Goniec

Register Login

Z udziałem przedstawicieli kanadyjskiej polityki szczebla federalnego prowincyjneg oraz przedstawicieli władz polskich w sobotę 12 stycznia 2019 roku w siedzibie SPK przy Beverley w Toronto odbyło się noworoczne opłatkowe spotkanie Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

Fot. Hieronim Teresiński

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 21 grudzień 2018 14:16

Polski artysta reprezentuje Kanadę…

        Po raz szósty  w Tokyo organizowane jest Międzynarodowe Mini-print Triennale, które ma charakter konkursu. Triennale to impreza cykliczna odbywająca się co trzy lata. Na wystawę wpłyneło 1927 grafik z 91 państw. Komisja kwalifikacyjna wybrała 529 prac.

        Otwarcie wystawy odbyło się 3 listopada w Tama University Museum, na które przybyło wielu artystów zarówno nagrodzonych, jak i tych, których prace były wystawiane. W Japonii bardzo ceni się grafikę, a zwłaszcza miniaturową, gdyż Japończycy mają ogromną tradycję w tej dziedzinie,  zwłaszcza w drzeworycie zwanym ukiyo-e.

Opublikowano w Życie polonijne

jekielek        Do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku inżynierowie kierowali projektami, budową i przedsiębiorstwami przemysłowymi i technologicznymi w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a planowanie i kontrola należały do ich obowiązków. Korzystali z infrastruktury zajmując się kosztami, harmonogramami, zakupami i dostawą urządzeń, materiałów i usług. 

        Nawiązując do zmian, jakie potem nastąpiły, przedstawiam wrażenia z pierwszego spotkania, zorganizowanego przez Oddział Toronto Stowarzyszenia Inżynierów Polskich w Kanadzie w ramach planów działania na rok 2019.   

Opublikowano w Teksty

starczakK         Wiele się mówi ostatnio o tym, że we współczesnym świecie zło zatacza coraz szersze kręgi  - a nie zawsze umiemy zauważyć, jakie kręgi zatacza dobro, bo jest ono mniej krzykliwe. 

        Jak przykład dobra potrafi wciągnąć ludzi do konkretnego działania – zaświadczyła 3 lata temu działalność Fundacji „Wolne Miejsce” z Polski, a konkretnie z Katowic,  która w 2015 roku urządziła  dla Polaków z Toronto i Mississauga Wigilię na 620 osób z całym bogactwem chrześcijańskiej tradycji i obficie zastawionym wigilijnym stołem – zupełnie za darmo dla każdego z chętnych, a głównie dla samotnych.

Opublikowano w Teksty

24 listopada 2018 uczniowie, harcerze i harcerki z Polskiej Szkoły im. Stanisława Staszica w Scarborough przyłączyli się do wspólnego świętowania Setnej Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości organizując akademię szkolną zatytułowaną „Polska Niepodległa 1918- 2018”. Naszą uroczystość zarejestrowaliśmy w rządowym projekcie Obchodów Stulecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości, którego hasłem przewodnim jest ”Niepodległa dla wszystkich”. 

Doniosłość naszej uroczystości podkreślili swoje obecnością konsul RP w Toronto Andrzej Szydło, Proboszcz Parafii Matki Bożej Królowej Polskiej ks. Adam Bobola oraz Kapitan Zdzisław Stachowicz reprezentujący Związek Byłych Więźniów Politycznych. Naszych gości powitała kierownik szkoły Jolanta Wojtowicz. Głos zabrali konsul RP w Toronto Andrzej Szydło oraz ks. Proboszcz Adam Bobola. W  swoich przemówieniach zarówno konsul RP jak i  ks. Proboszcz podkreślali doniosłość jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Opublikowano w Życie polonijne

Wszędzie tam, gdzie żyją i mieszkają Polacy, w ciągu mijającego roku na wiele różnych sposobów celebrowano 100 – lecie niepodległości naszej Ojczyzny.

        Swoją cegiełkę do szerokiej gamy imprez na naszym kanadyjskim gruncie dorzuciła wraz  z dziećmi szkół polonijnych grupa nauczycieli  zrzeszonych w ZNP Oddz. Mississauga. Wiedzieli, że będzie to konkurs plastyczny, bo takowe, owocujące piȩknymi pracami i dające niezapomniane przeżycia, organizują od 16 lat. Debatowali jednak długo nad wyborem tematu, który godnie uczciłby tȩ jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną rocznicę. Debatowali też nad techniką. Chcieli bowiem, aby praca uczestnika konkursu prezentowała indywidualną wizjȩ niepodległej Polski wraz z dokonującymi siȩ na przestrzeni lat  zmianami. Świetnie sprawdził siȩ collage.

Opublikowano w Życie polonijne
czwartek, 29 listopad 2018 16:13

Remembrance Day w Brantford

11 listopada z okazji Remembrance Day Polonia w Brantford zakończyła obchody stulecia odzyskanie niepodległości Polski. 

        W hali Polskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Polonia pokazała swój patriotyzm i zaangażowanie w pielęgnowaniu tradycji polskich. Akademię poprzedziły modlitwy na cmentarzu świętego Józefa, gdzie pod pomnikiem koła SPK złożono wieńce i nastąpił apel poległych. 

        Również w centrum miasta pod „polskim” pomnikiem wieńce złożyła delegacja SPK, która również brała udział w obchodach Remembrance Day organizowanych przez miasto Brantford. 

Opublikowano w Życie polonijne
czwartek, 29 listopad 2018 15:32

Prawdziwie polskie święto

Po raz pierwszy od czasu przyjazdu do Kanady przyjeżdżam celowo do Polski na dzień Wszystkich Świętych. 

        Dzień wylotu. Nerwowo. 

        Od tygodnia w polskiej telewizji podają informacje o strajku personelu LOT-u. Czy wylecę? 

        Tam w Polsce we Wrocławiu ma mnie ktoś odebrać na lotnisku. Kilka dni wcześniej lot samolotu LOT-u lecącego z Toronto do Warszawy został odwołany. Ale sprawdzam na internecie odloty i.. lecimy.

Na lotnisku dowiaduję się że start samolotu jest opóźniony o 45 minut. Czy zdążę na mój samolot z Warszawy do Wrocławia? Na przesiadkę mam tylko godzinę i piętnaście minut. 

        Startujemy. 

        Pilot zapowiada że spróbuje nadrobić stracony czas. Mówi tak chyba żeby się pasażerowie nie denerwowali. Minęły te czasy, kiedy samolotem LOT-u latali w praktyce sami Polacy. Teraz przynajmniej połowa osób w samolocie czeka na przesiadkę do innych krajów. Celowo w samolocie nie kupuję tym razem żadnych alkoholi ani innych dupereli, które mogłyby spowodować kłopot przy przechodzeniu tego nieszczęśliwego wąskiego gardła na lotnisku w Warszawie. To wąskie gardło to dodatkowa kontrola bagaży w przejściu z przylotów na odloty. 

        Rok wcześniej widziałem jak siedzące niedaleko mnie w samolocie małżeństwo zakupiło alkohole, ale nie poprosiło stewardessy o to żeby im te butelki zapakowała w specjalną torbę. No i w tym wąskim gardle te butelki z cennymi trunkami zostały im zabrane. 

        Tak stało się mimo protestów z ich strony, że przecież oni nigdzie indziej nie mogli kupić tego alkoholu, jak w samolocie. Na nic to wszystko. Z kolei mnie samemu 6 miesięcy wcześniej ci sami strażnicy rozerwali tę specjalną torbę, w której stewardessa zapakowała mi butelki. Dlaczego to zrobili? Miałbym problem gdyby na przykład mój lot wewnątrzkrajowy został odwołany i musiałbym pójść spać do jakiegoś hotelu i później przejść ponownie kontrolę lotniskową. Nie mógłbym tych butelek w tej rozerwanej torbie wnieść. Więc tym razem nie kupuję absolutnie nic. Nie wiadomo co mnie może w tym ogólnym zamieszaniu spotkać. 

        Mój samolot jednak nie nadrobił opóźnienia. Wysiadamy, idę szybko do tego wąskiego gardła-kontroli. Tłum ludzi przede mną. Może dwieście może więcej osób. Przyleciał jeszcze jakiś inny samolot w tym samym czasie z pasażerami którzy tak jak ja teraz czekają na przejście do odlotów. Patrzę na zegarek. Teoretycznie mam 25 minut. Patrzę na tablice informacyjną. Mój samolot do Wrocławia jeszcze nie załadowuje pasażerów. Patrzę na zegarek: cyk, cyk cyk, lecą sekundy, lecą minuty, lecą kwadranse. Dochodzę do bramki kontrolnej. Mój samolot do Wrocławia już powinien odlecieć. Przechodzę przez bramkę. Za bramką kontroler pyta: czy kupił pan coś w samolocie? Z ulgą odpowiadam że nie. Przechodzą moje bagaże podręczne. Szybko się ubieram i po prostu lecę do mojego gate. Dolatuję. W biegu otworzył mi się mój plecak. Na wierzchu aparat. Ale na szczęście jakimś cudem z plecaka nic nie wyleciało. Uff, nie ma jeszcze boarding.

        Lądujemy we Wrocławiu. Wychodzę i szukam telefonu. Ale okazuje się to być niepotrzebne. Moja podwoda już jest. No i koniec nerwów. Przynajmniej na dziś. Następnego dnia po południu w Jeleniej Górze idę na cmentarze. Najpierw na ten starszy, następnie ten nowszy cmentarz. Dużo ludzi. Chodzą, kręcą się sprzątają groby. Na tym nowszym cmentarzu jakby ludzi mniej. Chyba starsze osoby mają więcej czasu na wspominanie zmarłych? Jestem tu na tydzień przed pierwszym listopada. Cmentarze w Polsce żyją.

        Obdzwaniam znajomych. Trzy dni później Edward Wryszcz, kolega z niegdysiejszego Duszpasterstwa Ludzi Pracy w Jeleniej Górze, mówi mi żebym przyszedł na zebranie byłych członków Terenowej Organizacji Emerytów i Rencistów NSZZ SOLIDARNOŚĆ. 

        Przychodzę. Zebranie prowadzi przewodniczący, kolega Kędziora. Rozmawiają na temat odwiedzania grobów zmarłych, byłych członków podziemnej Solidarności. Właśnie poprzedniego dnia odwiedzali groby swoich zmarłych kolegów. Przeszli kilka cmentarzy, zrobili wiele kilometrów zapalając świeczki. Od sprawiania dobrych uczynków bolą ich nogi, och bolą. Wiek robi swoje. 

        Rozmawiamy o księdzu Andrzeju Koziczuku i księdzu Stanisławie Boczoniu, księżach którzy sprawowali opiekę duszpasterską nad Duszpasterstwem Ludzi Pracy w Jeleniej Górze. Ksiądz Stanisław Boczoń zmarł nagle parę lat wcześniej, mimo względnie młodego wieku. Niektóre z osób na zebraniu o tym nie wiedziało. Rozmawiamy o tych członkach „Solidarności”, którzy zmarli w czasie stanu wojennego i po stanie wojennym w tak zwanych niewyjaśnionych okolicznościach. 

        Rozmawiamy o Kazimierzu Majewskim, który został w czasie stanu wojennego znaleziony powieszony w altance na swojej działce. Rozmawiamy o synu pani Blombergowej, który został znaleziony martwy w transformatorze. Mówimy że oficjalnie było około 200 takich przypadków śmierci działaczy opozycji, lub bezpośrednich członków ich rodzin, którzy zmarli w tak zwanych niewyjaśnionych okolicznościach.

        Mówię że parę miesięcy temu czytałem jedną z wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, który powiedział że tych zmarłych w tak zwanych niewyjaśnionych okolicznościach opozycjonistów od czasu wprowadzenia stanu wojennego aż do powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego było około 1000 osób, a nie 200 osób. Mówię że rząd Tadeusza Mazowieckiego przyznał rodzinom tych zmarłych w niewyjaśnionych okolicznościach tak zwane renty specjalne i w ten sposób na lata zamknął dyskusję na temat tych zmarłych ludzi. Ktoś obok mnie mówi sarkastycznie: tak i Henryka Krzywonos skorzystała z tej renty specjalnej, ponoć otrzymała 3,500 złotych od rządu Platformy Obywatelskiej. Ponadto ma emeryturę też po mężu.

        Edward Wryszcz mówi o grupach likwidacyjnych, które były stworzone przed stanem wojennym w ramach Służby Bezpieczeństwa. Ja dodaję, że w czasie stanu stanu wojennego ginęli nie tylko solidarnościowcy. Mój bardzo dobry kolega Władek Jagiełło też zginął. Był on moim kolegą (i sąsiadem) z okresu studiów w Akademii Ekonomicznej w Jeleniej Górze. Nie był członkiem podziemnej opozycji. Przeciwnie, był członkiem partii. Był niedługo wcześniej mianowanym głównym księgowym w budowanym wówczas zakładzie płyt pilśniowych i wiórowych w Żarach. Dwa tygodnie przed śmiercią Władek dzwonił do swojej mamy mówiąc jej, że w czasie corocznej inwentaryzacji zostały wykryte znaczne niedobory i że nie wie co z tym zrobić. Miał przyjechać do domu i porozmawiać z ojcem. Władek zaginął.

        Został znaleziony tydzień później w lesie. Miał podcięte żyły w obu rękach. Między śmiercią Władka, a śmiercią księdza Popiełuszki była różnica czasu jednego tygodnia.

        Władek miał pełny żołądek. Pytany później starszy już wiekiem lekarz, który jeździł w pogotowiu ratunkowym, powiedział, że widział w swojej pracy kilku samobójców z podciętymi żyłami, ale nigdy z podciętymi żyłami obu rąk. Zawsze była to jedna ręka. Ten pytany o opinię lekarz nie widział Władka, ale według niego samobójca nie ma możliwości podcięcia sobie żył obu rąk.

        Inna rzecz, o której warto przy okazji tych wspomnień o zmarłych powiedzieć to kwestia FOZZ. Obiegowy pogląd jest taki, że afera FOZZ narodziła się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Ja myślę że jej źródeł należy dopatrywać się przynajmniej 15 lat wcześniej. 

        Mój bardzo dobry znajomy był w sanatorium w latach osiemdziesiątych i zgadał się wówczas z generałem LWP, który powiedział mu, że był jednym z osobistych sekretarzy Władysława Gomułki, byłego pierwszego Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. I ten generał opowiedział mu, że Władysław Gomułka był bardzo pracowity. Nie dowierzał ludziom aparatu i górnego szczebla administracji państwowej. Gomułka osobiście zatwierdzał wszystkie płatności powyżej 100,000 dolarów amerykańskich.

        Zadawał pytania. 

        To tworzyło niechęć tak ze strony ludzi aparatu partyjnego jak administracji państwowej. Później, kiedy jego miejsce zajął Edward Gierek, ten zaprzestał tej praktyki i oddał sprawę płatności i zakupów absolutnie w ręce ludzi pracujących w handlu zagranicznym, w bankach, lub innych tego typu instytucjach. Ówczesne Centrale Handlu Zagranicznego przez które przechodziły kontrakty i płatności były zdominowane przez ludzi służb specjalnych. Przy okazji podpisywania kontraktów międzynarodowych możliwości do nadużyć było bez liku. Później kiedy doszedł stan wojenny i kiedy jedni wykorzystali go do rozprawy z opozycją, inni pod pozorem ideologii wykorzystali ten czas do niszczenia tych którzy stanęli na ich drodze do pieniędzy. Władek Jagiełło, był synem podpułkownika LWP i pochodził ze starej komunizującej rodziny z Sosnowca. FOZZ to już była druga fala rozliczeń, rozliczeń nad którymi państwo straciło kontrolę. Smaczkiem do sprawy FOZZ którą w całości obsługiwali ludzie powiązani ze służbami specjalnymi było to że wykupywanie polskich długów na tak zwanym rynku wtórnym dokonywane było w większości za pośrednictwem tych ludzi, którzy wyjechali z Polski w 1968 roku i wcześniej...

        Mówię że wystosowałem list do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym proszę go o upamiętnienie tych zmarłych w niewyjaśnionych okolicznościach w postaci tablicy pamiątkowej wmurowanej w Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Nie mam odpowiedzi na mój list przy sobie. Obiecuję go przynieść następnym razem. 

        Po zebraniu umawiam się z Edwardem Wryszczem i dwoma innymi kolegami że pójdziemy zapalić świece i złożyć kwiaty pod tablicą pamiątkową ku czci Kazimierza Majewskiego przy rondzie nazwanym od jego imienia. I tak też robimy. Spotykamy się pod pamiątkową tablicą w sobotę 3 listopada. Tego samego też dnia dowiaduję się że córka Kazimierza Majewskiego została wybrana na radną w jednym z małych, ale znanych miejscowości pod Jelenią Góra. A więc Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy.

        I zaraz później po tym naszym spotkaniu czas na pakowanie się. Czas na wylot. Strajk pracowników LOT-u się zakończył, więc lecę zrelaksowany. Można sobie pogadać z sąsiadem w samolocie. Pytam o jego Dzień Wszystkich Świętych. Ma rodzinę na Białorusi i na Litwie, mówi że tam jest podobnie. Na Białorusi może bardziej głęboko niż w Polsce obchodzi się pamięć o zmarłych. Obchody tego święta tam w wielu domach przebiegają podobnie do rytuału pokazanego w dramacie “Dziady” Adama Mickiewicza. 

        Zastanawiam się dlaczego “Dziady” Mickiewicza przestały być szkolną lekturą? Czyżby liberałowie bali się rozpamiętywania tego co zrobili zmarli już politycy, czy jacyś inni aktorzy i celebryci? Zaprawdę wydaje się że komuniści byli mniej bojaźliwi. Do pewnego momentu nie bali się Dziadów.

        Z drugiej strony, w trakcie drugiej części refleksji nad świętem zmarłych jest pytanie o to czy bliżej są nam ludzie tacy jak Białorusini i Litwini, którzy tak samo jak my podchodzą do pamięci o zmarłych, czy też ci, którzy może i mówią tym samym językiem co my, ale ich obyczaje są różne?

Janusz Niemczyk

Opublikowano w Teksty

        Już po raz 48. fundacja imienia Władysława Reymonta w Kanadzie wręczała stypendia, tym razem na rok akademicki 2017/2018. Przyznano 25 stypendiów oraz 3 zapomogi.  W uroczystości wziął udział między innymi Jesse Flis i Barbara Warszawska należący do założycieli tej prężnie działającej instytucji polonijnej sprawnie kierowanej ostatnimi czasy przez pana Kazimierza Chrapkę. 

Opublikowano w Życie polonijne
sobota, 24 listopad 2018 22:02

Pamięci polskich żołnierzy z Owen Sound

        Na przełomie lat 1941 i 1942 r. w miejscowości Owen Sound w Ontario istniał obóz szkoleniowy dla polskich żołnierzy i ochotników zorganizowany przez rząd Polski na uchodźstwie. Camp Kościuszko - bo tak nazywał się obóz nawiązywał do inicjatywy z I wojny światowej, która dała początek armii gen. Hallera, jednak mniej masowe zainteresowanie służbą oraz przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny odebrało wiatr z żagli tego pomysłu Kanada i Stany Zjednoczone zaapelowały do obywateli pochodzenia polskiego, aby wstępowali do armii tych krajów. Po kilku miesiącach Camp Kościuszko w Owen Sound został zlikwidowany a żołnierze trafili do Europy. 

Opublikowano w Życie polonijne
Strona 1 z 88