Goniec

Switch to desktop Register Login

sobota, 20 wrzesień 2014 15:38

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy (1)

Kochanek-Wielkiej-NiedzwiedzicySzanowni Państwo, rozpoczynamy druk kultowej powieści "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" Sergiusza Piaseckiego – wolnego Polaka, rasowego antykomunisty, skazanego niegdyś na wyrugowanie z polskiej pamięci. Szczęśliwie nieskutecznie.

"Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" – powieść Sergiusza Piaseckiego, napisana w roku 1935 i wydana w 1937, opisuje realia pogranicza polsko-sowieckiego pierwszej połowy lat 20. XX wieku. Jest to opowieść oparta na wątkach biograficznych autora, który też zajmował się przemytem na pograniczu. Centrum akcji jest miasteczko Raków, leżące przy samej granicy polsko-sowieckiej, "33 wiorsty od Mińska" (Litewskiego). Narratorem powieści jest Władek Łabrowicz, który z wojewódzkiego Wilna, gdzie nie mógł znaleźć pracy, przyjeżdża do Rakowa za namową dawnego kolegi z wojska, obecnie "maszynisty" (przewodnika przemytników) Józefa Trofidy, i dostaje u niego miejsce do zamieszkania oraz możliwość zarobku przy przemycie, czym głównie tam się trudniono.

Powieść została zaplanowana przez autora w trzech częściach (I Pod kołami Wielkiego Wozu, II Wilczym tropem, III Widma graniczne), po 15 rozdziałów każda. Całość mogła zmieścić się w dwóch tomach. Niestety, przedwojenny wydawca polecił niewymienionemu z nazwiska, "znanemu polskiemu literatowi" dokonać znacznych skrótów w celu "przykrojenia" objętości do 1 tomu; czego ten – za zgodą, ale bez nadzoru przebywającego wtedy jeszcze w więzieniu Piaseckiego – dokonał, naruszając miejscami konstrukcję powieści, wg słów Piaseckiego, "w taki sposób, że akcja zatracała sens".

Oryginalny rękopis zaginął w czasie wojny. Emigracyjne wydanie z roku 1946 zrobiono na podstawie drukowanego egzemplarza z roku 1937, w którym brakowało początkowych 20 stron. Ten brak uzupełniono, tłumacząc początek powieści wstecznie na język polski z przekładu włoskiego (wydanego w roku 1942).



P R Z E D M O W A

Latem 1936 r. zrobiłem osiem tysięcy kilometrów, klucząc wzdłuż ściany wschodniej.

Nasza granica z Sowietami, mimo, że stężała w odrutowaniu granicznem – drga niepokojem.

Tak, jakbyśmy byli u podnóża wulkanu. Kwiatki na nim rosną i kozy się pasą. Przecież zastygłe masy żużla mówią o tem, co było. I czujemy pod ziemią nieuchwytne drżenie.

Opublikowano w Lektura Gońca

Przedstawiamy Państwu wspomnienia Zbigniewa Bieniawskiego z Wasaga Beach, polskiego lotnika, strzelca pokładowego z 300. Dywizjonu Bombowego, ofiarę wywózek sowieckich, potomka starożytnego polskiego rodu. 

bieniawskiPpor. Zbigniew Bieniawski jest absolwentem Szkoły Junaków w Barbarze i Quastinie. Został strzelcem pokładowym w 300. Dywizjonie Bombowym w Anglii. Pełnił służbę wojskową do 1948 r., kiedy to zostały rozwiązane Polskiego Siły Zbrojne na Zachodzie.

– Nazywam się Zbigniew Bieniawski, urodziłem się w miejscowości Bieniawa w Tarnopolskiem. Uczęszczałem do powszechnej szkoły do piątej klasy. W 1940 roku zostałem wywieziony do Rosji w głąb Komi, koło miasteczka zwanego Noszul.

– Razem z rodziną Pana wywieziono?

– Tak. Mama i dzieci, ojca zabrano osobno. Nic o nim nie wiedzieliśmy, dopiero po amnestii spotkaliśmy się w Uzbekistanie.

– A czym się zajmował Pana ojciec, co robiła Pana rodzina przed wojną?

– Myśmy mieli dużą farmę w Polsce.

– Majątek?

– Tak, majątek. To taka rodzinna farma była.

– Był dwór?

– Tak, dwór był. Rosjanie przyszli w nocy – każdy ma taką samą historię – trzeba było wszystko zostawić, ubierać się i wychodzić na sanki, potem do stacji kolejowej, może kilka kilometrów. Na wagony kolejowe, potem do Tarnopola, przesiadka do osobowego pociągu i prosto do Rosji.

Opublikowano w Wywiady

I był spokój. Drugą część HHH Farm stanowi wielkie pole uprawne kukurydzy, które ciągnie się wzdłuż szosy do Acton, granicząc poprzez zrobioną przez Tymińskiego drogę z trzecią częścią farmy, czyli zwartą ścianą świerkowego lasu. Tymiński za niewielką opłatą wydzierżawia pole lokalnemu farmerowi, który co roku obsiewa je kukurydzą. Stary farmer wraz z synem uprawiają w ten sposób kukurydzę na kilkunastu dzierżawionych polach i poletkach w okolicy. Główną korzyścią tej dzierżawy dla farmy jest to, że przy okazji uprawy kukurydzy trzeba pole oczyszczać co roku z potężnych kamieni, które ta ziemia też co wiosnę rodzi. Pod kamieniami zalegającymi w ziemi, gromadzi się jesienią woda, która zimą zamarza i wysadza je na powierzchnię. I tak co roku trzeba je zbierać podnośnikiem i wywozić z pola.

Przed laty było to sławne na całe Acton, a nawet Mississaugę, pole truskawkowe, a jego farmę nazywano Strawberry Hills Farm. Tymiński sadził swoje truskawki odmianami dojrzewającymi kolejno przez cały sezon letni. Truskawkami pachniało aż pod Acton. Na truskawki przyjeżdżały samochodami całe rodziny z Acton, a także aż z Mississaugi.

Opublikowano w Lektura Gońca

"Choć trudno było w to uwierzyć – podsumowywali Piotr Bazylko, Paweł Fąfara, Piotr Wysocki – komputery Infasu w telewizyjnym »Wieczorze wyborczym« nie »zwariowały«. 25 listopada 1990 r. o godzinie 24.00 oniemiała Polska wchodziła w nowy dzień. Dzień Stana Tymińskiego, który uzyskał poparcie 3 797 605 obywateli Rzeczypospolitej. Stanowiło to 23,1% ważnych głosów. Oznaczało to dla (do niedawna) »człowieka znikąd'«przejście wspólnie z laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, Lechem Wałęsą, do drugiej tury wyborów prezydenckich".

Porażka Mazowieckiego, jako urzędującego premiera i kandydata środowiska politycznego "Gazety Wyborczej", wspieranego także przez wojskowy ośrodek prowadzący transformację, była szokiem dla tego środowiska i samego Mazowieckiego. Następnego dnia po wyborach Mazowiecki złożył dymisję swego rządu. Oznaczało to de facto, że Tymiński obalił rząd Mazowieckiego. W rozmowie z ówczesnym marszałkiem Sejmu Mikołajem Kozakiewiczem, Mazowiecki tak podsumował swoją porażkę wyborczą. (Mazowiecki): "Tymiński nas po prostu kompromituje". (K. /Kozakiewicz – WB/): "Sądzę, że ci, którzy głosowali za Tymińskim, głosowali protestacyjnie jednocześnie przeciw panu i przeciw Lechowi Wałęsie". (...) (Mazowiecki): "Ludzie są niewiarygodnie ciemni u nas". To poczucie wyższości i lekceważący stosunek do własnego społeczeństwa nie były wszakże osobistą cechą samego Mazowieckiego, lecz całego jego środowiska politycznego. Było i pozostaje charakterystyczną cechą większości elit politycznych III RP o samozwańczym w istocie charakterze, wyniesionych na scenę polityczną układem Okrągłego Stołu i Magdalenki.

Opublikowano w Lektura Gońca

Plan Balcerowicza, a następnie polityka kolejnych rządów, tak postsolidarnościowych, jak i postkomunistycznych, umożliwiła przeprowadzenie prywatyzacji majątku państwowego w formule latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym korporacjom, firmom oraz bankom. "Według NIK – podsumowywał w 1995 roku J. Balcerek – do końca 1994 r. »sprywatyzowano« około 36 proc. potencjału sektora państwowego. Przyjmując wartość netto (po aktualizacji) środków trwałych w tym sektorze, w 1994 r., oraz stopień ich zużycia dla całej gospodarki (42,8 proc.), można stwierdzić, że wartość 'sprywatyzowanych' środków trwałych wynosiła co najmniej 451,6 bln zł (około 47,6 mld USD). Z tego tytułu wpłynęło łącznie do budżetu, w okresie 1991–1994, 30.354,0 mld zł (1.648,4 mln USD). Z tego należałoby odliczyć koszty »prywatyzacji«, które wyniosły 8,5 proc. dochodów z »prywatyzacji« w 1993 i 3,2 proc. w 1994 roku. Oznacza to, że środki trwałe wartości 47 mld USD oddano obcym korporacjom i nomenklaturze za około 1,5 mld USD, czyli za około 3 proc. ich wartości".

Opublikowano w Lektura Gońca

Jeszcze na początku kampanii Tymiński wybrał się na promocję książki byłego I sekretarza partii komunistycznej Edwarda Gierka. Był to wywiad- rzeka o tytule "Przerwana dekada", jaki przeprowadził z nim dziennikarz Janusz Rolicki. Poszedł tam z ciekawości, aby zobaczyć Gierka, którego nigdy w życiu nie widział. Nawet w telewizji. Do wejścia budynku hotelu "Holiday Inn" w centrum Warszawy, gdzie odbywała się promocja, prowadził długi czerwony dywan. Szedł z siostrą i jej znajomą, gdyż sam nie byłby nawet w stanie rozpoznać Gierka. Kilka metrów przed nimi szedł dość otyły człowiek z dużymi uszami. Nagle ludzie stojący po bokach tego czerwonego dywanu zaczęli pluć na idącego przed nim mężczyznę. I to zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Skonfundowany Tymiński zaczął się nawet przez chwilę obawiać czy też aby na niego również nie zaczną pluć. Zapytał się wówczas siostry, kim jest ten mężczyzna, na którego tak plują. – "To Jerzy Urban. Były rzecznik prasowy rządu Jaruzelskiego" – usłyszał w odpowiedzi.

Opublikowano w Lektura Gońca

Na negatywne wypowiedzi o roli Polaków pochodzenia żydowskiego w polityce, pozwolił sobie w kampanii wyborczej tylko Wałęsa, uważający zapewne, że to przyniesie mu poparcie ludzi niechętnych Mazowieckiemu.

Sam problem silnej reprezentacji czy nadreprezentacji ludzi o etnicznym pochodzeniu żydowskim w postsolidarnościowych elitach politycznych, a w szczególności w grupie środowiska politycznego "Gazety Wyborczej", w tym salonu Kuronia i Geremka, został stworzony mechanizmem reguł ich samokooptacji. Niejawne i niejasne reguły samokooptacji Komitetu Obywatelskiego dla potrzeb Okrągłego Stołu, były w istocie oparte o sieć powiązań towarzyskich głównie środowisk warszawskich. W tych okolicznościach ten samodobór doprowadził do sytuacji tej nadreprezentacji. Postsolidarnościowi politycy o żydowskim pochodzeniu etnicznym, na czele z Michnikiem i Geremkiem, sami siebie po prostu tak dobrali. Ponieważ były to grupy polityczne wspierające szokową transformację, która miała charakter kompradorski gospodarczo, a politycznie antynarodowy, część opinii publicznej przeciwnej tej transformacji wiązała przyczynowo jej kompradorski i antynarodowy charakter z etnicznym pochodzeniem żydowskim części tych samozwańczych elit. I ich żydowskim pochodzeniem etnicznym wyjaśniała kompradorski charakter polityki rządów postsolidarnościowych.

Opublikowano w Lektura Gońca

Sam Tymiński, choć zachęcany do startu w wyborach, acz też już o tym praktycznie od września przemyśliwujący, długo wahał się przed podjęciem ostatecznej decyzji o zgłoszeniu swej kandydatury. Z jednej strony, chciał swym startem przynajmniej ostrzec Polaków przed zagrożeniami, w obliczu których stanęła Polska i oni sami. A miał już i doświadczenie polityczne, i pieniądze niezbędne na kampanię. Ale z drugiej strony wydawało mu się niemożliwe, żeby mógł zdobyć 100 tys. podpisów poparcia za swoją kandydaturą, co było warunkiem startu w wyborach. Nie miał zaplecza politycznego, a więc i ludzi, którzy chcieliby zbierać dla niego podpisy. Ostatecznie jednak na 10 dni przed ostatecznym terminem rejestracji kandydatów, podjął trudną dla siebie decyzję o starcie w pierwszych wolnych wyborach prezydenckich.

– Sam jeden podjąłem decyzję, aby kandydować w wyborach prezydenckich. Zrobiłem to z kilku powodów: nie podobał mi się kontrakt "okrągłego stołu" i będąc w Polsce miesiąc przed wyborami jako autor książki "Święte psy", rozpoznałem podział na kilka ugrupowań, a każde z nich było głową jednej i tej samej hydry. Brałem w przeszłości udział w akcjach politycznych w Peru i w Kanadzie.

Opublikowano w Lektura Gońca

Partyzant powinien uczynić przewagę ze swej małości. Musi być mały, aby podejmować szybkie decyzje i wchodzić w akcje, które przedsięweźmie błyskawicznie, podczas gdy wielkie firmy potrzebują na to miesięcy.

Tymiński opowiedział się za prywatyzacją przedsiębiorstw państwowych, uważając, że tak wielka skala własności państwowej w gospodarce jest jej największym problemem. Ale ostrzegał równocześnie przed pośpiechem w pozbywaniu się przez państwo swych przedsiębiorstw i postulował drogę ewolucyjną.

Potrzebna nam jest ewolucja – pisał Tymiński – a zatem intencją rządu powinno być dążenie do wyprzedaży firm państwowych nabywcom krajowym, czy też zagranicznym, na rynku giełdy akcyjnej, jako najbardziej demokratycznego mechanizmu, niezależnie od popytu. Nie można jednak oddawać tych firm za darmo, czy pół darmo, bez oceny ich wartości przez wolny rynek”.

Opublikowano w Lektura Gońca

W przypadkach walki ze skonkretyzowanymi przeciwnikami społecznymi, typu politycy czy partie lub związki zawodowe, stosowanie Reguła Trójkąta polegało na atakowaniu ich nie za ich polityczną działalność, ich ocenę sytuacji i stawiane cele polityczne, ale za wszystko inne, za co tylko się da, a jak się nie da, to trzeba to było kłamliwie wymyślić: za życie osobiste, rodzinne czy poglądy etyczne; za ukrywane motywy działania i wrogie rzeczywiste cele polityczne i prywatne, za złe intencje lub za dobre intencje, którymi wybrukowane jest piekło. Taką szczególna rolę w stosowaniu Reguły Trójkąta odgrywał zarzut antysemityzmu i nacjonalizmu czy tylko nietolerancji dla innych. Nie można przecież było atakować poszczególnych polityków czy osoby publiczne za ich patriotyzm. A patriotyzm był wielkim zagrożeniem dla szokowej transformacji, gdyż mobilizował do obrony polskiej gospodarki i polskiej własności. Więc zgodnie z Reguła Trójkąta tworzono i stale nagłaśniano zarzut o ich antysemityzmie, nacjonalizmie czy nietolerancji, a pretekst zawsze się znalazł.

Opublikowano w Lektura Gońca