Goniec

Register Login

wtorek, 01 maj 2018 00:30

Wiwat 3 maj!

29 kwietnia na sali parafialnej przy kościele św. Kazimierza w Toronto odbyła się akademia z okazji 227. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Wśród wykonawców znaleźli się uczniowie Polskiej Szkoły im. św. Kazimierza w Toronto, Zespół Pieśni i Tańca „Biały Orzeł”, chór „Melodia”, chór Domu Kopernika „Młodzi Sercem” oraz harcerze ze szczepów „Szarotki” i „Bałtyk”. Za oprawę muzyczną odpowiadał Robert Majkut.

Opublikowano w Życie polonijne
sobota, 28 kwiecień 2018 22:03

Obchody Dnia Polonii w Burlington 28 IV 2018

Andrzej Kumor: Kto jest organizatorem Tygodnia Polonii w Burlington, który się właśnie zaczyna?

                  Ryszard Ślisiński, prezes Zarządu Głównego Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie: Ten tydzień jest od ponad 50 lat. Pierwsza proklamacja, którą udało się nam znaleźć, jest z 1964 roku. Nasza organizacja, Związek Narodowy Polski w Burlington, powstała w 1955 roku.

                  I to ona jest organizatorem?

                  Tak, ale nie tylko Burlington, cała nasza organizacja się dzisiaj udziela, żeby podnieść rangę Dnia Polskiego. Jak wiemy, jest wiele wydarzeń w tym roku, Polish Heritage Day jest ich częścią, zainicjowanych przez konsulat i przez ambasadę w całej Kanadzie. Pokażmy się z dobrej strony, pokażmy, że coś mamy, że potrafimy się zorganizować, że nie jesteśmy tylko jakimiś pracownikami byle gdzie, ale że Polacy są adwokatami, biznesmenami, lekarzami, że mamy wielkie osiągnięcia w historii. Zresztą ja jestem praprawnukiem jednego z pierwszych imigrantów, moi pradziadkowie są pochowani tutaj, w Wilnie, na cmentarzu pionierów. Może ludzie nawet nie wiedzą, jak przyjeżdżają do Wilna w Ontario, idą na cmentarz, ten nowy, a tam z tyłu jest stary cmentarz, tych pierwszych co tutaj wycinali lasy, zbierali kamienie.

                  My, między innymi, budowaliśmy ten kraj.

                  Tak. Akurat jest 150. rocznica przyjazdu pierwszej zorganizowanej grupy, a Kanada ma 151 lat, tak że my zorganizowanie przyjechaliśmy „dopiero” rok po powstaniu Kanady, bo przedtem, jak to się mówi, Indianie tu latali itd. Tak że my, Europejczycy, przyjechaliśmy to tutaj budować, teraz starajmy się to podtrzymać. Zapraszamy organizacje, które mają problemy, jakie mają, zapraszamy młodych ludzi, żeby wzięli udział. Ja już dałem z siebie dwadzieścia lat, czekam, żeby następna generacja przejęła to i zaczęła trochę działać i pokazywać się. To ma być social club, ludzie mają się spotykać, robić coś dla przyjemności, czy to będzie tenis, piłka, gra w karty czy chodzenie po górach, róbmy to razem, a przede wszystkim bądźmy dumni z Polski – jako Polacy mamy osiągnięcia. Czy tutaj, czy w Polsce mamy znanych ludzi w historii i trzeba to podkreślać. Nie pokazujmy zawsze tego, co złego Polacy robią. Pokazujmy to, z czego możemy być dumni, żeby ta młoda generacja, która tutaj jest, była dumna, żeby dzieci się uczyły języka polskiego. Zobaczmy, co się teraz stało, ilu młodych ludzi wraca do Polski, do Europy, bo posiadanie polskiego paszportu otwiera dzisiaj drogi na świat. I nieraz do kraju, do którego z kanadyjskim paszportem nie można wjechać, można z polskim. Ile osób teraz zobaczyło, że dobrze być Polakiem!

                  No właśnie, polskość może się opłacać, powinna się opłacać, bo Polska powinna być silna Polakami, którzy mieszkają nad Wisłą, ale też silna swoją diasporą, czy nie tak?

                  Właśnie. Mamy doświadczenie, którego może Polacy nie mieli. Wiadomo, że jest dużo pozostałości, ludzi, którym trudno pozbyć się tego wychowania komunistycznego i są przywiązani do pewnych rzeczy, które im odpowiadały, ciągle tęsknią za tzw. komuną, bo im było dobrze. Tak, dla jednych było dobrze, dla 90 procent było niedobrze, dlatego trzeba wyciągnąć wnioski i iść naprzód. Ale ciągłe cofanie się i rozliczanie dzisiaj dziadków 90-letnich nie ma sensu, dlatego myśmy, patrząc na dobry, pozytywny obraz naszej historii, ludzi, którzy coś dobrego zrobili, patrzmy w przyszłość i budujmy na tych pozytywnych obrazach, na tych pozytywnych osobach.

                  Proszę jeszcze powiedzieć o dzisiejszej ceremonii, był pan burmistrz?

                  Był burmistrz, była nasza posłanka do parlamentu prowincyjnego, która jest też ministrem. Na każdej imprezie te osoby są, nigdy nam nie odmawiają. My też mieliśmy pomoc rządową z Trillium Fund prowincyjnego, bardzo dobrze współpracujemy. Bo nie tylko trzeba się zamykać w polskim środowisku, są wybory, trzeba widzieć, że my tak samo mamy głos wyborczy, żeby oni się z nami liczyli. I przez to, że tutaj przyjdzie sto osób i pokaże, oni mają respekt do nas.

                  Apeluję, to nie jest sprawa tylko Burlington, to jest sprawa wszystkich miast, żebyśmy pokazywali, i powinniśmy może nawet – tutaj powiem, co się stało w Brampton – wyciągnąć wniosek z sikhów. Oni kontrolują 25 mandatów poselskich w parlamencie kanadyjskim, bo są tak mocni w 25 okręgach, obstawiają wszystkie partie. I my w okręgach, gdzie mamy dużą Polonię, powinniśmy robić to samo, powinniśmy obstawiać NDP, liberałów i konserwatystów i mieć gwarantowane te miejsca. Ale to można tylko zrobić, jeżeli będziemy współpracować ze sobą, a nie walczyć albo podkładać jeden drugiemu nogę. Wyciągnijmy wnioski z błędów, które popełniliśmy przedtem, i popierajmy, czy to jest kandydat z tej partii, czy innej. Przecież membership można mieć – co jest śmieszne – w trzech partiach różnych. Membership każdej partii kosztuje 10 dolarów jednorazowo. Ludzie należą do różnych partii, głosują i wybierają swoich ludzi i później mają wpływ, gdzie ich podatki idą, co się w tym kraju dzieje. Fajnie jest myśleć o Polsce, jeździć tam, ale jeśli myślimy, że tu jesteśmy na stałe, tu płacimy podatki, musimy mieć wpływ na to, co tutaj się dzieje.

                  Dziękuję za rozmowę.

 

Opublikowano w Życie polonijne

Dzieci są w stanie opanować  język obcy znacznie szybciej niż dorośli. Konieczne jest jednak zapewnienie dziecku odpowiednich warunków do nauki, aby również ono samo czuło potrzebę i widziało korzyści wynikające z tej nauki. Jednym z największych atutów, jakie dziecko może zyskać jest dwujęzyczność.


Dwujęzyczność - o co tyle szumu?

Oczywiście najważniejszą zaletą dwujęzyczności jest świetna znajomość dwóch języków - taka osoba nie ma żadnych problemów z komunikacją, czy to w kraju w którym została wychowana, czy w swojej Ojczyźnie. Ponadto, naukowcy udowodnili, że osoba dwujęzyczna rozwija się znacznie szybciej od osoby mówiącej tylko jednym językiem, staje się bardziej kreatywna, oraz znacznie lepiej potrafi się odnaleźć w trudnych lub stresujących sytuacjach. Co więcej, uczenie się drugiego języka i poznawanie historii, geografii i kultury danego kraju korzystnie wpływa na rozwój intelektualny.


Nauka języka polskiego podczas pobytu za granicą

Większość rodziców chce, aby ich dzieci potrafiły dobrze mówić po polsku, nawet jeśli od małego są wychowywane poza granicami kraju. Jest to godna pochwały postawa, ale też często bardzo wymagająca. Rozmawianie w domu w języku polskim jest niewystarczające do osiągnięcia przez dziecko płynności językowej. Z drugiej zaś strony posyłanie go do szkoły językowej w weekendy może skutecznie zniechęcić młodego ucznia do nauki. Dlatego bardzo ważne jest, aby połączyć naukę z zabawą i sprawić, że uczenie się będzie dla dziecka przyjemnością.

Właśnie takim podejściem może pochwalić się Polonijka - Polonijna Szkoła Podstawowa online, która umożliwia naukę dzieciom w wieku 5-15 lat.Polonijka - co oferuje Tobie i Twojej rodzinie?Polonijka jest szkołą, która znacznie pomaga w rozwijaniu zdolności posługiwania się językiem polskim wśród dzieci. Dzięki niej Twoje dziecko będzie w stanie poszerzyć swoje słownictwo, nauczy się zasad gramatyki i ortografii, pozna historię Polski, będzie posiadało wiedzę geograficzną i kulturową o swojej Ojczyźnie. Dużą zaletą jest fakt, że Polonijka jest szkołą online - dziecko może uczyć się w dowolnym miejscu i o dowolnym czasie. Nauka odbywa się za pomocą nowoczesnej Internetowej Platformy Edukacyjnej, a oprócz realizowania polskiego programu dydaktycznego przez polskich nauczycieli, szkoła oferuje również wiele gier i zabaw mających na celu lepsze poznanie polskiej tradycji i obyczajów. Każdy uczeń może także brać udział w cotygodniowych webinariach, czyli spotkaniach online z polskimi nauczycielami. Takie wirtualne zajęcia to świetny sposób na urozmaicenie formy kształcenia oraz podsumowanie tygodnia nauki.

 

Koledzy i koleżanki ze szkolnej ławki

W szkole nie można zapomnieć także o społeczności uczniowskiej - dlatego powstał specjalny program o nazwie “Kolega z ławki”. Każde dziecko uczące się w Polonijce ma możliwość uczestniczenia w zajęciach z kolegami z całego świata. Dzieci pozostają w stałym kontakcie, a to wszystko za pomocą czatu dostępnego na platformie. Dzięki temu możliwa jest nie tylko wspólna nauka, ale również wymiana wszelkiego rodzaju materiałów, opowiadanie o wrażeniach z lekcji, czy po prostu zwyczajna rozmowa na dowolny temat. Dzięki temu Twoje dziecko może nawiązać trwałą relację z rówieśnikiem z odległego zakątka świata, poznać kulturę i zwyczaje panujące w innym kraju, a wszystko to dzięki porozumiewaniu się językiem polskim.


Rodzice są równie ważni

Nie można zaprzeczyć stwierdzeniu, że rodzice odgrywają ogromna rolę w procesie nauki swojego dziecka. Dlatego specjalnie dla rodziców dzieci uczących się w Polonijce zostało uruchomione Forum Polonijnej Społeczności. Jest to miejsce, gdzie każdy rodzic może wymienić się doświadczeniami związanymi z nauką dziecka, życiem poza granicami kraju, zadać pytanie lub znaleźć odpowiedź dotyczącą wszelkich dręczących go problemów. Polonijna społeczność każdego dnia powiększa grono zadowolonych rodziców, którzy troszczą się o naukę i wychowanie swoich dzieci.

W Polonijce Polonijnej Szkole Podstawowej trwają ostatnie dni zapisów na rok szkolny 2018/2019. Osoby, które dołączą do grona uczniów otrzymają dostęp do Internetowej Platformy Edukacyjnej, na której czekają materiały przygotowujące do nowego roku szkolnego. Zapisz się i podaruj dziecku najpiękniejszy prezent - język ojczysty!

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 27 kwiecień 2018 07:49

Klucz do języka, klucz do Polski

W minioną niedzielę w Centrum Jana Pawła II odbyły się finały konkursu ortograficznego i konkursu pięknego czytania organizowanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie. Do obejrzenia relacji filmowej zapraszamy na kanał YouTube GoniecTv Toronto, poniżej rozmowa z prezesem ZNP Iwoną Malinowską.

Andrzej Kumor: Który to już konkurs czytania?

  Iwona Malinowska, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie: My nie liczymy, bo było ich już tak dużo, że w tej chwili to nie jest ważne który, ale ten konkurs organizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego cieszy się coraz większym powodzeniem. Są to konkursy Mistrz Pięknego Czytania i Mistrz Ortografii, które organizujemy co roku, jest duże zainteresowanie ze strony szkół.

        – One były organizowane w szkołach?

        – Tak, najpierw są organizowane w szkołach, ponieważ szkoły wybierają tych najlepszych, żeby reprezentowali szkoły, a następnie przyjeżdżają tutaj. I tutaj już od wielu lat  organizujemy finał, gdzie najlepsi przyjeżdżają i reprezentują swoje szkoły.

        – Widziałem, że dzieci są bardzo przejęte.

        – Szczególnie konkurs ortograficzny, dlatego że, wiadomo, nie mamy dzieci z Polski w tej chwili. To są dzieci, które są tu urodzone, czasami drugie pokolenie, i bardzo się stresują, aczkolwiek staramy się nie dawać zbyt trudnych wypracowań. 

        Naprawdę nie ma powodu, bo każdy jest zwycięzcą. Każdy tutaj, kto reprezentuje szkołę, to już jest wyróżnienie, że jest dobry.

        – Pani mówiła, że konkurs rośnie, że jest więcej zgłoszeń?

        – Tak. Ortografia w tym roku wygląda troszeczkę inaczej, dlatego że w zeszłym roku było mnóstwo studentów, tak że brakowało nam miejsca w klasie, natomiast w tym roku – nie wiem, czy to w zależności od tego, jaka jest pogoda, rodzice decydują, zbyt ładnie, wiosennie się zrobiło akurat dzisiaj, albo po prostu troszkę się denerwują, że ortografia jest jednak trudną rzeczą. Ale jeżeli chodzi o czytanie, to zawsze jest popularne.

        – Co najchętniej dzieci czytają po polsku?

        – W zależności od tego, jaki jest rok. Na przykład mieliśmy książkę o Janie Pawle II, bo akurat to był taki rok, rocznica. W tej chwili mamy książkę, która nie jest polską książką, bo autor nie jest Polakiem, natomiast najważniejsze jest to, że jest napisana po polsku i czytają po polsku. Dlatego wybieramy i sprowadzamy takie książki z Polski, żeby dzieci były zainteresowane tym, bo o to chodzi. Nieważne, co czytają. Oczywiście zależy nam na polskich książkach, ale żeby chciały przeczytać, żeby sięgnęły po tę książkę, żeby nie była za trudna. Nie musi być polski autor, byleby książka była napisana po polsku i żeby była ciekawa. Jeżeli pierwsze strony są nieciekawe, to im się nie chce tego czytać.

        – To ile trzeba książek przeczytać, żeby wziąć udział w konkursie czytania?

        – To jest systematyczna praca. To nie jest tak, że się przychodzi, dostaje się książkę i się czyta. To jest praca w szkołach, to są lata pracy nauczycieli, rodziców i samych dzieci. I dopiero po kilku latach one się czują swobodnie na tyle, żeby czytać przed wszystkimi. Bo to nie jest łatwa sztuka, w domu czy w głowie to jest inaczej, to jest wszystko takie łatwe, ale jak się siedzi przed komisją, to są duże nerwy, duża odpowiedzialność. Dodatkowo jeszcze dostają pytania. Tak że samo czytanie to jest długi proces, natomiast rezultaty są widoczne, dopiero gdy są konkursy.

        Ocenianie czytania jest rzeczą niewymierną, tam nie ma punktów jak w ortografii, ile błędów się zrobi. Trudno to ocenić, dlatego są też dodatkowe trzy pytania, na które trzeba odpowiedzieć, i dotyczą treści tej książki. I jeżeli odpowiedzą bardzo dobrze, to wiadomo, że te dzieci mają bardzo dużą szansę wygrać cały konkurs, więc to nie jest tak łatwo.

        – Proszę powiedzieć, ile dzieci łącznie w naszym rejonie aglomeracji torontońskiej czy może południowego Ontario uczy się w polskich szkołach?

        – Około dwóch i pół tysiąca dzieci. To są teraz coraz częściej dzieci z mieszanych rodzin. Widzimy, że w tym kierunku to idzie, że są mieszane małżeństwa i przyprowadzają dzieci, które pochodzą z tych rodzin.  Teraz dzieci, które chodziły do szkoły, przyprowadzają swoje dzieci, to jest też bardzo dobre. To się troszkę zmienia, aczkolwiek szkoły się utrzymują i dzieci dalej przychodzą.

        Na przykład w Milton mamy tak młodą, prężną szkołę, gdzie jest młoda, naprawdę duża Polonia, olbrzymia Polonia, i tam brakuje miejsca w szkołach. Tam szkoły się rozrastają w niesamowitym tempie, jest coraz więcej dzieci, ale to zależy głównie od rodziców, choć od dziadków też.

Opublikowano w Życie polonijne
sobota, 28 kwiecień 2018 07:46

Fundusz, który umacnia polskość w Kanadzie

W minioną sobotę odbyło się Walne Zebranie Kuratorów Funduszu Milenium Polski Chrześcijańskiej, jak zwykle w gościnnych progach kościoła św. Maksymiliana Kolbego w Mississaudze. Spotkanie prowadził prezes – Marek Malicki. Celami fundacji są m.in. Propagowanie oraz popieranie zainteresowania i studiów o kulturze w ogóle, a szczególnie o polskiej kulturze narodowej i religijnej; Pomoc i zachęta w kształceniu osób polskiego pochodzenia; Udzielanie pomocy nowym polskim imigrantom w Kanadzie w przystosowaniu się do kanadyjskich warunków życia; Ustanowienie i popieranie stypendiów dla studentów i naukowców polskiego pochodzenia. 

Fundusz Wieczysty Milenium Polski Chrześcijańskiej już ponad pięćdziesiąt lat jest niewyczerpanym źródłem wsparcia Polonii kanadyjskiej.  Historia powstania Funduszu wiąże się z chęcią uczczenia Tysiąclecia historycznego istnienia Polski i przyjęcia przez nią chrześcijaństwa.   Wśród założycieli  Funduszu warto wspomnieć choćby Kazimierza Zaborowskiego. W czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. służył w załodze pociągu pancernego. Wyemigrował do Kanady i przez lata pracował w charakterze robotnika rolnego. Ciężką pracą dorobił się farmy, a na posiadanych przez niego terenach odkryto złoża ropy naftowej. Połowę majątku przekazał na: KPK, Fundację im. A. Mickiewicza i Fundusz Milenium. W tym roku wśród gości honorowych był Jan Gregalis, sybirak, żołnierz gen. Andersa i uczestnik kampanii włoskiej, który w imieniu swoim i żony przekazał 200 tys. dol. na Fundusz.

         Podczas wystąpień do kuratorów przemawiali m.in.:

        Władysław Lizoń, prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej: (...) Na początku chciałem wam wszystkim podziękować za pracę, za poświęcenie czasu dla tego wspaniałego celu, za pracę dla Funduszu Wieczystego Milenium. Inwestycja w edukację jest chyba jedną z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszą inwestycją, jaką można zrobić w młodych ludzi, dlatego też wasza praca ma podwójną wartość. 

        Chciałem skorzystać z okazji i podziękować o. Januszowi za ciepłe słowa w stosunku do Związku Harcerstwa Polskiego na mszy w Niedzielę Wielkanocną. Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym dlatego, że pojawiają się, nawet wśród naszych działaczy, krytyczne zdania, czy też krytyczne opinie na temat Związku Harcerstwa Polskiego. Proszę Państwa, ja bym was wszystkich prosił, jak tu jesteście obecni – jesteście z różnych organizacji – w tej chwili mamy sytuację taką, że Związek Harcerstwa Polskiego jest właściwie jedyną organizacją zrzeszającą młodych ludzi, którzy uczą się pracy, uczą się wspólnego działania, uczą się polskości. I nawet jak coś... – nikt nie robi niczego na sto procent dobrze – naprawdę wymagają naszego wspólnego poparcia. To jest nasza przyszłość. Oprócz tego są grupy parafialne, które zrzeszają młodzież, ale tak się stało, że główne organizacje polonijne w tej chwili nie mają grup młodzieży. Jak się znajdzie jakaś młoda osoba, to jest to taki rodzynek w cieście. Tak że ja bym was wszystkich prosił, żeby Związek Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju – tutaj jest druh z malutkim harcerzem, który też pewnie kiedyś przejmie pałeczkę – żeby ich popierać, bo są nam naprawdę, naprawdę potrzebni i to jest nasza przyszłość.

        Zwróciłem się do Pana Prezesa z taką prośbą, żeby stworzyć, jeśli jest to możliwe, przy Fundacji Milenium dwa fundusze. Jednym z projektów jest wybudowanie w Muzeum Imigracji Kanady w Pier 21 w Halifaksie pomnika z tablicą poświęconą imigracji Polaków do Kanady. Takiej tablicy stałej tam nie ma, a inne grupy etniczne je mają. Jest to pewien wysiłek finansowy, ale myślę, że jeżeli poprosimy, dotrzemy zarówno do osób prywatnych, jak i biznesów, możemy zebrać pewną ilość pieniędzy, a oczywiście zbierając te pieniądze przez fundację, ofiarodawcy będą mogli otrzymać potwierdzenia podatkowe i będzie nam może taką sumę łatwiej zebrać. To jest też edukacyjny projekt, więc jeżeli uznacie, że to byłoby możliwe, bardzo bym o to prosił.

        A drugi fundusz, o którym też bym prosił, jeżeli jest to możliwe, to jest Fundusz Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków. Wiecie, że w ostatnim czasie, po zmianach w prawie polskim dotyczących Instytutu Pamięci Narodowej, praktycznie w całym zachodnim świecie wybuchła jakaś taka epidemia negatywnych opinii o Polsce, doniesień prasowych itd., itd. Plusem tego jest, że to obnażyło naszą słabość, pewne zaniedbania w tym temacie. Zawsze reagowaliśmy i dbaliśmy o dobre imię Polski i Polaków, ale myślę, że należy przejść na bardziej profesjonalny poziom tej pracy, i do tego są potrzebne fundusze. Niestety, ci, którzy zniekształcają historię, podają niewłaściwe informacje, dysponują ogromnymi funduszami. Może my od razu nie zbierzemy tak ogromnych funduszy, ale gdzieś musimy zacząć. Dlatego też bym prosił, jeżeli zgodzilibyście się na to, żeby taki fundusz przy fundacji Milenium otworzyć, to byłbym niezmiernie wdzięczny.

        Druh Rewkowski: (...) Rok 2017 był bardzo, bardzo dużym rokiem harcerskim dla nas. Mieliśmy zaszczyt prowadzić i gościć IX Zlot Światowy, na który przybyło ponad 1300 młodzieży z całego świata, z Wielkiej Brytanii, ze Stanów, z Australii, i ponad 500 harcerzy z Kanady. I wsparcie finansowe, które dostaliśmy, pomogło nam przedstawić przepiękną wystawę harcerską i też wydrukować śpiewniczki i dzienniczki, które wszyscy uczestnicy dostali. Tam jest trochę informacji o wszystkich poszczególnych zlotach, piosenki, różne hasła, tak że każdy uczestnik mógł dostać coś takiego na pamiątkę. 

        Wsparcie finansowe pomogło nam dofinansować 44 członków Komendy na Akcję Letnią i na Zlot. Nie wiem, czy Państwo sobie zdają sprawę, że wszyscy pracujący dla harcerstwa robią to jako wolontariusze; bardzo dużo jest młodzieży, która jest na studiach lub kończy high school i bardzo potrzebne jej jest to wsparcie finansowego, bo nie mogą iść do pracy w lecie, przez to że  poświęcają swój czas, żeby przyjechać na Akcję Letnią czy Zlot. Wsparcie takich ludzi, żeby mogli przyjechać, naprawdę umożliwia nam robienie czegoś takiego. Tak że jeszcze raz bardzo serdecznie w imieniu wszystkich dziękuję za całą pracę i czuwaj! Miłych obrad.

        Kazimierz Chrapka, prezes Fundacji Władysława Reymonta: (...) Chciałbym dołączyć do wszystkich eksultacji, podziękowań moich poprzedników, bo cóż innego powiedzieć o takiej organizacji, która tyle łoży na Polonię. Jest to ważne, żeby to podkreślić i powiedzieć chociaż tutaj, bo bardzo często ta praca jest zakulisowa. Pracujemy ciężko w fundacjach, ale nie spektakularnie. Dostajemy piękne podania, piękne prośby, ale pytam, ile podziękowań? Dzisiaj jesteśmy właśnie tutaj, tak jak Pani Prezes, tak jak Pan, tak jak Panowie Weterani, podziękować Wam za Waszą pracę.

        Wiem z własnego doświadczenia, jak to wygląda. (...)        

        Jeszcze jedna rzecz. Jacy my powinniśmy być wdzięczni tym, którzy założyli waszą Fundację, naszą Fundację. I gdyby nie ich dalekowzroczne myślenie, troska o Polonię, czy Polonia byłaby w takim dobrym stanie, jak jest dzisiaj? (...)  I tutaj może się pochwalę, Panie Prezesie, naszą ostatnią inicjatywą, może Fundusz podejmie tę sprawę też. Postanowiliśmy, że we wszystkich ośrodkach polonijnych, parafiach polonijnych, gdzie byli nasi fundatorzy, co roku będzie odprawiana msza w ich intencji, wszystkich zmarłych fundatorów. Cóż my możemy lepszego dla nich zrobić? Pierwsza rzecz, okażemy szacunek i pamięć za to wielkie, otwarte serce dla Polonii, za ich patriotyzm. A druga rzecz, są to pieniądze z funduszu promocyjnego Fundacji, jaka wspaniała promocja działalności Fundacji, jeżeli jest tylu parafian, a ksiądz proboszcz odprawi mszę w intencji zmarłych fundatorów. Tak że uważam to za bardzo cenną inicjatywę.

        Już dzisiaj chciałbym zaprosić na Konkurs Recytatorski. Pani Prezes, Pani powinna być dumna, 345 osób z całej Kanady zgłosiło się do konkursu, tak że to są te Pani dzieci, o których Pani wspominała. Jesteśmy dumni. (....)

        I jeszcze jedna rzecz, przygotowujemy się już do obchodów 50-lecia Fundacji. Za dwa lata Fundacja nasza będzie obchodzić 50-lecie. W tej chwili pracujemy nad czterema rzeczami. Pierwsza to wreszcie, bo to trwa już dość długo, finalizowanie wydania kartek i listów Reymonta, które są w posiadaniu naszej Fundacji, o których Polska nie wiedziała do roku 2000. Są to kartki i listy ze zbiorów prywatnych członków rodziny Reymonta, które zostały nam przekazane. Chcemy je opublikować w języku angielskim, francuskim i oczywiście polskim, i potem oryginały zwrócić do Polski, gdzie należą. 

        Drugi projekt to praca doktorska na temat działalności Fundacji, jej wkładu w Polonię, w kulturę kanadyjską i polską. Już Senat Uniwersytetu w Lublinie, KUL-u, zatwierdził doktoranta, który tę pracę będzie pisał. Ta doktorantka przyjeżdża do nas 15 czerwca na miesiąc, zacząć pierwszy etap, zbierania materiałów. Uważam, że to wielkie osiągnięcie, uniwersytet docenił naszą działalność i delegował jednego ze studentów, który będzie pisał tę pracę. Oczywiście prezentacja pracy odbędzie się na bankiecie 50-lecia.

        I następna sprawa, na razie w dziedzinie marzeń, moje marzenie, jako prezesa Fundacji, na 50-lecie Fundacji – chcemy dać 50 stypendiów po tysiąc dolarów każde, czyli od dzisiaj już zbieramy pieniądze, bo te, które mamy, na 50 po tysiąc dolarów nam nie wystarczą, ale mamy jeszcze dwa lata i na pewno do tego dojdziemy. I zapraszam Pana Prezesa, Zarząd, Kuratorów na bankiet 50-lecia Fundacji.

        Mietek Stitski namawiał ze swej strony do odbroczynności i łożenia na polskie organizacje, bo jeśli dużo ludzi da „troszeczkę”, to zrobią się duże kwoty.

        Mecenas Marek Malicki został ponownie wybrany na prezesa Funduszu, a spotkanie zakończył obiad kuratorów i zaproszonych gości.

        Wystąpienia gości można obejrzeć w YouTube na kanale GoniecTv Toronto – zapraszamy!

Notował (ak)

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 27 kwiecień 2018 07:38

Jestem dumny, że jestem Polakiem

Z właścicielem „Miami”, nowego polskiego sklepu hurtowego w Mississaudze, o sklepie i potencjale handlu z Polską rozmawia Andrzej Kumor.

        Andrzej Kumor: Nie było tutaj jeszcze takiego sklepu, nikt nie wymyślił czegoś takiego, żeby zrobić sklep niskokosztowy. Skąd pomysł, kiedy Pan wpadł na to, żeby otworzyć tego rodzaju biznes?

        Krzysztof Werocy: Pomysł zrodził się w mojej głowie dość dawno temu, realizacja przyszła dość późno. Podyktowane to było przede wszystkim jakąś moją małą frustracją, bo jak wszyscy, zaopatruję się w polskich sklepach i któregoś dnia stwierdziłem, że to jest już tak drogo, że tak drogo być nie może. 

        A że miałem porównanie, bo jeździłem dość często do Polski, byłem największym importerem polskich sezamek, sprzedawałem do wszystkich dużych sklepów, typu Costco, Walmart, Loblaws itp.; sprzedawałem tego 500 ton rocznie, więc ze względu na to, że bywałem dość często w Polsce, na bieżąco byłem z cenami.          

        Struktura sprowadzania towaru z Polski jest dość prosta. Ktoś musi to zapakować w Polsce, jest to firma polska. Druga musi być firma-hurtownia, która odbiera w Kanadzie, w większości właścicielami są Polacy, ale nie tylko. Mamy firmę pakującą towar w Polsce – jest jeden narzut, firmę, która sprowadza tutaj, nazwijmy ją hurtownią – musi zrobić drugi narzut, i to niemały, ze względu na to, że są dość duże koszty transportu, ludzi, i to podnosi cenę, oraz jest jeszcze oczywiście narzut sklepu, który musi zatrudnić odpowiednią liczbę ludzi, ma koszty itd. 

        Więc znalazłem w tym wszystkim możliwość, żeby coś uciąć.

        Jedną część usunąć.

        Tak. Zrodził się pomysł, żeby sprowadzać towar bezpośrednio i od razu go sprzedawać. 

        Co to daje? Dwie rzeczy. Można sprzedać taniej, ja zresztą zawsze to w radiu mówiłem, że nie tyle „można sprzedać taniej”, tylko „można kupić taniej”, więc to jest takie nasze generalne hasło, że „można kupić taniej”. Ale żeby „można było kupić taniej”, my też musimy kupić taniej, gdzieś obciąć koszty i my te koszty, na tyle ile się da, obcinamy.

        Dwa – ważną rzeczą jest, że przy takiej sprzedaży nie ma większego, a powiedziałbym prawie wcale nie ma problemu, że naszym produktom kończy się data przydatności. Oczywiście, może się coś zdarzyć, ale to są tak małe ilości, że jeżeli nam coś zostanie, to oddajemy jako dary czy do kościołów, które pomagają biednym, czy gdzie indziej. Oni sprawdzają i uważają, że te produkty dalej są dobre. 

        Trzy – ze względu na to, że nasza sprzedaż jest trochę inna niż w typowym polskim sklepie, więc my dużo produktów sprzedajemy z palet. Dlaczego z palet? Bo znowu koszty są obcięte, pracownik nie musi naklejać na każdy produkt ceny, co wiąże się z dużą liczbą niepotrzebnych godzin, bo jeśli będzie cena ładnie pokazana na palecie, to każdy ją zobaczy. Jeżeli nie, to zawsze może się spytać. 

        Wiele robimy, żeby towar był świeży. Co znaczy świeży? Jeżeli płynie dwa czy trzy tygodnie, to w dniu rozładunku jest na półce lub w najgorszym przypadku na drugi dzień. 

        Jesteśmy oczywiście też otwarci na nowości, bo to jest ważne – nowości. Ludzie są znudzeni ciągle tym samym. Oczywiście, są produkty, które idą cały czas, mąka, woda... i ptasie mleczko – żartuję oczywiście. 

        Reprezentowałem kiedyś fabrykę, myśmy to z fabryką założyli, która produkuje ptasie mleczko, sezamki itd., aktualnie oni poszli w innym kierunku, tylko w swoich produktach, a ja w stu procentach tym zarządzam, jestem właścicielem i robię wszystko teraz, żeby to usprawnić. Dużo inwestycji jest potrzebnych, które usprawnią to miejsce.

        Jak Pan wybrał miejsce, dlaczego akurat tutaj? Jedni mówią, że na uboczu, bo trzeba tu zajechać, inni mówią, że słabo widać. 

        Chodziło o prostą sprawę;  powstały tutaj, z tyłu za nami, Walmart, Costco. Są to sklepy, które są od paru lat, nie są długo. Główne dwa skrzyżowania, gdzie Polacy robią zakupy, typu Dundas i Dixie, są blisko, więc łatwość dostania się. 

        Następna sprawa, która się z tym wiąże. Czekałem na ten lokal parę lat. Tu były różne biznesy. Akurat tak się stało, że jeden lokal się zwolnił, więc doszedłem do wniosku, że to jest wystarczająca powierzchnia. A okazuje się, że co i raz dobieram następne. Dzisiaj dysponujemy 15 tys. stóp kwadratowych i  planujemy kolejne, żeby było otwarcie na drugą stronę budynku, gdzie jest możliwość parkingu nawet na dwieście aut. 

        Mamy projekt, będziemy o tym rozmawiać z miastem, żeby ze stacji GO zrobić tutaj furtkę, nie trzeba nic więcej; żeby i tamten parking można było wykorzystywać, bo na weekendy jest przeważnie pusty, w ten sposób ludzie mogliby z drugiej strony sobie wejść i zrobić zakupy. 

        Planujemy też zrobienie polskich dań, czyli po angielsku mówiąc hot table, dania, które będą na miejscu i na wynos. To jest bardzo ważne, będzie można na miejscu sobie usiąść i wypić kawę. 

        Jest wiele możliwości, żeby oprócz typowego sklepu, hurtowni – różnie to nazywamy, bo to są podstawowe rzeczy – żeby można było kupować nasze wyroby, czyli deli. Idzie to w bardzo fajnym kierunku, więc też szukamy wielu producentów, nie opieramy się na jednym.

        Mówił Pan o towarach, że są trochę inne niż w zwykłym polskim sklepie. Ale są tu i wędliny, i mięso, i jest nabiał.

        Wejdę w słowo, mięsa jeszcze nie ma, będzie wprowadzone w momencie uruchomienia hot table, ale sprowadzamy sery, białe sery i różne desery do tego, sprowadzamy je bezpośrednio z Polski samolotem i przeważnie co środy i w czwartek już wykładamy na półki. To jest ważne, bo chodzi o datę przydatności, żeby było świeże. Staramy się; nie są to akurat jeszcze, według mnie, te ceny serów, które powinny być, ze względu na kanadyjskie cła sięgające 200 proc.

        Jak to jest z tym wolnym handlem?

        Jeżeli chodzi o sery, to jeszcze nie działa. Mamy wiadomości bezpośrednio z Food Administration kanadyjskiego, że od Nowego Roku będą duże zmiany. A ze względu na to, że posiadam licencję na sprowadzanie, więc na pewno, jeżeli te wszystkie zmiany zajdą, u nas też zajdą zmiany „na plus”, czyli na minus w cenach – będzie taniej, bo o to tu tylko chodzi.

        Kolejna rzecz, „Miami”. Miami się kojarzy z tym, że wielu ludzi ma tam posesje czy wyjeżdża na wakacje. Dlaczego Miami to polski sklep?

        Dużo ludzi zadaje to pytanie. 

        Po pierwsze, ze względu na to, że byłem przedstawicielem firmy polskiej, która w Bełchatowie produkuje wyroby słodkie – oni produkują dość dużo tego, kontener dziennie, i to jest wysyłane po całym świecie, nawet mało jest tego produktu w Polsce – więc na początku ja byłem ich przedstawicielem, stąd ta nazwa Miami. 

        Po drugie, Miami się fajnie kojarzy, bo Miami kojarzy się z ciepłem, z czymś, co jest fajne. Więc myślę, że zrobimy tak, żeby tu też było fajnie. 

        Planujemy też dać tutaj palmy, żeby wszyscy widzieli, że „jedziemy tam pod palmę”, żeby było wesoło. 

        Jesteśmy otwarci na wszystkie sugestie, na nowości, zrobimy też specjalną skrzynkę, do której będzie można wrzucać zdjęcie czy nazwę towaru i w miarę możliwości – a wszystko jest możliwe – to będziemy chcieli na początku w małych partiach, a jak będzie się sprzedawać, to w większych partiach to sprowadzać.

        Mamy akurat ten plus, że kontenery płyną do nas praktycznie co dwa tygodnie, więc możemy dużo rzeczy dokładać. Wybieram się do Polski, żeby przypilnować, żeby było jak najwięcej nowości. I najważniejsze, będę pracował, żeby produkty były bezglutenowe i bez cukru plus dietetyczne, całe półki, bo dzisiaj jest trend, że dużo ludzi właśnie szuka takich produktów.

        Zapomniałem powiedzieć o najważniejszej rzeczy, że oprócz tego wszystkiego mamy tutaj również chemię. Pod chemię podciągam, oprócz typowych proszków polskich, płynów do płukania itd., również linię kremów Ziaja, wszystko co tylko Ziaja produkuje, do tego dochodzi teraz jeszcze Biały Jeleń, ale jesteśmy otwarci na różne inne sugestie odnośnie do kosmetyków. Będą też niespodzianki, ale nie chcę wyprzedzać, jak będą, to wtedy powiem.

        Jak Pan ocenia jakość polskiej żywności? Niektórzy mówią, że wchodzą do Polski duże firmy, koncerny i że zaczyna być tak jak w Niemczech, tak jak we Francji. Gdzie szukać tej prawdziwej, dobrej polskiej żywności?

        Uważam, że nadal, w porównaniu do standardów polskich odnośnie do nie tylko żywności, ale produkcji żywności, to my w Kanadzie jesteśmy bardzo daleko w tyle. 

        Polska w żywności jest bardzo nowoczesnym krajem; opakowania, jakość. Dam przykład. Każdy z nas próbował i zwykle lubi ptasie mleczko. Wszyscy je zachwalali, bo Wedel był najlepszy. Dzisiaj okazuje się, że to już nie jest prawdą, że Wedel jest najlepszy. Miałem ptasie mleczka i wedlowskie, i z Odry, i od różnych innych producentów, i okazuje się, że najlepsze jest to z Majami, które jest robione – bo to jest też ważne – na maśle, o czym nie każdy wie, na czym jest robione, więc ja znam całą produkcję, zresztą pomagałem też ustawiać w Bełchatowie linię produkującą sezamki, więc z punktu technologicznego produkcję znam, przydatność, pakowanie, że jest pakowane na dwóch tackach, że to jest o dwa miesiące dłużej, a to też jest ważne, nikt zresztą nie będzie trzymał ptasiego mleczka sześć miesięcy – ale inne nawet jakości. 

        Zresztą jeździcie Państwo do Polski, to macie przykład wędlin itd. Jest możliwość – będziemy nad tym pracować, żeby niektóre suche wędliny ściągać do Kanady. To się polepsza, wszystkie obostrzenia, zmiany idą w dobrym kierunku. Każdy powie, no że przecież to się tu na miejscu produkuje, ale ja dalej twierdzę, że to, co się tu produkuje, niech się dalej produkuje, ale to co się produkuje w Polsce, jest naprawdę dobrej jakości. 

        Niech Państwo sprawdzą, jak polskie firmy prężnie działają na tak ciężkim rynku, jak angielski, niemiecki, nie mówiąc o innych rynkach europejskich. Dzisiaj nie będę mówił o tym, że mam grupę, która wysyła naszą żywność, kilkaset kontenerów miesięcznie, do Stanów. Więc to o czymś świadczy.

        Oczywiście też będziemy wprowadzać inne etniczne produkty. Była Jugosławia, ja to nazywam Bałkany, dużo żywności ukraińskiej jest bardzo dobrej, rosyjskiej, mamy tu duży przekrój i chcielibyśmy być otwarci na inne rynki. My też niektóre rzeczy od nich kupujemy i konsumujemy.

        Więc jeżeli chodzi o jakość polskiej żywności, jestem pewien, że tym można zawojować rynek, nawet kanadyjski. Dużo firm nie jest przygotowanych lub nie było zainteresowanych rynkiem kanadyjskim, dlatego dużo opakowań jest w języku polskim i nie spełnia tutejszych norm. To będziemy zmieniać.

        Dlaczego nie interesowały się kanadyjskim rynkiem, czy przez to, że były cła?

        Przez cła, ale też dużo ludzi nie jest zainteresowanych lub nie zna tego rynku, bo to jest specyfika odległości. Nie wiedzą, że na tym rynku, jeżeli się zrobi opakowanie, które spełnia normy, czyli język angielski, francuski, nutrition facts, ta tabelka informacyjna itd., to mnóstwo naszych produktów można sprzedawać do sieci. Mam więc kilka projektów.

        Sieci supermarketów?

        Tak. Tym bardziej że z nimi już handlowałem i mam doświadczenie. Nieraz nawet główni „buyerzy”, czyli ci co kupują towary i zaopatrują np. Costco, pytali mnie, czy masz jeszcze jakiś towar polski? Dlaczego? Dlatego, że ta nasza sezamka tutaj jest w kolorze niebieskim, jest rozpoznawalna jak coca-cola. To było jeszcze wprowadzone przez firmy polskie, dawniej komunistyczne, 50 lat temu.

        Czyli jest olbrzymi potencjał tego rynku.

        Rynek jest chłonny, poza tym warto popracować nad niektórymi polskimi wyrobami, bo naprawdę mamy dobre. Mamy szansę sprowadzania ryb, których tu na rynku nie ma, mrożonych ryb, bo to jest najbezpieczniej i najprościej.

        A co jeszcze będzie w „Miami”?

        Myślimy o mrożonkach. Sprowadzamy już niektóre linie kapust i innych warzyw w wiaderkach, inaczej pakowane. Są  mniejsze firmy w Polsce, ale robią to bardziej smakowo, co też jest ważne. Mało tego, ponieważ mamy dość duży przepływ ludzi, mamy większą szansę niż przeciętny sklep dostawiania różnych produktów, w małych seriach, i testowania tego rynku.

        Myślę przyszłościowo o tym, co też robią inne duże sklepy, żeby tu też były stoiska, że jeżeli przyjdzie nowość, żeby ileś tego towaru było po prostu do spróbowania. Nie do kupienia, tylko najpierw trzeba spróbować. Aha, pasuje, kupuję, na tej zasadzie. 

        Trochę trzęsiemy na tym rynku. Coś się dzieje i zmienia, więc to też zmusza moją kochaną konkurencję, którą szanuję, w większości znam tych ludzi, i chodzi o to, że oni muszą też zrozumieć, że ten rynek potrzebuje pewnych zmian.

        Bo Polska się zmienia.

        Tak, Polska się zmieniła. Ludzie bardzo dużo podróżują, więc znają produkty. Telewizja polska – zresztą też mamy przedstawicieli, którzy u nas sprzedają bardzo prężnie programy, co też polecam ze względu na to, że wielu ludzi o to pyta. Jeżeli się kupuje gdziekolwiek skrzynkę i nie ma serwisu, to osoba starsza musi dzwonić gdzieś po Nowych Jorkach, Chicagach i nikt nie przyjedzie, nikt nie wymieni, nikt nie doradzi, jaki Internet, jaka prędkość itd. te detale. Dzisiaj, mając mamę 83-letnią, nie mam już 20 telefonów dziennie, że się skrzynka zepsuła. To też jest ważne. Nawet jak coś dostawiamy u nas, to ja muszę być pewny, że jest to pomocne dla ludzi, a nie szkodliwe.

        Na koniec chciałem zapytać, kim jest Krzysztof Werocy i jaka jest Pana historia, bo z tego co Pan mówi, rozpiera Pana energia?

        Trudno mówić o sobie. Jak każdego, kto tu przyjechał, a jestem tu już trzydzieści parę lat – drogi były różne. Były trucki, była dystrybucja ulotek na dużą skalę, później była dystrybucja sezamek. Zawsze się gdzieś kręciłem przy „kupił – sprzedał”, jak ja to nazywam. Dużo rzeczy też kupowałem w Kanadzie i wysyłałem do Polski, np. sprzedawałem kontenerami płytę pilśniową. Te połączenia z Polską dzisiaj owocują, bo są dobre kontakty, zdrowe, na biznesowym dość dobrym poziomie. Poza tym Polacy są tak zorganizowani, są tak ogromne hurtownie, tak pięknie zrobione...

        Jesteśmy przedsiębiorczym narodem.

        Tak... że ja jestem dumny, że jestem Polakiem. Dzisiaj przywożąc kogokolwiek z innego kraju do Polski, nie ma się czego wstydzić, a jest się czym pochwalić. 

        Dlatego, jeżeli robimy tu jakiś biznes, to też zróbmy go tak, żeby się było czym pochwalić. Wymyśliliśmy coś; raz, że jest taniej, dwa, żeby było przyjemniej itd. 

        Więc to nie jest tak, że ja się tylko nastawiam, jak w większości w biznesie, że to musi być zysk. To też musi być coś, co po prostu lubimy. Jestem otwarty na każdą krytykę, słucham, przyjmuję, jeżeli coś trzeba poprawić – poprawimy. 

        Ważna jest też atmosfera. Na razie mamy niedograne np. otwieranie drzwi, takie detale, więc trzeba to wszystko usprawnić, ułatwić. Nie jesteśmy długo na rynku, ale robimy co się da, a przynajmniej staramy się.

        Dziękuję serdecznie, gratuluję i cieszę się, że Polska ma w Panu ambasadora, bo gdyby tacy ludzie byli wszędzie, to Polska byłaby potęgą gospodarczą.

        Dziękuję i zapraszam wszystkich. 

        Zawsze można się spytać o mnie, jestem otwarty na wszystkie sugestie, bo uważam, że trzeba słuchać ludzi; tego, co jest potrzebne; nie tego co my sobie wymyślimy, ale tego, co rynek dyktuje...

Opublikowano w Wywiady

Uroczystości upamiętniające 78. rocznicę mordu katyńskiego i 8. rocznicę tragedii smoleńskiej, zorganizowane przez Okręg Toronto KPK, odbyły się 15 kwietnia 2018. 

O godz. 11:00 w kościele św. Kazimierza odprawiona została uroczysta Msza św. Mszy przewodniczył o. Wojciech Kurzydło OMI, proboszcz parafii, który przedstawił intencję Eucharystii i wygłosił homilię. W liturgii udział wzięły poczty sztandarowe organizacji kongresowych, Pl. 114 SWAP, 2 Korpus 8 Armii, Koło 20 SPK, Royal Canadian Legion Br. 621 im. W. Andersa, Szczep „Podhale” ZHP, Szczep „Millennium” ZHR, weterani, przedstawiciele rządu polskiego i kanadyjskiego, reprezentanci organizacji polonijnych, Rycerze Kolumba. 

        Po Mszy św. nastąpił przemarsz ulicą Roncesvalles Ave., prowadzony przez komendanta Pl. 114 SWAP Krzysztofa Tomczaka, w kierunku pomnika Katyńskiego, gdzie złożone zostały wieńce. Ceremonię prowadził prezes KPK OT Juliusz Kirejczyk, a wartę honorową, z okolicznościowym emblematem, pełnili harcerze ze szczepu „Millennium” ZHR. Wieńce pod Tablicą Smoleńską złożyli Konsulat Generalny RP, posłowie federalni i ontaryjscy Partii Liberalnej, przedstawiciele Partii Konserwatywnej i Polonia dla Prawa i Sprawiedliwości. Pod pomnikiem Katyńskim – Rodzina Katyńska, Konsulat Generalny RP, posłowie federalni i ontaryjscy Partii Liberalnej i Konserwatywnej, Kongres Polonii Kanadyjskiej, Okręg Mississauga KPK, Związek Narodowy Polski w Kanadzie ZG i Gmina 1, Stowarzyszenie Inżynierów Polskich, Związek Harcerstwa Polskiego, Stowarzyszenie Polskich Kombatantów Koło 20, Royal Canadian Air Force Association „Warszawa” #430, Royal Canadian Legion Br. 621 im. W. Andersa, Koło Pań „Nadzieja”, Towarzystwo Warszawskie, „Copernicus Lodge”, i na końcu organizatorzy uroczystości, Okręg Toronto KPK. 

        Z powodu marznącego deszczu ze śniegiem i przenikliwego wiatru dalszy ciąg programu przebiegał w sali parafialnej kościoła św. Kazimierza, dokąd powrócono po złożeniu wieńców. 

        Zgromadzonych powitał prezes KPK OT Juliusz Kirejczyk. Uroczystość rozpoczęto hymnami narodowymi w wykonaniu Teresy Klimuszko. 

        W uroczystości wzięli udział: konsul generalny RP Krzysztof Grzelczyk, prezes KPK Władysław Lizoń, zastępca mera Toronto Stephen Holyday, posłowie federalni Partii Liberalnej Arif Virani i Peter Fonseca, posłowie ontaryjscy Partii Liberalnej Yvan Baker i Peter Milczyn, reprezentanci Partii Konserwatywnej: Ted Opitz i kandydatka Kinga Surma, organizacje polonijne.

        W przemówieniach domagano się, aby Rosja przyjęła odpowiedzialność za zbrodnię katyńską. 

        Konsul generalny K. Grzelczyk mówił, że odkąd odkryto zbrodnię katyńską, trzy lata po jej popełnieniu, szukamy prawdy i sprawiedliwości. Pomnik w Toronto postawiony w 1980 r. jest pierwszym na świecie pomnikiem katyńskim postawionym na terenie publicznym. Rosja przyznała się do zbrodni katyńskiej dopiero w 1990 r., ale nadal nie uznaje jej za ludobójstwo. Chciałby, aby Kanada i nasi sojusznicy na świecie byli z Polską w śledztwie smoleńskim. Wyraził wdzięczność dla Polonii za pomnik i podtrzymywanie pamięci o Katyniu, w czasach kiedy w Polsce zabronione było o tym mówić.

        Prezes W. Lizoń  podkreślił, jak ważna jest rola Kanady w nacisku na Rosję. Ta zbrodnia ludobójstwa w Katyniu i tragedia smoleńska powinny być wyjaśnione do końca, niezależnie od politycznej przynależności.

        Zastępca mera S. Holyday należy do pokolenia, które nie zna wojny. Jego żona jest Polką i była na uroczystości odsłonięcia pomnika Katyńskiego. Dziś więcej wie, rozumie i prosi, abyśmy nadal czcili i zachowywali pamięć o tych wydarzeniach i przekazywali tę wiedzę torontończykom. 

        Posłowie A. Virani i P. Fonseca z uwagą odnieśli się do prośby pana konsula RP o współpracę Kanady z Polską w szukaniu prawdy o Katyniu i Smoleńsku. A. Virani zapewnił, że Rosja nie będzie już zagrożeniem dla Europy Wschodniej. Wyraził dumę z tego, że może reprezentować rząd kanadyjski wobec Polonii. Odczytał oświadczenie premiera Justina Trudeau o Katyniu i Smoleńsku. 

        Poseł P. Milczyn mówił, że o wolność musimy walczyć nieustannie. Nasza wolność to przelana krew. Pamięć o Katyniu i Smoleńsku musi być zachowana nie tylko w Kanadzie, ale na całym świecie. Odczytał list od premier Ontario Kathleen Wynne, zakończony zapewnieniem, że Ontario jednoczy się z Polonią kanadyjską w tym podniosłym dniu. 

        Poseł Y. Baker rozumie, jak straszne były nasze tragedie. Jego rodzina przeszła „Hołodomor”, jej członkowie byli zabici przez NKWD. O tych, którzy zginęli, trzeba pamiętać i trzeba ich czcić. Po to jest ten pomnik. Oznajmił, że dla uhonorowania ofiar Katynia, złożył poprzedniego dnia wniosek o przyjęcie przez  parlament prowincji Ontario rezolucji uznającej zbrodnię katyńską za ludobójstwo.

        Ted Opitz i Kinga Surma nie czują się gośćmi, lecz przyjaciółmi Polonii, którą reprezentują. T. Opitz stwierdził, że Stalin nie pogodził się z klęską w wojnie bolszewickiej i chciał pozbawić naród polski inteligencji. T. Opitz odczytał list od przywódcy Partii Konserwatywnej Kanady, Andrew Scheara. K. Surma – list od przywódcy Ontario, Douga Forda. 

        Prezes Juliusz Kirejczyk podziękował wszystkim za udział w uroczystości i zarządowi KPK OT za duże zaangażowanie i wkład pracy w jej przygotowanie. 

Krystyna Sroczyńska

Komisja Informacji KPK OT

Fot. Aniela Gańczak

Opublikowano w Życie polonijne
niedziela, 15 kwiecień 2018 21:32

Obchody rocznicy Katynia i Smoleńska w Toronto

Garstka Polaków nie dała się atakowi zimy i przy porywistym wietrze i marznącym deszczu, uczciła ofiary Katynia i Smoleńska. Fot. Janusz Niemczyk

Opublikowano w Fotoreportaż
sobota, 14 kwiecień 2018 16:22

Jak Polacy budowali Kanadę - otwarcie wystawy

14 kwietnia w sobotę o godzinie 1.00 na 3. piętrze Biblioteki Centralnej w Mississaudze została otwarta wystawa obrazująca to, jak Polacy budowali Kanadę. Na planszach przedstawione zostały fale polskiej imigracji oraz wkład Polaków w rozwój tego olbrzymiego kraju.

        Wystawę sponsorował m.in. Konsulat RP oraz polsko-kanadyjskie stowarzyszenie historyczne kierowany przez Romana Baranieckiego. Zleceniodawcami wystawy jest m.in. ambasada Kanady w Warszawie oraz Muzeum Emigracji w Gdyni. 

        Uczestniczyli w otwarciu między innymi konsul generalny Krzysztof Grzelczyk z Toronto, burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie, a także przedstawiciele Muzeum Emigracji w Gdyni w osobie Sebastiana Tyrakowskiego i Karoliny Grabowicz-Matyjas. Po otwarciu nastąpiła multimedialna prezentacja historii działalności Muzeum Emigracji w Gdyni.

        Otwierając wystawę, menedżer biblioteki powiedziała, że biblioteka to instytucja, która „jest o ludziach”, a nie o książkach, i dlatego wystawa o wkładzie Polaków w budowę Kanady jest jak najbardziej na miejscu. 

        Konsul generalny Krzysztof Grzelczyk wyraził radość, że wystawa, która była już przedstawiana w kilku miastach Kanady, w tym stolicy Ottawie, znalazła się teraz tutaj, bo nie ma lepszego miejsca dla prezentacji tej wystawy jak Mississauga, gdzie 10 proc. mieszkańców ma polskie korzenie.

        Prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej Władysław Lizoń powiedział, że każda wystawa o polskiej emigracji ma gorzki posmak, bo każe też myśleć o przyczynach tych wyjazdów – zaborach i utracie niepodległości.

        Karolina Grabowicz-Matyjas przypomniała, że 20 mln Polaków mieszka poza Polską. I emigracja jest bardzo ważną częścią historii polskiego społeczeństwa. Muzeum Emigracji w Gdyni tę pamięć przywraca.

        O losach swej polskiej rodziny przypomniała burmistrz Mississaugi Bonnie Crombie, dodając, że jest bardzo dumna z polskich korzeni. 

        Roman Baraniecki z polsko-kanadyjskiego stowarzyszenia historycznego, przypomniał pokrótce historię polskiej emigracji. W rozmowie z „Gońcem” powiedział m.in.:

Andrzej Kumor: Panie Romanie, kolejna wystawa, planszowa, o historii Polaków w Kanadzie. Co jest w niej niezwykłego?

        Roman Baraniecki: Jest to wystawa obrazująca przede wszystkim całokształt polskiej emigracji do Kanady.

        – Czyli wszystkie fazy?

        – Tak, wszystkie fazy. Nie jest to wystawa monograficzna, tak jak wystawa, którą my prezentowaliśmy, „Rola Kanady w odzyskaniu przez Polskę niepodległości”, oczywiście mówiąca o przyczynach, dlaczego akurat walczyli o tę wolność, dlaczego ta armia się tutaj formowała, o co chodziło. Ta wystawa prezentuje polską imigrację od początku, 150 lat polskiej imigracji do Kanady.

        – Pan mówił o tym pierwszym Polaku, który z Gdańska przyjechał?

        – Tak, Dominik Barcz z Gdańska. 

        – Jeszcze w XVII wieku.

        – Tak. I to jest bardzo ciekawa historia.

         – Jak by Pan starał się umiejscowić Kanadę jako kierunek emigracji polskiej, jak to się kształtuje na przestrzeni tego największego wychodźstwa pozaborowego, na którym miejscu były ziemie kanadyjskie, a potem sama Kanada, w porównaniu z Ameryką, z Europą Zachodnią?

        – Emigracja listopadowa, po powstaniu listopadowym, tzw. Wielka Emigracja... Polacy chcieli zostawać w Europie, ponieważ chcieli dalej walczyć o Polskę i chcieli być na miejscu. Na przykład Kazimierz Gzowski po powstaniu listopadowym był internowany przez dwa lata razem z 234 oficerami przez Austrię, od twierdzy do twierdzy przewożony. I w końcu próbowano jakoś rozwiązać ten problem. Oni byli wtedy uważani za rewolucjonistów – tak to się wtedy nazywało, buntowników. Przecież rząd niemiecki, rząd austriacki, rząd rosyjski podpisały wzajemne umowy, w celu zapobieżenia przyszłym powstaniom polskim i współpracy w tym kierunku. Podobnie jak to było w 1939 roku między rządami Rzeszy Niemieckiej i Związku Radzieckiego. Dokładnie taki sam dokument podpisano. 

        Rząd francuski trochę interweniował w tej sprawie, żeby właśnie tych oficerów zostawić w Europie, ale to się nie udało i Austriacy w końcu po prostu, nie powiadamiając nawet rządu Stanów Zjednoczonych – ponieważ Austria była krajem, który miał dostęp do morza, to było imperium – załadowali tych oficerów polskich na dwie fregaty, „Hebe” i „Guerrero”, i odesłali do Stanów Zjednoczonych. Podróż trwała po Europie pół roku – była nawet próba ucieczki w którymś z portów, ale nieudana. I tak, w 1834 roku, w kwietniu, do Nowego Jorku przybyli pierwsi oficerowie z powstania listopadowego i Gzowski wśród nich.

        – I tu jest ta karta kanadyjska w związku z Gzowskim, ale później była również olbrzymia imigracja chłopska, Galicja, homesteads, które dostawali polscy czy ukraińscy chłopi.

        – Tak. Oczywiście tym krajem, o którym myślano jako pierwszym kraju docelowym, były Stany Zjednoczone. To było nowe państwo, które się rozwijało.

        – Czy tam było łatwiej, jeśli chodzi o emigrację, niż w Kanadzie?

        – Trudno powiedzieć. Myślę, że było bardzo podobnie.

        – Czyli radź sobie, młody człowieku, żadnej pomocy.

        – W Ameryce było właśnie tak. W Ameryce już istniały pierwsze organizacje polskie, w połowie XIX w. zakładane. Tutaj, w Kanadzie, trochę inaczej to wyglądało, ta imigracja była bardziej rozproszona, ale oczywiście tworzyły się centra, tak jak emigracja Kaszubów. Proszę sobie to wyobrazić, ci ludzie byli przywiezieni w dzicz kanadyjską, na bagna, gdzie były komary – wiemy, jak wygląda północ Kanady. 

        – Tak, część ludzi sobie nie zdaje sprawy, co to są komary.

        – Ludzie sobie naprawdę nie zdają sprawy, jak było ciężko, wyrwać tę ziemię i coś z niej zrobić. I oni to zrobili. Trzeba o tym pamiętać, nie tylko o walce o niepodległość Polski, ale jak oni reprezentowali ten polski charakter, zmieniając ten kraj...

        Wystawa czynna jest na 3. kondygnacji Central Mississauga Library do czerwca. Relacja filmowa z wydarzenia na kanale YouTube GoniecTv Toronto – Zapraszamy!

 

Opublikowano w Życie polonijne
środa, 11 kwiecień 2018 20:27

Richard Boraks tematem programu Global News

Prawnik z Toronto twierdzi, że rząd federalny prowadzi program pilotażowy dla imigrantów bez ważnych dokumentów pobytowych, i nie chce zwracać pieniędzy klientom, którzy mimo wszystko będą musieli opuścić Kanadę. Ottawa tymczasem oświadcza, że żadnego takiego programu nie prowadzi.
Global News opublikowało historię 30-letniego Paolo Romandii, który korzystał z usług prawnika Richarda Boraksa. Romandia miał nadzieję, że będzie mógł zacząć nowe życie w Kanadzie, niestety w połowie kwietnia, po czterech latach pobytu, będzie musiał wrócić do Włoch. Mówi, że złożył skargę na prawnika imigracyjnego w Law Society of Ontario. Za usługi Boraksa zapłacił około 10 000 dolarów. Prawnik miał go utwierdzać w przekonaniu, że będzie mógł zostać w Kanadzie. Powoływał się przy tym m.in. na „program pilotażowy” dla pracowników nieposiadających ważnych dokumentów.
Reporter Global News skontaktował się z Boraksem telefonicznie i zapytał, o jaki program chodzi. W odpowiedzi usłyszał, że najwyraźniej nie odrobił pracy domowej, nie poświęcił sprawie wystarczająco dużo czasu i jest amatorem. Program miał być zainicjowany 23 grudnia 2016 roku przez ówczesnego ministra imigracji Johna McCalluma. Boraks pytany o to, czy może wskazać jakieś dowody na istnienie programu – np. odnośniki na stronach rządowych – odpowiedział negatywnie. Przesłał za to nagrania z różnych wydarzeń publicznych z udziałem ministrów federalnych i prowincyjnych, jednak żadne z nich nie zawierało ogłoszenia o nowym programie.
O programie nie wie też sekretarz prasowy federalnego ministra imigracji Ahmeda Hussena ani rzecznik prasowy ontaryjskiej minister ds. obywatelstwa i imigracji Laury Albanese. Prawnik twierdzi jednak, że program istnieje, a jego klienci składali nawet wnioski bezpośrednio do posła Peter Fonseki z okręgu Mississauga East-Cooksville. Zdanie posła jest jednak takie same jak ministrów. Fonseca dodaje, że żaden poseł nie może przyjmować takich wniosków i on też tego nie robi – ponieważ wniosków zwyczajnie nie ma, jeśli program nie istnieje.
Boraks nie ujawnia, ile klientów zapłaciło mu za poradę. Prawnik był wcześniej karany dyscyplinarnie w 1999 roku za niezwrócenie klientowi 25 000 dolarów. Jego licencja została wówczas zawieszona na 12 miesięcy. Podczas rozmowy z Global News początkowo twierdził, że miał odebrane uprawnienia na pół roku. Dopiero później się przyznał. Zagroził, że wyciągnie konsekwencje wobec tych, którzy będą przedstawiać go w złym świetle.

Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie