 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC NR 44/2009.
Szanowni Państwo,
Umowa o zabezpieczeniu socjalnym podpisana 8 kwietnia 2008 między
Kanadą a Polską, która weszła w życie 1 października tego roku, budzi wiele
kontrowersji i dyskusji wśród kanadyjskiej Polonii. Cała ta dyskusja, na
zorganizowanych zebraniach, we wschodniej i zachodniej Kanadzie, jak również
tocząca się łamach Gońca, wynika chyba z braku wiedzy i właściwiej interpretacji
tej umowy, a przede wszystkim z braku wiedzy na temat umowy o unikaniu
podwójnego opodatkowania, jaką Kanada zawarła z Polską już w 1989 roku.
Dość wcześnie zapoznałam się dokładnie z treścią umowy emerytalno-rentowej
i zauważyłam, że jest to typowa umowa, jaką Kanada zawiera z większością
krajów Unii Europejskiej, a także z innymi krajami spoza Unii. Myślę, że
umowa została podpisana właśnie dlatego, że Polska znalazła się w Unii
Europejskiej i obowiązują ją także unijne zalecenia.
Z podpisania umowy emerytalno-rentowej jedni się cieszą, inni
smucą. Cieszą się przede wszystkim osoby urodzone przed 1 stycznia 1949
roku, które podlegają pod tzw. stary system emerytalny i które według tego
systemu za krótko pracowały w Polsce, żeby dostać cokolwiek za lata przepracowane
w Polsce. Smucą się ci, którzy nie znali, czy też nie chcieli zapoznać
się z przepisami podatkowymi w Kanadzie.
Proszę jednak pamiętać, że umowa emerytalno-rentowa nie zmieniła
i nie zmieni kanadyjskiego systemu podatkowego, a także umowy o unikaniu
podwójnego opodatkowania między Kanadą a Polską. Kanadyjsko-polska umowa
o unikaniu podwójnego opodatkowania nie różni się od podobnych umów podpisywanych
przez Kanadę z innymi krajami i nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł wywalczyć
jakieś specjalne przywileje dla Polaków w Kanadzie.
Zarówno Kanada, jak i Polska, jak i wiele innych krajów na świecie,
mają system podatkowy oparty na tzw. worldwide income. Czyli niezależnie
od tego w jakim zakątku świata uzyskujemy dochód, jest on opodatkowany
w kraju rezydencji, czyli w kraju, w którym mieszkamy na stałe. Oczywiście
możemy mieszkać i tu, i tam, ale musimy określić, gdzie jesteśmy rezydentem
podatkowym. Przy określeniu rezydencji bierze się pod uwagę wiele kryteriów.
Ogólnie można powiedzieć, że za rezydenta można uznać osobę, która przebywa
w danym kraju powyżej 183 dni, jeżeli na podstawie innych kryteriów nie
można tego określić.
Emerytura polska jest w myśl prawa dochodem i jest obowiązek
uwzględnienia tego dochodu w kanadyjskim corocznym zeznaniu podatkowym.
To wcale nie znaczy, że płacimy podwójny podatek. Podatek, jaki zapłaciliśmy
w Polsce, jest rekompensowany w Kanadzie przez tzw. foreign tax credit.
Czy w całości? A to zależy, jaki status mamy w Polsce, czyli czy dla władz
polskich jesteśmy rezydentami polskimi, czy kanadyjskimi.
Jeżeli składając wniosek emerytalny, osoba podała adres zamieszkania
w Polsce, władze polskie bez wnikania w szczegóły założyły, że taka osoba
jest rezydentem Polski i ZUS ściąga podatek według polskich stawek podatkowych
minimum 18 proc., czyli więcej niż 15 proc., które przewiduje umowa kanadyjsko-polska.
Wtedy foreign tax credit nie zrekompensuje nam podatku potrąconego przez
ZUS w Polsce. Na dodatek, jeżeli mieszkamy na stałe w Kanadzie, ZUS bezprawnie
ściąga nam składkę na ubezpieczenie zdrowotne, ale też bezprawnie korzystamy
w tym przypadku ze służby zdrowia w Polsce. Proszę przyjąć do wiadomości,
że ubezpieczenie zdrowotne w Polsce należy się tylko osobom na stałe zamieszkującym
w Polsce. Składka zdrowotna nie jest ściągana od osób, które na wniosku
emerytalnym podały, że mieszkają na stałe w Kanadzie.
Podatek zapłacony w Polsce, nawet tylko ten 15 proc., czyli według
umowy, nie zostanie zwrócony w Kanadzie, jeżeli osoba ze względu na niskie
dochody nie zapłaciła żadnego podatku w Kanadzie. Foreign tax credit, jak
sama nazwa wskazuje, jest tylko tzw. non-refundable tax credit, czyli kredytem
jak wiele innych kredytów możliwych do zastosowania zgodnie z kanadyjskim
systemem podatkowym.
Większość emerytur z Polski jest tak niska w przeliczeniu na
dolary, że jeżeli mamy powyżej 65 lat i jesteśmy osobami o niskich dochodach,
nie zapłacimy od tego dodatkowego dochodu żadnego podatku w Kanadzie. Nietrudno
jednak zauważyć, że emerytura z Polski podnosi nasz dochód w Kanadzie,
który ma wpływ na wiele różnych dodatków przysługujących w Kanadzie ludziom
o niskich dochodach. Ten dodatkowy dochód z Polski wpływa na zmniejszenie
między innymi GIS (Guaranted Income Supplement), dodatku do zasiłku starczego
OAS.
Często słyszę, że wobec tego mija się z celem występowanie o
polską emeryturę. Nie do końca jest to prawda. Emerytura raz przyznana
będzie wypłacana do końca życia. Dodatek GIS, chociaż w nazwie ma gwarantowany,
może nie być wypłacany w przypadku bardzo złej sytuacji ekonomicznej w
Kanadzie. Czy to kiedykolwiek nastąpi, tego nikt nie może przewidzieć.
A jak Polska wejdzie do strefy euro i jej gospodarka będzie znacznie wyżej
postawiona niż kanadyjska, może okazać się, że polska emerytura jest znacznie
wyższa niż kanadyjska. Więc lepiej mieć to, co sobie już wypracowaliśmy.
W liście tym skupiłam się przede wszystkim na wyjaśnieniu kilku
spraw związanych z opodatkowaniem w Kanadzie emerytur z Polski. Zagadnienia
te są mi znane, jako że od wielu lat zajmuję się rozliczeniami podatkowymi
dla Polonii w Edmonton. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpuje
to tego tematu.
Posiadam też dość dużo informacji na temat praktycznej realizacji
umowy o zabezpieczeniu społecznym między Kanadą i Polską, która właśnie
weszła w życie. Chętnie podzielę się tymi informacjami z osobami zainteresowanymi.
Z poważaniem
Zofia Janiszewska
e-mail: janiszew@telus.net
Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia, w następnym numerze
przedstawimy rozmowę z prezesem KPK p. Lizoniem, który również podaje informacje
na ten temat.
Szanowni Państwo
Niniejszym uprzejmie informujemy, że rozpoczyna działalność portal
PolskieKresy.info.
Priorytetem portalu jest zbieranie informacji w "Monitorze Kresowym"
o wszelkich przejawach łamania praw polskich mniejszości, aktach antypolonizmu
na Kresach, a także faktów niszczenia polskiej spuścizny materialnej na
obszarach kresowych. Oczywiście portal ma nie tylko informować o tych faktach,
ale być motywacją do działań dla tych, którzy z racji funkcji powinni to
robić. Wszelkie sugestie odnośnie do treści i formy, zwłaszcza ze środowisk
polonijnych, będą bardzo pomocne.
Zwracamy się także z uprzejmą prośbą o wszelkie informacje, które
pomogą rozszerzać zbiór informacji "Monitora Kresowego".
Pozdrawiamy serdecznie.
Od redakcji: Każda inicjatywa, która przywraca wiedzę o Kresach,
jest cenna.
***
Świat dzisiejszy i cała polityka jest nastawiona jedynie na zyski
pewnych, wybranych ludzi. Jeśli człowiek lub jakiś zakład nie przynosi
zysków, skazany jest na likwidację, czyli śmierć. Świat ten, a szczególnie
człowiek stworzony jest przez Boga nie dla czyjegoś biznesu, lecz biznes
powinien mu służyć. Jeśli na tej ziemi nie byłoby ludzi, to życie nie miałoby
większego sensu.
Dziś w Polsce różnymi metodami niszczy się życie na różnych płaszczyznach,
co nie przynosi zysku, zgodnie z poprawnością polityczną i zaleceniami
UE. W Polsce zamyka się np. szpitale, które są nierentowne. To jest pomieszanie
pojęć u polityków. Komornicy zajmują nawet łóżka szpitalne. Zajmują wszędzie,
co się da, za rzekome długi. Szkoda, że jeszcze nie zajmują chorych ludzi.
Może wkrótce i do tego dojdzie. Z trupami nie będą mieli kłopotu, ale chorych
chyba muszą odstawiać do obozów, aby ich tam wykończyć, aby żywcem ich
nie grzebać.
Na stocznie i inne zakłady nie ma podobno kupców, oprócz anonimowych
ludzi z Bliskiego Wschodu. W Polsce podobno nie ma takich ludzi. Ciekawe,
że komuś spoza Polski będzie się opłacać kupić, tylko nie Polakom. Gdzie
ten polski rząd, aby pomóc w kryzysie utrzymać polskie zakłady, które są
żywicielami tysięcy rodzin. Inne kraje dopłacają nawet zakładom nierentownym,
bo traktują ludzi jako ludzi, a nie podludzi. Bo nie można pozbawić człowieka
środków do życia i tysięcy rodzin. Ciekawe, ile Polska wydaje na wojny
w Iraku i Afganistanie, wojny bezsensowne. Na pewno by wystarczyło na pomoc
tym zakładom, nie odbierając chleba rodzinom w Polsce i na służbę zdrowia.
To są rządy totalitarne, jak za komuny, a w niektórych przypadkach gorsze.
Wróciły czasy, kiedy komuniści krzyczeli: obetniemy ręce tym, którzy podniosą
rękę na rząd, raz zdobytej władzy nie oddamy, rząd się sam wyżywi etc.
Naród polski jest w tym winien. Wybrali taki rząd naiwnie, ufając
propagandzie. Polacy nie dorośli chyba jeszcze do demokracji, ale politycy
powinni mieć sumienie i wiarę w Boga nie tylko na pokaz w wyborach, ale
na co dzień. Kontynuuje się kulturę śmierci, przed którą Jan Paweł II przestrzegał.
S.W.
Mississauga
Od redakcji: Zatem co robić?
GONIEC NR 43/2009.
Szanowny Panie Redaktorze!
Dnia 16.09.2009 odbyło się zapowiadane przez prezesa KPK p. Lizonia
spotkanie polskich emerytów z przedstawicielami Revenue Canada na temat
sposobu przekazywania naszych emerytur z Polski do Kanady.
I spadło na nas nieszczęście.
Otóż wcześniej eksponowane w polskim programie TV rewelacje p.
Lizonia i puszenie się z doprowadzenia do podpisania umowy międzynarodowej
to cios w plecy nas, emerytów, co w wielu wystąpieniach wcześniej pomijał
(ukrywał?), jak i na tym spotkaniu skrzętnie omijał wraz z przedstawicielką
Revenue Canada. Z oficjalnej informacji wynika, iż:
- emerytury przesyłane będą bezpośrednio do rządu Kanady;
- Kanada automatycznie potrącać będzie 50 proc. z należnej nam
polskiej emerytury (dlaczego taki procent?);
- Ponieważ dochody nasze wzrosną o emeryturę polską brutto, zmniejszone
zostanie dofinansowanie do minimum socjalnego i subsydiowanych mieszkań.
Reasumując - stracimy prawie całe polskie emerytury.
Czas pracy w Polsce, 25, 20, 15 lat itd., to czas stracony w
tym kontekście.
Pytanie - komu zależało na pozbawieniu nas tych emerytur? Gdzie
był KPK w objaśnianiu stronie polskiej realiów kanadyjskich? Po co jeździł
p. Lizoń tyle razy do Polski z przedstawicielami Kanady?
Jaki dureń podjął w Polsce decyzję darowania bogatej Kanadzie
milionów złotych wyprowadzanych każdego miesiąca bez korzyści dla emerytów
(lecz strat) i strat dla Polski?
Bo przecież gromadzone emerytury na kontach w Polsce dają zysk
i krajowi, i członkom rodzin w Polsce. Naszym starym rodzicom, siostrom,
braciom.
Na tej umowie zyskał jedynie rząd Kanady. Postraszono nas również
możliwością zwrotu wielu tysięcy dolarów za niezgłoszenie emerytur polskich
do RC. W tej sytuacji tylko zamieszkać pod mostem i żebrać. Czysty obłęd.
Mamy emerytury kanadyjskie pozwalające jedynie związać koniec
z końcem. Teraz będzie tylko gorzej.
Nikłą nadzieją jest jeszcze tylko to, że ktoś się w Polsce obudzi
i nie dopuści do podpisania porozumienia będącego w toku rozpatrywania
co do sposobu rozwiązania podwójnego opodatkowania i przesyłania informacji
i pieniędzy do Kanady.
Nie neguję całej umowy polsko-kanadyjskiej, która jest dobra
tylko dla osób, które przepracowały w Polsce do 5 lat, a więc młodych.
Tak jak zabierając głos na opisanym spotkaniu w imieniu wszystkich emerytów
- co spotkało się z powszechnym aplauzem - tak i teraz wnioskuję o:
- Opublikowanie powyższej sprawy z fachowym komentarzem światłych
prawników i p. Redaktora;
- Przesłanie naświetlonej sprawy z punktu widzenia emerytów do
wiadomości Sejmu RP i rządu w Polsce o wstrzymanie przesyłania naszych
emerytur do Kanady;
- Powiadomienie Światowego Kongresu Polonii z prośbą o interwencję;
- Powiadomienie Urzędu ds. Emigracji w Polsce;
- Jeżeli nie zostaną podjęte zdecydowane działania rządu, wystąpienie
do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka z zarzutem zmowy obu rządów,
o pozbawieniu tysięcy emerytów wypracowanej emerytury, gdyż jest to równoznaczne
z systemem działania obu rządów.
- Rozpatrzenie opublikowania wzoru petycji do rządu polskiego,
którą moglibyśmy podpisywać i wysyłać pod wskazany adres;
- Spowodowanie debaty w polskich programach TV z udziałem emerytów
- co upowszechni problem;
- Zwołanie Zarządu KPK do wyznaczenia prawnika pilotującego powyższe
sprawy;
- Napiętnowanie i odwołanie p. Lizonia z funkcji Prezesa KPK
za bezmyślne forsowanie niekorzystnej dla Polski i polskich emerytów umowy
oraz przemilczanie prawdy przez szereg miesięcy, nieprzeprowadzenie konsultacji
z emerytami zamieszkującymi w Kanadzie przed rozpoczęciem starań o zawarcie
umowy między rządami.
Jego krótkowzroczność i wykazana buta nie predestynują go do
piastowania tak prestiżowej funkcji. Przygotowanie spotkania było na poziomie
"wiem, że nic nie wiem".
Uprzejmie proszę p. Redaktora o opublikowanie moich uwag, jak
też opublikowanie ewentualnych komentarzy ludzi mogących coś wnieść do
opisanych zagadnień i zmienić zbliżające się niebezpieczeństwo dla emerytów
i Polski.
Z poważaniem.
(nazwisko znane redakcji)
Od redakcji: Uwagi z chęcią opublikujemy.
Jeszcze kilka słów
o niewoli partyjnej
Mam przed sobą tekst z "Rz" o tym, nad czym to aktualnie pracują
posłowie w polskim Sejmie.
Otóż najważniejszym dla nich problemem, jak się można było spodziewać,
są nie troska o losy państwa czy narodu, ale - kto będzie przewodniczył
komisji ds. afery hazardowej i kto będzie zasiadał w tej komisji.
To, co się dzieje teraz na naszych oczach, woła o pomstę do nieba.
P. Tusk wyrabia, co mu się żywnie podoba.
Wszystkie afery są udziałem jego i jego ludzi, jego partii. Ale
on nie zamierza zajmować się tylko tym. On postanawia chyba zajmować się
aferą jako taką, może nawet potem na tej podstawie zrobi doktorat, kto
wie? On postanawia zajmować się aferą całościowo, od początku wieków aż
do dnia dzisiejszego; szkoda, że nie tylko do roku 2005, do momentu kiedy
p. Tusk i jego partia zaczęli "rządzić".
Chociaż kto wie, czy jeszcze działalność tej komisji do tego
się nie sprowadzi? Bo przecież jego partia "rządzi". Oni będą "decydować",
kto będzie przewodniczącym tej komisji i kto będzie w niej zasiadał, np.
p. Macierewicz - nie, on nie, bo p. Tusk tego nie chce.
Ludzie kochani, ja jeszcze mogę zrozumieć, że wszystkie pozostałe
partie, poza PO, nie potrafią się temu warcholeniu przeciwstawić. Bo to
przecież są też tylko partie polityczne i mają swoje interesy. Ale do 100
000 diabłów, czy nie ma już w tym kraju nikogo, kto by powiedział - p.
Tusku, dość!
Pytam się - jaki jest sens powoływać komisję, w której kolesie
aferzystów, nierobów i cwaniaków z PO będą przewodniczyć tej komisji i
ponadto będą mieć w tej komisji przewagę liczebną?
Ludzie kochani, czy nie ma już narodu w tym kraju? Czy nie ma
już ludzi, którzy wyjdą na ulicę i powiedzą - dość p. Tusku?
A jeśli nie ma już nikogo, to zwracam się z apelem do pozostałych
partii, poza PO, aby w ogóle nie uczestniczyły w tej komisji. Niech ta
szopa będzie szopą do końca. Niech komisja złożona tylko z samych członków
partii PO zajmie się aferzystami z PO.
To dopiero będzie szczytów szczyt!
Może wtedy naród się wreszcie obudzi!
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Bez komentarza.
GONIEC NR 42/2009.
Polskie emerytury
Z zaciekawieniem śledzę artykuły w Gońcu o polskich emeryturach.
Mieszkam w zachodniej części Kanady i tu nikt nie dyskutuje na ten temat.
Jedynym ratunkiem jest polska gazeta. Ja mam bardzo proste zapytanie do
pana Władysława Lizonia: dlaczego Pan nie udziela odpowiedzi na pytania
rodaków, którzy przepisali emeryturę polską na kogoś w rodzinie w kraju
i nie podawali jej do podatków tutaj w Kanadzie, bo po prostu z tej renty
nigdy tutaj nie korzystali?
Dlaczego p. Lizoń nie chce udzielić prostej odpowiedzi, zawsze
powtarza, "że to może ludziom zaszkodzić". Panie Lizoń, proszę odpowiedzieć
na to zapytanie, bo większość Polaków czeka właśnie na tę odpowiedź.
Jak więcej możemy sobie zaszkodzić??? To pytanie jest bardzo
ważne dla wielu rodaków, a pan Lizoń po prostu stara się wymigać
od tej wypowiedzi. Jeżeli umowy zostały podpisane, to my musimy być bardzo
szczerzy wobec siebie i chcemy znać odpowiedź na wszelkie pytania.
Panie Lizoń, dlaczego pan nie przedyskutuje tego problemu z Revenue
Canada i wtedy wszyscy będziemy wiedzieć, co robić w tej sytuacji (bo to
jest problem dla tysięcy Polaków), a nie, jak to mówią po angielsku,
"sweep the problem under the rug".
Z poważaniem
E. McDonald
Od redakcji: Pan Lizoń z pewnością odpowie...
Projekt ustawy Bill C-428
Liberalna posłanka Ruby Dhalla reprezentująca jeden z okręgów
wyborczych w Brampton przedstawiła w parlamencie federalnym projekt ustawy
zwany Bill C-428.
Pierwsze czytanie już się odbyło. Jeśli parlament zatwierdzi
Bill C-428 w drugim czytaniu, to czas oczekiwania na rentę Old Age Security
(OAS) wyniesie 3 lata, a nie jak dotychczas 10 lat. W tej propozycji
sekunduje jej Bob Rae, "najzdolniejszy ekonomista liberalny Kanady". W
Internecie krąży wiele wypowiedzi na temat Bill C-428 nawołujących do protestu
u posłów federalnych w swoich miejscach zamieszkania.
Ja już to zrobiłem, wysłałem e-mail do mojego posła Mike'a Wallace'a,
aby głosował przeciw Bill C428.
Pani posłanka Dhalla pochodzi z Indii i sprowadziła do Kanady
swoją matkę.
Do opieki swej matki wynajęła dwie kobiety z Filipin, które nie
miały stałego pobytu w Kanadzie, traktowała je źle, co one ujawniły,
a więc obeszła prawo dwukrotnie.
Jeśli z Indii i pozostałych krajów azjatyckich zaczną napływać
ludzie w wieku 62 lat, to po 3 latach pobytu w Kanadzie będą się kwalifikować
do otrzymywania OAS tak jak my, którzy pracowaliśmy po 30 lat i więcej.
Gdzie tu jest sprawiedliwość?
Ja nie mam nic przeciwko sprowadzaniu starych rodziców do Kanady,
jak długo ci, co ich sprowadzili, będą ich utrzymywać. Pracowałem 32 lata
po różnych fabrykach. Rządy liberalne czy też konserwatywne grabiły podatek,
ile szło, od zarobku, od własności, w sklepach (GST); czemu ja mam się
dzielić z tymi, którzy nie wnieśli nic do kasy państwowej? Obawiam się,
że takie podejście rozwali system rent starości.
Polskie przysłowie mówi: "nie pchaj nosa, gdzie nie dałeś grosza".
Polacy zamieszkali w Brampton, zwróćcie uwagę w następnych wyborach
na panią Ruby. Nie możemy pozwolić, aby nieodpowiedzialni posłowie dyktowali
prawo pozostałym obywatelom. Oby troska o renty z Polski nie przysłoniła
nam tego, co dzieje się z rentą tutejszą.
ss
(nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, sprawiedliwość to będzie w Niebie...
Co nie zmienia faktu, że trzeba walczyć o swoje.
Prośba o nawiązanie kontaktu
Panie Redaktorze,
Nazywam się Irena Praczukowska z d. Gabruk, mieszkam w Polsce,
w Opolu, w woj. opolskim. Zwracam się do Pana z bardzo uprzejmą prośbą
o pomoc w nawiązaniu kontaktu z pp. Trawińskimi, których wołyńskie wspomnienia
napisane przez nich w dniu 14.08.2009 r. zamieściliście w Gońcu. Tak się
składa, że mój dziadek Gabruk Jan (miał kuźnię i trochę szewcował), ojciec
Gabruk Józef (był cieślą), także pięcioro mojego rodzeństwa urodzili się
w Chodakach na Wołyniu, o których we wspomnieniach pisze p.Trawiński. Chciałabym
dowiedzieć się czegoś więcej o samej wsi, jak i jej mieszkańcach. Niestety,
moi rodzice nie żyją, a na pamięć najstarszego rodzeństwa (80 lat) nie
mogę liczyć, stąd prośba. Jeśli nie będzie to możliwe, zrozumiem. Gdyby
jednak Państwo Trawińscy wyrazili zgodę na kontakt, podaję adres: 45-760
Opole; ul. Koszyka 23/13; tel. 0048/774746506. Jest to dla mnie ważne,
dlatego z góry dziękuję Panu za przychylność i pośrednictwo, jeżeli oczywiście
nie będzie to problemem.
Serdecznie pozdrawiam
Irena Praczukowska
PS Jeśli p. Trawińscy wyrażą zgodę na kontakt i podadzą formę
kontaktu, bardzo chętnie odezwę się pierwsza.
Od redakcji: Z pewnością pomogą nasze środowiska kresowe.
***
Przegrana z Czechami 0:2. Teraz to już tylko gruba kreska może
pomóc? Myślę, że powód przegranej jest taki, że zbyt wielu działaczy zostało
ostatnimi czasy zamkniętych i w konsekwencji nasi piłkarze stracili orientację,
a może to po prostu protest jakiś jest, że w tym sporcie hazardu nie ma
i ministra Drzewieckiego też nie ma? Po prostu od pewnego czasu wszystko
wiadomo, jak będzie, tylko dziennikarze tego nie napiszą, żeby utrzymać
czytelników w napięciu jak najdłużej, chyba. W ogóle, to przydałaby się
gruba kreska, żeby piłkarze i ich kochający działacze mogli zacząć od nowa
jakoś życie, bez przeszłości, która widocznie ich obciąża i wiąże im ręce,
a czasem i nogi.
Janusz Niemczyk
Od redakcji: Zgadza się, trzeba rozwiązać nogi piłkarzom!
***
Halloween i Nagroda Nobla
Zauważyłem wiele wpisów na różnych blogach po przyznaniu Nagrody
Nobla panu Barackowi Obamie. Przyznam się, że ja się tym wyróżnieniem nie
ekscytuję. Przyznanie nagrody uzależniam bowiem od nadchodzącej nocy Halloween.
Panu Prezydentowi potrzebne jest nowe przebranie, tak trochę dla niepoznaki,
a trochę dla zabawy. To takie Treat-Trick od Szwedów.
Od redakcji: My również się tym wyróżnieniem nie ekscytujemy.
GONIEC NR 41/2009.
Szanowni Państwo,
Ja jestem emerytem w Polsce i w Kanadzie, to znaczy ukończyłem
65 lat.
W związku z mym wiekiem otrzymuję emeryturę w Polsce, przesyłaną
na moje personalne konto w banku polskim. Z przyznanej mi wielkości emerytury
potrącana jest automatycznie składka na ubezpieczenie zdrowotne i podatek.
Czynności te wykonuje ZUS na moją prośbę i ja nie muszę robić osobiście
zeznania podatkowego w Polsce. Wszystko w moim imieniu załatwia ZUS z Urzędem
Skarbowym. Chcę tu zaznaczyć, że jestem zameldowany na stałe w Polsce,
posiadam aktualny dowód osobisty, kartę emeryta, PESEL i NIP do skarbówki.
Drugą emeryturę też otrzymuję tu w Kanadzie, to jest CPP i Old
Age Pension w wymiarze niepełnym, gdyż jestem w Kanadzie 21 lat. Nie pobieram
dodatku Guaranteed Income Supplement, gdyż jeszcze pracuję w zakładzie
pracy i nie wystąpiłem o ten dodatek. Planuję z żoną przenieść się na stałe
do Polski, w związku z tym chcę się upewnić, jakimi pieniędzmi będę tam
dysponował. Nie bardzo rozumiem, kto i ile będzie mi potrącał podatku od
moich emerytur. W Polsce już mi potrącają, tu w Kanadzie robię zeznanie
podatkowe i podaję moje zarobki roczne z pracy plus kanadyjską emeryturę.
Obecnie nie podaję w Kanadzie, że mam polską emeryturę, gdyż uważam, że
jest to moja prywatna sprawa, wcześniej tam opodatkowana, a tu dostaję
tylko to, ile płaciłem na CPP bez żadnych dodatków czy welfare'ów.
Z tego co czytałem w gazecie, to uważam, że pobieranie przez
oba rządy podwójnego opodatkowania jest nielegalne. W związku z powyższym
należy, by Kongres Polonii, jako nasz reprezentant, wystąpił do sądu czy
Trybunału Konstytucyjnego o zakwestionowanie takich niesłusznych praktyk.
Jak wiem, sądy i trybunały są do tego, by bronić konstytucji i obywateli.
Jeszcze nie bardzo rozumiem, jak będzie wyglądało pobieranie mych emerytur
po skończeniu pracy, gdybym mieszkał w Polsce, a jak tu w Kanadzie.
Proszę Prezesa Kongresu nie pozostawiać teraz naszego problemu
na gazetowej polemice, a iść za ciosem, póki jest może na to czas.
Jan emeryt
Od redakcji: Szanowny Panie, Mamy nadzieję, że odpowiedzi na
część pytań znalazł Pan w publikowanych przez nas tekstach o emeryturach.
Emerytury
Szanowna Redakcjo.
Dziękuję za wyjaśnienie na temat uznawania KPK przez rząd
kanadyjski, wiem coś na ten temat, ponieważ sam
jestem członkiem KPK i pełnię funkcje. Moja prośba była skierowana
do Państwa, prośba o kontakt z autorem artykułu Matka Polka,
jeśli można. KPK jest organizacją, która reprezentuje organizacje
polonijne, ale to jest inne zagadnienie.
Ignac Głowacki
Od redakcji: Szanowny Panie, Autor tekstu zastrzegł sobie swoje
dane, i to od niego zależy, z kim zechce się kontaktować.
Szanowny Panie Redaktorze!
W nawiązaniu do mojego listu opublikowanego w "Gońcu" z dnia
24-30 października 2008 r. oraz naszej rozmowy w dniu dzisiejszym pragnę
Panu przypomnieć, że w dniu 31 maja 2009 odbyło się zebranie w lokalu SPK
przy ulicy Beverley w Toronto. Na zebraniu tym federalny minister ds. weteranów
Greg Thompson zawiadomił, że przywrócono "uprawnienia weterańskie" żołnierzom
polskim walczącym w Alianckich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.
Niestety, jak poprzednio Pana zawiadomiłem, pominięto żołnierzy
Armii Krajowej. Żołnierzy AK potraktowano jako "resistance group" działającą
na terenie Polski. Wiadomym jest, że biurokratyczne podejście administracji
kanadyjskiego Ministerstwa ds. Weteranów wynika z braku znajomości historii
II wojny światowej. Wygląda na to, że władze kanadyjskie nie mogą zrozumieć,
jak "resistance movement" mógł stanowić integralną część Polskich Sił Zbrojnych
podległych prawowitemu rządowi polskiemu w Londynie.
Powyższe zostało potwierdzone przez ministra ds. kombatantów
p. Janusza Krupskiego, w czasie Jego wizyty w sierpniu br. O sprawie potraktowania
weteranów AK władze polskie są doskonale poinformowane.
W czasie bankietu Armii Krajowej w sali SPK w dniu 27 września
2009 sprawa pominięcia żołnierzy AK została poruszona przez Pana Prezesa
KPK Lizonia. Może w obecnym czasie "przepychanek politycznych" w Kanadzie,
należałoby tę sprawę poruszyć w sposób bardziej agresywny?
Wydaje mi się, że nas AK-owców (obywateli kanadyjskich), ze względu
na wiek, stale ubywa. Średnia kombatantów AK wynosi ponad 80 lat, a liczba
nie jest większa niż około 200 osób. Po prostu, nie mamy zbyt wiele czasu
na oczekiwanie łaskawej decyzji ze strony władz kanadyjskich.
Przypominam sobie zebranie w sali Ośrodka im. Jana Pawła II,
gdzie ówczesny prezes KPK Pan Grzegorz Sobocki oświadczył, że sprawa świadczeń
kombatanckich dla AK-owców jest pierwszoplanowym zadaniem Kongresu.
Zwracam się zatem do naszego Kongresu Polonii Kanadyjskiej o
bardziej skuteczne starania o pozytywne załatwienie słusznej sprawy.
Z poważaniem
Andrzej Łysakowski
Zgrupowanie AK "Chrobry II"
Powstanie Warszawskie
W załączeniu przesyłam kopie następujących dokumentów:
Deklaracja Rządu Jego Królewskiej Mości o uznaniu AK za armię
kombatancką z 29 VIII 1944 r.
Rząd J.K. Mości czynił stale wszystko, co było w jego mocy, by
zabezpieczyć wszystkim członkom sił zbrojnych mocarstw walczących przeciwko
Niemcom traktowanie ich przez niemieckie władze wojskowe zgodnie z prawami
i zwyczajami wojennymi. Rząd J.K. Mości otrzymuje jednak liczne raporty,
świadczące o tym, że członkowie Polskiej Armii Krajowej, która prowadzi
czynną akcję przeciw wspólnemu wrogowi, traktowani są przez niemieckie
władze wojskowe niezgodnie z prawami i zwyczajami wojennymi.
Rząd J.K. Mości ogłasza wobec tego następującą oficjalną deklarację:
1. Polska Armia Krajowa, zmobilizowana obecnie, stanowi siłę
kombatancką będącą integralną częścią Polskich Sił Zbrojnych.
2. Członkowie polskiej Armii Krajowej otrzymali instrukcje prowadzenia
swych operacji zgodnie z zasadami wojny, a przeto używają swego oręża przeciw
nieprzyjacielowi jawnie. Działają oni jednostkami pod odpowiedzialnym dowództwem.
Zaopatrzeni są w wyraźne odznaki lub w polskie mundury.
3. W tych warunkach represje wobec członków polskiej Armii [Krajowej]
są pogwałceniem przepisów wojennych, obowiązujących Niemców. Wobec tego
Rząd J.K. Mości uroczyście ostrzega wszystkich Niemców, którzy biorą jakikolwiek
udział w pogwałceniu tych praw lub też są w jakikolwiek sposób za nie odpowiedzialni,
że czynią tak na własne ryzyko i będą pociągnięci do odpowiedzialności
za swe zbrodnie.
Źródło: "Dziennik Polski", nr 206 z 31 VIII 1944 r. por. Zygmunt
Nagórski, Warsaw fights alone, London 1944, s. 29; por. AK w dokumentach...,
1 IV, s. 226 [Tu odstępstwo od oryginału w języku angielskim.]
Deklaracja Rządu Stanów Zjednoczonych o uznaniu AK za armię kombatancką
z 29 VIII 1944
Rząd Stanów Zjednoczonych stale wyrażał pogląd, że wszyscy członkowie
sił zbrojnych krajów, będących w wojnie z Niemcami, którzy biorą udział
w walce, powinni być traktowani przez niemieckie władze wojskowe zgodnie
z prawem i wojennymi zwyczajami. Doszło jednak do wiadomości rządu, że
żołnierze polskiej Armii Krajowej, którzy biorą teraz udział w wojskowych
operacjach przeciwko wspólnemu wrogowi, nie są tak traktowani przez niemieckie
władze wojskowe. Przeto rząd Stanów Zjednoczonych oświadcza:
Żołnierze polskiej Armii Krajowej, która jest obecnie zmobilizowana,
stanowią siłę walczącą, operującą przeciwko Niemcom.
Żołnierze polskiej Armii Krajowej są poinstruowani, by swe wojskowe
operacje prowadzili zgodnie z prawami wojennymi i tak postępując, walczą
otwarcie przeciwko wrogowi oraz są zaopatrzeni w odróżniające ich odznaki
lub w polskie mundury.
W tych warunkach represje stosowane przez niemieckie władze wojskowe
przeciwko żołnierzom polskiej Armii Krajowej naruszają reguły prawa wojennego,
którymi Niemcy są związane. Rząd Stanów Zjednoczonych ostrzega dlatego
bardzo zdecydowanie wszystkich Niemców, którzy biorą udział lub w jakikolwiek
sposób są związani z takim naruszeniem [międzynarodowego prawa wojennego],
że czynią to na własne ryzyko i że będą odpowiedzialni za swoje zbrodnie.
Źródło: "Department of State Bulletin", Vol. XI, No 271, September
3, 1944; por. AK w dokumentach, t. IV, s. 227-228 [tu odstępstwo od oryginału
w języku angielskim].
Mr. Andrzej Lysakowski
In response to Mr. Andrzej Lysakowski request, Office for War
Veterans and Victim of Oppression hereby avows that the Polish Home Army
(AK) has been officially declared a part of Polish Forces in Great Britain
by authorities of both the United States of America and Great Britain,
on the August, 29th 1944. Polish government considers soldiers of the Home
Army accordingly.
Having regard to that, under provisions of the Canadian Veteran
Health Care Regulations, former soldiers of the Home Army should be in
fact considered Polish Formal Militaries in service with Polish Forces
raised outside of Poland from September 28th, 1939 to May 8th, 1945, despite
they actually fought in Polish territory.
Dyrektor
Biura Dyrektora Generalnego
Tomasz Lis
Urząd do spraw Kombatantów
i Osób Represjonowanych
Warszawa, 28 listopada 2008 r.
Od redakcji: Szanowny Panie, co na to Pana Koledzy Kombatanci,
co tutejsze organizacje kombatanckie?! Gdzie jest KPK? Przecież jest to
kontynuacja tamtego skandalu! Oczywiście, że trzeba o tym krzyczeć!
Wyrazy współczucia.
Ale nie do końca...
Nie, to nie będzie tekst żałobny, wypełniony wyrazami współczucia
z powodu czyjegoś odejścia; będzie w nim raczej o pewnym fragmencie życia,
który - delikatnie mówiąc - ludzie z odchyłem starają się wciskać innym.
Mam na myśli pornografię.
Ale po kolei... Wiosną tego roku za pośrednictwem jednej z polonijnych
parafii w Hamtramck (metropolia Detroit) natrafiłem na stronę internetową
PoloniaMichigan.com, z ciekawością kliknąłem w odpowiedni odnośnik i raz
jeszcze w Forum PoloniaMichigan, a później bez względu na to, czy wchodziłem
na strony Polski, Polonii, czy też Hyde Parku, znajdowałem to samo: porno,
porno, porno...
Nie ukrywam, że zawartość strony zaskoczyła mnie niemile (pomijając
fakt, że młode Rosjanki były naprawdę urodziwe, tyle tylko, że w takich
okolicznościach i najpiękniejsza kobieta straci w oczach mężczyzny cały
szacunek).
Postanowiłem zaprotestować: nie dbam o to, co kto umieszcza na
swoich prywatnych stronach, ale jeżeli ma to być rzeczywiście polonijna
strona z Michigan, to chyba nie miejsce na takie świństwa, prawda?
Dzięki Internetowi można błyskawicznie dotrzeć do każdego miejsca
na ziemi, a cóż dopiero do rodaków za Detroit River. Nawiązałem kontakt
z sympatycznymi wydawcami tygodnika "Polishtimes" (to nowa inicjatywa na
detroickim rynku, dodam, że ukazuje się jeszcze inny tygodniczek "Polish
Weekly" i czasopismo "Profile"), a przede wszystkim z administratorem strony,
Wojtkiem Ostrowskim.
Na moje listy elektroniczne, w których ostrzegałem parafię o
linku i zawartości stron PoloniaMichigan, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi,
ale do tego można się przyzwyczaić. Kiedy w ostatnich dniach starałem się
zmienić określenie "Death Camps in Poland" nie otrzymałem np. najkrótszej
nawet odpowiedzi od prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej oddział Windsor-Chatham,
pana Jedlińskiego. Czyżby mu to obrażające nas wszystkich kłamstwo nie
przeszkadzało? Ale na ten temat napiszę oddzielnie, zastanawiające jest
bowiem stanowisko naszej (?!) ambasady, czy też wiceprezesa KPK ds. polskich
pana Baryckiego. Notabene mieszkańca Windsor, a wspomniane określenie pojawiło
się na stronach Windsor's Polonia Heritage - Welcome. Dodam, że od poniedziałku,
28 września, jest: "German Death Camps in Poland"; chociaż przez kilka
dni było i tak: "Nazi Death Camps in Poland" - na co zdecydowanie protestowałem.
Jak widać ze skutkiem.
Ucieszyła mnie natychmiastowa reakcja administratora strony PoloniaMichigan.com,
który szczerze przyznał, że zaniedbał nieco swe obowiązki, ale poinformowany
o sytuacji stronę natychmiast zawiesił.
Kiedy we wrześniu natrafiłem na wspomniane, a obrażające nas
określenie o obozach śmierci w Polsce, przypomniałem sobie także o istnieniu
strony z Michigan - postanowiłem tam zajrzeć. Niestety, ponownie natrafiłem
na wyuzdane obrazki, jednym słowem na pornografię. Wiosną kol. Ostrowski
skarżył się, że to "jakiś ruski hacker", ale teraz będzie strony pilnował.
I może tak przez jakiś czas było, nie wiem, bowiem od maja do września
nie kontrolowałem PoloniiMichigan.
Teraz natomiast postanowiłem nie kontaktować się z administratorem,
tylko systematycznie prowadzić kontrolę... I tak było przez ostatnie trzy
tygodnie. W okolicach środy - czwartku pojawiały się świństwa, które w
weekend W. Ostrowski usuwał. Nic się nie zmieniało. W poniedziałek strony
puste - niestety, na stronach nie ma prawie nic, forum jest martwe, a kilka
tekstów, które administrator pozostawia, to naprawdę bardzo mało. Ale przynajmniej
o jednym z nich jeszcze wspomnę.
Sytuacja pogorszyła się w ostatni weekend, tj. 26-27 września,
kiedy w poniedziałek, 28, sprawdziłem zawartość strony, to nie dość, że
odnalazłem to wszystko, co było w czwartek, ale pojawiły się jeszcze nowe...
Mam nadzieję, że to tylko chwilowa nieuwaga, bo - moim zdaniem
- chyba lepiej zawiesić taką stronę, niż udostępniać ją zboczeńcom z całego
świata: Rosja, Armenia, Kazachstan, Cypr, Węgry, USA.
A teraz o tym, co pozostanie po wyczyszczeniu strony z porno,
czy ogłoszeń o możliwości np. zakupu Viagry. W dziale Hyde Park znajdziemy
bardzo interesujący materiał pt. "Afrykańskie dzieci czekają na polskich
rodziców". Jest to tym bardziej interesujące, zwłaszcza dla uczestników
ostatniej pielgrzymki do Midland, że przybliża możliwość pomocy najbiedniejszym
z biednych dzieci w Afryce. Przypomnę, że w pielgrzymce brał udział ks.
Marek Siekierko, misjonarz z Kamerunu (to ten, co najciężej pracował przy
za- i rozładunku bagażu z ciężarówek i który miał najskromniejsze szaty).
W dziale Polonia opowieść "Moja deportacja z USA w czerwcu 2007
r.".
I to właściwie wszystko, a więc niezwykle ubogo - może dlatego pojawiają
się systematycznie "takie obrazki", aby wypełnić stronę? To, oczywiście,
ponury żart. I stąd moje wyrazy współczucia dla autora strony, który udostępnia
ją, jednak w zamian co jakiś czas zbiera gromy, jak np. od niżej podpisanego.
Leszek Wyrzykowski
PS Administrator chyba machnął ręką na to, co jest zamieszczane
na stronie PoloniaMichigan.com. Jest jeszcze gorzej, a w poniedziałek,
5 września, bezeceństw jeszcze przybyło - natomiast administrator nie odpowiada
na korespondencję.
Od redakcji: XXX
Witam serdecznie,
Powstała strona internetowa, na której można wyrazić swój obywatelski
protest przeciwko ratyfikowaniu Traktatu lizbońskiego przez prezydenta
Kaczyńskiego.
Adres strony: www.stotysiecymaglos.pl
Drugim postulatem, jaki w tej chwili jest tam przedstawiony
do poparcia, jest postulat doprowadzenia do możliwie najlepszych warunków
do rozpoczynania i prowadzenia w Polsce działalności gospodarczej, uproszczenie
przepisów, zmniejszenie podatków itd.
Jeśli to możliwe, proszę o opublikowanie u Państwa informacji
o tej stronie, rozpowszechnienie informacji i oczywiście także o oddanie
głosu w jednej lub obu sprawach.
Pozdrawiam,
Piotr Radecki
kontakt@stotysiecymaglos.pl
Od redakcji: Nie ma sprawy. To skandal, że w tak ważnych rzeczach
jak rezygnacja Polski z części suwerenności naród Polski nie ma możliwości
wypowiedzieć się w referendum.
Błagamy, pomóżcie nam
Szanowna Redakcjo, prosimy Was z całego serca, ratujcie nas.
Pomóżcie nam. Piszemy wszędzie, nikt nie reaguje na nasze prośby. Mieszkamy
my, Polacy, tutaj także. Blok Housing, Mabelle Ave. W bloku tym mieszka
para ludzi chorych i alkoholików. Ci ludzie powinni być pod stałą opieką.
Menedżer nie reaguje na nasze prośby, inne instytucje także. Cały budynek
jest w "bed bugsach". Menedżer uważał, że wystarczy pranie chodników na
korytarzu. Bed bugsy chodzą nadal. Bed bugsy (roje) chodzą po ścianach,
wchodzą do naszych mieszkań. Jesteśmy u kresu wytrzymałości. Całe noce
nie śpimy. To jest dla nas koszmar. Błagamy, Szanowna Redakcjo, pomóż nam.
W biurze, które obsługuje nasz budynek, nikt nie reaguje. Załączamy pismo
z podpisami - 26 osób, które wysyłaliśmy do instytucji oraz zdjęcia
z dnia dzisiejszego.
Wasi czytelnicy
Od redakcji: Proszę się skontaktować z radnym i posłem oraz
odwoływać się do organizacji broniących praw lokatorów.
Redakcja Goniec Szanowny Pan Redaktor
A. Kumor.
Miałem wprawdzie wątpliwą przyjemność uczestniczenia w zebraniu
wprowadzającym nową międzynarodową ustawę ws. emerytur i rent.
Ogromne tłumy, jakie zebrały się w tym czasie w Centrum JPII
w Mississaudze, oblegały nie tylko salę główną, ale również wszelkie przyległe
pomieszczenia, w których była dostępna słyszalność wypowiedzi. Nie wspominając
również o miejscach postojowych wokół pomieszczenia, gdzie znalezienie
miejsca postoju równało się z cudem...
Odczytanie umowy odbyło się w języku angielskim, przy czym zapytań
w ramach dyskusji było niewiele na skutek złej organizacji zebrania. Odczułem,
że potraktowani byliśmy jak "gawiedź" bez możliwości, słuchającą rozkazów
praktycznie bez możliwości uczestniczenia w dyskusji, której treść znacząco
niekorzystna dla wielu z nas.
Przyczyny takiego stanu rzeczy są jasne, jak cytował w jednym
z poprzednich numerów Gońca p. A. Kumor, że nie reprezentujemy w obecnym
kraju zamieszkania żadnej istotnej siły ani społecznej, ani też tym bardziej
politycznej. Brak nam reprezentacji w KPK, a trudno oczekiwać równości
ze strony Revenue Canada, które głównie dba o swoich.
Ani p. Lizoń, jak też przywódcy KPK z p. Lojkiem włącznie, nie
są zbytnio zainteresowani poprawieniem losu emigrantów z Polski.
Wynika z tej konkluzji następujący wniosek:
1. Należy starać się powiększyć uczestnictwo Polaków w partiach
politycznych, aktywizując się również w organizacjach społecznych, jak
i gospodarczych, opierając się na jednostkach rdzennie polskiego pochodzenia,
wartościowych i przedsiębiorczych.
2. Stwarzać warunki rozwojowe dla młodszego pokolenia Polaków
dla rozwoju nowych technologii cywilizacyjnych w nowym kraju osiedlenia.
Zwłaszcza rekrutując jednostki z uniwersytetów, kładąc nacisk na stronę
politycznego i narodowościowego uświadomienia poprzez istniejące środki
przekazu, dyskusje i zrzeszanie we wspólnych organizacjach.
3. Popierać inicjatywy w dążeniu do sprawowania funkcji politycznych
i społecznych, a zwłaszcza wskazywać nam wszystkim w okresach wyborczych
osoby, których korzenie polskie wynikają z ich pochodzenia lub patriotyzmu.
4. Ileż to razy się zdarza, że przed wyborami szwendają się jakieś
typy, o których nic nie wiadomo, żebrząc o poparcie...!!!
Wyborcy przeważnie nie wiedzą wiele o swoich reprezentantach
i głosują na wyczucie... Wydaje mi się, że jest to ważny proces uświadamiania
i rozpoznawania elementów wartościowych i rozpowszechniania ich nazwisk
przed wyborami.
Mamy swoje środki przekazu i powinny one bardziej informacyjnie
i skuteczniej działać. Mamy radio, TV, gazety ulotki etc., stwarzając dodatkowe
fundusze ze składek dobrowolnych, jak i innych dostępnych środków finansowych.
5. Propagować, zachęcać i popierać udział w wyborach politycznych
i partyjnych.
Pokonywanie bariery językowej, na pierwszym miejscu, przy czym
starać się o zatrudnienie na wszelkie pozycje rządowe lub municypalne i
układanie dobrych stosunków pracy z miejscową ludnością, z władzami i notablami.
Jeśli starsze pokolenia nie zechce utrwalać tych tendencji wobec
nowszej generacji, nie liczmy, że będziemy należycie dostrzegani przez
grupy w pierwszym szeregu walczące o te wartości, które mogą tworzyć silne
organizacje społeczne i polityczne.
Wspomnienia o dawnych bohaterach narodowych i kultywowanie tradycji
z minionych okresów wojen, kultywacja pomników i inne narodowościowe akcenty
nie przyniosą nowej generacji chleba i rozgłosu. Musimy być sami dumni
ze swych osiągnięć zdobywanych inicjatywą, wytrwałością i organizacją przemyślanych
przedsięwzięć.
...a swoją drogą, nie bardzo jasna jest dla mnie sprawa,
dlaczego osoba przedstawiająca się w sprawie umowy emerytalnej podpisuje
się pseudonimem "Matka Polka"?!! Czyżby jej coś groziło za tak jasno przedstawione
błędy i ułomności w ustawie o emeryturach?...
Przyznam, że chciałbym bardzo nawiązać bezpośredni kontakt z
"Matką Polką" celem gruntowniejszej analizy godnych uwagi szkodliwych dla
Polaków spraw przez nią w Gońcu poruszonych. Walczmy wspólnie o nasze prawa!
Pozostaję z szacunkiem
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Brońmy swoich interesów.
GONIEC NR 40/2009.
Nasze emeryturki
Szanowny Panie Redaktorze,
Znakomity tekst "To jest właśnie polityka". Pragnę tylko dodać
od siebie, że ci sami "dziadkowie, babcie i ich rodzinki" nie mieli nic
przeciwko temu, że wielu emigrantów solidarnościowych (często z tzw. wymuszonej
emigracji) nie otrzymywało z Polski nawet 1 grosza za przepracowane tam
lata, bo nie mieli wymaganego limitu, a tu, w Kanadzie, płacili uczciwie
swoje podatki, z których wspomniane babcie korzystały. Dziś ci solidarnościowi
emigranci po wielu latach pracy w Kanadzie otrzymują emeryturę tej samej
wielkości, a nawet często niższą (???) niż ci, co korzystają z dodatków
socjalnych. Więc przestańmy mówić o wielkiej krzywdzie tych osób, które
"dwie matki ssały".
A wracając do polityki i politykowania, to niestety nasza emigracja
nie tylko nie bierze udziału w tutejszym życiu politycznym, ale niestety
potrafi b. negatywnie oceniać tych, którzy to robią. W okresie wyborów
prowincyjnych czynnie pomagając posłowi Carlowi De Farria, miałam okazję
spotykać się z Polakami. W tym miejscu wolę nie przytaczać uwag wygłaszanych
pod moim adresem w momencie, jak rozmawiający dowiadywali się, że jestem
ich rodaczką, co nie było trudne, biorąc pod uwagę mój akcent. Nikomu z
tych ludzi nie "mieściło się w głowie", że można pomagać za darmo i robić
to po to, aby mieć nawet maleńki wpływ na to, co się w tym kraju dzieje.
To, że dziś mam pracę rządową, utwierdziło moich znajomych, że
oczywiście poseł mi to załatwił, chociaż prawda jest, że ani ja, ani poseł
nawet nie mieliśmy pojęcia, że dwa lata później będę szukać nowej pracy,
nie mówiąc o tym, że nigdy bym się nie zwróciła o pomoc w tej sprawie.
Nic nie pomagają tłumaczenia, przysięgi itp., oni wiedzą swoje. Do ustawicznego
narzekania i krytykowania systemu kanadyjskiego jesteśmy pierwsi, ale żeby
zrobić coś konkretnego, co wymaga wysiłku, języka, starań, to odwracamy
się plecami i stale powtarzamy "a co to da". Po prostu nasze "komu by się
chciało!!!", ot i filozofia rodaka.
Ja bardzo się cieszę, że umowę podpisano, gdyż spora grupa osób
otrzyma jakąś rekompensatę za lata pracy w PRL, i to niekoniecznie musi
mieć duży wymiar finansowy, ale da nam odrobinę satysfakcji, że jesteśmy
traktowani jak obywatele cywilizowanej części świata. Po prostu nam się
to należy niezależnie od woli "czerwonych książąt".
Z pozdrowieniami,
(nazwisko tylko do wiadomości Redakcji)
Od redakcji: Szanowna Pani, ludzie bywają raz mądrzy, raz głupi,
nie wprowadzajmy jednak między siebie waśni i animozji "grupowych", w rodzaju
jedna fala imigracji przeciwko drugiej, bo to zawsze obraca się przeciwko
nam wszystkim. Jest sprawa, trzeba ją załatwić i "iść do przodu". A ludzie,
"są jacy są".
Emerytury
Szanowna Redakcjo.
Jestem żywotnie zainteresowany emeryturami, a
w ogóle całym tym ciekawie spreparowanym systemem, po
przeczytaniu artykułu Matki Polki, moim zdaniem wspaniałego, prosiłbym
o kontakt z tą osobą, ponieważ chcę dołączyć do oburzenia i
protestu. Pytanie dla mnie jest ciekawe, dlaczego KPK
jest włączone w tę sprawę, przecież nie reprezentuje całej
Polonii kanadyjskiej, a tylko niewielką garstkę.
Pozdrowienia
Ignac Głowacki
Od redakcji: Szanowny Panie, KPK - czy tego Pan chce, czy nie,
jest uznawane przez władze kanadyjskie za przedstawiciela polskiej diaspory.
Ottawa zawsze nalegała, aby tworzyć "kongresy", by miała jakiegoś jednego
partnera do rozmów.
Droga redakcjo,
Moja odpowiedź dotyczy listu zamieszczonego w Gońcu nr 39/2009,
data poniedziałek, 28 września 2009, pod tytułem Trybuna Czytelników. Dotyczy
sprawy emerytur z Polski. List ten nosi podpis Matka Polka (nazwisko do
wiadomości redakcji).
Mam prośbę o skontaktowanie mnie z autorką listu, jeżeli wyrazi
zgodę. Nazywam się Irena Przybylska. Obecnie mieszkam w Kanadzie w Pickering.
W 100 proc. zgadzam się z autorką i wydaje mi się, że czas najwyższy
wyjaśnić sprawy emerytur i jasno postawić sprawę.
Opodatkowanie emerytur z Polski to jawne złodziejstwo rządu kanadyjskiego.
Po 20 paru latach pobytu w Kanadzie dowiaduję się, że przepisy emerytalne
ulegają zmianie na niekorzyść emerytów. Na jakiej podstawie rząd ma prawo
ustalać przepisy działające wstecz ponad 20 lat?
Proszę o przekazanie mojego listu autorce i podanie mojego e-maila,
abyśmy mogły się porozumieć.
Dziękuję za współpracę
Irena Przybylska
Od redakcji: List przekazaliśmy, zachęcamy do lektury zapisu
ze spotkania. Porozumienie o wymianie świadczeń społecznych nie działa
wstecz.
Do redakcji Gońca
W audycji 23.09.09 o godzinie 18.25 Telewizji "Trwam" "Po stronie
prawdy" dowiedziałem się ciekawych rzeczy. Rząd PO podjął decyzję o zbudowaniu
kopalni węgla brunatnego w okolicach Lubina, Ścinawy, Osiek i Bionowic.
Obszar ten przeznaczony na kopalnię to 160 km kw. Do przesiedlenia będzie
20 tys. ludzi - tylko nie wiadomo gdzie? O tym, że "polski rząd" zamierza
zbudować na tym terenie kopalnię węgla brunatnego, ludzie dowiedzieli się
z Internetu. Potwierdził tę wiadomość wójt jednej z gmin będący na zebraniu
w Lubinie. Ludzie - demonstranci - na tej manifestacji byli zaskoczeni,
przerażeni, a mężczyźni wprost mówili, że to się pokojowo nie skończy.
Widziałem piękne nowe domy, niektórych, mówili ludzie, nie zdołali jeszcze
skończyć. Determinacja tych ludzi była ogromna, ja osobiście byłem przerażony
draństwem tego rzekomo "polskiego rządu".
W planach zniszczenia tych gmin jest dodatkowo zniszczenie trzech
kościołów oraz cmentarzy będących przy kościołach. Poza tym zniszczeniu
uległyby szkoły podstawowe i średnie znajdujące się na tym terenie. Są
zrobione ekspertyzy na temat środowiska kopalni i wokół niej. Jest to dokładnie
totalna klęska ekologiczna. Decyzja ta została narzucona z góry bez jakichkolwiek
konsultacji z tym społeczeństwem. Jeden z mężczyzn mówił o tym, aby tu
zacząć budowę geotermii, to byłoby wyjściem z tej sytuacji, dla tego regionu.
Całą sprawą jest zainteresowana szwedzka firma istniejąca na terenie Polski.
Czyli partyzancka polityka - przypominająca czasy II wojny światowej i
wysiedlenia przez hitlerowców ludzi Zamojszczyzny. Słowa "obudźcie się,
to nie jest polski rząd" nie były rzadkie w tej demonstracji.
(nazwisko
do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Nam tutaj pozostaje łamać ręce...
Deportacja powstrzymana
Szanowni Państwo, jak już pisałem, bronię od trzech lat polskiej
rodziny przed deportacją, powiedzmy umownie państwa Kowalskich (na ich
życzenie nie ujawniam prawdziwego nazwiska, bo to przecież nie jest ważne
w tej sprawie).
Państwo Kowalscy dostali wezwanie z Centrum Imigracyjno-Deportacyjnego
przy Airport Rd., aby się stawili w poniedziałek, 28 września, na godz.
11.00. To spotkanie decydowało o wszystkim, o ich losie, czy będzie deportacja
lub czy pozostaną w Kanadzie, w której przebywają od 18 lat. Odpowiedź
była pomyślna, deportacja się nie odbędzie, została wstrzymana. Sprawa
humanitarna rozpatrywana w Montrealu została zaakceptowana. Wiedziałem,
że mogę na frankofonach polegać, jakkolwiek by było, mamy z nimi wiele
wspólnego z historii.
Rozpoczął się proces przyznania pobytu stałego, który potrwa
kilka miesięcy. Nie ukrywam, sprawa była ciężka z tego względu, że konsultantka
imigracyjna w podaniu refugee profesjonalnie nawypisywała bzdury. Jak to
się określają w reklamach, aplikacja musi być wypełniona profesjonalnie,
za które to bzdury bez pokrycia wzięła 15 tys. dolarów. Było mi ciężko
to wszystko odkręcić, ponieważ coś już raz wpisane ma moc prawną. Naprawdę,
tym ludziom byłoby bardzo ciężko rozpoczynać życie od nowa po tych latach
pobytu w Kanadzie. W związku z tą sprawą zwrócił się do mnie Związek Podhalan
w Kanadzie, jak również kilka osób prywatnych, aby uratować ich. Robiłem
przez kilka lat wiele różnych rzeczy, które miały efektywny wpływ na ich
sprawę. W ten poniedziałek, 28 września, dowiedzieliśmy się, że wszystkie
zabiegi w tej sprawie dały pomyślny wynik. Dały, i to z wielkim powodzeniem.
Sprawa została wygrana. Żal mi państwa Kowalskich, że musieli tak długo
czekać, a przede wszystkim naciągnięci zostali na wiele tysięcy dolarów,
które by im się w tej chwili przydały na legalny start w Kanadzie. Do prowadzenia
sprawy imigracyjnej nie musi być adwokat czy konsultant. Są przecież instrukcje,
jak wypełnić aplikację, przez to oszczędza się wiele pieniędzy, a później
rozczarowania, że profesjonalnie wypełnione podanie zaprowadziło nas na
drogę deportacyjną. Takich spraw mam jeszcze w swoim kalendarzu bardzo
dużo. Pomimo że nie jestem adwokatem ani konsultantem, uratowałem już wielu
Polaków przed deportacją. Fakt, kilku osób nie udało mi się uratować, ale
tym się nie martwię, zawsze myślę pozytywnie, wiem, że jeszcze wiele osób
uratuję przed deportacją, głównie ofiary polonijnych cwaniaków, którzy
żerują na ludzkiej naiwności.
Państwu Kowalskim życzę samych słonecznych i spokojnych dni w
Kanadzie w imieniu własnym, jak i mojej rodziny. Trochę niezadowoleni byli
dziennikarze kanadyjscy, bo zarezerwowane mieli już pierwsze strony gazet
na wypadek, gdyby miało dojść do deportacji, ale mimo wszystko też życzą
polskiej rodzinie wszystkiego najlepszego i pomyślności w Kanadzie.
Zapewne rekordzistą jest Polak, który przebywa w Kanadzie 27
lat nielegalnie. Policja imigracyjna wie, gdzie mieszka i pracuje, ale
jak mi mówią, żal im jechać i go aresztować. Dzięki im za to, tam też można
spotkać porządnych ludzi.
Benedykt Gondek
Toronto
Od redakcji: Gratulujemy, Panie Benedykcie!
GONIEC NR 39/2009.
O Kresach w Polonii
Ziemia rodzić będzie
Kiedy siew padnie zdrowy
S. Wyspiański
70 lat temu Polska była pierwszą ofiarą napadu niemiecko-bolszewickiego
ustalonego w tajnym pakcie Ribbentrop-Mołotow w drugiej wojnie światowej.
13 września w kościele pod wezwaniem Chrystusa Króla w Etobicoke
została odprawiona Msza Święta za Bohaterów Września '39. Słyszeliśmy,
że musimy stale i należycie informować nie tylko Polonię, ale przede wszystkim
społeczeństwo anglosaskie o naszych nieprzedawnionych tytułach do Ziem
Wschodnich RP - o ich znaczeniu dla Polski i świata wolnego. W obecnym
czasie nieczęsto słyszy się patriotyczne kazanie, które wierni 13 września
usłyszeli od ks. Eugeniusza.
17 września, będąc w SPK, przypadkowo trafiłem na uroczysty program
fundacji Kresy-Syberia poświęcony tym, którzy przeżyli gehennę Syberii.
W programie, który był dostępny podczas spotkania, nic nie można było znaleźć
o historii Kresów itp. Na pięciu stronach są wymienieni tylko sponsorzy.
Po odśpiewaniu hymnów narodowych i marszu sybiraków przez zespół muzyczny
"Radość-Joy" prowadzący spotkanie pan H. Sokołowski przywitał dostojnych
gości. Odbyła się ceremonia zapalenia świec przez sybiraków.
Organizatorzy nie zadbali, żeby na tak ważną uroczystość sprowadzić
dobrego mówcę. Organizatorzy chcieli posłużyć się wypowiedzią historyka
na wideo znalezioną w Internecie. Na ironię, odtwarzacz popsuł się. Zaczęto
szukać innego rozwiązania. Zabrał głos konsul generalny z Toronto pan Ciesielczuk,
który w poprawnym dyplomatycznym stylu odczytał po angielsku encyklopedyczną
informację o rozpoczęciu drugiej wojny światowej 17 września przez Związek
Sowiecki. Konsul, jako dyplomata zabierający głos w tak ważnych sprawach
polskich, powinien wiedzieć, że tajny pakt Ribbentrop-Mołotow był unieważniony
przez rozpadający się Związek Sowiecki i że polscy politycy w osobach Mazowieckiego,
Kuronia, Michnika byli zaproszeni do Moskwy odnośnie do zwrotu części polskich
Kresów Wschodnich. Politycy ci nie zgodzili się na propozycję, tłumacząc
się tym, że Niemcy będą też żądać zwrotu swoich utraconych terenów na wschodzie.
Niechęć i brak zainteresowania ze strony polskiej w pertraktacji
dyplomatycznej w czasie rozpadu Związku Sowieckiego i po jego rozpadzie
nie przyniosły nic korzystnego odnośnie do strat poniesionych przez rozpętanie
drugiej wojny światowej przez Sowiety. Prezydent Jelcyn w swoim imieniu
i Rosjan przeprosił Polaków za krzywdy, jakich Polacy doznali z rąk komunistów.
Mówca wspomniał o Katyniu i innych miejscach kaźni, gdzie dokonano
mordu na kwiecie narodu polskiego. Kontynuował, że winowajcy tej zbrodni
nie zostali dotąd ukarani. Nie wspomniał jednak, że winowajcy mordu tysięcy
polskich patriotów po zakończeniu wojny to ci sami, którzy na tereny polskie
przybyli za armią Związku Sowieckiego i pozostali do dzisiaj, mimo że minęło
20 lat od upadku komunizmu.
Dzieci tych zbrodniarzy wyjechały na Zachód i czasami słyszy
się w mass mediach ich wypowiedzi o działalności ich ojców. Są one przeważnie
wymijające.
Pan prezes KPK Lizoń przystąpił do swojej wypowiedzi kompletnie
nieprzygotowany. Wypowiedź jego była chaotyczna i nie wiadomo, o co w niej
chodziło. Potępiał prezydenta Rosji Putina, że nie przeprosił Polaków 1
września 2009 na Westerplatte. Następnie wplątał się w problem wypowiedzi
polskich polityków, takich jak Niesiołowski - czy zbrodnia katyńska jest
holokaustem czy ludobójstwem. W tej sprawie nie miał swojej opinii.
Spotkanie takiej wagi przy tak dostojnych gościach polskich i
kanadyjskich powinno być owocne i mieć finałową rezolucję do odpowiednich
władz rządowych. Narzekanie we własnym środowisku nic nie daje. Związek
Ziem Wschodnich RP - Koło Toronto jako jedyny w Toronto w 1994 wysłał rezolucję
Związku do pani marszałek Senatu Grześkowiak, potępiającą system komunistyczny
w powojennej Polsce jako zbrodniczy. Wysyłane były różnego rodzaju listy
przez Związek do prezydentów RP Wałęsy i Kwaśniewskiego. Wałęsa wcale nie
interesował się problemem Kresów Wschodnich RP. Kiedy Jelcyn odtajnił dokumenty
odnośnie do zbrodni katyńskiej, nie wykorzystał odpowiedniego momentu,
żeby je skopiować. Były konsul w Toronto, pan Konowrocki, w tym czasie
pracował jako dyplomata polski w Moskwie. Powiedział na jednym ze spotkań
z Polonią w Centrum Kultury Polskiej w Mississaudze, że Polacy nie dysponowali
odpowiednim sprzętem kopiującym i personelem, żeby taką pracę wykonać.
Była szansa i jej nie wykorzystano, bo teraz znowu te akta Duma Rosji utajniła.
Następny prezydent RP Kwaśniewski, będąc na otwarciu polskich
cmentarzy w Miednoje i Katyniu, nie stanął na wysokości zadania i skompromitował
się jako głowa państwa polskiego.
Mówcy pomijają fakt, że Ziemie Wschodnie RP od wieków są związane
historycznie i kulturalnie z Rzeczpospolitą. Święci Pańscy: królewicz Kazimierz,
Andrzej Bobola, Józef Kuncewicz, oraz tacy, jak Żółkiewski, Sobieski, Chodkiewicz,
Kościuszko, Traugutt, Mickiewicz, Słowacki, Moniuszko, Orzeszkowa, Paderewski,
Piłsudski to synowie tychże ziem. Tragedia milionów naszych rodaków wywiezionych
albo zamęczonych przez czerwonego okupanta jest dobrze nam znana. Obecna
sytuacja międzynarodowa, mimo pozorów, nie jest ustalona, ale płynna. Sprawa
Europy Środkowowschodniej nie jest ostatecznie zamknięta. Kraj niby wolny,
znajduje się przecież pod dominacją Unii Europejskiej. Naszym obowiązkiem
naczelnym w Kanadzie jest podejmowanie zadań, których Kraj nie może i nie
jest w stanie wykonać.
Na Polonię więc spada obowiązek uświadamiania społeczeństw, w
których żyjemy, przez należytą informację - w miarę naszych możliwości
- o celach ukrytego imperializmu oraz roli Polski w tej części Europy.
Nie należy nam dawać wiary i posłuchu ludziom wśród nas zgorzkniałym, zniechęconym,
a co gorsza sprytnej propagandzie antypolskiej, wmawiającej w nieświadome
społeczeństwo, że walka o Kresy i całą niepodległą Polskę to szaleństwo
i brak rozumu politycznego.
W Toronto 28 sierpnia 1958 roku powstał Związek Ziem Wschodnich
RP Koło Toronto, który postawił sobie za ambitny cel wypełnienie luki w
naszej społeczności przez szczególne zajęcie się sprawą i dobrem tych zagrabionych
ziem. Przypominanie rodakom o tragedii tej najnieszczęśliwszej z wszystkich
ziem Rzeczypospolitej i o naszych tutaj obowiązkach w tym względzie, to
pierwsze zadanie.
Drugim równorzędnym celem jest informowanie społeczeństwa anglosaskiego
o nieprzedawnionych prawach Polski do Ziem Wschodnich RP i o roli Polski
w zapewnieniu pokoju i bezpieczeństwa dla całego wolnego świata. Z powodu
braku konkretnej wiedzy, nieznajomości realiów i atmosfery panującej na
Kresach i w Polsce, odsuwa się na dalszy plan zagadnienie grabieży naszych
Ziem Wschodnich RP. Tymczasem kształtowanie opinii publicznej przez specjalistów
rządowych i wrogich Polsce utopistów jest niekorzystne dla Polski. Smutne
to, że dawna czerwona nomenklatura, usprawiedliwiając się i przepraszając
sąsiadów, akceptuje pojałtański porządek w naszej części Europy. Nie wystarczy
głos tego czy innego publicysty w obronie drogich nam Ziem Wschodnich RP.
Oczekujemy obrony polskich spraw na Kresach ze strony polskiego rządu,
polskich władz parlamentarnych.
Związek Ziem Wschodnich RP Koło Toronto ostro zaprotestował listem
wysłanym 31 maja 1990 r. do premiera RP Mazowieckiego na oświadczenie ministra
spraw zagranicznych K. Skubiszewskiego, podczas jego wizyty w Londynie,
że rząd RP nie rości pretensji do Kresów. Była też propozycja stworzenia
Polskiego Ośrodka Kulturalnego we lwowskim Ossolineum i jak do tej pory
żadne rozmowy na wysokim szczeblu nie odbyły się. A zbiory narodowej niszczeją,
"gniją". Podczas wizyty prezydenta RP L. Wałęsy w Toronto, 10 września
1994 r., została wręczona rezolucja Koła w sprawie powrotu POLAKÓW z Kazachstanu
do Ojczyzny. Pomogliśmy ściągnąć w 1997 r. do Polski rodzinę Łaszewiczów
ze wsi Petrowka w Kazachstanie do Drewnicy na Żuławach. Są potomkami polskiej
rodziny spod Żytomierza, wywiezionej po traktacie ryskim w kazachski step.
Największą satysfakcję mam ze zrealizowania mojego marzenia:
postawienia w 2000 r. u wylotu ulicy Roncesvalles w Betty Park pomnika
ku czci Polaków wywiezionych przed 69 laty na Syberię. Doprowadziliśmy
też do powtórnego odsłonięcia w kościele św. Kazimierza w Toronto tablicy
"Orląt Lwowskich" (wcześniej została zdjęta ze sprzedanego budynku i zaginęła).
Na podstawie relacji osób, które przeżyły rzezie przeprowadzone przez ukraińskich
nacjonalistów, napisałem i wydałem książkę "Etniczne czystki na Wołyniu
podczas II wojny światowej". Angielska wersja tej książki trafiła do 250
bibliotek uniwersyteckich świata. W polskiej wersji językowej wydałem w
1996 r. też zbiór relacji "Wybaczyć nie znaczy zapomnieć".
Związek nasz wsparł również budowę kościołów w Maniewiczach i
Kowlu, kaplicy w Torczynie na Wołyniu i renowację polskich cmentarzy na
Białorusi. Pomagaliśmy też polskim szkołom w Wołkowysku, Lidzie, Rydze
i "Polskiej Macierzy Szkolnej" w Grodnie. Organizowaliśmy transporty dla
polskich rodzin we Lwowie i Bykówce koło Żytomierza, gdzie pracuje ks.
Jerzy. Wspomagaliśmy Seminarium Duchowne w Grodnie i budowę kościoła Miłosierdzia
Bożego w Grodnie-Wiśniowcu. Przyczyniliśmy się do zakupu Domu Polskiego
we wsi Wierszyna za Irkuckiem na Syberii. Dom Polski jest miejscem, w którym
skupia się życie kulturalne Wierszyny i pomaga tym wspaniałym ludziom określić
swoją tożsamość. Są oni trzecim i czwartym pokoleniem Polaków urodzonych
na Syberii. Mimo ciężkich warunków zachowali obyczaje i mowę przodków.
W większości są katolikami.
Rodacy! Bez waszej pomocy moralnej i materialnej nie zdołamy
sami wprowadzić w czyn naszych zamierzeń. Zostaną one tylko pustym frazesem.
Rodaku! Rodaczko! Miłość żąda ofiary. Pomóż czynnie sprawie Ziem Wschodnich
RP przez zapisanie się na członka naszego Związku (adres: 206 Beverley
St. Toronto, Ontario M5T 1Z3). Wyślij ofiarę na konto naszego Funduszu
Kresowego w Credit Union św. Stanisława i św. Kazimierza, nr konta 56967.
Nawet najmniejszy datek będzie pokwitowany z wdzięcznością w prasie polonijnej.
Władysław Dziemiańczuk
Związek Ziem Wschodnich RP
Od redakcji: Dziękujemy za bardzo ciekawy list.
Polski Festiwal w Toronto
Chcę złożyć serdeczne gratulacje na ręce organizatorów festiwalu,
który odbył się w Toronto w ostatni weekend. Wybrałam się z wielkim entuzjazmem
na polski festiwal, muszę przyznać, że pierwszy raz uczestniczyłam w tej
imprezie. Pogoda dopisała, dlatego w sobotę spędziłam wiele godzin, od
otwarcia aż do późnego wieczoru. Bardzo przyjemnie było posłyszeć polską
mowę niemalże na całej długości Roncesvalles ulicy.
Chociaż przebywam tu od 42 lat, ale mowa polska jest mi zawsze
bardzo bliska. Uwielbiam polskie piosenki i tu właśnie doznałam zawodu,
dlatego że było granych tak dużo piosenek w języku angielskim, a nie naszym
ojczystym, często z akcentem. Przecież mamy tak piękne piosenki i pieśni,
szczycimy się naszą przebogatą kulturą i chcemy ją propagować, a szkoda,
bo była ku temu okazja, żeby posłyszeli inni, a nam samym podnieść się
na duchu i czuć się chociaż przez kilka godzin, że jesteśmy jak wielka
polska rodzina.
Rozumiem, że wśród nas były inne narodowości, ale to był nasz
dzień - polski festiwal. Nie wyobrażam sobie, żeby Włosi czy Ukraińcy grali
tak wiele w innym języku niż swoim - przyznam, że byłam z tego powodu zawiedziona
i nie tylko ja sama, ale wiele innych ludzi, z którymi rozmawiałam. Dlatego
to jest moja i wiele innych sugestia, żeby na przyszłość uwzględnić ten
tak ważny dla nas Polaków aspekt.
Chciałam jeszcze też wspomnieć o ważnej sprawie, a mianowicie
o warunkach sanitarnych w ustawionych ubikacjach, bez jakiejkolwiek
możliwości umycia rąk. W czasie kiedy szerzą się choroby i wszędzie jest
nakaz mycia rąk czy dezynfekcji, a szczególnie kiedy wszystkich zapraszają
do kosztowania i jedzenia polskich przysmaków - te dwie sprawy ze sobą
kolidują.
Uważam, że moja uwaga nie powinna nikogo dotknąć, a raczej skłonić
do wyciągnięcia wniosków na przyszłość, bo oprócz tych mankamentów festiwal
był bardzo udany, doceniam duży wkład organizatorów tej imprezy i
życzę na przyszłość dużo sukcesów.
Z poważaniem
Maria Chrobak
Ancaster, ON
Od redakcji: Prawda, był udany!
Żałoba narodowa
Żałoba ogłaszana przez władze państwowe po śmierci wybitnej osobistości
(najczęściej związanej z krajem jej ogłoszenia) lub z powodu wielkiej katastrofy.
Na czas jej trwania odwołuje się zazwyczaj imprezy masowe i widowiska rozrywkowe
(koncerty, rozgrywki sportowe), zaleca się także powściągliwość w zachowaniu
oraz zmianę programów telewizyjnych (ograniczenie emisji programów rozrywkowych).
W Polsce podstawą prawną do wprowadzenia żałoby narodowej
jest ustawa z dnia 31 stycznia 1980 roku, a żałobę narodową
ogłasza Prezydent Rzeczypospolitej w formie rozporządzenia z kontrasygnatą
Prezesa Rady Ministrów. W okresie obowiązywania żałoby narodowej
flagi państwowe na gmachach publicznych zostają opuszczone do połowy masztu
lub przepasane kirem. Do uczczenia pamięci zobowiązane są również media,
poprzez ograniczenie nadawania programów rozrywkowych.
W Polsce od roku 1918 ogłaszano żałobę narodową 21
razy.
* II Rzeczpospolita : 4 żałoby narodowe.
* Okres okupacji: 1 żałoba narodowa.
* PRL: 4 żałoby narodowe
* III Rzeczpospolita: 12 żałób narodowych.
Od 2004 roku nie było w Polsce roku bez żałoby narodowej.
Statystycznie wypadają dwie żałoby narodowe rocznie.
A w roku 2005 były nawet 3 żałoby narodowe. W obecnym roku 2009 mieliśmy
już 2 żałoby narodowe, a do końca roku zostało jeszcze kilka miesięcy.
W ciągu ostatnich 5 lat ogłaszano żałoby narodowe w Polsce kilkanaście
razy częściej niż w całym poprzednim okresie. Jeszcze nigdy w historii
narodu polskiego nie dotknęło nas takie pasmo nieszczęść jak w ostatnich
pięciu latach.
Jakie to wydarzenia sprawiły, że cały naród, miliony ludzi było
w żałobie?
Żałoba narodowa w dniach 4-18 października 1944 roku,
upadek Powstania Warszawskiego. Zginęło 200 tysięcy ludzi, a stolica kraju
legła w gruzach. Było to wydarzenie mające ogromny wpływ na
losy naszej Ojczyzny.
Żałoba narodowa w dniach 28-31 maja 1981 roku, śmierć Prymasa
Polski
kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był wielkim człowiekiem i nie bez powodu
nazywamy go Prymasem Tysiąclecia. Miał wpływ na losy polskiego Kościoła
katolickiego i zachowanie wiary katolickiej w czasach szalejącego ateizmu.
Żałoba narodowa w dniach 12-13 marca 2004, zamach
bombowy w Madrycie. W zamachu zginęło 4 Polaków.
Żałoba narodowa w dniach 14 lipca 2005 roku, zamach bombowy
w Londynie. W zamachu straciły życie 3 Polki.
Żałoba narodowa w dniach 29 stycznia - 1 lutego 2006,
katastrofa budowlana na Górnym Śląsku. Podczas wystawy gołębi zawalił się
dach i zginęło 65 osób. Nie zmieniło to jednak biegu historii Polski. W
tym samym czasie podano do wiadomości, iż w Polsce zamarzło ponad
100 bezdomnych jej obywateli. Nie ogłoszono po nich żałoby, tym bardziej
narodowej.
W czasie trwania żałoby narodowej na polskich drogach w wypadkach
zginęło więcej ludzi niż przysypanych dachem. Nie ogłoszono po nich żałoby
narodowej. Rocznie popełnia w Polsce samobójstwo kilka tysięcy osób i nie
ogłasza się z tego powodu żałoby narodowej.
Wpływ bezdomnych, ofiar wypadków samochodowych, samobójców i
handlarzy gołębi na losy Polski jest mniej więcej taki sam.
Żałoba narodowa w dniach 14-16 kwietnia 2009 z powodu śmierci
23 osób w wyniku pożaru hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Liczba
ofiar pożarów w Polsce wynosi wg danych rządowych około 500 osób rocznie.
Kiedy w roku 2007 testowano szczepionkę przeciw ptasiej grypie
na nieświadomych tego bezdomnych w Grudziądzu, a w wyniku testów zmarło
21 bezdomnych, nie ogłaszano żałoby narodowej.
Kiedy ginęli polscy żołnierze w Iraku i Afganistanie, nie ogłaszano
żałoby narodowej.
Każdego dnia ludzie przeżywają radości i tragedie, rodzą się
i umierają, nawet wtedy jeśli o tym w gazetach nie piszą, a telewizja tego
nie pokazuje. Bez żałoby narodowej, ksiąg kondolencyjnych, opuszczonych
flag narodowych na masztach, wizyt prezydenta i
premiera oraz innych notabli.
Kiedy współczujesz tym, kogo ci wskażą, i smucisz się wtedy,
gdy każą ci być smutnym, to nie oznacza, że jesteś dobrym człowiekiem.
To oznacza, że jesteś człowiekiem, który za dużo czasu spędza
z telewizorem, a za mało myśli.
Więcej rozumu tam, gdzie jego miejsce, a serce niech
pozostanie tam, gdzie jego miejsce.
I nie zamieniajmy ich miejscami.
Grażyna M. Królówna
Od redakcji: Prawda, nie rozmieniajmy żałoby narodowej na drobne.
Moi Drodzy!
Dziękuję Bogu w swoich modlitwach, że taki tygodnik istnieje.
Ogrom pracy, którą Wy wykonujecie, aby przekazać nam, Polakom, te prawdy,
w które i Wy wierzycie, to bardzo budujące. Dziękuję Wam z całego serca
za Gońca i artykuły w nim zawarte.
Byłem na spotkaniu 16 września, spotkaniu informacyjnym, wyszedłem
z niego z bólem głowy. Ja przepracowałem w Polsce 28 lat i za moją pracę
naliczono mi 560 zł. Wybieram te pieniądze tutaj, tj. 200 dol. Gdybym został
w Polsce, to trzeba by było żebrać. Bo SB powiedziała również, jeżeli podejmę
pracę prywatnie, to każą prywaciarzowi zamknąć zakład. Po internowaniu
jeszcze rok byłem w Polsce, sądząc się z teściową o syna. Przyjechałem
do Kanady 27 września 83. Przepracowałem 20 lat w Kanadzie i tych pieniędzy
z Polski i Kanady ledwo starcza na życie. Mam samochód, a on kosztuje,
chociaż nie jeżdżę dużo. Nie zgłosiłem tych 200 dol., które tu wybieram
z Canada Trust. Nie wiem, czy ta nowa ustawa będzie zawierać klauzulę o
zwrocie tych pieniędzy? Czy to prawo będzie działało wstecz? Koniec września,
26, jest podobne spotkanie w Detroit. Moi przyjaciele się wybierają na
nie. Z perspektywy swoich 26 lat pobytu w Kanadzie wiem, że zrobiłem dużą
pomyłkę, przyjeżdżając tutaj. Znając niemiecki (dwa lata pracy z Niemcami
w Markach koło Warszawy), mogłem tam zostać. Ale mój Ojciec mówił: Synu,
jak świat światem ani Niemiec, ani Rusin nie był Polakowi bratem - wybrałem
z synem Kanadę. Ale dosyć tego. Posyłam Panu zagadkę do rozwiązania - przysłał
mi to kolega z Rzeszowa jakieś dwa miesiące temu. "Gazeta Wyborcza" jak
zwykle kłamie, co podkreśliłem niebieskim długopisem, gdzie mówią: "w wielu
przypadkach dokumenty zaginęły". To była uchwała sejmu komunistycznego
o niszczeniu dokumentów od 80 roku w dół. Jeżeli znajdzie Pan czas na przejrzenie
tych informacji, to z przyjemnością zadzwonię do Pana, aby usłyszeć Pana
zdanie. Jeżeli uzna Pan, że to może być wykorzystane dla dobra Polaków,
to proszę to uczynić. Kończę, przesyłam moc serdeczności całemu zespołowi
Redakcji Gońca.
Kazimierz Weber
Windsor
Od redakcji: Szanowny Panie, nikt za nas naszych spraw nie
pozałatwia.
GONIEC NR 38/2009.
Moja refleksja
Po środowym spotkaniu dotyczącym podpisanej umowy pomiędzy Kanadą
a Polską odnośnie do ubezpieczeń społecznych mam swoją maleńką refleksję.
1. Nic, ale to totalnie nic nie wynika dla ludzi-Polaków, którzy
uczciwie pracowali wiele lat w komunie (ale zbyt mało, aby uzyskać prawa
emerytalne w Polsce), jak również szarpali się kolejne lata w Kanadzie.
NIC, totalne 0.
Moim zdaniem, wszyscy przedstawiciele Kongresu, którzy zabierali
na ten temat głos, powinni "zjeść własne kapelusze". Wypowiedzi takich
ludzi jak p. Lizonia, p. Lojko o "łączeniu lat pracy" przy wyliczaniu wielkości
emerytur można "między bajki włożyć".
2. "Poszkodowana" grupa Polaków, którzy nieco ucierpią z powodu
porozumienia, to grupa ludzi, którzy pobierali emerytury w Polsce (zgadzam
się, że niewielkie, ale...), a tu nie pracując nawet jednego dnia, legalnie
uzyskiwali prawo do otrzymywania takiej kwoty, jaką ja i mnie podobni (o
ile nie pracowali w Hydro finansowanym przez obywatelskie podatki) otrzymamy,
pracując tutaj 20 lat i więcej.
Kto wygrał? Jak zwykle administracja rządowa i biurokraci.
Z pozdrowieniem (...)
Nazwisko znane redakcji
Od redakcji: Rozpoczynamy w "Gońcu" serię artykułów poświęconych
zagadnieniom emerytur w Polsce i Kanadzie, jak i nowym normującym przepisom.
Szanowni Państwo
Nazywam się Adrianna Sobczak i mieszkam ponad 25 lat poza granicą
Polski. Jestem miłośniczką sztuki. W kraju pracowałam w kilku ważniejszych
warszawskich i krakowskich galeriach. Obecnie jestem na emeryturze. Kilka
lat temu będąc w Krakowie na otwarciu wystawy na Międzynarodowym Triennale
grafiki, dość przypadkowo wpadłam na prace Zenona Burdy z Kanady. Okazało
się, że jest to artysta pochodzenia polskiego, który mieszka i pracuje
w Toronto. Po przyjeździe do domu postanowiłam odszukać tego artystę. Przyznam
się, że nie było to trudne. Ma swoją stronę internetową i po szczegółowym
przeglądnięciu jej stwierdziłam, że jest to jeden z najbardziej utytułowanych
artystów polskiego pochodzenia mieszkający w Ontario. Kilkadziesiąt wystaw
na wielu konkursach i przeglądach grafiki, prace w zbiorach w kilku narodowych
galeriach i muzeach to argument świadczący o jego wielkości. Myślę, że
powinniście zainteresować się tym artystą, bo warto wspomnieć w naszej
prasie, że jest wśród nas ktoś, kto osiąga sukcesy na ważnych światowych
biennale czy triennale grafiki. Myślę, że mogę podać wam jego stronę internetową
z kontaktem e-mailowym: burdy.homestead.com.
Przesyłam pozdrowienia
Ada Sobczak
Od redakcji: Wzajemnie pozdrawiamy.
Szanowny Panie Redaktorze,
Chciałbym Panu bardzo podziękować za przychylne reakcje na
inicjatywę pani Violetty Kardynał i pozwolenie na opublikowanie na łamach
"Gońca" wywiadu przeprowadzonego ze mną przez pana Piotra Cwynara, wydawcę
"Kalejdoskopu". Jest to oczywiście znakomita okazja do poinformowania dużego
grona czytelników o powstaniu nowej, polskiej strony internetowej, www.strony.com,
której zadaniem jest popularyzacja wiedzy o wybranych aspektach najnowszej
historii Polski w oparciu o archiwalny materiał dokumentalny.
Stwarza to także możliwość zaproszenia czytelników "Gońca" na
uroczyste otwarcie wystawy unikalnych, archiwalnych fotografii zatytułowanej
"Six Days Before Canada Entered WWII. Bloody Monday. September 4,
1939, Poland", która odbędzie się w czwartek, 1 października 2009
roku, o godzinie 17.30, w Centralnej Bibliotece Publicznej w London, Ontario,
251 Dundas Street, na parterze. Wystawa potrwa od 1 do 31 października.
Byłbym Panu bardzo wdzięczny za umieszczenie informacji o nadchodzącej
wystawie, na łamach "Gońca". Serdecznie zapraszamy Pana i redakcję "Gońca"
na otwarcie wystawy.
W imieniu organizatorów wystawy -
Roman Baraniecki
Od redakcji: Dziękujemy!
Powód musiał być
Postępowanie Niemiec i Rosji sowieckiej w latach 30. ubiegłego
wieku jest w tym momencie dla lewicy normą, dzieje się identycznie to samo,
ale warto zastanowić się nad postępowaniem Anglii. Ciekawe, kto kierował
polityką tego mocarstwa, działaniami, które pomogły doprowadzić do światowego
konfliktu. W tym czasie nigdzie na świecie, w jakimkolwiek innym kraju,
nie wylęgło się tylu zdrajców, ludzi establishmentu zaprzedanych komunizmowi
filosemitów, co było przyczyną takiego wysypu zdrajców w starej parlamentarnej
monarchii. Po Francji innej postawy spodziewać się nie było można, lata
minęły, a oni do tej pory nie mogą się pozbierać po swojej rewolucyjce...
wyrżnęli kwiat narodu, ale są cały czas z tego dumni.
W związku z historią XX wieku pytań nasuwa się bardzo dużo, kilka
bardzo ważnych, ale jakoś nie zadawanych... Interesujące byłoby wyjaśnić,
kto do Rosji przywiózł Lenina, kto opłacił i przygotował rewolucję, w czyim
interesie te wydarzenia miały miejsce, kto za tym stał... (???). Dla Niemców
też ktoś wykombinował Hitlera, propaganda uczyniła cud, wygrał wybory i
poprowadził... ale kto i dlaczego wykreował te postacie, jakiej grupie
potrzebni byli Lenin i Hitler, kto swoimi kapitałami napędzał zbrojenia
i popychał świat w objęcia następnej wojny... (???).
Polskę przez ostatnie 20 lat prześladuje podobna sytuacja, zaczęło
się od obalenia rządu Jana Olszewskiego, a po latach, wygrana i działania
PiS i Kaczyńskich spowodowały nagonkę "autorytetów" i propagandy wypasionych
w komunie. Stanowisko premiera przydzielono znanemu z nocnej zmiany gierojowi
Tuskowi i jego posłusznej bandzie nieudaczników.... Wystarczyły dwa lata,
a spustoszeń, jakich dokonali, nie powstydziłyby się najdziksze komunistyczne
hordy, polityka miłości i uśmiechów jeszcze niektórym zamydla oczęta, ale
coraz więcej wyborców dostrzega swój błąd, czują dochodzący z sejmowych
ław smrodek. Testem dla opozycji i prokuratury będzie wyjaśnienie, kto
zawyżył wielkość pomocy publicznej dla polskich stoczni z 35 mln na ponad
700 mln. Różnica niewielka, ale zaowocowała decyzją o likwidacji przemysłu
budowy statków w Polsce. Gdy przez lata budowano trawlery dla ZSRS, to
stoczniowcy byli niezbędni, ale teraz komuś zawadzają, a Tusk zgodnie z
poleceniem ośmiesza cały przemysł i ludzi w nim zatrudnionych. Polacy w
wyborach zadecydowali, widocznie na cuś takie zasłużyli.... Rząd na miarę
aspiracji??? KL Warschau zorganizowali Niemcy, ale widocznie po wojnie
też spełniał jakieś zadanie, jeśli do tej pory jest okrywany tajemnicą...
powód musi być.
Polska przegrała w 1939, doprowadziły do tego błędy polityczne
Warszawy... takie filozoficznie defetystyczne teorie zawiera artykuł red.
Kumora pt. "Wektory mają ten sam zwrot". Bardzo często zdanie mamy prawie
identyczne, ale tym razem z tym stekiem się nie zgadzam... Niemcy mimo
poparcia światowej finansjery, przegrali dwie światowe, Rosja sowiecka
sromotnie dostała w 1920 od Polski właśnie, USA dostały mocnego kopa w
Wietnamie i śladem ZSRS poniosą klęskę w Afganistanie. To są realne fakty,
ale na pewno to też był polityczny błąd Warszawy, bo przy odrobinie chęci
można i takie wnioski wysnuć. W 1939 trzy zwalczające się potęgi były finansowane
z tych samych źródeł, ale racje Polski były tępione na całym "demokratycznym"
świecie, wszędzie było pod górkę, ale to na pewno była wina rządu w Warszawie.
Co jest powodem tych wszystkich dziwnych wydarzeń, bo jakiś powód
musi być, a to że jeszcze w czasie wojny zostaliśmy oddani Stalinowi (???),
ostatecznie można było Palestynę, do dlaczego nie Polskę... Świadczy to
tylko o tym, że we wszystkich alianckich krajach władzę osiągnęła ta sama,
pozbawiona zasad i honoru cywilizacja. Pieniądz gorszy wypiera lepszy,
jak widać, to samo prawo tyczy cywilizacji, o czym bardzo mądrze pisze
prof. Koneczny w swoich trudno dostępnych dziełach.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Prof. Koneczny to jest to! Czytajmy Konecznego.
GONIEC NR 37/2009.
List premiera Rosji p. Władimira Putina do....???
Muszę przyznać, że zdziwiłem się bardzo i podwójnie, widząc w
"Gońcu" nagłówek pt. "List Putina do Polaków" i treść tego Listu. Nie wiem,
jaki był tytuł oryginalny tego Listu. Jeśli był dokładnie taki jak podany
w "Gońcu", to już autorzy, czy autor, tego Listu popełnili błąd na samym
starcie. Bo moim zdaniem, tytuł powinien brzmieć "List Władimira Putina
do Polaków czytających ?Gazetę Wyborczą=". Niestety, ten List został przez
autora przesłany tylko do "Gazety Wyborczej". Więc, moim zdaniem, to nie
jest list do Polaków. I stąd moje drugie zdziwienie, że redakcja "Gońca"
zamieściła ten List na swoich łamach. Mam nadzieję, że gdy jeszcze raz
zdarzy się coś podobnego, to Sz. Panowie będą bardziej rozważni i przynajmniej
opatrzą taką publikację stosownym komentarzem.
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Szanowny Panie, szanujemy Pana zdanie, fakt zamieszczenia
listu w WybGazie oraz jego treść dają wiele do myślenia. Nasi Czytelnicy
nie są mniej rozgarnięci niż Pan, Panie Emanuelu, i również potrafią wyciągnąć
z tego wnioski.
Panie Andrzeju
"Newsweek Polska" w numerze 33/2009 na stronie 39 zamieścił ciekawy
artykulik "Za wolność naszą i waszą" dr. historii Andrzeja Krajewskiego.
Jest tam odpowiedź w wielkim skrócie o przyczynach tragicznych zdarzeń
na Wołyniu i sprawach polsko-ukraińskich. Takiej wypowiedzi bardzo mi brakowało.
Długo nie mogłem pojąć, jak do takich zdarzeń mogło dojść. Długo też nie
miałem pojęcia (za młodu), że coś tam się wydarzyło. Gdzie była polska
samoobrona? Kto ponosił odpowiedzialność za decyzje po stronie polskiej,
ukraińskiej, sowieckiej i niemieckiej? Czytam teksty w "Gońcu", a wcześniej
w "Gazecie" (Hulajpole) i innych wydawnictwach. Brakowało mi odpowiedzi
na kilka pytań. Czy tylko Ukraińcy byli winni? Nikogo przecież nie zadowoli
tani zwrot "Polacy też mordowali". Chodzi o prawdziwe przyczyny. Przedstawienie
spraw tylko z punktu widzenia ofiar, aczkolwiek konieczne, prowadzi do
lekkiego wypaczania prawdy. Tak jak w sprawie Powstania Warszawskiego skupianie
się na patetyzmie nie pozwala ustalić winnych i odpowiedzialnych. Poszukiwanie
przyczyn innych niż amok okrucieństwa, jaki miał miejsce na Wołyniu, nie
powinno prowadzić do bagatelizowania cierpień Polaków, którzy to przeszli.
Oczywiście znam wiele tych historii i wypowiedzi m.in. Poliszczuka.
Do "Newsweeka" mam mocne zastrzeżenia, dlatego potrzebuję paru uwag kogoś,
kto w tym mocno siedzi, i komentarza do tego artykułu. Ciekaw jestem, czy
zgadza się Pan z wnioskami dr. Krajewskiego i czy nie ma tam poważnych
przeinaczeń. W międzyczasie opublikował Pan ciekawe spostrzeżenie na temat
strategii Bandery przygotowań do ewentualnego plebiscytu na terenach dzisiejszej
Ukrainy. I jak mocno Polska, Ukraina i Europa Wschodnia przejechały się
na zdradzie Churchilla i Roosevelta. Przerażające, jak błędy w ocenie "elit"
i ludzi "światłych" mogą zaowocować w milionach ofiar.
Ustalenie obiektywnej prawdy jest chyba jednak bardzo ważne i
możliwe w streszczeniu w stu stronach w formie nie obrażającej ani Ukraińców,
ani Polaków. Jest to też ważne, dlatego że tu i tam mieszkamy, pracujemy
i niektórzy przyjaźnimy się z Ukraińcami i Łemkami. Chowanie głowy w piasek,
udawanie i niedopuszczanie do siebie prawdy, może zaowocować ponownym wybuchem
zamieszek w innej formie w niedalekiej przyszłości.
O świńskiej grypie.
Coś wisi w powietrzu. Pytanie, czy to kit medialny "starszych
mądrzejszych" dziennikarzy z Wall Street, jak mówi Michalkiewicz.
Czy rozróba, jak podają internauci alternatywni. W tej formie oczywiście
nie da się pisać w poważnej gazecie, dlatego dzięki za zestawy tekstów
z różnych źródeł, co pozwala na ustalenie jakiegoś obiektywizmu. Sam mam
swój pogląd, nawet dotarłem do znajomych lekarzy i naukowców. Oczywiście
nikt z nich nie chce wychylać się oficjalnie. Jest to lekka łagodna grypka
i wszelkie statystyki to potwierdzają, chyba że rację mają "alternatywni".
Wtedy będzie wesoło. Może rzeczywiście chodzi o wprowadzenie stanu wojennego/policyjnego
w Stanach pod pretekstem walki z pandemią. Są oznaki, że to może być prawda.
Np. pojawianie się grypy w rezerwatach Indian i więzieniach.
Zauważyłem pewną prawidłowość w polityce amerykańskiej. Podobnie
jak z ciążą, pewne sprawy rodzą się po 9 miesiącach. Zamachy były we wrześniu,
krach na giełdzie i odpompowanie miliardów z banków we wrześniu. Czas na
Obamę, coś powinno się wykluć po dziewięciu miesiącach prezydentury. Może
to będzie coś sensacyjnego, ale na pewno będzie to coś, co pozwoli ustalić,
kim naprawdę jest prezydent i do czego zmierza. Wrzesień to miesiąc, gdy
politycy wracają do pracy. We wrześniu było wiele ważnych wydarzeń.
Przed chwilą przeczytałem wpisy internetowe do pożarów
w Los Angeles. Ten kataklizm jest ogromny. Ktoś palnął we wpisach,
że to kara boża i 09.09.09 to Koniec Świata. Dla entuzjastów Końca Świata
mam raczej smutne wieści, po przeanalizowaniu wielu opracowań, znalazłem
mnóstwo wspaniałych fałszywek. Wydawnictwa robią sporą kasę na naszym strachu.
Wielu proroków sprawdzonych i sam Chrystus grozi Końcem Świata, ale w trybie
warunkowym. Może nastąpić odwrócenie nieuniknionego lub poważne odroczenie
w czasie i złagodzenie ogromu kataklizmów w zależności od naszych postaw
religijnych.
Huragan "Katrina" np. mógł być takim większym ostrzeżeniem. Prawdopodobnie
takie "odraczanie kary" ma miejsce. Ale nie ja tu jestem ekspertem.
Nostradamus w centurii VI w 74 powiedział o zjawisku w
XX wieku, które potrwa 73 lata. "Wygnana" dojdzie do władzy. Teraz domyślamy
się, że wygnana to komuna i masoneria. Rewolucja wybuchła w 1917 + 73=1990.
W 90. gdy padł mur berliński i Gorbaczow rozwiązał ZSRS? Jest to
przykład, jak prawdziwa przepowiednia, zbyt lapidarna i symboliczna, praktycznie
jest bezużyteczna i przed niczym nie... Serdecznie pozdrawiam. Oby
po wrześniu.
O tym, że byliśmy głupi
Byliśmy głupi, ja bym powiedział byliśmy słodko naiwni, że czołgi
i helikoptery staną i poślą wiązanki róż? Że jak my (nasze pokolenie) nadzieja
razwiedki na opór i zamach na ich nietykalność odejdziemy do Kanad, Stanów
i innych Landów, to i tak mądrzy obywatele wybiorą mądre "BLADE TWARZE"
najlepszych w szczepie. Oni to wiedzieli i z góry zaplanowali nasz exodus,
a my tę żabę łyknęliśmy bez masła i cukru. Podziwiam pana Michalkiewicza,
za to że został, walczył i znajduje drogę, jak z tym się zmagać. Daliśmy
się ubezwłasnowolnić. Sytuacja jest beznadziejna. Jedyne co pozostaje to
ponadślepa wiara w cuda i Opatrzność Boską. Pewnego dnia jak ten zajączek
co budzi się, a tu obok niedźwiedź i wilk leżą trupem, bo się pobili o
jego kąsek, a on nieskromnie mówi, ale zapiłem i narozrabiałem. Nadejdzie
ten dzień i wiem, że Polacy w mig zrozumieją, co to jest surfing, jak to
zrozumiał Piłsudski. I tylko wtedy odrodzi się to, o czym prorokowano i
co jest Polsce pisane.
Pisane nam były lata upokorzeń i poniewierki. Musimy to zrozumieć.
Jak mówią buddyści, Życie jest jak g. na kole, raz jest na górze, raz jest
na dole. What is up must go down. Automatycznie what is down must
go up.
Serdecznie pozdrawiam
gk
Od redakcji: Czekanie to nie jest dobra strategia, zaś katolik
nie powinien wierzyć w przeznaczenie, lecz w wolność. Nie ma rzeczy nieuniknionych,
oczywiście prócz Sądu Ostatecznego...
Wytrychy
W codziennym użyciu są nacjonalizm, faszyzm, stalinizm, wielu
stara się ujmować sprawy konkretniej, Niemcy i Rosja, ale bardzo sporadycznie
używa się słów kluczy, socjalizm i komunizm.
W "Gońcu" z 28 sierpnia red. Kumor był łaskaw dopisać do mojego
listu pt. "Gaworzenie niedorajd, a w tle pieniądze" kilka słów, ale wynurzenia
propagandy stron maczających paluchy w rozpętaniu II wojny... ich kłamstwa
tylko potwierdzają moje zdanie, te trzy naprzykrzające się nam cywilizacje
zawsze znajdą wspólny język, biją się i godzą, mordują i walczą, ale zawsze
mają wspólne interesy i którąkolwiek ze stron byśmy poparli, to zawsze
wyjdziemy na tym byle jak... Ot, właśnie Powstanie Warszawskie, mimo wojny,
wrogości, walk krwawych, zniszczenia Warszawy, było podstawowym problemem
dla "sojuszników" i wrogów, a ostatecznie w ramach takich koalicji można
sojusznika wysłać na San Domingo lub Kamczatkę z zaopatrzeniem jak w armii
Klicha, byle dalej od Polski.
W międzywojennym XX-leciu, mimo niższych podatków, braku komputerów,
Polska potrafiła odbudować armię, stworzyć flotę, znalazły się cztery nowe
niszczyciele i jednostki podwodne, to nie był cud, wybudowano Gdynię, a
przemysł się rozwijał... w tym momencie na nic rządu nie stać, wszystko
jest wyprzedawane, rujnowane, a "sąsiedzi" cierpliwie czekają na skutek,
z USA dochodzą szpetne wrzaski o odszkodowania... (???).
Nikt u nas, za nas porządku nie zrobi, wybory, jak pokazuje ostatnie
kilka lat, mogą przynieść pozytywną zmianę, ale jeśli znowu szansę dostanie
jakiś Tusk, to będzie dla Polaków problem poważny, następna miernota w
rodzaju Wałęsy lub Kwaśniewskiego dostanie szansę następną, nie będzie
lustracji, ujawnienia układów, srulonów, kahałów, a ostatecznie w ciągu
ostatnich 20 lat tylko PiS podjął próbę, ale posłuszna propaganda i "autorytety"
potrafiły przekabacić część wyborców i mamy cuda na patyku.
Do poglądów słuchaczy Radia Maryja i popierających PiS trzeba
dołączyć walkę z dzisiejszym bankowym bandytyzmem i wirtualnym pieniądzem,
dopiero wtedy będzie można pomyśleć o prywatyzacji, bo to co się dzieje
w tym momencie, to tylko rozkradanie, na którym zarobi banda starych złodziei,
a reszta Polaków.... no cóż, dostaną, ile wywalczą.
Od dawna dziwi mnie, iż społeczeństwo islamskie obszczekiwane
jest epitetami różnymi, ale Polacy podczas wojen i powstań, też byli bandytami
i terrorystami, teraz zresztą wcale lepiej nie jest, ale bardzo bym chciał
usłyszeć głos okupowanych Afgańczyków, Irakijczyków, Palestyńczyków, byłoby
to bardzo ciekawe i pouczające.
Od lat kilku można było w Kanadzie dostać wiele produktów z Polski,
mleko, sery, proste medykamenty i zioła, ale od jakiegoś czasu polski handelek
jest prześladowany, wiele artykułów znika z rynku, producenci wyrobów też...
Globalizacja pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Smacznego.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Pozostaje działka przyzagrodowa...
Na marginesie wystawy
"Polish Spirit"
Przeglądałem materiały z tej wystawy dość szczegółowo i nie mogę
znaleźć żadnego uzasadnienia, dlaczego tytuł tej wystawy jest "Polish Spirit".
Tytuł oczywiście jest wspaniały, ale nie ujmując niczego nikomu, ducha
polskiego w tych osiągnięcia jakoś nie mogę dostrzec. Są tam postacie wspaniałe,
osiągnięcia niemałe i wartościowe i z polskiego, i kanadyjskiego punktu
widzenia, ale duch polski jest dla mnie jakoś mało widoczny w tych osiągnięciach,
a przynajmniej w tych opisach.
Mam nadzieję, że ktoś opisze cały trud włożony w opracowanie
i przygotowanie materiałów i samej wystawy. Zapewne będą jeszcze dyskusje,
a może i spory, kogo na tej honorowej liście zabrakło. Mnie się wydaje,
że zabrakło tam prof. Konstantego Piekarskiego.
Brakuje mi również "kilku słów" w języku polskim. Ale mam nadzieję,
że ten mankament można nadrobić, publikując obszerne materiały w książce
w języku polskim.
Niezależnie od tego, ile jeszcze wpłynie uwag i postulatów pod
adresem ludzi opracowujących tę wystawę, jedno jest pewne, że był to wspaniały
pomysł i równie wspaniała realizacja i prezentacja tego ogromnego przedsięwzięcia.
I za to chylimy głowy przed naszymi bohaterskimi paniami.
Emanuel Czyżo
Toronto
Od redakcji: Właśnie, pomysł wspaniały, realizacja wspaniała,
więc o co chodzi?
Tydzień, który decydował
o wszystkim (część 3.)
(...) Wracając do znieczulicy społecznej, zwłaszcza w Polonii,
ze wstydem muszę przyznać, że nikt, żadna osoba prywatna ani grupa polonijna
nie zadzwoniła do mnie z ofertą pomocy w sprawie pani Stefanii. Tragedia
tej pani i jej rodziny przeszła koło was jako rzecz normalna. Przecież
na waszych oczach działa się ludzka tragedia, która może i was w przyszłości
spotkać. Wstyd mi było przed opinią Kanadyjczyków i dziennikarzami kanadyjskimi.
Na ich pytania, czy Polonia kanadyjska jest oburzona tą sytuacją,
przez zęby powiedziałem, że tak. Dość ładnie to ujął jeden z dziennikarzy
polonijnych, stwierdzając, że pan Gondek wspomniał, że Polonia jest oburzona.
Naprawdę wstyd mi było w danej chwili, że jestem Polakiem, a jeszcze bardziej,
że jestem katolikiem. Otrzymałem wiele telefonów, jak już wspomniałem,
ale to były telefony od innych grup etnicznych. Dzwonili Kanadyjczycy,
Chińczycy czy Hindusi, Szwajcarzy, Niemcy, Wietnamczycy, Austriacy, Węgrzy
itd. Telefonu od Polonii się nie doczekałem.
Przed tragedią pani Stefanii działa się tymczasem tragedia polonijna
na waszych oczach. Chciano wam zabrać jeden z najstarszych polskich kościołów
w Toronto, Matki Boskiej przy Davenport. Zbudowany potem polskich emigrantów,
którzy nie raz odejmowali sobie od ust, aby mieć tak daleko od kraju swój
polski kościół.
Mała grupa wiernych z tej parafii protestowała, nie chciała dopuścić,
żeby na ich oczach zabrano im kościół. Ich protesty nie były przez was
zauważane, nierzadko nawet zabranialiście im pokojowo protestować. Protestowali
na mszy z udziałem kardynała Dziwisza w Brampton, pokojowo rozwinęli tylko
transparent. Wieczorem dzwonili do mnie, że kazano im ten transparent zwinąć.
W międzyczasie pisali i dzwonili do archidiecezji i biskupa Grecco, ale
to wszystko pozostało bez echa. W ich imieniu pisał listy ich duszpasterz
ksiądz Mendrela. W rozmowie ze mną stwierdził, że czeka na odpowiedź już
kilka miesięcy. Sytuacja stawała się z dnia na dzień bardziej tragiczna
dla pierwszego kościoła katolickiego w Toronto. W dość długiej rozmowie
ksiądz Mendrela poinformował mnie o sytuacji finansowej, jak zastał kościół
z długami, jak robił wszystko dla tego kościoła i wiernych. Długi zostały
spłacone, sam skromnie żył. Księgowa dochodziła, nie miał sekretarki. Moim
zdaniem, ten ksiądz powinien być przykładem dla innych księży, a wierni
z parafii Matki Boskiej być dumni, że mają takiego pasterza.
W końcowych słowach w rozmowie z księdzem Mendrelą powiedziałem,
że zrobię wszystko, żeby kościół uratować. Sam też kiedyś byłem członkiem
tej parafii. 11 listopada wystosowałem ostry protest na ręce arcybiskupa
Thomasa Collinsa. Połowa listu była po angielsku, druga połowa po łacinie,
przecież to urzędowy język Kościoła. Reakcja była prawie natychmiastowa.
Zadzwoniono do mnie 12 listopada, że Jego Eminencja osobiście zajmie się
tą sprawą i że wierni będą przyjęci przez biskupa Grecco 19 listopada.
Dostałem wszystkie gwarancje dotyczące kościoła Matki Boskiej przy Davenport.
List został do mnie przysłany przez biskupa Grecco w imieniu Jego Eminencji
arcybiskupa Thomasa Collinsa.
A teraz się pytam was, katolicka Polonio, gdzie wy byliście,
dlaczego obojętnie przechodziliście obok tragedii najstarszego polskiego
kościoła w Toronto. Również się pytam pana Lizonia, czy wysłał list w obronie
polskiego kościoła do archidiecezji. Ja robię wiele rzeczy dla Polonii
bezimiennie, nie dla medali, tytułów czy dyplomów.
Dziękuję wiernym kościoła za zaproszenie mnie na uroczystości
odpustowe w tę niedzielę, gdzie będą gościli Wielebnego Ojca Rydzyka. Zapewniam,
że jak tylko znajdę chwilę czasu, przyjadę. Mam wiele zaproszeń z innych
grup etnicznych, które stawały w obronie pani Stefanii, dlatego na wiele
rzeczy brakuje mi czasu. Zwracam się do was, katolicka Polonio, odwiedźcie
chociaż raz w roku kościół Matki Boskiej przy Davenport i złóżcie ofiarę
na utrzymanie kościoła w polskich rękach. Wspierajcie dzieło polskich imigrantów,
oni nie raz głodowali, a jednak dzięki nim tak dumnie powiewa polska flaga
na tym małym skrawku ziemi przy Davenport.
Trzy lata temu zwróciła się do mnie polonijna organizacja, jak
i kilka osób prywatnych, abym pomógł polskiej rodzinie przebywającej w
Kanadzie 15 lat bez uregulowanego statusu. Nie ukrywam, prowadzę najcięższe
sprawy imigracyjne z serca i za darmo. Ludzie zwracają się do mnie o pomoc,
gdy adwokaci i konsultanci imigracyjni opróżnią im kieszenie z pieniędzy,
nierzadko robiąc w tych kieszeniach dziury. Rodzina, powiedzmy Kowalskich,
wydała przez te 15 lat pobytu w Kanadzie na uregulowanie swojego statusu
30 tys. dolarów. Ostatnia konsultantka imigracyjna wyrwała z ich kieszeni
15 tys. Stanęli po tych latach przed widmem deportacji. Sprawa, nie ukrywam,
bardzo ciężka. Jak na razie to widmo zostało oddalone. Założyłem dla nich
sprawę humanitarną. Jeśli nie będzie ingerencji osób trzecich, jak to miało
miejsce w sprawie pani Stefanii Magdziak, jest nadzieja, że do końca roku
otrzymają pobyt stały po 18 latach pobytu w Kanadzie, czego im z serca
życzę.
Nie ukrywam, że gdy sytuacja nie pójdzie po ich i mojej myśli,
pomogą mi dziennikarze kanadyjscy, jak również politycy, z którymi się
dobrze zaprzyjaźniłem (...).
Benedykt Gondek
Toronto
Od redakcji: Szanowny Panie Benedykcie, jesteśmy, jacy jesteśmy,
i jak to ktoś kiedyś powiedział, polityk na naród nie powinien się obrażać.
Darcie szat niewiele pomaga, a człowiek zostaje bez ubrania. Gratulujemy
znajomości łaciny!
Redakcja "Goniec"
Dotyczy opinii głoszonej przez J.K. oraz dialogu między red.
Kumorem i autorem tekstu zamieszczonego na łamach "Gońca" z 10.09.09.
Z treści opinii J.K. zamieszczonej w obecnym numerze "Gońca" wynika, że
dzieci urodzone w Kanadzie, jak i we wczesnym okresie w Polsce, stale myślą
o powrocie do Polski celem dalszych studiów lub pracy...
Jest to wyraźnie życzeniowy pogląd p. red. A. Kumora! W pełni
popieram autora tekstu "J.K.", który mówi, że młodzież zarówno ta co urodziła
się w Polsce, jak i ta która we wczesnej fazie swego życia przyjechała
do Kanady, wcale nie żyje tęsknotą za Polską, nie żywiąc entuzjazmu za
stałym powrotem na ziemie swoich poprzednich pokoleń.
Młodzież wyjeżdżająca na studia do Polski jest o tyle mądrzejsza
od starszego pokolenia, że jadąc do Polski nawet na studia specjalistyczne,
kieruje się instynktem bardziej zachowawczym, jeśli chodzi o osiągnięcia
uniwersyteckie pod względem wiedzy, jak i samych kosztów szkolenia.
Zupełnie nieprzekonujący jest pogląd głoszony przez red. A. Kumora,
że chodzi tu jakoby o przejęcie pałeczki od starszej pokoleniowo mniejszości
polskiej, której udało się osiedlić na stałe w Kanadzie.
Faktem jest, że tutejsze szkoły, jak i studia uniwersyteckie
w Kanadzie są na dość niskim poziomie, natomiast obciążają mocno budżet
każdego z nich. Udzielane im pożyczki są wysoko oprocentowane i przeważnie
w wieku dorosłym po ich ukończeniu muszą spłacać gigantyczne sumy udzielone
im przez różne instytucje finansowe.
Ukończenie takich studiów podstawowych jest nieporównywalnie
niższe niż podobnych w Polsce czy w innych krajach europejskich.
Jedynie pewna grupa studentów, wybitnie uzdolnionych, jest kierowana
na studia wysoko płatnych uniwersytetów i w ten sposób mogą osiągać poziom
znanych uczelni europejskich czy amerykańskich, osiągając standard poszukiwany
przez menedżerów instytucji wysoko kwalifikowanych przedsiębiorstw.
Nierzadko młodzież żyjąca na stałe w Kanadzie wyjeżdża na studia
do Polski, widząc w tym interes własny; niższe koszty kształcenia i wyższy
poziom w zawodach wysoko poszukiwanych na świecie, jak: lekarze, inżynierowie
różnych specjalności, elektronicy, aktorzy, muzycy etc.
Zwrócić należy również uwagę na fakt, że pożyczki udzielane młodzieży
na tzw. studia podstawowe obciążają ją i są praktycznie spłacane przez
wiele lat, jeśli uda się im znaleźć odpowiednią pracę lub będą pokrywane
przez rodziców lub starsze pokolenie.
Wydaje mi się, że red. Kumor trochę przesadza, że wiele dzieci
wyjeżdża do Polski z Kanady, kierując się zasadami polskości, tęsknoty,
znalezieniem pracy etc. Raczej mają na uwadze czysty biznes i dlatego są
mądrzejsi od starszego pokolenia, które stawiało na honor i ojczyznę. Takie
hasła ich już nie motywują wystarczająco.
Najlepiej świadczą o tym uplasowania na wierzchołku władzy obecnej
Polski, która kompromituje nie tylko Naród Polski, ale wydaje sobie świadectwo
nieudolności politycznej, ignoranctwa, braku profesjonalizmu, chciejstwa,
nieliczenia się z Narodem i zupełnej beztroski o przyszłość, patriotyzm,
interes publiczny i zapewnienie bezpieczeństwa kraju.
Ci sami twórcy obecnej Polski: Wałęsa , Kwaśniewski, Cimoszewicz,
Miller, Oleksy, Lepper etc. to stara gwardia postkomunistyczna, która na
nową "królową" Polski chce wybrać Jolantę Kwaśniewską w miejsce niewygodnego
im prezydenta L. Kaczyńskiego!!!
Czy nie zakrawa to na farsę wbrew zdrowemu rozsądkowi?!
Pozdrawiam,
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Panie Hubercie, nie chodzi o to, aby młodzież
żyła tęsknotą za Polską, ale aby w Polsce, łączności z Polską i kontaktach
z innymi Polakami widziała szansę dla siebie. I druga rzecz, nigdzie nie
pisałem o jakimkolwiek "przejmowaniu pałeczki". M.in. dlatego, że tej pałeczki
po prostu nie ma.
GONIEC NR 36/2009.
Szanowny Panie Redaktorze...
Parę słów komentarza do pańskiego artykułu: "Byliśmy bardzo głupi".
Tytuł jest tylko częściowo słuszny - poprawnie powinien brzmieć:
"Byliśmy i JESTEŚMY bardzo głupi".
To, że na początku było zamieszanie, nic dziwnego. Ale nie o to mi
chodzi.
Postaram się wyjaśnić słowo JESTEŚMY.
W roku 1993 Polacy głosowali tak bardzo "mądrze", że w rezultacie
premierami byli: Pawlak (który rok wcześniej brał udział w obalaniu rządu
Jana Olszewskiego), tow. Oleksy i tow. Cimoszewicz, zaś w MSW ministrem
był tow. Miller.
W 1995 Polacy (a może polacy?) wybrali tow. Kwaśniewskiego na
głowę państwa (człowieka, który wcześniej studiował w Moskwie).
W roku 2000 Polacy na najwyższe stanowisko w państwie znowu wybrali
tow. Kwaśniewskiego.
W roku 2001 Polacy do władzy znowu wybrali SLD, premierem tow.
Miller (dla tych, którzy mają krótką pamięć).
W roku 2005 ledwo ledwo zagłosowali 26-27 proc. na PiS, który
chociaż mozolnie (bo nie miał żadnej większości i musiał ciągle uważać,
co tow. Lepper znowu sprowokuje), to jednak zaczął naprawiać Polskę.
Po dwóch latach użerania się z tow. Lepperem, jak koalicja się
rozpadła, to bardzo "mądrzy" Polacy zagłosowali na "cudotwórcę".
@A.Kumor:
"Dzisiaj ostał nam się tylko sznur.
Nie ma co narzekać, po prostu nie dorastamy do własnego państwa; za
dużo mamy w nim chłopaczków w krótkich majtkach, którym wydaje się, że
są Bóg wie kim; takie czasy".
Tak Panie Kumor, 100% racji.
@A.Kumor:
"Pozostaje kształcić dzieci, aby się nie okazały takimi samymi
baranami jak my".
W tym przypadku, Panie Kumor, ma Pan zero racji, jeżeli Pan sądzi,
że dzieci "przejmą" pałeczkę. Dzieci urodzone i wychowane w Kanadzie myślą
o Kanadzie, a nie o jakimś tam kraju "za górami, za morzami"...
Zaś dzieci i młodzież w Polsce są jeszcze "mądrzejsze" niż ich
rodzice i dziadkowie - w roku 2007 70 proc. młodzieży głosowało na PO.
No i młodzież wysyłała sobie bardzo "mądre" teksty: "Schowaj Babci dowód".
Marzenie ściętej głowy, jeżeli Pan tak naprawdę wierzy w to pańskie
ostatnie zdanie.
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Wierzę. Niech Pan popatrzy, ile polskich "dzieci"
z Kanady jeździ do Polski, studiuje w Polsce, pracuje w Polsce... a.k.
Tydzień, który decydował
o wszystkim (część 2.)
Szanowni Państwo, jak polonijne media mogły przejść obojętnie
koło ludzkiej tragedii, a może specjalnie milczały za cenę zaproszenia
do konsulatu na bankiet, ewentualnie dobrego odznaczenia. W "Toronto Sun"
ukazały się na miesiąc przed deportacją dwa artykuły, jeden z nich zamieścił
pan Kumor w "Gońcu", na pierwszej stronie dużymi literami "Ben Gondek walczy
o Stefanię Magdziak". Czyżby nikt tego nie zauważył? A może specjalnie
zostało to przeoczone?
Przyglądając się mediom polskim i polonijnym, nie znajduję artykułów
krytykujących rząd Polski, a powinny być. Na waszych i moich oczach Polska
jest rabowana bezlitośnie. Nie wiem, czy jeszcze jest coś w tej biednej
Polsce do sprzedania; banki w obcych rękach, fabryki, gazety codzienne,
telewizja, radio. Czyż nie powinno być na pierwszych stronach "Polaku,
Polko, zobacz, złodzieje rabują twój kraj". Przecież Polska po upadku tzw.
komunizmu poniosła większe straty niż podczas II wojny światowej. Zobaczcie,
ile milionów ludzi wybrało emigrację. Zobaczcie, ile fabryk upadło. Co
może tylko zostało w polskich rękach, to kościoły i cmentarze. Byliśmy
i jesteśmy świadkami zniewolenia narodu polskiego, niszczy się bezlitośnie
wszystko co polskie. Billboardy w Polsce opanowane przez język angielski,
gdzie się w Polsce nie obrócimy, małpowanie wszystkiego co zachodnie. Jeszcze
tylko parę lat, a naprawdę nie będziemy mieli do czego wracać. Przecież
ta tragedia Polski dzieje się na waszych oczach.
Dziwię się bardzo, jak wy możecie koło tego przechodzić obojętnie.
Wręcz przeciwnie, na pierwszych stronach polonijnych gazet, nie tylko w
Kanadzie, wypisz wymaluj "Gazeta Wyborcza". Jak cudownego lidera Tuska
ma Polska, jak światłego mamy Radka Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych...
Pochwał nie ma końca. Przecież później to się obleje na bankiecie w konsulacie
i będziecie wyprężali wasze chude piersi do medalu. Nieważne, kto tam rządzi,
ale ważne, że będą nas widzieli. Sam byłem na jednym bankiecie (...) i
pospiesznie opuściłem budynek przy Lakeshore (...).
W sprawie pani Stefanii zwróciłem się o pomoc do posła Wrzesnewskiego.
Poinformowano mnie, że przebywa na Ukrainie. Zapytałem, czy mogą się z
nim skontaktować i przedstawić moją prośbę. Odpowiedzieli mi, że nie mogą.
Zapytałem się, czy na Ukrainie nie ma telefonów, faksów i Internetu.
Odpowiedziano, żebym nie zawracał głowy, tym bardziej że ta pani i tak
nie jest z jego rejonu. Pamiętacie zapewne wybory, jak zapierał się, że
jest pół Ukraińcem, a pół Polakiem. Niedługo odbędą się wybory, macie okazję
odwdzięczyć się panu Wrzesnewskiemu. Wiem, że będzie do was latał o poparcie,
a wy jemu pokażcie zamknięte drzwi. Olivia Chow przebywała poza granicami
Kanady, znalazła czas, żeby do mnie zadzwonić i spytać się, czy może w
czymkolwiek pomóc, dając mi do dyspozycji jej biuro w Ottawie i Toronto,
pomimo że ani pani Stefania, ani ja nie byliśmy z jej rejonu. Moja rada
dla pana Wrzesnewskiego, żeby kandydował do parlamentu ukraińskiego w Kijowie,
a nie marnował na swoje biura nasze pieniądze z podatków. Bardzo często
ludzie z jego rejonu, Ukraińcy, proszą mnie o pomoc i mówią, że z tym posłem
nie chcą mieć nic wspólnego.
Następny artysta liberalny Michael Ignatieff. Ta sama sytuacja.
Wiesz, a może by ta pani poleciała, to nie będziemy mieli kłopotów. Z łaski
zadzwonili do biura emigracyjnego i poinformowali mnie, że na spotkane
czeka się tam trzy lata, a ta pani ma dopiero dwa i pół roku w kolejce,
co wcale nie jest prawdą. Pomagam ludziom, którzy w tym urzędzie w Etobicoke
czekają już po siedem lat w kolejce. Sam przywódca Partii Liberalnej został
do nas przywieziony w walizce przez Jeana Chretiena i siłą wsadzili go
na listę wyborczą przy potężnej awanturze członków Partii Liberalnej. Musiała
interweniować policja. W Ottawie się śmieją, że w drodze musieli mu coś
przygnieść wiekiem, bo chodzi na powrozie u Harpera - mówi w kółko, on
by chciał, a nie może rozwiązać parlamentu.
Jak Państwo może zauważyli, w parlamencie w Ottawie przewaga
adwokatów, tzn. posłów zarówno w Partii Liberalnej, jak i Konserwatywnej.
Gdy bliżej się przyjrzeć, w sądach przewaga sędziów zwolenników liberalno-konserwatywnego
klanu. Najlepszymi klientami dla adwokatów są handlarze narkotyków i różnego
rodzaju gangsterzy. Zaraz przy pierwszej wizycie wykładają grube tysiące
na obronę, a adwokat z tych pieniędzy zaraz działkę posyła na wsparcie
swojej partii. Gdy tak będzie wspierał przez parę lat, partia zrobi z niego
sędziego, posła lub senatora w podziękowaniu za hojne finansowe wsparcie.
Nieważne, że pieniądze te w dużym stopniu pochodzą z przestępstwa. Ważne
jest, że działkę dostała partia. Myślę, że już czas spakować w walizkę
pana Michaela Ignatieffa i odesłać go tam, skąd przybył, ewentualnie w
dowód wdzięczności wpisać go na listę u Eskimosów.
Pamiętam, jak toczyła się sprawa prominentnego adwokata. Na sali
pojawił się ponoć Pierwszy Policjant w Kanadzie i moralnie wspierał pan
Fantino swojego kolegę, który trudnił się praniem brudnych pieniędzy. Myślę,
że to moralne wsparcie na pewno pomogło. Zapewne ten adwokat dostał rok
w zawieszeniu i areszt domowy w swojej posiadłości na Bahamach. A później
się dziwicie, że w jednym z najbardziej policyjnych krajów świata, jakim
jest Kanada, prawo chroni złodziei.
Panią konsultantkę poniosły nerwy albo sumienie, jeśli je ma.
Zaczęła straszyć mnie swoim kolegą Lizoniem, że ona załatwi, żeby jej kolega
i Kongres zabronili mi pomagać nielegalnym imigrantom. Szanowna pani, ten
pani Wielki Wódz z tym wielkim Kongresem, jak to pani ujęła, są za mali,
aby mi czegokolwiek zabronić. Pan Lizoń się tłumaczył, że o niczym nie
wiedział. Z tego wniosek, że jest analfabetą. Lepiej może by to ujął, że
w tej chwili ma sesje zdjęciowe z kim tylko się da, a na sprawy polonijne
nie ma czasu. Te jego tłumaczenia, jak również tłumaczenia konsulatu, że
o niczym nie wiedzieli, tylko ich ośmieszają przed Polonią kanadyjską.
Benedykt Gondek
Toronto
PS W następnym liście o obojętności Polonii na ludzkie tragedie,
o tym jak uratowano kościół polski na Davenport oraz o rodzinie polskiej
przebywającej 18 lat w Kanadzie, ofierze polonijnych klik emigracyjnych
cudaków - wydali na nich przeszło 30 tys., a ja od trzech lat bronię ich
przed deportacją. O cudach dziejących się w Domu Kopernika wiem.
B.G.
Od redakcji: Szanowny Panie, mniej emocji, więcej faktów, podgrzewanie
emocji nie służy dobrze skuteczności działania, co wcześniej czy później
wymaga kompromisu.
Szanowny Panie Andrzeju,
Jestem stałą czytelniczką Pana czasopisma, bardzo interesujące
artykuły z różnej dziedziny, ogólnie bardzo ciekawa gazeta. Regularnie
czytam artykuły Pani Embalo oraz Panów: Andrzeja Kumora, Jana Pietrzaka,
Jerzego Rosy, Pana Bogumiła Bednarka. Szkoda, że nie ma więcej artykułów
właśnie p. Bednarka, że nie są drukowane systematycznie. Pan Bednarek pisze
świetnie i interesująco, jeśli można bardzo proszę, zapewne nie będę jedyną
czytelniczką z prośbą w tej sprawie.
Z poważaniem
Zuzanna Czajka
Od redakcji: Szanowna Pani, każdy ma jakichś znajomych czy
ulubionych pisarzy. Teksty p. Bednarka ukazują się bardzo systematycznie,
ale nie w każdym numerze.
Pozdrawiam serdecznie - Andrzej Kumor.
Prośba
Mam do Państwa pytanie, a zarazem prośbę, wybieram się pod koniec
września do Toronto, moje marzenie całego życia, i czy pomoglibyście mi
znaleźć jakąkolwiek pracę, czy mógłbym liczyć na pomoc? Proszę o pomoc,
będę czekał na odpowiedź, dziękuję bardzo, Witek. Mam 32 lata, kawaler
niepijący, niepalący, co więcej, proszę pytać. Dziękuję.
Witold Robakowski,
wrobakowski@vp.pl
Od redakcji: Proszę się zwrócić do ambasady Kanady w Warszawie
i złożyć wniosek w ramach Youth Mobility Program.
GONIEC NR 35/2009.
Szanowny Panie Andrzeju!
W związku z wywiadem z Józefem Walichtem w "Gońcu" małe sprostowania/wyjaśnienia:
1. Józef Walicht to nie medalista turnieju Masters, tylko dwukrotny
złoty medalista Mistrzostw Świata Judo Masters - Bruksela, Belgia 2008
(World Masters Judo Championships).
Masters oznacza zawodników powyżej lat 30.
2. Szkoła sportowa to Szkoła Wyższa; w przypadku J. Walichta
to Akademia Wychowania Fizycznego.
3. Mistrzostwa Ontario w Oshawie, o których mowa: Józef, mając
wtedy lat 49, nie tylko wszedł do finału, ale zdobył tytuł wicemistrza
Ontario i srebrny medal. Przegrana w finale z mistrzem Kanady była właśnie
walką o złoty medal. W Magazynie Kanady napisano wtedy "49 years young"
(zamiast "old)", bo pomijając Józka, najstarszy zawodnik miał lat 28. I
nie były to zawody Masters.
Z poważaniem,
Izabella
Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia.
List ten kierujemy do ludzi dobrej woli
Jestem mamą 17-letniego Michała. W grudniu 2006 roku u mojego
syna wykryto chorobę nowotworową Olliera. Wówczas Michał rozpoczął leczenie
operacyjne w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Chirurgii Urazowej
im. Janusza Daaba. W klinice przebywał łącznie dwa lata, w tym czasie przeszedł
siedem bardzo poważnych zabiegów. Po ostatnim zabiegu stwierdzono nowotwór
Chondrosarcoma G1. Po rozpoznaniu, Michała skierowano do Kliniki Chirurgii
Onkologicznej Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie,
gdzie został poddany chemioterapii, a następnie wykonano zabieg chirurgiczny.
W czasie zabiegu podjęto decyzję o natychmiastowej amputacji prawej nogi
wraz z wyłuszczeniem, to znaczy wycięciem kości miednicy. Ta informacja
była dla mnie wstrząsem, nie wiedziałam, jak się zachować, nie wiedziałam,
jak zareaguje mój syn po przebudzeniu.
W czasie całej choroby Michała nie dopuszczałam myśli, że może
być coś nie tak, zawsze wierzyłam, że wyjdziemy z tego zwycięsko. Dziś
wiem, że liczy się życie, bez nogi można żyć, a najważniejsze, że tak myśli
Michał.
Jako mama staram się zapewnić wszystko mojemu synowi. Teraz najważniejsza
jest proteza. Niestety, nie stać mnie na taki wydatek. Jednocześnie wiem,
że jest ona niezbędna Michałowi do prawidłowego funkcjonowania i normalnego
życia.
Potrzebujemy wsparcia finansowego przede wszystkim na protezę,
jak i na rehabilitację syna!
Wierzę we wszystkich ludzi dobrego i wielkiego serca, którzy
chcą nam pomóc i wesprzeć w naszym działaniu i w tych trudnych dla nas
chwilach. Za okazane serce i hojność z góry bardzo serdecznie dziękuję.
Bronisława Moćko
Od redakcji: Przyjaciele Michała Moćki w Kanadzie urządzają
imprezę charytatywną w celu zebrania pieniędzy. O szczegółach można się
dowiedzieć z ogłoszenia na str. 20.
Szanowna Redakcjo Gońca
Piszę do was z Polski z miasta Lublin. Przypadkiem trafiłem
na stronę Waszego tygodnika i z zainteresowaniem ją obejrzałem. Przeczytałem
również zapowiedzi artykułów kolejnego numeru. W numerze 31 lub 32 był
fragment tekstu o losach Polaków na Wołyniu w latach II wojny światowej.
Było umieszczone tam również nazwisko Chojna. Otóż i ja tak mam na nazwisko,
a moi dziadkowie, ojciec i ciocie pochodzili z okolic Równego, Kątów na
Wołyniu. Wiem, że uciekli przed wymordowaniem z rąk UPA do Polski. Niestety,
nikt już z nich nie żyje i jedynym śladem losów ich i moich krewnych
był wspomniany artykuł w Waszej gazecie. Czy istnieje szansa wersji elektronicznej
artykułów gazety lub w jaki sposób mógłbym zdobyć ww. artykuł. Pomocny
byłby również adres do autora w celu nawiązania osobistych kontaktów. Jestem
w stanie pokryć koszty przedruku i wysyłki do Polski oraz w inny sposób
zrewanżować się osobie mi pomocnej.
Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję
Dariusz Chojna
Od redakcji: Dziękujemy za list, adres przekazaliśmy.
***
Prawdziwi polscy patrioci w trosce o losy Polski biją na alarm
w obronie przed całkowitym rozbiorem i zaborem Polski. Problem w tym, że
obecnie w Polsce niszczy się inteligencję, jaka powstała. Tak jak wyniszczono
w czasie wojny siłą. Dziś robi się to w sposób "inteligentny", wszelkimi
sposobami. Działa się na psychikę ludzi, szczególnie młodych. Ten proces
zaraża jak wirus. To siła szatańska. Politycy zachowują się jak błazny
w cyrku. Może korzystają z wróżek, tak jak min. Grad sprzedaje stocznie.
Wróżka musiała mu tę sprzedaż wywróżyć z fusów. Takich ministrów jest w
rządzie więcej. Dlaczego ten rząd tak okłamuje naród.
Zataja się stan gospodarki. Propaganda o wejściu do ero w 2011 r., skończyła
się, kiedy UE powiedziała wyraźnie, że Polska nie może wejść, bo ma za
duży deficyt, i przestano nękać PiS, że to oni nie chcą wejść do euro.
Sądy umarzają wszystkie afery, zabójstwa, kłamstwa polityczne. Przecież
Polska to kraj wierzących katolików w sprawiedliwość. Rząd głosi, że w
Polsce jest największy wzrost gospodarczy prawie w świecie. Czy to żart,
czy ironia z narodu. To tak jak biegacz, który biegnie ostatni, nagle przyspiesza,
biegnie nawet szybciej, jak ten przed metą. Ten zwolnił, bo miał zwycięstwo
zapewnione, a ten ostatni, co tak przyspieszał, biedak padł daleko od mety.
To tak wygląda ten polski wzrost gospodarczy, największy na świecie, no
może są lepsi od krajów afrykańskich. Te zachwyty cudotwórców nadają się
tylko do komedii.
Jedno jest pewne, że ktoś czeka, aby Polska padła całkowicie,
a zgłodniałe sępy, szakale i hieny dopadły ofiary za darmo. Wtedy będą
mieli niezłą ucztę.
S.W.
Od redakcji: Polska dała się już kilka razy "rozebrać" - taki
widać nasz los.
(List dotyczy sprawy deportowania niewidomej pani Stefanii. Sprawę
pilotował p. Benedykt Gondek.)
Tydzień, który decydował
o wszystkim
W poniedziałek rano dostałem telefon z Ottawy. "Ben, nie jest
za dobrze, jest ingerencja osób trzecich. Czy masz coś mocnego, żeby ingerencję
tych osób trzecich odeprzeć?" Opisałem własną tragedię i przyjaciela brata.
Mojego tatę chciano przewieźć karetką ze szpitala pod dom po wylewie i
zostawić na łasce losu. Brat mój w tym czasie przebywał służbowo w Gdańsku.
Po interwencji mojego przyjaciela, dyrektora jednego ze szpitali, tata
mój pozostał w szpitalu, gdzie zmarł. Brat mojego przyjaciela, niewidomy
mieszkający w południowej Polsce, został wepchnięty przez grupę wyrostków
do dołu. Przeleżał w szpitalu kilka miesięcy z odniesionych ran. Nie miał
tam dobrej opieki. O wiele rzeczy w szpitalu musiał się prosić, dość często
był zdany na siebie.
Wtorek rano otrzymuję telefon z biura imigracyjnego, abym ponowił
aplikację humanitarną, gdyż stara sprzed dwóch lat musi być odnowiona.
Tego samego dnia faksem wysyłam aplikację, cały czas jestem w ścisłym kontakcie
z Oliwią Chow i jej biurem. W środę rano telefon z biura imigracyjnego
z Etobicoke, abym dosłał jeszcze kilka formularzy z podpisem pani Stefanii.
Dano mi czas do końca dnia. Wszystko, o co prosili, wysłałem w środę. Powiedzieli
mi, że decyzję podejmą w czwartek, następnego dnia, i mnie powiadomią o
niej. W piątek około 2 po południu otrzymuję wiadomość z biura imigracyjnego
z Etobicoke, że decyzja jest odmowna, ale Ministerstwo Imigracji patrzy,
jak znaleźć jakąś uliczkę dla pani Stefanii, i list z decyzją został do
mnie wysłany.
Około godz. 3.30 otrzymuję telefon z biura premiera Harpera i
omawiamy sytuację pani Stefanii. W ostatnich słowach stwierdziłem, że usuwając
panią Stefanię, dajecie broń partiom opozycyjnym NDP i Bloc Quebecois.
Partia Liberalna w osobach Michaela Ignatieffa i pana Wrzesnewskiego pokazała
mi ich cztery litery, odmawiając jakiejkolwiek pomocy. Po godzinnej rozmowie
z biurem premiera przełączono mnie do biura ministra imigracji. Rozmowy
toczyły się do godz. 5 po południu. Zapewniono mnie, że zostanę poinformowany,
gdy deportacja zostanie wstrzymana. Przez cały tydzień były ze mną w kontakcie
prasa, radio, telewizja kanadyjska i BBC International.
W międzyczasie dostaję masę wspierających telefonów. Utkwił mi
w pamięci starszy pan, który był 70 lat członkiem Partii Konserwatywnej.
Powiedział mi, że wysyła list do partii ze swoją rezygnacją z członka,
nie chce mieć nic wspólnego z tymi nazistami i dzisiaj wstydzi się, że
jest Kanadyjczykiem.
Całą sobotę wydzwaniały do mnie kanadyjskie środki przekazu,
czy jest jakakolwiek odpowiedź z Ministerstwa Imigracji. Stwierdziłem,
że nie mam takiej. W niedzielę rano o 7.00 obudziły mnie stacje telewizyjne,
czy mają ruszać temat. Tak, ruszajcie. Chciałbym przeprosić mieszkańców
południowego Etobicoke za zakłócenie spokoju. Jeszcze tyle stacji telewizyjnych,
dziennikarzy z radia i prasy ta spokojna dzielnica nie miała. Non stop
ukazują się artykuły w "Toronto Sun". Do końca oczekiwałem na telefon wstrzymujący
deportację. Do ostatnich chwil dzwonili dziennikarze z lotniska. Pani Stefania
jednak musiała polecieć. Zapewne jest wielu, co z deportacji się cieszy,
przecież ich wizerunek w świecie nie ucierpiał. Starali się jak mogli,
żeby do deportacji doszło. Myślę, że dzisiaj opijają swoje zwycięstwo w
jednym z barów przy Lakeshore Blvd.
Chciałbym podziękować Olivii Chow i jej mężowi Jackowi Laytonowi,
pracownikom biura Olivii Chow, Bloc Quebecois, redakcji "Toronto Sun" z
Tomem Godfreyem na czele, stacji radiowej 1010 CFRB i 640 AM, telewizji
kanadyjskiej, BBC International i wielu bezimiennym, którzy walczyli o
panią Stefanię do końca.
W imieniu pani Stefanii, jej rodziny i własnym dziękuję.
Benedykt Gondek
Toronto
PS W następnym liście o 5 kolumnie w Polonii, tzw. polonijnych
mediach zawsze piszących na polecenie Warszawy, cwaniakach z Partii Liberalnej,
żerującej na ludzkiej naiwności polonijnej konsultantce straszącej mnie
swoim kolegą Lizoniem.
Jak ktoś myśli, że walka już zakończona, zapewniam, że to dopiero
początek.
Z poważaniem B.G.
Od redakcji: Panie Benedykcie, mamy nadzieję, że Pani Stefania
niebawem powróci legalnie do Kanady.
Gaworzenie niedorajd, a w tle pieniądze
Niestety, ale to już kilkadziesiąt lat temu, gdy byłem świadkiem
rozmowy pań różnych, padały teksty na temat emitowanego wieczorem wojennego
filmu... Stojący w drzwiach stary ubek z uwagą przysłuchiwał się rozmowie,
raptem wyskoczył na środek pomieszczenia z tekstem "Niech panie w to nie
wierzą, oni to teraz kręcą, ja walczyłem cały front i nikogo z kamerą nie
widziałem". Tak rozumują ubowcy, nawet ci zatrudnieni w Ministerstwie Sprawiedliwości
lub innych państwowych instytucjach. Kiedyś toto nazywało się folksdojcz,
filosemita, komunista, socjalista, ateista lub pozytywny idiota... teraz
nastały zmiany, są same autorytety niedościgłe, mędrcy, europejczycy i
wcale nie idzie o grę słów, to dzisiejsza inteligencja zeszła na psy, a
właściwie na siłę nam zamieniono tę warstwę ludzi, którzy kiedyś stanowili
o prawie, kulturze i cywilizacji... Ale wg przysłowia z gówna bata nie
ukręci, ale jest ciekawe, kto tych "mędrców" prowadzi, kto im wskazuje
kierunek, a oni, jako że kręgosłupy mają ćwiczone i giętkie, a w głowach
napaskudzone strasznie, robią co każą, licząc na dywidendy, kiedyś zwane
srebrnikami.
Ale to nie wszystko, starają się narzucić wszystkim idiotyczny
prawniczy formalizm, ale ta podstawowa cecha tej właśnie cywilizacji nie
wszystkim musi się podobać, ale jeśli dali radę wyszkolić całe masy komunistów,
nazistów, a teraz następne niedorajdy wierzące, iż historia i wiedza jest
zbyteczna ogółowi... musi to świadczyć o postępującej degradacji i podporządkowaniu
jakiejś mało wartej cywilizacji. Świat cały od jakiegoś czasu zasypywany
jest coraz głupszymi przepisami powstającymi nie wiadomo gdzie i nie wiadomo
przez kogo zatwierdzanymi. Zmusza się wszystkich do ich przestrzegania,
regulamin zakładania butów, wmawianie szkodliwości ziół, ocieplenie klimatu
i to oni mają nas bronić przed zarazami wykreowanymi przez nieustającą
propagandę, taka jest taktyka tej cywilizacji. Nawet zdrowie stało się
metodą na pozbawienie innych wolności, kombinacje pandemii...(?), co wiąże
się z przymusowymi szczepieniami, a to świadczy o rozszerzającym się oficjalnym
bandytyzmie i braku szacunku dla ludzi. Były już próby prostowania bananów
i podobnych idiotyzmów, wycofano się, ale są coraz nowe pomysły, specjalnie
szkoleni przez swoją cywilizację mają udoskonalać inne, wszystkie muszą
spełniać te same standardy, do tego miesza się cywilizacje... A już sto
lat temu Polak prof. Koneczny miał na ten temat zdanie, które sprawdza
się co do joty.
Na terenie Polski te same środowiska, m.in. "Gazeta Wyborcza"
i "Polityka", podjudzają PO do walki z PiS-em, ale nic się nie mówi, że
już dziesiątki spraw przeciw PiS-owi zostało cichutko umorzonych, Wałęsa
za "Bolka" obiecywał skarżyć IPN i autorów historycznych na jego temat
opracowań... Ostatecznie, gdyby był bez skazy i procesy miał wygrane, toby
działał, a tymczasem nic się nie dzieje... Tak to w tej cywilizacji jest,
że nikt się nie wstydzi, nikt nie czuje się winny, dalej robi, co każą,
i bije pianę, tak się pracuje w tej prawniczo-handlowej cywilizacji.
A tak na koniec, bardzo się cieszę, gdy w wielu tygodnikach czytam
teksty popierające moje zdanie o Powstaniu Warszawskim. Już w latach poprzednich
wysyłałem do "Gońca" teksty podobnej treści, ale lądowały w koszu. Widzę
szansę, że i red. Kumor się nawróci, zrozumie, co kierowało tymi ludźmi,
tak było trzeba i życie się nie liczyło, zupełnie jak z propagowaną ostatnio
krytyką przedwojennego rządu... Można było dobrać sobie wspólnika i nie
myśleć o honorze, ale nikt nie myśli, co by było potem...(???).
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Szanowny Panie, pominę uszczypliwości, by nie
tracić czasu, natomiast z obecnych wynurzeń historyków rosyjskich wynika
wniosek dla nas, że w sumie trzeba było iść z Hitlerem na Moskwę, a nuż
by się udało i nie musielibyśmy dzisiaj słuchać ich głupot.
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|