Goniec

Register Login

Podróż do Ziemi Świętej – ziemi proroków, patriarchów i samego Boga – to przeżycie niepowtarzalne i jedyne. Znaleźć się w miejscu, z którego wywodzą się korzenie kilku ważnych religii, obejmujących połowę ludzkości, gdzie teraźniejszość i przeszłość zapisują świadectwo wiary, która przetrwa i pozostanie przez wszystkie czasy – ta myśl zaprzątała mnie od dawna. I oto przybywamy najpierw do Netanii, by zakwaterować się w tym kurorcie izraelskim, malowniczo położonym nad samym Morzem Śródziemnym.

Nazajutrz stanęliśmy na Górze Oliwnej, która wznosi się majestatycznie wśród surowych wzgórz Judei, we wschodniej części Jerozolimy, dając wspaniały widok na Święte Miasto, Góry Moabu, a nawet przy dobrej widoczności – i na Morze Martwe… Wielkość Królowej Miast polega na tym, ze została ona wybrana przez Boga: "bo prawo wyjdzie z Syjonu, Słowo Pańskie z Jeruzalem" – czytamy u Izajasza. Słowo Jerozolima oznacza "Pokój", a przecież była ona w swych dziejach oblegana ponad 50 razy, zdobyta – 26 razy, a zburzona przynajmniej 10-krotnie. Tak ironia losu sprawdza się w dziejach narodów... Także i obecnie, gdyż przedłużający się konflikt palestyńsko-izraelski nie oznacza prawdziwego pokoju...
A przecież mimo burzliwych dziejów trwa Święte Miasto z całym bogactwem swej tradycji i jawi się nam teraz z Góry Oliwnej opromienione słońcem, niczym jakaś wyśniona wizja starodawnego grodu z Tysiąca i jednej nocy. Uderzają swą wspaniałością potężne mury, obwarowane 34 wieżami i 8 bramami, jaśnieją w słonecznym blasku kopuły kościołów, synagogi, cerkwie, meczety... Przekonamy się niebawem, że Stare Miasto składa się z czterech dzielnic: żydowskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej i ormiańskiej, a ludność podzielona jest na co najmniej trzy religie.
Dla nas, chrześcijan, jest to ziemia szczególne droga i bliska sercu, po której niemal 2 tysiące lat temu: "On szedł w spiekocie dnia i w szarym pyle dróg, a idąc uczył kochać i wybaczać...".


***


Tradycja żydowska czyni Górę Oliwną miejscem pochówku proroków: Aggeusza, Zachariasza, Malachiasza. Tutaj Jezus nauczył apostołów modlitwy "Ojcze Nasz", stąd wstąpił do nieba, a przed swą męką zapłakał nad Jerozolimą, zapowiadając jej przyszły upadek i zniszczenie, co upamiętnia kościółek w kształcie łzy, noszący nazwę "Łza Pana"...
U naszych stóp, na zboczach Góry Oliwnej znajduje się najstarszy cmentarz żydowski, liczący ok. 70 tys. grobów. Przepowiednie proroków wskazują dolinę Cebronu, oddzielającą Górę Oliwną od Starej Jerozolimy, jako miejsce Sądu Ostatecznego, toteż pobożni Żydzi chcą być pochowani tu, najbliżej owego terenu... Można na tym starym cmentarzu jeszcze dziś wykupić miejsce na grób, ale oczywiście za ogromne pieniądze...
Słynna świątynia żydowska króla Salomona, odbudowana przez Heroda Wielkiego i zburzona wraz z Jerozolimą w 70 r. n.e., stała właśnie tam, gdzie widnieje dziś ogromna, przykuwająca uwagę złota Kopuła Skały – starej arabskiej świątyni, zwanej niesłusznie meczetem Omara, wzniesionej po opanowaniu tych stron przez muzułmanów – na cześć Proroka Mahometa, który ponoć właśnie stąd został wzięty do nieba wraz ze swym skrzydlatym koniem. A wcześniej, na gruzach świątyni Salomona Rzymianie zbudowali obiekt ku czci Jowisza, ale nie przetrwał on do naszych czasów. Jak widać, przepychanka religii trwała przez wieki... Ale Bóg przemawia do wszystkich tym samym głosem...


***


Wieczernik szarym napełniał się mrokiem (...)
I cisza była, a w tej ciszy głuchej
Przez kratę okna powiew coraz rzadszy
Gnał z pól zielonych wiośniane podmuchy.
Pośród rybaków tych ubogich siadłszy,
Chleb w obie ręce wziął i kielich wina….
(L. Rydel)
Do Wieczernika, wzniesionego przez krzyżowców w XII wieku na pierwotnych fundamentach, zajdziemy na zakończenie Drogi Krzyżowej, ale zacząć należy od wizyty w tym pamiętnym dla chrześcijan miejscu, w obecnym kształcie bardzo skromnym i surowym, z białego kamienia... Tu odbywała się Ostatnia Wieczerza, a po Zmartwychwstaniu Chrystus ukazał się jeszcze dwa razy apostołom i w Dniu Pięćdziesiątnicy zesłał na nich Ducha Świętego, by szli nauczać wszystkie narody o nowej wierze.
Ponieważ dla muzułmanów Jezus też jest postacią proroka , gdy później teren Wieczernika zaczął należeć do nich – również uznali to miejsce za święte. Ciekawe, że w przylegającej komnacie znajduje się uznany przez tradycję okazały grób króla Dawida – dla Żydów jedno z bardziej czczonych miejsc świętych. W 1167 roku opisał je niejaki Beniamin z Tudeli – i to jest jedyny dokument, że Dawid spoczywa tutaj.
Kamienny grobowiec króla okryty jest czerwonym jedwabnym suknem, a nad nim widnieją srebrne korony, którymi zazwyczaj okrywa się zwoje Tory. Część rzeczoznawców jest skłonna uznać ten grób Dawida ze względu na ów ogromny grobowiec, ale badania naukowe wykazują, że jest to miejsce późniejsze.. Z dylematu najlepiej wybrnął profesor historii i archeologii naszej przewodniczki Szoszany, który tak skwitował tę sprawę: "Nauka nie ma żadnego dowodu, że jest to grób króla Dawida, ale tradycja tysięcy lat uznania tego miejsca jest tak silna, że jeśli nawet nie byłby to jego grób, to on tu się przeniósł".


***


Via Dolorosa-09-

Jerozolimska Droga Krzyżowa, w której niebawem uczestniczymy – to upamiętnienie autentycznej drogi cierniowej Jezusa. Przejście jej uczy nas, że dziś odrębne religie potrafią tu współegzystować na pewnej płaszczyźnie, a pozostałości rzymskie, arabskie i chrześcijańskie przenikają się wzajemnie, tworząc barwny konglomerat stylów i postaw. Znamienne, że trasa tej pięknej i przejmującej jerozolimskiej "Via Dolorosa" uznana została przez wszystkie wyznania chrześcijańskie. Z 14 stacji smutnego pochodu dziewięć jest wspomnianych w Ewangelii, pięć pochodzi z tradycji. Stajemy więc najpierw przy stacji 1.: "Jezus skazany na śmierć", wymownie znaczonej przez kościółek katolicki z cierniową koroną w kopule i wyobrażoną kroplą kapiącej krwi...

Jerozolimskie ulice Via Dolorosa
na zakrętach ulic – zgroza...
Tu bili. Tu padł, szedł dalej
Drzewo dźwigając z bólem
Znów bili i pytali:
Kto był Żydowskim Królem...?
W. Broniewski: "Via Dolorosa"

Trzecia stacja: "Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem" – nosi nazwę polskiej nie bez powodu. Budowali ją w 1943 roku nasi dzielni żołnierze Andersa (rzeźbę wykonał Tadeusz Zieliński), a we wnętrzu, w miejscu, gdzie Pan Jezus po raz pierwszy upadł pod krzyżem, andersowcy umieścili ten sam krzyż, pod którym szli w Niedzielę Palmową owego pamiętnego 1943 roku...
Obok 3. stacji jest maleńka bramka i mała płaskorzeźba, oznaczająca 4. stację: "Jezus spotyka swą Matkę", niestety wejścia tam nie ma, teren należy bowiem do patriarchy Ormian. Wiadomo, że na posadzce mozaikowej tej stacji wyobrażone są dwa sandały w miejscu, gdzie stała Matka Boska, patrząc na Syna niosącego krzyż. Stąd nazwa: Stacja Marii, Matki Bolesnej. Z kolei 5. stacja przypomina Szymona z Cyreny. Pochodził on z miejscowości, która dziś znajduje się na terenie Tunezji, a przybył do Jerozolimy w owym Chrystusowym czasie, bo trzy razy do roku cały naród żydowski z najbardziej nawet odległych stron zbierał się wówczas w Świątyni. Szymon pomógł Jezusowi nieść krzyż, który był tak ogromny i ciężki (żeby potem mógł udźwignąć ludzkie ciało), iż jak głosi podanie, pod jego ciężarem Szymon zachwiał się i oparł dłonią o mur. W tym miejscu w ścianie powstało wgłębienie, którego dziś dotyka większość zwiedzających. Ja też...


***


Mijamy "Stację Weroniki", tej biblijnej młodej niewiasty, która podbiegła i otarła pot z twarzy Chrystusa utrudzonego niesieniem krzyża, a On odbił swoje oblicze na jej chuście. Pozostała kobietą bezimienną, słowa: "Vera-ikon", od których wywodzi się później nadane jej imię, znaczą bowiem tylko "prawdziwe oblicze". Dalej stacja 7., gdzie Jezus w pyle drogi upadł pod dojmującym ciężarem krzyża po raz drugi, cały w ranach i cierpieniu...
Stopy – stopy – piachy – kamień –
Nie prostujesz ramion, bo – krzyż…
W górę – w dół – słonecznym żarem
stopy
błękit,
kamienie,
żwir znów do piersi przypadła ziemia –
tęcza w kroplach potu znad brwi
i kamienie o twarz, kamienie…
( M.J. Kononowicz: "Etiudy z Wielkiego Tygodnia") 


***


Wszędzie, od stacji do stacji, przepychamy się przez wielobarwny i wielojęzyczny tłum z jego kramikami i sklepikami, usytuowanymi po obu stronach wąskich uliczek i zaułków Starego Miasta. Nasza przewodniczka, Szoszana, mówi, iż specjalnie nie stworzono miejsc wydzielonych wokół "Via Dolorosa", bo przecież gdy blisko dwa tysiące lat temu szedł tędy Jezus z krzyżem na Golgotę, też było wokół żywe, tętniące miasto, trwał gwar pobliskiego rynku i bazaru... Obojętność tłumu wobec cierpienia Boga-Człowieka tak ujęta została przez poetę: "wokół pluskot tysiąca stóp, poświst przekleństw i szum rozgwaru…".
Ten doświadczany przez nas tu dziś rozgardiasz wokół kolejnych stacji Męki Pańskiej kryje w sobie jakiś uwierający, głęboki smutek…


***


Idziemy cały czas pod górę, zbliżamy się bowiem do Golgoty, która była wówczas poza murami miasta, ale potem Jerozolima rozrastała się i teren ten znalazł się wewnątrz miejskich murów. Ostatnie stacje wraz z Golgotą ulokowane są obecnie we wnętrzu Bazyliki Bożego Grobu. Ten potężny kościół jednoczy w sobie wszystko, co przetrwało z biblijnej Golgoty: wzgórze, na którym Chrystus był ukrzyżowany, oraz grób, gdzie Go złożono. Wprawdzie w tym miejscu, jak wspomniałam, imperator Hadrian, chcąc zniszczyć religię żydowską i chrześcijańską, wybudował potem świątynię poświęconą Jowiszowi, ale w ten sposób, chcąc, nie chcąc, przyczynił się tylko do utrwalenia w świadomości pokoleń miejsca najważniejszego dla chrześcijaństwa.
Bazylikę, którą Konstantyn Wielki ze swą matką św. Heleną kazał tu zbudować po zburzeniu owej pogańskiej świątyni, obrócili w proch Persowie. Zaczęto ją odbudowywać podczas wypraw krzyżowych, a wykańczano przez długie wieki, aż do czasu, gdy w 1852 r. na mocy porozumienia z Turcją, została ona oddana do dyspozycji czterech wyznań: prawosławnych, katolików, grekokatolików i Ormian. Współistnienie nie jest łatwe. Nam np. wydaje się, że katolikom poświęcono tu za mało miejsca (jedynie skromna kaplica – Stacja Zdjęcia Szat), natomiast cały splendor posiadania Kalwarii i Bożego Grobu spadł na prawosławnych i grekokatolików. Łapiemy się na tym, że nasze podejście jest małostkowe, w takich kategoriach nie można myśleć o Kościele Grobu Pańskiego, który należy do najważniejszego dziedzictwa kulturowego ludzkości.
W ciszy i skupieniu dotykamy skały Kalwarii, wkładamy rękę w miejsce, gdzie wbity był w nią krzyż... Grzegorz z Narek, który żył tysiąc lat temu (umarł w 1010 roku), pisał:

Ty Sam obarczyłeś się drzewem cierpienia,
Jakbyś był winny
Na swych ramionach
niosłeś broń życia, jakby kwiat lilii, co rośnie w dolinie
Rozciągnęli Cię na ołtarzu krzyża jakby ofiarę
Przybito Cię, jakbyś był złoczyńcą…


***


Potem, będąc ciągle wewnątrz ogromnej Bazyliki Bożego Grobu, pełnej krużganków, sklepień, kolumn – schodzimy na dół tej wielkiej rotundy, gdzie w centrum usytuowany jest mały budynek kryjący Chrystusowy Grób. Mijamy po drodze w dużej gablocie ów Kamień Namaszczenia, na którym położono martwego Chrystusa po zdjęciu z krzyża, by Go namaścić wonnościami przed zawinięciem w całun...
Grób Jezusa pozostał nietknięty do roku 1009, gdy zburzył go kalif Hakim. Na szczęście wcześniej wspomniana św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego, oddzieliła grób od reszty wzniesienia, zabudowując go specjalną rotundą. Obecny, monumentalny i przeładowany ozdobami kultu prawosławnego sarkofag wzniesiony został przez Rosjan w 1810 r. Car podobno dał na to bardzo dużo złota...
Warto przypomnieć, że sarkofag Chrystusa – to podarunek rodziny Józefa z Armatei. Jak groby żydowskie tamtego czasu był ogromny: dwa pokoje wyciosane w skale. W pierwszym na płycie kamiennej układano namaszczone, zawinięte w całun ciało i zgodnie z rytuałem żydowskim pozostawiano je na okres mniej więcej roku, przywalając ciężkim kamieniem otwór wejściowy. Po roku, gdy ciało już się rozpadło, otwierano grób, zbierano kości i wkładano je do małej urny kamiennej w drugim pokoju, w którym na ten cel wyżłobione były w ścianach specjalne nisze, by mogło stać więcej urn w rodzinnych grobach. Do dzisiejszego dnia Żydzi zachowali o tyle ten obyczaj, że chowani są bez trumny, jedynie żołnierze, polegli na polach bitwy, których zmaltretowane ciała mogą sprawić dodatkowy ból rodzinom, wkładani są do zwykłej, drewnianej skrzynki, okrytej flagą...
Jak wiemy, w wypadku Chrystusa ów tradycyjny rytuał z grzebaniem urny nie mógł zostać spełniony…


***


Wejścia do grobowca strzegą prawosławni mnisi, którzy wpuszczają nas do środka kolejno, w maleńkich, kilkuosobowych grupkach, przyglądając nam się bacznie. Ogromne, przejmujące wrażenie robi biały wielki kamień pod ochronnym szkłem – tym kamieniem przywalono grób Pana, ale został on odsunięty, a pieczęć, którą arcykapłani i faryzeusze zabezpieczyli grób (stawiając też straż) – została złamana…

Gdzież jest zwycięstwo twe, o śmierci?
Gdzie jest, o śmierci, oścień twój?
Zerwał trzeciego dnia pieczęcie
Koronowany cierniem Król.
Gdzież jest zwycięstwo twe, o śmierci?
Światłością powalona straż –
Głaz odepchnięty. Krzyż na wietrze...(...)
A ten anioł w bieli świetlistej
Żaglem skrzydeł światu zaszumiał:
Nie masz Go tu, bowiem zmartwychwstał!
Kononowicz

...Pozostała tylko biała płyta marmurowa wewnątrz kaplicy – tu złożone było ciało Chrystusa (skała oryginalna znajduje się dopiero pod tą płytą). Tamtego pamiętnego dnia 33 r. n.e. niewiasty przybyłe do grobu zastały kamień odwalony i usłyszały te znamienne słowa: "Dlaczego szukacie żywego wśród umarłych?".
Stoimy oto nieporuszeni na miejscu, gdzie przez Zmartwychwstanie zwyciężona została śmierć… "To niezniszczalna nadzieja, utrzymująca przy życiu chrześcijan poprzez wszystkie arlekinady historii" – powiedział Malcolm Meggeridge.
"Mówić o zmartwychwstaniu Jezusa to tyle, co próbować zamknąć w dłoniach światło" – napisał ks. Niewęgłowski. Milczenie silniejsze od słów, dlatego i my zamilknijmy. Zresztą kończy się nasz exodus po Jerozolimie – ziemi proroków, patriarchów i samego Boga, a ta Królowa Miast, gdzie Chrystus przeszedł najważniejszą dla nadziei świata Via Dolorosa, by umrzeć jako Człowiek, a zmartwychwstać jako Bóg – żegna nas blaskiem kopuł swych świątyń, zaklętych w panoramie starodawnego grodu.
Pozostaje tylko myśl, tak pięknie wyrażona przez Andrzeja Roztockiego, o naszej ludzkiej kondycji: "Stoimy w ciemności otoczeni światłem". Wystarczy zrobić jeden krok, by stanąć w jego blasku...
Tym światłem jest dla nas zmartwychwstały Chrystus...


***


Dlaczego zatem wolimy przebywać w ciemności naszych wzajemnych konfliktów, nienawiści i podjazdowych walk między ludźmi i narodami?
Zapamiętałam znamienne zdanie Amos Ozy, cytowane wówczas podczas pożegnalnej kolacji w Netanii przez pisarkę izraelską, Irit Amiel, zgłębiające ten problem z innej perspektywy:
"Nasza ludzka kondycja, nasza samotność na powierzchni bezbronnej planety, osaczonej zimnym kosmicznym milczeniem, nieuchronna ironia życia oraz bezlitosna obecność śmierci – to wszystko powinno w końcu obudzić w nas poczucie ludzkiej solidarności, przebijające przez wściekłość i wrzask naszej odrębności".
Właśnie: czy nie lepiej budować mosty porozumienia, solidarności między ludźmi i narodami – niż wyniszczać się wzajemnie na oczach świata, na czym cierpią nie tylko ludzie, ale i wspaniała wielowiekowa kultura – duchowe dziedzictwo ludzkości...


Krystyna Starczak-Kozłowska

Opublikowano w Reportaże