
prawidłowości rozliczeń, zgodnych z obowiązującym prawem finansowym. A
jeżeli akcje WOŚP prowadzone są już tyle lat, to widocznie wszelkie organy
sprawujące kontrolę nad działalnością charytatywną tego typu nie mają większych
zastrzeżeń. A dla kabaretu "To i Owo", zaproszenie przez polonijnych organizatorów
jest dużym wyróżnieniem i ogromną satysfakcją z tego, że przez swoje, podobające
się publiczności występy dokładamy swoją skromną cegiełkę do uratowania
chociażby JEDNEGO, najukochańszego polskiego dzieciaka.
Drugą imprezą, z której kabaret "To i Owo" jest wielce usatysfakcjonowany,
był występ po wielu latach nieobecności na 12. Polonijnym Kabaretonie,
gdzie byliśmy (pomimo nałożonego na nas i innych wykonawców limitu czasowego
- całkiem zrozumiałe!) mile zaskoczeni ogromną sympatią ze strony publiczności.
Trzecią imprezą, która przyniosła sukces kabaretowi "To
i Owo", była "Karczma Polska" w Hamilton. Gościem kabaretu był piosenkarz,
kompozytor, wodzirej, Andrzej "Kuba" Kubacki z Torunia, zdobywca "Srebrnego
Pierścienia" na festiwalu w Kołobrzegu. Na tę imprezę bilety były wyprzedane
dwa tygodnie przed premierą (sala na 220 osób). O tej imprezie warto by
było napisać też i z innego powodu. Razem z kabaretem "To i Owo", podczas
krótkiego programu zadebiutowała, znana już z innych występów, córka jednego
z naszych sponsorów, studentka muzyki na Uniwersytecie McMaster, Kasia
Kucemba. Jej debiut w kabarecie "To i Owo" wypadł znakomicie. Występ młodziutkiej,
bardzo, bardzo skromnej i sympatycznej artystki zakończył się istną eksplozją
braw. Mam nadzieję, że tak jak z Ilonki Kowalik, która z każdym rokiem
stawiała sobie coraz bardziej ambitne cele, tak i z kolejnej młodziutkiej
solistki (zaledwie 21 lat) kabaret "To i Owo" będzie miał wiele pociechy.
I wkrótce publiczność z Toronto i Mississaugi będzie mogła podziwiać jej
talent. Wysypało nam ( w kabarecie "To i Owo") świetnymi piosenkarkami
jak nigdy. Ilona Girzewska, znakomite wykonanie między innymi piosenki
"Na zakręcie", Ilona Kowalik i równie znakomite "Tango na głos, orkiestrę
i jeszcze jeden głos", Bogusia Adamczewska, była solistka Operetki Wrocławskiej,
w każdym występie zaskakująca publiczność, swoim warsztatem muzycznym i...
i na szczęście, dla wyżej wymienionych pozostają jeszcze dwaj panowie,
którzy od czasu do czasu podejmują się śpiewania. I chociaż mamy tak silną
konkurencję w naszych paniach, publiczności, mam nadzieję, też się podobamy
(zwłaszcza paniom!!!).
Serdeczne pozdrowienia dla Czytelników "Gońca", naszej kochanej
publiczności, sympatyków i sponsorów od kabaretu "To i Owo", którego od
nowego roku szefową jest Ilona Girzewska. Po 12 latach rządów Aleksandra
Siwiaka w kabarecie "To i Owo", przyszła kolej na młodzież, której życzę
wielu wspaniałych sukcesów, a nade wszystko, by szanowali i cenili tych,
którzy ich oklaskują. Wszystkich tych, z którymi było mi nie po drodze
w tworzeniu kabaretu "To i Owo", przepraszam, a tym, którzy wspierali mnie
w działaniach i pomagali tak, by kabaret "To i Owo" był taki, jaki jest
(od sześciu lat w tym samym składzie!!!), z głębi serca, serdecznie dziękuję
(...i tu łezka się kręci w oku...). Wypadałoby podziękować redakcji
"Gońca", bo Waszą rzeczową i często nie pozbawioną racji krytyką też w
jakimś stopniu przyczyniliście się do tego, że mamy kabaret, który w tych
ciężkich, zagonionych czasach pozwala przez parę godzin zapomnieć o wszelkich
kłopotach, chorobach i zmartwieniach, które towarzyszą nam w życiu codziennym.
Jeszcze raz WSZYSTKIM serdecznie dziękuję!!! Z serdecznymi pozdrowieniami,
rzecznik prasowy kabaretu "To i Owo",
Aleksander Siwiak
Od redakcji: Wzajemnie, serdeczności!
Szanowny Panie Redaktorze,
Zwracam się do pana z gorącą prośbą o konkretne odpowiedzi na
następujące pytania:
1. Czy z polskiego hymnu narodowego wolno robić wiązankę?
2. W pieśni "Witaj majowa jutrzenko" śpiewa się "piękny maj"
czy "Trzeci Maj"?
3. Czy pieśń "Bogarodzico Dziewico", słowa Juliusza Słowackiego,
winna być "rzucona w kąt"?
4. Które słowa kolędy są poprawne: "Rzućmy trzody, bydło, stada"
czy "Rzućmy budy, watry, stada"?
5. Czy Polaka, który nie odróżnia obywatelstwa od narodowości,
można nazwać pseudo-Polakiem?
6. Co bardziej ważne, pieniądze czy honor?
7. Co sądzić o człowieku, który uważa się za ważnego i wykształconego,
a który podczas zebrań, w obecności pań, używa rynsztokowej łaciny na "k",
"p" i "ch"?
Z poważaniem
Lucja Wasiuk
Clarkson
Od redakcji: Szanowna Pani, stawia nas Pani pod tablicą, nie
jesteśmy alfą i omegą, ale na skromny rozum sądząc, to:
- hymn państwowy do wiązanek się nie nadaje, przy hymnie trzeba
wstać;
- śpiewa się "Trzeci maj";
- w kąt nie warto rzucać jakiejkolwiek pieśni, zwłaszcza tak
pięknej;
- słowa kolędy - tu wszystko zależy od tego, kto śpiewa;
- nie ma "pseudo-Polaków", są natomiast głupi Polacy.
Polakiem się jest na dobre i na złe, również w chorobie i zbrodni;
- honor ważniejszy, no chyba że się nie ma "zdolności honorowej"
- jest to zdefiniowane w kodeksach;
- no co sądzić o takim człowieku?! Pani nie wie?!
Szanowna Redakcjo!
Do artykułu Redaktora Kumora "Ciułacze wszystkich krajów łączmy
się" dodać można, że: wspomniana polityka to jak pardoksalne
podcinanie gałęzi, na której się siedzi, i w końcu można spodziewać się
tylko, że zadziała tu prawo grawitacji... z ogromnym impaktem - bo żyjemy
na Ziemi, a nie w kosmicznej próżni... więc ogromne lups! Niszczenie źródła
zysku, tj. podatnika i "ciułacza"! ...A co się stanie, kiedy nie będzie
już na kim żerować...?
Wobec narastającego bezrobocia pseudotroska skierowana na redukcję
miejsc pracy jest wręcz karygodna. Niestety, małe firmy wędliniarskie
(podatnicy), które nieustannie goni się, aby z "małej igły zrobiły
widły" (bo jakże inaczej rozumieć narzucone przepisy przez OMAFRA?),
stoją przed smutną rzeczywistością. Ktoś, kto całymi latami produkował
specjały w malutkich pomieszczeniach, nie może nagle zrobić z nich całego
szeregu pokojów przeznaczonych na odrębną czynność... (i dlatego uśmierca
się firmę!?).
Ustawa wywołana była dla dużych firm zmierzających do monopolizacji
produkcji... i jak wiemy, to wielkie firmy mają nieustannie problemy z
higieną, trując nas... choć odpowiadają wszystkim wymogom narzuconym przez
ustawę...!!!
Jak się dowiaduję, małe sklepy wytwórnie padają nadal pastwą
tej ustawy, jako że od inspektorów OMAFRA wymaga egzekwowania przepisów,
które, jak znamy to z autopsji, nie uchroniły konsumentów: przed listerią
w wędlinach, przed salmonellą z prusakami w maśle arachidowym, ani
żółtaczką w warzywach czy szczurami i myszami w znanych dużych firmach
i, co więcej, OMAFRA nie ochroniła nas przed nadużywaniem logo "Product
of Canada", kiedy bezkarnie przepakowywano chińską marchew i cebulę i rozprowadzono
pod fałszywą etykietką ze skradzioną tożsamością... notabene nie słyszałam,
aby winnych fałszerstwa ukarano.
Co robi OMAFRA? Zastrasza i wyczerpuje wytrzymałość małych
producentów, którzy w obliczu tego swoistego terroru zamykają wytwórnie.
Zachowanie czystości nie ulega nawet dyskusji, a wytwórnie te bez problemu
uzyskiwały od miasta tzw. "Green Pass" wydawany za czystość (!), a nie
za piękne oczy. Każdy przypadek jest indywidualny, a powinno się zastosować,
gdzie tylko to możliwe, istniejące w tutejszym prawodawstwie tzw. prawo
dziadka/pradziadka i klasyfikować sklepy-wędliniarnie raczej jako restauracje
aniżeli krwią ociekające rzeźnie. Nowo powstające firmy to inny aspekt
i jeżeli OMAFRA zajmie się wydawaniem im koncesji, to byłoby bardziej stosowne
i ludzkie, no i w społecznym interesie.
"Steave's Meat", o którym nie tak dawno pisałam, przypuszczalnie
zaprzestanie niedługo produkcji, gdyż tak jak onegdaj "Karl's" nie wytrzymuje
presji pod groźbą kar... uratować mogłoby zawieszenie/nowelizacja
ustawy bądź ochrona prawem dziadka (grandfathered), a jest to możliwe,
jeśli w parlamencie ontaryjskim odezwie się jeszcze parę głosów.
Pani poseł Cheri DiNovo, która dzielnie podniosła tę kwestię w ub. roku,
powinna znaleźć nasze wsparcie oraz innych posłów, i to niezależnie od
tego, z której partii się oni wywodzą. Dlatego jeśli chcemy jeść europejskie
wędliny i uratować sporo miejsc pracy, powinniśmy wszyscy ruszyć do naszych
posłów MPP. W przeciwnym razie najpierw "pójdą" nieliczne już wędliniarnie,
potem piekarnie, a następnie mniejsi producenci, którzy już rozdzielili
produkcję od sklepów... też są "solą w oku" - żądni monopolu "nie zasypiają
gruszek w popiele".
Dla urozmaicenia obrazu dodam tylko, że w Toronto pan burmistrz
chce znów podnieść podatki (przynajmniej o 4 proc.), choć już wzrosły one
przez system pojemników na śmieci, cenę wody. Najciekawsze w tym
wszystkim jest, że na podatnika spada koszt wymyślonej w ub. roku "jego
gazetki", tj. ok. 800 tys. dol. rocznie, ale i jak się okazuje dzisiaj
(radiowe "news") i... "bonusów" dla Jego Mości świty, tj. pracowników Miasta,
które na rok 2009 to... osiem i pół miliona dolarów!!!!! (Ludzie
tracą pracę i... itd.!). Straszy się też mieszkańców Toronto, iż
jeśli będą przeciwni wzrostowi podatków od nieruchomości, to podniesie
się znów koszt biletów komunikacji miejskiej.
Każdy wzrost podatku odbije się w ten czy inny sposób na mieszkańcach
- np. znajdzie odzwierciedlenie w wysokości czynszu.
Likwidacja choćby jednej firmy pociągnie reakcję łańcuchową -
bo zamknięcie wędliniarni uderzy nie tylko w producentów, sprzedawców,
dostawców towaru do sklepu, ale i magazyny czy, idąc dalej, rolnika i z
nim powiązanych, a jemu potrzebnych firm. Nawet gazety będą taką
redukcją dotknięte, bo mniej ogłoszeń i miejsc do kolportażu.
Tak, to prawda, "Ciułacze wszystkich krajow łączcie się", bo
inaczej biada i bieda.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Zgadza się.
GONIEC NR
7/2009 (266)
(13-19
lutego 2009)
Szanowni Seniorzy,
Czas bardzo szybko pcha nasze życie, a z tym mniejsze lub większe
radości lub kłopoty. Chciałbym podzielić się z państwem prawdziwą sytuacją,
która weszła w moje życie z chwilą ukończenia 65 lat. Sytuacja ta dotyczy
emerytur kanadyjskich i polskich. Po wypełnieniu kilku formularzy (dotyczy
Kanady) otrzymałem z rządu informację, że tak zwana starcza emerytura,
która przysługuje po 65 latach życia, naliczana jest jej wysokość w zależności,
ile lat się przebywa legalnie w Kanadzie, w moim wypadku 21 lat, a nie
100 proc. Następną emeryturę przyznano w zależności, ile płaciłem składek
na CPP. Otrzymałem ok. 360 dol. miesięcznie. Te dwie łącznie dają wartość
około 590-600 dol. miesięcznie.
Wygląda to mało, ale Kanada gwarantuje i daje przywilej, nie
tak jak w Polsce, i ustala minimum miesięczne, by każdy mógł jakoś pociągnąć,
a nie wyciągnąć nogi. To minimum jest około 1200 dol. na miesiąc.
Legalnie miałem przyznane około 600, to różnica od 1200 wynosi
też 600 dol., które w formie przywileju rząd kanadyjski daje jako dodatek
"suplement", nie wiem, czy prawidłowo to nazywam. Teraz, żeby otrzymać
ten dodatek, to znowu trzeba wypełnić następną formę. U niej to są bardzo
niekorzystne dla mnie pytania. Nie pytają, ile płacę mortgage'u za dom,
nie pytają, ile płacę za wynajem mieszkania. Pytają, jakie i w jakiej wysokości
mam dodatkowe przychody, lokaty w instytucjach finansowych. Ja pracuję
w zakładzie, gdzie płacę i zakład dopłaca na tak zwaną zakładową emeryturę.
Oni pytają, ile tego będzie na miesiąc. Najbardziej zdenerwowało mnie pytanie,
czy dostaję emeryturę z mego kraju pochodzenia i w jakiej wysokości.
Teraz wszystkie te dodatkowe moje przychody (zakładowa plus z
Polski) są dodane razem i odjęte od wysokości "suplementu". Pytam się,
czy jest to legalne, by rząd Kanady zabierał moje pieniądze wypracowane
dawno w innym kraju. Czy w umowie rządowej jest to dokładnie tak ujęte,
może można się od tego odwołać. Mówiło się, że to będzie takie dobre, a
wygląda w praktyce całkiem inaczej. Kanada na emeryturze zrównuje prawa
obiboków, kombinatorów, co wiele lat siedzieli na welferku, z tymi co uczciwie
pracowali i mieli nadzieję, że w przyszłości im się to przyda. Wszyscy
dostaną po równo to minimum 1200 dol.
W związku z powyższym bardzo bym prosił osoby, które mają podobną
sytuację, a może udało im się to przeskoczyć, by zechciały podzielić
się wiadomościami i doświadczeniami na łamach "Gońca".
Może trzeba pisać do Kongresu Polskiego w Kanadzie, by dokładnie
tę sprawę zbadał i zechciał nam pomóc. Mówiło się kiedyś, że umowa rządowa
będzie po to, by połączyć okresy pracy z obu krajów. W moim przypadku nie
doliczono mi z Polski do moich 21 lat w Kanadzie i tylko zapłacą mi nie
100 proc. starczej "65 lat", a za 21 lat.
Z poważaniem,
Jan
Od redakcji: Zapraszamy Państwa do komentarzy! Z naszego rozeznania
wynika, że tzw. suplement traktowany jest jak zapomoga socjalna, a nie
wypracowana emerytura, co za tym idzie, jeśli ktoś ma dochody z innego
źródła, to powinien je zgłosić i zapomoga ulega zmniejszeniu lub likwidacji.
Z pewnością jest to legalne.
Szanowny Panie Redaktorze,
Przeczytałem w ostatnim numerze "Gońca" autobiografię pana Jana
Cięciela. Moi rodzice pochodzą również z Kresów. Moja mama urodziła się
w Horodyszczach pod Pińskiem, o których wspomina pan Cięciel. Mój ojciec
urodził się w Tuligłowach niedaleko Lwowa. Moi rodzice (również babcie
i dziadkowie) zawsze wiele opowiadali o swoich losach. Mój ojciec, podobnie
jak pan Jan Cięciel, napisał autobiografię, która ciągle jest w rękopisie
- może kogoś to by zaciekawiło?
Sprawy Kresów zawsze mnie interesowały, chciałbym poszerzać swą
wiedzę w tej dziedzinie, a oczywiście również innym przekazywać tę wiedzę,
którą sam posiadam.
Panie Redaktorze, czy mógłbym otrzymać kontakt do pana Jana Cięciela?
Gratuluję gazety!
Z poważaniem stały czytelnik
Andrzej Pienio
Od redakcji: Kresy to Polska, choć dzisiaj już nie w znaczeniu
terytorialnym, kontakt przekażemy.
W odpowiedzi na list p. Ewy
"Kochani tatusiowie"... jakże wymowny jest ten cudzysłów... pisząc
w ten sposób, p. Ewa stała się jedną z feministek, dla których mężczyzna
to oszust i krętacz...
Ja przedstawię inną stronę "medalu", o której pani Ewa nie chce
wiedzieć...
Mówi się, że kobiety są mądrzejsze od mężczyzn, i to widać, szczególnie
w przypadku alimentów. Praca na czarno przy sprzątaniu domów, gdzie łatwo
można zarobić 100 dol. na dzień, mieszkanie dotowane, które kosztuje mniej
niż 300 dol. miesięcznie, korzystanie z programów na "biednych" to kilka
przykładów "przedsiębiorczości" kobiet. Przepisy prawne mówią, że płaci
się od dochodów... ile to mężczyzn pracuje w fabrykach, gdzie nie da się
oszukać, czek jest wystawiany co tydzień lub dwa i wiadomo, ile się zarabia...
jakże często mężczyźni ci, którzy pracują, żyją na dużo gorszym poziomie
niż te "biedne, niepracujące" mamusie, które są wspomagane z każdej strony.
Znam osobiście przykłady, że te "biedne" mamusie wcale nie opiekują
się swoimi dziećmi, dzieci te dzwonią do tatusia i pytają normalnie, czy
nie ma coś do jedzenia, bo "mamy" nie ma od tygodnia. Żeby coś wiedzieć
na ten temat p.Ewo, trzeba być w tej sytuacji, a nie powtarzać slogany.
Gdyby pani miała ochotę, to może pani się skontaktować ze mną, a ja pokażę
pani na konkretnych przykładach, jak to wygląda w rzeczywistości..
Kontakt zostawiam w redakcji.
Kochany Tatuś...
Od redakcji: Tak, kontakt jest w redakcji.
MOŚCI PANIE ANDRZEJU,
SŁUCHAĆ HADKO!
Panie Andrzeju! Po opublikowaniu przez Pana e-mailu czytelniczki
z Polski w sprawie wstrzymania przez GOŃCA mojego materiału w sprawie geotermii
toruńskiej otrzymuję mnóstwo telefonów od zdezorientowanych czytelników,
wielu podejrzewa jakąś inspirację czy też prowokacjęÉ E-mail ten został
wysłany z woj. mazowieckiego, bez jakiejkolwiek mojej inspiracji, a nawet
wiedzy, co z tym zrobił GONIEC, na to nie mam żadnego wpływuÉ GONIEC, za
sprawą wydań internetowych, jest czytany na całym świecie, czego mam dowody
od wielu czytelników. Moje dwa materiały: raport z muzeum Holokaustu w
Dallas, Teksas, oraz opis parady gejów i lesbijek w Toronto ("Zapłacić
Wojsku Polskiemu za licencję!"), drukowane w GOŃCU, a także zamieszczone
przez Panów w Internecie, zrobiły furorę wśród czytelników w USA, Szwecji,
Australii, a przede wszystkim w Polsce, setki ludzi znalazło mój telefon
w Internecie i prosiło o informacje odnośnie do dalszych publikacjiÉ
Wielu czytelników skarżyło się, że materiały eksperckie, tak jak moje,
trudno wysegregować, bo trzeba przejść przez całe strony internetowe, gdzie
zamieszczany jest zbiór wielu listów i innych publikacjiÉ Dlatego
przyjąłem zasadę, że materiał, za który nigdy nie brałem wynagrodzenia,
przedstawiam jako propozycję redaktorom GOŃCA, jednocześnie wysyłając trzystu
swoim czytelnikom na całym świecie, również jako tekst, który może
być wydrukowany w GOŃCU lub nieÉ
To pracowało dotychczas bez zarzutów do ostatniego tygodnia,
kiedy opublikował Pan prywatny e-mail mojej "fanki" z MazowieckiegoÉ Ja
nie widzę problemów w związku z nieopublikowaniem mego ostatniego materiału
na temat geotermii toruńskiej i nigdy do Panów nie miałem o to żalu ani
pretensjiÉ Co Panowie drukują od czytelniczki z Polski, to Wasza prywatna
sprawa, ja jednak muszę od pewnych sformułowań zawartych w liście czytelniczki
z Mazowieckiego zdecydowanie się odciąć, przede wszystkim chodzi o określenie
"czarna zaraza". Ja nigdy takich słów nie użyłem, ani publicznie, ani prywatnie,
i nie życzę sobie, by takie słowa w jakikolwiek sposób, pośrednio lub bezpośrednio,
były kojarzone z moim nazwiskiem. Zresztą czytelniczka z Mazowieckiego
już mnie przeprosiła za użycie mego nazwiska w e-mailu do Panów bez mojej
wiedzyÉ Jeśli chodzi o projekt geotermii toruńskiej, to sprawę uważam za
zamkniętą, zresztą wypowiedzieli się na ten temat fachowcy w panelu telewizyjnym,
co dokładnie potwierdziło moje wcześniejsze ustalenia, a Polonia torontońska
tym samym jest doinformowanaÉ Natomiast odwracanie kota ogonem i
polewanie całej sprawy nacjonalistycznym sosem GOŃCOWI nie
przystoiÉ Drogi Panie Andrzeju, słuchać (czytać) hadko! Zbyt długo
pracował Pan na swoją renomę i reputację GOŃCA, po co teraz tak łatwo
i szybko to roztrwaniać...? Jest jeszcze sprawa "sprzedaży" niepublikowanych
materiałówÉ Spotkałem się z tym przed laty, kiedy wysyłałem eksperckie
materiały do innych gazet (GOŃCA wtedy nie było) i redaktorzy tych gazet
pokazywali te materiały wpływowym środowiskom w Toronto, którym treść się
bardzo nie podobała, za zablokowanie materiałów ci redaktorzy, głoszący
się za obrońców wolnego słowa, otrzymywali różne materialne i niematerialne
gratyfikacjeÉ Jeśli redakcja GOŃCA oficjalnie odetnie się od takich praktyk,
będzie to dla mnie w pełni satysfakcjonująceÉ
Serdecznie pozdrawiam, z poważaniem:
Andrzej T. Chronowski
Od redakcji:
Szanowny Panie, niestety na razie nikt się nie zgłosił, by
płacić nam za wstrzymywanie publikacji Pana materiałów, ani żadnych innych.
Tak więc nasza uczciwość nie została jeszcze poddana próbie. Może Pan kogoś
namówi?
Szanowny Panie,
Proponuję opublikować w ramach swoich możliwości haniebne wypowiedzi
niejakiego Jaruzelskiego.
W związku z toczącym się procesem Jaruzelskiego i innych należałoby
przypomnieć jego wypowiedzi sprzed lat, charakteryzujące dosadnie jego
typ osobowości, poczucie godności narodowej i osobistej.
Jaruzelski do Breżniewa: Bardzo dziękuję Wam, drogi Leonidzie
Iljiczu, za gratulacje, a przede wszystkim za zaufanie, którym mnie obdarzyliście.
Chciałbym Wam otwarcie powiedzieć, że zgodziłem się objąć to stanowisko
po długiej walce wewnętrznej i tylko dlatego, że wiedziałem, że Wy popieracie
mnie, że Wy jesteście za taką decyzją. Jeśli nie byłoby tak, nigdy bym
się na to nie zgodził. Zrobię, Leonidzie I, wszystko jako komunista i jako
żołnierz, aby doprowadzić do przełomu w kraju i w naszej partii.
Rozmowy z Breżniewem po wyborze na 1. sekr. KC PZPR, 19.10.1981
Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich spełnia w rozwoju
ludzkości epokową rolę. Jest podporą i nadzieją światowych sił pokoju,
postępu i wyzwolenia społecznego. Pod przewodem leninowskiej partii bratni
naród radziecki osiągnął wybitne sukcesy w doskonaleniu rozwiniętego społeczeństwa
socjalistycznego. Gratulujemy komunistom radzieckim, wszystkim ludziom
pracy Kraju Rad, wielkiego dorobku materialnego i kulturalnego. Ma on doniosłe
znaczenie dla całej naszej wspólnoty. Cztery dziesięciolecia Polski Ludowej
to także historia naszej przyjaźni. Korzeniami swymi sięga ona do wspólnych
walk rosyjskich i polskich rewolucjonistów, do rewolucji 1905 r., do Wielkiego
Października. Ale prawdziwą próbę ognia przeszła ona w latach drugiej wojny
światowej. Związek Radziecki wniósł decydujący wkład w rozgromienie faszyzmu.
Bohaterski wysiłek Armii Czerwonej uratował Europę przed zagładą, wyzwolił
Polskę. Również naród polski nie ugiął się przed hitlerowskim ludobójcą,
walczył mężnie w kraju i na wszystkich frontach. Zrodzone na ziemi radzieckiej
ludowe Wojsko Polskie zapisało chlubną, bojową kartę. Wspólnie przelana
krew to wieczna pieczęć na traktacie naszej przyjaźni.
Przeszłość nieraz siała wśród naszych narodów zatrute ziarno.
Minęły wieki i lata, konflikty, waśnie i ludzkie cierpienia, zanim odnaleźliśmy
bezcenny skarb, prawdziwą przyjaźń. Zwyciężyły bowiem idee Lenina, proletariacki
internacjonalizm, frontowe braterstwo broni i wspólne dążenia do pokoju
i socjalizmu. Wszystko to stworzyło naturalny fundament dla sojuszu Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.
Przyjęcie na Kremlu, 04/03/1984
dr inż. Janusz Polkowski
Od redakcji: O Jaruzelskim mamy wyrobione zdanie.
Dotyczy śmierci Dziekańskiego
Nikt nie zauważa istotnego faktu, kiedy jeden z policjantów podchodzi
do leżącego i przytrzymywanego przez trzech policjantów Dziekańskiego,
przyklęka przy głowie ofiary i trzymaną oburącz na sztorc pałką, trzykrotnie
uderza w okolice głowy.
Tak silne ciosy mogły spowodować natychmiastową śmierć, co spowodowało,
że moment później policjanci rozeszli się, zostawiając swoją ofiarę w bezruchu
leżącą na podłodze.
W. Stefański
Od redakcji: Niestety, nie dowiemy się, co spowodowało śmierć
p. Dziekańskiego, ponieważ raport koronera nie był w tej sprawie jednoznaczny,
zaś ciało spopielono na życzenie matki ofiary i dzisiaj nie sposób przeprowadzić
ponownie sekcji zwłok.
Szanowna Pani (?)
W "Gońcu" z dnia 6-12 lutego 2009 r. przeczytałem pani list.
W zasadzie czytelnicy otwarci podpisują się pod swoimi listami. "Czytelniczka
z Polski" to w zasadzie anonim, który powinien trafić do kosza. Został
jednak wydrukowany dzięki uprzejmości pana redaktora. Ponadto list pani
jest pełen nienawiści. Kultura pisania listów jest wskazana. Ma pani rację
w jednym punkcie. Komuna w Polsce nie przeminęła. Czy "uwagi" pod adresem
księży dyktuje pani rozum, czy powtarza pani za innymi? Wiemy wszyscy,
że istnieją pseudoksięża, tak jak pseudosolidarnościowcy. Nie dotyczy to
o. Rydzyka, ponieważ owoce jego dzieła (pozytywne) są aż nadto widoczne.
Inteligencja pani powinna rozróżnić jednych od drugich. Profesor Wolniewicz
sprawdza każdą informację i nie obawia się sądów. Prawda zawsze zwycięża.
Szczęść Boże pani oraz całej pani rodzinie.
Sławomir Zalewski
PS W moim odczuciu, "Czytelniczka z Polski" i p. Chronowski to
jedna i ta sama osoba. Być może "srebrniki" nie zostały wypłacone i dlatego
taka nienawiść.
Sławomir Zalewski
Od redakcji: xxx
--------------------------------------------------
Prosimy osoby, które przysłały do redakcji list podpisany "Parafianie",
o kontakt z redakcją "Gońca".
GONIEC NR
6/2009 (265)
(5-12
lutego 2009)
Szanowna Redakcjo!
Zupełnie przypadkowo przeczytałam list Pana Pawła w ostatnim
numerze "Gońca". Niestety, poprzedni numer jest już niedostępny. Obok listu
Pana Pawła nie da się przejść obojętnie. Najwyraźniej Pan Paweł nie zna
przepisów prawnych dotyczących alimentów. Alimenty ustalane są na podstawie
dochodu, a nie na ładne oczy czy długości spódnicy byłej żony. Państwo
kanadyjskie chroni dzieci i matki, by nie dać im umrzeć z głodu. Jeśli
"kochany tatuś" przestanie płacić alimenty, kobieta z dziećmi ląduje w
Social Service (potocznie zwany welfare).
Czy wie Pan, jaka kwota przysługuje kobiecie z dwójką dzieci??
-1050,00 dol. (włącznie z alimentami). Czy, Pana zdaniem, jest to wystarczająca
kwota?? Czy wie Pan, gdzie są odsyłane te kobiety, kiedy nie starcza im
pieniędzy na życie, mieszkanie i opłaty?
Do food bank i Salvation Army. Czy tak wyobraża
Pan sobie własne dzieci, wychowane na chlebie tostowym z masłem orzechowym
i nie zawsze z marmoladą??
Może wypada wspomnieć, jak bardzo "kochani tatusiowie" zaniżają
własne dochodyÉ Nowy pick-up, samochód osobowy dla przyjaciółki, fuchy
za gotówkę... itp., bo to jest legalne w biznesie, a dopiero potem dochód
do alimentów.
Kogo oszukują i krzywdzą? - WŁASNE DZIECI. Którą samotną matkę
z dziećmi stać na detektywa, by z detalami udowodnił wydatki na karty płatnicze
i kredytowe, stołowanie się w restauracji i wycieczki na Kubę. Czy wie
Pan, po jakiej kwocie zaległych alimentów Family Responsibility Office
podejmuje jakiekolwiek kroki? 3500 dol. Proszę nie zapominać, że nie wszyscy
"tatusiowie" mają paszporty kanadyjskie i prawo jazdy do zabrania. Wystarczy,
że zmienią miejsce zamieszkania i unikną doprowadzenia przez szeryfa do
sądu.
Prawem i obowiązkiem ojca jest brać czynny udział
w życiu własnego dziecka, a nie tylko płacić alimenty, czy tego rodzaju
instytucje Pan Paweł ma na myśli?
W podsumowaniu zapytam, kto ma "grzeszki", a kto jest leniwym
kombinatorem, kto kogo utrzymuje, bo w mojej opinii, w takich przypadkach
to JA I INNI TAXPAYERS płacą na cudze dzieci.
Ewa
Od redakcji: Pani Ewo, poprzedni numer jest nadal dostępny.
Poza tym, wie Pani, są ludzie i ludzie... Kobiety i mężczyźni.
Szanowna Redakcjo!
Zamierzałam napisać w zupełnie innej sprawie, lecz do skreślenia
tych "paru słów" sprowokował mnie list red. nacz. Stanisława Stolarczyka
o Angorze w "Związkowcu". Otóż obrona i rozprowadzanie brukowca mydlącego
oczy czytelników szukających w dobrej wierze wiadomości (przypuszczalnie
z grona i p. Romana Cichowskiego???), nie powinno w ogóle zaistnieć w Kanadzie.
Zgadza się, że Angorę dołączano do Gazety "GAZETA", do której napisałam
swego czasu, wyrażając me oburzenie, iż rozprowadza paszkwil nasiąknięty
kłamstwem i nienawiścią oraz obrażający uczucia narodowe i religijne. Jeden
i tylko jedyny raz splamiłam me ręce, biorąc doń Angorę, w której na czołowym
miejscu umieszczono karykaturę Ojca dyr. Tadeusza Rydzyka... ze sztucerem
w ręku etc. Znalazłam też w tym, jak słyszę (niestety) poczytnym wydawnictwie
wiele innych "perełek", tak że wysłałam w proteście, i to natychmiast,
długi list/e-mail do "Gazety". Odpowiedzi nie otrzymałam, ale jak
się dowiaduję z wyjaśnień red. Stolarczyka... "Gazeta" już nie ma tego
"dodatku" (dzięki za to!), a to mnie bardziej satysfakcjonuje.
Polskę traktuje się jak dojną krowę, a Polaków demoralizuje i
ciągle spotwarza i do tego nadal pierze się również im mózgi, przeinaczając
fakty i wypaczając historię przy różnych okazjach i w różnych piśmidłach
zagranicznych nawet wydawanych w kraju!!! (np. "Angora" czy "Gazeta
Wyborcza"), a powtarzane kłamstwo utrwala się w pamięci i "jawi jako
prawda".
Dziwię się, że "Związkowiec" plami się tą Angorą.... szokujące:
ale mam nadzieję, że ten "ożenek" zakończy się szybkim "rozwodem"
(jako none consumatum).
Notabene kiedyś usłyszałam tu, w Kanadzie, młodą osobę mówiącą,
"iż wstydzi się, że jest Polką, bo..." - i tu była historyjka, co ja skwitowałam,
że jestem dumna z bycia Polką, lecz wstydzę się, że osoba "X" mieni
się być Polakiem, skoro czyni "tak lub siak" i że prawda jest "taka i owaka".
Jest to dowodem, jak ważny jest przekaz prawdy i patriotyczne środki przekazu,
typu "Goniec", "Głos Polski", "Nasz Dziennik", Radio Maryja i TV Trwam,
które niestety wśród zalewu oceanu kłamstwa i degradacji prawdziwych wartości,
są tylko malutką kropelką... ale kropla drąży skałę (!!!) - a jeśli to
kropelka święcona... wiemy, u kogo może wzbudzać szał.
Szkoda, że "Związkowiec" jeszcze nie widzi, że poczytność Angory
nie świadczy o jej wartości - bez Angory "Związkowiec" trafiał od czasu
do czasu do mych rąk, ale teraz, mając alergiczną reakcję do tego dodatku,
nie sądzę, abym poń sięgnęła.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Od redakcji: Szanowna Pani, ludzie mają różne gusta, nie trzeba
się na to obrażać. Jak zasłyszałem kiedyś w kryminale: "jeden lubi czekoladę,
drugi, jak mu skarpetki śmierdzą".
Szanowny Panie Andrzeju,
Właściwie nikt nie chce powiedzieć prawdy, o co tak właściwie
chodzi w tym kryzysie? Nie trzeba być wcale ekonomistą, aby mieć wiedzę
na temat tego, jak działa kapitalizm.
Dla przypomnienia powiem: kapitalizm polega na tym, że pieniądz
przepływa tylko w jedną stronę - od dołu do góry, powrót na dół nie został
w tym systemie przewidziany.
Jaki jest tego więc efekt? Bogaci są bardziej bogaci, biedni
są bardziej biedni. A ponieważ tych pierwszych jest znacznie mniej niż
tych drugich, więc towary zaczynają zalegać na półkach. Ten kryzys, który
mamy dzisiaj, był już 10 lat temu, ale wtedy go odsunięto przy pomocy kart
kredytowych, wmawiając ludziom, aby kupowali, bo kredyty dają na to pieniądze.
Teraz, gdy już wyczerpano możliwości pożyczania, kredytowania, zadłużania
system przepływu pieniądza, jest dokładnie zatkany, jak ta rura, której
nie można odetkać.
Nie ma przepływu pieniądza, nie potrzeba nowych produktów, pieniądze
z rynku zgarnęła kupka bogaczy, którzy na nich siedzą, zamiast wpuścić
je w obieg.
Czy jest siła, która by zmusiła ich do wyciągnięcia spod 4 liter
tego, co przez lata nagrabili? No way, tego się nie da zrobić.
Tak więc kryzys jest i będzie, te 40 miliardów, które mają niby
rozruszać rynek, to jest rozdział darów, podzielony przez populację daje
trochę ponad tysiąc na głowę.
Co z tym można zrobić? Przeżyć pół miesiąca, resztę sobie drogi
czytelniku dopowiedz.
Pozdrawiam
SC
Od redakcji: Szanowny Panie, kapitalizm nie funkcjonuje, jeśli
robotnicy nie mają za co kupić tego, co produkują, bo są zbyt biedni. Ten
system rozwinął się, kiedy właściciele manufaktur uświadomili sobie, że
jeśli zwiększą zarobki robotników, to ci stworzą popyt na ich wyroby. Wciąż
jednak chodzi o to, aby jedni pracowali na drugich, ale byli przy tym bardziej
zadowoleni.
Witam pana
Jestem stałą czytelniczką GOŃCA, do tej pory uważałam to pismo
za obiektywne i wolne dla piszących, jak i czytających, ale niestety pomyliłam
się - myślałam, że czasy cenzury dawno minęły, tak jak minęła komuna w
Polsce.
Otóż jakiś czas temu p. Chronowski A. napisał ciekawy artykuł
odnośnie do geotermii w Toruniu (budowy) i śledził dalsze losy tejże budowy
i co z tego wyniknie... wiem, że napisał dalszy ciąg tej inwestycji, ale
niestety pan ocenzurował i odrzucił, ale dlaczego, czy Polonia w Kanadzie
nie powinna dowiedzieć się prawdy... Ja jestem w Polsce i wiem, co
tu się dzieje, jak kler chce wpływać na wszystkie decyzje, a Rydzyk i jego
podjudzanie wiernych to już przechodzi pojęcie ludzkie. Czy pan myśli,
że my tu, w kraju, jesteśmy taką ciemnotą, ludzie odsuwają się od Kościoła,
bo mają dość tego wyzysku przez "czarną zarazę", a te fundacje Rydzyka
to i wyrzucone w błoto pieniądze na geotermię, z której nic nie wyszło,
to klęska Rydzyka, czy Polonia nie powinna się o tym dowiedzieć... Pan
tam siedzi, nie ma pan bladego pojęcia, co tu w kraju się dzieje, i nie
widzę powodu, aby ludzie dowiedzieli się prawdy... Dlatego uważam, że powinien
pan opublikować ten artykuł... Gdzie jest wolność słowa... Czy pan o tym
już zapomniał, czy pan jest podporządkowany tylko klerowi i to co by się
podobało klerowi, to wolno mówić...
Pozdrawiam i proszę przemyśleć tę decyzję...
Czytelniczka z Polski
Od redakcji: Szanowna Pani, odrzucenie artykułu przysłanego
do redakcji jest naszym prawem, wolałbym jednak rozmawiać o tym z p. Chronowskim,
a nie z Panią.
Panie Redaktorze Kumor,
Z przykrością stwierdzam, że zamiast dyskutować merytorycznie,
znów poczęstował mnie Pan kolejną porcją impertynencji.
Aby zrozumieć sedno tej sprawy, należy wiedzieć, że według polskiego
prawa, budowa obiektu sakralnego nie może być finansowana z budżetu państwa.
Jednak państwo może finansować inwestycje kulturalne. Dlatego posłowie
przeznaczyli 40 milionów złotych nie bezpośrednio na budowę Świątyni, lecz
placówkę kulturalną - Centrum Jana Pawła II przy Świątyni Opatrzności Bożej.
Potwierdza to wypowiedź abpa Nycza opublikowana na stronie budowy Świątyni
Opatrzności:
http://www.swiatynia.pl/ks_prymas_abp_nycz_o_swiatyni.html.
Czytamy tam: "Pierwszym krokiem porządkowania spraw świątyni
- jak informuje abp Nycz - jest podzielenie projektu (budowy Świątyni Opatrzności)
na część sakralną oraz kulturalną. Temu służy utworzone przezeń Centrum
Opatrzności Bożej, któremu towarzyszyć będzie kościół p.w. Świętej Bożej
Opatrzności. Sama świątynia będzie dalej wznoszona ze składek wiernych
polskich diecezji, natomiast Centrum będzie mogło korzystać z celowych
dotacji z różnych źródeł. Umożliwi to prawdopodobnie skorzystanie z dotacji,
jakie przyznał Sejm, ale wykorzystanie jej dotąd nie było możliwe z przyczyn
prawnych" ("Ksiądz Prymas i abp Kazimierz Nycz o Świątyni Opatrzności Bożej").
Abp Nycz wyraził się dość nieprecyzyjnie. Nie "prawdopodobnie",
ale na pewno umożliwi to Kościołowi skorzystanie z dotacji państwowych.
Jest to też dowód, że Sejm nigdy nie cofnął Kościołowi tych dotacji. Tych
pieniędzy Kościół nie straci. Są one tylko jakby zamrożone do czasu uregulowania
ustawodawstwa. Patrząc na to trzeźwo, należałoby stwierdzić, że to są zwykłe
kombinacje w wykonaniu Kościoła umożliwiające obejście przepisów. Dlatego
Kościół sprytnie zmienił nazwę tej inwestycji - "Świątynię Opatrzności
Bożej" przechrzcił na "Centrum Opatrzności Bożej", aby móc wybudować na
tym samym gruncie wielkie muzeum za państwowe pieniądze. Są to, jak podaje
ww. źródło, "mające kilka tysięcy metrów kwadratowych pomieszczenia
przy kopule świątyni, przeznaczone na działalność kulturalną i muzealną".
Pan natomiast nie mówi czytelnikom całej prawdy, czyli zwyczajnie
mataczy, pisząc, że "Épieniędzy świątynia nie dostała, ponieważ na bezpośrednie
dofinansowanie Kościoła przez państwo nie pozwala ustawa o stosunku państwa
do Kościoła, więc choć Senat przyznał pieniądze nie na świątynię, tylko
na towarzyszące jej ?przedsięwzięcia kulturalno-naukowe=, środki nie wpłynęły".
Dalej próbuje Pan wmówić czytelnikom, że pieniądze w dyspozycji
Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wypłacającego Polakom emerytury, jakie
pójdą na budowę świątyni, nie uszczuplą puli przeznaczonej dla emerytów,
pisząc: "nie oznacza to odbierania pieniędzy emerytom, lecz formę zabudżetowania
środkówÉ Dlatego jeszcze raz powtarzam, kłamie Pan, mówiąc, że odbiera
się emerytom i daje na Kościół. Jest to zagranie nie fair, poniżej pasa".
Popatrzmy więc, co podaje inne źródło: "Senacka Komisja Gospodarki
Narodowej pozytywnie zaopiniowała poprawkę do budżetu na 2007 r., zgodnie
z którą 40 mln zł zostanie PRZESUNIĘTE z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych
(czyli z puli przeznaczonej dla emerytów - mój dop.) na budowę Świątyni
Opatrzności Bożej. Rząd nie zgłasza zastrzeżeń do poprawki, ale wiceminister
finansów Elżbieta Suchocka-Roguska zwróciła uwagę, że warunkiem uruchomienia
tych pieniędzy jest przyjęcie ustawy, pozwalającej na dofinansowanie świątyni
jako części dziedzictwa narodowego. Autor poprawki - Marek Waszkowiak (PiS)
zadeklarował jednak, że Ministerstwo Kultury w ciągu 3-4 miesięcy przygotuje
taką ustawę."
http://www.lewica.pl/?id=12597
Zatem wierzy Pan, że te pieniądze wrócą jakąś okrężną drogą do
kieszeni emerytów. Radziłbym to jednak między bajki włożyć, i to takie
dla naiwnych dzieci.
Tak, ma Pan rację, pisząc, że "aby dyskusja miała sens, to podobnie
jak w sporcie, musi w niej obowiązywać fair play - strony uczciwie i w
dobrej wierze przedstawiają fakty, a nie manipulują nimi w celu uzyskania
propagandowego efektu" oraz że "Na nadrabianie zaległości w wykształceniu
nigdy nie jest za późno".
Również życzę Panu, aby odrobił zaległości, ale w wychowaniu,
bo obraża Pan czytelników szybciej niż myśli. Jak dotąd, kompromituje się
Pan w tej dyskusji matactwem, przemilczaniem kłopotliwych aspektów sprawy.
Z poważaniem
Roman Cichowski
Od redakcji: Wie Pan, też lubię ładną pogodę. Pozdrawiam serdecznie
- A. Kumor.
Serdeczne podziękowanie
P. Kumor za piękne i trafione
felietony
Nazywam się Tadeusz Sosnowski i jestem czytelnikiem Waszego pisma.
Pragnę szczerze podziękować za ciekawe, pożyteczne, trafione
felietony i artykuły w Waszym piśmie, które mam okazję czytać na stronie
internetowej. Szczególnie bardzo dziękuję Panu Kumorowi, gdyż tematy przez
niego podejmowane są mi szczególnie bliskie, a także całkowicie solidaryzuję
się z ich autorem.
Chciałbym także poinformować, że podobną tematykę podejmuje pismo
"Michael" http://www.michaeljournal.org/home.htm. I byłoby może dobrze,
jakby oba pisma zaczęły wymieniać się felietonami, gdyż jak widzę, oba
pisma pragną poprawy dobrze pojętej świadomości społecznej dla dobra ogółu
mieszkańców, która jest moim zdaniem bardzo ważnym kluczem do poprawy jakości
życia "normalnych", ciężko pracujących ludzi, na których żerują kolejne
systemy i większa oraz mniejsza lichwa.
Dziękuję jeszcze raz i życzę dalszych owocnych i trafionych,
a co najważniejsze zgodnych z prawdą felietonów.
Z poważaniem
Tadeusz Sosnowski
obywatel kanadyjski
z New Westminster, BC
Od redakcji: "Michaela" cenimy, Pan Bóg dał nam rozum, nie
dajmy sobie go odbierać watahom hochsztaplerów.
Sz. Panie Kumor,
Po przeczytaniu w Pańskim piśmie artykułu z dnia 16-22 br. o
holokauście palestyńskim pióra pana Wojciechowskiego oraz innego artykułu
pt. "Bush pod rozkazami Izraela", westchnąłem głęboko i pomyślałem, jak
głęboko zakorzeniony jest antysemityzm wśród moich rodaków (ale nie współwyznawców)
wyznania rzymskokatolickiego, chociaż w Polsce żydów prawie nie ma. Niestety,
choroba społeczna zwana antysemityzmem jest rozpowszechniona prawie w całej
zachodniej cywilizacji, a teraz występuje pod płaszczykiem antysyjonizmu.
Wielu waszych czytelników nie zdaje sobie sprawy, że w Izraelu większość
ludności to Polacy wyznania mojżeszowego, a na polskość to katolicy nie
mają monopolu. Poza tym w Izraelu mieszka około 50.000 Polaków chrześcijan,
należących do polskich parafii. Natomiast to że USA rządzi Izrael i że
Bushem manewruje Olmert, to taki nonsens, że tylko jakiś zatwardziały fanatyk
albo człowiek o niskiej inteligencji może uwierzyć w tego rodzaju brednie.
Inteligentny Polak nie mający wypranego mózgu nigdy nie połknie tych
bzdur, którymi propaganda karmi tak wielkie rzesze ludności, po to tylko
ażeby odwrócić uwagę ludzi od rzeczywistego stanu rzeczy, w jakim znajdujemy
się i świat cały. Weźmy również pod uwagę mit, że żydzi zabili
Pana Jezusa. Otóż sprawa ma się tak: ówczesny Izrael był pod zaborem rzymskim,
gubernatorem był Poncjusz Piłat (coś w rodzaju gubernatora Franka w okupowanej
przez Niemców Polsce), wyrok na śmierć Jezusa wydał sąd rabinacki w Jerozolimie.
Rabinat współpracował z okupantem (coś w rodzaju rządu Vichy we Francji
w czasie wojny), czyli byli to zdrajcy i nie wyrażali woli narodu żydowskiego,
poza tym pierwszymi chrześcijanami byli żydzi. Poza tym, gdyby Jezus nie
był ukrzyżowany i by nie było Zmartwychwstania, wątpię, czy chrześcijaństwo
by egzystowało. Poza tym wszyscy wyznawcy wszelkich religii tkwią w nich
nie z wyboru, lecz z nadania przez rodziców, jak również i Pan, panie
Kumor.
Z poważaniem
Geo Nosal
Toronto
Od redakcji: Szanowny Panie, szanujemy Żydów, Jezus poszedł
na krzyż za grzechy wszystkich ludzi - moje i Pana też, dociekania,
kto Go zabił, nie mają sensu. Co do krytyki Izraela - wie Pan - Izrael
to nie jest święta krowa. Zresztą chyba Pan zauważył, że najgłośniej słychać
tę krytykę u europejskiej lewicy, a nie w Polsce, więc skąd te domniemania
o polskim antysemityzmie? Każdy apartheid jest obrazą Boga i uczciwość
wymaga, aby taki ustrój krytykować. Panu się podobało w RPA?
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|