Goniec

Switch to desktop Register Login

 Niniejszą książkę dedykuję pamięci: Cesarza Bolesława I Wielkiego zwanego Chrobrym, największego i najwyższego rangą władcy w dziejach średniowiecznej Europy i Lechii, inaczej Polanii. Ukoronowanego dwoma diademami cesarskimi: Cesarza Wschodu (Ariów – Słowian) – w Gnieźnie w 1000 roku, oraz Cesarza Zachodu – w Rzymie w 1025 roku. Panującego przez 25 lat na cesarskim złotym tronie Karola Wielkiego, największej relikwii ówczesnej Europy.

Autor

        Historia, prawda, społeczeństwo

        Badacz historii ma obowiązek mówić prawdę według swojej najlepszej wiedzy o zgodnych ze źródłami wydarzeniach i postaciach. Ma on obowiązek informować o tym społeczeństwo, bowiem to on służy społeczeństwu, a nie odwrotnie. A społeczeństwo ma więc suwerenne prawo do tej wiedzy. I nikt nie ma prawa społeczeństwu tej wiedzy odebrać.

Autor

        Jak pamiętamy ze starożytnej historii Lechii, w XVIII wieku p.n.e. narodziła się Wielka Dynastia Lechitów, która trwała przez 3099 lat, począwszy od Ojca Narodu Lechitów – króla Lecha I Wielkiego w 1729 roku p.n.e., jako trzeciego władcy po królach: Sarmacie i Kodanie, do króla Kazimierza III Wielkiego w 1370 roku. W tym okresie panowali lechiccy królowie i książęta z siedmiu linii rodowych Ariów – Słowian Indoscytów: Sarmatów, Scytów, Wandalów, Suewów, Herulów oraz przez ostatnie 610 lat – Suewów, później zwanych Polanami.

        Zidentyfikowano 78 władców Lechii, którzy wyznawali różne religie: wedyjski arianizm, chrześcijaństwo w obrządku słowiańskim i w obrządku rzymskim.

Opublikowano w Teksty

         Naszą Starożytną Historię Lechii czyli Polski

        My Polacy, Ariowie – Słowianie, powinniśmy

        Odkryć na nowo sobie, jak i światu, oraz

        Poznać ją i zrozumieć, a także

        Poczuć głęboko w naszych sercach i

        Nie dać jej sobie odebrać, jak również

        Dalej niestrudzenie badać oraz

        Przywracać społeczeństwu!

Autor

„Bóg nie może zmieniać przeszłości, ale historycy mogą.” 

Samuel Butler

„Naród bez znajomości swojej historii, pochodzenia i kultury jest jak drzewo bez korzeni.”

Marcus Garvey

„Lechitami, Lechami, Lachami, cały Naród i Królestwo nazywano, a Polanami, Polakami – plemię jedno. Lechitowie, nazwisko od Lecha – Króla dawniejszego wzięli.”

Kronikarze, m.in. Prokosz, Nestor, Bogufał

„Naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie buduje przyszłości.”

św. Jan Paweł II

        Zamiast wstępu, pragnę tą drogą złożyć Panu Januszowi Bieszkowi najserdeczniejsze podziękowania za wspaniałą, odkrywczą i pouczającą dwutomową publikację pt. „Słowiańscy królowie Lechii”, i drugi tom będący jej kontynuacją pt. „Chrześcijańscy królowie Lechii”, odtwarzającą historię naszego narodu, którego prapoczątki sięgają XVIII w. p.n.e. – Imperium Lechickiego i jego mieszkańców – Lechitów. 

        Praca ta pozwala współczesnym Polakom zrozumieć proces kształtowania się, podczas dziejów historii, naszej narodowej tożsamości. Manipulowani, w naszej historycznej świadomości zaistnieliśmy jako Polacy w 966 roku, tj. od umownej daty chrztu Polski za czasów Mieszka I, legendarnego Piasta-Kołodzieja (kto mu doprawił profesję pochodzącą niewątpliwie od piasty koła?). Pojawiliśmy się na arenie dziejów tak, jak sobie zażyczyli nasi wrogowie: znikąd, bez historii, bez korzeni. Uwierzyliśmy, że początki naszej państwowości datują się od VI wieku n.e., czyli, jak mówią Niemcy, dołączyliśmy do wspólnoty europejskiej jako ostatni, po nie wiadomo ilu wiekach błądzenia po bliżej nieokreślonych terytoriach, osiedlając się docelowo na terenach germańskich (sic!), a które obecnie zamieszkujemy. Natomiast Żydzi ogłosili się „akuszerami Polski”. A inni nie mówią nic. A my, Polacy – Lechici – aryjscy Słowianie, jesteśmy i byliśmy u siebie od zawsze, od zarania dziejów, jako pierwsi mieszkańcy, autochtoni na europejskim terytorium.

Według słów Autora, starożytna Lechia to państwo założone 3700 lat temu przez króla Lecha Wielkiego, Ojca Naszego Narodu, nazwane Lechistanem (tj. państwem Lecha) przez Persów i Turków; Wielką Scytią i Scytią przez Greków (ludność zwali Scytami), natomiast Rzymianie zwali nas Sarmatami, a nasze państwo Sarmacją i Sarmacją Europejską. W toku dziejów ukształtowała się nazwa: Imperium Lechitów, które podbiło i zhołdowało dziesiątki plemion słowiańskich na ogromnym obszarze Europy i Azji.

        Imperium Lechitów było potężną organizacją państwowo-plemienno-rodową Słowian, których ziem nie zdołali podbić ani Persowie, ani Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy czy Frankowie. Autor precyzuje, że „Ariowie – Słowianie nie musieli skądkolwiek przybywać, albowiem jako autochtoni, byli na tych terenach od 10 700 lat i mieszkali u siebie ‘in situ’ (w pierwotnym miejscu), na swoich ziemiach. Natomiast w samym dorzeczu rzeki Ren zamieszkiwały plemiona galijskie, celtyckie i normandzkie, które wymieszane dużo później z przybyszami z północy i w mniejszym stopniu ze Słowianami, utworzyły plemiona niemieckie o haplogrupie R1b1b2Y – DNA, które powołały pierwsze państwo niemieckie dopiero w 919 roku”.

        Aby wyjaśnić, co to jest rasa aryjska i skąd się wzięła w Polsce, musimy iść pod prąd dziejów naszego narodu, żeby dotrzeć do cywilizacji Gobi, czyli Wielkiego Imperium Ujgur, oraz do Imperium Ramy, istniejących tysiące lat temu. Wielkie Imperium Ujgur – cywilizacja Gobi, została założona 70 0000 lat temu przez Ujgurów z kontynentu Mu, na Pacyfiku. Ujgurowie należeli do rasy aryjskiej, białej, wraz z potomkami Ariów z północnej Azji, tj. białej cywilizacji. Ta aryjska cywilizacja zajmowała obszary środkowej Azji, Rosji, centralnych i północnych Chin oraz środkowych terenów Europy: Bałkanów, Ukrainy, Białorusi, Polski i Niemiec (Ariowie – Prasłowianie), także północnej części Hiszpanii i południowej Francji (Ariowie – Prabaskowie). Czyli aryjska cywilizacja zajmowała tereny od Oceanu Spokojnego do Atlantyckiego, i od Oceanu Arktycznego do Chin, Birmy, Indii, Iranu, aż do Morza Kaspijskiego.

        25 tys. lat temu, w wyniku kataklizmu – zatonięcia kontynentu Mu na Pacyfiku, powstała fala pływowa (tsunami), która zalała olbrzymie obszary Azji, Ci, co ocaleli, migrowali na zachód, na Bliskich Wschód i do Europy. Czyli aryjscy Ujgurowie dotarli i do nas, do Lechii.

        Natomiast książę Ram, nazwany przez Hindusów Ramą, od którego imienia pochodzi nazwa Imperium Ramy, chciał odtworzyć Imperium Aryjskie na terenie Azji. Około 17 000 lat temu książę Ram organizował podboje Ariów na terenie Kaukazu – skąd wyparli rasę czarną, Turkmenistanu, Iranu i północnych Indii, wypierając częściowo tubylców. W dokonaniu misji przeszkodził im ogólnoświatowy kataklizm – potop (ok. 12 500 lat temu), który był skutkiem przesunięcia biegunów magnetycznych, co spowodowało potężną falę tsunami. Planeta została zdewastowana, Ci, co przetrwali, przystąpili do odbudowy Aryjskiego Imperium Ramy, zwłaszcza w Iranie, gdzie przetrwały duże skupiska białej rasy aryjskiej. Także w Chinach, gdzie przetrwało 11 milionów potomków Ujgurów – Ariów, 6 tysięcy w Pakistanie, na Sachalinie, Kurylach i w Japonii. Badania genetyczne wykazują, że Ariowie – Prasłowianie w Indiach, Iranie i środkowej Europie są spokrewnieni z Ariami – Ujgurami i mają ten sam kod genetyczny: R1a1Y – DNA.

        Według badań naukowych (True Origin of the Peoples), pochodzenie ludu Sarmatów osiedlonego w Polsce (Lechii) wywodzi się ze starożytnego Iranu, konkretnie z Elamu, ziemi ludzi szlachetnych. Nasz XIX-wieczny wybitny uczony, orientalista, językoznawca i numizmatyk, prof. dr hab. Ignacy Pietraszewski, nazwał Persję „stolicą prapradziadów rodu słowiańskiego”! Tyle o Ariach. A co do Słowian, nazwanych tak przez Rzymian od sławy, są to różne ludy indo-irano-europejskie, noszące różne nazwy, mające identyczny kod genetyczny R1a1a – DNA, będące jedną rasą aryjską i pochodzące od prehistorycznej cywilizacji Gobi i Imperium Ramy. Są to więc także ludy zasiedlające tereny Lechii: Ujgurzy – Prasłowianie, Suewowie, Wenedowie, Sarmaci i Kashshu z Elamu, Scytowie, Amazonki, Wandalowie, Burgundowie, Herulowie, Gotowie i Hunowie. To jedna, wielka aryjsko-słowiańska rodzina.

        ...Badacze, którzy nie dotarli do materiałów źródłowych, idąc na łatwiznę, nazwali Słowian niewolnikami; czyli z fonetycznego podobieństwa wyrazów: Slav (Słowianin, słowiański) i slave (ang. niewolnik) czy esclave (fr. idem), wyprowadzili „tożsamość” semantyczną! Lenistwo umysłowe? A może coś więcej?

        Wracam do tematu. W tej grupie mieszczą się Polacy – Słowianie, potomkowie Ariów! O nas prof. dr T. Grzybowski z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy, w radiu i na łamach prasy poinformował (2013 r.), że my, Polacy, jesteśmy autochtonami na ziemiach polskich i mamy haplogrupę: R1a1a7, zarówno w linii żeńskiej jak i męskiej, od co najmniej 7000 lat; badania międzynarodowe wskazały na 10 700 lat! Według badań międzynarodowego zespołu naukowców, my, Polacy, posiadamy najwięcej autochtonicznych potomków Ariów – Słowian – 57,5 proc.; w porównaniu: Węgry – 39 proc., Czechy – 30 proc., Niemcy – 16 proc.; w Azji: Pakistan – 48 proc., Indie – 35 proc., Iran – 25 proc., Chiny – 2 proc.

        Słowianie stworzyli cywilizację i społeczność ludzi wolnych i wolnych współobywateli o dużym poczuciu wspólnoty, dla której system niewolniczy był nie do zaakceptowania. To m.in. dlatego władcy zachodniej Europy zrobili wszystko, aby nas unicestwić. Przykłady okrucieństwa chrześcijańskich władców Saksonii w walce o zdobycie nowych terenów z gotową infrastrukturą, zasobami ludzkimi i materialnymi podane są poniżej w „Poczcie królów Lechii”.

        Powtórzę za Autorem, że „nasi przodkowie, Ariowie – Słowianie, nie byli barbarzyńcami z ‘zapyziałego zaścianka‘ i nie mieszkali tylko w szałasach i ziemiankach przez tysiące lat do czasów Mieszka I, jak się to nam przedstawia”. Według polskich archeologów, w Zagórzycach odkryto osadę obronną z okresu około 6000 lat p.n.e.; w Żyglinie – sprzed 4000 lat; w Zosinie – osadę sprzed 2400 lat p.n.e. z dwoma znacznie starszymi grobami sprzed 3800 lat. To tylko trzy przykłady z wielu. Wg kronik Prokosza, Ariowie – Słowianie zbudowali miasto portowe Kodan (starożytny Gdańsk) ok. 1700 lat p.n.e.; Gniezno – ok. 1750 lat p.n.e.; miasto Carodom (starożytny Kraków I, po prawej stronie Wisły) – 1550 lat p.n.e.; gród z miastem portowym Szczyt (starożytny Szczecin) – 1450 lat p.n.e. nad Morzem Sarmackim (Morzem Suewskim – Słowiańskim), czyli Bałtykiem. Na Syberii, która miała w tym czasie klimat umiarkowany, w Chinach i innych częściach globu, archeologowie odkryli ruiny miast, w których elementy budowli – mechanicznie obrobione bloki – mają wagę do 4 tys. ton, które są ze sobą idealnie spojone, a do których transportu czy obróbki nasza cywilizacja nie ma urządzeń.

        To wszystko wiemy z wykopalisk i z kronik. Jako że kroniki polskie były zagrożeniem dla historii spreparowanej przez Niemców, zatem zostały przez nich zdyskredytowane. Ale i polska historiografia ośmiesza i dyskredytuje przekazy pochodzące z kronik, szydząc też z kronikarzy – nierzadko erudytów (np. Wincenty Kadłubek, absolwent paryskiej Sorbony i Uniwersytetu w Bolonii). Należy też przypomnieć, że historiografia Lechii poniosła olbrzymie straty w wyniku zniszczenia wielu kronik i opracowań. Powodem było wprowadzenie religii chrześcijańskiej i działanie inkwizycji kościelnej, zwłaszcza jezuitów, którzy palili kroniki na stosach, śpiewając pieśni religijne. Zabroniono czytania roczników Długosza, z których spalono 1045 egzemplarzy! Wiele kronik zniszczono też w okresie zaborów w XIX wieku, a te, które ocalały, zostały uznane przez Kościół i zaborcę za fałszywe! Lechici byli wytrawnymi wojownikami i stoczyli wiele walk, których nie sposób wymienić. Walczyli z Cesarstwem Rzymskim i Cesarstwem Bizantyjskim. Z bardziej znaczących była walka króla Lecha II Chytrego z wojskami Aleksandra Macedońskiego ok. 340 roku p.n.e.; walka króla Awiłły Leszka Uznanego z legionami rzymskimi pod dowództwem Kwintyliusza Warusa, walka króla Lecha III Ariowista z Juliuszem Cezarem w latach 58 i 56 p.n.e.; a także walka Lechów z Marsowym Legionem Rzymskim w IX wieku n.e.

        A oto kwintesencja naszej przebogatej historii.

Poczet Królów Polskich:

        1. Król Sarmata – panował ok. 1800 roku p.n.e. Był prawdopodobnie przybyszem z Elamu (Iran), tj. ziemi ludzi szlachetnych. Wielki wojownik; wprowadził zwyczaje sarmackie. Sarmatów cechowało umiłowanie wolności, poczucie własnej godności, dumy, prawdomówność, dotrzymywanie słowa, gościnność, waleczność. Herodot pisał, że Persowie kształcili swoje dzieci w trzech dziedzinach: jeździe konnej, strzelaniu z łuku i mówieniu prawdy.

        2. Król Kodan (panował ok. 1770 r. p.n.e.). Był założycielem miasta portowego Kodan, obecnie Gdańsk.

        3. Król Lech I Wielki (1729–1679 p.n.e.) – wnuk Sarmaty, Ojciec i patriarcha narodu Lechów. To od jego imienia pochodzi starożytna nazwa naszego kraju – Lechia, tj. królestwo. Wprowadził system organizacji władzy przez rycerzy – odwieczną szlachtę – „Comes Militi” – towarzyszy broni króla Lecha.

        4. Król Filan (1679–1649 r. p.n.e.) – syn Lecha I Wielkiego. Od jego imienia nadano nazwę krajowi Filania – obecnie Finlandia.

        5. Król Car (ok. 1649 r. p.n.e.). Wybudował pierwsze miasto Kraków, po prawej stronie Wisły, od jego imienia nazwane Carodom.

        6. Król Lasota (zmarł w 1479 r. p.n.e.). Był ostatnim potomkiem króla Lecha I Wielkiego.

        7. Król Szczyt (panował od 1482 r. p.n.e.) – budowniczy miasta Szczyt, obecnie Szczecin.

        8. Król Alan II (zmarł w 1272 r. p.n.e.). Pochodził z rodu Wandalów.

        9. Król Wandal (panował od 1272 r. p.n.e.). Najstarszy z czterech synów króla Alana II.

        10. Król Lech II Chytry (336–323 r. p.n.e.). Według niektórych badaczy, młody Aleksander Macedoński, słysząc o niepokonanej Lechii i Lechitach, wysłał do Lechii posłów z żądaniem hołdu i trybutu. Posłów zamordowano. W odwecie, Aleksander Macedoński udał się do Lechii osobiście, pustosząc ziemię śląską i krakowską. W wyniku forteli rycerza Lecha zwanego Chytrym, najeźdźca musiał opuścić tereny Lechii, a Lecha zwanego Chytrym mianowano na prawomocnym Wiecu Słowiańskim nowym królem.

        11. Król Polach (231–188 r. p.n.e.).

        12. Król Lisz, wnuk króla Polacha.

        13. Król Posnan, wnuk króla Polacha; założyciel miasta Poznań. Książęta: Sandomir, Lublin, Lubusz założyli miasta, którym użyczyli własnych imion.

        14. Król Lech III Ariowit (74-25 r. p.n.e.). Król, który walczył z Juliuszem Cezarem. W swojej książce Juliusz Cezar podaje, że Ariowit został oficjalnie uznany przez senat rzymski za „Króla i Przyjaciela Rzymu”. Król Ariowit wygrał trzy bitwy z Juliuszem Cezarem. W walce nad Renem Ariowit został pokonany. Juliusz Cezar zaoferował Ariowicie swoją siostrę, Julię, za żonę, wraz z Bawarią, pod warunkiem zawarcia pokoju. Ariowit poślubił Julię, ofiarując jej w prezencie ślubnym ziemię serbską, leżącą w Imperium Lechitów. Julia urodziła mu syna, późniejszego króla Awiłłę, uhonorowanego za życia grobowcem ufundowanym przez cesarza Tyberiusza Klaudiusza. Po pewnym czasie król Ariowit oddalił Julię; Cezar zerwał umowę, a o Bawarię toczyły się walki.

        15. Król Awiłło Leszek IV Uznany (125 r. p.n.e. – 34 r. n.e.). Był synem Słowianina – Lechity, króla Lecha III Ariowita, i Rzymianki, królowej Julii Caesaris Major, oraz siostrzeńcem Juliusza Cezara. Awiłło stoczył wiele walk z Rzymianami, którzy usiłowali odebrać Lechitom Bawarię i miasto Lecha – obecny Augsburg. Jedną z tych walk opisuje Kronika norymberska (9 rok n.e.), w której rzymski Marsowy Legion w ciężkich walkach został wybity przez oddziały Lechitów. Zginęło też wielu Ariów – Słowian. „Zniszczony Legion” nadał nazwę miejscu walk w Augsburgu – Perlachturm. Natomiast miejsce, gdzie przepływa rzeka, zostało nazwane Lechfeld – Pole Lecha, a sama rzeka – Lech! Trzy lata później miasto Lecha zostało zniszczone przez Rzymian. Rok 9 n.e. był tragiczny dla Rzymian. Stracili 40 tys. żołnierzy. W jednej z walk pod dowództwem Kwintyliusza Warusa, w Lesie Teutoburskim, zostały wycięte w pień trzy legiony rzymskie. W tej walce Lechici, prawdopodobnie pod dowództwem króla Arwiłły Leszka IV, zdobyli rzymski sztandar z białym orłem. Czyli nasz zdobyczny Biały Orzeł pochodzi z 9 roku n.e.!

        Jednym z wybitnych lechickich dowódców był słowiański książę Arminiusz. Niemiecki zaborca ogłosił Arminiusza – Słowianina germańskim bohaterem narodowym, zmieniając jego imię na Herman! W muzeum włoskim – Lapidario di Urbino, znajduje się marmurowa płyta nagrobna z dedykacją, ufundowana królowi Awille przez cesarza Tyberiusza Klaudiusza (I wiek n.e.).

        16. Król Wisław I (panował w latach 35-91).

        17. Król Witosław (91-127 r. n.e.).

        18. Król Alaryk (panował w latach 127–162).

        19. Król Dietryk (panował w latach 162–201).

        20. Król Teneryk (panował w latach 201–237).

        21. Król Haldwiryk (237–292).

        22. Król Wizymir Budowniczy (292–340). Był założycielem miast portowych nad Morzem Suewskim (Bałtyk). W 340 r. założył miasto Bukowiec – obecna Lubeka, oraz zbudował miasto Wizymierz – obecny Wismar.

        23. Król Mieczysław (panował w latach 340–388).

        24. Król Radogoszcz (388–394) – starszy syn króla Mieczysława.

        25. Król Witosław II (394–405) – młodszy syn króla Mieczysława.

        26. Król Corsico (panował w latach 405–454) – syn króla Radogoszcza.

        27. Król Wisław II (477–486).

        28. Król Alaryk II (487–507).

        29. Król Alberyk II (507–526).

        30. Król Jan (panował w latach 526–566). W czasie jego królowania Imperium Lechickie osiągnęło swój szczyt rozwoju, potęgi terytorialnej i militarnej. Imperium rozciągało się od dorzeczy rzek: Renu i Wezery, po Wołgę, oraz od Bałtyku po morza: Adriatyckie, Czarne i Kaspijskie.

        31. Król Radogoszcz II (566–613) – syn króla Jana.

        32. Król Wisław III (panował w latach 613–652) – syn Radogoszcza II.

        – Bezkrólewie (w latach 652–659). Po siedmioletnim okresie bezkrólewia, na prawomocnym Wiecu Słowiańskim wybrano dwunastu wojewodów do kolektywnego zarządzania Imperium Lechitów.

        – Dwunastu wojewodów po raz pierwszy panowało w latach 659–694. W przypadku zbrojnego ataku na Imperium, wojewodowie wybierali spośród siebie dwóch najlepszych dowódców: hetmana i jego zastępcę.

        33. Król Krak I Scyta (694–728). Rozbudował miasto Carodom po lewej stronie Wisły, nazywając je Krakowem, a na wzgórzu zbudował gród, który nazwał Wawelem. Bił własne monety z napisem: Craccus. Miał dwóch synów, Kraka i Lecha, oraz córkę Wandę.

        34. Król Krak II Scyta (728–733). Panował tylko pięć lat. Według Kronik, został zamordowany z zazdrości przez brata Lecha, który twierdził, że Krak zginął w wypadku.

        35. Król Lech V Zabójca (733–735 r.). Gdy jego zbrodnia wyszła na jaw – w wyniku donosu leśniczego – został skazany przez Radę Starszych na Wiecu Słowiańskim na karę śmierci przez rozerwanie końmi. Jego siostra Wanda wybłagała dla niego wygnanie z kraju. W 735 roku słuch o nim zaginął.

        36. Królowa Wanda Amazonka (735–740 r.). Była ponoć piękną kobietą, ale jako scytyjska Amazonka, nie akceptowała w swym życiu mężczyzn. Niezrozumiana przez swoich doradców, którzy chcieli wydać ją za mąż, poświęciła swoje dziewictwo swojemu bogu, skacząc do Wisły w bojowym rynsztunku Amazonki. Uwaga Autora: Krak i jego potomstwo byli Scytami – Słowianami, podobnie jak: Wandalowie, Gotowie, Burgundowie, Suewowie i inne ludy słowiańskie; byli w Lechii autochtonami od 10 700 lat!

        – Dwunastu wojewodów po raz wtóry (lata 740–760).

        37. Król Lech VI Przemysław (760–780 r.). Wybudował gród i miasto Przemyśl nad Sanem, gdzie przeniósł stolicę Lechii.

        38. Król Lech VII Oszust. Panował cztery godziny, 6 października 780 r. W związku z kalectwem syna królewskiego, prawomocny Wiec Słowiański zdecydował – zgodnie z międzynarodowym zwyczajem – na przeprowadzenie zawodów o koronę króla Lechii. Wyścigi konne wygrał jeden z możnowładców, Lechita, o imieniu Leszek. Okazało się, że poprzedniego dnia Leszek kazał rozsypać na trasie wyścigu żelazne, kolczaste szyszki. Jego koń jako jedyny był podkuty. Inne konie, poranione, nie miały szans. Oszustwo zostało wykryte, a nowo ogłoszonego, już ucztującego króla zatrzymano. Starszyzna wiecowa skazała go na karę śmierci przez rozerwanie końmi. Wyrok wykonano natychmiast, na torze wyścigowym.

        39. Król Lech VIII (780–800 r.), ten, który zdobył drugie miejsce w wyścigu, otrzymując koronę królewską.

        40. Król Lech IX Waleczny (800–824 r.). Odziedziczył tron po ojcu. Umocnił Imperium Lechitów. Bił własne monety.

        Miał 21 synów i 10 córek. W roku 823 zwołał prawomocny Wiec Słowiański, na którym uzyskał zgodę na podział Imperium między swoich synów. Po raz pierwszy Wiec zaaprobował zmianę z dotychczasowych 12 dzielnic na 20 nowych dzielnic, zarządzanych przez jego synów.

        41. Król Popiel I Gnuśny (824–830 r.). Odziedziczył tron po ojcu. Przeniósł swoją siedzibę z Krakowa do Gniezna, a następnie do Kruszwicy, w obawie, że Kraków może być zaatakowany przez Franków, którzy najechali na Bohemię, Morawy i Prawęgry.

        42. Król Popiel II Zbrodniczy (830–840 r.). Został wybrany na króla Lechii decyzją dwudziestu jego stryjów. Popiel II miał kilka żon (co było normą w pogańskim kraju). Szczególnym afektem darzył Ryksę, chrześcijańską księżniczkę z dworu saskiego. Wszystko wskazuje na to, że Ryksa była przygotowana przez ojca, aby zrealizować plan dworu Saksonii i władz kościelnych – rozbicie i zniszczenie od wewnątrz Imperium Lechitów, które było solą w oku Europy, od 2000 lat niezwyciężone i nieujarzmione przez Persów, Rzymian, Bizancjum i Franków. Ryksa zdominowała pozostałe żony, jak i swego męża, wymuszając na nim zgodę na otrucie winem jego dwudziestu stryjów – książąt wszystkich dzielnic Imperium Lechickiego. Po ujawnieniu zbrodni wybuchł bunt ludności. Popiel II Zbrodniczy wraz z Ryksą i dziećmi zdołał ujść do Kruszwicy, gdzie zostali zabici przez rozwścieczony tłum. Książę Saksonii, po otrzymaniu informacji o śmierci lechickich książąt, napadł na Lechię i ją złupił. Łupił ją, kto mógł: Niemcy, Litwini, Łotysze, Jadźwingowie i Roksolanie.

        – Bezkrólewie – 841–842 r.

        Imperium Lechitów zaczęło się rozpadać. Dzielnice pomorskie i zachodnie zaczęły współpracować z księstwami niemieckimi. W 842 roku na Wielkim Wiecu wybrano na króla szlachcica, rycerza Lechickiego, starszego, spokojnego męża. Był nim urzędnik i zarządca dworu królewskiego, czyli piastum (majordom). Z funkcji piastuna, którą pełnił na dworze, nasi domorośli „historycy” zrobili nazwisko „Piast”. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało: Koszyszko herbu Kroy.

        43. Król Koszyszko (842–862 r.). Został królem w wieku 70 lat. Przeniósł stolicę z Kruszwicy do Gniezna. 1 stycznia 845 roku, wraz z lechickimi książętami i możnowładcami, dworem, wojskiem i ludnością, przyjął chrzest w obrządku rzymskim. Według posiadanych informacji, skoro nie było Piasta, nie było też dynastii Piastów! Natomiast król Koszyszko był kontynuatorem starożytnej, słowiańskiej dynastii lechickiej, zapoczątkowanej przez króla Lecha I Wielkiego, panującego od 1729 roku p.n.e., poprzez okres królów chrześcijańskich, aż do króla Kazimierza Wielkiego, który zmarł w 1370 roku. To była pierwsza dynastia lechicka trwająca 3099 lat!

        44. Król Ziemowit Reformator (862–892 r.). Syn króla Koszyszki. Zreorganizował i unowocześnił armię. Był dobrym wojownikiem; wygrywał prawie wszystkie bitwy. Patronował łagodnemu przejściu od starych wierzeń do nowej religii chrześcijańskiej.

        45. Król Wrocisław (892–896 r.). Był starszym bratem Lecha. Waleczny po ojcu, podejmował wyprawy wojenne w celu przyłączenia utraconych prowincji byłego Imperium Lechitów.

        46. Lech X Dzielny (896–921 r.). Młodszy brat króla Wrocisława. Będąc władcą walecznym, odzyskał prowincje zachodnie i pomorskie. Wczesna śmierć uniemożliwiła mu rekonstrukcję i konsolidację Imperium.

        47. Król Ziemomysł (921–957 r.). Syn króla Lecha X. Był dobrym, sprawiedliwym władcą, ale brakowało mu ducha bojowego. Nie zdołał reaktywować Imperium Lechitów. Chrześcijańskie Niemcy atakowały Lechię ze wszystkich stron, wycinając w pień kobiety i dzieci. Saski margrabia Geron, na polecenie króla Ottona I, wezwał w 937 trzydziestu słowiańskich książąt na spotkanie, racząc ich mocnym winem, po czym ich wymordował. To była powtórka z historii z 840 roku w Gnieźnie, gdzie sascy władcy otruli winem dwudziestu książąt Imperium Lechitów.

        48. Król Mieszko I (957–992 r.). Panował przez 9 lat jako słowiański król Lechii, do umownego 966 roku, kiedy miał wyrazić zgodę na chrzest Polski w obrządku rzymskim. W tymże roku został zdegradowany z króla na księcia Lechii i uzależniony od papieża. Został zmuszony zamienić siedem żon na chrześcijańską księżniczkę Dobrawę. W 979 roku Mieszko wraz ze swoją armią rozgromił najeźdźcze wojska cesarza Ottona II. Zawarto pokój. Mieszko I przyjął propozycję zawarcia małżeństwa z księżniczką Odą (po śmierci Dobrawy), zwalniając niemieckich jeńców. Podobnie jak jego poprzednicy, Mieszko I bił swoje monety.

        Według Tadeusza Wolańskiego (polskiego badacza, archeologia, historyka i eksperta numizmatyka), Słowianie odegrali wybitną rolę w dziejach starożytnych cywilizacji. Dzięki polskim runom (prasłowiańskie znaki odnajdywane na artefaktach archeologicznych) możliwe jest odczytanie tekstów znalezionych w Europie Zachodniej, uznanych za niemożliwe do odczytania, jak również pisma etruskiego. Według Wolańskiego, królowie sarmaccy bili monety już od I wieku p.n.e.! W swoich zbiorach Wolański posiadał m.in.:

– monety królów sarmackich od I wieku p.n.e. do III wieku n.e. – 23 szt.,

– brakteaty (blachmony) słowiańskie z lwem, od III wieku – 4 sztuki,

– brakteat króla Kraka I, oznaczony Craccus, od VII wieku – 1 szt.,

– solidy (denary) i brakteaty bite za Lecha IX, Ziemowita, Ziemomysła i Mieszka I – 163 szt.

– brakteaty srebrne, z wizerunkiem bogów: Perkuna, Trygłowa, Radogoszcza i in., bite do czasów Mieszka I.

        Wolański odkupił także od dwóch znanych w Europie numizmatyków: Madery z Pragi i generała Ruehle de Liliensterna z Berlina ich kolekcje monet i brakteatów lechickich wraz z opisami. W ciągu 30 lat zebrał 2739 sztuk brakteatów i monet królów lechickich i polskich, które odkupił od niego ówczesny rząd dla zbiorów Uniwersytetu Warszawskiego. W 1832 roku zbiór został wywieziony do Petersburga i podczas wojen uległ rozproszeniu i zagubieniu.

        Wolański podał, że ówczesny historyk i numizmatyk Lelewel opublikował w swoim opracowaniu („Numizmatyka średniowieczna – Numizmatyka polska”) nieprawdziwe i obraźliwe informacje, jakoby w Polsce nie był znany pieniądz narodowy przed wprowadzeniem chrześcijaństwa, oraz że w obiegu w Polsce były „łapki futerkowych zwierząt, jak kuny, wiewiórki i popielice”. Wolański, oburzony drwinami Lelewela vel Loelhoeffela, który zdecydowanie nie reprezentował interesów Polski i który uznał kroniki Prokosza za falsyfikat, wspierał interesy zaborcy niemieckiego, oprotestował łgarstwa Lelewela oficjalnie, w publikacji, podkreślając, że nie może na to pozwolić ten, „kto całe życie nad numizmatyką siedział i przy niej osiwiał”.

        Jako że coraz częściej słyszymy, że za Mieszka I w Polsce wciąż płacono „łapkami zwierząt futerkowych”, więc inwazja Żydów na ziemie polskie w celach dydaktycznych była dziejową koniecznością, przekazałam Państwu wątek „numizmatyczny” w szerszym ujęciu, ku Państwa refleksji.

        Pan Janusz Bieszk, historyk z wykształcenia, decydując się na edycję tej książki, złamał tabu. To publikacja tym cenniejsza, że jest pierwszą autorską próbą uzupełnienia luk – białych plam w naszej historii. A ściślej mówiąc, to tabula rasa naszej przedchrześcijańskiej historii Polski, którą Autor, w miarę dostępnych mu materiałów: 50 kronik i materiałów źródłowych, polskich i zagranicznych, oraz 36 starych map cudzoziemskich, wypełnił. Opracował poczet słowiańskich królów lechickich w okresie od XVIII wieku p.n.e. do X wieku n.e. Opisał powstanie Imperium Lechickiego, jego terytorium, jego funkcjonowanie, konflikty zbrojne Lechitów i upadek Lechii w IX wieku, w rezultacie niemieckiego spisku i zbrodni na władcach Imperium. Kroniki polskie podają, że doszło do tragedii „przez niedbałość przodków naszych”. Odkrycia Autora są poparte wynikami badań genetycznych Ariów – Słowian, przeprowadzonych w latach 2010–2013 w laboratoriach polskich i zagranicznych, a także odkryciami polskich archeologów. Ale o badaniach nikt słowem nie pisnął.

        Musimy uświadomić sobie, że nasza historia jest przemilczana i przeinaczona. Ludzie, którzy decydują, o czym Polacy powinni, a o czym nie powinni wiedzieć, wymyślają na nasz użytek „hagady”, z których wiemy, że pochodzimy od „Lecha”, ale od tego legendarnego od Czecha i Rusa, ale nikt się nie zająknął, że istniało Imperium Lechickie przez 3099 lat! Znamy też Wandę, „co nie chciała Niemca”, bohaterkę bajki dla dzieci, ale ani słowa o królowej Wandzie Amazonce, panującej w latach 735–740, która na czele wojsk lechickich wygrała kilka bitew. Miejsca, które kryją tajemnice naszej tożsamości, są zatapiane, zasypywane dla niepoznaki ziemią, np. grobowce królów lechickich, jak:

– wnętrze Łysej Góry w Górach Świętokrzyskich,

– Wzgórze Lasoty w Krakowie,

– kopiec Króla Kraka I w Krakowie,

– kopiec króla Kraka II pod Krakowem,

– kopiec królowej Wandy Amazonki.

        Wszystkie te miejsca powinny być otwarte dla badań archeologicznych. To jest nasze dziedzictwo.

        W zakończeniu zacytuję jeszcze raz słowa Autora: „I właśnie tę starożytną historię Lechii, my, Polacy, powinniśmy na nowo odkryć, zarówno sobie, jak i światu. Musimy się jej ponownie nauczyć, a także musimy ją zrozumieć i poczuć głęboko w naszych sercach oraz nadal intensywnie badać i wydobywać z zapomnienia”. Cdn.

Ewa Pietras

Montreal

Opublikowano w Teksty

        Ostatnie, pełniejsze, zweryfikowane i uściślone dane, dotyczące niemieckiego obozu zagłady dla Polaków w Warszawie KL Warschau, zostały przedstawione w zbiorowym opracowaniu książkowym pt. „Plan zagłady Warszawy. KL Warschau”  (Pod redakcją: W. Bojarski, wyd. Myślę Ojczyzna, Warszawa 2014). 

 

        Taka bolesna prawda jednak nie wszystkim odpowiada; jest też przemilczana, a od czasu do czasu pojawiają się niepełne i zafałszowane wypowiedzi przeciwne. Ostatnią rewelację pt. „Po latach badań w końcu wiadomo, gdzie znajdował się niemiecki KL Warschau!” ogłoszono w tygodniu przedświątecznym i prawie z tą samą datą 12 kwietnia br. podało Radio Warszawa, „Rzeczpospolita”, „Super Ekspres”, „Fakt” i inni, a za nimi „Polonia Christiana” w Krakowie, a nawet wydawany w Toronto polskojęzyczny „Goniec”. Nieco wcześniej ukazał się, z licznymi fałszami, artykuł Bogusława Kopki pt. „Niemiecki obóz koncentracyjny w Warszawie. Wspólna historia Żydów i Polaków”  („Kombatant” Nr 6, czerwiec 2016).

Opublikowano w Teksty

wasniewski        Jak co roku obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

        Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie od początku, tj. 1 marca 2011 roku, organizuje uroczystości upamiętniające tę trudną i krwawą, lecz chwalebną kartę naszej historii. 26 lutego 2017 roku w Guelph w kościele Sacred Heart zostanie odprawiona Msza św. o godz. 12.00 za Ojczyznę i Żołnierzy Wyklętych. W czasie Mszy św. zostanie odczytany Apel Poległych.

Opublikowano w Życie polonijne

(W przepisywaniu dokumentów zachowano oryginalną pisownię)
Warszawa, dnia 22 marca 1984 r.

TAJNE SPEC ZNACZENIA
Egz. pojedyńczy

NACZELNIK WYDZIAŁU II DEP II MSW
PPŁK MGR Z. KRAWCZYK

RAPORT

        Melduję, że w dniu 12 marca 1984 roku dokonałem pozyskania w charakterze tajnego współpracownika ob:

        POGORZELSKA-BONIKOWSKA Małgorzata Maria, (...) ur. w Warszawie, narodowość i obywatelstwo polskie, wykształcenie wyższe, mężatka, jedno dziecko, zam. Warszawa, (...).

        Zgodnie z zatwierdzonym raportem w dn. 12 marca br. przeprowadziłem z kandydatką rozmowę operacyjną, w wyniku której oraz z opracowania uzyskano następujące informacje.

        Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczęła studia na Wydziale Neofilologii UW. Podczas studiów wyszła za mąż. Obecnie jest zatrudniona w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego na stanowisku wykładowcy. Dwukrotnie wyjeżdżała do Wielkiej Brytanii. W pracy zawodowej wysoko oceniana. Do organizacji społeczno-politycznych nie należy. Utrzymuje kontakty z British Council. Wielokrotnie brała udział w wakacyjnych kursach językowych organizowanych przez tę placówkę. Na terenie uniwersytetu odpowiedzialna jest za organizację tego typu imprez.

 Wymieniona utrzymuje od 3 lat kontakty z figurantem krypt. „Bronek”. Z informacji agenturalnej wynika, że (...). P.B.M  wytypowana jest przez Instytut Anglistyki UW na 9-cio miesięczne stypendium do W. Brytanii. Najbliższa rodzina w ewidencji Biura „C” MSW nie figuruje. Z tytułu pracy zawodowej posiada naturalne możliwości kontroli operacyjnej brytyjskich i amerykańskich lektorów zatrudnionych w Instytucie Anglistyki.

        Z opracowania oraz z przebiegu rozmowy wynika, że P.B.M jest pozytywnie ustosunkowana do przemian społeczno-politycznych zachodzących w Polsce.

        Bazując na przedstawionej sytuacji wystąpiłem wobec kandydatki z propozycją podjęcia przez nią współpracy z kontrwywiadem.  

        W ogólnym zakresie naświetliłem jakie problemy, zjawiska i osoby pozostają w naszym zainteresowaniu oraz wyjaśniłem do czego zamierzamy ją wykorzystać.

        P.B.M była zaskoczona moją propozycją i w ciągu znacznej części rozmowy usiłowała mnie przekonać, że absolutnie nie nadaje się do spełniania takiej roli. Motywowała to zbyt dużym obciążeniem psychicznym. Twierdziła, że planuje podjąć studia doktoranckie i sądzi jakoby współpraca z nami uniemożliwiała jej kontynuowanie studiów i ograniczała życie prywatne.

        Moja argumentacja o błędnym jej rozumieniu w tym zakresie nie wywierała żadnego skutku. Szersze wyjaśnienie roli Służby Bezpieczeństwa w obronie Polski przed działalnością obcych służb specjalnych oraz konieczności korzystania naszego aparatu z pomocy obywateli, stopniowo pozytywnie wpłynęło na zmianę decyzji kandydatki w aspekcie wyrażenia zgody na współpracę.

        W wyniku dalszej argumentacji oświadczyła, że zgadza się na udzielanie pomocy naszej służbie, co zawarła w pisemnym zobowiązaniu. Przyjęła pseudonim „MARIA” i uznała za konieczne ścisłe przestrzeganie zasad konspiracji.

        Nowo pozyskanego tajnego współpracownika zamierzam wykorzystać w charakterze jednostki manewrowej, w zależności od potrzeb operacyjnych.

        Ponadto w toku współpracy tw angażowany będzie do rozpoznania cudzoziemców, a głównie obywateli brytyjskich, z którymi utrzymuje kontakty prywatne i służbowe oraz innych osób pozostających w naszym operacyjnym zainteresowaniu.

        W najbliższych dniach opracuję plan wykorzystania, szkolenia i kontroli tajnego współpracownika ps. „MARIA”.

Mł. Insp. Wydz. II Dep. II MSW
Mł. chor. Z. Marciniak

***

Warszawa, dnia 31 sierpnia 1984 r.
TAJNE SPEC ZNACZENIA

Egz. Nr. 2
NACZELNIK WYDZIAŁU
PASZPORTóW
STOŁECZNEGO URZęDU SPRAW WEWNęTRZNYCH
        
        Posiadamy informację, że obywatelka PRL Pogorzelska Małgorzata (...), zatrudniona w Uniwersytecie Warszawskim ubiega się o 9-cio miesięczny wyjazd w ramach stypendium do Wielkiej Brytanii.

        Ze względów operacyjnych jesteśmy zainteresowani, aby wymieniona w przypadku decyzji pozytywnej, mogła odebrać paszport dopiero w połowie listopada.

NACZELNIK
WYDZIAŁU II DEP MSW
PPŁK MGR Z. KRAWCZYK

***

Warszawa, dn. 2.10.1984 r.
Tajne
Egz. poj.
NOTATKA SŁUŻBOWA
        
        W dniu 2 października 1984 r odbyłem spotkanie z tajnym współpracownikiem ps. „Maria”, podczas którego to poinformowała mnie, że w najbliższym czasie wyjeżdża na 9-cio miesięczne stypendium do Lancaster (W. Brytania).

        Na wyjazd została wytypowana przez Instytut Anglistyki UW. Wyjeżdża za pośrednictwem British Council. W Lancaster zajmować się ma badaniem literatury angielskiej.

        Poza tym to poinformowała mnie, że w lipcu br. John SHORTER wyjechał z Polski. Objąć ma on stanowisko dyrektora BC w Hamburgu.

        W czasie spotkania „Maria” poinformowała mnie, że ma kłopoty z otrzymaniem paszportu. Otrzymać powinna go 15 września, gdyż wyjazd nastąpić miał 1.10 br.

Omówienie

        Tw ps. „MARIA” na spotkanie ze mną zgodziła się niechętnie. Podczas spotkania oświadczyła mi, że decyzję którą podjęła przed kilkoma miesiącami podjęła zbyt pochopnie. Na jej oświadczenie ostro zaprotestowałem tłumacząc jej, że decyzja którą podjęła kiedyś w dalszym ciągu nas obowiązuje tym bardziej teraz gdy wyjeżdża do W. Brytanii. „Maria”, po jej ostrej reprymendzie, zmieniła swoje stanowisko w stosunku do naszej służby. Wyraziła zgodę na odbycie następnego spotkania, które będzie na celu ukierunkowanie jej odnośnie wyjazdu na stypendium.

Mł. insp Wydz II Dep II MSW
mł chor Z. MARCINIAK

Opublikowano w Teksty
piątek, 28 październik 2016 20:14

Pamiątki Soplicy (30)

pamiatki-soplicyA w pożyciu domowym jaki szczęśliwy. Żona to był anioł w ludzkim ciele: tak cnotliwa i piękna; syny kawalerowie wzięci, że każdy ojciec ich mu zazdrościł; a córek było trzy: piękne panny, co wyglądały jak młodsze siostry matki. Za życia powydawał ich za potomków pierwszych domów naszego województwa. Jedne wziął pan Paweł Jeśman, chorąży słonimski, którego przodek był wojewodą smoleńskim; drugą wydał za pana Kazimierza Haraburdy, starosty wiladymowskiego, którego ród w całej Litwie nad sobą nie ma starożytniejszego; a trzecia poszła za pana Joachima Rdułtowskiego, kasztelanica nowogródzkiego, co po śmierci teścia został podkomorzym naszym. – A do tego taki był zdrów, że już mu było niedaleko ośmiudziesiąt lat, a lekarstwa nie znał. To kiedy zapadł na słabość, która go przez cztery lata do łóżka przykuła, a na koniec życia pozbawiła, był okryty ranami i wielkie boleści cierpiał (jako lekarze mówili, bo po nim tego domyśleć się nie można było, tak mężnie wszystko znosił), wszyscy płakali, a on był weselszy niż kiedykolwiek i powtarzał: „Oto mi teraz dobrze, że Bóg przecie do żywego mnie dotknął. Dopiero zaczynam dobrze tuszyć o przyszłym moim losie, kiedy mnie tu boli; dawniej sam siebie, teraz mój Pan łaskaw mnie chłoszcze”. Toteż Pan Bóg, jako zapewnię duszę jego zabrał do chwały swojej i na ziemi pamięć jego pobłogosławił, między tylu godnymi dziećmi dawszy mu Tadeusza, jednego z największych mężów naszej ojczyzny.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 28 październik 2016 15:28

Dezercja z konsulatu PRL w Toronto

Kontynuujemy publikację materiałów złożonych w Instytucie Pamięci Narodowej, a dotyczących Kanady, dzisiaj rozpoczynamy druk materiałów związanych z dezercją wicekonsula i jego żony (na zdjęciu) z Konsulatu Generalnego PRL w Toronto w 1981 roku, tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Są to materiały zgromadzone przez służby PRL podczas prowadzonego śledztwa i postępowania sądowego.

WARSZAWA,
dnia 12 listopada 1981 roku

N O T A T K A

Służba Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych uzyskała potwierdzoną informację z której wynika, że:
Marek OSTASZEWICZ s. Włodzimierza i Anny, ur. 4.6.1950 r. w Warszawie, wykształcenie wyższe – studia doktoranckie na Uniwersytecie Warszawskim ukończył w 1980 r., zamieszkały na stałe w Warszawie przy ul. Witolińskiej 4, pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych

oraz jego małżonka:

Krystyna KRUCZEK-OSTASZEWICZ c. Jakuba i Zofii, ur. 12.5.1943 r. w m. Szczyk, wykształcenie wyższe – ekonomiczne, zatrudniona w Ministerstwie Spraw Zagranicznych od 1961 r. ostatnio na stanowisku naczelnika wydziału w Departamencie Administracji, Finansów i Inwestycji,
zdezerterowali opuszczając miejsce pracy w Konsulacie Generalnym PRL w Toronto.
Marek OSTASZEWICZ pełnił funkcję attache konsularnego zaś jego małżonka Krystyna KRUCZEK-OSTASZEWICZ zajmowała się w Konsulacie sprawami administracyjnymi i finansowymi.
Marek Ostaszewicz powiadomił Konsulat, iż postanowili oni odmówić powrotu do kraju.
Według posiadanych wiarygodnych informacji Marek Ostaszewicz i Krystyna Kruczek-Ostaszewicz w latach 1974–1975 pracowali w delegacji polskiej do Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Laosie /Vientiane/, gdzie prawdopodobnie nawiązali kontakt ze służbami specjalnymi Kanady i USA.

Opublikowano w Teksty

        Plan likwidacji stolicy Polski powstał jeszcze przed napaścią Niemiec na Polskę. 20 czerwca 1939 roku Adolf Hitler zwiedzał pracownię architektoniczną w Wuerzburgu nad Menem.

        Uwagę jego przykuł wówczas projekt przyszłego niemieckiego miasta Warschau, leżącego na trasie Berlin – Moskwa. Chodzi tu o stolicę Polski, liczącą w chwili zwiedzania Wuerzburga przez Hitlera około 1,3 miliona mieszkańców.

        Plan ten przewidywał całkowitą likwidację stolicy Polski w zakresie urbanistycznym i ludzkim. Po wybuchu działań wojennych i zajęciu Warszawy prace aktualizowano, uwzględniając zniszczenia miasta w czasie jego obrony we wrześniu 1939 r.

        Już 6 lutego 1940 r. niemiecki prezydent miasta Warszawy, dr Rudolf Dengel, ofiarował generalnemu gubernatorowi dr. Hansowi Frankowi niecodzienny prezent: komplet dokumentacji „nowego niemieckiego miasta Warszawy” (Die neue Deutsche Stadt Warschau).

        Cały projekt składał się z 15 plansz i fotografii i miał stwarzać wrażenie solidnego opracowania.

        Wśród wszystkich plansz najważniejszy jest kolorowy plan przyszłego miasta, granice obejmują tu 6 km kw. zabudowanej powierzchni plus 1 km kw. Pragi, co daje 7 km kw. zabudowy. Te 7 km kw. zabudowy stanowi zaledwie dwudziestą część obszaru Warszawy z 1939 r. Miało to być całkowicie nowe, prowincjonalne miasto leżące na skrzyżowaniu autostrad relacji wschód-zachód i północ-południe...

        Dr hab. Andrzej Leszek Szczęśniak z książki „Plan zagłady Warszawy, KL Warschau”.

***

        Może wydawać się to dziwne, ale znany polski pistolet Vis z 1935 r. jest ostatnią bronią palną zaprojektowaną z myślą o potrzebie kawalerzysty walczącego na koniu.

        Wielu historyków wojskowości doskonale udokumentowało tragiczne w skutkach użycie kawalerii w czasie pierwszej wojny światowej, opisując szarże poprzez zasieki z drutów kolczastych oraz ziemię przeoraną lejami po bombach. Jednakże podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, na olbrzymich obszarach wschodniej Rzeczypospolitej kawaleria sprawdziła się doskonale i, jak wiemy, z dobrym skutkiem.

        Po odzyskaniu niepodległości druga Rzeczpospolita odziedziczyła kolekcję różnorodnej broni, często nadającej się bardziej do muzeum niż na pole walki. Powstała pilna potrzeba ujednolicenia oraz unowocześnienia uzbrojenia.

        Początkowo armia zastanawiała się nad pistoletem CZ wz 24 o słabiutkim kalibrze 380ACP. Pistolet ten okazał się zawodny w testach na poligonie, a kaliber dużo za słaby dla kawalerzysty. Dwóch polskich inżynierów, Piotr Wilniewczyc oraz Andrzej Dowkontt, niezależnie od prac wojskowych postanowiło zaprojektować polską konstrukcję bez żadnych kosztów związanych z wykupywaniem patentów.

        Inżynierowie stwierdzili, że colt model M1911 lub FN (fabrica nationale) model 1903 stanowią dobrą podstawę wyjściową do zaprojektowania nowoczesnego pistoletu na potrzeby armii. Oba pistolety były zaprojektowane przez geniusza rusznikarstwa Johna Mosesa Browninga i w obu przypadkach prawa patentowe wygasły.

        Do zespołu dołączył Jan Skrzypiński, dyrektor państwowej fabryki karabinów w Warszawie, i zaczęto prace nad udoskonaleniem colta wz. 1911. Jak się później okazało, był to jeden z rzadkich przypadków w historii, kiedy to udoskonalono wytwór geniuszu Johna Browninga.

        Jak dobry był to wybór, niech świadczy historia pistoletu Colt wz. 1911 kal. 45ACP (automatic colt pistol), czyli o średnicy pocisku 11.43mm. Pistolet ten, zaadaptowany do wyposażenia armii amerykańskiej, służył w wielu wojnach, włączając dwie wojny światowe, aż do roku 1981... Czyli przez 75 lat, aż do czasu, kiedy to Stany Zjednoczone zmuszone układami w NATO (rzadkość) musiały zaadaptować najbardziej popularny kaliber pistoletowy na świecie 9mm – Parabellum. Zmiana kalibru spowodowała przyjęcie do wyposażenia armii amerykańskiej włoskiego pistoletu marki Beretta 92, pod warunkiem że będzie produkowany w USA; armia amerykańska robi zakupy tylko u siebie.

        Przez długi czas podręczniki wojskowości wielu krajów uczyły strzelać z broni krótkiej w pozycji „olimpijskiej“; pistolet był trzymany w jednej wyciągniętej ręce; pozycja wyprostowana, stojąca.

        Wielu entuzjastów strzelectwa zdawało sobie jednak sprawę, że taki trening nie oddaje realiów prawdziwej walki na pistolety.

        W 1976 r. powstała w Ameryce organizacja skupiająca entuzjastów nowej dyscypliny strzeleckiej, Internantional Practical Shooting Competition IPSIC. W dyscyplinie tej wymagana jest umiejętność strzelania z różnych pozycji do wielu celów, liczy się szybkość oddawania strzałów i celność. Pistolet jest trzymany, jeśli tylko dana sytuacja pozwala, oburącz.

        Lata siedemdziesiąte były to czasy, kiedy to Dirty Harry królował na ekranie ze swoim 44 magnum rewolwerem, a każdy departament policji w Stanach Zjednoczonych uważał rewolwer za najbardziej praktyczną, skuteczną oraz niezawodną broń krótką. Pierwsi uczestnicy IPSIC uznali rewolwer za najlepszą opcję do wygrania zawodów, lecz szybko okazało się, że pistolet Colt wz. 1911 i jego klony jest dużo bardziej skutecznym narzędziem pozwalającym wygrywać zawody.

        Dzisiaj nie zanosi się, żeby supremacja pistoletu Colt 1911 oraz jego klonów w konkurencji sportowej, jaką jest IPSIC, została przełamana przez jakiś inny rodzaj broni krótkiej

        Wracając do historii powstania pistoletu Vis, najbardziej znaczącą różnicą w sensie użytkowym jest brak bezpiecznika kciukowego. John Browning uważał taki bezpiecznik za zbędny i zaprojektował pistolet bez niego, bezpiecznik kciukowy został zamontowany do pistoletu Colt 1911 później, na wyraźne żądanie armii amerykańskiej.

        Polscy inżynierowie, tak jak i John Browning uważali, że pistolet jest całkowicie bezpieczny z bezpiecznikiem zamontowanym w tylnej części uchwytu. Bezpiecznik ten powoduje, że mechanizm spustowy jest rozłączony z iglicą do czasu prawidłowego uchwycenia broni przez strzelca. Czyli upuszczenie załadowanej broni nie może doprowadzić do wystrzału.

        W miejsce bezpiecznika kciukowego w visie zastosowano zaczep zamka, dźwignię, która wygląda bardzo podobnie do bezpiecznika kciukowego, ale pełni zupełnie inną rolę.

        Nowością było zainstalowanie w tylnej części suwadła/zamka zwalniacza kurka, co było pierwszym tego rodzaju rozwiązaniem w broni wojskowej.

        W colcie wz. 1911, jeśli nabój został wprowadzony do komory nabojowej, a strzelec nie oddał strzału, jedyną „bezpieczną” metodą na spuszczenie kurka jest włożenie kciuka drugiej ręki między suwadło a kurek, naciskając spust, kurek spada, więc na paznokieć kciuka, a nie na iglicę, i nie dochodzi do strzału, pistolet jest nadal gotowy do walki.

        Wykonanie takiej czynności na grzbiecie pędzącego konia może być niewykonalne, zwalniacz kurka pozwalał żołnierzowi wykonanie tej czynności jedną ręką, a właściwie kciukiem, w dodatku nie dotykając spustu.

        Zwalniacz kurka znacznie podnosi więc bezpieczeństwo broni.

        Kolejną rzeczą, jakiej Polacy się pozbyli, był ruchomy łącznik lufy. Zastąpiono go specjalną brodą, co uprościło zarówno ryglowanie lufy, jak i produkcję pistoletu. Wprowadzono żerdź urządzenia powrotnego, jak i sprężynę taką samą jak długość lufy, no i oczywiście nowy pistolet był zaprojektowany do kalibru 9mm parabellum, który szybko stawał się europejskim i światowym standardem.

        Pistolet Vis był bronią bardzo nowoczesną zarówno pod względem użytkowym, jak i technologii produkcji. Jedyny zarzut, jaki współcześni stawiają, to słabe i małe przyrządy celownicze, muszka i szczerbinka.

        Od zarania broni palnej wiele podręczników strzelectwa przykłada dużą wagę do (pointability) strzelania instynktownego, inaczej mówiąc, broń, zwłaszcza broń krótka, powinna być tak zaprojektowana, żeby być przedłużeniem ręki i automatycznie celować w miejsce, w które ręka strzelca jest wyciągnięta.

        Dla kawalerzysty prawidłowe ustawienie muszki i szczerbinki na pędzącym koniu jest praktycznie niemożliwe, strzelanie instynktowne jest niezmiernie ważne, jeśli nie jedyne.

        Inżynierowie znają dwie drogi projektowania pistoletu w celu zwiększenia pointability. Jedna to zaprojektowanie pistoletu, którego uchwyt jest zbudowany pod dość ostrym kątem w stosunku do suwadła/zamka lufy, tak jak w sławnym niemieckim pistolecie Luger. Druga metoda to zrobienie uchwytu, który się zwęża w górnej części w stosunku do dolnej, i tę drogę obrali Wilniewczyc i Dowkontt.

Porównując visa z coltem wz. 1911, wyraźnie widać, że rękojeść visa jest węższa w górnej części i rozszerza się w dole, a colta jest tak samo szeroka na całej długości. Taki chwyt dużo lepiej leży w dłoni oraz poprawia celność.

        Co ciekawe, sam John Browning w swoim kolejnym projekcie, Browningu Hi power, zaprojektował podobny rodzaj uchwytu.

        Porównując dalej obydwa pistolety, w miejscu, gdzie colt 1911 ma bezpiecznik kciukowy, w visie znajduje się podobnie wyglądająca dźwignia, która służy do zatrzymana suwadła w tylnej pozycji.

        Demontaż pistoletu jest niezwykle prosty. Trzeba odciągnąć suwadło do tyłu, zablokować w tej pozycji przy pomocy dźwigni opisanej powyżej, następnie pociągnąć do przodu żerdź urządzenia powrotnego, zwalnia to nacisk sprężyny na zatrzask zamka, po wyjęciu zatrzasku możemy oddzielić suwadło od zamka, przesuwając suwadło do przodu, resztę lufę i urządzenie powrotne wyjmujemy tak jak w colcie 1911. Nie potrzeba narzędzi, natomiast w colcie potrzebny jest specjalny klucz do wyjęcia łożyska lufy (bushing), dalszy demontaż jest taki sam jak w visie.

        Pistolet Vis został wprowadzony do produkcji w 1935 r. w fabryce w Radomiu pod nazwa „pistolet wojskowy wzór Vis 1935”, jednakże w Ameryce Północnej pistolet jest znany pod nazwa Radom i jest nadal najlepszą reklamą Fabryki Broni Łucznik w Radomiu.  Czasami Vis w Ameryce jest nazywany także Polish Browning.

        Około osiemnastu tysięcy pistoletów Vis zostało wyprodukowanych pomiędzy rokiem 1935 a 1939, zanim fabryka broni w Radomiu została opanowana przez Niemców. Niemcy zajęli Radom 8 września.

        Okupanci szybko docenili zalety pistoletu Vis, który był bardziej niezawodny niż niemiecki Luger P-08 oraz Walther P38. Vis staje się pistoletem wysyłanym na potrzeby żołnierzy walczących w śniegu i błocie frontu wschodniego.

        Vis staje się pierwszym obcym pistoletem, który Wehrmacht Waffenamt zatwierdził na potrzeby armii niemieckiej.

        Fabryka w Radomiu weszła w skład austriackiego koncernu Steyer-Daymler-Pooch AG jako Gewehrfabrik Radom. Szacuje się, że od 1939 roku do 1944 Niemcy wyprodukowali 310 tys. pistoletów głównie w fabryce Steyer-Daimler-Puch. Produkcja visa była tak duża, że do roku 1945 vis stał się trzecią co do liczby bronią krótką w siłach zbrojnych faszystowskich Niemiec, zaraz za wymienionymi Luger P-08 i Walther P38.

        Pierwsze trzy tysiące pistoletów wyprodukowanych przez Niemców w Radomiu są identyczne z visami polskiej przedwojennej produkcji. Części pistoletu były polerowane, dzięki czemu jego powierzchnia jest niezwykle gładka, a oksyda miała piękny ciemnogranatowy kolor. Okładki uchwytu wykonane były z czarnego ebonitu nacinanego w kratkę. Lewa okładka miała symbol „FB” wpisany w odwrócony trójkąt, a na prawej okładce znajdowała się nazwa broni „VIS”. Różnicą był brak polskiego orła, w zamian wybito na lewej części zamka znak kontrolny Wehrmachtu.

        Miłośnicy i kolekcjonerzy militariów zaliczają tę wersję visa do Grade 1 pistols.

        W miarę wzrastającego wysiłku wojennego machiny niemieckiej, co jak widzimy występuje bardzo szybko, bo już po trzech tysiącach egzemplarzy w pistolety Vis, które i tak w znacznej części zostały złożone z elementów z polskiej produkcji przedwojennej, Niemcy zaczynają wprowadzać uproszczenia w celu potanienia i przyspieszenia produkcji.  

        Austriacy inżynierowie w celu przyspieszenia produkcji usuwają nacięcia w tylnej części uchwytu służące do mocowania kolbokabury. Wykończenie pistoletu staje się niestaranne, z licznymi śladami freza.          

        Tę partię visów zalicza się do Grade II pistol (wariant).

        Dalszy wysiłek wojenny Niemiec, brak materiałów i wykwalifikowanej siły roboczej doprowadzają do powstania pistoletu kategorii III.

        W pistoletach tych usunięto dźwignię zatrzasku zamka. Okładziny uchwytu zrobione są z surowego drewna nacinanego w poprzek. Zamiast oksydowania zabezpieczenie przed korozją w procesie fosforanowania nadaje broni matowy zielonkawy kolor.

        W dalszej kolejności sworznie zrobione z solidnego kawałka metalowego pręta zastąpione zostały sworzniami z kawałka zwijanej blachy. Podobnie spust, w oryginalnym visie robiony był z jednego kawałka metalu, natomiast w kolejnych wersjach niemieckich robiony był z kilku zgrzewanych kawałków blachy.

        Pistolety kategorii III wyglądają jak wojskowy złom, ale nadal jest to dobrze strzelająca niezawodna broń i każdy egzemplarz posiada znak kontroli Wehrmachtu.

        Powstanie Warszawskie wybucha 1 sierpnia 1945 roku, natomiast jak podają źródła, już latem 1944 roku Niemcy muszą ewakuować fabrykę w Radomiu. Transporty z Radomia miały zostać skierowane na wschód Austrii, do zakładów produkujących silniki do heinkli, Flugzeugmotorenwerke FLUMO wchodzących w skład koncernu Steyer, jednak ze względu na naloty alianckie, nigdy tam nie dotarły. Pociągi z częściami i wyposażeniem skierowano do austriackiego miasta Molln oddalonego kilkadziesiąt kilometrów od Steyer. Akcja ta została zakończona w końcu lipca 1944 roku, czyli przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

        W Molln okazało się, że nie ma miejsca na zamontowanie linii produkcyjnej visa i ostatecznie linię montażową zdecydowano się skierować do czeskiego Znojma oddalonego od Steyer o przeszło 200 km.

        W Znojme powstały ostatnie serie visów. Należy jeszcze wspomnieć, że zachował się projekt „oszczędnościowego” visa, czyli pistoletu wykonanego w technologii tłoczenia i zgrzewania części, ale mimo wysiłków nie zdążono uruchomić jego produkcji.

***

        Jak widać z historii produkcji visa, 1 sierpnia 1944 roku, w momencie wybuchu Powstania Warszawskiego, Niemcom brakuje wszystkiego, nawet drutu i blachy; przegrywają na wszystkich frontach, przewaga Związku Sowieckiego jest miażdżąca.

        Najbardziej brakuje żołnierzy, Hitler, podobnie jak wcześniej Stalin, zakazywał cofania się armii niemieckiej, był także opętany ideą miast-twierdz. W miastach tych załoga miała rozkaz walczyć do ostatniego żołnierza w okrążeniu.

        Wszystko to powodowało, że liczba jeńców niemieckich dostających się do niewoli sowieckiej była przytłaczająca.

        Rosyjska ofensywa Pierwszego Frontu Białoruskiego na Mińsk z czerwca 1944 roku, czyli na niecałe dwa miesiące przed wybuchem Powstania Warszawskiego, była tak olbrzymim sukcesem, że wywołała niedowierzanie na Zachodzie. W odpowiedzi Stalin uruchamia operację Grand Waltz i 17 lipca organizuje w Moskwie słynną paradę jeńców, na czele której defilowało dziewiętnastu generałów niemieckich.

        Tak jak przegrana Niemców pod Kurskiem pozbawiła armię niemiecką możliwości ofensywnych na froncie wschodnim, tak ofensywa pod Mińskiem znana jako operacja Bagration pozbawiła Niemców możliwości skutecznej obrony.

        Tak przynajmniej pokazuje późniejsza historia. Armia Czerwona posuwa się na Zachód prawie bez przeszkód, a większe ośrodki niemieckiego oporu jest w stanie otoczyć i pozbawić wpływu na losy wojny, przykładem są wschodnie Prusy i Kurlandia. Okrążony Wehr-macht poddał się w tych miejscach już po upadku Berlina.

        Pierwszą i ostatnią przeszkodą przed atakiem na Berlin, która na długo zatrzymała Rosjan, jest Warszawa.

        Przejdźmy teraz do kalendarium wydarzeń: 1 sierpnia wybucha Powstanie Warszawskie, 2 października przedstawiciele gen. Komorowskiego „Bora” w Ożarowie w siedzibie gen. SS Ericha von dem Bacha podpisują kapitulację. Układ kapitulacyjny zapewniał powstańcom prawa kombatanckie. Niemcy nie zgodzili się na pozostawienie w Warszawie ludności cywilnej, której wysiedlanie rozpoczęto jeszcze w czasie trwania walk.

        Dlaczego? Co było motywem tej decyzji?

        Wiemy, że Warszawa miała być zniszczona, ale czy to nie jest kolejny prezent Niemców dla Stalina?

        Niemal nazajutrz po kapitulacji Niemcy, używając deficytowych materiałów wybuchowych, przystępują do realizacji planu zrównania Warszawy z ziemią; Warszawy, która i tak była zniszczona walkami i bombardowaniem.

        Rosjanie, którzy zatrzymali ofensywę, ponieważ woleli, żeby to Niemcy rozprawili się z powstaniem, przynajmniej tak nam się to tłumaczy, czekają kolejne dwa miesiące, aż Niemcy wyburzą Warszawę, dlaczego? Na początku stycznia 1945 roku Armia Czerwona liczy 6 milionów, z jakichś względów współzawodnictwo pomiędzy generalicją sowiecką, które narzucił Stalin, w wyścigu na Berlin się nie liczy, a dla Stalina nie liczy się szerzenie rewolucji na Zachodzie Europy. Dlaczego?

        Dopiero 12 stycznia 1945 roku w okolicach Sandomierza Pierwszy Front Ukraiński pod dowództwem marszałka Koniewa przekracza Wisłę, Rosjanie zatrzymują się na Odrze 14 dni później, czyli 25 stycznia 1945 r., natomiast Żukow i Pierwszy Front Białoruski 14 stycznia wchodzą do Warszawy, a do Odry docierają 31 stycznia, czyli w 17 dni.

        Wniosek nasuwa się sam – przez pięć miesięcy, od 1 sierpnia 1944 r. do stycznia 1946, Niemcy nie byli w stanie przygotować i przeprowadzić jakiejkolwiek skutecznej obrony. Dlaczego więc w obliczu takiej klęski wszelkimi możliwymi środkami i z całą zaciętością niszczyli Powstanie Warszawskie? Niemcy, którzy wymyślili Blitzkrieg, gdyż już przed wojną wiedzieli, że nie są w stanie prowadzić długotrwałej wojny na wyniszczenie?

      Panzerwurfmine  Obłęd był opanował Niemców, a nie powstańców, a przykład visa nie jest tu jedyny. W końcowej fazie wojny Niemcy produkują takie „cacka”, jak jednostrzałowy karabin Steyr Volkssturmgewehr VK 98 kalibru 7.92X57mm czy pistolet maszynowy Erma EMP 44 cal. 9mm, który wygląda, jakby był zrobiony przez hydraulika z kilku rurek. No i największe „cacko” Panzerwurfmine, czyli pancerfaust wyrzucany ręcznie.

        Polacy w połowie 1944 r. nie mieli do wyboru dobrych rozwiązań, złe skutki miała tak decyzja o powstaniu, jak i powstrzymania się od walki, natomiast wygląda, jakby Niemcy działali na własną szkodę, a Rosjanie, tak jakby na 5 miesięcy zrezygnowali z własnych planów.

        Polscy historycy zajmują się tylko logiką polskiego dowództwa i najczęściej wychodzi im, że to powstańcy nie mieli racji, tak jakby mordowanie ludności cywilnej czy wyburzanie całego miasta było normalną sprawą i zbójeckim prawem naszych oprawców.

        Może najbliżej prawdy jest amerykańska historyczka Alexandra Richie, która w książce „Warszawa 1944 tragiczne powstanie” szuka wytłumaczenia postępowania Niemców, którzy walcząc na dwóch frontach, tak wiele sił zaangażowali w doszczętne zniszczenie miasta, które i tak już w dużym stopniu było morzem ruin, a dowództwo nie mogło nie wiedzieć, że Niemcy przegrywają wojnę.

        Pani Richie sugeruje, że Niemcy myśleli długofalowo o spadku, jaki po tej wojnie zostanie. Trzecia Rzesza przegra, ale zostanie państwo niemieckie i jemu Hitler chciał zostawić spuściznę po sobie: Europę bez Żydów i Cyganów oraz Polskę bez największego ośrodka buntowniczego – Warszawy.

        Powołuje się ona na wypowiedź Himmlera: „Stolica, mózg i inteligencja narodu polskiego zostanie starta. Tego narodu, który od siedmiuset lat blokuje nam Wschód i od bitwy pod Grunwaldem ciągle nam stoi na drodze. Wtedy ten historyczny problem dla naszych dzieci i dla nas wszystkich, którzy po nas przyjdą, a nawet już dla nas – nie będzie dłużej istniał”.

        Richie cytuje rozmowę, którą Himmler i Hitler przeprowadzili po otrzymaniu informacji o wybuchu powstania. Himmler twierdził, że WBREW POZOROM? Jest ono Niemcom bardzo na rękę.

        Kim byli ci panowie? I czy nie było prawdziwych wojskowych w ich otoczeniu?

        Himmler, druga osoba po Hitlerze w państwie niemieckim, naczelny ideolog nazizmu oraz nieudany farmer z wykształceniem rolniczym, bez edukacji w wojskowości. Zgodnie z ideologią, jaką głosili naziści, a której „papieżem” był Himmler, ludzkość ewoluowała przez różne etapy, a na każdym etapie dominowała inna rasa.

        Były różne cywilizacje, które ginęły w taki czy inny sposób, najczęściej zatopione przez ocean. Ostatnia, Atlantyda, dołączyła do innych zatopionych, ale nie wszystko zostało stracone. Elita wydostała się z tonącego kontynentu i znalazła schronienie w także zaginionym później królestwie Tybetu o nazwie Shambala. Z Shambali wiedza Atlantów wraz z nową już rasą Aryjczyków rozprzestrzeniła się w kierunku zachodnim.

        Oczywiście większość tej nowej rasy potomków Atlantów znalazła się na terenie III Rzeszy, ale nie tylko. Naziści wierzyli, że ta „dobra krew” jest rozproszona i, jako najeźdźcy, mieli rozkaz tę „dobrą krew” w podbitych krajach pozyskać albo zniszczyć.

        Tak więc możliwe, że podtruty gazem musztardowym kapral wraz z nieudanym farmerem zdecydowali się na eksterminację ludności Warszawy tylko po to, żeby zniszczyć tę „dobrą krew”, której nie dało się pozyskać, ale nadal nie wiemy, dlaczego zdecydowali się niszczyć już i tak zniszczone miasto, no i dlaczego Stalin dał im na to czas?

        Ostatecznie Niemcy to dziwny naród, i to nie tylko jeśli mówimy o czasach wojny, komunizm upadł w Niemczech Wschodnich jako ostatni, i to przy wydatnej pomocy Gorbaczowa.

        Analiza Powstania Warszawskiego tylko i wyłącznie z punktu widzenia polskiego ruchu oporu nie bardzo ma sens, a głębsza analiza może wykazać, że jedyna racjonalna logika była po stronie polskiej.

        I ostatnie pytanie, czy istniały odpowiedniki planu Pabsta dla innych miast europejskich? Jest to w sumie najważniejsze pytanie, bo jak wiemy, geopolityka nigdy się nie zmienia.

Jerzy Rostkowski

        – Większość informacji o pistolecie Vis autor czerpał z bardzo dobrej książki pt. „Pistolet Vis wz.35”, Michał Mackiewicz i Marcin Ochman, kupionej w Warszawie w Muzeum Wojska Polskiego podczas Marszu Niepodległości 2015 r.

Opublikowano w Teksty
piątek, 02 wrzesień 2016 14:18

Niemiecki obóz dla polskich dzieci w Lubawie

wasniewski        Pierwsza wzmianka źródłowa na temat ziemi lubawskiej, o istnieniu grodu w Lubawie, pochodzi z 1216 r. Wzmianka ta jest w dokumencie papieża Innocentego III z 18 I 1216 r., w którym biskupowi pruskiemu Chrystianowi papież potwierdził posiadanie ziemi lubawskiej jako darowizny od nowo nawróconego Prusa o imieniu Suwabuno. W 1257 r. Lubawa i okolice zostały własnością biskupów chełmińskich, co spowodowało rozkwit miasta. Biskupi wybudowali zamek, będący ich rezydencją, co podniosło Lubawę, jako centrum o charakterze miejskim i obronnym.

        W 1440 r. Lubawa przystąpiła do Związku Pruskiego walczącego przeciw zakonowi krzyżackiemu. Pokój toruński w 1446 r. Lubawę i okolice włącza do Polski, ten stan polityczny trwa do I rozbioru Polski 1772 r., w wyniku którego Lubawę i okolice zajmują Prusy. Traktaty tylżyckie z 7 II 1807 r. włączają ziemie lubawskie do Księstwa Warszawskiego. Mimo napływu ludności niemieckiej i ciągłej germanizacji, ziemia lubawska zachowała swój specyficzny charakter polski. Ziemia lubawska w czasie powstania 1863 r. utworzyła tzw. kompanię lubawską. Lubawa przeżywa ponowny rozkwit w drugiej połowie XIX wieku. Powstają polskie instytucje gospodarcze, jak: Towarzystwo Rolnicze, Bank Ludowy, oraz społeczno-kulturalne Stowarzyszenie „Wiara” i Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, następuje silny rozwój szkolnictwa. Koniec I wojny światowej oraz traktat wersalski przyłącza powiat lubawski do Polski. 19 I 1920 r. oddziały polskie z armii generała Józefa Hallera wkraczają do Lubawy. Lubawiacy entuzjastycznie witają żołnierzy polskich. Następuje nowy etap w rozwoju gospodarczym, kulturowym i politycznym powiatu lubawskiego.

Opublikowano w Teksty

NiemczykJanusz        Sierżant Tadeusz Międzybrodzki był serdecznym przyjacielem mojego ojca. To było ponad 40 lat temu. Wspólnie mieli małą spółkę. Hodowali owce. Ziemię dzierżawili od aeroklubu w Jeleniej Górze. Ziemia nie była dzierżawiona na głównym lotnisku, lecz na tak zwanej Górze Szybowcowej. Ja czasem też pasałem te owce i pomagałem przy sianokosach. Kiedy padał deszcz, był czas na rozmowy. Czasami, żeby się rozgrzać, wyciągali butelkę i wypijali na rozgrzewkę po kieliszku. Pamiętam, jak pan Tadeusz siadał skulony na taborecie z papierosem w ręku i mówił jakby do siebie: panie Michale, a to było tak...

        Na trzeźwo często zaczął coś opowiadać, odpowiadał na taty pytania, a później się jakby zacinał i nie kończył opowieści. Pan Tadeusz często opowiadał o swoich przeżyciach, a najwięcej o czasach drugiej wojny światowej, kiedy był żołnierzem kompanii fizylierów w 1. Pułku Piechoty 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki.

        Urodził się w wielodzietnej rodzinie chłopskiej w wiosce gdzieś koło Stanisławowa w 1926 roku. Ojciec był bogatym chłopem. Stało się tak dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Tuż przed zapanowaniem w Polsce hiperinflacji, zdaje się w roku 1923, ojciec pan Międzybrodzkiego pojechał na targ do Stanisławowa, by kupić krowy. Tam dowiedział się, że hrabina z pobliskiego majątku chce sprzedać 10 hektarów ziemi. On zebrał oszczędności i kupił tę ziemie. Hrabina została niedługo potem z setkami tysięcy bezwartościowych marek polskich, a ojciec pana Tadeusza stał się bogatym jak na owe czasy chłopem. Dokupował stale ziemię. Podobno w 1939 roku miał już jej około 20 hektarów. Najstarszy syn i jednocześnie brat pana Tadeusza w międzyczasie skończył prawo na Uniwersytecie we Lwowie, ale również w międzyczasie związał się z Komunistyczną Partią Polski.

        17 września 1939 roku Związek Sowiecki zaatakował Polskę w ramach układu o rozbiorze Polski, nazywanego układem Ribbentrop-Mołotow od nazwisk ministrów spraw zagranicznych obu najeźdźców. Kilka dni później oddziały rosyjskie podeszły pod wioskę, gdzie mieszkał pan Międzybrodzki. Niedaleko przechodziła droga na Zaleszczyki do Rumunii. Cały dzień trwały walki między Rosjanami a osłaniającymi drogę oddziałami polskimi. Pan Tadeusz Międzybrodzki, który wtedy pasł krowy, obserwował z daleka, jak samotny polski samolot bombardował Rosjan. Następnego dnia Rosjanie zajęli drogę. Wściekli z powodu poniesionych strat, rozstrzelali wziętych do niewoli polskich żołnierzy.

        Zimą 1940 roku do domu Międzybrodzkich przyszło NKWD. Nie miało znaczenia to, że członek rodziny, brat pana Tadeusza, był komunistą i przebywał wówczas w Moskwie. Dali 30 minut na zabranie rzeczy, wsadzili do bydlęcych wagonów całą rodzinę i wywieźli na Sybir do tajgi do wyrębu lasu.

        W tajdze kazali im zbudować sobie ziemianki. Panował głód. Cały czas były kontrole NKWD. Jeśli w nocy został włączony traktor, to oznaczało, że NKWD rozstrzeliwało ludzi. Pewnego wieczora w zimie ojciec pana Tadeusza poszedł do sąsiedniej ziemianki do kolegi na papierosa. Akurat przyszła kontrola NKWD. Za złamanie dyscypliny NKWD skazało go na śmierć. Wyrok wykonano tak, że oblali ojca pana Tadeusza zimną wodą, po czym potrzymali go na siarczystym mrozie przez pół godziny. W ciągu tygodnia ojciec pana Tadeusza zmarł na zapalenie płuc.

        W czerwcu 1941 roku Niemcy zaatakowały Związek Sowiecki. W 1941 i w 1942 roku Rosjanie ponosili olbrzymie straty w żołnierzach. W roku 1942 rodzina Międzybrodzkich została przeniesiona do jakiegoś kołchozu na Syberii. Praktycznie wszyscy mężczyźni z tego kołchozu zostali powołani do wojska i wysłani na front. Jedynymi mężczyznami w kołchozie byli polscy więźniowie. Był głód. Pan Tadeusz pamięta, że ciągle chodził niedożywiony, głodny. Pamięta także, jak w czasie żniw w 1942 roku złapały go dwie Rosjanki, przewróciły na słomę i próbowały go zgwałcić. Ale nic z tego nie wyszło. Był głodny i słaby.

        Wczesną wiosną 1943 roku on i jego bracia dowiedzieli się, że jest tworzona armia polska, czyli tak zwana armia generała Andersa. Dostali zwolnienie z kołchozu-więzienia. Wyruszyli do Kazachstanu, do Buzułuku, ale kiedy dotarli już na teren, gdzie były wcześniej oddziały armii Andersa, dowiedzieli się, że opuściły już one Związek Sowiecki. Z Kazachstanu, z Buzułuku, zostali skierowani przez Rosjan do Sielc nad Oką, do miejsca formowania się 1. Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego. Z tego, co pamiętam, to pan Tadeusz powiedział mi że był albo 33. albo 35.  żołnierzem, który zgłosił się do 1. Pułku Pierwszej Dywizji Piechoty LWP, tak zwanych berlingowców. Był w tym samym plutonie, w którym był generał Franciszek Siwicki, późniejszy szef sztabu LWP. Z okresu rekruckiego w 1. Dywizji pamięta, jak zapoznał się z późniejszym generałem pilotem Julianem Paździorem, późniejszym komendantem Wyższej Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze.

        Pan Tadeusz nie został skierowany do szkoły oficerskiej, bo był za młody i miał skończone 6 klas ówczesnej szkoły podstawowej. Został skierowany do kompanii fizylierów 1. Pułku Piechoty.

        Z okresu szkolenia poprzedzającego bitwę pod Lenino wspominał, że w czasie szkolenia politycznego zdarzały się wypadki, że żołnierze wstawali i pytali się oficerów politycznych, czy w wolnej Polsce będą kołchozy? Mówili również, że jeśli mają w wolnej Polsce być kołchozy, to oni wolą być rozstrzelani tu na miejscu, niż mieliby walczyć o taką wolną Polskę z kołchozami. Pamięta również przybycie do dywizji jej kapelana, Wilhelma Kubsza. Wilhelm Kubsz został na polecenie Stalina ściągnięty zza linii frontu, by został właśnie kapelanem 1. Dywizji Piechoty. Od tego momentu odbywały się msze polowe, w których mogli uczestniczyć żołnierze dywizji. Później, już w Jeleniej Górze, ksiądz Wilhelm Kubsz dawał ślub synowi pana Tadeusza Międzybrodzkiego.

        Do dywizji przyjeżdżała również Wanda Wasilewska, która przemawiała bardzo patriotycznie.

        Z okresu bitwy pod Lenino opowiadał takie zdarzenie, że 30 kilometrów przed frontem rozdano im amunicję. Mieli przejść marszem ponad 30 kilometrów w pełnym rynsztunku i obciążeni bronią i amunicją. Niedaleko niego szedł żołnierz, któremu było ciężko i zostawał z tyłu za swoim oddziałem. Tego żołnierza popychał i poganiał ciągle jakiś podporucznik. W pewnej chwili ten żołnierz odwrócił się, odbezpieczył karabin i zastrzelił tego podporucznika. Zaraz potem odbył się sąd polowy i ten żołnierz został rozstrzelany.

        Potem była bitwa pod Lenino, gdzie 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki poniosła bardzo duże straty. Po bitwie pod Lenino aż do kwietnia dywizja nie brała udziału w walkach. Później razem z pozostałymi jednostkami 1. Armii Ludowego Wojska Polskiego dywizja została włączona do 1. Frontu Białoruskiego. Najpierw w drugim rzucie, a później już w końcu lipca w pierwszym rzucie po przekroczeniu rzeki Bug, czyli granicy dzisiejszej Polski. Widocznie Stalin celowo nie chciał użyć oddziałów polskich w wyzwalaniu terenów na wschód od aktualnej granicy Polski, terenów dzisiejszej Litwy, Białorusi, Ukrainy. Do czasu przekroczenia rzeki Bug odziały polskie wykonywały działania osłonowe.

        Po przekroczeniu rzeki Bug dywizja brała już bezpośrednio udział w walkach z Niemcami. Z tego okresu pan Tadeusz opowiedział mi taką historię, mianowicie, że oni widzieli z daleka palącą się Warszawę. W Warszawie trwało powstanie. I oni, szeregowi żołnierze, rozmawiali z dowódcami swoich oddziałów, żeby udzielić pomocy Warszawie. I nic się nie działo. Dopiero ktoś z żołnierzy dał pomysł, żeby dokonać aktu rzucania odznaczeń bojowych grupowo „za Warszawę”. Pan Tadeusz miał za bitwę pod Lenino Krzyż Walecznych. I wówczas miał miejsce taki akt, że całymi kompaniami zbierali się żołnierze i rzucali swoje odznaczenia na kupkę „za Warszawę”. On brał w tym wydarzeniu udział. Odpiął swój Krzyż Walecznych i rzucił wraz z innymi żołnierzami na pałatkę. Uzbierała się sterta odznaczeń.

        I tutaj moje wtrącenie. Później czytając książki i rozmawiając z różnymi świadkami tamtego wydarzenia, natknąłem się raz w książce wydanej jeszcze w PRL na jedną krótką wzmiankę o tym rzucaniu odznaczeń bojowych „za Warszawę”. Jeszcze jedna osoba mi o tym fakcie opowiedziała. Myślę, że komunistyczna cenzura przyczyniła się do zapomnienia tego wydarzenia i tego nieformalnego buntu żołnierzy. Dziś nikt nie pamięta o tym. Ja osobiście wiążę ten fakt rzucania odznaczeń „za Warszawę”, tego nieformalnego buntu, z decyzją generała Zygmunta Berlinga, dowódcy 1. Armii Wojska Polskiego, o udzieleniu pomocy powstańcom. Generał Berling zrobił to bez zgody i porozumienia z dowódcą 1. Frontu Białoruskiego, generałem Malininem. Za to został 30 września 1944 roku zdjęty ze stanowiska dowódcy 1. Armii LWP i skierowany na trzeciorzędne stanowisko. Już nigdy nie odegrał w PRL żadnej roli. Rosyjscy generałowie i historycy, w tym generał Rokossowski, zaprzeczają pamiętnikom generała Berlinga i twierdzą, że o wszystkim wiedzieli. Zdanie generałów rosyjskich i rosyjskich historyków kłóci się jednak z faktami. Kłóci się z tym, że Warszawa otrzymała bardzo ograniczoną pomoc ze strony rosyjskiej, że rosyjskie samoloty zostały znad Warszawy w czasie trwania Powstania Warszawskiego wycofana, co umożliwiło Niemcom bezkarne bombardowanie lewobrzeżnej stolicy.

        W każdym razie komunistyczna cenzura przyczyniła się skutecznie do zapomnienia postawy szeregowych żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego.

        Z okresu stacjonowania w okolicach Pragi pan Tadeusz opowiedział mi takie zdarzenie: jego kompania fizylierów biwakowała niedaleko Pragi. Jednak żywność nie była podwieziona. On i kilku żołnierzy wymyślili, że pójdą ukopać ziemniaków kilkaset metrów od miejsca postoju. Tak też zrobili mimo ścisłego zakazu oddalania się od jednostki. Kopią ziemniaki, a tu drogą wiejską idzie oficer w mundurze podpułkownika z kobietą. Na jego widok pan Międzybrodzki położył się i schował między ziemniakami. Podpułkownik stanął i przywołał dwu żołnierzy, którzy kopali ziemniaki. Zaczął się o coś ich wypytywać. W pewnej chwili wyciągnął pistolet z kabury i zastrzelił tych dwu żołnierzy, tak jak stali, przy drodze. Stało się to w obecności tej kobiety.  I ten podpułkownik poszedł sobie dalej, jakby nigdy nic.

        Sądów polowych, skazywania na karę śmierci czy za karę do kompanii karnej, co też równało się wyrokowi śmierci, było w Ludowym Wojsku Polskim bardzo dużo.

        Z tym rozstrzeliwaniem żołnierzy za byle co łączy się i inne wydarzenie, o którym mi opowiedział pan Tadeusz. Otóż w okopach w czasie służby nie wolno było spać. Za zaśnięcie na posterunku groziła kompania karna. Nie wiem, w którym miejscu w Polsce to było, ale mniej więcej pan Tadeusz opowiedział mi to tak, że był taki major, który kiedy pełnił funkcję oficera inspekcyjnego, to przyłapanych na spaniu żołnierzy zabijał. Jak złapał, że żołnierz śpi na służbie, w okopie, to niby odprowadzał tego żołnierza na tyły do żandarmerii, żeby czekał na sąd polowy, ale do żandarmerii ci żołnierze nie dochodzili, tylko znajdowano później ich trupy. Rozeszła się zła sława tego majora. Dowódcą drużyny pana Tadeusza był kapral, który był ślązakiem i był wcześniej w wojsku niemieckim, został wzięty przez Rosjan do niewoli, gdzie powiedział, że jest Polakiem, i później, kiedy już tworzyły się oddziały 1. Armii został zwolniony i wcielony do 1. Dywizji Piechoty. Ten ślązak miał niemiecki pistolet maszynowy, tak zwanego schmeissera, którym się posługiwał, o ile znalazł do niego amunicję. Zresztą pan Tadeusz mówił mi, że posługiwanie się bronią niemiecką było powszechne, ponieważ była ona lepsza od broni sowieckiej, od tak zwanych pepesz. Kiedy pepesza się nagrzała po paru seriach, pociski z niej wystrzelone były bardzo niecelne. Pan Tadeusz widział, jak jakieś 70 metrów przed sobą te wystrzelone z pepeszy pociski lądowały w ziemi i wzbijały kurz. Trzeba było strzelać pojedynczym ogniem lub krótkimi seriami. Ale to było trudne w zdenerwowaniu. Pepesze nie miały przełączenia na ogień pojedynczy.

        Więc ten kapral pewnego dnia mówi: Słuchajcie, nic nie mówcie, ja się na niego przyczaję, tylko musimy razem się umówić i jak tylko ten major będzie na inspekcji, to dajmy sobie znać i ja udam śpiącego.

        No i tak się stało. Pewnej nocy ten major wpada do okopu na inspekcję. Już podali do przodu i szepnęli kapralowi, że nadchodzi major, że ma inspekcję. ślązak niby to udał śpiącego. Major podszedł do niego i mówi: Co, śpicie żołnierzu? Idziecie ze mną. I poszli na tyły. Po ponad godzinie ślązak wrócił i mówił później, że miał wielkie szczęście, bo ledwo zdążył. Kiedy ten major wyciągał pistolet z kabury, zahaczył pistoletem o metalową sprzączkę od pasa i ślązak to usłyszał. Miał już odbezpieczonego schmeissera i obracając się, pociągnął po majorze serią. Później zakopał broń i wrócił do plutonu. Tylko żołnierze w drużynie wiedzieli o tym, co się stało, i może jeszcze wiedział ktoś w plutonie z szeregowych żołnierzy. Było potem krótkie dochodzenie, ale stwierdzili, że jakiś nocny patrol zwiadu niemieckiego natknął się na majora, bo znaleźli łuski i pociski po schmeisserze i na tym się dochodzenie skończyło. Zabijanie śpiących żołnierzy na służbie również się skończyło.

        Ta brutalna dyscyplina miała też swoje skutki. Były częste dezercje. I tu kolejna opowieść. Pan Tadeusz kilka razy opowiadał o dezercji z wojska członka jego rodziny i raz mówił, że to był jego brat, innym razem, że to był jego kuzyn. To już było na ziemiach polskich, zdaje się w zimie 1945 roku. Kiedyś mówi do mojego taty: Michał, będę jechał na wesele do swojego brata, i podał miejscowość. Mnie parę dni nie będzie. A ja tak stoję obok i słucham, bo to ta miejscowość, gdzie miał mieszkać jego kuzyn.

        I mówię: Panie Tadziu, to pan jedzie do swojego brata, czy do swojego kuzyna?

        Pan Tadziu popatrzył na mnie i nic nie odpowiedział. Kiedy o tym mówił, to już było dobrze ponad 30 lat po zakończeniu wojny.

        Z dezercjami w Ludowym Wojsku Polskim łączy się i inna historia, którą słyszałem przy okazji rozmowy mojego taty z innym byłym żołnierzem, który walczył w Ludowym Wojsku Polskim w czasie drugiej wojny. Otóż na pytanie mojego taty, czy wiedział o tym, że na stronę amerykańską zdezerterował i przeszedł cały pułk, ten były żołnierz fakt potwierdził. Nigdzie w książkach czy artykułach na tę informację później nie natrafiłem, ale kilkanaście lat temu, tu, w Toronto, spotkałem Ukraińca, który pochodził spod Krosna i którego ojciec został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego i walczył na wojnie. Powiedział mi, że właśnie jego ojciec wraz z całym pułkiem przeszedł na stronę amerykańską. W latach pięćdziesiątych udało się jego ojcu ściągnąć jego matkę, a swoją żonę do Kanady. Więc takie zdarzenia masowej dezercji miały miejsce. Cenzura znowu skutecznie zatarła ślady. Może nie zdezerterował cały pułk, może ta historia została wyolbrzymiona przez żołnierzy, ale oprócz pojedynczych dezercji, zdaje się, że miała miejsce jakaś większa masowa dezercja żołnierzy mających w pamięci brutalną dyscyplinę w LWP i pamięć Syberii.

        Myślę, że Instytut Pamięci Narodowej mógłby potwierdzić takie wypadki, śledząc raporty stanu pułków i jednostek LWP pod koniec drugiej wojny światowej. Komunistyczna cenzura zatarła w skuteczny sposób prawdę o sytuacji, jaka panowała wówczas w czasie wojny w Ludowym Wojsku Polskim.

        Później pan Tadeusz walczył na tak zwanym Wale Pomorskim. Tymczasem część oddziałów 1. Armii Wojska Polskiego brała udział w wyzwalaniu Pomorza i Gdańska. Ten najstarszy brat pana Tadeusza Międzybrodzkiego był kapitanem i dowódcą samodzielnej kompanii chemicznej, która wchodziła w skład 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. W trakcie przemarszu na Pomorzu, w kierunku Gdańska, kompania chemiczna natknęła się na oddział niemiecki, który wyrwał się z okrążenia na półwyspie Sambia i starał się dogonić wycofujące się inne oddziały niemieckie. Żołnierze kompanii chemicznej nie byli ostrzelani, a się Niemcom poddali. Niemcy rozstrzelali na miejscu oficerów, w tym i kapitana Międzybrodzkiego, a resztę szeregowych żołnierzy puścili wolno. Pamiętam, że pan Tadeusz kilka razy mówił: jak można było się tak od razu poddać?

        Pan Tadeusz Międzybrodzki razem z 1. Dywizją wziął udział w walkach na tak zwanym Wale Pomorskim. Został ranny. Obie łydki zostały przestrzelone. O ile dobrze pamiętam, to powiedział mi, że stało się to w okolicach Mirosławca.

        Zapytałem pana Tadeusza, gdzie było najciężej w czasie jego drogi bojowej? Odpowiedział, że pod Lenino i na Wale Pomorskim. Pod Lenino, bo Niemcy byli silni, a na Wale Pomorskim, ponieważ wydano żołnierzom po 3 magazynki amunicji i kazano atakować praktycznie bez wsparcia artylerii, samolotów i czołgów.

        Z Wałem Pomorskim łączy się i inne jego świadectwo. Wycofujący się Niemcy zostawili olbrzymie stogi siana. Wojsko przyjechało zabrać je dla koni. W stogach znaleziono 30 ukrywających się żołnierzy niemieckich. Pan Tadeusz był świadkiem ich rozstrzelania. Nie wiadomo, dlaczego taka decyzja została podjęta. Czy w odwecie za wcześniejsze spalenie żywcem 32 polskich żołnierzy wziętych do niewoli przez Niemców w Podgajach, czy też dlatego, że przy jednym z żołnierzy niemieckich znaleziono karabin strzelca wyborowego? Na tym karabinie było kilkadziesiąt nacięć na kolbie. Te nacięcia oznaczały zabitych, których zastrzelił ten niemiecki strzelec. Niemieckich żołnierzy zastrzelił, o ile dobrze pamiętałem jego nazwisko, chorąży Szweps albo Szwec.

        Pan Tadeusz kilka razy wracał do tego wydarzenia. Nie zgadzał się na rozstrzeliwanie jeńców. Mówił też, że na ogół Niemcy chętniej poddawali się Polakom, natomiast z Rosjanami walczyli do końca.

        Później, po wyjściu ze szpitala, pan Tadeusz już nie wrócił do piechoty. Lekarze orzekli, że będzie miał kłopoty z bieganiem i chodzeniem, i został skierowany na szkolenie na kierowcę. Później przewoził ciężarówką amunicję. Opowiadał, że nakrywał maskę samochodu kocami, na koła zakładał dodatkowe specjalne nakładki i w ten sposób na jedynce po cichu, w nocy podwoził amunicję na pierwszą linię frontu.

        Pan Międzybrodzki brał udział w szturmie Berlina, ale już jako kierowca. Opowiadał mi, że żołnierze polscy mówili, iż na Bramie Brandenburskiej pierwszy flagę, biało-czerwoną, zawiesił żołnierz polski. Później została ona ściągnięta przez Rosjan i Rosjanie na filmie pokazali, że to ich flaga była pierwsza.

        Pan Tadeusz awansował do stopnia plutonowego. Z pobytu w Niemczech pamięta takie zdarzenie. Było w zwyczaju, że żołnierze nosili na mundurach bojowe odznaczenia. Jeszcze w czasie pobytu w Niemczech jego ciężarówka została zatrzymana przez wojskową kontrolę drogową. Sierżant, Rosjanin, który był pijany, mówiąc do niego, kto dał ci te medale, zerwał je. Doszło do bijatyki. To było o tyle groźne, że mogło skończyć się sądem polowym i rozstrzelaniem.

        Kiedy oddziały polskie wycofywały się z Niemiec, na moście na Odrze stała kontrola wojska rosyjskiego i odbierała tak zwane trofiejne rzeczy żołnierzom polskim. Doszło do strzelaniny między Rosjanami a Polakami. Kilku Rosjan zginęło, ale później kilku polskich żołnierzy zostało również rozstrzelanych w wyniku decyzji sądu polowego.

        Po wojnie, po powrocie do Polski, pan Tadeusz został jeszcze przez prawie rok na służbie. Nie został zdemobilizowany. Brał udział w ściganiu żołnierzy WiN. Opowiedział mi, że kompania, której pluton żołnierzy przewoził, została otoczona. Praktycznie bez walki kompania poddała się żołnierzom WiN. Żołnierze zostali rozbrojeni i po rozbrojeniu i zabraniu butów oraz mundurów puszczeni wolno.

        To zdarzenie i niechęć do walki z tak zwanymi leśnymi tłumaczyłoby, dlaczego zaraz po wojnie z Ludowego Wojska Polskiego zostały wydzielone jednostki i stworzono oddziały  Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jednostki KBW podlegały Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, a nie Ministerstwu Obrony Narodowej.

        Odchodząc z wojska, pan Tadeusz otrzymał stopień sierżanta. Jako były żołnierz, dostał na wsi koło Jeleniej Góry dom i ziemię. Ożenił się. Jego żona, która była zza Buga, na zebraniu wiejskim wypowiedziała się publicznie na temat Katynia. Powiedziała między innymi tak: To kto w końcu rozstrzelał polskich oficerów w Katyniu? Bo Rosjanie mówią, że Niemcy, a Niemcy mówili że Rosjanie?

        Parę dni później przyszli do domu państwa Międzybrodzkich oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa i żona pana Tadeusza została aresztowana. Nie pomogło to, że pan Tadeusz przeszedł cały szlak bojowy 1. Dywizji LWP od Lenino do Berlina, że był odznaczony. Siedziała w więzieniu, a była w szóstym miesiącu ciąży. Pan Tadeusz sprzedał dom i gospodarkę, żeby zapłacić adwokatom i mieć pieniądze na łapówki dla oficerów UB, żeby żona wyszła. Dzięki temu udało się ją wyciągnąć z więzienia. O ile dobrze pamiętam, to pan Tadeusz wymienił kwotę 180.000 złotych, za którą sprzedał dom i ziemię. To było już po wymianie pieniędzy w 1950 roku. Wówczas średnia pensja wynosiła 400 złotych. Pan Tadeusz znalazł małe poniemieckie mieszkanko. Pracował później jako mechanik samochodowy. Kierowcą nie mógł być, ponieważ po tym, jak zostały mu przestrzelone łydki, drętwiały mu nogi i nie mógł w ówczesnych samochodach ciężarowych wciskać sprzęgła.

        Jako mechanik był autorem pomysłu na tłoczek hamulcowy w ciężarówce. Te tłoczki, które były używane w ciężarówkach, ciągle ciekły i bez przerwy trzeba je było naprawiać. Na pomysł wpadł z kolegą z pracy. Po zamontowaniu nowych tłoczków hamulcowych i po sprawdzeniu ich działania pokazał te nowe rozwiązanie komuś z dyrekcji w zakładzie, gdzie pracował. Z Warszawy przyjechała później jakaś delegacja, obejrzeli pomysł. Powiedzieli, że nie można go zastosować, i dyrektor zakazał im obu mówić o tym pomyśle. Później pan Tadeusz widział, że w ciężarówkach polskich (Lublin) i sowieckich montowano usprawnione tłoczki hamulcowe właśnie takie, jakie  zrobił ze swoim kolega. Oczywiście nikt im nie powiedział, że to jest zrobione według ich pomysłu.

        Pan Tadeusz Międzybrodzki nowe mieszkanie otrzymał dopiero w połowie lat siedemdziesiątych.

        Później, w 1981 roku, syn pana Tadeusza wyjechał do Austrii, a z Austrii do Australii.

        Pan Tadeusz Międzybrodzki zmarł w latach dziewięćdziesiątych w Jeleniej Górze.

Janusz Niemczyk

Opublikowano w Teksty