 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada
Redaguje zespół w składzie:
Redakcja w składzie:
Andrzej Kumor - redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa - zastępca red. naczelnego (rosa@goniec.net)
Magda Angrot * Marek Bućko * Krzysztof Jaśkielewicz * Hanna Kurek *
Olimpia Orlewicz * Jakub Rosa * Daniel Runo * Aleksander Rybczynski
Współpracują:
Marek Jan Chodakiewicz * Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo
* Magda Gziut * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal
* Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech Porowski
* Maciek Przekorny * Bożena Szara * Stanisław Tymiński
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy listy
mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w
czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich,
które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych
listów. |
GONIEC NR 41 (44)
(8
- 15 X 2004)
***
Gratuluję Redaktorowi za zamieszczenie trybunalskiego paszkwilu
Szymona Szczary na temat prezesa Grzegorza Sobockiego w trybunalskiej sekcji
"Gońca". Paszkwil charakteryzuje się zazwyczaj zniekształceniem faktów,
zdziczeniem i zwyrodnieniem formy wiążącej się z szukaniem dziury
w całym. Brak w nim prawdy, a zamieszczone kłamstwa celują w osobę, by
ją upokorzyć. W terminach wartości chrześcijańskich jest to czyste błoto.
Powtarzam więc za innymi. Wiwat błotko!
Szczepan Szczapa
(List przekazał do redakcji p. Ejbich)
Od redakcji: Szanowny panie, wiemy czym "paszkwil charakteryzuje
się zazwyczaj", ale dziękujemy za pouczenie.
***
Od dłuższego czasu czytam listy p. Ejbicha, włączając w to kolejny,
w wydaniu "Gońca" z 1-7 X 2004, gdzie wystawiał laurkę dla prezesa Sobockiego
i bez pardonu krytykował prezesów największych organizacji polonijnych,
które nie były reprezentowane przy jednym stole z Panem Prezesem oraz "Gośćmi,
którzy zawitali specjalnie na tę uroczystość prosto z Polski", jak to napisała
rzeczniczka prezesa - pani Urszula Madej-Wojnarowicz.
Oboje autorzy peanów pochwalnych na cześć p. Grzegorza Sobockiego
nie tak dawno temu pisali takież same dla byłego konsula w Toronto, p.
Jacka Junoszy-Kisielewskiego oraz byłego ambasadora RP w Kanadzie, p. Pawła
Dobrowolskiego. Ich artykuły były drukowane w torontońskiej "Gazecie" oraz
rozsyłane do różnych mediów polonijnych i polskich po całym świecie. Cóż
za zbieg okoliczności, że właśnie duet, konsul Junosza-Kisielewski oraz
ambasador Paweł Dobrowolski, wyrządził większe szkody zorganizowanej Polonii
kanadyjskiej niż przedstawiciele dyplomatyczni z czasów PRL. Obaj osobiście
jawnie angażowali się w rozbijanie działalności Kongresu Polonii Kanadyjskiej
- organizacji, której zajęło wiele lat, żeby skupić ponad 200 różnych stowarzyszeń
polonijnych, uzyskać znaczący status u władz kanadyjskich, m.in.
pomóc Polsce wstąpić do NATO, itd. Ranga KPK wzrosła
na początku lat 80., gdy za kadencji p. Kaszuby podpisano nawet umowę z
rządem kanadyjskim w sprawie zezwolenia na sponsorowanie naszych rodaków
poprzez KPK. Dzięki tej umowie Polonia kanadyjska powiększyła się o dziesiątki
tysięcy osób. Najlepszym przykładem jest Polonia osiadła w Mississauga.
Wielu działaczy, którzy byli w zarządach lokalnych KPK, informowało
o aktywnej agitacji ambasadora oraz konsula z Toronto w czasie poprzedniej
kampanii wyborczej do ZG KPK. Ambasador czynił to w czasie swoich wizyt
we wszystkich zakątkach Kanady. Do akcji włączył się również aktywnie wydawca
"Gazety" p. Zbigniew Bełz, który osobiście pojechał na zjazd wyborczy KPK
i prowadził akcje określaną przez delegatów jako "intimidation".
Po przeczytaniu artykułu p. Andrzeja Kumora pt. "Dyktatura umoczonych",
z ostatniego wydania "Gońca", zaczęły się nasuwać jakieś czarne skojarzenia:
czyżby starano się przetransplantować "zasady umoczenia" na nasze kanadyjskie
podwórko...
Zbliża się nowy zjazd wyborczy ZG KPK i już widać rozkręcaną
agitację ze strony tych samych kręgów - "Gazeta", placówki dyplomatyczne
RP, a nawet "goście prosto z Polski". Nawet pojawi się może tow. Longin
Pastusiak, którego pupilem jest sam prezes Sobocki.
Chciałbym zwrócić uwagę panu Ejbichowi, żeby rzucił okiem na
Status KPK. Podam tylko kilka ustępów z tego Statutu, dostępnego w całości
na stronie Kongresu pod: http://www.kpk.org
Par. 2
The area of jurisdiction of the Canadian Polish Congress is Canada.
...
Par. 5
1.The Canadian Polish Congress, identified also by the word "Congress"
is an association of organizations of Poles in Canada, lay and religions
of all faiths - legally functioning on Canadian soil.
2. The Congress is a Polish Canadian organization. In its activities
the Congress is guided by Canadian law, the good of Canada, of Canadian
Poles and of the Polish Nation.
...
Par. 6
The objects of the Canadian Polish Congress are:
- to represent Polish Canadians
- to defend the well-being of Polish-Canadians
- to co-ordinate and otherwise support the work of Polish Canadian
organizations in Canada
...
- to maintain and enhance contact with the Polish Nation while retaining
full independence from the authorities of the Polish People's Republic
and their agents."
Z przykrością trzeba nadmienić, że wielu z aktywnych działaczy
organizacji polonijnych, które są zrzeszone w KPK, zaczęło odczuwać skutki
faktu, że KPK zaczyna być postrzegany przez kanadyjskie organa rządowe
bardziej jako wysunięty przyczółek agend rządu RP niż jako kanadyjska organizacja.
Zaczęły pojawiać się problemy z otrzymaniem i utrzymaniem tzw. security
clearance. Osoby, które są zatrudnione na stanowiskach, gdzie wymagany
jest odpowiedni poziom security clearance otrzymały napomnienia, ostrzeżenia
i pouczenia. Niektórzy musieli odsunąć się od stanowisk w zarządach.
Jesteśmy Polakami i nigdy swojej polskości się nie wypieramy.
Wręcz przeciwnie, staramy się być orędownikami tej polskości i gorąco strzeżemy
prawdziwie polskich tradycji, wiary, czci i honoru. Polska nadal jest nam
droga sercu i zawsze spieszymy z pomocą w okolicznościach kryzysów politycznych
czy też kataklizmów. Chcemy, żeby nasze dzieci i ich dzieci, i dzieci ich
dzieci czuły tę polskość. Chcemy trzymać się razem i wspólnie pielęgnować
nasze polskie tradycje, bo tylko zjednoczeni możemy to uczynić. Czyli jedność
Polonii leży w naszym interesie własnym, a także w interesie narodu polskiego,
bo jaki naród nie chciałby dbać o swoich rodaków, których losy rzuciły
poza granice rodzinnego kraju. Ale nie wypada, żeby konsulaty RP były "kuźnią
kadr kierowniczych kanadyjskich organizacji polonijnych". KPK mógłby być
bardzo pomocny w budowaniu silniejszego lobby dla interesów polskich w
Kanadzie.
Niestety, może długo zająć odbudowanie nadszarpniętego zaufania
rządu kanadyjskiego oraz Polonii zanim dojdzie do bardziej aktywnego poparcia
dla KPK i polskich placówek dyplomatycznych. Wiele będzie zależało między
innymi od wyników Walnego Zjazdu KPK, który odbędzie się w Vancouver w
dniach 15-17 października 2004. W dużej mierze zależeć będzie to również
od polityki prowadzonej przez nowego ambasadora oraz konsulów RP. Mamy
nadzieje, że nie będzie tak jak było w ostatnich kilku latach. Życzyć należy
udanych obrad delegatom na Zjazd.
Czesław Piasta,
Ottawa
czeslaw@compmore.net
Od Redakcji: Panie Czesławie, Pana podejrzenia prawdopodobnie
są zbyt daleko posunięte - Andrzej Kumor
***
Zamieszczamy list z prośbą o druk nadesłany do redakcji "Gońca"
przez Rzecznika Prasowego ZG KPK p. Urszulę Madej Wojnarowicz. Ponieważ
dotyczy on publikacji w "Związkowcu", pozostawiamy go bez zwyczajowego
komentarza.
Szanowny Panie Redaktorze!
W ostatnim numerze "Związkowca" ukazał się list p. Barbary Głogowskiej
zatytułowany "Jest mi przykro", a w którym pani Barbara ubolewa nad tym,
iż nie została uhonorowana, jako jedna z niewielu żyjących założycielek
KPK i nie otrzymała oficjalnego zaproszenia na Bankiet z okazji 60-lecia
powstania Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
W tym miejscu chciałabym wyjaśnić, iż Bankiet z okazji 60 lat
istnienia KPK był uroczystym bankietem dla całej Polonii. Zaproszenia na
tę uroczystość zostały rozesłane wszędzie tam, gdzie Zarząd Główny KPK
zdołał dotrzeć imiennie.
60 lat od momentu założenia tej polonijnej instytucji to
ogrom czasu i setki, setki nazwisk ludzi, którzy ofiarnie pracowali i pracują
społecznie do dziś na rzecz Polonii w Kanadzie. Trudno jest po tylu latach
dotrzeć do wszystkich, trudno jest dziś odnaleźć adresy tych, którzy byli
pionierami w tworzeniu Kongresu Polonii Kanadyjskiej w 1944 roku. Postaraliśmy
się więc , aby w całej prasie polonijnej, audycjach radiowych i telewizyjnych
ukazały się nasze komunikaty i zaproszenia na ten bankiet. (Niestety,
nie wszystkie media polonijne w tym również "Związkowiec", odpowiedziały
na naszą prośbę i zaproszenie pozytywnie). Liczyliśmy więc tym samym
na to, że zgłaszać się będą do nas ludzie, którzy kiedyś tworzyli ten Kongres
i dla niego poświęcali swój cenny czas i życie rodzinne, tak jak to robią
obecnie działacze kongresowi z prezesem Sobockim na czele.
18 września br. na sali w Centrum Jana Pawła II w Mississaudze
z okazji uroczystego bankietu znaleźli się więc działacze z ponad 40- i
50-letnim stażem w KPK. A więc zarzucanie nam, iż lekceważymy tę właśnie
grupę działaczy jest przykre i niesprawiedliwe dla obecnego Zarządu. Pani
Barbara pisze, że była to również okazja do podzielenia się z innymi naszą
historią, osiągnięciami z przeszłości, twierdząc równocześnie, iż obecnie
nie ma się czym pochwalić.
Przede wszystkim droga pani Barbaro, akurat w tym właśnie dniu
obaj panowie prezesi: Grzegorz Sobocki i Krzysztof Meinhardt wspominali
dość obszernie zarówno o przeszłości, historii i potrzebie powstania Kongresu
Polonii Kanadyjskiej w 1944 roku , jak też o teraźniejszości i ofiarnej
pracy Kongresu w czasach Wolnej i Niepodległej Polski. Wydając taką opinię
o pracy i osiągnięciach Kongresu w czasach obecnych, krzywdzi Pani
wszystkich ofiarnie pracujących społecznie zarówno w samym Kongresie, jak
i w organizacjach należących do Kongresu.
Wiem na pewno, że nikt z obecnie pracujących społecznie działaczy
ZG KPK, nie zapomina o pokoleniu, które pomału odchodzi z powodu swego
wieku, ale nigdy nie w zapomnienie. Odchodzi, bowiem czas jest nieubłagany.
A o tym, że jesteście Państwo bardzo ważni w tej 60-letniej historii KPK
niech świadczy fakt, iż w obecnym Zarządzie Głównym zasiada Jan Kaszuba
były wieloletni prezes KPK i wielce zasłużony działacz polonijny. Niedawno
w audycji radiowej Marzeny Wiktorowicz przy Uniwersytecie McMaster
w Hamilton , w której obszernie miałam przyjemność wspominać historię Kongresu
z okazji jubileuszu, wracałyśmy wspomnieniami do genezy powstania tej zacnej
polonijnej organizacji. Wspomniałam wówczas o pierwszym prezesie KPK p.
Józefie Grocholskim, jak również o trzech innych prezesach: Jaworskim,
Gertlerze i Kaszubie, którzy przewodzili kongresowi przez trzy kolejne
kadencje. W tym celu zapoznałam się z dwoma książkami dotyczącymi historii
KPK autorstwa: Benedykta Haydenkorna, Ryszarda Koglera, Edwarda Sołtysa
i niestety, w żadnej z nich nie znalazłam nazwiska p. Barbary Głogowskiej
wymienionego, jako jednej z założycielki Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
Pani Głogowska wymieniona jest, ale wśród członków I Zarządu Głównego KPK
z roku 1944.
Wielka szkoda, że nikt wówczas nie pomyślał o tworzeniu Kroniki
KPK z prawdziwego zdarzenia. Szkoda, że niektórzy ze starszego pokolenie
Polaków nieufnie patrząc na tę nową falę emigracji nie zawsze chętni są
do przekazywania swoich wspomnień i fotografii, chcącym ocalić te zamierzchłe
(jak napisała p.Głogowska) czasy od zapomnienia. Może nie byłoby tyle żalu
i pretensji i tego typu listów.
A już tak na marginesie - Droga Pani Barbaro, ten pewnie słuszny
żal skierować winna Pani do organizacji, w której jest lub była Pani członkinią,
wszystkie bowiem organizacje otrzymały zaproszenia i zawiadomienia o Bankiecie.
To właśnie Pani macierzysta organizacji lub właściwy okręg KPK powinny
były powiadomić Panią i zaprosić na tę wspaniałą uroczystość. Jesteśmy
ponoć jedną wielka polonijną rodziną, powinniśmy zatem współpracować i
pomagać sobie wzajemnie.
Dla obecnego Zarządu Głównego KPK liczą się wszyscy: Ci co odeszli
i ci, którzy nadal są wśród nas. I pomimo, iż czasy się zmieniły,
nie są znowu aż takie zamierzchłe, Polonia i jej potrzeby diametralnie
uległy zmianie, to cele nadal mamy takie same: utrzymać polskość przy pełnym
szacunku dla kraju, w którym przyszło nam żyć, tak jak robią to inne społeczności
w tej mozaice narodów w Kanadzie, pamiętając o zasadzie, że "Naród bez
przeszłości jest Narodem bez przyszłości".
Urszula Madej Wojnarowicz
Rzecznik Prasowy ZG KPK
Panie Redaktorze
Szanowny panie Andrzeju, w załączeniu przesyłam kilka słów oraz
świadectwo medalu.
Dzień 28 września w Czechach jest świętem państwowym z okazji
uroczystości św. Wacława, patrona ziemi czeskiej.
W dniu 28 września 2004, mój ojciec, Ryszard Siwiec, został pośmiertnie
odznaczony przez Czechów Medalem św. Wacława. Odznaczenie to wręczył nam
(Elżbiecie Siwiec, Adamowi Siwiec, Witowi Siwiec) Jego Eminencja Ks. Kardynał
Mioloslav Vik, Prymas Czech, 38 lat po śmierci ojca.
Uroczysty wieczór poświęcony św. Wacławowi, który odbył się na
zamku na Hradczanach w Pradze, zorganizowało Stowarzyszenie Praskich Artystów
we współpracy z kurią biskupią w Pradze, Kancelarią Prezydenta Republiki
i Strażą Zamkową. W ten wieczór gospodarze przypomnieli gościom bohaterstwo
ludzi, którzy nie poddali się nieludzkiej dyktaturze komunizmu i totalitaryzmu.
Tradycyjnie już, w programie tego wieczoru, ma miejsce uroczyste wręczenie
Orderu św. Wacława osobistościom (mężczyźnie, kobiecie i grupie), które
swymi czynami przyczyniły się do humanizacji społeczeństwa. W swoim zaproszeniu
(kierowanym na ręce siostry) na ten wieczór gospodarze piszą, że zapraszają:
"na wspomniany, uroczysty wieczór, gdzie byśmy mogli z radością w obecności
wielu znanych osobistości przekazać pani Order św. Wacława jako wyróżnienia
in memoriam za heroiczny czyn ojca, który swą ofiarą w sposób symboliczny
i chrześcijański zmył winę i zdradę wojsk polskich, które musiały uczestniczyć
w inwazji do odradzającej się wówczas Czechosłowacji. Pragniemy wyrazić
głębokie uznanie dla całej rodziny za wszystko, co musiała doświadczyć
w związku z tym historycznym wydarzeniem".
Jak co roku pani doktor Nadeżda Kavalirova ze Słowacji, a ze
strony czeskiej pani Veronikou Smigolowou, jako przedstawicielki ambasad
złożyły kwiaty pod tablicą pamiątkową ojca przy stadionie X-lecia w Warszawie
bez udziału jakichkolwiek oficjalnych przedstawicieli polskich władz.
Z poważaniem Wit Siwiec
Od Redakcji: Gratulujemy! Postać Pana Ojca będziemy regularnie
przypominać.
Panie Redaktorze
Przepraszam, że się tu wtrącam, ... sądzę, iż ten artykuł zasługuje
na szczególną uwagę. Autor ma racje, należy budować więcej kościołów i
katedr, pokryć je złotem i srebrem - należy całe nasze siły i oszczędności
włożyć w "wiarę", zainwestować w nasze życie pozagrobowe. Na kolana chamstwo
i pospólstwo! Może powrócą dobre czasy ekonoma? Po co się martwić bezdomnymi,
głodnymi, bez pracy... każdemu należy dać nadzieję! Cóż by to było, gdyby
ogół musiał przyjąć do świadomości, iż tam "po drugiej stronie" nic nie
ma? Spekulacje takowe już podjęto, gdy na wokandzie znalazło się
"odkrycie szczątków Chrystusa" lat temu kilka. Hmmm... Panie redaktorze
- może jednak lepiej z tymi w sukienkach nie zadzierać, nie wiadomo co
jeszcze będzie, może razem z żydostwem opanują rzeczywiście Ziemię? Zapomnieli
tylko nasi księżulkowie imienia Boga i modlą się do portretów i figur,
a nie do niego - wbrew jego przykazaniom budują świątynie i opływają we
władzę i bogactwa.
A pańskie "Od redakcji" - wszystkie odpowiedzi są fenomenalne!
A ja nie oczekuję żadnej.
Z ukłonami
Bonifacy Ziółko
Od redakcji: Szanowny Panie, pisanie w malignie nie przystoi.
Witam, serdecznie i o zdrowie pytam
Pana Kumor i całą szanowną redakcję. Na wstępie bardzo, ale to
bardzo dziękuję za przysłanie mi Waszej gazety, dzisiaj dostałam już drugą
i wysyłam czek. Przepraszam za mój charakter pisma, ale z tym to miałam
problemy od małego dziecka. Po przyjeździe do Kanady, 25 lat temu, pisałam
co tydzień list przez 13 lat do mojej mamy, to bracia i siostra musieli
mamie pomóc czytać, ale listy o Żydach, które miałam Panu wysłać zostawmy
na inny raz, bo to długa historia mojej rodziny i moja.
Pierwszą gazetę, którą dostałam, przeczytałam od deski do deski,
prócz ogłoszeń. Każdy piszący i każdy artykuł mnie interesuje, ponieważ
jestem na emeryturze, to mam czas na czytanie, no oprócz tego należę do
kilku organizacji - w tę sobotę idę na dożynki Kongresu Polonii, Okręg
Hamilton, delegat z prezesem i jego żoną z org. Tow. Bratniej Pomocy Stanisława
Kostki w skrócie nazywa się "Kostki". Za kilka lat będziemy obchodzili
100-lecie powstania.
Chciałam Pana zapytać, kto Panu wymyśla horoskop, ja w bajki
nie wierzę, ale dzisiaj rano rzuciłam okiem na horoskop tak bezwiednie
i dostałam szoku, to co było przed, każde słowo było prawdziwe i przestroga
na przyszłość. To mnie spotkało drugi raz w życiu. W Polsce kobieta, która
mnie w szpitalu przepowiedziała, i się sprawdziło. Uparła się mówić, a
ja nigdy sobie nie wróżę, bo w to nie wierzę i naśmiewam się z innych,
ale teraz muszę się zastanowić.
Rozpisałam się, a jeszcze chcę napisać do ogólnie wspaniałych
redaktorów, ale jeszcze co mi się bardzo podoba, to mały życiorys osoby
ze zdjęciem, która pisze artykuł: 1 - Marian Kałuski z Australii,
znam tę historię i komp. greckim, ale nie taką jak p. Kałuski opisał. 2
- Iwo Cyprian Pogonowski, też z zainteresowaniem się czyta. 3 - Fred Reed
- tłumaczenie Pan. A więc co na to poradzić "Fred" - straszne. 4
- Romuald Bury - Nagroda dla towarzysza "Polskie Jutro" to tylko można
dodać jakie będzie polskie jutro, dużo mogę napisać o życiu mojej rodziny.
5 - Krzysztof Wojciechowski - wojna o historię. "Prawda" nic ująć nic dodać.
Urodziłam się w 1936, pamiętam wojnę i widziałam na oczy rannych i trupy.
Tylko że moje pokolenia już idzie na wieczną wartę. 6 - "Na ścieżkach wiary",
prowadzi Pan wspaniałe wywiady, człowiekowi wierzącemu, a chwiejącemu,
który by je czytał, dużo by dały. 7 - "Uroki życia" - odcinki mam
niepełne, ale od teraz będę na bieżąco. Na koniec, na ryby nie jeżdżę i
w życiu nie łapałam, tylko umiem przyrządzać na różne sposoby, robię 2
razy w tygodniu. Wasz - "Nasza minisonda" bardzo jest udana - na temat
czy z dziećmi trzeba rozmawiać po polsku. Oczywiście obowiązkowo, o dzieciach
nie mówię, bo to oczywiste, ale moje wnuki mówią poprawnie w domu. Mam
tu dwie córki, jedna ma dwoje i druga dwoje i rozmawiają po polsku. Jak
szły do szkół, ani słowa po angielsku (urodzone w Kanadzie), są w wieku
od 13 - 24 lata. Są wszyscy niefenomenalni, ale świetnie sobie radzą.
Następna minisonda, czy Polacy są solidarni. Oczywiście, że tak.
Byłam w sytuacji na policji w Kanadzie, gdzie policjant mi pogratulował,
jacy jesteśmy solidarni. Nie spotkałam Kanadyjczyka, żeby źle mówił o Polaku,
który się spotkał w pracy czy gdziekolwiek. Bo to my sami w swoich polskich
gazetach się szkalujemy i po sądach ciągamy. Bardzo dobrze, że Kanadyjczycy
nie czytają po polsku, boby się dowiedzieli. Ta zawiść nie jest w naszej
narodowości, ona tkwi w pojedynczych osobach, które są z gruntu złe, zawistne,
a to się wiąże, ze wszystkimi następstwami.
Przez cały okres pracowałam tylko z innymi narodowościami, a
te zawiści występują u wszystkich, tylko my nie wiemy o tym. Widziałam,
jak się wygryzają z pracy. Moją zasadą było pracować lepiej od pracujących
ze mną, a i pomagać w każdej sytuacji młodszym i słabszym i to daje zadowolenie
i szacunek. Dzielenie się lunchem z tymi, co go nie mają, i nie cieszyć
się czyjąś krzywdą.
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale ja lubię pisać listy.
Lusia Ogińska - zachwycam się nią, gdzie można kupić jej wiersze "Tajemnica
jasnego warkocza"?.
Anna
Od redakcji: Dziękujemy za komentarze, miłość do pisania listów,
to dzisiaj rzadkość.
W odpowiedzi na list Pana Sierzputowskiego.
Radykalna Demokratyczna Partia Kanady została stworzona 10 miesięcy
temu jako protest na zachodzące w Kanadzie destruktywne zmiany ekonomiczno-polityczne.
Od 60 lat, powoli, ale systematycznie i precyzyjnie sytuacja ekonomiczno-polityczna
kontynentu amerykańskiego jest kształtowana przez pewne grupy społeczne
i etniczne. Przypadek, który interesuje Pana Sierzputowskiego, nie jest
odosobniony i jest charakterystyczny dla kanadyjskiego systemu sprawiedliwości.
Bardzo jasno widać, że sprawiedliwość i ochrona społeczeństwa nie jest
celem tego systemu. Liczy się nie człowiek tylko pieniądz. W kanadyjskim
systemie sprawiedliwości można dostrzec kombinację mitologii i systemu
feudalnego starożytnego Egiptu. Policji została przydzielona rola
Syzyfa. Prawnicy pełnią rolę kapłanów pilnujących, by głaz zła przypadkiem
nie spoczął na szczycie. My natomiast musimy to wszystko finansować. Nad
tym wszystkim czuwa zaś genialna elita finansowa, zbierająca drobne odsetki.
Kanadyjski system sprawiedliwości to taki sam tragiczny żart jak nasz system
medyczny, nasze misje pokojowe na Haiti w Kosowie lub Afganistanie czy
niezależność Kanady.
Nasi Liberałowie i Konserwatyści reprezentują elitę finansową,
prawną i przemysłową, co najgorsze, nie zawsze kanadyjską. My chcemy reprezentować
klasę średnią. Nie planujemy jednak "dzielić ryby" i rozdawać ciepłych
zupek. Chcemy uczyć, tworzyć miejsca pracy i walczyć z wszelkiego rodzaju
przestępczością.
Program RDP nie jest niczym nowym czy rewolucyjnym. Nie ma on
też nic wspólnego z faszyzmem czy komunizmem. Nasz program został opracowany
na bazie analizy powojennego systemu kanadyjskiego i obecnych systemów:
norweskiego, szwajcarskiego i japońskiego. Proponujemy między innymi, radykalne
zmiany naszego systemu sprawiedliwości. W dobie kiedy rola religii jest
marginalizowana (zadziwiające, ile się mówi ostatnio o chorobach chrześcijaństwa
i islamu), rola państwa w utrzymaniu praworządności staje się zadaniem
niezmiernie trudnym. RDP proponuje wprowadzenie znacznie ostrzejszych kar
za przewinienia kryminalne włącznie z użyciem kary śmierci w przypadkach
ekstremalnych. Nieletni przestępcy nie powinni być "świętymi krowami".
Jednocześnie poprzez uatrakcyjnienie szkolnictwa i pełne zatrudnienie,
z uwzględnieniem nowych stanowisk w sektorze badań naukowych i inżynierii,
powinny być zredukowane do minimum wszelkiego rodzaju trendy w kierunku
przestępczości.
Krytyka obecnego kanadyjskiego systemu administracji państwowej
i propozycje usprawnień są opublikowane na naszej witrynie internetowej
i są tam dostępne 24 godziny na dobę cały rok.
Przy każdej jednak okazji staramy się wskazywać wady naszego
obecnego systemu zarządzania państwem i proponować usprawnienia.
Na pytania lub krytykę przesłane pod adres elektroniczny grycw@
yahoo.com odpowiadam w ciągu maksimum 48 godzin.
Z pozdrowieniami
Wojciech Gryc
Od redakcji: Życzymy wiele samozaparcia.
***
Ambasador Izraela, na forum ONZ wezwał do postawienia kwestii
programu nuklearnego Iranu na forum Rady Bezpieczeństwa. Skromny? Niedoinformowany?
Może bezczelny? Dlaczego nie wspomniał o ogólnoświatowym problemie z izraelskim
arsenałem, ten problem nie istnieje? Ostatecznie przecież nie wszyscy muszą
wierzyć, że to Iran jest światowym złem, zresztą przykładów na to jest
cała masa, wszyscy wiedzą, że grabie grabią do siebie, ale można na te
grabie stanąć i będzie bolało, jak już nie raz. To przeciąganie strony
brzydko pachnie i może się skończyć awanturą na skalę do tej pory niespotykaną,
na pewno jest ważne, co się myśli o sobie, ale zdanie innych też trzeba
pod uwagę brać, a deptanie w tym tańcu po paluchach może się skończyć klapsem
z obu rąk i d... zbita, a czekających na moment jest coraz więcej.
Panie Andrzeju, widzę, że się zgadzamy, o naszych wnukach emigrujących
do Pakistanu ostrzegałem w liście z marca. Cieszy mnie zgodność poglądów,
do wniosków doszliśmy podobnych, szkoda, że nie potrafię tak ciekawie.
Sytuacja faktycznie wygląda źle, ale My jak zwykle dużo wytrzymamy,
aby następnie złapać za kosy i zrobić...? No właśnie - CO??? O swoją i
wnuków przyszłość trzeba walczyć cały czas, nie można dawać robić sobie
wody z mózgu, nie możemy czekać, aż inni za nas załatwią. W Polsce
od kilkudziesięciu lat nie możemy sobie z mafią poradzić, tu też zgadzamy
się na coraz nowe eksperymenty. Gołym okiem widać, że lepiej nie jest,
nawet nie widać szansy na poprawę, służba zdrowia, szkolnictwo, prawo,
oszustwa, przekręty, na co dzień widać, że się wszystko chyli i zmierza
do dna. Wygodnie jest po wielogodzinnej pracy wrócić do swojego (?) domu,
zjeść posiłek, z "uszlachetnionych produktów", usiąść przed propagandową
tubą i wyżłopać piwo. Życie! KANADA! Ale jak długo? Co zostawimy wnukom?
Myślenie ma przyszłość. Tak mówią, ale to nie wszystko, trzeba działać,
jak zwykle od podstaw, od najprostszych spraw.
***
Jak to jest? Miller, Belka, na pewno inni, mieli swoich biednych,
którym cały naród musi dofinansowywać. Tow. Rakowski załapał się na 1500
zł, taki biedny bidaczek, przewodnia siła, napracował się w życiu, uczciwy
(?), teraz należy mu się wsparcie. 29% bezrobocie, ale o normalnych Rodzinach
myśleć nie trzeba, nie ma skąd wziąć dla wszystkich. Nawet takiemu cudotwórcy
jak Belka pieniądze się w kieszeni "parchać" nie chcą, dla Rakowskiego
wystarczy, a reszta...?
Porozsyłane listy gończe za Morelami czy inną Wolińską i nic,
odzewu nie ma, ale jeden z drugim zbrodniarze emeryturę dostają - za co?
Za zasługi! Swoją drogą ciekawe, jakie jeszcze indywidua dostają działkę
ze wspólnej kasy, na pewno dużo jest takich, którymi chwalić się nie wypada.
Staruszka, księżna Habsburg prosi o emeryturę, większość majątku
jej zabrano, resztę przekazała dobrowolnie. Naiwna? Za głupotę się płaci.
W Polsce różne przesłuchania, ale reakcja towarzyszy prawidłowa,
idą w zaparte, dostali amnezji, ale za chwilę wszyscy będą wiedzieli, co
mówić. Milczenie jest złotem.
Bardzo w mediach ostatnio głośno na temat sprawy apelacyjnej
Roberta Baltovicha, sprawa właściwie identyczna, Janusz Rybak siedzi dopiero
4 lata, ale - obaj nie przyznają się do winy, zostali skazani na dożywocie
na podstawie poszlak, a nawet wmawia się ten sam powód zbrodni (schemat?).
Zabił, bo chciała odejść! Brak dowodów, to można byle bzdurę wciskać. Ale
cóż! Jeśli prokurator nie odpowiada za swoje wygłupy, to tak będzie
zawsze. Nasza polonijna społeczność nie zabierze na ten temat głosu. Ten
temat nas nie dotyczy, ale może (?) znowu odezwą się obrońcy w sprawie
opublikowania śmiesznego dokumentu podpisanego przez pr. Sobockiego. Będą
obrońcy? A może zatopiony?
"Bigos społeczny" podniósł mnie na duchu, są na szczęście inne
mądrzejsze społeczności, nie dające sobie nadmuchać, walczące. Szkoda,
że nie my, ale cóż, wykastrowana inteligencja.
W ostatniej "Angorze" znowu robią wodę z mózgu, towarzysze Miller
i Rakowski, nieskazitelne osobistości , dzięki którym wyszliśmy na prostą.
O długach, bezrobociu, aferach, złodziejstwie, autostradach, informacji
brak. Ot, takie informacje dla idiotów.
W Niemczech boją się powrotu prawicowego ekstremizmu? Nie rozumiem,
zawsze wiedziałem, że największymi zbrodniarzami byli komuniści, a Hitler
to socjalista, dlaczego ktoś boi się prawicy. Normalności się boją?
Na koniec prześwietny, mądry pomysł U.P.R. - zlikwidować dotacje
z budżetu do partii politycznych! Pomysł wspaniały, gdyby jeszcze o 90%
ograniczyć poselskie apanaże, byłoby taniej, i mądrzej, i weselej.
Sierzputowski Janusz
PS Izraelczycy wiedzą wszystko o planach Iranu, zastanawia tylko,
czemu na swój temat są tacy niedoinformowani. Bezczelność, pewność siebie
trochę chyba na wyrost.
Od redakcji: Dziękujemy za list
Szanowny Panie Redaktorze,
W ostatnim "Gońcu" (nr 40) w tekście Szymona Szczary zatytułowanym:
"Dlaczego jest tak źle, kiedy jest tak dobrze" znalazł się następujący
fragment: "Tak się składa, że w Polsce Ludowej zarządzania nie wykładano
nawet na uczelniach wyższychÉ". Twierdzenie to nie do końca odpowiada
rzeczywistości. Co najwyżej może jest ono słuszne w odniesieniu do Polski
Ludowej lat 40. i 50. Z całą pewnością nie w odniesieniu do lat 70. i 80.
Odwołam się jedynie do konkretów, które znam z własnego doświadczenia.
Tak więc miałem przedmiot o nazwie: "Teoria organizacji i zarządzania"
w czasie swoich studiów w pierwszej połowie lat 70. (Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny
Uniwersytetu Łódzkiego). Także na politechnikach wykładano ten przedmiot.
Były tam instytuty i zakłady zajmujące się zarządzaniem. W 1981 r. dostałem
nawet propozycję kierowania takim zakładem na jednej z politechnik.
W końcu lat 70. niektóre uniwersytety prowadziły podyplomowe
studia zarządzania dla kadry kierowniczej. Dane mi było wykładać przez
kilka lat na takim studium. Słuchaczami byli dyrektorzy hut, kopalń, fabryk
i szpitali.
Nie brakowało w Polsce książek o zarządzaniu. Część z nich była
przekładami prac wydawanych na Zachodzie. Sporo było też czasopism naukowych
zawierających artykuły o zarządzaniu. Przykładowo wymienię kilka, w których
publikowałem: "Organizacja i Kierowanie", "Prakseologia", "Przegląd Organizacji"
i "Ekonomika i Organizacja Pracy". Na bieżąco mogliśmy czytać czasopisma
naukowe wydawane na Zachodzie, np. "Harvard Business Review", "Administrative
Science Quarterly", "Social Forces" czy "Human Relations". Ani nie byliśmy
zacofani, ani nie mieliśmy kompleksów.
Oczywiście pewne ograniczenia były. Na przykład niezbyt dobrze
było widziane posługiwanie się takimi kategoriami, jak "konflikt" czy "władza".
Doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy druk mojej książki opartej na
doktoracie zatytułowanym: "Układy władzy w organizacji przemysłowej" został
wstrzymany po wprowadzeniu stanu wojennego. Nic to, że była ona już w zapowiedziach
wydawniczych i wydawca, czyli Książka i Wiedza, zapłacił całe honorarium
w wysokości 25 000 złotych.
PS Do tej pory nie znałem "Gońca", gdyż od dawna przywiązany
byłem do "Dziennika". Choć przeczytałem jedynie dwa ostatnie numery "Gońca"
(39 i 40), wystarczyło to, by z przyjemnością odkryć, że jego ideologia
zgodna jest z moimi poglądami na świat. Zyskał więc Pan nowego stałego
czytelnika.
Łączę wyrazy szacunku.
Dr Edward Sołtys
Od redakcji: Przyzna Pan jednak, że z praktyką zarządzania
było w Polsce na bakier. Dziękujemy za $1.30 co tydzień!
***
Publikujemy list otwarty, który 3 października 2004 r przysłała
do naszej redakcji przewodnicząca Zarządu Okręgu ZHP Kanada hm. Teresa
Berezowska z prośbą o druk.
WP Grzegorz Sobocki Prezes ZG KPK
Szanowny Panie Prezesie!
Z wielkim zaskoczeniem przeczytaliśmy artykuł wiceprezesa KPK
ZG ds. Public Relations Pani Urszuli Madej-Wojnarowicz, z dnia 27 września
2004 r. Artykuł ten zawiera nieprawdziwe informacje oraz negatywne komentarze
na temat Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju (ZHPpgK). Opublikowany
został na głównej stronie internetowej Kongresu Polonii Kanadyjskiej, na
stronie "Wirtualnej Polonii", oraz przypuszczalnie w innych mediach.
Pani Madej-Wojnarowicz napisała, że:
Niestety, nie pojawili się na Bankiecie: prezes ZNPwK, Związku
Polaków w Kanadzie, Związku Nauczycielstwa, Związku Harcerstwa Polskiego,
ani przewodniczący Rady KPK, a więc osoby, które przez dwa lata kadencji
Prezesa KPK Sobockiego miały zawsze "dużo do powiedzenia", wiele uwag i
pretensji nie zawsze skierowanych we właściwym kierunku.
Pragniemy Pana poinformować, że ZHPpgK było reprezentowane na
Bankiecie Jubileuszowym KPK przez wiceprzewodniczącą ZHPpgK w Kanadzie.
Czek (nr 382) zdeponowany przez Skarbnika KPK jest tego świadectwem.
Bilety dla ZHP były zamówione u Pani Ireny Urbaniak, członka ZG KPK, która
osobiście przywitała wiceprzewodniczącą z jej małżonkiem przy wejściu na
salę bankietową.
ZHPpgK jest jedną z najstarszych organizacji centralnych Kongresu.
Nasz Związek oraz poszczególni jego członkowie miał ogromny wkład w utworzeniu
KPK i jego rozwój przez okres wielu lat. Niestety, zapomniano o tym i dowodem
tego jest fakt, że nasz członek hm. Barbara Głogowska, jedna z założycieli
KPK, została całkowicie pominięta na liście zaproszonych gości.
Niezależnie od naszych zastrzeżeń odnośnie działalności obecnego
Zarządu Głównego, ZHPpgK pozostaje wiernym i lojalnym członkiem Kongresu
Polonii Kanadyjskiej. W przeciwieństwie, nasz Związek nie może liczyć na
wierność i lojalność KPK.
Zostaliśmy zaniepokojeni negatywnym komentarzem Pani Madej-Wojnarowicz
na temat ZHPpgK sugerującym naszą ignorancję w stosunku do ZG KPK. Ujawnia
on niezbyt przyjazny stosunek Zarządu Głównego KPK wobec naszego Związku,
brak respektu dla naszej organizacji, jej działalności i ogromnych osiągnięć.
Zastanawia nas, czy opinia ta była jej osobista, czy też Zarządu Głównego.
Zwracamy się z prośbą, aby powyższa mylna informacja w stosunku
do ZHPpgK została skorygowana. Oczekujemy wyjaśnienia tej nieprzyjemnej
sytuacji w jak najszybszym terminie.
CZUWAJ!
Teresa Berezowska, hm.
Przewodnicząca Zarządu Okręgu
ZHP Kanada
Od redakcji: My korygujemy!
Dobre "jo-jo"!
"Jo-Jo" to przezwisko Czesława Miłosza i tytuł artykułu p. Jerzego
Jasieńskiego z "Nowego Kuriera".
Według p. Jasieńskiego, Miłosz w liście do Papieża rzekomo napisał,
że "zawsze był ortodoksyjnym chrześcijaninem", a Papież miał mu odpowiedzieć:
"Idziemy więc tą samą drogą".
Porównajmy to z urywkiem listu poety, cytowanym przez Papieża
w telegramie przesłanym na ręce kardynała Macharskiego.
Miłosz pisał: "Wiek zmienia perspektywę i kiedy byłem młody zwracanie
się przez poetę o błogosławieństwo papieskie uchodziło za niestosowność.
A to właśnie jest przedmiotem mojej troski, bo w ciągu ostatnich lat pisałem
wiersze z myślą o nieodbieganiu od katolickiej ortodoksji i nie wiem, jak
w rezultacie to wychodziło. Proszę więc o słowa potwierdzające moje dążenie
do wspólnego nam celu".
A oto odpowiedź Papieża: " Pisze Pan, że przedmiotem Jego troski
było ?nieodbieganie od katolickiej ortodoksji= w Pańskiej twórczości.
Jestem przekonany, że takie nastawienie poety jest decydujące. W tym sensie
cieszę się, że mogę potwierdzić Pańskie słowa o ?dążeniu do wspólnego nam
celu=".
A więc Miłosz, zwracając się do Papieża, nie pisał: "zawsze byłem
ortodoksyjnym chrześcijaninem", ale pisał: "w ciągu ostatnich lat pisałem
wiersze z myślą o nieodbieganiu od katolickiej ortodoksji".
A Papież, odpowiadając nie napisał: "Idziemy więc tą samą drogą",
ale napisał: "Jestem przekonany, że takie nastawienie poety jest decydujące.
W tym sensie cieszę się, że mogę potwierdzić Pańskie słowa o ?dążeniu do
wspólnego nam celu=.
Papież więc wcale nie potwierdza ortodoksji poety, stwierdza
tylko zbieżność intencji. A intencjami, nawet dobrymi, piekło jest wybrukowane.
Różnica między poetą a Papieżem polega na tym, że Papież swoje intencje
potwierdza czynami.
Jakie "jojo" wysmażył p. Jasiński - każdy widzi. Zapewniam, że
cały artykuł "smakuje" podobnie.
Jerzy Dulat
Od redakcji: Jak zwał, tak zwał...
Szanowny Panie!
Dnia 1 sierpnia 2004 roku dokładnie w 60. rocznicę Powstania
Warszawskiego ukazała się książka Normana Daviesa pt. "Powstanie 44". Jest
to tłumaczenie książki tegoż autora pt. "Rising 44. The Battle for Warsaw".
Jak wszystkie książki Normana Daviesa, jest łatwa w czytaniu, pomimo że
jest dziełem naukowym opartym na rzetelnym, historycznym opracowaniu i
dokładnych analizach źródłowych. Powstanie Warszawskie jest przedstawione
na tle rysu historycznego Polski. Wiadomo, że Powstańcy, żeby dokonać rzeczy
bohaterskich, a często heroicznych, musieli być wychowani w duchu umiłowania
Wolności i Ojczyzny. Dla tych ludzi słowa: "Bóg, Honor i Ojczyzna" nie
były pustymi słowami. Polecam tę książkę każdemu. Zamiast sięgać po książki
napisane "na zamówienie" jak na przykład książka Grossa, warto sięgnąć
po dzieła ze słynnymi "Kapsułkami Daviesa".
Davis nie ustrzegł się od małego błędu, określając prowincję
Ontario jako "stan" (str. 33..." Inne rozmieszczono za granicą: w obozie
X w Oshawie w stanie Ontario (Kanada)".
Łączę wyrazy szacunku i poważania,
Waldemar Karniej
London
Od redakcji: Znamy Daviesa
***
Od Redakcji: Panią Stefanią Szczypkę z Toronto prosimy o kontakt
telefoniczny.
GONIEC NR 40 (43)
(1
- 7 X 2004)
***
Gratulacje w zrównaniu "wszystkich" terrorystów! Chyba redaktor
nie czytał gazet, że 2 terrorystów z Bieslania, gdy odmówiło rozkazu -
po przybyciu właśnie do szkoły - zostało zastrzelonych przez d-ce.
Czy AK rozstrzeliwała całe rodziny, dzieci, jak sugeruje bystry
redaktor? Cudowne usprawiedliwienie akcji samobójców-dzieci przeciwko innym
dzieciom! Pochwała skuteczności akcji "bohaterów" Muzułmańskich w Hiszpanii!
Brawo!
Redaktorku: istnieje ETYCZNA różnica w celach zamachu na
Kutcherę przez AK, zmieceniem bombami Drezna i Hamburga a akcjami Gestapo,
NKWD i obecnych bandytów Muzułmańskich.
Proponuję Redaktorowi odbycie "praktyki" w więzieniu w Iranie,
Kubie, obozie koncentracyjnym w Płn. Korei i wtedy "sądzić" Marines.
O CO walczą ci "partyzanci" Szyiccy lub psy Saddama? O wolny Irak oprócz
ich przeciwników w więzieniach. Poznałem osobiście niektórych z Iranu i
wiem co oni sadzą.
Osobista uwaga: w 1981 r. kiedy byłem przesłuchiwany przez oficera
kontrwywiadu (odmowa przysięgi wojskowej) śmiał się ze mnie: "Widzisz,
Amerykanie nie wylądują, by was ratować!).
Krzysztof Ciuba
PS Gratulacje za "For sale Strip Club". "Silni wiarą" -
jaką "Gońcu"? Zysk proponuję na dokształcenie księży oblackich!
Od redakcji: Szanowny Panie, Pan nie polemizuje z moim tekstem,
nie pisałem o zamachu na Kutscherę, lecz o podkładaniu bomb w berlińskim
metrze, nie pisałem też o bombardowaniu Drezna. Miło mi, że
tekst wyzwolił u Pana potok myśli, tylko może byłby Pan łaskaw najpierw
przeczytać mój felieton- jak to mówiło się w szkole - "ze zrozumieniem".
Jeśli zaś chodzi o wspomniane przez Pana ogłoszenie,
może to być szansa dla kogoś takiego jak Pan - proszę kupić lokal i przekształcić
w coś dobrego. Jeśli Pan uznał to za zachętę do szerzenia rozpusty to moim
zdaniem, myśl Pana pobłądziła w złym kierunku. Mówiąc zaś o dokształcaniu,
w tym wypadku zawsze najlepiej zaczynać od siebie.
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Kumor
Szanowny Panie Redaktorze,
W nawiązaniu do odbytej trzy tygodnie temu w Toronto konferencji
prasowej Konsula Generalnego i jego próśb o "współpracę", mam w związku
z tym pytanie do Pana, jak również do całej "społeczności redaktorskiej":
- Dlaczego nikt nie miał odwagi zadać konsulowi pytania: "Kiedy
Polska ujawni nazwiska i działania komunistycznych szpiegów wśród Polonii"
? Jesteście chłopami bez ... !! I będę miał o Was wymienioną opinię tak
długo, aż się znajdzie chłop z ... i zada powyższe pytanie konsulowi publicznie!
Równocześnie apeluję do Polonii - ŻADNEJ współpracy z konsulatem,
aż do momentu ujawnienia nazwisk wszystkich konfidentów i szpiegów PRL,
jak i III RP wśród Polonii!
Z poważaniem, J.K.
(nazwisko i imię do wiad. redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie postawimy to pytanie przy najbliższej
okazji, nie wiemy dlaczego uważa Pan, że do zadawania pytań trzeba mieć
odwagę?! I druga rzecz: Konsulat to jest urząd, a z urzędem się nie współpracuje,
urząd służy obywatelom.
Szanowna Redakcjo
O kompromitacyjnej nieobecności prezesów największych polonijnych
organizacji na bankiecie uwypuklającym 60. rocznicę istnienia Kongresu
Polonii na tej części kontynentu amerykańskiego zabrano już głos w polonijnej
prasie.
Nieobecność można tłumaczyć różnorako. Kongres jest przecież
ciałem zrzeszającym organizacje i nie do pomyślenia wprost, by po ostatnim
zjeździe w Winnipegu (po dokonaniu wyboru naczelnych władz) Zarząd Główny
tego ciała - nie kogo innego - lecz ich właśnie reprezentował. Gdy
ci tymczasem postępują jak dzieci, którym nie dano lizaka do polizania.
Obraza, zmowa, bojkot, niezadowolenie, kaprys, pretensje, fochy, policzek,
grubiaństwo, niedorosłość, obawa przed zaskoczeniem przez Iwana z Florydy?
Doprawdy! Rozmaicie sobie to można tłumaczyć.
A jednak, jak napisał jeden z czytelników w innej polonijnej
gazecie, "o doniosłości i znaczeniu długoletniej działalności naszego Kongresu
świadczyły listy gratulacyjne nadesłane przez kanadyjskich i polskich
polityków". Dodam od siebie, że o tejże doniosłości i znaczeniu świadczyła
również obecność wielu wybitnych polityków kanadyjskich, przedstawicieli
polskiego duszpasterstwa, oraz wielu osób doceniających 60. rocznicę istnienia
naczelnego przedstawicielstwa zorganizowanej Polonii kanadyjskiej w oczach
władz lokalnych i całego świata. "Ważność istnienia KPK" - pisał tenże
korespondent w swych refleksjach z okazji rocznicowego bankietu - "powinna
odczuć cała Polonia, widząc w Kongresie przedstawicielstwo nas wszystkich,
uznane, między innymi, wśród wielokulturowych grup etnicznej Kanady".
Niestety, brak na sali przedstawicieli i delegatów największych
organizacji polonijnych, jakie w życiu Polonii winny być źródłem społecznej
wizji dla kolejnych pokoleń było dla wielu obecnych wielkim zaskoczeniem.
Pani burmistrz z Mississaugi w swym adresie do obecnych powiedziała
- zazdroszczę wam i "chciałabym być Polką", a panowie prezesi nie raczyli
się w tym samym momencie przyznać do swej polsko-kongresowej przynależności.
Czyż to nie wstyd? Reprezentanci Polonii, którym tyle (jak się uwidoczniło)
zależy na reprezentacji własnych organizacji na uroczystościach tego rodzaju
jak bankiet 60-lecia KPK, jak poszukiwaczom złota na mandacie
na zjazd poławiaczy śledzi.
Krótko i węzłowato! Na bankiecie 60. rocznicy istnienia Kongresu
Polonii kanadyjskiej zabrakło prezesów naczelnych jednostek organizacyjnych.
Prezesów: ZNPwK, ZPwK, Związku Nauczycielstwa, prezesa, względnie jednego
z dyrektorów Funduszu Milenium Polski Chrześcijańskiej, a także prezesa
Zarządu Głównego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. O dziwo - zabrakło
również koordynatora szeregu przedsięwzięć narzuconych na tę władzę
Kongresu, jaką jest Rada Kongresu. Innymi słowy - zabrakło pana Jana Cytowskiego.
Przewodniczącego Rady i jednocześnie prezesa KPK Okręg Toronto.
By wstydu i kompromitacji nie poszerzać i nie nadawać jej specjalnego
wydźwięku, który mógłby się identyfikować ze znaczeniem bojkotu, zatrzymam
się jedynie na dwóch osobach. Mam do nich wyjątkowy żal. Jestem kombatantem.
Należę do kombatanckiego stowarzyszenia SPK. Byłem prezesem Koła 20 i prezesem
Zarządu Głównego SPK w latach 83/85. Przez swą nieobecność na bankiecie,
honorującym 60. rocznicę Kongresu, te dwie osoby wyrządziły mnie i wielu
innym kombatantom szczególną krzywdę, jakiej łatwo się nie da naprawić.
Bojkot bankietu 60. rocznicy wyrządził nie tylko nam krzywdę,
ale wykazał, że w znaczeniu słowa "kombatant"nastąpiła ostatnio jakaś
przedziwna zmiana. Zmiana wiążąca się z dewaluacją i skarłowaceniem
nie tak dawnych jeszcze starych znaczeń, kiedy słowo kombatant oznaczało
jednocześnie kręgosłup wielu cnót. Dziś - po zachowaniu się tak jednego
jak drugiego prezesa - można wnioskować, że kręgosłup został przetrącony.
Wybity z toru nałożonych na niego obowiązków. Blamaż, jaki miał miejsce,
wstrząsnąłby do cna i głębi (gdyby żyli) wszystkich byłych prezesów SPK:
Teodora Barankiewicza, Janka Kotta, Kazia Klimaszewskiego, Mieczysława
Sadowskiego. Nie wątpię też, że nadal żyjących, tj. M. Szczecińskiego oraz
Janusza Bućko.To właśnie oni i im podobni kombatanci byli potęgą podtrzymującą
filary Kongresu. Chociażby li tylko dla nich, którzy swój społeczny czas
odprowadzili na rzecz rozwoju i postępu, wypadało hołd złożyć, wypadało
być obecnym na bankiecie i sięgnąć po tę resztkę szpiku, by namowom innych
nie ulec.
Obowiązkiem każdego prezesa jest obracać się i myśleć kategoriami
dobra ogólnego. Myśleć o innych, a nie o sobie. Myśleć o całości, a nie
faworyzowaniu własnych preferencji. Nie ma tu miejsca na personalne upodobania,
emocje, wygodne umizgi czy niechęć do kogokolwiek. Prezes jest ponad
wszystko i reprezentuje nas wszystkich. Musi myśleć o konsekwencjach, ewentualnych
implikacjach, skutkach postępowania i każdy akt roztrząsać ostrożnie
i rozważnie. Nie ma prawa być alfą i omegą sterowaną tylko i wyłącznie
własną oceną, opinią czy punktem widzenia. Niejednokrotnie punktem zdegenerowanym.
No i właśnieÉ Dostrzegam tę degenerację, jaka naraziła całą organizację
na ośmieszenie i poniżenie w oczach innych. Niestety - w terminach bezprecedensowej
zaszłości - obrażający akt znieważenia rocznicowego bankietu, a tym samym
całości kombatanckiej, wypada dziś identyfikować i podciągnąć pod jakąś
swoistą nieobliczalność, by nie wzmiankować wprost prostackiego zachowania.
Bojkot nie jest odpowiedzią na słowa - lubię kogośÉ względnie kocham go
jak pies dziada w ciasnej i ciemnej ulicy. Nie
na tym polega rola prezesa organizacji kombatanckiej. O innych prezesach
nie biorących udziału w bankiecie nie będę już pisał. Zostawiam ich własnym
organizacjom. Nie rozumiem tylko, dlaczego przewodniczący Funduszu Milenium
też nie raczył uświetnić swą obecnością bankietu. Powinien był tam być
i wykazać przez swą obecność poparcie dla tych wszystkich, którzy w Kongresie
przez lata społecznie pracowali dla dobra polonijnej społeczności i nic
z tego w gruncie rzeczy nie mają prócz satysfakcji, że dla brata i siostry
Polaka/Polki czas swój oddali. Polska Chrześcijańska jest w sercu i na
mapie, panie przewodniczący. Nie w gębie.
Mój przyjaciel Kanadyjczyk/kombatant, gdy dowiedział się
o wyłamaniu ze statutowych obowiązków "espekowskich prezesów", nadesłał
mi modlitwę, jaką warto zacytować.
"Dear Lord. I pray for wisdom to understand the other man. I pray for
love - to forgive him. And patience. Because Lord if I pray for strength
I'll just beat him to death.
Z poważaniem
Bohdan Ejbich
Od redakcji: Na bankiecie z okazji 60-lecia Kongresu Polonii
Amerykańskiej ma być prezydent Bush, na bankiecie z okazji 60-lecia KPK
nie było nawet premiera prowincji...
Drogi Panie Andrzeju!
Proszę wybaczyć, że zwracam się do Pana po imieniu. Proszę to
przyjąć jako formę podyktowaną sympatią i wielkim uznaniem dla Pana działalności.
"Gońca" czytamy oboje z żoną, odkąd tylko się dowiedzieliśmy o jego narodzinach.
Z rzeczami, które wzbudziły pewne nasze obiekcje, nie chcę polemizować
w oficjalnym liście do Redakcji, pragnę je Panu tylko zasygnalizować -
być może zechce się Pan jakoś odnieść do poruszonych problemów i ewentualnie
przekazać sprawę autorowi.
1. Jeden problem to artykuł p. Czyżo o sprawie Miłosza, z krytycznymi
uwagami o notce pośmiertnej "Naszego Dziennika". Autor sam przyznaje, że
nie bardzo wiele wie o twórczości Miłosza, pisze, że sięgnął pośpiesznie
do jednej czy dwóch jego książek. Sugerowałbym mu, aby sięgnął do rozkładówki
"Naszej Polski" nr 34 z 24 VIII, gdzie Paweł Sergiejczyk zebrał i wydrukował
bez komentarza kilkadziesiąt cytatów z jego utworów oraz z wywiadów z nim.
Są one porażające w swej antypolskiej i antykatolickiej lewackiej wymowie.
Dalej, wspaniałą, kompetentną szerszą dokumentację postawy twórczej i życiowej
Miłosza daje prof. Jerzy Robert Nowak w dwu źródłach: 1. w książce "Zagrożenia
dla polskości" (chyba nie przekręcam tytułu; miałem tę dwutomową pozycję,
ale nie mogę jej obecnie znaleźć); oraz 2. w artykule "'Autorytety" w Polsce"
w "Encyklopedii 'białych plam'", t. II, ss. 159-163. Encyklepedia ta jest
dostępna w Bibliotece Robartsa na St. George St., oraz w Metro Toronto
Reference Library (5 piętro) na Yonge'u na północ od Blooru. W świetle
tej rzeczowej dokumentacji, przy ogólnej kłamliwej i bezkrytycznej adoracji
zmarłego poety większości mediów polskojęzycznych, notatka "Naszej Polski"
wydaje się nie tylko uzasadniona, lecz wręcz konieczna i ozdrowieńcza.
Tym bardziej wobec haniebnej nagonki rzekomych autorytetów z Uniwersytetu
Jagiellońskiego na prof. Majdę za napisanie prawdy o Miłoszu. Co zaś do
pogrzebu na Skałce, to doszło do niego ponoć pod silnym naciskiem kardynała
Macharskiego, a głównymi klakierami na pogrzebie były takie "autorytety",
jak arcybiskup Życiński i red. Michnik, co samo już powinno dawać wiele
do myślenia. Świetnie Pan zresztą sam o tym napisał.
2. Druga sprawa to artykuł na rocznicę tzw. pogromu kieleckiego,
chyba pióra tego samego autora. Widać, że jest on jak najlepszej woli,
jednakże informacje, które zawarł, świadczą, że nie miał możności dotrzeć
do wyników niezależnych badań i oparł się na niedostatecznie zweryfikowanej
wersji, jaką udało się komunistom wylansować i zafiksować na lata. Oczywiście,
nie wszyscy wiedzą, że w Internecie można wysłuchać wspaniałego wywiadu-rzeki
na ten temat, jakiego udzielił Radiu "Maryja" Krzysztof Kąkolewski, który
dawno już napisał o wypadkach kielckich książkę "Umarły cmentarz", ale
drąży problem nadal od chyba trzydziestu lat i dowodnie wykazuje, że żadnego
pogromu w wykonaniu ludności Kielc w ogóle nie było, że była to od początku
do końca operacja ubecko-enkawudowska, zainscenizowana przez oddziały specjalne
dla celów propagandowo-dywersyjnych i chytrze nagłośniona na cały świat.
Można wysłuchać tego wywiadu pod adresem internetowym http://www.radiomaryja.pl/
w cyklu "Rozmowy niedokończone", w dwuczęciowej audycji z dn. 3 lipca 2004.
3. Trzecią sprawę poruszam jedynie do ewentualnego zainteresowania,
gdyż znam ją tylko z drugiej ręki. Otóż w niedawnym, szeroko nagłośnionym
widowisku pięciu gwiazd, pokazywanym m.in. w ośrodku Jana Pawła, p. Krzysztof
Daukszewicz wygłosił ponoć monolog o polskim antysemityzmie, którego centralnym
argumentem był protest mieszkańców Dmosina przeciwko nadaniu tamtejszej
szkole im. Jana Brzechwy, spowodowany według polskich przekaziorów i autora
skeczu faktem, że był on Żydem. Jak wiadomo, jest to wierutne kłamstwo
propagandowe, powodem protestu była kilkuletnia haniebna twórczość Brzechwy
w latach stalinowskich - nawet mnie pamiętającemu tamte czasy trudno dziś
pojąć, co ten obłudny karierowicz wówczas wypisywał. Jeśli Redakcję zainteresowałaby
ta sprawa, jestem w posiadaniu broszury pióra tegoż Jerzego Roberta Nowaka
"Kolaborant Brzechwa", szczegółowo dokumentującej sprawę; jestem gotów
w każdej chwili udostępnić ten materiał.
4. Sprawa drobniejszego kalibru. W liście pozwalam sobie przesłać
odbitkę dwóch fragmentów z "Dzienników powojennych" Marii Dąbrowskiej dotyczących
reakcji po śmierci Bolesława Bieruta w r. 1956. Są one bardzo zabawne,
a dzięki temu może bardziej nawet wymowne niż autentyczne dokumenty z tej
epoki; może Redakcja uzna je za warte przedruku na stronie dokumentującej
rzeczywistość PRL-u. Pierwszy fragment to kilka obiegowych anegdot na temat
nieboszczyka; drugi to związana z tym indoktrynacja szkolna uczennicy szkoły
powszechnej. Tu krótki komentarz - ta uczennica Tulcia to córka zaprzyjaźnionej
z Dąbrowską pisarki Anny Kowalskiej, z którymi dzieliła ona wówczas mieszkanie,
a panna Hania to wychowawczyni tejże Tulci.
Gratulacje i najlepsze życzenia dla Redakcji.
Krzysztof Zarzecki
Od redakcji: Dziękujermy serdecznie za materiały - dotarły.
Prawda, z Brzechwy był kolaborant całą gębą.
Szanowny Entuzjasto Sportu i Rekreacji,
Nazywam się Andrzej Koliński i na terenie Toronto, a ściśle mówiąc
w Mississaudze, prowadzę dwa polonijne kluby brydżowe, w których całkiem
pokaźna grupa "polonusów" rozgrywa regularne turnieje brydża sportowego.
Jeśli grasz albo grałeś w brydża, albo jeśli masz znajomych,
którzy interesują się tą formą rekreacji, to w pierwszym rzędzie zapraszam
bardzo serdecznie do odwiedzenia naszej witryny internetowej www.blotka.ca
i spędzenia kilku minut na naszych stronach. Znajdziesz tam aktualności,
wyniki, fotogalerie i inne szczegóły na temat naszej działalności.
Jednej informacji nie znajdziesz na "blotce", a jest to informacja,
która
może, mam nadzieję, Ciebie zainteresować. Otóż już w przyszłym miesiącu
planujemy zorganizowanie kursu pod tytułem "Wprowadzenie do brydża porównawczego",
którego program będzie zaadresowany do wszystkich tych, którzy spędzali
albo spędzają dni i noce na grze w brydża, a którzy chcieliby poznać i
spróbować tej innej, niezmiernie fascynującej formy gry, jaką jest turniej
brydżowy. Z własnego doświadczenia, a także z doświadczeń innych, mogę
Cię zapewnić, że brydż porównawczy, będąc unikalną rozrywką intelektualną,
zawierającą elementy sportowej rywalizacji, jest bardzo "niebezpieczny"
dla życia, gdyż można się nim łatwo permanentnie "zarazić".
Jeśli chciałbyś zasięgnąć więcej wiadomości na temat naszych
klubów, a zwłaszcza na temat planowanego kursu, proszę zadzwoń 416-651-7667
albo napisz andrzej@blotka.ca.
Z poważaniem Andrzej - prezes
Od redakcji: Niestety, w brydża nie gramy.
***
Do Iraku wysłano polskie oddziały wojskowe. Przyszedł rozkaz
od "wodza" no i trudno, chcesz, nie chcesz - musisz. Kilka lat temu, gdy
afgańska partyzantka radziła sobie z militarnym mocarstwem, wszyscy byliśmy
po stronie słabszych. W tym momencie z irackimi partyzantami muszą walczyć
polscy "ochotnicy", ale co to za walka, co śmierć tych młodych ludzi daje
Polsce, Irakijczykom lub światu?
W czasie okupacji cieszyliśmy się, gdy nam udało się zrobić krzywdę
wrogowi. Irakijczycy myślą tak samo, dla nich jesteśmy najeźdźcami. W1944,
w Polsce też przywieziono na czołgach nową "lepszą" władzę, długo trwa
i jakoś nie możemy ich się pozbyć. A może, niech oni w Iraku sami sobie
załatwią swoje sprawy?
W Polsce tymczasem, trwa walka z bezrobociem, mędrcy doszli do
wniosku, że sami nie mamy szans, ratuje nas tylko otwarcie europejskich
rynków pracy. Dalszy ciąg planu, wykształceń i młodzi z inwencją mają wyjechać,
reszta dostanie kredyty, ubezwłasnowolnieni, wpędzeni w karby zadłużenia,
będą tylko tanią siłą roboczą. Metoda?
Brakiem kultury określił "wódz" to, że nie mówi się Pierwsza
Dama, tylko Kwaśniewska, a poza tym, podejrzenia wobec mojej małżonki to
draństwo i z tego powodu jesteśmy społeczeństwem chorym, zdemoralizowanym,
zepsutym i zboczonym. Ma tow. Kwaśniewski całkowitą rację, gdyby
nasze społeczeństwo było zdrowe, to nie byłoby tych problemów i jego na
tym stanowisku.
Pan Kobylański i ks. Jankowski mają trochę oddechu, w tym momencie.
A. Michnik ma ważniejsze ogólnoświatowe problemy, ciekawe, kogo uzna za
podstawowego wroga, kto jest terrorystą?
Nas wychowano na egzekutywach i plenach; inteligencja nauczona
jest mądrze mówić o niczym i dlatego nawet w "Poczcie Gońca" , którą obserwuję
od początku, nic się nie dzieje. Było oczywiście kilka "dyskusji" na tematy
o niczym, jak zwykle z tego gadania wyszło wielkie zero. Dyrdymały i nonsensy,
użeranie się o nic, konkretów i spraw realnych w ogóle, ot, polonijna inteligencja.
Pan Wojciech Gryc z Radical Democratic Party wziął się od razu za wielką
politykę, nic nie napisał, co proponuje, aby uzdrowić sytuację. Mogę się
tylko domyślać, że mój apel o współpracę w sprawie skazanego na dożywocie
Janusza Rybaka nie zasłużył na zainteresowanie. No cóż, wielka polityka
to jest to, ale ja uważam, że właśnie działania w takich normalnych sprawach
mogłyby pozwolić na arenie zabłysnąć.
Mimo ciekawego artykułu na temat Janusza, mimo problematycznego
wyroku, kompletny brak zainteresowania, ale wszyscy bylibyśmy dumni, gdyby
nam się udało coś przeforsować, załatwić. Nie mamy siły przebicia, nie
chce się, nie warto, my jesteśmy od roboty.
Wg Mikisa Teodorakisa - Żydzi chcą mieć komfort bycia ofiarą.
Zgadzam się z tym całkowicie. Mieszkałem w Falenicy, przed wojną mnóstwo
Żydów tam mieszkało, a w sezonie drugie tyle zjeżdżało się na letniaki.
Mój ojciec opowiadał - teraz rozumiem, dlaczego ci starzy Żydzi, dziwnie
obojętni, przesiadywali przed domami. Oni wiedzieli, że mają być ofiarą,
aby ich bracia mieli ten komfort.
My też stajemy się taką ofiarą, taką grupą bez znaczenia i jaj.
Janusz
Sierzputowski
Od redakcji: Panie Januszu, grupą bez znaczenia i jaj jesteśmy
od dawna.
***
Kochany Panie Andrzeju, terrorysta Piłsudski napadał na pociągi
pocztowe nie w Kiejdanach, bo tam Kmicic i Radziwiłł działali, tylko w
Bezdanach. No, ale każdemu może się zdarzyć błąd.
(Nagrane na automatycznej sekretarce, nie podano nazwiska)
Od redakcji: Zgadza się w Bezdanach, 26 września 1908 r. razem
ze Sławkiem i Arciszewskim, Oto opis słowami przyszłej żony Piłsudskiego
Aleksandry Szczerbickiej: "Wieczorem 26 września sześciu ludzi ze Sławkiem
na czele wsiadło do pociągu idącego przez Bezdany. Mieli oni zająć się
eskortą wagonu pocztowego, podczas gdy reszta zamachowców dotarła do Bezdan
w pojedynkę lub parami, czekając na pociąg. Jeden z nich, Franciszek Gibalski,
zabawiał się flirtem z jakąś Żydóweczka, drugi chrapał na ławie, udając
pijanego. Piłsudski i Prystor przygotowali petardy. Jerzy Sawicki czekał
z bryczką obok stacji. Ja i Prystorowa czekałyśmy na nich w dwóch oddzielnych
chatach, wynajętych na letnisko. Prystorowa w Borkach, ja w Jedlince. Gdy
tylko pociąg wtoczył się na stację, atakujący otoczyli go ze wszystkich
stron. Nastąpiła krótka wymiana strzałów, jeden żołnierz został zabity,
pięciu było rannych. Moment zaskoczenia wykorzystany został w stu procentach.
Sławek ze swymi ludźmi rozbroił eskortę w mgnieniu oka. Pasażerów i urzędników
kolejowych pilnowano pod rewolwerami, przecięto druty telefoniczne i zablokowano
sygnały. Piłsudski, Arciszewski i Prystor weszli do wagonu pocztowego,
rozbili dynamitem żelazne skrzynie i załadowali pieniądze w worki. "
Witam i pozdrawiam,
Zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie finansowego wsparcia
na rzecz mojego synka Damiana, lat 12. Samotnie wychowuję dwoje dzieci,
Emilia lat 11 i Damian, który od urodzenia choruje na dziecięce porażenie
mózgowe. Wymaga ciągłej opieki i rehabilitacji, wiąże się to z dużymi nakładami
finansowymi. Dotychczas w miarę moich możliwości finansowych starałam się
korzystać z wszelkich możliwych sposobów usprawniania syna. Wyjazdy na
leczenie i rehabilitacyjne są bardzo kosztowne. Do tej pory Damian korzystał
z możliwości wyjazdu na leczenie w Specjalistycznym Szpitalu Kompleksowej
Rehabilitacji i Ortopedii Dziecięcej "Górka" w Busku Zdroju, Ośrodku Rehabilitacji
i Hipoterapii "Magdalenka" w Wiatrowie oraz w Ośrodku Leczniczo-Wypoczynkowym
"Dedal" w Polańczyku. Po każdym pobycie można było zauważyć dużą poprawę.
Obecnie Damian zakwalifikował się na turnus rehabilitacyjny w
Ośrodku Leczniczo-Wypoczynkowym "Dedal" w Polańczyku. Po ostatnim pobycie
w ww. ośrodku zaobserwowałem znaczną poprawę stanu jego zdrowia, bardzo
dobrze odebrał zmianę klimatu, co zmobilizowało go do ćwiczeń i walki z
własną chorobą. W ww. ośrodku Damian ma fachową opiekę, wiele zabiegów,
które pozwalają mu poprawić stan własnego zdrowia. Widząc uśmiech na twarzy
mojego syna jestem najszczęśliwsza na świecie, bo wiem, że jeśli Damian
ćwiczy pod fachowym okiem specjalistów to widoczne są efekty jego rehabilitacji.
Sama nie jestem w stanie zebrać kwoty potrzebnej mi na wyjazd na rehabilitację,
więc zwracam się z ogromną prośbą o pomoc. Zebranie kwoty potrzebnej na
rehabilitację mojego syna to największy cel w moim życie, dlatego proszę
o pomoc.
Damian ma duże szanse na poprawę stanu swego zdrowia, a brak
fachowej rehabilitacji ogranicza jego szansę na normalne życie. Nie bądź
obojętny - pomóż cierpiącemu dziecku w powrocie do normalności. Każdy grosik
przekazany na rzecz Damiana przybliża go do zdrowia.
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Nr konta: PKO BP XV O/Warszawa
50 1020 1156 0000 7902 0007 7248 (z dopiskiem) na leczenie i rehabilitację
Damiana Lackowskiego
Ilona Lackowska
Ul. Długa 77, 89-652 Łąg, Tel. 052-398-6994 http://www.kki.net.pl/~pallotyn/Damianek/damian.htm
Od redakcji: Każdy swój rozum i serce ma.
W odpowiedzi p. Ryszardowi Kosiorowskiemu
Panie Ryszardzie, myślę, że z Panem możemy spokojnie podyskutować,
więc dyskutuję. Źle Pan odczytał początek mojego tekstu. Mój pierwszy zarzut
dotyczy pierwszej notatki o śmierci Cz. Miłosza, a nie wywiadu z p. prof.
Majdą. Umarł człowiek. Ja, jako katolik, w takim momencie podaję obiektywną
informację o tym fakcie i na tym koniec. A potem, w zależności od sytuacji,
analizuję problem z różnych punktów widzenia. W "Zapiskach więziennych"
ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego jest fragment dotyczący śmierci tow. Bieruta.
Zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Stamtąd wyrasta moja postawa.
Jeśli chodzi o ten wywiad, to nie podjąłem dyskusji z profesorem,
bo w tej dziedzinie specjalistą nie jestem. Ale przeczytałem szybko te
dwie wspomniane książki i doszedłem do wniosku, że sprawa jest dużo poważniejsza,
niż się wydaje "szybkomyślącym". Nie można o nikim, a więc i o śp. Czesławie
Miłoszu, napisać tylko źle i uważać to za całą prawdę. Z tego punktu widzenia
wspomniany wywiad nie jest obiektywny, czyli jest tendencyjny, bo mówi
się w nim tylko źle o Miłoszu. Starożytni podali prostą regułę,
która pozwala ocenić szybko, czy coś jest prawdą, czy nie. Ta reguła mówi
tak - prawda ze wszystkich stron jest taka sama. Nie było też moim zamiarem
bronić śp. Czesława Miłosza. Wystarczy uważnie przeczytać mój tekst. Moim
zamiarem było zwrócenie uwagi na niewłaściwe, od samego początku, potraktowanie
całej sprawy przez "Nasz Dziennik". Uważam, że to m.in. "przyczyniło" się
do tego, że właśnie został pochowany na Skałce.
Ten epizod posłużył mi do podjęcia, moim zdaniem, bardzo ważnego
i na czasie tematu, błędów w polskich mediach katolickich. Jeśli
ktoś uważa, że w polskich katolickich mediach nie ma żadnych błędów, to
wyrządza wielką krzywdę tym mediom. Jeżeli twórcy tych mediów nie przyjmują
do siebie żadnej krytyki, żadnych uwag o swojej pracy, żadnej oceny ich
pracy, to sami sobie i nam wyrządzają krzywdę. A przecież to są nasze media,
a nie tylko ich. Raz jeszcze powtórzę, że cenię sobie, i to bardzo, i "Radio
Maryja", i "Nasz Dziennik". Powiem więcej, cenię także o. Tadeusza Rydzyka,
bo dokonał rzeczy wspaniałych. Ale, jeżeli ktoś mi powie, że nie widzi
nic złego w tych mediach, to niestety, różnimy się, i to bardzo.
Ale żeby z tej dyskusji wynikło jakieś dobro, to musimy zrozumieć
jeszcze jedną zasadę - jeśli ktoś krytykuje o. Rydzyka, to nie zawsze jest
to "atak na o. Rydzyka". Jeśli ktoś krytykuje "Nasz Dziennik", to nie zawsze
jest to "atak na ?Nasz Dziennik=". Nikt ze mnie nie zrobi wroga polskich
mediów katolickich. Mam też swoich nauczycieli wiary katolickiej i miłości
bliźniego, od dziecka tych samych i dziękuję za wszelką radę w tym zakresie.
Dlatego do dalszej dyskusji na ten temat zapraszam te osoby, którym naprawdę
leży na sercu dobro polskich mediów katolickich i które potrafią spokojnie
myśleć. Mam nadzieję, że o. Marian Gil i p. Kinga Faściszewska
i p. Paweł Skurski i inni pracownicy KSM Radio w Toronto, których nie znam
z nazwiska, nie zaliczą mnie do swoich wrogów. A jeśli już zaliczyli, to
proponuję spojrzeć na tę sprawę inaczej. Czy ktoś jest przeciwny temu,
aby program "Radia Maryja" był nadawany w innych godzinach niż program
KSM Radio? Mam nadzieję, że nie. A zatem, jeśli "Radio Maryja", z ważnych
przyczyn, rzeczywiście nie może zmienić swojego czasu nadawania programu,
to mam nadzieję, że uczyni to szybko o. Marian Gil. I wtedy nie tylko zyskamy
2 godz. katolickiego radia w naszych rodzinach, ale zarazem jako efekt
uboczny, będziecie mieli jednego wroga katolickich mediów mniej. A jeśli
starczy nam wszystkim wyobraźni, to mam nadzieję, że radość z jednego powalonego
wroga będzie większa niż z 99 pochlebców, szum czyniących. I z tego będę
się cieszył i ja. Nikt też nie zrobi ze mnie czytelnika "Gazety
Wyborczej". Powtórzę raz jeszcze. Katolickie pismo powinno zawierać wszystkie
informacje, tak aby nikt z nas nie musiał brać do ręki tej gazety.
Skończyłem właśnie czytać wywiad z ks. Ireneuszem Skubisiem, redaktorem
naczelnym tygodnika "Niedziela", zamieszczony w "Niedzieli" z datą 26 IX
2004, na temat mediów katolickich. Znalazłem tam ocenę, pod którą podpisuję
się prawą ręką: "Naszym podstawowym zadaniem jest dobra informacja oraz
przekazywanie prawdy ewangelicznej. Prawda ewangeliczna to sama treść Pisma
Świętego, a także wypowiedzi Ojca Świętego i Magisterium Kościoła. Informacja
powinna być obiektywna, a komentarz do niej spokojny, życzliwy, mający
na uwadze dobro każdego człowieka". Mówiąc o katolickich mediach, mamy
zazwyczaj na uwadze głównie katolików, ludzi wierzących.
A czy katolickie media nie powinny służyć także i tym, którzy
są z boku Kościoła? I czy aktualnie im służą? Uważam, że nie. Co więcej,
uważam, że ludzie wierzący ciągle jeszcze częściej biorą do ręki "GW" niż
"Nasz Dziennik". Najlepiej świadczą o tym wyniki wyborów i referendum.
I sytuacja nie zmieni się, jeżeli katolickie media będą "odsyłać" swoich
czytelników po "więcej" wiadomości do tej przykładowej "Gazety Wyborczej".
Ja nie mówię, że katolickie media poruszają niewłaściwe tematy.
Ja mówię, że one niewłaściwie poruszają niektóre tematy, a innych nie poruszają
w ogóle. I to jest ich największy błąd. Nie muszę chyba nikogo przekonywać,
że dla "GW" pracują wybitni fachowcy od manipulacji. I jednym z efektów
ubocznych służby katolickich mediów narodowi polskiemu powinno być "zniechęcenie"
ludzi do sięgania po "GW". A tak się nie dzieje.
Nie smucą mnie głosy paszkwilantów i "zawziętych" obrońców Radia
"Maryja" czy "Naszego Dziennika". Z tym się spotkałem już nie raz. Natomiast
smuci mnie, i to bardzo, że w tak ważnej sprawie nie słychać w ogóle głosów,
które podzielałyby moją troskę o to, aby uzdrowić katolickie media.
Nawet we wspomnianym wyżej wywiadzie w "Niedzieli" rozmówcy winią wszystkich,
ale nie widzą błędów u siebie. Np. jak można zachęcać dzieci czy młodzież
do czytania "Niedzieli", jeżeli tam nic dla nich nie ma do czytania. Jest
to poważny problem, budowania domu od komina. A przecież, żeby p. Janek
czytał "Niedzielę", to w tej "Niedzieli" wcześniej musi być coś "dla Jasia".
Żeby ostudzić zapał i zawziętość niektórych czytelników "Gońca",
dodam wyraźnie, że uważam tygodnik "Niedziela" za najlepszy tygodnik katolicki
w Polsce. I czytam go od wielu lat, od deski do deski, podobnie jak "Nasz
Dziennik". Ale to nie znaczy, że np. już od następnego wydania nie powinno
się w nim znaleźć więcej informacji na temat Światowych Dni Młodzieży w
Kolonii i innych tematów dla młodych czytelników.
W istniejącym systemie zdrowia przyjęta jest koncepcja, że największymi
wrogami naszego zdrowia są te wstrętne wirusy i bakterie. A zatem główny
zadaniem tzw. służby zdrowia jest walka z wirusami i bakteriami, czytaj,
naszymi wrogami. Wychodząc z tego założenia, proponuje się nam coraz więcej
tzw. szczepień ochronnych, aby nas uchronić od tych wszystkich chorób,
których z roku na rok przybywa. Ale jest też i inna koncepcja, która mówi,
że przyczyną naszych chorób nie są wirusy i bakterie, tylko osłabiony,
chory organizm człowieka, czyli w wielkim skrócie, głód i bieda. Wychodząc
z tej koncepcji, właściwa troska o nasze zdrowie to nie walka z naszymi
wrogami, ale odcięcie się od przyczyny naszej choroby i wzmacnianie naszego
organizmu, naszego systemu odpornościowego, aby był na tyle zdrowy i silny,
by nie pozwolić szaleć bakteriom i wirusom. I taką właśnie terapię proponuję
zastosować w stosunku do polskich mediów katolickich. Prawdziwi wrogowie
Kościoła i katolickich mediów nie śpią. Atak sunie za atakiem. Im prędzej
wzmocnimy nasze katolickie media, tym skuteczniej będziemy mogli oddziaływać
na nasze codzienne życie.
Nie mogę się też zgodzić z opinią, że nie nam dyskutować o polskich
mediach katolickich. A czy to nie są też i nasze media? Ewentualnym dyskutantom
proponuję więcej życzliwości, więcej miłości do drugiego człowieka. Nie
generujcie sobie wrogów, bo nie każdy się do tego nadaje. Usuwać trzeba
przyczyny choroby, czy może lepiej powiedzieć, słabości, naszych katolickich
mediów, a nie "zawzięcie" i na oślep walczyć z "wrogami".
Emanuel Czyżo
Od redakcji: Panowie, cieszy nas, że ze sobą rozmawiacie...
GONIEC NR 39 (42)
(24-30
IX 2004)
Wygrana!!!!!!!!
Z głupotą i bezmyślnością wcale nie jest tak trudno walczyć.
Wystarczą logiczne argumenty. Pisałam do pana o mieszanych klasach w szkole
mojej wnuczki. Wcale nie było trudno, z dwóch klas mieszanych, stworzyć
normalne dwie klasy, drugą i trzecią. Przyjęto nawet nowego nauczyciela
dla klasy trzeciej!!! (to mnie najmniej interesuje). Dla mnie i mojej córki
jest to ogromna satysfakcja. Na polu walki byłyśmy same. To przerażające,
jaki brak odwagi wykazała reszta rodziców.
Specjalnie też napisałam o kiepskiej znajomości j. ang. Liczyłam,
że uda mi się złapać jakiś kontakt. Niestety - "Jak umiesz liczyć, to licz
na siebie".
SZ.P. Pańskie nawoływania, do jedności Polonii, to głos" wołającego
na puszczy".
Życzę panu sukcesów.
M. Tchórzewska
Od redakcji: Gratulujemy, czas uwierzyć w siebie!
Nauka poszła w las
Moja krytyka (analiza i ocena wartości atykułu p. Czyżo), zaprawiona
ironią (zamaskowaną kpiną, drwiną zawartą w pozornej aprobacie) i lekkim
sarkazmem (gorzkim i drwiącym), została przyjęta jako paszkwil, taki sam
jaki Rzymianie anonimowo zawieszali na uszkodzonym posągu - pełen oszczerstw
i obelg pod adresem wroga.
Wrogów nie mam, obelg i oszczerstw (złośliwych, bezpodstawnych,
fałszywych oskarżeń) nie rzucałem, wystąpiłem pod własnym nazwiskiem -
skąd więc ten paszkwil?! Czyżby zatkało? Odebrało dech? Zabrakło słów?
Dowiaduję się, że to, co napisałem, było niesprawiedliwe, bo
intencje były dobre. To, co było w sercu, rzekomo było w tekście. Nieprawda.
W tekście wyraźnie była "nienawiść" - gołosłowne pomówienie mediów katolickich
o łamanie prawa Bożego.
Tylko Pan Bóg zagląda do ludzkiego serca. Naszym osądom mogą podlegać
wyłącznie czyny i słowa.
Pani Stelli Tarkowskiej dziękuję za mimowolne poparcie. Uznanie
zdolności do krytycyzmu może każdemu tylko pochlebiać. Krytycyzm bowiem
jest postawą umysłową i badawczą, dociekającą racji wszelakich przekonań,
gotową do przyjęcia twierdzeń tylko uzasadnionych i sprawdzonych.
Co do choroby - to przyznaję się bez bicia, że choruję na pewien
typ alergii - trzęsie mnie, gdy słyszę, że krytycyzm może być grzeczny
lub niegrzeczny, gdy ktoś z góry zakłada, że na "celną krytykę" można
reagować tylko zemstą lub zarzuca komuś "kompletne wypaczanie" i "niesprawiedliwe
oskarżanie", puszczając wodze emocjom.
Na koniec zapewniam, że pilnie śledzić będę dalsze harce i ujeżdżanie
krów nieświętych, a z zapartym oddechem będę czekał na niebezpieczny,
karkołomny skok na grzbiet krowy świętej (media niekatolickie)
i wyrażam nadzieję, że tym razem nauka nie pójdzie w las.
Jerzy Dulat
Od redakcji: My również kochamy słowny sparring.
Szanowna redakcjo,
Czyżby pan Emanuel Czyżo nie zauważył, że ropuchę podrzucono
na Skałkę? Co z tego, że Noblista? Jak to, co głosił przez tyle lat, ma
się do prawdy i zwykłej uczciwości?
Zarzucając brak profesjonalizmu profesorowi historii literatury
UJ, musi pan Czyżo wykazać się czymś więcej, ponieważ jest to naukowiec
z długoletnim stażem, a w tym przypadku bardzo dobrze przygotowanym do
tematu, i do tego sporu należało przygotować się merytorycznie, a nie tylko
"po łebkach".
Nie wiem, czy obraził pan kogokolwiek, ale na pewno poruszył
pan ważny temat, na który jak najbardziej trzeba dyskutować, ponieważ na
Skałce powinni leżeć zasłużeni dla narodu polskiego. Zgadzam się z panem
Emanuelem, że "Nasz Dziennik" powinien zawierać więcej informacji up-dated,
rzetelnych, z pierwszej ręki, w tym także sportowych. "Nasz Dziennik" nie
jest tendencyjny. 98% (według Waldemara Łysiaka) mass mediów w Polsce są
nie polskie, czerwone, liberalne, masońskie i są w permanentnym ataku na
pozycje narodowościowe i katolickie, a szczególnie na "Radio Maryja" i
"Nasz Dziennik".
"ND" wie, że najlepszą obroną jest atak, i stąd to wrażenie,
że jest tendencyjny. Na pewno powinien mieć lepszą szatę graficzną, żeby
być bardziej poczytnym, a czy popisał się czy nie, umieszczając na swoich
łamach wywiad z prof. Majdą, to oceni historia. Prawda wcześniej czy później
wypłynie na wierzch, a o faktach należy pisać i mówić, nawet jeśli to boli.
Noblowy podrzutek powinien nazywać się Czeslaus Milosevicius, będzie to
bliższe prawdy.
Kilka lat temu umarł po ciężkiej chorobie, prawdziwy polski poeta,
który z czerwonymi świniami się nie skumał i zaraz po śmierci próbowano
zszargać mu opinię. Mowa tu o "Gazecie Wyborczej" (Wybiorczej) i Zbigniewie
Herbercie. On to powinien być pochowanym na Skałce, ponieważ jest polskim
wieszczem. Nie daj się pan przerobić, panie Emanuelu,
na przysłowiowego dudka polskojęzycznym dyżurnym fałszerzom, wysoko wykwalifikowanym
cwaniakom z Azji Mniejszej. I to by było na tyle.
Z pozdrowieniem
Ryszard Kosiorowski,
były mieszkaniec Hotelu World.
Od redakcji: Zgadza się, Herbert był wieszczem i na Skałkę
zasłużył.
Szanowna Redakcjo,
Wydaje mi się, że prowadzenie dyskusji na temat domniemanych
win, braku obiektywności i wiarygodności mediów katolickich na łamach "Gońca"
nie ma sensu. Jednakże ostatniego listu z 17 września p. Emanuela Czyżo
nie można zostawić bez odpowiedzi.
Przyznam się, że autora tego listu kompletnie nie rozumiem. Każda
następna wypowiedź pod adresem tych mediów jest coraz ostrzejsza. Padają
takie zarzuty, jak: nieobiektywne, niewiarygodne, pełne nienawiści, zelżywe.
Nie ma natomiast żadnych konkretnych przykładów tej zelżywości. W ten sam
sposób te same zarzuty stawiane są tym mediom w Polsce przez ośrodki libertyńsko-lewicowe.
Często dopisuje się jeszcze do tych zarzutów, że są antysemickie, antykatolickie
i działają na szkodę Polski. Jak zaznacza autor, cały ten atak jest podyktowany
wielką troską o te media. Co za przewrotność?
Poruszona została również sprawa nadawania audycji radiowej przez
KSM i RM o tej samej godzinie. Ta sprawa była już wielokrotnie wyjaśniana
i wydawało się, że mądremu wystarczy. Początkowo KSM i RM nadawały wspólną
audycję w Kanadzie o tej samej godzinie. Jednakże postępujący rozwój RM
i jego zwiększający się zasięg zmienił sytuację. Nadając audycję na kontynencie
amerykańskim do szeregu miejscowości, takich jak: Toronto, Chicago, Detroit,
New York, wymagało synchronizacji w przekazywaniu sygnału. W 1998 r. RM
zmieniło częstotliwość nadawania audycji z 530 AM na 1320 AM. Sygnał radiowy
RM przekazywany jest do Ameryki poprzez satelitę, ze względu na znaczny
koszt przekazywania tego sygnału ustalono wspólną godzinę emisji dla wszystkich
stacji naziemnych na tym kontynencie. Nie ma obecnie możliwości renegocjacji
z tymi stacjami w sprawie zmiany godzin nadawania. Jest to ze względów
technicznych niemożliwe, nie mówiąc o tym, że podniosłoby to znacznie koszty
nadawania, na co RM nie ma pieniędzy. Jak widać, nie ma tu żadnego uporu
i złośliwości ze strony RM odnośnie tych samych godzin emisji audycji.
Czy natomiast KSM może zmienić godziny nadawania, nie wiem, nigdy się o
to nie pytałem. Nigdy ze strony RM nie były wysuwane pretensje pod
adresem KSM. Kto tu właściwie mąci i dlaczego?
W swoich listach p. Emanuel Czyżo, uzasadniając swoje ataki,
powołuje się kilkakrotnie na opinię rozmówców. Radziłbym zmienić rozmówców
na takich, za których nie będzie się musiał Pan w przyszłości wstydzić.
Bezpieczniej jest kierować się własnym zdaniem.
Z poważaniem
Adam Kurzaj
Od redakcji: Nigdy nie zaszkodzi rozmawiać nie tylko z ludźmi
ze swojej kanapy.
Szanowny Panie Redaktorze
Dosyć dawno już nic nie napisałem do mojego ulubionego "Gońca",
jako że ostatnio podróżowałem po Polsce. Była to bardzo ciekawa podróż
oraz rozmowy, o sytuacji w naszej Ojczyźnie. Spotkania z moją Rodziną i
Przyjaciółmi. Bilet, jak zwykle, kupuję u naszego przewoźnika , jakim jest
LOT. Trzeba bowiem zawsze popierać co nasze, chociaż różnie na ten temat
gadają. PIAST załatwił mi bilet sprawnie, z pewną zniżką jako seniorowi,
za co składam dzięki.
Były jednak pewne perturbacje, ponieważ odlot opóźnił się prawie
o cztery godziny. Po odprawie czekałem dłuższą chwilę na wejście do samolotu.
Przed samym wejściem serwowano nam darmowo "Rzeczpospolitą", "Wyborczą"
oraz "Kulisy". Niektóre osoby zabierały ze sobą, inne przechodziły
obojętnie. Zawsze się zastanawiałem, skąd taka filantropia u tychże wydawców.
Przecież redaktorzy, papier, farba, transport, nie mówiąc o innych sprawach.
Dobrzy wujkowie chcą nas uraczyć swoimi piśmidłami, mając swój ukryty cel
oraz manipulacje.
Jedna pani przede mną złapała kolorowe "Kulisy" z pewnym zadowoleniem.
Tak szczerze mówiąc, to ja również kiedyś miałem w ręku to czasopismo.
Powinno ono zmienić swoją nazwę adekwatnie do poruszanych tam tematów,
które są serwowane dla libertynów i ludzi, których interesują wszelkiego
rodzaju burdel-jatki.
Usiadłem spokojnie na swoim miejscu, chowając podręczny bagaż.
Tuż prawie obok mnie usiadła owa pani, która natychmiast zajęła się "Kulisami".
Samolot wystartował, byliśmy - jak to niektórzy mówią - trochę bliżej Pana
Boga. Krótka informacja odnośnie lotu oraz pewne pouczenia na wypadek jakiejś
awarii. Następnie znowu zaczęto roznosić wyżej wymienione czasopisma, wkładając
prawie do ręki. Pewien starszy pan wziął do ręki "Rzeczpospolitą", rozkładając
szeroko dosyć obszerny format. Uprzejma stewardesa była trochę zdziwiona,
iż nie wyciągam ręki po żadną gazetę. Przyznam się szczerze, że nie lubię
darmochy, zawsze jest w tym coś ukrytego. Pani dalej obok wertowała "Kulisy",
jakby z pewnymi wypiekami na twarzy, musieli znowu opisać jakieś morderstwo
lub kto ostatnio dzielił łoże. Na małym ekranie pojawili się jacyś muzycy,
wydzierając się przerażająco, prawie nie do słuchania. Teraz przecież wszystko
jest nam serwowane ze zgniłego Zachodu, jak to dawniej mówiono.
Wyciągnąłem swoje ulubione "Bajki ezopowe" i zacząłem spokojnie
czytać. Muszę przyznać, że są wspaniałe i wcale nie straciły na aktualności,
pomimo że zostały napisane bardzo dawno temu. Później kolacja, dosyć obfita
oraz przerażająca muzyka, gdzie młodzieńcy, prawie półnadzy, wyczyniali
przeróżne wygibasy. Po kolacji znowu uprzejmie nam oznajmiono, aby
pogasić światła, gdyż wyświetlą nam film. Rzeczywiście,
zaczęto wyświetlać jakiś kryminał, bliżej nieokreślony, pełen scen łóżkowych
i morderstw. Zamknąłem oczy, starając uciąć sobie drzemkę, nic jednak z
tego nie wychodziło. Sąsiadka obok odłożyła "Kulisy", zakładając na uszy
słuchawki i z wyciągniętą głową do przodu, oglądała to straszne filmisko.
Lot nawet był spokojny, bez żadnych turbulencji, później śniadanie
dosyć dobre. Lądowanie również spokojne i nasza ukochana Ojczyzna. O Boże!
Chciałoby się zaśpiewać jak to jest wy piosence "Piękna nasza Polska cała...",
wiosna była już w pełni, pełno zieleni oraz ludzie jakoś dziwnie nastrojowi.
Bez żadnych problemów odprawa, następnie przywitanie z Rodziną, uściski
i oczy, które jakoś zachodziły mgłą. Muszę się przyznać, że zawsze, kiedy
wracam do Polski, to serce jakby szybciej bije oraz wspomnienia z przeżytych
tu lat same odtwarzają się w pamięci.
Dosyć nostalgii, powróćmy do rzeczywistości, jaka panuje w naszej
Ojczyźnie. Przyleciałem do Polski, kiedy to była jakby przymiarka kandydatów
do przyszłej prezydentury. Oczywiście, wszędzie królowała pani Kwaśniewska.
Na wszystkich spotkaniach była zawsze na pierwszym miejscu. CBOS ciągle
podnosił procenty, najpierw 34% poparcia, a później prawie 50%. Bez przerwy
mówiono, jaką to będzie wspaniałą kandydatką na prezydenta. Nawet w rozmowie
z moimi znajomymi oni również powtarzali prawie to samo, że ma bardzo dobrą
prezencję oraz umie się wystawiać. Oglądając tę papkę, rzeczywiście człowiek
może w to wszystko uwierzyć. Ja wolałbym, aby był ktoś brzydkim prezydentem,
lecz patriotą i Polakiem, który by służył Narodowi.
Mój znajomy psycholog powiedział mi kiedyś, że rozum z pięknością
nigdy nie idzie w parze. Wpadł mi nawet w ręce pewien wierszyk pod tytułem
"Dynastia", którego fragment pozwolę sobie zacytować.
"Według wszelkich danych
i jak głoszą wieści,
będziemy mieć w Polsce
dynastię Kwaśniewskich.
Po Olku przyjdzie Jolka
i dalej w swej biedzie
będzie nasza Polska.
Dwie kadencje szybko przeminą
i znowu do rządzenia
będzie córka jedyna.
Jest tylko problem
kto będzie następny,
bo Saba już stara
i robi psie wstręty"
... tu muszę przerwać, ponieważ pani Kwaśniewska oficjalnie
oznajmiła wszem wobec, iż nie zamierza kandydować na prezydenta, no a Saba
dokończyła już swego psiego żywota. Czyli problem mamy z głowy. Jednak
historia kołem się toczy i nigdy nic nie wiadomo, te osoby bardzo często
zmieniają swoje zdanie.
Dalej spotykając się ze znajomymi, zwykle rozmawia się bardzo
mało o sprawach istotnych oraz co robić, aby tę sytuację zmienić, jest
jedynie pewną formą narzekania. Zawsze zadaję im podstawowe pytanie, co
zrobiłeś, aby to zmienić, głosowałeś? Zwykle odpowiadają nie, to proszę
nie narzekać!
Dużo mi mówiono o tak zwanym cyrku, ja pytam o jakim cyrku. Oni
podpowiadali o cyrku Rywin - Michnik, dając mi do ręki następny wierszyk,
który chyba trzeba również zacytować.
"Jedni mówią,
że przyszedł Rywin do Michnika, inni że Michnik do
Rywina.
A ja wam powiadam,
iż jest to jedna
i ta sama glina,
w której miesza lawirant Rokita,
a razem z nim cała towarzyszy świta.
Nawet wezwali Millera,
którego podobno poniosła cholera
zaczął Ziobrze wymyślać od zera. Kwaśniewski chciał
śpiewać i tańczyć,
aby wreszcie ten cyrk zakończyć. Jednak dancer z
niego kiepski chyba,
że łyknie sobie większą porcję whisky...
Nie wiem dokąd
ile będzie trwał ten cyrk rządowy, ponieważ o zakończeniu
żadnej nie ma mowy.
A może potrwa do końca kadencji,
Rywin, Michnik oraz Miller się wykręci.
Pan prezydent potwierdzi
i będzie radość dla przeróżnej gawiedzi."
Rzeczywiście, posłowie oraz rząd, zamiast zająć się sprawami
istotnymi dla kraju, zajmują się tego rodzaju aferami. Jeszcze jedna się
nie zakończyła, a już następne czekają w kolejce, a to Orlen, sprawa Nauma
w służbie zdrowia, czerwony baron z Łodzi, przekręty w Opolu oraz w Poznaniu,
można by tu wymieniać prawie bez końca. Człowiek zadaje sobie pytanie,
gdzie jest ten rząd, gdzie prokuratorzy oraz wymiar sprawiedliwości. Kiedyś
zaproponowano, aby wreszcie zrobić porządek.
Powróćmy jednak do kampanii, która równolegle biegła na rzecz
przystąpienia do Unii Europejskiej. Euroentuzjaści, aż do znudzenia serwowali
nam w radiu i telewizji oraz ma różnych spotkaniach, jaki to będziemy mieć
raj po wstąpieniu. Pamiętam przecież, jak poprzednio zachwalali nam raj
sowiecki, czyli przedtem sekretarze, teraz znowu komisarze. Przy bardzo
niskiej frekwencji, większość zagłosowała za przystąpieniem do Unii. Towarzysz
prezydent, Miller oraz inni sługusi wiwatowali, popijając szampanem zwycięstwo,
speaker bez przerwy powtarzał, a jednak Naród zagłosował za przystąpieniem.
Następnie znowu wybory kandydatów do tejże Unii. Znowu bardzo
niska frekwencja, czyli około 20% wybrano kandydatów z poszczególnych
partii. CBOS oficjalnie powtarzał, że największą szansę ma oczywiście Platforma
Obywatelska, Samoobrona oraz Prawo i Sprawiedliwość. Nastąpiła jednak gruba
pomyłka, ponieważ na drugim miejscu znalazła się Liga Polskich Rodzin,
a nawet przepoczwarzona lewicowa partia zdobyła pewną ilość mandatów. I
masz babo placek, wszystko pięknie się odbywa, zgodnie z kluczem proporcjonalności,
dla poszczególnych partii. Nieważne, jakim kto jest kandydatem, nawet słynny
guru Unii Wolności towarzysz Geremek załapał na stanowisko w tejże Unii.
Smutne to jednak, ale prawdziwe, tak dalej być nie może. Sytuacje te mogą
zmienić tylko przyspieszone wybory większościowe oraz wybór Polaków patriotów,
którym dobro Ojczyzny leży na sercu.
Trzeba przyznać, nastąpiła całkowita alienacja rządu od społeczeństwa.
Ktoś nawet napisał, że Polska nierządem stoi i chyba ma rację, czyli rzeczywiście
ludzie mają racją uważając oceną sytuację za jakiś cyrk. Musi to jednak
ulec zmianie, ponieważ społeczeństwo ma tego wszystkiego dosyć.
Muszę również odnotować bardzo uroczyste pożegnanie pułkownika
Kuklińskiego przy pochowaniu Jego prochów oraz Syna. Przyszło ponad dwadzieścia
tysięcy Polaków, aby oddać hołd za Jego zasługi. Ponieważ dzięki niemu
Polska uniknęła uderzenia atomowego, gdyż Amerykanie byli gotowi użyć broni
atomowej, aby stworzyć barierę dla Armii Czerwonej i sojuszników, którzy
planowali uderzyć na Zachodnią Europę. Pożegnano więc bohatera wysokiej
rangi. Na ową uroczystość przybył również prezydent miasta Warszawy, on
nie miał wątpliwości o Jego bohaterstwie.
Natomiast cała masa szczekaczy, ponieważ tych ludzi inaczej nazwać
nie można, ciągle powtarzała, iż jest to kontrowersyjny bohater. Kiedy
te osoby wreszcie zrozumieją co to jest bohaterstwo, i zaczną myśleć logicznie,
a nie powtarzać jak papugi słuchając pewnych nakazów. Uroczystość w telewizji
była pokazana bardzo skromnie, oni mają już w tym wprawę, zaś podanie liczby
uczestników sprawiało im duże trudności nawet w elementarnej matematyce.
Niektórzy nawet powiadają, iż nie jest to telewizja społecznej informacji,
a raczej społecznego ogłupiania i dezinformacji.
Trzeba również odnotować bardzo uroczyste obchody 60-lecia Powstania
Warszawskiego. Tu znowu trzeba schylić czoło przed prezydentem Kaczyńskim,
panem Jackowskim i kombatantami, którzy uczestniczyli w tej wielkiej uroczystości.
Dopiero po 60 latach oddano należyty hołd naszym bohaterom, którzy oddali
życie za naszą wolność. Nie obyło się również bez różnych komentarzy, którym
jakoś nie w smak były te uroczystości.
Kończąc prawie podróż, muszę jeszcze napisać parę zdań o jeszcze
jednej uroczystości, jako że zmarło się towarzyszowi Kuroniowi. Tutaj nie
było żadnej wątpliwości co do bohaterstwa. Urządzono na cmentarzu prawie
że akademię, były przeróżne modlitwy i żałosne pożegnania. Przyszli prawie
wszyscy Jego zwolennicy i prześcigali się w hymnach pochwalnych na Jego
cześć. Nawet nasz były prezydent Wałęsa nie omieszkał wyznać, iż nie byłoby
"Solidarności" bez towarzysza Kuronia.
Tutaj niewątpliwie ma rację, nie byłoby takiej rozwalonej "Solidarności",
jaka pozostała, dzięki właśnie Kuroniowi. Tak jak wcześnie rozwalał harcerstwo,
walterowcy, czerwone chusty, nazwano Go nawet niszczycielem Polskiego Harcerstwa.
Powiadają niektórzy, iż o zmarłych nie powinno się mówić źle, ja natomiast
uważam, że należy mówić prawdę. Dobrych należy chwalić, złych potępiać.
Nawet jeden z gorliwców oznajmił mi, że siedział w więzieniu i działał
w opozycji. To prawda, ale Jego więzienie wyglądało inaczej, z kolorowym
telewizorem w schludnej celi pełnej prasy i książek. Jedyną Jego pretensją
było to, że kucharze podali mu pewnego razu przypaloną zupę. Nie omieszkał
nawet napisać list do generała Kiszczaka. Inni moi koledzy, którzy również
siedzieli w więzieniu, bardzo często zbierali zęby po celi i nie mogli
się doprosić ołówka ani kartki papieru. Mój rozmówca umilkł, nie mając
żadnych argumentów na obronę.
Kuroń był nawet posłem w Sejmie, wybrany z tak zwanego klucza
proporcjonalności, nie mając zbyt wysokiego poparcia, a już powiedzenie,
iż bardzo dobrze się wysypia w Sejmie, jest czystą kpiną. Jego zupki były
zwykłą komedią dla pokazania pospólstwu Jego wspaniałomyślności. Ks. Paleczny
od początku transformacji opiekuje się ludźmi bezdomnymi i niekiedy bezrobotnymi,
ale o tym ani słowa.
Szczytem już chyba jakiegoś nieporozumienia była wypowiedź pożegnalna
ks. Bonieckiego, który to określił towarzysza Kuronia jako chrześcijanina.
Podobno nie chodził do kościoła ani na pielgrzymki, lecz był inaczej wierzącym.
O Boże! Wszystko w naszej Ojczyźnie nie jest tak, jak być powinno. Patrzeć,
jak niedługo zostaną powzięte starania, aby go wynieść na ołtarze.
Można by prawie pisać bez końca o przeróżnych geniuszach. Kończąc
pragnę donieść, że nie zauważyłem żadnego zbratania kleru z komunistami,
a wręcz przeciwnie, pewnego rodzaju nienawiść i wypisywanie przeróżnych
paszkwili, aby ośmieszyć przed społeczeństwem. Wirtualny prezydent wcale
nie ma takiego szerokiego poparcia, jak to kiedyś sugerował pewien pan
w pańskim "Gońcu", pisząc również, iż Polacy zdolni są tylko dojść do składu
z węglem. Skąd takie skojarzenie, to nawet nie mam pojęcia. Nawet się obraził
na moją wypowiedź i swoje argumenty rozpoczął od inwektyw. Trudno jest
jednak prowadzić polemikę z tego rodzaju osobami. Trzeba przerwać, ponieważ
można się zanudzić. Musiałem jednak coś napisać, przywożąc taki bagaż wrażeń
z Polski.
Zdążyłem również wyczytać, że posiadacie już swój lokal, który
poświęcił ks. Błażejak, z czego bardzo się cieszę i życzę dalszej pomyślności
dla "Gońca".
Z wyrazami szacunku,
Stanisław
(Nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Dziękujemy, nam też w Polsce serce szybciej bije,
rozumiemy więc Pana irytacje.
Za cudzołóstwo do więzienia! - to "żart", tak się wyraził
jakiś mądrala z UE. Ja rozumiem, że "wolna miłość", aborcje, eutanazja
to nie są żarty i dlatego właśnie zastanawiam się - kto sobie robi jaja?
Kto jest głupszy? Wiele osób uważa Czeczenów za zbrodniarzy, ale
jak było naprawdę, nikt nie wie. Że wojsko, armia rosyjska wprowadza od
lat w Czeczenii "demokrację", wiemy wszyscy, mordują, gwałcą, biją, torturują
- oni mogą? Rozumiem, że to niczego nie tłumaczy, ale teraz jak na dłoni
widać kto i po co wymyślił terroryzm. Trudno uwierzyć, że siatka bin Ladena
jest nie do zlikwidowania, oni po prostu są potrzebni.
Podobno za problemy w Palestynie odpowiada Arafat, popierany
kiedyś przez Sowietów terrorysta. Całkowita racja, w Polsce działa kilkuset
z tej samej szkoły. Ups - Izrael, wyspa demokracji - faktycznie?
Ale bardzo dużo ludzi ma całkowicie inne zdanie. Porównując liczbę ofiar
Izrael - Palestyńczycy i Rosja - Czeczenia, jakoś ta "demokracja"
czkawką się odbija. Już niedługo ta "demokracja" przypełznie do Europy,
nie na kozackich szablach, nie na tysiącach czołgów, wślizgnie się z boku
po karkach wielbicieli. Ich protoplaści pisali pełne zachwytu peany na
temat stalinowskiego raju, a dzisiaj masa naiwniaków cały czas wierzy,
mimo wszystko. Tak jak i "nasi", widzą dla siebie szansę w nowej rzeczywistości.
A propos, już niedługo p. Kwaśniewska ma patronować konferencji
KPA w Waszyngtonie, afera ORLENU zatacza coraz większe kręgi, czym się
biedaczka pochwali?
W Warszawie na Zamku Królewskim, a jakże, tow. Kwaśniewski
zorganizował spęd "Wrzesień 1939", różni fachowcy i "honorowy" gość tow.
Jaruzelski , gimnastykowali się z tematem - ile błędów zrobiło przedwojenne
dowództwo? Czy mówiono coś na temat zdradzieckiego ataku ze Wschodu - agencje
milczą. Jakoś brak dyskusji i działań w temacie bezrobocia i długu niespotykanej
dotąd wielkości.
Tow. Balcerowicz wykonuje swoją misję, banki na siłę dają kredyty,
ludzie muszą być zadłużeni, stara sprawdzona metoda.
Ale wszystko jest niczym, będzie wspaniale, gdy "wieszcz" z "Gazety",
przy pomocy swoich długich palców i trzonka od patelni - sklonuje się.
Noblistów będziemy mieli na pęczki.
Sierzputowski Janusz
PS Już kilka tygodni wstecz zaprosiłem do współpracy p. Wojciecha
Gryca z Radykalnej Demokratycznej Partii. Wydaje mi się, że w sprawie Janusza
Rybaka chodzi właśnie o demokrację.
Od redakcji: Panie Januszu, w przypadku p. Rybaka chodzi o
zwykłą ludzką przyzwoitość...
GONIEC NR 38 (41)
(17-23
IX 2004)
Szanowna Redakcjo,
Nie odpowiadam wprost na tekst p. Jerzego Dulata, który zamieściliście
w poprzednim numerze "Gońca", bo jest to paszkwil, w którym p. Dulat" wymyśla"
mi poglądy i postawy, których nie ma w moim tekście pt."Prawda, miłość,
obiektywność i takt" ani w moim sercu.
Nikomu tym tekstem, mam nadzieję, nie ubliżyłem ani nie zaszkodziłem.
Moim zamiarem było i jest zwrócenie uwagi na działania i postawy, które
szkodzą naszym katolickim mediom, i które powinny być usunięte. Zarówno
"Nasz Dziennik", jak i "Radio Maryja" uważam za wspaniałe osiągnięcia i
życzę im, aby z dnia na dzień stawały się bardziej katolickie. A to m.in.
znaczy bardziej obiektywne i mniej tendencyjne. Mam nadzieję, że unikniemy
wtedy wielu "ataków na katolickie media" i zyskamy większą wiarygodność,
także wśród tych, którzy nas jeszcze nie czytają i nie słuchają.
Niestety, nie traktuję tych mediów jako "świętych krów", dlatego
zwracam uwagę na, moim zdaniem, niewłaściwe postawy i działania. Oto jeszcze
jeden problem, który z natury swej jest może błahym, ale podważa wiarygodność,
zarówno "Radia Maryja", jak i Radia KSM z Toronto. Od wielu już lat, te
katolickie radia nie mogą osiągnąć porozumienia i zgody i dzień w dzień
o tej samej godzinie (20.00) nadają swoje audycje. Wszyscy o tym mówią"
po cichu", a to oznacza, że "źle się dzieje". "Panie, o czym tu mówić,
jeżeli dwaj wodzowie katolickich rozgłośni nie mogą się porozumieć i nie
pozwalają nam słuchać i ?Radia Maryja=, i ?KSM=, tylko nam i sobie wzajemnie
przeszkadzają". To jest opinia jednego z moich rozmówców.
Piękne słowa niewiele znaczą, jeśli nie mają one potwierdzenia
w działaniu. Słyszy się często o tym, że naród niby katolicki, a wybiera
komunistów, aby nim poniewierali. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele,
ale jedną z nich, moim zdaniem, jest właśnie brak obiektywności i wiarygodności
w mediach katolickich. Usuńmy najpierw swoje błędy, a potem będzie nam
łatwiej żyć i naprawiać błędy innych.
Emanuel Czyżo
Od redakcji: No właśnie, najpierw warto wydłubać belki
z własnych ócz.
Szanowny Panie Redaktorze!
Z niemałym zdziwieniem i zaskoczeniem przeczytałam list pana
Jerzego Dulata wydrukowany w ostatnim numerze "Gońca". Moje zdziwienie
dotyczyło dwóch spraw. Najpierw nie mogłam pojąć kompletnego niezrozumienia
i wypaczenia treści artykułu Emanuela Czyżo. Polemika, szczególnie na łamach
prasy, jest bardzo zdrowa. Niegrzeczny krytycyzm (nie mylić z krytyką),
uzasadniony lub nie, to już objaw choroby. Na końcu zaskoczyło mnie określenie
"pięknie" w pańskim podziękowaniu "za wypowiedź". Domyślam się, że zna
pan Emanuela Czyżo, jego nazwisko figuruje na liście współpracowników "Gońca",
oraz treść omawianego artykułu. Musi więc pan zdawać sobie sprawę, jak
brzydkie i niesprawiedliwe są zawarte w liście oskarżenia. Użycie wyrazu
"pięknie" sugeruje jednak pańską aprobatę.
Może się mylę, ale wygląda mi to na zemstę za celną krytykę,
wyrażoną przez Emanuela Czyżo o artykule o zdrowiu.
Z poważaniem,
Stella Tarkowska
Od redakcji: Pani Stello, myli się Pani.
Do polonijnej prasy
W nawiązaniu do obecnej sytuacji w Związku Ziem Wschodnich w
Toronto chciałabym wyrazić swoją opinię o tym, co obecnie dzieje się w
naszym Związku.
Wiele ludzi autorytatywnych i godnych zaufania odeszło od nas
na wieczny spoczynek nie tak dawno, pozostawiając nam cenny wzór czerpania
prawdziwych wartości i właściwego historycznego rozumienia trzech słów
naszej nazwy Związek Ziem Wschodnich. W czasie kiedy jeszcze byli wśród
nas, w Związku nie było miejsca na rozłam i nieporozumienia. Związek wspaniale
rozwijał się i funkcjonował. Członkowie Ci zawsze służyli radą i przestrogą,
dbając o to, by w nasze szeregi nie weszli ludzie wrodzy naszym ideom i
naszemu Związkowi. W ten sposób w rękach ludzi wiernych i oddanych chroniony
był zabezpieczony dorobek naszych godnych poprzedników.
Obecnie od jakiegoś czasu z przykrością obserwujemy, jak wroga
naszemu Związkowi grupa ludzi z premedytacją rozbija i osłabia naszą siłę
i jedność. Jest to grono ludzi szerzących złośliwe uwagi, intrygi i nieporozumienia.
Działają na wzór najczarniejszych sposobów znanych z PRL.
Musimy w końcu zrozumieć i ponad wszystko dbać i interesy naszego
Związku. Nie dajmy się zniszczyć. Nie bądźmy lekkomyślni. Tyle mamy za
sobą przykrych doświadczeń. Polonia potrzebuje mądrości i siły, a siła
i mądrość to JEDNOŚĆ. Niestety, dobrze o tym wiedzą Ci, którzy rozbijają
naszą organizację.
Przykro mi jest patrzeć na obecny kryzys w naszym Związku. List
ten kieruję jako protest wobec zaistniałej sytuacji i także jako przestrogę
dla powojennej emigracji, której dorobek jest niszczony na naszych oczach.
Z wyrazem szacunku
Emila Maryla Lis
Sekretarz ZZWRP
Od redakcji: Dziękujemy za opinię.
Zbiórki pod kościołami
Związek Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej istnieje w
Toronto od 1958 roku, założony przez Kresowiaków, członków II Korpusu Wojska
Polskiego i ich rodzin, którzy nie mogli powrócić do swoich domów rodzinnych
po zakończeniu II wojny światowej i osiedlili się w Toronto. Pan
Ziołowski i ja, jesteśmy obecnie jedynymi z oryginalnych członków
Związku.
Związki Ziem Wschodnich RP istniały w wielu krajach, gdzie osiedlili
się Polacy podczas i po zakończeniu II wojny światowej. Zarząd Główny Związku
zrzeszający organizacje kresowiaków w różnych krajach był w
Londynie, w Anglii i był powołany do istnienia przez Prezydenta
Rządu Polski na obczyznie, Rząd Polski w tych czasach był w Londynie,
Anglii. Cele Związku jak określone są w Statucie były bardziej polityczne
w początkowych latach, kiedy marzyliśmy o powrocie do naszych domów
rodzinnych, ale rzeczywistość okazała się inną.
Członkami Związku, według Statutu mogli być tylko Polacy urodzeni
na dawnych Kresach Wschodnich, ich rodziny i przyjaciele, musieli
być zatwierdzeni przez Zarząd Główny w Londynie, a "Zarząd Główny
Związku jest tam, gdzie jest legalny Rząd Polski na obczyznie". Autorytet
Rządu Polski na obczyźnie został powrócony do Warszawy po odzyskaniu
wolności przez Polskę. Ostatnim legalnie wybranym prezesem Zarządu
Głównego ZZWRP w Londynie był pan S. Nowak. Od roku 1998 nie
ma Zarządu Głównego ZZWRP z autorytetem nad organizacjami poza granicą
Anglii i Związek w Toronto nie podlega żadnemu zwierzchniemu autorytetowi
a według zasad demokratycznych, podlega autorytetowi swoich własnych członków.
Związek w Toronto pomaga Polakom żyjącym obecnie w ciężkich warunkach
na Ukrainie I Białorusi, w tych częściach, które przed II wojną światową,
tworzyły polskie Kresy Wschodnie.
Związek zwraca się z prośbą do Polonii o finansową pomoc i wsparcie
naszych akcji. Uważamy, że jest naszym moralnym i narodowym obowiązkiem
jak również też celem, według Statutu, w niesieniu pomocy w
utrzymaniu polskości w tych krajach. Dużo jest Polaków w Toronto
i okolicach, którzy pochodzą z tamtych stron, dla których te dawne polskie
ziemie są domem rodzinnym. Przyszłość może okazać się przyjazna dla spraw
Polski, jeżeli będzie tam silna reprezeentacja polonijna.
Związek ma pozwolenie od ojca Błażejaka, przewodniczącego Konferencji
Księży na Wschodnią Kanadę, którego uważamy za naszego patrona, i od proboszczy
poszczególnych parafji, do przeprowadzenia zbiórki pieniężnej pod kosciołami
polskimi. Za pozwoleniem proboszcza ojca Kowala, 12 września, przeprowadziliśmy
zbiórkę przed kościołem św. Maksymiliana Kolbe. W innych parafiach będziemy
zbierać w następne niedziele września i też w październiku. Sprawozdanie
z rezultatów zbiórek i pomocy jaką udzielamy, będą przekazane do O. Błażejaka.
Pomoc nasza idzie bezpośrednio do ośrodków na naszych dawnych
Kresach Wschodnich. Przesyłamy pieniądze na odnowienie kościołów, dla przykładu
w Maniewiczach, we Włodzimierzu, Torczynie i Bykówce. Przesyłamy używane
ubrania dla biednych, darowane nam przez Polaków w Toronto, przydzielamy
stypendia dla studentów, zakupujemy podręczniki i inne potrzeby szkolne,
pomagamy w budowie ośrodków polonijnych w miastach itd.
Pomoc nasza jest bardzo potrzebna dla naszych rodaków żyjących
na dawnych ziemiach wschodnich. Dla Związku, pomoc Polonii jest niezastąpiona.
Nie możemy być obojętni na biedę tych, którzy wierzą że o nich nie zapomnimy.
Nasze dochody są skromne a potrzeby wielkie.
Jesteśmy niezmiernie wdzięczni Księżom za pozwolenie przeprowadzenia
zbiórek pod kościołami i będziemy na równi wdzięczni Polonii w Toronto
za wszelkie, choćby jak najmniejsze datki.
Adres Związku jest: Związek Ziem Wschodnich R.P. w Toronto (Alliance
of The Polish Eastern Provinces, Toronto) 605-451 The West
Mall, Etobicoke, On M9C lGl, tel: 416-621-5221, albo 416-588-2606.
Niestety, nie z naszej winy, konta bankowego w Credit Union nie mamy. Pomoc
proszę przesyłać na adres Związku.
Bóg zapłać i do zobaczenia pod kościołami.
Wanda Truksa, Prezes
Od redakcji: Pomoc Rodakom na Kresach Wschodnich jest naszym
obowiązkiem.
***
Publikujemy poniżej dwa materiały otrzymane od p. Stefana
Danielskiego. Przedstawiają one list prezesa KPK p. Sobockiego do dyrektora
generalnego zakładu pracy p. Danielskiego oraz odpowiedź udzieloną przez
zakład. Z uwagi na kuriozalny charakter sprawy uznaliśmy je za warte publikacji.
Listy mówią same za siebie - Red.
(tu fotokopia listu)
January 12, 2004
The Chief Executive Officer
Dear Sir/Madam:
Enclosed please find a fax transmission and attached letter from
the Chief Engineer of MV P Crosswell.
The contents are an attack on a member of the Canadian Polish
Congress. We would be pleased to know whether you were aware of the contents
and whether the dissemination was with your knowledge and consent.
Dyrektor generalny
Szanowny Panie,
W załączeniu przesyłamy faks oraz list, jakie otrzymałem od Głównego
Inżyniera MV P Crosswell. Zawierają one atak na członka Kongresu
Polonii Kanadyjskiej. Chcielibyśmy wiedzieć, czy pan był świadomy tej treści
i czy jej rozpowszechnianie nastąpiło za pana wiedzą i zgodą.
Oto treść odpowiedzi napisanej przez wicedyrektora działu kadr
p. Grahama R. Fishera.
(tu fotokopia listu)
Graham R. Fisher, Vice President, Human Resources
March 3, 2004
Mr. Greg Sobocki
Canadian - Polish Congress
288 Roncesvalles Avenue
Toronto, ON M6R 2M4
Dear Mr. Sobocki:
Re: Letter dated January 12, 2004
I reviewed your January 12th correspondence with Mr. Danielski.
The matter is in no way related to his employment at Corporation.
Please respond to Mr. Danielski directly.
Thank you in advance for your cooperation.
Drogi Panie Sobocki
Zapoznałem się z Pana korespondencją z p. Danielskim. Sprawa
ta w żaden sposób nie jest związana z jego pracą w naszej korporacji. Proszę
kontaktować się bezpośrednio z p. Danielskim. Z góry dziękuję za Pana współpracę.
Od redakcji: Bez komentarza.
Nawrócony
"The Passion of the Christ" - film Mela Gibsona o
Męce Pana Naszego Jezusa Chrystusa poruszył umysły, serca i sumienia milionów
ludzi. Jedni publicznie wyrażali swoją wiarę, nadzieję i miłość, inni przyznawali
się do swoich win, deklarując zadośćuczynienie. Zdarzały się prawdziwe
cuda łaski Bożej.
Dzisiaj śpieszę zapewnić czytelników "Gońca" , że ta dobra passa
trwa - wcięż dzieją się rzeczy nadzwyczajne.
Oto znany torontoński dziennikarz Michael Coren nawrócił się.
Swoją opinię o "Pasji" zmienił diametralnie. Przypomnę, jaka była opinia
tego dziennikarza po obejrzeniu filmu w kinie: "Przedsoborowy, rzymskokatolicki
krwawy kult, krwawe dziwactwo", słowem - ohyda i barbarzyństwo.
Teraz po ponownym obejrzeniu, tym razem na DVD, nie traktuje
już "Pasji" jako przeciwnika i wroga (foe), ale raczej jako towarzysza
i kolegę (companion). Uznaje, że sednem "Pasji" jest Eucharystia, tak jak
ją rozumie tradycjonalista-katolik Mel Gibson - epicentrum i kwintesencja
wiary katolickiej, nie jakaś symboliczna ceremonia, ale rzeczywistość,
rzeczywiste przemienienie, rzeczywista obecność Chrystusa i rzeczywista
ofiara krzyżowa.
Maryja nie jest już osobą z dalszego planu, ale rzeczywistą Współodkupicielką
(the divine conduit for salvation).
Nawrócony Coren czeka na okazję, aby podziękować Gibsonowi za
film i prosić o przebaczenie za brak zrozumienia.
Miłe to i napawające otuchą. Życzyć należy Michaelowi Corenowi
wytrwania w dobrem i przetrwania wszelkich prób, a szczególnie próby najważniejszej
- następnego filmu Gibsona z tej samej kategorii, o którego planach realizacji
ostatnio głośno się mówi.
Jerzy Dulat
PS "Pasja" na DVD I VHS ukazała się w sklepach 31 sierpnia
br. W pierwszym dniu sprzedano 4 miliony sztuk. W Wal-Mart można dostać
kopię za $25 (DVD) I $17 (VHS).
Od redakcji: Mówią, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Dobrze
się więc stało, że p. Coren przetarł oczy.
Witam z Polski,
Komunizm został obalony nie przez Solidarność, ale POZWOLONO
Solidarności zaistnieć po to, by wprowadzić o wiele bardziej dramatyczny
i szkodliwy system rządzenia - GLOBALIZM - który jest niczym innym jak
zakamuflowanym FASZYZMEM. Wypadki i wydarzenia w Polsce i na świecie są
tego dowodem. Następuje coraz większa eskalacja przemocy i kontroli, a
także ograniczania wolności słowa.
Jeden rząd światowy, jeden pieniądz i jedna idea... skąd my to
znamy???
Demokracji nie ma tu żadnej ! Ale wmawia się ludziom demokrację,
by uwierzyli w coś, czego nie ma. A wtedy elity rzadzące mają pewność,
że nikt nie będzie się buntował przeciwko czemuś, czego nie ma. Wiara w
tzw. demokrację jest jednym oszustwem z wielu, jakie kazano nam uwierzyć.
Pozdrawiam. Stefan
(Nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Panie Stefanie GLOBALIZM zaistniałby niezależnie
od tego, czy była "Solidarność" czy też nie. Żyjemy w wieku masy, manipulacji
i malkontentów, którzy i tak nie są w stanie niczego zmienić. Chyba żeby...
Pani Ryszardzie L. Pelc ku rozwadze
W liście do redakcji "Gońca" p. Ryszarda Pelc, po rzekomo "uważnym"
przeczytaniu "Traktatu teologicznego" Czesława Miłosza, a szczególnie urywku,
z którego pochodzi ta nieszczęsna "pogańska bogini", zawyrokowała, że ma
to całkowicie inne znaczenie niż nadał p. Majda", a emerytowanego profesora
Uniwersytetu Jagiellońskiego zbyła lekceważąco, nazywając produktem złego
wychowania złej Rzeczypospolitej.
Pismo Święte uczy, że są ludzie, którzy mają oczy, a nie widzą,
mają uszy, a nie słyszą. Zgodzi się Pani ze mną, że istnieje jeszcze kategoria
ludzi, którzy czytają, a nie rozumieją. Do tej właśnie kategorii należy
Pani. Przykre, ale prawdziwe. Przy czytaniu zawiesiła Pani działanie rozumu,
a wypuściła na samopas zmysły. Poeta zaszeleścił słówkami, barwnymi, pachnącymi
kwiatuszkami: piękna pani, dzieci, niewysłowiona śliczność, szumiąca rzeka,
czyste niebo, rąbek księżyca iÉ już dziura szamba zakryta, nic nie widać,
nawet nie śmierdzi.
A przecież Miłosz wyraźnie pisze, że przyjechał do Lourdes z
obowiązku poety, "który nie powinien schlebiać ludowym wyobrażeniom". Nie
miejsce więc tu na przesłanie z Lourdes: módlcie się i pokutujcie. Ważne
jest tylko piękno - zjawy unoszące się "na około dziesięć centymetrów"
nad drzewem i guziki u sukni.
Poeta nie rozumie powodu objawień, ale docenia intencję i deklaruje
jej wierność, bo przecież poetyckie piękno objawień "jest jednym z komponentów
świata".
To samo, tym razem prozą, wyraził prof. Kotarbiński, ateista.
Czy nie byłoby dobrze - pyta - "otworzyć drzwi kościołów dla ateistów rozumiejących
walory sztuki pięknej, zwanej nabożeństwem, i literatury, zwanej Pismem
Świętym, i działań po prostu dobrych, do których Ewangelia zachęca, a które
zbędnie uzasadnia się z ambony racjami sakralnymi. Można by wspólnie pielęgnować
te piękne dramato-koncerty i rozczytywać się wspólnie w tej właśnie tradycyjnej
literaturze, iÉ niechby nikt od uczestników nie wymagał uznawania za prawdę
notorycznych fantazmatów".
Wiele lat temu prof. KUL-u ks. Hryniewicz uczenie dowodził,
że Miłosz wierzy w Boga. Pamiętam reakcję poety - wyśmiał profesora. "Traktat
teologiczny" - trzeba przyznać, że tytuł sugestywny. Ale dziwna to teologia,
w której nie znajdziesz najmniejszego odniesienia do Ewangelii. W swojej
argumentacji Miłosz powołuje się na poetów, filozofów, uczonych, pisarzy,
hermetyków, kabalistów, alchemików, rycerzy Różanego Krzyża i astrofizyków,
ale nie na Ewangelie. Ze Starego Testamentu czerpie tylko w zakresie pokrywającym
się z Torą.
Wróćmy teraz do owego szamba, które rzekomo nie śmierdzi.
Poeta pisze, że prosił o cud. Jaki? Nie wiadomo. Pamiętamy jednak,
że Herod też prosił Chrystusa o cud, ale spodziewając się sztuczek kuglarskich.
Niezależnie od rodzaju oczekiwanego cudu, poeta wyraża swoją niegodność,
bo przecież jest świadomy, że przychodzi" z kraju, gdzie Twoje sanktuaria
służą umacnianiu narodowej ułudy i uciekania się pod Twoją obronę, pogańskiej
bogini, przed najazdem nieprzyjaciela".
Ciemny pogański lud, barany (pardon! świnie i małpy!) pod przewodnictwem
swoich pogańskich pasterzy (pamiętacie jeszcze Prymasa Tysiąclecia i Wielką
Nowennę?!) walą do sanktuarów, aby bić pokłony pogańskiej bogini!!!
Trzeba nie mieć oczu, żeby nie widzieć, trzeba nie mieć słuchu,
aby nie słyszeć, trzeba być pozbawionym rozumu, żeby nie wiedzieć, o co
tu chodzi, trzeba być pozbawionym zmysłu węchu, tego przysłowiowego "dobrego
nosa", aby nie czuć szamba, do którego Polaków zamierzają wrzucić "geniusze".
Jerzy Dulat
Od redakcji: Wielu ludzi widzi tylko to, co chce zobaczyć.
Atlas Polonii świata "Z Polski my Ród"
Ambitnego zadania, opracowania atlasu Polonii świata, podjął
się zespół ekspertów z Ośrodka Badań i Studiów Polonijnych Uniwersytetu
Szczecińskiego kierowany przez znanego historyka prof. dr. Wiesława Wróblewskiego.
Atlas "Z Polski my Ród", adresowany do Rodaków w kraju i za granicą,
poświęcony zostanie zobrazowaniu dokonań kilkunastu pokoleń Polskiej Emigracji
w okresie od średniowiecza do współczesności. Na ponad 50 mapach ukazane
zostaną m.in. kierunki wędrówek Polaków oraz miejsca ich osiedlenia. Czytelnicy
znajdą tam też informacje dotyczące formowania i działalności jednostek
Wojska Polskiego walczących "Za naszą i waszą wolność" w krajach Europy
i Ameryki Północnej oraz pracy duszpasterstwa polonijnego.
Ukazane zostaną, funkcjonujące dawniej i obecnie, polonijne ośrodki
oraz stowarzyszenia polityczno-społeczne. Na mapach umiejscowione będą
też polonijne muzea, zbiory pamiątek narodowych oraz biblioteki. Przedstawione
zostaną również osiągnięcia polonijnej oświaty: uczelnie ważne dla historii
i współczesności Polonii, szkoły polskie oraz polonijne placówki naukowe.
Atlas "Z Polski my Ród" podzielony zostanie na dziesięć działów.
Dział pierwszy opisywał będzie materialną oraz duchową obecność Polaków
w średniowiecznej Europie. Dział drugi przedstawi migracje Polaków po upadku
I Rzeczypospolitej. Kolejna część atlasu poświęcona zostanie migracjom
Polaków po powstaniach narodowych XIX w. Dział czwarty zawierał będzie
informacje o przymusowych przesiedleniach Polaków w XIX w. W dziale piątym
znajdą się informacje o Polakach na obczyźnie w okresie I wojny światowej.
W dziale szóstym znajdą się informacje na temat migracji Polaków w okresie
II Rzeczypospolitej. Kolejna część ukaże przemieszczenia Polaków w okresie
II wojny światowej. W następnym dziale ukażą się dane ukazujące migracje
Polaków po 1945 r. Dział dziewiąty poświęcony zostanie współczesnej Polonii
na świecie, a dziesiąty duszpasterstwu polonijnemu.
W atlasie znajdą się nie tylko mapy. Każdy dział posiadał będzie
szerokie opisy w języku polskim wespół z angielskim, niemieckim, hiszpańskim
oraz rosyjskim, którym towarzyszyły będą m.in. biografie najważniejszych
postaci Polonii w poszczególnych krajach. Znajdzie się też bogaty zestaw
ikonografii, którą tworzyły będą fotografie znanych postaci, siedzib, muzeów,
pomników, cmentarzy, zabytków, pamiątek narodowych, szkół itp. Nie zabraknie
też miejsca na ukazanie symboliki organizacji polonijnych: klubów, zespołów,
placówek, instytucji, stowarzyszeń itp.
Wszystkich Państwa serdecznie zapraszamy do współpracy. Niezbędne
do opracowania naszego ATLASU będą następujące materiały:
- wykazy skupisk Polonii w poszczególnych państwach i miastach;
- wykazy (nazwy) funkcjonujących ośrodków, związków, stowarzyszeń
polityczno-społecznych organizacji polonijnych (w poszczególnych krajach
i miastach);
- spisy muzeów, zbiorów pamiątek narodowych, bibliotek w krajach
(podstawowe dane o tych placówkach);
- wykazy uczelni, szkół polskich, placówek naukowych (podstawowe
dane o tych placówkach);
- wykazy miejsc polskiej pamięci narodowej (nekropolie, pomniki);
- spisy polonijnych ośrodków kultu religijnego (kościoły, zakony,
cmentarze);
- wykazy domów kultury, klubów, polonijnych zespołów artystycznych
(podstawowe dane o tych placówkach);
- spisy polonijnych klubów sportowych (podstawowe dane);
- biografie - personalia (zdjęcia, dane dotyczące najważniejszych
postaci Polonii, które odegrały i odgrywają w jej działaniu ważną rolę
w poszczególnych krajach);
- ikonografia polonijna (zdjęcia postaci, siedzib, muzeów, pomników,
cmentarzy, zabytków różnego typu, pamiątek narodowych, szkół itp. z ich
podstawowymi opisami);
- symbolika organizacji (klubów, zespołów, placówek, instytucji,
stowarzyszeń itp.) polonijnych (historyczna i aktualna);
- wykazy wydawnictw polonijnych (nazwy wydawnictw, prasy, periodyków),
miejsca siedzib, tytuły, podstawowe dane,
- bibliografia wydawnictw polonijnych i o Polonii.
Liczymy bardzo na pomoc wszystkich organizacji polonijnych na
całym świecie. Zależy nam na każdej informacji, zdjęciu czy dokumencie,
który będziemy mogli wykorzystać w naszej pracy, a który uznacie Państwo
za ważny.
Najlepiej kontaktować się z nami elektronicznie leszek.watrobski@
univ.szczecin.pl lub pisząc na adres:
ATLAS POLONII, Ośrodek Badań i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Szczecińskiego,
al. Jedności Narodowej 22a, 70-453 Szczecin, Polska
tel/fax +48/91/444 1150.
Leszek Wątróbski
sekretarz Rady Programowej Ośrodka Studiów i Badań Polonijnych US w
Szczecinie
Od redakcji: Popieramy, Polaku daj się zaobrączkować!
Made in UE
W ostatnich dniach wielokrotnie słyszałem w telewizji doniesienia
o przymusowym zakończeniu promocji polskich produktów za pomocą marek takich,
jak "Teraz Polska" czy "Dobre, bo polskie". Dlaczego?
Otóż Unia Europejska nie zezwala na promocję produktów ze względu
na kraj pochodzenia, co najwyżej można będzie promować je ze względu na
pochodzenie regionalne czy wręcz lokalne. Równocześnie w telewizji rozpoczynana
jest kampania promocyjna na rzecz kupowania polskich produktów - krótka,
zaledwie dwumiesięczna, bo po przystąpieniu do UE takie działania będą
łamaniem unijnego ustawodawstwa. Tak więc znajomy napis na produktach "Made
in Poland" będzie zakazaną promocją kraju pochodzenia, stąd ustąpi zapewne
etykiecie "Made in EU"
CHYBA ZNOWU AKTUALNE jest staropolskie przysłowie "Mądry Polak
po szkodzie." A właśnie wygląda na to, że w społeczeństwie dojrzewa świadomość
ciemniejszej strony akcesji do UE. Liga Polskich Rodzin w kampanii referendalnej
podkreślała wśród wielu zastrzeżeń nasze nieprzygotowanie do wstąpienia
do Unii Europejskiej. Ton zaskoczenia i sensacji w dziennikarskich relacjach
dotyczących zakazu promocji produktów ze względu na kraj pochodzenia potwierdza
także głoszoną przez Ligę opinię, że tak naprawdę nie bardzo wiadomo, co
zostało wynegocjowane i na jakich warunkach Polska do Unii przystąpi. (...)
Jan Waliszewski
www.aspektpolski.pl
Od redakcji: Ciekawe, kto o tym wiedział przed referendum?
Jak jeść żabę?
(Uprzejme do...nosy)
Jakiś czas temu odszedł z tego świata pisarz, poeta Ś.P. Czesław
Miłosz. Uhonorowany Nagrodą Nobla za życia, pewnie się nawet nie spodziewał,
że jego pochówek będzie obfitował w różne niezwykłe wydarzenia. Jednym
z takich wydarzeń było podrzucenie nam żaby do zjedzenia. Tak jest, właśnie
tak mili państwo.
Chciałem uprzejmie donieść o podrzuceniu nam żaby do zjedzenia.
Okazuje się, że żaba jest bardzo ciężko strawna. Powikłania dotknęły całą
Polskę, przenosząc się również poza jej granice. Dolegliwości objęły duże
grupy społeczeństwa, a także pojedyncze osoby.
A któż to nam tę żabę podrzucił, szanowni państwo? Któż to śmiał?
Kto miał tyle odwagi i tupetu, aby to uczynić? Ano nie kto inny, tylko
miłościwie nam panoszący się "Medius Liberus I". On ci to nam uczynił,
wespół ze swym dworem, zausznikami i pochlebcami. Nie kto inny, tylko on
chciał dodać sobie powagi opierając się na "Skałce". Mężom opiekującym
się tym wyjątkowym miejscem, żaba stanęła na długo w gardle. Nie chciała
ani rusz się posunąć. Ani w przód, ani do tyłu. Ostentacyjne odrzucenie
żaby przez pewne grupy i podsunięcie jej pomysłodawcom "a la tatar po litewsku"
(nie wyglądało to apetycznie niestety, oj nie), tylko podsyciło żądania
i wściekłość urażonego do głębi dworu. Osiągnięty skutek był przeciwny
do zamierzonego. Dworacy i zausznicy panoszącego się, gotowali się do szturmu.
Jak to tak? My im naszą piękna nobilitowaną żabkę, a im to nie w smak?
My im nasza piękna żabkę, a oni nam "tatara po litewsku". Jak to tak? Wszystkim
ma być w smak i basta.
Powiało grozą. Teraz już bez wyjątku wszyscy poczuli żabę w gardle.
Jak tu rozwiązać tę niezręczną i niesmaczną sytuację? Zdać by się mogło,
że nie ma tutaj mądrego. Zacietrzewieniom i sporom nie było końca. Co dziwniejsze,
spierali się również stojący w tym samym szeregu. A wszystko to, ku uciesze
dworu i gawiedzi.
Znalazł sie w końcu jeden mąż. Podeszły, co prawda, już w latach,
lecz nadal słynący z mądrości, roztropności i autorytetu. Wiedział ci on
że zgoda jest lepsza od niezgody. Wszelkie podziały w Lechistanie są niedobre,
a miłość jest lepsza od nienawiści. Chociaż koszt wydawał się duży, stanęło
krakowskim targiem, że każdy połknie kawałek żaby. Sprawa wydawała się
być zamknięta. Radość dworu była przeogromna. Sam "Medius Liberus I" pojawił
sie i przemówił na "Skałce".
Niestety, sprawa okazała się bardziej skomplikowana. Nawet po
tak długim czasie, niektórzy mają nowe dolegliwości i powikłania. Dla niektórych
żaba nadal nie nadaje się do strawienia. Niektórzy już obmyślają, jak to
w przyszłości najlepiej postąpić z podobnie podrzuconą żabą. Jak taką żabę
odesłać z powrotem. Jak z taktem i bez pudła podpisać: "Dziękujemy,
my żab nie jadamy. Prosimy więcej nie przysyłać i dziękujemy za uprzejmość".
Trudno to sobie wyobrazić, ale niektórym żaba zasmakowałą i chcieliby
nawet dokładkę. Niektórzy nie zauważyli nawet, że jedli żabę i wydawało
im się, że to łosoś (ktoś nawet przebąkiwał o kawiorze). Innym z kolei
tak to zaszkodziło, tak ich rozstroiło, że zatruło cały organizm. Rzucają
się na oślep we wszystkich kierunkach. Bez składu i sensu odreagowują swe
alergiczne reakcje, bijąc stojących z tej samej strony barykady.
I jak tu uniknąć takich powikłań na przyszłość? Jak tu nie grać
do własnej bramki? Jak ulepszać to co jest? Wszakże "prawdziwych krytyk
cnota się nie boi". A jak nie prawdziwy to co, figurant jaki? Tak to uważam
temat żaby za wyczerpany. A "Skała" była cierpliwą, na powadze jej nie
zbywało i jak stała, tak nadal stoi.
PS Dziękuję, żab nie jadam.
Spartakus
(Nazwisko do wiad. redakcji)
Od redakcji: My też wolimy wieprzowinę.
GONIEC NR 37 (40)
(10-16
IX 2004)
Szanowny Panie Redaktorze Kumor
Moja wnuczka z dniem dzisiejszym, powinna rozpocząć naukę jako
uczennica klasy trzeciej szkoły podstawowej. Niestety, tak się nie stało.
Rozpoczęła rok szkolny jako uczennica klasy 2,5. Nietrudno obliczyć że
szkołę podst. skończy na poziomie 5,5.
To jakiś absurd. Dyrektor szkoły z braku uczniów czy nauczycieli
(trudno się dowiedzieć) świadomie i z premedytacją obniża poziom nauczania.
Za czyim przyzwoleniem? Podobno niejakiego Paula McMorrow, superintendenta
of Schools. Kto finansował tworzenie programów nauczania dla klas 2,5-3-3,5-itd.
Jestem w szoku. Proszę sobie wyobrazić nauczyciela, który podczas
wspólnej godziny lekcyjnej wykłada dwa programy, dla klasy drugiej i trzeciej.
Tak było sto lat temu kiedy siedmio- i czterdziesto- latkowie razem uczyli
się pisać i czytać. Najbardziej szokujący był argument dyr., "To bardzo
dobra uczennica i potr
|