 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
LISTY DO REDAKCJI
archiwum nr 3
|
|
|
Zamieszczamy listy
mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w
czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich,
które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych
listów. |
GONIEC NR 34 (37)
(20
- 27 sierpnia 2004)
Szanowni Panowie,
Bardzo dziękuję za spełnienie obietnicy i przeprowadzenie wywiadu
z Januszem Rybakiem. Przez dwa lata przytył sporo, widocznie dają więcej
chlebka. Janusz jest zdziwiony ostatnią wizytą z konsulatu, wydaje mi się,
że była to reakcja na mój fax do MSZ w Warszawie w sprawie gruźlicy stwierdzonej
u Janusza Rybaka. W wywiadzie nic na ten temat nie ma, a podobno w tamtym
miesiącu był w szpitalu na badaniach. Pozytywny test wyszedł w listopadzie
(?).
Ciekawe są zwyczaje tutejszych prawników, przyznaj się, to dostaniesz
18 miesięcy, a gdy się nie przyznasz, dożywocie. Czyli co? Za pomoc w poprawieniu
statystyki malutką karę, ale w papierach będziesz mordercą, a gdy będziesz
walczył o swoje, to z zimną krwią załatwimy dożywocie. Gdzie my żyjemy?
Typowy proces poszlakowy, szereg tropów nie sprawdzonych, inne się nie
zgadzają, ale DOŻYWOCIE. Widocznie wiedzieli, że o Polaka nikt się nie
upomni, przecież konsul generalny przyjechał tu w nagrodę, aby coś zarobić
i mieć spokój, jemu kłopoty nie były potrzebne, a obowiązki (?), no to
chyba jakieś miał - nieważne, co tam jakiś Rybak. Swoją drogą ciekawe,
ile Polaków siedzi w kanadyjskich więzieniach i jaką pomoc uzyskują z konsulatu?
Temat chyba ciekawy?
Wydaje mi się, że pan Kumor jest gotów zmierzyć się z tym tematem,
a więc nie ma czego się wstydzić, trzeba pisać listy do "Gońca", pomagać
sobie i innym. Wydaje mi się, że sprawa jest tego warta, dotyczy Polski
i Kanady, dotyczy NAS. Jak nas widzą tak nas piszą, szum uczyniony w jednym
temacie pozwoli się rozkręcić, powoli ruszymy z kopyta. Mam następną propozycję.
Ponieważ mieszkam w Cambridge, chciałbym skorzystać z okazji, aby wciągnąć
do tych działań pana Wojciecha Gryca z jego Radykalną Demokratyczną Partią.
Może w Cambridge i na łamach "Gońca" co się ruszy, może znajdą się chętni,
aby coś robić. Nie od razu znajdą się. Nie od razu Kraków zbudowano, ale
trzeba od czegoś zacząć. Artykuły w "Związkowcu" i "Toronto Star" zdziwione
wyrokiem, z artykułu w "Gońcu" też widać dużo niejasności, dziwne podejście
przedstawicieli "prawa" do sprawy.
Zróbmy trochę szumu w dobrej sprawie - warto. A może i nowy konsul
generalny w Toronto włączy się w te działania? Jestem optymistą.
Sierzputowski Janusz
PS Bracia chłopaka zostawili, może obcy ludzie pomogą?
Od redakcji: My zapraszamy na łamy!
"Zacznijmy od koszulek"!
Panie Andrzeju
O czym pan pisze, to pod czaszką się nie mieści. A co z tego
będę miał? Ile mogę odpisać od taxu itd.? Były Mistrzostwa Świata p. nożnej.
Polska wygrała z USA. Byłem sam na Ronceswólce. Babcie biły mi brawa i
mojemu rumakowi, który stracił głos na zawsze. Żaden mechanik nie może
dojść, co jest. A co było w innych dzielnicach?
Był Światowy Dzień Młodzieży, około 30 tys. Polaków wzięło udział?
Tak pisaliście. Ten Jan Paweł II to faktycznie chyba "Rusek". Była droga
krzyżowa i polska M. Boska - ilu było Polaków, co zewnętrzną szatą to demonstrowało
światu?
Był Brampton, poświęcenie pomnika, byłem sam, aż się rumieniłem.
Gdzie i jak ja tu przybyłem. Wystrojony był Centennial Park, ilu
nas nas było?
Było lotnisko Dunsville, nocne czuwanie, defilada na pasie startowym
grupki Polaków.
Było 25 lat ojca św. Karola Wojtyły. Była "jedna" wiązanka 25
róż, ale moja jedna, reszta kwiatów to co kościół kupił. Znajomi Azjaci
katolicy prosili mnie "Chcemy mieć koszulki o o papieżu, polskie
symbole". Więc gdzie, Roncesvalówka. Tak kupiłem 1 szt. Ostatnia. No, i
"ten towar nie idzie" usłyszałem 2 tyg. temu. A gdzie "Wałęsa", "Bierut",
Piłsudski", Kościuszko", Gomułka, Jaruzelski? itd. To oni nauczyli nas
pisać i czytać. Za czasów rządu "londyńskiego" tylko 25% umiało. Kochany
pojedź w piątek wieczór, w sobotę na Bathurst, tam teraz przy 30 0C chodzą
w futrzanych togach, kapeluszach i swojego kraju się nie wstydzą, choć
prezydent USA nazwał ich fanatykami religijnymi.
Tu jednemu zachciało się mieć "Fregatę". To chodzili mu ją ciągle
dewastować. Podobno ci od "Prawa" wiedzą, kto to robił. Teraz drugiemu
zachciało się na "Orbicie". Już też się przekonał, co to znaczy być Polakiem.
Teraz też zastanawiam się: czy się przemalować, czy dać sobie zrobić operację
plastyczną góry i dołu, bo jestem podobno znaczny Polak z krwi i kości.
Jan
PS Co niektórych podobno za "Fregatę" aresztowali. Drugimi drzwiami
wypuścili. I dalej to samo.
Będzie nowy kościół polski. Ale pod i dla Francuza imienia.
U nas w narodzie nie ma świętych - "same diabły" były i są.
Tak nas wynarodowią przy naszej współpracy. Tu nawet ksiądz wstydzi
się koloratki i biretu. Na pogrzeb znajomego przybył w baciuszce. Wybaczam,
była zima, on też człowiek.
Od redakcji: Szanowny Panie, nieco pogubiłem się w wątkach
listu. Pozdrawiam serdecznie - A. Kumor
Szanowna Redakcjo!
Pozdrawiam serdecznie, życząc dalszych sukcesów oraz wielu czytelników.
"Goniec" jest bardzo interesujący, ale też czasami może doprowadzić niektóry
artykuł do silnego zdenerwowania. Czytam każdy prawie artykuł, ale pocztę
"Gońca" najlepiej. Ostatni tygodnik nr 32, niejakiej Pani Kniaziowej A.
Nazarowycz doprowadził mnie do stanu nerwowego. Owa pani pisze same kłamstwa,
przekręty, matactwa i chwali się, że Ona jest religijna. A jakaż to Religia
tak kłamać?
Jestem rodem z kresów, więc wzywam Was wszystkich Kresowiaków
PISZCIE JAK MOŻECIE, ale nie pozwólcie na te niekończące się o nas kłamstwa.
Pamiętam czasy przedwojenne, nie było między Polakami a Rusinami żadnej
różnicy, szkoły były dwujęzyczne, mieli Oni duże gospodarstwa, byli też
rzemieślnikami, itp.
Ale już wcześnie, gdzieś około 1927-29 r., zaczęło się ich marzenie
o samodzielnej (bo swoją dawno sprzedali dla Rosji), więc plany na Polaków.
Nie będę brnąć w dalszą historię, bo każdy z nas ją zna, i nie będę zastanawiać
się faktami podrobionych dokumentów, którymi zasłania się Pani Kniaziowa.
Wiem tylko jedno za sprawą rosyjską oraz niemiecką, dla których Oni byli
narzędziem wykonania różnych zbrodni ludobójstwa. Za to chcieli "wylyku
Ukrainu", ale ta Ukraina jest na ziemi zalanej krwią polską i Ona Wam nigdy
nie da szczęścia.
W 1943 r. zginęła cała moja Rodzina wyrżnięta siekierą, nożami,
tylko z to, że byli Polakami, a zostało miejsce dla szerokiej Ukrainy.
Nie tylko moja Rodzina to przeszła, ale setki Polaków. Niemcy, widząc
to, kazali się nam ukrywać, więc jedni w lasach, inni w polach, i my z
nimi, ale i tam było niebezpiecznie. Więc za osłoną niemiecką, zabrawszy
ze sobą co można unieść, trochę suchego chleba, wsadzili nas do wagonów
towarowych i pełnych strachu wywieźli w strony rzeszowskie lub lubelskie.
A cały nasz dobytek życiowy, moich Dziadków, Rodziców zabrali Kochani Sąsiedzi
Kniaziowi, a teraz jeszcze głupia pretensja, powoływanie się na Religię?
Jaka Wasza religia z nożami?
To samo działo się na Łemkowszczyźnie? A co teraz macie
w Polsce, jak tak nas nie lubicie (bo wam jeszcze mało), to dlaczego nie
wyjedziecie do Waszej Szerokiej Ukrainy? Jest już wolna, dużo miejsca,
a wy żrecie chleb polski i rządzicie się jak szare gęsi i jeszcze śmiecie
nadal kłamać, przekręcać całą historię. Tylko Wy przekręcacie całą historię,
Wasza 44 Dywizja SS, bierze wielkie pieniądze od Niemiec, za to macie
pieniądze, aby pisać kłamstwa bez pamięci, itp. Nazywacie uczciwe, a jaka
Wasza Konstytucja Nowa, co Ona Wam nakazuje? (Zhyn a nie pryznajsia to
budesz Prawdywij Ukrainiec?). Wypowiedź moja bez komentarza, jeżeli ktoś
mi co zarzuci, to chyba jest nie Polakiem. Opisałem, to co przeżyłem, tylko
w 1%, bo opisać całe przeżycie potrzeba jedną całą stronę, a szkoda zdrowia,
bo z tak wielkim zakłamaniem nie można wygrać sprawy.
Szanowna Redakcjo, przepraszam za błędy, to jest starość oraz
żal i nerwy, ale przekazując komuś, lepiej na sercu człowiekowi.
Pozdrawiam serdecznie, życząc dużo czytelników oraz wielu listów.
Życzliwy Wam Kresowiak
Toronto
Od redakcji: Dziękujemy za pełen emocji list. Bardzo prosimy,
aby zapoznał się Pan z tekstem M. Kałuskiego "Ksiądz swoje, a pop
swoje" zamieszczonym na sąsiedniej stronie.
Dzień żołnierza sprawy polskiej w Toronto
We wszystkich kulturach wojsko jest otaczane szacunkiem społeczności,
które oddają honor i cześć żołnierzom walczącym w obronie wolności ojczyzny
i składającym jej w darze swoje życie.
W miesiącach letnich przypadają rocznice największych bitew,
w których Polska odegrała znaczącą rolę w Europie. W Pomorskim Okręgu Wojskowym
corocznie obchodzono uroczyście 15 lipca zwycięstwo nad Krzyżakami pod
Grunwaldem w 1410 r. Nie wspominano nic o Bitwie Warszawskiej w 1920 r.
znanej jako Cud nad Wisłą. Ignorowano Powstanie Warszawskie, które było
największą bitwą stoczoną przez organizację podziemną z wojskami okupacyjnymi
w historii świata. Obecnie zmienili się przyjaciele i częściej możemy słyszeć
nie całkiem prawdziwe informacje o Bitwie Warszawskiej, że żadnego "Cudu
nad Wisłą" nie było. Takie informacje polskie komunistyczne szkolnictwo
wpajało młodym Polakom w PRL-u.
Na obiedzie żołnierskim w Domu SPK dnia 8 sierpnia główny mówca
również powiedział, że żadnego Cudu nad Wisłą nie było, co wywołało
oburzenie u niektórych. Po skończonej prelekcji podszedłem do krasomówcy
i pogratulowałem mu świetnej mowy, zaznaczając, że nie zgadzam się z interpretacją
faktów. Większość gości nie rozumiała sedna "lania wody" w przemówieniu.
Zachwycała się zasobem wiedzy prelegenta i płynnością jej wyrażania. Tematem
miało być święto żołnierza polskiego, a prelegent uczcił to w niekonwencjonalny
sposób: nakreślił szeroko przegląd myśli wojennej i strategii od średniowiecznych
Chin i kończąc na Iraku. Znający realia historyczne, będą tego samego zdania
co ja, że w wystąpieniu było dużo wody, a brak było esencji. Będąc na Mszy
św. w intencji obrońców Ojczyzny, usłyszałem kazanie ks. biskupa Długosza
z Częstochowy, który przypomniał napis z cmentarza na Monte Cassino"Przechodniu
powiedz Polsce, że dusze oddaliśmy Bogu, ciało ziemi włoskiej, a serce
Polsce". Nie rozwodził się, czy ta walka miała sens. Biskup podkreślił,
że żołnierza polskiego cechowało to, że bił się "o wolność waszą i naszą"
z sercem. Prelegent w wystąpieniu podkreślił, że żołnierz nie zastanawiał
się nad sensem walki, tylko strzelał, nie znając zasad działania karabinu.
Według mnie, żołnierz polski miał świadomość, o co się bije. Jeżeli nie
byłoby tej świadomości nie byłoby ochotników w Niagara-on-the-Lake i Korpusu
Dowbór-Mościckiego w Rosji. Nie było ważne, że żołnierze mieli różne umundurowanie,
ale mieli to samo poczucie świadomości narodowej. Piłsudski w oczach prelegenta
był niedokształconym dowódcą, który obstawił się dobrymi doradcami i siedziałby
w Twierdzy Magdeburskiej do 1930 r., gdyby nie dobroduszność cesarza niemieckiego.
Mówił, że Polska, która nie posiadała naturalnych granic, była
pokusą dla sąsiadów, którzy toczyli wojny o wpływy w Europie na naszym
terenie i naszym kosztem. Wspomniał by "Pokój brzeski", który był haniebny
dla Polski, ponieważ dokonano nowego rozbioru Polski. Ci uczestnicy
obiadu, którzy znali jego treść i wiedzieli, kto go parafował, próbowali
protestować i nie zgodzili się z prelegentem. Obecne granice Polski
są granicami, które światowe mocarstwa w Jałcie i Poczdamie same dla nas
ustaliły wbrew uprzednim zapewnieniom. Granice Polski z 1920 r. były ustalone
umowami międzypaństwowymi, a zanim do tego doszło, Marszałek Piłsudski
musiał je wyrąbać, inaczej bylibyśmy tylko Krajem Nadwiślańskim, co jest
obecnie w planach wspólnej Europy.
Władek Kazimierz
Od redakcji: Szanowny Panie Żołnierz nieświadomy to mięso armatnie,
bez armii świadomej swych celów nie ma niepodległości.
GONIEC NR 33 (36)
(13
- 19 sierpnia 2004)
Szanowny Panie Redaktorze
Po przeczytaniu oświadczenia p. W. Dziemiańczuka
w numerze 31 Gońca byłam zdziwiona, że pięknie zapowiadający się tygodnik
pięknie redagowany poświęca wartościowe miejsce na tego rodzaju ogłoszenia.
Wiem, że żyjemy od wielu lat w Kanadzie, gdzie wolność słowa i wolność
prasy jest wielce respektowana, ale jest pewien standard moralności, którego
większość pism nie przekracza.
Nie chcę wdawać się w polemikę w sprawie ZZWRP w Toronto.
Są jednak pewne sytuacje, które wymagają odpowiedzi.
Otóż p. W. Dziemiańczuk sam twierdzi, że nigdzie jego nie chcą.
Członkowie go usunęli ze stanowiska, KPK Zarząd Główny go nie uznają, kościoły
go nie uznają, większość gazet w Toronto nie przyjmuje jego ogłoszeń, organizacje
nie chcą słuchać jego dobrych pomysłów i nie pozwalają jemu prowadzić jego
akcji itd. Czyli większość społeczności polonijnej w Toronto jest
przeciwko niemu. Zgadza się to zupełnie z prawdą. Każdy z nas, choćby
jak najbardzej skromnej wyobraźni zadałby sobie pytanie, dlaczego
tak jest i co robi złego, że jego nigdzie nie chcą. Przecież każda
organizacja potrzebuje wartościowych i chętnych do pracy członków.
Jaka jest prawda? Otóż p. W. Dziemiańczuk dołączył
do Związku Ziem Wschodnich istniejącego od 1958 roku i z wyjątkiem
kilku osób, większość obecnych członków należy do Związku
od jego założenia.
Pan W. Dziemiańczuk przyjechał do Kanady pod koniec lat
80., a na prezesa został wybrany na początku 1990 roku.
Twierdzenie, że został legalnie wybrany na prezesa w 2000 roku
nie przynosi jemu żadnego zapewnienia, że w 2002 roku zostałby wybrany
ponownie. Wybory według Statutu odbywają się co dwa lata.
Pan R. Wernik jest redaktorem "Kwartalnika Kresowego"
będącego do 1989 częścią ZZWRP w Anglii, Kongres
Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto czy pan Wernik z Anglii nie
mogą gwarantować p. W Dziemiańczukowi stanowiska prezesa w Związku.
Żaden z tych panów nie był i nie jest członkiem Związku i nie
miał głosu na wyborach. Prezesów wybierają członkowie, prezesów
usuwają członkowie. I tylko członkowie mają do tego prawo.
Sprawa, którą p. W Dziemiańczuk wniósł do sądu przeciwko
p. J. Śmigielskiemu nie była przyjęta przez sędziego i powód do tej
sprawy już zniknął, więc w mojej opinii sprawa umarła naturalną śmiercią
bez jakiegokolwiek pożytku dla pana Dziemiańczuka.
Pan W. Dziemiańczuk zarejestrował się jako korporacja pod nazwą
"Alliance of the Polish Eastern Provinces Toronto", nie jako Związek
Ziem Wschodnich RP Toronto, co mogło by dać jemu wyłączne prawo do używania
tej nazwy. Niestety, nie poinformował się dokładnie o tym, że prawo
pod "Corporation Act" zabrania rejestrowania, czyli przywłaszczenia
sobie nazwy która jest już używana przez inną grupę, zarejestrowaną
czy nie. Jeżeli ktoś świadomie rejestruje taką nazwę, naraża
się na poważną karę. Związek używa nazwy "Alliance of the Polish Eastern
Prowinces" razem z polską nazwą już od 1958 roku. Ministry
of Consumer and Business Services jest powiadomiony o tej
nieprawnej rejestracji.
Jeżeli p. W. Dziemiańczuk uważa, że wszyscy działają na
jego szkodę, to z pewnością są to objawy paranoi. Zapewniam,
że nikt z nas nie pisze żadnych artykułów do prasy przeciwko niemu, nikt
z naszych członków nawet nie chce słyszeć o nim. W 2002 roku
były tylko dwa ogłoszenia w sprawie usunięcia p. W. Dziemiańczuka ze stanowiska
prezesa przez Komisję Rewizyjną w odpowiedzi na jego kilkakrotne
samochwalcze i kłamliwe ogłoszenia. Obecnie ogłoszenia, jakie do
prasy przekazujemy, są tylko w sprawie zebrań.
Dlaczego tak bardzo przyczepił się Związku i trudno jemu zrozumieć,
że członkowie nie chcieli go dłużej jako prezesa? Przypuszczam, że
miał dużo prywatnych korzyści ze stanowiska w ZZWRP, Toronto. Dla energicznych
i zdolnych Polaków w Toronto jest duże pole do popisu, może robić
co chce, ale w ramach prawa kraju i w zgodzie z wymaganiami Statutu
organizacji. Polecamy, aby ofiarował swoją pomoc KPK Okręg Toronto, gdzie
z pewnością znalazłby odpowiednie dla swoich talentów pole do popisów i
grupę ludzi, którzy doceniają jego zdolności.
Zapewniam, że nie chcemy mieć żadnego kontaktu z p. W.
Dziemiańczukiem, ani też odpowiadać na jego zarzuty, ani też pisać
o nim w prasie. Pan W. Dziemiańczuk sam sobie zaszkodził przez jego
niewiarygodne ogłoszenia w "Gońcu" i w TV Polonia.
Z poważaniem.
Wanda Truksa - Prezes
Związek Ziem Wschodnich R.P., Toronto
Od redakcji: Apel p. Dziemianczuka, podobnie jak list Pani,
opublikowaliśmy, ponieważ traktujemy nasze pismo jako polonijne forum wymiany
myśli i prezentacji postaw. Uważamy jednak, że organizacje na wychodźstwie
powinny mniej energii poświęcać walce o stanowiska, a bardziej zajmować
się istotnymi dla ich stowarzyszonych członków sprawami.
Szanowni Panowie
Nazywam się Zdzisław Nagrodski i mieszkam w Domu Kopernika od
30 kwietnia 2001. Mieszkałem w Toronto w dwóch innych domach Opieki Długoterminowej
(ODT). W Domu Kopernika jestem Vice-Chairman of Resident Family Council.
Na ostatnim naszym zebraniu była dyskusja na temat artykułu, który ukazał
się w tygodniku "Goniec". Tytuł tego artykułu "Emeryci głosu nie mają".
To zebranie odbyło się 29 lipca 2004. Panowie, ja nie mam zamiaru brać
udziału w żadnej dyskusji, albo pisać długich listów do redakcji tygodnika
"Goniec" na temat Domu Kopernika. Moim życzeniem jest spotkać pana A. Rybczyńskiego
u mnie w domu Kopernika i porozmawiać oraz przedstawić nasze wspólne troski
oraz problemy. Gdy ukazał się artykuł w "Głosie Polskim" p. Beaty Goik
to rozmawiałem z p. redaktorem Zacharskim na ten artykuł co napisała
p. Beata Goik. Pan Zacharski przyrzekł mnie, że się spotkamy i on napisze
artykuł o mnie, który dotyczy Domu Kopernika. Do dzisiaj nie mam żadnego
telefonu od tego pana. Teraz Państwa artykuł z dnia 4-10 czerwca 2004 na
ten "pic na wodę". Kropka i koniec.
Teraz co do p. Beaty Goik to jest to (...), ona chciała rządzić,
bo są dyrektorki które nie mówią po polsku, a Kopernik to jest dom polski,
za to wyleciała, zgadzam się, że Beata Goik zwyczajnie "rozrabia". Kropka.
Dalej na tą panią z fabryki nie narzekają.
Zgadzam się całkowicie z p. Zofią Rozwadowską co do Domu Kopernika,
sam patrzę i na horyzoncie widzę zachmurzenia nad tym domem którego nazywam
moim DOMEM.
Nieraz myślę, czy Kopernik nie popełnił błędu, że tutaj się znalazłem.
Panowie, chyba 7 razy byłem zaproszony do dyrekcji na dywanik albo objechałem
pielęgniarki od góry do dołu, ale zawsze miałem rację. Jedna wielka draka
to była o mój Bill of Rights, ona mnie powiedziała że go nie zna
i nie potrzebuje to czytać. Dostała ten Bill of Rights i miała go przeczytać.
Druga draka to była z całą górą, (dyrekcja) ta sprawa dotyczyła wszystkich
pacjentów w Domu Kopernika. Zacząłem od dołu, góra też nie chciała słuchać,
dostali ode mnie 24 godziny ULTIMATUM, że macie to naprawić, tego nie zrobili.
Ja za telefon kręcę numer do Ministerstwa Zdrowia, przedstawiłem ten cały
problem p. David Murphy. Panowie nie trwało 15 minut, jak zrobił się ruch
w interesie. Za jedną godzinę było wszystko zrobione. Za dwa dni odwiedziła
mnie pani inspektor, jak oni sprawdzają Dom Kopernika, to ja zawsze z tą
panią porozmawiam.
Ja mam w domu materiał z naszych zebrań, to Panowie mogą ten
materiał zobaczyć. Zapraszam do mnie do Kopernika.
Szanowni Panowie, mnie dobro DOMU KOPERNIKA mnie na sercu. Wysyłam
Wam list oraz prezent, który ja dałem na Dom Kopernika. Pracownicy Domu
Kopernika chcą mieć związek zawodowy, być może to również powoduje nieporozumienie
czy jakiś problem.
Tak to tutaj wygląda. Jeśli Panowie chcą mieć albo znać więcej,
to zapraszam do mnie na kawę.
Pozdrawiam i pozostaję życzliwy
Zdzisław Nagrodski
Od redakcji: Dziękujemy, skorzystamy.
***
Według nawiedzonych najlepiej jest, gdy wszystko jest bezpłatne,
czyli na koszt wszystkich. Dla "właści" samochody, kierowcy, biura, sekretarki,
immunitety, przy korycie miejsca jak województwo, policja uczy się, jak
z takim ostem postępować.
Lud wybiera i lud płaci za święte bydlęta też. Kiedyś, w anarchii
trzeba się było pilnować, przestrzegać zasad, a teraz. Prezydent po maturze
(?), reszta z partyjnym wykształceniem, stoją za sobą murem, nikomu nic
stać się nie może.
Pogańskie systemy obowiązujące w Polsce i Europie to oszustwa,
obłuda, brak moralnych zahamowań. Szuka się winnych, no i po latach lewica
znalazła. Gen. Pinochet zgromadził jakiś majątek. O tym trzeba pisać, wrzeszczeć,
ale o Powstaniu Warszawskim ludzie wiedzieć nie musieli, obozy koncentracyjne
są polskie, o komunistycznych zbrodniach zmowa milczenia. Majątki wielu
"naszych" polityków liczone w niewyobrażalnych sumach są nieważne, oni
są NASI, oni prowadzą nas na sznurku do świetlanej przyszłości.
Jeszcze kilka miesięcy temu w "Gońcu" i "Angorze" było dużo listów
zachwyconych naszymi szansami w UE. Było naśmiewanie się z niedowiarków,
przekonywano, widziano szansę dla Polski i narodu. Co teraz panowie, budzimy
się z rączką w nocniku. Niemcy obłudnie tłumaczą swoje zasady, te same
cały czas kameleonki prowadzą nas do następnej świetlanej przyszłości -
ale cały czas są ludzie gotowi wierzyć, mający złudzenia. Poczekamy, będzie
płacz i zgrzytanie zębów. Nowa Belka podpiera komuchów, awantura o Ananicza
- przecież on strasznie prawicowy! A tak naprawdę to następne reklamowe
zagranie, przecież ten "polityk" nie ma w ogóle kręgosłupa, szczególnie
moralnego. Narobić narodowi wody z mózgu udaje się od lat, w koło te same
sprawdzone metody.
Bezrobocie, autostrady na komunistycznym poziomie, ale mamy za
to przygotowany plan na wypadek stanu wojennego - raz się udało, a więc
działa. Rozbiory, wojny, druga wojna, mnóstwo patriotyzmu, było z kogo
brać przykład - a teraz?
Patriotyzm nie w modzie, cwaniactwo, zdrada, badziewie, młodzież
wie, co robić, aby się obłowić, przykład idzie z "góry", a oni dobrze
wychodzą na postawach kiedyś uznawanych z amoralne.
Wracając do Powstania Warszawskiego, często miałem okazję rozmawiać
z uczestnikami, z osobami, które straciły rodziny w tej świętej walce -
nigdy, nigdy nie słyszałem - że to było niepotrzebne, tak było trzeba
i koniec. Mędrcy wałkujący w tej chwili za i przeciw, snujący rozważania,
co by było gdyby, mogliby się zastanowić - CO TERAZ? Bo niby wojny nie
ma, a giniemy. A może to taki temat zastępczy? Dla odwrócenia uwagi. Jest
faktem, brakuje tych patriotów, przykładów, bardzo brakuje. Przez 60 lat
nie pozwolono wychowywać następców, a wręcz niszczono jakikolwiek objaw
niezadowolenia i chęci zmian.
Na obchodach bitwy pod Monte Cassino najwięcej nawróconych aparatczyków,
teraz Powstanie Warszawskie znowu są, może niechętnie, z obrzydzeniem,
ale tak trzeba - polityka. Ciekawe, jak to komentują w swoim gronie - znowu
w delirium całują ziemię?
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Oni w swoim gronie nie komentują, tylko ustalają
dalsze taktyczne zagrania... Komunista, jak trzeba, będzie i "patriotą"
- Bierut zaraz po wojnie, dawał się fotografować nawet z biskupem u boku.
Koryto
Koryto kojarzy się z chlewem i trzodą chlewną, a także zwykło
się mówić o ludziach, którzy kurczowo trzymają się stanowiska lub funkcji,
czyli trzymają się "koryta". W młodości miałem wielokrotnie możliwości
obserwacji zwierząt domowych również przy korycie. Cechowało je: brak umiaru
w jedzeniu, odgryzanie innych od koryta, jak również nieprzestrzeganie
żadnych zasad przy korycie. Niektóre osobniki, mimo że były syte, nie dopuszczały
innych, które były mniej zachłanne i żarłoczne.
Podobnie jest wśród ludzi. Kiedy już się dostaną do "koryta",
czyli stanowiska, to zachowują się podobnie, a czasem gorzej i trudno u
nich dostrzec ludzkie cechy, które powinny ich odróżniać od zwierząt. Widać
to dobitnie zwłaszcza w polityce, w zakładach pracy, a także w partiach
politycznych, czyli szeroko rozumianej administracji państwowej. W czasach
tzw. demokracji wielu osobników używa wszelkich możliwych sposobów, aby
dostać się do najlepszego "koryta", "koryta" dającego władzę, bezkarność,
korzyści majątkowe, znajomości, układy itd., oraz możliwość wyzbycia się
resztek ludzkich cech. Uczciwy człowiek nie jest dopuszczany do "koryta",
bo nie zna instrukcji obsługi i mógłby dać "zły" przykład. Zazwyczaj przy
"korycie" są ludzie bez zasad, którzy reprezentują siebie lub pewną grupę,
która im utorowała drogę do "koryta". Zwłaszcza najwyższe stanowiska w
państwie lub społeczności nie powinny się kojarzyć z "korytem". Na tych
stanowiskach powinni być ludzie budzący powszechne zaufanie z wrodzoną
potrzebą służby bliźnim, Bogu i Ojczyźnie. Rzeczywistość jest troszkę inna,
więc odnoszę się do rzeczywistości bez zamiaru obrażania kogokolwiek.
(...)
Przed paroma dniami obchodzono 60. rocznicę Powstania Warszawskiego.
Ci co walczyli o Wolną i Niepodległą Polskę zginęli z rąk niemieckich lub
radzieckich okupantów, a ci co ocaleli doznali cierpień i represji z rąk
tych, którzy nie przelewając swojej krwi, sięgnęli po władzę i dorwali
się do "koryta" na długie lata. Tzw. zaplutych karłów reakcji, których
mimo wielkich wysiłków komuniści nie zdołali unicestwić, przyszło im dekorować
medalami za obronę stolicy i kraju. Ta przewrotność komunistów jest już
na dziennym porządku. Aby utrzymać się przy "korycie", najpierw zabijają,
a potem dekorują i składają wiązanki kwiatów na miejscu zbrodni czy to
w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, czy Katowicach. Jednego dnia A. Kwaśniewski
dekoruje gen. Bieńka za okupację Iraku, a w kilka dni później pozostających
przy życiu powstańców W-wy za walkę z okupantem. W tym samym czasie tych
co bronią palestyńskiej lub irackiej ziemi nazywają terrorystami. Szkoda,
że do Iraku nie wysłali swoich synów, tylko z młodych i bezrobotnych zrobili
najemników w okupowanym Iraku. Nie ma na chleb i leki, ale wystarcza na
okupację suwerennego kraju bez dyktatora, armii i broni masowego rażenia.
Ale wróćmy do "koryta". W zamian za kilka komplementów z ust
przedstawicieli byłych zdrajców Polski, którzy na wiele lat oddali Polskę
Stalinowi, w Jałcie biją brawa i płaszczą się przed przedstawicielem jednego
z okupantów (drugi nie przyjechał), oddając Polskę bez walki w obce ręce.
Tym bardziej komplementy nie były pod ich odresem, lecz bohaterów polskich
z okresu II wojny światowej. Powiem jaśniej. Te komplementy wypowiedziane
były w zastępstwie słowa - przepraszam - pod adresem tych, co walczyli
o wyzwolenie, a nie tych co przynieśli zniewolenie. Winą powstańców było
to, że przez swój patriotyczny zryw opóźniali przejęcie władzy i zajęcie
miejsca przy "korycie" przez pachołków Moskwy. Szkoda, że nie znali treści
zdradzieckiego traktatu z Jałty, bo może ich losy potoczyłyby się
inaczej. Polegli, lecz nie ulegli i dali dobrą lekcję patriotyzmu nowym
pokoleniom. Polegli Powstańcy W-wy przewróćcie się w grobie na drugi bok
i nie patrzcie, jak tanio komuniści sprzedają Waszą krew i wymarzoną przez
Was Wolną Polskę. Podczas tych uroczystości Polacy, zwłaszcza powstańcy,
nie doczekali się słowa "przepraszam" za okrucieństwa wojny i zdradę jałtańską,
nie mówiąc o wyrównaniu strat wojennych. Chyba również nie wyciągnęli właściwych
wniosków z tej krwawej lekcji historii i tchórzliwej postawy swoich sojuszników.
Postkomuniści robią wszystko, aby nie byli odsunięci od "koryta". Fałszują
historię i wydają białe księgi, w których prawda jest zaczerniana. Lepiej
by było, gdyby zamiast tych ksiąg wyłożyli do publicznego wglądu własne
sumienia. Obiecują lecz nie dotrzymują tych obietnic. Jeśli trzeba, to
A. Kwaśniewski gra w piłkę w Pałacu Prezydenckim z prezydentem Niemiec
w obecności kamer. Widziałem takie zdjęcie w prasie. Aby określić
wyraz twarzy A. Kwaśniewskiego, użyję słów Jana Karczmarka z kabaretu:
"Taka tęsknota za rozumem w twarzy". Dzisiejszy obraz Polski b. dobrze
ilustruje humor zamieszczony w tygodniku "Nasza Polska" (sędzia do
oskarżonego): "Czy oskarżony zdaje sobie sprawę z tego, że odmawiając przyjęcia
łapówki, poważnie zakłócił funkcjonowanie Państwa!?".
Porównanie niektórych ludzi z aparatu władzy z trzodą chlewną
byłoby krzywdzącym porównaniem dla trzody chlewnej. Wybaczcie czytelnicy,
że użyłem takich słów i porównań, lecz ja nazywam rzeczy po imieniu. Na
dobre słowa i szacunek trzeba zasłużyć. Na zakończenie użyję słów z apelu
poległych, kierując te słowa do tych przy polskim "korycie". Was wzywam!!!
Odejdźcie od polskiego koryta i wyżywcie się sami!
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Szanowny Panie, próżne wołanie - od koryta bardzo
rzadko odchodzi się dobrowolnie, w końcu nie po to człowiek się dopychał,
by później tak łatwo rezygnować...
GONIEC NR 32 (35)
(6
- 12 sierpnia 2004)
Na marginesie...
60. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, nie tylko ze względu
na okrągłą rocznicę, ale przede wszystkim ze względu na odważne i pełne
spojrzenie na te wielkie wydarzenia w kraju, wydawała mi się wielką okazją
do zamanifestowania naszej potęgi i chwały tutaj, w Toronto. Od kilku dni
jednak pewna sprawa nie dawała mi spokoju. Nigdzie i nikt nie mówił o Mszy
św. z tej okazji. "Spotkamy się pod pomnikiem Katyńskim" i nic więcej.
Więc w niedzielę rano jeszcze się wahałem, czy mam tam pójść. Ale żona
moja, córka harcerza i AK-owca nie miała takich wątpliwości, więc pojechaliśmy.
Parkując samochód, minęliśmy prezesa ZG KPK, który po drodze
douczał się swojej mowy. Składanie wieńców i kwiatów odbyło się bez zarzutu.
Ale kiedy zaczęły się mowy, to okazało się, że tylko dwóch wojskowych,
p. generał z Ottawy i kapitan Korwin-Kuczyński, przygotowali się jak należy
i poradzili sobie bez kartki. Natomiast reszta panów już bez kartek nie
powinna więcej się pokazywać na publicznych spotkaniach. Szczytowym osiągnięciem
w tym "krasomówstwie" okazał się jednak prezes ZG KPK. Oto początek jego
wystąpienia: "Proszę państwa, dzisiaj spotykamy się wyjątkowo dlatego,
że obchodzimy 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Dla wielu z
bezpośrednich uczestników tamtego zmagania będzie to ostatnia okrągła rocznica,
będzie to ostatnia rocznica, takie są niestety prawa życia".
Zawirowało coś wokół nas, kiedy usłyszeliśmy te słowa. Przytaczam
je tutaj pod rozwagę samego prezesa i tych wszystkich, którzy wybrali go
na to odpowiedzialne stanowisko. Uważam, że ta wypowiedź pana prezesa,
to nie tylko jego kompletna kompromitacja, ale przede wszystkim brak elementarnej
kultury, po prostu obraził wszystkich obecnych, nie tylko kombatantów.
Przed jeszcze jednym "potknięciem" uchroniła tę uroczystość p.
Hania Sokolska, która nie bacząc na nic, zaintonowała na zakończenie, a
właściwie już po zakończeniu, hymn narodowy.
Jako nie-kombatant, ale uczestnik tego spotkania, pragnę przeprosić
wszystkich, którzy poczuli się obrażeni bądź urażeni "wystąpieniem" pana
prezesa. Zapomnijcie jak najszybciej o tym. W naszych sercach jest i będzie
zawsze miejsce dla Was, wybitnych i zasłużonych Polaków. Pamięć o Waszych
czynach niech trwa wiecznie!!! Życzymy Wam zdrowia, pomyślności i Bożego
błogosławieństwa na dalsze szczęśliwe życie.
Przy okazji chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na jedną sprawę -
miejsce tego spotkania. To, że nie mamy w Toronto takiego miejsca i takiego
pomnika, przy którym moglibyśmy obchodzić wszystkie inne uroczystości,
z wyjątkiem Rocznicy Mordu Katyńskiego, nie najlepiej o nas świadczy. Marzy
mi się pomnik Niepodległości Polski czy pomnik Walk i Męczeństwa Narodu
Polskiego, a może Walk i Zwycięstw Narodu Polskiego. Dlatego myślę, że
nadeszła już pora, aby KPK Okręg Toronto podjął się budowy odpowiedniego
pomnika na terenie Toronto. Niech ten pomnik nie będzie jednak jeszcze
jedną kością niezgody, ale niech wreszcie połączy wszystkich Polaków. Bo
tylko zgoda buduje.
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Właśnie Panie Emanuelu, zgoda buduje, to prawda,
potrzebne nam jest prawdziwie polskie miejsce w Toronto - może jakieś propozycje?
Panie Andrzeju Kumor,
Jest w tym wiele racji, co Pan napisał, z jednym ALE. Bardzo
łatwo wydaje się oceny po fakcie podjęcia decyzji i podjęcia działań mających
doprowadzić do jej realizacji.
Myślę, że oglądał Pan wyświetlany na CNN film o Powstaniu Warszawskim.
Przypuszczam, że tak, bo był on wyświetlany chyba 3 razy. Każdy, kto mieszka
w Kanadzie, mógł go obejrzeć, jeśli chciał.
Pan w swoim artykule w ogóle nie przytacza obietnic strony brytyjskiej
i amerykańskiej odnośnie wsparcia powstania. Jest to niesprawiedliwe i
jednostronne widzenie sprawy, a może wręcz celowa manipulacja. Z pozycji
porucznika Powstania Warszawskiego, gdy się ono rozpoczęło, trudno o obiektywną
jego ocenę. To były wówczas jego rozważania i obawy.
W ogóle nie pisze Pan, że dokonali oni (Churchill i Roosvelt)
wówczas powtórnej zdrady interesów polskich i całkowicie skapitulowali
wobec jawnie wrogiej postawy względem nich, gdy wysyłali depeszę do Stalina
o wsparciu lotniczym powstania. Samoloty alianckie miały wówczas lądować
w rosyjskiej strefie w celu powtórnego tankowania paliwa. Stalin się nie
zgodził i odpisał wręcz... spróbujecie, a zobaczycie, co się stanie. Była
to jawna groźba pod adresem sojuszników. Dla ochrony własnych interesów
zachodni "sojusznicy" Polski poświęcili ją - oddając w ręce hitlerowskich
i bolszewickich zbrodniarzy. Polska obecnie jest dwukrotnie mniejsza niż
przed II wojną światową. Gdyby jawnie i stanowczo powiedzieli, że żadnego
wsparcia nie będzie ze względu na wrogą postawę Rosjan i brak możliwości
technicznych, to bardzo możliwe, że do powstania by nie doszło. Oni grali
jednak rolę dobrego wujka, łudząc polskich polityków jakimś wsparciem -
a poza moralnym nie było prawie żadnego, nie licząc paru zrzutów broni,
z których chyba 90 proc. trafiło w ręce Niemców.
Teraz dzieje się podobnie - wykorzystuje się prawy, uczciwy i
pracowity polski naród, by wepchnąć go pod but faszystowskiej UE - tego
wirtualnego nieistniejącego tworu. Tworzy się fakty dokonane.
Polacy, obudźcie się!
Jeśli Polacy wybiorą do Sejmu prawych patriotów, ludzi czynu
zamiast zdrajców, kryminalistów i tchórzliwych gadułów, to Polska ma szanse
stać się państwem, z którym każdy będzie się liczył i nie tylko w Europie.
Jeśli nie - to zostanie kolonią barbarzyńców i wychodkiem Europy. Jak na
razie żydobolszewia skutecznie robi pustynie z Polski, ogłupiając Polaków
propagandą płynącą z polskojęzycznych mediów będących w jej rękach.
Nikt za Nas, Polaków, tego nie zrobi, a liczenie na kogoś jest
często tragiczne.
(Analityk)
Od redakcji: Szanowny Panie, zdradzono, nas, bo byliśmy słabi
i daliśmy się manipulować. O tym właśnie pisałem w tekście. Tak, owszem,
nasi sojusznicy wypisywali coś tam grzecznościowo do Stalina. Co z tego?
- A. Kumor
***
Do Kanady przyjechałam cztery lata temu razem z moim synem (w
tej chwili on ma 14 lat) w celu wizyty do rodziny (siostry), nie wiedząc
o tym, co mnie czeka i co przeżyję przez moją rodzinę na emigracji. Długo
nie nagościłam się u mojej rodziny. Syn mój był źle traktowany przez moją
siostrę, szwagier mnie napastował. Mówiąc szczerze, byliśmy tam niemile
widziani, dlaczego? Po co więc nas zaprosili? Po czterech miesiącach, mając
jeszcze ważną wizę, wyprowadziliśmy się do człowieka, którego poznałam,
mieszkając u mojej siostry. On dał nam schronienie. Obecnie jest moim mężem
i mamy wspaniałego syna, który ma cztery miesiące.
Złośliwość mojej rodziny nie miała granic. Dzwonili do Urzędu
Imigracyjnego, pisali anonimy. Moje życie było w stresie. Postarałam się
o adwokata z Legal Aid. W zaufaniu powierzyłam adwokatowi swój problem.
Niestety, sprawa moja była nie zupełnie do końca załatwiona. Nie miałam
przedłużonej wizy. Po dwóch latach pobytu w Kanadzie wzięłam ślub. Mój
mąż składa papiery sponsorskie i powierza wszystko w ręce adwokatowi, oczywiście
od tego momentu już wszystko opłacał i to duże pieniądze, myśląc, że wszystko
jest w dobrych rękach. Tak nie było. Okazało się to dopiero po dwóch latach
czekania na pobyt stały, którego nie otrzymałam. Urząd Imigracyjny odrzuca
papiery sponsorskie, nie powiadamiając o tym mojego adwokata i mojego męża,
który miał prawo do odwołania się. O odrzuceniu papierów sponsorskich,
nie wiadomo z jakiego powodu, dowiedziałam się dopiero w tym roku, 7 stycznia,
będąc na interview, również o tym, że mam opuścić Kanadę w ciągu tygodnia.
W tym też dniu urzędnik imigracyjny dowiaduje się o mojej ciąży. Podczas
interview urzędnik imigracyjny nie ujawnił informacji o donosach (nie umożliwił
mi ustosunkowania się). Złośliwość z jego strony była taka, po prostu zataił
pewne sprawy, żebym nie miała możliwości obalenia nakazu deportacji.
Drugie spotkanie w Urzędzie Imigracyjnym miałam w czerwcu. Pojechałam
z mężem i konsultantem do spraw imigracyjnych, który powiedział, że będzie
świadkiem na sprawie w sądzie federalnym, jak mnie potraktował urzędnik
imigracyjny na tym interview. Dowiaduję się, że za 4 tygodnie mam opuścić
Kanadę i mój 3-miesięczny syn i to bez dyskusji. Mam wyrobić paszport dla
dziecka i "wynocha" - moje małe dziecko. W tym dniu ujawnia dopiero donosy
i w dalszym ciągu spotkanie to odbywa się bez debaty. Mój mąż jest zbulwersowany
zachowaniem urzędnika. Jak można w taki sposób potraktować rodzinę? Czy
dla niego rodzina nic nie znaczy? Kim on jest? - Opowiedział nam swój problem,
że nie dostał się do policji federalnej i po egzaminie, oczywiście nie
zdanym, jak wyszedł, to tak się rozchorował, że mało co nie zwymiotował,
i że nie spełniły się jego marzenia i do dziś musi tak żyć - kto
to jest?
Mówiąc szczerze, nie było prawa sprawiedliwego postępowania.
Jakie więc było moje prawo? Jakie było prawo dobra dziecka? Nie wzięli
pod uwagę dobra mojego 14-letniego syna. Ma bardzo dobrą opinię w szkole
i prywatnie. Jest wspaniałym chłopcem i nie można doprowadzić do jego załamania
psychicznego. Do czego może doprowadzić Urząd Imigracyjny. Urzędnik nie
dopełnił swojego obowiązku - zataił informację. Jak można zrujnować życie
rodziny? Emigracja miała duże możliwości sprawdzenia, że nie był to ślub
fikcyjny. Nie zrobili tego. Nie możemy z mężem dopuścić do rozbicia naszej
rodziny. Od dnia naszego przybycia do Kanady jest do opowiedzenia bardzo
dużo przykrych i smutnych sytuacji, których nie potrafię przelać
na papier - jest dużo do opowiedzenia. Opisałam mój problem w skrócie.
Nie stać nas na adwokata. Szukamy pomocy finansowej, żeby złożyć apelację
w sądzie federalnym. Mój stres powrócił, Urząd Imigracyjny puka do moich
drzwi. Proszę nam pomóc. Dziękuję.
Barbara i Zygmunt Świderscy
#206-9520-127 Str., Surrey, BC V3V 5H9, Tel. 778-885-7991
Mój nr konta na dotacje: 0 999-628-506
Od redakcji: Współczujemy.
(-)
Od redakcji: Autora listu zaczynającego się od słów:
"Pozdrawiam, Goniec super, bez bawełny..." i podpisującego się "JAN"
prosimy o kontakt telefoniczny lub osobisty z redakcją naszego tygodnika.
GONIEC NR 31 (34)
(30VII
- 5 VIII 2004)
Panie Andrzeju!
Zrozumiałem, w jaki sposób pojmuje pan politykę. To jest tak
jak z niechcianą ciążą - unikniesz kłopotów, gdy nie dasz się wy..... -
chyba że się kochamy, widzimy sens, chcemy być razem. Czy dobrze zrozumiałem?
Lepiej leczyć przyczyny niż skutki, ale czy aborcja jest leczeniem?
Powstania i z góry przegrana walka byłaby niepotrzebna, gdybyśmy
myśleli. Żyjąc, pracując, musimy myśleć, hasło - po nas choćby potop -
jest nonsensem, przecież miewamy dzieci, wnuki. Jeśli nie zostawimy im
niczego poza pieniędzmi i domami, to co z nimi będzie? Chwila, jeden moment,
przekreślą całe życie, choroba, wypadek, niefart, głupota i wszystko wali
się w gruzy. Nikt nam za to wdzięczny nie będzie, a może czuć zawód, bo
jedna wizyta w kasynie i... Jak wiem, każdy odsuwa od siebie tę myśl, mnie
to się nie przydarzy! Ale dlaczego nie? Rozejrzyjmy się po sąsiadach, znajomych,
wszystkim, wszystko się udaje? Śmiem wątpić. W tym momencie czuć zbliżanie
się finansowego krachu, ktoś na gwałt buduje domy, kupuje samochody, ale
co się z tym stanie, gdy zabraknie pracy, gdy nie będzie co do gara włożyć?
Co się stanie z tymi cudami kupionymi na kredyt, gdy udowodnią nam, że
jeszcze właścicielami nie jesteśmy, rozpacz nie pomoże, nie będzie litości.
Podobno UE chce coś zapłacić polskim cukrowniom i rolnikom, jak
to się zakończy, czy na pewno lepszy wróbel w garści, a może to następny
przekręt.
Sejm pod wodzą tow. Oleksego w iście sprinterskim tempie załatwił
wynagrodzenia dla swoich, biorą z UE, z kasy sejmowej i na pewno gdzieś
jeszcze. Bezrobotnemu będzie się w Polsce należało 5000 złotych, no to
się zasiłki poprawią? Będą się rodacy oblizywać. Nasi przywódcy (?) potrafili
tak wspaniale wszystko załatwić, że należy się wszystkim, ale nie
Polakom.
***
Podobno w Polsce zaczynają namawiać do brania kart kredytowych,
nawet na siłę wciskają, kto pracuje. Następny, może ostatni krok, na pewno
stoimy nad przepaścią. Dożyliśmy czasów bardzo przypominających Trylogię.
Prywata, złodziejstwo, zdrada, wszystkie wady znowu wylazły z naszego narodu.
Wielu wyciera sobie tłusty ryj pięknymi hasłami o swym pro publico bono
działaniu. A tak naprawdę, wszystko co się dzieje prowadzi do wyniszczenia
narodu, rozkradzenia majątku, sprzedania ojczyzny. Wyjadą lekarze, pielęgniarki,
masa studentów i ludzie z inicjatywą - co dalej?
Tow. Kwaśniewski pogubił się w swoich kłamstwach i obietnicach.
Sprawa wiz dla Polaków leży, nic się nie dzieje, tylko pozory i kłamstwa.
Podobno na nic nie ma czasu, taki biedaczek zapracowany. W Belwederze piłkę
kopie, próbuje dorównać Clintonowi.
A swoją drogą, w co wierzą "nasi przywódcy". Dziesiątki lat wierzyli
Moskwie, teraz zaprzedali się Brukseli, ale w ramach jeszcze jakichś układów
znowu dajemy nasze wojsko. Kto za tym stoi, kto płaci tym hamulcowym, czy
to trzy koryta, czy jedno? Łakomczuszek! Ale jak może być inaczej gdy mamusia
poucza córeczkę - ważne aby ludzie mięli o tobie dobre zdanie i szanowali,
co robisz? O tym wiedzieć nie mogą - w ten sposób działa nasza elita, to
jest podstawa. Skąd tu i tam biorą się problemy z prostytucją, adeptki
coraz młodsze, 13 lat to nie wyjątek. Szuka się winnych, no bo przecie
szkoła i liberalna ideologia są bez winy. Winna jest Rodzina i sytuacja,
że wszyscy chcą (muszą?) zarabiać. Dla pieniędzy ludzi stać na wszystko.
Po lekcjach w szkole (?) promujących sex i zboczenia, w prasie oferty -
w studio czasami zarobisz kilka tysięcy - co może przyjść do główki i to
nie tylko młodej, takie to łatwe, przyjemne i NORMALNE i przecież wszyscy
tak robią.
Wśród tych co mienią się estetami podobnie, całe grupy młodych
chłopców zrobiło sobie z tego źródło utrzymania, przecież to NORMALNE!
Tak uczą studentów w ramach (...?), zmusza się do "sprzedawania" jakichś
czekoladek, batonów, stoją pod sklepami z głupimi minami, to jest nauka,
a nauczyciel w porównaniu z polskim zarabia krocie.
Ta normalność w tym liberalnym wydaniu jest śmieszna, ale szkody
robi ogromne. W buddyzmie, islamie, wśród pejsatych jarmułkowców wychowywuje
się inaczej, dlaczego te głupoty rzucają się przede wszystkim na Europę
i inne białe kraje z chrześcijańskimi korzeniami, jest w tym jakaś tajemnica.
Dyskusja buduje. Jakbyś to czuł, gdybym powiedziała, że spałam z koleżanką?
zadała mi małolata ćwika, zaskoczyła. Swoje zdanie powiedziałem i się zgodziliśmy.
Dyskusja buduje, ale nie wszyscy dorośli.
List z prośbą o informacje na temat gdzie kupić drukowaną w "Gazecie"
... książkę, wygląda na krypto- reklamę.
Jest w różnych gazetach dużo opowiadań, ostatnio wyczytałem o
weselu mamusi autora. Panna młoda musiała zaliczyć wszystkich gości, a
on jest pierworodny i wie czemu taki inteligentny. Inne książki o niewolnicach
i l... też są wspaniałe. Można to spuentować - ŻYCIE - ale czy na pewno
o to biega, czy trzeba się tak bez sensu poddawać.
Janusz Sierzputowski
PS. Listy szlachcica Leweda są ciekawe, ale "to se ne wróci".
Ta epoka minęła, były wspaniałe okresy tego stanu, ale to już historia.
80% szlacheckich potomków w USA, może ?, ale na pewno nie w Toronto. Jakoś
nie potrafię się tego dopatrzeć. Znam nawet jednego hrabiego z Łomianek,
wstyd mi za szlachtę.
Od redakcji: Po prostu ŻYCIE...
Nowy gabinet Paula Martina
Hamiltoński "The Spectator" (z 24 VII 2004) zamieścił zdjęcie
nowego rządu liberalnego. Na tej samej stronie kanadyjski dziennikarz Allan
Fotherigham dokonuje porównania kanadyjskiego rządu z amerykańskim. Na
zdjęciu widocznych jest 39 ministrów, ale razem z 28 sekretarzami panów
ministrów w gabinecie znalazło się 67 posłów z mniejszościowego parlamentu
liczącego 135 osób, czyli co drugi poseł to minister. Aż tylu ludzi jest
potrzebnych panu Martinowi aby rządzić 32 milionami
Kanadyjczyków. W Stanach Zjednoczonych każdy prezydent ma gabinet złożony
z 12 sekretarzy stanu do rządzenia 280 milionami Amerykanów.
W 1993 roku, kiedy Jean Chretien zdobył władzę, obiecał zmniejszyć
40-osobowy rząd Briana Mulroniego i zmniejszył go do 22 ministrów, ale
już niedługo potem zwiększał, aż w końcu 39 osób znalazło się w jego rządzie.
Wspomniany dziennikarz stwierdza, że Kanada ma najbardziej zbiurokratyzowany
rząd na całym świecie.
Politycy i ich biurokraci, którym płaci się ponad 100 tys. rocznie
,kosztują nas podatników zbyt dużo, a Kanada potrzebuje na gwałt nowego
systemu rządzenia.
Wiele razy czytaliśmy o tym, że Senat powinien być wybierany
i nie ma odważnego, co by to zmienił. W rządzie P. Martina nie ma zachowanej
proporcji i tak cała wyspa Księcia Edwarda ma czworo przedstawicieli w
gabinecie, co daje jednego posła na 34 000 obywateli, a w Kolumbii Brytyjskiej
jeden poseł przypada na 120 000 obywateli.
Podobna dysproporcja ma się z senatorami. Cztery prowincje atlantyckie
z małą liczbą ludności mają więcej senatorów niż Alberta i Kolumbia Brytyjska
razem. Nasz Senat w całym 2003 roku (365 dni) zebrał się 67 razy; zabrakło
im pewnie dolarów na dojazdy i tylko patrzeć, jak sobie podwyższą.
(-)
Od redakcji: Biurokraci lubią biurokratów.
***
Było to w czasach, kiedy mogliśmy z Polski swobodnie przekraczać
granice do niektórych krajów, a ściślej do wszystkich państw należących
do "demoludów", wyłączając naszego najbliższego przyjaciela, czyli Związek
Radziecki (Sowiecki), mając tylko pod pachą dowód osobisty. To przekraczanie granicy
było mniej formalne niż teraz jest pomiędzy Kanada a USA. Kiedyś w drodze
do granicy z Goerlitz do Zgorzelca zatrzymałem się w kolejce za "syrenką".
Ja byłem w tym czasie szczęśliwym kierowcą motocykla SHL. Za mną stało
też kilka pojazdów. Kierowca "syrenki" wyrzucił przez okno puste pudełko
po zapałkach i niedopałek papierosa. Zrobiło mi się wstyd. Zerknąłem do
tyłu. Widzieli to pasażerowie "trabanta". Postawiłem motocykl na "nóżkach"
i pozbierałem te śmieci. Kierowca "syrenki" wyszedł z auta i powiedział
do mnie "przepraszam".
W okresie, kiedy nosiłem mundurek szkolny z tarczą na rękawie,
w autobusie czy tramwaju w ogóle nie zajmowałem miejsca siedzącego, bo
zawsze był ktoś starszy, któremu należało z grzeczności i szacunku to miejsce
udostępnić. Tak zostałem zresztą nie tylko ja nauczony.
Mając okazję jeździć środkami komunikacji publicznej w Toronto
i niektórych mniejszych miastach w Ontario - nie zauważyłem przypadku,
aby jakiś "siusimajtek" wstał i udostępnił miejsce osobie starszej czy
wręcz starej. Mało tego, wykładanie nóg takiego młokosa na przeciwne siedzenie
w zabłoconych butach nie jest czymś wyjątkowym. Kto po tym na takim zabrudzonym
siedzeniu może usiąść. Nikt na to nie zwraca uwagi. To jest styl życia
tych młodych ludzi. Tak należy robić, aby być "cool".
Jadąc dzisiaj autostradą 85, zostałem wyprzedzony przez vana.
Jechał z prędkością znacznie większą od dozwolonej. Zresztą ja też. Ruch
był dość duży jak na tę porę dnia. Nagle zauważyłem, jak z tego vana wylatują
śmieci. Kierowca po prostu wyrzucił kilka pudełek po papierosach i opróżnił
popielniczkę.
Parkując samochód w bloku, gdzie mieszkam, zauważyłem zatrzymujące
się volvo w miejscu przeznaczonym dla gości. Mam pewien sentyment do tej
marki samochodu więc, spoglądając, zauważyłem wysiadającą kobietę. Zamykając
drzwi samochodu, wyjęła z ust niedopalonego papierosa i rzuciła nieopodal
zaparkowanego samochodu. Już mi nie było wstyd za tę kobietę jak kiedyś
za kierowcę "syrenki". Można przyzwyczaić się do wszystkiego.
O ile pamiętam, to w Niemczech był dość skuteczny, a prosty system.
Jak ktoś zaśmiecił, a nie posprzątał po sobie, to zrobiły to władze administracyjne.
Było czysto, a rachunek za sprzątnięcie został wystawiony temu śmiecącemu. Urząd
miasta starał się odnaleźć takiego delikwenta. Z tego, co słyszałem, to
z reguły z dobrym skutkiem. Częstym widokiem było jak kierowca np.
wywrotki zatrzymuje się na poboczu i z miotłą i szuflą zamiata ulice po
wysypanym przypadkowo przez siebie piasku czy gruzie, którymi właśnie zaśmiecił
drogę. Kto mi tutaj pokaże "trakera", co ma ze sobą miotłę do sprzątania
drogi, jak zdarzy mu się ją zaśmiecić. Tam taką miotłę i łopatę miał każdy
"traker".
Życząc sobie i wszystkim czytelnikom gazety, aby jak najrzadziej
fruwały przed naszymi szybami samochodów resztki z opróżnianych popielniczek,
pozostaję z szacunkiem,
Zygmunt Hobot
Od redakcji: Niestety, fleje są wśród nas.
Droga Polonio, Droga Redakcjo "Gońca"
W numerze "Gońca" z 23 lipca 2004 r. czytamy: "Treblinka była
polskim obozem" "taka terminologia będzie używana w przyszłości". Taka
była odpowiedź Roberta Hursta z CTV na protest Ambasadora RP w Ottawie.
Zachowanie CTV w stosunku do Polaków jest dowodem, jak słabi
jesteśmy.
Polonia w Kanadzie jest jedną z najsłabszych i najbierniejszych
grup etnicznych.
Zastanawianie się nad przyczynami takiego stanu rzeczy może być
stratą czasu.
Jedno jest pewne, jeśli nie zmienimy swojego stosunku do siebie
samych i otaczającego nas świata, nasza sytuacja nie będzie lepsza. Hołd
biję redakcji "Gońca" już za samą chęć zjednoczenia, ochrony i wspierania
Polonii. Moje obserwacje wskazują, że "Goniec" stał się najbardziej popularnym
polskim czasopismem w Ontario. Jest więc nadzieja na pozytywne zmiany.
Osobiście eksperymentuję na nieco innym polu. Kilka miesięcy temu zawiązałem
nową polityczną partię federalną. Początkowo partia miała nazwę "Patriotyczna",
obecnie "Radykalna Demokratyczna". RDP ma najbardziej prokanadyjski i propokojowy
program pośród wszystkich kanadyjskich partii federalnych. Choć program
jest ważny, celem stworzenia tej partii miało być umożliwienie rodakom
przystąpienie do procesu administrowania Kanadą. Możecie Państwo zapoznać
się z programem RDP pod adresem internetowym www.canadiansdecide.ca. W
minionych wyborach reprezentowałem tę partię jako kandydat w Cambridge.
Konkurowałem z Kanadyjczykami Garym Goodyearem, Garym Price'em i Garethem
White'em, a także Janko Pericem pochodzenia chorwackiego, Johnem Gotsem
pochodzenia węgierskiego i Johnem Oprea pochodzenia rumuńskiego. Charakterystykę
kandydatów możecie Państwo znaleźć pod adresem: www.therecord.com/fed_election2004/candidates.html.
Wybory federalne 2004 są już poza nami. Mówi się, że należy spodziewać
się następnych wyborów za około 12 do 24 miesięcy. Zachęcam Polonusów do
kandydowania w następnych wyborach. Nie jest to ani trudne, ani kosztowne.
Tych, którzy nie mają szansy być wyselekcjonowani przez inne partie lub
nie mają własnego programu, zachęcam do współpracy w ramach RDP.
Mamy szanse na stworzenie silnej organizacji i skierowanie tysięcy
dolarów w kierunku innych organizacji polonijnych.
Wszelka krytyka programu RDP jest mile widziana, a nawet pożądana.
Przebudźmy się z letargu! Starajmy się być przynajmniej równymi
partnerami.
Dziękuję za Państwa uwagę i pozdrawiam, a redakcji "Gońca" dodatkowo
życzę wytrwałości.
Wojciech Gryc
Cambridge
Ontario, 27 lipca, 2004 r.
e-mail: grycw@yahoo.com
Od redakcji: Brawo, popieramy!
GONIEC NR 30 (33)
(23-29
VII 2004)
Do Redakcji Gońca!
Toczy się walka w Toronto o komendanta policji Juliana Fantino.
Kilkanaście dni temu Rada Nadzorcza Policji (organ polityczny powołany
przez burmistrza miasta) w głosowaniu 3:3 (remis nie przedłuża, wg przepisów)
wypowiedziała się o nieprzedłużeniu kontraktu szefowi policji. Pan Fantino
szefuje w policji w Toronto już od siedmiu lat. Jako szef policji w London
zasłynął z walki z bardzo wpływowym gangiem pedofilii, przy okazji czego
naraził się wielu ustawionym libertynom.
Po zmianie na stanowisku burmistrza w lecie tego roku, do Rady
Nadzorczej Policji weszło dwóch libertynów, którzy zagłosowali przeciwko
komendantowi.
Za czasów Pana Fantino przestępczość w Toronto zmalała ponad
dwukrotnie , np. liczba zabójstw rocznie z 80 do 40.
Pan Fantino jest kimś w rodzaju polskiego oszołoma z Ciemnogrodu,
np. co niedzielę chodzi do Kościoła, a zdarza się często, że także w ciągu
tygodnia.
Społeczność włoska wystąpiła w jego obronie, aktualnie na stronie
internetowej http://www.keepthechief.ca zbierane są podpisy w obronie
Juliana Fantino.
Chodzi o wywołanie nacisku na mera miasta i samą Radę Nadzorczą,
zarówno mer, jak i Rada (tylko jednym głosem za) niezależnie od siebie
mogą zmienić decyzje na korzyść komendanta Fantino.
W środę obrońcy komendanta, głównie Włosi, organizują marsz poparcia.
Ludzie zbiorą się pod budynkiem Komendy Policji przy 40 College Street,
tuż na wschód od Bay St. o pierwszej po południu i przejdą pod siedzibę
mera miasta w City Hall.
Na zakończenie dodam, że Polacy z Toronto i okolic powinni bezwzględnie
poprzeć Fantino z wielu względów. Przede wszystkim chodzi o niedawną wizytę
Ojca Świętego w Toronto. Znam dobrze włoski i słucham codziennie tutejsze
włoskie radio, w którym często występuje komendant (jako Włoch przyjechał
do Kanady w wieku 11 lat i mówi doskonale po włosku). W czasie pielgrzymki
Ojca Świętego toczyła się swego rodzaju wojna, początkowo nawet premier
Kanady zapowiedział, że nie weźmie udziału nie tylko w spotkaniach młodzieży
z papieżem, ale nawet nie pojawi się na lotnisku, siły liberalne próbowały
nadać wizycie Ojca Świętego charakter prywatny. Wypadki potoczyły się inaczej,
pan premier Chretien pojawił się na lotnisku i kilkakrotnie na uroczystościach.
Do najpoważniejszych starć doszło, kiedy potężne organizacje aborcyjne,
feministyczne, homoseksualne i inne libertyńskie rozpoczęły akcje
rozdawania prezerwatyw młodzieży biorącej udział w spotkaniu z Ojcem Świeżym.
Fantino wydał rozkaz swoim policjantom usuwanie tych ludzi. Media zarzuciły
mu łamanie podstawowych przepisów prawa. Na falach włoskich stacji radiowych
Fantino szerzej opowiadał, że grozi mu się dyscyplinarnym zwolnieniem,
powiedział, że sprawowanie opieki nad wizytą Ojca Świętego uważa za ukoronowanie
kariery życiowej i godzi się na dyscyplinarne zwolnienie nawet jutro, a
do rozdawania kondomów nie dopuści. Według mnie, tutaj tkwi tajemnica decyzji
Rady Nadzorczej.
Z poważaniem.
Krzysztof Ziajkiewicz
Od redakcji: Poparcie szefa Fantino nakazuje zdrowy rozsądek!
DOBRE, DOBRE, PANIE ANDRZEJU, TAK TRZYMAĆ!
Mnie też dręczą takie pytania. Kto to Polak? Co to naród polski?
Ale bez zaglądnięcia sobie w przysłowiowy korzeń, na to pytanie trudno
jest odpowiedzieć. Odpowiedź dała mi na ten dylemat nauka zwana genealogią.
Etymologia słowa "naród" wywodzi się od "ród" = klan. Wolna Polska przedrozbiorowa
była monarchią stanową. Polska składała się z sześciu stanów (królewski,
szlachecki, duchowny, żydowski, mieszczański, włościański), ale tylko jeden
stan miał wewnętrzną organizację rodową. Był to stan szlachecki. Szlachta
zatem jest (na)rodem polskim. Zakładając Polską Ligę Szlachecką ("Newsweek
Polska" - http://newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp "Nieznane Rocznice
3-Maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi Szlacheckiej w Kanadzie"),
chciałem podnieść poprzeczkę w definicji Polaka, Polak=Szlachcic. Po I
wojnie światowej i zaborach Liga Narodowa i Dmowski zastosowali fortel
religijny do scalania narodu polskiego, Polak=Katolik. To równanie w społeczeństwie
postkomunistycznym i laickim już się spaliło. Każdy może być katolikiem,
ale to nie znaczy, że będzie Polakiem, prawda? Polak=Szlachcic ma większą
szansę stworzenia nowych elit politycznych, którym można by nadać przymiotnik
"czystych". Dla mnie szlachcica, monarchisty i Polaka, tylko szlachcic
jest Polakiem i basta. I nie ma słów. Ja w to po prostu wierzę.
Elity rządzące Polską obecnie, to elity antyszlacheckie, przywiezione
na sowieckich czołgach. Okrągły stół jest okrągłą pieczęcią międzynarodowego
przyzwolenia im, aby nie byli odsunięci od koryta. Od 15 lat tzw. "wolnej
Polski" nic nie zrobiono, aby otworzyć granice Polski dla wszystkich Polaków
zamieszkałych poza granicami Polski. Pokomunistyczne elity okrągłostołowe
dyskryminują Polonię, tą która odważy się powrócić do swojej "wolnej ojczyzny"
i tą, która zdecydowała się zostać poza krajem, ale także utrzymywać z
nim stosunki. A dlaczego? Bo to jest najbardziej patriotyczny element.
Nie zapominajmy, ze 95% polskiej arystokracji żyje na wychodźstwie. Specjaliści
od genealogii i heraldyki szacują, że aż 80% Polaków lub ich potomków w
USA, może poszczycić się szlacheckim pochodzeniem. Do tej pory propaganda
antypolska przypisywała im chłopskie. A jak "chłop" był i jest portretowany
przez tę propagandę, to wystarczy przeczytać książkę Sharon Moscinski "Tracing
Our Polish Roots" (John Muir Publications, Santa Fe, New Mexico 1994).
Jednym słowem smród-brud-ubóstwo-ciemnota-i-niewola. Książka jest przeznaczona
dla dzieci amerykańskich polskiego pochodzenia, którzy interesują się genealogią.
Dla przypomnienia historycznego, stan włościański w wolnej Polsce był tak
atrakcyjny, że wiele rodzin z Zachodu migrowało do Polski i tam się osiedlało.
A mit jest taki: Ameryka przyjęła biednych chłopów i dała im
wolność. Kiedy szlachta stworzyła najbardziej wolnościowy kraj w Europie,
to Ameryki jeszcze nie było na mapie świata. Ale po co tak przewracać tu
Polakom w głowach. Zrobić z nich biednych i zniewolonych chłopów, to się
szybko zasymilują.
I tu trzeba szukać źródła antypolonizmu - w antyszlachciźmie
zaborców i USA.
Z najwyższym uznaniem, Lewed.
Od redakcji: Szanowny Panie, błądzi Pan, brnąc w niegdysiejsze
śniegi. Naród jest jeden. Elita nie musi być szlachecka, wystarczy, aby
była narodowa. Zresztą wielu panów szlachty schłopiało i schamiało do cna.
Co do arystokracji, wolę tę ducha niż krwi. Ta ostatnia zazwyczaj przejawiała
większą solidarność z kuzynami z obcych dworów niż z własnym narodem -
Andrzej Kumor
***
Dyskusja buduje! Dlatego bardzo mnie dziwi brak reakcji na listy
p. Romana Dorny. Wydaje mi się, że jest to opinia, którą powinni podzielać
inni rodzice, ale brak odzewu wygląda, że mamusiom i tatusiom w ogóle nie
zależy. To normalne, a oni mają inne problemy - PIENIĄDZE! PIENIĄDZE!
Śmieszni jesteście, rodacy. Bardzo śmieszni. Jak zwykle czekamy
na gotowe, byle tylko praca była. Inni mają podejmować ryzyko, inni mają
tworzyć te miejsca pracy, a my jesteśmy doskonale (?) wykwalifikowaną siłą
roboczą. Są oczywiście wyjątki, w przewadze egzystujące na będących w potrzebie
zarobkowych turystach. A więc, do roboty, po to jesteśmy, do niczego innego
się nie nadajemy, a potem wygodna trumna, no i zdziwienie, że inni się
z nas śmieją, że nie wzbudzamy szacunku. Dziwne? Czemu? Muzułmanie walczą
o swoje prawa, o rodzinę, pracują, ale nie orzą jak woły. Myślą! I może
dlatego stoją komuś kością w gardle. Przylepia im się metkę terrorystów,
głupków, ale przecież w polskiej rzeczywistości trzymający władzę towarzysze
w ten sam sposób niszczą ludzi myślących, przedstawiających swoje racje.
Ta metoda dyskredytowania, ośmieszania niepokornych sprawdza się, ogół
społeczeństwa w swojej masie nic nie czuje jak jest walony w rogi, a może
mają to gdzieś, jest dobrze?
W Winnipegu też już płacimy za aborcję. Idziemy z postępem, niedługo
zapłacą dziecku za zlikwidowanie rodzica, społecznie nieprzydatny, a więc
niepotrzebny.
Dr Morgentaler czy morderca dorabiający sobie ideologię? Sprzedał
swoją rzeźnię grupie kobiet (?) i one teraz będą uszczęśliwiać, nieść pomoc
- dzieciom? Rodzinom? Społeczeństwu? Tłumaczenie tych doktorów i oświeconych
kobiet jest tak śmieszne, że aż straszne. Kiedyś moja młoda znajoma przekonywała
mnie do aborcji - no bo po co społeczeństwu dziecko z dziwki? Miała rację?
Czy tylko naście lat? W nr. 28 "Gońca" art. p. Piotra Grochowskiego
można podsumować, będzie dobrze gdy tow. Balcerowicz przestanie schładzać,
a Michnik mieszać. Te dwie brudne eminencje już dość szkody w Polsce narobiły,
ciekawe kto i kiedy ich rozliczy? A warto by było. W Polsce wykupują mięso,
owoce, wszystko i robią to nie z miłości, tylko w dobrze pojętym własnym
interesie. Będziemy chcieli się wycofać z tego tygla, ale to nie będzie
proste. Z jednego bagna się wydostaliśmy i wdepnęliśmy w drugie... Że Polak
mądry po szkodzie, wiadomo od dawna, ale jakoś ta wiedza nic nam nie daje,
co z tego że wiemy, może to tylko przysłowie? Dawno, czekam na lotnisku,
obok młoda mamusia z dzieckiem na ręku, pierwsze słowa przywitania - Mamo,
ty wiesz jakie te Kanadole są głupie? Odszedłem na bok.
To tak, jak i moje gadanie nie ma sensu, ale uważam, że dyskusja
buduje! I dlatego smutno, bo interlokutorów brak, oni pracują, a wychowywać
mają mądrzejsi!
Jakiś czas temu zamieściliście państwo wspaniały list p. Bogdana
Szewczyka. Samoocena była wspaniała i obietnica walki (?). Nie mogę się
doczekać.
Sierzputowski Janusz
PS Często słychać narzekania, że naszych nie ma w polityce, a
przecież jest nas masa. A może ciemniejsza masa.
Od redakcji: Gorzko dzisiaj, Panie Januszu, może jednak zbyt
gorzko?
Droga Redakcjo....
Bardzo się zdziwiłam (miło), widząc w GOŃCU podziękowania za
wysłaną widokówkę z Jamajki. A jeszcze bardziej, gdy przeczytałam swoje
imię, nowe przechrzczone przez Was z Wiesławy na Wacławę. W każdym bądź
razie inicjałów to mnie nie zmieniliście. A imię może też pozostać w rodzinie,
gdyż mój ślubny tak się nazywa. Tylko jak my będziemy się do siebie odzywać
"Waciu i "Wacia". Serdecznie pozdrawiam Pana Andrzeja i całą redakcję
i życzę sukcesów w pracy. I tak na marginesie, czy GONIEC nie mógłby wychodzić
na rynek w czwartek zamiast w piątek. Napiszcie o tym. Proszę.
Uściski WIESŁAWA Dobrowolska
Od redakcji: Pani Wiesławo, czwartek odpada, bo byłoby nam
trudniej konkurować z tymi, którzy wychodzą w piątek :))) Pozdrawiamy serdecznie
i przepraszamy za przekręcenie imienia.
Witam "Gońca"
A może ktoś z Was może mi podpowiedzieć, jak można (tzn. gdzie
:))) nabyć książkę Wójciaka. "Zupa z krola - ballada o kochaniu". Oszczędziłoby
mi to codziennych wedrówek po "Gazetę", zwłaszcza że nie przepadam za nią.
Pozdrowienia.
Adres dla wiad. Redakcji
Roman Artelski
Od redakcji: Niestety, nie możemy Panu pomóc.
GONIEC NR 29 (32)
(16-22
VII 2004)
Szanowny Panie redaktorze naczelny.
Proszę nam obiecać, że będzie Pan kandydował w następnych wyborach
federalnych. Teraz jestem reprezentowany przez 26-letniego pana w turbanie
i nic o nim nie wiem
i się nie dowiem. Smutne, ale prawdziwe. Nie miałem wyboru i musiałem
oddać głos na marksistów. Paranoja.
Z poważaniem
J. W. Szeliga
Od redakcji: Paranoja. Współczuję Panu, ale polityka i pisanie
to dwie różne sprawy. Niech się Pan sam bierze do roboty. - A. Kumor
Moja propozycja...
W ubiegły czwartek skończyłem czytać książkę Izraela Szahaka
"Żydowskie dzieje i religia", o której w ostatnim GOŃCU wspomina
Iwo C. Pogonowski.
Miałem zamiar napisać jej recenzję, ale to przekracza moje możliwości
emocjonalne, po prostu jestem wściekły na żydowskich rabinów. Wiem, że
Chrystus nakazuje miłować nieprzyjaciół, ale na razie nie mogę, aż gorąca
głowa moja ostygnie.
Pomyślałem, że dobrze by było wydrukować w GOŃCU
fragmenty tej książki, niech Żyd oznajmia rzeczy o swoich ziomkach,
po co my, Polacy, mamy to robić? A u dołu każdego fragmentu tej książki
napisałbym: Czytelniku, wyznawco mojżeszowy, czemu milczysz?
Jeśli Pan się zgadza na moją propozycję, jestem gotów książkę
wypożyczyć. Szukałem oryginału w bibliotece publicznej w Burlington, ale
nie mają "JEWISH HISTORY, JEWISH RELIGION" by Israel Shahak.
Ta książka powinna być w każdej bibliotece publicznej, żeby Kanadyjczycy
poznali prawdę o "narodzie wybranym". Nie jest to nic pilnego, proszę przemyśleć
sprawę i dać mi znać, łączę serdeczne pozdrowienia.
Stefan
Od redakcji: Panie Stefanie, książka p. Shahaka nadal jest
w bibliotekach. Na razie drukujemy inne rzeczy. Zastanowimy się. Głowę
warto ostudzić.
***
Kilka lat temu w naszym polskim towarzystwie mamusia ładnej 16-letniej
dziewczyny z zachwytem i przekonaniem stwierdziła: "Ale ta Monika L. zrobiła
karierę!" - dla mnie był to szok, ale może więcej kobiet jest tego samego
zdania? Mamusia przekazuje córce pałeczkę z instrukcjami.
Gdy znajomy rzuca mimochodem - źle się czujesz, bierz pieniądze
i na młode dziewczyny! Gdybym mu zaproponował, że może pójdę do jego naprawdę
ślicznych córek - może by się obraził, ale przecież te młode dziewczyny
to też czyjeś dzieci. A może się mylę? Czytam ostatnio, że w niektórych
środowiskach pracująca na ulicy lub w salonie masażu dziewczyna jest szanowana
za zaradność i pracowitość. Kiedyś to się nazywało k..., a teraz jest godne
szacunku. Coś z tą moralnością się zmieniło. Młoda 14-letnia dziewczynka
przychodzi do 60-latka i za drinka podkłada się, oboje są zadowoleni.
Trzeba więcej oglądać TV, cieszyć się z ośmieszania tradycji
i rodziny, zobaczymy, do czego dojdziemy. Życie nie polega na tym, aby
w... sąsiadkę, oszukać przyjaciela, coś ukraść. Brak zasad i szacunku w
naszym środowisku, narodzie, rodzinie stwarza sytuację, że stajemy się
łatwym łupem dla sąsiadów, dla tych, co rozdają wirtualne pieniądze. Musi
do nas dotrzeć, że ci "ONI" już niedługo będą chcieli być panami dusz.
Teraz, jak p. Twardowski, podpisujemy cyrograf, ale niedługo usłyszymy
- ta karczma Bruksela się nazywa.
Podobno - praca uszlachetnia - hasło dla niewolników, aby mieli
powód do dumy, a warte tyle co wygodne trumny.
Dlaczego z Iraku robi się międzynarodowego bandytę, ze wszystkiego
muszą się tłumaczyć; Izrael nie musi, on nie stanowi zagrożenia. W tym
temacie wart przeczytania art. "Martwi w wodzie" w "Gońcu" z 2.07.04.
***
Dawno temu, przed wojną, w pewnym pięknym, ale zniszczonym przez
sąsiadów kraju znane było powiedzenie - wasze ulice, nasze kamienice. Bardziej
inteligentni dodawali - wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Następnie
była okupacja, wojna, a teraz po tylu latach słychać, że trzeba odnowić
Oświęcim - po co?
Historia kołem się toczy, kto mieczem wojuje, od miecza
ginie. Niegdysiejsi przyjaciele Polski na bagnetach nieśli hasła wolności
i internacjonalistyczną pomoc, a my jakbyśmy się bali okupacji, broniliśmy
się. Tę samą chorobę wykryto u Irakijczyków i Czeczenów, wcale im się nie
dziwię. Szalony bieg do UE niektórych polskich środowisk, radość, bo wiele
spraw przy okazji się rozwiąże, emancypantki i inne wyzwolone bezgranicznie
zachwycone. Nareszcie będzie można bez problemu się w... i skrobać, w...
i pigułka - OH! Jak będzie fajnie, teraz tylko niech dadzą partnera. Pedofilia
na wyższym poziomie, eutanazja z szykanami - zwycięstwo! H. Sienkiewicz
na marginesie rękopisu napisał - Herod to był mądry król! Historia zatoczyła
wielkie koło, ale teraz to gromady wyzwolonych "kobiet" domagają się prawa
do aborcji. A może po prostu wystarczyłoby trochę wstrzemięźliwości, szacunku
dla siebie?
Na tym wielkim liberalnym balu (dyskoteka) mamy wspaniałych inteligentnych
wodzirejów, wszystko nam dyktują, wiemy co dobre, co złe, co tańczyć, co
słuchać. Wszystko podane, wyjaśnione. Trzeba sporo się nagłówkować, żeby
znaleźć sprzeczności, a są wielkie. Co mamy jeść i jak się leczyć. A może
gdybyśmy się inaczej odżywiali, nie potrzeba by było lekarza - ciekawe?
Od dziesięcioleci głód w Afryce, od wielu lat świat z tym walczy, wielkie
gremia uczonych mędrców, wielkie ponadnarodowe organizacje, olbrzymie fundusze
i co? NIC! Głód, HIV, bandytyzm, prostytucja, brak przyszłości dla całych
narodów - może te działania to gra pozorów, może ta rzeczywistość jest
potrzebna? Ale wygląda na to, że globalna walka z afrykańską biedą się
nie sprawdza. Może to jest właśnie realna towarzyszka globalizacji? Niewypał.
Z UE już dostajemy rozkazy, czy już w 100 proc. jesteśmy wchłonięci,
a może są jeszcze jakieś szanse, czy możemy jeszcze coś robić po swojemu?
A może znowu dostaliśmy z telefonu tylko słuchawkę, coś chyba znowu wraca,
szczęście coraz bliżej. Roi się od pytań, od niewiadomych, przez ostatni
wiek świat poszedł technicznie bardzo do przodu, wykombinowaliśmy TV, samochody,
komputery, rakiety, ale moralnie się cofamy. Głód, wojny, złodziejstwo,
zupełnie jak za Nerona, z tym że nigdy jeszcze władza nie miała nad plebsem
takiej kontroli. Wesołych snów.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: I wzajemnie, tyle nam zostało.
WARCHOLSTWO PIENIACTWO NIEUCTWO POLSKIEJ SZLACHTY CZYLI ZAŚCIANEK
KUMORA
Prawdziwej historii szlachty jeszcze nie spisano. A to z powodu
takiego, że nie mieliśmy od zaborów wolnej polskiej historiografii. Historia
Polski jest spisana przez historiografie zaborców (Niemcy, Rosja), na której
wzorował się cały Zachód wraz z USA, oraz historiografię komunistyczną
(Sowieci, PRL).
Wiadomo, że w filozofii tych obcych Polsce historiografii należało
w jakiś sposób usprawiedliwić czy wytłumaczyć największy akt zbrodni popełniony
na nowożytnym cywilizowanym państwie europejskim (zabory). Nic dziwnego,
że winą się obarcza polską szlachtę i jej "wolnościowe przywary". Oczywiście,
nie byliśmy ideałami, jak zresztą nigdzie na świecie ich nie ma, ale stworzyliśmy
swoistą cywilizację w środku, czyli w sercu Europy, w której nam, szlachcie,
było dobrze i ludy zamieszkałe pod rządami szlacheckimi też sobie nie narzekały.
Popełniliśmy też wiele błędów i tu z panem redaktorem Kumorem
się muszę zgodzić, że należy się na tych błędach uczyć, aby znów nie być
zaatakowanym przez trzy tygrysy naraz, z nienacka i podstępnie. Ale też
nie uznaję tezy pana Redaktora, że lepiej być jednym z tych trzech tygrysów
i uratować NIEHONOROWO swój potencjał narodowy. Takich nauk jako szlachcic
nie mogę przyjąć, ponieważ najważniejszą wartością szlachecką był, jest
i będzie bardzo dobrze zdefiniowany koncept honoru, czyli poczucia swojej
indywidualnej wolności.
Szlachta to indywidualiści. Dlatego mogli stworzyć tak unikalny
system polityczny na świecie - POLSKA ZŁOTA WOLNOŚĆ SZLACHECKA, tzn. Rzeczpospolita
Szlachecka. Idealnym celem szlachty na jutro to odtworzyć ten system i
grać tak politycznie na scenie globalnej, aby być lwem w Europie i nie
pozwolić na wyhodowanie wokół siebie trzech tygrysów. Z jednym czy dwoma
to sobie radziliśmy na przemian przez tysiąc lat i nie musimy niczego złego
się obawiać. Powtórzenie błędu z trzema tygrysami będzie już niewybaczalne
w kategoriach historycznych. Ale żeby to się miało stać, szlachta musi
znów dojść do władzy w Polsce i pokazać Polakom i światu, że już podobnego
błędu nie powtórzy w przyszłości.
Zapraszam Szanowne Państwo na mój autorski temat o szlachcie
na "Newsweek Polska" (http://newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp) pt.
"Nieznane Rocznice - 3 Maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi Szlacheckiej
w Kanadzie".
Z wielkim uznaniem i poważaniem, Lewed
Od redakcji: Szlachta odpowiada za rozbiór, to ona wybierała
króla i rządziła, upadł w niej duch obywatelski, a bez niego demokracja
(szlachecka) przekształciła kraj w pośmiewisko. - A. Kumor
***
DZIĘKI, DZIĘKI i jeszcze raz dzięki za artykuł o
Kuroniu, za jego zdjęcie w krawacie. Już myślałem, że zgłupieliście, jak
"Wiadomości". Nic ująć, nic dodać. Ten niby nowy bohater "naszych" czasów,
nagle większy jest od Baczyńskiego i tysięcy patriotów Polski Walczącej.
Porwani zrywem "Solidarności", zaczęliśmy np. jako nauczyciele
lub artyści ZPAP działać. Ku mojemu zaskoczeniu, spotkałem wielu ochotników
(niektórzy przyjechali z RFN, Polacy, jak my, na czasowym uchodźstwie).
Pamiętam dobrze, chłopak z RFN - artysta pyta, czy ja wiem, kto to jest
Kuroń, Michnik i inni? Popatrzyłem jak na głupiego. Teraz wiem, że to ja
byłem głupi. Oni (i my tu teraz) lepiej wiedzieli, kto jest kto. Oni myślą,
że tej prawdy nikt się nie dokopie albo boi się dokopać. Nie baliśmy się
i nie boimy. To jest to, czego najbardziej się boją. Nie wiem, co z wami
zrobią i co z nami. Wiem, że to mogą być ostatnie podrygi kaczuchy.
Wracając do gorących głów. Sorry, Polska nie jest jedynym mocarstwem
w Europie. A co z Austro-Węgrami? (przepraszam za kopa)
AD: Przyczyną Polskiego upadku był nierząd. Co Pan nam tu imputuje?
Oczywiście, był. I co dalej? Największym naszym problemem była zmowa sąsiadów
i koncepcja "ziemi obiecanej". Popatrzmy trochę z innego punktu. Czym były
dzikie ostępy Polski. Dzicz, którą można zaadoptować pod termin przyszłej
ziemi obiecanej? Co z najwcześniejszymi wzmiankami o handlu niewypłacalnych
niewolników? Handlu prowadzonego przez Żydów? Problem jest stary jak świat.
Problem przestaje istnieć, gdy myślimy, jak równy z równym. Ani my wybrani
ani oni.
Grzegorz K.
Od redakcji: Austria nie zniknęła z mapy Europy, pozostała,
podobnie jak Węgry. Polska przepadła doszczętnie - to jest wyjątek.
- A. Kumor
Panie Andrzeju
Mnie jakoś dziwnie, gdy piszesz: "Warcholstwo, pieniactwo, nieuctwo
polskiej szlachty doprowadziło kraj do upadku. Ta smutna prawda wyziera
z dokumentów XVIII wieku. Przyczyną polskiego upadku był nierząd. Dlatego
tak ważne jest, abyśmy dziś otwarcie stawiali sprawy, byśmy się uwolnili
od historycznych stereotypów i nauczyli rozsądnie działać oraz myśleć -
tak, aby móc obronić swój interes, aby uczynić z Polski kraj silny i doskonale
prosperujący".
"Dlatego tak ważne jest, abyśmy dziś otwarcie stawiali sprawy",
czyli też byli uczciwi, nie kradli, nie wspomagali złodziei.
Ja już o tym zapomniałem, bo nie wierzę, żeby w naszej mentalności
(nie mówiąc o Tobie ani o mnie, ale o naszej wypracowanej w PRL-u) się
zmieniło coś radykalnie i szybko.
Jeśli mamy mówić uczciwie, to bądźmy też uczciwi, jeśli mamy
nie kraść, to nie kradnijmy, jeśli mamy zacząć budować, to zacznijmy od
fundamentów, nie łudźmy się, że tam, gdzie ma powstać dom na wiele pięter,
możemy podkraść trochę cementu, wykopać mniej, nie dać tyle co trzeba,
zacznijmy od siebie, każdy od początku, zróbmy porządek.
W tym jest również to, że Polska do dziś nie rozliczyła się ze
swoich zobowiązań wobec własnych obywateli, karząc ich za to, że nimi są.
Bo wobec Świata rozlicza się, żeby mordy nie było.
Jeśli własność jest jednym z podstawowych pojęć, to jej wzięcie
w majestacie Państwa jest zwykłą, państwową kradzieżą.
Gdzież więc szukasz, jak nikt nie chce oddać, kombinując jak
się da, co cały Świat dostrzega, że kiedyś wzięto, "obszarnikom" (powyżej
50 ha zabierano wszystko, zapytaj się, ile znaczy dla przeciętnego Amerykanina
50 ha) wszystko.
Do dziś tej własności żaden rząd nie raczył oddać i w tym kontekście
pytam o naszą świadomość. Więc co jest z tym pojęciem własności? Teraz
jak mi zabiorą, to jest kradzież, ale wcześniej to była sprawiedliwość?
A to jest fundament.
Pozdrowienia
Jacek Lelito
Od redakcji: Zgadza się, to jest fundament! Z drugiej strony,
do którego pokolenia dochodzić krzywd?
GONIEC NR 28 (31)
(9-15
VII 2004)
Przepraszam, czy tu się chrzci "porwane" dzieci?
Wedle prawa Kościoła rzymskokatolickiego, aby ochrzcić dziecko,
jest na to potrzebna obopólna zgoda rodziców, według zaś prawa kanadyjskiego,
jeżeli dziecko zostanie ochrzczone bez zgody jednego z rodziców przed 16.
rokiem życia, jest to tak zwany (CHILD ABUSE).
Całkiem niedawno coś takiego wydarzyło się
w naszym "wspaniałym" polonijnym środowisku. W tak cudownym dniu, jakim
jest Dzień Matki, 9 maja 2004, ojciec 6-miesięcznej dziewczynki, bez zgody
i obecności matki, która jest również katoliczką i prawdopodobnie (na pewno)
nie miałaby nic przeciwko temu, aby dziecko ochrzcić wraz z ojcem za jego
zgodą i przy jego obecności. Ojciec udaje się do polonijnej parafii w Mississauga,
gdzie potajemnie , tylko wtajemniczone strony, bez większej ilości świadków.
Jak można nazwać chrzest pomiędzy dwoma mszami jak w kościele znajduje
się znikoma liczba wiernych, lub tylko przypadkowi wierni, no i oczywiście
wtajemniczeni spiskowcy, ów ojciec, jakaś podstawiona osoba podająca się
za matkę i tylko jeden chrzestny rodzic, oczywiście celebrant jak i jego
przełożony proboszcz parafii polonijnej w Mississauga. Pech chciał, że
wśród przypadkowych świadków znaleźli się prawi katolicy i znajomi matki
"porwanego" dziecka, którzy są bardzo zszokowani okolicznościami jak i
całym POTAJEMNYM WYDARZENIEM.
Historia ta ma swój bardziej dramatyczny epilog,
który ze względu na matkę dziecka chcę tu pominąć, spisek potajemnych chrzcin
był dla niej wystarczającym szokiem.
A CO MA NA CELU TO MOJE PISANIE DO TAK WIELU POLONIJNYCH MEDIÓW?
Może bezsilność? Brak jakichkolwiek informacji z owej polonijnej
parafii w Mississauga, dlaczego się tak stało skoro jest to nielegalna
praktyka? Może ktoś stoi tu ponad prawem? Może jest to wciąż wielka tajemnica
spiskowców ? Może o takich spiskach trzeba pisać, aby ulżyć emocjom? (ale
chyba emocjom dałem się uspokoić, gdyż czekałem ponad miesiąc z tym e-mailem
w mej głowie). Może ktoś, kto to przeczyta, będzie więcej wiedział, co
dalej? (nie jest to e-mail o pomoc, a czyste sprawozdanie z owego wydarzenia).
Proszę nie traktować tego listu jako ataku na Kościół, gdyż sam
jestem katolikiem i nie mam wcale na celu atakowania tej instytucji, a
chcę się czegoś więcej dowiedzieć, znać odpowiedzi na pytania moje
i innych świadków tego wydarzenia.
Nazwiska owego ojca i owych księży, jak również matki i jej córki,
są mi dobrze znane, i nie jestem żadnym przypadkowym sprawozdawcą tego
wydarzenia, gdyż owe osoby są mi osobiście znane od wielu lat z Polski
i zarówno z Kanady.
Z USZANOWANIEM DLA WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW
Marcin Sudol
Od redakcji: Szanowny Panie, najsmutniejszy w tym wszystkim
jest fakt, że matk a i ojciec kłócą się nad kołyską i używają dziecka do
wzajemnych rozgrywek.
***
Panie Andrzeju, czy obrona Jasnej Góry w czasie szwedzkiego potopu
nie była formą powstania? Przeor Kordecki nie bał się śmierci, wiedział,
że trzeba dać przykład - no i się udało. Gdyby w czasie rozbiorów nie było
powstań, przykładów, tylko czekanie, co by się stało? Kto by pamiętał?
Na pewno były ofiary, ale Ci ludzie wiedzieli, co robią to naprawdę było
potrzebne. Za władzy ludowej długo pracowano, aby powstania i zrywy ośmieszyć,
aby hasło Bóg, Honor, Ojczyzna przestało do nas przemawiać. Udało się?
Bardzo ostatnio są modne polityczne poprawne słowa i działania,
ale nasuwa się pytanie, jakie autorytety nam to narzucają i pilnują przestrzegania
tych idiotyzmów? Przeżył się faszyzm, komunizm, przyszedł czas na następną
ideologię. Były "dzieci kwiaty", wolna miłość, teraz czas na homo niepewnych
i ...? Tak najprościej, wygląda na to, że idzie "nowe", a Rodzina, Naród
i Patriotyzm są przeszkodą do osiągnięcia celu. Co to za cel?
Działacze partii komunistycznej zmieniają front, odwracają (?)
się od swojej ideologii. teraz modlą się do Brukseli. W międzyczasie kilku
nawet do mszy służyło. Ciekawi ludzie, ale tacy zawsze byli, o miejsce
przy korycie walczą z wielkim poświęceniem. Kierunek wytyczany przez dzisiejszych
ideologów śmierdzi na odległość, ale pieniądz nie śmierdzi. Zmiana wiary,
zapatrywań to rzecz normalna, oszustwa, złodziejstwo, obłuda, a my cały
czas wierzymy i wybieramy, ale cóż, kandydaci się nie zmieniają.
Przez wieki nasi sąsiedzi starali się Polskę rozkraść, rozebrać
- w tym momencie zapałali do nas miłością. Traktują nas jak dworskie byki,
wiejską jałówkę i oby tylko na tym się skończyło.
Przywódcy zachowują się jak stręczyciele, ale nie ma się czemu
dziwić, przecież znamy ich od dziesięcioleci.
Ukazała się książka Clintona, musi być komuś na rękę, bo reklama
jest ogromna, ale o "Pasji" jakoś się zapomniało. W księgarniach brak książek
o przywódcach konserwatywnych, o Ronaldzie Reaganie coś błysnęło w związku
z pogrzebem. Monika i Clinton to jest temat dla nas, tak mówią media.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, powstania, walki narodowowyzwoleńcze
- owszem wspaniała rzecz, jeśli prowadzi się je z głową i jest szansa ana
zwycięstwo. Tak było np. w przypadku Powstania Listopadowego. Jeśli pije
Pan do mojego tekstu "Gorące, puste głowy", to odsyłam na str. 48 obecnego
wydania.
Poza tym, jak zwykle, ma Pan dużo racji - A. Kumor
Komentarz do komentarza
Z listu czytelnika dobitnie wynika, że pan Kumor popsuł mu humor.
Nasz Redaktor jest mistrzem prowokacji. I tym, co go prostują,
nie przyznaje racji.
To tyle na wesoło, a teraz na poważnie. Jest dużo racji w liście
pana Z. Turkiewicza, felieton Pana Redaktora"Gorące puste głowy"jest
pełen potknięć.
Pozwolę sobie skomentować "Od redakcji" do listu panaTurkiewicza.
Narodowi przywódcy II Rzeczpospolitej to pokolenie, które świeżo miało
w pamięci Ha-Ka-Tę, strajk dzieci szkolnych we Wrześni, zmagania z Niemcami
M. Drzymały i im pan Kumor poleciłby zawierać pokój z Niemcami? Miała
Polska traktat pokojowy z Niemcami, czy Niemcy go dotrzymali? Czy
dotrzymali traktatu z wielkim ZSRS? To z jakiej racji mieliby dotrzymać
słabej Polsce?
Pisze p. Kumor ,Uczmy się na błędach...", w PZPR też uczyli się
na błędach, a ja im mówiłem towarzysze uczcie się w szkołach i na uniwersytetach,
ale oni nie słuchali no i rozpadło im się PZPR.
Silni wiarą nigdy nie będziemy bez NADZIEI I MIŁOŚCI.
Sam pan Redaktor twierdzi, że czytelnik widzi w GOŃCU gderanie
i malkontenctwo, nie jest to ciągłe gderanie, wcale NIE, ale jest tu i
tam, a to nadziei i pogody ducha nie dodaje czytelnikom. GONIEC nie jest
osamotniony w ciągłej krytyce Żydów, Ukraińców, Niemców, komunistów, kanadyjskich
polityków, bo robią to znacznie lepiej inne polonijne gazety. Aż strach
czasem brać taką gazetę do ręki, bo człowiekowi humor popsuje. Oświadczył
pan Redaktor, że jest pogodnym człowiekiem, chcemy zobaczyć tę pogodę w
następnych numerach GOŃCA. Mimo wszystko życzę pogody ducha.
ss
Od redakcji: Szanowny Panie, pogoda ducha nie polega
na zażywaniu "głupiego jasia" i czytaniu gazet, w których sama propaganda
sukcesu. Pozwolę sobie również zauważyć, że nie krytykujemy Żydów, lecz
politykę obecnego syjonistycznego rządu Izraela, piszemy częstokroć z sympatią
o Ukrainie, czy o Niemcach. Nie sądzę też, by Hakata i wspomnienia o Bismarcku
tak bardzo paraliżowały polskich polityków, by nie mogli zawierać taktycznych
porozumień z Niemcami. W każdym razie Piłsudski nie widział w tym nic złego.
Panie Andrzeju,
Po stokroć nie zgadzam się z pana myślą przewodnią zawartą w
felietonie. Można by dużo na ten temat dyskutować, ale jeden fakt jest
niezaprzeczalny: nie Polska była rozgrywającym w grze, jaka toczyła się
w Europie na kilka lat przed wybuchem WWII i dlatego nie mam za złe polskim
elitom politycznym takiego przebiegu rozgrywki. Swoje żale (jeśli mogę
tak to ująć ), a właściwie nie żale, lecz pretensje, kieruje do rządów
krajów tzw. Zachodu, które w rezultacie kilkakrotnie uświadomiły mi "stare
polskie przysłowie": jeśli umiesz liczyć, licz na siebie.
Nie rozumiem, jaki jest cel tego felietonu - pobudzić do myślenia,
jeszcze raz przeanalizować możliwe opcje. Rozumiem, że myślą przewodnią
było chłodne przeanalizowanie innych rozwiązań (niekoniecznie
"patriotyczno-ołtarzykowych" jak pan je nazwał), które byłyby bardziej
korzystne dla pokolenia naszych ojców i dziadów, a w konsekwencji i dla
nas. Pewnie tak, ale nie uczynił Pan tego. Ten wątek nie został rozbudowany
należycie, natomiast silnie akcentowana jest krytyka rozwiązań ówcześnie
zastosowanych. A krytykowanie bez podania realnych alternatyw nie jest
budujące. Nie jest budujące także działanie uboczne, którym jest klin wbijany
między "starą i nową" Polonię, klin, który ja osobiście chciałbym z całego
serca usunąć. Już widzę byłych żołnierzy gen. Andersa okupujących redakcję
"Gońca", już widzę byłych Powstańców Warszawy rzucających gromy na emigrantów
pokolenia solidarnościowego, do którego i Pan, i ja należymy.
Obawiam się więc, że efekt będzie zgoła odwrotny, zamiast przemyśleń
będą te gromy. Zamiast konsolidacji i wyciągania wniosków na przyszłość
antagonizmy się jeszcze bardziej zaostrza. A nie tego oczekiwałem. Pierwszy
numer "Gońca" wskazuje właśnie na coś innego. Rozumiem, nie zawsze wszystko
wychodzi tak, jak by się chciało, czasem dobre zamiary gdzieś się zawieruszą
w natłoku myśli, które kłębią się, gdy tworzy się nowy tekst. Ale potem
trzeba to jeszcze raz przeanalizować i przemyśleć.
Jacek Kupiński
Od redakcji: Panie Jacku, żadnych klinów nie wbijam. Chylę
czoła przed tragicznym poświęceniem milionów prawych Polaków broniących
wolności w powstaniach i na wojnie. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska
przegrała II wojnę światową i należy się zastanowić dlaczego. Czy aby rzeczywiście
wszystkiemu winna Jałta i geopolityka? Może spróbować rozliczyć polskich
polityków i liderów?
Głosy podobne do mojej opinii pojawiają się i pojawiały w
wielu różnych środowiskach i pokoleniach. Nie ma to nic wspólnego
z wiekiem, czy falami emigracji. Inspiracją do napisania tekstu była
właśnie rozmowa z kimś, kto 70-letnie urodziny obchodził dawno temu. Debata
na temat klęski wrześniowej, była jednym z głównych tematów okupacyjnych
rozważań politycznych w Polsce.
Po prostu, nie bójmy się myśleć.
A. Kumor
GONIEC NR 27 (30)
(2-8
VII 2004)
***
Zawsze byłem tępy, staram się coś zrozumieć, nasuwają mi się
pytania, dla wielu na pewno proste. Ale ja jestem tępy.
Kto wymyślił komunizm i faszyzm? Kto wykreował Lenina, Stalina,
Hitlera? Ich wielkie zbrodnicze organizacje miały jeden cel - Europę. Teraz
znowu tworzy się UE. Na razie po dobroci, głaszcze, przekupuje. Ale jakoś
nie potrafi mnie opuścić myśl, że to powtórka z historii, że znowu trafi
się wspaniały, nieomylny przywódca, a i znowu poleje się krew. Kto wymyślił
i promuje aborcję, eutanazję? Kto wykombinował emancypantki, zagonił do
roboty kobiety i dzieci? Cofamy się - w imię czego? Wciąż rosnące podatki,
karty, bandycko oprocentowane pożyczki, ale ogólnie dostępne - wspaniale.
W wielu czasopismach reklamujących ciuchy, drogie samochody,
powtarzające się zdjęcia ładnych dziewczyn, pistoletów, narkotyków i stert
pieniędzy - czy to przypadkiem nie jest recepta na sukces? Wskazówka?
Więzienia pełne, sądy zapracowane, adwokatów mnogo, a na ulicę strach wyjść.
Co chwilę wymyślają nową receptę na cud mający uzdrowić sytuację,
koszty olbrzymie. Bez efektu. Następny niewypał, a pieniądze dostały nóg
- co się z nimi stało, dowiemy się może za pięć lat, a może nigdy, ale
podatki rosną, bo brak na inne doświadczenia.
Kto wymyślił w szkołach "bezstresowe" wychowanie? Rozumiem, że
ciąża u małolatki nie jest problemem, są "bezstresowe" metody. "Bezstresowo"
wychowany młodzian, mając 16 lat, chciałby prawko i auto, ale trzeba płacić
ubezpieczenie. Duże ubezpieczenie - bezstresowo?
Dlaczego pod koniec II wojny światowej Francja została sojusznikiem
sprzymierzonych? Co stało się z Polakami?
Dlaczego reklamuje się fast food, z drugiej strony dręczy palaczy?
Polityka jest dla ludzi z charakterem, szkoda pana Reagana, ale
warto by usłyszeć, co ma do powiedzenia Żelazna Dama albo chilijski obrońca
normalności. Artykuł "Pamięć za pieniądze" nie budzi zdziwienia, to normalne,
do tego mataczenia się przyzwyczaiłem, oboma rękami podpisuję się pod listem
Pana Krzysztofa Borowiaka.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Nie dziwi nas, że jest Pan naszym czytelnikiem.
Panie Andrzeju!
Pamiętamy okres PRL-u, gdzie każdy musiał mieć dowód osobisty.
W dowodzie były zapisy miejsca zamieszkania i pracy. Bezrobocia nie było
- więc biada temu, co nie pracował. Każdy miał "książeczkę zdrowia". Były
wpisy, kiedy i na co niedomagał. Każdy był świadom tego! Tutaj wyzwoliliśmy
się od tego! Ale czy naprawdę? Posiadam kartę sklepów "COSTCO". Dzisiaj
miałem okazję zobaczyć, po co naprawdę taka karta jest. Nie wchodząc w
szczegóły, kierownictwo sklepu udostępniło mi moje dane komputerowe, gdzie
było wszystko zapisane co, kiedy i ile wydałem w tym sklepie, począwszy
od założenia karty, tj. 1997 r. Ponieważ płacę tam przeważnie kartą American
Express - więc to też było zapisane.
Rozmawiałem z kolegą w nieodległym czasie, który ubiegał się
o kredyt bankowy na założenie firmy. Uprzejma pani zapytywała go
o różne rzeczy. Później wystukała na komputerze jego dane plus posiadane
karty i miała wszystko jak na dłoni w ciągu dwóch sekund. Ta rozmowa to
była tylko grzecznościowa forma. Wszędzie wciskają w
naszą świadomość, abyśmy zakładali różne karty, na które można coś tam
nazbierać. Nawet jak kupuje piwo "Żywiec", to zawsze słyszę pytanie o kartę
kolekcjonującą "mile lotnicze" W efekcie służy to tylko ogólnej kontroli.
Myślę, że to nie żadne odkrycie - ale warto byłoby od czasu do czasu o
tym przypominać.
Nasze wynagrodzenie jest przesyłane do banku. Nasze wydatki są
kontrolowane w 80 procentach. Wiadomo, gdzie i na co wydajemy pieniądze.
Ba, wiadomo, skąd i do kogo dzwonimy. Do kogo i kiedy łączymy się komputerowo.
Chyba ostatnia enklawa ludzi żyjących naprawdę w kraju wolnym i demokratycznym
to osoby pracujące nielegalnie. Jeszcze rządzący nie wymyślili, jak kontrolować,
kto wydaje i kto dostaje pieniądze te liczone w namacalnych banknotach.
Niestety, ogólna zasada jest taka, aby wyeliminować z obiegu banknoty.
Jako przyczółek testowy to uniwersytety. Tam wszystkie opłaty są na karty.
Jedzenie w bufecie, fotokopie itp. Czym skorupka nasiąknie za młodu...
(...).
Serdecznie
pozdrawiam
Zygmunt Hobot
Od redakcji: Wolni, bo nielegalni - czy to nasza przyszłość?
Kolejne kłamstwa
i manipulacje GW
Treść i intencje kolejnego "demaskatorskiego" artykułu "Gazety
Wyborczej" są takie: "Bogaty Polak to pewno złodziej, bandyta i antysemita".
Sam przez kilka lat ciężko pracowałem w Anglii. Nie jestem biznesmenem,
ale do dzisiaj mam tam kilkunastoprocentowy udział w lokalu gastronomicznym
i nie martwię się o "kolejny dzień".
Odnośnie Kobylańskiego, to przecież wszyscy ci emigranci starszego
pokolenia, czasów tuż po II wojnie światowej, mają zupełnie inną mentalność.
Wiem, bo widziałem w Londynie wielu z tych ostatnich ministrów II RP, byłych
lotników RAF-u czy spadochroniarzy od Sosabowskiego. Bliskie im są tradycje
niepodległościowe, patriotyczne, takie "w starym duchu". Za co winić Kobylańskiego?
Polski patriota, więzień obozów, ciężką, uczciwą pracą i intuicją doszedł
do bardzo dużych jak na emigranta pieniędzy. Co to za domysł, jakim sposobem
trafił z Włoch do Paragwaju? To już tylko przez siatki nazistowskie można
było tam trafić? Czy dzisiaj nie wolno temu staremu i schorowanemu człowiekowi
popierać organizacji, które uważa za działające w słusznym kierunku i zgodne
z jego sumieniem? Kto odebrał mu tytuł Honorowego Konsula w RP? - Władysław
Bartoszewski, pupil GW i znany obrońca interesów żydowskich w Polsce.
Faktem jest, że "Gazeta Wyborcza" co poniedziałek daje wielu
osobom możliwość zatrudnienia dzięki swojemu dodatkowi "Praca". Ale ten
artykuł to kolejny wstyd i hańba. Czy my, Polacy, nie mamy prawa do własnego
szczęścia, dumy z rodaków, którym powiodło się materialnie w życiu, wzorów
do postępowania? Nacji redaktora naczelnego GW nikt nie odbiera do tego
prawa.
Na marginesie, to bardziej wstydziłbym się znajomości z Michnikiem
niż z Kobylańskim.
Piotr Grochowski
Od redakcji: Tekst "Wyborczej" plasuje się w nurcie ubeckiego
dziennikarstwa insynuacyjnego. Rzucić błotem - a nuż przyschnie. To smutne,
że celem ataku "WybGazety" padł człowiek tak zasłużony dla sprawy polskiej.
"Gorące, pusteÉ"
Panie Andrzeju, należą się Panu tęgie bańki, Pan o tym wie, prawda?
Jestem pewien, że właśnie je Pan otrzymuje od rzesz pańskich czytelników,
dlatego też powstrzymam się (jeśli potrafię) od dodatkowego złojenia Panu
skóry, a poprzestanę na wytarganiu za uszy. Lańsko niech Panu spuszczą
weterani, którym Pan dokuczył zupełnie niepotrzebnie. Natomiast wszyscy
pozostali powinni Panu dać tęgą nauczkę za to ciągłe gderanie i narzekanie.
W swoich artykułach i felietonach jest Pan skończonym ponurakiem zohydzającym
nam wszystko, co polskie i kanadyjskie.
Panie Andrzeju, do czasu felietonu "Gorące, puste głowy",
jeszcze Pana trawiłem, chociaż coraz bardziej stawał się Pan niestrawny,
ale tym razem to już totalny zakalec. Zaszkodził Pan nim sobie i nam wszystkim.
Jako stały Pana czytelnik - nie rozumiem, o co Panu chodzi: o dokuczenie
nam, o udowodnienie, że jest Pan jedynym mądrym, który wie, czy też po
prostu o odcięcie się od wszystkiego, o czym Pan pisze pod hasłem
"Silni wiarą". Popełnił Pan rzecz ohydną, mówił w domu poległego, że zginął
głupio. Jednocześnie wyjawił nam Pan, że ów poległy wykonywał głupio -
głupi rozkaz innego głupka. Jak na jeden artykuł zasłużył Pan sobie aż
nadto. Szczególnie stwierdzeniem o niepoczytalności AK wysadzającej niemieckie
transporty wojskowe jadące na Wschód. Pojąć trudno pańską ekonomię: gdyby
nie wysadzali, to co? Opóźniliby wejście Sowietów? Opóźniliby finał wojny,
Panie Andrzeju, opóźniliby marsz Aliantów! I dokonaliby proponowanej przez
Pana rzeczy najbardziej ohydnej: kolaborowaliby z okupantem. Czy Pan naprawdę
tego nie rozumie, czy Pan udaje? O co Panu chodzi?
Pomyślałem o Katyniu, o tamtej straszliwej ofierze. Gdyby
pod pańskim artykułem mieli podpisać się oficerowie z Kozielska, prędzej
sami strzeliliby sobie w głowę, nie czekaliby na Sowietów.
Oczywiście, historia Polski ma wiele kart nadających się do dyskusji,
tego Kanada nam może pozazdrościć. Ale nie pozazdrości nam Pańskiej retoryki,
którą chce Pan dowieść naszej totalnej głupoty na przestrzeni wieków. Znaczy
- wszystkie obronne wojny nieważne, Powstania - nieważne - Wiedeńska Wiktoria
też. Rząd Vichy i Praga są dowodami na to, że można było przetrwać wojnę
ekonomiczniej. Uratowalibyśmy zabytki. Kupę kamieni ważniejszych od czci
i honoru. Ciekawa propozycja, skąd ją Pan, u diabła, wytrzasnął. Taki inteligentny
facet.
"Romantyzm polskiego opilstwa, uroki polskich burd...".
Tylko tyle Pan wie o historii Polski? Obciąża Pan winą przywódców. Zrzuca
ich Pan z piedestału. Znaczy co? - nie wspominać, nie oddawać hołdu, bo
popełnili błąd, bo nie wygrali? Proszę Pana, my chcemy ich czcić, i przecież,
że nie za błędy i przegrane bitwy, lecz za czyn, za poderwanie mas, za
odwagę brania na siebie odpowiedzialności. Czcimy, bo nie pozwolili historii
zapomnieć o Polsce. I to jest wystarczający powód, a według Pana bardzo
głupi. Bo Praga, tam jeżdżą turyści...
Panie Andrzeju, dał Pan dowód ignorancji. Pan nie bardzo
pojmuje historię Polski, ale chce ją Pan interpretować po swojemu. I ma
Pan do tego prawo. Ale jako naczelny redaktor, jako wydawca, Pan musi uważać
na słowo. Nie wolno Panu obrażać nas, żyjących, i tych, którzy tworzyli
polską historię. Oni, proszę Pana, wierzyli w Polskę. We wszystko, co się
składa na to słowo. A Pan to postanowił zohydzić. Dlaczego? Teraz dostrzegam
pański styl, pewien trwały nastrój, który w Gońcu obowiązuje: to wszystko,
co dzieje się dookoła - nie ma sensu. Nieważne są dokonania. To co
było - również nie ma sensu. Tak w Polsce, jak i tutaj, w Kanadzie. Skala
tego gderania, tego zohydzania w pańskim piśmie jest już tak wielka, że
przeciętnemu człowiekowi, który dzieli z Panem poglądy, ręce opadają.
To już naprawdę jest aż tak źle?
Panie Andrzeju, nie wiem, co jest przyczyną pańskiego zgorzknienia,
ale dając nam całkiem niezłe pismo do ręki, niechże Pan je choć trochę
rozpogodzi. A wtedy wybaczymy Panu te "Gorące, puste głowy".
Życzę Panu pogody ducha,
Zbigniew Turkiewicz
Od redakcji: Szanowny Panie, tysiące Polaków kolaborowało z
sowieckim okupantem gubiąc przy tym Polskę. NIe obrażałem weteranów ani
ofiar Katynia - notabene zamordowanych w okrutny sposób przez Sowietów,
a nie hitlerowców. Mój tekst dotyczył myślenia politycznego. Nadrzędną
wartością każdej polityki jest interes narodowy, a ten interes przekłada
się bezpośrednio na dobrobyt polskich rodzin, swobodę Polaków, ochronę
życia Polaków, ochronę polskiej tradycji etc. To właśnie tego bronić mają
narodowi przywódcy. Nie walczy się "o honor", nie walczy się, gdy nie ma
szans na wygraną, a przede wszystkim zaś jeśli jest tylko taka możliwość
- stara się uniknąć walki.
Polska dysponowała przed wojną doskonałym wywiadem. Polscy
politycy wiedzieli, jaki potencjał wojskowy zagraża krajowi. W 1938 roku
o pokój z Niemcami na dobrych warunkach byłoby trudno, w 1935 - było to
możliwe.
Poza tym nie dostrzega Pan, że w moim tekście krytykuję jedynie
znaczący odłam polskiej tradycji politycznej. Polska również miała nowoczesnych
polityków, niestety w krytycznych momentach to nie oni wytyczali tor dla
kraju. Nie idealizujmy przeszłości. Nie musimy już tego robić. Uczmy się
na błędach poprzednich pokoleń.
A na koniec, zapewniam, że jestem pogodnym człowiekiem, a
jeśli widzi Pan w "Gońcu" wyłącznie gderanie i malkontenctwo, to wypada
mi zapytać, gdzie Pan ma oczy.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Kumor
--------------------------------------------------
Kolejne komentarze do tekstów z "Gońca" pochodzą z portalu "Wirtualnej
Polonii" (www. wirtualnapolonia.com)
--------------------------------------------------
* Do tekstu ""Gorące, puste głowy"
***
Pan Kumor spotkał się z ostrą krytyką wielu znanych tutaj (i
pro-polskich) osobowości... Ale czy słusznie? Mnie się ten artykuł podoba,
bo biorę go jako zaczyn do myślenia (choćby do konstruktywnej dyskusji)
i również jako inspirację do skutecznego i mądrzejszego myślenia o nas
samych i Polsce. Z tym skutecznym myśleniem pewno większość się z nas tutaj
zgodzi, niestety, nie jest najlepiej.
Jakkolwiek porządni (jako naród) jesteśmy, to zdecydowanie za
łatwo dajemy się ograć naszym cwanym sąsiadom oraz wrogom wewnętrznym -
teraz i w przeszłości... I na to chyba GŁÓWNIE zwraca nam uwagę nasz niekwestionowany
Polak, Pan Andrzej Kumor.
Pozdrowienia dla autora i uczestników dyskusji.
(-)
Od redakcji: No właśnie, chodzi o to, by nie dać się ograć.
Gdybyśmy mieli polskie imperium, chodziłoby jeszcze o to, jak kiwać innych.
Niestety, na razie, to nas kiwają.
Jak odróżnić przyjaciela
od zdrajcy?
Pan Kumor, którego artykuły w większości czytam z wielkim zainteresowaniem,
już raz na siłę chciał przekonać Forum o swojej słuszności, rehabilitując
w jednym ze swoich artykułów przyjaciółkę Hitlera. Myślę, że i przedtem,
i teraz zagalopował się zbyt daleko. Są granice godności, których nie należy
przekraczać. Kolega mojego ojca, mieszkający od 1945 roku w Kanadzie, też
tak nieraz jak p. Kumor potrafi zająć w dyskusji stanowisko antypolskie;
ba, nawet całkowicie proniemieckie, ale jemu życie uratowała Niemka, która
wyciągnęła go spod gruzów w zbombardowanym Berlinie i została jego żoną.
Myślę, że p. Kumor również kieruje się jakimiś osobistymi względami, niezrozumiałymi
dla większości z nas.
(-)
Od redakcji: Gratuluję bujnej wyobraźni. - A. Kumor
Jak widać,
głupota jednak króluje
Doskonały artykuł Pana Kumora. Niestety, prawda w oczy kole i
dlatego tyle jadu w komentarzach. Do artykułu dodałbym to, że Polacy nigdy
nie umieli wybrać "mniejszego zła" dla swojego dobra, kiedy nie było innego
realnego wyboru.
Nikt nie wyciąga z tego artykułu wniosków na dziś i na jutro.
Podejrzewam, że autor zamierzał przede wszystkim wywołać tego typu refleksje.
Na pewno Unia Europejska może być tematem. W interesie Polaków w Polsce
jest teraz zrobić z akcesji do Unii sukces dla siebie, a nie nawoływać
do sabotażu organizacji, która daje Polsce unikalne historycznie możliwości
rozwoju. Znowu te same obciążenia w postaci chorego pseudopatriotyzmu zagrzewają
do samobójczego boju, podczas gdy energia powinna być wykorzystana do budowy
własnego lepszego życia w nowych warunkach. Nikt też nie przeczytał uważnie
ostatnich zdań artykułu, które, moim zdaniem, sugerują inny gorący temat
do dyskusji. Brawo, Panie Kumor.
(-)
Od redakcji: Co do Unii się nie zgadzamy, ale generalnie dziękuję
za poparcie - A. Kumor
***
Panie Kumor, czy Pan sobie zdaje sprawę z tego, co Pan pisze?
To, że nie jest Pan Kanadyjczykiem, to już wiem - teraz wiem, że
z polskością nie ma Pan nic wspólnego. Co dalej, bo Niemcem też Pan nie
jest?
(-)
Od redakcji: Nie wiem, skąd te informacje? A. Kumor
TA ZAPIJACZONA SZLACHTA SPRZENIEWIERZYŁA POLSKĘ - TAKIE LEKCJE
UDZIELANO MNIE NA LEKCJACH HISTORII W PRL
No tutaj to już pan Andrzej Kumor przegiął leciutko pałeczkę.
Może wypił o jednego za dużo? No bo jak proponować sojusz Polsce z hitlerowskimi
Niemcami, czy pójścia w ślady kolaborantów, takich jak prezydenta Czech
Hachy, lub marszałka Francji Petaina? Przecież polscy patrioci przewracają
się w grobach na takie propozycje.
Wiem, że pan Andrzej lubi prowokacje intelektualne, ale te dywagacje
nie trzymają się kupy i są apatriotyczne. A do tego jeszcze to wyzywanie
szlachcie. Od czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej ciągnie się za nami
ogon, a spod niego smród gorzały i przekleństwo szlacheckiej kołtunerii
czasów saskich. A do tego te szlacheckie szuje, którzy deptali biedne państwo
polskie, aby w końcu przetrącić mu grzbiet. Tych szuj, które dla nędznych
apanaży sprzedawały głosy i zrywały sejmy.
Boże, jak to czytam to widzę i słyszę swojego komuszkowatego
"profesora" historii z LO. Co się stało z naszym panem Kumorem? Czy przechodzi
jakiś kryzys egzystencjonalny? Dla oczyszczenia komórek, zapraszam go na
mój autorski temat o szlachcie na "Newsweek Polska" (http://Newsweek.redakcja.pl/forum/opinie.asp)
pt. "Nieznane Rocznice - 3-maja. 12. rocznica zawiązania Polskiej Ligi
Szlacheckiej w Kanadzie".
Przeczytałem te "Gorące, puste głowy" i najpierw nie wierzyłem,
że to ukazało się w "Gońcu", który kupuję regularnie. Pierwsza reakcja
to - albo musiałem coś wypić, albo zapalić, ale w końcu ze wstydu się spalić
za pana Andrzeja. Gdy już moja gorąca głowa ostygła, zauważyłem, że jego
felietony widziane są od końca, czyli od ogona, który rzekomo ciągnie się
za szlachtą, która cywilizowaną Europą gardzi z zazdrością i podziwem.
Wolę jednak tę pogardę europejską i swój zaścianek złotowolnościowy od
brania Hitlera i Hache pod pachę i pójścia wspólnie na kiełbachę.
Kłania się przewrotnie
Lewed
Od redakcji: Szanowny Panie, krytyka okresu przedrozbiorowego,
to nie wymysł PRL-u, pisano o tym tomy i przed wojną. Biorąc pod
uwagę Pana upodobanie do lekkiego pióra polecam odrzuconą pracę doktorską
Karola Zbyszewskiego z 1939 r. "Niemcewicz od przodu i tyłu".
Nie wiem też czemu pan tak się wzdraga na myśl o polskiej
kolaboracji, skoro za bezcen i nie otrzymując nic w zamian lizało
buty sowieckiemu okupantowi tysiące polskich kolaborantów. Chyba nie muszę
wymieniać nazwisk. Poza tym, ja nie pisałem o kolaboracji, lecz o sojuszu
z Niemcami. To jest różnica. Sojusznik zachowuje suwerenność. - A. Kumor.
GONIEC NR 26 (29)
(25
VI - 1 VII 2004)
A PROPOS ALEKSANDRA RYBCZYŃSKIEGO POJEDYNKU Z "GAZETĄ" (LIST OCEANICZNY
- "OKRĘT Z =GAZETY?" - "Goniec" z 11-17 CZERWCA)
Że konflikty osobowości istnieją w gronie wydawnictw i w innych
gronach, tak było i będzie zawsze. "Na ostrzach konfliktów ostrzymy świadomość"
- cytuję siebie. W "Kurierze Polsko-Kanadyjskim" moją słabością i siłą
jednocześnie było, że działałem sam, więc nie było wewnętrznych walk.
Ważnym jest jednak, żeby atakujący publicznie oponentów pamiętali
stale, że papier jest cierpliwy i wszystko zniesie i że strona pisma to
nie ring, gdzie zaatakowany miałby możliwość natychmiastowej riposty. Chodzi
więc o to, żeby nie nadużywać swej okolicznościowej przewagi. Atakujący
musi zachować umiar, klasę, inteligencję. Tylko nadąsany podlotek może
sobie pozwolić, by wylewać swoje żale jak w pamiętniku.
Cytuję tylko 4 linijki z długiego artykułu, w którym autor, moim
zdaniem, odbiegł od obowiązującej zawodowej kurtuazji. Co do meritum konfliktu
z wydawcą, to nie moja sprawa.
1. "...moja wieloletnia praca jest teraz przeżuwana na niestrawną
papkęÉ".
Praca jego następcy może mu się nie podobać, to jego przywilej,
lecz porównanie to już przywilej należący do czytelników. On się przegląda
w magicznym lustrze, jak zazdrosna królowa w bajce ze Śnieżką.
2. "...bibliografia ?Listu Oceanicznego= fachowo i pracowicie
przygotowana przez moją mamę..."
Może gdyby się poradził Mamy, najwidoczniej doświadczonej dziennikarki,
toby takiego błędu nie popełnił.
3. Swoje odwołanie ze stanowiska skomentował: "Mogłem się spodziewać
najgorszego".
Z jakiej racji?
4. "?List Oceaniczny= nie tylko obniżył loty, ale zupełnie utracił
swój charakter, Blaise Cendars przewraca się w grobie...".
Obniżył loty, może "z wyżyn, gdzie szybują duchy", jak mówią
Francuzi, gdzie najwidoczniej autor artykułu przebywa stale, by stamtąd
osądzać. Każdy może przewracać się w grobie, nawet Blaise Cendars, on się
nie obroni.
Nikt nie będzie posądzał o obiektywność autora, który wywyższa
siebie kosztem innych. Czy zaś ja jestem obiektywny, broniąc Joanny? Nie!
Miałem przywilej poznania jej i jestem dumny, że w tej epoce "political
correctness" mam okazję podania jej "męskiej pomocnej dłoni...".
Jestem przekonany, że ona też wolałaby nie pisać pod tytułem
przynależnym do jej poprzednika, lecz widocznie nie posiada ku temu siły
przebicia. Mam nadzieję, że ta sprawa się w końcu ułoży, ku obopólnemu
zadowoleniu.
William Markiewicz
Od redakcji: My również mamy tę nadzieję.
Szanowny Panie Kumor,
Przeglądając informacje na temat "nielegalnych", trudno nie zauważyć,
że są dwa sposoby patrzenia na ten sam problem. Pytanie jest, czy robimy
wszystko, co jest w naszej mocy, aby im pomóc.
Niestety, dopóki KPK nie zajmie się poważnie tą sprawą, to "nielegalni"
będą skazani na kontakty z ludźmi,
którzy będą żerowali na ich niewiedzy. Pamiętam, że wiele lat temu
była Komisja Sponsorowania przy KPK, która informowała o programach i formach
pomocy dla osób przebywających w obozach. Obecnie KPK nie posiada żadnej
komisji, która by się zajmowała tym zagadnieniem, i tu jest problem. Obwiniam
tu prezesa KPK za zbyt małą aktywność. Widzę większą rolę w szukaniu rozwiązań
problemu ku korzyści naszych rodaków i Kanady. Stąd załączam mój tekst
do wykorzystania.
OrwelLowska
nowo-mowa prezesa KPK
Zadziwiła mnie pokrętna logika zawarta w Komunikacie ZG Kongresu
Polonii Kanadyjskiej w sprawie zarzutów przedstawionych w artykule pt.
"Co wolno wojewodzie", w którym prezes KPK osobiście zaręcza: "W wypowiedziach
Pani Minister i Prezesa KPK trudno dopatrzyć się sprzeczności, wobec czego
dziwi fakt, iż pan B. wierzy tylko Pani Minister, a Prezesowi KPK nie daje
wiary". Według prezesa, nie ma sprzeczności w wypowiedziach obu osób, a
mimo to wypowiedzi różnią się, w związku z tym NALEŻY wierzyć prezesowi
(!). Logika żywcem wzięta z powieści Orwella "Rok 1984". Obecnie mamy jednak
rok 2004 i podejrzewam, że Polonia nie jest bezmyślnym społeczeństwem z
książki Orwella.
Z komunikatu wyłania się smutna prawda, że KPK nie przejawia
żadnej inicjatywy w sprawie pomocy Polakom, którzy nie posiadają zalegalizowanego
pobytu w Kanadzie i pracują na czarno. W danej chwili nie istnieje żadna
komisja KPK, która zajmowałaby się tym zagadnieniem, szukając z władzami
kanadyjskimi sposobu rozwiązania istniejącego problemu, jak również i pomocy
samym "nielegalnym", choćby bezpłatnej porady prawnej. Kilka lat temu,
za czasów administracji Clintona, doszło do formalnego zalegalizowania
statusu tysięcy Irlandczyków, którzy od wieli lat przebywali nielegalnie
w USA. Było to wynikiem wieloletniej pracy i nacisku organizacji irlandzkich
na administrację amerykańską. Warto podkreślić, że w tym czasie Irlandia
była w podobnej sytuacji ekonomicznej, w jakiej jest obecnie Polska.
Bierność i brak inicjatywy Kongresu w sprawie "nielegalnych"
nie przysparza chwały prezesowi Sobockiemu, który, wydaje się, bardziej
jest zainteresowany reprezentacyjną formą działalności i promowaniem swojej
własnej osoby. Zapomniał wół jak cielęciem był - mówi stare przysłowie.
Gdyby nie wspaniała akcja ówczesnej Polonii i rządu kanadyjskiego przed
20 laty, większość obecnego Zarządu Głównego nigdy nie przyjechałaby do
Kanady. Nie możemy zapominać więc o naszych mniej szczęśliwych rodakach,
którzy pozbawieni są tych możliwości, jakie były stworzone przed nami -
emigracją solidarnościową. Ponieważ Kongres został stworzony do tego, by
reprezentował Polonię i Polaków przebywających w Kanadzie, mamy więc prawo
żądać od obecnego prezesa większej aktywności na tym polu.
Smutne jest, że jakąkolwiek krytykę czy uwagi prezes Sobocki
traktuje personalnie i podanie w Komunikacie, że jest to "próba przedstawienia
KPK i prezesa Grzegorza Sobockiego w złym świetle", przypomina skargę małego
Grzesia podczas zabawy w piaskownicy. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki prezes
KPK potraktował protest, który wpłynął do niego z Peterborough w sprawie
dwóch działaczy Kongresu z tego terenu, można się domyślać, że i tym razem
przezes wystał list-donos do miejsca pracy autora artykułu "Co wolno wojewodzie"
(patrz "Donos prezesa KPK - "Związkowiec" z dnia 27 maja br.).
(...) Nazwisko znane redakcji
Od redakcji: Nasze zdanie w omawianej sprawie przerdstawialiśmy
już wielokrotnie. Nie zmieniło się.
Obserwując wybory
Już od trzydziestu paru lat jestem czynnym wyborcą każdego szczebla.
Smutne jest to, że w kanadyjskiej demokracji prosty obywatel niewiele może
zmienić, liczą się partie polityczne i pieniądze. W listach do gazet czytelnicy
mając najprzeróżniejsze opinie, sugerują dziwne podejście. Będzie taki
pan głosował na liberałów, bo mniejszościowy parlament to nieszczęście
dla Kanady, co jest absolutnie nieprawdą. Mniejszościowy parlament za P.E.
Trudeau był lepszy aniżeli wtedy, gdy PET miał większość parlamentarną.
Inna czytelniczka pisze w swoim liście, że wszyscy liderzy są
za aborcją i ona nie pójdzie głosować na takich ludzi wcale. Jeszcze inny
wykombinował sobie tak, że odda głos na najsłabszą partię, aby liberałowie
albo konserwatyści nie myśleli, że tak wielu ludzi ich popiera. Nikomu
nie można zabronić głosować w ten czy inny sposób, bo jak to mówią "Twoja
wola panie".
Apatia wyborców ma wiele przyczyn - jest nią brak zaufania, ale
najprawdopodobniej to ta niemoc co zrobić, kiedy żaden z kandydatów wyborcy
nie odpowiada. Myślę, że na karcie do głosowania powinna być rubryka: none
of the above i jeśli 51% zarejestrowanych w danym okręgu tak zagłosuje,
to komitet wyborczy powinien postawić nowych kandydatów.
Pieniądz i poparcie partii politycznych sprawiają, że kandydat
niezależny jest z góry przegrany, toteż chętnych do kandydowania z wolnej
stopy jest niewielu.
Ciekawe było spotkanie kandydatów w Burlington Roseland Park
Country Club. Około 100 mieszkańców zadawało pytania czterem kandydatom,
bo o dziwo zaproszono do dyskusji kandydatkę Green Party, którą jest Angela
Reid, a była najwięcej oklaskiwana przez publiczność. Jeden z uczestników
zadał to samo pytanie wszystkim czterem kandydatom: "Jakie jest twoje stanowisko
w sprawie małżeństwa". Oj, kręcili się wymijająco, tylko Angela Reid dostała
oklaski, twierdząc: "Małżeństwo niech definiują Kościoły, a parlament i
sąd nie powinny się tą sprawą wcale zajmować". Nie wiem, ile w tym racji,
ale publiczności ta odpowiedź się podobała.
Nikogo nie można zmusić do pójścia do urny wyborczej, ale prawdą
jest, że nieobecni się nie liczą, no i niczego nie zmieniają, ale potem
najwięcej narzekają.
Stefan Szumnarski
Od redakcji: Zgadza się, nieobecni nie mają racji.
---------------------------------------------------
Od redakcji: Pan Marcin Sudol proszony jest o kontakt
telefoniczny z nami.
GONIEC NR 25 (28)
(18-24
czerwca 2004)
Panie Andrzeju
Być może pan wie (albo może wiedzieć) co się dzieje z polskimi
paszportami. Mój stracił ważność w 2002, w przyszłym roku mam zamiar jechać
do Polski. Przewidująco wziąłem się za to w zeszłym roku. Składając wypełnione
formularze usłyszałem rozmowę dwóch panów z dyplomatką z okienka: "jeszcze
nie ma" - czekali ponad rok. Wyszli, nawet "jobem" władzy nie posunęli.
Wysłałem panu konsulowi fax w nadziei, że coś dowiem się o paszporcie,
bo w takich głosowaniach udziału nie biorę. Pan konsul udał Greka i się
nie odezwał, ale na maszynę nagrała się jakaś dama z konsulatu (nie przedstawiła
się): "Jak ma pan ważny paszport to może pan przyjść głosować" - krztusiła
się ze śmiechu. Stary paszport im zdałem, a drugiego komina nie mogę im
dać. "Stefan Batory" miał tylko jeden.
(...)
Kiedyś podpadł mi pan, ale odpuszczam. Napisał pan razu pewnego,
że władzę ludową podtrzymywali oficerowie LWP i milicjanci. Oficerską szkołę
wojsk zmechanizowanych we Wrocławiu ukończyłem w 1966 roku. Nie sam,
promowano dwie kompanie podchorążych. Razem 186 albo 189 ludzi. Po 5 latach
w wojsku pozostało jeszcze 20%, tzn. 35 osób. Mnie wylano z hukiem po 2,5
roku jako wroga. Była zasada: po dwóch latach służby liniowej (z
wojskiem) chętny mógł się starać o przekwalifikowanie na oficera politycznego.
Wtedy coś tam robił w sekcie politycznej pułku, czasami służbowo odwiedzał
pododdziały i sprawdzał gazetki ścienne, itp. Taki chętny na politruka
natychmiast tracił kolegów, oficerów liniowych. Był niepewny.
Przez rok byłem dowódcą plutonu - wykładowcą w szkole podoficerskiej.
Dostawaliśmy rekrutów, po pięciu miesiącach oni dostawali dwie belki
kapral i szli na dowódców drużyn piechoty w pułku. Na jesieni na
apel poranny przychodził kapelan z KW MO w Szczecinie i zachęcał do wstąpienia
do "organów" - śmiechy, gwizdy od żołnierzy.
Później kilku swoich kaprali spotkałem jako kaprali MO. Niech
pan sobie odpowie - jaką szansę w życiu mieli ci chłopcy z miasteczek,
czy wiosek? Ja im się nie dziwię.
Pozdrowienia Groblicki Marek
Od redakcji: - Panie Marku, jeśli uważa Pan MO za "szansę",
dla chłopaków ze wsi, to ja przepraszam, ale znam lepsze. Być może znów
Panu podpadnę, ale nadal uważam też, że LWP było podporą systemu. Szczęśliwie
nie zaszła potrzeba użycia tej formacji w charakterze mięsa armatniego.
PS
List publikujemy z jednym skrótem, albowiem ta część korespondencji
zaprowadziłaby nasze wydawnictwo wprost do sądu.
***
Tak, masz rację Andrzeju, Ronald Reagan to był nasz największy
Przyjaciel, mój też. Największy. Jednak do dziś są tacy, co uważają go
za aktorzynę, byle kogoś, nienawidzą też , tacy tu w UK, wśród moich braci
Polaków, chyba uważających, że kiedyś znów komuna powstanie, są.
Po II wojnie był Kennedy, Bush senior i RR, a właściwie z mojej
perspektywy, tylko ON był. Miałem zaszczyt poznać Go, gdy nie był jeszcze
prezydentem, przesadziłem, po prostu byłem w miejscu w USA w 85, może 86
r., gdzie On też był.
To jak zmienił świat, jak przywrócił do życia prostotę, w sensie
białe jest białe a czarne jest czarne, że choć świat jest wielobarwny to
nie oznacza, że nie możemy mówić jakie są kolory, nie bał się powiedzieć,
że komuna, to wesz na Cywilizacji.
Kiedyś pracował jako ratownik ponoć uratował, jak przeczytałem
77 osób, taki robol na plaży, mój wspólnik, w tym do czego dążymy,
choć ja niewielki, sercem, duchem, byłem z nim, że w tym samym czasie z
Tytanem. Gdy powiedział, że government nie jest rozwiązaniem, że sam stwarza
problemy, zrozumiałem, że mieliśmy do czynienia z kimś wyjątkowym, niekoniunkturalnym,
prostym, rzeczowym i twardym, jakim każdy Kowboj winien być.
Żal mi go, że się tak męczył, ostatnie 2 lata nie rozpoznawał
nawet Nancy.
Gdy w Reykjaviku pokazał komunie zgiętą rekę, jak Wszoła Moskwie,
gdy wezwał do zburzenia muru w Berlinie, gdy po zamachu Hinckleya jadąc
na operację powiedział: "mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami",
gdy później, zapłakaną Nancy, leżąc po operacji w łóżku, przepraszał że
się nie uchylił, gdy... wiedziałem, jak pewnie wszyscy, że jest właśnie
tym Kimś.
Napisz o nim więcej, może warto byśmy znaleźli drogę do lśniącego
światła bijącego z miasta na Wzgórzu.
Jack
Od redakcji: Zgadza się, był z niego prawdziwy przywódca.
Rodzi się takich kilku na sto lat.
Panie Kumor!
Bardzo dziękuję za obietnicę przeprowadzenia wywiadu ze skazanym
na dożywocie Januszem Rybakiem. Mam nadzieję, że się ta rozmowa uda, że
w ogóle dojdzie do skutku.
W dniu 4.06.04 ukazał się krótki list list P. Stelli, ciekawy
PROBLEM. Na lekcji religii promuje się homoseksualizm! - ciekawe, śmieszne,
a może głupie i straszne. Postawa tego młodego człowieka jest godna szacunku,
jego rówieśnicy ulegli propagandzie, ich rodzice nie widzą w tym nic złego.
Uważam, że właśnie opór, walka może coś zmienić, uzdrowić i dlatego musimy
popierać takich ludzi, ludzi mających zasady. Ciągłe ustępstwa, poddawanie
się niczego nie załatwia, dobrze że w tym stadzie baranów są ludzie mający
swoje zdanie: nie boją się tego pokazać. Najłatwiej się ze wszystkim
zgodzić, to takie proste i łatwe, ale do czego to prowadzi? Homoseksualizm,
aborcja, eutanazja i jeszcze kilka haseł promowanych przez ludzi bez zasad,
sterowanych, bez swojego zdania, poprawność za pieniądze. Oby więcej takich
młodych ludzi, może i inni się zorientują, że są prowadzeni na manowce,
więcej takich przykładów. Przepełnienie i choroby w więzieniach, przepełnione
Domy Dziecka, komuś to potrzebne - w imperium otomańskim, sułtańska gwardia
- janczary to sieroty. W ZSRS, Rumunii tajne służby i mordercy na służbie
to wychowankowie D.D., ukształtowani odpowiednio, wdzięczni państwu za
opiekę, patrioci!
Moja córka też uległa tej propagandzie, wolno odejść, a więc
odeszła, dostała państwową pomoc. To, że po dwóch latach się otruła - trudno,
eksperymenty niosą za sobą ofiary. Nikt się do winy nie poczuwa. Jeszcze
30 lat wstecz w rozgłośniach zachodnich krytykowano i naśmiewano się, gdy
władze komunistyczne namawiały, aby donosić na rodziców. W tym momencie
jest 911 i uczy się dzieci - dzwoń. Niektórzy już wiedzą jak to się kończy,
problemów jeszcze więcej i gorsze.
Nasi przodkowie walczyli, powstania, wojny, germanizacja, rusyfikacja,
a teraz bywają "mędrcy" nazywający to głupotą. Daj im Boże rozum. W tym
temacie bardzo interesujący list p. Romana Dorny, nic dodać, nic ująć.
Tolerancja tak, dla Czeczenów, Palestyńczyków, Tybetańczyków, religii i
rodziny. O to właśnie chodzi, a cichodajki i ... niech swoje problemy załatwiają
w domach. Ci sami ludzie zakazują palenia papierosów (!) ale młodzież może
się w(...)ć, uczy się ją, czy ci ludzie nie mają nic mądrzejszego do roboty?
Za dużo kosztują ich posady, może by tak rozpędzić to beznadziejne zadufane
towarzystwo.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Aby rozpędzić trzeba Herkulesa, jeszcze się taki
nie znalazł. Nie możemy jednak zamilknąć, musimy o tym krzyczeć.
--------------------------------------------------
Kolejne komentarze do tekstów z "Gońca" pochodzą z portalu "Wirtualnej
Polonii" (www.wirtualnapolonia.com)
--------------------------------------------------
* Do tekstu "Pogromca komuny"
Brawo Panie Andrzeju!!!
Zgadzam się z Pana oceną prezydenta Reagana w 100%. Był on z
pewnością osobą wybitną (mimo że nie widać było tego w żaden ewidentny
sposób wtedy) i generalnie dobrze się zasłużył Ameryce oraz światu.
Można mieć tylko żal, kiedy wziąć interesy polskie po
|