POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada

Wydawca:
Goniec Inc.

..
 
 
 
 
LISTY DO REDAKCJI
archiwum nr 3
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

GONIEC NR 34 (37) (20 - 27 sierpnia 2004)

 Szanowni Panowie,
 Bardzo dziękuję za spełnienie obietnicy i przeprowadzenie wywiadu z Januszem Rybakiem. Przez dwa lata przytył sporo, widocznie dają więcej chlebka. Janusz jest zdziwiony ostatnią wizytą z konsulatu, wydaje mi się, że była to reakcja na mój fax do MSZ w Warszawie w sprawie gruźlicy stwierdzonej u Janusza Rybaka. W wywiadzie nic na ten temat nie ma, a podobno w tamtym miesiącu był w szpitalu na badaniach. Pozytywny test wyszedł w listopadzie (?).
 Ciekawe są zwyczaje tutejszych prawników, przyznaj się, to dostaniesz 18 miesięcy, a gdy się nie przyznasz, dożywocie. Czyli co? Za pomoc w poprawieniu statystyki malutką karę, ale w papierach będziesz mordercą, a gdy będziesz walczył o swoje, to z zimną krwią załatwimy dożywocie. Gdzie my żyjemy? Typowy proces poszlakowy, szereg tropów nie sprawdzonych, inne się nie zgadzają, ale DOŻYWOCIE. Widocznie wiedzieli, że o Polaka nikt się nie upomni, przecież konsul generalny przyjechał tu w nagrodę, aby coś zarobić i mieć spokój, jemu kłopoty nie były potrzebne, a obowiązki (?), no to chyba jakieś miał - nieważne, co tam jakiś Rybak. Swoją drogą ciekawe, ile Polaków siedzi w kanadyjskich więzieniach i jaką pomoc uzyskują z konsulatu? Temat chyba ciekawy?
 Wydaje mi się, że pan Kumor jest gotów zmierzyć się z tym tematem, a więc nie ma czego się wstydzić, trzeba pisać listy do "Gońca", pomagać sobie i innym. Wydaje mi się, że sprawa jest tego warta, dotyczy Polski i Kanady, dotyczy NAS. Jak nas widzą tak nas piszą, szum uczyniony w jednym temacie pozwoli się rozkręcić, powoli ruszymy z kopyta. Mam następną propozycję. Ponieważ mieszkam w Cambridge, chciałbym skorzystać z okazji, aby wciągnąć do tych działań pana Wojciecha Gryca z jego Radykalną Demokratyczną Partią. Może w Cambridge i na łamach "Gońca" co się ruszy, może znajdą się chętni, aby coś robić. Nie od razu znajdą się. Nie od razu Kraków zbudowano, ale trzeba od czegoś zacząć. Artykuły w "Związkowcu" i "Toronto Star" zdziwione wyrokiem, z artykułu w "Gońcu" też widać dużo niejasności, dziwne podejście przedstawicieli "prawa" do sprawy.
 Zróbmy trochę szumu w dobrej sprawie - warto. A może i nowy konsul generalny w Toronto włączy się w te działania? Jestem optymistą.
 Sierzputowski Janusz
 PS Bracia chłopaka zostawili, może obcy ludzie pomogą?

 Od redakcji: My zapraszamy na łamy!
 

 "Zacznijmy od koszulek"!
 Panie Andrzeju
 O czym pan pisze, to pod czaszką się nie mieści. A co z tego będę miał? Ile mogę odpisać od taxu itd.? Były Mistrzostwa Świata p. nożnej. Polska wygrała z USA. Byłem sam na Ronceswólce. Babcie biły mi brawa i mojemu rumakowi, który stracił głos na zawsze. Żaden mechanik nie może dojść, co jest. A co było w innych dzielnicach?
 Był Światowy Dzień Młodzieży, około 30 tys. Polaków wzięło udział? Tak pisaliście. Ten Jan Paweł II to faktycznie chyba "Rusek". Była droga krzyżowa i polska M. Boska - ilu było Polaków, co zewnętrzną szatą to demonstrowało światu?
 Był Brampton, poświęcenie pomnika, byłem sam, aż się rumieniłem. Gdzie i jak ja tu przybyłem. Wystrojony był  Centennial Park, ilu nas nas było?
 Było lotnisko Dunsville, nocne czuwanie, defilada na pasie startowym grupki Polaków.
 Było 25 lat ojca św. Karola Wojtyły. Była "jedna" wiązanka 25 róż, ale moja jedna, reszta kwiatów to co kościół kupił. Znajomi Azjaci katolicy prosili mnie "Chcemy mieć koszulki o  o papieżu, polskie symbole". Więc gdzie, Roncesvalówka. Tak kupiłem 1 szt. Ostatnia. No, i "ten towar nie idzie" usłyszałem 2 tyg. temu. A gdzie "Wałęsa", "Bierut", Piłsudski", Kościuszko", Gomułka, Jaruzelski? itd. To oni nauczyli nas pisać i czytać. Za czasów rządu "londyńskiego" tylko 25% umiało. Kochany pojedź w piątek wieczór, w sobotę na Bathurst, tam teraz przy 30 0C chodzą w futrzanych togach, kapeluszach i swojego kraju się nie wstydzą, choć prezydent USA nazwał ich fanatykami religijnymi.
 Tu jednemu zachciało się mieć "Fregatę". To chodzili mu ją ciągle dewastować. Podobno ci od "Prawa" wiedzą, kto to robił. Teraz drugiemu zachciało się na "Orbicie". Już też się przekonał, co to znaczy być Polakiem. Teraz też zastanawiam się: czy się przemalować, czy dać sobie zrobić operację plastyczną góry i dołu, bo jestem podobno znaczny Polak z krwi i kości.
                         Jan
 PS Co niektórych podobno za "Fregatę" aresztowali. Drugimi drzwiami wypuścili. I dalej to samo. 
 Będzie nowy kościół polski. Ale pod i dla  Francuza imienia. U nas w narodzie nie ma świętych - "same diabły" były i są.
 Tak nas wynarodowią przy naszej współpracy. Tu nawet ksiądz wstydzi się koloratki i biretu. Na pogrzeb znajomego przybył w baciuszce. Wybaczam, była zima, on też człowiek.

 Od redakcji: Szanowny Panie, nieco pogubiłem się w wątkach listu. Pozdrawiam serdecznie - A. Kumor

 Szanowna Redakcjo!
 Pozdrawiam serdecznie, życząc dalszych sukcesów oraz wielu czytelników. "Goniec" jest bardzo interesujący, ale też czasami może doprowadzić niektóry artykuł do silnego zdenerwowania. Czytam każdy prawie artykuł, ale pocztę "Gońca" najlepiej. Ostatni tygodnik nr 32, niejakiej Pani Kniaziowej A. Nazarowycz doprowadził mnie do stanu nerwowego. Owa pani pisze same kłamstwa, przekręty, matactwa i chwali się, że Ona jest religijna. A jakaż to Religia tak kłamać?
 Jestem rodem z kresów, więc wzywam Was wszystkich Kresowiaków PISZCIE JAK MOŻECIE, ale nie pozwólcie na te niekończące się o nas kłamstwa. Pamiętam czasy przedwojenne, nie było między Polakami a Rusinami żadnej różnicy, szkoły były dwujęzyczne, mieli Oni duże gospodarstwa, byli też rzemieślnikami, itp. 
 Ale już wcześnie, gdzieś około 1927-29 r., zaczęło się ich marzenie o samodzielnej (bo swoją dawno sprzedali dla Rosji), więc plany na Polaków. Nie będę brnąć w dalszą historię, bo każdy z nas ją zna, i nie będę zastanawiać się faktami podrobionych dokumentów, którymi zasłania się Pani Kniaziowa. Wiem tylko jedno za sprawą rosyjską oraz niemiecką, dla których Oni byli narzędziem wykonania różnych zbrodni ludobójstwa. Za to chcieli "wylyku Ukrainu", ale ta Ukraina jest na ziemi zalanej krwią polską i Ona Wam nigdy nie da szczęścia.
 W 1943 r. zginęła cała moja Rodzina wyrżnięta siekierą, nożami, tylko z to, że byli Polakami, a zostało miejsce dla szerokiej Ukrainy. Nie tylko moja Rodzina to przeszła, ale  setki Polaków. Niemcy, widząc to, kazali się nam ukrywać, więc jedni w lasach, inni w polach, i my z nimi, ale i tam było niebezpiecznie. Więc za osłoną niemiecką, zabrawszy ze sobą co można unieść, trochę suchego chleba, wsadzili nas do wagonów towarowych i pełnych strachu wywieźli w strony rzeszowskie lub lubelskie. A cały nasz dobytek życiowy, moich Dziadków, Rodziców zabrali Kochani Sąsiedzi Kniaziowi, a teraz jeszcze głupia pretensja, powoływanie się na Religię? Jaka Wasza religia z nożami?
 To samo działo się na  Łemkowszczyźnie? A co teraz macie w Polsce, jak tak nas nie lubicie (bo wam jeszcze mało), to dlaczego nie wyjedziecie do Waszej Szerokiej Ukrainy? Jest już wolna, dużo miejsca, a wy żrecie chleb polski i rządzicie się jak szare gęsi i jeszcze śmiecie nadal kłamać, przekręcać całą historię. Tylko Wy przekręcacie całą historię, Wasza  44 Dywizja SS, bierze wielkie pieniądze od Niemiec, za to macie pieniądze, aby pisać kłamstwa bez pamięci, itp. Nazywacie uczciwe, a jaka Wasza Konstytucja Nowa, co Ona Wam nakazuje? (Zhyn a nie pryznajsia to budesz Prawdywij Ukrainiec?). Wypowiedź moja bez komentarza, jeżeli ktoś mi co zarzuci, to chyba jest nie Polakiem. Opisałem, to co przeżyłem, tylko w 1%, bo opisać całe przeżycie potrzeba jedną całą stronę, a szkoda zdrowia, bo z tak wielkim zakłamaniem nie można wygrać sprawy.
 Szanowna Redakcjo, przepraszam za błędy, to jest starość oraz żal i nerwy, ale przekazując komuś, lepiej na sercu człowiekowi.
 Pozdrawiam serdecznie, życząc dużo czytelników oraz wielu listów.
Życzliwy Wam Kresowiak
Toronto

 Od redakcji: Dziękujemy za pełen emocji list. Bardzo prosimy, aby  zapoznał się Pan z tekstem M. Kałuskiego "Ksiądz swoje, a pop swoje" zamieszczonym na sąsiedniej stronie. 

 Dzień żołnierza sprawy polskiej w Toronto
 We wszystkich kulturach wojsko jest otaczane szacunkiem społeczności, które oddają honor i cześć żołnierzom walczącym w obronie wolności ojczyzny i składającym jej w darze swoje życie.
 W miesiącach letnich przypadają rocznice największych bitew, w których Polska odegrała znaczącą rolę w Europie. W Pomorskim Okręgu Wojskowym corocznie obchodzono uroczyście 15 lipca zwycięstwo nad Krzyżakami pod Grunwaldem w 1410 r. Nie wspominano nic o Bitwie Warszawskiej w 1920 r. znanej jako Cud nad Wisłą. Ignorowano Powstanie Warszawskie, które było największą bitwą stoczoną przez organizację podziemną z wojskami okupacyjnymi w historii świata. Obecnie zmienili się przyjaciele i częściej możemy słyszeć nie całkiem prawdziwe informacje o Bitwie Warszawskiej, że żadnego "Cudu nad Wisłą" nie było. Takie informacje polskie komunistyczne szkolnictwo wpajało młodym Polakom w PRL-u. 
 Na obiedzie żołnierskim w Domu SPK dnia 8 sierpnia główny mówca również powiedział, że żadnego Cudu nad Wisłą  nie było, co wywołało oburzenie u niektórych. Po skończonej prelekcji podszedłem do krasomówcy i pogratulowałem mu świetnej mowy, zaznaczając, że nie zgadzam się z interpretacją faktów. Większość gości nie rozumiała sedna "lania wody" w przemówieniu. Zachwycała się zasobem wiedzy prelegenta i płynnością jej wyrażania. Tematem miało być święto żołnierza polskiego, a prelegent uczcił to w niekonwencjonalny sposób: nakreślił szeroko przegląd myśli wojennej i strategii od średniowiecznych Chin i kończąc na Iraku. Znający realia historyczne, będą tego samego zdania co ja, że w wystąpieniu było dużo wody, a brak było esencji. Będąc na Mszy św. w intencji obrońców Ojczyzny, usłyszałem kazanie ks. biskupa Długosza z Częstochowy, który przypomniał napis z cmentarza na Monte Cassino"Przechodniu powiedz Polsce, że dusze oddaliśmy Bogu, ciało ziemi włoskiej, a serce Polsce". Nie rozwodził się, czy ta walka miała sens. Biskup podkreślił, że żołnierza polskiego cechowało to, że bił się "o wolność waszą i naszą" z sercem. Prelegent w wystąpieniu podkreślił, że żołnierz nie zastanawiał się nad sensem walki, tylko strzelał, nie znając zasad działania karabinu. Według mnie, żołnierz polski miał świadomość, o co się bije. Jeżeli nie byłoby tej świadomości nie byłoby ochotników w Niagara-on-the-Lake i Korpusu Dowbór-Mościckiego w Rosji. Nie było ważne, że żołnierze mieli różne umundurowanie, ale mieli to samo poczucie świadomości narodowej. Piłsudski w oczach prelegenta był niedokształconym dowódcą, który obstawił się dobrymi doradcami i siedziałby w Twierdzy Magdeburskiej do 1930 r., gdyby nie dobroduszność cesarza niemieckiego.
 Mówił, że Polska, która nie posiadała naturalnych granic, była pokusą dla sąsiadów, którzy toczyli wojny o wpływy w Europie na naszym terenie i naszym kosztem. Wspomniał by "Pokój brzeski", który był haniebny dla Polski, ponieważ dokonano nowego rozbioru Polski.  Ci uczestnicy obiadu, którzy  znali jego treść i wiedzieli, kto go parafował, próbowali protestować i nie zgodzili się  z prelegentem. Obecne granice Polski są granicami, które światowe mocarstwa w Jałcie i Poczdamie same dla nas ustaliły wbrew uprzednim zapewnieniom. Granice Polski z 1920 r. były ustalone umowami międzypaństwowymi, a zanim do tego doszło, Marszałek Piłsudski musiał je wyrąbać, inaczej bylibyśmy tylko Krajem Nadwiślańskim, co jest obecnie w planach wspólnej Europy.
Władek Kazimierz

 Od redakcji: Szanowny Panie Żołnierz nieświadomy to mięso armatnie, bez armii świadomej swych celów nie ma niepodległości.
 

 GONIEC NR 33 (36) (13 - 19 sierpnia 2004)

 Szanowny Panie Redaktorze
 Po przeczytaniu oświadczenia  p. W. Dziemiańczuka  w numerze 31 Gońca byłam zdziwiona, że pięknie zapowiadający się tygodnik pięknie redagowany  poświęca wartościowe miejsce na tego rodzaju ogłoszenia. Wiem, że żyjemy od wielu lat w Kanadzie, gdzie wolność słowa i wolność prasy jest wielce respektowana, ale jest pewien standard moralności, którego większość pism nie przekracza. 
 Nie chcę wdawać się w polemikę w sprawie ZZWRP w Toronto.  Są jednak pewne sytuacje, które wymagają odpowiedzi.
 Otóż p. W. Dziemiańczuk sam twierdzi, że nigdzie jego nie chcą.  Członkowie go usunęli ze stanowiska, KPK Zarząd Główny go nie uznają, kościoły go nie uznają, większość gazet w Toronto nie przyjmuje jego ogłoszeń, organizacje nie chcą słuchać jego dobrych pomysłów i nie pozwalają jemu prowadzić jego akcji itd. Czyli większość społeczności polonijnej  w Toronto jest przeciwko niemu. Zgadza się to zupełnie z prawdą.  Każdy z nas, choćby jak najbardzej skromnej wyobraźni  zadałby sobie  pytanie, dlaczego  tak jest i co robi złego, że jego nigdzie nie chcą.  Przecież każda organizacja potrzebuje wartościowych i chętnych do pracy członków.
 Jaka  jest prawda?  Otóż  p. W. Dziemiańczuk dołączył do Związku Ziem Wschodnich istniejącego od 1958 roku  i z wyjątkiem kilku osób, większość  obecnych członków  należy do Związku  od jego założenia. 
 Pan W. Dziemiańczuk przyjechał do Kanady  pod koniec lat 80., a na prezesa  został wybrany na początku 1990 roku.
 Twierdzenie, że został legalnie wybrany na prezesa w 2000 roku nie przynosi jemu żadnego zapewnienia, że w 2002 roku zostałby wybrany ponownie.  Wybory według Statutu  odbywają się co dwa lata.
 Pan R. Wernik  jest redaktorem "Kwartalnika  Kresowego" będącego  do 1989  częścią ZZWRP w Anglii,   Kongres Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto czy  pan Wernik z Anglii nie  mogą gwarantować  p. W Dziemiańczukowi stanowiska prezesa w Związku.  Żaden z tych panów  nie był i nie jest  członkiem Związku i nie miał głosu na wyborach.  Prezesów wybierają członkowie,  prezesów usuwają członkowie. I tylko członkowie mają do tego prawo.
 Sprawa, którą p. W Dziemiańczuk wniósł do sądu przeciwko  p. J. Śmigielskiemu nie była przyjęta  przez sędziego i powód do tej sprawy już zniknął, więc w mojej opinii sprawa umarła naturalną śmiercią bez jakiegokolwiek pożytku dla pana Dziemiańczuka.
 Pan W. Dziemiańczuk zarejestrował się jako korporacja pod nazwą "Alliance of the Polish Eastern Provinces Toronto",  nie jako Związek Ziem Wschodnich RP Toronto, co mogło by dać jemu wyłączne prawo do używania tej nazwy.  Niestety, nie poinformował się dokładnie o tym, że prawo pod  "Corporation Act" zabrania rejestrowania, czyli przywłaszczenia  sobie nazwy  która jest już  używana przez inną grupę, zarejestrowaną czy nie.   Jeżeli ktoś świadomie rejestruje taką nazwę, naraża się na poważną karę. Związek używa nazwy "Alliance of the Polish Eastern Prowinces"  razem z polską nazwą już od 1958 roku.  Ministry of  Consumer and Business Services jest powiadomiony  o tej  nieprawnej rejestracji.
 Jeżeli  p. W. Dziemiańczuk uważa, że wszyscy działają na jego szkodę,  to z pewnością są to objawy  paranoi.  Zapewniam, że nikt z nas nie pisze żadnych artykułów do prasy przeciwko niemu, nikt z naszych członków nawet nie chce słyszeć o nim.  W  2002 roku były tylko dwa ogłoszenia w sprawie usunięcia p. W. Dziemiańczuka ze stanowiska prezesa  przez Komisję Rewizyjną w odpowiedzi na jego kilkakrotne samochwalcze i kłamliwe ogłoszenia.  Obecnie ogłoszenia, jakie do prasy przekazujemy, są tylko w sprawie zebrań.
 Dlaczego tak bardzo przyczepił się Związku i trudno jemu zrozumieć, że członkowie nie chcieli go dłużej jako prezesa?  Przypuszczam, że miał dużo prywatnych korzyści ze stanowiska w ZZWRP, Toronto. Dla energicznych i zdolnych Polaków w Toronto  jest duże pole do popisu, może robić co chce, ale w  ramach prawa kraju i w zgodzie z wymaganiami Statutu organizacji. Polecamy, aby ofiarował swoją pomoc KPK Okręg Toronto, gdzie z pewnością znalazłby odpowiednie dla swoich talentów pole do popisów i grupę ludzi, którzy doceniają jego zdolności.
  Zapewniam, że nie chcemy mieć żadnego kontaktu z  p. W. Dziemiańczukiem, ani też odpowiadać na  jego zarzuty, ani też pisać o nim w prasie.  Pan W. Dziemiańczuk sam sobie zaszkodził przez jego niewiarygodne ogłoszenia w "Gońcu" i w TV Polonia.
 Z poważaniem.
 Wanda Truksa - Prezes 
Związek Ziem Wschodnich R.P.,  Toronto

 Od redakcji: Apel p. Dziemianczuka, podobnie jak list Pani, opublikowaliśmy, ponieważ traktujemy nasze pismo jako polonijne forum wymiany myśli i prezentacji postaw. Uważamy jednak, że organizacje na wychodźstwie powinny mniej energii poświęcać walce o stanowiska, a bardziej zajmować się istotnymi dla ich stowarzyszonych członków sprawami. 

 Szanowni Panowie
 Nazywam się Zdzisław Nagrodski i mieszkam w Domu Kopernika od 30 kwietnia 2001. Mieszkałem w Toronto w dwóch innych domach Opieki Długoterminowej (ODT). W Domu Kopernika jestem Vice-Chairman of Resident Family Council. Na ostatnim naszym zebraniu była dyskusja na temat artykułu, który ukazał się w tygodniku "Goniec". Tytuł tego artykułu "Emeryci głosu nie mają". To zebranie odbyło się 29 lipca 2004. Panowie, ja nie mam zamiaru brać udziału w żadnej dyskusji, albo pisać długich listów do redakcji tygodnika "Goniec" na temat Domu Kopernika. Moim życzeniem jest spotkać pana A. Rybczyńskiego u mnie w domu Kopernika i porozmawiać oraz przedstawić nasze wspólne troski oraz problemy. Gdy ukazał się artykuł w "Głosie Polskim" p. Beaty Goik to rozmawiałem z p. redaktorem Zacharskim na ten artykuł co napisała  p. Beata Goik. Pan Zacharski przyrzekł mnie, że się spotkamy i on napisze artykuł o mnie, który dotyczy Domu Kopernika. Do dzisiaj nie mam żadnego telefonu od tego pana. Teraz Państwa artykuł z dnia 4-10 czerwca 2004 na ten "pic na wodę". Kropka i koniec.
 Teraz co do p. Beaty Goik to jest to (...), ona chciała rządzić, bo są dyrektorki które nie mówią po polsku, a Kopernik to jest dom polski, za to wyleciała, zgadzam się, że Beata Goik zwyczajnie "rozrabia". Kropka. Dalej na tą panią z fabryki nie narzekają.
 Zgadzam się całkowicie z p. Zofią Rozwadowską co do Domu Kopernika, sam patrzę i na horyzoncie widzę zachmurzenia nad tym domem którego nazywam moim DOMEM.
 Nieraz myślę, czy Kopernik nie popełnił błędu, że tutaj się znalazłem. Panowie, chyba 7 razy byłem zaproszony do dyrekcji na dywanik albo objechałem pielęgniarki od góry do dołu, ale zawsze miałem rację. Jedna wielka draka to była  o mój Bill of Rights, ona mnie powiedziała że go nie zna i nie potrzebuje to czytać. Dostała ten Bill of Rights i miała go przeczytać. Druga draka to była z całą górą, (dyrekcja) ta sprawa dotyczyła wszystkich pacjentów w Domu Kopernika. Zacząłem od dołu, góra też nie chciała słuchać, dostali ode mnie 24 godziny ULTIMATUM, że macie to naprawić, tego nie zrobili. Ja za telefon kręcę numer do Ministerstwa Zdrowia, przedstawiłem ten cały problem p. David Murphy. Panowie nie trwało 15 minut, jak zrobił się ruch w interesie. Za jedną godzinę było wszystko zrobione. Za dwa dni odwiedziła mnie pani inspektor, jak oni sprawdzają Dom Kopernika, to ja zawsze z tą panią porozmawiam.
 Ja mam w domu materiał z naszych zebrań, to Panowie mogą ten materiał zobaczyć. Zapraszam do mnie do Kopernika.
 Szanowni Panowie, mnie dobro DOMU KOPERNIKA mnie na sercu. Wysyłam Wam list oraz prezent, który ja dałem na Dom Kopernika. Pracownicy Domu Kopernika chcą mieć związek zawodowy, być może to również powoduje nieporozumienie czy jakiś problem.
 Tak to tutaj wygląda. Jeśli Panowie chcą mieć albo znać więcej, to zapraszam do mnie na kawę.
Pozdrawiam i pozostaję życzliwy
Zdzisław Nagrodski

 Od redakcji:  Dziękujemy, skorzystamy.

 *** 
 Według nawiedzonych najlepiej jest, gdy wszystko jest bezpłatne, czyli na koszt wszystkich. Dla "właści" samochody, kierowcy, biura, sekretarki, immunitety, przy korycie miejsca jak województwo, policja uczy się, jak z takim ostem postępować.
 Lud wybiera i lud płaci za święte bydlęta też. Kiedyś, w anarchii trzeba się było pilnować, przestrzegać zasad, a teraz. Prezydent po maturze (?), reszta z partyjnym wykształceniem, stoją za sobą murem, nikomu nic stać się nie może.
 Pogańskie systemy obowiązujące w Polsce i Europie to oszustwa, obłuda, brak moralnych zahamowań. Szuka się winnych, no i po latach lewica znalazła. Gen. Pinochet zgromadził jakiś majątek. O tym trzeba pisać, wrzeszczeć, ale o Powstaniu Warszawskim ludzie wiedzieć nie musieli, obozy koncentracyjne są polskie, o komunistycznych zbrodniach zmowa milczenia. Majątki wielu "naszych" polityków liczone w niewyobrażalnych sumach są nieważne, oni są NASI, oni prowadzą nas na sznurku do świetlanej przyszłości.
 Jeszcze kilka miesięcy temu w "Gońcu" i "Angorze" było dużo listów zachwyconych naszymi szansami w UE. Było naśmiewanie się z niedowiarków, przekonywano, widziano szansę dla Polski i narodu. Co teraz panowie, budzimy się z rączką w nocniku. Niemcy obłudnie tłumaczą swoje zasady, te same cały czas kameleonki prowadzą nas do następnej świetlanej przyszłości - ale cały czas są ludzie gotowi wierzyć, mający złudzenia. Poczekamy, będzie płacz i zgrzytanie zębów. Nowa Belka podpiera komuchów, awantura o Ananicza - przecież on strasznie prawicowy! A tak naprawdę to następne reklamowe zagranie, przecież ten "polityk" nie ma w ogóle kręgosłupa, szczególnie moralnego. Narobić narodowi wody z mózgu udaje się od lat, w koło te same sprawdzone metody.
 Bezrobocie, autostrady na komunistycznym poziomie, ale mamy za to przygotowany plan na wypadek stanu wojennego - raz się udało, a więc działa. Rozbiory, wojny, druga wojna, mnóstwo patriotyzmu, było z kogo brać przykład - a teraz?
 Patriotyzm nie w modzie, cwaniactwo, zdrada, badziewie, młodzież wie, co robić, aby się obłowić, przykład idzie z "góry", a oni dobrze  wychodzą na postawach kiedyś uznawanych z amoralne.
 Wracając do Powstania Warszawskiego, często miałem okazję rozmawiać z uczestnikami, z osobami, które straciły rodziny w tej świętej walce - nigdy, nigdy nie słyszałem  - że to było niepotrzebne, tak było trzeba i koniec. Mędrcy wałkujący w tej chwili za i przeciw, snujący rozważania, co by było gdyby, mogliby się zastanowić - CO TERAZ? Bo niby wojny nie ma, a giniemy. A może to taki temat zastępczy? Dla odwrócenia uwagi. Jest faktem, brakuje tych patriotów, przykładów, bardzo brakuje. Przez 60 lat nie pozwolono wychowywać następców, a wręcz niszczono jakikolwiek objaw niezadowolenia i chęci zmian.
 Na obchodach bitwy pod Monte Cassino najwięcej nawróconych aparatczyków, teraz Powstanie Warszawskie znowu są, może niechętnie, z obrzydzeniem, ale tak trzeba - polityka. Ciekawe, jak to komentują w swoim gronie - znowu w delirium całują ziemię?
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Oni w swoim gronie nie komentują, tylko ustalają dalsze taktyczne zagrania... Komunista, jak trzeba, będzie i "patriotą" - Bierut zaraz po wojnie, dawał się fotografować nawet z biskupem u boku.

 Koryto
 Koryto kojarzy się z chlewem i trzodą chlewną, a także zwykło się mówić o ludziach, którzy kurczowo trzymają się stanowiska lub funkcji, czyli trzymają się "koryta". W młodości miałem wielokrotnie możliwości obserwacji zwierząt domowych również przy korycie. Cechowało je: brak umiaru w jedzeniu, odgryzanie innych od koryta, jak również nieprzestrzeganie żadnych zasad przy korycie. Niektóre osobniki, mimo że były syte, nie dopuszczały innych, które były mniej zachłanne i żarłoczne. 
 Podobnie jest wśród ludzi. Kiedy już się dostaną do "koryta", czyli stanowiska, to zachowują się podobnie, a czasem gorzej i trudno u nich dostrzec ludzkie cechy, które powinny ich odróżniać od zwierząt. Widać to dobitnie zwłaszcza w polityce, w zakładach pracy, a także w partiach politycznych, czyli szeroko rozumianej administracji państwowej. W czasach tzw. demokracji wielu osobników używa wszelkich możliwych sposobów, aby dostać się do najlepszego "koryta", "koryta" dającego władzę, bezkarność, korzyści majątkowe, znajomości, układy itd., oraz możliwość wyzbycia się resztek ludzkich cech. Uczciwy człowiek nie jest dopuszczany do "koryta", bo nie zna instrukcji obsługi i mógłby dać "zły" przykład. Zazwyczaj przy "korycie" są ludzie bez zasad, którzy reprezentują siebie lub pewną grupę, która im utorowała drogę do "koryta". Zwłaszcza najwyższe stanowiska w państwie lub społeczności nie powinny się kojarzyć z "korytem". Na tych stanowiskach powinni być ludzie budzący powszechne zaufanie z wrodzoną potrzebą służby bliźnim, Bogu i Ojczyźnie. Rzeczywistość jest troszkę inna, więc odnoszę się do rzeczywistości bez zamiaru obrażania kogokolwiek. 
 (...) 
 Przed paroma dniami obchodzono 60. rocznicę Powstania Warszawskiego. Ci co walczyli o Wolną i Niepodległą Polskę zginęli z rąk niemieckich lub radzieckich okupantów, a ci co ocaleli doznali cierpień i represji z rąk tych, którzy nie przelewając swojej krwi, sięgnęli po władzę i dorwali się do "koryta" na długie lata. Tzw. zaplutych karłów reakcji, których mimo wielkich wysiłków komuniści nie zdołali unicestwić, przyszło im dekorować medalami za obronę stolicy i kraju. Ta przewrotność komunistów jest już na dziennym porządku. Aby utrzymać się przy "korycie", najpierw zabijają, a potem dekorują i składają wiązanki kwiatów na miejscu zbrodni czy to w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, czy Katowicach. Jednego dnia A. Kwaśniewski dekoruje gen. Bieńka za okupację Iraku, a w kilka dni później pozostających przy życiu powstańców W-wy za walkę z okupantem. W tym samym czasie tych co bronią palestyńskiej lub irackiej ziemi nazywają terrorystami. Szkoda, że do Iraku nie wysłali swoich synów, tylko z młodych i bezrobotnych zrobili najemników w okupowanym Iraku. Nie ma na chleb i leki, ale wystarcza na okupację suwerennego kraju bez dyktatora, armii i broni masowego rażenia. 
 Ale wróćmy do "koryta". W zamian za kilka komplementów z ust przedstawicieli byłych zdrajców Polski, którzy na wiele lat oddali Polskę Stalinowi, w Jałcie biją brawa i płaszczą się przed przedstawicielem jednego z okupantów (drugi nie przyjechał), oddając Polskę bez walki w obce ręce. Tym bardziej komplementy nie były pod ich odresem, lecz bohaterów polskich z okresu II wojny światowej. Powiem jaśniej. Te komplementy wypowiedziane były w zastępstwie słowa - przepraszam - pod adresem tych, co walczyli o wyzwolenie, a nie tych co przynieśli zniewolenie. Winą powstańców było to, że przez swój patriotyczny zryw opóźniali przejęcie władzy i zajęcie miejsca przy "korycie" przez pachołków Moskwy. Szkoda, że nie znali treści zdradzieckiego  traktatu z Jałty, bo może ich losy potoczyłyby się inaczej. Polegli, lecz nie ulegli i dali dobrą lekcję patriotyzmu nowym pokoleniom. Polegli Powstańcy W-wy przewróćcie się w grobie na drugi bok i nie patrzcie, jak tanio komuniści sprzedają Waszą krew i wymarzoną przez Was Wolną Polskę. Podczas tych uroczystości Polacy, zwłaszcza powstańcy, nie doczekali się słowa "przepraszam" za okrucieństwa wojny i zdradę jałtańską, nie mówiąc o wyrównaniu strat wojennych. Chyba również nie wyciągnęli właściwych wniosków z tej krwawej lekcji historii i tchórzliwej postawy swoich sojuszników. Postkomuniści robią wszystko, aby nie byli odsunięci od "koryta". Fałszują historię i wydają białe księgi, w których prawda jest zaczerniana. Lepiej by było, gdyby zamiast tych ksiąg wyłożyli do publicznego wglądu własne sumienia. Obiecują lecz nie dotrzymują tych obietnic. Jeśli trzeba, to A. Kwaśniewski gra w piłkę w Pałacu Prezydenckim z prezydentem Niemiec w obecności kamer. Widziałem  takie zdjęcie w prasie. Aby określić wyraz twarzy A. Kwaśniewskiego, użyję słów Jana Karczmarka z kabaretu: "Taka tęsknota za rozumem w twarzy". Dzisiejszy obraz Polski b. dobrze ilustruje humor  zamieszczony w tygodniku "Nasza Polska" (sędzia do oskarżonego): "Czy oskarżony zdaje sobie sprawę z tego, że odmawiając przyjęcia łapówki, poważnie zakłócił funkcjonowanie Państwa!?".
 Porównanie niektórych ludzi z aparatu władzy z trzodą chlewną byłoby krzywdzącym porównaniem dla trzody chlewnej. Wybaczcie czytelnicy, że użyłem takich słów i porównań, lecz ja nazywam rzeczy po imieniu. Na dobre słowa i szacunek trzeba zasłużyć. Na zakończenie użyję słów z apelu poległych, kierując te słowa do tych przy polskim "korycie". Was wzywam!!! Odejdźcie od polskiego koryta i wyżywcie się sami!
 Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Szanowny Panie, próżne wołanie - od koryta bardzo rzadko odchodzi się dobrowolnie, w końcu nie po to człowiek się dopychał, by później tak łatwo rezygnować... 
 

 GONIEC NR 32 (35) (6 - 12 sierpnia 2004)

 Na marginesie...
 60. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, nie tylko ze względu na okrągłą rocznicę, ale przede wszystkim ze względu na odważne i pełne spojrzenie na te wielkie wydarzenia w kraju, wydawała mi się wielką okazją do zamanifestowania naszej potęgi i chwały tutaj, w Toronto. Od kilku dni jednak pewna sprawa nie dawała mi spokoju. Nigdzie i nikt nie mówił o Mszy św. z tej okazji. "Spotkamy się pod pomnikiem Katyńskim" i nic więcej. Więc w niedzielę rano jeszcze się wahałem, czy mam tam pójść. Ale żona moja, córka harcerza i AK-owca nie miała takich wątpliwości, więc pojechaliśmy.
 Parkując samochód, minęliśmy prezesa ZG KPK, który po drodze douczał się swojej mowy. Składanie wieńców i kwiatów odbyło się bez zarzutu. Ale kiedy zaczęły się mowy, to okazało się, że tylko dwóch wojskowych, p. generał z Ottawy i kapitan Korwin-Kuczyński, przygotowali się jak należy i poradzili sobie bez kartki. Natomiast reszta panów już bez kartek nie powinna więcej się pokazywać na publicznych spotkaniach. Szczytowym osiągnięciem w tym "krasomówstwie" okazał się jednak prezes ZG KPK. Oto początek jego wystąpienia: "Proszę państwa, dzisiaj spotykamy się wyjątkowo dlatego, że obchodzimy 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Dla wielu z bezpośrednich uczestników tamtego zmagania będzie to ostatnia okrągła rocznica, będzie  to ostatnia rocznica, takie są niestety prawa życia". 
 Zawirowało coś wokół nas, kiedy usłyszeliśmy te słowa. Przytaczam je tutaj pod rozwagę samego prezesa i tych wszystkich, którzy wybrali go na to odpowiedzialne stanowisko. Uważam, że ta wypowiedź pana prezesa, to nie tylko jego kompletna kompromitacja, ale przede wszystkim brak elementarnej kultury, po prostu obraził wszystkich obecnych, nie tylko kombatantów. 
 Przed jeszcze jednym "potknięciem" uchroniła tę uroczystość p. Hania Sokolska, która nie bacząc na nic, zaintonowała na zakończenie, a właściwie już po zakończeniu, hymn narodowy.
 Jako nie-kombatant, ale uczestnik tego spotkania, pragnę przeprosić wszystkich, którzy poczuli się obrażeni bądź urażeni "wystąpieniem" pana prezesa. Zapomnijcie jak najszybciej o tym. W naszych sercach jest i będzie zawsze miejsce dla Was, wybitnych i zasłużonych Polaków. Pamięć o Waszych czynach niech trwa wiecznie!!! Życzymy Wam zdrowia, pomyślności i Bożego błogosławieństwa na dalsze szczęśliwe życie.
 Przy okazji chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na jedną sprawę - miejsce tego spotkania. To, że nie mamy w Toronto takiego miejsca i takiego pomnika, przy którym moglibyśmy obchodzić wszystkie inne uroczystości, z wyjątkiem Rocznicy Mordu Katyńskiego, nie najlepiej o nas świadczy. Marzy mi się pomnik Niepodległości Polski czy pomnik Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego, a może Walk i Zwycięstw Narodu Polskiego. Dlatego myślę, że nadeszła już pora, aby KPK Okręg Toronto podjął się budowy odpowiedniego pomnika na terenie Toronto. Niech ten pomnik nie będzie jednak jeszcze jedną kością niezgody, ale niech wreszcie połączy wszystkich Polaków. Bo tylko zgoda buduje.
Emanuel Czyżo

 Od redakcji: Właśnie Panie Emanuelu, zgoda buduje, to prawda, potrzebne nam jest prawdziwie polskie miejsce w Toronto - może jakieś propozycje?

 Panie Andrzeju Kumor,
 Jest w tym wiele racji, co Pan napisał, z jednym ALE. Bardzo łatwo wydaje się oceny po fakcie podjęcia decyzji i podjęcia działań mających doprowadzić do jej realizacji.
 Myślę, że oglądał Pan wyświetlany na CNN film o Powstaniu Warszawskim. Przypuszczam, że tak, bo był on wyświetlany chyba 3 razy. Każdy, kto mieszka w Kanadzie, mógł go obejrzeć, jeśli chciał.
 Pan w swoim artykule w ogóle nie przytacza obietnic strony brytyjskiej i amerykańskiej odnośnie wsparcia powstania. Jest to niesprawiedliwe i jednostronne widzenie sprawy, a może wręcz celowa manipulacja. Z pozycji porucznika Powstania Warszawskiego, gdy się ono rozpoczęło, trudno o obiektywną jego ocenę. To były wówczas jego rozważania i obawy.
 W ogóle nie pisze Pan, że dokonali oni (Churchill i Roosvelt) wówczas powtórnej zdrady interesów polskich i całkowicie skapitulowali wobec jawnie wrogiej postawy względem nich, gdy wysyłali depeszę do Stalina o wsparciu lotniczym powstania. Samoloty alianckie miały wówczas lądować w rosyjskiej strefie w celu powtórnego tankowania paliwa. Stalin się nie zgodził i odpisał wręcz... spróbujecie, a zobaczycie, co się stanie. Była to jawna groźba pod adresem sojuszników. Dla ochrony własnych interesów zachodni "sojusznicy" Polski poświęcili ją - oddając w ręce hitlerowskich i bolszewickich zbrodniarzy. Polska obecnie jest dwukrotnie mniejsza niż przed II wojną światową. Gdyby jawnie i stanowczo powiedzieli, że żadnego wsparcia nie będzie ze względu na wrogą postawę Rosjan i brak możliwości technicznych, to bardzo możliwe, że do powstania by nie doszło. Oni grali jednak rolę dobrego wujka, łudząc polskich polityków jakimś wsparciem - a poza moralnym nie było prawie żadnego, nie licząc paru zrzutów broni, z których chyba 90 proc. trafiło w ręce Niemców.
 Teraz dzieje się podobnie - wykorzystuje się prawy, uczciwy i pracowity polski naród, by wepchnąć go pod but faszystowskiej UE - tego wirtualnego nieistniejącego tworu. Tworzy się fakty dokonane.
 Polacy, obudźcie się!
 Jeśli Polacy wybiorą do Sejmu prawych patriotów, ludzi czynu zamiast zdrajców, kryminalistów i tchórzliwych gadułów, to Polska ma szanse stać się państwem, z którym każdy będzie się liczył i nie tylko w Europie. Jeśli nie - to zostanie kolonią barbarzyńców i wychodkiem Europy. Jak na razie żydobolszewia skutecznie robi pustynie z Polski, ogłupiając Polaków propagandą płynącą z polskojęzycznych mediów będących w jej rękach.
 Nikt za Nas, Polaków, tego nie zrobi, a liczenie na kogoś jest często tragiczne. 
(Analityk)

 Od redakcji: Szanowny Panie, zdradzono, nas, bo byliśmy słabi i daliśmy się manipulować. O tym właśnie pisałem w tekście. Tak, owszem, nasi sojusznicy wypisywali coś tam grzecznościowo do Stalina. Co z tego? - A. Kumor
 

 ***
 Do Kanady przyjechałam cztery lata temu razem z moim synem (w tej chwili on ma 14 lat) w celu wizyty do rodziny (siostry), nie wiedząc o tym, co mnie czeka i co przeżyję przez moją rodzinę na emigracji. Długo nie nagościłam się u mojej rodziny. Syn mój był źle traktowany przez moją siostrę, szwagier mnie napastował. Mówiąc szczerze, byliśmy tam niemile widziani, dlaczego? Po co więc nas zaprosili? Po czterech miesiącach, mając jeszcze ważną wizę, wyprowadziliśmy się do człowieka, którego poznałam, mieszkając u mojej siostry. On dał nam schronienie. Obecnie jest moim mężem  i mamy wspaniałego syna, który ma cztery miesiące.
 Złośliwość mojej rodziny nie miała granic. Dzwonili do Urzędu Imigracyjnego, pisali anonimy. Moje życie było w stresie. Postarałam się o adwokata z Legal Aid. W zaufaniu powierzyłam adwokatowi swój problem. Niestety, sprawa moja była nie zupełnie do końca załatwiona. Nie miałam przedłużonej wizy. Po dwóch latach pobytu w Kanadzie wzięłam ślub. Mój mąż składa papiery sponsorskie i powierza wszystko w ręce adwokatowi, oczywiście od tego momentu już wszystko opłacał i to duże pieniądze, myśląc, że wszystko jest w dobrych rękach. Tak nie było. Okazało się to dopiero po dwóch latach czekania na pobyt stały, którego nie otrzymałam. Urząd Imigracyjny odrzuca papiery sponsorskie, nie powiadamiając o tym mojego adwokata i mojego męża, który miał prawo do odwołania się. O odrzuceniu papierów sponsorskich, nie wiadomo z jakiego powodu, dowiedziałam się dopiero w tym roku, 7 stycznia, będąc na interview, również o tym, że mam opuścić Kanadę w ciągu tygodnia. W tym też dniu urzędnik imigracyjny dowiaduje się o mojej ciąży. Podczas interview urzędnik imigracyjny nie ujawnił informacji o donosach (nie umożliwił mi ustosunkowania się). Złośliwość z jego strony była taka, po prostu zataił pewne sprawy, żebym nie miała możliwości obalenia nakazu deportacji. 
 Drugie spotkanie w Urzędzie Imigracyjnym miałam w czerwcu. Pojechałam z mężem i konsultantem do spraw imigracyjnych, który powiedział, że będzie świadkiem na sprawie w sądzie federalnym, jak mnie potraktował urzędnik imigracyjny na tym interview. Dowiaduję się, że za 4 tygodnie mam opuścić Kanadę i mój 3-miesięczny syn i to bez dyskusji. Mam wyrobić paszport dla dziecka i "wynocha" - moje małe dziecko. W tym dniu ujawnia dopiero donosy i w dalszym ciągu spotkanie to odbywa się bez debaty. Mój mąż jest zbulwersowany zachowaniem urzędnika. Jak można w taki sposób potraktować rodzinę? Czy dla niego rodzina nic nie znaczy? Kim on jest? - Opowiedział nam swój problem, że nie dostał się do policji federalnej i po egzaminie, oczywiście nie zdanym, jak wyszedł, to tak się rozchorował, że mało co nie zwymiotował, i że nie spełniły się jego marzenia  i do dziś musi tak żyć - kto to jest?
 Mówiąc szczerze, nie było prawa sprawiedliwego postępowania. Jakie więc było moje prawo? Jakie było prawo dobra dziecka? Nie wzięli pod uwagę dobra mojego 14-letniego syna. Ma bardzo dobrą opinię w szkole i prywatnie. Jest wspaniałym chłopcem i nie można doprowadzić do jego załamania psychicznego. Do czego może doprowadzić Urząd Imigracyjny. Urzędnik nie dopełnił swojego obowiązku - zataił informację. Jak można zrujnować życie rodziny? Emigracja miała duże możliwości sprawdzenia, że nie był to ślub fikcyjny. Nie zrobili tego. Nie możemy z mężem dopuścić do rozbicia naszej rodziny. Od dnia naszego przybycia do Kanady jest do opowiedzenia bardzo dużo  przykrych i smutnych sytuacji, których nie potrafię przelać na papier - jest dużo do opowiedzenia. Opisałam mój problem w skrócie. Nie stać nas na adwokata. Szukamy pomocy finansowej, żeby złożyć apelację w sądzie federalnym. Mój stres powrócił, Urząd Imigracyjny puka do moich drzwi. Proszę nam pomóc. Dziękuję.
Barbara i Zygmunt Świderscy
#206-9520-127 Str., Surrey, BC V3V 5H9, Tel. 778-885-7991
Mój nr konta na dotacje: 0 999-628-506

 Od redakcji: Współczujemy.

 (-)
 Od redakcji: Autora listu zaczynającego się od słów:  "Pozdrawiam, Goniec super, bez bawełny..." i podpisującego się "JAN"  prosimy o kontakt telefoniczny lub osobisty z redakcją naszego tygodnika. 
 

GONIEC NR 31 (34) (30VII - 5 VIII 2004)

 Panie Andrzeju! 
 Zrozumiałem, w jaki sposób pojmuje pan politykę. To jest tak jak z niechcianą ciążą - unikniesz kłopotów, gdy nie dasz się wy..... - chyba że się kochamy, widzimy sens, chcemy być razem. Czy dobrze zrozumiałem? Lepiej leczyć przyczyny niż skutki, ale czy aborcja jest leczeniem?
 Powstania i z góry przegrana walka byłaby niepotrzebna, gdybyśmy myśleli. Żyjąc, pracując, musimy myśleć, hasło - po nas choćby potop - jest nonsensem, przecież miewamy dzieci, wnuki. Jeśli nie zostawimy im niczego poza pieniędzmi i domami, to co z nimi będzie? Chwila, jeden moment, przekreślą całe życie, choroba, wypadek, niefart, głupota i wszystko wali się w gruzy. Nikt nam za to wdzięczny nie będzie, a może czuć zawód, bo jedna wizyta w kasynie i... Jak wiem, każdy odsuwa od siebie tę myśl, mnie to się nie przydarzy! Ale dlaczego nie? Rozejrzyjmy się po sąsiadach, znajomych, wszystkim, wszystko się udaje? Śmiem wątpić. W tym momencie czuć zbliżanie się finansowego krachu, ktoś na gwałt buduje domy, kupuje samochody, ale co się z tym stanie, gdy zabraknie pracy, gdy nie będzie co do gara włożyć? Co się stanie z tymi cudami kupionymi na kredyt, gdy udowodnią nam, że jeszcze właścicielami nie jesteśmy, rozpacz nie pomoże, nie będzie litości.
 Podobno UE chce coś zapłacić polskim cukrowniom i rolnikom, jak to się zakończy, czy na pewno lepszy wróbel w garści, a może to następny przekręt.
 Sejm pod wodzą tow. Oleksego w iście sprinterskim tempie załatwił wynagrodzenia dla swoich, biorą z UE, z kasy sejmowej i na pewno gdzieś jeszcze. Bezrobotnemu będzie się w Polsce należało 5000 złotych, no to się zasiłki poprawią? Będą się rodacy oblizywać. Nasi przywódcy (?) potrafili tak wspaniale wszystko załatwić, że należy się wszystkim,  ale nie Polakom.
***
 Podobno w Polsce zaczynają namawiać do brania kart kredytowych, nawet na siłę wciskają, kto pracuje. Następny, może ostatni krok, na pewno stoimy nad przepaścią. Dożyliśmy czasów bardzo przypominających Trylogię. Prywata, złodziejstwo, zdrada, wszystkie wady znowu wylazły z naszego narodu. Wielu wyciera sobie tłusty ryj pięknymi hasłami o swym pro publico bono działaniu. A tak naprawdę, wszystko co się dzieje prowadzi  do wyniszczenia narodu, rozkradzenia majątku, sprzedania ojczyzny. Wyjadą lekarze, pielęgniarki, masa studentów i ludzie z inicjatywą - co dalej?
 Tow. Kwaśniewski pogubił się w swoich kłamstwach i obietnicach. Sprawa wiz dla Polaków leży, nic się nie dzieje, tylko pozory i kłamstwa. Podobno na nic nie ma czasu, taki biedaczek zapracowany. W Belwederze piłkę kopie, próbuje dorównać Clintonowi.
 A swoją drogą, w co wierzą "nasi przywódcy". Dziesiątki lat wierzyli Moskwie, teraz zaprzedali się Brukseli, ale w ramach jeszcze jakichś układów znowu dajemy nasze wojsko. Kto za tym stoi, kto płaci tym hamulcowym, czy to trzy koryta, czy jedno? Łakomczuszek! Ale jak może być inaczej gdy mamusia poucza córeczkę - ważne aby ludzie mięli o tobie dobre zdanie i szanowali, co robisz? O tym wiedzieć nie mogą - w ten sposób działa nasza elita, to jest podstawa. Skąd tu i tam biorą się problemy z prostytucją, adeptki coraz młodsze, 13 lat to nie wyjątek. Szuka się winnych, no bo przecie szkoła i liberalna ideologia są bez winy. Winna jest Rodzina i sytuacja, że wszyscy chcą (muszą?) zarabiać. Dla pieniędzy ludzi stać na wszystko. Po lekcjach w szkole (?) promujących sex i zboczenia, w prasie oferty -  w studio czasami zarobisz kilka tysięcy - co może przyjść do główki i to nie tylko młodej, takie to łatwe, przyjemne i NORMALNE i przecież wszyscy tak robią.
 Wśród tych co mienią się estetami podobnie, całe grupy młodych chłopców zrobiło sobie z tego źródło  utrzymania, przecież to NORMALNE! Tak uczą studentów w ramach (...?), zmusza się do "sprzedawania" jakichś czekoladek, batonów, stoją pod sklepami z głupimi minami, to jest nauka, a nauczyciel w porównaniu z polskim zarabia krocie.
 Ta normalność w tym liberalnym wydaniu jest śmieszna, ale szkody robi ogromne. W buddyzmie, islamie, wśród pejsatych jarmułkowców wychowywuje się inaczej, dlaczego te głupoty rzucają się przede wszystkim na Europę i inne białe kraje z chrześcijańskimi korzeniami, jest w tym jakaś tajemnica. Dyskusja buduje. Jakbyś to czuł, gdybym powiedziała, że spałam z koleżanką? zadała mi małolata ćwika, zaskoczyła. Swoje zdanie powiedziałem i się zgodziliśmy. Dyskusja buduje, ale nie wszyscy dorośli.
 List z prośbą o informacje na temat gdzie kupić drukowaną w "Gazecie" ... książkę, wygląda na krypto- reklamę.
 Jest w różnych gazetach dużo opowiadań, ostatnio wyczytałem o weselu mamusi autora. Panna młoda musiała zaliczyć wszystkich gości, a on jest pierworodny i wie czemu taki inteligentny. Inne książki o niewolnicach i l... też są wspaniałe. Można to spuentować - ŻYCIE - ale czy na pewno o to biega, czy trzeba się tak bez sensu poddawać.
                       Janusz Sierzputowski
 PS. Listy szlachcica Leweda są ciekawe, ale "to se ne wróci". Ta epoka minęła, były wspaniałe okresy tego stanu, ale to już historia. 80% szlacheckich potomków w USA, może ?, ale na pewno nie w Toronto. Jakoś nie potrafię się tego dopatrzeć. Znam nawet jednego hrabiego z Łomianek, wstyd mi za szlachtę.

 Od redakcji: Po prostu ŻYCIE...

 Nowy gabinet Paula Martina
 Hamiltoński "The Spectator" (z 24 VII 2004) zamieścił zdjęcie nowego rządu liberalnego. Na tej samej stronie kanadyjski dziennikarz Allan Fotherigham dokonuje porównania kanadyjskiego rządu z amerykańskim. Na zdjęciu widocznych jest 39 ministrów, ale razem z 28 sekretarzami panów ministrów w gabinecie znalazło się 67 posłów z mniejszościowego parlamentu liczącego 135 osób, czyli co drugi poseł to minister. Aż tylu ludzi jest potrzebnych panu Martinowi aby rządzić 32 milionami
Kanadyjczyków. W Stanach Zjednoczonych każdy prezydent ma gabinet złożony z 12 sekretarzy stanu do rządzenia 280 milionami Amerykanów.
 W 1993 roku, kiedy Jean Chretien zdobył władzę, obiecał zmniejszyć 40-osobowy rząd Briana Mulroniego i zmniejszył go do 22 ministrów, ale już niedługo potem zwiększał, aż w końcu 39 osób znalazło się w jego rządzie. Wspomniany dziennikarz stwierdza, że Kanada ma najbardziej zbiurokratyzowany rząd na całym świecie.
 Politycy i ich biurokraci, którym płaci się ponad 100 tys. rocznie ,kosztują nas podatników zbyt dużo, a Kanada potrzebuje na gwałt nowego systemu rządzenia.
 Wiele razy czytaliśmy o tym, że Senat powinien być wybierany i nie ma odważnego, co by to zmienił. W rządzie P. Martina nie ma zachowanej proporcji i tak cała wyspa Księcia Edwarda ma czworo przedstawicieli w gabinecie, co daje jednego posła na 34 000 obywateli, a w Kolumbii Brytyjskiej jeden poseł przypada na 120 000 obywateli.
 Podobna dysproporcja ma się z senatorami. Cztery prowincje atlantyckie z małą liczbą ludności mają więcej senatorów niż Alberta i Kolumbia Brytyjska razem. Nasz Senat w całym 2003 roku (365 dni) zebrał się 67 razy; zabrakło im pewnie dolarów na dojazdy i tylko patrzeć, jak sobie podwyższą.
(-)
 Od redakcji: Biurokraci lubią biurokratów. 

 ***
 Było to w  czasach, kiedy  mogliśmy z Polski swobodnie przekraczać granice do niektórych krajów, a ściślej do wszystkich państw należących do "demoludów", wyłączając naszego najbliższego przyjaciela, czyli  Związek Radziecki (Sowiecki), mając  tylko pod pachą dowód osobisty. To przekraczanie granicy było mniej formalne niż teraz jest pomiędzy Kanada a USA.  Kiedyś w drodze do granicy z Goerlitz do Zgorzelca zatrzymałem się w kolejce za  "syrenką". Ja byłem  w tym czasie  szczęśliwym kierowcą motocykla SHL. Za mną stało też kilka pojazdów. Kierowca "syrenki" wyrzucił  przez okno puste pudełko po zapałkach i niedopałek papierosa. Zrobiło mi się wstyd. Zerknąłem do tyłu. Widzieli to pasażerowie "trabanta". Postawiłem motocykl na "nóżkach" i pozbierałem te śmieci. Kierowca "syrenki" wyszedł z auta i powiedział do mnie "przepraszam". 
 W okresie, kiedy nosiłem mundurek szkolny z tarczą na rękawie, w autobusie czy tramwaju w ogóle nie zajmowałem miejsca siedzącego, bo zawsze był ktoś starszy, któremu należało z grzeczności i szacunku to miejsce udostępnić. Tak zostałem zresztą nie tylko ja nauczony. 
 Mając okazję  jeździć środkami komunikacji publicznej  w Toronto i niektórych mniejszych miastach w Ontario  - nie zauważyłem przypadku, aby jakiś "siusimajtek" wstał i udostępnił miejsce  osobie starszej czy wręcz starej. Mało tego, wykładanie nóg takiego młokosa na przeciwne siedzenie w zabłoconych butach nie jest czymś wyjątkowym. Kto po tym na takim zabrudzonym siedzeniu może usiąść. Nikt na to nie zwraca uwagi. To jest styl życia tych młodych ludzi. Tak należy robić, aby być "cool". 
 Jadąc dzisiaj autostradą 85, zostałem wyprzedzony przez vana. Jechał z prędkością znacznie większą od dozwolonej. Zresztą ja też. Ruch był dość duży jak na tę porę dnia. Nagle zauważyłem, jak z tego vana wylatują śmieci. Kierowca po prostu wyrzucił kilka pudełek po papierosach i opróżnił  popielniczkę. 
 Parkując samochód  w bloku, gdzie mieszkam, zauważyłem zatrzymujące się volvo w miejscu przeznaczonym dla gości. Mam pewien sentyment do tej marki samochodu więc, spoglądając, zauważyłem wysiadającą kobietę.  Zamykając  drzwi samochodu, wyjęła z ust niedopalonego papierosa i rzuciła nieopodal zaparkowanego samochodu. Już mi nie było wstyd za tę kobietę jak kiedyś za kierowcę "syrenki". Można przyzwyczaić się do wszystkiego. 
 O ile pamiętam, to w Niemczech był dość skuteczny, a prosty system. Jak ktoś zaśmiecił, a nie posprzątał po sobie, to zrobiły to władze administracyjne. Było czysto, a rachunek za sprzątnięcie został wystawiony temu śmiecącemu. Urząd miasta starał się odnaleźć takiego delikwenta. Z tego, co słyszałem, to z reguły z dobrym skutkiem. Częstym widokiem było jak  kierowca np. wywrotki zatrzymuje się na poboczu i z miotłą i szuflą zamiata ulice po wysypanym przypadkowo przez siebie piasku czy gruzie, którymi właśnie zaśmiecił drogę. Kto mi tutaj pokaże "trakera", co ma ze sobą miotłę do sprzątania drogi, jak zdarzy mu się ją zaśmiecić. Tam taką miotłę i łopatę miał każdy "traker". 
 Życząc sobie i wszystkim czytelnikom gazety, aby jak najrzadziej fruwały przed naszymi szybami samochodów resztki z opróżnianych popielniczek, pozostaję z szacunkiem,
 Zygmunt Hobot
 Od redakcji: Niestety, fleje są wśród nas.

 Droga Polonio, Droga Redakcjo "Gońca" 
 W numerze "Gońca" z 23 lipca 2004 r. czytamy: "Treblinka była polskim obozem" "taka terminologia będzie używana w przyszłości". Taka była odpowiedź Roberta Hursta z CTV na protest Ambasadora RP w Ottawie.
 Zachowanie CTV w stosunku do Polaków jest dowodem, jak słabi jesteśmy.
 Polonia w Kanadzie jest jedną z najsłabszych i najbierniejszych grup etnicznych.
 Zastanawianie się nad przyczynami takiego stanu rzeczy może być stratą czasu.
 Jedno jest pewne, jeśli nie zmienimy swojego stosunku do siebie samych i otaczającego nas świata, nasza sytuacja nie będzie lepsza. Hołd biję redakcji "Gońca" już za samą chęć zjednoczenia, ochrony i wspierania Polonii. Moje obserwacje wskazują, że "Goniec" stał się najbardziej popularnym polskim czasopismem w Ontario. Jest więc nadzieja na pozytywne zmiany. Osobiście eksperymentuję na nieco innym polu. Kilka miesięcy temu zawiązałem nową polityczną partię federalną. Początkowo partia miała nazwę "Patriotyczna", obecnie "Radykalna Demokratyczna". RDP ma najbardziej prokanadyjski i propokojowy program pośród wszystkich kanadyjskich partii federalnych. Choć program jest ważny, celem stworzenia tej partii miało być umożliwienie rodakom przystąpienie do procesu administrowania Kanadą. Możecie Państwo zapoznać się z programem RDP pod adresem internetowym www.canadiansdecide.ca. W minionych wyborach reprezentowałem tę partię jako kandydat w Cambridge. Konkurowałem z Kanadyjczykami Garym Goodyearem, Garym Price'em i Garethem White'em, a także Janko Pericem pochodzenia chorwackiego, Johnem Gotsem pochodzenia węgierskiego i Johnem Oprea pochodzenia rumuńskiego. Charakterystykę kandydatów możecie Państwo znaleźć pod adresem: www.therecord.com/fed_election2004/candidates.html. Wybory federalne 2004 są już poza nami. Mówi się, że należy spodziewać się następnych wyborów za około 12 do 24 miesięcy. Zachęcam Polonusów do kandydowania w następnych wyborach. Nie jest to ani trudne, ani kosztowne. Tych, którzy nie mają szansy być wyselekcjonowani przez inne partie lub nie mają własnego programu, zachęcam do współpracy w ramach RDP.
 Mamy szanse na stworzenie silnej organizacji i skierowanie tysięcy dolarów w kierunku innych organizacji polonijnych. 
 Wszelka krytyka programu RDP jest mile widziana, a nawet pożądana. 
 Przebudźmy się z letargu! Starajmy się być przynajmniej równymi partnerami.     
 Dziękuję za Państwa uwagę i pozdrawiam, a redakcji "Gońca" dodatkowo życzę wytrwałości.
 Wojciech Gryc
Cambridge
Ontario, 27 lipca, 2004 r.
 e-mail: grycw@yahoo.com

 Od redakcji: Brawo, popieramy!

GONIEC NR 30 (33) (23-29 VII 2004)

 Do Redakcji Gońca! 
 Toczy się walka w Toronto o komendanta policji Juliana Fantino. Kilkanaście dni temu Rada Nadzorcza Policji (organ polityczny powołany przez burmistrza miasta) w głosowaniu 3:3 (remis nie przedłuża, wg przepisów) wypowiedziała się o nieprzedłużeniu kontraktu szefowi policji. Pan Fantino szefuje w policji w Toronto już od siedmiu lat. Jako szef policji w London zasłynął z walki z bardzo wpływowym gangiem pedofilii, przy okazji czego naraził się wielu ustawionym libertynom.
 Po zmianie na stanowisku burmistrza w lecie tego roku, do Rady Nadzorczej Policji weszło dwóch libertynów, którzy zagłosowali przeciwko komendantowi.
 Za czasów Pana Fantino przestępczość w Toronto zmalała ponad dwukrotnie , np. liczba zabójstw rocznie z 80 do 40.
 Pan Fantino jest kimś w rodzaju polskiego oszołoma z Ciemnogrodu, np. co niedzielę chodzi do Kościoła, a zdarza się często, że także w ciągu tygodnia.
 Społeczność włoska wystąpiła w jego obronie, aktualnie na stronie internetowej http://www.keepthechief.ca  zbierane są podpisy w obronie Juliana Fantino.
 Chodzi o wywołanie nacisku na mera miasta i samą Radę Nadzorczą, zarówno mer, jak i Rada (tylko jednym głosem za) niezależnie od siebie mogą zmienić decyzje na korzyść komendanta Fantino.
 W środę obrońcy komendanta, głównie Włosi, organizują marsz poparcia. Ludzie zbiorą się pod budynkiem Komendy Policji przy 40 College Street, tuż na wschód od Bay St. o pierwszej po południu i przejdą pod siedzibę mera miasta w City Hall.
 Na zakończenie dodam, że Polacy z Toronto i okolic powinni bezwzględnie poprzeć Fantino z wielu względów. Przede wszystkim chodzi o niedawną wizytę Ojca Świętego w Toronto. Znam dobrze włoski i słucham codziennie tutejsze włoskie radio, w którym często występuje komendant (jako Włoch przyjechał do Kanady w wieku 11 lat i mówi doskonale po włosku). W czasie pielgrzymki Ojca Świętego toczyła się swego rodzaju wojna, początkowo nawet premier Kanady zapowiedział, że nie weźmie udziału nie tylko w spotkaniach młodzieży z papieżem, ale nawet nie pojawi się na lotnisku, siły liberalne próbowały nadać wizycie Ojca Świętego charakter prywatny. Wypadki potoczyły się inaczej, pan premier Chretien pojawił się na lotnisku i kilkakrotnie na uroczystościach. Do najpoważniejszych starć doszło, kiedy potężne organizacje aborcyjne, feministyczne,  homoseksualne i inne libertyńskie rozpoczęły akcje rozdawania prezerwatyw młodzieży biorącej udział  w spotkaniu z Ojcem Świeżym. Fantino wydał rozkaz swoim policjantom usuwanie tych ludzi. Media zarzuciły mu łamanie podstawowych przepisów prawa. Na falach włoskich stacji radiowych Fantino szerzej opowiadał, że grozi mu się dyscyplinarnym zwolnieniem, powiedział, że sprawowanie opieki nad wizytą Ojca Świętego uważa za ukoronowanie kariery życiowej i godzi się na dyscyplinarne zwolnienie nawet jutro, a do rozdawania kondomów nie dopuści. Według mnie, tutaj tkwi tajemnica decyzji Rady Nadzorczej.
                          Z poważaniem.
                   Krzysztof Ziajkiewicz

 Od redakcji: Poparcie szefa Fantino nakazuje zdrowy rozsądek!

 DOBRE, DOBRE, PANIE ANDRZEJU, TAK TRZYMAĆ! 
 Mnie też dręczą takie pytania. Kto to Polak? Co to naród polski? Ale bez zaglądnięcia sobie w przysłowiowy korzeń, na to pytanie trudno jest odpowiedzieć. Odpowiedź dała mi na ten dylemat nauka zwana genealogią. Etymologia słowa "naród" wywodzi się od "ród" = klan. Wolna Polska przedrozbiorowa była monarchią stanową. Polska składała się z sześciu stanów (królewski, szlachecki, duchowny, żydowski, mieszczański, włościański), ale tylko jeden stan miał wewnętrzną organizację rodową. Był to stan szlachecki. Szlachta zatem jest (na)rodem polskim. Zakładając Polską Ligę Szlachecką ("Newsweek Polska" - http://newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp "Nieznane Rocznice 3-Maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi Szlacheckiej w Kanadzie"), chciałem podnieść poprzeczkę w definicji Polaka, Polak=Szlachcic. Po I wojnie światowej i zaborach Liga Narodowa i Dmowski zastosowali fortel religijny do scalania narodu polskiego, Polak=Katolik. To równanie w społeczeństwie postkomunistycznym i laickim już się spaliło. Każdy może być katolikiem, ale to nie znaczy, że będzie Polakiem, prawda? Polak=Szlachcic ma większą szansę stworzenia nowych elit politycznych, którym można by nadać przymiotnik "czystych". Dla mnie szlachcica, monarchisty i Polaka, tylko szlachcic jest Polakiem i basta. I nie ma słów. Ja w to po prostu wierzę.
 Elity rządzące Polską obecnie, to elity antyszlacheckie, przywiezione na sowieckich czołgach. Okrągły stół jest okrągłą pieczęcią międzynarodowego przyzwolenia im, aby nie byli odsunięci od koryta. Od 15 lat tzw. "wolnej Polski" nic nie zrobiono, aby otworzyć granice Polski dla wszystkich Polaków zamieszkałych poza granicami Polski. Pokomunistyczne elity okrągłostołowe dyskryminują Polonię, tą która odważy się powrócić do swojej "wolnej ojczyzny" i tą, która zdecydowała się zostać poza krajem, ale także utrzymywać z nim stosunki. A dlaczego? Bo to jest najbardziej patriotyczny element. Nie zapominajmy, ze 95% polskiej arystokracji żyje na wychodźstwie. Specjaliści od genealogii i heraldyki szacują, że aż 80% Polaków lub ich potomków w USA, może poszczycić się szlacheckim pochodzeniem. Do tej pory propaganda antypolska przypisywała im chłopskie. A jak "chłop" był i jest portretowany przez tę propagandę, to wystarczy przeczytać książkę Sharon Moscinski "Tracing Our Polish Roots" (John Muir Publications, Santa Fe, New Mexico 1994). Jednym słowem smród-brud-ubóstwo-ciemnota-i-niewola. Książka jest przeznaczona dla dzieci amerykańskich polskiego pochodzenia, którzy interesują się genealogią. Dla przypomnienia historycznego, stan włościański w wolnej Polsce był tak atrakcyjny, że wiele rodzin z Zachodu migrowało do Polski i tam się osiedlało.
 A mit jest taki: Ameryka przyjęła biednych chłopów i dała im wolność. Kiedy szlachta stworzyła najbardziej wolnościowy kraj w Europie, to Ameryki jeszcze nie było na mapie świata. Ale po co tak przewracać tu Polakom w głowach. Zrobić z nich biednych i zniewolonych chłopów, to się szybko zasymilują. 
 I tu trzeba szukać źródła antypolonizmu - w antyszlachciźmie zaborców i USA.
Z najwyższym uznaniem, Lewed.

 Od redakcji: Szanowny Panie, błądzi Pan, brnąc w niegdysiejsze śniegi. Naród jest jeden. Elita nie musi być szlachecka, wystarczy, aby była narodowa. Zresztą wielu panów szlachty schłopiało i schamiało do cna. Co do arystokracji, wolę tę ducha niż krwi. Ta ostatnia zazwyczaj przejawiała większą solidarność z kuzynami z obcych dworów niż z własnym narodem -   Andrzej Kumor

 ***
 Dyskusja buduje! Dlatego bardzo mnie dziwi brak reakcji na listy p. Romana Dorny. Wydaje mi się, że jest to opinia, którą powinni podzielać inni rodzice, ale brak odzewu wygląda, że mamusiom i tatusiom w ogóle nie zależy. To normalne, a oni mają inne problemy - PIENIĄDZE! PIENIĄDZE! 
 Śmieszni jesteście, rodacy. Bardzo śmieszni. Jak zwykle czekamy na gotowe, byle tylko praca była. Inni mają podejmować ryzyko, inni mają tworzyć te miejsca pracy, a my jesteśmy doskonale (?) wykwalifikowaną siłą roboczą. Są oczywiście wyjątki, w przewadze egzystujące na będących w potrzebie zarobkowych turystach. A więc, do roboty, po to jesteśmy, do niczego innego się nie nadajemy, a potem wygodna trumna, no i zdziwienie, że inni się z nas śmieją, że nie wzbudzamy szacunku. Dziwne? Czemu? Muzułmanie walczą o swoje prawa, o rodzinę, pracują, ale nie orzą jak woły. Myślą! I może dlatego stoją komuś kością w gardle. Przylepia im się metkę terrorystów, głupków, ale przecież w polskiej rzeczywistości trzymający władzę towarzysze w ten sam sposób niszczą ludzi myślących, przedstawiających swoje racje. Ta metoda dyskredytowania, ośmieszania niepokornych sprawdza się, ogół społeczeństwa w swojej masie nic nie czuje jak jest walony w rogi, a może mają to gdzieś, jest dobrze?
 W Winnipegu też już płacimy za aborcję. Idziemy z postępem, niedługo zapłacą dziecku za zlikwidowanie rodzica, społecznie nieprzydatny, a więc niepotrzebny.
 Dr Morgentaler czy morderca dorabiający sobie ideologię? Sprzedał swoją rzeźnię grupie kobiet (?) i one teraz będą uszczęśliwiać, nieść pomoc - dzieciom? Rodzinom? Społeczeństwu? Tłumaczenie tych doktorów i oświeconych kobiet jest tak śmieszne, że aż straszne. Kiedyś moja młoda znajoma przekonywała mnie do aborcji - no bo po co społeczeństwu dziecko z dziwki? Miała rację? Czy tylko naście lat? W nr. 28  "Gońca" art. p. Piotra Grochowskiego można podsumować, będzie dobrze gdy tow. Balcerowicz przestanie schładzać, a Michnik mieszać. Te dwie brudne eminencje już dość szkody w Polsce narobiły, ciekawe kto i kiedy ich rozliczy? A warto by było. W Polsce wykupują mięso, owoce, wszystko i robią to nie z miłości, tylko w dobrze pojętym własnym interesie. Będziemy chcieli się wycofać z tego tygla, ale to nie będzie proste. Z jednego bagna się wydostaliśmy i wdepnęliśmy w drugie... Że Polak mądry po szkodzie, wiadomo od dawna, ale jakoś ta wiedza nic nam nie daje, co z tego że wiemy, może to tylko przysłowie? Dawno, czekam na lotnisku, obok młoda mamusia z dzieckiem na ręku, pierwsze słowa przywitania - Mamo, ty wiesz jakie te Kanadole są głupie? Odszedłem na bok.
 To tak, jak i moje gadanie nie ma sensu, ale uważam, że dyskusja buduje! I dlatego smutno, bo interlokutorów brak, oni pracują, a wychowywać mają mądrzejsi!
 Jakiś czas temu zamieściliście państwo wspaniały list p. Bogdana Szewczyka. Samoocena była wspaniała i obietnica walki (?). Nie mogę się doczekać.
    Sierzputowski Janusz
 PS Często słychać narzekania, że naszych nie ma w polityce, a przecież jest nas masa. A może ciemniejsza masa.

 Od redakcji: Gorzko dzisiaj, Panie Januszu, może jednak zbyt gorzko?

 Droga Redakcjo....
 Bardzo się zdziwiłam (miło), widząc w GOŃCU podziękowania za wysłaną widokówkę z Jamajki. A jeszcze bardziej, gdy przeczytałam swoje imię, nowe przechrzczone przez Was z Wiesławy na Wacławę. W każdym bądź razie inicjałów to mnie nie zmieniliście.  A imię może też pozostać w rodzinie, gdyż mój ślubny  tak się nazywa. Tylko jak my będziemy się do siebie odzywać "Waciu i "Wacia". Serdecznie pozdrawiam Pana Andrzeja i  całą redakcję i życzę sukcesów w pracy. I tak na marginesie, czy GONIEC nie mógłby wychodzić na rynek w czwartek zamiast w piątek. Napiszcie o tym. Proszę. 
Uściski WIESŁAWA Dobrowolska

 Od redakcji: Pani Wiesławo, czwartek odpada, bo byłoby nam trudniej konkurować z tymi, którzy wychodzą w piątek :))) Pozdrawiamy serdecznie i przepraszamy za przekręcenie imienia.

 Witam "Gońca"
 A może ktoś z Was może mi podpowiedzieć, jak można (tzn. gdzie :))) nabyć książkę Wójciaka. "Zupa z krola - ballada o kochaniu". Oszczędziłoby mi to codziennych wedrówek po "Gazetę", zwłaszcza że nie przepadam za nią. Pozdrowienia.
Adres dla wiad. Redakcji
Roman Artelski

 Od redakcji: Niestety, nie możemy Panu pomóc.
 
 

GONIEC NR 29 (32) (16-22 VII 2004)

 Szanowny Panie redaktorze naczelny.
 Proszę nam obiecać, że będzie Pan kandydował w następnych wyborach federalnych. Teraz jestem reprezentowany przez 26-letniego pana w turbanie i nic o nim nie wiem
i się nie dowiem. Smutne, ale prawdziwe. Nie miałem wyboru i musiałem oddać głos na marksistów. Paranoja.
 Z poważaniem
J. W. Szeliga

 Od redakcji: Paranoja. Współczuję Panu, ale polityka i pisanie to dwie różne sprawy. Niech się Pan sam bierze do roboty. - A. Kumor

 Moja propozycja...
 W ubiegły czwartek skończyłem czytać książkę Izraela Szahaka  "Żydowskie dzieje i religia",  o której w ostatnim  GOŃCU wspomina  Iwo C. Pogonowski.
 Miałem zamiar napisać jej recenzję, ale to przekracza moje możliwości emocjonalne, po prostu jestem wściekły na żydowskich rabinów. Wiem, że Chrystus nakazuje miłować nieprzyjaciół, ale na razie nie mogę, aż gorąca głowa moja ostygnie.
 Pomyślałem, że dobrze by było wydrukować w  GOŃCU  fragmenty tej książki, niech Żyd oznajmia  rzeczy o swoich ziomkach, po co my, Polacy, mamy to robić? A u dołu każdego fragmentu tej książki napisałbym: Czytelniku, wyznawco mojżeszowy, czemu milczysz?
 Jeśli Pan się zgadza na moją propozycję, jestem gotów książkę wypożyczyć. Szukałem oryginału w bibliotece publicznej w Burlington, ale nie mają "JEWISH HISTORY, JEWISH RELIGION" by Israel  Shahak.
 Ta książka powinna być w każdej bibliotece publicznej, żeby Kanadyjczycy poznali prawdę o "narodzie wybranym". Nie jest to nic pilnego, proszę przemyśleć sprawę i dać mi znać, łączę serdeczne pozdrowienia. 
Stefan
 Od redakcji: Panie Stefanie, książka p. Shahaka nadal jest w bibliotekach. Na razie drukujemy inne rzeczy. Zastanowimy się. Głowę warto ostudzić.

 ***
 Kilka lat temu w naszym polskim towarzystwie mamusia ładnej 16-letniej dziewczyny z zachwytem i przekonaniem stwierdziła: "Ale ta Monika L. zrobiła karierę!" - dla mnie był to szok, ale może więcej kobiet jest tego samego zdania? Mamusia przekazuje córce pałeczkę z instrukcjami. 
 Gdy znajomy rzuca mimochodem - źle się czujesz, bierz pieniądze i na młode dziewczyny! Gdybym mu zaproponował, że może pójdę do jego naprawdę ślicznych córek - może by się obraził, ale przecież te młode dziewczyny to też czyjeś dzieci. A może się mylę? Czytam ostatnio, że w niektórych środowiskach pracująca na ulicy lub w salonie masażu dziewczyna jest szanowana za zaradność i pracowitość. Kiedyś to się nazywało k..., a teraz jest godne szacunku. Coś z tą moralnością się zmieniło. Młoda 14-letnia dziewczynka przychodzi do 60-latka i za drinka podkłada się, oboje są zadowoleni.
 Trzeba więcej oglądać TV, cieszyć się z ośmieszania tradycji i rodziny, zobaczymy, do czego dojdziemy. Życie nie polega na tym, aby w... sąsiadkę, oszukać przyjaciela, coś ukraść. Brak zasad i szacunku w naszym środowisku, narodzie, rodzinie stwarza sytuację, że stajemy się łatwym łupem dla sąsiadów, dla tych, co rozdają wirtualne pieniądze. Musi do nas dotrzeć, że ci "ONI" już niedługo będą chcieli być panami dusz. Teraz, jak p. Twardowski, podpisujemy cyrograf, ale niedługo usłyszymy - ta karczma Bruksela się nazywa.
 Podobno - praca uszlachetnia - hasło dla niewolników, aby mieli powód do dumy, a warte tyle co wygodne trumny.
 Dlaczego z Iraku robi się międzynarodowego bandytę, ze wszystkiego muszą się tłumaczyć; Izrael nie musi, on nie stanowi zagrożenia. W tym temacie wart przeczytania art. "Martwi w wodzie" w "Gońcu" z 2.07.04.
***
 Dawno temu, przed wojną, w pewnym pięknym, ale zniszczonym przez sąsiadów kraju znane było powiedzenie - wasze ulice, nasze kamienice. Bardziej inteligentni dodawali  - wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Następnie była okupacja, wojna, a teraz po tylu latach słychać, że trzeba odnowić Oświęcim - po co?
 Historia kołem się toczy, kto mieczem wojuje, od miecza  ginie. Niegdysiejsi przyjaciele Polski na bagnetach nieśli hasła wolności i internacjonalistyczną pomoc, a my jakbyśmy się bali okupacji, broniliśmy się. Tę samą chorobę wykryto u Irakijczyków i Czeczenów, wcale im się nie dziwię. Szalony bieg do UE niektórych polskich środowisk, radość, bo wiele spraw przy okazji się rozwiąże, emancypantki i inne wyzwolone bezgranicznie zachwycone. Nareszcie będzie można bez problemu się w... i skrobać, w... i pigułka - OH! Jak będzie fajnie, teraz tylko niech dadzą partnera. Pedofilia na wyższym  poziomie, eutanazja z szykanami - zwycięstwo! H. Sienkiewicz na marginesie rękopisu napisał - Herod to był mądry król! Historia zatoczyła wielkie koło, ale teraz to gromady wyzwolonych "kobiet" domagają się prawa do aborcji. A może po prostu wystarczyłoby trochę wstrzemięźliwości, szacunku dla siebie? 
 Na tym wielkim liberalnym balu (dyskoteka) mamy wspaniałych inteligentnych wodzirejów, wszystko nam dyktują, wiemy co dobre, co złe, co tańczyć, co słuchać. Wszystko podane, wyjaśnione. Trzeba sporo się nagłówkować, żeby znaleźć sprzeczności, a są wielkie. Co mamy jeść i jak się leczyć. A może gdybyśmy się inaczej odżywiali, nie potrzeba by było lekarza - ciekawe? Od dziesięcioleci głód w Afryce, od wielu lat świat z tym walczy, wielkie gremia uczonych mędrców, wielkie ponadnarodowe organizacje, olbrzymie fundusze i co? NIC! Głód, HIV, bandytyzm, prostytucja, brak przyszłości dla całych narodów - może te działania to gra pozorów, może ta rzeczywistość jest potrzebna? Ale wygląda na to, że globalna walka z afrykańską biedą się nie sprawdza. Może to jest właśnie realna towarzyszka globalizacji? Niewypał. 
 Z UE już dostajemy rozkazy, czy już w 100 proc. jesteśmy wchłonięci, a może są jeszcze jakieś szanse, czy możemy jeszcze coś robić po swojemu? A może znowu dostaliśmy z telefonu tylko słuchawkę, coś chyba znowu wraca, szczęście coraz bliżej. Roi się od pytań, od niewiadomych, przez ostatni wiek świat poszedł technicznie bardzo do przodu, wykombinowaliśmy TV, samochody, komputery, rakiety, ale moralnie się cofamy. Głód, wojny, złodziejstwo, zupełnie jak za Nerona, z tym że nigdy jeszcze władza nie miała nad plebsem takiej kontroli. Wesołych snów. 
                 Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: I wzajemnie, tyle nam zostało.

 WARCHOLSTWO PIENIACTWO NIEUCTWO POLSKIEJ SZLACHTY CZYLI ZAŚCIANEK KUMORA
 Prawdziwej historii szlachty jeszcze nie spisano. A to z powodu takiego, że nie mieliśmy od zaborów wolnej polskiej historiografii. Historia Polski jest spisana przez historiografie zaborców (Niemcy, Rosja), na której wzorował się cały Zachód wraz z USA, oraz historiografię komunistyczną (Sowieci, PRL).
 Wiadomo, że w filozofii tych obcych Polsce historiografii należało w jakiś sposób usprawiedliwić czy wytłumaczyć największy akt zbrodni popełniony na nowożytnym cywilizowanym państwie europejskim (zabory). Nic dziwnego, że winą się obarcza polską szlachtę i jej "wolnościowe przywary". Oczywiście, nie byliśmy ideałami, jak zresztą nigdzie na świecie ich nie ma, ale stworzyliśmy swoistą cywilizację w środku, czyli w sercu Europy, w której nam, szlachcie, było dobrze i ludy zamieszkałe pod rządami szlacheckimi też sobie nie narzekały. 
 Popełniliśmy też wiele błędów i tu z panem redaktorem Kumorem się muszę zgodzić, że należy się na tych błędach uczyć, aby znów nie być zaatakowanym przez trzy tygrysy naraz, z nienacka i podstępnie. Ale też nie uznaję tezy pana Redaktora, że lepiej być jednym z tych trzech tygrysów i uratować NIEHONOROWO swój potencjał narodowy. Takich nauk jako szlachcic nie mogę przyjąć, ponieważ najważniejszą wartością szlachecką był, jest i będzie bardzo dobrze zdefiniowany koncept honoru, czyli poczucia swojej indywidualnej wolności. 
 Szlachta to indywidualiści. Dlatego mogli stworzyć tak unikalny system polityczny na świecie - POLSKA ZŁOTA WOLNOŚĆ SZLACHECKA, tzn. Rzeczpospolita Szlachecka. Idealnym celem szlachty na jutro to odtworzyć ten system i grać tak politycznie na scenie globalnej, aby być lwem w Europie i nie pozwolić na wyhodowanie wokół siebie trzech tygrysów. Z jednym czy dwoma to sobie radziliśmy na przemian przez tysiąc lat i nie musimy niczego złego się obawiać. Powtórzenie błędu z trzema tygrysami będzie już niewybaczalne w kategoriach historycznych. Ale żeby to się miało stać, szlachta musi znów dojść do władzy w Polsce i pokazać Polakom i światu, że już podobnego błędu nie powtórzy w przyszłości.
 Zapraszam Szanowne Państwo na mój autorski temat o szlachcie na "Newsweek Polska" (http://newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp) pt. "Nieznane Rocznice - 3 Maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi Szlacheckiej w Kanadzie".
Z wielkim uznaniem i poważaniem, Lewed 

 Od redakcji: Szlachta odpowiada za rozbiór, to ona wybierała króla i rządziła, upadł w niej duch obywatelski, a bez niego demokracja (szlachecka) przekształciła kraj w pośmiewisko. - A. Kumor

 ***
 DZIĘKI, DZIĘKI i jeszcze raz dzięki  za artykuł o Kuroniu, za jego zdjęcie w krawacie. Już myślałem, że zgłupieliście, jak "Wiadomości". Nic ująć, nic dodać. Ten niby nowy bohater "naszych" czasów, nagle większy jest od Baczyńskiego i tysięcy patriotów Polski Walczącej.
 Porwani zrywem "Solidarności", zaczęliśmy np. jako nauczyciele lub artyści ZPAP działać. Ku mojemu zaskoczeniu, spotkałem wielu ochotników (niektórzy przyjechali z RFN, Polacy, jak my, na czasowym uchodźstwie). Pamiętam dobrze, chłopak z RFN - artysta pyta, czy ja wiem, kto to jest Kuroń, Michnik i inni? Popatrzyłem jak na głupiego. Teraz wiem, że to ja byłem głupi. Oni (i my tu teraz) lepiej wiedzieli, kto jest kto. Oni myślą, że tej prawdy nikt się nie dokopie albo boi się dokopać. Nie baliśmy się i nie boimy. To jest to, czego najbardziej się boją. Nie wiem, co z wami zrobią i co z nami. Wiem, że to mogą być ostatnie podrygi kaczuchy. 
 Wracając do gorących głów. Sorry, Polska nie jest jedynym mocarstwem w Europie. A co z Austro-Węgrami? (przepraszam za kopa)
 AD: Przyczyną Polskiego upadku był nierząd. Co Pan nam tu imputuje?  Oczywiście, był. I co dalej? Największym naszym problemem była zmowa sąsiadów i koncepcja "ziemi obiecanej". Popatrzmy trochę z innego punktu. Czym były dzikie ostępy Polski. Dzicz, którą można zaadoptować pod termin przyszłej ziemi obiecanej? Co z najwcześniejszymi wzmiankami o handlu niewypłacalnych niewolników? Handlu prowadzonego przez Żydów? Problem jest stary jak świat. Problem przestaje istnieć, gdy myślimy, jak równy z równym. Ani my wybrani ani oni.
               Grzegorz K.

 Od redakcji: Austria nie zniknęła z mapy Europy, pozostała, podobnie jak Węgry. Polska przepadła doszczętnie - to jest wyjątek. - A. Kumor

 Panie Andrzeju 
 Mnie jakoś dziwnie, gdy piszesz: "Warcholstwo, pieniactwo, nieuctwo polskiej szlachty doprowadziło kraj do upadku. Ta smutna prawda wyziera z dokumentów XVIII wieku. Przyczyną polskiego upadku był nierząd. Dlatego tak ważne jest, abyśmy dziś otwarcie stawiali sprawy, byśmy się uwolnili od historycznych stereotypów i nauczyli rozsądnie działać oraz myśleć - tak, aby móc obronić swój interes, aby uczynić z Polski kraj silny i doskonale prosperujący".
 "Dlatego tak ważne jest, abyśmy dziś otwarcie stawiali sprawy", czyli też byli uczciwi, nie kradli, nie wspomagali złodziei.
 Ja już o tym zapomniałem, bo nie wierzę, żeby w naszej mentalności (nie mówiąc o Tobie ani o mnie, ale o naszej wypracowanej w PRL-u) się zmieniło coś radykalnie i szybko.
 Jeśli mamy mówić uczciwie, to bądźmy też uczciwi, jeśli mamy nie kraść, to nie kradnijmy, jeśli mamy zacząć budować, to zacznijmy od fundamentów, nie łudźmy się, że tam, gdzie ma powstać dom na wiele pięter, możemy podkraść trochę cementu, wykopać mniej, nie dać tyle co trzeba, zacznijmy od siebie, każdy od początku, zróbmy porządek.
 W tym jest również to, że Polska do dziś nie rozliczyła się ze swoich zobowiązań wobec własnych obywateli, karząc ich za to, że nimi są. Bo wobec Świata rozlicza się, żeby mordy nie było.
 Jeśli własność jest jednym z podstawowych pojęć,  to jej wzięcie w majestacie Państwa jest zwykłą, państwową kradzieżą.
 Gdzież więc szukasz, jak nikt nie chce oddać, kombinując jak się da, co cały Świat dostrzega, że kiedyś wzięto, "obszarnikom" (powyżej 50 ha zabierano wszystko, zapytaj się, ile znaczy dla przeciętnego Amerykanina 50 ha) wszystko.
 Do dziś tej własności żaden rząd nie raczył oddać i w tym kontekście pytam o naszą świadomość. Więc co jest z tym pojęciem własności? Teraz jak mi zabiorą, to jest kradzież, ale wcześniej to była sprawiedliwość? A to jest  fundament.
Pozdrowienia 
Jacek Lelito
 Od redakcji: Zgadza się, to jest fundament! Z drugiej strony, do którego pokolenia dochodzić krzywd?

 GONIEC NR 28 (31) (9-15 VII 2004)

 Przepraszam, czy tu się chrzci "porwane" dzieci? 
 Wedle prawa Kościoła rzymskokatolickiego, aby ochrzcić dziecko, jest na to potrzebna obopólna zgoda rodziców, według zaś prawa kanadyjskiego, jeżeli dziecko zostanie ochrzczone bez zgody jednego z rodziców przed 16. rokiem życia, jest to tak zwany (CHILD ABUSE).
    Całkiem niedawno coś takiego  wydarzyło się w naszym "wspaniałym" polonijnym środowisku. W tak cudownym dniu, jakim jest Dzień Matki, 9 maja 2004, ojciec 6-miesięcznej dziewczynki, bez zgody i obecności matki, która jest również katoliczką i prawdopodobnie (na pewno) nie miałaby nic przeciwko temu, aby dziecko ochrzcić wraz z ojcem za jego zgodą i przy jego obecności. Ojciec udaje się do polonijnej parafii w Mississauga, gdzie potajemnie , tylko wtajemniczone strony, bez większej ilości świadków. Jak można nazwać chrzest pomiędzy dwoma mszami jak w kościele znajduje się znikoma liczba wiernych, lub tylko przypadkowi wierni, no i oczywiście wtajemniczeni spiskowcy, ów ojciec, jakaś podstawiona osoba podająca się za matkę i tylko jeden chrzestny rodzic, oczywiście celebrant jak i jego przełożony proboszcz parafii polonijnej w Mississauga. Pech chciał, że wśród przypadkowych świadków znaleźli się prawi katolicy i znajomi matki "porwanego" dziecka, którzy są bardzo zszokowani okolicznościami jak i całym POTAJEMNYM WYDARZENIEM.
    Historia ta ma swój bardziej dramatyczny epilog, który ze względu na matkę dziecka chcę tu pominąć, spisek potajemnych chrzcin był dla niej wystarczającym szokiem.
 A CO MA NA CELU TO MOJE PISANIE DO TAK WIELU POLONIJNYCH MEDIÓW?
 Może bezsilność? Brak jakichkolwiek informacji z owej polonijnej parafii w Mississauga, dlaczego się tak stało skoro jest to nielegalna praktyka? Może ktoś stoi tu ponad prawem? Może jest to wciąż wielka tajemnica spiskowców ? Może o takich spiskach trzeba pisać, aby ulżyć emocjom? (ale chyba emocjom dałem się uspokoić, gdyż czekałem ponad miesiąc z tym e-mailem w mej głowie). Może ktoś, kto to przeczyta, będzie więcej wiedział, co dalej? (nie jest to e-mail o pomoc, a czyste sprawozdanie z owego wydarzenia).
 Proszę nie traktować tego listu jako ataku na Kościół, gdyż sam jestem katolikiem i nie mam wcale na celu atakowania tej instytucji, a chcę się czegoś więcej dowiedzieć, znać odpowiedzi na pytania  moje i innych świadków tego wydarzenia.
 Nazwiska owego ojca i owych księży, jak również matki i jej córki, są mi dobrze znane, i nie jestem żadnym przypadkowym sprawozdawcą tego wydarzenia, gdyż owe osoby są mi osobiście znane od wielu lat z Polski i zarówno z Kanady.
Z USZANOWANIEM DLA WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW
Marcin Sudol

 Od redakcji: Szanowny Panie, najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że matk a i ojciec kłócą się nad kołyską i używają dziecka do wzajemnych rozgrywek.

 ***
 Panie Andrzeju, czy obrona Jasnej Góry w czasie szwedzkiego potopu nie była formą powstania? Przeor Kordecki nie bał się śmierci, wiedział, że trzeba dać przykład - no i się udało. Gdyby w czasie rozbiorów nie było powstań, przykładów, tylko czekanie, co by się stało? Kto by pamiętał? Na pewno były ofiary, ale Ci ludzie wiedzieli, co robią to naprawdę było potrzebne. Za władzy ludowej długo pracowano, aby powstania i zrywy ośmieszyć, aby hasło Bóg, Honor, Ojczyzna przestało do nas przemawiać. Udało się?
 Bardzo ostatnio są modne polityczne poprawne słowa i działania, ale nasuwa się pytanie, jakie autorytety nam to narzucają i pilnują przestrzegania tych idiotyzmów? Przeżył się faszyzm, komunizm, przyszedł czas na następną ideologię. Były "dzieci kwiaty", wolna miłość, teraz czas na homo niepewnych i ...? Tak najprościej, wygląda na to, że idzie "nowe", a Rodzina, Naród i Patriotyzm są przeszkodą do osiągnięcia celu. Co to za cel?
 Działacze partii komunistycznej zmieniają front, odwracają (?) się od swojej ideologii. teraz modlą się do Brukseli. W międzyczasie kilku nawet do mszy służyło. Ciekawi ludzie, ale tacy zawsze byli, o miejsce przy korycie walczą z wielkim poświęceniem. Kierunek wytyczany przez dzisiejszych ideologów śmierdzi na odległość, ale pieniądz nie śmierdzi. Zmiana wiary, zapatrywań to rzecz normalna, oszustwa, złodziejstwo, obłuda, a my cały czas wierzymy i wybieramy, ale cóż, kandydaci się nie zmieniają.
 Przez wieki nasi sąsiedzi starali się Polskę rozkraść, rozebrać - w tym momencie zapałali do nas miłością. Traktują nas jak dworskie byki, wiejską jałówkę i oby tylko na tym się skończyło.
 Przywódcy zachowują się jak stręczyciele, ale nie ma się czemu dziwić, przecież znamy ich od dziesięcioleci.
 Ukazała się książka Clintona, musi być komuś na rękę, bo reklama jest ogromna, ale o "Pasji" jakoś się zapomniało. W księgarniach brak książek o przywódcach konserwatywnych, o Ronaldzie Reaganie coś błysnęło w związku z pogrzebem. Monika i Clinton to jest temat dla nas, tak mówią media.
 Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, powstania, walki narodowowyzwoleńcze - owszem wspaniała rzecz, jeśli prowadzi się je z głową i jest szansa ana zwycięstwo. Tak było np. w przypadku Powstania Listopadowego. Jeśli pije Pan do mojego tekstu "Gorące, puste głowy", to odsyłam na str. 48 obecnego wydania.
 Poza tym, jak zwykle, ma Pan dużo racji  - A. Kumor

 Komentarz do komentarza
 Z listu czytelnika dobitnie wynika, że pan Kumor popsuł mu humor.
 Nasz Redaktor jest mistrzem prowokacji. I tym, co go prostują, nie przyznaje racji.
 To tyle na wesoło, a teraz na poważnie. Jest dużo racji w liście pana Z. Turkiewicza, felieton Pana Redaktora"Gorące puste  głowy"jest pełen potknięć.
 Pozwolę sobie skomentować "Od redakcji" do listu panaTurkiewicza. Narodowi przywódcy II Rzeczpospolitej to pokolenie, które świeżo miało w pamięci Ha-Ka-Tę, strajk dzieci szkolnych we Wrześni, zmagania z Niemcami M. Drzymały i im pan Kumor poleciłby zawierać pokój z Niemcami?  Miała Polska traktat pokojowy z Niemcami, czy  Niemcy go dotrzymali? Czy dotrzymali traktatu z wielkim  ZSRS? To z jakiej racji mieliby dotrzymać słabej Polsce?
 Pisze p. Kumor ,Uczmy się na błędach...", w PZPR też uczyli się na błędach, a ja im mówiłem towarzysze uczcie się w szkołach i na uniwersytetach, ale oni nie słuchali no i rozpadło im się PZPR.
 Silni wiarą nigdy nie będziemy bez NADZIEI  I MIŁOŚCI.
 Sam pan Redaktor twierdzi, że czytelnik widzi w GOŃCU gderanie i malkontenctwo, nie jest to ciągłe gderanie, wcale NIE, ale jest tu i tam, a to nadziei i pogody ducha nie dodaje czytelnikom. GONIEC nie jest osamotniony w ciągłej krytyce Żydów, Ukraińców, Niemców, komunistów, kanadyjskich polityków, bo robią to znacznie lepiej inne polonijne gazety. Aż strach czasem brać taką gazetę do ręki, bo człowiekowi humor popsuje.  Oświadczył pan Redaktor, że jest pogodnym człowiekiem, chcemy zobaczyć tę pogodę w następnych  numerach GOŃCA. Mimo wszystko życzę pogody ducha.
ss

 Od redakcji:  Szanowny Panie, pogoda ducha nie polega na zażywaniu "głupiego jasia" i czytaniu gazet, w których sama propaganda sukcesu. Pozwolę sobie również zauważyć, że nie krytykujemy Żydów, lecz politykę obecnego syjonistycznego rządu Izraela, piszemy częstokroć z sympatią o Ukrainie, czy o Niemcach. Nie sądzę też, by Hakata i wspomnienia o Bismarcku tak bardzo paraliżowały polskich polityków, by nie mogli zawierać taktycznych porozumień z Niemcami. W każdym razie Piłsudski nie widział w tym nic złego.

 Panie Andrzeju,
 Po stokroć nie zgadzam się z pana myślą przewodnią zawartą w felietonie. Można by dużo na ten temat dyskutować, ale jeden fakt jest niezaprzeczalny: nie Polska była rozgrywającym w grze, jaka toczyła się w Europie na kilka lat przed wybuchem WWII i dlatego nie mam za złe polskim elitom politycznym takiego przebiegu rozgrywki. Swoje żale (jeśli mogę tak to ująć ), a właściwie nie żale, lecz pretensje, kieruje do rządów krajów tzw. Zachodu,  które w rezultacie kilkakrotnie uświadomiły mi "stare polskie przysłowie": jeśli umiesz liczyć, licz na siebie.
 Nie rozumiem, jaki jest cel tego felietonu - pobudzić do myślenia, jeszcze raz przeanalizować możliwe opcje. Rozumiem, że myślą przewodnią było chłodne przeanalizowanie innych rozwiązań (niekoniecznie
"patriotyczno-ołtarzykowych" jak pan je nazwał), które byłyby bardziej korzystne dla pokolenia naszych ojców i dziadów, a w konsekwencji i dla nas. Pewnie tak, ale nie uczynił Pan tego. Ten wątek nie został rozbudowany należycie, natomiast silnie akcentowana jest krytyka rozwiązań ówcześnie zastosowanych. A krytykowanie bez podania realnych alternatyw nie jest budujące. Nie jest budujące także działanie uboczne, którym jest klin wbijany między "starą i nową" Polonię, klin, który ja osobiście chciałbym z całego serca usunąć. Już widzę byłych żołnierzy gen. Andersa okupujących redakcję "Gońca",  już widzę byłych Powstańców Warszawy rzucających gromy na emigrantów pokolenia solidarnościowego, do którego i Pan, i ja należymy.
 Obawiam się więc, że efekt będzie zgoła odwrotny, zamiast przemyśleń będą te gromy. Zamiast konsolidacji  i  wyciągania  wniosków na przyszłość  antagonizmy się jeszcze bardziej zaostrza.  A nie tego oczekiwałem. Pierwszy numer "Gońca" wskazuje właśnie na coś innego. Rozumiem, nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak by się chciało, czasem dobre zamiary  gdzieś się zawieruszą  w natłoku  myśli, które kłębią się, gdy tworzy się nowy tekst. Ale potem trzeba to jeszcze raz przeanalizować i przemyśleć.
Jacek Kupiński

 Od redakcji: Panie Jacku, żadnych klinów nie wbijam. Chylę czoła przed tragicznym poświęceniem milionów prawych Polaków broniących wolności w powstaniach i na wojnie. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska przegrała II wojnę światową i należy się zastanowić dlaczego. Czy aby rzeczywiście wszystkiemu winna Jałta i geopolityka? Może spróbować rozliczyć polskich polityków i liderów?
 Głosy podobne do mojej opinii pojawiają się i pojawiały w wielu różnych środowiskach i pokoleniach. Nie ma to nic wspólnego  z wiekiem, czy falami emigracji.  Inspiracją do napisania tekstu była właśnie rozmowa z kimś, kto 70-letnie urodziny obchodził dawno temu. Debata na temat klęski wrześniowej, była jednym z głównych tematów okupacyjnych rozważań politycznych w Polsce.
 Po prostu, nie bójmy się myśleć.
A. Kumor

GONIEC NR 27 (30) (2-8 VII 2004)

 ***
 Zawsze byłem tępy, staram się coś zrozumieć, nasuwają mi się pytania, dla wielu na pewno proste. Ale ja jestem tępy.
 Kto wymyślił komunizm i faszyzm? Kto wykreował Lenina, Stalina, Hitlera? Ich wielkie zbrodnicze organizacje miały jeden cel - Europę. Teraz znowu tworzy się UE. Na razie po dobroci, głaszcze, przekupuje. Ale jakoś nie potrafi mnie opuścić myśl, że to powtórka z historii, że znowu trafi się wspaniały, nieomylny przywódca, a i znowu poleje się krew. Kto wymyślił i promuje aborcję, eutanazję? Kto wykombinował emancypantki, zagonił do roboty kobiety i dzieci? Cofamy się - w imię czego? Wciąż rosnące podatki, karty, bandycko oprocentowane pożyczki, ale ogólnie dostępne - wspaniale.
 W wielu czasopismach reklamujących ciuchy, drogie samochody, powtarzające się zdjęcia ładnych dziewczyn, pistoletów, narkotyków i stert pieniędzy - czy to przypadkiem  nie jest recepta na sukces? Wskazówka? Więzienia pełne, sądy zapracowane, adwokatów mnogo, a na ulicę strach wyjść.
 Co chwilę wymyślają nową receptę na cud mający uzdrowić sytuację, koszty olbrzymie. Bez efektu. Następny niewypał, a pieniądze dostały nóg - co się z nimi stało, dowiemy się może za pięć lat, a może nigdy, ale podatki rosną, bo brak na inne doświadczenia.
 Kto wymyślił w szkołach "bezstresowe" wychowanie? Rozumiem, że ciąża u małolatki nie jest problemem, są "bezstresowe" metody. "Bezstresowo" wychowany młodzian, mając 16 lat, chciałby prawko i auto, ale trzeba płacić ubezpieczenie. Duże ubezpieczenie - bezstresowo?
 Dlaczego pod koniec II wojny światowej Francja została sojusznikiem sprzymierzonych? Co stało się z Polakami?
 Dlaczego reklamuje się fast food, z drugiej strony dręczy palaczy?
 Polityka jest dla ludzi z charakterem, szkoda pana Reagana, ale warto by usłyszeć, co ma do powiedzenia Żelazna Dama albo chilijski obrońca normalności. Artykuł "Pamięć za pieniądze" nie budzi zdziwienia, to normalne, do tego mataczenia się przyzwyczaiłem, oboma rękami podpisuję się pod listem Pana Krzysztofa Borowiaka.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Nie dziwi nas, że jest Pan naszym czytelnikiem.

 Panie Andrzeju!
 Pamiętamy okres PRL-u, gdzie każdy musiał mieć dowód osobisty. W dowodzie były zapisy miejsca zamieszkania i pracy. Bezrobocia nie było - więc biada temu, co nie pracował. Każdy miał "książeczkę zdrowia". Były wpisy, kiedy i na co niedomagał. Każdy był świadom tego! Tutaj wyzwoliliśmy się od tego! Ale czy naprawdę? Posiadam kartę sklepów "COSTCO". Dzisiaj miałem okazję zobaczyć, po co naprawdę taka karta jest. Nie wchodząc w szczegóły, kierownictwo sklepu udostępniło mi moje dane komputerowe, gdzie było wszystko zapisane co, kiedy i ile wydałem w tym sklepie, począwszy od założenia karty, tj. 1997 r. Ponieważ płacę tam przeważnie kartą American Express - więc to też było zapisane. 
 Rozmawiałem z kolegą w nieodległym czasie, który ubiegał się o kredyt bankowy na założenie firmy.  Uprzejma pani zapytywała go o różne rzeczy. Później wystukała na komputerze jego dane plus posiadane karty i miała wszystko jak na dłoni w ciągu dwóch sekund. Ta rozmowa to była tylko grzecznościowa forma.    Wszędzie wciskają w naszą świadomość, abyśmy zakładali różne karty, na które można coś tam nazbierać. Nawet jak kupuje piwo "Żywiec", to zawsze słyszę pytanie o kartę kolekcjonującą "mile lotnicze" W efekcie służy to tylko ogólnej kontroli. Myślę, że to nie żadne odkrycie - ale warto byłoby od czasu do czasu o tym przypominać.
 Nasze wynagrodzenie jest przesyłane do banku. Nasze wydatki są kontrolowane w 80 procentach. Wiadomo, gdzie i na co wydajemy pieniądze. Ba, wiadomo, skąd i do kogo dzwonimy. Do kogo i kiedy łączymy się komputerowo. Chyba ostatnia enklawa ludzi żyjących naprawdę w kraju wolnym i demokratycznym to osoby pracujące nielegalnie. Jeszcze rządzący nie wymyślili, jak kontrolować, kto wydaje i kto dostaje pieniądze te liczone w namacalnych banknotach. Niestety, ogólna zasada jest taka, aby wyeliminować z obiegu banknoty. Jako przyczółek testowy to uniwersytety. Tam wszystkie opłaty są na karty. Jedzenie w bufecie, fotokopie itp. Czym skorupka nasiąknie za młodu... (...).
           Serdecznie pozdrawiam
                    Zygmunt Hobot

 Od redakcji: Wolni, bo nielegalni - czy to nasza przyszłość?

 Kolejne kłamstwa 
 i manipulacje GW
 Treść i intencje kolejnego "demaskatorskiego" artykułu "Gazety Wyborczej" są takie: "Bogaty Polak to pewno złodziej, bandyta i antysemita". Sam przez kilka lat ciężko pracowałem w Anglii. Nie jestem biznesmenem, ale do dzisiaj mam tam kilkunastoprocentowy udział w lokalu gastronomicznym i nie martwię się o "kolejny dzień".
 Odnośnie Kobylańskiego, to przecież wszyscy ci emigranci starszego pokolenia, czasów tuż po II wojnie światowej, mają zupełnie inną mentalność. Wiem, bo widziałem w Londynie wielu z tych ostatnich ministrów II RP, byłych lotników RAF-u czy spadochroniarzy od Sosabowskiego. Bliskie im są tradycje niepodległościowe, patriotyczne, takie "w starym duchu". Za co winić Kobylańskiego? Polski patriota, więzień obozów, ciężką, uczciwą pracą i intuicją doszedł do bardzo dużych jak na emigranta pieniędzy. Co to za domysł, jakim sposobem trafił z Włoch do Paragwaju? To już tylko przez siatki nazistowskie można było tam trafić? Czy dzisiaj nie wolno temu staremu i schorowanemu człowiekowi popierać organizacji, które uważa za działające w słusznym kierunku i zgodne z jego sumieniem? Kto odebrał mu tytuł Honorowego Konsula w RP? - Władysław Bartoszewski, pupil GW i znany obrońca interesów żydowskich w Polsce. 
 Faktem jest, że "Gazeta Wyborcza" co poniedziałek daje wielu osobom możliwość zatrudnienia dzięki swojemu dodatkowi "Praca". Ale ten artykuł to kolejny wstyd i hańba. Czy my, Polacy, nie mamy prawa do własnego szczęścia, dumy z rodaków, którym powiodło się materialnie w życiu, wzorów do postępowania? Nacji redaktora naczelnego GW nikt nie odbiera do tego prawa.
 Na marginesie, to bardziej wstydziłbym się znajomości z Michnikiem
niż z Kobylańskim.
Piotr Grochowski 

 Od redakcji: Tekst "Wyborczej" plasuje się w nurcie ubeckiego dziennikarstwa insynuacyjnego. Rzucić błotem - a nuż przyschnie. To smutne, że celem ataku "WybGazety" padł człowiek tak zasłużony dla sprawy polskiej.

 "Gorące, pusteÉ"
 Panie Andrzeju, należą się Panu tęgie bańki, Pan o tym wie, prawda? Jestem pewien, że właśnie je Pan otrzymuje od rzesz pańskich czytelników, dlatego też powstrzymam się (jeśli potrafię) od dodatkowego złojenia Panu skóry, a poprzestanę na wytarganiu za uszy. Lańsko niech Panu spuszczą weterani, którym Pan dokuczył zupełnie niepotrzebnie. Natomiast wszyscy pozostali powinni Panu dać tęgą nauczkę za to ciągłe gderanie i narzekanie. W swoich artykułach i felietonach jest Pan skończonym ponurakiem zohydzającym nam wszystko, co polskie i kanadyjskie. 
 Panie Andrzeju, do czasu  felietonu "Gorące, puste głowy", jeszcze Pana trawiłem, chociaż coraz bardziej stawał się Pan niestrawny, ale tym razem to już totalny zakalec. Zaszkodził Pan nim sobie i nam wszystkim. Jako stały Pana czytelnik - nie rozumiem,  o co Panu chodzi: o dokuczenie nam, o udowodnienie, że jest Pan jedynym mądrym, który wie, czy też po prostu o odcięcie się od wszystkiego,  o czym Pan pisze pod hasłem "Silni wiarą". Popełnił Pan rzecz ohydną, mówił w domu poległego, że zginął głupio. Jednocześnie wyjawił nam Pan, że ów poległy wykonywał głupio - głupi rozkaz innego głupka. Jak na jeden artykuł zasłużył Pan sobie aż nadto. Szczególnie stwierdzeniem o niepoczytalności AK wysadzającej niemieckie transporty wojskowe jadące na Wschód. Pojąć trudno pańską ekonomię: gdyby nie wysadzali, to co? Opóźniliby wejście Sowietów? Opóźniliby finał wojny, Panie Andrzeju, opóźniliby marsz Aliantów! I dokonaliby proponowanej przez Pana rzeczy najbardziej ohydnej: kolaborowaliby z okupantem. Czy Pan naprawdę tego nie rozumie, czy Pan udaje? O co Panu chodzi? 
   Pomyślałem o Katyniu, o tamtej straszliwej ofierze. Gdyby pod pańskim artykułem mieli podpisać się oficerowie z Kozielska, prędzej sami strzeliliby sobie w głowę, nie czekaliby na Sowietów. 
 Oczywiście, historia Polski ma wiele kart nadających się do dyskusji, tego Kanada nam może pozazdrościć. Ale nie pozazdrości nam Pańskiej retoryki, którą chce Pan dowieść naszej totalnej głupoty na przestrzeni wieków. Znaczy - wszystkie obronne wojny nieważne, Powstania - nieważne - Wiedeńska Wiktoria też. Rząd Vichy i Praga są dowodami na to, że można było przetrwać wojnę ekonomiczniej. Uratowalibyśmy zabytki. Kupę kamieni ważniejszych od czci i honoru. Ciekawa propozycja, skąd ją Pan, u diabła, wytrzasnął. Taki inteligentny facet. 
   "Romantyzm polskiego opilstwa, uroki polskich burd...". Tylko tyle Pan wie o historii Polski? Obciąża Pan winą przywódców. Zrzuca ich Pan z piedestału. Znaczy co? - nie wspominać, nie oddawać hołdu, bo popełnili błąd, bo nie wygrali? Proszę Pana, my chcemy ich czcić, i przecież, że nie za błędy i przegrane bitwy, lecz za czyn, za poderwanie mas, za odwagę brania na siebie odpowiedzialności. Czcimy, bo nie pozwolili historii zapomnieć o Polsce. I to jest wystarczający powód, a według Pana bardzo głupi. Bo Praga, tam jeżdżą turyści...
   Panie Andrzeju, dał Pan dowód ignorancji. Pan nie bardzo pojmuje historię Polski, ale chce ją Pan interpretować po swojemu. I ma Pan do tego prawo. Ale jako naczelny redaktor, jako wydawca, Pan musi uważać na słowo. Nie wolno Panu obrażać nas, żyjących, i tych, którzy tworzyli polską historię. Oni, proszę Pana, wierzyli w Polskę. We wszystko, co się składa na to słowo. A Pan to postanowił zohydzić. Dlaczego? Teraz dostrzegam pański styl, pewien trwały nastrój, który w Gońcu obowiązuje: to wszystko, co dzieje się dookoła - nie  ma sensu. Nieważne są dokonania. To co było - również nie ma sensu. Tak w Polsce, jak i tutaj, w Kanadzie. Skala tego gderania, tego zohydzania w pańskim piśmie jest już tak wielka, że przeciętnemu człowiekowi, który dzieli z Panem poglądy, ręce opadają. 
 To już naprawdę jest aż tak źle? 
 Panie Andrzeju, nie wiem, co jest przyczyną pańskiego zgorzknienia, ale dając nam całkiem niezłe pismo do ręki, niechże Pan je choć trochę rozpogodzi. A wtedy wybaczymy Panu te "Gorące, puste głowy". 
 Życzę Panu pogody ducha, 
Zbigniew Turkiewicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, tysiące Polaków kolaborowało z sowieckim okupantem gubiąc przy tym Polskę. NIe obrażałem weteranów ani ofiar Katynia - notabene zamordowanych w okrutny sposób przez Sowietów, a nie hitlerowców. Mój tekst dotyczył myślenia politycznego. Nadrzędną wartością każdej polityki jest interes narodowy, a ten interes przekłada się bezpośrednio na dobrobyt polskich rodzin, swobodę Polaków, ochronę życia Polaków, ochronę polskiej tradycji etc. To właśnie tego bronić mają narodowi przywódcy. Nie walczy się "o honor", nie walczy się, gdy nie ma szans na wygraną, a przede wszystkim zaś jeśli jest tylko taka możliwość - stara się uniknąć walki. 
 Polska dysponowała przed wojną doskonałym wywiadem. Polscy politycy wiedzieli, jaki potencjał wojskowy zagraża krajowi. W 1938 roku o pokój z Niemcami na dobrych warunkach byłoby trudno, w 1935 - było to możliwe.
 Poza tym nie dostrzega Pan, że w moim tekście krytykuję jedynie znaczący odłam polskiej tradycji politycznej. Polska również miała nowoczesnych polityków, niestety w krytycznych momentach to nie oni wytyczali tor dla kraju. Nie idealizujmy przeszłości. Nie musimy już tego robić. Uczmy się na  błędach poprzednich pokoleń.
 A na koniec, zapewniam, że jestem pogodnym człowiekiem, a jeśli widzi Pan w "Gońcu" wyłącznie gderanie i malkontenctwo, to wypada mi zapytać, gdzie Pan ma oczy.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Kumor
--------------------------------------------------
 Kolejne komentarze do tekstów z "Gońca" pochodzą z portalu "Wirtualnej Polonii" (www. wirtualnapolonia.com) 
--------------------------------------------------
 * Do tekstu ""Gorące, puste głowy"

 ***
 Pan Kumor spotkał się z ostrą krytyką wielu znanych tutaj (i pro-polskich) osobowości... Ale czy słusznie? Mnie się ten artykuł podoba, bo biorę go jako zaczyn do myślenia (choćby do konstruktywnej dyskusji) i również jako inspirację do skutecznego i mądrzejszego myślenia o nas samych i Polsce. Z tym skutecznym myśleniem pewno większość się z nas tutaj zgodzi, niestety, nie jest najlepiej.
 Jakkolwiek porządni (jako naród) jesteśmy, to zdecydowanie za łatwo dajemy się ograć naszym cwanym sąsiadom oraz wrogom wewnętrznym - teraz i w przeszłości... I na to chyba GŁÓWNIE zwraca nam uwagę nasz niekwestionowany Polak, Pan Andrzej Kumor.
 Pozdrowienia dla autora i uczestników dyskusji. 
(-)
 Od redakcji: No właśnie, chodzi o to, by nie dać się ograć. Gdybyśmy mieli polskie imperium, chodziłoby jeszcze o to, jak kiwać innych. Niestety, na razie, to nas kiwają.

 Jak odróżnić przyjaciela 
 od zdrajcy? 
 Pan Kumor, którego artykuły w większości czytam z wielkim zainteresowaniem, już raz na siłę chciał przekonać Forum o swojej słuszności, rehabilitując w jednym ze swoich artykułów przyjaciółkę Hitlera. Myślę, że i przedtem, i teraz zagalopował się zbyt daleko. Są granice godności, których nie należy przekraczać. Kolega mojego ojca, mieszkający od 1945 roku w Kanadzie, też tak nieraz jak p. Kumor potrafi zająć w dyskusji stanowisko antypolskie; ba, nawet całkowicie proniemieckie, ale jemu życie uratowała Niemka, która wyciągnęła go spod gruzów w zbombardowanym Berlinie i została jego żoną. Myślę, że p. Kumor również kieruje się jakimiś osobistymi względami, niezrozumiałymi dla większości z nas. 
(-)
 Od redakcji: Gratuluję bujnej wyobraźni. - A. Kumor

 Jak widać, 
 głupota jednak króluje 
 Doskonały artykuł Pana Kumora. Niestety, prawda w oczy kole i dlatego tyle jadu w komentarzach. Do artykułu dodałbym to, że Polacy nigdy nie umieli wybrać "mniejszego zła" dla swojego dobra, kiedy nie było innego realnego wyboru.
 Nikt nie wyciąga z tego artykułu wniosków na dziś i na jutro. Podejrzewam, że autor zamierzał przede wszystkim wywołać tego typu refleksje. Na pewno Unia Europejska może być tematem. W interesie Polaków w Polsce jest teraz zrobić z akcesji do Unii sukces dla siebie, a nie nawoływać do sabotażu organizacji, która daje Polsce unikalne historycznie możliwości rozwoju. Znowu te same obciążenia w postaci chorego pseudopatriotyzmu zagrzewają do samobójczego boju, podczas gdy energia powinna być wykorzystana do budowy własnego lepszego życia w nowych warunkach. Nikt też nie przeczytał uważnie ostatnich zdań artykułu, które, moim zdaniem, sugerują inny gorący temat do dyskusji. Brawo, Panie Kumor.
(-) 
 Od redakcji: Co do Unii się nie zgadzamy, ale generalnie dziękuję za poparcie - A. Kumor

 ***
 Panie Kumor, czy Pan sobie zdaje sprawę z tego, co Pan pisze? To, że nie jest Pan Kanadyjczykiem, to już wiem -  teraz wiem, że z polskością nie ma Pan nic wspólnego. Co dalej, bo Niemcem też Pan nie jest? 
(-)
 Od redakcji: Nie wiem, skąd te informacje? A. Kumor

 TA ZAPIJACZONA SZLACHTA SPRZENIEWIERZYŁA POLSKĘ - TAKIE LEKCJE UDZIELANO MNIE NA LEKCJACH HISTORII W PRL
 No tutaj to już pan Andrzej Kumor przegiął leciutko pałeczkę. Może wypił o jednego za dużo? No bo jak proponować sojusz Polsce z hitlerowskimi Niemcami, czy pójścia w ślady kolaborantów, takich jak prezydenta Czech Hachy, lub marszałka Francji Petaina? Przecież polscy patrioci przewracają się w grobach na takie propozycje. 
 Wiem, że pan Andrzej lubi prowokacje intelektualne, ale te dywagacje nie trzymają się kupy i są apatriotyczne. A do tego jeszcze to wyzywanie szlachcie. Od czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej ciągnie się za nami ogon, a spod niego smród gorzały i przekleństwo szlacheckiej kołtunerii czasów saskich. A do tego te szlacheckie szuje, którzy deptali biedne państwo polskie, aby w końcu przetrącić mu grzbiet. Tych szuj, które dla nędznych apanaży sprzedawały głosy i zrywały sejmy. 
 Boże, jak to czytam to widzę i słyszę swojego komuszkowatego "profesora" historii z LO. Co się stało z naszym panem Kumorem? Czy przechodzi jakiś kryzys egzystencjonalny? Dla oczyszczenia komórek, zapraszam go na mój autorski temat o szlachcie na "Newsweek Polska" (http://Newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp) pt. "Nieznane Rocznice - 3-maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi Szlacheckiej w Kanadzie". 
 Przeczytałem te "Gorące, puste głowy" i najpierw nie wierzyłem, że to ukazało się w "Gońcu", który kupuję regularnie. Pierwsza reakcja to - albo musiałem coś wypić, albo zapalić, ale w końcu ze wstydu się spalić za pana Andrzeja. Gdy już moja gorąca głowa ostygła, zauważyłem, że jego felietony widziane są od końca, czyli od ogona, który rzekomo ciągnie się za szlachtą, która cywilizowaną Europą gardzi z zazdrością i podziwem. Wolę jednak tę pogardę europejską i swój zaścianek złotowolnościowy od brania Hitlera i Hache pod pachę i pójścia wspólnie na kiełbachę.
Kłania się przewrotnie
Lewed

 Od redakcji: Szanowny Panie, krytyka okresu przedrozbiorowego, to nie  wymysł PRL-u, pisano o tym tomy i przed wojną. Biorąc pod uwagę Pana upodobanie do lekkiego pióra polecam odrzuconą pracę doktorską Karola Zbyszewskiego z 1939 r. "Niemcewicz od przodu i tyłu".
 Nie wiem też czemu pan tak się wzdraga na myśl o polskiej kolaboracji, skoro za bezcen i nie otrzymując nic w zamian  lizało buty sowieckiemu okupantowi tysiące polskich kolaborantów. Chyba nie muszę wymieniać nazwisk. Poza tym, ja nie pisałem o kolaboracji, lecz o sojuszu z Niemcami. To jest różnica. Sojusznik zachowuje suwerenność. - A. Kumor. 
 

GONIEC NR 26 (29) (25 VI - 1 VII 2004)

 A PROPOS ALEKSANDRA RYBCZYŃSKIEGO POJEDYNKU Z "GAZETĄ" (LIST OCEANICZNY - "OKRĘT Z =GAZETY?" - "Goniec" z 11-17 CZERWCA) 
 Że konflikty osobowości istnieją w gronie wydawnictw i w innych gronach, tak było i będzie zawsze. "Na ostrzach konfliktów ostrzymy świadomość" - cytuję siebie. W "Kurierze Polsko-Kanadyjskim" moją słabością i siłą jednocześnie było, że działałem sam, więc nie było wewnętrznych walk.
 Ważnym jest jednak, żeby atakujący publicznie oponentów pamiętali stale, że papier jest cierpliwy i wszystko zniesie i że strona pisma to nie ring, gdzie zaatakowany miałby możliwość natychmiastowej riposty. Chodzi więc o to, żeby nie nadużywać swej okolicznościowej przewagi. Atakujący musi zachować umiar, klasę, inteligencję. Tylko nadąsany podlotek może sobie pozwolić, by wylewać swoje żale jak w pamiętniku. 
 Cytuję tylko 4 linijki z długiego artykułu, w którym autor, moim zdaniem, odbiegł od obowiązującej zawodowej kurtuazji. Co do meritum konfliktu z wydawcą, to nie moja sprawa.
 1. "...moja wieloletnia praca jest teraz przeżuwana na niestrawną papkęÉ".
 Praca jego następcy może mu się nie podobać, to jego przywilej, lecz porównanie to już przywilej należący do czytelników. On się przegląda w magicznym lustrze, jak zazdrosna królowa w bajce ze Śnieżką.
 2. "...bibliografia ?Listu Oceanicznego= fachowo i pracowicie przygotowana przez moją mamę..."
 Może gdyby się poradził Mamy, najwidoczniej doświadczonej dziennikarki, toby takiego błędu nie popełnił.
 3.  Swoje odwołanie ze stanowiska skomentował: "Mogłem się spodziewać najgorszego". 
 Z jakiej racji?
 4. "?List Oceaniczny= nie tylko obniżył loty, ale zupełnie utracił swój charakter, Blaise Cendars przewraca się w grobie...".
 Obniżył loty, może "z wyżyn, gdzie szybują duchy", jak mówią Francuzi, gdzie najwidoczniej autor artykułu przebywa stale, by stamtąd osądzać. Każdy może przewracać się w grobie, nawet Blaise Cendars, on się nie obroni.
 Nikt nie będzie posądzał o obiektywność autora, który wywyższa siebie kosztem innych. Czy zaś ja jestem obiektywny, broniąc Joanny? Nie! Miałem przywilej poznania jej i jestem dumny, że w tej epoce "political correctness" mam okazję podania jej "męskiej pomocnej dłoni...".
 Jestem przekonany, że ona też wolałaby nie pisać pod tytułem przynależnym do jej poprzednika, lecz widocznie nie posiada ku temu siły przebicia. Mam nadzieję, że ta sprawa się w końcu ułoży, ku obopólnemu zadowoleniu.
William Markiewicz

 Od redakcji: My również mamy tę nadzieję.

 Szanowny Panie Kumor
 Przeglądając informacje na temat "nielegalnych", trudno nie zauważyć, że są dwa sposoby patrzenia na ten sam problem. Pytanie jest, czy robimy wszystko, co jest w naszej mocy, aby im pomóc. 
 Niestety, dopóki KPK nie zajmie się poważnie tą sprawą, to "nielegalni" będą skazani na kontakty z ludźmi,
którzy będą żerowali na ich niewiedzy. Pamiętam, że wiele lat temu była Komisja Sponsorowania przy KPK, która informowała o programach i formach pomocy dla osób przebywających w obozach. Obecnie KPK nie posiada żadnej komisji, która by się zajmowała tym zagadnieniem, i tu jest problem. Obwiniam tu prezesa KPK za zbyt małą aktywność. Widzę większą rolę w szukaniu rozwiązań problemu ku korzyści naszych rodaków i Kanady. Stąd załączam mój tekst do wykorzystania.
 OrwelLowska 
 nowo-mowa prezesa KPK
 Zadziwiła mnie pokrętna logika zawarta w Komunikacie ZG Kongresu Polonii Kanadyjskiej w sprawie zarzutów przedstawionych w artykule pt. "Co wolno wojewodzie", w którym prezes KPK osobiście zaręcza: "W wypowiedziach Pani Minister i Prezesa KPK trudno dopatrzyć się sprzeczności, wobec czego dziwi fakt, iż pan B. wierzy tylko Pani Minister, a Prezesowi KPK nie daje wiary". Według prezesa, nie ma sprzeczności w wypowiedziach obu osób, a mimo to wypowiedzi różnią się, w związku z tym NALEŻY wierzyć prezesowi (!). Logika żywcem wzięta z powieści Orwella "Rok 1984". Obecnie mamy jednak rok 2004 i podejrzewam, że Polonia nie jest bezmyślnym społeczeństwem z książki Orwella. 
 Z komunikatu wyłania się smutna prawda, że KPK nie przejawia żadnej inicjatywy w sprawie pomocy Polakom, którzy nie posiadają zalegalizowanego pobytu w Kanadzie i pracują na czarno. W danej chwili nie istnieje żadna komisja KPK, która zajmowałaby się tym zagadnieniem, szukając z władzami kanadyjskimi sposobu rozwiązania istniejącego problemu, jak również i pomocy samym "nielegalnym", choćby bezpłatnej porady prawnej. Kilka lat temu, za czasów administracji Clintona, doszło do formalnego zalegalizowania statusu tysięcy Irlandczyków, którzy od wieli lat przebywali nielegalnie w USA. Było to wynikiem wieloletniej pracy i nacisku organizacji irlandzkich na administrację amerykańską. Warto podkreślić, że w tym czasie Irlandia była w podobnej sytuacji ekonomicznej, w jakiej jest obecnie Polska.
 Bierność i brak inicjatywy Kongresu w sprawie "nielegalnych" nie przysparza chwały prezesowi Sobockiemu, który, wydaje się, bardziej jest zainteresowany reprezentacyjną formą działalności i promowaniem swojej własnej osoby. Zapomniał wół jak cielęciem był - mówi stare przysłowie. Gdyby nie wspaniała akcja ówczesnej Polonii i rządu kanadyjskiego przed 20 laty, większość obecnego Zarządu Głównego nigdy nie przyjechałaby do Kanady. Nie możemy zapominać więc o naszych mniej szczęśliwych rodakach, którzy pozbawieni są tych możliwości, jakie były stworzone przed nami - emigracją solidarnościową. Ponieważ Kongres został stworzony do tego, by reprezentował Polonię i Polaków przebywających w Kanadzie, mamy więc prawo żądać od obecnego prezesa większej aktywności na tym polu.
 Smutne jest, że jakąkolwiek krytykę czy uwagi prezes Sobocki traktuje personalnie i podanie w Komunikacie, że jest to "próba przedstawienia KPK i prezesa Grzegorza Sobockiego w złym świetle", przypomina skargę małego Grzesia podczas zabawy w piaskownicy. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki prezes KPK potraktował protest, który wpłynął do niego z Peterborough w sprawie dwóch działaczy Kongresu z tego terenu, można się domyślać, że i tym razem przezes wystał list-donos do miejsca pracy autora artykułu "Co wolno wojewodzie" (patrz "Donos prezesa KPK - "Związkowiec" z dnia 27 maja br.).
  (...) Nazwisko znane redakcji

 Od redakcji: Nasze zdanie w omawianej sprawie przerdstawialiśmy już wielokrotnie. Nie zmieniło się.

 Obserwując wybory 
 Już od trzydziestu paru lat jestem czynnym wyborcą każdego szczebla. Smutne jest to, że w kanadyjskiej demokracji prosty obywatel niewiele może zmienić, liczą się partie polityczne i pieniądze. W listach do gazet czytelnicy mając najprzeróżniejsze opinie, sugerują dziwne podejście. Będzie taki pan głosował na liberałów, bo mniejszościowy parlament to nieszczęście dla Kanady, co jest absolutnie nieprawdą. Mniejszościowy parlament za P.E. Trudeau był lepszy aniżeli wtedy, gdy PET miał większość parlamentarną. 
 Inna czytelniczka pisze w swoim liście, że wszyscy liderzy są za aborcją i ona nie pójdzie głosować na takich ludzi wcale. Jeszcze inny wykombinował sobie tak, że odda głos na najsłabszą partię, aby liberałowie albo konserwatyści nie myśleli, że tak wielu ludzi ich popiera. Nikomu nie można zabronić głosować w ten czy inny sposób, bo jak to mówią "Twoja wola panie".
 Apatia wyborców ma wiele przyczyn - jest nią brak zaufania, ale najprawdopodobniej to ta niemoc co zrobić, kiedy żaden z kandydatów wyborcy nie odpowiada. Myślę, że na karcie do głosowania powinna być rubryka: none of the above i jeśli 51% zarejestrowanych w danym okręgu tak zagłosuje, to komitet wyborczy powinien postawić nowych kandydatów.
 Pieniądz i poparcie partii politycznych sprawiają, że kandydat niezależny jest z góry przegrany, toteż chętnych do kandydowania z wolnej stopy jest niewielu.
 Ciekawe było spotkanie kandydatów w Burlington Roseland Park Country Club. Około 100 mieszkańców zadawało pytania czterem kandydatom, bo o dziwo zaproszono do dyskusji kandydatkę Green Party, którą jest Angela Reid, a była najwięcej oklaskiwana przez publiczność. Jeden z uczestników zadał to samo pytanie wszystkim czterem kandydatom: "Jakie jest twoje stanowisko w sprawie małżeństwa". Oj, kręcili się wymijająco, tylko Angela Reid dostała oklaski, twierdząc: "Małżeństwo niech definiują Kościoły, a parlament i sąd nie powinny się tą sprawą wcale zajmować". Nie wiem, ile w tym racji, ale publiczności ta odpowiedź się podobała.
 Nikogo nie można zmusić do pójścia do urny wyborczej, ale prawdą jest, że nieobecni się nie liczą, no i niczego nie zmieniają, ale potem najwięcej narzekają. 
Stefan Szumnarski

 Od redakcji: Zgadza się, nieobecni nie mają racji.

---------------------------------------------------
 Od redakcji: Pan Marcin Sudol  proszony jest o kontakt telefoniczny z nami.
 

 GONIEC NR 25 (28) (18-24 czerwca 2004)

 Panie Andrzeju
 Być może pan wie (albo może wiedzieć) co się dzieje z polskimi paszportami. Mój stracił ważność w 2002, w przyszłym roku mam zamiar jechać do Polski. Przewidująco wziąłem się za to w zeszłym roku. Składając wypełnione formularze usłyszałem rozmowę dwóch panów z dyplomatką z okienka: "jeszcze nie ma" - czekali ponad rok. Wyszli, nawet "jobem" władzy nie posunęli.
 Wysłałem panu konsulowi fax w nadziei, że coś dowiem się o paszporcie, bo w takich głosowaniach udziału nie biorę. Pan konsul udał Greka i się nie odezwał, ale na maszynę nagrała się jakaś dama z konsulatu (nie przedstawiła się): "Jak ma pan ważny paszport to może pan przyjść głosować" - krztusiła się ze śmiechu. Stary paszport im zdałem, a drugiego komina nie mogę im dać. "Stefan Batory" miał tylko jeden. 
 (...)
 Kiedyś podpadł mi pan, ale odpuszczam. Napisał pan razu pewnego, że władzę ludową podtrzymywali oficerowie LWP i milicjanci. Oficerską szkołę wojsk zmechanizowanych  we Wrocławiu ukończyłem w 1966 roku. Nie sam, promowano dwie kompanie podchorążych. Razem 186 albo 189 ludzi. Po 5 latach w wojsku pozostało jeszcze 20%, tzn. 35 osób. Mnie wylano z hukiem po 2,5 roku jako wroga. Była zasada: po  dwóch latach służby liniowej (z wojskiem) chętny mógł się starać o przekwalifikowanie na oficera politycznego. Wtedy coś tam robił w sekcie politycznej pułku, czasami służbowo odwiedzał pododdziały i sprawdzał gazetki ścienne, itp. Taki chętny na  politruka natychmiast tracił kolegów, oficerów liniowych. Był niepewny.
 Przez rok byłem dowódcą plutonu - wykładowcą w szkole podoficerskiej. Dostawaliśmy rekrutów, po pięciu miesiącach oni dostawali  dwie belki kapral i szli  na dowódców drużyn piechoty w pułku. Na jesieni na apel poranny przychodził kapelan z KW MO w Szczecinie i zachęcał do wstąpienia do "organów" - śmiechy, gwizdy od żołnierzy.
 Później kilku swoich kaprali spotkałem jako kaprali MO. Niech pan sobie odpowie - jaką szansę w życiu mieli ci chłopcy z miasteczek, czy wiosek? Ja im się nie dziwię. 
Pozdrowienia Groblicki Marek

 Od redakcji: - Panie Marku, jeśli uważa Pan MO za "szansę", dla chłopaków ze wsi, to ja przepraszam, ale znam lepsze. Być może znów Panu podpadnę, ale nadal uważam też, że LWP było podporą systemu. Szczęśliwie nie zaszła potrzeba użycia tej formacji w charakterze mięsa armatniego.
 PS
 List publikujemy z jednym skrótem, albowiem ta część korespondencji zaprowadziłaby nasze wydawnictwo wprost do sądu.
 

 ***
 Tak, masz rację Andrzeju, Ronald Reagan  to był nasz największy Przyjaciel, mój też. Największy. Jednak do dziś są tacy, co uważają go za aktorzynę, byle kogoś, nienawidzą też , tacy tu w UK, wśród moich braci Polaków, chyba uważających, że kiedyś znów komuna powstanie, są.
 Po II wojnie był Kennedy, Bush senior i RR, a właściwie z mojej perspektywy, tylko ON był. Miałem zaszczyt poznać Go, gdy nie był jeszcze prezydentem, przesadziłem, po prostu byłem w miejscu w USA w 85, może 86  r., gdzie On też był.
 To jak zmienił świat, jak przywrócił do życia prostotę, w sensie białe jest białe a czarne jest czarne, że choć świat jest wielobarwny to nie oznacza, że nie możemy mówić jakie są kolory, nie bał się powiedzieć, że komuna, to wesz na Cywilizacji.
 Kiedyś pracował jako ratownik ponoć uratował, jak przeczytałem 77  osób, taki robol na plaży, mój wspólnik, w tym do czego dążymy, choć ja niewielki, sercem, duchem, byłem z nim, że w tym samym czasie z Tytanem. Gdy powiedział, że government nie jest rozwiązaniem, że sam stwarza problemy, zrozumiałem, że mieliśmy do czynienia z kimś wyjątkowym, niekoniunkturalnym, prostym, rzeczowym i twardym, jakim każdy Kowboj winien być.
 Żal mi go, że się tak męczył, ostatnie 2 lata nie rozpoznawał nawet Nancy.
 Gdy w Reykjaviku pokazał komunie zgiętą rekę, jak Wszoła Moskwie, gdy wezwał do zburzenia muru w Berlinie, gdy po zamachu Hinckleya jadąc na operację powiedział: "mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami", gdy później, zapłakaną Nancy, leżąc po operacji w łóżku, przepraszał że się nie uchylił, gdy... wiedziałem, jak pewnie wszyscy, że jest właśnie tym Kimś.
 Napisz o nim więcej, może warto byśmy znaleźli drogę do lśniącego światła bijącego z miasta na Wzgórzu.
Jack
 Od redakcji: Zgadza się, był z niego prawdziwy przywódca. Rodzi się takich kilku na sto lat.
 

 Panie Kumor!
 Bardzo dziękuję za obietnicę przeprowadzenia wywiadu ze skazanym na dożywocie Januszem Rybakiem. Mam nadzieję, że się ta rozmowa uda, że w ogóle dojdzie do skutku.
 W dniu 4.06.04 ukazał się krótki list list P. Stelli, ciekawy PROBLEM. Na lekcji religii promuje się homoseksualizm! - ciekawe, śmieszne, a może głupie i straszne. Postawa tego młodego człowieka jest godna szacunku, jego rówieśnicy ulegli propagandzie, ich rodzice nie widzą w tym nic złego. Uważam, że właśnie opór, walka może coś zmienić, uzdrowić i dlatego musimy popierać takich ludzi, ludzi mających zasady. Ciągłe ustępstwa, poddawanie się niczego nie załatwia, dobrze że w tym stadzie baranów są ludzie mający swoje zdanie: nie boją  się tego pokazać. Najłatwiej się ze wszystkim zgodzić, to takie proste i łatwe, ale do czego to prowadzi? Homoseksualizm, aborcja, eutanazja i jeszcze kilka haseł promowanych przez ludzi bez zasad, sterowanych, bez swojego zdania, poprawność za pieniądze. Oby więcej takich młodych ludzi, może i inni się zorientują, że są prowadzeni na manowce, więcej takich przykładów. Przepełnienie i choroby w więzieniach, przepełnione Domy Dziecka, komuś to potrzebne - w imperium otomańskim, sułtańska gwardia - janczary to sieroty. W ZSRS, Rumunii tajne służby i mordercy na służbie to wychowankowie D.D., ukształtowani odpowiednio, wdzięczni państwu za opiekę, patrioci!
 Moja córka też uległa tej propagandzie, wolno odejść, a więc odeszła, dostała państwową pomoc. To, że po dwóch latach się otruła - trudno, eksperymenty niosą za sobą ofiary. Nikt się do winy nie poczuwa. Jeszcze 30 lat wstecz w rozgłośniach zachodnich krytykowano i naśmiewano się, gdy władze komunistyczne namawiały, aby donosić na rodziców. W tym momencie jest 911 i uczy się dzieci - dzwoń. Niektórzy już wiedzą jak to się kończy, problemów jeszcze więcej i gorsze.
 Nasi przodkowie walczyli, powstania, wojny, germanizacja, rusyfikacja, a teraz bywają "mędrcy" nazywający to głupotą. Daj im Boże rozum. W tym temacie bardzo interesujący list p. Romana Dorny, nic dodać, nic ująć. Tolerancja tak, dla Czeczenów, Palestyńczyków, Tybetańczyków, religii i rodziny. O to właśnie chodzi, a cichodajki i ... niech swoje problemy załatwiają w domach. Ci sami ludzie zakazują palenia papierosów (!) ale młodzież może się w(...)ć, uczy się ją, czy ci ludzie nie mają nic mądrzejszego do roboty? Za dużo kosztują ich posady, może by tak rozpędzić to beznadziejne zadufane towarzystwo.
                Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Aby rozpędzić trzeba Herkulesa, jeszcze się taki nie znalazł. Nie możemy jednak zamilknąć, musimy o tym krzyczeć.
--------------------------------------------------
 Kolejne komentarze do tekstów z "Gońca" pochodzą z portalu "Wirtualnej Polonii" (www.wirtualnapolonia.com)
--------------------------------------------------
 * Do tekstu "Pogromca komuny"

 Brawo Panie Andrzeju!!!
 Zgadzam się z Pana oceną prezydenta Reagana w 100%. Był on z pewnością osobą wybitną (mimo że nie widać było tego w żaden ewidentny sposób wtedy) i generalnie dobrze się zasłużył Ameryce oraz światu.
 Można mieć tylko żal, kiedy wziąć interesy polskie pod uwagę, że nie wyszło tak, jak by on chciał - ani tak, jak by prawdziwi Polacy chcieli - po wygraniu z Rosją.
 Zgadzam się również z Pana oceną, że za sprawy polskie my sami ponosimy największą winę (za sprawą głównych zdrajców ze środowiska żydowskiego), których Wałęsa tak sprytnie dopuścił do "koryta"!
 Teraz, po stracie 15 lat lat i katastrofie ekonomicznej, znowu przyszło nam budować Polskę od nowa. Tym razem musimy zrobić to w oparciu o prawdziwych Polaków i patriotów - a lewicowych pasożytów, wysłać na wieczną emeryturę.
(-)
 Od redakcji: Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

 *Do tekstu "Trygonometria i rosyjski ocaliły mi życie"

 A język polski? 
 To wspaniałe, ale dlaczego ten nasz polski bohater nie pisze po polsku? Czy nie o wolną, a więc posiadającą swój własny język, Polskę walczył? 
(-)
 Od redakcji: Pan Prażmowski doskonale mówi po polsku, z pięknym akcentem kresowym, prawie całą swoją edukację odebrał jednak po angielsku i jest mu o wiele łatwiej pisać w tym języku.

 * Do tekstu "Ryby i emeryci głosu nie mają"

 ***
 Z red. Kumorem w pełni tu się zgadzam. Sen o wolności i demokracji typu amerykańskiego, czy Kanado-żywiczno-pachnącego ZDECHŁ. Jak ktoś jeszcze ma iluzję, to niech sobie tak dalej żyje. 
 Ale Polacy zamieszkali w poprawno-politycznych więzieniach mają szansę wracać do swojego wolnego państwa i URZĄDZAĆ GO NA SWÓJ WZÓR. A mamy taki w polskiej historii - złoty wiek, złotą wolność, Rzeczypospolitą Szlachecką. 
 Polacy, czy ci którzy czują się Polakami, powinni mieć prawo wyboru gdzie żyć. Szczególnie na starość. Dom starości w Kanadzie? Chyba największe zboczenie jakie mogę usłyszeć. 10 miesięcy zimy, jedzenie sztucznych owoców bez zapachu i smaku, pielęgniarki gadające po angielsku. Kto tego chce? Polskie domy starości z kraju powinny zająć się tymi Polakami z Kanady. Tam po polsku, w dobrym umiarkowanym, a nie ekstremalnym klimacie, z organiczną żywnością, każdy polski staruszek, będzie podskakiwał pod niebiosa. 
 Moje hasło: Budujmy domy Kopernika! Domy pogodnej starości w Polsce!
 Hitler karał za palenie papierosów w miejscach publicznych. Wojnę przegrał militarnie, ale wygrał filozoficznie. Dziwnym zbiegiem okoliczności jego idee chwyciły w krajach anglosaskich. Nikotyna stała się głównym wrogiem politycznej poprawności, ale za to wyrosła szansa dla trawki. Kanadyjska Partia Marihuany z jej federalnym przywódcą Marc-Borisem St-Mauricem może jeszcze nie wygra tych wyborów, ale niewątpliwie zwiększy swój elektorat ("Partia jednej idei", "Nowy Dziennik" 4-6 czerwca 2004). 
 Lider NDP Jack Layton ("NDP pharmacare could include pot", The Sunday Sun, May 30, 2004) wykrzykuje na swoich wiecach, że jego partia jest za sprzedawaniem trawki w aptekach dla osób potrzebujących. Obecny premier Kanady, Paul Martin w TV powiedział, że jak liberałowie utrzymają się u władzy to zdekryminalizują marihuanę. Tymczasem raport Światowej Organizacji Zdrowia ("Many teens obese, use pot, WHO survey finds", NATIONAL POST, Saturday, June 5, 2004) uważa, że młodzież kanadyjska jest otyła, leniwa, źle się odżywia i za dużo pali marihuany. 37% 15-letnich dziewczynek i 43,3% chłopaków przyznało, że smakuje się w maryśce. 
 To może, jak już ona będzie legalna, to nasi seniorzy w domu Kopernika, zrekompensują sobie zły klimat, niepolską mowę i sztuczne owoce, dobrym sztachnięciem się znakomitej Kanadyjskiej Maryśki "BC Bud" i pomarzą o swojej ojczyźnie Polsce i jakoś skończą te emigracje w spokoju i z Bogiem. Może to i wyjście? Ale dalej stoję przy swoim - tylko wracając na łono ojczyzny, do swojej matki Polski, polscy seniorzy zakosztują prawdziwej polskiej gościnności, wolności i ekologicznych produktów z konopii indyjskich.
 Pozdrawiam i zapraszam na mój temat o ziółku na "Newsweek Polska" (http://newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp) pt. "Newsweek a sprawa Filipa z konopi", Lewed. 
(-)
 Od redakcji: Niech Pan nie idealizuje emerytury w Polsce. Co do marihuany... Cóż, każdy ma swoje smaki, również te zakazane.

 ***
 Popieram zakaz palenia! 
 Popieram zakaz palenia w miejscach publicznych. Nie widzę powodu, dla którego mam być narażony na wdychanie toksycznego dymu papierosowego. Nie chcę mieć przesiąkniętego dymem ubrania, włosów i skóry. W moim miejscu pracy palić nie wolno, i całe szczęście. Nałogowcy kulą się zimą pod murem budynku, żeby kilka razy zaciągnąć się dymem i czmychnąć do budynku zanim zamarzną.
 I nie zawracajcie mi głowy propagandą o "wolności". W barach, restauracjach, urzędach czy dworcach kolejowych i lotniczych nie wolno także publicznie onanizować się, spółkować, robić kupy czy siusiać na ścianę za stolikiem restauracyjnym. To przecież także ograniczenie "wolności". 
(-)
 Od redakcji: Szanowny Panie, wywód Pana nie trzyma się kupy. Publiczne palenie nie jest zabronione, papierosy nie są towarem nielegalnym. Proszę nie wrzucać do jednego worka barów, gdzie ludzie chodzą z własnego wyboru na szklankę scotcha - z urzędem, gdzie chodzi się z musu i nie dla przyjemności. Wolność polega na tym, że mogę założyć bar dla palących, umieścić w drzwiach wywieszkę z trupią czaszką pt. "Palenie zabija" i zaprosić wszystkich, którym dym papierosowy nie przeszkadza. Tymczasem drakońskie przepisy mi to uniemożliwiają... Jeśli Pan nie dostrzega tu gwałtu, źle z Panem. 
 Po drugie, chciałem zauważyć, że mamy tu lokale, gdzie można być onanizowanym, (o ile pojęcie to dopuszcza stronę bierną), a władze miejskie nie są w stanie tych praktyk zakazać...
Pozdrawiam A. Kumor

 ***
 To jeszcze nie koniec 
 Jako przedstawiciel młodego polskiego pokolenia, które intensywnie się kształci, interesuję się życiem politycznym i mam wiele pomysłów na tworzenie polskiej rzeczywistości, muszę stwierdzić z całą pewnością, że to jeszcze nie koniec. Chcemy pokazać, zwłaszcza Unii Europejskiej, ale też światu w ogóle, że nie tylko mamy ogromne możliwości, ale i wiemy, jak je wykorzystać. Pora utrzeć nosa wszystkim, którzy nie doceniają młodych Polaków i roztaczają kasandryczne wizje. Na marginesie, autor chyba powinien trochę popracować nad starannością swojej polszczyzny. Jeśli mówić o Polsce, to poprawnie. 
Natalia natalkanadya@go2.pl
 Od redakcji: Pani Natalio, "pracuję nad starannością polszczyzny". Obiecuję poprawę, gratuluję entuzjazmu, wigoru i bycia przedstawicielem młodego pokolenia.
 
 

 GONIEC NR 24 (27) (11-17 czerwca 2004)

 Co sobotę czytam zawsze nowe wydanie "Gońca" i czasem krew mnie zalewa, choćby z uwagi na rasizm w odniesieniu do palących, tym razem  szlag mnie trafił, owszem, winniśmy wiedzieć, w jakim świecie żyjemy, ale nie znaczy to, że mamy się z tą jakością we wszystkim  zgadzać.
 Jeśli lubimy małpy, nie znaczy, że musimy mieszkać na drzewach i nie musi nam słoma z butów wystawać.
Mam pomysł, niech sobie homoseksu... żyją w swoim lepszym  świecie i niech nikt, tym którzy żyją, w tym drugim, pierwszym, lepszym czy gorszym dadzą święty spokój . Niech brain wash sobie sami robią i utwierdzają się w słusznym pojęciu, że tak ma być. Życzę im powodzenia, ale nie zgodziłbym się mieszkać z którymś w jednym domu, a pokoju tym bardziej.
 Umiem liczyć co najmniej do dwóch, a dwa to on i ona. Nie zrobię z tego całki ani różniczki, ani też macierzy. Gdy miałem 5 lat chodziłem do przedszkola, nie lubiłem tego, ale nie było wyjścia, wyżsi byli silniejsi, ale lubili wysłuchiwać, jak to małemu daje się w dupę, znaczy jak szkoli, zawsze po powrocie, więc wypytywali, nawet co śpiewaliśmy. Raz jeden, gdy mój Ojciec zapytał, jak tam dziś było, odpowiedziałem, że świetnie, nowej piosenki nauczyliśmy się. Jakiej, zaśpiewaj, powiedział, więc zaczynała się od słów "Stalin, moje słoneczko", po czym już więcej do przedszkola nie poszedłem. Może więc tym tropem trzeba iść.
Zdrowia - Jack
 (Nazwisko i adres do wiadomości redakcji) 

 Od redakcji: No więc właśnie, skoro my im nie wchodzimy w drogę, niech oni nam też nie wchodzą. Z drugiej strony, przedszkola nie były obowiązkowe, szkoły są - a to już całkiem inny problem.
 

 Złota Pani Ewo 
 Osoby piszące o świecie kreacji przyczyniają się do rozbudzania fantazji, wprowadzania w nasze najczęściej szare życie odmiennych kolorów, kształtów. Jest to na tyle cenne, na ile to służy nam, w przeciwieństwie do naszego zniewolenia. Należy oddzielić awangardę wybiegających pań w służbie dyktatorów mody i stojących w kolejce rekinów finansowych, od tego co nasze dziewczęta i kobiety będą zakładały na siebie na co dzień, czy na różne okazje (bo jakoś mężczyźni się wolniej tym zarażają).
 Niewątpliwie dzisiejszy Świat Mody przekroczył wiele stopni tabu i trochę zawsze tak było, by przyciągnąć uwagę. Ale niestety to nie wszystko, powiązany jest ten światek jakoś z jedynymi wspieranymi dziś jednoznacznie trendami złamania wszelkiego tabu, a raczej jeszcze gorzej. Czyli odarcia z jakiejkolwiek tradycji, kutury i wreszcie religii. Przy tym jest on ogromną maszyną napędzającą... o nie, nie powiem: koniunkturę, napędzającą nasze panie do sklepów częściej, niż na to pozwala nie tylko rozsądek, ale kieszeń. Najbardziej podatne są na to panienki w wieku szkolnym, które duszą rodziców, by im zmieniali przyodzienie w zależności co zobaczą na ekranie, na stronach pism, czy na koleżance. Nie wiem, w jakim pani jest wieku, ale ja sięgam pamięcią czasów w Polsce, gdy w szkołach "obowiązywały" ze względu na prestiż przed koleżankami  markowe dżinsy. To wiązało się z wydatkiem rodziców w Pewexie, tylko na jedną nastolatkę, w wysokości podobnej do miesięcznego zarobku, a to przecież nie była pełna lista zamówień. Tutaj, w Kanadzie, dzisiaj ceny są nieporównywalnie przystępniejsze, pod warunkiem, że nie musimy do sklepów za często chodzić. 
 Używa Pani w swoim artykule utartych form, choć i tak subtelniej niż inne koleżanki i koledzy po fachu, i chwała pani za to. Osoby, które chcą podążać za modą krok w krok, nie mogą poprzestać na białym... Bez zielonego ani rusz. Przepraszam, ale takie gadki dalej mnie mierżą. Nie tylko dlatego że zawierają w sobie przymus, ale są czczym słowem. Dziś napisze pani, że moja sąsiadka musi, jeśli chce być modna, doczepić zielone do białego z Paryża, bo tak w Nowym Jorku sobie wymyśliła jakaś kolejna NieMadonna, raczej Mamonna, czy Masonna. Za miesiąc będzie musiała dokupić tę samą parę butów, tylko w innym kolorze, bo tak zaczęli w Mediolanie, i oczywiście się stosownie do nich przebrać, czy rozebrać. I tak zabawa trwa, czy na pewno? Zabawa, za którą stoi ciężka praca tych, którzy za to płacą. Już nie mówię o litości dla pracujących mężów wyjętych manipuloemancypacyjnie spod prawa, ale o rodzicach. Jeśli nawet część dzieciaków na to pracuje, to tym samym nie ma czasu na dobrą książkę czy na oddanie rodzicom części wypoconych pieniędzy. 
 Mieszkam w Mimico, gdzie w ogromnym tempie dzielnica ta jest opanowywana przez ukraińskich i rosyjskich, a także innych przybyszów zza naszej polskiej wschodniej granicy. Z uśmieszkiem na ustach obserwuję kolejno to samo zjawisko. Na początku po przyjeździe tatusie w niedzielę mieszają garnitury z obuwiem sportowym, mamusie spacerują w priekriasnych kolorach w kwiaty. Te nowocześniejsze dekorują się wzorami z naszych wersalek z lat 70. Natomiast dziewczęta i nierzadko chłopcy muszą obowiązkowo przeskoczyć z zakupionych jeszcze w kraju ojców dżinsów za dewizy, w inną kreacją. Czy świątek, czy deszcz czy spiekota, noszą cały dzień swoje pupy w nylonowych portkach z lampasami, ale do czasu. Po kilku tygodniach nacisków szkolnych stopniowo dochodzą do innych "bardziej cywilizowanych" osiągnięć, a za każdym razem otwiera ktoś portfel. Może przecież się okazać, że rurki koniecznie należy wywalić, bo szurane brudne porozrywane szerokie nogawki są kolejnym topem. I tak skazanym na unicestwienie, by potrójna ilość materiału skrojona na murzyńską modłę zdobiła, czy raczej zniekształcała kolejne nóżki. 
 Sama pani wie, że im nie dadzą odetchnąć, nawet ci rozsądniejsi ulegną wcześniej czy później presji środowiska. A zaraz potem okaże się, że to co wyrzucili trzeba znów kupić, bo wraca stare.
 Coś z mojego rodzinnego podwórka. Mój 14-letni syn przyszedł jakiś czas temu i powiedział niby jednoznacznie, a jednak pytająco: Postanowiłem sobie przebić ucho, to będę pierwszy w klasie oryginalny, tylko nie wiem, na którym noszą kolczyki pedały (ksywa powszechna w Polsce jak gliny, ale jakoś prześladowana), a na którym inni? Odpowiedziałem mu na pytanie zgodnie z moją wiedzą. Następnie zaproponowałem, żeby poczekał parę tygodni i przemyślał to jeszcze, a potem niech zrobi jak uważa. Dodałem swój komentarz, że wg mnie to oryginalnie jest dzisiaj nie nosić kolczyka, gdyż większość facetów to robi. Niedługo po tym powiedział, że mam rację. 
 Gdy chodzi o dziurkę w uchu czy perforacje w innych miejscach, to małe piwo. Już troszkę inaczej wygląda chęć naszej córeczki do tatuażu w najbardziej wyszukanych miejscach, bo tego mydełko i czas nie zmyje.
    Mogłbym tak sobie gadać jeszcze dalej, ale mam litość nad Panią i nad sobą wobec obowiązków dnia. 
 Teraz wyjaśnię, że zdecydowałem się napisać ten liścik, po innym zdaniu w Pani artykule. Jest to komentarz pod zdjęciem atrakcyjnej, acz modnie naburmuszonej laseczki na wybiegu, która zapomniała o głównym temacie swojego stroju, dotyczącym przecież radości dnia ślubu. Modelka ubrana jest w sukieneczkę o parametrach, przynajmniej z przodu, kiedyś tańczących na linie w cyrku, potem na łyżwach, z elementami bieliźnianymi i za to b. długim welonem. Pomiędzy zgrabnymi nóżkami, w ich sklepieniu przebija się całkiem widoczny trójkącik chyba ukoronkowany (nie fajnie, że nie podaje pani dla autorskiej satysfakcji, czyje to zdjęcia, to mogłbym w Internecie sobie je przybliżyć). Jako fotografik, chętnie bym taką panienkę obfotografował w tym czy innym stroju, czy nawet i bez, może tylko w lepszym tle i ciekawszych światłocieniach i ekspresjach twarzy. I fajnie, bawmy się dobrze, podziwiajmy tryskającą młodą urodę. Natomiast pani proroczy komentarz  do tej fotki jest dla mnie nie do przełknięcia: W tej sukience możemy śmiało powędrować do ołtarza i nikt nam nie zwróci uwagi na to, że suknia przypomina bardziej bieliźniany gorset, niż kreację ślubną (a może figlarny strój kąpielowy z meduzką i ogonkiem?)  Nie wiem, czy Pani jest jedną z nas, chodzących Polaków do kościółka, i mających prawo wypowiadać się na temat stosowności świątynnej w aspekcie naszych najczęściej rzymskokatolickich tradycji? Dla mnie droga Pani pisząca po polsku, ołtarz jest miejscem, gdzie odbywa się bezkrwawa "Pasja" naszego Boga i Brata Jezusa Chrystusa. Gdyby powiedziała Pani do cywilnego, i nie podała adresu internetowego (mimo niefigurowania w stopce redakcyjnej) do redakcji Gońca, którego bardzo cenię, nie musiała by Pani dzisiaj mnie czytać.
 Proszę wybaczyć niewyszlifowanie tekstu, nie tylko z powodu wieloletniego przebywania na obczyźnie kulturowej, ale także ze względu na pośpiech dnia i brak doświadczenia w pisarczykowatych klockach.
 Dziękuję za uwagę i za starania. Proszę, jeśli mi wolno, wziąć to co naszkicowałem fragmentami pod uwagę i postarać się pisać jeszcze lepiej, czyli rozsądniej i uczciwiej wobec czytelników. A może z lekką rezerwą i uśmieszkiem do niby zwariowanego Światka Mody, wcale nie takiego spontanicznego jak jego ofiary... 
 Pozdrawiam ciepło,
 Krzysztof Filaber

 Od redakcji: Zamieszczamy odpowiedź Autorki działu:
 Szanowny Panie,
 Dziękuję za wnikliwe wczytanie się w stronę traktującą o modzie. Wczytał się Pan na tyle mocno, że dostrzegł Pan na zdjęciu szczegóły anatomiczno-garderobiane, których tam nie ma...     Rozumiem, że - tak jak wiele osób - przeżywa Pan rozterki związane ze znalezieniem balansu między sprawami ducha i ciała. Z jednej strony zwierza się Pan z chęci fotografowania roznegliżowanych modelek, z drugiej zaś chciałby Pan pouczać innych w sprawach tradycji, jak Pan to nazywa, "rzymskokatolickich". Są-dzę, iż jest to trochę niestosowny melanż. 
 Co do zagrożeń płynących ku nam ze świata mody, chciałabym przypomnieć, że ludzkość znajduje się pod atakiem fachowej reklamy od lat, pod atakiem pokus zaś od początku stworzenia. Świat mimo wszystko się rozwija, a rodzaj ludzki ma się teraz nie gorzej niż wieki temu. Młodzi ludzie mogą faktycznie mieć kłopoty z odróżnieniem tego, co cenne, od tego, co bezwartościowe. Nie dotyczy to jednak tylko i wyłącznie ubioru. Tego typu problemy istnieją w świecie kultury, sztuki, polityki, a nawet nauki. Zadaniem rodziców (i nie tylko ich) jest więc pouczać, co to jest mądry wybór i jak dokonywać takich wyborów. Nie sądzę, aby ktokolwiek obdarzony zdrowym rozsądkiem po przeczytaniu mojego artykułu pobiegł natychmiast do sklepu, żeby wykupić wszystkie zielone buty i białe sukienki...     Zupełnie nie pojmuję, dlaczego pisze Pan o zapracowanych mężach "wyjętych spod prawa" (?), którzy płacą za damskie igraszki z modą. O ile wiem, kobiety pracują, zarabiają pieniądze, kupują i... myślą same.
 Jeżeli zaś szuka Pan informacji na temat takich osób, proszę zwrócić więcej uwagi na drugą część mojej strony, w której piszę o kobietach pięknych duchem.
Z pełnym szacunkiem, Ewa Złota 

 Szanowny  Panie redaktorze, 
 Po pierwsze informuję, że Thomas Gronau został zaproszony do W-wy na finały "POLONIADY 2004" jako jeden z 25 młodych Polonusów. Po drugie:  przesyłam  dla "GOŃCA"  symboliczną opłatę za ogłoszenie o "Poloniadzie" i wydrukowanie artykułu (czek w drodze). Po trzecie: Przeczytałem Pana artykuł o inercji organizacji polonijnych. Ma Pan rację. Mam więc PROPOZYCJĘ. Proszę więc Pana o opiekę/sponsorstwo medialne akcji zainicjowanej przez burmistrza Mississaugi, która była z World Health Organization w Tanzanii i rzuciła hasło "Toonie dla Tanzanii", które należy zbierać wśród mieszkańców  naszego miasta. Grupa 95 Związku Polaków w Kanadzie z Mississaugi pragnie rozpocząć tę akcję wśród Polonii w Mississaudze przy współudziale innych kongresowych i niekongresowych organizacji. Pieniądze należy wpłacać do WORLD VISION. Możemy zaistnieć jako społeczność, biorąc np. udział w takowej akcji. 
Pozdrawiam - Janusz Drzymała

 Od redakcji: Gratulujemy Tomaszowi, dziękujemy za czek oraz proponujemy przekonać Panią Burmistrz do akcji: Toonie dla Domów Dziecka w Polsce.
 

 Homoseksualizm jest "cacy"
 Komunikat!
 Zgodnie z nowym prawem przyjętym w Kanadzie, dzięki tym wszystkim, którzy nie mieli czasu, ochoty na protesty i zorganizowane akcje, homoseksualizm jest już "cacy". Wszelkie krytyki i dyskryminowanie tych cacy-przypadków może być uznane za akt kryminalny.
 List p. Stelli umieszczony w ostatnim wydaniu "Gońca" wywołał u mnie jakże przykre wspomnienia relacji mojego syna z odwiedzin takiej cacy-pary w jego szkole średniej.
 Mimo tego, że chce mi się ży...wymiotować, spróbuję te kilka zdań dokończyć. (Widocznie zjadłem coś zatrutego). Mamy to, na co zasługujemy, a będziemy mieć jeszcze więcej, bo i nasze zasługi na polu - "tu mi wisi"  są coraz większe. 
 Moje rozumowanie jest proste - jeżeli szkoła jest katolicka, wisi nad drzwiami krzyż, to nie tylko należy oczekiwać, ale i żądać nauki zgodnej z naszymi zasadami wiary katolickiej. Jeżeli i Kościół choruje na tumiwisizm i w jego opinii  nie obraża Chrystusa i krzyża, na którym umarł fakt, że w takiej szkole uczy się dzieci, że homoseksualizm jest cacy nie jest grzechem, to mam propozycję. Podpisujmy gremialnie petycje skierowane do ks. kard. Alojzego Ambrozica, że jeżeli nie może tego zmienić w programie nauczania to żądamy, żeby zatrzymał ten akt profanacji i zabrał wszystkie krzyże z takich szkół i odebrał im patronów. A my wycofamy nasze finansowe poparcie w postaci naszych podatków.
 Są instytucje i osoby, które rozumieją tylko symbole $! To na pewno poskutkuje i znajdzie się rada. Dlaczego  za nasze pieniądze homoseksualizm ma się szerzyć? No bo rozmnażać się nie może. Nie można żadną siłą przewód pokarmowy zamienić na przewód rozrodczy.
 Ludzie obudźcie się! Kościele obudź się! To nie jest tylko sprawa ludzi wiary. To jest sprawa ludzi normalnych i moralnych. Jest to prawo naturalne i Kościół musi go bronić, przestać milczeć i nie być tak bardzo pasywny i miłosierny w stosunku do tych "cacy" przypadków.
 Petycje będzie można podpisywać po każdej Mszy św. w kościele Św. Maksymiliana Kolbe w najbliższą niedzielę 13 czerwca.
 Dzieci i młodzież to nasz skarb i przyszłość. Krzyż to wiara nasza i duma. Nie pozwalajmy sobie na ich kradzież i profanację.
Roman Dorna

 Od redakcji: Jak długo można żyć wedle zasady "uszy po sobie"?
 

ARCHIWUM nr 2 (wcześniejsze listy)
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster