Goniec

Register Login

poniedziałek, 09 kwiecień 2018 22:11

Kanada zaprosiła Ukrainę na spotkanie G-7

Dzięki zaproszeniu od szefowej MSZ Kanady Ukraina weźmie udział w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych grupy G7 - podaje nasz zaprzyjaźniony portal kresy.pl.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy został zaproszony na posiedzenie ministrów spraw zagranicznych grupy G7, które odbędzie się w tym miesiącu w Kanadzie. Jeszcze nigdy przedstawiciel Ukrainy nie brał udziału w planowym spotkaniu tego gremium. – podał w poniedziałek portal Europejska Prawda powołując się na własne źródła.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin otrzymał zaproszenie na spotkanie ministrów G7 od szefowej MSZ Kanady Christii Frieland. Fakt otrzymania zaproszenia potwierdził ambasador Ukrainy w Kanadzie Andrij Szewczenko.

Według dyplomaty ukraiński minister będzie gościem na tzw. outreach session (którą Europejska Prawda nazywa sesją zapoznawczą) w Toronto 22 kwietnia br. Głównym tematem spotkania mają być kwestie bezpieczeństwa i pokoju na świecie.

Przyszedł czas poważnych, strategicznych decyzji odnośnie Ukrainy, Rosji i tego, jak przywrócić na świecie pokój i ład międzynarodowy. Jesteśmy zadowoleni, że Ukraina może dołączyć do tej ważnej i krytycznie koniecznej rozmowy, i liczymy na wniesienie cennego wkładu w przyszłe wspólne decyzje. – powiedział ambasador ukraińskiemu portalowi. Szewczenko podkreślił, że Ukraina jest wdzięczna Kanadzie jako krajowi przewodniczącemu obecnie G7 za tę inicjatywę. – W tym zaproszeniu widzimy wspólną wolę wszystkich naszych przyjaciół w krajach „wielkiej siódemki” – dodał dyplomata.Ukraina ma nadzieję, że kwestie omawiane w tym miesiącu w Toronto będą także poruszane podczas zbliżającego się szczytu przywódców G7, które odbędzie się w czerwcu. W skład grupy G7 wchodzą USA, Francja, Japonia, Kanada, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy. W 2014 roku członkostwo Rosji w tym ekskluzywnym gronie (wówczas jako G8) zostało zawieszone w związku z aneksją Krymu.

Opublikowano w Goniec Poleca

Jak podaje portal Kresy.pl  Polak., który rozklejał w Olsztynie antybanderowskie wlepki, został oskarżony o nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Śledczy bez żadnej ekspertyzy uznali, że wlepki miały charakter antyukraiński. Sprawa trafiła do sądu. Zajmujący się sprawą prokurator wcześniej odmówił wszczęcia postępowania ws. probanderowskich książek w polskiej szkole dla Ukraińców.

W październiku 2016 roku Pan Robert D. z Olsztyna został zatrzymany przez policję po tym, jak wcześniej rozklejał w swojej okolicy tzw. wlepki z antybanderowskimi motywami, które kupił legalnie przez internet. Pierwsza przedstawiała przekreśloną podobiznę lidera OUN, Stepana Bandery. Na drugiej widać było grafikę z płonącymi wiejskimi zabudowaniami i napisem „UPA. Ukraińscy mordercy”.

 

https://kresy.pl/wydarzenia/mieszkaniec-olsztyna-oskarzony-za-antybanderowskie-wlepki-sledczy-uznali-je-za-antyukrainskie/

Opublikowano w Goniec Poleca

mariapyz 01        „Ukraińskie MSZ jest bardzo zaniepokojone uchwaleniem projektu zmian do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, które przegłosowano 26 stycznia 2017 r. w Sejmie RP.

        Przykro, że ukraińska tematyka już po raz kolejny wykorzystuje się w wewnętrznej polityce polski, a tragiczne strony naszej wspólnej przeszłości wciąż są upolityczniane. Kategorycznie odrzucamy kolejną próbę nawiązania jedno-bocznego traktowania historycznych wydarzeń, w tym niestosownego wykorzystania w oficjalnym dokumencie RP nazwy części terytorium współczesnej Ukrainy.

Opublikowano w Teksty
niedziela, 24 grudzień 2017 23:48

Problem ukraińskich pomników w Kanadzie

Poniższy tekst to tłumaczenie artykułu Marie Danielle Smith pt. Ukrainian-Canadian Community urged to confront WWII past amid controversy over monuments, jaki ukazał się 23 grudnia 2017 roku w kanadyjskim dzienniku "National Post"


Społeczność Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego wezwana do konfrontacji ze swą przeszłością czasów II wojny światowej w związku z kontrowersjami wokół pomników.


Rosyjskie tweety o pomnikach stawianych kolaborantom nazistowskim odnowiły debatę o tym jak Kanadyjczycy pochodzenia ukraińskiego powinni wspominać swoich przodków - pisze Marie-Danielle Smith.


Rosyjska Ambasada od października zamieszcza na Twitterze komentarze na temat kanadyjskich pomników postawionych jednemu z ukraińskich przywódców oraz żołnierzom SS-Galizien; dywizji utworzonej w 1943 r. z Ukraińców przeciwstawiających się Sowietom. Rosyjskie tweety o pomnikach dla "nazistowskich kolaborantów", jak określają ich Rosjanie, czy też "bojowników o wolność", jak woli o nich myśleć wielu członków ukraińskiej społeczności w Kanadzie, odnowiły wieloletnią debatę o tym jak <rodowisko Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego powinno upamiętniać swych przodków.

Rosyjska ambasada w Kanadzie prowadzi kampanię on-line, jednocześnie Rosja podsyca konflikt we wschodniej Ukrainie, a kanadyjski rząd nie przestaje potępiać rosyjskiej aneksji Krymu z 2014 roku. Premier federalny Justin Trudeau wielokrotnie wyrażał też zdecydowane poparcie dla Ukrainy.

Wiele osób oskarża Rosję o celowe sianie niezgody i atakowanie ponad 1,3-milionowej społeczności Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego - przytaczając sprawę pomników, których celem nigdy przecież nie było gloryfikowanie nazizmu - aby odwrócić uwagę od oskarżeń  o wspieranie antyukraińskich sił we wschodniej Ukrainie.

-Nasza społeczność jest atakowana z powodu naszego własnego oraz kanadyjskiego wsparcia dla Ukrainy w obecnej wojnie jaką prowadzi z nią Rosja - tłumaczy Ihor Michalchyshyn, dyrektor Kanadyjskiego Kongresu Ukraińskiego - rząd Rosji stara się tutaj wywołać kontrowersje i odwrócić uwagę od sytuacji, która ma miejsce w Europie.

Są jednak Kanadyjczycy pochodzenia ukraińskiego, zdaniem których zbadanie skomplikowanej historii ukraińskiego ruchu niepodległościowego oraz jego meandrów w trakcie II wojny światowej powinno było nastąpić już dawno temu. - I nawet jeśli teraz skłaniają do tego Rosjanie z powodu własnych interesów, w ramach prób zdyskredytowania Ukrainy, to i tak byłoby to coś ożywczego i samouzdrawiającego - pisze profesor David Marples z University of Alberta w wydanej w 2007 roku książce na temat bohaterów i czarnych charakterów ukraińskiej historii - jeśli Ukraińcy mają jako takie pojęcie o swej najnowszej przeszłości muszą spojrzeć na wszystkie aspekty tamtych zdarzeń i uznać fakt, iż bohaterowie mogli być kryminalistami.

Jeden z pomników, o których mowa stoi na cmentarzu St. Volodymyr w Oakville i upamiętnia bitwę pod Brodami, gdzie SS Galizien walczyła przeciwko Armii Czerwonej, i w której straciła trzy czwarte stanu osobowego.
Dywizja SS Galizien (Hałyczyna) została sformowana w 1943. roku, po tym jak uporano się już z większością żydowskich ofiar holocaustu na Ukrainie. Dywizje SS stanowiły zbrojne ramię nazistowskiej tajnej policji i walczyły również na frontach, ale nie miały nic wspólnego z obsługą obozów koncentracyjnych.
Oleg Bezpitko, dyrektor cmentarza w Oakville w rozmowie "National Post" powiedział, że pomnik poświęcony jest wszystkim zabitym w tej bitwie i że został wybudowany prawdopodobnie w latach 80., zanim on sam   imigrował do Kanady. - Walka po niemieckiej stronie nie musiała oznaczać, że było się nazistą - dodaje - trzeba pamiętać, że ci ludzie walczyli z komunizmem.
Bezpitko potwierdził że na cmentarzu są pochowani także żołnierze SS Galicja, którzy wyemigrowali po wojnie do Kanady. Ich obecność w kraju była tematem głośnej debaty publicznej, która doprowadziła do powołania komisji ds. przestępców wojennych w Kanadzie, tak zwanej komisji Deschênes, od nazwiska sędziego, który stanął na jej czele.
W 1986. roku komisja ta uznała, że członkowie SS Galicja, których tutaj wpuszczono nie mogą być oskarżeni jako grupa i nie powinni być zbiorowo traktowani. Z punktu widzenia prawa zakończyło to całą kwestię, a mimo to - jak wyjaśnia Dominique Arel, który stoi na czele katedry studiów ukraińskich na Uniwersytecie Ottawskim - poszczególni żołnierze tej dywizji prawdopodobnie jeszcze przed wstąpieniem do niej służyli w innych niemieckich jednostkach policyjnych i być może brali udział w zbrodniach, które nie były przedmiotem badania komisji.

Inny kontrowersyjny pomnik to popiersie Romana Szuchewycza na terenie ukraińskiego ośrodka młodzieżowego w Edmonton. Rzecznik centrum Paras Podilsky odrzuca twierdzenia, że Szuchewycz miał cokolwiek wspólnego z zbrodniami wojennymi. - Nigdy nic takiego do mnie nie dotarło, a o Romanie Szuchewyczu słyszałam od dziecka; nigdy nie słyszałem by miał on cokolwiek wspólnego ze zbrodniami wojennymi, czy też miał cokolwiek co musiałby ukrywać. Gdyby tak było, byłoby to znane.

O Szuchewyczu wiemy skądinąd, że w 1939 roku, kiedy Sowieci przejęli kontrolę nad zachodnią Ukrainą na mocy tajnego paktu z Niemcami, powstańcy skrajnie prawicowej organizacji ukraińskich nacjonalistów zwrócili się o pomoc do Berlina w walce o wyzwolenie spod Sowietów. W 1941 roku, gdy Niemcy najechały na Związek Sowiecki (tajny pakt się rozpadł) Szuchewycz dowodził jedną z dwóch ukraińskich dywizji u boku niemieckiej armii o nazwie Naghtigall.

Wkrótce po wejściu ukraińskich batalionów do Lwowa w 1941 roku miały tam miejsce pogramy, w których śmierć poniosło kilka tysięcy Żydów. Nie ma twardych dowodów potwierdzających zaangażowanie w nie Szuchewycza. Arel twierdzi jednak że Szuchewycz brał udział w sformowaniu milicji, która odegrały wiodącą rolę w tych mordach, jak również że w 1942 roku stał na czele batalionu niemieckiej policji na Białorusi, który mordował ludność cywilną.

W tym samym 1942 roku Szuchewycz powołał do życia Ukraińską Powstańczą Armię, UPA, która była zbrojnym ramieniem ruchu nacjonalistycznego. Mimo iż poszczególni członkowie ruchu narodowego byli zaangażowani w mordowanie Żydów, jak również późniejszą czystkę etniczną wymierzoną w Polaków na Ukrainie, to jednak dzisiaj większość Ukraińców wiąże Szuchewycza i innych patriotów z szeroko pojmowaną walką o niepodległość Ukrainy, walką prowadzoną nie tylko przeciwko Sowietom, ale również przeciwko nazistom, kiedy stało się już jasne, że nie są już sojusznikami.
Roman Szuchewicz był przywódcą szanowanym również po wojnie właśnie za kontynuację walki z reżimem sowieckim - twierdzi Podilsky. - Jest uważany za bohatera, jest szanowany do dnia dzisiejszego, jako symbol walki o wolność.


Była to krwawa walka, bo aby opanować całą zachodnią Ukrainę pod koniec II wojny światowej i zaraz po niej Związek Sowiecki zabił ponad sto tys. ludzi i deportował ponad 200 tys. - mówi Arel - ponadto wciąż była żywa bolesna pamięć Hołodomoru, głodu sztucznie wywołanego przez Rosję Sowiecką w latach 30., który według oficjalnych statystyk zabił od 7 do 10 mln ludzi ludzi.
-Przywódcy jak Szuchewycz symbolizują opór i samoobronę Ukraińców - twierdzi Arel. - Tymczasem w rosyjskiej perspektywie z powodu tych ciemnych stron i kolaboracji z Niemcami całe to powstanie redukuje się do zbrodni i w ten sposób sama idea że Ukraińcy czy jakakolwiek inna grupa mogła przeciwstawiać się rosyjskiej czy sowieckiej okupacji zostaje pozbawiona legitymacji.

A co o tych pomnikach powinni zatem myśleć sami Kanadyjczycy?
-Sądzę że pytanie jakie Kanadyjczycy rzeczywiście powinni sobie zadać to czy obecność tych pomników w jakikolwiek sposób przyczynia się dzisiaj do antysemityzmu czy też innych form rasizmu lub bigoterii w Kanadzie - uważa Aidan Fishman, tymczasowy dyrektor B’nai Brith Canada’s League for Human Rights. - Odpowiedź na to pytanie wydaje się być negatywna - ponieważ intencja wznoszenia tych pomników nie polegała na wzniecaniu nienawiści czy gloryfikowaniu zbrodni na Żydach. I choć B’nai Brith nie będzie wspierać budowy nowych takich pomników - to jednak nie widzi też potrzeby usunięcia istniejących. Sądzę że te społeczność która wzniosła te pomniki, a więc społeczność Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego powinna krytycznie spojrzeć na fakty i pamiętać jak wiele tych osób było zaangażowanych w kolaborację z nazistami - dodaje Fishman - to zaś może zmienić jak ludzie ci są widziani i odbierani dzisiaj przez tę społeczność.

Z drugiej strony, Michalchyshyn zdecydowanie odrzuca jakiekolwiek insynuacje, że Ukraińcy kolaborowali z nazistowskimi Niemcami podczas II wojny światowej. - Myślę że określanie ich mianem kolaborantów nazistowskich to potwarz. Nasza społeczność czci poległych i  weteranów i jesteśmy bardzo rozczarowani że tego rodzaju doniesienia są wciąż rozpowszechniane wspierając rosyjską dezinformację - dodaje - myślę, że prawdziwa historia z jaką mamy tutaj do czynienia to ta o rosyjskiej ambasadzie, która stara się nam zaszkodzić stwarzając problem tam, gdzie go nie ma.

Oczywiście, motywy Rosjan wymagają wyjaśnienia, niektórzy oskarżają ambasadę o próbę siania niezgody w ramach szerszej strategii podważania zachodnich demokracji, a przynajmniej o próbę zdyskredytowania Ukrainy w czasie, kiedy nadal trwa konflikt w  Donbasie, gdzie choć Rosja temu zaprzecza doniesienia z frontu mówią iż wspiera oddziały antyrządowe, (antyukraińskie - red.) Kanada pomaga zaś w szkoleniu sił rządowych.


Z drugiej strony, inni przypominają, że Kanada w ramach udzielanego poparcia pragnie umacniać ukraińską demokrację, a demokracja polega również na krytycznym spojrzeniu w przeszłość. Arel przytacza kanadyjskie próby uporania się z własną historią wobec ludności rdzennej i twierdzi, że Ottawa powinna wspierać podobne wysiłki na Ukrainie, aby pomóc z trudnymi kwestiami

Niektórzy w środowisku ukraińskim, jak Ukrainian Jewish Encounter podejmują już wysiłki na rzecz konfrontacji z trudną przeszłością organizując okrągłostołowe debaty historyków żydowskich i ukraińskich w celu wypracowania jakiejś wspólnej narracji. Niestety organizacje Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego nie okazują gotowości do dyskutowania o tych problemach - mówi Arel. - Generalnie mamy do czynienia z dużym oporem.
John-Paul Himka, inny naukowiec z University of Alberta a jednocześnie wuj ministra spraw zagranicznych Kanady Christii Freeland jest krytykowany przez Kongres ukraiński za publikacje, w których usiłuje wyświetlić udział Ukraińców w Holokauście. - Najwyższy czas, aby ktoś zwrócił na tę kwestię uwagę - stwierdził Himka w rozmowie telefonicznej z Ukrainy - faktem jest to, że rząd Ukrainy oraz diaspora od długiego czasu honorują sprawców holocaustu i zbrodniarzy wojennych.

Himka powiedział, że próbuje te kwestie podnosić od 2010 roku, ale został za to praktycznie ekskomunikowany przez ukraińską społeczność. - A wszystko o czym mówię, to badania; jest wystarczająco dużo trupów w szafie, aby zaczęło śmierdzieć. Zachód powinien był kłaść większy nacisk na tę konfrontację Ukrainy z przeszłością - dodaje Himka - zaniedbał tego i nie wywarł wystarczających nacisków na Ukrainę, aby dokonała uczciwego rozliczenia z wydarzeniami II wojny światowej.

Opublikowano w Goniec Poleca

mariapyz 01        Automaty do gier w kościele. Jaką jeszcze niespodziankę świąteczną przygotowuje dla nas władza obwodu lwowskiego?

        W ubiegłym tygodniu w kościele w Sokalu pod wezwaniem św. Michała Archanioła postawiono automaty do gier. 

        Sam kościół zbudowano na początku XX w., ale od czasów sowieckich do dziś dnia w bocznych nawach funkcjonują sklepy.

        Takie zwykłe, spożywcze, i nie tylko. Oddzielone ścianą betonową, którą specjalnie w tym celu wybudowano. I wejście z boku zrobiono, coby człowieka, który zechce zrobić zakupy, a potem pójść się np. w cerkwi pomodlić, nie stresować.

Opublikowano w Teksty

mariapyz 01        „Odbudowa pomnika w Hruszowicach symbolem prawdziwego pojednania” – o tym powiedział minister MSZ Ukrainy Pawło Klimkin. Zaś pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk stwierdził, że „Ukraina znalazła się pomiędzy państwami, które cały czas mają do nas jakieś pretensje„.

        „Naokoło Ukrainy znajdują się sami przeciwnicy” – powiedział eksprezydent Krawczuk w Kijowie w trakcie forum dyskusyjnego  „Ukraińskie referendum: lekcje historii dla przyszłości”, pisze korespondent serwisu GORDON. 

        „Wśród państw, pomiędzy którymi leży Ukraina – Rosja z nią walczy, Polska chce kierować, nawet kadrę ustawia, a Węgry mówią, że będą bić się przeciwko. Rumunia pod znakiem pytania. I tak dalej.”

Opublikowano w Teksty
czwartek, 26 październik 2017 19:05

Z Kijowa (43/2017)

pruszynski        We wtorek, 17 października, były wielkie demonstracja w Kijowie, które współorganizował były prezydent Gruzji, i zanosiło się na trzeci majdan. Więc już 19 października ze słonecznej i ciepłej Warszawy wyruszyłem i po 15 godzinach jazdy byłem w zimnym i pochmurnym Kijowie.

        Jak zwykle zagnieździłem się w niedrogim, niedawno odnowionym eleganckim hostelu na dworcu. Wziąłem prysznic, odespałem i ruszyłem na Majdan. Po 10 minutach metra, połowa czasu na zjazd w dół, a potem wjazd w górę, i znalazłem się na wzgórzu nad Majdanem, gdzie jest wielki Hotel Ukraina i wspaniały widok na Majdan 50 metrów niżej i przecinającą go ulicę Kreszczatik. Nie widać było namiotów, jakie były tam 3 lata temu, a tylko moc flag ukraińskich. Jest tam wielka wystawa fotografii stulecia walki o państwo ukraińskie w 1917 r. Niżej, na brzegu alei Kreszczatik, głównej ulicy miasta, było tylko kilku policjantów w strojach bojowych, czyli z hełmami i ochraniaczami nóg, których w normalnych dniach nie noszą. Ci, z którymi się spotkałem, przybyli aż ze... Lwowa.

Jak poinformowała kanadyjska telewizja CBC, Ukraina zwróciła się do Ottawy o ponowne udostępnienie obrazów satelitarnych pozwalających na monitorowanie rosyjskich i rebelianckich oddziałów na wschodzie, gdzie trwa konflikt. Ukraiński prezydent Petro Poroszenko powiedział że jest przekonany, iż premier Trudeau jest otwarty na możliwość wysłania kanadyjskich żołnierzy sił pokojowych do jego kraju.
Informacje tu zawarte zostały w wywiadzie, jakiego Poroszenko udzielił dziennikarce CBC Rosemary Burton. Zdaniem ukraińskiego prezydenta, zapatrzenie Kijowa w kanadyjskie zdolności kosmiczne pozwoliłoby na lepsze wcielanie w życie porozumienia mińskiego, ponieważ dostarczałoby dowodów na ruchy wojsk, również wojsk rosyjskich, czołgów, systemów artyleryjskich i innych.


Nie jest to pierwszy, raz kiedy Ukraina zwraca się z taką prośbą do Kanady. Poroszenko w 2012 roku Kijów poprosił ówczesnego byłego premiera Stephena Harper o przekazywanie obrazów uzyskiwanych z systemu satelitarnego Radarsat – 2. Canada zgodziła się na to przez okres roku od początku marca 2015, co kosztowało to 9,5 mln dol., ale z chwilą objęcia władzy przez nowy liberalny gabinet na wiosnę 2016 r. inicjatywa ta nie została odnowiona. Ponadto, obrazy te były bardzo precyzyjnie redagowane, tak by ograniczały się jedynie do terytorium uznawanego międzynarodowo za ukraińskie, a wykluczały wszelkie punkty oraz tereny na zewnątrz tej strefy geograficznej. Miało to bardzo duże znaczenie ponieważ Ukraińcy nie uzyskiwali informacji o jakichkolwiek ruchach rosyjskich po drugiej stronie granicy. Obecnie miałoby być inaczej.

Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
piątek, 15 wrzesień 2017 00:24

A co we Lwowie?

mariapyz 01        Ostatnio na Ukrainie wiele się dzieje. Wystarczy spojrzeć na to, co piszą polskie media i co ludzie udostępniają w sieciach społecznościowych. Część z tego nawet jest prawdą, ale pisanie bez sprawdzania źródeł i docierania do bardziej rzetelnych informacji wymaga większego zaangażowania. Na przykład w tym tygodniu mieliśmy głośną informację o tym, że Politechnice Lwowskiej chcą nadać imię Stepana Bandery. 

        Wczoraj z tego powodu na Politechnice odbyła się konferencja prasowa. Tak, Politechnika mieści się przy ulicy Stepana Bandery, dawniej – Sapiehy. Lecz Bandera nawet nie był naukowcem, jak to między innymi zostało powiedziane na tejże konferencji. Podobną pozycję zajmuje rektor tej uczelni i większość profesorów – Bandera mało tego, że nie był profesorem, to nawet nie ukończył tejże Politechniki, więc „nie widzę powodów, aby nadawać Politechnice jego imię” – stwierdził rektor.

Opublikowano w Teksty

Obecnie Lwów przeniósł się w lata przedwojenne, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. A mianowicie, jest kręcone coś w rodzaju „remake” na stary polski film „Włóczęgi”, czyli Szczepko i Tońko, ale w wykonaniu ukraińskim. Co prawda teraz mamy Bodię i Mirka. Są błędy w napisach w języku polskim umieszczanych w tle zdjęć, prezentujących stare miasto.


I wszystko, jak się mówi, mogłoby być dobrze, gdyby nie samo wykonanie. Obecny „remake” jest przerażający i wywołał oburzenie nawet wśród ukraińskich intelektualistów oraz innych miejscowych działaczy. Wszyscy pamiętamy stary dobry film w reżyserii Michała Waszyńskiego pt. „Włóczęgi” z roku 1939, gdzie w głównej roli wystąpili Szczepko, czyli Kazimierz Wajda oraz Tońko – Henryk Vogelfanger, i brzmiały piosenki lwowskie z muzyką, którą stworzył Henryk Wars.

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 11