POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada

Redaguje zespół w składzie:
Redakcja w składzie:
Andrzej Kumor - redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa - zastępca red. naczelnego (rosa@goniec.net)
Magda Angrot * Marek Bućko * Krzysztof Jaśkielewicz * Hanna Kurek * Olimpia Orlewicz *  Daniel Runo * Aleksander Rybczynski

Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Paweł Jędruch * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0

 
GONIEC NR 15/2005 (70) (15-21 IV 2005)

 Panie Andrzeju! 
 Gdzieś tam w Stanach na truck- stopie widzę piękną gwiazdę TV w  wywiadzie u Larry Kinga. Nagle Jane się tłumaczy i przeprasza, ale nie do końca, za swój występ w Wietnamie. Przekopałem Internet, a tam aż wrzy od emocji. Nasza pięknisia walczyła przeciwko wojnie w Wietnamie i tu można ją popierać. Ale jak ogólnie wiadomo, dopuściła się zdrady i zwiększyła ilość torturowanych i zabitych POW . Nazwano ją Hanoi Jane. Nawoływała do komunizmu i mówiła, że prasa amerykańska kłamie na temat ludobójstwa w Wietnamie i Kambodży. Teraz się tłumaczy, że myślała inaczej, ale była zła na Nixona, który był kłamcą. W wypowiedziach webowych źle o niej mówią, ale jej to nie szkodzi. Chyba jest pod ochroną kamieniarzy, budowniczych nowego ładu. Trzeźwo myślące "hamburgery" i weterani prawidłowo ją oceniają. W komentarzach webowych ktoś wspomniał, że pewnie coś wyda i  potrzebuje publicity. Zaglądam do Chapters, a tam nowość: Jane Fonda book "My Live So Far". 
 Inne: Zaskoczony jestem liczbą opuszczonych flag w Stanach i ilością pozytywnych wypowiedzi o Papieżu. Próbowali mącić, ale nie wyszło. Dziwne, jak wszyscy oczekujemy z przerażeniem papieża Murzyna. Z wypowiedzi kardynałów wynika, że Kościół grawituje na południe. Pomyślałem sobie, ale by była heca, gdyby wybrali Kubańczyka. Sprawdzam na Internecie, facet wspaniały, ale jest jeszcze kilku równie dobrych. Z wypowiedzi kardynała z Los Angeles wynika, że Kościół stoi przed nowymi wymaganiami i taki będzie papież. Nasz Papież też był wybrany, ze względu na potrzeby konającego komunizmu. Pytanie, co męczy współczesny świat. Już nie komunizm, a raczej masonizm (który podobno nie istnieje), aborcja, eutanazja, ekspansja Kościoła w Trzecim Świecie. Potrzebny jest autorytet stabilizacji w Trzecim Świecie, a jednocześnie charyzmatyczny obrońca wiary. Wkrótce zobaczymy. 24 będzie następna eklipsa. Korzystając z emocji, po cichu ogłosili, że w ramach przyjaźni wprowadzają obowiązkowe paszporty i wizy do i od USA. Wygląda na to, że teraz dopiero zaatakują i poborowi mają zamkniętą drogę do kanadyjskich nocnych klubów w nadziei przeczekania poboru. 
        Serdecznie pozdrawiam g.k.

 Od redakcji: Jane Fonda powinna była być przekazana na dwie godziny w ręce rodzin MIA w Wietnamie
 
 Szanowny Panie Redaktorze,
 To, co jest napisane pod poniższym linkiem, ukazało się na stronie polskiego konsulatu w Australii.
 INFORMACJA
 Konsulat Generalny w Sydney uprzejmie informuje, że kwestie wypełniania powinności wynikających z powszechnego obowiązku obrony przez obywateli polskich stale zamieszkujących za granicą regulują przepisy ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony RP (tekst jednolity Dz. U. z 1992 r. Nr 4, poz. 16). Wg cytowanej ustawy, "obywatel polski, będący równocześnie obywatelem innego państwa, nie podlega powszechnemu obowiązkowi obrony, jeżeli stale zamieszkuje poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej" (art. 4 ust. 1). Z kolei "nie powołuje się do czynnej służby wojskowej obywateli polskich, jeżeli stale zamieszkują poza granicą RP" (art. 44 ust. 1 pkt 1).
 Konsulat Generalny RP w Sydney może wystawić zaświadczenie o stałym miejscu zamieszkania w Australii po nadesłaniu następujących danych i dokumentów:
 - imię i nazwisko, 
 - data i miejsce urodzenia, 
 - imiona rodziców, 
 - numer ważnego paszportu polskiego, 
 - fotokopia aktu nadania obywatelstwa australijskiego lub paszportu australijskiego, 
 - zaświadczenie stwierdzające zamieszkanie w Australii na pobycie stałym (certificate of evidence of resident status, form No 283 wydawany przez Department of Immigration and Multicaltural Affairs)
 oraz opłaty konsularnej w wysokości 62 AUD za wystawienie zaświadczenia. (koniec cytatu)
 Ponieważ prawo polskie w ww. materii obowiązuje wszędzie, a nie tylko w Australii, więc wydaje mi się, że dotyczy ono również obywateli polskich (a więc i Pana Redaktora) zamieszkałych w Kanadzie.
 Tak więc, obywatele polscy płci męskiej zamieszkali w Kanadzie, wypadałoby przed następnym wyjazdem do Polski, abyście się zaopatrzyli w podobny papierek (stwierdzający, że mieszkacie na stałe w Kanadzie) z konsulatu polskiego w Toronto. I nie tylko ci, którzy się urodzili w Polsce, ale także wasze potomstwo, jako że obywatelstwo polskie jest dziedziczne ("prawo krwi").
 Inaczej, mogą was, lub waszych synów/wnuków, "pogonić w kamasze".
 Z poważaniem, J.K.

 Od redakcji: Jak to zwykle bywa w przypadku polskich przepisów, hak na każdego się znajdzie...
 
 Parę słów o pomniku Katyńskim   w Toronto
 W tym miesiącu przypada 65. rocznica zbrodni katyńskiej popełnionej przez sowieckich oprawców na polecenie Stalina. Pomnik został wybudowany w czasach, kiedy o Katyniu nie wolno było mówić. Chwała inicjatorom tej idei oraz słowa podziękowania ówczesnym władzom politycznym za wyrażenie zgody na ulokowanie pomnika w miejscu publicznym.
 Dzisiaj, kiedy czasy zmieniły się i prawda o sprawcach zbrodni przestała być tabu, pomnik wydaje się być zapomniany, a otoczenie jego zaniedbane. Przejeżdżając wielokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy ulicą, przy której stoi pomnik, doświadczyliśmy z mężem uczucia smutku i zażenowania z powodu jego całkowitej anonimowości oraz stanu zaniedbania jego bezpośredniego otoczenia. Brak oświetlenia, zaśmiecone krzaki, a przede wszystkim najpierw strzępy polskiej flagi na maszcie, a później długo trwający jej całkowity brak.
 Wczoraj, 9.04.05, z zadowoleniem zauważyłam nowo zainstalowane flagi: polska i kanadyjska! Słuszna interwencja P.T. Czytelnika GOŃCA sprawiła, że brudne i postrzępione flagi zdjęto z masztów, ale na tym skończyła się działalność opiekunów miejsca pamięci o zbrodni ludobójstwa.
 Sądownictwo anglosaskie, stawiane jako wzór niezawisłości, przymknęło oko na te zbrodnie w czasie serii procesów norymberskich. Niemieccy oskarżeni udowodnili przed Trybunałem, że to nie ich sprawka. Wysoki Trybunał Norymberski dochodził każdego przypadku zamordowania jeńców anglo-amerykańskich przez hitlerowskich Niemców. Zabrakło natomiast odwagi i niezawisłości sądu, aby ustalić sprawców zbrodni ludobójstwa popełnionej na tysiącach polskich oficerów przez stalinowski reżim. 
 Ta największa zdrada naszych zachodnich "sojuszników" powinna być im przypominana m.in. przez eksponowanie Miejsc Pamięci. Obelisk postawiony w Toronto ma taki wyraz, jaki ma. Być może w czasie jego wykonania musiał być dyskretny ze względów politycznych i umieszczony w miejscu dyskretnym. Miejsca zmienić nie można, ale można i trzeba pomnik wyeksponować oraz uzupełnić informacje o miejscu pamięci poświęconym Polskim Oficerom zamordowanym strzałem w tył głowy. Informację, która będzie dostępna dla wszystkich mieszkańców i dla osób odwiedzających Toronto. Tak aby przypadkowy przechodzień nie wziął katyńskiego obelisku za pomnik, na przykład, ofiar trzęsienia ziemi (pęknięta bryła ściany).
 Dwa napisy, dyskretnie umieszczone na bocznych ścianach obelisku, są praktycznie niezauważalne. Zwłaszcza, że obiekt nie jest oświetlony, pomimo istniejącej (oprzewodowanie i reflektory umieszczone na słupach oraz w płycie pomnika), ale nieczynnej, z nieznanych powodów, instalacji elektrycznej. Dlaczego nieczynnej?
 Parlament Europejski - idąc w ślady Trybunału Norymberskiego - zignorował wniosek polskich eurodeputowanych o uczczenie 65. rocznicy tej zbrodni. Przypadająca w kwietniu rocznica Powstania w getcie warszawskim będzie z pewnością obchodzona uroczyście przez Parlament UE i środki masowego przekazu. Chociaż jesteśmy pogrążeni w żałobie po naszym Wielkim Papieżu i nasze uczucie kierujemy w Jego stronę, nie zapominajmy o tragicznej rocznicy sowieckiej zbrodni!
 A gdyby tak obok pomnika Katyńskiego umieścić statuę Naszego Papieża, miejsca jest dosyć, to już na pewno moglibyśmy być pewni, że pamięć ofiar Katynia nigdy nie zatrze się w pamięci pokoleń. Już Papież Jan Paweł II będzie nad tym czuwał..
Ewa Zawistowska
Toronto, 10.04.05

 Od redakcji: Zgadza się, pomnik katyński obecnie nie spełnia swej funkcji. Może można go przenieść?
 
 Jaki człowiek, takie pożegnanie
 18 maja 1920 r. w podkrakowskich Wadowicach przyszła na świat nadzieja, której nadano imię Karol. Mimo wczesnej utraty matki, a później brata i ojca, ta nadzieja żyła i rozwijała się. Ta nadzieja poprzez studia, a potem życie kapłańskie, w 1978 r. przybrała imię Jana Pawła II. To wielkie wyzwanie nie przemieniło tej nadziei. Ta nadzieja w postaci J.P. II na początku swojego pontyfikatu zachęcała do do otwarcia drzwi Chrystusowi. Jak szeroko otworzyliśmy te drzwi, pokaże życie. J.P. II łączył to co boskie z tym co ludzkie. Był duchem poruszającym ludzkie ciało. W 1978 r. podczas pierwszej pielgrzymki do Polski J. P. II wołał do rodaków - nie lękajcie się, a na placu J. Piłsudskiego w Warszawie wypowiedział prorocze słowa - Niech zstąpi duch Twój i zmieni oblicze ziemi - Tej ziemi i stało się. Ta ziemia zmieniła swoje oblicze i świat to widzi. J.P. II podniósł Polaków z kolan w 1979 r., a później inne narody. Teraz te narody klękają, aby mu podziękować. Dziś Polacy jako najbliżsi uczniowie Papieża są tą nadzieją dla innych narodów. Od tego zależy, czy Polska będzie wielka i wolna lub zniknie z mapy jako państwo. J.P. II przeszedł swą drogę krzyżową z krzyżem w ręku idąc po drogach Chrystusa. Którędy my pójdziemy? Jego misja dobiegła końca i chyba nikt nie zdoła wymazać jego imienia z historii ludzkości. Bóg powołał go do siebie, a nam przyjdzie zdawać egzamin dojrzałości z jego nauki i życia bez jego przewodnictwa. J.P. II rozsiewał po świecie ziarno wiary i nadziei. Jeszcze za życia mógł zobaczyć pierwsze plony na światowych zlotach młodzieży. To od nas zależy i od przyszłych pokoleń, czy ludzkość zdoła zebrać te plony, które Papież po sobie zostawił. Powinniśmy dziękować Bogu, że dał nam takiego Papieża, który był przewodnikiem dla całej ludzkości, że dane nam było żyć i czerpać z jego nauki w okresie jego pontyfikatu. Czy ludzkość znajdzie podobny diament na miarę J.P. II, aby kontynuować jego dzieło walki ze złem, walki o prawdę i prawa człowieka, czy też zaakceptuje nadchodzącą cywilizację zła. J.P. II dowiódł, że życie można przeżyć godnie, mało wymagać, a tak dużo po sobie zostawić. Z tego co pozostawił po sobie, świat  może czerpać garściami przez następne pokolenia. J.P. II był zagrożeniem dla systemu komunistycznego, próbowano go zabić na pl. św. Piotra. Zadano mu wiele bólu, a on ten ból i cierpienia potrafił przekuć na oręż duchowy, którego nie mogli ujarzmić. Pokazał, że ból i cierpienie może być źródłem siły, którą można obdarzyć innych. W ostatnich dniach jego życia, a także po śmierci miliony kolan ugięło się przed jego wielkością z wdzięczności i szacunku. Zginali kolana nie tylko katolicy, lecz wszyscy, dla których był wielkim wzorem do naśladowania. Ludzkość straciła nie tylko Papieża, ale również obrońcę życia, prawdy o wolności. Przez całe życie uczył nas, jak godnie żyć, a w ostatnich dniach swego życia uczył nas, jak godnie umierać. Na początku swego pontyfikatu apelował do ludzi: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi". Jak szeroko otworzyliśmy te drzwi, pokaże życie. Teraz czas na wdzięczność Bogu za tak unikalnego Papieża, a Papieżowi za jego nauki, język zrozumiały dla wszystkich, za uśmiech, uścisk dłoni, za błogosławieństwo oraz za nadzieje i nowego ducha w polskim Narodzie. Dziękujmy mu za wyciągniętą dłoń do innych narodów, ras, religii i światopoglądów, a także za drogowskaz prowadzący nas przez życie ziemskie do życia wiecznego, bo życie ziemskie to tylko pierwszy etap życia człowieka. Nie myślałem, że tak skomercjalizowaną telewizję będzie stać na tak długie transmisje i programy, z których można  się dowiedzieć więcej o Papieżu i religii katolickiej niż w ostatnich latach razem wziętych. A więc nie jest jeszcze tak źle, oby tylko TV nie próbowała wybierać nam Papieża, pozostawiając ten wybór Kongregacji Kardynałów. Duch J.P. II chyba pozostał na ziemi, gdyż dochodzi do pojednań między skłóconymi ze sobą politykami, kibicami i innymi zwaśnionymi stronami. Papież odszedł w roku wyborów parlamentarnych i prezydenckich, dając Polakom czas na refleksje i na udział w nadchodzących wyborach, przez które mogą zmienić oblicze polskiej ziemi. Pan Bóg, zabierając go do siebie, chyba uznał, że Polacy przekroczyli próg nadziei i są na tyle silni, że już bez pomocy Papieża potrafią postawić na nogi swój kraj. Następca J.P. II będzie miał trudne zadanie, aby sprostać oczekiwaniom i przyzwyczajeniom wiernych.To wielka odpowiedzialność, aby w tych  trudnych czasach prowadzić Kościół i nie zgasić rozpalonych nadziei, zwłaszcza wśród młodych katolików. Bóg da siłę również nowemu Papieżowi i nam wszystkim, abyśmy zaakceptowali boski wybór bez żadnych uprzedzeń i przyjęli ten wybór, obdarzając nowego Papieża podobnym uczuciem. W piątkowych uroczystościach pogrzebowych wzięli udział delegaci z prawie 200 krajów. Od dnia śmierci aż do piątku w różnych uroczystościach, białych marszach, Mszach św., całodobowych czuwaniach itd., wzięło udział miliony ludzi, oddając hołd i podziękowanie Papieżowi. Był to największy i najpiękniejszy pogrzeb w dziejach ludzkości. Jaki człowiek, takie pożegnanie. To dobrze, że w tym świecie zła tyle ludzi chyli czoła przed nim i Jego nauką. Oby ostatnia papieska pielgrzymka po ludzkich sercach trwała wiecznie dla dobra całej ludzkości. Polonia na kontynencie amerykańskim otrzymuje cios za ciosem. Po utracie E. Moskala traci J.P. II, ale pozostaje bogatsza o lekcję z życia tych wybitnych Polaków. Cześć ich pamięci.
Jezu Chryste a nasz Panie daj im wieczne spoczywanie.
S. Pietras

 Od redakcji: Bez komentarza      

 

GONIEC NR 14/2005 (69) (8-14 IV 2005)

A propos Terri Shiavo...
 Problem z informacjami na ten temat jest taki, że są tu dwie bardzo wyraźnie sklarowane strony i wierzy się jednej albo drugiej. Albo wierzy się Michealowi Schiavo (który, zarobiwszy na Terri prawie 2 mln dol., próbował ją zabić, zaniedbywał jej opieki, żyjąc przy tym wszystkim z inną kobietą), sędziemu Greerowi (który wydaje śmiercionośne wyroki, nie tylko w tej sprawie - np. znana jest sprawa kobiety, która próbowała uzyskać restraining order wobec swojego męża, który, wg niej, ją maltretował. Sędzia Greer jej nie uwierzył, a dwa tygodnie później kobieta została zasztyletowana przez owego męża) i lekarzowi, który pierwszy wydał opinię o stanie wegetatywnym Terri (lekarz ów jest gorącym propagatorem eutanazji). Albo wierzy się rodzicom, lekarzom, prawnikom, którzy stoją po drugiej stronie i wydali zupełnie inne opinie na ten temat. Liczba osób (w tym specjalistów) po jednej i drugiej stronie jest mniej więcej taka sama, o czym można się przekonać ze źródeł innych niż "mainstream" media.
 Niestety media, a za nimi świat, uwierzyły stronie "śmiercionośnej" i rozprzestrzeniały informacje tylko jednej strony, pisząc zdania typu: "Większość lekarzy uważa, że Terri jest w stanie wegetatywnym, a RODZICE uważają, że nie" - omijając przy tym wszystkie opinie lekarzy, prawników, polityków itp., którzy są po stronie rodziców. 
 Oczywiście, informacji z tej drugiej strony nie znajdzie się na CBC, choć np. CNN-owski Larry King dopuścił do dyskusji obie strony. Gdyby media stały po stronie życia i uwierzyły stronie życia, być może Terri dziś by żyła.
 Zgadzam się, że z moralnego punktu widzenia, nie ma znaczenia, czy Terri była w stanie wegetatywnym, czy nie - była człowiekiem. Ale jeśli nie była, albo były co do tego poważne wątpliwości, albo nigdy nie
zrobiono jej odpowiednich badań, które by to potwierdziły - dlaczego z takim uporem twierdzić, że była? Dla wartości życia Terri nie ma to znaczenia, ale skrzywienie prawdy nigdy nie jest dobrą rzeczą.
Magda
(Nazwisko  do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Zgadzamy się, media mają liberalne skrzywienie...

 ***
 Odszedł od nas Wielki Człowiek - symbol pokoju i miłości. Proszę  przeczytajcie, co piszą polskie gazety ... 
 Cud po odejściu Papieża
 Tego, co dzieje się z Polakami, nie sposób opisać. Poczuliśmy się braćmi. Takiej życzliwości próżno było do tej pory szukać. Dokonał się cud. Pogrążeni w smutku i zadumie, jesteśmy dla siebie - jak nauczał nas Ojciec Święty - dobrzy - pisze "Fakt". 
Trzeci dzień po śmierci Ojca Świętego, a wciąż czujemy pustkę i trudną do wyrażenia stratę. Widać w nas samych, że dokonała się przemiana. Przechodnie rozmawiają ze sobą i pełni uprzejmości ustępują miejsca w autobusach. Nawet na tych osiedlach, gdzie rządzą chuligani, nie widać agresywnych dresiarzy - podaje "Gazeta". 
 Nawet kibice walczących ze sobą od lat drużyn piłkarskich Wisły i Cracovii pogodzili się ze sobą na wspólnej mszy, która odbyła się wczoraj na stadionie Wisły w Krakowie. 
 W związku z tym nasunęła mi się pewna refleksja, czy nie moglibyśmy też przyczynić się do Cudu Kanadyjskiego.  Od lat ZHR  i ZHP walczą ze sobą. Czy nie można byłoby w tym trudnym dla nas wszystkich czasie dać kres tym waśniom?  Zapomnieć wszystkie żale i podać sobie ręce? 
 Sytuacja, jaka wytworzyła się, nie jest  wychowawcza dla młodzieży i nic dobrego nie wróży. Mamy podobne cele, to samo prawo harcerskie. W obu organizacjach pracują wspaniali ludzie; młodzież, rodzice i instruktorzy. Czy nasze dzieci nie powinny wspólnie stać na mszy harcerskiej na Kaszubach, brać udział we wspólnych zabawach, wymieniać swoje doświadczenia i  szanować się wzajemnie?  Ten czas po utracie Ojca Świętego, czas wyciszenia i pokoju jest wspaniałą ku temu okazją. Bądźmy dobrzy dla siebie i z respektem patrzmy na swoją działalność. 
 List ten piszę zarówno do członków ZHR, jak ZHP.  Może nasuną się nam wszystkim jakieś propozycje i wspólne rozwiązania.
Z wyrazami szacunku Rodzic

 Od redakcji: "Nie mnóżmy bytów ponad potrzebę" - cud kanadyjski - jak najbardziej!
 

GONIEC NR 13/2005 (68) (1-7 IV 2005)

 ***
 Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wydanie przez Serbię i Chorwację osób uważanych przez Trybunał Haski za zbrodniarzy jest warunkiem zacieśnienia współpracy z UE. Ale czy uczczenie tysięcy polskich oficerów i inteligencji zamordowanych w Katyniu nie jest warte minuty ciszy, nikt nie domaga się śledztw, wydania winnych, nikt nie potrzebuje wyjaśnień. (?) Jakoś nie wygląda aby coś się w traktowaniu Polski zmieniło, ot taki nikomu nie potrzebny chłopczyk do bicia.
 Rosja, Francja i Niemcy znowu dążą do utworzenia jakiegoś "jednolitego" frontu i niczym dla nas dobrym to się nie skończy, a sojusznika dla Polski w tym aroganckim towarzystwie nie ma. Europa! Europejczycy! Co to jest? Niby się znowu próbują łączyć, ale każdy ma na myśli coś innego. Kto poza nimi ma w Europie coś do powiedzenia, inni udają, że coś chcą powiedzieć, a tak naprawdę na wszystko z góry się zgadzają. Jest kilka narodów wszelkie nowinki adoptujące jako swoje, narkotyki, aborcje, eutanazja, wszelkie inne zboczenia. Męska część tych narodów aby przyśpieszyć agonię powinni przed snem wykorzystywać szufladę, efekt murowany. Na szczęście jest jeszcze grupka bardzo niepokorna i niepoprawna, a więc jak zwykle będzie problem, bardzo szybko i bardzo dobrze. Oczywiście wiem, że dla wielu "ulubieńców" Lenina, to ja jestem ten nieuświadomiony, nierozumiejący co się dzieje - ale nic na pewno.
 Podobno po przystąpieniu do UE ma się finansowo poprawić, ciekawe czego za tą poprawę mamy się wyrzec i czy na pewno warto? Bo na razie wszystko pracuje na zasadzie zamiana złotego na euro musi Polsce na dobrze zrobić!?? Takie właśnie jednostronne widzenie świata proponuje wielu uczonych w piśmie, ale czego możemy się spodziewać gdy "KAPITAŁ" Marksa jest ich podstawową lekturą.
 W ciągu kilkunastu lat w demokratycznych wyborach Naród wybiera cały czas w tych samym towarzystwie, no i doczekaliśmy się, odbiera im rozum, kryzys tożsamości. Co ciekawe, wszyscy i każdy z osobna uważają się za nieskazitelnych, jedynych, niezastąpionych. Jakoś bardzo powoli do nich dociera, że tej obłudy wystarczy, że czas uciekać, bo może być za późno, najwyższy czas.
 Zdjęcia "naszych dostojników" ukazujące się w "Gońcu", oddają całą duszę tych aparatów władzy. W ostatnim numerze opublikowano jedno z przemówień tow. Jaruzelskiego, warto przeczytać, daje do myślenia.
Janusz Sierzputowski

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za wypowiedź

 Wałęsa ma rację
 Wałęsa ma rację pisząc, że nie było żadnych układów "pod stołem". Układy zostały zawarte wiele lat wcześniej, a scenariusz realizowany z uwzględnieniem koniecznych poprawek wynikających z bieżącej sytuacji.
 Z przykrością stwierdzam, że dla wielu Polaków okres "panowania" E. Gierka kojarzy się z tzw. "otwarciem na Zachód", przydziałami dewiz i możliwościami wyjazdu na upragniony "Zachód". Prawda, ale nie zupełnie. Możliwość zakupienia upragnionych dewiz z wysokości $100, teoretycznie miała miejsce w wyniku losowania zgłoszonych podań. Praktycznie ten zakup $100 po atrakcyjnej cenie złotówkowej był udziałem ludzi z "układu". Otrzymanie paszportu też nie było możliwe dla każdego.
 Nie wiele zostało w pamięci z "otwarcia na Wschód", a stanowiło to coraz dalej postępujące uzależnienie od Związku Sowieckiego. Zmiana w Konstytucji, wojskowa przysięga na wierność "bratnim sojuszom", budowa hutniczego giganta o przeznaczeniu strategicznym, budowa linii kolejowej na terenie PRL o standardzie rosyjskim itd.
 Bezwzględne tępienie niezależności w zakresie kultury, zwłaszcza twórczości literackiej i publicystyki.
 Związek Sowiecki, popadający w coraz większą zapaść ekonomiczną, jeszcze bardziej drenował i tak już słabą gospodarkę PRL. Pogłębiający się niedostatek podstawowych artykułów konsumpcyjnych, wprowadzenie reglamentacji, prowadziły do napięć społecznych. Punktem kulminacyjnym było uchwalenie przez sejm podwyżki cen żywności w czerwcu 1976 roku. Spontaniczne strajki w Lublinie, Łodzi, Radomiu, Ursusie i w innych rejonach były brutalnie potraktowane przez reżim. Szczególnie brutalnie i krwawo rozprawiła się władza ludowa z robotnikami Radomia.
 Niewątpliwie "esbecja" zdawała sobie sprawę z narastającego konfliktu władzy ze społeczeństwem, a szczególnie niebezpieczne mogło być organizowanie się niezależnego, a tym samym nie legalnego ruchu związkowego w wielo-tysięcznych zakładach przemysłowych. Tam więc należało umieścić jak najwięcej agentów i pozyskać jak najwięcej tajnych współpracowników (TW). Wałęsa - przyciśnięty do muru - zeznał w swoim czasie, że "coś tam podpisywał w latach 70-tych". Myślę, że został on uznany przez specjalistów SB za właściwy materiał na agenta specjalnego przeznaczenia. Nie wątpię, że SB zamierzało "skanalizować" niezależny ruch związkowy, a tym samym ewentualne akcje strajkowe.
 Proszę zauważyć, że strajk w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się bez udziału Wałęsy i był kierowany przez zespół ludzi później konsekwentnie zwalczanych i zniesławianych przez Wałęsę. Wałęsa sam przyznał, że przeskoczył mur Stoczni aby wziąć udział w strajku. Kto widział strajkujące zakłady ten wie jak były izolowane przez otaczające je milicje, ZOMO czy nawet wojsko. W każdym razie dostać się do strajkujących bez pomocy SB było nieprawdopodobne. Według innych relacji Wałęsę "dostarczono" łodzią motorową od strony portu.
 Antypatyczny, o ponurym spojrzeniu, nachalnie demonstrował przypięty do klapy odpustowy znaczek i wymachiwał śmiesznym długopisem oklejonym podobizną Papieża. 
 Kiedy fala strajków ogarnęła cały kraj i kiedy władza zrozumiał, że to już nie chodzi tylko o paręset złotych podwyżki, prawdopodobnie przed Wałęsą postawiono nowe zadania. Myślę, że połączone "mózgi" SB i odpowiednich służb "bratniego" kraju zajęły się opracowaniem wariantu transformacji, a tym czasem pozwolono społeczeństwu "wyszumieć się" ale - w miarę możliwości - pod kontrolą. Dla "sztabowców"sytuacja nie był łatwa ponieważ zarówno w aparacie władzy wykonawczej jak i w centralnym aparacie partyjnym nie było jednomyślności, co gorsze "doły partyjne" zaczęły mówić swoim głosem, nie powtarzając narzuconych odgórnie sloganów.
 W tym czasie Wałęsa urastał do roli trybuna ludowego, jeżdżąc po kraju, biorąc udział w wiecach, później "wygaszając" strajki i tak aż do 13 grudnia 1981, kiedy naród wytracił energię, a "sztabowcy" dokonali przegrupowania sił.
 Masowo przeprowadzona akcja internowania działaczy związkowych osób ze świata kultury i nauki, a także niektórych działaczy partyjnych miała różny skutek dla różnych osób. L. Wałęsa znalazł się w rządowej wilii w Arłamowie w Bieszczadach. Wysłał stamtąd list do W. Jaruzelskiego, podpisując się "Lech Wałęsa - kapral", zaznaczając swoją podległość służbową. Nie podpisał się jako przewodniczący najliczniejszego związku zawodowego, likwidowanego przez stan wojenny. To było tak, jakby założył mundur LWP, podobnie jak to zrobili prezenterzy TV stanu wojennego: Racławicki, Tumanowicz i inni.
 Kiedy, zgodnie z ustalonym scenariuszem został wybrany prezydentem, przystąpił do wykonywania dyrektyw - na tyle, na ile mógł - chociaż nie miał łatwego życia. 
 Chciał utrzymać sowieckie bazy wojskowe na terenie Polski, mówiąc o jakimś przekształceniu ich w jakieś spółki. Był przeciwny przystąpieniu Polski do NATO, wymyślając jakieś NATO - bis. Doprowadził do obalenia rządu premiera J. Olszewskiego kiedy ten rozpoczynał lustracje. Był to ostatni moment do przeprowadzenia w miarę skutecznej lustracji. Później było już tylko "czyszczenie" teczek.
 Jako prezydent zażądał swojej teczki z archiwów SB i ta teczka nie wróciła do archiwum w stanie wyjściowym.
 W czasie moskiewskiego puczu sowieckiego "betonu" przeciw Gorbaczowowi i jego nieśmiałym reformom, zdezorientowany prezydent - kapral L. Wałęsa zwrócił się do W. Jaruzelskiego z prośbą o radę co robić w tej sytuacji kiedy w Moskwie władzę przejmują zbuntowani zwolennicy dawnego "porządku". Ostatecznie sprawę wyjaśnił B. Jelcyn i znów L. Wałęsa mógł tworzyć intrygi i bzdurzyć politycznie, jednocześnie okłamując naród na temat rozliczeń i "puszczania w skarpetkach" winnych nadużyć. Jego prymitywny poziom językowy i umysłowy sprowadzający się do pospolitego cwaniactwa i megalomanii, pozwalał mu bez skrupułów przyjmować wszelkiego rodzaju admiracje i odznaczenia kierowane na jego ręce do ruchu "Solidarność" i traktować je jako wyłącznie osobiste.
 Pycha, poczucie władzy, intrygi uprawiane w kręgach tzw. elit politycznych i wojskowych oraz nepotyzm wypełniały życie prezydenta.
 Stojący za plecami L. Wałęsy - prawdopodobnie jego "prowadzący" - totumfacki osobnik o nazwisku Wachowski dopełniał obrazu tej szkodliwej prezydentury, zapewniającej drugiej stronie transformację przewidzianą stosowną umową. Pokazany kiedyś w TV fragment wódczanej libacji przy okrągłym stole, obrazował nastój upojenia wódą i władzą oraz radość z pomyślnie wykonanego zadania. Te same ujęcia fotograficzne zamieścił również "GONIEC" w ostatnim wydaniu.
 Upojony bezkarnością i bogactwem zatracił poczucie umiaru w swoim po-prezydeckim życiu. W sytuacji kiedy - mówiąc jego językiem - "puścił w skarpetkach" trzy-czwarte społeczeństwa, kiedy poziom biedy w Polsce osiągnął niespotykane wcześniej rozmiary, L. Wałęsa urządził sobie w ubiegłym roku huczną uroczystość połączonych imienin własnych i żony, z udziałem kolesiów i orkiestry egipskiej!
 Mam nadzieję, że dobre samopoczucie i nadzwyczaj dobra samo-ocena popsuje L. Wałęsie Radio "Maryja", bo jak mówi stare przysłowie "Jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera". Atak L. Wałęsy na Radio "Maryja" nazwałbym samobójczym.
Tadeusz Słodkowski
Toronto

 Od redakcji:  Mniej więcej, myślimy podobnie, dla ścisłości dodać trzeba, że zdjęcia libacji pochodzą z Magdalenki a nie z obrad "okrągłego stołu".

 GONIEC NR 12/2005 (67) (24-31 III 2005)

Szanowna Redakcjo!
 Pozwoliłem sobie napisać ten list tytułem sprostowania do artykułu redaktora Kumora pt. "Moralista konformista" (Z mojego notesu). Otóż, pan Kumor napisał, cyt. "my pomagamy Chińczykom na 54 mln dol. rocznie, a oni za to wykupują koncern stalowy Noranda". Noranda nie jest koncernem stalowym - jest jednym z największych na świecie producentów cynku i niklu, ponadto miedzi, kobaltu, ołowiu i metali szlachetnych. Faktem jest, że Chińczycy są zainteresowani kupnem Norandy, jednak cena koncernu grubo idzie w miliardy dolarów i kwota 54 mln, jaką jest roczna dla nich pomoc, wydaje się być niewielka, niemniej jednak zgadzam się z Panem, że jakoś trudno zrozumieć tą pomoc. 
 Druga sprawa, którą chciałem poruszyć, to sprawa kursów walut które zamieszczacie w "Gońcu". I tak np. kursy z 17 marca 2005 1 $Can podajecie 2,78 zł (2,52) 1 $USA 3,74 zł (3,05), a 1 Euro 4,55 zł (4,12) - w nawiasach podaję kursy srednie NBP w tym samym dniu.
 To tyle moich spostrzeżeń, ogólnie "Gońca" lubię, jest na dobrym poziomie, można przeczytać dużo ciekawych artykułów i życzę Państwu wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych.
Sławek

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za list. Kursy bierzemy z tabeli wymiany walutowej NBP. Rzecz sprawdzimy. Jeśli chodzi o Norandę - owszem poprawniej byłoby "koncern metalurgiczny". W całej  sprawie chodziło o to, że skoro Chińczycy pękają od pieniędzy, to może nie musimy wpychać im jeszcze naszych milionów. Wzajemnie, Wesołych Świąt - AK.

 Szanowni Rodacy,
 Siedem tygodni temu w im. Stow. Osób Represjonowanych w stanie wojennym wysłałem list do Pan G. Sobockiego - Prezesa  KPK, do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Postanowiłem opublikować treść tego listu. Pragnę dodać, że lustracja to nie zaspokajanie ciekawości sąsiadów lub znajomych, lecz bezpieczeństwo Państwa, a także wzajemne zaufanie rodaków. Widocznie tego typu sprawy nie leżą w kręgu zainteresowań p. Prezesa. Oto treść tego listu.
Stanisław Pietras

Toronto, 14.02.2005
Pan inż. Grzegorz Sobocki Prezes K.P.K.
Kongres Polonii Kanadyjskiej
288 Roncesvalles Ave.
Toronto, ON, M6R 2M4
 Szanowny Panie Prezesie, w związku z opublikowaniem listy nazwisk pochodzących z zasobów archiwalnych IPN popularnie zwanej listą Wildsteina, zawierającej również nazwiska osób znanych w Polonii kanadyjskiej, zwracam się do Pana z pytaniem, czy zamierza Pan, jako Prezes ZG KPK, podjąć stosowne kroki w celu oczyszczenia środowiska polonijnego z podejrzeń o działalność agenturalną, jak również interesuje mnie sprawa ewentualnej dobrowolnej samolustracji w organizacjach zrzeszonych w KPK.
 Jako członek społeczności polonijnej mam prawo wiedzieć, kto mnie reprezentuje. Członkowie organizacji polonijnych też powinni wiedzieć, czy ludzie wybrani przez te organizacje jako ich reprezentanci w pełni zasługują na ich zaufanie i nie są obciążeni niechlubnym bagażem przeszłości jako agenci, bądź tajni współpracownicy służb PRL-u, nie jest bowiem tajemnicą, że działalność agenturalna na terenie Kanady sprzeczna jest z kanadyjskim prawem.
 Panie Prezesie, z wyrazami troski o Polonię, oczekuję na szczerą i konstruktywną odpowiedź.
Z poważaniem
Stanisław Pietras

 Od redakcji: List traktujemy jako otwarty.
 

 GONIEC NR 11/2005 (66) (18-23 III 2005)

Szanowny Panie Redaktorze,
 Mamy nadzieję, że zechce Pan wydrukować nasz list. Z góry dziękujemy.
 List ten jest głosem oburzonych nauczycieli wyrażających dezaprobatę na zachowanie prezesa Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej Grzegorza Sobockiego. Otóż 13 grudnia ubiegłego roku - tenże prezes wyprosił z zebrania ZGKP naszą przedstawicielkę, prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie panią Jolantę Kuśmider, która przybyła na to zebranie, aby przedstawić kandydatkę związku do prowadzenia Komisji Szkolnej (Oświaty) przy ZGKP.
 Pomijamy już fakt, iż prezes Sobocki swoim żenującym zachowaniem pogwałcił uchwałę Walnego Zjazdu Kongresu w Edmonton z roku 1966, która określa, że za Komisję Szkolną odpowiada prezes ZNP w Kanadzie.
 Jesteśmy niezmiernie urażeni, iż prezes ZGKP sądzi, że może powołać jakąkolwiek osobę z ulicy, aby reprezentowała nauczycieli. Przykro nam, iż nie docenia się naszej wieloletniej praktyki w nauczaniu polskich dzieci tu na obczyźnie, gdyż nasz związek (ZNP) i my wkładamy wiele serca, aby przyciągnąć i zainteresować programem polskich szkół jak największą liczbę dzieci i młodzieży. Nasza kadra to wysoko wykwalifikowani nauczyciele z Polski, którzy tutaj spędzają niezliczoną liczbę godzin w poszukiwaniu nowych interesujących materiałów oraz form nauczania.
 W naszej pracy zawsze możemy liczyć na pomoc naszego ZNP w Kanadzie, dlatego też jesteśmy przekonani, że tylko i wyłącznie przedstawiciele tego związku mogą stać na czele Komisji Szkolnej (Oświaty).
 Z poważaniem, Grono nauczycielskie szkoły im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz szkoły im. Jana Pawła II w Toronto.

 Od redakcji: Nieustająco czekamy na odpowiedź drugiej strony.

 Do Pana Romualda Bury 
 Szanowny Panie Romualdzie.    Czytając artykuły w jednym znalazłam Pana artykuł o Panu Leszku Kołakowskim.Chcę Panu tylko postawić pytanie skąd w Panu tyle jadu do tego człowieka, ktorego śmiem twierdzić Pan nie zna, a czytał zapewne jakieś komunistyczne dwuznaczności. Ja znam Pana Kołakowskiego bardzo dobrze i proszę przyjąć moją opinię nawet jeśli Pan ma inne zdanie, Pan Kołakowski to uczciwy człowiek. Czy zna Pan historię Pawła z Tarsu? Ma z Nim Pan Kołakowski bardzo podobną historię. Zyczę Panu wszystkiego dobrego w szukaniu prawdy, ale i nie niszczenia po drodze człowieka. Pozdrawiam Pana.                 
Z szacunkiem Anna Mikulska

 Od redakcji: Nie bardzo wiemy o co chodzi.

***
 Naczelny leń III RP
  Na fotelu siedzi leń,
 Krytykuje cały dzień;
 Kradną, niszczą, deformują,
 Niszczą państwo, ustrój psują.

Zły prezydent, premier obcy,
Ministrowie - w gębie mocni.
Nie ma pracy, brak funduszy,
To się wszystko zmienić musi.

 Konstytucja i ustawy,
 Jak najszybciej do wymiany.
 Zmienić kodeks; pracy, karny,
 Czas wyleczyć kac moralny.

Polityka bagnem cuchnie,
Skandal - krzyczy, z gniewu puchnie.
Fotel mało nie rozwali,
Wszystkim fest morały prawi.

 W końcu milknie, ciężko dyszy,
 Marszczy czoło w błogiej ciszy.
 Głowa boli - chyba chory,
 Znów nie pójdzie na wybory.

 Zbigniew Skowroński
www.wierszewybrane.xt.pl
11 marca 2005 r.

 Od redakcji: Po co chodzić głosować, przecież to męczące...

 Szanowna Redakcjo!
 Pocztą internetową dotarł do mnie poniższy list. Internet ma potężną moc, lecz nie jest w stanie przejąć roli tradycyjnych mediów. Dletego też pozwalam sobie przesłać go do Waszej Redakcji.
 Z poważaniem,
Stella Tarkowska

 Witam
  Poszukujemy organizacji, z ktorą moglibyśmy nawiązać współpracę - i z góry zaznaczam, że nie chodzi nam o pomoc finansową, choć taka też jest potrzebna.
 Nam chodzi o NAWIĄZANIE współpracy polegającej na wymianie doświadczeń. 
 JEDEN SWIAT - Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Młodzieży Specjalnej Troski w Białymstoku, w imieniu którego piszę, obejmuje swoją opieką dzieci o szczególnych potrzebach edukacyjnych i rozwojowych oraz ich rodziców.
 Szukamy organizacji w celu wymiany doświadczeń jeśli chodzi o sposób niesienia pomocy innym.
 Nasi członkowie w głównej mierze to rodzice niepełnosprawnych dzieci, którzy tworzą grupy wsparcia wzajemnego, ponieważ na pomoc wyspecjalizowanych instytucji w Polsce trudno liczyć.
 Mamy kontakty ze specjalistami, który nas wspierają poprzez prowadzenie zajęć zarówno z dziećmi jak i z rodzicami.
 Takie terapie są bardzo potrzebne, by przywrócić równowagę w rodzinie wychowującej niepełnosprawną osobę, zwłaszcza dziecko.
 Skorzystamy z każdego doświadczenia, z każdej formy podpowiedzi i pomocy w naszej dzialalności.
 Jeśli ktoś poczuje się urażony otrzymując ten list - przepraszam, ale naprawdę życie stawia przed nami różne wyzwania i chcemy samodzielnie stawić temu czolo. Potrzebujemy jednak wsparcia poprzez wymianę doświadczeń, by nie wyważać otwartych drzwi.
  Bardzo proszę o pomoc w odnalezieniu takiej organizacji.
 Zapraszamy zainteresowane osoby do zapoznania się z naszymi celami, założeniami, planami i dokonaniami.
Grażyna Jabłońska
jeden.swiat@free.ngo.pl 
 http://jedenswiat.org

 Od redakcji: Z miłą chęcią zamieszczamy.

 ***
 Wojna w Iraku - lub, jak kto woli nazwać obecny stan - wojenny pokój, zaczyna zniechęcać aktywnych militarnie sojuszników do tej amerykańskiej "awantury". Trzeci pod względem liczebności wojskowej kontyngent włoski zacznie opuszczać Irak we wrześniu. Włoski kontyngent militarny aktywnie zaangażowany w intencje stabilizacji sytuacji w południowym Iraku, poniósł znaczne straty, a włoska aktywność w tej wojnie sprawiała i dalej sprawia wiele kłopotów prawicowemu rządowi S. Berlusconi'ego ze strony włoskiej lewicy. Prawdopodobnie amerykański incydent z ostrzelaniem samochodu wiozącego uwolnioną włoską dziennikarkę i zabiciem włoskiego agenta ochrony, wyczerpało cierpliwość włoskiego premiera.
 Myślę, że także polskie władze powinny podjąć decyzję o wycofaniu polskiego kontyngentu z Iraku, ponieważ nie mamy żadnego interesu uczestniczyć w tej wojnie. Wycofać się nie pod presją terrorystów islamskich - jak to zrobił Hiszpan Zapatero - ale w wyniku logiki faktów.
 Przyznaję, że uważając za słuszne likwidowanie okrutnych reżimów, byłem za wojną w Iraku. Myślę, że w pierwszej kolejności powinien być zlikwidowany autentycznie groźny komunistyczny reżim północno-koreański, ale wybór nie zależał ode mnie, a decydenci amerykańscy pociągający za sznureczki figurę G. W. Busha, postanowili zaatakować słabszego i militarnie mniej groźnego dyktatora, pod szczytnymi ideami budowania demokracji w krajach arabskich. Sam pomysł przypominał mi próbę uprawiania drzew cytrusowych na księżycu, ale próbować można.
 Przebieg działań wojennych był zgodny z przewidywaniami, a przygniatająca przewaga amerykańskiej technologii wojennej pozwoliła na ograniczenie strat własnych i szybkie, formalne zakończenie wojny. Trudności zaczęły się później. Ślamazarność, brak koncepcji co robić, brak zdecydowania w zwalczani przeciwnika i udawanie towarzystwa przyjaciół dzieci, spowodowało, że straty w ludziach w okresie "powojennym" przekroczyły straty amerykańskie w bezpośrednich działaniach wojennych.
 Niepoważne - w moim odczuciu -  było wykonanie listy poszukiwanych przestępców reżimowych w postaci kart do gry. Dobrze, że nie w "Czarnego Piotrusia".
 Żal mi amerykańskiej młodzieży oddającej życie za to, by w wyniku wolnych wyborów doszli do władzy szyici, reprezentujący  islam bardziej fanatyczny, nietolerancyjny i zapowiadający utworzenie republiki islamskiej na wzór irański. Żal mi tych młodych ludzi tym bardziej, że wycofywanie się kolejnych kontyngentów wojskowych daje poczucie osamotnienia w tej beznadziejnej walce.
 A tak na marginesie, to od zakończenia II wojny światowej armia amerykańska nie wygrała żadnej wojny, w którą zaangażowała się.
Tadeusz Słodkowski, Toronto

 Od redakcji: E... no jakieś tam wygrała - np. na Grenadzie.
 

GONIEC NR 10/2005 (65) (11-17 III 2005)

 Dzień dobry,
 Mam pytanie odnośnie artykułu w piątkowym wydaniu "Gońca". Tam jest o obchodach 25-lecia "Solidarności" i jest wymienione nazwisko pani Walentynowicz dużą literą, obok wcześniej jest gwiazda małą literą. Nie wiem, czy chodzi tu o Gwiazdę, działacza byłego, czy w ogóle o jakąś gwiazdę z małej litery, bo tam jest również nazwisko Jean-Michel-Jarre'a, który ma wziąć udział w tym koncercie.
 To tyle pytań tytułem wyjaśnienia, dlaczego to jest małą literą.
(-)
 Od redakcji: Błąd, nasza wina, chodziło o Andrzeja Gwiazdę.

 Do Pana Emanuela Czyżo 
 Szanowny Panie,
 Cieszymy się, że w Pańskim artykule "Kto poda rękę młodym?", "Goniec", 4-10 marca 2005, poruszył pan ważny temat pielęgnowania i świętowania tradycji kolędowania w naszym środowisku polonijnym.  Wychodząc z tego samego założenia, grupa rodziców, dziadków, cioć i wujów, z inspiracji pani Krystyny Nowaczek, zapoczątkowała w kościele Chrystusa Króla w Etobicoke w styczniu tego roku, tradycję wspólnego, rodzinnego kolędowania w drugą niedzielę stycznia.  Wielu z nas muzykowało na swoich instrumentach, reszta wyśpiewywała, nie szczędząc sił, a co bezcenne, dzieci wtórowały ochoczo, przejmując od dorosłych ich zapał i entuzjazm dla tej żywej w wielu polskich rodzinach tradycji.
 Cieszymy się, że przy Pana pomocy ten pomysł może zachęcić szersze grono rodaków do przyłączenia się i poparcia tego typu inicjatywy.
 Łącząc wyrazy szacunku,
Lidia Sokolowska-Cybart 
w imieniu grupy parafian przy kościele Chrystusa Króla w Etobicoke

 Od redakcji: My również cieszymy się z idei p. Czyżo.

 Szanowny Pan Andrzej Kumor
 Redaktor Naczelny 
 Tygodnika "Goniec"
 Kieruję do Pana ten list jako prośbę, a jednocześnie jako upomnienie za popełnione błędy.
 Proszę mi wybaczyć tak ostry ton, ale nie mogę przejść obojętnie wobec publikacji, która została umieszczona w Pańskiej gazecie "Goniec" nr 8 z tego roku. Rzecz dotyczy artykułu pt.: "A gdzie zasady?" - strona 4.
 W powyższym artykule autor, oczywiście niepodpisany, wypowiada się na temat stanowiska Ontaryjskiej Konferencji Biskupów Katolickich w sprawie "ustawy zmieniającej w przepisach prowincji definicję tej najstarszej instytucji".
 Czytamy w tym artykule m.in.: "Organizacje broniące tradycyjnej definicji małżeństwa są rozczarowane z powodu poparcia, jakie Ontaryjska Konferencja Biskupów Katolickich udzieliła przegłosowanej w czwartek ustawie zmieniającej w przepisach prowincji definicję tej najstarszej instytucji".
 Powyższe zdanie dyskredytuje w oczach ludzi całą Konferencję Biskupów oraz podaje nieprawdę. Nigdy Konferencja nie poparła tej ustawy, wręcz przeciwnie, stanowisko Konferencji jest jednoznaczne i informuje nas o oburzeniu wynikającym z propozycji zmiany tradycyjnej definicji małżeństwa. Jednym słowem, informacja zawarta w pierwszym zdaniu jest kłamstwem. 
 Czym innym jest "poparcie ochrony, jaką ustawa daje księżom i innym duchownym....."  (o czym czytamy w drugim zdaniu), od poparcia ustawy, jak to jest zapisane w pierwszym zdaniu.
 W tej sytuacji ośmielam się zwrócić Państwa uwagę na nieścisłość, choć to za mało powiedziane, jaka zakradła się w treść  artykułu.
 Jednocześnie proszę, choć powinienem po prostu żądać, aby na pierwszej stronie waszego pisma zostało umieszczone sprostowanie i przeproszenie za kłamstwo. 
 ks. Wacław Chudy CSMA
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej w London

 Od redakcji: Proszę Szanownego Księdza, nasze tłumaczenie wiadomości, o której mowa, oparte zostało na tekście agencyjnym, który pozwalam sobie zacytować w całości. Jednocześnie pragnę poinformować, że wszystkie teksty zamieszczane na stronach 1-9 są tekstami agencyjnymi i jako takie pozostają niepodpisane.
Andrzej Kumor
 Pro-Marriage Groups Disappointed with Ontario Bishops' Support for Ontario Same-Sex Bill Bishops "Commend" Catholic Premier and Liberal Government for Legislation
 TORONTO, February 23, 2005 (LifeSiteNews.com) - An Ontario bill to redefine spouse in line with same-sex 'marriage' is being rammed through the provincial legislature and is expected to receive a final vote tomorrow. The legislation also contains limited protection for religious freedom. The Ontario Conference of Catholic Bishops (OCCB) shocked pro-family groups today with a press release titled, "Ontario Catholic Bishops support protective legislation."
 In the release the OCCB makes clear that it continues to oppose the Ontario court decision which redefined marriage, however, it also "commends Premier Dalton McGuinty and his government for proposing this legislation."
 In an interview with LifeSiteNews.com OCCB general secretary Tom Reilly stressed that it was for religious protection that the bill is being supported. "Priests will have some protection, they won't find themselves in court," he said. "The Bishops wanted to be sure that religious bodies could not be compelled to allow their properties to be used for purposes associated with same-sex unions if such are contrary to their teachings, as is true for the Catholic Church", said Mr. Reilly in the release. "The Bill clearly provides this protection and the Ontario Bishops accordingly support it", he added.
 Most pro-family leaders LifeSiteNews.com spoke with about the OCCB release were stunned. Rev. Tristan Emmanuel, a Presbyterian minister and the Executive Director of Equipping Christians for the Public Square told LifeSiteNews.com, "It's not about protecting ourselves as individuals, not about protecting our collection baskets or buildings, it's about defending a sacred institution." Rev. Emmanuel said he was encouraged by the the Pope's reported comment, from his new book which hit the press over the weekend, that gay marriage is part of an "ideology of evil." 
 "The church needs to show leadership in this area and many of us believe it's a sacrament and we must speak as one," said Rev. Emmanuel. "Which means we don't commend Christian politicians, Catholic or otherwise, who compromise the integrity of marriage and think they can buy us off," he concluded with reference to Premier McGuinty - a Catholic.
 The Evangelical Fellowship of Canada also issued a press release on the legislation, however, in it they both expressed concerns about the legislation and praised its protection of religious freedoms. "The EFC welcomes the protection for religious freedom in Ontario Bill 171 . . . However, the EFC is concerned that the purpose of this omnibus bill is to recognize in Ontario law the redefinition of marriage," said the release.
 The EFC notes that the bill fails to protect religious rights of civil officials on marriage. Moreover Bruce Clemenger, president of the EFC said he is suspicious of the timing of the bill. "Given that the federal government legislation on this subject is currently being debated. It appears that it is intended to put pressure on the federal government," he said.
 The Supreme Court did not rule that marriage must be redefined. The matter is for the federal Parliament to decide. "The provincial government should not be changing its laws to reflect the redefinition of marriage when the federal parliament is still debating the issue," said Clemenger.
 "Also we are very concerned about the long term effects of this bill," he says. "It's a sad day when the language of husband and wife is now permanently erased from the law." 
 REAL Women of Canada's Gwen Landolt commented on the OCCB support for the bill saying, "They've really missed the point." Landolt told LifeSiteNews.com, "Unfortunately in getting religious protection, they've overlooked the broad picture which is the passage of legislation that ceases to respect spouse as a man and a woman and instead are acknowledging as a fait accompli that spouse can include same sex couples." She concluded, "In effect the bishops are showing their political naiveté on one of the most crucial issues Canada has faced since confederation."
 

 ***
 Minął szał zbierania funduszy na pomoc ofiarom tsunami. Ci naprawdę potrzebujący dostaną butelkę wody i paczkę ryżu, a cała reszta przepadnie w administracyjnym dołku. Tragedia była wielka, ale jakoś nie widziałem sensu w tej akcji, bardzo mi to przypomina coroczną i odwieczną akcję "pomocy" dla głodującej Afryki lub pożyczek dla np. Polski. Nigdy nie będzie wiadomo ile z tych funduszy rozkradziono, ile spożytkowano zgodnie z potrzebami, ale zawsze wiadomo, ile i kto ma oddać.   Naród polski ma do spłacenia ciekawie wyglądającą sumkę. Ale, jeśli była możliwość pożyczyć, to może istnieje też szansa ustalić kto pożyczał i co się z tymi sumami sumkami stało. Jeśli się spłaca długi to warto wiedzieć, gdzie te pieniądze poszły. Do tej pory nigdy nie ma pieniędzy ani winnych, zostaje tylko szyderczy śmiech i długi. Mimo wszystko mam nadzieję patrząc na rozpasanie i pewność siebie lewicy, wierzę coraz mocniej, że bardzo szybko okaże się ile są warci, że wszystkie ich pomysły łącznie z globalizacją i UE rozlecą się jak wszystkie do tej pory wspaniałe imperia. 
 ZSRR, kilkadziesiąt lat zbudowane na nieszczęściu narodów, milionach trupów i biedzie co można wróżyć UE, dekadę?
 Okazuje się, że nie tylko w bananowych republikach były spec-komanda śmierci, w Polsce też toczą się śledztwa, lewica nawet u nas nie straciła swojego zbrodniczego charakteru. W tym momencie mimo różnic nastąpiło zwarcie szeregów lewicy, szachowa rozgrywka z pomocą zawsze posłusznych "myślicieli"? "Nowa" partia ze starymi "członkami", powtórka z rozrywki, czy naród znowu da się zwieść, uwierzy? Wałęsa w ataku, Buzek i Hausner jako nadzieje demokracji, ograna sztuka, następna roszada, ale idea i obsada znajome. Teraz trzeba spowodować aby Naród się obśmiał, TV i prasa tematy podsuną i zwycięstwo pewne (?).
Sierzputowski Janusz

 PS W nr z 4 marca otrzymałem odpowiedź na mój list z 7 stycznia. Pan W. Gryc w pierwszych słowach swojego wypracowania poświęcił kilka słów mojej skromne osobie. Ma pan całkowitą rację, jestem chory i na rencie, nie ukrywam tego i nie mam do siebie pretensji. Gratuluję komentarza, niczego mądrzejszego spodziewać się nie mogłem, ale skopany się nie czuję, a taki był zamiar. Wiadomości na pana temat nie szukam i tym się różnimy. Ja też słyszałem, że USA to imperialiści, od setek lat umilają nam życie, rozbiory, najazdy Szwedów i Tatarów, wojny z Turcją, plan Marschala i stonka. Twierdzi pan - Nasza współpraca z zagranicą ma być oparta na zimnych zasadach biznesu! Brawo, a więc mamy brać przykład z USA?
 Ja cały czas myślałem, że dobrze by było zmienić władzę na takich co myśleliby nie tylko o sobie. Najłatwiej uroić sobie jednego strasznego wroga i ...? Kanada się nie boi, dziwne, czuje się bezpiecznie? W piętkę gonisz asan, a słonecznika sobie nie odmawiaj, choć ogólnie wiadomo, że abstynentom nie pomaga. Co poza tym? Ano siedziałem i poznałem kilku rodaków, co to małżonki użyły 911, a następnie musiały oszukiwać, aby męża wyciągnąć - ktoś musiał długi spłacać.

 Od redakcji: Dziękujemy za cotygodniową wypowiedź.
 
 

GONIEC NR 9/2005 (64) (4-10 III 2005)
 ***
 Nie czytuję "Nowego Kuriera" i zawiadomiono mnie, że na szpaltach tego pisma są obecnie zamieszczane moje teksty. Po usunięciu śladów "Kuriera polsko-kanadyjskiego" i usunięcia nazwiska założyciela Wilka Markiewicza, posługiwanie się jego tekstami, bez jego zgody i wiedzy, jest niemoralne i - mam nadzieję - nielegalne. Jeżeli redaktor "Nowego Kuriera" chce mieć dostęp do moich tekstów, musi wpierw o nie poprosić i ja wówczas, w pewnych warunkach (jak Biuletyn Kociniaka), mogę się ewentualnie zgodzić, lecz wpierw pod tytułem "Nowego Kuriera" musi powrócić adnotacja: "poprzednio ?Kurier polsko-kanadyjski= i "założyciel - Wilek Markiewicz". Bez tego nie ma o czym rozmawiać.
 Wilek Markiewicz

 Od redakcji: Bez komentarza

 Kilka słów krytyki 
 Mam nadzieję, że w miarę "konstruktywnej". Na początek jednak zacznę od pochwał: niezmiennie uważam, że "Goniec" jest najlepszą gazetą (polonijną, lokalną, jak zwał tak zwał...) na tutejszym rynku prasowym. Składa się na to szereg czynników, których nie chce mi się wymieniać, tak jak i wam pewnie nie będzie się chciało czytać ich listy...
 Jednak ad rem, czyli przechodząc do krytyki pozwoliłem sobie "uczepić się" zaledwie jednego tematu; uznacie może, że "dwa słabsze artykuły" to nie tragedia, ale dla mnie to sygnał (mam nadzieję, że fałszywy), że gazeta "dryfuje" w złym kierunku:
 - niezdrowa sensacyjność w ciągniętym (chyba na siłę) od trzech tygodni temacie szkoły Holy Name of Mary. Już sam tytuł, rodem z "Faktu", mnie nieco zdziwił: "Zamach na naszą szkołę". 
 Jaki "zamach"? Chyba inaczej rozumiemy to słowo. 
 Jaka "nasza"? Chyba, że tylko w przenośni: jest tam sporo uczennic polskiego pochodzenia, więc szkoła jest "nasza". Tak jak "polska" (akurat!) plaza "Wisła". Po co oszukiwać i siebie, i czytelników? Nawet jeśli w dobrej wierze... 
 Niestety, myślenie życzeniowe nie ma mocy sprawczej - szkoła nie jest "nasza". Rozumiem konieczność stosowania w gazecie "chwytliwych" tytułów, ale... W końcu piszecie, że "Goniec" to gazeta dla ludzi "myślących" - nie róbcie mi wody z mózgu. 
- powierzchowna znajomość tematu, o której świadczyć może  szereg błędów, takich jak: używanie (vide: "Zamach na naszą szkołę") męskiej formy "uczniowie", podczas gdy Holy Name to szkoła żeńska, ergo jak łatwo się domyślić - nie ma tam ani jednego ucznia, są same "uczennice"; 
 Podawanie niepoprawnej nazwy szkoły (ibidem). Powinna być albo pełna nazwa szkoły: "Holy Name of Mary Secondary School", albo jej skrót, czyli po prostu "Holy Name";  Wypisywanie rewelacji w stylu: "wychowanie przez siostry"... Jakie "wychowanie"? Kilka lat temu wyglądało to tak, że raz do roku siostry organizowały rekolekcje (1-2 dni), a samorząd szkolny organizował "podwieczorek z siostrami", też raz do roku. Może w momencie zakładania szkoły, 40 lat temu, siostry felicjanki istotnie pełniły jakąś większą rolę w "wychowaniu", jednak teraz? 
 I najlepsze: "szkoła jest elitarna, co w tym przypadku oznacza, że dla bogatych"??? W jaki sposób? Płaci się czesne? A może do formularza zgłoszeniowego trzeba dołączyć T4 z poprzednich lat? 
 - brak własnych materiałów.
 To tyle w skrócie. Niewiele? Drobne szczegóły? Może i tak, ale gdy jest to Wasz "główny temat lokalny", to nabierają, znaczenia.
 Pozdrawiam, Aleksander
(Nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: "Zamach" w przenośni, "nasza" w przenośni - wiele polskich uczennic,  polskie zakonnice. "Miała być elitarna, to w tym wypadku NIE znaczy, że dla bogatych..." - Słowem, nasza wina... Dzięki za krytykę!

 W odpowiedzi p. Gureckiemu
 W ostatnim wydaniu "Gońca" ukazały się dwa listy p. Gureckiego. Mimo że tylko jeden jest kierowany do mnie, postaram się odpowiedzieć na oba listy. Pan Gurecki użala się na listy czytelników zamieszczane w "Gońcu", lecz nie zauważyłem, aby mu przeszkadzały listy publikowane w "Gazecie". Pan Gurecki pisze, że listy czytelników "Gońca" są niekiedy pisane w celu podważenia czyjegoś dobrego imienia. Dobre imię trzeba najpierw mieć, aby ktoś mógł je podważać. Pan Gurecki pyta, czy p. Rogacka pytała najwyższej władzy - Zjazdu KPK - czy może użyć pieniędzy z kasy KPK na proces. Otóż zjazd KPK nie odbywa się na życzenie prezesa, tylko na określony termin, a między zjazdami najważniejsze decyzje podejmuje Rada Polonii i taką decyzję Rada podjęła, a następne zjazdy KPK wyraziły zgodę na kontynuowanie procesu. Szkoda, że p. Gurecki nie pyta, dlaczego pieniądze nie wracają do kasy Kongresu mimo decyzji kanadyjskiego sądu, który wyraźnie określił, kto ponosi koszta procesu. 
 Dalej p. Gurecki cytuje rzekomą wypowiedź K. Gagatka. Czyżby p. Gurecki był w owym czasie członkiem ZG KPK i był świadkiem tej wypowiedzi lub polega tylko na poczcie pantoflowej. 
 Na koniec swojego listu p. Gurecki przytacza swoją wypowiedź, ze spotkania z p. G. Sobockim. Myślę, że chodzi tu o spotkanie z p. G. Sobockim w Klubie Dyskusyjnym w Centrum Kultury, którego byłem uczestnikiem. Nie przypominam sobie ataków na p. Sobockiego (były pytania), jak również, aby te atakujące go osoby prosiły go przed spotkaniem: "Grzegorz, weź mnie do zarządu", a to z prostej przyczyny, ponieważ p. G. Sobockim spóźnił się na spotkanie około 40 min i przyszedł do mikrofonu prosto z drogi. Myślę, że ZG KPK był wybrany przed tym spotkaniem. Wysłuchałem z uwagą tego słynnego przemówienia p. Gureckiego o polonijnym szambie. To tyle nt. pierwszego listu. 
 Co do drugiego listu, to pragnę zauważyć, że głównym tematem mojego listu była sprawa lustracji, a ten temat p. Gurecki całkowicie pomija. Zaczyna od stwierdzenia, że są w nim przekłamania, lecz ich nie wskazuje. Zarzuca mi brak obiektywizmu w stosunku do p. Bełza, którego ponoć w przeszłości atakowałem i w obliczu faktów powinienem przeprosić p. Bełza. Skoro p. Gurecki nazywa atakiem moje pytanie do p. Bełza o lojalkę, to może obaj powinniśmy przepraszać. Ja za swoje pytanie, a p. Bełz za ukrywanie faktu podpisania lojalki, czyli 30-stronicowego oświadczenia. Pan Gurecki chyba nie widzi różnicy pomiędzy jedno- czy dwuzdaniową lakoniczną formułką lojalki, a 30-stronicowym oświadczeniem dla prokuratury. Pan Bełz mógł uniknąć tych pytań, gdyby po przyjeździe do Kanady w pierwszym wydaniu "Gazety", zamiast pisać o Kornelu Morawieckim, powinien napisać o sobie, czyli: co, gdzie i dlaczego podpisał, oraz podać treść swojego oświadczenia dla prokuratury i reżimowej prasy do wiadomości publicznej. Może mimo tego czytelnicy "Gazety", ZG KPK oraz członkowie Polonii Przyszłości by go zaakceptowali i ten "incydent" puścili w niepamięć, lecz p. Bełz wybrał inną drogę i teraz płaci za swoją decyzję. Kiedyś napisałem, że najbardziej p. Bełzowi szkodzi p. Bełz, i chyba miałem rację. Następnie p. Gurecki przytacza historyjkę, którą mu opowiedziałem w Centrum Kultury, a dotyczącą osoby z Gorzowa, w jaki sposób ta osoba została opozycjonistą, pożyczając szklankę cukru od osoby, która była pod SB-ecką obserwacją. Stwierdza również,  że mimo iż ja i inni opluwaliśmy p. Bełza w polonijnej prasie i mediach, on jest uczciwym człowiekiem. Ja nigdy nie wypowiadałem się nt. uczciwości p. Bełza, ale dziwi mnie, że sądy kanadyjskie mają inne zdanie i skazują go. Tu zalecam p. Gureckiemu lekturę z ostatniego "Gońca" na str. 17, autorstwa Jerzego Rosy, pt. "Cenzura". 
 Dalej p. Gurecki pisze o oświadczeniu Tymczasowej Komisji Krajowej zalecającej podpisywanie lojalki. Czy naprawdę TKK zalecała pisanie 30-stronicowych oświadczeń nt. swojej działalności na użytek prokuratury? Pan Gurecki posługuje się przykładem p. Z. Bujaka, który mało że podpisał, jak twierdzi p. Gurecki, to jeszcze sprzedał legitymację związkową i przepraszał za "Solidarność". W takich sprawach najlepiej podpierać się "autorytetem" lewicowca. Następnie pisze, że ja udaję mądrego, a niewiele wiem. Nigdy nie twierdziłem, że jestem mądry lub głupi, a swoje poglądy podpisuję swoim imieniem i nazwiskiem, poddając je pod osąd publiczny. Prostując wypowiedzi p. Bełza, stwierdziłem, że proces lustracyjny odbywa się w Sądzie Lustracyjnym, na wniosek Rz.I.P. nie wdając się w szczegóły.To Rzecznik Interesu Publicznego kieruje wnioski do sądu lustracyjnego jeśli podejrzewa osoby o kłamstwo lustracyjne. Proces lustracyjny odbywa się również na wniosek zainteresowanych osób, które nie zgadzają się  z decyzją IPN-u o odmowie dostępu do teczek. Podkreślam jeszcze raz, że proces lustracyjny odbywa się w sądzie, a nie w IPN-ie, jak twierdzi p. Bełz. Ja odniosłem się tylko do stwierdzenia p. Bełza. Pan Gurecki oczekuje ode mnie publicznych przeprosin p. Bełza za to, że: "W oparciu o artykuł z reżimowej prasy obrzucało się go błotem". To, co napisała reżimowa prasa, okazało się prawdą i do tego p. Gurecki w imieniu p. Bełza się przyznaje. Tu się p. Gureckiemu trochę pomieszało, ponieważ to nie ja zwróciłem się z oświadczeniem do reżimowej prasy i ja w reżimowej prasie nie publikowałem swoich oświadczeń. 
 Tu pozwolę sobie zacytować fragment tego oświadczenia na poparcie swoich słów: "W chwili obecnej podejmuję decyzję o zaprzestaniu wszelkiej swojej działalności w podziemnych strukturach ?Solidarności=. Dalsze jej prowadzenie uważam za bezcelowe i szkodliwe dla interesów państwa. Przed problemem, który ja rozstrzygnąłem i szansą powrotu do normalnego życia stoi jeszcze wiele osób. Od każdej z nich indywidualnie zależy czy skorzysta z tej szansy. Mając świadomość, iż niniejsze oświadczenie zostanie opublikowane w środkach masowego przekazu mam nadzieję, że wielu moich byłych współpracowników skorzysta z tej szansy" /-/ Zbigniew Bełz, koniec cytatu. 
 Pan Gurecki chce oczyścić p. Bełza, a przez swe nieprzemyślane wypowiedzi bardziej mu szkodzi niż pomaga. Sądząc po oczekiwaniach p. Gureckiego, może się doczekamy, że rodziny poległych górników przeproszą za stan wojenny i śmierć  swoich bliskich, generałów - Kiszczaka i Jaruzelskiego. Co do mojej teczki, to jak mnie zapewnił IPN,  ona nie istnieje. 
 Odnośnie do do stanu osobowego Stow. Osób Represjonowanych w stanie wojennym, które reprezentuję w Kanadzie. Stwierdzam, że Stow. posiada ZG i oddziały wojewódzkie, a więc liczba podana przez p. Gureckiego jest nieprawdziwa. Pan Gurecki nie chciał przystąpić do tego Stow., bo nie chce być kombatantem. Utrudnieniem jest podpisanie oświadczenia o braku przynależności do PZPR i braku współpracy ze służbami PRL-u. Zostając pełnomocnikiem Stow., chyba pokrzyżowałem plany innym. U jednych lustracja niesie nadzieje, a u drugich wściekłość, zwłaszcza u tych związanych z "Gazetą Wyborczą". Ja czekam na powszechną i dogłębną lustrację i mam nadzieję, że p. Gurecki również. 
 Cieszy mnie, że ludzie związani z "Gazetą" czytają "Gońca". To podnosi poziom intelektualny. Na otrzeźwienie p. Gureckiemu polecam książkę W. Łysiaka pt. "Salon - Rzeczpospolita kłamców". Życzę przyjemnej lektury i liczę, że na tym polemikę zakończymy.
 Pozdrawiam Redakcję, czytelników "Gońca" i p. Gureckiego.
Stanisław Pietras

 Od redakcji: Dziękujemy za wypowiedź.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Serdeczne dzięki za zamieszczenie w ostatnim "Gońcu" mojego listu na temat dezinformacji na stronie konsulatu w NYC, jak również podziękowanie za komentarz Redakcji: A oto wydaje się, że mają w Polsce następnego haka na tych, którzy wyjechali (czyli po prostu uciekli) z Polski bez zezwolenia "właściwych organów"...
 W Polsce przedawnia się po przepisanym prawem czasie między innymi: morderstwo, gwałt zbiorowy popełniony ze szczególnym okrucieństwem, pedofilię, podpalenie, rabunek z bronią w ręku, szpiegostwo, defraudację setek milionów dolarów, nawet kanibalizm. Natomiast nie przedawnia się nigdy uchylania się od PRL-owskiego poboru do komunistycznej armii szykowanej do agresji na Europę Zachodnią, jeżeli niedoszły poborowy LWP wyjechał z kraju.
 Dwudziestoletni okres przedawnienia nie biegnie bowiem, jeżeli sprawca "samowolnie przebywa za granicą", czyli zaniedbał np. w 1981 roku powiadomić swoją lokalną WKU (Wojskowa Komisja Uzupełnień), że za dwa tygodnie ucieka z PRL, aby już nigdy do niej nie wrócić, i nie otrzymał zezwolenia na ucieczkę od właściwego organu wojskowego.
 Podstawa prawna:
 Ustawa o powszechnym obowiązku obrony RP z 21 listopada 1967 (Dz.U.1967 nr 44 poz.220, z późniejszymi zmianami), tekst jednolity Dz.U. 2004 nr 241 poz. 2416 http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=open&id=WDU19670440220
Art. 224. Kto wbrew obowiązkom wynikającym z ustawy lub przepisów wydanych na jej podstawie
[...]
4. nie dopełnia w określonym terminie wojskowego obowiązku meldunkowego,
5. zmienia miejsce pobytu bez uzyskania zezwolenia dowódcy jednostki wojskowej,
6. opuszcza terytorium Państwa lub przebywa za granicą bez zezwolenia organów wojskowych, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
Art. 228. Kto w celu trwałego uchylenia się od obowiązku służby wojskowej albo innej służby przewidzianej w ustawie dopuszcza się czynu określonego w art. 224, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 243. 1. W sprawach o czyny określone w art. 224-242, jeżeli czyn podlega na nieuczynieniu zadość obowiązkowi stawienia się do służby lub zgłoszenia do właściwego organu, przedawnienie ścigania i wyrokowania biegnie od chwili uczynienia zadość temu obowiązkowi lub od chwili, w której na sprawcy obowiązek przestał ciążyć.
2. Przedawnienie ścigania i wyrokowania w sprawach o czyny określone w art. 228 i 239-241 nie biegnie w czasie samowolnego przebywania sprawcy za granicą.
Z poważaniem,
J.K.

 Od redakcji: Trzeba zabiegać o przeniesienie do rezerwy - możliwe również wówczas, gdy uciekło się przed wojskiem... 

 ***
 Jak wynika z lustracji radiowych, TV i prasy, na najwyższych szczeblach władzy w Polsce panuje... i złodziej. O złodziejach wiemy coraz więcej, nikt się nie dziwi, w tym środowisku to norma. "Kobiety", które w jakiś dziwny sposób dostały się na szczyty, na pewno nie dla ozdoby, popisują się coraz innymi pomysłami, aborcja, wychowanie (?) seksualne od żłobka, małolatki skrobane bez wiedzy rodziców, Kościół katolicki - wrogiem, a niepełnosprawnych trzeba zabijać zgodnie z planem i zasadami...
 Joanna Senyszyn, Maria Szyszkowska, Izabela Jaruga-Nowacka, Magdalena Środa, wszystkie  chyba reprezentują ten najlepszy z ustrojów i SLD. Jacy członkowie, taka partia. Gdyby jeszcze wysiliły się i wymyśliły coś nowego, ale taka możliwość w rachubę nie wchodzi. W jakim celu, przez kogo inspirowane są te wszystkie głupie zagrania, rozkładanie Rodziny i narodowej gospodarki, niszczenie 1000-letniego dorobku przodków, dlaczego zaradna młodzież "pracy" musi szukać na ulicach nie tylko polskich miast.
 Jedynym chyba powodem zaistnienia tych kobiet na szczytach, jest brak wstydu, gotowość do wygłoszenia i wzięcia na swoje "barki" wszystkich głupot, które zgadzają się zaproponować. Podobno za swoją "działalność" są dobrze wynagradzane, nawet premie sobie przyznają. Swoje propozycje powinny przetestować na gruncie swojej rodziny lub strukturach partii.
 Na kanadyjskim podwórku jest bardzo podobnie jak w Polsce. Ostatni raport Kontrolera Generalnego nie wiem czemu, ale przypomina mi aferę Art-B. Gdzie są procenty i rozliczenia z tych przekazywanych lekką ręką olbrzymich sum. To nie jest normalne, liberalna choroba rozłazi się po świecie.
Sierzputowski Janusz
 PS Kilka lat temu wybudowano Naftoport, ciekawe, czy komisje wyjaśnią, kto budował, kto używał, kto płacił, kto brał, kto będzie odpowiadał. Jest to sprawa ważna, wygląda na bardzo grubą zdradę.
 Boję się, że w pewnym momencie może w Warszawie, Polsce całej zabraknąć latarni. Tak się chyba ta lustracja zakończy. Oj! Warto by było, w poprzednich rewolucjach skutkowało. 

 Od redakcji: Problem w tym, że rewolucje zazwyczaj pożerają własne dzieci...

 Pan Stefan Danielski 
 W związku z ogłoszonym tekstem "20 pytań do Prezesa Kongresu KPK" podpisanym przez Pana pragnę przyłączyć się do pańskich znaków zapytania i przy okazji załączyć małą tylko garstkę pytań, listów itp. kierowanych od lat do Kongresu Polonii Kanady (za czasów Pani Rogackiej, jak też i G. Sobockiego). Organizacja ta jest niezmiernie daleko od przeciętnych uczuć Polonii. Większość Polonii Kanady solidaryzuje się raczej z poglądami Kongresu Polonii Amerykańskiej. KPK jest tworem obcym Polonii i jej powszechnie wyznawanym ideom stojącymi za hasłem BÓG, HONOR i OJCZYZNA. Powszechne ignorowanie głosów Polonii, milczenie jest zawsze jedyną odpowiedzią na rozliczne zapytania.
 Można się więc pytać, czyją jest i kogo reprezentuje KPK, w każdym razie nie Polonię Kanady. Niestety, w ogromnej większości platformą działania i istnienia KPK jest Stowarzyszenie Polsko-Kanadyjskie (SPK), jest tak przynajmniej w prowincji Alberta. Są to twory ściśle współpracujące z obecnymi władzami RP. To oni inicjują różnorakie listy pochwalno-gratulacyjne, powitania i wyrazy uznania, obietnice wiernej współpracy z postkomunistycznymi czynnikami i osobami w kraju. To oni ślą listy pochwalne do Prezydenta A. Kwaśniewskiego, organizują powitania dla czerwonych zbrodniarzy typu L. Pastusiak, to oni organizują haniebne "zjazdy młodzieży", gdzie prezentuje się poglądy typu klonowanie czy sztuczne zapłodnienie. To wszystko czyni się skandalicznie bezprawnie w imię Polonii Kanady.
 Bezprawnie, gdyż np. w prowincji Alberta jako dowód ich "popularności" wśród Polonii może posłużyć prosty i oczywisty fakt - ich członkostwo jest daleko niższe od 1% Polonii Alberty. Są więc raczej rachitycznym "zrakowaciałym wrzodem" na społeczności Polonii. Ich ostatnie "osiągnięcia" w postaci powoływania tzw. konsulów honorowych są również wyrazem uznania tow. tow. Cimoszewicza i Pastusiaka za ich wkład w rozbijanie Polonii.
 Byłby już więc czas, aby problemem zainteresować władze Kanady, organ rejestrujący organizacje etniczne, z prośbą o zbadanie zgodności postępowania z zatwierdzonym statutem. Nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, że statut nie zezwala im na działalność wrogą Polonii. Należałoby też formalne postępowanie w organie rejestrującym zmierzające do zdecydowanego zakazu powoływania się na Polonię Kanady, gdyż jest to działanie absolutnie bezprawne.
 Pozdrawiamy
 Jan i Anna Kułach
 Calgary, Alberta
 PS Przy okazji załączamy Panu malutką tylko część korespondencji kierowanej do KPK Kanada, czy też KPK Alberta. Korespondencji tego typu zebrało się już "kilogramy". Na żaden z kierowanych listów nie otrzymaliśmy nigdy najmniejszej nawet odpowiedzi.

 Od redakcji: Jeśli KPK się nie podoba - trzeba zapisać się do organizacji polonijnych i rzecz zmienić - najwyraźniej niewielu ma na to ochotę.

 O poprawność adiustacji 
Panie Redaktorze
 Zawsze z przyjemnością i zainteresowaniem czytam "Gońca", jednak czytając mój artykuł zamieszczony w dziale "Trybuna" Pańskiego poczytnego Tygodnika, stwierdzam z przykrością, że adiustacja tekstu nie jest mocną stroną Redakcji. Przede wszystkim pod moim artykułem p.t. "Należy mówić głośno o żydowskich zbrodniach popełnionych na Polakach", podpisałem się imieniem i nazwiskiem. Osoba wykonująca adiustacje pominęła imię. W post scriptum mojego artykułu wymieniłem błędy, które adiustator popełnił w moim poprzednim artykule. p.t. "Syjonistyczny Antypolonizm". Zmieniając przyimki w tekście, z sensu robicie bezsens. Zmieniacie również nazwiska cytowane w obu moich artykułach. M.in. ze znanego marksisty L. Kołakowskiego zrobiliście Kołaczkowskiego. "Obcinanie" post scriptum, stanowiącego integralną część przesłanego przeze mnie artykułu uważam za samowolne działanie adiustatora, prawdopodobnie osoby - mówiąc delikatnie - nieuważnej w wykonywanej pracy.
Tadeusz Słodkowski
Toronto

 Od redakcji: Znów przepraszamy, poszła wersja niepoprawiona.

 Drodzy Czytelnicy!
 List ten został napisany przez wspaniałego człowieka, który choć sparaliżowany, całe życie na wózku inwalidzkim, potrafi śmiać się i cieszyć życiem jak wielu zdrowych ludzi nie potrafi. Jest to młody, 24-letni człowiek, który bardzo chciałby korespondować z młodymi ludźmi z Kanady. Z góry dziękuję za listy w imieniu Kuby.
Alina Kopeć

 Mam na imię Kuba. Jestem osobą niepełnosprawną z Polski. Trenowałem taniec na wózku, mam nadzieję, że będę to mógł robić nadal. Jestem osobą pogodną, towarzyską, rozrywkową. Lubię muzykę, nowe miejsca i nowych ciekawych ludzi. Na co dzień uczęszczam na warsztaty terapii zajęciowej. Jestem w pracowni ceramicznej. Robimy tam bardzo ładne doniczki, wazony, miski i różne drobne przedmioty. Kocham góry. Lubię oglądać albumy z różnych stron świata.  Chciałbym z kimś korespondować.
 Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Kuba Sulewski
Mój adres:
Kuba Sulewski
Ul. Okińskiego 4 m 83
02-115 Warszawa, Poland

 Od redakcji: Ten list publikujemy tłustym drukiem.
 

GONIEC NR 8/2005 (63) (25 II - 3 III 2005)

 Sprostowanie
 Pani Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska zwróciła nam uwagę, że w poprzednim numerze "Gońca", w liście p. Stanisława Pietrasa, we fragmencie podającym cytat z "Gazety" wkradł się błąd, mianowicie w oryginale jest  mowa o "dwuletnim", a nie "dwudziestoletnim procesie lustracji". Przeinaczenie nie było zamierzone i nastąpiło w trakcie przepisywania rękopisu listu przez maszynistkę. Osoby zainteresowane przepraszamy.
Redakcja
 

 Szanowna Redakcjo!
 Ja też jestem przeciwnikiem cenzury. Lecz czy wydawane przez Was pismo, szczególnie rubryka pt. "Poczta Gońca", ma być takim niepilnowanym parkanem, na którym każdy może wypisywać wszystko, co zechce? Stwierdzenie, że redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści zawarte w listach czytelników nie zmienia faktu, że są niekiedy pisane w celu podważenia czyjegoś dobrego imienia. Tak oceniam list z nagłówkiem "20 pytań do Prezesa Kongresu", "Goniec" 11-17 lutego 2005 r., podpisany przez Stefana Danielskiego. Nie znam autora, lecz podejrzewam, że pochodzi z kręgu Stowarzyszenia Wzajemnej Adoracji p. Elżbiety Rogackiej. 
 W p. 2 pan Danielski pisze, że przed objęciem przez p. G. Sobockiego prezydentury KPK był przecież traktowany jako proces Kongres - "Gazeta". Więc i ja mam pytanie: - przez kogo był tak traktowany. Przez p. Danielskiego i resztę stowarzyszenia? Tak, wiem, p. Rogacka użyła na ten proces pieniędzy Kongresu. Nie tylko ja, wie o tym cała Polonia. Ogromna suma 130 000 dolarów poszła na to z kasy Kongresu. Więc następne pytanie: - co ma wspólnego z moralnością użycie publicznych pieniędzy, w dodatku przekazanych testamentem na działalność KPK? Czy p. Rogacka pytała najwyższej władzy, zjazdu KPK, czy może ich w tym celu użyć? Czy pytała tylko członków ówczesnego, podległego sobie zarządu? Jeśli jest Pan tak dobrze zorientowany, proszę podać nazwiska osób, które za tym głosowały. Wiem, że nieżyjący już Kazimierz Gagatek powiedział: "Elu! Sądź się, żebym miał sprzedać dom, to Ci pomogę". Więc kto jeszcze?
 Że był to proces Rogacka kontra "Gazeta" ujawnia p. Danielski w p. 3, stwierdzając: "Ponieważ prezes Rogacka wygrała kolejny proces...". Więc jednak bezwiednie przyznaje Pan, że Kongres nie był w nim stroną.
 Śmiem twierdzić, że zwolennicy p. Rogackiej, szczególnie ci, którzy nie weszli do Zarządu Głównego KPK, którego prezesem został p. Grzegorz Sobocki, od pierwszego dnia Jego kadencji kopią pod Nim dołki, szkalują, obrzucają błotem, marząc, by wróciły dawne czasy rządów stowarzyszenia wzajemnej adoracji. Byłem świadkiem ataków już na pierwszym spotkaniu z nowo wybranym prezesem. Wśród atakujących byli i tacy, co tuż przed spotkaniem podchodzili do p. Sobockiego i prosili: - "Grzegorz, weź mnie do Zarządu". Po odmowie atakowali publicznie. Jakież to niskie!
 Pragnę powtórzyć to, co powiedziałem na tym pierwszym spotkaniu - Panie Sobocki! Niech się Pan nie boi spuścić wody z tego naszego polonijnego bagna i oczyścić go do samego dna!
Winicjusz Gurecki

 Szanowna Redakcjo!
 Raz jeszcze chcę wrzucić swoje trzy grosze do "Poczty Gońca" w sprawie lustracji, który to temat poruszył p. Stanisław Pietras. Są w Jego liście przekłamania, które pragnę sprostować. Wydaje mi się, że mimo swoich zapewnień nie potrafi zdobyć się na obiektywizm w stosunku do wydawcy "Gazety", Zbigniewa Bełza, którego w przeszłości wielokrotnie, publicznie atakował. Nie może pogodzić się z faktami, w obliczu których powinien publicznie dziś za to Z. Bełza przeprosić. I nie on jeden.
 Nie wiem, kim był i co robił w Polsce Stanisław Pietras i za co trafił ponoć do obozu dla internowanych. Zdarzało się w stanie wojennym, że ktoś poszedł do sąsiada pożyczyć szklankę cukru, a tamten miał akurat nalot esbecji, tam był kocioł, został więc zatrzymany i trafiał do obozu internowanych. Wychodził stamtąd w aureoli działacza podziemia. Pobyt w obozie był przepustką do wyjazdu na Zachód.
 Zbigniewa Bełza znam doskonale od wielu lat. Pierwszy raz spotkałem Go zaraz po podpisaniu Porozumień Sierpniowych w Domu Stoczniowym "Korab" w Szczecinie na spotkaniu wszystkich przedstawicieli Komitetów Robotniczych z całego Pomorza Zachodniego w 1980 r. Był szefem Regionu Gorzowskiego NSZZ Solidarność. Od początku stanu wojennego ukrywał się, kierując tam działalnością podziemną. Nawiązał kontakt z Kornelem Morawieckim, był jednym z Jego najbliższych współpracowników oraz współtwórcą "Solidarności Walczącej". Zdobył sobie szacunek i najwyższe zaufanie wśród działaczy podziemia. Nie tylko w Gorzowie i Wrocławiu, ale w Polsce. W 1982/83 r. byłem więźniem politycznym skazanym przez sąd doraźny na 3 lata więzienia. W więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu trafiały do mych rąk co kilka dni egzemplarze wrocławskich podziemnych czasopism. Przemycał je do więzienia zwerbowany do tego przez działającego wówczas we Wrocławiu  Zbigniewa Bełza oficer straży więziennej. Proszę sobie wyobrazić, czym dla zgromadzonych tam 300 więźniów politycznych były te wiadomości z tamtej strony muru. Lecz nie z wdzięczności za to występuję dziś w obronie Zbigniewa Bełza, lecz mam już po prostu dość opluwania człowieka godnego najwyższego szacunku. Ani Pietras, ani Popowicz-Watra, ani ci wszyscy, którzy przez ostatnie kilka lat obrzucali Go publicznie błotem w polonijnej prasie i mediach nie potrafią tego zmienić - Bełz jest uczciwym człowiekiem.
 A co to była za lojalka? Służba Bezpieczeństwa proponowała czasem aresztowanym działaczom podziemia napisanie oświadczenia, że nie podejmie więcej działalności, i był to warunek wypuszczenia z aresztu. Ponieważ aresztowani wzdragali się przed czymś takim, Tymczasowa Krajowa Komisja wydała oświadczenie, które opublikowano w całej Polsce na łamach podziemnych czasopism. Oświadczenie informowało, że "lojalka" to bezwartościowy świstek papieru i tak należy go traktować. Jeśli jest to warunkiem wypuszczenia z więzienia - podpisujcie i wychodźcie. Jesteście potrzebni nam tutaj w działalności podziemnej, a nie w więzieniu. Podpisał to Bujak i kilku innych ogólnie znanych działaczy. Tak więc podpisał też do niczego nie zobowiązujący papier Zbyszek Bełz. Podpisał po długim namawianiu przez przedstawicieli Kościoła, którzy odwiedzali Go w areszcie. Wyszedł i natychmiast i włączył się w podziemną działalność. Postąpił ze wszech miar słusznie. Jeśli dziś ktoś to wykorzystuje, próbuje poniżyć, jest głupi albo sam jest esbeckim agentem.
 A teraz sprawa lustracji. Pan Pietras tak jak zwykle udaje mądrego, a niewiele wie na ten temat. Do Sądu Lustracyjnego trafia sprawa wówczas, gdy ktoś pełniący odpowiedzialne stanowiska publiczne, państwowe, składa oświadczenie, że nie był tajnym współpracownikiem, IPN, znając zawartość jego teczki, stwierdza, że to kłamstwo. Sąd Lustracyjny musi to sprawdzić i wydać orzeczenie.
 Każdy obywatel, który myśli, że w IPN może być jego teczka, ma prawo zwrócić się do tej instytucji z prośbą o wgląd do niej. My, emigranci, możemy to zrobić za pośrednictwem polskich placówek dyplomatycznych. Należy w obecności pracownika placówki wypełnić odpowiedni formularz. Konsulat wysyła to do IPN-u w Warszawie. Po jakimś czasie na nasz adres przychodzi odpowiedź. Mogą być różne:
 1. Nie jest pan odnotowany, nie posiadamy żadnych, dotyczących pana dokumentów.
 2. Zaświadcza się, że na podstawie posiadanych i dostępnych dokumentów zgromadzonych w zasobie archiwalnym IPN-u Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, że jest pan osobą pokrzywdzoną. To znaczy, że mamy prawo wglądu do własnych akt. Jeśli jednak IPN odpowie, że w archiwum znajdują się dotyczące nas dokumenty, lecz z ich treści wynika, że nie można nas uznać za osobę pokrzywdzoną - znaczyło, że nie mamy prawa wglądu do własnych akt. Takiej zgody nie otrzyma nikt, kto w przeszłości podpisał zgodę na współpracę. Dokument IPN-u stwierdzający, że zostaliśmy uznani za pokrzywdzonego, stawia nas poza kręgiem wszelkich podejrzeń. Niech więc p. Pietras przestanie się czepiać uczciwych ludzi i wysyłać ich do Sądu Lustracyjnego. Najwyższy czas publicznie przeprosić Zbigniewa Bełza za to, że w oparciu o artykuł z reżimowej prasy obrzucało się go błotem. Czy ktoś p. Pietrasowi płaci za to, że był tubą tej reżimowej prasy?
 Rzecznik interesu publicznego wkracza wówczas, gdy ma miejsce tzw. kłamstwo lustracyjne. Jeśli p. Pietras nie wierzy, niechaj sam zwróci się z zapytaniem do rzecznika interesu publicznego. Zabierając publicznie głos, nie można wprowadzać czytelników w błąd.
 Teczki w IPN-ie mają ci, co z komuną walczyli, i ci, co na nich donosili. Nie sądzę, aby p. Pietras miał tam jakąkolwiek teczkę. Żeby sobie na to zasłużyć, trzeba było coś naprawdę w tej Polsce robić. I coś w tym musi być, że do Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, którego delegatem na Kanadę jest p. Pietras, należą dwie osoby.
Winicjusz Gurecki

 Od redakcji: Szanowny Panie, jak Pan widzi bez problemu korzysta Pan z naszego "parkanu". Ludzie różnią się opiniami, co nie znaczy, że  jedne należy publicznie przedstawiać, a inne nie.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Na stronie konsulatu polskiego w NYC http://www.polandconsulateny.com/Consular_Info/Passport. htm jest poniższe zdanie: "Obywatela polskiego posiadającego obywatelstwo dwóch lub więcej państw traktuje się jako obywatela tego państwa, którego paszport stanowił podstawę wjazdu na terytorium RP" (koniec cytatu). 
 Jest to zwyczajna DEZINFORMACJA. Otóż obowiązująca Ustawa o obywatelstwie polskim z dnia 15 lutego 1962 http://www.mswia.gov.pl /prawo/prawo_cudzo_6.html stwierdza: "Art. 2. Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa". Zaś ustawa o cudzoziemcach z dnia 1997: http://www.mswia.gov.pl/prawo/prawo_ cudzo_1.html stwierdza: "Art. 2. Cudzoziemcem jest każdy, kto nie posiada obywatelstwa polskiego".
 Jakie mogą być tego konsekwencje? Ustawa z dnia 29 listopada 1990 r. o paszportach (Dz. U. z dnia 7 stycznia 1991 r. http://www.mswia. gov.pl/prawo/prawo_sprobyw_3. html) stwierdza: "Art. 1. Paszport jest dokumentem urzędowym uprawniającym do przekraczania granicy...". Czyli gdy ktoś jest obywatelem polskim, a opuszcza Polskę z niepolskim paszportem (nawet z polską wizą), to łamie prawo i polska Straż Graniczna może go z Polski NIE wypuścić aż do czasu wyrobienia sobie polskiego paszportu. Wiąże się to z co najmniej kilkumiesięcznym NIEZAPLANOWANYM PRZYMUSOWYM pobytem w Polsce, związanymi z tym kosztami oraz utratą pracy w Kanadzie tudzież utratą domu w Kanadzie, który zostanie zlicytowany przez bank za niewywiązywanie się z płacenia rat hipotecznych.
 A za pokazywanie na terenie Polski polskim władzom (a więc również
polskiej Służbie Granicznej albo policji w czasie kontroli drogowej) niepolskich dokumentów (niepolskiego paszportu) przez polskiego obywatela grozi  kara do 5 000 zł grzywny: Cytuję ustawę z dnia 20 maja 1971 r. Dz. U. 1971 Nr 12 poz. 114 Kodeks wykroczeń: Art.1 Par.1 - Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary  (...) grzywny do 5 000 zł. Art. 65. Par.1. Kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania (...) co do swego obywatelstwa (...). Co polecam pod uwagę tym obywatelom polskim, którzy jadą do Polski z niepolskim paszportem.
Z poważaniem J.K.

 Od redakcji: Jednym słowem - zawsze mają na nas haka i jeśli tylko zmieni się interpretacja przepisów, idziemy siedzieć.

 Lista Szwindlera!
Larum grają, (biją dzwony) coś się dzieje
lista szwindli nam pęcznieje.
Krzyczą, płaczą, zamęt uprawiają,
że "dobrych" - ludzi nam pomawiają.
A ja się pytam Was ludzie prawi
co Wy myślicie o tej sprawie.
Bo jak tak patrząc na te nazwiska
nie widzę Guru tego liściska.
Bo to jest może rzecz oczywista,
że pierwszy Adam był archiwista
i jak zewsząd fama głosi
swoich ludzi stamtąd powynosił.
Nie widać tam Bronka, Leszka i Tadka
i całego tego stadka.
I żeby było jasne dla potomności
były to czasy wielkiej pomroczności.
I nie spierajmy się czyja to teczka,
ale że jest to lista bezpiecka.
Więc nie jest ważne czy ktoś, kogoś o coś prosił
tylko jest ważne na kogo donosił.
A zatem powiem Wam państwo, że  ta lista bzdetna
to jest niekompletna.
I tu na koniec mam dedykację
żeby dokończyć tę lustrację.
Jan Stan Kaliman
 PS. A i tu w Polonii też by się zdało, to życie by ozdrowiało.

 Od redakcji: Nie potrafimy tak zgrabnie odpowiadać wierszem.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Prosimy uprzejmie o umieszczenie tej, jakże wymownej, parafrazy wiersza C.K. Norwida jako wyraz naszej dezaprobaty dla tego, co się dzieje w KPK odnośnie do traktowania centralnej organizacji polonijnej, jaką jest Związek Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie.
 Zatroskani nauczyciele.
 COŚ TY OŚWIACIE ZROBIŁ, PREZESIE? - parafraza wiersza C.K. Norwida: COŚ TY ATENOM ZROBIŁ, SOKRATESIE?
 Cóż ci nauczyciele zrobili, Prezesie / Że nie chcesz ich zdania wysłuchać w Kongresie / Wygnawszy pierwej?... 
 Cóż ci nauczyciele zrobili, Kolego / Że do Komisji Szkolnej, ni z tego, ni z owego / Wskoczyła babina, jak Zeus ex-machina / Nieznana pierwej?... 
 Oj, żeś zaszkodził szkolnictwu, zaszkodził, mój Panie / Bo jednak ważne co się dalej stanie. / Gdzie? Kiedy? W jakim sensie i obliczu? / Na ciebie Prezesie żaden nauczyciel, niestety, już nie liczy.
 Inaczej w przyszłości będą potomni głosić twoje rządy / I będą się wstydzić nie tylko zarządy / A ci co nie znali decyzji twej... pierwej / Teraz się muszą czerwienić i bronić / Bez przerwy... 
 Więc mniejsza o to, jakie twe zasługi na innym polu... / Gdy na oświacie hańbą kładzie się cień długi / Przelewanego z pustego w próżne wysiłku pokoleń... / Sam powiedz...    Coś  ty uczynił nauczycielom, Prezesie?
 Pomyłka, rzecz ludzka, nie trzeba się wstydzić... / Gorzej, nie mieć skrupułów, rządy swe zohydzić... / O, Kolego Prezesie! Miej odwagę do błędu się przyznać / By godnie rzec: "Polska - to moja Ojczyzna"  / Później... lub pierwej... 
 Ksantypa

 Od redakcji: Wierszy nie komentujemy

  ***
 Prominenci ze złodziejskiego awansu, zadowoleni z siebie, z "sukcesów", ostatecznie tyle lat, mimo wszystko trzymają naród za mordę, robią co chcą, a ludzie tak jakby wierzyli.
 Wg "Rzeczypospolitej", w rankingu na prezydenta po Relidze jest Kwaśniewski i Lepper, a więc po wyborach nareszcie pozbędziemy się kłopotów - idiotyzm do potęgi. Propaganda nie ma problemów ze sterowaniem, realnego przeciwnika wystarczy ośmieszyć, to wszystko, znowu zostają tylko ci nieskazitelni, niezastąpieni. ANGORA, wtorkowa wkładka do "Gazety", jest najlepszym przykładem takiego ogłupiacza rozdawanego za darmo, ale z sukcesem kształtującego opinie.
 Ci od lat nie dający się oderwać od polskiego koryta, służą "nie wiadomo" komu, są popierani przez wszystkich wokoło "przyjaciół" i dlatego, mimo bandyckiej w Polsce działalności, są bezkarni. "Nasi przywódcy"  walczą o wyeliminowanie, unicestwienie Polski i narodu i dlatego Polakami nie są i nigdy nie byli. Przydałaby się taka lustracja do kilku pokoleń wstecz, wiele by się wyjaśniło. 
 Jeśli chodzi o chilijskiego gen. Hugona Salasa Wenzela, to jestem pewien, że nie zasłużył na Michnika i "Gazety Wyborczej" błogosławieństwo, on, jako prawicowiec, zupełnie nie pasuje do Jaruzelskiego i Kiszczaka, a więc nie zasłużył na miano "człowieka honoru", tylko komunista, lewak zasługuje na to miano. Nawet Stalin nie zasługuje na potępienie, on działał dla dobra ludzkości, tak jak wszyscy tej orientacji. Dobroczyńcy ... ich mać!
 Nam tutaj też by przydała się lustracja wśród Polonii, a to co dzieje się w tutejszej polityce, woła o pomstę. Nie dajmy się zwieść, że tutaj jest inaczej. Do żłoba pcha się zawsze ta sama kategoria ludzi, wiedzą, na czym polega ten geszeft. 
 Naród polski powinien czuć się jak "pani" Rokita i jej znajome po biciu rekordu.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Robią co chcą, bo naród durny? Czy- nie tak?

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 Z uwagą przeczytałem wypowiedź prezesa SIP Oddział Peterborough, K. Majewskiego, pod tytułem "Gdy rozum śpi budzą się upiory", na temat Komisji Etyki Stowarzyszenia Inżynierów Polskich (SIP).
 Czy jest to głos do dyskusji ? Nie jestem tego pewny. Tak się składa, że starożytni Grecy przekazali nam demokrację, a przy okazji sztukę debatowania, gdzie liczy się siła argumentów i logika wywodów. Tymczasem w wypowiedzi p. K. Majewskiego jest zbyt dużo osobistych wrażeń, opinii, a mało rzeczowych argumentów. Autor wykazuje swoją niewiedzę, twierdząc, że podczas ostatniego Zjazdu SIP w listopadzie ub.r. powołano Komisję Etyki (KE), która faktycznie istnieje już od 2000 roku. Tymczasem na zjeździe zatwierdzono poprawki do istniejącego Regulaminu Komisji oraz ustalono nowy skład KE. Pan Majewski w oparciu o błędną informację prowadzi swój wywód pełen subiektywnych sądów na temat KE, stwierdzając: "zafundowaliśmy sobie legislacyjny bubel, który nic dobrego nie znaczy i znaczyć nie może, a tylko psuje atmosferę w organizacji i zeruje jej znaczenie w naszym życiu polonijnym i kanadyjskim". Wypada więc tylko dodać, że  ocena autora o KE jest o pięć lat spóźniona, i można tylko stwierdzić, że należało się zapoznać z zasadami działania organizacji, zanim przystąpiło się do Stowarzyszenia.
 W wypowiedzi p. Majewskiego znalazłem argument wart rozważenia i zastanowienia się: czy można mieć Komisję Etyki bez Kodeksu Etyki? Tak się składa, że odpowiedź na to pytanie znalazłem niedawno w artykule dziennika "The Globe and Mail" opisującym komisję powołaną do wyjaśnienia afery korpupcyjnej, która przeszła do historii jako Pacific Scandal. Pierwszemu premierowi Kanady sir Johnowi Macdonaldowi udowodniono, że za pokaźne kontrybucje finansowe, które zasiliły jego kampanię wyborczą, obiecał "donatorowi" stanowisko prezydenta kompanii Canadian Pacific Railway, która miała zbudować pierwszą transkanadyjską linię kolejową. W swojej obronie premier Macdonald stwierdził: "It is a practice I believe, so universal that I have never known any serious contest before an Election Committee on that ground". Pomimo że w owym czasie, ponad sto lat temu, nie było Kodeksu Etycznego parlamentarzysty, premier został uznany za winnego korupcji i zmuszony do rezygnacji ze swojej funkcji. 
 Tak się składa, że Kodeks Etyki jest tworem stosunkowo niedawnym i w znakomitej większości powstał po powołaniu do życia komisji dyscyplinarnych czy etycznych. Czy można oceniać kogoś, kiedy nie ma Kodeksu Etyki. Przykład premiera Macdonalda pokazał, że można, przykładając uznane normy moralno-etyczne. Dla przykładu: mimo że KPK nie dorobił się jeszcze Kodeksu Etyki i teoretycznie nie jest to zabronione, to niemniej, wysłanie donosów do miejsca pracy na niewygodnych członków naszej wspólnoty przez prezesa czołowej organizacji polonijnej jest oceniane przez całą Polonię jako moralnie odrażające i nieetyczne.
 Zadziwia mnie sposób interpretacji poszczególnych punktów regulaminu KE przez p. Majewskiego, który z całą powagą pisze, że w zależności od humoru członków Komisji można być wykluczonym ze Stowarzyszenia za krytykę tej komisji. Filozof Artur Schopenhauer, który napisał przewrotne dziełko pt. "Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów", wymienia to jako nieuczciwy sposób argumentowania nr 24, tzw. fabrykowanie konsekwencji, cytuję: "z wypowiedzi przeciwnika (w tym przypadku Regulaminu KE) wyprowadza się sztucznie przez fałszywe wnioskowanie i przekręcanie pojęć twierdzenia, które wcale w nim nie były zawarte ani też nie były zamierzone". 
 Na temat sądów kapturowych nie będę się wypowiadał, bo już to zrobiłem wcześniej w swojej wypowiedzi "Kto się boi Komisji Etyki". Kwestionowany paragraf 8, w którym jest napisane, że posiedzenia Komisji mają charakter zamknięty i poufny oraz że korespondencja pomiędzy komisją a członkami SIP do czasu wydania orzeczenia ma charakter poufny i nie może być publikowana, uważam za słuszny. Tym samym twórcy regulaminu zadbali o prawa osoby, przeciwko której wszczęto postępowanie, i ochronę jej reputacji, zanim zostanie wydana decyzja komisji. 
 Zgadzam się z autorem wypowiedzi, że orzeczenie Komisji Etyki jest wyrokiem, i podejrzewam, że takie było zamierzenie autorów regulaminu. Niemniej myli się p. Majewski, kiedy twierdzi, że "w innych organizacjach takie orzeczenia są jedynie podstawą do wyciągania konsekwencji przez władze wykonawcze". W organizacji skupiającej inżynierów profesjonalnych w Ontario znanej pod nazwą Professional Engineers Ontario (PEO) istnieje Komisja Dyscyplinarna. Decyzje Komisji są wyrokami i można to sprawdzić, wchodząc na stronę internetową PEO. W obu organizacjach (SIP i PEO) istnieje możliwość odwoływania się od wyroku komisji.
 Autor, używając takich dziwnych pojęć, jak antymateria, energia wyzwolona i nieunikniona kolizja, wskazuje na negatywne skutki powołania Komisji Etyki przy SIP, podając za przykład żądania wysunięte przez niżej podpisanego powołania podobnej komisji przy Kongresie. Mogę tutaj potwierdzić, że moja akcja w tej sprawie spowodowana była między innymi nieetycznym postępowaniem p. Majewskiego, który oprócz funkcji prezesa Oddziału SIP w naszym mieście, również piastuje funkcję sekretarza Oddziału KPK w Peterborough. 
 Informacja p. Majewskiego, że nie należę do organizacji kongresowej, sugeruje, że autor uważa, że mój głos nie powinien być brany pod uwagę. Ciekawe, ale podobny sposób rozumowania na temat mojej osoby przedstawił prezes Sobocki w liście do okręgów KPK, po naszym proteście w sprawie panów M. Sokołowskiego i K. Majewskiego. Nie rozumiem więc, dlaczego prezes KPK i inni działacze tej organizacji, występując na zewnątrz,  wypowiadają się w imieniu całej Polonii kanadyjskiej (przykład: ostatni komunikat w sprawie Ukrainy), czyli w tym i mnie, a nie tylko organizacji skupionych w Kongresie. Hipokryzja? Tą manipulacyjną dwulicowość traktowania naszej grupy etnicznej przez niektórych działaczy Kongresu widzą również inni. Nie dziwi mnie zatem reakcja państwa Kułachów zamieszczona w "Gońcu", którzy po ogłoszeniu komunikatu ZG KPK w sprawie wypadków na Ukrainie zakwestionowali prawo wypowiadania się prezesa w imieniu Polonii. 
 Martwi mnie, kiedy epitety, szkalowanie i szyderstwa zastępują argumenty, sprowadzając dyskusję na poziom pyskówki. Mimo radzenia innym postępowania zgodnie z  Kodeksem Etyki Dyskutanta, pan Majewski nie zawahał się zaliczyć wszystkich uczestników, którzy głosowali na zjeździe za wprowadzeniem regulaminu KE w życie, do "ciemnogrodu". Ponadto, autor wypowiedzi nie podaje, na czym opiera swój sąd, kiedy oświadcza, że dorobek Stowarzyszenia może zostać zniszczony  "poprzez niekontrolowane, egoistyczne i egocentryczne działanie członków Komisji", dodając na końcu "jeżeli takowe zaistnieje". Nie jest to nawet retoryka, ale szkalowanie członków KE, które nosi znamiona "character assassination", i ma na celu podważyć zaufanie do nich. Szydzenie z nazwy KE (estetyki, erotyki, elektryki itp) nie uderza w Komisję, ani w tych, którzy na nią głosowali. Mówi za to wiele o poziomie intelektualnym autora wypowiedzi i jego kulturze. Rozumiem też, kogo miał na myśli, kiedy pisał "gdy rozum śpi.....". 
 Natomiast nie martwi mnie, kiedy p. Majewski używa określeń wartościujących, które są odbiciem jego stanów emocjonalnych, odnośnie do moich tekstów publikowanych w prasie. Już sam fakt, że czyta on moje "jątrzące, populistyczne dyrdymały", sprawia mi ogromną satysfakcję, zaś używając terminu "populistyczne", potwierdza tym samym, że trafiają one do czytelników. Dziękuję. Czy są one paszkwilami? Tak się składa, że ostatnio wszystkie krytyczne teksty publikowane w naszej prasie polonijnej zakwalifikowane są do paszkwilów. Wszystko zależy od punktu widzenia, a raczej, po której stronie się siedzi.
 Na zakończenie, radzę p. Majewskiemu zwrócić większą uwagę na logikę swoich argumentów i poprawić precyzję wypowiedzi, i może w ten sposób uda się podnieść poziom polemiki. 
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Zgadza się, mniej emocji, więcej argumentów!

 Szanowny Panie Redaktorze, 
 W odpowiedzi na list p. Majewskiego "Gdy rozum śpiÉ"("Goniec" nr  7), informuję Pana i Czytelników "Gońca" o niektórych ustaleniach przyjętych na Walnym Zjeździe Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie (SIPwK) w Hamilton, w dniu 6 listopada 2004. Ustalenia te są znane większości członków za wyjątkiem kolegów kol. Majewskiego i kol. Sokołowskiego z Peterborough oraz kilku członków byłego Zarządu Głównego nie wybranych ponownie do władz Stowarzyszenia, którzy nie chcą przyjąć tych postanowień do wiadomości. 
 Głosowanie wniosku o przyjęcie Regulaminu Komisji Etyki zakończyło się wynikiem następującym: 53 głosy ZA, 34 głosy - PRZECIW, a 18 głosów się WSTRZYMAŁO, więc jednak większość jest znacząca i nie powinna budzić wątpliwości. Komisjia Etyki (KE) zostala wybrana w tym samym składzie co w poprzedniej kadencji, 92 głosami ZA, 8 - PRZECIW a 5 głosow WSTRZYMUJACYCH co świadczy najlepiej o wysokim uznaniu dla kolegów J.Kirejczyjka, K. Babiarza, S. Basiukiewicza, J. Bulika i A. Hagnera za ich pracę m.in. przygotowanie projektu nowego Regulaminu. 
 Sprawozdanie KE z działalności w poprzedniej kadencji zostało przyjęte bez zastrzeżeń. Przypomnę również kolegom z Peterborough, że w dyskusji nad sprawozdaniami kol. Sokołowski podkreślał konieczność powołania komisji dla rozpatrzenia sprawy z London (sprawa mandatu Oddziału SIP w London na Zjazd KPK w Vancouver, 2004 ). 
 W świetle powyższego ogromnego zaufania powierzonego zespołowi osób z obecnej KE nie powinno być wąpliwości, że działamy demokratycznie i solidnie. A więc OBUDŹMY SIĘ, niech rozum już nie śpi, i działajmy z większym szacunkiem dla siebie. 
 Przy okazji chciałabym równocześnie poinformować, że Walny Zjazd w Hamilton dokonał zmian we władzach Stowarzyszenia. Nowym przewodniczącym Zarządu Głównego został wybrany inż. Hieronim Teresinski P.Eng., dotychczasowy Przewodniczący Oddziału Toronto SIPwK. Cały skład nowego zarządu można znaleźć na stronie internetowej www.polisheng.ca 
 Nawiązując jeszcze do listu "Gdy rozum śpi...", okazuje się, że kol. Majewskiemu bardziej zależy na rozgłosie w środowisku polonijnym niż na dobru organizacji SIPwK. Nie mogąc uzyskać poparcia w organizacji wychodzi na forum publiczne. Sprawy poruszone w artykule "Gdy rozum śpiÉ" pojawiły się wcześniej w dyskusji emailowej członków SIP i zostały skomentowane przeze mnie jako sekretarza Walnego Zjazdu SIPwK. Dodatkowe wyjaśnienia zamieścil Prezes SIPwK. Dla większości członkow SIP sprawa wydawała się być wyjaśniona i dyskusja ucichła. Uważam, że organizacja tak znana i długo działająca jak SIP ma odpowiednie struktury wewnętrzne do konstruktywnych dyskusji i działań. Wystąpienie Prezesa Oddziału Peterborough na forum publicznym, poza SIPwK, osobiście uważam za wysoce niestosowne. 
 Stowarzyszenie Inżynierow Polskich w Kanadzie, zostało załozone w 1941 mając następujace cele: * tworzenie platformy do współpracy, wymiany wiadomości i poglądów w dziedzinach zawodowych, kulturalnych i społecznych uwzględniając współpracę z innymi polsko-kanadyjskimi organizacjami; * udzielanie pomocy członkom w adaptacji do kanadyjskiego technicznego rynku pracy, w poszukiwaniu pracy i włączeniu się do kanadyjskiego środowiska; * rozwój świadomości inżynieryjnej i kulturalnej; utrzymywanie i rozwój tradycji polsko-kanadyjskich inżynierów; * popieranie działalności zmierzającej do technicznego postępu; oraz zachęcanie i popieranie udziału członków w działalności ekonomicznej, socjalnej i inżynieryjnej. W dążeniu do powyższych celów powinnismy: * planować i realizować spotkania, kursy, konferencje, odczyty, itd.; * utrzymywać kontakt i współpracę z pokrewnymi organizacjami w Kanadzie i za granicą; * wydawać czasopismo lub biuletyn służący potrzebom całego Stowarzyszenia. 
 Jestem przekonana, że publikowanego materiału kol. Majewskiego nie można zaliczyć do żadnych z powyższych wzniosłych celów czy sposobów działania organizacji SIPwK. 
Z poważaniem, Maria Świętorzecka 
Sekretarz Walnego Zjazdu SIP 
w Kanadzie, Hamilton 2004

 Od redakcji: Wreszcie nieco przejaśniało... 

 Panie Kumor....
 Z ogromnym zdziwieniem przeczytałem Pański artykuł na temat chłopów pańszczyźnianych w mercedesach. Piszę do Pana, ponieważ ja jestem jednym z nich, tych uzależnionych, zniewolonych i w mercedesie...
 Zapożyczanie się wcale nie musi oznaczać uzależnienia się, ale często, bardzo często jest jedyną drogą właśnie do uniezależnienia się od odbicia otaczającej nas rzeczywistości. Kilkanaście lat temu zaczynałem nowe życie w Kanadzie, spałem z żoną i dziećmi na podłodze apartamentu za 950 dolarów. Byłem strasznie wdzięczny Credit Unii, że z moim marnym rekordem, ale przy asyście dwóch żyrantów pożyczyła mi 5 tysięcy i mogłem umeblować apartament, stwarzając warunki dzieciom do nauki, a sobie i żonie do wypoczynku. Kilka miesięcy później musiałem kupić auto, a kilka lat później dom.... 
 Do czego doszedłbym dzisiaj, gdybym te pieniądze, które wówczas zarabiałem, zgodnie z Pana radą odkładał aż do uniezależnienia się? Niezależnienia? Od kogo i od czego? Może Pan to jaśniej przedstawić?    Dzisiaj moja sytuacja jest diametralnie różna  jak 16 lat temu między innymi dzięki mądrym pożyczkom i muszę Panu powiedzieć, że orzełek na tylnej szybie mojego mercedesa jest i daje mi uczucie, którego chłop
Pańszczyźniany z Pana sposobem myślenia nigdy nie zrozumie. I powiem Panu coś więcej na ten temat: otóż jak widzę auto dobrej marki z Polskimi akcentami to jestem dumny i jeszcze bardziej cieszę się z polskiego pochodzenia. 
 A wogóle, to życzę wszystkim rodakom bycia chłopem pańszczyźnianym w mercedesie. Wszyscy wiemy, że nie wyjechaliśmy z Polski po to żeby wzbogacić się duchowo, a tylko dlatego, że często, gęsto z uczciwej pracy nie szło wyżyć nawet tygodnia, a teraz tutaj Pan próbuje nam wmówić, że tylko pieniądze w skarpecie dadzą nam szczęście. Chciałbym, aby powiedział nam Pan troszkę więcej o swoim szczęściu osobistym. 
 Dokąd Pański sposób myślenia Pana zaprowadził i czy jest już Pan całkowicie niezależny? Czy tylko jest Pan chłopem pańszczyźnianym bez mercedesa, ale za to ze skarpetą pełną pieniędzy, bo przecież nie będzie ich Pan trzymał w banku bo "oni" (czytaj-zaborcy) się wzbogacą... To chyba logiczne dla Pańskiego sposobu mylenia...
 Jak znam życie dołoży Pan jakiś krótki komentarzyk pod moim listem, który poprawi Pańskie samopoczucie, ale nie zmieni jednak faktów. Gdyby w dalszym ciągu czuł się Pan jednak niedowartościowany zapraszam do dyskusji "w cztery oczy". W sumie Pański artykuł uważam jedynie za wyrażenie Pańskich osobistych poglądów, a nie próbę zmiany
sposobu myślenia polskiej społeczności w Kanadzie.
 Pozdrawiam serdecznie i proszę o zachowanie mojego nazwiska i telefonu do wiadomości redakcji.
Marek
 Od redakcji: No widzi Pan, "nie zna Pan życia", bo mnie od bicia słabszych nie poprawia się samopoczucie. Na mój gust komentuje Pan tekst, którego ja nie napisałem. Nie pisałem, że kredyt jest zły, a napychanie skarpety dobre. Pisałem że trzeba pieniądze zarabiać i wydawać na lewo i prawo, tylko nie po to, by świecić złotym zębem przed sąsiadem, a po to, by coś w życiu robić - tworzyć, zmieniać etc. Wycieczki osobiste pomijam, zapewniam Pana, że mam na cukierki. Pozdrawiam serdecznie, gratulując przy okazji mercedesa. - AK
 

GONIEC NR 7/2005 (62) (18-24 lutego 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze!   
 W Kanadzie w prawie każdym kiosku z gazetami można kupić włoski dziennik "Corriere Canadese", w środku wydania jest zawsze włożony aktualny numer włoskiego dziennika "La Repubblica".
 W "Corriere Canadese" od czasu do czasu można znaleźć ogłoszenie:
 Ragazze Attreanti (ponętne dziewczęta) Polacca 19, Iza, bruna, capelli lunghi (brunetka, długie włosy) zmysłowa. Costaricana, sensuale 19 anni Canela. Tel. 416-243-7254.
 Pocztą wysyłam wycinek z gazety z ogłoszeniem. Z szacunkiem. 
 Krzysztof Ziajkiewicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, no niestety, dziewiętnastoletnie Polki też czasem mają mały rozum.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Ze zdziwieniem przeczytałam list pana Kazimierza Jagiełły w numerze 6 (61) Gońca, szczególnie fragment dotyczący mandatu Oddziału SIP w London na Walny Zjazd KPK. Pan Jagiełło - rzecznik prasowy ZG KPK - powinien dysponować dużo pełniejszą wiedzą w tym zakresie. Jak powszechnie wiadomo, mandat zostal wydany przez Komisje Weryfikacyną osobie nieupoważnionej przez Oddział, a więc niezgodnie z proxy wystawionym przez SIP Oddział London. Mandat ten nie został również do Komisji Weryfikacyjnej zwrócony, pomimo interwencji osoby upoważnionej przez Oddział do posiadania mandatu. Przypuszczam, że p. Jagiełło wie również, iż wyjaśnieniem sprawy tego mandatu zajmuje się Komisja Etyczna SIP. W zaistniałej sytuacji sądzę, że zamiast pisać półprawdy i prowadzić publiczną dyskusję na łamach prasy, lepiej byłoby poczekać na końcową decyzję Komisji. 
Mary Ferenc
P. Eng. London

 Od redakcji: Dyskusja na łamach nigdy nie zaszkodzi.

 Dzień dobry!
 Piszę pod ten adres, bo nie wiem gdzie jeszcze się skierować z moim problemem. Szukam koleżanki z czasów szkoły średniej. Razem chodziłyśmy do Lakeshore Collegiate w Etobicoke. Nie widziałyśmy się od około siedmiu lat. Jestem pewna, że mieszka nadal w Toronto lecz nie wiem gdzie. 
 Obecnie jestem w Japonii i nie mogę osobiście jej poszukać. Ważne jest, aby ją znaleźć przed 16 kwietnia. Kiedy byłyśmy w szkole średniej obiecałyśmy sobie, że będziemy na naszych weselach. Wychodzę za mąż i chcę, aby tam była, zgodnie z obietnicą. 
 Proszę mi pomóc. Nazywa się Katarzyna Mierzwa. Ostatni adres jaki znam to przy Lakeshore Blvd.
Dziękuję serdecznie, 
Ewa Zawadzka

 Od redakcji: Prośbę publikujemy i życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
 

 ***
 Tygodnik "Wprost" z 6 lutego  publikuje artykuł Henryka  Grynberga, poety, literata itd.,  zamieszkałego w USA, emigranta z Polski,  pod tytułem "Europejski mord rytualny". Poniżej jeden z cytatów:
 "Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nie okazały szczególnego zainteresowania losem Żydów, bo to było niepopularne, a więc niewskazane w warunkach wojennych. Rozumieli to również przywódcy polskiego państwa podziemnego, ostrzegając swój rząd na uchodźstwie, by tego unikał".
 Co za obrzydliwe  kłamstwo w świetle pamiętników Jana  Karskiego i  Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którzy na zlecenie rządu polskiego w podziemu  informowali o tragedii Żydów polskich prezydenta USA Roosevelta  i premiera Anglii  Churchilla błagając o pomoc i ratunek dla Żydow polskich. Jak mogli coś takiego  we WPROST opublikować!!!
 Wniosek się nasuwa, że samobójcy topielca  (w tym wypadku Polaków)  nie uda się uratować, jeśli ma przywiązany kamień do szyi i jest z tego zadowolony. 
Jan Czekajewski

 Od redakcji: Nasza opinia o "Wprost" została wyrobiona już wcześniej...

 ***
 W "Gońcu" nr 6 ukazało się zawiadomienie, w którym p. Stella Tarkowska użyła tekstu - wyzwolenie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.
 Każdy świadomy człowiek wie, że niemiecki obóz koncentracyjny to nie Oświęcim lecz Auschwitz. Walczmy o prawdę, używając m.in. właściwych nazw. Wstyd dla tak potrzebnej Fundacji i nas wszystkich. 
 A swoją drogą panie redaktorze, nasuwa się pytanie, dlaczego nie poprawiliście tego błędu, w tych sprawach tzw. prawa autorskie nie powinny obowiązywać. Poza tym autora można zawiadomić o poprawce. Cenię sobie "Gońca", czytam od przysłowiowej dechy do dechy, i trzymajcie tak dalej.
 Pozdrawiam, Eva

 A oto list, który "Goniec" otrzymał od Fundacji:
 Szanowna Redakcjo
 W zwiazku z zawiadomieniem dotyczącym wydania książki Konstantego Piekarskiego "Umykając piekłu", opublikowanym w "Gońcu", nadszedł do Fundacji list od czytelniczki. Pani Eva jest oburzona użyciem zwrotu "obóz koncentracyjny w Oświęcimiu". Poniżej zamieszczamy odowiedź naszego prezesa. Osoby zainteresowane tematyką odsyłamy do fachowych artykułów, które, w najbliższym czasie, ukażą się nałamach "Gońca" a panią Evę zapraszamy do współpracy z Fundacją przy ich przygotowaniu.
 Szanowna Pani,
 Dziekuję za zwrócona uwagę - rzeczywiście należy używać prawidłowej nazwy tzn. KL Auschwitz-Birkenau. Nic to jednak przy, od lat trwającej, inercji i braku reakcji przez władze państwowe, ambasady oraz organizacje polonijne na "polskie obozy koncentracyjne" czy też powtarzane obecnie "kłamstwo oświęcimskie" (a jednak nie "kłamstwo Auschwitz") zaniżające (ot tak sobie - na podstawie oświadczeń paru "naukowców") liczbę ofiar obozu śmierci do nieco ponad miliona.
  Nic to jednak przy braku reakcji na "zapomnienie" w uroczystośsciach rocznicowych o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim, świętym Maksymilianie Kolbe czy Marianie Batko.
 Nic to jednak przy ciszy nad Krzyżami usuniętymi ze Żwirowiska czy  wyrzuceniem Sióstr Karmelitanek z ich domu.
 Tak, po prostu wstyd!
Pozdrawiam, Bonifacy Pulwicki
Konstanty Piekarski Memorial Foundation
http://www.PolandPolska.org
 PS Chwalebnym wyjątkiem jest stanowisko Polskiego Ambasadora w Ottawie i solidarny protest Polonii Kanadyjskiej w sprawie "polskich obozów koncentracyjnych".

 ***
 Zwracam się do was o pomoc. Gdyż mam 6 dzieci i żonę, która nie pracuje i jest na moim utrzymaniu. Jest nam bardzo ciężko, często nie mamy co jeść, dzieci nie mają ubrań, brakuje nam środków czystości - praktycznie wszystkiego - zalegamy za czynsz, za gaz, a światło nam już odłączyli.
 Żona jest chora na astmę oskrzelową, strasznie wydaje na lekarstwa, często przyjeżdża karetka, ponieważ żona się dusi.
 Bardzo proszę, abyście pomogli mi spłacić długi, przyszły już nam upomnienia za gaz. Ja mam umowę o pracę do końca marca 2005. 
 Ubiegłego roku były święta Bożego Narodzenia i wielkanocne, nie mieliśmy nic do jedzenia, tak zawsze jest co roku.
 Może jest ktoś, żeby nam pomógł. Bardzo proszę o pomoc. Nasz e-mail: gadzio111@tenbit.pl 
 Nr tel komórkowego 692281024. 
Janusz 

 Od redakcji: Tego listu nie komentujemy, każdy ma swój rozum 

 Dotyczy art. "Polska kiełbasa wyborcza"
 Do p. Kumora 
 W Pana optymistycznych artykułach niestety brak jest konsekwencji.
Parę m-cy temu pisał pan o sukcesach Polonii. W komentarzu zwróciłem uwagę, że mogą być to jedynie materialne sukcesy jednostek, bo Polonia kanadyjska nie ma żadnego wpływu ani na politykę polską, ani kanadyjską.
 Na początku lat 70. był raz minister wielkokulturowości, który zniknął jeszcze szybciej, niż się pojawił. Można też wymienić nadanie ulicy imienia M. Kopernika i wystawienie pomnika koło muzeum techniki w Ottawie, i o ile mnie pamięć nie myli, pomnika ofiarom Katynia w Toronto. Wszystko w tym samym okresie.
 Oto lista wielkich "sukcesów" ostatnich 35 lat.

 Od redakcji: Szanowny Panie, gdzieś nam myśli przeszły bokiem, bez skrzyżowania się. Mój tekst nie był o sukcesach Polonii - AK.

 ***
 Cieszę się, że dalej publikuje Pan rzeczy na poprawę samopoczucia, ale "dobre rady cioci Ady" nie wystarczą, by zmienić charakter Polaków, których cechuje zawiść, zazdrość, intrygi i kłótnie, o które rozbijają się wszelkie próby wspólnego działania niezbędne dla jakichkolwiek osiągnięć.
 Lepiej jest pisać o realiach, piętnować i dawać przykłady porażek wynikających z polskej głupoty i narodowego charakteru.
 Może to nieco poprawi sytuację, ale znając Polaków, wątpię.

 Od redakcji: Szanowny Panie, głupoty jest dużo i dużo już o niej pisałem - AK
 

 Brawo Kumor! 
 Parę fundamentalnych porad, jak rozkręcić zainteresowanie polityka wśród polskich biznesmenów i jak je wprowadzić w krwiobieg polskiej młodzieży, jest tak celnych, że chciałoby się dedykować ten tekst Kongresowi Polonii kanadyjskiej lub jakiejś innej organizacji. Pan Kumor ma całkowitą rację i obserwacje jego odnośnie jarmułek na spotkaniach politycznych też podzielam. Ja też tak to widzę. Pytanie tylko, dlaczego Polacy są tacy cholernie nieśmiali, wręcz zakompleksieni na punkcie języka przede wszystkim? Posłuchajcie, jak mówią Hindusi... Przecież nie jest najważniejsze JAK się mówi, tylko CO. I w tym jest sedno.

 Od redakcji: No właśnie, przecież polski akcent jest piękny, nieprawdaż? - AK

 Gdy rozum śpi budzą się upiory
 Było mi właśnie dane uczestniczyć w obradach Walnego Zebrania Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie, które obradowało na początku listopada w Hamiltonie. Pojechałem tam z cichą nadzieją na udział w ciekawej dyskusji, wymianie poglądów i pomysłów. Spotkania z ciekawymi ludźmi, znanymi mi dotąd tylko ze słyszenia. Sala obrad może nie była zbyt reprezentacyjna, ale spełniała wymagania, a gospodarze włożyli wiele wysiłku, aby impreza dobrze wypadła.
 Niestety, dość szybko atmosfera usztywniała się, a wymiana grzeczności pomiędzy niektórymi uczestnikami była ostentacyjnie formalna. Jak zwykle obrady zaczęły się z opóźnieniem, a przewodniczący zebrania dość szybko przestał panować nad tym, kto zabiera głos, kto stawia wniosek, kto popiera ten wniosek, kto się sprzeciwia itd. Nie jest moim zadaniem pisanie sprawozdania, czy też komentarza do samego Zebrania, chociaż moją szczególną uwagę przykuł jeden punkt porządku obrad.
 A był nim wniosek o powołanie Komisji Etyki.
 Dyskusja ta zdominowała Zebranie, i niestety, bardzo szybko zeszła na poziom niezręcznie zawoalowanych personalnych docinków i komentarzy. Po gorącej dyskusji Komisja Etyki wraz z Regulaminem została uchwalona większością głosów.
 Tak więc, Koleżanki i Koledzy, zafundowaliśmy sobie legislacyjny bubel, który nic dobrego nie znaczy i znaczyć nie może, a tylko psuje atmosferę w organizacji i zeruje jej znaczenie w naszym życiu polonijnym i kanadyjskim.
 Słowo etyka i jego stosowanie dość często przewija się w życiu publicznym. Jest w Polsce Komisja Etyki Parlamentarnej (czy coś w tym stylu). Kanada ma House Ethics Commission. Tylko że w polskim parlamencie istnieje jeszcze coś takiego, jak Zasady Etyki Poselskiej, kanadyjski parlament ma swój Prime Minister's Ethical Conduct. Jak wszyscy wiecie, PEO ma swój Code of Ethics. Nie wspomnę już o Kodeksie Etyki Lekarskiej, Dziennikarskiej, Kodeksie Etyki Zawodowej Notariusza, Komornika itd. itp. Nawiasem mówiąc, jest też nieustawowy Kodeks Etyki Dyskutanta, który gorąco polecałbym niektórym uczestnikom Zebrania.
 Proszę mi pokazać w Statucie naszego Stowarzyszenia jakikolwiek zapis dotyczący Kodeksu Etyki!
 Zamiast tego mamy Regulamin, który stawia komisję ponad zarządem, poza Statutem, bez żadnej wykładni prawnej. Król bez królestwa. Wszystkie sądy, wydając wyroki, odwołują się do kodeksu kryminalnego, a w krajach gdzie istnieje, do kodeksu cywilnego. My mamy tylko Regulamin, w myśl którego autor tego listu może być wykluczony ze Stowarzyszenia właśnie za krytykowanie Komisji Etyki w tym liście (p.5 pp.6, 7 I p. 9 pp. 3 I 4 Regulaminu) zapewne w zależności od humoru członków komisji. Proszę też zauważyć, że "Orzeczenie" wymienione w p. 9 jest w gruncie rzeczy wyrokiem. W innych organizacjach orzeczenia komisji etyki są jedynie podstawą do wyciągania konsekwencji przez władze wykonawcze, jak np. Office of Prime Minister of Canada czy Urząd Marszałka Sejmu. A przecież w Ottawie w 2002 roku Regulamin został przyjęty jedynie jako propozycja z uwagi na rażące sprzeczności z obowiązującym Statutem. 
 Na próżno kolega Drzewiecki tłumaczył uczestnikom Zebrania brak jakichkolwiek podstaw statutowych Komisji w proponowanej formie. Ciemnogród zwyciężył. Argumentacja proponentów Komisji, przybierająca nieraz pokraczną, aktorsko-oratorską formę, przekonała większość uczestników głosowania. Podstępny zamach stanu tworzący dwuwładzę w SIP został usankcjonowany.
 I teraz, Koleżanki i Koledzy, mamy kukułcze jajo w naszym gnieździe, które jest w stanie bardzo szybko zniszczyć dorobek wielu lat naszego Stowarzyszenia poprzez niczym niekontrolowane, egoistyczne i egocentryczne działanie członków komisji, jeżeli takowe zaistnieje. Podzielam obawy wyrażone w liście byłych prezesów co do losu Stowarzyszenia w sytuacji, gdzie de facto powstał sąd kapturowy (patrz p. 8 i 11 Regulaminu, chociaż trudno mówić o prawomocnym orzeczeniu, bo żadnego prawa do takowego przeczenia nie ma). Sprawą doskonale rozumiał faktyczny autor statutu naszego Stowarzyszenia kol. Jerzy Słubicki starannie pomijając problemy związane z etyką z uwagi na brak wiążącej wykładni prawnej tego zagadnienia. Pozostało nam jedynie bacznie obserwować poczynania szanownej komisji i odpowiednio je zweryfikować na następnym walnym zebraniu.
 Przegapiliśmy, Koleżanki i Koledzy, ważny moment, który pozwolił na powstanie tej swoistej antymaterii, i nie jest dane, że energia wyzwolona w wyniku nieuniknionej kolizji będzie nam służyć.
 A już dały się słyszeć głosy o konieczności istnienia podobnej komisji przy zarządzie KPK. W jednym z ostatnich numerów "Gońca" ukazał się prowokujący do konfrontacji list pana Danielskiego wyszukujący pierwsze ofiary Komisji Etyki. Trzeba nadmienić, że pan Danielski nie jest członkiem SIP ani żadnej innej organizacji stowarzyszonej w KPK. Jest przykre, że list ten, jak też i poprzednie korespondencje pana Danielskiego, które można określić jako jątrzące, populistyczne dyrdymały znalazły się bezkrytycznie na łamach polonijnego czasopisma. No cóż, niesławne "Nie" Jerzego Urbana robi na takich paszkwilach największe pieniądze.
 A tak na zakończenie, Koleżanki i Koledzy, to proszę mi przypomnieć, co na Walnym Zebraniu mówiono i uchwalono o kierunkach działalności Stowarzyszenia, tych pozapersonalnych? Mnie jakoś ciężko sobie przypomnieć. Nasze Stowarzyszenie właśnie cierpi na brak nowych idei i kierunków działania. Może porozmawiajmy o tym. Wkrótce nowe propozycje wyjdą z Peterborough do wszystkich członów SIP, o ile oczywiście wcześniej Szanowna Komisja Etyki (być może estetyki, eklektyki, elektryki, może nawet i erotyki (!), ale na pewno nie etyki) nie postanowi o ekskomunice autora powyższego listu. Niestety, gdy rozum śpi budzą się upiory.
 Z wyrazami szacunku dla wszystkich Koleżanek i Kolegów z SIP.
Krzysztof Majewski
Przewodniczący Oddziału SIP Peterborough

 Od redakcji: Nie dostrzegliśmy w pytaniach p. Danielskiego cienia paszkwilu, ale może każdy widzi, co chce zobaczyć. Dziękujemy za głos w dyskusji.

 Potrzeba lustracji
 65 lat temu rozpoczęła się Golgota Wschodu dla kilku milionów Polaków za sprawą donosicieli. Ich donosy pozbawiły życia lub zamieniły życie Polaków w piekło na nieludzkiej syberyjskiej ziemi. O tym trzeba pamiętać, mówiąc o lustracji.
 Sprawa lustracji powróciła po uznaniu J. Oleksego za kłamcę lustracyjnego, a także po żałosnym występie w TUP M. Niezabitowskiej, która była rzecznikiem rządu T. Mazowieckiego. Gruba kreska pokazała, że kij ma dwa końce. M. Niezabitowska, przychodząc do TV, chyba  była tego pewna, że Kiszczak wyniósł jej teczkę i ślad jej działalności w tyg. "Solidarność" bezpowrotnie zaginął. J. Oleksy był pewien, że Sąd Lustracyjny go oczyści z zarzutów. Tego samego dnia w programie M. Olejnik "Prosto w oczy" J. Oleksy powiedział, że był szkolony na wypadek wojny do działań na terenie wroga. Wygląda na to, że płk Kukliński  złamał mu karierę, dostarczając Amerykanom plany inwazji Układu Warszawskiego na Europę Zach. Gdyby nie robota Kuklińskiego, toby został takim Nowotko-bis, wprowadzając radziecki socjalizm w Danii, Holandii, Niemczech, bo tam właśnie miało uderzyć wojsko polskie. 
 Następnie swoją cegiełkę dołożyła komisja śledcza d/s Orlenu, która zażądała lustracji świadków występujących w tej sprawie. Najwięcej zrobił dziennikarz "Rzeczpospolitej" Bronisław Wildstein, który wyniósł jawną listę z IPN zawierającą około 240 tys. nazwisk i przekazał innym dziennikarzom, za co został zwolniony z pracy. 
 Świadczy to, że lobby antylustracyjne ma jeszcze duże wpływy. Podejmowane są różne próby zatrzymania lustracji, a będzie ich więcej. Przecież przeciwnicy lustracji mają nadal sprawne tuby propagandowe służące do manipulowania opinią publiczną, takie jak GW, Trybuna, Tyg. Powszechny (czytaj: obłudnik powszechny). Ja osobiście się cieszę, że ta lista została opublikowana, bo to może być początkiem dogłębnej lustracji, mimo że jest to tylko lista centralna obejmująca Warszawę i okolice, czyli że jest to tylko część zasobów archiwalnych IPN. Teraz, aby uniknąć dzikiej lustracji, IPN powinien oddzielić prześladowców od prześladowanych i takie listy ogłosić, aby uniknąć kolejnych krzywd, ale i procesów sądowych. Potrzebna jest więc dobra wola IPN-u i Sejmu, aby zmienić ustawę i umożliwić powszechną lustrację, a także aby nie krzywdzić już pokrzywdzonych. Takie rozwi