Goniec

Register Login

piątek, 24 listopad 2017 08:11

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (40)

AntczakWojciech        – No, ogólnie, domyślam się, ale jakby towarzysz minister był tak uprzejmy, to... 

        – Słuchajcie Goldstein, otóż mam wam do zakomunikowania wiadomość, że źle się dzieje! A nawet powiedziałbym, że jeszcze gorzej! – ostro wystartował ten przebiegły lis, ciągle jeszcze minister walącego się resortu, to znaczy, walącego się pozornie, raczej odpowiednie byłoby określenie „przewietrzanego” resortu, wobec nadchodzącego „nowego”, bo stare metody nie zdawały już egzaminu. 

        – Tym razem, pułkowniku Strużański, przebraliście już miarkę! I odpowiecie za to wszystko po linii służbowej i po linii, że się tak niezbyt ładnie wyrażę... kryminalnej – Bradkiewicz podkreślił ostatnie słowo.

        – Słu... słu... cham? – pytał, jąkając się. 

        Nieznośny ból w okolicach lewej skroni, niczym rażenie prądem, dawał o sobie znać, jak zawsze w chwilach nagłego i silnego zdenerwowania. Ponadto zaczął się gwałtownie pocić, co nigdy przedtem nie miało miejsca. Na domiar złego ogarniała go jakaś dziwna słabość, jakby za chwilę miał całkiem oklapnąć, właśnie teraz, w takim momencie, kiedy powinien był się bronić...

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 17 listopad 2017 07:16

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (39)

AntczakWojciech        Tym „czołgiem”, tą „tankietką” – jak stwierdzili po latach historycy i fachowcy w dziedzinie uzbrojenia – bez wątpienia był Funklenpanzer-Schwerer Laudungsträger typ B IV – „stawiacz min” – a inne źródła podają, że był to Sprengstofftrageren – Borgward IV – „pojazd przeznaczony do przewożenia materiałów wybuchowych” używany przez Niemców do niszczenia barykad. A wspomniana skrzynia była właśnie ową miną, która po odczepieniu i oddaleniu się pojazdu na bezpieczną odległość miała wybuchnąć z ogromną siłą, roznosząc zaporę na Podwalu. Powstańcy pokrzyżowali te plany. Czy zatem określenie „czołg-pułapka” jest zupełnie nieprawdziwe?

        – „Ani czołg, ani pułapka. Niemcy podrzucili podpalony stawiacz min. Może liczyli na to, że Polacy zaczną przy nim manipulować i sami wysadzą barykadę” – odpowiada Mariusz Komacki, ekspert od uzbrojenia. – „Stało się inaczej. Powstańcy, którzy jeździli tym pojazdem po Starówce, musieli przy pokonywaniu przeszkody u zbiegu Podwala i Kilińskiego złapać za dźwignię. To spowodowało zsunięcie się ładunku i uruchomienie zapalnika czasowego. I tyle” – pisze Tomasz Urykowski w artykule pt. „Rocznica wybuchu na Kilińskiego” z okazji 61. rocznicy Powstania Warszawskiego.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 09 listopad 2017 21:10

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (38)

AntczakWojciech        Pan Wacław chwalił sobie tę pracę, a miał ją jeszcze do niedawna, do pierwszych dni Powstania, dopóki nie zaczął się robić i tu „zbyt wielki gorąc”. I obiecał sobie, że jak tylko skończy się „to całe tarabaństwo”, znowu otworzy kiosk, w tym samym miejscu, „żeby nie wiem co!” – mówił wszystkim wokół, dodając z filozoficzną zadumą: „Ale, kiedy to sie, panie skończy, jak sie to ledwie zaczeło?”. 

        – Zdrowie! Zdrowie! – podnosiły się z początku nieśmiałe głosy, aż ktoś zaintonował miarowe stukanie sztućcem w talerz, a za nim podchwycili to inni i zaraz zewsząd słychać było coraz głośniejsze wołanie: „Gorzko! Gorzko! Gorzko!”.

        I kto jaki tam miał kieliszek lub szklankę, nadstawiał pod otwartą z hukiem jedyną butelkę zdobycznego szampana, zdobycznego jak i te wszystkie wiktuały na stole, pochodzące głównie z niemieckich magazynów na Stawkach, dopóki były one jeszcze w powstańczych rękach... Nim spełniono pierwszy toast, dał się słyszeć wybuch, jakby gdzieś w okolicach ulicy Miodowej, a może i bliżej, może nawet na samym Podwalu. Grzmotnęło potężnie. Na szczęście obyło się bez żadnych szkód, ale cała kamienica zadrżała, a wraz z nią i inne, a po chwili znowu zrobiło się cicho, ale tylko na zewnątrz, bo tu, wśród gości weselnych, znowu powrócił dawny wigor.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 02 listopad 2017 21:57

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (37)

AntczakWojciech        Stanisław był pierwszym, którego tu wprowadzono po tak długim czasie.

        – Jak się pan nazywa? – zapytał go brodaty olbrzym o niespokojnych oczach, zapytał go pierwszy po dwóch dniach jego tutaj pobytu i zaraz dodał, nie czekając na odpowiedź: – Nie słyszę!

        – Bohuszewicz, Stanisław Bohuszewicz. 

        – To mi nic nie mówi.

        – ? 

        – A dalej? 

        – Nie bardzo wiem, do czego pan zmierza? O co panu chodzi? 

        – Mnie chodzi o to, o co chodzi wszystkim – powiedział zatoczywszy ręką krąg. – Kim pan naprawdę jest? 

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 26 październik 2017 19:59

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (36)

AntczakWojciech        – Wszyscy na stanowiska! – rozkazał półgłosem kapitan. – Jeszcze brakuje tylko kanonierki na Wiśle i moździerzy od praskiej strony – powiedział to z lekkim sarkazmem.

        Po chwili atak ustał, chyba tylko ze względu na panujące wokół ciemności i padające z różnych stron powstańcze strzały, sprawiające wrażenie znacznie większych sił niż te, którymi w rzeczywistości zdolni byliby stawić opór sunącemu z wolna czołgowi i czającej się za nim piechocie. Niemcy teraz prawie wcale nie używali rakiet do oświetlania terenu, a i powstańcy, mając ich zaledwie kilka, oszczędzali je, a także znając teren lepiej od nieprzyjaciela, na razie nie potrzebowali światła. Wyraźnie wyczuwało się niezdecydowanie wroga. Czołg nagle przystanął, jakby z braku pewności co do ilości zgromadzonych w tej okolicy powstańczych sił, jakby jego załoga wahała się, niezdecydowana, nie wiedziała, co robić, atakować czy wycofywać się, zwłaszcza że nie mogli teraz liczyć na wsparcie lotnictwa... I to w zupełności wystarczyło, żeby czołg został obrzucony butelkami z benzyną. Tego zadania podjęli się jak zwykle trzej najmłodsi. Zwinni jak koty, przemknęli od barykady i rozstawiwszy się z różnych stron, zaatakowali stalowe cielsko. To byli „spece” od unieruchamiania czołgów. Podbiegali jak najbliżej i celnymi rzutami, najczęściej butelek z benzyną, jeśli nie mieli już granatów, zatrzymywali te bestie siejące wokół śmierć. W chwili gdy wybuchnął już ogień, gdzieś, z któregoś domu pomiędzy Zakroczymską a Przyrynkiem zadudniły te potężne karabiny maszynowe.

        – „Waligóra”! „Orkan”! – zawołał podporucznik „Virtus”, a nie słysząc żadnego z nich ogarnęła go złość, potem już tylko obawa, że może tym razem stało się to, czego się najbardziej obawiał, że jak zwykle szarżując, oberwali...

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 19 październik 2017 23:32

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (35)

AntczakWojciechXXX 

        Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie, nie dowierzając, aż wreszcie on pierwszy podszedł do niej i przywarł wargami do jej dłoni, a serce waliło mu chyba jeszcze mocniej niż przed chwilą w kościele, kiedy wypatrzył ją w tłumie, stojąca niedaleko ołtarza, a Lucyna cofnęła tę wolną rękę, jakby z obawą, że to tylko jakieś dziwne jej przywidzenie, być może spowodowane zmęczeniem, brakiem snu i ciągłym strachem przed wszechobecną śmiercią, aż wreszcie położyła dłoń na jego głowie i zanurzyła palce w gęstych, ciemnych i z lekka kręcących się włosach.

        – Staszek... To jakiś cud... Nigdy bym nie przypuszczała, że ty, tutaj... – nie dokończyła, z trudem hamując w sobie płacz.

        Jedynie te jej przecudne, ogromne oczy w ciemnej oprawie, wkomponowane w jakże piękną, o regularnych rysach twarz, opaloną barwą jasnego, delikatnego brązu, karnacji nieczęsto spotykanej u tego typu blondynek, te jej oczy podchodziły coraz bardziej łzami. Stała przed nim jak istota z innego, piękniejszego i spokojnego świata, jakby zjawiła się przed nim jedynie po to, żeby mu dać znać, że jest, że jeszcze żyje... i że od teraz nic nie jest w stanie ich rozdzielić. Przyciągnął ją ku sobie i wtedy przeszedł ją dreszcz i z trudem tłumiony szloch wstrząsnął jej drobnym ciałem, przechodząc w cichy, stłumiony płacz i poczuła słony smak swoich łez, łez, niczym pierwsze krople długo oczekiwanego letniego deszczu. Nie pamiętała już, kiedy czuła się tak bezpieczna jak teraz, w jego silnych ramionach, czując jakże zniewalający zapach swojego ukochanego mężczyzny.

        – Najdroższa... – ledwie wydobył z siebie przez ściśnięte gardło to jedno słowo, z trudem hamując wzruszenie. – Boże, mój Ty Boże, jakże jestem Ci wdzięczny... – myślał, tuląc ją do siebie.         

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 13 październik 2017 09:42

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (34)

AntczakWojciech        – Przynoszę pocztę pułkową. Oto ona, a tu jest klucz... 

        – Niech pan porucznik raczy sam to otworzyć. 

        Patrzył niezbyt uważnie na zawartość nesesera niesionego tu przez prawie całe pięć dni na zmianę z nieżyjącym już „Szymonem”, starszym strzelcem „Waligórą” i tym najmłodszym – strzelcem „Orkanem”. Po pobieżnym przejrzeniu papierów zapytał obcesowo:

        – Co to jest, panie poruczniku?! Poza wnioskiem o awans tych wszystkich ludzi z „Baszty”, cała ta reszta, ten cały raport na temat niemieckich planów, jest już nieaktualny! Okęcie, Ochota, a także i Wola są w rękach Niemców! Niepotrzebnie się pan z tym trudził. A propos, kiedy dokładnie opuścił pan porucznik Mokotów?

        – Melduję, panie pułkowniku, że w środę, drugiego, o świcie... 

        – W środę, drugiego... A czy wie pan, poruczniku, jaki dziś mamy dzień?

        – Tak jest! Melduję, że dziś mamy niedzielę, szóstego... 

        – No właśnie! I to szóstego, wieczorem. Spóźnił się pan przynajmniej o trzy dni z tym raportem kontrwywiadu... Bo reszta, te wszystkie awanse mogą poczekać. Teraz mamy na głowie rzeczy o wiele ważniejsze! Niemniej, dziękuję panu, panie poruczniku. Może się pan odmeldować!

        – Tak jest, panie pułkowniku.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 06 październik 2017 08:24

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (33)

AntczakWojciech         Polecono im stanąć obok dwóch starszych panów, zatrzymanych przed nimi, a stojących posłusznie jak i oni z rękoma na głowach. Na widok przybyłych panowie ci przerwali natychmiast tak żywo prowadzoną półgłosem rozmowę.

        „Virtus” obejrzawszy się zupełnie odruchowo, został zaraz przywołany do porządku przez członka PPS-owskiej milicji nadzorującej plac i Ogród Krasińskich wraz z przylegającymi doń domami.

        – Te, koleś, uważaj, do kogo mówisz! – odezwał się zaraz „Waligóra” tym swoim tonem zawadiaki, w ogóle się nie przejmując powagą sytuacji, aż „Virtus” musiał go znowu przywołać do porządku.

        – Jeszcze słowo, a będę strzelał! – ostrzegł ich jeden z milicjantów. Stali tak około kwadransa, dopóki nie zjawił się dowódca batalionu PPS-owskiej milicji – Stanisław Sobolewski. Zatrzymał się przed tymi dwoma, zaaresztowanymi wcześniej panami i strzeliwszy obcasami, prężąc się jeszcze chwilę przed nimi, nieco stłumionym z przejęcia głosem, przedstawił się im, o dziwo, swoim pełnym imieniem i nazwiskiem, po czym zaczął ich przepraszać za ewidentne nieporozumienie, jakim bezwzględnie było zatrzymanie ich obu przez powstańczy posterunek. Jednym z nich okazał się być delegat Rządu na Kraj w randze wicepremiera – Jan Stanisław Jankowski, mający pseudonim Klonowski, a drugi był przewodniczącym Rady Jedności Narodowej – Kazimierz Pużak, pseudonim „Bazyli”, a żeby było jeszcze zabawniej, pan ten pełnił jednocześnie funkcję sekretarza generalnego PPS-u, partii, której to zbrojne oddziały aresztowały jego i delegata Rządu Rzeczypospolitej... [A świadkiem całego zajścia był porucznik Trzaska-Konopacki, pseudonim Trzaska, którego relację z tego wydarzenia przytacza Stanisław Podlewski w książce „Wolność krzyżami się znaczy”.]

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 28 wrzesień 2017 22:11

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (32)

AntczakWojciech        A pan major Skaliński, co sie bił za Polske aż w Anglii, a potem, kiedy z niej wrócił, to mu zrobili sprawe i za śpiegostwo posadzili, najpierw dostał „kaesa”, jak i pan Zygmunt, to jest pan kapitan, ale mu potem wzieny i zamienili na „dożywotke”. Inaczej nie mogli, bo jakby takiego, jak był pan Władysław, bohatera wielkiego, zaciukali, to ja już nie wiem... czyste wariactwo! To wzieny mu i zamienili te kare, no i bardzo dobrze... Abo wreście taki ja, zwykły gospodarski syn, i żeby jeszcze najstarszy, ale dzie tam! Zamkli, jak jakiego zbrodzieja tylko za to, żem rodzonego, własnego ojca przed tym kałmukiem z tatarskim pyskiem, bronił...

        A tera, jakby wody w gemby nabrali, wszystkie te, co nas tu za nic trzymajom, tera jakby trochu przysiedli... Tylko nowych cięgem wsadzajom za Bóg wi co... jak, dla przykładu tego ksiendza, co to przyszed do nich po dobroci, żeby ratować takiego jednego ze swoich parafianów, a one go, jak jakiego przechere, pobili do krwi. Za co?! I mało im, że go tak poturbowali, to jeszcze mu całą sutanne tak porwali, pobrudzili... bez żadnego szacunku, i żeby on, ten ksienżulek, im co jeszcze złego zrobił... A, szkoda gadać! Szkoda se tem wszystkim głowe łamać!... Abo to, co gadał jeden taki, że go zamkli, tyko za to, bo adres wzion i pomylił, a tam w tem domu, tamuj co do niego wlaz bez pomyłkie i bez żadnego złego zamiaru, zrobili „kocioł”, znaczy sie zasadzke na każdego, kto sie tam tyko nawinoł i nie wie za co go zamkli, a i one też chiba dobrze nie wiedzom za co i po co. Taka to tera władza! Jak świat światem, to takich czasów jeszcze nie było, takiego bezhołowia... A najgorzy to mi szkoda z tego wszystkiego, to tych moich rodzicieli, co to sie tera same beze mnie na gospodarce zostali, bo nawet Mietek, jak poszed do Powstania, to już nie wrócił... No, może tak całkiem to i nie zginoł, może przeżył i jest gdzie we świecie, może nawet w Ameryce, co to sie do niej całe życie wybierał, a może jest i jeszcze dalej... Tak i nawet trochu czasu po skonczeniu ty wojny, jeszcze mielim trochu nadziei, ale tera to tyko my wszystkie trzy, to jest – ja i Mamusia i Tatulo, bo tyko my, we trzyśmy sie zostali na tem świecie... I tak se ciongle myśle, że jakby sie temu naszemu Mieciowi udało przeżyć, to jużci pewnikiem dałby znać czy to z ty swoi Ameryki, czy skondziś dali, dałby znać, jak nie sam, to przez kogoś... Bo tamte trzy moje braciszki, to już na samym poczontku pogineli. Najpierw Władziu, a zara po nim Wiesiu, pono zagarnięty był przez Ruskich gdzieś aż na Wołyniu... A Marcin, jak powiadali, w łapance był pochwycony, jak z rombankom i innom chabaniną na handel pojechał do Warszawy. I tamuj go przycupili, jakoś tak przed samom Gwiazdkom, bo to było akurat, jak Tatulo przywióz z boru takiego wielgachnego chojaka, aż w całej chałupie pachniało świerczyną, że mój ty, Boże! A tera, to sie ino oba same zostali i Matula, i Tato...

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 21 wrzesień 2017 23:15

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (31)

AntczakWojciech        Aż spadł na nie, na matkę, a na nią chyba szczególnie, ten straszny cios, jakim było aresztowanie jej ojca i przetrzymywanie go w tym samym mokotowskim więzieniu, gdzie potem zamęczono go na śmierć – święcie w to obie wierzyły wbrew twierdzeniu więziennych władz o jakoby naturalnej śmierci z powodu silnego ataku serca. Do tego samego więzienia niebawem trafił też Stanisław.

        Nagle, jakby jednocześnie zdali sobie sprawę, że to ich przedłużające się milczenie może stać się przyczyną nagłego przerwania widzenia przez zniecierpliwionego strażnika, więc niemal jednocześnie zaczęli mówić.

        – Staszek! Stasieńku... Boże, jakże się cieszę, kochany... tak bardzo się cieszę! Miałam zabrać z sobą Jędrusia, ale mi odradzano, że gdyby, nie daj Bóg, z jakichś przyczyn... A teraz tak bardzo żałuję, bo on tylko pyta, kiedy wreszcie będzie cię mógł zobaczyć – mówiła przez zaciśnięte gardło ze łzami coraz bardziej ciężkimi, wypełniającymi oczy, zamazującymi jej widok jego, próbującego trzymać się prosto, jakby czytał w myślach żony, że zauważyła, mimo skąpego oświetlenia, że on się tak bardzo postarzał przez te kilka lat. A ona, za wszelką cenę nie chcąc dopuścić do płaczu, choćby najmniejszego jego przejawu, wciągnęła głęboko powietrze, raz i drugi, kiedy usłyszała jego słowa:

Opublikowano w Lektura Gońca