Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 21 grudzień 2012 09:38

Wigilia dla samotnych

bozenawolanczykCzasem miewamy bardzo przykre odczucie, że problemy nas przerastają. Dzieje się tak wówczas, gdy znajdujemy się w sytuacji wyjątkowo trudnej, kiedy to nasze dotychczasowe sposoby radzenia sobie zawodzą lub też posiadane zasoby psychiczne, fizyczne, społeczne, materialne uległy osłabieniu. Doświadczamy wówczas obezwładniającego poczucia bezradności, utraty kontroli nad życiem, a dominującymi emocjami stają się lęk i poczucie zagrożenia. 

Szczególnie na emigracji, nowe sytuacje związane z innym stylem życia, wartościami, prawem, obyczajami mogą zaskakiwać i utrudniać dobre funkcjonowanie. Jako imigranci, dysponujemy zwykle mniejszymi zasobami, niż wtedy gdy mieszkaliśmy w rodzinnym kraju. Przede wszystkim zmniejsza się liczba osób, na które możemy liczyć. Szczególnie w pierwszym okresie imigracji doświadczamy lęku i osamotnienia z powodu mniejszego wsparcia społecznego, co wpływa też na osłabienie zasobów psychicznych, spada regulacyjna funkcja emocji. Życiu nowych imigrantów często towarzyszą stres, lęk, poczucie zagrożenia. Nasza odporność psychiczna może nie wystarczyć, gdy dodatkowo zdarza się sytuacja nieprzewidziana, która dotyczy spraw i wartości najważniejszych, jak zagrożenie zdrowia i życia własnego lub osób bliskich, rozstanie z małżonkiem czy partnerem życiowym, poważne konflikty z dorosłymi dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi, utrata bezpieczeństwa finansowego, dobrego imienia, pozycji społecznej.

Gdy sytuacja cię przerasta
Człowiek, stojąc w obliczu sytuacji trudnej:
a) podejmuje działania w kierunku jej zmiany na mniej uciążliwą, lub
b) stara się zmniejszyć przykre odczucia na przykład poprzez lepszą kontrolę nad emocjami czy poprzez pozytywne myślenie.
Te dwa sposoby reagowania wzajemnie się uzupełniają. Zmniejszenie przykrych odczuć – lęku, rozpaczy, braku nadziei – na bardziej pozytywne pomaga zmienić w istocie własną sytuację i polepszyć ją. I z kolei racjonalne i efektywne działania w kierunku rozwiązania problemu – podjęcie leczenia, gdy mówimy o chorobie, poszukania wsparcia u przyjaciół w momencie, gdy opuszcza nas małżonek, powoduje zmniejszenie przykrych odczuć i zastępowanie ich bardziej neutralnymi, a w przyszłości pozytywnymi.
Niektórzy wybiorą jednak nieadaptacyjny, patogenny sposób reagowania, kiedy to w obliczu zaistniałych problemów następuje wycofanie się, pojawia się uporczywy smutek, apatia, obniżony nastrój. Jeśli taki stan utrzymuje się długo i utrudnia lub uniemożliwia dotychczasowe funkcjonowanie, możemy mieć do czynienia z atakującą depresją.

Uwaga na depresję
Depresja działa na zasadzie efektu kuli śniegowej. Puszczona w ruch, niekontrolowana, będzie zagarniała coraz to większe obszary życia człowieka, aż może przybrać postać klinicznej depresji, którą trzeba leczyć farmakologicznie. Należy jednak zaznaczyć, że leczenie depresji wcale nie jest łatwe. Dlatego obserwujmy u siebie czy u swoich bliskich jej objawy – smutek, problemy ze snem (zbytnia senność lub bezsenność), problemy z jedzeniem (brak łaknienia lub nadmierne objadanie się), brak radości życia, osłabienie libido, zaniechanie dotychczasowych aktywności, skłonność do płaczu, u mężczyzn często irytacja i gniew, u obydwu płci sięganie po szybkie poprawiacze nastroju, takie jak na przykład alkohol.
Szczególnie teraz, w okresie przedświątecznym, mamy skłonność do dramatyczniejszego przeżywania dotykających nas problemów i przykrych wydarzeń, gdy nasza sytuacja wydaje się tak kontrastować z powszechną radością, której objawy widzimy w postaci migoczących lampek, ogłoszeń o świątecznych przyjęciach i zabawach, tłumów ludzi uganiających się za prezentami, gdy słyszymy wesołą bożonarodzeniową muzykę, i nam, którzy akurat zostaliśmy porzuceni, dowiedzieliśmy się o zagrażającej życiu chorobie, straciliśmy pracę, jest jeszcze bardziej smutno i źle.

Sens Bożego Narodzenia
Gdy zatem strapieni z trudem wychodzimy na rozmigotane światełkami ulice, zastanówmy się na chwilę nad sensem Bożego Narodzenia. To święto narodzin Jezusa, który przyniósł przekaz, że są wartości większe niż życie, zdrowie, pieniądze, kariera, egoistycznie pojmowana przyjemność. Niech sens Bożego Narodzenia uczy nas akceptacji rzeczywistości i zdrowego podejścia do przeżywanych trudności. Pamiętacie przewodnie zdanie Jana Pawła II? "Nie lękajcie się". Nie zapominajmy o nim. Samotni, chorzy, czasem pozbawieni dobrego imienia za sprawą nieuczciwych ludzi nadal mamy to co najważniejsze: wewnętrzną wolność i godność, której nikt nie jest w stanie nam odebrać. "Broni nie składa się przed wrogiem, broń składa się przed samym sobą", jak powiedział generał do żołnierzy w wieczór wigilijny w filmie "Katyń".
Każda, nawet najtrudniejsza sytuacja jest do wygrania, o ile w porę zatrzymamy śniegową kulę, zanim stanie się lawiną, spod której nie będziemy umieli się wydostać.

Broń składa się przed samym sobą
My, imigranci, nie mamy łatwo. Przyjeżdżając z Polski, pozostajemy Polakami i nie staniemy się Kanadyjczykami po otrzymaniu prawa stałego pobytu czy obywatelstwa. Jak pogodzić polską narodowość z kanadyjskim obywatelstwem? Imigranci wszędzie mają trudno. W sytuacji trudnej nie wybierajmy trzeciej, niezdrowej postawy prowadzącej do depresji. Bowiem nieleczona depresja jest chorobą śmiertelną, w której następuje powolna autodestrukcja, aż do prób samobójczych. Wybierajmy dwie pierwsze drogi, adaptacyjne, zdrowe: zmieniajmy sytuację na bardziej korzystną i pracujmy nad naszym stanem emocjonalnym, by trudną sytuację lepiej znosić, a w konsekwencji ją poprawić. Osoby nastawione zadaniowo zaczną od pozyskiwania informacji, poszukiwania możliwych rozwiązań i uzyskania konkretnej pomocy.Osoby bardziej introwertyczne, refleksyjne mogą zacząć pracę nad emocjami poprzez medytacje, praktyki religijne, udział w grupach terapeutycznych. Jedyne czego nie wolno zrobić, to poddać się długotrwałej apatii i zniechęceniu czy "ratować się" używkami. Broń zawsze składa się przed samym sobą, i w istocie największa krzywda nam wyrządzona jest uleczalna. Dlatego wszyscy zasmuceni, samotni, porzuceni, niekochani, chorzy nie chowajmy się przed świątecznym nastrojem, tylko pamiętajmy o istocie zbliżających się świąt.

Człowiek nie jest samotną wyspą
Życie każdego człowieka ma etapy cierpienia, może właśnie teraz ty przeżywasz taki etap. Z każdego cierpienia możesz wyjść bogatszy, silniejszy, lepszy. Nawet gdybyś tak jak Jezus miał swoją drogę cierpienia przypłacić życiem, gdyby na przykład choroba okazała się nieuleczalna. Ważne, jaka jest ta droga, zanim dobiegnie kresu.
Jesteś zgnębiony? Samotny? Chory? Poszukaj osoby, która może ci pomóc, ale jednocześnie tych, którym ty możesz pomóc. Nie pozwól sobie na "wigilię dla samotnych". Niezależnie od tego, czy będziesz w dwudziestoosobowej rodzinie, czy tylko z małżonkiem, czy sam, czy pójdziesz na kolację wigilijną organizowaną przez instytucję charytatywną, nie pozwól sobie na samotność. Podziel się troską, podziel się sytuacją trudną, jeśli w niej jesteś, a jeśli ten artykuł nie dotyczy ciebie, bo przeżywasz najszczęśliwszy okres w swoim życiu, podziel się tym szczęściem. Pamiętaj: człowiek nie jest samotną wyspą, nawet kilka tysięcy mil od domu, gdzie stawiał pierwsze kroki. 


Psychoterapeutka Bożena Wolańczyk zaprasza na telefoniczne konsultacje w każdy wtorek w godz. 17-19, tel. 647-712-4848.

Opublikowano w Porady ABC
sobota, 22 grudzień 2012 09:22

Moc wspólnych posiłków

wielodzietni"Piszę do pani, bo czuję, że coś złego dzieje się w mojej rodzinie. Niby wszystko jest w porządku, ale ja wiem, że to tylko tzw. cisza przed burzą. Trzy lata temu kupiliśmy wymarzony, piękny dom. Cena jego była dosyć wysoka, więc postanowiliśmy z mężem trochę szybciej go nadpłacić. Chcieliśmy też go jakoś lepiej urządzić, dlatego też rzuciliśmy się w wir pracy. Taka sytuacja trwa do dziś. Dom udało się urządzić, tylko atmosfera między nami staje się nie do zniesienia (mamy dwoje dzieci w wieku 13 i 16 lat). Nie rozmawiamy ze sobą, mijamy się tylko, nic wspólnie nie robimy i tak naprawdę robimy się dla siebie obcy. Próbowałam coś zmienić, uzgodnić. Nic z tego, bo wszyscy żyją swoim życiem, mówią, że jest im tak dobrze, i twierdzą, że się czepiam. Tak naprawdę to myślę, że w naszym poprzednim, małym domu byliśmy bardziej razem niż teraz. Boję się, że jak tak dłużej będziemy żyć, to rozsypiemy się jako rodzina, bo nie mamy nic, co nas łączy. Co robić?" Grażyna

Aby rodzina była silna, musi robić razem coś, co ją łączy. Niekoniecznie muszą to być wielkie rzeczy, można zacząć od czegoś prostego, ale ważne, aby robić to regularnie i razem, np. od wspólnego spożywania posiłków. Dzisiaj nie przywiązujemy już do nich dużej uwagi, a szkoda, bo wspólny stół to magiczne miejsce, służące cementowaniu rodziny. Dzięki niemu wytwarza się niewidzialna nić, która nas łączy, daje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. To dlatego tak często wspominamy te chwile, gdy jesteśmy dorośli.
Istnieje wiele argumentów przemawiających za tym, że powinniśmy jeść posiłki razem z całą rodziną, i to w miarę możliwości codziennie. Poniżej przedstawiam niektóre z nich:

* Okazja, by rzeczywiście być razem. Przez wspólne przygotowywanie jedzenia, nakrywanie do stołu, jedzenie, sprzątanie posiłek staje się wspólnym zadaniem. Siedzimy obok siebie, patrzymy na siebie, rozmawiamy, czujemy się dla siebie ważni, bo dajemy sobie to, co najcenniejsze – czas i zainteresowanie.


* Lepsze porozumienie, poznanie i rozumienie siebie. Siedząc wokół stołu, możemy dzielić się tym, co przyniósł dany dzień, rozmawiać o tym, co planujemy jutro, na bieżąco dzielić się ze wszystkimi drobnymi sukcesami, czy opowiedzieć o swych niepowodzeniach. Czasem zwykłe wyżalenie się rodzinie, że "był wielki korek na autostradzie i prawie spóźniliśmy się do pracy", powoduje oczyszczenie. Dzięki temu nie nagromadzają się małe przykrości, a to zapobiega późniejszym wielkim wybuchom i awanturom nie wiadomo o co.


* Mniej problemów z dziećmi. Jeśli nasze dzieci każdego dnia czują zainteresowanie własnym życiem i przy wspólnym posiłku mogą wyżalić się na dokuczliwego kolegę lub wymagającego nauczyciela, spytać o radę, pochwalić dobrą oceną lub umiejętnością, powiedzieć, o czym marzą itd., to wzrasta ich stabilność emocjonalna i odporność psychiczna. Są przez to mniej skłonne do bójek, palenia, picia, zażywania narkotyków czy podejmowania przedwczesnego współżycia seksualnego. A w razie czego rodzice zyskują też możliwość wcześniejszego reagowania na pojawiające się problemy.


* Lepsze wyniki w nauce u dzieci. Codzienne, wspólne posiłki, dzięki rozmowom z rodzicami i rodzeństwem – pomagają dzieciom poprawić swoje zdolności językowe, co przekłada się na lepsze wyniki w szkole. Wspólne jedzenie prowadzi też do poprawy umiejętności komunikacyjnych, takich jak: cierpliwe słuchanie drugiej strony, czekanie na swoją kolej w rozmowie, wyrażanie opinii bez urażania rozmówcy.


* Lepsze zdrowie. Okazuje się, że wspólne jedzenie może zmniejszać ryzyko zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja, bulimia i niekontrolowane objadanie się. Gdy jedzenie ma miejsce w sympatycznej atmosferze, często znika też problem tzw. dzieci – niejadków. Okazuje się, że posiłki, które przygotowujemy w domu, są zazwyczaj dla nas zdrowsze, a przez to zmniejszają ryzyko chorób i otyłości. Są też tańsze, co oznacza spore oszczędności w budżecie domowym.


Nie sposób wyliczyć wszystkich zalet posiłków rodzinnych, ale pamiętajmy, że rodzina, która jada razem, tęskni za sobą i wraca do siebie.
Aby posiłki rodzinne przyniosły dobry efekt, trzeba zadbać o to, aby przebiegały one w sympatycznej (nie napiętej) atmosferze. W przeciwnym wypadku przyniosą one odwrotny skutek. Nie korygujmy wtedy siebie nawzajem, nie strofujmy bez końca dzieci, nie spieszmy się, nie poganiajmy, zasiadajmy do stołu, zostawiając z boku wszystko to, co nie dotyczy rodziny. Telewizor, telefony komórkowe, komputer powinny wtedy poczekać.
Warto także postarać się o ciekawe tematy do rozmowy, miłe wspomnienia, sympatyczne żarty, tak aby wszyscy pragnęli tych spotkań. Jeśli niektórym to wszystko wydaje się zbyt trudne, proponuję zacząć od regularnej, wspólnej herbatki z ciasteczkiem, potem może pojawi się obiad w niedzielę, a z biegiem czasu rodzinne śniadanko lub kolacja.
Trzeba pamiętać też o jeszcze jednej zasadzie: im częściej jemy wspólnie posiłki, tym bardziej jesteśmy z nich zadowoleni.
Choć jesteśmy ciągle w pędzie, choć czas nas goni, przeorganizujmy nasze plany tak, by móc być razem choć przez moment. Starajmy się wykroić choć odrobinę czasu na wspólne posiłki. Wiadomo, że nie jest to proste, ale naprawdę warto.

B. Drozd

Psycholog

Opublikowano w Porady ABC

wielodzietniZdradziłem moją najbliższą osobę, kobietę, która była obecna w moim życiu przez 15 długich lat. 

Mam 37 lat, mieszkam w dużym mieście, jestem (byłem, bo obecnie został ze mnie cień człowieka) w miarę przystojny, mam nie najgorszą, choć nie porywającą pracę, sporą wiedzę o świecie, zdolność do dyskusji, jestem dobrze postrzegany przez innych ludzi i sprawiam (tu znów powinienem użyć czasu przeszłego) wrażenie pewnego siebie i szczęśliwego człowieka. Nie jest to jednak pełny obraz, bo w głębi serca jestem dosyć zakompleksionym i mało pewnym siebie człowiekiem, który poprzez swój styl życia, wiedzę i doświadczenie był postrzegany jako inna osoba niż wynika to z jej własnych cech. To ważne, gdyż legło u podstaw zdrady.
Moją towarzyszkę życia poznałem, będąc na studiach. Zakochałem się w Niej bez pamięci. To był czas euforii, ekscytacji i wielkiego zaangażowania uczuciowego. Wzięliśmy ślub i z czasem staliśmy się dla siebie przyjaciółmi, pomagaliśmy sobie nawzajem, mieliśmy wspólne pasje, dobre i w miarę wygodne życie, sporo podróżowaliśmy, czytaliśmy, rozmawialiśmy... po prostu żyliśmy. Niestety, zaniedbałem nasz związek poprzez brak otwartości na jej potrzeby, brak umiejętności rozmawiania o uczuciach, seksie. Mimo moich niedoskonałości i wad Ona mnie akceptowała, a ja, będąc niepewnym własnej wartości, nie mogłem zdecydować się na otwartość i szczerość w najważniejszych sprawach.
Kilkanaście miesięcy temu zaangażowałem się w romans z koleżanką z pracy. Zaczęło się od rozmów wykraczających poza tematy służbowe, wspólnych przerw, później spotkań po pracy. Skończyło się tak, jak zwykle się kończy. W tym czasie oszukiwałem, pisałem smsy w ukryciu, maile... Romans wyszedł na jaw. Na początku zaprzeczałem, głupio i nawinie pogrążając się jeszcze bardziej, tłumacząc, że to "przyjaźń", później, że tylko zdrada emocjonalna, ale Ona bardzo nalegała na całą prawdę, więc w końcu przyznałem się do wszystkiego. Ona, moja przez tyle lat, musiała odejść...
Zrobiłem najgorszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma na to żadnego wytłumaczenia i usprawiedliwienia. Dlaczego to zrobiłem? Bo uległem pokusie podniesienia swej własnej wartości, bycia docenionym przez kogoś innego. Dlaczego brnąłem dalej, choć wystarczyły mi rozmowy? Bo w swej próżności wstydziłem się nie ulec zachętom do fizycznego zbliżenia (choć nigdy nie byłem demonem seksu i podczas 15 letniego związku nie "spałem" z inną kobietą). Wszystko to jest najgorszą rzeczą jaką zrobiłem w życiu. Przez próżność i głupotę zmarnowałem życie mojej wspaniałej i wyrozumiałej żonie, w której się zakochałem i którą starałem się kochać nieudolnie. Zburzyłem tym samym swój świat, który bez Niej po prostu nie istnieje.
Nie potrafię sobie wybaczyć tego, co się stało. Nie potrafię wybaczyć, że przez słabość i głupotę zrobiłem tyle złego. Tak bardzo mi wstyd. Tak bardzo żałuję, tak bardzo brak mi naszego świata, rozmów, gestów, sposobu komunikacji... wszystkiego. Sam odchorowuję to ciężko. Moje życie to koszmar na pograniczu depresji. Wysiłek, by zmuszać się do podstawowych czynności życiowych. Nie jem, ledwo włóczę się do pracy, wypalam paczkę papierosów dziennie. Staram się myśleć i zastanawiać, dlaczego tak się stało. Potrzebuję psychoterapii, bo chcę się zmienić, by móc cokolwiek naprawić. Zdecydowałem się zacząć brać antydepresanty, bo nie daję sobie już rady z poczuciem winy i straty. Moje życie teraz to powolne zabijanie siebie. CHCIAŁBYM móc naprawić to wszystko i będę starał się wykorzystywać każdą okazję kontaktu z Nią, choć wiem, że może już nigdy do mnie nie wrócić. Może jest jeszcze nadzieja. Smutne to wszystko, przykre... Dlaczego nie mamy czasami siły, by w takich sytuacjach zachować się jak uczciwy człowiek, po prostu pomyśleć i nie dopuszczać do takich tragedii. Pozdrawiam smutno i proszę o pomoc. Robert

Więź małżeńska to najsilniejszy, najbardziej intymny i zarazem najbardziej niezwykły związek między mężczyzną a kobietą, a niewierność jest jedną z najbardziej bolesnych ran, jaką mogą sobie zadać małżonkowie.
Jeśli dochodzi do zdrady, to mamy do czynienia z ogromnym cierpieniem obydwojga i wszyscy stoją na straconych pozycjach. Zwykle w początkowej fazie intensywniej cierpi skrzywdzony współmałżonek, jednak w dłuższej perspektywie czasowej okazuje się, że jeszcze większy ból dotyka tego, kto dopuścił się zdrady. Takiemu człowiekowi zaczyna coraz bardziej komplikować się życie osobiste. Zdrada zmusza go do kłamstwa, oszustwa, poczucia winy. Stopniowo uświadamia sobie, że skrzywdził nie tylko męża/żonę, ale również samego siebie, oraz że uczynił coś nieodwracalnego. Coś, czego nie da się już wykreślić z jego życiorysu i co do śmierci będzie wpływało na jego sposób myślenia o sobie. Świat sprzed zdrady znika bezpo-wrotnie. Od tego momentu nic już nie jest takie jak przedtem. Zdrada małżeńska powoduje bolesne konsekwencje psychiczne, moralne, prawne i ekonomiczne, które wynikają na przykład z pojawienia się dziecka pozamałżeńskiego, a także zdrowotne przez zarażenie się różnymi chorobami, np. AIDS. Zawsze wtedy następuje poważny kryzys małżeński. Czasem nie ma szans na złagodzenie bólu i na powrót do harmonijnego życia małżeńskiego. Wtedy nie pozostaje zwykle nic innego, jak separacja. Jednak gdy małżonek, który dopuścił się zdrady, uzna swoją winę, nawróci się i dokona zasadniczej zmiany swego postępowania, możliwe jest przebaczenie. Najdojrzalszym sposobem wynagrodzenia zdrady jest uczenie się dojrzałej, ofiarnej i wiernej miłości w obecnym życiu małżeńskim i rodzinnym.

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 05 październik 2012 22:46

Tradycyjne metody wychowania cz.1

 

wielodzietniOto list, jaki rok temu otrzymałam od zrozpaczonej matki: "Nie mogę dojść do porozumienia z 15-letnią córką. Nie chce się uczyć, zaczęła palić papierosy, pyskuje, ciągle się na wszystkich gniewa. Rzuciła ukochany taniec, a w zamian zaczęła słuchać jakiejś okropnej, hałaśliwej muzyki. Zmieniła też swój image. Wygląda tak, że mąż wstydzi się z nią gdziekolwiek pokazywać. (...) Nie pomagają ani groźby, ani pochwały. Jestem zupełnie bezradna."

I jeszcze dwa cytaty, jednakże pochodzące z trochę odleglejszych czasów:
"Młodzież nasza lubi przepych, jest źle wychowana, drwi z przełożonych i nie ma w ogóle poszanowania dla starszych. Nasze dzieci stały się tyranami, sprzeciwiają się własnym rodzicom i oddają się rozmowom zamiast pracować. Mówiąc po prostu są one bardzo złe." Sokrates (470–399 p.n.e.)
"Straciłem wszelką nadzieję odnośnie przyszłości naszego kraju, jeżeli dzisiejsza młodzież weźmie jutro w swoje ręce ster władzy, gdyż jest to młodzież nieznośna, niekonsekwentna, po prostu straszna." Hezjodot (720 r. p.n.e.)
Jak widać, problemy rodziców z dziećmi w wieku dorastania są stare jak świat. Można nawet powiedzieć, że wszyscy muszą przez nie przejść.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ burza hormonalna, która wówczas występuje, powoduje ogromne zmiany fizyczne, fizjologiczne, psychiczne i dotyczące świadomości. To okres w życiu dziecka, w którym młody człowiek nie rozumie, co się z nim dzieje, sam siebie nie poznaje i nie może dojść ze sobą do ładu. Rozpada się wtedy jego dotychczasowy wewnętrzny porządek, aby jego miejsce mógł zająć nowy ład. Nic więc dziwnego, że jest to czas pełen zakrętów, momentów krytycznych i zawirowań. Życie z dojrzewającym synem czy córką jest codzienną próbą cierpliwości, tolerancji, empatii, wyobraźni i miłości. Przerasta to niejednokrotnie wytrzymałość niejednego rodzica. A jednak trzeba ten czas przejść razem z dzieckiem.
Aby ten czas dobrze zakończyć, potrzebne są rodzicom wskazówki, jak to zrobić. I tak, na przestrzeni wieków pojawiały się różne podpowiedzi mądrych tego świata dotyczące wychowania. Od jakiegoś czasu na przykład rodzice bombardowani są informacjami na temat liberalnego, bezstresowego wychowania. Wszyscy znamy te założenia i wiemy, że skutki jego stosowania bywają katastrofalne. Dla kontrastu pragnę dziś przybliżyć zasady wychowania klasycznego, tzn. takiego, które praktykowane było jeszcze niedawno, a oparte jest na mądrości greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej.


1. Każde dziecko jest inne i wymaga odkrycia drogi prowadzącej do jego wewnętrznego świata.
Czasem można spotkać rodziców, którzy są bardzo zdziwieni tym, że ich dwoje dzieci, dorastając w podobnych warunkach, przy zastosowaniu niemal identycznych metod, zachowuje się całkowicie odmiennie. Dla pedagogów jest to dowód na to, że każde dziecko jest inne.
Nad każdym młodym człowiekiem trzeba się więc osobno pochylić i pomóc mu pracować nad jego charakterem i umiejętnościami. Trzeba zdawać sobie sprawę, że każdy ma swoje, specyficzne tempo rozwoju oraz dojrzewania fizycznego i moralnego.
Z tego względu konieczne jest stosowanie różnych technik wychowawczych. Może się zdarzyć, że te, które w przypadku określonych osób mają rację bytu, u innych mogą po prostu nie działać.


2. Od doskonałości moralnej rodziców zależy to, jak dobrze wychowają swoje dzieci.
Jest to chyba największy sekret wychowania człowieka.
Osoby o pewnych słabościach czy ułomnościach moralnych (np. alkoholicy, przestępcy) nie mogą być wzorami dla dzieci, a im człowiek jest doskonalszy moralnie (aż do świętości), tym skuteczniej i lepiej będzie wychowywał swoje dzieci. Każdy rodzic powinien uświadomić sobie, że:
– jeśli pali papierosy, nadużywa alkoholu, krzyczy z byle jakiego powodu, kłóci się przy dzieciach, jest leniwy, jest chciwy, lubi plotkować, obmawiać, używa wulgaryzmów itd., to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego dziecko odziedziczy po nim te wady.
Wniosek: Rozpocznij pracę nad sobą. Niech twoją motywacją będzie to, że od tego zależy przyszłość twoich synów i córek.


3. Sama znajomość technik i metod nie gwarantuje sukcesu wychowawczego

Mówiąc inaczej, aby dobrze wychować dziecko, nie wystarczy sama wiedza. Niezbędna jest jeszcze umiejętność stosowania jej w praktyce. Niby to oczywiste, ale w wielu przypadkach rodzice sami siebie okłamują. I tak, dorosły człowiek wie, co ma robić dla dobra swoich dzieci, ale tego nie robi...

Jest kilka przyczyn takiego postępowania:
– Ktoś może mieć umiejętność przekuwania teorii w praktykę, ale nie jest w stanie tego robić ze względu na zewnętrzne, niezależne od niego okoliczności. I tak np. rodzic, który dla utrzymania rodziny zmuszony jest całymi dniami pracować poza domem, w efekcie zaniedbuje dzieci. I tak dochodzi do sytuacji, w której co prawda jest w stanie je nakarmić i ubrać, ale nie jest już w stanie dobrze ich formować.
– Druga to sytuacja, gdy ktoś może być dobry teoretycznie i praktycznie, ale dyskwalifikują go własne wady.
Jeśli na przykład jest nieopanowanym cholerykiem, to choćby był tzw. dobrym człowiekiem, nie będzie w stanie dobrze wychowywać dzieci, gdyż młodzi kształtują swoją osobowość głównie przez naśladownictwo.
– Wreszcie trzeci przypadek. Niby wiemy, co robić, ale nie realizujemy tego z lenistwa i braku konsekwencji.
Mamy większą skłonność ku temu, aby kogoś wysłuchać czy o czymś przeczytać, niż później, pokonując opór dziecka, realnie osiągnąć znany nam teoretycznie cel.
Wniosek: Wiedza teoretyczna jest tylko wstępem do prawdziwego wychowania, które wymaga systematycznego i wytrwałego stosowania jej w praktyce.


Cd. za tydzień

Opublikowano w Porady ABC

wielodzietni"Za pół roku wychodzę za mąż. Przygotowania ruszyły już pełną parą, a ja nie jestem pewna swojej decyzji. Bardzo kocham swojego narzeczonego i chcę z nim być, ale bardzo boję się ślubu. Jakby na potwierdzenie moich lęków, nasz wspólny znajomy ostatnio powiedział: »waszym rodzicom nie udało się, ale może wam się uda«. Problem, który mnie męczy, to właśnie to, że obydwoje pochodzimy z rozbitych domów. Czy wobec tego mamy szansę na założenie szczęśliwej rodziny? Czy jest jakaś recepta na udane życie małżeńskie? Czy nie mając dobrego przykładu, można nauczyć się, jak żyć we dwoje?" Olga


Oto kilka powszechnie znanych, ale trochę zapomnianych prawd:
• Małżeństwo to nie meta miłości, lecz punkt wyjścia, a miłość (w przeciwieństwie do zakochania), to nie gorące uczucie, ale akt woli: chcę z tobą być aż do śmierci i chcę twojego dobra.
Szczęście w małżeństwie to nie dar, to sukces okupiony ciężką pracą, wysiłkiem i walką we dwoje o siebie.
• Jeśli oboje zdecydujemy, że chcemy walkę o swoją miłość wygrać, to nikt i nic nam nie przeszkodzi w osiągnięciu tego celu.
• To, jakie jest dzisiaj nasze małżeństwo, będzie miało wpływ na wiele kolejnych pokoleń naszej rodziny!
• Wszelkie relacje w rodzinie (te dobre i te złe) mają źródło w naszej relacji małżeńskiej.
• Najlepszą inwestycją dla dzieci jest inwestycja w nasze małżeństwo.


A oto recepta na szczęście małżeńskie:
1. Zacznijmy od narzeczeństwa. Najważniejszy jest dobry wybór przyszłego męża/żony. Jest to długi temat, ale myślenie: "jak się ożeni to się odmieni", raczej zawsze przynosi opłakane skutki.
2. Jak poznać, która para narzeczonych dobrze rokuje? Jest to dosyć proste. Jeżeli stają się dzięki sobie lepszymi ludźmi, lepiej odnoszą się do swoich rodziców, rodzeństwa, do innych ludzi, stają się bardziej dojrzali i odpowiedzialni, poważniej podchodzą do obowiązków, to znak, że narodziła się miłość. Bo prawdziwa miłość zawsze przynosi dobre owoce.
3. Aby poradzić sobie z problemami małżeńskimi, trzeba posiadać wiedzę, jak to robić. Należy ciągle dokształcać się, zdobywać na ten temat nowe informacje, ale tylko ze źródeł, dla których małżeństwo jest wielką wartością, a ich celem jest utrzymanie jego trwałości. Jeśli ktoś podpowiada nam rozwód jako najlepsze rozwiązanie, zawsze musimy być bardzo ostrożni!
4. Od dnia ślubu do końca życia największą wartością dla małżonków ma być małżeństwo, a najważniejszą osobą dla żony ma być mąż, a dla męża żona. Na drugim miejscu powinny być dzieci, a na trzecim rodzice (teściowie).
5. Na każdym etapie naszego, wspólnego życia powinniśmy zadawać sobie pytanie: "Czy to, co robię, w co się angażuję, służy dobru naszego małżeństwa, czy mu zagraża? Czy to, co planuję robić, będzie dobre dla naszego małżeństwa?". Nigdy nie należyrobić niczego, co mogłoby zagrażać związkowi!

6. Szacunek to podstawa wszystkiego. Mąż nie będzie kochał żony, ani żona męża, jeśli wzajemnie nie będą okazywali sobie poszanowania. W małżeństwie jest taka zasada: NA JEGO BRAK MIŁOŚCI ONA REAGUJE BRAKIEM SZACUNKU. NA JEJ BRAK SZACUNKU ON REAGUJE BRAKIEM MIŁOŚCI.

7. Staraj się zmieniać nie współmałżonka, a siebie (by być lepszym mężem, żoną). W szczególności walcz z własnym egoizmem, by dorosnąć do relacji miłości rozumianej jako bezinteresowny dar z siebie samego.
8. Doceniajcie się wzajemnie, bądźcie sobie wdzięczni za zwykłą, szarą codzienność.
9. Wzbudźcie w sobie wewnętrzną życzliwość do teściów i nie miejcie pretensji do współmałżonka o zachowania jego/jej rodziców.
10. Budujcie wspólnotę, róbcie jak najwięcej rzeczy razem, ale też dawajcie sobie tzw. przestrzeń życiową, w której możecie coś robić indywidualnie.
11. Rozmawiajcie ze sobą o swoich uczuciach, pragnieniach, problemach i przede wszystkim słuchajcie się wzajemnie. Mówcie szczerze, ale o sobie: ja tak czuję... myślę... boli mnie, gdy... Starajcie się nie używać słów: bo ty to... ty zawsze... ty nigdy... Zawsze rozwiązujcie problemy na bieżąco.
12. Pod żadnym pozorem nie pozwalajcie sobie na tzw. ciche dni. Obrażanie się niszczy was i waszą rodzinę.
13. Drogą donikąd jest oczekiwanie, że współmałżonek (szczególnie mężczyzna) wszystkiego się domyśli. On się nie domyśli! Mąż o żonie przeważnie wie tyle, ile ona sama mu o sobie powie.
14. Mając świadomość tego, że nikt nie jest idealny, naucz się wybaczać i prosić o wybaczenie. Pamiętaj, małżeństwo oparte na pokorze nie rozpada się.
15. Rozwiązujcie problemy, które można rozwiązać, a także określcie i zaakceptujcie te, których nie potraficie pokonać. Być może jakieś trudne kwestie będą nieodłączną częścią waszego związku.
16. Wypominanie sobie i pielęgnowanie uraz sprzed wielu lat to wielki błąd. Przeszłości nie ma, dlatego nie pozwól, aby miała ona destrukcyjny wpływ na wasze życie dzisiaj. Na błędach należy się uczyć i o nich pamiętać, ale tylko po to, aby ich więcej nie popełniać w przyszłości.
17. Nie pozwalajcie sobie na poufałości i dwuznaczne sytuacje z osobą płci przeciwnej. Zawsze zachowujcie zdrowy dystans. Pamiętajcie, zdrada prawie zawsze zaczyna się bardzo niewinnie, od otwierania serca, od rozmów, od flirtów.
18. Zaspokajajcie swoje potrzeby, pamiętając, że kobieta i mężczyzna kompletnie różnią się, ale i dopełniają pod tym względem. Najważniejsze potrzeby męża to: zaspokojenie seksualne, towarzystwo w czasie rekreacji, atrakcyjna współmałżonka, wsparcie w domu i potrzeba bycia podziwianym. Najważniejsze potrzeby żony to: okazanie uczucia, rozmowa, szczerość i otwartość, wsparcie finansowe i oddanie się potrzebom rodziny.
19. I na koniec pamiętajcie, że kryzysy zdarzają się w każdym związku, ale każde małżeństwo przy dobrej woli obydwojga można uratować!

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 07 wrzesień 2012 21:12

Kilka słów o prezentach dla dzieci cz. 1

wielodzietniPiszę do Pani, bo już sama nie wiem, jak wychowywać moje dziecko. Mam 31 lat i 4-letnią córeczkę. Oboje z mężem pracujemy i materialnie powodzi nam się całkiem nieźle. Mamy grupę przyjaciół. Są to trzy małżeństwa w naszym wieku, które też mają małe dzieci. Wszystko między nami niby jest w porządku, ale jak się spotykamy, to jedni przez drugich przechwalamy się naszymi pociechami (np. które jest mądrzejsze, ładniejsze, szybsze itp.) i tym, co im ostatnio wspaniałego kupiliśmy. Niedawno na przykład jedna z mam zapoczątkowała modę na zabawki interaktywne. Ona kupiła swojej córeczce jakieś tam zwierzątko i zaraz za nią reszta towarzystwa. Jedno małżeństwo, żeby pokazać, że są najlepsi, kupili dwie! My z mężem stwierdziliśmy, że nasze dziecko czegoś takiego nie potrzebuje i powiedzieliśmy o tym głośno. Ostatecznie ze spotkania wyszliśmy z poczuciem winy, że jesteśmy złymi, skąpymi rodzicami. Na drugi dzień mąż pojechał do sklepu i też kupił córce taką zabawkę. Przez te "zawody" zrobiliśmy już z pokoju małej sklep z zabawkami. Nasza Ola jest już nimi znudzona i nie chce się tym wszystkim bawić, a my nie potrafimy przestać kupować... Basia

W dzisiejszych czasach możemy kupić wszystko, o czym marzymy, ale ceną, jaką za to płacimy, jest intensywna praca i ciągły pośpiech. Pracujący zawodowo rodzice często cały dzień spędzają poza domem i mają mało czasu dla rodziny i dzieci. Mają z tego powodu poczucie winy, które z kolei próbują zagłuszyć obdarowywaniem dzieci coraz to nowymi przedmiotami. Traktują więc podarunki jako substytut prawdziwej miłości i uciszają w ten sposób własne sumienie. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że jeśli będziemy zastępować niedostatek swojego uczucia rzeczami, to nasze dzieci staną się w przyszłości chłodnymi materialistami, manipulującymi innymi, osobami bez wartości moralnych. Od takich dzieci trudno będzie nam np. oczekiwać wsparcia na starość.
Często narzekamy na to, że nasze dzieci nie szanują tego, co dostają. Niestety to, że każdy kolejny prezent przestaje mieć dla dziecka jakąkolwiek wartość i przyjmuje je ono bez wdzięczności, wręcz z obojętnością, to nasza, dorosłych, wina. A dlaczego tak się dzieje?
• Ponieważ dzieci mają tak dużo przedmiotów wokół siebie i tak często je dostają, że dbanie o nie wydaje im się czymś dziwnym, wręcz nienaturalnym. Nie kojarzą zabawek z czymś trwałym, z czymś, czym długo się będą bawić i cieszyć, bo przecież za chwilę i tak dostaną coś nowego.
• Bardzo często nasze dzieci psują zabawki celowo, po to aby zwrócić na siebie uwagę, żeby pokazać, że są, że potrzebują naszej miłości i zainteresowania. W takiej sytuacji musimy poważnie zastanowić się i zadziałać odpowiednio do sytuacji, np. spędzać więcej czasu z dzieckiem, przytulać, rozmawiać o tym, co się w jego życiu dzieje, grać z nim w jego ulubione gry, tłumaczyć, że rzeczy nie można niszczyć itp.
• Czasem to my, dorośli, jesteśmy dla dziecka złym przykładem. Jeśli np. w nerwach niszczymy coś, kopiemy nerwowo przedmiot, który akurat znalazł się pod naszymi nogami, to pamiętajmy, że dziecko to widzi i naśladuje. Dlatego szanuj swoje rzeczy, jeśli chcesz, aby dziecko w przyszłości postępowało podobnie. Przykład zawsze idzie z góry.
Zwróćmy uwagę też na to, że jeśli pokój naszego dziecka wygląda jak sklep z zabawkami, to niemal niemożliwe jest utrzymanie w nim ładu. A przecież od naszych pociech wymagamy porządku, prawda? Tak więc zabawki, które miały sprawiać radość, stają się czasem dla naszego dziecka... udręką.


W liście Basi poruszony został jeszcze jeden temat. Czasem zdarza się, że kupujemy coś naszemu dziecku, a tak naprawdę robimy to nie dla niego samego, ale z próżności, po to, aby pokazać się przed innymi rodzicami. I to nie radość naszego dziecka, ale wygrywanie w tych zawodach stwarza nam wtedy największą przyjemność. (A więc znów myślimy tylko o sobie.) W ten sposób podsycamy w naszym dziecku niebezpieczną postawę: ono wkrótce nie będzie wiedziało, czego tak naprawdę chce, ale będzie wiedziało, że to coś ma być lepsze od tego, co dostają jego koledzy. O radości i wdzięczności z mniejszych podarunków możemy wtedy zapomnieć. Ważne jest więc, aby dawanie prezentów wynikało z odruchu serca, z miłości, z potrzeby dziecka, a nie z chęci niezdrowej konkurencji!
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Czasem jeśli nie kupimy dziecku czegoś, czego ono bardzo chce ("mamo, wszyscy to mają, tylko ja nie"), obarczamy się poczuciem winy. Zaczynamy też myśleć, że jesteśmy bez serca, bo nie kupiliśmy dziecku rzeczy przecenionej ze 100 na 30 dol.
Zupełnie niepotrzebnie. To my wiemy, co dla naszego dziecka jest najlepsze, i mamy prawo decydować o tym, co i kiedy dostaje. Z dzieckiem oczywiście należy na ten temat rozmawiać i tłumaczyć mu powody takiej, a nie innej decyzji. Uczy się ono w ten sposób marzyć, czekać na upragnioną rzecz, a także rezygnować z zachcianek. Jest to nauka, która na pewno przyda mu się w dorosłym życiu.
Pamiętajmy, dzieciom najbardziej potrzeba nas, naszej miłości i naszego czasu. Bez tego nie mogą się one prawidłowo rozwijać i osiągnąć pełni swoich możliwości. A podarunki są tylko miłym dodatkiem do tego, aby nasze dzieci czuły się kochane. A wtedy, gdy nasze pociechy dorosną i będą wspominać swoje dzieciństwo, to zrozumieją, że naszym największym prezentem dla nich była nasza miłość i obecność.
O tym, jak wybierać i wręczać prezenty dzieciom, za tydzień.

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 31 sierpień 2012 14:40

Cała prawda o rozwodzie

 

wielodzietni"Podjąłem decyzję, że będę kochać twoją matkę
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
"Podjęłam decyzję, że będę kochać twojego ojca
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
– to najdroższy spadek jaki dziecko może otrzymać od swoich rodziców.


"Mam 18 lat. Gdy miałam 10 lat, moi rodzice rozwiedli się. Od tamtej pory mój bezpieczny świat zawalił się. Myślałam, że to moja wina, że zrobiłam coś nie tak i to dlatego ojciec zostawił mnie, brata i matkę.
Długo nie potrafiłam się pozbierać. Odejście ojca do innej kobiety było dla mnie ciężkim ciosem. Zawiodłam się na nim bardzo, do dziś nie umiem mu tego wybaczyć. Przez pierwsze dwa lata po rozwodzie rodziców czekałam na jakiś jego odzew, potem zwątpiłam, że zechce mieć z nami kontakt. Próbowałam się wyciszyć, odnaleźć spokój...
Od trzech lat walczę ze swoim wyglądem, ciałem. Zachorowałam na bulimię. Odczuwam coraz częstszy niepokój. Czasem – zwłaszcza podczas napadów jedzenia i wymiotów – nie starcza mi na nic sił. Nigdy nie byłam z siebie zadowolona, choć tak naprawdę to wcale nie muszę się odchudzać. Przez pół roku brałam leki, które trochę pomogły. Chodziłam też jakiś czas na psychoterapię. Tam się dowiedziałam, że u źródeł mojej bulimii mogą tkwić złe relacje z ojcem.
Nie mam motywacji do walki z tą chorobą. Czasem mam wrażenie, że jest ona moją przyjaciółką, bo tak naprawdę nikt mnie nie kocha. Strasznie cierpię." Weronika

Prawdopodobnie wielu z nas, dorosłych, nie zastanawia się na tym, że wszystko co robimy, decyzje, które podejmujemy, słowa, które wypowiadamy, nasze reakcje, wartości, które wyznajemy – wszystko to ma ogromny wpływ na dzieci, które wydaliśmy na świat. Nasz brak odpowiedzialności, lenistwo w pokonywaniu trudności, brak spójnego systemu wartości, podążanie za emocjami, nałogami i seksualnymi przyjemnościami, życie złudzeniami (np. że nowy związek przyniesie miłość i sielankę) to przyczyna prawdziwej tragedii tych najmniejszych, bezbronnych, dla których jesteśmy naprawdę wszystkim.
Jak łatwo dzisiaj, doświadczając trudności małżeńskich, które są jakby wpisane w związek dwojga ludzi, podejmujemy decyzję o rozwodzie. A dzieci? No cóż, umiemy na nie narzekać, a czy zastanawiamy się nad tym, że to my możemy być przyczyną ich problemów?
Dla każdego dziecka rozwód jego rodziców jest prawdziwą katastrofą życiową. To otwarta i wciąż rozdrapywana rana. To załamanie fundamentu, na którym dotychczas budowało swą tożsamość. Ono czuje się oszukane i bardzo samotne, i to niezależnie od tego w jaki sposób rodzice się rozstają – czy kłócą się, czy też nie rozmawiają ze sobą. Często obarcza siebie odpowiedzialnością za rozejście rodziców i ma z tego powodu duże poczucie winy. Żyje w ciągłym napięciu, poczuciu zagrożenia i utraty bezpieczeństwa, a to z kolei zawsze odbija się negatywnie na jego zachowaniu, zdrowiu fizycznym i psychicznym, i tak:


Dziecko do trzeciego roku życia może reagować uciekaniem do wcześniejszych okresów rozwojowych, np. do karmienia butelką i używania smoczka, trudnościami w korzystaniu z nocnika, toalety, cofaniem mowy i umiejętności chodzenia.


Dziecko w wieku przedszkolnym staje się krnąbrne i nieposłuszne. Może mieć trudności w zasypianiu, zaburzenia łaknienia, uzależnienie się od jednego z rodziców, ataki złości i agresji (uderzanie, kopanie, pchanie, kładzenie się na podłodze, wrzaski, przezywania), nerwowe nawyki, takie jak kręcenie włosów, szarpanie i skręcanie ubrania, pochrząkiwanie, ssanie palca, obgryzanie paznokci.


Dziecko w wieku szkolnym reaguje żalem i smutkiem. Wtedy to do głosu najwyraźniej dochodzą gniew, skierowany najczęściej na tego z rodziców, z którym dziecko mieszka, i tęsknota za rodzicem, który odszedł. Próbuje zwrócić na siebie uwagę wybrykami w szkole, ucieczkami z domu, zaniedbywaniem nauki, agresją skierowaną wobec szczęśliwych rówieśników.


Dziecko w wieku dojrzewania reaguje zupełnie inaczej. Rozwód rodziców sprzyja wtedy ekstremalnym zachowaniom, które mają przynieść ulgę w cierpieniu nastolatka (seks bez zabezpieczenia, prostytucja, eksperymenty z narkotykami, papierosy, alkohol, przestępczość, późne powroty do domu, ucieczki).

Rozwód rodziców to dla dzieci piętno na całe życie, piętno, które zbiera swoje żniwa także w następnych pokoleniach. Dzieci z rozbitych rodzin wcześniej przechodzą inicjację seksualną, mają problemy z tworzeniem związków, dwukrotnie częściej się rozwodzą, zataczając tym samym błędne koło. W dorosłym życiu cierpią z powodu depresji, fobii, zaburzeń seksualnych, często też rozwijają się zaburzenia osobowości.
To tylko od nas, dorosłych, zależy, jaki los zgotujemy swoim dzieciom. Czy stworzymy im dom pełen miłości i bezpieczeństwa, w którym będą się mogły prawidłowo rozwijać, czy też już na starcie skażemy je na życie pełne cierpienia. Wybór zależy od nas.

B. Drozd

psycholog Mississauga

Opublikowano w Porady ABC


Miesiąc temu wydałam moją jedyną córkę za mąż. Wyprowadziła się z domu, zamieszkała z mężem daleko od nas. Jak myślę o tym, to płaczę, ponieważ dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że straciłam dziecko, którego tak naprawdę nigdy nie poznałam. Całe życie ważniejsza była dla mnie praca, towarzystwo, a córka była gdzieś na szarym końcu. Nie zaprzyjaźniłam się z nią, nie wiem, czy kiedykolwiek poprosi mnie o radę, czy będzie do nas chciała przyjeżdżać z wnukami. Tak bardzo teraz tego wszystkiego żałuję. Bardzo źle się z tym czuję i mam straszne wyrzuty sumienia. Ewa

Wszystkie badania pokazują, że my, rodzice, poświęcamy kilka minut dziennie na rozmowy z dziećmi, a kilka godzin spędzamy, oglądając telewizję czy siedząc przy komputerze.
Skutek tego jest taki, że tak naprawdę nie znamy naszych dzieci, nie wiemy, czym żyją, jakie mają potrzeby, czy są szczęśliwe, czy też nie.
Jest to smutne, bo za jakiś czas, patrząc wstecz, na pewno nie będziemy żałowali tego, że nie pracowaliśmy więcej, że nie sprzątaliśmy więcej, że nie rozmawialiśmy więcej przez telefon, a dojdziemy do wniosku, że najważniejsze na świecie są dobre relacje rodzinne. Oby tylko nie było za późno i oby po kilkunastu latach spędzonych wspólnie pod jednym dachem nie stwierdzić, że tak naprawdę nic nas z dziećmi nie łączy i jesteśmy dla siebie obcy. Jeśli w ten sposób wychowamy nasze pociechy, to gdy wyjdą z naszego domu, już więcej do niego nie wrócą. Zostaniemy sami.


A więc chciejmy poświęcić czas na spotkanie z naszym dzieckiem w momencie, kiedy ono jeszcze tego chce i potrzebuje. To nie jest trudne, a jak to zrobić? Poniżej przedstawiam trochę pomysłów:


1. Raz w tygodniu organizujcie sobie tzw. wieczór rodzinny. Rozmawiajcie wtedy na ważne tematy, dzielcie się swoimi doświadczeniami, planujcie wspólne zajęcia, uroczystości, grajcie w różne gry, wspólnie wykonujcie prace domowe – to bardzo jednoczy rodzinę.


2. Przynajmniej raz dziennie spożywajcie razem posiłek. Nie włączajcie wtedy telewizora, ale rozmawiajcie wspólnie, dzielcie się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, pomysłami. Niech dzieci układają jadłospis na kolejne dni, niech pomagają wam w przygotowaniu posiłków. Jeśli macie jakieś domowe uroczystości, to wyjdźcie razem do restauracji lub zaproście gości na wspólny obiad.


3. Razem wykonujcie obowiązki domowe. To wnosi poczucie jedności i solidarności, np. po obiedzie poproście dzieci o pomoc w sprzątaniu, a podczas pracy rozmawiajcie o tym, co się wydarzyło danego dnia.


4. Postarajcie się spędzać czas z każdym z dzieci indywidualnie. Takie sam na sam daje dziecku szansę otwartego dzielenia się problemami, bez lęku o to, co pomyślą sobie inni członkowie rodziny.


5. Wyłączajcie jak najczęściej "złodzieja czasu", czyli telewizor. Jeśli nie możecie zupełnie z niego zrezygnować, to wspólnie ustalcie zasady, które pomogą wam mądrze z niego korzystać, i nie oglądajcie wszystkiego "jak leci". Wybierajcie wcześniej tylko wartościowe programy.


6. Wybierzcie rodzinny sport lub hobby. Niektóre rodziny wspólnie muzykują, inne łowią ryby, grają w tenisa czy jeżdżą na łyżwach. Pomaga im to we wzajemnej komunikacji i budowaniu jedności.


7. Planujcie rodzinne wypady. Rodzinne wycieczki mogą być proste lub bardzo wyszukane. Wszystko zależy od zainteresowań i możliwości finansowych. Sprawą najważniejszą nie jest to, dokąd rodzina się wybierze, ale to, że jest ona wtedy razem.


8. Pomagajcie dzieciom w odrabianiu lekcji. Wypytujcie dzieci o to, co się dzieje w szkole, tłumaczcie, jeśli czegoś nie rozumieją. Dzieci nauczą się w ten sposób szacunku i zaufania do rodziców.


9. Poza tym zwiedzajcie miejsca o dużej wartości, np. muzea, zabytki, biblioteki, planetaria, ogrody.


Są rodzice, którzy chcieliby być razem z dziećmi, ale nie pozwala im na to charakter pracy. Jeśli ty jesteś taką osobą i w ciągu tygodnia nie ma cię w domu (bo jesteś np. kierowcą ciężarówki), to:
• dzwoń codziennie do dziecka, żeby z nim porozmawiać,
• zostaw dziecku coś od siebie, np. przytulankę, która będzie mu przypominała o tym, że je kochasz,
• wymyślcie razem z dzieckiem wspólne hasło "na dobranoc", np. "moja gwiazdka dawno śpi, zaśnij skarbie też i ty", "na dobranoc trzy słóweczka: ciepły kocyk, poduszeczka" itp., które może ono usłyszeć od ciebie zawsze wieczorem przez telefon,
• prawdziwie świętujcie niedziele lub dni wolne,
• postaraj się uczestniczyć w ważnych chwilach swego dziecka, np. w rozpoczęciu roku szkolnego, występach, przedstawieniach.
Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Dla niektórych czas to pieniądz, a tak naprawdę czas to miłość". Oznacza to, że moją prawdziwą miłością nie jest to, co myślę, że kocham, ale to, czemu poświęcam najwięcej czasu. Inaczej mówiąc: czas, który bezinteresownie ofiarowuję komuś lub czemuś, może być miarą mojej miłości.
W związku z tym chcę postawić pytanie Tobie, Drogi Czytelniku: czy – według ww. kryterium miłości – bardziej kochasz dzieci czy telewizor, Internet, samochód, mecze, weekendowe imprezy ze znajomymi, piwo w "dobrym" towarzystwie, czy ... (tu wpisz swoje prywatne sposoby na "spędzanie" czasu). Nie odpowiadaj bez zastanowienia, lecz spokojnie pomyśl i uczciwie wyciągnij wnioski ze swej odpowiedzi (która jest przecież tylko dla ciebie). Jeżeli Twój bilans czasu nie wypadnie korzystnie dla dzieci, to chyba najwyższy czas to zmienić.
Pamiętaj, czasu poświęconego dzieciom nie można odłożyć na później i jest to jedna z niewielu spraw, których nie można nadrobić.

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 17 sierpień 2012 19:52

Moi rodzice nie mają dla mnie czasu!

wielodzietniMam na imię Marcin i mam 14 lat. Mam problem dotyczący moich rodziców. Dla mojej mamy liczy się tylko praca w banku, a dla taty jego firma. Nie ma ich cały dzień w domu. Siedzę sam z psem w wielkim domu. Rodzice od pewnego czasu w ogóle się do mnie nie odzywają. Gdy chcę z nimi pogadać, to zawsze mówią, że później, bo teraz mają ważniejsze sprawy itp. Na początku nie przejmowałem się tym, ale już dłużej tego nie wytrzymuję. Rozmawiałem z nimi i tak to nic nie dało. Co mam zrobić? Bardzo proszę o pomoc, jest to dla mnie bardzo ważne.

Mam 16 lat i często myślę o tym, by popełnić samobójstwo. W szkole nie radzę sobie najlepiej, a do tego nie mam przyjaciół. Rodzice nie chcą ze mną rozmawiać, zaraz krzyczą, złoszczą się, bo nie mają dla mnie czasu. Chyba bardziej kochają rodzeństwo niż mnie. Myślałam nawet o ucieczce z domu albo o podcięciu sobie żył. Już nawet przygotowałam nożyk. Mam często takie myśli, że nikomu nie jestem potrzebna i nikt nie będzie za mną płakał. Boję się tego, co się może zdarzyć następnego dnia. Klaudia

Przekonanie, że wychowanie jest czymś, na czym wszyscy się znamy, jest błędne. Nie wystarczy posiadać dzieci, aby wiedzieć, jak mądrze wprowadzić je w życie. Jednym rodzicom wychowanie pociech udaje się, innym niestety nie. I nie ma chyba na świecie nic wspanialszego jak zbieranie wspaniałych owoców swoich trudów wychowawczych i nie ma chyba nic gorszego, niż patrzenie na swoje dziecko jak na wielką, życiową porażkę. I proszę mi wierzyć, najlepszą naszą inwestycją nie są pieniądze, ale dobrze wychowane dzieci. To one są dla nas najlepszym "zabezpieczeniem" na te chwile, kiedy już nie będziemy w stanie o sobie decydować.
Jeśli chcesz, aby i tobie powiodło się wychowanie dzieci, powinieneś przestrzegać kilku zasad:
1. Za wszelką cenę poświęcaj im swój czas.
2. Pamiętaj o miłości i dyscyplinie (dzieci, które czują się bezwarunkowo kochane i jednocześnie znają granice, za które wychodzić im nie wolno, czują się bezpieczne).
3. Wymagając, bądź stanowczy, ale łagodny (nieagresywny).
4. Organizuj i planuj swoje życie rodzinne; jeśli możesz, niczego nie pozostawiaj przypadkowi.


Jeśli chcemy być dobrymi rodzicami, to pomimo naszego zmęczenia, powinniśmy codziennie poświęcać swoim dzieciom czas. Jeśli są to krótkie chwile, to muszą one być niezwykle sycące i przeznaczone tylko dla nich. Czasem wystarcza kilka minut, uśmiech, uścisk, radosna wymiana spojrzeń i dziecko już wie, że jest dla rodzica kimś wyjątkowym i czuje się kochane.
Dar obecności to nasz najcenniejszy podarunek, który komunikuje dziecku: "Jesteś dla mnie w tej chwili najważniejszą osobą. Lubię z tobą przebywać". Wspólne spędzanie czasu, to bycie razem i robienie różnych, zwykłych rzeczy, np. czytanie bajek, mycie samochodu, gra w koszykówkę, łowienie ryb, przygotowanie posiłku, wspólny wyjazd itp. Nie musimy wtedy chodzić w jakieś szczególne miejsca i robić jakichś szczególnych rzeczy. Naszą uwagę możemy poświęcić dziecku w każdym miejscu, ale najlepiej, gdy jesteśmy wtedy z nim sam na sam.
Jeśli mamy kilkoro dzieci, to ważne jest, abyśmy znaleźli czas dla każdego z nich indywidualnie. Może to być np. 10-minutowa rozmowa z każdym z nich przed snem, o tym jak minął dzień. Nie jest to łatwe, ale naprawdę możliwe.
Wspólny czas powinien być wypełniony pozytywnymi gestami, spojrzeniami, pełnymi aprobaty i uczucia (bez względu na to, co dziecko wcześniej zrobiło źle).
Wspólne spędzanie czasu powoduje, że my lepiej poznajemy nasze dziecko, a dziecko nas. Często bowiem w takich chwilach wywiązuje się szczera, prawdziwa rozmowa, która wiele dla dziecka znaczy i ma dla niego ogromny emocjonalny wymiar. Nasze rozmowy np. na temat naszych młodzieńczych przygód, radości, wyborów, kłopotów, lęków, komunikują dziecku: "Mama mi ufa. Też była taka jak ja. Kocha mnie". "Dzieci nigdy nie wyrastają z potrzeby szczerej rozmowy z rodzicami i innymi dorosłymi. Dzielenie się z nimi swoimi przemyśleniami i uczuciami pomaga im zbudować trwałe więzi z ludźmi (...) pomoże im w ich przyszłym życiu, nauczy, jak pielęgnować przyjaźń, pokaże, jak radzić sobie ze swoimi emocjami i myślami, jak wyrażać je w pozytywny sposób, jak bronić własnego zdania" (G. Chapman).
I na koniec jeszcze jedna sprawa, o której warto pamiętać. Do tego, aby dobrze spędzić czas z dziećmi, należy najpierw się przygotować. Aby skupić się na tym, co się dzieje w domu, trzeba zapomnieć o tym, co się wydarzyło w pracy. Niektórzy ludzie robią to, słuchając w drodze powrotnej ulubionej muzyki, inni modląc się, kolejni rozmawiając przez telefon ze współmałżonkiem. Pamiętaj, im bardziej będziesz odprężony, tym więcej będziesz mógł dać z siebie najbliższym.
Ktoś kiedyś powiedział: "Powiedz mi, na co przeznaczasz swój czas, a powiem ci, kogo lub co kochasz najbardziej". Jest w tym głęboka prawda. Mówimy, że nie mamy czasu dla dzieci, a spędzamy kilka godzin dziennie przed telewizorem, rozmawiając przez telefon czy przeglądając Internet... Ale o tym, jak to zmienić i jak ten czas znaleźć, już za tydzień

Opublikowano w Porady ABC

wielodzietniObydwoje z żoną mamy po 40 lat, troje dzieci, dobre prace i ładny dom. Znajomi zazdroszczą nam takiego życia, ale gdyby wiedzieli, jak nasz związek wygląda od środka, pewnie zmieniliby zdanie. Znamy się od liceum. To była taka młodzieńcza miłość, która potem zmieniła się w stabilny związek. Kiedy zniknął romantyzm, nie przejęliśmy się tym. Rzuciliśmy się wtedy w wir pracy, każde z nas robiło karierę w swojej branży. Ocknąłem się dopiero rok temu, kiedy moją firmę dopadł kryzys finansowy. Wtedy zauważyłem, że w moim małżeństwie nie ma już żadnych uczuć, a ja stałem się dla żony ciężarem. W tym trudnym dla mnie czasie oczekiwałem wsparcia, a żona jeszcze bardziej odsunęła się ode mnie. Zasugerowała mi, że sam muszę sobie jakoś z tym poradzić, tak jak ona sama sobie radzi w swojej pracy. Poczułem się strasznie samotny. Mam wrażenie, że coraz bardziej się od siebie oddalamy. O pożyciu intymnym też już nie ma mowy. Zastanawiałem się nawet, czy żona mnie nie zdradza, ale myślę, że nie, bo bardzo ważne są dla niej moralne zasady. Boję się jednak zapytać wprost, bo pokazałbym tym swoją zazdrość, słabość, a nie chcę, żeby po ostatnich problemach w firmie, żona zobaczyła, że z innymi sprawami też sobie nie radzę. Łączą nas tylko dzieci. (...) Bardzo zależy mi na naszym małżeństwie. Co powinniśmy robić? Czy jest dla nas jakaś szansa? Darek

Można z całą pewnością powiedzieć, że każda para małżeńska przechodzi w swoim życiu różne kryzysy i nie jest to tak naprawdę nic wyjątkowego. Jednak siła kryzysu, czas jego trwania i to, czy pozostawia po sobie niegojące się rany, zależy tylko i wyłącznie od współmałżonków. Małżeństwo, bez względu na to czy trwa rok, czy dwadzieścia lat, wymaga tyle samo zaangażowania i starania się o drugą osobę. Jeśli będziemy o siebie na co dzień dbać, to żaden kryzys nie będzie dla nas groźny.
Jeśli jednak nasze małżeństwo znajdzie się w trudnej sytuacji, to zanim zaczniemy podejmować pod wpływem emocji jakiekolwiek kroki, powinniśmy uświadomić sobie dwie, prawdziwe, a często zapominane kwestie. Po pierwsze: każdy związek przy dobrej woli obu stron (!), można uratować. Po drugie: rozwód jest najgorszym rozwiązaniem z możliwych, bo tworzy o wiele więcej problemów niż likwiduje. Zasada jest prosta: jeśli w małżeństwie coś choruje, to należy to leczyć, a nie rozwiązywać małżeństwo.
Co powinni robić małżonkowie, gdy dopada ich kryzys? Przede wszystkim należy zacząć natychmiast działać, a nie czekać, aż sytuacja pogorszy się. Często na samym początku wystarczy tylko słowo "przepraszam", wtulenie się w siebie, uświadomienie sobie, jak wielką wartością jest dla nas mąż/żona i wszystko co złe, pryska. Często jednak jest na to już za późno, dlatego poniżej przedstawiam trochę tak zwanych wskazówek "naprawczych":
1. Na początku niech każde z was odpowie sobie na trzy pytania:
– Wymień osoby, które cię najbardziej kochają. Czy wśród nich jest twój współmałżonek?
– Wymień osoby, które ty najbardziej kochasz. Czy wśród nich jest twój współmałżonek?
– Gdybyś nagle poważnie zachorował/a i potrzebował/a opieki, to na kogo możesz wtedy liczyć? Czy możesz liczyć na swojego współmałżonka?
Jeśli odpowiedziałeś/łaś twierdząco chociażby na jedno z powyższych pytań, to pomyśl, czy nie warto walczyć o swoje małżeństwo?
2. Usiądźcie i szczerze porozmawiajcie. Dobra rozmowa dużo wyjaśnia i wzmacnia bliskość. Oto warunki takiej rozmowy:
– znajdźcie odpowiedni czas, taki, kiedy się nigdzie nie spieszycie, nie jesteście zmęczeni, nikt i nic wam nie przeszkadza,
– spróbujcie odsunąć na bok swoje poglądy, nie przekonujcie się nawzajem do nich, a postarajcie się posłuchać (bez krytykowania i atakowania) siebie tak, jakbyście znali się od niedawna. Być może wtedy uda wam się usłyszeć siebie na nowo, może wyraźnie zabrzmią te informacje i uczucia, które nigdy nie mogły dojść do głosu i stały się przyczyną waszego problemu,
– mówcie szczerze, ale o sobie: ja tak czuję... myślę... boli mnie gdy... nie używaj słów: bo ty to... ty zawsze... ty nigdy...
– umiejcie sobie wtedy powiedzieć: "Nasz związek przechodzi trudne chwile, ale nie zniechęcajmy się. Nasza miłość tak z dnia na dzień nie może się przecież skończyć, chociaż moje uczucia dla ciebie nie są już takie jak dawniej, podobnie jak i twoje dla mnie. Kochamy się, ale w inny sposób. I możemy razem zadbać, aby nasz związek był głębszy". (A. Vergara)
3. Mając świadomość tego, że kryzys zawsze jest udziałem dwojga, naucz się wybaczać i prosić o wybaczenie. Pamiętaj, małżeństwo oparte na pokorze nie rozpada się.
4. Rozwiążcie problemy, które można rozwiązać, a także określcie i zaakceptujcie te, których nie potraficie pokonać. Być może jakieś trudne kwestie będą nieodłączną częścią waszego związku.
I na koniec jeszcze jedno. Często spotykam małżonków, którzy mają do siebie wiele pretensji, ponieważ nie mogą zapomnieć tego, co wydarzyło się w przeszłości. Wypominają sobie i pielęgnują stare urazy, nawet te sprzed 25 – 30 lat. Jest to wielki błąd. Pamiętaj, przeszłości już tak naprawdę nie ma. Jest ona tylko w twojej pamięci, dlatego nie pozwól, aby miała ona destrukcyjny wpływ na twoje życie dzisiaj. Szkoda na to czasu. Na błędach przeszłości oczywiście należy się uczyć i o nich pamiętać, ale tylko po to, aby ich więcej nie popełniać w przyszłości.

Opublikowano w Porady ABC
Strona 1 z 2