Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 03 sierpień 2012 19:02

Raport z Państwa Środka: Hurtownie w Chinach

Zakupy

Każde miasto w Chinach posiada minimum jeden kompleks handlowy, w którym znajdują się sklepy-hurtownie. Dla klientów indywidualnych oferowane są produkty w cenach detalicznych, zaś dla osób, które prowadzą działalność handlową i kupują w ilościach hurtowych, ceny są odpowiednio niższe. Kompleksy takie to zazwyczaj kilka wielkich domów towarowych znajdujących się obok siebie, wewnątrz których w boksach prezentowane są towary, a na dalszych zapleczach mieszczą się małe magazyny (duże są poza kompleksem). Boksy-hurtownie nie są specjalnie piękne, tak aby nie ponosić niepotrzebnych kosztów, które w konsekwencji odbiłyby się na cenach towarów. Hurtownie usytuowane są według branż, więc chcąc kupić konkretne artykuły, udajemy się do konkretnego budynku na konkretne piętro. Oprócz działalności handlowej w takich miejscach rozbudowana jest też cała niezbędna infrastruktura, tj. firmy transportowe, logistyczne, celne, usługi gastronomiczne i hotelowe.
W Tianjinie, mieście, w którym ja mieszkam, miejscem takim jest Da Hu Tong. Położony na obrzeżach centrum i bardzo dobrze skomunikowany z innymi dzielnicami. Bardzo dobrze rozwinięty z dużą gamą towarów stanowi centrum handlowe dla ponad 12-milionowej aglomeracji i nie tylko. Samo usytuowanie miasta nad Morzem Żółtym daje duży atut w postaci portu morskiego oraz rozwiniętej tradycji handlu zagranicznego.

Papierosy
Zakaz palenia obowiązuje w taksówkach, biurach, autobusach itd. Już od dawna w Chinach istnieją zakazy, ale przepisy przepisami, a życie życiem. W Chinach pali się prawie wszędzie i żaden przepis tego z dnia na dzień nie zmieni. Widziałem już palących w McDonaldzie, autobusie (sam paliłem) czy przy kasie w markecie (to był znany nam dobrze Carrefour). Oczywiście pali się w takich miejscach bardzo rzadko i tak aby nie uprzykrzać życia innym osobom w pobliżu. Rozmawiałem również dziś z Chińczykami na temat tego zakazu i mają go głęboko gdzieś i w ogóle nikogo to nie interesuje. Kraj wolnych ludzi.
Jak już jesteśmy przy temacie papierosów, to na koniec jeszcze wspomnę, że za najniższą pensję Chińczyk może kupić sobie 500 paczek papierosów, najtańszych rzecz jasna.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Reportaże
piątek, 27 lipiec 2012 16:39

Raport z państwa środka: życie

Jeżeli przyjąć, że życie to ruch, aktywność, nieustanna zmienność barw, obrazów, zapachów oraz dźwięków, to możemy powiedzieć, że dzisiejsze Chiny tętnią życiem na całego. Na ulicach czy to noc, czy dzień zawsze jest gwarno. Za dnia korki i nieustanne trąbienie, wieczorem za to hałaśliwe towarzystwo w knajpach, które to nigdy nie narzekają na brak klientów. Kraj się rozwija, krąży żywa gotówka (!), ludzie, nieograniczeni przez unijne przepisy, wydają i zarabiają pieniądze. Zarabiają jak się da, od wielkich biznesów do ulicznego handlu i usług (u nas to już dawno zakazane!). Wszędzie migają neony reklam, których zadaniem jest wabić potencjalnych klientów. Czy to wieś, czy duże miasto jak chcesz iść na masaż o 2 w nocy, to idziesz i jest otwarte, jak chcesz coś zjeść, to jest knajp cała masa (tanio!), jak chcesz kupić garnek, to o 2 w nocy też może się to udać. Wieczorową porą tańce na ulicach, a w dyskotekach zawsze tłumy, i to od poniedziałku do poniedziałku – zawsze jest gdzie iść. Budowa goni budowę, i to na trzy zmiany.


Trochę to wszystko inne od naszej polskiej rzeczywistości. Małe miasteczka, jak i dzielnice dużych miast (poza centrum) w Polsce to wieczorem miasta widma.


W czasach globalizacji jednak pewne zwyczaje, modele czy rozwiązania są na świecie wszędzie takie same. Wchodząc właśnie do chińskiego supermarketu, możemy zobaczyć dowód na powyższe stwierdzenie. Sposób eksponowania towarów, ustawienie kas, koszyków nie różni się niczym od naszych odpowiedników w Polsce. Ponadto ochrona, dziewczyny rozdające promocyjne próbki produktów, karty lojalnościowe na punkty czy osobne regały z egzotycznym jedzeniem (w tym wypadku europejskim) to norma w Chinach, jak i w Polsce. I ja również, czy to jestem w Polsce, czy w Chinach, mam wobec takich miejsc identyczne odczucie, unikam chodzenia tam. Kolejka przy kasie, płatna reklamówka i świadomość, że moje pieniądze trafią do tych, co już mają tych pieniędzy w nadmiarze, jest wystarczającym powodem. Ja mam alternatywę kupować na targowiskach, w małych sklepach czy na ulicznych straganach bezpośrednio od właściciela, nieuwikłanego w żadne sieciowe "Żabki" czy inne "Biedronki". Czy w Polsce są jeszcze takie miejsca?


W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Reportaże
piątek, 20 lipiec 2012 20:14

Raport z Państwa Środka: Kanony piękna

Chińskie kanony piękna różnią się nieco od europejskich i wiele spośród naszych kompleksów po wyjeździe do Azji może nie tyle co przestać istnieć, ale nawet stać się cechami pozytywnymi.


Najbardziej chyba dostrzegalną różnicę stanowi podejście do wyglądu skóry. O ile w Europie cenimy opaleniznę, to w Chinach jest ona przejawem "brzydoty" oraz także świadczy o niskim statusie społecznym opalonego. Chińczycy tłumaczą to tym, że osoba, która jest blada, pracuje w biurze i nie jest narażona na promieniowanie słoneczne w przeciwieństwie do ludzi, których praca związana jest z częstym kontaktem ze słońcem, czyli np.: rolników czy budowlańców. Trudno nam to do końca zrozumieć, bo niejeden rolnik u nas ma więcej niż byle biuralista już przez samo to, że ma ziemię, oborę, dom itd. Na dodatek co by powiedzieć o ludziach, którzy pracują w halach lub kopalniach – też ich słońce nie muska, a urzędnikami czy biznesmenami nie są. Tak czy inaczej, w Chinach w odniesieniu do skóry blade (białe) znaczy ładne, a ciemne (brązowe) brzydkie. W konsekwencji tego stereotypu na półkach z kosmetykami mamy całą gamę kremów z dodatkiem środka wybielającego, a panie w czasie lata noszą małe parasolki, które chronią je przed słońcem. Nie muszę już chyba dodawać, że coś takiego jak salony solarium po prostu nie istnieje.

Jeżeli chodzi o płeć brzydką, tu również widzimy duże różnice pomiędzy Polską a Chinami. Po pierwsze, bardzo rzadko możemy spotkać w Chinach ogolonych na łyso i napakowanych dżentelmenów. Z reguły panowie starają się nosić bujne czupryny i są dość szczupli. W ubiorze nie mają jakichś sztywnych reguł i białe skarpetki do garnituru jak najbardziej wdziewają.


Mają za to inne ważne elementy świadczące zarówno o wyglądzie, jak i o statusie. Takimi elementami są zegarek oraz złoty łańcuch w myśl zasady: to co drogie to piękne i warte, żeby to podziwiać. Prócz zegarka oraz złota bardzo ważnym dodatkiem (dla obu płci) jest telefon komórkowy. Ten dodatek to temat na osobny post, ale powiem w skrócie, że powinien być najnowszy model i znana marka.
W myśl zasady, że lubimy to, czego sami nie mamy, Chińczycy zazdroszczą nam białej skóry (moim zdaniem, ich jest bielsza od naszej) oraz "długich pięknych nosów". Jako długonosi (bo w stosunku do Chińczyków każdy nos Europejczyka jest długi) i egzotyczni jesteśmy dla Azjatów z reguły atrakcyjni. Z tego powodu dopóki nie zapominamy, że to nie szata zdobi człowieka, możemy w Chinach czuć się w jakiś tam sposób ponadprzeciętnie atrakcyjni.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Reportaże


Blog Polaka na stałe zamieszkałego w Chinach
Chiny to kraj nad wyraz bezpieczny. Wyjście nocą do parku nie skutkuje niczym więcej jak wyjście za dnia. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w uwarunkowaniach kulturowych, a nie w skuteczności działań policji, bo policja jest tu dużo bardziej pobłażliwa niż w Polsce.
    Oczywiście są kieszonkowcy, naciągacze, oszuści, ale nie ma w ogóle przemocy dla samej przemocy, nie ma wandalizmu dla samego wandalizmu. Zjawisko blokersów czy innych tego typu subkultur nie istnieje, po prostu tego nie ma. Przemoc fizyczna jest społecznie napiętnowana już od małego. Osoba, która się do takich metod odwołuje, jest już w wieku dziecięcym wykluczona społecznie przez rówieśników. Prawo nie zakazuje spożywania alkoholu w miejscach publicznych, bo taki problem nie występuje. Chińczycy piją, ale w knajpach, i nie wiedzieć czemu, nie upijają się. Wygląda to tak, że na stole stoi pół litra wódki na 5 osób i po wypiciu, ewentualnie po piwku jeszcze i do domu. Nie ma bezrobocia, co jest kolejnym powodem, że młodzież nie ma czasu na głupoty. Powiem więcej – dla młodzieży są perspektywy, bo nieważne, gdzie kto się znajduje obecnie, ale każdy ma perspektywy na rozwój oraz na dość szybki awans społeczny, więc widzi sens swojej, dziś jeszcze nisko opłacanej, pracy, bo za rok – dwa będzie lepiej.
    Zachowanie policji jest również bardzo ludzkie. W razie małych incydentów policja wezwana na miejsce zdarzenia nie rzuca ludzi na glebę, ale staje się rozjemcą, czasem odwozi pijanego do domu. Coś na wzór, jak to kiedyś robiła milicja w małych miasteczkach w Polsce. Oczywiście zbrodnie nie uchodzą płazem i za głowę jest głowa.
    Przy okazji opowiem ciekawe i dające dużo do myślenia zdarzenie. Kiedyś przy załatwianiu dokumentów na komisariacie pewna policjantka pochwaliła się, że jest mistrzynią w zawodach strzeleckich. Zapytałem ją, czy używała kiedyś swoich umiejętności w praktyce, na ulicy. Odpowiedź była znacząca: "Chiny to nie Ameryka, tu się do ludzi nie strzela".

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

 

Opublikowano w Reportaże


blogniekradnaBlog Polaka na stałe zamieszkałego w Chinach

Mimo że fotografia sugeruje, że napiszę dziś o jedzeniu ulicznym lub o wolności drobnych "restauratorów", którzy bez żadnego sprzeciwu władz, w tym sanepidu i policji, sprzedają swoje półlegalne kebaby na ulicy, to jednak nie będę się dziś rozpisywał na powyższe tematy. Proszę jednak przyjrzeć się na prawy dolny róg zdjęcia. W wiadrze znajduje się utarg sprzedawcy i nie są to małe pieniądze, bo już na samej górze leży banknot setka, czyli 50 PLN. Co ciekawe, nasz przedsiębiorca jest sam, a ręce jego tłuste od przyrządzania kanapek z posiekanym boczkiem, więc często rolę kasjera pełni klient, informując, ile wrzuca i ile sobie reszty pobiera. Myślę, że w Polsce nie zdałoby to egzaminu, a wiaderko z kasą zniknęłoby bezpowrotnie, a w najlepszym wypadku pieniądze z utargu byłyby regularnie podbierane przez wydających sobie resztę złodziejaszków.
Ten opisany przypadek to nie wyjątek. Widziałem, jak w pewnej knajpie cały utarg leżał w kartonie po butach, i to w miejscu, do którego dostęp miał każdy klient.
Kolejnym przejawem niech będzie przykład komunikacji miejskiej, gdzie często spotkamy w autobusach duże skarbonki, do których wsiadający wrzucają pieniądze. Jako że w Chinach jest reguła, że do autobusu wchodzimy przednimi drzwiami, a wychodzimy tylnymi, skarbonka zamontowana jest przy przednim wejściu. Jednak gdy autobus napchany jest po brzegi, każdy wsiada, którymi drzwiami się da, a następnie podaje pasażerom odliczoną kwotę, aby dotarła do skarbonki z przodu. Pieniądze są podawane z rąk do rąk i nigdy nie giną. Pasażerowie, którzy wsiadają z tyłu, czują się w obowiązku przekazania pieniędzy za przejazd i nie kombinują, jak by tu nie zapłacić.
Oczywiście zjawisko kradzieży istnieje, ale jest marginalne i zaplanowane. Tu okazja raczej nie czyni złodzieja, ale tak czy inaczej pilnować się trzeba.

Ruch uliczny
Ruch uliczny w Chinach jest dość duży i bardzo niepoukładany, jeżeli porównamy go do ruchu ulicznego w Polsce czy innych krajach europejskich. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Chinach nie ma reguł, szczególnie na prowincji lub na obrzeżach dużych miast. Jednak reguły te istnieją, ale są one całkiem inne niż w Europie. Podstawą jest umiejętność chodzenia czy jeżdżenia w tempo. To znaczy, że nie wolno robić żadnych nagłych odskoków czy zmian tras. Chińscy kierowcy nie mają w zwyczaju zatrzymywać się na pasach czy przed innymi przeszkodami, ale w tempo objeżdżają przechodnia lub inny pojazd, więc z góry przewidują naszą pozycję, biorąc pod uwagę nasz ruch jednostajny oraz kierunek i zwrot.
Kolejną różnicą jest również dużo mniejsze przestrzeganie przepisów prawa pisanego i gdzieś tam kawałek pod prąd pojechać, to nic się nie stanie, lepsze to niż jechać parę kilometrów do następnego zjazdu, aby móc nawrócić, jak i również po co stać na czerwonym, skoro nic nie jedzie. Aby być zauważonym przez innych uczestników ruchu, kierowcy w Chinach bezustannie używają klaksonów, a można nawet powiedzieć, że ich nadużywają. Użycie klaksonu ma też nieco inne znaczenie niż w Europie, gdzie zazwyczaj znaczy "jedź baranie", to w Chinach znaczy on "uwaga jadę".
W centrach dużych miast organizacja ruchu ulicznego nie różni się zbytnio od modelu europejskiego, ale jednak pewne różnice są. Oczywiście w Chinach jest dużo bardziej liberalnie.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Opublikowano w Reportaże
piątek, 29 czerwiec 2012 16:39

Raport z Państwa Środka Polacy w Tianjinie

Nie można określić dokładnej liczby Polaków przebywających w Tianjinie, ponieważ jest to grupa bardzo płynna a co za tym idzie, też i niezintegrowana. Mimo to jest tu pewna grupa osób, które osiadły tu na dłużej lub nawet na stałe. Jednak z powodu małej liczebności oraz braku polskich placówek dyplomatycznych w mieście, życie Polonii w sensie, jakim znamy z innych krajów czy choćby z Pekinu, praktycznie nie istnieje.


Polacy, którzy przebywają tu na dłuższy okres, są to z reguły studenci, nauczyciele, pracownicy zachodnich koncernów, których cała masa przedstawicielstw mieści się w rozsianych na obrzeżach miasta strefach ekonomicznych. Jako że Tianjin to również ogromny port morski, a co za tym idzie, posiadający też bardzo rozwinięty przemysł stoczniowy, na ulicach portowej dzielnicy Tanggu udało mi się spotkać Polaków, którzy zostali przysłani do nadzorowania budowanych statków, zamówionych dla Polskiej Żeglugi Morskiej. Wspomnę jeszcze o koledze, który pracuje tutaj dla ogromnej firmy importującej mięso do Chin z całego świata. Osoby, o których możemy powiedzieć, że przebywają w Tianjinie na krótki okres, są to, jak można się łatwo domyślić, turyści. Oprócz turystów wyróżnić możemy marynarzy, których to statki zawinęły do tutejszego portu, delegacje biznesowe, delegacje szczebla politycznego (Tianjin oraz Łódź to miasta partnerskie). Wyjątkową i stosunkowo liczną grupę stanowią Polacy, którzy przyjechali do Tianjinu z powodu choroby. Sława w leczeniu raka przez tutejszy szpital dotarła nad Wisłę i często stanowi jedyną alternatywę dla chorych, którzy dość licznie wraz z osobami towarzyszącymi przyjeżdżają do Tianjinu.
Nie mam na to żadnych danych ale z obserwacji wnioskuje, że w danym momencie na terenie Tianjin może przebywać od 30 do 50 naszych rodaków.


Wszystkich tych, którzy mają w planach odwiedzić Chiny na krótki okres, a także i tych, którzy szukają swojego miejsca w Chinach na dłużej, gorąco zapraszam.

Imigracja do Chin
W związku z dynamicznym rozwojem Państwa Środka wzrosło zapotrzebowanie na kontakty międzynarodowe. Wielu obcokrajowców dostrzegło szansę oraz potrzebę wyjazdu do Chin na dłużej. Ze strony chińskiej również wzrosło zapotrzebowanie na obywateli innych państw w Chinach. Rozwój wymiany handlowej, edukacji oraz inwestycje zagraniczne stały się powodem dynamicznego wzrostu liczby obcokrajowców w Chinach. W roku 2011 Chiński Państwowy Urząd Statystyczny podał dane o ich liczbie, która wynosi 593 tys. 832 osoby. I tak, w kolejności możemy rozróżnić wśród nich posiadaczy następujących paszportów:


- Korea Południowa 120.750 osób

- Ameryka Północna 71.493 osoby

- Japonia 66.159 osób

- Birma 39.776 osób

- Wietnam 36.205 osób

- Kanada 19.990 osób

- Francja 15.087 osób

- Indie 15.051 osób

- Niemcy 14.446 osób

- Australia 13.206 osób

- pozostali to razem 181.589 osób


Z obserwacji można wnioskować, że pozostali to Rosjanie, Brytyjczycy oraz obywatele państw afrykańskich, których nie brakuje na ulicach chińskich miast. Mimo że Polaków jest w Chinach coraz więcej, to jednak w odniesieniu do wielkości naszej populacji to wciąż mało. Szacunkowa liczba Polaków na stałe (lub dłuższy okres) zamieszkujących w Chinach to około 1000 osób.
Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Opublikowano w Reportaże
piątek, 22 czerwiec 2012 10:37

Raport z Państwa Środka: Stereotypy

    Zhong Guo – w wolnym tłumaczeniu Państwo Środka i tak właśnie nazywają swoją ojczyznę Chińczycy. I tak też obrazuje to chińska wersja mapy świata, Chiny pośrodku, z lewej Europa i Afryka, a po prawej obie Ameryki. Najstarsza z istniejących cywilizacji z historią ponad pięciu tysięcy lat zna swoją wartość i poczucie dumy narodowej. "Bo my, Chińczycy, to tak i tak, a wy, obcokrajowcy, to inaczej" da się często usłyszeć w rozmowach z Chińczykami, zaznaczyć należy, że nie ma w tym podtekstu nieprzychylności do obcokrajowców, lecz silne podkreślenie swojej wyjątkowości. Wrzuceni do jednego worka, jesteśmy wszyscy tacy sami, a przynajmniej wszyscy Europejczycy, Amerykanie i Australijczycy. Może z wyjątkiem Rosjan, bo to dla Chińczyków oddzielna półka.                   

Mimo tych stereotypów, które również występują po naszej stronie, bo przecież duża część naszego społeczeństwa nie widzi różnicy pomiędzy np. Wietnamczykami a Chińczykami, część Chińczyków zalicza nas do szeroko rozumianego bloku państw postkomunistycznych i to determinuje pryzmat, przez jaki nas widzą. Mało jednak który rozumie pojęcie słowiańszczyzny oraz konsekwencje, jakie niesie to za sobą odnośnie do kultury.

     Własne poczucie wyjątkowości oraz nieznajomość świata zewnętrznego sprawiają często wręcz śmieszne stwierdzenia wypowiadane w luźnych rozmowach przez Chińczyków. Pewnego dnia stojąc w korku, widząc naprzeciw sznur ciężarówek, zapytałem taksówkarza, ile zarabia kierowca takiego TIR-a. Okazało się, że ma od 4 do 6 tysięcy rmb. Ja na to, że taki kierowca może sobie dorobić na lewiznach, jak np. na paliwie. Wyjaśniłem cały proceder "oszustwa", opierając się na czysto polskich doświadczeniach. Wtedy taksówkarz odpowiedział "Ty to znasz Chiny od podszewki". Po kilku zdaniach wyszło, że mój rozmówca miał wizję, że to tylko w Chinach i tylko Chińczycy są na tyle sprytni, aby opracować takie przekręcanie firmy na paliwie, a ja jestem tak obeznany w chińskich sprawach, że znam całą kombinację z lewymi fakturami od znajomego ze stacji włącznie.

      Kolejną śmieszną historią jest to, kiedy często jem surowy ząbek czosnku do jakiegoś dania. Mogę wtedy usłyszeć: "ten jak prawdziwy Chińczyk, je czosnek", lub analogicznie, kiedy jem coś ostrego. Wprost daje się wyczuć, że w świadomości wielu Chińczyków jest, że pewne produkty są zarezerwowane tylko dla nich, a my, biali, znamy tylko cukier. Odnośnie do cukru, którego osobiście nie używam, a słodkich potraw nie lubię. Spotkałem się kilka razy z tym, że Chińczycy częstowali mnie czymś słodkim, mówiąc "Wy, Europejczycy, lubicie jeść na słodko", niestety ja odmawiam takich potraw.

      Jeszcze inne zdarzenie miało miejsce w czasie załatwiania pewnej sprawy, kiedy mówię do mojego znajomego Chińczyka (w żartach): "jak mi to załatwisz, to odpalę Ci działkę", wtedy inni obecni przy rozmowie chórem odpowiedzieli "Adam to już jak typowy Chińczyk". Jak widać, w Chinach nie mamy opinii łapówkarzy.

      A już tak na koniec dopowiem, każdy biały w Chinach zna język angielski perfekt. Dlaczego? No bo przecież jest Amerykaninem. A co jeżeli jest Niemcem? Nic, przecież Niemcy mówią po angielsku.

      Nie należy takich sytuacji brać za bardzo do siebie. Ja staram się tłumaczyć, jak sprawa się ma realnie, i niech świadomość Chińczyków o nas rośnie. Chodzi o to, aby Polacy przebili się przez wszelkie pryzmaty i dali się poznać tacy, jacy naprawdę są, a wtedy sami Chińczycy zobaczą, ile mamy wspólnego z Niemcami, Amerykanami, Francuzami, a ile z nimi, Chińczykami, a naprawdę mamy wiele.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Opublikowano w Reportaże
piątek, 15 czerwiec 2012 11:12

Coraz więcej Polaków w Chinach

Raport z Państwa Środka

Polaków jest w Chinach coraz więcej. Nie mam na to żadnych oficjalnych danych ale daje się to odczuć. Przypadkowe spotkania gdzieś na mieście już nie dziwią. Bardzo to pozytywne bo względem innych europejskich nacji mamy tu w Chinach wiele do nadrobienia. Brak pracy oraz perspektyw nie tylko w Polsce ale i w zachodniej części Europy odbija się właśnie tą migracją do Chin. No bo w sumie gdzie jechać? Do Ameryki? Tylko po co? A wiza? Nie ma sensu.

      Jeżeli chodzi o naszych tutaj to poziom intelektualny naszej Polonii w Chinach jest dużo ponad przeciętną. Póki co nie przyjeżdżają tutaj Ci, którzy za dilerkę są poszukiwani w kraju. Tu by ich szybko pozamiatano. Dobra znajomość angielskiego to tutaj podstawa, chiński jak kto chce. W ogóle zauważyłem, że bardzo mały odsetek obcokrajowców tutaj mówi po chińsku. Powodem tego jest to, że większość obcokrajowców trzyma się razem. Razem mieszkają, razem pracują i razem spędzają wolny czas a to nauce języka chińskiego nie służy ale już w kwestii angielskiego to dobra szkoła.

      Wraz z najazdem obcokrajowców Chiny też zaczynają prowadzić troszkę bardziej restrykcyjną politykę wizową i już coraz mniej przymykają oczy czy to na dokumenty przy składaniu wniosku czy to na to co się tu robi względem jaką się ma wizę. Mimo to cały czas jest tutaj raj w porównaniu do tego jak nasze służby traktują Chińczyków, przyjeżdżających do Polski.

Praca dla tancerek w Chinach

      Jak pisałem w poprzednim poście w Chinach jest coraz więcej Polaków. Wiąże się to również z coraz to szerszym wachlarzem zawodów jakie tu nasi rodacy wykonują. Jedną z takich nowych kategorii są artyści a wśród nich modelki, tancerki i hostessy. Kolejna szansa w Chinach dla osób, które nie zajmują się eksportem-importem, nie są studentami sinologii a chciałby przeżyć ciekawą przygodę oraz oczywiście godziwie zarobić. Pisze, że godziwie bo pensja około 7 tys. złotych miesięcznie (stały kontrakt) a do tego zapewnione wyżywienie i zakwaterowanie to jak na warunki polskie nie najgorzej a to tylko pensja podstawowa bo trafiają się jednorazowe pokazy mody, epizody w filmach czy targi.

      Dużym atutem pracy w Chinach dla tancerek jest bezpieczeństwo oraz tradycyjna kultura, która nakazuje odnoszenie się do kobiet z szacunkiem i nie zezwala na tzw. głupie zagrywki. Osoba która zachowuje się niestosownie jest napiętnowana przez towarzystwo. Mówiły mi o tym zaskoczone taką sytuacją tancerki z Czech, które już tu przyjechały.

      Oczywiście, żaden taniec go go czy tego typu sprawy nie wchodzą w Chinach w grę co może być kolejnym atutem. Na pracę mogą liczyć również panie, które potrafią śpiewać, grupy artystyczne (żonglerzy, kuglarze, połykacze ognia, akrobaci itd.); w tym wypadku również panowie mogą znaleźć pracę.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Reportaże
piątek, 08 czerwiec 2012 15:51

W restauracji w Chinach

Na pytanie, która kuchnia lepsza polska czy chińska odpowiadam zawsze: są one na tyle inne, że też i nieporównywalne. Będąc w Polsce zawsze tęsknię za potrawami z Chin a w Chinach za potrawami z Polski. Jednak atmosfera chińskich restauracji jest moim zdaniem nieporównywalnie lepsza niż w Europie.

      Jak to wynika z ich wolnościowego podejścia do życia oraz przepisów prawa w restauracji w Chinach możemy czuć się bardzo swobodnie. Przejawia się to m.in. tym, że bez najmniejszych sprzeciwów personelu można wnieść swój własny alkohol, którego ceny w sklepach są śmiesznie niskie. Nikt nie zabroni nam też palić (są nieliczne, w których się nie pali). Jeżeli towarzyszy nam nasz pies czy kot ma on również prawo być razem z nami. Często również po knajpie buszuje pies lub kot właściciela.

      Co do cen to są one różne zależnie od standardu czyli od bardzo tanich po bardzo drogie. Widełki cenowe są w tym przypadku dużo szersze niż w Polsce. Jak to bywa i w Polsce, ceny zależą bardziej od wystroju restauracji oraz całej otoczki niż od stopnia “smaczności” dań. Płacąc rachunek nie istnieje coś takiego jak napiwek a rachunek jest często zaokrąglany w dół przez kelnera na korzyść klienta.

      W odróżnieniu od Europy, gdzie restauracje znajdują się z reguły na parterze, w Chinach często spotkamy się z restauracjami na którymś piętrze. Raczej rzadko mamy do dyspozycji europejskie sztućce więc musimy sobie dawać radę pałeczkami i łyżką (jest tak samo popularna jak u nas).

      Co do smaków to jest ich tak wiele, że nie sposób mi tu teraz tego opisać a twierdzenia np. że kuchnia chińska jest ostra to tylko 10 procent prawdy, bo możemy w niej spotkać prawie każdy rodzaj smaku.

      Jednego czego w niej nie spotkamy to serów, których pokolenia Chińczyków "nie wymyśliły". Nie znaczy to, że smakosze serów nie mają w Chinach możliwości ich skosztowania ale są one dostępne tylko w drogich restauracjach, które oferują "egzotyczną" kuchnię europejską. W takich przybytkach, zlokalizowanych głównie w światowych sieciach hoteli (choć nie tylko) menu jest zazwyczaj dwujęzyczne (chińsko-angielskie), często opatrzone fotografiami poszczególnych dań.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Opublikowano w Reportaże

 W Chinach zauważyłem pewną grupę społeczną, którą można określić bogate dziady. W odróżnieniu od europejskich "bogaczy", którzy noszą piękne ubrania, jeżdżą średnio dobrymi autami i co roku jeżdżą na wakacje do Egiptu, chińskie dziady na co dzień noszą robocze ubrania i jeżdżą starymi rowerami. Do tego chińskie dziady nie myślą w ogóle o egipskich plażach, kolorowych drinkach czy też np. nowych kafelkach w łazience. Znam kilku takich dziadów w Chinach osobiście i znam też wielu "bogaczy" w Europie, dzięki czemu mogę powiedzieć o nich coś więcej niż tylko to, co widać na zewnątrz.        Jeden z nich to mój sąsiad zwany Wang Ming. Wang Ming to 38-letni mechanik z zawodu, żona, syn (lat 10). Mieszka w warunkach, których europejski "bogacz" nie byłby w stanie zaakceptować. Mieszkanie duże, ale surowe, wszystko przypomina zakładowe mieszkanie z czasów PRL, stare grzejniki, obdrapane parapety, stary bojler i lampy jarzeniówki rodem z hali fabrycznej. Żadnych zbytków, żadnych dekoracji, żadnych kosztownych inwestycji. Komputer z Internetem oczywiście jest. Żona jeździ na starym motorowerze z pedałami, a on kupił niedawno używany rower (tzw. koza) bez przerzutek.

      Na co dzień Wang Ming prowadzi sklep, jego żona również (drugi sklep), trzeci sklep już wykupiony i będzie otwarty, jak budynek centrum handlowego zostanie ukończony.

      Wang Ming posiada również drugie mieszkanie, które wynajmuje. Ma też spore oszczędności. Jednym słowem panisko, ale na zewnątrz to obraz nędzy.

      Z drugiej strony, "bogacze" z Zachodu są bogaci, ale tylko na zewnątrz i de facto tylko pozornie. Myślę, że gdyby wypośrodkować europejskiego "bogacza" z chińskim dziadem, otrzymalibyśmy dość szczęśliwego człowieka na wielu, wielu płaszczyznach życia. Póki co nasz chiński dziad żyje swoim życiem, nie mając świadomości co traci, a nasz europejski "bogacz" w korowodzie kredytów nie zdaje sobie sprawy, że można żyć inaczej.

      Jednak i Chińczycy mają swoje słabości i jest nią na pewno jedzenie. Wang Ming, jak i inni jemu podobni na wizyty w restauracjach nie żałują grosza (juana w tym wypadku). Reszta to zbytek. Trudno oceniać obie skrajne postawy i każda ze stron może wykazać swoje racje. Myślę, że cywilizacyjne uwarunkowania to jedno, ale ważny jest też system w państwie. Widać to jak na dłoni na przykładzie Polski. Ludzie kiedyś ukrywali, ile to mają pieniędzy w "skarpecie" czy pod podłogą, dziś odwrotnie, każdy chce pokazać, ile to nie ma, ale de facto nic nie ma.

      Uczmy się od siebie nawzajem, podglądajmy jedni drugich i wyciągajmy właściwe wnioski. Na płaszczyźnie prywatnej i wyżej. Tak już od paru dekad robią Chińczycy, podglądają europejskich "bogaczy" i się uczą. Uczą się i nie zapominają przy tym o swoich "dziadowskich" zasadach.

      Nowe pokolenie w Chinach jest już inne. Szczęśliwi wewnątrz i na zewnątrz. Oby nie chwilowo, oby wykorzystali szansę, jaką dostali od poprzednich pokoleń. A dokąd zmierzają młode generacje na Zachodzie? Chyba ku przepaści. Czas pokaże.

      Życzę wszystkim wewnętrznego i zewnętrznego bogactwa.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Opublikowano w Reportaże
Strona 1 z 2