 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada
Redaguje zespół w składzie:
Redakcja w składzie:
Andrzej Kumor - redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa - zastępca red. naczelnego (rosa@goniec.net)
Magda Angrot * Marek Bućko * Krzysztof Jaśkielewicz * Hanna Kurek *
Olimpia Orlewicz * Daniel Runo * Aleksander Rybczynski
Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Paweł Jędruch * Marian
Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal * Jan Kowalski * Adam Kurzaj
* Antoni Lenkiewicz * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech
Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
LISTY DO REDAKCJI
archiwum nr 5
|
|
|
Zamieszczamy listy
mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w
czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich,
które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych
listów. |
GONIEC NR 48 (51)
(26
XI - 2 XII 2004)
Panie Andrzeju, zdenerwowałem się na Kumora. Co za mania, cholera
jasna? Pisze piękny i ważny tekst pt. "Komu wierzyć?" i tnie go na kawałki.
Taki tekst musi być w odpowiednim miejscu, może być na ostatniej stronie,
ale w całości! Nie odpowiem na to pytanie, bo nie mam aktualnie czasu,
ale zobaczymy co powiedzą inni. I abyśmy...
E. Czyżo
Od redakcji: Ważne Panie Emanuelu, by te kawałki w głowie poskładały
się do kupy.
Szanowny Panie Redaktorze
Poniższy komentarz dotyczy opublikowanych (jak dotąd) w "Głosie"
i w "Gońcu", frustracyjnych, miejscami mętnych i smętnych, spekulatywnie
podsuwanych, rozkapryszonych i zrzędliwych w swym niezadowoleniu uwag pani
Ewy Zadarnowskiej ujętych (całościowo) w tytule "Refleksje z 38 Walnego
Zjazdu KPK - Vancouver BC".
Nie będę się nad nimi dłużej zatrzymywał ponieważ każdy z nas
ma prawo do wyrażania swego rozgoryczenia. Rozumiem, że nie wypaliło po
jej myśli i wygląda z listu, że nie bardzo może się pogodzić z ostateczną
decyzją, którą w danym przypadku, powzięto na zjeździe w Vancouver.
Jako że wygrał tam kontrkandydat w osobie p.Grzegorza Sobockiego,
a nie faworyt pani Zadarnowskiej. Duże rozczarowanie. Panom i
paniom "stołecznym" czyli osobistoociom z Ottawy jak się lubią sami
tą nazwą okreolaĺ - bardzo nie na rękę. Nie jeden antykongresowy "sołtys,
wójt, czy woziwoda", by nie wzmiankować opluwaczy typu Szczara (co i tak
na jedno wychodzi) doznał dużego zawodu. Paszkwile nie zrobiły na nikim
żadnego efektu. Nie na Zjeździe w Vancouver.
Był pewniak. Z tym że nie dobiegł do mety należałoby się spokojnie,
bez nerwów i bez paniki pogodzić. Wygrała osoba bardziej dystyngowana,
reprezentacyjna, społecznie nobliwa. Przynajmniej duża większość delegatów
jak Kanada długa i szeroka efekt konfrontacyjnej dyskusji na zjeździe odebrała
i z niej odpowiednie wnioski wyciągnęła. Kurtuazja, ogłada towarzyska oraz
szczypta kindersztuby tym samym wymagałaby raczej złożenia ponownie obranemu
prezesowi ZGKPK kilku serdecznych wyrazów gratulacyjnych. Przy dobrej wierze
wystarczyłoby niewiele. Z postulowaniem dalszego poparcia dla tych celów,
jakie leżą w zasięgu kongresowych obowiązków.
Próba szycia mu butów - tuż po zjeździe - nie przysporzy chwały
piszącej. Co natomiast w refleksjach pani krytyk zjazdu w Vancouver bardzo
niepokoi to kolejna uwaga o następującej treści - "obecny ZGKPK (...) udowodnił
- cytuję - że zapomniał, że jest organizacją kanadyjską".
Otóż, Szanowny Panie Redaktorze. Pozwolę sobie przeciw takiemu
stwierdzeniu stanowczo zaprotestować. Kongres nie jest organizacją kanadyjską.
Jest natomiast organizacją polonijną działającą na terenie Kanady. By być
jeszcze dokładniejszym potwierdźmy powyższe słowami Statutu, który powiada,
że "Kongres jest zrzeszeniem polonijnych organizacji i stowarzyszeń (...)
prawnie działających na terenie Kanady".
Organizacja kanadyjska kieruje się wyłącznie sprawami swych członków
w terminach interesu ściśle kanadyjskiego.
Przez przeszło 40 lat byłem członkiem organizacji kanadyjskiej
jaką jest "Association of Professional Engineers of Ontario". Przez jeszcze
większą ilość lat jestem również członkiem SPK. Różnica zasadnicza. Organizacja
polonijna z punktu interesu Kanadyjczyka polskiego pochodzenia sięgą więc
dużo głębiej niż promocja czysto związkowych zainteresowań. Głębia tych
interesów dotyka (między wieloma) właśnie kraju pochodzenia. I tego podpisująca
się dyplomem czy tytułem "reprezentantka stołecznego Okręgu KPK" nie powinna
zapominać.
Z rozmowy z szeregiem pań z organizacji Federacji Polek zorientowałem
się również, że większość z nich nie podziela opinii "żelaznej" pani prezes
z Ottawy. Nie podzielała ich również na Zjeździe w Vancouver. Co być może
winno świadczyć i pouczać, że nawet żelazne stołki w stołecznym Ogniwie
mają swoją kreskę i nadszedł czas na wymianę.
Serdecznie pozdrawiam.
Bohdan Ejbich
Od redakcji: Szanowny Panie, czepia się Pan definicji, "kanadyjską",
bo nie "polską", kanadyjskość obejmuje "polonijność" - o ile można zastosować
taki neologizm, zaś Pana ping-pong słowny nie zmieni faktu, że po zjeździe
pozostały duży niesmak i spore problemy. No, ale - oczywiście - punkt widzenia
zależy od punktu siedzenia. Pozdrawiam - A. Kumor
W listach do redakcji (Goniec nr 47) jest list p. Zbigniewa
Sobolewskiego pt. "Czy wiadomo kto ograbił Generała". Moje pytanie do
informacji tego listu: jakiego generała? Jakiego kraju? Nie ma nic napisane.
Domyślam się, że chodzi o gen. pilota Stanisława Skalskiego.
W czasie II wojny światowej m.in. dowodzca dywizjonu RAF.
Jeżeli chodzi o inna osobę to prosze sprostować.
Zawsze z poważaniem
Zygmunt H.
Od redakcji: Dobrze się Pan domyśla.
Dotyczy tekstu komu wierzyć
BARDZO INTELIGENTNIE NAPISANE. Sadzę, że duża cześć (nie napisze
większość) tych baranów jednak jakoś wie o tych kłamstwach i manipulacjach.
Wystarczyło popatrzeć na MASOWE demonstracje przeciw globalistom (czyli
właśnie tym ponadnarodowym elitom) zorganizowane dosłownie wszędzie gdzie
mieli oni swe konferencje. Wystarczyło popatrzeć na masowe demonstracje
przeciw wojnie w Iraku. Szare masy jednak, mimo braku informacji w ogólnie
dostępnych mediach jakoś zawsze potrafią wyczuć szczura. Może to zdrowy
rozsądek a może dostęp do informacji upowszechnianej przez niekonwencjonalne
media (np Internet). Na pewno wynika to z ich instynktu samozachowawczego,
bo ci ludzie przecież wiedzą, że globalizm (rządy ponadnarodowych elit)
jest śmiercią dla nich (klas średnich) i organizują się we własnej obronie.
Poza tym: te szare masy chyba nie są aż tak szare: ludzie biorący udział
w tych demonstracjach to młodzi (przeważnie) i dobrze wykształceni przedstawiciele
klas średnich. A w przeciwieństwie do np. Polski, klasa średnia stanowi
bardzo duzą część społeczeństwa w rozwiniętych krajach. Dzięki za ten artykuł.
alfabeta
Od redakcji: Szare masy nie są tak szare, tylko są niezorganizowane,
a kto ma organizację ten ma władzę... - A. Kumor
***
Jestem kolekcjonerem prospektów samochodowych. Zbieram je już
ponad 25 lat i mam w kolekcji prawie 8000 sztuk. Zapraszam na moją amatorską
stronę poświęconą mojej kolekcji. Może się to wydawać dziecinne, ale ja
naprawdę tym żyję. Ponieważ mieszkam w Polsce mam bardzo utrudniony dostęp
do prospektów samochodów oferowanych w USA i Kanadzie. Może ktoś z Was
zechciałby mi pomóc? Byłbym bardzo wdzięczny. Naturalnie zwracam koszty
wysyłki. Chętnych proszę o kontakt pod adresem: vide@poczta.fm (adres mojej
strony: www.prospekt.prv.pl). Pozdrawiam.
Piotr Tomczyk, Częstochowa
Od redakcji: Może ktoś z czytelników "Gońca" zrobi Piotrowi
prezent na św. Mikołaja?
***
Dla kogo tym razem działają komuniści i inne eurooszołomy? Oczywiście
tylko dla siebie, ale komu służą? Komu wyprzedają? Mentalność Kalego nie
wypada maturzystom (Kwaśniewski), komunistycznym profesorom (Balcerowicz)
i innym niekoniecznie wykształconym, ale na stanowiskach.
Panowie Kaczyńscy zrealizowali wycenę zniszczeń W-wy, za nimi
idą inni, bardzo dobrze, a teraz kolej na wycenę majątku zrabowanego przez
komunistów, dlaczego nie, toż to "święte prawo własności" (cyt. Kwaśniewski).
Przeszła sejmowa uchwała o reparacjach. Brawo! Ulubieniec Kwaśniewskiego,
za przeproszeniem Belka oraz min. MSZ tow. Cimoszewicz skrytykował uchwałę
i po swojemu, wbrew racji stanu działają. Z jednej strony Rosja (Orlen),
Niemcy ze stypendiami i nagrodami dla "lewicowych intelektualistów",
USA dają nam się wykazać w Iraku, inni czasami posadzą drzewko. W tym momencie
winniśmy być usatysfakcjonowani, elita jest wniebowzięta. Panowie Kaczyńscy,
Zbigniew Wasserman, Zbigniew Ziobro, Roman Gietrych, czyli PiS, LPR, kilka
osób z prawa oraz PO, starają się udowodnić co udowodnione być powinno,
prawda musi być znana i wyciągnięte konsekwencje. W około afery "Orlenu"
trzepie się pianę aby uratować górę, podkłada się niekoszernych, robi dużo
szumu. Całe SLD bardzo zdziwione, oburzone, scenariusz podobny w tej części
Europy, lanie wody, przekręty na Białurusi, Ukrainie i Polsce, jest szansa,
że z tego zamieszania coś dobrego może wyjść. Szykują na nową lichwę, a
klika bez Pęczak do niczego, w innym kotle Kapusta. Bogato. Na to w SLD
oburzenie. Pan Kaczyński zaproponował bardzo mądrze iż to umaczanie towarzystwo
nie powinno być w świetle prawa partią, a więc należało by tę organizację
zlikwidować, rozliczyć majątki i zbrodnie. Stare SB-ckie metody kombinują
jakby z Gietrycha zrobić zdrajcę, a z komisji mafię niegodną litości. Czas
skończyć z tą tragiczną głupią sytuacją, już nawet UP się zorientowało,
ale zaczym dostaną (?) dyspensę proponował aby Jarugę-Nowacką wskrobać
razem z Parlamentarną Grupą "kobiet".
Po propozycjach prawicy, brzydkiej sytuacji lewicy, do łask znowu
wrócą odesłani na boczny tor "Europejczycy" w rodzaju Geremka. Będą mogli
się znowu wykazać. Dzień tolerancji, słyszałem jakieś wypowiedzi,takie
gadanie o niczym, było coś o czarnych kolegach. W Polsce tego nie znają,
ale w Detroit co milę mieszkają inne inne grupy, razem nie chcą, chyba
się znają. Parady w wykonaniu "estetów" niekoniecznie muszą powodować tolerancję,
raczej obrzydzenie. Przyrost naturalny spada, ale gdy w TV bez przerwy
widać perrorujące na te dziwne tematy obleśne twarzyczki, to się wszystkiego
odechciewa. Ja TV nie oglądam. Kilka lat temu po 3-dniowej awarii elektrycznej,
gdy miliony ludzi było odciętych i nie było TV po 9 miesiącach w klinikach
położniczych mieli dużo pracy. Rozplemiło się to liberalne towarzystwo,
nawet skutecznie i z chęcią pospółkować nie dają, a potem dziwią
się że demograficznie leżymy, a może wisimy. Kilka m-cy temu zmieniły się
przepisy o stanie wojennym, teraz senat przyjął nowelizację i nawet
wojsko może być użyte do rozpędzania. Czego oni się boją? Jakimś dziwnym
sposobem afera Orlenu zamienia się w problem z Kulczykiem. Przecież
to nie o to idzie, trzeba wyjaśnić co się dzieje na wieloramiennym świeczniku.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, skoro Pan komentuje, my nie będziemy.
Szanowna redakcjo,
Nie jest istotne jak trafiłam na strony gazety "Goniec" w tym
na "Listy do redakcji". Chciałabym jednak dorzucić kilka zdań, odnośnie
art. "Refleksje z 38 Walnego Zjazdu KPK - Vancouver BC". Nie mogę się odnosić
do spraw kanadyjskich, ale o Expatrii jako o organizacji polskiej tak.
Otóż błędne jest mniemanie, że Expatria to fundacja lub filia fundacji
i to fundacji zagranicznej, bo kanadyjskiej. W prawie polskim istnieją
dwie odrębne ustawy: Prawo o Fundacjach i Prawo o Stowarzyszeniach.
Expatria została założona w oparciu o Ustawę z dnia 7 kwietnia1989 r. Prawo
o Stowarzyszeniach (Dz. U. Nr 20 z 1989 r. poz.104) i jest to Stowarzyszenie
Expatria. W dniu 03. 09. 2004 r. wysłałam pismo skierowane do pani Jadwigi
Wojtczak a wysłałam je także do: Pana Grzegorza Sobockiego i do Przewodniczącego
Komisji Rewizyjnej - pana Bogdana Adamczaka, oraz trzech donatorek, które
wpłaciły łącznie 5000 dolarów, na rzecz obywatelki Litwy Anny Rodziewicz.
Jako 21 załacznik tego pisma wysłałam Wyciąg z Krajowego Rejestru Sądowego
dotyczący Rejestracji Stowarzyszenia Expatria, zaś 22 załącznik to potwierdzony
przez Sąd Statut Stowarzyszenia Expatria. Na stronie 61 akt rejestracyjnych
Expatrii znajdują się szczegółowe dane pani Jadwigi Wojtczak. (Wojtczak
- Jarosz Jadwiga, Zofia ur. 29 listopada w Warszawie zamieszkała
Dickensa 29...... Dowod osobisty wydany przez Prezydenta Miasta Stołecznego
Warszawy w dniu11 maja 1955 r. dalej wykształcenie, stan cywilny, PESEL.
Pani dr wyraźnie nie ujawniła przed Sądem swojej działalności w KPK, ani
nawet swego pobytu w Kanadzie. Trudno więc mówić o jakiejs zależności,
czy obowiązku wyliczania się przed Kongresem z wydanych przez Expatrię
pieniędzy.
Na koniec dodam, że nie mam do Expatrii pretensji w sprawie Anny
R. Pieniądze, które Expatria otrzymała od sponsora Anny z Kaliforni wydała
na jej leczenie i pani Wojtczak wysłała faktury ze stemplem "ZAPŁACONO"
zgodnie ze stanem faktycznym. W moim pismie natomiast upominałam się o
donacje z Kanady, o czym wyżej pisałam. Mam nadzieję, że autorce artykułu,
a przy okazji i innym zainteresowanym wytłumaczyłam dostatecznie "Polski
charakter Stowarzyszenia Expatria", a także to, że nie jest to fundacja.
Pozdrowienia łączę i pozostaje z szacunkiem.
Sabina Pryszmont
Od redakcji: Trudno nam się rozeznać w zawiłościach przedstawionej
sprawy.
Pax Christi apeluje
Katolicki ruch na rzecz pokoju Pax Christi
w porozumieniu z innymi organizacjami zaapelował, aby do mieszkańców Betlejem
wysyłać kartki z pozdrowieniami z okazji Bożego Narodzenia. Ze względu
na blokadę dróg i okupację tradycyjnego miasta narodzin Jezusa, sytuacja
jego mieszkańców jest niezwykle trudna, czytamy w apelu, ogłoszonym 23
listopada w Brukseli. Mimo to Betlejem jest w pierwszym rzędzie miastem
pokoju, a mieszkający tam ludzie tęsknią za słowem nadzieja.
Autorzy apelu proszą o przesyłanie życzeń mieszkańcom Betlejem
pocztą elektroniczną. Życzenia, najlepiej po angielsku, można wysyłać aż
do świąt Bożego Narodzenia pod adresem: peace-message@paxchristi.net. Będą
one natychmiast przekazywane dalej do Betlejem. Wysłanie tam życzeń lub
zapewnień o modlitwie może pomóc ludziom przełamać zwątpienie. Będzie to
także osobisty i duchowy gest pociechy i nadziei na święta dla tych ludzi,
a zarazem zwróci uwagę na izolację i stagnację, spowodowane izraelską okupacją
terenów palestyńskich, głosi apel Pax Christi. Zdaniem organizacji, budowa
"muru bezpieczeństwa", a więc muru podziału, pogłębia jeszcze bardziej
klimat lęku i nienawiści.
E. Czyżo
Od redakcji: My wyślemy.
GONIEC NR 47 (50)
(19
- 25 XI 2004)
Witam!
"Można wyjść z grajdołu"
(GONIEC NR 45/2004)
Dowcip o polskich rakach to mutacja dowcipu o ludziach - w tym
wypadku o Polakach - w piekle, gdzie diabeł nie musi stać przy kadzi ze
smołą, aby pilnować, żeby nikt z niej nie wychylał się, bo inni Polacy
zaraz takiego szukającego ulgi wciągają z powrotem do kadzi.
Czytałem w miesięczniku "Problemy" we wczesnych latach 70., że
ten dowcip posiada w Europie DZIESIĄTKI wersji narodowych, w każdej z nich
oczywiście INNY naród jest chłostany ostrzem tego makabrycznego dowcipu
(autor przytoczył wersję w języku serbo-chorwackim dla zilustrowania swojej
wiedzy o rozmaitości tych wersji narodowych).
Tak więc, zawiść to jest cecha ogólnoludzka, a nie ogólnopolska!!
Pomysł pana Stana Tymińskiego z siódmym przykazaniem na billboardach uważam
za dobry, ale nie najlepszy. Siódme przykazanie KAŻDY w Polsce (kto umie
czytać) może sobie i tak znaleźć w dostatecznie wielu miejscach. JEŻELI
w ogóle jest sens umieszczać coś na billboardach, to to musi być coś mało
uświadamianego. Może być z Biblii, np. Jezusowe słowa: "jeśli się nie nawrócicie,
wszyscy podobnie zginiecie" (albo bardzo podobne św. Pawła Apostoła, przestrzegające
tych, co nie praktykują miłości bliźniego, żeby się wzajemnie nie "pożarli").
Pozdrawiam K.T.
Od redakcji: Szanowny Panie, naszym zdaniem, "nie kradnij"
jest "mocniejsze".
Szanowny Panie!
W wydaniu 46 "Gońca" wkradły się pewne nieścisłości, strona 18
podpis pod zdjęciem: "Zniszczony przez powstańców węgierskich sowiecki
czołg T-34". Otóż na zdjęciu zniszczonym czołgiem jest T-54, podobnie na
stronie 19, górne zdjęcie jest podpisane: "Polski czołg T-72 na przedmieściach
Hradec-Kralowe". Na zdjęciu jest model T-54/55, model T-72 wszedł do wyposażenia
na początku lat 80., czyli około 15 lat po inwazji wojsk Układu Warszawskiego
na Czechosłowację.
To tyle mojego sprostowania. Jestem stałym czytelnikiem "Gońca"
od pierwszego numeru, gazetę lubię, jest na dobrym poziomie (dla mnie jest
Pan moim polskim Erikiem Margolisem), dobre trafne felietony, chociaż wydaje
mi się, że np. brak jest dobrej rubryki poświęconej np. giełdzie i finansom...
Marcin Wolski
Od redakcji: Zgadza się, nad rubryką finansową wciąż pracujemy.
Bijemy się w piersi za błędy.
Nasi Weterani!
Listopad 11 to "Remembrance Day". Dzień, w którym oddajemy hołd
naszym żyjącym i poległym żołnierzom we wszystkich wojnach. Dzień ten jest
obchodzony bardzo uroczyście w całej Kanadzie. Jest to dzień zadumy nad
naszym losem na tej ziemi. Jednak dzień ten pozostawił mi duży niesmak
z powodu anonsu torontońskiej TTC. Przedsiębiorstwo to wspaniałomyślnie
złożyło ofertę, że WETERANI mogą w tym dniu jeździć bezpłatnie. Byłem przeświadczony,
że ta grupa ludzi ma zapewniony stały przywilej darmowej komunikacji. Śladem
Toronto poszły inne miasta. Przecież nie mogą być gorsze.
Z tego, co mi wiadomo, to każda komunikacja miejska plus koleje
kanadyjskie są dotowane, i to pokaźnie, z budżetu państwa. Czyli z naszych
pieniędzy. Mając to na uwadze, władze ontaryjskie (kanadyjskie) są w mocy
wyegzekwować od tych przewoźników pewne przywileje. Czymś takim byłby przepis
pozwalający naszym Weteranom na bezpłatne przejazdy. Jak wyjeżdżali za
ocean na wojnę, gdzie ceną było oddanie życia, to wtedy nikt nie pytał
się o zapłacenie biletu za transport. Jak były ostatnio uroczystości w
Normandii - to uczestnicy tych walk mieli problem z dostaniem bezpłatnego
tam przelotu. Czy ta postawa nie jest żenująca i obraźliwa dla Weteranów?
Zrozumiałbym stanowisko rządu wymagające, aby właśnie jego przedstawiciele
pokryli koszta pobytu w Normandii z własnej kieszeni. Jako obywatel tego
kraju, naprawdę wstydzę się za przedstawicieli rządu, który jeszcze jest
wybierany demokratycznie, a który tak po macoszemu traktuje swoich WETERANóW.
Weteranów, dzięki właśnie którym może zawdzięczają to, że żyją.
Z szacunkiem
Stanisław Korpiel
Od redakcji: Jesteśmy "za" - weterani powinni jeździć za darmo.
Refleksje z 38. Walnego Zjazdu KPK - Vancouver B.C.
Będąc wielokrotną delegatką i uczestniczką zjazdów KPK, chciałabym
podzielić się ze społecznością polonijną moimi refleksjami z ostatniego
38. Walnego Zjazdu KPK w Vancouver.
Ten Zjazd był inny niż wszystkie, na których byłam poprzednio.
Nie mogę poruszyć tutaj wszystkich spraw, ale te kilka, które przedstawię,
dadzą czytelnikom możliwość wyprowadzenia własnych wniosków.
Zjazd był prowadzony bardzo po amatorsku i widocznie tendencyjnie
przez p. L. Tokarczuka, który był często nieuprzejmy i pouczający delegatów.
Widoczny był także kompletny brak respektu dla niektórych delegatów, a
szczególnie dla tych, którzy poświęcili wiele lat pracy dla KPK i którzy
w oparciu o swoje doświadczenie chcieli uratować prawomocność Zjazdu, zwłaszcza
gdy przewodniczący ujawnił, że nie jest dobrze znającym ani Regulaminu,
ani Statutu KPK.
Nie było dyskusji na tak ważne zagadnienia, jak przyszłość pracy
KPK i podejmowane zadania. Ale stracono wiele czasu na "wałkowanie" oczywistej
od 2 lat prawdy, że to ZG KPK jak i p. Rogacka byli i są stroną w sprawie
sądowej przeciwko "Gazecie" i jej redaktorom. Sprawa została wygrana przez
ZG KPK, czyli przedstawiciela Polonii, w dwóch instancjach kanadyjskiego
systemu sprawiedliwości. Następstwem decyzji sądu było dla 38. Zjazdu KPK
uchwalić plan, jak wyegzekwować pieniądze od strony przegranej, czyli od
p. Bełza i p. Gettlich, tak aby pieniądze wydane przez KPK wróciły do KPK.
Wniosek odnoszący się do tak istotnej sprawy dla KPK nie przeszedł większością
głosów. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się jedna - wielu delegatów zmylonych
agresywną propagandą artykułów zamieszczanych w gazecie p. Bełza widocznie
nie identyfikuje się z KPK jako instytucją reprezentującą Polonię w Kanadzie
i nie widzi potrzeby obrony honoru i godności osób, które dla ZG KPK pracowały
wcześniej, nawet gdy sąd uznał, że oszczerstwa nie miały żadnego uzasadnienia
w faktach, i nie widzi potrzeby zwrotu pieniędzy do Kongresu.
W tej sytuacji witanie p. Bełza jak "bohatera polonijnego", jest
wielkim nieporozumieniem. Przecież to nie ktoś inny tylko redaktorzy "Gazety"
doprowadzili swymi oszczerstwami, a potem apelacjami w sądzie do tak wysokich
kosztów sądowych. P. Bełz ze swoją gazetą założyli akcję zniszczenia finansowego
Kongresu. P. Bełz ...zbaraniał ze zdziwienia, że przegrał sprawę (jego
własne słowa na Zjeździe), czyli dalej nie widzi, że szkalowanie ludzi
nie ma racji bytu w szanującym się społeczeństwie. Mimo tego przyjechał
na Zjazd jako delegat Polonii Przyszłości - widocznie ma przekonanie, że
może bezkarnie forsować granice przyzwoitości. Przewodniczący pozwolił
mu nawet, jak i panu Meinhart, na długie powtarzanie znanych już faktów
ze sprawy sądowej. Nasuwa się pytanie, czy była to celowa strata czasu,
aby nie dopuścić do omawiania ważniejszych dla KPK spraw w Komisjach?
Był to pierwszy - dla mnie, jako delegatki - Zjazd, podczas którego
nie odbyły się posiedzenia Komisji Zjazdowych, które powinny wypracować
wnioski do pracy dla ZG KPK na następne 2 lata. Był to także pierwszy Zjazd,
na którym próbowano "wcisnąć" niezorientowanym, nowy sposób "demokratycznego
tajnego" głosowania... przy pomocy znaczonych numerami kartek mandatowych.
Powiedzenie, że p. Sobocki został wybrany demokratycznie, to
też przesada, bo mandaty miały organizacje, które nie należały do żadnego
z Okręgów KPK, a według Statutu KPK powinny. ZG KPK do ostatniej chwili
przyjmował w cudowny sposób "rozmnożone" organizacje. Zastanawiam się,
czy dlatego p. Sobocki wygrał. Następny przykład - organizacja Impreza,
studenci Uniwersytetu Ryerson jeszcze 10 maja 2004 r. nie należeli do Kongresu
(sprawozdanie z zebrania ZG KPK), a na Zjeździe mieli 2 mandaty - jak wskazuje
lista w Internecie, przewodniczącą tej organizacji jest panna Sobocka.
Takich przykładów jest kilka.
Starano się natomiast odebrać mandaty ZNP oraz Harcerstwu (p.
Sztrumf et al), pomimo że poprzednie Zjazdy przyznawały im mandaty.
Powiedzenie, że Związek Polaków brał czynny udział w Komisjach Zjazdowych
nie zgadza się z prawdą, bo jak wcześniej było już stwierdzone, nie było
w ogóle prac w komisjach i zatwierdzenia wniosków KPK przez Zjazd - nie
było na to czasu, bo nie daj Boże, mógłby się opóźnić bankiet. Może na
przyszłość, nasuwa się wniosek, zlikwidować bankiety, a więcej czasu poświęcić
sprawom kongresowym?
Większość delegatów nie zareagowała także na zgłoszoną sprawę
wysyłania donosów do władz kanadyjskich. Zgłoszono, że Zarząd KPK i sam
prezes wysyłali donosy na niewygodnych dla siebie ludzi z Polonii.
Nie chciano także dochodzić, dlaczego Fundacja Charytatywna nie przedstawiła
sprawozdania finansowego ani do Komisji Rewizyjnej, ani na Zjazd.
Nikt ze zwolenników p. Sobockiego nie zakwestionował też powstania
Filii Fundacji Charytatywnej w Polsce - Expatria. Pytam, jaki Zjazd upoważnił
p. Wojtczak do założenia filii Fundacji i do przekazywania pieniędzy Fundacji
do Filii. Nawet jeśli "dobrze dysponuje naszymi pieniędzmi", to takie sprawozdanie
powinno to potwierdzić? Nie zaprzeczam, że p. Wojtczak, prowadząca Fundację,
jest zacną osobą, ale obowiązkiem człowieka odpowiedzialnego jest wyliczyć
się co do centa z pieniędzy społecznie zbieranych i powierzonych im. P.
Wojtczak oznajmiła nam, że przewodniczącym Fundacji Charytatywnej jest
p. Sobocki. Już minęło kilka tygodni, a społeczność polonijna nie ma sprawozdania.
Skarbnik KPK w ciągu kadencji został zastąpiony przez kogoś innego,
czy dlatego że kwestionował za duże wydatki ZG KPK? Wiedzielibyśmy, o co
chodzi, gdyby na Zjeździe pozwolono mu dokończyć sprawozdanie. Np. deficyt
z bankietu 60-lecia KPK przekroczył $9,000.00, pomimo że było 200 osób.
Wiemy tylko, że nie wszystkie jeszcze rachunki przedstawiono Komisji Rewizyjnej.
W świetle przytoczonych faktów zastanawiam się głęboko, czy Zarząd
poprzedniej kadencji powinien był dostać absolutorium.
Czy nikt z delegatów, zwolenników p. Sobockiego, nie widział
powyższych uchybień, uznano, że donosy są dopuszczalne i etyczne. Wyraźnie
p. Sobocki nie czuje się odpowiedzialny za akcje członków swego Zarządu,
a przecież za co jest odpowiedzialny, określa Statut KPK. Co o nas myślą
Kanadyjczycy, którzy czytają te donosy?
Nie wątpię, że takie akcje bardzo źle świadczą o polskim środowisku
i w ich oczach musi być zdziwienie, jak można do wolnego kraju, jakim jest
Kanada, przenieść takie "historycznie już zdyskwalifikowane" metody działania.
Nie było czasu także na zadawanie więcej pytań: np. po co p.
Sobocki poleciał do Urugwaju, a p. Drzewiecki na Litwę? Mam nadzieję, że
to nie była wycieczka turystyczna, a nie zostało powiedziane, czego te
wyjazdy dotyczyły i co to przyniesie dobrego Kanadyjczykom polskiego pochodzenia?
Co zostało załatwione w sprawie mienia zabużańskiego? Boję się, że nic!
KPK straciło prawie wszystkie kontakty i dobre relacje z rządem
federalnym. Polska grupa etniczna określiła się wobec rządu jako bardzo
niekompetentna w sposobie załatwiania spraw.
Mam następne pytanie, jak może p. Z. Potocki, honorowy
konsul RP, w Calgary być delegatem organizacji kanadyjskiej? Czyżby w Calgary
nie było innych delegatów? A może tam nie ma żadnej organizacji? A jeśli
tak, to jak mogli wybrać p. Potockiego, wiedząc, że on reprezentuje Polskę,
a nie Kanadyjczyków polskiego pochodzenia? Według mnie, jest to widoczny
konflikt interesu.
Obecny Zarząd Główny KPK swą akcją udowodnił, że "zapomniał",
że jest organizacją kanadyjską.
Na pytanie, gdzie byli ci "właściwie zorientowani delegaci",
no cóż, starali się usilnie aby zauważono ich ręce w górze, aby uzyskać
głos w dyskusji. Niestety, nie mieli takiej siły przebicia u przewodniczącego,
jak np. p. Bełz. Szybciej niż innym odbierano im także głos. Próby koleżeńskiej
pomocy, zgłaszane w formie "kwestii formalnej", bardzo często zostały opatrzone
specjalnym komentarzem prowadzącego obrady.
Jak widać, moje refleksje z 38. Walnego Zjazdu KPK, tego historycznie
ważnego ze względu na 60-lecie, ale także na wyznaczenie planów pracy ZG
KPK, są zupełnie odmienne od refleksji J.K. Czy oboje byliśmy w Vancouver?
Odpowiedź mogę zostawić Czytelnikom.
Ewa Zadarnowska
Federacja Polek, Ogniwo #8 Ottawa - reprezentant stołecznego Okręgu
KPK. 10 XI 2004 r.
Od redakcji: Dziękujemy za refleksje, nie byliśmy, nie mogliśmy
sobie wyrobić własnego zdania.
Czy wiadomo, kto ograbił Generała?
Najpierw jedni opiekunowie, wykorzystując jego chorobę (Alzhei-mer),
zwinęli oszczędności jego życia - ok. 150 tys. PLN, potem drudzy opiekunowie
przejęli na własność jego mieszkanie, pobili i oddali do zakładu, potem
w zakładzie gen. się "przewrócił" i trafił na Szaserów, gdzie zmarł...
Jest to cytat z listy dyskusyjnej - pl.rec.lotnictwo.
Z poważaniem
Zbigniew Sobolewski
Od redakcji: Żal gardło ściska.
***
Trwa walka o władzę, a może nie tak, to jest walka o Polskę.
Prawica , PiS i LPR wspólnie działają w komisjach, widzą szansę, mówią,
co chcą osiągnąć. Władcy tracą cierpliwość, wracają do starych sprawdzonych
metod, ale spotykają się z oporem. Ośmieszanie politycznych przeciwników,
wmawianie narodowi, że stan, jaki osiągnęliśmy przez ostatnie 15 lat, jest
sukcesem, ludzie jakby nagle przestali im wierzyć. Gotuje się i jest bardzo
nerwowo, pochorowało się kilka osób, nawet wielki moralista Michnik leczy
się zawzięcie, Kulczyk przezornie leczy się za granicą, stać go, zresztą
czasy, gdy dobrze się bawił przyjmowany przez kolegów z różnych służb i
dygnitarzy, minęły, a na zeznania nie ma chęci. Blady strach padł na obrońców
ludu pracującego, najbardziej ich przeraziła możliwość rozliczenia majątków,
tyle lat skrzętnie dorabiali się, a teraz ktoś chce, by musieli udowadniać
- toż to święte prawo własności! No i właśnie o to chodzi, kradzione tuczyć
nie powinno.
W prokuraturze zamelinowało się dużo "kapusty", stoją na straży
swych kolegów, utrudniają pracę komisji mającej wyjaśniać.
Na polskiej scenie politycznej doszło do głosu kilka osób wartych
szacunku i pomocy, pracowici, uparci i walczący. Właściwi ludzie na właściwym
miejscu i we właściwym czasie. Warto, trzeba tej mafii definitywnie urwać
łeb, skończy się "polactwo" i udowodnimy, że trzeba się z nami liczyć.
Wiele się na świecie dzieje, na Białorusi powrót monarchii, na
Ukrainie fałszują, trują, mordują,
Arafatowi się zmarło? To podobno XXI wiek, a metody te same od tysięcy
lat, choć wg lewicy idziemy z postępem. Nasi przodkowie w grobach się przewracają,
nas traktuje się jak idiotów, "śluby" osób tej samej płci, nie wolno palić
tytoniu, ale promuje się marychę, eutanazja już niedługo. Pełnia szczęścia
coraz bliżej.
Mój apel o pomoc dla Domu Dziecka w Ścinawie 59-330, Ścinawa
ul. Królowej Jadwigi 5, chyba zdaje egzamin. Pierwsza osoba, Pan Ryszard
Salwierz z Cambridge, zdecydował się na datek $50, pierwszy i nie ostatni.
Właściciel warsztatu samochodowego ma zamiar partycypować w wysyłce paczek.
Dziękuję, i proszę o więcej w imieniu dzieci i Pani dyrektor, Elżbiety
Tylak.
W gazetach i rozgłośniach ogłasza się mnóstwo cudownych środków,
recept na zdrowie i schudnięcie. Może coś w tym jest, ale ja przez dwa
lata przy pomocy bardzo prostej diety schudłem ze 125 kg do 90 kg, a więc
35 kg. Utrzymanie wagi nie jest problemem, przynajmniej dla mnie.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, dziękujemy za stały komenatrz.
KUMOR-GŁUPI DZIENNIKARZ?
Ze stron prawica.net. dotyczy tekstu: "Polacy - głupi naród?"
W świecie trwa dyskusja nad stanem mentalności dziennikarzy.
Dziennikarze czy Kumory - niepokoją się w rachitycznych multimediach, dopuszczeni
przed okienko "telewizyjne". Kumor w podtekście adresuje swoje wiekopomne
spostrzeżenie do właścicieli forum PRAWICA. Teraz cienko przędzie, za pierwsze
trzy miesiące zapłacil mu Spański, a teraz kto będzie? Nie można powiedzieć,
że Kumor - głupi dziennikarz. Co?
Czytelnik 17.11.04
Od redakcji: Szanowny Panie, chyba mylą się Panu osoby i pisma...
GONIEC NR 46 (49)
(12
- 19 XI 2004)
Szanowny Panie Andrzeju,
Czytam Pańskie felietony z zainteresowaniem i wielkim uznaniem
już od wielu lat, jeszcze w "Gazecie". Jest Pan dla mnie jednym z nielicznych
polskich publicystów prezentujących rzadki rozsądek i trzeźwość oceny
wydarzeń i umiejętność ich historycznej analizy, z pozycji patrioty i zatroskanego
aktualną sytuacją Polaka.
Pański ostatni artykuł "Polacy głupi naród?" dotyka, wg mnie,
najistotniejszego problemu polskiego narodu. Jacy naprawdę jesteśmy? Wydaje
mi się, że zabrakło w pańskim rozważaniu ostatecznej konkluzji i definitywnej
odpowiedzi na to pytanie. Przedstawione przez Pana ogólne, stereotypowe
opinie, zdecydowanie negatywne, o narodzie polskim, w aspekcie historycznym,
oraz aktualny, rzeczywisty i pozytywny obraz Polonii kanadyjskiej, wg mnie
nie korespondują ze sobą absolutnie. Te dwa obrazy faktycznie istnieją
równolegle. I ten negatywny narodu polskiego, udokumentowany całą polską
historią, oraz ten pozytywny obraz prężności emigrantów polskich na obczyźnie,
który sami tutaj obserwujemy. Trzeba jednak pamiętać, że tutaj, w Kanadzie,
znaleźliśmy się w kraju już urządzonym i rządzonym przez Anglików, którzy
są mistrzami obok Niemców w umiejętności gospodarowania, praworządności
i budowania państwowości. Tutaj, nasi emigranci muszą się dostosować
do obowiązującego, obcego prawa i respektować go, czy im się to podoba
czy nie. Muszą okiełznać swe wrodzone warcholstwo i uczyć się praworządności.
Dlatego efekty są znakomite, ponieważ Polacy nie są głupi z natury, a w
wielu wypadkach chyba inteligentniejsi od tych "poprawnych" Anglików,
wykazując więcej indywidualności. Naprawdę, Polacy to nie jest "gorszy
sort ludzi".
Natomiast ci sami Polacy we własnym kraju, to już zupełnie inni
ludzie. Tam od wieków sprawdza się negatywna opinia, że "Polacy nie potrafią
się sami rządzić, nie są zdolni do skutecznego działania politycznego,
tworzenia instytucji i budowy państwa". Tragicznie prawdziwe jest znane
powiedzonko, że gdy zbierze się trzech Niemców, to jeden z nich zostaje
wkrótce ich wodzem, a trzej Polacy stworzą zaraz pięć partii politycznych,
wzajemnie się zwalczających. Prawdziwość tej anegdotki sprawdza się szczególnie
dobrze także i na emigracji, czego jesteśmy zresztą świadkami. Niektórzy
mądrzy Polacy zdawali sobie z tego sprawę i stąd pochodzi opowieść z okresu
tworzenia Polski niepodległej w 1918 roku, że ktoś z otoczenia J. Piłsudskiego
miał powiedzieć, że "należałoby wydzierżawić Polskę na 100 lat Anglikom,
żeby nauczyli Polaków praworządności, poszanowania prawa i samorządności".
Idąc wstecz dalej, śladem pańskich poszukiwań, historycznych
dowodów polskich nieudolności, nie można pominąć najbardziej tragicznego
rozdziału polskiej historii: upadku I Rzeczypospolitej, spowodowanego
przede wszystkim śmiertelnym zwyrodnieniem głównych "wad narodowych" niszczących
państwo wtedy już od prawie 200 lat. Te tzw. wady narodowe, to znane nam
dobrze i dzisiaj: nieokiełzana prywata, zdrada interesów narodowych i ich
sprzedawanie obcym mocarstwom oraz przekupstwo elit rządzących, a także
warcholstwo i pijaństwo. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest historyczna
zbieżność obecnej sytuacji w Kraju z okresem przedrozbiorowym. Toż to jakby
powtórka z historii ze wszystkimi szczegółami, prawie kopia zdrady interesów
narodowych. Dlaczego tak się dzieje w naszym narodzie, że nie jest on zdolny
wyłonić spośród siebie naprawdę wartościowych i jednocześnie patriotycznych
elit rządzących, a zamiast tego pozwala sobą kierować najgorsza szumowina
pochodząca z samego dna narodu? Na to pytanie nie jest w stanie odpowiedzieć
chyba nikt, rzeczowo i uczciwie.
Z poważaniem.
Zbigniew Orzeł, Calgary
Od redakcji: Panie Zbigniewie, Polacy potrafią się rządzić
i działać. Osiągnięcia II Rzeczpospolitej są tego dowodem. Proszę porównać
co zrobiono przez 15 lat od odzyskania niepodległości w 1918 roku, a co
przez minione 15 lat. A. Kumor
Poniższe dwa listy pochodzą z forum Wirtualnej Polonii i dotyczą
tekstu "Polacy głupi naród ?"
Pesymizm
Załóżmy, że Polacy istotnie zechcą założyć własny bank i emitować
własną kartę kredytową. Pomijam milczeniem problem sfinansowania tego przedsięwzięcia,
o który przecież wszystko się rozbije.
Nawet jeśli zacznie się organizować taki bank - to przecież natychmiast
do jego zarządu wkręcają się przedstawiciele plemion koczowniczych, noszący
- co do jednego - piękne polskie nazwiska i imiona, po czym tak pokierują
sprawami, że bank albo zbankrutuje, albo zostanie przejęty przez Kugelszwańców
i Rozencwajgów.
(-)
Od redakcji: Wkręcą albo nie wkręcą, jeśli Pan z góry zakłada
fiasko, to istotnie, lepiej nie wstawać z łóżka. A. Kumor
Nie da rady, oba samce...
Kumorek, ty masz rację jak zawsze, ale czy jest jeden uczciwy,
co by to wszystko nadzorował. Sam wiesz, jak pracowałeś przy Bełzie, jak
wypływały pieniądze z jednej kasy do drugiej kasy, choć niby wszystko było
cicho sza i niby uczciwie, a koniec był taki, że CU zawisła na włosku bankructwa.
Każdy pomysł jest dobry, tylko z egzekucją mamy cholerne problemy, my jesteśmy
skazani na zagryzanie się i jeszcze nigdy się nie zdarzyło inaczej (zjawisko
to istniało nawet w czasie śmiertelnego zagrożenia faszyzmem, więc co dopiero
dziś, kiedy każdy ma się za ważniejszego od drugiego i chce być na świeczniku
za wszelką cenę, nawet trupów przyjaciół i kolegów) przykładów są tysiące.
Sorry amigo - nie da rady, oba samce.
(-)
Od redakcji: Szanowny Panie, nie ma to, jak dezawuować argument
przeciwnika przekręcając mu nazwisko. Do którego przedszkola Pan chodził?
A. Kumor
Panie Andrzeju!
Jestem mile zaskoczony ostatnią publikacją. Odbiegając. Wyniki
wyborów dopadły nas w LA California. Reakcje ludzi w Stanach były podzielone.
Mniej niż połowa, zakładając, że wyniki nie były sfałszowane, a i takie
głosy były, głosowała za czymś na kształt "świdra". Głosując na Kerry'ego,
łudzili się, że głosują przeciwko wojnie.
O naiwności ludzka. Podczas CONVENTION Kerry zadeklarował się,
że będzie kontynuował wojnę "humanitarnie", tzn. co? Bombardowania z północnych
baz, zamiast południowych, czy co? Prawdziwy przeciwnik wojny. Buchanan
i inni przegrali na przedbiegach. Ludzie na truck stopach, i innych miejscach,
gratulowali sobie zwycięstwa OBECNEGO. Na mój komentarz, że to oznacza
wojnę, odpowiadali: (przedstawiciele "50% plus parę") wojnę rozpoczętą
należy kontynuować). Ta połowa jest na etapie wczesnego namiestnika, i
widzą przyszłość w kolorach brunatnej hegemonii. Oni widzą miejsce "rag
heads" na asfalcie. Można tychże nie lubić (siniaków), ale to nie jest
usprawiedliwieniem do masakry. Języczkiem u wagi stał się stosunek do małżeństw
gejów i antyaborcja. O ironio. Zamiast aborcji niepoczętych, będzie masowa
aborcja "przedszkolonych rekrutów" na polu.
...Były też komentarze typu, cytuję: to jest następny Wietnam
lub po co ONI chowają się po meczetach? Należy posłać im parę "Pershingów"
i powinni zrozumieć message: żeby nie chować się po meczetach. Co tu(Przy)bylcy
wiedzą o Niniwie i innych paru meczetach starszych od Częstochowy pięć
do dziesięciu razy? Co my wiemy o kulturze (Babilonie) równej Egiptowi
i starożytnym Chinom i cywilizacji Majów?
Życzę zdrowia
g.k.
A propos - jakoś instalacja demokracji w Babilonie, przypomina
mi instalację demokracji w PRL-u. Niech żyje demokracja!!!
(Nazwisko i adres znane redakcji)
Od redakcji: Tak jest, to dopiero początek końca Imperium,
idą kolejne fazy...
Szanowny Panie Andrzeju,
Właśnie przeczytałem Pana tekst o zbieraniu pewnego procentu
od transakcji dokonywanych kartą kredytową, celem zabezpieczenia finansów
na działalność polonijną, i o zakładaniu organizacji, które mogą umożliwić
odpisy darowizn od podatku.
Rzeczywiście, zakładanie takich organizacji jest kłopotliwe.
Tak w Kanadzie, jak i w Starym Kraju. Ale umożliwia pomoc bez wydawania
pieniędzy. Można organizacji przekazać to, co i tak oddałoby się fiskusowi.
Fundacja Zglenickiego uzyskała status organizacji pożytku publicznego
i zamierzamy rozpocząć akcję zbierania 1 % podatków płaconych przez ludzi.
Tyle mogą oni - Polacy w Kraju - wpłacić na taką instytucję. My te pieniądze
chcemy przeznaczyć na pomoc szkołom. Na sprzęt laboratoryjny.
Oczywiście komuniści dali taką możliwość ustawą, ale specjalnie
skomplikowali procedurę. Aby utrudnić. Ale dobre i to. Po 15 latach transformacji,
dali nam 1% wolności. Zobaczymy, jak ludek z niej skorzysta. Ludek może
zanieść te pieniądze do urzędu skarbowego lub przeznaczyć np. na fundację
i kształcenie swoich dzieci. Utrudnienia postkomunistów, którzy są autorami
tej ustawy, bardzo to nam komplikują, ale może uda się skorzystać z tej
"wolności". Jak nie w 1%, to może z 1 promila.
Tak sobie myślę, że może i w waszych warunkach trzeba jakiejś
iskry, kilku osób, które rzucą nie tylko hasło, ale same podejmą się założenia
takiej organizacji, słowem uczynią pierwszy krok i pociągną za sobą innych,
zmobilizują ich do wspólnego działania.
Życżę Wam tego. Pierwszego kroku i następnych.
Marek Zawadzki
Od redakcji: Panie Marku od dawna iskrzy, tylko jeszcze nic
się od tego nie zajęło.
"Środowisko naturalne"
Dbamy o środowisko naturalne, a przynajmniej tak oficjalnie starają
się uświadamiać nas istniejące rządy. Mając to na uwadze w skali naszej
- czyli miejscowej, rząd ontaryjski wprowadził kilka lat temu testy
na wydzielanie spalin z samochodów.
Co się zmieniło od tego czasu we wskaźnikach zanieczyszczenia
powietrza tak w Toronto, jak i w Ontario?
Moim zdaniem, stan zanieczyszczenia się pogarsza. Jak są inne
oficjalne dane, to będę wdzięczny za informacje. Rząd zupełnie nie ma (nie
chce mieć - lub nie może) kontroli nad przemysłem i wojskiem, które są
głównymi trucicielami atmosfery.
To dotyczy nie tylko Ontario czy Kanady. Problem jest ogólny.
Dotyczy w szczególności głównych trucicieli, czyli potęg militarnych
i ekonomicznych naszego globu.
Dla informacji - silnik odrzutowy samolotu myśliwskiego MiG-15
zużywa 100 litrów nafty na minutę - tu nie ma pomyłki, sto litrów na minutę.
(polska wersja tego samolotu to LIM 2 - jeden egzemplarz jest w muzeum
lotnictwa w Ottawie. Radziłbym tam zerkać. Samolot ma wprawdzie szachownicę
pomalowaną nie z okresu, w którym latał - ale trudno). Z tego co wiem,
to zużycie paliwa przez odrzutowe silniki lotnicze jest cały czas podobne.
Osiągi są lepsze, czyli "ciąg". Jednak, dla przeciętnego zjadacza chleba
co za różnica, czy to "świństwo" będące produktem spalania nafty zawiśnie
nad nami zaraz bezpośrednio, czy też się rozmieści przykładowo nad
Wyspami Dziewiczymi.
Kiedyś musi ponownie wrócić na ziemię. Proszę pomyśleć, ile spalają
nafty samoloty nad Irakiem? Ile spalają benzyny czy ropy samochody wojskowe
i czołgi tam będące? Może ktoś napisze, ile taki czołg spala ropy na godzinę?
Podobnie z samolotami pasażerskimi. Nie są napędzane na owies.
Nie lepiej byłoby w Kanadzie zrobić superszybką kolej? Czas przejazdu
byłby zbliżony (dojazd na lotnisko, kontrola - ostatnio coraz bardziej
uciążliwa i czasochłonna). Pociąg zawsze jedzie do śródmieścia.
Dziwi mnie także brak podłączenia miasta Toronto gdzie jest sieć
metra z lotniskiem. Na coś takiego mało które z dużych aglomeracji na świecie
może sobie pozwolić. Ile samochodów przez to musi jeździć na lotnisko?
Jakie zatrucie środowiska!!!
Czy to nie lepszy pomysł jak ten ontaryjski TEST SPALIN
? Ja mam
samochód, co ma przejechane ponad 400 tys. km, i nie miał problemu
z testem na spaliny! (gratulacje dla producenta - silnik 4-cylindrowy),
co świadczy, że samochody nie są głównym sprawcą zanieczyszczenia atmosfery.
Poza tym kto jeździ autem co ma 400 tys. km? Ten test spalin to wyrywanie
pieniędzy z kieszeni mieszkańca.
Proszę pomyśleć: muszę jechać na ten test. Średnio 20 min. Test
trwa
15 min, gdzie silnik pracuje. Wracam do domu itd. Czyli silnik
samochodu pracuje ekstra przez ten obowiązkowy system sprawdzania spalin
1 godzinę. Zużycie paliwa to przynajmniej 6 litrów (dojazd, test). Licząc
to na liczbę samochodów w Ontario! Czy to jest troska o środowisko naturalne?
Z uszanowaniem dla Czytelników i redakcji "Gońca"
Zygmunt Hobot
PS Tak na marginesie, już niby z oddzielnej beczki, ale coś związane
z silnikami lotniczymi. Chciałbym wyrazić swoją opinię na temat wypadku
helikopterowego byłego premiera Polski: TVP podało na początku wiadomość
naocznego świadka, jak widział, co się stało. Naoczny świadek (przygodny
mieszkaniec czy zbieracz poziomek leśnych) w TV powiedział: "wszędzie czuć
było naftą lotniczą". I właśnie ja mam problem z poczuciem rzetelności
co do TVP. Ta wypowiedź jest do sprawdzenia. Ja tylko cytuję ją z
pamięci. Skąd facet wiedział, że silniki odrzutowe są na naftę? Drugie
pytanie: jak wiedział, jaki jest zapach nafty lotniczej? Przygodna osoba
wie, jaki jest zapach nafty lotniczej? Żarty!!! Na marginesie - nafta lotnicza
nie ma prawie żadnego zapachu. Kolor to jak woda.
Od redakcji: Panie Zygmuncie, połączenie kolejowe lotniska
z centrum Toronto jest w bliskich planach.
Szanowna Redakcjo "Goniec"
Zwracam się z prośbą gorącą o zamieszczenie ogłoszenia odnośnie
mojej prośby o rodzinie o następującej treści: Jesteśmy młodym małżeństwem
z piątką dzieci w wieku od 9 lat chłopiec, drugi chłopczyk 7 lat, a dziewczynki
to 5 lat, 3 latka, a najmłodsza ma 3 miesiące. Jesteśmy rodziną katolicką,
głęboko wierzącą. Zwracam się z prośbą do ludzi o dobrych sercach, o nawet
najmniejszą pomoc. Głównie o jakieś używane rzeczy np. odzież, obuwie.
Dzieci ze wszystkiego wyrastają, a z jednej pensji nie stać nas. Finansowo
nie stać nas na kupno wszystkiego, bo jeszcze nam brakuje. Jest naprawdę
nam ciężko. Będziemy bardzo wdzięczni Redakcji za umieszczenie ogłoszenia
naszej prośby, z całego serca dziękuję. Życzymy wszystkiego najlepszego.
Z poważaniem rodzina Krasoniów. Pozdrawiamy i życzymy wszystkiego
najlepszego, rodzina 7-osobowa.
Nasz adres:
Jagoda Krasoń
Kępie Zaleszańskie 111
39-431 Zaleszany
Polska
Od redakcji: Nie komentujemy.
Szanowny Panie Redaktorze,
W mojej opinii: sprawa p. Szymona Szczary powinna wygasnąć śmiercią
naturalną pomimo próby rozdmuchiwania na łamach innych pism polonijnych
przez upartego autora.
Czesanie z włosem czy pod włos nie może przynieść ani wyglądu
ani chluby czy szacunku w pracy skłóconych stron. Jeśli chce się pracować
"pro publico bono" musimy czesać tak, ażeby wyglądać schludnie wewnątrz
i na zewnątrz. Wygląd ten potrzebny jest do zdobycia sympatii i zaufania
w pracy egzekutywy ZG KPK u zainteresowanych ludzi zgrupowanych wokół
tej czy innej organizacji.
Na zewnątrz różnie może się przydarzyć - nieraz z winy aury a
nie własnej, zostać można rozpoznanym w pozie: komika, cymbała czy geniusza
i dopiero po spojrzeniu w lustro propagowanej prawdy musi się prostować
swoją postawę.
Ludzie przezorni przebywając z konieczności na zewnątrz nigdy
nie angażują się bezmyślnie, po której stronie chcieliby widzieć siebie,
zdają sobie sprawę, że mogą popełnić błąd trudny do naprawienia. Osobiście
błędu żadnego nie popełniłem, opiniowałem to, co na własne oczy przeczytałem
w "Gońcu".
Obecnie po przeczytaniu listów pani Jadwigi Szcześkiewicz i pan
Stanisława Pietras, doszedłem do wniosku, że ścierające się ze sobą strony
należą do tego samego kipiącego kotła, a problem jest tylko jeden: czyją
drogę wybrać ażeby szybciej dotrzeć do Warszawy czy nawet Moskwy. Jeśli
tak przedstawia się sytuacja w ZG Polonia kanadyjska zrzeszona w "stadach
owiec" czy "baranów" (w zależności od oceny i traktowania przez Z.G.) pozostaje
praktycznie bez przywództwa.
Przywódcy Polonii pragną stać się czarodziejami jak ich partnerzy
w kraju. Będą się odznaczać nawzajem orderami za wątpliwe czyny (pytanie:
w czyim interesie?) jak i wątpliwe sukcesy, będą przyozdabiać laurkami
swoje skronie. Będą śpiewać sobie i muzom. Żyjemy w erze, w której "prawdy"
gryzą się ze sobą i próbują się nawzajem wyeliminować. (...)
Uczęszczając na lekcje Historii Gospodarczej Polski, na tle historii
Europy, zauważyłem wiele kombinacji i manipulacji prawdą. Prof. W. Styś
prostował nasze zdobyte prawdy ze szkół średnich np: Chłop w okresie najnieznośniejszej
pańszczyzny pracował w folwarku pana nie 6 dni na tydzień lecz 6 dniówek,
tak że przykładowo, rodzina chłopska składała się z 6 członków, wyszedł
na jeden dzień i miał pańszczyznę odrobioną, przy tym otrzymywał
przeważnie pewne świadczenia. Po zajęciach jeden z kolegów poczuł się oszukanym
nauką ze szkoły średniej więc zagadnął profesora: "Co to jest prawda?"
Pytacie mnie jak Piłat Chrystusa - odrzekł, ale dał nam pełną definicję
prawdy. Tych definicji mam wiele w mym zbiorze, ale przy okazji chciałbym
zdobyć jeszcze jedną od Pana Redaktora, aby wzbogacić moją kolekcję.
Będąc jeszcze w Polsce Ludowej miałem wielką satysfakcję rozpoznać
wśród moich kolegów kandydatów na prawdziwych księży prawdziwej katolickie
religii, a oto oni: Bolesław Kordek, Józef Sycz, Władysław Drymajło i Aleksander
Kustra. Spotkawszy jednego z nich na letnich wakacjach, zagadnąłem czy
dostał się do Seminarium Duchownego. Tak, odrzekł, ale tylko do jednego
we Wrocławiu, inne odmówiły. Gdy zacząłem gratulować i życzyć sukcesów
- przerwał - "Nie zaakceptowałem". Na pytanie dlaczego" - Odrzekł, że po
bliższych dochodzeniach dowiedział się, że wprowadzono tam Marksizm jako
przedmiot obowiązkowy. Na dalsze pytanie w jakim celu? - Odrzekł: "Do szukania
wspólnego mianownika pomiędzy humanizmem marksistowskim a humanizmem katolickim".
I co z tego wyjdzie? - zagadnąłem - "kogut na czterech nogach" - odrzekł
bez namysłu. Na jeszcze jedno pytanie, czy kogut taki będzie mógł piać?
Oho - jeszcze jak! Ale ma inną melodię i na tym zakończyliśmy dyskusję
na ten temat.
Dziś zastanawiam się, ile takich kogutów Seminarium Wrocławskie
zdążyło wyćwiczyć i wypuścić w świat? Obecnie teologia marksistowska razem
z teologią wyzwolenia kwitnie wewnątrz Kościoła katolickiego niemal na
cały świecie. Będąc na Florydzie w Kościele katolickim pod wezwaniem O.
Maksymiliana Kolbe, zostałem mentalnie zdruzgotany, gdy do Mszy Św. wyszedł
w szatach liturgicznych młody księżulo z długim świecącym kolczykiem w
jednym uchu. Zachodzą pytania: Jak daleko dojdzie innowacja katolickiego
kleru? Jak długo wierni tolerować będą tego rodzaju wybryki? Czy ksiądz
o takiej mentalności ma moc przemienić chleb w Ciało Chrystusa Pana? Dotąd
dzban nosi wodę - dopóki...
PS Artykuł pana Adama Kurzaj pt. "Czy kościół obroni się sam"
- jest na czasie. Dziękuje panu Adamowi.
Tadeusz Chrobak
Od redakcji: Panie Tadeuszu, dziękujemy za wielowątkowy list
***
Od pięciu lat bezskutecznie lustrowany tow. Oleksy, czuje się
obrażony gdy wyszło na jaw, że jego otoczenie i rodzina maczali paluchy
w aferze Orlenu. Następny "dygnitarz" zdegustowany, śledztwo to "brudna
gra" przeciw nieskazitelnej lewicy (?). Za przeproszeniem, Belka premier
zresztą, obiecuje dokończyć "prywatyzację", a ja wolałbym, aby przeszedł
pomysł PiS i rozliczono złodziejską sitwę trzymającą władzę. Takie rozliczenie
tych od sześćdziesięciu lat nietykalnych dobrze by Polsce zrobiło, na pewno
moralnie. Towarzystwo się bardzo rozkopało, spod pierzynki dolatuje smród
straszny, widać szansę na zmianę. Na Rakowieckiej trzeba posprzątać,
przynajmniej dla najważniejszych miejsca wystarczy.
Poczta "Gońca" nabiera rumieńców, interlokutorów przybyło, ale
z dużo problemów chcemy zwalić na Boga, może sami coś moglibyśmy zrobić.
Referendum przy okazji wyborów w US, okazało się, że wolą narodu
nieletnie dziewczątki będą musiały mieć zgodę rodzeństwa na skrobankę.
Dobre i to, ale kanadyjskie wyzwolone gremia wiedzą lepiej referendum z
wielu powodów nie wchodzi w rachubę, mogłoby się okazać, że naród ma inne
zdanie niż oświeceni, że nie ma zgody na profanację sakramentu ślubu, a
inne nowinki też nie są aprobowane. Ponieważ wszyscy jesteśmy podejrzani
o uprawę marychy, policja może nas podglądać przy pomocy kamer na podczerwieni,
a to na pewno nie wszystko. Premier Ontario podarował 100 mln. dol. koncernowi
Forda, a ubolewam że nie ja zostałem szczę,liwce, efekt identyczny.
W nr. 41 jest odpowiedź Pana Gryca na mój list, wszystko się
zgadza, teoretycznie jest fajnie, ale Janusz Rybak siedzi już cztery lata,
a ja w dalszym ciągu nie wiem czy mogę liczyć na współpracę? Dyskusja buduje,
ale przydałoby się konkretne działanie, może razem udałoby się coś zrobić.
Przepraszam za namolność. Po amerykańskich wyborach niezniechęceni "nasi"
wodzowie, towarzysze Kwaśniewski i Belka, twierdzą, iż znają się
z amerykańskim prezydentem i będą kontynuować. Na krótką metę pamięć mam
niezłą i ostatni miesiąc pamiętam, widzieliśmy ile nazałatwiali i jak ich
traktowano. Pana Busha też nie ominięto, ofiary holocaustu domagają się
od niego 400 mln. dol. odszkodowania, podobno dziadek prezydenta
zdobył majątek korzystając z pracy niewolniczej. Pieniądz nie śmierdzi.
Gdy chodzi o pieniądze to nawet wiemy sojusznik nie powinien się czuć pewnie.
Tylko co będzie gdy oni te pieniądze dostaną? Będąc w Polsce odwiedziłem
mamę Janusza Rybaka, smutna, załamana kobieta. Przy okazji byłem w Domu
Dziecka, przywiozłem trochę ciuchów, wspaniała atmosfera, ale jest jeden
problem, betonowe posadzki. Pani Dyrektor marzy o normalnej podłodze i
byłaby bardzo zobowiązana za drobne datki na ten cel.
Dom Dziecka Ścinawie
59-330 Ścinawa
ul. Królowej Jadwigi 5
Sześćdziesięcioro dzieci, przeważnie z patologicznych rodzin wraz z
Panią Dyrektor, Elżbietą Tylak, proszą o wsparcie, a ja, z Januszem Rybakiem,
przyłączamy się
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, dzięki, za jak zwykle ciekawe,
streszczenie numeru "Gońca".
GONIEC NR 45 (48)
(5
- 11 XI 2004)
Panie Andrzeju
Od dłuższego czasu coś mi przeszkadzało. Do dziś nie mogę zrozumieć,
dlaczego nikt tego nie zauważył przede mną. Albo Chochlik, albo konspiracja.
Myślałem, że poloniści, ludzie pióra, inteligencja i inni profesjonaliści
uderzą na alarm. Gdzie tam, pewnie czekali jak ja, może ktoś się wychyli.
Do rzeczy - pismo (które darzę sympatią) powinno przestać tkwić w błędzie
i zacząć pisać imiona własne z dużej litery np: Mercedes (córka twórcy
wspaniałych samochodów), a nie mercedes. Pan Honda, pan Toyota, pan
Ford i inni, byliby niepocieszeni takim dyshonorem. Prawda, że - warszawa
brzmi głupio. OK bez przedłużania tej listy. Polecam polskie czasopismo
MOTOR - dostępne prawie wszędzie w Toronto i Mississaudze. Nawet
b.m.w. piszą B.M.W.
inne: Gdzie te chłopy - orły, sokoły, herosy,......Moskale (inwalida).
Jak sam Pan pokazał obok siebie, cytuje Sobocki prezesem! ..i..Jego ekscelencja
propagandysta....Longin Pastusiak...(szkoda, że nie pisze pan, gdzie i
co, kto go zaprosił i gdzie gościł) (nie wszyscy są na bieżąco np: Ja).
PZPR-owcy są znani z dyscypliny partyjnej, czego brakuje rozbitym obecnie
weteranom, czyż nie po to on tu przyjechał. Cosik mi się zdaje, że KPK
i inne zostały zneutralizowane. Jastrzębie wymarły, inni bohaterowie weterani,
albo agenci, albo ugodowcy, albo prounijni, albo zastraszeni, albo karierowicze,
albo tumany (byli hetmani), albo delegowani (z Kongresu Z...).. Cóż pozostaje
to nowe, nieoczekiwane. Może to Pan. Za Miłoszem...zabijesz poe..... narodzi
się nowy, spisane będą myśli i rozmowy.
Tak czy owak z sympatią
G.K.
(nazwisko do wiad. redakcji)
Od redakcji: Gdy chodzi o nazwy samochodów - to jest ortograficzna
konspiracja - piszemy je małą literą, jeśli chodzi o drugą myśl, nie, to
nie ja - pozdrawiam Andrzej Kumor
Pastusiak w Domu Kombatanta
Na przyjęciu w Domu Kombatanta polonijni "działacze" łykali każde
słowo pana Marszałka. Stali jak zaczarowani (z lampką wina) i w milczeniu
zgadzali się z każdym słowem Jego Ekscelencji. To był piękny obrazek. Więcej
takich spotkań, a będziemy mieli gotowy materiał do następnej tragifarsy
gombrowiczowskiej.
PS. W Calgary w butach pani marszałkowej szukano zapewne czerwonej
bibuły.
H.S. (nazwisko do wiad. redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, protestować nie jest łatwo.
Szanowny Panie Redaktorze,
Oto moje trzy grosze do pańskiego artykułu "Polacy - głupi naród?":
- Jak to jest, że w Polsce:
"Pierwszy" - tow. Kwaśniewski "Drugi" - tow.
Pastusiak
"Trzeci" - tow. Oleksy
"Czwarty" - tow. Miller/tow. Belka
"Piąty" - tow. Cimoszewicz
Można by jeszcze dalej, ale ten list byłby długi.
Jak to jest, że ciągle istnieje "Gazeta Wyborcza"? Widać, że
ktoś tego szmatławca kupuje. Kto ? Marsjanie?
Nie pomijając bezsprzecznych zasług polskiego Kościoła w utrzymaniu
jedności narodowej, chciałbym jednak zapytać - 110 mln na Świątynię Opatrzności
Bożej?? A może by tak za mniejszą sumę zacząć wydawać gazetę piszącą prawdę
i telewizję mówiącą prawdę? Tylko "świecką", nie Gość Niedzielny (nie mam
nic przeciwko "Gość Niedzielny" - ale to inna rzecz).
***
A teraz na nasze lokalne podwórko:
- Jak to jest, że po latach oszczerstw i przeinaczeń "Gazeta"
(Toronto) ma się świetnie? Pan sam (i pańscy współredaktorzy tam pracowali).
Jak to jest, że pomimo przegranego procesu i apelacji o oszczerstwo - ktoś
dalej to kupuje.
Kto to kupuje ? Marsjanie? Nie - ci sami: "Niezależni i wolni"
trakerzy, kierowcy wielkich ciężarówek - to Polacy; niezależni i pracujący
na swoim "kontraktorzy" budowlani - Polacy; niezależni właściciele sklepów
delikatesowych, wytwórni kiełbas, restauracji, biur podróży, zakładów usługowych
- to Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
A kto się ogłasza w tym piśmidle? Znów, ci sami: "Niezależni
i wolni trakerzy... kontraktorzy budowlani... niezależni właściciele sklepów...
Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
A kto sprzedaje to piśmidło? Znów, ci sami: "... niezależni właściciele
sklepów ... Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
Pozdrawiam serdecznie
J.K.(nazwisko do wiad. redakcji)
PS Zauważyłem w paru miejscach, że pański "Goniec" jest przykryty
z wierzchu "Gazetą", tak że pańskiego "Gońca" nie widać. Może to jest przypadkowe,
a może i nie - za dużo tych "przypadków", wydaje mi się...
Od redakcji: Jak Pan zauważył pracowałem dla tego pisma nie
będę więc na nim za Panem psów wieszał. Koń jak był i jaki jest każdy widzi.
Jest to temat szeroki i chyba należy do innego kontekstu. - A. Kumor
Polacy - głupi naród?
Podsumowanie trafne. Polacy dali sobie odebrać cugle. Media polskojęzyczne
tak ogłupiły Naród, który przyjmuje kłamstwa za prawdę, a co mądrzejsi
"spryciarze" myślą tylko o sobie, reszta ich nie interesuje. Zniszczono
ducha patriotycznego nawet wśród ludzi wykształconych myślenie egoistyczne.
Niszczy się ludzi odważnych, mówiących prawdę, jak księży czy ludzi świeckich,
wszelkimi sposobami, nie wykluczając mordu. Przykłady można mnożyć.
Społeczeństwo jest zastraszone i niestety skutki dla nas są opłakane.
Nie ma jedności dlatego rozbito jedność "Solidarności", a teraz dzieli
się kraj na małe regiony, aby nigdy nie powstało zjednoczenie w walce.
Smutne to, ale prawdziwe.
E.J. (nazwisko do wiad. redakcji)
Od redakcji: (...)
Polacy to Naród Boży - Polactwo to upadłość moralna!
W kraju trwa dyskusja nad stanem mentalności Polaków. Polacy
czy Polactwo? U nas na półkuli zachodniej ta sama dyskusja trwała już od
dwóch wieków. Polaków przezywano "Dumb Pollacks" - co stało się nielegalne
w latach 60. ubiegłego stulecia w związku z ustaleniem praw antydyskryminacyjnych.
Jednak to samo przezwisko nie świadczyło o głupocie Polaków, a raczej o
tym, że nasi ludzie nie umieli języka angielskiego i na ogół nie posiadali
odpowiedniego wykształcenia.
Dzisiaj Polacy są właściwie aż za mądrzy i wśród nich panuje
opinia cwaniactwa przesiąknięta aroganckim pijactwem, złodziejskimi tendencjami
wśród naszych przywódców. Panuje szeroko zakrojone zepsucie moralne, itp.
A to już jest całkiem inna kategoria zmysłów, aniżeli zwykła głupota. Cwaniactwo
to raczej wielka inteligencja przekręcona i skierowana do innych celów
niezgodnych z dobrem narodu i naszej katolickiej wiary. Brak dyscypliny,
autorytetów i ludzi, którzy naprawdę dbają o prawdziwą Polskość, Religię
i Ojczyznę jest niewielką garstką w porównaniu do liczebności naszego narodu.
Lepiej, aby nasi moralnie uczciwi przywódcy i dziennikarze zwracali
większą uwagę na stronę etyczno-moralną zachowania Polaków w kraju i za
granicą. Pozytywne opinie i prelekcje w dużej mierze przyczyniłyby się
do uznania na świecie naszej sarmackiej przeszłości idącej w parze z naszą
wrodzoną inteligencją.
(-) Połamski
Od redakcji: Tego nie załatwią prelekcje.
Polacy nie są głupim narodem... .
.. niestety, w Polsce mieszka ich już bardzo mało, może jakieś 20%
ludności. Reszta to jakieś dziwaczne, tępe i ograniczone plemię, które
ma tyłki tam, gdzie inni mają głowy. I ta reszta jest w większości.
(J.J)
Od redakcji: Jaką metodą obliczył Pan te procenty?
Naród Polski to poraniony Naród
Panie Andrzeju, nie mogę odszukać w swojej pamięci innego Narodu, który
byłby tak poraniony jak Naród Polski. Za dużo straciliśmy w swoich dziejach
(mam na myśli te ostatnie 70 lat) Polaków, którzy posiadali głowę we właściwym
miejscu i we właściwym czasie, lecz faktem jest to, że naiwność i łatwowierność
płacimy zbyt wysoką cenę. Co jest najsmutniejsze? Ano to, że jeśli pojawi
się na politycznym horyzoncie jakaś wybitna osobowość, to otumaniony tłum
przez "ośrodki masowego rażenia" wdepcze go w ziemię i za własne pieniądze,
bowiem miara, jaką mierzy tłum, daleko odbiega od miary, jaka im została
przez "nich" odmierzona...
Myślę jednak, a nawet jestem przekonany, że nowe polskie plemię
już nadchodzi i nie jest ono zmanipulowane, by mogło oprzeć się tej masowej
"hucpie", jaką aplikuje nam "politycznie poprawna" polskojęzyczna "jew-elita"
i jak najbardziej mamy możliwość pozbycia się "jej" raz na zawsze, która
ma w ręku tylko jeden jedyny "argument": lichwiarski system finansowy,
który paraliżuje całe nasze życie społeczne w Polsce i poza jej granicami.
Dobrze będzie, jeśli każdy zajmie się tym, co umie najlepiej,
a resztą zajmie się Sam Bóg.
Jasiek z Toronto
Od redakcji: Zgadza się, niech każdy robi swoje.
Polacy nie są już zdolni do niczego. Nie są zdolni ani do naprawy
swego państwa, ani nawet do utrzymania tego, co jeszcze z niego zostało.
Sprawy poszły za daleko. Polską rządzą zdrajcy i agentura, a naród jest
tak bezdennie głupi, że chce się na to wszystko bombę spuścić, żeby już
się skończyła ta męka konania w niesławie i poniżeniu.
Jedyną realną szansą jest kolejna interwencja Matki Boskiej.
Wątpię jednak, by Jej się chciało interweniować. Tyle razy już to robiła
- i co? Polactwo zmarnowało wszystkie dane mu szanse.
K.K.
Od redakcji: Wybić do nogi i zacząć od nowa? Tylko po co?
KONIECZNA DEBATA W POLSKIEJ TELEWIZJI
Ja również przyłączam się do pochlebnych opinii na temat tekstu
p. Andrzeja Kumora.
POLSCE potrzebna jest wielka debata na ten temat w TVP. W studiu
telewizyjnym powinni znaleźć się przedstawiciele WSZYSTKICH opcji, tych
parlamentarnych i pozaparlamentarnych - NA ŻYWO! Z możliwością łączenia
się telefonicznego Polonii. Program powinien trwać bez ograniczeń, aż do
wypracowania konkretnego stanowiska. Wiem, że to dzisiaj nierealne.
Aktualnym rządzicielom nie zależy na dobru Polski, dlatego uczynią
wszystko, aby rzeczowej dyskusji na ten temat publicznie nie było. Jeśli
miałaby być, to kontrolowana i sterowana przez odpowiednich poprawnie myślących
dziennikarzy.
Mimo wszystko należy czynić starania, by taka debata się odbyła.
I to jak najszybciej.
Pragnę przypomnieć, że do 1993 roku w TVP często były emitowane
ciekawe programy o Polsce - była chwila pluralizmu i prawdziwej demokracji.
Po obaleniu Premiera Jana Olszewskiego przez... Wałęsę i piesków postkomunistycznych,
nastał okres PRL bis, który trwa do dziś.
Zbyszek z Warszawy
Od redakcji: Debaty w telewizji w życiu jeszcze niczego nie
zmieniły.
***
Naród nie może istnieć bez kreatorów życia duchowego, bez elity
moralnej i intelektualnej. Ci ludzie tworzą wzorce zachowań dla innych.
W Polsce miejsce elit zajęli oszuści i obcy agenci, podający się za reformatorów.
Miejsce profesorów, kierujących się chrześcijańską moralnością, zajęli
profesorowie marksizmu-leninizmu.
Lubomir Z.
Od redakcji: Zgadza się.
Witam serdecznie!
Nie było moją intencją, aby Pan moje przemyślenia
na temat muzeum weteranów dał do "Gońca". Tak mówiąc po cichu, miałem nadzieję,
że Pan "złapie przynętę" i swoim już wspaniałym pisarskim językiem to przedstawi.
Jeżeli natomiast byłyby jakieś głosy na moją propozycję (myślę -
WETERANI - bo bez nich nic się nie stanie), to moim zamyśleniem
byłoby, aby takie muzeum powstało w wersji:
a - oszczędniej - to jest, że organizacja polonijna,
konsulat RP daje sale na ten cel.
b - utworzyć sale w istniejącym muzeum kanadyjskim. Tutaj, jak
wiem, to z dużym rozmachem powstanie nowe "Muzeum Wojny" w
Ottawie. Powinniśmy tam mieć swoje miejsce.
3 - próba utworzenia własnej sali w ROM w Toronto
4 - utworzenie własnego muzeum w Toronto - ale znając realia,
nie jest to chyba możliwe.
Byłem w swoim czasie w muzeum militarnym w Arlington
w Teksasie. O dziwo mają tam wystawę poświęconą NAM. Były tam gazety
amerykańskie mówiące o napaści Niemiec na Polskę. Wystawione
polskie mundury itp. Było to dla mnie zaskoczeniem. Gdzieś w USA na granicy
z Meksykiem istnieje dział polski w muzeum. Co do muzeum tutaj. Większość
osób już nie żyje. Tutaj w Kanadzie żyła i jeszcze żyje duża grupa
osób, które były zesłane na Sybir, więźniów obozów
tak rosyjskich, jak niemieckich agresorów.
Osobiście wydaje mi się, że Związki Kombatantów
powinny zająć się tą sprawą, aby nikt nie zapomniał o ICH heroizmie.
Zawsze z szacunkiem
Zygmunt Hobot
Od redakcji: Z miłą chęcią pomożemy każdej takiej inicjatywie.
Szanowny Panie Redaktorze
Nie mam najmniejszego pojęcia, czym się kierował pan Pietras,
pisząc do redakcji "Gońca" list, w którym aż tyle nieścisłości i przejaskrawień
wyzbytych prawdy się znalazło. Gdyby taki list napisał przypuśćmy Szczara
- czyli "wie pan kto" - wcale bym się nie zdziwił. Ale pan Pietras? Nie
chcę go posądzać o awanturnictwo czy chęć wywołania burdy na łamach prasy.
Awanturnictwo jednak zaczyna się od operowania nieprawdą, przekoloryzowaniem
faktów, faryzeizmem, bajeranctwem i frywolnością w doborze stwierdzeń.
A więc nieprawdą jest, że byłem członkiem zarządu w ekipie Grzegorza
Sobockiego i że w ogóle byłem w jakimkolwiek składzie ZG KPK.
Nieprawdą jest, że kiedykolwiek krytykowałem znaczenie instytucji,
jaką jest Kongres.
Wyrażanie niezgody na proces p. Rogackiej spowodowany wnioskiem
"wie pan kogo" oraz krytyka działalności osób utkwionych po uszy w produkowaniu
rozmaitej maści paszkwili nie jest, szanowny panie Redaktorze, krytyką
wzmiankowanej instytucji. To też warto pamiętać.
Nieprawdą jest również, że na balu celebrującym 60-lecie KPK
były jakieś "karne stoliki", przy których sadzano osoby, by je (jak sugeruje
p. Pietras) "poniżyć". Skąd w ogóle taki pomysł przyszedł mu do głowy!?
A już czystym awanturnictwem nazywam dalszą próbę ośmieszania
prezesa Grzegorza Sobockiego, wyrywając z kontekstu szereg zdań z jego
wcześniejszych wypowiedzi. Czyż nie w awanturnictwie zamyka
się jeszcze gorszy pomysł, że na zjazd w Vancouver miast delegatów organizacji
pojechały "dobrane owieczki".
Redaktor Kumor zaproponował wprawdzie ślicznie, by sobie wzajemnie
kłód pod nogi nie rzucać, a p. Pietras doszukuje się jakiejś wymiany "postkomunistycznych
giermków w Polonii". Może warto, by ich wskazał, miast frymarczyć nieudowodnionym
niczym słowem.
Czy nie awaturnictwem nazwiemy zdanie, że Prezes G.S. " lamentuje
w samouwielbieniu" i zarazem "ledwie zipie"?
Cieszę się również niepomiernie (jak podaje autor listu), że
p. Kumor w swym artykule wyjaśnił nam, "na czym polega rola KPK", chociaż
- jeśli się nie mylę, pouczyciel urodził się 20 lat po narodzinach Kongresu.
Wiwat porady i wiwat idylla, w jakiej żyje p. Pietras.
Życząc pogody ducha i mniej awanturnictwa
Bohdan Ejbich
Od redakcji: I z wzajemnością Panie Bohdanie.
***
W tow. Pastusiaku nie zauważono VIP-a i potraktowano normalnie.
Ona i osoby towarzyszące wydają się oburzone, zostali potraktowani jak
normalni, zwykli śmiertelnicy. MSZ w Warszawie i ambasada w Ottawie zareagowały
błyskawicznie, no bo dlaczego jakiegoś Pastusiaka potraktowano normalnie,
czym sobie na to zasłużył? Aby się nie narażać na normalne traktowanie,
następną podróż proponuję w zaplombowanym worku poczty dyplomatycznej.
W tym wypadku polska dyplomacja stanęła na wysokości zadania,
nie boją się interweniować, ale gdy trzeba udzielić pomocy Januszowi Rybakowi,
polskiemu obywatelowi skazanemu na dożywocie, okazało się, że nie mogą
nic zrobić, mają podwiązane.... i obie lewe ręce, nawet tow. Kwaśniewski
nic zrobić nie jest w stanie. Polska dyplomacji boi się interweniować,
aby nie dostać od Kanadyjczyków po łapach. Jak cię widzą, tak cię
traktują - jeśli kanadyjska prokuratura wie, że polski obywatel nie może
liczyć na konsulat i pomoc, to i senacka delegacja traktowana jest jak
wycieczka z bautustanu, dziwić się nie ma czemu, zresztą opinia na temat
polskiej dyplomacji, sfer rządowych, korupcji i afer jest znana na całym
świecie, dumni nie mamy być z czego, ale i traktowani jesteśmy jak na to
zasługujemy.
Janusz Rybak w ostatnim liście z radością stwierdził, konsulat
pierwszy raz mu pomógł, załatwili adwokata, może wreszcie zostanie złożona
sprawa apelacyjna. Poza tym następny niesłusznie przed laty skazany domaga
się oczyszczenia z zarzutów.
"Kanada pachnąca żywicą", ale za to śmierdząca niesprawiedliwymi
wyrokami. Najlepszy kraj do życia na świecie? Czy aby na pewno, trochę
za dużo tych sądowych "pomyłek", to wygląda raczej na jakieś zboczenie,
bezprawie w imieniu prawa, czyżby prawa człowieka to tylko chwyt propagandowy?
Ostatnie kilkanaście dni przebywałem w Polsce, dużo rozmawiałem
i co się okazuje - Warszawiacy w większości są bardzo zadowoleni z poczynań
Prezydenta W-wy p. Kaczyńskiego, na nic się zdają gazetowe opinie na temat
PiS lub L.P.R.. Ludzie odbierają to poważnie i gazetowe paszkwile trzeba
uznać za brednie. Działania sejmowej komisji do sprawy Orlenu zrobiły trochę
zamieszania i czarno na białym widać, że jest szansa, aby dzisiejsze mafijne
układy dostały to, na co zasłużyły. Obawy tow.. Kwaśniewskiego, że "Oni"
chcą zdestabilizować państwo są wierutnym, obłudnym kłamstwem, wszyscy
rozumieją, że nic gorszego wydarzyć się nie może, a demoralizacja sfer
trzymających władzę sięgnęła dna.
Wśród doradców i współpracowników tow. Kwaśniewskiego, szereg
znanych nazwisk nie najlepiej się kojarzących, a i twarzyczki jakieś znajome,
tłuściutkie, takie poobijane podczas prowadzonych od dziesięcioleci walk
o miejsce przy korycie. Wśród tych starych wyjadaczy, w ich sejfach i pamięci
kryje się wiele tajemnic ostatnich dziesięcioleci. Oni wiedzą kto storpedował
kontrakt na produkcję traktorów dla Francji, kto zniszczył przemysł stoczniowy
i rybacki. Kopalnie i górnictwo od lat w kryzysie, ale mamy podobno zainwestować
w górnictwo Angoli (?) następny przekręt czy inwestycja podsunięta przez
przyjaciół tajemniczego tow. Ałganowa.
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Witamy ponownie w Kanadzie!
GONIEC NR 44 (47)
(29
X - 4 XI 2004)
Redakcja Goniec p. redaktor A. Kumor.
Z wielką uwagą przeczytałem pańską opinię o osobie marszałka
wyższej izby Parlamentu polskiego, jego ekscelencji Longina Pastusiaka,
jak również z niemniejszą uwagą śledziłem wydarzenia, jakie towarzyszyły
w Kanadzie jego obecności.
Jak to wynika z życiorysu marszałka senatu prof. L. Pastusiaka,
dla wielu jest powszechnie znanym sługusem dawnej Rzeczypospoliej Ludowej,
tym samym wiernym stalinowcem i niezaprzeczalnie wiodącym członkiem prosowieckiej
władzy w Polsce. Człowiekiem, którego dawne sentymenty rodziły nienawiść
do zmian w tworzeniu nowej rzyczywistości, co jest dowodem na jego oportunizm.
Zachodzi pytanie, jak taki człowiek doszedł do takiej godności
w Parlamencie; tym samym, jak może być traktowany przez obecny Rząd Polski,
jak i Polonię z szacunkiem i godnością.
Oglądając program TV w ostatnią sobotę, miałem uczucie wstydu
(...) za prezentera wywiadu p. Śniegowskiego, który przeprowadzając wywiad,
zadawał pytania, które świadczyły o wielkiej dla niego godności w kreowaniu
postaci p. marszałka senatu.
Postać, którą tak niezasłużenie się publicznie propaguje, powinna
być raczej nacechowana ogólnym ostracyzmem Polonii, a nie aprobatą, choćby
z racji swej przeszłości.
Profesorem w okresie stalinizmu zostać było nie tak trudno, zwłaszcza,
jeśli się miało koneksje w partii i gwarantowane pieniądze na studia, zwłaszcza
poza granicami kraju. Zjawisko to było nagminne dla osób partyjnych i nie
zawsze uzasadnione merytorycznie.
I cóż ten zacny marszałek powiedział nam w czasie wywiadu TV;
że dla podniesienia godności Polonii stanie na jego wniosek pomnik emigranta
w Warszawie, że zabiega w parlamencie o dobre imię odważnych osobników,
którzy nie chcąc popierać sowieckiego reżimu, woleli wyjechać z kraju,
którego on tak zażarcie bronił.
Ciekawe, dlaczego p. Śniegowski w wywiadzie nie zadał mu podstawowego
pytania o jego przeszłość lub karierę wiodącą do polskiego Parlamentu.
Przyznam, że z niesmakiem oglądałem wywiad w TV z p. marszałkiem,
a propagandowy wydźwięk tego wydarzenia na długo zostanie mi w pamięci.
Z racji zanotowania wydarzenia wystarczyłaby wzmianka o jego
wizycie w Kanadzie, bez potrzeby pozwolenia mu na propagandowe tworzenie
swego wątpliwego wizerunku.
Dzięki, p. redaktorze, za umieszczenie w poczytnym "Gońcu" prawdziwej
sylwetki p. L. Pastusiaka gwoli zrozumienia jego roli, jaką odgrywał w
dawnej i obecnej rzeczywistości. Myślę, że to będzie przydatne wielu Polakom,
którzy nie znają życiorysów tych osób lub bałwochwalczo je popierają.
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Szanowny Panie, nie ma za co dziękować, przyjemność
po naszej stronie.
Szanowny Panie Redaktorze
Przed wyborami na Prezesa KPK ZG ukazał się artykuł pt. "Bieg
przez pole minowe". Na końcu mówiono o "uczciwości". Jak interpretować
tę "uczciwość"?
Analizując ubiegłą kadencję KPK, widzę, co następuje:
Ktokolwiek zadaje "niewygodne (dla Prezesa) pytania", jest atakowany
w prasie polonijnej lub w Internecie przez władze KPK (ZG). Mam tu na myśli
p. Cytowskiego, p. Fijała, p. Garlickiego, p. Sokolską, p. Sołtysa.
Członkowie ZG starali się "zniszczyć" niektórych ("niewygodnych")
przez donosy do rządu federalnego lub do pracodawcy. Mam tu na myśli p.
Bogoryę, p. Danielskiego.
Starym, sprawdzonym organizacjom starano się odebrać głos. Mam
tu na myśli Okręg Sudbury, ZNP, ZHP, ZZWRP i inne.
Nowe organizacje stworzono poza plecami Okręgów, by zyskać głosy.
Mam tu na myśli PP, Okręg Peterborough, Ryerson Students Association i
inne.
Córka p. Sobockiego (nieobecna na Zjeździe w Vancouver) otrzymała
bezprawnie dwa głosy.
To tylko kilka przykładów. Kiedyś uczciwość wyglądała inaczej.
Z poważaniem,
Wanda Kornatowska
Od redakcji: Szanowna Pani, mamy nadzieję, że w imię jedności
naszego środowiska nowe władze Kongresu wyjaśnią wszystkie wątpliwości.
Panie Andrzeju!
Nie czytałem jeszcze dzisiejszego "Gońca". Nie jestem więc na
bieżąco z informacjami tam zawartymi. Mam pewien pomysł. Proszę to przemyśleć.
Uważam, że dobrze by się stało, jakbyśmy mogli tutaj w Toronto
utworzyć muzeum poświęcone Polakom, którzy brali udział w wojnach światowych.
Przypuszczam, że wiele z żyjących jeszcze osób byłoby w stanie pomóc w
utworzeniu takiego muzeum pamiątek w formie oddania pamiątek i w formie
finansowej. Także przy właściwym zorganizowaniu tego zamiaru na pewno
dałoby się dostać fundusze z rządu. Przecież to są ludzie, którzy autentycznie
walczyli o wolność, nie licząc na żadne gratyfikacje. Teraz już trudno
byłoby znaleźć masowo takich idealistów.
Serdecznie pozdrawiam
Zygmunt
Od redakcji: Wspaniały pomysł. Byłby to najlepszy pomnik dla
tego walecznego pokolenia.
Szanowny Panie Redaktorze
Muszę wrócić do artykułu pana Szymona Szczary, nie po to by kogoś
potępić, obwinić, ale dlatego, że serce moje jeszcze polskie boleje nad
tym, dlaczego Polak jest tak negatywnie przeorientowany w stosunku do swego
Narodu.
Z artykułu p. Szczary "Od zarządu dialogu do zarządu odwetu",
wyłuskać można wiele zastrzeżeń. Zachodzi pytanie, czy p. Szczara ma naprawdę
przekonanie do poprzedniego systemu PRL? Czy też (o zgrozo) działa jako
agent kliki rządzącej, która szuka podpórki, podparcia, laski dla swych
sfatygowanych, chwiejnych nóg. Szuka koniecznej jej propagandy z zewnątrz
dla mydlenia oczu rodakom w kraju w kampanii przedwyborczej do Sejmu.
Nie jest dla mnie niespodzianką, że ambasador Dobrowolski wybrał
raczej telewizję "Z Ukosa" aniżeli "Polish Studio", gdyż "Z Ukosa" ma tendencje
do sympatyzowania raczej z rządzącą paczką niż z Narodem Polskim. Żeby
nie być gołosłownym, w wiadomościach swych "Z Ukosa" zignorowało zupełnie
strajk w Wałbrzychu, gdy "Polish Studio", parę godzin wcześniej, poświęciło
dużo czasu na tę krajową tragedię.
Dziś Polski Naród jest w gorszej sytuacji aniżeli 20 lat wstecz,
kiedy indywidualny uciekinier był chętnie przygarniany przez każdy niemal
kraj. Dziś cały, kilkudziesięciomilionowy Naród ma okazję wyjechać, ale
wiadomo, że nie ma żadnych szans zostać przygarniętym przez najbogatszy
nawet kraj świata. Pustka nie może istnieć w naturze, jeśli braknie Narodu
polskiego, wejdzie inny w jego miejsce i z tego paradoksu zdaje sobie sprawę
hydra rządząca, manipulując zdezorientowanym Narodem na wszystkie strony.
Jakie wyjście, jakie rozwiązanie tego kryzysu Narodu Polskiego
oferuje tu na na obczyźnie pan Szczara? Napędzanie Polonii niczym gęsi
na zamarznięty staw nie jest wizją Narodu Polskiego, którą Polonia powinna
ślepo wspierać. Najgorsza robota KPK jest najlepszą w stosunku do kolaboracji
z istniejącym reżimem.
Towarzysz Urban przesiadł się teraz z "warszawy" do "jaguara".
Za czyje pieniądze? Pytam się. Żeby nie być bez precedensu, cytuję wyjątek
z artykułu: "Swoją (niepochlebną) opinię o znikomym wpływie tej organizacji
wydał z kwaśną miną ustępujący ambasador Dobrowolski (na pewno peerelowski
dygnitarz - mój dopisek) w majowym programie telewizyjnym ?Z Ukosa=. (Dlaczego
tylko ?Z Ukosa=? - mój dopisek). Punkt widzenia ambasadora nie różni się
zasadniczo od mojego - (brawo pan Szczara - mój dopisek), mieszkańca Kanady
(od jak dawna - mój dopisek), i rozumiem jego irytację (a ja ją ignoruję
- mój dopisek). Nawet nie potrafili doprowadzić do zorganizowania bankietu
z okazji przystąpienia Rzeczypospolitej (peerelowskiej - mój dopisek) do
Unii Europejskiej - bankietu, który według dyrektyw z Ministerstwa Spraw
Zagranicznych (cóż to za uplanowany chwyt - mój dopisek), miał pokazać
jedność (z Kwaśniewskim i Millerem, a obecnie z Belką - mój dopisek) i
poparcie (naiwny Szymonie - mój dopisek) wszystkich Polaków na świecie
i dodać listEK splendoru do laurów ambasadora czekajĄcego na nowĄ nominacjĘ."
Powtórzę jeszcze raz: Tym towarzyszom zależy bardzo na entuzjastycznym
poparciu (wygłupie, w mojej ocenie) całej Polonii, między innymi i kanadyjskiej.
Na tej propagandzie zasieją nasienie nadziei na przyszłe kadencje.
Nie ma tu miejsca na klasyfikację artykułu p. Szczary: "paszkwil
czy nie", jest natomiast nie do zamaskowania, kto kim jest, to znaczy kto
z Narodem Polskim, nadal umęczonym, a kto za dobijaniem go.
Osobiście nie zmienię swego poglądu w stosunku do nowej Rzeczypospolitej,
tak długo aż ostatnia głowa hydry komunistycznej nie będzie odcięta.
Wierzę w powiedzenie: "Nałożyli koronę na wronę i jazda tym samym
wozem" - którym przekonał mnie nowo przybyły z Kraju.
Pan Redaktor wspomniał o polskiej kwadraturze koła, dodam od
siebie: tylko żeby to kwadratowe koło dyndało się jak najdłużej, bo może
przyjść czas jego rozsypki.
Znajomy Niemiec zapewniał mnie: "Nie zdobyliśmy Polski mieczem,
zdobędziemy pieniądzem - kupimy Polskę". Na pytanie, za czyje pieniądze
opowiedział: "Za polskie". I takich cudów możemy się spodziewać.
Tadeusz Chrobak
Od redakcji: Bardzo dziękujemy za komentarz.
Szanowny Panie Redaktorze.
Jako pracujący od wielu lat społecznie działacz polonijny, pozwoli
Pan, że podzielę się z czytelnikami "Gońca" moimi spostrzeżeniami na temat
obecnego Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Nie ulega wątpliwości, że dobro
Kongresu powinno być troską wszystkich Polaków w Kanadzie bez względu na
zamożność, poglądy polityczne czy sympatię do jego obecnego kierownictwa.
Od czasu powstania jednego z pism polonijnych pt. "Gazeta" ambicje
i zamiary wydawcy zaczęły stanowić istotną groźbę dla tej starej szacownej
instytucji, zaczęto tworzyć nową organizację z konstytucją zbliżoną do
kongresowej wraz z planami rozszerzenia na całą Kanadę. To zagrożenie uwidoczniło
się w szczególny sposób, kiedy w latach 2000-2002 nastąpiły zmiany w kierownictwie
Kongresu i wydawca utracił z trudem wywalczone wpływy. Posypała się lawina
artykułów pióra redaktora Bełza i jego współpracowniczniki, byłej sekretarz
generalnej KPK, pani Alicji Getlich; artykułów kłamliwych i oszczerczych,
zadaniem których było przedstawienie prezesa E. Rogackiej i ówczesnych
dyrektorów jako osób nieuczciwych i niegodnych zaufania. Wszelkie wyjaśniania
w prasie spotykały się z wzmożoną nagonką i nowymi oszczerstwami, według
metody Goebbelsa, że kłamstwa powtarzane często stają się w umysłach ludzkich
prawdą. Stało się to szczególnie na zachodzie Kanady, gdzie docierała
"Gazeta".
Zarząd Kongresu stanął przed dylematem: walczyć na łamach prasy,
ignorować czy też poprzeć prezes Rogacką w jej procesie o zniesławienie.
Aby nie doprowadzić do dalszego rozbicia Polonii, zdecydowano się na wyjście
ostatnie, wierząc, że wydane pieniądze wrócą po wygranym procesie. Oczywiście,
nie było mowy o tak wysokich sumach. Wiarę w słuszność sprawy potwierdziły
wyroki sądów Supreme Court of Ontario i Ontario Court of Appeal. Wydawca
i jego poplecznicy zostali uznani za winnych i skazani na zapłacenie dużego
odszkodowania.
A jak sprawy wyglądają dzisiaj?
Pomimo dwukrotnej przegranej w sądzie [(...) skrót red.], wydawca
dalej mąci, czego dowodem jest jego działalność na ostatnim Walnym Zjeździe
w Vancouver.
Po raz pierwszy w historii Kongresu nie było na tym zjeździe
żadnych uchwał, które by nadawały kierunek prac zarządowi i obrad nad wieloma
problemami stojącymi przed Polonią Kanadyjską, nie uchwalono zmiany statutu,
figurują tam nadal w par. 6 słowa "Polish People's Republic", oraz nie
uchwalono statutu członkostwa indywidualnego. Te statuty zostały rozpracowane
i poprawione jeszcze w roku 2001 i czekały jedynie na uchwałę Walnego Zjazdu.
Teraz trzeba czekać jeszcze dwa lata.
Większość czasu zajęta była sprawą sądową, atakami personalnymi
i wyborem nowych władz.
Niewiele spraw może zakłócić nasze stosunki z krajem, a raczej
z jego przedstawicielami konsularnymi. Pomimo że statut Kongresu mówi o
pełnej niezależności, to jednak nie rozumieją tego pewni działacze polonijni
czy polscy przedstawiciele dyplomatyczni. Nic nie osłabi naszej miłości
i troski o dobro naszej ojczyzny i to nie wymaga dyskusji.
Co wymaga rozważań, to nasza pozycja i znaczenie w kraju zamieszkania.
Pomino dużej liczebności nasza waga i znaczenie w Kanadzie maleje i nad
tym powinniśmy radzić na zjazdach. Tymczasem największą troską zjazdu była
nieodwołalnie przegrana przez red. Bełza sprawa sądowa, a jego samego z
oszczercy robiono bohaterem. Wobec trudnej sytuacji
finansowej wydawało by się, że delegaci zastanowią się, jak do kasy Kongresu
mogą wpłynąć od pana Bełza wydane na sprawę fundusze. Niemałą winę ponosi
tu również pani Rogacka, której obowiązkiem była obecność na zjeździe i
wyjaśnienie, jak i kiedy pieniądze wrócą do Kongresu. Groźby adwokatów
nie mają żadnego znaczenia i wierzę, że Kongres jest w stanie się obronić.
Prezesowi Sobockiemu i jego zarządowi życzę spełnienia wszystkich
planów i uzdrowienia życia polonijnego. Wymagać to będzie pewnej zmiany
orientacji i nawiązania bliższych stosunków z władzami kanadyjskimi na
każdym szczeblu, gdyż tylko ta wspólpraca może poprawić naszą pozycję
w Kanadzie i zadowolić tę część Polonii, dla której Kanada jest drugą ojczyzną.
W porównaniu z poprzednimi zarządami prezes Sobocki ma ułatwione zadanie,
znikomą opozycję w prasie i tylko od niego i jego zarządu zależy dalszy
rozwój Kongresu.
Do byłej prezes pani Rogackiej apeluję, aby nie zawiodła zaufania
swoich współpracowników i po ściągnięciu przyznanych jej odszkodowań oddała
należną część Kongresowi. Zdaję sobie sprawę, że duże koszty sądowe mogą
znacznie obniżyć jej odszkodowanie, jednak trzeba z tej sytuacji wyjść
z honorem i zachować z takim trudem i poświęceniem wyrobione dobrę imię.
"Tomasz Wierny"
Proszę o zachowanie nazwiska do wiadomości redakcji.
Od redakcji: Czy jest jeszcze jakaś nadzieja?
***
Kilka miesięcy temu spotkałam się z propozycją wstąpienia do
Stowarzyszenia Inżynierów w London. Oddział właśnie miał się ukonstytuować.
Nie byłam nigdy członkiem żadnej organizacji, z wyjątkiem "Solidarności",
a jakakolwiek działalność polonijna w ogóle mnie nie interesowała, zresztą
nadal nie interesuje. Podobno było za mało dyplomowanych inżynierów, aby
powstał oddział londoński, więc się zgodziłam. Początkowo nie
żałowałam. Na spotkaniach było miło, nawet bardzo miło, ale we wrześniu
i październiku zaczęło się źle dziać. Wrzaski, krzyki, nerwówka. Wyczuwało
się jakąś manipulację. Zarząd odpierał ataki w oparciu o statut. Pojawiły
się także tzw. wątki kryminalne. Patrzyłam na siedzące obok mnie osoby.
Nikt z nas nic nie rozumiał.
Opuściłam salę w trakcie ostatniego zebrania, oznajmiając, że
chyba zrezygnuję z członkostwa. Sądzę, że w oddziale Stowarzyszenia nie
zapanuje spokój bez mediacji Zarządu Głównego. Opuszczając zebranie, zyskałam
niespodziewanie wolny wieczór i postanowiłam zapoznać się ze statutami,
pamiętając o zachowaniu się przewodniczącego. Teraz już Czytelnicy wiedzą,
dlaczego zaczęłam analizować statuty. Naprawdę nie jest to żadne hobbyÉ
Uznałam, że statut KPK jest czymś w rodzaju naszej konstytucji,
a statuty organizacji wchodzących w skład Kongresu nie mogą być w sprzeczności
prawnej z aktem podstawowym. Założenie to jest stosowane w ustawodawstwie
kanadyjskim. Zaczęłam od internetowej strony głównej ZG KPK. Adres internetowy
http://www.kpk.org/. Powitała mnie polskojęzyczna informacja zatytułowana
CELE I ZADANIA KONGRESU POLONII KANADYJSKIEJ. Utkwił mi w pamięci zwrot,
którego przytoczenie jest niezbędne: "Kongres Polonii Kanadyjskiej jest
uznaną i respektowaną organizacją narodową, reprezentującą Kanadyjczyków
polskiego pochodzenia w Kanadzie, Polsce i Polonii".
Następnie przeglądałam statut KPK, wersję anglojęzyczną, ze stron
internetowych Zarządu Głównego, Paragraf 18, punkt C - muszę niestety zacytować:
"Only those persons who are ordinary members of a member organization of
the Congress and are Canadian citizens, can be elected to any position
in the Congress". Przecież to oczywiste, pomyślałam. Skoro Kongres jest
organizacją Kanadyjczyków polskiego pochodzenia, to na funkcje kandydować
mogą tylko obywatele kanadyjscy polskiego pochodzenia. Sformułowanie paragrafu
18 jest jednoznaczne, natomiast, dodana w tym roku formuła KANADYJCZYK
na stronie głównej ZG KPK, może stać się przedmiotem manipulacji. Poniektórzy
mogą usiłować przekonywać, że np. Kanadyjczyk zamieszkały w Kanadzie, a
nawet tutaj urodzony, to wcale nie znaczy obywatel kanadyjski. Retoryka
jest lubianą wśród nas rozrywką.
Znudziło mi się czytanie anglojęzycznej wersji statutu. Wiedziałam,
że jest polskojęzyczna wersja, bo ją widziałam. Poszukując tej wersji,
znalazłam się na stronie internetowej http://www.kpk-ottawa.org/kpk/statut-kpk.html.
I tam paragraf 18. statutu miał brzmienie: "Do władz Kongresu mogą wchodzić
tylko osoby będące członkami zwyczajnymi organizacji członkowskich kongresu,
posiadające obywatelstwo kanadyjskie, albo prawo stałego pobytu, bez przeszłości
kryminalnej, lub oskarżonych o takie przestępstwo". Zaniemówiłam. Porównajcie
Państwo obie wersje statutu. W statucie polskojęzycznym dodano zwrot "albo
prawo stałego pobytu". Także w tłumaczeniu użyto zwrotu do "Do władz Kongresu",
zamiast na każde wybieralne stanowisko w Kongresie. Sformułowanie "do władz
Kongresu" sugeruje, że dotyczy to tylko funkcji w ramach Rady Nadzorczej
czy Zarządu Głównego, w każdym razie szczyty. Sformułowanie "to any position
in the Congress" znaczy, że ograniczenia te dotyczą wszystkich wybieralnych
funkcji, zarówno w ZG, jak i organizacjach wchodzących w skład Kongresu.
Podkreślam, że w całym Statucie w wersji oryginalnej nigdzie nie znalazłam
sformułowania "landed immigrant". Szukając w Statucie możliwości działania
dla ludzi ze statusem "landed immigrant", można na siłę zakwalifikować
tą grupę jako członków afiliowanych, czyli bez prawa głosu i kandydowania,
a z koniecznością przestrzegania statutu.
Porzucę te rozważania. Powracam do zafałszowanej wersji paragrafu
18. No cóż, musimy nazwać rzecz po imieniu. W naszej organizacji dopuszczono
się oszustwa. Zbyt duża liczba przekłamań i dobrze merytorycznie przemyślany
ich sens, nie wyglądają na błąd w tłumaczeniu. Akurat te właśnie zmiany
dają możliwość przenikania do Kongresu ludzi z postkomuny, zaczynając od
niższych funkcji w organizacjach, aby potem, już jako działacze, przejąć
Kongres, a zatem i finanse. No i mamy problemy, jak chociażby:
- Konieczność sprawdzenia, kto i dlaczego podłożył nam tę "żabę".
Jak znam życie, sprawca zamieszania pozostanie nieznany. Siła przewodnia
zawsze działała w ten sposób. Jej spadkobiercy także.
- Weryfikacja członków i władz w Kongresie pod kątem obywatelstwa
kanadyjskiego. Mogły przecież głosować i kandydować osoby do tego statutowo
nieupoważnione. Najgorsze jest to, że wielu ludzi, działając w nieświadomości,
zgodnie z tą wersją statutu, może poczuć się odtrąconych i pokrzywdzonych.
- Może się też zdarzyć konieczność ponownych wyborów w organizacjach.
Profesjonalne grupy mają dodatkowe ograniczenia. Jak chociażby w Stowarzyszeniu
Inżynierów status "member" mają tylko ludzie z dyplomem inżyniera bądź
wyżej, ale w branży. Np. mgr inż. czy dr inż.
Teraz tylko od członków Kongresu zależy, co z tym zrobią. Nie
można dać się manipulować bez końca. Głupio mi, jak czytam np. w Wirtualnej
Polonii, że Polonia Kanadyjska kocha komunistów. Sama to widzę. Czyżby
władze Kongresu musiały tak się gościć z panem marszałkiem Senatu? Czyżby
organizacja PZPR przestała być już komunistyczna i totalitarna? Pan Marszałek
był z nimi (PZPR) do końca i nadal siedzi po lewicy. Poczytajcie sobie
Państwo statut. To, co powinno być, a co jest, to są dwa bieguny. Jest
więcej statutowych grzechów głównych, ale to, co napisałam dzisiaj jest
najważniejsze. Pozostałe można omówić nieco później.
Jadwiga Szcześkiewicz
London
Od redakcji: Szanowna Pani, o kłopocie ze statutem pisze p.
Wierny. Nie ma komu uchwalić zmian.
Szanowni Drodzy Państwo!
Zwracamy się z bardzo mocną, gorącą i serdeczną prośbą do Państwa,
z apelem o pomoc dla naszej kochanej, niepełnosprawnej córeczki Beatki,
w jej ciężkich chorobach. Jesteśmy w bardzo ciężkiej
sytuacji finansowej, w krytycznej. Mamy szóstkę dzieci, od 11 do 17 lat,
w wieku szkolnym. Oboje nie pracujemy i nie mamy żadnego stałego źródła
dochodów, oprócz zasiłku rodzinnego na dzieci i 418 zł. zasiłku na córkę
Beatkę.
Jesteśmy zadłużeni w Spółdzielni Mieszkaniowej, w sklepie na
żywność, nie mamy pieniędzy na leczenie, lekarstwa, rehabilitację, na turnusy
rehabilitacyjne, nawet na życie codzienne nam brakuje, często na chleb,
herbatę czy margarynę, na dojazdy do lekarzy, wyżywienie, noclegi, w czasie
turnusów rehabilitacyjnych i pobytu w szpitalach razem z córką. Nie jesteśmy
w stanie sami temu wszystkiemu podołać. Nie mamy do kogo pójść o pomoc
prosić, zwracamy się z bardzo gorącą i serdeczną prośbą do Państwa o jakąkolwiek
pomoc finansową, żywnościową, materialną. Wszystko jest nam tak bardzo,
bardzo potrzebne w tak licznej rodzinie i w ciężkiej chorobie naszej córki
Beatki. Prosimy Państwa bardzo mocno, gorąco i serdecznie o nagłośnienie,
rozpowszechnienie naszego apelu o pomoc dla naszej kochanej córeczki "w
tym przetwarzania danych osobowych" wśród ludzi dobrych, życzliwych. W
różnych mediach przekazu, w gazetach, w radiu, w telewizji, w Internecie
i gdzie się tylko da, w celu pozyskiwania funduszy na jej leczenie i rehabilitację.
Może za waszym pośrednictwem, pomocą dotrzemy do ludzi dobrej woli, dobrego
serca, dla których los naszej chorej córeczki nie jest obojętny, którzy
zechcą pomóc nam w walce o ratowanie życia naszego dziecka. Nasza najmłodsza,
kochana, córeczka Beatka jest bardzo ciężko chora, cierpi na: marskość
wątroby, żylaki w przełyku, jest zarażona wirusem HBV, opóźniona psychomotorycznie,
nadciśnienie zwrotne, ostopemię kości, ma bardzo niską odporność i niskie
płytki krwi. Przeszła ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, nie słyszy
obustronnie i bardzo słabo rozmawia, mowa zamazana.
Beatka zakwalifikowana jest do przeszczepu wątroby i do usunięcia
śledziony, tylko ma zarażoną krew wirusem HBV. Lekarze najpierw muszą zahamować
ten wirus u Beatki, a dopiero będą te zabiegi, "operacje", przeszczep wątroby
i usunięcia śledziony. Śledzionę ma powiększoną o 20 cm. Do tak poważnych
operacji Beatka musi być odpowiednio dobrze przygotowana i przed każdym
zabiegiem Beatka musi być zdrowa jak "rydz", to znaczy nie może być nawet
przeziębiona, musi mieć wszystkie zdrowe zęby, żeby po operacji nie poszła
jakaś infekcja od zęba. Dostaliśmy od lekarzy z Warszawy kosztorys
planowanego, zabiegu sanacji jamy ustnej w znieczuleniu ogólnym, który
to koszt wynosi 2.269,18 zł. Lekarze powiedzieli nam, że jak będziemy mieli
pieniądze na zabieg sanacji jamy ustnej, to wtedy musimy do nich przedzwonić
i oni ustalą wtedy termin, kiedy mamy przyjechać z Beatką na zabieg. Ale
my nie mamy pieniędzy, ani grosza przy duszy, siedzimy w długach po uszy.
Oboje nie pracujemy i nie mamy pieniędzy na leczenie, rehabilitację naszej
najukochańszej córeczki.
Dlatego Szanowni Drodzy Państwo, zwracamy się z gorącą i serdeczną
i serdeczną prośbą do was o jakąkolwiek pomoc. Beatka musi cały czas systematycznie
przyjmować drogie leki, teraz przed operacjami, a potem po tych wszystkich
zabiegach do końca swego życia. Którego to koszt leczenia wynosi około
100.000 zł. rocznie, a które nie jest refundowane przez nikogo. Nie wiemy,
jak to wszystko będzie, jak sobie my damy radę z tymi wszystkimi chorobami
Beatki. Pan Bóg tylko wie, co będzie i jak to wszystko się skończy. Bardzo
dużo modlimy się o zdrowie dla naszej kochanej córeczki i o całą naszą
rodzinę, żeby dobry Pan Bóg dopomógł nam w tych ciężkich czasach dla nas,
dla Beatki i dla całej naszej rodziny. Bo wszystko w rękach Boga.
Rząd nasz sprzedał Polskę, rozwalił wszystkie zakłady pracy,
a ludzie poszli na bruk. Tylko ci żyją, co siedzą i rządzą w rządzie. A
ty bezrobotny, to ani żyć, ani umrzeć, nic to ich nie obchodzi. Z naszej
strony robimy wszystko, z braku pieniędzy możemy jej tylko zapewnić ogromną
miłość i osobiste wsparcie w jej ciężkich chorobach. Nasze dzieci są bardzo
mocno pokrzywdzone przez los. Skarżą się, że inne dzieci mówią na nich,
że są biedne, że nie mają w co się ubrać, że chodzą w starych, porwanych
butach, kurtkach, że inne dzieci nie chcą trzymać koleżeństwa z nimi, bo
są biedni, po prostu są poniżani wśród swoich rówieśników.
Los nasz i naszych dzieci jest w Państwa rękach, gdyż sami nie
damy rady nic zrobić, w naszej sytuacji rodzinnej i finansowej. Prosimy
Państwa z całego serca o rozpowszechnianie naszego apelu wśród ludzi życzliwych
i dobrych, prosimy o jakąkolwiek pomoc pieniężną, żywnościową, materialną,
może coś z lekarstw na przeziębienie, na odporność, coś z pościeli, z ubrań,
z butów, wszystko jest nam tak bardzo, bardzo potrzebne, żyjemy bardzo
skromnie i bardzo biednie. Za okazałą pomoc nam, wyrozumiałość i życzliwość
jesteśmy bardzo wdzięczni, z góry i z całego serca ślicznie i serdecznie
dziękujemy Państwu.
Na tym kończymy ten smutny list i błagamy na litość o pomoc Państwa.
Pomóżcie. Bóg zapłać. Wszystkiego najlepszego Państwu życzy cała nasza
rodzina. Wdzięczni rodzice Beatki.
Krystyna i Eugeniusz Sawiccy
ul. Pusta 11/13, 16-315 Lipsk, woj. Podlaskie, Polska
Od redakcji: Wszystkim podajemy pod rozwagę serca.
Szanowny Panie Redaktorze!
Mea culpa maxima! Biję się w piersi z pokorą i proszę o przebaczenie.
Dr E. Sołtys ma rację podając, że mylę się podając w artykule "Dlaczego
jest tak źle, kiedy jest tak dobrze", że zarządzania nie wykładano na wyższych
uczelniach w PRL-u. Dla wyjaśnienia mogę tylko dodać, że swoją informację
oparłem na własnym doświadczeniu. W Polsce byłem na dwóch uczelniach technicznych
i na żadnej z nich nie było zarządzania jako przedmiotu wykładowego. Z
zarządzaniem, jako dyscypliną naukową, zetknąłem się dopiero w Stanach
i Kanadzie.
Po przeczytaniu wypowiedzi p. Sołtysa otworzyły mi się oczy na
ataki B. Ejbicha, który niczym Myśliwiec strzela z wielkim hukiem i w dodatku
niecelnie. Niestety, wzrok i ręce nie te, co kiedyś.
Z poważaniem Szymon Szczara
Od redakcji: Szanowny Panie, na AGH w Krakowie zarządzanie
było...
Sobocki - bis
Do napisania tego listu zainspirował mnie list p. Eibicha, a
także wywiad p. G. Sobockiego dla "nowego Kuriera" zatytułowany "Bieg przez
pole minowe". Co do listów pisanych przez p. B. Ejbicha, jak również pisanych
przez innych (chyba na zamówienie) lecz dostarczonych do redakcji GoŃca
przez p. Ejbicha, że też w wieku p. Ejbicha można pisać takie treści. Pan
Ejbich nie tak dawno pisał przeciw KPK, ale od kiedy jest w ZG KPK to uważa,
że krytycznie nie należy pisać o KPK, czyli zasada Kalego. (...)
Pan Ejbich wymienia z nazwiska wiele osób, do których kieruje
pretensje. A może te osoby nie chciały być poniżone i siedzieć przy karnych
stoliku usytuowanym przy drzwiach, tam gdzie posadzono p. Paudyna, który
przyszedł w zastępstwie p. Cytowskiego. Ludzie się odwdzięczają za szacunek
i uznanie ich pracy na rzecz Polonii i może nie utożsamiają się z tym ZG
KPK i jego prezesem, który żali się, że nazywali go "samozwańcem", tylko
nie mówi dlaczego. W Vancouver odbył się Walny Zjazd KPK. Pan
Sobocki i jego ekipa wzięli wszystko. Tylko czy to udźwigną? (...)
A teraz nt. wywiadu dla "Nowego Kuriera", który był zatytułowany
"Bieg przez pole minowe". Nie rozumiem tylko dlaczego tak zasłużonemu działaczowi
niewdzięczni rodacy podkładają miny na drodze do celu? Czyżby w działalności
ZG KPK było wszystko w porządku, a ci co krytykują tę działalność byli
kłamcami? W swym wywiadzie dla "Nowego Kuriera" p. G. Sobocki powiedział
takie słowa: (Pytanie) K.S.K. Co wpoili Panu rodzice? (Odpowiedź) G.S.
"Na pewno nieustępliwość, wiarę w siebie, patriotyzm, przywiązanie do religii".
Agitacja do UE temu przeczy, bo tam nie ma miejsca dla suwerennej Polski,
jak również dla religii i patriotyzmu. Następny cytat K.S.K. - "co Pan
uważa za największe osiągnięcie swojej prezesury?" G.S. - Chyba wywalczenie
możliwości wjazdu obywateli polskich do kraju na paszportach kanadyjskich,
ale sukces zagłuszony został przez zniesienie przez Polskę wiz z Kanady
do Polski".
Na wspólnej konferencji prasowej KPK i konsulatu RP w Toronto
p. G. Sobocki oświadczył, że nastąpiła zmiana przepisów paszportowo-wizowych
lecz p. konsul Kisielewski go natychmiast poprawił, że nastąpiła zmiana
interpretacji przez konsulat tych samych przepisów. Z doświadczenia wiemy,
że tylko konsulaty w Kanadzie inaczej interpretowały te przepisy. Wynika
z tego, że p. G. Sobocki mówiąc te słowa nie wiedział o co walczył?
Następny cytat: K.S.K. - Co to znaczy by prezesem KPK? G.S. -
"Przede wszystkim wypełniać rolę służebną wobec grupy etnicznej, której
się przewodzi, a więc ponosić odpowiedzialność za decyzje swoje i zarządu.
A więc bardziej potocznie: prezes - to "przywódca stada...".
Nie wiem kogo p. Sobocki miał na myśli mówiąc te słowa. Za dobrym
przywódcą podąża stado z własnej woli i bez przymusu oraz bez oglądania
się na jakiekolwiek korzyści. Ile to było zabiegów, aby dobrać odpowiednie
owieczki na zjazd, aby głosowały na przywódcę. Czy naprawdę ludzie idący
po władzę mają na myśli służbę swoim wyborcom, narodowi lub grupie etnicznej?
Mimo zaciekłych i kłamliwych ataków na p. Kobylańskiego i p. Moskala obaj
dobrze się trzymają dzięki własnej sile i sile swojego autorytetu, a nasz
prezes mimo lamentów i samouwielbienia ledwie zipie. No cóż nie wszyscy
na tym świecie mają po równo. Jedni mają prezydentów z prawdziwego zdarzenia
(V. Klaus), inni mają prezesów, a jeszcze inni mają troki od kaleson. Mam
nadzieję, że wkrótce przyjdzie czas na wymianę ekipy postkomunistycznej
w Polsce i jej giermków w Polonii i w dyplomacji.
Jeszcze kilka cytatów z wypowiedzi p. G. Sobockiego. Zacytuję
więc tylko fragmenty aby się nie pastwić nad "przywódcą stada". K.S.K.
- Jak kształtuje się dziś stosunek emigracji do kraju pochodzenia? G.S.
- "... Bezpowrotnie minęła dyktatura, trzeba więc z tą wolną Polską współpracować
i jej rządem"...
Skoro ta władza ma około 5% poparcia społecznego nadal trzyma
się władzy to śmiało ją można nazwać dyktaturą, która narzuca Narodowi
swoją wolę i dział wyłączne w imieniu skorumpowanych układów partyjnych.
K.S. K. - ...chyba starsza Polonia lubi Pana? G.S. - Owszem,
lubiła mnie do momentu, kiedy odmówiłem poparcia dla procesu pani Rogackiej.
No cóż mówiłem już wówczas, że ten proces może mieć tylko negatywne skutki...".
Gdyby Polonia zdecydowanie stanęła w obronie p. prezes E. Rogackiej
to ten proces byłby o wiele krótszy i mniej kosztowny oraz byłby nauczką
dla innych, aby bezpodstawnie nie oskarżać prezesa swojej grupy etnicznej.
Ciekawy jestem jakich pieniędzy użyłby pan Sobocki, gdyby to jego spotkało,
a nie p. Rogacką? To p. Sobocki dał sygnał do rozłamu podając się do dymisji
jako v-ce prezes KPK.
Na koniec jeszcze jeden fragment wypowiedzi p. G. Sobockiego:
...Nasza ławka kadrowa jest bardzo krótka to znaczy, że liczba osób, z
których by można wybrać liderów, naszych reprezentantów jest znikoma".
Dlaczego więc p. Sobocki bez zaplecza kadrowego porywa się na
stanowisko prezesa KPK? Dlaczego ta ławka jest taka krótka? Czyżby Polonia
nie chciała być reprezentowana przez obecny ZG KPK i dlatego nie wyłaniają
swoich liderów organizacje polonijne zmęczone walką o stołki? Pan A. Kumor
w swoim felietonie i w odpowiedzi na list czytelnika wyjaśnia jaka jest
rola KPK a jaka konsulatu. Mam nadzieję, że i KPK i konsulat będą służyć
Narodowi Polskiemu.
Szczęść Boże,
Stanisław Pietras
Od redakcji: Panie Stanisławie, najważniejsze, abyśmy sobie
wzajemnie nie rzucali kłód pod nogi.
GONIEC NR 43 (46)
(22
- 22 X 2004)
***
Dwa lata temu tow. Pastusiak bardzo mocno "wtykał nos" w nie
swoje sprawy, tj. w wybory do ZG KPK. Jak słyszę, teraz jest również w
Kanadzie, właśnie jak są nowe wybory do ZG KPK. "Czysty przypadek"??? Co
Pan na to??
Serdecznie pozdrawiam
J.K.
(nazwisko i imię znane redakcji)
Od redakcji: "Co ja na to", napisałem w tekście - Pozdrawiam
A. Kumor
Do redaktora Kumora
No i widzi Pan, że wcale to, co pisze Pan w swoim "Gońcu", że
"zamieszczamy listy głupie, poważne niepoważne, chwalące, karcące i potępiające
nas w czambuł", wcale nie jest prawdą. Napisałam do Pana list, bo myślałam,
że jak zapowiada redaktor, że odstaje od koterii przeróżnych, to jest to
prawdą. Ciężko się
rozczarowałam, chce Pan ze mną kontakt, a po co on Panu? Na kawę
nie pójdziemy na pewno, bo ja nie należę do żadnej koterii, jak bum
cyk, cyk. List był, jak list, nikogo nie obrażał, ale myślę, że głupi nie
był. I tu jest pies pogrzebany, a dla Pana klin. Otóż wyraźnie pokazał
Pan nie drukując go, że stoi Pan za jedną z koterii, publikując listy obrażające
drugą koterię. Właściwie nie wiem jeszcze, dlaczego te ludziska nie poskładały
się do kupy z forsą i nie podały redaktora Kumora do sądu. Anglicy to mówią
tak: "don't press the luck", a ja mówię Panu: nie wywołuj Pan wilka z lasu,
bo wilków w Polonii coraz więcej i coraz głodniejsze, a Pan zakąską się
robi niezłą.
Był taki dzień, w którym wzięłam do ręki "Kto jest kim" (a nie
"Kto jest z kim", bo tu wara Polonii od tego), czytam, kartki przewracam
i oczom nie wierzę. Ha! Redaktor Kumor dzieciństwo spędził w NRD-ówku,
w tym czerwono-niemieckim przychówku. Aliści nawet Pan muzykę niemiecką
z lat 30. lubi słuchać, to i pewnie zaśpiewałby Pan teraz "Hi li, hi lo"
albo "Deutschland, Deutschland ueber Alles". A tak po prawdzie, to coś
Pan robił tam w tym NRD-ówku w dzieciństwie? Przecież tam był wtedy ciężki
komunizm, i to z zamordyzmem, nawet im tam w Krzyżaków nie wolno było wierzyć.
A Pan teraz tak z tym krzyżem i z tym "Gońcem" chce Pan krzyżować odmienne
koterie. Oj, nie wszystkie liściki się drukuje, nawet te podpisane nie
pseudo! Oj, wybiera się tylko do Gońcowego kotła, co się chce i co Panu
pozwolą wydrukować, abyś się Pan broń Boże nie naraził chlebodawcom i pańskiej
koterii.
Panie Andrzeju, Judaszów obok Pana pełny wór, to przyjdzie i
na Pana kolej. Na razie jesteś Pan potrzebny tym Judaszom, ale nie jesteś
Pan potrzebny Polonii ze swoim "Gońcem" i działem listów chamsko-arogancko
redagowanym zawsze tylko przeciwko jednemu człowiekowi. Aliści warto pamiętać,
że takich "bohaterów" redakcyjnych w Polonii było już wielu i co, wypaleni
piszą już tylko pod artystycznym (jak raczył Pan zauważyć) pseudonimem.
A skoro dajesz Pan na to dozwolenie, to i ja pod nim pisać będę do woli,
bom przysięgała pod Jasnogórską Madonną. Liczę na to, że tak jak inni szczęście
mieć będę i mi Pan Kumor Andrzej to wydrukuje, jak nie, to tchórzem przyjdzie
mi Pana nazwać.
Stefania Szczypka
Od redakcji: Szanowna Pani, list publikujemy mimo, że jest
anonimem. Zrobiliśmy wyjątek ponieważ krytykuje wyłącznie nas. Prosiliśmy
Panią o kontakt telefoniczny - to procedura, którą stosujemy do wszystkich,
którzy e-mailują do nas z "podejrzanych" kont, typu "yahoo", czy "hotmail".
Inne pisma polonijne opublikowały Pani list, więc zapewne nie
miała Pani problemu z odsłonięciem przyłbicy w ich redakcjach... Jeśli
chodzi o użyte przez Panią argumenty pozostawiam je Czytelnikom do oceny.
Sam zaś cały w strachu, nucę pod nosem zakazane piosenki, zastanawiając
się czy nie zejść do podziemia podpisując teksty, jako "Genowefa Oscypka"....
Andrzej Kumor
***
Czytając dzisiaj "Gońca", skrystalizowały mi się pewne refleksje
na temat sytuacji relacji Polska - Irak. Prawdę mówiąc, idąc swoim tropem
myślowym, jestem przerażony.
Fakty:
USA z poplecznikami zaatakowały Irak. Precedensem było to,
że Irak jest zagrożeniem dla świata bo ma broń masowej zagłady, której
może użyć w ciągu kilkudziesięciu godzin.
Polska jest jednym z niewielu krajów, co poparły USA i Wielką
Brytanię. Tutaj chylę czoła rządowi Kanady! - nie dał się wciągnąć w tą
brudną politykę USA. Agresji na Irak był przeciwny Jan Paweł II (tak szanowany
w Polsce), a także nie było zgody ONZ, do której to organizacji należy
Polska. Ostre były sprzeciwy rządów Francji i Niemiec. Mówię tutaj tylko
o Europie. Dokumenty przedstawione przez Wielką Brytanię i USA o rzekomym
posiadaniu broni masowej zagłady przez Irak były, delikatnie mówiąc, z
niesprawdzonych źródeł.
Moje wątpliwości: Rząd Polski podjął ofertę wspólnej agresji
na Irak, opierając się na informacjach rządu USA. Jak mi wiadomo rząd
polski ma liczny osobowo wydział spraw zagranicznych i ochrony państwa.
Czyli, prosto mówiąc, szpiegów pracujących dla dobra kraju. W takim razie,
warto byłoby wiedzieć, jaka była opinia tego urzędu, na który tyle się
wydaje pieniędzy podatnika. Czy był identyczny z tym, co głosił rząd USA
i Wielkiej Brytanii?
Sprawa ostatnia i dla mnie osobiście bardzo przykra. Wszędzie
dyskutuje się, czy warto nam było wysłać swoje wojska do Iraku? Co
nam to dało? Jakie korzyści, jakie kontrakty? Nawet wiz nie znieśli! Przecież
nasi chłopcy tam giną! W imię czego? To przerażające! - co się z nami stało!
Wartości moralne, wolność narodu mało nam znanego i odległego, łamanie
prawa międzynarodowego przedkładamy nad wartości materialne! Jakby USA
dały kontrakty lukrowane, zniosły wizy, wybudowały kilkaset nowych McDonaldów,
to bylibyśmy zadowoleni. Byłoby OK i cool. Wtedy nie byłoby problemu. Licząc
na przychylność agresora, dołączyliśmy do niego. Dlaczego więc próbuje
się oskarżać w Polsce dawnych konfidentów, współpracowników różnych służb
itp. Przecież oni robili to tylko dla korzyści. Tak samo rozdziani z wszelkich
skrupułów i moralności w skali mikro - bo na tyle ile mogli. Przecież liczy
się tylko i tylko forsa za wszelką cenę. Ale czy warto zaprzepaścić wielowiekowy
honor narodu za te judaszowskie talary?
Kilka dni temu, na spotkaniu we Wrocławiu ze studentami, Kwaśniewski
wyraził opinię, że gotów jest odpowiadać osobiście za decyzje wysłania
wojsk polskich do Iraku. Myślę, że niezależny międzynarodowy trybunał
sprawiedliwości powinien się zająć tą sprawą. Kwaśniewski i pozostali
nie będą się mieli czego obawiać, jeżeli działali w obronie wolności i
demokracji. Może kiedyś dostaną jakaś pokojową nagrodę? A może pozostaną
za kratkami na wiele lat?
Uważam , że pojęcie co nazywa się sumieniem, przestało już
istnieć.
Zygmunt
Hobot
Od redakcji: Eeee, Panie Zygmuncie, nie jest tak źle, sumienie
nadal się w ludziach odzywa, może tylko nieco rzadziej.
Rozmyty katolicki światopogląd pana Hilarego
Nie o zniszczeniu "Gazety Wyborczej" (jest to chyba niemożliwe)
była mowa w moim poprzednim liście do "Gońca", ale o jej, jak i reszcie
lewicowej prasy, uzdrowieniu. Ten zarzut jest fałszywy. Pan E.C. ( znany
redakcji "Gońca") proponował uzdrowienie katolickich mediów (ND, RM, Niedziela
i innych) ze względu na rażące błędy tychże mediów. Czyżby były kłamliwe?
Poruszona była także sprawa pochówku Noblisty anty-Polaka na Skałce w Krakowie
i w obu przypadkach mam odmienne zdanie. Błędy trafiają się we wszystkich
mediach, i w katolickich też, ale nie uważam, że potrzebne jest trzęsienie
ziemi, żeby uzdrowić chrześcijańskie media w celu poprawy ich czytelności,
jakkolwiek jakieś zmiany nie zaszkodzą. Najbardziej kompetentni do tego
ludzie właśnie tam pracują. Na pewno lepszy papier (co zrobiła już Niedziela)
i lepsza szata graficzna mogłaby pomóc w tej kwestii. Temat ten jednak
jest bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać przeciętnemu czytelnikowi
i panu Hilaremu.
Według prof. Piotra Jaroszyńskiego z KUL-u, na Polskę spada codziennie
ponad 30 milionów egzemplarzy miesięczników, dwutygodników, tygodników
i dzienników, które choć są polskojęzyczne, to w swojej wymowie są antypolskie,
co zakrawa na zdradę narodową. Nie wiem, czy jest inny kraj na świecie,
inny rząd, który pozwoliłby na taką hucpę. Ta olbrzymia masa piśmideł robi
wodę z mózgu moim rodakom nad Wisłą, nie mówiąc już o 45-letniej, komunistycznej
indoktrynacji całego społeczeństwa polskiego przez "przewodnią siłę narodu",
która będzie odbijać się czkawką Polakom jeszcze przez długie lata. Światopogląd
dużej części społeczeństwa jest czerwony i różowy i to jest główną przyczyną
wielkiej poczytności "GW", "Nie" i innych lewidłowości. Jest to tzw. efekt
cieplarniany, przez co moi rodacy nie są w stanie zobaczyć o własnych siłach,
w jakim łajnie siedzą.
Są oni karmieni od dawna kłamstwami, które przystroiły się w
piórka i służą za prawdę. Kłamstwa wielokrotnie powtarzane po jakimś czasie
uznawane są za prawdę. Tylko tym mogę wytłumaczyć "sukcesy" Szechtera (prawdziwe
nazwisko Michnika), Uszatka i innych czerwonych luminarzy. Nawet tu, w
Kanadzie, są Polacy, i to w różnym wieku, którzy twierdzą, że w Polsce
rządzi Kościół katolicki. Zadziwiające, skąd nabyli takie informacje. Takim
mądralom odpowiadam, że gdyby tak było, to w Polsce nie byłoby więzień
i panien lekkich obyczajów, a wszyscy by czuwali, żeby Dzień Pański ich
nie zaskoczył. A jest akurat przeciwnie.
Następnym problemem jest dystrybucja katolickich mediów przez
"Ruch", monopolistę w tej materii na krajowym rynku. Prasa katolicka jest
trzymana w kioskach "Ruch"-u pod ladą i wyciągana na wierzch tylko na wyraźne
życzenie kupującego. Byłem, widziałem, czyli znam to z autopsji. Skoro
naprawa katolickich mediów nie zainteresowała, jak do tej pory, czytelników
"Gońca", oprócz pana Hilarego, to też o czymś świadczy. Może to oznaczać,
że Polonusi są bardziej zainteresowani w uzdrowieniu mediów lewicowych
(98% mediów w Polsce, według Waldemara Łysiaka) tak, żeby mogły służyć
całemu społeczeństwu, a nie tylko garstce "wybrańców" w stwarzaniu im karier,
pieniędzy, a przede wszystkim w byciu przez nich u władzy przez tyle lat.
Nie uważam pana E. C. za wroga Kościoła katolickiego, czy też mediów katolickich.
Pisanie o tym przez pana Hilarego jest co najmniej nieporozumieniem, przeinaczeniem
faktów. Tudzież nie proponowałem zniszczenia "Gazety Wyborczej", jedynie
jej uzdrowienie. Łgarstwo dość wygodne, ponieważ nie poparte nazwiskiem.
Zniszczenie "GW" jest nieprawdopodobieństwem, ponieważ ściśle ona współpracuje
z pewnymi kręgami władzy i jest dość dobrze zabezpieczona prawnie. Tajemnicą
Poliszynela jest, że "GW" jest organem gminy żydowskiej w Polsce i zdolna
jest zgnoić każdego słowem, które służy jako klucz wytrych do wszystkiego:
"antysemita". Zagłady "GW" mogliby dokonać sami jej czytelnicy, ale na
to się nie zanosi, więc polskojęzyczni dyżurni fałszerze mają się dobrze.
Śpią dobrze.
Nie widzę nic złego w samym czytaniu lewicowej prasy. Problem
powstaje, kiedy katolik pasjonuje się i przyjmuje za prawdę kłamstwa, półprawdy
i insynuacje tam zawarte, a przecież chrześcijanin o właściwym kręgosłupie
moralnym, powinien odrzucić te niegodziwości. Czytam niekatolickie media,
jak choćby Onet (www.onet.pl), widząc wyraźnie łgarstwa tego portalu oraz
opinie Polaków i wtedy to widzę ten efekt cieplarniany, o którym wspomniałem
wcześniej.
Zarzucanie braku pokory czytelnikom "Gońca" (została użyta liczba
mnoga) jest co najmniej śmieszne. Tak to chrześcijaninie źdźbło widzisz
w cudzym oku, a w swoim belki nie widzisz? Panie Hilary, kiepski z pana
katolik, jeśli zgagę masz pan po lekturze "Niedzieli" i "ND", a ukojenie
po przeczytaniu "GW". Panie Hilary, nie szukaj pan tych okularów u innych,
są na pańskim nosie.
Z poważaniem
Ryszard Kosiorowski
Od redakcji: Szanowny Panie, problem "Gazety Wyborczej" jest
szerszy i polega na tym czytelniczym "bezwładzie".
Panie Redaktorze
Jeszcze nie przeczytałem GOŃCA do końca, a już do Redakcji
piszę, myślę, że nie zamącam redaktorom ciszy.
Duże duże brawa dla pana Stanisława, spyta czytelnik którego?
Oczywiście Tymińskiego. Gratulacje dla pana Tadeusza Chrobaka, w młodości
wielkiego przystojniaka, co do gazet znów pisuje i na emeryturze czas znajduje.
Natomiast pana Stanisława Pietrusa dopadła pokusa, aby założyć cmentarze
dla "inaczej zasłużonych". Nie bądźmy zabawni, na to nie zgodzą się politycznie
poprawni. Popieram pana S.P. "Dajmy jednym i drugim odpoczywać w pokoju".
Stefan Szumnarski Burlington
Od redakcji: Panie Stefanie, rymowanie nie zawsze pomaga myśleniu.
Szanowny Panie Redaktorze
Muszę się przyznać, że z zainteresowaniem przeczytałem artykuł
pani Lusi Ogińskiej pod tytułem "Granice artystycznej swobody", jaki ukazał
się w "Gońcu" z dnia 17-23 września 2004 r. Szkoda tylko, że trochę
z pewnym opóźnieniem, ponieważ na tego rodzaju bełkot artystyczny, jaki
nam zaserwowała niejaka pani Nieznalska, należy reagować natychmiast. Pani
Lusia jako malarka i poetka ma pełne prawo, aby tego rodzaju pseudosztukę
napiętnować. Namalowanie męskich genitaliów na krzyżu, jest nie tylko profanacją,
ale mówiąc pospolicie zwykłym chamstwem. Może to uczynić osoba prymitywna,
nie posiadająca elementarnej kultury. Podobno pani Nieznalska została ukarana
łagodnym wyrokiem sądu za obrazę symbolu religijnego, który dla wielu Polaków
jest świętym. Zaraz ruszyli wielcy znawcy sztuki w obronie tejże "artystki",
głosząc, iż wyrządzono jej wielką krzywdę, nawet sam minister kultury i
sztuki także dołączył do tychże znawców. No proszę, jakiego mamy pana ministra,
ciekawe tylko, kto go mianował na tak poważne stanowisko. Niektórzy znawcy
tejże sztuki orzekli wprost, że jest to kneblowanie artystycznej działalności.
Również wszelkiej maści Libertyni zaczęli ujadać, iż tak dalej być nie
może, aby coś takiego się działo w kraju bądź co bądź europejskim. Ciekawe
zjawisko, że upodobali sobie krzyż, wizerunki Matki Boskiej oraz Papieża.
Przecież tą "genialną" sztukę można by przenieść na inne symbole różnych
religii. Sądzę, że wyżej wymieniona "artystka" uzyskałaby bardzo duży rozgłos,
równocześnie zwiększyłaby się poczytność niektórych gazet, które popierają
tego rodzaju twórczość artystyczną. Różne nacje na pewno by doceniły takie
"dzieła". Prawda, jak by to pięknie wyglądało, a pani Nieznalska, być może,
zostałaby zgłoszona do międzynarodowej nagrody za tak wybitną twórczość
artystyczną. Nawet jacyś postępowi księża wyznali, iż im to nie przeszkadza,
ponieważ artysta musi mieć pełną swobodę w swej twórczości. Są jednak pewne
granice, których nie powinno się przekraczać. Tak jak głosi nam tolerancja,
która zawiera górną i dolną odchyłkę, których nie należy przekraczać, ponieważ
po ich przekroczeniu następuje zaburzenie, a twórczość artystyczna staje
się bełkotem i nie tylko, lecz w każdej dziedzinie mamy tego rodzaju skutki.
Nie tylko pani Nieznalska, o przepraszam już "znalska", lecz również inni
artyści wystawiają swoje rzekomo dzieła sztuki. Jak to już wspomniała Pani
Lusia w swoim artykule, obieranie ziemniaków, gdzie tutaj doszukiwać się
artyzmu, trudno powiedzieć, przecież to zwykła czynność. Czego oni nie
wymyślą ci szermierze nowoczesnej sztuki. Na różnych wystawach pokazują
nam przeróżne "dzieła", które człowiek oglądając, zastanawia się, jak to
oglądać, nawet jeden pan orzekł, iż należy oglądać na leżąco lub stojąc
na głowie. Kolory przerażające, kłócące się ze sobą, nie mające prawie
żadnej harmonii. Pokazano nam również wybitne "dzieło", gdzie nasz rodak
Papież został przygnieciony wielkim meteorytem. No proszę mogli przecież
pokazać kogoś innego, nie, oni sobie wybrali Papieża. Dobrze, że znalazł
się jeden pan poseł Tomczyk, który podobno usunął to "dzieło" i postawił
tam gdzie trzeba. Zaraz z wielkim oburzeniem wystąpiła dyrekcja tejże wystawy,
iż zostało zniszczone wielkie dzieło. Żądając nawet, aby pozbawiono
pana posła Tomczyka immunitetu poselskiego i wymierzono odpowiednią karę
za rzekomą profanację tak wybitnego "dzieła". Wyliczono nawet straty, jakie
z tego tytułu poniosła dyrekcja, wynoszące prawie 40 tysięcy złotych. Proszę
jaka szybka reakcja, tu znowu nasuwa się pytanie, kto mianował te osoby,
które kierują i organizują tego rodzaju wystawy. Wiadomo przecież, że pan
minister kultury i sztuki. Brawo panie pośle Tomczyku, sądzę, że gdyby
było więcej takich panów Tomczyków, to nasza ojczyzna wyglądałaby trochę
inaczej, a takiego rodzaju wystawy nie miałyby racji bytu. Robią to wszystko
celowo, aby nas skundlić i poniżyć, a naszą kulturę wyszydzić i wyśmiać.
Te osoby nie powinny zajmować tych stanowisk, które piastują, ich miejsce
powinno być gdzieś indziej, być może tam spełniałyby pożyteczną rolę. Nie
obyło się również, jak to niektórzy mówią, bez pewnego incydentu. Pan Olbrychski
również natychmiast zareagował, przynosząc nawet ze sobą szablę, i pociął
na wystawie swoje zdjęcia, które były tam wystawione. Tutaj nie było prawie
żadnej reakcji ze strony dyrekcji, wiadomo, artysta wielkiej klasy. Pan
Tomczyk jest tylko posłem, więc jego należy natychmiast ukarać. Podobno
pan Olbrychski był wielce oburzony, iż przedstawiono go w złym świetle
na tychże zdjęciach, jako gestapowca występującego w różnych rolach filmowych.
Natomiast co tam Papież, to przecież nie jego pole działania oraz nie jego
sprawa. Można by tak prawie bez końca pisać o tej naszej współczesnej kulturze,
którą tak na siłę chcą nam wcisnąć ci "geniusze" prawie w każdej dziedzinie.
Kończąc, jeszcze raz dziękuję pani Lusi Ogińskiej za ciekawy
i pouczający artykuł oraz za wiersz pod tytułem "Pusty dom" i akwarele.
Czekam na następne, które na pewno przeczytam z zainteresowaniem. Na szczęście,
mamy jeszcze w naszej Ojczyźnie artystów z prawdziwego zdarzenia, których
człowiek słucha oraz podziwia ich wspaniałą twórczość.
Z wyrazami szacunku Stanisław
Od redakcji: Panie Stanisławie, takich artystów można policzyć
na palcach jednej ręki.
***
W ostatnim numerze "Gońca" znalazł się bardzo dziwny list Pana
Bohdana Ejbicha mnie dotyczący. Oceny w nim zawarte są negatywne. Jestem
tym bardzo zdziwiony, gdyż nijak nie jestem w stanie zidentyfikować uzasadnienia
tej krytyki w moim liście, który w poprzednim numerze "Gońca" był Pan łaskaw
zamieścić. Przypominam, że było to sprostowanie twierdzenia
Pana Szymona Szczary, które brzmiało: "Tak się składa, źe w Polsce Ludowej
zarządzania nie wykładano nawet na uczelniach wyższych". W związku z tym
napisałem:, że: "Twierdzenie to nie do końca odpowiada rzeczywistości".
W swoim liście podałem kilka faktów empirycznych na poparcie swojego stanowiska.
Pan Szymon Szczara nie zaprzeczył, więc myślę, że po prostu uznał, że w
swoim dość długim artykule zrobił pomyłkę. Zdarza się!
Pisząc list oczekiwałem, że najbardziej uzasadnioną odpowiedzią
na moje sprostowanie mogłoby być zanegowanie przedstawionych przeze mnie
faktów. Taki mógłby być najbardziej uprawniony udział w dyskusji. Tymczasem
Pan B. Ejbich wkroczyl do dyskusji w sposób zdumiewający. Jakby urwał się
z sufitu. Mianowicie, w oparciu o mój
|