Goniec

Register Login

piątek, 19 październik 2012 16:22

Filmuję, jak pali się mój własny dom

Z Ewą Stankiewicz rozmawia Andrzej Kumor


Ewa Stankiewicz (ur. 6 czerwca 1967 we Wrocławiu) – polska reżyser, scenarzystka filmowa i dziennikarka. Ukończyła reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi oraz polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W czasie studiów pracowała jako stewardesa w liniach lotniczych Delta Air Lines. Autorka nagradzanych reportaży telewizyjnych i radiowych. Film Dotknij mnie, wyreżyserowany wraz z Anną Jadowską i zrealizowany na podstawie napisanego wspólnie scenariusza, uzyskał w 2003 nagrodę główną w Konkursie Polskiego Filmu Niezależnego na 28. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2008 roku za film Trzech kumpli, zrealizowany wraz z Anną Ferens, Ewa Stankiewicz otrzymała m.in. Nagrodę Główną Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Założycielka i prezes Fundacji "Dobrze że jesteś", pomagającej osobom ciężko chorym i umierającym, oraz prezes Stowarzyszenia Solidarni 2010. Publikuje m.in. w "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Polskiej Codziennie".



– Zrobiła Pani kilka filmów po katastrofie smoleńskiej, co wtedy się stało ze świadomością społeczną Polaków? W tych pierwszych tygodniach po tym straszliwym wydarzeniu wydawało się, że nastąpi przełom, że nastąpi odrodzenie, że Polacy masowo się przebudzili z tego matriksu i zaczęła być ważna ojczyzna, ludzie zaczęli wracać pod stare sztandary.
Wydawało się, że układ, który Polskę ma w szczękościsku przez tyle lat, pęknie; że ludzie zdołają odmienić sytuację polityczną.
A przynajmniej wydawało się, że te tłumy, setki tysięcy ludzi, że to przełoży się na wybory, na działalność polityczną, na zaangażowanie społeczne i Pani robiła o tym wtedy filmy. Dlaczego układ zdołał ludzi z powrotem zapędzić do zagrody?


– Potęga szczękościsku, to po pierwsze.

To był atak i pałowanie społeczeństwa ze wszystkich stron, nikt nie było na to przygotowany, tzn. z jednej strony, media rzuciły się do gardeł i słowo "zamach" było słowem tabu. Pytania o coś, co pierwsze nasuwało się na myśl, były kompromitowane, ludzie ośmieszani, wyszydzani, wystawiani pod pręgierz społeczny. To była wielka siła, zmasowana; spójne działanie największych mediów.


– Bo ta katastrofa obnażyła nieprawdopodobną klęskę państwa polskiego. Po pierwsze, państwo polskie nie zdołało obronić najważniejszej instytucji, prezydenta, bo co by mówić, to jest instytucja państwowa. 

Po drugie, jak potraktowano ciało tego prezydenta. Przecież ludzie z BOR-u składają przysięgę na to, że będą bronić również ciała. Na lotnisku stał samolot, którym można było te zwłoki natychmiast przetransportować do Warszawy itd. Kolejna sprawa, że oddano – pomimo istniejących porozumień co do lotów wojskowych – oddano śledztwo Rosjanom. Państwo polskie pokazało nieprawdopodobną słabość i ona unaoczniła się, wszyscy mogli to zobaczyć. Dlaczego nie było siły politycznej, która tę oczywistość mogła wykorzystać?


– Na naszych oczach dokonał się rozpad państwa i to nie jest żadna figura retoryczna.


– Może to państwo nie istniało już wcześniej?


– Myśmy to dopiero zobaczyli po katastrofie, mówię o sobie.
Ja dopiero sobie to uświadomiłam po tym, a właściwie w momencie katastrofy. Bo jeśli coś takiego jest możliwe, to znaczy to, że w ogóle służb nie ma, nie ma ani wywiadu, ani kontrwywiadu, żadnych służb tak naprawdę. Polskie państwo nie ma suwerennych służb. Władze reprezentują interes na pewno nie polski.


– Nie wiadomo do końca jaki?


– No właśnie, czyj? Też nie wiem, ale nie polski, bo nie oddaje się śledztwa w najważniejszej sprawie, w sprawie bezpieczeństwa. A jeżeli nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa głowie państwa, no to komu potrafimy? Nikomu.
A to jest podstawowa, pierwsza potrzeba społeczna, poczucie bezpieczeństwa. Nie ma państwa! Myślę tak, że to był gangsterski majstersztyk wcześniej przygotowany.
Na moich spotkaniach mówię tak: to zachowanie rządu po katastrofie smoleńskiej jest nieludzkie, nielogiczne, nie mieści się w głowie, i nie można tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko tym, że to są ludzie, którzy reprezentują tutaj obcy interes, czyiś inny. Moim zdaniem, to jest w przeważającej mierze interes rosyjski; którzy gwałtownie – jakby byli przeszkoleni po prostu, albo prowadzeni na sznurku – tuż po katastrofie rozpoczęli akcję poszerzania wpływów rosyjskich w Polsce.
Wszyscy dowódcy polskiej armii, którzy zginęli w Smoleńsku i byli szkoleni w NATO, zostali zastąpieni dowódcami, generałami przeszkolonymi w ZSRS. Armia polska w tym momencie zupełnie zmieniła orientację, to nie jest ta sama armia. To jest pytanie o ten organizm.
Natomiast media jedno, władze drugie...


– No ale gdzie są patriotyczne elity, gdzie są ci ludzie, którzy wykorzystując sytuację społeczną, która powstała po katastrofie, mogli sięgnąć po władzę?


– Dla mnie to jest największy ból...


– Jesteśmy tutaj świadkami podpisywania petycji, marszów itd. Tego rodzaju środki stosuje się w państwie kolonialnym, którego ludność chce kolonizatorom dać do zrozumienia, że potrzebna jest większa sfera wolności i dłuższa smycz , ale w normalnym państwie bierze się władzę, bo państwo to my, państwo to ludzie.


– No właśnie, tylko że tutaj jest na przeszkodzie ten matriks.
Sporo ludzi jest przekonanych, że skoro budzimy się, słońce świeci, w sklepach są towary, nie ma wojska na ulicy, wprawdzie od czasu do czasu zdarza się jakieś niewyjaśnione samobójstwo; zawsze będzie jakiś człowiek, który jest krytycznie wobec władzy nastawiony albo obnaża jakieś złe rzeczy, ale zawsze jest jakieś tam wytłumaczenie. Wszystko można, jak się nie chce dochodzić prawdy, jak człowiek się boi, jest w lęku...


– Każde społeczeństwo ma konformistów, ludzi, którzy nie chcą znać prawdy, ale gdzie są elity, ludzie odpowiedzialni za naród?


– Nie ma elit. W tej chwili, po katastrofie, zaczynają się wyłaniać tak bardziej wyraźnie ludzie na horyzoncie. To jest taki czas "sprawdzam" i zaczyna być widać, kto jest kto, i o tyle to jest rzeczywiście dobra sytuacja, że możemy rzeczywiście dostrzec te autentyczne elity i dostrzec to, że te dotychczasowe, to po prostu większość tych ludzi – przepraszam za wyrażenie – to są szmaty.
Ludzie, którzy skompromitowali się, a do tej pory byli forsowani i promowani na autorytety, a okazali się miałcy. O to, o co pan pyta, gdzie jest opozycja, gdzie są elity, bo to, że byliśmy w kleszczach, to jedno, ale to, że nie było żadnej reakcji, to że po katastrofie smoleńskiej w kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego było zalecenie, żeby nie mówić o Smoleńsku.
Dla mnie to jest tak, jakby ktoś krzyczał o pomoc, a ktoś mu zatyka ręką usta. I to nie mówię teraz o tych gangsterach, którzy przeprowadzili tę akcję, tylko właśnie o opozycji.


– To może ci gangsterzy są po prostu wpływowi i mają wpływy również wśród tej opozycji?


– Ja myślę, że na pewno tak. Ta opozycja musi być bardzo zinwigilowana. Pierwszego dnia po katastrofie smoleńskiej trzeba było otworzyć drzwi Pałacu Prezydenckiego. Napływali wtedy ludzie, wezwać tych ludzi, żeby zostali na ulicy, przejąć władzę, ponieważ jest to niezwykle niebezpieczna sytuacja dla Polski, zginął prezydent, nie wiemy, co się dzieje.
Gdyby w tej opozycji byli ludzie, którzy rzeczywiście mają taki kręgosłup właśnie nie rodem z państwa postkolonialnego, tylko wolnego człowieka, który jest świadom powagi sytuacji, to to by się wydarzyło.
Ci ludzie by nie odeszli z Krakowskiego Przedmieścia. Moglibyśmy mieć rzetelne śledztwo, mam taką nadzieję, moglibyśmy być suwerennym krajem. A w tej chwili jesteśmy rzeczywiście kolonią Rosji.


– Nie wiem czy Rosji, nie jestem przekonany.
Pani dokumentuje stan świadomości społecznej w wielu swoich filmach. Wie Pani, co mnie najbardziej bolało tam, na Krakowskim Przedmieściu? Przed wojną tego rodzaju sytuacja byłaby nie do pomyślenia, nawet gdyby była ta "strona sikająca na krzyże".
Przed wojną ludzie bili się o swoje na kastety, jeśli trzeba było, dlatego że bronili swoich przekonań i swoich interesów, bo to byli wolni ludzie. To, czego mi tam brakowało, to wokół tych modlących się ludzi szpalerów warty, młodzieży, która jest wyszkolona w sztukach walki itd. i która broni swoich rodzin, swoich klęczących matek, swoich ciotek.


– Tak, mi też tego brakowało.


– Tam się ujmowali za tymi napadanymi kobietami jacyś obcy pojedynczy mężczyźni, odpychali... A przecież tam trzeba było jednemu czy drugiemu dać w zęby.


– Tak. Ja się z panem całkowicie zgadzam i niestety się zastanawiam, czy my zasługujemy jeszcze na to, żeby tworzyć państwo.
Być może całe to dziedzictwo, w którym pojawia się i gen. Fieldorf-Nil, i rotmistrz Pilecki, być może myśmy to przegrali w karty, nie wiem, zaprzepaścili.
Być może nie ma już ludzi, którzy potrafią mówić to, co myślą, własnym ciałem stanąć w obronie podstawowych wartości, mieć takie poczucie elementarnej wspólnoty z ludźmi, których powinny łączyć historia, tradycja, kultura, język. Być może tego już nie ma, być może jest już tylko zbiorowisko dziczy, barbarzyństwa.


– Ale może właśnie ta elita... ludziom nikt nie powiedział tej podstawowej prawdy...


– Ale nie ma elity.


– ...że to państwo powinno ich reprezentować i bronić ich interesów, że państwo leży w interesie każdego obywatela i polskie państwo powinno bronić polskich rodzin i to państwo jest potrzebne; że nikt w taki sposób tego nie przedstawił. Bo w końcu minęło dwadzieścia lat od upadku, przemiany komunizmu w nowy system. Urodziło się całe pokolenie.


– To była hodowla ludzi o przekonaniu wręcz przeciwnym. To całe pokolenie było hodowane. To jest termin używany przez Służbę Bezpieczeństwa reżimu komunistycznego.
Wyhodowane w przeświadczeniu, że patriotyzm to jest niepotrzebny balast, że to jest przestarzałe, że się im to do niczego nie przyda. Wręcz przeciwnie, że to jest obciach i poczucie jakiegoś mitu – żerując na ich własnych kompleksach – że oni nie muszą być Polakami, oni zaraz będą Europejczykami.


– Ale w ten sposób mogą postępować tylko zdrajcy Polski. Dlaczego druga strona nie oskarża tych ludzi, którzy w ten sposób mówią, o zdradę narodową?


– To nie tylko zdrajcy Polski, ale przede wszystkim hochsztaplerzy, którzy utrzymując tych ludzi w takim fałszywym przekonaniu, chcą po prostu ich drenować, żeby ci byli na pstryk, na aport, żeby zaharowywali się na śmierć, gdy grupa gangsterów będzie drenowała całe dobro, które oni wypracują.
To jest takie utrzymywanie człowieka w myśleniu niewolnika, po to by móc go wykorzystywać, na nim żerować.


– Czemu nie ma więcej takich ludzi jak Pani, jak pan Grzegorz Braun; ludzi, którzy dokumentują te sytuacje; ludzi, którzy pokazują, a przede wszystkim zadają pytania? Gdzie się podziały Pani koleżanki, gdzie się podziali Pani koledzy?


– Powiem tak, ja wyniosłam to z domu. Podam przykład. Jak byłam świadkiem w kłótni w gronie towarzyskim, co jest wyższe, wodospad Niagara czy wodospad Wielka Siklawa, i wszyscy, że oczywiście Niagara, a mój ojciec przeciwko wszystkim, którzy się śmiali z tego, co on mówi, że nie, że to Wielka Siklawa jest wyższa o cztery czy sześć metrów. I każdy się zaśmiewał, póki nie sprawdzili w encyklopedii. Ale on miał odwagę, nie wiem, skąd to wiedział, mówić to co myśli i przeciwstawić się w gronie, nawet przyjaznym, ale potrafił powiedzieć coś, co wszyscy uważali za jakiś absurd.


– Dlaczego nie było więcej takich rodzin, gdzie się podziały te rodziny?


– Ja to wyniosłam z domu, że nawet gdy mi sześćdziesiąt osób mówi: wszyscy wiemy, że jest tak i tak, a ja chcę sama porównać w swojej głowie te bodźce, które do mnie dochodzą, zapytać jedną stronę, zapytać drugą stronę, wyciągnąć samemu wnioski.
Myślę, że to, że jesteśmy teraz tak spsiałym społeczeństwem, zaczyna się w przedszkolu. W przedszkolu i w szkole, kiedy łamie się kręgosłupy ludziom, moralne, psychiczne i emocjonalne.


– No tak, ale były lata 80., była "Solidarność", był polski Papież, Wałęsa, który był takim symbolem wolności.


– Honorowy obywatel miasta Bolków.


– I co się stało z tym narodem, który się wtedy przebudził przecież? Wtedy był dumny z Papieża Polaka, stanął mocno na swoim, co się stało?!
Dlaczego to mnie tak interesuje? Ten mechanizm jest bardzo ciekawy, bo pokazuje, jak można ludzi zniewolić. Dlatego że dzisiaj Polak ma mentalność niewolnika.


– Marian Zacharski w "Rosyjskiej ruletce" mówi coś takiego: mam człowieka; czyli jak łatwo jest zwerbować kogoś, czyli zniewolić w pewnym sensie, kiedy pozna się jego charakter. Najpierw pozna się jego charakter, to jedna rzecz, a druga, to dowiedzieć się, na czym mu zależy.
Przekładając to na społeczeństwo, myśmy byli przedmiotem takiej wieloletniej operacji, jako całe pokolenia; że wyszliśmy z tej niewoli, z komuny z wielkimi kompleksami. W związku z tym ten bat, żebyśmy nie byli zacofani i śmieszni w oczach Europy. Europa jest takim batem w tej chwili; a co w Europie o nas powiedzą...


– To jest zaściankowość, to jest dowód prowincjonalizmu intelektualnego.


– No tak. Przez lata całe wyrzynanie tych najlepszych, fizyczna eliminacja tych ludzi najbardziej wartościowych. Lata komuny – selekcja negatywna.
Autorytetami zostawali ludzie, którzy kolaborowali z władzą, którzy byli miałcy intelektualnie, ale za to słuszni ideologicznie, czyli mieli przetrącony kręgosłup i łatwość zgięcia karku. A ci, którzy nie zginali karku, to płacili mniejszą lub większą cenę.


– Czy, Pani zdaniem, jest możliwość odbudowy tej elity polskiej? Pani powiedziała, że nie wiadomo, czy ten naród jeszcze zasługuje na Polskę, czy ta Polska go interesuje itd., ale czy Pani zdaniem Polska może się podnieść?
Np. pan Stanisław Michalkiewicz kiedyś mówił, że to już jest niemożliwe, że tego narodu praktycznie rzecz biorąc nie ma, mówimy o rzeczach, które są sprzed pół wieku czy stu lat. Pan Grzegorz Braun uważa, że ten naród ma jeszcze ten potencjał, a o tym świadczą środki, które przeciwko niemu są kierowane, tzn. że gdyby już był całkowicie podporządkowany, to nikomu by nie zależało, nie wytaczałby takich armat do walki. Jakie jest Pani zdanie, czy Polacy jeszcze mają szansę, żeby się podnieść?


– Myślę, że w takiej naszej tkance społecznej tkwi siła i tę siłę zawdzięczamy wierze i naszej tradycji, naszym korzeniom.
Myślę, że jest siła; w pewnej masie ludzi, do której można się odwołać, bazując na takich najprostszych wartościach, z którym można znaleźć wspólny język, odwołując się do takiego prostego systemu wartości, co jest dobre, co jest złe, co jest czarne, co jest białe. Wierzę w to, że jednak większość ludzi nie ma wynaturzonych sumień, i to jest klucz, wydaje mi się. Że jest duża siła, duża liczba ludzi, którzy mają sumienia, do których można by się było odwołać.
Tylko problem polega na tym, że te elity, które są, nawet te po naszej stronie, to są elity postkolonialne, które nie chcą się odwołać do ludzi, które po wielu doświadczeniach takiego namacalnego działania agentury, otoczyły się murem i uważają, że za pomocą paru ruchów i swoich kolegów mogą tutaj coś zdziałać.
Brak odwołania się do ludzi, do tej tkanki, przekonania ludzi i dotarcia do tych ludzi, którzy mają niezwichrowane sumienia. Odwołanie się do tych ludzi jest szansą na zbudowanie suwerennego, silnego, porządnego państwa.


– No tak, ale żyjemy też w czasach realizacji projektu globalistycznego, gdzie elity, nie tylko w Polsce, ale również w Europie, nawet tutaj, po tej części Atlantyku, nie chcą odwoływać się do ludzi, dlatego że realizują swego rodzaju bolszewizm intelektualny – my wiemy lepiej, my wiemy, jak wygląda przyszłość; my wiemy jak was do tej przyszłości doprowadzić. Ludzie tylko im przeszkadzają, dlatego trzeba realizować pewien projekt.
I w tym projekcie polskie elity i ich stosunek do własnego narodu bardzo ładnie się plasują. Czy, Pani zdaniem, jest w tym momencie jakakolwiek szansa? Jest więc projekt globalny, jest projekt Unii Europejskiej. Wśród tej elity coraz więcej karier ma podłoże europejskie.
Mówi się, że premier Tusk zostanie wynagrodzony stanowiskiem w Unii Europejskiej. Tak samo jest w większości innych państw typu Łotwa, Estonia, gdzie płace na miejscu są wiele niższe niż te, które są w "centrali" w Brukseli. W tym momencie elita europejska dba sama o siebie. Dokooptowuje tylko nowych ludzi.
To jest elita wykształcona na odpowiednich uniwersytetach, będąca członkiem może masonerii, bractw akademickich, różnych tajnych związków itd. I nasz projekt polski stoi nie tylko w obliczu złej jakości własnej elity, jej upodlenia i zaszłości historycznych, ale również kontrprojektu czy alternatywnego projektu globalistycznego.


– No, ale Węgry robią wyłom...


– I są atakowane.


– Są atakowane, ale na razie trwają. Kilka tysięcy Polaków pojechało na marsz, żeby wesprzeć Węgrów, czyli jest tutaj taka społeczna tęsknota i taka potrzeba pójścia tą drogą.


– No właśnie, czy jest tęsknota za Polską wśród Polaków?


– Myślę, że poważnie obudzona po katastrofie smoleńskiej, w wyniku takiego zagrożenia państwa i polskości. Myślę, że jest, ale rzeczywiście jest też ten bolszewizm, bolszewizm intelektualny.
Być może w równej mierze także po stronie opozycji, co jest przerażające, bo znowu nie widzę tutaj dobrej drogi, która by się rozpoczynała, na którą można by było dzisiaj wejść. Jedyną nadzieją tak naprawdę znowu jest ten społeczny zryw, np. liczba niezależnych mediów, które powstają.


– Ale społeczny zryw jest zazwyczaj kierowany na boczny tor, wykorzystywany przez agenturę, przez ludzi, którzy są przygotowani na to, że zrywy społeczne się zdarzają, w związku z tym oni też mają scenariusze.


– Tak, ale ponieważ to się dzieje w sferze mediów, czyli docierania z informacją do ludzi, to te media mogą zaszczepiać...


– To co, praca organiczna jest jedyną rzeczą, która zostaje? Zmiana świadomości?
Jak Pani chce zmieniać świadomość, nie mając do dyspozycji środków przekazu, programów szkolnych, wpływu na wychowanie dzieci, na kulturę masową, na polskie filmy, na to wszystko, co tworzy przekaz?
Dla mnie jest rzeczą tragiśmieszną, że jeżeli tu w Kanadzie chce Pani oglądać TV Polonia, to dzisiaj w tym programie lecą dwa seriale: "Czterej pancerni i pies" i "Stawka większa niż życie". To tutaj ma wychowywać polskie dzieci?!


– Coraz częściej to słyszę i ja się do tego też przychylam, że powinniśmy budować struktury państwa, być może państwa podziemnego. To jest węzeł gordyjski.
Jeszcze chciałam panu powiedzieć jedną rzecz. Żeby odwołać się do ludzi, do ich sumień, do prawych ludzi...


– Przede wszystkim trzeba tych ludzi szanować, poważać i rozumieć, czuć, trzeba z nimi wyrastać.


– Właśnie tak, ma pan rację. Ale z drugiej strony, przecież pokazuje to Piłsudski i przewrót majowy. Jest w nas jakiś rodzaj autodestrukcji, w nas, Polakach, i gdyby nie zdecydowana postawa marszałka Piłsudskiego i przelana wtedy krew...


– Myślę, że nie można tego porównywać, to są zupełnie inne sytuacje.


– Nie, ja mówię o sytuacji, w której odwołanie się do społeczeństwa to jedno, a z drugiej strony, rzeczywiście silne przywództwo.


– Ale marszałek Piłsudski się odwołał do społeczeństwa, do kolejarzy, którzy nie dopuścili wojsk idących na odsiecz itd.


– A pan jak myśli, co trzeba zrobić? Bo ja jestem zdruzgotana.


– Nikt nie jest wróżką, nikt nie ma magicznej różdżki, za pomocą której wyciągnie Polskę z kapelusza, ale pierwsza rzecz, to jest przekonanie ludzi do tego, o czym cały czas mówię z Panią, że państwo to jest ich interes własny.
Ja bym się nie odwoływał do altruizmu ludzi i do ich postaw prospołecznych. Ja bym mówił: dbaj o swoją rodzinę, dbaj o swoje dzieci, dbaj o swoje wnuki, zrób dla nich państwo polskie.
Kiedy tutaj spotykałem się z kombatantami – teraz ich już nie ma wielu, nawet czasem myślę sobie, że źle robiłem – kiedy ktoś mi zarzucał, że źle myślę, bo urodziłem się w komunizmie, albo że przyjechałem z PRL-u i to był argument w dyskusji, to moja reakcja zawsze była taka: "no tak, ja się urodziłem w komunizmie, proszę pana, dlatego że pan przegrał wojnę, pan mnie nie obronił; ja się urodziłem w kraju, z którego pan uciekł, a przecież to pana wojsko miało do tego kraju wrócić. Ja bym się w tym kraju nie urodził pod panowaniem komunizmu, gdyby pan obronił swoje przyszłe pokolenia, swoje dzieci, swoją rodzinę".
Trzeba sprowadzić wszystko do prostego myślenia, to jest jedyna metoda.
Druga rzecz – miałem nadzieję, kiedy Polacy wyjeżdżali na Zachód pracować, że choć to jest straszny upust krwi, bo wyjeżdżają ludzie przedsiębiorczy itd., ale tam jest blisko; tam latają samoloty – godzina i jest się z powrotem w domu; że oni poznają, jak wygląda normalna organizacja państwowa, jak się ludzie organizują w Wielkiej Brytanii, jak bronią swoich interesów, również jak bronią swoich interesów przed nimi, dlatego że ich nie lubią, że bronią swoich miejsc pracy itd.
I gdy ci ludzie wrócą do Polski, gdy będą do niej przyjeżdżać, to będą mieli pewne oczekiwania, przywiozą oczekiwanie tych samych standardów ze sobą.
Tak się, niestety, nie stało, dlatego że większość tych ludzi pracuje w zawodach poniżej swojego wykształcenia, a jeżeli nie, to wrasta w tamtejsze społeczeństwo i po prostu zostaje stracona dla Polski.
Wierzę w Polskę nie tylko dlatego, że jestem Polakiem. Dla mnie Polska to jest fajny projekt. To jest solidarność, która wynika właśnie z języka, kultury, solidarność etniczna. I obserwując, już nie mówię o Żydach, którzy są takim skrajnym przykładem troski o własne państwo niezależnie od tego, gdzie się mieszka, to uważam, że taka solidarność się opłaca.
Stworzyć silne państwo bardzo się wszystkim opłaca, i tym na górze, i tym na dole.
Dlatego jeszcze powalczmy o tę Polskę, jeszcze nie szukajmy sobie wśród przodków krwi niemieckiej, żydowskiej, rosyjskiej, żeby się asymilować czy przekabacać. Niestety, historia pokazuje, że silne narody asymilują. No bo ci wszyscy konformiści do nich lgną.
Polska to nie jest pustka i da się w Polsce powalczyć.
Myślę, że z tego rodzaju przesłaniem można w Polsce stworzyć ruch społeczny; ruch, który wykraczałby poza partyjność, poza układ i przede wszystkim kierowałby swoje przesłanie do ludzi młodych, którzy mają życie przed sobą. Tym ludziom, którzy teraz maturę zdają i dla których szanse gospodarcze nie są takie duże, tym ludziom trzeba powiedzieć, że ich największa szansa to nie jest emigracja, w której łatwo się pogubić, tylko budowa silnej Polski. I że oni są w stanie tę Polskę zbudować, bo jedno pokolenie jest w stanie zbudować państwo. Jedno pokolenie zbudowało Polskę po wojnie. Nie trzeba kapitału, trzeba ducha, wiary i pracy. To jest wszystko do zrobienia, tylko żeby chciało się chcieć.
Inna rzecz, która jest w Polsce bardzo istotna i zła. Janusz Szpotański mówił, że czekiści sowieccy mieli ideę państwową w żyłach; oni imperium budowali – powtarzał, że w przeciwieństwie do PRL, Związek Sowiecki był państwem niepodległym. I dlatego teraz – mój wniosek jest taki – tym putinowcom w Rosji jest dużo łatwiej.
Niestety, nie możemy naszych nadziei ulokować u czekistów polskich, choć są to ludzie wpływowi, z informacjami – kościec obecnego układu. Dlaczego? Bo to są gangsterzy, którzy dbają tylko i wyłącznie o interes grupowy, nie widzą swojej przyszłości w silnym państwie.
Ja bym się nawet zgodził na tych czekistów polskich, żeby byli w państwie czy też budowali państwo – gdyby oni byli narodowi.
Tymczasem oni są międzynarodowi od kołyski, oni są z innej elity, z innej bajki. Taki jest mój obraz rzeczy.


– A pan bywa czasem w Polsce?


– Często, mam tam rodzinę. Mam to szczęście, że mam informacje z wielu środowisk, rodzina mojego ojca jest ze wsi, rodzina mojej śp. mamy z małego miasteczka. Chodziłem do szkoły w dużym mieście.
Co Pani zamierza teraz robić? Patrząc z punktu widzenia dokumentalisty, to piękny czas, w którym można wiele rzeczy pokazywać przynajmniej dla pokoleń, które przyjdą po nas, żeby było się do czego odwołać, żeby kultura trwała.


– Tak, aczkolwiek ja wcześniej nie narzekałam na nudny czas.
Jako dokumentaliście, było mi znacznie lepiej być w cieniu, bo pewnych rzeczy już nigdy nie zrobię w tej sytuacji, w której jestem teraz, i tego bardzo żałuję.
Z drugiej strony, zrobiłam rzeczy, mówię tu o filmie "Solidarni 2010" i filmie "Krzyż", których bym nie oddała za żadne skarby, nawet za możliwość pozostania w cieniu i robienia dobrych dokumentów, bo niektórych tematów już nie podejmę, część drzwi się przede mną zamknęła. To jest fascynujący czas, czas bardzo dużego zawirowania w moim życiu.
Natomiast ja jestem Polakiem, żyję w Polsce i ten bonus dla dokumentalisty jest jednocześnie wielkim... nie wiem, jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało patetycznie – dużą raną, którą odczuwam jako Polak.
To tak jakbym jako dokumentalista mogła filmować mój dom, który się pali, i to obserwować.
Tzn. co, że coś ciekawego mam zarejestrowanego, ale widzę, że na moich oczach rozpada się mój świat, wszystko co kocham, cenię, skąd pochodzę.
Wydaje mi się, że my w tej sztafecie pokoleń – tak jak pan mówił, że urodził się w zniewolonym kraju, bo ten pan z pokolenia wcześniej przegrał wojnę – wszystko na to wskazuje, że my... Mam nadzieję, że tak nie będzie, że Polacy się jednak rzeczywiście obudzą i teraz jakieś pierwsze ruchy widać, że jednak budzi się ten naród. Ale to wszystko jest niewystarczające.
My straciliśmy suwerenność jako państwo.
Naprawdę nie ma państwa, a takiej świadomości nawet nie ma. Gdyby przeciętnemu Polakowi to powiedzieć w twarz...


– Nie sądzi Pani, że tej suwerenności nigdy nie odzyskaliśmy?


– Tak, nigdy. Może były jakieś błyski za rządów Olszewskiego. Ale wyraźnie widać, że te rządy natychmiast upadały, były przewroty, w ciągu jednego dnia upadł rząd kopany po kostkach od samego początku.
Ten wściekły atak na Prawo i Sprawiedliwość w momencie, kiedy byli władni zmieniać jakoś tę rzeczywistość, to też pokazuje.
Tak, ma pan rację, myśmy nigdy nie odzyskali niepodległości. Ale gdyby pan to powiedział przeciętnemu szesnastolatkowi, toby ten popatrzył na pana, jakby pan opowiadał, że się urodził na księżycu. To jest jeden z dramatów, że ludzie żyją w matriksie.


– To jest najwyższa forma niewolnictwa, gdy niewolnik nie wie, że jest pozbawiony wolności.
Jedną z moich najbardziej ulubionych lektur jest "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya, gdzie każda warstwa niewolników uważa, że ma najlepiej, i jest z tego zadowolona.
Niewolnicy w czasach rzymskich mieli przewagę nad niewolnikami dzisiejszymi między innymi dlatego, że: a. zdawali sobie sprawę z własnego statusu, a b. znali cenę swojej wolności; mogli oszczędzać i się wykupić. W dzisiejszych czasach nie ma takiej możliwości.


– Nie, zawsze jest taka możliwość i zaczyna się właśnie...


– Jest możliwość, żeby zrozumieć, a do tego jest potrzebny film, telewizja, środki przekazu, rozmowa. Przekonywanie niewolników, że są niewolnikami, jest jednym z najbardziej niewdzięcznych zadań pedagogicznych...


– Tak. Zrobiłam taki króciutki cykl filmów, spotów do muzyki właśnie pt. "Ćwiczenia na wyobraźnię", i motywem przewodnim tych spotów jest hasło, że jesteśmy w stanie tyle wywalczyć wolności , ile jesteśmy jej w stanie sobie wyobrazić, i że wolność powstaje w głowie. I też zniewolenie rodzi się w głowie. Można być wolnym człowiekiem w więzieniu, a można być zniewolonym człowiekiem drepczącym po supermarkecie pełnym towarów.


– Takich niewolników jest mnóstwo. Dziękuję bardzo za rozmowę, bo wyszła nam z tego rozmowa, a nie wywiad...

 

Czas wyobrazić sobie Polskę - Ewa Stankiewicz w Kanadzie:

Opublikowano w Wywiady
piątek, 19 październik 2012 14:04

Czy ciągle za wcześnie na prawdę o Smoleńsku?

 

– Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie jeszcze czas, że będziemy mogli o tym mówić do końca, ale ten czas nie jest jeszcze w tej chwili – Jarosław Kaczyński.


chojeckiPozwolę sobie przedstawić osobiste myśli za pomocą pewnej historii sprzed prawie sześciu wieków. Często emocje uniemożliwiają nam trzeźwą analizę bieżącej sytuacji i dawne historie mogą nam pomóc we właściwym zrozumieniu aktualnych problemów.
Cofnijmy się więc do wieku XV, do imperium Inków. Rządził nim wtedy władca o imieniu Pachacuti, król o wielkim umyśle i rozmachu. Doprowadził Inków do szczytu rozwoju – odbudował Cuzco wraz ze świątynią Inti (Słońca) i wzniósł wiele fortec z Machu Picchu włącznie. Nie zatrzymał się jednak tylko na materialnym umacnianiu swego królestwa. Nurtowały go kwestie zasadnicze. Zastanawiał się nad Bogiem, którego czcił wraz ze swoim ludem. Czy Słońce, które codziennie wykonuje swoją powtarzalną pracę jak zwykły robotnik, może być Wszechmogącym Bogiem? Zauważył też, że może zostać ono zasłonięte przez byle jaką chmurę. Doszedł do rewolucyjnego wniosku: jeśli Inti byłby prawdziwym Bogiem, to żadna stworzona rzecz nie mogłaby zaćmić jego światła! Pachacuti ze zgrozą skonstatował, że dotąd oddawał cześć zwykłej rzeczy tak, jak gdyby była ona Stwórcą! Zaczął badać przekazy wcześniejszych inkaskich pokoleń i odkrył, że praojcowie nie oddawali czci Słońcu, ale Wszechmocnemu Stwórcy Wszechrzeczy, którego nazywali Viracocha. Król skonstatował, że bezsensowne jest jednoczesne czczenie części Jego stworzenia w taki sposób, jakby była ona Nim.
Zwołał więc kapłanów Słońca na sobór do Coricancha, przedstawił im swoje wnioski i rozkazał, by odtąd modlitwa była kierowana wyłącznie do Viracochy. Sobór postawił jednak przed królem problem: jak zareagują masy, gdy kapłani Słońca ogłoszą: "Wszystko, co nasze kapłaństwo nauczało przez ostatnich kilka wieków, okazało się błędne! Inti wcale nie jest Bogiem! Te okazałe świątynie, które z ogromnym trudem – i z naszego rozkazu – zbudowaliście dla niego, są bezużyteczne. Wszystkie rytuały i modlitwy związane z Inti są bezowocne. Teraz musimy rozpocząć od początku, od zera z tym prawdziwym Bogiem – Viracochą!"?
Komisyjnie ustalili, że choć kult Inti jest fałszywy, to prawdę o tym zachowamy tylko w obrębie klasy wyższej. Może z czasem lud dojrzeje do poznania rzeczywistości.
Okazuje się jednak, że klasy wyższe miewają niekiedy krótki żywot. Pachacuti nie przewidział pojawienia się konkwistadorów…


* * *


Gdyby kogoś z Państwa zainteresowała powyższa historia i chciałby o niej poczytać więcej, odsyła do książki "Wieczność w ich sercach – sensacyjny dowód wiary w jedynego prawdziwego Boga" Dona Richardsona, którą kiedyś przetłumaczyłem.
Czas wrócić do naszej rzeczywistości. W dzień katastrofy Jarosław Kaczyński wypalił do Sikorskiego: "To wyście Go zabili" (sam później tak to wspomina: "To jest wynik waszej zbrodniczej polityki", choć psychologicznie bardziej uprawniona jest wersja pierwsza). Elita PiS ma zapewne wiedzę o Smoleńsku daleko wykraczającą poza obiegowe opinie. Miała ją też zapewne już tuż po katastrofie. I wtedy był właściwy czas, by podzielić się tą wiedzą z prostym ludem, który płakał po swoim Prezydencie i towarzyszącej mu elicie narodu. Wybrano jednak opcję zabawy w demokrację i uwiarygodnienie Komorowskiego.
I dziś JK mówi, że jeszcze nie czas. Czy bierze jednak pod uwagę możliwość, że w pewnym momencie może zostać definitywnie odcięty od kontaktu z masami? Na przykład poprzez blokadę Internetu i neutralną postawę RM? Swoich mediów przecież nie ma. Warto niekiedy wyciągać zawczasu lekcje ze starych, inkaskich dziejów…


Paweł Chojecki
"Idź Pod Prąd"

Opublikowano w Teksty
piątek, 12 październik 2012 19:37

"Noc wolności" w Mississaudze

 

Nicnierobienie jest gorsze od czynienia zła

W miniony sobotni wieczór odbył się w głównej sali Centrum Jana Pawła II bankiet zorganizowany pod hasłem "Noc wolności" przez Koło Sympatyków Prawa i Sprawiedliwości.
Gośćmi specjalnymi była znana dziennikarka i dokumentalistka Ewa Stankiewicz, poseł PiS, a zarazem przewodniczący sejmowej Komisji ds. Łączności z Polonią Artur Górski oraz ulubieniec naszej publiczności, rewelacyjny jak zawsze Jan Pietrzak.
Na sali reporter "Gońca" zauważył wiele znanych twarzy, wśród nich posła Władysława Lizonia z małżonką i proboszcza parafii św. Maksymiliana Kolbego w Mississaudze – o. Janusza Błażejaka.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/PiS.html#sigProIdfc8aa7e40a

Gości przywitała przewodnicząca Koła Sympatyków PiS Barbara Rode. Przedstawiła dorobek koła, podkreśliła, że jednym z jego zadań jest podtrzymywanie pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej i dążenie do poznania prawdy o tych wypadkach. Oceniła sytuację w Polsce jako tragiczną. Podkreśliła, że celem jest, by ludzie znali prawdę. – Chcemy Polonię zjednoczyć w naszych działaniach, chcemy również pokazać Kanadyjczykom prawdę o sytuacji w Polsce – mówiła Barbara Rode. Zacytowała słowa dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, by program nasz sprowadzał się do "informacji, formacji, organizacji i akcji. Nicnierobienie jest gorsze niż czynienie zła".


Uznała, że Polonia, która ma wielkie możliwości, musi być głęboko zaangażowana w sprawy polskie, musi wspierać Polaków w Polsce, musi brać czynny udział w akcjach, które mają wpływ na przyszłość Polski – takich jak walka o Telewizję Trwam.
– Polonia musi pozostać Polonią w dzisiejszych czasach, gdy nie ma już masowej imigracji do Kanady i następne pokolenia rodzą się w Kanadzie i są Kanadyjczykami – od nas zależy, czy będą też Polakami. Jeżeli nie zadbamy o polskość naszych dzieci i wnuków, nauczenie ich naszego języka i historii Polski, o przekazanie wiedzy i zaszczepienie polskiego patriotyzmu, to już niedługo Polonii praktycznie nie będzie, a Polonia nie tylko propaguje za granicą polską historię i kulturę, budując szacunek do naszego kraju i wiedzę o nim, ale też stanowi ostoję naszego bezpieczeństwa i źródło informacji dla niezależnych mediów w przypadku, gdy w Polsce wolność jest zagrożona – kontynuowała.
Poseł Górski przedstawił w zarysie program swej partii i zachęcił wszystkich, aby w razie jakichś problemów z władzami konsularnymi kontaktowali się z nim bezpośrednio poprzez e-mail. Narzekał, że propozycje programowe PiS są bojkotowane w głównym przekazie medialnym.
Ewa Stankiewicz pokazała przejmujące fragmenty swych filmów i z wielką pasją opowiadała o sprawach polskich.


W najbliższych numerach "Goniec" przedstawi obszerną rozmowę z Ewą Stankiewicz. Wywiad z posłem Arturem Górskim zamieszczamy tutaj.
(ak)

Fot. Artur Wiszniewski

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 12 październik 2012 16:03

Ludzie przestają się bać

Z posłem Arturem Górskim o sytuacji w Polsce i współpracy z Polonią rozmawia Andrzej Kumor.


Goniec – Panie Pośle, jesteśmy świadkami wielkich marszów w obronie wolności słowa i Telewizji Trwam – ostatnio w Warszawie protestowało ponad 200 tys. osób. Polacy coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że w Polsce źle się dzieje, czy Pana zdaniem jest szansa na "odwojowanie" Polski; na to by z Polski uczynić normalny, prężny kraj, który stanie się niezależnym ośrodkiem politycznym w tym miejscu Europy, a nie – jak Pan to powiedział niedawno podczas bankietu – miejscem rywalizacji między "mniejszym" a "większym" pałacem, by realizować w Polsce różne obce interesy?


Poseł Artur Górski – Rzeczywiście mamy wiele symptomów pokazujących, że Polacy się budzą, że wreszcie zaczynają dostrzegać, iż przez ostatnie lata byli okłamywani przez ten rząd, zwodzeni różnymi obietnicami bez pokrycia. Pokazują to choćby komentarze w Internecie, które w ciągu ostatnich miesięcy zmieniły się nie do poznania – kiedyś obrońcy Prawa i Sprawiedliwości byli nieliczni, przeważnie zastraszeni, piszący anonimowo, dzisiaj widać wyraźnie, że większość internautów w sposób otwarty, czasem wręcz brutalny, krytykuje obecną rzeczywistość i władzę, która nami rządzi. Ludzie przestają się bać. Przestają się lękać, gdy mogą wyrazić swoje poglądy, zarówno przez manifestowanie ich na ulicach, jak i poprzez opowiedzenie się w badaniach ulicznych, kogo popierają, a kogo nie. Widzą, że stawką jest ich wolność lub ostateczne zniewolenie. Jeden z ostatnich sondaży wywołał panikę po "tamtej stronie" sceny politycznej. Przewaga PiS nad PO wynosi już 6 proc. Od kilku tygodni to jest tendencja stała. Kiedyś ta bańka mydlana propagandy i oszustwa musiała pęknąć. Krasomówcze sztuczki premiera Tuska przestały działać.


– Ale czy Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie rządzić? Do tej pory wszystkie rządy polskie były koalicyjne, również z uwagi na ordynację wyborczą, która obowiązuje, i system polityczny, który utrwala "klasę polityczną" praktycznie przez jedno pokolenie. Czy Pana zdaniem, możemy mieć zaufanie do kogokolwiek, kto mówi piękne słowa, pokazuje program polityczny, zapowiada, że będzie robił to i to, ale później rzeczywistość skrzeczy i okazuje się po wygranych wyborach, że partia, która wygrała, nie jest w stanie rządzić sama i realizować program; powstają koalicje i mamy tę samą przepychankę polityczną i znowu nie ma przywództwa kraju?


– Diagnoza generalnie trafna, ale przykład Węgier pokazuje, że można mieć rząd większościowy spójny programowo. Socjaliści, którzy rządzili przed Fideszem, doprowadzili kraj do totalnej ruiny. Długo ukrywali tę sytuację, ale gdy się wydało, że okłamywali społeczeństwo, ponieśli druzgocącą klęskę wyborczą. W tej chwili w Polsce mamy podobną sytuację; jeżeli nie widać ruiny, do której ten rząd doprowadził nasz kraj, to dlatego, że utrzymywane są pozory i mamy kreatywną księgowość budżetową. Tymczasem jeżeli chodzi tylko o zadłużenie Polski, to według metodologii unijnej mamy już ponad 900 mld zł długu, a zatem dawno przekroczono próg ostrożnościowy 55 proc. PKB. Bezrobocie na koniec roku osiągnie 14 proc.; wiadomo także, że coraz więcej firm likwiduje lub zawiesza swoją działalność, praktycznie rozszerza się tylko sieć sklepów monopolowych w Polsce.
Obawiamy się, że za chwilę polityka tego rządu sięgnie dna, od którego tylko będzie się można odbić i Prawo i Sprawiedliwość będzie tą siłą polityczną, która rzeczywiście odwojuje Polskę i zwróci ją Polakom, prawowitym właścicielom, choć nie będzie to proces łatwy i krótkotrwały.
Trzeba jeszcze dodać, że nasz system wyborczy jest tak skonstruowany, że promuje partie zwycięskie. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość uzyska poparcie 45 procent Polaków, będzie miało powyżej 51 procent posłów w parlamencie, co pozwoli nam wziąć w ręce władzę i odpowiedzialność za państwo, najpierw zatrzymać jego degradację, a następnie, punkt po punkcie, krok po kroku, mozolnie je odbudowywać. Pewnych rzeczy nie da się już naprawić, odwrócić, wiadomo np., że ten rząd bardzo przyspieszył wyprzedaż majątku narodowego i trudno będzie te procesy cofnąć, ale to, co dzisiaj możemy zrobić, to sprzeciwić się sprzedaży grup Orlen i Lotos Rosjanom. Wiemy, że jeszcze za kadencji tych rządów Rosjanie chcą kupić te czołowe przedsiębiorstwa paliwowe, które częściowo gwarantują energetyczne bezpieczeństwo Polski. Jeśli Rosja nimi zawładnie, będzie trzymała Polskę w garści, a właściwie w paliwowym uścisku. Ponieważ nie ma w Polsce rzeczywistej dywersyfikacji źródeł dostaw paliw i jesteśmy energetycznie zależni od Rosji, ta przez cały czas może nam stawiać warunki i dyktować ceny.


– Mówił Pan o "dwóch pałacach", które rządzą Polską, większym – prezydenckim, dbającym o interesy rosyjskie w Polsce, i mniejszym – Kancelarii Premiera, który stoi – wraz z MSZ – na straży interesów niemieckich w Polsce. Nie zapominajmy jednak, że jest też inne silne lobby – lobby żydowskie, o którym wiele osób boi się mówić, tymczasem każdy niezależny rząd polski powinien jasno określić swój stosunek wobec interesów żydowskich w Polsce – które są rozległe, występują czasem pod flagą interesów amerykańskich, czasem pod flagą interesów izraelskich. Polska ściśle współpracuje w dziedzinie obronności z Izraelem. Czy nie sądzi Pan, że w obecnej sytuacji, kształtując program polityczny, kształtując politykę bezpieczeństwa, powinno się wymieniać nie tylko naszych bezpośrednich sąsiadów, ale również relacje do państwa Izrael i interesów żydowskich w Polsce, a zwłaszcza do roszczeń żydowskich, które niedawno zostały "pobłogosławione" przez państwo Izraeal – otrzymały od tego państwa placet?


- Jeżeli chodzi o roszczenia żydowskie, ma Pan zapewne na myśli roszczenia wynikające z dekretów Bieruta i z całej polityki zagrabiania majątku po wojnie przez komunistów.


- Elity żydowskie w Stanach Zjednoczonych znacznie szerzej formułują te roszczenia.


- Ludzie boją się roszczeń żydowskich i realizowane z pominięciem przepisów prawa, za "gotówkę", mogą budzić poważny niepokój. Ale jeśli roszczenia żydowskie spowodują uchwalenie uniwersalnej ustawy reprywatyzacyjnej – bo nie wyobrażam sobie, by taka ustawa dotyczyła wyłącznie mienia postżydowskiego – to, paradoksalnie, dzięki tym roszczeniom zostanie przeprowadzona powszechna reprywatyzacja, czyli zlikwidujemy jedną z pozostałości komuny. Bowiem w Polsce nie przeprowadzono ustawowo reprywatyzacji, choć PO zapowiadała to w swoim programie wyborczym już przed 5 laty. W każdym razie własność, która została zagrabiona czy w czasie wojny, czy w PRL-u, powinna być oddana prawowitym właścicielom niezależnie od ich narodowości i pochodzenia.
Natomiast jest inny poważny problem. Na całym świecie, tak jest i w Polsce, Żydzi mają duży wpływ na media, a w tych mediach realizują nie interes Polski, tylko interes międzynarodowy, rozciągający się od Brukseli po Waszyngton. Tutaj trzeba stworzyć alternatywę, aby zbudować silne polskie media, które będą skutecznie popierać interes Polski i skutecznie konkurować z mediami, za którymi stoi międzynarodowy kapitał i obce wpływy. Nie będzie to łatwe zadanie, bo nasz potencjał i nasze możliwości są znacznie mniejsze, ale po to musimy stworzyć silne polskie media, by stały na straży naszego interesu narodowo-państwowego, co jest szczególnie istotne teraz, wobec projektów jeszcze głębszej integracji Unii Europejskiej, co nie wydaje się być zbieżne z polskim interesem.


– Wspomnieliśmy o systemie wyborczym. Pojawiła się ostatnio ponownie inicjatywa związana z wprowadzeniem w Polsce jednomandatowych okręgów wyborczych – wprowadzenia w Polsce tego systemu politycznego, który obowiązuje w krajach anglosaskich, między innymi tutaj w Kanadzie. Czy, Pana zdaniem, to jest dobry pomysł, żeby wyborcy wybierali określoną osobę na posła, żeby kampania odbywała się bardziej na poziomie lokalnym niż centralnym?


- System większościowy, który obowiązuje w Polsce od ostatnich wyborów do Senatu, pokazuje, że Polacy nie są przygotowani do tego systemu. Nie można wprowadzać wyborów większościowych, jeżeli nie ma normalnej rywalizacji kandydatów w mediach; jeżeli media "głównego ścieku", jak to mówi Ewa Stankiewicz, popierają tylko kandydatów lewicowo-liberalnych. Do wyborów większościowych niezbędna jest rzeczywista konkurencja w mediach oparta na zdrowych zasadach.


- No, ale na poziomie okręgów nie trzeba prowadzić kampanii w mediach, można chodzić od drzwi do drzwi.


- To jest mit, że w wyborach większościowych głosuje się na kandydata, a nie na partię. Wybory te pokazują – także w krajach anglosaskich – że pomimo wystawienia jednego kandydata, a może właśnie dlatego, że jest jeden kandydat – wyborcy i tak kierują się przede wszystkim sympatiami partyjnymi i tylko kandydaci głównych partii zdobywają mandaty. Powiem tak. Wyborcy często nie interesują się polityką, programami i kandydatami, i jeśli jest jeden kandydat, nawet mieszkający w tym okręgu, to często go nie znają, a jeśli znają, to mogą nie lubić, nie szanować, zarazem popierając samą partię. I wówczas, w takiej sytuacji, mają poważny kłopot z wyborem. Gdy na liście, jak w Warszawie, jest 38 kandydatów, to wyborca zawsze może znaleźć kogoś, kogo zna, z kim się identyfikuje i na kogo zechce zagłosować niezależnie od tego, które miejsce kandydat zajmuje na liście. Mnie siedem lat temu wyborcy "wyłuskali" z 20. miejsca na liście…
Jest jeszcze jeden argument pokazujący słabość tego rozwiązania. Były przypadki – w Warszawie po praskiej stronie i w jednym z okręgów na Mazowszu, że główne partie zmawiały się przeciwko jednej, byle tylko ona nie zdobyła mandatu. Ta zmowa polegała na tym, że w Warszawie w jedynym okręgu, gdzie kandydat PiS-u do Senatu mógł zdobyć mandat, mam tu na myśli marszałka Zbigniewa Romaszewskiego, PO zrezygnowała z wystawiania swojego kandydata i poparła kandydata postkomunistycznego. I nasz kandydat poległ z kretesem.


– Czy PiS nie może robić tego samego?


– Naprawdę chciałby Pan, byśmy spiskowali z lewicą postkomunistyczną i wchodzili z nią w jakieś układziki? Ponieważ nasza partia jest w pewnym sensie antysystemowa, bo sprzeciwia się interesom, układom i powiązaniom polityczno-gospodarczym oplatającym PO, SLD i PSL, teoretycznie partie te mogłyby się zmówić i wzajemnie popierając w różnych miejscach, niemal całkowicie wyeliminować PiS z Senatu. Właśnie za sprawą wyborów większościowych. Dziwi się Pan? To jest ta nasza niedojrzała, uwikłana demokracja. Dlatego tylko w wyborach proporcjonalnych do Sejmu mamy szansę mieć szeroką reprezentację, podczas gdy w wyborach większościowych zmowa "bandy trojga" mogłaby wyeliminować w znacznej mierze PiS z życia publicznego.


- Pozostańmy przy ordynacji. Przyznam się Panu szczerze, że nie głosuję w wyborach parlamentarnych poza granicami Polski, ponieważ ordynacja jest tak skonstruowana, że większość Polaków za granicą głosuje w zasadzie w jednym okręgu w Warszawie. Czy, Pana zdaniem, to nie powinno być zmienione?


– Naród jest jeden, wszyscy Polacy, niezależnie od tego, czy mieszkają w kraju, czy w odległym zakątku świata, powinni mieć takie same prawa polityczne. Polaków poza granicami mieszkają miliony i ci ludzie powinni mieć możliwość posiadania własnej politycznej reprezentacji, bardziej realnego oddziaływania na polskie ustawodawstwo, które w jakimś wymiarze także dotyczy Polonii.


- Co można zrobić, jak zreformować ordynację?


– Przede wszystkim jeśli posiada się czynne prawo wyborcze trzeba głosować, niezależnie od tego gdzie się mieszka na świecie. Jeżeli jest się Polakiem, trzeba współdecydować o polskich sprawach, brać za nie współodpowiedzialność, być tym "jednodniowym królem". Myślenie, że jeżeli się mieszka gdzieś na świecie, to polskie sprawy mnie nie interesują, bo nie dotyczą, jest bardzo błędne. Prosta sprawa, można wybrać taką partię, która będzie ułatwiała kwestie związane z paszportami, bo będzie jej zależało na zbliżeniu Polonii do kraju, a można wybrać taką, która będzie negatywnie nastawiona do Polonii, a jej dyplomatyczni przedstawiciele będą mnożyli trudności przed polonijnym petentem.
Prawo i Sprawiedliwość traktuje Polonię po partnersku, chcemy zbliżyć Polonię do spraw kraju, dostrzegając w niej wielki potencjał. W programie PiS dla Polonii zapisaliśmy, że chcemy doprowadzić do tego, aby w przyszłości Polonia miała prawo do zgłaszania i wybierania własnych przedstawicieli do Senatu. Nie głosowałaby na kandydatów wystawionych w Warszawie, jak to ma obecnie miejsce, ale mogłaby zgłaszać własnych kandydatów; ci kandydaci będą ze sobą rywalizowali o kilka mandatów – 5-7. Przy czym pragnę zauważyć, gdyby został utrzymany system wyborów większościowych do Senatu, to Polonia kanadyjska nie miałaby szans na wybór swojego kandydata wobec liczebności Polonii amerykańskiej. Dlatego uważam, że okręg obejmujący Amerykę Północną powinien być dwumandatowy. Wówczas Polonia kanadyjska, działając aktywnie i zgodnie, miałaby szanse wybrać swojego przedstawiciela do polskiego Senatu.


– Pozostańmy przy naszych sprawach polonijnych. Chciałem zapytać, czy można do Pana zwracać się o interwencję w sprawach trudnych? Jest wiele takich kłopotów, które wynikają ze zmiany przepisów, zmiany ustaw. Spotkałem się z taką sprawą, gdzie ktoś, kto był obywatelem polskim, przyjechał tutaj, posiadając paszport polski, tego paszportu bardzo długo nie przedłużał i okazuje się, że teraz każe mu się przeprowadzać procedurę potwierdzenia obywatelstwa. Tego rodzaju przykładów jest dużo. Mamy tutaj problemy ze służbą konsularną. I druga rzecz, coraz częściej wydaje się, że konsulat rozgrywa Polonię, to znaczy prowadzi tutaj swoją politykę, a zazwyczaj jest to polityka rządzącego układu politycznego; wspiera się te organizacje polonijne czy formy życia polonijnego, które odpowiadają aktualnemu interesowi politycznemu.


- Poruszył Pan dwie oddzielne sprawy, zacząłbym od tej drugiej. Od jakiegoś czasu obserwujemy, że rząd powraca do starej praktyki peerelowskiej budowania "Polonii ambasadzkiej". Ma temu służyć m.in. przeniesienie pieniędzy na Polonię z Senatu do MSZ-etu, które rękami konsulów rozdaje te pieniądze. To dyplomaci mają rozstrzygać, kto jest godzien, by otrzymać wsparcie rządu. Mamy już takie sygnały zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu, że tym organizacjom, tym mediom polonijnym, które były krytyczne wobec władzy PO czy krytykowały politykę MSZ-etu, odmówiono wsparcia finansowego. Nie ma wątpliwości, że MSZ będzie "kupował" przychylność liderów Polonii dla obecnej władzy, a jeśli okaże się to niemożliwe w konkretnym kraju, przystąpi do tworzenia nowych lub popierania konkurencyjnych ośrodków. Typowa polityka agenturalna, zmierzająca do rozbijania i dezintegracji środowisk polonijnych. Ta polityka bardzo nas niepokoi, uważamy, że Polonia powinna być traktowana po partnersku, o co zresztą na Światowym Kongresie Polonii apelowała prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej p. Teresa Berezowska, która słusznie zauważyła, że obecny rząd nie traktuje po partnersku organizacji polonijnych.
Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to uważamy, że należy maksymalnie zbliżać Polonię do Polski; jesteśmy jednym narodem, niezależnie od tego, gdzie kto mieszka, i trzeba stworzyć optymalne warunki, by nie tylko więzy kulturowe, duchowe istniały między Polonią a Polską, ale także więzy bardziej formalne. Nie może być tak, że są ograniczenia w dostępie do konsulatu; że zmniejsza się liczbę konsulatów. Nie może być tak, że są poważne utrudnienia w procedurach aktualizowania dokumentów. I nie może być tak, jak to ma miejsce dzisiaj, że z chwilą, gdy paszport traci ważność, to de facto traci się polskie obywatelstwo; traci się prawa obywatelskie, jak choćby prawo do głosowania. Niewątpliwie, jeżeli Prawo i Sprawiedliwość dojdzie do władzy, to będziemy prowadzili politykę otwarcia na Polonię; będziemy Polonię zapraszać do bardziej aktywnego udziału w życiu politycznym w Polsce i na pewno będziemy stwarzać ułatwienia, aby ci Polacy, którzy chcą mieć paszporty, którzy będą chcieli głosować, żeby faktycznie mieli to ułatwione. Chcemy uprościć procedury i wprowadzić ułatwienia. Już obecnie pracujemy nad tym w Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Chcemy m.in. znowelizować kodeks wyborczy, aby usunąć te wszystkie mankamenty, na które zwraca uwagę także PKW, a które spowodowały, że było wiele nieważnych głosów oddanych korespondencyjnie.


Czekam na wszelkie uwagi od Czytelników "Gońca" o problemach przy udziale w wyborach czy w relacjach formalnych z konsulatami. Jako członek Komisji Łączności z Polakami za Granicą i Polsko-Kanadyjskiej Grupy Parlamentarnej, jestem do dyspozycji Polonii kanadyjskiej w sprawach, gdzie będzie potrzebna interwencja poselska do MSZ-etu. Mój e-mail to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Zależy mi bardzo, aby mój kontakt z kanadyjską Polonią nie zakończył się na tej wizycie, ale aby ta wizyta dała impuls do bliższego kontaktu i bardziej owocnej współpracy.


– Na pewno tak będzie. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Opublikowano w Wywiady

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/PiS.html#sigProId15f77d94c0

Mimo iż nie znoszę tłumu udałem się na Marsz Solidarności. Ludzi było tyle że na Plac Trzech Krzyży nie dało się wcisnąć a tym bardziej zrobić jakieś sensowne zdjęcie. Ostatecznie usadowiłem się na schodach byłego Domu Partii ( teraz jest tu giełda), ale to tez nie było najlepsze miejsce do fotografowania. Doczekałem do momentu aż pochód przekroczył rondo de Gaulle'a.  Pochód był imponujący, ciekawe jaką liczbę uczestników podadzą publikatory. Panowała atmosfera powagi, skupienia i chyba poczucia siły patriotycznej wspólnoty.

Aleksander Wasilewski

Warszawa


Inne zdjęcia



Opublikowano w Fotoreportaż

W niedzielę, 19 sierpnia br., w parku Paderewskiego w Vaughan odbyły się obchody Święta Żołnierza Polskiego. Organizatorami było Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Placówka 114 w Toronto, oraz Kongres Polonii Kanadyjskiej, Okręg w Toronto. Uroczystości prowadził Krzysztof Tomczak.


Święto Żołnierza popularnie nazywane Świętem Wojska Polskiego to dzień, w którym należy oddać hołd wszystkim żołnierzom, którzy polegli w walce o Niepodległą Polskę, i również wszystkim, którzy będąc na służbie, zginęli. To święto wszystkich, którzy służyli Polsce w oddziałach zbrojnych, a więc również, a może przede wszystkim święto prezydenta, gdyż to właśnie prezydent jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Należy się więc oddanie czci szczególnie naszemu prezydentowi śp. Lechowi Kaczyńskiemu, który będąc na służbie, stojąc na czele państwa polskiego i Wojska Polskiego, lecąc do Katynia, aby tam oddać hołd pomordowanym Polskim Oficerom, zginął tragicznie w Smoleńsku. Wspomnienie prezydenta tego dnia, modlitwa za Niego i złożenie wieńca należy do obowiązku każdego Polaka. Dlatego delegacja Koła Sympatyków PiS w Kanadzie uczestniczyła w uroczystości i złożyła wieniec pod pomnikiem.


Obchody rozpoczęły się przemarszem pocztów sztandarowych i przedstawicieli różnych organizacji polonijnych, weteranów i żołnierzy Wojska Polskiego przybyłych na tę okoliczność z Polski oraz przedstawicieli władz Polskich, między innymi konsula RP Grzegorza Jopkiewicza. Następnie delegacje poszczególnych organizacji złożyły wieńce pod pomnikiem. Kolejno, odegrane zostały hymny narodowe Kanady, Stanów Zjednoczonych oraz Rzeczypospolitej Polskiej i odczytany przez 93-letniego weterana Mieczysława Lutczyka Apel Poległych. Do Apelu wezwani zostali żołnierze, marynarze, lotnicy, harcerze, wojownicy "wszystkich ugrupowań walczących o wolną Polskę i za nią oddający krew i młode życie", sybiracy, ofiary zbrodni NKWD, a także śp. prezydent Lech Kaczyński i cała delegacja, która, zginęła w Smoleńsku. Apel Poległych został nagrodzony gromkimi brawami zgromadzonych gości. Potem nastąpiło odegranie "Last Post".

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/PiS.html#sigProId9b6648b8ee

Następnie Krzysztof Tomczak odczytał przemówienie. Zacytował między innymi słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Dnia Wojska Polskiego: "Polska historia ma blaski i cienie, jednak blasków w naszej historii jest wystarczająco dużo, aby zachować z niej dumę". W swoim przemówieniu podkreślał naszą rolę w zaszczepianiu w następnym pokoleniu miłości do Polski. "Musimy nie tylko zachować naszą polskość, naszą miłość do tej ziemi, do tej ziemi, na której wyrośliśmy, ale musimy też zadbać, aby nasze dzieci znały Polskę, żeby wracały do niej jak do domu, żeby czuły się tak jak my – dumni z historii i odpowiedzialności za jej przyszłość" – powiedział Krzysztof Tomczak.


Kolejno organizator powitał gości. Po oficjalnym powitaniu głos zabrali przedstawiciele władz, którzy koncentrowali się w swoich przemowach na podziwianiu wielkich zasług polskich żołnierzy w walce o niepodległą Polskę oraz na przesłaniu, że to właśnie dzięki ich ofierze żyjemy dziś w wolnej i niepodległej Polsce co zdawałoby się mieć wymiar propagandowy. Oczywiście, wszyscy Polacy ogromnie doceniają wkład żołnierzy w walce o naszą Ojczyznę i za to im składają hołd i czczą ich pamięć. Nie wszyscy jednak czują, że obecnie żyją w wolnej i suwerennej Polsce.
Pierwszym z mówców był prezes KPK Jan Cytowski, który podziękował za zaproszenie oraz określił Dzień Wojska Polskiego jako bardzo ważny. Prezes Cytowski powiedział między innymi: "Niewątpliwie inaczej wyglądałaby Europa dzisiaj, gdyby nie to zwycięstwo polskiego oręża. Dzisiaj my tutaj w Toronto, Polonia, spotykamy się po to, aby oddać hołd tym wszystkim, którzy mieli swój udział w drodze odzyskania wolności przez Polskę". Dodał: "(...) to prawda, że nie zostaliśmy zbyt życzliwie potraktowani po drugiej wojnie światowej. (...) Dlatego tak ważne jest dzisiaj przypominanie wszystkim, światu, o tym, jaki był wkład Polski i Polaków do tego zwycięstwa, jak również jest to okazja przypomnienia światu, jak wielki jest wkład Polaków do cywilizacyjnych osiągnięć tego świata".


Kolejno głos zabrał gość z Polski, pułkownik Waśniewski, który podziękował w imieniu ministra Ciechanowskiego za możliwość wzięcia udziału w uroczystościach. Podkreślił, że dla niego, jako żołnierza, jest to święto mu bliskie. Podziękował żołnierzom za poświęcenie i trud i tym młodszym za pamięć. "Jesteście przykładem wielkiego patriotyzmu. Jestem pierwszy raz za oceanem i jestem pod wielkim wrażeniem" – stwierdził Pułkownik.
Następnym mówcą był attache obrony RP pułkownik Michał Pęksa. Pułkownik podziwiał frekwencję Polonii na obchodach Święta Żołnierza, określił, że czuje się zaszczycony obecnością wśród żołnierzy, i podziękował organizatorom, w imieniu Ministra Obrony Narodowej, Szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców Rodzajów Sił Zbrojnych, a także ambasadora RP w Kanadzie Zenona Kosiniaka-Kamysza przekazał życzenia i podziękowanie dla organizatorów imprezy za trud włożony w przygotowanie i realizację tych uroczystości. Następnie złożył życzenia zdrowia Weteranom.
Konsul RP Grzegorz Jopkiewicz swoje przemówienie zaczął od wspomnienia filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. "Róża", który opowiada historię żołnierza Armii Krajowej, Powstańca Warszawskiego, któremu wojna zabrała wszystko, a który po wojnie, pomimo tortur w katowni UB, nie daje się "złamać". Płaci wielką cenę za bycie człowiekiem przyzwoitym, o czystej duszy. Konsul w swoim przemówieniu podkreślił, że Polacy potrafią walczyć o wolność. "Wolność i suwerenność nie są dane raz na zawsze. Obecnie polskie społeczeństwo może cieszyć się wolnością i po prostu cieszyć się życiem dzięki takim nieugiętym postawom, jaką Wy drodzy Weterani wykazywaliście przez lata" – oznajmił Konsul.


Po zakończeniu mowy konsula Jopkiewicza na scenę wszedł Prezes Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego "Orzeł Strzelecki" w Kanadzie, aby zabrać głos. Pomimo sprzeciwu ze strony pana Tomczaka komendant Waśniewski wygłosił swoje przemówienie. Tym razem nie zostało mu ono przerwane. W trakcie odczytu, a także po jego zakończeniu Grzegorz Waśniewski otrzymał brawa od wielu zgromadzonych gości. Prezes Waśniewski przywitał zebranych, a następnie zwrócił się z apelem do żołnierzy:
"Zwracam się do Was z apelem-prośbą, o czynne włączenie się i poparcie najważniejszej w kraju inicjatywy obrony TV »Trwam«, w walce o miejsce na multipleksie cyfrowym. W danej chwili TV »Trwam« jest jedyną ogólnopolską telewizją katolicką. Żołnierze, Polska traci niepodległość w sensie duchowym, kulturowym, społecznym, politycznym i ekonomicznym. Jesteśmy przeszło 70 lat oszukiwani i manipulowani, ponieważ ogół mediów w Polsce nie reprezentuje tysiącletniego dorobku cywilizacji łacińskiej, prowadząc otwartą walkę z Kościołem katolickim. (...) Żołnierze, wzywam Was do obrony fundamentalizmu religijnego, fundamentalizmu moralnego i fundamentalizmu narodowego. Fundamentalizm jest to prawda podstawowa i jeśli to jest naruszone, wtedy mamy do czynienia nie z wolnością, lecz z samowolą, chaosem i relatywizmem. Nie ma wolności bez prawdy, bo tylko prawda wyzwala i jest darem Bożym. Żołnierze! Ogół machiny propagandy podporządkowanej lewactwu w pokoleniowym motcie Bóg-Honor-Ojczyzna widzi szerzenie nienawiści. Jesteście Żołnierzami Maryjnymi, spadkobiercami czynu legionowego i hallerczykowskiego, Tych, którzy zawierzyli Najświętszej Panience i zwyciężyli w 1920 r. Zdaliście egzamin z patriotyzmu i wiary katolickiej na frontach wojennych i w życiu osobistym. W dniu Święta wojska Polskiego wzywam Was do odmowy przyjmowania jakichkolwiek odznaczeń, podziękowań i dyplomów nadanych przez obecne władze w Warszawie. Jest to protest przeciw zamykaniu ust Matce Boskiej. (...) Dopóki obecne władze III RP będą kłamać, mataczyć i po koleżeńsku rozdawać miejsca na multipleksie, proszę Was o poparcie protestu i wytrwajcie w obronie Matki Boskiej. (...)"
Po zakończeniu przemówienia Grzegorza Waśniewskiego Krzysztof Tomczak powiedział: "Ja tylko chcę zacytować jeden, mój fragment: pragniemy, aby nasz park stał się miejscem spotkań dla mądrych, oddanych ojczyźnie Polaków", za co otrzymał brawa. Po chwili dodał: "Teraz przejdziemy do. To było po prostu poza programem, chciałem powiedzieć, nie uzgodnione z organizatorami". Na co również zebrani goście zareagowali brawami, po czym poprosił Konsula o wręczenie odznaczeń.

Konsul Jopkiewicz zaczął od, jak to określił: "najwyższego odznaczenia", i oznajmił: "Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Bronisława Komorowskiego pan Krzysztof Tomczak odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej". Po czym przypiął panu Tomczakowi order do munduru. Wręczył również Krzyże Zesłańców Sybiru: pani Wandzie Sofii Dion i panu Tadeuszowi Kazimierzowi Świcy.


Kolejnym punktem uroczystości było wręczanie odznaczeń przez Attache Ministra Obrony, który wręczył medale Wojska Polskiego od Ministra Obrony Narodowej "za duży wkład pracy w kultywowanie i propagowanie tradycji oręża polskiego" następującym osobom: Krzysztofowi Tomczakowi (medal złoty), Stanisławowi Chmielewskiemu i Józefowi Stupakowi (medal srebrny) oraz Janowi Sobczakowi (medal brązowy).
Kolejno zostały wręczone medale Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce: Miecze Hallerowskie dla Zbigniewa Krupnickiego, Krzyże Zasługi dla Aleksandry Wiesielskiej i Haliny Stankiewicz oraz medale Ignacego Jana Paderewskiego dla Agnieszki Bieleckiej, Ludomiera Blikarskiego, Bolesława Hamota, Jana Kowalskiego, Antoniego Karnowskiego, Stefana Podsiadło, Tadeusz Lisa, Marii Boińskiej, Stanisława Siedleckiego, Leszka Karczewskiego, Anatolija Kojło i Józefa Fredryka.


Na koniec głos zabrał Pułkownik Waśniewski, który odczytał decyzję: "Decyzja z dnia 16 sierpnia 2012 roku. W celu uhonorowania osoby szczególnie zasłużonej w kultywowaniu pamięci w walce o niepodległość ojczyzny na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej wyróżniam medalem Pro Patria pana Romualda Jagiełłowicza. Decyzję podpisał (...) Minister Jan Stanisław Ciechanowski". Medal odebrał Prezes KPK z uwagi na nieobecność uhonorowanego.


Wszyscy, którzy byli uhonorowani odznaczeniami, a byli obecni na uroczystościach odznaczenia te przyjęli, nikt nie zaprotestował i nie odmówił przyjęcia nagrody. Po oficjalnych uroczystościach Kapelan placówki nr. 114 SWAP ojciec Jan Szkodziński celebrował Mszę Świętą. Wspominał waleczność Polaków w walce o niepodległą Polskę. Mówił o uznaniu dla ludzi, którzy zostali odznaczeni podczas uroczystości. Głosił: "(...) Gdybym był kapłanem wyższej rangi, biskupem, arcybiskupem, kardynałem, prymasem albo i papieżem to wiecie co bym zrobił, teraz słuchajcie, ja bym przez aklamacje ogłosił wszystkich polskich żołnierzy walczących na wszystkich frontach świata (...) świętymi. Ja te zdanie, tę myśl, to pragnienie, warunkowe, uzasadniłbym następująco: (...) uzasadnienie znajduje się w Piśmie Świętym, w Biblii, w Słowie Bożym, w Bożym Objawieniu, a ja dodaję od siebie w Bożym liście zaadresowanym do nas wszystkich, po wszystkie pokolenia, aż do skończenia świata. Oto Chrystus Pan powiedział: nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za swoich przyjaciół (...)". W modlitwie wiernych Kapelan modlił się za poległych i ocalałych żołnierzy i ludność cywilną z okresu wojen i walk oraz "za zmarłego tragicznie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Zwierzchnika Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, i za jego małżonkę Marię i za wszystkich innych mężów stanu, elitę rządu, w tym czasie, i senatorów i członków parlamentu i generałów i biskupów i wszystkich, którzy lecieli tym samolotem, aby ta tragedia, ta śmierć, właśnie była przyjęta przez nas, Pan Bóg rządzi ludem i narodami i powiedział, że bez Jego wiedzy włos z naszej głowy nie spadnie, czyżby miał nie wiedzieć o tym, o tym wydarzeniu? Niechaj cieszą się nagrodą w Niebie i naszym uznaniem za wszystkie dobro, które zdążyli w krótkim czasie w życiu dokonać, Ciebie prosimy...".
Po zakończeniu Mszy Świętej Krzysztof Tomczak zaprosił "gości honorowych" na obiad i pozostałych gości na piknik. Zanim jednak zebrani ludzie się rozeszli, wszyscy przemaszerowali pod pomnik Bohaterów pod Monte Cassino, gdzie oficjalnie zaproszeni goście złożyli wieńce. W trakcie przemarszu orkiestra "Orzeł Biały" grała "Boże coś Polskę". Po oficjalnych uroczystościach odbył się piknik.


Cała uroczystość była podniosła i sprawnie zorganizowana. Należy podkreślić, że tym razem, podczas obchodów Święta Wojska Polskiego, został wspomniany śp. prezydent Lech Kaczyński i elita narodu polskiego, która zginęła w Smoleńsku. Mogliśmy się również wspólnie modlić za smoleńskie ofiary. To już jest postęp w zmienianiu mentalności wśród niektórych osób w Polonii. Wytrwaniem i niezłomnością udało się coś zmienić. Trzeba mieć nadzieję, że z każdym dniem będą postępy.


Dobrze również, że Prezes Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego mógł się wreszcie wypowiedzieć. O takie sprawy nie powinniśmy zabiegać, one powinny być naturalne, powinny stać się na stałe częścią każdej uroczystości polonijnej i każdy powinien mieć prawo głosu. Na tym polega demokracja, to jest wolność słowa. Nie dajmy sobie więc wmówić, że jest inaczej, że trzeba się pytać, że nie wypada, że tylko jedna "linia", ta linia rządzących obecnie, jest tą właściwą. To nie jest żadna łaska móc zabrać głos i wypowiedzieć się do zebranych Polaków, ani też żadna wielka przysługa, aby móc czcić pamięć Tych, którzy w Smoleńsku zginęli. Niech już nigdy temat Smoleńska nie będzie tematem tabu w Polonii, a ludzie, którzy chcą oddawać hołd tam poległym i modlić się za Nich, niech już nigdy nie lękają się i nie proszą, niech to będzie oczywiste i naturalne i wszędzie dostępne, nie tylko zezwolone, ale zachęcane i popierane. Na to Polonia liczy. Święto Wojska Polskiego to święto również naszego śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął, będąc na służbie, do końca w sercu mając na pierwszym miejscu Ojczyznę. To święto wszystkich, którzy zginęli, służąc Polsce. Cześć Ich Pamięci!
Barbara Rode – Toronto

Opublikowano w Życie polonijne

POLSCY PATRIOCI Z KANADY POWITALI PREMIERA TUSKA PRZED PARLAMENTEM W OTTAWIE.
W poniedziałek, 14 maja pod Parlamentem Kanady spotkali się Polscy Patrioci, Polacy, którzy musieli kiedyś opuścić swój ojczysty dom i rozpocząć nowe życie na obczyźnie. Polacy, którzy całe życie ogromnie kochają swoją Matkę Ziemię i cierpią kiedy Ona cierpi. Polacy, którzy walczą o Jej dobro i których obchodzą Jej przyszłe losy. Polscy patrioci spotkali się pod Parlamentem w dniu bankietu wystawionego na cześć premiera Donalda Tuska przez rząd Kanady.


Na prostest przyjechali z wielu miast. Mimo, że był to dzień powszedni poświęcli swój czas w poczuciu obowiązku. Mimo, iż żyją tu w Kanadzie, że ich dzieci są tu urodzone, że mają swoje rodzinne i osobiste sprawy dnia codziennego to ich miłość do Polski jest tak wielka, że są gotowi zrobić wszystko, aby jej bronić i aby o nią walczyć. Nie zapomnieli skąd pochodzą ich korzenie, gdzie ich dziadowie walczyli o wolność i niepodległość.


Połączyły się wszystkie myślące podobnie organizacje polonijne. Inicjatorami i organizatorami wydarzenia było Stowarzyszenie Solidarni2010 z Ottawy. Do nich dołączył Klub Gazety Polskiej w Ottawie oraz Związek Narodowy Polski.  Z Toronto autokarem przyjechali przedstawiciele Koła Sympatyków Prawa i Sprawiedliwości oraz Związku Narodowego Polskiego i afiliowanego przy nim Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego ‘Orzeł Strzelecki’. Wyprawę do Ottawy z Toronto zorganizowało Koło Sympatyków PiS. Na wyjazd zdecydowali się mieszkańcy nie tylko z Toronto, ale również z Mississaugi, Guelph, Kitchener i Hamilton. W podróży towarzyszył im Gość Specjalny z Polski pan Andrzej Melak, brat śp. Stefana Melaka, który 10 kwietnia zginął w Smoleńsku.


W demonstracji uczestniczyło w sumie kilkaset osób. Manifestanci mieli flagi polskie, banery, chorągiewki PiS oraz ogromną liczbę transparentów napisanych w dwóch językach: polskim i angielskim. Uczestnicy protestu wznosili okrzyki takie jak: Bóg, Honor i Ojczyzna, Chcemy Prawdy, Wolność Słowa czy Precz z Komuną. Odśpiewano hymny narodowe Polski i Kanady,  ‘Boże coś Polskę’ oraz ‘Ojczyzno ma’. Dopisała piękna, słoneczna pogoda, a atmosfera była wypełniona solidarnością i miłością do Polski. Całe wydarzenie prowadzili przedstawiciele Solidarnych2010.


Organizatorzy i współpracujące z nimi organizacje polonijne mają wielką nadzieję, że premier Tusk usłyszał co mieli mu do przekazania oraz, że prawda o tym co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku oraz o tym co dzieje się obecnie w Polsce za rządów pana Tuska dotarła do mieszkańców Kanady co przyczyni się w końcu do zerwania żelaznej kurtyny i umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego oraz wywrze nacisk i pomoże obronić wolności słowa i przyznania telewizji Trwam należnego jej miejsca na multipleksie cyfrowym.
Organziatorzy z całego serca dziękują wszytkim POLSKIM PATRIOTOM za poświęcenie dla dobra Polski i udział w demonstracji.

Tekst i zdjęcia:
BARBARA RODE

Opublikowano w Życie polonijne