POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada

Redaguje zespół w składzie:
Redakcja w składzie:
Andrzej Kumor - redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa - zastępca red. naczelnego (rosa@goniec.net)
Magda Angrot * Marek Bućko * Krzysztof Jaśkielewicz * Hanna Kurek * Olimpia Orlewicz *  Daniel Runo * Aleksander Rybczynski

Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Paweł Jędruch * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
archiwum nr 5
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

GONIEC NR 48 (51) (26 XI  - 2 XII 2004)

 Panie Andrzeju, zdenerwowałem się na Kumora. Co za mania, cholera jasna? Pisze piękny i ważny tekst pt. "Komu wierzyć?" i tnie go na kawałki. Taki tekst musi być w odpowiednim miejscu, może być na ostatniej stronie, ale w całości! Nie odpowiem na to pytanie, bo nie mam aktualnie czasu, ale zobaczymy co powiedzą inni. I abyśmy... 
 E. Czyżo

 Od redakcji: Ważne Panie Emanuelu, by te kawałki w głowie poskładały się do kupy.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Poniższy komentarz dotyczy opublikowanych (jak dotąd) w "Głosie" i w "Gońcu", frustracyjnych, miejscami mętnych i smętnych, spekulatywnie podsuwanych, rozkapryszonych i zrzędliwych w swym niezadowoleniu uwag pani Ewy Zadarnowskiej ujętych (całościowo) w tytule "Refleksje z 38 Walnego Zjazdu KPK  - Vancouver BC".
 Nie będę się nad nimi dłużej zatrzymywał ponieważ każdy z nas ma prawo do wyrażania swego rozgoryczenia. Rozumiem, że nie wypaliło po jej myśli i wygląda z listu, że nie bardzo może się pogodzić z ostateczną decyzją,  którą  w danym przypadku, powzięto na zjeździe w Vancouver.
 Jako że wygrał tam kontrkandydat w osobie p.Grzegorza Sobockiego, a nie faworyt pani Zadarnowskiej. Duże rozczarowanie. Panom i
paniom "stołecznym" czyli osobistoociom z Ottawy jak się lubią sami tą nazwą okreolaĺ - bardzo nie na rękę. Nie jeden antykongresowy "sołtys, wójt, czy woziwoda", by nie wzmiankować opluwaczy typu Szczara (co i tak na jedno wychodzi) doznał dużego zawodu. Paszkwile nie zrobiły na nikim żadnego efektu. Nie na Zjeździe w Vancouver.
 Był pewniak. Z tym że nie  dobiegł do mety należałoby się spokojnie, bez nerwów i bez paniki pogodzić. Wygrała osoba bardziej dystyngowana, reprezentacyjna, społecznie nobliwa. Przynajmniej duża większość delegatów jak Kanada długa i szeroka efekt konfrontacyjnej dyskusji na zjeździe  odebrała i z niej odpowiednie wnioski wyciągnęła. Kurtuazja, ogłada towarzyska oraz szczypta kindersztuby tym samym wymagałaby raczej złożenia  ponownie obranemu prezesowi ZGKPK kilku serdecznych wyrazów gratulacyjnych. Przy dobrej wierze wystarczyłoby niewiele.  Z postulowaniem dalszego poparcia dla tych celów, jakie leżą w zasięgu kongresowych obowiązków.
 Próba szycia mu butów - tuż po zjeździe - nie przysporzy chwały piszącej. Co natomiast w refleksjach pani krytyk zjazdu w Vancouver bardzo niepokoi to kolejna uwaga o następującej treści - "obecny ZGKPK (...) udowodnił - cytuję - że zapomniał, że jest organizacją kanadyjską".
 Otóż, Szanowny Panie Redaktorze. Pozwolę sobie przeciw takiemu stwierdzeniu stanowczo zaprotestować. Kongres nie jest organizacją kanadyjską. Jest natomiast organizacją polonijną działającą na terenie Kanady. By być jeszcze dokładniejszym potwierdźmy powyższe słowami Statutu, który powiada, że "Kongres jest zrzeszeniem polonijnych organizacji i stowarzyszeń (...) prawnie działających na terenie Kanady".
 Organizacja kanadyjska kieruje się wyłącznie sprawami swych członków w terminach interesu ściśle kanadyjskiego.
 Przez przeszło 40 lat byłem członkiem organizacji kanadyjskiej jaką jest "Association of Professional  Engineers of Ontario". Przez jeszcze większą ilość lat jestem również członkiem SPK. Różnica zasadnicza. Organizacja polonijna z punktu interesu Kanadyjczyka polskiego pochodzenia sięgą więc dużo głębiej niż promocja czysto związkowych zainteresowań. Głębia  tych interesów dotyka (między wieloma) właśnie kraju pochodzenia. I tego podpisująca się dyplomem czy tytułem "reprezentantka  stołecznego Okręgu KPK" nie powinna zapominać.
 Z rozmowy z szeregiem pań z organizacji Federacji Polek zorientowałem się również, że większość z nich nie podziela opinii "żelaznej" pani prezes z Ottawy. Nie podzielała ich również na Zjeździe w Vancouver. Co być może winno świadczyć i pouczać, że nawet żelazne stołki w stołecznym Ogniwie mają swoją kreskę i nadszedł czas na wymianę.
 Serdecznie pozdrawiam.
 Bohdan Ejbich

 Od redakcji: Szanowny Panie, czepia się Pan definicji, "kanadyjską", bo nie "polską", kanadyjskość obejmuje "polonijność" - o ile można zastosować taki neologizm, zaś Pana ping-pong słowny nie zmieni faktu, że po zjeździe pozostały duży niesmak i spore problemy. No, ale - oczywiście - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pozdrawiam - A. Kumor

 W listach do redakcji (Goniec  nr 47) jest  list p. Zbigniewa Sobolewskiego  pt. "Czy wiadomo kto ograbił Generała". Moje pytanie do informacji  tego listu: jakiego generała? Jakiego kraju? Nie  ma nic napisane.
 Domyślam się, że chodzi o gen. pilota  Stanisława Skalskiego. W czasie II wojny światowej  m.in.  dowodzca dywizjonu RAF. 
 Jeżeli  chodzi o inna osobę to prosze sprostować.
 Zawsze z poważaniem
Zygmunt H.

 Od redakcji: Dobrze się Pan domyśla.

 Dotyczy tekstu komu wierzyć
 BARDZO INTELIGENTNIE NAPISANE. Sadzę, że duża cześć (nie napisze większość) tych baranów jednak  jakoś wie o tych kłamstwach i manipulacjach. Wystarczyło popatrzeć na MASOWE demonstracje przeciw globalistom (czyli właśnie tym ponadnarodowym elitom) zorganizowane dosłownie wszędzie gdzie mieli oni swe konferencje. Wystarczyło popatrzeć na masowe demonstracje przeciw wojnie w Iraku. Szare masy jednak, mimo braku informacji w ogólnie dostępnych mediach jakoś zawsze potrafią wyczuć szczura. Może to zdrowy rozsądek a może dostęp do informacji upowszechnianej przez niekonwencjonalne media (np Internet). Na pewno wynika to z ich instynktu samozachowawczego, bo ci ludzie przecież wiedzą, że globalizm (rządy ponadnarodowych elit) jest śmiercią dla nich (klas średnich) i organizują się we własnej obronie. Poza tym: te szare masy chyba nie są aż tak szare: ludzie biorący udział w tych demonstracjach to młodzi (przeważnie) i dobrze wykształceni przedstawiciele klas średnich. A w przeciwieństwie do np. Polski, klasa średnia stanowi bardzo duzą część społeczeństwa w rozwiniętych krajach. Dzięki za ten artykuł.
alfabeta

 Od redakcji: Szare masy nie są tak szare, tylko są niezorganizowane, a kto ma organizację ten ma władzę... - A. Kumor

 ***
 Jestem kolekcjonerem prospektów samochodowych. Zbieram je już ponad 25 lat i mam w kolekcji prawie 8000 sztuk. Zapraszam na moją amatorską stronę poświęconą mojej kolekcji. Może się to wydawać dziecinne, ale ja naprawdę tym żyję. Ponieważ mieszkam w Polsce mam bardzo utrudniony dostęp do prospektów samochodów oferowanych w USA i Kanadzie. Może ktoś z Was zechciałby mi pomóc? Byłbym bardzo wdzięczny. Naturalnie zwracam koszty wysyłki. Chętnych proszę o kontakt pod adresem: vide@poczta.fm (adres mojej strony: www.prospekt.prv.pl). Pozdrawiam. 
Piotr Tomczyk, Częstochowa 

 Od redakcji: Może ktoś z czytelników "Gońca" zrobi  Piotrowi prezent na św. Mikołaja? 

 ***
 Dla kogo tym razem działają komuniści i inne eurooszołomy? Oczywiście tylko dla siebie, ale komu służą? Komu wyprzedają? Mentalność Kalego nie wypada maturzystom (Kwaśniewski), komunistycznym profesorom (Balcerowicz) i innym niekoniecznie wykształconym, ale na stanowiskach. 
 Panowie Kaczyńscy zrealizowali wycenę zniszczeń W-wy, za nimi idą inni, bardzo dobrze, a teraz kolej na wycenę majątku zrabowanego przez komunistów, dlaczego nie, toż to "święte prawo własności" (cyt. Kwaśniewski). Przeszła sejmowa uchwała o reparacjach. Brawo! Ulubieniec Kwaśniewskiego, za przeproszeniem Belka oraz min. MSZ tow. Cimoszewicz skrytykował uchwałę i po swojemu, wbrew racji stanu działają. Z jednej strony Rosja (Orlen), Niemcy ze stypendiami i nagrodami dla  "lewicowych intelektualistów", USA dają nam się wykazać w Iraku, inni czasami posadzą drzewko. W tym momencie  winniśmy być usatysfakcjonowani, elita jest wniebowzięta. Panowie Kaczyńscy, Zbigniew Wasserman, Zbigniew Ziobro, Roman Gietrych, czyli PiS, LPR, kilka osób z prawa oraz PO, starają się udowodnić co udowodnione być powinno, prawda musi być znana i wyciągnięte konsekwencje. W około afery "Orlenu" trzepie się pianę aby uratować górę, podkłada się niekoszernych, robi dużo szumu. Całe SLD bardzo zdziwione, oburzone, scenariusz podobny w tej części Europy, lanie wody, przekręty na Białurusi, Ukrainie i Polsce, jest szansa, że z tego zamieszania coś dobrego może wyjść. Szykują na nową lichwę, a klika bez Pęczak do niczego, w innym kotle Kapusta. Bogato. Na to w SLD oburzenie. Pan Kaczyński zaproponował bardzo mądrze iż to umaczanie towarzystwo nie powinno być w świetle prawa partią, a więc należało by tę organizację zlikwidować, rozliczyć majątki i zbrodnie. Stare SB-ckie metody kombinują jakby z Gietrycha zrobić zdrajcę, a z komisji mafię niegodną litości. Czas skończyć z tą tragiczną głupią sytuacją, już nawet UP się zorientowało, ale zaczym dostaną (?) dyspensę proponował aby Jarugę-Nowacką wskrobać razem z Parlamentarną Grupą "kobiet".
 Po propozycjach prawicy, brzydkiej sytuacji lewicy, do łask znowu wrócą odesłani na boczny tor "Europejczycy" w rodzaju Geremka. Będą mogli się znowu wykazać. Dzień tolerancji, słyszałem jakieś wypowiedzi,takie gadanie o niczym, było coś o czarnych kolegach. W Polsce tego nie znają, ale w Detroit co milę mieszkają inne inne grupy, razem nie chcą, chyba się znają. Parady w wykonaniu "estetów" niekoniecznie muszą powodować tolerancję, raczej obrzydzenie. Przyrost naturalny spada, ale gdy w TV bez przerwy widać perrorujące na te dziwne tematy obleśne twarzyczki, to się wszystkiego odechciewa. Ja TV nie oglądam. Kilka lat temu po 3-dniowej awarii elektrycznej, gdy miliony ludzi było odciętych i nie było TV po 9 miesiącach w klinikach położniczych mieli dużo pracy. Rozplemiło się to liberalne towarzystwo, nawet skutecznie i z chęcią pospółkować  nie dają, a potem dziwią się że demograficznie leżymy, a może wisimy. Kilka m-cy temu zmieniły się przepisy o stanie wojennym, teraz senat  przyjął nowelizację i nawet wojsko może być użyte do rozpędzania. Czego oni się boją? Jakimś dziwnym sposobem afera Orlenu  zamienia się w problem z Kulczykiem. Przecież to nie o to idzie, trzeba wyjaśnić co się dzieje na wieloramiennym świeczniku.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, skoro Pan komentuje, my nie będziemy.

 Szanowna redakcjo,
 Nie jest istotne jak trafiłam na strony gazety "Goniec" w tym na  "Listy do redakcji". Chciałabym jednak dorzucić kilka zdań, odnośnie art. "Refleksje z 38 Walnego Zjazdu KPK - Vancouver BC". Nie mogę się odnosić do spraw kanadyjskich, ale o Expatrii jako o organizacji polskiej tak. Otóż błędne jest mniemanie, że Expatria to fundacja lub filia fundacji i to fundacji zagranicznej, bo kanadyjskiej. W prawie polskim istnieją dwie odrębne ustawy: Prawo o Fundacjach i Prawo o Stowarzyszeniach.   Expatria została założona w oparciu o Ustawę z dnia 7 kwietnia1989 r. Prawo o Stowarzyszeniach (Dz. U. Nr 20 z 1989 r. poz.104) i jest to Stowarzyszenie Expatria. W dniu 03. 09. 2004 r. wysłałam pismo skierowane do pani Jadwigi Wojtczak a wysłałam je także do: Pana Grzegorza Sobockiego i do Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej - pana Bogdana Adamczaka, oraz trzech donatorek, które wpłaciły łącznie 5000 dolarów, na rzecz obywatelki Litwy Anny Rodziewicz. Jako 21 załacznik tego pisma wysłałam Wyciąg z Krajowego Rejestru Sądowego dotyczący Rejestracji Stowarzyszenia Expatria, zaś 22 załącznik to potwierdzony przez Sąd Statut Stowarzyszenia Expatria. Na stronie 61 akt rejestracyjnych Expatrii znajdują się szczegółowe dane pani Jadwigi Wojtczak. (Wojtczak - Jarosz Jadwiga, Zofia  ur. 29 listopada w Warszawie zamieszkała Dickensa 29...... Dowod osobisty wydany przez Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy w dniu11 maja 1955 r. dalej wykształcenie, stan cywilny, PESEL. Pani dr wyraźnie nie ujawniła przed Sądem swojej działalności w KPK, ani nawet swego pobytu w Kanadzie. Trudno więc mówić o jakiejs zależności, czy obowiązku wyliczania się przed Kongresem z wydanych przez Expatrię pieniędzy. 
 Na koniec dodam, że nie mam do Expatrii pretensji w sprawie Anny R. Pieniądze, które Expatria otrzymała od sponsora Anny z Kaliforni wydała na jej leczenie i pani Wojtczak wysłała faktury ze stemplem "ZAPŁACONO" zgodnie ze stanem faktycznym. W moim pismie natomiast upominałam się o donacje z Kanady, o czym wyżej pisałam. Mam nadzieję, że autorce artykułu, a przy okazji i innym zainteresowanym wytłumaczyłam dostatecznie "Polski charakter Stowarzyszenia Expatria", a także to, że nie jest to fundacja. 
 Pozdrowienia łączę i pozostaje z szacunkiem. 
Sabina Pryszmont

 Od redakcji: Trudno nam się rozeznać w zawiłościach przedstawionej sprawy.

 Pax Christi apeluje 
 Katolicki ruch na rzecz pokoju    Pax Christi w porozumieniu z innymi organizacjami zaapelował, aby do mieszkańców Betlejem wysyłać kartki z pozdrowieniami z okazji Bożego Narodzenia. Ze względu na blokadę dróg i okupację tradycyjnego miasta narodzin Jezusa, sytuacja jego mieszkańców jest niezwykle trudna, czytamy w apelu, ogłoszonym 23 listopada w Brukseli. Mimo to Betlejem jest w pierwszym rzędzie miastem pokoju, a mieszkający tam ludzie tęsknią za słowem nadzieja. 
 Autorzy apelu proszą o przesyłanie życzeń mieszkańcom Betlejem pocztą elektroniczną. Życzenia, najlepiej po angielsku, można wysyłać aż do świąt Bożego Narodzenia pod adresem: peace-message@paxchristi.net. Będą one natychmiast przekazywane dalej do Betlejem. Wysłanie tam życzeń lub zapewnień o modlitwie może pomóc ludziom przełamać zwątpienie. Będzie to także osobisty i duchowy gest pociechy i nadziei na święta dla tych ludzi, a zarazem zwróci uwagę na izolację i stagnację, spowodowane izraelską okupacją terenów palestyńskich, głosi apel Pax Christi. Zdaniem organizacji, budowa "muru bezpieczeństwa", a więc muru podziału, pogłębia jeszcze bardziej klimat lęku i nienawiści. 
 E. Czyżo

 Od redakcji: My wyślemy.
 
 

GONIEC NR 47 (50) (19 - 25 XI 2004)

 Witam!
 "Można wyjść z grajdołu" 
 (GONIEC NR 45/2004)
 Dowcip o polskich rakach to mutacja dowcipu o ludziach - w tym wypadku o Polakach - w piekle, gdzie diabeł nie musi stać przy kadzi ze smołą, aby pilnować, żeby nikt z niej nie wychylał się, bo inni Polacy zaraz takiego szukającego ulgi wciągają z powrotem do kadzi. 
 Czytałem w miesięczniku "Problemy" we wczesnych latach 70., że ten dowcip posiada w Europie DZIESIĄTKI wersji narodowych, w każdej z nich oczywiście INNY naród jest chłostany ostrzem tego makabrycznego dowcipu (autor przytoczył wersję w języku serbo-chorwackim dla zilustrowania swojej wiedzy o rozmaitości tych wersji narodowych). 
 Tak więc, zawiść to jest cecha ogólnoludzka, a nie ogólnopolska!! Pomysł pana Stana Tymińskiego z siódmym przykazaniem na billboardach uważam za dobry, ale nie najlepszy. Siódme przykazanie KAŻDY w Polsce (kto umie czytać) może sobie i tak znaleźć w dostatecznie wielu miejscach. JEŻELI w ogóle jest sens umieszczać coś na billboardach, to to musi być coś mało uświadamianego. Może być z Biblii, np. Jezusowe słowa: "jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" (albo bardzo podobne św. Pawła Apostoła, przestrzegające tych, co nie praktykują miłości bliźniego, żeby się wzajemnie nie "pożarli").
                               Pozdrawiam K.T.

 Od redakcji: Szanowny Panie, naszym zdaniem, "nie kradnij" jest "mocniejsze".

 Szanowny Panie! 
 W wydaniu 46 "Gońca" wkradły się pewne nieścisłości, strona 18 podpis pod zdjęciem: "Zniszczony przez powstańców węgierskich sowiecki czołg T-34". Otóż na zdjęciu zniszczonym czołgiem jest T-54, podobnie na stronie 19, górne zdjęcie jest podpisane: "Polski czołg T-72 na przedmieściach Hradec-Kralowe". Na zdjęciu jest model T-54/55, model T-72 wszedł do wyposażenia na początku lat 80., czyli około 15 lat po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. 
 To tyle mojego sprostowania. Jestem stałym czytelnikiem "Gońca" od pierwszego numeru, gazetę lubię, jest na dobrym poziomie (dla mnie jest Pan moim polskim Erikiem Margolisem), dobre trafne felietony, chociaż wydaje mi się, że np. brak jest dobrej rubryki poświęconej np. giełdzie i finansom... 
Marcin Wolski

 Od redakcji: Zgadza się, nad rubryką finansową wciąż pracujemy.  Bijemy się w piersi za błędy.

 Nasi Weterani!
 Listopad 11 to "Remembrance Day". Dzień, w którym oddajemy hołd naszym żyjącym i poległym żołnierzom we wszystkich wojnach. Dzień ten jest obchodzony bardzo uroczyście w całej Kanadzie. Jest to dzień zadumy nad naszym losem na tej ziemi. Jednak dzień ten pozostawił mi duży niesmak z powodu anonsu torontońskiej TTC. Przedsiębiorstwo to wspaniałomyślnie złożyło ofertę, że WETERANI mogą w tym dniu jeździć bezpłatnie. Byłem przeświadczony, że ta grupa ludzi ma zapewniony stały przywilej darmowej komunikacji. Śladem Toronto poszły inne miasta. Przecież nie mogą być gorsze. 
 Z tego, co mi wiadomo, to każda komunikacja miejska plus koleje kanadyjskie są dotowane, i to pokaźnie, z budżetu państwa. Czyli z naszych pieniędzy. Mając to na uwadze, władze ontaryjskie (kanadyjskie) są w mocy wyegzekwować od tych przewoźników pewne przywileje. Czymś takim byłby przepis pozwalający naszym Weteranom na bezpłatne przejazdy. Jak wyjeżdżali za ocean na wojnę, gdzie ceną było oddanie życia, to wtedy nikt nie pytał się o zapłacenie biletu za transport. Jak były ostatnio uroczystości w Normandii - to uczestnicy tych walk mieli problem z dostaniem bezpłatnego tam przelotu. Czy ta postawa nie jest żenująca i obraźliwa dla Weteranów?   Zrozumiałbym stanowisko rządu wymagające, aby właśnie jego przedstawiciele pokryli koszta pobytu w Normandii z własnej kieszeni. Jako obywatel tego kraju, naprawdę wstydzę się za przedstawicieli rządu, który jeszcze jest wybierany demokratycznie, a który tak po macoszemu traktuje swoich WETERANóW. Weteranów, dzięki właśnie którym może zawdzięczają to, że żyją.
Z szacunkiem
Stanisław Korpiel

 Od redakcji: Jesteśmy "za" - weterani powinni jeździć za darmo.

 Refleksje z 38. Walnego Zjazdu   KPK - Vancouver B.C.
 Będąc wielokrotną delegatką i uczestniczką zjazdów KPK, chciałabym podzielić się ze społecznością polonijną moimi refleksjami z ostatniego 38. Walnego Zjazdu KPK w Vancouver.
 Ten Zjazd był inny niż wszystkie, na których byłam poprzednio. Nie mogę poruszyć tutaj wszystkich spraw, ale te kilka, które przedstawię, dadzą czytelnikom możliwość wyprowadzenia własnych wniosków.
 Zjazd był prowadzony bardzo po amatorsku i widocznie tendencyjnie przez p. L. Tokarczuka, który był często nieuprzejmy i pouczający delegatów. Widoczny był także kompletny brak respektu dla niektórych delegatów, a szczególnie dla tych, którzy poświęcili wiele lat pracy dla KPK i którzy w oparciu o swoje doświadczenie chcieli uratować prawomocność Zjazdu, zwłaszcza gdy przewodniczący ujawnił, że nie jest dobrze znającym ani Regulaminu, ani Statutu KPK.
 Nie było dyskusji na tak ważne zagadnienia, jak przyszłość pracy KPK i podejmowane zadania. Ale stracono wiele czasu na "wałkowanie" oczywistej od 2 lat prawdy, że to ZG KPK jak i p. Rogacka byli i są stroną w sprawie sądowej przeciwko "Gazecie" i jej redaktorom. Sprawa została wygrana przez ZG KPK, czyli przedstawiciela Polonii, w dwóch instancjach kanadyjskiego systemu sprawiedliwości. Następstwem decyzji sądu było dla 38. Zjazdu KPK uchwalić plan, jak wyegzekwować pieniądze od strony przegranej, czyli od p. Bełza i p. Gettlich, tak aby pieniądze wydane przez KPK wróciły do KPK. Wniosek odnoszący się do tak istotnej sprawy dla KPK nie przeszedł większością głosów. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się jedna - wielu delegatów zmylonych agresywną propagandą artykułów zamieszczanych w gazecie p. Bełza widocznie nie identyfikuje się z KPK jako instytucją reprezentującą Polonię w Kanadzie i nie widzi potrzeby obrony honoru i godności osób, które dla ZG KPK pracowały wcześniej, nawet gdy sąd uznał, że oszczerstwa nie miały żadnego uzasadnienia w faktach, i nie widzi potrzeby zwrotu pieniędzy do Kongresu.
 W tej sytuacji witanie p. Bełza jak "bohatera polonijnego", jest wielkim nieporozumieniem. Przecież to nie ktoś inny tylko redaktorzy "Gazety" doprowadzili swymi oszczerstwami, a potem apelacjami w sądzie do tak wysokich kosztów sądowych. P. Bełz ze swoją gazetą założyli akcję zniszczenia finansowego Kongresu. P. Bełz ...zbaraniał ze zdziwienia, że przegrał sprawę (jego własne słowa na Zjeździe), czyli dalej nie widzi, że szkalowanie ludzi nie ma racji bytu w szanującym się społeczeństwie. Mimo tego przyjechał na Zjazd jako delegat Polonii Przyszłości - widocznie ma przekonanie, że może bezkarnie forsować granice przyzwoitości. Przewodniczący pozwolił mu nawet, jak i panu Meinhart, na długie powtarzanie znanych już faktów ze sprawy sądowej. Nasuwa się pytanie, czy była to celowa strata czasu, aby nie dopuścić do omawiania ważniejszych dla KPK spraw w Komisjach?
 Był to pierwszy - dla mnie, jako delegatki - Zjazd, podczas którego nie odbyły się posiedzenia Komisji Zjazdowych, które powinny wypracować wnioski do pracy dla ZG KPK na następne 2 lata. Był to także pierwszy Zjazd, na którym próbowano "wcisnąć" niezorientowanym, nowy sposób "demokratycznego tajnego" głosowania...  przy pomocy znaczonych numerami kartek mandatowych.
 Powiedzenie, że p. Sobocki został wybrany demokratycznie, to też przesada, bo mandaty miały organizacje, które nie należały do żadnego z Okręgów KPK, a według Statutu KPK powinny. ZG KPK do ostatniej chwili przyjmował w cudowny sposób "rozmnożone" organizacje. Zastanawiam się, czy dlatego p. Sobocki wygrał. Następny przykład - organizacja Impreza, studenci Uniwersytetu Ryerson jeszcze 10 maja 2004 r. nie należeli do Kongresu (sprawozdanie z zebrania ZG KPK), a na Zjeździe mieli 2 mandaty - jak wskazuje lista w Internecie, przewodniczącą tej organizacji jest panna Sobocka. Takich przykładów jest kilka.
 Starano się natomiast odebrać mandaty ZNP oraz Harcerstwu (p. Sztrumf et al), pomimo że poprzednie Zjazdy przyznawały im mandaty. 
Powiedzenie, że Związek Polaków brał czynny udział w Komisjach Zjazdowych nie zgadza się z prawdą, bo jak wcześniej było już stwierdzone, nie było w ogóle prac w komisjach i zatwierdzenia wniosków KPK przez Zjazd - nie było na to czasu, bo nie daj Boże, mógłby się opóźnić bankiet. Może na przyszłość, nasuwa się wniosek, zlikwidować bankiety, a więcej czasu poświęcić sprawom kongresowym? 
 Większość delegatów nie zareagowała także na zgłoszoną sprawę wysyłania donosów do władz kanadyjskich. Zgłoszono, że Zarząd KPK i sam prezes wysyłali donosy na niewygodnych dla siebie ludzi z Polonii.
Nie chciano także dochodzić, dlaczego Fundacja Charytatywna nie przedstawiła sprawozdania finansowego ani do Komisji Rewizyjnej, ani na Zjazd. 
 Nikt ze zwolenników p. Sobockiego nie zakwestionował też powstania Filii Fundacji Charytatywnej w Polsce - Expatria. Pytam, jaki Zjazd upoważnił p. Wojtczak do założenia filii Fundacji i do przekazywania pieniędzy Fundacji do Filii. Nawet jeśli "dobrze dysponuje naszymi pieniędzmi", to takie sprawozdanie powinno to potwierdzić? Nie zaprzeczam, że p. Wojtczak, prowadząca Fundację, jest zacną osobą, ale obowiązkiem człowieka odpowiedzialnego jest wyliczyć się co do centa z pieniędzy społecznie zbieranych i powierzonych im. P. Wojtczak oznajmiła nam, że przewodniczącym Fundacji Charytatywnej jest p. Sobocki. Już minęło kilka tygodni, a społeczność polonijna nie ma sprawozdania.
 Skarbnik KPK w ciągu kadencji został zastąpiony przez kogoś innego, czy dlatego że kwestionował za duże wydatki ZG KPK? Wiedzielibyśmy, o co chodzi, gdyby na Zjeździe pozwolono mu dokończyć sprawozdanie. Np. deficyt z bankietu 60-lecia KPK przekroczył $9,000.00, pomimo że było 200 osób. Wiemy tylko, że nie wszystkie jeszcze rachunki przedstawiono Komisji Rewizyjnej. 
 W świetle przytoczonych faktów zastanawiam się głęboko, czy Zarząd poprzedniej kadencji powinien był dostać absolutorium.
 Czy nikt z delegatów, zwolenników p. Sobockiego, nie widział powyższych uchybień, uznano, że donosy są dopuszczalne i etyczne. Wyraźnie p. Sobocki nie czuje się odpowiedzialny za akcje członków swego Zarządu, a przecież za co jest odpowiedzialny, określa Statut KPK. Co o nas myślą Kanadyjczycy, którzy czytają te donosy? 
 Nie wątpię, że takie akcje bardzo źle świadczą o polskim środowisku i w ich oczach musi być zdziwienie, jak można do wolnego kraju, jakim jest Kanada, przenieść takie "historycznie już zdyskwalifikowane" metody działania. 
 Nie było czasu także na zadawanie więcej pytań: np. po co p. Sobocki poleciał do Urugwaju, a p. Drzewiecki na Litwę? Mam nadzieję, że to nie była wycieczka turystyczna, a nie zostało powiedziane, czego te wyjazdy dotyczyły i co to przyniesie dobrego Kanadyjczykom polskiego pochodzenia? Co zostało załatwione w sprawie mienia zabużańskiego? Boję się, że nic! 
 KPK straciło prawie wszystkie kontakty i dobre relacje z rządem federalnym. Polska grupa etniczna określiła się wobec rządu jako bardzo niekompetentna w sposobie załatwiania spraw.
 Mam następne pytanie, jak może p.  Z. Potocki, honorowy konsul RP, w Calgary być delegatem organizacji kanadyjskiej? Czyżby w Calgary nie było innych delegatów? A może tam nie ma żadnej organizacji? A jeśli tak, to jak mogli wybrać p. Potockiego, wiedząc, że on reprezentuje Polskę, a nie Kanadyjczyków polskiego pochodzenia? Według mnie, jest to widoczny konflikt interesu.
 Obecny Zarząd Główny KPK swą akcją udowodnił, że "zapomniał", że jest organizacją kanadyjską.
 Na pytanie, gdzie byli ci "właściwie zorientowani delegaci", no cóż, starali się usilnie aby zauważono ich ręce w górze, aby uzyskać głos w dyskusji. Niestety, nie mieli takiej siły przebicia u przewodniczącego, jak np. p. Bełz. Szybciej niż innym odbierano im także głos. Próby koleżeńskiej pomocy, zgłaszane w formie "kwestii formalnej", bardzo często zostały opatrzone specjalnym komentarzem prowadzącego obrady. 
 Jak widać, moje refleksje z 38. Walnego Zjazdu KPK, tego historycznie ważnego ze względu na 60-lecie, ale także na wyznaczenie planów pracy ZG KPK, są zupełnie odmienne od refleksji J.K. Czy oboje byliśmy w Vancouver? Odpowiedź mogę zostawić Czytelnikom.
Ewa Zadarnowska
Federacja Polek, Ogniwo #8 Ottawa - reprezentant stołecznego Okręgu KPK. 10 XI 2004 r.

 Od redakcji: Dziękujemy za refleksje, nie byliśmy, nie mogliśmy sobie wyrobić własnego zdania.

 Czy wiadomo, kto ograbił Generała?
 Najpierw jedni opiekunowie, wykorzystując jego chorobę (Alzhei-mer), zwinęli oszczędności jego życia - ok. 150 tys. PLN, potem drudzy opiekunowie przejęli na własność jego mieszkanie, pobili i oddali do zakładu, potem w zakładzie gen. się "przewrócił" i trafił na Szaserów, gdzie zmarł...
 Jest to cytat z listy dyskusyjnej - pl.rec.lotnictwo.
Z poważaniem
Zbigniew Sobolewski

 Od redakcji: Żal gardło ściska.

 ***
 Trwa walka o władzę, a może nie tak, to jest walka o Polskę. Prawica , PiS i LPR wspólnie działają w komisjach, widzą szansę, mówią, co chcą osiągnąć. Władcy tracą cierpliwość, wracają do starych sprawdzonych metod, ale spotykają się z oporem. Ośmieszanie politycznych przeciwników, wmawianie narodowi, że stan, jaki osiągnęliśmy przez ostatnie 15 lat, jest sukcesem, ludzie jakby nagle przestali im wierzyć. Gotuje się i jest bardzo nerwowo, pochorowało się kilka osób, nawet wielki moralista Michnik leczy się zawzięcie, Kulczyk przezornie leczy się za granicą, stać go, zresztą czasy, gdy dobrze się bawił przyjmowany przez kolegów z różnych służb i dygnitarzy, minęły, a na zeznania nie ma chęci. Blady strach padł na obrońców ludu pracującego, najbardziej ich przeraziła możliwość rozliczenia majątków, tyle lat skrzętnie dorabiali się, a teraz ktoś chce, by musieli udowadniać - toż to święte prawo własności! No i właśnie o to chodzi, kradzione tuczyć nie powinno.
 W prokuraturze zamelinowało się dużo "kapusty", stoją na straży swych kolegów, utrudniają pracę komisji mającej wyjaśniać.
 Na polskiej scenie politycznej doszło do głosu kilka osób wartych szacunku i pomocy, pracowici, uparci i walczący. Właściwi ludzie na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Warto, trzeba tej mafii definitywnie urwać łeb, skończy się "polactwo" i udowodnimy, że trzeba się z nami liczyć. 
 Wiele się na świecie dzieje, na Białorusi powrót monarchii, na Ukrainie fałszują, trują, mordują, 
Arafatowi się zmarło? To podobno XXI wiek, a metody te same od tysięcy lat, choć wg lewicy idziemy z postępem. Nasi przodkowie w grobach się przewracają, nas traktuje się jak idiotów, "śluby" osób tej samej płci, nie wolno palić tytoniu, ale promuje się marychę, eutanazja już niedługo. Pełnia szczęścia coraz bliżej.
 Mój apel o pomoc dla Domu Dziecka w Ścinawie 59-330, Ścinawa ul. Królowej Jadwigi 5, chyba zdaje egzamin. Pierwsza osoba, Pan Ryszard Salwierz z Cambridge, zdecydował się na datek $50, pierwszy i nie ostatni. Właściciel warsztatu samochodowego ma zamiar partycypować w wysyłce paczek. Dziękuję, i proszę o więcej w imieniu dzieci i Pani dyrektor, Elżbiety Tylak.
 W gazetach i rozgłośniach ogłasza się mnóstwo cudownych środków, recept na zdrowie i schudnięcie. Może coś w tym jest, ale ja przez dwa lata przy pomocy bardzo prostej diety schudłem ze 125 kg do 90 kg, a więc 35 kg. Utrzymanie wagi nie jest problemem, przynajmniej dla mnie.
  Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, dziękujemy za stały komenatrz.

 KUMOR-GŁUPI DZIENNIKARZ? 
 Ze stron prawica.net. dotyczy tekstu: "Polacy - głupi naród?"
 W świecie trwa dyskusja nad stanem mentalności dziennikarzy. Dziennikarze czy Kumory - niepokoją się w rachitycznych multimediach, dopuszczeni przed okienko "telewizyjne". Kumor w podtekście adresuje swoje wiekopomne spostrzeżenie do właścicieli forum PRAWICA. Teraz cienko przędzie, za pierwsze trzy miesiące zapłacil mu Spański, a teraz kto będzie? Nie można powiedzieć, że Kumor - głupi dziennikarz. Co? 
Czytelnik 17.11.04

 Od redakcji: Szanowny Panie, chyba mylą się Panu osoby i pisma...
 
 
 
 
 

 GONIEC NR 46 (49) (12 - 19 XI 2004)

 Szanowny Panie Andrzeju,
 Czytam Pańskie felietony z zainteresowaniem i  wielkim uznaniem już od wielu lat, jeszcze w "Gazecie". Jest Pan dla mnie jednym z nielicznych polskich publicystów prezentujących rzadki  rozsądek i trzeźwość oceny wydarzeń i umiejętność ich historycznej analizy, z pozycji patrioty i zatroskanego aktualną sytuacją Polaka.
 Pański ostatni artykuł "Polacy głupi naród?" dotyka, wg mnie, najistotniejszego problemu polskiego narodu. Jacy naprawdę jesteśmy? Wydaje mi się, że zabrakło w pańskim rozważaniu ostatecznej konkluzji i definitywnej odpowiedzi na to pytanie. Przedstawione przez Pana ogólne, stereotypowe opinie, zdecydowanie negatywne, o narodzie polskim, w aspekcie historycznym, oraz aktualny, rzeczywisty i pozytywny obraz Polonii kanadyjskiej, wg mnie nie korespondują ze sobą absolutnie. Te dwa obrazy faktycznie istnieją równolegle. I ten negatywny narodu polskiego, udokumentowany całą polską historią, oraz ten pozytywny obraz prężności emigrantów polskich na obczyźnie, który sami tutaj obserwujemy. Trzeba jednak pamiętać, że tutaj, w Kanadzie, znaleźliśmy się w kraju już urządzonym i rządzonym przez Anglików, którzy są mistrzami obok Niemców  w umiejętności gospodarowania,  praworządności i  budowania państwowości. Tutaj, nasi  emigranci muszą się dostosować do obowiązującego, obcego prawa i respektować go, czy im się to podoba czy nie. Muszą  okiełznać swe wrodzone warcholstwo i uczyć się praworządności. Dlatego efekty są znakomite, ponieważ Polacy nie są głupi z natury, a w  wielu wypadkach chyba inteligentniejsi od tych "poprawnych" Anglików, wykazując więcej indywidualności. Naprawdę, Polacy to nie jest "gorszy sort ludzi".
 Natomiast ci sami Polacy we własnym kraju, to już zupełnie inni ludzie. Tam od wieków sprawdza się negatywna opinia, że "Polacy nie potrafią się sami rządzić, nie są zdolni do skutecznego działania politycznego, tworzenia instytucji i budowy państwa". Tragicznie prawdziwe jest znane powiedzonko, że gdy zbierze się trzech Niemców, to jeden z nich zostaje wkrótce ich wodzem, a trzej Polacy stworzą zaraz pięć partii politycznych, wzajemnie się zwalczających. Prawdziwość tej anegdotki sprawdza się szczególnie dobrze także i na emigracji, czego jesteśmy zresztą świadkami. Niektórzy mądrzy Polacy zdawali sobie z tego sprawę i stąd pochodzi opowieść z okresu tworzenia Polski niepodległej w 1918 roku, że ktoś z otoczenia J. Piłsudskiego miał powiedzieć, że "należałoby wydzierżawić Polskę na 100 lat Anglikom, żeby nauczyli Polaków praworządności, poszanowania prawa i samorządności".
 Idąc wstecz dalej, śladem pańskich poszukiwań,  historycznych dowodów polskich nieudolności, nie można pominąć najbardziej tragicznego rozdziału polskiej historii: upadku  I Rzeczypospolitej, spowodowanego przede wszystkim śmiertelnym  zwyrodnieniem głównych "wad narodowych" niszczących państwo wtedy już od  prawie 200 lat. Te tzw. wady narodowe, to znane nam dobrze i dzisiaj: nieokiełzana prywata, zdrada interesów narodowych i ich sprzedawanie obcym mocarstwom oraz  przekupstwo elit rządzących, a także  warcholstwo i pijaństwo. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest historyczna zbieżność obecnej sytuacji w Kraju z okresem przedrozbiorowym. Toż to jakby powtórka z historii ze wszystkimi szczegółami, prawie kopia zdrady interesów narodowych. Dlaczego tak się dzieje w naszym narodzie, że nie jest on zdolny wyłonić spośród siebie naprawdę wartościowych i jednocześnie patriotycznych elit rządzących, a zamiast tego pozwala sobą kierować najgorsza szumowina pochodząca z samego dna  narodu? Na to pytanie nie jest w stanie odpowiedzieć chyba nikt, rzeczowo i uczciwie.
Z poważaniem.
Zbigniew Orzeł, Calgary

 Od redakcji: Panie Zbigniewie, Polacy potrafią się rządzić i działać. Osiągnięcia II Rzeczpospolitej są tego dowodem. Proszę porównać co zrobiono przez 15 lat od odzyskania niepodległości w 1918 roku, a co przez minione 15 lat. A. Kumor

 Poniższe dwa listy pochodzą z forum Wirtualnej Polonii i dotyczą tekstu "Polacy głupi naród ?" 
 Pesymizm 
 Załóżmy, że Polacy istotnie zechcą założyć własny bank i emitować własną kartę kredytową. Pomijam milczeniem problem sfinansowania tego przedsięwzięcia, o który przecież wszystko się rozbije.
 Nawet jeśli zacznie się organizować taki bank - to przecież natychmiast do jego zarządu wkręcają się przedstawiciele plemion koczowniczych, noszący - co do jednego - piękne polskie nazwiska i imiona, po czym tak pokierują sprawami, że bank albo zbankrutuje, albo zostanie przejęty przez Kugelszwańców i Rozencwajgów.
(-)
 Od redakcji: Wkręcą albo nie wkręcą, jeśli Pan z góry zakłada fiasko, to istotnie, lepiej nie wstawać z łóżka. A. Kumor

 Nie da rady, oba samce... 
 Kumorek, ty masz rację jak zawsze, ale czy jest jeden uczciwy, co by to wszystko nadzorował. Sam wiesz, jak pracowałeś przy Bełzie, jak wypływały pieniądze z jednej kasy do drugiej kasy, choć niby wszystko było cicho sza i niby uczciwie, a koniec był taki, że CU zawisła na włosku bankructwa. Każdy pomysł jest dobry, tylko z egzekucją mamy cholerne problemy, my jesteśmy skazani na zagryzanie się i jeszcze nigdy się nie zdarzyło inaczej (zjawisko to istniało nawet w czasie śmiertelnego zagrożenia faszyzmem, więc co dopiero dziś, kiedy każdy ma się za ważniejszego od drugiego i chce być na świeczniku za wszelką cenę, nawet trupów przyjaciół i kolegów) przykładów są tysiące. Sorry amigo - nie da rady, oba samce.
(-)
 Od redakcji: Szanowny Panie, nie ma to, jak dezawuować argument przeciwnika przekręcając mu nazwisko. Do którego przedszkola Pan chodził? A. Kumor

 Panie Andrzeju!
 Jestem mile zaskoczony ostatnią publikacją. Odbiegając. Wyniki wyborów dopadły nas w LA California. Reakcje ludzi w Stanach  były podzielone. Mniej niż połowa, zakładając, że wyniki nie były sfałszowane, a i takie głosy były, głosowała za czymś na kształt "świdra". Głosując na Kerry'ego, łudzili się, że głosują przeciwko wojnie.
 O naiwności ludzka. Podczas CONVENTION Kerry zadeklarował się, że będzie kontynuował wojnę "humanitarnie", tzn. co? Bombardowania z północnych baz, zamiast południowych, czy co? Prawdziwy przeciwnik wojny. Buchanan i inni przegrali na przedbiegach. Ludzie na truck stopach, i innych miejscach, gratulowali sobie zwycięstwa OBECNEGO. Na mój komentarz, że to oznacza wojnę, odpowiadali: (przedstawiciele "50% plus parę") wojnę rozpoczętą należy kontynuować). Ta połowa jest na etapie wczesnego namiestnika, i widzą przyszłość w kolorach brunatnej hegemonii. Oni widzą miejsce "rag heads" na asfalcie. Można tychże nie lubić (siniaków), ale to nie jest usprawiedliwieniem do masakry. Języczkiem u wagi stał się stosunek do małżeństw gejów i antyaborcja.  O ironio. Zamiast aborcji niepoczętych, będzie masowa aborcja "przedszkolonych rekrutów" na polu.
 ...Były też komentarze typu, cytuję: to jest następny Wietnam lub po co ONI chowają się po  meczetach? Należy posłać im parę "Pershingów" i powinni zrozumieć message: żeby nie chować się po meczetach. Co tu(Przy)bylcy  wiedzą o Niniwie i innych paru meczetach starszych od Częstochowy pięć do dziesięciu razy? Co my wiemy o kulturze (Babilonie) równej  Egiptowi i starożytnym Chinom i cywilizacji Majów?
 Życzę zdrowia  
g.k. 
 A propos - jakoś  instalacja demokracji w Babilonie, przypomina mi instalację demokracji w PRL-u. Niech żyje demokracja!!!
(Nazwisko i adres znane redakcji) 

 Od redakcji: Tak jest, to dopiero początek końca Imperium, idą kolejne fazy...

 Szanowny Panie Andrzeju,
 Właśnie przeczytałem Pana tekst o zbieraniu pewnego procentu od transakcji dokonywanych kartą kredytową, celem zabezpieczenia finansów na działalność polonijną, i o zakładaniu organizacji, które mogą umożliwić odpisy darowizn od podatku.
 Rzeczywiście, zakładanie takich organizacji jest kłopotliwe. Tak w Kanadzie, jak i w Starym Kraju. Ale umożliwia pomoc bez wydawania pieniędzy. Można organizacji przekazać to, co i tak oddałoby się fiskusowi.
 Fundacja Zglenickiego uzyskała status organizacji pożytku publicznego i zamierzamy rozpocząć akcję zbierania 1 % podatków płaconych przez ludzi. Tyle mogą oni - Polacy w Kraju - wpłacić na taką instytucję. My te pieniądze chcemy przeznaczyć na pomoc szkołom. Na sprzęt laboratoryjny. 
 Oczywiście komuniści dali taką możliwość ustawą, ale specjalnie skomplikowali procedurę. Aby utrudnić. Ale dobre i to. Po 15 latach transformacji, dali nam 1% wolności. Zobaczymy, jak ludek z niej skorzysta. Ludek może zanieść te pieniądze do urzędu skarbowego lub przeznaczyć np. na fundację i kształcenie swoich dzieci. Utrudnienia postkomunistów, którzy są autorami tej ustawy, bardzo to nam komplikują, ale może uda się skorzystać z tej "wolności". Jak nie w 1%, to może z 1 promila.
 Tak sobie myślę, że może i w waszych warunkach trzeba jakiejś iskry, kilku osób, które rzucą nie tylko hasło, ale same podejmą się założenia takiej organizacji, słowem uczynią pierwszy krok i pociągną za sobą innych, zmobilizują ich do wspólnego działania.
 Życżę Wam tego. Pierwszego kroku i następnych.
Marek Zawadzki

 Od redakcji: Panie Marku od dawna iskrzy, tylko jeszcze nic się od tego nie zajęło.

 "Środowisko naturalne"
 Dbamy o środowisko naturalne, a przynajmniej tak oficjalnie starają się uświadamiać nas istniejące rządy. Mając to na uwadze w skali naszej - czyli miejscowej,  rząd ontaryjski wprowadził kilka lat temu testy na wydzielanie spalin z samochodów.
 Co się zmieniło od tego czasu we wskaźnikach zanieczyszczenia powietrza tak w Toronto, jak i w Ontario?
 Moim zdaniem, stan zanieczyszczenia się pogarsza. Jak są inne oficjalne dane, to będę wdzięczny za informacje. Rząd zupełnie nie ma (nie chce mieć - lub nie może) kontroli nad przemysłem i wojskiem, które są głównymi trucicielami  atmosfery.
 To dotyczy nie tylko Ontario czy Kanady. Problem jest ogólny. Dotyczy  w szczególności głównych trucicieli, czyli potęg militarnych i ekonomicznych naszego globu.
 Dla informacji - silnik odrzutowy samolotu myśliwskiego MiG-15 zużywa 100 litrów nafty na minutę - tu nie ma pomyłki, sto litrów na minutę. (polska wersja tego samolotu to LIM 2 - jeden egzemplarz jest w muzeum lotnictwa w Ottawie. Radziłbym tam zerkać. Samolot ma wprawdzie szachownicę pomalowaną nie z okresu, w którym latał - ale trudno). Z tego co wiem, to zużycie paliwa przez odrzutowe silniki lotnicze jest cały czas podobne. Osiągi są lepsze, czyli "ciąg". Jednak, dla przeciętnego zjadacza chleba co za różnica, czy to "świństwo" będące produktem spalania nafty zawiśnie nad nami zaraz bezpośrednio, czy też się rozmieści  przykładowo nad  Wyspami Dziewiczymi.
 Kiedyś musi ponownie wrócić na ziemię. Proszę pomyśleć, ile spalają nafty samoloty nad Irakiem? Ile spalają benzyny czy ropy samochody wojskowe i czołgi tam będące? Może ktoś napisze, ile taki czołg spala ropy na godzinę?
 Podobnie z samolotami pasażerskimi. Nie są napędzane na owies. Nie lepiej byłoby w Kanadzie zrobić superszybką kolej? Czas przejazdu
byłby zbliżony (dojazd na lotnisko, kontrola - ostatnio coraz bardziej uciążliwa i czasochłonna). Pociąg zawsze jedzie do śródmieścia.
 Dziwi mnie także brak podłączenia miasta Toronto gdzie jest sieć metra z lotniskiem. Na coś takiego mało które z dużych aglomeracji na świecie może sobie pozwolić. Ile samochodów przez to musi jeździć na lotnisko? Jakie zatrucie środowiska!!!
 Czy to nie lepszy pomysł jak ten ontaryjski  TEST SPALIN ? Ja mam
samochód, co ma przejechane ponad 400 tys. km, i nie miał problemu z testem na spaliny! (gratulacje dla producenta - silnik 4-cylindrowy), co świadczy, że samochody nie są głównym sprawcą zanieczyszczenia atmosfery. Poza tym kto jeździ autem co ma 400 tys. km? Ten test spalin to wyrywanie pieniędzy z kieszeni mieszkańca.
 Proszę pomyśleć: muszę jechać na ten test. Średnio 20 min. Test trwa
15 min, gdzie silnik pracuje. Wracam do domu itd.  Czyli silnik samochodu pracuje ekstra przez ten obowiązkowy system sprawdzania spalin 1 godzinę. Zużycie paliwa to przynajmniej 6 litrów (dojazd, test). Licząc to na liczbę samochodów w Ontario! Czy to jest troska o środowisko naturalne?
 Z uszanowaniem dla Czytelników i redakcji "Gońca"
 Zygmunt Hobot
 PS Tak na marginesie, już niby z oddzielnej beczki, ale coś związane z silnikami lotniczymi.  Chciałbym wyrazić swoją opinię na temat wypadku helikopterowego byłego premiera Polski: TVP podało na początku wiadomość naocznego świadka, jak widział, co się stało. Naoczny świadek (przygodny mieszkaniec czy zbieracz poziomek leśnych) w TV powiedział: "wszędzie czuć było naftą lotniczą". I właśnie ja mam problem z poczuciem rzetelności co do TVP. Ta  wypowiedź jest do sprawdzenia. Ja tylko cytuję ją z pamięci. Skąd facet wiedział, że silniki odrzutowe są na naftę? Drugie pytanie: jak wiedział, jaki jest zapach nafty lotniczej? Przygodna osoba wie, jaki jest zapach nafty lotniczej? Żarty!!! Na marginesie - nafta lotnicza nie ma prawie żadnego zapachu. Kolor to jak woda.

 Od redakcji: Panie Zygmuncie, połączenie kolejowe lotniska z centrum Toronto jest w bliskich planach.

 Szanowna Redakcjo "Goniec"
 Zwracam się z prośbą gorącą o zamieszczenie ogłoszenia odnośnie mojej prośby o rodzinie o następującej treści: Jesteśmy młodym małżeństwem z piątką dzieci w wieku od 9 lat chłopiec, drugi chłopczyk 7 lat, a dziewczynki to 5 lat, 3 latka, a najmłodsza ma 3 miesiące. Jesteśmy rodziną katolicką, głęboko wierzącą. Zwracam się z prośbą do ludzi o dobrych sercach, o nawet najmniejszą pomoc. Głównie o jakieś używane rzeczy np. odzież, obuwie. Dzieci ze wszystkiego wyrastają, a z jednej pensji nie stać nas. Finansowo nie stać nas na kupno wszystkiego, bo jeszcze nam brakuje. Jest naprawdę nam ciężko. Będziemy bardzo wdzięczni Redakcji za umieszczenie ogłoszenia naszej prośby, z całego serca dziękuję. Życzymy wszystkiego najlepszego.
 Z poważaniem rodzina Krasoniów. Pozdrawiamy i życzymy wszystkiego najlepszego, rodzina 7-osobowa.
Nasz adres:
Jagoda Krasoń
Kępie Zaleszańskie 111
39-431 Zaleszany
Polska 

 Od redakcji: Nie komentujemy.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 W mojej opinii: sprawa p. Szymona Szczary powinna wygasnąć śmiercią naturalną pomimo próby rozdmuchiwania na łamach innych pism polonijnych przez upartego autora. 
 Czesanie z włosem czy pod włos nie może przynieść ani wyglądu ani chluby czy szacunku w pracy skłóconych stron. Jeśli chce się pracować "pro publico bono" musimy czesać tak, ażeby wyglądać schludnie wewnątrz i na zewnątrz. Wygląd ten potrzebny jest do zdobycia sympatii i zaufania w pracy egzekutywy ZG  KPK u zainteresowanych ludzi zgrupowanych wokół tej czy innej organizacji.
 Na zewnątrz różnie może się przydarzyć - nieraz z winy aury a nie własnej, zostać można rozpoznanym w pozie: komika, cymbała czy geniusza i dopiero po spojrzeniu w lustro propagowanej prawdy musi się prostować swoją postawę.
 Ludzie przezorni przebywając z konieczności na zewnątrz nigdy nie angażują się bezmyślnie, po której stronie chcieliby widzieć siebie, zdają sobie sprawę, że mogą popełnić błąd trudny do naprawienia. Osobiście błędu żadnego nie popełniłem, opiniowałem to, co na własne oczy przeczytałem w "Gońcu".
 Obecnie po przeczytaniu listów pani Jadwigi Szcześkiewicz i pan Stanisława Pietras, doszedłem do wniosku, że ścierające się ze sobą strony należą do tego samego kipiącego kotła, a problem jest tylko jeden: czyją drogę wybrać ażeby szybciej dotrzeć do Warszawy czy nawet Moskwy. Jeśli tak przedstawia się sytuacja w ZG Polonia kanadyjska zrzeszona w "stadach owiec" czy "baranów" (w zależności od oceny i traktowania przez Z.G.) pozostaje praktycznie bez przywództwa.
 Przywódcy Polonii pragną stać się czarodziejami jak ich partnerzy w kraju. Będą się odznaczać nawzajem orderami za wątpliwe czyny (pytanie: w czyim interesie?) jak i wątpliwe sukcesy, będą przyozdabiać laurkami swoje skronie. Będą śpiewać sobie i muzom. Żyjemy w erze, w której "prawdy" gryzą się ze sobą i próbują się nawzajem wyeliminować. (...) 
 Uczęszczając na lekcje Historii Gospodarczej Polski, na tle historii Europy, zauważyłem wiele kombinacji i manipulacji prawdą. Prof. W. Styś prostował nasze zdobyte prawdy ze szkół średnich np: Chłop w okresie najnieznośniejszej pańszczyzny pracował w folwarku pana nie 6 dni na tydzień lecz 6 dniówek, tak że przykładowo, rodzina chłopska składała się z 6 członków, wyszedł na jeden dzień  i miał pańszczyznę odrobioną, przy tym otrzymywał przeważnie pewne świadczenia. Po zajęciach jeden z kolegów poczuł się oszukanym nauką ze szkoły średniej więc zagadnął profesora: "Co to jest prawda?" Pytacie mnie jak Piłat Chrystusa - odrzekł, ale dał nam pełną definicję prawdy. Tych definicji mam wiele w mym zbiorze, ale przy okazji chciałbym zdobyć jeszcze jedną od Pana Redaktora, aby wzbogacić moją kolekcję.
 Będąc jeszcze w Polsce Ludowej miałem wielką satysfakcję rozpoznać wśród moich kolegów kandydatów na prawdziwych księży prawdziwej katolickie religii, a oto oni: Bolesław Kordek, Józef Sycz, Władysław Drymajło i Aleksander Kustra. Spotkawszy jednego z nich na letnich wakacjach, zagadnąłem czy dostał się do Seminarium Duchownego. Tak, odrzekł, ale tylko do jednego we Wrocławiu, inne odmówiły. Gdy zacząłem gratulować i życzyć sukcesów - przerwał - "Nie zaakceptowałem". Na pytanie dlaczego" - Odrzekł, że po bliższych dochodzeniach dowiedział się, że wprowadzono tam Marksizm jako przedmiot obowiązkowy. Na dalsze pytanie w jakim celu? - Odrzekł: "Do szukania wspólnego mianownika pomiędzy humanizmem marksistowskim a humanizmem katolickim". I co z tego wyjdzie? - zagadnąłem - "kogut na czterech nogach" - odrzekł bez namysłu. Na jeszcze jedno pytanie, czy kogut taki będzie mógł piać? Oho - jeszcze jak! Ale ma  inną melodię i na tym zakończyliśmy dyskusję na ten temat.
 Dziś zastanawiam się, ile takich kogutów Seminarium Wrocławskie zdążyło wyćwiczyć i wypuścić w świat? Obecnie teologia marksistowska razem z teologią wyzwolenia kwitnie wewnątrz Kościoła katolickiego niemal na cały świecie. Będąc na Florydzie w Kościele katolickim pod wezwaniem O. Maksymiliana Kolbe, zostałem mentalnie zdruzgotany, gdy do Mszy Św. wyszedł w szatach liturgicznych młody księżulo z długim świecącym kolczykiem w jednym uchu. Zachodzą pytania: Jak daleko dojdzie innowacja katolickiego kleru? Jak długo wierni tolerować będą tego rodzaju wybryki? Czy ksiądz o takiej mentalności ma moc przemienić chleb w Ciało Chrystusa Pana? Dotąd dzban nosi wodę - dopóki...
 PS Artykuł pana Adama Kurzaj pt. "Czy kościół obroni się sam" - jest na czasie. Dziękuje panu Adamowi.
Tadeusz Chrobak 

 Od redakcji: Panie Tadeuszu, dziękujemy za wielowątkowy list

 ***
 Od pięciu lat bezskutecznie lustrowany tow. Oleksy, czuje się obrażony gdy wyszło na jaw, że jego otoczenie i rodzina maczali paluchy w aferze Orlenu. Następny "dygnitarz" zdegustowany, śledztwo to "brudna gra" przeciw nieskazitelnej lewicy (?). Za przeproszeniem, Belka premier zresztą, obiecuje dokończyć "prywatyzację", a ja wolałbym, aby przeszedł pomysł PiS i rozliczono złodziejską sitwę trzymającą władzę. Takie rozliczenie tych od sześćdziesięciu lat nietykalnych dobrze by Polsce zrobiło, na pewno moralnie. Towarzystwo się bardzo rozkopało, spod pierzynki dolatuje smród straszny,  widać szansę na zmianę. Na Rakowieckiej trzeba posprzątać, przynajmniej dla najważniejszych miejsca wystarczy. 
 Poczta "Gońca" nabiera rumieńców, interlokutorów przybyło, ale z dużo problemów chcemy zwalić na Boga, może sami coś moglibyśmy zrobić.
 Referendum przy okazji wyborów w US, okazało się, że wolą narodu nieletnie dziewczątki będą musiały mieć zgodę rodzeństwa na skrobankę. Dobre i to, ale kanadyjskie wyzwolone gremia wiedzą lepiej referendum z wielu powodów nie wchodzi w rachubę, mogłoby się okazać, że naród ma inne zdanie niż oświeceni, że nie ma zgody na profanację sakramentu ślubu, a inne nowinki też nie są aprobowane. Ponieważ wszyscy jesteśmy podejrzani o uprawę marychy, policja może nas podglądać przy pomocy kamer na podczerwieni, a to na pewno nie wszystko. Premier Ontario podarował 100 mln. dol. koncernowi Forda, a ubolewam że nie ja zostałem szczę,liwce, efekt identyczny.
 W nr. 41 jest odpowiedź Pana Gryca na mój list, wszystko się zgadza, teoretycznie jest fajnie, ale Janusz Rybak siedzi już cztery lata, a ja w dalszym ciągu nie wiem czy mogę liczyć na współpracę? Dyskusja buduje, ale przydałoby się konkretne działanie, może razem udałoby się coś zrobić. Przepraszam za namolność. Po amerykańskich wyborach niezniechęceni "nasi" wodzowie, towarzysze Kwaśniewski i  Belka, twierdzą, iż znają się z amerykańskim prezydentem i będą kontynuować. Na krótką metę pamięć mam niezłą i ostatni miesiąc pamiętam, widzieliśmy ile nazałatwiali i jak ich traktowano. Pana Busha też nie ominięto, ofiary holocaustu domagają się od niego 400 mln. dol.  odszkodowania, podobno dziadek prezydenta zdobył majątek korzystając z pracy niewolniczej. Pieniądz nie śmierdzi. Gdy chodzi o pieniądze to nawet wiemy sojusznik nie powinien się czuć pewnie. Tylko co będzie gdy oni te pieniądze dostaną? Będąc w Polsce odwiedziłem mamę Janusza Rybaka, smutna, załamana kobieta. Przy okazji byłem w Domu Dziecka, przywiozłem trochę ciuchów, wspaniała atmosfera, ale jest jeden problem, betonowe posadzki. Pani Dyrektor marzy o normalnej podłodze i byłaby bardzo zobowiązana za drobne datki na ten cel.
Dom Dziecka Ścinawie
59-330 Ścinawa
ul. Królowej Jadwigi 5
Sześćdziesięcioro dzieci, przeważnie z patologicznych rodzin wraz z Panią Dyrektor, Elżbietą Tylak, proszą o wsparcie, a ja, z Januszem Rybakiem, przyłączamy się
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, dzięki, za jak zwykle ciekawe, streszczenie numeru "Gońca".

GONIEC NR 45 (48) (5 - 11 XI 2004)

 Panie Andrzeju 
 Od dłuższego czasu coś mi przeszkadzało. Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt tego nie zauważył przede mną. Albo Chochlik, albo konspiracja. Myślałem, że poloniści, ludzie pióra, inteligencja i inni profesjonaliści uderzą na alarm. Gdzie tam, pewnie czekali jak ja, może ktoś się wychyli. Do rzeczy - pismo (które darzę sympatią) powinno przestać tkwić w błędzie i zacząć pisać imiona własne z dużej litery np: Mercedes (córka twórcy wspaniałych  samochodów), a nie mercedes. Pan Honda, pan Toyota, pan Ford i inni, byliby niepocieszeni takim dyshonorem. Prawda, że - warszawa brzmi głupio. OK bez przedłużania tej listy. Polecam polskie czasopismo MOTOR - dostępne prawie  wszędzie w Toronto i Mississaudze. Nawet b.m.w. piszą B.M.W. 
 inne: Gdzie te chłopy - orły, sokoły, herosy,......Moskale (inwalida). Jak sam Pan pokazał obok siebie, cytuje Sobocki prezesem! ..i..Jego ekscelencja propagandysta....Longin Pastusiak...(szkoda, że nie pisze pan, gdzie i co, kto go zaprosił i gdzie gościł) (nie wszyscy są na bieżąco np: Ja). PZPR-owcy są znani z dyscypliny partyjnej, czego brakuje rozbitym obecnie weteranom, czyż nie po to on tu przyjechał. Cosik mi się zdaje, że KPK i inne zostały zneutralizowane. Jastrzębie wymarły, inni bohaterowie weterani, albo agenci, albo ugodowcy, albo prounijni, albo zastraszeni, albo karierowicze, albo tumany (byli hetmani), albo delegowani (z Kongresu Z...).. Cóż pozostaje to nowe, nieoczekiwane. Może to Pan. Za Miłoszem...zabijesz poe..... narodzi się nowy, spisane będą myśli i rozmowy. 
        Tak czy owak z sympatią G.K.
            (nazwisko do wiad. redakcji)

 Od redakcji: Gdy chodzi o nazwy samochodów - to jest ortograficzna konspiracja - piszemy je małą literą, jeśli chodzi o drugą myśl, nie, to nie ja - pozdrawiam Andrzej Kumor

 Pastusiak w Domu Kombatanta
 Na przyjęciu w Domu Kombatanta polonijni "działacze" łykali każde słowo pana Marszałka. Stali jak zaczarowani (z lampką wina) i w milczeniu zgadzali się z każdym słowem Jego Ekscelencji. To był piękny obrazek. Więcej takich spotkań, a będziemy mieli gotowy materiał do następnej tragifarsy gombrowiczowskiej. 
 PS. W Calgary w butach pani marszałkowej szukano zapewne czerwonej bibuły. 
H.S. (nazwisko do wiad. redakcji)

 Od redakcji: Szanowny Panie, protestować nie jest łatwo.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Oto moje trzy grosze do pańskiego artykułu "Polacy - głupi naród?":
- Jak to jest, że w Polsce:
 "Pierwszy" - tow. Kwaśniewski    "Drugi" - tow. Pastusiak 
 "Trzeci" - tow. Oleksy 
 "Czwarty" - tow. Miller/tow. Belka 
 "Piąty" - tow. Cimoszewicz
 Można by jeszcze dalej, ale ten list byłby długi.
 Jak to jest, że ciągle istnieje "Gazeta Wyborcza"? Widać, że ktoś tego szmatławca kupuje. Kto ? Marsjanie?
 Nie pomijając bezsprzecznych zasług polskiego Kościoła w utrzymaniu jedności narodowej, chciałbym jednak zapytać - 110 mln na Świątynię Opatrzności Bożej??  A może by tak za mniejszą sumę zacząć wydawać gazetę piszącą prawdę i telewizję mówiącą prawdę? Tylko "świecką", nie Gość Niedzielny (nie mam nic przeciwko "Gość Niedzielny" - ale to inna rzecz).
 ***
 A teraz na nasze lokalne podwórko:
 - Jak to jest, że po latach oszczerstw i przeinaczeń "Gazeta" (Toronto) ma się świetnie? Pan sam (i pańscy współredaktorzy tam pracowali). Jak to jest, że pomimo przegranego procesu i apelacji o oszczerstwo - ktoś dalej to kupuje.
 Kto to kupuje ? Marsjanie? Nie - ci sami:  "Niezależni i wolni" trakerzy, kierowcy wielkich ciężarówek - to Polacy; niezależni i pracujący na swoim "kontraktorzy" budowlani - Polacy; niezależni właściciele sklepów delikatesowych, wytwórni kiełbas, restauracji, biur podróży, zakładów usługowych - to Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
 A kto się ogłasza w tym piśmidle? Znów, ci sami: "Niezależni i wolni trakerzy...  kontraktorzy budowlani... niezależni właściciele sklepów... Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
 A kto sprzedaje to piśmidło? Znów, ci sami: "... niezależni właściciele sklepów ... Polacy, Polacy i jeszcze raz Polacy".
 Pozdrawiam serdecznie
 J.K.(nazwisko do wiad. redakcji)
 PS Zauważyłem w paru miejscach, że pański "Goniec" jest przykryty z wierzchu "Gazetą", tak że pańskiego "Gońca" nie widać. Może to jest przypadkowe, a może i nie - za dużo tych "przypadków", wydaje mi się...

 Od redakcji: Jak Pan zauważył pracowałem dla tego pisma nie będę więc na nim za Panem psów wieszał. Koń jak był i jaki jest każdy widzi. Jest to temat szeroki i chyba należy do innego kontekstu. - A. Kumor

 Polacy - głupi naród?
 Podsumowanie trafne. Polacy dali sobie odebrać cugle. Media polskojęzyczne tak ogłupiły Naród, który przyjmuje kłamstwa za prawdę, a co mądrzejsi "spryciarze" myślą tylko o sobie, reszta ich nie interesuje. Zniszczono ducha patriotycznego nawet wśród ludzi wykształconych myślenie egoistyczne. Niszczy się ludzi odważnych, mówiących prawdę, jak księży czy ludzi świeckich, wszelkimi sposobami, nie wykluczając mordu. Przykłady można mnożyć.
 Społeczeństwo jest zastraszone i niestety skutki dla nas są opłakane. Nie ma jedności dlatego rozbito jedność "Solidarności", a teraz dzieli się kraj na małe regiony, aby nigdy nie powstało zjednoczenie w walce.
Smutne to, ale prawdziwe.
E.J. (nazwisko do wiad. redakcji)

 Od redakcji: (...)

 Polacy to Naród Boży - Polactwo to upadłość moralna! 
 W kraju trwa dyskusja nad stanem mentalności Polaków. Polacy czy Polactwo? U nas na półkuli zachodniej ta sama dyskusja trwała już od dwóch wieków. Polaków przezywano "Dumb Pollacks" - co stało się nielegalne w latach 60. ubiegłego stulecia w związku z ustaleniem praw antydyskryminacyjnych. Jednak to samo przezwisko nie świadczyło o głupocie Polaków, a raczej o tym, że nasi ludzie nie umieli języka angielskiego i na ogół nie posiadali odpowiedniego wykształcenia.
 Dzisiaj Polacy są właściwie aż za mądrzy i wśród nich panuje opinia cwaniactwa przesiąknięta aroganckim pijactwem, złodziejskimi tendencjami wśród naszych przywódców. Panuje szeroko zakrojone zepsucie moralne, itp. A to już jest całkiem inna kategoria zmysłów, aniżeli zwykła głupota. Cwaniactwo to raczej wielka inteligencja przekręcona i skierowana do innych celów niezgodnych z dobrem narodu i naszej katolickiej wiary. Brak dyscypliny, autorytetów i ludzi, którzy naprawdę dbają o prawdziwą Polskość, Religię i Ojczyznę jest niewielką garstką w porównaniu do liczebności naszego narodu.
 Lepiej, aby nasi moralnie uczciwi przywódcy i dziennikarze zwracali większą uwagę na stronę etyczno-moralną zachowania Polaków w kraju i za granicą. Pozytywne opinie i prelekcje w dużej mierze przyczyniłyby się do uznania na świecie naszej sarmackiej przeszłości idącej w parze z naszą wrodzoną inteligencją.
(-) Połamski

 Od redakcji: Tego nie załatwią prelekcje.

 Polacy nie są głupim narodem...  .
.. niestety, w Polsce mieszka ich już bardzo mało, może jakieś 20% ludności. Reszta to jakieś dziwaczne, tępe i ograniczone plemię, które ma tyłki tam, gdzie inni mają głowy. I ta reszta jest w większości.
(J.J)

 Od redakcji: Jaką metodą obliczył Pan te procenty?

 Naród Polski to poraniony Naród 
Panie Andrzeju, nie mogę odszukać w swojej pamięci innego Narodu, który byłby tak poraniony jak Naród Polski. Za dużo straciliśmy w swoich dziejach (mam na myśli te ostatnie 70 lat) Polaków, którzy posiadali głowę we właściwym miejscu i we właściwym czasie, lecz faktem jest to, że naiwność i łatwowierność płacimy zbyt wysoką cenę. Co jest najsmutniejsze? Ano to, że jeśli pojawi się na politycznym horyzoncie jakaś wybitna osobowość, to otumaniony tłum przez "ośrodki masowego rażenia" wdepcze go w ziemię i za własne pieniądze, bowiem miara, jaką mierzy tłum, daleko odbiega od miary, jaka im została przez "nich" odmierzona...
 Myślę jednak, a nawet jestem przekonany, że nowe polskie plemię już nadchodzi i nie jest ono zmanipulowane, by mogło oprzeć się tej masowej "hucpie", jaką aplikuje nam "politycznie poprawna" polskojęzyczna "jew-elita" i jak najbardziej mamy możliwość pozbycia się "jej" raz na zawsze, która ma w ręku tylko jeden jedyny "argument": lichwiarski system finansowy, który paraliżuje całe nasze życie społeczne w Polsce i poza jej granicami.
 Dobrze będzie, jeśli każdy zajmie się tym, co umie najlepiej, a resztą zajmie się Sam Bóg.
Jasiek z Toronto

 Od redakcji: Zgadza się, niech każdy robi swoje.

 Polacy nie są już zdolni do niczego. Nie są zdolni ani do naprawy swego państwa, ani nawet do utrzymania tego, co jeszcze z niego zostało. Sprawy poszły za daleko. Polską rządzą zdrajcy i agentura, a naród jest tak bezdennie głupi, że chce się na to wszystko bombę spuścić, żeby już się skończyła ta męka konania w niesławie i poniżeniu.
 Jedyną realną szansą jest kolejna interwencja Matki Boskiej. Wątpię jednak, by Jej się chciało interweniować. Tyle razy już to robiła - i co? Polactwo zmarnowało wszystkie dane mu szanse.
K.K.

 Od redakcji: Wybić do nogi i zacząć od nowa? Tylko po co?

 KONIECZNA DEBATA W POLSKIEJ TELEWIZJI 
 Ja również przyłączam się do pochlebnych opinii na temat tekstu p. Andrzeja Kumora.
 POLSCE potrzebna jest wielka debata na ten temat w TVP. W studiu telewizyjnym powinni znaleźć się przedstawiciele WSZYSTKICH opcji, tych parlamentarnych i pozaparlamentarnych - NA ŻYWO! Z możliwością łączenia się telefonicznego Polonii. Program powinien trwać bez ograniczeń, aż do wypracowania konkretnego stanowiska. Wiem, że to dzisiaj nierealne.
 Aktualnym rządzicielom nie zależy na dobru Polski, dlatego uczynią wszystko, aby rzeczowej dyskusji na ten temat publicznie nie było. Jeśli miałaby być, to kontrolowana i sterowana przez odpowiednich poprawnie myślących dziennikarzy.
 Mimo wszystko należy czynić starania, by taka debata się odbyła. I to jak najszybciej.
 Pragnę przypomnieć, że do 1993 roku w TVP często były emitowane ciekawe programy o Polsce - była chwila pluralizmu i prawdziwej demokracji. Po obaleniu Premiera Jana Olszewskiego przez... Wałęsę i piesków postkomunistycznych, nastał okres PRL bis, który trwa do dziś.
 Zbyszek z Warszawy

 Od redakcji: Debaty w telewizji w życiu jeszcze niczego nie zmieniły.

 ***
 Naród nie może istnieć bez kreatorów życia duchowego, bez elity moralnej i intelektualnej. Ci ludzie tworzą wzorce zachowań dla innych. W Polsce miejsce elit zajęli oszuści i obcy agenci, podający się za reformatorów. Miejsce profesorów, kierujących się chrześcijańską moralnością, zajęli profesorowie marksizmu-leninizmu.
Lubomir Z.

 Od redakcji: Zgadza się.

 Witam serdecznie!
 Nie  było moją intencją, aby Pan  moje przemyślenia na temat muzeum weteranów dał do "Gońca". Tak mówiąc po cichu, miałem nadzieję, że Pan "złapie przynętę" i swoim już wspaniałym pisarskim językiem to przedstawi. Jeżeli natomiast byłyby jakieś głosy na moją propozycję  (myślę - WETERANI -  bo bez nich nic się nie stanie), to moim  zamyśleniem byłoby, aby takie muzeum powstało w wersji:
 a - oszczędniej - to jest,  że organizacja  polonijna, konsulat RP daje sale na ten cel.
 b - utworzyć sale w istniejącym muzeum kanadyjskim. Tutaj, jak wiem, to z dużym rozmachem  powstanie nowe  "Muzeum Wojny" w Ottawie. Powinniśmy tam mieć swoje miejsce.
 3 - próba utworzenia własnej sali w  ROM  w Toronto
 4 - utworzenie własnego muzeum w Toronto -  ale znając realia, nie jest to chyba możliwe.
 Byłem w swoim czasie  w muzeum militarnym  w Arlington w Teksasie. O dziwo mają tam wystawę poświęconą  NAM. Były tam gazety amerykańskie mówiące o napaści  Niemiec na Polskę. Wystawione  polskie mundury itp. Było to dla mnie zaskoczeniem. Gdzieś w USA na granicy z Meksykiem  istnieje dział polski w muzeum. Co do muzeum tutaj. Większość osób już nie żyje. Tutaj w Kanadzie żyła i jeszcze żyje duża  grupa osób, które  były zesłane  na Sybir,  więźniów  obozów tak rosyjskich, jak niemieckich agresorów.
 Osobiście wydaje mi się, że  Związki  Kombatantów  powinny zająć się tą sprawą, aby nikt nie zapomniał o ICH  heroizmie.
   Zawsze  z szacunkiem
   Zygmunt  Hobot

 Od redakcji: Z miłą chęcią pomożemy każdej takiej inicjatywie.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Nie mam najmniejszego pojęcia, czym się kierował pan Pietras, pisząc do redakcji "Gońca" list, w którym aż tyle nieścisłości i przejaskrawień  wyzbytych prawdy się znalazło. Gdyby taki list napisał przypuśćmy Szczara - czyli "wie pan kto" - wcale bym się nie zdziwił. Ale pan Pietras? Nie chcę go posądzać o awanturnictwo czy chęć wywołania burdy na łamach prasy. Awanturnictwo jednak zaczyna się od operowania nieprawdą, przekoloryzowaniem faktów, faryzeizmem,  bajeranctwem i frywolnością w doborze stwierdzeń.
 A więc nieprawdą jest, że byłem członkiem zarządu w ekipie Grzegorza Sobockiego i że w ogóle byłem w jakimkolwiek składzie ZG KPK.
 Nieprawdą jest, że kiedykolwiek krytykowałem znaczenie instytucji, jaką jest Kongres.
 Wyrażanie niezgody na proces p. Rogackiej spowodowany wnioskiem "wie pan kogo" oraz krytyka działalności osób utkwionych po uszy w produkowaniu rozmaitej maści paszkwili nie jest, szanowny panie Redaktorze, krytyką wzmiankowanej instytucji. To też warto pamiętać.
 Nieprawdą jest również, że na balu celebrującym 60-lecie KPK były jakieś  "karne stoliki", przy których sadzano osoby, by je (jak sugeruje p. Pietras) "poniżyć". Skąd w ogóle taki pomysł przyszedł mu do głowy!?
 A już czystym awanturnictwem nazywam dalszą próbę ośmieszania prezesa Grzegorza Sobockiego, wyrywając z kontekstu szereg zdań z jego wcześniejszych wypowiedzi.     Czyż nie w awanturnictwie zamyka się jeszcze gorszy pomysł, że na zjazd w Vancouver  miast delegatów organizacji pojechały "dobrane owieczki".
 Redaktor Kumor zaproponował wprawdzie ślicznie, by sobie wzajemnie kłód pod nogi nie rzucać, a p. Pietras  doszukuje się jakiejś wymiany "postkomunistycznych giermków w Polonii". Może warto, by ich wskazał,  miast  frymarczyć nieudowodnionym niczym słowem.
 Czy nie awaturnictwem nazwiemy zdanie, że Prezes G.S. " lamentuje w samouwielbieniu" i zarazem "ledwie zipie"?
 Cieszę się również niepomiernie (jak podaje autor listu), że p. Kumor w swym artykule wyjaśnił nam, "na czym polega rola KPK", chociaż - jeśli się nie mylę, pouczyciel urodził się 20 lat  po narodzinach Kongresu. Wiwat porady i wiwat idylla, w jakiej żyje p. Pietras.
    Życząc pogody ducha i mniej awanturnictwa
     Bohdan Ejbich

 Od redakcji: I z wzajemnością Panie Bohdanie.

 ***
 W tow. Pastusiaku nie zauważono VIP-a i potraktowano normalnie. Ona i osoby towarzyszące wydają się oburzone, zostali potraktowani jak normalni, zwykli śmiertelnicy. MSZ w Warszawie i ambasada w Ottawie zareagowały błyskawicznie, no bo dlaczego jakiegoś Pastusiaka potraktowano normalnie, czym sobie na to zasłużył? Aby się nie narażać na normalne traktowanie, następną podróż proponuję w zaplombowanym worku poczty dyplomatycznej.
 W tym wypadku polska dyplomacja stanęła na wysokości zadania, nie boją się interweniować, ale gdy trzeba udzielić pomocy Januszowi Rybakowi, polskiemu obywatelowi skazanemu na dożywocie, okazało się, że nie mogą nic zrobić, mają podwiązane.... i obie lewe ręce, nawet tow. Kwaśniewski nic zrobić nie jest w stanie. Polska dyplomacji boi się interweniować, aby nie dostać od  Kanadyjczyków po łapach. Jak cię widzą, tak cię traktują - jeśli kanadyjska prokuratura wie, że polski obywatel nie może liczyć na konsulat i pomoc, to i senacka delegacja traktowana jest jak wycieczka z bautustanu, dziwić się nie ma czemu, zresztą opinia na temat polskiej dyplomacji, sfer rządowych, korupcji i afer jest znana na całym świecie, dumni nie mamy być z czego, ale i traktowani jesteśmy jak na to zasługujemy.
 Janusz Rybak w ostatnim liście z radością stwierdził, konsulat pierwszy raz mu pomógł, załatwili adwokata, może wreszcie zostanie złożona sprawa apelacyjna. Poza tym następny niesłusznie przed laty skazany domaga się oczyszczenia z zarzutów.
 "Kanada pachnąca żywicą", ale za to śmierdząca niesprawiedliwymi wyrokami. Najlepszy kraj do życia na świecie? Czy aby na pewno, trochę za dużo tych sądowych "pomyłek", to wygląda raczej na jakieś zboczenie, bezprawie w imieniu prawa, czyżby prawa człowieka to tylko chwyt propagandowy?
 Ostatnie kilkanaście dni przebywałem w Polsce, dużo rozmawiałem i co się okazuje - Warszawiacy w większości są bardzo zadowoleni z poczynań Prezydenta W-wy p. Kaczyńskiego, na nic się zdają gazetowe opinie na temat PiS lub L.P.R.. Ludzie odbierają to poważnie i gazetowe paszkwile trzeba uznać za brednie. Działania sejmowej komisji do sprawy Orlenu zrobiły trochę zamieszania i czarno na białym widać, że jest szansa, aby dzisiejsze mafijne układy dostały to, na co zasłużyły. Obawy tow.. Kwaśniewskiego, że "Oni" chcą zdestabilizować państwo są wierutnym, obłudnym kłamstwem, wszyscy rozumieją, że nic gorszego wydarzyć się nie może, a demoralizacja sfer trzymających władzę sięgnęła dna.
 Wśród doradców i współpracowników tow. Kwaśniewskiego, szereg znanych nazwisk nie najlepiej się kojarzących, a i twarzyczki jakieś znajome, tłuściutkie, takie poobijane podczas prowadzonych od dziesięcioleci walk o miejsce przy korycie. Wśród tych starych wyjadaczy, w ich sejfach i pamięci kryje się wiele tajemnic ostatnich dziesięcioleci. Oni wiedzą kto storpedował kontrakt na produkcję traktorów dla Francji, kto zniszczył przemysł stoczniowy i rybacki. Kopalnie i górnictwo od lat w kryzysie, ale mamy podobno zainwestować w górnictwo Angoli (?) następny przekręt czy inwestycja podsunięta przez przyjaciół tajemniczego tow. Ałganowa.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Witamy ponownie w Kanadzie!
 

GONIEC NR 44 (47) (29 X - 4 XI 2004)

 Redakcja Goniec p. redaktor A. Kumor.
 Z wielką uwagą przeczytałem pańską opinię o osobie marszałka wyższej izby Parlamentu polskiego, jego ekscelencji Longina Pastusiaka, jak również z niemniejszą uwagą śledziłem wydarzenia, jakie towarzyszyły w Kanadzie jego obecności.
 Jak to wynika z życiorysu marszałka senatu prof. L. Pastusiaka, dla wielu jest powszechnie znanym sługusem dawnej Rzeczypospoliej Ludowej, tym samym wiernym stalinowcem i niezaprzeczalnie wiodącym członkiem prosowieckiej władzy w Polsce. Człowiekiem, którego dawne sentymenty rodziły nienawiść do zmian w tworzeniu nowej rzyczywistości, co jest dowodem na jego oportunizm.
 Zachodzi pytanie, jak taki człowiek doszedł do takiej godności w Parlamencie; tym samym, jak może być traktowany przez obecny Rząd Polski, jak i Polonię z szacunkiem i godnością.
 Oglądając program TV w ostatnią sobotę, miałem uczucie wstydu (...) za prezentera wywiadu p. Śniegowskiego, który przeprowadzając wywiad, zadawał pytania, które świadczyły o wielkiej dla niego godności w kreowaniu postaci p. marszałka senatu.
 Postać, którą tak niezasłużenie się publicznie propaguje, powinna być raczej nacechowana ogólnym ostracyzmem Polonii, a nie aprobatą, choćby z racji swej przeszłości. 
 Profesorem w okresie stalinizmu zostać było nie tak trudno, zwłaszcza, jeśli się miało koneksje w partii i gwarantowane pieniądze na studia, zwłaszcza poza granicami kraju. Zjawisko to było nagminne dla osób partyjnych i nie zawsze uzasadnione merytorycznie.
 I cóż ten zacny marszałek powiedział nam w czasie wywiadu TV; że dla podniesienia godności Polonii stanie na jego wniosek pomnik emigranta w Warszawie, że zabiega w parlamencie o dobre imię odważnych osobników, którzy nie chcąc popierać sowieckiego reżimu, woleli wyjechać z kraju, którego on tak zażarcie bronił. 
 Ciekawe, dlaczego p. Śniegowski w wywiadzie nie zadał mu podstawowego pytania o jego przeszłość lub karierę wiodącą do polskiego Parlamentu.
 Przyznam, że z niesmakiem oglądałem wywiad w TV z p. marszałkiem, a propagandowy wydźwięk tego wydarzenia na długo zostanie mi w pamięci.
 Z racji zanotowania wydarzenia wystarczyłaby wzmianka o jego wizycie w Kanadzie, bez potrzeby pozwolenia mu na propagandowe tworzenie swego wątpliwego wizerunku.
 Dzięki, p. redaktorze, za umieszczenie w poczytnym "Gońcu" prawdziwej sylwetki p. L. Pastusiaka gwoli zrozumienia jego roli, jaką odgrywał w dawnej i obecnej rzeczywistości. Myślę, że to będzie przydatne wielu Polakom, którzy nie znają życiorysów tych osób lub bałwochwalczo je popierają.
 Hubert W. Abramowicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, nie ma za co dziękować, przyjemność po naszej stronie. 

 Szanowny Panie Redaktorze
 Przed wyborami na Prezesa KPK ZG ukazał się artykuł pt. "Bieg przez pole minowe". Na końcu mówiono o "uczciwości". Jak interpretować tę "uczciwość"?
 Analizując ubiegłą kadencję KPK, widzę, co następuje: 
 Ktokolwiek zadaje "niewygodne (dla Prezesa) pytania", jest atakowany w prasie polonijnej lub w Internecie przez władze KPK (ZG). Mam tu na myśli p. Cytowskiego, p. Fijała, p. Garlickiego, p. Sokolską, p. Sołtysa. 
 Członkowie ZG starali się "zniszczyć" niektórych ("niewygodnych") przez donosy do rządu federalnego lub do pracodawcy. Mam tu na myśli p. Bogoryę, p. Danielskiego. 
 Starym, sprawdzonym organizacjom starano się odebrać głos. Mam tu na myśli Okręg Sudbury, ZNP, ZHP, ZZWRP i inne. 
 Nowe organizacje stworzono poza plecami Okręgów, by zyskać głosy. Mam tu na myśli PP, Okręg Peterborough, Ryerson Students Association i inne. 
 Córka p. Sobockiego (nieobecna na Zjeździe w Vancouver) otrzymała bezprawnie dwa głosy.
 To tylko kilka przykładów. Kiedyś uczciwość wyglądała inaczej.
 Z poważaniem,
 Wanda Kornatowska

 Od redakcji: Szanowna Pani, mamy nadzieję, że w imię jedności naszego środowiska nowe władze Kongresu wyjaśnią wszystkie wątpliwości.

 Panie Andrzeju!
 Nie czytałem jeszcze dzisiejszego  "Gońca". Nie jestem więc na bieżąco z informacjami tam zawartymi. Mam pewien pomysł. Proszę to przemyśleć. 
 Uważam, że dobrze by się stało, jakbyśmy mogli tutaj w Toronto utworzyć muzeum poświęcone Polakom, którzy brali udział w wojnach światowych. Przypuszczam, że wiele z żyjących jeszcze osób byłoby w stanie pomóc w utworzeniu takiego muzeum pamiątek w formie oddania pamiątek i w formie finansowej. Także przy właściwym  zorganizowaniu tego zamiaru na pewno dałoby się dostać fundusze z rządu. Przecież to są ludzie, którzy autentycznie walczyli o wolność, nie licząc na żadne gratyfikacje. Teraz już  trudno byłoby znaleźć masowo takich idealistów.
Serdecznie pozdrawiam
Zygmunt

 Od redakcji: Wspaniały pomysł. Byłby to najlepszy pomnik dla tego walecznego pokolenia.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Muszę wrócić do artykułu pana Szymona Szczary, nie po to by kogoś potępić, obwinić, ale dlatego, że serce moje jeszcze polskie boleje nad tym, dlaczego Polak jest tak negatywnie przeorientowany w stosunku do swego Narodu.
 Z artykułu p. Szczary "Od zarządu dialogu do zarządu odwetu", wyłuskać można wiele zastrzeżeń. Zachodzi pytanie, czy p. Szczara ma naprawdę przekonanie do poprzedniego systemu PRL? Czy też (o zgrozo) działa jako agent kliki rządzącej, która szuka podpórki, podparcia, laski dla swych sfatygowanych, chwiejnych nóg. Szuka koniecznej jej propagandy z zewnątrz dla mydlenia oczu rodakom w kraju w kampanii przedwyborczej do Sejmu.
 Nie jest dla mnie niespodzianką, że ambasador Dobrowolski wybrał raczej telewizję "Z Ukosa" aniżeli "Polish Studio", gdyż "Z Ukosa" ma tendencje do sympatyzowania raczej z rządzącą paczką niż z Narodem Polskim. Żeby nie być gołosłownym, w wiadomościach swych "Z Ukosa" zignorowało zupełnie strajk w Wałbrzychu, gdy "Polish Studio", parę godzin wcześniej, poświęciło dużo czasu na tę krajową tragedię.
 Dziś Polski Naród jest w gorszej sytuacji aniżeli 20 lat wstecz, kiedy indywidualny uciekinier był chętnie przygarniany przez każdy niemal kraj. Dziś cały, kilkudziesięciomilionowy Naród ma okazję wyjechać, ale wiadomo, że nie ma żadnych szans zostać przygarniętym przez najbogatszy nawet kraj świata. Pustka nie może istnieć w naturze, jeśli braknie Narodu polskiego, wejdzie inny w jego miejsce i z tego paradoksu zdaje sobie sprawę hydra rządząca, manipulując zdezorientowanym Narodem na wszystkie strony.
 Jakie wyjście, jakie rozwiązanie tego kryzysu Narodu Polskiego oferuje tu na na obczyźnie pan Szczara? Napędzanie Polonii niczym gęsi na zamarznięty staw nie jest wizją Narodu Polskiego, którą Polonia powinna ślepo wspierać. Najgorsza robota KPK jest najlepszą w stosunku do kolaboracji z istniejącym reżimem.
 Towarzysz Urban przesiadł się teraz z "warszawy" do "jaguara". Za czyje pieniądze? Pytam się. Żeby nie być bez precedensu, cytuję wyjątek z artykułu: "Swoją (niepochlebną) opinię o znikomym wpływie tej organizacji wydał z kwaśną miną ustępujący ambasador Dobrowolski (na pewno peerelowski dygnitarz - mój dopisek) w majowym programie telewizyjnym ?Z Ukosa=. (Dlaczego tylko ?Z Ukosa=? - mój dopisek). Punkt widzenia ambasadora nie różni się zasadniczo od mojego - (brawo pan Szczara - mój dopisek), mieszkańca Kanady (od jak dawna - mój dopisek), i rozumiem jego irytację (a ja ją ignoruję - mój dopisek). Nawet nie potrafili doprowadzić do zorganizowania bankietu z okazji przystąpienia Rzeczypospolitej (peerelowskiej - mój dopisek) do Unii Europejskiej - bankietu, który według dyrektyw z Ministerstwa Spraw Zagranicznych (cóż to za uplanowany chwyt - mój dopisek), miał pokazać jedność (z Kwaśniewskim i Millerem, a obecnie z Belką - mój dopisek) i poparcie (naiwny Szymonie - mój dopisek) wszystkich Polaków na świecie i dodać listEK splendoru do laurów ambasadora czekajĄcego na nowĄ nominacjĘ."
 Powtórzę jeszcze raz: Tym towarzyszom zależy bardzo na entuzjastycznym poparciu (wygłupie, w mojej ocenie) całej Polonii, między innymi i kanadyjskiej. Na tej propagandzie zasieją nasienie nadziei na przyszłe kadencje.
 Nie ma tu miejsca na klasyfikację artykułu p. Szczary: "paszkwil czy nie", jest natomiast nie do zamaskowania, kto kim jest, to znaczy kto z Narodem Polskim, nadal umęczonym, a kto za dobijaniem go.
 Osobiście nie zmienię swego poglądu w stosunku do nowej Rzeczypospolitej, tak długo aż ostatnia głowa hydry komunistycznej nie będzie odcięta.
 Wierzę w powiedzenie: "Nałożyli koronę na wronę i jazda tym samym wozem" - którym przekonał mnie nowo przybyły z Kraju.
 Pan Redaktor wspomniał o polskiej kwadraturze koła, dodam od siebie: tylko żeby to kwadratowe koło dyndało się jak najdłużej, bo może przyjść czas jego rozsypki.
 Znajomy Niemiec zapewniał mnie: "Nie zdobyliśmy Polski mieczem, zdobędziemy pieniądzem - kupimy Polskę". Na pytanie, za czyje pieniądze opowiedział: "Za polskie". I takich cudów możemy się spodziewać.
  Tadeusz Chrobak

 Od redakcji: Bardzo dziękujemy za komentarz.

 Szanowny Panie Redaktorze. 
Jako pracujący od wielu lat społecznie działacz polonijny, pozwoli Pan, że podzielę się z czytelnikami "Gońca" moimi spostrzeżeniami na temat obecnego Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Nie ulega wątpliwości, że dobro Kongresu powinno być troską wszystkich Polaków w Kanadzie bez względu na zamożność, poglądy polityczne czy sympatię do jego obecnego kierownictwa.
 Od czasu powstania jednego z pism polonijnych pt. "Gazeta" ambicje i zamiary  wydawcy zaczęły stanowić istotną groźbę dla tej starej szacownej instytucji, zaczęto tworzyć nową organizację z konstytucją zbliżoną do kongresowej wraz z planami rozszerzenia na całą Kanadę. To zagrożenie uwidoczniło się w szczególny sposób, kiedy w latach 2000-2002 nastąpiły zmiany w kierownictwie Kongresu i wydawca utracił z trudem wywalczone wpływy. Posypała się lawina artykułów pióra redaktora Bełza i jego współpracowniczniki, byłej sekretarz generalnej KPK, pani Alicji Getlich; artykułów kłamliwych i oszczerczych, zadaniem których było przedstawienie prezesa E. Rogackiej i ówczesnych dyrektorów jako osób nieuczciwych i niegodnych zaufania. Wszelkie wyjaśniania w prasie spotykały się z wzmożoną nagonką i nowymi oszczerstwami, według metody Goebbelsa, że kłamstwa powtarzane często stają się w umysłach ludzkich prawdą.  Stało się to szczególnie na zachodzie Kanady, gdzie docierała "Gazeta".  
 Zarząd Kongresu stanął przed dylematem: walczyć na łamach prasy, ignorować czy też poprzeć prezes Rogacką w jej procesie o zniesławienie. Aby nie doprowadzić do dalszego rozbicia Polonii, zdecydowano się na wyjście ostatnie, wierząc, że wydane pieniądze wrócą po wygranym procesie. Oczywiście, nie było mowy o tak wysokich sumach. Wiarę w słuszność sprawy potwierdziły wyroki sądów Supreme Court of Ontario i Ontario Court of Appeal.  Wydawca i jego poplecznicy zostali uznani za winnych i skazani na zapłacenie dużego odszkodowania. 
 A jak sprawy wyglądają dzisiaj?
 Pomimo dwukrotnej przegranej w sądzie [(...) skrót red.], wydawca dalej mąci, czego dowodem  jest jego działalność na ostatnim Walnym Zjeździe  w Vancouver. 
 Po raz pierwszy w historii Kongresu nie było na tym zjeździe żadnych uchwał, które by nadawały kierunek prac zarządowi i obrad nad wieloma problemami stojącymi przed Polonią Kanadyjską, nie uchwalono zmiany statutu, figurują tam nadal w par. 6  słowa "Polish People's Republic", oraz nie uchwalono statutu członkostwa indywidualnego. Te statuty zostały rozpracowane i poprawione jeszcze w roku 2001 i czekały jedynie na uchwałę Walnego Zjazdu. Teraz trzeba czekać jeszcze dwa lata.  
 Większość czasu zajęta była sprawą sądową, atakami personalnymi i wyborem nowych władz.  
 Niewiele spraw może zakłócić nasze stosunki z krajem, a raczej z jego przedstawicielami konsularnymi. Pomimo że statut Kongresu mówi o pełnej niezależności, to jednak nie rozumieją tego pewni działacze polonijni czy polscy przedstawiciele dyplomatyczni. Nic nie osłabi naszej miłości i troski o dobro naszej ojczyzny i to nie wymaga dyskusji.
 Co wymaga rozważań, to nasza pozycja i znaczenie w kraju zamieszkania. Pomino dużej liczebności nasza waga i znaczenie w Kanadzie maleje i nad tym powinniśmy radzić na zjazdach. Tymczasem największą troską zjazdu była nieodwołalnie przegrana przez red. Bełza sprawa sądowa, a jego samego z oszczercy robiono bohaterem.       Wobec trudnej sytuacji finansowej wydawało by się, że delegaci zastanowią się, jak do kasy Kongresu mogą wpłynąć od pana Bełza wydane na sprawę fundusze. Niemałą winę ponosi tu również pani Rogacka, której obowiązkiem była obecność na zjeździe i wyjaśnienie, jak i kiedy pieniądze wrócą do Kongresu. Groźby adwokatów nie mają żadnego znaczenia i wierzę, że Kongres jest w stanie się obronić. 
 Prezesowi Sobockiemu i jego zarządowi życzę spełnienia wszystkich planów i uzdrowienia życia polonijnego. Wymagać to będzie pewnej zmiany orientacji i nawiązania bliższych stosunków z władzami kanadyjskimi na każdym szczeblu, gdyż  tylko ta wspólpraca może poprawić naszą pozycję w Kanadzie i zadowolić tę część Polonii, dla której Kanada jest drugą ojczyzną. W porównaniu z poprzednimi zarządami prezes Sobocki ma ułatwione zadanie, znikomą opozycję w prasie i tylko od niego i jego zarządu zależy dalszy rozwój Kongresu.
 Do byłej prezes pani Rogackiej apeluję, aby nie zawiodła zaufania swoich współpracowników i po ściągnięciu przyznanych jej odszkodowań oddała należną część Kongresowi. Zdaję sobie sprawę, że duże koszty sądowe mogą znacznie obniżyć jej odszkodowanie, jednak trzeba z tej sytuacji wyjść z honorem i zachować z takim trudem i poświęceniem wyrobione dobrę imię.
"Tomasz Wierny"
Proszę o zachowanie nazwiska do wiadomości redakcji.

 Od redakcji: Czy jest jeszcze jakaś nadzieja?

 ***
 Kilka miesięcy temu spotkałam się z propozycją wstąpienia do Stowarzyszenia Inżynierów w London. Oddział właśnie miał się ukonstytuować. Nie byłam nigdy członkiem żadnej organizacji, z wyjątkiem "Solidarności", a jakakolwiek działalność polonijna w ogóle mnie nie interesowała, zresztą nadal nie interesuje. Podobno było za mało dyplomowanych inżynierów, aby powstał oddział londoński, więc się zgodziłam.   Początkowo nie żałowałam. Na spotkaniach było miło, nawet bardzo miło, ale we wrześniu i październiku zaczęło się źle dziać. Wrzaski, krzyki, nerwówka. Wyczuwało się jakąś manipulację. Zarząd odpierał ataki w oparciu o statut. Pojawiły się także tzw. wątki kryminalne. Patrzyłam na siedzące obok mnie osoby. Nikt z nas nic nie rozumiał. 
 Opuściłam salę w trakcie ostatniego zebrania, oznajmiając, że chyba zrezygnuję z członkostwa. Sądzę, że w oddziale Stowarzyszenia nie zapanuje spokój bez mediacji Zarządu Głównego. Opuszczając zebranie, zyskałam niespodziewanie wolny wieczór i postanowiłam zapoznać się ze statutami, pamiętając o zachowaniu się przewodniczącego. Teraz już Czytelnicy wiedzą, dlaczego zaczęłam analizować statuty. Naprawdę nie jest to żadne hobbyÉ
 Uznałam, że statut KPK jest czymś w rodzaju naszej konstytucji, a statuty organizacji wchodzących w skład Kongresu nie mogą być w sprzeczności prawnej z aktem podstawowym. Założenie to jest stosowane w ustawodawstwie kanadyjskim. Zaczęłam od internetowej strony głównej ZG KPK. Adres internetowy http://www.kpk.org/. Powitała mnie polskojęzyczna informacja zatytułowana CELE I ZADANIA KONGRESU POLONII KANADYJSKIEJ. Utkwił mi w pamięci zwrot, którego przytoczenie jest niezbędne: "Kongres Polonii Kanadyjskiej jest uznaną i respektowaną organizacją narodową, reprezentującą Kanadyjczyków polskiego pochodzenia w Kanadzie, Polsce i Polonii".
 Następnie przeglądałam statut KPK, wersję anglojęzyczną, ze stron internetowych Zarządu Głównego, Paragraf 18, punkt C - muszę niestety zacytować: "Only those persons who are ordinary members of a member organization of the Congress and are Canadian citizens, can be elected to any position in the Congress". Przecież to oczywiste, pomyślałam. Skoro Kongres jest organizacją Kanadyjczyków polskiego pochodzenia, to na funkcje kandydować mogą tylko obywatele kanadyjscy polskiego pochodzenia. Sformułowanie paragrafu 18 jest jednoznaczne, natomiast, dodana w tym roku formuła KANADYJCZYK na stronie głównej ZG KPK, może stać się przedmiotem manipulacji. Poniektórzy mogą usiłować przekonywać, że np. Kanadyjczyk zamieszkały w Kanadzie, a nawet tutaj urodzony, to wcale nie znaczy obywatel kanadyjski. Retoryka jest lubianą wśród nas rozrywką.
 Znudziło mi się czytanie anglojęzycznej wersji statutu. Wiedziałam, że jest polskojęzyczna wersja, bo ją widziałam. Poszukując tej wersji, znalazłam się na stronie internetowej http://www.kpk-ottawa.org/kpk/statut-kpk.html. I tam paragraf 18. statutu miał brzmienie: "Do władz Kongresu mogą wchodzić tylko osoby będące członkami zwyczajnymi organizacji członkowskich kongresu, posiadające obywatelstwo kanadyjskie, albo prawo stałego pobytu, bez przeszłości kryminalnej, lub oskarżonych o takie przestępstwo". Zaniemówiłam. Porównajcie Państwo obie wersje statutu. W statucie polskojęzycznym dodano zwrot "albo prawo stałego pobytu". Także w tłumaczeniu użyto zwrotu do "Do władz Kongresu", zamiast na każde wybieralne stanowisko w Kongresie. Sformułowanie "do władz Kongresu" sugeruje, że dotyczy to tylko funkcji w ramach Rady Nadzorczej czy Zarządu Głównego, w każdym razie szczyty. Sformułowanie "to any position in the Congress" znaczy, że ograniczenia te dotyczą wszystkich wybieralnych funkcji, zarówno w ZG, jak i organizacjach wchodzących w skład Kongresu. Podkreślam, że w całym Statucie w wersji oryginalnej nigdzie nie znalazłam sformułowania "landed immigrant". Szukając w Statucie możliwości działania dla ludzi ze statusem "landed immigrant", można na siłę zakwalifikować tą grupę jako członków afiliowanych, czyli bez prawa głosu i kandydowania, a z koniecznością przestrzegania statutu.
 Porzucę te rozważania. Powracam do zafałszowanej wersji paragrafu 18. No cóż, musimy nazwać rzecz po imieniu. W naszej organizacji dopuszczono się oszustwa. Zbyt duża liczba przekłamań i dobrze merytorycznie przemyślany ich sens, nie wyglądają na błąd w tłumaczeniu. Akurat te właśnie zmiany dają możliwość przenikania do Kongresu ludzi z postkomuny, zaczynając od niższych funkcji w organizacjach, aby potem, już jako działacze, przejąć Kongres, a zatem i finanse. No i mamy problemy, jak chociażby:
 - Konieczność sprawdzenia, kto i dlaczego podłożył nam tę "żabę". Jak znam życie, sprawca zamieszania pozostanie nieznany. Siła przewodnia zawsze działała w ten sposób. Jej spadkobiercy także.
 - Weryfikacja członków i władz w Kongresie pod kątem obywatelstwa kanadyjskiego. Mogły przecież głosować i kandydować osoby do tego statutowo nieupoważnione. Najgorsze jest to, że wielu ludzi, działając w nieświadomości, zgodnie z tą wersją statutu, może poczuć się odtrąconych i pokrzywdzonych.
 - Może się też zdarzyć konieczność ponownych wyborów w organizacjach. Profesjonalne grupy mają dodatkowe ograniczenia. Jak chociażby w Stowarzyszeniu Inżynierów status "member" mają tylko ludzie z dyplomem inżyniera bądź wyżej, ale w branży. Np. mgr inż. czy dr inż. 
 Teraz tylko od członków Kongresu zależy, co z tym zrobią. Nie można dać się manipulować bez końca. Głupio mi, jak czytam np. w Wirtualnej Polonii, że Polonia Kanadyjska kocha komunistów. Sama to widzę. Czyżby władze Kongresu musiały tak się gościć z panem marszałkiem Senatu? Czyżby organizacja PZPR przestała być już komunistyczna i totalitarna? Pan Marszałek był z nimi (PZPR) do końca i nadal siedzi po lewicy. Poczytajcie sobie Państwo statut. To, co powinno być, a co jest, to są dwa bieguny. Jest więcej statutowych grzechów głównych, ale to, co napisałam dzisiaj jest najważniejsze. Pozostałe można omówić nieco później. 
  Jadwiga Szcześkiewicz
London

 Od redakcji: Szanowna Pani, o kłopocie ze statutem pisze p. Wierny. Nie ma komu uchwalić zmian.

 Szanowni Drodzy Państwo!
 Zwracamy się z bardzo mocną, gorącą i serdeczną prośbą do Państwa, z apelem o pomoc dla naszej kochanej, niepełnosprawnej córeczki Beatki, w jej ciężkich chorobach.    Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej, w krytycznej. Mamy szóstkę dzieci, od 11 do 17 lat, w wieku szkolnym. Oboje nie pracujemy i nie mamy żadnego stałego źródła dochodów, oprócz zasiłku rodzinnego na dzieci i 418 zł. zasiłku na córkę Beatkę. 
 Jesteśmy zadłużeni w Spółdzielni Mieszkaniowej, w sklepie na żywność, nie mamy pieniędzy na leczenie, lekarstwa, rehabilitację, na turnusy rehabilitacyjne, nawet na życie codzienne nam brakuje, często na chleb, herbatę czy margarynę, na dojazdy do lekarzy, wyżywienie, noclegi, w czasie turnusów rehabilitacyjnych i pobytu w szpitalach razem z córką. Nie jesteśmy w stanie sami temu wszystkiemu podołać. Nie mamy do kogo pójść o pomoc prosić, zwracamy się z bardzo gorącą i serdeczną prośbą do Państwa o jakąkolwiek pomoc finansową, żywnościową, materialną. Wszystko jest nam tak bardzo, bardzo potrzebne w tak licznej rodzinie i w ciężkiej chorobie naszej córki Beatki. Prosimy Państwa bardzo mocno, gorąco i serdecznie o nagłośnienie, rozpowszechnienie naszego apelu o pomoc dla naszej kochanej córeczki "w tym przetwarzania danych osobowych" wśród ludzi dobrych, życzliwych. W różnych mediach przekazu, w gazetach, w radiu, w telewizji, w Internecie i gdzie się tylko da, w celu pozyskiwania funduszy na jej leczenie i rehabilitację. Może za waszym pośrednictwem, pomocą dotrzemy do ludzi dobrej woli, dobrego serca, dla których los naszej chorej córeczki nie jest obojętny, którzy zechcą pomóc nam w walce o ratowanie życia naszego dziecka. Nasza najmłodsza, kochana, córeczka Beatka jest bardzo ciężko chora, cierpi na: marskość wątroby, żylaki w przełyku, jest zarażona wirusem HBV, opóźniona psychomotorycznie, nadciśnienie zwrotne, ostopemię kości, ma bardzo niską odporność i niskie płytki krwi. Przeszła ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, nie słyszy obustronnie i bardzo słabo rozmawia, mowa zamazana. 
 Beatka zakwalifikowana jest do przeszczepu wątroby i do usunięcia śledziony, tylko ma zarażoną krew wirusem HBV. Lekarze najpierw muszą zahamować ten wirus u Beatki, a dopiero będą te zabiegi, "operacje", przeszczep wątroby i usunięcia śledziony. Śledzionę ma powiększoną o 20 cm. Do tak poważnych operacji Beatka musi być odpowiednio dobrze przygotowana i przed każdym zabiegiem Beatka musi być zdrowa jak "rydz", to znaczy nie może być nawet przeziębiona, musi mieć wszystkie zdrowe zęby, żeby po operacji nie poszła jakaś infekcja od zęba.   Dostaliśmy od lekarzy z Warszawy kosztorys planowanego, zabiegu sanacji jamy ustnej w znieczuleniu ogólnym, który to koszt wynosi 2.269,18 zł. Lekarze powiedzieli nam, że jak będziemy mieli pieniądze na zabieg sanacji jamy ustnej, to wtedy musimy do nich przedzwonić i oni ustalą wtedy termin, kiedy mamy przyjechać z Beatką na zabieg. Ale my nie mamy pieniędzy, ani grosza przy duszy, siedzimy w długach po uszy. Oboje nie pracujemy i nie mamy pieniędzy na leczenie, rehabilitację naszej najukochańszej córeczki. 
 Dlatego Szanowni Drodzy Państwo, zwracamy się z gorącą i serdeczną i serdeczną prośbą do was o jakąkolwiek pomoc. Beatka musi cały czas systematycznie przyjmować drogie leki, teraz przed operacjami, a potem po tych wszystkich zabiegach do końca swego życia. Którego to koszt leczenia wynosi około 100.000 zł. rocznie, a które nie jest refundowane przez nikogo. Nie wiemy, jak to wszystko będzie, jak sobie my damy radę z tymi wszystkimi chorobami Beatki. Pan Bóg tylko wie, co będzie i jak to wszystko się skończy. Bardzo dużo modlimy się o zdrowie dla naszej kochanej córeczki i o całą naszą rodzinę, żeby dobry Pan Bóg dopomógł nam w tych ciężkich czasach dla nas, dla Beatki i dla całej naszej rodziny. Bo wszystko w rękach Boga.
 Rząd nasz sprzedał Polskę, rozwalił wszystkie zakłady pracy, a ludzie poszli na bruk. Tylko ci żyją, co siedzą i rządzą w rządzie. A ty bezrobotny, to ani żyć, ani umrzeć, nic to ich nie obchodzi. Z naszej strony robimy wszystko, z braku pieniędzy możemy jej tylko zapewnić ogromną miłość i osobiste wsparcie w jej ciężkich chorobach. Nasze dzieci są bardzo mocno pokrzywdzone przez los. Skarżą się, że inne dzieci mówią na nich, że są biedne, że nie mają w co się ubrać, że chodzą w starych, porwanych butach, kurtkach, że inne dzieci nie chcą trzymać koleżeństwa z nimi, bo są biedni, po prostu są poniżani wśród swoich rówieśników. 
 Los nasz i naszych dzieci jest w Państwa rękach, gdyż sami nie damy rady nic zrobić, w naszej sytuacji rodzinnej i finansowej. Prosimy Państwa z całego serca o rozpowszechnianie naszego apelu wśród ludzi życzliwych i dobrych, prosimy o jakąkolwiek pomoc pieniężną, żywnościową, materialną, może coś z lekarstw na przeziębienie, na odporność, coś z pościeli, z ubrań, z butów, wszystko jest nam tak bardzo, bardzo potrzebne, żyjemy bardzo skromnie i bardzo biednie. Za okazałą pomoc nam, wyrozumiałość i życzliwość jesteśmy bardzo wdzięczni, z góry i z całego serca ślicznie i serdecznie dziękujemy Państwu. 
 Na tym kończymy ten smutny list i błagamy na litość o pomoc Państwa. Pomóżcie. Bóg zapłać. Wszystkiego najlepszego Państwu życzy cała nasza rodzina. Wdzięczni rodzice Beatki.
Krystyna i Eugeniusz Sawiccy
ul. Pusta 11/13, 16-315 Lipsk, woj. Podlaskie, Polska

 Od redakcji: Wszystkim podajemy pod rozwagę serca.

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Mea culpa maxima! Biję się w piersi z pokorą i proszę o przebaczenie. Dr E. Sołtys ma rację podając, że mylę się podając w artykule "Dlaczego jest tak źle, kiedy jest tak dobrze", że zarządzania nie wykładano na wyższych uczelniach w PRL-u. Dla wyjaśnienia mogę tylko dodać, że swoją informację oparłem na własnym doświadczeniu. W Polsce byłem na dwóch uczelniach technicznych i na żadnej z nich nie było zarządzania jako przedmiotu wykładowego. Z zarządzaniem, jako dyscypliną naukową, zetknąłem się dopiero w Stanach i Kanadzie.
 Po przeczytaniu wypowiedzi p. Sołtysa otworzyły mi się oczy na ataki B. Ejbicha, który niczym Myśliwiec strzela z wielkim hukiem i w dodatku niecelnie. Niestety, wzrok i ręce nie te, co kiedyś.  
 Z poważaniem Szymon Szczara

 Od redakcji: Szanowny Panie, na AGH w Krakowie zarządzanie było...

 Sobocki - bis
 Do napisania tego listu zainspirował mnie list p. Eibicha, a także wywiad p. G. Sobockiego dla "nowego Kuriera" zatytułowany "Bieg przez pole minowe". Co do listów pisanych przez p. B. Ejbicha, jak również pisanych przez innych (chyba na zamówienie) lecz dostarczonych do redakcji GoŃca przez p. Ejbicha, że też w wieku p. Ejbicha można pisać takie treści. Pan Ejbich nie tak dawno pisał przeciw KPK, ale od kiedy jest w ZG KPK to uważa, że krytycznie nie należy pisać o KPK, czyli zasada Kalego. (...) 
 Pan Ejbich wymienia z nazwiska wiele osób, do których kieruje pretensje. A może te osoby nie chciały być poniżone i siedzieć przy karnych stoliku usytuowanym przy drzwiach, tam gdzie posadzono p. Paudyna, który przyszedł w zastępstwie p. Cytowskiego. Ludzie się odwdzięczają za szacunek i uznanie ich pracy na rzecz Polonii i może nie utożsamiają się z tym ZG KPK i jego prezesem, który żali się, że nazywali go "samozwańcem", tylko nie mówi dlaczego.   W Vancouver odbył się Walny Zjazd KPK. Pan Sobocki i jego ekipa wzięli wszystko. Tylko czy to udźwigną? (...) 
 A teraz nt. wywiadu dla "Nowego Kuriera", który był zatytułowany "Bieg przez pole minowe". Nie rozumiem tylko dlaczego tak zasłużonemu działaczowi niewdzięczni rodacy podkładają miny na drodze do celu? Czyżby w działalności ZG KPK było wszystko w porządku, a ci co krytykują tę działalność byli kłamcami? W swym wywiadzie dla "Nowego Kuriera" p. G. Sobocki powiedział takie słowa: (Pytanie) K.S.K. Co wpoili Panu rodzice? (Odpowiedź) G.S. "Na pewno nieustępliwość, wiarę w siebie, patriotyzm, przywiązanie do religii". Agitacja do UE temu przeczy, bo tam nie ma miejsca dla suwerennej Polski, jak również dla religii i patriotyzmu. Następny cytat K.S.K. - "co Pan uważa za największe osiągnięcie swojej prezesury?" G.S. - Chyba wywalczenie możliwości wjazdu obywateli polskich do kraju na paszportach kanadyjskich, ale sukces zagłuszony został przez zniesienie przez Polskę wiz z Kanady do Polski". 
 Na wspólnej konferencji prasowej KPK i konsulatu RP w Toronto p. G. Sobocki oświadczył, że nastąpiła zmiana przepisów paszportowo-wizowych lecz p. konsul Kisielewski go natychmiast poprawił, że nastąpiła zmiana interpretacji przez konsulat tych samych przepisów. Z doświadczenia wiemy, że tylko konsulaty w Kanadzie inaczej interpretowały te przepisy. Wynika z tego, że p. G. Sobocki mówiąc te słowa nie wiedział o co walczył? 
 Następny cytat: K.S.K. - Co to znaczy by prezesem KPK? G.S. - "Przede wszystkim wypełniać rolę służebną wobec grupy etnicznej, której się przewodzi, a więc ponosić odpowiedzialność za decyzje swoje i zarządu. A więc bardziej potocznie: prezes - to "przywódca stada...". 
 Nie wiem kogo p. Sobocki miał na myśli mówiąc te słowa. Za dobrym przywódcą podąża stado z własnej woli i bez przymusu oraz bez oglądania się na jakiekolwiek korzyści. Ile to było zabiegów, aby dobrać odpowiednie owieczki na zjazd, aby głosowały na przywódcę. Czy naprawdę ludzie idący po władzę mają na myśli służbę swoim wyborcom, narodowi lub grupie etnicznej? Mimo zaciekłych i kłamliwych ataków na p. Kobylańskiego i p. Moskala obaj dobrze się trzymają dzięki własnej sile i sile swojego autorytetu, a nasz prezes mimo lamentów i samouwielbienia ledwie zipie. No cóż nie wszyscy na tym świecie mają po równo. Jedni mają prezydentów z prawdziwego zdarzenia (V. Klaus), inni mają prezesów, a jeszcze inni mają troki od kaleson. Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie czas na wymianę ekipy postkomunistycznej w Polsce i jej giermków w Polonii i w dyplomacji. 
 Jeszcze kilka cytatów z wypowiedzi p. G. Sobockiego. Zacytuję więc tylko fragmenty aby się nie pastwić nad "przywódcą stada". K.S.K. - Jak kształtuje się dziś stosunek emigracji do kraju pochodzenia? G.S. - "... Bezpowrotnie minęła dyktatura, trzeba więc z tą wolną Polską współpracować i jej rządem"... 
 Skoro ta władza ma około 5% poparcia społecznego nadal trzyma się władzy to śmiało ją można nazwać dyktaturą, która narzuca Narodowi swoją wolę i dział wyłączne w imieniu skorumpowanych układów partyjnych. 
 K.S. K. - ...chyba starsza Polonia lubi Pana? G.S. - Owszem, lubiła mnie do momentu, kiedy odmówiłem poparcia dla procesu pani Rogackiej. No cóż mówiłem już wówczas, że ten proces może mieć tylko negatywne skutki...". 
 Gdyby Polonia zdecydowanie stanęła w obronie p. prezes E. Rogackiej to ten proces byłby o wiele krótszy i mniej kosztowny oraz byłby nauczką dla innych, aby bezpodstawnie nie oskarżać prezesa swojej grupy etnicznej. Ciekawy jestem jakich pieniędzy użyłby pan Sobocki, gdyby to jego spotkało, a nie p. Rogacką? To p. Sobocki dał sygnał do rozłamu podając się do dymisji jako v-ce prezes KPK. 
 Na koniec jeszcze jeden fragment wypowiedzi p. G. Sobockiego: ...Nasza ławka kadrowa jest bardzo krótka to znaczy, że liczba osób, z których by można wybrać liderów, naszych reprezentantów jest znikoma". 
 Dlaczego więc p. Sobocki bez zaplecza kadrowego porywa się na stanowisko prezesa KPK? Dlaczego ta ławka jest taka krótka? Czyżby Polonia nie chciała być reprezentowana przez obecny ZG KPK i dlatego nie wyłaniają swoich liderów organizacje polonijne zmęczone walką o stołki? Pan A. Kumor w swoim felietonie i w odpowiedzi na list czytelnika wyjaśnia jaka jest rola KPK a jaka konsulatu. Mam nadzieję, że i KPK i konsulat będą służyć Narodowi Polskiemu. 
    Szczęść Boże, 
   Stanisław Pietras

 Od redakcji: Panie Stanisławie, najważniejsze, abyśmy sobie wzajemnie nie rzucali kłód pod nogi.
 
 

GONIEC NR 43 (46) (22 - 22 X 2004)

 ***
 Dwa lata temu tow. Pastusiak bardzo mocno "wtykał nos" w nie swoje sprawy, tj. w wybory do ZG KPK. Jak słyszę, teraz jest również w Kanadzie, właśnie jak są nowe wybory do ZG KPK. "Czysty przypadek"??? Co Pan na to??
 Serdecznie pozdrawiam
  J.K. 
(nazwisko i imię znane redakcji)

 Od redakcji: "Co ja na to", napisałem w tekście - Pozdrawiam A. Kumor
 

 Do redaktora Kumora
 No i widzi Pan, że wcale to, co pisze Pan w swoim "Gońcu", że "zamieszczamy listy głupie, poważne niepoważne, chwalące, karcące i potępiające nas w czambuł", wcale nie jest prawdą. Napisałam do Pana list, bo myślałam, że jak zapowiada redaktor, że odstaje od koterii przeróżnych, to jest to prawdą. Ciężko się
rozczarowałam, chce Pan ze mną kontakt, a po co on Panu?  Na kawę
nie pójdziemy na pewno, bo ja nie należę do żadnej koterii, jak bum cyk, cyk. List był, jak list, nikogo nie obrażał, ale myślę, że głupi nie był. I tu jest pies pogrzebany, a dla Pana klin. Otóż wyraźnie pokazał Pan nie drukując go, że stoi Pan za jedną z koterii, publikując listy obrażające drugą koterię. Właściwie nie wiem jeszcze, dlaczego te ludziska nie poskładały się do kupy z forsą i nie podały redaktora Kumora do sądu. Anglicy to mówią tak: "don't press the luck", a ja mówię Panu: nie wywołuj Pan wilka z lasu, bo wilków w Polonii coraz więcej i coraz głodniejsze, a Pan zakąską się robi niezłą. 
 Był taki dzień, w którym wzięłam do ręki  "Kto jest kim" (a nie "Kto jest z kim", bo tu wara Polonii od tego), czytam, kartki przewracam i oczom nie wierzę. Ha! Redaktor Kumor dzieciństwo spędził w NRD-ówku, w tym czerwono-niemieckim przychówku. Aliści nawet Pan muzykę niemiecką z lat 30. lubi słuchać, to i pewnie zaśpiewałby Pan teraz "Hi li, hi lo" albo "Deutschland, Deutschland ueber Alles". A tak po prawdzie, to coś Pan robił tam w tym NRD-ówku w dzieciństwie? Przecież tam był wtedy ciężki komunizm, i to z zamordyzmem, nawet im tam w Krzyżaków nie wolno było wierzyć. A Pan teraz tak z tym krzyżem i z tym "Gońcem" chce Pan krzyżować odmienne koterie. Oj, nie wszystkie liściki się drukuje, nawet te podpisane nie pseudo! Oj, wybiera się tylko do Gońcowego kotła, co się chce i co Panu pozwolą wydrukować, abyś się Pan broń Boże nie naraził chlebodawcom i pańskiej koterii. 
 Panie Andrzeju, Judaszów obok Pana pełny wór, to przyjdzie i na Pana kolej. Na razie jesteś Pan potrzebny tym Judaszom, ale nie jesteś Pan potrzebny Polonii ze swoim "Gońcem" i działem listów chamsko-arogancko redagowanym zawsze tylko przeciwko jednemu człowiekowi. Aliści warto pamiętać, że takich "bohaterów" redakcyjnych w Polonii było już wielu i co, wypaleni piszą już tylko pod artystycznym (jak raczył Pan zauważyć) pseudonimem. A skoro dajesz Pan na to dozwolenie, to i ja pod nim pisać będę do woli, bom przysięgała pod Jasnogórską Madonną. Liczę na to, że tak jak inni szczęście mieć będę i mi Pan Kumor Andrzej to wydrukuje, jak nie, to tchórzem przyjdzie mi Pana nazwać.
 Stefania Szczypka

 Od redakcji: Szanowna Pani, list publikujemy mimo, że jest anonimem. Zrobiliśmy wyjątek ponieważ krytykuje wyłącznie nas. Prosiliśmy Panią o kontakt telefoniczny - to procedura, którą stosujemy do wszystkich, którzy e-mailują do nas z "podejrzanych" kont, typu "yahoo", czy "hotmail". Inne  pisma polonijne  opublikowały Pani list, więc zapewne nie miała Pani problemu z odsłonięciem przyłbicy w ich redakcjach... Jeśli chodzi o użyte przez Panią argumenty pozostawiam je Czytelnikom do oceny. Sam zaś cały w strachu, nucę pod nosem zakazane piosenki, zastanawiając się czy nie zejść do podziemia podpisując teksty, jako "Genowefa Oscypka"....
Andrzej Kumor

 ***
 Czytając dzisiaj "Gońca",  skrystalizowały mi się pewne refleksje na temat sytuacji relacji Polska  -  Irak. Prawdę mówiąc, idąc swoim tropem myślowym, jestem przerażony.
 Fakty:
 USA  z poplecznikami zaatakowały Irak. Precedensem  było to, że  Irak jest zagrożeniem dla świata bo ma broń masowej zagłady, której może użyć w ciągu  kilkudziesięciu godzin.
 Polska jest jednym z niewielu krajów, co poparły USA i Wielką Brytanię. Tutaj chylę czoła rządowi Kanady! - nie dał się wciągnąć w tą brudną politykę USA. Agresji na Irak był przeciwny  Jan Paweł II (tak szanowany w Polsce), a także nie było zgody ONZ, do której to organizacji należy Polska. Ostre  były sprzeciwy rządów Francji  i Niemiec. Mówię tutaj tylko o Europie. Dokumenty przedstawione  przez Wielką Brytanię  i USA o rzekomym posiadaniu broni masowej zagłady przez Irak były, delikatnie mówiąc, z niesprawdzonych źródeł.
 Moje wątpliwości: Rząd Polski podjął  ofertę wspólnej agresji  na Irak, opierając się na informacjach rządu USA. Jak mi wiadomo rząd polski  ma liczny osobowo wydział spraw zagranicznych i ochrony państwa. Czyli,  prosto  mówiąc, szpiegów pracujących dla dobra kraju. W takim  razie, warto  byłoby wiedzieć, jaka była opinia tego urzędu, na który tyle się wydaje pieniędzy podatnika. Czy był identyczny z tym, co głosił rząd USA i Wielkiej Brytanii?
 Sprawa ostatnia i dla mnie osobiście bardzo przykra. Wszędzie  dyskutuje się, czy warto nam  było  wysłać  swoje wojska do Iraku?  Co nam to dało? Jakie korzyści, jakie kontrakty? Nawet wiz nie znieśli! Przecież nasi chłopcy tam giną! W imię czego? To przerażające! - co się z nami stało! Wartości moralne, wolność narodu mało  nam  znanego i odległego, łamanie prawa międzynarodowego przedkładamy nad wartości materialne! Jakby USA dały kontrakty lukrowane, zniosły wizy,  wybudowały kilkaset nowych McDonaldów, to bylibyśmy zadowoleni. Byłoby OK i cool. Wtedy nie byłoby problemu. Licząc na przychylność agresora, dołączyliśmy do niego. Dlaczego więc próbuje się oskarżać w Polsce dawnych  konfidentów, współpracowników  różnych służb itp. Przecież oni robili to tylko dla korzyści. Tak samo rozdziani z wszelkich skrupułów i moralności w skali mikro - bo na tyle ile mogli. Przecież liczy się tylko i tylko  forsa za wszelką cenę. Ale czy warto zaprzepaścić wielowiekowy honor narodu za te judaszowskie talary?
 Kilka dni temu, na spotkaniu we Wrocławiu ze studentami, Kwaśniewski wyraził opinię, że gotów jest odpowiadać osobiście za decyzje wysłania wojsk polskich  do  Iraku. Myślę, że niezależny międzynarodowy trybunał sprawiedliwości powinien się zająć tą sprawą. Kwaśniewski  i pozostali nie będą się mieli czego obawiać, jeżeli działali w obronie wolności i demokracji. Może kiedyś dostaną jakaś pokojową nagrodę? A może  pozostaną za kratkami na wiele lat?
 Uważam , że  pojęcie   co nazywa się  sumieniem,  przestało już istnieć.
           Zygmunt Hobot

 Od redakcji: Eeee, Panie Zygmuncie, nie jest tak źle, sumienie nadal się w ludziach odzywa, może tylko nieco rzadziej.

 Rozmyty katolicki światopogląd pana Hilarego 
 Nie o zniszczeniu "Gazety Wyborczej" (jest to chyba niemożliwe) była mowa w moim poprzednim liście do "Gońca", ale o jej, jak i reszcie lewicowej prasy, uzdrowieniu. Ten zarzut jest fałszywy. Pan E.C. ( znany redakcji "Gońca") proponował uzdrowienie katolickich mediów (ND, RM, Niedziela i innych) ze względu na rażące błędy tychże mediów. Czyżby były kłamliwe? Poruszona była także sprawa pochówku Noblisty anty-Polaka na Skałce w Krakowie i w obu przypadkach mam odmienne zdanie. Błędy trafiają się we wszystkich mediach, i w katolickich też, ale nie uważam, że potrzebne jest trzęsienie ziemi, żeby uzdrowić chrześcijańskie media w celu poprawy ich czytelności, jakkolwiek jakieś zmiany nie zaszkodzą. Najbardziej kompetentni do tego ludzie właśnie tam pracują. Na pewno lepszy papier (co zrobiła już Niedziela) i lepsza szata graficzna mogłaby pomóc w tej kwestii. Temat ten jednak jest bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać przeciętnemu czytelnikowi i panu Hilaremu. 
 Według prof. Piotra Jaroszyńskiego z KUL-u, na Polskę spada codziennie ponad 30 milionów egzemplarzy miesięczników, dwutygodników, tygodników i dzienników, które choć są polskojęzyczne, to w swojej wymowie są antypolskie, co zakrawa na zdradę narodową. Nie wiem, czy jest inny kraj na świecie, inny rząd, który pozwoliłby na taką hucpę. Ta olbrzymia masa piśmideł robi wodę z mózgu moim rodakom nad Wisłą, nie mówiąc już o 45-letniej, komunistycznej indoktrynacji całego społeczeństwa polskiego przez "przewodnią siłę narodu", która będzie odbijać się czkawką Polakom jeszcze przez długie lata. Światopogląd dużej części społeczeństwa jest czerwony i różowy i to jest główną przyczyną wielkiej poczytności "GW", "Nie" i innych lewidłowości. Jest to tzw. efekt cieplarniany, przez co moi rodacy nie są w stanie zobaczyć o własnych siłach, w jakim łajnie siedzą. 
 Są oni karmieni od dawna kłamstwami, które przystroiły się w piórka i służą za prawdę. Kłamstwa wielokrotnie powtarzane po jakimś czasie uznawane są za prawdę. Tylko tym mogę wytłumaczyć "sukcesy" Szechtera (prawdziwe nazwisko Michnika), Uszatka i innych czerwonych luminarzy. Nawet tu, w Kanadzie, są Polacy, i to w różnym wieku, którzy twierdzą, że w Polsce rządzi Kościół katolicki. Zadziwiające, skąd nabyli takie informacje. Takim mądralom odpowiadam, że gdyby tak było, to w Polsce nie byłoby więzień i panien lekkich obyczajów, a wszyscy by czuwali, żeby Dzień Pański ich nie zaskoczył. A jest akurat przeciwnie. 
 Następnym problemem jest dystrybucja katolickich mediów przez "Ruch", monopolistę w tej materii na krajowym rynku. Prasa katolicka jest trzymana w kioskach "Ruch"-u pod ladą i wyciągana na wierzch tylko na wyraźne życzenie kupującego. Byłem, widziałem, czyli znam to z autopsji. Skoro naprawa katolickich mediów nie zainteresowała, jak do tej pory, czytelników "Gońca", oprócz pana Hilarego, to też o czymś świadczy. Może to oznaczać, że Polonusi są bardziej zainteresowani w uzdrowieniu mediów lewicowych (98% mediów w Polsce, według Waldemara Łysiaka) tak, żeby mogły służyć całemu społeczeństwu, a nie tylko garstce "wybrańców" w stwarzaniu im karier, pieniędzy, a przede wszystkim w byciu przez nich u władzy przez tyle lat. Nie uważam pana E. C. za wroga Kościoła katolickiego, czy też mediów katolickich. Pisanie o tym przez pana Hilarego jest co najmniej nieporozumieniem, przeinaczeniem faktów. Tudzież nie proponowałem zniszczenia "Gazety Wyborczej", jedynie jej uzdrowienie. Łgarstwo dość wygodne, ponieważ nie poparte nazwiskiem. Zniszczenie "GW" jest nieprawdopodobieństwem, ponieważ ściśle ona współpracuje z pewnymi kręgami władzy i jest dość dobrze zabezpieczona prawnie. Tajemnicą Poliszynela jest, że "GW" jest organem gminy żydowskiej w Polsce i zdolna jest zgnoić każdego słowem, które służy jako klucz wytrych do wszystkiego: "antysemita". Zagłady "GW" mogliby dokonać sami jej czytelnicy, ale na to się nie zanosi, więc polskojęzyczni dyżurni fałszerze mają się dobrze. Śpią dobrze. 
 Nie widzę nic złego w samym czytaniu lewicowej prasy. Problem powstaje, kiedy katolik pasjonuje się i przyjmuje za prawdę kłamstwa, półprawdy i insynuacje tam zawarte, a przecież chrześcijanin o właściwym kręgosłupie moralnym, powinien odrzucić te niegodziwości. Czytam niekatolickie media, jak choćby Onet (www.onet.pl), widząc wyraźnie łgarstwa tego portalu oraz opinie Polaków i wtedy to widzę ten efekt cieplarniany, o którym wspomniałem wcześniej. 
 Zarzucanie braku pokory czytelnikom "Gońca" (została użyta liczba mnoga) jest co najmniej śmieszne. Tak to chrześcijaninie źdźbło widzisz w cudzym oku, a w swoim belki nie widzisz? Panie Hilary, kiepski z pana katolik, jeśli zgagę masz pan po lekturze "Niedzieli" i "ND", a ukojenie po przeczytaniu "GW". Panie Hilary, nie szukaj pan tych okularów u innych, są na pańskim nosie. 
Z poważaniem 
Ryszard Kosiorowski

 Od redakcji: Szanowny Panie, problem "Gazety Wyborczej" jest szerszy i polega na tym czytelniczym "bezwładzie". 

 Panie Redaktorze 
 Jeszcze nie przeczytałem GOŃCA  do końca, a już do Redakcji piszę, myślę, że nie zamącam redaktorom ciszy.
 Duże duże brawa dla pana Stanisława, spyta czytelnik którego? Oczywiście Tymińskiego. Gratulacje dla pana Tadeusza Chrobaka, w młodości wielkiego przystojniaka, co do gazet znów pisuje i na emeryturze czas znajduje. Natomiast pana Stanisława Pietrusa dopadła pokusa, aby założyć cmentarze dla "inaczej zasłużonych". Nie bądźmy zabawni, na to nie zgodzą się politycznie poprawni. Popieram pana S.P. "Dajmy jednym i drugim odpoczywać w pokoju".
    Stefan Szumnarski Burlington

 Od redakcji: Panie Stefanie, rymowanie nie zawsze pomaga myśleniu.

 Szanowny Panie Redaktorze 
 Muszę się przyznać, że z zainteresowaniem przeczytałem artykuł pani Lusi Ogińskiej pod tytułem "Granice artystycznej swobody", jaki ukazał się w "Gońcu" z dnia 17-23 września  2004 r. Szkoda tylko, że trochę z pewnym opóźnieniem, ponieważ na tego rodzaju bełkot artystyczny, jaki nam zaserwowała niejaka pani Nieznalska, należy reagować natychmiast. Pani Lusia jako malarka i poetka ma pełne prawo, aby tego rodzaju pseudosztukę napiętnować. Namalowanie męskich genitaliów na krzyżu, jest nie tylko profanacją, ale mówiąc pospolicie zwykłym chamstwem. Może to uczynić osoba prymitywna, nie posiadająca elementarnej kultury. Podobno pani Nieznalska została ukarana łagodnym wyrokiem sądu za obrazę symbolu religijnego, który dla wielu Polaków jest świętym. Zaraz ruszyli wielcy znawcy sztuki w obronie tejże "artystki", głosząc, iż wyrządzono jej wielką krzywdę, nawet sam minister kultury i sztuki także dołączył do tychże znawców. No proszę, jakiego mamy pana ministra, ciekawe tylko, kto go mianował na tak poważne stanowisko. Niektórzy znawcy tejże sztuki orzekli wprost, że jest to kneblowanie artystycznej działalności. Również wszelkiej maści Libertyni zaczęli ujadać, iż tak dalej być nie może, aby coś takiego się działo w kraju bądź co bądź europejskim. Ciekawe zjawisko, że upodobali sobie krzyż, wizerunki Matki Boskiej oraz Papieża. Przecież tą "genialną" sztukę można by przenieść na inne symbole różnych religii. Sądzę, że wyżej wymieniona "artystka" uzyskałaby bardzo duży rozgłos, równocześnie zwiększyłaby się poczytność niektórych gazet, które popierają tego rodzaju twórczość artystyczną. Różne nacje na pewno by doceniły takie "dzieła". Prawda, jak by to pięknie wyglądało, a pani Nieznalska, być może, zostałaby zgłoszona do międzynarodowej nagrody za tak wybitną twórczość artystyczną. Nawet jacyś postępowi księża wyznali, iż im to nie przeszkadza, ponieważ artysta musi mieć pełną swobodę w swej twórczości. Są jednak pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Tak jak głosi nam tolerancja, która zawiera górną i dolną odchyłkę, których nie należy przekraczać, ponieważ po ich przekroczeniu następuje zaburzenie, a twórczość artystyczna staje się bełkotem i nie tylko, lecz w każdej dziedzinie mamy tego rodzaju skutki. Nie tylko pani Nieznalska, o przepraszam już "znalska", lecz również inni artyści wystawiają swoje rzekomo dzieła sztuki. Jak to już wspomniała Pani Lusia w swoim artykule, obieranie ziemniaków, gdzie tutaj doszukiwać się artyzmu, trudno powiedzieć, przecież to zwykła czynność. Czego oni nie wymyślą ci szermierze nowoczesnej sztuki. Na różnych wystawach pokazują nam przeróżne "dzieła", które człowiek oglądając, zastanawia się, jak to oglądać, nawet jeden pan orzekł, iż należy oglądać na leżąco lub stojąc na głowie. Kolory przerażające, kłócące się ze sobą, nie mające prawie żadnej harmonii. Pokazano nam również wybitne "dzieło", gdzie nasz rodak Papież został przygnieciony wielkim meteorytem. No proszę mogli przecież pokazać kogoś innego, nie, oni sobie wybrali Papieża. Dobrze, że znalazł się jeden pan poseł Tomczyk, który podobno usunął to "dzieło" i postawił tam gdzie trzeba. Zaraz z wielkim oburzeniem wystąpiła dyrekcja tejże wystawy, iż  zostało zniszczone wielkie dzieło. Żądając nawet, aby pozbawiono pana posła Tomczyka immunitetu poselskiego i wymierzono odpowiednią karę za rzekomą profanację tak wybitnego "dzieła". Wyliczono nawet straty, jakie z tego tytułu poniosła dyrekcja, wynoszące prawie 40 tysięcy złotych. Proszę jaka szybka reakcja, tu znowu nasuwa się pytanie, kto mianował te osoby, które kierują i organizują tego rodzaju wystawy. Wiadomo przecież, że pan minister kultury i sztuki. Brawo panie pośle Tomczyku, sądzę, że gdyby było więcej takich panów Tomczyków, to nasza ojczyzna wyglądałaby trochę inaczej, a takiego rodzaju wystawy nie miałyby racji bytu. Robią to wszystko celowo, aby nas skundlić i poniżyć, a naszą kulturę wyszydzić i wyśmiać. Te osoby nie powinny zajmować tych stanowisk, które piastują, ich miejsce powinno być gdzieś indziej, być może tam spełniałyby pożyteczną rolę. Nie obyło się również, jak to niektórzy mówią, bez pewnego incydentu. Pan Olbrychski również natychmiast zareagował, przynosząc nawet ze sobą szablę, i pociął na wystawie swoje zdjęcia, które były tam wystawione. Tutaj nie było prawie żadnej reakcji ze strony dyrekcji, wiadomo, artysta wielkiej klasy. Pan Tomczyk jest tylko posłem, więc jego należy natychmiast ukarać. Podobno pan Olbrychski był wielce oburzony, iż przedstawiono go w złym świetle na tychże zdjęciach, jako gestapowca występującego w różnych rolach filmowych. Natomiast co tam Papież, to przecież nie jego pole działania oraz nie jego sprawa. Można by tak prawie bez końca pisać o tej naszej współczesnej kulturze, którą tak na siłę chcą nam wcisnąć ci "geniusze" prawie w każdej dziedzinie. 
 Kończąc, jeszcze raz dziękuję pani Lusi Ogińskiej za ciekawy i pouczający artykuł oraz za wiersz pod tytułem "Pusty dom" i akwarele. Czekam na następne, które na pewno przeczytam z zainteresowaniem. Na szczęście, mamy jeszcze w naszej Ojczyźnie artystów z prawdziwego zdarzenia, których człowiek słucha oraz podziwia ich wspaniałą twórczość.
 Z wyrazami szacunku Stanisław

 Od redakcji: Panie Stanisławie, takich artystów można policzyć na palcach jednej ręki.

 ***
 W ostatnim numerze "Gońca" znalazł się bardzo dziwny list Pana Bohdana Ejbicha mnie dotyczący. Oceny w nim zawarte są negatywne. Jestem tym bardzo zdziwiony, gdyż nijak nie jestem w stanie zidentyfikować uzasadnienia tej krytyki w moim liście, który w poprzednim numerze "Gońca" był Pan łaskaw zamieścić.    Przypominam, że było to sprostowanie twierdzenia Pana Szymona Szczary, które brzmiało: "Tak się składa, źe w Polsce Ludowej zarządzania nie wykładano nawet na uczelniach wyższych". W związku z tym napisałem:, że: "Twierdzenie to nie do końca odpowiada rzeczywistości". W swoim liście podałem kilka faktów empirycznych na poparcie swojego stanowiska. Pan Szymon Szczara nie zaprzeczył, więc myślę, że po prostu uznał, że w swoim dość długim artykule  zrobił pomyłkę. Zdarza się!
 Pisząc list oczekiwałem, że najbardziej uzasadnioną odpowiedzią na moje sprostowanie mogłoby być zanegowanie przedstawionych przeze mnie faktów. Taki mógłby być najbardziej uprawniony udział w dyskusji. Tymczasem Pan B. Ejbich wkroczyl do dyskusji w sposób zdumiewający. Jakby urwał się z sufitu. Mianowicie, w oparciu o mój list stwierdził: "Épodobał mu się Szymon Szczara i jego paszkwile na Kongres i Sobockiego".Obawiam się, że z jakichś powodów, bliżej mi nie znanych, Pan B. Ejbich nie był w stanie pojąć mojej wypowiedzi. Moja argumentacja mieściła się w porządku f a- k t ó w, a nie w porządku  o c e n. Jestem całkowicie  przekonany, że Pan Ejbich, po moich wyjaśnieniach, będzie to w stanie w pełni zrozumieć. 
 Co więcej, jeżeli już, obiektywnie rzecz biorąc, mój list mógłby, w sposób uzasadniony, być traktowany jako  obrona prezesa Zarządu Głównego KPK, Pana Grzegorza Sobockiego, absolwenta polskiej wyższej uczelni technicznej, a nie jego krytyka.
 Logika, którą Pan B. Ejbich operuje nie jest dla mnie w ogóle zrozumiała. Moje uwagi dotyczyły j e d n e g o  s t w i e r d z en i a  Pana Szymona Szczary, a nie artykułu jako całości, czy osoby autora jako takiej. Niczego więcej! W jaki sposób stało się to przesłanką rozumowania Pana B. Ejbicha, z której wyprowadził wniosek o moim stosunku do Autora i jego tekstu, doprawdy nie wiem. W ramach logiki uczonej na PRL-owskich uniwersytetach (przed wojną była ona dokładnie taka sama, o czym wie każdy, kto choć trochę jej wtedy liznął) twierdzenia Pana B. Ejbicha nie są wyprowadzalne z przedstawionej przesłanki. Chyba, że przeniesiemy się w  świat przedziwnej logiki, którą od nazwiska autora wypadałoby nazwać "Ejbichowatą". W tym jednak przypadku, Pan B. Ejbich powinien najpierw przedstawić jej zasady, gdyż inaczej po prostu "mózg staje" i dyskutować się nie da. A przy okazji radzę przedstawić nowatorskie zasady, jakie wprowadza Pan Ejbich do składni polskiego języka, wówczas teksty przez niego pisane będą mniej elitarne. Staną się zrozumiałe nie tylko dla samego autora, ale i dla zwykłych czytelników. Za moich czasów za taką składnię stawiali w szkole podstawowej dwóje.
 Martwi mnie, że Pan B. Ejbich używa terminów bardzo obciążonych emocjonalnie, np "plugawe" (to charakterystyka moich artykułów dawno przeze mnie napisanych). Wszelka dyskusja sięgająca do tych gorszych zakątków zasobów leksykalnych języka polskiego siłą rzeczy zamienia się w pyskówkę. W sposób oczywisty obniża to poziom życia publicznego Polonii. Podobnie jak brak przyjętej zwyczajowo formy grzecznościowej: "Pan"  przed moim nazwiskiem. Mimo, że Pan B. Ejbich nie używa  jej w stosunku do mnie, niesymetrycznie używam jej w odniesieniu do jego nazwiska.  Z grzeczności. Uważam to za jedną z podstawowych zasad kultury osobistej.  Pewnie to trochę staroświeckie, ale nie jestem w stanie tych zasad się wyzbyć.
 List Pana B. Ejbicha jest dziwny także dlatego, że w  n o r m a l n e j  dyskusji nie wprowadza się niepotrzebnych bytów, które nie tyle pomagają, co utrudniają rozwiązanie postawionego p r o b l e m u. Czegóż tam w tekście Pana B. Ejbicha nie ma: "kombatanci wyciągający z trumny rękę", "ofiarna, ceniona, prominentna i zasłużona działaczka społeczna","Maryna i kapral Owsianko" (brzmi to obiecująco, więc może następnym razem, nieco więcej o ofiarnej Marynie),"140 tysięcy dolarów" przebite zaraz przez niewątpliwie większą sumę "260 tysięcy dolarów" oraz zagadkowo brzmiący "przywódcy cieplarnianych spisków" (o nich też, jeśli łaska, trochę więcej; może jakieś nazwiska?). Ewidentny brak dyscypliny pisania! Przydałoby się więcej precyzji! Co za bałagan myślowy! Czy to cyrk? Co jeszcze Szanowny wyciągnie z rękawa? 
 A może polemika pomyliła się Onemu z szopką? I pomyśleć, że to wszystko z powodu niewinnego, krótkiego sprostowania,najwyraźniej niedbale przeczytanego przez Ejbicha Bogdana!
 Gdzieś tam w tle, Pan B. Ejbich odwołuje się (a po co?) do bliżej nieokreślonych artykułów niegdyś przeze mnie napisanych (zamiast gołosłowności może by jakiś cytat dla udowodnienia ich plugawej treści?). Ja wziąłem urlop jakieś półtora roku temu. Przez ten czas  w ogóle nie pisałem polemicznie o Polonii. Półtora roku to szmat czasu.  Jeżeli są one dla Pana Ejbicha natchnieniem obecnie, to odnoszę wrażenie, że czas jaki upłynął pomiędzy bodźcem, a reakcją, jest  zdecydowanie przydługi. Ale to już nie moje zmartwienie! To nie jest problem m o j e j  głowy.
 Na koniec muszę się podzielić swoim pesymizmem. Wprawdzie pochylam się życzliwie nad Ejbichem Bogdanem, by pomóc mu w zrozumieniu prostej  dla normalnego człowieka sytuacji, jednakże nie mam zbyt dużej nadziei, że przyniesie to jakieś pozytywne rezultaty.  Po prostu, najzwyczajniej w świecie, zbytnio się różnimy kulturą umysłową i osobistą. Za późno by coś na to poradzić.
Edward Sołtys

 Od redakcji:  Fechtunek słowny to stara i rzadka dziś sztuka.

 Nie handlujmy Niedzielą
 Pamiętam jeszcze te stare dobre czasy, kiedy chodziliśmy do szkoły 6 dni w tygodniu, kiedy ludzie pracowali 6 dni tygodniu. I było wtedy wystarczająco dużo czasu na wypoczynek i na Mszę św. w niedzielę. Zazwyczaj chodziliśmy całą rodziną do kościoła w niedzielę na godz. 10.00. Jedynie nasz ojciec wolał chodzić na sumę, na godz. 12.00. A to dlatego, że w ciągu tygodnia ciężko pracował. Wstawał o 5.00 rano, a kładł się spać o 12.00 w nocy. Jedynie w niedziele pozwalał sobie na spanie do godz. 7.00. W każdą niedzielę chodziliśmy też do kościoła na godz. 15.00, zależnie od okresu, na Gorzkie Żale, nabożeństwo majowe czy czerwcowe. To dla mnie było najtrudniejsze zadanie, bo mecze piłkarskie na ogół rozpoczynały się o godz. 16.00. A z kościoła do stadionu było kawałek drogi. Kiedy wyjeżdżaliśmy gdzieś dalej w niedziele, wtedy do kościoła szliśmy na Mszę św. o godz. 8.30. Oczywiście w owym czasie nie było żadnych mszy wieczornych. I jakoś na wszystko był czas.
 Aktualnie mamy wolne od pracy soboty i niedziele, więc wydawać by się mogło, że mamy jeszcze więcej czasu dla Boga. No przynajmniej całą niedzielę? Tymczasem, nie. Nie wiem, kto i kiedy, a chciałbym to wiedzieć, wprowadzono Msze św. wieczorne. A potem wprowadzono "zasadę", nie wiem, kto i kiedy, a też chciałbym to wiedzieć, że jak ktoś nie może iść na Mszę św. w niedzielę, to "może" pójść w sobotę i będzie mu "zaliczona". Uważam to za początek i za główną przyczynę wszelkiego zła związanego z pogwałceniem Niedzieli jako Dnia Pańskiego. 
 Wiara nasza powinna nam podpowiedzieć, że jeśli mamy teraz 2 dni wolne od pracy, to poświęćmy sobotę na wypoczynek, a niedzielę Bogu. Tymczasem nie. Większość z nas, korzystając z wprowadzonych "udogodnień", zepchnęła Boga jeszcze bardziej "na bok". Raczej pójdziemy do kościoła w sobotę, aby mieć całą niedzielę ... "wolną od Boga". Albo wyjedziemy za miasto w sobotę rano, a nawet w piątek wieczorem, a na Mszę św. "niedzielną" pójdziemy, jak wrócimy w niedzielę wieczorem, jeśli zdążymy. A jeśli nie, to w poniedziałek wieczorem. 
 Kiedy pracowałem w śródmieściu Toronto, zaobserwowałem jeszcze jedno rozwiązanie. W czasie lunchu tak miałem rozplanowany czas, że codziennie chodziłem do katedry św. Michała na południowy Różaniec. Przed Różańcem odprawiana była Msza św. Otóż na Różaniec od poniedziałku do czwartku przychodziło kilkadziesiąt osób. I tyle mniej więcej bywało na Mszy św. Natomiast w piątki na Mszy św. było kilkaset osób. Domyślam się, że właśnie "zaliczali" oni w ten sposób "niedzielną" Mszę św., aby mieć 2 pełne dni "wolne od Boga". 
 W Finlandii ludzie podobno pracują w piątki tylko do 12.00 w południe, więc co ? Jeśli są praktykującymi, sprecyzujmy, praktykującymi chodzenie do kościoła, to pewnie niedzielną Mszę św. "zaliczają" już w czwartek? 
 Aktualnie na świecie toczy się batalia o to, aby zabronić handlu w niedziele. Nawet jeśli ta batalia zakończy się sukcesem, w co osobiście wątpię, bo ludzie już pogubili się zupełnie, to czy nie należałoby wrócić naprawdę "do korzeni", a więc tak zorganizować nasze życie, aby poświęcić Bogu i rodzinie całą niedzielę?  Zlikwidowanie tylko handlu w niedziele niewiele zmieni. Ja zresztą uważam, że to jest zły pomysł. Nie likwidujmy handlu w niedziele, tylko po prostu zbojkotujmy tych, co chcą handlować w niedziele. A zmieńmy tak nasze życie, aby cała niedziela była poświęcona Bogu i rodzinie.
Emanuel Czyżo

 Od redakcji: Bojkot się nie uda, z tych samych powodów, o których pisze Pan wcześniej.
 

 GONIEC NR 42 (45) (15 - 21 X 2004)

 Szanowni Państwo
 Niedawno ukazał się na tych łamach artykuł na temat naszego wielkiego rodaka  -  inżyniera Witolda Zglenickiego, największego w dziejach Polski  mecenasa nauki i oświaty. Większego nawet od królowej Jadwigi, żony króla Władysława Jagiełły.  Geologa, który swój majątek - lądowe i morskie działki naftowe nad i na Morzu Kaspijskim, zapisał dla nauki polskiej. Na ten cel przeznaczył środki znacznie przerastające kapitał Fundacji Nobla. 
 Po jego śmierci, eksploatacji nafty przez Rotszyldów, rewolucji bolszewickiej i konfiskacie działek, a później nastaniu w Polsce komunizmu, został właściwie zapomniany. Zapomniany, mimo że był absolutnym, światowym pionierem wydobycia nafty za pomocą morskich platform wiertniczych.
 Pamięć o nim zachował, a właściwie przywrócił profesor Andrzej Chodubski, który w tym celu odbył na początku lat 80. podróż na Kaukaz, gdzie przeglądał zachowane sprzed I wojny światowej archiwa, prowadził wywiady wśród kaukaskiej Polonii. Na podstawie swoich badań napisał książkę pt. "Polski Nobel", książkę o Witoldzie Zglenickim.
 W związku z tym, że potrzeby polskich szkół technicznych przez obecne władze są całkowicie lekceważone, a one same dysponują sprzętem laboratoryjnym nierzadko sprzed 30-50 lat i niewiele młodszymi programami edukacyjnymi, kilku ich absolwentów sprzed lat utworzyło fundację, a za patrona obraliśmy Inżyniera. Ma ona na celu nieodpłatne wyposażanie szkół w nowoczesny sprzęt laboratoryjny, przede wszystkim z dziedziny energoelektroniki: falowniki - inverters, serwonapędy - servodrivers, oscyloskopy cyfrowe - digital oscilloscops, przemysłowe sterowniki programowalne - industrial programmers. Fundacja jest własnością prywatną, non-profit i nikt z nas nie pobiera wynagrodzenia. 
 Szanowni Państwo,
 Jeżeli polskie dzieci mają mieć szansę na zdobycie wykształcenia, później pracę w Kraju lub za granicą, powinny mieć do dyspozycji sprzęt chociaż w części taki jak na Zachodzie, sprzęt nieodstający zanadto od standardów światowych. Tak jednak nie jest, ponieważ władze w ogóle nie interesują się poziomem wykształcenia, wyposażeniem laboratoriów. Najczęściej wójt, burmistrz, prezydent miasta czy starosta powiatowy, którym podlega szkoła, zamiast pomocy szkolnych, woli kupić sobie - za pieniądze podatnika - służbowy samochód, który kosztuje więcej niż podstawowe wyposażenie laboratoryjne dla kilku szkół.
 Z tego też powodu apelujemy do darczyńców, którym nie jest obojętna przyszłość młodych Polaków, przyszłość Narodu, którzy skłonni są przekazać pieniądze lub  ww. sprzęt laboratoryjny. Zapewniamy, że zostaną one wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem i korzyścią dla polskich dzieci.
 Fundacja wspomogła już Katedrę Energoelektroniki Politechniki Gdańskiej, Zespół Szkół Elektrycznych i Zespół Szkół Energetycznych w Gdańsku, Zespół Szkół Chłodniczych i Elektronicznych w Gdyni, Zespół Szkół Elektrycznych w Wejherowie. Mimo naszych skromnych możliwości, przekazaliśmy już sprzęt o wartości około 120.000 zł, tj. w przybliżeniu  $30.000.
 Mimo że fundacja działa dopiero od roku, uczniowie jednej ze szkół średnich - w oparciu o przekazany sprzęt - napisali program komputerowy sterujący linią produkcyjną, a inni dwaj uczniowie przygotowują się do napisania programu sterującego zautomatyzowaną wytwórnią Coca Coli, jak również zamierzają dokonać doboru automatyki dla takiego zakładu. 
 Drodzy Rodacy, 
 Chętnie nawiążemy współpracę z osobami, firmami z branży elektronicznej, automatyki, robotyki, wszystkimi, którym nieobcy jest los polskich dzieci. Dzieci zdolnych, chętnych do nauki. Dzieci, które, nie z własnej winy, nie mają równych szans na rywalizację ze swoimi rówieśnikami z Niemiec, Francji czy Anglii.
Kontakt z fundacją:
Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Zglenickiego, 
84-230 Rumia, ul. Poznańska 14 / 41, Poland. 
Tel. 48 + 58 671 35 81, 
e-mail: mz.pl@wp.pl
http: www.nobelpolski.zschie.pl 

 Od redakcji: Popieramy z całego serca!

 Szanowna Redakcjo,
 Zgodnie z waszą sugestią chciałam przesłać pozdrowienia i wyrazy szacunku dla Ks. Prałata Jankowskiego, niestety mój  mail nie został odebrany. Ciekawa jestem, jaka jest tego przyczyna; czy Ksiądz zablokował swoją stronę, czy może "kochana" władza próbuje izolować wiernych od duszpasterza.
 Przy okazji chciałam podziękować całej Redakcji, a zwłaszcza Panu Kumorowi za "Gońca" - czytam z wielka przyjemnością.
 Życzę samych sukcesów.
 Hanna Dybczak, Waterloo

 Od redakcji: Może skrzynka się przepełniła, a może ktoś wysłała Księdzu "bombę mailową", kto wie... Dziękujemy za miłe słowa.
 

 Drogi Panie Redaktorze
 Dobrze Pana pamiętam z wcześniejszych pańskich artykułów na temat kombatantów. Zwłaszcza tych wyciągających z trumny rękę po jeszcze jeden medal. Działo się to za czasów dowodzenia Radą KPK przez dzisiejszego kandydata na fotel prezesa KPK, który  jak sobie przypominam, na skutek nacisku ze strony organizacji kombatanckiej, ostro pana wówczas potępił. A dziś!? Proszę, proszę tyle troski i rozczulenia w wywiadzie z tymże właśnie samym kandydatem. Dulszczyzna bokami wychodzi z szanownego "Gońca", a przymiarka do zagadnień zwących się etyką zależy u pana od miejsca i kąta, w którym się siedzi.
 Powiada pan, że wie pan dobrze, w czym leżą znaczenia paszkwilu. Ale słowa pan nie dotrzymuje i paszkwile nadal zamieszcza. Oj krucho, krucho... faryzeizm na cacano. Jedni to nazwą rozbojem w biały dzień, a inni konfabulacją, w której dziury wypełnia się kruczkiem, pozerką i ogłupianiem frajera. Cierpliwie więc poczekamy, aż się szanowny kręgosłup wyprostuje. 
 Okazja się przy tem nadarza, by przypomnieć i zacytować wprost z oficjalnego protokołu, z ostatniego Walnego Zjazdu, jaki miał miejsce dwa lata temu w Winnipegu, uwagę o następującej treści. "Pytanie zadała pani Jadwiga Sztrumf - pytanie dotyczy  dr. Sołtysa z Instytutu Badawczego, który wchodzi (w skład - mój dop.) zarządu KPK i pisze paszkwile na Polonię, które obniżają poziom życia społecznego". Nie o pani Jadwidze jednak, wielce ofiarnej, cenionej, prominentnej i zasłużonej działaczce społecznej chcę tu pisać.   Uderzyła mnie raczej wypowiedź Sołtysa zamieszczona w ostatnim numerze "Gońca". Pisze w nim bowiem: "do tej pory (...) przywiązany byłem do ?Dziennika=. Choć przeczytałem jedynie ostatnie dwa numery ("Gońca" - przyp. red.) wystarczyło, by z przyjemnością odkryć, że jego ideologia zgodna jest z moimi poglądami na świat"... 
 I rzeczywiście - jak rzekł w kawale o Marynie kapral Owsianko. Wszystko się zgadza. Decyzja padła szybko. W oparciu o ideologię, Sołtys rzeczywiście pisał w "Dzienniku". Zamieścił w nim szereg plugawych i ośmieszających braci rodaków artykułów, które nie tylko pani Jadwiga kwestionowała. Sam je określiłem terminem paszkwilów. Dziś - prawdopodobnie nieprzypadkowo - podobał  mu się Szymon Szczara i jego paszkwile na Kongres i Sobockiego - podobała mu się ideologia "Gońca". 
 Innymi słowy wszystko się zgadza. Ideologia i pogląd na świat się zgadza. I te kochane, kochane, kochane błotko, jakim od czasu do czasu wypada ochlapać "po chrześcijańsku" odmiennie myślącego, czy postępującego z nadzieją,  że coś się jednak, że  coś  się może przylepi.
         Z poważaniem
   Szczepan Szczapa 
 PS Już dziś można zaryzykować twierdzenie, że dzięki "społecznym chrześcijanom powołującym się na wartości" pan Marian Fijał ma zapewniony fotel w  Kongresie. Wiemy też, że dzięki poparciu nie tylko dr. Sołtysa, Cytowskiego i Fijała sprawa byłej prezeski kosztuje Kongres dotąd prawie 140 tysięcy dol. Czego natomiast przyszły zarząd i szanowna rzesza nie wie, to że wpłynął właśnie do sekretariatu ZG KPK rachunek adwokatów na dalszą sumę 260 tysięcy dolarów.  I tu wypada pogratulować ponownie przywódcom cieplarnianych spisków.
 (Tekst dostarczony do redakcji przez pana B. Ejbicha)

 Od redakcji: Szanowny Panie, widzę, że kocha Pan dyskutować z poglądami, które najpierw wkłada Pan adwersarzom w usta. Niestety, w ten sposób walczy Pan z własnymi makietami, by nie powiedzieć - wiatrakami. "Gońca" i jego "ideologii" nie będę bronił, "Goniec" broni się sam. Wystarczy czytać ze zrozumieniem. Pozdrawiam serdecznie Andrzej Kumor

 Cmentarze zasłużonych
 Śmierć J. Kuronia i Cz. Miłosza przysporzyła wiele kontrowersji i znów podzieliła Polaków co do miejsca ich pochówku. Dla jednych byli to ludzie zasłużeni, a dla drugich "zasłużeni inaczej". Mając na uwadze, że podobnych sytuacji będzie więcej, bo takich kontrowersyjnych osób jest jeszcze sporo w kraju nad Wisłą, proponuję, aby prezydenci od Warszawy począwszy wygospodarowali trochę ziemi na cmentarze dla "zasłużonych inaczej". Na takim cmentarzu można zrobić aleje wg kategorii zasług. Np. zrobić aleję dla zasłużonych  dla ZSRR, zasłużonych dla PRL-u, UE itd. Albo nazwać aleją F. Dzierżyńskiego, W. Jaruzelskiego, J. Kuronia. Jeśli zmarła osoba była zasłużona w dziedzinie propagandy, to ją położyć w alei Michnika i Urbana, a jeśli zasłużyła się dla nauki, kultury, literatury, represji, to pochować w odpowiednich alejkach mających swoich patronów. Proponuję takie rozwiązanie, aby uniknąć sytuacji, kiedy obok kata leży ofiara lub obok patrioty - zdrajca. Nie można dopuścić, aby obok zamordowanych lub obok ks. Popiełuszki - Piotrowskiego. Również po to, aby już nigdy fałszywi kaznodzieje nie "zionęli miłosierdziem" na Skałce czy w innym świętym dla Polaków miejscu. Na nagrobkach piszemy "Spoczywaj w pokoju wiecznym", ale jako żywi podsyłamy zmarłym jako sąsiadów ich wrogów, a nawet katów na wieczne odpoczywanie. Dajmy jednym i drugim odpoczywać w pokoju. 
   Stanisław Pietras
          Mississauga

 Od redakcji: Szanowny Panie, zmarli nie leżą w grobach, tam są tylko ich doczesne szczątki; w nagrobkach spoczywa nasza pamięć o ludziach. Słusznie Pan mówi, że pamięci o katach nie powinniśmy mieszać z pamięcią o ofiarach. I niech im wszystkim ziemia lekką będzie, bo są poza naszym sądem.

 Drogi Panie Redaktorze,
 Jako że nowy rok szkolny po raz kolejny zaowocował w naszym klubie studenckim nowym zarządem, chcielibyśmy skorzystać z okazji i się oficjalnie z Panem przywitać.
 Cieszymy się, że Pańskie pismo nadal sobie radzi wyśmienicie na dość trudnym rynku polonijnym, który na szczęście okazuje się o wiele bardziej chłonnym niż niegdyś.
 Z drugiej zaś strony piszę do Pana w celu raczej pragmatycznym.  Otóż większość polonijnych pism oraz programów pozwala naszemu klubowi (czyt: odwiecznie biednym studentom), ogłaszać swoje imprezy, których mamy w sumie dość mało, za darmo.  Stąd też moje pytanie, czy byłby Pan może także skłonny do tego, by w podobny sposób wesprzeć "głodującą studencką brać".  Bylibyśmy Panu bardzo wdzięczni, zwłaszcza że ostatnio coraz trudniej organizować imprezy studenckie z racji braku świeżej imigracji i asymilacji tej nieco starszej.  Dlatego też staramy się maksymalnie wykorzystać wszelkie dostępne nam formy reklamy.
 Serdecznie dziękuję i pozdrawiam,
 Tomasz Jankowski
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Studentów Polskich 
przy Uniwersytecie Torontońskim

 Od redakcji: Oficjalnie "odściskujemy" prawicę i zapraszamy na łamy. Komunikaty organizacyjne publikujemy za darmo.

 Bieg po laur 
 Prezes organizacji polonijnej w wywiadzie udzielonym polskiej gazecie powiedział: "Éwiedziałem też
z góry, że w tym procesie mogą być tylko przegrani, bez względu na werdykt sądu". Prorocze to słowa. Przegrał oszczerca, przegrała oczerniona. Ten pierwszy - duże pieniądze, ta druga - stanowisko.
 Równocześnie sprawdziło się stare porzekadło: "Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło". A wyszło właśnie prezesowi. Bo gdy poprzedniczka prezesa walczyła w sądzie o dobre imię dla siebie i swojej organizacji, to prezes na prośbę "grupy wieloletnich działaczy (ha! pamiętacie grupę towarzyszy z KPCz proszących o bratnią pomoc?) przeprowadził kampanię" i Ézostał  "przywódcą stada". 
 (...)
 A stado jak to stado. Przez "kilkadziesiąt lat miało obraz Polski siłą rzeczy wypaczony". Jaka to była rzecz? - nieważne. Ważne, że jej siła wypaczała, i to wypaczała kompletnie. Demokrację ludową myliła z dyktaturą, perswazję - z terrorem, sprawiedliwość socjalistyczną - z mordami sądowymi itd. itp.
 I temu stadu nawet teraz wydaje się, że "tam w kraju panuje postkomunizm". A przecież każdemu wiadomo, że to nieprawda. Nie ma potrzeby na postkomunizm, skoro idee tego starego komunizmu mają się tam zupełnie dobrze.
 Dlatego nie należy boczyć się na te sieroty Stalina, które tam rządzą, ale podać im rękę i pomóc w przywracaniu np. stalinowskiej ustawy, zezwalającej na zabijanie nienarodzonych polskich dzieci. Tak bowiem postępują wszyscy "głęboko religijni Polacy, którym obca jest dewocja".
 Z wywiadu dowiadujemy się, że prezes nie może liczyć na poparcie:
 - "osób związanych z poprzednią ekipą", bo traktują go "jak samozwańca";
 - starszej Polonii, bo przestała go lubić, kiedy odmówił poparcia procesowi o oszczerstwo;
 - emigracji solidarnościowej, która - w przeciwieństwie do prezesa - ma wciąż "żal do dzisiejszej Polski".
 Więc na kogo prezes liczy? Na emigrantów, którzy uciekli ze strachu przed "Solidarnością"? Na azylantów "prześladowanych" ze względu na orientację seksualną lub wyznawaną religię, o których prezes raczył wspomnieć?
 W tej sytuacji radziłbym trzymać się tego, co najlepiej wychodzi, w czym odniosło się największy sukces, a co zostało wyraźnie podkreślone w tytule wspomnianego wywiadu: "Bieg przez pole minowe".
 Co za odwaga, co za talent i precyzja! Dwuletni niebezpieczny bieg, i oto zdrowy i cały prezes melduje się u mety. Życzyć pozostaje, żeby ta "nieustępliwość i wiara w siebie" pozwoliły mu sięgnąć po najwyższy laurÉ na następnej olimpiadzie.
Jerzy Dulat

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za przedstawienie stanowiska!

 Szanowny Panie Redaktorze
 Znów odważam się pisać do Pana nie wiedząc, czy Pan jest z tego zadowolony. Może moje listy nudzą Pana, nużą lub niepotrzebnie zabierają czas. Nie wiem, jakim zasobem czasu Pan dysponuje.
 Z listów moich można wywnioskować, że jestem już dawno na emeryturze, dysponuję dużym zasobem czasu, którym można dawkować do pewnego określonego terminu. Jeśli termin się przeterminuje, wówczas nie pomogą szczere chęci.
 Emerytura to los szczęścia lub nieszczęścia, jeśli zdrowie fizyczne i umysłowe dopisze, a jeśli nie, to już po człowieku, chociaż byłby nie wiadomo jaką osobistością na arenie świata.
 Miałem tu w Kanadzie przyjaciela w osobie kpt. Henryka Czajkowskiego, który po paru latach z grona kombatanckiego dobrowolnie się wycofał, twierdząc, że nie podziela ich światopoglądu.
 O swoich dowódcach z armii gen. Maczka twierdził, że oni już nie są tymi samymi ludźmi, ... czas odjął rozum, ich wieloletnia nauka i służba w II W.S. została zniszczona przez czas. Ci młodzi, moi kaprale nie są nasyceni, im śnią się jeszcze zygzaki generalskie, nie zdobyli ich w swoim czasie i starają się dogonić czas, nie wiedząc, że trud ich jest bezskuteczny".
 Oddał się samotności, takim właśnie jego poznałem tu, w Kanadzie. Spędziliśmy wiele godzin, dni i tak upływały lata aż do jego przedwczesnej śmierci.
 Byłem z jego woli wykonawcą ostatniej jego przysługi. Pamięć po nim będzie żyła w moim sercu jak długo Bóg pozwoli mi żyć.
 "Czas ach ten Czas - Wał czasu gniecie wszystko to co dobre czy niedobre, na swojej trasie pozostawia tylko mniejszą lub większą  do nierozpoznania miazgę lub NIC"
 PS 
 Wysyłam wiersz pt. "Czas" napisany w 20. rocznicę śmierci kapitana Henryka Czajkowskiego. Jeśli zechce szanowny Pan umieścić już nie w swojej, ale naszej prasie. "Goniec" uważam za pismo z sensem i esencją.
   Z poważaniem
  Tadeusz Chrobak
          Ancaster, ON
 CZAS
Gwiazda spadająca z nieba.
Czarna i smutna z rozpaczy,
światła jej tylko potrzeba,
by raz jeszcze ją zobaczyć

Słońce z pomocą przychodzi,
snop światła rzuca w odsieczy.
Na chwilę jej życie osłodzi, 
lecz zgonu jej nie uleczy.

Gdy wdarła się w sferę powietrza, 
raz jeszcze się światłem zaśmiała.
Żar rozdarł już ją na wieczność
i nicość po niej została.

Czas szybko tak ucieka, 
nikomu szansy nie daje.
Szybciej niż górska rzeka.
On tylko pozostaje.

 Są ludzie i ludziska, 
 a z nich księża
 "Księża nie spadają z nieba, o dobrego księdza parafianie muszą się modlić" - słowa ks. Józefa Surmiaka, które usłyszałem z ambony, mając zaledwie dziesięć lat życia. Według słów mojej matki, przed wybuchem II wojny światowej w parafii powiatowego miasteczka w Dobromilu było dwóch księży. Ks. proboszcz Gaweł i ks. katecheta (jak mama określiła) Józef Surmiak. Parafia posiadała dwie plebanie (stara i nowa), lecz z przyczyn mi nieznanych, ks. Józef Surmiak zmuszony był zamieszkać prywatnie na tzw. stancji.
 Z wybuchem wojny ks. proboszcz Gaweł zwinął manatki i zwiał w nieznanym kierunku. Pozostał więc tylko ks. Józef Surmiak.
 W czasie niemieckiej okupacji uczęszczałem na popołudniową naukę przygotowawczą do Pierwszej Komunii św. A po około 6 miesiącach przyjąłem Komunię Świętą z rąk ks. proboszcza Józefa Surmiaka.
 Pamiętam wiele innych przykładów "dobrego pasterza" w osobie ks. Proboszcza Józefa Surmiaka. Pobity przez gestapo, przez długi okres odprawiał nabożeństwa z czarną plamą wokół prawego oka, która wolno zmieniała kolor na brązowy.
 Gdy w 1946 roku opuszczaliśmy teren zagrabiony przez Rosję Sowiecką, pewnej niedzieli po nabożeństwie, matka prowadząc mnie za rękę udała się do ks. Józefa Sumiaka na rozmowę. Sugestię matki, aby wyemigrował do PRL, stanowczo odrzucił jednym słowem: "Nie! Nie opuszczę swych wiernych, choćby pozostała tylko jedna rodzina - nawet Chrystus Pan jest tu wcielony w Najświętszym Sakramencie od wielu, wielu lat".
 Po kilku latach doniesiono nam, że Józef Sumiak, ażeby utrzymać siebie i kościół, zmuszony był do podjęcia prac w miejscowym tartaku. Zmarł tam też nie wiadomo w jakich okolicznościach. Przypuszczalnie pogrzeb odbył się bez asysty biskupa czy innych księży. Nie wiadomo, czy otrzymał nawet drewniany krzyż zbity jednym gwoździem. Są to słuszne domysły, gdyż były to czasy bezwzględnego zwalczania każdego kleru, a zwłaszcza katolickiego, po obu stronach granicy.
 Podczas kazań kościelnych słyszało się nieustannie nawoływania do pokuty. Modlitwa, poświęcenie, umartwianie przez pokutę. Moje młode serce buntowało się w tym czasie, dlaczego tak dużo modlitwy i poświęceń, a  jeszcze do tego tyle pokuty. On rozumiał o wiele lepiej sytuację świata. On znał przyczyny tych okropnych wojen. Jego umysł przesiąkł tą nienawiścią, jaka panowała człowieka do człowieka, narodu do narodu, dlatego też jedynym lekarstwem według Niego było pokutować za siebie i za innych.
 Miłość świata jest miłością pieniądza, a pieniądz jest potrzebny do zaspokojenia codziennych potrzeb, a nie akumulowania w jednej dłoni.
 To jest powodem dzisiejszych cierpień i cierpieć będziemy tak długo, dopóki nie nastąpi Miłość Chrystusa Pana. Były to bezpardonowe opinie, którymi karmił parafian każdej niedzieli.
 Dziś, gdy usiądę i wrócę myślami wstecz do tych odległych czasów, przyznać muszę, że ks. J. Surmiak miał słuszność.
 Stwierdzam, że w 1945 r. wojna skończyła się tylko na papierze, natomiast w terenie na globie ciągle trwa. Bez przerwy giną nie tylko żołnierze, ale cywilna ludność i dzieci.
 Przekonany jestem, że On, ks. Józef Sumiak, nie dbał o to, czy ktoś odwiedzi Jego grób, wszak mówił: "..żyję tylko dla owczarni, by dać jej prawdę o Chrystusie Panu". Dziś bardziej rozumiem Jego, niż gdy byłem jeszcze młodym chłopcem, dlaczego ucząc nas katechizmu, zaglądał do Pisma św. (Biblii). Katechizm jest pisany ludzką ręką, katechizmy mogą się zmieniać i zmieniają się, natomiast Pismo Święte (Biblia) powinno być takie samo.
 Do Biblii nie wolno nic ani dodać, ani odjąć wszak św. Jan Apostoł przestrzega: "Jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag, zapisanych w tej księdze, a jeśli ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa to Bóg odejmie jego udziału w drzewie życia i Mieście Świętym" (Ap. 22...18).
 Księga Apokalipsy jest częścią Pisma Świętego. Ks. Józef Surmiak napominał ostro: "...nie przyjmuj Komunii Świętej, jeśli jesteś świadom jakiegoś grzechu! Gdy uczynisz to raz, drugim razem łatwiej ci będzie ten grzech powtórzyć, a dziesiąty raz już powiesz, że jesteś bez grzechu".
 Grzech świętokradztwa piętnuje św. Paweł: "Dlaczego też kto spożywa chleb lub pije Kielich Pański niegodnie, winien będzie Ciała i Krwi Pańskiej" (Kor. I, 11, 27).
 Księże Józefie, swoimi czynami dawałeś dla wiernych dobry przykład. Zawsze klękałem na dwa kolana przed otwartym Tabernakulum lub wystawioną Hostią Przenajświętszą. Czyny twe utkwiły mi w pamięci. Nie mogę pogodzić się z dzisiejszą praktyką powołanych świeckich szafarzy, którym ciężko uklęknąć nawet na jedno kolano, lecz przechodzą klapnąwszy tylko głową i bez respektu przechodząc na drugą stronę.
 Dziś wielu księży nie zaleca czytać Biblii, podając za przyczynę niby to, że jest za trudna do zrozumienia, że może być źle interpretowana, a przez to można popełnić błąd i herezję.
 Z historii Kościoła wynika, że herezję tworzyli i tworzą nie ludzie świeccy (wierni), lecz właśnie teolodzy. Teologom właśnie szatan miesza umysł, gdyż wie, że teolog poprowadzi więcej dusz na potępienie aniżeli przeciętny członek parafii.
 Św. Paweł przestrzega: "Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli Będą się odwracać od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym  opowiadaniom" (Tym II 4, 3-4).
 Słusznie ks. Dominik Kustra nawołuje w swym artykule pt. "Czas odkurzyć Biblię" do szerszego korzystania z Biblii w celu przekonania się o prawdziwości wiary katolickiej. Biblia czytana małymi urywkami w czasie nabożeństwa w niedzielę nie przynosi za wiele korzyści. Czasami potrzebujemy przeczytać dłuższy wyjątek lub całkiem inny rozdział odnośnie zaspokojenia osobistych potrzeb. Niedzielne wyjątki z Biblii są niewystarczające.
 Chrystus Pan przestrzega: "... kto ma uszy niech słucha, a kto ma oczy niech patrzy", bo jeśli niewidomy nauczyciel prowadzić będzie niewidomego ucznia, razem wpadną w przepaść.

 Od redakcji: Czuje Pan potrzebę, niech Pan do nas pisze i nie przejmuje się czy to się nam podoba, czy nie.

 Zniszczymy "GW"
 Bardzo pouczająca, mam nadzieję, że nie tylko dla mnie, jest "dyskusja" wokół artykułu p. Emanuela Czyżo p.t. "Prawda, miłość, obiektywność i takt". Jak rozumiem, a zostało to chyba jeszcze wyraźniej sformułowane w poprzednim numerze "Gońca" w liście p. Czyżo zatytułowanym "W odpowiedzi p. Ryszardowi Kosiorowskiemu", treścią wspomianego artykułu była chęć zwrócenia uwagi na braki w mediach katolickich. 
 Sprawa pochówku śp. Czesława Miłosza była tylko pretekstem do podjęcia tego ważnego tematu. Tymczasem wiekszość "polemik" czepia się właśnie sprawy Miłosza. Stąd pierwszy wniosek - ludzie czytają i widzą, tylko to, co chcą widzieć, a nie to, co zostało napisane. Po drugie, bronią zawzięcie katolickich mediów i atakują "z werwą" p. Czyżo, jako wroga tych mediów. Ba, może nawet więcej, jako wroga Kościoła.
 Obyśmy tylko takich wrogów mieli jak najwięcej. Myślę, że właśnie taka reakcja na ten artykuł mówi dość dużo o czytelnikach tych mediów. Zasadniczy problem - co zrobić, aby polskie katolickie media były lepsze, były najlepsze - jak dotąd, nie zainteresowały żadnego czytelnika "Gońca". To też mówi sporo o tych czytelnikach. Och przepraszam, trochę się zagalopowałem. Jednak p. Kosiorowski w trosce o poziom katolickich mediów w Polsce, zaproponował rozwiązanie  - zniszczyć "GW". To już jest coś. To już jest jakiś pomysł.
 Po wspomianym liście p. Czyżo, przeczytałem wywiad w "Niedzieli" z ks. Skubisiem, naczelnym redaktorem "Niedzieli", właśnie o katolickich mediach. I co tam znalazłem? A no źle się dzieje - ludzie nie czytają katolickich pism, sponsorzy nie chcą ich sponsorować, księża i katecheci nie polecają ich dzieciom i młodzieży.
 Krótko mówiąc - wszyscy są winni, tylko nie my, twórcy i pracownicy tych mediów. Na litość boską, moi kochani, trochę pokory. Trochę pokory potrzeba nam wszystkim. Bo może jednak rację ma p. Czyżo. Może lepiej pomyśleć, jak, i co zmienić w tych mediach, aby je wszyscy kochali Aby nikt w Polsce, nie mógł żyć bez przeczytania codziennie "Naszego Dziennika" od deski do deski.  Aby w każdej rodzinie była czytana "Niedziela", przez wszystkich, począwszy od dziadka, a skończywszy na wnuczku. Aby wszyscy chcieli je sponsorować. I co najważniejsze, aby nikt nie był "zmuszony", przez katolickie media, do sięgania po "GW". O tak, tą metodą zniszczymy "GW", wierzę w to mocno. To już św. Paweł radził nam wierzącym - zło, dobrem zwyciężaj!
 I dziekuję p. Kosiorowskiemu, za podsunięcie nam tego pomysłu. A może to nie jego pomysł... ? A niech już tak zostanie.
 Żyjemy w świecie manipulacji. Nie sposób często dojść, jaka naprawdę jest ta prawda. Szczytowym "osiągnięciem" na naszym polskim rynku w tym zakresie jest "GW". Ona nie tylko oczernia i szkaluje ludzi. Ona nawet "podpowiada" ich zwierzchnikom co mają uczynić ze szkalowaną osobą. Tego zła nie usunie się przez zamknięcie im gęby. Jeżeli jednym zamkniemy gęby, to na ich miejsce pojawią się następni. Wydaje mi się, że rozwiązanie tego problemu leży gdzie indziej - zło, dobrem zwyciężaj. Wystarczy, aby zaistniały takie media, którym wszyscy będziemy ufać. Które wszyscy będziemy czytać. Które będą dla ludzi busolą skierowaną na prawdę. Póki co, nie dziwmy się, że "GW" ma duży nakład, że "GW" ma sponsorów, że "GW" czytają wszyscy, nawet katolicy, po przeczytaniu "Naszego Dziennika".

 Od redakcji - Zgadza się, trzeba być lepszym od "GW".

 Panie Bućko!
 Tak szanowny panie, "Po rozum do głowy", ale kto? Zgadzam się z panem w 100%, tylko pan i ja nie ustalamy prawa, porządku, jest od tego Ministerstwo Zasobów Naturalnych. Oni nie pracują za darmo, tylko za grube pieniądze podatnika i opłacających co roku karty wędkarskie. Myślę, że minister tyle wie o swoim resorcie co pan i ja o "Joviszu". 
 Okres tarła ryby powinien być okresem świętym, całkowitym zakazem łowienia danego gatunku obojętnie w jakiej wodzie, każdej wodzie. Są limity dzienne niektórych gatunków, ale 50 okoni, crappie i inne bez ograniczeń, czy to nie głupota. Ministra "złap i wypuść" to jest następne marnotrawstwo podwójne. Ryba złapana okaleczona i tak zdycha, a wędkarz ma iść i kupić następną w sklepie złapaną. To ministerstwo zniszczyło już wiele gatunków, a nie wędkarze swoimi przepisami i swoją pracą. Złapałem 6 sztuk, byłem na waszej stronie, bo myślę, że minister jest mądrzejszy ode mnie i ograniczył do 6 sztuk. 
 Druga sprawa, złowiłem ryby na dużej wodzie, nie w strumieniu, rowie, rzece, gdzie jest widać rybie grzbiet, na przynętę w pysk, nie za ogon ręką, albo kotwiczka obojętnie w jaką część ryby albo siatką, i nie w okresie tarła. Pisze pan o wartości mięsa, a co pan powie na zabijanie cielnych krów i steków z nich, bo mi ma się też na wymioty. A to jest też kanadyjska normalka. 
 Następna sprawa: łodzi, statków motorowych. Rozumiem na j. Ontario, Huron, Michigan, Superior. Duże łodzie i jachty, ale na mniejszych wodach, do tego wyścigowe łodzie i ryczące motorówki o silniku powyżej 100 km, komu są potrzebne, a szczególne naturze. Kto znał w Północnej Ameryce 20 lat temu oczyszczalnie ścieków? Dopiero dzisiaj zaczęto coś z tym robić. Corocznie obserwuję na tych samych polach rośnie wspaniała kukurydza. Nie do pomyślenia w Europie. Dlaczego? Bo sypie się miliony ton nawozów sztucznych i do tego miliony ton oprysków chemicznych, to jest dbanie rządowe o naturalne środowisko człowieka made in Canada.
 A co z Indianami? Dozwolone kompletne bezprawie?
 Z pozdrowieniem 
Bogumił Brzeziński "Wędkarz"

 Odpowiedź Marka Bućki:
  Szanowny Panie Bogumile.
 Na początku chciałbym podziękować za odpowiedź na mój artykuł. Jest Pan pierwszym wędkarzem, który się na to zdobył. Myślę więc, że poruszona sprawa boli Pana zapewne tak bardzo, jak i mnie. Jest Pan dużo starszy ode mnie. Nie mam zamiaru Pana pouczać ani narzucać toku myślenia. Jest Pan doświadczonym wędkarzem i posiada swój własny rozum. Poruszył Pan wiele tematów, na które pokrótce postaram się odpowiedzieć.
 Jak Pan zapewne wie, każdy kij ma dwa końce. Pracownicy MNR pobierają horendalne zarobki za swoją pracę. Jednak pieniądze, jakie  ministerswo pobiera za karty wędkarskie, przeznaczane są w głównej mierze na zarybianie, badania itd. Jeśli nawet znajdzie Pan wśród nich osoby niekompetentne, to większość jednak ma duże pojęcie o tym co robi. Nie może Pan bazować na służbistach siedzących za biurkami w swoich biurach. MNR to także ludzie pracujący w terenie, w wylęgarniach, przeprowadzający badania.
 Mówi Pan, że złowił swoje ryby na dużej wodzie. Chciałbym tylko Panu przypomnieć, że na tej samej dużej wodzie, jeszcze kilka lat temu można było łowić okonie bez ograniczeń? I co teraz? Niestety wędkarzełowili je masowo (w szczególności zimą), i ministerstwo nie widząc innego wyjścia wprowadziło ograniczenia. Właśnie tutaj trzeba się bić mocno w pierś, a nie zwalać winę na innych.
 Złów i wypuść - całkowicie się z Panem nie zgadzam. Myślę, że zupełnie źle zinterpretował Pan cały problem. Nie chodzi tutaj o wypuszczanie wszystkich ryb. Cała idea ma głębsze podłoże. Chodzi tutaj o uświadomienie wszystkich wędkarzy, o wpojenie w nich pewnych zasad, regół i zachowań, które mogą mieć korzystne odbicie na przyszłe pokolenia wędkarskie. Myli się Pan również twierdząc, że większość złowionych ryb i tak zdechnie. Ryba prawidłowo podebrana i przetrzymywana, ma duże szanse na przeżycie. Pisałem o tym we wcześniejszych numerach "Gońca". Nie wszyscy wędkarze zdają sobie jednak sprawę  jak się obchodzić ze złowioną rybą i dlatego ich umieralność jest tak duża. Po drugie: możliwość stosowania haków z zadziorami (jak to określa regulamin), wcale nie oznacza konieczności ich używania. Wprawny wędkarz potrafi sobie poradzić w każdych warunkach. No tak, ale to daje większe szanse rybie! Nieprawdaż? I właśnie tego nie potrafią strawić wędkarze.
 Są w Ontario miejsca (Algonquin Park), gdzie nie wolno stosować łodzi motorowych. Można więc się udać na ryby właśnie tam. 
 Podzielam Pańskie zdanie na temat  Indian. Tak! łamią prawo, gdzie tylko popadnie. Nie popieram ich postępowania i nie mam zamiaru ich bronić. Chciałbym jednak, żeby postawił się Pan w ich sytuacji. Przedstawmy sobie taką wyimaginowaną sytuację. Polska jest pod zaborem sowieckim. Dobrodusznie pozwolono wszystkim Polakom łowić bez zezwolenia, bo to w końcu ich ziemia. Co wtedy by Pan robił? Zaznaczam jeszcze raz. Nie mam zamiaru ich bronić. Staram się tylko ich zrozumieć. 
 Myślę, że pomimo kilku rozbieżności naszych poglądów, wspólny przyświeca nam cel. Dajmy więc przykład innym, jak należy postępować. Pokażmy wszystkim, jak Polacy potrafią zgodnie współpracować ze sobą. 
 Życzę Panu udanych połowów.
 Z poważaniem
 Marek Bućko

ARCHIWUM nr 4 (wcześniejsze listy)
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster