POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

GONIEC NR 50/2009.

 Panie Redaktorze, Drodzy  Czytelnicy "Gońca"
 Z dużym niesmakiem przeczytałem fragment listu p. Wiesława Kwaśniewskiego dotyczący ciągle jeszcze Prezesa ZG KPK (ogłosił już publicznie przekazanie swej funkcji zastępcy) i kandydata na posła federalnego Kanady, p. Władysława Lizonia. Uważam, że krytyka, szczególnie zamieszczana w publicznych nośnikach informacji, nie powinna obrażać osoby krytykowanej i powinna opierać się na faktach. Manipulowanie faktami może wyrządzić krzywdę nie tylko jednostce, lecz i dużej grupie społecznej, w tym wypadku Polakom i Polonii zamieszkałej w Kanadzie. Zanim przejdę do faktów, chciałbym podkreślić, iż znam p. W. Lizonia od wielu lat, chociaż nasza znajomość nie ma charakteru towarzyskiego. 
 Co do faktów, to byłem świadkiem publicznej wypowiedzi  p. Lizonia jako przeciwnika lustracji, ale jednocześnie p. Lizoń przedstawił podanie złożone w IPN z prośbą o ujawnienie danych na temat jego osoby.  Nie wiem, w jaki sposób mógł zawinić p. Lizoń w sprawie zabójstwa R. Dziekańskiego i skandalicznej indolencji władz kanadyjskich w godnym i uczciwym wyjaśnieniu tej sprawy. Co do umowy emerytalnej, zapytajmy może wreszcie, gdzie byli polonijni prawnicy, specjaliści od rozliczeń podatkowych i wiele innych osób, które z racji zawodu, pełnionej funkcji, wykształcenia i własnego interesu powinny robić wszystko, by ją w trakcie przygotowań ulepszyć i poprawić. Prawdą jest, że nie mieliśmy wglądu w te prace, ponieważ nie mieliśmy swoich reprezentantów we władzach Kanady. Cóż można oczekiwać od posła reprezentującego środowisko polonijne w parlamencie federalnym, który pochodzi z głębokiej Azji i być może nie potrafi dokładnie określić, gdzie leży Polska. Taki poseł zwykle na spotkaniach z Polonią najważniejsze, co ma do powiedzenia, to: "dżynkuje" i "dżindobry". Wracając do krytycznej uwagi p. Kwaśniewskiego dotyczącej fizjonomii czy postury p. Lizonia, to nie można nazwać tego inaczej jak (w tym miejscu chciałbym przeprosić p. Redaktora i Czytelników) chamstwem. Nie mam żadnych prywatnych oczekiwań związanych z kandydowaniem p. Lizonia do parlamentu, ale uważam, iż nasze polonijne społeczeństwo pilnie potrzebuje reprezentanta broniącego naszych interesów i prestiżu. Na nominację na kandydata na posła czekaliśmy kilkanaście lat, "dostaliśmy go niejako w rękawie". Zróbmy wszystko, by został posłem i już rozglądajmy się, kto mógłby być następny.
Henryk Gadomski
 Od redakcji: Szanowny Panie, osoby publiczne zawsze muszą się liczyć z krytyką, czasami niesłuszną. Taki urok. Jak to mówią - jeśli boisz się "gorąca", nie wchodź do kuchni. Co do p. Lizonia, mamy nadzieję, że to jaskółka, która uczyni wiosnę i jaskółek będzie więcej.

 Redakcja tygodnika "Goniec" 
 Dotyczy stosunku prezesa KPK p. W. Lizonia do szeregu wypowiedzi  na łamach "Gońca". Ustawy o połączonych emeryturach polsko-kanadyjskich, z prośbą o podanie do publicznej wiadomości jako art dyskusyjny.
 Od początku publicznego ogłoszenia projektu ustawy o połączeniu emerytur polskich i kanadyjskich sprawa  nie tylko że nie jest jasna, by można ją jednoznacznie interpretować, ale budzi wiele kontrowersji, co jest wyrazem szeregu listów pisanych na łamach "Gońca" krytykujących nie tylko ustawę, ale również osoby biorące udział w jej tworzeniu. Nieprawdą jest bowiem, że nikt w czasie tworzenia ustawy się nie wypowiadał. Twórcy  ustawy o emeryturach nie byli wprawdzie bieżąco informowani o zamierzonym kształcie ustawy ani też o dość niekorzystnych zmianach, jakie zamierzano wprowadzić, lecz wielu protestowało i domagało się komentarzy i dyskusji o powstających problemach. Wynika z tego, że negocjacji w tym względzie żadnej nie było. Postawiono nas przed faktem dokonanym, że jak podaje p. Z. Szeliga z London: "mamy to, na co zasłużyliśmy"?!!!
 Tym samym wypowiedzi p. Prezesa W. Lizonia świadczą, że on tematu nie znał i że kwestie jedynie były sporne co do terminu wejścia ustawy w życie - co jest nieprawdą. 
 Wiele osób chciałoby się włączyć do dyskusji, ale nie było po temu stworzonych przez organizatorów spotkania odpowiednich warunków (zmasowane tłumy).
 Dziwne, jak można się było domagać wejścia ustawy w życie, jeśli treść jej nie była wstępnie z zainteresowaną grupą tematycznie dyskutowana?! 
 P. W. Lizoń dość enigmatycznie i pokojowo się wypowiada na temat ustawy: "nikt nikomu nic nie obcina" - et cetera, ale są to słowa bez pokrycia. Bo jeśli ktoś przepracował w Polsce x lat i w Kanadzie również tyle samo,  to na jakiej podstawie zmienia mu się warunki umowne - celem pomniejszenia wysokości wynagrodzenia czy wyższego opodatkowania? 
 To jest nieuczciwa forma postępowania wobec osób, które wpływały na pozytywny obraz Kanady. Ludzie mają prawo do świadczeń emerytalnych za okres przepracowanych lat w każdym kraju oddzielnie. 
 Oni swą pracą wypracowali pełne prawo do świadczeń  zarówno w Polsce, jak i w Kanadzie, i powinno to być respektowane przez rząd kanadyjski przy wprowadzaniu nowego systemu ubezpieczeń społecznych...
 Z dyskusji z p. Prezesem Lizoniem na łamach "Gońca" wynika, że wielu szczegółów umowy albo nie zna, albo nie bardzo rozumie, jak ją interpretować. Wiele jego wypowiedzi opartych jest na niezrozumieniu szczegółów umowy albo też na  formie przypuszczeniowej, jak: myślę, KPK nie było konsultowane, nie brałem udziału we wstępnych negocjacjach, nie wiem - lub wiele podobnych... - rodzi się więc pytanie, gdzie Pan Lizoń był w tym czasie,  jeśli jako prezes KPK, jeśli niewiele wie o treści niekorzystnej dla nas umowy o zabezpieczeniu emerytalnym. Obecnie p. W. Lizoń jest kandydatem na posła do parlamentu kanadyjskiego. Popieranie jego kandydatury jako przedstawiciela naszej grupy etnicznej wydaje się zbyt dużym kredytem zaufania tylko dlatego, że jest Polakiem... 
 Natomiast udzielenie mu kredytu zaufania za to, co zrobił dotychczas,  nie jest wystarczającym powodem do pełnego poparcia czy też udzielania mu go warunkowo  po zapytaniu, co zamierza zrobić w przyszłości jako poseł federalny dla tej znaczącej etnicznie ludności polskiej, częściowo pozbawionej praw do własnego wypracowanego dorobku. Pytanie bowiem, co ma dla nas zrobić w przyszłości jako poseł federalny, mija się z celem, bo nigdy nie można się opierać na jego niejasnych oświadczeniach.
 Przyznam szczerze, że gdyby p. W. Lizoń był w moim okręgu wyborczym, nie udzieliłbym mu poparcia wyborczego... Kanadyjczyków polskiego pochodzenia w parlamencie wprawdzie nam potrzeba, ale bardziej potrzebna jest uczciwość wobec swoich rodaków i bliźnich oparta na wzajemnych zobowiązaniach, jak i gotowość do wypełniania zadań, do jakich poseł się zobowiązał jako osoba publiczna, a tym bardziej jako prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
 Czyli wymagany jest  fair play w obie strony.
 Z szacunkiem pozostaję,
Hubert W. 
 Od redakcji: Szanowny Panie, gwoli formalności - dodatkowy dochód, jakim jest emerytura z Polski. Ale nie tylko emerytura, bo na przykład również przychody z wynajmu mieszkania itp. zmniejszają jedynie socjalny  składnik kanadyjskiego świadczenia - GIS, czyli ZAPOMOGĘ, czy też swojsko mówiąc rodzaj "welfare". 

 ***
 Co warto wiedzieć o Rafinerii Gdańsk, która stanowi podstawowy trzon Grupy Lotos?
 W 1971 roku podjęto decyzję o budowie rafinerii ropy naftowej w Płoni Małej koło Gdańska. Budowę pierwszego etapu o planowym przerobie 3 mln ton rocznie rozpoczęto w 1972 roku. W 1975 roku uruchomiono produkcję benzyn i oleju napędowego, a w 1977 nowoczesnych  na owe czasy olejów silnikowych.
 Drugi etap nie rozpoczął się w planowym terminie, ponieważ kierownictwo RG nie zgodziło się przyjąć przestarzałych urządzeń rafineryjnych, które odrzucił Pinochet po przejęciu władzy w Chile. Było to szczęśliwe pociągnięcie. Na terenie przewidzianym na drugi etap, z dużym opóźnieniem wybudowano szereg nowoczesnych instalacji, a teraz uruchamia się blok produkcyjny, który pozwoli na łączny przerób ropy naftowej ponad 10 mln ton rocznie, z wytworzeniem najnowocześniejszych, głęboko odsiarczonych benzyn i olejów napędowych. Nic dziwnego, że akcje Lotosu idą w górę mimo wielorakich prób ich zdyskredytowania. 18 grudnia 2009 roku odbędzie się uroczystość z okazji uruchomienia drugiego etapu pod ogólnym hasłem 10+.
   Będzie to nie tylko dla Gdańska duże wydarzenie ekonomiczne, ponieważ przerób ropy naftowej daje znaczne zyski.
 Z poważaniem i pozdrowieniami
Wawrzyniec Łęcki
 PS  Z okazji zbliżającego się Nowego Roku przesyłam całej Redakcji najlepsze życzenia wszelkiej pomyślności.

 Od redakcji: Dziękujemy za życzenia z Wybrzeża - wzajemnie!
 
 
 
 
 

GONIEC NR 49/2009.

 Dlaczego nie?
 Sprawa zbrodni katyńskiej to obszar najboleśniejszy, niezabliźniony, wciąż żywy w historii naszego narodu. Wobec ostatnich wydarzeń w Rosji, następujących w tempie geometrycznym, wydaje się, że jest znakomita okazja do, może nie zakończenia, ale ustabilizowania sporu i  poprawienia stosunków polsko-rosyjskich, na której to poprawie zależy obu krajom, jak i chyba całej Europie.
 1. Niedawno żarliwi obrońcy Wodza Narodów z kretesem przegrali proces przed sądem wytoczony opozycyjnej "Nowej Gaziecie" za artykuł, którego autor nazwał Stalina zbrodniarzem, dowodząc, że to on ponosi pełną odpowiedzialność za zbrodnię katyńską. A sądy w Rosji bez przyzwolenia Kremla żadnego wyroku wydać nie mogą...
 2. Krytyka zbrodni stalinowskich na blogu prezydenckim samego Dimitra Miedwiediewa to była zupełna nowość, tam zostało jasno powiedziane, że żadne osiągnięcie tamtego okresu, w tym zwycięstwo wojenne, nie usprawiedliwia potwornych i masowych zbrodni stalinowskich. Hmmm... w Moskwie zmądrzeli  po infantylnej próbie interpretacji 1 września 1939... Zbliża się 65. rocznica zakończenia II  wojny światowej i Kreml będzie stawał na głowie, by ściągnąć jak największą liczbę głów państw-ówczesnych koalicjantów, a przede wszystkim, walczącej jak najdłużej i najkrwawiej Polski.
 Co powinni zrobić zatem nasi politycy?
 3.  Zaniechać sporów, zapomnieć na ten czas o kampanii wyborczej.  Byłoby naprawdę nierozsądne niewyciągnięcie ręki do  prezydenta Rosji po tak mocnym, antystalinowskim  jego wystąpieniu. Oczywiście wizyta w Moskwie w maju 2010 naszego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, musiałaby by być poprzedzona wizytą premiera  Putina i prezydenta Miedwiediewa w Katyniu, w 70. rocznicę tej bolszewickiej, nie rosyjskiej, zbrodni. Tam obaj przywódcy rosyjscy powinni ogłosić, że pomordowani oficerowie byli niewinnymi ofiarami represji, zapowiedzieć odtajnienie wszystkich dokumentów, potępić wywózki,  uhonorować wszystkich naszych żołnierzy, w tym Armię Krajową i dzieci Powstania Warszawskiego, walczących na wielu frontach II wojny światowej. To jest bezwzględne  minimum... Trzeba pamiętać, że dwóch głównych  inicjatorów tamtej potwornej zbrodni zostało potem, może za inne zbrodnie, ale ukaranych, Stalin został otruty przez człowieka Berii i umierał w agonii kilka dni bez pomocy lekarskiej, a sam Beria dostał kulę w łeb na Kremlu... O tym trzeba pamiętać w kontekście żądania karania winnych, jak również i o tym, że jeszcze 16 lat temu czołgi waliły z dział w budynek Dumy Rosyjskiej, jak do białej tarczy, zostawiając różnice ideologiczne i motywacje na boku, u nas zamach majowy był 83 lata temu,  różnica w czasie jest kolosalna.... Po prostu w Rosji każdy ma coś na sumieniu, a ci na świecznikach to już nie ma o czym mówić, jak zaczną karać, to nikt się nie ostanie...
 4.  W tym obszarze wielu naszych polityków porusza się jak słoń w porcelanie, a to jest wciąż delikatny temat, do którego trzeba podejść z olbrzymim wyczuciem, nie mówiąc już o kanonach dyplomacji. Bo prawda jest prozaiczna, tę ostatnią wojnę wygrał ten, kto popełnił mniej błędów, w 1937 r.  Stalin wymordował 40 proc. swoich oficerów (dwóch na pięciu marszałków), dziesiątki milionów własnych obywateli, a kiedy Wehrmacht zbliżył się do Wołgi i Kaukazu, wydał słynny rozkaz "Ani kroku w tył", czyli rozkaz mordowania własnych żołnierzy przez NKWD...
 Zbrodnie hitlerowskich Niemiec były po prostu bardziej widoczne...
 5. Po satysfakcjonujących nas, Polaków, uroczystościach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, można pojawić się na Kremlu w maju 2010, przy pewności, że nie będzie składanych hołdów ani Stalinowi, ani stalinowcom, ani NKWD, tylko żołnierzom i oficerom pierwszej linii frontu. Są przesłanki, że tak będzie, i można to wykorzystać, dlaczego nie?
Andrzej T. Chronowski
Mississauga

 Od redakcji: Polecamy tekst na str. 22.

 Taczki napędzane kłamstwem 
 i naiwnością
 List mój pt. "Obłuda", opublikowany 20.11., raczył Pan red. spuentować jak zwykle ciekawie. Nie czuję się zbytnio na siłach i na pewno nieporadnie, ale podjąłem wyzwanie.
 W roku poprzednim Święto Niepodległości spędziłem w Warszawie, łaziłem po Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu, placu Piłsudskiego i miałem okazję cieszyć się z dziesiątkami tysięcy ludzi, tłum był nieprzebrany, atmosfera przecząca komentarzom przekaziorów. Tłok był taki, że z powodów zdrowotnych, musiałem się wycofać, tak podniosłej atmosfery nie wytrzymuję, ale miałem jeszcze szansę ujrzeć "szturm" na stoisko z moherowymi beretami... ludzie wyraźnie chcieli coś Tuskowi przekazać.
 Dziennikarskie komentarze mówiły swoje, a ja widziałem coś zupełnie innego, skreśleni, zresztą od zawsze nie byli moimi autorytetami, mimo jakiejś fachowości, przy braku etyki i poszanowania dla prawdy, to tylko wielkie zera. O tym, że świat jest taki, wiem od lat, wielu przede wszystkim Polaków też wie i dlatego dziwię się ogółowi, szczególnie w Polonii. 
 Często mam okazję słyszeć o dumie z powodu "ateizmu" lub braku patriotyzmu, osoby wyedukowane przez  propagandę, może nawet wierzą w to, co mówią, ale na szczęście są i tacy, co Wiarę, Polskę i Rodzinę traktują z szacunkiem i dlatego widzę szansę. Budując patriotyzm, najlepiej zacząć od siebie, wiedzieć o dokonaniach i znać historię podstawowych postaci lat ubiegłych, ale znaczących, jak Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, Korfanty, Witos, i starać się zrozumieć, dlaczego często jesteśmy traktowani jak piąte koło u wozu. Trzeba czytać, a nie słuchać propagandowych audycji, trzeba wiedzieć, co miał do powiedzenia prof. Feliks Koneczny, Józef Mackiewicz, rozumieć, dlaczego obalono rząd Jana Olszewskiego, czym różni się PiS od PO, gdzie podziali się komuniści, kto jest kim i kogo reprezentuje, a słuchając Radia Maryja można się mocno podbudować. 
 Jak to byłoby dobrze, gdyby Polacy nie wstydzili się swojej wiary i poglądów, żeby znali swojego kraju historię prawdziwą, bo ta wymyślona przez mamusię Michnika i jej kolegów jest gó...o warta, a oryginalnej naprawdę nie mamy powodu się wstydzić. Tak toczy się świat i co ciekawe, ludzie na swoje rozumy nie narzekają, szczególnie popisują się ci wyhodowani na "Faktach i Mitach" lub "GW", "Polityka" też od robi karierę... oni nie czują, w co są robieni, tak lubią i jest im wygodnie. Bardzo dobrze pamiętam, gdy w czasach pierwszej Solidarności, kościoły były pełne młodych, ranek po pogrzebie Jana Pawła II przesiedziałem w św. Annie i miałem okazję obserwować, ilu studentów UW przed wykładami wpada na chwilę, aby się pomodlić... Zmieniło się na pewno niewiele, choć lewackie środowiska wymuszają pewne postawy, i dlatego właśnie to ludzie starsi winni dać przykład, nie bać się i nie wstydzić, od czegoś trzeba zacząć, ktoś musi wnuki wychować na mądrych i świadomych ludzi, potrafiących o swoje i Polskę walczyć... a wygląda, że bez następnej awantury się nie obejdzie. Dlatego, dla dobra przyszłych pokoleń, nie można się zgodzić, aby naszymi poczynaniami sterowała propaganda przy czynnym współudziale pożytecznych idiotów w rodzaju Magdaleny Środy, Wandy Nowickiej, Senyszyn, Biedronia czy innych podobnych do Kuca głupoli. Wygląda, że na dziadków spadnie obowiązek wyeliminowania z języka nowomowy propagandy, młodzi ludzie muszą znać prawidłowe znaczenie słów, wiedzieć, co znaczy prawda, ojczyzna, patriotyzm, konserwatyzm, liberalizm... Słowa za często zmieniają znaczenie, a to powoduje degrengoladę i pomieszanie pojęć, czyli bardzo niebezpieczne sytuacje szczególnie dla młodego człowieka. Historia będzie się powtarzać i na pewno będzie jak u Wańkowicza, gdy wypowiadał się stary, nie bardzo zadowolony leguń - Kto tę Polskę podsadzał za cycki, to ma mliko, a kto za dupę, to ma... 
 Ważne, abyśmy się potrafili bronić przed urzędniczą, lewicową bandą, nie zgadzali się na ciągłe przykręcanie śruby... Za Jarosława Kaczyńskiego chętnych do rozmowy były krocie, nie było problemu porozmawiać o wszystkim, teraz jest zupełnie inaczej, zmowa milczenia jakaś czy co, a może lepiej się nie wychylać i to jest właśnie różnica między "kaczyzmem" a rządami partii miłości. Zlikwidowane stocznie, Cegielski się sypie, na wschodzie zamiast dróg ekspresowych, mają być ścieżki rowerowe, kopalnie zamykane, szpitale i energetyka rozkradane, system emerytalny nie wytrzymuje ubeckich emerytur, afery zamiatane pod dywan.
 Prezes Moskal tworzył polskie lobby w USA, ale politycy mieniący się Polakami rzucali kłody pod nogi... Polsce w USA wystarczy lobby żydowskie, ono jest silne i zajmie się  polskimi sprawami... (???), no i się zajmują. Odmiennie niż przed wojną, spadła na Polskę plaga "politycznych geniuszy", nie ma szansy przed nimi się obronić, w Sejmie głosują grupowo, solidarnie i na rozkaz, w Tuskowym gabinecie cieni zajmowali się nicnierobieniem, a teraz na zupełnie innych ministerialnych stanowiskach też tylko gadają i obszczekują, ale od kiedy psychiatra jest fachowcem od wojska, geodeta ministrem skarbu, rzecznikiem rządu dozorca itd. itp., rząd na miarę marzeń.
 Nic dziwnego, że wszystko się wali, ale srulon pozwala marzeniom Tuska o prezydenturze podporządkować wszystkie rządowe działania, polityka miłości przynosi efekty, amerykański prezydent pokazał, co o Polsce myśli, polityka wschodnia w gruzach, jesteśmy w UE, teraz zamiast złotówki euro i jesteśmy ugotowani. Śmiem wątpić, aby wszyscy zgadzali się z moimi poglądami, ale właśnie o to chodzi, aby poglądy mieć i się nie wstydzić, dyskutować, wnuki muszą słyszeć zdanie dziadków, a dziadkowie muszą mieć wiarę i opinię na temat świata i życia. Warto się zastanowić, o czym przypominają obchody 11 listopada, porównać oba dziesięciolecia, przedwojenne i dzisiejsze, wywalczenie niepodległości, Gdynia, przemysł i teraźniejszą niemoc, złodziejstwo i bezkrytyczne służalstwo. Nawet w piaskownicy, na osiedlowym placu zabaw lub trzepaku, obowiązują jakieś zasady, ale jeśli na tych samych zasadach ma egzystować państwo, to ja bardzo przepraszam, wolę nie chcę. Polska traktowana jak grajdołek na plaży i to przez ludzi, którzy wykształcenie i pozycję zdobyli za punkty za pochodzenie, ale wyraźnie nie wyrośli z nawyków komunistycznego przedszkola, zawsze i wszędzie im się należy, kręcenie lodów to ich ulubiona zabawa, przyjemne z pożytecznym łączą z radością. 
 Afera za aferą, wszystko skutecznie tuszowane przez tabun fachowców od propagandy, Tusk i jego wataha obiecywali rozliczyć PiS, minęło dwa lata i nic, sprawy umarzane, prokuratorzy nie widzą problemów, a więc co... kto oszukiwał i mataczył... (???). Warto wiedzieć o łatwopalnych mundurach dla policji, do tego przepłaconych o ponad 100 proc. (???), następna aferka, a jest takich multum. W niedzielę lubię posłuchać Radia Polonia z Toronto, ale komentarze na tematy polityczne to tylko obłuda i wysługiwanie się srulonowi, propaganda. Wygląda na to, że powinniśmy być szczęśliwi, znowu jesteśmy na kolanach, to taka miła pozycja, a ci wstrętni Kaczyńscy proponowali się buntować, coś strasznego, co świat sobie o nas myślał... A może świat musiał z nami normalnie rozmawiać i wszystko było w porządku... (???).
Janusz Sierzputowski
Cambridge
 PS Pomyślą sobie znajomi różni: Sam dzieci wychować nie potrafił, rodziny nie ma, a rady daje... i będą mieli słuszność, ale chcę pokazać, że każdy mimo wszystko winien mieć swoje zdanie i możliwość wypowiedzi. Wiem, że ten nieudolny list zmieni niewiele, nic, ale mam szansę powiedzieć swoje zdanie, to mówię, a zdanie mam od lat i się nie wstydzę, tak samo jak wiary. Ja wiem, co jest wybrukowane dobrymi chęciami, a otrzeźwienie zawsze przychodzi po czasie, ale też wiem, że naprawa zawsze jest możliwa. Świat i historia, tak jak karuzela, ale propaganda wmawia, że historia nauką nie jest. Mimo choroby i rodzinnych niepowodzeń, jestem zadowolony z bycia Polakiem, z przynależności do łacińskiej cywilizacji, z polskiej historii i antenatów. Z Bogiem i pełnych wiary Świąt Bożego Narodzenia. 

 Od redakcji: No to jesteśmy zadowoleni z tego samego powodu... Serdeczne pozdrowienia.

 List otwarty do Zarządu KPK 
 i Prezesa Lizonia
 W nawiązaniu do szeregu krytycznych wcześniejszych publikacji i listów czytelników - zapytuję:
 - Co zrobił Zarząd KPK w sprawie złagodzenia skutków umowy dla polskich emerytów w Kanadzie po słynnym spotkaniu informacyjnym w Centrum JP II i powszechnym dalszym oburzeniu emerytów opisanym w "Gońcu"?
 Czytelnicy proponowali m.in. ("Goniec" z 29 X 09.)
 - Przesłanie informacji o skutkach umowy do wiadomości Sejmu i rządu w Polsce oraz wstrzymanie przesyłania naszych emerytur do Kanady;
 - Poinformowanie o powyższym Światowego Kongresu Polonii i Urzędu ds. Emigracji w Polsce;
 - Wystąpienie do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w imieniu 35.000 emerytów z zarzutem zmowy (celowego lub bezmyślnego działania) obu rządów o pozbawienie wypracowanych emerytur. Oczywiście po wyczerpaniu kolejnych etapów prawnych;
 - Opublikowanie wzorów petycji do rządu polskiego;
 - Spowodowanie debaty w polskich programach TV z udziałem emerytów;
 - Zwołanie Zarządu KPK do wyznaczenia prawnika pilotującego powyższe sprawy;
 - Odwołanie Prezesa KPK p. Lizonia ze stanowiska za tak kardynalne zaniedbania itd.
 Minęły dwa miesiące bezczynnej ciszy. O nie - p. Lizoń udzielił wywiadu z pokrętnymi wyjaśnieniami nic nie wyjaśniającymi. Udaje niewinnego. A kto miał inicjować dyskusję nad kształtem i zasadami emerytur? Jaką rolę spełniał p. Lizoń, latając do Ottawy i Polski za społeczne pieniądze? Ręce opadają, jak było, wiemy, i było to opisywane. Ba - w nagrodę za swoje "starania" (hańba), a naszą i Polski krzywdę ma czelność pchać się na posła do parlamentu, udając społecznika. Nazwę po imieniu - to prywata w najczystszym wydaniu i nagroda ze strony Kanady za pomoc wyciągnięcia polskich pieniędzy. Takie są powszechne odczucia. I co - mam głosować na takiego przedstawiciela Polonii? W moim mniemaniu, to nie jest godna osoba być naszym reprezentantem. Już okazał, jak potrafi pracować.
 Powracając ds. emerytur - oczekuję opublikowania informacji KPK, jakie podjęto działania zaradcze? Jakie są dalsze zamierzenia?
 Wiem, że p. Lizoń osobiście nie nada biegu tym sprawom - wszystko na to wskazuje. A może mylę się?
 I jeszcze jedno. Czy p. Lizoń jako Prezes KPK zwróci pobierane nieprawnie wynagrodzenie za pełnioną funkcję (której nie mógł pełnić), będąc jednocześnie członkiem Partii Konserwatywnej? Byłyby pieniądze na prawników ws. emerytów. Czy w związku z powyższym będzie odwołany z funkcji Prezesa?
 Kiedy opisane sprawy nabiorą biegu? KPK ma obowiązek zająć się tym.
Stały czytelnik

 Od redakcji: Szanowny Panie, o sprawach tych wielokrotnie już prowadziliśmy dyskusje na naszych łamach, dlatego pozwolę sobie jedynie na uwagę marginalną. Proszę policzyć, ile pieniędzy dał Pan w ostatnich latach na  KPK czy jakiekolwiek inne polonijne organizacje. Widzi Pan, w życiu jest zawsze tak, że ten co płaci, wymaga. Podejrzewam, że Pan nie płacił. Płacą zatem inni, oni wymagają i jest, jak jest. 
 I jeszcze jedno: p. Lizoń, o ile zostanie posłem, nie będzie reprezentantem Polonii (teraz nim oficjalnie jest  wobec władz kanadyjskich), lecz reprezentantem wyborców jednego z okręgów w Mississaudze.  Dobrze byłoby, aby takich reprezentantów okręgów, ludzi polskiego pochodzenia, było w Ottawie jak najwięcej - z wiadomych powodów. Proszę sobie popatrzeć, ile takich osób w Izbie Gmin ma pochodzenie, powiedzmy, hinduskie. A więc na p. Lizoniu się nie kończy, lecz zaczyna.  Pan zaś woli, by się w ogóle nie zaczęło... Pozdrawiam serdecznie. Andrzej Kumor

 S. Michałkiewicz, A. Kumor
 Swego czasu w swojej polskiej naiwności, zwróciłem się do S. Michałkiewicza z wyrazami uznania, które były szczere. Oczywiście, liczyłem na jakąkolwiek odpowiedź, bo chciałem nawiązać jakiś sensowny kontakt. Tyle dobrego i gorszego (niestety) dzieje się w naszej zahukanej Polonii. Ale p. Michałkiewicz nawet nie raczył odpowiedzieć. Zachował się typowo "po naszemu". Na zewnątrz wielkie słowa, ostry język, udane argumenty itp. itd., przeznaczone dla tłumu pokornych, czy mniej pokornych odbiorców. Bardziej wewnętrznie, prywatnie, okazał się typowym naszym, dobrze skądinąd znanym naszemu ogółowi polonusem. Nawet nie raczył dać do poznania, że jakiś nieznany, szary Polak, raczył do NIEGO napisać. Po prostu, po naszemu, czyli z dużą dozą naszego niefrasobliwego "tumiwisizmu", w sposób dobrze znany z krajowego poletka bezczelnej biurokracji, nawet nie raczył (chociaż z prostej uprzejmości) dać znać, że  został "dotknięty" przez jakiegoś szaraka. O! Gdyby jakiś tutejszy tuz, np. p. Lizoń, lub inny polonijny działacz ,"raczył" do niego napisać!! Chybaby się ze szczęścia... i natychmiast, w lansadach by odpisał. To jest tak typowa cecha nasza, narodowa, że wystarczy tylko przypomnieć los ochotników gen. Hallera, czy też los emigrantów, traktowanych jak uciążliwe bydło przez ambasady naszego kraju w jakimkolwiek, lub prawie jakimkolwiek zakątku świata... 
 Drugą "ważną" personą jest p. A. Kumor, jakże... Redaktor Naczelny. Czytałem jego książkę. Same mądrości i wprost patoka płyną z jego ust. Znowu... dla tłumu słuchaczy. Jeśli ktokolwiek z tego pokornego tłumu zechce zabrać głos; tylko przez pocztę. A może ktoś potrzebuje bliższego kontaktu przez tak powszechny Internet. Może CZEKA w nieskończoność. Znowu nasze, rodzime traktowanie szaraka. A tymczasem, rozzuchwalona, bezczelna, o komunistycznej mentalności pani doktor, wyrzuca w sposób mniej lub bardziej brutalny całe rodziny chorych ludzi, stosuje stalinowską zbiorową odpowiedzialność w zemście (jakże słodkiej, bo, bezkarnej) na całych już grupach ogłupiałych waszych braci. Ale co was to obchodzi, gryzipiórków (wyrażenie p. Michałkiewicza). A może ta poczytna i nie tak prokomunistyczna jak gazeta "Gazeta", Wasz "Goniec" narazi się jakiemuś polonijnemu, lub nie daj Boże, konsularnemu lub jeszcze wyższemu, przefarbowanemu tuzowi... I tak, po naszemu... dla tłumu deklaracje, dla pojedynczego jego przedstawiciela MILCZENIE. Usta i artykuły... pełne ognistych deklaracji, a rzeczywistość TYPOWO POLSKA. Szanowni panowie, nie zasłaniajcie się ograniczonym personelem. Kupuje was CAŁA KANADA, więc, do jasnej cholery, bądźcie takimi, jak głosicie  W RZECZYWISTOŚCI,  A NIE NA POKAZ..
 Już bez szacunku...
mgr. Tadeusz Sitarz...

 Szanowny Panie, odpowiem za siebie. 1. Nie wiem, dlaczego uważa Pan Polonię za zahukaną, 2. Nie jestem działaczem, lecz jedynie  piszę teksty, w których wyrażam własne opinie, mogą się Panu podobać bądź nie. 3. Nie pouczam, mówię co myślę, Pan myśli inaczej - OK, niech mnie Pan przekona. 4. Nie wiem, o jaki "sensowny kontakt", Panu chodzi? Odbieram w pracy telefony, kontakt telefoniczny Panu nie wystarczy? Wie Pan, w każdym wyżej zorganizowanym społeczeństwie istnieje podział ról. Weterynarz nie leczy ludzi, a hutnik nie buduje domów  itd.
 Pozostaję z szacunkiem, 
 Andrzej Kumor (bez magistra i bez kropki)
 PS 
 Rozumiem, że chodzi Panu o Stanisława Michalkiewicza? 
 
 

GONIEC NR 48/2009.

 Szanowna Redakcjo,
 Jestem czytelnikiem "Gońca", uprzejmie proszę o opublikowanie mojego listu z gatunku poważny/dociekliwy w sprawie Umowy o zabezpieczeniu socjalnym pomiędzy Kanadą i Polską, która weszła w życie z dniem 1 października br.
 Z uwagą śledzę wszelkie publikacje, wypowiedzi oficjalne, jak i listy czytelników takich jak ja, w sprawie umowy zawartej pomiędzy Kanadą i Polską, która reguluje kwestie proceduralne związane z naszymi emeryturami tak w Polsce, jak i w Kanadzie. No cóż, umowa stała się z dniem 1 października faktem dokonanym w kształcie takim, który notabene nie jest najlepszym z oczekiwanych i którego nie jesteśmy w stanie zmienić. Zatem nie o  samych mniej niejednokrotnie korzystnych dla nas rozwiązaniach chcę się wypowiedzieć. Chciałbym podzielić się uwagami na temat naszych możliwości wpłynięcia na kształt umowy w świetle wypowiedzi dla "Gońca" prezesa Polonii Kanadyjskiej - Pana W. Lizonia.
 Zdaniem Pana Prezesa, wpływu na kształt umowy nie mieliśmy. Pozwolę sobie mieć w tym względzie odmienne zdanie. Kanada to nie Białoruś, jesteśmy znaną i szanowaną grupą etniczną posiadającą legalną organizację o zasięgu krajowym, która nas reprezentuje i posiada osobowość prawną.
 Tak się złożyło, że byłem w grupie tych 35 tysięcy rodaków, którzy - jak przyznał Pan Lizoń - wypowiedzieli się na życzenie Kongresu w przedmiocie przyszłego porozumienia emerytalnego Kanada-Polska. Teraz Pan Lizoń krytykuje nas, że niby nikt w tym przedmiocie się nie wypowiedział, więc należy dopisać słowa niewypowiedziane... mamy to, na co zasłużyliśmy.
 Myślę, że we właściwym czasie brakło wyobraźni i poczucia odpowiedzialności nie ze strony rodaków,  a tych, którzy formalnie nas tutaj reprezentują.
 A co stało się z tamtym materiałem. Rozumiem, że Kongres nie posiada specjalistów podatkowych i prawników na etacie, ale może na życzenie Kongresu znaleźliby się tacy ochotnicy (a należymy do emigracji bardzo wykształconej w porównaniu z innymi grupami etnicznymi), którzy przepracowaliby w porę 35 tysięcy wypowiedzi i wyciągnęli dla Revenue Canada wnioski do negocjacji, które poszłyby w kierunku bardziej nam odpowiadającym. Boli mnie to osobiście, bo moje sugestie (jako byłego prawnika polskiego) poszły w tym kierunku, który znalazł się w opcji umowy amerykańsko-polskiej i w rezultacie z naszą umową kanadyjsko-polską, która jest mniej dla nas korzystna, znaleźliśmy się w pozycji Polonii drugiej kategorii.
 Żenująca dla mnie jest wypowiedź Pana W. Lizonia napisana tłustym drukiem w wywiadzie dla "Gońca", że nikt nikomu nic nie obcina z emerytury wskutek tejże umowy. A prawda jest taka, że Pan Lizoń nigdy nie zastanowił się, na czym polega różnica pomiędzy polską emeryturą a kanadyjskimi świadczeniami socjalno-emerytalnymi. Polska emerytura to emerytura w pełni tego słowa znaczeniu, gdy świadczenia emerytalno-socjalne kanadyjskie to skład wskaźników, gdzie CPP jako stały ma mniejszy wpływ na rozmiar tak zwanej emerytury uzupełnionej przez OAS (Old Age Security) i ruchomy dodatek GIS (Guaranteed Income Supplement), na którego wysokość właśnie będzie miała wpływ emerytura pobierana w Polsce. A zatem nie będzie "obcinania", a pomniejszanie tego dodatku GIS, co będzie miało istotny wpływ na wysokość "emerytury" kanadyjskiej, i o tym, kto jak kto, ale Pan Prezes powinien wiedzieć.
 Na koniec chciałbym wypowiedzieć się na temat, o którym, jak mi się wydaje, Pan Prezes nie ma zielonego pojęcia. Chodzi o świadczenia zdrowotne, czyli dostęp do polskiej służby zdrowia dla tych, którzy decydują się powrócić z emeryturą kanadyjską do Polski. Nie musimy mieć tam prawa do refundacji z przysługujących nam w tym względzie świadczeń kanadyjskich, jak np. OHIP. Wystarczy, że nigdy swojej emerytury nie przekażemy do Kanady, bo wraz z przekazaniem strona polska przestanie potrącać składkę na polskie ubezpieczenie zdrowotne, a ta właśnie składka to nasze prawo na równi z innymi Polakami do dostępu do polskiej służby zdrowia. A zatem uwaga praktyczna, jeśli ktoś nie zdecydował się, że pozostanie tu do końca swojego życia, to ubiegając się o obie emerytury zgodnie z umową, może domagać się, aby emerytura polska pozostała w Polsce i z potrąceniem składki na ubezpieczenie zdrowotne była deponowana na wskazanym koncie bankowym lub wypłacana do rąk osoby upoważnionej (pełnomocnika do spraw związanych z emeryturą polską).
 I tyle moich uwag dotyczących istotnych i drażliwych tematów. Swoją drogą jednak, wciąż zastanawiam się, czy mieszkając w okręgu wyborczym, w którym Pan Prezes Lizoń będzie się ubiegał o mandat poselski, udzieliłbym swojego głosu Panu Lizoniowi. To dla mnie dylemat moralno-prawny. Z jednej strony, zdaję sobie sprawę, że jako Polonia potrzebujemy "swojego" posła federalnego, a z drugiej strony, świadomość złamania dewizy z gatunku "pacta sunt servanda", tj. że Pan Lizoń, przyjmując z naszej woli funkcję reprezentanta naszych interesów, z zadania tego się nie wywiązał w kontekście wspomnianej umowy. Osobiście uważam, że swoje poparcie uzależniłbym od tego, czy Pan Lizoń zechce jeszcze coś dla nas zrobić, zanim zostanie posłem federalnym. Mam na myśli starania o odrębne umowy w zakresie podwójnego opodatkowania i abolicji podatkowej w stosunku do tych, którzy nie wykazywali emerytury polskiej w corocznym zeznaniu podatkowym w Kanadzie. Nie uważam, aby te sprawy były już definitywnie przesądzone, bo nie znalazły się we wspomnianej umowie, która weszła w życie w dniu 1 października 2009 r.
 Z poważaniem,
Zbigniew F. Steliga
London
 Od redakcji: Dziękujemy za pożyteczne informacje, wybierajmy jak najwięcej polskich posłów; na p. Lizoniu świat się nie kończy, może jego przykład zachęci kolejnych Polaków. Ważne, aby "obstawiać" wszystkie kierunki polityczne, a więc także Partię Liberalną. Również mieszkam w okręgu, gdzie startuje Prezes Lizoń, i będę na niego głosował - AK.

 ***
 Nawiązując do treści listu p. Małgorzaty Kossowskiej, zamieszczonego w "Gońcu" nr 47, z  trafnie opisanymi zarzutami pod adresem torontońskiego burmistrza, chciałbym dodać kilka własnych uwag, z których główną i najważniejszą, z mojego punktu widzenia, jest zupełnie negatywna ocena dwóch kolejnych kadencji burmistrza Millera. Jego działalność na tak ważnym stanowisku wyraża się dewastacją zarówno w sferze biznesu, jak codziennego życia mieszkańców. Jest on klasycznym, negatywnym przykładem niewłaściwego człowieka na ważnym stanowisku. Prostacki w zachowaniu, z arogancką pewnością wszystko wiedzącego najlepiej, systematycznie prowadzi do ruiny stolicę prowincji i najludniejszą metropolię Kanady, jednocześnie w sposób skandaliczny drenuje kieszeń mieszkańców Toronto. Czy "Millerowy podatek", płacony przez mieszkańców Toronto przy corocznym odnawianiu "licence plate" jest prawnie usankcjonowany? Można odnieść uzasadnione wrażenie, że główne zainteresowanie burmistrza sprowadza się do podnoszenia dochodów własnych oraz biurokracji torontońskiego City Hall, jak również  gorliwego spełniania socjalno-płacowych żądań TTC, popartych strajkowymi groźbami lub wręcz strajkami, w tym podobnych żądań ze strony związkowców zrzeszonych w przedsiębiorstwie, które w Polsce nazywało się "przedsiębiorstwem oczyszczania miasta".
 Mimo stale rosnących kosztów przejazdu środkami TTC, zarówno jakość usług jak i bezpieczeństwo pasażerów pozostawiają wiele do życzenia. Kilka tygodni temu, będąc pasażerem TTC, doświadczyłem, wraz z towarzyszącą mi osobą, tego, jak może wyglądać bezpieczeństwo w środkach transportu miejskiego. Na jednym z przystanków, do autobusu jadącego do stacji "subwaya", wsiadła "multigrupa" rozwrzeszczanych wyrostków, na których kilka razy skierowaliśmy spojrzenie. Już na terenie stacji "subwaya" grupa zachowywała się prowokacyjnie, blokując wejście do schodów prowadzących na perony. Na pośrednim poziomie, tzw. "landing", moja przyjaciółka otrzymała nagle silne uderzenie piłką "basketballową" w tył głowy, raniąc głowę zgniecioną, metalową klamrą spinającą włosy. Kiedy chwyciłem piłkę, jeden z chuliganów wspomnianej grupy wyrwał mi z rąk złapaną piłkę i z resztą napastników uciekł na dół w kierunku nadjeżdżającego pociągu. 
 Policja wezwana przez motorniczego TTC nie przyjeżdżała, a nam spieszyło się na rozpoczęcie spektaklu operowego. Następnego dnia udaliśmy się do policyjnego oddziału, właściwego dla miejsca incydentu, i złożyliśmy odpowiednie zeznanie dwóm policjantom, którzy już wiedzieli o zajściu, zarejestrowanym przez kamery TTC.
 Następnie dochodzenie ustalenia sprawców agresji przejął konstabl-detektyw. Po upływie kilku dni, w czasie sympatycznego zresztą spotkania, poinformował, że identyfikacja sprawców będzie trudna, ponieważ rejestracja incydentu została usunięta przez TTC w ciągu 24 godzin od mającego miejsce incydentu.
 Zarówno plaga bandytyzmu, jak i robactwa w Toronto, to też "zasługa" burmistrza Millera.
 Uzbrojone gangi i narkotykowi "dealerzy", krwawe porachunki na terenie szkół i w miejscach publicznych, które to sytuacje jeszcze kilkanaście lat temu nie były zagrożeniem w takim stopniu, jak to ma miejsce obecnie. 
 Według opinii kanadyjskiego dermatologa, odpowiedzialność za szerzącą się plagę tutejszych pluskiew, czyli "bedbugs", ponoszą w znacznym stopniu "zieloni" z otoczenia Millera, którzy spowodowali zakaz stosowania  pestycydów w mieście.
Jak to jest możliwe, by w Toronto islamskie kobiety z zamaskowanymi twarzami prowadziły auta, "schoolbusy", wchodziły zamaskowane do banków. Takie sytuacje - jak sądzę - daleko wykraczają poza zasady tolerancji wielokulturowej. 
         Inny temat, to kandydatura W. Lizonia w "derby" do parlamentarnego fotela.
 Z przykrością zauważam, jak wiele czasu poświęciła Redakcja "Gońca" takiej postaci, skompromitowanej chociażby stanowiskiem przeciwnym lustracji polonijnych działaczy, serwilizmem w sprawie zabójstwa R. Dziekańskiego, nie wspominając dwuznacznej roli w zawartej umowie emerytalnej, kiedy w zależności od sytuacji, raz przypisywał sobie ważny udział w zawarciu umowy, raz stawał w pozycji niezaangażowanego. Jako osoba publiczna, przyciąga uwagę raczej słuszną postacią przypominającą dostojnego XIX-wiecznego stangreta, z nie najlepszym polskim językiem, natomiast z demagogią w wypowiedziach.
 Żałuję, że z bardzo długiej rozmowy z Redaktorami "Gońca" nie wyniknęło, czy p. Lizoń zrzekł się funkcji prezesa KPK, kandydując na stanowisko posła federalnego, co powinien zresztą zrobić w momencie wstąpienia w partyjne szeregi. Według otrzymanej informacji, Statut KPK określa, że prezes tej organizacji nie może być członkiem kanadyjskiej partii politycznej. 
Wiesław Kwaśniewski 

 Od redakcji: Zapytamy p. Lizonia. Zgadza się, Toronto, a także TTC schodzą na psy.

 Za dużo krytyki, za mało pochwał 
 W szeregu niedawnych numerów "Gońca" ukazały się krytyczne listy pod adresem programu "Z ukosa" i programu "Na luzie". 
 Jako osoba zapraszana do programu "Z ukosa", chciałbym wziąć go w obronę. Jakoś tak się składa, że kiedy jakiś program jest dobry, to na ogół widzowie przyjmują, że tak powinno być i że w jakimś stopniu to im się należy.  Ale wypadałoby również mówić i rzeczy dobre o twórcach i ich programach w pokazywanych w ramach telewizyjnych programów polonijnych w południowym Ontario. 
 Wydaje mi się, że programy przygotowywane przez pana Jana Wichrowskiego zasługują na pochwałę. Przede wszystkim pan Jan Wichrowski ma miłą dykcję i bardzo dobry język polski. Ponadto robi programy urozmaicone tematycznie. Przygotowuje on programy o charakterze historycznym. Mówię tu o programach wywiadach z emigrantami na temat ich doświadczeń życiowych w Kanadzie i w Polsce. Pan Jan Wichrowski robi  programy propagujące sport. Jako przykład podam chociażby ostatnio pokazane dwa programy o szermierce oraz gimnastyce artystycznej. Pan Wichrowski pokazuje  programy mówiące o sposobach zarabiania na życie.  Przykładem tutaj jest program wywiad z panią Teresa Kłosowską, która żyje z pielęgnowania i opieki nad zwierzętami domowymi. Wszystkie programy pana Wichrowskiego mają zawartą w sobie pewną myśl edukacyjną. Dobrym przykładem na to był program o Culinary Studio 2000. Jest to krótka opowieść o tym, jak dwie osoby, Włoch i Polka, z sukcesem prowadzą firmę cateringową w północnym  Etobicoke w bardzo konkurencyjnej branży. Tajemnicą sukcesu tych dwu osób jest wzajemne zaufanie. 
 Trudny do zrobienia był program na temat pomocy rządowej dla firm i biznesów podejmujących się badań i wdrożeń nowych technologii, czyli mówiąc po angielsku, tak zwanej pomocy w ramach Scientific Research and Development Tax Credits Program (w skrócie SR&ED). Przedmiot SR&ED jest tematyką trudną dla osób zajmujących się zawodowo dziedziną innowacyjności, a co dopiero dla dziennikarza, który musi w jak najkrótszej formie przekazać widzowi zrozumiałą i interesującą wiadomość. Żeby dać przykład poziomu komplikacji, mogę powiedzieć, że najprawdopodobniej już w tę sobotę, czyli 28 listopada, pokazany zostanie program o finansowej pomocy rządu dla firm zatrudniających czeladników oraz o rządowej pomocy finansowej dla samych czeladników. Jest to program o tak zwanych Apprenticeship Training Tax Credits oraz o innych formach pomocy w ramach szeroko rozumianego programu szkolenia czeladników (Apprentices).
 Jako osoba pośrednio związana z przygotowaniem tego programu, mogę powiedzieć, że jego realizacja zaczęła się prawie rok temu i z powodów różnych (podejrzewam, że najczęściej z powodu braku dobrej woli różnych osób. Na przykład, jedno z ministerstw rządu prowincji Ontario w ogóle nie odpowiedziało na list proszący o współpracę, a dotyczący pozwolenia na filmowanie w jednym z biur ministerstwa i udzielenie krótkiego wywiadu przez pracownika tegoż ministerstwa) spraw nakręcenie zdjęć się przeciągało. Podobnie stało się w przypadku programu o tym, jak zostać ratownikiem i o pracy ratownika na basenie miejskim. Do realizacji programu nie doszło z tego powodu, że Wydział Parków i Rekreacji Miasta Toronto (Parks and Recreations) przeciągał wydanie zgody na zrobienie zdjęć na basenie. 
 Są ludzie wielkiego serca i dobrej woli biorący udział w realizacji programu "Z ukosa". Są też takie osoby w programie "Na luzie". Tutaj podobał mi się  program/wywiad z malarzem Wilkiem Markiewiczem, który ukazał się  11 listopada w programie "Na luzie". Program był autorstwa pani Anny Piszczkiewicz.
 Żeby nie przeciągać, słyszę często luźne rozmowy i opinie na temat programu "Z ukosa" i zadziwia mnie fakt, że tak mało osób wie, że program ten jest powtarzany na kanale OMNI (nr 4) następnego dnia (niedziela) od godziny 7 rano do godziny 8 rano. 
 Co bym chciał, żeby się zmieniło w  programie "Z ukosa" i w sobotnim programie Polish Studio?
 Otóż uważam, że nadszedł czas, by część programu oferować widzom z podtekstem w języku angielskim (subtitles). Szczególnie chodzi mi o pierwsze 15 minut programu, czyli o blok wiadomości. W bloku tym informacje mówione są szybko i, jak obserwuję, zrozumienie ich jest często zbyt dużym wyzwaniem. Tak jest w przypadku osób, dla których język polski jest językiem drugim, a  więc  dla osób młodszych, ale często zainteresowanych wiadomościami z Europy i wiadomościami z Polski. 
Janusz Niemczyk

 Od redakcji: Mądry pomysł.

 Szanowny Panie A. Kumor,
 W niedzielę wieczorem, 17 listopada, jak wielu moich rodaków wybrałem się razem z moją rodziną do Isabel Bader Theatre w Toronto.  Z tego powodu z zainteresowaniem przeczytałem artykuł "Muzyka najwyższej próby" pióra pana Andrzeja Kumora.  Trudno nie zgodzić się z zastrzeżeniami autora artykułu. 
 Dodam, że w programie wieczoru brakowało mi symbolicznego chociaż przedstawienia postaci Laury Chambers oraz Jana Lesickiego, tym bardziej że nie był to wieczór/koncert poświęcony twórczości jednego artysty. Było mi przyjemnie, kiedy zauważyłem siedzącego nieopodal mnie, legendarnego korespondenta, dziennikarza CBC National News, pana Joe Schlesingera.
 Obecność pana Schlesingera na tym koncercie nie była przypadkowa. Joe Schlesinger jest autorem oraz producentem programu dokumentalnego "A Reluctant Prodigy" poświęconego naszemu rodakowi, wybitnemu pianiście Janowi Lesickiemu. Program był emitowany przez CBC 7 września 2009 i z pewnością pomógł przybliżyć talent i sylwetkę Jana Lesickiego wielu milionom Kanadyjczyków. 
 Bezpośrednio po koncercie miało miejsce niezwykle emocjonalne, krótkie spotkanie obu wyjątkowych osobistości.
 Z poważaniem,
  Andrzej Pirowski

 Od redakcji: Dziękuję bardzo za cenne uzupełnienie! Mam podobne wrażenia - AK.

 Niemiecki kot spada...
 Panie Redaktorze,
 Jestem stałym czytelnikiem wydań internetowych "Gońca" i pozwoli Pan, że wejdę w słowo w związku z artykułem "Niemiecki kot spada na cztery łapy", w którym to artykule widzę pewien związek z następnym: "Pora na testament".
 Otóż chciałbym przytoczyć tutaj pewien cytat z książki Roberta Gravesa "Klaudiusz i Messalina" (książka utrzymana jest w konwencji opowiadania samego Klaudiusza). Cytat ten brzmi:
 "Mój brat Germanik twierdził, że szacunek Niemców można zyskać tylko brutalnym traktowaniem ich i że są  na świecie jedynym ludem, do którego można tę metodę skutecznie stosować. Hiszpanów, na przykład, zdobywca może pozyskać sobie dwornością, Francuzów bogactwem, Greków okazywaniem poszanowania dla dzieł sztuki, Żydów nieskazitelnością charakteru, Afrykańczyków spokojem, autorytatywnym postępowaniem. Na Niemcach żadna z tych taktyk nie wywiera wrażenia. Niemców trzeba stłuc na miazgę, a gdy się dźwigają, znowu stłuc, i tłuc kiedy leżą jęcząc. Dopóki bowiem dolegają im rany, dopóty czczą rękę, która je zadała".
 Widocznie Rzymianie nie byli konsekwentni w stosowaniu tej maksymy i dlatego, upraszczając cały proces upadku Imperium Romanum, Niemcy są, a Imperium nie ma. Mam oczywiście na myśli to wymienione Imperium. Bo jesteśmy świadkami powstawania nowego, paneuropejskiego imperium, Imperium Germanum, zwanego Unią Europejską. Ale patrząc globalnie, i tu nawiązuję do następnego artykułu Pana Redaktora, to jest już tylko atrapa imperium. Dwie krwawe wojny światowe w Europie w minionym wieku, które za każdym razem były wywołane przez Niemców, skutecznie podcięły skrzydła Europie - tak jak wojny peloponeskie Helladzie. Od tego momentu Europa jest coraz bardziej marginalizowana, a w dodatku rozpływa się pod względem etnicznym. 
 Już w czasie moich studiów urbanistycznych na wydziale architektury w Warszawie, w latach siedemdziesiątych, mówiło się o ucieczce kapitału i firm ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych na zachodnie. Bo w basenie Oceanu Spokojnego widziano przyszłe centrum ekonomiczne Świata. I tak się rzeczywiście dzieje.
 Byłoby dobrze, gdyby Europa w zmieniającym się Świecie, odgrywała w przyszłości tę rolę, jaką w świecie rzymskim odgrywała starożytna Hellada. Czy tak będzie? Działania różnych europejskich gremiów, ekip rządowych, ochoczo odcinających się od "korzeni" każą wątpić w to. Grecy są, bo nadal pielęgnują swoją kulturę, używają, wprawdzie odmienionego, ale tego samego języka, tego samego alfabetu itd. Ale czy tak będzie dalej, i czy tak będzie z Europejczykami jako całością? Myślę, że zostaną po nas tylko ślady tak jak po Etruskach. 
 A co z Polską? W dalekiej przyszłości czeka nas zapewne ten sam los co innych Europejczyków. A w bliskiej przyszłości pozycję mamy szalenie trudną. Nasze położenie geopolityczne jest nie do pozazdroszczenia. Dlatego też chyba Norman Davies nazwał swój esej na temat historii Polski "Boże igrzysko". Bo właściwie ciągle egzystencja tego państwa i narodu była zagrożona. Szansę na stanie się liczącym graczem na scenie europejskiej przegraliśmy w XVII - XVIII wieku, bo nie udało się stworzyć silnej władzy wykonawczej. Nie jestem historykiem i trudno mi ocenić, czy było lepsze wyjście w 1939 roku niż konfrontacja militarna z obydwoma naszymi sąsiadami. A są to sąsiedzi szczególni. W historii świata nie było innych państw, poza tymi dwoma, które stworzyły systemy państwowe do przemysłowego zabijania przedstawicieli tego samego gatunku. A zdarzyło się to w Europie, w XX wieku. Mówiąc żartobliwie, możemy mieć tylko pretensje do naszych prapra... ojców, że pchali się na tę równinę między Odrą a Wisłą, między młot i kowadło (mogli przecież skręcić nad Dunaj, gdzie i cieplej, i ziemie też żyzne, a ja miałbym bliżej do Aten).
 Myślę, że była ogromna szansa wybicia się na liczącą się pozycję w Europie w 1992 roku, ale tzw. lewy czerwcowy  uniemożliwił to. Naszemu sławnemu elektrykowi z Gdańska wystarczyło wyobraźni, żeby "skoczyć przez płot" w 1980 roku, ale zabrakło jej w 1992, by "wzbić się ponad poziomy" (okazał się małym cwaniaczkiem dbającym tylko o swoją legendę).
 Od ponad czterdziestu lat jestem związany (węzłem małżeńskim) z Grecją. Od dwudziestu lat mieszkam wśród Greków w Atenach. Podziwiam ich przywiązanie do tradycji. Co roku prawie obserwuję nie bez zazdrości, defilady młodzieży szkolnej w ich święta narodowe (25 III i 28 X). Poszczególne szkoły prowadzi ich prymus w nauce, dumnie dzierżąc sztandar grecki. Idą zespoły w strojach ludowych, także przedszkolaki, trzymając poziomo ogromny sztandar grecki. Tak się wychowuje w tożsamości. Dlaczego tego nie ma w Polsce? Ale to jest już temat na inne opowiadanie.
 Pozdrawiam z Aten,
Marek Nadolski 

 Od redakcji: Szanowny Panie, cieszy nas, że myślimy tak samo ponad oceanami. Zapraszamy do lektury i wspierania Gońca!

 Komentarz do listu 
 Piotra Hlebowicza
 Piotr Hlebowicz: ...Niestety, nie doczekali się na tzw. Ustawę Kombatancką, która ugrzęzła w zakamarkach biur i instytucji, odpowiadających za jej ustanowienie i wprowadzenie w życie. Według posiadanych przez nas informacji, prace nad ustawą utknęły w martwym punkcie, i nie ma nadziei, by weszła ona w życie w ciągu najbliższych paru lat. Umrą następni działacze podziemia niepodległościowego, w biedzie i niedostatku. Natomiast awangarda komunistyczna z czasów PRL nadal będzie pławić się w luksusach i zakończy swój żywot w błogim przekonaniu, iż zrobiła w konia społeczeństwo III RP. 
 Moim skromnym zdaniem, nic, absolutnie nic "... nie ugrzęzło w zakamarkach biur i instytucji, odpowiadających za jej ustanowienie i wprowadzenie w życie...". 
 Nic w tym dziwnego ani nienormalnego - polecam przeczytanie książki pani Ewy Kubasiewicz-Houee pt. "Bez prawa powrotu" ISBN 83-918847-4-0. Gdzieś na stronie 143 jest opis rozmowy syna Pani Ewy (również opozycjonisty i więźnia UB) z kapitanem UB (Hodysz), który współpracował z "Solidarnością" i który później, po zdemaskowaniu przez UB, spędził cztery lata w więzieniu (szczęściarz, bo UB mogło go zostawić związanego w nocy na torach kolejowych).
 Otóż ten kapitan UB powiedział, że: "...kiedy na początku lat osiemdziesiątych opozycja w Gdyni liczyła około stu osób, ponad połowa współpracowała z UB - i nie była to współpraca czysto formalna, lecz rzeczywista. Dzisiaj wielu z tych ludzi zajmuje wysokie stanowiska państwowe, zasiada w Sejmie ...".
 Polecam tę książkę Polonii bardzo serdecznie - m.in. jest w niej ujawnione, jak pani Ewa Kubasiewicz-Houee po wyjściu z więzienia próbowała rozmawiać na tematy solidarnościowe z Bogdanem Borusewiczem, a ten jej dawał wykrętne i sprzeczne odpowiedzi. Dzisiaj pan Borusewicz jest marszałkiem Senatu... Bravvvvvvvooo Polacy...
 Jest w tej książce również podanych wiele innych nazwisk i faktów "zastanawiających"...
 Serdecznie pozdrawiam,
J.K.

 Od redakcji: No tak jest i trzeba w tym bagienku jakoś działać.

 Panie Andrzeju
 Opisałem mojemu przyjacielowi w Polsce o "Gońcu" i niektórych sprawach Polonii.
 Myślę, że wiedza o działalności Polonii jest znikoma za sprawą filtrów medialnych i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Pewnie jakieś formy wymiany informacji istnieją między Polonią i Polską, o których ja nie wiem. Duża liczba polskich intelektualistów i zwykłych ludzi ma raczej blade pojęcie o naszych problemach. Imponująca jest np. wiedza pana Kałuskiego, który obserwuje sprawy polskie z Australii, ale on jest profesjonalistą. Oczywiście wiem, że cytuje Pan Salon24. Czy jest to współpraca w jednym kierunku?  Wirtualnapolonia też Pana cytuje, ale czy to ma jakikolwiek oddźwięk? W Wirtualnejpolonii zrobiło się tak gęsto, że Pana wypowiedzi są mocno zasypane. Chociaż "Za plecami narodów Europy" pokazało się na wierzchu. Nie wiem, czy czytał Pan wpisy,  niektóre bardzo pouczające i ciekawe. Np. Wezwania, aby utworzył Pan partię w Polsce?  Wydaje się, że wszyscy wiedzą, o co chodzi. Jak Pan widzi działalność Jana Kobylańskiego i Polonii? Czy Konrad Morawiecki (pamiętam, że gdzieś marnie Pan go ocenił) lub Giertych, czy Ziobro, albo ktokolwiek są w stanie cokolwiek zdziałać w tej "nocy masonów"? Gdzieś spotkałem się z wpisem, że przed wyborami wielu deklarowało głosowanie przeciw razwiedce i wybory wykazały inne proporcje, co wpisujący określił jawnym fałszerstwem wyborów. I to by wszystko wyjaśniało. W końcu ludzie nie są aż tacy głupi? Znam ludzi promasońskich, antymasońskich i tych skołowanych. Ręce mi opadły, gdy usłyszałem, że czytają Agorę, dodając, że ONA już naprawdę się zmieniła. Tutaj mała prośba, czy może Pan zacytować opracowanko, które pismo co reprezentuje i kto za nim stoi i jakie poglądy reprezentuje. Widzę, że wielu ma spore problemy z rozeznaniem. I jak mają wcielać Pana ideę o popieraniu właściwych pism i polityków. W "Gońcu" też trudno czasem znaleźć, który polityk jest nieugiętym patriotą i czy rokuje jakiekolwiek nadzieje.
 gk
 ***
 Panie Andrzeju
 Media podają, że jednak (epidemia) idzie...
 Jest fajnie, z jednej strony bardzo solidny artykulik/wywiad pani M. Szewczyk. Tylko ja już nie wierzę oficjałom.  Przecież nie napiszą:
 "Naukowcy, lekarze , eksperci i producenci leków i szczepionek popełnili w przeszłości niezliczoną ilość błędów. Ilość śmiertelnych przypadków i ciężkich powikłań jest zatrważająca. Zachodzi ryzyko, że i tym razem możemy popełnić poważne błędy. Prosimy nasze zalecenia  traktować z wielką ostrożnością. Z góry zastrzegamy sobie, że nie ponosimy odpowiedzialności za jakiekolwiek komplikacje".
 Ciekawe, co by pani Szewczyk powiedziała o słynnym eksperymencie naukowym, gdy w ramach współpracy ze Stanami wszczepiono w czasie wojny ciężarnym kobietom w szpitalu w Vancouverze napromieniowaną wodę, żeby mieć obraz, co czeka Japończyków w Hiroszimie i Nagasaki. Dodam informacja z prasy oficjalnej.
 Z drugiej, wzmianka "jak tu nie wierzyć..." o nanochipach. Można powątpiewać, ale nanotechnika rozwija się w burzliwym tempie.
 Microchipy posiadały wiele możliwości. Nanochipy w porównaniu z microchipami pewnie są tym, czym kalkulator z nowym laptopem.
 Swoją drogą, ciekawe, co o grypie piszą w "Haarec"?
 Pewnie wielu czytelników pisze w gorączkowej formie wpisy i maile tak jak ja. Podoba mi się, jak obiektywnie i trzeźwo pisze Pan o tej całej zadymie. Niewiele naszych pism odważa się na taki obiektywizm. Przeczytałem wypowiedź  pana Czyżo o szczepieniach i to rozwiało resztę moich wątpliwości. FORUM nr 43 zamieściło "Komu grypa służy" o korupcji między koncernami farmaceutycznymi, rządem i ekspertami medycznymi w RFN.
 Proszę zauważyć, jak ucichło o zagrożeniu w Kanadzie. Nie dlatego, że grypa osłabła, tylko dlatego, że zabrakło szczepionek i ICH plany  przeszły wszelkie oczekiwania. Jestem pewien, że gdy  zaszczepią wszystkich nadgorliwych (nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, jak mówił Maciek) wtedy rozszaleje się nagonka na nieszczepionych odszczepieńców. Wolę, żeby mi wszczepiali nanochip bez tego całego łajna, za moją wymuszoną zgodą.
 Nawiązując do "depopulacji".
 W tym samym numerze "Forum" zamieszcza w "Bo to byli Niemcy"  wywiad z pisarzem Goldhagenem o jego nowej książce i o ludobójstwach.
 Radzę poważnie potraktować problem (depopulacji). Wygląda na to, że sami sobie wmawiamy, że to niemożliwe w tych czasach, tu i teraz. Sam łudzę się, że nie. Nie omawiając tej problematyki, damy się zaskoczyć, jak to się działo  w czasach Hitlera, Stalina i wielu innych okazjach.
 Od dłuższego czasu oświeceni i mądrzejsi wysyłają sygnały o przeludnieniu i że coś z tym trzeba zrobić. Jest masa ludzi niepotrzebnych i bezużytecznych, szczególnie z tych gorszych (biedniejszych) nacji. Najpierw się o tym mówi, jak pisze Goldhagen, a stąd już niedaleka droga do ludobójstwa. Dajmy na to taki Pol Pot studiował w Paryżu u Sartre'a, a potem stworzył piekło własnemu narodowi.
 gk

 Od redakcji: To prawda, wszystkie nieszczęścia biorą się z głów przeintelektualizowanych wymoczków, którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy i wiedzą, jak poprawiać Pana Boga i wyeliminować zło na świecie. Są to zazwyczaj  szatańskie dzieci, choć pewnie o tym nie wiedzą...
 
 

 GONIEC NR 47/2009.

 Pan Prezydent RP Lech Kaczyński, Pan Premier RP Donald Tusk, Pan Marszałek Sejmu RP Bronisław Komorowski, Pan Marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz
 List otwarty byłego działacza niepodległościowego do Rządzących
 Szanowni Panowie,
 Minęło 20 lat od czasu powołania III RP. Dziesiątki tysięcy działaczy opozycji konstruktywnej, jak i niepodległościowej znalazło się w nowej rzeczywistości. Niektórzy mieli możliwość wydźwignięcia się na szczyty politycznego firmamentu, część z dawnych konspiratorów szukała szczęścia w biznesie i przedsiębiorczości, jednakże większość tych, którzy w okresie stanu wojennego poświęcili swój czas i zdrowie dla Ojczyzny - stopniowo pozostała bez środków do codziennej egzystencji. Dziś schorowani, częstokroć bez pracy lub z głodowymi rentami czy emeryturami, mają dylemat: czy pozwolić sobie na zakup żywności, czy też zakupić lekarstwa na swe leczenie. Lekarstwa w naszym kraju nie są tanie w stosunku do zarobków, jak i otrzymywanych rent i emerytur, tych z najniższej półki. Znamy przypadki osób, które emerytur się nie dorobiły i żyją tylko dzięki pomocy instytucji charytatywnych oraz osób prywatnych. Są też tacy działacze opozycyjni z okresu PRL-owskiego, którzy pozostawieni zostali bez żadnego wsparcia i zmuszeni są grzebać w śmietnikach. Niestety, są to fakty, niezwykle upokarzające.
 A jak żyli i żyją przez te 20 lat byli funkcjonariusze SB, komunistycznej prokuratury, wywiadu, kontrwywiadu, wyżsi dowódcy wojskowi, pracujący dla obronności sowieckiej? Ludzie, którzy prowadzili aresztowania, bili nas, straszyli, podglądali, podsłuchiwali, czytali nasze korespondencje, poniżali, pragnęli kontrolować nasze myśli... 
 Jak oni żyją w dniu dzisiejszym? Nie dość, że za swoje zbrodnicze występki nie ponieśli żadnej kary, nawet czysto symbolicznej, to jeszcze otrzymują za swe zasługi wobec komunistycznego reżimu bardzo wysokie emerytury, posiadają najróżniejsze ulgi, nie mają problemów z leczeniem. Daje im to III RP, z podatków obywateli naszego kraju, także z podatków ich byłych ofiar!!! To niewiarygodne, lecz rządzący Polską ludzie, których korzenie nierzadko wywodzą się z opozycji antykomunistycznej, nie zadbali o to, by opryszki i rabusie z byłego reżimu komunistycznego ponieśli karę - przynajmniej finansową. Czy jest to postawa etyczna, usprawiedliwiona moralnie?
 Parę miesięcy temu usłyszeliśmy o projekcie ustawy, mającej zredukować emerytury i renty byłym funkcjonariuszom PRL-owskiego reżimu. Pan Premier Donald Tusk wyraził się nawet, iż część zaoszczędzonych na tej operacji pieniędzy zostanie przekazana weteranom walki z komunizmem. Niestety, minęło parę miesięcy, a temat ten zupełnie zniknął w stercie innych spraw i problemów. Tymczasem co rusz umierają nasi koledzy i przyjaciele z konspiracyjnej pracy. Wielu z nich mogłoby żyć jeszcze przez wiele lat, gdyby mieli środki finansowe na nieodzowne lekarstwa, usługi lekarskie, stomatologiczne oraz pełnowartościowe pożywienie. Niestety, nie doczekali się na tzw. Ustawę Kombatancką, która ugrzęzła w zakamarkach biur i instytucji, odpowiadających za jej ustanowienie i wprowadzenie w życie. Według posiadanych przez nas informacji, prace nad ustawą utknęły w martwym punkcie, i nie ma nadziei, by weszła ona w życie w ciągu najbliższych paru lat. Umrą następni działacze podziemia niepodległościowego, w biedzie i niedostatku. Natomiast awangarda komunistyczna z czasów PRL nadal będzie pławić się w luksusach i zakończy swój żywot w błogim przekonaniu, iż zrobiła w konia społeczeństwo III RP.
 W imię elementarnej sprawiedliwości zwracam się do Panów o wzięcie w swoje ręce sprawy "Ustawy Kombatanckiej". Odpowiedzialne, najwyższe stanowiska, które piastujecie w odrodzonej III RP, zawdzięczacie Panowie w dużej mierze mrówczej pracy drukarzy, redaktorów podziemnej prasy, kolporterów, gospodarzy "skrzynek", działaczy niepodległościowych itp. To zobowiązuje. Apeluję także do Panów o definitywne załatwienie sprawy emerytur i ulg prominentnych funkcjonariuszy komunistycznej PRL. Jako obywatel RP, protestuję przeciwko temu, by byli partyjni bonzowie, SB-cy, prokuratorzy i inni watażkowie przestępczych struktur PRL-u, lekką ręką otrzymywali z naszego wspólnego budżetu emerytury, parokrotnie przewyższające pobory patriotów walczących w przeszłości o wolną i niepodległą ojczyznę. Tutaj właśnie są pieniądze, które można przeznaczyć na sprawy związane z "Ustawą Kombatancką". Ci, którzy mówią dziś, iż naszego budżetu nie stać na takie działania, powinni się wstydzić i zaglądnąć do podręczników historii. To właśnie dzięki tym działaczom podziemia niepodległościowego mają dziś wolną Polskę i ciepłe posady.
 Z poważaniem
 Piotr Hlebowicz
 były drukarz, redaktor podziemnych wydawnictw, członek Porozumienia Prasowego "Solidarność Zwycięży", Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników (OKOR), "Solidarności Walczącej", współprzewodniczący Autonomicznego Wydziału Wschodniego "Solidarności Walczącej", działacz polonijny. Kawaler orderów: Krzyża Oficerskiego OOP, Krzyża Solidarności Polskich Kombatantów, Medalu "Za zasługi wobec Litwy". Członek "Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich", członek zarządu Stowarzyszenia Repatriantów RP, koordynator regionalny Porozumienia Organizacji Niepodległościowych.
 Adres: Barwałd Górny 121,  34-130 Kalwaria Zebrzydowska, woj. małopolskie
 Adres mailowy: phlebowicz@ yahoo.com

 Od redakcji: Ma Pan całkowitą rację. Przyłączamy się do protestu.
 

 W. Panowie red. Andrzej Kumor 
 i red. Jerzy Rosa
 Łaskawi Redaktorzy,
 kończąc wywiad z prezesem KPK, p. Władysławem Lizoniem (numer wydania 45/2009), informują Panowie o "dokończeniu wywiadu  wkrótce". Mam nadzieję, że w drugiej części tego wywiadu pogłębione zostaną pytania, na które prezes KPK  nie odpowiedział na tyle precyzyjnie, aby satysfakcjonowały osoby zainteresowane. W przypadku wspomnianego wyżej wywiadu, nie posądzam prezesa KPK o jakąkolwiek złośliwość. Sama umowa pomiędzy Polską a Kanadą jest nieprecyzyjna i jak większość umów sporządzanych w Polsce, jest po prostu bublem prawnym, w którym  nie wzięto pod uwagę odmiennych zasad świadczeń socjalnych w obydwu krajach. Mało tego, że bublem, to w dodatku umowa ta działa na niekorzyść naszego starego Kraju. I to w sytuacji, kiedy nikt tam, włącznie z Ministrem Finansów, Ministrem Skarbu, Ministrem Pracy i Spraw Socjalnych oraz ZUS, nie jest pewien, na jak długo wystarczy środków finansowych na emerytury. Ostatnio w mediach polskich cała masa artykułów na ten temat.
 Z moich obserwacji wynika, mogę się w minimalnym stopniu mylić, że mało który emigrant z Polski, ciężko pracujący w Kanadzie, w której mieszka około 20 - 30 lat, otrzymuje emeryturę kanadyjską (Old Age Pension i CPP) w wysokości 1200 dol., która to kwota jest określona jako "minimum socjalne" w tym kraju. Aby otrzymywać powyższą sumę, rząd kanadyjski uzupełnia ją o tzw. Guaranteed Income Supplement. Nie miejsce tu na omówienie "wielkiej chytrości" specjalistów, którzy wpadli na pomysł takiego "uzupełniania" funduszy emerytalnych ludziom, którzy dużą część swojego życia oddali Kanadzie w zamian za łaskawe pozwolenie osiedlenia się w tym kraju. Oczywiście, że za to pozwolenie jesteśmy Kanadzie wdzięczni i chyba nikt uczciwy nie ma co do tego wątpliwości. Kraj ten jednak też powinien być nam za coś wdzięczny, przecież poświęciliśmy mu swoje zdrowie, podatki itd.
 Wątpliwości nasuwają się jednak odnośnie do nowych zasad emerytalnych. Jak już wspomniałem, tzw. suplement jest chytreńkim dodatkiem, aby "schorowany i sfrustrowany dziadyga" (lub "babina" po 65 roku życia) nie umarł na starość z głodu, ale też aby generalnie  jego sytuacja materialna nie mogła się poprawić nawet o dolara. I tak: emerytura otrzymywana z kraju poprzedniego zamieszkania, za lata ciężkiej często pracy, pozbawia kanadyjskiego emeryta co najmniej części tzw. suplementu. To po pierwsze. Nikt nie zastanowił się, że w takiej Polsce emerytury mogą być wstrzymane (i tak są bardzo niewielkie, średnio ok. 300 dol. za co najmniej 20 lat pracy), albo - w najlepszym przypadku - pomniejszone. Po jakim czasie, odebrany wcześniej w Kanadzie suplement, zostanie takiemu emerytowi przywrócony? Obawiam się, że może nie doczekać go na tym padole, bowiem szybciej umrze (m.in. z tego powodu), niż to "planował". Czy o to, między innymi, właśnie chodzi? Są problemy z oficjalną eutanazją, może w ten sposób ktoś się chce pozbyć emerytów?  Patrząc na to, co dzieje się w służbie zdrowia, niczego nie można wykluczyć.
 Kolejną sprawą, o którą warto również zapytać Szanownego Prezesa, nb. rozpoczyna on walkę o nasze głosy w nadchodzących wyborach (!), jest sprawa dużo poważniejsza - bowiem KRYMINALNA! 
 Ukazujące się sporadycznie na rynku mediów polonijnych pismo (biuletyn?) "Konsultant" informuje, że osoby, które "utajniły" w oświadczeniach podatkowych za lata ubiegłe, otrzymywanie świadczeń emerytalnych w Polsce, pociągane są w Kanadzie do odpowiedzialności karno-skarbowej. Nie dość, że odbierane są im wszystkie dotychczasowe świadczenia socjalne (OAP, CPP, GNS, dofinansowanie do mieszkań socjalnych itd.), to naliczane są sumy do zwrotu z tytułu otrzymywanych świadczeń za okres pobierania polskich emerytur - wraz z odsetkami! Jak podaje pismo "Konsultant", są osoby, które mają do zwrotu setki tysięcy dolarów, równocześnie pozostając bez środków do życia. Czy to jest możliwe w państwie prawa, które podobno w pierwszym rzędzie przestrzega praw człowieka? Nie wiem, posiłkuję się informacjami z podanego wyżej pisma. Warto jednak tę sprawę wyjaśnić, bowiem nie chce się wierzyć, aby było to możliwe właśnie w Kanadzie. Również nie chce mi się wierzyć, aby większość osób otrzymujących emerytury w Polsce, świadomie łamała prawo kanadyjskie, co grozi poważnymi konsekwencjami karnymi (bodajże do trzech lat więzienia). Jeżeli jednak tak jest w istocie, to albo tym problemem powinien zająć się Kongres Polonii Kanadyjskiej, albo musi nastąpić oddolny ruch społeczny, który wyłoni grupę do rozmów z rządem kanadyjskim w celu wyplątania z tej tragicznej matni setek, jeżeli nie tysięcy, naszych rodaków w Kanadzie.  Z przykrością wyrokuję, że w tej sprawie na rząd polski, jak zwykle zresztą, polski emigrant nie ma co liczyć, a szczególnie kiedy Polską rządzą ludzie takiej koalicji, jaka jest w chwili obecnej.
 Wraz z życzeniami wszelkiej pomyślności łączę wyrazy należnego szacunku
 (nazwisko wyłącznie do wiadomości Redakcji)

 Od redakcji: Dziękujemy za głos w  tej bolesnej debacie. Zapraszamy innych Czytelników do komentowania.
 

 Obłuda
 Lecąc ostatnio do Polski w celach poznawczych, zamówiłem sobie posiłek koszerny i głodny nie byłem, wręcz przeciwnie.
 Kilka godzin przed telewizorem w Polsce, pozwoliło utrwalić stereotypy na polityczne tematy, Karpiniuk zastępuje z powodzeniem Frasyniuka i Siwaka, a reszta nabojki z PO reprezentuje ten sam poziom, tę samą bezkrytyczną zgodę na rządy ubeków i srulonu, tej powojennej inteligencji stworzonej z pastuchów i niedorajd. W działaniach całego PO i Tuska nie potrafię dopatrzyć się najmniejszej odrobiny etyki, a wysługiwanie się srulonowi i obłuda w momentach ujawniania afer dotyczących właśnie PO, udawanie, że nic właściwie się nie stało, tuszowanie prawdy, rozciąganie w nieskończoność prób powołania komisji... zresztą komisja sama sądząca swoje przewinienia nie może niczego wyjaśnić i o to właśnie chodzi, winny jest ten, co ujawnił dziadostwo szerzące się w PO. Jak by nie patrzył, to PO jest bandą łajdaków popieranych przez bandę głupków, a razem tworzą rząd, którego celem jest niedopuszczenie do utopienia srulonu, a przy okazji kręcenie lodów na skalę jak największą.
 Oszukiwanie akumów jest dla koszernego obowiązkiem religijnym i właśnie dlatego "Polityka", "Gazeta Wyborcza" oraz "Nie" prześcigają się w przeinaczaniu prawdy, na ten sam temat można pisać bardzo różnie, niby mówimy o tym samym, ale wnioski są całkiem odmienne... ale jeśli wg prof. Feliksa Konecznego w Polsce panuje cywilizacja łacińska, poza tym panoszą się jeszcze trzy i mają dużą siłę przebicia, bo są popierane przez wrogów i zaprzedane "autorytety". W Europie też panoszy się cywilizacji kilka, działania papieża Benedykta ukazują właściwy kierunek, silna katolicka cywilizacja jest jedyną szansą dla zlaicyzowanej i bezsilnej Europy i w tym momencie nie widzę szans dla programów UE, to prędzej Polska ma szanse, mając takich patriotów, jak Antoni Macierewicz, Kurtyka, Mariusz Kamiński, Ziobro, Wildstein, Isakowicz-Zaleski i wielu. Niszczenie przez Tuska CBA, a preferowanie nieszkodliwych dla właści ABW Bondaryka, próby zawłaszczenia IPN i NIK, ukazują wyraźnie problemy, jakie gnębią PO i srulonowych mocodawców.
 Oszustwo ze sprzedaniem kolumny Zygmunta było tylko wprawką, oczywiście nie udało się z kurzą grypą, szalonymi krowami itp., ale wypromowana przez propagandę świńska grypa zaczyna budzić strach i narody nie widzą następnego przekrętu, bo tak trzeba nazwać rządowe zakupy "szczepionek", o których wiadomo jedynie, że są drogie, ale urzędasy nas "ratują" i rozdają za darmo (???). Ten geszeft między rządami i producentami powinien być poważnie przeanalizowany, bo wygląda na następny wielki przekręt... Cywilizacje są różne i metody na życie mają bardzo przez wieki ukształtowane.
 Za czyje pieniądze robi się tak monstrualne interesy, jak łatwo urzędasowi decydować o roztrwonieniu pieniędzy podatników (niczyich?), ten sam problem z wydumanym ociepleniem klimatu, o czym świadczą straszliwe tego roku upały. Jak twierdzi prof. Feliks Koneczny - z organizmu państwa zrobiono mechanizm - prawdy te nie tracą na aktualności, a Tusk nawet się nie stara, aby coś poprawić, zmienić. Wszelkiemu złu winni są polityczni przeciwnicy, a działacze PO to wzorem Chlebowskiego święci, bardzo cenieni przez srulon i zawsze mogący liczyć na poparcie Michnikowskiej koszernej gazety i TVN.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
 PS Osoby zainteresowane książkami np. prof. Feliksa Konecznego proszone są o kontakt pod nr 022-615-2860 - księgarnia wysyłkowa. 

 Od redakcji: No widzi Pan, tak toczy się świat, więc co Pan radzi robić?
 

 Szanowna Redakcjo!
  Oszołomienie tym, co się wokół dzieje, odbiera wprost głos. Gdziekolwiek spojrzeć, widzi się nonsensy i otumanianie, które w zanadrzu mają jeden cel:  panować nad ogłupionymi, czy lepiej rzec oszołomionymi, masami przy trwonieniu "wyduszonych $$" i nabijaniu własnych kieszeni wysokimi wynagrodzeniami i premiami. Najlepszym przykładem jest to, co się dzieje w Toronto i w ogóle w Ontario. Rozbudowuje się biurokrację i trwoni pieniądze na inwestycje bez koordynacji prac i potrzeb. Ostatnimi podrygami, pan burmistrz przyciska śrubę. 
 Ma podrożeć komunikacja miejska i na dzisiejszej sesji "dobrodusznie"  ma się debatować nad ulgą  dla małej grupy studentów (college & university)... a co z pozostałymi mieszkańcami miasta, których dochody maleją, a muszą dojeżdżać do pracy i szkół niższych poziomów? 
 Podatki i ukryte opłaty na każdym kroku rosną... i do tego prowincja kamufluje szykujące się zdzierstwo pod  nazwą zharmonizowany podatek (oj, cieszcie się, wołają, bo McDonalds etc. do 4 dol. nie będzie nim objęty! ...A co ze lwią częścią objętą, zwłaszcza zdrowszą ze wszystkimi witaminami i suplementami trzymającymi przy zdrowiu, a ilu nie stać na nie, tylko na McDonaldy!?). 
 Mówiono też niedawno "błyskotliwie" o możliwym, specjalnym miejskim, "torontońskim podatku" dobitym do HT pana McGuinty'ego - w takim układzie kto będzie mógł, pojedzie na zakupy poza obręb objęty tym podatkiem (o ile zatwierdzony, bo na razie to propozycja), co w efekcie przyniesie upadek kolejnych firm. Już z uwagi na koszty mnóstwo zakładów przeniosło się z "416" do tzw. strefy "905".
 Jak zauważyli już dziennikarze - również i "Gońca", Toronto za pana Millera jest wrogo nastawione do zmotoryzowanych. Radny Saundercook (koneksje z TTC)  zaproponował nawet ograniczenie prędkości w całym  Toronto do maks. 40 km/h, jakby tłok, światła, dziurawa nawierzchnia i specjalne garby tego nie czyniły - kiedyś na Keele od St. Clair do Dundas W. spędziłam ok. 30 min, siedząc w autobusie, a to dystans 5-minutowego spaceru. 
 Światła ustawione na idealną "czerwoną falę", wąskie i ciasne ulice jeszcze bardziej zwężane wyrywkowo dla rowerzystów (którzy są nieliczni, a w stosunku do liczby aut... znikomi  i często jeżdżą chodnikami, choć istniejąca dla nich trasa pustką świecąca), brak zaawansowanych świateł na skręt w lewo, które rozwiązałyby korki na okrojonych ulicach (bo nawet jeśli kosztem szerokości wymaluje się specjalny pas dla skręcających w lewo, to i tak nie można skręcić w pewnych godzinach... Chyba że na czerwonym świetle?!) - listę można ciągnąć dalej.
 Korzystajcie z TTC (już drogie, zapchane, niepunktualne z reguły), wołają, ale na wąskich drogach autobus, tramwaj  jak każdy inny pojazd stoi niczym zawalidroga, bo ktoś z przodu nie może skręcić w lewo.  Przykładowo, ulica Annette i Dupont były dwupasmowe i można było nimi "przelecieć" przez miasto,  omijając zatłoczona Bloor - a po wspaniałych zmianach to... przysłowiowy parking (zwł.od Dundas do Dufferin i vice versa)... i ekstra spalana benzyna w powietrze... ktoś "genialnie" myśli tu o ochronie środowiska, stwarzając takie przestoje.
 Myślę, że przy posuwającym się w lata społeczeństwie hasło "hopla babciu/dziadku na rowerek" z oczywistych powodów nie jest właściwe.  A może zamyśla się promowanie rikszy? - Nie dalej jak w zeszłą niedzielę na pasie rowerowym widziałam drobną wnusię, z trudem pedałującą, ale wiozącą starszą panią (w kasku na głowie) na doczepionej przyczepce ze specjalnym fotelem... Futurystyczny obrazek...?? Czy to mróz, upalne lato, śnieg/deszcz bądź wietrzna zima, skacz na rower i pedałuj wzdłuż i wszerz miasta, nie narzekaj, stop, hop i basta.
 Nie każdy spoza Toronto wie, że już tylko przy corocznie wznawianej tzw. opłacie rejestracyjnej osoba z torontońskim adresem płaci dodatkowo 60 dol., co łatwo pomnożyć tylko przez dobry 1 mln pojazdów, by zobaczyć, ile haraczu otrzymuje miasto. Do tego dochodzą parkingi - porównywalne do kur znoszących złote jaja, oraz pozwolenia na parkowanie przed własnym domem. Ile podatków jest ukrytych w litrze benzyny, a ile z tego rzeczywiście idzie na utrzymanie i budowę dróg czy dofinansowanie komunikacji miejskiej...? To zagadka i nie do wiary, że tak może się dziać!
 Jeśli tłok... to najlepszym rozwiązaniem, zdaniem myślicieli (czy słowo od myśli-ciele pochodzi...?) jest nałożenie opłat za drogi w godzinach szczytu (to szczyt bezczelnej chciwości) - jak wiemy, QEW koło Forda zawsze zapchana, jako że wpuszczono na nią inną autostradę, a i w samym mieście jest wiele newralgicznych punktów bez właściwej sygnalizacji świetlnej.
 Ciągle mało w kasie, a nie widzi się rozrzutności. Ot, zebry na przejściach wymalowano w wielu miejscach, używając mnóstwo drogiej farby na pasy szerokości około pół metra każdy, a stworzono tym dodatkowe niebezpieczeństwo, jako że mokra albo oblodzona farba pasa  to superślizgawka tak dla pieszego, jak i zmotoryzowanego - teraz słoniowe kroki nie wystarczą, by je ominąć.
 Miasto wydało krocie na buteleczki z płynami antybakteryjnymi do rąk, po zawyżonej  cenie i to po trzy na pracownika... dlaczego w ogóle, przecież mają dozujące pojemniki na korytarzach i łazienki z umywalkami?  Jeśli zaopatrzyliby nimi pracowników wywożących śmieci, a pracujących w terenie, pewnie pokiwałabym tylko głową, bo mają wystrajkowane podwyżki i chorobowe bez choroby. Ktoś w autobusie mówił o murze TTC przy High Park St., który zburzono, postawiono na nowo, jeszcze raz zburzono i znów go się stawia, a więc nie tylko ja jestem zachwycona "gospodarnością", którą spotyka się na każdym kroku.
 Wszędzie szukają pieniędzy... czemu nie ograniczą wydatków i dobrze pomyślą, nim coś ruszą?  I to na wszystkich szczeblach władzy, zamiast trwonić bez umiaru. Najwygodniej jest im jęczeć i dusić podatnika.
 Obecnie jedynie  jako zrozumiałe można by zaakceptować wprowadzenie egzaminów z przepisów drogowych dla rowerzystów na karty rowerowe i tylko dla tych, co nie posiadają samochodowego prawa jazdy... byłoby bezpieczniej na ulicach (i pasy dla rowerzystów miałyby więcej sensu, zwłaszcza w rejonach rekreacyjnych czy wzdłuż jeziora). 
 Czy torontończykom pozostaje tylko... wyprowadzić się? 
 Z poważaniem 
 Małgorzata Kossowska
  PS
 Histeria ze szczepieniami przeciw grypie... ile pieniędzy poszło w błoto?  - czyż szczepienie w szkołach i istniejących przychodniach lekarskich nie byłoby mniej kosztowne, jako że bez ekstra opłat za pomieszczenia oraz marnotrawienia setek otwartych szczepionek, a nie zużytych do końca, oraz czasu tych, którzy chcą się nią nafaszerować?  Myślenie ma jednak wielką przyszłość...

 Od redakcji: Szanowna Pani, pora się obudzić, jeśli mieszkańcy Toronto nadal tkwią w letargu, to znaczy, że można ich jeszcze bardziej skubać. Skubanie nigdy samo z siebie nie ustaje.
 

 Do działu listów mądrych, 
 głupich etc....
 Wreszcie możemy się dowiadywać, jak było naprawdę z tym obaleniem komunizmu i przy okazji 20. rocznicy obalenia muru berlińskiego. W "Gońcu" nr 46 autor Jan Engelgard napisał w artykule na ten temat tak: Nawiedzeni interpretatorzy z uporem maniaka próbują wmawiać, że to Polska (w tym Solidarność, Papież Jan Paweł II) i Reagan doprowadzili do upadku komuny i muru berlińskiego - ówczesne władze z gen. Jaruzelskim i rząd Mazowieckiego uruchomiły wszystkie działania na naszą korzyść - z decydującym zdaniem Gorbaczowa i ZSRS. W 1990 r. Nowa Polska wyłoniła się jako prawny terytorialny następca PRL-u, a nie II RP. Teraz po tych wyjaśnieniach dopiero wiemy, kto był bohaterem tych wydarzeń. 
 To tylko parę zdań z tego artykułu. Dla nawiedzonych z inną historią należy się zapoznać z tą nową historią tego autora. Ta historia pisana jest dla Nowej Polski rodem z ZSRS i PRL-u przez nowe autorytety "nowej prawdy". Nowa Polska Republika ostatecznie została już zatwierdzona przez namiestnika "polskiego" zwanego prezydentem. Od 1 stycznia decydenci zaczną pracę chyba od zdejmowania krzyży w szkołach, co Trybunał UE nakazał we Włoszech. Na pewno w tej polskiej wydmuszce będzie pusto, goło i wesoło i okrągło z gwiazdkami. Twarde jądro w Brukseli na pewno będzie nad tym czuwać. Wkrótce wybiorą prawdziwego prezydenta, tego nowego superpaństwa, o nazwie "Moloch".
S.W.

 Od redakcji: Szanowny Panie, już jest "z gwiazdkami". W tym sensie p. Engelgard ma rację; jeśli to Solidarność doprowadziła do tego, co jest, to musielibyśmy o niej mieć bardzo złe zdanie...
 

GONIEC NR 46/2009.

 Drodzy Redaktorzy 
 i Czytelnicy GOŃCA, 
 Dziękuję redakcji GOŃCA za zamieszczenie listu (Goniec nr 45/2009) zaniepokojonego czytelnika, trafnie analizującego polskojęzyczne media w naszym polonijnym środowisku torontońskim. Mam podobne spostrzeżenia. Od wielu lat nie oglądam i nie słucham tutejszych polskojęzycznych programów, ze względu na ich oburzająco niski poziom oraz kaleczenie języka polskiego. Jako przykład podaję redaktora telewizyjnego, o którym wspomina czytelnik GOŃCA w swoim liście, a który w jednym z programów użył określenia "panowie posłowie i panie posełki". A poza tym denerwująca jest stronniczość i brak obiektywizmu w selekcjonowaniu i przedstawianiu aktualnych wydarzeń z  Polski. Wyraźnie widać sympatie polityczne osób prowadzących program telewizyjny, a szczególnie  pani redaktorki czytającej serwis informacyjny. Czy tak trudno przełączyć kanał w telewizorze na serwis kanadyjskich wiadomości i wziąć z nich przykład?  A swoje predyspozycje aktorskie wykorzystać na scenie? Szokuje mnie brak samokrytycyzmu, a nawet samouwielbienie niektórych osób, jak pani, która paraduje z gołym pępkiem i trzęsie włosami nad garnkami i talerzami. 
 Jedynym promyczkiem w tej beznadziei jest para prowadząca program przed południem w sobotę, a szczególnie pan Marek Nagengast.
 Brakuje mi programów publicystycznych na wyższym poziomie.  Obecnie ograniczyłam swój kontakt z polskojęzycznymi mediami do GOŃCA i GŁOSU POLSKIEGO. Jeśli chodzi o GOŃCA, to nie lubię zerkającego na mnie szczura, kiedy otwieram stronę  ulubionego kuchmistrza mojego pana Macieja Przekornego. Panowie Redaktorzy, w GOŃCU nie wszystko jest tak, jak być powinno.  Ale Głos Polski i Goniec uzupełniają się wzajemnie. A inne informacje  znajduję w Internecie. O pozostałych gazetach się nie wypowiadam, bo nie biorę ich do ręki. 
 Z pozdrowieniem dla Redaktorów i Czytelników, 
G.M. Królówna

 Od redakcji: Szanowna Pani, myślę, że najlepiej z krytyką poszczególnych gazet czy programów radiowych zwracać się bezpośrednio do nich, my jesteśmy w niezręcznej sytuacji, bo było - nie było, jest to nasza konkurencja. Warto też przy tym pamiętać, że mamy tutaj w okolicach Toronto niezwykle bogatą ofertę polskich gazet, czasopism, programów radiowych. Jest z czego wybierać, więc każdy sobie coś dla siebie znajdzie, a jak nie znajdzie - to ma do dyspozycji przepastne czeluści Internetu.
 Tutejsze media prywatne finansują się z dość ograniczonego rynku, trudnego do porównania z tym, jaki mają do dyspozycji media polskie w Polsce i, jak to mówią, tak krawiec kraje jak materii staje...

 ***
 Z okazji odzyskania suwerenności 11 listopada odbyła się uroczystość przy Centrum Jana Pawła II. Garstka rodaków, patetyczne wystąpienia zaproszonych osobistości bez większego zaangażowania się w rzeczywistość dzisiejszą. Polityczną poprawność czuło się w powietrzu. 
 Jak na ironię, tylko kilka dni wcześniej prezydent Polski, ale nie wszystkich Polaków, podpisał Traktat z Lizbony, zrzekając się suwerenności, inaczej mówiąc, oddając Polskę ponownie pod obce panowanie, zamieniając Moskwę na Brukselę, ale o tym ani mru-mru; żadna osoba nie raczyła tego tematu poruszyć, liczy się tylko kariera osobista, a nie prawda rzeczywistości. Prawda historyczna jest jedna i tego w żaden sposób nie da się rozmydlić. Historia Polski jest tragiczna i taka jest niestety prawda. Nie jesteśmy narodem stworzonym do decydowania o losach naszej ojczyzny. W większości wszystkie nieszczęścia, które na Polskę spadły, były niestety dziełem samych rodaków. Najazdy Tatarów, potop szwedzki spowodowane były polską słabością, pychą szlachty. Duży kraj, a taki słaby militarnie. 
 Dlaczego Polacy nie mieli i nie mają do dzisiaj realistycznego podejścia do oceny stosunków międzynarodowych. Król Jan Sobieski pokonał Turków pod Wiedniem i spoczął na laurach, zamiast zająć Wiedeń i całe księstwo austriackie pod swoje panowanie, pogonić Turków do Konstantynopola, dać lanie innowiercom i przyłączyć kraj do Rzeczypospolitej. Stalibyśmy się potęgą, z którą liczyliby się wszyscy. Po pogromie Szwedów nie było woli, aby zawładnąć krajem po drugiej stronie Bałtyku, kompletne kretyństwo przywództwa tamtych czasów. Rozbiory ściągnęliśmy na swoją głowę sami i przestańmy samych siebie wybielać. Polska była słaba i nikt nie musiał się z nami liczyć; dlaczego słaba może ktoś zapytać. Odpowiem prosto bez żadnego uwodzenia, była słaba dzięki tylko polskiemu przywództwu i pyszałkowatej szlachcie polskiej. W takiej sytuacji nikt z Polską się nie musiał liczyć. Znamy polskie stare powiedzenie za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa. Nic dodać, nic ująć.    Ostatnia wojna światowa też nas nic nie nauczyła, zdradzili nas nasi przyjaciele Anglicy, Francuzi, a wojsko polskie za frajer walczyło w ich interesie przez całą wojnę. Istny cyrk. Pod Monte Cassino las białych krzyży polskich żołnierzy poległych za kogo, może ktoś mi odpowie. Polskie dywizje lotnicze na ziemi angielskiej w walkach o Londyn i Anglię walczyły o co, może mi ktoś odpowie. Tym sku...m Anglikom, co wbili Polsce nóż w plecy, nigdy nie wolno wybaczyć, nawet nie zaprosili na defiladę zwycięzców. Czy my, Polacy, nie możemy choć trochę traktować innych tak jak jesteśmy traktowani? 
 Wracając do uroczystości 11 listopada, odeszła mi ochota brania w tym cyrku udziału. Nikt nie wspomniał o zasługach dla Polski J. Piłsudskiego i jego oddanych ludzi z najbliższego otoczenia, którzy doprowadzili do odzyskania przez Polskę niepodległości, choć tylko na krótko.
 W dalszym ciągu ten naród, tak ciemiężony przez wieki, nie może zrozumieć jednego, że za interes innych narodów dupy do bicia nie nadstawiać, nigdy nie będziemy mieli respektu od innych, jeżeli tak postępować będziemy. Jak na ironię napisano na pomniku przy centrum "za waszą wolność i naszą", a powinno być wyraziście w kilku językach "za wolność naszą", a wolność wasza to tylko, jeżeli mamy w tym interes. Rodacy, obudźcie się i poznajcie historię tę prawdziwą, zbroczoną krwią polskiego wojownika i żołnierza. Takie obchody 11 listopada mnie osobiście nie interesują, jeśli kabaret, to tylko z udziałem J. Pietrzaka. Rodacy, zapamiętajcie sobie jedno oraz weźcie do serca, nie ma patriotyzmu bez nacjonalizmu. Inaczej nigdy nie będziemy mieli wolnego kraju, naszej Polski, tutaj na tej ziemi jesteśmy tylko przybłędami. 
 E. Pakietur

 Od redakcji: Dziękujemy, my pamiętamy i bierzemy sobie do serca, patriotyzm wymaga mądrości, mądrość wymaga wiedzy - "czytaj Gońca".

 Szanowni Państwo,
 W 45. numerze "Gońca" przeczytałem m.in. list kogoś, kto nie życzył sobie podać swojego nazwiska do publicznej wiadomości, a jedynie do wiadomości redakcji. W liście tym bardzo krytycznie ten ktoś wypowiada się na temat Radia 7 oraz programów telewizyjnych "Z ukosa" i "Na luzie".
 Zgadzam się z tą osobą całkowicie i niniejszym chciałbym dorzucić swoje trzy grosze w tej sprawie. Co do Radia 7 to jest to radio komercyjne utrzymujące się z reklam. Uważam, że częstotliwość nadawania reklam jest zbyt duża, jak na mój gust. Nazywam je radiem "handełowym", a jeden z moich znajomych nazwał je radiem "kiełbasianym"... Na pocieszenie pozostaje mi to, że jest sporo innych  rozgłośni, które nadają reklamy z jeszcze większą częstotliwością niż "Siódemka". Ponadto razi mnie nieprofesjonalność pani spikerki, ten jej chwilami zanikający głos, jakby nie bardzo wiedziała, co chce powiedzieć. Nie jestem, co prawda, językowym purystą, ale wolę słuchać poprawnej polszczyzny, a nie polszczyzny okaleczonej, okraszonej niechlujstwem, zarówno pod względem gramatycznym jak i niewłaściwym akcentowaniem, co nie powinno mieć absolutnie miejsca w dziennikarstwie radiowo-telewizyjnym. Ale takie widocznie są czasy, że dominuje poprawność polityczna nad poprawnością językową niczym "burżuazyjny przesąd" dominujący od początków "świetlanej idei" przekutej z czasem w socjalizm o "ludzkim" ryju. 
 I oto mamy skutki tego równania w dół. Dla przykładu: coraz powszechniej zanika forma zwracania się do, co najmniej dwóch osób, per "państwo", a wielu, szczególnie młodszych Polaków, używa formy "wy" (np. zrobicie, zobaczycie etc.), jakby byli z nami na "ty". Można by mnożyć złe przykłady, włącznie z wszechobecnymi wulgaryzmami używanymi w publicznych mediach niejako dla "szpanu". "O tempora! o mores!" Ale świat zawsze schodził na psy, zwłaszcza dla nas, starszych mających coraz większą świadomość naszego nieuchronnego zejścia z tego świata...
 Ów Pan (bo tylko płeć autora ww. listu została ujawniona przez redakcję) nie omieszkał zwrócić uwagi na Pana "z niechlujnie zarośniętą twarzą" prowadzącego audycję "Z ukosa". No cóż, najwidoczniej panuje taka moda, nie tylko wśród "określonej nacji", której Pan piszący ten list przezornie (jak i nazwiska)  nie wymienia. "O tempora!..." Notabene, coraz więcej widuje się takich "ćwarzy" w telewizji, w filmach i na żywo w eleganckich garniturach i bez krawatów, nierzadko z koszulami wypuszczonymi ze spodni na modłę, jak sądzę, azjatycką... Myślę, że to nie tylko sprawa mody, ale dominacji jednej cywilizacji nad drugą, której mamy nieszczęście być świadkami. No cóż, tak widocznie musi być (!).
 Na zakończenie dodam, że niezbyt podoba mi się odpowiedź redakcji na ów list: "A u nas, co Panu w ?Gońcu= się nie podoba?" Z całym szacunkiem dla pisma, p o l s k i e g o  pisma, w odróżnieniu od tak wielu pism tylko polskojęzycznych, pisma, w którym mam zaszczyt publikować swoje nie tylko listy, artykuły, a także powieść, to ta Państwa odpowiedź na krytyczną ocenę mediów tego Pana, mówiąc delikatnie, jest odpowiedzią lekceważącą.
 A odpowiadając na zadane temu Panu pytanie będące jednocześnie odpowiedzią redakcji, dodam, że nie bardzo widzi mi się  zamieszczanie horoskopu w piśmie mającym na tytułowej stronie hasło: SILNI WIARĄ. Może się mylę, ale bez obrazy, z całym szacunkiem dla Państwa tworzących ten tygodnik...
 Z poważaniem
Wojciech J. Antczak

 Od redakcji: Szanowny Panie, odpowiedzi na listy nadsyłane do "Gońca" są z zasady lakoniczne, jeśli chodzi o polskie środki przekazu mogę tylko powtórzyć odpowiedź na list pierwszy. Język polski zmienia się, czy tego chcemy, czy nie, czasami na gorsze. Horoskop? Czytając "Gońca", nie można go traktować poważnie...

 Emerytura 
 Szanowna Redakcjo! 
 Nie jest moją intencją prowadzić polemikę na temat podpisanej umowy  emerytalnej z Kanadą, lecz trudno się pogodzić z faktem, że nikt nie potrafi rzeczowo odpowiedzieć na pytanie zadawane od momentu spotkania w Centrum Jana Pawła II.   Pytanie to brzmi - czy fakt posiadania polskiej emerytury ma wpływ na rozmiar (wysokość) kanadyjskich świadczeń? Bo jeśli tak, co można wywnioskować z uzyskanych odpowiedzi, umowa ta nie ma najmniejszego sensu. Kto zyska, a kto straci? Zyska tylko Kanada. Argument? Proszę. Wszyscy, którzy tu mieszkamy i pracujemy, płacąc bardzo wysokie podatki, nabywamy  prawa do kanadyjskich świadczeń. Wysokość ich jest stała, tzn. ok 1200 dol. miesięcznie (z dodatkami), i nie jest ważne, czy ktoś pracował 10, 20, 40 lat (a mógł również nie pracować), mamy tzw. minimum socjalne, jednakowe dla wszystkich. Z chwilą otrzymania polskiej emerytury, którą nabywamy w myśl prawa polskiego (i nieważne tu jest, za ile lat pracy), zaczynają się dziać ciekawe rzeczy, emerytura traktowana jest jako dochód, a od dochodu trzeba płacić podatek (w Polsce zapłaciliśmy 18 proc., a w Kanadzie zatrzymują dodatkowe 15 proc.) plus 50 centów za każdego otrzymanego dolara emerytury, czyli teoretycznie pozbawia się nas naszych pieniędzy, które wypracowaliśmy nie w tym kraj, i jednocześnie zmniejsza się (lub nie, co zawarłem w pytaniu na wstępie listu) świadczenia kanadyjskie, obarczając ciężarem umowy stronę polską. Czy Kanada jest aż tak biednym krajem, że z cynizmem wykorzystuje drugą stronę?A miało być pięknie i wesoło!
Stały czytelnik
 PS  Pisząc stała kwota w wysokości 1200 dol., miałem na myśli tylko i wyłącznie te sumy, które są wypłacane z CPP, OAS i GIS. Dla ułatwienia odpowiedzi dodam: moje CPP = 315 dol., za pobyt w Kanadzie 258 dol., razem 573 dol.+575 dol. emerytura z Polski (w zależności od kursu dolara) razem daje to sumę  1148 dol. Powtórzę pytanie. Czy moja emerytura z Polski będzie miała wpływ na wysokość kanadyjskich świadczeń CPP, OAS, GIS (około 1200 dol.), bo w moim przekonaniu powinna być dodatkiem do świadczeń tu nabytych tzn. 1200 dol. + emerytura. 
 Proszę Redakcję o odpowiedź. 

 Od redakcji: Emerytura z Polski w myśl kanadyjskich przepisów zawsze traktowana była jako dodatkowy dochód.
 
 
 

GONIEC NR 45/2009.

 Emerytura
 Szanowna Redakcjo! Śledzę z uwagą gorący temat emerytur z Polski. Nasuwa się kilka pytań, na które trudno znaleźć właściwą odpowiedź. W Kanadzie przebywam od 20 lat, w 1994 r. uległem wypadkowi i po długiej rehabilitacji wróciłem do pracy. Po 1994 r. nastąpiła zmiana w przepisach tzw.WSIB i od następnego roku obowiązują nowe, tzn. wszyscy, którzy ulegli wypadkowi w pracy w późniejszym czasie, podlegają nowym  uregulowaniom prawnym, innymi słowy, "prawo nie działa wstecz" tu i tutaj, tzn. w Kanadzie! Natomiast umowa emerytalna pomiędzy Polską a Kanadą nie podlega takim rozwiązaniom prawnym!!! No cóż, jesteśmy inną grupą obywateli, gdzie "prawo" znaczy zupełnie coś innego.   Pytanie następne, na które nikt po obydwu stronach zaistniałego konfliktu dotychczas nie odpowiedział - czy emerytura nabyta w Polsce zwiększy nasze świadczenia nabyte tu, w Kanadzie? Dla jasności pytania wyjaśniam - kobieta po 20, a mężczyzna po 25 latach pracy w Polsce nabywa prawo do pełnej emerytury. Jeśli tu, w Kanadzie, dodatkowo  przepracujemy 20 lub więcej lat, to logika wskazywałaby, że nasze emerytury powinny być wyższe, a nie obcinane do poziomu minimum socjalnego, co można wyczytać z odpowiedzi udzielonych przez oficjeli rządu kanadyjskiego na spotkaniu z Polonią. Kto i w czyim imieniu negocjował umowę w takiej formie, bo okazuje się, że za ciężką pracę (nieważne jaką) potraktowano nas jak zbiorowisko idiotów. W każdej społeczności znajdą się ludzie, którzy będą wykorzystywali system zabezpieczeń społecznych. Ale na miłość Boską, niech nam nikt nie wmawia, że za lata ciężkiej pracy mamy żyć na granicy ubóstwa obowiązującego w Kanadzie równego dla wszystkich (jest to około 1200 dol.), bo równi to jesteśmy tylko wobec Boga. Jeśli mówi się do nas, że aby żyć godniej (czytaj dostatnie) na emeryturze, należy inwestować w swoją starość poprzez różne formy oszczędzania, np. RRSP, to naszym RRSP jest nasza emerytura z Polski, która powinna zwiększać nasze świadczenia w Kanadzie, a nie działać odwrotnie i być formą kary, bo koszty umowy ponosi przede wszystkim Polska. 
Stały czytelnik 

 Od redakcji: Szanowny Panie, umowa emerytalna również nie działa wstecz, ale generalnie podzielamy Pana rozczarowanie, proszę przeczytać wywiad z prezesem KPK na stronie 23.

 ***
 Co się dzieje z waszym polskim językiem? Wy, którzy urodziliście się w Polsce, studia pokończyliście w Polsce, raptem jesteście w Kanadzie. Po kilku latach wasz polski język idzie na psy - co to znaczy mój samochód stoi na kornerze? Albo idziemy do basementu, trzeba zapłacić mały cost. Ludzie, czy wy oglądacie programy ukraińskie - nie ma nigdy słów angielskich w języku ukraińskim - ci ludzie dbają o swój język; a Polacy chcą pokazać, że mogą mówić dwoma językami - polskim i angielskim - ani jeden nie jest dobry - wstyd.
Bob z Barrie

 Od redakcji: To prawda, ludzie często mieszają i kaleczą język - trzeba z tym walczyć, najlepiej pokazując własny, dobry przykład choćby w podpisywaniu się imieniem i nazwiskiem w polskim brzmieniu... To, jak mówimy, świadczy o naszej kulturze, "pokończenie studiów", czyli wykształcenie, i kultura w dzisiejszych czasach niestety przestały iść ze sobą w parze.
 

 Szanowna Redakcjo! 
 Droga Redakcjo, piszę do Was ten list i mam ogromną nadzieję, że mi pomożecie, gdyż jestem w bardzo ciężkiej sytuacji. Wychowuję sama pięć córek i wnuczkę 7-miesięczną, córki w wieku szkolnym: Ewelinka ma lat 18, uczęszcza do 3 kl. średniej, Paulinka ma 16 lat, uczennicą jest 1 kl. średniej, Ania ma lat 15, uczęszcza do 3 klasy gimnazjum, Monika ma lat 14, jest uczniem gimnazjum, Julitka ma lat 11, uczennica 5. klasy podstawowej . Ojciec dziewczynek nie interesuje się ich życiem i losem, jak i zarówno ojciec wnuczki nie łoży na wychowanie córki. Pobieram na nie alimenty w wysokości 775 zł miesięcznie. Życie nie szczędzi mnie i całej mojej rodziny. Mieszkam w domu swoich rodziców. Rodzice moi są bardzo schorowani, mama jest chora na reumatyzm i ma chore oskrzela, ciężko jest jej oddychać i chodzić jest po zawale, tato jest po dwóch zawałach, ma zaawansowaną cukrzyce, ma amputowaną nogę i nie ma krtani, jest w ciężkim stanie zdrowotnym. Pobierają niskie emerytury w wysokościach 550 mama i tato 650. Mam dwie siostry, które również są chore, siostra Jola jest chora na schizofrenię od kilku lat, a siostra Renia w tej chwili obecnie ma wykrytą chorobę stwardnienie rozsiane. Obie choroby moich sióstr wymagają opieki osób najbliższych, dom wymaga niezwłocznie remontu. Bardzo proszę Redakcję o POMOC. Mam również wielką nadzieję, że znajdą się ludzie dobrego serca, którzy będą mogli pomóc w dla nas ciężkich chwilach. Przyjmiemy każdą zaofiarowaną pomoc. Za udzielenie Nam pomocy z góry dziękuję. 
Pękala 
 Adres. 
 Izabela Pękala 
 Nowy Kamień 79
 27-600 Sandomierz 
 woj. świętokrzyskie

 Od redakcji: xxx

 Witam Panie Andrzeju!
 Przez kilka lat byłem w Kanadzie i pewnie na wiosnę też się wybiorę. W czasie mojego pobytu bardzo ceniłem sobie waszą gazetę. Uważałem i uważam, bo teraz często zaglądam do Was przez Internet, że piszecie obiektywnie, nie czuje się jakichś manipulacji czy grania czytelnikiem. Szczególnie cenię sobie Pana artykuły, zawsze jak brałem gazetę do ręki, zaczynałem czytanie od Pana artykułu, przeważnie to była ocena bieżących wydarzeń. Cieszę się, że jest w Pana artykułach wiele pokory, szczególnie nie unika Pan tematów religijnych. Widać, że Pana korzenie mocno są wrośnięte w polskość. Byłem na kilku spotkaniach z Pana udziałem, szczególnie zapamiętałem to z Panem red. Michalkiewiczem w kościele Chrystusa Króla przy Lakeshore Rd. 
 Pana Michalkiewicza też często czytuję, a także Pana Rosę. Pamiętam, jak śp. Pan Jan Zbigniew Dąbrowski, którego pamiętam jako bardzo pogodnego i życzliwego człowieka, zawsze zaznaczał, że tę swoją wspomnieniową książeczkę napisał dzięki Panu Rosie.  To ważne potrafić zebrać tak wartościowych ludzi do swej redakcji.
 Ja tutaj w Polsce poznałem bardzo zdolną, młodą pisarkę Panią Darię Galant ur. w 1973 r. we Wrocławiu, a teraz mieszkającą we wsi Ojcowizna pod Wyszkowem n. Bugiem, 50 km na wschód od Warszawy. Jej książki to: "Bóg ukrył się w górach", "Południca", "Lilith", "Siostry Apposto", pisze scenariusze filmowe, jest autorką filmów dokumentalnych, pisze także artykuły do gazet, szczególnie sobie cenię artykuły do lokalnej gazety "Wyszkowiak". Szczególnie jej pasją są konie i jeździectwo.
 Informacje na jej temat można zaczerpnąć, wywołując hasło "Daria Galant". 
 Chciałbym zwrócić też uwagę na blog Pana Wiesława Czapskiego, który robi bardzo ciekawe zdjęcia naszych okolic. Ostatnio wiele miejsca poświęcił odsłonięciu pomnika, który stanął w Wyszkowie, a poświęcony jest poległym bohaterom przeciwstawiającym się władzy komunistycznej na tych terenach w latach 1946-1952.
 Myślę, że warto poznać tych wartościowych ludzi.
 Z poważaniem
 Jerzy Rozenek

 Od redakcji: Dziękujemy za pamięć!

 Panie Redaktorze!
 Pragnę poruszyć parę uwag o programach radiowo-telewizyjnych, powszechnie irytujących wielu Polaków. Mam na myśli: Radio 7, programy TV "Z ukosa" oraz "Na luzie". Nie pełnią roli przykładnej, są byle jakie.   I tak: 
 Radio 7 - P. Piotr, prowadzący audycję, stosuje wciąż czas przeszły w stosunku do czasu przyszłego. Np. będą tańczyli, śpiewali, deklamowali - zamiast będą tańczyć, śpiewać itd. Odmiana przez przypadki w czwartej klasie szkoły podstawowej kłania się temu panu. Zarówno pan P., jak i pani z nim prowadząca audycję stosują dziwolągi słowne typu:
 a tych stopni będzie... (w odniesieniu do st. C.)
 a z tych chmur popada (wcześniej mówiąc o zachmurzeniu)
 a na tym niebie..., a tego słońca... jak gdyby były jeszcze inne chmury, inne słońce, inne niebo. Codziennie, wielokrotnie powtarzane są te same bzdury. 
 Akcentowanie wyrazów okropne - przeciągane (kiedyś tak wyrażali się ulicznicy). Typ knajacko-uliczny  zapanował nie tylko w Warszawie, ale i w Kanadzie. Wymawiane bez akcentu, np. polityka, matematyka, itp. Prawidłowo, po polsku akcent winien być na środkową sylabę - polityka, matematyka. To są podstawowe zasady polskiego wysławiania się.
 Dzwoniłem swego czasu do Radia 7 ze zwróceniem uwagi na niestosowność takich wyrażeń, ale bez skutku.
 Dowolność tych państwa jest niedopuszczalna w kontekście oddziaływania na słuchaczy, z których wielu naśladuje bezkrytycznie błędne formy. Radio to nie tylko biznes, ale i obowiązek edukacyjny. (Lecz nie wg porzekadła - "uczył Marcin Marcina"). Podobną niewłaściwością jest wysławianie "Myssissauga" zamiast miękko "Mississauga". Dotyczy to również radia p. Piotrowskich, pani czytającej wiadomości w programie TV o 11.00 rano, w sobotę.
 Programy TV:
 "Z ukosa" - Pan prowadzący, z niechlujnie zarośniętą twarzą, stwarza obraz zaniedbanego, nieeleganckiego. Nawet czarny garnitur nie poprawia wrażenia. Wyrabia więc opinię niewłaściwą polskiemu środowisku, które nie hołduje takiemu stylowi. Chyba, że chce się przypodobać i naśladować określoną nację? Ale to nie w polskojęzycznym programie, proszę. Nie możemy być lekceważeni przez bylejakość.
 "Na luzie" - Dno, dno. Za dużo luzu. Te lubieżne wyginania się przed kamerą, głupawe śmieszki, no i programy gotowania na "okrągło". Rozumiem, że przy zerowych wydatkach, lecą reklamy i pieniądze też. Ale jest to już niestrawne, za wiele. Jeżeli to ma być program dla środowiska polskiego, to szkoda czasu antenowego na takie głupoty. Więcej o Polsce, jej przeszłości, zabytkach. To jest nam potrzebne, a szczególnie naszym dzieciom i wnukom.
 Uwagi ogólne: Kto rekomendował takich ludzi do uzyskania koncesji i zakresu programów? Kto ocenia? To przecież nie prywatne folwarki, ale programy dla Polaków i w ich imieniu - ukłony dla KPK - nie reagującego na nieprawidłowości. Pewnie, lepiej dobrze zrobić Kanadzie, wyprowadzając z Polski emerytury, by emeryci i Polska nie mieli z nich korzyści. Za to uzyskać rekomendację na kandydata na posła do Parlamentu. To są te przysłowiowe srebrniki za... Obserwując programy rosyjskie, ukraińskie itd., aż przyjemnie popatrzeć na prowadzących programy TV. Porządnie ubrani, ogoleni, z dozą powagi prowadzący, nie lekceważący swoich telewidzów niechlujnością i niepoprawnością. Czy my Polacy zasługujemy na taką bylejakość? Czy zamiast ciągłego katowania nas gotowaniem warto np. wprowadzić do programów:
 - dobrych manier,
 - zachowania się przy stole i innych okazjach,
 - dobrego smaku ubioru na różne okazje, 
 - estetyki wyglądu, 
 - właściwego wysławiania się i akcentowania w polskim języku, 
 - omawiania niewłaściwości w środowisku polonijnym,
 - itd., itp. poprzez wsłuchiwanie się w głosy telewidzów.
 Myślę, że tego typu prelekcje spotkają się z powszechnym aplauzem, jeżeli będą prowadzone nie przez amatorów, ale ludzi światłych.
 Nie chcę tą wypowiedzią nikogo obrazić, ale w trosce o ww. sprawy choć częściowo wpłynąć na poprawę.
 (nazwisko do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: A u nas, co Panu w "Gońcu" się nie podoba?

 Skandal z wizami
 Szanowni Państwo,
 Pomni pamięci naszych wielkich bohaterów narodowych Kościuszki i
Pułaskiego walczących o wolność Stanów Zjednoczonych, nie możemy dłużej milczeć, gdy ten kraj dyskryminuje naszych obywateli, traktując ich na równi z obywatelami bananowych republik.
 Tak się nie postępuje z narodem, który tyle przecierpiał w swojej historii najpierw gnębiony przez faszyzm, a później przez sowietyzm. My nie prosimy o zniesienie wiz, my się tego domagamy.
 Wszystkie cywilizowane kraje Zachodu traktują nas z szacunkiem, budujemy razem z nimi Zjednoczoną Europę, czas przypomnieć Ameryce, gdzie leży Polska, bo tam widać z geografią nie najlepiej. Aby słowa powyższe dotarły z pełną mocą tam, gdzie dotrzeć powinny, WSZYSCY wysyłajmy e-maile do Prezydenta Obamy z żądaniem NATYCHMIASTOWEGO ZNIESIENIA WIZ DLA POLAKÓW.
 Nasza siła jest w jedności.
 Pozdrawiam
S.C.

 Od redakcji: Po co jeździć do Ameryki, gdzie nas nie lubią. 
 
 

GONIEC NR 44/2009.

 Szanowni Państwo,
 Umowa o zabezpieczeniu socjalnym podpisana 8 kwietnia 2008 między Kanadą a Polską, która weszła w życie 1 października tego roku, budzi wiele kontrowersji i dyskusji wśród kanadyjskiej Polonii. Cała ta dyskusja, na zorganizowanych zebraniach, we wschodniej i zachodniej Kanadzie, jak również tocząca się łamach Gońca, wynika chyba z braku wiedzy i właściwiej interpretacji tej umowy, a przede wszystkim z braku wiedzy na temat umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, jaką Kanada zawarła z Polską już w 1989 roku. 
 Dość wcześnie zapoznałam się dokładnie z treścią umowy emerytalno-rentowej i zauważyłam, że jest to typowa umowa, jaką Kanada zawiera z większością krajów Unii Europejskiej, a także z innymi krajami spoza Unii. Myślę, że umowa została podpisana właśnie dlatego, że Polska znalazła się w Unii Europejskiej i obowiązują ją także unijne zalecenia. 
 Z podpisania umowy emerytalno-rentowej jedni się cieszą, inni smucą. Cieszą się przede wszystkim osoby urodzone przed 1 stycznia 1949 roku, które podlegają pod tzw. stary system emerytalny i które według tego systemu za krótko pracowały w Polsce, żeby dostać cokolwiek za lata przepracowane w Polsce. Smucą się ci, którzy nie znali, czy też nie chcieli zapoznać się z przepisami podatkowymi w Kanadzie. 
 Proszę jednak pamiętać, że umowa emerytalno-rentowa nie zmieniła i nie zmieni kanadyjskiego systemu podatkowego, a także umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między Kanadą a Polską. Kanadyjsko-polska umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania nie różni się od podobnych umów podpisywanych przez Kanadę z innymi krajami i nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł wywalczyć jakieś specjalne przywileje dla Polaków w Kanadzie. 
 Zarówno Kanada, jak i Polska, jak i wiele innych krajów na świecie, mają system podatkowy oparty na tzw. worldwide income. Czyli niezależnie od tego w jakim zakątku świata uzyskujemy dochód, jest on opodatkowany w kraju rezydencji, czyli w kraju, w którym mieszkamy na stałe. Oczywiście możemy mieszkać i tu, i tam, ale musimy określić, gdzie jesteśmy rezydentem podatkowym. Przy określeniu rezydencji bierze się pod uwagę wiele kryteriów. Ogólnie można powiedzieć, że za rezydenta można uznać osobę, która przebywa w danym kraju powyżej 183 dni, jeżeli na podstawie innych kryteriów nie można tego określić. 
 Emerytura polska jest w myśl prawa dochodem i jest obowiązek uwzględnienia tego dochodu w kanadyjskim corocznym zeznaniu podatkowym. To wcale nie znaczy, że płacimy podwójny podatek. Podatek, jaki zapłaciliśmy w Polsce, jest rekompensowany w Kanadzie przez tzw. foreign tax credit. Czy w całości? A to zależy, jaki status mamy w Polsce, czyli czy dla władz polskich jesteśmy rezydentami polskimi, czy kanadyjskimi. 
 Jeżeli składając wniosek emerytalny, osoba podała adres zamieszkania w Polsce, władze polskie bez wnikania w szczegóły założyły, że taka osoba jest rezydentem Polski i ZUS ściąga podatek według polskich stawek podatkowych minimum 18 proc., czyli więcej niż 15 proc., które przewiduje umowa kanadyjsko-polska. Wtedy foreign tax credit nie zrekompensuje nam podatku potrąconego przez ZUS w Polsce. Na dodatek, jeżeli mieszkamy na stałe w Kanadzie, ZUS bezprawnie ściąga nam składkę na ubezpieczenie zdrowotne, ale też bezprawnie korzystamy w tym przypadku ze służby zdrowia w Polsce. Proszę przyjąć do wiadomości, że ubezpieczenie zdrowotne w Polsce należy się tylko osobom na stałe zamieszkującym w Polsce. Składka zdrowotna nie jest ściągana od osób, które na wniosku emerytalnym podały, że mieszkają na stałe w Kanadzie. 
 Podatek zapłacony w Polsce, nawet tylko ten 15 proc., czyli według umowy, nie zostanie zwrócony w Kanadzie, jeżeli osoba ze względu na niskie dochody nie zapłaciła żadnego podatku w Kanadzie. Foreign tax credit, jak sama nazwa wskazuje, jest tylko tzw. non-refundable tax credit, czyli kredytem jak wiele innych kredytów możliwych do zastosowania zgodnie z kanadyjskim systemem podatkowym.
 Większość emerytur z Polski jest tak niska w przeliczeniu na dolary, że jeżeli mamy powyżej 65 lat i jesteśmy osobami o niskich dochodach, nie zapłacimy od tego dodatkowego dochodu żadnego podatku w Kanadzie. Nietrudno jednak zauważyć, że emerytura z Polski podnosi nasz dochód w Kanadzie, który ma wpływ na wiele różnych dodatków przysługujących w Kanadzie ludziom o niskich dochodach. Ten dodatkowy dochód z Polski wpływa na zmniejszenie między innymi GIS (Guaranted Income Supplement), dodatku do zasiłku starczego OAS. 
 Często słyszę, że wobec tego mija się z celem występowanie o polską emeryturę. Nie do końca jest to prawda. Emerytura raz przyznana będzie wypłacana do końca życia. Dodatek GIS, chociaż w nazwie ma gwarantowany, może nie być wypłacany w przypadku bardzo złej sytuacji ekonomicznej w Kanadzie. Czy to kiedykolwiek nastąpi, tego nikt nie może przewidzieć. A jak Polska wejdzie do strefy euro i jej gospodarka będzie znacznie wyżej postawiona niż kanadyjska, może okazać się, że polska emerytura jest znacznie wyższa niż kanadyjska. Więc lepiej mieć to, co sobie już wypracowaliśmy. 
 W liście tym skupiłam się przede wszystkim na wyjaśnieniu kilku spraw związanych z opodatkowaniem w Kanadzie emerytur z Polski. Zagadnienia te są mi znane, jako że od wielu lat zajmuję się rozliczeniami podatkowymi dla Polonii w Edmonton. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpuje to tego tematu. 
 Posiadam też dość dużo informacji na temat praktycznej realizacji umowy o zabezpieczeniu społecznym między Kanadą i Polską, która właśnie weszła w życie. Chętnie podzielę się tymi informacjami z osobami zainteresowanymi. 
 Z poważaniem
Zofia Janiszewska
 e-mail: janiszew@telus.net

 Od redakcji: Dziękujemy za wyjaśnienia, w następnym numerze przedstawimy rozmowę z prezesem KPK p. Lizoniem, który również podaje informacje na ten temat. 

 Szanowni Państwo
 Niniejszym uprzejmie informujemy, że rozpoczyna działalność portal PolskieKresy.info. 
 Priorytetem portalu jest zbieranie informacji w "Monitorze Kresowym" o wszelkich przejawach łamania praw polskich mniejszości, aktach antypolonizmu na Kresach, a także faktów niszczenia polskiej spuścizny materialnej na obszarach kresowych. Oczywiście portal ma nie tylko informować o tych faktach, ale być motywacją do działań dla tych, którzy z racji funkcji powinni to robić. Wszelkie sugestie odnośnie do treści i formy, zwłaszcza ze środowisk polonijnych, będą bardzo pomocne.
 Zwracamy się także z uprzejmą prośbą o wszelkie informacje, które pomogą rozszerzać zbiór informacji "Monitora Kresowego". 
 Pozdrawiamy serdecznie.

 Od redakcji: Każda inicjatywa, która przywraca wiedzę o Kresach, jest cenna.

 ***
 Świat dzisiejszy i cała polityka jest nastawiona jedynie na zyski pewnych, wybranych ludzi. Jeśli człowiek lub jakiś zakład nie przynosi zysków, skazany jest na likwidację, czyli śmierć. Świat ten, a szczególnie człowiek stworzony jest przez Boga nie dla czyjegoś biznesu, lecz biznes powinien mu służyć. Jeśli na tej ziemi nie byłoby ludzi, to życie nie miałoby większego sensu.
 Dziś w Polsce różnymi metodami niszczy się życie na różnych płaszczyznach, co nie przynosi zysku, zgodnie z poprawnością polityczną i zaleceniami UE. W Polsce zamyka się np. szpitale, które są nierentowne. To jest pomieszanie pojęć u polityków. Komornicy zajmują nawet łóżka szpitalne. Zajmują wszędzie, co się da, za rzekome długi. Szkoda, że jeszcze nie zajmują chorych ludzi. Może wkrótce i do tego dojdzie. Z trupami nie będą mieli kłopotu, ale chorych chyba muszą odstawiać do obozów, aby ich tam wykończyć, aby żywcem ich nie grzebać. 
 Na stocznie i inne zakłady nie ma podobno kupców, oprócz anonimowych ludzi z Bliskiego Wschodu. W Polsce podobno nie ma takich ludzi. Ciekawe, że komuś spoza Polski będzie się opłacać kupić, tylko nie Polakom. Gdzie ten polski rząd, aby pomóc w kryzysie utrzymać polskie zakłady, które są żywicielami tysięcy rodzin. Inne kraje dopłacają nawet zakładom nierentownym, bo traktują ludzi jako ludzi, a nie podludzi. Bo nie można pozbawić człowieka środków do życia i tysięcy rodzin. Ciekawe, ile Polska wydaje na wojny w Iraku i Afganistanie, wojny bezsensowne. Na pewno by wystarczyło na pomoc tym zakładom, nie odbierając chleba rodzinom w Polsce i na służbę zdrowia. To są rządy totalitarne, jak za komuny, a w niektórych przypadkach gorsze. Wróciły czasy, kiedy komuniści krzyczeli: obetniemy ręce tym, którzy podniosą rękę na rząd, raz zdobytej władzy nie oddamy, rząd się sam wyżywi etc. 
 Naród polski jest w tym winien. Wybrali taki rząd naiwnie, ufając propagandzie. Polacy nie dorośli chyba jeszcze do demokracji, ale politycy powinni mieć sumienie i wiarę w Boga nie tylko na pokaz w wyborach, ale na co dzień. Kontynuuje się kulturę śmierci, przed którą Jan Paweł II przestrzegał.
S.W.
Mississauga

 Od redakcji: Zatem co robić?
 
 
 

ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster