 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Canada
Redaguje
zespół w składzie:
Andrzej Kumor -
redaktor naczelny (kumor@goniec.net)
Jerzy Rosa -
redaktor prowadzący (rosa@goniec.net)
Magda Angrot (magda@goniec.net)
Marek Bućko (bucko@goniec.net
)
Krzysztof
Jaśkielewicz (jaskielewicz@goniec.net
)
Hanna Kurek
(hania@goniec.net)
Olimpia Orlewicz
(accounting@goniec.net
)
Daniel Runo
(runo@goniec.net
)
Aleksander Rybczynski
(rybczynski@goniec.net
)
Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Paweł Jędruch * Marian
Kałuski * Zbigniew Koreywo * o. Stanisław Kowal * Jan Kowalski * Adam Kurzaj
* Antoni Lenkiewicz * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski * Wojciech
Porowski * Maciek Przekorny * Stanisław Tymiński
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
GONIEC NR 36/2005 (91)
(9-15
IX 2005)
***
Piszę z prośbą o pomoc w sprawie wypracowania z historii. Mam
nadzieję, że mogę liczyć na Pana pomoc...? Temat to: Czy zgadzasz się,
że rządy silnej ręki są dobrym rozwiązaniem na trudne czasy? Temat jest
związany z Józefem Piłsudskim. Z góry dziękuje z pozdrowieniami
Małgorzata Barska
Od redakcji:
Pani Małgorzato - temat ciekawy i można w nim wykazać wiele
aspektów form sprawowania władzy - od demokracji w ujęciu greckim (Arystoteles,
Platon), po brunatny faszyzm Hitlera i stalinowski komunizm. "Trudne czasy"
- to pojęcie bardzo nieprecyzyjne, a więc i chętnie nadużywane w celu wprowadzenia
ograniczenia praw obywateli - tu ostatni amerykański przykład "walki z
terrorem". Radzę jednak odrobić zadanie domowe samej - bo jest to wielka
szansa na poznanie współczesnej rzeczywistości. Z szacunkiem - Jerzy
Rosa
Lenistwo umysłowe i niechęć do zmian
Komentarz do tekstu Krzysztofa Ligęzy "Smród, że strach w d... kopnąć"
Mogą spowodować, że znów RP będzie rządził ktoś formatu Szczęsnego-Potockiego,
renegat wysługujący się obcym. Przecież wciąż dla wyborców, wychowanych
na medialnych obrazach i słowach, najważniejszy jest image - wizerunek
fizyczny polityka, a nie jego portret psychologiczny czy duchowa droga,
biografia i intelektualny dorobek. Np. profesor Giertych nie jest typem
salonowego playboya czy przebierańca. Zatem może nie sprostać konkurencji
odszykowanego przez kosmetyczki - Czerwonego Khmera z maską liberała.
Lubomir
Od redakcji: Szanowny panie. Lenistwo umysłowe i niechęć do
zmian już to spowodowały, liczy się "Imidż".
GONIEC NR 35/2005 (90)
(2-9
IX 2005)
Panie Andrzeju!
Wspaniały reportaż z parą polsko-francuską po katastrofie samolotu
francuskiego. Logicznie fakty są oczywiste. Była burza, i to silna.
Był szkwał, czyli silny wiatr, "za, albo i przeciw", a może i z boku. Załoga
stwierdziła, że podoła. A tu OOPS i abordaż! Żyjemy w czasach, że wierzymy
("trudno nie wierzyć w nic") że to wszystko działa i ma sens, a to nie
musi mieć. Problem może jest w tej naszej nowej rzeczywistości - mam pytanie,
ilu jest emigrantów w wieży kontrolnej (bo np. w urzędach jest ich
80% - to czy to jest lądowanie w Kanadzie, czy w Trzecim Świecie?).
Oprócz oczywistych faktów mogło być typowe nieporozumienie francusko-angielskie.
Jest taki stary dowcip kanadyjski o katastrofie na lotnisku z powodu niezrozumienia
akcentu. Dla przykładu: co zrozumie Anglosas, a co frankofon, a co
Polak, gdy usłyszy: aj wyl bi lending lajk zad- (I will be landing lake
that). Pewnie będzie niepoprawnie politycznie grzebać w niekompetencjach
akcentowych, więc na szczęście była burza.
Proponuję nazwać czcigodnego Kazkiem Wielkim albo Wielkim Mostowym.
Bo jak tu nie zauważyć, że budują niezliczoną ilość mostów. Prosta sprawa,
niby jest kryzys, a tu prawie co drugi most, no może co trzeci, jest burzony
i przebudowany. Ja jako były, sorry obecny trucker wiem, co widzę. O ile
pamiętamy, wice- i obecny mieli udziały w wielkiej firmie budowlanej
- Hilbulton- czy cosik jak tak? No, nie uwierzycie, ale pod tym jednym
względem popieram korupcję, nepotyzm i globalizację. Mosty to wspaniała
sprawa, szkoda, że nie mają udziałów w firmach asfaltowych, bo po tych
drogach ciężko jeździć. Dla przykładu: w Detroit zaczęli reperować
drogi, bo wreszcie ktoś zaczął sądzić grupowo miasto o odszkodowania za
zniszczone podwozia.
Tak jak powiedziałem, epoka zemsty za papieża Polaka może mija
i dadzą nam odetchnąć, ale niekoniecznie, bo niezbadane są wyroki boskie.
Niektóre przepowiednie są wprost makabryczne.
Co do masonerii, dobrze jest trzymać się podstaw wiary, np: nie
składać przysięgi na nic. Pierwsze przykazanie: Przysięgać tylko BOGU.
Jak wskazał papież Leon XIII, składanie przysięgi komuś innemu jest grzechem
przeciwko pierwszemu przykazaniu.
Co do prezydenckich wyborów, zatrwożony jestem ilością zwolenników
PRL w Polsce i tutaj. Widać to po KPK, niby nic, ale najbardziej pasuje
tu cytat z Pisma św. "po owocach ich ich poznacie". Już pierwszego dnia
trzej magowie - mistrzowie przyjechali złożyć hołd nowemu pomazańcowi z
zamorskiej ambasady, co za żenada. Jakże wielu boi się wersji Gwiazdy i
Walentynowicz. Zburzyłoby to ich cały sens życia. Nie wiem, czy zauważyliście,
że Bolek, Mandela i Gandhi to ten sam typ - oddamy ci władzę bo wiemy,
że nas nie postawisz pod ścianą.
Panie Andrzeju, cała pańska praca to jakby wołanie na pustyni.
Przydałby się jakiś sondaż. A może nastąpi jakiś cud w tej Polsce. Zobaczymy.
Co do bobasków w rezerwatach i głodu w Indiach i Afryce odkryłem z moim
znajomym projektantem z Rumunii, patrząc na wspaniałe zdjęcie z Afryki
- matka (Murzynka) z umierającym z głodu niemowlakiem na ręku. Po dłuższym
wpatrywaniu zauważyliśmy, że matka nie głodowała, tylko dziecko. Oni mają
"wspaniałe" rozwiązanie aborcyjno-eutanazyjne. Po co wyskrobywać przed,
jak można zagłodzić po. I o zgrozo, oni to robią.
Pozdrawiam
Zenon K.
(Przepraszam za tę mistyfikację, ale już odczułem brzemię podpisywania
się wprost - nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Panie Zenonie, każdy ma prawo do domniemań, ale
zanim się coś powie, lepiej sprawdzić - to a propos tych kontrolerów i
Murzynek z bobaskami. Pozdrawiam serdecznie - AK.
Gorzowiacy
Z przyjemnością dowiedziałem się, że w Kanadzie istnieje Klub
"Gorzowiacy". Jeśli nie ma tam Klubu "Zielonogórzanie", to by świadczyło,
że w odwiecznej rywalizacji między Gorzowem a Zieloną Górą prowadzi Gorzów.
Pozdrawiam serdecznie Zbigniew Ryndak
Od redakcji: 1:0 na wyjeździe liczy się podwójnie!
Mury
Mury to hymn "Solidarności" mówiący o nadziei i rzeczywistości.
Nadzieje nie zostały spełnione do końca, a w dzisiejszej rzeczywistości
rosną nowe mury międzyludzkie. 28 sierpnia minęło 25
lat od dnia, który zmienił moje życie i losy K.U.M. "BUMAR ŁABĘDY". W tym
dniu odbyło się burzliwie zebranie na Wydz. w Zabrzu Mikulczycach. To ono
zapoczątkowało powstanie "Solidarności" w jednym z najważniejszych kombinatów
Układu Warszawskiego.
Dziś wracam do wspomnień z tamtego okresu z łezką w oku i z żalem
w sercu. Moja ocena tych 25 minionych lat zawiera cierpkie słowa, tak jak
cierpkie było życie większości Polaków. Nie znaczy to, że wszystko źle
oceniam, lecz mnie nie o taką Polskę chodziło. Polacy potrzebują duchowego
przywódcy i wielkiego zagrożenia ze strony wrogów Polski, aby się zmobilizować
do wielkich czynów. W tamtym okresie Polacy mieli duchowego przywódcę Jana
Pawła II, który wskrzesił w Narodzie ducha wolności, a Kościół katolicki
stał się klamrą spinającą dążenia Polaków, a także był schronieniem przed
represjami stanu wojennego. Nie po to był ten zryw narodowy, aby sąsiedzi
Polski bezboleśnie załatwiali swoje problemy, a my nadal płacili daninę
krwi i wyrzeczeń, trzymając w ręce sztandar z napisem "Za Waszą i Naszą
Wolność". Czas aby swoją wolność Polacy postawili na pierwszym miejscu.
W tęsknocie za poczuciem wolności i sprawiedliwości powstawały słynne
gdańskie postulaty. W marzeniach sierpniowych miała to być sprawiedliwa,
wolna i niepodległa Polska. A co mamy? Mamy Polskę mafijną, aferalną,
podległą UE, biedną i ogromnie zadłużoną. Spontaniczna solidarność została
zastąpiona perfidną, cyniczną grą tzw. działaczy opozycji demokratycznej,
którzy postawili własne kariery i własne interesy ponad interes narodowy.
Uznano, że kiedy się zniszczy kolebkę "Solidarności", czyli Stocznię Gdańską,
to umrze również duch "Solidarności". Pozamykano, sprzedano lub rozdrobniono
największe zakłady w Polsce, nawet te rentowne, aby nie mogły służyć do
odrodzenia "Solidarności". Niestety, ludzkich umysłów nie da się zamknąć
na kłódkę. To co się dzieje wokół tych dochodów, to mitomania kreująca
fikcyjnych bohaterów. Poznanie prawdy będzie możliwe przy otwartych archiwach
i równym dostępie do środków finansowych do środków finansowych i środków
przekazu dla wszystkich uczestników tamtych wydarzeń. Po 25 latach wolności
jedni podjeżdżają pięknymi limuzynami w asyście ochrony pod wspaniałe wilie,
a drudzy rozklekotanymi wózkami inwalidzkimi pod śmietnik z nadzieją, że
znajdą coś co przypomina smakiem więzienny chleb. Realizacja podpisanych
porozumień szła opornie i tak naprawdę nie zostały w całości zrealizowane.
W zamian za to Polacy zostali oskubani z oszczędności całego życia, a gdy
nie mieli czym płacić za mieszkanie to obrońcy spod znaku SLD zaczęli ich
wyrzucać na bruk. Tydzień temu w TV usłyszałem wypowiedź nowego lidera
SLD, że SLD chce realizować sierpniowe postulaty. Nadal lewica kpi sobie
z robotników. Oby nie zaczął od 13-tego postulatu, który brzmi: "Wprowadzić
na mięso i jego przetwory kartki-bony żywnościowe. Jego hasła i zamiary
świadczą, że to chłopiec w krótkich majtkach, czyli nowa wersja pezetpeerowca,
który powinien zaczynać od zagospodarowania byłego PGR-u lub byłej bazy
sowieckiej, a więc zgodnie z wyborczym hasłem: "Zmieniając siebie - zmieniamy
Polskę". On i jego starsi koledzy od wojny naprawiali Polskę. Z jakim skutkiem,
każdy widzi gdy spojrzy na skalę bezrobocia, biedy czy na skalę emigracji.
Mam nadzieję, że w tych wyborach Polacy odsuną komunistyczne łapy od Polski
na dłużej aby nie powtórzył się rok '56, '70, '76, '80, 89.
Wracając do sierpniowych i wrześniowych porozumień, to po pewnym
czasie okazało się , że niektórzy sygnatariusze byli agentami bezpieki.
Zbyt dużo było naiwności, że władza się zmieni i zrealizuje podpisane porozumienia,
że będzie przestrzegać istniejące praw, albo, że wstępujący do Związku
"Solidarność" mają dobrą wolę odbudowy Polski, że Gazeta Wyborca to nasza
gazeta itd. W 1980 r. zabrakło sita w tworzącym się związku , które
by odsiewało agentów, manipulatorów, karierowiczów, działaczy wrogiej Polsce
PZPR oraz zwykłych nieudaczników i tchórzy. Zabrakło radykalizmu, który
by odrzucił zło rozlewające się na Polskę aż po dzień dzisiejszy. Zmieniając
ustrój Państwa zamieniono sowiecki socjalizm na drapieżny, zwyrodniały,
najgorszy ze wszystkich, nieznany światu kapitalizm, chyba po to
aby powrót do socjalizmu był nieunikniony. Cenzora zastąpiła poprawność
polityczna.Gruba kreska to najgorsze lekarstwo jakie podano Polsce. Tę
truciznę podaje się nadał. Jutro mają się zebrać Sejm i Senat aby uczcić
25-lecie "Solidarności" pod kierownictwem W. Cimoszewicza i z udziałem
A. Kwaśniewskiego i innych wrogów tej pierwszej Solidarności. To mieszanie
katów z ofiarami, a wszystko po to aby nikt i nigdy nie został rozliczony
za zbrodnie dokonane na Polsce i Polakach. Stan wojenny był potężnym ciosem
zadanym "Solidarności", ale nie był ciosem śmiertelnym, ten zadano przy
"Okrągłym Stole", gdzie upadająca wadza podzieliła się władzą ze swoimi
agentami. Tam zabrakło przedstawicieli całego Narodu. Zasiedli głównie
wybrańcy, którzy manipulując społeczeństwem zachowali PZPR przy życiu uwłaszczając
się nawzajem majątkiem narodowym i tak to trwa do dziś. Stan wojenny miał
jedną pozytywną stronę, pokazał, kto bohater, a kto zdrajca. Aby zbudować
IV Rzeczpospolitą Polacy muszą się rozliczyć z własną przeszłością poprzez
lustrację i dekomunizację. Pierwszym, ale bardzo ważnym krokiem przy budowie
IV RP będą nadchodzące wybory, w których się okaże kto ma w sercu Polskę
i tamtą pierwszą "Solidarność".Ten okres 25-ciu lat można podsumować słowami
piosenki "To nie o to nam chodziło, to nie o to szło". Ja nie obchodzę
25-lecia istnienia "Solidarności", bo dla mnie "Solidarność" przetrwała
16 miesięcy, a ten nieudany klon jest dla mnie obcy, bo jest tylko bezzębnym
cieniem tej pierwszej spontanicznej "Solidarności" z sierpnia 1980 r.,
która fenomenem na skalę światową. Oryginał jest zawsze więcej wart niż
kopia, która ma dopiero 16 lat.
Wyrwij murom zęby krat,
zerwij kajdany połam bat,
a mury runą, runą, runą
i pogrzebią stary świat
............................................................
a mury rosły, rosły, rosły,
łańcuch kołysał się u nóg.
Stanisław Pietras
Od redakcji: Gorzka to prawda
GONIEC NR 34/2005 (89)
(26
VIII - 1 IX 2005)
Szanowny Panie Redaktorze,
Zbliża się okres wyborów parlamentarnych w Polsce. Jest to okres
wielkiej wagi, zważywszy na obecną sytuację polityczno-gospodarczą w Polsce.
Niedawno ukazał się komunikat oficjalny o procedurze wyborów
w Polsce dla i Polaków przebywających za granicą. W komunikacie podano,
że wyborca ma prawo do głosowania pod warunkiem posiadania ważnego paszportu
polskiego... Zważywszy fakt, że wielu spośród osób przebywających w Kanadzie
nie posiada ważnego paszportu z uwagi, że "expirował" etc. Zwróciłem się
do konsulatu polskiego w Toronto, w dniu dzisiejszym, z prośbą o wyjaśnienie
tej sprawy. Konsulat Rzplitej Polskiej w Toronto jest dzisiaj nieczynny
- tak odpowiedział mi zapis sekretarki telefonicznej. Data nadania komunikatu
mówi wprawdzie o 15 sierpnia. Dziś jest 22 sierpnia!!!
Czy więc od ponad tygodnia konsulat jest nieczynny?
Postanowiłem sprawę zgłosić do Ambasady RP w Ottawie. W rozmowie
z konsulem, p. Polewsińskim, dowiedziałem się, że do uczestnictwa w wyborach
obowiązuje zasada posiadania ważnego paszportu RP i że żaden inny dokument,
jak np. dowód osobisty, nie jest dokumentem upoważniającym do głosowania.
W dyskusji z konsulem wyraziłem pogląd, że jest to oburzające,
gdyż wielu Polaków chcących brać udział w wyborach może już nie posiadać
ważnego paszportu, zważywszy, że ostatnio wydane zostało pozwolenie na
podróżowanie do Polski na paszport kanadyjski jako uproszczenie procedur
w podróżowaniu. Dlatego wielu Polaków nie przywiązywało więc wagi
do paszportu RP, z uwagi na wprowadzenie tych uproszczeń. Jak również,
ponieważ procedury otrzymania nowego paszportu trwają długo i są zbyt
kosztowne.
Okres pozwalający na przebywanie w Polsce na podstawie dowodu
osobistego lub paszportu kanadyjskiego przedłużony został do 90 dni, jest
wystarczający, dla wielu, na pobyt czasowy w Polsce w ramach rodzinnych
czy drobnych sprawach osobistych.
Obecnie w podanym komunikacie postawione wymagania, że przy
głosowaniu do Parlamentu Polskiego wymagany jest ważny paszport, jest
wymaganiem nieprzyzwoitym i niezgodnym z Konstytucją RP pozbawiającym prawa
do głosowania wielu Polaków mieszkających nie w Polsce.
Oświadczyłem konsulowi w Ottawie, że jest to, być może, chęć
pozbawienia prawa do głosowania olbrzymich rzesz Polaków przebywających
za granicą. Niewykluczone, że kryje się pod tym podejrzenie celowych manipulacji
obecnego rządu celem wyeliminowania z wyborów wielu Polaków, których tożsamość
jest polska i chcieliby to wyrazić w prawach do głosowania.
Wiadomo bowiem, że większość z nich osiedliła się z konieczności
z powodów politycznych lub ekonomicznych i w większości są przeciwni obecnemu
reżimowi panującemu w Polsce i chciałby wpłynąć na nieco inną strukturę
nowego rządu, dlatego istnieje podejrzenie, że zamiarem obecnej klasy rządzącej
jest eliminacja środowisk Polaków z emigracji (...).
W końcowym stwierdzeniu prosiłem ponadto konsula o przekazanie
ubolewania p. Ambasadorowi RP w Ottawie, zarówno ze względu na pracę konsulatu
(wprowadzanie w błąd niestosownym komunikatem w Toronto), jak i na postawienie
wymagań proceduralnych wobec przyszłych wyborców przebywających za granicą.
Sprawa jest pilna wobec zbliżającego się terminu wyborów w Polsce
i myślę, że warta zwrócenia publicznej uwagi na ten fakt.
Pozdrawiam,
Hubert W. Abramowicz
Tel. 905-281-8762
Od redakcji: Podejrzenie manipulacji, o którym Pan mówi, wydaje
się oczywiste.
***
Dzień dobry! Mam do Państwa gorącą prośbę. Mieszkam w Markham
od 3 lat i nie możemy w żadnym sklepie, bo niestety nie mamy delikatesów
polskich, kupić polskiej gazety lub polskich wyrobów i wędlin. Ja mieszkam
na nowym osiedlu Bur Oak (16 Ave.). Tak bardzo prosiłabym, aby i o nas
nie zapominano. Mieszka tutaj duża grupa Polaków i innych Europejczyków,
którzy też lubią polskie wyroby. Jeszcze raz gorąco proszę o pamięć "Gońca"
- którego czasem udaje mi się dostać w niedzielę w polskim kościele.
Kreślę się z poważaniem.
S. Kupnicka
Od redakcji: Apelujemy do polskich biznesmenów: jest interes
do zrobienia!!!
***
Przypadkiem wpadł mi w rękę "Tylko Gorzów" i krótka notka wraz
ze zdjęciem gorzowiaków mieszkających w okolicach Toronto. Skłoniło mnie
to do odszukania znajomych twarzy i ZNALAZŁAM: Zygmunt Kozłowski/jego mama
mieszkała w sąsiedniej klatce od mojej. Nie rozpoznałam jego eks - przemiłej
Haneczki. Poprzez moich rodziców mam czasem kontakt z jego bratem Mietkiem.
Macie w Toronto jeszcze wielu gorzowiaków z otwartymi głowami na fajne
pomysły. Wiem o tym, bo byli moimi przyjaciółmi, zanim wybyli tak daleko.
Życzę powodzenia i wielu ciekawych pomysłów, ale najważniejszym
jest radość z tego, że coś może powstanie, co będzie bawić i uczyć.
Buziaki od Uli
Od redakcji: Dziękujemy za buziaki - obiecujemy, że część z
nich przekażemy członkom Klubu "Gorzowiacy".
Pułapka
Po piętnastu latach od wyjazdu z Polski do Kanady przyleciałem
do Kraju, aby odwiedzić rodzinę i znane mi wcześniej miejsca. Na naszym
szlaku jednodniowego wypadu w Karkonosze był Zamek w Książu. Po zwiedzeniu
zamku poprosiłem siostrę Annę, która prowadziła swój samochód, aby zawiozła
mnie do słynnej Stadniny Ogierów. Kiedy podjechaliśmy w pobliże miejsca,
gdzie był znak o stadninie, zobaczyliśmy tam znak bezwzględnego zakazu
wjazdu. Rozejrzałem się wokół i nie dostrzegłem żadnego parkingu w okolicy
ani znaku, który kierowałby do parkingu, natomiast spostrzegłem szeroki,
wyjeżdżony pas ziemi znajdujący się poza jezdnią i normalną szerokością
pobocza. Poprosiłem siostrę, aby zaparkowała w tym miejscu, co też uczyniła.
Kiedy po około 10 minutach wróciliśmy w to miejsce, zastaliśmy
tam dwóch strażników Straży Miejskiej na koniach, którzy stali na wysokiej
skarpie. Spytałem ich o możliwość zrobienia im zdjęcia, co stanowiłoby
dla mnie ciekawą pamiątkę, wartą pokazania moim znajomym w Kanadzie. W
odpowiedzi na to usłyszałem, że parkujemy niezgodnie z prawem na skrzyżowaniu
ulic. Strażnik zwrócił się do siostry o okazanie mu dokumentów, co też
siostra zrobiła.
Zachowanie obu strażników było bardzo oficjalne, a wręcz aroganckie,
nieprzystające do miejsca turystycznego, w którym odwiedzający to miejsce
mogą być zagubieni. Wmawiali oni nam, że nadjechaliśmy z przeciwnego kierunku,
a nie od strony zamku, a więc powinniśmy dostrzec parking, który znajdował
się dalej. Było to nieprawdą.
Ja przyleciałem z Kanady, a moja siostra mieszka od niedawna
w Polsce, po powrocie z 16-letniego pobytu w Australii. Nie znaliśmy rozkładu
parkingów w rejonie zamku. Siostra moja służy swoją zdobytą w Australii
wiedzą władzom i mieszkańcom Wrocławia. Naszą intencją nie było naruszenie
przepisów drogowych. Po prostu znaleźliśmy się w sytuacji dość przymusowej,
bo chcieliśmy zobaczyć słynne ogiery, a nie widzieliśmy w pobliżu parkingu.
Jestem z wykształcenia prawnikiem, w Polsce byłem sędzią sądu
wojewódzkiego (obecnie okręgowego), a w Kanadzie jestem ekspertem prawnym
oraz autorem książki pt. "Kanadyjski wymiar sprawiedliwości", która służy
polskim studentom prawa do poznania systemu funkcjonowania policji, prokuratury,
sądownictwa, więziennictwa i adwokatury w Kanadzie. Według mojej oceny,
my nie parkowaliśmy na skrzyżowaniu lub jego poboczu. Parkowaliśmy na drodze
gruntowej wyjeżdżonej przez tysiące pojazdów przejeżdżających tym traktem
lub parkujących na nim. W jakimkolwiek stopniu nie zasłanialiśmy widoku
pojazdom tam przejeżdżającym. My parkowaliśmy poza obrębem jezdni, na niestrzeżonym
parkingu używanym najprawdopodobniej przez tysiące innych kierowców.
Dziwnym wydawała mi się obecność dwóch strażników w tym miejscu.
Widocznym było, że "polują" oni na podobnych nam turystów. W czasie, kiedy
przez około 20 minut jeden z nich wypisywał mandat (o dziwo nie polecił
przeparkować samochodu, jakoby zasłaniającego widok), w drogę z bezwzględnym
zakazem ruchu wszelkich pojazdów wjechały dwa samochody osobowe. Strażnicy
na to nie reagowali. Dla nich ważniejsze było "przykładne" ukaranie za
przewinienie (według nich) wątpliwe prawnie i w sposób zniechęcający do
odwiedzania tego miejsca przez turystów. Obserwowałem kilku przechodzących
turystów, którzy w sposób pejoratywny wyrażali się o "czepianiu się" strażników.
Strażnik okazał nam przepis mówiący o jedynej karze - 300 zł
za parkowanie na skrzyżowaniu. Ten przepis jest chyba przewidziany dla
sytuacji niewłaściwego parkowania na ruchliwych skrzyżowaniach w miastach,
bo faktycznie takie parkowanie utrudnia jazdę innym i grozi niebezpieczeństwem.
Ale my byliśmy na terenie pozamiejskim, w terenie turystycznym, gdzie straż
powinna pomagać w przyjemnym spędzaniu czasu przez turystów, a nie "polować"
na nich w celowo zastawionych "pułapkach".
Gdyby nawet uznać, że moja siostra (za moją namową) zaparkowała
w miejscu nie najlepiej wybranym, to wydaje się, że mogło to stanowić podstawę
do pouczenia o możliwości zaparkowania na parkingu, który był widoczny
z wysokości jeźdźca na koniu, a który był dla nas przysłonięty pagórkiem.
Według mojej oceny, miejsce, gdzie parkowaliśmy nie leży w pobliżu
skrzyżowania dróg, lecz na łuku drogi (ok. 90 stopni). Droga prowadząca
z zamku skręca w tym miejscu w prawo. Na lewo droga jest całkowicie zamknięta
dla ruchu pojazdów dwoma znakami całkowitego zakazu ruchu. Tak więc, nie
jest to skrzyżowanie, a jedynie miejsce, w którym strażnicy naciągają turystów
do płatności wysokich mandatów (w załączeniu szkic sytuacyjny).
Istotną kwestią jest też legalność przedmiotowego mandatu. Nie
trzeba być ekspertem, aby stwierdzić, że najpierw napisana została na nim
cyfra "1", która później została przerobiona na "3". Tak więc kwota mandatu
została zmieniona ze 100 do 300 zł. Trudno tu mówić o zwykłej pomyłce,
a gdyby takowa nastąpiła, to w pobliżu takiej poprawki (o ile jest dozwolona
na tego typu dokumencie) powinna widnieć parafka strażnika. Ale to nie
była pomyłka. Strażnik w sposób zupełnie dowolny interpretował przepisy
mandatowe. Sam do końca nie mógł się zdecydować, czy ukarać siostrę mandatem
100-, czy 300-złotowym. Tak więc, skoro ten stróż prawa, w sposób arogancki
pouczający nas o ciężkim naruszeniu przepisów drogowych sam nie zna prawa,
lub w sposób dowolny je interpretuje, to jest to kompromitujące jego i
służbę, którą reprezentuje.
Ukaranie siostry - i to tak wysokim mandatem - przez strażnika,
jest zniechęcającym do odwiedzania tak atrakcyjnego miejsca, jakim jest
Zamek Książ. Tworzy to nadto w świadomości nas, odwiedzających Polskę po
latach, obraz negatywny co do praworządności w kraju naszego pochodzenia.
Krótki pobyt w Polsce (10 dni) nie pozwala mi na dokonywanie
w pełni wyważonych ocen, ale chciałem odlecieć do Kanady z opinią o Polsce
jako kraju przyjaznego dla turystów z zagranicy. A nawet jeśli, z niewiedzy
lub nieuwagi, uczyniliśmy coś niewłaściwego (według oceny strażników),
to lepszą metodą tworzenia związków między Polską i Polonią jest traktowanie
nas raczej przyjaźnie, a nie oschle i nieżyczliwie.
Uprzejmie prosiłem o uchylenie decyzji o ukaraniu mojej siostry
Anny, tym bardziej że zastosowała się ona do mojej sugestii o parkowaniu
w przedmiotowym miejscu. Moralnie czułem się winnym sytuacji, w jakiej
moja młodsza siostra się znalazła.
Pismo powyższe przesłałem do Pana Prezydenta Miasta Wałbrzycha
i Komendanta Straży Miejskiej. Tylko ten ostatni udzielił mi odpowiedzi,
stwierdzając, że strażnicy działali bez zarzutu, a tylko moja siostra naruszyła
przepisy o parkowaniu i została słusznie ukarana. Ocenę tej sytuacji pozostawiam
do oceny Czytelników i jako ostrzeżenie, aby nie dali się złapać w tego
typu pułapkę, odwiedzając Ojczyznę.
Jan Szarycz
Od redakcji: Szczerze Panu współczujemy.
Szanowna Redakcjo
Przeczytałem ciekawy artykuł zamieszczony przez Was na temat
Bitwy Warszawskiej. Wiele lat temu dowiedziałem się od pewnego historyka o
bardzo istotnym szczególe dotyczącym tej bitwy, który autor pominął.
Każdy logicznie myślący człowiek na pewno zadaje sobie dzisiaj
pytanie: jak taka ledwie co wskrzeszona ze zgliszczy Polska mogła dokonać
zwycięstwa nad gigantycznym Związkiem Sowieckim? Wszyscy wiemy, że Związek
Sowiecki był wielkim eksperymentem historii. To było pierwsze państwo,
w którym zniesiono podział klasowy. Wprowadzono tzw. urawniłowkę. Tę urawniłowkę
wprowadzono nie tylko w ekonomiczną sferę działalności państwa, ale również w
armii. Rezultaty widzieliśmy w pierwszej wojnie prowadzonej przez tę demokratyczną
armię. Po przegranej wojnie z Polską Sowieci czym prędzej naprawili ten
błąd. Wszyscy wiemy, że nawet w najbardziej demokratycznym systemie armia
jest jedyną niedemokratyczną instytucją.
Tak więc reasumując, gdy zawodowej armii przyjdzie się zmierzyć
z działającym bez taktyki przysłowiowym pospolitym ruszeniem, lub inaczej
mówiąc uzbrojoną bandą cywilów, rezultaty są łatwe do przewidzenia.
Serdecznie pozdrawiam
Stefan Caputa
Od redakcji: Taka na przykład Armia Budionnego była cywilbandą,
ale nie do końca. W tym szaleństwie była metoda.
Szanowny Redaktorze
Co za dużo - to niezdrowo, ile tego kłamstwa z PRL-u? Mam też
pytanie do p. T. Słodkowskiego - autora artykułu "Zwycięstwo nad bolszewikami
w 1920 roku, to nie cud". Z jakiego materiału szanowny autor naszatkował
tę historyczną sieczkę?
Mój ojciec był zwerbowany do armii Hallera z obozu jeńców we
Włoszech, jako były żołnierz austriacki. Oprócz ojca było w rodzinie jeszcze
dwóch młodszych jego braci: Józef i Henryk, którzy również brali
czynny udział w tej wojnie. Sprawy te często były omawiane, dyskutowane
z różnych punktów widzenia. Na moje pytanie, na czym polegał "Cud nad Wisłą",
ze wszystkich biorących udział w dyskusji była jedna odpowiedź: Czynny
udział Episkopatu polskiego wspieranego przez Watykan, był czynnikiem decydującym
w rozprawie z bolszewikami. Właśnie księża z ambon przestrzegali przed
zalewem komunizmu. Zasiane ziarno komunizmu próbowało wzejść z polskiej
gleby, lecz właśnie polska katolicka gleba była dla niego nieprzychylna,
ażeby wyrosło i wydało owoc. Żołnierze z trzech zaborów, chociaż z karabinami
na sznurkach, potrafili się zjednać, dzięki polskim księżom wołających
z ambon: "jeśli nie złączymy się w imię Chrystusa - zginiemy znowu".
To była jedyna propaganda informacyjna dla rozbitego Narodu o grożącym
niebezpieczeństwie dla rozsianego ludu po miastach i wioskach.
Poza tym księża brali czynny udział w nowo powstałych oddziałach
wojskowych, przykład - kapelan ks. Skorupka, który ginie z krzyżem w ręku.
Cytat: "Tu poległ kapelan ks. Skorupka, towarzysząc w natarciu batalionom
chłopięcym
ochotników ze szkół warszawskich" (Dzieje Polski Porozbiorowej 1795-1921
Mariana Kukiela str. 584). Dowodem tego jest wypowiedź dufnego jeńca bolszewickiego,
który akcentem białorusko-litewskim powiedział: "Wasz Bóg był mocniejszy
od naszych" (Marchlewski, Dzierżyński, Leszczyński, Unszlicht na czele
z bogiem ojcem: Feliksem Konem). "Nasi bogowie nie dali rady rozszczepić
wasze oddziały chociaż po to byli zwerbowani". Inny cytat z Historii M.
Kukiela: "Siły sowiecki posuwały się ku Warszawie. Pozostał w niej rząd
polski, wszystkie władze, dowództwo naczelne. Ewakuowano ambasady, ale
nuncjusz apostolski Archilles Ratti, późniejszy Pius XI został, by być
przy walczących i modlić się za Polskę i Warszawę w Warszawie" (str. 583).
Inny cytat: "Nastał dzień 15 Sierpnia dzień Wniebowzięcia Najświętszej
Panny. Generał Weygand wspomina, jaką widział w tym dniu Warszawę: zamodloną
- pisze, że nigdy nie widział ludzi tak się modlących jak w Warszawie -
a zarazem pogodną, pełną otuchy, tłumy na ulicach, tłumy idące w kierunku
huku dział w stronę Radzymina" (str. 584). Bezczelne opluwanie gen. Weyganda,
że niby to sobie przywłaszczył sukces strategii Piłsudskiego, jest bezpodstawne
i musi być tworem peerelowskich pupilów.
A oto cytat ze wspomnień gen. Weyganda odnośnie Piłsudskiego:
"W ciągu trzech dni, które marszałek Piłsudski spędził wśród wojsk IV armii,
zelektryzował je: przelał z własnej duszy w dusze walczących ufność i wolę
pokonania wszelkich przeszkód. Nikt poza nim nie mógł tego dokonać. Pod
żadnym innym dowódcą wojska polskiego nie dokonałyby z tym uniesieniem
zażartym tej ofensywy, która miała doprowadzić je w ciągu kilku dni aż
do niemieckiej granicy, przedzierając z boku i rozwalając siły czterech
armii sowieckich, które dopiero co miały się za zwycięzców" (str. 585).
Gen. Weygand wydaje dobrą opinię również o gen. Sikorskim: "Sikorski mógł
wypełnić swe zadanie tylko atakując i to armia improwizowana utworzona
w ostatniej chwili, wojskami zmęczonymi, przeciwnika świeżego, liczniejszego
i mającego zwartość właściwą siłom dawno zorganizowanym. Mało generałów
byłoby zdolnych do prowadzenia podobnej akcji z tak zimną krwią, taką bystrością
spojrzenia, takim duchem zaczepnym. Ten hołd jestem mu dłużny" (str. 585
- 586). Weygand o Hallerze: "É jak zaczynał ranek od długiej modlitwy w
kościele, a później cały dzień, do późnej nocy był wśród walczącychÉ" (str.
586).
Szanowny autorze, nie godzi się ubliżać prawdziwym przyjaciołom.
Pod maską marszałka Piłsudskiego i żołnierzy polskich, z których jednym
z nich był mój ojciec, pluje pan na pozostałych: księży, polityków i cały
wachlarz innych generałów, o których nie raczy pan nawet wspomnieć. Oni
nie istnieli dla komunizmu, nie istnieją również i dla pana. Jeśli chodzi
o białogwardzistów, zagony Wrangla zniesione zostały w marszu na Kijów,
w której to wyprawie brał udział i mój ojciec. Zatrzymano pochód ze względu
na opór gen. Denikina, w stosunku do sprawy polskiej - ażeby się wykrwawił,
a generał Kołczak buszował na dalekim Sybirze i nie miał większego wpływu
na polską sprawę. Łatwo jest napisać pracę naukową - trudniej ją obronić,
a bez obrony jest ona bibułą typu "Trybuny Ludu".
PS
Natomiast prawdą są pańskie słowa, że masowym przekazem były
kościelne ambony - to właśnie one zmontowały jeden wspólny front przeciw
komunizmowi - żałuje pan tego?
Ustanowiony 15 sierpnia dzień, jako "Święto Żołnierza" - przez
Piłsudskiego - święto jeszcze przed zwycięstwem, jest bzdurą wyimaginowaną
w pańskiej nielogicznej mentalności. Następnym razem z Piłsudskiego zrobi
pan przyjaciela Stalina.
Z szacunkiem dla Redakcji.
Tadeusz Chrobak
Od redakcji: Dziękujemy za cenną wypowiedź.
GONIEC NR 33/2005 (88)
(19-25
sierpnia 2005)
Ustka
Coś się niewątpliwie dzieje w Ustce, ponieważ nawet Marian Kałuski
z Australii zainteresował się tematem. "A teraz media podały, że władze
nadmorskiej Ustki zorganizowały fetę z okazji 70. rocznicy przyznania praw
miejskich temu miastu przez... Adolfa Hitlera" ("Dziwni ci Polacy", GONIEC,
27 V - 2 VI 2005).
Taki tekst znalazłem w Internecie i wydaje mi się, że ktoś (p.
Kałuski) jest źle poinformowany. Zresztą - nie znam całości tekstu, chociaż
mam ze sprawą jakieś powiązania...
Od 5 lat wydaję w Ustce prywatny miesięcznik "Ziemia Ustecka"
i interesuję się historią miasta. Zawodowi historycy wielokrotnie w swoich
publikacjach uznali, że Ustka prawa miejskie otrzymała w 1935 roku. Brali
pod uwagę fakt, że od tego roku Ustką rządził burmistrz. Dziennikarz Marcin
Barnowski poszperał w niemieckich dokumentach i doszedł do wniosku, że
Ustka nigdy nie otrzymała praw miejskich; do końca panowania niemieckiego
była uznawana za gminę wiejską. Po wojnie Ustkę umieszczono w wykazie miast,
być może opierając się na fakcie, że miała burmistrza i komunalną infrastrukturę
typowo miejską. Jednak dokumentu nadania praw miejskich nigdy nie wystawiono.
Skąd więc burmistrz i 1935 rok? Otóż w tym roku Hitler podpisał
ustawę zmieniającą strukturę administracyjną państwa. Na czele każdej miejscowości,
nawet małej wioski, stanął wódz - burmistrz. I to zmyliło polskich naukowców.
Obchody 70-lecia nadania praw miejskich Ustce zostały ogłoszone,
ale nigdy nie odbyła się jakakolwiek feta z tym związana. Skąd więc ta
wiadomość, która, jak widzę, dotarła nawet na inne kontynenty?
Wiadomość o usteckiej fecie umieściła na pierwszej stronie "Trybuna"
(już nie "Ludu"). Podparł ją swoją wypowiedzią gen. Wojciech Jaruzelski
- i wiadomość poszła w świat. Co prawda natychmiast wysłałem do "Trybuny"
e-mail ze sprostowaniem, ale nie doczekałem się jakiejkolwiek reakcji z
ich strony. Być może "Trybuna" nadal uważa się za nieomylną wyrocznię...?
Zresztą, "Ziemia Ustecka" jest tylko małym, lokalnym, polskim
pismem, więc po co zawracać sobie głowę sprostowaniami, które podważają
wiarygodność pisma i p. Generała? Co innego, gdyby chodziło o jakiś zagraniczny
koncern wydawniczy - oni potrafią egzekwować swoje prawa, i stać ich na
to!
Przesyłam pozdrowienia z Ustki
Edward Zając
www.ziemia-ustecka.republika.pl
Od redakcji: O odpowiedź poprosiliśmy autora tekstu. A
oto ona: Nigdy nie czytam "Trybuny", nawet tej w Internecie.
Były obchody zakończenia II wojny światowej w Moskwie i była debatowana
sprawa, czy Kwaśniewski powinien, czy nie powinien na nie jechać. Byłem
ciekawy, co o tym piszą ekskomuniści czy komuniści w Polsce więc zaglądnąłem
do "Trybuny". Tam znalazłem informację o obchodach 70-lecia nadania praw
miejskich Ustce przez Hitlera i o rzekomym fetowaniu tej rocznicy. Przyjąłem
to za dobrą monetę.
Widzę jednak, że byłym komuchom nie można wierzyć nawet w takich
sprawach.
Z poważaniem,
Marian Kałuski
Melbourne, Australia
Poszukiwania
Próbuję odnaleźć moją przyjaciółkę licealną - Magdalenę Drabik,
osiadłą w Kanadzie.
Nie wiem, czy jest to możliwe do zrealizowania za pośrednictwem
Waszego czasopisma, jeśli tak, bardzo proszę o kontakt.
Pozdrawiam serdecznie.
Izabela Iwanicka
izabelaiwanicka@wp.pl
Od redakcji: Powodzenia!
Pamiętajmy o Artystach!
Nawiązuję do artykułu "Godzina W w Radiu Polonia Toronto", gdzie
autorka, Pani Zofia Kata, tak wzruszająco opisuje swoje wrażenia po wysłuchaniu
audycji "Godzina W" na falach programu Państwa Piotrowskich.
Cieszę się, że audycja tak poruszyła odbiorców w ten szczególny
dzień składania hołdu Powstańcom Warszawy. Czytelników chciałabym poinformować,
iż reżyser oraz producent audycji, Leonard Gaweł ps. Nomados, uzyskał za
nią pierwszą nagrodę w kategorii programów radiowych w Polonijnym Przeglądzie
Multimedialnym Niepokalanów 2005 (www.warszawa.org.pl).
Program ten powstał w 1999 roku. Dużą wartość tej pracy stanowi
fakt, iż jego wykonawcy sami byli Powstańcami. Drugi reżyser programu to
również były Powstaniec, Pan Bolesław Rybka. Należy tutaj nadmienić, iż
audycja ta dotarła do Rzymu, a Papież Jan Paweł II jako faktyczny Patron
Powstańców przekazał listownie podziękowanie oraz swoje błogosławieństwo
twórcom.
Konkludując zatem, chciałabym zwrócić uwagę, aby media prezentując
czyjąś pracę, może bardziej uzmysławiały naszym słuchaczom, czy też czytelnikom,
kto jest rzeczywistym twórcą/autorem danego dzieła.
A więc... Pamiętajmy o ArtystachÉ
Jadwiga A. Ferens
Od redakcji: Cieszymy się z sukcesów artystów.
Witam serdecznie
Dostałem wiadomość od Pani Elżbiety Czyżewskiej o spotkaniach
gorzowiaków. Zainteresował mnie ten temat i postanowiłem opisać to przedsięwzięcie.
Jestem redaktorem "Tylko Gorzów". Bardzo proszę o podesłanie w trybie pilnym
zdjęcia ze zjazdu w Bronte Creek o większej rozdzielczości oraz ewentualne
treści, które warto byłoby zamieścić w związku z Klubem Ziemi Gorzowskiej
w naszym tygodniku. Wierzę, że przyjmie Pan tę propozycję życzliwie. Nie
wykluczam dłuższej współpracy, zwłaszcza że jest Pan redaktorem. Nasza
gazeta znajduje się również w Internecie pod adresem: www.tylkogorzow.com.
PS
Pierwszy sygnał o spotkaniach dostałem od przebywającej w Gorzowie
córki Państwa Pawłowskich.
Pozdrawiam
Jacek Greczyszyn
Od redakcji: Propozycja przyjęta, zdjęcie wysłane.
***
Mój list z nr 31 opatrzył pan komentarzem: 350 lat temu byli
inni ludzie... I tu będę polemizował, a nawet nie zgadzam się całkowicie.
Ludzie od tysięcy lat nie zmienili się, to że wykombinowali koło, samochód,
TV czy Internet, nic nie zmieniło poza szybkością przekazywania informacji,
ale zmieniła się tych informacji jakość.
Mimo tych wynalazków i udogodnień ludzi większość wygaduje głupoty,
kradną, mordują, starają się wykolegować innych. Co zmieniło się przez
ostatnie 350 lat? Wtedy też wielka rzesza szlachty znalazła sobie nowego,
wspaniałego pana, odwrócili się od ojczyzny i swego króla. Trzeba było
kilkunastu m-cy (?) czasu na przemyślenia, na rozwiązanie dylematu - dlaczego?
Ludzie zaczęli myśleć, na szczęście nie było TV, Internetu, zwodnicze informacje
nie mąciły w głowach, zrozumieli błąd, a oblężenie Jasnej Góry tylko przyspieszyło
działanie.
Bez telefonów i radia, bez samolotów i PGR-ów, mimo braku sekretarzy
i konsomołu naród się zmobilizował, załatwił problem w jedyny mądry sposób.
Ludzie jak trzeba myślą, a podpowiadacze w rodzaju G.W. są od robienia
wody z mózgu. Najnowsza wiadomość tego dziennika - Rodzina Jana Kobylańskiego...?
Jutro ma być o rodzince Cimoszewicza, następnie o familii Borowskiego,
Kwaśniewskiego. Wierzycie w to? Ja nie, to są wiadomości GW, Angory itp.
Daj sobie czas, myśl samodzielnie.
W ostatnich m-ach często powracał temat Karli Homolki, dziwią
się wszyscy, dlaczego dostała tylko 12 lat? Janusz Rybak, polski obywatel,
mimo że nic mu nie udowodniono, dostał dożywocie, a przecież jak i Homolce
prokurator proponował - przyznaj, a dostaniesz 18 m-cy. Nie przyznał się,
siedzi już 5 lat, nie ma nawet papierów na złożenie apelacji. To właśnie
sławna kanadyjska demokracja i polska solidarność. Zostały tylko wspaniałe
dyrdymały pt. Jak podnieść znaczenie Polonii?
Padła ostatnio w Kanadzie nowa, błyskotliwa propozycja: dzieci
poniżej 15-go roku życia nie mogą przebywać na ulicy po godz. 23.00. Radny
sądzi, że przyczyną obecnych problemów jest brak rodzicielskiej kontroli.
Rodzice będą odpowiedzialni za przestrzeganie, pod groźbą odebrania dziecka.
Gdzie się podziało bezstresowe wychowanie i inne głupoty tyle lat promowane?
Rodzice nie mieli praw, dzieci mogły wszystko, uczono - zadzwoń, poskarż
się. Za te głupoty mają odpowiadać rodzice? Tytuł "Napastowanie 15-letniej
dziewczynki". Wracało sobie biedactwo do domu o godz. 3.00 w nocy, spieszyła
się, zatrzymywała samochody, ubrana w mocne mini, stringi, goły brzuszek,
duży dekolt. Po dotarciu do domu dzieciątko zadzwoniło (?), poskarżyło
się. Nieszczęśliwa??? Czy w tym momencie masz rodzicu coś do powiedzenia?
Możesz zabronić?
Moje córki przyjechały z Polski 14 temu. Po kilku m-cach starszej
odbiło, wyprowadziła się (było wolno), dostał pomoc (?), a ja telefon zabraniający
próby nawet nawiązania kontaktu pod groźbą więzienia. Norma w ty...? Kilka
m-cy tej opieki skończyło się Jej śmiercią. Nikt nie przeprosił, nikt do
winy się nie poczuwa.
Sąd tym razem w Victorii, od 1997 roku, ma dylemat morderczyni
14-letniej dziewczynki, w momencie dokonania zbrodni miała 15 lat. Aż?
Tylko? Osiem lat wałkują sprawę, ewidentna morderczyni ma szansę uniknąć
odpowiedzialności, a dlaczego nie? demokracja kanadyjska. A tymczasem w
Izraelu ukamienowano mordercę, nikt nie protestował.
Prawo musi znaczyć prawo, nie będzie problemów, ale...?
Na listy z prośbą i interwencję w sprawie Janusza Rybaka do Prezydenta,
MSZ, zawsze padały argumenty że: Nie mamy prawa ingerować, itp (dyrdymały).
Decyzja Białoruskiego Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie wyborów do
"Związku Polaków na Białorusi", wywołała straszny raban, wszyscy włącznie
z polskim MSZ biorą udział w awanturze??? W sprawie Janusza Rybaka nic
zrobić nie można? A na Białorusi można łamać dyplomatyczne zwyczaje? Co
najmniej dziwne, na pewno obłuda. Ciekawe co z tej awantury wyjdzie, kto
ma to uspokoić? Na pewno przed wyborami. Rączka, rączkę... Cimoszewicz
od 16 lat wśród rozgrywających, czy dlatego Jemu wolno się mylić i zapominać?
Ciekawe. Przez te lata dokonał wiele, efekty jeszcze latami będą uwierały,
bezrobocie, bieda, ruina. Ma powód do dumy?
Myślałem, że brak odpowiedzi na moje listy w sprawie Janusza
Rybaka to wina poczty, ale nie, drugiego sierpnia dostałem odpowiedź
z Super Expresu. Inne gazety milczą, Rzeczpospolita, Angora, Nasza Polska
- milczą, tak jak PiS no i MSZ. Temat nieciekawy, to tylko Polak. Na szczęście
są jeszcze narody potrafią walczyć o swoje, Polacy mogą tylko podyskutować.
Rozmawiałem z młodą dziewczyną z Polski. Wiesz Janusz, zabierają
mi dużą część zasiłku, nie mają dla górników. W tem sposób komuchy mieszają
ludziom w głowach.
Sierzputowski Janusz
P.S. Panie Andrzeju, mój list z 14 lipca się nie zmieścił? Ten z 25
lipca do "Gońca" i "Gazety" adresowany, nie warty publikacji? Ja się prawdy,
tego co piszę, nie wstydzę i nie boję. Obiecuję, że więcej pisał nie będę.
Dziękuję.
Od redakcji: Panie Januszu, pisałem już, że staramy się
zamieszczać wszystkie Pana listy w miarę posiadanego miejsca, po jednym
w numerze. Nie zamieszczamy listów, które dotyczą autorów i publikacji
innych polonijnych gazet ukazujących się w Toronto, wychodząc z założenia,
że tam właśnie powinien kierować Pan swe uwagi, a nasi Czytelnicy nie wiedzą
o czym Pan pisze. Serdecznie pozdrawiam
ak
GONIEC NR 32/2005 (87)
(12-18
sierpnia 2005)
Ciekawe...
Witam, jako osoba zamieszkała tu od kilkunastu lat, chciałbym
podsunąć Wam pewną rzecz... Pewien mój znajomy przysłał mi link do polskiego
serwisu internetowego, gdzie można odszukać swoich dawnych kolegów ze szkoły.
Serwis nazywa się szkolnelata.pl. Dzięki niemu odnalazłem dwóch moich kolegów
po przeszło 20 latach! Jedyną wadą tego serwisu jest dość mała liczba ludzi
partycypujących w tym wspaniałym przedsięwzięciu...
Dlatego zwracam się do Was z prośbą o próbę upowszechnienia tej
idei - na pewno wielu z naszych kolegów i koleżanek tu mieszkających chętnie
dowiedziałoby się o takim serwisie.
Pozdrowienia,
Roman Gratkowski
Od redakcji: Z przyjemnością upowszechniamy.
***
Niezdolność Polaków do wspólnego działania nie jest cechą wyłącznie
polską. Bieda, że Polakom wmówiono, że demokracja i wolność istnieją naprawdę.
Gdyby Kanadyjczycy-Polacy przestudiowali historię Anglii, ze
zdumieniem odkryliby, że nie było tam nigdy i nie ma do dziś tzw. demokracji
w rozumieniu Polaków. Owa demokracja to zawsze był socjalny wymuszony konsensus,
który, jak dzisiaj widać, przepoczwarza się na polityczną poprawność i
dalej działa. W biznesie polega to na zasadzie, jeśli nie zgodzisz się
na proponowane warunki - nie bierzesz udziału. W Ameryce mamy maksymę -
Proszę przyłącz się do nas i pomóż - nie chcesz, wynoś się i nie wtrącaj
i nie przeszkadzaj! Czy też - my way, or highway!
Polacy zawsze wybiorą highway nawet niechcący - pragnąc wtrącić
swoje trzy grosze, tak jest w polityce, biznesie, w stosunkach prywatnych...
Gwarantuję panu, że zostanie pan wrogiem wszystkich sklepikarzy
do końca życia, większym z każdym rokiem, jak kurczyć się będą dochody
i zamykać poszczególne sklepy eliminowane supermarketem. Bo jak wiadomo,
cudów nie ma (tzn. są, ale tylko nad Wisłą), a jak przeżywa konkurencja
z supermarketami... widać.
Mam nadzieję, że w supermarkecie G0NIEC już teraz załatwi sobie
wygodne standy i banery. Gratuluję! Business is business - i nic w tym
złego! Idzie nowe.
Romulus
(Nazwisko do wiad. redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, "Goniec" niczego sobie nie załatwia,
po prostu lubimy chodzić między frontami bitew i cieszy nas rozmach nowej
polskiej inwestycji. Sytuacja tutejszych sklepów jest zupełnie inna niż
w Polsce, supermarketów również, te ostatnie też lekko nie mają. Rynek
jest dla wszystkich, o czym pisałem w moim tekście. A że idzie nowe - cóż,
trudno, żeby nie szło...
GONIEC NR 31/2005 (86)
(5-11
sierpnia 2005)
Szanowny Panie Redaktorze
Po przeczytaniu pańskiego komentarza, sucho zrobiło się w gardle.
Zadałem sobie pytanie: "Dlaczego?"É moja mózgownica wypociła ten szlam,
wszak nie o to mi chodziło! Natychmiast wdarły się słowa J.B. pierwsza
mowa szatana do rodu ludzkiego; zaczęła się najskromniej od słowa: "dlaczego?".
Więc otrzymałem wsyp zawartości z rogu obfitości w bagienne trzęsawisko
(chcesz! Idź pozbieraj sobie). Nie chodziło mi o "Ciało Solidarności",
każdy chyba rozumie, że połowę populacji Izraela nie napędzono do PRL-u.
Każdy też wie, że ciało składa się z głowy, szyi, tułowia i nóg. Nie chodziło
mi nawet o samą głowę ani w niej zasklepiony mózg, ani o centralny nerw
w nim zawarty, który manipulował w odosobnieniu od reszty części. Ta reszta
części tego głównego świadomego nerwu stała się bezsilna wobec decyzji
dyktatorskiej frakcji naniesionej z zewnątrz przez chorobliwy bakcyl, działający
pod przykrywką nazwiska Wałęsy. Czy naprawdę nie ma na to dowodów? Zignorowano
próby reakcji pozostałej części mózgu (Walentynowicz, Gwiazda i inni).
Byli oni do końca nie tylko celowo źle orientowani, ale wprost zdradzeni,
osłabieni do zera infekcją komunistycznego bakcyla. Zmusili ich do wzucia
butów bez prawa wyboru właściwego numeru, nie mówiąc już o estetycznym
wyglądzie. Wie o tym Pan Redaktor i ja wiem też, skoro o tym piszę. O to
mi nie chodziło, bo o tym już wróble przestały świergotać pod polskim niebem.
Chodziło mi o nieśmiałą próbę wprowadzenia na szpalty pańskiego pisma pewnego
tematu odnośnie do spraw polskich i związane z nim pewne osobistości.
Boimy się otworzyć nasz polski wzrok, by nie ujrzeć głębszych
przyczyn naszych polskich niepowodzeń w kraju i za granicą. Wiemy, że Lewica
nie tylko buszuje w kraju, ale też szlifuje nasze polskie sumienie tu,
na emigracji. Co sądzi pan Redaktor o takim powiedzeniu w TV (polska audycja)
"EchÉ ten święty człowiek"É a może uszło pańskiej uwagi? Jest to zapłata
tej pozostałej jeszcze zawiesiny za poparcie finansowe i moralne.
Pisałem list do J. Sw., ale odpowiedź (w polskim języku) nie przyniosła
mi zadowolenia. A przecież chociaż jako katolicy jesteśmy zobowiązani pod
grzechem bronić katolickich dogmatów wiary, a jako Polacy bronić prawa
do samostanowienia naszego narodu (Ojczyzny). By nie być gołosłownym, podaję
z angielskiego źródła obowiązki nakładane na każdego katolika: "Not to
oppose error is to approve of it, and not to defend truth is to suppress
itÉ" - Pope Felix III.
"He that sees another in error, and endeavors not to correct
it, testifies himself to be in error" - Pope St. Leo I.
Z poważaniem
Tadeusz Chrobak
Od redakcji: Panie Tadeuszu, tak jest, nie bójmy się myśleć,
nie bójmy się "otwierać naszego polskiego wzroku", pozdrawiam - ak.
***
Jako od pewnego czasu stały czytelnik "Gońca", dziękuję Wam za
ładną i czytelną formę graficzną Waszego czasopisma na stronach Internetu.
No i oczywiście za bardzo mądre i wartościowe artykuły. Ja i moi znajomi
doceniamy to. Ostatnio zauważyłem, że doszła również strona z "Ogłoszeniami
Drobnymi". Bardzo to cenne i wygodne dla nas. Szkoda, że nie znalazło się
miejsca również na rubrykę "Matrymonialne", ale rozumiem, że nie wszystko
naraz, może w przyszłości będzie to możliwe. Nie można za dużo wymagać...
Jeszcze raz dziękuję za to, co jest.
Życzę Redakcji wspaniałych sukcesów w pracy zawodowej i w życiu
rodzinnym oraz wspaniałych wakacji dla tych, co już są na wakacjach lub
się wybierają.
Dziękuję.
Z poważaniem,
Stanisław Musiał
Od redakcji: "Goniec" w Internecie nie stanowi odrębnej wersji
elektronicznej pisma - prezentujemy tam tylko wybrane strony i teksty,
promując w ten sposób kolejne "papierowe" wydanie tygodnika. Uwzględniając
jednak Pańską prośbę, zamieściliśmy w tej edycji stronę z ogłoszeniami
matrymonialnymi. Zapraszamy więc pod adres www.goniec.net.
***
Od kilku lat nie oglądam TV, nie mam komputera, Internetu
i jest mi z tym dobrze.Trochę czytam, ot tak, dla siebie, kilka książek,
"Goniec", "Gazeta", czasami "Angora", "Nasza Polska", podsłuchuję
Radio Maryja. Staram się myśleć, staram się. Namnożyło się ostatnio bezpłatnych
gazet, podobno to konkurencja (???). Ciekawe pojęcie konkurencji, rozumowanie
co najmniej bolszewickie. Normalna prasa musi dać działkę sprzedającemu,
może to są grosze, ale za rent i podatki trzeba zapłacić. W tym wypadku
zarabia tylko właściciel, a może i z szynką lub kiełbasą można zarobić
podobnie? Kto na ochotnika?
Powtarzają się w tej prasie artykuliki pod publiczkę, "Pigułki
gwałtu", taka instrukcja obsługi dla idiotów, dostępne nazwy i zdjęcia
środków. Warto pamiętać, kto opublikował instrukcję.
Nasze środowisko bardzo lubi, gdy coś jest za darmo, nie rozumiem,
wyssane z mlekiem, J-23 do tej pory szaleje we krwi, a może przyzwyczajenie,
komuna wszystkim rozdawała na lewo i na lewo - tęsknota za dobrobytem w
komunistycznym wykonaniu?
Po Powstaniu Warszawskim, mieszkańców pozostało niewielu, normalny,
prosty człowiek nie miał szans na warszawski meldunek. Powoli, ale coś
budowano, Muranów, Ursynów, Bemowo, ludzie mieszkają, ale meldunku oficjalnie
dostać nie było szans. Wszelka komunistyczna swołocz nie miała z tym problemu,
do tych nowych mieszkań sprowadzali, kogo chcieli. Wymieniali, zamieniali,
dwa tygodnie i dostawał przydział, że inni czekali latami, no cóż, trudności
obiektywne. A teraz po latach w sobotę osiedla pustoszeją, mieszkańcy jadą
na ojcowiznę, trzeba przywieźć kartofli, mięsa, jajek, żyć nie umierać,
oni wiedzą, na kogo głosować. Tutaj też poznałem takiego orła, ciocia i
wujek dostali pracę i mieszkanie, pracują jako klawisze na Rakowieckiej.
Lat temu kilka, chyba w "Gazecie" wyczytałem, iż jakiś przedsiębiorczy
inteligent rozesłał ankietę - chcesz brać udział w podziale dochodów włoskiej
mafii, wpłacić $250 na nr konta... W Kanadzie zadziałało, znaleźli się
idioci, optymiści, wpłacili.
Ten pomysł się sprawdza, wykształcony przez komunę polski lud
wybiera cały czas tych samych złodziei, zamiast walczyć o normalność, ten
polski obywatel szuka luki, aby dostać się do koryta, musi być cwańszy
od sąsiada, w normalnej sytuacji wykazać się nie potrafi.
Starczyło kilkadziesiąt lat, dorośli ci, co to im komunizm życie
uratował, oni są wdzięczni, co ukradnę to moje, oni kradną, ja kradnę,
jest fajnie. Nasze przystąpienie do UE to następna sztuczka tego samego
towarzystwa, w znanej ogólnie "piramidzie" wiadomo, że zarabiają rozpoczynający,
na koniec w tryby wpadają ci, co mają za wszystko zapłacić, a koniec widać.
A więc znów wybierzmy złodziei, dajmy się zagonić do UE, będzie wspaniale,
wnuki wychowywane na pionierów przez ideologicznie pewnych. Jeśli
o tym marzysz, głosuj na liberałów czy innych bolszewików. Od 60 lat nie
potrafimy pozbyć się tego mola, jakby naftaliny nie było. 350 lat temu
nie było telewizji, komputerów, ale jakoś szybciej okupacja się skończyła,
teraz dylemat podobny, ale lud mamy wykształcony, mądry? A może przemądrzały?
Przodkowie w grobach się przewracają i nic dziwnego, inteligencja wychowana
w komunizmie nie ma zasad ani godności, ten co oszukuje i kradnie, jest
cwany, godny szacunku. Gomułka, Gierek i reszta to uczciwi ludzie, a walczący
z komunizmem jedynie słuszna ideologia, to nic nie rozumiejący...... (Michnik).
Warto przed wyborami wrócić do Sienkiewicza i choć "Potop" przeczytać.
Sierzputowski Janusz
PS Żubr, to na pewno nie Koziołek Matołek. Po wygłupie Cimoszewicza
w wielu krajowych gazetach ukazały się entuzjastyczne artykuliki, mecenas
Emilia Nowaczyk była ofiarą nagonki. Ale okazało się, że to pani Nowaczyk
miała rację. "Dziennikarze" (?) powinni popełnić zbiorowe seppuku. Ja bym
nie płakał, zrobiłoby się czyściej.
Od redakcji: 350 lat temu byli inni ludzie...
Szanowny Panie Andrzeju!
Powinien Pan pomóc otworzyć konto dla pani Walentynowicz. Jesteśmy
jej winni sprawiedliwość. Jeżeli uciułamy 1 tysiąc, będzie to coś, jeśli
ta akcja przyniesie 1 milion, to i tak nie wróci zdrowia pani W. Myślę,
że to właśnie pan musi to zrobić. Wszyscy dorzucimy te kilka centów.
Grzegorz Kuciara
Od redakcji: Szanowny Panie, p. Annę Walentynowicz bardzo szanujemy,
ale jako redakcja nie angażujemy się w akcje zbierania pieniędzy.
GONIEC NR 30/2005 (85)
(29
VII - 4 VIIII 2005)
***
Ze spotkania S. Tymińskiego
z Polonią w Mississaudze:
S. Tymiński: - Tak, byłem w ambasadzie radzieckiej, ambasador
sowiecki wydał ogromne przyjęcie dla dyplomatów, byli tam wszyscy
dyplomaci z całego świata łącznie z ambasadorem Stanów Zjednoczonych. Ja
byłem zaproszony jako kandydat, wszyscy kandydaci byli zaproszeni, tylko
że ja jako jedyny miałem odwagę tam pójść i ich pozdrowić w dniu ich święta.
(...)
Głos z sali: Poparł pan stan wojenny i pana Jaruzelskiego..
S. Tymiński: - Jak najbardziej, gdybym był w tej samej sytuacji,
którą miał Jaruzelski w swoich rękach wtedy, bo to była w mojej opinii
prowokacja międzynarodowa, w celu niedopuszczenia do niepokojów w kraju,
zrobiłbym identycznie to samo dzisiaj. Niech pan będzie tego pewny.
***
Załatwiono to odgórnie,
chyba że...
Podniecają się Polacy i z emocji każdy chory.
Choć nie będzie więcej pracy, ale za to są wybory!
Każdy w nocy spać nie może i modlitwy szepce ciche:
- niech "mój" wygra, Dobry Boże, wszak włożyłem w
niego dychęÉ
I nie wiedzą patrioci, buntownicy ani durnie,
że ich modły ani głosy mieć nie będą wpływu na to.
Bo kto rządzić będzie Polską załatwiono już odgórnie,
a sponsorzy i wybrańcy właśnie dzielą się zapłatą.
Bo wybory "już odbyte" i przywódców też "już macie"
i o żadne dalsze zmiany nie skowyczcie i nie proście.
Bo tych wodzów to Wam przecież Putin wybrał na sabacie,
kiedy w maju ich u siebie, w "dzień zwycięstwa", przyjął
w Moskwie.
Te Wałęsy, Olkokwachy, Jaruzele no i Stany
pojechali tam całując Putinowską szczodrą rękę
by usłyszeć: - macie wspólnie stworzyć w Polsce "rząd wybrany"
no i macie, ramię w ramię, znów powtórzyć Magdalenkę!
Toż nie po to polska mafia, ta krajowa i z Kanady,
pojechała tam przyklękać i Putina ściskać nóżki
aby teraz Wam oddawać obiecane im posady
i pozwolić by im waaadza znowu przeszła koło buźki...
Pamiętacie dzień zwycięstwa, ten nad Polską odniesiony,
w którym Ruskim hmmm... "Alianci" przekazali Polskę w darze?
Dzisiaj wynik w komputerach też przez innych podliczony,
by dla dobra suuuusznej sprawy móc go rzucić w Wasze twarze.
Bo nie po to suszne mafie w komputerach wynik piszą
aby jakieś wasze głosy go zabrały towarzyszom...
Wszak nie po to Cimoszewicz i L. Miller są w New Yorku,
przysięgając wierność, miłość i profity rządom Busha,
by od Ruskich Rumsfeld kupił nieznanego kota w worku
i by nowy rząd Polaków w złym kierunku pupą ruszał.
***
Cóż - jest tylko jedna szansa aby Polskę nam uchronić,
aby znowu Polski losu nie budować na złodziejach
- trzeba kota im popędzić i do swoich ich wygonić,
by wzorując się historią - wybrać Piasta Kołodzieja.
bez fałszujących komputerów, ale patrząc liczącym na ręce.
Mirosław Krupiński
27 lipca 2005
Od redakcji: Szanowny Panie, wiersz piękny, z tym że nie do
końca prawdziwy. Inwokacja pochodząca z naszej relacji ze spotkania ze
S. Tymińskim odnosi się do 90. roku, kiedy Putin nie wiedział jeszcze,
że będzie prezydentem. Trudno więc rozeznać, o jakiej polskiej mafii z
Kanady Pan mówi. Z Tymińskim można się nie zgadzać, trudno mu jednak zarzucić,
że kryje się ze swymi mało popularnymi poglądami.
Nie żal mi Anglików
Wiem, że to niehumanitarne i niechrześcijańskie podejście do
skutków terrorystycznego zamachu, ale jeśli np. ktoś świadomie trzyma w
domu tykającą bombę zegarową, to nie może dziwić się skutkom nagłej eksplozji
i oczekiwać współczucia z powodu doznanych strat.
Wyjaśnię, do czego zmierza moje porównanie. Po zakończeniu działań
II wojny światowej zdemobilizowani polscy żołnierze i oficerowie stali
się dla Anglików uciążliwymi i nieproszonymi imigrantami. O zasługach polskich
lotników w obronie "Wyspy Ostatniej Nadziei" już zapomniano, o ofierze
życia polskiego marynarza i żołnierza armii lądowej zapomniano tak dalece,
że w defiladzie zwycięstwa urządzonej w Londynie w czerwcu 1946 r. zabrakło
polskiej reprezentacji. Były delegacje wojsk państw sprzymierzonych, których
żołnierze nie powąchali nawet prochu, jak Kuby, Argentyny i in. Brytyjski
rząd Jego Królewskiej Mości wystosował zaproszenie do komunistycznego rządu
w Warszawie w sprawie oddziału delegacji tzw. Ludowego Wojska Polskiego.
Zapomniano o najwierniejszym sojuszniku, o jego udziale we wszystkich najważniejszych
bitwach, np. o Narwik, Tobruk, pod Monte Cassino, Falaise, Anconę i in.
Trzeba było pozbyć się tych dziesiątków tysięcy polslťKh kombatantów. Na
każdym kroku dawano im odczuć, jak bardzo są niepotrzebni Anglikom. Obraźliwe
napisy informujące, żeby wystrzegać się złodziei, bo w sąsiedztwie mieszkają
Polacy, i inne aroganckie zachowania nie były rzadkością i towarzyszyły
polskim kombatantom. Chętnym do opuszczenia Wyspy skwapliwie ułatwiano
podróż do wybranego kraju, jak np. do Australii, Kanady, USA czy Argentyny.
Zachęcano do powrotu do Polski będącej pod sowiecką okupacją.
Niedługo później rząd brytyjski otworzył gościnne wrota dla ludów
z państw Commonwealthu.
W latach 70. brytyjski urzędnik imigracyjny surowo oceniał każdego
Polaka przybywającego z polskim paszportem i brytyjską wizą uzyskaną w
Warszawie, ale dziesiątki tysięcy Arabów i różnej narodowości muzułmanów
osiedlało się bez trudności na ziemi brytyjskiej, nie asymilując się, ale
narzucając swoje obyczaje i mentalność. Obecna sytuacja jest wynikiem wyboru
dokonanego przed laty. Anglicy nie chcieli zaakceptować u siebie obecności
kilku dziesiątków tysięcy Polaków, natomiast teraz muszą liczyć się z ponad
milionową społecznością islamską, czyli mają u siebie tykającą bombę zegarową.
Obecne pokolenie Anglików ponosi skutki polityki prowadzonej przez swoich
dziadków lub ojców. Czy mają tego świadomość? Wątpię.
Czy premier T. Blair podtrzymuje swoją opinię, że jest dumny
z tak licznej populacji islamskiej zamieszkującej ziemię brytyjską?
PS W tzw. Poczcie "Gońca" zamieszczane są wypowiedzi lub opinie
czytelników, dotyczące różnych tematów, w tym także artykułów Redaktora
"Gońca". Redakcja "Gońca" wzięła na siebie - niepotrzebny, moim zdaniem
- obowiązek komentowania każdego nadesłanego tekstu, chociaż często teksty
są polemiką między czytelnikami i nie dotyczą artykułów redakcyjnych.
Przy okazji mam pytanie do p. A. Kumora. Czy propagując S. Tymińskiego
- postać bardzo dwuznaczną - na stanowisko Prezydenta Państwa, nie odczuwa
Pan niesmaku? Nie widzi Pan sprzeczności między politycznym i obyczajowym
profilem "Gońca" a udostępnianiem łamów "Gońca" S. Tymińskiemu i jego propagandzie?
Czy Pana udział w kampanii S. Tymińskiego przy udziale S. Butte 1 lipca
nie był dla Pana dyskomfortem psychicznym?
Jak pogodzić Pana wypowiedź zamieszczoną na ostatniej stronie
"Gońca" nr 27 (artykuł "Wstyd i obrzydzenie") z Pana udziałem w tandetnym
widowisku dosłownej "kiełbasy wyborczej" S. Tymińskiego. A co do tego ostatnio
wymienionego, to lepiej, gdyby na co dzień zajmował się kiełbaskami, a
nie kandydowaniem na tak ważny urząd w Polsce.
Wiele mówiącą autoprezentację zamieścił S. Tymiński w polonijnym
"Życiu". Megalomania, bełkot - spowodowany być może używaniem środków odurzających,
o czym sam wspomina - a którym to bełkotem stara się wmówić czytelnikom
swoje niezwykłe osiągnięcia biznesowe (dostawy supertajnych komputerów
dla armii amerykańskiej itp. itd.), człowiek bogaty, ale bez adresu. Obiekt
zainteresowania trzech obcych agencji wywiadu, którym - jak pisze - stanowczo
odmówił współpracy. Czym wzbudzał zainteresowanie swoją osobą? Producent
alkoholu gdzieś w Andach. Co jeszcze?
W czasie swojej pierwszej próby kandydowania na urząd Prezydenta
RP w 1990 r. opinia, jaka mu towarzyszyła zarówno w Toronto i Mississaudze
(gdzie wtedy mieszkał), jak i w Polsce była zdecydowanie negatywna. Jeden
z jego propagandzistów w Warszawie był w sposób widoczny powiązany z SB.
Może wreszcie Kongres Polonii Kanadyjskiej lub inna autorytatywna
organizacja polonijna udzieliłaby rekomendacji p. S. Tymińskiemu lub przeciwnie
- wyraziłaby wątpliwości co do wiarygodności tej osoby. W końcu p. S. Tymiński,
kandydując na urząd Prezydenta RP, stał się osobą publiczną i jako taki
musi podlegać publicznemu osądowi swojego polonijnego środowiska.
Nagłaśnianie przez p. Redaktora informacji, że Pana "bohater"
znalazł się na pierwszych stronach chińskich gazet, nie znaczy nic więcej
poza tym, że S. Tymiński zapłacił za tę autoreklamę.
Jeden z moich polsko-żydowskich znajomych określił dwuznaczną
sytuację w sposób lapidarny, typowy dla mentalności tej społeczności, mówiąc:
"panie, dla mnie to ni pachnie ni śmierdzi".
Ja będę głosować na J. Olszewskiego, którego przeszłość nie została
skażona wchodzeniem w ciemne układy, a którego wałęsowsko-esbeckie siły
odsunęły od legalnie sprawowanej władzy.
Wiesław Kwaśniewski
Toronto
Od redakcji: Szanowny Panie, nasze pismo nie jest stroną w
kampanii prezydenckiej, a więc również nie bierze udziału w "promocji"
czy kampanii p. S. Tymińskiego. Zamieszczamy chętnie informacje na jego
temat, ponieważ wbrew temu, co Pan insynuuje, Stanisław Tymiński to człowiek
stąd, z Toronto i Mississaugi. Nasze łamy zawsze będą otwarte dla jego
wypowiedzi (jest autorem publikowanych u nas felietonów ), jak są dla tylu
innych opinii o Polsce i Polakach.
Stan Tymiński w wyborach 1990 roku uzyskał kilkumilionowe
poparcie Polaków, trzeba być więc wielkim ignorantem, by stwierdzić, że
"opinia, jaka mu towarzyszyła (...) w Polsce była zdecydowanie negatywna".
Wypowiada Pan szereg nieprawdziwych twierdzeń, przy których trzeba by pytać,
skąd Pan to wszystko wie? Kto panu to powiedział?
Gwoli ścisłości dodam, że nie "brałem udziału w tandetnym
widowisku dosłownej ?kiełbasy wyborczej= S. Tymińskiego", lecz imprezę
tę opisałem. Pan nie odróżnia tych rzeczy?
Re: Divide itd.
Łudziłem się, że chwyci, że prawda wyjdzie górą - niczym oliwa
na wodzie. Niestety i pańskie pismo lub wydawca w osobie Pana czy też doradca(cy),
zadecydował(li) obciąć przy nosie, mój artykuł, stawiając mnie w sytuacji,
w której chłostać mogą działacze i sympatycy Solidarności na obczyźnie.
Przez cenzora nożyce straciłem dowody, na których opiera się moja recenzja
sztuki politycznej granej niedawno na polskiej scenie politycznej pt. "Solidarność".
Kiedyś bałbym się o tym wspomnieć - dziś próbuję, bo szydło wychodzi z
worka. Nie obawiam się rozprawy sądowej o zniesławienie tej organizacji,
gdyż jestem w posiadaniu dowodów w swych prywatnych zbiorach i ostatecznie
nie ja byłbym pociągnięty do odpowiedzialności, lecz ten, kto je opublikował.
Nawiasem mówiąc, wydawca, publikując, powołał się jeszcze na inne źródła.
Osobiście nie lubię ani organizacji, ani nikogo potępiać swym osobistym
prawdziwym czy nieprawdziwym przekonaniem - wolę posłużyć się dowodami,
ażeby czytelnik sam zadecydował, po której stronie granicy leży prawda.
Tak więc opinia moja o "Gońcu" trochę zachwiała się - żyjemy
w chwiejnym, to znaczy nieustabilizowanym świecie. Zburzono mur berliński
po to, by wypuścić komunizm na cały świat. Czy zgodzi się Szanowny Redaktor,
czy nie z moją obserwacją - jest to już sprawa osobista każdej indywidualności,
która oczekuje i spodziewa się osiągnąć coś od swego otoczenia w szerszym
tego słowa znaczeniu. Ostatnio widziałem komunizm w 1967 r. pozostawiony
daleko na Wschodzie - obecnie odczuwam go wokoło siebie - czy na to potrzebne
są dowody? Może o tym następnym razem. Ślę pozdrowienia i powodzenia
w dalszej zawodowej pracy.
PS Ażeby być: "Silni wiarą", musimy trwać bez grzechu, a to z
kolei zobowiązuje nas do nieadorowania przyczyn grzechu (może to być osoba
ludzka lub jej produkt; książka, film itp.)
Grzech jest palnym żywiołem: więc kto grzechu nie ma,
Może stać w środku piekła, ogień go nie ima.
(myśli ludowe zebrane przez J.B.)
Z poważaniem
Tadeusz Chrobak
Ancaster
Od redakcji:
Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów. Skróciliśmy Pana
tekst o poniższy fragment ponieważ wydał się on nam oczywistą pomyłką.
Twierdzenie jakoby w 10-milionowej "Solidarności" połowę stanowili Żydzi,
a połowę komuniści obraża wielu prawych Polaków.
Jeśli jednak Pan nalega, to proszę bardzo, oto wspomniany
ustęp:
Z nastaniem ósmej dekady dwudziestego wieku wyłoniły się prawdziwe
wiadomości odnośnie KOR-u i późniejszej Solidarności (czytaj: komunistycznej)
w 50. procentach opanowanej przez Żydów, a druga połowa obsadzona przez
członków PZPR szukających przyczółku w razie kompletnego rozpadu zgniłego
już systemu. Zachodziło pytanie, które pozostało do dziś bez odpowiedzi:
Dlaczego nasz Papież, znając sytuację, popierał finansowo i moralnie (nie
jest to dla nikogo tajemnicą) ten ruch mający typowo charakter judaistyczno-komunistyczny?
Robert Calvi pisał: "I must repaid the $ 1,000 million that I
furnished at the exspress wish of the Vatican in favor of Solidarity..."
( Hutchison, op. Cit p. 331 Calvi's letter). Chciałbym przytoczyć również
słowa byłego agenta KGB Anatola Golicyna: "É There were 1 million Communist
Party members in Solidarity. Forty-two out of the 200 members of the (Polish
Communist) Party's Central Committee in 1981 were Solidarity members.
Bogdan Lis, Walesa's deputy, was a Central Committee member.
Zofia Gryzb - (prawdopodobnie Grzyb - moja uwaga), another Solidarity leader,
was a member of the Politburo. These leaders were not expelled from the
Party for their membership in Solidarity. On the contrary Solidarity recognized
the leading role of the Party and the Party recognized Solidarity's
existenceÉ Solidarity enjoyed access to the state - controlled media. Obstacles
were not placed in the way of Walesa's extensive foreign travels, (etc.)É"
(Golicyn, op. cit pp 329-333).
Wniosek: Nasz Papież był świadom swych czynów, ale wierzył w
idee zasiane przez poprzedników - Jana XXIII I Pawła VI.
Drogi Panie Andrzeju!
Zapytuję, czy jest coś Panu wiadomo, czy będzie się tu za granicą
głosować do słynnego "Mapet Show" w wydaniu naszych Osłów. Bo jak wiadomo,
to znowu bierze udział tzw. Banda 4, tj. Giertych, Rokita, Ziobro oraz
ten co ukradł księżyc, czyli Kaczyński. Bo gdyby tu została przeprowadzona
ankieta badania opinii, to ww. dostaliby zero! Bo jak można dalej głosować
na ludzi chorych na manię wielkości. Dziwię się, że w Kraju są sami starzy
ludzie, którym to wstawia się ciemnotę oraz mydli się oczy, co to będą
mieli, jak na tych Pajacyków zagłosują, a potem zostaje tylko jedno wielkie
g...! Rozczarowanie i nic. Tak, pamiętam, było za czasów PRL. Głosowałem
3 x Tak, a wyszło 3 x Nie. Tak samo będzie i teraz, liczy się tylko kasa
dla siebie i rodzinki, a wyborcy - co! 1. Bieda, brak pracy, lekarza itp.
No, ale tak dalej Panowie nie zajdziemy daleko. Rozlecimy się jak błyskawica.
W Polsce zostaną tylko renciści i emeryci, reszta poucieka gdzie pieprz
rośnie, bo będą mieli większe szanse na życie. I nie będą oglądać dzień
w dzień komisji takiej a takiej. Potem to zostanie tylko Komisja czystości
kraju, która zajmie się sprzątaniem brudu po panach posłach i tu !! proszę
wedle uznania dopisać swoje zdanie!
Można pisać bardzo wiele na temat pracy Sejmu i rządu! Zabużanie
do dziś czekają na wyniki ustawy. A jak mówi przysłowie, "czekaj tatka
latka, a kobyła zdechnie". Tak było za tej kadencji. Panowie posłowie w
czasie posiedzeń czytają gazety itp. Za PRL to za frak i za drzwi, a tu
nikt nie patrzy, bo kasa się liczy!
Serdecznie pozdrawiam,
Blechowski Jan
Od redakcji: Za PRL było "3xtak"
***
W okresie przedwyborczym sezon teczkowy w pełni. Każdy kandydat
biorący udział w wyborach prezydenckich lub parlamentarnych powinien swoją
teczkę (o ile taką posiada) udostępnić wyborcom, aby wyborcy mieli świadomość,
kogo wybierają.
Pamiętam takie hasło wyborcze "Wybierzmy przyszłość". Otóż teczki
też były zakładane z myślą o przyszłości. Służyły i służą do szantażu.
Należy je otworzyć i raz na zawsze pozbyć się narzędzia szantażu. Te nieszczęsne
teczki to b. kosztowny wydatek dla polskiego społeczeństwa. Reglamentowano
prawie wszystko oprócz teczek, na które nie zabrakło pieniędzy. W programie
tv FORUM słyszałem wypowiedzi nowych liderów SLD, którzy całą winę
za teczki przerzucają na innych. Było mi żal przedstawicieli PiS i LPR,
którym to wicelider SLD zarzucał, że ich partie nie potrafią nic innego,
tylko zajmują się teczkami.
Należy tę tendencję odwrócić i zadać pytanie: Czy to nie PZPR,
a potem jej spadkobiercy nakazali służbom specjalnym zakładanie teczek
komu popadło, nie licząc się z kosztami? To im należy wystawić rachunek
za teczki, te istniejące i za te zniszczone, bo przecież niszczyli "owoce"
swojej pracy, za którą pobierali wynagrodzenie. Niech lewica się tłumaczy
przed wyborcami. Dlaczego zakładano teczki, ile one kosztowały i czy to
było zgodne z prawem? L. Kaczyński zatrzymał niemieckie roszczenia, proponując
wycenę zniszczeń wojennych W-wy. Taki sam rachunek należy wystawić członkom
PZPR i jej spadkobiercom z SLD za 60 lat niszczenia Polski. Nie będę wyliczał
wszystkich dziedzin, bo wyborcy są chyba świadomi ogromu komunistycznych
zniszczeń. Jeśli lewica ze swoimi TW z innych partii chce nadal brać udział
w wyborach, to powinna najpierw uregulować rachunki ze społeczeństwem,
a dopiero potem wystawiać swoich kandydatów. Dziś zamyka się szpitale,
bo nie ma pieniędzy, lecz na siedziby SLD wystarcza, a już czas najwyższy,
aby je zamknąć na zawsze.
W okresie przedwyborczym b. modne są billboardy. Zamiast umieszczać
na nich hasła wyborcze, których już prawie nikt nie traktuje na serio,
należy pokazać mapę aferalną Polski z udziałem rządzących, aby wyborcy
się dowiedzieli, czym się ich wybrańcy zajmowali przez ostatnią kadencję.
Należy również na tych billboardach wymienić ustawy b. szkodliwe społecznie
(np. eksmisja), a uchwalone przez Sejm i kto był wnioskodawcą tych ustaw.
Ostatnio postkomuniści destabilizują pracę komisji sejmowej ds. Orlenu,
odmawiając zeznań lub kłamiąc pod przysięgą. A może panowie A.K., L.M.,
J.O. i W.C. chcą się nawzajem przesłuchać i obwieścić Polakom, że żadnej
afery nie było? A tak na serio to tych, co odmawiają zeznań przed komisją
sejmową lub się na komisję obrażają, należy przesłuchiwać na sesjach wyjazdowych,
np. w "Pentagonie", czyli K.W. w Katowicach, lub na komisariacie, gdzie
przesłuchiwano G. Przemyka. Wystarczy ich określić jako elementy antysocjalistyczne,
a fachowcy od przesłuchań zmuszą ich do zeznań i nauczą respektu dla prawa.
Nie może tak być, aby najwyższe stanowiska w państwie przekazywali sobie
ludzie podejrzani o agenturalną działalność. Coraz więcej jest takich,
którzy chcą rządzić narodem, a nie rządzić w imieniu narodu. Polacy zasługują
na godnych i prawych reprezentantów.
Obecnie, kandydaci na urząd prezydenta są bardziej zainteresowani
swoją pozycją w rankingu, mimo że wszyscy wiedzą, że te badania to jest
manipulacja wyborcza, np. taki Wł. Cimoszewicz, mimo że zapowiedział swoje
odejście z polityki i nie był jeszcze kandydatem, to i tak otrzymał 30
proc. poparcia. Jak dotąd to kandydaci nie wypowiadają się w najważniejszych
sprawach dla Polski i Polaków. Sam się wybrałem na spotkanie z kandydatem
na prezydenta do Centrum Kultury w Mississaudze, w piątek, 15 bm. Wróciłem
rozczarowany. Sprawy najważniejsze dla Polski go nudziły, za to poparł
stan wojenny i W. Jaruzelskiego. Z jego wypowiedzi wynikało, że chce zachować
ciągłość PRL-u. Wyborcy powinni usłyszeć od kandydatów klarowne odpowiedzi
na takie tematy, jak: 1. Co zrobić z ogromnym zadłużeniem Polski sięgającym
430 mld zł? 2. Jak przywrócić kontrolę nad systemem bankowym oddanym w
obce ręce? 3. Czy możliwa jest emisja polskiego złotego wg potrzeb polskiej
gospodarki zamiast pożyczać obce pieniądze? 4. Czy polskie wojsko będzie
brać udział w okupacji suwerennych państw? 5. Czy zostanie zmieniona szkodliwa
dla Polski polityka zagraniczna? 6. Czy Polacy będą mieć proporcjonalny
udział w polskiej dyplomacji oraz we władzy wykonawczej, sądownictwie i
środkach przekazu? 7. Czy nowy prezydent będzie dążył do zmiany ordynacji
wyborczej na JOW-cze? 8. Jaki jest stosunek kandydatów do MFW, BS i Konstytucji
UE? 9. Jak zmniejszyć bezrobocie i naprawić służbę zdrowia? 10. Jaki jest
stosunek kandydata do eutanazji, aborcji, klonowania ludzi i zmiany definicji
małżeństwa? 11. Czy nowy prezydent będzie kontynuował politykę PRL-u, czy
też będzie dążył do powszechnej lustracji i dekomunizacji? 12. Czy za jego
kadencji Polska będzie państwem prawa czy bezprawia, jak obecnie? 13. Czy
nowy prezydent będzie dążył do poprawy stosunków z Polonią?
Często przysłuchuję się politycznym dyskusjom i muszę stwierdzić,
że często poziom jest żenujący, jedni wiedzą, co mówią, a drudzy mówią,
co wiedzą. Najczęściej kilka osób mówi jednocześnie, nie słuchając co inni
mówią, często manipulują faktami lub bezczelnie kłamią. Bardzo często zmieniają
temat, bo im brakuje argumentów. Sam tego doświadczam na co dzień, gdy
temat, który sam mój rozmówca podjął, w pewnym momencie nie pasuje mu,
bo mu brakuje argumentów, i zmienia go, mówiąc: a tutaj jest inaczej? Lub:
a tu też kradną. Albo: a u was biją Murzynów. Ot, propaganda zrobiła swoje.
Wracając do kampanii przedwyborczej, to lewica będzie robić wszystko,
aby nie dopuścić do wyboru L. Kaczyńskiego lub M. Piotrowskiego i rozliczeń
z przeszłością. Mam nadzieję, że Polacy zrzucą z siebie ciężar komunizmu
i pójdą wolni ku przyszłości. Tak im dopomóż Bóg.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Ma Pan rację, trzeba stawiać pytania!
***
Świetnie Pan pisze! Mam na myśli 3 niedawne Pańskie artykuły
(zwł. ten o pornografii, bardzo cenny i potrzebny, ale również ten o zamachach
terrorystycznych i ten pt. "Wstyd i obrzydzenie"). Ostatni z wymienionych
mówi m.in. o "Naszym Dzienniku", porównując go do "Gazety Wyborczej".
Tu trochę nie zgadzam się z Panem. Po pierwsze, "ND" już POSIADA
pewne tematyczne rubryki, pewne, tj. nie wszystkie, jakie bywają gdzie
indziej, ale jest i o komputerach, i w ogóle o ciekawostkach nauki, i "Kupcy
Polscy", i porady domowe (np. o hodowaniu roślin doniczkowych), i...
Po drugie, "GW" kiedyś BYŁA cienka podobnie jak "ND"! To było
w latach 1989-90. I wtedy lubiłem czytać tę gazetę! Kupowałem prawie każdy
numer. (Inna sprawa, że wtedy relatywnie zarabiałem LEPIEJ, wyraźnie lepiej,
niż teraz.) I - co od razu muszę wyjaśnić - ZDAWAŁEM sobie sprawę z tego,
co ideowo "GW" reprezentuje sobą! Kampania proaborcyjna była tam widoczna
JUŻ przed "kontraktowymi" wyborami, całkiem NIEprzytomna kampania wsparcia
kandydata KO "S" Jana Józefa Lipskiego w maju 1989 r. również dała mi do
myślenia (a wtedy nie wiedziałem, że Kuroń był dla "GW" jednak ZNACZNIE
ważniejszy niż JJL...). Nie, nie warto "podobnego zwalczać podobnym" =
schlebiać TAKIM samym gustom, aby w miejsce Michnikowych sprzedawać Rydzykowe
przekonania. Nie, niech kupujący "ND" wie, że kupuje to także z przyczyn
ZASADNICZYCH, a nie tylko np. z powodu programu TV.
Pozdrawiam.
KT
Od redakcji: Panie Konradzie, jeśli ktoś kupi "ND" przypadkowo
dla programu TV, to jest szansa, że zainteresują także inne rzeczy - tego
dotyczył pomysł na gazetę - AK.
Witam Panie Redaktorze
Przypadkiem weszłam na waszą stronkę, ale czytam ją co dnia teraz.
Piszę z malutkiej wioseczki w lesie, ale i tam mamy już Internet w Polsce.
Nauczyłam się i dzieci pomogły mi poznać komputer.
Mam małą prośbę, panie redaktorze. Wiem, że to może być nierealne,
ale może dzięki panu zdobędę jakieś adresy organizacji polonijnych. Chcę
napisać o pomoc dla dzieci swych w odzież, drobiazgi do szkoły, bo nie
zawsze mogę to zrealizować. Mamy jedną z córeczek, 13- letnią Jolę, która
jest po operacji, sama nie chodzi i opiekuję się nią od 13 lat; dzieci,
mąż pomagają mi. Jola jest dzieckiem niepełnosprawnym, jest już po operacji,
ma założoną zastawkę w główce. Jest wolniej rozwinięta, ma na lewej półkuli
torbiel, jest po operacji w Warszawie, dlatego siadam i sama jak umiem
szukam osób, które chciałyby pomóc mi i dzieciom.
Zapraszam jak można na naszą stronkę (www.lilka.republika.pl),
wiem, że piszą do pana ludzie z poważnymi sprawami, moja jest inna, ale
dla mnie ona najważniejsza - dla dzieci zrobię wszystko, poruszę niebo
i ziemię.
Panie redaktorze, proszę wybaczyć mi moją śmiałość, ale tu, w
lesie, nie mam już nic; daleko wszędzie, a moje okno to właśnie ten Internet.
Halina - Lilla Kasprowiak
Lutol Suchy 103
66 - 320 Trzciel
woj. lubuskie
Może ktoś napisze do mnie, może zainteresuje ich mój los. Byłoby
mi bardzo miło.
Panie redaktorze, czytam was jak gazetę, bo nawet kiosku z gazetami
nie ma, ale siadam, oglądam, czytam - bardzo miło, że mogę.
Serdecznie Pana, Redaktorze, pozdrawiamy z naszego lasu lubuskiego.
Lilla i dzieci z Lutola Suchego
Od redakcji: Listów "proszących" nie komentujemy - każdy sam
potrafi wyczuć ich wiarygodność.
GONIEC NR 29/2005 (84)
(22-28
lipca 2005)
SZ.P. Redaktorze:
Jedwabne: Pani Redaktor "Gazety" domaga się riposty. Warto zacytować
i Grossa, i IPN, i historyka znanego (zmarł, ale czytałem jego art. w "Rz",
b. znany), że za Jedwabne i inne tego typu zbrodnie było odpowiedzialne
specjalne komando SS z Ciechanowa ok. 30 osób (publikowane, a w "RZ" i
zdjęcie, i dane d-cy owego komanda), które zmusiło lub zwabiło jakieś szumowiny
kryminalne z miejscowości do egzekucji. Jak p. Bonikowska może twierdzić,
że to "miejscowi" są odpowiedzialni za zbrodnie?
Radzę przeczytać opracowanie prof. A. Strzembosza o prawdziwych
sprawcach zbrodni w Jedwabnem, a nie opierać się na insynuacjach Grossa.
Do Pani jeszcze nie dociera, dlaczego świat (Anglia, USA) milczał, mimo
że już wiedział o... Oświęcimiu: takiego p. Grossa, panią i... potomstwo
raczej się nie da niczym przekonać.
Jeszcze raz: w przypadku takich jak Pani pomoże tylko pała w
głowę pana Busha. (...)
Krzysztof Ciuba
647-233-5598
PS Czy pani redaktor "Gazety" to ta sama co na liście Wildsteina?
Od redakcji: Panie Krzysztofie, p. Bonikowska publikuje w "Gazecie"
i tam należałoby skierować Pana uwagi. Owszem, to przykre, że są ludzie,
którzy powielają propagandowe kalki i "z góry" wszystko lepiej wiedzą.
Jeśli zaś chodzi o listę Wildsteina, to, jak to już dawno temu pisaliśmy,
"niejednemu psu Burek", jest to jedynie lista nazwisk, z Pana pytaniem
należałoby się zwrócić do IPN. Być może p. Bonikowska sama już to uczyniła,
korzystając z "przyspieszonej ścieżki".
Publikujemy fragment artykułu p. Bonikowskiej, którego dotyczy
powyższy list.
Z cyklu: Zapiski na gorąco
Liczby nie mają znaczenia, kiedy chodzi o ludzkie tragedie. Koszmar
9/11 pozbawił życia ponad 3 tysiące ludzi, ostatni zamach w Londynie około
50. W dniu, kiedy to piszę, w Iraku samobójca terrorysta pozbawił życia
32 dzieci. To naprawdę nieważne, czy mówimy o kilku czy kilku tysiącach
ludzkich istnień. Życie jest wartością ponad wszystko inne - toczy się
nawet walkę o jego ochronę jeszcze przed poczęciem. Przypomnijmy sobie
dyskusje o Jedwabnem. Przerażający w swojej istocie argument mający rzekomo
obalić potwierdzone jednoznacznie przez IPN tezy Tomasza Grossa polegał
na wytknięciu nieścisłości liczbowej.
Szanowny Panie Redaktorze,
W nrze 27/2005 w odpowiedzi na mój list napisał Pan (cytuję):"
...Polacy jeżdżą bez wiz po całej Europie i chyba tam w pierwszej kolejności
szukają zatrudnienia..." (koniec cytatu).
Jeżeli tak, to skąd tych kilka- lub kilkanaście (?) tysięcy (ponoć,
nikt oczywiście nie zna dokładnej liczby) "nielegalnych" Polaków w Kanadzie?
ZG KPK się tym ponoć zajmuje, pani Izabela też o tym często pisze, Pan
również (kilka miesięcy temu, o ile dobrze pamiętam). I to gdy obywatele
polscy są zmuszeni posiadać wizę do Kanady. A co byłoby, gdyby nie było
wiz?
Dalej, pisze Pan (cytuję): "...Denerwujący jest również sam fakt,
że Polacy wyjeżdżający do Kanady potrzebują wizy, a Kanadyjczycy jadący
do Polski nie" (koniec cytatu). O ile rozumiem Pana, to uważa Pan, że ponieważ
Polska została zmuszona do zniesienia wiz dla obywateli kanadyjskich na
skutek wspólnej polityki wizowej EU, to wg Pana Kanada powinna również
znieść wizy. A to niby dlaczego?
Jak jutro EU przyjmie do swego grona np. Zimbabwe i powie Zimbabwe,
że mają znieść wizy dla obywateli kanadyjskich i amerykańskich, to wobec
powyższego rozumowania Kanada i USA również powinny znieść wizy dla obywateli
Zimbabwe? Czy zgadza się Pan z powyższym?
Mnie denerwowało do niedawna co innego. A mianowicie to, że obywatel
kanadyjski musiał mieć wizę do Polski, ale obywatel Rosji nie. Wyglądało
na to, że Kanadyjczycy (4 do 5 razy bogatsi niż Polacy) pewnie masowo przyjeżdżali
do Polski i pracowali na czarno, zaś Rosjanie (kilkakrotnie biedniejsi
niż Polacy) przyjeżdżali do Polski na wakacje do Krynicy albo Zakopanego
i tylko wydawali pieniądze.
Denerwowało mnie również to, że na początku lat 90. polską wizę
można było dostać "od ręki", tj. w ciągu godziny, zaś później ten okres
się stopniowo wydłużał i ok. roku 1999 doszedł do 7 (a czasem i więcej)
dni.
Zaś jak ostatni raz byłem po wizę w połowie roku 2003, to było
tam ogłoszenie, że: "na wizę w przypadkach nagłych trzeba czekać 72 godziny
i trzeba mieć ze sobą zarezerwowany bilet".
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Szanowny Panie, najwyraźniej denerwują nas różne
rzeczy i chyba nic w tym dziwnego. W stosunkach wizowych powszechnie przyjmuje
się zasadę wzajemności, to jedno, drugie zaś to, że liczba Polaków nielegalnie
pracujących w Kanadzie z pewnością jest mniejsza niż liczba innych nielegalnych
pracowników. Cieszyłbym się, gdyby nasza społeczność rosła w siłę, również
za sprawą legalizacji nielegalnych. Co Pan na to? Patrząc bowiem na kierunki
kanadyjskiej imigracji, można się zacząć drapać po głowie.
***
Panie Andrzeju, bardzo przepraszam za te obsceniczne słowa z
nr 27, które musiał pan usunąć. Tematy niestety są takie, że słowa same
się na język cisną i niekiedy całe teksty można uważać za...! No właśnie,
nie mogę się doliczyć trzech listów z czerwca, czyżby się nie nadawały?
Z mojego notesu i "Wstyd i obrzydzenie", sama prawda, z ust mi
pan to wyjął, żal, że tak nie potrafię.
Zawsze, gdy jestem w kraju, gdy potrzebuję gazety, gadam w sposób
podobny - szukam czegoś mądrego do czytania, ma pani jakąś mądrą prasę?
Jedynie raz w Rawie Mazowieckiej zaproponowano mi "Gazetę Wyborczą", zawsze
"Nasz Dziennik", Wrocław, Warszawa, Częstochowa, wszyscy mają takie właśnie
zdanie.
W czerwcu wysłałem listów multum do gazet i instytucji w sprawie
polskiego obywatela Janusza Rybaka skazanego w Kanadzie na dożywocie. Przed
procesem prokuratura proponowała Januszowi - przyznaj się, dostaniesz 1,5
roku, po procesie, bez udowodnienia winy, dostał dożywocie. Ciekaw jestem,
kto się odezwie. A pisałem do MSZ w W-wie, PiS-u braci Kaczyńskich, "Naszego
Dziennika", Angory, Naszej Polski i kilku jeszcze adresatów. Ciekawe.
Powracam raz jeszcze. Drogi panie Liliental, myślałem, że to
przypadek, teraz już wiem, z czym pan walczy. Prawica pana uwiera? Tu jest
problem, ale czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci, wania
lub śmierdzi, czuć po prostu jak tego pogrzebanego psa i deskę z sękiem
w sławojce. Szkoda fatygi, nie powstrzyma pan tego, czerwoni przegrają.
Prawica chce lustracji, a pan?
W kraju nowy i wspaniały kandydat na Prezydenta popierany przez
SLD i niedorajdy z UW albo PD. Stanowisk piastował wiele, w 1997 gdy powódź
zalała kilka województw, był chyba premierem (?), do tej pory pamiętam
jego urbanowskie stwierdzenie - trzeba było przewidywać i się ubezpieczać,
rząd ma inne sprawy! Cały Cimoszewicz, a jaki do tatusia podobny. Tow.
Kutz film na ten temat nawet "stworzył". "Pułkownik Kwiatkowski", opowieść
o "informacji wojskowej", w uznaniu zasług. Tow. Cimoszewicz w ostatnim
czasie był szefem MSZ. Ja i siostra Janusza Rybaka kilkakrotnie interweniowaliśmy
w sprawie skazanego na dożywocie polskiego obywatela. MSZ wie, i na tym
koniec! Niewiele, bardzo niewiele. W konsulacie za wszystko trzeba płacić,
a gdy jesteś w potrzebie...??? Takiego wspaniałego człowieka próbują wsadzić
na prezydencki stołek, wiedzą, że wychowani w komunistycznych szkołach
Polacy myśleć nie bardzo umieją, pamiętają, co im się podpowie, a resztę
można wybielić. Dzierżawca z Hajnówki musi się podobać. W tej podbramkowej
sytuacji do roboty wzięli się usłużni "dziennikarze", no i co, okazuje
się, że teczkami mogą się posługiwać tylko czerwoni, ostatecznie to ich
dzieło, oni mogą, ale nie komisje! Teraz rozumiem, dlaczego tak nie lubią
Sienkiewicza, Kali to taki czarny-czerwony.
Metodą używaną ostatnio wszędzie dla odwrócenia uwagi od konkretów
są "esteci" popularnie homoseksualiści (wykreślono słowo obsceniczne -
red.). Oni też uwierzyli, ulegli namowom i wyszli na ulice, stali się NADMIERNIE
WIDOCZNI. Ale powinni zastanowić się, po co? W czyim to interesie? Komu
służy ta wasza widoczność??? W Izraelu, chlubie demokracji, te właśnie
parady próbowano rozpędzić azotoksem, ale okazało się, że na ten szczep
to środek za słaby, a więc w ruch poszły rytualne noże. W Polsce też padło
kilka kopów (...), a w Edmonton już zaczęła uwierać ustawa C-38, zakotłowało
się w kilku do tej pory spokojnych melinach. Jesteście "panowie" potrzebni
na pierwszą linię i nic więcej, a więc po cichutku do domu i nie wychylać
się. Nie warto.
Po zamachu w Londynie tow. Kwaśniewski współczuje, zaraz zacznie
przepraszać. W Polsce bida aż piszczy, do Iraku wleźliśmy jak do obory,
tylko aby podreperować opinie o Kwaśniewskim i Cimoszewiczu, reklamowana
przez tych panów UE okazała się przegniła od podstaw, wchodzimy w to jak
ostatni do "piramidy". Ta para nieudaczników stara się jeszcze raz przekonać
naród, że są nie do zastąpienia. Słuchać niemiło. Reklamują Cimoszewicza
jako wspaniałego polityka, a ja nie potrafię przypomnieć sobie jakiegokolwiek
sukcesu w tym wykonaniu. Naprawdę nie wiem.
Reasumując: (homoseksualiści) do domu, rozpocząć lustrację, polski
rząd, SLD i PD na Madagaskar!
Sierzputowski Janusz
PS Jak podnieść znaczenie Polonii w społeczeństwie kanadyjskim?
Było dużo gadania, masa złotych myśli i znowu wielkie nic. Po prostu trzeba
coś zrobić, coś zauważalnego i prostego.
Żydzi nie oddają Morela i innych, zbrodniarza porywają i sądzą,
ale wszyscy się z nimi liczą. My gadamy, roztrząsamy, silimy się na wspaniałość.
I co? NIC.
Od redakcji: Panie Januszu, pana listy publikujemy sukcesywnie,
czasem przysyła Pan dwa w tygodniu i wówczas idzie tylko jeden. Dziękujemy
za przemyślenia.
Szanowny Panie Redaktorze
Nazywam się Elżbieta Bielecka.
Całkiem niedawno opublikowali Państwo list mojej matki, poszukującej
mojego brata w Kanadzie.
List ten przesłał Państwu Ojciec Janusz Błażejak
Dotarły do mnie słuchy, że mój brat jest bezdomny i przebywa
gdzieś na terytorium Quebecu.
Poszukiwaniami zajmuje się pewna kobieta ze Stowarzyszenia Polaków
w Kanadzie i to właśnie od niej dostałam wiadomość o Witoldzie.
Myślałam, że serce mi pęknie, jak się dowiedziałam o tym, że
mój brat jest bezdomny, i Bóg mi świadkiem, że zrobię wszystko, żeby go
odnaleźć.
Panie Redaktorze, mam serdeczną prośbę do Pana.
Czy mógłby Pan jeszcze raz opublikować mój list ze szczególnymi
podziękowaniami dla Pani Krystyny F. i Pani Grażyny K. ze Stowarzyszenia
Polaków w Kanadzie?
Także chciałabym również serdecznie podziękować Ojcu Januszowi
Błażejakowi i oczywiście Panu, Panie Redaktorze, za opublikowanie naszego
listu.
Mam również serdeczną prośbę, do każdego człowieka dobrej woli,
któremu nie jest obojętna krzywda ludzka.
Jeżeli ktokolwiek zna mojego ukochanego brata, błagam, niech
da mi znać. Dowiedziałam się, że widziano go około sześciu miesięcy temu,
na terenie Quebecu. Jechał rowerem. Był brudny i zaniedbany.
Pani Grażyna K. powiedziała, że jest geniuszem informatycznym.
Często pracuje u ludzi, nie biorąc od nich pieniędzy, pracuje za jedzenie.
Pani Grażyna pytała się ludzi, u których pracował, czy znają
mojego brata, a oni powiedzieli, że nie, bo się go wstydzili.
Kochani, błagam ponad wszystko, jeśli znacie mojego brata Witolda
Krasuskiego, urodzonego 28 maja 1960 roku w Warszawie, zamieszkałego w
tej chwili na terytorium Quebecu, poinformujcie mnie o tym.
Pragnę zabrać go do domu.
Kocham go najbardziej na świecie bez względu na to, kim teraz
jest. Dla mnie jest wszystkim, jest moim ukochanym bratem.
Serdeczne Bóg zapłać wszystkim, którzy pomodlą się za mojego
brata, po odczytaniu tego listu.
Podaję swoje dane, na wszelki wypadek dla tych, którzy chcieliby
pomóc mi i naszej matce w poszukiwaniu Witolda:
ELŻBIETA BILECKA
UL. BARTŁOMIEJA 7 M 13
02-683 WARSZAWA
TEL. (022) 647-00-50
e-mail: elabiel@acn.waw.pl
elabiel@hotmail.com
Od redakcji: Wierzymy, że brat się odnajdzie.
GONIEC NR 28/2005 (83)
(15-21
lipca 2005)
Szanowny Panie Redaktorze,
Drodzy Czytelnicy
Chciałbym na łamach tej gazety poruszyć dwie odrębne tematycznie
sprawy.
Sprawa pierwsza, jako że dotyczyć będzie niedługo mnie osobiście,
mianowicie płatności w Kanadzie emerytur. Tu właśnie kieruję gorącą prośbę
do pana Andrzeja w moim imieniu, jak i, mam nadzieję, szerokiej rzeszy
Polaków zainteresowanych tym tematem.
Chcielibyśmy uzyskać wiadomość od tzw. źródła, a nie od różnych
niepotwierdzonych opinii poszczególnych ludzi. Wiadomo, że w Kanadzie są
trzy emerytury: pierwsza C.P.P., na którą się opłaca składkę z dopłatą
od pracodawcy, druga - "Old Pension" - wypłacana dopiero po osiągnięciu
wieku emerytalnego, to jest 65 lat, trzecia emerytura - "fabryczna" - jeśli
taka jest w Twoim zakładzie pracy.
Wielu rodaków planuje powrót do Kraju, Polski, po uzyskaniu tych
uprawnień emerytalnych w Kanadzie, ale prawie wszyscy nie są pewni sytuacji,
gdyby wyjechali na stałe do Polski. Które emerytury mają gwarantowane i
w jakiej wysokości? Następnie, gdyby wyjechali czasowo, np. na pół roku
lub więcej miesięcy, to jaką emeryturę uzyskaną uprzednio mają zagwarantowaną,
a może obniżoną w jakimś procencie, dlatego że wyjechali z Kanady. Mając
takie pewne informacje od "źródła", wielu z nas wcześniej może planować
dalszą ewentualną wędrówkę po świecie.
Jeszcze raz bardzo proszę pana redaktora Andrzeja o zamieszczenie
w jego gazecie tych informacji - z góry bardzo dziękujemy.
Drugą oddzielną sprawę chciałbym poruszyć, a mianowicie bardzo
szeroko ostatnio nagłośniona sprawa tak zwanych teczek, agentur itp. Robi
się z tego powodu wielki szum, wymienia się poszczególne nazwiska, narażając
niejednokrotnie niewinnych ludzi na szykany, bo ten podpisał lojalkę, a
za tamtego podpisał oficer reżymu, no i wygląda na to, że społeczeństwo
się tym problemem bardzo przejęło i zaraz ruszy budować szubienice.
Ja myślę, że całą tą sprawą kierują diabelskie siły, które chcą
tak naprawdę całą prawdę przewrócić do góry nogami. Pamiętamy, jak kiedyś
w Polsce, żeby kupić, legalnie "załatwić" worek cementu na remont komina
w domu, trzeba było pisać prośbę-podanie do urzędu miasta i tam decydenci
robili, co chcieli. Jak zgłosił się zwykły chłopak, to mu dali na odczepnego
albo niekiedy nie, ale jak przyszedł z taką prośbą duchowny, to od razu
jego podanie było kierowane do pana porucznika, który był "duchowym" opiekunem
tego urzędu, no i zaczęło się nagabywanie, oczywiście opisane w raporcie
złożonym do pana majora lub pułkownika, że się ma rybkę.
Tak rosły teczki jak grzyby po deszczu. Były na pewno donosy
złowrogie, nieprzyjazne drugiemu człowiekowi w tonie - "uważaj, bo cię
załatwię". W tych różnych złożonych sytuacjach powstawały teczki prawdy
i nieprawdy. Według mnie, to powinno się zabrać najpierw do list komunistycznych
decydentów, to jest: wojewodów, wszystkich sekretarzy komitetów PZPR, którzy
byli głównych motorem robienia złej roboty przez młodych oficerów SB, którzy
poszli do tej pracy, bo tam dostali mieszkanie i lepiej płatną pracę. Wielu
młodych nauczycieli zgodziło się tam pracować i takie później były skutki
prania ich młodych mózgów; niekiedy zrobiono z nich nieludzkich "bydlaków".
Powinno się zabrać do d... wszystkim wyższym oficerom naczelnikom
komend SB, bo oni zmuszali w sposób nieludzki ludzi, którzy niekiedy mieli
do wyboru być albo nie być. To im powinno się wydać rządowe dekrety pozbawienia
całego majątku, mieszkań, tak jak oni to robili kiedyś. Niech oni zmuszeni
byliby łazić po śmietnikach i szukać kawałka chleba, jak to czyni wielu
niewinnych biednych Polaków.
Dzisiaj ci wszyscy decydenci się z nas śmieją, żyją na dobrych
emeryturach, a jak wiemy, czerpią ekstra pieniądze z majątku narodowego
przy poparciu takich drani, zdrajców narodu i całego świata, jak Michnik
i Wałęsa i inni.
Mam nadzieję, że wielu z Państwa się ze mną zgodzi, a może i
nie.
Z poważaniem
Jan (nazwisko do wiad. red.)
Od redakcji: Szanowny Panie, emeryturami niedługo się zajmiemy,
jeśli chodzi o teczki, to tak, ma pan rację, najpierw należałoby "puknąć"
wszystkich esbeków i tym podobną swołocz, np. odbierając im emerytury.
P. Andrzeju!
Piszę tych parę zdań, bo skłoniła mnie sonda przeprowadzona na
temat "K. Homolki". Jest jedno "ale". Po co Kanada się zastanawia, gdzie
Jaśnie Pani będzie mieszkać, a zgodnie z Konstytucją Kanady osoby, które
popełniły zbrodnie przeciw osobom trzecim itp., są deportowane do ojczystego
kraju. W przypadku Homolki i jej rodziny to Czechy, gdyż ona jest Czeszką.
Pozbawia się obywatelstwa i problem z głowy, no nie?!
Pozdrawiam
Olechowski Jan z Kanady
Od redakcji: Szanowny Panie, z tego co wiem, Homolka urodziła
się w Kanadzie i jest nie do ruszenia. No, chyba że ma Pan na myśli
utworzenie jakiejś egzotycznej kolonii karnej...
Trzecia osoba drugiej
Mnie również obraża szanowny autor sposobem rozumowania mego
ostatniego listu, posądzając mnie o personalną zniewagę. Wydawanie opinii
o rzekomym podrywaniu godności pańskiej osobowości przeze mnie jest nielogicznym
zrozumieniem mojego listu.
Cytuję moje zdanie z poprzedniego listu: "Wkradają się na łamy
Gońca tzw. warchoły". Szanowny autor twierdzi, że oczerniam jego personalia.
Nie mając tego na myśli, używam określenia w liczbie mnogiej, a nie pojedynczej
(warchoł). Jak można określać autora, który jest liczbą pojedynczą, mianem
znajdującym się w liczbie mnogiej. Jest to niemożliwością logiczną, więc
nie dotyczy to osobowości autora, lecz produktu jego pióra, i to jest całkiem
inną sprawą. Określenia mojego nie można nazwać atakiem na pańską osobowość.
Dla określenia warcholstwa potrzeba wymienić cały wachlarz synonimów, jak:
sianie niezgody, wywoływanie zwady, celowe robienie zamieszania itp. Warchoły
mogą być osobowe i bezosobowe, które próbujemy zwalczać. Personalia autora
są daleko od mego ataku. Po pierwsze znajomość moja pańskiej osoby jest
równa zeru, po drugie atak na osobowość nie pokrywa się z celem mego listu.
Atakiem było to, co wyszło spod pana pióra, maszyny do pisania
czy komputera. Jeśli chodzi o synonim, rozumiem dobrze, że kolekcjonerstwo
i kolektorstwo są to określenia nadrzędnego pojęcia w rozmiarach szerszych.
Tym nadrzędnym pojęciem jest "zbieractwo", a przynależni członkowie są
"zbieraczami". Kolekcjonerzy i kolektorzy są zbieraczami w grupie dużo
obszerniejszej. Są zbieracze kartofli, owoców, warzyw, śmieci i wiele innych.
Kolektorzy wykonują swe obowiązki w urzędach państwowych (Revenue), kolektując
podatki różnej branży. Inne instytucje: charytatywne, religijne, kolektują
datki w oparciu o zezwolenie wydane na ten cel przez urząd państwowy.
Kolekcjonerzy, to ludzie uprawiający swoje hobby - kolekcjonując
zabytkowe przedmioty, obrazy, rzeźby, z których ciekawe zbiory często trafiają
do muzeum. Nie wyobrażam sobie zamiany tytułu filmu "Kolekcjoner motyli"
na "Kolektor motyli". Jeżeli szanowny autor listu chce kolekcjonować
śmiecie i fascynować się tym zbiorem, nic nie stoi na przeszkodzie, ja
wolę je pozbierać i wrzucić do kosza na śmiecie.
PS
W mojej odpowiedzi nie znajdzie szanowny autor listu jednej wzmianki,
w której skierowany jest palec wskazujący na pańską osobowość, by nazywać
ją po imieniu. Natomiast wolno mi krytykować pańskie czyny, opinie, komentarze,
rozwiązania i porównywania. Czyni podobnie cały świat w stosunku nawet
do swoich liderów.
Kończąc, życzę z całego serca powodzenia w życiu osobistym i
zawodowym. Na tym kończymy naszą polemikę.
III osoba
Od redakcji: Panowie, no właśnie, chyba czas zakończyć tę polemikę!
Szanowny Panie J.K.
Z przykrością muszę stwierdzić, że jest Pan niekonsekwentny w
tym, co Pan napisał w dwóch kolejnych listach.
Cytuję: "Zastanawiam się, dlaczego panowie Niemczyk i Gruszczyński
uważają, że wizy do Kanady dla obywateli polskich powinny być zlikwidowane.
Chyba tylko po to, żeby było WIĘCEJ nielegalnych?". Jak to, przecież według
Pana teraz jest już lepiej, skąd więc te tłumy nielegalnych przybyszów?
Czyżby to mur berliński rzeczywiście stanowił barierę emigracyjną lub też
raczej ją ułatwiał?
Sam Pan napisał, że w okresie lat 80. wyjechało z Polski ok.
2 mln ludzi, a przecież wówczas mur ten stał, i to całkiem dobrze stał.
Jakoś tak dziwnie się stało, że gdy się przewrócił, zastąpił go mur obojętności
takich ludzi jak Pan, którzy uważają, że Polacy to Naród drugiej kategorii
nie mający prawa do korzystania z rzekomej wolności. Każdy, kto choć trochę
czasu spędził na Zachodzie, ma świadomość tego, że wolność jest sprawą
względną i najczęściej jest funkcją zawartości portfela.
Po tych kilku zdaniach polemiki odsyłam Pana ponownie do mojego
pierwszego tekstu i wyszukanie w nim dowodów na moje poparcie dla komuny.
Społeczeństwo obywatelskie i komuna to dwie różne sprawy. Jeżeli dla Pana
to to samo, to muszę Pana wyprowadzić z błędu. Otóż, System Praworządności
Obywatelskiej łatwiej było budować przed rozszabrowaniem Polski niż obecnie.
Taka była intencja tekstu napisanego przeze mnie. Jeżeli zrozumiał ją Pan
opatrznie, nie mam na to wpływu.
Pozdrawiam
Stefan Caputa
Od redakcji: Dziękujemy za polemikę.
Uwaga, warto posłuchać
W sobotę, 16 lipca, o 18.10 w TV Trwam oraz w Rozm. Niedok. o
21.35
będzie Iza Falzmann z tematem rabunku (aktualnego ) przez oficerów
FOZZ w Warszawie i Konstancinie.
Stąd prośby:
- ew. słuchać i próbować się dodzwonić z JOW.
- ważniejsza: zawiadomić przyjaciół za granicą o tym, bo im łatwiej
się
dodzwonić.
- i trzecia - zawiadomić tych, których "polityka nie interesuje".
Pozdrawiam Mirosław Dakowski
Od redakcji: Niniejszym zawiadamiamy.
***
Nie potrafię nic nie powiedzieć, muszę się ustosunkować. "Śmierć
latarnika" (?) długi, pełen przemądrzałych "sentencji" tekst, sprawy proste,
normalne, przerabiane pod dyktando Michnika i towarzyszy. Nobel Skłodowskiej?
Sienkiewicz i Reymont w innej byli sytuacji? W tym momencie mamy aż trzy
kandydatki (radość wielka), ja też uważam, że dwie POWINNY wyjechać na
stałe. Podzielam zdanie. Aparactwo nie potrafiące Polską kierować, promują
wyjazdy młodych, a może gdyby właśnie oni wyjechali, byłoby lepiej? Balcerowicz,
Michnik, Cimoszewicz, Kwaśniewski, Wałęsa, komuniści i homoniepewni
powinni wyjechać, banicja za nieudolność i przekręty.
List p. Stefana Caputa, Gomułka uczciwy? W 1948 ukradziono majątek
prywatnym właścicielom, przez kilka jeszcze lat, siłą rozpędu, jakoś się
wszystko toczyło, ale im dalej tym gorzej. Powrót do rzeczywistości przedwojennej,
na pewno, do komunizmu Gomułki? Niech pan wraca sam.
W "Gazecie" pod dyktando Wyborczej pan Liliental walczy z polskim
"szowinizmem", ale nie wspomina, że braciszek Michnika nie przeprosił,
Morel bez przeprosin uciekł, za Katyń przeprosić nie ma komu. O czym pan
wypisuje? Walczyć trzeba z przekrętami i złodziejstwem, wady mają wszyscy,
a Polacy nie są "narodem wybranym".
Wyciera pan sobie twarzyczkę p. Kobylańskim, to przede wszystkim
antykomunista, to źle? Osoby przez pana krytykowane to nie chorągiewki
uczulone na liberalne tchnienia, to są LUDZIE prawdziwi. Nie wypisują o
polskich obozach i mają wiele innych zalet w porównaniu. Kto Polskę za
coś przeprosił? Nie mają powodu? To tylko my jesteśmy winni i musimy przepraszać?
A za co? To, że Kwaśniewski wkoło wszystkich przeprasza? Może ma za co?
Ja się winny nie czuję, innych teraz denerwuje.
Za Polaków trzeba się wstydzić, tyle razy pozwolili się komuchom
(...). Wielki błąd.
Janusz Sierzputowski
Od redakcji: Szanowny Panie, część Pana listu dotyczy
wypowiedzi nie zamieszczanych na naszych łamach, do których nasi Czytelnicy
nie mogą się odnieść, może lepiej kierować je bezpośrednio do osób zainteresowanych.
GONIEC NR 27/2005 (82)
(8-14
lipca 2005)
Do szanownego pana/pani w osobie trzeciej...
1. Nazwanie mnie (bo tylko mnie pan/pani wymienia) warchołem
jest obraźliwe. W tym kraju jest to insult. Dlaczego mnie pan/pani
obraża?
2. Zarzucając mi anonimowość sam/sama podpisuje się anonimem.
Adres internetowy nie jest anonimem, bo można na ten adres napisać i przesłać
swoje zbawienne pouczenie.
3. Jeśli nie ufamy polonistom piszącym słownik, to komu?
4. Słowa kolektorzy i kolekcjonerzy są synonimami, a więc można
ich w wielu wypadkach używać zamiennie.
5. Znalazł się obrońca pana redaktora i GOŃCA, tylko troszkę
złośliwy i arogancki. To, czy zamieszczać list czytelnika, czy nie zamieścić,
zostawmy redaktorowi, panu A. Kumorowi.
Osoba II
Od redakcji: Pytania przekazujemy Osobie III.
Wizy raz jeszcze
Szanowny Panie Redaktorze, tydzień temu w "Trybunie Czytelników"
pan Janusz Niemczyk pisze m.in.: (cytuję) "Jest jednak kilka problemów
do załatwienia. Jednym z nich, na przykład, jest sprawa zlikwidowania wiz
do Kanady, czy też zalegalizowania pobytu nielegalnych" (koniec cytatu).
Zaś w dzisiejszym "Gońcu" z 1 lipca 2005 w listach do Redakcji
pan Zbigniew Gruszczyński pisze m.in.: (cytuję) "Wciąż Polacy w Polsce
muszą przechodzić upokarzający proces starania się o wizę" (koniec cytatu).
Zastanawiam się, dlaczego panowie Niemczyk i Gruszczyński uważają,
że wizy do Kanady dla obywateli polskich powinny być zlikwidowane. Chyba
tylko po to, żeby było WIĘCEJ nielegalnych? Jeżeli zlikwidować wizy dla
Polaków, to dlaczego nie zlikwidować również wiz dla obywateli np. Indii,
Malezji, Afganistanu i innych, żeby podać tylko kilka przykładów.
Wiza jest sposobem regulowania/kontroli wjazdu do danego kraju
(jakiegokolwiek, nie tylko Kanady). Dlaczego obywatele polscy muszą mieć
wizę do Kanady/USA/Australii i wielu innych krajów?? Ano dlatego, że w
Polsce jest bardzo duże bezrobocie i bardzo wielu Polaków w sondażach deklaruje
chęć wyjazdu z Polski na stałe.
Na przestrzeni kilku ostatnich lat kolejni amerykańscy konsulowie
w Warszawie, jak również kilkakrotnie różni wysocy urzędnicy amerykańskiego
Departamentu Stanu w Waszyngtonie, podawali statystyki mówiące, że od 30
do 40% podań o wizę amerykańską w Warszawie jest odrzucanych. Dlaczego?
Bo konsulowie z rozmowy z kandydatem wnioskują, że ma on prawdopodobnie
chęć zostania na stałe w Stanach. Podejrzewam, że podobnie jest, jeżeli
chodzi o konsulat kanadyjski w Warszawie.
A skąd się biorą ci "nielegalni"? Ano właśnie - "turyści", którzy
po wygaśnięciu wizy nie wrócili do Polski. A ilu byłoby tych "nielegalnych",
gdyby Kanada zniosła wizy dla obywateli polskich?
Przypuszczam, że panowie Niemczyk i Gruszczyński mają kontrolę
nad tym, kto wchodzi do ich własnych domów - chyba nie każdego z ulicy
wpuszczają do siebie. Czyli też stosują "politykę wizową", chociaż formalnie
to się tak nie nazywa.
Panowie Niemczyk, Gruszczyński i inni - CZY TO TAK TRUDNO ZROZUMIEĆ??
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Panie J.K. Polacy jeżdżą bez wiz po całej Europie
i chyba tam w pierwszej kolejności szukają zatrudnienia, chociażby dlatego,
że bliżej domu. Denerwujący jest również sam fakt, że Polacy wyjeżdżający
do Kanady potrzebują wizy, a Kanadyjczycy jadący do Polski nie.
List pana Stefana Caputy i odpowiedź pana Kumora
W "Gońcu" 1 lipca 2005 pan Caputa pisze m.in.: (cytuję) "Do dziś
pamiętam, jak po raz pierwszy próbowano ten dobrze prosperujący kraj rozparcelować,
posługując się tym razem studentami - studencki Marzec 1968. Będąc wówczas
studentem, obserwowałem to wszystko, nie bardzo wiedząc, o co w tym wszystkim
chodziło. Dzisiaj wiem. Chodziło tam o nic innego, jak zburzenie istniejącego
systemu społeczno-politycznego, bezklasowego społeczeństwa, które nad podziw
dobrze funkcjonowało i stanowiło zagrożenie dla świata kapitalistycznego,
bo mogło się implantować na inne kraje" (koniec cytatu).
Wydaje mi się, że pan Caputa nie ma zielonego pojęcia, o czym
pisze. Marzec 1968 nie był wcale próbą "zburzenia istniejącego systemu
społeczno-politycznego". Chodziło jedynie o próbę przejęcia władzy od grupy
skupionej wokół Gomułki-despoty przez grupę "partyzantów" skupiona wokół
herszta Mieczysława Moczara - tyrana (zdaje się z pochodzenia Rosjanina),
ówczesnego szefa MSW i Bezpieki. Studenci byli jedynie nic niewiedzącymi
pionkami w tej grze. Opisał to doskonale zresztą pan Jan Nowak-Jeziorański
w swojej książce "Polska z oddali". Sam pamiętam, jak niektórzy "towarzysze"
nieoficjalnie wśród ludzi rozpuszczali powiedzonko: "kto nie z Mieciem,
tego zmieciem".
Z resztą poglądów pana Caputy, jak np. "bezklasowego społeczeństwa,
które nad podziw dobrze funkcjonowało i stanowiło zagrożenie dla świata
kapitalistycznego", albo "Klasa robotnicza szeroko pojęta była właścicielką
majątku uspołecznionego i nie musiała się obawiać o brak środków egzystencji",
nie warto nawet polemizować.
Pytanie do panów Caputy i Kumora - jeżeli w tzw. obozie socjalistycznym
było tak dobrze, to dlaczego istniał mur berliński, pola minowe, zasieki
z drutu kolczastego pod wysokim napięciem (jak w Auschwitz), strażnicy
strzelający do uciekinierów ze Wschodu etc. Dlaczego tak trudno, że aż
prawie niemożliwe było wyjechać na ten tzw. zgniły Zachód?
A dlaczego w samych latach 80., gdy w pewnych okresach było ciut
łatwiej wyjechać, dlaczego wówczas wyjechało z Polski ok. 1,5 do 2 mln
ludzi (dokładnych danych zdaje się nikt nie ma). Sam pan Kumor wyjechał
z Polski zdaje się w roku 1989. Dlaczego?
Szanowni Panowie już zapomnieli o tym? Jeżeli tak, to z waszą
pamięcią jest coś nie tak - albo macie bardzo "wybiórczą" pamięć.
Pozdrawiam,
J.K.
Od redakcji: Szanowny Panie, chodziło mi o to, że pod koniec
lat 60. Polska była niezadłużona, niezdewastowana i nierozkradziona, słowem,
wówczas mieliśmy lepszy punkt wyjścia... jeśli zaś chodzi o mój stosunek
do komunizmu, to odsyłam do moich tekstów. Pozdrawiam serdecznie A.K.
Dotyczy gejów i prostytutek
Wszyscy zajmujący się tą problematyką już na wstępie swoich wywodów
starają się kategorycznie stwierdzić, że człowiek o takich "predyspozycjach"
jest całkowicie "normalnym osobnikiem" i zdrowym psychicznie, który może
nawet adoptować dzieci i je wychowywać. Takie myślenie i rozumowanie nie
odbiega w niczym od rozumowania tych jednostek całkowicie zdegenerowanych,
które takie poglądy i tezy permanentnie propagują. Określenie "pederasta"
albo inteligentnie "gej" już przez to określenie wskazuje na jednostkę
o bardzo poważnej chorobie psychicznej, wymagającej natychmiastowej i wielokierunkowej
hospitalizacji i stanowiącej nieobliczalne zagrożenie dla współczesnego
człowieka.
To samo odnosi się do płci przeciwnej określanej mianem prostytutki,
hure itd.
Działalność i egzystencja człowieka (mężczyzny i kobiety) została
określona bardzo dokładnie i precyzyjnie przez Stwórcę (we wszystkich religiach),
która nie podlega żadnym i nawet najdrobniejszym weryfikacjom. Tak stanowi
DEKALOG: państwa, które dokonały legalizacji ważności czynności prawnych
przez ww. osoby, zalegalizowały niejako, jako legalną przestępczą działalność
tych osób na płaszczyźnie seksu.
Agat 111
Od redakcji: Do początku lat 70. i w latach 70. leczono homoseksualizm.
Jest wiele przypadków uleczonych osób.
***
Można by było pisać dużo i mądrze na temat homoidiotów i innego
tatałajstwa, przy okazji o postawie w tym temacie "polityków" maści świńskiej,
ale nie warto.
Jak mówił jeden komunistyczny przywódca - to woda na młyn reakcji!
Miał rację, ale potem wzrok mu się gwałtownie popsuł i nastał tow. Gierek.
Pomogliśmy!
Mamy, co mamy, biedę, smród i kupę złodziei na najwyższych
szczeblach. Cwaniaki pracujące dla tych sprzedawczyków wiedzą, jak zamotać
społeczeństwu w głowach. Parady, wystawy "Moje życie, moja decyzja", posłuszni
idioci pod rękę maszerują z "panami" co to (...) nikomu nie odmawiają.
I CO? NIC.
Zamieszanie, aby odwrócić uwagę od spraw istotnych, i dlatego
podoba mi się postawa prawicy - wrócimy do tego za trzy miesiące, teraz
są sprawy ważniejsze.
Komunistyczno-liberalno-złodziejska sitwa odwraca uwagę od afer
ORLEN-u, PZU i wielu innych, bo ujawnia się inne, nowe.
Komisje im nie pasują, Antoni Macierewicz z Ruchu Patryjotycznego,
posłowie z PiS, LPR nie dają spokoju, wywlekają brudy, a przez lata nazbierało
się tego. Dziwne, że strasznie ujadają na Kaczyńskich, Radio Maryja im
przeszkadza, muszą się czegoś bardzo bać, dopóki się kradnie, to wszystko
w porządku, ale sprawiedliwość nierychliwa, ale przychodzi, trzeba odpowiedzieć,
odpokutować.
A więc, nie można wychodzić z założenia, że - kradną? - niech
kradną, może i dla mnie coś kapnie. To nie jest metoda, czasy PGR-ów
minęły. Czas zrobić porządek, urwać łeb tym "pewnym" (?) siebie patafianom,
rozpędzić i rozliczyć towarzyszy od koryta. Młodzi tylko czekają na sygnał,
nawet i mądry przywódca się znajdzie, a że będzie kilka ofiar, no cóż,
to nie tylko u nas normalne. Rozgonić sitwę w Polsce, w UE teraz przydałoby
się trochę świeżego powietrza. Czekać nie ma co, nikt za nas tego nie zrobi,
a może poczekamy na Robin Hooda lub innego Zorro?
Sierzputowski Janusz
Od redakcji: Panie Januszu, na siłę nie jest tak łatwo, jak
by się wydawało na pierwszy rzut oka. Z Pana tekstu usunęliśmy dwa obsceniczne
słowa.
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|