Goniec

Register Login

niedziela, 23 wrzesień 2018 02:03

Ford Fest przeszedł najśmielsze oczekiwania

Niezwykłym sukcesem zakończył się tradycyjny Ford Fest organizowany przez rodzinę Fordów, od czasu gdy bracia weszli do polityki dla swych sympatyków, tak zwanego Ford Nation. Obecnie Doug Ford jest premierem Ontario. W tym roku impreza odbyła się w Vaughan. Przybyły tysiące osób, co zdaniem obserwatorów świadczy dobitnie że w prowincji narasta fala przeciwników liberalnej polityki. Sam Doug Ford wydawał się być zaskoczony tak znaczną liczbą gości - jak się szacuje około 5000 osób. Jesteśmy tutaj bo reprezentujemy ludzi i kiedy złożyliśmy obietnicę, zamierzamy jej dotrzymać - powiedział Ford - jesteśmy zwolennikami zostawienia ludziom pieniędzy w ich własnych portfelach, zamiast przekazywania ich rządowi. Odnosząc się do przeprowadzanego audytu finansów prowincji, stwierdził że poprzedni rząd dokonał największego finansowego oszustwa w historii, ukrywając prawdziwy rozmiar deficytu. Wśród tłumu były też dzieci byłego burmistrza Toronto, zmarłego na raka Roba Forda, brata Douga.
Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
niedziela, 23 wrzesień 2018 01:45

Dwa potężne tornada w rejonie Ottawy

Dwa potężne tornada przeorały w piątek pod wieczór okolice Ottawa i Gatineau. Pierwsze sklasyfikowane zostało jako EF3 na Enhanced Fujita scale, w pewnym momencie miało średnicę 0,5 km z wiatrami o prędkości dochodzącej do 260 km/h. Jest to pierwszy taki wypadek w historii by tornado o tej sile pojawiło się w Kanadzie we wrześniu. Drugie tornado zakwalifikowane jako EF 2 miało wiatry o prędkości około 220 km/h.
Burmistrz Ottawy Jim Watson powiedział że nigdy w życiu nie widział takich zniszczeń w mieście i wygląda to jak bombardowanie. W Ottawa Hospital w sobotę rano podawano na Twitterze, że 5 osób leczonych jest w związku z obrażeniami doznanymi podczas tornada; 2 osoby są w stanie krytycznym, a 1 w poważnym. Stan dwóch innych określono jako stabilny. Wszystkie 4 główne szpitale w Ottawie borykały się z wyłączeniami prądu i musiały używać własnych generatorów. Początkowo władze zachęcały mieszkańców do robienia zapasów wody i żywności, jednak później szef wydziału zarządzania sytuacjami nadzwyczajnymi w Ottawie Pierre Poirier ostrzegł że nie należy powodować wykupowania towarów, kiedy we wschodniej części miasta wszystko działa normalnie.
Straż pożarna chodziła od drzwi do drzwi, aby ustalić czy domy są bezpieczne, władze ostrzegły ludzi, aby nie wchodzili ponownie do swych domów do czasu aż nie uznane zostaną za zdatne do zamieszkania. W Gatineau wiatr uszkodził kilka bloków mieszkalnych. Jak twierdzą świadkowie żywioł dokonał tych zniszczeń w niespełna minutę.
Bardzo ucierpiała miejscowość Dunrobin na zachód od rzeki Ottawa, gdzie zniszczonych zostało co najmniej 60 domów. W sobotę po południu bez prądu pozostawało w regionie ponad 140 000 ludzi, jak informowali energetycy było to spowodowane kaskadowym wyłączaniem się sieci. W Gatineau tornado uderzyło bezpośrednia w stację transformatorową. Burmistrz Maxime Pedneaud-Jobin powiedział że kataklizm dotknął ponad 700 osób i zniszczonych jest 215 budynków z łączną liczbą 1686 mieszkań, zniszczeniu uległo również wiele samochodów, nie działają stacje benzynowe...

Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
piątek, 21 wrzesień 2018 05:06

Dożynki w Polskim Domu w Kitchener (38/2018)

Plon niesiemy plon!
Żniwa są skończone, drodzy gospodarze
Przyszliśmy pokazać, jakie mamy zboże
Idziemy z ochotą wprost do gospodarzy
Bo taka okazja raz w roku się zdarzy


Tą pieśnią żniwną rozpoczęto tradycyjne święto plonów w Polskim Domu. MC Jurek Orłowski i Ania Orłowski zaprosili korowód dożynkowy do złożenia chleba i wieńców gospodarzom oraz do poświęcenia i błogosławieństwa przez proboszcza Stanisława Zarycznego.

Ziarno tej organizacji zasiali wolontariusze, patrioci oddani sarmackiej kulturze i Polonii. Polski Dom to jedyna Polska hala w Kanadzie, powstała bez pomocy zarządów centralnych i hierarchii organizacyjnej. Plon tej pracy jest godny najwyższego uznania, zagospodarowana 16-akrowa działka, rozbudowana i odnowiona hala oraz rozległy parking upiększone reklamą Żywca i Okocimia.

W tym roku bochen chleba do starosty gospodarza, prezesa Mariana Głowika przyniósł John Król. Dla przypomnienia, przez ostatnie 13 lat ten dożynkowy bochen chleba przynosił Marian Pillach, były prezes i jeden z głównych założycieli Polskiego Domu. Pragnieniem Mariana Pillacha był rozwój i utrzymanie tego ośrodka w polskich tradycjach.

Program prowadzili z wielkim wdziękiem Jurek i Ania Orłowski. Mszę świętą dziękczynną w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kitchener celebrował ksiądz proboszcz Stanisław Zarzyczny i w Polskim Domu poświęcił chleb, zioła i plony. Wygłosił też doniosłą homilię, wyjaśnił znaczenie dożynek, które są świętem dziękczynienia za plony. Człowiek ofiaruje Bogu, który jest źródłem dobra oraz „ziemi i pracy rąk ludzkich”; Bogu tak ten chleb się podoba, że w nim pragnie zamieszkać i stać się naszym pokarmem na życie wieczne.

W kościele dziękczynienie zajmuje naczelne miejsce. Jest to Eucharystia. Darem składanym Bogu są piękne wieńce, owoce, warzywa, kwiaty i chleb upieczony z żętego zboża.

W dalszej części programu MC Jurek i Ania przedstawili chairmana Jana Mielcarka oraz honorowych gości, którzy zaszczycili nas swoją obecnością; były MP Steven Woodwards, burmistrz Kitchener Berry Vrbanovic, burmistrz Steve Urbanowic KW oraz Mike Harris MPP, który w krótkim wystąpieniu podziękował za zaproszeniei życzył kontynuacji takiego programu w multikulturowej mozaice okręgu Kitchener Dary z Legionu 412 przynieśli Bogdan Ćwik i Maria Serbaczek oraz harcerze ze szczepu Parasol, szczepu Sudety, a z Brantford Alicja Sitko.

Program artystyczny rozpoczęły grupy taneczne „Kujawiaków” i ZPiT Biały Orzeł z Toronto. Tancerze grup tanecznych starszych i młodszych otrzymali duże brawa za profesjonalizm w wykonaniu polskich pieśni dożynkowych. Stosownie dobrane pieśni wykonali „Biesiadnicy” z Brantford.

Mała refleksja na święto plonów w Polsce. Święto plonów jest nadal obchodzone 15 sierpnia; to święto Matki Boskiej Zielnej, szczególnie w Małopolsce i województwach centralnych. Chłop Polski od zarania dziejów pracował na chleb, czynił to z poświęceniem. Plon tej pracy żywił cały naród. Obecnie rolnictwo, po aneksji Polski przez Unię Europejską, jest w stanie upadku, a naturalna i tradycyjna uprawa roli jest zastąpiona biochemią i narzuconym importem.

Chłop Polski nie tak dawno nazywany niewolnikiem ustrojowym jest rugowany ze swojej roli.

Plon niesiemy plon – aby ta praca dla chleba wystarczała i była dzielona dla wszystkich jednakowo.

W zakończeniu MC Jurek i Maria oraz prezes Głowik podziękowali wszystkim gościom i przybyłym. Choć pogoda nieco mogła odstraszać, to jednak słynna kuchnia polskiego domu przyciągnęła więcej gości jak w roku ubiegłym, orkiestra uprzyjemniła pobyt i zakończyła pieśnią

Z Polskiego Domu jest tu wielka szycha
kłaniamy się pięknie, postawi kielicha.

Do zobaczenia w 2019 roku
zanotował John Król
fot. H. Mendel

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 21 wrzesień 2018 04:57

Kolejny polski festiwal za nami…

Doroczny Festiwal Polski na ulicy Roncesvalles w Toronto, jaki miał miejsce w miniony weekend, tym razem gościł odwiedzającego miasto premiera federalnego Justina Trudeau. W sobotę o godz 13.00 premier wystąpił na głównej scenie nieopodal Credit Union. Powiedział to, co zwykle przy takich okazjach mówi, czyli że jesteśmy w stanie zgodnie żyć mimo dzielących nas różnic; zachęcił, byśmy wzajemnie “celebrowali” swoje kultury, a nie tylko się “tolerowali”; no i oczywiście podkreślił, że jesteśmy krajem, w którym w przeciwieństwie do innych, gdzie królują podziały i wbija się kliny między społeczności, wielokulturowość bardzo ładnie pracuje, czego dowodem jest właśnie taki festiwal jak nasz polski na Roncesvalles. Jedynym małym zgrzytem wystąpienia było polskie „dzień dobry” na zakończenie. Ktoś coś najwyraźniej źle podpowiedział...

Jeśli możesz wesprzyj nas

Festiwal odbywał się przez 2 dni przy pięknej pogodzie, było dużo ludzi, ale wydaje mi się że w ubiegłym roku jakoś było więcej. Polski charakter tego festiwalu widać tylko częściowo, bo prezentują się tam - jak we wszystkich innych festiwalach ulicznych tego typu - korporacje i różne inne kultury. Prócz polskich, zjeść mogliśmy dania tajskie, hinduskie, chińskie i inne.

Może pewnym zgrzytem było to, że wbrew oczekiwaniom, Justin Trudeau nie wystąpił w stroju góralskim czy krakowskim, a na sąsiednim festiwalu ukraińskim, który odbywał się w tych samych dniach w Bloor West Village (gdzie delegacja polityków federalnych była wcześniej) wszyscy poubierani byli w kultowe ukraińskie koszulki we wzorki. Oficjalnie, podczas otwarcia przemawiali też konsul Krzysztof Grzelczyk oraz minister Dera specjalny wysłannik z kancelarii prezydenta RP, był też poseł federalny Arif Virani, burmistrz Toronto John Tory, który właśnie rozpoczął kampanię wyborczą. W tym roku brakowało premiera prowincji no i generalnie nie było konserwatystów - cały festiwal został więc opanowany przez liberalną część politycznego spektrum. Konserwatystów zabrakło ze względu na nadzwyczajne obrady legislatury Ontario, gdzie premier Doug Ford forsował ustawę o ograniczeniu liczby radnych Toronto.

Za to wszyscy mieli okazję zrobić sobie selfie z premierem federalnym Justinem Trudeau; premier do tego jest zawsze bardzo chętny.

Jak co roku GoniecTv zrobiła reportaż telewizyjny z festiwalu, zapraszamy więc do obejrzenia filmu na naszych stronach na YouTube. Z wideo można wyczuć nastrój ulicy, pooglądać różne rzeczy i posłuchać rozmów z ludźmi.

Oczywiście, były na festiwalu polskie alkohole, było polskie piwo, była też polska muzyka; m.in. grał Jasiu Góra. Zauważyłem też jednego pana grajka, który tradycyjnie na instrumencie smyczkowym gra melodię “Szła dzieweczka do laseczka”, co jest jedną z głównych pieśni ludowych Kazachstanu. (A to za sprawą polskich zesłańców).

Jeśli chodzi o tak zwaną kulturę wyższą, to jak poprzednio, na scenie kinoteatru Revue Cinema Teatr Polski grał Polę Negri, spektakl w reżyserii Kazimierza Brauna, zaś w sali parafialnej kościoła świętego Kazimierza prezentowane były wystawy na temat polskiej historii. Oczywiście spotkaliśmy tam Grzegorza Waśniewskiego (Piłsudskiego) z orderami odznaczeniami i medalami - wszystkim, co wiąże się z polskim ruchem niepodległościowym i Marszałkiem. Swój stragan w pobliżu Domu Kopernika miało też Polsko-kanadyjskie Towarzystwo Historyczne, prezentujące, jak co z co roku obóz w Niagara-on-the-Lake.

Przed kościołem stały zaparkowane historyczne samochody PRL-u, w tym roku bez poloneza, ale za to z żółtym żukiem. Była i syrenka a Czech p. Jirzi przyprowadził trabanta. Namioty przy Roncesvalles rozstawiła też Credit Union i wiele polskich organizacji, w tym Federacja Polek, a także domy opieki, polscy harcerze i młodzież akademicka, byli też polonijni olimpijczycy ze złotym medalistą z Pjongczangu w bobslejach Alexem Kopaczem.


 

The following persons are featured in the attached photos:

- Prime Minister Justin Trudeau, Canada
- Member of Parliament, Arif Virani, Parkdale-High Park
- Mr Jesse Flis, Former MP, Parkdale-High Park
- Mr Andrew Chomentowski, Chair, Roncesvalles Polish Festival
- MP Andrzej Dera, Secretary of State in the Chancellery of the President of the Republic of Poland
- Mr Alex Kopacz, Gold Medal Canadian Olympian (of Polish heritage) in bobsleigh.


Wielu mieszkającym w GTA Polakom taka impreza może się nie podobać, jako zbyt jarmarczna i za mało “polska”, ale w końcu taki jest charakter ulicznych festiwali i jeśli ktoś je lubi, a latem zalicza kilka z nich, to wie, że polski festiwal na Roncesvalles prezentuje się całkiem okazale. (ak)

PS. We wtorek zadzwonił do nas do redakcji pewien Czytelnik, któremu festiwal bardzo się podobał, skarżył się jedynie na cenę piwa - 8.50 za butelkę. Jeszcze w roku ubiegłym cena wynosiła 5 dol. za butelkę, nie mógł zrozumieć czym, prócz zdzierstwa, została spowodowana tak drastyczna podwyżka. Z kolei p. Władysław nadesłał zdjęcia z festiwalu ukraińskiego i komentował: Szanowny Panie Andrzeju. Byliśmy razem jak premier Kanady przemawiał na scenie na Roncesvalles, było to skromne wystąpienie. Polski Kongres nie postarał się, żeby premiera przebrać w strój góralski, jak to zrobili Ukraińcy, którzy umieli to zorganizować, nasi gdzieś się pochowali... Niech Pan obejrzy załączone zdjęcia i sam oceni...

 

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 14 wrzesień 2018 08:22

Wielki Piknik w Wawel Villa (37/2018)

        Jak co roku w minioną niedzielę odbył się piknik charytatywny w Wawel Villa, jednym z dwóch głównych polonijnych domów opieki na terenie aglomeracji torontońskiej. 

        Członek zarządu Eric Szustak podziękował personelowi za wspaniałą pracę. Wawel Villa niedługo będzie świętować 50. rocznicę istnienia i z tego tytułu odbędzie się wielka gala 17 listopada.

        Wawel Villa to również miejsce zamieszkania wielu polskich weteranów i placówka goszcząca sławne Muzeum Pilota Orlińskiego gromadzące pamiątki po odchodzących zasłużonych Polakach. To w Wawel Villa ostatnie chwile życia spędzał polski bohater admirał Nałęcz-Tymiński.

        Dyrektor Wawel Villa Jon Grayson przedstawił wszystkich honorowych gości – a była wśród nich m.in. burmistrz Toronto Bonnie Crombie, zaś w rozmowie z „Gońcem” ukazał szerokie plany remontów i modernizacji Wawel Villa, jakie mają zostać zrealizowane w roku przyszłym. Odnowione zostaną po kolei wszystkie pokoje. Już w tym roku wymieniono klimatyzację, wyasfaltowano podjazd, urządzono nowy ogródek rekreacyjny. W rezultacie tych zmian Wawel Villa będzie nowoczesnym i prawdziwie przyjaznym ludziom starszym domem opieki długoterminowej.

        Mimo chłodnej aury bawiono się doskonale.

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 14 wrzesień 2018 08:13

Dożynki 2018 Hamilton

W malowniczym parku obok lotniska w Hamilton Centralny Zarząd Kół Polek zorganizował tradycyjne polskie dożynki. Ta wspaniała impreza za dawnych lat urządzana w straconym Place Polonaise, to już historia. Wtedy frekwencja dopisywała, a program przewidywał: wieńce dożynkowe z kilkunastu grup związkowych, orkiestry, Mszę św. dziękczynną za zbiory i patriotyczną prezentację staropolskiego święta plonów. Mimo że kosiarzy i tych z cepami, co młócili, wówczas było wielu, to jednak pozostawało na zasiew, by organizację powiększać i utrzymywać w duchu patriotyzmu i wiary. To święto zawsze było udane i urządzane przez Centralny Zarząd Kół Polek z prezeską Elżbietą Gazdą na czele.

        Choć w tym roku działo się inaczej – słaba frekwencja (...), jednak Panie z Centralnego Zarządu Kół Polek stanęły na wysokości zadania, aby tę tradycję utrzymać i kontynuować. To dzięki Paniom historia związkowa złotymi zgłoskami się zapisała, że powstały Domy Związkowe w ostatnim stuleciu, dzięki bezpłatnej i oddanej pracy w kuchni i urządzaniu dochodowych imprez.

        W przemówieniu gospodarz dożynek Elżbieta Gazda, prezeska Centralnego Zarządu Kół Polek, podziękowała Paniom za organizację dożynek, podkreślając, że właściwie pracowały tylko cztery. Dziękując wszystkim Gościom Honorowym i przybyłym, zapewniła, że to święto będzie dalej obchodzone.

        Przemówienie konsula Andrzeja Szydły przyjęto z aplauzem. Konsul pogratulował organizacji tej tradycyjności święta i wyraził nadzieję na kontynuację na przyszłe lata. Życzył rozwoju Polonii i niezatracania patriotyzmu i dziedzictwa.

        Ksiądz Piotr z Hamilton celebrował Mszę św. i wygłosił homilię, która wzruszyła wszystkich. Apelował o niezatracanie wiary i polskich obyczajów. Podziękował, że mógł taką mszę odprawić dla Polonii.

        Zasiejmy ziarno zgody i przebaczenia na niwie naszej organizacji i nie pozwólmy na trwonienie wypracowanych dóbr, a tych, którzy nadal chcą kosić i niszczyć, odeślijmy na odpoczynek.        

Opr. John Król

Fot. Z. Brzóska

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 14 wrzesień 2018 08:04

Pierwsze Regaty o Puchar Niepodległej

Klub Zawisza Czarny zgodził się na połączenie jego Regat o Puchar Ambasadora z pierwszymi Regatami o Puchar Niepodległej. Regaty odbyły się w minioną sobotę. Warunki były trudne – wysoka fala. Wystąpili oficjalnie m.in. przedstawiciel polskiego biura handlowego w Toronto p. Łabieniec, przedstawiciel głównego sponsora – kanadyjskiego oddziału KGHM, oraz konsul generalny RP, a także burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie i miejscowy poseł.

        W niedzielę odbyły się kolejne Regaty o Puchar Marka Gosienieckiego – nie takie głośne – za to połączone ze zbiórką na Dom Dziecka w Laskach. Fragmentaryczną relację znajdą Państwo na kanale YouTube goniecTv Toronto. Zdjęcia tu zamieszczone zrobił Andrzej Pokora – dziękujemy. 

        Rywalizacja była bardzo sportowa, nagrodę fair play otrzymał Irek Zubek (zajął też drugie miejsce) za podporządkowanie się poleceniom komisji. Załogi po regatach były tak zmęczone, że nie przeprowadzono zapowiadanej parady jachtów. Generalnie regaty były bardzo udane. Bawiono się doskonale.

        Puchar Niepodległej konsul generalny Krzysztof Grzelczyk wręczył kapitanowi jachtu „Baltic Blues” Markowi Bezegowi.

        Jak wyjaśnił „Gońcowi” jeden z organizatorów, kapitan Józef Aleksandrowicz, trasa była tradycyjna, okrążenia po bojach pod wiatr mniej więcej odległość 1 mili nautycznej, czyli 1852 m. Były dwie klasy, czyli jedna to szybkie łódki, takie bardziej regatowe, i druga te turystyczne. Zarejestrowało się 14 łódek z 3 klubów: Biały Żagiel z Toronto, Zawisza Czarny z Hamilton i Jacht Klub Polski z Toronto, a także kilka łódek niezrzeszonych. W tym roku mamy stulecie odzyskania Niepodległości, dlatego pani Natalia Iwaszko z Konsulatu i pan konsul z Konsulatu tutaj, w Toronto, uważali łącznie z Chrisem Korwin-Kuczyńskim, żeby zrobić regaty i upamiętnić 100. rocznicę odzyskania niepodległości i nadać większy rozgłos nie tylko polonijnym żeglarzom, ale tutaj wszystkim kanadyjskim z Toronto. Myślę, że żeglowanie to jest piękny supersport z wieloma przygodami. Ludzie żeglowali w Polsce czy to po Mazurach, czy innych jeziorach, jak Zalew Soliński, bardzo znany, i oczywiście po Bałtyku i teraz są możliwości już od wielu lat żeglowania po całym świecie, stąd ta pasja została i bardzo się z tego cieszę, że flagę z białym orłem spotykamy na różnych wodach świata – kontynuował p. Aleksandrowicz. 

        Łącznie odbyły się cztery wyścigi. 

(AK)

Opublikowano w Życie polonijne
czwartek, 13 wrzesień 2018 19:29

Sprawiedliwe wybory są już niemożliwe...

Reagując na odwołanie się do notwithstanding clause przez rząd prowincji Ontario, główna urzędnik miasta Toronto stwierdziła podczas debaty w radzie miasta, że dobre zorganizowanie wyborów jest obecnie praktycznie niemożliwe z powodu zamieszania, jakie wprowadziły wysiłki prowincji zmierzające do ograniczenia liczby radnych z 47 do 25. W czwartek po południu radni zwrócili się do władz federalnych o zastopowanie ustawy prowincji. Tymczasem premier federalny Trudeau ponownie stwierdził w czwartek podczas obrad klubu parlamentarnego Partii Liberalnej w Saskatoon że nie zamierza blokować użycia przez Ontario klauzuli konstytucyjnej. Zdaniem niektórych radnych posunięcia premiera Ontario oznaczają wypowiedzenie wojny Radzie i „zagrażają wszystkiemu, co Kanada obecnie reprezentuje”
Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
piątek, 31 sierpień 2018 10:44

Rówieśnica odrodzonej Polski

Pani Barbara Lenk 9 listopada 2018 roku, na dwa dni przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości Polski, skończy sto lat. Nadal jest aktywna, pracuje społecznie, prowadzi samochód. Mieszka w Belleville, gdzie wraz z mężem łożyli w przeszłości na organizacje polonijne kultywowali polskie tradycje. Polski język przekazała swoim dzieciom. Pani Lenk jest córką wysokiego rangą urzędnika niepodległego państwa polskiego Stanisława Łepkowskiego, szefa kancelarii cywilnej prezydenta RP Mościckiego.

        Andrzej Kumor: Pani jest rówieśnikiem odrodzonej Polski?

        Barbara Lenk: Urodziłam się 9 listopada 1918 roku.

        – Czyli urodziła się Pani dwa dni przed niepodległością?

        – Tak wynika z moich papierów.

        – Proszę powiedzieć, jak Pani się tu znalazła, jak Pani przyjechała do Kanady?

        – To długa historia. To wojna spowodowała, że się tu znaleźliśmy.

        – A skąd Pani jest z Polski?

        – Byłam urodzona w Samborze, niedaleko Lwowa, teraz to jest Ukraina. Właściwie jestem obywatelką austriacką, bo to była wtedy Austria. Polskę mam w papierach, ale dopiero parę dni później Polska odzyskała niepodległość.

        – Co Pani w Polsce robiła? Chodziła do szkoły w Samborze?

        – Tak. Jak wojna wybuchła, to miałam 20 lat, byłam już na drugim roku Szkoły Handlowej w Warszawie. 

        – Jaka była Warszawa wtedy, przed wojną?

        – Warszawa śliczna była. Wie Pan, ja miałam uprzywilejowane życie, tak że to co ludzie przechodzili przez Syberię czy w Polsce... Ojciec miał wysokie stanowisko u prezydenta Mościckiego, był szefem kancelarii cywilnej. Tak że jak wojna wybuchła, to była ewakuacja tych, co pracowali, na Zamku, jak to się mówiło. I myśmy się znaleźli  w Rumunii. Rząd miał układ z rządem angielskim, że będą pomagać. Oni mieli złoto polskie, no to brali itd., to szło do Anglii. I za te pieniądze później... Myśmy się znaleźli później w Rumunii. Jak Rumunia miała być zajęta przez wojska niemieckie, wtedy rząd angielski zgodził się 500 osób ewakuować i zająć się nimi. To byli wszyscy wysocy urzędnicy, policji, szkół itd. Nas wtedy wywieziono z Rumunii na Cypr. Tymczasem Kreta upadła, Niemcy już tam byli – Cypr był wtedy pod zarządem brytyjskim i wszystkich urzędników brytyjskich i tych 500 uchodźców wywieźli do Palestyny, bo bali się, że Cypr zostanie zajęty, a to był ważny punkt na Egipt.

        Myśmy byli w Palestynie, ale tam się zaczęło też gorąco robić. Organizowało się Wojsko Polskie, bo wypuścili ludzi z Rosji, Sikorski zawarł układ ze Stalinem, wtedy zaczęli wypuszczać i zaczęli to organizować. To się nazywało Brygada Karpacka. Tak że ci młodzi wszyscy to tam się zgłosili i poszli. Ojciec już był poza wiekiem (poborowym), poza tym był w rządzie, który nie był popularny, więc znowu była kwestia, co zrobić. Wtedy kobiety, dzieci i ci, co się nie nadawali do wojska, zostali wywiezieni do Afryki, do Rodezji Północnej, dziś Zambii.

        – Pani do końca wojny była w Rodezji?

        – Myśmy byli w Rodezji do czterdziestego... zaraz po wojnie. Tam cały czas pracowałam w szpitalu. Przyjechaliśmy do Rodezji, ja po angielsku nie mówiłam, trzeba było w szpitalu pomóc, to w szpitalu pracowałam. Ojciec dostał pracę u sędziego, bo miał prawo skończone. 

        Muszę powiedzieć, że Anglicy się bardzo zajmowali. Tam było dużo młodzieży, zorganizowano, że moja siostra poszła na uniwersytet, dostała wykształcenie w Południowej Afryce. To było zapłacone przez Anglików. Ja mówię o tej grupie, tak zwana grupa cypryjska, mało się mówi, to myśmy byli naprawdę uprzywilejowani. To była tragedia, że człowiek stracił wszystko i znalazł się w obcym kraju bez języka, ale ktoś się opiekował, gdzieś się dojechało, to było zorganizowane. Dużo było ludzi znanych, pisarze znaleźli się w tej grupie, później się to rozjechało, młodzi, jeśli mogli, pojechali do wojska. Ale myśmy mieli lżejsze życie niż inni.

        – A jak Pani później z Rodezji wyjechała? Wyjechała Pani do Wielkiej Brytanii?

        – Tak, bo tam później przyjechali kobiety, dzieci, mężczyźni, ci wypuszczeni z Rosji, otworzyli obozy dla nich w Rodezji. Był Pan wcześniej u pani Aksamitowej, ona była w tym samym obozie, gdzie ja pracowałam jako siostra. Ona mówi, że mnie nie znała, bo ona nigdy w szpitalu nie była. Ale ja tam pracowałam, odkąd otworzyli ten szpital.

        – Z tym rodzinami, które wyszły ze Związku Sowieckiego?

        – Tak. To był duży obszar, bo przeszło tysiąc ludzi. Tam pracował lekarz Polak, i myśmy się pobrali. Nie było tam nadziei dostania praktyki stałej, bo to był czas wojenny, to on dostał na czas wojenny pozwolenie praktyki. Wojna się skończyła, zgłosił się do Anglii. Przyjechaliśmy, pracował w Szkocji. Wtedy starał się na stałe przyjechać do Kanady.

        – W którym roku Państwo tu przyjechali?

        – Myśmy przyjechali w 56.

        – I tutaj, na terenie Belleville się Państwo osiedlili?

        – Nie, najpierw byliśmy w Reginie w Saskatchewanie, tam mąż dostał rezydencję. Musiał zdać egzamin, przed Canadian Council. Ponieważ miał wykształcenie, skończył Uniwersytet Jagielloński w Krakowie – nie wszystkie uniwersytety były tu znane, ale właśnie on miał Jagielloński w Krakowie, to był zwolniony z niektórych tematów, przedmiotów. Ale to zdał i wtedy dostał prawo praktyki. Tylko że nigdzie nie poszedł na prywatną praktykę, zrobił tu kurs w Toronto Public Health i pracował jako Public Health Director. 

        – Pani działa w organizacji Polonia Quinte, od jak dawna? Pani jest taką matką opatrznościową tej organizacji, wszyscy o Pani mówią, że Pani pierogi klei, sama samochodem jeździ.

        – Klub się zaczął w 74 roku.

        – Pani działała z mężem?

        – Mąż przychodził, byliśmy z tymi, którzy założyli organizację. Część umarła, część jakoś nie przychodzi.

        – Pani jest przedstawicielem pokolenia wychowanego w duchu patriotycznym, tego pokolenia wolnej Polski. Proszę powiedzieć, co jest dobrego w Polsce? Dlaczego Pani uważa, że warto być Polakiem?

        – Nie wiem. Ja się urodziłam, wychowałam, moja rodzina była zawsze bardzo patriotyczna. My, Polacy, mamy bardzo dużo dobrych stron, mamy dużo zapału, dużo energii. 

        Tradycja, pierwsza jest tradycja, to trzyma, Boże Narodzenie. Mam dwóch synów, po polsku tak mówią, że nikt nie chce wierzyć mi, że oni są tu urodzeni. Ale myśmy do nich nigdy nie mówili po angielsku w domu. Mąż mówił - my ich nauczymy dobrego polskiego języka. Ale że będą mieli zawsze akcent, niech się uczą od innych dzieci, jak pójdą do szkoły. Obaj nie są żonaci z Polkami, wnuczki obchodzą Boże Narodzenie, Wigilię. Tak się przyjęło. Ani jeden, ani drugi nie jest ożeniony z Polkami, ale przyjeżdżali do nas, zawsze była Wigilia i oni tak to trzymają. Ciekawe, bo mój młodszy syn skończył tutaj Kingston Military College, a teraz pracuje dla NATO i często ma konferencje w Polsce. Pytam, i jak, mówisz, po polsku? Podobno, jak pierwszy raz, jak była konferencja i zaczął mówić po polsku, to się zdziwili, że z Kanady, a mówi po polsku. Często jeździ tam. Coś jest u Polaków... Sentyment zawsze zostaje. Zawsze myślę po polsku.

        – Pani będzie kończyła sto lat, proszę powiedzieć, co w życiu jest najważniejsze? Co się liczy?

        – Trzymać się z rodziną. Ojciec, jak mieliśmy całą tę wędrówkę, to nic, tylko żebyśmy wszyscy razem byli, że rodzina jest najważniejsza. I trzymać się, to jest podstawa właściwie życia rodzinnego. A poza tym, zawsze myśleć... Moja najmłodsza siostra zawsze mówiła – o, jakoś to będzie, nie martw się, jakoś się to wszystko rozwiąże. I jakoś to się wszystko rozwiązywało.

        – Czyli nie przejmować się?

        – Tak, zawsze myśleć, że będzie dobrze, nie być zmartwionym, nie poddawać się.

        Już bym do Polski nie wróciła mieszkać, za dużo tamci ludzie przeszli. Teraz już rodziny nie mam, bo nawet moje cioteczne siostry umarły. Pojechałabym tak odwiedzić, zobaczyć jeszcze.

        – A była Pani w Polsce?

        – Tak, ostatnio to nawet wszystkie wnuki były w Polsce, syn i cztery wnuczki pojechaliśmy, byliśmy w Warszawie.

        – Pani wciąż prowadzi samochód?

        – Tak, choć teraz nawet na mall nie jadę, czasem, jak już muszę. Taki ruch jest, trzymają na tych światłach, ludzie jadą jak wariaci. Tutaj to mi wystarczy do biblioteki w mieście.

        – Pani jest wolontariuszem w bibliotece?

        – Tak. To łatwa praca, przychodzę, lubię czytać. 

        O tej grupie, która przeszła przez Cypr, to się mało słyszy, a oni dużo robili. Gdzie tylko się przyjechało, wszyscy szli do pracy byle jakiej, pomagali. Jakoś się przeżyło.

        Moja rodzina właściwie została w Afryce, rodzice i siostry, ale tam nie było jak zostać. Chcieli, żeby mąż szedł na uniwersytet. Jeden z jego kolegów poszedł jeszcze raz na uniwersytet, w Afryce, i otworzył praktykę. A mąż mówi nie, ja już to przeszedłem, skończyłem, a do Kanady najłatwiej było się dostać.

        – Dziękuję bardzo za rozmowę.

Opublikowano w Wywiady
Strona 1 z 86