Goniec

Register Login

sobota, 10 styczeń 2015 13:57

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy (16)

– A z kim będzie tańczył... Z tobą? – rzekł Szczur.

– Jak to: z kim? – Saszka wskazał ręką na salę. – Dziewczyny, jak kwiaty!... O, panna Belcia się nudzi... Proś ją do tańca!

Pozostawiłem Szczura i zacząłem tańczyć z Belką.

– Pan nietutejszy? – zapytała mnie dziewczyna.

– Tak... Przyjechałem do Jóźka Trofidy.

– On siedzi?

– Siedzi.

– Szkoda go.

– Co zrobić...

Opublikowano w Lektura Gońca

To prawo tożsamości finansów publicznych pokazuje ścisłą zależność matematyczną pomiędzy bilansem handlu zagranicznego a zadłużeniem sektora publicznego i prywatnego sektora krajowego oraz wyjaśnia w pełni sytuację załamania finansowego strefy euro.

Tę tożsamość finansową można ująć następująco: bilans krajowego sektora prywatnego + bilans krajowego sektora publicznego + bilans sektora zagranicznego = 0.

Prywatny sektor krajowy to krajowe gospodarstwa domowe i krajowe firmy. Krajowy sektor publiczny to rząd i samorządy lokalne oraz regionalne.

Sektor zagraniczny to reszta świata w postaci zagranicznych gospodarstw domowych, firm i rządów. Bilans każdego z sektorów to roczne zestawienie jego finansowych przychodów i wydatków. Deficyt jednego sektora musi się więc równać nadwyżce przynajmniej jednego z dwu pozostałych sektorów.

To oznacza, że jeśli kraje południowoeuropejskie mają tak ogromne deficyty bilansów krajowych sektorów publicznych, to muszą być one równoważone ogromnymi nadwyżkami bilansowymi sektora zagranicznego lub/i krajowego sektora prywatnego. Ponieważ krajowe sektory prywatne nie mają tak wielkich nadwyżek i są często również mniej lub bardziej zadłużone, to nadwyżki muszą mieć sektory zagraniczne i to one są głównym źródłem olbrzymich deficytów sektorów publicznych.

Opublikowano w Lektura Gońca
niedziela, 04 styczeń 2015 01:18

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy (15)

Spojrzałem tam. W drzwiach stał Alfred Alińczuk. Wtem Mamut chrapliwie się roześmiał i rzekł:

– Picusiu!

Wszyscy się roześmiali. Alfred znikł pośpiesznie za drzwiami. Piliśmy dalej. Zabawa szła na całego, Lord śpiewał: Hej, tam piwo! hej, tam wódka! Hej, tam rąbią na harmonii!

Hej, tam moja Marysieńka
Szklanką o butelkę dzwoni!

Późno nocą wracałem do mieszkania. Było ciemno. Na niebie lśniły gwiazdy. Wszedłem na dziedziniec domu Trofidy. Zasuwałem rygiel u furtki. W tym momencie na prawo ode mnie padł strzał... potem drugi, trzeci i czwarty. Upadłem na ziemię przy bramie. Posłyszałem w sadzie szybko oddalające się kroki. Porwałem się na nogi, wyjąłem z kieszeni nóż i wbiegłem przez otwartą furtkę do sadu. Tam było cicho. Chwilę nasłuchiwałem, potem wróciłem do bramy i wyszedłem na ulicę. Nie dostrzegłem nikogo w pobliżu. Szkoda, że nie miałem ze sobą latarki. Może mógłbym ścigać napastnika w sadzie, a teraz byłem bezradny. Od tego czasu zawsze miałem w kieszeni latarkę.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 19 grudzień 2014 22:53

Łosiem być

Grzegorz Hykawy nie żyje od lat, był utalentowanym prozaikiem i wrażliwym człowiekiem, przedstawiamy Państwu pierwsze z otrzymanych opowiadań, czytając, proszę ciepło wspomnieć Autora, pokonanego przez chorobę.

***

Obudziło mnie przeraźliwe zimno i bolesne kłucie w brodę. Chciałem złagodzić niespodziewane cierpienie palcami lewej ręki. Uniosłem ją z niemal herkulesowym wysiłkiem. Kątem oka zauważyłem na niej gęstą sierść i zrogowaciałe kopyto zamiast dłoni. Zamknąłem oczy w sprinterskim pośpiechu.

– Zaraz... zaraz!? – próbowałem za wszelką cenę skupić rozbiegane gdzieś pod czaszką myśli i ułamki wspomnień wczorajszego wieczoru.

Tę trafioną piątkę w toto-lotka przepijaliśmy wczoraj we trójkę. Zdzichu, Heniek i ja. Do taktów "Fal Dunaju", z którymi mordował się jakiś muzyczny geniusz, topiliśmy w zębach golonki wielkości przedwojennych nocników. Żucie przerywaliśmy łykami ciepłej gorzały i wbijaniem wzroku w pośladki jednej z przysadzistych kelnerek. Po konsumpcji przepijaliśmy do wszystkich stolików. Padaliśmy też przeróżnym paniom do nóżek i próbowaliśmy zagłuszać orkiestrę na wszelkie możliwe sposoby i układy. A później? Pamiętam tylko, że kopałem w znajome drzwi ciężkim obuwiem, jako że ręce zajęte miałem szukaniem kluczy. Zanim się otworzyły, przestałem cokolwiek kojarzyć. Heniek ze Zdzichem musieli wyciąć mi jakiś perfidny numer.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 19 grudzień 2014 15:20

Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy (14)

Słowik porzucił go, bo musiał sam się ratować. O Chińczyku nikt nic nie wiedział; zapewne wpadł w Sowietach, bo nie wrócił dotychczas.

Bolek Kometa zaproponował mi wstąpić do słynnej, dużej partii Gwoździa, w której on zaczął chodzić po wsypie Trofidy, lecz nie chciałem na razie tego robić. Oczekiwałem, co będzie dalej. Pieniędzy miałem sporo – przeszło 500 rubli, to za tamtą noskę, którą Saszka Weblin sprzedał w Sowietach, otrzymałem od niego 420 rubli, więc nic nie zmuszało mnie do pośpiechu w pracy. Bolek Lord powiedział mi, że chce zorganizować nową partię i prowadzić ją zamiast Trofidy. Mówił już o tym z Bergierem.

Opublikowano w Lektura Gońca

Lepper przejął program Tymińskiego i jego hasło – "Balcerowicz musi odejść!". I Lepper został, jego zdaniem, stworzony celowo, by przejąć jego elektorat. "Jego mechanizm finansowania polegał na zatwierdzaniu funduszy na szkolenie rolników, a były to pieniądze przyznane na ten cel przez rząd USA. Nieznany wówczas Andrzej Lepper mógł z tego powodu jeździć ze swoją świtą po całej Polsce mercedesem i budować nową partię polityczną z cudzych pieniędzy. W praktyce przyjeżdżał do wsi, gdzie zbierał rolników w świetlicy i po krótkiej pogadance politycznej, prosił o podpisanie listy obecności. Za swój podpis każdy rolnik dostawał kilkaset złotych. Jego zadaniem od samego początku było wypchnięcie Partii X, której byłem liderem na scenie politycznej".
"W 1992 r. spotkałem się z Andrzejem Lepperem. Ludzie z Partii X donosili mi, że »Samoobrona« ma program bardzo podobny do naszego. Zafrapowało mnie to, że nie wiedziałem, skąd wziął się Lepper i co to za człowiek. Partia X zawsze szukała koalicjanta. Więc pod presją wielu członków partii zgodziłem się na spotkanie z Lepperem. Umówiłem się z nim na lunch w warszawskim Domu Dziennikarza przy ul. Foksal. Przyszedł z obstawą. Od pierwszego momentu zrobił na mnie wrażenie gbura. Rozmowa nie kleiła się. Rozstaliśmy się z niczym po półgodzinie".

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 12 grudzień 2014 19:48

Kochanek wielkiej niedźwiedzicy (13)

Bombina zaczęła uczyć mnie "ładować bandaże". Dotykała dłońmi moich rąk, opierała się o moje ramię piersią. Czułem na twarzy muśnięcie jej włosów i mało rozumiałem, co do mnie mówi. Spostrzegła to, uśmiechnęła się i rzekła:
– Niech pan na razie układa pończochy. Tuzinami. Paczki. Więcej nic. Później pan się połapie w tym.
Wkrótce Józef zaczął się zbierać w drogę. Lowa napisał i dał mu ksiwę dla kupca. Józef pożegnał Bombinę i Lowkę, a potem się zwrócił do mnie.
– Chodź na chwilę!
Wyszedłem z nim na podwórze. Józef zaczął mówić po cichu:
– To Bombina prosiła, żebym ciebie zostawił... Niby do pomocy. Rozumiesz? Jeśli ci się nie bardzo chce zostawać tu, to możesz iść z nami z powrotem... Jak chcesz... Ale radzę zostać... Jest dla kogo... Nie pożałujesz!...
– Więc jakże to?...
– A tak... Czy ty nie rozumiesz? Stary byk, 23 lata na garbie, a łamie się jak piętnastówka!... Tylko się nie zblamuj!
– Co? co? – rzekłem zdumiony.
– Nic, nic – odparł Józiek i zniknął w ciemnościach.
Po odejściu Józefa zrobiło mi się smutno. Spojrzałem ku północnej stronie nieba. Gdzieniegdzie z wyrw pomiędzy chmurami wyzierały ciekawie gwiazdy. Wielkiej Niedźwiedzicy nie mogłem dostrzec. Długo stałem nieruchomo słuchając dalekiego szczekania psów i patrząc na mrugające z dala światła w oknach domostw. Posłyszałem w pobliskiej wsi wściekłe ujadanie psów.
"Nasi przeszli" – pomyślałem.
Zerwał się chłodny, wschodni wiatr. Zrobiło się ciemno. Pośpiesznie wróciłem do mieszkania.
– Gdzie pan chodził? – zwróciła się do mnie Bombina.
– Odprowadziłem Józefa.
– Jego nie trzeba odprowadzać. On wszędzie trafi sam. Pewnie obmawialiście mnie.
– Nic podobnego.
Ona zmrużyła oczy i szturchnęła mnie łokciem w bok.

Opublikowano w Lektura Gońca

Choć może należałoby powiedzieć z niewielką przesadą, że są stałą praktyką polskojęzycznych dziennikarzy, publicystów i polityków w polskojęzycznych mediach.
Ten dezinformujący i okłamujący opinię publiczną system medialny, ukształtowany na początku szokowej transformacji polskiego komunizmu, z korektą na powstanie nieformalnego koncernu medialnego polskich redemptorystów ks. o. Rydzyka i nielicznych niezależnych mediów nazywanych "prawicowymi", trwa niezmiennie od ćwierćwiecza. Na niebywałą skalę ten system eksplodował falą dezinformacji, manipulacji, insynuacji i kłamstw medialnych w 2010 roku. Eksplodował po tragicznej katastrofie smoleńskiej, w której zginął urzędujący prezydent Lech Kaczyński z małżonką, dowódcy wszystkich rodzajów broni Wojska Polskiego i najwyżsi urzędnicy państwa polskiego, z prezesem banku centralnego na czele. Ta fala miała i ma przykryć i zakłócić dochodzenie do prawdy o przyczynach tej katastrofy. Ma umożliwić i umożliwia, powtarzanie obrażających rozum i poczucie godności narodowej bredni o pancernej brzozie, która urwała skrzydło osiemdziesięciopięciotonowemu tupolewowi i wywróciła go beczką o 180 stopni.

Opublikowano w Lektura Gońca
niedziela, 30 listopad 2014 09:12

Kochanek wielkiej niedźwiedzicy (11)

Po chwili rzekł:
– Wiesz, bracie, klawi to chłopcy i dobrześ zrobił, że mu pomogłeś. Ale z Saszką się nie zadawaj, bo to narwaniec! Z nim niejeden zginął! To nie dla ciebie "kumpania"! Tak!
– On wcale nie zapraszał mnie razem robić...
– No i klawo. A z towarem to ci dobrze się trafiło! Niech sprzeda za granicą, bo jeśli tu pójdzie na blat, to mało dostaniesz. Saszka weźmie pięć razy tyle. On chce ci dopomóc. Widzi, że chłopak jak się należy, no i tego...
– To jutro ja tam pójdę.
– Dobrze.
– Ja myślałem, że towar trzeba oddać. Józek się uśmiechnął i powiedział to samo, co słyszałem niedawno od Saszki:
– To nie agranda! Bergiera diabli nie wezmą. Za dwie partie odrobi wszystko. A my się odkujemy trochę... Parę chłopaków rzuciło noski naprawdę... Może wypijesz?
– Nie. Piłem u Saszki razem z Żywicą.
Po chwili Józef zapytał mnie z uśmiechem:
– Widziałeś Felę?

Opublikowano w Lektura Gońca
sobota, 07 wrzesień 2013 07:46

Kilka pozycji patriotycznych

Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943–1944
niemenHistorie walk Armii Krajowej z sowiecką partyzantką na Nowogródczyźnie w latach 1943–1944 przybliża czytelnikom książka Zygmunta Boradyna "Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943–1944" wydana przez Rytm.
Nieżyjący już autor książki Zygmunt Boradyn zmarł w wieku 40 lat. Pochodził z polskiej patriotycznej rodziny. Urodził się i mieszka w Nowogródku. Był wykładowcą historii w Białoruskim Państwowym Instytucie Języków Obcych i na Wydziale Historycznym Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego.
Licznie zamieszkujący Nowogródczyznę Polacy walczący w szeregach AK byli przez sowiecką propagandę określani mianem "białopolaków", "kontrrewolucjonistów", "polskich nacjonalistów", "imperialistów". Na niepodległościowe dążenia Polaków nie było miejsca na terenach, które miały znaleźć się w sowieckim imperium. Polacy byli skazani przez Sowietów na zagładę.
Ukształtowanie geograficzne Nowogródczyzny sprzyjało prowadzeniu walki partyzanckiej. Większość Nowogródczyzny była trudno dostępna. Nie było dobrych szlaków komunikacyjnych, a 25 proc. terenów pokrywały lasy. Wśród ponad miliona mieszkańców, ponad połowę stanowili Polacy, około 40 proc. Białorusini, a poniżej 7 proc. Żydzi.
Ludność białoruska i żydowska była pod wpływem sowieckiej propagandy, kształtującej postawy nienawiści do Polski i Polaków. Sowiecka agresja we wrześniu 1939 została przez Białorusinów i Żydów przyjęta z entuzjazmem. W czasie sowieckiej okupacji komuniści prześladowali i eksterminowali Polaków. Polacy byli mordowani od razu albo za pomocą deportacji na Syberię. Równolegle z prześladowaniami Polaków Sowieci uprzywilejowali Żydów i białoruskich lumpów.
Pomimo szerokich sowieckich represji na Nowogródczyźnie działała polska konspiracja. Często Polacy mieli do wyboru albo być sadystycznie zamordowanym przez Sowietów, albo starać się przeżyć w oddziałach partyzanckich.
W czerwcu 1941 dotychczasowy sojusznik komunistów, nazistowskie Niemcy, zaatakował Związek Sowiecki. Niemcy zamiast wykorzystać entuzjazm narodów dręczonych przez Sowietów, swoimi represjami wobec tubylców kreowali poparcie Białorusinów dla sowieckiej partyzantki. Biologiczne przetrwanie ludności polskiej na Nowogródczyźnie było zagrożone pod okupacją niemiecką działaniami Niemców i działaniami partyzantki sowieckiej – której celem była likwidacja Polaków na terenach, które miały być włączone do Związku Sowieckiego.
Zygmunt Boradyn w swej książce "Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943–1944" przybliżył działania bojowe Okręgu Nowogródzkiego ZWZ Armii Krajowej od lipca 1941 do lipca 1944. Strukturę oddziałów AK. Formy działań AK. Walki z Niemcami i Sowietami. Obronę ludności cywilnej przed terrorem kryminalnym ze strony sowieckich partyzantów.
Autor przybliżył też czytelnikom działania zbrojne prowadzone przez sowiecką partyzantkę. Historię sowieckich oddziałów i metody ich działań. Nadreprezentacje w sowieckiej partyzantce Żydów i Rosjan, co nie odpowiadało strukturze etnicznej Nowogródczyzny. Zdziczenie i działalność stricte kryminalną sowieckich partyzantów. Działania zbrojne sowieckiej partyzantki przeciw oddziałom AK.
Prace "Niemen rzeka niezgody..." ilustrują fotografie polskich i sowieckich partyzantów. W aneksach do książki znalazły się wytyczne sowieckie co do działań wobec AK, prowadzenia komunistycznej propagandy. A także: kalendarium walk AK z Sowietami, wykaz polskich patriotów zamordowanych przez sowieckich partyzantów, depesze między sowieckimi partyzantami a dowództwem sowieckim co do metod walki z Polakami.


Wołyń 1939–1944
wolunJedną z publikacji przybliżających czytelnikom dramat Polaków na Wołyniu jest praca profesora Władysława Filara "Wołyń 1939–1944. Historia pamięć pojednanie" wydana przez wydawnictwo Rytm.
"Wołyń 1939-1944. Historia pamięć pojednanie" to 280-stronicowa książka napisana przez historyka, który sam był ofiarą ukraińskiego terroru. Praca będąca połączeniem osobistej relacji z publikacją naukową opartą na dokumentach archiwalnych.
Czytelnicy książki profesora Władysława Filara poznają wydarzenia z II RP, okupacji sowieckiej i niemieckiej, czasu terroru ukraińskich nazistów, walk autora w szeregach 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. A także obecną sytuacje na terenach opisywanych przez autora.
W rozdziale poświęconym II RP opisany został etniczny podział demograficzny Wołynia wynikający z konsekwencji zaborów. Trudne warunki życia na Kresach w dwudziestoleciu międzywojennym. Ówczesna polityka władz wobec Ukraińców na tym terenie. Działalność polityczna Ukraińców. Relacje Polaków z Ukraińcami przed II wojną światową. Autor opisał też sytuację Polaków na Wołyniu po klęsce wrześniowej. Wiadomości z historii Wołynia uzupełnione są wspomnieniami autora o jego rodzinie.
Kolejne rozdziały pracy opisują okupacje sowiecką i niemiecką. Terror komunistycznej władzy. Zbrodnie popełniane przez Sowietów i ich kolaborantów. Nowych niemieckich okupantów. Terror ukraińskich nazistów. Walki Armii Krajowej z oddziałami nazistów ukraińskich.
Prace kończą wspomnienia autora z wyjazdu na Ukrainę w III RP. Czytelnicy dowiadują się z niego o późniejszych losach ofiar terroru ukraińskich nazistów. "Wołyń 1939–1944. Historia pamięć pojednanie" ilustruje wiele fotografii, ukazujących życie publiczne i prywatne, Kresowiaków i Kresów.
Autor książki, profesor Władysław Filar, urodził się w 1926 roku na Wołyniu. Podczas II wojny światowej walczył w szeregach 27. Dywizji Wołyńskiej Armii Krajowej. Po wojnie służył w Ludowym Wojsku "Polskim". W 1956 roku ukończył Akademię Sztabu Generalnego. W 1963 obronił doktorat z historii wojskowości. Habilitację uzyskał w 1970 roku. Profesurę w 1973. Od 1956 do 1991 pracował w Akademii Sztabu Generalnego, a następnie w Akademii Obrony Narodowej. Od 1992 do 2004 roku wiceprzewodniczący Zarządu Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Autor 120 publikacji naukowych. W swoich pracach wielokrotnie potępiał negowanie i relatywizowanie zbrodni ukraińskich nazistów na Polakach, gloryfikowanie zbrodniarzy z nazistowskiej frakcji UPA.
Władysław Filar jest autorem takich prac o eksterminacji Polaków na Wołyniu, jak: "Przed Akcją Wisła był Wołyń", "Wołyń 1939–1944. Eksterminacja, czy walki polsko-ukraińskie", "Przebraże – bastion polskiej samoobrony na Wołyniu. Bitwy i akcje", "Wydarzenia wołyńskie 1939–1944", "«Burza» na Wołyniu. Z dziejów 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Studium historyczno-wojskowe".

Wspomnienia ułana z 1863 roku – powieść Walerego Przyborowskiego z 1874 roku
ulanaWśród kilku powieści historycznych Walerego Przyborowskiego, wydanych przez Rytm, na szczególną uwagę, w 150. rocznicę powstania styczniowego, zasługują "Wspomnienia ułana z 1863 roku".
Walery Przyborowski, publikujący swoje powieści pod pseudonimem Zygmunt Lucjan Sulima, urodził się 27 listopada 1845 w Domaszowicach koło Kielc, a zmarł 13 marca 1913 w Warszawie. Był pisarzem i historykiem. Członkiem Kościoła luterańskiego. Walczył w powstaniu styczniowym, za co przez wiele miesięcy był więziony przez Rosjan. Studiował na Wydziale Filozoficzno-Historycznym w warszawskiej Szkole Głównej. Pisywał do wielu czasopism, był nauczycielem. Opublikował kilka ważnych prac historycznych o powstaniu styczniowym – "Historja dwóch lat 1861/62", "Ostatnie chwile powstania styczniowego", "Dzieje 1863 roku".
Popularność zdobył patriotycznymi powieściami historycznymi dla młodych czytelników. Pierwszą były " Wspomnienia ułana z 1863 roku". Kolejnymi: "Bitwa pod Raszynem", "Włościanie u nas i gdzie indziej", "Chrobry", "Król Krak i królewna Wanda", "Lelum-Polelum", "Myszy króla Popiela", "Szwoleżer Stach", "Historya Franka i Frankistów", "Na San Domingo", "Szwedzi w Warszawie", "Upiory", "Noc styczniowa", "Aryanie: powieść historyczna z XVII wieku", "Rycerz bez skazy i trwogi".
"Wspomnienia ułana z 1863" ukazują szlak bojowy kilku oddziałów powstańczych. W swej powieści Przyborowski przybliża czytelnikom przyczyny upadku powstania. Powieść nie jest cukierkową hagiografią. Autor ukazał w niej również niezbyt chlubne zachowania niektórych przywódców i bohaterów powstania.


Jan Bodakowski

Opublikowano w Goniec Poleca