POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada

Redaguje 
zespół w składzie:

Andrzej Kumor
redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa
redaktor prowadzący  (rosa@goniec.net)
Magda Angrot  (magda@goniec.net)
Marek Bućko (bucko@goniec.net ) Krzysztof Jaśkielewicz (jaskielewicz@goniec.net
Hanna Kurek
(hania@goniec.net
Olimpia Orlewicz
(accounting@goniec.net
Daniel Runo
(runo@goniec.net
Aleksander Rybczynski
(rybczynski@goniec.net

Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Paweł Jędruch * Marian Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni Lenkiewicz * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński

Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.

ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0

GONIEC NR 26/2005 (81) (1-7 lipca 2005)

 Czegoś tu nie rozumiem 
 W ostatnim numerze "Gońca" na pierwszej stronie wybija się tytuł: "Nie bądź mięsem armatnim cudzej polityki!". Przesłaniem artykułu jest powstrzymanie się od niefrasobliwego poparcia Pride Parade. Nic dodać, nic ująć. 
 Na stronie 25. znajduje się zaproszenie do udziału "w tym patriotycznym wystąpieniu dla posłanki, która przez trzy kadencje sprawdziła się w życiu politycznym i wiele dla Polaków zrobiła".
 Pani posłanka Bulte reprezentuje rząd, który tak gorąco popiera dewiacje, że nawet wczoraj uchwalił nowe prawo małżeńskie w Kanadzie. 
 Zgadzam się, że nawet bierny udział w Pride Parade jest naganny. Czy udział w akcji na cześć jednej z osób, która narzuciła nowe niechciane prawo, jest czymś innym? Czy popieranie Pani posłanki Bulte, poprzez udział w manifestacji na Jej cześć jest czymś dobrym?
 Zadziwiający jest fakt, że manifestacje poparcia organizuje kandydat na urząd prezydenta Polski. Czyżby ideały pana Tymińskiego były te same co pani Posłanki? Czy pan Tymiński będzie próbował przenieść te "ideały" do Polski?
 Czegoś tu naprawdę nie rozumiem! Czy kiełbasa wyborcza i oranżada mają do końca pokiełbasić Polakom, o co idzie. 
 Jakie są te wielkie dokonania pani Posłanki dla Polaków? Wciąż Polacy w Polsce muszą przechodzić upokarzający proces starania się o wizę. Wciąż nie ma porozumienia w sprawie emerytur. Oczywiście, nie jest to tylko wina pani Posłanki.
 Posłużę się apelem z cytowanego artykułu, "Obywatelu, nie daj się wmanipulować!". Polacy, nie bierzcie udziału w tym niepatriotycznym pikniku. Nie popierajcie tych, którzy, nie pytając się Was o zdanie, popierają, a wręcz narzucają bardzo naganne prawo. Czy odebranie Matkom i Ojcom ich zaszczytnych praw bycia Matką czy Ojcem, na rzecz "opiekuna prawnego", nie jest pogwałceniem prawa i odwiecznego porządku w Rodzinie?
 Zanim zdecydujecie się na bezpłatną kiełbasę, zastanówcie się, jaka jest realna cena za tę kiełbasę!
 Serdeczne pozdrowienia dla Polonii,
Zbigniew Gruszczyński

 Od redakcji: Szanowny Panie, każdy swój rozum ma, każdy może się zastanowić.

 Szanowny Panie Andrzeju
 Wkradają się na łamy "Gońca" tzw. polskie warchoły (czy warto je umieszczać?). Panowie! Szkoda czasu, a przede wszystkim zdrowia. Nerwów nie wygrywa się na loterii, ale otrzymuje się raz przy porodzie, czy też daleko przed porodem - należy je oszczędzać.
 W drugim liście podpisanym półanonimowo: Stefan.s@sympatico.ca - (z pewnej nieznanej mi przyczyny), autor próbuje dopasować szczypce ślusarskie do sączącego nosa na wskutek nieznośnego kataru, aby wykazać, że to jest właściwy zabieg na cholerny katar. Zostawmy jakiekolwiek słowniki, bo one zamiast uczyć, wprowadzają w błąd. Jeśli nie rozumiemy ich, nie miejmy odwagi nimi się posługiwać. Autor cytuje wyjątek ze słownika i źle rozumie, pisząc: "Ludzie kolektują, zabawki, solniczki, zapalniczki, fajki i to są kolektorzy". To nieprawda - po studencie z freblówki spodziewać się można większej wiedzy. To nie są "kolektorzy", lecz KOLEKCJONERZY, a ich zbiory to nie kolekty, ale kolekcje.
 Inne uwagi, trudno zrozumieć określenie Redaktora słowem jako: "zagoniony". Słowo pochodne od: "zagon-u" czy też od "Gońca" - straszne określenie tu i słownik nic nie pomoże.
 Trzecia osoba

 Od redakcji: Dziękuję bardzo, polemika ma sens tylko do pewnego momentu - A. Kumor.

 Magdalenka bis
 Szanowny Panie Andrzeju, bardzo trafne stwierdzenie w Pańskim artykule, że bal u Wałęsów to haniebna sprawa. Polska już miała społeczeństwo obywatelskie.
 Jak wszyscy pamiętamy, ci, którzy nami rządzili - tu mam na myśli Gomułkę - to byli ludzie uczciwi. 
 Do dziś pamiętam, jak po raz pierwszy próbowano ten dobrze prosperujący kraj rozparcelować, posługując się tym razem studentami - studencki Marzec 1968. Będąc wówczas studentem, obserwowałem to wszystko, nie bardzo wiedząc, o co w tym wszystkim chodziło. Dzisiaj wiem. Chodziło tam o nic innego, jak zburzenie istniejącego systemu społeczno-politycznego, bezklasowego społeczeństwa, które nad podziw dobrze funkcjonowało i stanowiło zagrożenie dla świata kapitalistycznego, bo mogło się implantować na inne kraje. 
 Destabilizacja tego systemu odbywała się falami. Pieniądze na nią płynęły dużym strumieniem. Zarówno z teorii ekonomii, jak też z praktycznego działania gospodarki sterowanej centralnie (Chiny), widać  jednoznaczną jej przewagę nad pełnym sprzeczności kapitalizmem. W Polsce istniało bezklasowe społeczeństwo zbudowane od podstaw po II wojnie światowej. Klasa robotnicza szeroko pojęta była właścicielką majątku uspołecznionego i nie musiała się obawiać o brak środków egzystencji, to gwarantował system społeczno-polityczny.
 Wystarczyło drogą ewolucji wyzwolić się spod dominacji sowieckiej i kierować krajem w sposób korzystny dla społeczeństwa polskiego. Ten proces wyzwalania się zakłóciły zadłużenia, które zaciągnął Gierek na Zachodzie. Polska straciła swoją równowagę ekonomiczną. 
 Największym jednak złem było dla Polski pójście za elektrykiem i uwierzenie jego mitom. Do dziś nie wiemy, czy on był Bolkiem, czy nie; jednym, co wiemy, jest to, że za jego prezydentury rozkradziono Polskę. Reszta się odbyła pod rządami Kwaśniewskiego. Ci dwaj faceci teraz podają sobie ręce, bo nad obydwoma wisi odium gniewu społecznego. Jak można było takie wspaniałe prosperujące stocznie czy generalnie cały przemysł maszynowy rozkraść w ciągu zaledwie kilku lat? 
 Jak wszyscy wiemy, Gomułka dokonał swego żywota w bloku jednej z dzielnic Warszawy. Ten człowiek nie zapomniał swoich korzeni, pochodził z klasy robotniczej i w tej klasie pozostał. To za jego czasów Polska była krajem, z którym liczył się Świat. Mieliśmy niemałe osiągnięcia, z których najważniejszym był zrównoważony bilans ekonomiczny. Polska nie miała ani długów wewnętrznych, ani zewnętrznych. Mało tego, kraj posiadał olbrzymi majątek społeczny w postaci państwowego przemysłu, kolei oraz spółdzielcze sieci usług. Inflacja była na poziomie prawie zerowym.
 Pomyśleć, że to wszystko odbywało się przy ogromnym wysiłku militarnym, jako że Polska utrzymywała dużą armię, stale doposażając ją w nowoczesny sprzęt - Migi 21, czołgi T-56 itp. - w ogromnych ilościach (do sprawdzenia w archiwach). Gdyby ten system przetrwał i centralne planowanie wyposażono by w komputery, Polska byłaby jednym wielkim przedsiębiorstwem, które jak taran wchodziłoby na wszystkie rynki, podbijając je niskimi kosztami wytwarzania.
 No cóż, jeszcze nie wszystko stracone. Trzeba odebrać rekinom to, co sobie przywłaszczyli, i dokonać ponownej nacjonalizacji przemysłu, wracając ponownie do stanu z lat 60. Jeżeli tego nie zrobimy, grozi nam meksykanizacja.
Pozdrawiam
Stefan Caputa

 Od redakcji: Wie Pan, może Gomułka nie był rozwiązaniem na wszystkie bolączki, ale rzeczywiście, mielibyśmy  lepszy punkt wyjścia. 

 Prośba
 Serdecznie witam, jestem Zbyszek Słupecki, mieszkam w Polsce w miejscowości Jelcz-Laskowice (20 km od Wrocławia).
 Dawni moi przyjaciele Adam Błądek wraz z żoną i córeczką wyemigrowali przed 30 laty do Kanady. Kiedyś byliśmy bardzo blisko. Teraz z moją żoną Jadwigą jesteśmy po 50- tce. Prosimy Was tylko o przekazanie im naszego maila (z_slupecki@go2.pl). Może się odezwą. Nie wiemy, gdzie mieszkają.
 Będziemy wdzięczni za pomoc w ich odszukaniu, kiedyś mieszkali we Wrocławiu przy ul. Krakowskiej.
Pozdrawiamy Was i całą Polonię.
Zbyszek i Jadwiga Słupeccy
tel. 071/318-15-14

 Od redakcji: Dziękujemy za pozdrowienia!

 ***
 Otrzymałem właśnie odpowiedź z IPN na temat mojej obecności na "Liście Wildsteina". Po moim wystąpieniu w programie TV, w którym powiedziałem, że moje imię i nazwisko się tam znalazło, i obietnicy, że wystąpię do IPN o okazanie dokumentów na mój temat, miałem kilka nieprzyjemnych reakcji telewidzów i czytelników "Wiadomości". 
 Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ uważałem, że czytelnicy redagowanych przeze mnie "Wiadomości" i "Expressu Wieczornego" muszą mieć pewność, że człowiek, którego teksty czytają, nie był donosicielem do SB. Miałem też nadzieję, że w ten sposób wskażę drogę innym osobom z Polonii, których imiona i nazwiska znalazły się na "Liście".
 Ponieważ już nie redaguję "Wiadomości", a zależy mi na oczyszczeniu z wszelkich podejrzeń, prosiłbym "Gońca" o opublikowanie tego listu i fotokopii zaświadczenia z IPN, że nie mam nic wspólnego z Janem Wichrowskim z "Listy Wildsteina". Byłbym bardzo wdzięczny, by wielkość wydrukowanej fotokopii umożliwiała odczytanie jej treści.
 Jednocześnie chciałbym poinformować, że wystąpiłem o pełną kwerendę materiałów na mój temat, jakie są w posiadaniu IPN - o ile takowe istnieją. Jak wynika z załączonego do zaświadczenia listu od Naczelnika Wydziału Udostępniania IPN, pani Anny Ławek, może to potrwać nawet kilkanaście miesięcy.
 Nie pozostaje mi nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość.
 Z góry serdecznie dziękuję.
 Jan Wichrowski

 Od redakcji: Jest nam miło spełnić Pana prośbę.

 Śmierć eurodeputowanego 
 W ostatnich dniach zmarł w warszawskim szpitalu ranny w wypadku drogowym poseł do Parlamentu Europejskiego Ligi Polskich Rodzin Filip Adwent. Urodził się i przez 40 lat mieszkał we Francji. Od 1996 roku zamieszkał w Polsce. 
 Nie miałem okazji poznać go osobiście, ale od około dwóch lat czytałem i słuchałem jego wypowiedzi w sprawie Polski i Unii Europejskiej. Jego wielka miłość do Polski, głęboka wiara w Boga, prawy charakter i szlachetność w postępowaniu zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Mówił z głębi serca i to doskonale się wyczuwało. Między tym co myślał, mówił i robił nie było rozbieżności. Był to niewątpliwie człowiek wielkiego formatu, który pokazał nam, co oznacza bycie prawdziwym pełnym człowiekiem. Bronił polskiej ziemi przed wyprzedażą cudzoziemcom, bronił wartości chrześcijańskich. Wyróżniał się na dzisiejszej scenie politycznej. Był nie do kupienia czy zastraszenia. Wzór do naśladowania na dzisiejsze czasy. 
 Polecam jego stronę internetową http://www.filipadwent.pl/, można tam zapoznać się z jego pracą dla dobra Polski, wysłuchać jego wypowiedzi.
 Na tej samej stronie internetowej jest umieszczony komunikat o śmierci Pana Filipa Adwenta, z którego dowiadujemy się, że po wypadku był aż w trzech szpitalach. 18 czerwca około godziny 20 został przewieziony z miejsca wypadku helikopterem do Centralnego Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej przy ul. Banacha na Ochocie. Skąd następnego dnia skierowano go do Centrum Rehabilitacji "STOCER" w Konstancinie-Jeziornie, w którym, jak się okazało nie ma najbardziej elementarnej aparatury diagnostycznej, jak tomograf komputerowy lub rezonans magnetyczny. Dopiero 24 czerwca, tj. dwa dni przed śmiercią, skierowano Pana Adwenta do Centralnego Szpitala Klinicznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przy ul. Wołoskiej na Mokotowie. Szpital ten zapewnia opiekę medyczną członkom rządu, parlamentu i dyplomatom. Jest nowoczesnym przodującym ośrodkiem diagnostyczno-leczniczym, doskonale wyposażonym w pracownie diagnostyczne. W szpitalu pracuje 250 lekarzy różnych specjalności, w tym 100 profesorów, docentów, doktorów nauk medycznych. 
 Moje zdziwienie budzi fakt, iż z miejsca wypadku nie zabrano Filipa Adwenta bezpośrednio do szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej, gdzie jako poseł do Parlamentu Europejskiego miał prawo być leczony. 
 Mam nadzieję, że wkrótce poznamy przyczyny tej decyzji. W telewizji publicznej pokazano tylko akcję przetransportowania polityka śmigłowcem do Warszawy. Co na pewno przekonało wielu naszych rodaków, iż zrobiono wszystko co możliwe w ratowaniu życia Filipa Adwenta. Córkę i matkę przewieziono już karetkami pogotowia do szpitala w Grójcu. Córka eurodeputowanego jeszcze tego samego dnia opuściła szpital na własne życzenie. 
 Kierowca ciężarówki, 29-letni Rafał F., mieszkaniec Puław w Lubelskiem, nagle zjechał na lewy pas ruchu i zderzył się z toyotą avensis - którą jechał eurodeputowany wraz z rodziną - nie odniósł obrażeń, był trzeźwy. Nie potrafił wytłumaczyć, jak doszło do wypadku, powiedział Tadeusz Kaczmarek, rzecznik prasowy Mazowieckiej Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu. Tachograf, czyli urządzenie informujące o przebiegu jazdy ciężarówki, był zepsuty - dodał podinsp. Krzysztof Karczmarski, zastępca komendanta powiatowego policji w Grójcu. 
 Prokuratura uznała, że naruszenie przez Rafała F. zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym miało charakter nieumyślny. W wypadku zginęło sześć osób. Grozi mu za to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. 
Tadeusz Orłowski

 Od redakcji: Pachnie zamachem, o sprawie piszemy w numerze.

 ***
 Sam się sobie dziwię, ale przyłażą mi do głowy myśli jakieś dziwne. W Polsce, Europie, Kanadzie, politycy albo złodzieje promują temat mający odwrócić uwagę od prawdziwych problemów. Przez setki lat wszystko co złe zwalało się na żydów, w tym momencie ten oklepany temat nie dla wszystkich jest wygodny. A więc, wykombinowano pedałów, wrzasku wokoło tego śmierdzącego paskudnie tematu dużo.
 W tym momencie ci hołubieni przez (??) służą do walki z Kościołem, są takim wymyślonym problemem dla mas. Śmierdzący ochłap rzucony społeczeństwu.
 Nie zdają sobie nasi upośledzeni sprawy, że łaska pańska na pstrym jeździ koniu i w pewnym momencie trzeba będzie dać społeczeństwu igrzysk. Kto będzie ofiarą? Zostaną rzuceni, oszukani, wykorzystani. Ale ktoś się będzie śmiał, kto?
 Wszystkim kieruje rozdęta chorobliwie biurokracja, politycy, i to jest podstawowy problem. Jak ograniczyć to koryto, o które walczą tłumy cwaniaczków, partie przybierające nazwy coraz dziwniejsze. Walka o stołki, walka o pieniądze, reszta to tematy zastępcze. Wydaje mi się, że będę w temacie z moim pytaniem.
 Dlaczego, aby poczytać J. Korwin-Mikkego zmuszony jestem czytać Angorę? Bardzo lubię tego autora i szkoda, że nie gości na łamach "Gońca". Wracając jeszcze do nielegalnej manifestacji i bardzo mądrych po niej dyskusji, dlaczego Młodzież Wszechpolską i Kaczyńskich porównywano z faszyzmem, nigdy z komunizmem? Byłoby za mocne?
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Szanowny Panie, z chęcią zamieszczalibyśmy Autorów w rodzaju J. K-M czy St. Michaliewicza, na przeszkodzie stają trudności obiektywne.

GONIEC NR 25/2005 (80) (24-30 czerwca 2005)

 ***
 Jestem żonaty i mam 3 dzieci. Nie jestem politykiem ani osobą publiczną, ale kilka miesięcy temu zadałem sobie pytanie: czego będzie się uczyć moje dzieci w szkołach na temat małżeństwa? 
 1. Zwolennicy zmiany uważają, że tradycyjne małżeństwo jest dyskryminujące i narusza prawa człowieka. Chciałbym podkreślić, że ONZ i  inne organizacje międzynarodowe nie podzielają tego zdania. Nawet Supreme Court of Canada stwierdził, że nie ma naruszenia praw człowieka i Parlament Kanady może, ale nie musi zmienić def. małżeństwa. Dlaczego ciągle nam się wmawia, że zmiana jest konieczna ze względu na obronę praw człowieka? Przecież prawo do małżeństwa ma każdy człowiek, ale trzeba spełnić pewne warunkiÉ 
 2. Gdzie jest miejsce na prawa człowieka dzieci, które będą "produkowane" na potrzeby par homoseksualnych? Każde dziecko ma prawo wzrastać z własną matką i własnym ojcem. Owszem, czasami bywa inaczej, ale to nie jest "wina" tradycyjnej definicji małżeństwa. I dlatego w interesie każdego państwa i nas wszystkich jest, aby wzmocnić tradycyjne małżeństwo, a nie "rozwalać". Przecież nawet homoseksualiści przyznają, że najlepszym środowiskiem dla rozwoju dziecka jest rodzina składająca się z matki i ojca.
 3. Większość społeczeństwa Kanady jest przeciwko tej zmianie, ale nikt nie pyta nas o zdanie. W Parlamencie były już 2 głosowania w tej sprawie, większość głosujących opowiedziała się za zmianą. Pozostało jeszcze jedno ostatnie głosowanie, zanim ustawa wejdzie w życie. W tej chwili sprawa jest badana przez specjalną komisję, która została tak obsadzona, że 10 z 14 członków komisji jest zwolennikami zmiany definicji. Czy to jest demokracja? 
 4.  Dlaczego nie ma uczciwej debaty w mediach i na forum publicznym na ten temat? Nie pozwala nam się mieszać religii z polityką, ale tylko dlatego, że mamy odmienne zdanie. Z drugiej strony, pani Pastor z United Church jest tak bardzo zaangażowana w politykę, promuje same-sex marriage i zwalcza wszelką opozycję. Mieliśmy tego obraz 7 czerwca 2005 r. w czasie debaty radia CFRB.
 5. Słowa matka, ojciec przestają istnieć, w rzeczywistości prawnej Kanady zastępuje je się określeniem: opiekun prawny.... Czy to jest przyszłość, której chcemy dla naszych dzieci?
 6. Wszyscy jesteśmy dumni z naszego Jana Pawła II, ale przecież potrzeba czegoś więcej niż tylko wywieszania flagi papieskiej. Dla naszego papieża słowa małżeństwo, rodzina, matka i ojciec to nie były słowa definicje, które można zmienić w zależności od potrzeb. Te słowa określają naturalny Boski porządek, który jest teraz zagrożony. Słowa Ojca św.: "Nie lękajcie sięÉ" odnoszą się w tej chwili do nas. Teraz jest czas działania i dania świadectwa naszej wiary. 
Andrzej Sadecki
Toronto

 Od redakcji: Nic dodać, nic ująć.

 Szanowny Panie Redaktorze 
 Mój kolega, dr Janusz Drzymała, poradził mi skontaktować się z Panem i przekazać bieżące informacje dotyczące Dnia Kanady w Ostrowie Wlkp. W chwili obecnej w Ostrowie Wlkp. działa Polsko-Kanadyjska Fundacja Edukacji, Polsko-Kanadyjskie Gimnazjum i Liceum im. Aleksandra Bella.
 Po raz pierwszy w Polsce w dniach 1 i 2 lipca 2005 są organizowane Dni Kanady w Ostrowie Wlkp. Ostrów Wlkp. znany jest w historii z bezkrwawego Powstania Ostrowskiego oraz Republiki Ostrowskiej, pierwszej wolnej enklawy w Polsce, przed następnym Powstaniem Wielkopolskim, które przyniosło szereg ofiar.
 W dniu 30.06 odbędzie się koncert w konkatedrze Ostrowa z udziałem chóru dziecięcego Stokrotki z Hamilton. Chór ten wystąpi w dniu następnym na uroczystym otwarciu obchodów z udziałem ambasadora Kanady p. Ralpha Lysyshyna, Prezydenta miasta, Prezesa Polsko-Kanadyjskiej Fundacji Edukacji. W tym samym dniu zostanie otwarta wystawa "Małych form graficznych i ekslibris Ameryki Północnej w zbiorach Muzeum Miasta Ostrów Wlkp.", ekspozycja wydawnictw kanadyjskich i Polonii kanadyjskiej. W dniu następnym, 2 lipca, zostanie otwarta wystawa historii telekomunikacji "Od tam-tamów do Aleksandra Bella" oraz Polonia na świecie z udziałem Wspólnoty Polskiej. Trzeci dzień jest poświęcony na zwiedzenie skansenu w miejscowości Gorecznik "Życie ludzi na obszarach leśnych". Skansen, położony nad jeziorem, zawiera obecnie indiański wigwam i totemy Indian oraz minizoo. 
 Uprzejmie proszę o opublikowanie powyższej informacji oraz o przesłanie kopii artykułu w czasopiśmie "Goniec" na adres Szkoły:
Polsko-Kanadyjskie Liceum im. Aleksandra Bella
ul. Wrocławska 93a
63-400 Ostrów Wlkp.
Z poważaniem Jerzy Mazurek
Dyrektor Polsko-Kanadyjskiego Gimnazjum i Liceum

 Od redakcji: Bardzo nam się spodobało "Życie ludzi na obszarach leśnych"...

 Trochę o paleniu 
 Puryści i lewacy wykreowali cały szereg ustaw dotyczących zakazu palenia papierosów w miejscach publicznych. W mediach trąbi się o szkodliwości palenia  na organizm ludzki, a na paczkach papierosów firmy produkujące ten specyfik mają obowiązek umieszczać obrzydliwe zdjęcia zrakowaciałych płuc lub zębów objętych paradontozą w ostatnim stadium przydatności do żucia. W mroźne dni widzimy wypędzonych z biurowców trzęsących się z zimna palaczy mocą ustawy, którzy ryzykując zapaleniem płuc, ratują głód nikotyny nerwowymi sztachami. W restauracjach wydzielone pomieszczenia dla palaczy już stały się solą w oku  i niedługo, mocą kolejnej ustawy, będą zlikwidowane.
 Uważam, że podejście do problemu, jakim są amatorzy dymku z papierosa,  jest wysoce niehumanitarne i nieludzkie. Nie jest to już kraj demokratyczny, a jednostka społeczna utraciła prawa o samostanowieniu, doborze indywidualnej decyzji względem siebie samej oraz poczuciu wewnętrznej wolności i swobody  egzystencji.
 Został stworzony nowy twór państwowy, który można nazwać dyktaturą prawa. Dyktaturą nierówności społecznej regulowaną tzw. poprawnością polityczną. Bo do problemu palenia papierosów i użytkowników tego nałogu można było podejść ze zrozumieniem,  tolerancją i pewnym kompromisem. Urzędnicy-palacze powinni mieć wydzielone pomieszczenie na ostatnim piętrze biurowca, dobrze wentylowane, ogrzewane  zimą, z barkiem kawowym i możliwością poczytania prasy. Kreowanie w mediach paniki i histerii antynikotynowej stworzyło dezaprobatę i dalej histerię (Ja mam alergię na dym papierosowy, słychać często w otoczeniu palacza), dalej, jawną dyskryminację palącego wyrażaną piorunującymi spojrzeniami przechodniów i coraz częściej niegrzecznymi uwagami. Tym, których umysł jest sterowany przez media, nie przeszkadzają smrodliwe kłęby czarnego dymu wyrzucanego przez miejskie autobusy lub ciężarówki dostawcze. Nie dostają alergii od dieslowskiego smrodu. W ubiegłym roku zmarło z powodu zatrucia smogiem w Toronto "tylko" 1700 mieszkańców. W tym roku, doliczając wysoką wilgotność, władze obliczają 5200 zgonów z powodu zatrucia smogiem. I cisza. Radni miejscy nie znajdują rozwiązania, jak zapobiec zbliżającej się klęsce. Widocznie temat wykracza poza ich zdolności decyzyjno-twórcze.
 Potencjalne ofiary ich indolencji na pewno nie przeniosą się w zaświaty z powodu  kopcących papierosy palaczy. Co jest ciekawe, to większy jest odsetek zgonów z powodu otyłości niż z tytułu palenia papierosów. A może znowu jakiś hipokryta, pseudonaukowiec wysunie tezę, że zbyt dużo otyłych w mieście wypiera tlen z otoczenia i dlatego się dusimy. Gdy do pełnego naczynia z wodą wrzucimy kilka dorodnych jabłek to jabłka, zgodnie z prawem Archimedesa, wodę wyprą proporcjonalnie do objętości dorodnych owoców. Podobnie jest z powietrzem
 Należy również wydać ustawę, że kobiety na ulicach nie mogą chodzić w zbyt krótkich spódnicach gdyż powodują wypadki samochodowe. I tak proszę państwa, możemy kontynuować eskalacje nonsensu. Przecież problemem numer jeden jest powszechna narkomania! Powtarzam powszechna! W naszej społeczności wolimy używać innej używki, która raczej nie degeneruje społeczeństwa lecz zagrzewa do walki lub samouwielbienia. I w niedużych ilościach jest nieszkodliwa. A przede wszystkim legalna!
 Ścieżki Coki  na szkiełkach są nieodzownym atrybutem na prywatnych przyjęciach. Jest swoistą miarą zbytku, gestu być może nawet ekskluzywności. Amfetamina, Ekstazy, Heroina i wszelkie jej pochodne masowo są używane na dyskotekach. Odratowanym ćpunom przyznaje się rentę inwalidzką żeby delikwent mógł dalej się rehabilitować z mizernym skutkiem zresztą. Rozmiar hipokryzji jest w Kanadzie nieskończony. Podpitego faceta władza wyciąga z auta w kajdankach, a sąd wymierza mu karę łączną, a drugi kierowca z głupawym wyrazem twarzy, przekrwionymi oczami , nafaszerowany coką lub innym specyfikiem, mija punkt R.I.D.E. kpiąc z prawa w żywe oczy. Tego constable nie zidentyfikują dmuchnięciem w balonik.
 Wróćmy jednak do problemu "dymkowego". Co powoduje, że mimo tylu restrykcji, palacze  z lubością zaciągają się niebieskim aromatycznym przecież dymkiem? Dwóch lekarzy, psychiatrów z Montrealu, zbadało ten dylemat. I cóż orzekli?
 1. Palenie papierosa jest dla palacza niewątpliwą przyjemnością, czynności z tym związane kumulują stress, rozładowują napięcie nerwowe i zwiększają koncentrację umysłu nad rozwiązywanym problemem. 2. Palenie papierosów eliminuje uczucie łaknienia. 3. Pomaga uzyskać stan relaksu i odpoczynku. 4. Pomaga podkreślić dojrzałość i dorosłość w przypadku np. młodzieży. 5. Obniża ciśnienie krwi. 6. Przyspiesza metabolizm organizmu
 Nie szukam linczu, proszę Was tylko obiektywizmu.  Dziękuję.
Andrzej Zaleski

 Od redakcji: Palacze nie dajcie się zaszczuć.

 ***
 W tamtym tygodniu na łamach "Gońca" pojawił się niepodpisany list czytelnika, w którym zostało wymienione moje nazwisko, Michała Krupy. Autor apeluje do redakcji aby teksty mojego autorstwa nie były więcej zamieszczane na łamach "Gońca", sugerując wyraźnie tym samym że niedawno jakiś mój tekst miał się rzekomo w tygodniku pojawić. Byłem zdziwiony, gdy przeczytałem ten list na stronie internetowej "Gońca", przede wszystkim dlatego że ja żadnych tekstów w "Gońcu" w tym roku nie umieszczałem. Ostatni mój list pojawił się na łamach tygodnika w lecie 2004 roku, kiedy to skrytykowałem pomysł udziału premiera Ontario na bankiecie z okazji rocznicy powstania Kongresu Polonii Kanadyjskiej. 
 Dziwi też fakt że list owego czytelnika nie jest podpisany, co wyraźnie sugeruje że autor ma coś do ukrycia, czegoś się boi lub poprostu miał lub miała na celu wywołanie prowokacji. W tamtym tygodniu wysłałem pocztą treść informacji jakie podał do publicznej wiadomości rzecznik prasowy Młodzieży Wszechpolskiej, kol. Krzysztof Bosak. Informację, jako zwyczajną ciekawostkę wysłałem do redaktora naczelnego "Gońca" pana Andrzeja Kumora i do paru innych osób dobrze mi znanych. Podkreślam jeszcze raz, że to nie był tekst mojego autorstwa. Czyżby ta informacja trafiła w nieodpowiednie ręce? 
 Równocześnie chciałbym zaprotestować przeciwko sfałszowanemu i kłamliwemu wizerunkowi LPR i MW przedstawionego przez autora tego listu. Manifestując swój sprzeciw wobec zboczeń seksualnych podczas nie legalnej parady "równości", działacze Mlodzieży Wszechpolskiej chcieli zablokować przejście przez stolicę tejże paradzie. Na czele tej blokady stał wicemarszałek województwa dolnośląskiego, kol. Radosław Parda, były prezes MW. Działacze MW zostali siłowo usunięci przez policję, niektórym odmówiono nawet wody pitnej potrzebnej do spożycia leków,dzięki czemu jedna działaczka MW trafiła do szpitala. Zarzucono im na komisariatach m.in. "demoralizację"(sic!). Skąd autor bierze takie bzdury, że "na głowy demonstrantów, których wielu przyszło z małymi dziećmi i całymi rodzinami, posypały się kamienie, butelki oraz gaz"? Jest to wierutne kłamstwo, ponieważ nic takiego nie miało miejsca. Grupy kibiców i skinheadów próbowały siłowo zablokować przejście parady, ale nie członkowie MW, którzy w pokojowy sposób zamanifestowali swój słuszny sprzeciw. To jest wszystko udokumentowane przez zdjęcia zrobione podczas parady przez dziennikarzy i nie tylko. 
 Stwierdzenie "że organizacja Młodzież Wszechpolska nosi znamiona bojówek nazistowskich, ksenofobicznych oraz szowinistycznych" odbieram jako obelgę, ponieważ sam jestem członkiem lubelskich struktur Młodzieży Wszechpolskiej. Tak nas określają lewaccy degeneraci i wyznawcy kanonów politycznej poprawności, do których anonimowy autor tego paskudnego listu wyraźnie się przyznaje. Wystarczy przeczytać deklarację ideową MW oraz statut (www.wszechpolacy), żeby wiedzieć, że MW nie ma nic wspólnego z nazizmem, ksenofobią i szowinizmem. Czyżby organizacja nazistowska otrzymywała z Watykanu błogoslawieństwo Ojca Swiętego, jak to niedawno uczynił dla lubelskich struktur Sługa Boży Jan Paweł II? 
 Dalszej polemiki nie będe z tym autorem prowadzil, bo z ludźmi, którzy się swego własnego nazwiska wstydzą po prostu nie warto. Psy szczekają, a karawana musi po prostu jechać dalej.
 Pozdrawiam 
Michał Krupa, Lublin

 Od redakcji: Zgadza się karawana jedzie dalej, zapraszamy Panie Michale, na łamy...

 ***
 W Edmonton rozprowadzono 2000 ulotek ukazujących homoniepewnych w świetle jupiterów. Pan Bill Whatcott wie co pisze, wie co mówi. On wie, w jaki sposób się stoczył, ile wycierpiał, do osiemnastego roku życia parał się prostytucją. Dlatego twierdzę, że on wie co mówi i wie dlaczego stara się innych ostrzec. On się uwolnił, ale widzi zło i z tym walczy, a że używa tych samych metod co..., ma rację, dobrze umieć walczyć tą samą bronią.
 Homoseksualizm jest tak samo "naturalny", jak zgoda "rodziców", aby ich 12-letnie dziecko mogło uprawiać seks w szkole, wszędzie (demokracja?). Nie wyobrażam sobie "12-letniej kobiety" partnerki seksualnej, tak samo jak seks - partnera z k....m. Może jestem dziwny, nie idę z postępem, dla mnie to  zboczenia, to jest chore, ale uleczalne.
 Nie spotkałem w prasie wzmianki na temat profanacji katedry Notre-Dame, środki masowego przekazu się wstydzą? Czy tylko ukrywają? Po co o tym mówić plebsowi? Ukrywają prawdę - dlaczego? Panowie ped....y to w waszym wypadku norma, wstydzić się nie ma czego, a więc czemu o tym się nie pisze? Dyskryminacja! Spróbujcie tej sztuki z meczetem lub w synagodze, wtedy może o was napiszą. 
 To już nie jest komunizm, to wyższa szkoła jazdy nic się nie liczy dla "pożytecznych idiotów", w imię "idei" poświęca się wszystko. Na całym świecie brak takiego co to na białym koniu wpadnie i zrobi porządek, posprząta, a my sobie poleżymy, odpoczniemy, co mamy się pchać jak można poczekać na gotowe. Jutro, ach jutro ja wszystko zrobię, a dzisiaj jeszcze odpocznę sobie. Poczekajmy, mamy czas?
 A tymczasem ci ped...y rekordziści potrafią mieć po 3000 partnerów rocznie, dużo nawet więcej niż nasze rodaczki z dzieł publikowanego w "Gazecie". Trzeba mieć zdrowie, aby to czytać.
 Tymczasem Jaruga Nowacka znalazła swojej miejsce, w pierwszym szeregu, pod rękę z Bączkowskim, podczas warszawskich zakazanych wieców. Ewolucja.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Dziękujemy za komentarz!
 

 Panie  Andrzeju!
 Gdyby Pan uważnie czytał mój ostatni list to by Pan zauważył, że napisałem kolektorzy a nie kolektory. Ma Pan rację, że kolektory to mogą być rury, mogą też być półprzewodniki w elekronice i wiele martwych przedmiotów.
 SŁOWNIK ORTOGRAFICZNY S. Jodłowski i W. Taszycki na stronie 306 podaje: 
 kolektor,  -a, -ry ( zbiornik) 
 kolektor, -rzy ( pracownik prowadzący kolekturę).
 Ludzie kolektują zabawki, solniczki, zapalniczki, fajki i to są kolektorzy to dlaczego ludzie kolektujący śmiecie nie mogą być nazwani kolektorzy? 
 Zagoniony Redaktor zapędził się i to nie pierwszy raz, nie mam zamiaru się sprzeczać ale wiem swoje.
Z poważaniem 
 stefan.s@sympatico.ca

 Od redakcji: Szanowny Panie, też nie lubię się sprzeczać, dlatego radzę zasięgnąć opinii osób trzecich. Pozdrawiam - AK
 

GONIEC NR 24/2005 (79) (17-23 czerwca 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze...
 Uprzejmie donoszę, że: 
 1. "śmieciarze" nigdy nie strajkowali, nie strajkują i nigdy nie przestaną  śmiecić, tylko dalej śmiecą, tak jak śmiecili. Natomiast kolektorzy śmieci czasem strajkują. Czy nazwanie tych ludzi śmieciarzami nie jest  ubliżeniem dla nich?
 2. Myślę, że należy przeprosić prezesa Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie za sfałszowanie imienia i nazwiska. Nasz prezes nazywa się Bogdan Adamczak, a nie Bogusław Adamiak.
 3. Jeśli chodzi o polską szkołę dla polskiej elity, to powinno być to sprawą KPK, bo to właśnie Kongres ma reprezentować organizacje polonijne wobec władz kanadyjskich. Organizacje mają szkółki języka polskiego na lepszym lub gorszym poziomie, ale takie elitarne gimnazjum jest potrzebne. Natomiast panu AK radzę nie stać z boku i śmiać się, ale włączyć się w działalność jakiejś polonijnej organizacji, że co, dużo pracy? a kto jej nie ma, nawet my, emeryci, mamy jej za dużo. 
 4. Stanisław Tymiński na prezydenta = stan beznadziejny.
 Ani pan Tymiński, ani żaden z 9 kandydatów nie ma zbawczej recepty na poprawę warunków życia ludzi w Polsce.
 Aby to udowodnić, trzeba by napisać książkę albo co najmniej broszurę.
Z poważaniem 
 stefan.s@sympatico.ca

 Od redakcji: Panie Stefanie, kolektory to mamy w kanalizacji, natomiast śmieciarze wywożą nam śmieciarkami śmieci.  Prezesa oczywiście przepraszam, nie za sfałszowanie imienia i nazwiska (nie zajmujemy się tym), lecz za przekręcenie. 

 Nielegalny prezes?
 Za kilka dni zbiera się Rada Kongresu, która zadecyduje o przyszłości KPK. Mam nadzieję, że na posiedzeniu Rady padną odpowiedzi na pytania związane z obecnym kryzysem w ZG KPK. Myślę, że na moje pytania też padną jasne i wyczerpujące odpowiedzi. Oto one:
1. Jaka jest odpowiedź p. G. Sobockiego na raport Kom. Rew., z którego wynika, że ZG niewłaściwie gospodarował powierzonymi mu funduszami, tracąc płynność finansową?
2. Kto tworzy konflikty w organizacjach kongresowych i dlaczego?
3. Kto rozbija organizacje kongresowe i wyprowadza je z KPK?
4. Dlaczego Kom. Charytatywna zawiesza swoją działalność?
5. Dlaczego zlikwidowano Fundusz Katyński i na czyje polecenie?
6. Czy na Walnym Zjeździe w Vancouverze doszło do sfałszowania wyborów?
 (Kom. Etyki SIP udowodniła bezprawne zawłaszczenie mandatu przez osobę nieuprawnioną  do jego posiadania.)
7. Czy p. Prezes G. Sobocki sprawuje funkcję legalnie, skoro jego oddz. SIP w Oshawie wystąpił ze Stow. Inż. Pol., które jest członkiem KPK, i czy nadał mu prawo pełnić funkcję Prezesa ZG KPK, skoro jest obecnie członkiem organizacji pozakongresowej?
8. Czy Prezes i Sekretarz ZG złamali uchwałę Walnego Zjazdu zakazującą udziału w nowych procesach sądowych?
9. Jeśli złamali uchwałę Zjazdu, czy pokryją koszta sądowe z własnych kieszeni?
10. Czy Walny Zjazd wybiera Prezesa ZG, aby służył Polonii, czy swoim własnym rewolucyjnym interesom?
 Pan G. Sobocki po wyborze na Prezesa ZG KPK zapowiadał dialogi i scalenie Polonii, a robi wręcz odwrotnie. Można postawić jeszcze jedno pytanie: kogo reprezentuje i jaki jest cel jego działalności?
 Zastanawiam się również, czy p. Sobocki ma kontrolę nad tym, co dzieje się w KPK? Poza tym w ostatnich latach nastąpił poważny spadek zaufania do ZG KPK, czego dowodem jest choćby niezbyt liczny udział w jubileuszowym bankiecie (trzeba dopłacić $5000), niewielkie zainteresowanie "Okrągłym Stołem" (ciało pozastatutowe) i konferencjami prasowymi p. Prezesa. W odpowiedzi na krytykę p. Prezes ucieka się do pisania donosów do pracodawcy krytykującego. Donosy to specjalność tajnych agentów, a p. Sobocki chyba takim nie jest. Mimo że ZG zlikwidował Fundusz Katyński, to i tak harcerze z ZHP zorganizowali piękną, 3-dniową wystawę o Katyniu bez pomocy ZG, dowodząc polskiego patriotyzmu, szacunku dla historii Polski. Chwała im za to. Polonia chce mówić własnym głosem poprzez swoich reprezentantów, nie czekając na wytyczne z polskiego MSZ-tu. Reprezentanci Polonii powinni jej służyć, a nie ślepo wykonywać zalecenia orędowników poprawności politycznej. Moje uwagi to nie nagonka na p. Sobockiego, lecz troska  o Polonię.  Mam nadzieję, że Rada Kongresu właściwie oceni, czy działalność p. Sobockiego jest legalna i czy wynika z jego nieudolności, czy  też z celowego działania? 
 Na koniec p. Prezesowi zadedykuję aforyzm Wiesława Brudzyńskiego "Czołgać się? - rzekł z oburzeniem - to niegodne człowieka. I poszedł dalej na kolanach". 
 Panu Prezesowi i Radzie Kongresu życzę głębokich przemyśleń i poczucia odpowiedzialności za KPK.
Stanisław Pietras
Mississauga

 Od redakcji: Pytać nigdy nie zaszkodzi...

 ***
 Artykuł "Działania Służby Bezpieczeństwa przeciwko Kościołowi katolickiemu"  Adama Kurzaja w numerze 23/2005 GOŃCA z 10-16 czerwca, zachęcił mnie do zapoznania się z  raportem (71 stron) opracowanym przez trzech historyków IPN-u, Andrzeja Grajewskiego, Pawła Machcewicza i Jana Żarycza, w sprawie o. Konrada Hejmy.
 W raporcie jest sformułowana teza, że o. Konrad Hejmo to tajny, świadomy współpracownik SB.  Teza ta jest sformułowana jako założenie i bezwzględny pewnik, ale brak w raporcie argumentów na jej poparcie. W raporcie roi się od ocen i sugestii, które nie mają poparcia w faktach czy dokumentach.  Na przykład w raporcie IPN znalazła się informacja, że o. Hejmo w miesięczniku "W drodze", w numerze z czerwca 1977 r., zamieścił artykuł "odcinający się od poczynań niektórych braci dominikanów". Taki tekst jednak w ogóle się nie ukazał.  Jest to wyjątkowo nieuczciwe i niemoralne.   Nazwa Instytutu Pamięci Narodowej pozostaje w głębokiej sprzeczności z rzeczywistym jego funkcjonowaniem. Przekonać się o tym można przez ocenę stosunku Instytutu do spraw narodowych.
 Jeden z autorów raportu, dr hab. Paweł Machcewicz, ur. w 1966 r. stypendysta Fundacji Fulbrighta w USA, od sierpnia 2000 r. jest dyrektorem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, które  pełni też rolę edukacyjną, poprzez przygotowywanie materiałów do nauczania. Materiały te są często najzwyklejszym zakłamywaniem historii.  Paweł Machcewicz jest nie tylko szpecem od mordu na Żydach w Jedwabnem czy agentury w Kościele katolickim (o. Hejmo), ale również od  zbrodni wołyńskich, przez bandy UPA.  Oceny działalności IPN i Pawła Machcewicza dokonuje Wiktor Poliszczuk  w książce "Gorzka prawda - cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa", Toronto 2004.  Dokumentuje przy tym swoje zmagania z IPN i zakłamaniami polskiej historii uprawianymi przez niektórych jego urzędników, którzy konflikt polsko-ukraiński, wyrzynanie bezbronnej, cywilnej ludności wraz z dziećmi przez OUN-UPA nazywają walką, a nie  ludobójstwem. Poliszczuk przedstawia interesującą korespondencję  z Machcewiczem. Paweł Machcewicz  i dwaj inni współautorzy opracowania, Motyka i Stryjek - stwierdza Poliszczuk w swej książce. - "Posługują się kłamstwem i manipulacją. Uogólniają pojedyncze fakty lub tworzą całkiem nowe."
 Jaki pan taki kram - chciałoby się powiedzieć o IPN Leona Kieresa. Stypendia tzw. Fundacji Fulbrighta czy innych opłacanych przez GLOBALISTÓW lub OLIGARCHÓW finansowych "fundacji" są obecnie przepustką do kariery politycznej w Polsce i na "SALONY".
 Stypendystami Fundacji Fulbrighta byli już m.in. Leszek Balcerowicz,  Marek Belka, Dariusz Rosati, Grzegorz Kołodko, Włodzimierz Cimoszewicz,  Marcin Święcicki,  Longin Pastusiak, Jaskiernia, Olechowski. Ogólnie z Fundacji Fulbrighta korzystało z Polski ponad 70 osób, głównie byłych prominentów i ich dzieci. 
 Aktualna działalność IPN pod kierownictwem Kieresa jest niezwykle szkodliwa.  Zamiast szukać winnych zbrodni na narodzie polskim, niszczy się ten naród.  Dlaczego nie ma publicznej listy pracowników UB i SB?  Dlaczego nie piętnuje się tych, którzy szantażem werbowali księży? 
 A jeszcze trudniejsze do zrozumienia jest pochopne i nieprzemyślane postępowanie władz kościelnych wobec o. Konrada Hejmy. 
Tadeusz Orłowski

 Od redakcji: Receptą na te bolączki jest ujawnienie popereelowskich archiwów.

 ***
 Chcę zaprotestować, aby więcej wypowiedzi takich ludzi jak p. Michal Krupa nie pojawiało się więcej na łamach "Gońca", wystarczy sprawdzić, co wyrabiały bojówki LPR w Warszawie dnia 11 czerwca 2005 roku, gdzie spokojną demonstrację na rzecz Równości zaatakowali siepacze z LPR oraz ich koledzy skini i pseudokibice. Na głowy demonstrantów, których wielu przyszło z małymi dziećmi i całymi rodzinami, posypały się kamienie, butelki oraz gaz. Ranni zostali policjanci oraz przypadkowe osoby. 
 Proszę o upublicznianie informacji,  że organizacja Młodzież Wszechpolska nosi znamiona bojówek nazistowskich , ksenofobicznych oraz szowinistycznych, i nie przyczynia się do pozytywnego obrazu Polski w Ameryce Północnej.
 Pozdrawiam
 (list niepodpisany)

 Od redakcji: Dziwne, że ktoś na nielegalną demonstrację, jaką była Parada Równości, przychodzi  z małymi dziećmi. Michał Krupa nigdy nie rzucał w "Gońcu" butelkami.

 Każdemu wolno kochać!
 Parady "równości", mimo zakazów, odbyły się z udziałem polityków, którzy tworzą i nadzorują prawa. Ich udział w tej paradzie świadczy o ich szacunku do prawa. Polsce potrzeba chleba i sprawiedliwości, a nie nadzwyczajnych praw dla mniejszości walczących z prawami natury. Proponuję inne lekarstwo dla kochających inaczej. Zamiast protestów, petycji i innej walki z chorymi ludźmi będącymi narzędziem w rękach globalistów (Global 2000 report) proponuję oferty matrymonialne. Żadne prawo nie zakazuje mi składania oferty matrymonialnej innej osobie. Każdemu wolno kochać!   Proponuję wysyłanie ofert matrymonialnych do polityków, posłów, senatorów, sędziów i innych decydentów. Mam tu na myśli, aby wysyłać takie oferty do osób tej samej płci, niech zaznają pełni szczęścia do momentu, aż żona, mąż, partnerka, partner zaczną pytać - z kim ty się zadajesz? Co Cię łączy z bezdomnym gejem? itd. Niech doświadczą na własnej skórze i we własnej rodzinie tego, do czego tak usilnie zmierzają. Może w końcu zrozumieją, że należy postępować wg zasady - otrzymałeś życie - daj życie innym, w przeciwnym razie ludzkość wyginie, a na planecie Ziemi pozostaną tylko zwierzęta.
Stanisław Pietras
 PS Mój tekst nie jest atakiem, tylko samoobroną.

 Od redakcji: Rozumiemy intencję

 ***
 Dziś w Sejmie odbyła się wspólna konferencja prasowa LPR i MW dotycząca policyjnych represji, jakie dotknęły osoby przeciwne przejściu przedwczorajszej homoparady przez Warszawę. W konferencji udział wzięli poseł na Sejm RP Roman Giertych, poseł do Parlamentu Europejskiego Wojciech Wierzejski, przewodniczący Sejmiku Dolnośląskiego Radosław Parda, prezes Młodzieży Wszechpolskiej Marcin Kubiński i prezes Warszawskiego Koła Młodzieży Wszechpolskiej Konrad Bonisławski. 
 Podczas konferencji prasowej przewodniczący Roman Giertych powiedział, że policja, ochraniając nielegalną manifestację homoseksualistów, działała wbrew prawu. Usuwając siłą siedzących na ulicy członków Młodzieży Wszechpolskiej i zatrzymując ich na komisariatach, policja działała bezpodstawnie. Te działania staną się podstawą do złożenia przez Ligę Polskich Rodzin doniesienia o popełnieniu przestępstwa przez nadzorującego Policję ministra Ryszarda Kalisza. 
 W konferencji udział wzięła grupa członków Młodzieży Wszechpolskiej, którzy zostali bezprawnie zatrzymani przez Policję. Jedna z nich, Monika Tomaszewska, opowiedziała o swoim przypadku, jak policjant uniemożliwił podanie jej wody potrzebnej do zażycia leków, w wyniku czego znalazła się w szpitalu. 
 - Na podstawie obecnie obowiązującego prawa, osoby prowadzące tę manifestację, takie jak nowo nawrócony gej - Tomasz Nałęcz, czy wicepremier Jaruga-Nowacka, łamały prawo - powiedział Roman Giertych. Zapowiedział również, że w związku z tym anarchizowaniem państwa przez marszałka Nałęcza na najbliższym posiedzeniu Sejmu Liga Polskich Rodzin będzie wnioskowała o jego odwołanie, podobnie jak to się stało w analogicznej sytuacji z eksmarszałkiem Lepperem. 
 Obecny na konferencji poseł do Parlamentu Europejskiego Wojciech Wierzejski zapowiedział, że na forum europejskim Liga Polskich Rodzin będzie przeciwstawiała się szerzeniu degeneracji, a w przyszłej kadencji Europarlamentu być może spróbujemy przeforsować odpowiednią rezolucję. 
 Prezes Młodzieży Wszechpolskiej natomiast, odpowiadając na pytania dziennikarzy, podkreślił, że Młodzież Wszechpolska w czasie manifestacji nie zachowywała się agresywnie, protestowała poprzez siadanie na ulicy. Zaapelował do dziennikarzy o nieutożsamianie Młodzieży Wszechpolskiej z grupami chuliganów, którzy rzucali kamieniami. W trakcie odpowiedzi na pytania Roman Giertych wyjaśnił, że jego telefon na policję w sprawie zatrzymanych członków Młodzieży Wszechpolskiej był telefonem na numer alarmowy 22997, gdzie próbował zgłosić nieprawidłowości przy zatrzymaniach osób siedzących na drodze manifestacji homoseksualistów. Powiedział, że jeśli są jakiekolwiek wątpliwości co do treści jego rozmowy, to wzywa policję do ujawnienia jej nagrania. - A do sprawy odpowiedzialności za sobotnie zajścia, wrócę za trzy miesiące, kiedy będę miał więcej czasu - dodał.
Krzysztof Bosak

 Od redakcji: Tego w gazetach nie pisali.
 

 Ofiarność całego świata dla ofiar tsunami rozbiła się o mur biurokracji. Tysiące, a może setki tysięcy mieszkają w namiotach, obozach. Pół roku po wielkiej spontanicznej akcji, do normy wróciło wiele, turyści mają świetnie, ale ci najbiedniejsi, no cóż, im nawet ściepka całego świata nie pomoże. 
 W tym momencie artyści z górnych półek postanowili przypomnieć o biedzie, chwała im za to. Ale problem jest inny, to problem tylko polityczny. Narody biednej Afryki politycznie się nie liczą, nie obchodzą nikogo, NIKOGO! Ameryka, Europa , kilka innych strategicznych ośrodków, zupełnie zresztą niedemokratycznych, tu się kręci polityka i tylko polityka, zresztą taka w wydaniu najgorszym. Na temat biedy można pogadać, ale tylko przy suto zastawionym stole. Kiedyś miałem okazję porozmawiać z Nigeryjczykiem z Amsterdamu, "biznesmenem". Rodzina w Afryce rozproszona, ale współpracująca. On z Europy wysyła kontenerami bezwartościowy sprzęt bez gwarancji, albo kontenery ciuchów szytych w Tajlandii lub Indonezji, no i opowiada o afrykańskiej biedzie. Nasuwa się pytanie. Dlaczego nie stworzysz czegoś, aby te ciuchy szyć w Afryce? Facet jest zdegustowany i rozbawiony - to niemożliwe, sami złodzieje, nie da rady. W Azji złodziei nie ma?
 Ależ są, ale - zamawiam towar, gang odstawi na statek, w Afryce gang kupuje i odbiera ze statku, to ich problem, a ja mam spokój. Czy on nie opowiadał o Polsce? Hasła w Polonii są podobne, przepraszam, ale jakoś mi się tak głupio skojarzyło.
 Osoby bezkrytycznie (?) podchodzące do kanadyjskiej rzeczywistości wiedzą, że aby poczuć się dobrze, muszą jechać na Kubę, czują się wtedy jak milionerzy co najmniej. W tym momencie dziwię się bardzo Polakom, jeszcze 25 lat temu wpadli do nas tacy "turyści" od Kadafiego, tacy sami milionerzy-pastuchy. Jest jedna różnica, oni byli traktowani ze wstrętem, ale byli płacącymi klientami naszych rozrywkowych pań. My na Kubie znani jesteśmy z dużego apetytu i opilstwa, zapłaciłem, jak nie wykorzystać? Słoma! Po powrocie opowiadamy o panienkach i... No co, pogadać nie wolno?
Sierzputowski Janusz
 PS Zamiast "podnosić" akcyzę na paliwa, robić zamieszanie, może lepiej by było odstąpić od akcyzy w ogóle. Ale by się ludzie cieszyli. 

 Od redakcji: Dziękujemy za komentarz

GONIEC NR 23/2005 (78) (10-16 czerwca 2005)
 Panie Andrzeju
 Tekst pana Siekanowicza wspaniały. Mam identyczne przemyślenia. Nie ma co tu odkrywać Ameryki, skoro Łysiak to zrobił najlepiej. Chcę dopisać ciekawostkę. 
 Symbol masoński. Uścisk dłoni. Nie wiem, czy sobie zdajecie sprawę, jaką wagę oni przywiązują do symboli. Niby nic, ale  dlaczego ten symbol pokazało dwóch ludzi publicznie  w najwaźniejszym miejscu i w najważniejszym momencie, na placu św. Piotra tuż po ceremonii pogrzebowej. Mam jakiś dziwny niesmak. Dwaj panowie deklarujący się przyjaciółmi Papieża ściskają sobie dłonie w znaku pojednania, a może solidarności (jedno z haseł komuny paryskiej - 5 mln ofiar), a może sobie coś pogratulowali. W TV i Hollywood (a propos - święte drzewo rosnące w południowych stanach - symbol Christmas) podobno nie ma przypadków, wszystkie gafy i zająknięcia są zaplanowane. Bolek zawsze grał pokera z nami i chyba do końca to robi.
 - Pani Lusia walnęła mocno, dając do zrozumienia, że wie, o co chodzi ze słowem EKUMENIZM (polecam Pająka, ale nie tyle jego, co wydruk z pisma "Szczerbiec" na temat ekumenizmu). Jest to słowo tabu. Wiersz był jej, ale tekst jakby gromada doradców, mocno zorientowanych w temacie.
 Coś tam się szykuje w Polsce. Jestem z Gdańska i wydaje mi się, że Bolek inspirował poetów. Gdy pierwszy raz usłyszałem zespół Kombi, jakoś mi to pasowało do Bolka -"Słodkiego miłego życia 
Dobre stopnie za chamstwo masz, to jest to
W nowym zwarciu za faulem faul, nim gruchnie gong
Mówią szmal określa byt, trzymaj tak
Twarde łokcie pomogą Ci i giętki kark
Czy to już znasz kochanie?
Czy nie wiesz jak to jest?
Czy wierzysz im bez granic?
Czy zechcesz wierzyć mnie?
Słodkiego, miłego życia
Jest tyle gór do zdobycia
Kto przegrany nie liczy się, odpada z gry
Całuj klamkę, pohamuj wstręt, pohamuj sny
A nagrodę dostaniesz za piękny kurs
Rada głuchych nagrodzi cię, bez zbędnych słów
 Goniec str. 4 proszę nie róbcie tych dziennikarskich numerów, mam gorącą nadzieję, że to ups był przypadek: nie róbcie tych zestawień 
zdjęcie z monetą Papieża i nagłówek z Homolką  CO ZROBIĆ Z TĄ KOBIETĄ? - bardzo niesmaczny zestaw.
  Pozdrawiam g.k.

 Od redakcji: Szanowny Panie, takie "numery" nie są zamierzone, wynikają  z urozmaiconej tematyki doniesień agencyjnych, być może mamy nieco przytępioną wrażliwość.

 Szanowni Drodzy Państwo!
 Zwracamy się z bardzo gorącą i serdeczną prośbą do Państwa i do wszystkich ludzi dobrej woli i wielkiego serca z apelem o wsparcie i udzielenie nam i naszym dzieciom pomocy finansowej i żywnościowej. Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. Mamy na utrzymaniu piątkę dzieci w wieku szkolnym od 13 do 18 lat. Jesteśmy zadłużeni w Spółdzielni Mieszkaniowej  na sumę 2,390,18 zł, w sklepie za żywność. Spółdzielnia straszy, że jak nie zapłacimy, to skieruje sprawę do sądu. Oboje nie pracujemy i nie mamy żadnego źródła dochodów, żyjemy tylko z zasiłku rodzinnego na dzieci, żyjemy bardzo skromnie i biednie. Nie mamy do kogo pójść i o pomoc prosić, zwracamy się do Państwa o jakąkolwiek pomoc finansową lub żywnościową. Chcielibyśmy bardzo gorąco prosić Państwa o pomoc w uregulowaniu naszego zadłużenia w Spółdzielni Mieszkaniowej. Prosimy również bardzo gorąco o pomoc w kształceniu i edukacji naszych dzieci. Szczególnie jak zaczynają nowy rok szkolny, pierwszego września. Najgorzej wtedy wyprawić ich wszystkich do szkoły, bo wszystkim trzeba coś kupić: zeszyty, książki, przybory itp. Wszystko jest im potrzebne do nauki, a nie ma za co kupić. Los nasz i naszych dzieci jest w Państwa rękach, gdyż sami nie jesteśmy w stanie nic zrobić w naszej sytuacji rodzinnej i finansowej. 
 Każda, nawet najmniejsza pomoc będzie bardzo, bardzo pomocna dla naszej rodziny. Za okazaną pomoc, wyrozumiałość i życzliwość jesteśmy bardzo wdzięczni, z góry i z całego serca ślicznie i serdecznie dziękujemy Państwu. 
 Na tym kończymy ten smutny list i błagamy o pomoc. Czekamy na Państwa odpowiedź, i w miarę swoich możliwości prosimy o pomoc finansową-żywnościową i środków czystości dla naszej rodziny.
 Za wszystko BÓG ZAPŁAĆ
  Z wdzięcznością i głębokim szacunkiem cała rodzina Sawickich
 KRYSTYNA,  EUGENIUSZ  SAWICCY, UL. PUSTA 11/13, 16-315 LIPSK,
WOJ. PODLASKIE, POLSKA
 Wszelką pomoc finansową prosimy kierować na konto: Eugeniusz Sawicki, BANK   PEKAO  S.A, I.O.W SUWAŁKACH, UL. NONIEWICZA  48, 16 400 SUWAŁKI, NR: 88  1240  1848  1111  0010 0183  0874

 Od redakcji: Jak zwykle przy takich prośbach, których wiarygodność jest trudna do sprawdzenia, liczymy nie tylko na serca, ale i na zdrowy rozsądek naszych Czytelników.

 ***
 Socjalizm, liberalizm z mądrych (?) ludzi z zasadami robi idiotów i wcale nie jest tak, że diabeł tkwi w szczegółach. Starczyło kilkadziesiąt lat skoordynowanej akcji, aby wiele rzeczy odwrócić na lewą stronę. Ale w tak odwróconej marynarce chodzi się niewygodnie i człowiek głupio się czuje. Co ciekawe, wszystkim tak dziwnie ubranym jest to nie w smak, a jednak nie protestują, wszyscy wiedzą, że lewicy trzeba się bać, tresura działa?
 Lewica i t.p. ma wielkie poparcie wśród ludzi pracujących w mediach, oni lubią wiedzieć, kto ustala warunki. To takie proste, robię, co każą, to moja praca i ten właśnie argument musi wszystko tłumaczyć. Lenin mówił - posłuszni idioci - dobrze gadał. Umieją pisać i czytać, poza tym...?
 We francuskim referendum zwyciężył rozsądek, oni coś zrozumieli i zareagowali, głosując. Holendrzy, najnowocześniejszy naród, wszelkie liberalne nowinki przyjmujący jako swoje, zdenerwowali się troszeczkę, gdy dotarło do nich, że na przywitanie w czasie zamiany guldena na euro wy...o ich na 10% oszczędności. Tam ktoś to obliczył, a minister potwierdził, u nas szans nie widzę. 
 Wg Belki, UE to wspaniała propozycja, ale wg "Trybuny" (?), nawozy w ciągu roku podrożały o 100%, maszyny ponad 30%, trzy dobre tuczniki trzeba dać za tonę soli potasowej. Zanim dostaliśmy te złotówki za hektary, to państwo już wcześniej nam je ukradło. 
 Reasumując, UE to dla Polski gwóźdź do trumny, choćby była wygodna nie warto.
Sierzputowski Janusz
 PS Za zgodą holenderskiego parlamentu, feministek i innych kobiecych organizacji oraz oczywiście "rodziców", do 12 lat obniżono granicę wieku dla kobiet. Nawiedzeni stwierdzili autorytatywnie, że: dwunastoletnia kobieta może zgodnie z prawem w...ć się ze wszystkimi.
 Panie Andrzeju! Już niedługo wyeliminujemy pedofilię, nie będzie zboczeń, zawsze można wiek jeszcze obniżyć. Nasi przodkowie próbowali leczyć homoniepewnych, teraz to nie jest choroba. Jakie to proste.
Z poważaniem
J.S.
 ***
 Nie znam osobiście nikogo z "elit" (?), bardzo się zresztą cieszę, bo chwalić by się czym nie było. Wybili, zniszczyli nam komuniści inteligencję, wyeliminowali kulturę. Oczywiście, mamy inteligencję, co to pisać i mówić potrafi, nawet bardzo ładnie czasami, ale nic więcej. Istnieją oczywiście wyjątki, ale ogólnie, brak zasad, norm, szacunku dla siebie i innych, brak godności. Tego, niestety, nie można było się w komunistycznej szkole nauczyć, to trzeba wynieść z domu, wyssać... Dyrdymały? Na pewno? A może jednak nie  na pewno? Weźmy emigrację, nie licząc kilku wyjątków, spora grupa dla dolara, tytułu i pochwały z konsulatu zrobiłaby wszystko. Coś takiego jak wstyd nie istnieje, szacunek, godność - a co to jest?
 Jako dość spora grupa, nie potrafimy załatwić niczego, nie umiemy, nie chcemy? Grupy z Indii lub np. Pakistanu potrafią, umieją, ale tam nie było komunizmu. Chwalimy nasze z PRL szkoły, wspominamy z rozrzewnieniem, tęsknimy? Ludzie Polacy, ja bardzo przepraszam, ale wspominanie nagminnego złodziejstwa, fuch i oszustw jest bez sensu. Faktem jest, iż ta wyniesiona z PRL-u wiedza i umiejętności tutaj zaczynają się przydawać, coraz więcej okazji do przekrętów, a Kanadyjczycy muszą się dopiero uczyć, choć trzeba przyznać, że chwytają szybko. Tylko czy to jest powód do dumy? Ludzie nie mający pojęcia o prawie doradzają, bez skrupułów sprzedają swój brak wiedzy rodakom w potrzebie, pieniądz nie śmierdzi. Byle maść na szczury jest reklamowana jako cudowny lek na wszystko najnowszej generacji. Doradcy emigracyjni dysponują bardzo różniącymi się wiadomościami, znają zupełnie nowe, nieznane innym zarządzenie?! Prezesi (jak to dostojnie brzmi) nie znoszą krytyki, niszczą dorobek poprzedników, podważają sens działania i pracy innych...
 Najśmieszniejsze zaś zjawisko to gdy taki wychowany w komunizmie inteligent, co to mu słoma z butów onuce wypycha, postanawia, że on i jego rodzina muszą się zasymilować, zakazują używania w domu języka rodziców, zrywają znajomości i ze swoim "pitiful English" na siłę wpraszają się w nowe towarzystwo.
 Od kilku lat  mam wątpliwą bardzo przyjemność "współpracować" ze szpitalami i lekarzami. Moje wrażenia są bardzo różne, a nie zawsze najlepsze. Widzę bardzo dużo lekarzy z Pakistanu i okolic, ale jakoś bardzo ciężko natknąć się na Polaka. Znowu komuna się czkawką odbija, a może jakiś inny powód?
 Kilku moich wyjątkowo inteligentnych znajomych w czasie dyskusji o sytuacji w Polsce twierdziło - mają okazję, to kradną, ja gdybym mógł, na pewno nie robiłbym inaczej (?). To jest postawa patriotyczna!
 Niedługo wybory, wojna na całego, Michnik ze swoją gazetą walczy jak lew, nic dziwnego, ma wiele do stracenia w razie zwycięstwa PiS-u. Wiadomości podawane na temat p. Kobylańskiego lub prałata Jankowskiego kupy się nie trzymają, kłamstwa. Opinia na temat Wałęsy zależnie od sytuacji wygląda różnie. Jaki Michnik, taka redakcja, czego się nie dotkną, to śmierdzi. Za przeproszeniem Adam wszystkich rozlicza, ale o swoim majątku słowem nawet się nie odezwie. Skromny? W tym momencie opublikowane na temat CBS wiadomości są 100% prawdą i nie ma możliwości, że jest to zemsta SLD za wykrycie kilku afer z komuną w tle. Michnik mówi, że na pewno nie. OJ! A może jednak, tyle razy się mylił, a na zaufanie nie zasługiwał nigdy.
 Socjaliści z UE wymyślili nowy podatek, w zbożnym oczywiście celu, trzeba opodatkować przeloty lotnicze i w ten oto prosty sposób skończy się z biedą w Afryce. Marzyciele czy idioci??? A może po prostu oszuści.
Sierzputowski Janusz
 PS "Policja do cna zepsuta", ale ten Belka mądry, odwołał wiceministra i uzasadnił (?). Kto odpowie za stan rządu, o tym nawet Michnik milczy.

 Od redakcji: Dziękujemy za listy, jeśli zaś chodzi o "wiek" wspomniany w pierwszym liście, pedofile nadal mają gorzej, bo liczy się też różnica wieku.

GONIEC NR 22/2005 (77) (3-9 czerwca 2005)

 Pan Grzegorz Sobocki
 Prezes
 Kongres Polonii Kanadyjskiej
 Szanowny Panie Prezesie
 Jak Pan już wie, znowu będę kandydował w Polsce na stanowisko prezydenta RP w tegorocznych wyborach.
 W związku z tym bardzo proszę, aby zaprzestał Pan negatywnych wypowiedzi do wrogiej nam prasy, jak Pan to zrobił w swojej wypowiedzi dla Pani Alicji Gettlich  z www.expatpol.com.
 Stanowisko Prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej wymaga szacunku do Polaków, którzy będą na mnie głosować. Głosując na mnie, ludzie rzeczywiście głosują na siebie, bo taka jest istota demokracji.  Prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej powinien Polaków jednoczyć, a nie różnić.
 Od strony formalnej  nie jestem zarejestrowanym kandydatem, a więc kampania wyborcza jeszcze się nie zaczęła i nie ma Pan powodu, aby w ogóle o mnie mówić cokolwiek.
 Z szacunkiem,
 Stanisław Tymiński
 CC Ogólnopolska Koalicja Obywatelska w  Warszawie

 Od redakcji: Poniżej publikujemy tekst A. Gettlich z portalu Expatpol, do którego odnosi się list Stanisława Tymińskiego.

 BRAK ZAINTERESOWANIA 
 W KANADZIE 
 KANDYDATURĄ TYMIŃSKIEGO
 Wszystko wskazuje na to, że kandydatura Stana (Stanisława) Tymińskiego nie wywołuje tym razem większego zainteresowania w Kanadzie, gdzie p. Tymiński mieszka na stałe. W 1990 r. dużo pisały o nim polonijne media, jak również anglojęzyczne. Reakcję na wiadomość, że Tymiński ponownie staje do wyborów prezydenckich, najlepiej można określić - po angielsku - mianem collective yawn. Nie można powiedzieć, aby nie miał swoich wielbicieli wśród Polonii kanadyjskiej, lecz jest to stosunkowo mała grupa skupiona wokół skrajnie prawicowego polonijnego tygodnika, w którym p. Tymiński publikuje swoje teksty, a po Polonii krążą wieści, że ponoć nawet pomaga mu finansowo.
 Osoby bardziej zainteresowane sceną polityczną w Polsce kwestionują powiązania p. Tymińskiego z Janem Kobylańskim, czy też z Lyndonem LaRouchem. Tymiński ujawnił swoje zamiary polityczne na stronie internetowej USOPAŁu kilka miesięcy temu. Natomiast jego publicystyka w takich portalach jak Radio Islam czy też Stormfront White Naturalist Community wręcz niepokoi. Czytając jego artykuły w tych portalach napisane po angielsku i porównując je z artykułami opublikowanymi gdzie indziej trudno jest nie zauważyć, że nie wszystkie wyszły spod jego pióra, aczkolwiek wszystkie są przez niego sygnowane.
 Redaktor naczelny torontońskiej "Gazety", która poparła Stana Tymińskiego w 1990 r., określił go swego czasu mianem nawiedzonego. Wiele osób, tak w zorganizowanej Polonii, jak i wśród niezrzeszonych, na pytanie Expatpolu, co myślą o kandydaturze Tymińskiego, odpowiedziało, że ich zainteresowanie jest zerowe. 
 Prezes Zarządu Głównego KPK, p. Grzegorz Sobocki - "Obecna scena polityczna w Polsce to nie ta sprzed piętnastu lat i jest mało prawdopodobne, by Stanisławowi Tymińskiemu udało się powtórzyć sukces z 1990 r. i 23 października stanąć do drugiej tury wyborów prezydenckich. Jeśli uda mu się zjednać wpływowych protektorów, to jest w stanie trochę ?zamieszać= i wyrwać parę głosów rodzimym populistom". 
 Alicja Gettlich
 http://expatpol.com
 

 Bilet do nowej Polski czy bilet do kina? Najwyższy czas na działanie, a nie puste dyskusje.
 Miliony Polaków narzekają od 15 lat na system polityczny i polską gospodarkę. We wrześniu będzie szansa, by to wszystko zmienić. 
 Po deklaracji Stanisława Tymińskiego do kandydatury na urząd prezydenta dla mnie stało się to sprawą bardzo prostą, jak można osiągnąć ten cel. Jeżeli co dziesiąty Polak, zamiast iść do kina, przekaże sumę wartości jednego takiego biletu na rzecz walki o Polskę, to wystarczy na to, by kampania wyborcza była naszym wspólnym sukcesem. Jest to konieczne, ponieważ wszystkie ogólnopolskie media pracują dla obecnego systemu.
 Wybory parlamentarne i prezydenckie w jednym miesiącu to szansa na wielką debatę o życiu polskiego społeczeństwa, jeżeli weźmie w niej udział ktoś, kto będzie nas reprezentował. Jednak do dzisiaj większość z nas nie wie, kto ma być tym nowym liderem Polaków, kto odważy się, by stanąć w walce o dobro Polski.
 Stanisław Tymiński (www.rzeczpospolita.com) już się zdecydował na ponowne kandydowanie. Jest on takim samym Polakiem jak my, jego honor i sumienie nie daje mu spokoju. Polską rządzą "Polacy", dla których dobro Polski nie jest sprawą najważniejszą. Stanisław Tymiński tak jak my wierzy, że jest to realne, by odsunąć od władzy tych, którzy okłamują i okradają polskie społeczeństwo. Tylko od nas zależy, czy to się stanie, czy poprzemy nasze dotychczasowe dyskusje prawdziwym działaniem, czy poświęcimy następne trzy miesiące, by poprzeć swego kandydata. Jeżeli większość Polaków to uczyni, to stanie się to, czego oczekujemy od 15 lat.
 Rządzący Polską do dzisiaj nie oddadzą swoich pozycji w łatwy sposób. Tylko odwaga i zaangażowanie nas wszystkich przekona ich, że to Polacy pragną zająć się sprawami swojego kraju.
 Stanisław Tymiński został oficjalnym kandydatem na Prezydenta RP z ramienia Ogólnopolskiej Koalicji Obywatelskiej. Zapoznaj się z tą organizacją i ich programem: http://www.oko.go3.pl. Jeżeli znajdą oni nasze poparcie, to we wrześniu zacznie się prawdziwy okres odnowy naszej ojczyzny.
 Zbliża się Dzień Polski na Ontario Place, może p. Śniegowski zaprosi tam p. Tymińskiego, byśmy mogli z jego ust usłyszeć jego przekonania i plany.
Z poważaniem,
Jacek Zieliński
Oakville, Kanada
e-mail: jackzielinski@cogeco.ca

 Od redakcji: Wszyscy liczymy na narodową odnowę! 

 Matko Święta!
 Przychodzi mi niestety tak zacząć ten krótki bardzo upis do pana jako naczelnego "Gońca". Włos na głowie stanął mi dęba czy też się zjeżył, już sama nie wiem, gdy przeczytałam kilka tekstów publikowanych na waszej stronie internetowej. I nie mogę nic nie napisać. Przez ponad rok byłam po tamtej stronie Oceanu i wiem, jak wygląda obserwowanie tego, co się dzieje w Polsce, z waszej pozycji, ale na miłość boską, czemu w tych waszych tekstach tyle trującej goryczy????!!!! 
 A tekst pana Kowalskiego z Krakowa! Powiem tak, zupełnie nie pojmuję, co też autor miał na myśli, być może mój iloraz inteligencji jest ciut przykrótki na tak skonstruowaną "logiczną" teorię pana Kowalskiego. Fajnie sobie troche popluć i podpisać się Jan Nowak, albo Jan Kowalski. Nie będę polemizowała z panem K. - być może formuła pewnego rodzaju felietonu daje mu prawo do bardzo luźnych i nie związanych z rzeczywistością rozważań, a pseudonim do publikowania treści niesprawdzonych i pomówień. I nawet jeśli zgadzam się w części z ogólnymi tezami tegoż wywodu, to sposób, w jaki to napisano, wymaga choćby podania prawdziwego imienia i nazwiska. Skoro tak odważnie formułuje oskarżenia choćby w stosunku do Wałęsy, to niech też odważnie się pod nimi podpisze. 
 Nie jestem za fredrowskim "Zgoda, zgoda, a Pan Bóg wszystkim rękę poda", ale przyjrzyjmy się najpierw samym sobie, swojemu postępowaniu, zanim zaczniemy krytykować innych. Bo cóż nam ten pan Kowalski za obywatelską i pełną podziwu postawę pokazał? Jakiś wzór do naśladowania? A jeśli już odwołuje się do Jana Pawła II, to może warto zapamiętać "Nie lękajcie się"... a ja dopiszę - podać imię i nazwisko. 
Iwona Kujawa 
Konin
 Od redakcji: Szanowna Pani, przyklaskujemy postulatowi przyjrzenia się samym sobie, inne wnioski przekazaliśmy p. Kowalskiemu, o którym - wydaje się nam - że wie Pani więcej niż my...

 Agentka SB w MSWiA
 W dniu 23 marca br. działacze polonijni z Niemiec opublikowali protest przeciwko zatrudnianiu na stanowisku podsekretarza do spraw walki z korupcją byłej agentki MSW i peerlowskiego wywiadu, Jolanty Gontarczyk. Jolanta Gontarczyk, wraz z mężem Andrzejem, pracowała do chwili przerzucenia ich przez PRL-owski wywiad z powrotem do kraju w Chrześcijańskiej Służbie Wyzwolenia Narodów w Carlsbergu. Poinformowaliśmy polskie środki  przekazu o faktach dotyczących operacji szpiegowskiej, którą prowadził na terenie RFN przeciwko antykomunistycznej Polonii Wydział XI Departamentu I (wywiad) MSW.
 "Praca" agentów SB koncentrowała się szczególnie wokół rozpracowywania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa i Polskiej Partii Socjalistycznej. Małżeństwo Gontarczyków pracowało dla bezpieki na długo przed przerzutem ich do Niemiec w 1982 r. Andrzej Gontarczyk TW "Yon" był od 1974 r. tajnym współpracownikiem kontrwywiadu MSW w Łodzi. W 1977 r. w jego obecności ten sam pion SB zwerbował jego żonę, która przyjęła pseudonim TW "Panna".
 Wykorzystywał ich też pion III SB do rozpracowań środowisk dysydenckich np. KSS KOR. W okresie pierwszej Solidarności zajmowali się inwigilacją związku. Po wprowadzeniu stanu wojennego przejął ich wywiad. W uzyskaniu obywatelstwa w Niemczech pomogło im niemieckie pochodzenie rodziny Jolanty (w czasie wojny jej babka, ojciec, ciotka zostali Volksdeutschami; ojciec służył w Wehrmachcie, a po wojnie był tajnym współpracownikiem UB w Łodzi).
 Podczas pobytu w Niemczech kontaktowali się z oficerem prowadzącym na terenie Austrii i Jugosławii. Łączność z centralą utrzymywali za pomocą zakonspirowanego punktu kontaktowego w mieszkaniu prywatnym w Gliwicach, dokąd wysyłali kartki pocztowe z informacjami zredagowanymi ustalonym kodem. Ewakuacja w 1987 r. nastąpiła przez Belgrad, krótko przed aresztowaniem ich przez kontrwywiad niemiecki.
 Jak mi wiadomo, Jolanta Gontarczyk w MSWiA po nadaniu programu telewizyjnego "Misja Specjalna" w TVP w dniu 23 maja już nie pracuje. Nieoficjalnie dowiedziałem się w IPN, że pion śledczy instytutu nosi się z zamiarem wszczęcia śledztwa w sprawie podejrzenia zabójstwa ks. Blachnickiego, założyciela ruchu oazowego i działającego w Carlsbergu w Chrześcijańskiej Służbie Wyzwolenia Narodów, gdzie Jolanta Gontarczyk sprawowała funkcję przewodniczącej ChSWN. Wiem, że wśród osób, które były w bliskich relacjach ze zmarłym kapłanem, można było już wiele lat temu spotkać opinie, że jego śmierć niekoniecznie musiała mieć naturalne podłoże. Tezę tę potwierdziła pracowniczka IPN, która w programie  "Misja Specjalna" poinformowała o tym, że trzon śledczy IPN wszczął śledztwo w sprawie podejrzenia o zabójstwo księdza Blachnickiego.
 Ostatni numer tygodnika "Wprost" z 28 maja, zamieścił artykuł Jarosława Jakimczyka pt. "Zabójcza panna", demaskujący "karierę" Jolanty Gontarczyk. Sprawą tą zajęła się też Agata Pustułka w "Dzienniku Zachodnim", pisząc o wszczęciu śledztwa przez IPN.
Jacek Kowalski 
Monachium 
31 maja, 2005

 Od redakcji: Trzeba otworzyć archiwa!

 ***
 Liberalno-lewicowa obłuda szerzy się na całym globie. UE zacieśnia współpracę, z kim się tylko da, z Rosją oczywiście przede wszystkim, nawet odpuścili im prawa człowieka i dali wolną rękę w Czeczenii. Gdy dogaduje się lewica, krew jest tylko ozdobnikiem, nigdy nikomu nie przeszkadzała. Wiek XX był wiekiem krwawym, pełnym mordów, nie było w dziejach świata tak tragicznego okresu. Mogłoby się wydawać, że my Polacy wiemy, wiemy i potrafimy się bronić. Złudzenie? Masochizm?
 Punkty za pochodzenie dają znać, ludzie wykształceni na lewicowo-liberalnych uczelniach, studiujący Marksa, nie widzą innej metody rozwiązywania problemów. Wiek XXI niesie liberalną globalizację rękoma tych samych "mędrców" co wiek XX, na razie ci demokraci trzymają instynkty na wodzy, liczą, że to samo osiągną oszustwem i demagogią. Na razie krwi jest mało, ale ... Czeczenia, Irak, Uzbekistan i Afganistan mogą być dopiero początkiem.
 W liberalnej Kanadzie poza milionowymi przewałami sfery sponsorskiej, wyszedł dawno oczekiwany problem z Children Aid Society. Chcesz, aby twoje dziecko mogło się leczyć, oddaj je nam, zrzecz się praw. IDIOTYZM??? Sk....yństwo??? Jak to inaczej nazwać? Daleko nas ta liberalna ideologia zaprowadzi, a swoją drogą ciekawe, jaki cel mało takie postępowanie, kto czerpał z tego korzyści, dzieci? Rodzina? Lekarze? Urzędnicy?
 Tak jak i inne struktury , systemy i organizacje tworzone pod pokrywką "obrony uciśnionych" i ta nie zdała egzaminu, po prostu komunizm nie sprawdził się, tak samo skończy liberalizm i globalizm, utopie tworzone w imię wyssanych z brudnego palucha Marksa itp. idiotów "prawd" nie ma sensu. Istnieje na świecie olbrzymia gromada, której te idee pasują, oni uważają, że zawsze będą na wierzchu, a reszta jest bez znaczenia. 
 Brawo PiS i Kaczyńscy, brak zgody na paradę. Gdy cię... pumpernikiel swędzi, nie musisz tego manifestować na ulicy.
 Gdzie się podziały tradycje Rzeczypospolitej szlacheckiej? Czy naprawdę dali radę to wykorzenić? Szkoda. Doczekaliśmy się, że wielu "polityków" uważa, iż w służbowej limuzynie nie widać wystającej z drogich butów słomy. Widać, oj widać.
 Warto by było powrócić wreszcie do normalności, walka z chamstwem i obłudą jest  ciężka, ale nie bez szans powodzenia. Szansa się zbliża, musimy ją wykorzystać.
Janusz Sierzputowski

 Od redakcji:  Panie Januszu, trzymamy kciuki.

 ***
 A to ciekawa historia z dzisiejszego The Toronto Star - COFFIN ODDAŁ 1,5 MLN. Liberals and "Sponsorship Programs" - RCMP "OBSŁUŻYŁO"  Premiera Chretien i Premiera Paula Martina udowadniając Liberałom malwersację w zarządzaniu publicznymi funduszami 
 Czy przypadkiem nie mamy podobnej sytuacji w w Kongresie Polonii Kanadyjskiej jeśli chodzi o fundusze publiczne. Może fundusze publiczne też powinny być zwrócone z WŁASNEJ KIESZENI członków  ZG KPK - skoro prezesi centralnej organizacji polonijnej (wybrani w procesie demokratycznym),  to jest WŁAŚCIWI akcjonariusze KPK,  zostali odsunięci od jakiejkolwiek decyzji i wpływu na cele i sposób dysponowania  skromnymi środkami polonijnymi.
 Nie ma żadnego ZBIERANIA I POZYSKIWANIA nowych funduszy - jest beztroskie zubożanie skromnych istniejących funduszy nawet te małe fundusze mogłyby służyć dla dobra całej Polonii. 
 Cóż to jest 5 stypendiów po $1000 rocznie wobec TYSIĘCY WYDAWANYCH NA ROZLICZNE  PROCESY.  ZASTANÓWMY SIĘ NAD TYM WSZYSCY 
Sławek Basiukiewicz

 Od redakcji: A więc zastanówmy się! 

 Sz. Redakcjo 
 Stan Tymiński ma rację. Należy utworzyć konto wyborcze. Przesyłam podobną akcję w Kanadzie: Liberation w National Post April 23, 2005; załączam adres i kopię czeku; może Polonia też się dołączy? Ufam, że w następnym numerze ukaże się już nr konta i Polonia zacznie konkretnie DZIAŁAĆ: czas wyzwolić kraj od kanalii! Jest szansa! Polonii jest ...17mln.
Krzysztof Ciuba

 Od redakcji: Płaćmy za swe przekonania. 

GONIEC NR 21/2005 (76) (27 V - 2 VI 2005)

 Panie Andrzeju,
 Postanowiłam napisać o dwóch sprawach, które mnie oburzyły i zdenerwowały w czasie minionego weekendu.  Będzie to niby o obronie tradycyjnej definicji małżeństwa, a właściwie o cenzurze.
 Otóż pod koniec niedzielnej  Mszy św. o godzinie 1 u św. Kazimierza miły młody człowiek, ojciec trójki dzieci (tak się przedstawił, nazwiska nie zapamiętałam), ogłosił, że następnego dnia (Victoria Day), w Queens Park, odbędzie się protest w obronie tradycyjnej definicji małżeństwa. Wiedziałam już o tym wcześniej, więc ucieszyłam się, że więcej ludzi będzie poinformowanych o tym wydarzeniu.  Co było dziwne i co mnie oburzyło: młody człowiek powiedział, że prosił o ogłoszenie tej informacji w Polish Studio, ale mu odmówiono! Polski zarząd naszej telewizji nie zgodził się na podanie tego ogłoszenia. Kto to jest "polski zarząd", nie dowiedzieliśmy się. Jestem raczej pewna, że znakomita większość Polonii jest za tradycyjną definicją małżeństwa. Podpisujemy listy protestacyjne, wysyłamy e-maile do posłów, bierzemy udział w demonstracjach. A "nasza polska" telewizja  stosuje jakąś swoją cenzurę! A może to już nie "nasza" telewizja i nie nasz "Zarząd"? No i co z tym fantem zrobić? Na pewno dużo więcej Polaków wzięłoby udział w tym proteście, gdyby to zostało ogłoszone w polskiej telewizji.
 Byliśmy, razem z dwójką dzieci (dorosłych), na tym proteście. Było tam bardzo dużo ludzi, z plakatami i napisami. Ludzi pełnych energii i zapału do walki o prawdę. Całe rodziny z dzieciakami wznosiły okrzyki, klaskały w odpowiedzi na bardzo trafne przemówienia przedstawicieli różnych Kościołów i organizacji. Było sporo księży i duchownych z różnych Kościołów. Nie zauważyłam jednak żadnych polskich księży (nie mieli czasu w poniedziałek?). Nie widziałam też Rycerzy Kolumba z polskich kościołów, mimo że Rycerze Kolumba byli jednymi z organizatorów tego protestu. Mimo wszystko serce rosło, bo widać było, że nie jesteśmy sami w naszych poglądach na małżeństwo. Jest nas bardzo dużo! Nie bójmy się wyrażać naszych poglądów na te sprawy głośno i wszędzie. Wbrew temu, co przedstawiają nam kanadyjskie  media, jest nas większość. Ale ta większość siedzi zbyt cichoÉ
 I tu dochodzę znowu do cenzury. Sprawdziłam torontońskie gazety we wtorek. Oczywiście prawie nie wspomniały o naszym proteście (to samo było po proteście w Ottawie kilka tygodni temu)! Około 4-5 tysięcy ludzi się zebrało w Downtown, żeby wyrazić swoje poglądy na jedną z najważniejszych spraw,  a media kanadyjskie tego nie zauważyły! Ale oczywiście zauważyły malutką grupkę homoseksualistów, stojących na obrzeżach placu, chronionych przez policję, wymachujących tęczową flagą. Zdjęcia ich pokazujące, nie tłum z plakatami: "one woman+one man" ukazały się w prasie. To wszystkoÉ Skąd my to znamy? Z naszej historii. Warto się jej uczyć, jeżeli jej nie znamy, żeby lepiej rozumieć, co się tutaj dzieje. Cenzura pracuje bardzo pilnie w tym kraju.
 Zainteresujmy się mediami niezależnymi, bo inaczej zupełnie nie będziemy wiedzieli, co się naprawdę dzieje. Pranie mózgów trwaÉ 
   Z pozdrowieniami, Anna Czyżo

 Od redakcji: Zgadzamy się, cenzura pracuje - wiemy to. 

 Sz. Panie Redaktorze
 Jestem bardzo zadowolona z komentarzy, które  zamieścił u Was red. Stanisław  Siekanowicz.
 Ponieważ  wiedza na temat masonerii jest mało znana, czy nie byłoby pożyteczne, aby St. Siekanowicz przygotował  trochę więcej materiałów na ten temat dla "Gońca".
 Ta niezwykle skąpa wiedza na temat masonerii skutkuje tym, że coraz to większe rzesze Polaków, młodych i zdolnych, są  zachęcane do wstępowania w ich szeregi. Ludzie ci nie mają często pojęcia, co te organizacje  robią i jakiemu panu służą. Nie wiedzą, że to tak trochę jak wciągnąć się do UB w zamian za kariery i zaszczyty.
Pozdrawiam
Jadwiga Kalinowska

 Od redakcji: Szanowna Pani, Pan Siekanowicz napisał i za tydzień opublikujemy jego tekst.

 ***
 Wyjechałem z kraju tuż po pogrzebie, byłem pełen nadziei, wierzyłem w Polaków. Widziałem, wierzyłem, ta śmierć musi zaowocować czymś dobrym, marazm mija, naród się budzi. Zobaczymy, ale po nerwowej wśród mafii atmosferze, widać, że na gwałt szukają, boją się, ale w dalszym ciągu starają się zastraszyć, ośmieszyć, gotowi na wszystko, trzeba bardzo uważać.
 Mobilizowani są wszyscy, stare wygi komunizmu Jaruzelski, Jaskiernia, Kiszczak, ale też i młodzi, Wałęsa, Gierek, trzeba uważać na wielu, co znowu nazwiska i poglądy zmienili. Dobrze się stało, że nie dali rady zablokować prac komisji sejmowych, bo najnowsze rewelacje komisji orlenowskiej odsłaniają tyle ciekawostek, iż jest szansa na wyjaśnienie wielu "zagadek".
 Moje zainteresowanie wzbudził list p. B. Donald E. Prażmowskiego. Tolerancja nie równa się eutanazja, aborcja, rozwiązłość i zwalczanie religii. Jeszcze niedawno w Szwecji, społeczne komisje miały prawo skazać obywatela na podwiązanie, dziękuję za tak wysoki stopień tolerancji. Przed 1939 rokiem tolerancja tych właśnie społeczeństw dla nazizmu i komunizmu zebrała żniwo obfite i na pewno milionom się nie podobała, a więc tolerujmy wszystko, nie bójmy się głupoty. Czy Zulusi z Natalu likwidowali swoich staruszków? Czy kochający inaczej mieli coraz więcej praw? Czy?... wiele, wiele innych pytań. Nie wierzę, że ten list napisał stary, mądry człowiek, a wskazówki dawane nam przez Boga próbuje się interpretować bardzo różnie. Niech Pan spróbuje swej retoryki z muzułmanami lub żydami. Nasi Sybiracy ludzi się nie boją. Oni też - wierzą w tolerancję. Czeczeńcy znowu sprzedani przez UE właśnie. Cieszmy się, tolerancja? O czym pan pisze?
Sierzputowski Janusz
 PS Ciekawostka w tym Cambridge, ale tak to jest, gdy za szybko się       waciak na muchę zamienia. Uroczystość tylko na imienne zaproszenia? Nawet prasa wstępu nie ma. Zupełnie jak u sołtysa, gdy napędzono świeżego bimbru.

 Od redakcji: Oczywiście cały diabeł tkwi w szczególe ustalenia granic tolerancji - wszyscy to wiemy - nikt przecież nie toleruje morderców czy pedofilii. Jeśli chodzi o Cambridge - nie żywimy urazy, każdy może mieć zły dzień.

 O. Andrzej Madej  o myśleniu
 Dzisiaj w uroczystość Trójcy  Świętej, czytając wypowiedzi o. Andrzeja, przypomniała mi się pewna anegdota z historii Kościoła.
 W średniowieczu wykształcony młody Hiszpan Michael Servetus napisał po łacinie rozprawę na temat Trójcy Świętej pt. "De Trinitatis erroribus". M. Servetus oświadczył, że nigdzie w Piśmie Świętym nie ma słowa Trójca Święta, a filozofowie są w błędzie i popełniają nieustannie ten błąd. Młodzian ten napisał, że doktryna o Trójcy nie może być zrozumiała, bo niczego takiego nie ma w naturze, co by było trójpostaciowe.
 I tu o. Madej ma rację,  mówiąc: "Jeżeli jest konflikt między wiarą a rozumem, to albo źle wierzymy albo źle myślimy" właśnie tutaj Servetus popełnił jeden z tych błędów, a może obydwa razem.
 Mając zaledwie 20 lat, nie mógł znać całości Piśma Świętego, a i kiepsko się rozglądał po świecie, bo jest takie coś w naturze, co ma ten sam skład chemiczny i występuje w trzech postaciach, jest to woda H2O, lód postać stała, woda ciecz i para postać lotna.
 Kościół katolicki go potępił za tę herezję, więc przeszedł do kalwinistów, a oni go aresztowali i spalili na stosie. Trójpostaciowość naszego Boga sprawia wielu sektom kłopoty. Prezbiterianie nie czynią znaku krzyża przed modlitwą i po modlitwie, ale dzieci chrzczą W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.  Inne sekty religijne w swoich domach modlitwy mają tylko drewniany krzyż bez Chrystusa, bo powiadają, że On już dawno zmartwychwstał.  W Kościele katolickim pod wezwaniem św. Pawła w Burlington na dużym drewnianym krzyżu jest Chrystus zmartwychwstały, a nie bolejący pełen w krwi ran swoich. Jest jeszcze w tym kościele figura Matki Bożej z pokaźnym biustem, więc stała się przyczyną niezgody wśród parafian, o czym przed laty pisały gazety, a między innymi "Toronto Sun".
 Nie wiem, czy w tej parafii źle myślą, czy też źle wierzą?
 Nie zgadzam sie całkowicie z o. Andrzejem, że "Nie myśleć to jest grzech". I w dalszym ciągu będę się spowiadał, że zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Każdy dorosły człowiek wie, że zanim popełnił grzech, musiał myśleć, jak to zrobić, kiedy i gdzie. Morderca, złodziej i każdy złoczyńca też myśli, chociaż na pewno niezgodnie z zasadami swojej wiary, a to, że go złapali, świadczy, jak niedoskonała jest myśl  ludzka.
Stefan Szumnarski
Burlington

 Od redakcji: Panie Stefanie, nie myśleć to grzech - bezmyślność to dziura w człowieku. Wszystko zależy od tego, jak Pan zdefiniuje myślenie. Myślenie w filozoficznym znaczeniu, to odkrywanie prawdy.

 W numerze 19 "GOŃCA", wydanie 13-19 maja 2005, Redaktor A. Kumor zamieścił swój felieton pod tytułem "Pytanie, które brzmi szokująco". Poniżej zamieszczam moje uwagi dotyczące wspomnianego felietonu, które zebrane w całość zatytułowałem:
W sprawie szokujących pytań
 Rozważania p. Redaktora A. Kumora zatytułowane "Pytanie, które brzmi szokująco" zawierają m.in. informację o dwóch polskich historykach - jeden z Uniwersytetu Warszawskiego, drugi z Polskiej Akademii Nauk - którzy podobne doszli do przekonania o konieczności nowej interpretacji historii II wojny światowej. Jestem zaniepokojony pomysłem warszawskich historyków, tym bardziej że pamiętam czasy stalinowskie, kiedy w Polsce obowiązywały podręczniki do nauki historii - w tym tej najnowszej - opracowane wg "nowej interpretacji" zgodnej z dialektyką marksistowską.
 Wydarzenia historyczne ostatniego stulecia zostały dość szczegółowo przeanalizowane i opisane przez wielu historyków w oparciu o dostępne materiały bez ulegania naciskom ideologicznym, choć prawie zawsze pomniejszając udział polskiego żołnierza. Pomijam tu "historyków" radzieckich, rosyjskich, czy też polsko-żydowskich, faktycznie fałszujących historię.
 Niektóre wydarzenia historyczne wciąż jeszcze czekają na pełniejsze wyjaśnienie, po odtajnieniu odpowiednich dokumentów. Jeden z nich dotyczy wyjaśnienia "autorstwa" zgładzenia gen. W. Sikorskiego w tzw. katastrofie lotniczej w Gibraltarze w lipcu 1943 r. Logika zasady prawa rzymskiego: "is fecit cui prodest" wskazywałaby na udział Anglików, ale pytanie pozostaje bez odpowiedzi, ponieważ akta śledztwa są w dalszym ciągu objęte klauzulą tajności. Z pewnością jest kilka innych wydarzeń historycznych, których kulisy są w dalszym ciągu utajnione, nie ma jednak powodu, aby pisać historię w nowej interpretacji.
 Rozważania p. Redaktora zawierają własną interpretację kilku wątków historycznych, do których chciałbym się ustosunkować, przede wszystkim ze względu na podane nieścisłości, które mogą wywołać niepotrzebny zamęt u Czytelników.
 Wątpliwość, czy należało stawiać opór zbrojny A. Hitlerowi w 1939 r., czy też wziąć udział w wojnie przeciw ZSRR, jest tak absurdalna, że właściwie nie należałoby tego komentować, gdyby nie ciężar "gatunkowy" tej wątpliwości.
 Położenie geopolityczne Polski różniło się zasadniczo od położenia krajów wymienianych przez P. Redaktora, tzn. Rumunii czy Węgier. Państwowość Rumunii - utworzonej w połowie XVIII stulecia - nigdy nie była później kwestionowana.
 Węgry, istniejące jako państwo, od początku drugiego tysiąclecia - po krwawych zmaganiach najpierw z Imperium Otomańskim, później z austriackim - po 1848 roku zachowały swoją tożsamość państwową w dualistycznej monarchii austro-węgierskiej. Po rozpadzie tejże monarchii w 1918 roku, Węgry zachowały swoją niekwestionowaną - choć terytorialnie okrojoną - państwowość.
 Polska, znajdując się w 1918 roku terytorialnie pomiędzy dwoma, zawsze wrogimi państwami, byłymi zaborcami, nie mając ustalonych granic, musiała swoje państwowe odrodzenie wywalczyć i w wyniku toczonych wojen sama ustaliła swoje granice. Powstanie wielkopolskie ustalało zachodnią granicę z Niemcami. Należy podkreślić, że było to jedyne powstanie w historii Polski zakończone zwycięstwem. Powstania śląskie ustaliły granicę południowo-zachodnią, choć nie odpowiadającą ani aspiracjom ludu śląskiego, ani odległym wprawdzie, ale historycznym granicom.
 Wschodnia granica została ustalona z bolszewicką Rosją po zakończeniu dwuletniej wojny i pobiciu Armii Czerwonej w bitwie warszawskiej w sierpniu 1920 r. i po ostatecznym jej rozgromieniu we wrześniu tegoż roku w bitwie nad Niemnem.
 12 października 1920 roku rząd Lenina uznał sytuację militarną swoich wojsk za beznadziejną i jego przedstawiciele pokornie podpisali warunki pokojowe w Rydze. Droga na Smoleńsk i dalej do Moskwy stała wolna dla ewentualnych dalszych akcji militarnych polskich armii.
 Sytuację charakteryzuje raport Trockiego wysłany z frontu do Lenina: "Spędzono nasze wojska 400 kilometrów i więcej w tył. Dowództwo frontu zapewnia, że ma dostateczne rezerwy, przewagę artylerii i tak dalej. Ja stwierdzam, że na froncie zachodnim mamy tylko pobite dywizje".
 Był to wielki sukces militarny i polityczny samodzielnie osiągnięty solidarnym wysiłkiem Narodu pod wspaniałym kierownictwem Naczelnika Państwa - Józefa Piłsudskiego. Ani granice, ani bezpieczeństwo nie zostało Polsce podarowane ani zabezpieczone Traktatem Wersalskim lecz było wynikiem heroicznej woli walki Narodu polskiego, świadomego śmiertelnego zagrożenia dopiero co odzyskanej niepodległości. 
 Traktaty pokojowe zawarte z bolszewicką Rosją, a w późniejszym czasie z Niemcami, miały zapewnić bezpieczeństwo II Rzeczypospolitej. To, że stało się inaczej, wynikało nie z błędów polskiej dyplomacji, lecz z nienawistnej i agresywnej polityki obu sąsiednich państw. Mimo wielu różnic politycznych i ustrojowych pomiędzy bolszewicką Rosją a Niemcami - początkowo jak i Republiką Weimarską, później jak i II Rzeszą hitlerowską - ich wspólnym celem była likwidacja państwa polskiego. Z tego powodu jakiekolwiek polskie ustępstwa w stosunku do żądań A. Hitlera doprowadziłyby do samolikwidacji polskiej państwowości.
 Polska polityka zagraniczna, kierowana przez Marszałka J. Piłsudskiego, odmawiała zgody na militarne zaangażowanie się w rosyjską wojnę domową, na co naciskała Francja w latach 1919-20 ani na udział w tzw. pakcie antykominternowskim, skierowanym przeciw bolszewickiej Rosji. Na krótko przed wybuchem wojny polska dyplomacja odmówiła zgody na zawarcie układu wojskowego z Sowietami, niedwuznacznie zarzucanego Polsce przez Francję i Anglię w początkach sierpnia 1939 roku. Układ zaproponowany Polsce przewidywałby wkroczenie wojsk sowieckich na teren Polski w razie  agresji ze strony Niemiec, co było oczywistą pułapką i powtórzeniem leninowskiego planu "Wisła" z lat 1918-20.
 Pan Redaktor A. Kumor pisze, że: "dla przeciętnego zdrowo myślącego człowieka jest jasne, że po II wojnie światowej sytuacja Polski nie była wiele odmienna od sytuacji Węgier czy Rumunii, państw, które mniej lub bardziej kolaborowały z Hitlerem".
 Jestem przekonany - panie Redaktorze - że dzięki takiej postawie polskiej dyplomacji, wyrażającej wolę Narodu  walki z niemiecką agresją w 1939 roku, po zakończeniu II wojny światowej Polska znalazła się, formalnie rzecz biorąc, w podobnej sytuacji jak Rumunia czy Węgry, zachowując niepodległość - wprawdzie fikcyjną - ale nie stając się jedną więcej republiką Kraju Rad.
 Naród polski poniósł straszliwe skutki wojny, ale innej alternatywy po prostu nie było, zarówno z punktu widzenia patriotycznego, jak i własnego położenia geopolitycznego tak różnego od państw wspomnianych przykładowo przez p. Redaktora, to znaczy Rumunii i Węgier.
 Losy wojny rozpoczętej we wrześniu 1939 roku mogły potoczyć się inaczej tylko w wyniku wykonania traktatowych zobowiązań Francji i Anglii, lecz ci "sprzymierzeńcy" woleli kunktatorską zdradę niż wypełnienie własnych zobowiązań.
 W Pańskich rozważaniach historycznych powołuje się Pan na autorytet Józefa Mackiewicza, określając go jako jednego z największych polskich pisarzy. Pomijając ocenę własną J. Mackiewicza, nie można zgodzić się - z nieznanymi mi, a przytoczonymi przez Pana słowami J. Mackiewicza, że: "Niemcy robili z Polaków bohaterów, zaś Sowieci g...".
 Niemcy, dosłownie od pierwszych dni okupacji Polski, dokonywali masakry polskiego Narodu, wybierając jako pierwsze ofiary swoich zbrodni polskie elity w szerokim znaczeniu.
 Bydgoszcz, Gdańsk, Palmiry, Wawer i cały ciąg nazw mających tak bardzo złowrogą wymowę, to miejsca planowej hitlerowskiej eksterminacji polskiego społeczeństwa. Po ponad czteroletniej okupacji niemieckiej, naznaczonej ludobójstwem, zabrakło później licznych polskich elit przywódczych intelektualnie i ideowo, które mogłyby przeciwstawiać  się bolszewizacji ocalanego z wojennej katastrofy, polskiego społeczeństwa, w ciągu trwającej ponad czterdzieści lat faktycznej okupacji sowieckiej.
 Nie podzielam przekonania p. Redaktora, że Polska nie miała swojego Quislinga (n.b. był to Norweg będący synonimem kolaboracji z hitlerowcami), ponieważ nie było chętnych do współpracy z okupantem. Jednym z takich chętnych był G. Studnicki - germanofil, polityksprzed I wojny światowej.
 Przyczyna była bardziej prozaiczna. A. Hitler planował wymazanie pojęcia Polski raz na zawsze, ograniczenie polskiej populacji do minimum potrzebnego niemieckiej gospodarce jako prymitywna siła robocza. Warszawa miała być miastem na poziomie gminy, zamieszkanym przez niemiecką administrację. Do realizacji takich planów użyteczni byli kolaboranci innego rodzaju, tajni współpracownicy Gestapo, zwykli donosiciele i wszelkiego rodzaju zdrajcy. Niestety, tego "gatunku" nie brakowało. Ich zdradziecka aktywność ułatwiała hitlerowcom zapełnianie cel więziennych Pawiaka, Szucha, Montelupich czy Zamku Lubelskiego, dokonywanie masowych egzekucji lub transportów do obozów zagłady. Ofiarą takich zdrajców był m.in. dowódca AK gen. St. Rowecki - Grot. Jednym ze zdrajców był płk Wojska Polskiego - Świerczewski (na którym wykonano wyrok śmierci), drugim był młody człowiek o nazwisku Kalkstein - polski agent Gestapo, a w czasach PRL-u długoletni członek ZboWiD-u.
 Oczywiście nie tacy decydowali o obliczu polskiego społeczeństwa i jego postawie, ale mieli niemały wpływ na ogrom strat poniesionych przez Naród.
 Ostatnia kwestia, podniesiona przez redaktora A. Kumora, dotyczy oceny działalności polskich polityków emigracyjnych oraz braku wpływu na wojskowe decyzje operacyjne zachodnich aliantów. 
 Autorytatywne i ostre sformułowania p. Redaktora w tej sprawie świadczą o słabej wiedzy historycznej. Oskarżenie polskich polityków, że zmarnowali krwawy wysiłek polskiego żołnierza, jest pozbawione sensu. Chciałbym tu zapytać, kogo konkretnie p. Redaktor ma na myśli. Ściśle rzecz ujmując, tylko jeden polski polityk liczył się - i to do pewnego czasu - w opinii aliantów. Był nim gen. W. Sikorski - polski premier i Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych. Trwało to tak długo, jak Anglia była w ciężkim położeniu militarnym.
 Zabierając głos w tak poważnej sprawie, powinien p. Redaktor wiedzieć, że rząd emigracyjny na uchodźstwie był jedynie prawną reprezentacją Narodu będącego pod dwiema okupacjami. Nie miał żadnego wpływu na politykę zachodnich aliantów, jak również na dysponowanie Polskimi Siłami Zbrojnymi. Polscy generałowie dowodzący większymi lub mniejszymi związkami taktycznymi podlegali rozkazom dowódców brytyjskich, zarówno na froncie północnoafrykańskim jak i europejskim. Brytyjscy dowódcy armii, w skład których wchodziły polskie formacje, takie jak: brygady, dywizje czy korpus, wydawali rozkazy do wykonania bez uprzedniej dyskusji z polskimi władzami.
 Bywało, że wykonanie tych rozkazów miało niepotrzebnie tragiczne skutki dla polskiego żołnierza. Jako przykład może służyć udział Polskiej Brygady Spadochronowej w operacji desantowej na wielką skalę na froncie zachodnim (kryptonim "Market"). Dowódca Polskiej Brygady Spadochronowej - gen. St. Sosabowski, był zdecydowanie przeciwny tej operacji (Arnhem, na styku Holandii i Niemiec), której autorem był brytyjski marszałek B. Montgomery. Gen. St. Sosabowski nie widział szans jej powodzenia z powodu błędów w założonej strategii i starał się oszczędzić polskiego żołnierza. Operacja rzeczywiście zakończyła się klęską aliantów, w tym polskiej Brygady, we wrześniu 1977 roku, a gen. St. Sosabowski został zdymisjonowany przez Montgomery'ego, oczywiście polskimi rękami.
 Historia tej operacji została opisana w książce brytyjskiego autora, zatytułowanej "O jeden most za daleko", po czym powstał film będący ekranizacją książki z uwzględnieniem krytycznego stanowiska gen. St. Sosabowskiego, co polecam p. Redaktorowi do przeczytania.
 Zupełny brak wiedzy historycznej prezentuje p. Redaktor w sprawie umów jałtańskich, przedstawiając pogląd sprzeczny z ogólnie znanymi faktami. Otóż w Jałcie zostało ustalone między Stalinem a Rooseveltem - bo W. Churchill przestał liczyć się w tej "trójce" - że Armia Czerwona zajmie cały Berlin, a strefę podziału operacyjnego między Sowietami a aliantami stanowi rzeka Łaba.
 Rzeczywiście zachodni alianci celowo opóźniali w pewnych momentach ofensywę przeciw Niemcom na froncie zachodnim, ale nie było to wbrew ustaleniom jałtańskim - jak twierdzi p. Redaktor - ale zgodnie z tymi ustaleniami.
 Nie jest też prawdą, że Niemcy byli skorzy do negocjacji na froncie zachodnim, w każdym razie nie miało miejsca, póki żył A. Hitler, czyli do końca kwietnia 1945 roku. Na froncie zachodnim Niemcy walczyli równie "twardo" jak froncie wschodnim. Przykładem może być niemiecka kontrofensywa w Ardenach na przełomie roku 1944-45, która sprawiła aliantom wiele problemów, trudnych do opanowania, również z powodu dywersyjnych akcji Niemców przebranych w mundury amerykańskie i wyposażonych w amerykańskie pojazdy.
 Ogólnie rzecz biorąc, nie należy publicznie wygłaszać autorytatywnych opinii w sprawach, o których ma się mgliste pojęcie.
 Jako redaktor polskiego pisma, powinien p. A. Kumor przestrzegać poprawności językowej, unikając wulgaryzmów w rodzaju "przeputana ofiarność", "z paszportem w zębach" i innych, spotykanych w swoich artykułach, często interesujących.
Tadeusz Słodkowski
Toronto

 Od redakcji: Szanowny Panie, z estetyką językową nie dyskutuję, każdy ma własną, natomiast z wieloma p. argumentami się nie zgadzam; są one dyskusyjne - i właśnie o to nam chodzi o zaczyn do dyskusji nad oceną najnowszej historii. Dziękujemy za obszerną wypowiedź.

 Dotyczy tekstu A. Kumora "Dla własnych dzieci"
 Więc zaczynamy od nowa 
 Poza ładnie brzmiącymi komunałami i chciejstwem niewiele jest, niestety, treści w tym artykule. Dla uczciwie myślącego patrioty oczywiste jest, że państwo narodowe jest ostoją i ocaleniem tzw. substancji polskiej z jej wadami i zaletami. Pan Kumor nie podaje sposobów na ocalenie, tylko pisze ogólnie o potrzebie takiego państwa i zasłania się dziećmi, dla których powinniśmy ocalać, pracować, walczyć i tak dalej. Panie Kumor! Cenię pańskie artykuły, ale na miły Bóg, miej pan odwagę podać kilka sposobów jak należy eliminować nie-Polaków, jak się oprzeć nawale postkomuny, która rozmnaża się i tak dalej. Przecież trzeba napisać konkretnie, na kogo trzeba głosować, jaka partia jest dobra partia i tak dalej. Po prostu trzeba zejść do ludzi z wysokiego poziomu uogólnień i stylistycznie śmiałej krytyki do poziomu zwykłego człowieka i napisać, że Kaczyński jest OK, a Szmajdziński to szuja i tak dalej. Poza tym nie chodzi tylko o własne dzieci, ale także o wnuki i dzieci i wnuki sąsiada. Czy nie warto byłoby podyskutować w jakiś uporządkowany sposób, na wybrany temat, po kolei? Pan Kumor lubi błysnąć, popisać się swoją inteligencją i dalej nic się nie dzieje. Wiemy, że jest pan ogólnie bardzo dobry, ale zechciej pan po kawałku tę nową Polskę rysować, projektować, szkicować. Jeżeli mamy ocalić naród, to jaki naród? Naród, który będzie się kłócił do usranej śmierci na temat kto, co źle zrobił, czy naród, który zacznie chodzić na wybory, zacznie mniej pić, mniej kraść i patrzeć zazdrośnie na innych, czy aby im więcej nie przybyło niż nam? Pora rozpocząć ogólnonarodową dyskusję, jaka Polska, jaki Naród i nie bójmy się szczegółów, detali, projektów, regulaminów, konkretnych rozwiązań, zamiast pisać i mówić o tym, że mam być narodowo i religijnie i wszyscy mamy się kochać, bo budowę domu zacząć trzeba od projektu, od rozejrzenia się po innych projektach i zastanowienia się, komu co pasuje. Amen.
wróbelwgarści

 Od redakcji: O projektach już pisałem - pozdrawiam AK

GONIEC NR 20/2005 (75) (20-26 V 2005)

 Z kim rozmawiać?
 O propozycjach zwołania polonijnego "Okrągłego stołu" słyszałem już wcześniej. Wypowiedź p. Stanisława Pietrasa zatytułowana "Powtórka z Magdalenki" odsłania kulisowość działań, selektywność doboru członków i tajemnicę, jaką otoczona jest ta "incjatywa". Nie dziwią mnie też skojarzenia p. Pietrasa z okrągłym stołem w Magdalence. Zdziwił mnie natomiast komentarz red. Kumora pod listem. Magdalenka jest kolejnym przykładem, jak nie należy rozmawiać i układać się, w dodatku, w imieniu narodu. Historia dostarcza nam więcej przykładów dogadywania się. Premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain głęboko wierzył, że potrafi się znaleźć wspólny język z pewnym niemieckim politykiem o nazwisku Adolf Hitler. Wierzył również  w jego uczciwość i szczerość. Po wojnie kolejne ekipy prezydentów Stanów Zjednoczonych Ameryki również wierzyły, że należy rozmawiać z rosyjskim niedźwiedziem w celu zahamowania wyścigu broni masowego rażenia, choć zdawali sobie sprawę, że zawarte wcześniej umowy są systematycznie łamane. Przyszedł człowiek  spoza układów, i w dodatku aktor, Ronald Reagan, i przestał rozmawiać. Światowa prasa pełna była oburzenia i potępienia dla byłego kowboja z westernów. Mało ludzi wiedziało, że Reagan przez kilka lat był reprezentantem związku zawodowego aktorów i kilka lat pracy związkowej dało mu więcej niż pobyt w jakiejś elitarnej szkole dyplomacji, a przede wszystkim to, że do negocjacji niezbędna jest uczciwość postępowania obu stron i gotowość znalezienia kompromisu, ale nie kosztem strony przeciwnej. 
 Przeciwnie, Panie Redaktorze, bądźmy bardzo wybredni, zanim zasiądziemy do rozmów. Uważajmy bardzo, z kim rozmawiamy, bo we wszystkich negocjacjach jest potrzebne to, co po angielsku nazywa się "acting in good faith".
 Podobno tematem obrad "Okrągłego stołu" mają być konflikty w naszej grupie etnicznej. Przepraszam, ale jakie konflikty? Credit Union działa i rozwija się normalnie, proces Rogacka - "Gazeta" zakończył się, zaś organizacje polonijne realizują swoje programy z większymi lub mniejszymi sukcesami. Więc o jakich konfliktach będzie się dyskutować?  Czy nie chodzi tutaj o problem prezesa Sobockiego, który dotyka nas wszystkich. Jest to problem, duży problem, ale nie konflikt. Wszyscy widzimy brak przywództwa naszej grupy etnicznej przez naczelne władze organizacji, która została do tego stworzona. Widzimy zanik reprezentancji interesów Polonii na forum kanadyjskim. Widzimy ostentacyjne łamanie statutu KPK oraz działalność na szkodę Kongresu i Polonii (przykład Komisji Szkolnej, likwidacji Okręgu KPK w Sudbury itd). Tak, odczuwa się dramatyczny spadek autorytetu prezesa ZG Kongresu, dla którego rejon działania skurczył się już do Oshawy i korytarzy konsulatu. Po co jest więc "Okrągły stół"? Aby rozliczyć prezesa, czy bić pianę, szukając konfliktów, których nie ma?
 Tak się składa, że w czerwcu jest  planowane zebranie Rady Kongresu. Wiadomo już, że podczas spotkania będą omawiane sprawy łamania statutu przez Sobockiego, zatajenie przed Zjazdem informacji o pozwaniu Kongresu do sądu, choć można tego było uniknąć. Wierzę, że reprezentanci organizacji polonijnych będą rozliczali Sobockiego. Wiele jest pytań, a nie ma odpowiedzi. Np. jak to się stało, że do dzisiaj nie ma oficjalnego protokołu z Walnego Zjazdu w Vancouverze? Kto i dlaczego usiłuje zmienić ustaloną wcześniej wersję tego dokumentu? Czy dlatego, że trwa dochodzenie w sprawie przekrętu z mandatami na Walny Zjazd organizacji w London? Skąd brane są środki na toczący się proces sądowy Kongresu? Dlaczego zlikwidowano po cichu Fundusz Katyński, który zgodnie z przeznaczeniem miał być użyty tylko na utrzymanie pomnika i oflagowanie go. (Fundusz ten był stworzony z nadwyżek finansowych pozostałych po budowie pomnika.) Czy pieniądze funduszu zużyto po cichu na proces sądowy Kongresu? Jakie inne fundusze administrowane przez obecny Zarząd Główny KPK uległy likwidacji? 
 Zgadzam się z p. Pietrasem, że "Okrągły stół" to deska ratunku prezesa, bo wiele wskazuje na to, że na Radzie padnie wniosek o odwołanie go z funkcji. Wiem również, że obojętnie jakie będą ustalenia "Okrągłego stołu", nie uzdrowią one smutnej sytuacji. Mamy lidera, który nie potrafi kierować i całą swoją energię traci na utrzymanie się na stołku. Po braku odpowiedzi na moje 20 pytań skierowane do prezesa Sobockiego po publicznym apelu do Polonii o gotowości dialogu i odpowiedzi na każdy list, nie mam już żadnych złudzeń co do jego szczerości. Wiem też, że po odejściu czy usunięciu prezesa zabierze dużo czasu odbudowanie zaufania społecznego do Kongresu, jako organizacji zdolnej reprezentować nas wszystkich.
 Stefan Danielski

 Od redakcji: Panie Stefanie, nie przekreślajmy nikogo, rozmawiać można z każdym, kto chce mówić, choćby po to, by zobaczyć, czy ma coś do powiedzenia, nawet z ludźmi, którzy do tej pory chowali głowę w piasek.

 ***
 Aleksander Borucki odpowiada na list z ubiegłego tygodnia... 
 Bardzo się cieszę, że mój tekst znalazł w Pani oddaną czytelniczkę. Jeszcze bardziej się cieszę, że ktoś taki, jak Pani (nie - rodzic jednego z występujących dzieci i nie - oficjel zaproszony z konieczności) jednak przyszedł na konkurs. Finał, choć nieco przydługi, z pewnością był tego wart. 
 Dziękuję za niezwykle cenne wskazówki, jak pisać teksty. Ze swojej strony rewanżuję się garścią porad jak czytać ze zrozumieniem. 
 * Zanim przystąpi się do lektury, należy w ogóle wiedzieć, co się czyta, w innym bowiem przypadku uprzednie oczekiwania mogą wpłynąć na błędne rozumienie i bezpodstawnie negatywną ocenę tekstu. I tak na przykład czego innego oczekiwać należy od sztywno zbudowanej według wzorców, suchej, obiektywnej i bezkrytycznej "notki prasowej" z działu informacyjnego, a czego innego od autorskiego tekstu, subiektywnej recenzji czy felietonu. Zatem: wiedzieć, co się czyta, by wiedzieć, jak to czytać.
 * Często zdarza się, że zawarte w tekście informacje przeczą nader mętnym wyobrażeniom, które czytelnik dumnie nazywa "wiedzą" na jakiś temat. Dobrze jest wykazać nieco pokory i sprawdzić swoje źródła informacji, zanim zacznie się publicznie zadawać kłam autorowi tekstu, bo może się okazać, że mimo tego, co wydawało się,  że wiemy, to jednak on miał rację. W przypadku tekstu o konkursie recytatorskim  - laureatka w rozumieniu "zwyciężczyni konkursu" naprawdę była TYLKO JEDNA. Nie można osoby rezerwowej, która miałaby zastąpić laureatkę, gdyby ta nie mogła pojechać do Polski, stawiać na równi ze zwyciężczynią. Owszem - to bycie "rezerwowym", to również spore wyróżnienie, ale - używając terminologii piłkarskiej - nie stawiajmy prawdziwego zawodnika ex aequo z rezerwą, bo w końcu są przyczyny, dla których jeden kopie piłkę, a drugi siedzi na ławeczce.
 * Czytając tekst, najbezpieczniej zatrzymywać się nad jego RZECZYWISTĄ zawartością, darując sobie odnoszenie się do tego, co jego autor rzekomo sugeruje, albowiem bardzo łatwo, szczególnie niewprawnemu czytelnikowi, pogubić się w swoich domysłach, zacząć je mieszać ze stwierdzeniami tekstu, a to już może stanowić poważną podstawę do dalszych nieporozumień i formułowania bezsensownych i bezpodstawnych zarzutów. 
 * Należy pamiętać, że z reguły tekst dzieli się na poszczególne części, z których każda ma do spełnienia osobna rolę. Wstęp, rozwinięcie i zakończenie tekstu czemu innemu służą i chociaż dobrze jest, by przejścia między nimi były możliwie płynne, to czytelnik powinnien jednak o tym wenwnętrznym podziale pamiętać. I samodzielnie nie mieszać na powrót tego, co zostało przez autora celowo oddzielone. Odnosząc to do tekstu o 35. Konkursie Recytatorskim im. Marii i Czesława Sadowskich: mieszcząca się w zakończeniu krytyka obecnego regulaminu konkursu celowo została oddzielona (choć może niewystarczająco wyraźnie) od opisu samego konkursu. Zatem wniosek, że krytyka obecnego regulaminu jest zarówno krytyką ostatniego konkursu, jest własną , a zatem dokonywaną na własny rachunek i własne ryzyko, interpolacją czytelnika.
Pozdrawiam serdecznie,
Aleksander W. Borucki

 US Congress
 Ambasador USA w Polsce
 Szanowni Państwo,
  W związku z zamiarem uznania przez Kongres USA - w formie uchwały, bezprawności okupacji  przez Rosję sowiecką, państw bałtyckich - w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow, proszę przyjąć moje wyrazy ubolewania, że kongresmani USA nie raczą zauważyć, iż pakt ten został zawarty przede wszystkim  w celu likwidacji Państwa i Narodu Polskiego. 
 Kongres przeoczył też fakt, że Polska - najwierniejszy sojusznik Zachodu, w tym i USA, pierwsza stała się obiektem wspólnej agresji Niemiec i Rosji, a także była okupowana już na niemal rok przed tymi państwami. Jest mi przykro, że tak nikłą wiedzą historyczną i polityczną charakteryzują się amerykańscy ustawodawcy, amerykańscy politycy i amerykańskie służby dyplomatyczne.
 Jednocześnie wyrażam nadzieję, że te "przeoczenia" i historyczno-dyplomatyczne  faux  pas  - nie wynikają z nasilającej się - także w USA, fali antypolonizmu, że nie jest to political correct - skleroza.
 Pozostając w ww. nadziei
 Marek Zawadzki - Polak
84-230 Rumia, Poznańska 14/41
 Polska

 Od redakcji: Niestety, co poradzić...

 ***
 Informuję, że w Internecie działa już strona poświęcona Solidarności Walczącej. Adres: www.sw.org.pl.
 Zdecydowałem się, po kilku miesiącach pracy, opublikować stronę, mimo że daleko jej od kompletności. Wiele rzeczy jeszcze nie działa tak, jak powinno. Chciałem jednak zachęcić Państwa do włączenia się w prace nad jak najpełniejszym przedstawieniem SW i jej działalności.
 Proszę o nadsyłanie biogramów oraz zdjęć działaczy i członków SW,
relacji, wspomnień i anegdot. Obecnie strona zdominowana jest przez Wrocław - mam nadzieję, że wkrótce uzyska bardziej zrównoważony charakter.
 Proszę również o wszelkie uwagi i propozycje.
 Pozdrawiam wszystkich
 Romuald Lazarowicz, Wrocław

 Od redakcji: Zachęcamy, popieramy...

 Do tekstu A. Kumora "Pytanie, które brzmi szokująco"
 Wybiórcza analiza 
 Analiza idzie według zasad Gadzinówki, wybiera tylko te elementy, które są wygodne do zaprezentowania pewnej teorii. Niestety, czytelnicy, szczególnie mieszkający poza Polską, nie są tak naiwni. Prawda nie jest ani biała, ani czarna. Przede wszystkim, teza wielu historyków, że druga wojna światowa rozpoczęła się w 1938 w Monachium, bardziej mi pasuje. To czy Czesi stawili opór, czy nie, nie ma znaczenia. Zachód (bez Rosji) oddał lekką ręką Czechosłowację na pożarcie potworowi. Rosjanie wyciągnęli lekcję z tych wydarzeń. Polska dyplomacja w 1939 roku doprowadziła do tragedii, bo dyplomacja jest jak gra w szachy. Przeciwnik zostaje zmuszony do pewnych ruchów. Niech ktoś mi powie, jakie to wyjście w 1939 miała Rosja? Zajęcie Kresów było oczywistą sprawą z punktu interesów sowieckich i polskie władze wiedziały o tym, nie przeprowadzając mobilizacji na Kresach. Należy jeszcze dodać, że pakty Ribbentropa i Mołotowa mają szerszy zasięg niż obecna antyrosyjska propaganda w prasie wolnej i niewolnej. Np. Wilno zostało przydzielone do Litwy właśnie na podstawie tegoż paktu, chociaż było tam około 3% Litwinów. Jeżeli mówimy o potępieniu paktu, to mówmy o całości. Tylko po co nam to? Czy chcemy znów mieć wrogów ze wszystkich stron? Polityka robienia wrogów jest podstawową zasadą obecnych władz w Warszawie. 
 Niedawno jakiś uczony profesorek uzasadniał, że Zaolzie jest nasze. Spowodowało to protesty u południowych sąsiadów. Przeżyliśmy 60 lat w pokoju z sąsiadami, mając często ograniczoną suwerenność, ale nikt nam nie kazał wyruszać na front... aż do czasu wojny z Irakiem. Dlatego twierdzę, że naszym podstawowym priorytetem jest dobre sąsiedztwo i wpółpraca gospodarcza z sąsiadami. Nie dajmy się wciągnąć w kolejne awantury, które mogą się skończyć tragicznie.
(-)
 Od redakcji: nie wiem dlaczego uważa Pan mój tekst za wybiórczą analizę, skoro nie ustosunkowuje się Pan do jego głównych myśli. - AK

 ***
 Zamiast Żyrinowskiego, Łukaszenki, Idi Amina, z którymi pogadałby sobie jak równy z równym, tow. Kwaśniewski zaprasza Papieża, to podobno normalny objaw po Kudzu Root. Postanowiono tę śmierć wykorzystać w takim perfidnym komunistyczno-liberalno-bezczelnym stylu, całkowity brak szacunku dla wszystkiego, Urban się kłania. 
 Moskiewski sabat dał wyniki, w imię "pojednania" mocarzy w imieniu naszym i innych narodów, poświęca się Czeczenię. WSPANIALE!
 W 1939 r. poświęcono Polskę, ile to było narzekania, teraz jest inaczej, ale czy na pewno? A może tylko metoda się zmieniła? Rozbiory, wojny, okupacje, a teraz wszyscy nas ...?  mają gdzieś, tylko gdzie??? Drukują papier toaletowy. CHA, CHA, CHA, ale fajne, gołym okiem widać, kto, po co i kogo chce ośmieszyć. A więc śmiejmy się, metoda stara, ale w tym kraju skutkuje, ot, tacy śmieszni ludzie. Asystent posła Gryszki aresztowany bezprawnie? Jaruzelski rozmawia z górnikami - czego się dla sprawy nie robi? Wałęsa jak zwykle robi co może, ale mu nie wychodzi, teraz jak zwykle.
 Na tutejszym podwórku też śmiesznie, ale: żydowscy mordercy młodego Baranowskiego po dwóch latach na wolności. Jakoś tanio kosztuje życie żydowskiego dziecka. Bernardo za zamordowanie w sposób bestialski dwóch dziewczynek dostał 25 lat, Homolka 12?
 Polski obywatel Janusz Rybak w poszlakowym procesie, bez udowodnienia winy, dostaje dożywocie. Polacy jako grupa muszą bardzo dużo znaczyć, jak nas widzą tak nas traktują, ale między sobą o bzdury to się szarpać potrafimy. Wszyscy wiedzą, że tylko do roboty się nadajemy, do niczego więcej, i to jest prawda. Polityków mamy takich, na jakich zasługujemy, przecież i tak jesteśmy takie fajne chłopaki i dziewczyny. Mamy być z czego dumni???
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Panie Januszu, podobno Kudzu działa - zauważyły to nawet kanadyjskie gazety. Dziękujemy za komentarz.

GONIEC NR 19/2005 (74) (13-19 V 2005)
 *** 
 Jako załącznik posyłam list, jaki otrzymałem z Polski od pewnej matki poszukującej swego syna. Sytuacja jest beznadziejna i trudno pomóc. Jedynym jeszcze ratunkiem jest opublikowanie powyższego listu i może ktoś z ludzi czytających rozpozna nazwisko i przez to da znać poszukiwanemu o rozpaczającej matce. Tak więc prosiłbym, jeśli możliwe, o opublikowanie listu. Z góry serdecznie dziękuję.
 o. Janusz Błażejak OMI
 PROŚBA
 Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc w odnalezieniu mojego syna, który od 1990 roku przebywa w Kanadzie. Do roku 1999 utrzymywaliśmy ze sobą kontakt telefoniczny oraz listowny i nic nie wskazywało na to, że mój syn przestanie się odzywać. Jako matka, bardzo się o niego martwię i przychodzą mi do głowy najczarniejsze myśli.
 Próbowałam go szukać poprzez ambasadę w Kanadzie, wysłałam pismo do Konsulatu Generalnego RP w Montrealu. Pierwsze pismo wysłałam w 1999 roku, drugie w 2003 roku. Obydwie odpowiedzi były negatywne. Pisałam również do Stowarzyszenia Polaków w Kanadzie oraz złożyłam prośbę o pomoc w odnalezieniu mojego syna w Polskim Czerwonym Krzyżu, co też do tej pory nie przyniosło żadnych rezultatów. Odważyłam się  wreszcie napisać do fundacji "ITAKA" i otrzymałam adres księdza.
 Proszę Księdza, nie wiem, co się dzieje z moim synem. Wraz z córką Elżbietą umieramy z tęsknoty za nim. Modlimy się o to, żeby nic mu się nie stało i żeby był zdrowy. Mamy nadzieję, że po prostu o nas zapomniał, co może każdemu się przytrafić. Nie mamy do niego o nic pretensji i nie chcemy o nic pytać. Nie musi nam się tłumaczyć, dlaczego... Pragniemy jedynie wiedzieć, czy jest zdrowy i czy nie potrzebuje pomocy. Błagam Księdza o pomoc w odnalezieniu Witka i z góry z całego serca dziękuję.
 Poniżej podaję dane mojego syna:
 WITOLD KRASUSKI
DATA URODZENIA 28 MAJA 1960 r.
 Są to wszystkie informacje, jakie na dzień dzisiejszy posiadam. W razie trudności z porozumieniem się ze mną, proszę o kontakt z moją córką Elżbietą Bielecką pod numerem tel. 048-22 647-0050 lub pod adresem e-mail: elabiel@acn.waw.pl.
 Mam nadzieje, że zechce nam Ksiądz pomóc i jeszcze raz serdecznie dziękuję.
 Bóg zapłać.
 Z poważaniem
 Stanisława Pyczot
 ul. Gliwicka 17
 03-608 Warszawa
 POLSKA
 Tel. 048-22 647-0050

 Od redakcji: Bez komentarza.

 Do Redaktora Naczelnego, Pana Andrzeja Kumora 
 "Goniec", z 22-28 kwietnia 2005 roku, zamieścił artykuł na str. 2 - "Robert Lutczyk - polski radny z Oshawy". Chciałbym podziękować w imieniu swoim, mojej żony, jak i pozostałej rodziny z Oshawy i Barrie, za podanie tej informacji. Zaszczyt reprezentowania miasta Oshawa na pielgrzymce z okazji upamiętnienia 60. rocznicy oswobodzenia obozów zagłady jest nie tylko zaszczytem dla samego Roberta, ale także naszej Rodziny, P. Robert - radny jest mojej żony - Ewy bratem przyrodnim, a moim kuzynem.
 Życzymy mu godnego reprezentowania miasta Oshawa i całej Polonijnej Społeczności z Kanady, a Panu owocnej pracy i sukcesów redakcyjnych w "Gońcu".
 PS  Osobiście chciałbym podziękować za wszystkie wiadomości i artykuły dotyczące zmarłego największego z Polaków, polskiego papieża Jana Pawła II. Bóg zapłać.
Janusz Ciepłowski

 Od redakcji: Z Robertem Lutczykiem będziemy jeszcze rozmawiać.

 "Nie znoszę konkursów"
 Rozumiem, że autor jest początkującym dziennikarzem i trudno się dziwić, że tu i ówdzie pojawić się mogą pewne niedociągnięcia. Zwróciłam jednak uwagę na stosunkowo ważne problemy z warsztatem dziennikarskim, których warto unikać w przyszłości. 
 Komentując wydarzenie, nie pomijamy ważnych informacji na ten temat, jak choćby tego, że były dwie laureatki tego konkursu, a nie tylko jedna.
 Informowanie zaś o faktach trzeba poprzedzić sprawdzeniem tychże faktów. Od lat uczestniczę w finałach tego świetnego konkursu, chociaż nie brały w nim udziału moje dzieci. Kiedy dorosną, z pewnością postaram się je do tego przygotować i zachęcić. Nie jestem zaangażowana w jakikolwiek sposób w działalność instytucji organizujących ten konkurs, choć w przyszłości chciałabym się przyłączyć i wspierać tę ogromnie pożyteczną inicjatywę. Jednak autor ubolewa, że takich ludzi jak ja i moi przyjaciele nie było na tej sali. Autor sugeruje również, choć nie twierdzi wprost, że wśród uczestników konkursu byli tacy, którzy niedawno z Polski przyjechali. Według mojej wiedzy, praktycznie wszyscy urodzili się w Kanadzie i miałam wielokrotnie przyjemność słuchać ich recytacji wcześniej. Zastanawiam się, czy autor swoje twierdzenie oparł na sprawdzonych faktach. Wątpię. 
 Umieszczając zdjęcia w treści artykułu, należałoby umożliwić czytelnikowi rozpoznanie osób, których nazwiska autor zdecydował się podać w podpisie zdjęcia. 
 Zauważyłam też brak konsekwencji w ferowaniu własnych sądów autora, np. w jednym z fragmentów artykułu autor sugeruje słaby poziom językowy konkursu po to, by za chwilę twierdzić coś zupełnie przeciwnego.
 Nie podejmuję dyskusji na temat ocen przedstawionych przez autora, bo choćby i najbardziej chybione - nie podlegają dyskusji. Natomiast sądzę, że być może powinnam zwrócić autorowi uwagę na to, że nadmierna egzaltacja i mało interesujące wtręty autobiograficzne należałoby stosować z większym umiarem. Ponadto starania o oryginalność i poczytność poprzez stosowanie prowokacji nie powinno nigdy przesłaniać standartów zawodowych.
 Podsumowując tych kilka uwag, chciałabym prosić redakcję "Gońca" o to, by gazeta aspirująca być może do plamy pierwszeństwa (sic) wśród naszej lokalnej prasy polonijnej większą uwagę poświęciła temu, jak może pomóc tam, gdzie warto.
 Pozdrawiam,
 Dorota Wasiak

 Od redakcji: Przekazujemy Pani uwagi w ręce autora tekstu "Nie znoszę konkursów" p. Aleksandra Boruckiego. Zawsze chętnie pomagamy, gdzie warto, impreza jest wspaniała. Nie odmawiajmy sobie jednak prawa do opinii i krytyki. W końcu nie można cały czas mówić, że wszystko jest cacy.

 Powtórka z Magdalenki?
 Nie wiem, czy to nowy żart ZG KPK, czy też ostatnia deska ratunku dla prezesa KPK. Czyżby miała nastąpić powtórka z Magdalenki? KPK planuje polonijny "Okrągły Stół". Na to był czas na zjeździe KPK w Vancouverze. Ten polski "Okrągły stół" odbija się czkawką polskiemu narodowi od 1989 r. aż do chwili obecnej. Tam komunistyczny reżim dzielił się władzą ze swoimi agentami, uwłaszczając siebie i swoich agentów, zatrzymując władzę i zapewniając sobie bezkarność. Jak będzie w Polonii? Zobaczymy. 
 Piszę o tym, ponieważ otrzymałem zaproszenie do "Okrągłego Stołu" zamiast spodziewanej i długo oczekiwanej odpowiedzi na mój list przesłany do KPK, a później opublikowany w "Gońcu". To niespodziewane zaproszenie załączam do swojego listu. Z zaproszenia jednak nie skorzystam i postaram się wyjaśnić, dlaczego. Nie chciałbym zasiadać przy "Okrągłym Stole" z ludźmi, których nazwiska są na tzw. liście Wildsteina. Ja nie chcę być samozwańcem i na razie nie wiem, kogo bym miał firmować przy tym "Okrągłym Stole". Ciekawi mnie, kto dobierał gości i jakimi kryteriami się kierował. Ja myślę, że wysłano mi zaproszenie, aby mi zamknąć usta. Pewnie wszyscy, którzy krytykują obecnego Prezesa, otrzymali takie zaproszenie. Na obrady wyznaczono dzień 10 maja br., tj. czwartek, kiedy to redakcje składają weekendowe wydanie. Dla wszystkich zaproszonych jest to zbyt krótki termin, a poza tym nie wiadomo, kto tam będzie zasiadał i kogo reprezentował?
 Obawiam się, że tak jak w Magdalence, nie chodziło o dobro Narodu i Polski, tak i tu nie chodzi o dobro Polonii, tylko o dobro jego uczestników. Obawiam się,  że raczej chodzi o nałożenie kagańca krytykującym, niż wysłuchanie ich krytyki, o to również, aby prasa była nieobecna, bo w tym dniu jest zajęta swoimi obowiązkami. Poza tym ja nie chcę brać udziału w reanimacji "trupa", bo za taki uważam niezdolny do działania ZG KPK. Jestem zdania, że należy spokojnie poczekać na naturalną śmierć obecnego zarządu i zbudować na jego zgliszczach nowy Kongres będący reprezentantem całej Polonii.
 Pan Prezes chce rozmawiać o tym, co nas łączy, a nie dzieli, mimo że zdaje sobie sprawę z głębokich podziałów. Co nas jeszcze łączy? Chyba niewiele. Rozmowa o tym co można zrobić razem w obecnej sytuacji może się sprowadzać do tego, że należy naprawić to, co ZG zepsuł, i wziąć za to odpowiedzialność. Treść otrzymanego zaproszenia przypomina mi wystąpienie p. G. Sobockiego w Klubie Dyskusyjnym w Centrum Kultury w Mississaudze po wyborze na pierwszą kadencję. Szkoda, że dopiero teraz chce o tym rozmawiać, co wtedy obiecywał. P. Sobocki zwykle nie dotrzymuje obietnic, nie potrafi słuchać, zwłaszcza słów krytyki, nie odpowiada na listy, nie dba o finanse KPK, wydając pieniądze na nowe procesy, a nie dba o powrót do kasy zasądzonego przez sąd zwrotu kosztów sądowych z wygranego procesu p. Rogackiej.
 Nie chcę tu wyliczać błędów p. Sobockiego, bo od tego jest Rada Kongresu i Walny Zjazd. Nie wiem, dlaczego p. Sobocki nie jest dobrym gospodarzem, wiem natomiast, że podobnie jak A. Kwaśniewski kurczowo trzyma się stołka, mimo że jego trwanie przynosi więcej szkody niż pożytku. Oni obaj chyba są z tej samej sztancy. Jeden w Moskwie na kolanach, a drugi w Toronto, a Polacy tam i tu czekają na prawdziwych przywódców. 
 Niedawno słyszałem opinię osoby od lat związanej z KPK, że tak źle to jeszcze nie było. Ja proponuję, aby przerwać tę nieudolną działalność p. Prezesa i zorganizować pikietę pod jego domem, dając mu czerwoną kartkę, która zmusza do opuszczenia polonijnego boiska. Człowiek honorowy, jeśli nie może sprostać pokładanym w nim nadziejom, po prostu odchodzi, wyrównując straty, które wyrządził. Co zrobi p. Sobocki, trudno przewidzieć, pewnie będzie trwał do końca kadencji nie licząc się z konsekwencjami swojej nieudolności. Nawet nie ma odwagi, aby się podpisać pod swoim listem-zaproszeniem i musi to czynić ktoś inny. Rodzice uczyli mnie, że nie należy tolerować chwastów na swoim polu, bo plony będą mizerne. Dbałość o swoje pole to obowiązek dobrego gospodarza. Więcej pokory dla przeciętnego polskiego imigranta to nakaz chwili. Polski patriotyzm musi być ponad poprawnością polityczną, aby Polonia nie była rzucana na kolana. Pisząc te słowa,  nie chcę i nie mam zamiaru nikogo obrażać, a jeśli ktoś z ZG KPK czuje się dotknięty niesłuszną krytyką, to niech zrezygnuje z członkostwa w tym zarządzie. Pan Prezes może uciekać przed krytyką, lecz nie ucieknie przed własnym sumieniem. 
 Na koniec chcę jeszcze raz przypomnieć  p. G. Sobockiemu, że "Przywódca Stada" (sam się tak nazwał) to nie ten, który goni owce przed sobą, lecz ten, za którym owce idą z własnej woli.
 Życzę owocnych obrad dla dobra całej Polonii.
Stanisław Pietras

 Od redakcji: Panie Stanisławie, chęć do porozmawiania zawsze cieszy, nie bądźmy zbyt wybredni.
 
 

 GONIEC NR 18/2005 (73) (6-12 V 2005)

 Sprostowanie odnośnie do artykułu: "Dzwoń, gdy oszukał Cię konsultant!!!"
 Chciałam poinformować, że pani Krystyna Piekarska, która jest negatywnym bohaterem tego artykułu, podawała się jedynie za konsultanta imigracyjnego, chociaż według prawa wprowadzonego w kwietniu 2004 dotyczącego konsultantów imigracyjnych, nigdy nie została uznana za konsultanta imigracyjnego.
 Konsultantem imigracyjnym mogą być jedynie osoby, które zostały zweryfikowane przez Stowarzyszenie Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych (Canadian Society of Immigration Consultants), zdały profesjonalny egzamin z wiedzy z prawa imigracyjnego, wykazały, że nigdy nie były karane i mają doświadczenie w zawodzie i profesjonalne ubezpieczenie na wykonywanie tej działalności. Pani Piekarska nie została przyjęta do Stowarzyszenia i tym samym nie może używać tytułu konsultanta imigracyjnego ani prowadzić jakiejkolwiek działalności związanej z prawem imigracyjnym.
 Stowarzyszenie wymaga, żeby licencjonowani konsultanci działali zgodnie z kodeksem etycznym, nakładającym normy postępowania, mające na celu ochronę klientów. Podobnie jest w przypadku prawników czy lekarzy.
 Każdą osobę można zweryfikować, dzwoniąc bezpośrednio do tego Stowarzyszenia Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych (Canadian Society of Immigration Consultants), lub sprawdzając w Internecie.
 Pani Piekarska nie była więc w rzeczywistości konsultantem imigracyjnym i nie miała prawa udzielać porad ani pobierać jakichkolwiek opłat. Mogę tylko wyrazić nadzieję, że ta sprawa otworzy wielu osobom oczy i nabiorą one podejrzeń do osób, które nie mają licencji, nie mają swojego biura, nie podpisują się pod aplikacjami i występują jako "przyjaciele rodziny", rzekomo nie będąc opłaconym (w rzeczywistości są to tysiące dolarów). Już sam fakt, że ktoś nie chce podpisać się pod aplikacją, którą pomagał nam przygotować, powinien nam dać wiele do myślenia. Poza tym brak podpisu oznacza także brak odpowiedzialności za błędy i jakiekolwiek konsekwencje z tym związane. Nie mówiąc już o tym, że jeśli nie otrzymujemy pokwitowań za dokonywane opłaty, to nie wiemy, na co idą pieniądze. Często płacimy jedynie za obietnicę załatwienia sprawy, której załatwić nie można. 
 Tak że zwracajmy się w sprawach imigracyjnych do osób licencjonowanych: prawników lub konsultantów imigracyjnych, które zapewniają fachową i uczciwą poradę.
 Maria Krajewska
Doradca Imigracyjny
Członek Stowarzyszenia Kanadyjskich Konsultantów Imigracyjnych
Numer licencji MO41425
Tel.: 416-545-1777
e-mail: maria@krajewska.com

 Od redakcji: Dziękujemy za poradę.

 "Silni wiarą",  ale tolerancyjni i ucywilizowani 
 Szanowny Panie Redaktorze 
 Czytając list Pana Stanisława Siekanowicza zatytułowany "Łyżka dziegciu w beczce miodu", byłem bardzo rozczarowany faktem, że Pan Siekanowicz, który tak pięknie pisze po polsku, używa tego języka, by demonstrować bigoterię i osobisty brak tolerancji. Ale dzięki temu, że "Goniec" istnieje i praktykuje tolerancję, my wszyscy, Pan Siekanowicz, Pan Markiewicz i ja, możemy znaleźć przychylne forum, które pozwala nam przedstawić nasze myśli i opinie. 
 Po przeczytaniu listu byłem zmuszony do reakcji na to, co Pan Siekanowicz napisał. Jestem katolikiem, ale nawet gdybym był muzułmaninem, prawosławnym, buddystą czy praktykował jakąś murzyńską wiarę, to napisałbym to samo. 
 Mój problem polega na tym, że ja bardzo słabo piszę po polsku, ja wiem, co chcę powiedzieć, ale nie potrafię tego powiedzieć tak elokwentnie jak Pan Siekanowicz. Ale spróbuję przedstawić moje myśli prosto i uczciwie.
 Muszę tutaj powiedzieć, że już żyję ponad 60 lat poza Polską i oduczyłem się bać ludzi, albo nienawidzić tych, co mają inne poglądy niż ja. Przez 50 lat mówiłem tylko po angielsku i dopiero parę lat temu zacząłem próbować pisać po polsku. W tych latach, ten zgniły, kapitalistyczny Zachód wpoił we mnie takie głupie pomysły, jak to, że: "Tolerancja jest matką kultury i cywilizacji". Moje myślenie formowało się przez wiele lat włóczęgi po świecie. Między innymi, mieszkałem w Anglii i jeździłem po Europie. Pracowałem na Dalekim Wschodzie, na wybrzeżach Pacyfiku. Po tym była Południowa Afryka, Hongkong, Singapur, Filipiny, Australia, Nowa Zelandia. A po tym znowu Europa i w końcu Ameryka Północna. 
 Na pewno Pan Siekanowicz się zdziwi, gdy mu powiem, że najbardziej ucywilizowani ludzie, których spotkałem w moich podróżach, to byli Zulusi w Natalu w Południowej Afryce. Ci ludzie naprawdę szanują jeden drugiego i są tak fenomenalnie tolerancyjni, że wszystkie dzieci należą do wszystkich członków każdej wsi. Oni nie tylko mają wielki poziom tolerancji dla siebie, ale też do wszystkich innych ludzi, obojętnie jakiego są koloru czy narodowości. 
 W Europie mamy dobry przykład tolerancji w Anglii, Danii, Holandii, Szwecji i Norwegii, gdzie jest bardzo wysoka stopa życiowa. Widzimy tam rozwój kultury, głównie dlatego, że ci ludzie mają wysoki poziom tolerancji dla siebie i dla innych ludzi. Znałem wielu ludzi z tych krajów, pracowałem z nimi i odwiedzałem ich w ich krajach. Nikt nikogo nie poniża i każdy szanuje prawo drugiego człowieka do myślenia i bycia sobą. Oczywiście, są wyjątki, ale większość szanuje siebie i innych. W Singapurze, znałem jednego zakonnika tybetańskiego, z którym spędziłem wiele godzin w nocy pod gwiazdami, mówiąc o życiu i śmierci. Ten człowiek podróżował przez wiele lat, idąc piechotą od wsi do wsi. Był w Chinach, Indiach i nawet ktoś go zawiózł do Japonii. 
 Powiedział, że w wieloletniej włóczędze nauczył się tylko jednej rzeczy, a to było tylko to, że my wszyscy mamy tego samego Boga. My niby to wiemy, a jednak traktujemy jeden drugiego z podejrzliwością i nienawiścią, bo my się boimy jeden drugiego. 
 Gdy doczytałem, gdzie Pan Siekanowicz mówi: "Émam prawo życzyć sobie przynajmniej tyle, że na jej łamach nie będą grasować uczeni w piśmie bezbożnicy". Zimno mi się zrobiło, bo to przecież tylko parę dni temu płakaliśmy, gdy śp. Jan Paweł II odszedł od nas. Czy nasza pamięć jest taka krótka, czy już nie pamiętamy, jak ciężko Ojciec Święty pracował nad tym, by przynieść tolerancję, zrozumienie i szacunek pomiędzy wszystkimi dziećmi naszego Boga. 
 Każdy z nas, będąc indywidualistą, widzi świat trochę inaczej, rozumie i czuje to, co przechodzi w swej podróży przez życie.  Ja, czytając ten sam artykuł co Pan Siekanowicz,  wyczułem i zrozumiałem coś zupełnie innego. W Pana Markiewicza artykule ja widziałem hołd dla Jana Pawła II. Hołd, szacunek i zachwycenie się wielkim intelektem, filozofa, poety i pasterza. Ja nie widzę absolutnie nic antykatolickiego. Odwrotnie, widzę tylko dobrą wolę. 
 Dla mnie osobiście, produktem przeczytania "Poezji Karola Wojtyły" była myśl, że to, co przeczytałem zmusza mnie do czytania książek i poezji Ojca Świętego i jaka szkoda, że nie wiedziałem tego wcześniej. To, co przeczytałem, zrobiło ze mnie lepszego człowieka, tylko martwiło mnie to, że dla niektórych ludzi ten materiał będzie za trudny do zrozumienia. I miałem rację. 
 Nie byłem w Polsce przez 50 lat niewoli i nie byłem świadkiem tego co brak tolerancji i obawa jednego przed drugim zrobiła z polskim narodem. Dzisiaj wiemy, że były dziesiątki tysięcy sług UB, które meldowały, co ludzie mówili, i cały naród żył w stałej obawie. Przecież czasem nawet niewinni, gdy się jakiemuś szpiegowi nie podobali, ginęli, nawet gdy nic nie mówili. Nic dziwnego, że dzisiaj rany i ślady tej  wojny psychologicznej są tak bardzo widoczne w obawie i nienawiści, która się sączy z tych psychologicznych ran. Czy można się dziwić, że ci ludzie dalej się boją jeden drugiego. 
 Na zakończenie muszę dodać, że Pan Markiewicz broni swojego wyboru specyficznych myśli Ojca Świętego, mówiąc: "Énie wątpię, że wybór poczyniony przez kogoś innego będzie również trafny i elokwentny". Według mnie, to był wspaniały, myślenie prowokujący wybór. 
Serdeczne pozdrowienia. 
B. Donald E. Prażmowski

 Od redakcji: Szanowny Panie najważniejsze jest to byśmy potrafili ze sobą szczerze rozmawiać i przekonywać się na argumenty, dlatego właśnie nasze łamy otwarte są i dla Pana Siekanowicza, i dla Markiewicza, i dla Pana. Z różnymi opiniami publikowanymi w "Gońcu" nie zgadzamy się. Nie bójmy się konfrontacji naszych poglądów.

  ***
 Byłem, miałem okazję widzieć stan i reakcje polskiego narodu w czasie tych smutnych, podniosłych chwil. Szacunek, spokój, miłość, wiara to nie było złudzenie. Pełne kościoły, ludzie wchodzący choć na kilka minut, przed pracą, szkołą, młodzi, starsi, wszyscy, piękne, wspaniałe młode dziewczyny, smutni, ale nie zrezygnowani, to było wspaniałe. Ta sytuacja, choroba, wreszcie śmierć niosła ze sobą przesłanie, widać było wiarę w zmianę sytuacji, siłę drzemiącą w tych spokojnych tłumach. Byłem w kościele św. Anny, plac Piłsudskiego, aleja Jana Pawła II, pierwsze znicze w nocy, mrowie ludzi zapalających swoje, czuwanie, spokój, moment braku zniczy w sklepach i tłumy, olbrzymie tłumy.
 To było coś wspaniałego, wrażenie ogromne, w tym spokojnym tłumie była ogromna siła, ludzie znowu to poczuli i w nadchodzących wyborach nie popełnią błędu, wyeliminują mafię i nie obędzie się bez rozliczeń i kary.
 Konsulat w Toronto powiadomił siostrę skazanego na dożywocie Janusza Rybaka, iż adwokat jest w trakcie gromadzenia i opracowywania dokumentacji. Apelacja powinna być złożona w czerwcu tego roku (?). Kilkakrotnie byłem w Ścinawie, gdzie mieszka matka Janusza Rybaka, odwiedzałem Dom Dziecka i proszę o wsparcie tego ośrodka. Od stycznia "mafia" ograniczyła środki finansowe dla tego typu instytucji, sytuacja jest nieciekawa. Pomoc proszę kierować na adres:
Elżbieta Tylak
Dom Dziecka w Ścinawie
59-330 Ścinawa
ul. Królowej Jadwigi 5
 Dziękuję w imieniu dzieci i swoim.
Sierzputowski Janusz

 Od redakcji: Dziękujemy serdecznie, coś dawno Pan do nas nie pisał.

 Panie Andrzeju, 
 Znalazłem list Stanisława Siekanowicza ("Siekacza"?), że Markiewicz 
zamieścił w "Głosie Polskim" "jakieś chorobliwe żale, oskarżając cały świat współczesny o chęć wyrżnięcia Żydów, po czym Wiesław Magiera zaczął go unikać". 
 Po pierwsze, nie wierzę, żebym zamieścił w "Głosie" podobne "chorobliwe żale". Każdy, kto mnie kiedyś przeczytał, wie, że te "chorobliwe żale" są nie w moim stylu. 
 Po drugie, to ja zerwałem kontakt z ówczesnym redaktorem (Magierą?), gdyż zachował się prowokacyjnie (lubił moje artykuły, lecz nie mnie) i nie dotrzymywał słowa. 
 W "Chłopcach do bicia" nie było słowa o papieżu Janie Pawle, ni o jego następcy Ratzingerze - co ten S.S. sieka za bigos? 
 W "Spotkaniu króla Solimana i królowej Sziby" nie ma "przekręcenia nazwisk w celu dezinformacji", tylko Gerard de Nerval napisał, co usłyszał w Turcji. W książce Nervala po francusku, którą posiadam, nie znalazłem pseudoproroctw ni obelg pod adresem Kościoła - jestem gotów ją pokazać i nawet poszukać jeszcze raz. W każdym razie  Stanisław Siekanowicz wydaje mi się być nagończykiem. Moim zdaniem, konflikt Kościoła z masonerią to może jakieś pozostałości z Wielkiej Inkwizycji, gdyż ci niezliczeni masoni są doprawdy nieszkodliwi. 
 Pozdrawiam serdecznie.
Wilek Markiewicz

 Od redakcji: Panie Wilku, konflikt Kościoła z masonerią jest jak najbardziej realny. Katolik nie może być masonem. A jeśli jest, to grzeszy. Dziękujemy za odpowiedź.

 Dan Brown's story
 W Kodzie Leonarda da Vinci dotarłam do momentu (rozdz. 55 wzwyż), w którym autor z ogromną swadą roztacza nieprawdopodobne teorie na temat początków chrześcijaństwa, zmyślnie przeplatając istniejące i udokumentowane wątki historyczne z własnymi ideami.  Cóż... czyta się całkiem interesująco, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że dla uzyskania piorunującego efektu (kilka milionów sprzedanych egzemplarzy!) pisarz pozwolił sobie na poważne pomieszanie prawdy z fikcją, co u "maluczkich" może z łatwością doprowadzić do niezłego zamącenia w przekonaniach religijnych... Licencia poetica?
 Inne spostrzeżenie (nie nowe oczywiście): jedynie świat wartości
chrześcijańskich jest poddawany takiemu praniu mózgu - nawet pod pozorem dobrej zabawy literackiej. Szarpnięcie podstawami wiary wyznawców Allaha czy Buddy nie spotkałoby się z takim poklaskiem i takim (pełnym satysfakcji) zainteresowaniem. Czy Zachód, ze swoimi chrześcijańskimi korzeniami, ma jakieś poczucie winy? Coś w rodzaju surowej matki nękanej wyrzutami za to, że w przeszłości zdarzyło się jej dać klapsa nieposłusznemu potomkowi? To jakaś choroba. Tak się złożyło, że właśnie przeczytałam przedruk artykułu ze "Spectatora", nt. współczesnych prześladowań chrześcijan. Zaiste... znamienne.
 Ogólnie rzecz ujmując, mam głębokie przekonanie, że współczesna kultura zachodnia z ogromnym powodzeniem odcina gałąź, na której siedzi. Chciałoby się powiedzieć, że cała w tym nadzieja, iż nie dane nam będzie dożyć tych dni, kiedy staniemy się zdecydowaną mniejszością, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, a jednak! ...przecież po nas nasze dzieci, i ich dzieci, itd.... nasze ciało i krew... Szkoda.
JR

 Od redakcji: Katolicy są od jakiegoś czasu chłopcem do bicia. Widać to gołym okiem.
 

GONIEC NR 17/2005 (72) (29 IV - 5 V 2005)

 Łyżka dziegciu w beczce miodu
 Szanowny Redaktorze i drogi przyjacielu Andrzeju,
 "Gońca" zdobi wielkie motto "Silni wiarą". Wydawałoby się, że skoro jest to gazeta polska i w dodatku redagowana przez człowieka, o którym wiem, że ma ukształtowany system wartości, to nie ma potrzeby zapytywać, o jaką wiarę chodzi. A jednak... Nie oczekuję od Ciebie gazety religijnej, gdyż rozumiem, że nie taka jest jej funkcja. Niemniej, skoro ma jej przyświecać motto "Silni wiarą", mam prawo życzyć sobie przynajmniej tyle, że na jej łamach nie będą grasować uczeni w piśmie bezbożnicy - i to jeszcze w charakterze stałych felietonistów - zatruwający ogólnie chrześcijański charakter gazety tekścikami, co prawda małymi, ale o skondensowanym ładunku antykatolickim. Niczym przysłowiowa łyżka dziegciu w beczce miodu.
 Nie miałem czasu ostatnio na lekturę prasy, toteż nie wiem, z czym "produkował się" pan Wilek Markiewicz w poprzednich wydaniach. Z dawniejszych czasów (i z innych łamów) wspominam go jako interesującego dziennikarza, ale też utkwił mi w pamięci jego felieton w "Głosie Polskim", w którym wyrzucił z siebie na papier jakieś chorobliwe żale, oskarżając cały świat współczesny o chęć "wyrżnięcia Żydów", po czym Wiesław Magiera (ówczesny redaktor "Głosu") zaczął go unikać. I oto po latach - znalazł sobie przyczółek w "Gońcu", w którego numerze 15. w felietonie "Chłopcy do bicia" w osobliwy sposób uczcił pamięć Ojca Świętego Jana Pawła II i wybór znanego obrońcy doktryny wiary katolickiej - kardynała Ratzingera - na papieża. I zrobił to lepiej niż sam Urban, bo w tym szczególnym dla Kościoła i świata momencie "zapomniał" o tysiącach (czy może dziesiątkach tysięcy) męczenników pomordowanych za wiarę w Chrystusa, a wychwala islam i bierze w obronę biednych... masonów i bankierów. "/.../ wiele nonsensów się rozpowszechnia o masonach". Te "nonsensy" to naturalnie stanowisko kardynała Ratzingera (nowo wybranego Benedykta XVI), który jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary potwierdził aktualność dawniejszych encyklik papieskich potępiających masonerię. Argumentem w obronie bitych i prześladowanych masonów ma być "przejmująca surrealistyczna poezja" - książka "Spotkanie króla Solimana i królowej Sziby". Nie wiem, czy te imiona są przekręcone celem dezorientacji, ale ta książka była od XIX w. rozpowszechniana w Polsce pod tytułem "Spotkania króla Solomona i królowej Saby". Różne mity i motywy wokół świątyni Solomona są typowe dla rytuałów masońskich. Natomiast książka, o której mówi p. Markiewicz, to zbiór pseudoproroctw o przyszłości świata, gdzie - wśród różnorakich bzdurnych przepowiedni - są też obelgi pod adresem Kościoła.
 A z kolei bankier - "jest biurokratą, a nie dyktatorem pieniądza". Oczywiście, jeżeli pod pojęciem "bankier" rozumiemy tylko pracownika oddziału banku za 9 dolarów na godzinę.
Z poważaniem (jednak),
Stanisław Siekanowicz
pestcontrol@sympatico.ca

 Od redakcji: Szanowny Staszku, dziękuję bardzo za napomnienie i wyrażoną opinię, krytyki nigdy za dużo! Z drugiej strony, tekst p. Markiewicza był przykładem odmiennego podejścia. Jak wiesz, czasem konieczność odparcia poglądów, z którymi się nie zgadzamy, zmusza nas do lepszej artykulacji własnej myśli. 
 Znajdziesz w "Gońcu" wiele tekstów krytykujących masonów z pozycji Kościoła katolickiego - zamieszczaliśmy cały cykl. Nawiązując zaś do kulinarnych porównań, powiem, że czasem i do miodu konieczna jest łyżka soku z cytryny, aby nie przesłodzić całości. Pozdrawiam serdecznie i nieustająco zapraszamy Cię na "Gońcowe" łamy - Andrzej Kumor.

 Oto jest pytanie 
 Abstrahując od agenturalnej przeszłości i teraźniejszości Wałęsy, można się zastanowić, co znaczy pojęcie "działacz związkowy". Jeżeli przyjąć spiskową teorię dziejów, a tym samym rozpad komunizmu za odgórnie sterowany, to również Wałęsa w tej teorii może mieć tylko jedno miejsce, czyli pajaca antyzwiązkowego . 
 W latach 70., kiedy Wałęsa podpisał dokumenty TW (sam się do tego przyznał), najwybitniejszego działacza związkowego krajów uprzemysłowionych, mianowicie Jimmy Hoffa (trzy miliony członków Związku Zawodowego Transportowców USA), skazano prawomocnym wyrokiem na wiele lat więzienia, następnie wskutek nacisku społecznego klasy robotniczej zwolniono z więzienia przed upływem kary, by go niemal natychmiast ZAMORDOWAĆ przez tzw. nieznanych sprawców. Krótko po tym, te same media, które medialnie zabiły Jimmy Hoffa, jeszcze przed jego fizyczną śmiercią, będące własnością tych samych masonów, budują międzynarodowy wizerunek działacza Prawdziwych Niezależnych Związków Zawodowych w bloku komunistycznym, mianowicie wizerunek przyszłego noblisty i laureata stu honorowych doktoratów... Wałęsy. 
 Wałęsa przez spiskująca masonerię został wykorzystany przynajmniej na dwie strony. Przy jego pomocy poważnie zdezorganizowano system komunistyczny całego  Bloku Wschodniego, by w końcu doprowadzić do tzw. pierestrojki i kompletnego rozkładu, to po pierwsze. Natomiast własnym klasom robotniczym w krajach tzw. względnego dobrobytu pokazano właściwe miejsce, doprowadzając do tego, że dzisiejszy robotnik amerykański jest dziesięciokrotnie wydajniejszy niż piętnaście lat temu (haruje  od świtu do nocy), a jego zarobki realne zmniejszyły się również dziesięciokrotnie. 
 Lewicującym, czy nawet komunizującym związkom zawodowym podcięto skrzydła w ten sposób, że pokazując Wałęsę, powiedziano im: "Widzicie, nawet komunistyczny robotnik nie chce komunizmu". Z własnych doświadczeń tu, na Zachodzie, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że spisek masonerii udał się w każdym calu.
 Krzysztof Ziajkiewicz

 Od redakcji: Szanowny Panie, ciekawi jesteśmy Pana doświadczeń związanych ze spiskiem, o którym Pan pisze. 

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Chciałabym Panu bardzo serdecznie podziękować za zamieszczenie w "Gońcu" naszego ogłoszenia o wykładach i sympozjum na Uniwersytecie Torontońskim. Wszystkie spotkania bardzo się udały. Wykłady 
profesorów Ewy Thompson i Artura Grabowskiego wypadły wspaniale. Sobotnie, całodniowe sympozjum również było sukcesem, głównie dlatego, że zaprezentowało prace sporej grupy doktorantów, związanych albo bezpośrednio, albo pośrednio z naszą polonistyką, oraz kilku profesorów (również tych, którzy byli u nas gościnnie) zajmujących się polskimi sprawami na UofT. 
 Ogłoszenie tych spotkań w Pana gazecie było dla nas bardzo ważne i pomocne.
 Miło mi, że poparł Pan naszą inicjatywę. Żałuję, że nie miał Pan czasu nas odwiedzić, ale jeszcze nie raz będziemy organizować różne wykłady i konferencje.
 Gdyby zainteresowały Pana sprawy naszej polonistyki, chętnie udzielę Panu o nas dodatkowych informacji. Mamy grupę bardzo zdolnej młodzieży, absolwentów - magistrów i doktorów,  stypendystkę najbardziej prestiżowego federalnego stypendium doktoranckiego, organizujemy sporo ważnych i ciekawych spotkań, planujemy dużą konferencję w kooperacji z innymi ośrodkami. Myślę, że to jest ciekawy materiał dla polonijnych czytelników. Tym bardziej, że część naszej działalności możliwa jest dzięki finansowemu poparciu naszej społeczności.
 Tymczasem załączam 
serdeczne pozdrowienia,
Tamara Trojanowska

 Od redakcji: Szanowna Pani, z chęcią napiszemy o polonistyce.

 Szanowni Państwo
 Zwracam się do Państwa z prośbą w imieniu małego chłopca, którego Los nie rozpieszcza i od chwili urodzenia skazał na trudną walkę ze skutkami dziecięcego porażenia mózgowego. Chłopiec ma w tej chwili 14 lat, niemal całe swoje życie, aż do tej pory, spędził w jednym pokoju w domu swoich rodziców.  Jest niepełnosprawny, porusza się na wózku inwalidzkim, wymaga intensywnej rehabilitacji. Przez lata ten problem był zupełnie zaniedbany i chłopiec nie był wcale rehabilitowany. Powodem tego była wielka bieda, w której żyje jego rodzina. Jedyne, co wiedział o otaczającym go świecie, to było to, co udało mu się zobaczyć przez okno w pokoju, w którym mieszkał, nie chodził nawet do szkoły!!! 
 Obecnie zainteresowała się jego losem jedna z nauczycielek z Domu Dziecka w Zajezierzu, o którym Państwo zapewne już słyszeli wielokrotnie dzięki publikacjom "Gońca". Życie chłopca dzięki temu nieco się polepszyło. Rozmawiałam z tą nauczycielką i wymyśliłyśmy, że znajdziemy dla niego na wakacje jakiś obóz dla dzieci niepełnosprawnych, gdzie będzie mógł mięć zajęcia rehabilitacyjne, gdzie nie będzie czuł się samotny i inny niż wszyscy, gdzie wreszcie zobaczy coś więcej niż kawałek ulicy widziany z okna swojego pokoju.    Obecnie szukamy możliwości sfinansowania tego projektu, bo  rodzice chłopca nie są w stanie mu tego zapewnić. Będziemy wdzięczne za każdą okazaną chłopcu pomoc finansową. Gdyby zechcieli Państwo wesprzeć nas w tym działaniu, bardzo proszę o kontakt na adres: Joanna Zbrog, e.mail: lrcpl@onet.pl.
 Pozdrawiam serdecznie Redakcję i Czytelników "Gońca".
Joanna Zbróg

 Od redakcji: Jak zwykle, nie komentujemy próśb o pomoc.

 Kto rujnuje Kongres?
 Pod koniec marca br. nastąpiło ostateczne rozstrzygnięcie sprawy sądowej o zniesławienie między byłą prezes ZG KPK Elżbietą Rogacką a polonijnym dziennikiem "Gazeta". Proces wykazał, jak daleko można zajść, kiedy obie strony wykazują determinację: jedna w obronie swojego dobrego imienia, a druga walcząc wytrwale do końca, wykorzystując wszystkie możliwości prawne - włącznie z odwołaniem się do Sądu Najwyższego. Obecnie jest czas na refleksje, wyciągnięcie wniosków i ostateczne rozliczenia zgodnie z postanowieniem sądu. 
 Zdawałoby się, że ostatni proces unaocznił wszystkim kosztowny charakter rozstrzygania sporów na drodze sądowej, oraz jak daleko mogą się posunąć osoby, które poczuły się zniesławione (przykład Przetakiewicz, Rogacka). Tymczasem Kongres wdał się w następną sprawę sądową, kiedy sekretarz generalny Zarządu Głównego podał do wiadomości, że pewien polonijny działacz sprzeniewierzył społeczne pieniądze, a poza tym ZG nie uznaje go jako legalnie wybranego prezesa organizacji, którą reprezentuje. Trzy listy tego pana skierowane do Zarządu Głównego z prośbą o polubowne załatwienie sprawy, w tym odwołanie informacji o malwersacji oraz rozstrzygnięcie sprawy legalności organizacji, którą reprezentuje, przez Komisję Spraw Spornych przy Kongresie, zostały zignorowane. Dla osób znających statut nie ulega wątpliwości, że Zarząd Główny nie ma żadnych uprawnień statutowych, by uznawać lub nie uznawać organizację, która w dodatku uzyskała pozytywną opinię Okręgu Toronto. Sprawa ta kwalifikowała się do rozpatrzenia przez Komisję Spraw Spornych. Jeszcze większe zdumienie budzi rzucanie oskarżeń ze strony sekretarza ZG Kongresu, które było niczym innym tylko zaproszeniem do procesu sądowego. 
 Obecny proces sądowy rujnuje kasę Kongresu, zaś prawdziwe koszta są ukrywane przed członkami organizacji kongresowych i opinią publiczną. Dla wyjaśnienia, tylko w jednym sprawozdaniu z obrad ZG (z grudnia ub.r.) znalazła się informacja, że na proces wydano już 10 000 dolarów. Brak dokładnej informacji powoduje, że wg obliczeń szacunkowych ludzi związanych z Kongresem, uważa się, że ZG wydał na adwokatów między od 40 000 do 70 000 dolarów, choć nie wyklucza się większych sum. Brak odpowiedzi na pytanie, skąd brane są pieniądze na proces: z Funduszu Katyńskiego, Żelaznego, Funduszu Charytatywnego, czy też sprzedaży majątku Kongresu. Dlaczego?
 Są głosy żądające odwołania prezesa Sobockiego. Z perspektywy czasu jest widoczne, że udział Kongresu w proces Rogacka-"Gazeta" był kosztownym błędem, za który pani Rogacka zapłaciła utratą stanowiska. Wciągnięcie KPK w nowy proces można określić nie tylko jako kompromitację, ale wręcz działanie na szkodę Kongresu. Wygląda na to, że prezes Sobocki żadnych wniosków z poprzedniego procesu nie wyciągnął. Co się stanie, jak zapadnie wyrok skazujący Kongres na zapłacenie dużych odszkodowań oraz kosztów procesu? Czy zacznie się spirala odwołań do wyższych instancji? Skąd Kongres weźmie pieniądze? Czy będziemy musieli czekać kilka lat, by się dowiedzieć, ile w końcowym rozliczeniu jest warte  w dolarach słowo "przepraszam" - o co prosiła poszkodowana osoba w swoich listach do Zarządu Głównego?
 Kongresowi grozi ruina finansowa i nie widać, by w najbliższej przyszłości sytuacja finansowa miała ulec poprawie, wręcz odwrotnie. W sierpniu 2003 r. po wygraniu wyborów na prezesa KPK, Sobocki pisał "Nigdy w dotychczasowej historii KPK, nowo wybrany Zarząd Główny nie odziedziczył kasy Kongresu w tak dramatycznie złej kondycji jak obecny", dając wyraźnie do zrozumienia, kto zrujnował finansowo Kongres. Tymczasem, mimo złej sytuacji finansowej oraz wygranego procesu przez Rogacką, obecny Zarząd Główny nie wykazuje żadnego zainteresowania odzyskaniem 130 000 dolarów (cyfra wymieniana w prasie polonijnej) wydanych z funduszu KPK na sprawę sądową z "Gazetą" podczas kadencji prezes Rogackiej. Nie wydaje się również, by sprawa odzyskania społecznych pieniędzy była kiedykolwiek tematem zebrań Zarządu Głównego, choć kolejne uchwały Rady KPK z lat 2003-2004 zobowiązywały ZG KPK do podjęcia wszelkich starań w tym celu i współpracy z byłą panią prezes. W sytuacji, kiedy brak jest zainteresowania sprawą wyegzekwowania pieniędzy Kongresu wydanych na proces ze strony Zarządu Głównego, nie można już obwiniać byłej pani prezes E. Rogackiej o zrujnowanie Kongresu, tylko możemy mieć o to pretensje do obecnej ekipy Kongresu. 
 Dlaczego więc Sobocki, który wcześniej wycofał Kongres z procesu Rogacka - "Gazeta", powinien odejść? Kongres jest zarejestrowany jako korporacja, której akcjonariuszami są organizacje członkowskie (posiadające mandaty upoważniające je do głosowania) i na prezesie Zarządu Głównego spoczywa obowiązek szczegółowego informowania o poczynaniach ZG akcjonariuszy. Fakty mówią same za siebie. Mimo że pozew przeciwko KPK wpłynął do sądu 22 września 2004 (trzy tygodnie przed Walnym Zjazdem), prezes Sobocki nie ujawnił na Walnym Zjeździe, że przeciwko Kongresowi wszczęto postępowanie sądowe. W przypadku kiedy Walny Zjazd jest najwyższą władzą Kongresu Polonii Kanadyjskiej, jak zakwalifikować zatajenie informacji o procesie przed uczestnikami zjazdu? Łamanie statutu, a może coś więcej ? Czy nie jest to przypadkiem działanie na szkodę Kongresu? Jak określić ukrywanie przed organizacjami członkowskimi, jakie sumy wydano na opłacenie prawników i skąd je wzięto, kiedy według statutu tylko Walny Zjazd ma prawo udzielać upoważnienia ZG do zaciągania pożyczek czy dysponowania majątkiem Kongresu, zaś Zarząd Główny działa w ramach budżetu uchwalonego przez Walny Zjazd? Nieświadome łamanie statutu? Wątpię.
 Podejrzewam, że prezes Sobocki ma duży problem ze znajomością statutu. Już w poprzedniej kadencji zarejestrowano przypadki uzurpowania przez Zarząd Główny uprawnień, których nie posiadał. Znane były spory na tym tle z Radą Kongresu, która stała na stanowisku, że prezes Sobocki nie ma prawa rozwiązywać oddziałów, ani pozbawiać mandatów organizacji. Wyproszenie prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego i przedstawiciela związku wyznaczonego do prowadzenia Komisji Szkolnej przy ZG przez prezesa Sobockiego z zebrania zarządu jest pogwałceniem uchwały Walnego Zjazdu w Edmonton z 1966 r., który na funkcję przewodniczącego Komisji Szkolnej wyznaczył auktualnego prezesa ZNPw K, jako osobę najbardziej kompetentą w sprawach szkolnictwa polonijnego. Jest ponadto świadomym łamaniem statutu, który jednoznacznie stwierdza "Prezes Zarządu Głównego w oparciu o statut czuwa nad wykonaniem uchwał Walnego Zjazdu" (par. 30/2). Według uzyskanych informacji obecnie Komisja Szkolna przy ZG nie działa, gdyż osoba wyznaczona przez prezesa figurująca w witrynie internetowej KPK, w międzyczasie zrezygnowała, zaś ZNPw K złożył odwołanie w tej sprawie do Komisji Spraw Spornych i Rady Kongresu. Ten przykry incydent nie służy dobru Polonii, wręcz przeciwnie szkodzi nam wszystkim zainteresowanym utrzymaniem polskości wśród naszych dzieci oraz szkodzi prestiżowi Kongresu.
 Nie sądzę, by kiedykolwiek w historii Kongresu Polonii Kanadyjskiej znalazł się prezes o niższych notowaniach wśród Polonii niż Sobocki. Podejrzewam, że publiczny apel prezesa Kongresu do Polonii w styczniowym programie telewizyjnym "Z ukosa" oferujący chęć i gotowość odpowiedzi na każde listy i pytania, miał przyczynić się do odbudowy jego wiarygodności. W lutowym numerze "Gońca" zwróciłem się do prezesa Sobockiego z 20 pytaniami dotyczącymi Kongresu i jego działalności, które powinny być ujawnione opinii publicznej. Minęły dwa miesiące i nic. Brak odpowiedzi. Nie wygląda na to, aby prezes Sobocki zamierzał spełnić swoją obietnicę. Rozmawiałem na ten temat ze znajomym, który zauważył "w takiej sytuacji człowiek z poczuciem honoru powinien się podać do dymisji".
 Nawoływania do poddania się dymisji prezesa Sobockiego były już wcześniej. Jedno jest pewne, że gdyby ten pan był CEO kompanii biznesowej, to już dawno rada dyrektorów pokazałaby mu drzwi. W interesie Polonii Sobocki powinien odejść, bo nie jest zdolny kierować Kongresem i nie posiada żadnej wiarygodności, by być przywódcą Polonii kanadyjskiej.
Stefan Danielski

 Od redakcji: Miło nam będzie opublikować stanowsko drugiej strony.

 Wspomnienie 
 o Wielkim Ojcu Świętym
 Jedno ze wspomnień - chyba najbardziej wzruszających mnie - dotyczy wizyty Naszego Papieża w parlamencie włoskim. Miało to miejsce w 2003 roku. Obie izby parlamentu zaprosiły Papieża na uroczystą sesję parlamentarną. Przed wejściem do gmachu powitali Go: przewodniczący Senatu i przewodniczący izby niższej. Jego wejście do zapełnionej do ostatniego miejsca sali posiedzeń, zostało powitane długo niemilknącą owacją na stojąco. Posłowie wszystkich partii politycznych, rząd w pełnym składzie, dziennikarze i tłumy spektatorów, stojąc, oklaskiwali Wielkiego Człowieka, który pochylony chorobą, z wielkim wysiłkiem, krok po kroku, podpierając się laską, pokonywał stopnie schodów, aby zająć przygotowany dla Niego fotel, umieszczony na najwyższym podium. Przemówienie Papieża dotyczące problemów uniwersalnych, było wielokrotnie przerywane długotrwałymi oklaskami. Na zakończenie tej historycznej wizyty - historycznej, ponieważ żaden papież  nie otrzymał nigdy takiego zaproszenia - Jan Paweł Wielki otrzymał prezent od parlamentu w postaci miniatury wawelskiego dzwonu Zygmunta.
 Pożegnanie było równie owacyjne jak powitanie, zarówno to w gmachu parlamentu, jak i na zewnątrz, gdzie zgromadziły się tłumy rzymian. Jedna z kobiet stojących w pobliżu gmachu powiedziała dziennikarzowi włoskiej TV: "To sam Chrystus tu przybył". Myślę, że te słowa wypowiedziane ze wzruszeniem, trafnie oddają uczucia miłości i głębokiego szacunku, jakimi Włosi darzyli i dalej darzą Wielkiego, Niezłomnego Jana Pawła.
 Pisząc te słowa, i dziś nie mogę oprzeć się wzruszeniu, tym bardziej że mam świadomość bolesnej pustki po odejściu Naszego Wielkiego Papieża, przed którym "możni tego świata" byli jakby onieśmieleni Jego wielkością.
 Jak bardzo kontrastują z tą atmosferą czci i szacunku sytuacje w Jego rodzinnym kraju. Haniebne parodiowanie Papieża przez niejakiego Siwca z otoczenia - niestety - prezydenta Kwaśniewskiego, czy też chamskie odezwanie przedstawiciela polskiego żydostwa w czasie sejmowej wizyty Papieża w Polsce: "Panie Papież! Kiedy usuniecie ten krzyż z Oświęcimia?". (Chodziło o krzyż ustawiony na tzw. żwirowisku w KL Auschwitz.)
 Chciałbym podzielić się jeszcze refleksją innego rodzaju. Oglądając filmowe kroniki z okresu pontyfikatu papieży nie tak odległych czasów - jak np. Piusa XII czy Jana XXIII - nie mówiąc o jeszcze wcześniejszych,  możemy zobaczyć, jak bardzo daleko było im do prawdziwej pokory i bezpośredniości Jana Pawła II. Noszeni przez dworzan w lektyce ponad głowami otoczenia, w teatralnej scenerii przepychu i próżności, baldachimy i pióropusze ze strusich piór, pocałunki wiernych dopuszczonych do majestatu, składane na czubku papieskiego buta. Jak bardzo inny był nasz Ojciec Święty, jak bardzo Wielki był w swoim cierpieniu, które towarzyszyło każdemu Jego krokowi, kiedy postępująca choroba obezwładniała Go coraz bardziej. Jak bardzo Wielki był w niezapomnianym, dramatycznym, nieudanym zamiarze wypowiedzenia kilku słów do ludzi zgromadzonych na placu św. Piotra w w czasie pojawienia się ostatni raz w oknie papieskiej biblioteki. On - wspaniały orator, niestrudzony podróżnik, narciarz i wędrownik po górskich ścieżkach, dotknięty fizyczną niemocą, pokazał wszystkim, że kiedy przyjdzie pora, trzeba przyjąć cierpienie jako nieunikniony składnik ludzkiego życia.
 PS Korzystając z okazji, chciałbym przesłać Redakcji "GOŃCA" moje wyrazy uznania i wdzięczności za wydanie specjalnego numeru "GOŃCA" poświęconego odejściu Naszego Ojca Świętego. Ponadto z mojego punktu widzenia, "GONIEC" jest bardzo cennym polonijnym periodykiem, w którym zawsze znajduje się wiele ciekawych artykułów, dających pewność, że nie wszyscy myślą "politycznie poprawnie". Jest trybuną służącą wymianie poglądów i gazetą dającą uczciwe informacje. Za to składam serdeczne podziękowania Zespołowi Redakcyjnemu.
Tadeusz Słodkowski
Toronto

 Od redakcji: Dziękujemy za pochwały. 
 

***
 Taki duży chłopak i  chwali się, że pochodzi z rodziny, co zlazła z drzewa. Ja tam w korzeniach Kumorów nie chcę grzebać i wyjaśniać, ale gwoli uczciwości dodam, że normalni ludzie czytający WP pochodzą od Adama i Ewy... nie od "Lucy".
 Po drugie, pierwsi "pionierzy" w ogóle nie grzebali pazurami w ziemi... ale w workach miejscowych Indian zamieniając szkiełka na złoto i kamienie, i siekierki na dziewczęta.
 Ci, co grzebali w ziemi, przywiezieni zostali tu o wiele później... ci co zaorali Amerykę, woleli orać ugory i groby wyrżniętych Indian niż sami zająć miejsce wołów w Europie.  Ten duch wspólnoty na przestrzeniach Ameryki istnieje tylko tam, gdzie nie ma przedstawicieli rządu. Tam ludzie wiedzą - że sami sobie najlepiej poradzą.
 Już lepiej czytajcie Wańkowicza panie i panowie... którym obcięto ogony.
(Gabriel Archanioł)
 Od redakcji: Szanowny Panie, zgadzam się, Wańkowicz lepszy, zaś co do ewolucji, to każdy z nas niezależnie od tego, czy jego przodkowie zeszli z drzew, czy nie, pochodzi od Boga - Bóg daje życie i to się liczy, a nie to, jakie geny mieli rodzice. - Pozdrawiam, Andrzej Kumor

 Pionier 
 "Ludzie, którzy tu przyjechali, ryli ziemię własnymi pazurami. Marli na kopy, ale jednocześnie z uporem maniaka wycinali, obsiewali, budowali domy i bronili osad."
 Zapomniał Pan dodać, że mimochodem, ot tak, po drodze, wyrżnięto rdzenną ludność czyli Indian, a złamaną część tychże zamknięto w rezerwatach. Na pogromie Indian amerykańskich budując państwo prawa i porządku.
 Nie najlepsza to pochwała i wizytówka dla pionierów z XVIII i XIX wieku.

 Od redakcji: Wyrżnięcie Indian nie zbudowało nowego państwa, a jedynie mu towarzyszyło.

 PEWIEN PROBLEM
 W lutym 2001 r. Kongres Polonii Kanadyjskiej zwrócił się z prośbą do Instytutu Pamięci Narodowej  o  podjęcie śledztwa  w sprawie wymordowania w 1944 r. mieszkańców  wsi Koniuchy na Nowogródczyźnie przez partyzantów sowieckich i żydowskich. Podstawą oskarżenia były wspomnienia żydowskich partyzantów, Chaima Lazara i Israela Weissa opublikowane w postaci książkowej. Naruszyło to, wydawać by się mogło, klarowną wizję  wydarzeń na ziemiach wschodnich w czasie II wojny światowej, wpajaną światu od kilkudziesięciu lat. 
 Jak się okazuje, Ukraińcy w Kanadzie podjęli  problem odpowiedzialności Zydów  za zbrodnie popełnione na Ukraińcach w czasie II wojny światowej. Sprawę opisał Kirk Makin w artykule pt. "Debate over war crimes gets heated" zamieszczonym w "The Globe and Mail" z dnia 25 kwietnia 2005 r. Z wnioskiem o zbadanie sprawy wystąpiło "The Ukrainian Civil Liberties Association" (UCLA). Podstawą oskarżenia były książki zawierające wspomnienia dwóch Zydów: Josepha Riwasha i Nahuna Kohna. W grę wchodzą także dwie inne osoby: Israel Roitman i Nadia Otsep.  Roitman opisał swoje działania na Ukrainie w artykule zamieszczonym w wydawanym w Kanadzie "Our View".  Z kolei, relacja N.Otsep została zamieszczona w montrealskiej 'The Gazette". Ukraińcy domagaja się, by władze kanadyjskie podjęly śledztwo mające rozstrzygnąck, czy wyżej wymienione osoby mówiły prawdę starając się o emigrację do Kanady. W przypadku potwierdzenia kłamstwa, powinno nastąpick pozbawienie obywatelstwa i deportacja z Kanady. Byłoby to zgodne z programem zapoczątkowanym w połowie lat 90-ych, kiedy to Sąd Najwyższy Kanady zadecydował, że sprawy osób, które popelniły zbrodnie w czasie II wojny światowej nie mogą byck rozpatrywane w trybie postępowania karnego, gdyż dowody sprzed pół wieku są zbyt słabe. Można natomiast denaturalizowack i deportowack sprawców przestępstw. Zajęto się wówczas 26 sprawami osób-faszystów, podejrzanych o zbrodnie. Teraz chodzi o zbrodnie  popełnione w ramach partyzantki sowieckiej i Armii Czerwonej.

  Spraw postawiona przez UCLA  ustawiła na kursie kolizyjnym dwie bardzo duże  i wpływowe grupy etniczne  w Kanadzie. Przedstawiciel Zydów, B. Farber (Canadian Jewish Congress) stwierdził, że wniosek UCLA jest próbą odwrócenia uwagi od ogromnej tragedii Zydów. Natomiast L.Luciuk, prezes UCLA  argumentuje, że żądania Ukraińców są umiarkowane i nie można wyszczególniack jedne narodowości a pomijack odpowiedzialność innych za popełnione zbrodnie wojenne.
Edward Sołtys
 Od redakcji: Piszemy o tym w numerze
 

GONIEC NR 16/2005 (71) (22-28 IV 2005)

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Pisał Pan, że wypada popierać polskie interesy (jakoś nie lubię słowa "biznesy", pewnie ze względu na mój podeszły wiek), a więc i polskie 
restauracje.
 Parę razy byłem w pewnej polskiej restauracji w Mississaudze (nie napiszę w jakiej, bo nie chcę narazić zarówno Pana, jak i mnie samego na proces sądowy za "szkalowanie imienia", "utratę zarobków" etc.). Za każdym razem przy wydawaniu reszty - "obcięto" mnie. Pierwszym razem parę centów, później parę razy dziesięć, ostatnio piętnaście. Nie chodzi mi o te piętnaście centów (rachunek był ponad $30), można to policzyć jako "zadatek" na 15-proc. napiwek - ale jednak wydaje mi się to trochę nieuczciwe. Pal licho raz - nie było centów w kasie - ale jednak przypomina to czasy PRL-u, gdzie też nigdy nie było drobnych w kasie.
 Ale to nie było raz, czy nawet dwa razy - i za każdym razem pieniądze bywały coraz większe. Jak bywam w chińskiej restauracji, albo kupuję u Chińczyka w sklepie, to też czasem nie mają drobnych - ale wtedy wydają resztę ZA DUŻO - np. zamiast wydać 48 centów, wydają klientowi 50!!! Ostatnim razem, zamiast 15% napiwku, nie dałem NIC i już więcej do tej restauracji nie pójdę. Będę musiał się przestawić na chińskie jedzenie.
Z poważaniem,
J.K.

 Od redakcji: Niech Pan tak łatwo nie rezygnuje z polskiej kuchni, przynajmniej co się je...

 Cudowne nawrócenie się komunistów (i nie tylko) 
 Pan Jan  Kowalski w artykule jak w temacie bardzo ładnie opisał reakcje różnych ludzi. Dzięki mu za to. Wydaje mi się, że ilość miłości różnych ludzi do otaczających ich zagadnień równa jest ilości nienawiści człowieka do człowieka, której tak nie lubił  Jan Paweł II. Pan zachłysnął się graczami politycznymi, którzy dla "mamony" sprzedadzą żonę, programy polityczne i własne światopoglądy. Mnie osobiście wydaje się, że te postacie, różne Janiki, Kwaśniewskie, nie są godne żadnego autorytetu. Za swoje zachowanie zostaną osądzeni przez swoich zwolenników, bo Pisma Świętego ani nauk papieskich na pewno nie rozumieją.
 Pozdrawiam Redakcję, jak również autora wypowiedzi, do której wtrąciłem swoje trzy grosze.
 Maksymilian Zastawny, Kraków

 Od redakcji: Dziękujemy za trzy grosze, wzajemnie pozdrawiamy

 Flaga Polski a Jan Paweł II           Witam serdecznie, zaskoczyła nas śmierć papieża Jana Pawła II, chociaż myśleliśmy o tym, że ten dzień nadchodzi. Nic nie trwa wiecznie.         
 Przyszedł mi na myśl taki pomysł, aby utrwalić pamięć o papieżu. Możemy utrwalić to na fladze, że mieliśmy tak wielkiego Polaka. Moglibyśmy zmienić naszą Flagę Narodową poprzez dodanie czarnego albo żółtego paska do naszej flagi (kolor czarny - żałoba, kolor żółty - papieski). Pasek mógłby być do 10% ogólnej powierzchni flagi, pomiędzy białym i czerwonym kolorem, albo wzdłuż drzewca, albo całkiem inna konfiguracja. Byłoby to widoczne dla wszystkich ludzi na całym świecie i obojętne, czy są Polakami, czy nie. Każdy z Polaków mógłby powiedzieć "ten .... pasek na polskiej fladze to ku czci naszego papieża". Rozpropagowanie tego przedsięwzięcia byłoby konieczne. 
 Z poważaniem.
Bogusław Górski 
Mississauga 

 Od redakcji: Wie Pan, może jednak nie zmieniajmy, Boskie Bogu, cesarskie cesarzowi...

 ***
 Postać Ojca Świętego pokazuje, jak wiele dobrego uczynić może pojedynczy człowiek! Nie tytan, nie pół-Bóg, zwykły śmiertelnik, o takiej samej konstytucji jak Ty - Drogi Czytelniku - czy ja". 
 Bez przesady Panie Andrzeju, papież może zrobić dużo więcej niż kierownik drukarni w Pczewie, nawet jeżeli ten kierownik jest świętszy od św. Franciszka.
Jurek Izdebski

 Od redakcji: Panie Jurku, a właśnie że tak, Jan Paweł II nie urodził się papieżem, jego przymioty charakteru i czyn sprawiły że nim został... Niech Pan popatrzy na to od tej strony. - A.K.

 Jak Wałęsa bawił się
 Nasz drogi ex-prezydent co jakiś czas odczuwa nieodpartą potrzebę zaistnienia w mass mediach. Niedawno "grzmiał" na "Radio Maryja" i pouczał Episkopat "w temacie" "sankcji", które to Episkopat winien zastosować wobec niepoprawnego "Radia Maryja".
 Ostatnio dał się zauważyć w czasie uroczystości pogrzebowych Naszego Papieża, Świętej Pamięci Jana Pawła Wielkiego.
 Jak oświadczył prasie, przybył do Rzymu jako pielgrzym. Bardzo to ładnie, ale czemu nie pielgrzymował, kupując miejsce na jeden z wielu lotów czarterowych lub, jeszcze lepiej, korzystając z miejsca w wagonie kolejowym. Nie jest to wygodne, to prawda, ale jego wrodzona skromność na pewno podpowiadała mu takie rozwiązanie. Ale nie! Odważnie podjął trudną decyzję w temacie podróżowania i zdecydował się na samolot rządowy, razem ze swym zaciętym wrogiem, a obecnym prezydentem wszystkich Polaków. "Nie chcem, ale muszem" zamienił tym razem "Nie muszem, ale chcem". Ile musiał się nacierpieć nasz "ex" w tej podróży, ile samozaparcia. A wszystko to zapewne dla pokuty. Nasz "ex" obiecywał kiedyś, że poda nogę prezydentowi wszystkich Polaków, ale w ogólnym zamieszaniu naszemu "ex-wi" pomyliły się kończyny i zamiast kończyny dolnej podał górną. Uwieczniła to wścibska TV i nasz "ex" znów jest "w temacie".
 W ubiegłym roku nasz "ex" postanowił urządzić uroczystość rodzinną połączonych imienin własnych i dostojnej małżonki. Termin jednych przyspieszył, drugich opóźnił i zrobiła się piękna uroczystość. Prawdziwą atrakcją był występ orkiestry egipskiej, zaimportowanej przez solenizanta, która to orkiestra przygrywała solenizantom i zaproszonym gościom. Wydarzenie to opisał prof. T. Penduszko, zamieszczając stosowny artykuł  w pewnej Gazecie wydawanej w dalekim kraju. Za zgodą profesora, pozwalam sobie zamieścić poniżej treść jego artykułu o uroczystości, jakże nam drogiego Lecha Bolesława.
Tadeusz Słodkowski 
Toronto

 Wielkie wydarzenie w pałacu 
 Wałęsowskim 
 Wielkie wydarzenie w pałacu Wałęsowskim. Była to wielka i historyczna uroczystość. Tylko dzięki wrodzonej skromności Gospodarza tej uroczystości, nie było transmisji telewizyjnej CNN, Nowosti, Al-Arabia i innych czołowych sieci TV. Okazało się bowiem, że po długich, żmudnych i kosztownych rekonstrukcjach drzewa genealogicznego, Wałęsa pochodzi z bocznej linii dynastii francuskiej. Król Henryk Walezy jest początkiem tej sensacyjnej historii. Przez stulecia nazwisko Walezy ulegało przekształceniu na Wałęsa. Wkrótce ma odbyć się koronacja koroną książęcą nadaniem tytułu Księcia Wała Pomorskiego. Imię Jego należy wymawiać Lesz - z francuskiego. Przy powitaniu należy stosować tytuł "Wasza Wysokość" z głębokim skłonem głowy.
 Jeśli chodzi o orkiestrę egipską, przygrywającą w czasie tej doniosłej uroczystości, to ma to głęboki sens, ponieważ dostojny solenizant rozpoczął pracę literacką w temacie "Sennik egipski" i będzie to wybitne dzieło o tym, co się Jego Wysokości śni. Dzieło to będzie pretendować do Literackiej Nagrody Nobla. Ponadto, ponoć jest On w stanie sprowadzić na kraj - inne jeszcze - słynne z Biblii, plagi egipskie. Będzie też budował "Drugi Egipt" (zamiast drugiej Japonii) z przybranym, kolejnym tytułem egipskich faraonów - Totenchachment.
 Dozgonny przyjaciel Jego Wysokości, baron Wachowski, został odznaczony Orderem Wielkiego Cienia.
 Zaproszeni goście przybywali w słynnych skarpetkach i obdarowali Jego Wysokość skromnymi, złotymi upominkami, a jego dzieci sypały kwiatki. Było to niezapomniane wydarzenia w jakże radosnym i pomyślnym życiu narodu.
Profesor T. Penduszko
22.06.04

 Od redakcji: Na p. Wałęsie położyliśmy już grubą kreskę, najlepiej byłoby, dla niego, aby wyjechał na ryby
 

 Szanowny Panie redaktorze 
 Cytuję: Rośnie kolejka przed polską ambasadą w Tel Avivie - pisze "The Washington Times". Zauważa on, że w rok po wstąpieniu Polski do UE, coraz więcej Izraelczyków o polskich korzeniach występuje o paszport RP. O polski paszport mogą starać się osoby, które urodziły się w Polsce i mieszkały tu przed wyjazdem do Izraela. Tylko w tym roku wniosek złożyło 800 osób. Wśród nich - jak usłyszał korespondent RMF w Tel Avivie - zdarzają się nawet 80- i 85-latkowie. - Procedura obejmuje także osoby, które już nie żyją. W ich imieniu wnioski składają syn czy córka, a nawet wnuk - mówi urzędniczka konsulatu. Zdaniem pracowników placówki, zwykle chodzi o uzyskanie paszportu europejskiego. Potwierdzają to sami Izraelczycy. - Ludzie chcą mieć paszporty europejskie. To rzecz naturalna. Mają nadzieję, że łatwiej im będzie w życiu. Można im tylko życzyć powodzenia - mówi RMF rodowita Izraelka.
 Kolejki przed polskimi placówkami dyplomatycznymi pojawiły się jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Znikną, gdy i Izrael wejdzie w skład europejskiej wspólnoty, choć stanie się to zapewne nieprędko. W Izraelu mieszka sporo osób o polskich korzeniach; jeszcze długo po wojnie język polski był najczęściej - po hebrajskim - słyszanym językiem na ulicach izraelskich miast. Sporo Polaków zamieszkało w Państwie Żydowskim po 1968 roku i to właśnie oni lub ich potomkowie starają się z powrotem o polskie obywatelstwo. (koniec cytatu) To jest fajne: " - Procedura obejmuje także osoby, które już nie żyją. W ich imieniu wnioski składają syn czy córka, a nawet wnuk - mówi urzędniczka konsulatu." No dobrze, a jak jest z tymi "zza Buga" albo " z nad Niemna"? Tymi to się państwo polskie nie przejmuje... 
Z poważaniem J.K

 Od redakcji: Obecne państwo polskie interesuje się swymi obywatelami wybiórczo - tak jak każą mocodawcy obecnej elity politycznej...
 

ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster