Goniec

Register Login

starzynski-t        Wybuch I wojny światowej wzbudził w Polakach rozsianych na całym świecie wielkie nadzieje na odzyskanie niepodległości. Przygotowywali się do tego wydarzenia historycznego od zawsze, od momentu utraty niepodległości. Każde pokolenie miało swój udział w tej walce, każde popełniało błędy i miało własną wizję przyszłości. Można jednak śmiało stwierdzić, że wykorzystanie sprzyjającego momentu historycznego, było możliwe dzięki współdziałaniu wybitnych przywódców, ich przywódczych talentów, poświęceniu i patriotyzmowi i świadomości wszystkich grup społecznych. O najwybitniejszych liderach tego czasu, Paderewskim, Dmowskim, Smulskim już pisaliśmy. 

Dziś chcielibyśmy przypomnieć sylwetkę Teofila Antoniego Starzyńskiego – twórcę i architekta sokolstwa polskiego w Ameryce, lekarza, żołnierza Błękitnej Armii i Twórcę Stowarzyszenia Weteranów Polskich w Ameryce- SWAP.

        Teofil Antoni Starzyński urodził się  14 kwietnia 1878 w Osówcu, w powiecie mogilnickim na Kujawach w patriotycznej rodzinie zubożałego szlachcica, który po nieudanej próbie  uczestnictwa w powstaniu styczniowym, zajmował się zarządzaniem dóbr ziemskich rodziny Mlickich w Osówcu. Antoni był najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa. W 1883 roku jego starszy brat, Andrzej, aby uniknąć służby w wojsku pruskim, uciekł do Ameryki i osiedlił się w Pittsburghu. W jego ślady poszli kolejni bracia – w 1885 r. dołączył do niego Marcin z żoną, w 1886 Ignacy, a za synami wyemigrowała matka z córką Franciszką, Szczepanem i ośmioletnim Teofilem. W 1889 dołączył do nich ostatni z braci – Stanisław.  

        Cała rodzina osiedliła się w Pittsburghu i tutaj rozpoczęła budowę swojej emigracyjnej egzystencji. Teofil rozpoczął naukę w szkole parafialnej, później kontynuował w publicznej. W wieku czternastu lat przerwał naukę i rozpoczął pracę zarobkowa jako goniec i ładowacz, a następnie pracował w polskiej aptece, której właścicielem był Stanisław Szarzyński. Tutaj zetknął się po raz pierwszy z ideami sokolstwa. Warto w tym miejscu przypomnieć te idee, bo z nimi Teofil Starzyński zwiąże swoje życie, im podporządkuje i poświęci wszystko.  

        Idea sokola wyrosła na glebie uczuć narodowych i polskich dążeń niepodległościowych a na jej kształt miały także wpływ wielkie prądy kulturalne i społeczne ówczesnej Europy: romantyzm, pozytywizm i demokratyzm, a nade wszystko umiłowanie wolności i ziemi ojczystej, zespolonej nierozerwalnie z kulturą łacińsko-chrześcijańską. 

        Sokolstwo powstało z potrzeby serca i ducha, w wyniku głębokich przemyśleń i rachunku wszystkich błędów popełnionych w tragicznie zakończonym powstaniu styczniowym.

Tragiczną sytuację rodaków pogorszyło materialne, biologiczne i duchowe wyniszczanie narodu polskiego poprzez konfiskaty majątków ziemskich, masowe zsyłki na Sybir, więzienia i egzekucje niepokornych, niszczenie dorobku narodowego, jego kultury, szkolnictwa i historii.

W takich, groźnych politycznie warunkach – zaledwie w trzy lata po klęsce Powstania Styczniowego – grupa młodych akademików, lwowskich patriotów, wsparta pomocną dłonią byłych powstańców, postanowiła przerwać zaczarowany krąg powszechnie panującej niemocy i przygnębienia, kładąc podwaliny pod przyszłą, szeroko zakrojoną pracę z młodzieżą, aby podnieść jej sprawność fizyczną i poczucie duchowej wartości. Była to zupełnie nowa forma, aczkolwiek czerpiąca wzorce z antycznej tradycji greckich gimnazjonów, w których doceniano wartość harmonijnego rozwoju człowieka. „Mens sana in corpore sano” – „W zdrowym ciele zdrowy duch” było pierwszym hasłem SOKOŁA, powołanego w 1862 roku przez Czechów, a w 5 lat później przystosowanego do rodzimych potrzeb przez Polaków we Lwowie. 

        SOKÓŁ miał być tym uniwersalnym spoiwem, łączącym w czas niewoli zalety umysłu i wolę rodaków w monolit, zdolny we właściwej chwili walczyć o niepodległość a po jej zdobyciu, umieć ją zachować.  Tylko w idealnym zespoleniu myśli i czynu można osiągnąć upragniony cel. Orzeł jako symbol narodowy nie miał prawa istnienia. Dalekowzroczny sokół, w tradycji słowiańskiej był kojarzony z wolnością, sprawnością, wytrwałością i siłą oraz- z niezawodnością ataku. 

        Rycerski etos SOKOŁA rodził się wraz z jego symbolami, oznakami, hasłami i wymogami natury etycznej, zawartymi w statucie, regulaminach jak też w katechizmie i przykazaniach sokolich. Wielkie znaczenie miała wymowa munduru, związana z żołnierską, powstańczą tradycją i pozdrowienie – CZOŁEM i hasło określające dobitnie charakter SOKOŁA: „CZOŁEM OJCZYŹNIE, SZPONEM WROGOWI”. 

        Były to też cnoty rycerskie, jakie wpajano i pielęgnowano w sokolich gniazdach, przyjmujących na swoich duchowych patronów sławnych Polaków – żołnierzy. Bez wątpienia pierwszym wśród nich był naczelnik Tadeusz Kościuszko. Do wielu cnót, obowiązujących w SOKOLE, takich jak: uczciwość, punktualność, odpowiedzialność, wytrwałość, obowiązkowość i odwaga, należy też braterstwo stawiające w karnym, wojskowym szyku sokolich druhów, niezależnie od ich statusu społecznego i majątkowego. 

        Pod sokolim sztandarem, w jednym szeregu zgodnie stawali przedstawiciele inteligencji, rzemieślnicy, arystokraci, robotnicy, oświeceni mieszczanie i włościanie. Wszystkie bez wyjątku stany bezinteresownym zaangażowaniem zaznaczały swą służbę w sokolim zakonie, pomnażając jego zbiorową siłę w dążeniu do wolności. 

        Siłę SOKOŁA tak określił prezes tego związku w zaborze austriackim Tadeusz Romanowicz na zlocie z okazji 25-lecia Sokolstwa Polskiego we Lwowie 12 maja 1892 roku:

        My nie chcemy siły przed prawem ani nad prawem – my chcemy siły na usługę prawa i sprawiedliwości, (…) my jej chcemy ku temu, aby wyższe cele i dążenia ducha narodowego do swego urzeczywistnienia realną znalazły podstawę.

        W tę chwalebną misję zaangażowało się tysiące szlachetnych Polaków i poetów, którzy wypełniali romantyczną rolę przewodników duchowych narodu. Byli wśród nich: Adam Asnyk, Jan Kasprowicz, Mieczysław Romanowski, Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Michał Bałucki, Wacław Gąsiorowski, Karol Bunsch i inni. Warto pamiętać, że to właśnie dla braci sokolej, na obchody 500-lecia bitwy pod Grunwaldem Maria Konopnicka napisała słowa „Roty”. A na zamówienie władz sokolego związku Feliks Nowowiejski skomponował do nich muzykę? 

        Pieśni tej uczono we wszystkich sokolich gniazdach, w kraju i na obczyźnie, tam, gdzie w niestrudzonym locie dotarł SOKÓŁ, by zagarnąć pod swe skrzydła nowe rzesze Polaków.

„Rota” stała się sztandarową pieśnią Grunwaldzkiego Zlotu SOKOŁA, na który przybyli Sokoli w liczbie 8 000 druhen i druhów, dając w dniach 14 i 15 lipca 1910 roku, w Krakowie niewidziany dotąd popis sprawności fizycznej, karności i dyscypliny wojskowej. A „Rota” od tej chwili stała się drugim hymnem narodowym…

        Ale SOKÓŁ – mimo wielu przeszkód – niezmiennie losy swoje łączył z losami narodu. Dlatego zawsze sokolnie, w których zbierała się młodzież na ćwiczenia i inne zajęcia programowe pełne były narodowych pamiątek.  Dla działaczy tego ruchu, ćwiczenia cielesne (dziś kulturą fizyczną zwane) były tylko jednym z wielu, nieodzownych elementów dla osiągnięcia celu ostatecznego. Tym wielkim celem było zmartwychwstanie Polski!

        Dziewiętnastoletni Teofil Starzyński, zafascynowany tak szczytnymi ideami, w 1897 roku z pomocą właściciela sklepu wędliniarskiego założył w Pittsburghu gniazdo Sokoła.  Od tego roku zaczął studiować farmację, którą ukończył w 1901 roku. Otworzył wtedy własną aptekę, a w czasie epidemii ospy (1903 r.) prowadził w polskich dzielnicach szczepienia ochronne. Kontynuował naukę i jako pierwszy Polak w 1904 roku ukończył studia medyczne na uniwersytecie Pittsburghu.  

        Obok pracy zawodowej Teofil Starzyński całym sercem zaangażował się w pracę w Sokolstwie. Rozumiał, że sokolstwo było w stanie walczyć z bronią w ręku i przygotować kadry dla wyzwolonego państwa polskiego. Na pierwszym zebraniu gniazda został jego wiceprezesem. Szybko awansował w strukturach organizacji. Na czwartym Zjeździe Związku Sokolstwa Polskiego w Ameryce, który odbył się w Buffalo w lipcu 1899 roku przewodniczył komisji obrad i został wybrany na wiceprezesa Wydziału Głównego ZSP. W styczniu 1890 roku doprowadził do zakupu dla sokoła w Pittsburghu budynku, który wyposażył w przyrządy gimnastyczne. Był jednym z najaktywniejszych działaczy nurtu niepodległościowego tzw Wolnego Sokolstwa. Na nadzwyczajnym zjeździe sokolstwa w 1912 roku, opowiedział się za zjednoczeniem Sokolstwa w niezależną organizację o charakterze niepodległościowym. Został wybrany na prezesa Zjednoczonego Związku Sokolstwa Polskiego. Sokolstwo jako pierwsza organizacja rozpoczęło przygotowania militarne do walki o wolną Polskę.

        Szkolenia wojskowe – choć prowadzone najczęściej tajnie – od początku istnienia SOKOŁA – przebiegały równolegle do innych zajęć programowych. Do przekazywania informacji między gniazdami rozsianymi po świecie służyły specjalne szyfry wewnątrzorganizacyjne, z pomocą których koordynowano i aktualizowano plan działań. Intensywnym szkoleniem wojskowym objęte zostały wszystkie gniazda sokole. 

        Chwalebnym dziełem Sokołów zza oceanu było powołanie do życia Fundacji Kościuszkowskiej, realizującą do dziś swoją misję, a także organizowanie wielu kursów wojskowych i szkół podoficerskich, szkoleń służb sanitarnych oraz niesienie finansowej pomocy Polsce. 

        Kiedy I wojna światowa zaczęła zbierać śmiertelne żniwo, Sokolstwo Polskie w Ameryce wstrząśnięte losem rodaków zmuszonych przez zaborców do bratobójczej walki jako pierwsze złożyło na ręce prezydenta Wilsona memoriał, domagający się odbudowania Polski. 

        Delegacja SOKOŁA na czele z ówczesnym prezesem – Teofilem Starzyńskim została życzliwie przyjęta i zapewniona przez prezydenta Stanów Zjednoczonych o jego poparciu dla polskich dążeń niepodległościowych. Te prawdziwie braterskie czyny zostały wsparte ogromną daniną życia jaką sokolstwo zza oceanu złożyło swej macierzy dając Armii Polskiej 20 000 znakomicie wyszkolonych, sokolich żołnierzy i oficerów. 

        Armia Polska we Francji swoją potęgę zawdzięcza w dużej mierze sokolstwu dającemu jej liczebną siłę a także kadrę kierowniczo-organizacyjną. Dużą rolę w tym patriotycznym dziele odegrał płk dr Teofil Starzyński, W 1917 roku wraz z innymi działaczami, a szczególnie z wybitnym polskim pisarzem i oficerem Wacławem Gąsiorowskim doprowadził do otwarcia obozu w Niagara on the Lake, szkolącego ochotników do Błękitnej Armii. Wydał specjalny rozkaz do Sokołów o wstępowaniu do Polskiej Armii. Zabiegał o środki na jej wyposażenie i na pomoc głodującym rodakom w Polsce. Spełniwszy swoje obowiązki w komisji rekrutacyjnej sam wstąpił w szeregi Armii gen. Józefa Hallera i w stopniu majora został szefem służby medycznej. W 1919 roku przybył z Błękitną Armią do Polski i wziął udział w walkach na Ukrainie o ustalanie granic polskich na wschodzie.

        To dzięki takim ludziom jak dr T.A Starzyński zaistniała potężna Armia Polska, która utorowała Polsce drogę do równoprawnego uczestniczenia w konferencji zakończonej aktem podpisania Traktatu Wersalskiego. I nie jest przypadkiem, że uczynili to w imieniu niepodległej Polski dwaj wielcy znani i szanowani w świecie sokoli Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski!? … 

        Sokoły! Wolności ptaki i Polski przednia straż 

        Wierniejszych dzieje nie znały, nie widział Naród nasz. 

        Kiedy stajemy społem przysięga brzmi jak spiżowy dzwon Tobie Ojczyzno – Czołem! Wrogowi – ostry szpon!…?

        Wielu sokołów poległo, wielu wróciło jako inwalidzi i bez środków do życia. I wtedy znowu dr. Starzyński stanął przy nich. W 1920 roku zajął się organizowaniem hallerczyków w Stanach Zjednoczonych. W rok później powstało SWAP, którego pierwszym prezesem był właśnie T. Starzyński. W 1925 roku ponownie zostaje prezesem Sokołów. Sprzeciwia się „amerykanizacji” tej organizacji, zabiega o kontakty z Macierzą. Utrzymuje aż do śmierci Mistrza, kontakt z Ignacym Paderewskim. 

        Podczas II wojny światowej zabiegał u Aliantów o pomoc dla Polski.  Był jednym z twórców i założycieli w 1944 roku Kongresu Polonii Amerykańskiej i jednym z jego wice prezesów. 

        Na Zlocie w Warszawie 15 sierpnia 1925 roku, minister Raczkiewicz udekorował sztandar Sokolstwa Polskiego w Ameryce Orderem Polonia Restituta. Sam Teofil Starzyński otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w 1925. Wcześniej w 1922 roku rząd francuski udekorował go Legią Honorową. W 1961 roku w Szczecinie nazwano jedną z ulic jego imieniem. W 1962 mianowany pośmiertnie przez władze RP na uchodźstwie do stopnia generała brygady.

        Zmarł 4 kwietnia 1952 roku w Pittsburghu, został pochowany na cmentarzu przy Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown. 

        Przez historyków legionowo-sanacyjnych w okresie II RP nie został właściwie doceniony olbrzymi udział SOKOŁA, jego twórcy i przewodnika w czynie niepodległościowym. 

        Podobna sytuacja ma miejsce w momencie obchodów 100 lecia odzyskania niepodległości. Nie było żadnego pośmiertnego orderu ani wspomnienia architekta naboru 20 tysięcy ochotników do Błękitnej Armii. 

        Istotą tożsamości Polonii Amerykańskiej powinna być szczególna troska o naszą polonijną historię. Trzeba pamiętać, że to nasi dziadowie z Milwaukee, Chicago, Nowego Yorku, Detroit i wielu innych miast pośpieszyli, aby na skinienie oddać krew dla Ojczyzny za ocean. Im należy się pamięć i właściwe miejsce w polskiej historii i ten etap jeszcze nie jest zakończony. Może polskie władze doceniłyby w końcu zapomnianych emigrantów i bohaterów Niepodległej. 

        Nigdy nie jest na to za późno.

Katarzyna Murawska, Waldemar Biniecki

Opublikowano w Teksty
czwartek, 03 styczeń 2019 14:26

ROTMISTRZ PILECKI NA BROADWAY’U

Realizacja polskiej polityki historycznej w Stanach Zjednoczonych jest jednym z najważniejszych zadań polskiego państwa i polskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ nie istnieje żadna sprecyzowana wizja polityki historycznej, ani nie ma stworzonych transparentnych narzędzi do jej realizacji, często zdarza się tak, że aby zaspokoić potrzebę przybliżania polskiej historii i kultury w Stanach Zjednoczonych i na świecie, problemem tym zajmują się po prostu ludzie szlachetnego serca, którzy widzą tę potrzebę i realizują konkretne zamieArzenia. Warto wymienić tu Norma Conard’a, jego uczennice z Kansas i projekt „Life In A Jar”, którym spopularyzował Irenę Sendler na świecie. Warto wspomnieć kuratorkę z Milwaukee Art Muzeum z Wisconsin, Laurie Winters, która pokazała Ameryce polskie malarstwo przez realizację w trzech ważnych ośrodkach wystawę jej autorstwa „Leonardo da Vinci and the Splendor of Poland”. W imieniu Tygodnika Solidarność chcielibyśmy Państwu przedstawić Polaka, mieszkającego w Kalifornii, który z wielkim sukcesem, sam bez niczyjej pomocy przybliża Ameryce postać wybitnego polskiego patrioty - Witolda Pileckiego. Zapraszamy na ekskluzywny wywiad z Markiem Proboszem.

Cezary Krysztopa, Waldemar Biniecki (CK, WB): Marku, urodziłeś się na Śląsku w Polsce, skończyłeś słynną „Łódzką Filmówkę”, przez 30-ci lat zagrałeś w około 60-ciu filmach w Polsce, Czechach, Niemczech, Francji, Włoszech, występowałeś i reżyserowałeś w teatrach w Ameryce, Polsce, Czechosłowacji. Filmy z tobą zdobywały pierwsze nagrody i wyróżnienia m.in. na światowej rangi festiwalach w Cannes, Wenecji, San Sebastian czy Karlovych Varach. Jak to się stało, że będąc idolem swojego pokolenia, w trakcie tak świetnie rozwijającej się kariery przeniosłeś się za ocean?

Marek Probosz (MP): W 1987 roku grałem w filmie” I skrzypce przestały grać” ko- produkcji polsko-amerykańskiej. Film opowiadał o represjach niemieckich wobec Cyganów, których część trafiła do Auschwitz. W Niemczech Zachodnich, w Hamburgu miałem dokrętki i stamtąd na zaproszenie dyrektora artystycznego American Cinemateque, Gary Essert’a, jako gwiazda z Europy Wschodniej wyjechałem do Hollywood, na 3 tygodniowe sympozja filmowców z całego świata. Mieszkając w legendarnym Hotelu Roosevelt w Hollywood, z widokiem na Chinese Theater na Alei Gwiazd, zwiedzając studia filmowe Miasta Aniołów, miałem okazję zakosztować życia prawdziwych gwiazd i mistrzów kina “Fabryki Snów”, przez 3 tygodnie spotkania z nimi były czymś normalnym, ale potem czar prysnął i trzeba było sobie zadać pytanie: co dalej? Co w moim życiu jest najważniejsze? Odpowiedź przyszła, kiedy wpatrywałem się w telewizor, gdzie w wiadomościach pokazywano strajkujących członków Solidarności, bezlitośnie bitych przez ZOMO. To był moment, w którym stało się dla mnie jasne, że nie kariera, ale WOLNOŚĆ i MIŁOŚĆ są najważniejszymi wartościami w moim życiu. Bez względu na konsekwencje, wybrałem wolność w świecie Ameryki.

Opublikowano w Wywiady

100. rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę 11 listopada zgromadziła w parafii św. Maksymiliana Kolbego w Mississaudze w Ontario w Kanadzie wyjątkowo olbrzymią liczbę Polaków. O godzinie 11.00 została odprawiona uroczysta Msza Święta w intencji naszej Ojczyzny, Polski. W słowie Bożym proboszcz parafii o. Janusz Błażejak OMI podkreślił, że to modlitwy Polaków bardzo pomogły w uzyskaniu niepodległości po 123 latach zaborów. Nadmienił, że w tym czasie mieliśmy największą liczbę świętych i błogosławionych z ziem polskich zagarniętych przez Rosję, Prusy i Austrię. Wyjątkowość tej rocznicy podkreślały przepiękne szaty liturgiczne ojca Błażejaka, z polskim Orłem Białym ze złotym napisem "Bóg, Honor, Ojczyzna".

Po przemarszu z kościoła pod pomnik Patrioty odbyły się uroczystości zorganizowane przez Kongres Polonii Kanadyjskiej Okręg Mississauga. Przemawiali politycy federalnego rządu i rządu Ontario oraz przedstawiciel Konsulatu Rzeczpospolitej Polskiej w Toronto, a także przedstawiciele organizacji polonijnych, zabrakło jednak osobiście mera Mississaugi Bonnie Crombie, był jedynie przedstawiciel miasta.

Po odegraniu „Last Post” przez Polonia Brass Band i wciągnięciu flag państwowych na maszty odbyło się składanie wieńców przez oficjalne delegacje oraz polonijne organizacje w otoczeniu weteranów harcerzy, Rycerzy Kolumba i bardzo licznie zgromadzonej Polonii. 100. rocznica odzyskania niepodległości zobowiązuje, Polacy z Kanady nie zawiedli.

Andrzej Jasiński

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/Historia-Polski.html#sigProId881ef95cb2

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 31 sierpień 2018 10:44

Rówieśnica odrodzonej Polski

Pani Barbara Lenk 9 listopada 2018 roku, na dwa dni przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości Polski, skończy sto lat. Nadal jest aktywna, pracuje społecznie, prowadzi samochód. Mieszka w Belleville, gdzie wraz z mężem łożyli w przeszłości na organizacje polonijne kultywowali polskie tradycje. Polski język przekazała swoim dzieciom. Pani Lenk jest córką wysokiego rangą urzędnika niepodległego państwa polskiego Stanisława Łepkowskiego, szefa kancelarii cywilnej prezydenta RP Mościckiego.

        Andrzej Kumor: Pani jest rówieśnikiem odrodzonej Polski?

        Barbara Lenk: Urodziłam się 9 listopada 1918 roku.

        – Czyli urodziła się Pani dwa dni przed niepodległością?

        – Tak wynika z moich papierów.

        – Proszę powiedzieć, jak Pani się tu znalazła, jak Pani przyjechała do Kanady?

        – To długa historia. To wojna spowodowała, że się tu znaleźliśmy.

        – A skąd Pani jest z Polski?

        – Byłam urodzona w Samborze, niedaleko Lwowa, teraz to jest Ukraina. Właściwie jestem obywatelką austriacką, bo to była wtedy Austria. Polskę mam w papierach, ale dopiero parę dni później Polska odzyskała niepodległość.

        – Co Pani w Polsce robiła? Chodziła do szkoły w Samborze?

        – Tak. Jak wojna wybuchła, to miałam 20 lat, byłam już na drugim roku Szkoły Handlowej w Warszawie. 

        – Jaka była Warszawa wtedy, przed wojną?

        – Warszawa śliczna była. Wie Pan, ja miałam uprzywilejowane życie, tak że to co ludzie przechodzili przez Syberię czy w Polsce... Ojciec miał wysokie stanowisko u prezydenta Mościckiego, był szefem kancelarii cywilnej. Tak że jak wojna wybuchła, to była ewakuacja tych, co pracowali, na Zamku, jak to się mówiło. I myśmy się znaleźli  w Rumunii. Rząd miał układ z rządem angielskim, że będą pomagać. Oni mieli złoto polskie, no to brali itd., to szło do Anglii. I za te pieniądze później... Myśmy się znaleźli później w Rumunii. Jak Rumunia miała być zajęta przez wojska niemieckie, wtedy rząd angielski zgodził się 500 osób ewakuować i zająć się nimi. To byli wszyscy wysocy urzędnicy, policji, szkół itd. Nas wtedy wywieziono z Rumunii na Cypr. Tymczasem Kreta upadła, Niemcy już tam byli – Cypr był wtedy pod zarządem brytyjskim i wszystkich urzędników brytyjskich i tych 500 uchodźców wywieźli do Palestyny, bo bali się, że Cypr zostanie zajęty, a to był ważny punkt na Egipt.

        Myśmy byli w Palestynie, ale tam się zaczęło też gorąco robić. Organizowało się Wojsko Polskie, bo wypuścili ludzi z Rosji, Sikorski zawarł układ ze Stalinem, wtedy zaczęli wypuszczać i zaczęli to organizować. To się nazywało Brygada Karpacka. Tak że ci młodzi wszyscy to tam się zgłosili i poszli. Ojciec już był poza wiekiem (poborowym), poza tym był w rządzie, który nie był popularny, więc znowu była kwestia, co zrobić. Wtedy kobiety, dzieci i ci, co się nie nadawali do wojska, zostali wywiezieni do Afryki, do Rodezji Północnej, dziś Zambii.

        – Pani do końca wojny była w Rodezji?

        – Myśmy byli w Rodezji do czterdziestego... zaraz po wojnie. Tam cały czas pracowałam w szpitalu. Przyjechaliśmy do Rodezji, ja po angielsku nie mówiłam, trzeba było w szpitalu pomóc, to w szpitalu pracowałam. Ojciec dostał pracę u sędziego, bo miał prawo skończone. 

        Muszę powiedzieć, że Anglicy się bardzo zajmowali. Tam było dużo młodzieży, zorganizowano, że moja siostra poszła na uniwersytet, dostała wykształcenie w Południowej Afryce. To było zapłacone przez Anglików. Ja mówię o tej grupie, tak zwana grupa cypryjska, mało się mówi, to myśmy byli naprawdę uprzywilejowani. To była tragedia, że człowiek stracił wszystko i znalazł się w obcym kraju bez języka, ale ktoś się opiekował, gdzieś się dojechało, to było zorganizowane. Dużo było ludzi znanych, pisarze znaleźli się w tej grupie, później się to rozjechało, młodzi, jeśli mogli, pojechali do wojska. Ale myśmy mieli lżejsze życie niż inni.

        – A jak Pani później z Rodezji wyjechała? Wyjechała Pani do Wielkiej Brytanii?

        – Tak, bo tam później przyjechali kobiety, dzieci, mężczyźni, ci wypuszczeni z Rosji, otworzyli obozy dla nich w Rodezji. Był Pan wcześniej u pani Aksamitowej, ona była w tym samym obozie, gdzie ja pracowałam jako siostra. Ona mówi, że mnie nie znała, bo ona nigdy w szpitalu nie była. Ale ja tam pracowałam, odkąd otworzyli ten szpital.

        – Z tym rodzinami, które wyszły ze Związku Sowieckiego?

        – Tak. To był duży obszar, bo przeszło tysiąc ludzi. Tam pracował lekarz Polak, i myśmy się pobrali. Nie było tam nadziei dostania praktyki stałej, bo to był czas wojenny, to on dostał na czas wojenny pozwolenie praktyki. Wojna się skończyła, zgłosił się do Anglii. Przyjechaliśmy, pracował w Szkocji. Wtedy starał się na stałe przyjechać do Kanady.

        – W którym roku Państwo tu przyjechali?

        – Myśmy przyjechali w 56.

        – I tutaj, na terenie Belleville się Państwo osiedlili?

        – Nie, najpierw byliśmy w Reginie w Saskatchewanie, tam mąż dostał rezydencję. Musiał zdać egzamin, przed Canadian Council. Ponieważ miał wykształcenie, skończył Uniwersytet Jagielloński w Krakowie – nie wszystkie uniwersytety były tu znane, ale właśnie on miał Jagielloński w Krakowie, to był zwolniony z niektórych tematów, przedmiotów. Ale to zdał i wtedy dostał prawo praktyki. Tylko że nigdzie nie poszedł na prywatną praktykę, zrobił tu kurs w Toronto Public Health i pracował jako Public Health Director. 

        – Pani działa w organizacji Polonia Quinte, od jak dawna? Pani jest taką matką opatrznościową tej organizacji, wszyscy o Pani mówią, że Pani pierogi klei, sama samochodem jeździ.

        – Klub się zaczął w 74 roku.

        – Pani działała z mężem?

        – Mąż przychodził, byliśmy z tymi, którzy założyli organizację. Część umarła, część jakoś nie przychodzi.

        – Pani jest przedstawicielem pokolenia wychowanego w duchu patriotycznym, tego pokolenia wolnej Polski. Proszę powiedzieć, co jest dobrego w Polsce? Dlaczego Pani uważa, że warto być Polakiem?

        – Nie wiem. Ja się urodziłam, wychowałam, moja rodzina była zawsze bardzo patriotyczna. My, Polacy, mamy bardzo dużo dobrych stron, mamy dużo zapału, dużo energii. 

        Tradycja, pierwsza jest tradycja, to trzyma, Boże Narodzenie. Mam dwóch synów, po polsku tak mówią, że nikt nie chce wierzyć mi, że oni są tu urodzeni. Ale myśmy do nich nigdy nie mówili po angielsku w domu. Mąż mówił - my ich nauczymy dobrego polskiego języka. Ale że będą mieli zawsze akcent, niech się uczą od innych dzieci, jak pójdą do szkoły. Obaj nie są żonaci z Polkami, wnuczki obchodzą Boże Narodzenie, Wigilię. Tak się przyjęło. Ani jeden, ani drugi nie jest ożeniony z Polkami, ale przyjeżdżali do nas, zawsze była Wigilia i oni tak to trzymają. Ciekawe, bo mój młodszy syn skończył tutaj Kingston Military College, a teraz pracuje dla NATO i często ma konferencje w Polsce. Pytam, i jak, mówisz, po polsku? Podobno, jak pierwszy raz, jak była konferencja i zaczął mówić po polsku, to się zdziwili, że z Kanady, a mówi po polsku. Często jeździ tam. Coś jest u Polaków... Sentyment zawsze zostaje. Zawsze myślę po polsku.

        – Pani będzie kończyła sto lat, proszę powiedzieć, co w życiu jest najważniejsze? Co się liczy?

        – Trzymać się z rodziną. Ojciec, jak mieliśmy całą tę wędrówkę, to nic, tylko żebyśmy wszyscy razem byli, że rodzina jest najważniejsza. I trzymać się, to jest podstawa właściwie życia rodzinnego. A poza tym, zawsze myśleć... Moja najmłodsza siostra zawsze mówiła – o, jakoś to będzie, nie martw się, jakoś się to wszystko rozwiąże. I jakoś to się wszystko rozwiązywało.

        – Czyli nie przejmować się?

        – Tak, zawsze myśleć, że będzie dobrze, nie być zmartwionym, nie poddawać się.

        Już bym do Polski nie wróciła mieszkać, za dużo tamci ludzie przeszli. Teraz już rodziny nie mam, bo nawet moje cioteczne siostry umarły. Pojechałabym tak odwiedzić, zobaczyć jeszcze.

        – A była Pani w Polsce?

        – Tak, ostatnio to nawet wszystkie wnuki były w Polsce, syn i cztery wnuczki pojechaliśmy, byliśmy w Warszawie.

        – Pani wciąż prowadzi samochód?

        – Tak, choć teraz nawet na mall nie jadę, czasem, jak już muszę. Taki ruch jest, trzymają na tych światłach, ludzie jadą jak wariaci. Tutaj to mi wystarczy do biblioteki w mieście.

        – Pani jest wolontariuszem w bibliotece?

        – Tak. To łatwa praca, przychodzę, lubię czytać. 

        O tej grupie, która przeszła przez Cypr, to się mało słyszy, a oni dużo robili. Gdzie tylko się przyjechało, wszyscy szli do pracy byle jakiej, pomagali. Jakoś się przeżyło.

        Moja rodzina właściwie została w Afryce, rodzice i siostry, ale tam nie było jak zostać. Chcieli, żeby mąż szedł na uniwersytet. Jeden z jego kolegów poszedł jeszcze raz na uniwersytet, w Afryce, i otworzył praktykę. A mąż mówi nie, ja już to przeszedłem, skończyłem, a do Kanady najłatwiej było się dostać.

        – Dziękuję bardzo za rozmowę.

Opublikowano w Wywiady
wtorek, 17 kwiecień 2018 22:45

Żeby Ontario pamiętało o Katyniu

12 kwietnia poseł prowincyjny Yvan Baker reprezentujący okręg Etobicoke Centre przedstawił uchwałę wzywającą parlament Ontario do potępienia zbrodni katyńskiej jako aktu ludobójstwa dokonanego na Polakach. Baker napisał, że Katyń jest świeżą raną dla wielu Polaków, również tych mieszkających w Ontario. Przypomniał, że w kwietniu i maju 1940 roku NKWD na rozkaz Stalina zamordowało 20 000 Polaków. Zginęli oficerowie wojska i policji, a także kwiat polskiej inteligencji – inżynierowie, lekarze, nauczyciele, profesorowie uniwersyteccy. Masowe groby odkryto w 1943 roku, ale zbrodnia była wymazywana z oficjalnej historii aż do upadku komunizmu. Baker przyznał, że podziwia upór i siłę Polaków, którzy przez dziesiątki lat walczyli o zachowanie pamięci o prawdzie. Występując z inicjaywą poselską chce, by parlamentarzyści przyczynili się do sprawiedliwego upamiętnienia ofiar. Chce ponadto, by zbrodnia katyńska zawsze była łączona z katastrofą w Smoleńsku.

Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
piątek, 01 grudzień 2017 07:28

Kielce - miasto Legionów

        Szanowny Czytelniku! Od 30 października do 19 listopada 2017 roku przebywałem w Polsce, a moja podróż związana była z postacią Marszałka Józefa Piłsudskiego, którego 150. rocznicę urodzin będziemy obchodzić 5 grudnia 2017 r.         

        Na przypomnienie postaci Marszałka wybrałem miasto Kielce. W dniach 8-9 i 14 listopada byłem w Kielcach z moim przyjacielem i koordynatorem podróży po Polsce i Litwie Wojciechem Tomkielem. Przewodnikami po Kielcach byli panowie Eugeniusz Tyszner, prezes Związku Sybiraków w Kielcach, i Krzysztof Witkowski, przedstawiciel Stowarzyszenia Pamięci Narodowej „Czwartak”, który historię Kielc ma w przysłowiowym małym palcu. Nie sądziłem, że Kielce odegrały tak ważną rolę w odzyskaniu niepodległości przez naszą Ojczyznę. Wiemy z historii, że 6 sierpnia 1914 r. na rozkaz Komendanta Józefa Piłsudskiego z krakowskich Oleandrów wyszła Pierwsza Kompania Kadrowa, która 12 sierpnia 1914 r. wkroczyła do Kielc. 

        Jednym z wielu miejsce, które odwiedziłem w Kielcach, był Wojewódzki Dom Kultury, tzw. WDK. Powstał on z inicjatywy Stowarzyszenia pod nazwą „Dom Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego im. Józefa Piłsudskiego w Kielcach”, nazywanego potocznie Domem Żołnierza. Przewodniczącym Stowarzyszenia został gen. Juliusz Zalauf, członkami zarządu byli prezydent Kielc Stefan Artwiński, płk Jan Witold Bigo i płk Bolesław Ostrowski. 28 stycznia 1933 r. Stowarzyszenie zostało wpisane przez wojewodę kieleckiego Jerzego Paciorkowskiego do wojewódzkiego rejestru stowarzyszeń i związków. 12 czerwca 1933 r. nastąpiło poświęcenie kamienia węgielnego i podpisanie aktu erekcyjnego. W uroczystości wziął udział Ignacy Mościcki – prezydent RP. 

Opublikowano w Teksty

        Obchody 99. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, zorganizowane przez Okręg Toronto Kongresu Polonii Kanadyjskiej, odbyły się w niedzielę, 5 listopada 2017. 

        O godz. 11.00 do kościoła św. Stanisława Kostki wprowadzone zostały sztandary organizacji kongresowych. Mszę św. odprawił proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, o. Janusz Jajeśniak OMI.

        Padający od rana deszcz zdawał się być przeszkodą w zaplanowanym marszu. Deszcz ustał wkrótce po zakończeniu Mszy św. i kolumna marszowa, eskortowana przez policję kanadyjską, przy dźwiękach harcerskich werbli wyruszyła ulicą Queen w kierunku torontońskiego ratusza – City Hall. 

Opublikowano w Życie polonijne

        W 2017 roku, poprzedzającym wielkie uroczystości setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, zbiegło się kilka ważnych historycznych dat. Polonia amerykańska w Chicago i w Milwaukee uroczyście uczciła 200. rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki. Parada Pułaskiego na 5. Alei, stała się jak co roku wielkim wydarzeniem. Trochę miejsca poświęciły jej media narodowe w Polsce. 4 czerwca 1917 roku minęła 100. rocznica podpisania przez prezydenta Francji dekretu, na mocy którego powstała we Francji Armia Polska, zwana później Błękitną Armią. W tym roku przypada też 150. rocznica powołania Towarzystwa Gimnastycznego SOKÓŁ. O dwóch ostatnich rocznicach niewiele się mówiło, dlatego warto je przypomnieć przed wyjątkowym świętem narodowym, jakim jest Dzień Niepodległości, choćby z tego względu, że wszystkie te wydarzenia wiązała idea walki o niepodległość, mają one swoje miejsce w historii i wciąż są niedocenione. 

 

Rola Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w walce o niepodległość

        Od momentu wymazania Polski z mapy świata, każde pokolenie składało w ofierze daninę z życia najlepszych swoich synów, aby Ojczyznę wskrzesić, aby jej byt narodowy przywrócić. Niestety, każde z kolejnych powstań – kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe, kończyło się upadkiem, tułaczką i emigracją, rozpamiętywaniem klęsk i snuciem planów na najbliższą przyszłość. Po tragicznie zakończonym zrywie styczniowym, w którym „poszli nasi w bój bez broni”, nastąpiło systematyczne materialne, biologiczne i duchowe wyniszczanie narodu polskiego, permanentne niszczenie jego bazy materialnej, kultury, szkolnictwa i historii. W takich beznadziejnych wydawałoby się chwilach, grupa młodych patriotów lwowskich w oparciu o europejskie prądy filozoficzne – romantyzm i pozytywizm, stworzyła podwaliny pod nowy ruch, który w niedalekiej przyszłości stanie się orężem w walce o tożsamość narodową i kulturową, w walce o prawo do duchowego i fizycznego odrodzenia narodu. 7 lutego 1867 roku we Lwowie narodziło się Towarzystwo Gimnastyczne SOKÓŁ. 

Opublikowano w Goniec Poleca

        Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej, była i jest treścią mego istnienia.  

        15 września 2017 roku minęła 200. rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki – bohatera dwóch narodów – polskiego i amerykańskiego. Obchody tej rocznicy są preludium do wielkich uroczystości związanych z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. W realizacji tego dzieła rola Polonii jest niedoceniona. Polaków z Ojcowizny wypędzały prześladowania zaborców i bieda, ale wierni zasadom moralnym, zawartym w haśle: BÓG, HONOR, OJCZYZNA, wszyscy gotowi byli „na skinienie dla ojczyzny przelać krew”. Polscy emigranci, pracując ciężko dla państwa, które udzielało im gościny, wspierali materialnie swoje rodziny w kraju i tworzyli grunt do odrodzenia się państwa polskiego. Wielkie nadzieje na odzyskanie niepodległości wiązali z wybuchem I wojny światowej. Na ziemiach polskich i na emigracji istniała, jako rezultat pracy organicznej, gęsta sieć polskich parafii, towarzystw kulturalnych, organizacji społecznych i paramilitarnych. Rozwijała się emigracyjno-polonijna prasa, powstawały pierwsze organizacje finansowe. Polacy liczyli się w świecie kultury, sięgnęli po Nagrody Nobla. Wszyscy żyli wtedy nadzieją, że nadejdzie dogodny moment do odzyskania tak upragnionej niepodległości. 

  Na zjeździe w Buffalo we wrześniu 1914 roku Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” (Polish Falcons Gymnastic Society) opublikowało memoriał, w którym stwierdziło: „W imieniu czteromilionowego Wychodźstwa polskiego osiadłego w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej – my – Sokolstwo Polskie jako ‘przednia straż’, zebrani na Walnym Zjeździe w Buffalo N. Y. w dniu 10 września 1914 roku, mocą jednomyślnie zapadłej uchwały stawiamy niniejszym na forum cywilizowanych ludów SPRAWĘ POLSKĄ. Czynimy zaś to w zastępstwie dwudziestokilkumilionowego narodu, który na odwiecznych swych siedzibach od stu pięćdziesięciu blisko lat rozdarty na trzy zabory, co drugie pokolenie krwią i męczarnią swych najszlachetniejszych synów stwierdza przed światem, prawa nieprzedawnione Polski do bytu samoistnego i politycznego, a dziś, gdy niebywała w dziejach świata rozgorzała walka i milionowe armie zaborców na ziemi polskiej krwawo regulują swe rachunki – spłaca w bratobójczej walce ostatnią śmiertelną daninę, aby wobec monstrualności tej zbrodni Kainowej, do której zmusza nas dola niewolna, sprawa polska stała się KWESTIĄ EUROPEJSKĄ”

        Rozwój towarzystwa „Sokół” szczególnie nasilił się w 1915 roku, ale do utworzenia we Francji Błękitnej Armii droga jeszcze była daleka. Powstały w 1914 roku w Ameryce Polski Centralny Komitet Ratunkowy będzie popierał Sokolstwo i nie zaprzestanie prac nad tworzeniem armii polskiej, ale rozumie, że najważniejszą sprawą jest natychmiastowa pomoc, aby ocalić biologiczne wartości narodu polskiego. Punktem zwrotnym w tej sprawie stał się słynny apel polskiego noblisty Henryka Sienkiewicza do narodów cywilizowanych opublikowany 29 marca 1915 roku na łamach „Dziennika Związkowego” w Chicago. Apel ten wywołał wielkie wrażenie. Brakowało jednak charyzmatycznego lidera, który mógł te wszystkie słowa wcielić w życie. 15 kwietnia 1915 roku do Stanów Zjednoczonych przybył współzałożyciel i drugi obok Sienkiewicza honorowy prezes Generalnego Komitetu Ratunkowego w Szwajcarii – Ignacy Jan Paderewski. 

        W Nowym Jorku witali go przedstawiciele wychodźstwa i duchowieństwa polskiego, wśród nich znany polski bankier, wydawca, polityk amerykański i polonijny Jan Franciszek Smulski, który wywarł na Paderewskim bardzo pozytywne wrażenie i sam był zafascynowany osobowością wielkiego artysty. Entuzjastycznie wyrażał się o nim w korespondencji do „Dziennika Związkowego”.  Paderewski ma czar niezwykły w mówieniu. Można go słuchać godzinami. (…) W każdym słowie Paderewskiego znać si;ę wiary, hart woli i oddanie się służbie publicznej i sprawie. (…) W dalszych relacjach ze spotkania z „mistrzem tonów” J.F. Smulski tak charakteryzuje rozmówcę: „Paderewski opowiadał o stosunkach, o już poczynionych zabiegach we Francyi i Anglji, o planach wreszcie odnośnie Ameryki. A o wszystkim mówił z taką znajomością psychologii ludzi i społeczeństw, z taką znajomością rzeczy politycznych, tak jasne i przekonywujące rzucał poglądy na tok spraw bieżących, że natychmiast zrozumiałem, że mam przed sobą nie tylko mistrza tonów, ale niezwykłego dyplomatę. To geniusz politycznej myśli polskiej, za którym się powinno iść i musi, gdyż poza wszystkim przebija w nim niezgłębiona miłość Polski i bezgraniczne poświecenie dla niej. Paderewski bowiem gotów jest rzucić na szalę przyszłości Polski nie tylko swoją fortunę, ale i samego siebie. On żyje tylko Polską i dla Polski. Dla niej gotów jest poświęcić całą swoją przyszłość, cały swój majątek”. „Niczego nie pragnę – mówił – tylko tego, aby moje zdrowie i mój majątek, jaki zebrałem, wystarczyły do dożycia chwili, w której się przekonam, że dopomogłem do uratowania Polski i postawienia Jej na należytym szczeblu wśród narodów świata. Niech zostanę wówczas bez centa. Wystarczy mi, gdy Polskę szczęśliwa oglądać będę.”     

        Smulski wprowadził Paderewskiego w środowiska amerykańskich bankierów, przedsiębiorców i polityków, a ten dzięki swojemu emocjonalnemu zaangażowaniu przekonywał ich do popierania sprawy polskiej. Pierwsze publiczne wystąpienie Paderewskiego miało miejsce 30 kwietnia 1915 roku, w Chicago, pod ufundowanym przez Polonię w 1886 roku, a odsłoniętym 11 września 1904 roku, pomnikiem Tadeusza Kościuszki. Na wielką, patriotyczną manifestację przybyło ponad 100 tysięcy uczestników. Dla tych, którzy nie mogli być obecni, w przeddzień ogłoszono w prasie polsko-amerykańskiej płomienny apel. Oto fragmenty tego przemówienia: 

        RODACY, DRODZY BRACIA MOI!

        Witam Was, bracia, witam siostry kochane! Witam Was serca własnego uciechą i ojczyzny bólem; witam troską Narodu i cierpieniem, ale i całą jego wdzięcznością, ufnością i nadzieją. Witam i pokłon Wam składam uniżony; boście Polacy.

         Przyszliście pod stopy pomnika, przed którym w Polsce mówić nam nie dano. Zeszliście się tutaj w pobliżu pomnika jednego z największych synów przesławnej Ojczyzny, by w skupieniu ducha, chwalebnym tego kraju zwyczajem, hołd kwiecia waszego złożyć pamiętny, wdzięczny Jemu i tym wszystkim, którzy za wolność ludzką walczyli. Przybyliście w spokoju, powadze, niemal z pokorą, a jednak każdy z Was może śmiało podnieść czoło, każdy powinien z dumą patrzeć dokoła – boście Polacy. (…)

        A gdy spoglądając na Wasze zmęczone oblicza, na Wasze ręce zgrubiałe od twardej pracy, która niejednemu, nawet wrogowi przysporzyła dostatku, gdy spoglądając na Wasze skromne szaty, bogaci a pyszni, szczęśliwi a zazdrośni zapytać Was mogą o wasze prawa do tytułu, odpowiedzcie tylko, żeście Piastów, Chrobrego, Łokietka potomstwo, żeście Zawiszów, Warneńczyków spadkobiercy, żeście Czarneckich, Sobieskich synowie, żeście Dąbrowskiego, Pułaskiego, Kościuszki dzieci. Odpowiedzcie hardo: żeście Polacy.

        Przy wierze Ojców stoicie niewzruszenie, macierzystego nie zapominacie języka, boście świadomi, że nie ma na świecie piękniejszej mowy, ani bogatszej nad naszą, nad polską. Liczba i siłą stanowicie poniekąd czwartą nasza dzielnicę. Oświatą i dostatkiem, uzdolnieniem do zbiorowej pracy, doświadczeń w przeróżnych zdobytych zawodach stanęliście wysoko. Naród Polski dumny jest z tego, żeście krwią krwi Jego, kością Jego kości. (…)

        Jestem Wam bratem. Dla wszystkich, którzy tu jesteście, jednakie braterskie żywię uczucie, miłość gorącą serdeczną. Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej, była i jest treścią mego istnienia; urzeczywistnienie jej było jedynym celem mego życia. Choć większość lat przeżytych spędziłem wśród obcych, nie sprzeniewierzyłem się jej ani na chwilę i nie sprzeniewierzę nigdy.

        Nie należę do żadnego politycznego stronnictwa i nie przychodzę by Was pouczać, byście w tym lub innym poszli kierunku. Sprawę już rozstrzygnął Naród. Sprzyja on dobrym, nie wrogom, ufa w Boga i we własną moc. (…) Pójdźcie, jak serce Wam wskaże.

        Gdy nieszczęście minie, wrócicie do dawnych swych rozpraw, a tymczasem zapomnijcie uraz, połączcie się, podajcie sobie dłonie, jeżeli nie do trwałej zgody, to do wspólnej pracy, za którą Wam Polska na zawsze pozostanie wdzięczna.

        Wdzięczny brat Wasz i sługa.

                  I. J. Paderewski

        Wynikiem trzy letniej pracy Ignacego Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych była rekrutacja ponad 20 000 ochotników do Armii Polskiej we Francji, tzw. Błękitnej Armii, dowodzonej przez gen. Józefa Hallera. Istotny jest także fakt, że Paderewski dysponował imponującą infrastrukturą społeczną. A mianowicie setkami działaczy polonijnych i organizacjami, które uznały autorytet „mistrza” i podporządkowały się jego przewodnictwu. Warto wymienić w tym miejscu chociaż niektórych z nich: dr. Teofila Starzyńskiego, Franciszka Dzioba, Jana Stykę czy Władysława Bendę. Paderewski stworzył wokół „polskiej sprawy” olbrzymie zaplecze intelektualne i finansowe. Wygłosił ponad 340 przemówień, własnoręcznie napisał tysiące listów do ważnych osobistości życia amerykańskiego. Ważnym faktem były zabiegi dyplomatyczne polskich organizacji, a przede wszystkim osobisty wpływ i przyjaźń Ignacego Jana Paderewskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Wilsonem. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Ignacego Jana Paderewskiego, prezydent Woodrow Wilson podpisał 5 października 1917 dekret zezwalający Polakom z USA formować swoją armię. Ponieważ prawo amerykańskie nie pozwalało na szkolenie obcej armii na swoim terytorium z pomocą przyszła Kanada, oddając do dyspozycji tereny pod miasteczkiem Niagara-on-the-Lake. Obóz otrzymał imię Tadeusza Kościuszki. 8 stycznia 1918 r. oficjalnie głos w spawie polskiej zabrały także Stany Zjednoczone. Amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson wygłosił wtedy orędzie do Kongresu USA, w którym stwierdził w 13. punkcie swego programu: „Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować traktatem międzynarodowym”. Francja i Anglia nie zajęły osobnego stanowiska w sprawie polskiej, lecz wyraziły swoją solidarność z Rosją. Podobne stanowisko prezentowano w wielu innych sytuacjach w Locarno, później w Monachium i w Jałcie.

        Spektakularne działania polskich patriotów w USA na czele z Ignacym Janem Paderewskim, doprowadziły do powstania Herbert Hoover and the Organization of the American Relief Effort in Poland (1919–1923). Ta amerykańska rządowa organizacja wraz z innymi organizacjami, takimi jak Polsko-Amerykański Komitet Pomocy Dzieciom, przekazała do Polski 250 milionów dolarów. Trzeba pamiętać, że wartość dolara w okresie przed depresją była astronomicznie wysoka. Pomoc finansowa dla Polski nie skończyła się z chwilą odzyskania niepodległości. W trakcie naszych dociekań udało się nam dotrzeć do wyliczeń dr. Aleksandra Rytla (słynnego założyciela Związku Lekarzy Polskich w Chicago) na temat innych zbiórek finansowych w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości.

Fundusz Narodowy – 3 000

zbiórki lokalne – 10 500

paczki żywnościowe – 624

przekazy pieniężne – 1 600

wpłaty przez konsulaty – 11 500

pieniądze przesłane przez banki – 200 000

papiery wartościowe – 49 000

polska 6-proc. pożyczka – 19 574

dolary przywiezione przez powracających emigrantów – 150 000

        Sumy – w milionach dolarów – przesłane do Polski na podstawie opracowania dr. Aleksandra Rytla.

        Pomoc finansowa Polonii dla Polski trwa do dziś. Idąc polskimi ulicami, nigdy się nie zastanawiamy, który dom powstał za pieniądze polskich emigrantów. 

        Polonia amerykańska w okresie II wojny światowej i w okresie komunizmu, przejęła na siebie ważny obowiązek reprezentowania prawdy historycznej oraz przechowania polskiej tożsamości narodowej. Za to była inwigilowana i skutecznie rozbijana przez komunistyczne służby. Po 1989 polskiej emigracji wpajano, aby trzymała się z dala od polityki, by raczej zajmowała się kulturą. Moralnym obowiązkiem Rzeczpospolitej wobec Polonii jest przeprowadzenie lustracji. Bez niej będzie się pogłębiać wyraźny upadek polonijnych organizacji, marnotrawienie dorobku patriotycznych założycieli tych organizacji i przeredagowywanie ich misji. 

        Przyglądając się polskiej debacie politycznej, skuteczności polskiej klasy politycznej, wygłaszania i powtarzania opinii, pozbawionych faktograficznych i statystycznych elementów, odnosi się wrażenie, że stopień profesjonalizacji polskich elit po jej częściowej eksterminacji w II wojnie światowej i w okresie komunizmu jest jeszcze ciągle niski. Mówi o tym prof. Marek Chodakiewicz w jednym ze swych ostatnich artykułów. W Polsce ważniejsze od prawdziwej jakości, wiedzy i umiejętności jest zatrudnianie na państwowe stanowiska „miernych, ale wiernych”. W wielu dziedzinach życia dominuje „polska niemoc”, charakteryzująca się przerostem administracji i unikania odpowiedzialności przed podejmowaniem decyzji. Od 1989 nie powstał realny, inkluzywny program integrowania emigracji w sprawy Polaków, a stwierdzenia „o podmiotowym traktowaniu Polonii” stały się kolejnym sloganem. Jako 20-milionowa diaspora, która stanowi 40 proc. wszystkich Polaków na świecie, mamy 1 reprezentanta w prezydenckiej Radzie i niezmordowaną senator Anders. Żadna gazeta, portal czy organizacja w Polsce nie interesują się sprawami polonijnymi. Na spotkaniach wymieniani i przedstawiani są tylko politycy z Polski. Liderów polonijnych nikt nie zna. Sprawy Polonii referowane są przez ludzi, którzy nigdy za granicą nie mieszkali. Na Forum Polonijnym w Krynicy o mediach polonijnych mówili polscy politycy. A gdzie byli przedstawiciele polonijnych mediów? W Polsce nikt nie zna żadnych tytułów prasy polonijnej. Wizerunek Polonii jest utrwalony poprzez 2 polskie filmy: „Nie ma mocnych” i „Szczęśliwego Nowego Jorku”. Nie jest to dobry portret współtwórców niepodległej Polski. 

        II Rzeczpospolita powstała w dużej mierze dzięki wysiłkom emigracji, umiejętnościom ówczesnej klasy politycznej i współpracy ponad podziałami. Cyprian Kamil Norwid, poeta i myśliciel wielkiej emigracji we Francji, powiedział: OJCZYZNA TO WIELKI ZBIOROWY OBOWIąZEK. Nikt lepiej tej myśli nie urzeczywistnił niż Polonia w okresie I wojny światowej, w okresie kształtowania NIEPODLEGŁEJ.

        To właśnie dlatego przypominamy sylwetkę emigranta Jana Ignacego Paderewskiego jako niedoścignionego, wielkiego męża stanu, skutecznego polityka i lidera polskiej państwowości, który nie należał do żadnej partii. Jego misją była wolna, silna, wielka i suwerenna Polska. 

        Życzeniem autorów opracowujących ten materiał byłoby, aby przeczytali go wszyscy, którzy mają jakikolwiek, najmniejszy nawet, wpływ na decyzje dotyczące losów Polski, i pochylili się nad swoimi decyzjami z patriotyczną troską. Pozdrawiamy wszystkich Rodaków w kraju i za granicą.

        W artykule wykorzystano cytaty z „Czyn zbrojny Wychodźstwa Polskiego w Ameryce – zbiór dokumentów i materiałów historycznych” Jerzego Waltera, New York-Chicago, 1957.

Waldemar Biniecki, Fundacja Pax Polonica, Kansas, 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Katarzyna Murawska, Fundacja Pax Polonica, Wisconsin, 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty

zura23Ze zbioru zastrzeżonego…

18 września 1979 r.

Notatka

dot. zebranych materiałów informacyjnych z zakresu ochrony cywilnej w wypadku ataku atomowego

        W załączeniu przesyłam uzyskane drogą pocztową na moje nazwisko i prywatny domowy adres następujących publikacji:

1. Who we are and what we do – ulotka

2. 11 steps to survival –  52 strony

3. Blast shelters –  16 stron

4. Your basement fallout shelter –  35 stron plus szkice konstrukcyjne

5. Basic Rescue Skills –  43 strony

6. Fallout on the farm –  24 strony.

SWAT

        (Odręczna notatka pod spodem: Materiały przekazano do oceny do Pl. Mjr H. Różycki.)

***

12 września 1979 r.

Notatka

o zebranych materiałach informacyjnych na wystawie Canadian National Exhibition.

        W czasie trwania w.w. wystawy w Toronto zebrałem pewne materiały informacyjne, które w załączeniu przekazuję.

        Dotyczą one przepisów imigracyjnych, warunków turystycznych, przepisów dotyczących udzielania pomocy krewnym, chcących wyemigrować do kanady, studiów w Kanadzie itd. wysokości płac w siłach zbrojnych, fotografie statków Coast Guardu orz inne.

        Powyższe materiały są zapakowane w paczce oznaczonej CNE.

SWAT

***

Załącznik 1 do pisma nr 9/80

T a j n e 

Dnia 20 listopada 1980 r.

N O T A T K A

w sprawie „D”

        Realizując zadanie Centrali postawione w punkcie 6 pisma nr 7/80 sprawdziłem w „E” (dopiski ręczne: KONSULACIE GENERALNYM) w „F” (TORONTO) dane personalne „D” (A. PIKUŁA). Przeprowadziłem również rozmowę z pracownikiem „E” (KONSULATU), który niedawno załatwiał sprawę „D” (PIKUŁY). Z zebranych w powyższy sposób danych wynika, że już on nie pracuje zawodowo, lecz utrzymuje się z emerytury własnej i żony. Pracownik „E” (KONSULATU) scharakteryzował „D” (PIKUŁę) jako prostego, starszego i schorowanego człowieka.

        Przy sprawdzaniu adresu „D” (PIKUŁY) stwierdziłem, że mieszka w niedużym i dość zaniedbanym domku jednorodzinnym, stanowiącym właściwie segment „szeregowca”. Na razie nie udało się ustalić, czy „D” nadal jest właścicielem warsztatu.

        Na podstawie zebranych dotąd skąpych danych o „D” (PIKULE) trudno jest zająć jednoznaczne stanowisko w interesującej Centralę sprawie. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że sam „D” (PIKUŁA) nie jest ciekawym obiektem, natomiast w przypadku przyjazdu do niego siostrzeńca, mógłby on być ewentualnie wykorzystany w naszej pracy dopiero po pewnym okresie aklimatyzacji, który ogólnie trwałby tym dłużej, im niższe jest jego przygotowanie zawodowe i językowe.

R a j m u n d

 

 

***

Warszawa 7.08.1978 r.

T A J N E

Egz. nr 1

PŁK DYPL 

H. K R Z E S Z O W S K I

        W zainteresowaniu operacyjnym Oddziału X znajduje się Ob. Rogoziński Stefan-Andrzej s. Kazimierza i Marii z domu (...), ur. (...) 1954 r. w Lublinie.

        W/w w marcu 1978 roku wyjechał na stałe do Kanady do swojej żony, która wraz z rodzicami, matką Izabelą-Marią (...) z domu (...) ur. w 1935 r. oraz ojcem Eugeniuszem (...) zamieszkuje pod adresem (...) Edmont, Alberta Kanada.

        Z posiadanych przez nas informacji wynika, że Izabela (...) pracuje w miejscowej Policji jako sprzątaczka a jej mąż jest rencistą.

        Po przyjeździe do Kanady Stefan-Andrzej Rogoziński już od kwietnia rozpoczął naukę języka angielskiego. Według posiadanych przez nas informacji za uczestnictwo w tym kursie otrzymuje on wynagrodzenie w wysokości 360 dolarów kanadyjskich miesięcznie. W kursie tym uczestniczy także grupa Polaków, którzy opuścili Polskę w sposób nielegalny.

        W celu pełniejszego rozpracowania Ob. Stefana-Andrzeja Rogozińskiego, Oddział X prosi o uzyskanie z terenu Kanady następujących informacji:

        – bliższych danych o w/w osobach, jaką opinię ma o nich nasz Konsulat,

        – czy odpowiada prawdzie posiadany przez nas adres i miejsce pracy,

        –  czy ktoś z wymienionej rodziny stara się o przyjazd do Polski,

        – co wiadomo o wspomnianym kursie i czy ktoś z uczestników tego kursu ubiega się o paszport konsularny.

płk Zygmunt DROBUSZEWSKI

***

Tajne Spec. Znaczenia

Egz. pojedynczy

Dnia 17.02.70 r.

NOTATKA SŁUŻBOWA

dot. „C” 

(odręczny dopisek: stypendystów)

        W ostatnim okresie czasu nieco bliżej zapoznałem się z problematyką „C” (stypendystów) na tutejszym terenie. W dotychczasowym układzie zasadnicza ich większość niezależnie od specjalności rekrutuje się z „F” (Poznania). Tylko jednostki pochodzą z innych środków. Dzieje się tak dlatego, że jednym z pierwszych „C” (stypendystów) na tym terenie był „N” (prof. Wieziorowski), który jest prawdopodobnie „O” (Prorektorem Uniwersytetu Poznańskiego). „N” (prof. Wieziorowski) nawiązał na tym terenie szereg kontaktów i za jego pośrednictwem zaczęli przyjeżdżać następni. Stał się on niejako pośrednikiem a jego wpływy polegały na tym, że np. w „P” (N.R.C.) jego opinia wystarczyła do zaakceptowania kandydatury.         W chwili obecnej zauważa się generalną tendencję zmniejszenia ilości przydzielanych dla nas „C” (stypendystów). Niemniej jednak możliwości wyjazdu w dalszym ciągu istnieją zarówno poprzez kanał opisany powyżej jak i normalną drogą wg. ustalonych przepisów. Istnieją również pewne możliwości uplasowania wskazanej osoby poprzez wykorzystanie kontaktów jakie posiada na tym terenie „I” (ambasada). Na ten temat przeprowadziłem niewiążącą rozmowę z szefem, który ustosunkował się pozytywnie do problemu.

        Formalny kontakt z „C” (stypendystami) utrzymuje pracownik „I” (ambasady) prowadzący sprawy nauki i kultury. Po zlikwidowaniu tego stanowiska jego kompetencje zostaną podzielone wśród innych z takim jednak wyliczeniem, że sprawy najważniejsze zostaną utrzymane w dalszym ciągu przez pracowników „H” (MSW). Ze względów zrozumiałych nie możemy przejmować żadnych funkcji jakie ulegną podziałowi. Kontakty między „C” (stypendystami) a „I” (ambasadą) są jednak bardzo luźne i raczej można stwierdzić, że po przyjeździe tutaj zostają oni przejęci przez emigrację. Stąd dodatkowe niebezpieczeństwo dekonspiracji przy nawiązywaniu kontaktów operacyjnych na miejscu. Inną trudność stanowi fakt, że z pozycji zajmowanych oficjalnie nie można w sposób naturalny docierać do „C” (stypendystów) gdyż w naszym wypadku musi to budzić podejrzenia.

        Ponieważ jest to bardzo poważny kanał zdobywania informacji należy moim zdaniem poświęcić mu więcej uwagi i lepiej wykorzystać go w przyszłości. W chwili obecnej widzę trzy zasadnicze drogi prowadzące do wykorzystania „C” (stypendystów). Można je realizować oddzielnie lub równocześnie gdyż nie wykluczają się one nawzajem. Są to:

        –  umieszczenie pod przykryciem pracownika, który na tym terenie prowadziłby sprawy kultury i nauki. Stanowisko to poza kontaktami z „C” (stypendystami) umożliwia naturalne dotarcie do ośrodków naukowych.

        – dotarcie z pozycji kraju do „F” (Poznania) gdzie poprzez opisany kanał można będzie wpłynąć na dobór ludzi oraz przygotowanie ich do wyjazdu. Ludzie ci na tym terenie przekazani by zostali na nasz kontakt w celu realizacji postawionych zadań.

        – przygotowanie kandydatów specjalnych do wyjazdu w charakterze „C” (stypendystów) na z góry upatrzone specjalności. Jeśli zaistnieje potrzeba będę w stanie przedłożyć możliwości jakie w tej dziedzinie posiada „I” (ambasada). 

M O D E S T

***

Załącznik Nr 3 do pisma Nr OPS/00272/70

TAJNE SPEC. ZNACZENIA

Egz. Nr 2

Dot. Ppłk M. Kozłowskiego

        Informujemy, że w połowie 1969 roku wyjechał służbowo za granicę oficer Centrali ppłk Marian KOZŁOWSKI. W podróży posługiwał się paszportem operacyjnym wystawionym na nazwisko obywatela bratyjskiego. Od chwili opuszczenia kraju wszelki ślad po nim zaginął.

        Czynione poszukiwania nie przyniosły dotychczas żadnych dowodów, że zachodzi fakt dezercji lub zdrady, nie można jednak tego wykluczyć włącznie z wszystkimi konsekwencjami.

        W celu zapobieżenia ewentualnym następstwom, w razie gdyby to była dezercja, polecamy zachowanie maksymalnej ostrożności przy wykonywaniu przez podległą Wam rezydenturę wszelkich przedsięwzięć i operacji o charakterze wywiadowczym.

        Wyczulcie wszystkich oficerów aby zachowali czujność, szczególnie jeżeli chodzi o udzielanie pomocy lub jakichkolwiek informacji ludziom przyjeżdżającym z kraju, nawet w przypadku, gdy znają ich osobiście, jeśli nie otrzymaliście uprzednio polecenia, aby takiej pomocy udzielić.

        Powyższe podajemy do Waszej wyłącznej wiadomości. Nikomu nie należy podawać nazwiska ppłk Kozłowskiego, a jedynie omówić ogólnie z podległymi Wam oficerami konieczność zachowania tego rodzaju środków ostrożności.

        Należy zachować całkowitą dyskrecję oraz zakazać komentowania i omawiania tej sprawy z żonami, czy kimkolwiek innym. Jeśli zgłosiłby się do ambasady, lub nawiązał kontakt z którymś z naszych pracowników poza ambasadą –  należy nas natychmiast powiadomić.

***

Załącznik Nr 5 do pisma Nr 09S/0027e/70

TAJNE SPEC.ZNACZENIA

Egz. Nr 2

Dot.: Wykonania opracowania.

        Opracowanie ujęte w zadaniach rocznych na temat –  „Możliwości prowadzenia pracy wywiadowczej przeciwko B (USA)” ma na celu przedstawienie czy i jakie istnieją możliwości prowadzenia pracy wywiadowczej z różnych pozycji /Waszego biura, z pod przykrycia, z różnych tamtejszych naszych placówek i z pozycji nielegalnej/.

        Proponowany przez Was pierwsza część tego opracowania nie stanowi tematycznego związku z całością. Proponujecie „Ogólną charakterystykę stosunków między B (USA) i krajem Waszego urzędowania” –  nie precyzując o jakie tu stosunki chodzi.

        Ogólne stosunki między tymi krajami: polityczne, ekonomiczne, wojskowe, handlowe itp., są ogólnie znane. Opracowanie ma na celu przedstawienie możliwości prowadzenia pracy wywiadowczej. Dlatego nie rozumiemy proponowanej pierwszej części.

        Naszym zdaniem całość /I i II część/ winna stanowić jedno opracowanie na powyższy temat. Biorąc powyższe pod uwagę, całość tematu należy podzielić na rozdziały, z których część opracujcie osobiście a część winien opracować MICHALAK. Poszczególne rozdziały należy przysyłać sukcesywnie z takim wyliczeniem aby połowę opracowania przysłać do 30 lipca br.

        Zgadzamy się z Wami, że bardzo dobrze byłoby znać wiele rejonów przygranicznych ale wymaga to wiele czasu, wyjazdów i nakładów finansowych. Realnie biorąc można tymczasowo ograniczyć się do pewnych uogólnień z punktów granicznych w Montrealu /porty lotniczy i morski/ w Niagara Falls, Thousand Islands, Toronto i inne dostępne. Pozostałe rozdziały winny obejmować uogólnienia na podstawie wielu przykładów /przytaczać/ możliwości poruszania się przez Was, pracowników placówek, stypendystów, delegatów, turystów itp.

        Uwagi powyższe zorientowały Was zapewne o co nam chodzi. W najbliższej poczcie oczekujemy od Was spisu treści rozdziałów, aby ewentualnie skorygować je w Centrali.

C Y R U S

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 18