Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 19 styczeń 2018 10:08

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (47)

AntczakWojciech        Buchnął płomieniem i brunatno-czarnym dymem. Najbardziej kopciła się tylna część tego kolosa. Sparaliżowany, buchając gęstym, gryzącym dymem, uniemożliwił dalsze natarcie piechoty. Kilku Niemców położono natychmiast trupem, a reszta wycofała się w pośpiechu daleko za linię ulicy Konwiktorskiej. Po chwili z płonącej maszyny zaczęła wychodzić załoga, machając białą szmatą i krzycząc histerycznie: „Nicht schissen!” [Nie strzelać!]. Czołgiści, ściągnąwszy hełmy, z podniesionymi rękoma stanęli karnie w szeregu, przerażeni, bo jeszcze przed chwilą nie spodziewali się, że tak skutecznie oberwą, czekali cierpliwie na reakcję powstańców, a ci, trzymając ich w niepewności z wycelowaną bronią, także czekali... na rozkaz swojego dowódcy. Dopiero kiedy „Virtus” wyznaczył dwóch do odprowadzenia jeńców do dowództwa kompanii, dopiero wtedy rozkazał piątce szkopów podejść bliżej. Popędzani przez eskortę okrzykami: „Schneller, schneller!!” [Szybciej...], zniknęli za załomem muru.

        Tymczasowe i krótkotrwałe zwycięstwo dość znacznie poprawiło nastroje w plutonie „Virtusa”.

        – Panie poruczniku, po jaką cholerę się było tak z nimi patyczkować. Ja to bym ich, o tak! – powiedział jeden z jego podwładnych, przeciągając palcem po gardle.

        Ale wcześniej, kiedy tylko pojawił się ten czołg, to on był jednym z pierwszych kryjących się za wyłomem muru w sporej odległości od barykady. „Virtus” nic nie odpowiedział, spojrzał tylko na „bohatera” znacząco i zwrócił się do pozostałych:

        – Chłopcy, pamiętajcie, że przy następnym ataku macie dopuścić piechotę jak najbliżej. Bez paniki! Pamiętajcie! – ostrzegał. – Kończy się nam amunicja, kończy się... – przerwał nagle, nie chcąc psuć ich dobrego nastroju po tym ich „zwycięstwie”.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 12 styczeń 2018 08:06

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (46)

AntczakWojciech        – Psiakrew! – zaklął „Mały Franek”. – Nawet nie zauważyłem naszego domu! A byliśmy tak blisko, tuż koło Wyścigów...

        – A ja widziałem! Wyraźnie widziałem twój dom na Gorzkiewkach... duży, biały dom kryty czerwoną dachówką, stojący najbliżej Torów Służewieckich...

        – Nie mów! Naprawdę widziałeś?! 

        – Oczywiście, że widziałem na własne oczy! Niech ja skonam, niech ja... skonam, panie „warsiawiak”... jak pragne fiknońć! – śmiał się kapitan Witczak, a na koniec zmrużył szelmowsko oko.

        A na to „Mały Franek” poczuł się bardzo, ale to baardzo obrażony! 

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 04 styczeń 2018 23:05

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (45)

AntczakWojciech        – Pamiętaj Franek, że nawet na największego „kozaka” przychodzi kiedyś kryska... – jak na „Matyska”... A pamiętasz w Anglii, pamiętasz tego Czecha, jak mu tam było, zapomniałem... Chodził jak struty i chlał na umór, płacząc, że zginie nad Kanałem. I co?! I wykukał sobie!... Grunt to nie pękać! „Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś to nie było!” – „Mały Franek” zakończył tym dziwacznym powiedzonkiem zasłyszanym jeszcze gdzieś we wczesnej młodości.

        Lada moment wydany zostanie rozkaz zajęcia swoich miejsc w maszynach. Zahuczą włączone silniki i zacznie się ich rozgrzewanie. Załoga kapitana „Dablju-Dablju” [„W-W” – od Wiesław Witczak, nie do wymówienia poprawnie przez Anglików] czekała na rozkaz zajęcia miejsc w swoim halifaksie. Brakowało tylko nawigatora, plutonowego Skotnickiego.

        – Czy któryś z was nie widział Janusza? 

        – Był przed chwilą koło kantyny, panie kapitanie – odpowiedział mechanik pokładowy Walendowski.

        – Jasna cholera! – zaklął kapitan Witczak i ruszył w stronę baraków. 

        Skotnicki, jak gdyby nigdy nic, siedział przy jednym ze stolików, na którym stała szklanka do połowy wypełniona alkoholem o barwie miodu. Siedział nieruchomo wpatrzony nieprzytomnym wzrokiem w blat, a słońce wpadające przez okno rozświetlało tę szklankę. Wokół głowy plutonowego była jakaś taka, jakby nadnaturalna poświata.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 22 grudzień 2017 09:37

Cykl życia imperium

Nasz upadek nie jest wynikiem zewnętrznych sił, nad którymi nie mamy kontroli, lecz naszej własnej chciwości, egoizmu i niemoralności, a także utraty odwagi i energii…

Cykl życia imperium

        Zamieszczamy poniżej fragment książki „Cykl życia imperium”, obowiązkowej lektury każdego rozgarniętego Polaka. Autor sir John Bagot Glubb (ur. 16 kwietnia 1897, zm. 17 marca 1986) – to brytyjski wojskowy, generał broni, w latach 1939–1956 dowodził Legionem Arabskim w Królestwie Transjordanii.  W 1930 otrzymał przeniesienie do Emiratu Transjordanii, gdzie we współpracy z emirem Abdullahem I utworzył rok później pierwszą jednostkę Beduinów, którzy patrolowali południową pustynną część kraju zwalczając przemyt i bandy rabusiów. W ciągu kilku lat zdołał przekonać Beduinów do porzucenia swoich przyzwyczajeń do najazdów na sąsiednie plemiona. Zdołano w ten sposób zaprowadzić porządek i spokój w Transjordanii.

         Podczas I wojny izraelsko-arabskiej Glubb dowodził Legionem Arabskim, zajmując Zachodni Brzeg i Wschodnią Jerozolimę. Po zakończeniu wojny dowodził działaniami Legionu na terenach okupowanych. W dniu 1 marca 1956 został odwołany przez króla Husajna I, który chciał w ten sposób zdystansować się od Wielkiej Brytanii i obalić twierdzenie arabskich nacjonalistów, że w rzeczywistości to Glubb sprawuje władzę w Jordanii. Pomimo odwołania pozostał on bliskim przyjacielem króla Husajna. Pozostałe lata swojego życia Glubb spędził na pisaniu książek i artykułów o swoich doświadczeniach na Bliskim Wschodzie i historii Arabów.

Książka ukazała się dzięki fundacji PAFERE i tam można ją nabyć


Nasze bezcenne dziedzictwo
(...)

Utrata witalności
        Europejczycy odwiedzający Londyn na początku XIX wieku byli pod wrażeniem dużej aktywności. Pośpiech w Londynie był wszechobecny. Jednak w drugiej połowie stulecia to zjawisko przeniosło się do Nowego Jorku, gdzie mówiło się, że tempo życia i ciśnienie były niemal nie do zniesienia.
        Ale w numerze „Blackwood’s” z lutego 1977 roku Jean Gimpel (1918–1996) mówi nam, że w 1956 roku mężczyźni i kobiety na ulicach Stanów Zjednoczonych „chodzili do pracy i z pracy tak spokojnie, jak gdyby byli w Rzymie; i, jak ich koledzy po fachu w Paryżu, wielu menedżerów jadło lunch przez dwie godziny lub dłużej”.
        Czemu możemy przypisywać ten regularny spadek energii w starych narodach? Czy jest to zjawisko fizyczne, rezultat komfortu i przejedzenia? Czy może jest to umysłowy lub moralny upadek idealizmu i ducha?

        Zobaczymy, że w wielu dziedzinach nie możemy rozwiązać naszych problemów, bo nigdy nie myśleliśmy w kategoriach długofalowego wzrostu i upadku narodów i kultur. Mam głęboką nadzieję, że obecna debata może doprowadzić do zmian w naszych badaniach historycznych, a także do dokładniejszych badań nad powstawaniem i upadaniem narodów na przestrzeni dziejów. Takie badania mogą nam pomóc odkryć przyczyny upadku narodów i umożliwić odpowiednie skorygowanie naszych działań.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 21 grudzień 2017 23:14

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (44)

AntczakWojciech        Zaniepokojenie Księdza Prymasa wzbudziło kolejne powtórzenie tej samej uwagi, znowu powiedzianej niby to mimochodem. Na co odpowiedział jej, że „miejsce biskupa polskiego jest albo przy Katedrze, albo w więzieniu, ale nie za granicą”. Później siostra zaproponowała Księdzu Kardynałowi wystosowanie pisma do rządu, z prośbą o zwolnienie Go do domu... I to wzbudziło w Księdzu Prymasie przekonanie, że usiłowano użyć siostry Leonii do zakulisowego wywiadu. Cóż jednak zamierzali osiągnąć owi „ONI”, zawsze „smutni”, uzurpujący sobie prawo do „kierowania” całym, bez wyjątku polskim narodem! Był przekonany, że siostra Leonia nie dała się im użyć, choć w odruchu swej wrodzonej szczerości mogła „IM” udzielić „niejednej cennej informacji”, ale nigdy nie ze złej woli. A poglądy swoje Ksiądz Prymas odsłonił już nie raz w czasie konferencji z przedstawicielami partii i rządu. „ONI” dobrze wiedzieli, co myśli i na co liczyć n i e  m o g ą!

        Ksiądz prymas Wyszyński wątpił także w „dobranie” księdza Stanisława Skorodeckiego i siostry Marii Leonii Graczyk przez Urząd Bezpieczeństwa, że będą „użyteczni”. Bardzo w to wątpił!

        „Obraz jest ‘prześwietlony’ jak na biało-czarnym filmie. Obaj spowici są w tę wielką nieprzeniknioną, oniryczną ciszę. Żegnają się w hallu ogromnego gmaszyska po bardzo uciążliwej konferencji. Ksiądz Prymas kieruje się ku oszklonym drzwiom, przez które widać w dole ulicę. W dalekiej perspektywie widoczne są sunące bezgłośnie trolejbusy i tłum, niczym mrówki chodzące w różnych kierunkach.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 14 grudzień 2017 22:58

SpaleNI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (43)

AntczakWojciech        – Oczywiście, ja wszystko r o z u m i ę. A, jeszcze jedno. Nie dalej jak wczoraj ksiądz i ten drugi ksiądz osobno, obaj panowie zbliżaliście się do ogrodzenia. Jeszcze na początku izolowania księdza w Rywałdzie wydano zarządzenie, żeby nie zbliżać się na co najmniej, dziesięć metrów do ogrodzenia. Mam na myśli wydane wcześniej, właśnie to zarządzenie!

        – Rozumiem, że to nie jest bezpośrednio pański wymysł, ale polecenie otrzymane, jak się domyślam, od pańskich zwierzchników. Niech mi pan wyjaśni, dlaczego nie wolno nam zbliżać się do ogrodzenia?

        – No, bo chodzi, przede wszystkim, o bezpieczeństwo. 

        – Czyje bezpieczeństwo? 

        – No, księdza! Bo jakby co, jakby któryś z panów znalazł się za blisko płotu, a wartownik nie rozpoznał i oddał strzał w stronę księdza! To co wtedy?! – „Komendant” zawiesił głos po zadaniu tego bardzo zagadkowego pytania.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 08 grudzień 2017 07:23

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (42)

AntczakWojciech        Na widok najświętszej figury ludzie klękali. Z wielu piersi wydzierał się żałosny jęk i szloch. Do pochodu, na czele którego szedł ksiądz Karłowicz, dołączało coraz więcej osób. Niosący na swoich barkach postać Syna Bożego szli bardzo ostrożnie, jakby w obawie sprawienia Umęczonemu Ciału Chrystusa Pana najmniejszej choćby boleści.

        Ten niecodzienny widok niosących postać Pana Jezusa Ukrzyżowanego z cierpieniem na Jego obliczu, z wykrzywionymi ustami w bolesnym grymasie, a także ciężkie, jakby nabrzmiałe, przymknięte powieki i Jego długie włosy zlepione potem i krwią okalane koroną uwitą z ciernia; cała ta relikwia była teraz egzemplifikacją cierpiącej coraz bardziej Starówki, dającą asumpt do bezgranicznego zaufania Panu Bogu, do zawierzenia Mu swojego losu i losu całego Starego Miasta.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 01 grudzień 2017 07:40

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (41)

AntczakWojciech        Po dokonaniu zrzutów nad Warszawą natychmiast wracali do swoich włoskich baz, a gdy zrzut nie dochodził do skutku, lecieli na północ, za miasto i tam po uwolnieniu ładunku nad Puszczą Kampinoską, skręcali na zachód w stronę Pruszkowa i lecąc wzdłuż linii kolejowej, w pewnym momencie odskakiwali na południowy zachód ku Niemcom i Austrii. Po pokonaniu Alp w porannym słońcu docierali do Adriatyku, kierując się ku wschodniemu wybrzeżu Włoch, by około siódmej rano na resztkach paliwa wylądować w swej macierzystej bazie w Brindisi.

        Porucznik Franciszek Białek nie mógł się już doczekać, kiedy zostanie wyznaczony do upragnionego lotu nad swoją ukochaną Warszawę, którą był opuścił przed prawie pięciu laty, a której miał zaszczyt bronić przed niemiecką Luftwaffe we wrześniu trzydziestego dziewiątego. To jemu jako drugiemu udało się z pilotowanego przez siebie samolotu PZL P 11 bardzo poważnie uszkodzić niemieckiego dorniera (Do 17) nad Torami Wyścigów Konnych, niedaleko swojego domu, z czego, oczywiście, przez dłuższy czas był bardzo dumny. Ale prawdziwy powód do dumy z pewnością powinien mieć porucznik pilot Aleksander Gabszewicz ze 113. Eskadry Myśliwskiej, z Brygady Pościgowej, gdy pierwszego września około godziny siódmej rano jako pierwszy zestrzelił niemieckiego heinkla (He 111).

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 24 listopad 2017 08:11

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (40)

AntczakWojciech        – No, ogólnie, domyślam się, ale jakby towarzysz minister był tak uprzejmy, to... 

        – Słuchajcie Goldstein, otóż mam wam do zakomunikowania wiadomość, że źle się dzieje! A nawet powiedziałbym, że jeszcze gorzej! – ostro wystartował ten przebiegły lis, ciągle jeszcze minister walącego się resortu, to znaczy, walącego się pozornie, raczej odpowiednie byłoby określenie „przewietrzanego” resortu, wobec nadchodzącego „nowego”, bo stare metody nie zdawały już egzaminu. 

        – Tym razem, pułkowniku Strużański, przebraliście już miarkę! I odpowiecie za to wszystko po linii służbowej i po linii, że się tak niezbyt ładnie wyrażę... kryminalnej – Bradkiewicz podkreślił ostatnie słowo.

        – Słu... słu... cham? – pytał, jąkając się. 

        Nieznośny ból w okolicach lewej skroni, niczym rażenie prądem, dawał o sobie znać, jak zawsze w chwilach nagłego i silnego zdenerwowania. Ponadto zaczął się gwałtownie pocić, co nigdy przedtem nie miało miejsca. Na domiar złego ogarniała go jakaś dziwna słabość, jakby za chwilę miał całkiem oklapnąć, właśnie teraz, w takim momencie, kiedy powinien był się bronić...

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 17 listopad 2017 07:16

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (39)

AntczakWojciech        Tym „czołgiem”, tą „tankietką” – jak stwierdzili po latach historycy i fachowcy w dziedzinie uzbrojenia – bez wątpienia był Funklenpanzer-Schwerer Laudungsträger typ B IV – „stawiacz min” – a inne źródła podają, że był to Sprengstofftrageren – Borgward IV – „pojazd przeznaczony do przewożenia materiałów wybuchowych” używany przez Niemców do niszczenia barykad. A wspomniana skrzynia była właśnie ową miną, która po odczepieniu i oddaleniu się pojazdu na bezpieczną odległość miała wybuchnąć z ogromną siłą, roznosząc zaporę na Podwalu. Powstańcy pokrzyżowali te plany. Czy zatem określenie „czołg-pułapka” jest zupełnie nieprawdziwe?

        – „Ani czołg, ani pułapka. Niemcy podrzucili podpalony stawiacz min. Może liczyli na to, że Polacy zaczną przy nim manipulować i sami wysadzą barykadę” – odpowiada Mariusz Komacki, ekspert od uzbrojenia. – „Stało się inaczej. Powstańcy, którzy jeździli tym pojazdem po Starówce, musieli przy pokonywaniu przeszkody u zbiegu Podwala i Kilińskiego złapać za dźwignię. To spowodowało zsunięcie się ładunku i uruchomienie zapalnika czasowego. I tyle” – pisze Tomasz Urykowski w artykule pt. „Rocznica wybuchu na Kilińskiego” z okazji 61. rocznicy Powstania Warszawskiego.

Opublikowano w Lektura Gońca
Strona 1 z 36