Goniec

Switch to desktop Register Login

czwartek, 04 sierpień 2016 23:11

Warto było być?

pruszynski        Nie wiem, ile polskich dzieci z Toronto dojechało na światowe Dni Młodzieży do Krakowa, ale na pewno ci, co byli, mieli wielką frajdę. Podjąłem męską decyzję dopiero w sobotę rano. O dziesiątej byłem w pociągu, a o pierwszej w Krakowie, który był pełen młodych wszelkich odcieni skóry.

        Takich tłumów dawno nie widziałem i były to tłumy radosnej młodzieży, wśród której było sporo szczególnie młodych księży i zakonnic. Okazało się, że było ich znacznie więcej w piątek wieczorem; gdy przyszli po Drodze Krzyżowej na Błoniach na Rynku, byli prawie jak śledzie w beczce. Znajomy właściciel sklepu z pamiątkami w Sukiennicach powiedział, że takiej masy kupujących nie miał nigdy.

czwartek, 21 lipiec 2016 22:43

Prawda o Jedwabnym

pruszynskiPrawda o Jedwabnym

        Rozpoczęła się nie tyle wojna polsko-polska,  co wojna Polaków z Żydami i ich polskimi sojusznikami o ustalenie tego, co naprawdę zaszło 11 lipca 1941 roku w Jedwabnym.

        Pani dr Ewa Kurek, pierwsza autorka książki o ratowaniu dzieci żydowskich przez polskie zakonnice, zrobiła to, co powinniśmy byli zrobić z 14 lat wcześniej czyli wezwać rodaków, by zbierać podpisy o dokończenie ekshumacji w Jedwabnym bo bez niej nie wyjdzie na jaw PRAWDA.

        W 2001 r. ekshumacja została pod wpływem Żydów przerwana decyzją, ówczesnego Ministra Sprawiedliwości śp. Lecha Kaczyńskiego. Ci bali się, że w jej trakcje okaże się, iż zginęło nie 1600 Żydów, ale może 400, a w kościach ofiar znajdą się niemieckie pociski, co było raczej pewne, bo koło stodółki, gdzie zamordowano Żydów znaleziono sporo niemieckich łusek karabinowych.

mariapyz 013 lipca na Jasnej Górze odbył się 22. Zjazd i Pielgrzymka Kresowian. Jak zawsze była to piękna i podniosła uroczystość, którą rozpoczęła Msza św. u stóp Matki Bożej Jasnogórskiej. Homilię wygłosił ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, przypominając wszystkim o wydarzeniach, które miały miejsce pod czas II wojny światowej.
Wśród uczestników i gości spotkałam wielu przyjaciół i znajomych, m.in. Marię Mirecką -Loryś, Krystynę Markut z Florydy, Lucynę Kulińską, Marcina Hałasia, prezesów wielu Towarzystw Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich z różnych miast w Polsce oraz ogromną liczbę kumpli. Z koncertem wystąpił chór dziecięcy „Krakowskie Promyki”, a dzieci z tego chóru zakończyły Mszę świętą, śpiewając naszą ukochaną pieśń „Łyczakowska Madonno”. Danuta i Jan Skalscy, prezes i rzecznik Światowego Kongresu Kresowian, jak zawsze stanęli na wysokości zadania. Poczty sztandarowe poprowadził 95-letni pułkownik Zdzisław Bernard Skarbek, który przyjechał z Australii, z miejscowości Canberra, to wszystko robiło ogromne wrażenie. Gdy już pułkownik dowiedział się, że poczet Strzelców, który prowadził, przyjechał ze Lwowa, w rozmowie prywatnej rzekł, że w pierwszym momencie – zaniemówił. Nie spodziewał się, że spotka go w życiu taki zaszczyt.

Opublikowano w Teksty

kumorNaród, który nie szanuje własnej przeszłości, nie zasługuje na szacunek. To tak w skrócie.
Poświęcanie pamięci ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu, akceptowanie podkładanej cudzej narracji, jakoby była to „wojna domowa” czy jakieś „sąsiedzkie utarczki” – jest po prostu zdradą Polski. Niezależnie od tego, jak ważne sprawy miałyby takie kłamstwa motywować.
Nie da się budować dobrych stosunków Niemiec i Izraela bez prawdy o holokauście; nie da się budować stosunków Polski i Ukrainy bez prawdy o Wołyniu, ponieważ nie chodzi tutaj o potępienie indywidualnych zbrodni i aktów szatańskiego wręcz okrucieństwa, lecz o osądzenie polityków i koncepcji politycznej, która za nimi stała.


Historia nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej jest sama w sobie skomplikowana, wielowątkowa i tragiczna, nie usprawiedliwia to jednak rozkazu wymordowania polskiej ludności cywilnej.
Rzadko przypomina się tło ludobójstwa Polaków na terenach obecnie należących do Ukrainy. Wydawać by się mogło – i jest to wersja, którą zdają się przyjmować nawet niektórzy polscy promotorzy ukraińskich mitów, że oto narastająca nienawiść między Polakami a gnębionymi przez nich od wieków Ukraińcami „wybuchła niekontrolowana” w sytuacji wojennego chaosu. Słowem, że powody były „społeczne i ekonomiczne”.
Ukraińcy chcą przedstawiać Rzeź Wołyńską w kontekście wydumanych i prawdziwych krzywd, jakie mieli im na przestrzeni wieków wyrządzać Polacy.
Po prostu, wzbierało, ropiało, aż wybuchło nienawiścią i krwią niewinnych.
Tak, ludzie są zdolni do zabijania, są w stanie mordować w orgiach krwi, jednak to, co się stało na Wołyniu, było wyrachowaną politycznie zbrodnią. Dlatego ważne jest, by Polacy uzyskali od dzisiejszych pogrobowców Stephana Bandery uznanie tego faktu.

Ukraińcy, którzy początkowo swe nadzieje na niepodległe państwo wiązali z niemiecką kuratelą, zobaczyli, że ofensywa armii hitlerowskiej na wschodzie załamuje się i jest prawdopodobne, iż wojnę wygrają Alianci; Sowieci, ale również Polacy, których armie walczyły na Zachodzie. Ponieważ wówczas jeszcze nikomu nie przychodziło do głowy, że Polska zostanie zdradzona i oddana przez sojuszników Stalinowi jako jedna z największych trofiejnych zdobyczy, politycy OUN uznali, że kwestia ukraińska, o ile stanie podczas negocjacji nowego ładu, będzie zdecydowana przez plebiscyty – podobnie jak to miało miejsce w wielu rejonach Polski po pierwszej wojnie światowej. Dlatego właśnie wtedy, w wojennym zamieszaniu, chcieli przygotować pod nie grunt, przeprowadzając czystkę etniczną.


Jest to ohydne narzędzie polityczne, polegające na sterroryzowaniu ludności, przerażeniu ludzi do tego stopnia, aby uciekli. Dlatego rozpętana fala mordów była tak okrutna. Taka miała być! To było założenie pomysłodawców i politycznych mocodawców ukraińskich siepaczy. Lachów trzeba było rezać tak okrutnie, aby uciekli i nigdy nie wrócili... Tak się stało. Dzisiejsze próby równania tych mordów z podejmowaną przez Polaków samoobroną i akcjami odwetowymi nie uwzględniają realiów. Polacy, zanim zaczęły się napady ukraińskie, nie mieli nic do Ukraińców – no może złość za zachowanie podczas okupacji sowieckiej, kiedy wspólnie z żydowską młodzieżą wydawali ich NKWD. Nie były to jednak pretensje, które popychałyby do mordowania ukraińskich sąsiadów w myśl jakiejś wydumanej odpowiedzialności zbiorowej.
To ukraińska elita polityczna chciała przepędzić – jak to się wówczas mówiło – element polski z tych terenów, by stały się one czysto ukraińskie, co w ówczesnych chorych kalkulacjach mogłoby pomóc w powojennych rozstrzygnięciach, także granicznych.


Cierpienia polskiej ludności Wołynia były niewyobrażalne. To jest niezabliźniona rana, która w polskiej świadomości narodowej krwawi do dzisiaj; ofiary ukraińskich ludobójców wciąż wołają z miejsc kaźni.


Jeśli Polska ma być wolnym krajem, a nie wasalnym kadłubkiem, musi ten krzyk usłyszeć – upamiętnić miejsca kaźni, wydobyć i pochować ofiary zagrzebane w zbiorowych dołach po lasach i ustalić odpowiedzialność polityczną, zbierając wszystkie dokumenty, jakie się z tym wiążą.
Polska w zamian za poparcie udzielane Ukrainie na arenie międzynarodowej i pomoc gospodarczą powinna domagać się od Kijowa współpracy w odnajdywaniu dokumentów i ustalaniu prawdy. Polska powinna również – jak to robią Żydzi w przypadku ofiar holokaustu – zebrać wszystkie relacje o zbrodniach od żyjących świadków i ich rodzin, wybudować okazałe muzeum i na wszelkie możliwe godne sposoby upamiętniać tamte ofiary. Jesteśmy im to winni w imię narodowej solidarności. Bo ta solidarność – jeśli naród ma trwać – obejmuje nie tylko żywych – jesteśmy ją winni również tym, którzy odeszli, trwając w polskości. A Polaków na Wołyniu mordowano za to, że byli takim Polakami, jak my. Nikomu nic złego nie uczynili.
Paradoksalnie prawda o Wołyniu potrzebna też jest wolnej Ukrainie. W przeciwnym razie będzie to państwo budowane na zbrodni założycielskiej i nie wyzwoli się z mentalności grupy przestępczej. Ofiary Wołynia domagają się prawdy. Ich krzyk uniemożliwia prawdziwą ukraińsko-polską przyjaźń. I jeśli zależy nam na budowaniu stabilnej przyszłości, jeśli nie chcemy, by byle spryciarz, byle gadką ponownie rzucił nas sobie do gardeł, to trzeba ofiary ukraińskiego ludobójstwa godnie złożyć do grobu. W przenośni i w rzeczywistości.


Dzisiaj jest to papierek lakmusowy polskości polskiego rządu. Jeśli z warszawskiej perspektywy tego nie widać, jeśli pozwala się polską martyrologię składać na ołtarzu bieżących ruchawek obcych mocarstw, to znaczy, że Polska nie jest wolna i nie rządzą nią wolni Polacy.


Andrzej Kumor

Opublikowano w Andrzej Kumor
czwartek, 07 lipiec 2016 20:01

Banderowcy między Przemyślem a Warszawą

mariapyz 013 lipca w Warszawie miał odbyć się koncert zespołu „Ot Vinta”. Mało tego, że koncert został odwołany w Przemyślu łącznie z całym wydarzeniem „Noc Kupały”, to stolica mogła przejąć pałeczkę w promowaniu banderyzmu. To jest otwarta prowokacja ze strony ukraińskiej, którą zawdzięczamy całemu Związkowi Ukraińców w Polsce z Piotrem Tymą na czele. Nawet w przypadku tego koncertu kłamstwa leją się rzeką, a członkowie Związku Ukraińców opisują w sieciach socjalnych niedoszłe koncerty i swoje wyimaginowane powody ich odwołania.
2 lipca br. roku zespół Ot Vinta miał być gwiazdą „Nocy na Iwana Kupała” – cyklicznego przedsięwzięcia organizowanego przez społeczność ukraińską w Przemyślu. Ze względu na presję środowisk kibolskich i nacjonalistycznych oraz nacisk Prezydenta Miasta Przemyśla Roberta Chomy, organizatorzy zmuszeni byli odwołać planowane przedsięwzięcie.

Opublikowano w Teksty
środa, 29 czerwiec 2016 23:23

Trzecia wymiana

pruszynski        Nie wiem, ile jest takich krajów, co w 25 lat miały trzy zmiany pieniędzy, ale takim jest Białoruś. Od pierwszego lipca wejdą nowe banknoty. Zamiast 10 000 rubli będzie jeden rubel, czyli za 2 ruble będzie można kupić dolara.

        Co charakterystyczne dla naszego „kołchozu”, to że na naszych banknotach znów będę tylko jakieś… budynki, a nie jakieś postacie historyczne. Bo jakoś bohaterów nam brakuje.

czwartek, 23 czerwiec 2016 23:11

Kiedy wrócą sztandary?

pruszynski        Mało kto pamięta, że sztandary jednostek Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie są, prócz sztandaru lotników, nadal w Londynie, w Instytucie gen. Sikorskiego. Nie będę tu dochodził, kogo to wina, ale to jest fakt. Może PiS zwróci na to uwagę i aż się prosi, by wróciły z honorami do Warszawy np. 11 listopada.

        Dodałbym jeszcze, by nieśli lub wieźli je prawnukowie żołnierzy, co pod tymi sztandarami przelewali krew.  Dziś jest to o tyle łatwiej załatwić, że kombatanci II wojny światowej w Londynie wymarli, a przy PiS-ie jest córka gen. Andersa, której tę myśl chciałem podrzucić, ale na telefon nie odpowiada.

piątek, 17 czerwiec 2016 14:54

Nieznany pisarz

pruszynskiCzytam fragmentarycznie prasę polską i dopiero niedawno „odkryłem” tego szalenie dowcipnego pisarza, architekta z zawodu, wielbiciela Napoleona, który co tydzień ma felieton w tygodniku „Do Rzeczy”. Ba, nawet chciałem namówić go, by pisał do „Gońca”, ale jak dowiedziałem się, że to by kosztowało prawie tysiąc dolarów tygodniowo, spasowałem.

Najważniejszą cechą Waldemara Łysiaka jest to, że jest dowcipny i prawicowy, więc o nim „główne”, żeby nie powiedzieć „gówniane” mass media nie piszą. Okazuje się, że felietony Waldemara Łysiaka z czasów komuny też były pierwszorzędne i, co ważne, nawet sporo jest dziś aktualnych.

A teraz deser. Uzyskałem jego zgodę, by kilka jego felietonów z tej książki na łamach „Gońca” bezpłatnie zamieścić.

czwartek, 09 czerwiec 2016 23:32

Piękna stolica

pruszynskiPiękna stolica

        Od tygodnia jest ciepło, eleganckie panie w długich kieckach, a dzierlatki w dziurawych dżinsach snują się po Trakcie Królewskim, czyli od placu Zamkowego do Belwederu, gdzie co krok jest jakiś „ogródek”.

czwartek, 02 czerwiec 2016 21:04

Grodno

pruszynskiW tym półmilionowym mieście dawno nie byłem, więc skorzystałem z okazji i pojechałem tam z Włodkiem Pacem, korespondentem Polskiego Radia z Mińska.

Włodek zawiózł mnie na dworzec kolejowy, który lśni od marmurów, stali nierdzewnej i szkła. Okazało się, że ponad rok temu zakończono jego modernizację i naprawdę jest luksusowy, choć teraz nawet pociągi z niego do Polski nie chodzą, a za Sojuza przez Grodno jechało dziennie sześć par pociągów między Berlinem czy Warszawą przez Wilno do Petersburga i wtedy obskurny dworzec kipiał życiem. Na tym dworcu, jak na wielu dworcach kolejowych byłego ZSRS, są tzw. pokoje dla matek z dziećmi, czyli małe hoteliki. Podobnie jest w Grodnie, za 8 dolarów dostałem łóżko w dwupokojowym świecącym czystością pokoju z TV i lodówką, ale niestety bez podłączenia do Internetu.